Szatan. costume-15682_640

Wypędzanie szatana

W Polsce działa ponad stu egzorcystów, oficjalnie powołanych przez biskupów. Zajmują się wypędzaniem szatana z dusz i ciał wiernych. Mają pełne ręce roboty. Najpierw trochę faktów, a na koniec sugestia, w jaki sposób Kościół mógłby pełnić konstruktywną rolę w profilaktyce i terapii choroby psychicznej nazwanej opętaniem (ang. possession – owładnięcie). Do zamieszczenia tego artykułu skłonił mnie nowy film Konrada Szołajskiego „Walka z szatanem”, dokumentalny, bardzo dobry.

Opętanie i egzorcyzmy według Kościoła

Doktryna Kościoła katolickiego jednoznacznie stwierdza, że szatan to osoba i byt realny, żadna tam przenośnia/metafora zła, którego nie brakuje w świecie. Również opętanie to – według Kościoła – stan realny, a nie np. urojenie czy choroba psychiczna. Na czym polega opętanie? Oto dosłownie szatan, który jest osobą, dostaje się do czyjegoś ciała i duszy, i egzorcysta ma go przegonić.

Nie chcę być gołosłowny i posądzony o przesadne przedstawianie stanowiska kościelnego. Oto kilka przykładów:

Na oficjalnym portalu katolickim opoka.org, prowadzonym przez Fundację Konferencji Episkopatu Polski, czytamy w tekście redakcyjnym: „Szatan nie chce, aby o nim pisano. Przeszkadza. Wiedzą o tym zarówno autorzy poważnych teologicznych traktatów, jak i szukający sensacji dziennikarze. Ks. Roman Kempny zmarł, pracując nad tym tematem. Gdy podejmowano temat związany z szatanem, pojawiały się zastanawiające trudności, psuły się urządzenia, komplikowały się relacje międzyludzkie, a czasami następowały bardzo tragiczne wydarzenia. Niewiara w diabła jest jednym z jego sukcesów. Podobnie jak traktowanie go jedynie jako mitu lub symbolu ogólnego zła. Nauczanie Kościoła jest jasne: „Kiedy na zakończenie Modlitwy Ojcze nasz mówimy: »ale nas zbaw ode Złego«, zło o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu, a nie zło w ogólności (Katechizm, pkt. 2851)”.

To sugestywny tekst, może przemawiać do wyobraźni wierzących, o ile są podatni na tego rodzaju przekonania. Co może poczuć po przeczytaniu takich tekstów ktoś wierzący nieco naiwnie, niepewny, lękliwy? Są to teksty podawane przez autorytety kościelne, a nie przez domorosłych świętych lub przez autorów popularnych powieści o czarach. Można poczuć obecność szatana w swoim pokoju, poczuć wzmożony lęk? Sądzę, że kościelni autorzy robią to z premedytacją. Łowią – jak mówi przysłowie – ryby w mętnej wodzie. Takich tekstów jest w kościelnych publikacjach zatrzęsienie.

Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie stwierdza, że egzorcyzmy mają na celu wypędzenie złego ducha, szatana, a szatan to osoba: „Egzorcyzmy maja na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi. Czymś zupełnie innym jest choroba, zwłaszcza psychiczna, której leczenie wymaga wiedzy medycznej. Przed podjęciem egzorcyzmów należy więc upewnić się, że istotnie chodzi o obecność Złego, a nie o chorobę” (pkt. 1673). Obecnie Kościół rozróżnia rzeczywiste opętanie przez szatana i chorobę psychiczną, ale zdecydowanie stoi na stanowisku, że szatańskie opętania istnieją realnie.

Egzorcyści mówią o rzeczywistym wejściu szatana w ciało człowieka i powołują się często na katechezę Jana Pawła II z 13 września 1986 r. Papież powiedział: „W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu”.

Liczne teksty i wypowiedzi przedstawiają opętanie w sposób dosadny i malowniczy. Przytoczę fragment znanego i szeroko kolportowanego wywiadu z egzorcystą kurii białostockiej ojcem Benedyktem Barkowskim. Przeprowadziła go dziennikarka „Gazety Polskiej”, sama nie stroniąca od wiary w opętanie:

„Egzorcysta: – Złego ducha mogą kierować na nas inni. Wrogi człowiek, który chce kogoś skrzywdzić, będzie uparcie prosił diabła, by ten nawiedził jego adwersarza.

