obserwacje, motywacje, humanizm, obyczaj, postawy

d_przemoc

Uderz w stół…

Wybaczcie drodzy czytelnicy, że posuwam się do reedycji mojego starego tekstu z 02.02,2015 roku. Czynie to, ponieważ jest znowu, a może raczej – wreszcie – aktualnym, żywym tematem na czasie. Biorąc pod uwagę, że nic od tamtego czasu się nie zmieniło, jeśli chodzi o stosunek KK do konwencji antyprzemocowej, a jedyna zmiana na scenie politycznej jest wyłącznie kosmetyczna – na miejsce PO wskoczyła PIS – co jak dla mnie, nie wnosi żadnej nowej jakości tak w sensie woli politycznej, jak w sensie odpowiedzialności za nasz kraj, pozwalam sobie …

Dwa lata temu nikt nawet tego tekstu nie skomentował, może nawet nikt go nie czytał, a tymczasem problem nabrzmiewał i rósł i potężniał… Po fali społecznego #czarnegoprotestu, po tych miesiącach otwierania kobiet i mężczyzn na kwestie ich świadomości, godności, na problem przemocy prawnej, łamania praw człowieka itd… chcę ten tekst odświeżyć i przypomnieć. Może się mylę, a może mam rację, że jakby się nie odwracać od tego trudnego tematu, on wciąż będzie wracał i będzie zatruwał życie społeczne, dopóki jakaś partia, organizacja, nie wiem- siła sprawcza! , nie spowoduje, że kobiety i mężczyźni – Polki i Polacy – odzyskają głos w sprawie własnego odpowiedzialnego, dojrzałego życia, przypomną sobie co to znaczy mieć godność i nauczą się jej bronić przed zakusami hipokrytów pokroju Chazana, Godek, Kwaśniewskiego i wielu, wielu innych wyrosłych na fali obłędu i terroru religijnego.

 

Uderz w stół …. a KEP się odezwie

 

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

zapoznaj się z treścią konwencji/

 

Dzisiaj, dzięki serwisowi Fronda.pl, mogę pozwolić sobie przeanalizować zestaw pretensji Komisji Episkopatu Polski pod adresem wzmiankowanej Konwencji Rady Europy, popularnie zwanej antyprzemocową. I nie żebym uważała akurat ich opinię za ważną merytorycznie, bo nie jest merytoryczna, ale ważna już tak – a to dlatego, że liczą się z nią ci, którzy o losach konwencji decydują w Sejmie. Przypomnę jedynie, że są to nasi przedstawiciele, bo podobno mamy w Polsce demokrację.

***
Ludzie Kościoła w Polsce – biskupi i świeccy – od samego początku dyskusji nad Konwencją odnosili się do niej krytycznie. Dlaczego?

 

Argumentowali, że dokument nie przyniesie pozytywnych rozwiązań, ugodzi natomiast w rodziny i podważy wartości, na których zbudowana jest nasza cywilizacja.

 

No to przyjrzyjmy się tym rodzinom, wartościom i cywilizacji , którą zbudowaliśmy na tych wartościach…

***

Dokument wskazuje m.in., że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura.

 

I jest to prawda.

***

Biskupi wskazali m.in. na art. 12 konwencji, który zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy.

 

I to także jest prawda

***

Konwencja wprowadza także definicję płci jako „społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn” (art. 3),

 

A tu już nie do końca mówi się prawdę – albowiem konwencja nie definiuje w ten sposób płci, tylko role społeczne przypisane do płci – a to już jest faktycznie konstrukt zmontowany dla kobiet i mężczyzn przez system społeczny.

***

…przy czym całkowicie pomija naturalne, biologiczne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną i zakłada, że płeć można dowolnie wybierać lekceważąc biologię.

 

A to już kłamstwo – po pierwsze konwencja nie mówi nic o biologii, ani o jej lekceważeniu, ani o tym, że można płeć wybierać dowolnie- to są wymysły i nadinterpretacje stworzone i upowszechnione ustami ks. Oko w celu stworzenia mylnego wrażenia, zmącenia umysłów niezbyt dociekliwych obywateli, w tym Rada_Stala2także obywateli spoza kręgów katolickich. I ta sztuczka socjotechniczna udała się nadspodziewanie dobrze. Przeniesiono bowiem akcent, z tego co jest w konwencji na to, czego w niej kompletnie nie ma, natomiast brzmi jakby było. Każdy światły umysł musi się oburzyć na takie idiotyzmy – no i się oburzyło społeczeństwo – dodajmy dość leniwe społeczeństwo – bo gdyby tylko sięgnąć po tekst konwencji – a nie jest on żadną tajemnicą – okazałoby się, że nie ma tam takiego przekazu, ani w treści dosłownej, ani w najlżejszej nawet sugestii. Idźmy dalej…

 

***

Szczególny niepokój wzbudziło nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. „niestereotypowych ról płci”, a więc homoseksualizmu i transseksualizmu.

 

Oczywiście, że musiało wzbudzić niepokój tych, którzy stoją na straży standardów katolickich – homofobii, ksenofobii, rasizmu, dyskryminacji kobiet itd. Nadal mamy być takimi ludźmi, mamy rozwijać w sobie te nasze zajebiste cechy narodowo-katolickie, które tak pięknie nas odróżniają od cywilizacji zachodnich. Nie ma to jak taplać się w ciepłym błotku narodowej dumy z tego, że wszyscy jesteśmy normalnymi heterykami, dzięki czemu rodzą się czyste rasowo białe dzieciaczki. Precz z pedałami i innymi dewiantami – nie mylić z dobrodziejstwem pedofilii w sutannie, jako dobrego rozwiązania, w przypadku gdy niefortunnie rodzice jakiegoś dziecka nie za bardzo się kochają – kościół – ciocia – dobra rada, na taką sytuację ma swoje sprawdzone od wieków sposoby. Jak milusio – i żeby nie było – są takie kręgi katolików, które całkiem otwarcie popierają tę metodę i nie mają nic przeciwko. Widzieliśmy i słyszeliśmy to w TV i każdy przyzwoity człowiek miał opad szczęki.

 

***

Prezydium KEP przypomniało w swoim oświadczeniu, że Kościół katolicki od wielu lat prowadzi dziesiątki placówek w całym kraju, które pomagają ofiarom przemocy w rodzinie.

 

 

Lubuska-tarcza-wobec-przemocy_site_rotatorTo prawda – dziesiątki placówek wykazują ogromne wydatki na ten cel, nie wykazują natomiast zysków ze sprzedaży dzieci do adopcji zagranicznych, nie wspomina się o traktowaniu kobiet w tych placówkach i nikt się nawet nie zająknie, że istnienie takich placówek podtrzymuje skandaliczny obyczaj, że to kobieta i dzieci musi nadal opuścić dom – ich dom, w którym oprawca pozostaje nie tknięty przez prawo. A podobno mamy prawo, które znakomicie i wystarczająco zabezpiecza kobiety przed przemocą. Ciekawe, kiedy ktoś wreszcie zapyta te kobiety, co one o tym sądzą. Raczej się nie doczekamy.

 

Na dowód cytuję:

 

Rząd, chcąc zminimalizować ponure zjawisko przemocy wobec kobiet, powinien skupić się m.in. na doinwestowaniu istniejących już inicjatyw oraz powołać nowe, skoncentrować wysiłek zmierzający do tworzenia miejsc pracy dla kobiet – ofiar przemocy, udostępniając im mieszkania socjalne i dokonać skuteczne uregulowania prawne, gdy wskutek agresywnych działań muszą uciekać z mieszkań, będących wspólną własnością małżonków – podkreślono w stanowisku biskupów.

 

Pozwolę sobie przetłumaczyć: a zatem co nakazuje Episkopat rządowi? Po pierwsze DOINWESTOWAĆ istniejące i powołać nowe placówki – oczywiście w łonie kościoła, państwo ma dać kobiecie pracę i mieszkanie , gdy ta MUSI uciekać z domu, bo jej facet przecież NIE MUSI zmieniać miejsca pobytu – to tak oczywiste w naszej uświęconej kulturze chrześcijańskiej , że nie ma o czym dyskutować.

