ISKK

PILNE! Nowa prawda objawiona!

ISKK

Świecka Polska

ISKK (Instytut Statystyk Kościoła Katolickiego) 4 stycznia bieżącego roku na konferencji ogłosił nową prawdę objawioną, którą Świecka Polska przedstawia w równaniu:

28 = 40 > 50

Zanim połamiecie sobie głowy na zrozumieniu tego matematycznego zapisu przypomnę, że Kościół, czy raczej wiara ma tyle wspólnego z logiką co nietoperz z ptakiem. Niby ma skrzydła, więc łatwo się pomylić.

Księga Kapłańska:

(13) Spośród ptaków będziecie mieli w obrzydzeniu i nie będziecie ich jedli, bo są obrzydliwością, następujące: orzeł, sęp czarny, orzeł morski, (14) wszelkie gatunki kani i sokołów, (15) wszelkie gatunki kruków, (16) struś, sowa, mewa, wszelkie gatunki jastrzębi, (17) puszczyk, kormoran, ibis, (18) łabędź, pelikan, ścierwik, (19) bocian, wszelkie gatunki czapli, dudek i nietoperz. 

Niby ochroniarze słowa bożego pieklą się, że to zły przekład, bo tak naprawdę chodziło o insekty, ale czy ich Pan nie mógł przypilnować, żeby się tłumacz nie rąbnął? A tak ateiści mają kolejny powód do śmiechu.

Wróćmy jednak do współczesności i powyższego równania. Nie trzeba sięgać do mitologii przecież, aby się pośmiać.

Co roku w jedną październikową niedzielę odbywa się liczenie wiernych. Zamiast jednak ogłosić liczby bezwzględne, Kościół wymyślił sobie wskaźniki – dominicantes (obecność na mszy) i communicantes (przyjmujących komunię). Pisałam o tym w zeszłym roku, i powtarzać będę co roku, bo nawet ateiści ulegają kościelnej propagandzie.

 A oto wzór:

D = Uc/Zo * 100

D – dominicantes, Uc – uczestnicy mszy, Zo – zobowiązani do uczestniczenia w mszach, do których Kościół zalicza dzieci powyżej 7 roku życia i nie zalicza osób starszych i chorych. Przyjęto, że 18% katolików może sobie spokojnie olać cotygodniowe bieganie do kościoła. Reszta, czyli 82% to ci biedni zobowiązani. Katolicy mają OBOWIĄZEK chodzenia na msze. Podkreślam, bo nie wiem, czy katolicy to wiedzą.

Ogłoszono na konferencji, że wskaźnik dominicantes na 2015 r. wynosi 39,8% a communicantes 17%. Rok wcześniej było to 39,1% i 16,3%. O raju! Zaliczyli wzrost! A co podają nam media? 40% Polaków chodzi na msze! Nie ZOBOWIĄZANYCH, tylko POLAKÓW. A czym karmią nas władze czy po prostu zwykli katolicy? Większość Polaków to ludzie wierzący! Stąd w równaniu Świeckiej Polski 40 > 50.

Natomiast różnica pomiędzy POLAKAMI a ZOBOWIĄZANYMI KATOLIKAMI jest kolosalna. Do tego stopnia, że zmienia całkowicie obraz społeczeństwa polskiego, i wybija z rąk fundamentalistów katolickich broń, czyli główny argument, którym posługują się na co dzień, próbując sankcjonować swoje szczególne znaczenie, wymagania czy wręcz żądania.

A oto dowód, czyli skąd w równaniu Świeckiej Polski wzięła się liczba 28?

Według ISKK w Polsce mieliśmy w 2015 r. 32 666 664 katolików (wszyscy ochrzczeni). 82% zobowiązanych to 26 786 648. Spośród zobowiązanych na mszę przyszło (jak pokazuje wskaźnik dominicantes) 39,1 %, czyli 10 661 086.

Tymczasem według Rocznika Statystycznego 31.12.2015 r. Polaków mieliśmy 38 437 000. Kiedy wstawimy tę liczbę (wszystkich Polaków) do wzoru na obliczenie wskaźnika dominicantes, czyli:

38 437 000/10 661 086 * 100 = 27,73% (w zaokrągleniu 28%)

wychodzi, że na obowiązkowe msze chodzi niecałe 28% POLAKÓW. Już rozumiecie dlaczego 28 = 40>50? Prościej wyjaśnić tego się nie da. Trochę mała ta większość, która do tego bezczelnie dyktuje nam niemal każdego dnia co i jak mamy robić, co mamy myśleć i jak żyć.

Świecka Polska wystąpiła do mediów z żądaniem sprostowania fałszywych informacji, jakoby 40% Polaków uczęszczało na msze. Kłamstwo to rozpowszechnia również sam ISKK, na którego stronie można przeczytać:

W ostatnich latach obserwuje się względną stabilizację poziomu praktyk niedzielnych Polaków. Od 2009 r. około 40% Polaków uczestniczy regularnie w niedzielnej Eucharystii (…). Źródło

Gorąco polecam tekst Zbigniewa Szeteli na www.swieckapolska.pl

Udostępniajcie ten tekst, czy tekst Zbyszka, bo przecież

PRAWDA NAS WYZWOLI 🙂 

.

MARTA

„Marta i lekcja religii”

MARTAJako matka ateistka, wychowująca dzieci zgodnie z moimi przekonaniami w kraju jakby nie było katolickim, ciągle spotykałam się i nadal spotykam z nie lada problemami, czy wyzwaniami.

Jak wytłumaczyć dzieciom, że jesteśmy „inni”?

Dlaczego nie chodzą na lekcje religii jak wszystkie dzieci?

Dlaczego w szkołach wiszą krzyże i czy można coś zrobić, żeby je zdjąć?

Dlaczego krzyż uważany jest za symbol państwa polskiego?

Co odpowiedzieć koleżance, która twierdzi, że z powodu niewiary będą smażyć się w piekle?

Jak się zachować, kiedy najlepsza przyjaciółka radzi, aby gorąco modlić się do Boga, który pewnie wybaczy w końcu wszystkie grzechy a może nawet zdoła pokochać?

Dlaczego ich rówieśnicy twierdzą, że aborcja, in-vitro, homoseksualizm czy ateizm to zło, któremu trzeba się przeciwstawiać?

Nieskromnie sądzę, że poradziłam sobie dobrze wychowując dwoje mądrych, otwartych, akceptujących różnorodność, pewnych siebie i swoich przekonań młodych ludzi. I dałam radę bez tytułowej Marty, choć nie ukrywam, że miło by było również dzięki lekturze pokazać moim dzieciom, że są podobne rodziny do naszej i dzieci wychowywane w tym samym duchu, co one.

Autorka Agnieszka Abemonti Świrniak, nauczycielka, tłumaczka, publicystka (pisze w tygodniku „Faktycznie”), redaktorka naczelna „Nieco-dziennika Etycznego”, laureatka Kryształowego Świecznika (za wkład w budowę świeckiego państwa) oraz Ateistka Roku 2016 (tytuł przyznany przez Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego) tak pisze o swojej książce na łamach Racjonalista.tv:

Jedyna jak na razie otwarcie świecka/ateistyczna postać literacka dla dzieci, Marta, narodziła się trzy lata temu w mojej kuchni. Przyszło mi coś do głowy, przyniosłam laptopa, usiadłam pod oknem i zaczęłam pisać. Tak było naprawdę. Jej pierwowzorem, odpowiem z góry na to pytanie, nie jest moja własna córka, choć bez wątpienia, wychowana poza wszelaką wiarą, a stykająca się z wieloma, ma podobne do Martowych przemyślenia – (Źródło)

Z dumą informuję, że Polski Ateista jest jednym z patronów Marty, wśród takiego grona, jak: Etyka w Szkole, Nieco-Dziennik Etyczny, Fundacja Wolność od Religii, Fundacja im. K. Łyszczyńskiego, Tygodnik Faktycznie, Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, Racjonalista TV.

