toy-1551383_1920

Zenon Kalafaticz o swojej wizji ateizmu

toy-1551383_1920Zenon Kalafaticz na swojej grupie „Ateiści” wypowiedział się m.in. na temat ostrożnych, tolerancyjnych wobec religii ateistów.

***

A CO JEŚLI RELIGIA POWODUJE SZLACHETNE ZACHOWANIA?

Jedną z rzeczy jaka zawsze drażniła mnie u wielu ateistów i od nich odróżniała, to stwierdzenia typu:

„Religia mnie osobiście nie przeszkadza dopóki nie wyrządza krzywdy i nie wtrąca się do życia innych”.

Jest to nagminne, także na naszej grupie (mimo mojego opisu) i jest powodem wielu nieporozumień, i zawsze odsyłam takiego delikwenta do grup świeckich, jak tylko dba o swój tyłek.

Sprawą nadrzędną dla nas powinno być bowiem to, że ludzka istota potrafi wypowiadać pod wpływem religii nieopisane, dziecinne i infantylne farmazony, nawet jak bezpośrednio nam nie zagrażają.
(Większość absurdalnych religijnych doktryn tego świata jak hinduistycznych nam nie zagraża przecież).

Mało tego – religia powoduje, że bardzo mądrzy i wartościowi ludzie, którzy nawet ratują życie innym jak prof. Zębala, bredzą jak najęci motywując swoje szlachetne postawy wobec np. in-vitro tymi oto słowami:

„Nie jestem teologiem, ale nie mam wątpliwości, że Bóg tworząc rozwiązania i podpowiadając je ludziom, także myślał o tych, którym nie może w naturalny sposób pomóc. Jestem wierzącym i praktykującym katolikiem.” – Prof. Marian Zębala o metodzie in vitro

Oto Wszechmogący Pan Stwórca – według profesora – nie do końca okazuje się być taki wszech, wszech i zdając sobie sprawę jakim jest niedorajdą, podpowiada rozwiązania ludzkości, do których ta mozolnie musiała dojść w XX wieku, tocząc jeszcze nieustanne boje z Kościołem. Dziwne, że nigdy nie podpowiedział tych rozwiązań watykańskim dostojnikom z kolejnymi papieżami na czele.

I czy to samo w sobie nie jest przerażające, co potrafi z mózgu ludzkiego – nawet tak w innych dziedzinach światłego – zrobić religia? Czy już samo to nie jest powodem do przerażenia i militarnego ateizmu?

Tak było u mnie od dziecka z moim wojowniczym ateizmem nim jeszcze osiągnąłem wiek 10 lat. Religia nic złego nigdy osobiście mi nie wyrządziła poza tym, że musiałem słuchać podobnych bredni wokół siebie, często wypowiadanych przez osoby i bliskie i cenione.

PS.

Znalazłem świetną polemikę w internecie pewnej katoliczki Wioletty na te słowa Zębali, co jeszcze dodaje komizmu do całej sprawy i pokazuje jakim choróbskiem mózgu jest religia i do jakich napięć między samymi katolikami doprowadza, o międzyreligijnych walkach nie wspominając. Oczywiście katoliczka Wioletta ma rację i to prof. powinien odejść od katolicyzmu, bo nie można jednocześnie być katolikiem i nie słuchać katolickich doktryn.

~Wioletta M. :

Bog podpowiada,zeby zamrazac ludzkie zarodki albo je niszczyc?,Wiekszej herezji nie slyszalam.. …..No jak w Polsce mamy takich katolikow,to nie dziwie sie,ze w kraju zle sie dzieje.Czas wrocic do korzeni….do nauczana Jana Pawla II,ktoremu stawiacie pomniki z kamienia ale jego nauki nie znacie.Ze wszystkich wspolczesnie zyjacych ludzi tylko on potrafil dobrze zinterpretowac nauke Jezusa Chrystusa i zyl Jego slowem.Tylko papiez potrafil dobitnie przekladac slowa Pisma sw. na nasze czasy… (pisownia oryginalna).

