smiley-1268901_960_720

Prawo naturalne według abp Gądeckiego

Biskupi, rozpoczynając obecną kampanię o całkowity zakaz aborcji, powołują się na prawo naturalne. Co to takiego? Arcybiskup Gądecki w niedawno wygłoszonej homilii powiedział, że „Prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”. Powiedział na odwrót. Bo to, co Kościół rozumie przez prawo naturalne, jest wymysłem Kościoła. Przyjrzyjmy się.

Co to jest prawo naturalne?

Według Kościoła prawo naturalne to zasady moralne, które Bóg wpisał w naturę człowieka. Zawiera je Dekalog. Katechizm wprost stwierdza: „Główne przepisy prawa naturalnego zostały wyłożone w Dekalogu” (art. 1955). Interpretują je władze Kościoła.

Prawo naturalne nazywane jest też prawem bożym. Jest to nazwa mniej myląca. Bowiem nazwa „prawo naturalne” sugeruje, że są to zasady wywodzące się z biologicznej natury człowieka. Tymczasem według Kościoła jest to prawo moralne pochodzące od Boga i wyłożone w Piśmie Świętym. W homiliach księża grają nieczysto tym nieporozumieniem – kościelne ustalenia przedstawiają jako wynikające „z natury ludzkiej”. Można sądzić, że to świadoma manipulacja. 

Abp Gądecki mówił, że prawo naturalne to „uniwersalne, pierwotne prawo (zbiór norm) wynikające z natury ludzkiej, z samej natury człowieka”, a dalej stwierdzał, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”.

Biskupi, podejmując obecną krucjatę antyaborcyjną, powołują się na prawo naturalne i wskazują na przykazanie „Nie zabijaj”. Uważają też, że współczesne prawo cywilne powinno opierać się na Dekalogu. Problem w tym, że ze względu na starożytność Pisma Świętego i liczne niejasności, nie sposób ustalić, jakie normy prawa naturalnego są. Nie ma też żadnych dowodów, że Pismo Święte, w tym Dekalog, mają boskie, a nie ludzkie pochodzenie – i że jakikolwiek bóg stworzył jakiekolwiek prawo naturalne, moralne czy inne.

Nazwę „prawo naturalne” wzięto z filozofii starogreckiej i przekształcono w średniowieczu na użytek teologii katolickiej. 

Podsumowując: Głoszone przez Kościół katolicki prawo naturalne (czy też prawo boże) to, w świeckim rozumieniu, zasady ustalane przez władze kościelne w oparciu o dowolną interpretację Pisma Świętego. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, że prawo naturalne, o którym mówią księża i teolodzy, jest – wbrew opinii abp Gądeckiego – wymysłem Kościoła.

Co zawiera Dekalog?

Abp Gądecki mówił, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”. A następnie ogłaszał, że prawo naturalne to „jedyny autentyczny fundament życia jednostek, społeczeństw i narodów (…) zachowuje swoją obowiązującą moc w każdym czasie i w każdym miejscu”. Ma być niezmienne.

Zajrzyjmy do Dekalogu (pełny tekst jest w biblijnej Księdze Wyjścia). Co znajdujemy?

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20;3-5).

Zacytowana zasada Dekalogu neguje prawo do wolności wyznania i jest sprzeczna z prawami człowieka. Nie sposób zgodzić się z nią również ze zwykłego ludzkiego punktu widzenia. A nakaz karania do czwartego pokolenia za odstępstwo od właściwej wiary religijnej, to barbarzyństwo w pełnej krasie.

Dziwicie się, że w niektórych krajach islamskich nawet dziś śmiercią karze się odstępstwo od islamu, np. przyjęcie katolicyzmu? Skąd się to wzięło? Islam zapożyczył wiele z Biblii, z judaizmu i chrześcijaństwa.

Ktoś może powiedzieć, że czepiam się Dekalogu, idzie tylko o jeden dziwaczny punkt. Nie, problem jest głębszy. Kościół dopiero po drugim soborze watykańskim (1962-1965) uznał w ograniczonej wersji prawa człowieka, w tym wolność wyznania. Ale dążenie do dominacji w państwie i społeczeństwie pozostało.

