Wpisy Ale o co chodzi?

nun-1623680_1920

Psychopatka Kaja Godek

nun-1623680_1920Wczoraj po programie „Czarno na białym”, w którym m.in. pojawił się wstrząsający wywiad z rodzicami „dziecka Chazana”, odbyła się rozmowa Andrzeja Morozowskiego z Wandą Nowicką i Kają Godek z Fundacji Życie i Rodzina. To ta z fryzurą na nocnik. Do niedawna miałam ją jedynie za zwykłego oszołoma. Dziś wiem, że się myliłam. Kaja Godek to psychopatka.

Prowadzący zadał pierwsze pytanie: czyje sumienie jest ważniejsze, matki czy lekarza?

Niezwykle poruszona, jak każdy normalny człowiek, Wanda Nowicka dziękuje drżącym głosem rodzicom za opowiedzenie tej historii.  Przyznali oni, że zdecydowali się na to dlatego, aby rządzący, którzy chcą za ludzi decydować w tak ważnych kwestiach mieli świadomość, do czego tych ludzi zmuszają. Liczą na to, że jeśli choć jedna z tych osób zmieni zdanie, było warto opowiedzieć o bólu swoim i niepotrzebnie wydanego na świat dziecka, które w cierpieniach, szprycowane morfiną, potwornie zdeformowane urodziło się tylko po to, żeby konać 10 dni i żeby dr. Chazan po setkach skrobanek sprzed lat, dziś miał czyste sumienie.

I w końcu do głosu dopuszczona została ONA, kobieta z zerową empatią, która miała do powiedzenia tylko jedno: to tvn24 nie ma sumienia, wykorzystując ludzi, którzy stracili dziecko. I na nic zdały się tłumaczenia Morozowskiego, że oni sami chcieli zabrać głos. NIEWAŻNE! Nie mają prawa go zabierać, bo służą lewackiemu podejściu do aborcji. No bo jak można pomóc dziecku, mordując go?

Brzydzę się tym, co państwo zrobili. Gdzie jest wasza etyka dziennikarska? Jak widzi się człowieka w trudnej sytuacji, to się nie kręci takiego reportażu z puentą, że trzeba było zamordować dziecko. Ci ludzie w reportażu nawet nie pokazali twarzy.

Ano nie pokazali twarzy kobieto bez serca i rozumu – bo nie chcą zostać kiedyś opluci, czy wyzwani od morderców przez takich ludzi jak ty.

Takiego reportażu z puentą, że trzeba dziecko zamordować, nie godzi się kręcić. Ale gdyby puenta była inna? Gdyby ci rodzice powiedzieli, jak szczęśliwi są, że bóg obdarował ich dzieckiem bez nosa, bez powiek, bez części czaszki, z rozszczepem twarzy i pozwolił mu żyć w męczarniach 10 dni, przez co dziecko to zostało doświadczone o 9 i pół dnia dłużej i wielokroć bardziej niż Chrystus, i z pewnością dzięki temu zrzuciło go z miejsca po prawicy boga i samo tam zasiadło, to nie byłoby żadnego problemu. Reportaż byłby git! Puenta byłaby odpowiednia. A i niepokazywanie twarzy przez rodziców nie byłoby niestosowne. Debil wytłumaczyłby to w ten sposób, że rodzice boją się morderców lewaków.

Zabijmy, to nie będzie cierpiało, co za absurd! – oburza się Kaja. 

Nie wiem, z jakiej choinki się laska urwała, ale może warto jej uświadomić, że dawno temu, kiedy koń złamał nogę, jeździec go dobijał. I to nie dlatego, że serca nie miał, czy w boga nie wierzył, ale dlatego, że miał świadomość (tak wiem, do świadomości trzeba dorosnąć), że kiedy pozostawi wierzchowca samemu sobie, lub jak kto woli, na łasce Pana, to zdychać on będzie w niewyobrażalnych męczarniach. Tak więc właściciel konia robił to z litości, jeśli nie z miłości. Kiedy zanosi się do weterynarza zwierze niemające szans na przeżycie, to weterynarz (o ile jest uczciwy i nie naciąga na kasę), namawia właściciela na uśpienie pupila, żeby oszczędzić mu cierpień. To w pewnym sensie zabawne, że udało się ludziom zapewnić zwierzętom domowym lepsze prawa, niż samym sobie.

Zadziwiające również jest to, jak udało się ludziom zadbać o swoich pupili, zapominając o tych zwierzętach, które codziennie goszczą na ich stołach. Ale to temat na inny tekst.

I jeszcze jedno. Według tej inteligentnej inaczej baby, masę bezwolnych, otumanionych chyba oparami z garów kobiet, na ulice 3 października wyprowadziły skrajnie lewicowe ugrupowania. Same by nie wyszły, no bo jak? Po co? Jak one nie mają o niczym żadnego pojęcia. To był polityczny strajk! To jest polityczny czarny protest! Pewnie w tym  czymś, co ta Pani ma w głowie (u normalnych ludzi jest to mózg), uroiło się to, że nam za to latanie w deszczu po ulicach jeszcze zapłacono. Butów by mi się nawet tą Panią nie chciało wycierać.

Wywiad z rodzicami „dziecka Chazana” TUTAJ. 

14484854_1066692396747469_4923204337071766665_n

Hibernacja umysłowa

14484854_1066692396747469_4923204337071766665_nKażdy z nas posiada jakiś system obronny. Wszechogarniający nas debilizm wszechwładnej partii sprawił, że uaktywniła się we mnie hibernacja. Jestem, oddycham, jem (czasami), pracuję, ale słabo myślę. Jak tu pisać w takim razie?

W ostatni piękny pogodowo weekend, czyli pierwszy weekend października spędziłam w Krakowie na Dniach Świeckości. Informacji nazbierałam na co najmniej trzy teksty. Miałam rozdarte serce, bo w tym czasie odbywał się protest kobiet m.in. w Warszawie. Kazimiera Szczuka swój przyjazd do Krakowa odwołała w ostatniej chwili, o co nikt nie miał do niej pretensji, natomiast Anna Dryjańska przyjechała, choć też jedną nogą była w stolicy, tak jest kobieta elastyczna. I choć była tylko na jednym panelu, jej obecność była jakby przytupem, który echem kołacze się w mojej głowie do dnia dzisiejszego. Oczywiście opiszę to, jak się zupełnie przebudzę ze snu.

Z Krakowa wróciłam 2 października wieczorem. 3 wiadomo co było. Kto nie wie, co się działo 3 października 2016 r. był bardziej zahibernowany ode mnie. Garstka znudzonych kur domowych ubranych w nietwarzową czerń wyległa na ulice miast i miasteczek,  żeby sobie czymś nudę umilić. A wulgarne były, że pożal się boże! A agresywne, że niech bóg broni! Bo im się nie spodobał przyjęty przez Sejm, zwany przez chłopaka poznanego na Dniach Świeckości „Kurwim Gniazdem”, projekt Ordo Iuris dotyczący ochrony życia poczętego.

4 byłam w pracy i z powodu wolnego 3 października, miałam kolokwialnie mówią kupę roboty. 5 października sejmowa komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zwołana nieregulaminowo, postanowiła odrzucić projekt „Stop aborcji”. Jak ktoś nie oglądał „obrad” komisji, jest zdrowszy, spokojniejszy i ma mniej siwych włosów na głowie ode mnie. Tak, tak – to PiS-owska komisja i pisiuar wniósł wniosek o odrzucenie tego projektu. TAK! PiS to ta sama partia, która odrzuciła dwa tygodnie wcześniej projekt obywatelski legalizujący aborcję, a przyjęła projekt zakazujący całkowicie aborcji. Gubicie się? Ja się hibernuję.

W nocy, zanim ktokolwiek ogarnął o co chodzi, odbyły się obrady Sejmu. I okazało się, że PiS to obrońca uciśnionych kobiet. PiS się kurde nie zgadza, żeby kobiety szły do więzienia! Wcześniej po prostu projektu ustawy nie doczytali. A oto fragment wypowiedzi Jaśnie Panującego Nam, choć stojącego w cieniu (bo malutki) Jarosława Kaczyńskiego, który tymi słowy zwraca się do przedstawicieli Ordo Iuris:

„My tylko doszliśmy do wniosku, obserwując sytuację społeczną, że to będzie przedsięwzięcie (…), że to będzie czynnik, który doprowadzi do procesów, których efekt będzie dokładnie przeciwny temu, o którym pani tutaj mówiła.”