Dziennikarka: Czy w ten właśnie sposób urok rzuca się na innego człowieka?

Egzorcysta: – Tak. Rzuca się urok, lub dokładniej przeklina go. Niekiedy takie przekleństwo może objąć całą rodzinę. (…)

Dziennikarka: Czy w opętanym człowieku diabeł jest ciągle, czy przychodzi do niego tylko co jakiś czas?

Egzorcysta: – Oczywiście, że jest. Jednak diabeł potrafi doskonale się maskować, ukrywać. To, kiedy się ujawnia, zależy od sytuacji. Czasem wygodniej jest mu się nie objawiać, cicho siedzieć i ukrywać się.

Dziennikarka: A dlaczego się ukrywa? Boi się czegoś?

Egzorcysta: – By zrozumieć diabelskie myślenie, trzeba uświadomić sobie jedną podstawową sprawę: on myśli odwrotnie niż człowiek. Oznacza to, że dobre rzeczy są dla niego czymś strasznym, a to, co dla niego jest do przyjęcia, dla nas jest okropne. Diabeł nie ma zatem interesu ujawniać się komuś, kto czyni zło, próbuje grzechu. Wprost przeciwnie – siedzi wówczas cicho, aby tylko nie przestraszyć swoją obecnością owego nieszczęśnika”. (…)

Dziennikarka: Czy podczas egzorcyzmu Ksiądz rozmawia z diabłem?

Egzorcysta: – Tak. Rytuał przewiduje zadawanie pytań diabłu, ale jedynie tych, które mogą pomóc uwolnić opętanego człowieka od złego ducha. Nie można wypytywać diabła tylko z ciekawości.

Dziennikarka: Więc o co można go zapytać?

Egzorcysta: – Na przykład o imię.

Dziennikarka: To takie ważne?

Egzorcysta: – Oczywiście, że ważne. Każdy zły duch ma swoje imię. Poznanie go, a później wypowiedzenie podczas egzorcyzmu jest dla diabła ogromnym ciosem. Wtedy wprost wije się z nieszczęścia”.

Takich kwiatków jest mnóstwo. Byłoby to zabawne, gdyby nie było beznadziejnie głupie i jednocześnie szkodliwe. Przeczytałem wiele wypowiedzi egzorcystów i muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się aż takiej ciemnoty i prymitywizmu. To mocna ocena, ale trafna i nie formułowana pochopnie. Nasuwa się natomiast ważny wniosek. Nie powinno się egzorcystom powierzać tak ciężkich przypadków chorób psychicznych, jakimi są tzw. opętania. Mogą chorym bardzo zaszkodzić. Sądząc po wypowiedziach, egzorcyści sami wymagają leczenia. Ale egzorcyści to tylko pionki. Odpowiedzialność spada na kościelnych hierarchów, także na kościelne uczelnie.

Na wydziałach teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zagadnienie egzorcyzmów i opętania jest ciągłym przedmiotem prowadzonych tam rzekomo naukowych badań. Ale łatwo można zauważyć, że „badania”, kształcenie i dydaktyka w zakresie opętania i egzorcyzmów mają tylko jeden cel, i innego mieć nie mogą. Jest nim umacnianie wiary w osobowego szatana, opętanie i egzorcyzmy.

Nie ma innej możliwości, cały KUL i tzw. wydziały kościelne na UKSW poddane są ścisłemu nadzorowi ze strony władz kościelnych, muszą statutowo przestrzegać doktryny Kościoła. A ta nakazuje wiarę w szatańskie opętanie i egzorcyzmy. Zatrudnienie tam wymaga (według statutu i obowiązujących przepisów) akceptacji przez władze kościelne, a w przypadku profesorów – zatwierdzenia aż przez watykańską Kongregację Wychowania Katolickiego.

Paranoja „opętania” panuje więc od góry do dołu. Radosna twórczość profesorów, doktorów i magistrów kwitnie, przybywa publikacji, odczytów, rozwija się dydaktyka. W programie studiów na Wydziale Teologii KUL znajduje się temat: „zniewolenie szatańskie i egzorcyzmy”. Skoro Kościół uznaje oficjalnie opętania, temat musi być w programie. Nie można kwestionować paranoicznych wyobrażeń, obowiązuje wierność doktrynie kościelnej. Pisane są prace magisterskie. Jakie? Oto informacja dostępna na portalu UKSW:

Tytuł pracy magisterskiej: „Egzorcyzmy jako narzędzie walki Kościoła z szatanem. Studium teologiczno-moralne w świetle współczesnej literatury przedmiotu”.

