maillezais-cathedral-867805_960_720

„Sens” według teologów i nie tylko

Z odrobiną zdrowej bezczelności powiem, że człowiek nie potrzebuje jakiegoś szczególnego sensu wymyślonego przez teologów, księży, kapłanów, kaznodziei, proroków, guru, filozofów, pisarzy, ideologów itp. Jesteśmy istotami biologicznymi, podobnie jak inne gatunki mamy sens – chciałoby się powiedzieć – w sobie, w naszym organicznym wyposażeniu. To naturalny sens życia, dany nam przez przyrodę, tj. naturę. Co to takiego? To pragnienie życia, które nosimy w sobie. Jeżeli chęć życia dominuje, życie ma dla nas sens. Bez tej organicznej woli życia nasz gatunek (tak jak i inne gatunki zwierząt) by nie powstał i nie utrzymał się.

Ktoś mógłby nazwać to poczucie sensu zwierzęcym. Tak, to zwierzęce, naturalne poczucie sensu. Nie gardźmy zwierzęcością. Jesteśmy gatunkiem zwierząt i różne zwierzęce właściwości są dane także nam. Możemy dostrzegać szczególne właściwości naszego gatunku, ale nie wywyższajmy się za bardzo, bo – powiedzmy pół żartem, pół serio – zwierzęta przypomną nam, jak bardzo jesteśmy do nich podobni.

Naturalne pragnienie życia pozwala nam przeżyć życie bez konieczności wiary w jakiekolwiek religie. I nie znaczy to, że nasze życie miałoby się sprowadzać do bezmyślnej biologicznej wegetacji, do spania, jedzenia itp. Wbrew pozorom także życie zwierząt nie na tym polega. Są one aktywne, korzystają z życia na swój sposób, tak jak my możemy cieszyć się życiem po swojemu.

Spróbuję tu napisać, jak sens ludzkiego życia i świata przedstawiają teolodzy (mam na uwadze przede wszystkim religie odwołujące się do Biblii, najbliższe kulturze Europy i Polski). Chciałbym też pokazać ciekawy proces: jak ten „sens” staje się nonsensem. I jaki sens ma życie bez boga.

Bóg jako dostawca sensu

Według teologów, ludzkiemu życiu, człowiekowi, światu sens nadaje religia. Jako dostawca sensu występuje bóg. Jaki to sens? Mówią oni, że bóg stworzył świat i człowieka, a po śmierci będziemy żyć wiecznie w niebie. Czasami dodają, że bóg nas kocha i wspomaga. To jest ten sens. Dlatego naszym celem powinna być głęboka wiara, oddawanie czci bogu-stwórcy, dążenie do boga.

Ten „sens” jest przekazywany nieznośnym księżowskim żargonem, nieznośną retoryką, potokiem sloganów, jakby autorzy nie potrafili mówić ludzkim głosem. Wszystko przetykane religijną mitologią, z której wyparowały życiodajne soki.

Oto przykłady w miarę przejrzystych tekstów, chociaż przeładowanych teologią i księżowskim gadaniem (autorami są znani księża):

celem życia człowieka jest niebo, to znaczy zjednoczenie z Bogiem, który nas stworzył (tzn. „zrobił” z niczego, kodując w nas swój obraz i podobieństwo), zbawił (tzn. uratował od tego, co najbardziej nam ciąży, czyli od śmierci i lęku przed nią, od winy i od niszczącego jej poczucia) i w ogóle nas kocha. Wtedy (tzn. w niebie) osiągamy pełnię szczęścia dostępując pełni podobieństwa do Boga”. Inny ksiądz pisze: „W rozumieniu ludzkim, nie tylko chrześcijańskim, sensem życia powinna być miłość – czyli: jednoczenie się z Bogiem. Słowo ‚miłość’ jest tu brane w szerokim znaczeniu. Bo człowiek jednoczy się z Bogiem nie tylko w akcie modlitwy kontemplacyjnej, ale również gdy postępuje w prawości, mądrości, wolności, pokoju i miłości. Kiedy tak myśli, mówi i czyni, jednoczy się z Bogiem, uczestniczy w Jego Bóstwie. Specyfika zaś chrześcijaństwa polega na tym, że w tej drodze pomaga mu Jezus, który ową prawdę uwyraźnił w Ewangelii. Tak przez swoje nauczanie, jak i przez przykład własnego życia. I w ten sposób prowadzi swoich uczniów”.

