pray-1874744_1920

Przegląd debilizmów dni ostatnich

Tym razem tylko religijnie będzie, bo jak myślę o polityce, to dostaję czkawki.

***

pray-1874744_1920Express Bydgoski wyskoczył 2 stycznia z niesamowitym tytułem: „Pedofil nadal księdzem”. No i co z tego? Przecież to ani sensacja, ani jakiś wyjątek. A kim ma być ksiądz pedofil? Cieciem?

Nie rozumiem, dlaczego ludzie od obłudnej, obrzydliwej i przestępczej instytucji domagają się jakiegoś okraszonego namiastką moralności odruchu, żeby pozbywała się ze swoich szeregów zboczeńców. Przecież by jej zabrakło funkcjonariuszy do skubania otumanionych religią wiernych.

Ale ostrzegam, jeśli ktoś mieszka w Puszczykowie pod Poznaniem – tak, to ten ksiądz. Uczynił sobie z 13-letniej dziewczynki niewolnicę i został skazany za co najmniej kilkadziesiąt z nią stosunków. Wyszedł z kicia i przytulony przez swoich braci nadal udziela rozgrzeszenia, namaszcza chorych i naucza o Ewangelii. Katolicy pewnie są dumni.  Źródło

***

Małgorzata Jantos, krakowska radna z Nowoczesnej (kocham kobiety z Nowoczesnej) jest autorką projektu uchwały o dofinansowaniu z kasy miejskiej zabiegów in-vitro. 11 stycznia ma się odbyć głosowanie. I co? W normalnym kraju odpowiedziałoby się „i nic”, ale to wszystko dzieje się w Polsce. Do rady miasta wpłynęło pismo od Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej właśnie w tej sprawie. Słowo daję! Sługusy obcego państwa Watykan wysyłają pismo do (jakby nie było) świeckiego organu miejskiego w sprawie, która ich zupełnie nie dotyczy. Chociaż chyba w „Faktycznie” czytałam o księdzu, który ze swoją damą skorzystał z in-vitro a potem… wyjechał rozrabiać za granicę po chrześcijańsku porzucając i kobietę i dziecko. Ale to taka malutka dygresja. Co tam klechy wystukały do radnych?

Jesteśmy zdziwieni samym pomysłem i sprzeciwiamy się przeznaczaniu środków z budżetu miasta (również z naszych podatków) na finansowanie metody, która nie szanuje godności kobiety i mężczyzny oraz poczętego dziecka. Niszczy ona wiele istnień ludzkich.

To się wysilili. Jak zwykle wiedzą lepiej, dzięki czemu kobieta zachowuje godność, a kiedy ją traci. Trzeba jej to wytłumaczyć, jak debilowi jakiemuś, co jest dla niej dobre, a co nie. Członek, choćby niechciany, choćby gwałcił nawet a przy okazji zapłodnił, choćby nawet do ojca czy wujka należał, daje jej możliwość zachowania większego szacunku do siebie, niż sztuczna aplikacja połączonych komórek męskiej i żeńskiej i to za jej zgodą i za jej pieniądze.

Za to zupełnie nie mam pojęcia, o co chodzi z tą utraconą męską godnością. Że ktoś za niego zapłodni jajo i zaaplikuje je kobiecie? Potwornie uwłaczające. O holokauście w klinikach, gdzie dokonuje się in-vitro pisać szkoda. Wszyscy wiemy, jak to wygląda – słodkie bobaski wyją z zamrażarkach, żeby je ktoś w końcu przytulił.

Aż zajrzałam na stron owego kosmicznego Duszpasterstwa i oto, jaką genialną myśl tam znalazłam:

Ewangelia ukazuje, że bezpłodność fizyczna nie jest absolutnym złem. Małżonkowie, którzy po wyczerpaniu dozwolonych środków medycznych cierpią na bezpłodność, złącza się z krzyżem Pana, źródłem wszelkiej duchowej płodności. Mogą oni dać dowód swej wielkoduszności, adoptując opuszczone dzieci lub pełniąc ważne posługi na rzecz bliźniego.

„Dozwolone środki medyczne” – nie przypominam sobie, aby w Biblii było coś o in-vitro, ale o penicylinie też nie ma tam ani słowa. Za to jest o tym, że Bóg wstrzymał słońce, żeby dzień dłużej trwał i wiele innych głupot, których szkoda powtarzać. Źródło

***

W Afganistanie 30-letnia kobieta, z pewnością ze skłonnościami samobójczymi, wyszła na zakupy bez męża. Desperatka! Jest tyle sposobów, żeby odebrać sobie życie, to ta sobie wybrała – zasztyletowanie i obcięcie głowy. Zaraz się do mnie ktoś przyczepi, że kpię z ludzkiego nieszczęścia, bo to talibańscy wojownicy ją dorwali. To ona nie wiedziała, jaką religię wyznaje? Nie miała pojęcia, że jej status jest bliski psu? U nas też nie można spuszczać psa ze smyczy, bo może dojść do kary. Co prawda wymierzonej na właścicielu a nie czworonogu i z pewnością nie będzie to urżnięcie głowy, ale jednak.

Niby potem okazało się, że mąż podczas mordu znajdował się w Iranie, więc trudno mu było skoczyć z żoną po chleb czy masło. Ale jakie to ma znaczenie? Najważniejsze jest: Allahu akbar! Źródło

***

Słynna wyciskarka do cytrusów, zwana szumnie Świątynią Opatrzności Bożej, póki co skutecznie wyciska państwową kasę. Niby 11 listopada odbyło się uroczyste otwarcie z pierwszymi katolikami w Polsce (i wcale nie mam tu na myśli Terlikowskich, tylko głowę państwa Jarosława i jego pacynki), to jednak na odpowiednie urządzenie wnętrz brakuje ponoć jeszcze 30 mln. Do tej pory w tą paskudną budowlę wepchnięto 160 mln (z kasy państwowej i od szalonych darczyńców).

I pomyśleć, że Jezus według tradycji chrześcijańskiej w stajence się urodził na sianie, a potem całe swoje życie w sandałach zaiwaniał i sypiał tam, gdzie go wpuścili pod strzechę. Albo, że od 10 lat wciąż obowiązuje limit zarobków – 725 zł. na głowę w rodzinie, żeby samotna matka mogła dostać od państwa alimenty na swoje dzieci. Albo, że wielu ludzi (w tym dzieci) chorych na rzadkie choroby, nie mogą doprosić się refundacji leków.

Że już nie wspomnę o tym, że Bóg, któremu postawiono ten moloch, po prostu nie istniej. Źródło

sculpture-586585_1920

Przegląd debilizmów dni ostatnich

sculpture-586585_1920Dziś przegląd pod znakiem dupy, czyli o Dudzie będzie.

***

Doda, którą zainteresowałam się dopiero wówczas, gdy palnęła o autorach Biblii, że musieli być „napruci winem i palili różne zioła”, za co zresztą została skazana przez sąd na karę grzywny za obrazę uczuć religijnych, znowu szokuje. Podczas gali 25-lecia „Super Expressu”, na której dawała koncert, pomogła w krojeniu tortu i pierwszy kawałek wręczyła prezydentowi wszystkich katolików Andrzejowi Dudzie! Przez moment wszyscy liczyli na to, że ten akurat kawałek ciasta jest zatruty, ale nic z tego! Podobno Duda miał tylko zgagę, bo jakby nie było, jadł z rąk kogoś, kto aniołem nie jest i twierdzi, że nie wierzy w Biblię, bo nie ma tam dinozaurów.