Biskupi chcą o wiele za wiele

Gądecki przypomina, że według Kościoła prawo naturalne „dostarcza koniecznej podstawy dla prawa cywilnego”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym. Każdy porządek prawny musi się na nim opierać”. Na nim? To znaczy na czym? Co to znaczy? Znaczy tyle, że podstawą dzisiejszego prawa miałyby być księgi pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, ich interpretacja dokonana przez Kościół. To obłędne stanowisko. Nie ma podstaw, by władzom kościelnym przyznawać takie uprawnienia. Biskupi rezerwują sobie tytuł do definiowania prawa pochodzącego rzekomo od samego Boga, jakby mieli dostęp do bożych prawd. To dość śmieszne roszczenie, można dopatrywać się w nim chęci wprowadzanie współobywateli w błąd.

Zapytajmy, czy można się na to zgodzić? Konsekwencje przyjęcia proponowanej przez Kościół zasady byłyby nieobliczalne, otwarłyby drogę do wcielania w życie najróżnorodniejszych norm uzasadnianych Pismem Świętym. W państwach islamistycznych ma to miejsce w odniesieniu do Koranu.

O aborcji w Piśmie Świętym

Biskupi, powołując się na prawo naturalne, podjęli obecnie kampanię na rzecz całkowitego zakazu aborcji. Czy to argumentacja sensowna?

Pismo Święte nigdzie nie mówi o zakazie aborcji, chociaż w czasach biblijnych aborcja była znana (m.in. stosowano środki pochodzenia roślinnego). Dlatego biskupi starają się całkowity zakaz wyprowadzić z przykazania „Nie zabijaj”. Do Dekalogu odwołuje się Konferencja Episkopatu Polski, żądając ustawy bezwzględnie zakazującej aborcji: „Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: Nie zabijaj!” (Komunikat KEP z 30.03.2016).

Jest to uzasadnienie naciągane, bardzo rozszerza interpretację przykazania. Wobec braku w całym Piśmie Świętym nawet wzmianki o zakazie aborcji, jest to interpretacja bezpodstawna. Trzeba też przypomnieć, że przykazanie „Nie zabijaj” nie było i nie jest interpretowane przez Kościół bezwzględnie, są od niego wyjątki, np. nie dotyczy wojny i kary śmierci, którą Kościół akceptował przez wieki (w pewnym zakresie także dziś). Bezwzględny zakaz zabijania przyjmowały, powołując się na Pismo Święte, chrześcijańskie wyznania pacyfistyczne. Kościół katolicki do nich nie należy.

Faktem jest, że Dekalog malowniczo i dość szeroko mówi o nakazie czczenia Boga, świętowania szabatu i o tym, czego nie należy pożądać (domu bliźniego swego, jego żony, niewolnika, niewolnicy, wołu, osła, innych rzeczy). Zaś zakaz zabijania brzmi sucho: „Nie będziesz zabijał”, kropka. Nie ma wzmianki o zakazie aborcji. Może Bóg nie natchnął autorów Pisma w tym kierunku?

Biskupi, żądając bezwzględnego zakazu aborcji, postępują w myśl zasady: wiem, czego chcę, a uzasadnienie w Piśmie Świętym zawsze się znajdzie.

Pismo Święte mówi tylko o poronieniu w bardzo szczególnym kontekście. Idzie o poronienie spowodowane pobiciem:Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką <na nich> nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie (…)” (Wj 21;22-23).

Stary Testament zawiera wielostronicowe prawo mojżeszowe, często bardzo szczegółowe i ilustrowane przykładami. O zakazie aborcji nie ma wzmianki. Według Biblii prawo to zostało Mojżeszowi przekazane przez Boga. Wygląda na to, że Bóg lub autorzy Biblii zakazu nie chcieli lub przeoczyli.

Niewiarygodne jest wyjaśnienie, że aborcja była wśród Izraelitów czymś niewyobrażalnym, zakaz był więc niepotrzebny. Aborcja była w tamtych czasach i społeczeństwach praktykowana. Czyżby tylko wśród Izraelitów nie zagościła? Z Biblii wynika, że wśród Izraelitów występowały wszelkie bezeceństwa i naganne praktyki. Akurat aborcja miałaby być wyjątkiem?

