dragon-369264_1280

Ateizm, czyli dlaczego nie wierzę w „Boga”.

Autor: Piotr Jankowski.

„Dlaczego nie wierzysz w boga?” – jest to jedno z najczęściej zadawanych ateistom pytań, na które osoby wierzące, czasami wręcz desperacko, chcą uzyskać odpowiedź. Bardzo często jej nie dostają, z różnych powodów. Zdarza się, że ateista, który jest akurat pytany nie ma pojęcia dlaczego w niego nie wierzy, wydaje mu się to po prostu niepotrzebne lub nielogiczne. Są też osoby, które wierzą w boga ale buntując się przeciwko swoim opiekunom starają się przedstawiać opinie idealnie przeciwne do opinii opiekunów.

Dlaczego ja nie wierzę w „Boga”?

Nie przedstawiono dowodów na jego istnienie. Ktoś mógłby jednak powiedzieć – „nie przedstawiono również dowodów na jego nieistnienie”. To prawda, ale nigdy nie uznajemy twierdzeń za prawdziwe tylko dlatego, że ich fałszywość nie została udowodniona. To nazywa się „przenoszeniem ciężaru dowodu”.

Ciężar udowodnienia tezy spoczywa na osobie, która ją stawia. Jeżeli ktoś stawia tezę, że bóg istnieje to jego zadaniem jest jej udowodnienie. Nie moim zadaniem jest obalić jego twierdzenie, jeżeli nie jest ono poparte żadnymi sprawdzonymi faktami. Mógłbym powiedzieć, że lata za mną niewykrywalny, różowy duch i robi fikołki za każdym razem gdy powiem „sałata”. Nie jest on wykrywalny, więc nie da się udowodnić jego nieistnienia, czy to znaczy że jest prawdziwy?

Wyobraźmy sobie taką historyjkę:

Jasiu wchodzi do księgarni i kupuje książkę o ptakach. Zawsze marzył aby być ornitologiem. Przerzucając powoli strony, kartka za kartką, przegląda zdjęcia kolorowych ptaszków. Nagle napotyka na opis żółtego kruka w niebieskie cętki. Akapit tuż pod zdjęciem mówi: „nie ma jeszcze danych na temat tego kruka, ale nikt nie zdołał udowodnić, że on nie istnieje”. Jasiu niewiele myśląc przerzuca kolejną kartkę. Jego oczom ukazuje się bażant z ogonem pawia. Co ciekawe dokładnie ten sam akapit widnieje pod ilustracją. Zaciekawiony protagonista naszej historii postanawia jeszcze przyjrzeć się kolejnym stronom, jednak każda kolejna zawiera te same słowa i równie nieprawdopodobne ilustracje. Zdegustowany Jasiu, niczego się nie dowiedziawszy, wyrzuca bezużyteczną książkę do kosza.

Nie bez powodu wszelkie odkrycia naukowe wymagają nie tylko dowodów na ich rzetelność, ale również potwierdzenia przez innych naukowców słuszności wyciągniętych z nich wniosków (ang. peer-review). Religia, która promuję wiarę w boga nie opiera się na tym modelu, wymaga od innych osób udowodnienia nieprawdziwości swoich tez, jeśli tym osobom się to nie uda… cóż, wtedy oznajmia ona swój „sukces”.

Skoro mówiliśmy o tym, że każda teza wymaga udowodnienia czy to znaczy, że ateista musi udowodnić iż bóg nie istnieje? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w dalszej części.

Czy ateista wierzy w nieistnienie boga/bogów?

Słowa, słówka i ich definicje.

