kobieta wojownik

Izabela J. vs lady T. Runda 1.

pięśćCo jakiś czas po grupach ateistycznych przewijają się mądrości frondowe. Gdyby ateiści chcieli straszyć kimś swoje ateiściątka, z pewnością straszyliby je Terlikowskimi. Na szczęście daleko im do postępowania na wzór wielu wierzących, którzy straszą swoje katoliściątka grzechem i piekłem albo wprost bogiem – tym dobrym, miłosiernym bogiem, który może się nieźle wkurzyć, jak coś mu się nie spodoba i na przykład zalać całą ziemię wodą albo spuścić ogień i siarkę, tudzież wymordować wszystkich pierworodnych. Terlikowski jest rozjeżdżany przez ateistów systematycznie. Mnie za to, od jakiegoś czasu intryguje jego druga połówka, która również uzewnętrznia się na łamach Frondy. Często walczyłam sama ze sobą, żeby nie reagować na to, co pierwsza para, katolickie guru – pan T. i jego ferst lady wypisują na łamach swojego portalu. Ale przyszedł moment w którym lady T. postanowiła wspomnieć o akcji Liberte! mającej na celu zaprzestanie finansowania nauki religii z budżetu państwa (udział w akcji zadeklarowało już 53 990 osób – stan na 31 marca) i podjąć polemikę z Panią Magdaleną Środą. I w końcu, jak to się mówi: „przyszła kryska na Matyska”.

Już pierwsze zdanie pani T. doprowadziło mnie do łez – ze śmiechu rzecz jasna:

Ciekawe, że najbardziej religia kole w oczy tych, którzy religijni nie są. A swoje wyobrażenia na temat religijności kształtują na podstawie plotek i medialnych doniesień.

A może jednak na podstawie wiedzy i obserwacji? Scenka szkolna. Mój syn (lat 13 – czysty, czyt. nigdy nie miał do czynienia z nauką religii) podczas przerwy pomagał koledze z klasy odrobić pracę domową nie z matematyki czy fizyki, ale właśnie z religii. Pech chciał, że naszła ich katechetka. Kiedy dowiedziała się, co się dzieje i pobieżnie sprawdziła pracę, zainteresowała się moim synem: „Nie przypominam sobie, żebyś chodził na moje lekcje” – powiedziała. „Nie chodzę na pani lekcje, bo jestem ateistą” – odpowiedział syn. Opowiadając mi o tym zajściu, nie mógł się nadziwić, że kolega nic nie wie o swojej wierze i był rozbawiony miną katechetki. Tak na marginesie zastanawia mnie, co ją tak zdziwiło. Wiedza mojego dziecka czy to, że tak swobodnie używa słowa „ateista”. Podsumowując to wydarzenie, ktoś może powiedzieć, że to przypadek, a kolega syna to zwykły nieuk. Czyżby? Czy nie jest tak, że większość wierzący nie zna swojego pisma świętego, natchnionego przez samego boga podobno? Oczywiście, że tak jest. Wielu nie zna nawet dekalogu. Spotkałam i takich gorliwie wierzących i praktykujących katolików, którzy nie wiedzieli, że Jezus i cała skupiona wokół niego ferajna, to żydzi. Dla mnie to bez znaczenia. Mogliby być nawet aborygenami. Ale nie dla wszystkich katolików. Lady T. też nie zna swojej świętej księgi, co wynika z jej własnego tekstu.