I teraz zagwozdka. Jaką sytuację zaobserwował Jaro z okien, skoro on nawet parapetu nie dosięga? Ktoś mu przekazał, że podczas strajku kobiet było więcej ludzi niż na manifestacjach KOD? To go okłamał. No chyba, że ktoś mu przekazał, że losowo wybrana z tego niekończącego się tłumu ludzi kobieta ma większe jaja niż Mateusz Kijowski. To by się zgadzało.

I tak oto projekt Ordo Iuris poleciał z hukiem do zsypu. Przykre? Nam też było przykro, kiedy nad naszym projektem się nawet na chwilę nie pochylono. Środowiska zygotarian wówczas po nogach sikało z radości. Po ich porażce ja się nie posikałam. Bo oto mamy dowód, że wszyscy dla władz gówno jesteśmy warci. Ponoć Episkopat (to takie stare dziadki w sukienkach), dał naszej wszechwładzy zielone światło, żeby trochę jednak odpuściła, bo się posrali, że może te szalone baby na Kościoły ze swoim wkurwem ruszą?

A teraz nowy news. Jest projekt. Chronimy zygoty ale nie puszkujemy kobiet. Co za ulga!

Wynika z tego, że tym, co się posrali z powodu rozjuszonych kobiety i mężczyzn po ostatniej mobilizacji społecznej, gówna odbiły się od podłogi i uderzyły prosto w mózg. Bo trzeba gnój mieć we łbie, żeby wierzyć w to, że My to zaakceptujemy.

I do tego jeszcze same kobiety, które cieszą się, że udało im się zachować status quo, czyli obecnie obowiązującą ustawę zwaną kompromisem, choć wszyscy wiedzą, że był to kompromis władz z Kościołem, bo głos społeczeństwa został wyrzucony do śmieci. Obstawanie przy obecnym prawie do aborcji, to godzenie się na zakaz całkowity, bo religijny twór, jakim jest klauzula sumienia sprawia, że poddanie się zabiegowi jest w naszym kraju praktycznie niemożliwe. Wystarczy, że imbecyl po studiach medycznych, który powinien zdawać sobie sprawę, jak wiele od niego zależy powie, że prawo istoty wymyślonej przez ludzi tysiące lat temu zwanej bogiem, jest dla wszystkich wiążące. A przy okazji, ciekawe co sądzi o przykazaniu „Nie cudzołóż”? I jak wielu z nich wie, które to jest przykazanie?

Wczoraj Anna Dryjańska i inne kobiety leżały sobie pod Sejmem. Ja ciężko pracowałam i aż im zazdroszczę. Będę się starała nie tylko leżeć, jak one, nie tylko biegać po Warszawie w legalnych i nielegalnych marszach, jak to było 3 października, ale i dam się ukrzyżować, bo przecież i tak właśnie to z nami próbują zrobić katolickie oszołomy.

Budzę się drodzy Czytacze. Wkrótce będzie mnie na portalu więcej.

 

14355534_660781597423233_8536045170934529986_n

Załóżmy czerń, pokażmy sprzeciw!

14355534_660781597423233_8536045170934529986_n

Partia „Razem” namawia nas do prostego, ale jakże wymownego protestu wobec próby wprowadzenia w naszym kraju barbarzyńskiego prawa mającego na celu całkowite zniewolenie kobiet. Wydarzenie na fb TUTAJ

Oddaję głos pomysłodawcom:

„W środę zaczyna się posiedzenie Sejmu, na którym posłowie zajmą się okrutnym projektem ustawy, zgodnie z którym kobiety mają być wtrącane do więzienia za przerwanie ciąży.

To okrutne i nieludzkie prawo będzie zagrażało każdej z nas. Nie chcemy żyć w kraju, w którym przy łóżku ciężarnej kobiety czuwa policjant i prokurator, gdzie każde poronienie kończy się śledztwem, gdzie zgwałcone dziewczynki zmuszane są do rodzenia dzieci swoich gwałcicieli.

W środę, w dzień rozpoczęcia obrad Sejmu, ubierzmy się na czarno. Każda z nas może symbolicznie zamanifestować sprzeciw – w domu, w pracy, na spacerze, w szkole, w internecie. Pokażmy, że nie godzimy się na odbieranie nam prawa do zdrowia, do bezpieczeństwa, do godności i szacunku. Pokażmy naszą siłę, nasz sprzeciw, naszą solidarność. Zrób sobie zdjęcie, dodaj do wydarzenia albo wrzuć do siebie na profil z hasztagiem #CzarnyProtest.

Nie zgadzajmy się na życie w strachu, na cierpienie i lęk. Nie zgadzajmy się na tortury zamiast opieki, zastraszanie zamiast wsparcia. Na odbieranie nam głosu, na decydowanie o nas wbrew naszym sumieniom. Dołącz do Czarnego Protestu. Nie chcą nas słuchać, niech nas zobaczą!”

Jestem za!

fertilization-1132253_1280

W „Tak jest” o aborcji

fertilization-1132253_1280Już w czwartek dyskusja w Sejmie nad obiema ustawami – liberalizującą aborcję i zupełnie zakazującą aborcji. Za to dziś starło się w programie „Tak jest” Andrzeja Morozowskiego Średniowiecze z Dwudziestym Pierwszym Wiekiem. O dziwo, to pierwsze reprezentowane przez młodziutką, śliczniutką Karolinę Pawłowską z Instytutu Ordo Iuris, a to drugie przez naszą Wandą Nowicką, jakby nie było, kobietą już w kwiecie wieku. Po programie wszystko było jasne. Do czasów współczesnych po prostu trzeba dorosnąć.

Nie muszę chyba informować o wyniku tego starcia? Właściwie pani Wanda wcale nie musiała się wysilać, bowiem pani Karolina pogrążała się tak pięknie, że aż miło było popatrzeć.

Według pani Karoliny „tak zwany kompromis aborcyjny”, czyli obecnie obowiązująca ustawa sprawia, że każdego roku ginie coraz więcej dzieci. Aż dziw, że nie powiedziała, że są mordowane bestialsko. Gospodarz przypomniał, że aborcja dokonywana jest w trzech uzasadnionych przypadkach i spytał, co z ciążą powstałą za sprawą czynu zabronionego, który nazwał gwałtem.

„Jeżeli chodzi o czyn zabroniony, to ten termin nie oznacza tylko i wyłącznie gwałtu. Chodzi tutaj o różne przestępstwa, także na przykład przestępstwo polegające na współżyciu szesnastolatka z czternastolatką, tak jak to miało miejsce w głośnej sprawie Agaty, ale także na przykład wykroczenie polegające na współżyciu w miejscu publicznym. To jest pierwsza rzecz. To sformułowanie przepisu może prowadzić do tego, że dzieci uśmiercane są ze względu właśnie na tego typu przestępstwa” – bez cienia żenady odparła pani Karolina.

***

Ciekawe, czy któraś z Polek na to wpadła:

– Dzień dobry, chcę usunąć ciążę.

– A na jakiej podstawie?

– Uprawiałam seks z kolegą z pracy na ulicy Marszałkowskiej i to podczas szczytu!

– A, no tak, to przecież przestępstwo, nie ma sprawy.

***

Wanda Nowicka przypomniała, że w Polsce pod tym względem mamy jedno z najbardziej restrykcyjnych praw w Europie. Karolince nawet powieka nie drgnęła. Zresztą nie ma się co dziwić. Dzięki takim osobom, jak ona Polska coraz mniej ma wspólnego z Europą. Morozowski przypomniał za to, że projekt pro-lajfersów może i całkowicie zakazuje aborcji, ale jest w nim zapis, że przestępstwa nie popełni lekarz, który doprowadzi do śmierci dziecka ratując życie matki. Ucieszyło to bardzo Karolinkę, ale Wandzia szybko postarała się, aby jej mina zrzedła.