 

***

Uważamy, że
Rząd powinien wzmacniać pozycję rodzin, …………………………najlepiej się wzmacnia pozycję rodzin przez odebranie kobietom funduszu alimentacyjnego, w razie gdy przyjdzie jej do głowy taki szalony pomysł, żeby się rozwieść z oprawcą- nieprawdaż?*

poprawiać poziom opieki zdrowotnej kobiet i dziewcząt, …….aż się boję zapytać jakich lekarzy mają na myśli , no bo jeśli tych spod znaku deklaracji, to dziękuję uprzejmie.

wspierać edukację zawodową kobiet,………………chyba zapomnieli, że akurat kobiety są znacznie lepiej wykształcone niż mężczyźni i to raczej ich trzeba edukować, no chociaż im z deka pomóc, bo statystyki mówią, że nie za bardzo dobrze im to idzie.

realizować programy wychowawcze, oparte na wzajemnym szacunku i współdziałaniu obydwu płci, w tym przygotowania do życia w rodzinie – zaznaczyli hierarchowie.

 

A ja uważam, że akurat tradycyjne dogadywanie się płci mamy opanowane do obłędu, natomiast gdzieś zapomnieliśmy, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi i musimy nauczyć się budować relacje międzyludzkie. Episkopat uważa inaczej – mamy tylko jeden cel – znaleźć partnera płci przeciwnej, spłodzić dziecko, a najlepiej jedenastkę piłkarską; wszak powyżej trzeciego dziecka wszystko się samo już toczy. Edukacja może być lada jaka, chlebusia z masełkiem starczy dla wszystkich, poza tym jak Bóg dał dziecko to i da na dziecko – przecież to pewnik, przynajmniej jeśli chodzi o katolików, więc najlepiej być katolikiem i nie wydziwiać z nowomodą na samotne macierzyństwo, a jak już się rozwiedziesz to sobie radź!!

 

***

Reasumując to co dotychczas rozkminiliśmy:

KEP dostrzega proceder przemocy w rodzinie i nie uważa, że problemu nie ma. O! jak miło! Brawo !
ALE : wszystkim się już dawno zajął :
– spowodował, że mamy najbardziej restrykcyjną ustawę antyaborcyjną;
– odebrał kobietom fundusz alimentacyjny;
– prowadzi placówki opiekuńcze dla ofiar przemocy domowej;
– prowadzi placówki dla chorych dewiantów;
– chroni troskliwie pedofilów w sutannach jako pożytecznych inaczej;
– uczy przedszkolaki i małe dzieci, jak mają widzieć swoje role płciowe.

 

fotolia_18105297_subscription_xl_800x600_4

 

Dodam tylko, że sporo nas jako społeczeństwo, kosztuje ta działalność, oraz, że mimo takiego wkładu troski KEP i udziału budżetu państwa statystyki rozwodów – rosną, dzietność spada, zaś przemoc domowa kwitnie w najlepsze, a mniejszości seksualne odnotowują epidemię wychodzenia z szafy – to ostatnie akurat mnie bardzo cieszy. 🙂

A teraz powiem coś bez sarkazmu i śmiertelnie poważnie. Wszystkie przejawy aktywności KEP – jak się dobrze temu przyjrzycie – to różne oblicza tej samej przemocy, jaką konwencja pragnie zwalczać. Nie dziwi więc, że akurat takie nożyce się odezwały, gdy UE uderzyła w stół. Bo przemoc ma różne oblicza. Ta, którą para się od zawsze KK, jest wyjątkowo wredna.

Konwencja zwalcza nie tylko przemoc domową jako taką, ale przede wszystkim zwalczać chce źródło tej przemocy – była o tym mowa na wstępie analizy – przypomnę

 

Dokument wskazuje m.in., że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura.

 

Bingo! I właściwie mogłabym sobie darować całą powyższą analizę, bo oskarżonym o zjawisko przemocy w rodzinie jest, akurat w Polsce, tradycja i kultura przesiąknięta dusznym kadzidłem katolickim.

Pamiętacie z jaką furią zaatakował tę konwencję ks. Oko? I jak skutecznie zdeformowano wszystkie pojęcia związane z treścią konwencji? Jak wypaczono pojęcie gender? BTW – czy wszyscy już wiedzą, co to pojęcie znaczy? Że jest to wiedza, a nie ideologia? Że to właśnie dzięki gender studies udowodniono naukowo ścisły związek między kulturą, obyczajem, a systemem wierzeń i ich wpływ na zachowania ludzkie, także te ujęte pod hasłem: przemoc domowa? Czy trzeba jeszcze komuś tłumaczyć, że religia jest z definicji przemocowym systemem kontroli społecznej na różnych poziomach aktywności ludzkiej , że jest w końcu także ostatecznie skierowana przeciwko jednostce, przeciwko tobie i przeciwko mnie?

 

A tu masz skutek odległy planowej dezinformacji propagandysty Oko

 

 

***

Poniżej podaję za Fronda.pl listę sygnatariuszy rozmaitych petycji, listów, protestów – słowem FRONT OPORU PRZECIWKO KONWENCJI – nie jest to jakiś wielki tłum, mimo, że lista organizacji jest imponująca, ale to tylko nazwy i nie wiadomo w zasadzie co się pod tymi nazwami kryje. Domniemam, że niewiele,  zwłaszcza, że podobnie jak niezrzeszeni i wolni strzelcy, także wielu ateistów i racjonalistów, posługuje się pojęciami, których nie rozumieją, lub które zostały stworzone specjalnie na okazję tej wielkiej rozróby społecznej.

 

A najbardziej ubawił mnie argument wytoczony przez jedną z tych organizacji, że pan Tusk konsultuje konwencję z Kongresem Kobiet . Bu ch cha!!  Dobre, naprawdę dobre macie źródło informacji- i co wy na to kobiety z kongresu? Pewnie są tak samo zaskoczone jak i ja. 😉

 

Członkinie Rady ds. Duszpasterstwa Kobiet Episkopatu Polski
Danuta Baszkowska ze Stowarzyszenia Effatha,
Ewa Bednarkiewicz i prof. Maria Ryś ze Stowarzyszenia Fides et Ratio,
Jadwiga Chołodniuk, Jolanta Jesiotr-Bulikowska, Alina Petrowa-Wasilewicz – ze Stowarzyszenie Amicta Sole,
Ewa Kowalewska z Human Life International
Maria Wilczek z Polskiego Związku Kobiet Katolickich.
Krajowa Rada Katolików Świeckich
Krajowy Zarząd Akcji Katolickiej,
Forum Kobiet Polskich,
Polska Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich,
Polska Federacja Ruchów Obrony Życia
Związek Dużych Rodzin 3+.

 

Specjalne podziękowania dla serwisu Fronda.pl za bardzo porządne przygotowanie zestawienia zastrzeżeń KEP pod adresem Konwencji Rady Europy … z tym, że chodzi o zapobieganie i zwalczanie, a nie jak byliście łaskawi napisać o zapobieganiu i przeciwdziałaniu – może to drobiazg, moim zdaniem jednak zasadnicza różnica.

* fundusz alimentacyjny przywrócono w 2007 roku – było duże zapotrzebowanie na kiełbasę wyborczą – tak, wiem , wiem przyznaję się – jestem złośliwa 😉 , ale okoliczności odebrania kobietom funduszu są  prawdziwe i była to zarówno przemoc wobec kobiet , jak i zwykły handel polityczny – i wcale nie wskażę paluchem która partia się tak zasłużyła, albowiem wszystkie rządy kolejne, przez całe 25 lat używały kobiet jako karty przetargowej podczas obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.

fizyka-692x360

Oczywiste do bólu…

Autorką tekstu jest Katarzyna Mitros. Zobaczcie jakie to proste, oczywiste i pięknie logiczne…

 

DLACZEGO TO CZŁOWIEK STWORZYŁ BOGA A NIE ODWROTNIE
Nie zdajemy sobie z tego sprawy jak bardzo biologia ogranicza nasze poznanie. Nasze mózgi nic nie widzą ani nie słyszą. Mieszkają sobie zamknięte w naszych czaszkach jak sardynki w puszkach i zajmują się przetwarzaniem sygnałów elektrycznych. Opracowują tylko to co do nich dociera za pośrednictwem zmysłów. I na tej podstawie tworzą rzeczywistość.

Wszystko to czego zmysły nie odbierają dla naszych mózgów nie istnieje. A jest tego całkiem sporo. Dla przykładu, nie dostrzegamy ultrafioletu, nie słyszymy ultradźwięków, nie czujemy, że przez nasze ciała przechodzą tysiące rozmów telefonicznych, przeszywają je promienie rentgena, przelatują przez nie neutrina itd. itp. Wiemy o naszych ograniczeniach, bo nauczyliśmy się poszerzać nasze możliwości poznawcze przy pomocy aparatów. Budujemy np. mikroskopy, ale sami nie jesteśmy w stanie dojrzeć bakterii, atomu węgla, odebrać infradźwięków czy odczuć działania pola elektromagnetycznego.

