halloween-1011138_1920

Ręce precz od naszych macic!

Już widzę, jak na słowo „macica” kościelne dewoty robią znak krzyża na swoich piersiach. Najlepiej byłoby, gdyby krzyżem zabiły swoje macice, a naszym dały święty spokój. Już dość! Każda myśląca kobieta, mentalnie czująca się więcej, niż przedmiotem czy ułomnym człowiekiem, za którego inni muszą podejmować decyzje, powinna tupnąć nogą, otrząsnąć się z religijnego terroru i pokazać fundamentalistom katolickim środkowy palec.

Urodziłam się w latach siedemdziesiątych. Pokolenie mojej mamy dokonywało aborcji na potęgę. W tych czasach niejedna z tych kobiet była pacjentką doktora Chazana. Tak, tego świętego doktorka, dla którego patrzenie na agonię maleńkiego człowieczka, który nie powinien był się narodzić, to wspaniała, miłosierna wola boska, której nie wolno się przeciwstawiać.

Powinniśmy pokazać zdjęcie naszego dziecka. Wodogłowie, brak części kości czaszki, w miejscu nosa dziura, rozszczepy kości policzkowej, wypłynięte oczy, brak powiek. Widok drastyczny. Ale może wtedy ludzie, którzy uważają, że prof. Bogdan Chazan uratował życie, zrozumieją, że tego życia nie można było ratować, że to dziecko nie było niepełnosprawne, takie, które można pielęgnować, leczyć, wozić na wózku. Po urodzeniu lekarze bali mi się je pokazać. Sami byli wstrząśnięci. A prof. Chazan przedłużył tylko jego agonię. Tak, powinniśmy pokazać to zdjęcie, ale bylibyśmy oskarżeni o obrażanie czyichś uczuć. Za to prof. Chazan może bezkarnie obrażać nasze uczucia, mówiąc, że chcieliśmy zabić własne dziecko. Wmawia opinii publicznej, że przerwanie ciąży ze wskazań medycznych to rozszarpywanie dziecka na kawałki. A „obrońcy życia” robią pikiety, wywieszają wystawy ze zdjęciami rozszarpanych płodów. Tak, takich zdrowych płodów, zdrowych dzieci, które jeszcze niedawno rozszarpywał prof. Chazan, który teraz swoje winy chce odkupić naszym kosztem. Naszym i naszego dziecka. Takich zdrowych płodów rozszarpywanych w podziemiu aborcyjnym, z którym ani prof. Chazan, ani nasze państwo nie walczy. A my wiemy, że przerwanie ciąży w przypadku ciężkiej wady płodu to jest normalny, tylko przedwczesny poród. Okupiony bólem i cierpieniem, ale jednak normalny. I mając tę wiedzę, zdecydowaliśmy się na taki krok. My też jesteśmy katolikami i też jesteśmy przeciwni zabijaniu zdrowych płodów.

Nie próbuję nawet wczuć się w rolę rodziców tego dziecka, któremu dr. Chazan miłosiernie ocalił życie. Mimo potwornej krzywdy, jaka ich spotkała, nie umknęło mojej uwadze to, jak bardzo ulegli katolickim oszustom. Chodzi o „rozszarpywane płody”.

Nie można mówić na przykład, że antykoncepcja zabija albo że tabletka „dzień po” to aborcja. Byłem nie tak dawno w telewizji. Obok mnie siedział działacz ruchu pro life i mówił z pełnym przekonaniem, patrząc w kamerę, że w ulotce w wersji angielskiej jest informacja, że tabletka może mieć działanie aborcyjne. Byłem przekonany, że takiej informacji nie ma, ale szybko, jeszcze w trakcie programu wszedłem do internetu i sprawdziłem. Nie ma. Facet kłamał, trzymając rękę na książeczce do nabożeństwa. Zgodnie ze swoją ideologią prawdomównego katolika kłamał tak, jak kłamią zdjęcia porozrywanych dzieci na manifestacjach ruchów pro life. Ciąży nie terminuje się, rozrywając płód. (prof. Romuald Dębski, ginekolog położnik).