Mieszanie teologii z fizyką

Są też bardziej wymyślne teologiczne koncepcje sensu. Np. ks. prof. Michał Heller – i nie tylko on – próbuje powiązać rozważania teologiczne z fizyką i filozofią, akcentuje związek sensu ludzkiego życia z sensem wszechświata. Przez mieszanie teologii z fizyką i filozofią rozważania Hellera mogą sprawiać wrażenie głębokich i opartych na osiągnięciach nauki. Wychodzi jednak na to samo: bóg stworzył świat i człowieka, w tym zawiera się sens wszystkiego. Zmieszanie religijnej mitologii z fizyką i filozofią sprawia, że jakość absurdów wyraźnie wzrasta.

Coraz częściej inspiracją teologicznych rozważań staje się teoria kwantów. Rzecz w tym, że fizyka kwantowa w żaden sposób nie uprawdopodabnia istnienia boga. Dotyczy ona przyrody, rzeczywistości naturalnej, ma charakter modeli matematycznych. W żaden sposób nie wynika z tego istnienie boga, tak jak nie wynika z teorii grawitacji czy z twierdzenia Pitagorasa.

W tekstach teologów i religijnych autorów pojawiają się najdziwniejsze sugestie. Można przeczytać, że bóg ingeruje w przyrodę na poziomie kwantów. Potrafią napisać, że bóg przenika w niewykrywalnej postaci wszystko, co istnieje i nas otacza, a istnienie przyrody jest dla nich dowodem istnienia boga. Jeszcze inni twierdzą, że bóg jest obecny w prawach przyrody, a istnienie tych praw świadczyć ma o istnieniu boga. Wszystkie te wątki występują u Hellera.

Można zapytać, skąd oni o tym wszystkim wiedzą? Z sufitu. To nie są nawet liczące się hipotezy, bo wartościowa hipoteza wymaga liczącego się uzasadnienia, a tu mamy do czynienia z pozbawionymi podstaw imaginacjami.

Po co to mieszanie nauki z religią? Do czego potrzebna ta przedziwna mikstura?

W religijnych tekstach, także u Hellera, nauka służy sofistycznym zabiegom mającym sugerować istnienie boga (sofistyka to nierzetelne argumentowanie i wnioskowanie, pokrętne rozumowanie – celowali w tym wędrowni filozofowie starogreccy zwani sofistami, mówiono o nich z ironią, że potrafią udowodnić każde twierdzenia). Religijni autorzy, odwołując się do nauki, próbują za pomocą sofistycznego kuglarstwa uratować archaiczne pojęcie boga, tracące w kulturze zachodniej na znaczeniu. Wygląda na to, że – parafrazując znane przysłowie – tonący brzytwy się chwyta, a teolog mechaniki kwantowej.

Co pisze Heller o sensie życia?

