lake-65443_1920

Miejsce Pamięci Ofiar Religii

Od momentu, w którym narodził się pomysł zrealizowania Miejsca Pamięci Ofiar Religi [MPOR], prowadziłem wiele dyskusji na grupach FB i forach zewnętrznych. Większość racjonalistów temat ocenia pozytywnie i widzi w tym sens, natomiast ze strony osób wierzących i niektórych agnostyków jest na odwrót – większość uważa pomysł za poroniony lub zamknięty określeniem „religia”. Najczęściej pada argument, że inicjatywa ma na celu sprowokowanie Kościoła i wynika z wojującego ateizmu. Przewija się też motyw, że w ten sposób to można upamiętniać ofiary totalitaryzmu, pieszych przejechanych przez pijanych kierowców itp.

A co stoi na przeszkodzie, by takowe miejsce zorganizować? Jeżeli pomysłodawcy czują taką potrzebę i spodziewają się, że dzięki tej inicjatywie wzrośnie świadomość ludzka, to czemu nie?

Jeden z moich znajomych zwrócił uwagę, że lepiej by było zmienić nazwę na Miejsce Pamięci Ofiar Fanatyzmu. W pierwszej chwili pomysł wydawał mi się dobry, więc zamieściłem na grupie MPOR post ze zrzutem tej dyskusji. Padały różne argumenty i po jakimś czasie zrozumiałem, że zmiana nazwy i rozszerzenie inicjatywy nie miałoby sensu. Po obejrzeniu filmu „Spotlight” zrozumiałem też postawę osób wierzących oraz wynikający z niej dualizm.

Nikt, kto potrafi obiektywnie i bez emocji ocenić wpływ, jaki wywarła religia na historię rasy ludzkiej, nie zaprzeczy, że w imię bożków zamordowano miliony ludzi. Uważam, że na to trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy, bo to nie tylko chrześcijaństwo, czy islam jest odpowiedzialny za miliony ofiar. Na przestrzeni tysięcy lat ludzie stworzyli różne systemy religijne oraz tysiące bożków, którym składano ofiary też w ludziach.

Na przykład Aztekowie w 1487 r w Tenochtitlan ukończyli budowę świątyni ku czci dwóch krwawych bożków Huizilopochtli i Tlalocowi. Aby ten doniosły moment uczcić, w ciągu czterech dni zamordowano blisko dwadzieścia tysięcy jeńców, którym kamiennym nożem wycinano serca, aby pokazać je słońcu. Azteckie bóstwa były tak żądne krwi, że wymyślono wojny kwietne w celu zdobywania jeńców z okolicznych plemion.

Ludzie mordowali pod wpływem religijnych doznań, szczuci przez kapłanów i własne lęki. Religie to nie święte krowy, ponieważ pod płaszczykiem wiary sankcjonowały i sankcjonują patologie w swoich szeregach. Czemu przywódcy Kościołów nie ekskomunikują morderców? Czemu nie grożą ekskomuniką tym, którzy dziś popełniają czyny pedofilskie, czy latają z bombami? Czemu imamowie nie wyklną w imię Allaha wszystkich terrorystów, tylko cienko pierdzą, że się z nimi nie zgadzają?

Uważam, że MPOR to miejsce, które ma pokazać, do czego zdolni potrafią być ludzie, którzy używają religii i jakie z tego wynikają konsekwencje. To wiara w gusła spowodowała palenie czarownic, mordowanie ludzi, dlatego że nie wierzyli lub dlatego, że wierzyli w coś innego. Nikt nie jest w stanie obalić tej prostej prawdy – to religie zorganizowane, instytucjonalne, z kastą kapłańską, manipulują od tysięcy lat właśnie wiarą  – religia bez wiary nie istnieje.

Oczywiście nie wszyscy pod wpływem wiary zabijają lub są Terlikowskimi i to właśnie ci powinni w końcu zrozumieć, że kapłan gadający o grzesznej naturze człowieka ściemnia i rozmywa odpowiedzialność za zbrodnie, pedofilię i tym podobne patologie. Ci co naprawdę wierzą w boga miłości, ci powinni uznać idee powstania MPOR, bo tym samym pokazaliby, że mają świadomość, ile zła wyrządzili ludzie posługujący się właśnie ich wiarą. W ten sposób faktycznie posypaliby głowy popiołem i co więcej – zrobiliby to  w interesie własnej wiary, ponieważ darem ducha świętego, którą nazywają czynną siłą bożą, jest przyznać się do błędów, zadośćuczynić ofiarom i tego samego błędu nie powtarzać. 

Chowanie głowy w piasek i kombinowanie, że to ludzie popełniają zbrodnie na tle religijnym i że wiara z tym nie ma nic wspólnego, to bzdura do kwadratu. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu i właśnie tak została dobrana nazwa – Miejsce Pamięci Ofiar Religii.

girl-746430_1280

fractal-961605_1280

Ofiar może być więcej

Po serii artykułów naszej blogerki Izy na blogu „Ale o co chodzi” o pedofilii wśród księży katolickich, padł pomysł, aby zrealizować pomnik dla ofiar duchownych – pedofilów, jednak po dłuższym namyśle zrezygnowaliśmy z tej koncepcji, ponieważ nie wszystkie ofiary, a zwłaszcza ich żyjący bliscy chcieliby te dramatyczne wydarzenia wspominać. Uznaliśmy również, że sama idea takiego pomnika mogła by być odbierana jako kolejny atak na Kościół katolicki, co odwróciłoby uwagę od tych, dla których pomnik by powstał – ofiar. Zmieniliśmy całą koncepcję, która przerodziła się realizację Miejsca Pamięci Ofiar Religii.[w linku są wszystkie teksty dotyczące inicjatywy]

Kapłani różnych wyznań z jednej strony potępiają psychopatów dopuszczających się na dzieciach aktów pedofilskich, ale z drugiej strony je ukrywają. Wydawane są instrukcje jak postępować w momencie gdy zgłaszane są przypadki molestowania dzieci przez kapłanów. Nie jest to tylko domeną Kościoła katolickiego – pedofile są również wśród duchownych świadków Jehowy, protestantów czy prawosławnych. Często pada zarzut, że wszyscy skupiają się na Kościele katolickim i nic dziwnego, bo jest to największe wyznanie chrześcijańskie, więc siłą rzeczy jest w nim największy odsetek zboczeńców.

Papież Franciszek zapowiedział ostrą walkę z pedofilią i z nadużyciami w Kościele. Większość komentatorów i racjonalistów pokładało nadzieję w nowej głowie Kościoła. Jednak Watykan się nie zmieni – ta wielowiekowa instytucja jest cyniczna i już taką pozostanie. 

W Gazecie ukazała się  informacja o tym, że biskupi nie muszą informować władz świeckich o przypadkach pedofilii i molestowania seksualnego dzieci ze strony księży, gdyż jest to decyzja ofiary i jej rodziny. Instrukcje zostały wydane w dokumencie, który jakiś czas temu opisywany był na blogu „Kaprawym Okiem ateisty”

Gdy biskup otrzyma „przynajmniej prawdopodobną wiadomość” o molestowaniu, ma obowiązek natychmiast zareagować. Każdy biskup ma mieć pod ręką delegata, który jest odpowiednio przygotowany do tego zadania. Delegat ma przyjmować zgłoszenia i komunikować się z ofiarami. Do jego zadań będzie należała też opieka nad całą rodziną. Ma też sprawę obgadać z oskarżonym duchownym – udzielając mu wsparcia duchowego i psychologiczno-terapeutycznego.

Żarty się skończyły, a cała ta hucpa brzydko pachnie i ma na celu wyprzedzenie działań prokuratury. Cały projekt ruszył już z kopyta, jeszcze nie jest oficjalnie zawieszony na stronie episkopatu, a już plany są dalekosiężne.  

Dzielny Episkopat walczy z pedofilią.

Instrukcja miała być odpowiedzią Kościoła na walkę ze zboczeńcami w sutannach i – jak to mają w zwyczaju urzędnicy Watykanu – stała się w zasadzie wskazówką, jak tych pedofilii chronić.

Z instrukcji postępowania, przygotowanej przez konsultanta przy Papieskiej Radzie ds. Rodziny, prałata Tony’ego Anatrellę, dowiadujemy się, że nowo wybrani biskupi nie mają obowiązku informować świeckich władz o przypadkach pedofilii i molestowania seksualnego wśród księżypisze „Guardian”.

Dokument wydany przez Watykan rozmywa problem, dokładnie tak, jak to robią kapłani. Zalecenie, aby w pierwszej kolejności księża mieli rozmawiać z rodzinami ofiar i im pozostawiać ewentualną decyzję o zgłoszeniu do prokuratury przestępstwa, jest obłudnym działaniem mającym na celu zamiatanie pod dywan czynów pedofilskich. Środowisko sprawcy nie może być mediatorem we własnej sprawie.

Dokument pozostawia zatem decyzję w tym przypadku „ofierze lub jej rodzinie”, nawet w krajach, gdzie informowanie organów ścigania jest obowiązkowe.

Watykan, jak każda korporacja, zawsze będzie bronić swoich interesów i robi to w sposób cyniczny. Ostatnim takim przykładem była sprawa nieżyjącego pedofila Wesołowskiego, który został wydalony ze stanu kapłańskiego, ale… tylko medialnie. W oficjalnych dokumentach Watykanu dalej jest biskupem – bo według nauk Kościoła, kto przyjął święcenia kapłańskie, nawet gdy będzie gwałcić dzieci, to i tak tym kapłanem pozostaje na wieki.

Dopiero po jego śmierci Watykan poinformował jedynie, że decyzji o odrzuceniu odwołania nie ogłoszono, by „nie pogarszać sytuacji”. Nieogłoszenie wyroku oznacza, że nie jest on prawomocny. W oficjalnych notach biura prasowego Stolicy Apostolskiej figuruje on jako „Jego Ekscelencja arcybiskup”.

Tak więc urzędnicy Watykanu manipulowali opinią publiczną i dobrze wiedzieli, co robią nie ogłaszając odrzucenia odwołania; tym sposobem chronią to, co dla nich najważniejsze – dogmat powołania kapłańskiego.

Watykan – tu się dba o spokój duszy pedofila Wesołowskiego

Schemat się nie zmienia — Watykan mówi jedno, a robi drugie.

Niestety, Kościół w Polsce jest postrzegany jako filar naszego społeczeństwa, a lokalni plebani mają władzę nad rozumem swoich wyznawców. W przypadku pedofila Wesołowskiego lokalni mieszkańcy mimo dowodów jego zboczonych zapędów i tak nie wierzą w jego winę. Systemy religii instytucjonalnych już się nie naprawią, bo gdyby tak miało być, musiałyby  same się zlikwidować.

Schemat się nie zmienia — Watykan mówi jedno, a robi drugie. Uważamy, że Miejsce Pamięci Ofiar Religii jest ważnym projektem, który musi być zrealizowany ku pamięci tych, którzy życie stracili w imię religijnych zabobonów. Miejsca upamiętniające tragiczne zdarzenia z przeszłości, w konsekwencji służą żyjącym i dlatego realizujemy projekt jako namacalny symbol pamięci, jako miejsce refleksji i zadumy nad tym, że ludzie przede wszystkim sobie nawzajem winni oddawać respekt.

Pomnik będzie powstawał jako żywe, rosnące miejsce pamięci, a architektem może być każdy z Was. Uważamy, że to miejsce musi kojarzyć się ze środowiskami i grupami ludzi racjonalnie myślących, którzy będą je tworzyć nie dla siebie, ale dla ofiar i dla ludzi żyjących, ku refleksji, że morderstwa i przemoc zostawiają trwały ślad w zbiorowej ludzkiej tożsamości. Uważamy też, że Miejsce Pamięci nie powinno być kolejną ścianą płaczu, ponurym miejscem, a wręcz przeciwnie – powinno tętnić życiem, bo nie ma większego zadośćuczynienia, jak za śmierć dać życie.