Żeby tego było mało, pytana o swój gest odpowiedziała, że Duda jest prezydentem i należy mu się szacunek! Szacunek za to, że się Polacy pomylili??? Aż mi się cofnęła treść żołądka. Zrozumieć tylko nie mogę, dlaczego każdego zainteresowało jedynie to (a niektórych nawet oburzyło), że ta niewiele znacząca gwiazdka pokazała prezydentowi dupę. To akurat mu się należało. Nawet przez moment zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy ten poczęstunek dla skryby Kaczyńskiego nie był tylko po to, aby mu pokazać tylną część ciała. Szkoda tylko, że nie miała na plecach napisu: „pocałuj mnie w…” i strzałka w dół.

Gdzieś wyczytałam, że powiedziała z błyskotliwością przedszkolaka, iż różni ją od prezydenta tylko jedna litera: DUDA – DODA. Jakby tak u prezydenta zmienić jedną literę a u niej dwie, wyszłaby DUPA. Dupa do kwadratu.

***

Niektórzy komentatorzy twierdzili nawet, że Duda został przez Dodę obrażony. Aha! Jej dupa będzie mu się po nocy śniła. Za to pigułę goryczy musiał przełknąć podczas XII Krajowego Zjazdu Adwokatury w Krakowie, gdzie prezez TK Andrzej Rzepliński został przywitany owacjami na stojąco. Do tego podczas przemowy prezydenta, niektórzy adwokaci trzymali w górze Konstytucję. No cóż, Duda się nie przejął. A skąd on ma wiedzieć, co to Konstytucja? Odbębnił swoje, coś tam pogadał, a kiedy wyszedł, pocałunki wysyłał w kierunku ludzi krzyczących na jego widok „marionetka”. Wydaje się, że wszystko spływa po nim, jak po kaczorze. Aż nie mogę się doczekać, jak mu się dobierzemy do dody tfu… do dupy rzecz jasna.

***

Ostatnio mieliśmy do czynienia z pierwszym nieudanym zamachem na prezydenta. Sukces służb jest tak wielki, że biły się między sobą o przyznanie im pierwszeństwa w zatrzymaniu niedoszłego przestępcy. Policja twierdziła, że aresztowała go przed przyjazdem pacynki Kaczyńskiego, BOR natomiast, że brał w tym czynny udział. A prawda jest taka, że…

Głęboko wierzący mieszkaniec Piekar Śląskich wybrał się do lasu na grzyby – z kozikiem, jak przystało na prawdziwego grzybiarza, i z wodą święconą w strzykawce, jak przystało na prawdziwego katolika, który nosi przy sobie broń na szatany. Szedł i szedł aż doszedł do bazyliki w środku miasta. Pokręcił się trochę w tłumie, bo jak wiadomo, ludzie są nosicielami grzybów najróżniejszych i zupełnie niechcący dowiedział się, że wkrótce miejsce to nawiedzi sługus Kaczyńskiego. No cóż, zbiorów żadnych, zupy nawet grzybowej nie będzie, pomyślał więc, że poczeka i pogada z nim na przykład o Dodzie. A tu dupa i kamieni kupa. Areszt i tłumaczenia.

Nie byłoby w tej opowieści nic ciekawego, gdyby nie bardzo ważny dla nas fakt, że od dziś możemy chodzić po ulicach z białą bronią bezkarnie, oby się w święconą wodę zaopatrzyć. Jeśli ktoś do kościołów ma awersję, wystarczy kranówa. Laboratoria nie potrafią wykazać różnicy pomiędzy płynem z rur a cieczą pobłogosławioną przez księdza, co akurat nie powinno nikogo dziwić. Tylko pamiętajcie o alibi! Głęboka wiara i grzyby!

***

Pamiętacie pewnie, jak Dudzie pękła guma. Broń boże nie mówię o kondomie. Przecież prawdziwy katolik nie używa prezerwatyw a prawdziwa katoliczka nie stosuje antykoncepcji. Ciekawe, tak przy okazji, jakim cudem Dudowie mają tylko jedno dziecko? Czyżby kalendarzyk małżeński naprawdę działał? W każdym razie chodziło mi o ten wypadek na autostradzie. Niedawno doszło do kolejnego, tym razem z udziałem kolumny samochodów, podczas przejazdu premier Szydło. I choć spełniło się porzekadło, że złego diabli nie biorą, to jednak wydarzenie jest dość znamienne. Tuż po koronowaniu Jezusa na króla Polski dochodzi do kolizji aut z polską delegacją i to w Izraelu! Czyżby Jezus próbował wyrazić swój sprzeciw z zaświatów? A wystarczyłby jeden piorun w dupę jednego małego pierona i to w naszym kraju.

***

W „Piaskiem po oczach” dyrektor biura prezydenta Marek Magierowski zapytany o obietnicę kukły Kaczyńskiego dotyczącą podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8 tys zł odpowiedział, że prezydent prosi o rozliczenie go z obietnic po zakończeniu kadencji. A ja proszę, żeby przestał pieprzyć kocopoły, bo doskonale pamiętam, jak ciamciaramcia  zarzekała się, że jeśli w ciągu roku nie spełni swoich obietnic, to poda się do dymisji. Mówił również:

Ja dotrzymam słowa bo jestem człowiekiem, który ma swoje słowo za świętość.

Jaki człowiek, takie jego słowo. Jaka jego wiara, takie pojęcie świętości. Jedna wielka DUPA.

***

Chciałam jeszcze napisać coś o żonie popychadła Kaczyńskiego, która nosi niestety miano Pierwszej Damy. Ale co można o niej powiedzieć, oprócz tego, że niezła z niej d…?

 

shit-759386_1280

Przegląd debilizmów dni ostatnich

shit-759386_1280Zacznę od szołbiznesu, bo temat lżejszy, choć to nie oznacza, że przyjemniejszy.

***

Internet znowu zatrząsł się w posadach z powodu aktora Macieja Stuhra.

O ekshumacji ciał kilka gorzkich słów powiedział aktor Maciej Stuhr – Fakt.pl

Obrzydliwy wpis Stuhra o ekshumacji! Internauci wkurzeni! – wrealu24.pl

Plugawe! Stuhr „zażartował” tuż przed ekshumacją śp. Pary Prezydenckiej – niezależna.pl

JA PIERDZIELĘ! STRASZNE! Szukam, jak ten obleśny Stuhr zbrukał pamięć bohaterów narodowych – byłej pary prezydenckiej poległej na polu chwały, i odnajduję wpis na jego tablicy – jedno zdanie:

Uprzejmie proszę o niewyciąganie mnie z grobu, nawet gdyby tego chciał mój brat.

Że łot de fak? Tylko tyle? Nie dość, że uprzejmie to jeszcze prosi i do tego nawet brata. Przecież to zdanie wyjęte żywcem z testamentu! Do tego 142 tys. polubień. 6820 udostępnień. Jak on to robi??? No tak! Ma znane nazwisko i stoi po odpowiedniej stronie barykady. Z tym, że ta odpowiednia jest znacznie trudniejsza, o czym Stuhr pewnie dawno się przekonał. A wygląda to tak: gdyby Stuhr zupełnie niechcący puścił bąka w mieszanym towarzystwie (reprezentującym obecną wszechwładną partię i ludzi będących w opozycji), to ci drudzy uznaliby, że Stuhr ma uciążliwe problemy gastryczne, a ci pierwsi, że jest terrorystą, który użył bomby biologicznej o niespotykanej sile rażenia. No cóż, takie czasy nastały.

***

Małgorzata Kożuchowska (to ta blondyna z „Killerów” i z „M jak miłość”) została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w pracy artystycznej i twórczej. Aż przyjrzałam się jej filmografii, bo może coś mnie ominęło. Może w natłoku różnych spraw, które nierzadko przytłaczają człowieka z nizin, przegapiłam jej wybitne role? Nie przegapiłam. Więc o co chodzi? Nie chcę być złośliwa, ale może o to, że jej idolem jest obrońca pedofilów Jan Paweł II, jej ulubioną stacją radiową „Radio Maryja” a jej tatusiem jest wykładowca w szkole Rydzyka? A wiadomo, że Rydzyk to taki mały polski bóg. I wszystko jasne.

