DSC2491-1-e1451736386203

Gdzie się zlecą ateiści?

Już dla nikogo nie jest tajemnicą, że ateiści mieli podział środowiska na dwie imprezy o tej samej nazwie – Dni Ateizmu. Mam nadzieję, że dla nikogo już nie jest to tajemnicą, bo jeszcze na marszu padały o to pytania. Znajomy do znajomego na marszu rzucał:

– Do zobaczenia na panelu!

– Ale na jakim?

– No jak to na jakim? Na „Znani apostaci i bluźniercy”.

– Ale ja idę na Arona Ra

– Jakiego Ra?

– To gość specjalny Koalicji Ateistycznej

– A! A ja myślałem, że będą teraz apostaci i bluźniercy

– Bo będą, ale to z Fundacją

– Ale na Chmielnej, tak?

– Nie, na Sapieżyńskiej.

– Aha, to do zobaczenia na bankiecie!

– A na którym bankiecie? 🙂

Co sprytniejsi i bardziej wysportowani zrobili sobie maraton po Łorsoł i z programami obu organizacji biegali to tu, to tam, żeby jak najwięcej zobaczyć i jak najwięcej ciekawostek zaliczyć. A trzeba przyznać, u jednych i drugich było bardzo ciekawie. Do tych sprytnych, co to sobie urządzili trzydniowy jogging, należałam m.in ja z synem. Tydzień leczyłam zakwasy, ale warto było! Kiedy już wypoczęłam i ochłonęłam po wrażeniach dumna, że udało mi się jakoś podzielić sprawiedliwie, bo półtora dnia spędziłam z jednymi, półtora z drugimi, zapragnęłam aby znowu coś się zadziało. A marzenia czasem się spełniają, niestety.

W powiadomieniach pojawiło mi się zaproszenie na III Ogólnopolski Zlot Ateistów. Sprawdzam termin – 13/15 sierpnia. Z zadowoleniem klikam w „wezmę udział” i czytam szczegóły. Organizator Koalicja Ateistyczna, miejsce Sulejów. Czemu nie? Kilka osób z KA poznałam i polubiłam. Ze smutkiem patrzę na zdjęcie wyróżniające wydarzenie. Cała warszawska ateistyczna brać, tzn. KA i Fundacja razem. Ech…

Przez kolejne dni pojawiają się różne posty – a to, czy można zorganizować jakoś wspólny transport, czy można zabrać dzieci, że może weźmiemy odpowiednie stroje z Dni i odwiedzimy w nich klasztor Cystersów, że podczas procesji puścimy z głośników piosenkę Marii Peszek „Pan nie jest moim pasterzem”, że ci co wpłacą zaliczki najpóźniej, zagwarantują sobie nocleg w pontonach, ot takie żarty na temat atrakcji, jakie sobie zafundujemy.

Nagle zelektryzowała mnie wiadomość, że wiceprezeska Fundacji również bierze udział w tym wydarzeniu. „Alleluja!” – zakrzyknęłam, jak na rasową ateistkę przystało. A jednak udało się! Jakoś tam się dogadali, kiedy kurz a z nim emocje opadły po Dniach Ateizmu. Może zrozumieli wszyscy, że w kupie siła, że nie ma co dzielić, czy też rozdzielać ludzi, którzy na prawdę się lubią i razem chcą spędzać czas. W tym infantylnym, niemal dziecięcym rozmarzeniu ujrzałam wspólne Dni Ateizmu za rok i tysiące ludzi na jednym wspólnym marszu. Śmiejecie się z tych tysięcy? A jednak okazuje się, że one są bardziej prawdopodobne niż wspólny marsz.

Zauważam wczoraj, że mam zaproszenie na III Zlot Ateistów od prezesa Fundacji. Czyżby nie zwrócił uwagi, że już zadeklarowałam swoją obecność? Ale fajnie, że udostępniają to samo wydarzenie. Jest zgoda w ateistycznym narodzie. Klikam „wezmę udział”… Ale zaraz, zaraz. Po co udostępniać to samo wydarzenie? Może ma dla nich znaczenie kto przyjedzie od nich a kto od Koalicji? Nawet po marszu ktoś mnie zapytał, w czyim stroju byłam? Nie sądziłam, że to ma jakieś znaczenie. Patrzę na szczegóły wydarzenia i co widzę? Organizator Fundacja im. Kazimierza Łyszczyńskiego, miejsce nieznane jeszcze, termin…

Kto zgadnie, jaki termin? Oczywiście 13/15 sierpnia. Że łot de fak???