Podstawowym problemem w takich debatach jest brak spójnej definicji ateizmu pomiędzy obiema stronami sporu. Przed rozmową trzeba uzgodnić jego wspólną definicję aby dyskusja miała sens. Wbrew pozorom słowa nie mają swojego własnego znaczenia dopóki nie wstawimy ich w kontekst. Oczywiście słowa podstawowe, takie jak „kamień”, „książka”, „okno”, opisują na tyle proste przedmioty, że nie musimy ustalać ich definicji. Problem w komunikacji pojawia się dopiero przy słowach opisujących rzeczy abstrakcyjne, takie jak „miłość”, „życie”, „świat”, „śmierć”. To koncepty, które wiele osób może rozumieć inaczej, a w momencie gdy mamy na myśli dwie różne rzeczy, a damy im taką samą plakietkę, cała dyskusja się rozpada.

Czym jest ateizm?

Ateizm – odrzucenie tezy o istnieniu boga/bogów.

Posługuję się taką plakietką aby określić moje poglądy. Odrzucenie tezy o istnieniu boga/bogów nie oznacza jednak przyjęcia tezy o tym, że bóg/bogowie nie istnieją. „Nie wierzę w istnienie x” nie oznacza, że „wierzę, że x nie istnieje”. Są to logicznie osobne pojęcia, możemy nazwać je „tezami” lub „twierdzeniami”. Twierdzenie może być fałszywe, lub prawdziwe. Poniżej przytoczę przykład, który ułatwi zrozumienie tego, co przedstawiłem.

Stawiam przed tobą słoik z piłeczkami w środku, nie masz pojęcia ile ich jest.

• Mówię: „piłeczek w słoiku jest liczba parzysta” (teza). Nie popieram jednak tego twierdzenia żadnym dowodem.
• Nie zgadzasz się ze mną, ponieważ potrzebujesz dowodu na to, co powiedziałem.
• Czy oznacza to, że uważasz, iż liczba piłeczek w słoiku jest nieparzysta (teza przeciwna)?
• Nie, ponieważ o tym też nie możesz wiedzieć. Jest to zupełnie inna teza, która również może mieć wartość „prawda” lub „fałsz”.

Jak widzisz, mimo istnienia jedynie dwóch możliwości (tez), odrzucenie jednej nie powoduje automatycznego proponowania drugiej. Zastosujmy teraz tę samą metodę do istnienia boga:

Spotykamy się na rozmowie na temat istnienia boga.

• Mówię: Bóg istnieje (teza). Nie popieram jednak tego twierdzenia żadnym argumentem.
• Nie zgadzasz się ze mną, ponieważ potrzebujesz dowodu na to, co powiedziałem.
• Czy oznacza to, że uważasz iż bóg nie istnieje (teza przeciwna)?
• Nie, ponieważ o tym też nie możesz wiedzieć.

W tych przykładach pozostajemy przy „pozycji domyślnej” (ang. default position). Pozycja domyślna określa odrzucenie wszelkich tez do czasu udowodnienia prawdziwości którejkolwiek z nich. Ateizm określa pozostawanie w takiej właśnie pozycji domyślnej. Zdarza się, że takie podejście jest błędnie nazywane agnostycyzmem.

Agnostycyzm według Dawkinsa.

Agnostycyzm stał się bardziej popularny w naszym nowoczesnym społeczeństwie dzięki książce Richarda Dawkinsa, „Bóg urojony”. Dawkins przedstawił w niej siedmiostopniową skalę.

1

Najniższa wartość na skali, jedynka, reprezentuje stuprocentową wiarę (a wręcz wiedzę) w istnienie boga. Siódemka natomiast oznacza stuprocentową pewność, że bóg nie istnieje. Wszystkie pozycje na skali pomiędzy tymi dwoma skrajnościami reprezentują poglądy pośrednie. Agnostycyzm występuje na pozycji czwartej. Na tej skali oznacza on wiarę w to, że istnienie i nieistnienie boga jest równie prawdopodobne. Używanie słowa „prawdopodobieństwo” jest w tym przypadku błędne, ale zbyt dużo stron musiałoby upłynąć abym był w stanie dokładnie wytłumaczyć w czym jest problem, tak więc pomińmy ten aspekt.

