pope-309611_640

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej

Jaki najgłębszy problem nasuwa encyklika Jana Pawła II pt. Wiara i rozum (1998)? Papież pisze, że nie ma rozbieżności między wiarą religijną a rozumem. Czyżby? A może trzeba powiedzieć wprost, że wiara religijna jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo w „prawdy wiary”, których prawdziwości w żadnej mierze nie dowiedziono, rozumnej istocie nie godzi się wierzyć.

W encyklice czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (43). „Jeżeli człowiek mimo swej inteligencji nie potrafi rozpoznać Boga jako Stwórcy wszystkiego, to przyczyną … … przeszkody wzniesione przez jego wolną wolę i grzech” (19).

A czy bez upokorzenia własnego rozumu można wierzyć w to, co kościoły do wierzenia podają? Dlaczego mamy wierzyć w biblijne opowieści, mity, cuda, duchy i boga, który ma być duchem doskonałym? Sprzeczności między wiarą religijną a rozumem nie da się załatać sofistycznymi argumentami, ani w jakikolwiek inny sposób.

Chciałbym, nie stosując taryfy ulgowej wobec autora, który jest już katolickim świętym, pokazać błędy kryjące się w jego encyklice. A może więcej – chciałbym pokazać manowce ludzkiej psychiki, myśli i kultury; powikłania, z którymi ludzie nie mogą się uporać. Religia i inne irracjonalne wierzenia to właśnie takie manowce, pokrętne ścieżki ludzkiego umysłu, gdzie rozum wytwarza – jak w narkotycznym śnie – urojenia i zwidy, oszustwa i samooszustwa, intelektualne matactwa, wszystko z zadziwiającą inwencją. Dodam, że encyklika JP II jest tu tylko szczegółowym materiałem, problem dotyczy religii i umysłu człowieka. Żeby artykuł nie był zbyt długi, piszę tylko o kilku kwestiach.

*

Dwa czy jeden rodzaj poznania?

JP II stwierdza, że istnieją dwa rodzaje poznania: obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary” (8-9).

Nie ma problemu ze zrozumieniem, czym jest ten pierwszy rodzaj poznania. Odbywa się ono za pomocą rozumu i zmysłów, posługujemy się nim na co dzień. Udoskonaloną jego wersją jest poznanie naukowe, nauka. Dzięki zastosowanym metodom badawczym i instrumentom służącym obserwacji, poznanie naukowe reprezentuje znacznie wyższy poziom niż to wykorzystywane przez nas na co dzień. Pojęcie rozumu, używane w encyklice, odnosi się do ludzkiej zdolności myślenia, którego efektem jest m.in. filozofia i nauka. 

Ale co to jest poznanie właściwe wierze, poznanie religijne? JP II powołuje się na autorytet pierwszego soboru watykańskiego (1869-1870). To poznanie – pisze – które zawdzięczamy łasce bożej, dzięki niemu odkrywamy tajemnice boże zawarte w objawieniu bożym. Efektem są tzw. prawdy wiary podawane przez Kościół.

Trzeba zapytać, czy rzeczywiście można tu mówić o poznawaniu czegokolwiek? I, powiedzmy wyraźnie, rozum staje w cichej lub głośnej opozycji do tych odkryć. Podpowiada, że nie ma czegoś takiego jak poznanie religijne, odkrywanie bożych tajemnic. To tworzenie religijnych fantazji, a nie poznanie, które człowiek rzekomo zawdzięcza łasce bożej. Także przekonanie, że Pismo Święte zawiera boże objawienie nie ma żadnego uzasadnienia. Każdy może powiedzieć o swojej religii lub nawet o swoich fantastycznych opowieściach, że objawił mu je bóg i są prawdziwe. Również opowieści o Harrym Potterze mogłyby być ogłoszone jako boże objawienie.

Ktoś może twierdzić, że ateiści nie są w stanie zrozumieć, na czym polega poznanie religijne, bo nie jest im dane. To żaden argument. Równie dobrze wierzący we wróżby tarota mogą twierdzić, że teolodzy katoliccy i ateiści nie są w stanie zrozumieć, że tarot to prawda. Mamy tu do czynienia z całkowicie dowolnymi przekonaniami i roszczeniami do prawdy. A jeżeli ktoś ma na myśli tzw. przeżycia mistyczne (poczucie kontaktu z bogiem), to są one niczym więcej niż szczególnymi stanami psychicznymi, możne je wywołać środkami farmakologicznymi lub doświadczać jako szczególne poczucie piękna, wielkości czy dziwności otaczającego nas świata, a nie kontaktu z bogiem.

Pojęcia poznania religijnego, poznania za pomocą wiary religijnej, to sofistyczny pomysł mający kościelnemu nauczaniu nadać status podobny do poznania racjonalnego i właściwego nauce.

Sofistyka to pokrętne rozumowanie, z pozoru poprawne, a w istocie pozbawione podstaw. Nazwa pochodzi od starogreckich wędrownych filozofów, zwanych sofistami, którzy nie stronili od filozoficznego kuglarstwa. Teologia od wieków tym wzorem stoi.

*

Sofistyczne rozwiązanie

Problem relacji między wiarą religijną a rozumem i nauką papież rozwiązuje na sposób sofistyczny, tzn. fikcyjny, niemerytoryczny, manipulując pojęciami, przyjmując dowolne założenia. Czytamy w encyklice: „Chociaż jednak wiara jest ponad rozumem, nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem: ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, rozniecił też w ludzkim umyśle światło rozumu, nie może zatem tenże Bóg wyprzeć się samego siebie ani też prawda nie może zaprzeczać prawdzie” (55).