***

Zgadzam się z Zenonem niemal w całej rozciągłości. Przez większość mojego życia, jako ateistka starałam się przede wszystkim nie rzucać w oczy, nie wadzić wierzącym i przymykałam oko na to, jak oni mi wadzili. W skali makro wprowadzając religię do szkół, zakazując aborcji na życzenie, zagarniając coraz bardziej przestrzeń nie tylko publiczną, ale i prywatną. W skali mikro niestety również, np. ledwo ciepli przy suto zakrapianym stole złorzeczyli na Żydów nie mając nawet świadomości, że ich Jezus był Żydem. (Słowo daję!). Kiedy na pytanie, jak można w Boga nie wierzyć mówiłam im, kim jest ich Bóg, bo w przeciwieństwie do nich ja czytałam Biblię, zmieniali temat traktując mnie jak dziwoląga, zamiast swoją wiarę, jak totalną bzdurę. Nawet w najbliższej rodzinie przebąkiwano, jak skrzywdziłam swoje dzieci, bo ich nie ochrzciłam, a to przecież by im nie zaszkodziło 🙂 

A w czym się z Zenonem nie zgadzam? Chodzi o słownictwo, bo nie sądzę, że pisząc o „militarnym ateizmie” Zenon pragnie, abyśmy zakładali na siebie materiały wybuchowe i odwiedzali w niedziele okoliczne kościoły. Za dobrze Zenona znam 🙂 

Kiedy domagam się swoich praw i praw dla moich dzieci, kiedy maszeruję podczas Dni Ateizmu, kiedy głośno i jasno przedstawiam swój światopogląd a na pytanie obcych ludzi, czy córeczka była już u Komunii odpowiadam głośno: „Ależ skąd! Jestem ateistką!”, uważa się mnie za wojującą ateistkę. Kiedy w szkole syn zawalczył o zdjęcie krzyży, zorganizowano warsztaty o tolerancji i zaproszono na nie nas, aby nauczyć NAS tolerancji. Zabawne, prawda? Przeszkadzają wam symbole religijne w świeckiej szkole? Czas nauczyć was tolerancji do polsko-katolickiej głupoty 🙂 Ludzie, którzy krytykują religie, piętnują głupoty w nich zawarte, polemizują z tzw. prawdami objawionymi lub z idiotycznymi wypowiedziami choćby w/w profesora, o którym pisał Zenon, traktowani są jak brutalni, agresywni wojownicy, pragnący śmierci całego kościoła i Boga samego. Kościół, to jeszcze bym rozumiała, ale jak zabić coś/kogoś, co/kto nie istnieje??? 🙂 

Kursywą: Izabela Jaszczurowska

  • Zbigniew Woźniak

    Ładnie piszesz. Nic dodać, nic ująć. 🙂 Pozdrawiam

  • ratus

    Uważam, że autor (Z.Kalaficz) nie uswiadamia sobie różnicy między wiarą a religią, stosując te pojęcia zamiennie, co wiedzie do nieporozumień.

    Zdefiniowanie pojecia ‚wiara’ jest trudne, bo zwykle zachodzi próba nadinterpretacji, lecz – upraszczając – jest to indywidualne, osobiste, przyjęcie za prawdę relacji psychologicznych i etycznych, czasem mistycznych – bez dowodu, a nawet bez zastanowienia. Wiara bardzo często (zawsze?) jest efektem indokrynacji.

    Natomiast religia – głoszona jako manifest konkretnego bytu zwanego „Bogiem” – jest w gruncie rzeczy narzędziem psychomanipulacji, doskonalonym przez wieki, odkąd grupa cwaniaków dostrzegła, jak wielkie korzyści można osiągnąć, ogłaszając się pośrednikiem pomiedzy bóstwem a pospólstwem.

    Wiara, jako „przyjmowanie rzeczy za prawdę – bez dowodu” jest wkomponowana w ludzki genotyp i korzyści jakie wniosła w trakcie ewolucli ‚homo sapiens’ przeważaja szkody, jakie powodowala (dowód – istniejemy!). Bytowanie w społeczeństwie kogoś, kto nigdy i niczego nie przyjmował by „na wiarę” jest niemożliwe. Nawet teraz, w czasach rozwinietej nauki i komunikacji, większość wiedzy o świecie przyjmujemy „na wiarę”, przyjmując za prawdę – bez dowodów! – słowa polityków, artykuły prasowe, kazania z ambon, opowiadania „mądrych ludzi”, podręczniki i inne źródła wiedzy.

    Wyśmiewanie więc „wierzących”, to często wyśmiewanie samych siebie…

    Religia – to całkiem co innego. To narzędzie opresji, terroru, manipulacji, ogłupiania. Ludzie posługujący sie tym narzędziem, to manipulanci, cynicy, terrorysci, czasem szaleńcy. Walka z nimi to obowiązek porządnych ludzi. Należy jednak BARDZO uważać, by odróżnić ofiary od katów.

    • Zbigniew Woźniak

      Ja sobie ustawiłem taką alternatywę: wiara vs sceptycyzm.

      Podana przez Ciebie definicja wiary jest dobra ale pomija jeden ważny aspekt (kryterium): wiara nie dopuszcza weryfikacji prawdziwości.