Agnostycyzm według słowników.

Problem ze skalą Dawkinsa jest taki, że nie da się wierzyć w coś tylko trochę, można być bardziej lub mniej pewnym swojej wiary na jakiś temat, ale sama wiara w dane zjawisko istnieje, lub jej nie ma. Jest to sytuacja binarna. Przykładowo – w momencie gdy ktoś zapyta mnie czy wierzę w boga, to każda odpowiedź inna od „tak” jest oznaką braku wiary w niego. Tak samo jest z wiarą w jego nieistnienie. Każde zwątpienie jest oznaką odrzucenia tezy do czasu rozwiania owego zwątpienia.

Agnostycyzm według słownikowej definicji („nie-Dawkinsowskiej”) dotyczy wiedzy, nie wiary. Jeżeli mamy wiedzę na temat danego zjawiska to jesteśmy gnostykami, jeśli jej nie posiadamy to jesteśmy agnostykami. Wiedza jest podzbiorem wiary ponieważ nasza wiara może wykraczać, znacznie lub nieznacznie, poza to co wiemy. Możemy wiedzieć, że nasz sąsiad posiada ładną żonę, ale nie wiedzieć czy jego związek jest udany, co niektórym nie przeszkadza w wierzeniu w skuteczność takiego związku bazując jedynie na wiedzy na temat wyglądu tej kobiety.

Ilustracja 2. przedstawia tę sytuację idealnie.

„Beliefs” – wierzenia
„Truths” – fakty (dosłownie – prawdy)
„Knowledge” – wiedza
„Poorly justified beliefs” – słabo uzasadnione bądź nieuzasadnione wierzenia.

2

Możemy być zatem:

– Teistą agnostykiem
– Teistą gnostykiem
– Ateistą agnostykiem
– Ateistą gnostykiem

Teista agnostyk wierzy w istnienie boga (teizm), ale nie twierdzi, że wie iż bóg istnieje (agnostycyzm).

Teista gnostyk wierzy w istnienie boga oraz twierdzi, że wie iż bóg istnieje (gnostycyzm).

Ateista agnostyk nie wierzy w istnienie boga (ateizm), ale nie twierdzi, że wie iż bóg nie istnieje (agnostycyzm).

Ateista gnostyk nie wierzy w istnienie boga oraz twierdzi, że wie iż bóg nie istnieje (gnostycyzm).

3

Zaraz zaraz, a co z pozycją domyślną?

Omawialiśmy wcześniej ateizm jako pozycję domyślną wobec tez na temat istnienia boga. Jest to odrzucenie tezy „bóg istnieje” bez stawiania tezy „bóg nie istnieje”. Jest to postawa ateistów agnostyków, to właśnie ta grupa jest domyślną grupą w momencie gdy rozmawiamy o ateizmie perse. Ateiści gnostycy natomiast są nazywani anty-teistami (ang. anti-theists lub strong atheists). Anty-teistą można być wobec danego boga w momencie gdy jego definicja jest wewnętrznie sprzeczna. Innymi słowy – w momencie gdy jest zdefiniowany tak, że nie mógłby istnieć w rzeczywistości, lub jego opisane czyny nie zgadzają się z tą definicją.

Czy nie lepiej wierzyć w boga i nie ryzykować trafieniem do piekła?

Pomijając całkowicie niespójność koncepcji piekła, istnieje bardzo powszechne przekonanie, że wiara w boga uratuje nas przed ewentualnym piekłem i nawet jeśli bóg nie istnieje to przynajmniej niczym nie ryzykujemy. Ten sławny problem ma swoją własną nazwę – „Zakład Pascala”. Nie będę dokładnie omawiała pozycji Pascala, postaram się raczej rozwiązać ten dylemat.

