button-1015632_1920

Stop dyktaturze mniejszości!

church-1013923_1920Swego czasu napisałam tekst pt. „Dyktat mniejszej większości” dotyczący wykładu, jaki Świecka Polska wygłosiła podczas Dni Ateizmu. Doznałam na nim prawdziwego oświecenia. Przypomnę w skrócie, że co roku w jedną niedzielę października odbywa się liczenie wiernych na mszach. Nie podaje się jednak konkretnej liczby, tylko stosuje się wskaźnik dominicantes (określający ilość osób chodzących na msze) i communikcantes (ilość osób przyjmujących komunię świętą). Według Instytutu Statystyk Kościoła Katolickiego, do chodzenia na msze zobowiązanych jest 82% wiernych, czyli ochrzczonych. Ci niezobowiązani to osoby stare, chore i dzieci poniżej 7 roku życia.

D (dominicantes) = Uc (uczestnicy mszy)/Zo (zobowiązani do uczestnictwa) * 100

W 2014 r. wskaźnik dominicantes wynosił 39,1%. Według ISKK 27 mln. Polaków było zobowiązanych do uczestniczenia we mszy. 39,1% od 27 mln. zobowiązanych daje 27,4% ogółu społeczeństwa. Tymczasem w świadomości publicznej wynik dominicantes uważany jest za wynik ostateczny, czyli równoznaczny z ilością osób uczęszczających na msze. Nawet media ogłaszają, czego KK nie prostuje, że mamy 40% wiernych „praktykujących”.

No dobrze, powie pewnie niejeden „wierzący” – celowo pisany w cudzysłowie. To nic nie oznacza, bo nie każdy „wierzący” chodzi na msze. Oczywiście! Islamista raczej do kościoła nie poleci no chyba, że będzie miał tam robotę na zlecenie. Świadek Jehowy kościołem się brzydzi, tym pisanym wielką literą również, bo Kościół taki, jaki jest, nie ma umocowania w Piśmie Świętym, a to księga objawiona przecież przez boga. I cóż, że jeden wers wyklucza się z drugim? Nie pojawi się na mszy żaden wyznawca żadnej z tysięcy prawdziwych (rzecz jasna) religii. I ateista nie powinien chociaż słyszałam, że wielu cierpi na rozdwojenie jaźni. Co w takim razie z katolikami, którzy są ZOBOWIĄZANI, a nie uczestniczą w mszach? Czy aby na pewno są katolikami?

Oto główne prawdy wiary katolickiej:

  1. JEST JEDEN BÓG.
  2. BÓG JEST SĘDZIĄ SPRAWIEDLIWYM, KTÓRY ZA DOBRE WYNAGRADZA, A ZA ZŁE KARZE.
  3. SYN BOŻY STAŁ SIĘ CZŁOWIEKIEM I UMARŁ NA KRZYŻU DLA NASZEGO ZBAWIENIA.
  4. DUSZA LUDZKA JEST NIEŚMIERTELNA.
  5. ŁASKA BOSKA JEST DO ZBAWIENIA KONIECZNIE POTRZEBNA

I tak w wielkim skrócie:

KK naucza, że wszyscy jesteśmy obciążeni grzechem pierworodnym, bo dawno, dawno temu, za wieloma górami, za wieloma rzekami, Adam – pierwszy człowiek stworzony przez boga na jego obraz i podobieństwo, oraz jego żona Ewa wybrali się na tzw. dzierżawę. Z boskiego sadu ukradli i zeżarli zakazane jabłko, dzięki któremu z hodowlanych stworzonek zamkniętych w klatce zmienili się w ludzi z krwi i kości. Bóg już nie mógł robić z nimi kici kici, miziu miziu, aport i takie tam inne rzeczy, które się robi z sierściuchami, co tak go wkurzyło, że rzucił na ludzi klątwę. NA WSZYSTKICH LUDZI. O tak, na mnie i na ciebie też. Okrutne? Być może, ale gdyby ich na przykład zaprowadził do weterynarza i uśpił, jak robi się z gryzącym psem, to krótka byłaby historia ludzkości. Grzechu pierworodnego nie zaznała Maria, matka Jezusa, jak uznali ostatecznie ludzie w 1854 r. Natomiast dogmat o jej wniebowzięciu Kościół ogłosił w 1950 r. Długo musiała czekać na uznanie faktu, który nie miał miejsca. Prawosławie i protestantyzm na przykład nie dały się na to nabrać.