Według Hellera świat jest tworem racjonalnego boga, a dowodem na to ma być istnienie praw przyrody, które odkrywają naukowcy. Akcent położony na racjonalność stwórcy jest tu bardzo ważny. Racjonalny bóg nie czyni nic bez celu, każde jego działanie jest sensowne. Stwarzając świat i człowieka bóg miał w tym racjonalny zamysł. To główny argument na rzecz sensowności świata i ludzkiego życia. Zarówno świat, jak i człowiek nabierają sensu w racjonalnym zamyśle boga-stwórcy. Bo skoro racjonalny bóg stworzył celowo racjonalny świat i nas, to znaczy że wszechświat i nasze życie mają sens. Jaki to sens? Jaki to zamysł? Tu pojawia się bardzo ważne stwierdzenie: my, ludzie, możemy tego nie rozumieć. Świat ma sens, bo stworzył go racjonalny bóg, który miał w tym swój zamysł. Ale ten sens to Tajemnica, pisana koniecznie przez duże T, co wskazuje, że to tajemnica boża. Teolog nie wskazał sensu istnienia świata. Powiedział tylko, że niezbadane są wyroki boże. Inni teolodzy mówią przy różnych okazjach, że bóg ma swój „plan zbawienia”. Najdziwniejsze absurdy można wyjaśniać tym „planem zbawienia”, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć.

Heller pisze, że teolodzy muszą przemyśleć wiele problemów, by pogodzić religię z nauką. Tak, z pewnością nie poskąpią sofistycznych rozważań, pokrętnych wyjaśnień, które nic nie wyjaśniają.

Jak sens staje się nonsensem

Stworzenie świata i człowieka przez boga, plus nadzieja na zbawienie i wieczne życie w niebie, to jest ten sens-nonsens, o którym mówi teologia. Jest to ukształtowana przed tysiącami lat mitologiczna konstrukcja, przekazywana z pokolenia na pokolenie przez korporacje kapłanów. Mądry bóg może by się światu przydał, ale nic nie poradzimy, nie ma żadnych dowodów na jego istnienie. Czy mamy oszukiwać siebie? Dawać się oszukiwać? Żyć w kłamstwie?

Warto postawić niewygodne pytanie, skąd Heller wie, że bóg wszystko robi racjonalnie, celowo, z sensem? Z objawienia przekazanego przez tegoż boga? Objawienie to ciekawe, ale mało wiarygodne źródło wiedzy. Co gorsza, okazuje się, że coraz więcej prawd objawionych to przenośnie. Moja dobra znajoma teolożka Celestyna twierdzi, że samo pojęcie boga to tylko przenośnia. Użyli jej autorzy Biblii, żeby zapanować nad zabobonnym i ciemnym ludem izraelskim, wierzącym w magię, wróżby, czary, co powodowało duże zamieszanie w głowach. Mędrcy wyznawali naturalizm, wiedzieli, że istnieje tylko przyroda, ale lud by w to nie uwierzył. Wymyślili więc boga, który jest metaforą przyrody. Dodajmy, że pogląd Celestyny to niewątpliwa herezja, a posądzenie autorów Biblii o wyznawanie naturalizmu jest skandalicznym nadużyciem. A co do racjonalności boga, to widząc bałagan panujący w mikro i makrokosmosie, wybuchy i zderzenia, można mieć wątpliwości, czy stwórca był racjonalny. Po co ustanowił tak niedoskonałe prawa przyrody, niezdolne zapewnić ład i porządek?

Nowożytna nauka podważała i w końcu odrzuciła mitologiczne wyobrażenia o stworzeniu świata i człowieka przez boga. Jeszcze Newton (XVII/XVIII w.) obliczał wiek świata na podstawie Biblii na kilka tysięcy lat, dziś taka metoda zdobywania wiedzy o świecie nie może być traktowana poważnie.

Co więcej, nauka odrzuciła sam podział na rzeczywistość naturalną (przyrodniczą) oraz rzeczywistość nadnaturalną, nadprzyrodzoną, boską. Na gruncie nauki siły nadprzyrodzone nie są brane pod uwagę, znikły z naukowych badań, twierdzeń, teorii. Nie dlatego, że tak sobie założono, ale dlatego, że nic nie wskazuje na istnienie boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej.