Istnieją tysiące koncepcji bogów (Zeus, Allah, Krishna i tysiące innych), każda większa religia ma lub miała swoją interpretację boga. Ateista odrzucając istnienie każdego z nich ryzykuje tym, że któryś może być jednak prawdziwy. Osoba wierząca natomiast wierzy w jedną z wielu tysięcy tych koncepcji, różnimy się tak naprawdę tylko brakiem wiary w jednego boga więcej. Szanse osoby wierzącej na wyznawanie odpowiedniej koncepcji boga (gdzie pozostałe koncepcje surowo karzą zawyznawanie innego boga niż one same) oraz szanse na ominięcie „piekła” (tutaj już w bardzo ogólnej koncepcji) są prawie równie znikome jak te ateisty.

(pisane w porozumieniu z Anną Marią Wójcik)

  • Tehacjusz

    „Dlaczego nie wierzysz w boga?” – A dlaczego Ty wierzysz? Bo tak Cie nauczono!!! Masz małe dzieci? Wmawiaj im od najmłodszych lat, że piesek miauczy, a kotek szczeka to będą myślały że tak właśnie jest! Tak samo działa propaganda w telewizji itd. Bombardują nam umysły „gównem” tak długo aż większość uwierzy, proste!

    „….Powiem Ci, że to fakt

    Powiesz mi, że to obciach
    Pier….olę Cię

    I tak rozejdziesz się po łokciach

    Bo ja jestem Bogiem

    Uświadom to sobie

    Słyszysz słowa, od których włos jeży się na głowie…”

  • Lukasz Czop

    „Nie przedstawiono dowodów na jego istnienie.”

    Jak to nie… a Biblię pan czytał??? Nie ma dowodów na Afrodytę, Hermesa itp. Natomiast Pan Bóg jasno dał ludziom do zrozumienia, że jest prawdziwy. I proszę niech pan nie stawia znaku równości między bożkami (wymysłami) a Panem Bogiem, który do tego stopnia ukochał ludzi, że pojawił się na ziemi i podjał za nich Śmierć Krzyżową – to są FAKTY a że pan je odrzuca… cuż.

    • Przemek Kocięcki

      W serii Harry Potter istnieje czarnoksiężnik Lord Voldemort. Czy jego występowanie w książce fantasy jest wystarczającym powodem, by wierzyć, że ktoś taki istniał/istnieje naprawdę?

      Biblia jest niczym innym jak starą książką fantasy. Do tego bardzo kiepską, bo każdy zna jej zakończenie. 😉

      • Lukasz Czop

        Panie Przemku Biblia to nie książka, którą się czyta. Skoro porównuje pan Biblię do Harre’ego Potter’a to znaczy, że PAN KOMPLETNIE NIC Z NIEJ NIE ROZUMIE, szkoda, że nie mogę tych krzykliwych słów jeszcze wyboldować… Właśnie taki jest problem z ateistami wy nie możecie ZROZUMIEĆ jej treści, skoro słychać z waszej strony tak głupie porównania. By zrozumieć Biblię trzeba zobaczyć w niej NATCHNIENIE DUCHA ŚWIĘTEGO a nie przeczytać ją. Od przeczytania książki (jakiejkolwiek) jeszcze nikt Boga nie poznał.

        polecam na SKROMNY początek: http://s000.tinyupload.com/?file_id=40467787243551576926

    • Alvert Jann

      Ha Ha! Homer stworzył Iliadę pod natchnieniem Zeusa. Zeus dał tedy jasno ludziom do zrozumienia, że On i inni Bogowie greccy istnieją naprawdę. To są FAKTY, a to że pan je odrzuca, to za to będzie pan przebywał po śmierci w najciemniejszym kącie hadesu. Ponadto prawdą jest też, że istnieją krasnoludki, bo mówi o tym bajka „O krasnoludkach i sierotce Marysi”. Jak napisała pod natchnieniem siły wyższej Maria Konopnicka:
      „Zresztą myślcie, jako chcecie,
      Czy kto chwali, czy kto gani,
      Krasnoludki są na świecie!
      Spytajcie się tylko niani.”

