fish-1553046_960_720

Religijna ofiara z karpia. Felieton satyryczny na wigilię

fish-1553046_960_720Starożytni Izraelici, Grecy i wszelkiej maści barbarzyńcy składali powszechnie zwierzęta w ofierze bogom. Zarzynano zwierzę na ołtarzu, bóg był usatysfakcjonowany.

Zwyczaj składania krwawych ofiar przetrwał w zakamuflowanej postaci do dziś. Kupuje się żywego karpia i tłucze na wigilię. Barbarzyństwo wyłazi z religii jak tylko ma okazję.

Izraelici składali Bogu ofiarę zarzynając uroczyście zwierzęta hodowlane przed specjalnym ołtarzem i spalając je uroczyście. Obrzęd ten nazywano całopaleniem. Według Biblii nakazał go Izraelitom Bóg za pośrednictwem Mojżesza. Biblia mówi o całopaleniu ponad 40 razy. Ofiary te składano przy różnych okazjach. W świątyni jerozolimskiej robiono to codziennie rano i wieczorem, bo tak przykazał Bóg.

Grecy do spraw religii i całopalenia mieli bardziej trzeźwy stosunek. Mięso zwierzęcia zarżniętego w ofierze zjadali, zaś na ołtarzu spalali kości i skórę. Wierzyli święcie, że bogowie nie jedzą mięsa, za to odżywiają się dymem. W ogóle Grecy byli mało dogmatyczni w sprawach religii, w przeciwieństwie do Izraelitów. Wynikało to chyba stąd, że nie mieli poczucia „oblężonej twierdzy”. Zaś Izraelici mieli, obawiali się, że ich niewielkie plemię może stracić tożsamość, roztopić się w ludzkiej masie. Dlatego napisali w swej świętej księdze: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” Grekom taka nieszczęsna zasada nie przyszła do głowy.

Drodzy czytelnicy, „zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł” (Konstytucja RP), wyśmiewajcie się z katolików tłukących karpia na wigilię. Może śmiech obudzi w nich rozum.

Słyszałem, że Prezes sam nie zabija karpi, chociaż nie ma nic przeciw. W sumie nie wygląda to dobrze.

Miejmy jednak nadzieję, że szanowni księża biskupi, którzy często powołują się na wersety Starego Testamentu, nie ustanowią wzorem Izraelitów liturgii tłuczenia karpia na ołtarzu. Wspominam o tym, bo po niedawnym uroczystym proklamowaniu, że „Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”, wszystkiego po biskupach można się spodziewać.

W USA panuje zwyczaj, by w obchodzone tam ważne Święto Dziękczynienia w każdej rodzinie upiec indyka. Od pewnego czasu prezydenci USA z tej okazji ułaskawiają parkę indyków. Symboliczny akt ma pobudzić Amerykanów do zastanowienia się nad sensem barbarzyńskiego w swej istocie zwyczaju.

U nas w sprawie karpia słychać: to tradycja, to tradycja, „u mnie w domu nie może być wigilii bez karpia”. Może być. Nie wszystkie zwyczaje są warte kultywowania.

A może Prymas Kościoła katolickiego w Polsce w przeddzień wigilii uroczyście wypuszczałby chociaż jednego karpia z powrotem do stawu? Nawet jeżeli i tak później karp zostanie zjedzony, to ten symboliczny akt może przyczyni się do zastanowienia nad sensownością zabijania karpi na wigilię. – Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………………..

fish karp-884694_960_720PS (dodane 3 stycznia br. z działu Na gorąco – „Jeszcze o karpiu wigilijnym”):   

Minęła wigilia, czas na krótką refleksję: Może być wigilia bez karpia. W mojej polskiej, tradycyjnej, katolickiej rodzinie nigdy nie było na wigilię karpia, ani żadnej ryby. Główną potrawą były pierogi z grzybami oraz kluski z makiem i rodzynkami na słodko. Dzieci te kluski uwielbiały.

