zmiany-w-google-hfm

A może my też coś zmienimy!

zmiany-w-google-hfmPo ostatnich falach, już nie tak licznych protestów, ale protestów, co raz częściej słychać głosy:

Jedyna grupa społeczna, która była w stanie zatrzymać rząd to kobiety.

Dziewuchy pokazały swoją siłę, dlaczego my nie możemy?

Trzeba wreszcie coś w tym  kraju zmienić.

Solidarną opozycję Prawo i Sprawiedliwość ma gdzieś, jedyne czego się boją to obywateli.

No i gdzie są kobiety, które tak zażarcie nie dawno protestowały?

Wydaję mi się, że są to ważne głosy w debacie publicznej, ale ostatnio mam wrażenie, że poza zauważeniem problemu, nie szuka się sposobu rozwiązania, albo wyciąga się błędne wnioski. Ale zacznijmy od początku.

Faktycznie, na fali czarnych protestów i strajku kobiet, kiedy w całej Polsce na ulicę wyszło około 100 tysięcy kobiet, rząd się przestraszył i zrezygnował ze swojego pomysłu zaostrzenia prawa aborcyjnego. Nie była to żadna decyzja polityczna, ani strategia załatwienia problemu. Komisja dot. praw człowieka trwała 8 minut, z czego wniosek o odrzucenie ustawy Ordo Iuris przyjęto w przeciągu minuty, a sprawę ustawy zamknęli szybciej niż kiedy forsowali pierwszy projekt o Trybunale. Ale dlaczego się wystraszyli? A dlatego, że to wcale nie były pokojowe demonstracje. Kobiety, które walczą o swoje prawa od 98 lat pokazały, że więcej nie dadzą się tak traktować i dały PiS-owi jasne i bardzo klarowne ostrzeżenie. 7.05 na ulicę za KOD-em poszło 250 tysięcy Polek i Polaków, ale to nie była demonstracja ludzi, którzy mieli dość, którzy pokazują, że drugi marsz  będzie końcem rządów PiS-u. Na ulicę wtedy wyszli ludzie, uśmiechnięci z pokojowym nastawieniem, którzy byli gotowi wyjść tak jeszcze kilka razy. To nie przynosi rezultatów. Żeby zmienić coś w tym kraju, nie można też traktować ruchów feministycznych, jak bojówki do wynajęcia. Feministki i feminiści pokazali i dali nam wszystkim lekcję, jak respektować od rządu wysłuchania swojego stanowiska i oburzenia. To również  była lekcja na temat pokazywania swojej siły. Moim zdaniem, walcząc z reformą edukacji, z prawem do zgromadzeń i z innymi problemami (a mamy ich wiele) poradzić sobie możemy tylko, jeśli zjednoczymy obywateli, a nie partię polityczne. W mojej ocenie to partię polityczne powinny iść za obywatelami, którzy walczą o swoje prawa, a nie obywatele za partiami. Tylko w taki sposób możemy cokolwiek na naszym rządzie wymusić. Zadziałało za pierwszym razem, na pewno zadziała też za drugim. Trzeba się tylko zmobilizować. Prawo i Sprawiedliwość boi się Polek i Polaków oraz boi się ich głosu. Dlatego, wprowadza również zmianę prawa o zgromadzeniach, dlatego my, musimy ciągle o sobie przypominać. W końcu trzeba pamiętać, że to rząd powinien pełnić służalczą rolę wobec obywatelek i obywateli, a nie obywatele wobec rządu.

link_o633Xsrvv9dXSmrRyW0k2tjxPuvYZRVe,w300h223

Gimnazjalista o gimnazjach

link_o633Xsrvv9dXSmrRyW0k2tjxPuvYZRVe,w300h223Od dłuższego czasu słyszymy dyskusję polityków i polityczek na temat obiecanej przez PiS reformie, polegającej na likwidacji gimnazjów. Ponieważ w tym roku szkolnym kończę edukację gimnazjalną, stwierdziłem, że mógłbym opowiedzieć o tym, co o tym etapie szkolnictwa uważam.

Gdybym miał powiedzieć, jednym słowem, co kojarzy mi się ze słowem gimnazjum, powiedziałbym, że dojrzewanie. Jest to miejsce, do którego trafiamy, i w którym żyjemy w momencie najintensywniejszego etapu rozwoju nastolatka. Zaczyna się wtedy okres kontaktów z wieloma używkami, pierwszych typowo nastoletnich problemów i zawodów miłosnych. Kompletnie nie zgadzam się z powiedzeniem, że nastolatkowie nie mają żadnych problemów. Jakby dorośli zupełnie zapomnieli, co czuli i co się działo, kiedy to oni byli w naszym wieku.

„Zmiana środowiska w tym wieku, jest zła i źle wpływa na rozwój dziecka.”

Nie, to również nie jest prawda. Możemy przenieść się do innego środowiska, gdzie każdy z nas może dojrzeć, przygotować się do „zdobywania świata” oraz przejść najważniejszy okres socjalizacji, w części się ukształtować, zebrać ważny pakiet doświadczeń, dzięki czemu, mamy więcej do zaoferowania światu. A! No i przy okazji, nie plączą nam się pod nogami  6-7 latki, które jedyne co by robiły to przeszkadzały i denerwowały starszych o 7-8 lat kolegów.