Szacuje się, że to co nasze zmysły są w stanie wyłowić z otoczenia to mniej niż jedna bilionowa tego o czym wiemy, że istnieje. I w oparciu o te szczątkowe informacje nasze mózgi konstruują rzeczywistość, która wydaje nam się jedyną i realną. Ale to tylko złudzenie. Dla innych gatunków jest ona całkowicie odmienna.

Jadąc windą słyszymy hałas, czujemy jej ruch, widzimy przyciski i stojącego sąsiada. Ale nie mamy najmniejszego pojecia kto nią jechał wcześniej. A nasz dobry przyjaciel pies z zapałem węszy i już wie, że kilka godzin temu jechała tu jego przyjaciółka. On dostrzega to co jest dla nas niezauważalne.Świat wielu zwierząt utkany jest zapachów. A jak przedstawia się rzeczywistość nietoperzy, waleni i innych zwierząt posługujących się echolokacją? Trudno jest nam nawet to sobie wyobrazić. Itd.

Czy w tym aspekcie stwierdzenie, że zostaliśmy stworzeni na wzór i podobieństwo Boga nie brzmi śmiesznie? Gdzie Rzym a gdzie Krym? Tak więc choć to trochę bolesne, warto sobie uświadomić, że to tylko nasze naiwne, podbudowane ego, wyobrażenie.

Mówi się, że Bóg pragnie, aby człowiek Go wielbił. A do czego takiej potężnej istocie miałoby to być potrzebne? Czy nie rozbawiło by Was, gdyby ludzie wymagali uwielbienia od kleszcza, który jest ślepy i głuchy, a którego świat ogranicza się do ciepła i kwasu mlekowego? Albo jeszcze lepiej od bakterii. Przecież to brzmi zabawnie.

Wyposażyliśmy naszych bogów, a są ich tysiące, w ludzkie cechy. Ten nam najbliższy jest próżny, mściwy, złości się, kocha, karze, wybacza, sądzi, bywa łaskawy itd. Zawiadując niewyobrażalną liczbą Wszechświatów, znajduje chwileczkę, aby zajrzeć panu Kazikowi pod kołderkę i sprawdzić czy nie bawi się przyrodzeniem. Czy to da się traktować serio?

Konkludując to my wymyślamy bogów, którzy zaspokajają nasze psychiczne potrzeby. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że z powodu tych naszych wyobrażeń od wieków prowadzimy okrutne wojny.

Powyższe nie oznacza, że Bóg nie istnieje. Czy Wszechświat istniał od zawsze, czy też posiada Stwórcę tego nikt nie wie.
Jeśli jednak Bóg istnieje, to nie ma on nic wspólnego z naszymi naiwnymi wyobrażeniami.

 

Poszłabym jeszcze dalej o kroczek – jeśli jakaś siła sprawcza stoi za początkiem wszystkiego, nie ma ani intelektu ani nie jest niczym, z czym moglibyśmy TO utożsamić, zatem jest mi ganz egal kiedy, czy w ogóle, i jakie to jest jeśli jest. Pozdrawiam się z Państwem i życzę miłego dnia, jutra i pojutrza…

ewolu

Religia – jeszcze wiara, czy już tylko kontrola?

Spędziłam dzisiejszy wieczór czytając długaśną dyskusję pod wpisem „Boga nie ma?” i cały czas korciło mnie, żeby wszystkich panów biorących udział w tej wymianie zdań zapytać – a, przepraszam, jeśli można wtrącić słówko… jakie to ma w ogóle znaczenie czy imć bóg istniał, istnieje bądź nie istniał nigdy? Dopóki nauka nie doprowadzi do sytuacji, że stanie się jasne jaki był początek wszystkiego, a z dużą dozą prawdopodobieństwa nigdy takiej sytuacji nie będzie, pytanie, jak w tytule, uważam za bezprzedmiotowe. Ateiści i teiści stoją przed tym pytaniem bez odpowiedzi i , przepraszam, stroszą pióra, krzeszą iskry i nie dochodzą do jedynej możliwej konkluzji, że nie wiedzą. Oburzą się ateiści – wiemy, że nie ma boga, bo nie ma dowodu na jego istnienie, a teiści – wierzymy, że jest! ale nie możemy i nie mamy potrzeby tego udowadniać. I trwają w tym klinczu od wieków.

ewo

Ponieważ zjawisko kulturowe zwane wiarą w nadprzyrodzone byty sprawcze oraz często także towarzysząca mu wiara w życie pozagrobowe, jest niekwestionowaną dziś, nawet przez naukę, potrzebą naszego gatunku w prapoczątkach kultur plemiennych, warto się zastanowić skąd się taka potrzeba wzięła i czy nadal istnieją uzasadnione powody by się jej kurczowo trzymać. Odpowiedzi na pierwsze pytanie dostarcza nam antropologia i psychologia ewolucyjna. I nie przypadkiem, to co niegdyś otworzyło Homo sapiens na tworzenie wyobrażeń o bytach duchowych, jak i to, co sprawia, że rozwinęliśmy naukę, wywodzi się z tej samej, wyjątkowej cechy naszego gatunku, ze zdolności do abstrakcyjnego myślenia, częściowo też z budzącej się świadomości istnienia. Wierzenia spełniały kilka funkcji. Były metafizycznym modelem, który tłumaczył dlaczego świat jest jaki jest i pozwalał go zrozumieć, zapewniały poczucie większej kontroli nad życiem, przez rytuały i modlitwy. Na poziomie społecznym, w bardziej rozwiniętych kulturach, miały swój udział w tworzeniu systemów etycznych i moralnych zasad, porządkujących normy współżycia, oraz umożliwiały panowanie mniejszości nad społeczeństwem.

ewol

Tak jak w grupach naczelnych liczących do 50 osobników, spoiwem jest iskanie wzajemne, tak w dużych grupach plemiennych, znacznie bardziej liczebnych, takim skutecznym spoiwem mogły być wierzenia, wspólne rytuały, taniec i śpiew. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że  wiara straciła swoje pierwotne znaczenie kulturowe, co nie dziwi zważywszy, że nauka dostarcza wiarygodnych odpowiedzi na nasze pytania, empirycznie możemy je sprawdzić, a inni obserwatorzy potwierdzić. I faktycznie wyraźnie postępuje ateizacja, tym wyraźniej im wyższy poziom życia na danym obszarze, czyli także tam, gdzie ludzie mają wysoki poziom poczucia bezpieczeństwa, gdzie panuje tolerancja, równość, gdzie poradzono sobie z rozmaitymi izmami i fobiami, czyli najkrócej mówiąc tam, gdzie dominuje racjonalne podejście do życia i jego problemów.

Naturalnie mam problem z wyjaśnieniem zjawiska masowego udziału ludzi w spektaklach transowych, egzorcyzmach, ruchach pielgrzymkowych, oraz tworzeniem towarzystw charyzmatycznych, modlitewnych itp. Myślę sobie, że można to wyjaśnić jako efekt uboczny zaniedbań w zakresie edukacji, której poziom spada sukcesywnie, a także braku dobrej oferty ze strony świeckiego państwa, które , co tu ukrywać, zostawiło społeczeństwo samemu sobie, żeby nie powiedzieć wepchnęło to społeczeństwo prosto w ramiona kościoła. Zaryzykuję tezę, że to masowość udziału w wydarzeniu, a nie głębokość wiary jest tu kluczowym powodem; ludzie nadal mają potrzebę czuć się wspólnotą i to się raczej nie zmieni, bo jesteśmy tak czy inaczej gatunkiem społecznym.

tłumy tłum tłu tł

Proces odejścia od wiary w nadprzyrodzone byty, jest widoczny nawet w klerykalnej Polsce, mimo, a może właśnie dlatego, że sztucznie podkręcana atmosfera dusznej kruchty, coraz częstsze uciekanie się do egzorcyzmów i ogólnie dość niesmaczna narracja KK dotyka dna absurdu – a kiedy absurd jawi się w całej krasie trudno go nie dostrzec. Polacy są bardzo powierzchowni w swej deklarowanej wierze, lubią rytualizm i tradycje świąteczne.

Jesteśmy właściwie niewierzącymi, którzy biorą udział w obrzędach. Nie towarzyszy temu ani głębsza refleksja, ani nie przekłada się to na autentyczne postawy w relacjach międzyludzkich. I hierarchia zdaje się tym zupełnie nie interesować. Już nie wiara jest ważna, tylko religia z wszystkimi jej atrybutami. Najbardziej niepokojące jest to, że sprawowanie kontroli nad społeczeństwem odbywa się poprzez uczestniczenie i czynne używanie, a nawet nadużywanie władzy świeckiej przez władze kościelne. Ale to tylko taka dygresja na marginesie omawianego tematu.