 Stowarzyszenie ATHEOS

Miejsce Pamięci Ofiar Religi będzie własnością tych, dla których powstaje.

Jesteśmy w fazie opracowywania koncepcji MPOR, poszukujemy miejsca, na którym zrealizujemy projekt. Na tym etapie liczą się pomysły i pomoc w wyszukaniu odpowiedniego terenu, więc zapraszamy chętnych do merytorycznej współpracy na grupę fb Miejsce Pamięci Ofiar Religii, oraz nowo powstałą grupę Stowarzyszenia ATHEOS, na której są już członkowie założyciele.

Równorzędnie z Miejscem Pamięci jest już realizowany i wspierany przez Was projekt wydania książki: „Świadek Jehowy z przypadku?”, z której część zysku ze sprzedaży zostanie przeznaczona na Miejsce Pamięci Ofiar Religi. W ostatni rozdziale książki przytoczone są doświadczenia byłych świadków Jehowy, którzy poświęcili życie swoich bliskich odmawiając podania im krwi.

las 126 pomnik

Idealna wizja doskonałego Pomnika Ofiar Religii uduchowionej perfekcjonistki – część II

CZĘŚĆ II:

3. POMNIK OFIAR RELIGII OCZYMA MOJEJ WYOBRAŹNI.

Na samym początku nadmienię krótko, iż moja własna wizja Pomnika Ofiar Religii, nie jest jeszcze definitywnie ukształtowana do końca całkiem, a raczej podlega nieustannie procesowi ciągłej transformacji – jest cały czas wciąż rozwijana, rozbudowywana, pogłębiana, poszerzana o nowe detale, szczegóły i elementy, wzbogacana i upiększana, dopracowywana i doszlifowywane – aż po sam upragniony, lecz nigdy niedościgniony Ideał, jak przystało na prawdziwą, rasową perfekcjonistkę! Ten nieustanny proces ciągłej metamorfozy ma jednak również wiele zalet i pozytywnych stron. Prymarnym jej walorem jest brak stagnacji – wizja ta jest dynamiczna, podlega procesowi ciągłego rozwoju, nie stoi nigdy w miejscu, a też daje możliwość zmian, ulepszania i plastycznej modyfikacji w każdym momencie – a to stwarza dla tejże wizji naprawdę ogrom możliwości i perspektyw, zapewniając tym samym jej ogromny potencjał, a którego wykorzystanie i rezultaty pozostają w zasadzie niemal nieograniczone. Co istotne, oddala to również od niej możliwość utknięcia w martwym punkcie, a więc definitywnego jej końca – a więc niejako śmierci, gdy już nic nie można zrobić, zmienić ani nie da się już zupełnie nigdzie pójść dalej….

Ale do rzeczy!

Oczywiste jest, iż bazę – niejako punkt wyjściowy – wszelkich roztaczanych tu przeze mnie wizji, stanowić będzie już stworzona i przyjęta, elementarna wizja czy koncepcja Pomnika Ofiar Koncepcji, o jakiej sporo już zostało dotychczas powiedziane – a właściwie napisane, zarówno na stronach internetowych temu dedykowanych, jak i na forum grupy zrzeszającej jej inicjatorów, propagatorów oraz działaczy aktywnie zaangażowanych w realizację tego przedsięwzięcia. Dlatego tutaj ominę ponowne jej wałkowanie po raz n-ty już i ograniczę się jedynie do nawiązywania do tej koncepcji oraz aluzji do jej elementów, jako że jej ponowne tu omawianie nie stanowi absolutnie celu ani sensu tego wywodu.

Zaś co się tyczy mojej prywatnej wizji poniżej przedstawionej, a jakiej imaginację kreuje moja własna, mocno przerośnięta i nazbyt rozbuchana, lecz za to niezwykle bogata i barwna wyobraźnia, oprę z kolei na tylko pewnych symbolach oraz symbolicznych realizacjach form czy elementów naszego właściwie anty – pomnika, wzbogaconych o barwne opisy niektórych detali i materiał przykładowy takowych realizacji. I to tyle względem objaśnień.

Zacznijmy więc od początku – a więc od naszej bazy. Tak oto mamy naszą działkę, kawałek terenu, gdzie stanie nasz pomnik. Elementarny element tworzący ów pomnik, stanowić będą jak już wiemy, drzewa – żywe, rosnące i soczyście zielone, ożywające ponownie każdej wiosny i tętniące życiem, aż do zimy – czasu śmierci skutej lodem w lodowato zimnych okowach. I już sama ta symboliczna Resurekcja podług mej opinii, stanowi niezwykle istotny symbol, nadający bogate znaczenie przekazu, wyrazu, ekspresji i ideologiczną głębię całemu pomnikowi, ale nie będę na razie rozwijać tej kwestii tutaj.

Drzewa, co ustalone, mają być opatrzone tabliczkami – memoriałami, zawierającymi tam pewne informacje o obiekcie, który dane drzewo upamiętnia – a więc danej ofiary, ofiar czy grupy ofiar religii, której będzie poświęcone. I tyle względem ustalonej i przyjętej już naszej „bazy” – punktu wyjścia dla mojej mocy twórczej kreacji!

Albowiem samą te bazę, uważam za konieczne uzupełnić o jeszcze inne elementy, jakie tworzyć będą Pomnik Ofiar Religii, i jakie wydają mi się być niezbędnym elementem komplementarnie dopełniającym całości i bez którego całość ta pozostaje niekompletna i pozbawiona mocy swej wymowy.

I tak primo, uzupełnić uważam za stosowne same tabliczki – memoriały w samej tylko werbalnej formie ekspresji artystycznej. A mianowicie, w kwestii werbalnej formy, zawartość owych memoriałów, prócz samych (suchych) informacji o obiekcie, który upamiętniają (którego są pomnikiem znaczy się), poszerzyć jeszcze o nieco bardziej artystyczny element, a konkretnie – poetycki. To znaczy dodać element poezji czy twórczości poetyckiej – w postaci wiersza czy poematu etc., niejako „okazjonalnego” – a więc dedykowanego danemu obiektowi bądź też wydarzeniu, osobie etc., którego dane drzewo stanowi pomnik, napisany specjalnie o tym i w celu upamiętnienia tego, sławiąc poezją jego dzieje, losy czy zasługi bądź inne, szczytne walory jakieś, lub ich śmierć, męczeństwo, tragiczne dzieje, całokształt danej sytuacji lub wydarzenia historycznego, które stanowiło okoliczności tej śmierci etc. – wiadomo już, jaki jest mój zamysł, myślę! To zaś dałoby korzyści dwojakiego rodzaju. Przede wszystkim, tak uzupełniona werbalna forma ekspresji, stawałaby się pełniejsza i całościowa, łącząc suchą informację z formą artystyczną – poetycką – zyskiwałaby też o niebo większą moc i siłę wyrazu, przekazu oraz trafiania do odbiorców – gości, ze zwykłej, lakonicznej i nudnej tabliczki informacyjnej jedynie, stawałaby się artystycznym, żywym, poetyckim krzykiem i buntem, barwną ekspresją nie tylko faktów, ale i żywych, prawdziwych emocji czy stanów psychicznych. Sama funkcja informacyjna, uzupełniona byłaby o funkcje, jakie pełnić może sztuka, czy dzieło sztuki, o funkcje, jakie pełnić może poezja, a to niewyobrażalnie wzmocniłoby siłę przekazu, oddziaływania, głębię treści, sensu i znaczeń, a też ogólny potencjał i możliwości pomnika generalnie.

Swiatowit3011

Słowiański pogański bałwan

5277969_swiatowid-

Zaś secundo, wzbogacenie o ten element poetycki werbalnej formy ekspresji, prócz urozmaicenia samej formy i zwiększenia atrakcyjności, daje również o wiele więcej warte profity – albowiem co najistotniejsze kładzie emfazę na siłę ekspresji i przekazu, co oznacza, iż z ogromnym zwielokrotnieniem uwypukla, ukazując dobitnie, ewidentnie i jaskrawo wyraźnie te cierpienia, mękę, ból, krzywdy i zło wyrządzone tymże ofiarom religii, dramat ich męczeńskiej śmierci i tragicznego losu, ale też ohydę, podłość i zło tych zbrodni i mordu, jakiego się dopuszczono względem nich – ów element poetyckiej formy, daje efekt, jak spojrzenie przez ogromny teleskop do obserwacji przestrzeni kosmicznej, przez jaki można podziwiać ciała niebieskie zwykle w planetarium – albo jak oglądanie mikroskopijnych bakterii przez potężny mikroskop elektronowy… I chyba nikt nie śmie podważyć ogromu rozmiaru, jakości i wartości tej kardynalnej różnicy, jaką wnoszą do takowej obserwacji wymienione przyrządy w porównaniu do obserwowania tych obiektów jedynie gołym okiem ludzkim – n’est-ce pas?

I również w ten sposób zwiększa się wielokrotnie siła niejako „głosu”, z jaką można o nich i tym wszystkim mówić tam wreszcie na głos, głośno i wyraźnie – nie tylko edukując i uświadamając ludzi względem tej nieznanej większości, a tak niezwykle ważne, istotnej części historii ludzkości, przerywając wreszcie zmowę milczenia i matactwa religijnej czy kościelnej propagandy oraz manipulacji. A tymi sposobami – równie dobitnego potępienia, sprzeciwu, pogardy czy głośnego krzyknięcia „NIE!!” – aktywnego, żywego buntu i walki ze złem, jakie wyraża danym pomnik – drzewo. A to jest chyba rzecz esencjonalna i prymarna, o najwyższej wartości, nie tylko dla Człowieka jako jednostki, ale co więcej – dla całej ludzkości, by nie pozostawać biernym wobec Zła tylko czynnie, aktywnie z nim walczyć czy stawiać sprzeciw – albowiem ten, kto pozostaje bierny wobec zła, jest tego zła dokładnie tak samo winny, jak ten, który je bezpośrednio wyrządził – w myśl niezwykle mądrej idei, a którą zresztą ja osobiście przyswoiłam sobie jako jedną z najwyższych zasad i wartości mego „kodeksu” życia, moralnego czy też postępowania po prostu.  A to z kolei umożliwia wreszcie stawienie ostrego sprzeciwu i powiedzenia NIE, tym którzy takiego zła się dopuszczają, czy chcą lub planują dopuścić – skarcenia ich i ukrócenia ich podłych, nikczemnych złych postępków. I wreszcie – wreszcie być może wymierzenia choć odrobiny sprawiedliwości sprawcom tego zła i zbrodni, powetowania choć ciut krzywd doznanych przez ich niewinne ofiary i przywrócenia pięknego ładu na świecie, w którym to Dobro tryumfuje, a Zło zostaje pokonane i ponosi zasłużoną karę – póki co panuje on jednak zdecydowanie najczęściej tylko w twórczości literackiej czy tzw. wysokiej literaturze, i innych wielkich dziełach literackich, natomiast w realnym życiu niestety tego ładu, jak na lekarstwo zaledwie tyle, że trzeba go ze świecą szukać!

