bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 4

bible-276067_640Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

„I tak Bóg wygubił doszczętnie wszystko, co istniało na ziemi, od człowieka do bydła, zwierząt pełzających i ptactwa powietrznego; wszystko zostało doszczętnie wytępione z ziemi. Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w arce. A wody stale się podnosiły na ziemi przez sto pięćdziesiąt dni”. Księga Rodzaju 7.23.

Jak pamiętamy pływał sobie Noe w arce ze swoją żoną, z trzema synami i ich żonami oraz ze wszystkimi zwierzętami (po parze, po dwie pary lub po siedem par czystych – nie wiadomo ile ich było, bo Bóg nie mógł się zdecydować co do załadunku, o czym pisałam w poprzedniej części). W końcu Arka osiadła na górze Ararat. Jakiś czas później Bóg nakazał ją opuścić, bowiem wody ustąpiły. Co najpierw zrobił Noe? Oczywiście zbudował ołtarz i…:

„wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu”.

IDIOTA??? Po to gnieździł się w arce z całym zwierzyńcem, żeby go potem dla Pana zarzynać? Przynajmniej teraz możemy się domyślić, że wziął więcej zwierząt, niż po jednej parze, bo przecież złożenie jedynej ocalałej pary w ofierze oznaczałoby koniec gatunku. Dalej okazuje się, że jednak Noe to nie idiota, bowiem:

„Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem.”

Ależ się musiał Papcio stęsknić za smrodem palonego mięsa. Tak się nawąchał, że zaczął nagle swojego boskiego czynu żałować! Czyżby wzruszył się nad losem wszystkich przez niego zamordowanych? Zrozumiał, że ten jego zbrodniczy czyn niczego w człowieku nie zmieni? A może by tak cofnąć to wszystko, przewinąć taśmę do szóstego dnia stworzenia i zabrać się za tworzenie człowieka raz jeszcze? Może tym razem uda się ulepić i wystrugać lepszych ludzi? Gepetto też na początku poniósł klęskę tyle, że on kochał swojego Pinokia takiego, jakim on był i to między innymi jego miłość doprowadziła do przemiany pajaca. Nie spalenie go w piecu czy zalanie wodami potopu. Jak widać biblijny bóg do pięt stolarzowi włoskiemu nie dorasta.

Jakby miało dojść do replay to lepiej byłoby na Boga miejscu tym razem nie ryzykować i nie robić człowieka na swój obraz i podobieństwo, bo znowu będzie jakiś taki nie ten teges, tzn. (bez urazy) boski. Nie da się? Wielka szkoda. To może chociaż nie przewijać do początku, tylko ukatrupić Noego z rodziną i teraz zrobić nowy model Adasia? Bo wkrótce się okaże, że ten Noe to też gówno wart. No nie! Bóg się nachapał zbrodnią i nie ma chęci w najbliższym czasie ukatrupiać kogokolwiek. No trudno. Będą się ludzie z Bogiem a on z nimi męczyć dalej.

Bóg zamiast posłuchać głosu rozsądku, odurzony swoją ulubioną wonią, zawarł z człowiekiem przymierze!

„Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię”.

Można odetchnąć? Niekoniecznie, bo czy można ufać Bogu, który nie wie co robi, po co to robi i jaki tego będzie efekt? Poza tym jak ufać komuś, kto zmienia decyzje i poglądy częściej od takiego na przykład Palikota? Po tych słowach Boga już całkiem poniosło i pierdyknął cud nad cudy! Szast prast i zrobił tęczę, jako znak przymierza! Ale musiał się Noe z rodziną zatrwożyć i zdziwić, kiedy ujrzał różne barwy ułożone jedna obok drugiej w kształcie łuku na niebie. Co prawda dziś już przedszkolaki wiedzą, że do cudu tego wystarczy trochę wody i promieni słonecznych, ale Noe przecież do przedszkola nie chodził.

Czym zajmował się Noe, jak już trochę się urządził na ziemi? Posadził sobie winnicę, robił wino i pił jak świnia do tego stopnia, że na golasa nieprzytomny leżał w namiocie. Jak wiadomo miał trzech synów: Sema, Chama i Jafeta. Nagle wspomniany jest Kanaan, syn Chama. Może bocian przyniósł? Nie wiadomo. Któregoś razu Cham wlazł do namiotu Noego, zobaczył zamroczonego winem ojca z dupą na wierzchu i poinformował o tym braci. Sem i Jafet wzięli płaszcz i nie patrząc na pijaka, żeby nie widzieć jego nagości, przykryli go. Kiedy Noe wytrzeźwiał i dowiedział się, co zrobił Cham, wykrzyknął:

„Niech będzie przeklęty Kanaan!”