635693742031532440

Ta dygresja ma  być kontrapunktem, albowiem z jednej strony śmieszne spory o boga i jego istnienie lub nieistnienie, które wiodą dziś teiści z ateistami, to tylko pozornie strata czasu, a z drugiej dość pilna potrzeba zneutralizowania mechanizmów religijnej kontroli, wymaga  od nas zabrania głosu w obronie państwa świeckiego, bo tylko takie państwo daje nadzieję na racjonalny dyskurs na temat realnych problemów. Jako ignostyczka nie wdaję się w spory z teistami, ale cenię ludzi, którym się chce i którzy potrafią uprawiać tę dyscyplinę, ponieważ istnieje po temu ważny powód. Świat, w tym świecie Polska, stoi przed wieloma problemami, których nie rozwiązuje żadna religia, które religie jedynie pogłębiają.

Zatem w naszym dobrze pojętym interesie jest wprowadzenie innej narracji, narracji, opartej na naukowych podstawach, a w Polsce powrót do idei państwa świeckiego i włączenie się w światowy nurt wielkiej zmiany kulturowej. Jeśli w tym procesie , w którymś momencie nie dojdzie do rozbrojenia religii – zmiana nie tylko się nie dokona, ale możemy stanąć wobec sytuacji, w której trzy wielkie religie zniszczą nawet to co już osiągnęliśmy, jak choćby w dziedzinie praw człowieka, czy medycynie i naukach społecznych.

W racjonalnym humanistycznym świecie, takim jak ten, w którym egzystował Kartezjusz, nasza naturalna reakcja musi wymagać odstawienia narkotyku, którym religia koniec końców jest. Aby jednak osiągnąć w tym sukces, musimy znaleźć w sferze społecznej jakiś jej zamiennik.

I to jest to niesłychanie trudne zadanie jakie stoi przed racjonalistami, muszą bowiem znaleźć sposób na odtworzenie poczucia wspólnoty bez uciekania się do mechanizmu religii

cytat pochodzi z publikacji pt.: Nowa historia ewolucji człowieka , autorstwa Robina Dunbar , nakładem wydawnictwa Copernicus Center Press Kraków 2015 rok.

I jeszcze jedno zdanie z tej samej pozycji, żeby spiąć temat na poziomie szerszego uogólnienia:

Naszym wyzwaniem, jak z resztą było zawsze, jest żyć ze swoimi niedoskonałościami, ale zostawić świat lepszym miejscem, niż był, gdy go zastaliśmy.

świat

…czego życzę nam wszystkim, tu w redakcji,jak i naszym czytelnikom na Nowy 2016 Rok i każdy następny.

mazur1

Sąd RP a ekstradycja Polańskiego

Po serii zdarzeń jakie miały miejsce w ostatnim czasie, Obserwatorium przeżyło załamanie, obiektywy zaszły parą, soczewki popękały, słowa straciły swoją moc użytkową i nie potrafiły już wystarczająco dobitnie opisywać rzeczywistości. Żeby opisać nową sytuację w jakiej znalazła się Polska potrzebny byłby sprawny operator gadający obrazem, fotografią, albo satyryk, ewentualnie muzyk i tekściarz… słowem inny rodzaj ekspresji, inna metoda opisu. Poczułam, że już nie mam tego silnego imperatywu wewnętrznego, który dawniej popychał mnie do pisania o tym co boli, co trzeba wyartykułować koniecznie, na co trzeba zwrócić uwagę czytelnikom…

Dziś od rana leniwie przeglądałam różne strony informacyjne, otworzyłam kilka dokumentów, rozcięłam jakieś koperty z urzędowymi pismami, reklamami, ofertami… Nie mam ochoty jeść, palę papierosa za papierosem, piję hektolitry kawy i …tracę elektrolity. W końcu ruszam się z domu. Czas zatankować jakieś białko, kilkaset kalorii, wziąć codzienną porcję leków. Siadam w pobliskiej jadłodajni i oczekując na zamówienie przeglądam prasę. GW – PIS we wszystkich odmianach, krótkie lub dłuższe teksty na temat tego co się dzieje. Nie wzięłam okularów do czytania, więc czytam tylko nagłówki.

Jeden tytuł mnie zastanowił. Bezceremonialnie zabieram tę stronę ze sobą do domu. Odnajduję artykuł w wersji elektronicznej wyborcza.pl i … o rany! nie do wiary! Na moim skrzywionym obliczu pojawia się uśmiech! Nie czekam, nie sprawdzam informacji, z kopyta otwieram redakcyjnego world press’a i dzielę się z Wami dobrą nowiną.

– To historyczny moment. Oceniając amerykański wymiar sprawiedliwości, niezawisły polski sędzia stwierdza, że tam nasz obywatel nie miałby sprawiedliwego procesu. Musimy się spodziewać noty dyplomatycznej – mówi mecenas Jacek Dubois.

Cały tekst:

Chodzi o sprawę ekstradycji Romana Polańskiego na wniosek amerykańskiego sędziego Rittenbanda. ” Gorący ziemniak” dostał się w ręce przewodniczącemu III wydziału karnego Sądu Okręgowego w Krakowie, Dariuszowi Mazurowi. W ciągu kilku miesięcy przestudiował on akta sprawy, nękał stronę amerykańską o przesłanie protokołów z posiedzeń sądu, przestudiował ostatnie 40 lat życia Polańskiego, na koniec napisał orzeczenie sądu liczące 2848 stron, gdzie sam wyrok zajmuje 375 ! Odczytanie orzeczenia trwało 2 dni.

Sędzia Mazur podliczył: pierwotna ugoda zakładała, że Polański spędzi maksymalnie 90 dni na obserwacji psychiatrycznej. Licząc pobyt w więzieniu w Chino, w areszcie i areszcie domowym w Szwajcarii, ścigany był pozbawiony wolności 353 dni.(…)

 – To rażące naruszenie przepisów, zdecydowanie o deportacji leży w gestii sędziego federalnego. Poza tym skąd Roman Polański miał pewność, że sędzia dotrzyma drugiej ugody, skoro wycofał się z pierwszej, w dodatku przy orzekaniu kierował się głównie swoim wizerunkiem w prasie? – mówił sędzia Mazur i wymieniał kolejne naruszenia: niezawisłości sędziowskiej, prawa do obrony, uczciwego procesu, kontradyktoryjności. Mówi też o pozorności działań Amerykanów: Roman Polański opuścił USA, ale nigdy nie przedstawiono mu zarzutu nielegalnego opuszczenia USA. A już za skandaliczną uznał wypowiedź amerykańskiego sędziego, że reżyserowi trzeba „schłodzić stopy w więzieniu”.

Sędzia Rittenband, zwłaszcza kiedy mówi :  „On znajdzie się w więzieniu” kogoś mi przypomina , a Wam? I kiedy czytam życiorys zawodowy sędziego Mazura, rośnie we mnie zalążek nadziei, nawet coś na kształt dumy. I zaraz uświadamiam sobie, że przecież ten polski sędzia zrobił tylko to co należy do jego obowiązków. A jednak nadal czuję wyjątkowość tej zwyczajności, tego profesjonalizmu. Jak nisko upadły standardy sprawowania władzy, jak zerowy musi być poziom naszego zaufania do wymiaru sprawiedliwości i niezawisłego sądu RP, skoro czuję dziś to co czuję.

Tylko PiS milczy, choć kilka dni wcześniej Zbigniew Ziobro mówi, że Polska nie może dać „ochrony za tak haniebne czyny”. – Sędzia Mazur jest odporny na takie naciski – uważa krakowski adwokat Maciej Kliś. A może PiS milczy, bo sędzia Mazur wytrącił im z ręki wszystkie argumenty, obnażając słabości i błędy amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości?

Cały tekst

Gorąco zachęcam do przeczytania artykułu w całości. W wersji elektronicznej jest też relacja filmowa z konferencji prasowej z Romanem Polańskim.

PS.: chcę podkreślić, że w ocenie tego orzeczenia nie ma w moim przypadku nic stronniczego , tym bardziej, że choć samego Romana Polańskiego bardzo cenię jako reżysera, nie przeszkadza mi to wcale mieć własne zdanie na temat tamtego zdarzenia sprzed lat. I jeśli się cieszę z orzeczenia krakowskiego sądu, to nie dlatego, że dotyczy ono Romana Polańskiego, tylko dlatego, że jest to orzeczenie niezawisłego, wolnego od uprzedzeń sądu.

