chess-1483735_1920

Jak ocalić Polskę? Ksiądz wie.

chess-1483735_1920Oto jak nami klechy grają. Na to morze faktów objawionych trudno znaleźć kontrargumenty, bowiem logika, czy jakiekolwiek racjonalne myślenie mają się nijak do teologicznego bełkotu ks. prof. Tadeusza Guza.

W tym sensie Polska jako idea jest w myślach Bożych wieczna jak sam Bóg (…) wszystko, co stanowi o Polsce, pochodzi od tego Boga Ojca, który w swoim Synu pomyślał Polskę i w Nim oraz z Nim i Duchem Świętym ją stworzył (…)

Polska jest zatem Boża – pochodzi od Boskiego Stwórcy, ponieważ tylko i wyłącznie ON podarował Polsce realne istnienie. Naród Polski, Ojczyzna i Państwo Polskie są z ustanowienia Boskiego. To znaczy, że nasze myślenie o Polsce i wszelkie działanie tylko wtedy będzie mieć najgłębszy fundament, gdy Polska na płaszczyźnie natury i łaski, czyli rozumu, pamięci i wolnej woli duchowej oraz na płaszczyźnie łaski przyjmie bez skrótów tę prawdę o Boskim pochodzeniu Polski.

Jasne? Jasne. Bóg stworzył Polskę, która jest wieczna. Nie ma się co spinać, budować, ratować, rozwijać – papa niebiański wszystkim się zajmie. I pomyśleć, że tyle niepotrzebnej krwi zostało przelanej chociażby w powstaniach narodowych, czy podczas II wojny światowej. Wystarczyło w domu tyłki grzać i spokojnie czekać na pierdnięcie Boga, który dziki wiatrom zmiótłby wrogów swojej ukochanej krainy, na której tronie posadził zarówno syna swego, jak i swoją konkubinę.

Zwracam jeszcze uwagę na zrównanie łaski z rozumem. Jakie to typowe! Zygota to człowiek, nasiono to drzewo, jako to kura, ksiądz pedofil to ofiara, niemożliwe do udowodnienia bzdety, to prawda objawiona, do której potrzeba rozumu, aby ją przyjąć za pewnik.

A teraz trochę o obecnej sytuacji politycznej, choć wiadomo, że księża do polityki się nie wtrącają:

W każdym momencie naszej egzystencji w Narodzie, Ojczyźnie, Państwie, tj. w Sejmie, Senacie, Rządzie i na Urzędzie Prezydenckim kultywujmy tę prawdę oraz każdy akt myślenia i działania opierajmy na Chrystusie. Problem jest w tym, że niektórzy Polacy-katolicy odrzucają tę prawdę w przestrzeni swojego życia codziennego, zawodowego, naukowego, politycznego, państwowego czy kulturowego.

Takim przykładem jest anarchistyczna grupa Posłów RP, która okupuje gmach Sejmu RP i hańbi tym skandalicznym aktem tzw. terroryzmu miękkiego nie tylko naturalną, lecz nadprzyrodzoną godność Polski w szerokim tego słowa znaczeniu na arenie międzynarodowej i wewnątrz kraju. Protest bowiem podlega tym samym rygorom prawno-moralnym, co i pozytywne ludzkie działanie, tzn. musi mieć intencję, kształt i cel dobra jako dobra.

Protestowanie zatem na gruncie ideologii neomarksizmu zachodniego, począwszy od lat 30. poprzez 60., aż po obecny neokomunistyczny genderyzm, jest gruntownie błędne i trwanie w nim jest kłamstwem, ponieważ usiłuje detronizować Boga jako ostateczną Rację bytu Polski.

I sugestia dla polityków, aby sobie przypomnieli o tym, że prawo boskie stoi nad ludzkim, co powinno być oczywistą oczywistością:

Ale błądzą zasadniczo także i ci politycy polscy, którzy wprawdzie akceptują Boga w porządku wiary, czyli w swoim życiu osobistym, ale nie uwzględniają Jego realnej Obecności w konkretnych aktach politycznych: stanowienia prawa w Sejmie i Senacie RP czy orzekania w prawie w wielu instancjach sądowych RP, czy w aktach kierowania Państwem Polskim i to jest także istotny problem aktualnej postaci polskiej polityki.

Jeżeli nie jestem w błędzie, to mogę stwierdzić, że istnieje zaledwie mała grupa najwyższych Reprezentantów w Rzeczypospolitej Polskiej, która mądrze i sumiennie, rzetelnie i konsekwentnie wciela w konkretną polityczną służbę Narodowi Polskiemu naukę o Jezusie Chrystusie jako wraz z Ojcem i Duchem Świętym Stworzycielu Polski. Odczytywać, studiować, przekazywać i bronić myśli Boga jako Króla, czyli Władcy Polski, na temat prawa, państwa i polityki najwyższą sztuką rozumu politycznego w Polsce katolickiej.

Kim jest polityk w sensie bycia osobą ochrzczoną? On jest po prostu tłumaczem Ewangelii na język prawa, na język państwa, na język polityki, nauki, gospodarki itd. On nie musi ani razu użyć Imienia Jezusa Chrystusa, ale wszystkie myśli, słowa i czyny, jak każdy chrześcijanin w swoim obszarze życia i działania, powinien ukształtować na tym jednym odwiecznym „Słowie Boga Ojca”, czyli na Jezusie Chrystusie. Tylko bowiem w Chrystusie i przez Chrystusa, w którym „wszystko zostało stworzone, i to, co widzialne, i to, co niewidzialne”, każda myśl, każde słowo i każdy czyn ludzki zyskują swoją najwyższą doskonałość.

Nie dość bronić Polski i Państwa od grożącej im dechrystianizacji. Trzeba w życiu zbiorowym rozbudowywać pierwiastki chrześcijańskie. Reklamie i propagandzie racjonalizmu i laicyzmu przeciwstawić trzeba zdwojony czyn katolicki. Trzeba odważnie doprowadzać ducha ewangelicznego tam, gdzie się snuje życie publiczne, gdzie się układają nowe ustroje. Ci, którzy z woli katolickiego narodu mają zaszczytne mandaty publiczne, powinni w swoim sumieniu chrześcijańskim szukać nakazów i dyrektyw, jak kraj prowadzić drogami Chrystusowej etyki i sprawiedliwości.

I zupełnie niepotrzebne przypomnienie (bo przecież wszyscy o tym wiedzą), że katolicyzm jest jedyną słuszną wiarą, oraz uświadomienie nieświadomym, że opozycja z KOD-em na czele, to ramiona samego szatana:

Żadna inna wiara nie daje takiej łaski, ponieważ jako nie-Chrystusowa jej po prostu nie posiada. A cóż powiedzieć o zdeprawowanych duchach, które jak np. wielu reprezentantów Nowoczesnej, Platformy i KOD-u w Polsce są pełne pustych, zakłamanych i negatywnych, a nawet niszczycielskich frazesów ideologii neokomunizmu, względnie neoliberalizmu światowego i dlatego są w istocie swojej destrukcyjne: antyludzkie, antynarodowe, antypaństwowe, antypolityczne oraz dążące do zniszczenia nauki, prawa, moralności, religii, Kościoła, sztuki i całej kultury, ponieważ wyrastają z rewolucji kulturowej neomarksistowskiej szkoły frankfurckiej.

Polska jest od ponad 1050 lat Chrystusowa, a nie w stylu „totalnej opozycji” Nowoczesnej i Platformy neokomunistycznie, anarchistycznie i nihilistycznie KOD-owa!

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, kim jest prawdziwy Polak, to proszę bardzo, dowie się tego tutaj.

Dlatego polska droga do zwycięstwa wiodła w historii i nadal wiedzie przez Chrystusa i w Chrystusie. Tylko w Nim zawsze zwyciężaliśmy w przeszłości i tylko w Nim możemy zwyciężać dzisiaj i w przyszłości. Kto zatem uznaje Chrystusa za Boskiego Króla i żyje tą Prawdą o Bogu jako Władcy Polski, ten jest prawdziwym Polakiem-katolikiem i zarazem prawdziwym współtwórcą i odnowicielem Polski, pracującym dla jej doczesnej i wiekuistej szczęśliwości.

Kijowskiemu będzie pewnie smutno, kiedy przeczyta te słowa. On takim gorliwym katolikiem przecież jest. Ech! Biedny Mateusz:

Kto zatem, jak wspomniane środowiska Nowoczesnej, Platformy i KOD-u, które pozwalają się swoim neokomunistycznym i neoliberalistycznym – ideologicznym mocodawcom zredukować do bezmyślnych, zniewolonych i bezkrytycznych narzędzi w ich „totalnie” destruktywnych planach – również względem odradzającej się w różnych sferach naszego bytu narodowego i państwowego Polski – ten mówi radykalne „nie” względem Polski chrześcijańskiej i jako takiej dążącej pewnie w Bogu Objawionym do wyzwolenia ze zła wszelkiego grzechu, ze śmierci i niewoli szatana.

I zlecenie dla służb państwowych, żeby się zaopiekowały drugim sortem, współpracownikami szatana, oczywiście dla naszego dobra :

Kto uczestniczy w tym procesie odcinania Polski od Boskich źródeł zbawienia: od Chrystusa i Jego Ewangelii, od Jego Krzyża i Jego Kościoła św., od Jego Prawa, Miłości i innych Łask, koniecznych dla wyzwolenia Polski w pełnym wymiarze, w sposób świadomy i wolny, ten jest deprawatorem i niszczycielem Polski, a zatem współpracownikiem szatana jako deprawatora Polski i świata par excellence i powinien być przedmiotem specjalnej troski naszych służb bezpieczeństwa Państwa, aby nie doszło do dramatu anarchistycznego „marszu przez instytucje” tej samej rewolucji kulturowej lat 60. co u naszych zachodnich sąsiadów, z czym one do dzisiaj nie mogą sobie poradzić i co uwidacznia się w relacji Unii Europejskiej do Rzeczypospolitej Polskiej.

A na koniec pełen troski apel do przeciwników PiS-u, czyli samego Boga, bo to przecież równoznaczne. Niezmiernie wzruszające, radzę przygotować chusteczki:

Polska pragnie zmartwychwstawać w Chrystusie do życia w Królestwie Niebieskim, a nie umierać na wieki w upadłym aniele, „ojcu kłamstwa”, który zrzuca swoich niewolników do przepaści tragicznego piekła. Szanowni Państwo, Panie i Panowie z nadmienionych ugrupowań politycznych, pozwólcie ogarnąć się jak nasz Naród katolicki w Polsce, pochodząc od tego samego Pana Wszechrzeczy, Chrystusowi jako Stwórcy i Zbawicielowi, który też Was z Miłości stworzył i z Miłości zbawił, abyście nie zatracili Polski w śmiercionośnych oparach antyboskich ideologii i tym samym nie zatracili siebie – przepiękne i niepowtarzalne bytowości personalne – na wieki w krainie szatana.

Źródło.

right-707516_1280(1)

Polemika z polemiką do tekstu Elizy Michalik :-)

right-707516_1280(1)Całkiem niedawno umieściłam na swoje tablicy na fb manifest Elizy Michalik pt.: „Stop nachalnej katopropagandzie”. Można go przeczytać TUTAJ. Jednym zdaniem w teksie tym Eliza wysuwa żądania, pod którymi podpisałam się obiema rękami. Mój internetowy znajomy w komentarzach wstawił mi tekst polemiczny autorstwa Magdaleny Żuraw, z pytaniem: „To jak? „Pojedziemy” p. Żuraw?” Pojedziemy, bo ja uwielbiam wyzwania.

Żeby łatwiej się było zorientować, moje komentarze są pisane kursywą, tekst Magdy Żuraw normalną czcionką a Elizy pogrubioną.

Znana plagiatorka Eliza Michalik, przed laty zapalczywa autorka pism prawicowych (i takich „reakcyjnych” artykułów jak „Manipulacje homoseksuanych” czy „Całe kłamstwo o aborcji”), doznała jakiś czas temu głębokiego metafizycznego wstrząsu, w wyniku którego przepoczwarzyła się w gorliwego zapiewajłę salonu w rodzaju Tomasza Wołka czy Cezarego Michalskiego (tyle że z mniejszą ilością oleju w głowie).

Że łot? Sprawdzam u cioci Wikipedii. No przykre. Eliza karierę dziennikarską rozpoczęła w „Gazecie Polskiej”. Jakby ktoś nie wiedział jest to pismo o profilu prawicowo-konserwatywnym. Jakby tego było mało, publikowała też w „Gościu Niedzielnym” (tygodnik katolicki) i „Ozonie”. Czyżby Palikot w spódnicy? To się jeszcze okaże. Palikot front zmieniał przynajmniej dwa razy. Od kościelnego sługusa po zagorzałego antyklerykała, po czym podobno (jak stwierdziła podczas Dni Ateizmu Joanna Senyszyn), na własnym blogu przeprosił za swój antyklerykalizm.  Z tego, co przedstawia nam autorka, Eliza zmianę frontu zaliczyła raz. Dlaczego? Nie wiem, nie wnikam. My ateiści, racjonaliści, zwolennicy rozdziału Kościoła od państwa, co rusz podniecamy się jej tekstami.   Bo są pisane przystępnym dla każdego językiem i mówią o tym, co popieramy. Wytknięcie Elizie tej nieciekawej przeszłości ma ją zdyskredytować w naszych oczach. Czy dyskredytuje? Niech każdy z tą wiedzą robi, co chce. Wiem tylko, że podczas jednego z paneli podczas Dni Ateizmu na sali pełnej ateistów było tylko pięć osób nieochrzczonych, w tym ja i mój syn. Pozostałe osoby, jak można się domyślać, chodziły na religię, były u Komunii, może nawet brały śluby kościelne. Aż przyszedł moment, kiedy miejsce Ducha Świętego zastąpiło Oświecenie. Czy to samo spotkało Elizę? Nie wiem. Ale czym więcej takich odwróceń, tym lepiej. A może po prostu jest to jej pomysł na karierę? Musiałaby być skończoną idiotką, żeby karmić nas swoimi antyklerykalnymi tekstami tylko po to, aby co niedziela się z nich spowiadać w konfesjonale.

I jak to „plagiatorka”? Ciocia Wiki rzekła:

W 2003 została oskarżona o naruszenie praw autorskich Hanny Harasimowicz-Grodeckiej, przez wykorzystanie fragmentów jej tekstów, w jednym ze swoich artykułów (…) bez powołania się na źródło. Wkrótce potem „Gazeta Polska” opublikowała przeprosiny.

Była autorką bloga w serwisie Salon24.pl. Na początku 2007 w komentarzach do jej notatek ponownie zaczęły pojawiać się oskarżenia o plagiaty. Usuwanie tego typu komentarzy spowodowało, że sprawę opisał w swoim blogu Gniewomir Świechowski, a potem powstał blog kolejny, o nazwie Eliza Watch, w którym internauci wpisywali fragmenty tekstów Elizy Michalik, porównując je z domniemanymi źródłami. 23 lutego 2007 Igor Janke poinformował o zakończeniu współpracy Salonu24 z Elizą Michalik.

Nawet nie będę próbować obrony. Plagiat to paskudna sprawa. Oto dowód na to, że nauka mojego taty ma głęboki sens: „nie ma autorytetów, bo nie ma ludzi nieskazitelnych”. 

Dalej Magdalena Żuraw pisze w stylu, który bardzo lubię:

Można by to zbyć milczeniem, gdyby nie fakt, że ostatni tekst redaktor Michalik, zatytułowany „Stop nachalnej katopropagandzie”, świadczy o tym, iż ów wstrząs był na tyle głęboki, że samo myślenie o wartościach, które wcześniej wychwalała, doprowadza ją dziś błyskawicznie do granicznego stanu emocjonalnego, nieustępującemu w niczym psychicznym uniesieniom Stefana Niesiołowskiego.

Naprawdę się uśmiałam. Nie darzę Niesiołowskiego szacunkiem, chociaż za PRL-u za swoją działalność siedział w więzieniu, a Jarek nie siedział 🙂  Do tego Niesiołowski to osoba epatująca swoją wiarą. Dlaczego do niego Magda przyrównuje Elizę? Ano dlatego, że Niesiołowski jest z PO.  A nie dało się przyrównać stanu emocjonalnego Elizy do psychicznych uniesień Krystyny Pawłowicz? No nie, ona jest z PiS. Nie ważne, że bredzi, jak nawiedzona dewota, po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia i to nie z UFO, tylko z innego rodzaju niebiańskimi istotami.

Jakie są główne myśli manifestu redaktorki Michalik? Otóż „żąda” ona, by:

Kościół katolicki oddał zabrane „niezgodnie z prawem” 24 mld zł

Te 24 miliardy to kwota wzięta od byłego posła SLD Sławomira Kopycińskiego, który wyliczył, że tyle właśnie Kościół otrzymał od Komisji Majątkowej za majątek skradziony mu przez komunistów. Problem w tym, że poseł Kopyciński zbłaźnił się – o czym pisała już w 2010 r. „Rzeczpospolita” – i wyliczył tę astronomiczną sumę, nie uwzględniając „drobnego” faktu, że w 1995 r. złotówka uległa denominacji. Rzeczywista kwota to 107,5 mln zł, pani redaktor Michalik.

