flying-spaghetti-monster-25822_1280

Kościół Latającego Potwora Spaghetti – cz. 2

Kościół Latającego Potwora Spaghetti cz. 1 TUTAJ

flying-spaghetti-monster-25822_1280Kościół Latającego Potwora Spaghetti dla władz jest zbyt śmieszny, żeby uznać go za związek wyznaniowy, któremu przysługiwałyby prawa identyczne z tymi, jakie posiada na przykład KK, który według władz nie jest ani zbyt śmieszny, ani zbyt straszny. Wynika z tego, że durszlak na głowie to żart, a facet w kiecce krzyczący z ambony o zagrożeniu ideologią gender jest jak najbardziej poważny.

Od 2012 r. Pastafarianie starają się o rejestrację KLPS, niestety wciąż bezskutecznie. Zainteresowanych odsyłam na stronę Kościoła, gdzie można zapoznać się ze wszystkimi pismami w tej sprawie –  ww.klps.pl

Mnie najbardziej zainteresowała ekspertyza biegłych, na którą powołał się sąd, w kwestii „Czy w świetle przedstawionych dokumentów można uznać Kościół Latającego Potwora Spaghetti za wspólnotę religijną, o której mowa w art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania (Dz. U z 2005 r. Nr 231., poz. 1965, z późn. zm.).”

Tak brzmi art. 2 ust. 1 w/w ustawy:

Korzystając z wolności sumienia i wyznania obywatele mogą w szczególności:
1) tworzyć wspólnoty religijne, zwane dalej „kościołami i innymi związkami wyznaniowymi”, zakładane w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej, posiadające własny ustrój, doktrynę i obrzędy kultowe,

I tak zupełnie przy okazji art. 1 w całości, może komuś się przyda, chociaż kto dziś w naszym kraju przestrzega prawa?

Art. 1.
1. Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu obywatelowi wolność sumienia i wyznania.
2. Wolność sumienia i wyznania obejmuje swobodę wyboru religii lub przekonań oraz wyrażania ich indywidualnie i zbiorowo, prywatnie i publicznie.
3. Obywatele wierzący wszystkich wyznań oraz niewierzący mają równe prawa w życiu państwowym, politycznym, gospodarczym, społecznym i kulturalnym.

Brzmi fajnie, dopóki przepisów prawa nie zweryfikujemy z rzeczywistością, czyli dopóki nie upominamy się o swoje lub dopóki banda nawiedzonych fanatyków uzbrojonych w różańce, nie dopuści do wystawienia jakiejś sztuki, o której nie ma zielonego pojęcia. Z tym naszym prawem jest tak, jak z naszą demokracją. Polska jest państwem prawa, bo ma spisane prawo i każdy się może z nim zapoznać. Jest również demokratyczna, bo można manifestować. Do tego nie jest państwem wyznaniowym, bo nie ma takiego zapisu w Konstytucji. A Konstytucja nie obowiązuje naszych władz, bo jest niedoskonała. Nie wiem, czy wiecie, ale ona (ta Konstytucja) ma zapis, z którego wynika, że nawet niewierzący są Polakami. Zgroza!

Wróćmy do tematu. Panowie biegli wzięli się do sprawy mówiąc kolokwialnie, od dupy strony. Wypowiedzieli się na temat naszego rodzimego KLPS na podstawie literatury, do tego głównie zagranicznej, opisującej Church of the Flying Spaghetti Monster. Tymczasem, jak twierdzą Pastafarianie, oba wyznania łączy wiara w objawienie proroka Bobiego Hendersona, za to posiadają oni własną egzegezę doktrynalną, księgę Luźny Kanon i objawienia wiernych. To tak, jakby wydawać opinię na temat jednego wyznania chrześcijańskiego, robiąc analizę zupełnie innego. Dla przykładu podam, że biegli na przykład wydają opinię o Kościele Adwentystów Dnia Siódmego, badając Kościół Adwentystów Siódmego Dnia Stworzenia. Jak słowo daję, istnieją takie wyznania 🙂

Na początku swojego wywodu biegli ustalają definicję religii:

Religia to stosunek człowieka do rozmaicie pojmowanej świętości (sacrum), wywołującej u człowieka stany fascynacji (fascinans) i przerażenia (tremendum), a przejawiającej się w obszarze doktrynalnym (wiara), kultowym (czynności) i organizacyjnym (społecznym). Istotną rolę odgrywać też musi tradycja religijna, która przechowywana jest w społeczności i stanowi wzorzec (paradygmat) i podstawę dla rozwijania religijności indywidualnej.

Nie poznałam zbyt dobrze religii wyznawców Jego Makaronowatości, uczynię to z pewnością pisząc kolejną część na temat KLPS, mniemam jednak na chwilę obecną, że jeśli chodzi o powyższą definicję, Kościół ów ma problem z „przerażeniem”. Owo „przerażenie” do perfekcji natomiast opracował KK. Czytając Biblię, która nie wiedzieć czemu, nie jest opatrzona ostrzeżeniem „dla ludzi powyżej 18 lat, i do tego tylko o mocnych nerwach”, można nabawić się nerwicy lękowej i bezsenności oraz przekonania, że „50 twarzy Greya” to przy słowie bożym lektura dla przedszkolaków.