Także w Nowym Testamencie nigdzie nie mówi się o aborcji. Jest nieprawdopodobne, by aborcja uprawiana wówczas w całym świecie rzymskim i greckim, nie miała miejsca wśród Żydów w czasach Jezusa i ewangelistów. Brak wzmianki o aborcji może znaczyć tylko jedno: autorzy – kimkolwiek byli – nie chcieli lub dyplomatycznie zapomnieli ustanowić zakaz aborcji. Wygląda na to, że dzisiejsi biskupi wiedzą lepiej. Co chcą, to w Piśmie Świętym znajdą.

Problem aborcji dziś

Sprawa ustawodawstwa dotyczącego aborcji nie jest prosta. Ale prawo w tej kwestii, jak i w innych, powinno być rezultatem współczesnych dyskusji, a nie zapisów czy interpretacji Pisma Świętego.

Stanowienie prawa wymaga wyważenia wielu racji. Tymczasem biskupi traktują kobietę ciężarną jako inkubator, maszynę, której racje się nie liczą. Żądają bezwzględnego zakazu aborcji, tj. zmiany dotychczasowej ustawy, dopuszczającej aborcję w przypadkach, kiedy ciąża zagraża życiu matki, kiedy wiadomo, że dziecko narodzi się z głębokim upośledzeniem, albo też ciąża pochodzi z gwałtu.

Na czym polega wyważanie różnych racji? W większości krajów ustawodawstwo zakazuje aborcji w pewnych sytuacjach, szczególnie w późnym okresie ciąży, ale dopuszcza w innych okolicznościach we wczesnym okresie. Różnie te racje są wyważane. W Polsce prawo dotyczące aborcji jest bardzo restrykcyjne i jeżeli by je zmieniać, to w kierunku przeciwnym niż żąda Kościół katolicki. Stanowisko władz kościelnych jest wyjątkowo jednostronne, niezrównoważone, nie znajduje też uzasadnienia w Piśmie Świętym.

Środki antykoncepcyjne

Ale kościelne władze idą dalej, potępiają używanie jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych, nawet prezerwatyw – i chcą zakazać ich stosowania. Pismo Święte nie zawiera nigdzie zakazu antykoncepcji, chociaż środki antykoncepcyjne (roślinne, tampony, pęcherze rybne podobne do prezerwatyw itp.) były w starożytności znane i stosowane.

Władze kościelne próbują zakaz antykoncepcji uzasadnić rzekomym prawem naturalnym. Szczególne miejsce zajmuje tu encyklika „Humanae vitae”, ogłoszona przez Pawła VI w 1968 r. Papież ucieka się do kuriozalnych wywodów, by zakaz uzasadnić. Wywód sprowadzić można do stwierdzenia, że antykoncepcja jest niezgodna z Bożym planem natury.

Ciekawe tylko, skąd papież wie, że antykoncepcja nie mieści się w planie bożym? Moja znajoma teolożka Celestyna twierdzi, że teza Pawła VI to bezpodstawne domniemanie. Jej zdaniem antykoncepcja ułatwia ludziom życie i rozważne planowanie dzietności, co wskazuje, że jest efektem zamysłu Bożego.

Do księży nie przemawia argument, że stosowanie środków antykoncepcyjnych zmniejsza przypadki niepożądanych ciąż i w rezultacie przyczynia się do zmniejszenia liczby legalnych lub nielegalnych aborcji. Zamiast zakazywać stosowania środków antykoncepcyjnych, Kościół powinien zalecać je szczególnie tam, gdzie niepożądanych ciąż – i w konsekwencji aborcji – jest ciągle dużo. Wbrew temu kościelni autorzy wkładają dużo wysiłku, by dowodzić, że antykoncepcja prowadzi do zwiększenia liczby aborcji. Trzeba być zaślepionym kościelnymi naukami, by coś takiego głosić.

Podsumowując, szerokie stosowanie środków antykoncepcyjnych jest najlepszym sposobem zmniejszenia liczby aborcji. Nie ma żadnego prawa bożego, które zakazywałoby ich stosowania.