PHOTO MATEUSZ JAGIELSKI / SE / EAST NEWS 
WARSZAWA 
 
JAROSLAW KACZYNSKI PRZED SADEM W TRYBIE WYBORCZYM 
 
PROCES ROZPRAWA SAD WYBORY PIS PRAWO I SPRAWIEDLIWOSC KANDYDAT PREZYDENT PREMIER WYROK WOKANDA 
15/06/2010 
WIECEJ ZDJEC NA HTTP://AGENCJA.SE.COM.PL

Jestem odmiennego zdania…

Pragnę dziś polemizować z tekstem mojego zacnego kolegi Mariusza, PiS – bo taką już mamy naturę. . Jestem odmiennego zdania.

Jarosław nikomu nie grozi w tym kraju. Mam takie przeczucie, czerpane z  obserwacji sceny politycznej. Co chcę powiedzieć; otóż Jarosław uwielbia być wodzem, psuć politykę, dyrygować z boku i widzieć efekty swojej destrukcyjnej roboty. Nic bardziej go nie cieszy jak to, że komuś znowu nic nie wyszło. Pamiętam takich kolesi z piaskownicy – ty sobie postawisz babkę, albo zbudujesz zamek, a ten hyc! sfruwa nagle jak grom z jasnego nieba i po zabawie – znowu dokoła tylko piach.

piaskownica

Zawsze postrzegałam tego pana z pozycji piaskownicy- bo też ani to poważny polityk, ani poważny człowiek.

Myślę, że mamy tu do czynienia z wieczną OPOZYCJĄ. Bo:
1. to najwygodniejsza pozycja
2. najbezpieczniejsza pozycja
3. daje możliwość ciągłej kampanii wyborczej
4. nadal można rządzić na prowincji i wszędzie tam gdzie się zaloguje swoich ludzi
5. zachowuje się przywileje
6. nadal jest się ukochanym wodzem – Jarosław ma najlepszy elektorat wyborczy bo to STABILNY  elektorat
7. ma się mnóstwo czasu dla kota i do obmyślania jak to zrobić żeby nie wybrali większością
8. zachowuje się dotacje finansowe na działalność
….czego chcieć więcej!!!

Jeśli GO wybiorą, to będzie to dla niego klęską. Dlaczego? BO:
1. będzie musiał się tłumaczyć z enigmy programowej
2. będzie musiał improwizować – a jako dobry strateg lubi być przygotowany – zaskoczony zwykle robi coś głupiego
3. bycie na świeczniku wymaga wyczyszczonych butów i zawiązanych sznurówek

but
4. trzeba bywać i brać udział w bezsensownych gremiach międzynarodowych, no i jak tu udawać, że coś się z tego rozumie
5. mając za prezydenta człowieka ze swojej stajni nie będzie miał na kogo bezpiecznie zwalić winy, a jeśli już to zrobi, to odrobina tego błota spadnie i na wodza. A fuj – nieskazitelny obraz zbawcy narodu z plamą? Nigdy!
6. po poprzednich dwóch latach rządzenia nie zapisał się w historii jako szczególnie zręczny polityk – może i jest psychopatyczny ale na pewno nie jest tak głupi, żeby robić swojej legendzie krzywdę.

Antoni    I wobec powyższej tezy, nie zdziwiło mnie, że tuż przed wyborami wyciągnięto Macierewicza z ukrycia, a Pawłowicz wyciągnięto knebel z ust. I rzutem na taśmę sam wódz podjął próbę samoośmieszenia się w kolejnych Pawłowiczwystąpieniach sejmowych w sprawie uchodźców.

Obawiam się jednak, że PIS może nie osiągnąć celu, albowiem jego elektorat uwielbia całą trójcę i im większe głupoty plotą tym bardziej im przyklaskują. Cóż, tak czasem bywa, że jest się ofiarą własnej wielkości.

I mam jeszcze jedną sugestię – od dawna podejrzewam, że POPIS to braterskie przymierze. PO udaje że chce coś zrobić, PIS jako wieczna opozycja skutecznie temu przeciwdziała, a beneficjentem tego teatru politycznego jest KK, którego celem jest sklerykalizowanie państwa. Jak widać na załączonym obrazku oddanie Polski w te lepkie ręce udało się znakomicie. kopacz

Tylko obywatele, do tej pory nie uczestniczący w wyborach, mogą przerwać ten kiepski i ograny spektakl. Wyklaskajcie ich wreszcie, bo robi się naprawdę nieciekawie.

 

AAA3

Teatr na Wiejskiej 10

„Antyszczepionkowcy na prezydenckich salonach. Przedstawiciele pałacu nie powinni spotykać się z proepidemikami „

Niedorzeczność tej sugestii rodzi z kolei inne pytanie – Czy Pani Premier Ewa Kopacz powinna nagrodzić doktorat ks. Hołdy jako wybitne osiągnięcie naukowe w 2015 roku?

Pytanie jest retoryczne. Wszystko co się dzieje na Wiejskiej i Alejach Ujazdowskich ma wymiar polityczny. Dlaczego mielibyśmy podnosić larum z powodu spotkania ministra w kancelarii Prezydenta RP z ruchem Stop Nop , a przyjmować ze spokojem posunięcia Pani Premier Ewy Kopacz, które są jeszcze bardziej bulwersujące?

I jeśli już miała bym porównywać te dwa zdarzenia i ocenić, które z nich jest bardziej niestosowne, a implikacje poważniejsze, to palmę przewodnią przyznałabym jednak Pani Premier…

Albo zapytam inaczej – co jest niestosownego w wysłuchaniu przedstawicieli ruchu społecznego, który działa legalnie na terenie RP?

Bo, abstrahując od tego czym jest ten ruch, kto go finansuje, jakie ma cele i jak poważne są następstwa ich działalności, jest to ruch reprezentujący niepokój niektórych obywateli, którzy to obywatele nie godzą się na przymus systemowy. Proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale wygląda na to, że Stop Nop – to organizacja, upominająca się o poszerzenie zakresu swobód obywatelskich – chcą wolności wyboru. Czy taką wolność, odpowiedzialne za politykę zdrowotną państwo, może im przyznać, to już całkiem inna sprawa.

Jeśli pro-szczepionkowcy czują się zagrożeni i nie mają pewności czy parlament RP utrzyma swoje nieugięte stanowisko w sprawie obowiązkowych szczepień, już dawno powinni się organizować w lustrzany ruch i walczyć o utrzymanie systemu. Tym bardziej teraz, kiedy słychać tu i ówdzie, że wszyscy ludzie prezydenta jak i sam ruch Stop Nop, czerpią natchnienie do działania z tego samego źródła.

Ale, nie wnikając w szczegóły, nie grzebiąc się w tym wszystkim co stoi za fasadą organizacji Stop Nop, trzeba sobie zadać pytanie o to, co jest kością niezgody, czyli tak naprawdę jakie i czyje interesy ścierają się tak mocno, że nie ma w tym sporze wolnej przestrzeni dla poluźnienia tego klinczu, w którym strony trwają już od lat.

Na poziomie racjonalnej dyskusji, można by powiedzieć, że stoją naprzeciwko siebie dwa identyczne argumenty tj. dobro dziecka , z tym, że każda ze stron widzi je przez inne szkiełko i oko. Anty- szczepionkowcy stają w obronie jednostkowego interesu domniemanego dziecka, które może być potencjalną ofiarą powikłań poszczepiennych, zaś pro-szczepionkowcy zasłaniają własną piersią całe tłumy maluchów, które dzięki systemowi szczepień obowiązkowych mogą być skutecznie chronione przed groźnymi w skutkach chorobami epidemicznymi. Obie postawy nacechowane są brakiem empatii w stosunku do „dzieci” przeciwnej strony, obie samolubne są i wysoce nieetyczne. Obie też są nieracjonalne.

Jaki jest zatem racjonalny argument w tym sporze?

Jest jeden, bezdyskusyjny, namacalny i oczywisty dla każdego – że dzięki ogólnoświatowemu systemowi obowiązkowych szczepień wypleniliśmy epidemie i pandemie chorób, dziesiątkujących liczebność populacji. Jedyny kontr argument, tyleż racjonalny ile niehumanitarny, jest taki, że, biorąc pod uwagę iż świat jest mocno przeludniony, okresowe pandemie mogłyby być regulatorem liczebności populacji. Obrzydliwy argument? Oczywiście,że tak!