„Albo pani do końca nie wie, co jest napisane w tej ustawie, albo powiem potocznym językiem, że pani ściemnia”

I wyjaśniła, że zapis w którym mowa o tym, że lekarz nie popełnia przestępstwa, jeśli śmierć dziecka jest następstwem działań leczniczych koniecznych dla ratowania życia matki, nie oznacza, że lekarz będzie mógł dokonać aborcji, żeby ratować kobietę, bowiem środowisko Ordo Iuris nie uznaje aborcji jako działania leczniczego. W związku z tym może chodzić o podanie jakiegoś leku matce, środka przeciwbólowego itp. ale nie o dokonanie aborcji, aby ratować życie kobiety. Ten nieprecyzyjny zapis został według Nowickiej wprowadzony po to, żeby uspokoić tych, którzy mają wątpliwości, czyje życie będzie bardziej się liczyć. Karolinka próbowała zaprotestować, ale Wandzia dodała, że jeśli jest inaczej, to dlaczego nie ma w projekcie ustawy zapisu, że aborcja jest możliwa w przypadku ratowania życia kobiety?

Dlatego, że po prostu przepis ten ma nie tylko pokazywać, że aborcja jest tą jedyną możliwością leczenia, ale także jest szereg innych możliwość ratowania kobiety – odparła Karola.

***

Jakbym interpretacji Biblii przez Świadka Jehowy słuchała!

– Dlaczego wszystkowiedzący Bóg nie może znaleźć w raju Adama, a ma tylko dwoje ludzi na ograniczonej przestrzeni?

– Bo tak ufał pierwszym ludziom, że wyłączył wszystkie swoje moce.

– A gdzie to jest napisane? Bo raczej nie w Biblii.

– No nie jest to zapisane, ale przecież to oczywiste, że skoro szukał i nie mógł znaleźć, to wyłączył.

***

Wanda przestrzega, że jeśli ustawa zakazująca całkowicie aborcji wejdzie w życie, kobieta w ciąży straci swoje konstytucyjne prawa do ochrony jej życia, zdrowia, nie mówiąc już o decyzyjności a przede wszystkim godność. Każda decyzja może być podjęta wbrew jej woli i wbrew jej dobru.

Morozowski zwraca uwagę, że naukowcy spierają się co do tego, kiedy zaczyna się życie ale twierdzą, iż ok. 20 tygodnia życia płodu zaczyna się świadomość i  odczuwanie. Dlaczego więc, skoro sprawa jest dyskusyjna, nie zostawić kobietom możliwości decydowania o sobie. Katoliczki niech nie usuwają ciąży, a nawet poświęcają swoje życie, jeśli taka ich wola, a kobiety, które traktują początek ciąży jako zlepek komórek, niech mają to prawo.

Karolinka znowu błysnęła, że skoro są wątpliwości, kiedy zaczyna się ludzkie życie, to te wątpliwości powinno rozstrzygnąć się na korzyść życia.

„Ale to państwo macie te wątpliwości” – przerwał Morozowski

„To nie podlega weryfikacji przez dzisiejszą naukę” – broni się Karolinka.

„Dobrze, że pani o tym mówi, bo zwykle twierdzicie, że życie zaczyna się od poczęcia” – ripostowała Wandzia.

„Ja twierdzę, że życie zaczyna się od poczęcia” – odpowiedziała Karolinka.

A ja twierdzę, że boga nie ma i kogo to obchodzi? Ale są i tacy, co twierdzą, że ziemia jest płaska i większość ludzi na te rewelacje puka się w czoło. Są też tacy, którzy twierdzą, że świat stworzył Latający Potwór Spaghetti, i choć spełniają wszystkie wymogi formalne, nie mogą w naszym kraju zarejestrować swojego kościoła. Reasumując, gówno nas powinno obchodzić, co twierdzi pani Karolina.

Wandzia zwraca uwagę, że są wątpliwości, kiedy zaczyna się człowiek, ale nie ma żadnych wątpliwości, że kobieta jest człowiekiem, który ma prawa i powinna być chroniona. Zarzuca również Karolince, że jej środowisko jest również przeciw antykoncepcji i edukacji seksualnej. Przestrzegła, że kobiety będą zachodzić w niechciane ciąże i je przerywać, bo zakazem środowiska pro-life nie uratują żadnego życia.

Za to jednego życia pro-lajfersi nie życzą sobie na pewno, co więcej nawet modlą się o to, żeby nigdy się nie narodziło. Chodzi o ewentualne przyszłe dziecko jednej z koordynatorek akcji „Ratujmy kobiety” z Krakowa, która na zamkniętej grupie „Dziewuchy dziewuchom” w emocjach zaproponowała, aby billboard przedstawiający szczątki usuniętego płodu oblać farbą. Fundacja Pro-Prawo do życia opublikowała nie tylko print screena ale i imię i nazwisko „pomysłodawczyni”, która dzięki temu doświadczyła prawdziwej, chrześcijańskiej miłości obrońców nienarodzonych:

„Modlimy się o to, byś nigdy nie miała dziecka”

Durni strasznie to ludzie. Jakby chcieli ją ukarać, powinni pomodlić się o to, żeby urodziła dziecko podchodzące z gwałtu. Albo „dziecko Chazana”. A nie! Zapomniałam! Dla nich to szczyt szczęścia.

 

hands-543593_1280

Wsparcie ze świata dla polskich kobiet

hands-543593_1280Jak wszyscy wiemy, sprawa ustawy zakazującej aborcji poruszyła nie tylko Polaków. W sieci pojawiły się zdjęcia i teksty z zagranicy, w różny sposób przekazujące wsparcie i solidarność z polskimi kobietami. W cieniu projektu tej haniebnej ustawy odbywały się Dni Ateizmu. 3 kwietnia brałam udział w panelach „Religie a sytuacja kobiet” i „Świeckość na rzecz praw kobiet i równouprawnienia” zorganizowanych przez Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego.  To była uczta duchowa!

Wśród panelistek śmietanka feministek ze świata:

Nedai Jamile (CLEF, Francja), irańsko-francuska feministka, współzałożycielka Ruchu Wyzwolenia Kobiet Iranu opowiadająca o swoim życiu aktorki i swoim udziale, jako jednej z niemal miliona kobiet w rewolucji irańskiej. Koniecznie obejrzyjcie ten krótki, trwający niecałe 3 minuty filmik, który za pomocą zdjęć przedstawia sytuację kobiet sprzed 1979 r. i po rewolucji, kiedy władzę przejął Chomeini (TUTAJ). Nedaj wykorzystując zagraniczne kontakty, opuściła kraj. Swoją wypowiedź zakończyła słowami: „nigdy nie nosiłam chusty i nigdy nikt nie zmusi mnie do jej założenia”;

Solange Cidreira (FAE Francja), francusko-brazylijska feministka, współzałożycielka FAE, która opowiedziała historię 9-letniej brazylijskiej dziewczynki, która gwałcona przez ojczyma zaszła w ciążę. Prawo w Brazylii dotyczące aborcji jest podobne do naszego. Usunięcie ciąży jest możliwe, m.in. kiedy ciąża pochodzi z gwałtu. Ojciec trafił do więzienia, matka zdecydowała się poddać córkę aborcji. I wówczas odezwał się Kościół. Powołując się na to, że matka nie ochroniła dziecka przed ojcem, przedstawiciele KK uznali, że nie ma ona prawa do podejmowania decyzji w imieniu córki. Córka, jako niepełnoletnia, nie może decydować o sobie, w związku z tym MUSI urodzić. Rozpoczęła się walka środowisk feministycznych z katolickimi o ciążę małej dziewczynki. I kiedy wydawało się, że zwyciężył rozsądek i usunięto ciążę, wszystkie osoby mające coś wspólnego z aborcją zostały ekskomunikowane. Oczywiście ta najwyższa kara kościelna nie objęła wielokrotnego gwałciciela;

Judit Morva (FAE Węgry) – lewicowa działaczka, feministka, red. nacz. węgierskiej redakcji „Le Monde Diplo” i „Transforme!”;