Nie wiem, ile w gardło nasz kraj pod rządami każdej opcji politycznej wepchnął kościelnej, nienażartej i nieposkromionej bestii. Nawet nie chce mi się sprawdzać, czy Eliza zawyża kwotę, czy Magda zaniża. Wiem jedno, każda złotówka wydana na tych pasożytów watykańskich to zmarnowana złotówka, odebrana potrzebującym rodzinom, głodnym dzieciom, samotnym matkom, ludziom chorym, bezdomnym, potrzebującym. Madzia sugeruje, że 107,5 mln to mało? To niech oddadzą, będzie na waciki. Albo na refundację leków, której odmawia się tak wielu ludziom w naszym kraju. A za to według mnie powinien być stryczek.

„Majątek skradziony przez komunistów”? A ile czarna stonka sobie wzięła bezkarnie, bo polskie rządy, jeden po drugim płaciły za to, żeby móc ich lizać po dupach, jak ekskluzywne prostytutki? Z tym że w wypadku dziwek, klient płaci, klient wymaga, a tu relacje są odwrotne. Klient płaci a ta jeszcze nosem kręci, kaprysi, wysuwa coraz to nowe żądania. Aż mi się dowcip przypomniał, doskonale ilustrujący opisaną przeze mnie sytuację:

Idzie facet ulicą patrzy, a tam strzałka z napisem: „Burdel u Sióstr Urszulanek”. Postanowił skorzystać. Wszedł do środka, a tam za biurkiem siedzi stara zakonnica i pyta:
– Czego pan chciał?
– N… no… skorzystać z usług…
– 500,- zł proszę i niech pan idzie w te drzwi po prawej.
Zapłacił i poszedł, a tam na końcu korytarza kolejna, już młoda zakonnica.
– Witam pana. W czym mogę pomóc?
– Chciałem z usług skorzystać.
– Poproszę 300,- zł i zapraszam do drzwi po lewej.
Zapłacił, poszedł i na końcu korytarza widzi nowicjuszka siedzi przy stoliczku…
– Dzień dobry.
– Dzień dobry, chciałem skorzystać z usług.
– Ach, tak… 100,- zł i te drzwi za mną.
Już tyle wydał, że stówa go nie zbawi. Zapłacił i wszedł drzwiami, które wskazała mu nowicjuszka. Drzwi za nim zatrzasnęły się. Nagle zorientował się, że stoi na dworze. Chciał zawrócić, ale od zewnątrz w drzwiach nie było klamki, za to zauważył na nich tabliczkę z napisem: „Właśnie zostałeś wyruchany przez Siostry Urszulanki”.
 
Magda wymienia kolejne żądania z tekstu Elizy:

 „księża-pedofile” szli do więzienia jak wszyscy inni pedofile

A co z księżmi-plagiatorami?

A CO Z KSIĘŻMI-PLAGIATORAMI??? Tylko tyle ma Madzia do powiedzenia na temat księży pedofilów i ponoszenia przez nich odpowiedzialności? Dzieci nie ma? Żaden ksiądz jej dziecka nie zeszmacił? Nie odarł z godności? Nie zniszczył mu życia? Jak widać, umiejętność ubrania myśli w gładkie słówka nie świadczy o tym, że się myśli. Według Madzi jest dobrze, jak jest. Zwyrodnialec w sutannie może być do upadłego chroniony przez Watykan, a mała ofiara może być odsądzana od czci i wiary, ponownie skopana przez środowisko, w którym mieszka, osamotniona, pozbawiona możliwości zadośćuczynienia krzywd i pocieszenia faktem, że bydle, które ją skrzywdziło, pójdzie do więzienia, a tam kumple spod celi wymierzą mu starotestamentową sprawiedliwość pt. „oko za oko, ząb za ząb”. Nie powiem ci Madziu, czego ci w tym momencie życzę.

Co więcej, po tym fragmencie odechciało mi się czytać dalej jej wypocin. O czym dyskutować z człowiekiem, który twierdzi, że gwałt na bezbronnym, ufnym dziecku jest przestępstwem równym plagiatowi? Nie wiem, może o tipsach? Może o pogodzie? Może o przepisach kulinarnych? Tak więc dalej czytam już z ogromną niechęcią i jakby wbrew sobie. Inaczej tekstu mojego nie będzie 🙂

by z papieża można było żartować jak z każdego innego dyktatora

Pani redaktor Michalik radzę zajrzeć do Słownika Języka Polskiego. Można się z niego dowiedzieć, że dyktatura to „forma sprawowania absolutnej i nieograniczonej władzy przez jedną osobę lub grupę osób, mającą poparcie wojska i policji”. Czy Benedykt XVI i Jan Paweł II byli dyktatorami? A może jednak monarchami?

A ja radzę dla odmiany zajrzeć pod dekiel, przekopać  katopropagandową papkę i sprawdzić, czy jeszcze coś z rozumu w głowie zostało. To, że władza papieża jest absolutna i nieograniczona w świecie katolickim, jest chyba jasne, nawet dla Madzi. Wnioskuję więc, że czepiła się, jak menda jajek, tej policji i wojska. Że niby Watykan nie ma własnej armii, oprócz Gwardii Szwajcarskiej, której armią raczej nazwać nie można? To skąd się brały krucjaty krzyżowe? A armia błogosławiona przez funkcjonariuszy KK, to nie pośrednio armia Watykanu? A mało to razy Watykan wspierał swoich sługusów we wszystkich wojnach na świecie, a jego funkcjonariusze czynnie brali udział w rzeziach i przez wiele lat, a może i całe życie unikali odpowiedzialności? W imię boga, którego sama Madzia wyznaje, tego boga, który (gdybyśmy uznali, że istnieje), jest największym zbrodniarzem w historii ludzkości (sprawdzić w Biblii, jak ktoś nie wierzy), ludzie urządzali sobie nawzajem kaźnie. A jeśli już Madzia chce nazywać papieży monarchami, to czemu nie dodaje słowa „absolutnymi”?

szacunku dla swojej prywatności, swojego rozumu i swojego sumienia

O szacunku dla prywatności i sumienia plagiatorka nie powinna się chyba wypowiadać, a żądanie szacunku dla rozumu kogoś, kto „w swych pojęciach moralnych odznacza się nie większą głębią sądów niż konsjerżki i utrzymanki” (Baudelaire o George Sand) jest zwykłą bezczelnością.

Nie przyszło Madzi do jej katoprawicowej główki, że chodzi tu nie o Elizę tak naprawdę, tylko o prywatności, rozum i sumienie każdego człowieka? Choćby moja prywatność, rozum i sumienie. Jak mi debil jakiś powie, że muszę urodzić, kiedy zostanę zgwałcona, bo wróżka zębuszka… tzn. św. Mikołaj…, nie! To była jakaś inna bajka. Już wiem! Bo jakiś bóg siedzący na tronie w niebie tak chce – ryzykuje śmiercią. Każdego w końcu mogą ponieść nerwy, nawet mnie 🙂 Czy to nie jest wtrącanie się do mojej prywatności, rozumu i sumienia? Kiedy moje niewierzące dziecko uczy się podczas edukacji wczesnoszkolnej o tym, co to jest „święconka” i co wchodzi w jej skład, to jest to w porządku wobec niego? A wydawałoby się, że skoro nie chodzi na religię, jest chronione przed indoktrynacją katolicką. No niestety. Nie w kraju, w którym nie szanuje się prywatności, rozumu i sumienia.

by nie wchodzono jej do łóżka, na porodówkę i do portfela, nie dyktowano, jak się kochać, jak ma się począć jej dziecko i jak urodzić – z cesarką czy bez

Panom, którzy weszli do łóżka redaktor Michalik, i podyktowali jej, jak ma się kochać, stawiam dobre wino.

W takim razie ja cię Madziu trzymam za słowo. Bo w tej chwili masz po butelce do postawienia (no, chyba że to miała być tylko lampka wina) każdemu księdzu w tym kraju. Stare dziady w kieckach, które teoretycznie nic o seksie nie powinni wiedzieć (w praktyce różnie bywa) twierdzą, że seks powinien służyć prokreacji, że kobieta powinna rodzić drogami natury i to bez znieczulenia, bo wyimaginowana postać rodem z mitów stwierdziła ponad 2000 lat temu podobno, że kobieta w bólach za karę ma rodzić. Wmawiają również ludziom, że in vitro jest złem, bo skoro bóg nie dał dziecka, to nikt inny nie ma prawa go dawać, że połączenie komórki męskiej i żeńskiej to cierpiące, niewinne, przerażone dziecko, poddane katordze, czyli zamrożeniu. Siedzą uwięzione w zamrażarkach i płaczą. Mówią, że wszelka antykoncepcja jest zła, bo kobiety stosujące ją, traktowane są instrumentalnie, bez szacunku, jak obiekty seksualne i nawet do głowy im nie przychodzi to, że kobiety mogą uwielbiać seks, uprawiać go z kim chcą i zabezpieczać się dla swojego zdrowia i ochrony przed niechcianą ciążą. Do tego ci, którym się całkiem w łbach poprzewracało i przyjmują starożytne nauki kościoła jak wyrocznię, za kobiety podejmują decyzję, o urodzeniu dziecka zmaltretowanego przez naturę (tzn. boga) tylko po to, żeby wiele godzin umierało w cierpieniu. To nie jest wchodzenie do łóżka i na porodówkę?

by bez jej zgody nie wydawano jej pieniędzy „na budowę kościołów, kilkunastometrowych Jezusów i matek boskich

Ja z kolei żądam, żeby bez mojej zgody nie wydawano pieniędzy na budowę Stadionów Narodowych, na urzędników w ministerstwach, a nawet na państwową oświatę. I co z tego?

Ano to z tego Magdo, podobno wykształcona, że ze stadionów czy oświaty, czy nawet tych urzędników jest jakiś pożytek dla ogółu. Twoja brocha, że np. nie lubisz sportu. Natomiast jaki pożytek dla ogółu widzisz w budowie kolejnych świecących pustkami świątyń, czy świętych monumentów, których według twojego Pisma Świętego budować nie wolno!? Drugie przykazanie według twojej świętej księgi:

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.”

Być może twoja wiara jest tak mała, że dopiero kiedy stajesz w cieniu kupy betonu uformowanej na kształt Jezusa, zaczynasz czuć jej wielkość. Ale za czasów Mojżesza, a i w czasach wczesnego chrześcijaństwa, za oddawanie czci figurkom, choćby nie wiem, jak dużym, czy obrazkom, groziła surowa kara.

by nie zmuszano homoseksualistów do leczenia i zaprzestania prześladowań ludzi za to, że są inni

Jeżeli w Polsce ktokolwiek zmusza homoseksualistów do leczenia, to żyjemy w dwóch różnych państwach.

Ależ skąd! Żyjemy w jednym. Tyle że ty uległaś katoprawicowej propagandzie i belki w oku swoim nie dostrzegasz. Proponuję obejrzeć choćby współczesny, polski film dokumentalny Konrada Szołajskiego, pt. „Walka z szatanem”. O egzorcyzmach, więc pewnie cię zainteresuje. Jedną z bohaterek jest dziewczyna czująca pociąg seksualny do zakonnicy. Zobacz, jak jej Kościół pomaga, jak wysyła ją do pseudo specjalistów katolickich i odprawia na niej egzorcyzmy. Naprawdę nie słyszałaś nigdy od swoich katolickich kumpli, że homoseksualizm to choroba, którą trzeba leczyć? Nie słyszałaś o wysyłaniu księży na „leczenie”, które polega m.in. na odosobnieniu i modlitwie? A dlaczego odnosisz się tylko do leczenia a do prześladowań już nie? Bądź prawdziwą katoliczką i przyznaj, że homoseksualiści zasługują na śmierć, bo twoja Biblia tak naucza. 

zaprzestania szantaży moralnych i wyzwisk

Rozumiem, że chodzi o wytykanie pani redaktor licznych plagiatów?

Ja też nie wiem, o co chodzi Elizie. Ja tam lubię się czasem z wami powyzywać. Kilka słów na k… i od razu człowiekowi lepiej, co w uzasadnionych przypadkach usprawiedliwia nawet sam prof. Miodek. 

chronienia wszystkich moich uczuć tak, jak chroni się uczucia katolików

Wszystkich? Zazdrości i lęku też?

Brawo Madzia! Chwyciłaś się tych słów Elizy jak ostatniej deski ratunku. Rzeczywiście wszystkich jej uczuć obronić się nie da. Ale nie rżnij z łaski swojej głupa, i nie mów, że nie wiesz o tym, że uczucia religijne (cokolwiek to oznacza) są chronione w Polsce prawnie. Jest na to paragraf w kk. Na obrazę uczuć niewierzących nie ma żadnego paragrafu. Chodzi mi o konkret. Skoro mamy zapis: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”; to tak dla równowagi przydałby się zapis: „Kto obraża uczucia ateistyczne (taki sam bzdet, jak uczucia religijne), ogranicza wolność do ich publicznego wyrażania oraz promowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Ciekawe co Madzia na to?

powstania Krajowej Rady ds. przeciwdziałania katopropagandzie, która będzie karała katolickie stacje za obrazę ateistów i obywateli innych niż katolickie wyznań”

Dwa miesiące temu ta sama redaktor Michalik pisała: „Minister Boni powołuje do życia Rządową Radę Przeciw Mowie Nienawiści, Ksenofobii oraz Agresji i Dyskryminacji w Życiu Publicznym – pomysł godny Hugo Chaveza. Bo w normalnych demokracjach nie ma zajmowania się przestępstwem, dopóki do niego nie dojdzie. A jak już dojdzie – są od tego sądy”. Bez komentarza.

Nie wiem, co napisała Eliza w tym tekście. Wiem natomiast, że jest coś takiego, jak Parlamentarny Zespół ds. przeciwdziałania ateizacji Polski. To może tak, choć dla równowagi (czytaj: dla równego traktowania wszystkich obywateli) powołać jednak tą radę przeciwko katopropagandzie? Bo niedługo będziecie uczyć nasze dzieci, że ziemia jednak jest płaska i ma tylko ok. 6 tys. lat, Bóg naprawdę wstrzymał kiedyś słońce, w jeden dzień stworzył ziemię i tym podobnych bzdur.

prawa do nielubienia kiboli, uważania ich za zwyczajnych bandytów i chuliganów

Nikt pani redaktor Michalik tego prawa nie odmawia.

A nazywanie kiboli przez księdza podczas ich pielgrzymki do Częstochowy „bohaterami XXI w.” to pikuś? Pani redaktor Magda o tym nie słyszała? Bohaterowie narodowi (uznani za takowych tylko z tego powodu, bo są wierzący) dali popis bohaterstwa choćby na ostatnim meczu na stadionie narodowym.

prawa do życia w państwie prawa, a nie takim, w którym można zdemolować, obrazić, pobić, opluć, znieważyć, pomówić, szarpać – zrobić wszystko co najgorsze, byle zasłaniając się religią i patriotyzmem”

To żądanie proszę kierować do rządzącej od prawie 6 lat Platformy Obywatelskiej. Ona odpowiada za stan „państwa prawa”.

I dopiero tu sprawdziłam daty publikacji obu tekstów. O cholera! Na blogu Michalik zamiast daty widnieje napis „dawno temu”. Nad tekstem Magdy widnieje data 12 marca 2013. Ja się tyle napisałam, a może Madzia już dawno zmieniła front, jak wcześniej uczyniła to Eliza? Sprawdzam. Nazywano ją Aniołkiem Kaczyńskiego, była w sztabie wyborczym obecnego prezydenta. Tkwi więc wciąż po ciemnej stronie mocy, chociaż dla mnie to akurat dobrze. Skoro nie zmieniła poglądów, kontynuowanie przeze mnie pisania tego tekstu ma sens.

rozdziału Kościoła od państwa

Jedyny konkretny postulat (z którym się zresztą nie zgadzam, ale można na ten temat dyskutować)

Ależ ja jestem ciekawa, dlaczego Madzia nie zgadza się z rozdziałem Kościoła od państwa? Co takiego strasznego stałoby się dla Polaków, gdyby do tego rozdziału faktycznie doszło? Czy sytuacja wierzących zmieniłaby się diametralnie? Przecież oni powinni przestrzegać nauk Kościoła, niezależnie od tego, jaką rolę ten Kościół zajmuje w państwie. W związku z tym w laickim państwie, w którym obowiązywałoby laickie prawo, wyznawcy boga mogliby stosować się i tak do boskich praw, a ludziom wolnym daliby prawo, do stosowania się do praw świeckich. Doceniam, że Madzia nie powiedziała (jak na przykład była premier Kopacz, czy były prezydent Komorowski), że przecież mamy rozdział Kościoła od państwa, zwany życzliwym, czy też przyjaznym 🙂

zaprzestania zapisywania katolickich bredni, sprzeciwiających się ustaleniom nauki i zdrowemu rozsądkowi i katolickich subiektywnych przekonań w formie obowiązujących mnie ustaw, których nie mogę złamać pod groźbą kary, także więzienia”

Ja żądam z kolei zaprzestania zapisywania socjalistycznych i ateistycznych bredni, sprzeciwiających się ustaleniom nauki i zdrowemu rozsądkowi w formie obowiązujących mnie ustaw.

