b6daca34-a52a-4d1d-8a61-3d581f3b4dbf

MATRIX

Kiedy w kraju już wszystko załatwione, zero bezrobocia i ogólny dobrobyt, przyszedł czas na załatwienie spraw niezałatwionych. A niezałatwione sprawy w Polsce to sprawy dotyczące tych nieszczęsnych gejów i lesbijek. Panie boże, jak mogłeś dopuścić do ich istnienia? I dlaczego te cholerne katolickie narody ciebie nie słuchają? Mieli być zabijani, mordowani, skazani na niebyt. A tu takie klocki! Nie dość, że są, nie dość, że żyją, to jeszcze domagają się swoich praw!

Po tym, jak Irlandia w referendum dotyczącym związków jednopłciowych pokazała Watykanowi środkowy palec, odezwał się pewien ksiądz:

To nie tylko porażka zasad chrześcijańskich ale i porażka ludzkości.

To nie byle jaki ksiądz, tylko watykański sekretarz stanu, kardynał Pietro Parolin, po czym wysmarkał się w chusteczkę i rzucił się na linę. Dobra, dobra!  Poniosło mnie ale warto pomarzyć. Warto również nad słowami wyżej wymienionego nieco się pochylić. Oby nie za nisko, żeby nie było, że chłopa po sygnetach całuję. I cóż, że w sukience? Nie ja tylko chłop.

To, że porażka zasad chrześcijańskich to akurat mały pikuś. Kto zasady chrześcijańskie bierze na poważnie? Na pewno nie chrześcijanie. Ale, że porażka ludzkości całej, to brzmi wręcz bosko. Nie zastanawia Was czasem ta paniczna homofobia kleru? Julek Petz wcale się nie bał, chociaż też kościelny. Jakby ktoś nie pamiętał, to ten gość, który popychał od tyłu młodych kleryków do kariery. Ci, co na niego donieśli, zniknęli w mrokach zapomnienia a Julek jak na wysoko postawionego funkcjonariusza KK przystało, żyje sobie w dobrobycie na emeryturze a czasem nawet weźmie udział w zlotach czarnych, na których prawi się np. o pedofilii. Zresztą Julek podobno do dziś korzysta z usług męskich prostytutek. No proszę! On wie, że gej nie gryzie.

Kardynał Pietro powiedział jeszcze coś, co mnie bardzo zaniepokoiło. A mógł się jednak na tę linę rzucić.

Kościół musi wziąć pod uwagę tę rzeczywistość, umacniając swe zaangażowanie i cały swój wysiłek na rzecz ewangelizacji, także naszej kultury.

wielkanoc_raczkowski

Ja pierdzielę! Znowu będą palić na stosach? Mordować? Grabić? Prześladować? Czy nie należy tego zgłosić do prokuratury? Tylko do takiej, gdzie nie ma krzyży na ścianach. Uchowała się jeszcze taka w naszym kraju? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że pewien komendant w Radomiu zdjął krzyże na komisariacie bo mu przeszkadzały. I co? Afera była do tego stopnia, że gość był nominowany do nagrody Kryształowego Świecznika, którą się przyznaje za wkład w budowę świeckiego państwa. Ha ha ha! Zdjęcie krzyża w dzisiejszych czasach graniczy z bohaterstwem. Pierwszego sierpnia zaczęło się powstanie warszawskie. Dzieciaki po 15, 16 lat latały z granatami w kieszeniach po stolicy. Dziś, 13-letni dzieciak wystosowuje pismo do dyrekcji w sprawie krzyży w szkole i traktuje się go jak Araba nafaszerowanego dynamitem. Zagłaskać i wysłać do domu. Może tam wybuchnie BOHATER:). Ale to taka mała dygresja.

Potem nasi pożal się boże posłowie stwierdzili, że nie będą zajmować się związkami partnerskimi – na razie. No pewnie! Mamy czas! Poczekamy na kraje arabskie. Jak one zalegalizują związki homoseksualne, to się wtedy zastanowimy. Tak sobie wówczas myślałam. A tu nagle pach! Ustawa o in vitro. I ciach! Ustawa o uzgodnieniu płci. Nie taki kraj zaściankowy, jakby się wydawało. O tej pierwszej napisano już chyba wszystko. Sprawa jest prosta. In vitro to:

1) metoda zapłodnienia polegająca na doprowadzeniu do połączenia komórki jajowej i plemnika w warunkach laboratoryjnych, poza ciałem kobiety. Czyli zero bzykanka a efekt może być taki, jak to się stało wiele lat temu z Marysią i Jezuskiem,

2) zakazana, zbrodnicza metoda na wykiwanie boga, „ponieważ dzieci zamrożone, zatrzymane w rozwoju czekają w lodowatym zimnie, aż im ktoś pozwoli, czy mogą dalej żyć czy nie” (abp Dzięga). Szkoda, że nie dodał, że trzęsą się w tych pojemnikach z tego lodowatego zimna i z rozpaczy oraz, że zalewają się rzewnymi łzami.

Wybierzcie punkt 1 lub 2 i lecimy dalej. A dalej mamy wspomnianą ustawę o uzgodnieniu płci. Przyznam szczerze, że nawet mnie informacje o niej zwaliły z nóg. I nagle zrozumiałam, dlaczego wciąż kurzy się na półce ustawa o związkach partnerskich. W konstytucji jest taki zapis:

Art. 18.

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Małżeństwo – związek kobiety i mężczyzny – i wszystko jasne było do tej pory. Ale teraz podobno będzie można swoją płeć zmienić. Wystarczy, że załatwimy sobie dwa zaświadczenia – od seksuologa i psychologa czy psychiatry, polecimy do sądu i już. Z Izy mogę stać się Izydorem. Potem mogę już pognać do mojej partnerki (gdybym była lesbijką) z pierścionkiem zaręczynowym. Biorę ślub cywilny a księża mogą mi naskoczyć. I konstytucja również, bo sąd stwierdził, że jestem facetem. Za jakiś czas (podobno można się tak bawić wiele razy) mogę załatwić sobie kolejne lekarskie zaświadczenia, pognać do sądu i znowu jestem Izą. Dzieci nam chyba nie zabiorą, jak uda nam się je mieć dzięki oczywiście metodzie in vitro i dawcy plemników – najlepiej w postaci geja. On przecież też chciałby mieć pewnie małe bobo.

Z tymi dziećmi dla gejów to też zabawna historia. Skoro już potrafimy zaakceptować, czy po prostu tolerować obecność gejów, jakoś ciężko nam przełknąć możliwość posiadania przez nich dzieci. Bo to wbrew naturze! Wbrew naturze są również bajpasy, przeszczepy czy nawet zwykłe szczepionki tudzież wychowywanie kalekich dzieci. Nawet istnienie księży żyjących w celibacie jest wbrew naturze. A wiecie skąd w Polsce biorą się geje? Z heteroseksualnych związków rzecz jasna.

Prawdę mówiąc nie czytałam ustawy o zmianie płci. Powiedzmy, że mało mnie ona interesuje. Nie zamierzam zmieniać płci, no bo jak? Po pierwsze lubię być kobietą a po drugie nie chcę z mojego obecnego partnera robić na siłę geja. I w nosie mam to, czy moja przyjaciółka na przykład będzie miała na imię Magda czy Stefan. Wiedzę o ustawie czerpię z mediów m.in. z ust takiej posłanki, jak Marzena Wróbel.

Mówiąc wprost: ktoś, kto ma biologiczne cechy kobiety w sensie prawnym będzie mógł być mężczyzną, a mężczyzna w sensie biologicznym przez prawo zostanie uznany za kobietę – powiedziała Marzena Wróbel.

I co w związku z tym? Kiedy patrzę na nią, sama mam wątpliwości z kim mam do czynienia.

Dla powagi państwa i ze względu na szacunek dla umiejętności obywateli powinno być tak, że stan prawny powinien odzwierciedlać stan faktyczny. Tymczasem sejmowe komisje, przyjmując projekt, igrają z naszą inteligencją i burzą porządek prawny.

„Stan prawny powinien odzwierciedlać stan faktyczny” – ten tekst powalił mnie na podłogę. Pół godziny minęło zanim się podniosłam. W konstytucji bowiem napisano tak:

Art. 25.

2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

Czy stan prawny odzwierciedla stan faktyczny?

3. Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

Czy stan prawny odzwierciedla stan faktyczny?

4. Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem Katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy.

Art. 2.

Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

A co to jest to demokratyczne państwo prawne? Ciocia Wikipedia mówi tak:

Istnieje wiele elementów państwa prawnego. Do najważniejszych zalicza się:

– bla bla bla

– bla bla bla

– bla bla bla

– ŚWIECKI CHARAKTER PAŃSTWA

A co to znaczy  „świecki charakter państwa”? Zapytałam wujka Google, który po wpisaniu tych trzech słów wyświetlił mi jako pierwszy wynik wyszukiwania tekst mojego ulubionego profesora Michała Pietrzaka, który pisze tak:

W pierwszym okresie kształtowania się koncepcji państwa.świeckiego akcentowany był jego awyznaniowy charakter. Stanowi on po dzień dzisiejszy istotną cechę świeckości państwa. W ujęciu prawnym awyznaniowość państwa świeckiego przejawia się w odrzucaniu przez konstytucję i ustawodawstwo istnienia religii panującej. (…)  Państwo nie wyznaje wiary i nie realizuje celów religijnych. Działalność organów i instytucji państwowych nie łączy się z obrzędami religijnymi. Funkcje państwowe nie są wykonywane przez Kościoły i związki wyznaniowe, a zadania religijne nie są realizowane przez organy i instytucje państwowe.

Konsekwencją eliminacji treści religijnych z życia państwowego jest laicyzacja prawa. Przy tworzeniu prawa państwo świeckie nie kieruje się bezpośrednio motywami i przesłankami religijnymi ani nie przejmuje postanowień prawa wewnętrznego Kościołów i związków wyznaniowych. Nie nadaje też mocy obowiązującej przepisom prawa wewnętrznego Kociołów i związków wyznaniowych w swoim porządku prawnym. Małżeństwo zostaje uznane za umowę cywilną. Świeckie prawo karne odrzuca pojęcie przestępstwa religijnego, którego przedmiotem jest ochrona Boga czy dogmatów wiary. W to miejsce wstępuje zwykle ochrona wolności jednostki do samookreślenia religijnego czy światopoglądowego i ochrona działalności kultowej Kościołów i związków wyznaniowych. Przysięga religijna zostaje zastąpiona świeckim przyrzeczeniem. (Pogrubienia moje)

Czy stan prawny odzwierciedla stan faktyczny?

Czy ktoś z moich Czytaczy miał na tyle odporności psychicznej, żeby obejrzeć zaprzysiężenie obecnego prezydenta
Dudusia? Przysięgał na Boga? Zdziwiłoby mnie to, gdyby nie przysięgał. W końcu to prezydent Kościoła, funkcjonariuszy obcego państwa Watykan a nie prezydent wszystkich Polaków. No ale cóż. Tak narodzie chciałeś, tak masz. Ale mimo to…

Czy stan prawny odzwierciedla stan faktyczny?