***

Oko.press donosi, że jedna z posłanek PiS nawaliła, jak chory w pieluchę. A nazywa się ona Beata Mateusiak – Pielucha.  Ups! Pielucha! A nawaliła tak:

Powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji.

Normalnie mnie zatkało. Nie to, że ktoś każe mi się pakować, tylko to, że ta prosta jak pasy na jezdni pani, przeczytała 1/4 preambuły Konstytucji i wysnuła taki wniosek. A 1/4 brzmi tak:

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,
my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna…

Oż kurde, żeby przeczytała jeden maleńki kawałeczek dalej, który brzmi:

jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł…

… to może zmieniłaby pieluchę a nie szczyciła się jej zawartością? Że już nie wspomnę o artykułach samej konstytucji, którą jej partia podciera sobie dubsko – bo pieluch nie nosi. W każdym razie ja się już pakuję i studiuję mapę w poszukiwaniu Ateislandu.

***

11. listopada Prawdziwi Patrioci maszerowali z okazji dnia niepodległości. Nagle jeden z 70 tys. świętujących potknął się o jakąś szmatę. Podniósł ją i podpalił z wściekłości, bo nagrywająca z daleka TVN, niezaproszona na obchody, mogłaby podać, że był pijany. A potem świat obiegła wiadomość, że na marszu polskich patriotów spłonęła ukraińska flaga. No jak to? Przecież sam pan prezydent wszystkich katolików PUPA… Przepraszam, klawisze mi się pomyliły – DUDA napisał do prawdziwych Polaków list odczytany podczas marszu. Do faszystów czy nacjonalistów przecież by nie napisał.

***

11. listopada odbył się marsz z okazji dnia niepodległości reszty Polaków, tych gorszego sortu, do których PUPA nie napisał. Na czele marszu szedł uśmiechnięty jak zwykle Kijowski. I choć rzekomo podzieleni jesteśmy na pierwszy i drugi sort, to słodki szefuńcio tego drugiego podzielił nas na trzeci nie pozwalając na przemowę reprezentantów partii Zielonych i to w ostatniej chwili.

Kilka miesięcy temu czytałam na stronie KOD propozycję pielgrzymki KOD-ersów do Częstochowy. Bóg z nimi i krzyż im na drogę.

***

Prezydent wszystkich Polaków Andrzej PUPA (cholera! Nie wiem co się dziej z tą klawiaturą?), przyszykował ustawę, dzięki której za dwa lata będzie jeden wspólny marsz Polaków na stulecie odzyskania niepodległości. Jak ktoś ma wątpliwości, to niech je rozwieje fakt, że Kijowski chce maszerować z narodowcami, bo według niego dzielą nas niewielkie różnice. No nareszcie Mateusz pokazał prawdziwą twarz.

***

Donald T. wygrał wybory na prezydenta w USA. Kaczyński w amoku wykopał z grobu swojego brata. Dopiero jak się dowiedział, że to Trump a nie Tusk, zakopał go z powrotem.

***

Media donoszą, że brakuje pieniędzy na wypłaty 500+. Mam decyzję przyznającą mi kasę do września 2017 r. więc mam to w dupie.

***

Syn Żydówki i zbłąkanego żołnierza lub jak kto woli żydowskiego boga, który żył ponad 2 tys lat temu został dziś królem Polski, do tego niepytany o zdanie. Tak oto doszło do zmiany ustroju z demokracji sponiewieranej przez obecną wszechwładną partię na monarchię konstytucyjną. Chociaż z konstytucją ten rząd też da sobie radę.

 

chicken-160812_1280

Czym się różni kobieta od kury?

chicken-160812_1280Nie wypowiedziałam się jeszcze na temat rządowego projektu, chyba dla żartu nazwanego „Za życiem”, który został przyjęty przez nasz parlament. Ktoś mógłby mieć pretensje: „a dlaczego tak późno?” Ano dlatego, że mój organizm kieruje się swoimi prawami. Jak coś go wystarczająco mocno zaskoczy, zachowuje się tak, jakby dostał obuchem w łeb. Wówczas nie wie, gdzie jest, nie wie co się z nim dzieje i nie wie, czy to prawda, czy sen. Czym większego zaskoczenia doświadczył (czyt. czym większym debilizmem dostał), tym dłużej dochodzi do siebie. Odnoszę wrażenie, że to specyficzny system obronny, który po prostu pozwala mi przetrwać trudne chwile.

Ale wracając do meritum sprawy. Czytałam cały projekt, żeby nie było. Niestety tak jak większości, utkwił mi w głowie jeden z zapisów, a mianowicie:

Art. 9. 1. Z tytułu urodzenia się żywego dziecka, posiadającego zaświadczenie, o którym mowa w art. 4 ust. 3), przyznaje się, na to dziecko, jednorazowe świadczenie w wysokości 4000 zł.

A  Art. 4 ust. 3) ma brzmienie:

Wsparcie, o którym mowa w art. 1, jest realizowane przez:

zapewnienie odpowiednich świadczeń opieki zdrowotnej dla dziecka, ze szczególnym uwzględnieniem dziecka, u którego zdiagnozowano ciężkie i nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu, które powstały w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu; 

Musicie przyznać, że to nie tyle obuch, co nadziewana ćwiekami maczuga.

Kiedy myślę o tym handlu żywymi trupami (dziecko Chazana chociażby) przychodzi mi na myśl brzydki, szowinistyczny dowcip:

– Dlaczego kobieta ma jeden zwój w mózgu więcej od kury?

– Żeby nie srała na podwórku.

Oburzające? Być może, ale tak właśnie traktuje nas – kobiety, ekipa rządząca. Otóż z tego co uchwalili nasi świętojebliwi sejmowi obrońcy życia wynika, że jesteśmy jak kury hodowane w klatkach do jednego celu, aby znosić jaja. Z tym, że los na loterii wygrywa nie to złote, tylko zbuk. Za takie jajo dostaniemy lepszą paszę.

Nie wiem, co czuje kura, która traci swoje jajo. Prawdopodobnie nic, szczególnie że, jak to ujął pewien znany weganin, kurze jajo to produkt kurzej miesiączki. Która z nas płacze za własnym okresem?

Co czuje kobieta, która dowiaduje się, że jej dziecko nie będzie miało szans na przeżycie poza jej ciałem (bo nasz katolicki rząd o dziwo wyraża zgodę na badania prenatalne)? Nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić. Ale rząd potrafi. Według niego taka matka będzie marzyć o tym, aby to chore dziecko choć jeden oddech po porodzie złapało, choć raz zakwiliło, bo napisano w projekcie, że musi być żywe, aby je można było zaliczyć do tych wygrywających. A co jeśli przetrwa więcej jak minutę? Trzeba ochrzcić, przede wszystkim, jak Pan Jarosław przykazał! A jak żyć będzie dłużej? Zawsze można do hospicjum oddać, najlepiej takiego prowadzonego przez zakonnice, z taką troską, z jaką św. matka Teresa prowadziła swoje umieralnie.

Co na to matka – kura?

A co może kura?

Ko, ko, ko.

nun-1623680_1920

Psychopatka Kaja Godek

nun-1623680_1920Wczoraj po programie „Czarno na białym”, w którym m.in. pojawił się wstrząsający wywiad z rodzicami „dziecka Chazana”, odbyła się rozmowa Andrzeja Morozowskiego z Wandą Nowicką i Kają Godek z Fundacji Życie i Rodzina. To ta z fryzurą na nocnik. Do niedawna miałam ją jedynie za zwykłego oszołoma. Dziś wiem, że się myliłam. Kaja Godek to psychopatka.