Ze strony biegłych pojawia się zarzut:

Kościół ten zaliczany jest do grupy „religii humorystycznych”, czy też „religii żartu”, określanych w literaturze anglojęzycznej wspólnym mianem joke religions.

Nie mogła Jego Makaronowatość jakiś czas temu wydusić całej ludzkości swoimi mackami, lub zatopić w sosie pomidorowym, ot tak, dla kaprysu? Byłoby może wówczas mniej zabawnie? Przy okazji – do jakiej grupy w takim razie można zaliczyć Kościół Katolicki? Horror science fiction?

Dalej rozwodzą się biegli nad opiniami ludzi zajmującymi się podobnymi ruchami religijnymi. I tak jedni uważają, że posiadają one pewne cechy religii, jednak jednocześnie są parodiami  już istniejących. Parodiami! Wyznań chrześcijańskich, których jest od groma, nikt nie traktuje, jako prób parodiowania jednych przez drugich. Poza tym każdy rozumny człowiek wie, że chrześcijaństwo nie ma w sobie nic oryginalnego.

Inni dodają, że ruchy pokroju KLPS są… UWAGA! UWAGA! ZMYŚLONE!!! Heloł! Czyli wszystkie te powszechnie znane są prawdziwe??? Ktoś gdzieś udowodnił prawdziwość religii a ja wciąż pozostaję ateistką? Cóż za ignorancja z mojej strony!

Zmyślone są te ruchy pokroju KLPS, bo rzekomo:

„w poszukiwaniu legitymizacji nie odwołują się do objawienia otrzymanego od jakiejś istoty nadprzyrodzonej”.

Czyli, że mało nadprzyrodzona jest kupa długaśnego makaronu z oczami, która według wyznawców stworzyła świat i posiada wszelkie boskie przymioty? (Za „kupę” bardzo z góry przepraszam Jego Makaronowatość i Jego wyznawców).

Biegli wnioskują, powołując się na obcych znawców, że KLPS to protest przeciwko mieszaniu religii z nauką:

Inicjator tej wspólnoty, Bobby Henderson, w swoim liście skierowanym do rady edukacji stanu Kansas z 2005 r. postanowił zaprotestować przeciwko wprowadzeniu do nauczania na lekcjach biologii teorii Inteligentnego Projektu, nawiązującego do religijnej koncepcji aktu stwórczego”, na równi z teorią ewolucji, a więc przeciwko nadawaniu nieweryfikowalnym przez naukę przekonaniom religijnym statusu naukowego. Dlatego stworzył postać — równie nieweryfikowalnego co Inteligentny Projekt — Latającego Potwora Spaghetti. Przejaskrawienie i humor miały tutaj służyć jako narzędzie protestu, a uporczywe obstawanie przy wierze w to osobliwe bóstwo było raczej obliczone na przekonanie przeciwnika poprzez postawienie go po drugiej stronie tego konfliktu. Jak słusznie zauważa C.M. Cussack, jest rzeczą oczywistą, że sam Henderson nie chciał, aby Latający Potwór Spaghetti był traktowany poważnie, miał to być tylko specyficzny rodzaj protestu. Jak sam wyznał, jego zamiarem nie było także tworzenie religii , niemniej jednak taka religijna wspólnota utworzyła się samorzutnie za sprawą osób popierających zarówno przesłanie jak i formę tego protestu, a więc sprzeciw wobec absurdów religii poprzez tworzenie absurdalnej religii.

Dobre to ostatnie zdanie spłodzone przez biegłych. Przynajmniej przyznają, że te PRAWDZIWE religie zawierają w sobie absurdy. Dlaczego jednak nazywają KLPS religią absurdalną? Chodzi o postać Boga? Żydowski bóg, w którego wierzą zarówno chrześcijanie jak i muzułmanie, raz był człowiekiem, raz krzewem gorejącym, raz słupem ognia lub dymu. Gdyby zechciał, mógłby być nawet makaronem. Dalej biegli piszą jeszcze zabawniej:

Tym co wyróżnia Kościół Latającego Potwora Spaghetti na tle innych religii jest jego funkcja. Klasycznie rozumiane religie dają bowiem bardzo często odpowiedzi na fundamentalne pytania natury egzystencjalnej, a także nadzieję zbawienia, które przez wyznawców przyjmowane są jako prawdziwe poprzez wiarę. Tymczasem — jak podkreślają badacze — wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti to ateiści, którzy nie kryją się ze swoim ateizmem, i w przeciwieństwie do innych wyznawców „wymyślonych religii” nie traktują swojej poważnie, zaś ich doktryna religijna, oparta na „świętych księgach” parodiujących Biblię, jest tylko specyficzną formą protestu przeciwko negatywnym, ich zdaniem, elementom tradycyjnych religii, przede wszystkim zaś fundamentalistycznego chrześcijaństwa.