A ja żądam puknięcia się w czoło czymś ciężkim. Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy prawo do aborcji bez żadnych zastrzeżeń, tzn. do 12 tygodnia ciąży, jak to było kiedyś. Przypuśćmy, że ja usuwam niechcianą ciążę. Madzia, wierząca, zgwałcona przez kilku śmierdzących bydlaków, nie usuwa ciąży. Każda z nas postępuje zgodnie ze swoim sumieniem. Czy jedna do drugiej może mieć pretensje? A obecnie obowiązująca ustawa o aborcji zwana bezczelnie „kompromisem” to nie ukłon w stronę „katolickich bredni”? 

Brakuje mi przykładów tych ateistycznych bredni przeczących nauce i zdrowemu rozsądkowi. Nie wiem, do czego mam się odnieść, bo jeśli chodzi o tekst Elizy, mogłabym przykłady na katolickie brednie sypać z rękawa.

zaprzestania miotania obelg, zniesławiania i odsądzania od czci i wiary wszystkich, którzy nie wierzą w Boga

To ciekawe. Jak można NIE ODSĄDZAĆ OD WIARY ludzi, którzy nie wierzą w Boga?

Gdyby tak Madzia zdjęła katolickie okularki, załapałaby, że „odsądzanie od czci i wiary” oznacza, złe wypowiadanie się o kimś, uznawanie kogoś za osobę niehonorową, nieuczciwą, niemoralną itp. 

edukacji, w tym seksualnej

Można zrozumieć, że redaktor Michalik żąda edukacji seksualnej („cnotliwa nie ma świadków na gładkość swych pośladków”, pisał Jan Sztaudynger), po co jednak o tym pisze, zamiast udać się do seksuologa? Bo chyba nie chodzi przecież o powszechną edukację seksualną, byłoby to bowiem „wchodzenie do portfela” wszystkich podatników, przeciwko czemu autorka tekstu kilkanaście zdań wcześniej protestowała.

No niestety, dla dobra obywateli, o które państwo powinno dbać w szczególności, czasem do ich portfeli trzeba zajrzeć, można nawet nie mieć skrupułów, skoro tyle lat za publiczne pieniądze ciemnotę się dzieciom wbija do głowy na lekcjach katechezy. Edukacja seksualna to podstawa! Co prawda sama edukuję seksualnie moje dzieci, ale ucieszył mnie fakt, że mój syn miał w szkole w ramach zajęć spotkanie z seksuologiem, gdzie o penisach, waginach i seksie rozmawiało się, jak o pogodzie. Za to martwi mnie fakt, że na lekcjach Wiedza o życiu w rodzinie, młodziutka nauczycielka próbuje dzieciom wciskać katolicką propagandę. Wiem, że mogę syna z tych zajęć wypisać, ale on się na to nie zgadza, bo jak twierdzi, ma misję odwrócenia nauczycielki, z którą toczy na zajęciach dysputy. Trzymam za niego kciuki! 🙂

zaprzestania pouczania Polaków o moralności i życiu w cnocie przez funkcjonariuszy kościoła katolickiego często tarzających się w rozpuście, zbrodniach na dzieciach, intrygach,także politycznych

Czyli co? Zakazujemy wypowiedzi publicznych duchownym, jak w Korei Północnej?

I znowu Madzia słowem się nie zająknie na temat zarzutów Elizy wobec księży. Za to zauważa zamach na wolność słowa. Z tym że każdy człowiek „na poziomie” powinien brać za swoje słowa odpowiedzialność. Jak coś chlapnął niechcący, powinien za te słowa przeprosić. Jednak kiedy ktoś mówi jedno, robi drugie i udaje, że tak powinno być, nie zasługuje na to, żeby go słuchać, co więcej – powinien być odsunięty od możliwości publicznego wypowiadania się na jakiekolwiek tematy. Nazywajmy hipokryzję po imieniu.

zaprzestania wmawiania obywatelom, że religia katolicka to szkolny przedmiot taki jak fizyka czy chemia

No ale przecież jest to – w Polsce i w wielu innych krajach – szkolny przedmiot… Można się zgadzać lub nie z wprowadzeniem religii do szkół (ja np. jestem za prywatyzacją oświaty i likwidacją jednego obowiązkowego programu nauczania), ale twierdzenie, że religia nie jest szkolnym przedmiotem, ma taki sam sens jak mówienie, że szkolnym przedmiotem nie jest WF  lub plastyka.

Czyli Madzia nie ma dzieci, przynajmniej nie miała ich do marca 2013 r. Plastyka jest przedmiotem dlatego, że dzieci uczą się na niej historii sztuki. Przecież to nie tylko rysowanie, malowanie, lepienie z plasteliny. Ale nie będę się upierać przy tym, że jest to przedmiot niezbędny. Chociaż może właśnie na tych lekcjach dzieciom objawiają się różne talenty, poza tym uczy kreatywności, pobudza wyobraźnię i daje wytchnienie od przedmiotów, na których przekazywana jest duża ilość wiedzy do opanowania. Jak lekcje WF są ważne, wie chyba każdy. Nawet nie chce mi się rozwodzić na temat zbawiennego wpływu ruchu, gimnastyki, sportu na życie człowieka. Czego natomiast uczy religia? Moje dzieci nie chodzą, ale dużo wiedzą na ten temat od swoich rówieśników, czyli że: będą smażyć się w piekle, bo nie wierzą w boga, nie dostąpiły łaski pana, homoseksualiści są chorzy i popełniają grzech, aborcja to morderstwo, in vitro to zbrodnia, ateiści to źli ludzie, pedofilia w Kościele to wymysł lewaków, itd. Bardzo naukowa wiedza. Ba! Uczy o powstaniu człowieka czy ziemi zgodnie z Biblią, choć już nawet papieże odżegnywali się od brania tych biblijnych historii dosłownie. O potem dziecko idzie na lekcje geografii, historii, biologii i … dowiaduje się czegoś innego, pewnie nienaukowego, bo przecież zupełnie odmiennego z tym, czego dowiedziało się na lekcjach religii. 

Na zakończenie swojej polemik Madzia daje prztyczka w nos Elizie, pisząc o niej, jako o publicystce „dziesiątej kategorii”. Wnioskuję, że Madzia należy do kategorii co najmniej wyższej, jeśli nie pierwszej. Coraz bardziej nieskromnie zaczynam myśleć o sobie, chociaż żadna ze mnie publicystka. 

 

exchange-of-ideas-222789_1280

Ateistka vs ateista.

Ludzie! Ale się narobiło! Temat nr jeden wałkowany przez media, internet, a nawet ludzi na ulicach zaczyna spędzać mi sen z powiek. Już w szkołach moich dzieci małolaci gadają o przyszłych kolegach „Arabusach”. Ludzie na fejsbuku wyrzucają się z grona znajomych, z powodu różnic zdań na temat fali ludzi z krajów muzułmańskich zalewającej Europę. Z argumentów i kontrargumentów przeciwników i zwolenników przyjmowania uchodźców czy imigrantów można by ugotować zupę gęstą jak wojskowa grochówa. Łycha w niej zanurzona stoi już na baczność, a i tak co rusz ktoś dorzuca do gara kolejne składniki. Nie tylko politycy, nie tylko dziennikarze, nie tylko wierzący, ale i ateiści szczególnie aktywni w internecie.

Niektórym tak się w głowach pomieszało, że mają ateistów za ludzi lepszych od pozostałych. Z tego założenia wynika poważne rozczarowanie, kiedy okazuje się, że ateista to niekoniecznie humanista, albo niekoniecznie człowiek wystarczająco empatyczny, wystarczająco święty lub po prostu wystarczająco inteligentny. Wystarczająco dla osoby rozczarowanej. Problem polega na tym, że do samego hasła „ateista” dopisuje się swoje własne, życzeniowe definicje. A ateista to człowiek niewierzący w jakiegokolwiek boga czy bogów. Aż i tylko tyle. Ateistą może być ktoś bez skazy, jak również gość odbywający karę więzienia za morderstwo. To powinno być jasne dla wszystkich.

Wracając do grochówki. Nie wiem, czy zupa się przypaliła, czy też gar się przepełnił, ale ktoś postanowił nagle przyrządzić coś nowego – deserek i wmówić przy okazji wszem i wobec, że między innymi i ja jestem jego współautorką. Jeszcze, gdyby to słodkie danie wyszło dobrze, może nie miałabym nic przeciwko temu. Jak wiadomo, sukces lubi mieć wielu ojców, czy matek. Niestety, wyszedł zakalec, którego ani nie mam zamiaru jeść, ani potwierdzać nieprawdy, czyli że maczałam w nim palce.

Rzecz dotyczy tekstu kolegi „po fachu” pod tytułem „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”

Sam tytuł mnie zaskoczył. Nie wiedziałam, że mam pomysł! Przyznałam nawet w tekście „Przegląd debilizmów dni ostatnich”, że takowego nie posiadam. No cóż, może kolega, bardziej doświadczony w działalności ateistycznej wie lepiej ode mnie, czy mam pomysł, czy nie? Zanurzyłam się w lekturze. Wynurzyć się było znacznie trudniej. Z bagna ciężko się po prostu wykaraskać, tak jak wypisać z ateizmu tylko po to, żeby mnie nikt z tym tekstem nie identyfikował.

Autor tekstu proponuje pytania dla imigrantów (nie dla uchodźców, których gotów jest przyjmować bezwarunkowo) i od udzielonych przez nich odpowiedzi uzależnia przyjmowanie, bądź nieprzyjmowanie ich do kraju. A cóż to miałyby być za pytania? Jak się masz? Co u ciebie słychać? Co cię do nas sprowadza? Nie, nie! Coś znacznie bardziej śmiesznego. A oto propozycje:

„Czy bicie żony przez męża jest twoim zdaniem odpowiednie w zalecanych przez Koran sytuacjach”

I wyjaśnienie:

„Odpowiedź twierdząca mogłaby być powodem nie przyjęcia danej osoby do kraju europejskiego. Koran niestety usprawiedliwia przemoc rodzinną wobec kobiet.”

„Czy należy zabijać osoby, które wyrzekają się islamu?”

„Czy córce wychodzącej za niemuzułmanina należna jest śmierć?”

I wyjaśnienie:

„Te pytania mogą sie wydawać absurdalne i niemal islamofobiczne, ale niestety zbyt wielu europejskich muzułmanów uważa, że karą za porzucenie islamu jest właśnie śmierć, czyli powołuje się literalnie na Koran”.

„Co należy zrobić, gdy ujrzy się na ulicy całujących się panów?”

I znowu wyjaśnienie:

„W wielu państwach muzułmańskich homoseksualizm jest surowo karany (…)”

Akurat to ostatnie pytanie można zadać nie tylko imigrantom. Ja nie lubię patrzeć na całujących się publicznie gejów, lesbijki czy osoby heteroseksualne. Najchętniej podeszłabym do takiej pary (niezależnie od tego, kto z kim by się całował) i powiedziałabym, żeby udała się do sypialni. Czy grozi mi w związku z tym wydalenie z kraju?

Jak sam autor przyznaje, podstawą wiary, prawa i obyczajów muzułmanów jest Koran. Po kiego grzyba mnożyć pytania, jak wszystkie one sprowadzają się do jednego mianownika? Wystarczy podłożyć takiemu imigrantowi świstek papieru z jednym zdaniem: „Wyrzekam się Koranu” – i sprawa załatwiona. Podpisał? Otwieramy drzwi. Nie podpisał? Wypad.

A może prościej? Uświadomić raz i porządnie imigrantów, że w naszym kraju obowiązuje prawo. Jedno prawo, któremu wszyscy podlegają. Bez wyjątku! Mają je zaakceptować, jeśli chcą u nas mieszkać. Albo całkiem polecieć po bandzie i poinformować ich, że szykuje nam się państwo wyznaniowe i zapytać przy okazji, czy aby na pewno chcą w takim państwie przebywać. Bo religią państwową nie będzie u nas islam niestety. Niestety dla nich, bo my od dawna borykamy się z katolickim państwem i jakoś dajemy radę.

Autor brnie w temat dalej a im dalej, tym bardziej upiornie lub śmiesznie. To zależy od wrażliwości czytelnika:

„Po drugie część pytań może być wpleciona w testy psychologiczne, czyli nie postawiona wprost. Można sprawdzić jak gwałtowną reakcję wywołują zdjęcia całujących się mężczyzn, czy na przykład zakochanych par chrześcijanin – muzułmanka. Można też sprawdzić, czy zdjęcie zabitego człowieka z podpisem „ten człowiek rysował karykatury Mahometa” nie wywołuje satysfakcji. Można pokazać tego typu zdjęcia i badać stan emocjonalny testowanego na bazie pozornie niezwiązanych z celem testu pytań.”

Ja piórkuję! Genialne! Proponuję takie badania dla polskich katolibów z jedną zmianą. „Ten człowiek rysował karykatury JP II i Jezusa”. Jak okaże się, że ktoś testu nie przeszedł, wysiedlimy go do Syrii na przykład, bo z tego, co się orientuję, luźno się tam zrobiło. Jak już wspomniałam, sama zaliczyłabym wpadkę na całujących się publicznie mężczyznach. W związku z tym wypadałoby ustalić, jaki wynik dyskwalifikuje badanego. Jedno wahnięcie i wynocha? Toż to nie po bożemu. Ani nie po humanistycznemu czy racjonalnemu:)

Przy okazji jest to banalnie proste rozwiązanie problemu bezrobocia. Armia ludzi zatrudnionych do badania islamistów. Jedni do podpinania ich do czegoś w rodzaju wykrywacza kłamstw, inni do analizowania testów i reakcji badanych, inni do zbierania i archiwizowania dokumentacji a jeszcze inni do wycierania potu z czoła delikwentów. Bo pocić się będą na pewno.

A może jeszcze inaczej. Na samej granicy przywitać ich po słowiańsku, galaretą ze świńskich nóżek i setką wódki. Nie zjedzą i nie wypiją, to niech spadają, jak nie potrafią uszanować zwyczajów gospodarza. Wyjdzie znacznie taniej i mniej ludzi potrzeba do obsługi.

Tekstu tego można by nie traktować poważnie i w ogóle się nim nie zajmować, gdyby nie ten nieszczęsny tytuł. „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”. ATEIŚCI MAJĄ POMYSŁ! Nie wiem, czy prosić trzeba, czy grozić, aby nikt nie przywłaszczał sobie prawa do wypowiadania się za całe środowisko? Jeszcze raz powtórzę — ateista to człowiek niewierzący w boga. Tylko tyle nas łączy, jako ogół. Oczywiście możemy zgadzać się na wielu innych płaszczyznach, ale możemy się również różnić. Jestem ateistką. Mimo to nie tylko nie mam pomysłu, ale również nie wyrażam zgody, aby ktoś za mnie decydował, z czym się identyfikuję, a z czym nie. A już na pewno nie chcę mieć do czynienia z żadnymi testami.

Proponowane pytania ośmieszają przede wszystkim pytającego, a imigranta stawiają w bardzo trudnej sytuacji. Może przed podróżą wakacyjną np. do Egiptu, powinni nam, Europejczykom czy samym Polakom zadawać pytania, zanim pozwolą nam na własne oczy zobaczyć piramidy? A może tylko ateistom? Islam i chrześcijaństwo, choć różne, to jednak są tak zwanymi religiami świętej księgi. Wiele je różni, ale są również punkty wspólne. Ateizm to najgorszy dla islamisty z poglądów. I co teraz? Co wpisałby ateista w miejsce „wyznanie”? Skłamie, aby spełnić marzenie swoje i rodziny na wspaniały urlop, czy napisze prawdę? Może dla niektórych ateistów to bez znaczenia. Wpiszą byle co, żeby tylko dopiąć celu. Jednak dla niektórych ateistów ich pogląd jest na tyle istotny (do takich ja należę), że będą w stanie zrezygnować z wypadu do krajów islamskich, mając poczuciem dyskryminacji i krzywdy rzecz jasna.

