exchange-of-ideas-222789_1280

Ateistka vs ateista.

Ludzie! Ale się narobiło! Temat nr jeden wałkowany przez media, internet, a nawet ludzi na ulicach zaczyna spędzać mi sen z powiek. Już w szkołach moich dzieci małolaci gadają o przyszłych kolegach „Arabusach”. Ludzie na fejsbuku wyrzucają się z grona znajomych, z powodu różnic zdań na temat fali ludzi z krajów muzułmańskich zalewającej Europę. Z argumentów i kontrargumentów przeciwników i zwolenników przyjmowania uchodźców czy imigrantów można by ugotować zupę gęstą jak wojskowa grochówa. Łycha w niej zanurzona stoi już na baczność, a i tak co rusz ktoś dorzuca do gara kolejne składniki. Nie tylko politycy, nie tylko dziennikarze, nie tylko wierzący, ale i ateiści szczególnie aktywni w internecie.

Niektórym tak się w głowach pomieszało, że mają ateistów za ludzi lepszych od pozostałych. Z tego założenia wynika poważne rozczarowanie, kiedy okazuje się, że ateista to niekoniecznie humanista, albo niekoniecznie człowiek wystarczająco empatyczny, wystarczająco święty lub po prostu wystarczająco inteligentny. Wystarczająco dla osoby rozczarowanej. Problem polega na tym, że do samego hasła „ateista” dopisuje się swoje własne, życzeniowe definicje. A ateista to człowiek niewierzący w jakiegokolwiek boga czy bogów. Aż i tylko tyle. Ateistą może być ktoś bez skazy, jak również gość odbywający karę więzienia za morderstwo. To powinno być jasne dla wszystkich.

Wracając do grochówki. Nie wiem, czy zupa się przypaliła, czy też gar się przepełnił, ale ktoś postanowił nagle przyrządzić coś nowego – deserek i wmówić przy okazji wszem i wobec, że między innymi i ja jestem jego współautorką. Jeszcze, gdyby to słodkie danie wyszło dobrze, może nie miałabym nic przeciwko temu. Jak wiadomo, sukces lubi mieć wielu ojców, czy matek. Niestety, wyszedł zakalec, którego ani nie mam zamiaru jeść, ani potwierdzać nieprawdy, czyli że maczałam w nim palce.

Rzecz dotyczy tekstu kolegi „po fachu” pod tytułem „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”

Sam tytuł mnie zaskoczył. Nie wiedziałam, że mam pomysł! Przyznałam nawet w tekście „Przegląd debilizmów dni ostatnich”, że takowego nie posiadam. No cóż, może kolega, bardziej doświadczony w działalności ateistycznej wie lepiej ode mnie, czy mam pomysł, czy nie? Zanurzyłam się w lekturze. Wynurzyć się było znacznie trudniej. Z bagna ciężko się po prostu wykaraskać, tak jak wypisać z ateizmu tylko po to, żeby mnie nikt z tym tekstem nie identyfikował.

Autor tekstu proponuje pytania dla imigrantów (nie dla uchodźców, których gotów jest przyjmować bezwarunkowo) i od udzielonych przez nich odpowiedzi uzależnia przyjmowanie, bądź nieprzyjmowanie ich do kraju. A cóż to miałyby być za pytania? Jak się masz? Co u ciebie słychać? Co cię do nas sprowadza? Nie, nie! Coś znacznie bardziej śmiesznego. A oto propozycje:

„Czy bicie żony przez męża jest twoim zdaniem odpowiednie w zalecanych przez Koran sytuacjach”

I wyjaśnienie:

„Odpowiedź twierdząca mogłaby być powodem nie przyjęcia danej osoby do kraju europejskiego. Koran niestety usprawiedliwia przemoc rodzinną wobec kobiet.”

„Czy należy zabijać osoby, które wyrzekają się islamu?”