Zanim napiszę, do czego zmierzam, muszę wspomnieć o pewnym zapisie w Konkordacie, bowiem w konstytucji zapisano, że stosunki między państwem a Kościołem regulują m.in. umowy międzynarodowe, którą Konkordat niewątpliwie jest. A tam stoi jak byk, albo jak kto woli jest napisane czarno na białym, że:

Art. 1

Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Polska i Kościół Katolicki są – każde w swej dziedzinie – niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego.

ciemnota

Czy stan prawny odzwierciedla stan faktyczny?

Niby takie nic te wszystkie skomplikowane na pierwszy rzut oka zapisy prawne a jednak coś. Bo skoro ja je rozumiem, to każdy z moich Szanownych Czytaczy zrozumie również. Neutralność, bezstronność… to nie świeckość?

Co jakiś czas pojawia się jakiś pseudo mądrala w mediach i krzyczy, że Polska nie jest państwem świeckim, bo tego sformułowania nie ma w konstytucji. Jeśli to, co powyżej napisałam nie świadczy o tym, że jednak nasz kraj (oczywiście nie rzeczywiście, tylko prawnie) jest świecki, to może przekona kogoś to, że wciąż istnieje Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z dnia 17 maja 1989 r., gdzie mamy artykuł:

Art. 10

„Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań”.

Czy stan prawny odzwierciedla stan faktyczny?

Pozwolę sobie panu… przepraszam, pani Wróbel odpowiedzieć – NIE, STAN PRAWNY NIE ODZWIERCIEDLA OD WIELU LAT STANU FAKTYCZNEGO, WIĘC NIECH SIĘ PAN… TFU! TFU! PANI USPOKOI.

A do tego jakiś kolejny imbecyl, watykański sługus w randze arcybiskupa, o niepolskim nazwisku Depo za to o polskim imieniu Wacek, pierdzieli otumaniony jakimś kościelnym kadzidłem tudzież pod wpływem uderzenia spermy  do mózgu bełkocze takie oto słowa z Jasnej Góry:

Nie zagraża nam państwo wyznaniowe, ale kłamstwo udające prawdę i grzech udający dobro.

Co za bezczelny stary cap! Porypany reprezentant łgarzy i obrzydliwych grzeszników. Jego guru, rzekł podobno kiedyś tak:

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach.

Czy katolicy nie widzą tego, że otoczyła ich jedna wielka wataha? Ślepi są? Głusi? Ułomni?

krauze2 (1)

Przeciwnicy ustawy użalają się również nad tym, że osoba chcąca zmienić płeć sama będzie dobierała sobie lekarzy, którzy wydadzą jej stosowne zaświadczenia. No jasne! Państwo powinno im dobierać lekarzy, najlepiej tych, którzy podpisali deklarację sumienia, czyli tych, którzy twierdzą, że prawo boskie jest ponad prawem ludzkim. Tumany pojęcia nie mają, że ich bóg kazał zabijać nawet za fikanie mamusi lub tatusiowi. Z drugiej strony mam dorastającego syna i czasem do jasnej ciasnej żałuję, że nie mogę gnoja bezkarnie ukamienować:)

Nie muszę Wam chyba mówić, kto jest przeciwny tej ustawie? Oczywiście PiS ale czy to może kogoś dziwić? Oto słowa jej lidera skierowane do abp Dzięgi:

– Polska czekała na te słowa – mówił po mszy Kaczyński i dziękował abp. Dziędze, że „przedstawił w sposób jednoznaczny i zdecydowany stanowisko Kościoła”. – Potrzebowaliśmy tego wszyscy, potrzebowała tego Polska. Polskę trzeba kochać, trzeba kochać ją czynnie i trzeba dla niej działać skutecznie, razem, pod tą wodzą, która jest niezawodna – Matki Boskiej, polskiej hetmanki. Pod jej wodzą musimy prowadzić Polskę ku dobrej zmianie.

Matka Boska, polska hetmanka.

Jezus, jej syn, polski król.

Polska to wariatkowo.

Polacy to idioci do kwadratu.

No chyba, że to wszystko to Matrix.

Morfeuszu, czekam na przebudzenie:)

heat-307602_1280

Scenka rodzajowa:)

skull-145730_1280Z rozpaczą zawiadamiam kochanych Czytaczy moich, że skończył mi się urlop. Już odliczam dni do następnego. Zanim jednak powrócę do wieszania psów na klerze, do bezpardonowego ataku na niewinny polski Kościół, do promowania bandyckiego ateizmu i oczerniania prokatolickich polityków oraz krwawych bitew z katolickimi mediami, wrzucam coś neutralnego – tak na rozgrzewkę. Bez sensu i głębszego celu. A co? Nie wolno? Przecież to mój blog. Ot taki dzień z życia tradycyjnej, katolickiej rodzinki:)

Pewien upalny dzień, 6 rano.

Świdrujący dźwięk młota pneumatycznego budzi babę. Spoko, to tylko budzik. Chłop leniwie przerzuca swoje zwłoki na drugi bok. Ma wolne. Baba chwiejnym krokiem, z zamkniętymi oczami rusza do łazienki. Jak zwykle nie starczyło jej 6 godzin snu. Mycie, malowanie, ubieranie i takie tam czynności dające nadzieję na lepszy wygląd. Efekt końcowy? Nadzieja umarła. Ale nie baba, która ostrożnie wysuwa głowę z łazienki. Wyraźnie bowiem słyszy odgłosy starego niedźwiedzia. Nie, to tylko chłop chrapie.

heat-307602_1280Bieg na autobus i to nie śpiącego chłopa. Już wiadomo, że dziś natura postanowiła zrobić sobie z ludzi pieczeń w sosie własnym. Kiedy baba dotarła do kołchozu już puściła pierwsze soki. Robota jak robota. Nie leżąca i nie siedząca niestety. Jakoś przeleciało babie 8 godzin. Strach ruszyć w drogę powrotną. Na zewnątrz piekarnik pracuje na pełnych obrotach. Odważyło się babsko i wyszło. Szok termiczny. Ale to nic w porównaniu z pobytem w autobusie. Przy 50 stopniach nawet klima nie działa. Najgorsze jest to, że nie każda pieczeń jest świeża i najnormalniej w świecie wali jak w stodole.

W końcu baba odrywa przyklejone ciało od siedzenia. Maca się po tyłku. Skóra jest. Wysiada. Gna do sklepu, bo przecież w domu dzieci głodne. Jeśli jeszcze się nie upiekły. W końcu wraca do domu szargając siatami po trotuarze. I nie dlatego, że się pochyliła tylko dlatego, że się jej ręce do łydek od ciężaru wyciągnęły.

– Dojdę, nie dojdę – wróży sobie baba oddychając parzącą, oleistą papką, płynąc przy okazji we własnym pocie.

Doszła.

A jeszcze wieczorem z chłopem trzeba będzie dojść lub udawać, że się doszło. Baba wciąż się łudzi, że dla chłopa ma to jakieś znaczenie.

Ledwo przekroczyła próg wiszą jej na szyi dzieci. Przeżyły. Nie wiadomo, cieszyć się czy płakać? Żreć chcą. Trzeba przy garach stanąć. Czy chłop przeżył nie wiadomo. Wciąż w łóżku leży. Baba boi się sprawdzić.

Gotuje. W garach ręką miesza. A co za różnica skoro w garze taka sama temperatura jak i poza garem? W międzyczasie stara się doprowadzić chatę do jakiegokolwiek użytku. Już ledwo sapie, już ledwo zipie a jeszcze palacz węgiel w nią sypie…

Wrrróć! Poniosło babę. Wszystko się zgadza oprócz węgla no i tego palacza rzecz jasna. Chłop przecież w domu. Trup, nie trup, ale i tak nie wypada palacza do domu sprowadzać.

Dzieci żrą.

Teren ogarnięty po japońsku – czyli jako tako.

Baba mogłaby skończyć drugi etat pracy, gdyby nie ta podłoga…

devil-806649_1280– Trza umyć – podpowiada diabeł babie. Nie anioł, bo one zdychają powyżej 45 stopni Celsjusza.

– Nie trza – przekomarza się z nim baba.

– Się lepi – syczy diabeł.

– Nie bardziej ode mnie – stwierdza ostatkiem sił baba.

– Biedne dzieci – wzruszył się diabeł.

– Pi! Pi! Piii! – poleciała z ust baby wiązanka, po czym padła na kolana z mokrą szmatą. I myje, chociaż wie, że już nie wstanie. Że to koniec. I że takiego końca to ona nie przewidziała. I czy na pewno jej polisa uwzględnia śmierć z powodu mycia podłogi? Pod deklem woda zaczyna bulgotać.

I nagle…nagle ze śmiertelnego letargu budzą ją słowa zwlekającego się z łóżka chłopa:

– Wiesz co kochanie? Muszę się wykąpać bo cały mokry od potu jestem.

Zawrzało w babie tak, że aż włączył się gwizdek:)

toe-tag-42544_1280

feet-99991_1280

Pamflet czy paszkwil na chłopa?:)

Obydwa terminy zwykło się podawać wymiennie, przy czym oszczercze ostrze pamfletu mieści się jeszcze w przyjętych powszechnie granicach sprawiedliwości i dobrego smaku, zaś paszkwil uważano za utwór nielicujący z normą literacką, oszczerczy i nieprzyzwoity.

feet-99991_1280Całe nasze życie determinuje to, co mamy między nogami. Od chwili narodzin, aż do śmierci. Żebyśmy nie wiem, jak bardzo chcieli to zmienić (oprócz operacji zmiany płci), nic to nie da, bowiem macica zawsze będzie postrzegana jako coś poprzedzonego pochwą, w którą to pochwę, jak powszechnie wiadomo, można włożyć bagnet, miecz, tudzież scyzoryk – w zależności od posiadanego przez samca organu. I choćby to był tylko scyzoryk a nie taki na przykład miecz, choćby nawet mikrusi scyzoryczek, to jednak dzięki niemu właśnie samiec czuje się górą. Ba! Nawet ten, który owego scyzoryka nie używa (teoretycznie) bo mu tego wykonywany zawód zabrania. I nie zmienia tego nawet fakt, że w kobietach taki ktoś budzi często współczucie lub ironiczny uśmieszek. hand-477458_1280Grunt, że panowie głęboko wierzą w prawdziwość powiedzenia: „mały, ale figlarny” lub „rozmiar nie gra roli”, które to powiedzenie z pewnością wymyśliła jakaś litościwa kobieta przepełniona uczuciem bezgranicznej empatii.

Mój ojciec, największy szowinista jakiego znam osobiście (i jedyny, którego kocham) miał tego pecha, że urodziła mu się córka sztuk jeden. I choć nauczył ją łowić ryby, zainteresował sportem, polityką, dbał o rozwój jej mózgu, zaraził miłością do zbierania grzybów, nauczył orientowania się w terenie, z którą do dziś prowadzi równe dysputy na tematy wszelakie, nigdy nie nauczył się na nią patrzeć inaczej, jak właśnie przez pryzmat macicy. „Baba to, baba tamto, baba to zawsze, baba to nigdy…”– muszę czasem wysłuchiwać. I nie mogę tego inaczej wytłumaczyć, jak właśnie kompleksem przed babą. A szczególnie przed taką, która nie to i nie tamto, i nie zawsze, i nie nigdy.