Fakt ten wywiera głęboki wpływ na światopogląd naukowców i ogółu, odmienia i osłabia religijność, sprzyja laicyzmowi i ateizmowi. Bo skoro nauka obywa się bez boga, to być może wiara w jego istnienie jest bezpodstawna? Bóg traci grunt pod nogami. To realny proces, wielka zmiana w kulturze i świadomości ludzi, zachodząca powoli, ale dość wyraźnie.

W nauce – i nie tylko w nauce – zyskuje na znaczeniu integralny naturalizm. Jest to fundamentalna teoria stwierdzająca, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości, tj. przyroda, rzeczywistość naturalna, zaś byty nadprzyrodzone – w tym bóg – nie istnieją. Nie wszyscy naukowcy muszą tę teorię uznawać, ale naukowców niewierzących w istnienie boga przybywa.

Nadawanie światu sensu przez wskazanie, że stworzył go racjonalny bóg i miał w tym swój zamysł czy plan zbawienia, jest dziś gołosłowną konstrukcją pojęciową i werbalną. To podtrzymywanie najzwyklejszej archaicznej mitologii, która wchodzi w głęboką kolizję ze współczesną nauką.

Nie ma żadnych dowodów wytrzymujących krytyczną weryfikację, które wskazywałyby, że byty nadnaturalne istnieją. Dowodów nie potrafią dostarczyć także teolodzy. Dlatego nauka współczesna przesunęła boga do kategorii wyobrażeń takich jak fikcyjne postacie literackie, krasnoludki, magia i czary.

Ostatnią przysłowiową deską ratunku bywa przekonanie, że nauka jednak nie jest w stanie stwierdzić, że boga nie ma (czasami mówią tak również naukowcy, co bywa zwykłym unikiem). Powiedzmy wyraźnie, to nie jest tak, że być może jednak gdzieś tam bóg istnieje i nauka nie może temu zaprzeczyć. Nauka odrzuciła istnienie bytów nadprzyrodzonych, w tym boga, dlatego, że nic nie wskazuje, by byty takie istniały. Teza głosząca, że boga nie ma, jest bardzo dobrze uzasadniona. Nie ma natomiast dowodów/uzasadnień wskazujących na istnienie boga i bytów nadprzyrodzonych.

Żadne sofistyczne, definicyjne czy werbalne zabiegi teologów nie są w stanie powstrzymać rozpadu archaicznych mitów i pojęć. Sofistyką, krętactwem jest mówienie, że bóg to nadnaturalny byt, który wszystko stworzył, ale sam nie musiał być przez nikogo stworzony; albo że bóg istnieje w niewyobrażalnej i w żaden sposób nie dającej się stwierdzić postaci; albo że bóg przenika wszystko i jest obecny we wszystkim. To są wyłącznie fantazje. O bogu można mówić wszystko, co się chce – i wszystko jest pozbawione podstaw, z wyjątkiem twierdzenia, że nie istnieje (to twierdzenie jest – powtórzmy – bardzo dobrze uzasadnione).

Pod wpływem rosnącej w siłę nauki „sens” oferowany przez religię, oparty na pojęciu boga, staje się nonsensem. Nie jest to proces zakończony, ale od trzech wieków, wraz z rozwojem współczesnej nauki, wyraźnie postępuje.

Czy świat bez boga jest pozbawiony sensu?

Osoby religijne często twierdzą, że świat bez boga, to świat bez sensu, świat absurdalny. Tylko religia i bóg – mówią – nadaje światu i naszemu życiu sens, nieprzemijającą wartość, znaczenie. Powtarzają to czasami filozofowie, wraz z innym poglądem, że jeżeli boga nie ma, to wszystko wolno. Gdyby poglądy te były prawdziwe, gdyby poczucie sensu oraz porządek społeczny zależały od mocnej wiary w boga czy jakiś inny absolut, ludzkość chyba by już dawno nie istniała.

