cross-1261976_960_720

Religia – zwalczać, czy przekształcać?

W dyskusji z Izą pod tekstem Dni Ateizmu – im dalej w las, tym bliżej do Twin Peaks Jej adwersarz Ziggi zapodał link do tekstu pod tytułem PSR musi się zradykalizować – polemika z Mariuszem Agnosiewiczem  do portalu Racjonalista.pl gdzie polemizował z M. Agnosiewiczem. Tematem polemiki była kwestia, czy racjonaliści powinni walczyć z wiarą i/lub KK, a jeśli tak, to jakimi metodami.

Czytając powtórnie ten wpis (z 13.01.2014) stwierdzam, że nie stracił na aktualności, dyskusja była ciekawa, problem istnieje nadal. Będzie już ponad rok, jak porzuciłem portal Agnosiewicza (nowa linia programowa i poziom dyskusji nie spełnia moich oczekiwań), ale jego stanowisko w omawianej kwestii jest mi bliższe. Bo ateizm jako światopogląd jest moim atrybutem, natomiast tzw. „ateizacja” nie. Nie chcę tu przytaczać argumentów obu stron (linki jw. działają) natomiast poddaję do dyskusji aspekt, jak mi się wydaje, rzadko poruszany.

Religia – zwalczać, czy przekształcać?

Choć przez większość mojego życia mieszkałem w dużym mieście, jednak turystyczne pasje jak i pracownicze obowiązki nosiły mnie po kraju, po wsiach i miasteczkach. Będąc ateistą i widząc w każdej większej wsi, w każdym miasteczku, kościół – oburzałem się. Jak wielka jest siła zabobonu! Ile sił, ile kosztów zostało poniesionych przez lokalną społeczność, aby tutejszy ksiądz miał się dobrze.

Ateistą jestem nadal. Panoszenie się episkopatu, wtrącanie do wszelkich dziedzin życia, chciwość i zakłamanie, napawa mnie wstrętem.

Więc co – wyplenić, przegnać na cztery wiatry czarnosukienkowych? Z ateizować, zracjonalizować wsie i miasteczka?

Pragmatyka uczy, że jeśli się ludziom coś zabiera, warto im w zamian coś dać.

Tak się zaś składa, że w tych prowincjonalnych siołach, kościół bywa JEDYNĄ dostępną dla wszystkich (ze szczególnym uwzględnieniem osób starych i niewykształconych) enklawą SOCJALIZACJI, czyli miejsca, gdzie ludzie mogą się spotkać, rozmawiać, i robić coś WSPÓLNIE (choćby miały to być śpiewy czy recytacja modlitw).

Kościół bywa jedynym miejscem, gdzie „moherowa babcia” może choć na chwilę uciec od męża pijaka, a mądry ksiądz (bywają i tacy!) może w jakimś stopniu zastąpić terapeutę-psychologa.

No więc, co damy tym ludziom po wywiezieniu na taczkach proboszcza i wikarego? Nowy market w starym kościele?

Tzw. „komuna” przynajmniej próbowała. Koła Gospodyń Wiejskich, Klubokawiarnie RUCH-u, Cepelia, LZS-y miały przejąć rolę Kół Różańcowych, czy innych parafialnych zgromadzeń. Co mamy teraz? Bilboardy „Bądź kowalem swojego sukcesu!” ,”Dołącz do Zwycięzców!”?

Komunały, że „TV nasze okno na świat”, że „WWW- globalna wioska”, że „nie ma problemu pojechać do miasta” – nie załatwiają sprawy. Alienacja, brak więzi społecznych, niezdolność do pracy zespołowej – wzbierają w naszym społeczeństwie, które, jak świadczą statystyki, jest na samym dole listy narodów potrafiących pracować wspólnie.

Tak się też składa, że dla rytuałów społecznych, które, jak dobrze wiedzą socjologowie, są niezbędną częścią współżycia (urodziny, inicjacja, małżeństwa, różne uroczystości i.t.d) nie wdrożono dotąd zamienników (niby istnieją „świeckie ceremonie”, które w PRL-u próbowano popularyzować, a które w końcu ostały się jedynie jako formalność urzędowa).

Wiara jest nieracjonalna. Ale też poezja, sztuka, muzyka…

Czy jest możliwe, aby religia pozbyła się swojej części kołtuńskiej, władczej i mściwej, pozostając pewna postacią mistycyzmu, który wielu ludziom jest potrzebny? Pozostając opiekunem tradycji zarówno chrześcijańskich, jak i pogańskich, a może współtwórcą tradycji współczesnych, w tym i świeckich?