Macica przeraża.

man-114437_1280Jak jest przerażająca macica wie najlepiej Kościół, który wszelkimi możliwymi sposobami odarł kobietę z godności i ustawił ją w pozycji podległej penisowi. Po czym zaadoptował macicę do tego stopnia, że to on decyduje co do niej wejdzie, kiedy, po co i co ma się stać, jak po takiej wizycie coś się w tej macicy zagnieździ. A tak wielki macica miała wpływ nawet na najwyższych funkcjonariuszy Kościoła, że w końcu postanowili oni oficjalnie wyjąć scyzoryczki z pochew i wprowadzili celibat. A nieoficjalnie? Nieoficjalnie nadal je w pochwy wkładają, lub (jeśli nienawiść do pochew jest aż tak wielka) znajdują sobie zastępniki w postaci otworów męskich, jakby to było mniejszym grzechem. A tam grzechem! Ich bóg chciał śmierci dla gejów a oni te fragmenty Biblii teraz przemilczają, jak 3/4 innych, już nieaktualnych, niewygodnych czy nie do zaakceptowania przez cywilizowanych ludzi. Ale póki co w życiu jest tak, że to co nieujawnione jest dozwolone. Jakby Wielki Brat na górze nie miał kamer w księżowskich sypialniach.

Macica drażni.

Szczególnie taka, która zarabia więcej, niż penis, która nie daj Boże więcej pair-707510_1280wie, więcej rozumie, więcej ogarnia. A jeszcze bardziej taka, która bez żenady wkracza na tereny do niedawna przeznaczone tylko i wyłącznie dla osobników z jajami – boks, formuła 1, alpinistyka, polityka i wiele, wiele innych.

Macica budzi seksistowskie zachowania.

Bo ciężko się takiemu potencjalnemu wkładaczowi pohamować, kiedy widzi właścicielkę macicy, aby jej nie zasugerować, gdzie jest jej miejsce, aby jej nie otoczyć nie chcianą przez nią opieką, aby jej nie dokuczyć, nie powiedzieć, co jest dla niej lepsze, aby ją traktować pobłażliwie. Na pewno spotkaliście się z tym określeniem, że małżeństwo to prostytucja i to dość droga, tym razem wymyślonym najprawdopodobniej przez jakiegoś sfrustrowanego posiadacza scyzoryka. Nie bardzo rozumiem tego okrzyku rozpaczy. Chciałby za darmo używać?

Macica jest gorsza i głupsza:

– Ty, zobacz, jak ta baba jedzie! -wkurza się… uwaga, uwaga… mój konkubent (tak, wiem. Czytałam na bilbordzie. Konkubinat to grzech). 

– No to weź ją wyprzedź –podpowiadam. Mój partner przeskakuje autem na drugi pas i z satysfakcją wyprzedza…

– Kochanie, to był facet –uśmiecham się pod nosem. A on milczy jak głaz! BO CO MA POWIEDZIEĆ?

Że gorsza i że głupsza mogłabym więcej napisać, ale nie chce mi się kopiować Korwina.

Macica jest obiektem pożądania.

sperium-319806_1280(Rzecz jasna nie piszę o gejach). No bo gdzie sobie taki heteryk ulży, jak nie w pochewce właśnie? Samiec, ponoć przez ewolucję, (bo na pewno nie przez Boga), nastawiony na rozsiewanie plemników gdzie tylko się da w celu przekazania swoich genów jak największej liczbie kolejnych osobników – bez macicy, byłby zwykłym szczeniaczkiem trenującym swoje umiejętności na pluszowej maskotce. Bez sensu i celu, za to śmiesznie.

Macica rządzi i ogłupia.

Przykładów na to, że macica rządzi penisem jest tak wiele, że szkoda mi na nie czasu. Może podam tylko jeden – na rządzenie i ogłupienie, takie dwa w jednym. Słynna niegdyś para – Kazio i Izunia Marcinkiewiczowie. Pamiętacie te maślane oczy, ten głupkowaty wyraz twarzy, te rozmemłane uśmieszki, jakby nie było, premiera naszego kraju? Nie ma się z czego śmiać. Tak właśnie wygląda zakochanie. Każdy z Was kiedyś tak wyglądał i tak się zachowywał – choć trudno w to uwierzyć, bo nie macie możliwości obejrzenia siebie np. w tvn24. Do tego Kazio pozwalał na publikowanie Izuni jej poezji niskich lotów na swoim blogu. Mięli nawet pisać wspólnego bloga. Jeśli tak się stało (wybaczcie ale z przyczyn oczywistych nie śledziłam tej historii) to wiadomo, kto miał szansę wygrać kolejny onetowski konkurs na najlepszego bloga. Tylko nie bardzo wiem, w jakiej kategorii. Może „Zjawiska paranormalne”?

pregnant-518793_1280Wracając do macic, to jakoś tak się dziwnie składa, że choć wzbudzają tyle niechęci wśród niektórych samców, lub poczucie wyższości z racji jej nieposiadania, to jednak każdy facet musiał w niej być, zanim ujrzał światło dzienne. Każdy bez wyjątku! Nawet papież! No dobra, poza biblijnym Adamem. Poza jednym jedynym, który do dziś jest symbolem męskiej przewagi nad kobietami z powodu dziwnego pomysłu Boga, aby kobietę wystrugać z adamowego żebra i który to nie wsławił się niczym więcej i jak tym, że był posłuszny nie Bogu tylko Ewie.

Mój nauczyciel biologii w liceum powiedział dosłownie tak: „Łechtaczka to niedorozwinięty kutasik”. Biorąc pod uwagę dziewczynkę z niedorozwiniętym kutasikiem a niejednokrotnie i niedorozwiniętymi piersiami, można sobie wyobrazić z jakim kompleksem w stosunku do tych z rozwiniętymi kutasikami wkracza ona w dorosłe życie. Ale jakiś czas temu wyczytało mi się (wcale nie w typowo babskiej gazecie), że każdy płód jest żeński. Dopiero działanie na płód hormonów sprawia, że rozwija się albo na samca, albo pozostaje samicą. Jeśli to prawda, to wynika z tego, że mój biolog, jak również wielu panów, żyje w wielkiej nieświadomości. Bowiem kutasik okazuje się być niczym innym, jak tylko przerośniętą łechtaczką.

 

 

emancipation-155791_1280

Pamflet czy paszkwil na babę?:)

Obydwa terminy zwykło się podawać wymiennie, przy czym oszczercze ostrze pamfletu mieści się jeszcze w przyjętych powszechnie granicach sprawiedliwości i dobrego smaku, zaś paszkwil uważano za utwór nielicujący z normą literacką, oszczerczy i nieprzyzwoity.

adam-and-eve-60581_1280Jak było na początku, każdy wie. Adam i Ewa. Po nich byli mężczyźni w liczbie dwóch. A że samce nie znoszą konkurencji, jeden zabił drugiego i tak na włosku zawisło istnienie ludzkości. Na szczęście ten co zabił wyprowadził się gdzieś tam i (o dziwo ) znalazł sobie kogoś, z kim mógł się ożenić. Nie wnikajmy kto lub co to było i skąd tam się wzięło. W każdym razie według religii najważniejsi byli mężczyźni. Po nich długo, długo nikt a potem kobiety z resztą inwentarza. Ot sobie panowie hodowali obok kur i bydła, dla własnych uciech i dla posiadania potomków. Grzeczne było zwierzątko, to nawet dostało jakieś tam nowe futerko, tudzież jakąś błyskotkę. Za zadanie miało wyglądem nie straszyć i dzieci rodzić. I tak snuło się przez wieki, dusiło w gorsetach, umierało przy którymś tam z kolei porodzie, ale poza tym niczym główki nie musiało sobie zaprzątać – czym głupsze, tym lepsze. Chłop upolował, tudzież zarobił, dał się nażreć, nie zawsze bił i czasem nawet kochał. I tak miało być na wieki wieków amen, bo Papcio Niebieski tak chciał.

Ale z jakiś zupełnie niewyjaśnionych przyczyn kobietom to przeszkadzało. W ogóle te kruche, biedne niewiniątka, jeśli były sprytne, radziły sobie z chłopami w każdych czasach, poprzez różnego rodzaju manipulacje i intrygi i przy wykorzystaniu jednego tylko narządu – pochwy poprzedzającej macicę. woman-759688_1280Jak Bóg mógł popełnić taki błąd i stworzyć coś takiego? Chłopy, ogłupione przez baby a raczej przez pożądanie tego jednego organu, stopniowo nadawali kobietom coraz więcej praw. Za to staniki baby spaliły sobie same. (Swoją drogą to nie bardzo rozumiem tego gestu, bowiem która kobieta nie zna zbawiennego w skutkach poczciwego push up?) I tak sobie chłop wroga na własnym ramieniu wyhodował.

Żeby tylko wroga! Facet, niegdyś zdobywca – dziś musi się ostro bronić, żeby nie zostać skonsumowanym w dyskotekowej toalecie przez napaloną małolatę. Facet władca pędzi do pracy, żeby znowu nie musieć się tłumaczyć ze spóźnienia szefowej, facet siłacz musi uważać na drodze, żeby go jakaś baba kierowca nie zwyzywała, facet maczo biegnie w te pędy do domu, żeby znowu mu stara głowy nie suszyła, że za późno wraca, facet męski siada przed telewizorem, jak już stara śpi, bo wreszcie przejął kontrolę nad pilotem i… ogląda kulturystykę w wydaniu kobiet. I każdego dnia udaje, że nie słyszy, jak athlete-692751_1280żona śpiewa pod nosem: Gdzie ci mężczyźni, gdzie te chłopy, orły, sokoły, herosy”. Ha! Gdyby się jeden taki uchował, zaraz by został przez babę zniszczony.

Tak. Bo kobiety, jakiekolwiek by nie były, każda skażona jest już mniej lub bardziej feminizmem. A feminizm to wirus, atakujący tych, którym zachciało się równości płci. Równości! Matko Boska i wszyscy święci! Co na to Papcio? Na wszelki wypadek proponuję pompować pontony. Jak wiecie, jeden potop już był.

I tak każda marzy o przepoconym polskim hydrauliku (tym na eksport), ale żeby zmywał gary, zmieniał dzieciom pieluchy i świetnie zarabiał; chce czuć jego siłę ale nie chce, aby ją demonstrował; chce aby był inteligentny, ale niekoniecznie bardziej od niej; chce aby gadał z nią godzinami o dupie Maryni, ale jednocześnie żeby nie był zniewieściały; chce aby nie przeginał z alkoholem, bo kto się nią zaopiekuje, kiedy ona przegnie? Chce, żeby był romantyczny, ale nie rozmemłany. Chce, żeby traktował ją, jak królową, ale jednocześnie żeby był szczery. Chce żeby kłamał na temat jej wyglądu… ale tak, żeby uwierzyła. Chce, żeby się nie oglądał za innymi babami tak, jak bardzo ona się stara, żeby inni oglądali się za nią. Chce, żeby był jej wierny, ale żeby nie był namolny. Seks to przecież dla niej nie wszystko. A on prędzej sobie język odgryzie niż powie, że dla niego znaczy tak wiele, bo ma już dość zarzutów, że traktuje ją instrumentalnie. Chce, żeby nigdy nie odmawiał jej seksu, ale żeby szanował to, kiedy ona odmawia. Chce, żeby jej nie obgadywał, chociaż jej przyjaciółki wiedzą o nim wszystko. Chce, żeby rozumiał ją bez słów ale żeby nie był gejem. Chce, żeby czasem przyjął chlapusa na twarz, ale żeby sam nie był damskim bokserem. Często mówi: facet to, facet tamto, facet nigdy, facet zawsze.” I to wcale nie jest szowinizm! Wie, jak zdobyć to, czego chce (poprzez użycie narządu między nogami) i wie, jak go dobić (poprzez wyśmianie jego narządu między nogami). I pół biedy, kiedy facet ma do czynienia z taką kobietą, bo może jeszcze napatoczyć się na ten rodzaj feministki, który najwięcej złego zrobił nie facetom tylko babom a szczególnie feminizmowi. anger-18658_1280To ten rodzaj feministki, który sprawił, że jak ktoś mnie pyta, czy jestem feministką, to nie wiem co powiedzieć. Już łatwiej przyznać mi się do ateizmu. Ja ją nazywam Feministka Zakapior.