„Nauczyciele nie są przygotowani do edukowania młodzieży w tym okresie rozwoju”

Tu muszę zgodzić się połowicznie. Nie wszystkie działania moich nauczycieli, czy też nauczycieli moich znajomych były słuszne, pedagogiczne, czy poprawne. Uważam jednak, że to wszystko zależy od podejścia danej osoby do ucznia, nie wieku tego człowieka. Są nauczyciele z powołaniem i ci, którzy tego powołania nie mają, są tacy, którzy rozumieją potrzeby ucznia, jak i ci, którzy ich nie rozumieją. To czy dana osoba uczy w podstawówce, gimnazjum czy liceum nie ma nic do rzeczy.

„Gimnazja jest to reforma gorszego sortu”

Nawet mnie ten komentarz nie ruszył. Cały rok Prawo i Sprawiedliwość dzieli, sortuje i obraża wybraną grupę Polaków. Nie tak dawno usłyszałem od mojej znajomej, że jest agentką Putina opłacaną przez Mossad z pieniędzy ISIS na zamówienie lewacko-unijnej organizacji pod żydowskim zarządem powierniczym. Teraz próbuję się mi wmówić, że jestem wynikiem gorszej reformy. Nawet Pani posłanka Gajewska zwróciła uwagę na to, że Bartłomiej Misiewicz to dziecko gimnazjum, a w wieku 26 lat otrzymał Złoty Krzyż za zasługi dla obronności kraju. Przecież lepszej promocji dla gimnazjów nie znajdziecie.

Dosyć powszechne są tematy faszyzującej się młodzieży. Usłyszałem nawet zarzut, że to również przez gimnazja. Moim zdaniem to rządy ciepłej wody z kranu, które uśpiły poczucie obywatelstwa (które paradoksalnie obudził PiS) i nie zrobiły nic, żeby zabezpieczyć Polskę przed PiS-em i jego narodowymi bojówkami. Akurat w moim gimnazjum, większość płci męskiej ma poglądy prawicowe, często są to szowiniści, ale wynika to z niedojrzałości emocjonalnej i poglądowej. Natomiast większość płci żeńskiej prezentuje poglądy postępowe, feministyczne, wykazując się większą dojrzałością niż moi szkolni koledzy. Trzeciego października, z tego co wiem od nauczycieli (bo sam protestowałem tego dnia na ulicach), połowa mojej szkoły była (specjalnie) ubrana na czarno. Tego dnia dużo rozmawiali na temat prawa do decydowania o swoim ciele. Szczerze mówiąc, byłem w szoku.

W mojej opinii, gimnazja to nie jest twór doskonały, ale podstawówki również nimi nie są. Uważam, że należy nad nimi pracować, udoskonalać je, a nie wprowadzać jałowe reformy, które jedyne co przyniosą, to 5 letni chaos w edukacji. Ale to tylko nic nie znaczące dla PiS-u zdanie gimnazjalisty 🙂

 

KOD-1

Patrioci i patriotki! Czas na ulicę!

KOD-1Jedenastego listopada obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości. Do niedawna święto, które powinno być ogólnopolskie, było świętem neofaszystowskiej, skrajnie prawicowej mniejszości, której nie wiadomo dlaczego, pozwoliliśmy zawłaszczyć sobie to bardzo ważne wydarzenie. Czas wyrazić temu sprzeciw!

Za kilka dni minie 92 rocznica odzyskania niepodległości w 1918 roku. Tradycyjnie, rok w rok ulicami Warszawy przechodzą marsze narodowców i pseudo patriotów – to znaczy, zatroskanych matek z dziećmi i ich mężczyźni, którzy w obronie suwerenności Polski będącej ostatnim chrześcijańskim bastionem Europy, niszczą budkę policji w odpowiedzi na prowokację lewaków z PO, którzy zakłócają spokój przemarszu. Dokładnie tak! 🙂

W ramach wyrażenia sprzeciwu wobec zawłaszczaniu sobie świąt narodowych i patriotycznych,  Komitet Obrony Demokracji, we współpracy z wieloma partiami i organizacjami, w tym z Inicjatywą Polską, której jestem członkiem, organizuje  marsz pod tytułem „KOD Niepodległości”, który zaczyna się o godzinie 12.30 na placu Gabriela Narutowicza  prowadząc nas przez ulicę Grójecką, Banacha, na Pola Mokotowskie. Natomiast wszystkie feministki i feministów oraz osoby, którym prawa kobiet, a więc prawa człowieka są bliskie, zapraszam do ubrania się tego dnia na czarno i maszerowanie razem z nami  w marszu „KOD Niepodległości” pod tytułem „Niepodległe Polki”. Będziemy na rogu Filtrowej i Mianowskiego (przy placu Narutowicza), wspólnie i solidarnie.