A oto moje „dziecko”.

DSC06798

Jakby ktoś miał problemy z rozpoznaniem, to jest to ta „dziurka” na zdjęciu. I opis mojego „dziecka”:

DSC06801

Nawet gdyby ktoś chciał, ciężko by mu było go (płód), czy je (dziecko) rozerwać na strzępy. Ba! Myślałam wówczas o aborcji. Dlaczego? Gówno Was to obchodzi! Dlaczego tego nie zrobiłam? Też nie Wasza sprawa! To była moja decyzja, mimo obowiązującego dziś prawa, tylko i wyłącznie moja decyzja. Czy jej żałuję? NIE! Czy żałowałabym, gdybym podjęła inną? A SKĄD MAM WIEDZIEĆ? Wiem jedno. Chcę mieć decyzję. I nie życzę sobie, aby ją za mnie podejmowała stara hipokrytka, która być może skrobała się w czasach, kiedy można było to robić, czy lekarz, który wyskrobał dziesiątki płodów, a dziś pretenduje do roli świętego.

Sprawa prof. Chazana teraz jest już sprawą czysto polityczną, która miała duże znaczenie dla relacji Państwo – Kościół i mocno podzieliła społeczeństwo. Przykre tylko, że ani matką, ani dzieckiem, które urodziło się u mnie na oddziale i umierało przez kilka dni, nie zainteresował się nikt z polityków prawej strony sceny, nikt z działaczy ruchów pro life ani żaden lekarz, który podpisał Deklarację Wiary. (prof. Romuald Dębski, ginekolog, położnik).

Umierało kilka dni. KILKA DNI. A niedawno Polska żyła dzieckiem, które podczas aborcji urodziło się żywe i żyło UWAGA! UWAGA! 22 minuty! O tak, o 22 minuty za długo uważam, ale przy kilku dniach to i tak brzmi słabo, prawda?

I dopuszczę do głosu katolicką histeryczkę Terlikowską, która tak oto odpowiada Zandbergowi, na jego wpis na Twitterze głoszący: „Zmuszanie kobiet do rodzenia ciężko upośledzonych płodów to barbarzyństwo. Włos się jeży na głowie, że ministrem zdrowia jest rozważający to talib”.

Dlatego, że sama jestem matką i nie mogę zrozumieć, jak o chorym dziecku ktoś może się tak pogardliwie wypowiadać. Nie ma Pan żadnego moralnego prawa, by w ten sposób określać chore dzieci i, niczym kapo na rampie, decydować o tym, czy ma ono prawo do życia czy nie. Pisze Pan, że: „Zmuszanie kobiet do donoszenia ciężko upośledzonych płodów to barbarzyństwo”. Zadam Panu inne pytanie, czy to, co stało się w szpitalu Świętej Rodziny, nie jest barbarzyństwem? Czy Pana zdaniem ktoś, kto jest chory i nawet jeśli z dużym prawdopodobieństwem można określić, że jego życie trwało będzie kilka minut, może godzinę, musi cierpieć i umierać w bólu/ Czy nie zasługuje na to, żeby otoczyć je opieką paliatywną? Czy umiałby Pan patrzeć na cierpienie własnego dziecka? Domyślam się, że nie. To dlaczego pozwala Pan, by w tak okrutny sposób cierpiały inne dzieci. I ich matki.

Nie wiem, co stało się Zandbergowi, że takich akurat słów użył. Wypił za dużo, czy po prostu zrozumiał, że aby coś zdziałać w polityce, trzeba być wyrazistym? W każdym razie ja tę krótką jego wypowiedź przeczytałam trzy razy, zanim zrozumiałam, o co w niej chodzi. Matka Polka, święta Lady T. załapała od razu. Barbarzyństwem dla niej jest ten wypadek w szpitalu. Zresztą też tego szpitala nie lubię. Dwa razy tam rodziłam i mam złe wspomnienia. Ba! Nawet żałuję, że ich nie pozwałam, a zapewniam Was, że miałam ku temu prawo i dowody. Ale wiadomo, jak w tym kraju wygląda dochodzenie swoich praw od lekarzy.