Gdyby ten rodzaj feministki był oznakowany, chłop by z daleka zobaczył i spierniczałby, gdzie pieprz rośnie, bo sama jego obecność może być uznana przez rzeczoną za obraźliwą. Bowiem płynna jest granica pomiędzy równouprawnieniem płci a walką płci o dominację.

Niektóre feministki można rozpoznać po wyglądzie. Krótkie włosy, obowiązkowe spodnie, buty na płaskim obcasie. Takie z daleka ni pies, ni wydra. Dopiero z bliska zauważa na twarzy promil kobiecości. I teraz nie wie, feministka, czy kobieta, dla której natura była do przesady skąpa? Przepuścić w drzwiach? Powie, że szowinista. Nie przepuścić? Powie, że cham i prostak. Pocałować w rękę? Może dojść do próby sił, bowiem kobiety wyćwiczone na siłowniach mogą postawić opór i nijak do ust dłoni nie dociągniesz. Albo narazisz się na to, że ci taka pani odcmoknie w rękę i dopiero będą jaja! Ustąpić miejsca w autobusie? Proponuje. Widzi zaciśnięte zęby i słyszy wrogie mruknięcie. Nie proponuje. Może zostać zaszczekany na śmierć. W robocie najbezpieczniej jest mieć łeb spuszczony. Bo czego się gapi na cycki? I żadnych tam: „Jak pani dzisiaj ślicznie wygląda”, bo to się może skończyć sądem pracy. Do domu wraca inną drogą niż zwykle, bo sobie dziewczyny kibice na jego ulicy zaplanowały ustawkę. Wchodzi do domu i od razu jazgot, bo zapomniał tego, nie zrobił tamtego. I znowu nici z seksu.

Feminizm to tak naprawdę nie tylko nic złego ale przede wszystkim coś niezbędnego. Gdyby nie on, do dziś kobiety byłyby traktowane tak jak to było niegdyś – jak reszta inwentarza. Problem pojawia się wówczas gdy feministka odbiera samcowi prawo do bycia samcem, tudzież mówi innej kobiecie, czego ona powinna chcieć a czego nie. housewife-23868_1280I tak poczciwa gospodyni domowa czuje się kobietą bez ambicji. Ta której nie obrażają „seksistowskie” reklamy, czuje się głupia. Ta która daje tyłka za pieniądze czuje się wykorzystana a ta, która czuje potrzebę oparcia się na męskim ramieniu, czuje się niedorozwinięta emocjonalnie. I tak czasem bywa, że największym wrogiem kobiety wcale nie jest facet, tylko druga kobieta.

duda_hostia_pap640

Polska na kolanach.

Czasem dziwię się sama sobie. Zamiast na drutach robić, garami się zająć, zrelaksować się przy myciu podłóg czy innych takich bożych powinnościach, oddawać się chłopu w ciszy i pokorze ja sobie głowę nabijam głupotami. A potem staram się jakoś to wszystko ogarnąć i rady nie daję. Może komuś z Was się uda i mi to wszystko jakoś wytłumaczy?

203687dd

Niby wiadomo, że języka najlepiej się uczyć w obcym kraju. Jak sobie w sklepie nie kupisz papieru toaletowego bo nie wiesz jak to powiedzieć, to się będziesz palcami podcierać. Człowiek łapie język bo musi. Inaczej smród go zabije. Jak chce się poznać życie mrówek afrykańskich, to trzeba z nimi w mrowisku zamieszkać, jak ta znana pani od goryli. Nie, żeby w mrowisku mieszkała. Ta się akurat do gorylich gniazd wprowadziła. Albo taki jeden gość od niedźwiedzi. Tak długo się do misiów łasił, aż go w końcu przygarnęły. A potem grizzly się wkurzyli i zagryzli. Nie wiem, może im wszystkie borówki z lasu wyjadł?

22963_maszyna-testujaca-ludzka-glupote

Do czego zmierzam? Ano do tego, że jak się chce głupotę zrozumieć, to trzeba głupim być. I ja jestem ale czasem widać, niewystarczająco. A już najgorzej jest zrozumieć taką głupotę znienacka. No wiecie. Jest ktoś mądry i nagle wali jak chory w kubeł. Ani do wiadra podejść, bo swąd zabija ani przy nim siedzieć. Udawać, że go nie ma, też się nie da. No śmierdzi przecież aż w oczy szczypie.

Niedługo po śmierci papieża naszego (tzn. nie mojego, tylko polskiego) doszły mnie słuchy o zapędach do rozczłonkowania zwłok wyżej wymienionego. Ale sobie myślałam, że to po prostu zapowiedź jakiejś holyłudzkiej szmiry i odruch wymiotny udało mi się skutecznie powstrzymać. Do czasu. Bo się dowiedziałam jakiś czas później, że ktoś we Włoszech (i pomyśleć, że my się z naszej narodowej głupoty śmiejemy) wymyślił, aby po beatyfikacji papież nasz odbył ostatnią pielgrzymkę do kraju rodzinnego. Zanim zajarzyłam o co chodzi, myślałam, że doszło do powtórki ze zmartwychwstania. Już się chciałam nawrócić ale dałam sobie ostatnią szansę i doczytałam informację do końca. Trochę mi ulżyło przed wymiotowaniem. Zresztą po również. Okazało się bowiem, że miała to być pielgrzymka papieża jako relikwii, które to relikwie miały nawiedzić kilka polskich miast. Nie wiem, czy w całości czy w kawałkach.

3853.0Aż się zdziwiłam, że nie było powszechnego, katolickiego buntu przeciwko zakłócaniu spokoju zmarłemu i bezczeszczeniu jego zwłok. Że też taki chociażby pan Cejrowski, wzór polskiego katolika milczał w tym temacie. Za to w innych chętnie się wypowiada. A to mówił, że on duchowo zaadoptował biedne dziecko z jakiejś dziury zabitej dechami. A adopcja ta wygląda tak, że każdego dnia modlił się o to dziecię. No brawo! Pewnie od tych modlitw dziecko nie było ani głodne, ani chore i niczego mu nie brakowało. A to czynnie brał udział w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu jakby w Polsce krzyży było mało. A to wziął się chłopina i oburzył, że Madonna miała do nas przyjechać i dać koncert na święto drugiej Madonny – znaczy się święto Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny.

Press_0

Ja tam problemu nie widziałam żadnego. Skoro na początku chrześcijaństwa Chrześcijanom nawet do głowy nie przyszło, żeby czcić matkę Jezusa, skoro wiele lat po ukrzyżowaniu zebrało się kilku mądrali którzy  przeforsowali pomysł na wniebowstąpienie i do tego sobie datę wniebowstąpienia z palca wyssali, to niech ją sobie może przesuną? A może po prostu warto sobie uświadomić, że raczej Pan Bóg, Maria, Jezus i wszyscy święci nie siedzą sobie tam na górze na swoich boskich tronach i nie rozpaczają z powodu jakiejś artystki. Czy też z powodu takiego Golgota Piknik. A co to? Mało jest problemów na świecie, żeby nie mieli się czym zajmować? A niech się Madonna na krzyżu rozpina, a niech sobie krzaki cierniste we włosy wplata. Jakby co, to zawsze Pan Bóg może walnąć jakimś gromem prosto w scenę i po krzyku. Nie takie cudeńka potrafi on robić podobno. Więcej zaufania do Opatrzności i może ciut więcej chrześcijańskiego miłosierdzia.

1344289469_spzlv4_600

No właśnie. Taki na przykład papież ten po naszym a ten przed obecnym. Ratzinger mu było, pseudonim Benedykt XVI. Ten to dopiero miłosierny był. Jak Pan Bóg przykazał. Z okazji 50 rocznicy święceń kapłańskich wysłał list gratulacyjny włącznie z pochwałą za pobożność do…Juliusza Petza.

Jakby ktoś nie pamiętał, to ten, co to ukochał sobie podobno młodych kleryków mocno i … że się tak wyrażę, dogłębnie. No wiecie. To taka miłość specyficzna – jak się teraz okazuje, pobożnością zwana.

P1030204Nasz papież (tzn. nie mój, tylko polski) rzekł był kiedyś, że prawda nas wyzwoli. Nie wiem, czy tak jest w rzeczywistości. Sprawdzać nie będę bo nie przepadam za ryzykiem. Za to jeden proboszcz jakiś czas temu zaryzykował. Rzekł był podczas kazania, pewnie zły na skąpstwo owieczek, że niskimi nominałami podcierano się w toalecie w czasie budowy plebani. Nie wiadomo konkretnie kto, co i jak? To znaczy jak się podcierano to raczej wiadomo powszechnie. Mnie natomiast zaskoczyło oburzenie ludzi. Jakby monety rzucali na tacę, to by się tym nikt nie podtarł, no bo jak?

Przypomniałam tu sprawy sprzed lat a czym dalej w las (czyli czym bliżej teraźniejszości) tym więcej butelek. Teraz to dopiero mamy w kraju! Miała być Irlandia, jak nam Tusk obiecywał, a jest Meksyk. Faceci w kiecach mówią, że faceci nie mogą chodzić w kieckach! Teoretycznie żyją w celibacie a w praktyce różnie to bywa. Za to oficjalnie są specami od seksu i wszystkich spraw z nim związanych. Chcesz coś wiedzieć o antykoncepcji? To samo zło. Seks przedmałżeński? Zło jeszcze większe. Gej? Zło. Gender? Zło. In vitro – a to nie tylko zło ale i ludobójstwo. Kobieta – najlepsza na łańcuchu. Pedofilia w kościele – takie coś nie istnieje!

Są wszędzie. W tv, na ulicach, w Sejmie – jak nie osobiście to w kieszeniach polityków za pośrednictwem listów, które do nich piszą grożąc paluszkiem tudzież ekskomuniką. A władzę mają od gościa, którego nikt nigdy na oczy nie wiedział. A wiedzę o nim mają z książki, której nawet małe myślące dziecko przełknąć nie potrafi. Zresztą oni też nie, dlatego większą część tej książki po prostu mają w… głęboko. To znaczy twierdzą, że jest objawiona przez Boga ale ich to objawienie nie do końca obowiązuje. Jak ktoś coś z tego zrozumiał to niech da mi znać, bo ja sama nie bardzo kumam co piszę. W każdym razie odnoszę wrażenie, że Polska całkiem stanęła na głowie albo raczej przed Watykanem coraz bardziej kuli się na kolanach.

swiadectwo-chrztu-do-kontroli

A teraz jeszcze ten Duda. Narodzie, nigdy ci tego nie wybaczę! Bo tu pękłam i przygotowuję się do rządów PiS-u. Kupiłam sobie kilka różańców, sześć krucyfiksów – po jednym do każdego pomieszczenia. Ten nad sedesem szczególnie pięknie się prezentuje. Na wszelki wypadek załatwiamy się z rodziną w basen i w kaczkę. Z góry przepraszam pana Kaczyńskiego. Jak dojdzie do władzy, pewnie zmieni nazwę tego urządzenia na POsiusiajkę. Do tego zaopatrzyłam się w dwa klęczniki – jeden ustawiłam przed TV gdzie od świtu do zmierzchu bębni TV Trwam a drugi przed radiem, gdzie leci „Radio Maryja”. Z tym że jeszcze potrzebuję sakramentów na cito – chrzest i komunię razy trzy – dla siebie i dzieciaków. Jak to mówią – przezorny ubezpieczony.