Analogicznie takiemu samemu uwypukleniu poddana by była cała perfidna, ohydna, nikczemna, obłudna i podła natura tychże zbrodni dokonywanych przez religię. Jaskrawo, wyraźnie i dobitnie pozwalając być może w końcu uświadomić o wiele, wiele większej niż dotychczas części społeczeństwa (czy społeczeństw), tę brzydką, brutalną i chorą prawdę, jaka się skrywa pod świętoszkowatym uśmieszkiem religii i pozorami wiary. Jak choćby absolutny brak winy tychże ofiar, ich niewinność, to, że tak naprawdę nie uczynili nic takiego, czym mogli by zasłużyć na tak potworną karę, jaką ponieśli nie tylko za rzeczy zupełnie nie stanowiące żadnej winy czy zbrodni, ale nawet i stanowiące wartości pozytywne, rzeczy dobre, ważne. Tylko i wyłącznie za to, że mieli odwagę myśleć samodzielnie, że nie mieścili się w ciasne, sztywne ramy schematu, że byli odmienni, posiadali swe indywidualne, niepowtarzalne piękno jednostki, które odstawało od szarej, jednolitej masy, że posiadali nieco odmienne niż odgórnie narzucone poglądy, czy to religijne czy w kwestiach nauki etc., że dociekali, badali, analizowali poszukując prawdy o świecie, że burzyli fałszywe stereotypy, mity i poglądy – i w zasadzie absolutnie nic więcej poza tą jakże drobną i niewinną różnicą zdań, poglądów czy choćby sposobu percepcji, a też typu umysłowości oraz intelektu, a które zresztą są czymś tak do bólu całkowicie naturalnym u każdego jednego Człowieka, nie uczynili, aby zasłużyć na aż tak okrutną karę i los, jakim ich ukarała religia. I wyznam szczerze, że aż łzy mi same lecą z oczu rzęsiście, gdy dzięki sile mej zdolności empatii, dociera to do mnie w całym swym  okrucieństwie i pełni znaczenia…

I to by było na tyle względem tej części.

Secundo, zaś tę całą, opisaną powyżej formę werbalnej ekspresji – memoriału z informacją oraz formą poetycką (Wiersza, poematu, hymnu, pieśni czy choćby epigramatu etc.) – należało by ponadto uzupełnić jeszcze o pewną niejako oprawę plastyczną, czyli formę sztuk plastycznych, na którą składałby się czy to obrazy, czy rzeźby, czy też ikony etc. – symbole, które za zadanie miałyby w formie graficznej wizualizacji ukazywać – podobnie jak werbalna forma ekspresji – dane ofiary czy grupy ofiar, ich tragiczny los i śmierć, dane wydarzenia, fakty lub postacie historyczne i tak dalej. A tym samym, takim symbolicznym przekazem, uzupełniając owo uprzednie werbalne ich przedstawienie o elementy plastycznej, graficznej wizualizacji – poniekąd uaktywniając i umożliwiając percepcję i doświadczanie sensoryczne za pomocą większej ilości zmysłów jednocześnie.

Pozwolę sobie tu dla pełniejszego i lepszego oddania mej wizji, dodać nieco ilustracji przykładowej uprzednio tu opisanej koncepcji autorki.

I tak oto przywołajmy, jako pierwszy przykład ofiary religii nam chyba najbliższe z różnych względów, a które stanowią ofiary masowego bestialskiego mordu i ludobójstwa, jakiego dokonano na plemionach pogan słowiańskich, podczas tzw. chrystianizacji rzekomej ziem m.in. polskich oraz innych, na których autochtonami były te właśnie plemiona, a nie chrześcijańscy najeźdźcy, którzy tych rdzennych mieszkańców dosłownie wycieli w pień, a ocalała jedynie niewielka część z nich – ci którzy pokornie i służalczo wyrzekli się wszystkiego – swej godności, szacunku, kultury, religii i wierzeń, całego swego dotychczasowego życia, świata i światopoglądu – i uklękli tchórzliwie przed swym nowym Panem i Władcą, który brutalną siłą, przemocą i przymusem, narzucił im odtąd swe despotyczne rządy władcy absolutnego, by nimi władać całkowicie i trzymać twardo pod butem swych totalitarnych rządów i sprawowania absolutnej kontroli, niczym nad niewolnikami czy bezwolnymi marionetkami, pozbawionymi nie tylko wolnej woli, prawa głosu czy sprzeciwu, ale wręcz wszelkich już praw i przywilejów Człowieka, nawet tych najbardziej elementarnych i niejako „świętych”, nierzadko np. tych, jakie gwarantują mu tak znamienite i kardynalne dokumenty jak np. Karta Praw Człowieka, Dziecka, czy paragrafy zawarte w konwencji genewskiej oraz esencjonalne i prymarne elementy humanitaryzmu – i o dziwo co niewiarygodne i niepojęte zupełnie – absolutnie zgodnie z prawem, jawnie, oficjalnie i ciesząc się nie tylko powszechną zgodą oraz aprobatą, ale nawet już wręcz entuzjastycznym uwielbieniem, czcią czy bezgranicznym oddaniem całkowitym… A to już tak irracjonalna, czysto paradoksalna abstrakcja, skrajnie absurdalna oraz nonsensowna, chora i poroniona paranoja jakaś, że po prostu wykracza poza wszelkie możliwości pojmowania ludzkiego rozumu – i osobiście nie potrafię jakkolwiek, choćby jednym, najprostszym słowem dwuliterowym nawet tylko jakkolwiek uzasadnić, bądź podać jakikolwiek argument przemawiający choć minimalnie na rzecz jej racjonalnego i realnego wyjaśnienia lub uzasadnienia, ale też całej jej bytności i istnienia jakkolwiek w ogóle…

Poland_mount_Sleza_-_ancient_cult_figure

Pogański pomnik „niedźwiedzia” na Górze Ślęży

10613102_10152334407409366_5505146630794056728_n

Słowiański pogański bałwan

 

 

 

 

 

 

 

Wróćmy jednak do pogan słowiańskich i dokonanego na nich ohydnego, bestialskiego ludobójstwa. Tutaj przykładowo widziałabym następującą realizację oprawy plastycznej. Element takiej oprawy stanowić by mogły po pierwsze, graficzne i wizualne symbole dawnych wierzeń Słowian – takich jak chociażby coś zbliżonego do menhirów, opatrzonych wizerunkami symboli religijnych Słowian (np. Kołowrot i Swastyka, „Ręce Boga”, Triskelion i in.). Ponadto także różne głazy sakralne, inaczej określane też jako święte głazy, jakie często służyły za ołtarze ofiarne w miejscach kultu religijnego, do składania ofiar bóstwom. Bądź też np. drewniane figurki przedstawiające wizerunki słowiańskich bóstw – np. Peruna, Świętowita, Trzygłowa i jego siedmioro dzieci: Wołosa, Swaroga, Chorsa, Strzyboga, Łady, Mokosza i wspomnianego już Peruna oraz innych, zaczerpniętych z mitologii słowiańskiej. Inny z kolei element takiej oprawy plastycznej mogłyby stanowić, usytuowane między drzewami – pomnikami, kamienne kręgi także typowe dla miejsc kultu, jak choćby ten znajdujący się na szczycie Ślęży. Ponadto kolejny element stanowić by miały kamienne rzeźby, jakie również znajdowały się w miejscach kultu. Tu przykładem mogą być zachowane rzeźby, takie jak figurka niedźwiedzia, lub druga, podobnie uważana też za niedziwiedzia lub dzika (zależnie od interpretacji badacza), a która to znajduje się na północnym stoku góry Ślęży. Figurka ta posiada na grzbiecie wyryty znak ukośnego krzyża. Albo też, jak znajdująca się między miejscowościami Garncarskiem, Mianowem Wielkim, Florianowicami i Wojnarowicami, rzeźba określana jako Mnich, niekiedy Kręgiel. Czasem określa się ją jako znak falliczny. Zaś na jej głowicy i podstawie znajdowały się wyryte znaki X. Ponadto pozostając w obrębie miejsc kultu, kolejny tu element stanowić mogłyby, umiejscowione obok tych wszystkich rzeźb kopczyki kamieni, którymi posąg obrzucano. Kolejny przykład takiej rzeźby stanowi postać ludzka przyodziania w długą szatę. W ręku dzierży ona ogromną rybę z ukośnym znakiem X, a znajduje się także na południowym stoku góry Ślęży. Ale też i inne bloki kamienne i głazy, zdobione znakami oraz symbolami słowiańskimi. Jak np. granitowy graniastosłup zdobiony znakiem X, podobnie znaleziony na południowym stoku góry Ślęży. Wracając jeszcze na chwilę do symboliki owej rzeźby z rybą, to owa symbolika stanowi element niezwykle istotny i winna być odpowiedni wyeksponowana. A symbolikę tę interpretuje w następujące sposoby:

  1. Zarys szat może sugerować bóstwo kobiece, jednak nie jest to wiadome,
  2. Natomiast co do trzymanej w dłoni ryby, najprawdopodobniej łączy się ona z symbolem płodności.

Ciekawy wzorzec tutaj może stanowić obiekt usytuowany na Mazowszu, a konkretnie na Wzgórzu Tumskim, gdzie to zachowały się wyraziste ślady dawnego ośrodka kultu. Tu święty krąg stanowiły jamy wykopane w ziemi, w których płonęły znicze wyznaczające miejsca święte, jakie to były zakazane przeciętnemu śmiertelnikowi. W tym miejscu wewnątrz kręgu, przy jednej z jam, znajdują się fragmenty rozbitego ołtarza ofiarnego. A obok, licznie występowały ślady rozbitych naczyń (przypuszczalnie po składanych darach).

Z kolei obecność żużlu żelaznego, mogłaby wskazywać, iż czczono tu boskiego Swaroga, a jego kapłani przypuszczalnie dokonywali symbolicznego chyba wytopu lub przerobu żelaza. Przypadkowo zachował się symbol falliczny wykonany z rogu, służący do zabiegów związanych z płodnością.

Ponadto, w jednej z jam znaleziono tam Czaszkę Konia. Zapewne zabrano je jako swoisty łup, aczkolwiek stanowi ona symbol.

Przykładem następnego takiego elementu, mogą być także dziwne kamienie, szeroko rozłożone po ziemiach polskich. Są to na ogół głazy narzutowe, wyróżniające się wielkością, z dziwnymi nacięciami lub też wykutymi rysunkami, a z którymi dzisiaj połączone są też różne legendy. Niewątpliwie stanowią one wyraźne lokalne miejsca kultu słowiańskiego. I to na nich zapewne składane były ofiary. To tu również dokonywano wróżb.

kołowrót

Jeden z symboli pogan Słowiańskich – „kołowrót”

Na koniec ilustracji przykładowej oprawy plastycznej, dodam tylko jeszcze odnośnie rzeźb i figurek omawianych tu uprzednio, iż co oczywiste pośród nich obowiązkowo muszą znaleźć się te słynne tzw. bałwany, czyli posągi przedstawiające pogańskie bóstwa, czyli inaczej jakiegoś idola. Spośród słowiańskich bałwanów najbardziej znany jest idol, który został  wyłowiony w roku 1848 ze Zbrucza. Nadano mu umownie nazwę Światowid ze Zbrucza. Podług opinii Borisa Rybakowa stanowi on przedstawienie o charakterze kosmogenicznym, a które to obrazuje trzy sfery rzeczywistości – boską, ludzką i podziemną. Na górze owego idola umiejscowione są twarze czterech bóstw, niżej zaś postacie ludzi, natomiast na samym dole znajduje się domniemana sylwetka tzw. bóstwa chtonicznego (np. Weles/Wołos). Bałwany podług mego mniemania stanowią konieczny i nieodzowny absolutnie element słowiańskich miejsc kultu, jak i  wszelkich religijnych symboli, i cieszą się one chyba największą sławą i są najbardziej znanym symbolem słowiańskim, rozpoznawalnym dość powszechnie.