Naturalny sens życia, chęć życia, którą nosimy w sobie, ma dużo większe znaczenie niż religijne złudzenia. Wiara religijna większości ludzi nie jest na tyle głęboka, by religia rzeczywiście zaspokajała potrzebę poczucia sensu. Nie należy wyolbrzymiać znaczenia abstrakcyjnych systemów symbolicznych, takich jak religie, ideologie, filozoficzne przekonania, abstrakcyjna wiedza. W konfrontacji z życiem codziennym, z praktycznymi celami motywującymi ludzi, rola religii jako dostawcy sensu dla większości ludzi nie może być duża, a w warunkach współczesnego społeczeństwa słabnie. Procesowi temu można tylko przyklasnąć.

Powierzchowność życia religijnego jest rozpowszechniona także w krajach islamskich i Indiach. Pozwala to ludziom normalnie żyć tam, gdzie religijne „sensy” nie doprowadzają do walk i prześladowań. Na szczęście obok boskiego sacrum, wszędzie istnieje profanum. Praktyczny sceptycyzm, zdrowa bezczelność, skłonność do konfrontowania religijnej i mitologicznej wiedzy z doświadczeniem, stwarzają często przeciwwagę totalitarnym zapędom kościołów, kapłanów, polityków wykorzystujących religię dla własnych partykularnych celów. Teolożka Celestyna mówi z właściwym jej poczuciem humoru, że bóg na szczęście chroni ludzkość przed głęboko wierzącymi.

Nie możemy zdefiniować sensu istnienia świata wskazując stwórcę. Ani teologia, ani nauka nie jest w stanie powiedzieć, jak świat powstał. Przywoływanie archaicznych mitów i pojęć, wstawianie boga w tę lukę w wiedzy, niczego nie wyjaśnia. To sianie złudzeń. Nie można wskazać obiektywnego sensu istnienia świata i człowieka. Co więcej, taki obiektywny sens nie jest ludziom do niczego potrzebny. Wystarczy, że nasze życie i świat będą mieć sens dla nas. Żadna religia, żaden bóg nie jest do tego potrzebny.

To, co nazywa się utratą sensu życia, jest jednym ze wskaźników depresji psychicznej. Może mieć ona różne przyczyny, ale nie słychać, by nawet w Polsce tą przyczyną była utrata lub brak wiary religijnej (prędzej już utrata pracy).

Jaki sens może mieć świat bez boga dla nas? Największe znaczenie ma naturalny sens życia, pragnienie życia, które mamy w sobie jako istoty biologiczne. Dodajmy do tego poczucie sensu, które daje ludziom spełnianie codziennych obowiązków, życie rodzinne i społeczne. Nie powinno się lekceważyć codzienności jako źródła sensu. Jest ważniejsza niż abstrakcyjne systemy wierzeń religijnych. Istotną rolę odgrywają zabiegi o dobra materialne, pozycję społeczną, szacunek otoczenia. Nie należy deprecjonować tego rodzaju motywów, przeciwstawiając im religijność, „dążenie do boga” itp. Publicyści religijni zarzucają często ludziom, że ważna jest dla nich kasa, konto w banku, egzotyczne wakacje, a nie bóg. Niech religianci najpierw sami wyzbędą się agresji, pazerności, hipokryzji, kłamstwa, stawiania krzyży i pomników na każdym kroku (dziś w Polsce symbolizują one dążenie katolickich aktywistów, polityków i Kościoła do władzy i agresję, a nie cokolwiek innego).

Co mogę jeszcze powiedzieć ludziom, którzy mówią, że wszechświat bez boga pozbawiony jest sensu? Wszechświat ma taki „sens”, jaki nadają mu ludzie. Jeżeli osoby religijne mówią, że tylko bóg nadaje światu i życiu sens, to jest to tylko ich subiektywny pogląd – to nie bóg, ale oni nadają światu sens religijny. Bóg nie może nadać sensu, bo nie istnieje, został wymyślony przez ludzi, nie jest stwórcą świata i życia. Ja widzę ten sens inaczej niż teolodzy, też subiektywnie. Moje życie ma dla mnie sens samoistny, uważam że to dobrze, że istnieję. Dla osób religijnych samoistnego sensu ich życie nie ma, dlatego mówią o bogu – nie zazdroszczę im, raczej współczuję. A jeżeli moje życie ma dla mnie sens, to i wszechświat ma dla mnie sens.