Prawo naturalne a prawa człowieka

Abp Gądecki mówił:Dzisiejsza doktryna prawa nie wykazuje większego zainteresowania kwestią prawa naturalnego, ponieważ opiera się ona na koncepcjach woluntarystycznych, do których należy pozytywizm prawniczy i relatywizm etyczny. Według tych koncepcji każdy ma prawo uważać za dozwolone wszystko, co mu się podoba”. Wygląda na to, że Gądecki nie chce widzieć tego, co powinien. Tendencyjnie nie zauważa, że doktryna prawna obowiązująca w ustroju liberalno-demokratycznym (takim jak m.in. w Polsce) nie opiera się na woluntaryzmie i relatywizmie etycznym, ale na prawach człowieka. Nie jest tak, że według tej doktryny władze państwowe i obywatele mają prawo uważać za dozwolone wszystko, co im się podoba. Również etycznie nie wszystko jest dopuszczalne. Aż dziw bierze, że arcybiskup powiedział, co powiedział. A jak jest?

Według doktryny prawnej obowiązującej w liberalnych demokracjach obywatele, władze państwowe, a także kościoły, mają przestrzegać praw człowieka. Mogą tego nie chcieć, jak ostatnio PiS, ale wtedy muszą się liczyć ze sprzeciwem, również międzynarodowym. Obywatel za czyny niezgodne z prawem jest karany. Księża za seksualne wykorzystywanie dzieci są karani więzieniem przez sądy państwowe, chociaż Kościół i papieże przez wieki przymykali na to oczy. I robiliby tak nadal, gdyby nie naciski z zewnątrz. Dziś starają się nie dostrzegać i bagatelizować nadużycia.

Wbrew poglądom Gadeckiego, krytykowany przez niego w homilii liberalizm nie polega na tym, że wszystko wolno. Sednem liberalizmu są prawa człowieka.

Czym są prawa człowieka?

Powtórzę w skrócie, co pisałem gdzie indziej. Prawa człowieka to nie tylko przepisy prawne, są to zasady etyczne przekładane na język przepisów prawa. Ich sednem jest świecka etyka i aksjologia. Jaka?

Podstawowe znaczenie ma idea ograniczenia przemocy i krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Prawa człowieka regulują w pożądany etycznie sposób stosunki między ludźmi, przede wszystkim ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem.

Szczególne znaczenie ma wolności słowa i przekonań, prawa socjalne, oraz zasada równego traktowania bez względu na narodowość, rasę, religię, światopogląd, płeć, orientację seksualną.

Kościół katolicki odrzucał zdecydowanie prawa człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 ). Zmienił stanowisko, bo sprzeciw wobec praw człowieka groził mu marginalizacją. Ale do dziś władze kościelne przyjmują wsteczną, konserwatywną interpretację praw człowieka. Nadal przeciwstawiają prawom człowieka prawo naturalne, boże, próbując stawiać je wyżej niż prawa człowieka.

Tzw. prawo naturalne, boże, ustalają władze Kościoła zgodnie z własnym punktem widzenia, powołując się dowolnie na święte księgi. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, w państwach o liberalno-demokratycznych ustrojach są podstawą prawa stanowionego, stoją wyżej niż rzekome prawo naturalne. Konflikt jest głębszy niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Podsumowując, abp Gądecki przekonuje, że „prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym”. Otóż jest ono wymysłem Kościoła i nie może stać wyżej niż prawa człowieka. – Alvert Jann.

*Link do cytowanej homilii abp Gądeckiego z 3.04.2016 – http://abpgadecki.pl/homilia-tresc-prawa-wypisana-jest-w-ich-sercach-matka-boska-trybunalska/

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 20 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

laughter-995213_960_720

  • eskb

    Prawo naturalne to nie jest to samo co reguły moralne i prawne zawarte w którejś z ksiąg Biblii. Przynajmniej tak pojmuje to KK, jako bazową przyjmując koncepcję Tomasza z Akwinu, na którego z kolei wpływ miał Arystoteles. Dodał do tego parę myśli Augustyna z Hippony i tak powstała katolicka koncepcja prawa naturalnego.
    To pomieszanie pojęć powoduje, że cała treść wpisu traci sens.