Wszystkie informacje można znaleźć poniżej:
Wydarzenie Czarnego Protestu Niepodległych Polek – TUTAJ
KOD Niepodległości – TUTAJ

Alan Wysocki Inicjatywa Polska

twoja-ciaza-podrecznik-przetrwania-b-iext35764827

Ródź babo! Ródź!

twoja-ciaza-podrecznik-przetrwania-b-iext35764827Chyba wszyscy już usłyszeliśmy o programie rządowym naszej Pani premiery, który nosi, jakże piękną nazwę „Za Życiem”. Od czego by tu zacząć? Może po pierwsze chyba czas uświadomić nasz rząd, że za życiem są nie oni, a feministki i feminiści, którzy od ponad 20 lat walczą o prawa reprodukcyjne, wynikające z ich konstytucyjnego prawa do życia, bo człowiekiem i życiem jest kobieta, nie 2 tygodniowy zarodek. Ale dzisiaj nie o prawach reprodukcyjnych, bo uwierzcie, że to co niedługo przejdzie pierwsze czytanie z godnością kobiet i ich prawami nie ma nic wspólnego.

Premiera, Beata Szydło chwilę przed ostatecznym głosowaniem projektu Ordo Iuris rzuciła kolejną falą obietnic na temat wspierania kobiet w trudnych ciążach, razem z posłem Kaczyńskim mówiąc, że kryminalizacja aborcji to nie jest dobra droga do zapobiegania im. Niewiele później doszły  nas słuchy o wyżej wspomnianym projekcje „za życiem”. Nie zdziwiła mnie informacja, że nikt nie ma dostępu do projektu ustawy. Kochani i kochane, gdybym miał sam złożyć taki dokument w sejmie też byłoby mi wstyd go pokazywać. Szczerze mówiąc byłem pewien, że nawet w trakcie obradowania nie ujawnią jego zapisów, żeby pokazać opozycji jej miejsce, a później zarzucić, że odnoszą się do czegoś, czego nawet nie czytali. Okazało się jednak, że nie miałem racji. Ustawa ujrzała światło dzienne, można ją wreszcie samemu przeczytać i wyciągnąć wnioski.

Mieliśmy program „500+”, miał być program „mieszkanie+”, „zygota+”, mamy „apel smoleński+” (choć moim zdaniem jest to apel smoleński do potęgi), a nawet śmiano się, że powstanie program „hulajnoga+”.  Niestety, muszę was rozczarować, bo projekt „Za Życiem” to projekt „4000+”. Dlaczego? A dlatego, że w tej ustawie każdej kobiecie, która urodzi chore dziecko z wadą genetyczną nasz rząd jednorazowo wypłaci 4000 złotych! Czasami jest tak źle, że pozostaję się już tylko śmiać. Jeżeli jakakolwiek kobieta zdecyduję się urodzić dziecko bez czaszki, głowy, jeżeli postanowi urodzić dziecko, które do końca życia będzie cierpiało, będzie niezdolne do samodzielnego życia, dostanie w nagrodę od rządu 4000 złotych. Nawet nie wiem jak określić ten program. Pomoc socjalna? Program prokreacyjny? A jeżeli kobieta zdecyduje (albo lekarz zdecyduje za nią), że urodzi dziecko kosztem swojego życia 4000 dostaję ojciec? Naprawdę nasi zygotarianie tak bardzo cenią sobie każde życie, że wyceniają je na 4000 złotych? A może te 4000 jest na pochowanie dziecka i na leczenie depresji poporodowej? Niestety, mam masę pytań i pewnie na żadne nie uzyskam odpowiedzi.

Można postawić spokojną tezę, że prawa strona sceny politycznej traktuje kobiety jak bezmyślne inkubatory. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość (z której nazwy zostało już tylko „i”) myśli, że okupią czterema tysiącami cierpienie kobiety, związane z rodzeniem martwych dzieci to bardzo się mylicie. Jeżeli myślicie, że tymi marnymi czterema tysiącami sprawicie, że kobieta będzie mogła godnie zająć się ciężko upośledzonym dzieckiem, również się mylicie. Jeżeli wydaję wam się, że przekupicie swój elektorat kolejnymi pieniędzmi to również, bardzo się mylicie. Myliliście się, mylicie się i zapowiada się, że dalej będziecie się mylić.

Czy dwa czarne protesty to za mało? Potrzeba wam trzeciego? Byliśmy pod sejmem, pod domem Jarosława Kaczyńskiego i pod biurem PiS’u i zadaję sobie pytanie, czy na prawdę myślicie, że nie pójdziemy dalej? Kochani i kochane. Chyba czas złożyć parasolki, ale tylko po to, że rozłożyć je naszym rządzącym w tyłkach.

ViwdQExB

Nie masz prawa nazywać się lewakiem!

ViwdQExBPamiętam, jak jeszcze nie tak dawno określenie „ty lewaku” było najgorszym oszczerstwem na świecie, a ludzie swoich poglądów lewicowych najzwyczajniej w świecie (nie wszyscy, ale większość) się wstydzili. W telewizji, prasie mówili „nie jestem lewicowy, ale…”. Podobnie było z feminizmem „nie jestem feministką/tą, ale…”. Teraz wszystko obróciło się do góry nogami. Co raz częściej słyszę teksty „nie jesteś lewicowy”, „to za mało, żeby nazywać się lewakiem”, „Oni są prawdziwą lewicą, a ci tylko udają”. Zastanawiam się tylko, kto i jakim prawem nadaje sobie monopol do decydowania o tym, kto jest lewicą, a kto prawicą. Ja osobiście, jestem zwolennikiem stosowania się do definicji słowa „lewica”, o której zapominamy.