Nicoletta Pirotta, (IFE/FAE Włochy), feministka, lewicowa polityczka, założycielka IFE Italia, chrześcijanka, która walczy o świeckość, reprodukcyjne prawa kobiet i równouprawnienie;

Wanda Nowicka – prezeska stowarzyszenia Równość i Nowoczesność (RóNo), posłanka i wicemarszałkini Sejmu VII kadencji, honorowa przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, inicjatorka nagrody Kryształowego Świecznika;

Małgorzata Diana Marenin – lewicowa działaczka, feministka, założycielka stowarzyszenia STOP STEREOTYPOM, która mówiła o projekcie ustawy antyaborcyjnej autorstwa środowisk pro-life. Wspomniała również o tym, że aborcja nie jest dla wielu kobiet łatwa, jest trudnym przeżyciem mogącym powodować traumę. Wówczas głos zabrała obecna na sali Ewa Dąbrowska-Szulc z Federacji na rzecz kobiet i planowania rodziny, która stanowczo zaprotestowała przeciwko mówieniu o powszechnej traumie. Kobieta, podejmująca świadomie decyzję o aborcji przeżywa według niej ulgę, a depresję postaborcyjną promują środowiska pro-life. Małgorzata Marenin wyjaśniła, że chodziło jej o traumę kobiet, które pragną dziecka, ale nie mogą go urodzić z różnych przyczyn – własna choroba, lub ciężkie uszkodzenie płodu. I wówczas zabrała głos następna panelistka…

Djemila Benhabib – międzynarodowa działaczka feministyczna i laicka, kanadyjska polityczka, autorka szeregu książek („Moje życie w kontrze do Koranu”, „Jesień kobiet arabskich” , „Po Charlie”), laureatka nagród literackich i Międzynarodowej Nagrody Laickości (Paryż 2012). Ogromnie poruszona, nie mogąc powstrzymać łez, drżącym głosem, zupełnie niespodziewanie (również dla niej samej) postanowiła podzielić się z nami swoją osobistą historią.

Djemila wychowywała się w Algierii, w rodzinie, jak to sama określiła, lewicującej, dla której religia nie miała pierwszorzędnego znaczenia. Kiedy poszła do szkoły, zamiast z innymi dziećmi uczyć się na pamięć Koranu, wolała liczyć muchy obijające się o okna w klasie. Przez to jej ojciec wzywany był kilka razy do szkoły. Uważano ją za nierozgarnięte dziecko, z którym po prostu jest coś nie w porządku. W wieku 17 lat przeżyła swoją pierwszą miłość i zaszła w ciążę. Wówczas zaczął się jej dramat. Nie do pomyślenia było to, aby przyznała się do tego rodzicom. Niezamężna, ciężarna, młodziutka kobieta musiała poradzić sobie sama. Odnalazła kobietę dokonującą nielegalnych aborcji…

Słuchałam Djemili z zapartym tchem, wstrząśnięta, a jednocześnie pełna współczucia, świadoma tego, że biorę udział w czymś wyjątkowym, w jej wewnętrznym przeżyciu, którym podzieliła się z nami, bo poczuła właśnie teraz, że jest na to odpowiednie miejsce i czas. Spodziewałam się, że dalej opowie właśnie o tej traumie, o tym postaborcyjnym syndromie. Tymczasem powiedziała rzecz dla mnie zaskakującą, a mianowicie, że od tamtej pory stała się feministką. Zrozumiała, że musi walczyć o prawo kobiet do legalnej aborcji, do edukacji seksualnej, do tanich środków antykoncepcyjnych, bo bolesny i niebezpieczny zabieg na kuchennym, przykrytym gazetami stole niemal kosztował ją życie. Przeraża ją myśl, że w Polsce wiele kobiet może przeżywać podobne tragedie.

Wszystkie zagraniczne panelistki zapewniły nas, że w swoich krajach będą głośno mówić o sytuacji w Polsce i protestować przeciwko tak restrykcyjnej ustawie, jaką proponują nam środowiska pro-life. Nie jesteśmy same!

***

Francuska Narodowa Federacja Wolnej Myśli przesłała do Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego deklarację w sprawie projektu ustawy antyaborcyjnej w Polsce, którą ma zamiar przekazać polskiemu rządowi poprzez ambasadę RP we Francji. Treść deklaracji TUTAJ.

A oto list Chorwatek:

Sieć kobiet Chorwacji

Zagrzeb 6 kwietnia 2016

Chorwatki solidarne z Polkami w walce o bezpieczną i legalną aborcję dla wszystkich kobiet!

Sieć Kobiet Chorwacji śle wyrazy wsparcia dla polskich kobiet walczących przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji w Polsce w związku ze zwiększaniem wpływu Kościoła Katolickiego na politykę państwa.

Łączymy się z Wami w naszej wspólnej walce o prawa kobiet i świeckie państwo! Ciało kobiety należy tylko do niej i nikt inny nie ma prawa do decydowania o nim!

Żądamy prawa dostępu do bezpiecznej i legalnej aborcji dla wszystkich kobiet w Polsce, Chorwacji i na całym świecie!

Z feministyczną solidarnością

30 organizacji należących do Sieci Kobiet Chorwacji

Tłumaczenie Nina Sankari (ze strony Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego)

 

Już wkrótce tekst o postaborcyjnej traumie.

 

Wpisy Obserwatorium

12472798_10209251982919502_3845086472467066802_n

Czas na lans?

Lans nie jedno ma imię, ale w sprawie aborcji jest szczególnie niestosowny, bo kwestia przemocy prawnej wobec kobiet i mężczyzn w zakresie ich praw reprodukcyjnych nie powinna być okazją, tylko jest ważnym powodem byśmy wszyscy stanęli murem za kobietami, zwłaszcza tymi, które głosu są pozbawione, które siedzą w swoich domach, zamknięte ze swoim bólem, gdzieś tam , daleko od szosy, w Polsce B, zostawione same sobie, bez wsparcia partnerów, rodziny, uzależnione ekonomicznie, uwikłane w przekaz kulturowy, który każe im dźwigać swój krzyż bez skargi, ten sam krzyż, w obecności którego 23.09.2016 roku politycy i polityczki wszystkich opcji przyjęli do dalszych prac projekt bezwzględnego zakazu  aborcji Ordo Iuris i jednocześnie odrzucili projekt inicjatywy „Ratujmy kobiety”.

Dobrze zapamiętajmy jak głosowali posłowie i posłanki na sejm VIII kadencji na 26 sesji …

 

głos15głos16głos17

 

Odnoszę wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, wielokrotnie powtórzone, odmienione przez wszystkie przypadki i zanotowane gdzie należy. Pył bitewny nadal unosi się nad polem walki o przywrócenie kobietom ich, podobno niezbywalnych, praw człowieka. Czas na refleksje, wnioski, zadanie ważnych pytań.

12063680_10209251955038805_5176669603155047948_n

Czy wydarzenia ostatnich miesięcy, rozgrywające się na ulicach miast i w przestrzeni internetowej, to antrakt w spektaklu  patriarchat ma się dobrze? Bo ma się dobrze, bez wątpienia. Czy może była to czkawka po niestrawnym posiłku, serwowanym społeczeństwu od 89 roku, bo masa krytyczna została przekroczona i nawet najbardziej naiwni przekonali się, że deklaracja w rodzaju – Mnie kościół nie przeszkadza byleby nie właził mi do domu, zdecydowanie jest passe?  A może było to tylko wzmożenie wysiłków organizacyjnych w różnych środowiskach, które na co dzień nie mają żadnego wpływu, za to przy okazji jaką stworzyło Ordo Iuris, potrafią wykorzystać lęki kobiet by przypomnieć o swoim istnieniu?