Wracając do tej pani, o której jak myślę, to tylko łacina podwórkowa ciśnie mi się na usta, przynajmniej w tej jednej sprawie. A pozwolenie żyć dziecku, które „ocalił” dr. Chazan, to nie barbarzyństwo? Tej matki jej nie szkoda? Oczywiście, że nie. Bo ona uważa, że gdzieś tam na górze siedzi dziadzio z długą brodą, którego wolę obwieszcza wszem i wobec katolicki Kościół. Tylko że ten stary pryk nie tylko nie wie nic o in vitro, nie wie nic o skrobankach, nie wie nic o płodach, nic o prezerwatywach, o pigułce „po” , to jeszcze nie wie, że ziemia jest okrągłą planetą krążącą wokół słońca, i że nietoperz nie jest ptakiem. Jego prymitywny umysł nie sięga poziomu przedszkolaka! Skąd to wiem? Z jego wiekopomnego dzieła – z Biblii!

Wiecie już, że nam katoliccy fundamentaliści przyszykowali obywatelski projekt ustawy antyaborcyjnej? Mało im jeszcze obostrzeń na tym punkcie, mało im jeszcze klauzul sumienia? Tak przy okazji, znowu cytat rozsądnego człowieka, prof. Dębskiego odpowiadającego na pytanie brzmiące: „co z pana sumieniem?”

To w ogóle nie powinna być kwestia do dyskusji. Jestem lekarzem. Moje sumienie podpowiada mi, że mam leczyć pacjentów zgodnie z wiedzą medyczną a nie ideologią. W Wielkiej Brytanii jak ktoś chce być położnikiem-ginekologiem, to musi zadeklarować, że będzie wykonywał wszystkie procedury, które znajdują się w wykazie świadczeń. Jeśli mu na to sumienie nie pozwala, to nie decyduje się na wykonywanie tej specjalizacji. Jeśli pani byłaby świadkiem Jehowy, to nie powinna się pani decydować na bycie transplantologiem albo hematologiem, prawda? Tak samo muzułmanin, któremu religia nie pozwala dotykać obcych kobiet, nie zostaje ginekologiem. Przykłady można by mnożyć.

Postuluję, żeby na drzwiach gabinetów lekarzy, którzy w podejmowaniu decyzji medycznych kierują się względami innymi niż wiedza medyczna, na przykład swoim sumieniem, widniały stosowne informacje. Pacjent, udając się do lekarza, musi mieć świadomość, z kim ma do czynienia, pacjent ma prawo do informacji i wyboru lekarza.

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, że któraś z córek fundamentalistów Terlikowskich zostaje zgwałcona i w wyniku tego ohydnego przestępstwa zostało poczęte dziecko. Z góry można założyć, że babcia i dziadzio Terlikowscy zmuszą zmaltretowaną córkę do jego urodzenia. Ale czy aby na pewno?

Przykre jest jednak to, że ten sam lekarz zmienia zupełnie stanowisko, kiedy sprawa dotyczy jego rodziny, jego bliskich. Podobnie się dzieje z prawicowymi politykami, którzy żądają całkowitego zakazu aborcji, sympatykami ruchów pro life. Ileż ja razy słyszałem: panie profesorze, to jest wyjątkowa sytuacja, no, musi pan zrozumieć, my normalnie byśmy nigdy nie usunęli, wie pan jesteśmy wierzący, no ale ono takie chore, z wodogłowiem, no trzeba, musimy… To jest wyjątkowa sytuacja, profesorze, wyjątkowa.

Ciąża to jest zawsze wyjątkowa sytuacja. Zawsze. Często osoby deklarujące się jako osoby wierzące, przeciwnicy aborcji zgodnej z prawem, zmieniają swoje poglądy, kiedy to dotyczy ich lub ich rodzin. (prof. Dębski)

Fundamentaliści katoliccy niczym nie różnią się od fundamentalistów islamskich. NICZYM! Wolałabym zginąć ukamienowana, niż patrzeć na moje kalekie dziecko, które umiera kilka dni w męczarniach, bo według psycholi wyimaginowane bóstwo tak chciało. Na zakończenie znowu oddam głos profesorowi Dębskiemu. Wczytajcie się w niego, zastanówcie się, pomyślcie, jak bardzo jesteśmy zmanipulowani, jak bardzo od lat ulegamy kościelnej indoktrynacji, jak bardzo dajemy się niewolić, oszukiwać, jak długo jeszcze można się na to godzić.