AA9

I teraz dopiero można się zacząć zastanawiać co powoduje tak silną determinację ruchów anty-szczepionkowych, że przeżywamy już trzecią jego falę na świecie. I to mimo, że każdy argument przeciwko szczepieniom jest systematycznie rozbierany na czynniki pierwsze i sprowadzany na półkę z falsyfikatami. Już dawno rozbrojone argumenty powracają jak bumerang w każdej dyskusji na ten temat. Co sprawia, że anty-szczepionkowcy są tak dalece nieprzemakalni?

I nie ma się co oszukiwać – spór będzie trwał także wtedy, gdy szczepionki zostaną idealnie oczyszczone, a skuteczność ich działania będzie stu-procentowa!

Szukając odpowiedzi na to pytanie zanurzyłam się w historii ruchów anty-szczepionkowych. Być może to, co tam znalazłam, w jakiś sposób wyjaśnia siłę tego ruchu, także fakt, że jest to ruch o zasięgu ogólnoświatowym i również to, że zawsze skupiał w swoich szeregach ludzi podatnych na fanatyzm. Fanatyzm, bo ludzie ci raczej wierzą niż wiedzą i są odporni na racjonalne myślenie.

Cóż więc czytamy w historii tego ruchu; np., że:

Doktor James Kirkpatrick w swoim dziele z 1761 roku The Analysis of Inoculation: Comprizing the History, Theory, and Practice of It: with the Occasional Consideration of the Most Remarkable Appearances in the Small Pocks, opisał sprzeciw duchowieństwa wobec szczepień ‒ miały one być buntem wobec woli Boga, karanym wiecznym potępieniem.” Źródło

Jak to zgrabnie wpisuje się w ciąg wydarzeń z polskiego podwórka … np. w taką deklarację wiary lekarzy… Tam też stoi jak byk, że ciało ludzkie podlega wyłącznie boskiej jurysdykcji.

AAA6

I pozwolę sobie przypomnieć Państwu, że następujące po sobie, z dużą niekiedy częstotliwością, kolejne epidemie dziesiątkujące populację – były zawsze z radością wykorzystywane przez KK do straszenia maluczkich potęgą bożej mocy karania grzeszników… Dopiero po tych wyjaśnieniach i historycznych źródłach szaleństwa anty-szczepionkowego, można z czystym sumieniem zacząć się poważnie obawiać wizyty Stop Nop w pałacu prezydenckim.

Prezydent Duda, jak pokazały wydarzenia ostatnich tygodni, to nie jest jakiś tam „prezydencina” wszystkich Polaków. To pomazaniec boży i pokorny sługa kościoła. Gdybym była na jego miejscu przyjęłabym delegację Stop Nop, bo tak powinien postąpić urzędnik państwowy w demokratycznym państwie, podpisałabym nowy kalendarz szczepień i spokojnie napawałabym się efektem takiego zabiegu podwójnie PR-owskiego.

A5

Następnie gorąco bym się modliła, żeby opozycja  projekt zablokowała , dzięki czemu naród zobaczyłby jacy oni źli a prezydent dobry – szkoda, że nie ma większej władzy i możliwości wpływania na politykę państwa! – cyk! i mamy wzrost poparcia dla nowej koncepcji Ustawy Zasadniczej- Konstytucji, rozszerzającej znacznie uprawnienia prezydenckie.

Bo wszystko czego jesteśmy świadkami to tylko polityczny teatr. Widownia to my – obywatele. Pamiętajmy, że aktorzy to tylko ludzie pod gruba warstwą szminki i pudru, a role wykute na blachę… Po zakończeniu przedstawienia umyją się i wyjdą wszyscy razem do pobliskiego pubu… a może do kościoła?

DSCN2825

Świat bez religii…polemika

Ateizm, racjonalizm…to tylko pozycja światopoglądowa, z której niektórzy opisują rzeczywistość i ją oceniają. Nikt jednak nie zaprzeczy, że i w tej grupie ludzi jest wielu miłośników alternatywnych wierzeń takich, jak ta w wędrówkę dusz, karmę czy kosmitów i światy alternatywne…Mnie to absolutnie nie dziwi. Wszyscy bowiem, tak ateiści jak i ludzie wierzący w byty nadprzyrodzone, musimy sobie jakoś radzić z lękiem przed nieuchronnością końca.

śmierć

Natomiast zastanawiam się nad inną kwestią – czy poziom lęku związany ze śmiercią, to nasza immanentna cecha , wynikająca z wyjątkowej właściwości gatunkowej, jaką jest intelekt, dzięki któremu możemy zreflektować nieuchronność końca egzystencji, czy raczej intelekt – produkt ewolucji – jest nadal niedoskonałym narzędziem, które i owszem, zdolne jest do refleksji na temat śmierci, ale już całkiem bezużytecznym w zapanowaniu nad lękiem, który ta refleksja budzi.

I właściwe pytanie powinno brzmieć – czy jest szansa na życie w świecie bez lęku, bo, jak mniemam, większość ludzi o pewnym poziomie świadomości wie, że religia czerpie szeroko z teorii lęku. Odpowiedzi na postawione sobie pytanie naturalnie nie znam, natomiast zastanawiam się, czy takie życie nie skończyłoby się katastrofą. Nie zanurzę się zbyt głęboko w te rozważania, bo już pobieżne wejście w świat pojęć wokół lęku, jaki odsłania przed nami ciocia Wiki, przyprawia o lekki zawrót głowy, a cóż dopiero pełna wiedza. Tym niemniej, małe co nieco z Wiki zaczerpnąć wypada. Kto gotów – klika TU.

lęk

 

Wracając do kwestii lęku przed nieuchronnym końcem egzystencji; Otóż, wydaje się on być, paradoksalnie, niezbędnym elementem w budowaniu tzw. sensu życia. I znowu – czy to będzie ateista czy wyznawca jakiejś religii – jeden i drugi staje przed podobnym problemem. Oczywiste różnice pojawiają się dopiero w tym momencie, albowiem inaczej do problemu podchodzi człowiek wolny od indoktrynacji, a inaczej człowiek z indukowaną mu od dzieciństwa wiarą w życie pozagrobowe.

To, czy światopogląd bardziej pomaga czy przeszkadza w odnalezieniu własnej odpowiedzi na pytanie o sens życia, to kwestia indywidualna, związana z wieloma determinantami osobowości i w bieżących rozważaniach nie będę się nad tym pochylać, ale jedno chciałabym wyraźnie, na marginesie powiedzieć – nie jest tak, jak przeciętny ateista myśli, gdy ocenia teistów – im wcale nie jest łatwiej.

dwie drogi

 

Powiem więcej – mają znacznie bardziej „pod górkę” , bo, mówiąc w dużym uproszczeniu, muszą pokonać nie tylko pierwotny lęk egzystencjalny, ale dodatkowo jeszcze lęk przed wyobrażeniem kary boskiej – co jest, nota bene, przyczyną wielu, i to znaczących statystycznie, przypadków zaburzeń osobowości, nerwic, i innych psychopatologii. Mój zacny kolega redakcyjny, poświęcił swego czasu cały wieczór, by dokładnie wyjaśnić mi, dlaczego świadkowie Jehowy to przede wszystkim ofiary sekty, a dopiero potem naprzykrzający się ludziom piewcy ewangelii… Wielkie mu za to dzięki w tym miejscu.

baranek

I nie do końca podzielam pogląd Lisiczki  –  sprzedać racjonalizm nie jest trudno.  Znam wielu teistów, którzy uważają się za racjonalistów, doskonale asymilują wiedzę, są naukowcami i to w dziedzinach takich jak fizyka czy wyższa matematyka. I to oni właśnie najlepiej wiedzą i czują sens takich mądrości jak te: „wiedza to przekleństwo” a ” prawda zabija”. Stąd, od dawna, wierzący naukowcy tyle energii poświęcają na udowadnianie, że nauka nie stoi w sprzeczności z religią, i jakby to nie brzmiało kuriozalnie, będą tej tezy piewcami choćby z tego powodu, że strefa ich komfortu jest dla nich ważniejsza niż to, jak bardzo się w tych twierdzeniach ośmieszają.

racjonalizm

Zatem  powtarzam- sprzedać racjonalizm nie jest trudno. Trudne jest stworzenie, alternatywnej do religii, propozycji  dla tych, którzy chcieliby ewentualnie przejść na „jasną stronę mocy”, bo poza tym, że brakuje tu elementu wspólnotowego i iluzji wsparcia, wolność to wielka odpowiedzialność i samotność, a także bycie swoim własnym sędzią i katem.