    • Alvert Jann

      Abp Gadecki wyraźnie pisze, zacytuję jeszcze raz trochę szerzej: „Cóż to jest prawo naturalne? To nic innego jak uniwersalne, pierwotne prawo (zbiór norm) wynikające z natury ludzkiej, z samej natury człowieka”. Wstawka w nawiasie pochodzi od Gądeckiego, a uwzględniając także inne fragmenty wypowiedzi arcybiskupa, nie ulega wątpliwości, że normy te zawarte są według Gądeckiego w Piśmie Świętym, przede wszystkim w Dekalogu. Arcybiskup pojmuje prawo naturalne tak samo jak Kościół katolicki. Podsumowując, zanim zarzuci komuś, że jego wpis traci sens, warto się zastanowić, czy zarzut ten ma sens. W tym wypadku zarzut jest bez sensu.

      • eskb

        Żle. Wystarczy przeczytać „regulamin” Kk. Art. 1952 wymienia wyraźnie wiele form prawa, odróżniając prawo naturalne od prawa zawartego w Biblii. Z kolei art. 1954 określa prawo naturalne jako „pierwotny zmysł moralny, który pozwala rozpoznać człowiekowi rozumem, czym jest dobro i zło, prawda i kłamstwo.”
        Biskup Gądecki podkreślił, że reguła „nie zabijaj”, należąca do zbioru praw naturalnych, została dodatkowo umieszczona wśród wskazań biblijnych. Dla chrześcijan, dla których Biblia jest autorytetem, to „podkreślenie” zapisem w Biblii ma oczywiście duże znaczenie. Dla tych, dla których Biblia nic nie znaczy, pozostaje reguła prawa naturalnego.
        Jest dziwne dziwienie się,że biskup uzasadnia swoją naukę regułami zaczerpniętymi z Biblii. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

        Np., z innego podwórka, futboliści mają swój regulamin który wyraźnie zakazuje kopania przeciwnika po nogach. Choć z drugiej strony nawet ci którzy nie interesują się futbolem, wiedzą, że naturalnym jest zakaz kopania drugiego człowieka, nie tylko po nogach. Niemniej, sędzia piłkarski, gwiżdżąc faul powołuje się na regulamin gry w piłkę nożną, a nie naturalne prawo człowieka „do bycia nieskopanym”.
        Pan ma bardzo ciekawe problemy, panie Alvercie Jannie.

        • Alvert Jann

          Teologia odróżnia prawo naturalne od prawa zawartego w Biblii, ale jednocześnie utożsamia przynajmniej z tym, co zawiera Dekalog. Napisałem to wyraźnie i tak jest u Gądeckiego. Pozostańmy przy swoich poglądach. Nie mam ochoty tracić czasu na dyskutowanie teologicznej sofistyki i teologicznych nonsensów. Władze Kościół i Gądecki, powołując się na prawo naturalne, dokonują nadużycia, Przedstawiają jaka prawdę archaiczne wyobrażenia pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, mające tyleż wspólnego z prawdą, co wiara w Zeusa i krasnoludki.

  • Lidia Gilewicz

    Od jakiegoś czasu zastanawia mnie, dlaczego akurat wszyscy uczepili się kobiet w dyskusji o aborcji? Czy do tego stopnia ideologia katolicka wryła się w świadomość społeczeństwa, że co złe, to zawsze wina kobiety (kobieta to zło, wcielenie szatana, które uwodzi i prowadzi mężczyznę do grzechu)? I to ją należy „napominać”!
    Dlatego to o niej się rozprawia, dlatego ona ma powinności i to akurat jej dotyczą zakazy? Tak jakby to one same zachodziły w ciążę a potem biegły się wyskrobać. Jakby to one akurat miały szczególną przyjemność w tym zabiegu. Dlaczego w tym procesie zajścia w ciążę brak jest kwestii męskiej? Czy znaczyłoby to, że zawsze, i że każdy mężczyzna za wszelką cenę chce mieć swojego potomka z każdego kontaktu, z każdą kobietą? Niby że on, dbający o wszelkie poczęcie, broni własną piersią życie każdego nienarodzonego? A ona go chce uśmiercić? Jak znam życie, to właśnie mężczyźni częściej unikają posiadania dzieci. I jakoś nikt im tego prawa do nie posiadania nie odmawia. Przed seksem nie miewają oporów, przed opieką do wieku dorosłości – dużo częściej. Porzucają kobiety z dzieckiem, szczególnie wtedy gdy jest ono niepełnosprawne, unikają alimentów… Z różnych związków i w małżeństwach. Czy nawet wtedy, gdy kościół wymusi zakaz stosowania wszelkiej antykoncepcji, to też kobieta ma wziąć pełnię odpowiedzialności – za siebie i za faceta?? Dalej to będzie jedynie sprawa kobiet? Bo przecież w Polsce, jak piętnować to kobietę, nigdy mężczyznę.