Książka do kupienia na Allegro TUTAJ

20160925_114319

W tygodniku „FiM” piszą…

20160925_114319

W piątek ukazał się kolejny nr „Faktów i Mitów” a w nim m.in.:

  • Magdalena Finn o polskich sądach – grzechach sądownictwa i fatalnych sędziach.
  • Andrzej Kropek o prywacie plus:

„Dygnitarze PiS na pokaz modlą się pod figurą, a diabła mają za skórą! Właśnie wyszło kolejne szydło z worka (uwaga, nie mam na myśli striptizu bieżącej szefowej rządu). Premier herbu „Broszka”, na polecenie samozwańczego „naczelnika państwa” Kaczyńskiego, szybko zepchnęła z posady ministra skarbu Dawida Jackwiewicza.”

oraz o rodzicach bez serca, czyli tych, którzy unikają płacenia alimentów na własne dzieci:

„Ściągalność alimentów w Polsce wynosi 11-22%, 300 tys rodziców nie płaci alimentów, MILION dzieci nie otrzymuje zasądzonych alimentów, 330 tys dzieci wspiera Fundusz Alimentacyjny.”

  • Jerzy Dolnicki o tym, co PiS wyrabia z sądami:

„Tego rodzaju „równość wobec prawa” przerabialiśmy w Polsce ostatnio w czasach stalinizmu. Te czasy mają powrócić za sprawą wycierających sobie gębę prawem, a także sprawiedliwością. Gdyby tak się stało, to wskazani przez PiS będą w sądach wygrywać, a reszta Polaków dostanie w tyłek.”

  • Katarzyna Angis o bezkarnych alimenciarzach. Szczególnie dla kobiet i to o mocnych nerwach:

„Bartek jest z „zawodu” prokurentem. Jeździ drogimi samochodami, mieszka w luksusowym apartamencie w modnym rejonie Warszawy. Piotr jest z zawodu „cierpiarzem”: żyje z opisywania swoich kolejnych nałogów i krytykuje państwo za brak wsparcia dla takich jak on. Paweł jest popularnym publicystą lewicowym: obrońcą praw mniejszości i zadeklarowanym feministą. Marek utrzymuje się z „krytyki systemu” i ma ambicję stać się najpopularniejszym obrońcą proletariatu. I jeszcze Mateusz – żyje z obrony demokracji. To nie są fikcyjne postacie – choć imiona niektórych zostały zmienione. Łączy ich to, że nie płacą alimentów na własne dzieci!”

  • W dziale „Nauka i technologia” redagowanej przez Jakuba Kacprzaka jedna z najciekawszych dla mnie informacji:

„Kolejne badania (…) potwierdziły tezę, że inteligencję człowiek dziedziczy po matce. (…) Naukowcy podkreślają jednak, że wysokość IQ jest zależna od genów w 50 procentach. Na pozostałą część decydujący wpływ mają: środowisko, w którym dziecko się wychowuje, dieta, styl życia.”

Kiedy weźmiecie pod uwagę, że sama wychowałam mojego syna, zrozumiecie, dlaczego nie w 50 procentach a w 100 się z tym zgadzam 🙂

  • Samuel Grohman o tym, że imigranci nie marzą o naszym kraju. To akurat chyba oczywiste dla każdego myślącego człowieka. Skora nam nie żyje się łatwo, jak miałoby się tu żyć im?
  • Dariusz Kędziora w dziale „Heretykon” pisze o burkinistkach atakujących na plażach a młodzi ateiści w wieku od 15 do 21 lat piszą o tym, co dla nich oznacza antyklerykalizm.
  • Piotr Gadzinowski o tym, że Polska szykuje się do wojny:

„Zachód jak zawsze pomoc obieca, ale spasionego dupska nie ruszy. A oni podpalą nam dom, Suwałki od macierzy oderwą, resztę kraju podzielą i jeszcze prawo szariatu zaprowadzą. A potem ich mężczyźni zgwałcą nasze kobiety. A ich kobiety zaleją nas swoimi dziećmi. I jeszcze warszawską świątynię Opatrzności Bożej na okazały meczet przerobią.”

  • Igor Suchan o tym, skąd się wzięła polskiej bieda.
  • Agnieszka Barbara Bednarz żartobliwie o szkodliwych bajkach dla dzieci:

„Brzydkie Kaczątko. Kaczki, a kaczątka w szczególności, nie mogą być brzydkie! Potwierdzi to każdy entuzjasta PiS. Są piękne i kochane. Oczywiście oprócz kaczora Donalda.”

  • Daniel Tokar o tym, kto ile ugrał na filmie „Smoleńsk”.
  • Artur Cecuła w cyklu „Niewierzący w Polsce” o Stanisławie Lemie.
  • Joanna Senyszyn o świętych:

„Kościół coraz częściej czyni świętymi niegodnych nawet miana człowieka. Jakim wzorem do naśladowania ma być obłąkana sadystka, psychopatyczny masochista, obrońca pedofilów czy całe zastępy zwyczajnych szaleńców?”

Gorąco polecam!

woman-1566154_1920

7 powodów dlaczego wygodniej nie wierzyć :-)

woman-1566154_1920Na tym portalu pojawił się wpis z zaprzyjaźnionej, nowo narodzonej strony www.szurumburum.pl pt.: „7 powodów, dlaczego wygodniej wierzyć”. Tekst TUTAJ. Nie mogłam oczywiście przejść nad nim obojętnie.

Oto 7 powodów, dlaczego wygodniej nie wierzyć:

1. Niedziela przestaje być kłopotliwym dniem. Ateista (zakładając, że ma wolne niedziele) robi co chce, albo cały dzień chodzi w pidżamie, albo robi sobie wypad z rodziną np. do jakiejś galerii handlowej, póki jeszcze są otwarte w niedzielę. Katolik jest zobowiązany do uczestnictwa w niedzielnych mszach. Słowo daję, katolik po prostu musi! A że klepać w kościele zdrowaśki chodzi tylko nieco ponad 27% tych zobowiązanych, to już nie problem ateisty. Co najwyżej powód do żartów.

2. Święta katolickie – podczas gdy katolickie kobiety uwijają się, jak w ukropie już na tydzień przed, żeby wypucować mieszkania, zrobić mega zakupy, przygotować potrawy, które rodzina będzie wpierniczać jeszcze tydzień po świętach, ścigając się z procesem gnilnym; ateiści spokojnie czekają na zaproszenia od wierzących członków rodziny. Bo to świetna okazja na spotkanie, przeżarcie się i wypicie morza wódki ze swoimi bliskimi. Później ateista wraca do domu i kładzie się spać a katolik… sprząta po świętach.

3. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz – ateista dobrze o tym wie. I choć nie brak wśród nas takich, którzy winą za niepowodzenia potrafią obarczać swoich rodziców, rzekomo nieprawdziwe plotki rozsiewane oczywiście przez fałszywych znajomych, polityków, czy po prostu pecha, to przynajmniej żaden z nas nie wierzy w to, że jakiś stary ramol z długą brodą siedzący na chmurce, bawi się z nami w kotka i myszkę. Co więcej, nie tracimy czasu na próby nadprzyrodzonego kontaktu z tą wyimaginowaną postacią rodem z filmów fantasy, tylko bierzemy sprawy w swoje ręce, tudzież w najgorszym wypadku czekamy na to, co przyniesie nam los.

4. Każdy ateista wie, że jeśli jakiś robal gryzie go w sumienie, jest tylko jeden sposób, żeby go ukatrupić. Przeprosić, naprawić swój błąd i nigdy więcej go nie powielać. Sumienie katolika jest za to brudne, jak stara szmata do podłogi. Bo choć katolik ma spowiednika, któremu wystarczy napluć w ucho, żeby uzyskać rozgrzeszenie, to jednak powodów do tego plucia ma milion razy więcej od ateisty. A bo przeklął, a bo skłamał, a bo podniecił się na widok koleżanki w pracy a ma przecież żonę, a bo się onanizował, a bo bzyka się stosując gumkę, a bo to, a bo tamto. Oszaleć można.

5. „Znowu w życiu mi nie wyszło…” – no bywa. Może nie jestem dość dobra, może nie jestem dość mądra. Mogę się albo poddać, albo poszukać innych sposobów, czy dróg do osiągnięcia celu. Katolik ma gotową receptę: BÓG TAK CHCIAŁ! Bo wiadomo, „nawet wszystkie włosy na twojej głowie są policzone”. Po co kurna żyć w takim razie? Proponowałabym katolikom od razu po urodzeniu inwestować w trumnę, a jak już ją kupią, położyć się w niej i czekać.