Streszczenie: „Szatan i jego działanie stanowi przedmiot analizy wielu dziedzin wiedzy, w tym szczególnie teologii. Aktualność aktywności szatana we współczesnym świecie, a nawet jej charakterystyczne nasilenie, domaga się ciągłego analitycznego pochylenia się nad tym fenomenem. Rzeczywistość ta stała się problemem badawczym niniejszej pracy. Nie ma ona na celu demonizowania wszystkiego, co nas otacza, wyszukiwania sensacji, czy wzbudzania strachu u odbiorcy. Jest próbą analitycznego poznania prawdy i stwierdzeniem o istnieniu problemu z szatanem oraz jego „aniołami”. Praca ta podejmuje teologiczną analizę faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności. Tak określony problem koncentruje się na walce Kościoła z szatanem i jego działaniem przy pomocy szczególnego środka, jakim są egzorcyzmy, który w dzisiejszym świecie wzbudza trwogę, ciekawość lub obojętność”.

Urocze i przedziwne jest w tej pracy pomieszanie materii, jakby technika kontrapunktu. Z jednej strony deklaruje się analizą faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności, a z drugiej – wiarę w osobowego szatana i walkę z nim za pomocą kościelnych egzorcyzmów. Sądzę, że w streszczeniu tym ujawnia się doskonale głęboki konflikt między kulturą współczesną a kulturą głębokiego średniowiecza, do której należy wiara w opętanie przez szatana. Autor zapewnia, że nie chce demonizować, wzbudzać strachu i trwogi. A co chce? Chce napisać pracę magisterską na bałamutny temat, a kościelne uczelnie to umożliwiają.

Wydziały teologii istnieją także na sześciu uniwersytetach państwowych, finansowane z budżetu państwa.

Choroba psychiczna

Międzynarodowa klasyfikacja chorób WHO wymienia zaburzenie transowe i opętaniowe (trance and possession disorder) jako chorobę psychiczną. Mieści się w tej kategorii także poczucie opętania (owładnięcia) przez diabła. Nie uznaje się tzw. rzeczywistego opętania człowieka przez szatana. Psychiatria jest tu zdecydowanie sprzeczna z religią katolicką i niektórymi innymi. Według psychiatrii chory ma poczucie (!), że owładnęły nim szatańskie moce – na tym polega jego choroba. Natomiast Kościół z uporem twierdzi, że są przypadki, kiedy to szatan rzeczywiście opętuje. W efekcie egzorcyzmów – jak przekonuje Kościół – szatan jest skutecznie wypędzany.

Jak wygląda choroba opętaniowa? Jakie są jej przyczyny? Choroba charakteryzuje się czasową utratą dotychczasowego poczucia osobistej tożsamości i normalnej świadomości. Chory ma poczucie, że owładnęła nim jakaś zewnętrzna siła. W przypadku osób religijnych może być przekonany, że to szatan. Choroba wiąże się z czasowymi atakami/wybuchami niekontrolowanych zachowań, ruchów, krzyków, agresji, halucynacji. Osoby przekonane, że są w mocy szatana, często agresywnie reagują na symbole religijnie. Mogą słyszeć głosy nakazujące im czynić zło. Choroba ujawnia elementy histerii, transu, psychozy, schizofrenii, paranoi.

Przyczyny tych stanów mogą być bardzo różne. Z jednej strony w grę wchodzi podatność czy swoista nadwrażliwość psychiczna. Z drugiej – życiowe trudności, z którymi chory nie mógł sobie poradzić, traumatyczne wydarzenia i nieszczęścia. Może to prowadzić do poważnych zaburzeń, a u osób religijnych rodzić poczucie opętania przez szatańskie moce.

To, co widzimy, rzekome opętanie, jest objawem procesów zachodzących w ludzkiej psychice/umyśle. Według psychiatrii poczucie owładnięcia przez szatana to przypadek absorpcji religijnej, tj. pochłonięcia przez religijne wyobrażenia aż do stanu chorobowego. Ludzie różnią się znacznie między sobą podatnością na absorpcję i urojenia. Czasami ta podatność jest tak duża, że prowadzi do choroby psychicznej.