Po pierwsze, wbrew temu, co pisze papież, wiara religijna (o niej mowa) nie jest i nie powinna być ponad rozumem. Nie ma żadnych merytorycznych powodów, by uznać papieską tezę. Wierzenia religijne w praktyce tylko w niewielkim zakresie decydują o działaniach i myśli ludzkiej. A jak powinno być? To rozum powinien stać wyżej niż wierzenia religijne.

Wprawdzie rozum nie gwarantuje trafności decyzji i prawdy, ale wierzenia religijne dają po temu jeszcze mniej podstaw. Lepiej polegać na rozumie niż na religijnych wierzeniach, które w praktyce obarczone są większym ryzykiem błędu. Wywyższając wiarę religijną papież dał wyraz partykularnemu interesowi Kościoła, jego dążeniu do przywilejów i władzy. Można to zrozumieć, ale nie ma to nic wspólnego z prawdą i JP II nie powinien był tego napisać. Kościołowi przydałoby się czasami trochę pokory.

Po drugie, nie jest trafne twierdzenie papieża, że „nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem”, bo jedno i drugie pochodzi od boga, a bóg nie może zaprzeczać sam sobie. Takie rozwiązanie problemu to pokrętna sofistyka. To tak samo jakby powiedzieć, że nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między poglądami Kasi i Marysi z V b, bo prawda jest jedna i pochodzi od boga. Albo że nie było prawdziwej rozbieżności między Ptolemeuszem a Kopernikiem.

Między wiarą religijną a rozumem, między nauczaniem kościelnym a nauką, istnieje mnóstwo rozbieżności. Papież powołuje się w swoim rozumowaniu na hipotezę boga, który stworzył wszystko, i twierdzi na tej podstawie, że prawdziwych rozbieżności być nie może. Ale rozbieżności są i hipoteza boga niczego tu nie zmienia. Np. Kościół głosi jako prawdę, że istnieje bóg, aniołowie, dusza nieśmiertelna itd. Nauka tego – najdelikatniej mówiąc – nie potwierdza, co oznacza, że nie uznaje tych twierdzeń za prawdę, a nawet za uzasadnione badaniami hipotezy. Czy to rozbieżność? Tak, bardzo poważna. Teiści pocieszają się, że nauka nie zaprzecza istnieniu boga. Jest gorzej. Z punktu widzenia nauki bóg i inne byty, o których mówi religia, to fantazje podobnego rodzaju jak krasnoludki, duchy leśne, wilkołaki, magia, czary i wróżby.

Można się zgodzić, że prawda jest jedna, ale Kościół nie zna prawdy. Sprzeczność między tzw. prawdami wiary a tym, co rozum i nauka mogą za prawdę uznać, występuje rzeczywiście. A jeżeli Kościół i papież mówią, że prawdy wiary, które głoszą, pochodzą od boga, jest to pogląd nieuzasadniony, a może grzech pychy.

Po trzecie, papież przyjmuje, że skoro bóg dał człowiekowi zarówno rozum, jak i wiarę, wyklucza to prawdziwą rozbieżność w tym względzie. Jest to bardzo wątpliwe założenie. Zdolności te ukształtowały się w procesie ewolucji, ostatnio nawet Kościół skłania się powoli, „jak żółw ociężale”, do uznania ewolucji. A ewolucja wytwarza także sprzeczności, zawdzięczają jej ludzie zarówno skłonność do irracjonalizmu (efektem tego jest częsta wiara w tzw. zabobony, w nieszczęśliwą trzynastkę, w złe duchy hasające po lasach, a także w boga i religię), jak i umiejętność myślenia racjonalnego, dzięki któremu nastąpił rozwój nauki. Tymczasem papież mówi, że wszystko zawdzięczamy bogu, a bóg wykluczył prawdziwą rozbieżność między rozumem a wiarą. Polegałbym na wiedzy o ewolucji, a nie na wierze religijnej.

*

Co to jest prawda?

JP II wyróżnia trzy formy prawdy: „Warto może teraz przyjrzeć się pokrótce tym różnym formom prawdy. Najliczniejsze są te, które opierają się na dowodach bezpośrednio dostępnych lub które można potwierdzić eksperymentalnie. Jest to rząd prawd występujących w życiu codziennym i w sferze badań naukowych. Na innej płaszczyźnie usytuowane są prawdy natury filozoficznej, do których człowiek dociera dzięki zdolności spekulatywnej rozumu. Istnieją wreszcie prawdy religijne, które w pewnej mierze sięgają korzeniami także do filozofii. Są one zawarte w odpowiedziach, jakich różne tradycje religijne udzielają na fundamentalne pytania” (30).

Na jakiej jednak podstawie mamy uznać, że wierzenia religijne są prawdziwe? Że są prawdami, a nie fantazjami?

Teolodzy katoliccy i JP II (por. 82) uznają tzw. klasyczną definicję prawdy, arystotelesowską, przyjętą także przez św. Tomasza z Akwinu. W tym rozumieniu prawda to zgodność myśli/twierdzenia z faktycznym stanem rzeczy, z rzeczywistością (adaequatio intellectus et rei). Otóż w żaden sposób nie stwierdzono, że zdanie „Bóg istnieje”, jest zgodne z rzeczywistością. Nie ma więc podstaw, by zdanie to uznawać za prawdziwe. No i sprawę można by zamknąć. Nie wiadomo też, jak można by istnienie boga stwierdzić.