6. Kościół jest zły, religie są złe. Każda zmusza ludzi do jakiegoś nienaturalnego działania lub powstrzymywania typowo ludzkich instynktów, do niejedzenia określonych potraw lub ubierania się w określony sposób, do walki z innowiercami, że o ateistach nie wspomnę. Do wmawiania ludziom, co jest dobre, a co złe. Do ignorowania nauki. I tak gej jest zły bo… bo tak w świętej księdze napisali. Eutanazja jest zła, bo cierpienie uszlachetnia. To wiedzą szczególnie ci, którzy tego cierpienia nigdy nie zaznali. In vitro jest złe, bo człowiek przejął rolę boga, jakby to nie mężczyzna i kobieta mieli swój udział przy zapłodnieniu, tylko dodatkowo palec boży. Ciekawe gdzie wkładany? Z transplantacjami organów już się pogodzili – pewnie wówczas, gdy pierwszy biskup potrzebował przeszczepu. Bywa, że i transfuzja krwi jest zła. Ilu ludzi z powodu religijnego myślenia zmarło? Żeby widzieć świat takim, jaki on jest, umieć go oceniać, trzeba się nie bać, trzeba mieć wolny umysł i trzeźwe spojrzenie. Tego zniewolony, przemielony indoktrynacją mózg nigdy nie osiągnie. Chyba, że ocalały jeszcze jakieś resztki szarych komórek.

7. Mamy tylko jedno życie, które kończy śmierć. Czyż to nie motywujące? Tylko uświadomienie sobie tego faktu, może nas uwolnić, sprawić, abyśmy przeżyli je tak, jak naprawdę chcemy, żebyśmy wyzwolili się od oczekiwań wobec nas naszych bliskich, przestali spełniać cudze marzenia, przestali się bać być sobą. Trzeba być szalonym, aby żyć według reguł wymyślonych przez ludzi tysiące lat temu tylko po to, aby uzyskać zapewnienie, że po śmierci mamy szansę trafić do nieba, którego przeciwieństwem jest piekło. Trzeba być totalnym ignorantem, żeby nie powiedzieć idiotą, żeby wierzyć w istnienie takich miejsc. Piekło i raj są tu i teraz. To od nas zależy, w którym z tych miejsc będziemy trwali. Bo to my jesteśmy swoimi własnymi bogami. Ludzie, przecież takie to proste! 🙂

button-1015632_1920

Stop dyktaturze mniejszości!

church-1013923_1920Swego czasu napisałam tekst pt. „Dyktat mniejszej większości” dotyczący wykładu, jaki Świecka Polska wygłosiła podczas Dni Ateizmu. Doznałam na nim prawdziwego oświecenia. Przypomnę w skrócie, że co roku w jedną niedzielę października odbywa się liczenie wiernych na mszach. Nie podaje się jednak konkretnej liczby, tylko stosuje się wskaźnik dominicantes (określający ilość osób chodzących na msze) i communikcantes (ilość osób przyjmujących komunię świętą). Według Instytutu Statystyk Kościoła Katolickiego, do chodzenia na msze zobowiązanych jest 82% wiernych, czyli ochrzczonych. Ci niezobowiązani to osoby stare, chore i dzieci poniżej 7 roku życia.

D (dominicantes) = Uc (uczestnicy mszy)/Zo (zobowiązani do uczestnictwa) * 100

W 2014 r. wskaźnik dominicantes wynosił 39,1%. Według ISKK 27 mln. Polaków było zobowiązanych do uczestniczenia we mszy. 39,1% od 27 mln. zobowiązanych daje 27,4% ogółu społeczeństwa. Tymczasem w świadomości publicznej wynik dominicantes uważany jest za wynik ostateczny, czyli równoznaczny z ilością osób uczęszczających na msze. Nawet media ogłaszają, czego KK nie prostuje, że mamy 40% wiernych „praktykujących”.

No dobrze, powie pewnie niejeden „wierzący” – celowo pisany w cudzysłowie. To nic nie oznacza, bo nie każdy „wierzący” chodzi na msze. Oczywiście! Islamista raczej do kościoła nie poleci no chyba, że będzie miał tam robotę na zlecenie. Świadek Jehowy kościołem się brzydzi, tym pisanym wielką literą również, bo Kościół taki, jaki jest, nie ma umocowania w Piśmie Świętym, a to księga objawiona przecież przez boga. I cóż, że jeden wers wyklucza się z drugim? Nie pojawi się na mszy żaden wyznawca żadnej z tysięcy prawdziwych (rzecz jasna) religii. I ateista nie powinien chociaż słyszałam, że wielu cierpi na rozdwojenie jaźni. Co w takim razie z katolikami, którzy są ZOBOWIĄZANI, a nie uczestniczą w mszach? Czy aby na pewno są katolikami?

Oto główne prawdy wiary katolickiej:

  1. JEST JEDEN BÓG.
  2. BÓG JEST SĘDZIĄ SPRAWIEDLIWYM, KTÓRY ZA DOBRE WYNAGRADZA, A ZA ZŁE KARZE.
  3. SYN BOŻY STAŁ SIĘ CZŁOWIEKIEM I UMARŁ NA KRZYŻU DLA NASZEGO ZBAWIENIA.
  4. DUSZA LUDZKA JEST NIEŚMIERTELNA.
  5. ŁASKA BOSKA JEST DO ZBAWIENIA KONIECZNIE POTRZEBNA

I tak w wielkim skrócie:

KK naucza, że wszyscy jesteśmy obciążeni grzechem pierworodnym, bo dawno, dawno temu, za wieloma górami, za wieloma rzekami, Adam – pierwszy człowiek stworzony przez boga na jego obraz i podobieństwo, oraz jego żona Ewa wybrali się na tzw. dzierżawę. Z boskiego sadu ukradli i zeżarli zakazane jabłko, dzięki któremu z hodowlanych stworzonek zamkniętych w klatce zmienili się w ludzi z krwi i kości. Bóg już nie mógł robić z nimi kici kici, miziu miziu, aport i takie tam inne rzeczy, które się robi z sierściuchami, co tak go wkurzyło, że rzucił na ludzi klątwę. NA WSZYSTKICH LUDZI. O tak, na mnie i na ciebie też. Okrutne? Być może, ale gdyby ich na przykład zaprowadził do weterynarza i uśpił, jak robi się z gryzącym psem, to krótka byłaby historia ludzkości. Grzechu pierworodnego nie zaznała Maria, matka Jezusa, jak uznali ostatecznie ludzie w 1854 r. Natomiast dogmat o jej wniebowzięciu Kościół ogłosił w 1950 r. Długo musiała czekać na uznanie faktu, który nie miał miejsca. Prawosławie i protestantyzm na przykład nie dały się na to nabrać.

Ludzie ulegają pokusom Szatana, upadłego anioła, przeciwnika boga, którego głównym zajęciem jest przeciwdziałanie  zbawieniu przez Jezusa. Biblijny Szatan to przy bogu bardzo fajny gość. Sam nigdy nikogo nie skrzywdził. Dopiero po zakładzie z bogiem o Hioba, aby złamać jego wiarę zabił mu rodzinę i służących. Śmieszne te jego zbrodnie przy zaprawionym w mordach bogu, który niszczył nie tylko całe narody, kobiety w ciąży i dzieci, ale i pozbył się na jakiś czas całej ludzkości, ocalając jedynie Noego i jego rodzinę oraz po parze ze wszystkich zwierząt, które wcześniej stworzył. Część gatunków, choć przetrwała potop, została spalona ku czci boga i na jego życzenie na ołtarzu. Przetrwały kataklizm, żeby ponieść śmierć i ucieszyć nozdrza stwórcy, który podniecał się wonią palonego mięsa. Tak, tak. Wiara nigdy nie miała nic wspólnego z logiką.

Po śmierci wszyscy idziemy do nieba, czyśćca lub piekła, zgodnie z naszymi zasługami. Ale na koniec świata czeka nas zmartwychwstanie i ponowny, tym razem ostateczny sąd. Wybrańcy zaczną nowe życie w klatce zwanej rajem, gdzie będą w radości i szczęściu pląsać sobie po rajskich ogrodach w rytm anielskich harf, a potępieni ostatecznie zaludnią piekło, gdzie będą cierpieć fizycznie i psychicznie.

Tak w wielkim skrócie można przedstawić wiarę katolicką. Tymczasem w 2013 r. „Gazeta Wyborcza” opublikowała sondaż, którym bardzo przejęła się Fronda.

„Szokujące dane przynosi dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”. Wynika z nich, że Polacy są w zdecydowanej większości niewierzący, a czasem praktykujący. Taki obraz pokazują badania TNS.”