Doświadczenia państw takich jak Czechy, Francja, Holandia i inne, gdzie nikt nie burzy kościołów, ale np. pastor jest pracownikiem gminy, z wszystkimi tego konsekwencjami (pensja, podatki, odpowiedzialność) – wskazują, że jest to możliwe. Taki model byłby chyba lepszy, niż jakaś „wojna na wykończenie”, której nie można wygrać.

Według mnie, kryteria takiego optymalnego modelu spełnia państwo laickie, w którym jest miejsce na wszystko i wszystko ma swoje miejsce.

Pragnę uprzedzić nieporozumienia.

W żadnym wypadku nie sugeruję, że należy łagodnie postępować z urzędnikami pana B. Przeciwnie, działania wskazujące właściwe miejsce KK, muszą być stanowcze i konkretne, bo bierne czekanie na samoistną ewolucję religii (trwa ona cały czas, co by nie mówić, KK złagodniał od czasów średniowiecza) przedłuża okres opresji jaką kler stosuje wobec społeczeństwa w ogóle, a wobec kobiet w stopniu przerażającym!

Tyle, że nie postuluję zastąpienia wiary ateizmem (to indywidualny wybór jednostki), a zmodyfikowanie religii tak, by łączyła grupy społeczne, zamiast je dzielić. Więc – zamiast Dni Ateizmu – ja świętuję Dni Laicyzmu.

Autor: Ratus

Autor: Ratus

  • ratus

    Nie będę udawał, że pisząc ten post nie planowałem drobnej prowokacji.

    Udało się! Jak na głos trąbki koń kawaleryjski ruszał galopem, tak od razu ruszyli z kopyta adwersarze, za nic mając
    moje zastrzeżenia.

    I zero odpowiedzi na postawione pytania.

    Ja nie bronię religii. Ja twierdzę, że lekceważymy przeciwnika. A to zawsze prowadzi do dużych kłopotów, jeśli nie do marnego końca.

    Jeśli od początku historii, jaką znamy, religie odgrywały ogromną rolę w ewolucji kulturowej, to znaczy, ze taka mutacja memetyczna, która zakładała obecność religii, okazywała się korzystna do przetrwania gatunku Homo Sapiens. Niektórzy (poważni) badacze bronią tezy, że właśnie jakieś pra-religie były czynnikiem decydującym o
    tym, że powstały cywilizacje, a nie homeostat symbiotycznych gatunków.

    Co było, to było. Być może, że świat osiągnie kiedyś poziom, na którym religia okaże się reliktem, obecnym tylko w opracowaniach historycznych. Ale na pewno nieprędko, jeśli w ogóle. Więc hokus-pokus – znikamy religię – to naiwność.

    @elbietakunachowicz:disqus Prawda. W temacie – antyklerykalizm. W moim wpisie – przedostatni akapit: KK MUSI znać swoje miejsce i związane z nim obowiązki wynikające z Konstytucji. Musi być REALNIE oddzielony od Państwa.

    @disqus_IgqdJUQQ0w:disqus Różni ludzie potrzebują różnych rzeczy. Decydowanie, że coś jest komuś niepotrzebne, a coś innego – wręcz przeciwnie – to typowa procedura agitacyjna i indoktrynacyjna.

    > Ludzie potrzebują godnych warunków życia, potrzebują dobrych relacji z innymi ludźmi i poczucia spełnienia –
    > jeżeli społeczeństwo/państwo im to zapewni, to religia zwyczajnie zniknie jako coś niepotrzebnego – relikt
    przeszłości.

    Piękny banał, ale banał. Pobożne (sic!) życzenie.
    Póki co, naturalne, czy wdrukowane, potrzeby ludzkiej psychiki istnieją i jednak jakiś tam procent tych potrzeb wiara zaspokaja. I – o tym piszę – należy NAJPIERW zaspokoić te potrzeby, a POTEM myśleć o zabraniu ludziom wiary. Bo inaczej, to będzie tak, jak to właśnie robi KK: dziecko ma się urodzić – co później – nieważne.
    Czy ma być tak samo: Najważniejsze – być ateistą. Reszta – nieistotna?
    ——————————————————
    IMO: Laicyzm, sekularyzm – TAK, antyklerykalizm – TAK, ateizacja – NIE, reformacja religii – TAK, lecz wyłącznie ewolucyjna, nie dekretowa, nie rewolucyjna. Uważam też, że jakaś forma wiary/mistyki (być może całkiem odmienna od każdej z dotąd poznanych) będzie istniała do końca cywilizacji, bez względu na poziom nauki.