pingwiny

Zgłębianie wiedzy to zajęcie na całe życie, i niekiedy udaje się temu czy innemu zapomnieć o lęku, bo wiedza jest fascynująca , ale bądźmy realistami – do zgłębiania wiedzy potrzebny jest sprawny aparat poznawczy, a statystycznie ma go niewielki procent populacji i  podkreślam z naciskiem- niezależnie od światopoglądu. Co z resztą ? No oczywiście – sprawna, rzetelna  edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja – tu, na stronie powiedzmy sobie wprost – im kraj bardziej pod butem religii tym gorsza edukacja, ale to szczegół na inną okazję i inny temat.

wulkan

Istnienie na gruncie twardych faktów, twarzą w twarz z prawdą o życiu i śmierci, bez „polepszaczy smaku”, wymaga czegoś więcej niż wiedzy i przekonania, że nie ma żadnego planu boskiego. To „coś więcej” to za każdym razem coś innego- zależy od człowieka – ale też to „coś więcej” jest równoznacznikiem funkcjonalnym wiary w boga. I w tym sensie niczym w zasadzie nie różnimy się od ludzi wierzących. Lęk jest bardzo „demokratyczny”, emocją, sprawiedliwie użyczoną nam wszystkim i nie ma się co tu oszukiwać. Każdy musi sobie jakoś z tym poradzić. Ja akurat radzę sobie z tym, nie opierając się o sztachetę pod postacią brodatego faceta… ale też w coś wierzę, dzięki czemu nie budzę się zlana potem z powodu lęku egzystencjalnego.

światowid

Zastosowanie systemów wierzeń postrzegam historycznie, jak wynalazek, znany w psychologii pod nazwą ” mechanizm obronny”. I w takim zastosowaniu rozumiem fenomen pojawienia się wierzeń na wczesnym etapie rozwoju cywilizacji ludzkiej. Oczywiście, cała późniejsza nadbudowa i ewolucja wierzeń to już wynik zaspokajania zupełnie czegoś innego – np. żądzy władzy, która pozwala na bezkarne i nie podlegające ocenie działania, wynikające z psychopatologii – sadyzm, mizoginizm, kompulsywne okrucieństwo, paranoiczne skłonności, pedofilia, kazirodztwo itd – wystarczy zatopić się w pisane świadectwa na temat władców i ojców kk, czy choćby życiorys proroka Mahometa czy mitologię Greków i Rzymian… A bóg chrześcijan? Toż to cała systematyka chorób psychicznych… Bo bogowie są stworzeni na obraz i podobieństwo ludzi, nie odwrotnie.

inkwizycja

Odpowiadając na pytanie w tytule publikacji –  „czy istnieje szansa na życie w świecie bez religii?” – Nie. Nie ma szansy na istnienie świata, jaki znamy, bez religii. Może natomiast, i najprawdopodobniej tak się stanie, dojść do sytuacji, że wszystkie religie się wyczerpią intelektualnie. W ekumenizmie gdzieś tam, w głęboko ukrytym tle, był taki miraż, by dogadać wszystkie wiodące religie i stworzyć coś w rodzaju panteonu możliwych do przyjęcia bajek – uspokajaczy psychotropowych dla mas, ale jak widać żądza władzy i prymitywizm zemsty apologetów młodszej siostry chrześcijaństwa, całkowicie uniemożliwia taki mariaż.

asyz

Piszę o świecie jaki znamy dziś. Ale dziś, to ludzkość mentalnie jest nadal na drzewie i to mimo postępu nauki i technologii, bo nauka i technologia idzie swoją ścieżką, natomiast wiedza nie koniecznie kolonizuje ludzkie umysły, ergo, ludzkość w miarę postępującego przeludnienia nie tylko nie asymiluje wiedzy ale nawet stopniowo prymitywizuje się. To oczywiście moje i wyłącznie moje przemyślenia, można się z tym nie zgadzać. Ale nie o tym chciałam…

Natomiast świat bez wiary będzie możliwy, technologicznie ludzkość jest gotowa go kreować. Sztuczna inteligencja zdolna podejmować ważne decyzje za człowieka, życie wirtualne w matriksie dla hybryd, będących połączeniem układów bionicznych z podstawą białkową – to nie jest SF, to przyszłość w zasięgu ręki. Interaktywne roboty to już dziś gadżety w świecie wysokich technologii… tylko nie jestem pewna, czy chcę taki świat przeżywać…

wojtek-radwanski_22572512

Czy jest możliwy bez religii ?- bardzo wątpię. Teoretyzując i idealizując człowieka maksymalnie – oczywiście tak, ale to nie jest realistyczne myślenie. Szczerze mówiąc zadowoliłabym się perspektywą świata bez przemocy, opartego o humanizm ewolucyjny. To jest możliwe, ale tak jak napisała Lisiczka, potrzebna jest dobra edukacja i to całej ludzkości, mniej więcej na tym samym poziomie, bo ten ideał o jaki chodzi, osiągnąć można dopiero po przekroczeniu masy krytycznej, ergo, „…bo ludzi dobrej woli
jest więcej
i mocno wierzę w to
że ten świat
nie zginie dzięki nim…”  jak śpiewa Czesław  Niemen, nieco mniej realistycznie i bardziej życzeniowo, jak przystało na artystę o zacięciu humanistycznym… też tak mam i kiedy Niemen wyciąga wysoko : …że ten świaaat..” itd. zawsze mam łzy w oczach, a gardło ściśnięte pragnieniem, by miał rację… choć wiem, że jej nie ma. Ale to można i należy zmieniać.

Dlatego idealizm, humanizm, miłość i radość to wartości, jakie nie powinny być dziś obśmiewane przez twardych realistów, tylko pielęgnowane jak endemity na  Wyspach Galapagos. W przeciwnym bowiem razie Homo sapiens zamieni się wkrótce w Homo technologikus i wówczas nie będzie mu potrzebna ani wiara ani religia, a on sam pozbawiony świadomości do czego się urodził i kim jest, rozmieni się na drobne części zamienne. I nawet nie będzie szansy na to, by zadał sobie pytanie – quo vadis Homo technologikus?

 

indeks

 

PS.: no i proszę! udało mi się ominąć w treści termin PATRIARCHAT – a to nie małe osiągnięcie. Jestem z siebie dumna i daję sobie za to wielkiego lubika. 🙂

26fd29b177b732a31ff7eb418162602f,641,0,0,0

Nie tylko pieniądze !

 

Proszę Państwa! Nie mogę uwierzyć w to co czytam… od wielu lat czekam… a tu proszę bardzo! Jest! Wciąż istnieje. Powiem szczerze- straciłam nadzieję, a ponieważ od wielu lat nie mam już bezpośredniego kontaktu ze środowiskiem akademickim, a po drodze przeżyłam nagonkę na „wykształciuchów „, jaką  zorganizował Jarosław Kaczyński, będąc krótko premierem rządu, to myślałam, że albo wszyscy wielcy opuścili kraj, albo podkulili ogon i siedzą cicho.

A dziś taka niespodzianka! Okazuje się, że nie wszyscy ogłupieli w tym post transformacyjnym , neoliberalnym szaleństwie, które stosuje jak dogmat nowej wiary, zasadę, że każdy podmiot, każdy sektor aktywności społecznej MUSI  się sam utrzymać. Przecież wiadomo było, i to bez empirycznego eksperymentu na żywym ciele, że są takie sektory służby publicznej, które MUSZĄ być utrzymywane z budżetu państwa. Ta mądra zasada i konieczność dotyczy sektora kultury, edukacji, nauki, polityki społecznej i opieki zdrowotnej. I przy tej okazji MUSZĘ podkreślić, że finansowanie z budżetu religii w szkole, oraz KK i innych wyznań, do tej klasy sektorów nie należy.

Oto co szczególnie mnie wzruszyło dziś, kiedy weszłam na portal www.natemat.pl

10 czerwca przedstawiciele polskich uniwersytetów wyruszą spod bramy Uniwersytetu Warszawskiego pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Protest został nazwany „Czarną Procesją Naukową”. Ma to być największe wydarzenie tego typu od października 1981 roku,

…bo, po pierwsze okazuje się, że większość ( 18! uniwersytetów i 40! instytutów ) potrafiło się dogadać we wspólnej sprawie, i po drugie, bo pamiętam tamte wydarzenia sprzed 34 lat i łza mi się zakręciła w oku…

– Procesja ma zwrócić uwagę na strajk akademicki. Środowisko naukowe powiedziało dość! 