  • Lidia Gilewicz

    Ja myślałam, że prawo naturalne, jak sama nazwa wskazuje, wywodzi się wprost z praw przyrody. Powiedziałabym nawet, że zanim człowiek wymyślił, co to jest prawo, to już się kierował prawem naturalnym, w którym biologia każe np. rodzicom dbać o potomstwo i o własny gatunek.

    • Alvert Jann

      Dlatego właśnie postanowiłem napisać ten artykuł, bo „prawo naturalne”, o którym mówią teolodzy, to coś innego niż sugeruje słowo „naturalne”. Dla teologów jest to prawo pochodzące od boga i zawarte w Piśmie Świętym – odczytują je władze Kościoła. W homiliach księża grają nieczysto na tym nieporozumieniu. Może jakieś zdanie o tej zmyłce dorzucę do tekstu jeszcze, żeby dopowiedzieć do końca.

  • ratus

    > Co zawiera Dekalog?
    To samo, co można znaleźć w bajkach – komunały i banały.

    > Biskupi chcą o wiele za wiele.
    Czy gdyby chcieli mniej (ile?), to należałoby im dać, ot, tak – bo są biskupami?

    > Stanowisko władz kościelnych jest wyjątkowo jednostronne, niezrównoważone, nie znajduje też uzasadnienia w Piśmie Świętym.
    A co by zmieniało, gdyby takie uzasadnienie w „Piśmie Świętym” się znalazło?

    > O aborcji w Piśmie Świętym…

    A czemu nie w Koranie, Torze i setce Świętych Ksiąg Buddyzmu?
    ————————–
    Ja rozumiem, że wielu ateistów zna Biblię i okolice lepiej, niż tzw. wierni. Wynajdywanie miliona biblijnych sprzeczności i błędów, celem utarcia nosa chrześcijanom może być zapewne satysfakcjonujące, ale jest jednocześnie nobilitacją Biblii, jako uznanego źródła wiedzy, etyki i obyczaju. Bo jeśli nawet 3/4 Biblii zostanie zdemaskowana jako bzdury, to uznając pozostałą część za autentyczny Głos Boga, utrwalamy Wiarę!

    • Alvert Jann

      Ratusie, nie powołuję się na Biblię w obronie praw kobiet i w żadnej innej. Nie sądzę, że coś w moim tekście utwierdza wiarę religijną, raczej przeciwnie. Zbyt tendencyjnie czytasz.

      • ratus

        Czytam – jak widzę. Piszę – co myślę. Moja opinia jest jak najbardziej subiektywna, jej tendencyjność czy w ogóle sensowność, pozostawiam ocenie czytelników i komentatorów.
        Czuję się zażenowany Twoim tłumaczeniem intencji. A także sugestią, że czytam bez zrozumienia.

        • Alvert Jann

          Czytasz ze zrozumieniem, tylko tendencyjnie.

          • ratus

            No to osiągnęliśmy konsensus 🙂

  • Elżbieta Kunachowicz

    Może Cię zaskoczę Alvert, ale stoję na stanowisku, że nie ma w ogóle powodu do dyskusji nad tym jak, z kim i kiedy kobieta pocznie, czy zaciąży i czy zdecyduje się podzielić swoim zdrowiem i życiem z druga istotą.