I w końcu tertio, finalny element tej niejako „świętej trójcy”, która podobnie jak w religii chrześcijańskiej – stanowi zarazem jednocześnie też spójną, nierozerwalną i wzajemnie komplementarną jedność wszystkich trzech elementów, a jaka stała się niejako bazą i motywem przewodnim wykreowanej w mej wyobraźni wizji idealnego Pomnika Ofiar Religii, jednocześnie spajając tym samym wszystkie trzy elementy składowe wyrażane w różnych rodzajach ekspresji oraz sztuki, w jednolitą całość – dopełniając kompletnego, harmonijnego i pełnego obrazu, który jawi się mi dla naszego pomnika. Nie będę się tu wypierać, iż ta trójdzielna kompozycja, której każda z części stanowi komplementarne dopełnienie spójnej, nierozerwalnej całości, stanowi aluzję i nawiązuje mocno do właśnie tejże chrześcijańskiej czy katolickiej idei Św. Trójcy i jednego Boga w trzech osobach, z której to czerpałam i opierałam się częściowo, w trakcie tworzenia mej własnej wizji i jej budowy czy kompozycji. Ale dość o tym!

Ów ostatni, finalny trzeci element mej wizji stanowią mianowicie swoiste eventy, które celebrować miałyby w tym przypadku – różne dawne słowiańskie obrzędy i święta, których stanowiłby niejako swoistą inscenizację, jaka to odbywała by się naturalnie w dni, na które niegdyś u pogan słowiańskich przypadały dane obrzędy czy święta, zachowując ich oryginalne dawne daty  tak samo dokładnie jak ongiś to u Słowian.

Odnośnie formy realizacji, jaką przyjmować miałyby podług mych koncepcji takie eventy – inscenizacje, to po pierwsze, powinny one przybrać formę ogromnie dalece interaktywnych, przedstawień – performance’u,  które ich uczestnikom umożliwią czynną, aktywną i pełną w nich partycypację, udział oraz oddziaływanie czy ingerowania w nie, ich przebieg i kształt kolejnych „Scen” tychże przedstawień – czyli kolejnych elementów i tradycji celebrowania danego obrzędu czy święta, jakie to określone były w wierzeniach dawnych Słowian, prócz standardowej, tradycyjnej biernej roli widza jedynie, jaka powszechnie przyjęta jest zwykle dla przedstawień teatralnych, a też dość często nawet także i dla występów typu performance. Tu bowiem oto ów całkowicie bierny widz, który jedynie z daleka obserwuje przedstawienie czy występ, pozbawiony wszelkiej możliwości wpływania oraz ingerencji jakkolwiek na takowe spektakle, ich kolejne „Sceny” i cały jego przebieg ogólnie. Natomiast tutaj oto ów bierny – widz, bezsilny obserwator spektaklu z daleka, siedząc przez cały czas trwania spektaklu, bezczynnie w bezruchu przyklejony do swego miejsca na widowni, przechodzi na zupełnie nowy, nieopisanie wyższy i tak diametralnie z goła odmienny od tego uprzedniego. Wskakuje na level, na którym dzięki owej dalece rozwiniętej interaktywności tego rodzaju spektakli, przeistacza się w widza aktywnego partycypanta, biorącego czynny udział w całym spektaklu, oraz zyskujący nowe możliwości – wpływania i ingerencji w kształt, kolejne niejako „sceny” oraz ów cały jego przebieg ogólnie w całości. I tak narodził nam się tu właśnie ów zupełnie nowy, z goła całkowicie odmienny gatunek widza – Aktywny Widz Kreator, który to odtąd przestaje być całkowicie bierny  oraz zupełnie bezsilny!

pochodnie-i-zrodlo-400x300

Wspólczesne obchody jednego z obrzędów pogan słowiańskich

 

soulacroix-c._spring

 

 

Względem kwestii formy, muszę jeszcze tu poruszyć jedną sprawę z nią związaną, jaka podług mego mniemania, wymaga tu wyjaśnienia i omówienia przed przejściem do ilustracji przykładowej trzeciej części tego niejako kreowanego tu przeze mnie „tryptyku”, a która to część składa się na te nierozerwalną jedność w trzech niejako „osobach”, używając takowej metafory nawiązującej znów do religii chrześcijańskiej (lub też katolickiej). A mianowicie forma, jaką przybrać mają takowe eventy, powinna w pełni uwzględniać zarówno wszelkie aspekty historyczne, kulturowe i religijne danego obrzędu, czy święta, jak też szczegóły danego obrządku, tak by w pełni oddać ich bogactwo w całej krasie, a też zachować wierność historyczną detali.

Tyczy się to tak samo, przykładowo detali takich, jak dzień czy data odbywania się danego eventu, która to powinna być całkowicie zgodna z datą, na którą oryginalnie przypadał dzień celebrowania danego obrzędu czy święta w danej kulturze czy religii ongiś. Celem prymarnym winno być tu albowiem uwypuklenie i ukazanie całego bogactwa i piękna danego obrzędu, kultury – a co za tym idzie – również i owych ludzi, owych ofiar religii oraz ich kultury, czy też religii i wierzeń – przybliżając i zapoznając z nimi widzów – partycypantów, a tym samym edukując i uświadamiając społeczeństwo w tychże kwestiach, które zwykle są nieznane zupełnie większości zwykłych ludzi, a które kategorycznie wymagają nagłośnienia, upowszechnienia i podania do publicznej wiadomości. Albowiem tak właśnie też rozumiem jeden z celów całej inicjatywy Pomnika Ofiar Religii – jako nadanie głosu niemym ofiarom religii, jako krzyk ich cierpienia i śmierci, jako wojnę ze zmową milczenia, ignorancją i „zamiataniem brudów pod dywan” wymierzoną w religię i jej władze, i finalnie – jako napomnienie i ostrzeżenie na przyszłość, płynące z mądrości historii owych ofiar religii. I tym celom między innymi ma służyć i moja wizja.

jare-gody12

Palenie ognisk było jednym z głównych obrządków podczas słowiańskiego Święta Kupały

Warto byłoby jeszcze tutaj napomknąć o roli, funkcjach, celach oraz innych różnych wiernych korzyściach, jakie to związane są z samą ową trzecią częścią, czyli ideą inscenizacji owych eventów, co jednak na razie ograniczę jedynie do pewnego niezbędnego minimum, aby móc wprowadzić Czytelnika w wyimaginowaną przez siebie wizję. Do tego zagadnienia jednakże powrócę jeszcze po zakończeniu całej ilustracji przykładowej tego elementu, z racji tego, iż wiele najważniejszych takowych kwestii, ujawniać się będzie właśnie w owej ilustracji przykładowej, ukazując się również i Czytelnikowi, rodząc u niego własną refleksję, którą to wówczas będę mieć za zadanie jedynie utwierdzić, bądź też zreasumować i słowami nadać jej realną postać zwerbalizowanych myśli.

W tym miejscu względem tego zagadnienia, wspomnę tylko o tym, iż główną rolą czy funkcją, jaką pełnić by miały takie eventy czy inscenizacje, z pewnością stanowi funkcja edukacyjna i uświadamiająca społeczeństwo. Eventy te poprzez inscenizowanie takowych obrzędów i świąt, poprzez ich przybliżanie i pokazywanie, a też poprzez żywą w nich partycypację społeczeństwa, edukowałyby i uświadamiałyby to społeczeństwo w zakresie zarówno samych ofiar religii i ich historii, jak też kulturze, zwyczajach, religii, wierzeń i ogólnie – całym dawnym życiu i losach tychże ofiar religii, ucząc nie tylko ich historii, ale też ucząc o nich, jako o ludziach, żywych istotach, które tak samo, jak i my obecnie posiadały uczucia, emocje, marzenia, psychikę, życie wewnętrzne czy duchowe, bądź też lęki, obawy, radości czy smutki i zgryzoty, i tak samo jak my odczuwali ból, cierpieli ale i kochali etc. – i właśnie przybliżenie tego ich człowieczeństwa stanowić winno tu jedną z głównych ról, celów i zadań, jakie należy wypełniać, aby cała ta koncepcja miała w ogóle jakiś sens i przynosiła wymierne efekty.

Ponadto wspomnę jeszcze tu ogólnie o innych celach tychże eventów, podług mego mniemania najistotniejszych, kardynalnych i niemalże newralgicznych zarówno dla tego elementu całej koncepcji, jak też i dla samej koncepcji ogólnie. Chodzi mi mianowicie o cele takie, jak samo owo upamiętnianie, któremu służyć ma między innymi ta idea, jak pamięć o tych ofiarach i sprawienie, by żyły one nadal w naszej pamięci, a wreszcie – jak samo ożywienie ich i podtrzymanie ich życia niejako, poprzez danie świadectwa, poprzez urzeczywistnienie ich istnienia, zarówno ogólnie w całym tym pomniku, jak też w jego opisanych tu uprzednio wszystkich elementach, a więc także i w tych eventach – inscenizacjach ich kultury, życia, obrzędów etc. – które to sprawić mają właśnie, iż te ofiary oraz ich kultura, życie i całokształt aspektów z tym związanych, ponownie ożyje i będzie tętnić życiem, kolorami; poprzez te inscenizacje, poprzez spektakle oraz aktywną, żywą w nich partycypację, zostaną te ofiary oraz wszystkie aspekty ich dawnego życia czy historii ogólnie, ponownie wskrzeszone, ponownie przywrócone zostanie im życie, a tym samym i pamięć o nich, upamiętniając w ten sposób te ofiary jeszcze o wiele, wiele bardziej, głębiej i donioślej, aniżeli poprzez same tylko pomniki – drzewa, czy memoriały w postaci tabliczek na nich zamieszczone – oto bowiem w trakcie trwania i partycypacji każdego z takich eventów, nagle ożywają dawne, zapomniane obrzędy, dawne wierzenia i kultury, a też i dawni ludzie, dawne ofiary religii, tętniąc znów życiem i kolorami, mogą znowu, raz jeszcze powrócić z mroków historii i zapomnienia, i zalśnić znów blaskiem jasnym i silnym jakim ongiś lśniły. Z tym celem czy funkcją, wiąże się również wiele innych kwestii pełnionych funkcji i celów, jednakże na ten moment nie będę tu tychże kwestii poruszać, ani roztrząsać, aczkolwiek wrócę zapewne jeszcze do nich i całego tego zagadnienia na koniec, po omówieniu całej ilustracji przykładowej trzeciego z elementów mojej wizji, czyli owych eventów – inscenizacji, z racji chociażby takiej, iż w toku tejże ilustracji, zostaną owe kwestie, jak i same funkcje czy cele, uwypuklone i naświetlone w sposób pośredni – czyli za pomocą przytaczanych przykładów obrzędów słowiańskich, które to liczę, iż również będą stanowić źródło refleksji na temat tychże kwestii właśnie, prócz samej tylko plastycznej i praktycznej wizualizacji, przedstawionych tu przeze mnie koncepcji, idei i pomysłów – czyli mojej własnej wizji Pomnika Ofiar Religii.

Pora zatem przejść tutaj do ilustracji przykładowej trzeciego elementu mojej wizji, a więc eventów – inscenizacji obrzędów, świąt czy rytuałów danych ofiar czy ofiary religii w formie interaktywnego spektaklu – performance’u. Oczywiście podobnie jak w poprzednich ilustracjach przykładowych, tę również pozwolę sobie oprzeć na pogańskich plemionach słowiańskich, ich kulturze i historii, aby zachować jednolitość, spójność i klarowność prezentowanych w tej pracy przykładów, a też i pewną niejako konsekwentną ciągłość.

Na wstępie warto wspomnieć, iż obrzędy oraz święta obchodzone przez Słowian, odbywały się zwykle o stałych porach każdego roku. Związane to było poniekąd także z gospodarką rolną i pasterską tych plemion. Słowianie byli albowiem całkowicie podporządkowani cyklowi pór roku. Człowiek wówczas był uzależniony od przyrody, więc starał się w jej przełomowych momentach urządzać obrzędy, aby zapewnić sobie pomyślność sił przyrody.  Z tego względu właśnie też, główne cztery święta Słowian były związane z równonocami oraz przesileniem letnim i zimowym. Omawiając więc kolejne przykłady postaram się zachować oryginalną ich chronologię, rozpoczynając od początku – a więc od momentu początku Nowego Roku, aby oddać owo podporządkowanie cyklowi natury.