Podam pani przykład ciąży pozamacicznej. W szpitalu, w którym kiedyś pracowałem, był ksiądz, który chodził po oddziale ginekologii i namawiał pacjentki z ciążą pozamaciczną, żeby się wypisywały ze szpitala i nie poddawały laparoskopii i usunięciu tej nieprawidłowo zlokalizowanej ciąży. Ciąży, w której najczęściej nie było żadnego zarodka, czyli życia, rozwijał się tylko trofoblast, który produkował HCG i dawał pozytywny wynik testu ciążowego. Groził im sądem ostatecznym i piekłem.

Bały się?

Niektóre nawet bardzo. A ja się bałem, że któraś się rzeczywiście wypisze i jej w domu pęknie jajowód, wykrwawi się i umrze. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, żeby proponował takie postępowanie lekarz, ale niestety, słyszałem o takich przypadkach. Taki lekarz „z sumieniem” czekał na to krwawienie do brzucha i przystępował do działania dopiero, kiedy było zagrożone życie matki. Takiego sposobu postępowania nie opisano w żadnych rekomendacjach na świecie. Co ciekawe, to „sumienie” w ogóle nie brało pod uwagę cierpienia matki. Nie ma dla niego znaczenia, że kobieta w wyniku jego braku działania może umrzeć. (…)

Kiedyś nawet występowałem w pewnym programie z panią doktor, która otwarcie przyznawała, że sumienie jej nie pozwala naruszyć ciąży w jajowodzie. Zapytałem ją o inny przypadek – rozpoznanie czerniaka we wczesnej ciąży – jest to klasyczne wskazanie do przerwania ciąży ze względu na konieczność ratowania życia matki. Czerniak w ciąży bardzo źle rokuje, ponieważ ona dramatycznie przyspiesza jego rozwój.

I co ona powiedziała?

Że podpisała deklarację wiary, że nie przerwie tej ciąży, co więcej, że pacjentce nie udzieli informacji o tym, że ciąża zmniejsza, a praktycznie niweluje jej szanse na przeżycie. I oczywiście, w związku z tym, nigdzie pacjentki nie odeśle. Będzie jej „towarzyszyła w jej drodze”.

Czyli zginą oboje, i matka i dziecko.

Tak, dla tej pani wybór był prosty. Nie wiem tylko, co na to matka tej pacjentki, jej mąż, dzieci? Myślę, że nie podzielaliby poglądów tej lekarki. Jeżeli ona, ta lekarka, chce zostać męczennicą za wiarę, niech sama nią zostaje, a nie deleguje do tego celu inne osoby.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że katolicki przymus dla wielu stał się normą i dziś kobiety boją się walczyć o pełne prawo do aborcji. Samo utrzymanie  obecnego status quo traktują, jako walkę o swoje prawa. Sam ten fakt fundamentalizm katolicki może uważać za swój sukces. Za dwadzieścia lat okaże się, że rodzenie dzieci z gwałtów również będzie normą. Za kolejne dwadzieścia lat może okazać się, że śmierć matki podczas porodu będzie normą. Osierocone dziecko trafi do sióstr zakonnych i wszyscy będą mieli je w dupie. Liczyć się będzie tylko samozadowolenie katolickich fundamentalistów i ich domniemane, zabukowane kwatery w raju, który nie istnieje.

 

  • ratus

    Antyaborcyjny „projekt obywatelski” jest (31.03.2016) w pełnym biegu, oficjalnie poparty przez Pana Prezydenta, Panią Premier i Pana Prezesa – oraz, oczywiście napędzany przez Episkopat.