Jeszcze raz powtarzam. Nikt, ale to nikt nie ma prawa wypowiadania się w imieniu wszystkich ateistów, a pomysł na testowanie imigrantów uważam za idiotyczny. Autor przewidział to jednak. Złapał mnie za włosy, wyciągnął z szuflady „ateista” i wepchnął do zupełnie innej:

„Oczywiście ludzie nastawieni radykalnie lewicowo i multikulturalnie pomyślą, że sam pomysł na taki test jest oburzający. Wydaje mi się jednak, że mocnym rasizmem jest ich myślenie o muzułmanach jako o „dzikusach”, którym wolno więcej.”

No zaraz krew mnie zaleje! Najpierw mówi mi się, że mam pomysł, upycha się mnie w grono osób, których poczucia humoru najzwyczajniej w świecie nie łapię, a potem mówi mi się, że skoro mi pomysł ateistów nie odpowiada, jestem radykalnie lewicowa lub mam nastawienie multikulturalne. Do tego jestem rasistką, która twierdzi, że dzikusom więcej wolno. Nie! Nie jestem! Nie twierdzę! Nie wolno! I w ogóle łapy precz od mojej fryzury!

Na sam koniec autor zasadza kwiatka, który nijak ma się do grządki w postaci tytułu, dzięki któremu postanowiłam przeczytać ten tekst:

„Oczywiście nie mam badań dotyczących tego, jak wielu ateistów i świeckich humanistów chciałoby lobbować za tego typu testami dla imigrantów”.

No mój drogi! Albo rybki, albo pipki. Ateiści mają pomysł albo moi koledzy mają pomysł. Czy w ogóle taki pomysł można łączyć z ateistami? To, że wpadł na niego ateista, a inny ateista go poparł, nie oznacza, że ateiści jako ogół mają ten sam, niepoważny pomysł.

Nauczmy się wypowiadać przede wszystkim we własnym imieniu. Wówczas mniej konfliktów będzie pomiędzy samymi ateistami, czego wszystkim nam serdecznie życzę.

erotic-429760_1280

Demon ma na imię Seks.

brain-312428_1280Poprosiłam kolegę Mariusza o podrzucenie mi jakiegoś tematu. „Tylko nie Sronda!” – zastrzegłam. Dopiero co pisałam o ich bojkocie Biedronki. Zawsze po zetknięciu z poziomem intelektualnym tamtejszych pisaczy, potrzebuję kilku dni na umysłową regenerację. Głupota bowiem to porażający oręż, który potrafi zrobić w głowie spustoszenie. No to mi kolega podrzucił temat prosto z portalu www4.rp.pl. Tekst Mariusza Dzierżawskiego, polityka i działacza ruchu pro life, pt.: „Epidemia rozwiązłości”. Niech ja go dorwę! Nie Dzierżawskiego, tylko Hnatiuka.

Intuicja, dla której tytuł brzmiał podejrzanie, podpowiadała mi: „nie właź! Nie zaglądaj! Nie klikaj! Nie otwieraj!”, lecz ciekawość zwyciężyła. Znowu!

W Europie Zachodniej i Ameryce Północnej co roku dokonuje się około 3 milionów aborcji chirurgicznych. Poronień wywołanych przez środki chemiczne jest prawdopodobnie kilkakrotnie więcej. Gwałtownie zwiększa się liczba zachorowań na choroby weneryczne (najwięcej mówi się o AIDS, ale wzrost zachorowań dotyczy również wielu innych chorób), co spowodowane jest epidemią rozwiązłości.

Zadumałam się przez chwilę. Nie wiem bowiem, czy ta złowrogo brzmiąca „epidemia seksu” wynika z tego, że Kościoła tam jeszcze nie było, aby ludziom powiedzieć, że skakanie z kwiatka na kwiatek służy tylko pszczółkom? A może jednak Kościół tam był i wciskał ludziom ciemnotę, jak to ma w swoim zwyczaju, że prezerwatywa i wszelkiej maści środki antykoncepcyjne to diabelskie wynalazki, czyli zło, a zła trzeba się wystrzegać? No nie! Przecież chodzi o Amerykę Północną. Tam są ludzie, którzy twierdzą, że świat ma niespełna 6 tysięcy lat, a dinozaury żyły w tym samym czasie co ludzie. Czyli, że „Flinstonowie” to film historyczny. Kto im wodę z mózgów zrobił jak nie Kościół?

Czytam dalej:

Zjawiska te dotykają społeczeństw do niedawna chrześcijańskich. Na wiele z nich Kościół katolicki przez wieki wywierał istotny wpływ, a wymienione wcześniej problemy dotyczą również wiernych Kościoła.

A jednak był Kościółek! I choć wpływ na ludzi miał kilkuwiekowy, wytępił wiarę rdzennych mieszkańców, wymordował tych bardziej opornych, to jednak nie zdołał z reszty wyplenić naturalnej, wrodzonej skłonności, jaką jest popęd seksualny.

erotic-429760_1280Według cioci Wiki, seksualność jest:

wrodzoną, naturalną funkcją organizmu ludzkiego i jednym z zasadniczych czynników motywujących do podejmowania więzi i kontaktów interpersonalnych, mającym wymiar biologiczny, psychiczny, społeczno-kulturowy i hedonistyczny.

Wiem, że Wikipedia to nie Biblia, czyli nie wyrocznia.  Jednak tu przynajmniej można sprawdzić autorów, poszukać innych definicji i bez obawy przed grzechem, weryfikować ich treść. Ja dokładnie tak samo pojmuję seksualność. Jak sobie zrobić dobrze, wiedzą nawet dzieci w pieluchach. Niektóre przyjemność w ocieraniu się o różne meble, czy po prostu w dotykaniu swoich miejsc intymnych, odkrywają „dopiero” w wieku przedszkolnym, tylko po to, żeby w wieku dorastania zabawiać się ze sobą już na całego. I nie oznacza to, że opętał je demon. Kto się nigdy nie onanizował, niechaj pierwszy rzuci kamień!:).

Problem zaczyna się wówczas, kiedy przerażony rodzic odkrywa, że jego dziecko robi „te wstrętne rzeczy”. A fuj! Reprymendy słowne, zakazy, zawstydzanie, doprowadzają do tragicznych skutków. Dziecko mota się pomiędzy naturalną chucią a wyrzutami sumienia. Z reguły chuć wygrywa, ale z tyłu głowy pozostaje piętno – jestem zły, chory, zboczony.

Autor pisze dalej:

Przez wieki małżeństwo było projektem na całe życie, projektem wspólnym, dotykającym wszystkich wymiarów egzystencji, od spraw materialnych poczynając, na duchowych kończąc. (…). Znaczenie małżeństwa podnosił jego sakramentalny charakter. Wzorem dla małżonków miał być związek Chrystusa z Kościołem.

Nie sposób się nie zgodzić. Tak właśnie było. Jak już raz kobieta wpadła w sidła, nie było sposobu, żeby się uwolnić. Bo nie zawsze zawierała związek dobrowolnie. Często to rodzina decydowała z kim związać ją na dobre i złe. I nie ważne, że mąż bił, był gburem, może był naście lat starszy i zadowalał się na niej, kiedy tylko chciał. Ona zobowiązana była do rodzenia dzieci, podporządkowania się mężowi i znoszenia wszystkiego w pokorze, bo dwa tysiące lat temu ktoś o poziomie intelektualnym dzisiejszego kilkulatka napisał, że sam bóg powiedział: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”.

A co do związku Chrystusa z Kościołem, to Kościół ma tyle wspólnego z Chrystusem, co ja z zakonem Karmelitanek Bosych.

Atak na małżeństwo, a w konsekwencji na rodzinę, zaczął się od zakwestionowania jego religijnego charakteru.

I opadła kurtyna! Mamy ulubione przez katolików słowo „atak”. Jeśli śmiesz myśleć inaczej, niż Kościół, masz odmienne zdanie, lub nie daj panie boże, postępujesz inaczej, niż Kościół naucza, jesteś AGRESOREM!

men-161005_1280

Dalej autor bardziej się rozkręca:

Koniec XX i początek XXI wieku to nowa odsłona walki przeciw małżeństwu i rodzinie. Na tym etapie państwa i instytucje międzynarodowe aktywnie działają, aby małżeństwo i rodzinę zniszczyć ostatecznie. (…)
Zmiany w edukacji, która w coraz większym stopniu staje się domeną państwa, służą niszczeniu rodziny, a także uzależnieniu dzieci od seksu. Seks stał się bożkiem państw postchrześcijańskich.

APOKALIPSA! Przy okazji drodzy Czytacze dowiadujemy się, że mamy nowego boga. Jakby jednego było nam mało! Co prawda, nie jesteśmy państwem postchrześcijańskim tylko chrześcijańskim, ale chyba zgodzicie się ze mną, że bożek seksu i u nas się rozpanoszył. Nie oszczędza nikogo. Ani nastolatków, ani dorosłych, ani księży. Czyli nie jest to naturalny popęd, tylko paranormalne zjawisko! I na nic nie zdało się kilkunastoletnie religijne indoktrynowanie młodzieży po dwie godziny tygodniowo! Bożek seksu (nie oszukujmy się, to demon przecież) kosi swoje żniwo!

Od samego początku Kościół stawał w obronie małżeństwa i rodziny. Narażał się przez to często panującym, a Jego pasterze i wierni oddawali za nauczanie Kościoła życie. Uczniowie Chrystusa nie starali się jednak dostosować w tych kwestiach do otoczenia. Dzięki bezkompromisowości w sprawach moralnych i religijnych to oni zmienili świat, choć trwało to kilka wieków, a wielu chrześcijan za wierność zapłaciło życiem.

A było się po prostu nie wtrącać! Jak mi ktoś przyjdzie i powie, że to, co wyczyniam w sypialni z partnerem, jest niemoralne, dostanie po pysku! Kiedy z natury ludzkiej robi się zło, to cóż się dziwić, że trup ściele się gęsto? Dobre, konkretne bzykanko albo klęcznik w kościele, porządny seks albo różaniec, kosmiczne bara bara albo zadowolenie jakiegoś Papcia na wysokościach, którego nikt od wieków nie widział i nie słyszał. Doprawdy trudny wybór.

Europejczycy i Amerykanie zaakceptowali antykoncepcję, a w konsekwencji niewierność małżeńską. Dzieci rodzi się coraz mniej, za to coraz więcej jest przypadków bezpłodności. Mnożą się konkubinaty, a liczba zawieranych małżeństw spada.Obrzydliwa pornografia stała się wszechobecnym elementem życia społecznego. Edukacja seksualna, która faktycznie jest promocją rozwiązłości i dewiacji, jest obowiązkowa w Niemczech.

chalkboard-304221_1280Antykoncepcja = niewierność + mniejsza ilość dzieci + bezpłodność.

Edukacja seksualna = promocja rozwiązłości + dewiacje.

O ludzie! Co za genialny matematyk!

Konkubinat jest gorszy od małżeństwa, bo… bo jest.

Pornografia jest obrzydliwa, bo… bo jest.

Cóż za błyskotliwa argumentacja!

Aktualnym celem wrogów rodziny jest deprawacja młodzieży. Człowiek uzależniony od seksu nie jest w stanie wytrwać w wierności. To, co obserwujemy w Europie, zwłaszcza w Niemczech, to państwowa zbrodnia na młodzieży. Również w Polsce Ministerstwo Edukacji pracuje nad wprowadzeniem europejskich standardów edukacji seksualnej, które, oparte na wzorach niemieckich, przewidują seksualizację dzieci od przedszkola i zachęcają do zachowań dewiacyjnych.

I znowu w pierś (jak ktoś chce, to i w obie) muszę się uderzyć. Mój syn jest zdeprawowany maksymalnie. Dopuściłam się na nim zbrodni i pozwoliłam państwu, aby go dobiło. O seksie wie wszystko i do tego prawdę. Tę z Wikipedii, a nie kościelną. Do tego za moją zgodą uczęszcza na zajęcia WDŻ (Wychowanie Do Życia w rodzinie), gdzie penisa nazywają penisem a srom sromem. I spotkanie z seksuologiem w szkole też miał, na którym dowiedział się, że masturbacja to norma. I że ludzie mogą mieć różne preferencje seksualne, co też jest czymś normalnym. CO ZA BANDYTYZM!

Na szczęście jest szansa na ocalenie mojej córki. Nie zdąży się dzieciak załapać na podobne zajęcia, co wnioskuję po prezydencie episkopatu i sondażach, które wróżą nam rządy PiS. Przyszłość nie czeka ją świetlana. Albo wczesna i do tego niechciana ciąża, albo seks dopiero po ślubie. Sama nie wiem, co jest gorsze, ale ja…

Wiecie, ja jestem opętana.:)

 

 

ladybug-46732_1280

Biedronka be, czyli Izabela J. vs portal katolicki.

ladybug-46732_1280To, że głupota nie zna granic wiemy chociażby z portalu Sronda, czy jak mu tam. Teraz za wroga publicznego numer 1 uznano tam poczciwą, znaną każdemu Polakowi Biedronkę i ogłoszono bojkot. Tytuł tekstu brzmi: „Polacy nie robią zakupów w Biedronce!!!”. I wszystko jasne. Kto robi tam zakupy ten nie jest Polakiem. Do tego to akurat chyba przywykliśmy. Nie wierzysz w boga, nie jesteś Polakiem. Nie posyłasz dziecka na religię – nie jesteś Polakiem. Nie jesteś za PiS-em – nie jesteś Polakiem. Drażni cię krzyż w miejscach publicznych – nie jesteś Polakiem. Nie chcesz finansowania Kościoła ze środków publicznych – nie jesteś Polakiem. Kurna, trudno być Polakiem w naszym kraju.

Niestety nie wiem, jaką wówczas narodowość otrzymujesz, ale kogo to obchodzi? Tylko czekać aż prawnie zaczną pozbawiać nas obywatelstwa. Aż mnie kusi ogłosić bojkot Srondy, ale co to da? Po pierwsze nikt mnie nie posłucha – tak jak ich. Poza tym sama nie mogę się powstrzymać, żeby tam od czasu do czasu nie wejść. Robię to wówczas, kiedy przestaje mnie śmieszyć polityka. A ja lubię się śmiać. Pod tym względem Sronda nigdy mnie nie zawodzi.

„W sklepach Biedronka sprzedawane są książeczki dla dzieci pod tytułem „Mały słownik ważnych pojęć”. Brzmi niewinnie, ale to tylko pozory. Publikacja ta wpisuje się w promocję homoseksualizmu. Dlatego wzywamy do bojkotu sieci sklepów Biedronka do momentu usunięcia książki ze sprzedaży.”

O żesz w mordę! Brzmi złowieszczo ta „promocja homoseksualizmu”. A promocję homoseksualizmu wyobrażam sobie tak:

„Słuchaj mały, niemający o niczym bladego pojęcia szkrabie. Heteroseksualizm to przeżytek. Teraz modny jest homoseksualizm, czyli bzykanko z ludźmi tej samej płci co Ty. Jesteś dziewczynką, to spróbuj, jak smakuje dziewczynka a jak chłopczykiem, to wypróbuj chłopczyka. Kto wie? Może ci się spodoba? A jak ci się nie spodoba, to najwidoczniej jest z tobą coś nie tak. Może powinieneś wybrać się do lekarza, który wyleczy cię z heteroseksualnych ciągot?”

molotov-cocktail-157193_1280Aż mi się włos na głowie zjeżył na samą myśl! Ja rozumiem, że nic mi do tego, czy chłopa zadowala chłop, ale żeby mi zaraz dzieciaki do eksperymentów namawiać?! Już się miałam wybrać na stację benzynową z kanistrem, żeby zapoznać Biedrę z tradycyjnym koktajlem Mołotowa, ale wiedziona instynktem postanowiłam jednak sprawdzić, o co tak naprawdę kaman. Więc czytam dalej, na stojąco, z kanistrem w ręku i morderczymi zamiarami w głowie:

„Nasze dzieci mogą przeczytać w książce, że homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. I widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem. Wyżej, nad hasłem homoseksualista widnieje hasło homofob, czyli „ktoś, kto nie lubi homoseksualistów”. I oczywiście zdjęcie wściekłego mężczyzny o czerwonej twarzy, który ma zaciśnięte pięści i patrzy z nienawiścią na spacerujące lesbijki.”

No i? Co jeszcze napisali w tej książce na temat homoseksualistów i homofobów? NIC??? Zaraz, zaraz. Wracam do opisu, bo może czegoś nie zakumałam. „Homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. I widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem.” Ale o co chodzi? Lesbijki mają się mazać? A może nie tylko dzieci nie wolno im mieć ale i psa? Bo zrobią z biednej psiny pedała! „Homofob to ktoś, kto nie lubi homoseksualistów.” Jeszcze coś? No nic! WIĘC HOMOFOB TO NIE JEST KTOŚ, KTO NIE LUBI HOMOSIÓW???