  • ratus

    Bardzo słuszne przypomnienie, iż rzetelna dyskusja wymaga uzgodnienia słownika.
    Sprecyzujmy więc, że Bóg w omawianym artykule, to bóg teistyczny, sprawujący ciągłą kontrolę nad ludźmi, których stworzył na własny obraz i podobieństwo.

    Nadal, ustalmy: czy rozważamy kwestie wiary, czy wiedzy? Artykuł łączy je ściśle, a przecież to są obszary niekompatybilne! „Kto nie ma żadnej wiedzy, musi we wszystko wierzyć”. Agnostycyzm jest takim nieudanym melanżem, „trzecią stroną medalu” dychotomii teizm-ateizm.

    Następnie: przyjmujemy za podstawę prawidło logiczne, które głosi: Nie udowadnia się nieistnienia!
    Hipoteza, teza, twierdzenie – to nie są synonimy!

    Hipoteza, to pewne założenie, które może być przydatne w dalszym procesie poznawczym, będzie ono musiało być sfalsyfikowane. Więc: „Bóg stworzył Wszechświat” , to nawet nie jest hipoteza, jako że jej treść jest nie falsyfikowalna! To jest dogmat, przyjęcie na wiarę.

    Teza, to hipoteza, która jest poparta dowodami, a przynajmniej jej postulator zapewnia, że takie dowody może przedłożyć. Jeśli nawet jednak przyjąć za wyjście dogmat – „Bóg istnieje”, to można by to przyjąć za tezę – pod warunkiem przedłożenia dowodów!
    Jednocześnie, nie istnieje „teza przeciwna” – jak kilkukrotnie sugeruje Autor – „Bóg nie istnieje” – bo wymagało by to dowodu na nieistnienie.

    Twierdzenie, to teza zweryfikowana, posiadająca formalny dowód,

    Do mieszaniny gnostycko-teistyczno-ateistycznej z której autor usiłuje wywieść definicję ateisty, dorzucam swój gatunek, ateistę-naukowca: Ponieważ w paradygmacie naukowym, koncepcja (hipoteza) Boga-Stwórcy-Nadzorcy jest niefalsyfikowalna i nieprzydatna – zostaje ona ignorowana. Kwestia wiary nie jest rozpatrywana.

  • Zee

    Należałoby dodać jeszcze jedną pozycję-apateizm(termin od katolików)-apateista nie interesuje się,czy bóg istnieje i nie interesowałby się nim nawet gdyby istniał.

  • Piotr Hencel

    „Odrzucenie tezy o istnieniu boga/bogów nie oznacza jednak przyjęcia tezy o tym, że bóg/bogowie nie istnieją.” Nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy jeżeli chodzi o ateizm. Ateizm to jednoznaczne przyjęcie tezy: żadne bóstwa ani jakiekolwiek inne nadprzyrodzone niewidzialne istoty nie istnieją. Ateizm to nie jest kwestia wiary czy niewiary w boga. Ateistą nie jest ten kto nie wierzy w boga. Ateistą jest ten kto odrzuca istnienie jakiegokolwiek boga i ma na to jednoznaczny dowód. Jedno z przysłów polskich mówi: gadał dziad do obrazu a obraz ani razu. Jeżeli to nie wystarczy jako dowód to można użyć innego: statystycznie modlitwa do boga działa tak samo jak modlitwa do Słońca, mrówki czy smerfa. Jeżeli to by nie pomogło to można użyć jeszcze czegoś innego: w biblii jest napisane iż gadający wąż nakłonił Ewę do zjedzenia jabłka. Oczywiście ktoś może powiedzieć: no ale nigdy nie odnaleźliśmy gadającego węża co nie oznacza, że one nie istnieją. Dowód całkowicie bezsensowny, ponieważ również nigdy nie odnaleźliśmy gadającej krowy, świni czy hipopotama. Z naukowego punktu widzenia takie zwierzęta nie istnieją i nigdy nie istniały. Mowa ludzka to domena tylko i wyłącznie ludzi, żadne inne zwierzę się nią nie posługuje. Owszem, czasem papugi uda się nauczyć kilka słów i nawet potrafią ich logicznie używać, ale to nie oznacza wcale, że gdziekolwiek na Ziemi żyje gadający wąż. Jeśliby to nie pomogło to zawsze można użyć jako dowodu cytatu z Epikura: „Czy Bóg chce zapobiegać złu, lecz nie może? Zatem nie jest wszechmocny. Czy może, ale nie chce? Jest więc niemiłosierny. Czy może i chce? Skąd zatem zło? Czy nie może i nie chce? Dlaczego więc nazywać go Bogiem?” Można również powiedzieć o tysiącach bóstw, które już przeminęły, albo o około 5000 bóstw wyznawanych równolegle w naszych czasach. Można również powiedzieć o tym, że są społeczności, które nigdy nie wykształciły pojęcia boga ani wierzeń religijnych. A jeżeli to wszystko nie pomoże to znaczy, że mamy do czynienia z zaślepionym fanatykiem religijnym, którego lepiej zostawić w spokoju, tylko trzeba uważać na niego, bo może kiedyś zacząć mordować ludzi w imię swojego boga…