Zmieniam szybko z „wezmę udział” na „zainteresowana”. Gęba nie cholewa. Jak mówi, że jedzie z tymi, to jak ma zmienić zdanie ot tak, że teraz to jedzie z drugimi? Ale moment! To wiceprezeska Fundacji jedzie z KA a prezes sam? Rozłam w dwuosobowym zarządzie? No niby w trzyosobowym, ale ten trzeci jest teraz Prezesem Stowarzyszenia KA 🙂 Trzeba to wyjaśnić – pomyślałam.

Pootwierały mi się czaty, aż zabrakło mi miejsca na monitorze. Trochę niewygodna sytuacja, bo staram się trzymać sztamę z jednymi i drugimi w ufności, że kiedyś jakoś poukładają się relacje pomiędzy dwiema skłóconymi organizacjami. Prywatnych rozmów zdradzać nie będę. Były szokujące. Czuję się po nich niebondowo. Nie dość, że wstrząśnięta, to jeszcze zmieszana. Jedno wiem na pewno. NIE DA SIĘ NIC ZROBIĆ, zloty będą dwa. I tego, że nic nie da się zrobić nie mówią tylko oni – Koalicja, ani oni – Fundacja. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, po tym co się dowiedziałam, również ja.

Pierwsza myśl po tych rewelacjach była taka, żeby wyłączyć laptop, wyrzucić przez okno i zapomnieć o całej tej ponad rocznej zabawie z ateizmem w sieci. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że laptop też nie wytrzymał ciśnienia i karta sieciowa mu padła. Podwędziłam komputer córki, bo mi nagle jakoś z litości chyba złość na sprzęt przeszła. Ale szlag mnie trafia, że nie można się z ateizmu wypisać, jakiejś apostazji dokonać, ekskomuniki na siebie nałożyć, czy jakkolwiek inaczej się wykluczyć. A mogli rodzice zanieść do kościoła, dać księdzu pokropić i teraz zamiast portal ateistyczny z kolegami prowadzić, odmawiałabym sobie spokojnie zdrowaśki i odgniatała kolana na kościelnej posadzce, a jeśli już, to pisałabym dla Frondy.

Dziś już machnęłam ręką na to, że ludzie znowu się pogubią, że znowu będą myśleli, że jest jeden zlot, jedna impreza, tak jak myśleli o Dniach Ateizmu. Myślicie, że się nie pomylą? Nawet wiceprezeska Fundacji się pomyliła! A potem, po zlocie ludzie będą się dziwić takim rozmowom:

– Cześć! Co słychać?

– Właśnie wróciłam ze zlotu ateistów!

– Wiesz co, zawsze czułam, że bajkopisarka jesteś, ale teraz wiem to na pewno! To ja wracam ze zlotu ateistów!

– Chyba ze zlotu czarownic na Łysej Górze! Byłam to wiem, że ciebie tam nie było, kłamczucho!

– Wypluj te słowa szmato! 🙂

Jak już wspomniałam, machnęłam ręką. Obejrzałam moje adidasy. Wciąż w gotowości. Skoro Warszawę w trzy dni obskoczyłam na obcasach, to w adidasach Polski nie dam rady obskoczyć? Jeden dzień z KA, drugi dzień z Fundacją a trzeciego dnia z konkurencją może, bo już mnie słuchy dochodzą, że są pomysły, na zlot trzy i cztery.

***

Jakby ktoś pytał, to mimo wszystko jadę na zlot. I wezmę ze sobą adidasy, ale nie po to, by biegać. Jeśli już przyjdzie uprawiać mi jogging, to wówczas, kiedy sama będę miała na to ochotę, a nie kiedy zmuszą mnie do tego okoliczności.

  • ratus

    Jak mawiają Rosjanie: „I smieszno i straszno”…

  • Lidia Gilewicz

    A jak się to ma do krakowskich ateistów? Parę lat temu dowiedziałam się, że ateiści z Krakowa obrazili się na ateistów od Tabisza i jak jedni robią akcję, to drugich nie ma i odwrotnie. Każda strona ma swoje racje ale dla postronnych osób takie działania są zupełnie bez sensu, bo zamiast się wspierać to nawzajem się osłabiają. W niektórych momentach dla wspólnego dobra szefowie obu grupek mogliby pochować toporki, bo przecież cel działań powinien być jednakowy. A może nie…?