A może chodzi o to, że nie tylko obywatelstwa nas będą pozbawiać, ale tworzą właśnie swój własny słownik i u nich pojęcia homoseksualisty i homofoba będą wyjaśnione dzieciom tak:

zombie-453093_1280„Homoseksualista to ciężko chory człowiek, który czerpie seksualne zadowolenie z kontaktów z osobą tej samej płci. Facet wkłada facetowi siusiaka a kobieta liże kobietę tam, gdzie słońce nie dochodzi. A to jest obrzydliwe i zakazane przez Boga, Pana naszego Jedynego, Stwórcę świata i naszego życia, który cię kocha tak bardzo, że jak nie będziesz go słuchał, skarze cię na wieczne męki piekielne.”

„Homofob to Polak i patriota, który wie, że homoseksualistów trzeba tępić, ponieważ ich istnienie jest wbrew naturze i wbrew Panu Bogu Jedynemu, który co prawda popiera kazirodztwo, niewolnictwo i karę śmierci, ale pedałów nie  zdzierży.”

Srondowiec pisze dalej:

„Widać, że Biedronka stała się rzecznikiem ideologii Kopacz-Fuszary, która ma na celu zniszczenie polskiej rodziny, obdarcie jej z obiektywnych wartości i zaimplikowanie im ideologii homo-gender.
Dlatego wzywamy do bojkotu Biedronki. Dopóki będzie wspierać takie inicjatywy anty-rodzinne nie kupujmy w Biedronce!”

Wynika z tego, że jeśli ktoś wyjaśnia dzieciakowi co oznacza słowo „homoseksualista” czy „homofob” niszczy POLSKĄ RODZINĘ! Ja pierdzielę! Nasrałam we własne gniazdo! Moje dzieci nie tylko znają od dawna te pojęcia. One osobiście znają kilka lesbijek. O ja nieszczęsna! Można to jakoś cofnąć?

gallows-858572_1280Ale zaraz, zaraz. Może by tak zakazać sprzedawania Biblii? Tam to dopiero jest porno, rzeź i masakra. Córki rżną się z ojcami, faceci mają po kilka żon i rypią się z niewolnicami, bóg morduje mężczyzn, kobiety i dzieci kiedy i jak chce. Do tego wciąż i nagminnie mordowane są zwierzęta bo bóg lubi pławić się w smrodzie palonego mięsa. W dzisiejszych czasach całe to święte towarzystwo siedziałoby za kratami a bóg odpowiadałby przed sądem za zbrodnie przeciwko ludzkości. Tak, tak. Ten sam bóg, którego prawo według Kościoła jest ważniejsze od prawa ludzkiego.

A oto odpowiedź Biedronki:

„Podobnie jak w przypadku innych książek, zakładamy, że ostateczny wybór, dokonywany według swoich potrzeb i w zgodzie ze swoimi poglądami, należy do kupującego. Jesteśmy siecią handlową i nie jest naszą rolą propagowanie lub polemika z ideologiami. Stanowczo odrzucamy takie zarzuty (…). Przywołana pozycja, z zastrzeżeniem prawa każdego klienta do decyzji o jej zakupie, naszym zdaniem nie niesie treści, które uzasadniałyby tak gwałtowne reakcje, jakie można zaobserwować na wybranych portalach. Ponadto należy zauważyć, że wspomniana pozycja jest dostępna nie tylko w naszej sieci. W konsekwencji powyższego wyjaśnienia, zwracamy się o nieprzypisywanie nam motywacji i celów, które nie mają nic wspólnego z naszą podstawową działalnością, jaką jest handel”.

No nie mogę! W tej Biedrze to też jacyś ułomni ludzie pracują! Tyle skomplikowanych słów do Srondy? Przecież tamtejsi pisacze pogubią się już w pierwszym zdaniu! Od razu widać, że nadawca nie zna adresata. Wystarczyło im napisać dwa słowa, może by do nich dotarło, np: WALCIE SIĘ!

Na końcu srondowcy namawiają do rozsyłania tekstu o bojkocie do znajomych, bo: „warto bronić normalności i wartości”. No to ja w ramach obrony normalności i wartości nie roześlę bo „normalność” i „wartości” dla mnie zupełnie co innego znaczą. Skoro oni są Polakami to ja rzeczywiście nie jestem i wcale nad tym nie ubolewam.

Słownika dzieciom nie kupię – po prostu już jest za późno. Gnojki wiedzą nawet kto to jest „ksiądz pedofil”. Za to w ramach bojkotu polecę dziś do Biedronki i zrobię słuszne zakupy, chociaż do niej mam znacznie dalej, niż do innego marketu. Nie dość, że się nałażę, to jeszcze nadźwigam. Bardzo ci Srondo dziękuję!

middle-finger-149667_1280

PS.

W tekście o bojkocie jest odnośnik do księgarni Srondy, gdzie można zaopatrzyć się w dzieła wielkich myślicieli, m.in. takie jak: „Boży poradnik antydepresyjny”, „Diabeł – rozpoznać jego uwodzenie, bronić się przed atakami”, „Święty do zadań specjalnych – Codzienny modlitewnik do św. Antoniego Padewskiego”. Ktoś chętny? Ja posikałam się z samych tytułów. Wystarczy boga przez Biblię poznać, żeby się depresji nabawić, diabeł przy bogu to całkiem fajny gość a modlić się podobno można tylko do boga. Tak mówił nijaki Jezus w Biblii a to podobno był ważny gość.

MatrixSystemAnomalybyEnCrypt

Izabela J. vs portal katolicki.

Wciąż jestem na urlopie. Poproszona przez redakcyjnego kolegę abym dała głos, usiadłam do Internetu aby zerknąć co u nas słychać i złapać jakiś temat (żeby się kolega odczepił – tak Mariusz, to było do ciebie:)). No i mam! Informacja na portalu Sronda, czy jak mu tam, o śmierci Katarzyny Bienias – feministki, działaczki LGBT i aktywistki Partii Zieloni. Myślałam, że zaszkodziło mi słońce. A może przez niespełna trzy tygodnie mojej nieobecności, normalni ludzie przejęli portal a nienormalni poszli na Jasną Górę? Treść mnie uspokoiła. Nie doszło do przewrotu. Sronda, czy jak jej tam, wciąż w tych samych obrzydliwych, nieskażonych masturbacją łapskach.

„Niezbadane są wyroki boskie. Prośmy Dobrego Boga by zmiłował się nad duszą Pani Bienias i przebaczył jej wszelkie zło jakie wyrządziła w swym życiu.” – można przeczytać na Srondzie. A poniżej jakiś katolicki bełkot – czyli modlitwa.

„Niezbadane wyroki boskie” – hmmm, jak mam to rozumieć? Że Bóg celowo zamordował 29 letnią kobietę podmuchem wiatru rzucając na jej samochód drzewo? Mało się jeszcze nazabijał ludzi? Czy zrobiła to natura a Bóg patrzył sobie zza burzowej chmury i zacierał ręce z uciechy? I ta żałosna prośba do wyimaginowanego papcia niebieskiego (nie mylić z papą Smerfem) o przebaczenie zła, jakie wyrządziła w swoim życiu. Nie wiem, co pani Kasia zrobiła złego. Może zdeptała niechcący jakąś mrówkę, na kogoś nakrzyczała, odbiło jej się głośno przy obiedzie a może puściła bąka w miejscu publicznym. Fakt, wypada przeprosić. Ale żeby od razu błagać kogoś o przebaczenie?

150982_531740623537468_1984411900_n

„Prośmy Dobrego Boga” – JAKIEGO? Do boga można przypiąć setki epitetów i określeń ale z pewnością nie mogą one mieć zabarwienia pozytywnego. No chyba, że Biblia kłamie.

Mało mają srondowcy księży pedofilów, złodziei, pijaków i cwaniaków, żeby się za nich modlić? A za zboczeńca Wesołowskiego to nie łaska? Przydałoby się, bo do niedawna butna, uśmiechnięta i zadowolona z siebie łajza w sukience, przed samym procesem wzięła i zasłabła. Szkoda, że nie na Amen, tylko tak połowicznie. Zabrali do szpitala i postawili bydlakowi…. wrrrróć! Nikt mu nie postawił, bo tam lekarze i pielęgniarki pełnoletni są. Postawili bydlaka na nogi. Zobaczymy co się mu stanie przed kolejną datą procesu? No cóż, niezbadane są wyroki boskie. Albo go ktoś zamorduje, co będzie sugerować, że wielu jego kumpli po fachu maczało palce albo inne części ciała w pedofilskim procederze, albo do procesu nigdy nie dojdzie z powodu „złego” stanu zdrowia.

A przy okazji ciekawe, dlaczego Wesołowskiemu spadło ciśnienie przed procesem? Boi się? Ale czego? Czyżby nie wierzył w swojego mocodawcę na wysokościach? No jasne! Gdyby wierzył, nie trzepałby kapucyna w obecności dzieci. Bałby się boga. A tak boi się tylko ludzi. Pewnie się nawet nie modli (no bo do kogo i po co?), jak jego sprzymierzeńcy ze Srondy. Zresztą gdyby oni wierzyli w moc modlitwy, nie modliliby się za panią Kasię. A tu okazuje się, że z tymi modlitwami trzeba jednak uważać.

blog_lc_4760400_7284579_tr_rysunki_full_color_1883940

 

O tym, że zbyt gorliwie modlić się nie wolno wiedzą mieszkańcy Zawały. Bo oni modlili się o deszcz. Swoją drogą te modlitwy o deszcz to jedyny dowód na to, że bóg istnieje. Nie wierzycie moi kochani niewierni? To pomódlcie się o deszcz. Prędzej czy później spadnie. Cud nad cuda! Wracając do biednych mieszkańców miejscowości Zawały, tak się ludziska modlili, że sobie trąbę powietrzną wymodlili. Chyba nie bardzo są wdzięczni za to, że ich bóg wiaterkiem popieścił tak przy okazji deszczu. No chyba, że to nie bóg. On w tym czasie być może panią Kasią był zajęty a ta trąba niszcząca domy w Zawale pojawiła się bez jego wiedzy i woli. Ale czy to możliwe, żeby bóg nie wiedział?

A przy okazji, to te modlitwy o deszcz to już nasza narodowa tradycja. A tak to się chyba zaczęło.

Poza tym dajcie sobie spokój z tymi modlitwami o deszcz. Mam urlop przecież. Chcę słońca. Ciekawe kogo jest więcej. Tych modlących się o deszcz czy o słońce? Jakby co, dołączę się do tych drugich. Korona mi przecież z głowy nie spadnie. A o koronę świebodzińskiego Jezuska miałam obawy. Tak tam waliły pioruny, jakby się sam bóg wkurzył, że ktoś z jego synka (tudzież z niego samego) idiotę zrobił. No co poradzić? Jaki bóg tacy wierni. A kiedy jeszcze przeczytałam na Srondzie zdanie:

„Transseksualny polityk Anna Grodzka napisał na swoim Facebooku…”

zachciało mi się rzygać. Nie z powodu Ani Grodzkiej tylko dlatego, jak katolickie stado (żeby nie powiedzieć bydło) z krzyżem na piersiach, traktuje ludzi. Zamiast czytać, co inni piszą na fejsie, proponuję lekturę Nowego Testamentu. Wciąż i na okrągło aż do tych pustaków dotrze, co ich mistrz miał im do przekazania. A najlepiej zrobiliby, gdyby poszli za swoimi biskupami ubolewającymi nad tym, że Bronek Maria podpisał ustawę o in vitro.

„W trosce o najbardziej bezbronne istnienia ludzkie oraz w duchu odpowiedzialności przed Bogiem za sumienia powierzonych nam wiernych mamy obowiązek jeszcze raz przypomnieć, że – podobnie jak w przypadku aborcji  – katolicy nie mogą stosować in vitro, m.in dlatego, że kosztem urodzin jednej osoby ludzkiej niszczone są inne nienarodzone dzieci.”

No brawo! Mam nadzieję, że to będzie stały trend. Państwo będzie miało swoje prawo a katolicy swoje. Wystarczy, że kilku starych capów z KEP powie swoim wiernym (ups! Nie swoim, tylko wierzącym w Jezusa), że im tego nie wolno i sprawa załatwiona. Tak samo powinno stać się z aborcją. Legalna całkowicie ale katolikom nie wolno. I pigułka po. Dla wszystkich prócz katolików. Czyli prawo państwowe jak pewien super market – nie dla idiotów. Wilk syty i owca cała. Problem polega na tym, że wilk musiałby zadowolić się owcą napchaną siarką bo prawdziwy Polak katolik ma w dupie to, co chce wilk, czy pasterz jak kto woli.

krauze2 (1)

I na koniec to dramatyczne stwierdzenie, że niszczone są inne nienarodzone dzieci. Pewnie brzdące w postaci zarodków cierpią wielkie katusze w probówkach. Męki iście piekielne. Szkoda, że episkopat nigdy nie martwił się tak o swoje ofiary: o tysiące dzieci wykorzystanych seksualnie przez księży, o miliony wymordowanych kobiet za rzekome czary, o eksterminację  rdzennej ludności na całym niemal świecie, o masowe zbrodnie nie tak odległe, bo mające miejsce jeszcze w XX w., ale o tym innym razem.

 

ciąża 1

Izabela J. vs Lady T. – runda 4

Podtytuł mógłby brzmieć: „Zdążyłam urodzić dziecko i tyle:)”

ciąża 1Znowu wyzwana jestem do walki. „Nie chcem ale muszem” – że powtórzę za klasykiem. Czy jest na tym świecie ktoś, kto nie słyszał o kampanii fundacji „Mamy i taty” pt. „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”? Jeśli tak, to znaczy, że nie ma internetu. A jak nie ma internetu, to nie przeczyta tego tekstu, a jak nie przeczyta to i tak nie ma co tłumaczyć. W każdym razie na stronie fundacji jest filmik a w nim kobieta, jak dla mnie w wieku produkcyjnym a zresztą co ja Wam będę tłumaczyć. Oto on.

Jak komuś nie chciało się obejrzeć to opisuję. Laska na obcasach chodzi po domu, którego ja pewnie w życiu na oczy nie zobaczę. I głos, że zdążyła osiągnąć to i tamto, zdążyła nawet do Paryża pojechać i Tokio ale bidula nie zdążyła dziecka urodzić. Nie wiadomo dlaczego? Gonił ją ktoś? Zaszła w ciążę ale zgubiła ją po drodze? Urodziła w samolocie i zapomniała dziecka zabrać? Odebrali jej dziecko, bo nie miało biletu? W życiu nie mamy nic do powiedzenia odnośnie naszej rodziny. Pozostałe kwestie to wynik naszych wyborów. I znowu przypomniał mi się klasyk. „Nie chciało się nosić teczki, trzeba dźwigać woreczki”. Jej się chciało i korzystała z tego jak umiała. Ba! Lepiej korzystała niż wielu innych bo taki dom, jak ma ona tacy ludzie jak ja, mogą obejrzeć tylko w spotach reklamujących takie bzdety. Nie zabrałabym słowa w temacie, bo wiele w necie na ten temat zostało już powiedziane, gdyby nie moja odwieczna rywalka, jedyna i niezastąpiona, wzór wszystkich cnót, Pierwsza Dama Polskiego Katolicyzmu, która się na ten temat wypowiedziała, niestety.

Co się stało z nami kobietami, że przypomnienie o tym, że jesteśmy powołane do macierzyństwa, budzi taką wściekłość? – zaatakowała w ringu.

O żesz! Trener mówił mi: „nie daj się sprowokować” ale jak tu nie ruszyć z całym impetem i nie walić tak, żeby skruszyć beton w mózgu i wydobyć na wierzch to, co może kryje się pod nim. Z naciskiem na „może” i z nadzieją, że jest tam jednak odrobina rozumu. A co mnie tak rozjuszyło? Jedno, jedniutkie słóweczko: „POWOŁANIE”. Może ktoś Ledy T. powołał do macierzyństwa, Duch Święty wszedł w jej męża i rzekł: „wstań i rozmnażaj się” albo raczej: „połóż się i rozmnażaj się, gdyż ja cię do tego powołuję”. Większość kobiet jednak nie doświadczyła tego typu paranormalnego zjawiska. W związku z tym, samego faktu bycia kobietą nie traktują jako przymusu do rodzenia dzieci.

Przekaz kampanii jest prosty – macierzyństwa nie można odkładać w nieskończoność…

No dobra, tu lać nie będę, nie ma co natury oszukiwać, chociaż jedna kobieta oszukała i w wieku sześćdziesięciu kilku lat urodziła…

a dziecko to nie kolejny projekt do zrealizowania między kursem nowego języka a podróżą dookoła świata.

No i znowu trzeba Lady T. skórę przetrzepać. „Dziecko to nie projekt” między czym a czym? A to do kogo ta kampania jest skierowana? Do kobiet zarabiających od 6 tys. wzwyż? To trzeba było tak od razu mówić, naród by się nie denerwował. Bo gdyby tak Lady T. opuściła na chwilę wyżyny i zeszła na niziny, zobaczyłaby między czym a czym zwykła polska kobieta wybiera. Między przetrwaniem od pierwszego do pierwszego a skrajną biedą, między pracą na umowie zlecenie a brakiem pracy jakiejkolwiek, między mieszkaniem w wynajmowanej kawalerce a siedzeniem na głowie swoim rodzicom – do tego z mężem i dzieckiem.