Jak wspominałam, eventy takie mają być wierną, szczegółową inscenizacją dawnych obrzędów, świąt czy rytuałów, w pełni interaktywnym spektaklem – performace, prócz samej roli biernego widza – obserwatora, stwarzające też dla widza rolę aktywnego, czynnego widza – partycypanta. I tak też poniższe przykłady słowiańskich obrzędów, postaram się tutaj ubrać właśnie w taką formę, jako własne propozycje praktycznej realizacji Pomnika Ofiar Religii.

Zachowując chronologię, pierwszym z obrzędów, czy świąt obchodzonym przez początkiem wiosny, a dla Słowian początek wiosny był prawdopodobnie początkiem Nowego Roku. A zaś na pewno stanowił on początek nowego cyklu – oto przyroda kolejny raz budziła się z zimowego letargu do „nowego” życia. Przypuszcza się, iż Jare Gody obchodzono 21 marca lub w pierwszą niedzielę po równonocnej pełni księżyca, aczkolwiek konkretny termin jest tu znacznie mniej istotny. Istotny tu natomiast jest fakt, iż obrzęd ten obchodzono w terminie pokrywającym się z dzisiejszą Wielkanocą. Zresztą współczesna Wielkanoc ma o wiele, wiele więcej wspólnego z Jarymi Godami, aniżeli tylko termin celebracji, o czym się niedługo przekonamy.

Tak więc event poświęcony Jarym Godom, oczywiście powinien być organizowany w terminie zgodnym z oryginalnym terminem tego obrzędu, dla formalności.

2bf09abd1961a27b535554ba30d4714b - Kopia

Paleniu „Śmiercichy” towarzyszyły też palone ogniska – wspólczesne obchody starosłowiańskich obrządków

U Słowian owo witanie wiosny i przepędzanie zimy trwało nawet trzy – cztery tygodnie, co wymagałoby odpowiedniej organizacji wielodniowego eventu, rozkładając poszczególne elementy – obrzędy i rytuały – celebrowane w trakcie Jarych Godów, tak by przypadały mniej więcej w tym czasie, w jakim były celebrowane oryginalnie u Słowian, a całość eventu musiałaby składać się na podobny dłuższy okres czasu, co przyznaję może nastręczać sporo trudności organizacyjnych, aczkolwiek jest to całkowicie realne do zrealizowania w praktyce.

Co istotne, to bodajże najważniejsze słowiańskie święto było nierozerwalnie związane z przyrodą, z Naturą. Słowianie bowiem składając ofiary bogom, w bogach czcili właśnie siły przyrody. A bogowie Słowian nie byli wcale a wcale abstrakcyjni, oderwani od przyrody. Wręcz przeciwnie – reprezentowali ją i stanowili po prostu jej uosobienie. Jare Gody poświęcone były przykładowo głównie bogini Mokoszy, która tosymbolizowała lub wręcz była Matką Ziemią. Były również związane z kultem boga Jaryły, skąd też ich nazwa, a który utożsamiany był niekiedy z Jarowitem. Jarowit zaś stanowił uosobienie sił młodości, był bogiem wiosny, płodności oraz miłości. I tak też wyglądają główne ramy, okalające ten event: apoteoza wiosny, rodzącego się na nowo życia, hołd sił młodości, cześć płodności i młodości, pogańska wiosenna orgia radości i narodzin „nowego” życia – a wszystko mocno i ewidentnie podkreślające ów nierozerwalny związek z Matką Naturą i cześć jej oddawaną wówczas, ów szacunek i cześć dla sił przyrody i bogów będących ich uosobieniem – jaskrawo odcinające się od sztucznego i fałszywego oddawania czci złoconym figurkom jakichś abstrakcyjnych bogów, których wszechmocna potęga oderwana  jest zupełnie od wszechmocnej potęgi Natury i jej Absolutu. Od sztucznych karykatur, usiłujących naśladować wszechmocną potęgę Natury!

Albowiem to etniczne święto Słowian, będące jednocześnie pierwszym dniem wiosny (a prawdopodobnie także i Nowego Roku), dla rodzimowierców słowiańskich byłoszczególnie dedykowane właśnie Matce Ziemi – i to należy mocno uwypuklić i podkreślić w jego inscenizacji.

Na to święto składało się wiele różnych zwyczajów. Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnieść do domostw energię i radość życia oraz zapewnić dobry urodzaj i powodzenie na cały rozpoczynający się rok.

Realizacja tego eventu mogłaby ograniczyć się do inscenizacji jedynie głównych, najważniejszych czy też najbardziej powszechnych zwyczajów czy obrzędów, jakie składały sięna całe Jare Gody.

I tak chyba najbardziej znanym i powszechnym zwyczajem było topienie lub palenie kukły, symbolizujące przepędzenie zimy. Obchodzony był w dzień przesilenia wiosennego i prawdopodobnie posiada wschodnie źródła. Topieniu lub paleniu kukły zwykle towarzyszyło szczególne wszczynanie hałasu: trzaskanie z batów, terkot i klekot grzechotek, śpiew i gra na wszelkiego rodzaju instrumentach. Kukła zaś zrobiona była ze słomy i udekorowana kwiatami i girlandami, miała symbolizować m.in. śmierć przodków, którzy umierają po to, aby mogli narodzić się ich potomkowie i aby został zachowany rytm przyrody.jare-gody1

Genezy tego zwyczaju można by upatrywać się również w wierzeniach w to, że istoty nadprzyrodzone w pewnych zwyczajowo ustalonych okresach roku, działały ku naszemu pożytkowi, a do czego zobowiązywane je, poprzez składanie im w odpowiednim czasie właściwych ofiar. Jednak kiedy skończył się czas „pożytecznego” pobytu tych istot na ziemi, wówczas należało je właśnie odesłać tam, skąd przyszły, aby nie zaczęły szkodzić. I podobny pogląd wyraża np. Strzelczyk, pisząc, iż:

[…] Być może taka jest właśnie geneza niszczenia Marzanny, zwanej również Moreną, Marzaniokiem (na Śląsku), Śmiercichą, Śmiertką, Śmierteczką, Śmiercią (w Wielkopolsce i na Podhalu). Wszystkie nazwy, w mniej lub bardziej dosłowny sposób, odwoływały się do zmory, moru, śmierci, ponieważ Marzanna była uważana właśnie za uosobienie śmierci, zimy i chorób. Powszechne było przekonanie, że jej unicestwienie spowoduje szybkie nadejście wiosny. [1]

Również i w tym przypadku nie obyło się ze strony chrześcijaństwa z próbami zakazania tego starosłowiańskiego zwyczaju, o czym pierwsze wyraźne wzmianki odnajdujemy w roku 1420 na Synodzie Poznańskim. Można też napotkać interpretowanie tego obrzędu, jako upamiętnienia topienia dawnych bóstw pogańskich podczas chrystianizacji Słowian, a Kościół bez powodzenia próbował zaadaptować go do swoich potrzeb, jako tzw. topienie Judasza (w Wielki Piątek). Próbowano zastąpić go na przełomie XVII i XVIII wieku tradycją zrzucania z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem, jako że na szczęście rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza.

I tak po rytualnym, symbolicznym przepędzeniu zimy, przychodziła kolej na powitanie i przyjęcie wiosny. Na wzgórzach mężczyźni rozpalali ogniska, których zadaniem było dodatkowo przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i dni pełnych słońca. Młodzi zaś wyruszali na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek, pokrytych pąkami bazi, a z których to następnie „budowali” wiechy. Aby przygotować się do nadejścia wiosny, sprzątano i wietrzono całe domostwa oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie, pieczono placki, a szczególnie wiosenne kołacze.

Jednak spośród zwyczajów obchodzonych w Jare Gody, najważniejszy był zwyczaj malowania jajek, który dał pogańskie korzenie współczesnemu zwyczajowi malowania pisanek wielkanocnych. Jajka zaś stanowiły prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły witalnej. Jako ciekawostkę, dodam, iż najstarsza znaleziona pisanka ma 5000 lat, zaś najstarsza polska pochodzi z X wieku z Opola. Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów, które mogły zapewnić zdrowie i dorodność, nie tylko domownikom, ale i zwierzętom gospodarczym: w tym celu zwykło się nimi pocierać chore miejsca, lub toczyć po grzbietach zwierząt.

Podług mego mniemania jedną z form realizacji opisanego tu zwyczaju, mogłoby być np. wspólne malowanie takich pogańskich pisanek, jako wspólna zabawa, ale i zarazem nauka historii i korzeni naszej narodowej tradycji – tych prawdziwych, rdzennych, słowiańskich, a nie narzuconych nam po chrystianizacji. Zresztą bardzo miła, kreatywna i twórcza wspólna zabawa, która wzbudzałaby wiele pozytywnych emocji u gości w niej uczestniczących, a też jej organizacja nie wymagałaby ani dużych nakładów finansowych, ani też nie nastręczała zbyt wielu innych problemów czy ciężarów, co warto przemyśleć przy realizacji Pomnika Ofiar Religii.

Co do słowiańskiego zwyczaju malowania jajek, dodam jeszcze, iż tradycja łącząca go z nadejściem wiosny, cieszyła się taką sławą, że w XII wieku Kościół zmuszony był zezwolić na spożywanie poświęconych pisanek w okresie Wielkanocy. Poza tym symbol jajek związany jest ze zmartwychwstaniem, przez co jajka wykonane np. z ociosanego kamienia, wkładano zmarłym do grobu.

Kolejny zwyczaj odprawiano dla przepędzenia złych mocy po zakończeniu wszelkich (mogących trwać nawet kilka dni) przygotowań do właściwego święta. Wtedy to w wieczór przedświąteczny obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek. To zrealizować można by, jako obchodzenie całego terenu Pomnika Ofiar Religii i okadzanie go ziołami.

Z kolei nazajutrz obchodzono inny zwyczaj, jakim był Śmigus – rytuał, który początkowo polegał na uderzaniu się nawzajem rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż pozwala to wygonić tzw. złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę.

Kulminację Jarego, stanowiły zaś zazwyczaj, kolejne zwyczaje – jak następuje. Wpierw urządzano na świętych wzgórzach uroczyste uczty, podczas których obdarowywano się kraszankami oraz igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem. W pewnych regionach resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach, w celu zwiększenia płodności ziemi. Następny dzień z kolei, rozpoczynano od obmywania się w świętej wodzie. Z czasem rytuał ów przekształcił się w przedpołudniowy zwyczaj oblewania się zimną wodą zwany Dyngusem. Miało to moc dodawania ludziom siły życiowej – analogicznie tak, jak deszcz daje tę siłę roślinom. W jeszcze późniejszym okresie Śmigus i Dyngus połączone zostały w jeden zwyczaj, zwany dziś powszechnie Śmigusem – Dyngusem, dając słowiański rodowód chrześcijańskiemu „lanemu poniedziałkowi”.

Wieczorem natomiast udawano się na mogiły przodków – tu mogą być to drzewa – pomniki, kurhany itp. – gdzie to wspominano zmarłych i pozostawiano dla nich jadło.

Ostatni już rytuał stanowił zwyczaj sadzenia młodych drzewek, w korzeniach których zakopywano kawałki świątecznego kołacza. A który też świetnie można by połączyć z sadzeniem wówczas nowych drzew – pomników przez gości, piekąc w ten sposób niejako „dwie pieczenie na jednym ogniu”.