  • Michal Kraus

    „Czy jest możliwe, aby religia pozbyła się swojej części kołtuńskiej, władczej i mściwej, pozostając pewna postacią mistycyzmu, który wielu ludziom jest potrzebny?”

    Serio? Komu potrzebny jest mistycyzm? Równie dobrze można argumentować, żeby religii pozostawić pewną dozę zbawienia i rozgrzeszenia, które wielu ludziom są potrzebne. Od razu trzeba by było pozostawić pewną dozę komunii i łaski uświęcającej i poczucia bycia lepszym od niewierzących i pewnej postaci dobrze ukierunkowanej nienawiści, która jest wielu ludziom potrzebna. Generalnie jeśli indoktrynuje się ludzi od dziecka w jakieś religii to późniejsze pisanie o tym, że (tutaj dziwnie się zapomina, że wspomniana potrzeba jest wdrukowana indoktrynacją) ktoś potrzebuje mistycyzmu jest nieporozumieniem.
    Ludzie potrzebują godnych warunków życia, potrzebują dobrych relacji z innymi ludźmi i poczucia spełnienia – jeżeli społeczeństwo/państwo im to zapewni, to religia zwyczajnie zniknie jako coś niepotrzebnego – relikt przeszłości.

    Religia jednak żeruje na beznadziei i karmi ludzi iluzją i obiecankami bez pokrycia, a wszystko to dla władzy i kasy. Wszelkie dobro jakie przypisuje się religiom to efekt uboczny wynikający z tego, że ludzie niezależnie od (albo raczej pomimo) religii potrafią być dobrzy, a religia lekką ręką przypisuje sobie ich dokonania (z łatwo dostrzegalną hipokryzją odrzucając od siebie wszelkie zło dokonywane przez innych swoich wyznawców).

    Nie lubię, gdy ktoś (szczególnie ateista) pisze o wymyślonych przez religię i na potrzeby odwrócenia uwagi wierzących, potrzebach (szczególnie takich jak mistycyzm, czy więź ze stwórcą lub światem duchowym) jako czymś czego ludzie rzeczywiście potrzebują.

    • Elżbieta Kunachowicz

      „Ludzie potrzebują godnych warunków życia, potrzebują dobrych relacji z
      innymi ludźmi i poczucia spełnienia – jeżeli społeczeństwo/państwo im to
      zapewni, to religia zwyczajnie zniknie jako coś niepotrzebnego – relikt
      przeszłości”

      Dziękuję za te słowa. Chciałabym, żeby ludzie z którymi toczę boje o świeckie państwo też w to uwierzyli.

      Jest jednak coś co nie daje mi spokoju. Otóż KK w Polsce już JEST BARDZO BOGATY I MA PEŁNIĘ WŁADZY. I nie karmi już od dawna swoich wyznawców obietnicami bez pokrycia. Od jakiegoś już czasu czynnie zmienia świadomość katolików i to od kołyski, w kierunku aktywnej przemocy, hoduje w nich przekonanie o wyższości katolików nad innymi ludźmi, wciska im szkodliwe, ba, zbrodnicze tezy o świętej misji chrześcijan itp. bzdury. To nowe otwarcie w dziejach kościoła na naszych ziemiach. Kościół hierarchiczny wczepiony pazurami w fotele nie odda ich bez walki. Ma wszystko czego potrzeba by walkę tę wygrał. Ma pieniądze, kadry, specjalistów od marketingu społecznego i zniewolone umysły Polaków nie wyłączając inteligencji akademickiej i klasy politycznej. Żeby z tym żywiołem walczyć skutecznie potrzebna jest nowa siła polityczna, ale nie byle jaka. To musiałaby być spora grupa ludzi o takim kręgosłupie etycznym, który zasila się etyką odpowiedzialności, nie zaś etyką przekonań.

      Ja nie widzę nigdzie takich ludzi więc generalnie czarno to widzę. A jakaś hekatomba w rodzaju – żywioł naturalny, albo trywialna wojna – zatrzyma nas w rozwoju społecznym na jeszcze dłużej.

      Wprawdzie jeszcze się nie poddaje, ale ręce zaczynają już zwisać z bezradności…