Może na początek trochę historii. Lewica swoje korzenie bierze z rewolucji francuskiej w 1789 roku. W XIX wieku celami lewicy było to, żeby państwo aktywnie angażowało się w  rolę  gospodarki, zwiększało wydatki na oświatę,  żeby realizowało i rozbudowywało swoje programy socjalne. Jak pewnie widzicie w XIX wieku różnice między lewicą, a prawicą polegały na poglądach gospodarczych. W XX wieku lewicą określano już republikanów i socjalistów, a chwilę później lewica przekształciła się w masę nowych ruchów, takich jak ruchy dążące do świeckości państwa, feministyczne, praw obywatelskich, a jeszcze kilka lat temu taką nazwę uzyskały ruchy „nowej lewicy” oraz ruchy ekologiczne. Ponieważ  sami widzicie, że teraz pojęcie lewicy jest dosyć obszerne, spróbuję określić ją w jednym zdaniu. Lewica jest to określenie ruchów dążących do zmian politycznych, polegających na wprowadzeniu sprawiedliwości społecznej, wolności, pokoju, równości, dążenia do współpracy międzynarodowej i równowagi gospodarczej.

Skoro już ustaliliśmy definicję, możemy zacząć stosować ją w praktyce. Czyli nauczmy się odróżniać zachowania prawicowe od zachowań lewicowych i nie róbmy tego co nasza partia rządząca, czyli nie sortujmy ludzi na tę prawdziwą (lepszą) lewicę i tę udawaną (gorszą) lewicę. Jedyne do czego doprowadzamy takimi zachowaniami to do kolejnych podziałów i kłótni, na których nikt nie zyskuję, a każdy traci. Niech każdy z nas skupi się na sobie i na wspieraniu naszych obecnych, wspólnych celów ponad podziałami, a nie na tym, kto z kim się kłóci i kto w tej kłótni ma rację.

A na zakończenie pozwolę sobie stwierdzić, że lewicowości nie stwierdza się po tym, kto wyciągnie większe sztandary czy flagi partyjne, tylko po tym, kto co ma w sercu i czym się kieruję. 🙂

14469330_854957011308619_1609847963_n

Kobieta to nie jest szmata!

14469330_854957011308619_1609847963_nNo nie wiem, jak zacząć ten wpis. Chyba najlepiej będzie, zacząć od początku. W sejmie pod głosowania padły dwa bardzo ważne projekty, decydujące o zdrowiu i życiu kobiet. Jeden autorstwa Ordo Iuris (obślizgłych plemników prenatalnych), a drugi Obywatelskiego Komitetu Ratujmy Kobiety. Czego można było  spodziewać się po niedołężnych umysłowo głupcach, obecnie nam rządzących, którzy ewidentnie nie rozumieją, czym różni się płód od człowieka? Otóż ustawa „o ochronie życia poczętego” wyżej wspomnianej organizacji, której nazwy brzydzę się wymawiać, większością głosów została przeprowadzona przez pierwsze czytanie. Nie muszę chyba nikomu już tłumaczyć, że ustawa odwrotna do przegłosowanej została przy pierwszej okazji wyrzucona do kosza. Ale co tak naprawdę posłowie partii rządzącej i części opozycji odrzucili? Pomijając, że była to świetna okazja na przywrócenie kobietom podmiotowości, godności i prawa do decydowania o sobie to pozbyto się niczego innego jak ciężkiej trzy miesięcznej pracy ludzi, którzy w pocie czoła, narażeni na przemoc (do której dochodziło) i na szykany (do których dochodziło) stali, dyskutowali, ale co najważniejsze, ciężko pracowali nad zebraniem, jak największej ilości podpisów. Sam przez cały lipiec stałem (czasami nawet i po 8 godzin) zbierając podpisy pod ustawą Komitetu Ratujmy Kobiety. Jednym zdaniem komentując wydarzenia do jakich doszło, można wyciągnąć wnioski, że partia rządząca traktuje kobiety jak zwykłe szmaty, których jedynym obowiązkiem jest rodzenie dzieci, w jak największym nakładzie. Na to mojej zgody nie ma! Odrzucenie chyba jedynej, jak dotąd racjonalnej i kolokwialnie mówiąc, normalnej ustawy, sejmu VIII kadencji, nie oznacza, że się poddaliśmy. Będziemy walczyć! W końcu zwyciężymy, a co najważniejsze, nie wątpię, że będą zgłaszane ponownie, już w najbliższym czasie, kolejne ustawy , takie same, jak ta, którą sejm bezczelnie i w sposób prostacki odrzucił. Mam nadzieję i jestem głęboko przekonany, że prawa kobiet nie zginęły, póki my żyjemy.

fiut

„Raport Gęgaczy” cz. 1

fiutW 2015 roku odbyły się wybory parlamentarne. Był to okres wielu kłamstw, masy populistycznych obietnic, wzajemnego obrażania oraz podgrzewania atmosfery w naszym zrujnowanym kraju. Ze wszystkich zarejestrowanych partii , jedna, której nazwy nie muszę wymieniać, pod względem populizmów, drogich obietnic i w nastawianiu Polaków przeciwko sobie, nie miała sobie równych. Mimo tego, że jestem młodym i niedoświadczonym człowiekiem, który nie ma na swoim koncie wielu osiągnięć, chciałbym utworzyć cykl tekstów, w których przyjrzymy się temu, jak Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy, jakie są tego następstwa i czego możemy się spodziewać w nadchodzącej przyszłości.

