11412452_922622114466628_1791975767001078133_nGdy miałem 7 lat babcia powiedziała mi, że jak się będę żarliwie modlił do bozi, to dostanę rower. Uwierzyłem. Modliłem się 3 razy dziennie a wieczorami nawet podwójnie. Przez cały rok. I po roku bozia mnie wysłuchała, ale chyba tylko jednym uchem, bo zamiast roweru dostałem wizerunek tej bozi na łańcuszku. Ni cholery nie dało się na nim jeździć. Więc babcia mi powiedziała, żebym się teraz modlił do tego dyndadełka, to wzmocni modlitwy i bozia mi w końcu ten rower z nieba ześle. Mając rok jeżdżenia na rowerze „w plecy” i niewiadomo jak długi okres modlitw przed sobą – przestałem wierzyć w moc sprawczą bozi. Wziąłem sprawy we własne ręce. Opyliłem wisiorkową bozię na bazarze, dołożyłem to co zarobiłem na zbieraniu butelek i… kupiłem sobie rower. Od tego czasu jestem nie tylko zapiekłym ateistą, ale również wytrawnym cyklistą.

Jacek Mrozowski, 52 lata, z wykształcenia socjolog, z zawodu przedsiębiorca, z przekonań liberał.

His-masters-Voice-10705

Ludzie bezpańscy

Fronda, portal wojujących katolików opublikował 21 lipca 2015 (cytując  za portalem sanctus.pl) współczesną wersję  Malleus Maleficarum czyli „Młota, w tym wypadku – na ateistów” . Autorem jest Jan Lewandowski (Theologos.pl). Nosi to tytuł:

„Jak zwalczać ateistów? Oto błędy, jakie najczęściej popełniają”

I dalej jest zbiór 62 przykładowych argumentów których używają ateiści w dyskusjach z teistami wraz ze stosownym komentarzem . Trochę filozofii, dużo z kursu retoryki. Argumenty nazwane po łacinie lub angielsku – żeby było „mądrzej”. Nie będę ich tu przytaczał ani analizował. Kto jest ciekawy może sobie kliknąć w „linka” i nad tekstem źródłowym podumać.

http://www.fronda.pl/a/jak-zwalczac-ateistow-oto-bledy-jakie-ciagle-popelniaja,54399.html

Rzeczywiście, wiele z tych argumentów jest przez ateistów używanych, lecz nie można powiedzieć iż stanowią one podstawę ateizmu. Raczej dotyczą rzeczy zupełnie powierzchownych jak na przykład spór o to czy bóg istnieje, czy też nie. To tak jak z zastanawianiem się, „czy autobus nie jedzie bo ma lakier podrapany?” Bóg może sobie istnieć lub nie. Dla ateizmu nie ma to żadnego znaczenia.

Paradoksalnie i zupełnie mimo woli Fronda dotknęła sedna sprawy w zdaniu  wprowadzającym czytelników do zmierzenia się z przedrukiem z Sanctus.pl.

…”Dzięki temu tym łatwiej przekonamy nieszczęsnych ludzi, którzy nie wierzą w Boga, że Jezus Chrystus jest Panem”…

Ha ! I tu jest pies pogrzebany. Tu leży clou całej sprawy. Tu jest podstawa ateizmu i na tym się teraz skupimy.

Mentalność ludzi wierzących w boga(ów) jest mentalnością niewolnika. Oni MUSZĄ mieć PANA. Muszą mieć kogoś, kto będzie im nakazywał co mają robić i zakazywał robienia rzeczy na które być może mieliby ochotę aby je robić. Muszą mieć na stałe przypiętą smycz do obroży.

Jak rano dzwoni im budzik, to są przekonani iż bóg kieruje ich ręką aby go wyłączyć. Bóg nakazuje im się ubrać, zjeść śniadanie, pojechać do pracy. Bóg nakazuje im ukłonić się sąsiadowi, skasować bilet w autobusie. Wszędzie słyszą głos boga który w ich przekonaniu kieruje każdym ich krokiem.