Prowadzący zadał pierwsze pytanie: czyje sumienie jest ważniejsze, matki czy lekarza?

Niezwykle poruszona, jak każdy normalny człowiek, Wanda Nowicka dziękuje drżącym głosem rodzicom za opowiedzenie tej historii.  Przyznali oni, że zdecydowali się na to dlatego, aby rządzący, którzy chcą za ludzi decydować w tak ważnych kwestiach mieli świadomość, do czego tych ludzi zmuszają. Liczą na to, że jeśli choć jedna z tych osób zmieni zdanie, było warto opowiedzieć o bólu swoim i niepotrzebnie wydanego na świat dziecka, które w cierpieniach, szprycowane morfiną, potwornie zdeformowane urodziło się tylko po to, żeby konać 10 dni i żeby dr. Chazan po setkach skrobanek sprzed lat, dziś miał czyste sumienie.

I w końcu do głosu dopuszczona została ONA, kobieta z zerową empatią, która miała do powiedzenia tylko jedno: to tvn24 nie ma sumienia, wykorzystując ludzi, którzy stracili dziecko. I na nic zdały się tłumaczenia Morozowskiego, że oni sami chcieli zabrać głos. NIEWAŻNE! Nie mają prawa go zabierać, bo służą lewackiemu podejściu do aborcji. No bo jak można pomóc dziecku, mordując go?

Brzydzę się tym, co państwo zrobili. Gdzie jest wasza etyka dziennikarska? Jak widzi się człowieka w trudnej sytuacji, to się nie kręci takiego reportażu z puentą, że trzeba było zamordować dziecko. Ci ludzie w reportażu nawet nie pokazali twarzy.

Ano nie pokazali twarzy kobieto bez serca i rozumu – bo nie chcą zostać kiedyś opluci, czy wyzwani od morderców przez takich ludzi jak ty.

Takiego reportażu z puentą, że trzeba dziecko zamordować, nie godzi się kręcić. Ale gdyby puenta była inna? Gdyby ci rodzice powiedzieli, jak szczęśliwi są, że bóg obdarował ich dzieckiem bez nosa, bez powiek, bez części czaszki, z rozszczepem twarzy i pozwolił mu żyć w męczarniach 10 dni, przez co dziecko to zostało doświadczone o 9 i pół dnia dłużej i wielokroć bardziej niż Chrystus, i z pewnością dzięki temu zrzuciło go z miejsca po prawicy boga i samo tam zasiadło, to nie byłoby żadnego problemu. Reportaż byłby git! Puenta byłaby odpowiednia. A i niepokazywanie twarzy przez rodziców nie byłoby niestosowne. Debil wytłumaczyłby to w ten sposób, że rodzice boją się morderców lewaków.

Zabijmy, to nie będzie cierpiało, co za absurd! – oburza się Kaja. 

Nie wiem, z jakiej choinki się laska urwała, ale może warto jej uświadomić, że dawno temu, kiedy koń złamał nogę, jeździec go dobijał. I to nie dlatego, że serca nie miał, czy w boga nie wierzył, ale dlatego, że miał świadomość (tak wiem, do świadomości trzeba dorosnąć), że kiedy pozostawi wierzchowca samemu sobie, lub jak kto woli, na łasce Pana, to zdychać on będzie w niewyobrażalnych męczarniach. Tak więc właściciel konia robił to z litości, jeśli nie z miłości. Kiedy zanosi się do weterynarza zwierze niemające szans na przeżycie, to weterynarz (o ile jest uczciwy i nie naciąga na kasę), namawia właściciela na uśpienie pupila, żeby oszczędzić mu cierpień. To w pewnym sensie zabawne, że udało się ludziom zapewnić zwierzętom domowym lepsze prawa, niż samym sobie.

Zadziwiające również jest to, jak udało się ludziom zadbać o swoich pupili, zapominając o tych zwierzętach, które codziennie goszczą na ich stołach. Ale to temat na inny tekst.

I jeszcze jedno. Według tej inteligentnej inaczej baby, masę bezwolnych, otumanionych chyba oparami z garów kobiet, na ulice 3 października wyprowadziły skrajnie lewicowe ugrupowania. Same by nie wyszły, no bo jak? Po co? Jak one nie mają o niczym żadnego pojęcia. To był polityczny strajk! To jest polityczny czarny protest! Pewnie w tym  czymś, co ta Pani ma w głowie (u normalnych ludzi jest to mózg), uroiło się to, że nam za to latanie w deszczu po ulicach jeszcze zapłacono. Butów by mi się nawet tą Panią nie chciało wycierać.

Wywiad z rodzicami „dziecka Chazana” TUTAJ. 

man-1600948_1280

Ekspert Episkopatu w Sejmie

man-1600948_1280Jak wiadomo powszechnie w naszym katolickim kraju, funkcjonariusze KK znają się na wszystkim. Są ekspertami na przykład w dziedzinie pożycia małżeńskiego, choć nigdy nie byli mężami (kochanek to jednak nie mąż). Wiedzą, że człowiek zaczyna się od poczęcia, choć jakiś czas temu mieli na ten temat odmienne zdanie. Nie muszę chyba nadmieniać, że płód płci męskiej znacznie wcześniej stawał się człowiekiem w łonie matki, niż ten płci żeńskiej. I tylko to jest stałe w KK – baba zawsze jest gorsza.

Wiedzą również, że kobieta jest inkubatorem, który z racji tego, że jest przedmiotem, nie wie ani czego chce, ani co dla niego jest dobre, ani co powinien robić ze swoim wnętrzem. Zresztą jego wnętrze tak naprawdę nie jest jego. Należy do właściciela. A kto jest właścicielem? Oczywiście bóg. Nawet, jeśli kobieta w boga nie wierzy, jej właścicielem jest bóg.  A tylko funkcjonariusze KK wiedzą, czego chce bóg, bo są ekspertami również w porozumiewaniu się z istotami wyimaginowanymi.

Nie znają się natomiast zupełnie na homoseksualizmie, no bo skąd? Ale spokojnie, od dziedzin dla nich obcych mają ekspertów. I jeden z nich właśnie przybył do Polski, żeby w Sejmie na konferencji w Sali Kolumnowej przestrzegać przed złym, obrzydliwym pedalstwem. Panie i Panowie, nawiedził nas sam wielki profesor Paul Cameron!

Na konferencję z ekspertem przyszło podobno osób 6 (słownie: sześć sztuk, żeby nie było, że się pomyliłam). Ale czy to ma większe znaczenie? Najważniejsze jest to, kimże jest ów ekspert. Więc tak pokrótce:

w 1983 r. usuwają gościa z Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, bo uznali, że pieprzy kocopoły bez pokrycia w faktach;

rok później odcina się od niego (chyba dodatkowo) Towarzystwo Psychologiczne Stanu Nebraska z tego samego powodu;

w 1985 sędzia wystawia opinię Cameronowi, który zeznawał jako biegły, w której stwierdza, że dopuścił się on oszustwa i nadinterpretacji zeznając pod przysięgą;

w tym samym roku Amerykańskie Towarzystwo Socjologiczne oświadcza, że Cameron nie jest socjologiem;

w 1996 r. odżegnało się od niego Kanadyjskie Stowarzyszenie Psychologów.

Czyli ani psycholog, ani socjolog, ani biegły, za to z pewnością homofob. Idealny ekspert dla Kościoła.