     Opierając moją wiedzę o „Raport Gęgaczy” i po przysłuchiwaniu się wypowiedziom wielu polityków z partii rządzącej, śmiało można postawić tezę, że jest to grupa ludzi, która na przestrzeni lat dążyła i dąży do zmiany ustroju w naszym państwie. Politycy PiS’u konsekwentnie budowali i opracowywali trwały i niezmienny program partii, w której jedyne, co się zmieni to nic innego jak wiek ich działaczy, którzy posługują się tym samym językiem kłamstwa i nienawiści.

     Kwestie „moralnej odnowy” naszego kraju, szeroko rozumiane przez Prawo i Sprawiedliwość nie tyczą się, co można zauważyć, spraw związanych z naszą gospodarką. Zwróćmy uwagę na aferę SKOK’ów, gdzie do dziś nie ustalono tego, co stało się z 5 miliardami złotych. Tego typu działania finansowe są niczym w porównaniu z wcześniej wspominaną „moralną odnową” polityki międzynarodowej, pozycji Polski w UE oraz prawa i wymiaru sprawiedliwości. Co więcej, uważam, że nie tylko PiS’owi zależy na zmianie ustroju, ale również szeroko rozumianym środowiskom prawicowym (np. Kukiz’15, Korwin, Młodzież Wszechpolska, Ruch Narodowy „obrońcy krzyża”). Wydaję mi się, że spokojnie mogę podpisać się pod twierdzeniem autorów „Raportu Gęgaczy”, że jeśli nie zajmiemy się polityką to polityka zajmie się nami.

13312917_607501626092273_7433434751192152235_n

Jacek Kozik, powieść „Klatki”

„Życie jest bardziej skomplikowane niż dziesięć przykazań” Jacek Kozik, powieść „Klatki” s.127 Nie ma lepszego sposobu na spędzanie wolnego czasu, niż zagłębienie się w ciekawej i wciągającej lekturze. Książka, o której chcę opowiedzieć to powieść „Klatki” Jacka Kozika. Jej główny bohater, Maciej Kroniewicz jest zdeklarowanym ateistą. Poznajemy go w momencie, kiedy wraz z całą rodziną przyjeżdża do pracy w ambasadzie, w Dublinie. Dorota, jego żona, obejmuje stanowisko konsula, a on zostaje zatrudniony w dziale administracyjno-finansowym.

W Polsce był wykładowcą etyki i filozofii, więc nowe zajęcie jest całkowicie sprzeczne z jego humanistycznymi zainteresowaniami. Na dodatek ma on wyjątkowo trudny charakter, co powoduje, że łatwo zraża do siebie ludzi. O ile to zupełnie mu nie przeszkadza, gdyż jest typem samotnika, o tyle konsekwencje jego zachowań odbijają się na jego życiu i zdrowiu. Te maćkowe „umiejętności” trafnie scharakteryzowała pewnego dnia Dorota zwracając się do niego słowami: „Jesteśmy tu trzeci tydzień, a ty już zdążyłeś narazić się tym, którzy stąd wyjechali, tym, którzy tu pracują i tym, którzy jeszcze nie przyjechali!” Z tego powodu polubienie Maćka nie wydaje się łatwe. Jednak w miarę zagłębiania się w lekturę zauważamy, że jego postępowanie wynika z ostrości widzenia świata takim, jakim według niego jest.

Sam autor na założonej, na Facebooku stronie: Powieść „Klatki”, pisze tak: „Może błąd, że nie uprzedziłem, ale to nie jest lektura, która ma pomóc ludziom uciec w bezpieczną krainę myśli, żeby mogli zapomnieć na chwilę o świecie i zanurzyć się w fikcji literackiej, gdzie główny bohater jest rycerzem z bajki radzącym sobie z różnymi trudnościami! To jest książka, której główny bohater ma różne wady, jest nerwowy i wielokrotnie niemiły!” Mimo tego, że polubienie Maćka wymaga od czytelnika pewnego wysiłku, warto doszukiwać się w nim pozytywnych cech charakteru, których moim zdaniem mu nie brakuje. A to, że jest bezkompromisowy i, jak sam mówi, ma „alergię na hipokryzję” moim zdaniem, czyni go wartościowym człowiekiem.