Kościół wśród przyczyn umieszcza szatana. Można powiedzieć, że egzorcysta, Kościół i chory doświadczają tych samych urojeń.

Dodajmy, że efektem procesów absorpcji, zachodzących w mózgu/umyśle osób głęboko religijnych, bywa poczucie mistycznego kontaktu z bogiem, a także patologiczne przypadki religijności.

Skuteczność egzorcyzmów

Głównym argumentem, przytaczanym często na rzecz realności szatańskich opętań, są przypadki skuteczności egzorcyzmów. Można usłyszeć: ale przecież egzorcyzmy są skuteczne. Zaznaczmy najpierw, że egzorcyzmy dość rzadko są skuteczne, nie można pochopnie uogólniać. A po drugie, skuteczność egzorcyzmów nie polega na tym, że egzorcysta rzeczywiście wygania rzeczywistego szatana. Psychiatria jednoznacznie wskazuje, że mamy tu do czynienia z działaniem sugestii. Opętanie to choroba psychiczna, w której wiara religijna, sugestia i autosugestia odgrywają szczególnie dużą rolę. Jeżeli psychicznie chory głęboko wierzy, że opętał go szatan, to jest też w stanie uwierzyć, że egzorcyzmy, moce boskie, uwolnią go od złych mocy. Inaczej mówiąc, zachodzi tu tzw. efekt placebo. To tak, jakbyśmy komuś nadmiernie pobudzonemu podali pastylkę zawierającą mąkę, a on wierzy, że dostaje skuteczny środek farmakologiczny. Wielu ludzi, podatnych na sugestię, poczuje się znacznie lepiej. Skuteczność sugestii potwierdzają liczne eksperymenty, chociaż oczywiście nie zawsze sugestia działa.

W przypadku rzekomego opętania chory zawdzięcza Kościołowi swoje chorobliwe wyobrażenia. I Kościół czasami może go od tych wyobrażeń uwolnić. Koło się zamyka, błędne koło. Lepiej byłoby, żeby Kościół zrezygnował ze swoich interpretacji „opętania”, przestał je głosić, i co najwyżej pomagał psychiatrom w uzasadnionych przypadkach (np. kiedy psychiatra uzna, że odprawienie modłów przez księdza jest pożądane). Kościół z uporem nie chce zrezygnować z propagowania swoich interpretacji, szkodliwych w rezultacie, bo często pobudzających i nasilających stany chorobowe.

Szkodliwość egzorcyzmów

Egzorcyzmy rzadko dają pozytywny skutek, sami egzorcyści mówią o trudnościach, nawrotach opętania, konieczności długotrwałego kontaktu z opętanym. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że egzorcyzmy często szkodzą, pobudzają i utrwalają chorobę, powodują stany krytyczne, niebezpieczne.

Notuje się przypadki silnych wybuchów histerii i agresji na widok kapłana-egzorcysty, krzyża, religijnych akcesoriów, obrazów, wody święconej, którą egzorcysta podczas rutynowych rytuałów kropi chorego. W ten sposób chory wyładowuje tłumioną w sobie agresję, mającą różne podłoże, ale głęboka wiary w szatana sprawia, że jest ona zgodna z wyobrażeniem o tym, jak szatan postępuje. Nie ma co się dziwić tym zachowaniom, dopiero w szpitalach psychiatrycznych możemy poznać prawdę o umyśle człowieka i jego patologiach.

Egzorcyści w tych agresywnych zachowaniach widzą potwierdzenie, że szatan rzeczywiście owładnął chorym. To obłędny wniosek. Chciałoby się powiedzieć, boże zlituj się nad swoimi orędownikami i uwolnij ich od tych urojeń. O ile chorym trzeba współczuć, to egzorcystów i Kościół trzeba krytykować, obnażać fałszerstwo.

Sygnalizowane czasami takie zachowania chorych, jak niespotykana siła fizyczna, są znane z innych sytuacji, np. w przypadku silnego poczucia zagrożenia życia. Reakcja organizmu bywa wtedy „nadludzka”, wydziela się niespotykana ilość adrenaliny, dają o sobie znać mechanizmy mobilizujące organizm do niezwykłych działań. Wszystkie te efekty (także tzw. mówienie językami, halucynacje, doświadczenia mistyczne) można osiągnąć za pomocą środków farmakologicznych. Nie trzeba szatana ani boga.