Kościół przyjmuje, że to, co głosi, opiera się na prawdziwym objawieniu bożym. Skąd wiadomo, że to prawda? Sam papież stwierdza, że to „przeświadczenie” (7). Czy prawda i przeświadczenie to to samo? Nie. Rozum musi buntować się przeciw głosowi Kościoła, bo nie ma żadnych rozumnych podstaw, by uznać, że teksty Pisma Świętego zawierają boże objawienie. Jeżeli ktoś w to wierzy, może co najwyżej powiedzieć: wierzę, bo wierzę, wierzę chociaż jest to pozbawione jakichkolwiek podstaw. Sprzeczność między rozumem a wiarą religijną ujawnia się w pełnej krasie.

W historii Kościoła wielu zwolenników miało stanowisko, nazywane fideizmem, według którego wierzy się wbrew rozumowi (idzie o wiarę religijną). Ujęto to w formule: „Wierzę, bo jest to niedorzeczność” – Credo quia absurdum. Kościół odrzuca to stanowisko, chociaż trafnie ujmuje ono, na czym polega wiara religijna.

*

Depozytariusz archaicznych mitów

„U podstaw wszelkiej refleksji, jaką podejmuje Kościół – czytamy w encyklice – leży jego przeświadczenie, że zostało mu powierzone orędzie, które bierze początek z samego Boga (por. 2 Kor 4, 1-2). Wiedzy, którą pragnie przekazać człowiekowi, Kościół nie uzyskał w drodze samodzielnych przemyśleń, choćby najwznioślejszych, ale dzięki przyjęciu z wiarą słowa Bożego” (7).

Kościół – jak czytamy – ma przeświadczenie, że jest depozytariuszem prawdziwej wiary. Skąd ta pewność? Skąd to wiadomo? Wyłącznie z oświadczeń tegoż Kościoła. Rozum zgłasza sprzeciw, wszak wielu było takich, którzy oświadczali, że posiedli prawdę. Skąd ma być wiadomo, że to Kościół katolicki, a nie muzułmanie, żydzi czy mormoni głoszą prawdziwe słowo boże? Straszny galimatias jest z tymi religiami. Co ma zrobić człowiek stojący wobec tych niejasności? Nie wiadomo, które są prawdziwe. Najlepiej gdyby uwierzył we wszystkie religie jednocześnie albo stworzył sobie własną. A jeszcze lepiej, gdyby nie wierzył w żadną.

A czego depozytariuszem jest Kościół? Archaicznych biblijnych mitów, przetwarzanych od wieków przez kapłanów, teologów i religijnych filozofów.

*

Fałszywy akord

JP II jest ostrym krytykiem współczesnego świata, skrytykował także współczesną demokrację. Można jej wiele zarzucić, ale w tym przypadku krytyka grzeszy kościelnym partykularyzmem i intelektualną ślepotą.

W encyklice czytamy, że obecnie doszło „do ukształtowania się pewnej koncepcji demokracji, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek odniesienie do zasad o charakterze aksjologicznym, a więc niezmiennych: o dopuszczalności lub niedopuszczalności określonego postępowania decyduje tu głosowanie większości parlamentarnej. Konsekwencje takiego założenia są oczywiste: najważniejsze wybory moralne człowieka zostają w rzeczywistości uzależnione od decyzji podejmowanych doraźnie przez organy instytucjonalne” (89). Parlamenty z pewnością nie są nieomylne, ale przeczytajcie jeszcze raz ten cytat. Znacie ten głos? To głos przeciw demokracji, „fałszywy akord jak syk węża, jak zgrzyt żelaza po szkle”. Papież pisał w 1998 r., fałszywy akord słyszymy do dziś, struna złowróżąca jeszcze nie pękła.

JP II nie dostrzegł, że demokracja współczesna opiera się na prawach człowieka, które są w równej mierze koncepcją polityczną, jak aksjologiczną, etyczną. Dokumenty mówiące o prawach człowieka zostały ratyfikowane przez państwa demokratyczne i odgrywają zdecydowanie pozytywną rolę. Natomiast Kościół i jego aksjologiczne idee w wielu krajach Ameryki Łacińskiej oraz Hiszpanii i Portugalii do niedawna służyły karygodnym dyktaturom. Kościół akceptuje prawa człowieka pod naciskiem, do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965) programowo był przeciw. Dziś wszelkimi sposobami broni się przed demokratyczną kontrolą nad swoimi poczynaniami, także finansami. Na pewno dzisiejszy Kościół nie jest lepszy od współczesnej demokracji.

Papież twierdzi, że w krytykowanej przez niego koncepcji demokracji brak jakichkolwiek odniesień do zasad aksjologicznych, „a więc niezmiennych”. To bardzo poważne oskarżenie, w istocie odsądzenie od czci, od uznawania jakichkolwiek wartości etycznych, bo aksjologia to wartości. Powiedzmy więc wyraźnie, że papież manipuluje pojęciami, uprawia sofistykę. Utożsamił aksjologię z zasadami niezmiennymi, czyli w jego rozumieniu ustanowionymi przez boga i głoszonymi przez Kościół. Pozwoliło mu to oskarżyć współczesną demokrację o brak jakichkolwiek zasad aksjologicznych. Inaczej mówiąc, skoro rzekomo boże zasady aksjologiczne ustalają kościelni hierarchowie, to jak ktoś nie uznaje aksjologii ustalonej w Watykanie, to według papieża nie uznaje jakiejkolwiek aksjologii. Sprytne rozumowanie, ale nie fair.