      Sceptyk też może ufać (celowo używam tu innego czasownika, żeby było odróżnienie od „wierzyć’), że coś jest prawdą (przecież nie mamy pod ręką wszystkich dowodów prawdziwości) ale sceptyk jest otwarty na weryfikację. Gdy się ona nie powiedzie, odrzuca zdanie, które teraz już nie jest dla niego prawdziwe.

      • ratus

        Pełna zgoda, bardzo trafne i istotne rozwinięcie.

  • eskb

    Fakty są takie. Jest państwowa szkoła i jest demokracja. Demokracja czyli sytuacja gdzie RACJĘ ustala większość. A co jeżeli większość chce religijnych symboli w szkole ? Nie zadowala mnie odpowiedź, że trzeba szanować prawa mniejszości. Przecież gdy mniejszość usunie symbole religijne to pogwałci prawa większości. Świeckość szkoły nie jest przeszkodą w umieszczaniu symboli religijnych w szkole, zwłaszcza gdy demokratyczna większość przyzna tej tezie RACJĘ.
    Jakieś pomysły jak to pogodzić ?

    • ratus

      „Demokracja” oznacza, że rządzenie jest ZBIOROWE a nie WIĘKSZOŚCIOWE. To znaczy, że prawo ma służyć wszystkim obywatelom, a nie tylko tym, którzy są w większości. W szczególnych sytuacjach zachodzi sytuacja taka, że prawo ma bronić mniejszości, przed przytłoczeniem, czyli tyranią większości.

      Mamy obecnie sytuacje taką, że istotnie, twoje objawienie <> przyjmuje się za dogmat, co pozwala rządzić klerowi w imieniu wiekszości, jaką stanowią w naszym kraju religianci. Ta „większość” i tak jest ustanawiana arbitralnie, bo jakoś, pomimo wielu wniosków, nie ufało się (i zapewne, długo się nie uda) ogłosić referendum w sprawie aborcji, obecności religii w szkołach, eutanazji, ‚in vitro’ i innych dziedzinach – po których to referendach mogłoby się okazać, że 90% katolików to taka sama efemeryda jak 90% komunistów w okresie PRL-u.

      Odnośnie konkretu – czyli symboli religijnych w szkołach (a także w reszcie otoczenia – na placach, w parkach, szczytach gór, nawet przydrożnych rowach, gdzie katolicy ulegali wypadkom) to zachodzi znane zjawisko „obsikiwania terenu” celem zademonstrowania faktu jego zawłaszczenia.

      Pomysł na rozwiązanie? Proszę bardzo: Symbole religijne tylko w obiektach kultu religijnego (kościoły, meczety, cerkwie itd) – dla ogółu, oraz w przestrzeni prywatnej – dla osób pojedynczych.

      • eskb

        Przekombinowane. Albo mamy dyktat jednostki (np.monarchia absolutna) albo rządzenie zbiorowe. Demokracja parlamentarna jest szczególna formą rządzenia zbiorowego. Ponieważ nie ma możliwości które z praw ustanawianych większością głosów przytłacza mniejszość, a które większość obywateli,musimy przyjąć, że większość decyduje co jest RACJĄ. Myślenie życzeniowe nie może przysłaniać prawdziwego obrazu demokracji – większość w drodze głosowania ustanawia co jest dobre dla wszystkich obywateli,
        To nie moje OBJAWIENIE jest dogmatem narzuconym demokracji ale taka jest po prostu jej natura. Załóżmy, że katolików jest jeden procent. I załóżmy że parlament uchwali że z podatków (płaconych także przez katolików) zostaną opłacone zabiegi aborcyjne. Czy w takim razie większość nie przytłoczyłaby tej 1 procentowej mniejszości. Zgodnie z Twoim życzeniowym myśleniem taką mniejszość należałoby chronić czyli nie pobierać od nich podatku w tej części jaka pokrywa zabiegi aborcyjne. Jeżeli teraz powiesz, że tu mniejszość nie ma nic do gadania to tylko potwierdzisz,że w demokracji RACJĘ ustanawia większość.

        • ratus

          Uczepiłeś się tej RACJI. „Demokracja”, to nie jest „demok-RACJA”, tylko „demo-KRACJA” czyli z greckiego „demos” (lud) + „krateos” (władza). Analogicznie, jak w okresleniach „arystokracja” (władza elit), czy „merytokracja” (rządy fachowców).

          W ustroju, zwanym „demokratycznym” większość ma władzę, co wcale nie znaczy, że z definicji „ma rację”. Racji sie nie ustanawia, tylko się ją przyznaje, tym, którzy przedstawią argumenty nie do odparcia, a nie tym, których jest więcej.