„Czy córce wychodzącej za niemuzułmanina należna jest śmierć?”

I wyjaśnienie:

„Te pytania mogą sie wydawać absurdalne i niemal islamofobiczne, ale niestety zbyt wielu europejskich muzułmanów uważa, że karą za porzucenie islamu jest właśnie śmierć, czyli powołuje się literalnie na Koran”.

„Co należy zrobić, gdy ujrzy się na ulicy całujących się panów?”

I znowu wyjaśnienie:

„W wielu państwach muzułmańskich homoseksualizm jest surowo karany (…)”

Akurat to ostatnie pytanie można zadać nie tylko imigrantom. Ja nie lubię patrzeć na całujących się publicznie gejów, lesbijki czy osoby heteroseksualne. Najchętniej podeszłabym do takiej pary (niezależnie od tego, kto z kim by się całował) i powiedziałabym, żeby udała się do sypialni. Czy grozi mi w związku z tym wydalenie z kraju?

Jak sam autor przyznaje, podstawą wiary, prawa i obyczajów muzułmanów jest Koran. Po kiego grzyba mnożyć pytania, jak wszystkie one sprowadzają się do jednego mianownika? Wystarczy podłożyć takiemu imigrantowi świstek papieru z jednym zdaniem: „Wyrzekam się Koranu” – i sprawa załatwiona. Podpisał? Otwieramy drzwi. Nie podpisał? Wypad.

A może prościej? Uświadomić raz i porządnie imigrantów, że w naszym kraju obowiązuje prawo. Jedno prawo, któremu wszyscy podlegają. Bez wyjątku! Mają je zaakceptować, jeśli chcą u nas mieszkać. Albo całkiem polecieć po bandzie i poinformować ich, że szykuje nam się państwo wyznaniowe i zapytać przy okazji, czy aby na pewno chcą w takim państwie przebywać. Bo religią państwową nie będzie u nas islam niestety. Niestety dla nich, bo my od dawna borykamy się z katolickim państwem i jakoś dajemy radę.

Autor brnie w temat dalej a im dalej, tym bardziej upiornie lub śmiesznie. To zależy od wrażliwości czytelnika:

„Po drugie część pytań może być wpleciona w testy psychologiczne, czyli nie postawiona wprost. Można sprawdzić jak gwałtowną reakcję wywołują zdjęcia całujących się mężczyzn, czy na przykład zakochanych par chrześcijanin – muzułmanka. Można też sprawdzić, czy zdjęcie zabitego człowieka z podpisem „ten człowiek rysował karykatury Mahometa” nie wywołuje satysfakcji. Można pokazać tego typu zdjęcia i badać stan emocjonalny testowanego na bazie pozornie niezwiązanych z celem testu pytań.”

Ja piórkuję! Genialne! Proponuję takie badania dla polskich katolibów z jedną zmianą. „Ten człowiek rysował karykatury JP II i Jezusa”. Jak okaże się, że ktoś testu nie przeszedł, wysiedlimy go do Syrii na przykład, bo z tego, co się orientuję, luźno się tam zrobiło. Jak już wspomniałam, sama zaliczyłabym wpadkę na całujących się publicznie mężczyznach. W związku z tym wypadałoby ustalić, jaki wynik dyskwalifikuje badanego. Jedno wahnięcie i wynocha? Toż to nie po bożemu. Ani nie po humanistycznemu czy racjonalnemu:)

Przy okazji jest to banalnie proste rozwiązanie problemu bezrobocia. Armia ludzi zatrudnionych do badania islamistów. Jedni do podpinania ich do czegoś w rodzaju wykrywacza kłamstw, inni do analizowania testów i reakcji badanych, inni do zbierania i archiwizowania dokumentacji a jeszcze inni do wycierania potu z czoła delikwentów. Bo pocić się będą na pewno.

