grzyb

Na grzyby statystyczny Polaku!

Wiem, że wielu się tym tekstem narażę, bo kto nie kocha zbierać grzybów? Zważcie jednak, że zwracam się do statystycznego Polaka, a więc po prawdzie do nikogo…

Jeszcze nie byłeś na grzybach? Ojej, to już ostatnia chwila, pogoda sprzyja przecież grzybom, a więc głównie tobie! Spokojnie, zaraz to uporządkujemy, taka wyprawa musi mieć swoją logikę. Nie, żebym miał jakieś szczególnie bogate doświadczenia w tym zakresie nie mniej parę obserwacji się zebrało – w sam raz na ten mini poradnik statystycznego polskiego grzybiarza.

Do rzeczy.
Zacznijmy od planu – nie lasu oczywiście, bo ten zawsze jakiś się znajdzie, a od planu wyprawy. Żeby było przejrzyściej ujmę to w punktach.

1. Jak się dostać do lasu.
Oczywiście samochodem, ale nie oszukujmy – nie spodziewasz się, by był potrzebny do przewozu zebranych grzybów! Tak naiwny nie jesteś, ale przecież nie raz byłeś w lesie i wiesz, że z lasu zarówno się wywozi różne rzeczy, jak i się do niego wwozi. Co? – no wiadomo doskonale, ale o tym p. 2.

Oczywiście parkujesz w lesie jak najdalej, omijając już pozastawiane innymi samochodami wjazdy – wiadomo, konkurencja, więc lepiej trochę dalej wryć się w las.

2. Co ze sobą zabrać.
W tym celu zejdź do piwnicy, ale i bez tego wiesz, że wreszcie uwolnisz się od potężnego starego monitora z wystającym kinolem. Pewnie inne trudno usuwalne drobiazgi także znajdziesz bez trudu – wszystko to, co nie bardzo mieści się w koszu albo nie powinno się tam wrzucać (np. baterie i świetlówki – ileż to razy zapominałeś je wziąć ze sobą do marketu, gdzie jest odpowiedni pojemnik!), ale pamiętaj! – w bardzo złym guście jest wybierać się do lasu z przyczepką pełną śmieci! Przesada, bagażnik – zgoda, ale przyczepka to zdecydowanie nie w sezonie grzybiarskim.

Skoro masz spakowane, do kompletu brakuje Ci jedynie reklamówki na grzyby (wciąż marzysz o wiklinowym koszyku, ale jakoś nigdy się nie składa), kanapki i kilku napojów – może być piwo (no trochę ci zejdzie, a i powietrze świeże to spalisz jak nic). Atlasu grzybów i tak nie masz, ale przecież grzyby to dla ciebie nie pierwszyzna i „psiego” odróżnić umiesz…

3. Akcja GRZYBY
Zapomniałem o śmieciach, ale tu nie ma szczególnych reguł – ot wywalasz, ale robisz to oczywiście bez żadnych świadków – to dość intymna sprawa… Jeśli jesteś szczególnie ekologicznie uwrażliwiony, możesz wyrzucić je w miejscu, gdzie już ktoś wcześniej wywalił – zawsze to deczko lepiej wygląda, a i punkt dla ciebie.

Wiadomo, że pierwszy znaleziony grzyb to zawsze jest psi – ale czy na pewno? Oczywiście musisz się upewnić i w tym celu wykorzystujesz swojego buta (pisałem, żeby założyć odpowiednie obuwie? – może zapomniałem) Delikatnie podważasz kapelusz czubkiem buta – kapelusik zgrabnie się odłamie i już widzisz, że blaszkowy, znaczy trujący.

Oczywiście nie jesteś samolubny i przychodzi ci do głowy, że ktoś mógłby się pomylić i może nawet śmiertelnie zatruć – solidny but pomoże zgrabnie rozkopać to siedlisko bezużytecznych grzybów. Widok fruwających kapeluszy może być bardzo kojący i krzywa nastroju na pewno lekko drgnie.

Jednak w końcu zawsze nadchodzi ten moment – Jest! Może nawet kilka!! To moment, gdy odkrywasz, że nie wziąłeś noża – nic nie szkodzi, grzyby wyrwie z ziemi nawet dziecko! Hubka, Brzozak czy inna Sarenka? – nie ważne, grunt, że jadalny. Krzywa dobrego nastroju wzrasta jeszcze bardziej i można nawet otworzyć drugą puszkę – śmiało, to jedyne miejsce gdzie nie musisz się martwić o opróżnione opakowanie – wystarczy cisnąć.

Przy okazji, choć na pewno to wiesz, grzyby rzadko rosną samotnie! Nie ma, że boli, sprawdzasz każdy milimetr kwadratowy wokół na jakieś 10 kroków, starannie przekopując teren. Metodycznie, duży czy mały, a nawet najmniejszy grzyb musisz odnaleźć i wyrwać! Przecież za tobą mógłby iść jakiś znajomy czy znajoma. Nie ma większego wstydu niż kąśliwa uwaga: nie wiem, jak tyś tam szukał, ale ja znalazłem jeszcze kilka… Straszne. Skoro mowa o znajomych – robaczywych nie niszcz! – pieczołowicie umocuj na powrót w ziemi – na pewno ktoś się nabierze…

Oczywiście zbieranie, szczególnie jak grzybów skąpo, w końcu brzydnie i wtedy wypada zerknąć krytycznym  okiem do torby – no tak, żadnego prawdziwka, ale ich brak zrozumiesz w pełni, dopiero wychodząc z lasu na szosę i łypiąc złym okiem na stojącą babinę z pełnym koszykiem tych smakołyków. Jakie ty masz szanse ze swoim weekendowym zbieractwem w starciu z taką profesjonalistką? Raczej żadne.

4. Powrót
Wcale nie taka oczywista sprawa. Jeśli zbiory były bardzo kiepskie (a przecież każdy będzie Cię o to pytał) rozważ, czy nie wrócić do babiny… Wyjechać szumnie na grzyby i po tych długich godzinach wrócić z garsteczką podrobaczywiałych sitaczków? Jakoś nie uchodzi, duma cierpi a jakie niebezpieczeństwo żartów w rodzaju: – mydło i ręcznik wziąłeś? (że niby gówno się znalazło). Zdecydowanie tak, odżałuj te parę zeta – w końcu głównie po to tutaj przylazłeś.

No to do zobaczenia na jagodach…