JP II ujawnia kościelne dążenie do monopolu na ustalanie zasad moralnych, do negowania etyki świeckiej, do ustalania standardów w demokratycznym państwie, bo Kościół rzekomo reprezentuje niezmienne i boskie zasady aksjologiczne. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, Kościół nie ma moralnego tytułu do ustalania standardów aksjologicznych stojących ponad etyką świecką, świeckimi prawami człowieka oraz demokracją opartą na tych prawach. Dlaczego? Bo Kościół jest instytucją grzeszną, nie jest nieomylny, to co głosi nie jest głosem boga, tylko głosem hierarchów naginających rzekomo niezmienne zasady do własnych doraźnych dążeń. Jak chcą, to zmieniają aksjologię, jak nie chcą to nie zmieniają. Wbrew temu, co hierarchowie mówią, nie reprezentują niezmiennej aksjologii lecz swoje partykularne interesy.

Wiele jeszcze można by złego powiedzieć o tej encyklice. Ale obiecałem, że tekst nie będzie zbyt długi, więc tylko 

słowo na zakończenie.

Według badań sondażowych 20-23% Polaków nie wierzy w duszę nieśmiertelną, niebo, sąd ostateczny, cuda. 7-9% nie ma zdania w tych sprawach (CBOS, 2015). W Europie zachodniej niedowiarków jest dużo więcej, a około 50% Holendrów i Szwedów nie wierzy w boga, 34% Niemców, 23% Hiszpanów (World Values Survey, 2010-2014). Skąd ta laicyzacja?

W encyklice JP II czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (43). Kościół każe wierzyć w duchy, anioły, szatana i boga jako ducha doskonałego, w duszę nieśmiertelną, zbawienie, niebo, piekło, potępienie, sąd ostateczny, w boskie pochodzenie Pisma Świętego. Kościół każe w to wszystko wierzyć, a jednocześnie nie chce przyznać, że człowiek, przyjmując religijne treści, których prawdziwości nie dowiedziono, sam się poniża, pozbywa się godności istoty rozumnej, upokarza. I że to poniżenie musi się kiedyś skończyć. Rozum ludzki buntuje się przeciw zaprzeczającej mu wierze religijnej. Mamy dramat niezgody między wiarą religijną a rozumem, Kościołem a ludzką godnością.  –  Alvert Jann

*Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 15 artykułów, m.in.:

Ewolucja i moralność” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Sens według teologów i nie tylko” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/

** Link do encykliki „Wiara i rozum” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

  • Elżbieta Kunachowicz

    Jak pamiętam doskonale, moje porachunki z bogiem katolickim miały miejsce przed ukończeniem 10-tego roku życia, zaraz po krótkim okresie dewocji przypadającym między I komunią a pierwszą poważną refleksją na temat wiary. Spostrzegłam wówczas i odczułam bardzo boleśnie, że konieczność sprostania wszystkim wymaganiom wiary hamuje mój osobisty rozwój postaw etycznych wobec różnych wyzwań dnia codziennego. Zauważyłam wówczas, że mając dylemat jak się zachować, wyłączać musiałam swoje naturalne intuicje i zaprzeczać mojemu ówczesnemu doświadczeniu oraz włączać obcą mi religijną narrację. Czułam się z tym niekomfortowo , ograniczona i deprecjonowana i już wtedy poczułam gwałtowny sprzeciw. Dziś po 5 dekadach życia, kiedy czytam klasyka Kołakowskiego albo dziennikarza Michnika, którzy twierdzą, że ludzie nie umieliby odróżnić dobra od zła gdyby nie systematyczny udział w kościele katolickim , mam ochotę powiedzieć im- panowie , mówcie za siebie, nie poniżajcie godności ludzi myślących i porzućcie tę, pełną pychy postawę wyższości , bo prawda jest taka, że gdyby tyle środków i czasu poświęcono wychowaniu człowieka do człowieczeństwa, ile się tego przeznacza na dezinformację , blokadę indukcji wiedzy by nigdy nie zagościła w powszechnej świadomości, ludzkość prawdopodobnie już dawno dojrzałaby do wielkiej zmiany, zamiast tkwić wciąż na drzewie i powtarzać co pokolenie te same błędy i obłędy takie jak ludobójstwo , wojny i samo unicestwianie się tu i teraz.

    Drogi autorze – to co napisałeś to tylko wierzchołek góry lodowej , albo raczej dowód, że podstawa tej góry, to oparty na fałszywych przesłankach wielki przekręt przeciwko ludzkości. Trzeba dziś o tym mówić i jako ta kropla drążyć skałę, bez nadziei, że za naszego życia skała ta choćby popęka lekko na obrzeżach…

    Nie zajmuje się tego typu potyczkami z teistami, bo obca mi jest dyscyplina porządnej debaty, argumentacja i ścisłe filozoficzno-logiczne dowodzenie prawdy. Poszukuję natomiast odpowiednika, zamiennika religii, który nie byłby ideologią ani fałszywką, ale czymś równie atrakcyjnym i łatwym do zastosowania w masowym odbiorze… i wciąż wszystkie drogi prowadzą do edukacji, humanistycznej nauki o człowieku oraz etyki wywodzonej z innych źródeł niż wiara. Problem w tym, że myślenie religijne, magiczne dużo łatwiej zagnieżdża się w umysłach ludzi niż cokolwiek innego, co wymaga jednak większej uwagi i wkładu pracy własnej.