Co jeszcze? Świat bez boga pozwala nam cieszyć się życiem. To bardzo ważna postać naturalnego sensu. Religie na ogół wydatnie przeszkadzają w cieszeniu się życiem. Nie tylko zresztą religie. Cieszenie się życiem bywa nazywane pejoratywnie hedonizmem i często krytykowane przez konserwatystów. Nie powinniśmy im ulegać, nie powinniśmy brać poważnie tych oskarżeń. Mamy prawo cieszyć się życiem. Jeżeli potrafimy cieszyć się życiem, świat ma dla nas sens. I nie będą nas obchodzić depresyjne wywody niektórych filozofów, nawet jeżeli będą to znani filozofowie egzystencjalistyczni lub nawrócony prof. Leszek Kołakowski.

Cieszenie się życiem może przybierać bardzo różne formy, mieć różną jakość, tak jak różna i różnej jakości może być np. muzyka. Radość życia można znajdować w poznawaniu świata, w nauce, w pozytywnych kontaktach z innymi ludźmi, a także w codziennym zwykłym życiu. Także w refleksji filozoficznej. Ale nie zachęcam do poważnego traktowania tych filozofów, których rozważania polegają na powtarzaniu, że życie jest absurdalne, bez sensu itp. Ani tych, którzy powielają slogany, że tylko religia nadaje życiu sens, a świat bez boga jest światem absurdalnym. Niewielu ludzi zawdzięcza poczucie sensu życia wierze religijnej, a utrata wiary w boga nie jest istotną przyczyną stanów depresji psychicznej. Przyczyny są inne.

Cieszenie się życiem niekoniecznie oznacza egoizm. Cieszyć się można także pomaganiem innym i pożyteczną pracą. Może zbyt łatwo dajemy narzucić sobie skojarzenie, że cieszenie się życiem jest równoznaczne z egoizmem i bezmyślnością. Dodam też, że osoby chore i stare (każdego to czeka) mogą cieszyć się życiem na swój sposób – może to polegać na tzw. pogodzie ducha. Warto nad tym się zastanowić, zamartwianie się nie jest dobrym podejściem do życia.

Jest też inny jeszcze sposób przeżywania sensu świata i życia. Warto o nim pamiętać. Jeżeli patrzymy na gwiaździste niebo (pisane przez małe n) albo na zaśnieżone szczyty Alp, możemy podziwiać piękno świata bez boga. Nasza zdolność do postrzegania piękna nadaje światu sens subiektywny, którego autorami jesteśmy my. Jest to sens głębszy niż ten, który daje wyobrażenie boga. A przede wszystkim jest to sens prawdziwy. Piękno postrzegamy rzeczywiście, zaś istnienie boga to trwające przez wieki złudzenie i oszustwo.

Warto powiedzieć o swoistym mistycyzmie bez boga (to mistycyzm naturalistyczny). Możemy podziwiać i przeżywać niepojętą tajemnicę świata. Nie wiemy, czym świat jest i jak powstał, ale ta wiedza nie jest potrzebna do szczęścia, ani nie musi nas wpędzać w depresję psychiczną. Piękna i tajemnicy świata możemy doświadczać bez boga. Być może pod tym względem zyskujemy takie samo poczucie sensu świata i życia, jak niektóre osoby religijne, gdy – jak mówią – doświadczają kontaktu z bogiem. Różnica polega na tym, że im w głowach zainstalowano boga (taki program instalacyjny sprzedawany przez kościoły i teologów), wskutek czego skłonni są wszędzie widzieć dzieło boga. Bez tegoż boga świat wydaje się im bez sensu. Jeżeli ktoś zaakceptuje religijny slogan, że tylko bóg czyni świat sensownym, skłonny jest też powtarzać, że świat bez boga nie ma sensu. To nieprawda, poczucie sensu nie zależy od wiary w boga. Warto zignorować ten kościelny program instalacyjny, nie dać się zaprogramować.