I tak dla przykładu podaję kilka odkryć profesorka matołka. Przeanalizowawszy aż 6 spraw sądowych doszedł do wniosku, że rodzice homoseksualni częściej biją i popełniają przestępstwa. Wyliczył również, że 29% dzieci doznało molestowania ze strony swoich homoseksualnych rodziców. A jak do tego doszedł? Wraz z kumplami na swoim poziomie rozdał 18 tys ankiet, wypełnionych dostał 5182. 17 osób przyznało, że jeden z ich rodziców to homoseksualista. 5 osób przyznało, że doświadczyło molestowania. Zapomniano dopytać w ankiecie, czy osoby te były molestowane przez homoseksualnego czy heteroseksualnego rodzica, ale to taki mały drobiażdżek. Doszedł również do wniosku, że osoby homoseksualne żyją nawet o 30 lat krócej od heteroseksualnych. A jak to zbadał? Czytając nekrologi w gazetach gejów i lesbijek.

Dla dopełnienia obrazu tego wybitnego eksperta polskiego Episkopatu i tak już wymalowanego ręką przedszkolaka, dodam, że według niego homoseksualizm powinien być prawnie zakazany. Fajnie no nie? Wzięli się u nas za baby, wezmą się za gejów. Już widzę tęczowe flagi na kolejnych protestach kobiet. Do tego gość twierdzi, że trzeba ich leczyć. A Episkopat wie, że ma wśród lekarzy wielu sprzymierzeńców. Chazan już nie skrobie. Nie maltretuje życia, które rodzi się z wyrokiem śmierci, mógłby homoseksualistom ucinać, wycinać, czy coś w tym stylu. Do tego cała rzesza tych z klauzulą sumienia, że o proktologach nie wspomnę.

I na koniec przypomnę, że ulotki rozdawane przez księży na festynie z okazji dnia dziecka w Kielcach, zawierały treści z „badań” tego samego eksperta. A oto fragment:

„Typowe praktyki seksualne homoseksualistów to medyczny horror. Proszę sobie wyobrazić ślinę, kał, spermę i krew mieszające się między dziesiątkami mężczyzn co roku. Proszę sobie wyobrazić regularne picie moczu, jedzenie kału i brutalne podrażnianie odbytu.”

Pisałam o tym w tekście: „Małgorzata Marenin kontra kuria kielecka”

14484854_1066692396747469_4923204337071766665_n

Hibernacja umysłowa

14484854_1066692396747469_4923204337071766665_nKażdy z nas posiada jakiś system obronny. Wszechogarniający nas debilizm wszechwładnej partii sprawił, że uaktywniła się we mnie hibernacja. Jestem, oddycham, jem (czasami), pracuję, ale słabo myślę. Jak tu pisać w takim razie?

W ostatni piękny pogodowo weekend, czyli pierwszy weekend października spędziłam w Krakowie na Dniach Świeckości. Informacji nazbierałam na co najmniej trzy teksty. Miałam rozdarte serce, bo w tym czasie odbywał się protest kobiet m.in. w Warszawie. Kazimiera Szczuka swój przyjazd do Krakowa odwołała w ostatniej chwili, o co nikt nie miał do niej pretensji, natomiast Anna Dryjańska przyjechała, choć też jedną nogą była w stolicy, tak jest kobieta elastyczna. I choć była tylko na jednym panelu, jej obecność była jakby przytupem, który echem kołacze się w mojej głowie do dnia dzisiejszego. Oczywiście opiszę to, jak się zupełnie przebudzę ze snu.

Z Krakowa wróciłam 2 października wieczorem. 3 wiadomo co było. Kto nie wie, co się działo 3 października 2016 r. był bardziej zahibernowany ode mnie. Garstka znudzonych kur domowych ubranych w nietwarzową czerń wyległa na ulice miast i miasteczek,  żeby sobie czymś nudę umilić. A wulgarne były, że pożal się boże! A agresywne, że niech bóg broni! Bo im się nie spodobał przyjęty przez Sejm, zwany przez chłopaka poznanego na Dniach Świeckości „Kurwim Gniazdem”, projekt Ordo Iuris dotyczący ochrony życia poczętego.

4 byłam w pracy i z powodu wolnego 3 października, miałam kolokwialnie mówią kupę roboty. 5 października sejmowa komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zwołana nieregulaminowo, postanowiła odrzucić projekt „Stop aborcji”. Jak ktoś nie oglądał „obrad” komisji, jest zdrowszy, spokojniejszy i ma mniej siwych włosów na głowie ode mnie. Tak, tak – to PiS-owska komisja i pisiuar wniósł wniosek o odrzucenie tego projektu. TAK! PiS to ta sama partia, która odrzuciła dwa tygodnie wcześniej projekt obywatelski legalizujący aborcję, a przyjęła projekt zakazujący całkowicie aborcji. Gubicie się? Ja się hibernuję.

W nocy, zanim ktokolwiek ogarnął o co chodzi, odbyły się obrady Sejmu. I okazało się, że PiS to obrońca uciśnionych kobiet. PiS się kurde nie zgadza, żeby kobiety szły do więzienia! Wcześniej po prostu projektu ustawy nie doczytali. A oto fragment wypowiedzi Jaśnie Panującego Nam, choć stojącego w cieniu (bo malutki) Jarosława Kaczyńskiego, który tymi słowy zwraca się do przedstawicieli Ordo Iuris:

„My tylko doszliśmy do wniosku, obserwując sytuację społeczną, że to będzie przedsięwzięcie (…), że to będzie czynnik, który doprowadzi do procesów, których efekt będzie dokładnie przeciwny temu, o którym pani tutaj mówiła.”

I teraz zagwozdka. Jaką sytuację zaobserwował Jaro z okien, skoro on nawet parapetu nie dosięga? Ktoś mu przekazał, że podczas strajku kobiet było więcej ludzi niż na manifestacjach KOD? To go okłamał. No chyba, że ktoś mu przekazał, że losowo wybrana z tego niekończącego się tłumu ludzi kobieta ma większe jaja niż Mateusz Kijowski. To by się zgadzało.

I tak oto projekt Ordo Iuris poleciał z hukiem do zsypu. Przykre? Nam też było przykro, kiedy nad naszym projektem się nawet na chwilę nie pochylono. Środowiska zygotarian wówczas po nogach sikało z radości. Po ich porażce ja się nie posikałam. Bo oto mamy dowód, że wszyscy dla władz gówno jesteśmy warci. Ponoć Episkopat (to takie stare dziadki w sukienkach), dał naszej wszechwładzy zielone światło, żeby trochę jednak odpuściła, bo się posrali, że może te szalone baby na Kościoły ze swoim wkurwem ruszą?

A teraz nowy news. Jest projekt. Chronimy zygoty ale nie puszkujemy kobiet. Co za ulga!

Wynika z tego, że tym, co się posrali z powodu rozjuszonych kobiety i mężczyzn po ostatniej mobilizacji społecznej, gówna odbiły się od podłogi i uderzyły prosto w mózg. Bo trzeba gnój mieć we łbie, żeby wierzyć w to, że My to zaakceptujemy.

I do tego jeszcze same kobiety, które cieszą się, że udało im się zachować status quo, czyli obecnie obowiązującą ustawę zwaną kompromisem, choć wszyscy wiedzą, że był to kompromis władz z Kościołem, bo głos społeczeństwa został wyrzucony do śmieci. Obstawanie przy obecnym prawie do aborcji, to godzenie się na zakaz całkowity, bo religijny twór, jakim jest klauzula sumienia sprawia, że poddanie się zabiegowi jest w naszym kraju praktycznie niemożliwe. Wystarczy, że imbecyl po studiach medycznych, który powinien zdawać sobie sprawę, jak wiele od niego zależy powie, że prawo istoty wymyślonej przez ludzi tysiące lat temu zwanej bogiem, jest dla wszystkich wiążące. A przy okazji, ciekawe co sądzi o przykazaniu „Nie cudzołóż”? I jak wielu z nich wie, które to jest przykazanie?