SZOKUJĄCE DANE! W końcu się ocknęli! Prawda bywa bolesna, to fakt. Ale bardziej bolesna jest dla nas, bo z prawdy tej wynika, że daliśmy się omotać i jesteśmy większością rządzoną przez mniejszość. A oto dane sondażowe:

1. 81% Polaków wierzy w Boga (informacja dla nas porażająca, ale dalej zaczyna się zabawnie)

2. 48% Polaków wierzy w śmierć Jezusa na krzyżu (w co wierzy 33%? Że umarł ze starości?)

3. 47% Polaków wierzy w zmartwychwstanie (34% z pośród wierzących w boga nie wierzy, że Jezus zmartwychwstał! Umarł i już? Pewnie większość wierzy w to, że go Żydzi zabili, a nie tata wydał na rzeź, żeby odkupił grzechy ludzi, które ów tatuś mógł pozamiatać pod dywan jednym ruchem miotły)

4. 38% Polaków wierzy w Niebo, 31% w piekło, 30% w czyściec (większość nie wierzy w te bzdury, po co więc instytucja KK?)

5. 28% Polaków wierzy w diabła (53% nie wierzy w odwiecznego wroga ludzkości, przed którym tylko wiara i Jezus może ich zbawić)

6. 38% Polaków wierzy w niepokalane poczęcie

7. 39% Polaków wierzy w sąd po śmierci (według 42% nie ma żadnego sądu po śmierci, ponawiam więc pytanie: po co instytucja KK?).

Rzeczywiście są to dane szokujące. W co tak naprawdę wierzą Polacy??? Jakiego boga wyznaje 81%, skoro ogromna część z nich nie wierzy w śmierć Jezusa i jego zmartwychwstanie? Po co te niezliczone ilości kościołów, skoro tak niska wiara w niebo i piekło? Polscy katolicy podważają główne zasady katolickiej wiary!

Ktoś może się przyczepić, że Wyborcza zaniżyła dane, a poza tym są one stare (2013 r.). Wróćmy więc do wskaźnika dominicantes – to kościelne obliczenia, które głoszą, że 27,4% katolików bywa na mszach – obowiązkowych mszach. Myślicie, że po 2,5 roku od tego sondażu, liczba wiernych w naszym kraju wzrosła? Szczerze w to wątpię.

Jednym słowem jest dramatycznie. Realnie bowiem wierzących jest w Polsce może trzydzieści procent Polaków. Reszta wierzy w jakąś formę katolickiego konformizmu, który już niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem.

Każdy z nas może sobie taki mini sondaż przeprowadzić. Mam wielu znajomych katolików. Kiedy zdarzy się, że wejdziemy na temat religii, pytam ich o wiarę w boga, bez agresji, bez ataku, z czystej ciekawości. Za każdym razem słyszę to samo. Każdy przyznaje, że wierzy w boga. A dalej to już wolna amerykanka 🙂 Jeden z moich znajomych, bardzo zamożny i bardzo pobożny (na zewnątrz, bo życia pobożnego nie prowadzi) nie wiedział, że Jezus był Żydem 😀 Żadna z osób, z którymi rozmawiałam, nie znała wszystkich 10 przykazań. Żadna nie czytała Pisma Świętego. Znajomi nie potrafili odpowiedzieć mi na pytanie, jaki jest ich bóg? Kiedy twierdzili, że dobry i miłosierny, a ja podawałam im przykłady jego dobroci i miłosierdzia z Biblii lub po prostu z życia, zmieniali zdanie (ale nie porzucali swej wiary) a najczęściej zmieniali temat 😀 Jedni twierdzili, że jest duchem inni, że osobą. Kiedy pytałam ich, czy modlitwy działają i słyszałam, że kiedyś coś tam sobie wymodlili, pytałam, czy to nie przypadek? Dlaczego matka nie może wymodlić życia dla swojego umierającego dziecka, a oni wymodlili sobie na przykład pracę, czy zdanie egzaminów? Żaden z nich nie umiał mi wyjaśnić, dlaczego bóg skazał swojego syna na tak okrutną śmierć, w celu odkupienia naszych grzechów? Każdy natomiast odpowiedział, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego ze swoim dzieckiem. Nie potrafili wyjaśnić mi Trójcy Świętej. Najczęściej rozmowę kończyli bardzo podobnie: „W coś trzeba wierzyć” a potem jakoś tak głupio im było spojrzeć mi w twarz, bo przecież jestem przykładem tego, że nie trzeba. Większość moich znajomych katolików to antyklerykałowie (ot, taka mała dygresja).

Znajoma, której zmarła mama, spytała, czy naprawdę nie wierzę w życie pozagrobowe? Było mi jej bardzo szkoda. Cierpiała. Mimo to, powiedziałam prawdę, że ta wiara jest tylko po to, aby nas pocieszyć oraz po to, aby Kościół miał na ludzi bata. Strach przed śmiercią to twórca popytu na brednie, że śmierć nie jest ostateczna, nie jest końcem a Kościół jest przewodnikiem, który nie za darmo, ale jednak poprowadzi duszę człowieka prosto do raju. Tylko po co? Ludzie tak bardzo czują się wyjątkowi, że świadomość nieistnienia za jakiś czas nie mieści im się w głowach. Ale kiedy to sobie uświadomią, zrozumieją nieuchronność śmierci, jest szansa na to, że będą żyć pełnią życia, mniej przejmować się problemami, patrzeć na wszystko z większym dystansem, nie pozwolą się ograniczać, bo przecież żyje się tylko raz.

Możemy śmiać się z tych pseudo katolików. Drwimy czasami z polityków PiS, prześcigających się w tym, kto niżej uklęknie, kto więcej da na tacę, kto więcej dobrego powie o Kościele, kto bardziej sponiewiera przeciwników politycznych, czy nawet społeczeństwo, które nie popiera ich poglądów, bo to nie ma nic wspólnego z wyznawaną przez katolików miłością bliźniego. Możemy złorzeczyć z ich prób uczynienia z naszego kraju państwa wyznaniowego. Ale tak naprawdę powinniśmy śmiać się z siebie. Z katolikami bowiem jest jak z trzmielem. Naukowcy swego czasu doszli do tego, że trzmiel ma za małe skrzydła w stosunku do swojej wagi, żeby latać. Ale trzmiel o tym nie wie, i lata! 🙂 Może nie z gracją, ale jednak. Są tak przekonani o swojej wyjątkowości, o tym, że mają rację, że bóg ich prowadzi a jego prawa są ponad prawami świeckimi, że udało im się przejąć władzę w naszym kraju.

Bo ci prawdziwi katolicy są bardzo zmobilizowani. Oni zawsze pójdą do urn, nie wstydzą się pierniczyć bzdur w TV bo wydaje im się, że są w większości i że większość myśli tak samo jak oni. Nie boją się nas obrażać, drwić z nas, traktować jak śmieci. Daliśmy mniejszości dojść do władzy i pomiatać sobą. Uwierzyliśmy w to, że przytłaczająca większość Polaków to katolicy. Boimy się pierdnąć przechodząc obok kościoła, żeby nikt nam nie zarzucił celowej, wrogiej działalności. Kryjemy się w swoich domach, na swoich grupach fejsbukowych i narzekamy, jakże nas jest mało. Ulegliśmy ułudzie, że oni są silni, jest ich dużo, mogą wszystko. Wielu z nas przejęło nawet katolicki sposób myślenia. Bywamy homofobami nie uświadamiając nawet sobie, że to nasze uprzedzenie ma religijne korzenie. Nawet kobiety niezwiązane ściśle z Kościołem niekoniecznie są za aborcją na życzenie, bo… No właśnie, dlaczego nie? Bo kobiety będą stosowały aborcję jako antykoncepcję? Nawet jeśli, to co z tego? Nie! Bo gdzieś w ich podświadomości, jak robal gryzie je myśl, że zarodek to życie, którego nie można odbierać. Indoktrynacja kościelna zrobiła swoje.