Że co? Błąd w Biblii jest chyba. Biorę drugą. Czytam to samo. Sorry, ale co takiego zrobił Cham, oprócz tego, że wlazł do namiotu ojca, który pewnie zapomniał na wejściu wywiesić karteczki z napisem „nie przeszkadzać”? Nie umiał pisać? To maczugę mógł przed wejściem narysować, może by się Cham domyślił. Poza tym jak widać kapusiostwo Adasia wychodzi facetom w genach w każdym pokoleniu. Tak jak on doniósł Bogu na Ewę, tak któryś z braci doniósł Noemu na Chama. I dlaczego Kanaan ma być przeklęty? A co ten dzieciak zrobił? Jedyną jego winą było to, że był synem Chama. I czy można bardziej skrzywdzić kogoś jak krzywdząc jego dziecko? Uwielbiam te przykłady wielkiego miłosierdzia w postaci klątw rzucanych na kolejne, niczemu niewinne pokolenia. Pamiętajmy, że bóle porodowe kobiety mają zafundowane przez Papcia, chociaż do cholery nie zżarłyśmy żadnego owocu z drzewa poznania dobra i zła. Zrobiła to Ewa! Nie my! Heloł!!!

Noe zmarł w wieku 950 lat, 350 lat po potopie. Jak widać wsławił się pijaństwem i klątwą rzuconą na niewinnego wnuka. Oto człowiek, który zasłużył na ocalenie z potopu. A przy okazji przypominam, że gdy synowie Boga bzykali się z ziemiankami, Bóg postanowił, że człowiek będzie żył 120 lat. Albo więc Bóg już wówczas cierpiał na starczą demencję, albo Noe nie był człowiekiem. I pomyśleć, że to nam ateistom zarzuca się pochodzenie od małp!

Potem mamy wymienionych potomków Noego bla bla bla. „Od nich wywodzą się ludy na ziemi po potopie.”

Aż wreszcie dochodzimy do jednej z najbardziej absurdalnych historii, których pełno jest w tym natchnionym przez Boga Piśmie Świętym. Otóż podobno ludzie na całej ziemi mówili jednym językiem. Inaczej być nie mogło, skoro wszyscy pochodzili od Noego i jego synów. Trzeba więc było jakoś wyjaśnić to, że na ziemi mamy kilka tysięcy języków. Więc wymyślono… Ups! Przepraszam! Bóg podyktował, że ludzie postanowili zbudować sobie miasto i wieżę sięgającą nieba. Wówczas: „Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę”. Zstąpił, by zobaczyć?! Jak chciał coś zobaczyć, musiał się tam udać? Czyli z nieba miasta widać nie było? Widocznie Bóg nie dysponował teleskopem. Jak zobaczył to ludzkie dzieło, poraziły go ludzkie umiejętności. Nie przewidział? Postanowił ludzi rozproszyć i pomieszać im języki. Bał się, że: „w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić”.

Spadłam z krzesła! Wszechwiedzący Bóg pomyślał sobie, że skoro pomiesza ludziom języki i rozproszy ich po całym świecie, nie zbudują nigdy niczego tak wspaniałego jak wieża Babel! Aż strach pomyśleć co będzie, kiedy znowu postanowi zstąpić i zobaczy drapacze chmur, że o promach kosmicznych nie wspomnę. Skasuje nam pewnie język angielski. Potem rosyjski i chiński. A kiedy zorientuje się w końcu, że mamy niezwykłą umiejętność uczenia się obcych języków jeden od drugiego, zabierze nam wszystkie. A co potem? Powyrywa nam ręce? Bo przecież wszyscy nauczylibyśmy się języka migowego.

Wracając do Pisma Świętego, po historii z wieżą Babel mamy wymienionych potomków Sema. Ostatnim wymienionym jest Terach, ojciec Abrama, Nachora i Harana. I tu zaczyna się ciekawie. Abram to postać dla wierzących bardzo ważna. Nie wierzycie, to ich zapytajcie. Żartowałam. Wierzący niewiele wiedzą o swojej świętej księdze i jej bohaterach, że już o samym Bogu nie wspomnę. Już sobie wyobrażam odpowiedź: „Abram? Jaki Abram? A to nie ten arab co Kebab prowadzi za rogiem?”

Abram urodził się 292 lata po potopie o ile nie pieprznęłam się w obliczeniach. Matematyka nigdy nie była moją mocną stroną. W każdym razie zgadza się to, że żył jeszcze Noe i jego syn Sem, który zresztą przeżył samego Abrama. Haran, który miał syna Lota, zmarł jeszcze za życia Teracha. Abram ożenił się z kobietą cud urody Saraj, która była niepłodna. Nachor chajtnął się z Milką, córką Harana, czyli ze swoją bratanicą. Takie związki to w Biblii normalność. Terach wziął Abrama, Lota i Saraj i wyruszył z nimi do Kanaanu. Zatrzymali się w Charanie i tu ojciec Abrama zmarł w wieku 205 lat. Dość szybko, jak na tamte czasy.