Akcję „Świecka szkoła” poparła właśnie Magdalena Środa. Czas, jej zdaniem, skończyć z katechezą, bo to tylko strata czasu: „Gdy pytam młodych ludzi, jaką wiedzę wynieśli z 560 godzin katechezy, mówią, że oglądali – często kilka razy – film „Niemy krzyk”, a więc wiedzą, że aborcja jest zła, wiedzą też – bez żadnych wątpliwości – że zły jest zarówno homoseksualizm, jak i opuszczanie niedzielnych mszy. Coś więcej? Nic więcej”. Czyli jednak trochę z dekalogu, prawd wiary i przykazań kościelnych się nauczyli (ot, choćby przykazanie nie zabijaj, czy –  w niedzielę i święta we mszy świętej nabożnie uczestniczyć). Może w głowie coś im jednak zostanie.”

walk kobiet560 godzin i taka wiedza! No brawo! W tyle godzin intensywnej nauki to chyba chiński język można nawet przyswoić. Ale dla lady T. wystarczy, że młodzi załapią jakieś jedno przykazanie i najważniejsze, że do kościoła trzeba chodzić. A przy okazji wyszła cała wiedza lady T. Może i w piśmie świętym stoi jak byk „Nie zabijaj”, ale powinna wiedzieć, że to przykazanie nie odnosiło się do wszystkiego i wszystkich. Bóg nie tylko lubił sam stosować tę karę bez sensu, głębszego celu i często na skalę masową, ale jeszcze nakazywał stosowanie jej swoim wyznawcom. I tak można było być ukatrupionym np. za morderstwo, cudzołóstwo, sodomię, ale i za bluźnierstwo przeciwko bogu lub temu, co wierzący uważali za święte, nieprzestrzeganie szabatu, a nawet za uprawianie czarów, złorzeczenie czy pobicie rodziców i oczywiście za homoseksualizm oraz za parę innych przewinień. Z tego boskiego prawa chętnie korzystali najpierw żydzi, później chrześcijanie, a ofiary tych ostatnich na przestrzeni dziejów liczy się w milionach (krucjaty, nawracanie mieczem, pogromy innowierców, nagonka na czarownice). My ateiści tak bardzo nie lubimy, jak się nas porównuje do Stalina czy innych krewkich i bezbożnych dyktatorów. I słusznie, bo nie mamy z nimi nic wspólnego. Jednak sądzę, że gdybyśmy na wadze położyli ofiary różnych bezbożnych reżimów oraz ofiary, które poniosły śmierć w imię różnych bogów, szala z tymi ostatnimi znalazłaby się na dole. Jak ktoś chce liczyć, proszę bardzo. Ja zawsze z matematyki kiepska byłam, czego z pewnością nie można powiedzieć o lady T.

Niedawno portal Onet przytaczał rozmowę z socjologiem badającym postawy religijne ateistów. Wynika z niej, ze wielu ateistów swoje dzieci chrzci, posyła na katechezę i do komunii. Bo tak wypada, bo wszyscy idą. I mam wrażenie, ze ta grupa jest najbardziej sfrustrowana obecnością katechezy. Wypisać im dziecko jakoś nie wypada, dla świętego spokoju poślą, a potem dziecko ma mętlik totalny w głowie. Ale winę najłatwiej zrzucić na katechetów. Bo przecież nie na rodziców. Broń Boże.

Już Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu orzeczenia odrzucającym skargę Rzecznika Praw Obywatelskich na wprowadzenie religię do szkół, przyzwolił na hipokryzję. Stwierdził, że składanie deklaracji dotyczących chęci bądź rezygnacji uczestniczenia w lekcjach religii nie ujawnia światopoglądu i wyznania, ponieważ ludzie niewierzący mogą posyłać dzieci na religię, a wierzący mogą tego nie robić. Jeśli ktoś rozumie co kierowało wówczas TK, to proszę mi to wyjaśnić w prywatnej wiadomości, chociaż mam swoją teorię. To musiał być duch święty chociaż mogę mylić. Lady T. nie myli się pewnie nigdy. Poza tym lady T. z pewnością nie jest świadoma tego, że religia do szkół została wprowadzona zwykła instrukcją, następnie rozporządzeniem MEN. Dokumenty te zostały potraktowane jako ważniejsze od obowiązujących ustaw i od Konstytucji. Nie trzeba mieć dobrego wykształcenia i posiadać super inteligencji, żeby wiedzieć, jakie akty prawne są najważniejsze. Gdyby poczytała coś więcej niż frondowe teksty, miałaby szansę na zdobycie tej wiedzy. Ale po co?