78_1

Biskup w szkole, rozum na wakacjach.

dzieci

 

Oto scenariusz powitania ważnej osobistości w państwowym przedszkolu i szkole. Tekst napisany kursywą jest mój. Nie mogłam się powstrzymać.

Piosenka na powitanie: BĄDŹ POZDROWIONY GOŚCIU NASZ
(w wykonaniu przedszkolaków i szkolnego zespołu muzycznego Kamerton)

Bądź pozdrowiony, gościu nasz,
W radosne progi nasze wejdź.
My zapalimy zamiast lamp
Szczęśliwe ognie naszych serc.

Kto to zawitał w przedszkolne progi, że aż serca zapłonęły dzieciakom? Będę strzelać. Harry Potter?

Przedszkolak 1:
Dziś w naszym przedszkolu,
Wesoło, i odświętnie,
A my przedszkolaki –
Grzeczniutkie i przejęte.

Jak dzieci grzeczniutkie i przejęte, to na pewno chodzi o Mikołaja.

Przedszkolak 2:
Bo biskup nasz kochany
Zawita w nasze progi!
Och radość to ogromna!

O w mordę! Prezentów nie będzie. To znaczy pewnie będą, ale nie dla was dzieciaczki. I na dodatek nie można okazywać rozczarowania. I jedna dobra rada tak na wszelki wypadek. Nie siadajcie kochani biskupowi na kolana. 

Przedszkolak 1:
– Aż trzęsą ci się nogi!

I słusznie. Odezwał się instynkt samozachowawczy. Uciekaj, walcz albo się trzęś skoro nie możesz zrobić pierwszego ani drugiego. 

Przedszkolak 2:
Oj troszkę to się boję,
Bo nasza przedszkolna grupa,
Jeszcze nie miała zaszczytu
Gościć księdza biskupa.

Wiedz przedszkolaku nr 2, że kiedyś szkoły były świeckie i biskupi nie szlajali się po szkołach i przedszkolach. Dzięki temu nikomu nóżki nie trzęsły się ze strachu. 

Przedszkolak 3: (przebrany za górnika)
Bo był już u nas pan górnik,
On węgiel w kopalni fedruje.

No i dzięki temu masz ciepło w domu.

Przedszkolak 4: (przebrany za strażaka)
Był z nami i pan strażak,
Co ludzi z ognia ratuje.

A to już prawdziwy bohater.

Przedszkolak 6: (przebrany za policjanta)
I był też tutaj policjant,
On wokół porządku pilnuje.

I dzięki niemu możesz się czuć bezpiecznie.

Przedszkolak 2:
A biskup, to właściwie –
Czym się na co dzień zajmuje?

78_1Dobre pytanie. Powtarzajcie za mną głośno i wyraźnie. Biskup zajmuje się niczym. Ale są tacy biskupi i księża, którzy mają pełne ręce roboty, np. nijaki Wesołowski albo Gil oraz wielu innych, którzy robią to, co ci dwaj albo robią wszystko aby na jaw nie wyszło to, co robili ci dwaj lub im podobni. Zbyt zawile i niezrozumiale? To dobrze. Lepiej o tym w ogóle nie mówić. Śpiewajcie dalej. Alleluja i do przodu.

Uczeń 1: Ksiądz biskup drogie dzieci, ma bardzo ważne zadanie:
On uczy nas słowem i życiem, czym Boga jest miłowanie.

Mówiłam, że nic nie robi?

Uczeń 2: Będąc blisko Jezusa Króla i Pana naszego,
Wskazuje drogę do Ojca – Tatusia niebieskiego.

Heloł! Przegapiłam zmianę ustroju państwowego? A kim są ci panowie, którzy mieszkają z waszymi mamusiami? Maszynkami do robienia pieniędzy? Tatusia każdy ma jednego i każdy ma swojego. Tatuś może być dobry, lub niedobry ale z pewnością nie jest niebieski – z wyjątkiem papy Smerfa. Czego oni uczą dzieci?

Piosenka: ABBA TATUSIU

Abba, Abbba Tatusiu
Ja dziś wołam ciebie,
Abba, Abba Tatusiu
Kochany Ojcze w niebie.

A! O tego ojca chodzi. Radziłabym nie wołać, nie zaczepiać, nie budzić. Pan z nieba jest humorzasty, złośliwy a przy okazji taki z niego tatuś, jak z koziej dupy trąba. Wiesz przedszkolaczku, co zrobił swojemu jedynemu synkowi? Bardzo wielkie kuku.

Przedszkolak 7:
My małe dzieci z Ligoty,
Choć latek mamy niewiele,
Małe co nieco już wiemy,
O Bogu, Jezusie, Kościele.

Z pewnością mniej niż więcej wiecie i zapewne większość to nieprawda. Ale kogo to obchodzi?

Przedszkolak 8:
I przyznać się musimy,
Nie idzie nam rymowanie,
Dlatego zamiast mówienia
Śpiewamy z pokazywaniem.

Piosenki z pokazywaniem:

KTO STWORZYŁ?
1. Kto stworzył fruwające ptaszki, fruwające ptaszki, fruwające ptaszki
Kto stworzył fruwające ptaszki – Nasz Ojciec Bóg!
2. Kto stworzył mrugające gwiazdki …
3. Kto stworzył falujące morze …
4. Kto stworzył ciebie i mnie …
5. Kto stworzył fruwające ptaszki, mrugające gwiazdki, falujące morze,
Kto stworzył ciebie i mnie – Nasz Ojciec Bóg!

A mówi wam coś kochane dzieciaczki słowo ewolucja? A mamusia, tatuś, jajeczko, plemniczek i zygota? A może wielkie bum? Nie, to nie jest bąk Stasia ani Jasia.

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE

Bądź z nami w kontakcie, Panie Boże,
Choć szatan robi nam zwarcie,
Niech iskra miłości przez nas przepłynie
Zapłoną nasze latarnie nasze latarnie.

Wystarczy jak prąd będzie w kontakcie. Poza tym nie wolno igrać z ogniem. Można się podpalić. Tego wam kosmiczny tatuś nie powiedział? No oczywiście, że nie. On bardzo lubi swąd palonego mięska.

PANIE BOŻE DLA CIEBIE ŚPIEWAM
Panie Boże, dla Ciebie śpiewam i klaszcze w moje tłuste łapki,
Panie Boże posłuchaj jak śpiewam i zobacz jaki jestem śliczny.
Chcę Ci dziękować Boże drogi, za obie moje krzywe nogi
i za piegi, za buźkę pyzatą i za to, że jesteś moim Tatą!

No cóż, łapki może macie tłuste ale z pewnością nie tak bardzo jak ksiądz biskup. I czy was czasem dzieci nie pogięło, żeby za krzywe nogi bogu dziękować? Biskupowi mógł dać krzywe nogi a wam prościusieńkie. I mógł mu piegi jeszcze dorzucić bo pyzatej buzi pewnie sam się dorobił.  A przy okazji jestem ciekawa co na te przyśpiewki ojcowie dzieci. Ci prawdziwi, ziemscy, bladoróżowi, nie niebiescy. I czy mogliby w przypadku sprawy alimentacyjnej scedować swoje zobowiązania finansowe względem dzieci na Boga? Wystarczy nagrać takie przedstawienie i dowód dla sądu gotowy.

Uczeń 3: Czcigodny Księże Biskupie!
Witamy Cię serdecznie w Szkole Podstawowej Nr 11 z oddziałami przedszkolnymi. Bardzo cieszymy się, jesteś wśród nas. Prosząc Cię o błogosławieństwo dla nas, naszych rodziców i nauczycieli zapewniamy o naszej dziecięcej modlitwie za Ciebie, za biskupa Gerarda, naszą diecezję oraz za cały Chrystusowy Kościół. Szczęść Boże!

hear-71330__180Jak już się modlicie robaczki, to dobrze byłoby pomodlić się za tych, którym te modlitwy mogłyby pomóc, gdyby działały. Mam tu na myśli umierające z głodu dzieci w Afryce, ginących cywilów podczas wojen, tysiące ofiar kościoła katolickiego. Nawet modlitwa za ostatniego na ziemi samca nosorożca białego miałaby większy sens, niż modlitwa za biskupa, który pewnie ma się dobrze i któremu niczego nie brakuje.

wręczenie kwiatów i upominków przygotowanych przez przedszkolaków
– rozmowa księdza biskupa z dziećmi

Mówiłam, że prezenty będą, tyle że w drugą stronę. Nie mazać się. Życie nie zawsze różami usłane.

***

Kiedy przeczytałam ten scenariusz powitania księdza biskupa, doznałam wstrząsu. Przypomniało mi się wiele osób, które uważają się za ateistów a mimo to posyłają swoje dzieci na religię. Nazywają to pozostawieniem wyboru dzieciom. Naprawdę dobrowolnie można dać uczestniczyć dzieciom w tego typu tragikomicznej farsie? Gdyby bóg była kobietą i ktoś kazałby mojemu dziecku mówić do niej per mamusiu, dostałby ode mnie po pysku. Korwin Mikke może a ja nie?

Jeśli zaś chodzi o osoby wierzące, no cóż. Ich wola i nie nasza sprawa jak wychowują swoje dzieci i na co przyzwalają. Moja redakcyjna koleżanka powiedziała mi, że scenariusz ten przypomniał jej film pt.: „Rzym” Felliniego a szczególnie scenę pokazu mody kościelnej. Obejrzałam i zgadzam się. Śmiesznie straszne szaleństwo. Zachęcam do obejrzenia całego filmu. Scena, o której piszę zaczyna się po godzinie i 32 minutach. „Rzym”

protection-442907__180

Wszystko co boskie ludziom jest obce?

protection-442907__180Ateista to ktoś, kto nie wierzy w żadne bóstwa. To cała definicja ateizmu. Poza tym wierzy w różne rzeczy. W to, że po imprezie wstanie rano bez kaca albo w to, że jutro znowu będzie dzień. W to, że lepiej się nie wychylać ze swoim światopoglądem, bo reprezentuje mniejszość, albo w to, że powinien się nim szczycić, bo osiągnął wcześniej niż większość, kolejny (nieunikniony) etap w ewolucji człowieka. Znam również takich ateistów, którzy wierzą w jakąś niezwiązaną z żadną religią, magiczną energię i takich, którzy wierzą w horoskopy. Ja jestem ateistką, która przede wszystkim wierzy w ludzi. Nie w konkretne jednostki. Aż tak szalona nie jestem, ale w ludzkość ogólnie.