 

DSCN5616

 

 

Nie, żebym uważała takie działania za złe, niewłaściwe i niezrozumiałe – wręcz przeciwnie – życie organizacyjne płynie w tych środowiskach od dotacji do dotacji, egzystują na skraju wytrzymałości i w oparciu o energię i zasoby intelektualne działaczek/y, więc jakby nie patrzeć okazja wyśmienita. Ale niepokoi mnie, że w tak ważnej sprawie, która powinna łączyć wszystkich w zwarty front by mówić jednym głosem, dochodziło do przepychanek w kolejce do mikrofonu, a nawet strzelania focha w kierunku tych, których akurat się nie lubi…  Jakaś zaraźliwa choroba roznoszona drogą kropelkową czy ki pies? Mam nadzieję, że to tylko wysypka i alergia minie bez śladów na gładkiej twarzy organizacji. Gdyby jednak okazać się miało, że to nawracająca opryszczka – marnie widzę przyszłość naszej sprawy.

 

DSCN5624

 

Znacznie mniej  dziwi mnie fakt,  że zgromadzenia protestujących były mało liczebne, często też mało poważne, że na podestach, obok autentycznie zaangażowanych bojowniczek o prawa kobiet stawały też te, które nie specjalnie widziały sens akcji „ratujmy kobiety” zwłaszcza gdy łączyło się to z wysiłkiem zbierania podpisów w przestrzeni publicznej – albowiem można się mylić co do oceny sytuacji i dojrzeć z poślizgiem. Pewnie, że to nie świadczy najlepiej, pewnie, że może być cyniczną kalkulacją, ale chcę wierzyć, że nie jest, a wiedzieć będziemy za chwilę, bo to dopiero początek, długiej i wyczerpującej drogi…więc czas, który ostatecznie weryfikuje hipotezy pokaże czy, komu i na czym zależy.

 

Zatem, kiedy pył opadnie, wszyscy gracze pogratulują sobie sukcesu na polu wysiłków PR-owych, przeanalizują słupki w sondażach i odłożą temat ad akta, zostaniemy nadal z otwartym pytaniem – quo vadis Polko?

 

DSCN5557

 

PS. Nie podaję nazwisk, nazw organizacji, dat, ani cytatów z wypowiedzi wiecowych – kto był – widział i słyszał, kto nie był zapraszam do działania. Zegar tyka.

foto: Tomasz Zawada, Elżbieta Kunachowicz.

 

 

 

 

 

 

ratujmy9

„Ratujmy Kobiety”… zanim całkiem zamilkną.

60 lat temu 27 kwietnia, Posłanka Stronnictwa Demokratycznego, przedstawiła projekt ustawy : „O warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, zwracając kobietom ich, wydawało się wówczas, niezbywalne prawo do decydowania o własnym życiu i kontroli własnej prokreacji, oraz w trosce o ich zdrowie i życie.

Rodziły się dzieci a przyrost naturalny był taki, o jakim obecni rządzący mogą tylko pomarzyć.

Obecna ustawa obowiązuje od 1993 roku, przyrost ani drgnął, a Polska od kilku dekad nie ma zastępowalności pokoleń. Bo też i nie o to chodziło żeby kobiety rodziły różowe, zdrowe bobasy i cieszyły się odpowiedzialnym, pełnym radości macierzyństwem. Kiedy się wprowadza zakazy i restrykcje prawne, ograniczające prawa człowieka, zawsze chodzi o to samo. To jeden z najmocniejszych pręgierzy jakim poddaje się kobiety w państwach totalitarnych, rządzonych przez psychopatycznych, na ogół mizoginicznych mężczyzn, dla których przemoc prawna wobec różnych grup społecznych to prawdziwa rozkosz i spełnienie mrocznych, ukrytych pragnień.

Żeby ukryć swoje motywy najchętniej sięga się w takich razach po ideologię lub religię – w zasadzie to jeden pies…

hitler1stalinkaczyńskiepiskopat8

Inicjatywa ustawodawcza „ Ratujmy Kobiety” zainicjowana przez Barbarę Nowacką, a następnie podjęta w ramach mobilizacji wielu drobnych organizacji pozarządowych i prokobiecych, dobiega końca. Jest odpowiedzią na projekt ordo iuris zabraniający bezwzględnie zabiegów przerywania ciąży, przewidujący wysokie kary pozbawienia wolności dla kobiety i wszystkich osób przyczyniających się do złamania zakazu. Nie przewiduje odstępstwa także w przypadku ciąży z gwałtu, stosunków kazirodczych, ciąży z wadą letalną płodu, także wówczas, gdy kobieta w ciąży zostanie zdiagnozowana w kierunku choroby, której leczenie zagraża życiu płodu. Musimy uzyskać 100 tysięcy podpisów od wolnych obywateli i obywatelek polskich, uprawnionych do głosowania. Wychodzimy wieczorami, po pracy, spotkać ich na ulicach miast. Rozmawiamy z nimi, tłumaczymy, odpowiadamy na pytania…

ratujmy12

Dla mnie to, nie ukrywam, traumatyczne spotkania z całym przekrojem społecznych postaw. Wracam po każdej akcji z ciężarem świadomości, że tylko mi się wydawało, że kobiety polskie to dumne istoty, nowoczesne, świadome. Dziś już wiem, że to nieprawda. Kobiety i mężczyźni, którzy życie znają od podszewki, którzy wiedzą co to odpowiedzialne, często samotne rodzicielstwo, trud wychowania dziecka, ryzyko śmierci w okresie ciąży, porodu i połogu, depresja po porodowa, brak wsparcia instytucjonalnego w przypadku urodzenia dziecka z ciężkim upośledzeniem, problemy psychologiczne wynikające z urodzenia dziecka z gwałtu i stosunków kazirodczych… to nasi sygnatariusze. Podpisują chętnie, ustawiają się w kolejce i dziękują nam, że mogli wyrazić swoje zdanie i jednocześnie sprzeciw…

ratujmy14

Szczególnie zasmucające są postawy młodych kobiet, oraz kobiet dobrze uposażonych przez swoich pracujących mężów. Brakuje im empatii w stosunku do innych kobiet. Te pierwsze obezwładniają swoim naiwnym przekonaniem, że zygota to mały różowy dzidziuś, zaś te drugie wyższością, wynikającą ze statusu majątkowego, który daje im wolność wyboru, jakiego nie mają kobiety z obszarów biedy. Jedne i drugie nie widzą nic ważniejszego od własnego końca nosa, niefrasobliwe, nieczułe, ślepe i głuche nigdy nie zrozumieją, że właśnie przyłożyły rękę do niejednej śmierci, niejednej tragedii życiowej. Ale przecież to jest cudze życie, cudzy dramat. Miło jest być po stronie silniejszych… Rzadko zatrzymują się by porozmawiać, raczej idą z wzrokiem wbitym w ziemię lub w niebo, szybko przemykają obok nas jakby bały się otrzeć o fakty, o których mówi przez megafon nasza koleżanka, albo inaczej – patrzą na nas z politowaniem i zdają się mówić- nas to nie dotyczy, jesteśmy ponad systemem, damy sobie radę bez was i waszej głupiej akcji skazanej z góry na niepowodzenie.

Osobną kategorią są mężczyźni, w różnym wieku, którzy nie potrafią wręcz ukryć satysfakcji z opresji kobiet, pozbawionych głosu w kwestiach ich prokreacji. Są jak św. Augustyn, czy św. Tomasz z Akwinu – mizoginiczni, aroganccy- czyli podszyci irracjonalnym lekiem przed kobietami. Próbują nas zagadać, zarzucić pytaniami, przeszkadzają wykonywać nam naszą syzyfową pracę. Bywają napastliwi i agresywni.

Nie wiem czy zdążymy spotkać i wyłuskać z tłumu brakującą liczbę obywatelek i obywateli sygnatariuszy słusznego sprzeciwu wobec urągającej prawom człowieka ustawie zakazującej bezwzględnie przerywania ciąży. Jeśli się uda, złożymy nasz projekt do sejmu RP i nikt nie będzie mógł twierdzić, że wszyscy obywatele i obywatelki popierają inicjatywę ordo iuris. Jeśli stanie się inaczej, martwa cisza wypełni się pychą klerykalnej arogancji, a kobiety zamilkną na wiele lat. Od czasu do czasu, gdzieś tam w Polsce B, powiesi się kolejna kobieta, być może matka dzieciom, albo umrze bogobojna katoliczka, której lekarze odmówią pomocy w imię ochrony życia poczętego, albo kiedy odmówią zabiegu w przypadku ciąży pozamacicznej- śmiertelnego zagrożenia dla życia ciężarnej… Media o tym nie napiszą, telewizornia nie powie, statystyki nie pokażą. A konserwatywni oprawcy kobiet chwalić się będą gwałtownym spadkiem przestępstw na tle seksualnym, bo kobiety w obawie przed ścisłym nadzorem i karą więzienia, nie będą zgłaszać tego typu zdarzeń organom ścigania.  Nastanie raj statystyczny w kraju nad Wisłą, tak jak nastał on w latach po wejściu w życie ustawy z 1993 roku, mimo że ilość faktycznych zabiegów nie zmniejszyła się… statystyki o mich milczą.