„Państwo wydaje prawie miliard złotych rocznie na produkt edukacyjny bardzo marnej jakości właściwie poza jakąkolwiek kontrolą” – pisze Magdalena Środa. (i tu jest w błędzie, bo nie prawie tylko ponad – przypisek mój). Państwo wydaje tez pieniądze na in vitro, a mnie to się nie podoba. Nieprawdą jest też, że nie ma żadnej kontroli. Są programy, jawne programy, wizytacje, hospitacje na lekcjach katechezy. Można wszystko sprawdzić, ale lepiej budować przekaz, że wszystko dzieje się poza kontrola, to jest chwytliwe medialnie. A atak na Kościół zawsze dobrze się sprzedaje.

walka kobiet 1No nie mogło się obyć bez wyświechtanego argumentu nie do podważenia: „ATAK NA KOŚCIÓŁ”. I można szaty rwać, można krew sobie upuścić, paść na kolana i biczując sobie plecy tłumaczyć lady T., że to nie atak na kościół tylko próba wprowadzenia w życie tego, co gwarantuje Konstytucja – równości wszystkich i neutralności. Co najwyżej lady T. wezwie w takim wypadku egzorcystę, a i tak niczego nie zrozumie. „Są programy, jawne programy” – oczywiście, że są. Program ustala kościół, ba! Nawet przedstawia ten program, ale państwo może się z nim co najwyżej zapoznać. Nie ma żadnego prawa wpływania na ten program, zmieniania go, ani niezgadzania się z nim. ŻADNEGO. Wie o tym lady T., czy nie?

„Katecheza szkolna nie przekłada się na wiedzę o własnej religii, nie pogłębia też wiary” – pisze dalej Środa. Skąd taka pewność? Niejeden człowiek pod wpływem dobrego katechety poszedł do kościoła, niejeden odbył solidną spowiedź. Nie jeden się nawrócił. Pamiętam z mojego liceum katechetę, ks. Wiesława. Był zawsze dla nas, miał dla uczniów czas, każdy mógł z nim porozmawiać, i ten wierzący, i ten poszukujący, i ten walczący z Kościołem. Nikogo nie odtrącał. Wręcz przeciwnie, spokojną rozmową pokazywał piękno wiary. Do dziś wspominany jest jako ukochany nauczyciel absolwentów mojego liceum.

Niejeden się wykoleił, niejeden popełnił przestępstwo, chodził na wagary, zaczął wcześnie palić, pić, zażywać środki odurzające i we wczesnym wieku uprawiać seks i to bez zabezpieczeń, bo akurat z nauki religii zapamiętał to, że gumka jest be. Przez ponad 20 lat nauki religii w szkołach nie mamy raczej świętej młodzieży na przerwach dyskutującej o, na przykład, naukach Jezusa. Wystarczy popytać co dzieje się w wielu szkołach podstawowych, dowiedzieć się, dlaczego rodzice w całym okresie edukacji własnych dzieci najbardziej boją się gimnazjów? Lady T. wspomina uroczego katechetę. No to ja wspomnę słowa mojego syna. „Moi koledzy na przerwach oglądają w telefonach pornosy, a pierwszą informacją jaką dzielą się z innymi po wejściu do szkoły, jest kto jak walił sobie konia. ” Mowa tu o jego katolickich kolegach, indoktrynowanych naukami religii od przedszkola. Określenie „walić sobie konia” syn poznał od tych właśnie katolickich kolegów. Lady T. może powiedzieć, że syn chodzi do jakiegoś wyjątkowo złego gimnazjum. Moje już dorosłe siostrzenice (każda uczęszczała do innego gimnazjum) potwierdzają, że w szkołach tych odgrywają się dantejskie sceny. A jak mi lady T. nie wierzy, niech zejdzie z piedestału, oderwie się od różańca i porozmawia z rodzicami.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze: „Ten miliard złotych zamiast kiepskiej jakościowo katechezy może sfinansować zajęcia, które czegoś nauczą młodych ludzi, np. myślenia (polecam filozofię)”. A programy będzie pisać prof. Środa. I wtedy pieniądze trafią do jej kieszeni, a nie katechetów (często osób świeckich). Ciekawe jest jednak, ze przecież etyka w szkołach być powinna, tylko często chętnych brakuje. Bo może uczniowie wcale nie chcą się myślenia uczyć, wszak do rozwiązywania testów nie jest ono potrzebne.