Często podniecają nas historie pojawiające się, a następnie maglowane w środkach masowego przekazu, ponieważ zapominamy, że media żyją z sensacji i kontrowersji. Do znudzenia pokazuje się nam funkcjonariuszy KK oraz ich gorliwych i bezkrytycznych zwolenników z ich oderwanym od rzeczywistości przekazem dla ludzkości, w którym przebija się jeden sens – to, co naucza Kościół jest prawidłowe i dobre, to co sprzeczne z jego naukami, jest niedopuszczalne i grzeszne. Każdy brak zgody na tę jedyną słuszną prawdę jest traktowane, jako atak na Kościół. Po tym, co ostatnio dzieje się w kraju albo raczej po tym, co pokazują nam media, rzeczywistość wydaje się zdroworozsądkowemu człowiekowi przerażająca. Tymczasem wcale tak nie jest, a przynajmniej nie jest tak źle, jak się nam to przedstawia. Bo ludzie, którymi zarówno władza jak i Kościół chcą sterować jak bezwolną masą, tudzież jak stadem baranów, mają swój rozum i silne pragnienie wolności.

Ostatnio głośno jest o tym, że w kilku miastach Polski pojawił się billboard głoszący wszem i wobec, że: „Konkubinat to grzech” z dopiskiem „nie cudzołóż” a na nim dłoń męska i damska połączone wężem. Jakby obrączka dawała większą pewność przetrwania związku. Sama żyję w konkubinacie i wychowuję wraz z moim partnerem dwoje dzieci – anielską córkę i boskiego syna. Nie czuję, że mój związek jest gorszy od związków małżeńskich. Na wieść o billboardzie przyszło mi kilka myśli do głowy. Po pierwsze brakuje tam takiej oto treści – „dla katolików”. Ja jestem poza wszelkim grzechem,bowiem prawo boskie mnie najzwyczajniej w świecie nie obowiązuje. A jeśli ktoś sądzi, że i tak się nie wykpię, bo moja niewiara nie ma znaczenia, to przypomnę temu komuś, że panteon bogów jest dosyć bogaty i zawsze mogę przymuszona oprzeć się na takim bogu, któremu konkubinat nie przeszkadza. Po drugie, jeśli już mowa o grzechu, to znam chociażby z Biblii co najmniej kilka cięższych.

gejByć może wkrótce pojawią się nowe billboardy, np. że homoseksualizm to grzech z dopiskiem: „nie zabijaj – oprócz gejów” bo według Księgi Kapłańskiej 20:13

Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią.

Kolejny pomysł na billboard? Proszę bardzo. „Antykoncepcja to grzech” – niestety bez dopisku bo w Biblii, ani słowa o antykoncepcji. Bóg takiego wynalazku nie przewidział. „In vitro to grzech”- i znowu, w Biblii żadnej informacji o in vitro. „Pigułka „po” to grzech”, „Seks przedmałżeński to grzech”. A może odważą się i dadzą billboard o takiej treści: „Pedofilia to grzech”? W to akurat wątpię, no chyba, że z dopiskiem: „nie dotyczy księży”.

news-426896__180Dziś w programie „Tak jest” było m.in. na temat tego billboardu. (Tak jest) Wypowiadała się jedna z moich ulubienic –  posłanka Marzena Wróbel, duchowa siostra Krystyny Pawłowicz. Według niej konkubinat „to grzech przeciwko miłości”. Uśmiałam się do łez. Zastanawiam się, czy pani Wróbel ma męża? Jeśli tak, to musi to być człowiek, który ją piekielnie kochał, skoro się z nią ożenił. Zresztą to nieistotne. Biorąc pod uwagę, że na szczycie wartości u pani Wróbel stoi Bóg, to nawet z sensem broniła swoich racji. Można się by było przyczepić, że swojemu oponentowi (wierzącemu, jak sam przyznał) zarzuciła atak na kościół, ale jak wspomniałam, u ludzi jej pokroju to standard. Natomiast jej stwierdzenie, że ludzie „letnio” traktują wiarę, jeśli sądzą, że przed śmiercią jak się wyspowiadają, grzechy zostaną im odpuszczone, rozbawiło mnie jeszcze bardziej. Bo czy to wina wierzących, że tak to sobie Kościół wymyślił? Nawet tzw. ciężkie grzechy, jeśli zostaną wyznane spowiednikowi ze skruchą i do tego grzesznik odprawi pokutę, otrzyma rozgrzeszenie i znowu będzie mógł cieszyć się z obietnicy życia wiecznego. Oczywiście dopiero po śmierci.

Mniejsza z tym. Mnie najbardziej zainteresowały dane, które przedstawił prowadzący – Andrzej Morozowski i które podtrzymują moją wiarę w ludzi, o której wspominałam na początku. Otóż 90% ludzi uważa się za osoby wierzące, 60% jest za in vitro dla konkubinatów, 59% popiera seks przedmałżeński i tyle samo osób jest za stosowaniem środków antykoncepcyjnych, natomiast 53% popiera nieformalne związki. Zaskakujące prawda? Z drugiej strony może rzeczywiście należy tym katolikom stawiać tego typu billboardy, bo jak wynika z liczb, nie wiedzą co czynią. W każdym razie wynika z tego, że ludziom wierzącym nie bardzo po drodze z Kościołem, albo na odwrót.

kobietyKolejna sprawa, o którą było wiele krzyku w mediach i w sejmie, to ratyfikacja 6 lutego przez Sejm „nieludzkiego dokumentu, który zagraża cywilizacji chrześcijańskiej”, jak twierdzą politycy PiS. Chodzi oczywiście o tzw. Konwencję antyprzemocową. Po burzliwych obradach i głosowaniu większości posłów za, dokument trafił do Senatu. Tak przy okazji pamiętacie może, że kiedy PO doszła do władzy, obiecywała rozwiązanie Senatu? Jeśli nie, to nie miejcie wyrzutów sumienia. Każdy ma prawo pogubić się w tych wyborczych obietnicach bez pokrycia.

W czwartek odbyło się posiedzenie Senatu w tej sprawie. Posłowie PiS niczym Rejtan rozdzierali szaty:

 Jest to nieludzka konwencja, bo niezgodna z naturą człowieka. Jej głównym celem nie jest walka z przemocą, ale wprowadzenie przemocą ideologii gender. Ta konwencja jest antychrześcijańska – Kazimierz Wiatr.

Bardzo mocno przeżywam, że w mojej ukochanej ojczyźnie musimy bronić tysiącletniej tradycji chrześcijaństwa i rodziny – Stanisław Kogut.

Natomiast Jan Maria (nie Rokita tylko) Jackowski powoływał się na słowa sekretarza generalnego Episkopatu bp Artura Mizińskiego, który straszył, że konwencja ta „zagraża suwerenności Polski”. I co się stało? Zamiast upadku wszystkich senatorów na kolana i zbiorowej modlitwy, doszło do głosowania, w którym 49 senatorów było za konwencją, 38 przeciw, a jednego tak pewnie słowa biskupa sparaliżowały, że nie zdołał zagłosować. Tak, tak, moi drodzy. Pozostało nam czekać tylko na podpis prezydenta, na co głowa państwa z przytłaczającą liczbą katolików na karku ma 21 dni. A tu kampania wyborcza w toku. Biedny Bronek. A może raczej farciarz? To zależy, czy będzie mu zależało na głosach lewicowych wyborców, czy też stwierdzi, że straci głosy wyborców prawicowych, którzy mimo że z Bogiem, to jednak nie z Jarkiem. Niby była podana informacja, że prezydent będzie chciał najpierw zorientować się, czy konwencja jest zgodna z konstytucją, ale przecież już Sejm zamawiał takie opinie. (Źródło) Czyżby Bronek obawiał się zmasowanego i bezpardonowego ataku panów w sutannach i ich popleczników oraz tego, że atak ten będzie miał wpływ na wybory? Jeśli tak, to brakuje mu wiary w ludzi, jaką posiadam ja.

alien-41622__180

Kosmici są wśród nas!

alien-41622__180Kiedy naród czegoś nie ma, to mu się to obiecuje w kampanii wyborczej. Mieszkania, pracę, niskie podatki, ba! Był nawet taki, który obiecał, że Irlandię przeniesie nad Wisłę. Nie wiem, co wówczas miałoby się stać z miejscem na mapie po Irlandii. Może były plany, żeby ulokować tam Radio Maryja? Czym biedniejszy kraj, tym mniej się obiecuje, bo wiadomo, że biedny zadowoli się byle czym. I tak: w ubogich krajach afrykańskich można by wskoczyć z obietnicą rozdawania darmowych prezerwatyw, gdyby nie to, że wszyscy papieże mieli uczulenie na gumę.

Ale jest taki kraj, któremu nie ma co dawać, co obiecywać, którego nie ma czym mamić. I nie jest to wcale jakiś odległy kraj, tylko bliska Wielka Brytania. No bo, skoro lider brytyjskich konserwatystów, David Cameron zapewniał, że jeśli tylko zostanie premierem, ujawni wszystkie brytyjskie tajne dokumenty dotyczące UFO, to wynika z tego, że Brytyjczycy już wtedy mieli wszyściusieńko.

Swoją drogą to ciekawe, dlaczego informacje o UFO są tajne? Sam Cameron odpowiedział, choć nie wprost na to pytanie.

Jestem przekonany, że przybysze z kosmosu składali nam wizyty. I jednym z nich jest sekretarz handlu Peter Mandelson.

No! I teraz już wszystko jasne.

KOSMICI SĄ WŚRÓD NAS!

Kiedyś wiecie, jak było. Wsiadał sobie taki Kolumb na przykład, czy inny gość z ADHD i niepomny na protesty czy ostrzeżenia m.in. wszechwiedzących duchownych, płynął gdzie go oczy poniosły i wybujała wyobraźnia. O celu podróży nie informował oczywiście załogi przekonanej, że tuż za horyzontem zaczynają się bramy piekielne. Jak miał szczęście, dopłynął do jakiegoś lądu, a tam zobaczyli go dzicy. I co? Pokłony bili białym bogom. Trochę ciemnym Indianom trzeba było po chrześcijańsku krwi upuścić, trochę ich sponiewierać, zgnębić, zniewolić, zanim się zorientowali, że ci biali to może i bogowie, ale jak się ich strzałą trafi w odpowiednie miejsce, to sporo tracą ze swojej boskości.

flying-saucer-155556__180 Kilka setek lat później ludzie zmądrzeli i nikomu jakoś nie przychodzi do głowy, że te latające spodki, o których się słyszy, że pojawiają się tu i ówdzie, to np. anioły na wakacjach wygranych na boskich loteriach. Nic z tych rzeczy. Nazwano je wdzięczną nazwą UFO i zakłada się, że pochodzą z pozaziemskich cywilizacji.

Watykan pewnie ręce zaciera i czeka na podbój kosmosu. Ile jeszcze planetek może być do nawrócenia? Ile z nich jeszcze kasy można wyciągnąć? Gorzej, jak te ufoludki mają już swoją religię i są tak wierzący, jak na przykład chłopcy z Państwa Islamskiego. W końcu zrobią desant, krzyże zastąpią np. jakimiś trapezami, zburzą nasze świątynie i na ich miejsce postawią swoje, laserem wyrżną tych co bardziej wierzących w jedyną słuszną religię i za parędziesiąt lat wszyscy będziemy się modlić do jakiegoś kosmicznego Manitu czy Lorda Wadera.