  • Grzegorz Murzynowski

    Zgrabnie, acz jak dla mnie – troszkę zbyt żarliwie.

    Postrzegam jednak poważną nieścisłość: „Kościół [Rzymskokatolicki] akceptuje prawa człowieka pod naciskiem…”.
    Może i akceptuje (na ile *w ogóle* realizuje nauczanie Vaticanum II), ale NIE WSZYSTKIE i nie całkiem, począwszy od prawa do życia (zdaje się, że nie wydał jednoznacznego potępienia kary śmierci?), a na prawach reprodukcyjnych skończywszy (w Polsce chyba nie trzeba wyjaśniać, jak się ma nauka Kościoła do tych ostatnich).

    • Alvert Jann

      Co do praw człowieka ogólnie zgadzam się z tą uwagą. Kościół akceptuje prawa człowieka po swojemu, co ujęte bywa w formułę, że uznaje je, ale poddaje własnej interpretacji. Nie wnikam w ten problem, ale sprawa jest warta omawiania zarówno w płaszczyźnie ściśle prawnej, jak i światopoglądowej. Prawa człowieka do dziś jedna z najbardziej dynamicznych i globalnych koncepcji światopoglądowych, etycznych/aksjologicznych, politycznych i prawnych – to j a k b y uniwersalna religia, ale oczywiście nie jest to religia. Powiem nieco żarliwie, że nawet mury Watykanu kruszą się powoli pod ich uderzeniami.

  • Alvert Jann

    W związki z komentarzami kilka uwag. Mój artykuł jest polemiką z encyklika papieską i wiele spraw jest tym uwarunkowanych. Np. skoro JPII powołuje się na prawdę bożą i twierdzi, że stoi ona wyżej niż ta, którą można posiąść rozumem, to staram się pokazać, że można na to spojrzeć inaczej – można być przekonanym i racjonalnie argumentować, że wiara religijna jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Wolno teistom powoływać się na prawdę absolutną pochodzącą do boga, wolno też ateistom powoływać się na godność człowieka i jego rozumu.
    Inna sprawa: teiści mogą oczywiście twierdzić, że ateiści nie są w stanie zrozumieć, na czym polega poznanie religijne (bo nie jest im dane). Podobnie wierzący we wróżby tarota może twierdzić, że ateista (a także JPII) nie jest w stanie zrozumieć, że tarot to prawda. Dobrze, żeby teiści zastanowili się nad tym porównaniem..
    A co do pojęcia poznania religijnego, to teolodzy i JPII mówiąc o poznaniu religijnym rozumieją przez to poznanie obiektywnie istniejącej rzeczywistości nadprzyrodzonej, tj. istniejącej niezależnie do człowieka. Analizowanie własnej wiary lub przeżycia mistyczne nie są tym rodzajem poznania, o jaki idzie papieżowi. Zwróćmy też uwagę, że tzw. przeżycia mistyczne są niczym więcej niż szczególnymi stanami psychicznymi, możne je wywołać środkami farmakologicznymi lub doświadczać jako szczególne poczucie piękna, wielkości czy dziwności otaczającego nas świata.

    • Odbiorcy: 10 784 🙂

    • Alvert Jann

      Zostałem zapytany, co mam na myśli pisząc o „rozumie”. Posługuję się tym samym pojęciem rozumu, które jest w tytule i tekście encykliki. JPII nie podaje definicji, decyduje kontekst, ale rzecz jest dość jasna. Idzie tu właściwie o potoczne pojęcie rozumu – to nasza ludzka zdolność do myślenia, w tym także abstrakcyjnego i filozoficznego. Papież używa czasami takich określeń jak rozum przyrodzony czy naturalny. Gdy używamy potocznie zwrotu „na mój rozum”, to jest to właśnie to. Oczywiście ludzki rozum jest zawodny, używany jest w różnych celach: do poznawania świata, liczenia, filozofowania, oszukiwania innych itp.; lega halucynacjom, ale jest też krytyczny, co powoduje, że np. nie uznajemy za prawdę wszystkiego, co inni nam powiedzą.

  • Teista

    ,,A może trzeba powiedzieć wprost, że wiara religijna jest nie do pogodzenia z godnością
    istoty rozumnej jaką jest człowiek.”

    Czyli, albo ktoś posiada godność człowieka, albo jest wierzącym? Odważna teza…

    ,,JP II stwierdza, że istnieją dwa rodzaje poznania: „obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary”[…] Nie ma problemu ze zrozumieniem, czym jest ten pierwszy rodzaj poznania. […]
    Ale co to jest poznanie właściwe wierze, poznanie religijne? […]
    Trzeba
    zapytać, czy rzeczywiście można tu mówić o poznawaniu czegokolwiek? I,
    powiedzmy wyraźnie, rozum staje w cichej lub głośnej opozycji do tych
    odkryć. Podpowiada, że nie ma czegoś takiego jak poznanie religijne,
    odkrywanie bożych tajemnic.”

