blue-eyes-237438_1920

„Moje ciało moja broszka”

blue-eyes-237438_1920„Moje ciało, moja broszka” – brzmi logicznie, prawda? Jednak nie dla wszystkich. Ciało może być moje, ale broszka ma należeć do tysięcy obsesyjnie zainteresowanych nią mężczyzn w kieckach zobligowanych do celibatu oraz do ich politycznych sługusów.

Jak wiecie, nasz ePiSkopat i otumanieni katolickim bełkotem, aczkolwiek lepszego sortu polscy patrioci szykują kobietom piekło na ziemi. Nową ustawę antyaborcyjną, zrównującą kobiety z bydłem hodowlanym. Jeśli ten śmieć, który nadaje się jedynie do podtarcia tyłka, wejdzie w życie, my wszystkie — wasze matki, żony, siostry i córeczki będziemy zmuszone do kontynuowania ciąż zagrażających naszemu życiu, do rodzenia dzieci chorych, ułomnych, niezdolnych do samodzielnego życia i patrzenia na ich agonię, do rodzenia dzieci spłodzonych podczas gwałtów. Do porodów będą zmuszane nieletnie dziewczynki, nawet jeśli ciąża będzie skutkiem stosunków kazirodczych.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o projekcie tej ustawy, poczułam się, jakby ktoś napluł mi w twarz, odebrał mi godność, ustawił mnie w jednym rzędzie z krowami na pastwisku, o których losie decyduje hodowca. Niezłe porównanie, biorąc pod uwagę, że taki los chcą nam zgotować owce dla swojego Pasterza. Mam wrażenie, że w tym stadzie więcej jest baranów, niż owiec.

Czy uda się im zakuć kobiety w kajdany i poddawać je torturom ku chwale Pana? Ciężko mi w to uwierzyć, ale w zwycięstwo PiS-u w wyborach też nie wierzyłam. Zamiast czekać bezczynnie, aż nas całkiem zniewolą, musimy działać, choćby wspierając Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Ratujmy kobiety”.

Jak? Nic prostszego. TUTAJ można zapoznać się z treścią projektu ustawy liberalizującej ustawę antyaborcyjną, która wysyła do lamusa ustawę obowiązującą do dziś, bezczelnie nazywaną kompromisem. Następnie TUTAJ można pobrać listę do zbierania podpisów. Później pozostaje już tylko podsuwanie jej mężom, partnerom, ciociom, wujkom, rodzicom, znajomym, dzieciom (jeśli mają minimum 18 lat), bliższym i dalszym znajomym, a potem wypełnione listy wysyłamy na adres:

02-786 Warszawa

ul. Związku Walki Młodych 17 lok. 12

Co znajduje się w projekcie ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie? Chociażby zapis, że każdy ma prawo do samostanowienia w dziedzinie rozrodczości, do informacji, edukacji, poradnictwa i środków umożliwiających korzystanie z prawa do świadomego rodzicielstwa. Ustawa proponuje wprowadzenie do programów nauczania szkolnego przedmiot „wiedza o seksualności człowieka” od pierwszej klasy szkoły podstawowej.  Dzieci mają zdobywać wiedzę na temat „seksualności człowieka i praw reprodukcyjnych, ochrony przed przemocą seksualną, a także metod i środków zapobiegania ciąży, sposobów zabezpieczania się przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, w tym HIV/ AIDS, oraz kształtowania wolnych od przemocy, partnerskich relacji w związkach i równości płci w społeczeństwie”.

Kolejna ważna rzecz, to refundacja środków zapobiegania ciąży. Dla osób korzystających z pomocy społecznej środki antykoncepcyjne mają być zapewniane za darmo.

Następna sprawa  — niczym nieograniczone prawo do przerywania ciąży do 12 tygodnia jej trwania. Po upływie 12 tygodnia kobieta ma mieć prawo do przerwania ciąży, gdy zagrożone jest jej życie lub zdrowie, płód jest upośledzony lub nieuleczalnie chory, co zagraża jego życiu lub gdy ciąża jest następstwem czynu zabronionego.

Ustawa ma zamiar rozprawić się z kolejną katolicką zmorą — klauzulą sumienia poprzez zobowiązanie świadczeniodawcy, który zawarł umowę z NFZ w zakresie obejmującym świadczenia zdrowotne z zakresu opieki zdrowotnej nad kobietą w ciąży, do udzielania tych świadczeń w sposób kompleksowy, w szczególności obejmujący przerwanie ciąży. Do tego zobowiązuje świadczeniodawcę do publicznego udostępnienia listy nazwisk lekarzy, którzy korzystają z odmowy udzielania świadczeń zdrowotnych związanych z przerywaniem ciąży na podstawie art. 39 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodzie lekarza i lekarza dentysty oraz do zgłoszenia tej listy do NFZ. NFZ zostaje zobowiązany do publikowania list w Biuletynie Informacji Publicznej i do rozwiązania ze świadczeniodawcą umowy, jeśli nie zapewnia on kompleksowych świadczeń zdrowotnych. W przypadku, gdy wszyscy lekarze wykonujący zawód u świadczeniodawcy złożyli informację o możliwości odmowy udzielenia świadczenia, świadczeniodawca jest zobowiązany do posiadania umowy z podwykonawcą, zapewniającej wykonanie tego świadczenia.