Do tego wielu z nas chrzci dzieci, posyła je na lekcje religii i do komunii. Przed swoimi tłumaczą to strachem przed prześladowaniem. Współczuję im, ale czasem chce mi się z nich śmiać. Nie jestem ochrzczona, nie ochrzciłam własnych dzieci. Nigdy nie musiałam udawać kogoś innego, niż jestem. Wciąż żyję i mam się dobrze. Co za komfort! Niektórym z nas nie przeszkadza symbol wiary w instytucjach publicznych czy nawet religia w szkołach. „A niech im będzie” – wielu z nas mówi – „co to komu szkodzi?” Co za ignorancja! Oni właśnie na to liczą, że na wszystko się zgodzimy, wszystko będziemy zbywać przyzwalającym milczeniem. Gdyby rozpatrywać nasze ateistów, czy nawet wierzących w „coś” antyklerykałów poczynania przez pryzmat grzechu, to najgorszym i najbardziej wyeksponowanym jest u nas grzech zaniechania. 🙂

Przebudźcie się! Może jako ateiści nie jesteśmy większością, jednak z pewnością „przykładni” katolicy, to mniejszość w naszym kraju. Musimy w to tylko uwierzyć, czyli przyjąć fakty. Przestańmy być bierni, bombardujmy ich pismami, protestami, manifestacjami. I wszędzie prostujmy zakłamania. „Prawdziwych” katolików jest ok. 30%, nie więcej. I to nie według Gazety Wyborczej a według ISKK. Tych, którzy wierzą w jakiegoś tam boga,  łatwiej przekonać do naszych racji, że tylko świeckie państwo może być państwem sprawiedliwym, że wiarę trzeba oddzielić od świeckiego prawa, że KK w końcu jest instytucją szkodliwą dla naszego państwa, której prawa trzeba ograniczyć do minimum, tj. do głoszenia ewangelii wśród katolików w murach kościołów. Kobiece manifestacje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej przyciągają tłumy nie tylko ateistów przecież, ale przede wszystkim ludzi, którzy może i wierzą w jakiegoś boga, ale Kościołowi pokazują wyraźnie środkowy palec.

Artykuł na Frondzie TUTAJ

woman-641528_1280

Ateistów gra o tron

bench-press-1013857_1920Są dwa stany, które muszę osiągnąć, żeby móc pisać. Pierwszy to rozbawienie, drugi to wkurw. Często zaliczam jeden i drugi, w związku z tym nie mam żadnych problemów z weną. Czasem jednak, kiedy spadną mi z nosa różowe okulary lub gdy zrozumiem, że moja złość nie robi na nikim żadnego wrażenia, pojawia się ten rodzaj bezsilności, który nie daje mi ani działać, ani pisać, ani być aktywną. Niezbędne minimum. Wstać z łóżka. Umyć się. Zjeść albo i nie. Pójść do pracy. Nakarmić dzieci. Przeżyć, żeby pójść znowu spać. Wolny czas zabijam, oglądając filmy. Oby się odciąć, nie myśleć. Ostatnio obejrzałam wszystkie sezony  „Gry o tron”, bo syn mi polecił. Nawet się wstrzelił, bo wierzcie mi (to do tych, którzy nie oglądali), mieszkańcy siedmiu królestw w porównaniu do nas, naprawdę mieli przesrane, a człowiek lubi wiedzieć, że ktoś ma gorzej. I cóż, że to fikcja i do tego z gatunku fantasy? Nasze realia są bardziej fantastyczne niż fabuła „Gry o tron”.

PiS przestaje być dla mnie śmieszny. Szaleńcy, choć na początku zabawni, naprawdę potrafią być groźni. Kościół zaczyna przerażać. Bezczelna, panosząca się zachłanność i buta, której nie sposób okiełznać. Tak to jest, kiedy władza, jak dziwka szmaci się z religią. Te moje stany zwątpienia mijają, ale trwają coraz dłużej. Mariusz Hnatiuk o tym wie. W związku z tym, że nie lubi, kiedy zbyt długo milczę, postanowił wyrwać mnie ze szponów marazmu i albo rozbawić, albo wkurwić. Osiągnął to drugie, choć informacje o swoje przygodzie ze stroną „My bezbożnicy” rozpoczął od słów: „ale jaja!”.

Nic tak bardzo nie doprowadza mnie do szału, jak fakt, że swój swojemu kłody rzuca pod nogi. Chodzi o nas, kochani ateiści. Tak bardzo nie potrafimy być razem, tak bardzo nie potrafimy się łączyć, współdziałać, wspierać się, pomagać sobie, że gdyby można było się z ateizmu wypisać, natychmiast bym to zrobiła. Nie da się. Urodziłam się i umrę ateistką. Mam nadzieję, że nie z tą świadomością, że mogliśmy zdziałać wiele, bo wielu nas było, ale nie daliśmy rady, bo zżarły nas nasze prywatne ambicje. U nas nie liczy się to, co zrobić, tylko KTO coś zrobił, jakby za te jego czyny należał mu się tron.

Ci, co tylko piszą, przez drugich ateistów nazywani są pogardliwie „klikaczami”. Ci, co działają, wszystko chcą zrobić po swojemu. Jak ktoś ma odmienne zdanie, czy pomysł, jest idiotą, który gówno wie, to i odzywać się nie powinien. Kiedy wpadliśmy z redakcją na pomysł stworzenia kolejnej ateistycznej organizacji, mniej zorientowani znajomi pytali: „Ale po co? Łączyć się trzeba, nie dzielić.” Ten, kto połączy, będzie cudotwórcą. Teraz już to wiem, choć już dwa lata temu ze stoickim spokojem tłumaczył mi to Zenon Kalafaticz.

Wszyscy zainteresowani wiedzą, że mieliśmy w tym roku podwójne Dni Ateizmu, bo dwie ateistyczne organizacje postanowiły udowodnić, że to ich wydarzenie. Kto się wybiera, ten wie, że zloty ateistów latem też mamy dwa i to w tym samym czasie, bo… szkoda gadać. Znana osoba w naszym środowisku powiedziała mi, że kiedyś ze swoimi ludźmi chciała stworzyć portal dla wszystkich ateistów. „Przecież ja mam taki portal” – odpowiedziałam. Zapadła cisza. Dlaczego? Bo to mój portal, nie ich?

Co jakiś czas przypominamy, że udostępnimy miejsce dla każdego, kto ma chęć publikować swoje teksty, czy to organizacja, czy pojedyncze osoby. Brak odzewu. A mimo to portal rośnie w siłę, zdobywa nowych czytelników. Z rozbawieniem wspominam czasy, gdy podniecałam się jednym tysiącem osób, które klikały w opublikowany przeze mnie post. Statystyki nie kłamią. Czytacie nas nie tylko Wy, polscy ateiści. Czyta nas cały świat. I cóż, że w Chinach na przykład tylko jedna osoba? Za to w Watykanie czyta nas więcej.

Wyobraźcie sobie, że te wszystkie słowa były tytułem wstępu do tego, co właśnie chcę Wam napisać.

20 maja bieżącego roku Mariusz Hnatiuk dostaje propozycję publikowania tekstów z portalu Polski Ateista na stronie „My bezbożnicy” od właściciela, czy współwłaściciela strony (pisał w prywatnych wiadomościach „moja strona”). Natychmiast pada również propozycja, aby Mariusz został redaktorem. Wówczas jego teksty będą publikowane na stronie bez oczekiwania na akceptację. Mnie ta informacja specjalnie nie obeszła, dopóki nie zobaczyłam, że moje, czy Mariusza stare, choć nadal aktualne teksty osiągają 20 – 30 tys. odsłon i powyżej stu udostępnień. Okazało się, że trafiliśmy w sieci na miejsce, gdzie są ludzie, którzy nie bywają na grupach, na których udostępniamy swoje teksty. Innymi słowy, Mariusz odkrył nowy, bezbożny ląd (lub jak kto woli, ląd odkrył Mariusza). Skoro na tej stronie tak wielu ludzi nas czyta, chwali teksty, udostępnia je dalej, zysk wydawałoby się dla obu stron, prawda? Jakże błędne myślenie.

25 maja o 18.00 Mariusz dostaje wiadomość od właściciela/współwłaściciela strony, że dobrze idzie (w domyśle współpraca). Gratuluje dobrych tekstów. Po 21.00 tego samego dnia Mariusz zauważył, że nie jest już redaktorem „My bezbożnicy” i że został usunięty jeden z naszych postów. Pyta grzecznie, o co chodzi? Żadnej odpowiedzi. 27 maja ponawia pytania. Prosi o wyjaśnienie, co się stało, że nagle i on i nasze teksty przestały się podobać. Do dziś właściciel/współwłaściciel milczy.