Ponadto wspomnę jeszcze tylko, iż w pewnych regionach dodatkowo urządzano też barwne pochody zwierząt i ludzi przebranych za zwierzęta. Szły też w nich dziewczęta w brzozowych wiankach i młodzieńcy niosący palmy (!). Korowód taki zamykali muzykanci, którzy głośno hałasowali, w celu wywołania burzy, deszczu i piorunów. Jako że pierwsza wiosenna burza była bowiem postrzegana, jako akt miłosny Peruna z Ziemią, gdyż dopiero po pierwszym grzmocie można było rozpoczynać wszelkie prace związane z uprawą roli. Wydaje mi się, iż taki barwny korowód z gości, muzykujący i wznoszący radosne śpiewy ku czci i pamięci ofiar religii, stanowiłby nie lada atrakcję, przyciągającą więcej zainteresowanych akcją i odwiedzających, a jego organizacja wcale nie byłaby ani bardzo trudna, ani obciążająca jakkolwiek.

Na koniec tego przykładu, dodam jeszcze tylko, iż obecnie większość rodzimowierczych tradycji Jarego Święta weszło w obrzędowość chrześcijańskiej Wielkanocy, co zresztą już zapewne Czytelnik zdążył sam zauważyć podczas omawiania powyższych zwyczajów Jarych Godów.

Kolejny przykład, który posłuży mi za ilustrację przykładową tego elementu, to chyba najbardziej znany rytuał czy obrzęd słowiański. A stanowiło go Święto Kupały, zwane także sobótką – oraz później także Nocą Świętojańską, po wprowadzeniu chrześcijaństwa, bądź też Nocą Św. Jana. Święto to obchodzono zwykle w noc z  21 na 22 czerwca, lub z 23 na 24 czerwca. To prastare pogańskie solarne święto Słowian i wielu innych pogańskich ludów, ku czci dwóch potężnych żywiołów: ognia i wody. Początkowo zwyczaj ten polegał na rozpalaniu ognisk nad brzegiem wody. Zabawa w ten dzień była nazywana pierwotnie stadem, gdyż ludzie dzielili się na stada i bawili się ze sobą, gdy to ponoć dochodziło czasem też do aktów rozpusty, a co niekoniecznie musi zawierać się w realizacji inscenizacji tego obrzędu oczywiście!

pochodnie-i-zrodlo-400x300

Kardynalny element pogańskiego święta Słowian zwanym Świętem lub Nocą Kupały były ogniska które palono wówczas nad brzegiem wód

Dawna nazwa stado ustąpiła miejsca sobótce od dnia, w którym najczęściej urządzano zabawy i palono ogniska, czyli soboty.

Inna nazwa sobótki, czyli noc kupały wywodzi się zaś  od ruskiego słowa, które oznacza oczyszczające kąpanie się na początku lata. I tak właśnie obrzędowo zaczynało się lato. Najważniejsze obrzędy związane były z rozpalaniem ognia i zanurzaniem się w wodzie.

Co więcej, nazwa Święto Kupały związana jest z nazwą, jakiej poganie używali dla święta poświęconego Kupale, czyli bogini miłości i leczniczych roślin, a także patronce mądrych kobiet, które znają zioła i dobre czary. I stąd też inna nazwa – kupalnocka.

Odnośnie nazwy sobótka, warto uzupełnić jeszcze, iż wywodzi się ona z chrześcijańskich dążeń do włączenia kupalnocki do swego kalendarza, jednakże obchodzili ją najpierw właśnie w sobotę poprzedzającą Zielone Świątki, i stąd nazwa sobótka.

Wszelkie obrzędy Święta Kupały musiały zaczynać się obowiązkowo przy ognisku. Jedno większe lub kilka małych ognisk musiało zostać rozpalonych ze świeżego drewna nad brzegiem rzeki lub jeziora – tu forma realizacji naturalnie jest zależna od położenia terenu i warunków geograficznych, a ogniska rozpalano by nad brzegiem wody lub nie opcjonalnie, zależnie od tychże warunków i położenia. Wokół ognia tańczono, śpiewano i odprawiano magiczne obrzędy przez całą noc. Tradycyjnie też skakano przez ogień w wieńcu lub opasce z ziół, co miało chronić przed duchami, demonami, czarownicami i chorobami.

I tak oto w Święto Kupały mieszkańcy okolicznych wiosek zbierali się nad najbliższą rzeką itp., palili ogromne ognisko, nad którym trwała bardzo huczna zabawa. Najpierw dokonywano rytualnej kąpieli, która miała oczyścić wszystkich uczestników (też opcjonalnie, zależnie od war.geogr.). Następnie odbywały się tańce przy ognisku (także skakano przez nie – jedynie w wykonaniu odp. Wykwalifikowanych profesjonalistów, np. kaskaderów, akrobatów itp.), picie miodu i wina, jedzenie przyrządzonego jadła oraz sporządzanie tradycyjnych wróżb.

noc-kupaly

Puszczanie wianków na woda – jedna z pogańskich wróżb odprawianych w Święto Kupały przez Słowian

Spośród tychże tradycyjnych wróżb wspomnę krótko tylko o trzech najbardziej znanych, bądź powszechnych.

Najbardziej znaną wróżbę stanowiła ta, w której panny ustawiały się na jednym brzegu rzeki, a kawalerowie na drugim. Dziewczęta następnie puszczały do wody wianki, a los jaki spotkał dany wianek, świadczyć miało o stanie cywilnym młodej panny. I tak:

  • Jeżeli wianek został wyłowiony przez kawalera: dziewczyna miała szybko wyjść za mąż, nawet za tegoż samego, który owy wianek wyłowił.
  • Jeżeli zaś wianek popłynął z nurtem rzeki: oznaczało to, że dziewczyna długo jeszcze będzie musiała poczekać na zamążpójście.
  • Jeżeli zaś wianek zatonął, spłonął, bądź zawieruszył się w sitowiu: dziewczyna, do której należał na zawsze miała pozostać starą panną.

Oczywiście taka forma zabawy skierowana by była jedynie do panien i kawalerów, a więc osób stanu wolnego.

Kolejna wróżba sporządzana była natomiast, w celu poznania wyglądu przyszłego partnera. Podług niej to należy w noc Kupały wybrać się w trzy osoby na łąkę (mogą być to także grupy mieszane – dziewczęta i chłopcy). Tam to każda z osób powinna wyciągnąć z ziemi jakąś roślinę wraz z korzeniem – koniecznie! Potem z wyglądu tychże korzonków, określa się wygląd przyszłego partnera. I tak:

  • Długi korzeń – osoba wysoka i szczupła,
  • Krótki i szeroki – osoba krępa, pulchna i niewysoka;
  • Korzeń przekrzywiony – wróży zaś partnera o skrytym i nieszczerym charakterze;
  • A korzeń prosty – osobę uczciwą i prostolinijną;
  • Korzeń bardzo twardy – oznaczać ma partnera upartego,
  • A korzeń miękki – ugodowego i niezdecydowanego.

Ponadto, im bardziej korzeń będzie oblepiony ziemią, tym zamożniejszy będzie przyszły mąż lub żona.

I ostatnia, trzecia z przykładowych wróżba, której celem było utrzymanie i wzmocnienie istniejącej już miłości. W tej wróżbie z kolei należy wziąć dojrzały, czerwony owoc (może to być np. jabłko, nektarynka, truskawki itp.) i spalić świętojański wianek, okadzając ów owoc w jego dymie. Potem należy poczęstować tymże owocem ukochaną osobę. Jeśli przyjmie ona i zje w całości owoc, wróżba powinna zadziałać.

Co widać po powyższych wróżbach – w Noc Kupały najlepiej udają się wróżby miłosne!

Święto Kupały słynęło również z innych zwyczajów. Spośród nich warto wymienić następujące zwyczaje.

Niezwykle ważnym rytuałem Nocy Kupały była wspominana już, nocna kąpiel w rzece lub jeziorze, która miała zapewniać moc, ochronę i pomyślność. Ponadto zapewniać miała zdrowie, dodawać sił i energii seksualnej, a także – o dziwo! – poprawiać urodę. Ciekawostką jest tu fakt, iż kiedy w średniowieczu dzień ten został poświęcony św. Janowi, przyjął się zwyczaj, że dopiero po św. Janie (czyli po 24.06) kąpiel w rzece czy jeziorze jest całkowicie bezpieczna. Wcześniej, jako że woda jest „nieochrzczona” jeszcze, można się było utopić za sprawą złego ducha, strzygi lub rusałki. Chrześcijanie święcili wodę podczas przesilenia letniego, co odbierało wodom ich złą moc.

Inny zwyczaj, z którego słynęła noc Kupały, stanowiła inicjacja seksualna młodych dziewcząt i chłopców – oczywiście ten zwyczaj nie będzie realizowany tak całkowicie „dosłownie”, a raczej jako humorystyczna opowiastka, spektakl, fraszka itp. Często wtedy zakochane w sobie pary udawały się do lasu i tam też przeżywały „swój pierwszy raz”. W tamtych czasach fakt, że dziewczyna wychodząc za mąż nie była już dziewicą, nie był niczym jakkolwiek gorszącym. A nawet wręcz przeciwnie, jako że podług pewnej wzmianki, młody mąż mógł co więcej, odesłać nowo poślubioną żonę, jeśli ta nie spełniała jego oczekiwań (zapewne testu dokonywano już podczas nocy poślubnej, aż do podjęcia decyzji, co dość zabawne, bo kojarzy się ze współczesnym testowaniem np. pracownika czy sprzętu elektronicznego w tzw. okresie próbnym, a czego wydaje mi się, iż bardzo brak obecnie w tej katolicko – surowej, pruderyjnej fałszywej moralności. Co również niezwykle zabawne, istnieją również wzmianki, podług których w noc Kupały miałoby niejako dochodzić do rytualnych orgii – jak widać rozpasane i rozpustne orgie nie były wcale wynalazkiem starożytnych Rzymian czy Greków, lecz o wiele wcześniejszym! Jednakże, jak już pisałam te zwyczaje akurat oczywiście realizowane byłyby jedynie w formie biernej – np. wystawiania spektakli, humorystycznych opowiastek i legend, etc. Zaś czynny udział gości musiałby tu, co oczywiste, pozostać całkowicie pominięty, pomijając element interaktywności z racji zrozumiałych pobudek i przyczyn.

jare-gody12

Palenie ognisk w Noc Kupały

Ostatnim, zapewne dobrze znanym większości Czytelników, obyczajem tego święta było owo legendarne poszukiwanie kwiatu paproci, który miał niejako kwitnąć tylko w tę jedną właśnie noc jedynie. A nie było to zadanie łatwe, bowiem kwiat ów kwitł w głębokim lesie, zaś dostępu do niego bronić miały najróżniejsze poczwary. Jednakże ten śmiałek, który pokonał wszystkie te przeszkody i odnalazł kwiat, ponoć miał mieć zagwarantowane szczęście aż po sam kres swych dni. Niektóre podania wspominają, iż ów kwiat po znalezieniu należało rzucić do góry i szukać ukrytego skarbu tam, gdzie upadnie. Legendę o kwiecie paproci zaczęto wiązać z tym świętem z upływem czasu dopiero.

Co do innych szczegółów i detali zwyczajów Nocy Kupały to warto by wspomnieć jeszcze o kilku.

Odnośnie ognia, to istotne jest jeszcze, iż palono go w miejscach eksponowanych; miał on moc oczyszczającą i łączył się z nim zwyczaj przeskakiwania, o którym już wspominałam uprzednio. Możliwe też, iż ogień wiązał się z krwawymi ofiarami i miał służyć swoistej neutralizacji, skracającego się odtąd dnia.

Poza tym istotnym faktem jest to, iż w uroczystościach kupalnych dominowała młodzież i tej nocy panowała wyjątkowa swoboda seksualna – okazja do wyzbycia się pewnych sztywnych, narzuconych nam, stereotypów moralnych, fałszywej pruderyjności czy wstydu, oczywiście w sferze idei a nie czynów.