Matka mówiła, że karp na wigilię to głupia moda, rozpowszechniona przez spikerów i dziennikarzy radiowych i telewizyjnych, którzy przed świętami nic tylko karp, karp, karp … Matka mówiła, że ten karp to niektórym na mózg padł. I chyba miała rację. – Alvert Jann

……………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

carp-1800340_960_720prymas episkopat.pl-324x235

Zdjęcie Prymasa pochodzi z portalu episkopat.pl

  • eskb

    Przestańcie się wygłupiać. Karp nie jest elementem religijnej tradycji, ale pragmatyzmu z czasów PRL. Dopiero po II wojnie karp stał się w Polsce daniem wigilijnym, jest to zjawisko ograniczone w zasadzie do terenu naszego kraju. Jest karp w zasadzie daniem zalecanym przez komunistyczne rządy PRL.A trzymanie karpia w wannie wzięło się stąd, że nie przetrzymany w czystej wodzie przez kilka dni karp jest po prostu nie do zjedzenia. PGR-owskie gospodarstwa rolne nie stosowały takiej kwarantanny, więc obywatele musieli wykonać to sami. I tak narodziła się „nowa tradycja”. Dziś odmula się karpia kwarantanną i środkami chemicznymi.

    PS. Podobną karierę zrobił po II wojnie kurczak.Tyle, że w USA i na Zachodzie. Hodowane obecnie kurczaki wywodzą się z dwóch amerykańskich hodowli z lat 40-tych i rozprzestrzeniły po całym świecie. Zosia z Pana Tadeusza nigdy nie widziała takich kur jakie my zjadamy. Chyba, że ktoś nie lubi.

    • Alvert Jann

      No i co z tego, że karp na wigilię to tylko polski zwyczaj od czasów PRL? Faktem jest, że dziś bardzo często katolicy tłuką młotkiem w łeb karpia na wigilię. Należy ich za to wyśmiewać, a nie usprawiedliwiać, to może im to do rozumu przemówi. Uważam, że prymas powinien w tej sprawie do katolików przemówić, a on milczy.

      • eskb

        Karpia w Wigilię nie jadłem, nie trzymałem w wannie, ani w słoiku, ani nawet na świeżym powietrzu. Ale byłem na Pasterce.
        Z tym uświadamianiem katolików i nie tylko ,to prawda (patrz np: art.2416 Katechizmu K.K.). Z tym Prymasem to bym jednak nie przesadzał. Wystarczyłby zakaz sprzedaży żywych ryb w supermarketach. Żywych kur przecież nie kupujemy, prawda ? I od tego są władze cywilne. Niech rozdział Kościoła od Państwa będzie faktem. Choć moim zdaniem nawyk kupowania żywego karpia zaniknie w ciągu paru lat. Nikt z mojej rodziny i znajomych nie oprawia sam karpia. Może gdzieś na zapadłej prowincji ten zwyczaj się utrzymuje ? Nie wiem.

        • Alvert Jann

          Prymas powinien zwrócić się nie do władz państwowych o zakazy, a do katolików, by nie kupowali żywych karpi na wigilię, bo tłuczenie w domu młotkiem karpia na wigilię wygląda na żenadę.
          A jest nieprawdą, że tylko „gdzieś na zapadłej prowincji” utrzymuje się zwyczaj kupowania żywego karpia. Felieton ten napisałem bezpośrednio po tym, jak zobaczyłem 22 grudnia w wielu sklepach w Warszawie sprzedawane żywe karpie i ludzi niosących je w plastikowych torebkach. To stolica i siedziba wielu władz Kościoła katolickiego, a nie zapadła prowincja. Proszę też nie obrażać ludzi z tzw. zapadłej prowincji. Są często dużo mądrzejsi od wielu katolików w Warszawie, Krakowie itp., szczególnie do publicystów katolickich i aktywistów katolickich portali.

  • Jak ktoś je karpia – proszę bardzo. Ale czemu męczyć zwierzę w imię pseudotradycji? Polacy oburzają się tak zwanym „ubojem rytualnym” (straszna tradycja), równocześnie śmieją się z podskakującego karpia w reklamówce.

  • Elżbieta Kunachowicz

    Cieszę się, że ten tekst ukazał się właśnie u nas. Dzięki Alvert. Barbarzyństwo nieodłącznie związane z wierzeniami i religiami jakoś mocno się kłóci ze stanem wiedzy i postępem w XXI wieku, przeraża mnie też kierunek politycznego dryfu ku wstecznym ideom jak również ekonomiczny obłęd gospodarki światowej. Pozostaje chyba tylko sianie mądrej , dobrej idei dla następnych pokoleń, z nadzieją, że je pochwycą , zrozumieją i spróbują wcielić w życie…. A jest trochę tych dobrych prawd dla których warto zabierać głos. Pozdrawiam.