A swoją drogą nie przypomina wam to czegoś? Tak, tak. To już się stało wieki temu. Tylko zamiast spodków były„skrzydlate kanoe” jak niektórzy dzicy nazywali żaglowce, zamiast laserów – miecze, a zamiast trapezów  – krzyże. A wszystko podobno zaczęło się od Jezusa – kto wie, czy nie jednego z pierwszych kosmitów na ziemi.

Co więcej, uważny obserwator łatwo ich wytropi, bo oni zdradzają się sami. Spójrzmy na Kościół i naszą władzę. Zawsze trzymają się razem, jak swój ze swoim.  Po naszym klerze obcość widać gołym okiem. Niezrozumiałe dla człowieka jest to, co oni robią, jak to robią, co mówią, jak mówią ale i to, jak wyglądają. Najlepsze jest to, że faceci w kieckach mają coś przeciwko gender. Poza tym, czy ktoś o ludzkich zmysłach potrafi tydzień wytrzymać bez seksu? Do tego tacy są delikutaśni i przewrażliwieni na swoim punkcie, że wypowiadając się o instytucji, w której są zrzeszeni, trzeba naprawdę cedzić słowa. Na każde stwierdzenie faktu, które im się nie podoba, odpowiadają jednym słowem: ATAK! Wygląda to mniej więcej tak:

Człowiek dziennikarz: Czy ksiądz X molestował dzieci?
Kosmita ksiądz: To atak na kościół
Dziennikarz: Dlaczego kościół jest przeciwny pigułce „po”?
Ksiądz: To atak na kościół.
Dziennikarz: Jaką mamy dzisiaj pogodę?
Ksiądz: To atak na kościół.

alien-560710__180A w Sejmie to mieliśmy i mamy kosmitów na pęczki. Od dawna obstawiałam kiedyś naszych słynnych braci, szczególnie, że film w którym zagrali jako dzieci, był dość sugestywny. Kto może księżyc zarąbać, jak nie kosmita? W ministerstwie zdrowia też było na pewno paru. Chorzy wiedzą, że na wizyty u specjalisty czeka się do śmierci.

Jedna posłanka to wcale się nie kryła i wprost mówiła, że ma kurwiki w oczach. Inny poseł też się wydał. Chyba każdy oglądał „Ojca chrzestnego” i wie, że mafia odrąbała łeb koniowi. Bo tak robiła normalna, ludzka mafia. W innych filmach o tematyce mafijnej wrogom przesyłano łeb ryby. Więc dlaczego ten kosmita jakiś czas temu pojawił się w TV z połówką świńskiego łba? Całkowita nieznajomość ludzkich zwyczajów. Potem machał przed kamerami wibratorem. A każdy człowiek wie, że to urządzenie nie służy do machania. Do tego wciąż nie może się zdecydować, czy on jest z prawicy, czy on jest z lewicy, wierzy czy nie wierzy, lubi krzyż czy nie lubi.  Jak nic – zamotany kosmita.

A co z posłami, którzy za nasze pieniądze latali na wakacje samolotami, jak swoimi prywatnymi spodkami? Była też taka w polskim Sejmie posłanka, która nawet mówić po ludzku nie umie i to w żadnym języku! Mimo, że podobno Niemka (jej nazwisko panieńskie to Arnold), po niemiecku w samolocie się nie dogadała, kiedy Niemcy jej męża skuwali w kajdany. A ten, co w czasie suszy kazał w kaplicy sejmowej mszę przeprowadzić w intencji deszczu, to nie kosmita? Z taką propozycją człowiek to by się co najwyżej w buszu do szamana udał, a nie do serca demokratycznego, ludzkiego państwa.

Jest ich mnóstwo, są wszędzie. To prawdziwa inwazja! Na szczęście „po owocach ich poznacie.” A Wy znacie jakiś kosmitów? Jeśli tak, to wymieniajcie śmiało. Trzeba ostrzec ludzkość:)

lingerie-146462__180

Masturbacja

lingerie-146462__180Dzień wydawałoby się, jak co dzień. Wstałam z łóżka, zrobiłam śniadanie i włączyłam telewizor akurat na „Dzień dobry TVN”. Już miałam przełączać na TVN24, bo lubię katować się informacjami z rana, gdy nagle dotarły do mnie słowa prowadzących, że za chwilę będzie rozmowa o…

Zamarłam w bezruchu. No nie! Musiałam się przesłyszeć, a tu reklamy lecą. Poczekam, choć wiem, że to niemożliwe. W telewizji o 10.00 rano chcą mówić o… I to w naszym kraju?Ja chyba śnię jeszcze! Czekam w napięciu z rozdziawioną buzią, nieprzeżutym żarciem w środku i z ręką wyciągniętą w stronę telewizora, w której dzierżyłam pilota. Ani drgnę. W głowie kłębią mi się setki myśli. Że o czym oni chcą mówić? O tym… no… i do tego, że to nie jest szkodliwe, nie będzie na ten temat wypowiadał się żaden kościelny ekspert? Koniec reklam. Zaraz się udławię albo najpierw odpadnie mi ta ręka z pilotem. Jest studio! Są prowadzący! No nie wytrzymam! A jednak! Mowa będzie O MASTURBACJI!

Chryste Panie, Matko Boska i wszyscy święci razem wzięci! Ja spałam, a w nocy rewolucja była? Przewrót ateistyczny? I mnie przy tym nie było? Spokojnie. Przełknęłam to, co do tej pory trzymałam w ustach, odłożyłam pilota, po czym dałam sobie w pysk i to dwa razy, tak dla pewności. Czuję, więc nie śpię. Na kanapie siedzą dwie fajne laski, jako goście. Seksuolog Izabela (ha! Ma tak samo na imię jak ja!) Jąderek (no nazwiska mamy zupełnie inne) i Delfina Dellert, współautorka „Seksu w małym mieście”. Obie prowadzą warsztaty pt. „Cała przyjemność po mojej stronie”. Ups, mają przechlapane. Kobieta + seks + przyjemność dla niej = kościelna nagonka + wrogość świeckich, ale prokościelnych babskich harpaganów. One nie zdają sobie z tego sprawy. Uśmiechnięte, zadowolone, jakby dopiero co zrobiły sobie dobrze – nie jedna drugiej, tylko każda sama sobie. Bo przecież o tym była mowa. Na pytanie prowadzącego: „czym jest masturbacja?” jedna z pań odpowiada, że nie jest to samogwałt tylko „samomiłość”. Prawda, że lepiej brzmi i prawdzie jest bliższe?

sculpture-495405__180Właśnie teraz wyobraziłam sobie Terlikowskiego z ks. Oko, siedzących jak ja przy śniadaniu. Pewnie się właśnie udławili na amen. A jak udało im się wykrztusić to, co im w gardle utkwiło, to pewnie padli na wieść, że przytłaczająca większość Amerykanów przyznaje, że się masturbuje. A oni przecież tak Boga kochają! Polacy kochają chyba bardziej, bo według jednej z pań 42% naszych rodaków twierdzi, że nigdy w życiu się nie masturbowało. Tylko 16 % przyznaje, że dogadza sobie ile wlezie. Oj, coś mi się wierzyć nie chce, że jest nas tak mało:)

Tymczasem na ekranie pokazano listę zalet masturbacji. Wymieniono ich 13 (moja szczęśliwa liczba):
1. Sprawia, że czujesz się szczęśliwsza
2. Poznajesz swoje ciało, lepiej się z nim czujesz.
3. Poprawia jakość życia seksualnego z partnerem.
4. Ułatwia zasypianie.
5. Pomaga usunąć napięcia.
6. Pomaga zwalczyć np. ból menstruacyjny.
7. Przynosi ulgę w stresie.
8. Utrzymuje ciało w aktywności seksualnej, nawet gdy nie uprawiasz seksu.
9. Wzmacnia przyjemność.
10. Nastraja zmysłowo i czyni cię bardziej seksualną.
11. Dzięki treningowi i obserwacji zwielokrotnia liczbę orgazmów.
12. Nie zajdziesz od niej w ciążę, nie nabawisz się choroby.
13. To po prostu frajda!:)

Tak się rozochociłam, że miałam chęć wziąć się za siebie, ale powstrzymała mnie wzmianka o tym, że jest jednak jakiś skutek uboczny masturbacji. Nie jest to choroba psychiczna ani odpadnięcie członka. To akurat mnie nie dotyczy, chociaż czasem z członkiem mam do czynienia. Stanowczo wolę członka przytwierdzonego do ciała, niż od niego oddzielonego. Nie jest to także błona wyrastająca pomiędzy palcami. Są to wstyd i poczucie winy. A skąd się one biorą? Jak myślicie? Tak, tak. Znowu Kościoła czepiać się będę. Dla czarnych sprawa z masturbacją jest jasna, a stanowisko w tej sprawie jak zawsze antyludzkie. Sprawdziłam na kilku stronach katolickich i aż włos mi się zjeżył na głowie.

woman-70469__180Jeden mądrala na wyzwolenie się z tego grzesznego nałogu proponuje… No, kto zgadnie? Jest taki środek podobno dobry na wszystko i na pewno na wszystko nieskuteczny. No jasne! Modlitwa. Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że akurat w tym wypadku modlitwa może zadziałać. No bo wyobraźcie sobie, że kiedy nachodzi was ta wstrętna myśl, żeby pokirać się tu i ówdzie, zamiast macanka fundujecie sobie „Ojcze nasz”. Tylko księdzu może nie minąć podniecenie. Eksperci w kieckach radzą również znalezienie sobie stałego spowiednika, który znając konkretną osobę, będzie mógł udzielić najbardziej sensownych rad. Chorzy jacyś, czy co? Ja tam bałabym się księdzu powiedzieć, bo jeszcze w ramach boskiej terapii chciałby popatrzeć jak grzeszę.

Na innej katolickiej stronce radzą usunąć grzech związany z pożądaniem, grzesznymi myślami i pornografią. Wymieniane są również zasady biblijne, które mogą odnosić się do masturbacji, jako czegoś grzesznego, np.: „A rozpusta i wszelka nieczystość lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was.” „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą” Najlepszy argument za tym, żeby poniechać masturbacji, mówi, że nasze ciała zostały wykupione krwią Chrystusa i należą do Boga: „Czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, i że nie należycie też do siebie samych? Drogoście bowiem kupieni. Wysławiajcie tedy Boga w ciele waszym.”

tanga-109155__180Zaczynam już wierzyć, że jednak statystyki dotyczące Polaków przytoczone przez panie, są prawdziwe. Skoro ciało wierzącego nie należy do niego, tylko do Boga, który jest w nim, to przecież nie godzi się Bogu łap do gaci pchać. A co z seksem w takim wypadku, tym pobożnym czyli  małżeńskim? Jak się mąż do żony dobiera, to Bóg z niej wychodzi na jakiś czas, czy… nie daj Boże zostaje? A jeśli wychodzi, to czy ma na tyle przyzwoitości, żeby się chociaż do małżonków plecami odwrócić i nie podglądać? Prawdziwy katolik to sobie chyba ten seks całkowicie powinien odpuścić, że o masturbacji nie wspomnę.