Słowo na zakończenie

Spotkać można pogląd, że utrata wiary religijnej doprowadzi ludzkość do upadku, ludzie nie będą przestrzegać prawa i moralności, nie będą pracować tylko kraść, utracą poczucie sensu życia i popadną w depresję. Teolożka Celestyna mówi, że to fałszywy pesymizm. Religie to abstrakcyjne systemy pojęć i poglądów, ich stopniowy upadek niczym złym nie grozi. Raczej przeciwnie.

W krajach zachodnich, w których religia znalazła się w kryzysie, ludziom żyje się lepiej bez religii niż wcześniej z religią. Zaś w wielu krajach religijnych dzieje się źle m.in. z powodu religijnych konfliktów. Nie od religii zależy porządek, dobrobyt, jakość życia, poczucie sensu. Laicyzacja niczego złego nie powoduje, wprost przeciwnie.

Sądzi się czasami, że gdyby odsunięto na margines dominujące dziś religie, to zapanowałyby prymitywne wierzenia i przesądy, wróżbiarstwo, szkodliwe sekty. Trzeba raczej uznać, że to dzisiejsze oficjalne religie napędzają i wzmacniają irracjonalne wierzenia i fanatyzm. Heller sądzi, że racjonalna religia pozwala okiełznać irracjonalne skłonności. Jak religia oparta na pojęciu boga, niedorzeczna od podstaw, mająca się nijak do współczesnej nauki, kultywująca wiarę w cuda i wskrzeszenia zmarłych, może być racjonalna? Ona irracjonalne skłonności utrwala, podsyca, potęguje, stwarza podatny grunt pod religijny fanatyzm i tzw. zabobony.

Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Zachęcam do przeczytania:

Ewolucja i moralność” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

  • Elżbieta Kunachowicz

    Drogi autorze- dzięki za tyle mądrych słów i logiczny wywód… Porwałam plon Twojej pracy i bezczelnie postawiłam, bez pytania na moim profilu FB… A dziękuję Ci , bo nie potrafiłabym tak zręcznie, kulturalnie i bez zadęcia powiedzieć tego wszystkiego moim znajomym wierzącym. Ubolewam od ponad 26 lat nad tym co się wyprawia z umysłami młodego pokolenia. Dlaczego martwi mnie to dopiero teraz a nie 40 lat temu? Bo przed zmianą ustrojową Polakom nie przychodziło do głowy, że religią można się zasłaniać, łajać i agresywnie potrząsać przed nosem tych innych, tych co nie wierzą i n ie podzielają ich światopoglądu. Teraz to zaczyna być normą , także w środowiskach inteligenckich , naukowych i artystycznych… Pocieszam się tylko tym, że to przeminie , bo to tylko etap , jakiś dziwaczny okres historyczny , swoista przerwa w rozwoju społecznym. Oby jak najszybciej doszła do krańca absurdu – może wówczas dostrzegą swoje rozpaczliwe położenie i całą śmieszność upierania się przy substytucie sensu życia , gdy tyle naturalnych powodów na wyciągnięcie ręki… Pozdrawiam.

    • Alvert Jann

      Nie wiem, co napisać, dziękuję po wielokroć.

  • Lara Kot

    Smierc i hedonizm, zarzuca sie ateistom hedonizm ale czy czekanie na wieczne zycie w absolutnym szczesciu nie jest hedonizmem i to w skajnie egoistycznej postaci-zachlannym i agresywym, nie wystarczy tu i teraz musi byc na zawsze, kto normalny jest w stanie zniesc wiecznosc w szczesciu?