Fakt, że KK w Polsce wymusił tamtą ustawę i inspiruje tę pro-layferską dzisiaj, to wyraźny dowód, że nauka kościoła katolickiego poniosła klęskę – wśród 150 tysięcy kobiet, które rocznie przerywają ciążę, większość to katoliczki. Oczywiście każdy przypadek jest sytuacją wyjątkową, na którą kobiety dają sobie dyspensę i rozgrzeszenie. I prawidłowo. Dzięki tym trudnym decyzjom, będzie mniej niechcianych, niekochanych dzieci. Propagowanie świadomego rodzicielstwa to tak naprawdę jedyna droga by dzieci rodziły się z miłości i były wychowywane przez dojrzałych do tej odpowiedzialnej funkcji rodziców.

Strach pomyśleć co zrobi KRK, do czego będzie parł w następnych krokach, jeśli wprowadzenie ustawy zabraniającej bezwzględnie przerywania ciąży, oraz kontraktacja niemowląt 500+ nie przyniesie spodziewanych rezultatów… Drżyjcie panowie – nas już bardziej nie mogą upokorzyć i odczłowieczyć, teraz mogą się zabrać za was. Może to będzie marchewka, a może bat. Sądząc jednak po stanie budżetu, będzie to raczej bat.

kobieta w opresji

Zajrzałam w oczy oprawcy

Dziś poznałam oblicze Złego. Dziś usłyszałam jak gładko mówi o nienawiści do bliźnich, w szczególności do kobiet, mężczyzn i dzieci. Zobaczyłam jak działa przez wybranych ludzi. Takim człowiekiem-tubą Złego jest dla mnie ten pan. Nie mam ochoty na polemikę ze Złym. Nie mam ochoty pochylać się nad tym jak do tego doszło, że posiadł i zmącił umysł inteligentnego człowieka, by wykorzystać go do swoich celów.

Rany!! Co ja plotę!! Przecież nie ma żadnego Złego!!

Kim więc jesteś człowieku? Jaką ścieżką doszedłeś do tego miejsca, z którego chcesz dziś decydować o losie ludzkim. Dlaczego uważasz, że masz takie prawo?! Skąd tyle pychy i pewności, że się nie mylisz w swoich ocenach?! Jaki deficyt potrzeb sprawia, że znajdujesz przyjemność w stosowaniu przemocy wobec kobiet?! Jaką konstrukcją jest twoje sumienie, a może raczej, dlaczego jest zepsute?!

Słuchając tej rozmowy, starałam się wejść, swoim zwyczajem, w buty tego pana. Zwykle, stosując tą metodę, udaje się spenetrować sposób myślenia obiektu badawczego, dociec sedna błędu rozumowania, albo przynajmniej zarysowuje się  oś nieporozumienia, bywa i to nie rzadko, że znajduję swój błąd. W tym wypadku, mój błąd polegał na tym, że w ogóle miałam dobrą wolę wchodzić w interakcję z osobowością zaburzoną, że zamiast potraktować cały wywód, tak jak na to zasługuje, czyli jako część propagandowego show i polityczną rozgrywkę, zafascynowana powierzchownością rozmówcy, jego pozornym zaangażowaniem i aksamitną retoryką, gładko weszłam w tok rozumowania i popłynęłam od początku do końca wywodu bez kamizelki ratunkowej, ergo, urwałam się z choinki racjonalnego rozumowania.

Szczęśliwie pokonałam wartki nurt, obfitujący w wystające kamienie, i unikając większych obrażeń wyszłam na brzeg, by ocieknąć z resztek absurdu. Trwam w stanie kompletnego osłupienia. Przez kilkanaście minut przebywałam w innym świecie, musicie więc zrozumieć, że szok poznawczy jakiego doznałam, oraz skutki uboczne z tego wynikające, mogą jeszcze przez czas jakiś wpływać na moją zdolność do wyciągania wniosków z tego przeżycia.

Czuję się trochę jak po pierwszym obejrzeniu filmu „The Lobster” – bardzo ważny obraz, wyprodukowany przez Yorgosa Lanthimosa w 2015 roku. Opowiada o świecie, gdzie niby wszystko, na pierwszy rzut oka, wygląda jak w naszym – są ludzie, noszą ubrania takie jak my, mieszkają w domach takich jak nasze, jedzą to co my, jeżdżą samochodami, posługują się mową… W świecie który oglądamy jest też przemoc.

Ludzie starają się nie okazywać emocji ani uczuć – rzadko słyszymy śmiech, gwar ożywionych rozmów, krzyk sporów…, tak jakby okazywanie ich było nieprzyzwoite, nieakceptowane przez społeczność. A zatem w świecie „bez emocji” żyją ludzie tacy jak my, ale skrojeni wg. innych zasad, wierzący w to, że jeśli nie znajdą partnera, to w specjalnym zakładzie przypominającym hotel, zostaną poddani przemianie w dowolnie wybrane zwierzę. Umierają uśpieni przez innych kuracjuszy podczas polowania na nich w miejscowych lasach.

Główny bohater trafia tam z powodu rozstania z partnerką. Ona odeszła do innego, on został sam – bycie samotnikiem jest w tym świecie zabronione prawem. Ma 40 dni na znalezienie wśród skazanych z tego samego powodu co on, kobiet, partnerki dla siebie. Co ciekawe, wydaje się, że dobór odbywa się poprzez poszukiwanie jakiejkolwiek wspólnej cechy – ot choćby samoistne , częste krwawienie z nosa, albo zerowy poziom empatii, lub cokolwiek innego – ważne by oboje TO mieli.

Nie będę dalej opowiadać fabuły, może ciekawość zaprowadzi czytelników do obejrzenia filmu. Gorąco polecam. Przytaczam ten film, bo przez godzinę można się rozejrzeć w tamtym świecie i poczuć różne dziwne drgania, zdziwienia, opory, sprzeciw, silną niezgodę.

Ale przede wszystkim jest to przeżycie skłaniające do zadania sobie pytania, wielu pytań. Np. jak wiara wpływać może na kształtowanie świata relacji międzyludzkich, jak czyni z ludzi bierne narzędzie, jak rozkłada akcenty, jak hamuje jedne popędy lub wzmaga inne, jak kształtuje kulturę bycia wśród ludzi. Jak czyni i wykonuje władzę nad ludźmi i do czego prowadzi taki sztuczny ład. Ważna pozycja w kinematografii współczesnej. Koniecznie obejrzyjcie ten obraz.

Wracając do tematu. Otóż skrajne przeżycie po kontakcie z panem Jerzym Kwaśniewskim z ordo iuris, poza tym, że przykre, odpowiedziało mi na dręczące mnie pytania. Np. skąd taka determinacja pro-liferów w upowszechnianiu zmanipulowanych obrazów ich ulubionej galerii aborcyjnej, albo dlaczego pani Godek, działaczka tego ruchu, pozbawiona jest empatii i zwykłego współczucia dla innych kobiet, mężczyzn i dzieci.

Odpowiedź jest dość prosta. Ci ludzie funkcjonują w innym świecie, w świecie gdzie każde pojęcie zostało przedefiniowane. Jeśli mówią o współczuciu, to odnosi się ono wybiórczo i wyłącznie do zygot. Jeśli mówią o prawie do życia – tak samo – mają je tylko zygoty. Absurdalne? Oczywiście, dla nas absurdalne. Dla nich to wartość, dla której poświęcają całą swoją energię. Można by nawet im współczuć tych ścisłych ograniczeń, gdyby poza holokaustem zygot nie było holokaustu żydów, gdyby nie wydarzyła się Rwanda, gdyby dzieci narodzone nie cierpiały wykluczenia z powodu biedy, gdyby na świecie był raj bez przemocy, ksenofobii, rasizmu, gdybyśmy nie przeżywali powrotu do niewolnictwa, gdyby państwo zamiast prawnej opresji stosowało prawo sprawiedliwości społecznej , i wielu innych GDYBY.