Obecnie Kościół w swoim nauczaniu szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka. M.in. za sprawą Kościoła liczba opętanych w Polsce rośnie. Kościół „leczy” opętanych, a jednocześnie ich produkuje. Przypomina strażaka, który podpala po to, by mieć co gasić.

Warto podkreślić znaczne podobieństwo między niegdysiejszą wiarą w czary i czarownice, a dzisiejszą wiarą w opętanie i egzorcyzmy. Kościół nauczał, że istnieją czarownice, które mają konszachty z diabłami. Wierzono w czary i czarownice. Skoro tak, w społeczeństwach o zakorzenionej religijności rzekome czarownice się pojawiały. Nieszczęsne kobiety pod wpływem różnych okoliczności i urojeń były przekonane, że są w kontaktach z szatanem. Procesy czarownic były czymś oczywistym i kończyły się dla nich często tragicznie.

Na szczęście pod wpływem Oświecenia Kościół utracił możliwość wytaczania procesów. Ale nie łudźmy się, gdyby mógł, to by chciał. Można zauważyć, że skoro Kościół zrezygnował z nauczania o czarownicach, czarownic jest mniej. Byłoby lepiej, gdyba dziś zaczął nauczać, że tzw. opętania to wyłącznie choroba psychiczna. Straciłby jednak jedną z dziedzin swej działalności i wpływów.

Czego powinniśmy wymagać od Kościoła

Działalność egzorcystów jest zbędna i Kościół nie powinien ich powoływać. Nie powinien też nauczać, że rzeczywiste diabelskie opętania mają miejsce. W uzasadnionych wypadkach ksiądz mógłby, pod kierownictwem psychiatry, pomagać w leczeniu choroby, o ile psychiatra uzna to za wskazane. Ksiądz nie powinien występować jako egzorcysta, lecz tylko jako kapłan. Nie powinien potwierdzać opętania swoją obecnością. Powinien swym autorytetem zaświadczać choremu, że nie jest opętany, tylko chory.

Warto spojrzeć szerzej. Kościół musi wiele zmienić w swej działalności, by przestać być ostoją obskurantyzmu, ciemnoty, zabobonu. Sprawa szatańskich opętań i egzorcyzmów to przykład ciemnej strony Kościoła. Powołując egzorcystów Kościół kompromituje siebie. Swoimi naukami szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka.

W jaki sposób Kościół mógłby uzasadnić rezygnację z głoszenia wiary w opętanie i egzorcyzmy? Teolodzy mówią, że według Ewangelii sam Chrystus wypędzał demony z opętanych, Kościół nie może więc odstąpić od tych nauk i praktyk. Sądzę, że to żaden problem. Przez wieki Kościół wypracował sposoby wycofywania się z absurdalnych poglądów i dziś nie twierdzi, że bóg stworzył świat dosłownie w ciągu sześciu dni. Powinien ogłosić, że w tamtych czasach były to przekonania i praktyki odpowiadające mentalności ludzi, nie było też psychiatrów i dzisiejszych metod terapii. Natomiast dziś trzeba korzystać z terapii psychiatrycznej, a nie z egzorcyzmów.

Spotkać można pogląd, że jeżeli Kościół zrezygnowałby z egzorcyzmowania, rozrosłoby się podziemie egzorcystyczne. To nieprzekonujący argument na rzecz utrzymania obecnego stanu rzeczy. W dzisiejszej Polsce jasne opowiedzenie się Kościoła przeciw wierze w opętanie i egzorcyzmy powodowałoby stopniowe ograniczenie przypadków tej choroby.

Rezygnując z egzorcyzmów Kościół uczyniłby krok w kierunku myślenia racjonalnego. Obecnie teolodzy powtarzają, że ich wiara jest racjonalna, a wspierają wierzenia, które mają charakter paranoiczny i irracjonalny. Wspierają praktyki rodem ze starożytności i średniowiecza, która nie powinny obecnie mieć miejsca. – Alvert Jann

*Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Na blogu znajduje się w tej chwili dziesięć artykułów.