Dowiedziałam się o tym 2 dni temu. Wkurw był tak duży, że nie mogłam napisać od razu. Życie nauczyło mnie nie działać pod wpływem emocji. Musiałam to przemyśleć. Może to i afront doświadczyć od swoich takiej zniewagi (nadanie funkcji, a następnie odebranie jej, bez słów wyjaśnienia, usunięcie postu bez informacji, co w nim było nie tak), ale swój to swój, prawda? Dziś wysłałam wiadomość do „My bezbożnicy”. Poinformowałam, że będę pisać tekst o tym, jak to się ateiści pięknie wspierają i poprosiłam o wyjaśnienia w tej sprawie. Admin/i, właściciel/e zginęli chyba wszyscy śmiercią tragiczną. Głucha cisza.

Wszyscy dobrze wiemy, że łączy nas tylko jedno – niewiara w boga/ów. Możemy działać razem, działamy osobno. Ani my nie potrzebujemy „My bezbożnicy” ani oni nie potrzebują nas. My nie potrzebujemy żadnej organizacji, a i Wy zrzeszeni w różnych organizacjach nie potrzebujecie nikogo. Tylko jak daleko tak wszyscy zajdziemy? O co ta dziwna gra? O tron? Nie ma żadnego tronu. Co najwyżej działając w ten sposób, możemy sobie wszyscy zbudować trony ze słomy. Gorzej, jak przyjdzie wilki i w nie dmuchnie, a wszystkie posypią się, jak domki z kart. Na wasze życzenie.

 

praise-1154566_1920

Biblia qrwa prawdę Wam powie!

Biblia

EWANGELIA WEDŁUG ŚW. MATEUSZA – KAZANIE NA GÓRZE.

5.22. A Ja wam powiadam, że każdy kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu Racha (słowo obelżywe), stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.

Po przeczytaniu tych słów czułam, że mam przesrane. 

5.29. Jeśli tedy prawe oko twoje gorszy cię, wyłup je i odrzuć od siebie (…) 30. A jeśli prawa ręka twoja cię gorszy, odetnij ją i odrzuć od siebie, albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby miało całe ciało twoje znaleźć się w piekle.

Już wiem, że niecałe moje ciało w piekle się znajdzie. Przed śmiercią wyłupię sobie nie tylko prawe, ale i lewe oko (kurna, gorszyły mnie, choć prosiłam, aby tego nie robiły), nie tylko prawą ale i lewą rękę sobie utnę (przeklęte, zboczone łapy), to jeszcze utnę sobie język (kto wymyślił seks oralny?), i wytnę pochwę.

5.32. (…) Każdy, kto opuszcza żonę swoją, wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży.

Uff! Nie opuściłam nigdy żony swojej, bo jej nie miałam. Nie poślubiłam żadnej opuszczonej żony, bo jestem hetero.

5.39. (…) Nie sprzeciwiaj się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi.

Nie zdarzyło mi się jeszcze. To znaczy była próba trafienia mnie w lewy, ale zrobiłam unik. CZY TO GRZECH?

5.40. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw i płaszcz.

Sraty taty, dupa w kraty! Nie dość, że nie zostawiłam płaszcza, to jeszcze oskubałam z kasy. Sąd uznał, że mi się należała. Mój grzech, czy sądu?

5.42. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się.

I co jeszcze? Sknerą nie jestem ale instynkt samozachowawczy mam. Inaczej zdechłabym z głodu, tylu chętnych do pożyczania. Pewnie sami czytelnicy Biblii. 

5.44. Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują.

Wolę, żeby to oni mnie miłowali. Ich modlitwa też krzywdy mi nie zrobi.

6.1. Baczcie też, byście pobożności swej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieć zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie.

No tu to Jezus pocisnął. Ciekawe, czy „ONI” to kiedyś czytali? Na pewno nie, bo skąd procesje, przysięgi na boga w Sejmie, wycieczki rządowe do kościołów i inne takie pierdoliny?

6.5. A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom (…) 6.6. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.

O ja pierdykam! Dwa zdania i już można podważyć budowanie jakichkolwiek świątyń. Całkiem niegłupia ta Biblia.

6.19. Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną. 6.20. Ale gromadźcie sobie skarby w niebie (…) 6.21. Albowiem gdzie jest skarb twój – tam będzie i serce twoje.

Heloł! Panowie biskupi! Papciu watykański! Czytali wy?

7.1. Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.

No jasne! „IM” to mówcie, nie nam.

7.3. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz?

Może w lustra nie patrzą? Sądząc po np. pani Pawłowicz czy Terlikowskiej, to nie patrzą.

7.12. A więc wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie.

Jednym słowem ta nasza elita rządząca to masochiści. Pragną, aby im dopierdolić.

7.15. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi! 7.16. Po ich owocach poznacie ich.

Owoce jak krowie gówna a „ONI” i tak twierdzą, że to rarytasy. Białe według nich jest czarne. Lech Kaczyński to bohater narodowy, który zasłużył na własny pomnik. Sędziowie Sądu Najwyższego to banda kolesi (nie kolesiów), Trybunał Konstytucyjny to bastion starego układu, manifestanci to zdrajcy narodu, Komisja Wenecka to wrzód na dupie, bezprawie to prawo, chrześcijańską miłością tak napierdalają naród, że jeszcze w tym roku krew gorszego sortu ulicami polskim popłynie, a oni nawet się nie pocą w tych skórach owczych. Mam przeczucie, że jeszcze przed latem się spocą.

7.21. Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, który pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie.

I stąd wiadomo, że w Królestwie Niebios pustki.

No moi drodzy. Albo rybki, albo pipki. Albo się stosujemy albo odrzucamy. Nie ma innej drogi (no chyba, że inne wyznanie). Ja z Bogiem się rozmówiłam. Przeczytałam jego Pismo Święte i powiedziałam mu, że przegiął pałę. „Słuchaj papciu” – rzekłam do niego w ukryciu (nie w kościele, czy nie daj boże w synagodze), „jeśli mam być szczera wobec siebie i Ciebie, nie dam rady wywiązać się z Twoich porąbanych wymagań. Raz mówisz tak (Stary Testament), raz srak (Nowy Testament). Kilka razy zmieniałeś zdanie. Potem zamilkłeś na wieki. Nawet nie wiem, czy nie przeniosłeś się do innej galaktyki, żeby tam wodę z mózgu kosmitom robić. Postaram się postępować zgodnie z własnym sumieniem, a jak już zejdę z tego świata, zrobisz sobie ze mną co chcesz, tylko obiektywnie oceniaj, ok?”

A ON mi na to – „SPOKO” 🙂

13043306_1012208275523489_8784225824810808648_n

Anna Dyrjańska kontra Małgorzata Terlikowska!

13043306_1012208275523489_8784225824810808648_n

Na czyjejś tablicy na fb znalazłam takie oto zdjęcie. Natychmiast udostępniłam je u siebie, tymczasem znajoma poinformowała mnie, że to prawdopodobnie fejk. Uderzam do źródła, czyli do Ani. To prawda!

UWAGA!

23 kwietnia 2016 r. (dla ateistów), 1016 r. (dla fundamentalistów katolickich), o godzinie 13.00 w Sali Balowej Pałacu Tyszkiewiczów – Potockich, Krakowskie Przedmieście 32, Anna Dyrjańska zatańczy z pierwszą damą polskiego katolicyzmu, Małgorzatą Terlikowską.

I nie będzie to rumba zwana tańcem miłości czy namiętności, chociaż emocji z pewnością nie zabraknie. Spodziewać się należy paso doble z elementami quickstepa – bo trzeba szybko co po niektórych uświadomić, że wieki temu wyszliśmy ze średniowiecza.

Małgosi chyba nikomu nie muszę przedstawiać. To żona tego pana od Frondy, uosobienie wszelkich katolickich cnót, czyli wszystko co nasze jest cacy, wszystko co niepodszyte bogiem, wiarą, chrześcijaństwem, świętymi i niepokropione wodą święconą, jest be. I to bardzo be. Kobieta nafaszerowana ideologią katolicką, jak (cytując klasyka) dobra kasza skwarkami.

A kim jest Ania? Wstyd się przyznać, ale o jej istnieniu dowiedziałam się dopiero na tegorocznym bankiecie Ateistów zorganizowanym przez Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego. Miałam przyjemność siedzieć z nią przy jednym stole. Młode toto, niepokorne, piękne i do tego wygadane. Aż zazdrość człowieka bierze! Jakaś taka pewność siebie z niej biła, jakaś taka charyzma w tak młodym człowieku. To grzech skupiać w sobie tyle atutów! Później widziałam ją na manifestacji, którą zwołały Dziewuchy, a którą zagospodarowała i poprowadziła partia RAZEM. Przemawiała do tłumów krótko, zwięźle, na temat i ostro, czyli tak, jak powinno się teraz walczyć o swoje prawa. A teraz postanowiła zmierzyć się z Goliatem, biorąc pod uwagę szerokie plecy, jakie ma Terlikowska. Dlatego musimy ją wesprzeć swoją obecnością. Kto żyw, kto może, niech wybierze się na ten bal!