A może jeszcze inaczej. Na samej granicy przywitać ich po słowiańsku, galaretą ze świńskich nóżek i setką wódki. Nie zjedzą i nie wypiją, to niech spadają, jak nie potrafią uszanować zwyczajów gospodarza. Wyjdzie znacznie taniej i mniej ludzi potrzeba do obsługi.

Tekstu tego można by nie traktować poważnie i w ogóle się nim nie zajmować, gdyby nie ten nieszczęsny tytuł. „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”. ATEIŚCI MAJĄ POMYSŁ! Nie wiem, czy prosić trzeba, czy grozić, aby nikt nie przywłaszczał sobie prawa do wypowiadania się za całe środowisko? Jeszcze raz powtórzę — ateista to człowiek niewierzący w boga. Tylko tyle nas łączy, jako ogół. Oczywiście możemy zgadzać się na wielu innych płaszczyznach, ale możemy się również różnić. Jestem ateistką. Mimo to nie tylko nie mam pomysłu, ale również nie wyrażam zgody, aby ktoś za mnie decydował, z czym się identyfikuję, a z czym nie. A już na pewno nie chcę mieć do czynienia z żadnymi testami.

Proponowane pytania ośmieszają przede wszystkim pytającego, a imigranta stawiają w bardzo trudnej sytuacji. Może przed podróżą wakacyjną np. do Egiptu, powinni nam, Europejczykom czy samym Polakom zadawać pytania, zanim pozwolą nam na własne oczy zobaczyć piramidy? A może tylko ateistom? Islam i chrześcijaństwo, choć różne, to jednak są tak zwanymi religiami świętej księgi. Wiele je różni, ale są również punkty wspólne. Ateizm to najgorszy dla islamisty z poglądów. I co teraz? Co wpisałby ateista w miejsce „wyznanie”? Skłamie, aby spełnić marzenie swoje i rodziny na wspaniały urlop, czy napisze prawdę? Może dla niektórych ateistów to bez znaczenia. Wpiszą byle co, żeby tylko dopiąć celu. Jednak dla niektórych ateistów ich pogląd jest na tyle istotny (do takich ja należę), że będą w stanie zrezygnować z wypadu do krajów islamskich, mając poczuciem dyskryminacji i krzywdy rzecz jasna.

Jeszcze raz powtarzam. Nikt, ale to nikt nie ma prawa wypowiadania się w imieniu wszystkich ateistów, a pomysł na testowanie imigrantów uważam za idiotyczny. Autor przewidział to jednak. Złapał mnie za włosy, wyciągnął z szuflady „ateista” i wepchnął do zupełnie innej:

„Oczywiście ludzie nastawieni radykalnie lewicowo i multikulturalnie pomyślą, że sam pomysł na taki test jest oburzający. Wydaje mi się jednak, że mocnym rasizmem jest ich myślenie o muzułmanach jako o „dzikusach”, którym wolno więcej.”

No zaraz krew mnie zaleje! Najpierw mówi mi się, że mam pomysł, upycha się mnie w grono osób, których poczucia humoru najzwyczajniej w świecie nie łapię, a potem mówi mi się, że skoro mi pomysł ateistów nie odpowiada, jestem radykalnie lewicowa lub mam nastawienie multikulturalne. Do tego jestem rasistką, która twierdzi, że dzikusom więcej wolno. Nie! Nie jestem! Nie twierdzę! Nie wolno! I w ogóle łapy precz od mojej fryzury!

Na sam koniec autor zasadza kwiatka, który nijak ma się do grządki w postaci tytułu, dzięki któremu postanowiłam przeczytać ten tekst:

„Oczywiście nie mam badań dotyczących tego, jak wielu ateistów i świeckich humanistów chciałoby lobbować za tego typu testami dla imigrantów”.

No mój drogi! Albo rybki, albo pipki. Ateiści mają pomysł albo moi koledzy mają pomysł. Czy w ogóle taki pomysł można łączyć z ateistami? To, że wpadł na niego ateista, a inny ateista go poparł, nie oznacza, że ateiści jako ogół mają ten sam, niepoważny pomysł.