Ludzie ulegają pokusom Szatana, upadłego anioła, przeciwnika boga, którego głównym zajęciem jest przeciwdziałanie  zbawieniu przez Jezusa. Biblijny Szatan to przy bogu bardzo fajny gość. Sam nigdy nikogo nie skrzywdził. Dopiero po zakładzie z bogiem o Hioba, aby złamać jego wiarę zabił mu rodzinę i służących. Śmieszne te jego zbrodnie przy zaprawionym w mordach bogu, który niszczył nie tylko całe narody, kobiety w ciąży i dzieci, ale i pozbył się na jakiś czas całej ludzkości, ocalając jedynie Noego i jego rodzinę oraz po parze ze wszystkich zwierząt, które wcześniej stworzył. Część gatunków, choć przetrwała potop, została spalona ku czci boga i na jego życzenie na ołtarzu. Przetrwały kataklizm, żeby ponieść śmierć i ucieszyć nozdrza stwórcy, który podniecał się wonią palonego mięsa. Tak, tak. Wiara nigdy nie miała nic wspólnego z logiką.

Po śmierci wszyscy idziemy do nieba, czyśćca lub piekła, zgodnie z naszymi zasługami. Ale na koniec świata czeka nas zmartwychwstanie i ponowny, tym razem ostateczny sąd. Wybrańcy zaczną nowe życie w klatce zwanej rajem, gdzie będą w radości i szczęściu pląsać sobie po rajskich ogrodach w rytm anielskich harf, a potępieni ostatecznie zaludnią piekło, gdzie będą cierpieć fizycznie i psychicznie.

Tak w wielkim skrócie można przedstawić wiarę katolicką. Tymczasem w 2013 r. „Gazeta Wyborcza” opublikowała sondaż, którym bardzo przejęła się Fronda.

„Szokujące dane przynosi dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”. Wynika z nich, że Polacy są w zdecydowanej większości niewierzący, a czasem praktykujący. Taki obraz pokazują badania TNS.”

SZOKUJĄCE DANE! W końcu się ocknęli! Prawda bywa bolesna, to fakt. Ale bardziej bolesna jest dla nas, bo z prawdy tej wynika, że daliśmy się omotać i jesteśmy większością rządzoną przez mniejszość. A oto dane sondażowe:

1. 81% Polaków wierzy w Boga (informacja dla nas porażająca, ale dalej zaczyna się zabawnie)

2. 48% Polaków wierzy w śmierć Jezusa na krzyżu (w co wierzy 33%? Że umarł ze starości?)

3. 47% Polaków wierzy w zmartwychwstanie (34% z pośród wierzących w boga nie wierzy, że Jezus zmartwychwstał! Umarł i już? Pewnie większość wierzy w to, że go Żydzi zabili, a nie tata wydał na rzeź, żeby odkupił grzechy ludzi, które ów tatuś mógł pozamiatać pod dywan jednym ruchem miotły)

4. 38% Polaków wierzy w Niebo, 31% w piekło, 30% w czyściec (większość nie wierzy w te bzdury, po co więc instytucja KK?)

5. 28% Polaków wierzy w diabła (53% nie wierzy w odwiecznego wroga ludzkości, przed którym tylko wiara i Jezus może ich zbawić)

6. 38% Polaków wierzy w niepokalane poczęcie

7. 39% Polaków wierzy w sąd po śmierci (według 42% nie ma żadnego sądu po śmierci, ponawiam więc pytanie: po co instytucja KK?).

Rzeczywiście są to dane szokujące. W co tak naprawdę wierzą Polacy??? Jakiego boga wyznaje 81%, skoro ogromna część z nich nie wierzy w śmierć Jezusa i jego zmartwychwstanie? Po co te niezliczone ilości kościołów, skoro tak niska wiara w niebo i piekło? Polscy katolicy podważają główne zasady katolickiej wiary!