    Polska ma dołączyć do 7-miu krajów świata, w których aborcja jest bezwzględnie zakazana: Salvador, Honduras, Nikaragua, Dominikana, Malta, Watykan. Na tej liście jest też Chile, ale trwa tam kampania, mająca zmienić prawo.
    Są to wyłącznie kraje katolickie!

    Oto wersja Salvadorska: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/swiat/20160330/ochrona-zycia-w-salwadorze-szpitalne-lozko-z-kajdankami

    Niedługo u nas.

  • Michal Kraus

    Oglądałem ten wspomniany wywiad (prowadzony przez m.in. Dorotę Wellman) z prof. Dębskim i ta nawiedzoną doktorką. Widziałem spokój tego profesora (to typ podobny do Dawkinsa i bardzo mi to przypominało dyskusję Dawkinsa z jedną kreacjonistką) i jego mądre argumenty, które od nawiedzonej katoliczki odbijały się jak groch od ściany.
    Podobnie jak w przypadku rozmowy Dawkinsa, tak samo w przypadku Dębskiego podziwiałem go za opanowanie. Ja bym chyba tą świrniętą babę w końcu trzepnął (miałem wrażenie, że Dorocie Wellman też już niewiele brakowało)

  • jasborkowski

    Dopóki dziecko nie narodzi się jest częścią kobiecego ciała i nikt po za niej nie ma prawo decydować o jej życiu i zdrowiu.

  • ratus

    Będąc takim dziwnym stworem, który czasami określa się mianem ‚feministy’, cieszę się, gdy coraz częściej kobiety ośmielają się głośno i dosadnie sprzeciwiać porządkowi patriarchalnego świata, który nas otacza.

    Jest to tym bardziej godne podkreślenia, gdyż oprócz przezwyciężenia oporu męskiej części społeczeństwa, której „dany od Boga” status pana i władcy bardzo odpowiada, to jeszcze muszą przełamać indoktrynowane w kobiecej społeczności stereotypy i zachowania. Kobiety, od wieków wychowywane że pokora i posłuszeństwo to ich największe cnoty, do tej pory wykazują objawy Syndromu Sztokholmskiego (w uproszczeniu: „ofiara kocha swojego kata”). Trudno się temu dziwić, zważywszy, że emancypacja kobiet trwa niewiele więcej niż sto lat…

    Przekonanie – nie tylko mężczyzn, ale i dużej części kobiet – że ciało kobiety, to wyłącznie JEJ ciało – jest ogromnym, trudnym, ale niezbędnym do wykonania krokiem na drodze do uczynienia Świata, bardziej przyjaznym dla Homo Sapiens.

  • Elżbieta Kunachowicz

    Iza? A gdyby nawet istniało, cokolwiek i gdziekolwiek, to nie sądzę, żeby było tam miejsce dla Chazana albo państwa T. Poza tym ten dziadyga, jak go nazywasz, może wcale nie być dziadygą, tylko np. bytem, który się skręca ze wstydu, że obdarzył pewne zwierze świadomością i zdolnością , przynajmniej potencjalną zdolnością, do abstrakcyjnego myślenia… Przecież Biblię napisali ludzie, więc nie jest nawet jego autorstwa, a w ogóle to postrzegam ją jako traktat porządkujący patriarchalny porządek świata… i wcale nie jest to jego porządek – patrz na kosmos – jego porządek to uporządkowany chaos przecież. Tak tylko na marginesie sobie gdybam, bo zawsze kiedy ktoś odnosi się do bytu nadprzyrodzonego tak zdecydowanie pejoratywnie , mam wątpliwości czy to jest uprawnione. Moim zdaniem nie jest, nawet jeśli w ogóle nie istnieje, a nawet jeśli istnieje – to tym bardziej. Z powodu zaś niemożności udowodnienia jak jest faktycznie, nie warto w ogóle się nad tym zastanawiać, szkoda czasu i atłasu. Żyć trzeba i zmieniać rzeczywistość tak by „świat zostawić lepszym niż go zastaliśmy” , cieszyć się cudem istnienia i niepowtarzalną możliwością tworzenia naszych relacji ze światem. Pozdrawiam wiosennie.