walka 1A czy ktokolwiek pyta dzieci, czego chcą się uczyć? Czy ktoś zapytał młodych ludzi i ich rodziców ponad 20 lat temu, czy chcą religię w szkołach? Czy lady T. pytała? Ja tak. Zbierałam wówczas podpisy przeciwko religii w szkołach. Prawdopodobnie stało się z nimi to samo co z podpisami przeciwko ustawie antyaborcyjnej, które również zbierałam. Czyli zdanie ludzi zostało wyrzucone do kosza. Również wiedza pani T. o etyce w szkołach jest głęboka, jak brodzik. Znowu polecam rozmowy z ludźmi. Do dziś w wielu szkołach rodzice nawet nie wiedzą, że te lekcje należą się ich dzieciom, jak psu buda. W warszawskiej szkole podstawowej moich dzieci walczyliśmy z dyrektorką o te lekcje, zgłaszaliśmy skargi do kuratorium. Są szkoły, które nie wyrażają zgody na rozwieszenie plakatów informujących o możliwości zorganizowania takich lekcji. Przez wielu dyrektorów nauka etyki jest postrzegana, nie jako alternatywa dla lekcji religii, ale jako coś przeciwnego, wręcz wrogiego religii. Skoro lady T. zeszło się na wspominki, to i ja sobie na to pozwolę. W latach 90-tych, kiedy religia w szkole zaczęła się panoszyć, osoby niewierzące zostały poinformowane (tak było w moim liceum), że zaczynają się lekcje etyki, na które powinniśmy chodzić. Więc poszłam. Raz. Bo na pierwszych zajęciach nauczycielka przedstawiła się, po czym kazała wszystkim wstać i zaczęła odmawiać: „Ojcze nasz”. Po lekcji poszłam do dyrektora i zostałam zwolniona z zajęć do końca roku. Innej etyki mi nie zapewniono.

Zwolennicy świeckiej szkoły plączą się w zeznaniach. Raz mówią, że to nie akcja antyreligijna, tylko dotycząca niefinansowania lekcji religii z budżetu. Innym razem mówią wprost o wyrugowaniu religii ze szkół. Do salek parafialnych. Przed Wielkanocą zawsze można się z Kościołem poboksować. A potem wszyscy i tak spotkamy się ze święconką. W kościele…

W zeznaniach nie ma się co plątać. Zbierane są podpisy aby zaprzestać finansowania nauki religii ze środków publicznych. To wszystko. Natomiast redaktor naczelny Liberte! pan Leszek Jażdżewski twierdzi, że gdyby rodzice lub sam Kościół zaczęli łożyć na te lekcje to okaże się, że przestaną być one konieczne i samoistnie znikną ze szkół. (Wpis na blogu)