Wczoraj Anna Dryjańska i inne kobiety leżały sobie pod Sejmem. Ja ciężko pracowałam i aż im zazdroszczę. Będę się starała nie tylko leżeć, jak one, nie tylko biegać po Warszawie w legalnych i nielegalnych marszach, jak to było 3 października, ale i dam się ukrzyżować, bo przecież i tak właśnie to z nami próbują zrobić katolickie oszołomy.

Budzę się drodzy Czytacze. Wkrótce będzie mnie na portalu więcej.

 

baner_main3

Tygodnik „Faktycznie” nr 12

baner_main3

W czwartek pojawił się dwunasty nr tygodnika „Faktycznie”, a w nim m.in.:

  • Adam Cioch w swoim cyklu „Tydzień po tygodniu”

„PiS (…) okazał się najbardziej bezbożną partią w dziejach III RP. (…). W mojej ocenie nie są bezbożnikami ludzie niewierzący, którzy tylko ignorują Boga, lecz ci, którzy używają go przedmiotowo – jako trampolinę, wytrych, łom, albo nawet ścierkę.”

  • Ariel Szenborn – m.in. o: doniesieniu do prokuratury złożonemu przez Ryszarda Nowaka na Krzysztofa Pieczyńskiego, za nazywanie przez niego rzeczy po imieniu; śmierci słynnego egzorcysty, od którego zaczęła się wręcz szatańska histeria i o pomyśle wazeliniarza Błaszczaka (szefa MSW) o nakręceniu holywoodzkiego hiciora z religijnymi fanatykami holywoodzkimi w rolach głównych.
  • Piotr Szumlewicz uderza „Lewym sierpowym”

„Nie musisz wstydzić się tego, że jesteś agresywnym kołtunem, o ile jesteś polskim agresywnym kołtunem, patriotycznym kołtunem, kołtunem, który nie lubi Żyda, Ruska i Niemca, kołtunem, który wierzy, że istnieje spisek przeciwko Polsce”

  • Kamil Nesterowicz i Piotr Czerwiński o problemach chorych na stwardnienie rozsiane.
  • Marcin Kos o polskim Nikodemie Dyzmie. I wcale nie chodzi o Bartłomieja Misiewicza, choć również o osobę związaną z PiS.
  • Łukasz Lipiński o zatrudnianiu na wysokich stanowiskach państwowych partyjnych kolesiów i ich bliskich a w innym tekście o księżach nacjonalistach, bo Międlar niestety nie jest jedyny.
  • Julia Stachurska o zlocie współczesnych czarownic u Małgorzaty Marenin.
  • Jan Hartman o biseksualizmie.
  • Andrzej Jaczewski proponuje rozliczenie księży ze współpracy z organami bezpieczeństwa, bo:

„(…) odnowiony przez PiS Instytut Pamięci Narodowej ze sprawiającym wrażenie jakoby obłąkanego prezesem Jarosławem Szarakiem na czele będzie znowu gmerał w życiorysach byłych opozycjonistów.”

  • Piotr Ikonowicz, któremu nie podoba się współpraca lewicy z liberałami.
  • Anna Grodzka o zagrożeniu dla Europy ze strony nacjonalizmu.
  • Magdalena Wójcik – wywiad z prof. Marianem Szamatowiczem, który dokonał pierwszego w Polsce udanego zabiegu in vitro:

„O ile w deklaracji praw człowieka jeden z artykułów mówi, że prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka, to w wykładni teologicznej takiego prawa nie ma.”

  • Kuba Podżegacz o watykańskim podręczniku edukacji seksualnej, który samym katolikom się nie podoba.
  • Agnieszka Abemonti-Świrniak w rozmowie z biseksualistką:

„Najgorzej mają ludzie religijni, bo ich orientacja (jak w przypadku każdej innej LGBT) stoi w sprzeczności z tym, co mówi im ich religia i/lub Kościół. Tak przy okazji, czyż Biblia nie mówi, że Jezus miał słabość zarówno do Marii Magdaleny, jak i do Jana?”

  • Bogumiła Pawłowska i Andrzej Rodan o powstaniu Radia Maryja:

„Ale co wcześniej robił Rydzyk? Tułał się. Nie powiodło mu się ani w Italii, ani w Austrii, chciał więc zostać na stałe w RFN, gdzie handlował samochodami, ale kiedy ojciec prowincjał redemptorysta zawiesił go w wykonywaniu czynności kapłańskich, postanowił wstąpić do innego zakonu. Nie przyjęto go.”

  • Kuba Puchan oraz Paweł Petryka w dziale „Historia” o prawdziwym „Wyklętym” – Konstantym Jagiełło i bydgoskiej krwawej niedzieli – pogromie dokonanym przez Polaków na niemieckich mieszkańcach Bydgoszczy na początku września 1939 r.
  • Andrzej Rodan pisze o seksie po bożemu i przedstawia trzecią już część „Historii głupoty w Polsce”:

„Ludzie KASTY (…) znają się na wszystkim, a ich domeną jest: in vitro (zakaz), prezerwatywy (zakaz), seks (zakaz), związki partnerskie (zakaz), stosunki przedmałżeńskie (zakaz), ateizm (zakaz), eutanazja (zakaz), środki wczesnoporonne (zakaz), tolerancja (zakaz), antykoncepcja we wszystkich formach (zakaz), feminizm (zakaz), zamrażanie zarodków (zakaz) itd, itp.”

Gorąco polecam!

whale-147748_1280

Jonasz „Faktycznie” połknięty?