…bo, powiedzieć „dość”  jednym wspólnym głosem, to zupełnie inna jakość, niż np. moje pojedyncze popiskiwanie na tym portalu… czy nawet list protestacyjny, podpisany przez 20 światłych Profesorów, bo taki list był i wylądował prawdopodobnie w koszu, sądząc po braku reakcji, czy choćby sensownej odpowiedzi…

Czarna Procesja Naukowa to protest przeciwko polityce Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. O godzinie 12 równocześnie prawie we wszystkich miastach, w których znajdują się ośrodki uniwersyteckie, protestować będą studenci, doktoranci, wykładowcy – delegaci uniwersytetów publicznych w Polsce.

Organizatorzy, czyli Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, apelują – stosunek uniwersytetów do nauki przypomina cichy pogrzeb! – Dlatego w Gdańsku protest nie przyjmie formy procesji, ale podczas happeningu ogłosi śmierć Uniwersytetu. W trakcie warszawskiego wydarzenia protestujący będą mieli wręczyć rządzącym swoje postulaty w milczeniu, co podkreśli powagę kryzysu.

26fd29b177b732a31ff7eb418162602f,641,0,0,0

-Nie godzimy się na feudalizację uczelni i podporządkowanie ich logice rynkowej oraz urzędniczej biurokracji. Nie prosimy – żądamy prawdziwych reform! – apeluje Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej.

 … dokładnie na to czekałam od lat !  Jestem tak zbudowana, że nie zapytam – dlaczego tak późno !? Kurcze. Zapytałam. Może nikt nie zauważy. Już milczę.

– Najbardziej zależy nam na tym, żeby zmieniło się finansowanie. Kierunki na których nigdy nie było dużej liczby studentów takie jak filozofia, filologie itp., nie mają dużych szans na przetrwanie. Kiedy przyszedł niż demograficzny Ministerstwo nie zrobiło nic, żeby uchronić małe wydziały przed zamknięciem.

…tak, tak, dlatego jednak zapytam- dlaczego tak późno ! Wiem, że wiele kierunków już zamknięto, w tym te rzadkie, prawdziwe perełki, a kadrę o unikatowych umiejętnościach puszczono wolno. To są straty, nie do odtworzenia już, chyba, że ci ludzie zostali w kraju i żyją gdzieś z korepetycji… oby.

Młodzi naukowcy nie mają odpowiednich warunków do rozwoju naukowego i zawodowego – są zatrudniani na umowy śmieciowe.

Naukowcy marnują czas na wypełnianie sprawozdań, podań i wniosków. A tymczasem Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego – jak przekonują organizatorzy procesji – nie zależy na jakości badań, tylko na jak największej liczbie dyplomów. Kwestią, która oburza, jest również to, że uczelnie są uzależnione od reform, które nastawiają ośrodki edukacji na zdobywanie jak największej liczby studentów i na zdobywanie pieniędzy na pojedyncze projekty.

Wbrew pozorom nie chodzi tu tylko o pieniądze, ale o rozwój intelektualny przyszłych pokoleń, o to, żeby Polska nie stała się intelektualną pustynią.

…no dokładnie…
Polecam uwadze Państwa ten anons. I nie jest tak, że to sprawa li tylko tych konkretnych uczelni- to sprawa nas wszystkich- społeczeństwo bez elit intelektualnych nie ma szans na rozwój.
Elżbieta Kunachowicz
IMG_0004

TTIP ? mam to w nosie.

Jesteś zmęczony, powieki ciążą od czytania, oglądania, patrzenia na złuszczoną farbę, albo pęknięte lustro…

lustro

Nie masz ochoty. Na nic jej nie masz. Masz depresję, albo inną niedyspozycję… Tak masz i niech się wszyscy bujają, a świat niech sczeźnie…

depresja

A może wstajesz codziennie o czwartej, dajesz z siebie wszystko, złości Cię szef, koleżanka z pracy, i ta konieczność wstawania o nieludzkiej porze… Poranki są fajne, jak się już wstanie, ale ta konieczność, to jak chomąto dla zwierzęcia pociągowego, jak kajdany niewolnika na plantacji bawełny… tak… do kitu takie życie.

idzie człowiek

A Ty? Masz fajne życie co? Poukładane takie, z sensem poukładane. Wiesz co, gdzie i dlaczego. I nawet masz cel. To dobrze. Dobrze mieć cel. Wiadomo w którą stronę iść.

poukładane życie

A jakiś tam TTIP masz w nosie. I dobrze. Niech tam zostanie.

To miłego dnia wszystkim życzę.

miłego dnia

PS. Ja to już nawet nie dłubię w nosie- tak na wszelki wypadek. 😉

Elżbieta Kunachowicz

 

szachy

Wybory bez alternatywy

The day after … Wszyscy analizują kampanie wyborcze , zadają pytanie – dlaczego tak się to skończyło jak się skończyło… Jedni mówią, że Komorowski jako twarz PO został wypunktowany za wszystkie błędy tej formacji, niektórzy posuwają się nawet do tego, że biedactwo prezydent był izolowany od prawdy o kondycji i nastrojach w państwie, różni komentatorzy z ubolewaniem nie potrafią pogodzić się z vox populi, co odczytuję jako zupełny brak poczucia z kolei ich poczucia rzeczywistości. Dziennikarze opcji zwycięskiej  nie ukrywają swojej radości i satysfakcji, czym dobitnie potwierdzają tylko, że nie rozumieją ani przyczyn tego rozdania ani konsekwencji wynikających z tego zwycięstwa. Niewiele mnie w zasadzie obchodzą te głosy, bo jak na prawdziwego obserwatora przystało, mam , to oczywiste, własne i do tego odrębne zdanie.

Komorowski, w moim odbiorze, był prezydentem bez własnego zdania, realizował linię swojej partii, nie stał na straży konstytucji i praw obywateli, co jest  głównym zadaniem każdego, kto stoi na tym urzędzie. Nie był moim prezydentem i nie oczekiwałam od niego zbyt wiele, i w tym sensie mnie nie zawiódł – był takim prezydentem jakiego się spodziewałam w jego osobie doświadczyć.

Nie pierwszy to raz Platforma przeszacowała swoje szanse,  nonszalancko zignorowała przeciwnika i poległa, zaskoczona głosem obywateli. Nie wystarczy straszyć ludzi PIS-em – przyznaję, że ten numer wielokrotnie przeważał w ciągu ostatnich kilku kampanii, ale tylko ciężki idiota mógłby wierzyć, że to zawsze wypali zgodnie z pobożnym życzeniem. Nie przewidziano np. że wmieszanie się w kampanię Kukiza odbierze tak znaczną ilość głosów… Romansowanie z Episkopatem i równocześnie puszczanie oczka do wyborców, to sztuka, którą trzeba mieć opanowaną do perfekcji. Platforma tej pantomimy nie potrafi skutecznie odgrywać. Spektakl skończony, zespół wybuczony przez widownię schodzi niepyszny ze sceny, nikt nie poprosi już o bis.

Duda – nie jest zwycięzcą – jest nikim. Teraz zacznie zbierać cięgi, ale nikogo to już nie zdziwi.

Prawdziwym zwycięzcą jest jeden człowiek. I nie jest nim Duda. Można o nim powiedzieć wiele złych rzeczy, można się z niego śmiać, można mu urągać – zasługuje na to wszystko po stokroć. Jednego tylko nie można mu odebrać – jest i zawsze był konsekwentnym graczem, tym który rozdaje głosy wyborców, który rozdziela swoje poparcie w zależności od własnego uznania. To w studio Radia Maryja rozegrała się prawdziwa walka wyborcza. I tak sobie myślę, że nowy prezydent jest nowym pionkiem na jego, Tadeusza Rydzyka, szachownicy, gdzie nadal będzie się toczyła gra wg. znanych reguł, jego reguł i dla jego rozrywki.

Czy my wyborcy potrafimy przerwać tę zabawę w rządzenie Polską? Odnoszę wrażenie, że ciągle nie jesteśmy do tego gotowi. Czy zechcemy zrobić wysiłek i ocenić nasze własne wybory w szerszym kontekście chociażby skutków bliższych i dalszych , głębszych i tych zupełnie płytkich? Niektórzy pewnie tak, ale większość? Nie sądzę. A przecież bez analizy i syntezy nie można wyciągnąć wniosków na przyszłość. Bez wniosków nie zrobimy korekty w myśleniu, nie zrobimy kroku do przodu w rozwoju społecznym.

I dlatego the day after- mój w każdym razie,  jest smutnym dniem i bynajmniej nie z tego powodu, że Komorowski przegrał…