    Co oczywiste, odmawiam ideologom każdego pochodzenia – religijnym, czy materialistycznym wyznawcom wymysłów spłodzonych przez mądrali swego czasu i epoki, wypowiadać się na tematy o których nie mają pojęcia, za które nie biorą odpowiedzialności i nie ponoszą kosztów zdrowotnych. To nadużycie i wyraz kulturowej pułapki, która dopuściła do tego, że każdy idiota, półgłówek, pijanica, bandyta sądzi, że może się wypowiadać w kwestiach rozrodczości kobiety, wystarczy, że ma fallusa, nawet takiego którego używa wyłącznie do oddawania moczu.

    Natomiast posunę się do tego, że tak jak decyzja w sprawie prokreacji należy do obojga potencjalnych sprawców, tak w przypadku nieplanowanej ciąży decyzja leży po stronie kobiety. Natomiast dawca plemnika jako sprawca poczęcia jest zobowiązany troszczyć się o to powołane życie, nawet jeśli wolałby, żeby nie ujrzało świata. Mało tego – ponieważ mężczyźni mają spore z tym problemy, głównie w zakresie przyjęcia ze zrozumieniem swojej części odpowiedzialności, to społeczeństwo jako solidarna wspólnota, za pomocą systemu państwowego, ma obowiązek przejąć odpowiedzialność po takim niedojrzałym osobniku i otoczyć ciężarną , a potem matkę i dziecko, troskliwą opieką. Dlaczego? Bo wszystkie dzieci są nasze! Kropka.

    I to nie są wymysły feministyczne, tylko pragmatyczna logika wynikająca z zależności populacyjnych. Wszyscy jesteśmy naczyniami połączonymi. Nie można zmuszać kobiet groźbą penalizacji do zachowań sprzecznych z ich wewnętrznym imperatywem, tak jak to dziś planuje ruch pro-life pod egidą episkopatu i jak dawno temu zdecydowano w Chinach o ograniczeniu tego imperatywu tamtejszym kobietom. To jest ten sam rodzaj przemocy prawnej wobec połowy populacji. Mamy XXI wiek i taką wiedzę oraz możliwości, że poddawanie kobiet jakiejkolwiek presji musi być postrzegane jako wyraz niepełnosprawności umysłu Homo sapiens… i ta niepełnosprawność wynika z braku szeroko rozumianej edukacji – to jest dopiero kryzys na miarę naszego wieku… jakoś nie słyszę, żeby się ludzkość tym martwiła- ciekawe dlaczego.

    PS. no i uciekło mi sedno… A chciałam tylko powiedzieć, a propos Twojego wywodu i dowodu, że NAWET gdyby pismo święte było święte i pochodziło od samego tego tam, to NADAL BĘDĘ TWIERDZIĆ, ŻE NIC MU DO MOJEJ MACICY, skoro mi ją dał i zapomniał uczynić bezmózgim inkubatorem, to sorry Winnetou, niech się buja i całuski na drogę.

    • Alvert Jann

      Przecież nie dowodzę i nie chcę dowodzić, że gdyby Pismo Święte było rzeczywiście święte i było w nim napisane tak a tak, to ma to obowiązywać. Dowodzę, że argumenty biskupów są od podstaw wzięte z sufitu. Uważam, że warto to robić.

      • Elżbieta Kunachowicz

        Ja nie krytykuję, jestem pełna atencji i wierną czytelniczką. Może faktycznie brzmi ten mój komentarz nieco zniechęcająco, ale chciałam tylko zradykalizować przekaz – bo nawet gdyby w tej świętej księdze było czarno na białym napisane to co głoszą dziś biskupi, nadal mój pogląd w tej sprawie byłby taki jak wyżej. Byłby on taki nawet gdyby bóg istniał a ta księga była jego autorstwa. I nawet wtedy, gdyby groziło białej rasie wyginięcie doszczętne. Edukacja- tak; przymus – nie, Nigdy nie będzie na to zgody.

        PS.: taka ciekawostka – kobiety z plemion koczowniczych potrafią sterować swoją płodnością i nie potrzebują do tego celu ani wieszaka, ani pigułek. Cichy chichot mam w środku kiedy wyobrażam sobie jakby na takie dictum zareagował światły episkopat…

        Pozdrawiam autorze i czekam na kolejne rozprawy. Może i nie czuję potrzeby dyskusji z teologami, ale czytać Twoje rozprawy uwielbiam.

    • ratus

      Podpisuję się obiema rękami pod powyższym – od początku, do końca.