whale-147748_1280
Ewangelia według św. Mateusza:
7.3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?
7.4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku?
7.5 Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.
Wiem, mam obsesję na punkcie Biblii, o czym można przekonać się czytając chociażby mojego „Wymyślonego Boga”. Nic nie wzbudza we mnie takiego natchnienia. Ten cytat, jakże mądry przecież, możemy odnieść do wszystkich ludzi, którzy gówno widzą i gówno wiedzą, choć oczywiście nie mają o tym pojęcia. To wszyscy ci domorośli mądrale, którzy wszystko co złe dostrzegają wszędzie, tylko nie w sobie lub nie wśród swoich. To m.in. oni… fanatyczni katolicy i my ateiści. Tak, również my nie jesteśmy wolni od śmieci na gałach, które przysłaniają nam dobre, prawdziwe widzenie.
Kiedy stado owieczek zmienia się we wściekłe wilki broniące swojego pasterza, któremu zarzuca się, że kochał dzieci zbyt mocną miłością, naśmiewamy się z ich głupoty i zaślepienia. „To niemożliwe! – beczą – to przecież taki porządny ksiądz, tyle dobrego dla dzieci zrobił! Owszem przytulał, ale po ojcowsku (jakby ksiądz miał prawo wiedzieć, co to jest ojcowska miłość). I na plebanię zabierał, ale to dlatego, żeby się dzieci po ulicach nie szlajały”.
 Na ulicach to by sobie mogły chociaż w piłkę pograć, a na plebanii ksiądz z nimi w kulki leciał.
Niestety to samo było z wieloma „naszymi”. Kiedy prokuratura weszła do redakcji „Faktów i Mitów” odezwało się w nas „święte oburzenie”. Mimo iż sądziłam, że aresztowanie Jonasza i przeszukanie jego redakcji to efekt porządków nowej wszechwładzy, zachowywałam spokój. Poczekamy, zobaczymy. I nie daj boże, żeby się jakieś zarzuty potwierdziły. A dlaczego? Bo „Fakty i Mity” to „nasz” bastion. Gdyby się jednak potwierdziły owe rzekome jonaszowe winy, musiałby on okazać się debilem. Później okazało się, że może być debilem do kwadratu, albo do sześcianu. Im dłużej jednak myślę o tym, co ujawnił tygodnik „Faktycznie” sądzę, że jeśli to prawda, debilizm Jonasza trzeba podnieść do potęgi entej.
Redakcja „Faktycznie” mogłaby się teraz za głowę złapać. Tłumaczymy, piszemy i wciąż wątpliwości? Ale jak ich nie mieć? Były ksiądz, były poseł lewicowy, redaktor naczelny „FiM” – tygodnika „nieklerykalnego” (bo „antyklerykalny” źle by się kojarzył, a mimo to guru antyklerykałów), w którym od 16 lat czytamy o chamskiej działalności KK w naszym kraju, poznajemy historie zwyrodnialców w sutannach, zleca zabójstwo byłej żony? Może chla (tzn. chlał, bo w areszcie to chyba chlać nie dają), i tak mimochodem gdzieś palnął przy kielichu mocnej berbeluchy, że chętnie by tą sukę ukatrupił? Setki razy mówiłam „ja cię chyba zabiję” i nie tylko do mojego partnera – obecnego i byłego. I byłego przed tym byłym też. I do tego na trzeźwo! Wciąż jak widać jestem na wolności.
Dlaczego miałby chcieć zabić byłą żonę? Pewnie chodziło o kasę, ale… Jonasz nie musiał biegać na zakupy do Biedronki, wybierać pomiędzy chlebem a lekarstwami, pomiędzy setką a litrem. Przecież to milioner! Takim problemem byłoby się podzielić? No tak, może to jeden z tych bogaczy, które wedle powiedzenia gówno by spod siebie zeżarł? A może chodziło o coś innego? Zgodzicie się chyba jednak ze mną, że trzeba być upośledzonym umysłowo, żeby coś takiego zrobić. Trudno w to uwierzyć po prostu. Do tego ja nie taka wierząca w końcu.
I kolejny zarzut – przywłaszczenie przez Jonasza kasy z Fundacji „W Człowieku Widzieć Brata”. Wiadomo, jak ktoś ma rodzeństwo, to ma do kogo przyjść w łaskę. Ale ot tak przyjść i sobie wziąć? Po co? Przecież nie musiał żebrać po ulicach. Jak już ustaliliśmy, stać go było nie tylko na lekarstwa, chleb i porządną gorzałę, ale również na prawdziwy kawior popijany prawdziwym szampanem (kto nie pił, niech wierzy mi na słowo, jest niedobry). No chyba, że tajemnica fortuny Jonasza tkwi w kolejnym powiedzeniu, że pierwszy milion trzeba ukraść. A jak łatwo przyszło, to czemu nie ukraść drugiego?
Drugi ukradł albo z fundacji albo poprzez wyłudzenie odszkodowań za rzekomo ukradzione samochody. Rzekomo ukradzione i rzekomo wyłudził, bo dopóki nie doczekamy się sprawy w sądzie, nie poznamy prawdy.
Podobno posiadał nielegalną broń. Nie wiem po co mu to było? Może księży w seminarium kung fu nie uczą, ale jakoś przed jurnymi kolegami trzeba umieć się bronić. Widocznie nie umiał. Ok, nie każdy potrafi, ale noży kuchennych nie miał, czy chociażby lewarka? Tak, tak! Mój ojciec kiedyś przed napadem lewarkiem się obronił. A jednak nie miał. Pewnie mu ukradziono razem z samochodami.
Ale ten ostatni zarzut…. ten ostatni spędza mi sen z powiek. Huk tam z żoną, może to jakaś hetera, piła, biła i gwałciła, czy coś w tym stylu. Huk tam z fundacją. Ja akurat tam nie wpłacałam pieniędzy. Ale żeby ten papież antyklerykałów, wrzód na tłustej kościelnej dupie, gość, który nie tylko drzazgi w oczach byłych swoich braci widział, ale i belką im porządnie dopierdalał, przelał 130 tys. zł. na konto jednej z parafii tytułem „darowizna na cele kultu religijnego”, tego zdzierżyć nie mogę! (Informacja z tygodnika „Faktycznie” nr 10, wciąż w kioskach).
Ponoć znowu chodziło o pieniądze. Dla partnerki zabrakło na waciki? Wiecie pewnie na czym polega kradzież na wnuczka? A kradzież na księdza? Jako, że nasze państwo jest w watykańskiej niewoli, a watykańscy funkcjonariusze, jak na panów przystało, mają nieograniczone przywileje, robi się to tak. Idzie się do księdza z flachą i ustala się procenty, ale nie alkoholu. Potem przelewa się księdzu kasiorę darowizną a ten pozostawia sobie ów ustalony procent a resztę oddaje „darczyńcy”. I umówmy się, bóg jest tak kuźwa problemami całego świata zajęty, że po prostu tego nie widzi. W „Faktycznie” możecie sobie przeczytać, jak się ów ksiądz skarbówce tłumaczył, choć dziwi mnie, że w ogóle się tłumaczył, przecież mógł posłać w diabły.
Dlatego Jonasz to albo debil, albo „Faktycznie” kłamie, choć przedstawia jakieś tam wydruki. Z tym, że w tym wypadku nie da się ot tak powiedzieć: „zdrajcy, którzy opuścili tonący okręt (czytaj: „FiM”) i do tego z oddali walą w niego z armat, to kłamcy, wichrzyciele i bluźniercy”. Przecież to retoryka naszej wszechwładzy. Opluć, obsrać a brud się przylepi. Jeśli redakcja tygodnika „Faktycznie” kłamie, oczekuję rychłego procesu. Dobra, poniosło mnie. Szybki proces w Polsce to abstrakcja. Ale zawiadomić prokuraturę można szybko.
Po założeniu przez byłych dziennikarzy „FiM” tygodnika „Faktycznie” Spółka Błaja News wydająca „FiM” poinformowała, że była żona Jonasza, Ewa zaangażowała się w pracę wydawnictwa. Można dostać pomieszania z poplątaniem, prawda?
***
Wiecie, kim według mitologii biblijnej był Jonasz? To taki gość, któremu bóg kazał nawracać niegodziwych. Facet zamiast wypełnić wolę Pana, wsiadł na statek i popłynął w inną stronę. Kiedy rozpętała się burza, zrozumiał, że to boży gniew. Marynarze wywalili go za burtę. W morzu połknęła go wielka ryba. Jonasz spędził tam trzy dni i trzy noce, po czym został wypluty na brzeg i zrobił to, czego oczekiwał od niego bóg, dzięki czemu ocalił miasto.
Nasz Jonasz też miał misję i (jeśli wierzyć doniesieniom „Faktycznie”, zboczył z drogi). Obecnie tkwi w żołądku wieloryba. Może w tym wypadku modlitwy pomogą? W końcu jakąś tam zrzutę na kościół zrobił a i ofiarę ze swojej żony ponoć chciał złożyć. A bóg nic tak nie lubił, jak ołtarzy i swądu palonego mięsiwa, nawet ludzkiego. Co będzie, kiedy go w końcu ten potwór morski wypluje, zakładając, że go nie strawi? Nie dziwcie się, że mitologia biblijna nie brała pod uwagę trawienia. A skąd ludzie piszący ją mieli mieć o czymś takim pojęcie? Od boga, który nietoperza uważał za ptaka?
Czekam na dalszy rozwój wypadków. Póki co czytam obie gazety, choć jak kupuję „FiM” zastanawiam się, czy nie dorzucam się do np. podpasek partnerki Jonasza, czy do paczek wysyłanych mu przez nią do aresztu.  A jeśli nie wyłudzał ubezpieczeń, nie posiadał nielegalnej broni, nie okradł fundacji, nie próbował ukatrupić swojej żony, to i tak mu nie odpuszczę tej darowizny na kościół 🙂
clown-479750_1920

W szponach debili?

clown-479750_1920O tym, że z prawicowymi konserwami jest coś nie tak, nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy na nich popatrzeć, tudzież ich posłuchać. Kto nie był tego świadomy i na przykład modlitwę w intencji deszczu ogłoszoną w sejmie kilka lat temu odebrał, jak niewybredny dowcip, po ostatnich wyborach przekonał się, że to nie był odosobniony przypadek objawienia niedoskonałości intelektualnej tych po prawej scenie politycznej. Przykłady defektu prawicowych umysłów mnożą się każdego dnia, a szczególnie nocami. Kiedy normalny człowiek śpi, w sejmie budzą się demony. Są jak te wilki w owczych skórach. Zresztą po owocach ich poznacie. Kłamią, mataczą, manipulują, wyłączają mikrofony swoim oponentom lub pokazują im środkowy palec.