I nagle Bóg przypomniał sobie o ludziach. Cholera, a mogło być tak pięknie! Bez ceregieli rzekł do Abrama, żeby opuścił swoją ziemię rodzinną: „Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię”. Kto by się nie skusił? Ale dlaczego wybrał Abrama? Tłumacze tłumaczą, że Abram spotykał się z Noe i Semem, którzy mogli mu opowiadać o Bogu. Czyli, że innym nie opowiadali? Pewnie opowiadali, ale tylko Abram im uwierzył. Jak widzicie świat od początku był pełen ateistów 🙂

Ludzie gadali z tymi, od których pochodzili, z którymi byli spokrewnieni, od których wiedzieli, że są potomkami tych, którzy przeżyli potop i im nie wierzyli? To chyba ludzie nie byli wtedy takimi debilami, jak mi się na początku wydawało? Co w takim razie powiedzieć o współczesnym człowieku, który nie zna żadnego naocznego świadka tamtych czasów i wierzy? Faceci w kieckach mówią, że Bóg jest i ludzie od razu padają na kolana. Swoją wiarę opierają na tej samej Biblii, którą właśnie opisuję. Nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. Może być jeszcze tak, że potomkowie Noego i Sema wierzyli im  i świadomie postanowili nie czcić takiego potwora. Gdyby tak było, musiałabym uznać, że znacznie przewyższali współczesnych ludzi inteligencją. Trudno się z tym pogodzić, prawda?

Abram miał 75 lat gdy wyszedł z Charanu do Kannanu z żoną, bratankiem Lotem i z całym dobytkiem. Kiedy doszedł do dębu More na ziemi Kanaaneńczyków Pan mu się ukazał i… oddał potomstwu Abrama tę ziemię. Abram nie miał jeszcze potomstwa, ale co tam. Wkrótce może mieć przecież. Zbudował ołtarz i poszedł dalej na wzgórze na wschód od Betel i też zbudował ołtarz, żeby nie było. Niestety, nie wiedzieć czemu, w Kanaanie nastał głód. A miało się Abramowi dobrze wieść przecież. Rozmyślił się Bóg, czy znowu udał się w odległe galaktyki? Tego nie wiadomo. Abram nie czekając na wskazówki Boga, udał się do Egiptu.

Tu dopiero poznamy prawdziwe oblicze człowieka czczonego zarówno przez żydów, muzułmanów i chrześcijan, wybitny przykład wiary, godny naśladowania wzór wszelkich cnót. Ale o tym następnym razem:)

  • tenstrasznyboog

    iza żyjesz?

  • tenstrasznyboog

    hmmmmmm ???
    co to znaczy mieć autorytet? być autorytetem? czy ty jesteś autorytetem w kwestiach jakie tu poruszasz? 🙂

  • Diana Roman

    Polecam Diabeł. O formach, historii i kolejach losu Szatana, autora Alfonso di Nola. Właśnie czytam i tam też można znaleść sporo nonsensu i absurdu 😉

  • Maciek Pawłowski

    Cudo! Nie mogę się doczekać następnej części.

  • Tomasz

    Przekonujące i logiczne wyjaśnienie przeklęcia Kanaana zamiast Chama i w ogóle tej dziwnej sytuacji było zamieszczone na łamach Racjonalisty. Można znaleźć je na przykład tutaj:

    http://www.racjonalista.pl/pdf.php/s,9703

    • Iza

      przeczytam, dziękuję:)

  • dama z gaśniczką

    No ja nie wiem, Iza, czy to było kapusiostwo Chama, czy raczej troska o dotychczas przykładnego ojca rodziny. Wszak chłop pierwszy raz w życiu ujrzał Pierwszego Pijaka na Ziemi. Miał prawo doznać szoku, zwłaszcza, że ten Pierwszy od razu tak spektakularnie zaistniał, zapoznając rodzinę ze swoim nagim ciałem. Wydarzenie to przypomina klasyczne mechanizmy w rodzinach alkoholowych – rodzic eksperymentuje z trunkami, mali bohaterowie dwoją się i troją, aby ogarnąć domostwo ,ale jest to temat tabu – nie mówimy o tym, udajemy, że nie widzimy, bo w najlepszym przypadku polecą inwektywy..

    • Iza

      Może masz i rację. Ja jak piję, to mnie dzieci nagiej nie oglądają. No ale ja nie jestem uwielbianą przez Boga. Chociaż…:)

      • Mariusz

        Halo ! Halo ! Mówi Bohu my tu z aniołami niezły kabaret mamy. Masz moje boskie lubię to 🙂

        • Iza

          Wiedziałam, że się i Papcio pośmieje:)