Czyż to nie byłby raj?

Do roboty kochani! Mamy czas do 31 lipca. Pokażmy im gest Kozakiewicza i przy okazji to, że jest nas więcej!

 

 

 

  • Ręce opadają. Jednak w przeważającej części nasze społeczeństwo zeszło dopiero z drzewa i nie do końca się wyprostowało

  • Michal Kraus

    W pierwszej chwili pomyślałem, że to brzmi tak dobrze, że aż nie realnie. Potem dopiero zdałem sobie sprawę, że to co w pierwszej kolejności oceniłem jako nierealne to przecież powinna być normalność.

    Ta opisana przez Izę ustawa nie wprowadza niczego co odbiega od humanitarnej, racjonalnej normalności – problem, że dla zbyt wielu ludzi nienormalnością jest dać kobietom prawo decydowania o swoim ciele – czyli zrównać prawa kobiet i mężczyzn.

    W pełni popieram inicjatywę.

  • ratus

    Po wprowadzeniu dyrektywy UE o bezrecepturowej sprzedaży pigułki „dzień po”, tzw. minister Radziwiłł zapodał, że na skutek „licznych informacji o niepożądanych skutkach ubocznych” przywróci sprzedaż wyłącznie na receptę.

    Po chwilowym zamieszaniu sprawa ucichła. Jak obecnie FAKTYCZNIE wygląda dostępność tego specyfiku? Czy formalnie obowiązują recepty? Czy aptekarze mają prawo do „klauzuli sumienia?”

    • Michal Kraus

      Minister oparł swoją decyzję na plotkach od moherowych bab – w żargonie politycznym: „licznych informacjach”.

      Jakie (Poza „licznymi informacjami o (bliżej niezdefiniowanych) niepożądanych skutkach ubocznych) mogą być de facto konsekwencje „bezrecepturowej” dostępności pigułki po?

      Może to, że zgwałcona osoba bez utrudniających życie procedur będzie mogła nie dopuścić do niechcianej ciąży?
      Kobieta, gdy zawiodły tradycyjne lub nietradycyjne metody antykoncepcyjne będzie mogła dopuścić do niechcianej ciąży.
      Ksiądz, który zaciąży swoją parafiankę będzie mógł nie dopuścić do niechcianej ciąży, zamiast słuchając muzyki czekać w pokoju obok aż noworodek umrze tuż po porodzie (w każdym razie nie popełnił grzechu aborcji).
      Być może chodzi o zwięskzenie rozwiązłości seksualnej? Czy ktoś uważa, że świadomość zajścia w ciążę powstrzymuje ją aktualnie? I druga sprawa – no i co z tej „rozwiązłości” seksualnej ma złego wynikać, chyba, że to rozwiązłość seksualna jest złem, bo uprzedmiotawia kobietę, w przeciwieństwie do aktualnej postawy kościoła i tradycjonalistów – odbierającej kobietom prawa do decydowania o sobie i zmuszające je do bycia bezwolnymi inkubatorami rozpłodowymi… a nie zaczekaj…

      • ratus

        Ty mi nie tłumacz paranoi ministra. Ja pytam całkiem serio: Czy rzeczywiście – lege artis – przywrócono wymagalność recepty na „ellaOne”?

        Minister to zapowiadał w marcu br; powstał projekt nowelizacji ustawy – ale na czym się skończyło? Przyjęto, odrzucono, projekt w sejmie, dyrektywa UE olana? – ktoś coś wie?

        • Michal Kraus

          Na razie jest projekt w fazie konsultacji. W połowie marca zapowiadali, że za 3 miesiące będzie tylko na receptę, a jak trafisz na „sumiennego” aptekarza to pewnie i na receptę nie dostaniesz.

          Myślę, że jeszcze jakieś dwa tygodnie i będzie wiadomo. Jedno czytanie. Notariusz Jarka podpisze i gotowe.

          • ratus

            Czyli, same domysły, domniemania, wróżenie. A na końcu o wszystkim zdecyduje „sumienie” aptekarza.

