DSC06259

Marsz Polki najgorszego sortu.

– Dawaj młody, idziemy na marsz. Czas demokrację ratować! – powiedziałam żartobliwie do syna. – Skoczymy pod Trybunał Konstytucyjny, może damy radę pójść pod sejm, ale potem wracamy do domu. Czasu dziś nie mam, bo będę miała gości.

Wyszliśmy z domu o 12.00.

– Jesteśmy spóźnieni. O 12.00 powinniśmy być pod Trybunałem – wtrącił, naciągając kaptur na głowę. Deszcz zaczął siąpić – 12 grudnia deszcz!

– Co ty, dziecko? Zanim się ludzie zbiorą, trochę to potrwa. Tam trzeba być. Każda głowa się przyda. Oby było chociaż ze dwa, trzy tysiące.

Autobus, którym często jeżdżę o tej porze dnia, wlókł się bezlitośnie. Co jest grane? Skąd te korki w sobotę?

– Akcja pisurarów pewnie mamo. Drogi blokują, czy coś?

– E tam! Coś musiało się stać. Autobus przepełniony. Dokąd ci ludzie akurat dziś jadą? Zawsze pusto jest o tej porze.

Kiedy wysiedliśmy na placu Unii Lubelskiej a wraz z nami niemal wszyscy z autobusu, w końcu do mnie dotarło.

– W którą stronę mamo?

– Za ludźmi synku i za hałasem.

To, co zobaczyłam, albo raczej to, czego nie mogłam dostrzec, wprawiło mnie w osłupienie. Najpierw jednak dotarł do nas dźwięk gwizdków, trąbek, krzyki wydobywające się z tysięcy gardeł. A potem ten oszałamiający tłum. Gdzie jest początek? Gdzie zaczyna się ta rzeka ludzi? Zostaliśmy nią pochłonięci. Ja cała drżę z emocji. Po minie syna widzę, że jest ogromnie przejęty. Próbuję robić zdjęcia, wyciągając aparat ponad głowy i pstrykając, gdzie popadnie. Trzęsą mi się ręce.

Po jakimś czasie, kiedy pierwsze wrażenie zostało oswojone, zaczęłam czuć niezwykłą wręcz więź z zupełnie obcymi mi ludźmi. „Oni” stali się „Nami”. Dostrzegliśmy napis na jednej z tabliczek mówiący o tym, że Kaczyński przynosi wstyd Polsce, Polakom i katolikom. Mój syn uzmysłowił sobie nagle, że my, ateiści idziemy ramię w ramię z katolikami, bo mamy jeden wspólny cel. Nawet wówczas, gdy garstka przeciwników marszu zaczęła skandować „Bóg, honor i ojczyzna” zostali zagłuszeni i wygwizdani.

– Mamo, możemy zostać do końca? – spytał syn, kiedy jeszcze nie ruszyliśmy spod Trybunału. Wysłałam sms-y przekładając godzinę spotkania u mnie. Są w końcu sprawy ważne i ważniejsze. A moje dziecko uczy się właśnie postawy obywatelskiej.

Ruszyliśmy. Na początku lekko onieśmieleni, żeby w końcu z całych sił skandować hasła:

ANDRZEJ DUDA SIĘ NIE UDAŁ!

MARIONETKA!

KACZKĘ NA TACZKĘ!

INTERNOWAĆ KACZYŃSKIEGO, ZASPOKOIĆ JEGO EGO!

MASZ JUŻ KSIĘŻYC, ZOSTAW POLSKĘ!

PRECZ Z KACZOREM DYKTATOREM!

I dziesiątki innych. Pod sejmem chwilowy przystanek, a potem morze ludzi popłynęło w stronę Pałacu Prezydenckiego. Kiedy czoło Marszu znalazło się przed siedzibą głowy państwa, zatrzymaliśmy się i odśpiewaliśmy hymn. Hymn, który śpiewałam tysiące razy, nigdy nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Znowu pojawiły się silne emocje. Ogromne wzruszenie, poczucie jedności i siły. Ja, ty, on, ona – ci wszyscy wokół mnie, młodzi i starzy, wierzący, niewierzący, z różnymi politycznymi sympatiami, statusem społecznym, doświadczeniami My wszyscy RAZEM wiemy, że „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy!”

RAZEM, jakże wspaniała nazwa dla partii. Marcelina Zawisza, członkini zarządu partii RAZEM stwierdziła:

„Ludzi nie obchodzi Trybunał Konstytucyjny, bo państwo już dawno ich zawiodło. Państwa nie było, gdy pracodawca nie wypłacał im pensji, zatrudniał na czarno albo na śmieciówce. Nie będą bronić państwa, które ich nie broniło.

O tak! Mamy państwo wielce niedoskonałe. Sama mam wiele uzasadnionego żalu a Konstytucja jest łamana od wielu lat. Chociażby rozdział Kościoła od państwa, który jest jedną z zasad demokratycznego państwa prawa. Mój syn powiedział mi kiedyś, że to my, dorośli jesteśmy wszystkiemu winni, że to my pozwoliliśmy na to, aby sukcesywnie Kościół zagarnął każdą dziedzinę życia, godziliśmy się na wszelkie niesprawiedliwości i nie zrobiliśmy według niego NIC. Teraz on, kiedy dorośnie, musi to wszystko naprawić :).

Państwo to MY. Może i nie daje nam tego, co powinno, ale to nasze państwo. W państwie tym znalazło się „trochę” osób, które będą bronić Trybunału i demokracji. Ciekawe gdzie 12 grudnia była Marcelina? Być może RAZEM ze swoimi. Oglądali może wspólnie telewizję i zagryzali wargi.

Zmęczeni, ale szczęśliwi i przekonani, że zrobiliśmy coś ważnego dla siebie i innych, wróciliśmy do domu. Czasem jestem ogromnie dumna, że jestem Polką. Od soboty dumna jestem z tego, że jestem Polką najgorszego sortu.

PS. Wybaczcie jakość zdjęć. Jak pisałam – trzęsące się ręce 🙂