    Trafniej byłoby stwierdzić, że jako ateista nie jesteś w stanie zrozumieć, na czym polega poznanie religijne, a nie że go nie ma. No i ciekawa jest ta kwestia sprzeczności z rozumem. Religia czy wiara stara się np. odpowiedzieć na pytanie jakie wartości są najważniejsze w życiu, jakimi powinniśmy się kierować. No i rozumiem, że jeśli religia twierdzi, że najważniejszymi kwestiami jest np. rodzina, naród, ojczyzna – to jest to sprzeczne z rozumem? Prosiłbym też, o sprecyzowanie co autor ma na myśli pisząc o ,,rozumie”. Bo pewnie dużo się nie pomylę, jeśli chodzi o ścisłe powiązanie rozumu z obecną wiedzą, głównie tą naukową. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że nauka nie poznała w zasadzie nawet przysłowiowego ,,ułamka” otaczającej nas rzeczywistości (już nie wspominając o osobach tę naukę zgłębiających), to śmiem przypuszczać, że wiarygodność rozumu uzbrojonego w tą naukę nie jest aż tak imponująca, by oddawać mu pod osąd wiarygodność takich uniwersalnych i egzystencjalnych kwestii, jak cel życia, jego przyczynę, czy w końcu to, czym kierować się w tym życiu powinniśmy – czyli pytania, na które de facto starają się odpowiadać religie uzbrojone w mądrość setek pokoleń wstecz.

    ,,Na jakiej jednak podstawie mamy uznać, że wierzenia religijne są prawdziwe? Że są prawdami, a nie fantazjami?

    Teolodzy katoliccy i JP II (por. 82) lubią tzw. klasyczną definicję
    prawdy, arystotelesowską, przyjętą także przez św. Tomasza z Akwinu. W
    tym rozumieniu prawda to zgodność
    myśli/twierdzenia z faktycznym stanem rzeczy, z rzeczywistością
    (adaequatio intellectus et rei). Otóż w żaden sposób nie stwierdzono,

    że
    zdanie „Bóg istnieje”, jest zgodne z rzeczywistością. Nie jest to więc
    prawda. No i sprawę można by zamknąć. Nie wiadomo też, jak można by
    istnienie boga stwierdzić.”

    Dobra, zastanówmy się więc. Mamy ciemną energie, która aktualnie nadaje przyśpieszenie wszechświatowi w rozszerzaniu się. Nie wiemy totalnie czym jest ta ciemna energia – po prostu coś sprawia, że wszechświat się rozszerza i nazwaliśmy to ciemną energią. Nie wiemy czy faktycznie jakaś energia wypełnia wszechświat i go rozszerza, czy może wszechświat jest poddany działaniu jakiejś siły ,,z zewnątrz”, czy w końcu robią to wróżki-zębuszki. Totalnie nie wiemy czym jest ciemna energia.

    Załóżmy teraz, że za 20 lat okaże się, iż wszechświat rozszerza energia w nim występująca, której to dziś nie jesteśmy w stanie w żaden sposób wykryć, a która to będzie nosiła nazwę.. no nie wiem, np. ,,Energia A”. Będzie ona wówczas dokładnie opisana i sklasyfikowana.

    Teraz, w dzisiejszych czasach, ktoś rzuca tezę, że istnieje Energia A, która to rozszerza obecnie wszechświat. Po wielu wyliczeniach i badaniach podaje dokładne jej opis i wszelkie dane.

    Problem polega na tym, że dziś brzmi to abstrakcyjnie i nie potrafimy w żaden sposób tego zweryfikować.

    Zgodnie z tym co napisałeś wyżej (odnośnie prawdy), jesteśmy zmuszeni uznać, że teza dotycząca Energii A (mimo że obiektywnie prawdziwa) w Twoim założeniu jest fałszywa, niezgodna z prawdą, bo ,,w żaden sposób nie stwierdzono” jej obecności. Nie sądzisz że taka argumentacja ,,leży i kwiczy”.
    I nie próbuj nawet dopatrywać się w tym próby argumentowania ,,za” tym, że Bogowie istnieją, gdyż wskazać tu tylko chciałem niepoprawność Twojego argumentowania.

    Z kolei cały akapit ,,Fałszywy Akord” podsumuje tylko tak: pewne wartości i postawy są uniwersalne oraz ponadczasowe, w odróżnieniu od ,,chwilowo” tylko panujących ideologii czy ustalonych przez człowieka systemów etycznych. Wczoraj coś co było złe, dziś jest dobre, a jutro znów będzie złe. Dlatego nie powinniśmy stawiać ludzkich ,,ustaleń” ponad te uniwersalne i ponadczasowe, które to płyną często również z religii przodków, a które to dziś w Europie ulegają rozmyciu, zniekształceniu. Są to wartości na których kultury i cywilizacje się kształtowały i tryumfowały, a bez których upadają.

    ,,

    Według badań sondażowych 20-23% Polaków nie wierzy w duszę
    nieśmiertelną, niebo, sąd ostateczny, cuda. 7-9% nie ma zdania w tych
    sprawach (CBOS, 2015). W Europie zachodniej niedowiarków jest dużo
    więcej, a około 50% Holendrów i Szwedów nie wierzy w boga, 34% Niemców,
    23% Hiszpanów (World Values Survey, 2010-2014). Skąd ta laicyzacja?
    W encyklice JP II czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (43).
    Kościół każe wierzyć w duchy, anioły, szatana i boga jako ducha
    doskonałego, w duszę nieśmiertelną, zbawienie, niebo, piekło,
    potępienie, sąd ostateczny, w boskie pochodzenie Pisma Świętego. Kościół
    każe w to wszystko wierzyć, a jednocześnie nie chce przyznać, że
    człowiek, przyjmując religijne treści, sam się poniża, pozbywa się
    godności istoty rozumnej. I że to poniżenie musi się kiedyś skończyć,
    tak jak skończyło się niewolnictwo, poniżające nie tylko niewolnika, ale
    i pana. Rozum ludzki buntuje się przeciw zaprzeczającej mu wierze
    religijnej. Mamy dramat niezgody wiary religijnej i rozumu, Kościoła i
    ludzkiej godności, zniewolenia i wyzwolenia.”