Czy to znaczy, że ateiści nie wstają z łóżek i nie jedzą śniadań ? Piszę ten tekst w miłe przedpołudnie. Jestem po śniadaniu, umyty, ubrany i ogolony. Różnica jest natomiast taka, że ja te czynności, podobnie zresztą jak wszystkie pozostałe – robię z WŁASNEJ woli a nie z woli jakiegokolwiek boga.

Czuję się człowiekiem całkowicie wolnym. Nie mam żadnego „pana” więc jestem „bezpański” w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Oczywiście zaraz spod kanapy może wyjść teista i powiedzieć – „to skąd wiesz bezpański psie, że majtki trzeba zakładać na dupę a nie na głowę ? Skąd to wiesz, skoro twierdzisz że bóg ci tego nie nakazał ?”

Ano wiem. Wiem z dziedzictwa ludzkości które przekazało tysiące praw zwyczajowych (nie tylko 10) obowiązujących na całym świecie i których przestrzegam wraz z miliardami innych ludzi. Babcia mi powiedziała pół wieku temu, że jajko na miękko gotuje się 3 minuty i ja odruchowo patrzę na zegarek robiąc sobie śniadanie. Dlaczego nie zabijam, nie kradnę i nie cudzołożę ? Bo ludzie mnie otaczający nie zabijają, nie kradną i nie cudzołożą.  Nie robię tego to wiedziony konformizmem. Bo inni (przynajmniej w okolicy) tego nie robią.  Nie dlatego że jakiś facet z brodą (nie Freud) dał innemu facetowi z brodą kawałek kamienia na którym było podobno spisane w 10 zwięzłych punktach czego maja nie robić.

Więc jestem sobie radosnym kundlem bezpańskim, który sam musi się zatroszczyć o to co zje i gdzie się wyśpi. I wiecie co ? Nie mam pana i dobrze mi z tym jest. Nie narzekam. Czasami widzę inne kundle które chciałyby sobie pobrykać, polizać się po jajach wtedy kiedy maja na to ochotę. Ale… karcący wzrok pana pozostawia ich w głupio rozkraczonej pozycji z językiem idiotycznie wystającym z pyska.

Na tym właśnie polega ateizm. Na WOLNOŚCI. Problemem czy bóg istnieje czy też nie – nie zaprzątam sobie głowy. Dla mnie on nie istnieje i to o mojej wolności świadczy. Gdyby nawet istniał to też bym go ignorował, bo ja jestem szczęśliwie bezpański.

wololo

Życie wieczne. (historyjka druga)

wololo2

Od czasu rozmowy naszych małpoludów przy krzaku gorejącym upłynęło wiele wody w strumyku. Ci którzy czytali pamiętają, że pożegnaliśmy ich w chwili kiedy ten naiwny pognał z kijem szukać świniaka na ofiarę bóstwu która miała być złożona przez „Tego Który Wiedział”.

Otóż wcale nie pobiegł on wypłaszać świniaki z krzaków. Pobiegł do swojej wioski (awansujmy to miejsce do statusu wioski) Aby podzielić się radosną nowiną z krewniakami. Uczynił tym samym dla nowej religii o wiele więcej dobrego niż mógłby znosząc w pocie czoła najtłustsze nawet świniaki czy też bardziej wyrafinowaną zwierzynę.

Stał się pierwszym prorokiem.

Za nim do zagajnika, który z czasem stał się „Świętym Zagajnikiem” przyleciało 30 wujów, 20 ciotek i kilkadziesiąt pomniejszego drobiazgu. Dobrze ponad setka małpoluda.

Oczywiście tego cwanego już tam nie było. Bo zjadł kojota do końca, wysikał się w ognisko i poszedł do domu bo zaczynało się ściemniać. Pozostały natomiast  ŚLADY uwiarygodniające cała historię. Jeszcze dymiąca akacja, kojoci łeb i wygnieciona trawa w miejscu gdzie przekazał wolę boga Ughrrr.