Tymczasem okazuje się, że tego nadzwyczajnego odkrycia o brakach intelektualnych konserwatystów, dokonał podobno już w XIX w. John Stuart Mill, który w jednym z listów napisał:

„Nie twierdzę, że konserwatyści są przeważnie głupi. Chodzi mi raczej o to, że głupi ludzie zazwyczaj przystępują do partii konserwatywnej”

Opowiedział o tym Newsweek w 2012 r. Cały artykuł TUTAJ. Na gościa, który urodził się ponad 200 lat temu niejeden prawicowiec mógłby machnąć ręką. Kłopot w tym, że współcześni naukowcy zabawili się w badania potwierdzające spostrzeżenie Milla.

Jak podaje „Time”, jedno z najbardziej reprezentatywnych badań amerykańskiego społeczeństwa, „National Longitudinal Study of Adolescent Health”, śledzące życie ponad 20 000 jednostek na przestrzeni kilku dekad dowodzi, że IQ mocnych konserwatystów wynosi średnio 95 i jest statystycznie o 11 punktów niższe od wyników zdecydowanych liberałów. Biorąc pod uwagę fakt, że norma to 100 punktów, różnica rzędu 11 oczek to sporo. Podobnie, opublikowany na portalu LiveScience artykuł przedstawiający ostatnie dokonania doktora Gordona Hodsona z Brock University w Ontario również dowodzi, że liberałowie są światlejsi. Tak samo zresztą twierdzi Satoshi Kanazawa z London School of Economics and Political Science, który swoje ustalenia zamieścił w „Social Psychology Quarterly”.

Szok? Z pewnością nie dla liberałów czy lewicowców. Ale o co chodzi z tą „głupotą” prawicowej konserwy? Sprawa jest dość prosta. Mówi się, że narząd nieużywany zanika. Bez przesady! Musiałoby to oznaczać, że np. posłowie PiS mają już strzępy mózgu, albo nie mają go wcale. Wiem, że śledząc ich poczynania można dojść do takiego wniosku. Sądzę jednak, że na przykład podczas sekcji okazałoby się na pierwszy rzut oka, że nie tylko posiadają ten organ, ale jeszcze wygląda on identycznie, jak mózg liberała czy lewicowca. To moje założenie wynika z przekonania. Nie zamierzam tego nawet sprawdzać. Takiej na przykład posłanki Pawłowicz nie chciałabym nawet skalpelem tknąć. Uważam, że narząd nieużywany nie zanika, tylko nie rozwija się.

I teraz wyobraźmy sobie małe prawiciątko, które urodziło się w prawicowej rodzinie, zostało porządnie zindoktrynowane przez KK przy czynnym współudziale rodziców. Wszystko ma podane na tacy. Bóg stworzył ziemię i wszystko co nas otacza. Jak? A co cię to obchodzi smarkaczu? Nie zadawaj pytań tylko chłoń, jak papier toaletowy. Boga trzeba wielbić a przede wszystkim bać się go, bo inaczej będzie przesrane. A rodzice znaleźli cię w kapuście. Wszystko co nowe, inne i nie daj boże negujące to, co się do mózgu prawiciątka systematycznie wtłacza, jest grzeszne i złe. Wystarczy, że trwać będzie w tym przekonaniu a osiągnie królestwo niebieskie po śmierci. I to jest jego cel. A że podąża do niego jak spanikowany prusak, raz w lewo, raz w prawo, kilka razy w kółko, zamiast prosto trzymając się słowa bożego, którego tak naprawdę przez wiele lat nauki religii nie zdołał poznać, to co z tego? Przykład bierze przecież od swoich rodziców i swojego Kościoła.

Co prawda w prawidłowym rozwoju człowieka przychodzi taki moment, kiedy zaczyna myśleć, zastanawiać się, negować, buntować się, poszukiwać, chłonąć wiedzę na własną rękę. Innymi słowy młody człowiek zauważa, że to co według jego wychowawców jest białe, tak naprawdę jest czarne, jak piekielna smoła. No cóż, wtedy wybrać może dwie drogi – słuchać siebie, lub spowiednika.

Słuchać siebie jest znacznie trudniej. Okazuje się bowiem, że cały dotychczasowy świat jest złudzeniem, nieprawdą, wymysłem innych, najczęściej najbliższych ludzi. Dramat ciężki do udźwignięcia. Kiedy pozostanie się wiernym sobie, trzeba będzie się zmierzyć z budowaniem wszystkiego od nowa, otworzeniem się na rzeczy do tej pory nieznane, czego efektem będzie rozwój umysłowy i wolność.

Słuchać spowiednika jest o wiele łatwiej. Podniesie na duchu, poprowadzi na stare tory, zapewni o nieskończonej miłości boga, który zemści się za grzechy do któregoś tam pokolenia włącznie, postraszy piekłem przy okazji, a efektem będzie święty spokój, rozwój duchowy i wstrzymanie rozwoju intelektualnego. Taki człowiek ma tylko jeden cel. Przeżyć życie jak jego rodzice i bronić za wszelką cenę i bez żadnej dyskusji status quo.

Jak wygląda obrona obecnego stanu rzeczy przez prawicowców, widzimy każdego dnia w tv. Według Dudy wszyscy jego rodacy witają papieża. „WSZYSCY”. Ja nie witam choć mam polski dowód osobisty. Czyli Duda nie jest moim rodakiem? To by mi akurat pasowało. Do tego wita go na Światowych Dni Młodzieży. Mój syn też się do młodzieży zalicza, a nie uważa tych dni za swoje święto. Bo wszyscy zapominają dodać, że są to Światowe Dni Młodzieży Katolickiej. Ani młodego Świadka Jehowy tam nie uświadczysz, ani młodego ateisty, ani młodego islamisty. Ten ostatni to chyba najmniej pożądany, bo słynie z wybuchowego charakteru. Wcześniej  Kempa ogłosiła wszem i wobec, że doszło do podpisania paktu o nieagresji z JP II, dzięki któremu jesteśmy całkowicie bezpieczni. Pewnie policjanci narobili w gacie, bo właśnie stracili robotę. Nie będą mieli czym dzieci nakarmić. Strawa duchowa ma to do siebie, że nie wypełnia żołądków. Do tego Macierewicz dopiął swego i nasi polegli na polu chwały podczas katastrofy smoleńskiej zostaną uhonorowani apelem podczas rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Bohaterom się należy przecież.

Zostaliśmy postawieni przed dylematem, jaki spotyka na pewnym etapie życia małe prawiciątko. Albo się poddać i zgłupieć do reszty, albo pozostać wiernymi sobie i zbudować nowy świat. Spokój nafaszerowany debilizmem, czy wielki trud i wolność? Wybór należy do każdego z nas.