    Laicyzacja moim zdaniem nie wynika z samego faktu chęci nie-wiary w Boga(Bogów), tylko z faktu bardzo rozbieżnych wartości, jakich naucza (obce dla nas kulturowo) chrześcijaństwo, a jakie są faktycznie naturalne dla Europejczyków. Kościół nakazuje żyć tylko z myślą o zbawieniu, olewać życie doczesne, wynosi on na piedestał rozmodlonych, bezdomnych żebraków, którzy porzucali swe rodziny w imię Boga. Nakazuje wyzbyć się dumy i godności człowieka na rzecz posłuszeństwa i uległości. To wszystko są anty-ludzkie postawy, kompletnie nie pokrywające się z naturalnymi postawami i wartościami Europejczyków. Ludzie nie lubią żyć w hipokryzji, żyjąc po swojemu i co rusz spowiadając się z grzechów i obiecując poprawę, której i tak nie zamierzają wprowadzić w życie, gdyż jest niezgodna z ich naturą. To jest główna przyczyna. Moim zdaniem.

    • baca z murzasichla

      „Dobra, zastanówmy się więc. Mamy ciemną energie, (…)”

      W fizyce istnieje takie pojecie jak „teoria” na przyklad „TWW” teorie podlegaja ciagłym badaniom, weryfikacjom sa to zalożenia ktore moga być korygowane lub wrecz obalane. Nikt nie moze twierdzić że przykladowa TWW jest zgodna z rzeczywistoscia lub z prawdą dopóki każdy jej punkt załozenia nie zostanie udowodniony. To samo wg mnie winno dotyczyć religii i wiary w bogów. Skoro nie mozna udowodnic ich istnienia to nie mozna stwierdzić że istnienie boga/ bogów jest prawdą. I tylko tyle i aż tyle.

      „Trafniej byłoby stwierdzić, że jako ateista nie jesteś w stanie
      zrozumieć, na czym polega poznanie religijne, a nie że go nie ma.(…)

      No wiec jako teista zapewnie wiesz na czym polega poznanie religijne. Tylko nie pisz że spotkaleś Jezusa i on cię instruował.

      • Teista

        ,,W fizyce istnieje takie pojecie jak „teoria” na przyklad „TWW”. Teorie
        podlegają ciągłym badaniom, weryfikacjom, są to zalożenia, ktore moga
        być korygowane lub wrecz obalane. Nikt nie moze twierdzić że przykladowa
        TWW jest zgodna z rzeczywistoscia lub z prawdą dopóki każdy jej punkt
        załozenia nie zostanie udowodniony. To samo wg mnie winno dotyczyć
        religii i wiary w bogów. Skoro nie mozna udowodnic ich istnienia to nie
        mozna stwierdzić że istnienie boga/ bogów jest zgodne prawdą. I tylko
        tyle i aż tyle.”

        Ja nie pisałem tego w odniesieniu do fizyki, czy ogólnie nauki, ale w szerszym kontekście.

        ,,No wiec jako teista zapewnie wiesz na czym polega poznanie religijne.
        Tylko nie pisz że spotkaleś Jezusa i on cię instruował. Albo ze uczą
        tego podczas katechizacji.”

        Poznanie religijne można rozumieć w sumie w dwojaki sposób:
        – albo jako zgłębianie własnej wiary, mające na celu uzyskanie odpowiedzi na pewne nurtujące nas pytania;
        – albo jako przeżywanie wszelkiego rodzaju doznań mistycznych, których różni ludzie w różnym stopniu doświadczają (lub i nie).

    • jas fasola

      Skończyłem czytać po kilku akapitach. Nuda. Po raz kolejny teista próbuje zbijać racjonalne argumenty pokrętną sofistyką. Proponuję nie zawracać sobie głowy, i zostawić ten wywód bez odpowiedzi, bo po co? Lepiej porobić coś miłego.

    • Kot

      Kolego, zmęczyłeś mnie tym elaboratem. Dlaczego katolicy/protestanci zawsze muszą lać tyle wody, zamiast odpowiedzieć krótko, zwięźle i na temat?

    • Elżbieta Kunachowicz

      ,,A może trzeba powiedzieć wprost, że wiara religijna jest nie
      do pogodzenia z godnością
      istoty rozumnej jaką jest człowiek.”

      Czyli, albo ktoś posiada godność człowieka, albo jest
      wierzącym? Odważna teza…””

      To nie teza- to twierdzenie i to w pełni uzasadnione.

      …ale nie tak odważna , jak stwierdzić – „wierzę, bo nie
      potrafię wziąć za siebie i swoje życie odpowiedzialności”

      „. No i rozumiem, że jeśli religia twierdzi, że
      najważniejszymi kwestiami jest np. rodzina, naród, ojczyzna – to
      jest to sprzeczne z rozumem? „

      Jakby nie patrzeć jest. Jest też czymś więcej – bo jeśli
      wierzący przyjmują takie zapewnienie „na wiarę” to przyzwalają
      także na przemoc w obronie tych wartości, wobec czego ich wartość
      spada w mgnieniu oka.