  • Alvert Jann

    Jedno warto dorzucić. Twierdzenie, że bóg nie istnieje, jest bardzo dobrze uzasadnione, uargumentowane. Mocne uzasadnienie jest według metodologii nauki rodzajem dowodu. Np. twierdzenie, że na Księżycu nie istnieją organizmy biologiczne, jest bardzo mocno uzasadnione, co oznacza dowód. A jeżeli teolodzy mówią, że bóg jest niewykrywalny lub istnieje poza czasem i przestrzenią, więc nie można dowieść, że nie istnieje, to jest to sofistyka, krętactwo, celowa zmyłka, religijny trolling. I tak tego rodzaju rozumowanie trzeba nazwać.

    • ratus

      > Mocne uzasadnienie jest według metodologii nauki rodzajem dowodu.
      Uzasadnienie jest niezbędne, podczas stawiania hipotezy. Teza wymaga dowodu, a nie czegoś w „rodzaju dowodu” czy „dowodopodobnego”.

      „Na księżycu nie istnieją organizmy” – to nie twierdzenie, ale co najwyżej hipoteza, bo gdyby była to teza, wymagała by dowodu nieistnienia. Jedynie sensowne byłoby „Na księżycu nie stwierdzono (dotąd) istnienia organizmów”. Teza „na księżycu są mikroorganizmy” mogłaby być dowiedziona, np. poprzez znalezienie żyjątek przywleczonych przez misje badawcze.

      To, co mówią teolodzy, to jest bełkot, ale nie można mu przeciwstawiać niedopracowanych logicznie tekstów.

      • Alvert Jann

        Podam inny przykład bardzo dobrze uzasadnionego twierdzenia, którego nie da się potraktować jako hipotezy: Na księżycu nie mieszkają ludzie. Jeszcze lepszy przykład: Na księżycu nie przebywa pan Twardowski.
        Nie ma żadnej logicznej zasady głoszącej, że nie udowadnia się nieistnienia. W życiu codziennym i w nauce bardzo często udowadnia się, że coś nie istnieje. Rzecz w czym innym. Udowadnianie, że nie istnieją jakieś najprzeróżniejsze istoty czy przedmioty, o których ktoś powiedział że istnieją, byłoby tylko stratą czasy. Czasami jednak warto przytaczać argumenty/uzasadnienia wskazujące, że jakieś x nie istnieje.
        To tyle na dziś, za dużo szczegółowych spraw trzeba by wyjaśniać. Warto jednak pamiętać, że twierdzenia udowadnia się na dwa sposoby:
        W naukach dedukcyjnych/formalnych (nauki matematyczne) twierdzenia udowadnia się w drodze formalnych dowodów. Twierdzenia te nie mówią o rzeczywistym świecie, tylko o symbolach wyprowadzonych z przyjętych aksjomatów.
        W naukach empirycznych/indukcyjnych twierdzenia udowadniane/uzasadniane są w drodze procedur ustalonych w metodologii nauki. Twierdzenie, że na księżycu nie żyją ludzie, może dziś w oparciu o te procedury udowodnić dość łatwo.
        Natomiast jeżeli teolodzy mówią, że istnieje bóg, który będzie sądził ludzi po śmierci, to – po pierwsze – na nich spoczywa obowiązek przeprowadzenia dowodu. A po drugie, można przytoczyć wiele argumentów wskazujących, że jest to najzwyklejsza mitologia religijna i bóg taki nie istnieje.