  • cyt:Żeby być szczęśliwym i to szczęście oddać trzeba być egoistą, o tym nawet pisze w biblii: „kochaj bliźniego jak siebie samego”

    Rozumiem, że chciałeś być delikutaśny 😀

    Żeby być szczęśliwym i to szczęście oddać trzeba być egoistą, o tym nawet pisze w biblii: „kochaj bliźniego jak siebie samego” Jak nie pokochasz siebie, to jak masz kochać innych? Wszytko, co robimy, to robimy też dla siebie. Nawet gdy za friko pomagamy i jesteśmy maniakami charytatywnymi, też to robimy po części dla siebie, a naszym zyskiem jest dobre samopoczucie i spełnienie jakiejś misji.

    • Alvert Jann

      Częściowo się zgadzam, ale nie do końca. Egoizm ma miejsce wtedy, gdy ewidentnie chcemy osiągnąć korzyść czyimś kosztem, w sposób naruszający dobre obyczaje przyjęte w społeczności, w której się żyje. Nie jest egoizmem dbałość o własne interesy w sposób uczciwy. Jeżeli pomagamy innym, wykonujemy pożyteczną pracę itp., robiąc to także dla siebie, dla własnej satysfakcji, to nie nazywałbym tego egoizmem. Nie zgadzam się też z tymi filozofami i moralistami, którzy uważali, że moralne postępowanie ma miejsce tylko wtedy, kiedy się czegoś wyrzekamy. Jeżeli robimy coś pożytecznego, wzajemnie korzystnego (np. pożyteczna praca, pomaganie innym w zwyczajny sposób), to traktowałbym to jako moralne, a nie egoistyczne. Nie nazwałbym egoizmem robienia czegoś, co jest dobre dla nas i jednocześnie dla innych. Takie pojmowanie ludzi wydaje mi się bardziej realistyczne, a jednocześnie mniej sprzyjające chrześcijańskiemu potępianiu wszystkiego, co nie jest umartwianiem się. Ciekawych spraw dociekamy…

      • Cyt: „Nie zgadzam się też z tymi filozofami i moralistami, którzy uważali, że moralne postępowanie ma miejsce tylko wtedy, kiedy się czegoś wyrzekamy.”

        Tak sobie myślę, że to nie tylko filozofów i moralistów dotyczy. Ten schemat jest całym populacjom wtłaczany do głowy, bo co rząd to każe się obywatelom czegoś się wyrzekać, na coś czekać, poświęcać dla ogółu. I o ile można to zrozumieć od strony ewolucji, instynktów plemiennych, to już nie można tego zaakceptować, w tak zaawansowanej populacji jak dziś..

        Cyt: ” Jeżeli pomagamy innym, wykonujemy pożyteczną pracę itp., robiąc to także dla siebie, dla własnej satysfakcji, to nie nazywałbym tego egoizmem”

        Uważam, że egoizm jest motorem napędzającym, każde nasze działanie. Słowo „egoizm” niestety ma powszechnie zły wydźwięk, a możemy za to podziękować religii. Nie na darmo na terapiach psychologowie kładą nacisk na zrozumienie i wykształcenie u klienta zdrowego egoizmu, coś w tym musi być. 😀

        • Alvert Jann

          Myślę, że „zdrowy egoizm” o jaki tu idzie, to mocna osobowość, to „ja”/ego, które potrafi stanowić/decydować o sobie, nie jest marionetką w rękach innych. Jest to niezbędne. Ale jeżeli jest „zdrowy egoizm”, to jest też chory egoizm, często prowadzący ludzi do katastrofy (to chyba rodzaj psychopatii). Zastanawiam się, jakie inne słowo można znaleźć, o treści podobnej jak „zdrowy egoizm”. Może indywidualizm? Ale indywidualizm też może być zdrowy lub chory.