Zapewne też według Doroty pozytywne cechy jego charakteru przewyższają wady, gdyż związek, jaki od ponad dwudziestu lat tworzą wydaje się być bardzo udany. Pewnego dnia w dziale Maćka pojawia się praktykantka Martyna. Jest ona osobą wycofaną, nieśmiałą, wierząca w Boga i często szukającą u niego pomocy w różnych życiowych sprawach. Jednym słowem, dziewczyną z kompleksami i rozterkami miłosnymi. Maciek zdobywszy jej zaufanie postanawia wprowadzić w życie pewien przemyślny plan. Na czym on polega dowie się każdy, kto sięgnie po książkę, do czego bardzo zachęcam. Nie zdradzając szczegółów maćkowych rozmów z Martyną, powiem tylko, że w ich wyniku relacje między nimi zaczynają się zacieśniać.

Autor nie chciał tworzyć typowej powieści, w stylu tolkienowskim, a raczej opisać historię mocno osadzoną w naszej codzienności. Przedstawił w niej stosunki międzyludzkie, które zapewne, jak sugeruje notka na okładce, zaczerpnął z własnych doświadczeń. Przez dziewięć lat był pracownikiem polskich placówek dyplomatycznych. Pragnę podkreślić, że Jacek Kozik w swojej książce przede wszystkim pragnie obalić stereotyp, iż ateizm bierze się z mody, czy okresu buntu. Wręcz przeciwnie, główny bohater powieści jest dojrzałym człowiekiem, który swoją niewiarę opiera na wiedzy, głębokich przemyśleniach oraz niezgodzie na świat takim, jakim jest, co, jego zdaniem wyraźnie kłóci się z wizją miłosiernego, dbającego o ludzi Boga. Moim zdaniem książka jest napisana dla osób, które stoją rozdarte między wiarą i niewiarą. Jest też pomocą dla szukających argumentów na rzecz swojego ateizmu i chcących się w nim utwierdzić.

Na wspomnianej już przeze mnie, założonej na Facebooku stronie autor pisze: „Powieść „Klatki” jest skierowana do ludzi o otwartych, niezależnych umysłach, dla których wiara w boga jest przeszkodą w krytycznym widzeniu świata.” Zachęcam do lektury, bo tak dobrych powieści, jak ta, jest niewiele i „grzechem” byłoby tej książki nie przeczytać. Jako młody ateista, z ręką na sercu, mogę polecić tę książkę wszystkim poszukującym swojego miejsca w świecie. Myślę, że się nie pomylę, gdy powiem, że jest to pierwsza w naszej literaturze powieść z bohaterem tak jawnie deklarującym swoją ateistyczną postawę.

Chętnych do kupienia „Klatek” i jednocześnie mieszkających w Warszawie zachęcam do odwiedzenia kawiarni „CRUX” na Hożej 51 (dawna fabryka serów w podwórzu) lub w księgarni naukowej im. B Prusa na Krakowskim Przedmieściu.

W Cruxie dodatkowo, każdy egzemplarz jest zaopatrzony w autograf autora. Dla ewentualnych czytelników spoza Warszawy polecam wersję elektroniczną w formie e-booka

Kto jednak preferuje wersję papierową może napisać w tej sprawie do głównego bohatera powieści na maila: maciej.kroniewicz@wp.pl albo zostawić informacje w „wiadomość” na stronie FB autora.

blood-18983_1920

Orlando – poligon boga.

blood-18983_1920Kilka dni temu mieliśmy nieprzyjemność dowiedzieć się o kolejnych skutkach działań fanatyzmu religijnego. Byłem za bardzo poruszony tym wydarzeniem, żeby pisać o nim od razu. Mówię tu o niczym innym, jak o wydarzeniach w Orlando, w klubie “Pulse”. Terrorysta, ze względu na pobudki religijne, zamordował 50 osób i poważnie zranił 53. Zanim przejdę dalej, wklejam poniżej rozmowę  smsową jednej z ofiar i jego matki.

Eddie: „Mamo, kocham Cię”
Eddie: „W klubie strzelają”.
Mina: „Jesteś cały”

Eddie: „Schowałem się w łazience”
Mina: „Jaki klub”
Eddie: „Pulse. Wezwij policję…”
Eddie: „Umrę” (02:08)
Mina: „Już wzywam policję”
Mina: „Wszystko ok”

Mina: „Odbierz ten cholerny telefon”
Mina: „Zadzwoń do nich [na policję]”
Mina: „Zadzwoń do mnie”.
Eddie: „Zadzwoń do nich, mamusiu”
Eddie: „Teraz”
Mina: “Czy ktoś jest ranny?”
Eddie: „Wiele osób, tak”
Mina: “Czy jest tam policja?”
Mina: „Napisz do mnie, proszę”
Eddie: „Nie”
Eddie: „Jestem w łazience. Ma nas. Policja musi po nas przyjść”
Mina: „Policja jest tam. Daj znać, jak ich zobaczysz”
Eddie: „Pospiesz się”
Eddie: „On jest z nami w łazience”
Eddie: „Łazienka damska”
Mina: „Ten człowiek jest z tobą w łazience?”
Eddie: „On jest straszny”
Eddie: „Tak”
Mina: „Jesteś ranny?”
Mina: „Bądź tam, on nie lubi gejów”
Mina: „Napisz do mnie, proszę”
Mina: „Kocham Cię”
Mina: „Nie rób nic”
Mina: „Nie ruszaj się”
Mina: „Kochanie, napisz”

Mina wysłała jeszcze kilka wiadomości do swojego syna, po czym dowiedziała się kilka godzin później, że  nie przeżył. Został zabity przez fanatyka, czyli kolejną osobę ograniczoną w swym umyśle, zamkniętą na argumenty, która nigdy nie była uczona samodzielnego myślenia, lecz indoktrynowana przez jego religię.