* O sobie piszę w: „Jak zostałem ateistą. Część 1” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jak-zostalem-ateista-czesc-1/

  • Krzysztof Gadomski

    Bardzo ładny artykuł, przystępnie opowiadający o „oczywistych oczywistościach”.
    Mam jednak jedną pretensję do autora. Dlaczego zalecasz Kościołowi reformowanie się i zmiękczenie stanowisk w różnych nieprzystających do współczesności kwestiach? Wszak im bardziej obskurancki i ortodoksyjny będzie Kościół, tym upadek jego bliższy, a chyba na tym powinno nam zależeć. Mogę zrozumieć troskę o losy „opętanych”, którzy wpadną w łapska egzorcystów, ale czymże jest ta ofiara, w stosunku do ofiary, jaką są miliardy oszukiwanych wiernych. Może się zresztą mylę. Może źle oceniam, co spaja, a co rozsadza tę największą z mafii…
    Przepraszam za tę krytykę (sam felieton naprawdę mi się podoba), a także za mało elegancką formę bezpośredniego zwracania się do nieznajomego (zostałem do tego niejako przymuszony zwyczajami tu panującymi).

    • Alvert Jann

      Można spokojnie doradzać Kościołowi to i owo, na pewno nie posłucha ateistów. Rozsądne rady, które Kościół z uporem odrzuca, podważają – jak sądzę – jego autorytet w oczach przeciętnych katolików.
      Co do form zwracania się, powinniśmy preferować bezpośredniość. Nieodpowiednie byłoby w szczególności per „Wasza Wielebność”.

      • Krzysztof Gadomski

        A więc, Wasza Niewielebność, życzyłbym sobie, abyś miał rację, choć obawiam się, że przeceniasz prymitywność i zadufanie w sobie tych czarnych mafiosów. Wszak bydlaki panują w Europie niepodzielnie od ponad półtora tysiąclecia, a teraz jeszcze ten cholernie zmyślny Franciszek psuje tę całą niechęć cywilizowanego świata, którą święty Wojtyła z mozołem budował.
        Może jednak nasze katabasy rzeczywiście w większości są matołami…
        Z tą nadzieją pozostaję i pokłon Waszej Światłej Niewielebności oddaję.

  • W całej tej sprawie pomija się fundamentalny moim zdaniem problem, jakim jest kondycja psychiczna egzorcysty, bo z tego wywiadu wynika, że szamani słyszą głosy i rozmawiają z nimi.

    „Dziennikarka: Czy podczas egzorcyzmu Ksiądz rozmawia z diabłem?
    Egzorcysta: – Tak. Rytuał przewiduje zadawanie pytań diabłu, ale jedynie tych, które mogą pomóc uwolnić opętanego człowieka od złego ducha. Nie można wypytywać diabła tylko z ciekawości.”

    Miałem takiego znajomego narkomana, który jak się naćpał, to grał z kolegami w brydża, problem jednak był taki, że kolegów nie było. Karty rozdane, herbatka przy każdym miejscu z nierówną zawartością płynu i na puli wziątki. Licytację i odzywki prowadził znajomy, na moją delikatną sugestię, że chyba koledzy poszli do kibla, popatrzał się na mnie, jak na nie przymierzając czubka i powiedział, żebym nie przeszkadzał oraz nie próbował zaglądać innym w karty.

    • Krzysztof Gadomski

      Cholera… A ja tyle gram w brydża. Ciekawe z kim.

  • dama z gaśniczką

    Jednego nie rozumiem z tego wywiadu. Skoro diabeł ma myślenie inne od człowieka i na usilne prośby złego człowieka, w celu odwiedzenia jego adwersarza za karę, będzie taki sympatyczny i ugodowy, by spełnić prośbę tego nieszczęśnika, w którym też siedzi cicho, by go nie przestraszyć?
    Moim zdaniem wtedy właśnie powinien się objawić sadyzm diabła i zdecydowane odrzucenie współpracy.

    • Krzysztof Gadomski

      Niezbadane są ścieżki, po których Pan nasz chadza, a przecież to on tak naprawdę decyduje. Jako megastworzyciel, stworzył i diabła, no nie? Ludzi stworzył i ich potem masowo zabijał. Diabła nie zabił. Ma jakiś zamysł i nic nam do tego. Nie próbuj więc szukać racjonalności. Najlepiej żadnej.

      • dama z gaśniczką

        Już nie próbuję szukać. Wyjaśniłeś mi w sposób, który całkowicie rozwiał moją chwiejbę.
        Teraz wiem, że niezadbane są ścieżki tego Pana, które cierniem są pozaplatane i panoszą się na nich dzikie chaszcze.