Ktoś może się przyczepić, że Wyborcza zaniżyła dane, a poza tym są one stare (2013 r.). Wróćmy więc do wskaźnika dominicantes – to kościelne obliczenia, które głoszą, że 27,4% katolików bywa na mszach – obowiązkowych mszach. Myślicie, że po 2,5 roku od tego sondażu, liczba wiernych w naszym kraju wzrosła? Szczerze w to wątpię.

Jednym słowem jest dramatycznie. Realnie bowiem wierzących jest w Polsce może trzydzieści procent Polaków. Reszta wierzy w jakąś formę katolickiego konformizmu, który już niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem.

Każdy z nas może sobie taki mini sondaż przeprowadzić. Mam wielu znajomych katolików. Kiedy zdarzy się, że wejdziemy na temat religii, pytam ich o wiarę w boga, bez agresji, bez ataku, z czystej ciekawości. Za każdym razem słyszę to samo. Każdy przyznaje, że wierzy w boga. A dalej to już wolna amerykanka 🙂 Jeden z moich znajomych, bardzo zamożny i bardzo pobożny (na zewnątrz, bo życia pobożnego nie prowadzi) nie wiedział, że Jezus był Żydem 😀 Żadna z osób, z którymi rozmawiałam, nie znała wszystkich 10 przykazań. Żadna nie czytała Pisma Świętego. Znajomi nie potrafili odpowiedzieć mi na pytanie, jaki jest ich bóg? Kiedy twierdzili, że dobry i miłosierny, a ja podawałam im przykłady jego dobroci i miłosierdzia z Biblii lub po prostu z życia, zmieniali zdanie (ale nie porzucali swej wiary) a najczęściej zmieniali temat 😀 Jedni twierdzili, że jest duchem inni, że osobą. Kiedy pytałam ich, czy modlitwy działają i słyszałam, że kiedyś coś tam sobie wymodlili, pytałam, czy to nie przypadek? Dlaczego matka nie może wymodlić życia dla swojego umierającego dziecka, a oni wymodlili sobie na przykład pracę, czy zdanie egzaminów? Żaden z nich nie umiał mi wyjaśnić, dlaczego bóg skazał swojego syna na tak okrutną śmierć, w celu odkupienia naszych grzechów? Każdy natomiast odpowiedział, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego ze swoim dzieckiem. Nie potrafili wyjaśnić mi Trójcy Świętej. Najczęściej rozmowę kończyli bardzo podobnie: „W coś trzeba wierzyć” a potem jakoś tak głupio im było spojrzeć mi w twarz, bo przecież jestem przykładem tego, że nie trzeba. Większość moich znajomych katolików to antyklerykałowie (ot, taka mała dygresja).

Znajoma, której zmarła mama, spytała, czy naprawdę nie wierzę w życie pozagrobowe? Było mi jej bardzo szkoda. Cierpiała. Mimo to, powiedziałam prawdę, że ta wiara jest tylko po to, aby nas pocieszyć oraz po to, aby Kościół miał na ludzi bata. Strach przed śmiercią to twórca popytu na brednie, że śmierć nie jest ostateczna, nie jest końcem a Kościół jest przewodnikiem, który nie za darmo, ale jednak poprowadzi duszę człowieka prosto do raju. Tylko po co? Ludzie tak bardzo czują się wyjątkowi, że świadomość nieistnienia za jakiś czas nie mieści im się w głowach. Ale kiedy to sobie uświadomią, zrozumieją nieuchronność śmierci, jest szansa na to, że będą żyć pełnią życia, mniej przejmować się problemami, patrzeć na wszystko z większym dystansem, nie pozwolą się ograniczać, bo przecież żyje się tylko raz.

Możemy śmiać się z tych pseudo katolików. Drwimy czasami z polityków PiS, prześcigających się w tym, kto niżej uklęknie, kto więcej da na tacę, kto więcej dobrego powie o Kościele, kto bardziej sponiewiera przeciwników politycznych, czy nawet społeczeństwo, które nie popiera ich poglądów, bo to nie ma nic wspólnego z wyznawaną przez katolików miłością bliźniego. Możemy złorzeczyć z ich prób uczynienia z naszego kraju państwa wyznaniowego. Ale tak naprawdę powinniśmy śmiać się z siebie. Z katolikami bowiem jest jak z trzmielem. Naukowcy swego czasu doszli do tego, że trzmiel ma za małe skrzydła w stosunku do swojej wagi, żeby latać. Ale trzmiel o tym nie wie, i lata! 🙂 Może nie z gracją, ale jednak. Są tak przekonani o swojej wyjątkowości, o tym, że mają rację, że bóg ich prowadzi a jego prawa są ponad prawami świeckimi, że udało im się przejąć władzę w naszym kraju.