– O psia krew ! spóźniliśmy się ! Nie dość rączo tu podążaliśmy. I w dodatku bez darów. Ani chybi – obraził się i sobie poszedł. No to teraz cała nadzieja w zesłanie tłustego mamuta prosto z góry poszła w p….

– O nie ! Zakrzyknął ten który ich tu sprowadził. Ja go znam ! On się nie obraził. On wróci i będzie w naszym imieniu rozmawiał z Panem Ughrrr. Musimy tylko go o to poprosić. Uczynić mu to miejsce przyjaznym i dogodnym do rozmów z Wielkim Zsyłaczem Mamutów ! A więc – ciotki do pielenia zagajnika z pokrzyw. Migiem !  Wujowie będą uprzejmi się kopnąć nad rzekę i przynieść tu trochę tych płaskich kamieni. Zrobimy mu leżankę, fotelik i dwa taborety. A smarkateria uplecie z gałązek gustowny daszek.

W ten sposób został nie tylko prorokiem, ale też przywódcą grupy religijnej.

Warto tu zaznaczyć, że nie cała wioska poleciała za prorokiem do zagajnika. Spora jej część pozostała w pobliżu jaskini, bo albo drzemała, albo była zajęta iskaniem z pcheł Samca Alfa. Tego dużego z kędziorami na klacie. Przez to tez społeczność podzieliła się na dwie grupy. Świecką, latająca za tym z kędziorami i religijną która tymczasowo pieliła Święty Zagajnik.

Jest to najstarszy odnotowany w historii przypadek rozdziału kościoła od państwa !

Dni, miesiące i lata mijały a do Świętego Zagajnika nie zawitał więcej „Ten Który Wiedział”. Albo miał coś ważniejszego do roboty, albo uznał, że ściema jest tak grubymi nićmi szyta że nikt jej nie kupi? Albo też zeżarł go krokodyl? Historia nie zapisała jasno jego dziejów. Istnieją tylko domniemania o których będzie później.

Doskonale zaś funkcjonował sam Święty Zagajnik.  Leżankę wymoszczono dodatkowo mchem a dwie setki małpoludów (bo każdy wuj miał swoich wujów w sąsiednich wioskach) znosiło świniaki, drób, orzeszki, lebiodę i wszystko co lubili i na czego cudowne rozmnożenie liczyli. A małpolud zwany od jakiegoś czasu Prorokiem siedział sobie pod daszkiem i pilnował tego dobra.

– Te, opierdalacz ! Ruszyłbyś swój ogon z leżanki i tez coś przyniósł ! – Fuknął któregoś dnia jeden z wujów gdy zasapany przytargał dorodną antylopę.

– Drogi wuju ! Wuj chyba nie do końca rozumie rolę która ty spełniam. Przecież ja tu jestem po to aby pilnować darów znoszonych dla Pana Ughrrr i czekam aż wreszcie zjawi się „Ten Który Wiedział”. W końcu to ja z nim rozmawiałem, ja znam procedury i tylko ze mną on będzie konferował, bo wuja on nie zna i w dodatku jakby wuj się w stawie przejrzał to by zobaczył że pysk ma szkaradny tak że wiewiórki uciekają ! Rozumie wuj ? A teraz niech mi wuj zwoła tu wszystkich pociotków. O – może wuj dmuchnąć w róg od tej antylopy co to ją wuj przytargał !

I w ten sposób Prorok wynalazł stan kapłański i zwoływanie wiernych.

Gdy wszyscy wierni pociotkowie zgromadzili się w Świętym Zagajniku, na wezgłowie leżanki wdrapał się Prorok i rzekł:

– Małpoludu mój pobożny ! Wyznawcy wielkości Pana Ughrrr i mądrości „Tego Który Wiedział”. Pod waszą nieobecność zjawił się on i powiedział…- Szmer przeszedł po tłumie

– Był ? Naprawdę przyszedł? I co, i co ?

– Cisza mi tam ! Wuju, wuj trąbnie w antylopę co by się uciszyli. – Wuj trąbnął i już z własnej inicjatywy zdzielił tego najbardziej krzykliwego trąbą przez łeb.