        • Krzysztof Gadomski

          Pałam zazdrością, albowiem zaprawdę powiadam Ci, że z tego co piszesz, jasno wynika zbadanie przez Cię tych ścieżek. W końcu skąd wiedziałabyś, że są aż tak niezadbane.
          Tym samym wyjaśnia się, czemu jesteśmy tak pokaleczeni (przynajmniej ja)

          • dama z gaśniczką

            A tak, ciągałam się po tych ścieżkach. Przyznam ze wstydem, że chciwość mnie zwiodła. Rozpoczęłam grę, której pomyślne ukończenie zapewniało wieczne wczasy na koszt budowniczego tej drogi. Ta wirtualna przecież, przygoda, kosztowała mnie bardzo drogo, bo wkrótce okazało się, że właściciel ścieżki nie stosuje zasad fair play, bo im dalej na niej, tym gęściej najeżona zasadzkami z cierni, od których robiły się jakieś paprające się zastrzały, a na dodatek co raz to częściej słychać było w pobliżu ścieżki tętent jakiegoś dwunożnego kopytnego, którego nigdy nie widziałam, ale inni amatorzy tych wywczasów zapewniali, że widzieli go i wiele przez niego wycierpieli. Gdy depresja zamieszkała we mnie, jedna pani ze współgraczy, która jest psychologiem [nadal :)], powiedziała, że to nie deprecha, a egzorcysty od dominikanów mi trzeba, tak profilaktycznie, bo objawy depresyjne powoduje szatan, który popycha do samobójstwa.
            Na moje szczęście spotkałam ludzi, którzy byli zupełnie z innej gry – tej gry, która odbywa się w realiach, a sposób prowadzenia ich życia był dla mnie bardzo przejrzysty i dawał najważniejsze dla mnie w tamtym czasie – zaufanie do samej siebie, którego posiadanie w poprzedniej grze trzeba było odrzucić.
            Szybko pojęłam, że ten, o którym tamci mówili per szatan, to po prostu moje niekontrolowane wtedy i uwarunkowane ego. Tak po prostu ego…
            Kurde, gra to była całkiem jakby wirtualna, ale pokaleczenia jak najbardziej realne, bo nie zakończyła się jak inne gry wirtualne z chwilą wyjścia z nich.

          • Krzysztof Gadomski

            O rany. Jeśli nawet damie uchodzi rąbek gaśnicy uchylić, to i ja się troszkę odkryję. Ze wstydem muszę przyznać, że okoliczności życiowe doskonale współgrały z mym lenistwem i żadnej walki z baśniami nie musiałem toczyć. Już w mocno szczenięcym wieku byłem cholernie podejrzliwy. Mój krytycyzm nie był nigdy poddawany ciężkiej próbie w postaci nachalnego szamaństwa, ani nawet presji rodziny, więc nawet te nieliczne neurony dały radę oczywiste wnioski wyciągnąć.
            Gratuluję zwycięstwa. Moje okaleczenie jest właśnie mało realne, bo polega wyłącznie na tym, że rany, które hochsztaplerzy zadają innym, odczuwam trochę jako swoje, co jest paranoją, bo przecież większości tych bliźnich nie znoszę. Może gdyby byli mniej poranieni…

          • dama z gaśniczką

            A mnie tak normalnie po ludzku szkoda tych ludzi, mimo że potrafią być bardzo uciążliwi. Współczucie mam właśnie z autopsji, bo jak można się złościć, że ktoś wykazuje objawy danej jednostki chorobowej i np. przy zapaleniu oskrzeli bezczelnie kaszle? Nie potrafię i niechcę jednak wykazywać pobłażania dla tych złodziejów ludzkich żyć, którzy poprzebierani w kobiece suknie i idiotyczne czapki uparcie i chamsko infekują społeczeństwo hodowaną przez siebie zarazą.

          • Krzysztof Gadomski

            Oczywiście masz rację, ale nie każdy może być Damą. Choćby ja, mimo że posłanka Kempa twierdzi, że genderyści mnie do tego wręcz zachęcają.

          • dama z gaśniczką

            Widocznie sama kiedyś skorzystała z tej oferty, powodowana głupią ciekawskością i teraz jest sfrustrowana, bo w ciele kobiety jest mu nie na rękę, co widać, słychać i czuć.