Istotne jest również to, że Kościół zwalczał obchodzenie tego święta, jako naruszającego normy moralne i połączył je z kultem św. Jana Chrzciciela, stąd też pochodzi nazwa: Noc Świętojańska. Wspominany zaś zwyczaj zabraniający wchodzenia do wody przed dniem św. Jana, zachował się aż do XX wieku.

I ostatnia już kwestia, którą zamierzam tu nieco uzupełnić o istotne detale, jakie przydatne być mogą przy ewentualnej realizacji takiego eventu. A jest nią mianowicie zwyczaj plecenia i rzucania do wody wianków. Jak już wiemy przejawiał się on w różnych rytuałach związanych ze Świętem Kupały. A panny wrzucały do wody magiczne kwiaty i zioła, mające zapewnić im odwzajemnienie uczuć. W kwestii wianków istotne jest po pierwsze to, iż kobiety paliły zwykle swoje, osobne ogniska. Nad brzegiem rzeki odprawiały one obrzędy chroniące je przed złymi mocami. Wówczas to tańczyły i rzucały w ogień siedem magicznych ziół, z których to plotły również wianki świętojańskie – a były to zioła: rosiczka, płomyk, bylica biała, dziewanna, ruta, szałwia i dziurawiec. O północy zaś puszczały na wodę jeden wianek i uważnie śledziły jego bieg na rzece. Jeśli zniknął on w ciemności nie tonąc i nie zaczepiając o nic po drodze, to wróżyło to szczęśliwy rok dla całej wsi, wolny od kłopotów i nieszczęść.

I to już wszystko względem ilustracji przykładowej formy realizacji eventów – inscenizacji obrzędów, świąt, rytuałów czy zwyczajów danych ofiar lub ofiary religii. Wydaje mi się, iż powyższe opisy praktycznych aspektów celebrowania omówionych obrzędów, świąt i rytuałów pogan słowiańskich, w sposób wystarczający i klarowny dopełniają całości mej roztoczonej tu wizji Pomnika Ofiar Religii, nie pozostawiając wątpliwości co do mego zamysłu, koncepcji oraz całokształtu mej wizji ogólnie. Liczę też, iż w całości zamieszczonej tu przeze mnie ilustracji przykładowej, przytoczone przykłady obrzędów czy rytuałów etc., udało mi się przedstawić wystarczająco dokładnie, szczegółowo, wyraziście i w pełni, by całkowicie usatysfakcjonować i zadowolić ciekawość Czytelników, a też – by stworzyć tu ich wystarczająco pełny i precyzyjny obraz oraz wizualizację mych wizji.

pomnik_1

Przykładowy pomnik w formie kopca z kamieni jaka jest planowana także m.in. przez realizatorów Pomnika Ofiar Religii

Na tym zakończę więc część drugą mego tryptyku, zaś w części ostatniej już – trzeciej parę słów aby zreasumować uprzednio tu poczyniony wywód, które to zamieszczę tamże w prologu zamykającym ów tryptyk!!

pamiec_zaduszki

Pro Memoria

Przypisy:

[1] A. Strzelczyk: Pogańska religia Słowian [online]. [Dostęp: 01.06.2009]. Dokument dostępny w Internecie: http://www.slawistyka.ath.bielsko.pl/historia/slowianie01.html.

newtons-cradle-256213_1920

Nie pomnik, lecz perpetuum mobile.

Aby COŚ powstało, musi pojawić się pomysł. Pomysł i sposób jego realizacji natomiast pojawia się na różne sposoby. Albo jest to wynik intensywnego rozmyślania jednej osoby, burza mózgów osób przynajmniej dwóch lub przypadek, ot taki, jaki rzekomo spotkał Newtona, któremu jabłko spadło na głowę 🙂 . W opisanym poniżej wypadku doszło do spotkania wszystkich tych sposobów.

Jednoosobowa wizja, która mi przypadła w udziale, a którą zaraziłam, niczym bakcylem garstkę osób, rozrosła się, przekształciła czy też ewoluowała, z jednej strony do niebotycznych rozmiarów, z drugiej strony minimalizując, jak tylko się da koszty. Co więcej, wizja rodem z filmów science fiction stała się tak realna, tak banalna i tak prosta do realizacji, że zarówno mnie, jak i wspomniane wyżej osoby wprawiła w osłupienie. Nie chwilowe, nie takie, jakiego się doświadcza, gdy coś nas zaskoczy, tylko takie, które wywraca człowiekowi świat do góry nogami, zmienia perspektywę, sposób myślenia, a przy okazji – życie.

mury 833 pomnik

Razem z Leszkiem Salomonem zadaliśmy sobie pytanie, czy można stworzyć rzeźbę, figurę, cokolwiek, co odda ogrom nieszczęść, jakie spotkały ludzkość z powodu religii? Zawsze pozostanie niedosyt, zawsze ktoś może uznać, że co innego powinno symbolizować ofiary, że czegoś brakuje, a czegoś jest za dużo. A poza tym, co można zrobić z takim pomnikiem? Co najwyżej złożyć przed nim kwiaty. I wówczas, podczas wymiany zdań Leszek wpadł na pomysł, że to wcale nie musi być pomnik, tylko na przykład las lub pole, na którym będziemy sadzić drzewa. Czyżby newtonowskie jabłko? I posypały się pomysły, pomnik spłonął niczym słomiany zapał, zanim powstał. A z jego popiołów w jednej chwili, jak feniks, narodziło się Miejsce Pamięci Ofiar Religii – swoistego rodzaju perpetuum mobile.

green-776293_1920

Do tej pory genialność tego pomysłu mnie poraża…

…choć staram się z nią oswoić od kilku dni, bowiem przypadkowo ten jeden pomysł wybawił nas od niebotycznych kosztów, projektów, pozwoleń, oporu urzędników, czy przeszkód natury formalnej, technicznej i czysto ludzkiej.

Postanowiliśmy więc kupić jako stowarzyszenie, gospodarstwo rolne pod zalesienie, lub ziemię częściowo zalesioną. Rosnące na niej drzewa po „otrzymaniu” stosownych tabliczek, zostaną „poświęcone” konkretnym grupom ofiar, lub pojedynczym osobom, których tragiczny los udokumentujemy, czyli udowodnimy zaistnienie zbrodni na tle religijnym.

Na przykład jedno z drzew może zostać pomnikiem na rzecz ofiar ostatniego zamachu terrorystycznego we Francji. Kolejne, na rzecz osób ściętych przez bandytów z państwa ISIS itd. Następne drzewa byłyby uroczyście sadzone ku czci innych ofiar. Dostrzegacie symbolizm takiego działania? Jego ogrom i potencjał? Życie za śmierć, żywe drzewo „na wieki” upamiętniające ofiary, wciąż rozrastające się, swobodne, wolne, piękne… Dalej ograniczyć nas już może tylko wyobraźnia.

las 126 pomnik

Mogłoby to wyglądać tak:

Ziemia podzielona na sektory, bo drzewa nie mogą być sadzone chaotycznie. Na przykład na kontynenty, a te na mniejsze elementy – kraje. Albo na okresy, wieki a te na poszczególne lata. Pomiędzy drzewami mogłyby powstać ścieżki dydaktyczne. Tu przyda się architekt krajobrazu. Ktoś już został zarekomendowany przez Mariusza Hnatiuka. Odwiedzający miejsce pamięci ludzie, dostawaliby kamień. więcej 

[Z uwagi na to, że będziemy o inicjatywie i postępie prac pisać na stronie „zrealizuj, to w pierwszych tekstach będziemy robić takie sztuczki z przekierowaniem, tym bardziej że jest tam skarbonka, więc się nie wkurzajcie. red.]  🙂

Gdybyśmy kupili gospodarstwo z jakimiś budynkami, zaadoptowalibyśmy je tak, aby spełniały określone funkcje, w zależności od tego, co chcielibyśmy, czy chcielibyście, aby na terenie Miejsca Pamięci Ofiar Religii się znalazło. Można zrobić miejsce z księgą do wpisów, sale pamięci, miejsce na ewentualne wykłady, odczyty, może miejsce, gdzie wyświetlane byłyby filmy, sala dla dzieci, które mogłyby wykonać jakieś pamiątkowe rysunki czy prace na przykład z gliny.

Jak napisałam powyżej, ogranicza nas jedynie wyobraźnia. Chodzi o to, żeby ludzie chcieli tu przyjechać, mieli co tu robić, zdobyli lub ugruntowali swoją wiedzę, przeżyli to na tyle głęboko, aby pobyt tu zapadł im na zawsze w pamięci oraz żeby mieli poczucie, że coś dla tego miejsca zrobili (wpisy do księgi, kamienie do kopca, posadzenie drzewa). Aby to miejsce, symbolizujące religijny grobowiec, mimo wszystko tętniło życiem.

maria 081 pomnik

Oczywiście z miejscem pamięci można ruszać niemal od razu po zakupie ziemi. Potem, po tzw. „otwarciu”, można realizować rozbudowę, adaptację zastanych budynków, starać się o kolejne dotacje.

Pamiętajcie o tym, że mówimy o projekcie, którego nikt nie zrealizował na całym świecie, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

statue-267732_1280

Dlaczego perpetuum mobile? Bo Miejsce Pamięci Ofiar Religii raz uruchomione, nigdy się nie zatrzyma, będzie trwać wiecznie, cieszyć przyszłe pokolenia, a jego twórcą będzie mógł być każdy, kto tylko zechce. Będzie działać nawet wówczas, kiedy nas już nie będzie. Dopóki istnieją religie, będą wciąż nowe ofiary. Jednak wówczas będzie już takie miejsce, które nie pozwoli o nich zapomnieć.

rustrowerek 188 pomnik

Mam świadomość, że wielu będzie patrzeć na nas jak na wariatów. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że to się uda. Wierzę w to, że wówczas dołączą do nas inni. Gdyby ktoś z Was chciał podzielić się z nami swoimi uwagami, pomysłami, radami czy nawet sceptycyzmem, zapraszamy do dyskusji.

1. Czas wyjść z jaskini – Pomnik Ofiar Religii.

2. Pomnik, ale jaki?

3. Poza stadem…

4. Pomnik Ofiar Religii – już wiemy jaki ma być.

green-1072828_1920

Pomnik Ofiar Religii – już wiemy jaki ma być.

Komitet społeczny „Poza stadem” opracował wstępną koncepcję pomnika.

Pomysł zrodził się po wpisie Leszka Salomona pod tytułem: Pomnik, ale jaki?

Teraz wczujmy się w skórę owego architekta pomnika — jaką przyjąć formę? (…) Czy jest wystarczająco dobre miejsce dla tak zbiorowego pomnika, czy można wykreować dzieło wystarczająco przejmujące i przemawiające — no i co z jego skalą?  

Szczerze mówiąc, zadania nie zazdroszczę, choć zapewne znajdą się odpowiedni ludzie z odpowiednią wizją — ja po prostu nie jestem w stanie wyobrazić sobie „załatwienie” tego problemu jakimkolwiek posągiem, choćby i był 30-krotnie większy od tego w Świebodzinie…

Okazało się, że wcale nie trzeba było szukać architekta ani odpowiednich ludzi z wizją – wystarczyło tylko połączyć punkty i właśnie to zrobiliśmy. Po dwudniowej burzy twórczej z udziałem Izabeli Jaszczurowskiej, Leszka Salomona, Elżbiety Kunachowicz, Mariusza Hnatiuka przy wsparciu Justyny Brudkiewicz, postanowiliśmy zrealizować pomnik w formie organicznej:

Pomnik będzie powstawał jako żywe, rosnące miejsce pamięci, a architektem może być każdy z Was.

Prostota tego pomysłu na początku nas zmroziła i co tu dużo mówić – przestraszyła, ale jak na spokojnie rozważyliśmy możliwości oraz perspektywy pomysłu, to okazał się, że wcale nie jest to takie trudne do wykonania zadanie.