-… i rzekł mi, że odtąd będziecie się tu zbierać co siedem wschodów słońca. Wszyscy. Co do jednego ! A ja będę przemawiał do was w jego imieniu, bo jemu samemu to nie pasuje, bo ma czas tylko w środy do południa a przecież wy w tym czasie macie zbierać dary dla niego. Zrozumiałe ? I jeszcze macie się mi głęboko kłaniać, bo to tak jakbyście kłaniali się „Temu Który Wiedział” a przez to samemu Panu Ughrrr ! I krzemień mi ostry proszę dostarczyć bo się ogolić muszę. Nie będę taki zarośnięty jak wy małpoludy. A najlepiej jak ze trzy najładniejsze, młode samiczki przyjdą mnie ogolić bo sam nie sięgam do wszystkich miejsc na plecach.

I tak Prorok stworzył celebrę i podstawy kultu.

I od tego dnia małpoludy stały się ludem. Pracowicie znosiły do Świętego Zagajnika dary, zbierały się co siedem słońca wschodów i kłaniały w pas Prorokowi.

Prorok zaś pilnując podgryzał te dary znoszone do Świętego Zagajnika i tak sobie myślał.  „Przecież wszystko to co mówił mi „Ten Który Wiedział” ziściło się co do joty. Sam przyniosłem może z kilo wołowiny a teraz wokół mnie walają się tony. Mogę, a nawet MUSZĘ to jeść, bo inaczej się zaśmierdnie i zamiast chwały Panu Ughrrr – przyniesie tylko hańbę i ujmę. Istnieje więc dobry Pan gdzieś w górze który obdarzył mnie łaską dobrobytu. Musi istnieć, bo jeszcze całkiem niedawno byłem biedny i głodny, a teraz przejeść tego bogactwa nie mogę, cały czas mam wzdęcia i zgagę. Więc naprawdę głęboko wierzę w dobro”.

I tak powstała wiara

Ale nie zawsze wszystko układało się po myśli Proroka. Wśród wiernych znalazł się jeden dociekliwy kurdupel.  Przez kilka miesięcy znosił wraz z innymi dary. Nawet czasami więcej od innych. Aż kiedyś przyszedł i powiedział:

– No dobra. Tak oględnie licząc zniosłem już do Świętego Zagajnika ze 200 kilo wieprzowiny i 100 kilo bananów.  Według twojego proroctwa należy mi się 400 kilowy bawół i parę gęsi za te banany. Zima idzie, czas na rozliczenie interesu.-

I tak kurdupel stał się pierwszym wątpiącym.

Prorok spławił go ze trzy razy, raz nawet szturchnął kijkiem, ale ten upierdliwiec wracał coraz częściej i piszczał coraz głośniej.

Przestraszył się prorok nie na żarty. Bo nawet jakby teraz rozdał swym wiernym małpoludom wszystkie zgromadzone dobra, pomniejszone o to co skisło i to co sam zeżarł, to – każdy by odzyskał tylko ułamek tego co do Zagajnika zaniósł. Zostało mu już tylko kilka dni na znalezienie rozwiązania aż objawiło mu się ono znienacka któregoś poranka.

Jak co dzień jedna z samic goliła go krzemieniem. Tak nieudolnie, że ciach ! Skaleczyła. Porwał wiec Prorok ten krzemień ostry, rzucił nim w głupią służkę. Ale ta małpa uchyliła się złośliwie. Krzemień walnął w taboret, posypały się iskry na suchą trawę. Buchnął płomień a wraz z nim myśl genialna !

Wymyśliłem znak od boga !