I BŁAGAM, NIECH MI KTOŚ TO NAGRA, BO NAWET DLA TAKIEJ OSOBY, JAK ANIA I DLA TAKIEGO WYDARZENIA NIE MOGĘ RZUCIĆ PRACY 🙂

DSC2491-1-e1451736386203

Gdzie się zlecą ateiści?

Już dla nikogo nie jest tajemnicą, że ateiści mieli podział środowiska na dwie imprezy o tej samej nazwie – Dni Ateizmu. Mam nadzieję, że dla nikogo już nie jest to tajemnicą, bo jeszcze na marszu padały o to pytania. Znajomy do znajomego na marszu rzucał:

– Do zobaczenia na panelu!

– Ale na jakim?

– No jak to na jakim? Na „Znani apostaci i bluźniercy”.

– Ale ja idę na Arona Ra

– Jakiego Ra?

– To gość specjalny Koalicji Ateistycznej

– A! A ja myślałem, że będą teraz apostaci i bluźniercy

– Bo będą, ale to z Fundacją

– Ale na Chmielnej, tak?

– Nie, na Sapieżyńskiej.

– Aha, to do zobaczenia na bankiecie!

– A na którym bankiecie? 🙂

Co sprytniejsi i bardziej wysportowani zrobili sobie maraton po Łorsoł i z programami obu organizacji biegali to tu, to tam, żeby jak najwięcej zobaczyć i jak najwięcej ciekawostek zaliczyć. A trzeba przyznać, u jednych i drugich było bardzo ciekawie. Do tych sprytnych, co to sobie urządzili trzydniowy jogging, należałam m.in ja z synem. Tydzień leczyłam zakwasy, ale warto było! Kiedy już wypoczęłam i ochłonęłam po wrażeniach dumna, że udało mi się jakoś podzielić sprawiedliwie, bo półtora dnia spędziłam z jednymi, półtora z drugimi, zapragnęłam aby znowu coś się zadziało. A marzenia czasem się spełniają, niestety.

W powiadomieniach pojawiło mi się zaproszenie na III Ogólnopolski Zlot Ateistów. Sprawdzam termin – 13/15 sierpnia. Z zadowoleniem klikam w „wezmę udział” i czytam szczegóły. Organizator Koalicja Ateistyczna, miejsce Sulejów. Czemu nie? Kilka osób z KA poznałam i polubiłam. Ze smutkiem patrzę na zdjęcie wyróżniające wydarzenie. Cała warszawska ateistyczna brać, tzn. KA i Fundacja razem. Ech…

Przez kolejne dni pojawiają się różne posty – a to, czy można zorganizować jakoś wspólny transport, czy można zabrać dzieci, że może weźmiemy odpowiednie stroje z Dni i odwiedzimy w nich klasztor Cystersów, że podczas procesji puścimy z głośników piosenkę Marii Peszek „Pan nie jest moim pasterzem”, że ci co wpłacą zaliczki najpóźniej, zagwarantują sobie nocleg w pontonach, ot takie żarty na temat atrakcji, jakie sobie zafundujemy.

Nagle zelektryzowała mnie wiadomość, że wiceprezeska Fundacji również bierze udział w tym wydarzeniu. „Alleluja!” – zakrzyknęłam, jak na rasową ateistkę przystało. A jednak udało się! Jakoś tam się dogadali, kiedy kurz a z nim emocje opadły po Dniach Ateizmu. Może zrozumieli wszyscy, że w kupie siła, że nie ma co dzielić, czy też rozdzielać ludzi, którzy na prawdę się lubią i razem chcą spędzać czas. W tym infantylnym, niemal dziecięcym rozmarzeniu ujrzałam wspólne Dni Ateizmu za rok i tysiące ludzi na jednym wspólnym marszu. Śmiejecie się z tych tysięcy? A jednak okazuje się, że one są bardziej prawdopodobne niż wspólny marsz.

Zauważam wczoraj, że mam zaproszenie na III Zlot Ateistów od prezesa Fundacji. Czyżby nie zwrócił uwagi, że już zadeklarowałam swoją obecność? Ale fajnie, że udostępniają to samo wydarzenie. Jest zgoda w ateistycznym narodzie. Klikam „wezmę udział”… Ale zaraz, zaraz. Po co udostępniać to samo wydarzenie? Może ma dla nich znaczenie kto przyjedzie od nich a kto od Koalicji? Nawet po marszu ktoś mnie zapytał, w czyim stroju byłam? Nie sądziłam, że to ma jakieś znaczenie. Patrzę na szczegóły wydarzenia i co widzę? Organizator Fundacja im. Kazimierza Łyszczyńskiego, miejsce nieznane jeszcze, termin…

Kto zgadnie, jaki termin? Oczywiście 13/15 sierpnia. Że łot de fak???

Zmieniam szybko z „wezmę udział” na „zainteresowana”. Gęba nie cholewa. Jak mówi, że jedzie z tymi, to jak ma zmienić zdanie ot tak, że teraz to jedzie z drugimi? Ale moment! To wiceprezeska Fundacji jedzie z KA a prezes sam? Rozłam w dwuosobowym zarządzie? No niby w trzyosobowym, ale ten trzeci jest teraz Prezesem Stowarzyszenia KA 🙂 Trzeba to wyjaśnić – pomyślałam.

Pootwierały mi się czaty, aż zabrakło mi miejsca na monitorze. Trochę niewygodna sytuacja, bo staram się trzymać sztamę z jednymi i drugimi w ufności, że kiedyś jakoś poukładają się relacje pomiędzy dwiema skłóconymi organizacjami. Prywatnych rozmów zdradzać nie będę. Były szokujące. Czuję się po nich niebondowo. Nie dość, że wstrząśnięta, to jeszcze zmieszana. Jedno wiem na pewno. NIE DA SIĘ NIC ZROBIĆ, zloty będą dwa. I tego, że nic nie da się zrobić nie mówią tylko oni – Koalicja, ani oni – Fundacja. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, po tym co się dowiedziałam, również ja.

Pierwsza myśl po tych rewelacjach była taka, żeby wyłączyć laptop, wyrzucić przez okno i zapomnieć o całej tej ponad rocznej zabawie z ateizmem w sieci. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że laptop też nie wytrzymał ciśnienia i karta sieciowa mu padła. Podwędziłam komputer córki, bo mi nagle jakoś z litości chyba złość na sprzęt przeszła. Ale szlag mnie trafia, że nie można się z ateizmu wypisać, jakiejś apostazji dokonać, ekskomuniki na siebie nałożyć, czy jakkolwiek inaczej się wykluczyć. A mogli rodzice zanieść do kościoła, dać księdzu pokropić i teraz zamiast portal ateistyczny z kolegami prowadzić, odmawiałabym sobie spokojnie zdrowaśki i odgniatała kolana na kościelnej posadzce, a jeśli już, to pisałabym dla Frondy.

Dziś już machnęłam ręką na to, że ludzie znowu się pogubią, że znowu będą myśleli, że jest jeden zlot, jedna impreza, tak jak myśleli o Dniach Ateizmu. Myślicie, że się nie pomylą? Nawet wiceprezeska Fundacji się pomyliła! A potem, po zlocie ludzie będą się dziwić takim rozmowom:

– Cześć! Co słychać?

– Właśnie wróciłam ze zlotu ateistów!

– Wiesz co, zawsze czułam, że bajkopisarka jesteś, ale teraz wiem to na pewno! To ja wracam ze zlotu ateistów!

– Chyba ze zlotu czarownic na Łysej Górze! Byłam to wiem, że ciebie tam nie było, kłamczucho!

– Wypluj te słowa szmato! 🙂

Jak już wspomniałam, machnęłam ręką. Obejrzałam moje adidasy. Wciąż w gotowości. Skoro Warszawę w trzy dni obskoczyłam na obcasach, to w adidasach Polski nie dam rady obskoczyć? Jeden dzień z KA, drugi dzień z Fundacją a trzeciego dnia z konkurencją może, bo już mnie słuchy dochodzą, że są pomysły, na zlot trzy i cztery.