    • dama z gaśniczką

      Jak najbardziej tak.

    • No cóż, od dłuższego czasu nie mogę wyjść z podziwu, jak to jest, że środowiska racjonalistów tak profesjonalnie określają braki edukacyjne w naszym społeczeństwie. Zwracają uwagę na porażająco niską jakość i umiejętność społeczeństwa w prowadzeniu dialogu ponad światopoglądem, a jednocześnie sami nie potrafią takiego dialogu podjąć we własnym środowisku — taki trochę dualizm. Nieprawdaż?

      Jakiś czas temu kolego z portalu stwierdził, że „ateizm to gówniane spoiwo” uważam, że jest trochę inaczej, to ateiści się nie potrafią zespoić.

      To nie ateizm jest problemem tylko ludzie.

      Nic dziwnego, że mamy tak jak mamy. Byle jaka grupa charyzmatyczna potrafi zrobić taką krucjatę różańcową, że ciary po plecach chodzą, a ateiści nie potrafią scalić dwóch imprez do kupy.

      Trochę to wygląda tak jakby w Polsce doszło do jakiejś schizmy ateistycznej – niezła jazda nie dość, że kuźwa musimy „wierzyć”, że boga nie ma, to jeszcze w proces schizm wchodzimy.

      Kurwa koniec świata

      • ratus

        Gdyby ateizm nie był światopoglądem, tylko ideologią, wtedy, jak wszystkie ideologie posiadał by program, dogmatykę, a nade wszystko WODZA, idola, tak jak każda porządna partia, sekta czy mafia.
        Wtedy, jako sekta, mógłby stawać w konkury z inną sektą, np. KK.

        Ateizm może pełnić pewną rolę jako atrybut jakiejś grupy społecznej, ale sam w sobie nie jest żadnym przeciwnikiem dla idei religijnych czy politycznych.

        Partie laickie, czy wręcz antyklerykalne mogłyby być organizacjami, do których chętnie wstępowali by ateiści, ale przecież ateizm nie byłby warunkiem ‚sine qua non’ dla adeptów!

        Twierdzenie, że ateizm nie jest ideologią (tak jak niezbieranie grzybów nie jest hobby!) a następnie organizacja wieców pod sztandarami ateizmu, to sprzeczność sama w sobie…

        • Też uważam, że ateizm to po prostu stan wiedzy na temat nieistnienia istot magicznych. Natomiast to co z tego stanu wynika, czyli nasze relatywne postrzeganie procesów na świecie tworzy jakieś światopoglądu. W przypadku marszu zawsze miałem odrębne zdanie, ale co do paneli i wykładów już nie.

        • Lidia Gilewicz

          Czyli jesteśmy słabi brakiem ideologii.

          • Myślę, że jesteśmy słabi zapałem i poczuciem bezradności, które zresztą sami sobie wmawiamy.

          • ratus

            Jesteśmy słabi brakiem pragmatyki. Ateiści, jako środowisko (grupa) przypominamy romantyków, tyle, że bez religii.Wykształcone społeczeństwo, tolerancja wobec odmienności, sprawiedliwość społeczna, plus inne równie szczytne cele i zero pomysłów, jak to realizować – oprócz mickiewiczowskiego „…jakoś to będzie!” i skopiowanych od konkurencji banerów czy jasełkowych korowodów…

            Głoszenie wszem wobec, że religianci to „zabobonne głupki” rozśmiesza cynicznych hierarchów, a obraża i rozwściecza zwykłych, słabo wyedukowanych ludzi.

            Jeśli nie powstanie silna partia laicko-lewicowa, do której akces ateisty będzie sprawą oczywistą, a której przewodnią myślą nie będzie negacja Boga, tylko sekularyzacja KK – czarno widzę przyszłość ateizmu, szczególnie wobec światowego trendu odradzającego fundamentalistyczną religijność.

            Zwracam uwagę, że o ile problemy z KK są w Europie coraz lepiej rozwiązywane, to nikt nie ma odwagi przeciwstawić się islamowi, a bezsilność wobec fundamentalizmu nazywana jest dla niepoznaki „tolerancją wobec odmienności” lub nawet „przestrzeganiem praw człowieka”.

  • Mag Orliczka

    Jesli pojade to pewnie tez z adidaskami,zapre sie i może oblece obie.

    • Dasz radę spokojnie w związku z pojazdem, który masz zaparkowany Na luzie. 😀

  • Nie bondowo 😀