Jerzy Kwaśniewski mówi w pewnym momencie, że ochrona życia musi być bezwarunkowa od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Proponuję, żeby odwrócić wektor – niech najpierw starość i śmierć odbywa się bez poniżenia i deptania ludzkiej godności, niech stanie się cud i zniknie patriarchat, przemoc wojna i ludobójstwo, niech macierzyństwo odzyska sens i stanie się radością ludzi a nie ich, wymuszonym przez prawo skażone dogmatyzmem katolickim, nakazem przypominającym kontraktację cieląt, i niech kościół przestanie wreszcie święcić broń, służącą do zabijania ludzi, a przemoc domową nazywać kulturowym podziałem ról kobiety i mężczyzny…

Dopóki jednak jest jak jest, nikt nie ma prawa zmuszać kobiety do tego by dzieliła się swoim zdrowiem i życiem z drugą istotą, nawet najzdrowszą genetycznie, potencjalnie genialną, piękną itd… To tylko i wyłącznie jej decyzja. I nawet gdyby zapanował rzeczony raj na ziemi, nadal zasada byłaby ta sama. Kropka. BTW – czy kogoś jeszcze może dziwić, że kobiety, przynajmniej te świadome czym jest dziś ludzkość i życie na ziemi, nie chcą wydawać potomstwa na jego pastwę? Mnie nie dziwi.

Zgadzam się z Kwaśniewskim – nie ma dziś wyznacznika początku życia nowej istoty, innego niż zygota. Nie polemizuję z tym. Zapytam jednak – i co z tego? Dla mnie nic. Aż do trzeciego miesiąca ciąży nic to dla mnie nie znaczy jak tylko, że rozwija się zarodek. I do trzeciego miesiąca ten zarodek, to potencjalne życie, może być eksterminowane jeśli tak zdecyduje kobieta – jego nosicielka. Kropka.

I mówię o prawidłowej ciąży w wyniku stosunku płciowego z wybranym partnerem seksualnym, za pozwoleniem i za entuzjastyczną zgodą obojga. Warto w tym miejscu powiedzieć, że ciąża, poród i połóg to wyniszczające i zagrażające życiu kobiety stany, i że za każdym razem to kobieta ryzykuje. Jakim trzeba być głupcem, by brać na siebie odpowiedzialność za wymuszanie tych decyzji. No ale kiedy kobieta umiera, albo traci wzrok panowie prawnicy pokroju Kwaśniewskiego nie ponoszą absolutnie żadnych konsekwencji z tytułu prawnego zmuszania kobiet do rodzenia dzieci.

Powiedzą, wychowane przez kościół, młode kobiety- jak się idzie z chłopem do łóżka to trzeba brać pod uwagę, że mogą z tego być dzieci… słyszałam to wielokrotnie. Otóż nie muszą wcale być z tego dzieci, nawet jeśli dojdzie do zapłodnienia. Tym młodym kobietom nikt nie powiedział co to jest popęd seksualny? Nikt im nie powiedział jak ważną sferą życia jest seks? I, że nie służy przede wszystkim poczynaniu dzieci? Że seks to radość i bliskość z drugim człowiekiem? Najwyraźniej nikt im nie powiedział, za to prawdopodobnie dowiedziały się podczas rachunku sumienia przed pierwszą spowiedzią, że TE  miejsca są brudne, nieczyste – chyba, że uświęci je obecność powołanego do świętego życia – dziecko.

Czy napisałam coś niestosownego? Dlaczego jesteście poruszeni? Powiem Wam dlaczego. Bo od 30 lat żyjemy w świecie nasączonym kłamliwymi treściami wokół praw reprodukcyjnych kobiet. Bo wymazano ze słownika debaty społecznej  słowo płód, zarodek, morula, zygota i wszystkie te terminy zastąpiono słowem -DZIECKO. Bo słowo wolność nie dotyczy kobiet. Bo kobieta to jedynie wylęgarnia piskląt ludzkich, wszystko jedno zdrowych, chorych, z szansą na dobre życie, albo i bez szans, z udanego związku lub z gwałtu – dla pana Kwaśniewskiego to bez różnicy.

I nie, nie jest zabieg aborcji antykoncepcją. Jest możliwością z jakiej kobieta powinna mieć pełne prawo skorzystać, gdy tak zdecyduje. Nie mówię, że nie ma kobiet, które będą tak traktować ten zabieg. Są takie kobiety i były dawniej i będą w przyszłości. Ale to jest margines. Nie widzę powodu by odbierać wszystkim ich prawa dlatego, że pewien promil kobiet postępuje głupio.

Przestańmy sprzedawać alkohol bo pewien, i to znaczny odsetek, mężczyzn i kobiet chla na umór. Dlaczego tego nie zabraniamy? Przecież jest to problem społeczny, który bardzo drogo kosztuje społeczeństwo! Jakoś nie widzę chętnych do walki o prohibicję. I słusznie. Nie tak się walczy z plagami dręczącymi życie społeczne. Najważniejsza jest w tej walce EDUKACJA, ale pro-liferzy sprzeciwiają się także edukacji, antykoncepcji, pigułce po, prezerwatywom, za to viagrę można kupić bez recepty i żaden aptekarz nie zasłania się klauzulą sumienia.

Wracając do pana Jerzego Kwaśniewskiego – i tego co on reprezentuje. Nie będzie między nami zgody, bo różni nas światopogląd. Mój nie pozwala mi głosić, że in vitro jest złe, mimo, że sama nigdy bym się nie poddała tej skomplikowanej i ryzykownej zdrowotnie procedurze, mój nakazuje mi milczeć w sprawie moich osobistych wyborów i nie narzucać ich kobiecie, która owładnięta przez potrzebę macierzyństwa, marzy o własnym potomku.

On powie wszystkim kobietom, że nie wolno im urodzić własnego dziecka poczętego tą drogą, bo on święcie wierzy, że jakiś bóg decyduje o poczęciach i, że w związku z tym żaden lekarz nie ma prawa bawić się w boga. I  w tym momencie kończy się wiara a zaczyna przemoc. Nota bene to wcale nie jest zabawa, tylko uznana metoda, z której poczęło się tysiące dzieci, które dopełniły sens życia niejednej kobiety i mężczyzny.

Gdyby ordo iuris i inne organizacje tzw. cywilizacji życia nie gromadziły w swych szeregach wyłącznie hipokrytów, byliby na każdej demonstracji przeciwko wojnie, przeciwko przemocy domowej, w wyniku której rocznie traci życie tysiące ludzi – kobiet, dzieci a także mężczyzn, byliby przeciwko karze śmierci, popieraliby darmową antykoncepcję i przypominaliby na każdym kroku o używaniu prezerwatyw jako prewencji przed zakażeniami droga płciową, czyli propagowaliby postulat powszechnej edukacji seksualnej.

Nie przypominam sobie, żebym ich widziała w szeregach demonstrujących przeciwko mowie nienawiści, czy marszach popierających przyjmowanie uchodźców syryjskich, no chyba, że obok, jak stali z tymi swoimi plakatami i z głośną narracją w sprawie płaczu nienarodzonych.

Zostawmy ich na chwilę i zastanówmy się przez ostatnie kilka minut o co tak naprawdę chodzi, bo przecież nie o przyrost naturalny, ani nie o dobro rodziny, także nie o płaczące tysiącami zarodki złuszczone i wydalane codziennie z krwią menstruacyjną. Pewnie już wiecie co powiem. Tak. Macie rację. Chodzi wyłącznie o władzę, wpływ i pieniądze. I nie mam wielkich nadziei, że uda się dziś komukolwiek powstrzymać nasz rząd przed wprowadzeniem ustawy zakazującej aborcji bez względu na sytuację.