Część ateistów, osób LGBTQ i feministek uważaja, że islamistów należy do naszego kraju wpuścić. Mówią, że są to ludzie uciekający przed wojną, głodem i śmiercią, a obowiązkiem ludzi jest pomoc drugiemu człowiekowi. Częstym kontrargumentem jest próba uświadomienia rozmówcom, że islam, czyli religia, którą wyznają ci uchodźcy, jest religią, według której kobiety to śmieci, a ateistów i środowiska LGBTQ należy niszczyć.

Z drugiej strony zwolennicy polityki pro-imigracyjnej mówią, że takich ludzi jest mała garstka. Jednak gdy dostaniemy miskę z cukierkami, gdzie 10% cukierków jest zatrutych, odważymy się poczęstować? W końcu to tylko mała garstka. Powiem szczerze, że najbardziej współczuję rodzinom ofiar ataków terrorystycznych, bo to one najbardziej cierpią teraz  przez kolejną religię rzekomego miłosierdzia i bożej łaski.

Nigdy nie rozumiałem osób, które mówią, że Kościół rzymskokatolicki jest zły i należy go zniszczyć, ale do islamu nic nie mają – uchodźców trzeba przyjmować, tolerować i jeśli uważasz, że jest inaczej, to po prostu propagujesz nienawiść, jesteś ksenofobem i niewiele różnisz się od takiego księdza pedofila, czy terrorysty. Uważam, że jeśli do Polski mają przybyć uchodźcy, to tylko i wyłącznie jeśli dostosują się do kultury europejskiej i do zasad panujących w tych państwach, ponieważ szariat katolicki zdecydowanie nam wystarczy. Uważam, że nietolerancja, homofobia i nienawiść do ludzi ze względu na ich światopogląd, bierze się właśnie z różnych wierzeń i wyznań.

Częstym i chyba ulubionym argumentem w dyskusji w temacie: „dlaczego uważam, że religie to zło tego świata?”, jest stwierdzenie, że wszystko zależy od sposobu interpretacji Koranu, czy Biblii, bo tak naprawdę są to religie miłosierdzia i pokoju, tylko ludzie oczywiście źle te księgi rozumieją. Nie mam pojęcia w takim razie, jak mam interpretować fragment listu św. Pawła do Koryntian, w którym pisze, że: ”Mężczyźni współżyjący ze sobą nie odziedziczą Królestwa bożego”, który bardzo jasno nawołuje do nietolerancji wobec gejów lub osób biseksualnych. Chyba możemy dojść do wspólnego wniosku, że nie jest to nawoływanie do wzajemnego miłowania siebie nawzajem. Nic jednak tak bardzo mnie nie boli, jak to, że kościelnych, homofobicznych argumentów używają również ateiści.

W dyskusji, na temat środowisk LGBTQ padały sformułowania takie jak: “dla mnie jest to poje**ne”, albo ciekawsze, odnoszące się do kwestii adopcji dzieci przez  osoby LGBTQ: “przez ich fanaberie, ich dzieci będą niewolnikami ich orientacji”.  Jest to dla mnie nie do pojęcia, że dla niektórych ludzi odczuwanie pociągu seksualnego do własnej albo obu płci jest wystarczającym powodem do uważania tych osób za nienormalne, nienaturalne i nie do zaakceptowania. Tak samo nie pojmuję braku tolerancji wobec osób, które czują się inną płcią, bądź za inną płeć się przebierają. To jest ich sposób na bycie i nic nam do tego. Tego typu zaściankowe, kościółkowe stwierdzenia, są niczym innym, jak wynikiem niewiedzy i głupoty oraz przyczyną wydarzeń, do jakich doszło w klubie “Pulse”.

Oczywiście zawsze można przyjąć strategię, że: „nic do tych ludzi nie mam, ale nie dam im pełnych praw, bo jednak to nie jest w pełni normalne”, co też jest często spotykanym stanowiskiem w tej sprawie. Idąc tym tokiem rozumowania, ludzie LGBTQ mogą sobie żyć, o ile będą grzecznie siedzieć w szafie i nie wychylać się zbytnio, żeby nie przeszkadzać osobom „normalnym”.

Mam nadzieję, że kiedyś doczekam się momentu, w którym ludzie zaczną się wzajemnie chociaż tolerować i razem stawią czoło problemom, jakim jest nietolerancja powodowana religią, pokazując, że kobieta ma prawo do wyboru, że to, czy chce siedzieć w kuchni, czy nie, to jej wybór; że kobiety wcale nie są słabsze od mężczyzn, że rodziny składające się z dwóch ojców albo dwóch matek są jak najbardziej normalne, że osoby transpłciowe też są normalne i należą im się (tak jak i reszcie) równe prawa, których niestety, nie mają.