      „Prosiłbym też, o sprecyzowanie co autor ma na myśli pisząc
      o ,,rozumie”. Bo pewnie dużo się nie pomylę, jeśli chodzi o
      ścisłe powiązanie rozumu z obecną wiedzą, głównie tą naukową

      nie wiem co odpowiedziałby Ci na to autor, ale ja rozróżniam
      rozum od wiedzy- to pierwsze to zaledwie narzędzie poznania , a
      drugie to tego poznania owoc.

      „cel życia, jego przyczynę, czy w końcu to, czym kierować
      się w tym życiu powinniśmy – czyli pytania, na które de facto
      starają się odpowiadać religie uzbrojone w mądrość setek
      pokoleń wstecz. „

      Gdyby religie starały się odpowiedzieć na te pytania uzbrojone
      w mądrość setek pokoleń, nie byłyby tak niechętne tej mądrości
      i wspierałyby a nie hamowały rozwój społeczny oparty chociażby o
      wiedzę o potrzebach ludzkich, o kształtowaniu relacji
      międzyludzkich, o źródłach radości i poczuciu szczęścia , i
      nie wspierałyby się o przemocowy , patriarchalny sposób eliminacji
      problemów społecznych, które są źródłem zła , dramatów
      ludzkich na poziomie jednostkowym jak i populacyjnym.

      „Dlatego nie powinniśmy stawiać ludzkich ,,ustaleń”
      ponad te uniwersalne i ponadczasowe, które to płyną często
      również z religii przodków, a które to dziś w Europie ulegają
      rozmyciu, zniekształceniu. Są to wartości na których kultury i
      cywilizacje się kształtowały i tryumfowały, a bez których
      upadają. „

      Zabawne i tragiczne zarazem jest twierdzenie o uniwersalnych i
      ponadczasowych „ustaleniach” płynących z wiary , bez których
      cywilizacje upadają – nie bądź ignorantem- powiedz to ofiarom z
      Rwandy i ich oprawcom, powiedz to hiszpańskim matkom, którym
      odebrano noworodki i przehandlowano , powiedz to milionom chorych na
      AIDS w Afryce… Kościół na przestrzeni 2 tys. lat ciągłej
      polityki, żonglował wartościami uniwersalnymi i prawdami
      objawionymi stosownie do swoich potrzeb w danym momencie. Np. kwestie
      świętości życia – dziś to jest liczone od poczęcia do
      naturalnej śmierci, ale całkiem niedawno było zupełnie inaczej
      podawane do wierzenia, nie mówiąc już o tym, że życie pogan nie
      miało dlań żadnej wartości. Nie drogi Teisto – zdecydowanie
      trwalsze i bardziej stabilne są wartości wypracowane przez
      myślących, czujących ludzi, którzy owszem, czasem błądzą ,
      czasem przesadzą w jakąś stronę, ale mając za sprzymierzeńca
      krytyczny umysł i zdolność do weryfikacji poglądu nie tylko
      potrafią się prostować ale i wykazują niesłychaną zdolność do
      adaptacji, która jest czynnikiem niezbędnym w procesie rozwoju
      gatunku.

      I śmiem twierdzić, że religie i wszelkie wierzenia nie
      przystają obecnie do potrzeb ludzkiej rodziny, która stoi przed
      wieloma wyzwaniami, mało tego- one hamują jej rozwój i nie
      dopuszczają do zmiany kulturowej , która jest konsekwencją wiedzy
      o człowieku i następstwem doświadczenia ludzkości. I to właśnie
      owo doświadczenie pokoleń nie może przekuć się w wiedzę o nas
      samych min. z powodu równolegle tworzonych a to ideologii, a to
      religii, zakłamanego przekazu historycznego -jeden pies jak chodzi o
      szkodliwość. Z procesu uczenia się i zdobywania wspólnej
      świadomości społecznej pochodzą siły popychające społeczność
      do zmiany – jak ciężko jest upowszechniać wiedzę w narodzie
      gnuśnym i nieskorym do refleksji, za to skołowanym religijnym
      oparem absurdu, wie każdy średnio trzeźwy obywatel tego kraju nad
      Wisłą. Właśnie odbieramy jedną z bardziej bolesnych lekcji –
      ta jest na temat – jak Polacy po raz enty zwyciężyli i
      natychmiast przegrali swoją przyszłość…i jak Kościół im w
      tym wydatnie pomógł.

      • Alvert Jann

        Jestem pytany, co mam na myśli pisząc o „rozumie”. Posługuję się tym samym pojęciem rozumu, które jest w tytule i tekście encykliki. JPII nie podaje definicji, decyduje kontekst, ale rzecz jest dość jasna. Idzie tu właściwie o potoczne pojęcie rozumu – to nasza ludzka zdolność do myślenia, w tym także abstrakcyjnego i filozoficznego. Papież używa czasami takich określeń jak rozum przyrodzony czy naturalny. Gdy używamy potocznie zwrotu „na mój rozum”, to jest to właśnie to. Oczywiście ludzki rozum jest zawodny, używany jest w różnych celach: do poznawania świata, liczenia, filozofowania, oszukiwania innych itp.; lega halucynacjom, ale jest też krytyczny, co powoduje, że np. nie uznajemy za prawdę wszystkiego, co inni nam powiedzą.