Zamurowało mnie to stwierdzenie. ATEIŚCI! Uważam się za ateistkę, ponieważ nie wierzę w żadnych bogów, boginie i tym podobne bzdety. Tymczasem wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti są ateistami według biegłych, bo… wierzą w Latającego Potwora Spaghetti! Czas na nową definicję ateizmu!

Ciekawe na jakiej podstawie biegli doszli do wniosku, że wyznawcy KLPS nie traktują swojej religii poważnie? Bo kiedy ja mam do czynienia z katoliczką, która usunęła ciążę, zdradza męża, kradnie i kłamie, słusznie dochodzę do wniosku, że nie traktuje swojej religii poważnie. Kiedy dowiaduję się o księdzu, który molestuje dziecko, oraz o jego przełożonym, który go ukrywa, uważam, że nie traktują swojej religii poważnie. Kiedy słyszę o papieżu, który gloryfikuje swoich kumpli w kieckach, złodziejów i pedofilów, uważam, że nie traktuje on swojej religii poważnie. Ale skąd wniosek, że Pastafarianie nie traktują swojej religii poważnie?

I do tego święte księgi KLPS rzekomo parodiują Biblię. Jeszcze się z nimi nie zapoznałam, sama podjęłam się zadania sparodiowania Biblii i wiem, jakie to trudne parodiować parodię. W następnej części z pewnością przyjrzę się świętym księgom KLPS i wydam własną opinię.

Kolejnym zarzutem biegłych przemawiającym za tym, że to NIEPRAWDZIWA religia jest to, że osiem „Naprawdę wolałbym, żebyś nie” zbytnio przypominają dekalog. Widocznie biegli nie zadali sobie trudu, aby sprawdzić i dowiedzieć się, że dekalog również jest zerżnięty. Co więcej, sama stosuję się do części dekalogu: „nie zabijam, nie kradnę, nie cudzołożę, nie daję fałszywego świadectwa, nie pożądam domu bliźniego mego ani jego żony nawet, że o sługach, osłach i wołach nie wspomnę. Zaraz się okaże, że nie biorę swojego ateizmu na poważnie! 🙂

„Podobnie wygląda sytuacja z obrzędami” – martwią się biegli. Spożywanie makaronu parodiuje według nich wcinanie ciała Chrystusa podczas przyjmowania komunii. No nie wiem. Spaghetti można się przynajmniej najeść do syta. I pewnie lepiej smakuje.

Konkluzja biegłych rozkłada na łopatki. Jak nie chcecie zaliczyć gleby, proponuję usiąść na krześle, przycisnąć plecy do oparcia i zaprzeć się mocno nogami lub podsunąć się najbliżej, jak się da do stołu. Lepiej walnąć głową w blat, niż w podłogę. Nie polecam czytać dalej w autobusie na stojąco! (Żeby mnie potem nikt po sądach nie ciągał). Jesteście bezpieczni? To czytajcie:

Przede wszystkim jednak, musi się pojawić refleksja natury zasadniczej: czy jest możliwe, aby jakaś grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych w sposób poważny traktowała tezę, iż w rzeczywistości istnieje Latający Potwór Spaghetti, który stworzył wszechświat, jest wszechmogący i wszechwiedzący. Czyli kwestią decydującą nie jest to, że ruch ten posiada własną doktrynę, formy kultu i organizacji, lecz — jak prezentują się owe zasady doktrynalne (czy można je traktować poważnie, czy też nie).

Nie wiem, jak Wy, ale ja leżę razem z krzesłem. Ciężko pisze się w tej pozycji. Myśleć również ciężko. Jak ja mam to skomentować? Czy jest możliwe, że ludzie w miarę rozsądni i w miarę wykształceni wierzą w boga, który stworzył w kilka dni cały świat, włącznie z ludźmi, potem wszystkich wymordował (prócz rodziny pijaka Noego), potem stwierdził, że się pomylił, potem mordował ile wlezie tylko w ciut mniejszym zakresie, sam nazywa siebie bogiem zazdrosnym i mściwym, grozi, straszy, przeraża, gani, nietoperza nazywa ptakiem, wstrzymuje słońce, bo nie wie, że to ziemia się kręci, do tego przedstawiany jest jako wszechobecny, wszechwiedzący i wszechmogący a Adama i Ewy we własnym raju znaleźć nie potrafi, do tego podobno kocha tak, że strach. No w to ostatnie, to akurat nie trudno uwierzyć. Tak ukochał swojego syna jedynego, że go na rzeź niewyobrażalną wydał, żeby odkupił grzechy ludzi, które mógł zgładzić jednym pierdnięciem. Więc czy to możliwe, żeby ludzie „w miarę rozsądni i w miarę wykształceni” w coś takiego wierzyli???

Biegłą nie jestem ale patrząc na to, że jeden z biegłych przed nazwiskiem ma skróty prof. dr hab. a drugi „tylko” dr doszłam do wniosku, że sporo czasu zaoszczędziłam w życiu na wykształceniu.