kobieta wojownikNa deserek zostawiłam sobie informację lady T. o postępowaniu ateistów, że posyłają dzieci na religię, że ich dzieci przyjmują sakramenty. Po pierwsze, ja nie posyłam i moje dzieci nie są chrzczone. Co więcej uważam, że postawa jaką reprezentuję nie jest taka trudna, jeśli przyjmie się, że chce się żyć w zgodzie z samym sobą. W końcu nikt pokroju lady T. dziś nie spali mnie za to na stosie, nie odbierze mi dzieci i nie ochrzci ich wbrew mojej woli, jak to działo się dawno temu. Ale doskonale rozumiem ateistów, którzy tak postępują. Czy lady T. potrafi sobie wyobrazić małego żuczka odizolowanego od grupy? Jedno, małe, samotne, niewiele rozumiejące dziecko, siedzące w świetlicy, podczas kiedy jego koledzy są na lekcji religii? Jego świadomość, że jest inny? Jego zakłopotanie, kiedy rówieśnicy pytają: „dlaczego nie chodzisz na religię?”, „będziesz się smażyć w piekle!”, „to co robisz to grzech!” Lady T. ma pięcioro dzieci, więc empatia nie powinna być jej obca. „Nie powinna” nie oznacza, że nie jest. Naśmiewanie się z ludzi, którzy chcą uniknąć ostracyzmu społecznego, prześladowania własnych dzieci, którzy żyją w hipokryzji nie dlatego, że tak chcą, tylko czują się do tego przymuszani, jest czymś obrzydliwym. Może zamiast drwić z tych ludzi, wypadałoby z nieba zejść na ziemię i porozmawiać z rodzicem ateistą, zapytać „dlaczego”? Nie ma się czego obawiać lady T. Ateiści nie gryzą, a ja tylko czasami:)

PS. W kościele się z lady T. na pewno nie spotkam, chociaż rzeczywiście może ona spotkać tam tych, z których drwi – ateistów, nad czym bardzo ubolewam.

  • Też się całkowicie zgadzam.

  • Jak Iza, to awantura murowana 🙂

  • KATA

    Potwierdzam. Przez całą moją edukację (podstawówka, gimnazjum, liceum) gdzie lekcje religii były prowadzone, tylko ja zabierałam głos na zajęciach (choć nie musiałam chodzić na te lekcje, ale okienka w środku planu i siedzenie w świetlicy wydawało mi się mniej ciekawe niż polemika z nie logiką:D). Ja znałam biblijne opowiastki, nikogo z „wierzących” to nie obchodziło. Mieli ważniejsze rzeczy do roboty – odrabianie lekcji na inne przedmioty lub spanie… I stąd mój osąd: nie ma żarliwych katolików w naszym państwie, którzy żywo zainteresowani są „słowem pana” (oczywiście oprócz panstwa T i Cejrowskiego:D), są ludzie uwięzieni we wmówionej im kulturze, którzy przez wzgląd na nastroje rodzinne, wiedzą, że nic się z tym nie da zrobić i przyjmują to za standard. Myślę więcej – próba zastanowienia się nad tą religijną rzeczywistością mogłaby narobić takiego dysonansu poznawczego, że niemyślenie jest w tym przypadku obroną przed utratą tożsamości spójnej – nikt nie lubi być w stanie rozdarcia, więc lepiej nie myśleć!! Receptą na to jest czas – chyba, że pójdziemy w stronę np.Afranistanu:D tam czas wpłyną na niekorzyść umysłu:(

    • Iza

      Dokładnie tak. Ten lęk przed myśleniem jest bardzo charakterystyczny dla osób wierzących. Ok. 90 % moich znajomych to katolicy. Nie ja, tylko oni czasem rozpoczynają ze mną rozmowę na temat wiary. Po moich kilku słowach zmieniają temat. Są zmieszani, nie używają żadnych argumentów na obronę swojej religii. Co więcej, nie znają ani swojego boga, ani swojego pisma świętego, ani historii KK. Chowają się w swoich skorupach, bo tak im wygodniej i lepiej.

  • Pobieżne podsumowanie.
    Kościół katolicki implikuje/wymusza hipokryzję. Na dobrą sprawę każde przeważające liczebnie wyznanie ma takie implikacje.
    Wniosek: hipokryzja nierozerwalnie związana z każdą wiarą.

    • Iza

      Całkowicie się zgadzam:)