clown-479750_1920

W szponach debili?

clown-479750_1920O tym, że z prawicowymi konserwami jest coś nie tak, nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy na nich popatrzeć, tudzież ich posłuchać. Kto nie był tego świadomy i na przykład modlitwę w intencji deszczu ogłoszoną w sejmie kilka lat temu odebrał, jak niewybredny dowcip, po ostatnich wyborach przekonał się, że to nie był odosobniony przypadek objawienia niedoskonałości intelektualnej tych po prawej scenie politycznej. Przykłady defektu prawicowych umysłów mnożą się każdego dnia, a szczególnie nocami. Kiedy normalny człowiek śpi, w sejmie budzą się demony. Są jak te wilki w owczych skórach. Zresztą po owocach ich poznacie. Kłamią, mataczą, manipulują, wyłączają mikrofony swoim oponentom lub pokazują im środkowy palec.

Tymczasem okazuje się, że tego nadzwyczajnego odkrycia o brakach intelektualnych konserwatystów, dokonał podobno już w XIX w. John Stuart Mill, który w jednym z listów napisał:

„Nie twierdzę, że konserwatyści są przeważnie głupi. Chodzi mi raczej o to, że głupi ludzie zazwyczaj przystępują do partii konserwatywnej”

Opowiedział o tym Newsweek w 2012 r. Cały artykuł TUTAJ. Na gościa, który urodził się ponad 200 lat temu niejeden prawicowiec mógłby machnąć ręką. Kłopot w tym, że współcześni naukowcy zabawili się w badania potwierdzające spostrzeżenie Milla.

Jak podaje „Time”, jedno z najbardziej reprezentatywnych badań amerykańskiego społeczeństwa, „National Longitudinal Study of Adolescent Health”, śledzące życie ponad 20 000 jednostek na przestrzeni kilku dekad dowodzi, że IQ mocnych konserwatystów wynosi średnio 95 i jest statystycznie o 11 punktów niższe od wyników zdecydowanych liberałów. Biorąc pod uwagę fakt, że norma to 100 punktów, różnica rzędu 11 oczek to sporo. Podobnie, opublikowany na portalu LiveScience artykuł przedstawiający ostatnie dokonania doktora Gordona Hodsona z Brock University w Ontario również dowodzi, że liberałowie są światlejsi. Tak samo zresztą twierdzi Satoshi Kanazawa z London School of Economics and Political Science, który swoje ustalenia zamieścił w „Social Psychology Quarterly”.

Szok? Z pewnością nie dla liberałów czy lewicowców. Ale o co chodzi z tą „głupotą” prawicowej konserwy? Sprawa jest dość prosta. Mówi się, że narząd nieużywany zanika. Bez przesady! Musiałoby to oznaczać, że np. posłowie PiS mają już strzępy mózgu, albo nie mają go wcale. Wiem, że śledząc ich poczynania można dojść do takiego wniosku. Sądzę jednak, że na przykład podczas sekcji okazałoby się na pierwszy rzut oka, że nie tylko posiadają ten organ, ale jeszcze wygląda on identycznie, jak mózg liberała czy lewicowca. To moje założenie wynika z przekonania. Nie zamierzam tego nawet sprawdzać. Takiej na przykład posłanki Pawłowicz nie chciałabym nawet skalpelem tknąć. Uważam, że narząd nieużywany nie zanika, tylko nie rozwija się.

I teraz wyobraźmy sobie małe prawiciątko, które urodziło się w prawicowej rodzinie, zostało porządnie zindoktrynowane przez KK przy czynnym współudziale rodziców. Wszystko ma podane na tacy. Bóg stworzył ziemię i wszystko co nas otacza. Jak? A co cię to obchodzi smarkaczu? Nie zadawaj pytań tylko chłoń, jak papier toaletowy. Boga trzeba wielbić a przede wszystkim bać się go, bo inaczej będzie przesrane. A rodzice znaleźli cię w kapuście. Wszystko co nowe, inne i nie daj boże negujące to, co się do mózgu prawiciątka systematycznie wtłacza, jest grzeszne i złe. Wystarczy, że trwać będzie w tym przekonaniu a osiągnie królestwo niebieskie po śmierci. I to jest jego cel. A że podąża do niego jak spanikowany prusak, raz w lewo, raz w prawo, kilka razy w kółko, zamiast prosto trzymając się słowa bożego, którego tak naprawdę przez wiele lat nauki religii nie zdołał poznać, to co z tego? Przykład bierze przecież od swoich rodziców i swojego Kościoła.