Nie, nie da się wszystkiego pogodzić. Trzeba coś wybrać, a nawet z czegoś zrezygnować. W imię pięknego celu, którym jest dziecko. Dziecko jako dar, a nie ciężar.

ciążaTak, dziecko to piękny… ale zaraz zaraz, jaki „dar”? Że niby ktoś rodzicom to dziecko wręcza jako prezent? No nie. Najpierw musi być seks i to bez zabezpieczeń, czyli po bożemu, potem długie miesiące rozrastania się kobiety niejednokrotnie do niebotycznych rozmiarów, w którym to czasie kobieta już musi zrezygnować z wielu przyjemności, zmienić dotychczasowy styl życia. Następnie poród. Z tym, że w naszym kraju nadal „po ludzku” mogą rodzić tylko kobiety majętne albo przezorne, które przez okres ciąży odłożą sobie na prywatną salę i na przykład na znieczulenie, bo jeszcze 9 lat temu trzeba było za tą przyjemność zapłacić. Nie wiem, jak jest teraz i nie interesuje mnie to. Więcej rodzić nie będę, choć mogłabym a wyglądam starzej od pani ze spotu.

A potem, kiedy pojawia się dzidziuś, świat staje na głowie. Dzień zamienia się w noc, ciało kobiety nie należy już do niej tylko do małego ssaka, który niczego poza mamy cycem nie widzi, życie kobiety przestaje być jej życiem i całkowicie podporządkowuje się życiu małego człowieczka na wiele lat. Jeśli ktoś nie rozumie powiedzenia „skarbonka bez dna” to znaczy, że nie ma dzieci. I pół biedy, kiedy dziecko jest zdrowe.

Kiedy pojawia się choroba, zaczyna się piekło, prawdziwa gehenna. To, jak trudno dostać się do lekarza specjalisty czy do samego szpitala, wiedzą tylko rodzice. Moje dziecko z podejrzeniem guza mózgu zostało z prestiżowego szpitala odesłane z kwitkiem do domu i za miesiąc zaproszone na rezonans mózgu. Pokręcone, powyginane, ledwo chodzące. Udało się za kasę, bo teraz łapówki wręcza się tak – trzeba iść prywatnie do lekarza, który leczy w szpitalu, którym jesteśmy zainteresowani. A tam… tam jest inny świat, którego Lady T. pewnie nie zna i pewnie dzięki bogu. Ja poznałam ale bóg nie jest moim kolegą. Matki dzień i noc czuwające nad swoimi dziećmi, niedospane, niedożywione a mimo to nieugięte. Drobne kobiety dźwigające synów większych od nich, których życie zredukowane jest całkowicie do potrzeb chorego dziecka. Matki niejednokrotnie porzucone przez mężczyzn, które straciły wielu znajomych, bo przestały być atrakcyjne towarzysko. Matki, którym każe się żyć i utrzymywać chore dzieci za śmieszne zasiłki opiekuńcze i które po nocach, w lęku aby to się nie wydało, dorabiają bo to, co dostają od państwa często nie starcza nawet na leki. Mimo to podczas pobytów w szpitalu nie widziałam łez, skarg ani złości a jedynie spokój i ciepłe uśmiechy. O tak! Dziecko to wspaniała sprawa, cudowne przeżycia, wzbudzające rodzaj miłości, którego z niczym nie da się porównać, ale jednocześnie ogromny ciężar. Nawet to zdrowe.

Takie myślenie oddają badania amerykańskiego ośrodka badawczego Pew Reserch Center. „Posiadanie dzieci” spadło na ósme miejsce spośród dziewięciu rzeczy, które mają dawać szczęście małżeństwu. I choć trudno w to uwierzyć, to „posiadanie dzieci” uplasowało się niżej niż „dzielenie się obowiązkami domowymi”. Ważniejsze jest więc to, kto wyniesie śmieci czy ugotuje obiad, niż danie życia osobie, która być powinna owocem miłości małżeńskiej.

A poza małżeńskiej już nie może? Bo wiesz Lady T. Moje dzieci są owocem miłości pozamałżeńskiej. Zanim padniesz ze zgorszenia muszę dodać, że mój mąż nie ma nic przeciw z tej prostej przyczyny, że nigdy nie miałam męża. Nie, że nikt nie chciał. To mój wybór. Ot, tak po prostu. Dociera?

Skoro taki przekaz płynie do młodych kobiet wszelkimi możliwymi kanałami, trudno się dziwić, że plany prokreacyjne odkładają na bok.

Chodziło jej o przekaz z mediów. No i jak tu nie dać chlapusa między oczy? Od ponad 20 lat Kościół indoktrynuje dzieci dwie godziny tygodniowo w szkołach. To nie wystarcza? Nadal winna telewizja, mimo że nasza zrobiła się znowu czarno – biała, z tym że czarna od kiecek księży a biała, żeby te kiecki wyraźnie było widać.

Wyrugowanie płodności, jako zbędnego balastu ma dać kobietom wolność. Tymczasem wolność ta jest pozorna, bo za nią kryje się pustka.

Radziłabym umówić się na kawkę z panią Marią Czubaszek. Chętnie opowie o tej rzekomej pustce, o której pisze ktoś, kto nie ma o niej pojęcia. Ani o niczym.

Dopełnieniem kampanii adresowanej do kobiet powinna być teraz kampania dedykowana mężczyznom. Bo to często oni są hamulcami, oni nie zgadzają się na dziecko. Czy wynika to z lenistwa? Czy z braku odpowiedzialności? Faktem jest, że wiele kobiet cierpi z tego powodu. Nie raz kobiety ze łzami w oczach na różnych spotkaniach pytały nas, jak przekonać męża do dziecka?

A może gdyby małżeństwo było zawierane bardziej świadomie? Kota w worku brała, czy tego, który ją chciał wziąć? Nie uzgadnia się takich spraw przed małżeństwem? A może ta biedna, zrozpaczona żona wyszła za ateistę, który za nic ma zdanie Kościoła na temat prokreacji czy środków antykoncepcyjnych? Nie wspomnę już o tym, że (z całym szacunkiem panowie) ale jak kobieta chce mieć dziecko to będzie je miała. I to nie za sprawą morza wylanych łez.

Warto więc po mocnej kampanii promującej macierzyństwo, przypomnieć panom, że najpiękniejszym wyznaniem miłosnym nie jest „Kocham Cię”, tylko: „Chcę mieć z Tobą dziecko”. Bo to dopiero jest dowód bezgranicznego zaufania.

divorce-156444__180Ha! Się wzięłam i obśmiałam jak norka. Znam wiele kobiet, na których wyznanie: „chcę mieć z tobą dziecko” zrobiło duże wrażenie. Tak duże, że się zgodziły, bo… powtórzę za Lady T. „to dopiero jest dowód bezgranicznego zaufania”. Dziś oni mają inne rodziny albo opuścili kraj aby uniknąć płacenia alimentów. A mamusia lawiruje jak może, żeby nie przekroczyć 725 zł na osobę w rodzinie, bo jej odbiorą alimenty z funduszu alimentacyjnego i dopiero będzie się rozkoszować cudem macierzyństwa. A jak jej się poszczęści i założy drugą rodzinę, to zarobki nowego męża a nawet konkubenta, urzędnicy wezmą pod uwagę. I albo straci alimenty z funduszu albo facet się wypnie bo nie będzie chciał spowiadać się w Ośrodku Pomocy Społecznej ze swoich zarobków i co rok załatwiać dokumentów w ZUS i Urzędzie Skarbowym.

Tak, droga przyszła mamusiu, jak już zdecydujesz się na dzidziusia to pamiętaj, trzymaj się jego ojca rękami i nogami, bo kiedy tatuś dziecka cię porzuci lub sama od niego odejdziesz twoje życie nabierze bardzo gorzkiego smaku.

A tak fundacja tłumaczy swoją kampanię:

Chcemy w tej kampanii:

  • przedstawić macierzyństwo jako szczególną wartość. Nie jako obowiązek czy opresję, ale naturalne pragnienie wielu kobiet, które współczesny świat mocno ogranicza.
  • osadzić antykoncepcję hormonalną w kontekście w jakim rzadko pojawia się w dyskursie publicznym. Nie jako źródło wolności, ale jako narzędzie opresji wobec pragnienia bycia mamą.
  • wywołać debatę na temat macierzyństwa jako coraz trudniej dostępnego dobra społecznego i niezaspokojonego pragnienia wielu współczesnych kobiet.
  • wzbudzić refleksję nad rozbudzanymi przez konsumpcyjny styl życia aspiracjami, wśród których coraz częściej synonimem sukcesu osobistego jest pozycja zawodowa, zamożność, samorealizacja zaś macierzyństwo bywa postrzegane jako przymusowa przerwa w dążeniu do owych celów.

Czyli… znowu ktoś chce tłumaczyć kobietom, czego mają chcieć i do czego służą… ups! Przepraszam! Do czego zostały POWOŁANE.

PS. Zanim znowu ktoś opacznie zrozumie moje słowa – jestem matką dwójki dzieci (planowanych), które są moją chlubą i dumą i bez których nie wyobrażam sobie życia. Nie zmienia to faktu, że uważam macierzyństwo za trudną, pełną wyzwań przygodę, która całkowicie zmieniła moje życie. Czy na lepsze? Nie wiem. Skąd mam wiedzieć, jak wyglądałby moje życie bez dzieci?:)

0002AH3IY3IB1AAL-C209

Izabela J. vs Lady T. – runda trzecia.

„LOLITKI W WERSJI MINI POŻYWKĄ DLA PEDOFILÓW” – pod takim tytułem ukazał się tekst Lady T. na portalu jej męża, ulubionej przez wszystkich ateistów Frondzie.

Koniec z przaśnymi śpiochami, pajacami czy dresami. To już passé. Małą dziewczynkę trzeba stroić od pierwszych dni jej życia. Jedna z firm przygotowała nawet buty na obcasach… dla niemowląt. To nic innego jak seksualizacja od kołyski.

Przywaliła Lady T. tak, że mnie zamroczyło. Staram się pokazać sędziemu, że gra nieczysto. Pierniczy głupoty wyssane z palca, to nie może być prawda! Ten liczy do trzech i dopuszcza mnie do walki, ale jak walczyć z czymś takim?

woman-oldschool-boxing-01

Srrru! Kolejny cios Lady T. wbił mnie w deski:

Niczego nieświadome, wystylizowane bobasy reklamują buty na obcasach przeznaczone dla najmłodszych dzieci. (…) Buty prezentują niemowlęta umalowane (!!!!), ubrane w atłasowe majtki, pióra i tiule. Na jednym ze zdjęć dziecko leży nawet na wyścielanej sofie w dość sugestywnej pozie, niczym modelka reklamująca seksowną bieliznę.

WYSTYLIZOWANE? Gong uratował mi życie. Idę do narożnika, ciężko opadam na stołek i pytam kurna trenera, co to za styl walki? A ten pach mi zdjęcie bobasów pod nos, półnagich, siedzących na łóżku z piórkami i koronkami na słodkich łebkach. A co mają na pupie? Stringo-pampersy? No nie wierzę!

Te zdjęcia małych wymalowanych „lolitek” są po prostu wulgarne.

Zaczyna kolejny atak Lady T. a ja podchodzę do niej z opuszczoną gardą i mówię:

– Masz rację Lady T.

Widzę zaskoczenie na jej twarzy.

Dziecko ma być dzieckiem i być ubierane jak dziecko, a nie ja dorosły, bo nie ma nic gorszego niż taka „stara malutka”.

Tak Lady… a zresztą Małgosiu, tak. Masz rację. Podaj grabę, daj pyska, uściskajmy się. I wpadamy sobie w ramiona. Ja, ateistka i ona, pierwsza dama polskiego katolicyzmu. Tłumy gwiżdżą, chcą krwi, ale w tym przypadku nie mają na co liczyć.

635611749482321149

O pięknie i delikatności trudno jednak mówić w kontekście reklamy butów firmy Pee Wee Pumps. Naprawdę nie trzeba z niemowlęcia robić kopii mamusi, bo to nikomu nie służy. Chyba że zwyrodnialcom, którzy chcą bestialsko skrzywdzić małe dziewczynki.

Szepcze mi roztrzęsiona do ucha a ja przytakuję. Tak Małgosiu, ten świat zwariował do reszty. Z małych dzieci robią obiekty pożądania a ateistka obejmuje katoliczkę w geście solidarności.

Za legalizacją pedofilii opowiadają się choćby niemieccy Zieloni, czy guru ateistów Richard Dawkins (używa on określenia „lekka pedofilia”, jakby przestępstwo to można było stopniować).

Załkała mi w ramię. O kochana, to był cios poniżej pasa. Przerzucam ją przez biodro i powalam na dechy. Całym ciałem przywieram do niej, żeby nie mogła się ruszyć i krzyczę do trenera:

– O co chodzi z tym Dawkinsem?

Dawkins stwierdził w wywiadzie dla „The Times”, że nie jest w stanie potępić „łagodnej pedofilii”. Sam stwierdził, że zaznał takiej, gdy był w szkole podstawowej w Salisbury. Opowiadał, że nauczyciel „sadzał na kolanach i wkładał ręce do jego spodenek”. Jak stwierdził Dawkins, ten sam nauczyciel podobnie zachowywał się wobec innych jego kolegów z grupy rówieśniczej. Ale, jak podsumował Dawkins, „nie sądzę, by miały z tego powodu jakieś złe doświadczenia”.
– Nie możemy potępiać ludzi za rasizm w XIX czy XVIII wieku, tak, jak potępiamy za niego dzisiaj nowoczesnego człowieka. Podobnie nie mogę potępić zachowań ludzi z przed kilkudziesięciu lat, nawet jeśli dzisiaj bym je potępiał – wyjaśnił Dawkins swoją tolerancję dla zboczonych zachowań swojego nauczyciela sprzed lat.

Stwierdził przy tym, że łagodna pedofilia to nie brutalny gwałt, ale delikatne dotykanie. Źródło.

michalik i pedofilia

Zaskoczona luzuję żelazny uścisk. Lady T. wysuwa się spode mnie, podnosi się i wrzeszczy.
– No i co ty na to?

I wtedy trener podsuwa mi tekst Dawkinsa o molestowaniu umysłowym dzieci, w którym odnosi się do tematu poruszonego w wywiadzie, którym przywaliła mi Lady T.

Obmacywanie przez nauczyciela łaciny było z pewnością nieprzyjemne, budziło we mnie zażenowanie i odrazę, zapewne jednak nie było tak dolegliwe, jak przekonanie, że ja lub ktoś z moich bliskich będzie po wsze czasy cierpiał w piekle. Gdy tylko udało mi się uwolnić z nauczycielskich objęć, pobiegłem opowiedzieć o tym swoim przyjaciołom. Wszyscy doskonale się ubawili. Można nawet powiedzieć, że nasza przyjaźń umocniła się dzięki wspólnym doświadczeniom z łacinnikiem-pedofilem. Nie sądzę, żeby ktoś z nas doznał trwałej szkody z powodu tego fizycznego nadużycia. Fakt, że w jakiś czas potem nauczyciel popełnił samobójstwo, zdaje się raczej świadczyć, że pedofilskie praktyki najbardziej zaszkodziły jemu samemu.

Oczywiście rozumiem, że jego występki – choć według dzisiejszych standardów wystarczające, by trafił on na długie lata do więzienia, a potem stał się ofiarą dożywotnich prześladowań ze strony samozwańczej straży obywatelskiej – były łagodne w porównaniu z tymi, jakich dopuścili się niektórzy inni księża, o których donoszą żądne sensacji media. Nie mam prawa lekceważyć koszmarnych przeżyć ich ofiar – ministrantów. Jednak pamiętać warto, że doniesienia o wykorzystywaniu dzieci obejmują grzechy cięższe i lżejsze – od stosunkowo łagodnego obmacywania, do gwałtów – i jestem pewien, że wiele z przypadków, które obecnie są tak kłopotliwe dla Kościoła, uznalibyśmy raczej za postępki mniej groźne.

W wielu innych przypadkach oczywiście można mówić o drastycznej przemocy, w tym miejscu jednak chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy: Po pierwsze, że fakt, iż praktyki pedofilskie są czasem gwałtowne i bolesne, nie oznacza, że zawsze są takie. Dziecko zbyt małe, by zrozumieć, co się z nim dzieje w rękach łagodnego pedofila, nie będzie miało żadnych trudności w rozpoznaniu bólu zadawanego przez pedofila gwałtownego. Zwroty takie jak „drapieżny potwór” nie są dostatecznie precyzyjne i zdają się wyrażać raczej lęki dorosłych niż przeżycia dzieci. Po drugie (i od tego zacząłem) umysłowe znęcanie się, takie jak groźba wiecznych męczarni w piekle, jeśli dziecko szczerze w nie wierzy, może być bardziej szkodliwe niż wykorzystanie seksualne. Źródło.