          Oczywiście, można sobie zafundować samozadowolenie i oświadczyć, „MY mamy rację – bezdyskusyjnie, bo jest nas wiecej! Albo: „Obywatele, jedzmy gówno, miliardy much nie mogą się mylić!” Smacznego!

          • eskb

            Dalej się upieram.W demokracji rację, owszem, się przyznaje, ale ci którzy mają większość przyznają ją sobie i co więcej są przekonani, że ich argumenty są nie do odparcia. To cech immanentna demokracji. Nie ma absolutnie żadnego sposobu obrony przed większością. Nie ma i nie było takiej demokracji w której większość nie byłaby przekonana do tego, że ma mocne argumenty, nikogo nie tłamsi i RACJA jest po jej stronie. Znasz taki kraj i czas w którym było inaczej ?

          • ratus

            Przyznanie racji komuś, to czyn świadczacy o obiektywizmie i chęci rzetelnego dyskutowania, nie wspominając o cywilnej odwadze i panowaniu nad własnym ‚ego’. Upieranie się, że „mam rację, bo mam, a moja racja jest najmojsza i g. mnie obchodzą czyjeś argumenty” – to
            chyba, przyznasz, coś całkiem innego?

            > … to cecha immanentna demokracji.

            Nieprawda, To jest cecha niezwiązana z żadnym ustrojem, tylko z ludzką słabością – pychą. Oświadczenie: „Myliłem się, racja jest po twojej stronie (lub, po prostu: masz rację!)” jest rzadkie jak perła na pustyni, co, niestety, nienajlepiej świadczy o kondycji moralnej ‚homo sapiens’.

            > Jeżeli zatem RACJI nie powinno się ustalać większością to demokracja jest do bani ….

            Oczywiście, racji się nie ustala, tylko stwierdza, czy ją się ma, czy – nie! W demokracji, większością (ale z braniem pod uwage mniejszości) ustala się pewien konsensus, kompromis, lepszy, czy gorszy, ale właśnie – demokratycznie wypracowany.

            Popularna sentencja głosi, że demokracja jest do bani, ale póki co, nie udało się wymysleć nic lepszego!
            ————————————————————

            Profesor Marian Mazur zwykł był mawiać, że aby jakakolwiek dyskusja miała sens, należy uzgodnić słownik. Coś mi się zaczyna wydawać, że my w naszej dyskusji, pojęcia RACJA używamy w całkiem różnych znaczeniach.

            Więc: jeśli „A” twierdzi, ze 2+2=4, a „B” uważa, że 2+2=5, to rację przyznaje się „A”!

            Jeśli ogromna większość się uprze, że rację ma jednak „B” – to mamy reductio ad absurdum, a nie ustalenie racji!

            Oczywiście, w wielu innych wypadkach, stwierdzenie „kto ma rację” jest trudne, czasami niemożliwe, czasem „racja leży po obu stronach”, ale NIGDY racja nie może być ustalana głosowaniem (poparciem większości) czy aklamacją.

          • eskb

            Tyle słów, a przecież się ze mną zgadzasz. Tak RACJA nie może być ustalana głosowaniem. Tyle, że tak jest. Jest ustalana głosowaniem. Co to znaczy-uwzględnić prawa mniejszości. Co to jest mniejszość ? Od ilu osób zaczyna się mniejszość ? Od 1000 ? A dlaczego nie od 100? 10% ? A dlaczego nie 5,5%?
            A może jedna osoba to jest mniejszość ?

            Zgoda, że złe rzeczy pochodzą z ludzkiej słabości (zgadnij, kogo cytujesz?). Ale ludzie tworzą mechanizmy które mają przeciwdziałać skutkom tych ludzkich słabości. A demokracja temu nie przeciwdziała. No bo skoro permanentnie dopuszcza pogwałcenie praw mniejszości to znaczy, że nie przeciwdziała. Inny klasyk powiedział: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Ale wciąż na tym portalu autorzy domagają się demokracji.

            No i nie baw się bez sensu słowami. Jaka jest różnica pomiędzy zdaniem – Newton ustalił, że jabłko tym szybciej spadnie na ziemię im jest cięższe- , a zdaniem – Newton stwierdził że jabłko cięższe spadnie szybciej na ziemię.

          • ratus

            Tylko jedno pytanie: Czym, jakim ustrojem, proponujesz zastąpić demokrację?

          • eskb

            Jakiś rodzaj monarchii albo republiki.

          • ratus

            Wygląda na to, że twoja wizja się spełni. Króla już mamy. Chrystusa.

            Dziękuję za dyskusję.