Nauczmy się wypowiadać przede wszystkim we własnym imieniu. Wówczas mniej konfliktów będzie pomiędzy samymi ateistami, czego wszystkim nam serdecznie życzę.

  • Krzysztof Gadomski

    Cóż, Izo Szanowna. Jak zwykle w punkt. Niniejszym składam samokrytykę, jako że na pewno nie przebrnąłbym tego testu pomyślnie. Rozumiem, że powinienem się wynieść z kraju i nawet jestem gotów to zrobić, przy założeniu, że na granicy innego, nie zatrzyma mnie jakiś inny pan z karteczkami wypełnionymi pytaniami. Uważam „pomysł ateistów” za bardzo interesujący. Oczami wyobraźni widzę miliardy ludzi, szwendających się od kraju do kraju i biedzących się nad testami.
    PS. Test nóżkowo-wódczany to świetny pomysł (jego też bym nie zdał), a za Twoje poglądy o publicznie całujących się, najchętniej bym Cię ucałował. I to wcale niekoniecznie zaraz w sypialni.

  • jas fasola

    Widziałem ten tekst w „natemat” i miałem identyczne przemyślenia. Zgadzam się z autorką w całości.
    A twórcy takich głupot powinni sobie przypomnieć że każdy polak starając się o wizę do USA musi odpowiedzieć na pytanie „czy jesteś terrorystą?”. Ciekawe czy choć jedna osoba odpowiedziała: tak. Ciekawe ilu członków Hezbollahu lub Alkaidy odpowiedziało „tak”?
    Z jednej strony te pytania opisują fakty, powszechne zachowania w krajach islamskich. Ale jeśli ktoś był na tyle inteligentny i operatywny, że dotarł do Polski to wie jaka odpowiedź jest prawidłowa.

  • Joshua Kowalski

    > „Niektórym tak się w głowach pomieszało, że mają ateistów za ludzi lepszych od pozostałych”

    Jak widać jest to typowa ludzka cecha/słabość. Definiujemy grupę do której należymy a potem uznajemy że z jakiegoś powodu członkowie naszej grupy są lepsi od innych. Na dodatek każdy członek grupy na pewno myśli tak jak Ja. Ten mechanizm psychologiczny jest jak sądzę jednym z czynników utrzymujących spójność każdej większej zorganizowanej grupy. W tym grup religijnych.
    Czy zatem ateizm jest religią? Raczej nie. Przynajmniej dopóki ateiści nie będą mieć przywódcy noszącego jakieś idiotyczne nakrycie głowy.
    Richard Dawkins w „Bogu urojonym” w kilku miejscach jest bliski stwierdzenia, że „ateiści są lepsi od wierzących”.
    Po prostu nikt nie jest wolny od grzechu pychy lub lenistwa umysłowego i szybkich uproszeń.

    > „Nauczmy się wypowiadać przede wszystkim we własnym imieniu. Wówczas mniej konfliktów będzie pomiędzy samymi
    > ateistami, czego wszystkim nam serdecznie życzę.”

    Unikajmy konfliktów lecz nie różnic poglądów. A czego potrzeba, żeby różnica poglądów nie rodziła konfliktów i podziałów.
    Kultury dyskusji. Czego wszystkim nam serdecznie życzę.

    • Dodam tylko że te mechanizmy posiadania wiedzy odmiennej, takiej która obala dotychczasowe przekonania, czasami źle wpływa na EGO.

  • Mariusz Z. Felsmann

    Izo, jeszcze bardziej Ciebie nie lubię! :-)))))))

  • zdzich

    Dzięki Iza za ten tekst 😉 też nie zgadzam się na wypowiedzi w czyimś imieniu, a zwłaszcza w Moim ! Ø
    Pozdrawiam 😉