Tym wpisem otwieramy serię publikacji wspomnianych wyżej blogerów, którzy opiszą jak widzą i czują całą inicjatywę swoimi oczami. Każdy z wpisów będzie kształtował dzieło, bo główną koncepcją jest to, żeby pomnik cały czas był żywą strukturą, która podlegać będzie jednemu procesowi:

ŻYCIE ZA ŚMIERĆ

Na stworzonej stronie „Poza stadem – zrealizuj”  komitet społeczny będzie zbierać fundusze na zakup ziemi.

W ten sposób (inwestując w miejsce pamięci, a nie w pomnik) niemal do minimum ograniczamy ryzyko – odpadają nam żmudne formalności, opór gmin, pozwolenia na budowę itp. Potrzebny jest tylko zakup ziemi, może jakiegoś podupadającego gospodarstwa rolnego – najlepiej z jakąś zabudową.

Koszt zakupu takiej ziemi jest znacznie niższy od postawienia posągu. Ostatnio czytałam o pomniku w Gdańsku – postać osoby w skali 1:1 za prawie 100 tys złotych. Nie sądzę, żeby ziemia kosztowała więcej niż 15 – 20 tys

Wymowy takiej akcji chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć – życie za śmierć – żywe drzewo „na wieki” upamiętniające ofiary, wciąż rozrastające się, piękne… Dalej ograniczyć nas już może tylko wyobraźnia – Izabela Jaszczurowska. 

Równocześnie składamy dokumenty do KRS w celu rejestracji stowarzyszenia, którego majątkiem będzie zakupiony teren dzięki Waszemu wsparciu. Każdy z darczyńców dostanie potwierdzenie swojej wpłaty w postaci oficjalnego zaproszenia do wstąpienia w szeregi stowarzyszenia, tak by stali się współtwórcami pomnika.

Mamy już osobę, która robi wstępny projekt zabudowy terenu na zasadzie elastycznego szablonu, zgodnie z powstającymi na gorąco pomysłami , który będzie można dostosować do nabytego terenu.

I tu prośba do wszystkich o rozglądanie się za terenem, który będzie można zakupić. Miejsce powinno spełniać jeden podstawowy warunek – musi być częściowo zalesione.

Region nie jest aż tak ważny, bo to pomnik stworzy miejsce, a nie odwrotnie.

body-painting-756315_1280

 

sky-1377930

Pomnik, ale jaki?

Od momentu gdy doszły mnie słuchy o idei budowy Pomnika Ofiar Religii, sprawa nie przestaje mnie nurtować… Mam wykształcenie plastyczne i może dlatego trochę umiem wczuć się  —  a przynajmniej tak mi się wydaje —  w rysujące się dylematy potencjalnego twórcy pomnika. To jest przede wszystkim przytłaczający ciężar całej sprawy – jak oddać hołd (milionom? miliardom? -czy to w ogóle można oszacować?) ofiar? Wszak wojny religijne są tak stare jak same religie i do dziś jeszcze zbierają swoje krwawe żniwa. Nie jestem religioznawcą, ale chyba niewiele zaryzykuję twierdząc, że rozwój większości z nich odbywał się kosztem innych istnień a sam proceder przecież trwa tysiąclecia…

Teraz wczujmy się w skórę owego architekta pomnika — jaką przyjąć formę? jak wyrazić ten ogrom cierpień do dziś wciąż lekceważonych, a nawet bezczelnie i prostacko pomniejszanych przez urzędujące wciąż administracje instytucji religijnych?  Czy jest wystarczająco dobre miejsce dla tak zbiorowego pomnika, czy można wykreować dzieło wystarczająco przejmujące i przemawiające — no i co z jego skalą?  Szczerze mówiąc zadania nie zazdroszczę choć zapewne znajdą się odpowiedni ludzie z odpowiednią wizją — ja po prostu nie jestem w stanie wyobrazić sobie „załatwienie” tego problemu jakimkolwiek posągiem, choćby i był 30-krotnie większy od tego w Świebodzinie…

Dlatego chciałem niniejszym zaproponować rodzaj twórczej zabawy — spróbujmy razem znaleźć właściwe rozwiązanie formy Pomnika Ofiar Religii. Burza mózgów, twórczy sieciowy wir…
Pozwolę sobie też zacząć pierwszy — przedstawiam wszystkie swoje pomysły, ale żeby była jasność — nie twierdzę, że wszystkie one są realne.

img_1267
1. Pomysł ten jest bardzo prosty, bo niczego nie trzeba by już budować (prawie). Proponuję zamienić w pomnik największą w Europie dziurę w ziemi — wyrobisko kopalni odkrywkowej w Bełchatowie. Jest to obszar na kilkukilometrowej średnicy i głębokości ponad 200 m. Planuje się zalanie go wkrótce wodą, ale dlaczego nie mógłby posłużyć tak szczytnym celom?  Już sama dziura robi piekielne wrażenie i polecam wszystkim, którzy jej dotąd nie widzieli; natomiast to, co można zrobić na jej dnie – nie wiem i pozostawiam tę kwestię otwartą.

15946946349_e9ae0cf37a_z
2. Kompleks leśny. Czyli las w którym każde drzewo symbolizowałoby pamięć ofiary — pojedynczej i znanej (np Giordano Bruno czy Kazimierz Łyszczyński) czy (tak będzie najczęściej) anonimowych grup ludzi plemion czy całych narodów. Żywy, wciąż rozrastający się pomnik, zdolny symbolicznie pomieścić wszystkich razem i każdego z osobna… Myślę, że to właściwe, godne i na swój sposób piękne rozwiązanie idei pomnika. Dodam, że pomnika który wciąż zmieniałby swoje oblicze; pomnika pozwalającego celebrować pamięć ofiar w sposób najbliższy naturze a więc poprzez kolejne nasadzenia. Nowe życie w miejsce dawnej śmierci.

Tyle ode mnie – zachęcam do twórczego wysiłku…
LS

tunnel-445391_1920

Czas wyjść z jaskini – Pomnik Ofiar Religii.

Swego czasu postanowiłam pisać o pedofilii w KK, jako jednej z wielu zbrodni popełnianych przez członków Kościoła i jego funkcjonariuszy. Kiedy zbierałam materiały, dotknął mnie ogrom tego zjawiska oraz fakt, że winni, oraz współwinni w wielu wypadkach nie ponieśli żadnej odpowiedzialności, lub kara, jaką ponieśli była niewspółmierna do win. Do tego wiemy wszyscy, że samo poruszanie tego tematu jest traktowane, jako niesprawiedliwy atak na Kościół. Hierarchowie KK bagatelizują sprawę, kolejni papieże udają, że o niczym nie wiedzą albo obiecują, jak obecny, że zajmą się sprawą tylko po to, aby zamydlić nam oczy, a każda afera, która ujrzała światło dzienne, za chwilę jest zapominana, ponieważ są sprawy „ważniejsze”, bardziej aktualne.

Nikt tak naprawdę nie interesuje się losem ofiar ani władza, ani media, ani tym bardziej przedstawiciele KK, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że każda sprawa, jeśli już wyjdzie na jaw, wkrótce przycichnie. Zresztą wielu hierarchów polskiego Kościoła zasłynęło z takich wypowiedzi dotyczących pedofilii, po których powinni natychmiast zostać zdjęci ze swoich stanowisk, oraz odsunięci od możliwości wypowiadania się w środkach masowego przekazu na jakikolwiek temat i pociągnięci za to do odpowiedzialności. Nic takiego oczywiście się nie dzieje, bo wciąż żyjemy w jaskini – tej platońskiej, albo w bardziej współczesnej wizji Matrix świetnie przeniesionej na ekrany przez braci Wachowskich.

Ludzie, którzy powinni kajać się za winy swoich współbraci, robią z nich ofiary, domagają się dla nich szacunku, otaczają ich opieką i wsparciem, chronią ich, przenoszą do innych parafii lub utrzymują na stanowiskach mimo zarzutów, jakie na nich ciążą. Ludzie ci w końcu odznaczani są przez nasze „świeckie” władze, jako osoby zasłużone dla kraju i polskiego Kościoła.

W trakcie pisania pierwszego tekstu, traktującego o pedofilii w KK pojawił się pomysł o postawieniu Pomnika Ofiar Kościoła. (Pomnik ofiar Kościoła cz. 1) Powstały jeszcze dwa teksty na ten temat. (Pomnik ofiar Kościoła cz. 2 i cz. 3).  A potem sama dobrowolnie weszłam do jaskini, szukając złudnego spokoju i pozornego bezpieczeństwa. Nie do końca mam o to do siebie żal. Robi tak większość z nas. Podniecamy się w internecie każdą niesprawiedliwością a jedyne, na co nas stać, to kliknięcie lajka lub danie upustu złości poprzez niewybredny komentarz. Czasem kusi mnie postawa doskonale znana – tzw. rozproszenie odpowiedzialności. Skoro tyle osób widzi leżącego człowieka na ziemi i nikt nic nie robi, to po co się wychylać? Ktoś inny pewnie zareaguje. Skoro tak wielu ludzi wie, co wyczyniają ludzie Kościoła i uważają, że to jest OK, to co mi do tego? Może kiedyś ktoś się tym zajmie? Ja nie wiem jak. Jednak to, co już wiem o zbrodniach KK, nie daje mi spokoju…

Platon, aby przedstawić swoją filozofię, posłużył się alegorią jaskini. Żyją w niej ludzie przykuci kajdanami w taki sposób, że nie mogą nawet odwrócić głowy, z twarzami zwróconymi do ściany. Za nimi rozpalony jest ogień, dzięki któremu widzą cienie. To jest cały ich świat. Cała ich rzeczywistość. Jeśli ktoś uwolni jedną z tych osób i wyprowadzi na zewnątrz, ujrzy ona prawdę. Czy od razu ją zaakceptuje? Najpierw oślepi ją światło a intensywność nowych, nieznanych bodźców przerazi do tego stopnia, że ucieknie do jaskini, bo tylko taką rzeczywistość jest w stanie zaakceptować. Tylko tu czuje się bezpiecznie. Wyciągnięta ponownie siłą, najpierw będzie gotowa zaakceptować cienie, odbicie przedmiotów, ludzi i ciał niebieskich w wodzie, zanim odważnie spojrzy na wszystko bezpośrednio, dojrzy i zaakceptuje, jakie to wszystko jest. I poczuje współczucie i żal w stosunku do tych, którzy pozostali w jaskini.

A jeśli to przytłaczająca większość siedzi w jaskini? Osoba, która uwolniła się i widzi prawdę taką, jaka ona jest, próbuje zniewolonym przekazać co widziała i co wie. Czy zostanie wysłuchana? Raczej zostanie uznana za szaleńca. Czy nie tak czasem czują się ateiści?

Pętają nas przekonania wyniesione z domu. Najsilniejszymi więzami są przekonania religijne. To one powstrzymują ludzi przed poznaniem i myśleniem, popychają do postępowania tak, a nie inaczej, do rozmywania odpowiedzialności, do usprawiedliwiania czynów złych, do narzucania swojej woli uznawanej przez nich za wolę boską, do popełniania zbrodni, do wynoszenia zbrodniarzy na ołtarze, do traktowania kobiet jak podludzi, do składania ofiar ze zwierząt, do obrzezań, kamienowania, ścinania głów i do usankcjonowania tych zbrodni…

Na dalsza część tekstu zapraszam na stronę, na której będę zamieszczała teksty dotyczące wszystkiego, co będzie związane z inicjatywą postawienia „Pomnika Ofiar Religii” przez komitet społeczny „Poza stadem”  dzięki Waszemu wsparciu.

Stronę stworzyliśmy z myślą o realizowaniu inicjatyw naszego środowiska.

PS.

Dziękuję Mariuszowi Hnatiukowi za bezustanne wyciąganie z jaskini.