          • Michal Kraus

            Doświadczenia z PiSem zalecają dmuchanie na zimne. Dlatego, jak dla mnie, wymowa tego artykułu i plan działań są zrozumiałe.
            Warto zauważyć, że sumienie aptekarzy pojawiło się nagle – w ramach kampanii wyborczej pisu. Wcześniej jakoś nikt sobie z jego istnienia nie zdawał sprawy. Wyczuwam drugie dno – jakieś wzmożone działania kleru i religiantów na określanie swoich i jednoczesne tępienie lub utrudnianie życia „tym drugim”. Sądzę jednak, że to zasłona dymna dla bardziej polityczno-gospodarczych działań mających na celu wyprzedanie watykańczykom za bezcen mienia i nadanie dodatkowych przywilejów, które zabezpieczą ich wpływy nawet w przypadku zmiany władzy.
            Warto zauważyć, że budzące się sumienie aptekarzy i chazanów miało miejsce jeszcze za czasów PO i to PO razem z koalicjantami zezwoliło (albo skutecznie się nie przeciwstawiło) na takie nadużywanie klauzuli sumienia – każda partia z lewa, czy z prawa próbuje się układać z klerem – ich wpływ na społeczeństwo i decyzje wyborców jest zbyt duży by mógł być zbagatelizowany przez jakąkolwiek partię.
            Tylko i wyłącznie odpolitycznienie kościoła – zakończenie jego finansowania przez państwo i odebranie mu monopolu na religijną indoktrynację dzieci pozwoli na wychowanie kolejnych racjonalnych pokoleń, które kierują się zasadami humanitarnymi i dobrem ogółu, a nie „bogiem, honorem i ojczyzną” i na to by partie zaczęły naprawdę myśleć o dobru narodu, a nie o dobru „pośredników boga” i tym jak się im podlizać.

          • Elżbieta Kunachowicz

            off-top – w sprawie sumienia aptekarzy; Gdybym była farmaceutą to sumienie nie pozwalało by mi sprzedawać większości „nowoczesnych” specyfików na przewlekłe choroby układowe- bo nie wiem czy wiecie, ale koncerny wypuszczają cała masę leków , których stosowanie po niedługim czasie powoduje zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu organizmu, do tego stopnia, że odstawienie danego leku może spowodować gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia z zejściem włącznie. Ale tak by zareagowało moje ateistyczne sumienie- to katolickie działa widać inaczej.

          • Michal Kraus

            Gdybym ja był farmaceutą, to sumienie nie pozwalałoby mi sprzedawać jako leków (na półkach z lekami obok środków farmaceutycznych), środków homeopatycznych. A większości farmaceutów to nie przeszkadza.

            Jeśli chodzi o wspomniane przez Ciebie leki – dotyczą przewlekłych chorób układowych. Część leków tak działa, że w przypadku chorób przewlekłych nie leczą samej choroby ale pozwalają w miarę normalnie funkcjonować. W takim przypadku można odnieść wrażenie, że to odstawienie leku powoduje pogorszenie zdrowia. Z drugiej strony jeśli, ktoś po wypadku dostaje leki przeciwbólowe, i gdy lek przestaje działać – co zbiega się z nawrotem bólu, nikt raczej nie powie, że to odstawienie leku powoduje ból. To takie moje wrażenie na szybko. Nie znam szczegółów dotyczących opisywanych przez Ciebie leków.

          • Elżbieta Kunachowicz

            chodzi raczej o efekt podobny do odstawienia dializy, i nie o to chodzi nawet, że potem pacjent nie nadaje się już do przeszczepu, raczej o to, że się go o tym nie informuje, przed rozpoczęciem leczenia tą metodą.

          • Michal Kraus

            Nie rozumiem, dlaczego ktoś kto miał dializę – zakładam że prawidłowo zaordynowaną chciałby ją odstawić? Dlaczego odstawiając dializę (zaprzestając leczenia) chciałby jednocześnie zapisać się na przeszczep nerki (na który zapisuje się ludzi m.in. leczonych dializą). Być może ten opisywany przez Ciebie to jakiś wyjątkowy przypadek. Na pierwszy rzut oka nie jestem w stanie określić na czym dokładnie polega problem. Jeżeli możesz podzielić się szczegółami to chętnie poczytam – interesują mnie takie ciekawe przypadki medyczne (tak już mam).

          • Elżbieta Kunachowicz

            pacjent dializowany nie nadaje się do przeszczepu – nie znam szczegółów, pp chodzi o przyjmowane leki związane z dializą, ale to tylko moje przypuszczenie. Nie interesowałam się tym problem głebiej, słyszałam tylko wniosek od kolegów lekarzy.

          • Michal Kraus

            Z ogólnie dostępnych materiałów dla pacjentów czekających na przeszczep nerki, pacjenci dializowani są własnie w grupie szczególnie wskazanej do przeszczepu, a przerwanie dializy jest wskazaniem do usunięcia takiej osoby z kolejki.
            Jeżeli to co usłyszałaś to prawda to rzeczywiście brzmi jak jakiś absurd – medyczny „paragraf 22”.