Co prawda w prawidłowym rozwoju człowieka przychodzi taki moment, kiedy zaczyna myśleć, zastanawiać się, negować, buntować się, poszukiwać, chłonąć wiedzę na własną rękę. Innymi słowy młody człowiek zauważa, że to co według jego wychowawców jest białe, tak naprawdę jest czarne, jak piekielna smoła. No cóż, wtedy wybrać może dwie drogi – słuchać siebie, lub spowiednika.

Słuchać siebie jest znacznie trudniej. Okazuje się bowiem, że cały dotychczasowy świat jest złudzeniem, nieprawdą, wymysłem innych, najczęściej najbliższych ludzi. Dramat ciężki do udźwignięcia. Kiedy pozostanie się wiernym sobie, trzeba będzie się zmierzyć z budowaniem wszystkiego od nowa, otworzeniem się na rzeczy do tej pory nieznane, czego efektem będzie rozwój umysłowy i wolność.

Słuchać spowiednika jest o wiele łatwiej. Podniesie na duchu, poprowadzi na stare tory, zapewni o nieskończonej miłości boga, który zemści się za grzechy do któregoś tam pokolenia włącznie, postraszy piekłem przy okazji, a efektem będzie święty spokój, rozwój duchowy i wstrzymanie rozwoju intelektualnego. Taki człowiek ma tylko jeden cel. Przeżyć życie jak jego rodzice i bronić za wszelką cenę i bez żadnej dyskusji status quo.

Jak wygląda obrona obecnego stanu rzeczy przez prawicowców, widzimy każdego dnia w tv. Według Dudy wszyscy jego rodacy witają papieża. „WSZYSCY”. Ja nie witam choć mam polski dowód osobisty. Czyli Duda nie jest moim rodakiem? To by mi akurat pasowało. Do tego wita go na Światowych Dni Młodzieży. Mój syn też się do młodzieży zalicza, a nie uważa tych dni za swoje święto. Bo wszyscy zapominają dodać, że są to Światowe Dni Młodzieży Katolickiej. Ani młodego Świadka Jehowy tam nie uświadczysz, ani młodego ateisty, ani młodego islamisty. Ten ostatni to chyba najmniej pożądany, bo słynie z wybuchowego charakteru. Wcześniej  Kempa ogłosiła wszem i wobec, że doszło do podpisania paktu o nieagresji z JP II, dzięki któremu jesteśmy całkowicie bezpieczni. Pewnie policjanci narobili w gacie, bo właśnie stracili robotę. Nie będą mieli czym dzieci nakarmić. Strawa duchowa ma to do siebie, że nie wypełnia żołądków. Do tego Macierewicz dopiął swego i nasi polegli na polu chwały podczas katastrofy smoleńskiej zostaną uhonorowani apelem podczas rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Bohaterom się należy przecież.

Zostaliśmy postawieni przed dylematem, jaki spotyka na pewnym etapie życia małe prawiciątko. Albo się poddać i zgłupieć do reszty, albo pozostać wiernymi sobie i zbudować nowy świat. Spokój nafaszerowany debilizmem, czy wielki trud i wolność? Wybór należy do każdego z nas.

  • Małgorzata Recka

    Bardzo fajnie napisałaś, szczególnie o tym wyzwoleniu umysłowym i wolności jak już człowiek odważy się kierować swoim rozumem i samemu zbudować swój światopogląd. Przyczepię się tylko, że IQ 100 to nie tyle norma co średnia. 95 też mieści się w normie.