***

Jakby ktoś pytał, to mimo wszystko jadę na zlot. I wezmę ze sobą adidasy, ale nie po to, by biegać. Jeśli już przyjdzie uprawiać mi jogging, to wówczas, kiedy sama będę miała na to ochotę, a nie kiedy zmuszą mnie do tego okoliczności.

hands-543593_1280

Wsparcie ze świata dla polskich kobiet

hands-543593_1280Jak wszyscy wiemy, sprawa ustawy zakazującej aborcji poruszyła nie tylko Polaków. W sieci pojawiły się zdjęcia i teksty z zagranicy, w różny sposób przekazujące wsparcie i solidarność z polskimi kobietami. W cieniu projektu tej haniebnej ustawy odbywały się Dni Ateizmu. 3 kwietnia brałam udział w panelach „Religie a sytuacja kobiet” i „Świeckość na rzecz praw kobiet i równouprawnienia” zorganizowanych przez Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego.  To była uczta duchowa!

Wśród panelistek śmietanka feministek ze świata:

Nedai Jamile (CLEF, Francja), irańsko-francuska feministka, współzałożycielka Ruchu Wyzwolenia Kobiet Iranu opowiadająca o swoim życiu aktorki i swoim udziale, jako jednej z niemal miliona kobiet w rewolucji irańskiej. Koniecznie obejrzyjcie ten krótki, trwający niecałe 3 minuty filmik, który za pomocą zdjęć przedstawia sytuację kobiet sprzed 1979 r. i po rewolucji, kiedy władzę przejął Chomeini (TUTAJ). Nedaj wykorzystując zagraniczne kontakty, opuściła kraj. Swoją wypowiedź zakończyła słowami: „nigdy nie nosiłam chusty i nigdy nikt nie zmusi mnie do jej założenia”;

Solange Cidreira (FAE Francja), francusko-brazylijska feministka, współzałożycielka FAE, która opowiedziała historię 9-letniej brazylijskiej dziewczynki, która gwałcona przez ojczyma zaszła w ciążę. Prawo w Brazylii dotyczące aborcji jest podobne do naszego. Usunięcie ciąży jest możliwe, m.in. kiedy ciąża pochodzi z gwałtu. Ojciec trafił do więzienia, matka zdecydowała się poddać córkę aborcji. I wówczas odezwał się Kościół. Powołując się na to, że matka nie ochroniła dziecka przed ojcem, przedstawiciele KK uznali, że nie ma ona prawa do podejmowania decyzji w imieniu córki. Córka, jako niepełnoletnia, nie może decydować o sobie, w związku z tym MUSI urodzić. Rozpoczęła się walka środowisk feministycznych z katolickimi o ciążę małej dziewczynki. I kiedy wydawało się, że zwyciężył rozsądek i usunięto ciążę, wszystkie osoby mające coś wspólnego z aborcją zostały ekskomunikowane. Oczywiście ta najwyższa kara kościelna nie objęła wielokrotnego gwałciciela;

Judit Morva (FAE Węgry) – lewicowa działaczka, feministka, red. nacz. węgierskiej redakcji „Le Monde Diplo” i „Transforme!”;

Nicoletta Pirotta, (IFE/FAE Włochy), feministka, lewicowa polityczka, założycielka IFE Italia, chrześcijanka, która walczy o świeckość, reprodukcyjne prawa kobiet i równouprawnienie;

Wanda Nowicka – prezeska stowarzyszenia Równość i Nowoczesność (RóNo), posłanka i wicemarszałkini Sejmu VII kadencji, honorowa przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, inicjatorka nagrody Kryształowego Świecznika;

Małgorzata Diana Marenin – lewicowa działaczka, feministka, założycielka stowarzyszenia STOP STEREOTYPOM, która mówiła o projekcie ustawy antyaborcyjnej autorstwa środowisk pro-life. Wspomniała również o tym, że aborcja nie jest dla wielu kobiet łatwa, jest trudnym przeżyciem mogącym powodować traumę. Wówczas głos zabrała obecna na sali Ewa Dąbrowska-Szulc z Federacji na rzecz kobiet i planowania rodziny, która stanowczo zaprotestowała przeciwko mówieniu o powszechnej traumie. Kobieta, podejmująca świadomie decyzję o aborcji przeżywa według niej ulgę, a depresję postaborcyjną promują środowiska pro-life. Małgorzata Marenin wyjaśniła, że chodziło jej o traumę kobiet, które pragną dziecka, ale nie mogą go urodzić z różnych przyczyn – własna choroba, lub ciężkie uszkodzenie płodu. I wówczas zabrała głos następna panelistka…

Djemila Benhabib – międzynarodowa działaczka feministyczna i laicka, kanadyjska polityczka, autorka szeregu książek („Moje życie w kontrze do Koranu”, „Jesień kobiet arabskich” , „Po Charlie”), laureatka nagród literackich i Międzynarodowej Nagrody Laickości (Paryż 2012). Ogromnie poruszona, nie mogąc powstrzymać łez, drżącym głosem, zupełnie niespodziewanie (również dla niej samej) postanowiła podzielić się z nami swoją osobistą historią.

Djemila wychowywała się w Algierii, w rodzinie, jak to sama określiła, lewicującej, dla której religia nie miała pierwszorzędnego znaczenia. Kiedy poszła do szkoły, zamiast z innymi dziećmi uczyć się na pamięć Koranu, wolała liczyć muchy obijające się o okna w klasie. Przez to jej ojciec wzywany był kilka razy do szkoły. Uważano ją za nierozgarnięte dziecko, z którym po prostu jest coś nie w porządku. W wieku 17 lat przeżyła swoją pierwszą miłość i zaszła w ciążę. Wówczas zaczął się jej dramat. Nie do pomyślenia było to, aby przyznała się do tego rodzicom. Niezamężna, ciężarna, młodziutka kobieta musiała poradzić sobie sama. Odnalazła kobietę dokonującą nielegalnych aborcji…

Słuchałam Djemili z zapartym tchem, wstrząśnięta, a jednocześnie pełna współczucia, świadoma tego, że biorę udział w czymś wyjątkowym, w jej wewnętrznym przeżyciu, którym podzieliła się z nami, bo poczuła właśnie teraz, że jest na to odpowiednie miejsce i czas. Spodziewałam się, że dalej opowie właśnie o tej traumie, o tym postaborcyjnym syndromie. Tymczasem powiedziała rzecz dla mnie zaskakującą, a mianowicie, że od tamtej pory stała się feministką. Zrozumiała, że musi walczyć o prawo kobiet do legalnej aborcji, do edukacji seksualnej, do tanich środków antykoncepcyjnych, bo bolesny i niebezpieczny zabieg na kuchennym, przykrytym gazetami stole niemal kosztował ją życie. Przeraża ją myśl, że w Polsce wiele kobiet może przeżywać podobne tragedie.

Wszystkie zagraniczne panelistki zapewniły nas, że w swoich krajach będą głośno mówić o sytuacji w Polsce i protestować przeciwko tak restrykcyjnej ustawie, jaką proponują nam środowiska pro-life. Nie jesteśmy same!

***

Francuska Narodowa Federacja Wolnej Myśli przesłała do Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego deklarację w sprawie projektu ustawy antyaborcyjnej w Polsce, którą ma zamiar przekazać polskiemu rządowi poprzez ambasadę RP we Francji. Treść deklaracji TUTAJ.

A oto list Chorwatek:

Sieć kobiet Chorwacji

Zagrzeb 6 kwietnia 2016

Chorwatki solidarne z Polkami w walce o bezpieczną i legalną aborcję dla wszystkich kobiet!

Sieć Kobiet Chorwacji śle wyrazy wsparcia dla polskich kobiet walczących przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji w Polsce w związku ze zwiększaniem wpływu Kościoła Katolickiego na politykę państwa.

Łączymy się z Wami w naszej wspólnej walce o prawa kobiet i świeckie państwo! Ciało kobiety należy tylko do niej i nikt inny nie ma prawa do decydowania o nim!

Żądamy prawa dostępu do bezpiecznej i legalnej aborcji dla wszystkich kobiet w Polsce, Chorwacji i na całym świecie!

Z feministyczną solidarnością

30 organizacji należących do Sieci Kobiet Chorwacji

Tłumaczenie Nina Sankari (ze strony Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego)

 

Już wkrótce tekst o postaborcyjnej traumie.