        • ratus

          Po raz ostatni podejmuję tę polemikę.
          Argumenty, choćby najmocniejsze, to NIE SĄ DOWODY! Przeciwko argumentowi można znaleźć kontrargument, co jest podstawą każdej dyskusji, ale nawet zmiazdżenie adwersarza nie jest formalnym, ontologicznym (dotyczącym bytu) dowodem.

          Przyjęcie, że na postulatorze tezy spoczywa obowiązek jej udowodnienia, jest jak najbardziej słuszne – ale niewystarczające, czego przykładem są ciągle ponawiane próby odwrócenia kota ogonem: „Ateiści twierdzą (stawiają tezę), że Boga nie ma – niech to udowodnią!”
          Jeszcze raz: UDOWODNIĄ, nie uzasadnią, zaargumentują, wyśmieją, wykażą sprzeczności.

          Wskaż proszę, KTO gdzie i kiedy udowodnił formalnie nieistnienie któregokolwiek boga, dowiódł, że gdzieś w kosmosie nie ma Reptilian, czy Wielkiego Makaroniarza? Przecież, gdyby taki dowód istniał, jego twórca byłby już na czele panteonu Noblistów, a cały gmach teologii i wszystkie religie leżały by w gruzach!

          Wielokrotnie mówiąc o dowodzeniu istnienia-nieistnienia precyzowałem, że to dotyczy BYTÓW w sensie ontologicznym, a nie obiektów matematycznych. Aksjomat „nie dowodzi się nieistnienia bytów” jest podstawą paradygmatu naukowego, a to, że niektórzy filozofowie mają zdanie inne, potwierdza, że filozofia nie jest nauką, a liczni jej przedstawiciele – w tym teologowie – są przeżytkiem, takim jak alchemicy i astrologowie.

          • Alvert Jann

            Ciągle mówisz o formalnym dowodzie na nieistnienie czegoś. Z formalnymi dowodami to mamy do czynienia w matematyce, natomiast dowodzenie twierdzenia, że na księżycu nie żyją obecnie ludzie, odbywa się w drodze dowodzenia na podstawie wiedzy empirycznej. Twierdzenie to jest dowiedzione, chyba nie zaprzeczysz. Nie można utożsamiać dowodzenia tez/hipotez z przeprowadzaniem dowodu formalnego – nie jest to przyjęte w nauce. Klasyczny przykład na to, że w nauce główną rolę odgrywają dowody z empirii: Pasteur obalił hipotezę samorództwa (udowodnił, że mikroby w szklance czystej wody nie biorą się znikąd, tylko w drodze infekcji) nie w drodze formalnego dowodu, tylko w drodze doświadczeń, zgromadzenia dowodów empirycznych.
            Co do boga i reptilian, to jak ktoś chce, może wierzyć że gdzieś tam istnieją. Jest jednak bardzo dużo dowodów, że to postacie fantastyczne. Piszesz: „Wskaż proszę, KTO gdzie i kiedy udowodnił formalnie nieistnienie któregokolwiek boga”. Odpowiadam: dowody formalne mamy przede wszystkim w matematyce, ale matematyka nie jest nauką o rzeczywistym świecie i nic o bogu nie mówi. Natomiast jest dużo dowodów empirycznych wskazujących, że bogowie nie istnieją. Kto to udowodnił? Np. Dawkins i wielu innych nowych i starych ateistów (przede wszystkim bogowie nie dają o sobie znać, gdyby istnieli, powinni dać się zauważyć empirycznie).
            Natomiast jeżeli teolodzy i filozofowie religijni mówią, że bóg jest szczególną istotą, która jest niedostępna badaniu empirycznemu, istnieje poza czasem i przestrzenią itp. – to jest to sofistyka, czyli krętactwo, próba oszustwa, lub złudzenie wytworzone przez ludzki umysł. Moim zdaniem nie ma powodów, by takie błędne lub oszukańcze rozumowania traktować poważnie.
            To tyle, wydaje mi się, że nie posuniemy się już dalej w tej dyskusji i pozostaniemy przy swoich poglądach.