0_0_0_1631316873_middleMożna się z tym zgadzać lub nie. Albo inaczej. My, ateiści nie mamy potrzeby albo wręcz takiej natury aby ślepo wierzyć w słowa kogoś, kogo cenimy i aby przyjmować te słowa bez zastrzeżeń jako swoje przekonania. Bo nie jest to ani nasz Bóg, który nie znosi sprzeciwu, ani nasz papież, ani arcybiskup, biskup czy też nawet podrzędny księżula. To „tylko” jeden z najbardziej znanych ateistów, którego czytamy, cenimy ale traktujemy, jak zwykłego człowieka. Jeśli ktoś z nas powie, że w tym wypadku Dawkins gada bzdury, nie będzie musiał się z tego powodu spowiadać, bić się w piersi, mieć poczucia winy czy obawiać się kary boskiej i mąk piekielnych.

„Bezmyślny szacunek dla autorytetów jest największym wrogiem prawdy” – powiedział Albert Einstein. Nie ulega wątpliwości, że prawo również rozróżnia cięższe zbrodnie od wykroczeń. Za gwałt na kobiecie można dostać dwa lata więzienia lub piętnaście. To samo dotyczy morderstwa, rozboju, kradzieży itp. Pedofil, który obmacywał dziecko dostanie niższą karę niż ten, który dziecko zgwałcił. Mimo że każda forma pedofilii wydaje nam się straszna i obrzydliwa, to raczej mamy świadomość, że nie można jedną karę (najchętniej dożywocie lub śmierć) wymierzać takim przestępcom.

Wspominałam już w tekście promującym uświadamianie dzieci o zagrożeniu pedofilią, że padłam ofiara pedofila i rzeczywiści nie wywarło to na mnie głębszego wrażenia. Bo doświadczyłam „lekkiej” pedofilii a moi rodzice, mimo że wstrząśnięci na samym początku, szybko przeszli nad tym do porządku dziennego. Być może dlatego, że nie wiedzieli co zrobić, przez co nieświadomie zachowali się dobrze. Nie umacniali we mnie traumatycznego przeżycia. Nie miałam nocnych koszmarów, nie bałam się ludzi, nie rozpaczałam. Pozostało tylko mgliste, niewywołujące żadnych emocji wspomnienie i nauczka, że obcym ufać do końca nie wolno.

autorytetNikt z nas nie może mieć pretensji do tego, że Dawkins tak wypowiada się o swoim doświadczeniu. I nikt nie może mi wmawiać, że powinnam inaczej się czuć po swoim przeżyciu. Mam nadzieję, że Lady T. jest tak samo oburzona pedofilią w Kościele, jak sesją firmy reklamującej buty na obcasach dla maluchów. Poszukam stosownych tekstów matki Polki rozdzierającej szaty nad słowami znanych hierarchów kościelnych, głoszących, że mówienie o pedofilii kleru to atak na kościół albo, że winę za nią ponoszą dzieci samotnych matek, albo że papież ma ważniejsze sprawy na głowie, niż zajmowanie się pedofilią, albo że nieprawdą jest aby kościół sprawę pedofilii zamiatał pod dywan, wspierał zboczeńców i ich ukrywał, lub podejmował leczenie ich modlitwą i pokutą, co jest tak skuteczne, jakby podał im na popęd seksualny aspirynę. Mam nadzieję, że takie teksty Ledy T. istnieją. Pierwsza dama polskiego katolicyzmu chyba lepiej zna się na sprawach Kościoła niż na poglądach ateisty Dawkinsa. No chyba, że nareszcie zaczęła czytać coś więcej niż Frondę.

 

wojowniczka

Izabela J. vs Lady T. – runda druga.

walkaCzas na rundę drugą. Tym razem walka nie będzie równa, bowiem moja przeciwniczka nie jest w formie. Siły odbiera jej STRACH, o którym pisze w pierwszych słowach swojego tekstu pt. „Propaganda LGBT przynosi skutki” na portalu, którego szefem jest jej mąż, a którego nazwy nie wymienię, bo nie. No chyba, że będę zmuszona. Ale spróbuj przyjść i mnie zmusić.

Strach się bać. Niedługo więzienia mogą pękać w szwach, bo zaczną trafiać tam ci, którzy skrytykują homoseksualistów. To nie wizja zaczerpnięta z literatury science fiction, ale rzeczywistość, która dzieje się na naszych oczach.

Dalej użala się bidula, że prowadzone są prace nad zmianą Kodeksu Karnego „w zakresie sprowadzenia penalizacji czynów o podłożu dyskryminacyjnym z uwagi na przesłanki: niepełnosprawności, orientacji seksualnej i tożsamości płciowej”. Trzęsąc się ze strachu objaśnia, że to oznacza zakaz krytyki homoseksualistów. NO SKANDAL! A skoro zakaz to i konsekwencje za złamanie prawa. I to może być więzienie! A lady T. nie chce do więzienia. Co robić? No bo raczej pomysł, aby może jednak nie krytykować i nie obrażać, jakoś nie przychodzi jej do głowy. To takie typowo polskie. Zanim jeszcze prawo powstanie, już Polak kombinuje, jak je obejść. Zanim spece od zabezpieczeń wymyślą jakieś cudeńko antywłamaniowe np. do aut, już polski złodziej wie, jak je złamać. Mamy talent! Z drugiej strony nie ma się co dziwić. Prawo tworzą u nas specjaliści od niczego, a samochody kradną bogatym. Gość ma kasę, to sobie drugie kupi. Zresztą bogacz powinien się dzielić czyż nie? Inaczej nie wejdzie do królestwa niebieskiego – tak powiedział jeden gość w Biblii, ale kto by tam Biblię czytał.

Środowiska LGBT mogą mieć powód do radości. Ich systematyczna praca, konsekwentne upominanie się o przywileje dla tej mniejszości seksualnej przynoszą niestety efekty.

Ubolewa Lady T. No bo, jak to tak, żeby jej pedał jeden czy drugi, czy lesba, nie daj Panie Boże, śmiali się w twarz! Do tego dodaje ze zgrozą, że się pchają zboczeńcy do gejszkół, że zaczynają pracę od podstaw, że promują – a fuj! – edukację seksualną! Podaje również przykład podręcznika „Edukacja Bez Tabu”, a w nim podobno mowa jest między innymi o czymś, co zwie się tożsamością biseksualną i homoseksualną. Zgroza! A do tego wszystkiego dzieci biedne, niewinne katoliciątka mają być nawiedzane przez osoby homoniewiadomo – takie co lubią swoją płeć, takie co wyznają zasadę „żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek” i takie – Boże patrzysz i nie grzmisz – co to byli babą, a są chłopem, lub przez Ania Grodzkiego. I te ludzkie wynaturzenia będą opowiadać nieletnim zastępom chrystusowym, jak byli prześladowani, jak sobie radzili z dyskryminacją i może jeszcze będą promować swój zwyrodniały tryb życia! Lady T. ledwo już stoi na nogach, a ja jeszcze żadnego ciosu nie wyprowadziłam. Jak tu dać komuś takiemu po pysku?

Czy w związku z nowelizacją przepisów nauczyciel czy dyrektor szkoły, który nie wyrazi chęci organizowania na przykład takich zajęć, popełni przestępstwo? Czy za odmowę zorganizowania zajęć z homoseksualistą trafi za kratki?

Pyta roztrzęsiona. No teraz to muszę przywalić. Nie będę przecież tak stać na ringu jak jakaś niemota. Zejść sama też nie zejdę. A co ja, Gołota? Zresztą Lady T. na Tysona nie wygląda. I walę! A jak dyrektor szkoły nie wyrazi zgody na zajęcia z religii w szkole, to trafi za kraty? A jak oburzy się na program realizowany przez katechetów, to ktoś go posłucha? Jak się dowie, że na zajęciach z religii dzieci są namawiane do nienawiści i dyskryminacji osób homoseksualnych, to zwolni nauczyciela? Na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi – nie. Nawet na to pierwsze o więzieniu, chociaż to pewnie akurat Lady T. bardzo zmartwi. Dyrektor szkoły w tych sytuacjach nie ma nic do powiedzenia. Religię do szkoły wpuścić musi. Programu nauczania religii nawet nie musi znać, a jak pozna, to może co najwyżej włosy z głowy wyrwać. Sobie, nie katechecie. A jak mu się katecheta nie podoba, to niech sobie zmieni. Szkołę nie katechetę, bo tylko tyle może. To jest cacy. Ale bardzo nie cacy jest to, że być może nie będzie mógł odmówić zajęć z tolerancji.

Zgnębiona Lady T. wspomina Agnieszkę Kaczorowską, która w programie Wojewódzkiego powiedziała, że nie zgadza się na adopcję dzieci przez homoseksualistów. I wieszczy dalej jak podrzędna, tania wróżka, że:

Gdyby swoje opinie wypowiedziała już po nowelizacji przepisów pewnie ze studia telewizyjnego zostałaby wyprowadzona w kajdankach, w eskorcie policji, a kroki taneczne ćwiczyć mogłaby w więziennej celi. W więzieniu spotkać mogłaby choćby Cezarego Pazurę, który tak oto skomentował wygraną niejakiej Conchity Wurst z Austrii w konkursie Eurowizji: „Ta Kiełbasa, to cwany facet! Wie dokładnie, co wykombinować, by wykręcić kota ogonem. Jeśli muzycznie jesteś jak inni, musisz czymś zaszokować. I proszę. Wystarczy, że babka przestała się golić… To zresztą kolejny dowód, że cyrk przeniósł się do telewizji, bo takie cuda jak „baba z brodą”, „ciele z dwoma ogonami” i tym podobne, kiedyś można było oglądać tylko tam”.
Za kratki trafiliby zapewne też ci, którzy zgadzają się z tym, co o wychowywaniu dzieci przez homoseksualistów powiedzieli ostatnio projektanci Dolce i Gabbana: – Jesteśmy przeciw gejowskim adopcjom. Rodziną jest tylko ta tradycyjnie rozumiana – stwierdzili Włosi.

walka2I tu ja padłam na deski. Cóż za autorytety! Nikomu niczego nie chcę ujmować, ale Kaczorowskiej nawet nie kojarzę. Pazura to rzeczywiście co innego, ale szczerze mówiąc, mam identyczne zdanie co do Wursta, jak on. I nie obchodzi mnie czy Kiełbasa jest facetem, babą, babofacetem, czy lubi panów, babeczki, czy jedno i drugie. Ale nie wiem też jak śpiewa. Być może genialnie, a jeśli nie, to rzeczywiście świat zwariował dając wygrać komuś tylko po to, żeby pokazać, jak bardzo Europa jest otwarta na inność. Za to Dolce i Gabbana! Same ugięły mi się kolana. Skoro oni tak powiedzieli (kiedyś myślałam, że to jedna osoba – Dolce to imię a Gabbana nazwisko), to tak musi być. Koniec kropka!

Dalej Lady T zaczyna już łkać:

Homoseksualiści, którzy sami chętnie obnoszą się ze swoim stylem życia, chętnie opowiadają nawet o bardzo intymnych szczegółach swoich związków nie będą mogli być publicznie oceniani czy komentowani, bo to już będzie mowa nienawiści.

No cóż, uczeń uczy się od mistrza. Mistrzem jest KK rzecz jasna, którego hierarchowie używają jak mantrę jednego stwierdzenia na najdrobniejsze słowa krytyki – „to atak na Kościół”.

W myśl zmian przestępstwem będzie choćby przypominanie przez księży o tym, że praktyki homoseksualne są grzeszne, wystarczy zresztą, że zacytują Pismo Święte i już z paragrafu o mowie nienawiści trafią do więzienia. Podobnie mówienie o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny również może być odebrane jako przejaw dyskryminacji osób homoseksulanych.”

Dostałam taki cios, że mnie oszołomiło. W naszym kraju (cóż, że świeckim jeszcze) ksiądz nie będzie mógł czegoś powiedzieć z ambony? Więzienia przepełnione czarnymi? Co za urzekająca wizja! Prawie uwierzyłam. Po sekundzie przyszło otrzeźwienie. Przecież oni nie tylko z ambon ale i w TV mówią, czym ich Duch Święty natchnie. A ducha niestety aresztować się nie da. Czy słowa, że prawo boskie jest ponad prawem ludzkim, nie nawołują ludzi do nieprzestrzegania prawa? Czy coś takiego nie powinno być karane? Jak w naszym państwie zacznie się pociągać do odpowiedzialności za słowa księży, będzie to oznaczało, że nareszcie jesteśmy na drodze do normalności. Jak na razie kluczymy w labiryncie hipokryzji kościelnej. Niestety Lady T. może jeszcze spać spokojnie i paczek do więzień nie szykować. I jedna dobra rada. Lepiej niech księżulkowie nie cytują tych fragmentów Pisma Świętego odnoszących się do homoseksualistów. Jeszcze się naród boży dowie, że ich miłosierny Boguś widział jedno wyjście dla tych wstrętnych ciot – śmierć.

Dalej Lady T. przedstawia przerażające wizje:

„W myśl proponowanych zmian „nawoływanie do nienawiści” ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową ma być zagrożone karą nawet do dwóch lat więzienia.” (Co za bezczelność!) „Znieważenie kogoś ze względu na praktyki homoseksualne, którym się oddaje lub obnoszenie się z dolegliwościami wynikającymi z zaburzeń tożsamości płciowej, będą zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3, a groźba sformułowana ze względu na „tożsamość płciową” lub „orientację seksualną” poszkodowanego – nawet karą 5 lat więzienia.” (Normalnie zbrodnia przeciwko ludzkości! Katolickiej ludzkości rzecz jasna.) „Na razie mowa jest o więzieniu. Być może w niedalekiej przyszłości wszystkie te osoby czekać będzie obóz reedukacyjny.” – nawiasy moje.

Nie no, to już lepsze więzienie. Odbębnić swoje i znowu ruszać do kościołów prowadzić propagandę nienawiści. Obóz reedukacyjny to masakra jakaś. Jeszcze tam broń Panie Boże, czegoś człowieka nauczą, coś wytłumaczą, z siana we łbie mózg zrobią.

„Jeśli Ministerstwo Sprawiedliwości ugnie się pod żądaniami środowisk LGBT, wnioskuję, żeby do więzień szli też wszyscy ci, którzy obrażają na przykład wielodzietnych. „Patologia”, „dziecioroby” – to najdelikatniejsze określenia, które wypowiadane są pod adresem dużych rodzin.

wojowniczkaNie wiem wokół jakich ludzi się Lady T. obraca, ale proponowałabym sprawdzić, czy aby na pewno ci co tak złorzeczą przeciw wielodzietnym rodzinom nie są jej kumplami po wierze. Bo co ateiście przeszkadza rodzina wielodzietna? Co innego, kiedy rodzinę tworzą: bezrobotny chłop, który chleje nie wiadomo za co, kobieta, która robi wszystko, żeby nie zaliczyć klapsa między oczy, rodząca dzieci z częstotliwością raz na rok i zachodząca w głowę, skąd się w ogóle te dzieci, darmozjady jedne biorą? A skąd ma wiedzieć? Nikt jej przecież seksualnie nie wyedukował, bo to grzech. Wie natomiast, że pigułka antykoncepcyjna jest dziełem szatana, gumka wrogiem Kościoła, aborcja morderstwem, a pigułka po, zbrodnią w białych rękawiczkach. O takiej rodzinie każdy zdrowo myślący człowiek powie „patologia” i „dziecioroby”. A wnioskować Lady T. to sobie może. Ma to takie samo znaczenie, jak brak zgody Kaczorowskiej.

Tyle że doczekaliśmy czasów, w których rodzin bronić nie trzeba, to takie nienowoczesne. Rodziny, podobnie jak katolików, obrażać będzie można bezkarnie.

No i opadła garda Lady T. Nie zamierzam marnować okazji i walę prosto w oczy prawym prostym. A mówi ci coś paniusiu art. 196?

Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Zna Dolce i Gabbana (nie wiem, może się u nich ubiera), to może zna również Nergala i Dodę? Doda to ta, która ma większe płuca niż Kaczorowska, a Nergal to gość o którym Lady T. marzy, żeby jej się nie przyśnił. Oboje sądzeni z tego artykułu. Doda skazana na 5 tys. kary grzywny. Nergalowi się chyba po diabelsku upiekło. Doda poległa na stwierdzeniu, że autorzy Biblii byli napruci winem i ujarani ziołami; Nergal wybronił się z podarcia Biblii podczas swojego koncertu. Rzeczywiście Doda prawdopodobnie nie była świadkiem spisywania świętych ksiąg, w związku z tym, nie mogła być na sto procent pewna, co ci ludzie tak naprawdę zażyli. A wystarczyło powiedzieć, że Duch Święty musi być niezłym mózgotrzepem, bo pod jego wpływem ludzie nie wiedzą co czynią, czy piszą.

kobieta wojownik

Izabela J. vs lady T. Runda 1.

pięśćCo jakiś czas po grupach ateistycznych przewijają się mądrości frondowe. Gdyby ateiści chcieli straszyć kimś swoje ateiściątka, z pewnością straszyliby je Terlikowskimi. Na szczęście daleko im do postępowania na wzór wielu wierzących, którzy straszą swoje katoliściątka grzechem i piekłem albo wprost bogiem – tym dobrym, miłosiernym bogiem, który może się nieźle wkurzyć, jak coś mu się nie spodoba i na przykład zalać całą ziemię wodą albo spuścić ogień i siarkę, tudzież wymordować wszystkich pierworodnych. Terlikowski jest rozjeżdżany przez ateistów systematycznie. Mnie za to, od jakiegoś czasu intryguje jego druga połówka, która również uzewnętrznia się na łamach Frondy. Często walczyłam sama ze sobą, żeby nie reagować na to, co pierwsza para, katolickie guru – pan T. i jego ferst lady wypisują na łamach swojego portalu. Ale przyszedł moment w którym lady T. postanowiła wspomnieć o akcji Liberte! mającej na celu zaprzestanie finansowania nauki religii z budżetu państwa (udział w akcji zadeklarowało już 53 990 osób – stan na 31 marca) i podjąć polemikę z Panią Magdaleną Środą. I w końcu, jak to się mówi: „przyszła kryska na Matyska”.

Już pierwsze zdanie pani T. doprowadziło mnie do łez – ze śmiechu rzecz jasna:

Ciekawe, że najbardziej religia kole w oczy tych, którzy religijni nie są. A swoje wyobrażenia na temat religijności kształtują na podstawie plotek i medialnych doniesień.

A może jednak na podstawie wiedzy i obserwacji? Scenka szkolna. Mój syn (lat 13 – czysty, czyt. nigdy nie miał do czynienia z nauką religii) podczas przerwy pomagał koledze z klasy odrobić pracę domową nie z matematyki czy fizyki, ale właśnie z religii. Pech chciał, że naszła ich katechetka. Kiedy dowiedziała się, co się dzieje i pobieżnie sprawdziła pracę, zainteresowała się moim synem: „Nie przypominam sobie, żebyś chodził na moje lekcje” – powiedziała. „Nie chodzę na pani lekcje, bo jestem ateistą” – odpowiedział syn. Opowiadając mi o tym zajściu, nie mógł się nadziwić, że kolega nic nie wie o swojej wierze i był rozbawiony miną katechetki. Tak na marginesie zastanawia mnie, co ją tak zdziwiło. Wiedza mojego dziecka czy to, że tak swobodnie używa słowa „ateista”. Podsumowując to wydarzenie, ktoś może powiedzieć, że to przypadek, a kolega syna to zwykły nieuk. Czyżby? Czy nie jest tak, że większość wierzący nie zna swojego pisma świętego, natchnionego przez samego boga podobno? Oczywiście, że tak jest. Wielu nie zna nawet dekalogu. Spotkałam i takich gorliwie wierzących i praktykujących katolików, którzy nie wiedzieli, że Jezus i cała skupiona wokół niego ferajna, to żydzi. Dla mnie to bez znaczenia. Mogliby być nawet aborygenami. Ale nie dla wszystkich katolików. Lady T. też nie zna swojej świętej księgi, co wynika z jej własnego tekstu.

Akcję „Świecka szkoła” poparła właśnie Magdalena Środa. Czas, jej zdaniem, skończyć z katechezą, bo to tylko strata czasu: „Gdy pytam młodych ludzi, jaką wiedzę wynieśli z 560 godzin katechezy, mówią, że oglądali – często kilka razy – film „Niemy krzyk”, a więc wiedzą, że aborcja jest zła, wiedzą też – bez żadnych wątpliwości – że zły jest zarówno homoseksualizm, jak i opuszczanie niedzielnych mszy. Coś więcej? Nic więcej”. Czyli jednak trochę z dekalogu, prawd wiary i przykazań kościelnych się nauczyli (ot, choćby przykazanie nie zabijaj, czy –  w niedzielę i święta we mszy świętej nabożnie uczestniczyć). Może w głowie coś im jednak zostanie.”

walk kobiet560 godzin i taka wiedza! No brawo! W tyle godzin intensywnej nauki to chyba chiński język można nawet przyswoić. Ale dla lady T. wystarczy, że młodzi załapią jakieś jedno przykazanie i najważniejsze, że do kościoła trzeba chodzić. A przy okazji wyszła cała wiedza lady T. Może i w piśmie świętym stoi jak byk „Nie zabijaj”, ale powinna wiedzieć, że to przykazanie nie odnosiło się do wszystkiego i wszystkich. Bóg nie tylko lubił sam stosować tę karę bez sensu, głębszego celu i często na skalę masową, ale jeszcze nakazywał stosowanie jej swoim wyznawcom. I tak można było być ukatrupionym np. za morderstwo, cudzołóstwo, sodomię, ale i za bluźnierstwo przeciwko bogu lub temu, co wierzący uważali za święte, nieprzestrzeganie szabatu, a nawet za uprawianie czarów, złorzeczenie czy pobicie rodziców i oczywiście za homoseksualizm oraz za parę innych przewinień. Z tego boskiego prawa chętnie korzystali najpierw żydzi, później chrześcijanie, a ofiary tych ostatnich na przestrzeni dziejów liczy się w milionach (krucjaty, nawracanie mieczem, pogromy innowierców, nagonka na czarownice). My ateiści tak bardzo nie lubimy, jak się nas porównuje do Stalina czy innych krewkich i bezbożnych dyktatorów. I słusznie, bo nie mamy z nimi nic wspólnego. Jednak sądzę, że gdybyśmy na wadze położyli ofiary różnych bezbożnych reżimów oraz ofiary, które poniosły śmierć w imię różnych bogów, szala z tymi ostatnimi znalazłaby się na dole. Jak ktoś chce liczyć, proszę bardzo. Ja zawsze z matematyki kiepska byłam, czego z pewnością nie można powiedzieć o lady T.

Niedawno portal Onet przytaczał rozmowę z socjologiem badającym postawy religijne ateistów. Wynika z niej, ze wielu ateistów swoje dzieci chrzci, posyła na katechezę i do komunii. Bo tak wypada, bo wszyscy idą. I mam wrażenie, ze ta grupa jest najbardziej sfrustrowana obecnością katechezy. Wypisać im dziecko jakoś nie wypada, dla świętego spokoju poślą, a potem dziecko ma mętlik totalny w głowie. Ale winę najłatwiej zrzucić na katechetów. Bo przecież nie na rodziców. Broń Boże.

Już Trybunał Konstytucyjny w uzasadnieniu orzeczenia odrzucającym skargę Rzecznika Praw Obywatelskich na wprowadzenie religię do szkół, przyzwolił na hipokryzję. Stwierdził, że składanie deklaracji dotyczących chęci bądź rezygnacji uczestniczenia w lekcjach religii nie ujawnia światopoglądu i wyznania, ponieważ ludzie niewierzący mogą posyłać dzieci na religię, a wierzący mogą tego nie robić. Jeśli ktoś rozumie co kierowało wówczas TK, to proszę mi to wyjaśnić w prywatnej wiadomości, chociaż mam swoją teorię. To musiał być duch święty chociaż mogę mylić. Lady T. nie myli się pewnie nigdy. Poza tym lady T. z pewnością nie jest świadoma tego, że religia do szkół została wprowadzona zwykła instrukcją, następnie rozporządzeniem MEN. Dokumenty te zostały potraktowane jako ważniejsze od obowiązujących ustaw i od Konstytucji. Nie trzeba mieć dobrego wykształcenia i posiadać super inteligencji, żeby wiedzieć, jakie akty prawne są najważniejsze. Gdyby poczytała coś więcej niż frondowe teksty, miałaby szansę na zdobycie tej wiedzy. Ale po co?

„Państwo wydaje prawie miliard złotych rocznie na produkt edukacyjny bardzo marnej jakości właściwie poza jakąkolwiek kontrolą” – pisze Magdalena Środa. (i tu jest w błędzie, bo nie prawie tylko ponad – przypisek mój). Państwo wydaje tez pieniądze na in vitro, a mnie to się nie podoba. Nieprawdą jest też, że nie ma żadnej kontroli. Są programy, jawne programy, wizytacje, hospitacje na lekcjach katechezy. Można wszystko sprawdzić, ale lepiej budować przekaz, że wszystko dzieje się poza kontrola, to jest chwytliwe medialnie. A atak na Kościół zawsze dobrze się sprzedaje.

walka kobiet 1No nie mogło się obyć bez wyświechtanego argumentu nie do podważenia: „ATAK NA KOŚCIÓŁ”. I można szaty rwać, można krew sobie upuścić, paść na kolana i biczując sobie plecy tłumaczyć lady T., że to nie atak na kościół tylko próba wprowadzenia w życie tego, co gwarantuje Konstytucja – równości wszystkich i neutralności. Co najwyżej lady T. wezwie w takim wypadku egzorcystę, a i tak niczego nie zrozumie. „Są programy, jawne programy” – oczywiście, że są. Program ustala kościół, ba! Nawet przedstawia ten program, ale państwo może się z nim co najwyżej zapoznać. Nie ma żadnego prawa wpływania na ten program, zmieniania go, ani niezgadzania się z nim. ŻADNEGO. Wie o tym lady T., czy nie?

„Katecheza szkolna nie przekłada się na wiedzę o własnej religii, nie pogłębia też wiary” – pisze dalej Środa. Skąd taka pewność? Niejeden człowiek pod wpływem dobrego katechety poszedł do kościoła, niejeden odbył solidną spowiedź. Nie jeden się nawrócił. Pamiętam z mojego liceum katechetę, ks. Wiesława. Był zawsze dla nas, miał dla uczniów czas, każdy mógł z nim porozmawiać, i ten wierzący, i ten poszukujący, i ten walczący z Kościołem. Nikogo nie odtrącał. Wręcz przeciwnie, spokojną rozmową pokazywał piękno wiary. Do dziś wspominany jest jako ukochany nauczyciel absolwentów mojego liceum.

Niejeden się wykoleił, niejeden popełnił przestępstwo, chodził na wagary, zaczął wcześnie palić, pić, zażywać środki odurzające i we wczesnym wieku uprawiać seks i to bez zabezpieczeń, bo akurat z nauki religii zapamiętał to, że gumka jest be. Przez ponad 20 lat nauki religii w szkołach nie mamy raczej świętej młodzieży na przerwach dyskutującej o, na przykład, naukach Jezusa. Wystarczy popytać co dzieje się w wielu szkołach podstawowych, dowiedzieć się, dlaczego rodzice w całym okresie edukacji własnych dzieci najbardziej boją się gimnazjów? Lady T. wspomina uroczego katechetę. No to ja wspomnę słowa mojego syna. „Moi koledzy na przerwach oglądają w telefonach pornosy, a pierwszą informacją jaką dzielą się z innymi po wejściu do szkoły, jest kto jak walił sobie konia. ” Mowa tu o jego katolickich kolegach, indoktrynowanych naukami religii od przedszkola. Określenie „walić sobie konia” syn poznał od tych właśnie katolickich kolegów. Lady T. może powiedzieć, że syn chodzi do jakiegoś wyjątkowo złego gimnazjum. Moje już dorosłe siostrzenice (każda uczęszczała do innego gimnazjum) potwierdzają, że w szkołach tych odgrywają się dantejskie sceny. A jak mi lady T. nie wierzy, niech zejdzie z piedestału, oderwie się od różańca i porozmawia z rodzicami.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze: „Ten miliard złotych zamiast kiepskiej jakościowo katechezy może sfinansować zajęcia, które czegoś nauczą młodych ludzi, np. myślenia (polecam filozofię)”. A programy będzie pisać prof. Środa. I wtedy pieniądze trafią do jej kieszeni, a nie katechetów (często osób świeckich). Ciekawe jest jednak, ze przecież etyka w szkołach być powinna, tylko często chętnych brakuje. Bo może uczniowie wcale nie chcą się myślenia uczyć, wszak do rozwiązywania testów nie jest ono potrzebne.

walka 1A czy ktokolwiek pyta dzieci, czego chcą się uczyć? Czy ktoś zapytał młodych ludzi i ich rodziców ponad 20 lat temu, czy chcą religię w szkołach? Czy lady T. pytała? Ja tak. Zbierałam wówczas podpisy przeciwko religii w szkołach. Prawdopodobnie stało się z nimi to samo co z podpisami przeciwko ustawie antyaborcyjnej, które również zbierałam. Czyli zdanie ludzi zostało wyrzucone do kosza. Również wiedza pani T. o etyce w szkołach jest głęboka, jak brodzik. Znowu polecam rozmowy z ludźmi. Do dziś w wielu szkołach rodzice nawet nie wiedzą, że te lekcje należą się ich dzieciom, jak psu buda. W warszawskiej szkole podstawowej moich dzieci walczyliśmy z dyrektorką o te lekcje, zgłaszaliśmy skargi do kuratorium. Są szkoły, które nie wyrażają zgody na rozwieszenie plakatów informujących o możliwości zorganizowania takich lekcji. Przez wielu dyrektorów nauka etyki jest postrzegana, nie jako alternatywa dla lekcji religii, ale jako coś przeciwnego, wręcz wrogiego religii. Skoro lady T. zeszło się na wspominki, to i ja sobie na to pozwolę. W latach 90-tych, kiedy religia w szkole zaczęła się panoszyć, osoby niewierzące zostały poinformowane (tak było w moim liceum), że zaczynają się lekcje etyki, na które powinniśmy chodzić. Więc poszłam. Raz. Bo na pierwszych zajęciach nauczycielka przedstawiła się, po czym kazała wszystkim wstać i zaczęła odmawiać: „Ojcze nasz”. Po lekcji poszłam do dyrektora i zostałam zwolniona z zajęć do końca roku. Innej etyki mi nie zapewniono.

Zwolennicy świeckiej szkoły plączą się w zeznaniach. Raz mówią, że to nie akcja antyreligijna, tylko dotycząca niefinansowania lekcji religii z budżetu. Innym razem mówią wprost o wyrugowaniu religii ze szkół. Do salek parafialnych. Przed Wielkanocą zawsze można się z Kościołem poboksować. A potem wszyscy i tak spotkamy się ze święconką. W kościele…

W zeznaniach nie ma się co plątać. Zbierane są podpisy aby zaprzestać finansowania nauki religii ze środków publicznych. To wszystko. Natomiast redaktor naczelny Liberte! pan Leszek Jażdżewski twierdzi, że gdyby rodzice lub sam Kościół zaczęli łożyć na te lekcje to okaże się, że przestaną być one konieczne i samoistnie znikną ze szkół. (Wpis na blogu)

kobieta wojownikNa deserek zostawiłam sobie informację lady T. o postępowaniu ateistów, że posyłają dzieci na religię, że ich dzieci przyjmują sakramenty. Po pierwsze, ja nie posyłam i moje dzieci nie są chrzczone. Co więcej uważam, że postawa jaką reprezentuję nie jest taka trudna, jeśli przyjmie się, że chce się żyć w zgodzie z samym sobą. W końcu nikt pokroju lady T. dziś nie spali mnie za to na stosie, nie odbierze mi dzieci i nie ochrzci ich wbrew mojej woli, jak to działo się dawno temu. Ale doskonale rozumiem ateistów, którzy tak postępują. Czy lady T. potrafi sobie wyobrazić małego żuczka odizolowanego od grupy? Jedno, małe, samotne, niewiele rozumiejące dziecko, siedzące w świetlicy, podczas kiedy jego koledzy są na lekcji religii? Jego świadomość, że jest inny? Jego zakłopotanie, kiedy rówieśnicy pytają: „dlaczego nie chodzisz na religię?”, „będziesz się smażyć w piekle!”, „to co robisz to grzech!” Lady T. ma pięcioro dzieci, więc empatia nie powinna być jej obca. „Nie powinna” nie oznacza, że nie jest. Naśmiewanie się z ludzi, którzy chcą uniknąć ostracyzmu społecznego, prześladowania własnych dzieci, którzy żyją w hipokryzji nie dlatego, że tak chcą, tylko czują się do tego przymuszani, jest czymś obrzydliwym. Może zamiast drwić z tych ludzi, wypadałoby z nieba zejść na ziemię i porozmawiać z rodzicem ateistą, zapytać „dlaczego”? Nie ma się czego obawiać lady T. Ateiści nie gryzą, a ja tylko czasami:)

PS. W kościele się z lady T. na pewno nie spotkam, chociaż rzeczywiście może ona spotkać tam tych, z których drwi – ateistów, nad czym bardzo ubolewam.