Każdy z nas jest wolnym człowiekiem i ma prawo do szczęścia. Być może normalność to pojęcie względne, ale szczęście to coś, do czego każdy ma prawo.

13101076_258595547821324_586219430_n

A może rozwiedźmy się z Kościołem?

„W małżeństwach nie może dojść do rozwodu, nawet mimo zdrady”. Słowa te wypowiedział biskup Wysocki.

Poruszę dzisiaj temat roli Kościoła w naszym państwie. Na start w mojej głowie rodzą się następujące pytania: „Jaka jest rola Kościoła w naszym państwie?”,” Co robi Kościół, jako instytucja i do czego doprowadził w naszym kraju?”

Otóż rolą Kościoła jest ogłupianie obywateli, odbieranie im możliwości do samodzielnego myślenia, dzięki czemu działania kleru sprawiają, że w Polsce panuje ciemnota umysłowa, nietolerancja, rasizm etc. etc. Trzeba chłopakom przyznać, że odwalili kawał roboty. Szkoda, że nie dobrej…a wszystko pod przykrywką „bożego miłosierdzia”. Ale gdzie jest to miłosierdzie, kiedy jestem dyskryminowany ze względu na moje poglądy? Gdzie jest to miłosierdzie, kiedy zabierana jest moja sfera wolna od religii?. KK powiesił swoje krzyże w szkołach, szpitalach, urzędach, a czasami, kiedy szajba odbija im kompletnie, bo próbują te konstrukcje drewniane powiesić w blokach mieszkalnych. Instytucja nazywana Kościołem katolickim praktycznie sprawuje u nas władzę i rozgościła się do tego stopnia, że swoje prawo postawiła ponad naszą konstytucję, która może idealna nie jest, ale lepszej nie mamy.

Dobrym przykładem indoktrynacji dokonywanej przez kler jest list Episkopatu w sprawie aborcji. Dla osób nie w temacie, śpieszę z wyjaśnieniem. Grupa starszych panów, bez żon i dzieci (chyba, że o czymś nie wiemy) i żadnego doświadczenia na temat rodziny, dyktuje kobietom, co mogą, a czego nie mogą robić ze swoją macicą. Co więcej – mają gdzieś, czy dyktowane przez nich zasady zagrażają życiu kobiety. Nasi doświadczeni „ginekolodzy” chyba  jednak nie zrozumieli swojego błędu i nawet opuszczanie kościołów w trakcie odczytywania listu, apostazja, demonstracje i petycje… nic nie sprawiło, że zrozumieli swój błąd. Jednak popieranie ustawy, która zagraża życiu kobiet, sprawia, że nie wszyscy wyszli spod jarzma kleru. Dobrym przykładem jest moja nauczycielka od WDŻ’tów (wychowanie do życia w rodzinie), która na lekcji powiedziała, że zlepek w kształcie galarety, widoczny tylko pod mikroskopem, zwany zarodkiem – to dziecko.

DZIECKO! Zaraz, zaraz…muszę sprawdzić w kalendarzu, który to rok obecnie mamy. 2016?! A nie 1500? W sumie z matematyki nigdy orłem nie byłem, ale to, że zygota to nie jest to człowiek, jednak wiem. Czy to takie trudne do zrozumienia, że coś, co nie myśli, nie czuje, nie ma świadomości, nie oddycha nie jest jeszcze człowiekiem?

Ostatnio miałem nieprzyjemność przechodzić obok „marszu w obronie życia” i mym oczom ukazał się transparent o treści: „wszyscy byliśmy kiedyś zarodkami”. Równie dobrze mogę powiedzieć, że kiedyś wszyscy byliśmy myślą. Ciekawe, czy osoba dzierżąca transparent, wiedziała, że gdyby jego matka dokonała aborcji, to nie byłby nawet świadomy, że został usunięty.

Odłóżmy na chwilę temat na bok i wróćmy do cytatu, który figuruje na początku mojego wpisu. Tak, tak. Mówię o tym, o zakazie przeprowadzania rozwodów. Nie dość, że próbują niszczyć życie kobiet, to teraz wieszają psy na płci pięknej i na płci brzydszej. Wyobrażacie sobie, tkwić w małżeństwie, gdzie występuje przemoc fizyczna albo psychiczna i nie móc nic z tym robić, bo biskup Wysocki zakazał rozwodów? Hahaha! Ale ten dziadek mnie bawi. Czy oni zdają sobie sprawę, że w Polsce nie żyją sami katolicy, że są też ateiści, agnostycy, pastafarianie, buddyści itd itp? Czy nie można stworzyć kraju dla Polaków? Bo na razie stworzono kraj dla Polaków wierzących po katolicku.

Jedynym sposobem, według mnie, na stworzenie społeczności dla wszystkich, jest ustanowienie neutralności światopoglądowej i trzymanie się tej zasady. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Mam nadzieję, że kiedyś ludzie otworzą oczy i zobaczą, co skrywa się pod maską Kościoła rzymskokatolickiego.