  • Jadźka Klatka

    Cóż to za Bóg wszechmogący, który jest stwórcą nieba i
    ziemi, a musi zabiegać o to, by człowiek przez niego stworzony uwierzył, że on
    istnieje? Cóż to za Bóg Wszechmocny w którego ty wierzysz – i on dla ciebie i
    tobie podobnych jest, a ja w niego nie wierzę – i dla mnie i mnie podobnych
    jego nie ma? Cóż to za Bóg Wszechmogący który tak okrutnie mści się na
    „prochu tej Ziemi” a co raczej zakrawa na znęcanie się na
    najsłabszych ze słabych a nie na sprawiedliwość. Ustami swoich
    „wybrańców” zwanych kapłanami musi tenże ich Bóg straszyć karą
    wiekuistą piekła (które chyba też stworzył) tych, którzy weń wątpią i nie chcą
    łożyć na utrzymanie jego konsekrowanej pasożytniczej szamanerii. Cóż to za Bóg
    który na pewno jest – a mimo tego trzeba w niego zaledwie wierzyć, i to w
    sytuacji kiedy pewność istnienia tej „istoty-rzeczy” wiarę w te byty wyklucza,
    jak odrośnięta/przeszczepiona noga wyklucza z użytku protezę.

    Cóż to za Bóg który ponoć jest jedyny a w tym ziemskim teatrze w wielu krajach
    przyoblekł tysiące „masek” i z nieznaną nikomu we Wszechświecie
    upierdliwą determinacją ukrywa się pod nimi skoro nie od dziś wiadomo, że gra w
    ciuciubabkę czyli w chowanego.

    Cóż to za Bóg wszechmogący który sam w swoim imieniu
    nic, nawet palcem kiwnąć nie potrafi, za to w jego imię – czyli Imię Boga-Ojca
    – jego samozwańczy sługusi robią rzeczy najokrutniejsze z okrutnych i nie
    wiadomo skąd czerpią pewność, że taka Jego wola czyli że „ON tak
    chciał”?

    • David Łania

      Ja myśle, że Bóg nie zabiega o to, żebysmy w niego wierzyli, tylko księża 🙂

  • Zastanawiam się na czym dokładnie polega różnica między „wierzy” a „wie”. Brakuje mi tu wyraźnych definicji tych pojęć. Jedno i drugie jest wewnętrznym, osobniczym i subiektywnym przekonaniem. Np osobniczo i subiektywnie uważam że nie istnieje żaden bóg i jestem o tym wewnętrznie przekonany, a moje przekonanie opieram na posiadanej przeze mnie wiedzy o logice, fizyce, geologii, ewolucji, genetyce, socjologii, historii itd. Dlatego odrzucam pojęcia wiary i niewiary jako zupełnie zbędne. W takim przypadku nie poddaję się kategoryzacji opisanej w artykule.