Ja pewna jestem jednego. U mnie żaden Bóg nie mieszka. Ani w środku, ani nawet w mieszkaniu. Jeśli kiedyś ktoś dał się przygwoździć do krzyża, żeby wykupić ludzi u swojego ojca, to ja się o to nie prosiłam. Co boskie, niech sobie Bóg robi z tym co chce, a co moje to od tego Bogu wara.

pregnancy-31113__180

Diabeł tkwi w… pigułce?

pregnancy-31113__180Dziwny jest ten kraj i czym dłużej w nim żyję, tym bardziej mnie on zdumiewa. Histeria, która wybuchła niczym bomba atomowa po decyzji Komisji Europejskiej z 7 stycznia o wprowadzeniu tabletki ellaOne we wszystkich krajach UE bez recepty, przekroczyła wszelkie granice absurdu. Obrońcy życia poczętego usypali na wszystkich frontach barykady z ignorancji, niewiedzy (a raczej niechęci do przyjęcia wiedzy), pseudo moralności i jedynie słusznych prokościelnych poglądów, na ich szczycie zatknęli krzyże i do krwi ostatniej bronić chcą biedne, uciemiężone, nieświadome polskie kobiety przed nieszczęściem. A ja, jakby nie patrzeć, również kobieta, doznałam przez tych kilkanaście dni takich wstrząsów psychicznych, że chyba długo nie dojdę do siebie.

Na wieść o powszechnym dostępie do tabletki „po” przeżyłam wzruszenie. Wystarczy pomyśleć o wszystkich kobietach zgwałconych, o żonach zmuszanych do stosunków przez mężów, o młodych dziewczynach, które po prostu zabawiły się i posunęły się o krok za daleko, o nastolatkach wykorzystanych seksualnie przez pedofilów, np. księży. Ba! Nawet o sobie. Może kiedyś się przyda?

Zanim zdążyłam uczcić w odpowiedni sposób to wielkie wydarzenie z moim partnerem, zelektryzowała mnie informacja, że jednak w Polce środek ten będzie dostępny tylko na receptę. Po oburzeniu przyszło uczucie ulgi i podniecenia. Po pierwsze: dobrze, że nie zdążyliśmy tego uczcić. Dopiero byłby numer! Nie dość, że nic przed, to jeszcze nic po. Po drugie: przyszedł mi do głowy biznes. Może by tak jeździć po aptekach naszych zagranicznych sąsiadów, sprowadzać do kraju to dobro luksusowe i sprzedawać na czarnym rynku? Już miałam robotę rzucać, już się do wyjazdu szykowałam, aż tu nagle informacja, że jednak tabletka będzie dostępna w Polsce bez recepty. No trudno. Nie zarobię. Z jednej strony rozczarowanie, ale z drugiej zadowolenie. W kraju, gdzie aborcja dostępna jest tylko dla bogatych, będzie jakaś alternatywa. Zamiast kilku tysięcy złotych dla lekarza, kilkadziesiąt złotych dla apteki. Niby w mediach jakaś tam zawierucha. Funkcjonariusze jednej z najbardziej zbrodniczych instytucji na świecie znowu tupią nóżkami. A tam! Na Harrego Pottera też tupali, a jednak w księgarniach jest dostępny. Przezornie, bo wiem, jaki wpływ ci funkcjonariusze mają na to, co się w kraju dzieje, poleciałam kupić sobie kilka opakowań ellaOne, tak na zapas. A wiadomo? Może wkrótce wycofają? W aptekach przeżyłam wstrząs. Jest, ale na receptę.

ellaone-lO co chodzi? Postanowiłam dowiedzieć się z mediów. Kiedy usiadłam przed telewizorem, wzruszyłam się tak bardzo, że wyczerpałam przeznaczony na całą zimę zapas chusteczek higienicznych. W programie „Tomasz Lis na żywo” dowiedziałam się od seksualnej specjalistki Marzeny Wróbel, że środki antykoncepcyjne zmniejszają przyjemność kobiety z aktu seksualnego. Skoro tak mówi, to znaczy, że ma doświadczenie, z tym i bez tego. Przy okazji, cóż za troska o przyjemność seksualną kobiet? Obawiam się, że pani posłanka zaryzykowała tym stwierdzeniem konflikt z Kościołem Katolickim. Bo o kościele wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że zależy mu na satysfakcji seksualnej kobiet. Przestrzegła również Polki, że pigułka „po” jest niezwykle groźna dla zdrowia i moralności. Przeraziłam się nie na żarty. Jeszcze tej pigułki w ustach nie miałam, a już coś niedobrego się z moją moralnością stało, bo nie widzę w niej niczego złego. No bo dlaczego? Na receptę jest dobra, a bez recepty zła? Nagle zrozumiałam.

Żeby dostać receptę, trzeba iść do lekarza. Na wizytę u ginekologa trzeba czekać w niektórych przychodniach nawet ok. 2 tygodni. Pigułka, owszem, nazywa się „po”, ale to „po” nie może trwać wieczność. Szybciej można to załatwić prywatnie, ale nie każdą kobietę stać, a jeśli już, to jaką ma gwarancję, że nie trafi na lekarza, który podpisał cyrograf, tzn. klauzulę sumienia?

I zaczęłam podejrzliwie patrzeć na panią Wróbel, która (co oczywiście nie jest jej winą), na specjalistkę od seksu nie wygląda. Gdy powiedziała, że zażywanie tej pigułki jest uznawane za grzech przez episkopat, aż mnie poraziło. Zanim padłam na kolana, przypomniałam sobie, że mnie to nie dotyczy, bo jestem ateistką. Wzruszył mnie więc los katolickich kobiet, które jak zwykle mają przechlapane. Ale zaraz, zaraz! Dlaczego ja też mam mieć przechlapane? Wyjaśniła mi to oczywiście pani Wróbel, stwierdzając, że środki antykoncepcyjne zmieniają świadomość ludzi. O, w mordę! Ogólnie ze swojej świadomości jestem zadowolona, więc może lepiej nie ryzykować?

eyes-394176__180Ekspertka Wróbel przestrzega również, że łatwy dostęp do pigułki „po” może doprowadzić do rozpasania seksualnego, czyli że ludzie będą się bzykać jak króliki bez celu, bez sensu i bez efektu w postaci dzieci. Wydawało mi się, że już dawno do tego doszło. Skoro ja mam dwoje dzieci, nie oznacza, że seks uprawiałam tylko dwa razy. Skoro Terlikowski ma pięcioro dzieci, nie oznacza, że on uprawiał seks tylko pięć razy, chociaż w tym wypadku nie będę się upierać, że mam rację. A jednak okazuje się, że diabeł tkwi w tej nieszczęsnej pigułce! Nie w tym, że rodzice nie mają czasu na wychowanie dzieci, tylko je hodują, jak zwierzęta futerkowe. Ani nie w tym, że edukacja seksualna jest dla polskich katolików tak samo zła, jak antykoncepcja. Zresztą, według pani Wróbel, w Polsce mamy wystarczającą edukację seksualną, która promuje model wstrzemięźliwości. To po co ta cała histeria? Skoro dzieci dwa razy w tygodniu mają religię w szkołach, uczone są tego, że seks jest be, a wstrzemięźliwość cacy, to przecież do głowy nie powinien im przychodzić seks, ani tym bardziej pigułka „po”. Nie wystarczy im pogrozić paluszkiem albo gniewem bożym, tudzież grzechem ciężkim i piekłem na dokładkę? Widocznie katolickie dzieci w takie bzdury nie wierzą.

Potem, już całkiem mokra od łez, obejrzałam równie wstrząsającego rzecznika Episkopatu Polski ks. Józefa Klocha, eksperta farmaceutę prawdopodobnie, bo powiedział, że pigułka „po” jest pigułką wczesnoporonną, a dla katolików niszczenie życia jest czymś złym. Światowa Organizacja Zdrowia uważa za początek ciąży moment zagnieżdżenia się zarodka, czemu diabelska pigułka ma zapobiegać. Kloch uważa, że organizacja ta jest w błędzie. Nie ulega wątpliwości, że on wie lepiej, bo on ma wiedzę prosto od boga.

Posłanka Kempa w programie „Tak jest” informuje, oczywiście w trosce o dobro wszystkich kobiet, że jeśli bierze się tabletkę przed, to jest to antykoncepcja, jeśli zaś po, to jest to aborcja. A skąd ona to wie? Bo tabletka jest „po”, jakby nie była aborcyjna, to byłaby „przed”! Zaraz się okaże, że sama komórka jajowa i plemnik to dzieci, albo że zanim powstanie komórka jajowa w młodej dziewczynie i plemniki w młodym chłopcu, zanim zdołamy pomyśleć o dzieciach, to one już są i trzeba je chronić. Wkrótce księża wpadną na pomysł, że Bóg nie tylko z góry zaplanował, ile kto ma mieć dzieci, ale plany te zacznie przekazywać swoim czarnym sługom, a ci będą nam przysyłać je pocztą: „Kowalski, do roboty! Czy wiesz ile jajeczek produkuje twoja żona? To grzech, żeby się tak marnowały! Masz przydział na dziesięcioro dzieci. Nie dasz rady? Tzn., że jesteś mordercą życia niepoczętego”. Mam nadzieję, że szybciej doczekam się menopauzy.

A oto najmocniejszy, według mnie, argument przeciw pigułce „po” – używając środków antykoncepcyjnych czy pigułek „po”, najwięcej traci kobieta, ponieważ przez to traktowana jest przedmiotowo.

oppression-458621__180

Ks. Oko dodał, że mężczyźni traktują kobiety jak obiekty seksualne, zmuszają je do seksu i antykoncepcji, a gdy te środki zawiodą, zmuszają je do aborcji. To ja się pytam: „Jacy mężczyźni? Ateiści? Innowiercy?” No nie! Większość naszego społeczeństwa to przecież katolicy. To katoliccy mężczyźni, według księdza, traktują kobiety przedmiotowo. Skoro sama wiara w Boga nie wystarcza, żeby katoliccy mężczyźni byli wspaniali dla swoich katolickich kobiet, to może lepiej byłoby z jakimś apelem do nich wyjść, pogrozić im paluchem, postraszyć grzechem, piekłem, wykluczeniem. No niestety. Przedstawiciele kościoła wolą zająć się, jak zwykle kobietami, ich sumieniem, moralnością i macicami. To obsesja jakaś!

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek do łbów tych wszystkich zakutych dotrze, że kobieta może najzwyczajniej w świecie lubić seks, uwielbiać, rozkoszować się nim, pragnąć, myśleć o nim, poddawać się mężczyźnie z radością lub, jak kto woli, brać sobie tego mężczyznę jak chce i kiedy chce? Co więcej, że ma do tego prawo? Że jeśli jest mądra i odpowiedzialna, to stosuje antykoncepcję? A jeśli stanie się coś nieprzewidzianego lub po prostu zachowa się raz na jakiś czas nieodpowiedzialnie, to w trosce o siebie powinna mieć możliwość zażycia pigułki „po”? Że może chce mieć możliwość podjęcia samodzielnie decyzji, co jest dla niej lepsze?

legs-393263__180

Może najwyższy czas przestać traktować kobiety jak bezmózgie istoty, którym za każdym razem trzeba powtarzać co jest dla nich dobre a co złe, co powinny, a czego nie powinny robić. A jak już Kościół ma chęć położyć swą brudną łapę na łona kobiet, to niech ją sobie kładzie na łona katoliczek. Czy aż tak mała jest ich wiara, że prawem państwowym trzeba im narzucać prawa kościelne? Jeśli już tkwi gdzieś ten diabeł, to ja go widzę w polskim kościele. A za kobiety, takie jak Kempa czy Wróbel, jest mi po prostu strasznie wstyd.