Jak zawsze siódmego poranka zebrał się zbór małpoludów w Świętym Zagajniku. Prorok stanął przed nimi i tymi słowy się odzywa:

– Pan nasz, wielki Ughrrr  objawił mi dwa dni temu swą moc i dał do ręki boskie narzędzie. Pamiętacie małpoludy jak wam opowiadałem o ogniu który spadł z góry i podpalił „Naszą Świętą Akację” ? Otóż posiadłem boskie narzędzie do miotania ognia. No… w trochę mniejszej skali, ale nie oczekujmy od razu wszystkiego. –

I dłużej nie zwlekając – trrrrach krzemieniem do golenia w taboret ! Sypnęło iskrami. Małpoludy wskoczyły na pobliskie drzewa za wyjątkiem wuja od trąby, który pobiegł do rzeki ugasić tlące się futro na zadzie.

– Acha, i jeszcze jedno moje małpoludy ! Są tu tacy, którzy wątpią w moc Pana Ughrrr. Tak. Są tacy wśród nas ! Nie będę wskazywał palcem którzy swoim zwątpieniem obrazili Wielkiego Pana Ughrrr, a przez to zgrzeszyli przeciwko niemu ! Ale pokaż się nam wszystkim kurduplu !

– Oooooo – rozniosło się w tłumie.

– Ten oto kurdupel śmiał zażądać od Pana Ughrrr zesłania tłustego bawołu i stada gęsi za te kilka świńskich nóżek i kiść stęchłych bananów ! I Pan Ughrrr nakazał mi go ukarać ogniem z boskiego narzędzia. O – zobaczcie jak się wuj po zadku liże ! Zapytajcie go czy moc ognia z boskiego kamienia jest wielka ?

– Auuuu !-  Jęknął wuj na potwierdzenie tych słów, trąc się intensywnie po zadzie.

– Więc zaklinam was drogie moje małpoludy! Nie narażajcie się na gniew Pana Ughrrr. Nie zmuszajcie mnie abym was karał w jego imieniu. Teraz skoczcie po dziki miód który złożycie w ofierze i zostawcie mnie z Naszym Panem samego. Spróbuję coś dla was załatwić. –

Małpoludy wróciły po dwóch godzinach niosąc miód ofiarny wraz z pniakiem. Dla wygody.

– Słuchajcie, słuchajcie ! – Zagrzmiał Prorok – Rozmawiałem z Najwyższym i przekazał mi on co następuje. W swej bezgranicznej dobroci Pan Ughrrr pozwoli żyć temu niegodziwemu kurduplowi, jednak zniesione przez niego dary ulegają konfiskacie a jego prośby o bawoła wymazaniu z rejestru. Teraz musi on naznosić do Świętego Zagajnika dwa razy więcej świniny i sześć razy więcej bananów aby móc wrócić do naszej pobożnej społeczności ! Do tego czasu będzie żył w hańbie i poniżeniu jako odszczepieniec.-

W ten oto sposób Prorok wprowadził pojęcie grzechu bluźnierstwa i pokuty za nie.

– A co będzie z nami ? – Zaniepokoił się tłum.

– Dla was Pan nasz Wielki Ughrrr ma o wiele lepszą ofertę. Otóż ci z was którzy będą najpokorniejsi, najsilniej wierzący w Pana Ughrrr i najpilniej będą znosić do Świętego Zagajnika najlepsze dary dostąpią kiedyś, po swojej śmierci, obojętnie czy ze starości czy w paszczy lwa, zaszczytu Życia Wiecznego, tam w górze, na obłoku Naszego Pana Ughrrr. Tak. Na tym o tutaj. Po lewej stronie. Będziecie siedzieli u jego boku. I będziecie mogli jeść to co on. A on się byle jak nie stołuje. Oj nie. On nie jada na wpół surowych bawołów z lebiodą. On jada bitki wołowe w sosie z leśnych grzybów. Świniaki pieczone z jabłkiem w pysku i na deser banany z bitą śmietaną.

– Ochhhh !- westchnął tłum małpoludów. – Bita śmietana –

– Co to jest bita śmietana ? – Zapytał jeden z wujów z sąsiedniej wioski

Prorok popatrzył przeciągle

– Sorka, nie było pytania. – mruknął wuj zmieszany.

– No dobra. – podsumował Prorok. – tośmy sobie pogadali, a teraz dawać mi ten miód. Tylko pszczoły dobrze z pniaka powytrząsać ! –