Bo ci prawdziwi katolicy są bardzo zmobilizowani. Oni zawsze pójdą do urn, nie wstydzą się pierniczyć bzdur w TV bo wydaje im się, że są w większości i że większość myśli tak samo jak oni. Nie boją się nas obrażać, drwić z nas, traktować jak śmieci. Daliśmy mniejszości dojść do władzy i pomiatać sobą. Uwierzyliśmy w to, że przytłaczająca większość Polaków to katolicy. Boimy się pierdnąć przechodząc obok kościoła, żeby nikt nam nie zarzucił celowej, wrogiej działalności. Kryjemy się w swoich domach, na swoich grupach fejsbukowych i narzekamy, jakże nas jest mało. Ulegliśmy ułudzie, że oni są silni, jest ich dużo, mogą wszystko. Wielu z nas przejęło nawet katolicki sposób myślenia. Bywamy homofobami nie uświadamiając nawet sobie, że to nasze uprzedzenie ma religijne korzenie. Nawet kobiety niezwiązane ściśle z Kościołem niekoniecznie są za aborcją na życzenie, bo… No właśnie, dlaczego nie? Bo kobiety będą stosowały aborcję jako antykoncepcję? Nawet jeśli, to co z tego? Nie! Bo gdzieś w ich podświadomości, jak robal gryzie je myśl, że zarodek to życie, którego nie można odbierać. Indoktrynacja kościelna zrobiła swoje.

Do tego wielu z nas chrzci dzieci, posyła je na lekcje religii i do komunii. Przed swoimi tłumaczą to strachem przed prześladowaniem. Współczuję im, ale czasem chce mi się z nich śmiać. Nie jestem ochrzczona, nie ochrzciłam własnych dzieci. Nigdy nie musiałam udawać kogoś innego, niż jestem. Wciąż żyję i mam się dobrze. Co za komfort! Niektórym z nas nie przeszkadza symbol wiary w instytucjach publicznych czy nawet religia w szkołach. „A niech im będzie” – wielu z nas mówi – „co to komu szkodzi?” Co za ignorancja! Oni właśnie na to liczą, że na wszystko się zgodzimy, wszystko będziemy zbywać przyzwalającym milczeniem. Gdyby rozpatrywać nasze ateistów, czy nawet wierzących w „coś” antyklerykałów poczynania przez pryzmat grzechu, to najgorszym i najbardziej wyeksponowanym jest u nas grzech zaniechania. 🙂

Przebudźcie się! Może jako ateiści nie jesteśmy większością, jednak z pewnością „przykładni” katolicy, to mniejszość w naszym kraju. Musimy w to tylko uwierzyć, czyli przyjąć fakty. Przestańmy być bierni, bombardujmy ich pismami, protestami, manifestacjami. I wszędzie prostujmy zakłamania. „Prawdziwych” katolików jest ok. 30%, nie więcej. I to nie według Gazety Wyborczej a według ISKK. Tych, którzy wierzą w jakiegoś tam boga,  łatwiej przekonać do naszych racji, że tylko świeckie państwo może być państwem sprawiedliwym, że wiarę trzeba oddzielić od świeckiego prawa, że KK w końcu jest instytucją szkodliwą dla naszego państwa, której prawa trzeba ograniczyć do minimum, tj. do głoszenia ewangelii wśród katolików w murach kościołów. Kobiece manifestacje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej przyciągają tłumy nie tylko ateistów przecież, ale przede wszystkim ludzi, którzy może i wierzą w jakiegoś boga, ale Kościołowi pokazują wyraźnie środkowy palec.

Artykuł na Frondzie TUTAJ

  • Mi Wi

    Dzięki! Bardzo mi się podoba