Ciekawe jak długo przyjdzie nam poczekać na naszą polską, swojską, rodzimą Rosę, choć nie, nie jestem tego ciekawa. Nie chcę żeby się to zdarzyło, tylko, że to się zdarzy na pewno. I nikogo to nie wzruszy, nikt za to nie odpowie. Macie tego świadomość – Dziewuchy dziewuchom? Ma pan tego świadomość panie Kwaśniewski Jerzy? A Kaja Godek? Ma pani świadomość co szykujecie kobietom – jakie piekło? Jakie poniżenie? I że niczego, oprócz satysfakcji posiadania władzy, nie osiągniecie. Jakiż to musi być narkotyk, żeby zdołał was do tego stopnia odurzyć, żebyście nic nie czuli…

 

pięść

 

 

Wpisy oczami ateisty

14469330_854957011308619_1609847963_n

Kobieta to nie jest szmata!

14469330_854957011308619_1609847963_nNo nie wiem, jak zacząć ten wpis. Chyba najlepiej będzie, zacząć od początku. W sejmie pod głosowania padły dwa bardzo ważne projekty, decydujące o zdrowiu i życiu kobiet. Jeden autorstwa Ordo Iuris (obślizgłych plemników prenatalnych), a drugi Obywatelskiego Komitetu Ratujmy Kobiety. Czego można było  spodziewać się po niedołężnych umysłowo głupcach, obecnie nam rządzących, którzy ewidentnie nie rozumieją, czym różni się płód od człowieka? Otóż ustawa „o ochronie życia poczętego” wyżej wspomnianej organizacji, której nazwy brzydzę się wymawiać, większością głosów została przeprowadzona przez pierwsze czytanie. Nie muszę chyba nikomu już tłumaczyć, że ustawa odwrotna do przegłosowanej została przy pierwszej okazji wyrzucona do kosza. Ale co tak naprawdę posłowie partii rządzącej i części opozycji odrzucili? Pomijając, że była to świetna okazja na przywrócenie kobietom podmiotowości, godności i prawa do decydowania o sobie to pozbyto się niczego innego jak ciężkiej trzy miesięcznej pracy ludzi, którzy w pocie czoła, narażeni na przemoc (do której dochodziło) i na szykany (do których dochodziło) stali, dyskutowali, ale co najważniejsze, ciężko pracowali nad zebraniem, jak największej ilości podpisów. Sam przez cały lipiec stałem (czasami nawet i po 8 godzin) zbierając podpisy pod ustawą Komitetu Ratujmy Kobiety. Jednym zdaniem komentując wydarzenia do jakich doszło, można wyciągnąć wnioski, że partia rządząca traktuje kobiety jak zwykłe szmaty, których jedynym obowiązkiem jest rodzenie dzieci, w jak największym nakładzie. Na to mojej zgody nie ma! Odrzucenie chyba jedynej, jak dotąd racjonalnej i kolokwialnie mówiąc, normalnej ustawy, sejmu VIII kadencji, nie oznacza, że się poddaliśmy. Będziemy walczyć! W końcu zwyciężymy, a co najważniejsze, nie wątpię, że będą zgłaszane ponownie, już w najbliższym czasie, kolejne ustawy , takie same, jak ta, którą sejm bezczelnie i w sposób prostacki odrzucił. Mam nadzieję i jestem głęboko przekonany, że prawa kobiet nie zginęły, póki my żyjemy.

Spotkania przy trzepaku

globe-862342_1920

Bożena Przyłuska – „Za zasłoną kwestii światopoglądowej”

globe-862342_1920Dlaczego niektóre obszary życia społecznego, które w innych krajach Europy uważa się za kwestie medyczne lub prawne, u nas zamiata się pod dywan nazywając tajemniczo „kwestiami światopoglądowymi”? Cóż to takiego jest? Światopogląd czyli pogląd na świat to przecież znacznie szerszy wachlarz zagadnień niż aborcja, in vitro, związki partnerskie czy religia w szkole. Jakie jest kryterium doboru tych obszarów tematycznych? Dlaczego akurat aborcja a nie np. reprywatyzacja, edukacja czy globalizacja została okrzyknięta „kwestią światopoglądową”? Nietrudno zauważyć, że są to po prostu ważne obszary zainteresowań kościoła katolickiego – instytucji, która buduje swoją pozycję polityczną w Polsce zawłaszczając sferę obyczajową za pomocą wierzeń i tabu. Ta mitologizacja życia społecznego jest de facto umacnianiem rządu dusz przez wytrącanie władzy rozumu.

Prawo do usunięcia niechcianej ciąży jest w rzeczy samej zagadnieniem medycznym i prawnym, a nie jakąś mityczną „kwestią światopoglądową”. Zagadnienie o którym dzisiaj powinniśmy dyskutować to granice prawa kobiety do dysponowania własnym ciałem wobec konieczności poszanowania prawa płodu, gdy już rozwinie cechy decydujące o staniu się podmiotem praw, a także merytoryczne kryteria o tym fakcie decydujące.

Tymczasem w miejsce rzeczowej dyskusji po stronie fanatyków religijnych pojawia się laleczka „Jaś” czyli rzekoma osoba poczęta i epatowanie zdjęciami rozszarpanych płodów. Zaś po stronie elit politycznych – milczenie i odmowa podjęcia rozmów czyli dopuszczenia projektu liberalizacji ustawy antyaborcyjnej do parlamentarnej i publicznej dyskusji.

Prawo służy nam wszystkim i powinno regulować życie społeczne kierując się aktualnym stanem wiedzy i humanistyczną moralnością, nie zaś w oparciu o światopogląd i religię określonej grupy społecznej. Ponieważ umówiliśmy się jako społeczeństwo, że granice naszych praw wyznacza nienaruszalność praw drugiego człowieka, możemy przyjąć, że dopóki nie można mówić o człowieku w łonie kobiety, jej prawo do dysponowania własnym ciałem nie powinno być niczym ograniczone.

A człowieczeństwo zarodka jest wyłącznie kwestią wiary, a nie wiedzy naukowej. Zarodek nie jest dzieckiem, tylko grupą komórek. Zarodki nie mają mózgu, nie odczuwają bólu, nie mają świadomości i takie są fakty. Nikt nie kwestionuje, że zarodek jest formą życia. Jednak bycie formą życia nie czyni z niego człowieka.

Spór o to, kiedy dokładnie zaczyna się człowiek w sensie filozoficznym prawdopodobnie pozostanie nierozstrzygnięty i przesiąknięty myśleniem magicznym. Ale z medycznego punktu widzenia, tak jak o orzeczeniu zgonu decyduje śmierć mózgu, tak o momencie powstania człowieka winno decydować dopiero jego (mózgu) rozwinięcie. To mózg nadaje organizmowi zdolność odczuwania bólu, percepcji, samoświadomość i podmiotowość.

Aborcja do 12 tygodnia ciąży, gdy z całą pewnością zarodek nie posiada żadnej z tych zdolności, nie jest więc na pewno uśmierceniem człowieka, tylko zapobiegnięciem jego rozwinięciu się z grupy komórek o niepewnym jeszcze potencjale do rozwoju. Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla zakazu tak wczesnego usunięcia ciąży.

Inaczej sprawy się mają w przypadku bardziej zaawansowanej ciąży. Najpierw kilka kluczowych faktów. Zgodnie z aktualnie obowiązującą ustawą późne aborcje mogą być w Polsce dokonywane albo ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia kobiety (bez ograniczeń ze względu na wiek płodu) albo ze względu na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu lub nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej).

O ile ten pierwszy przypadek pozostawia niewiele definicyjnych i etycznych wątpliwości – bezpieczeństwo matki jest uznane za bezwzględnie priorytetowe (mimo tego prawo to jest nagminnie łamane!), to definicja „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu” jest nieścisła, podatna na bardzo różne interpretacje. Ustawa nie reguluje precyzyjnie, które wady płodu i w jakim terminie kwalifikują do zabiegu przerwania ciąży.

W przypadku śmiertelnych wad i chorób, gdy przerwanie ciąży jest równoznaczne z minimalizacją nieuniknionego cierpienia kobiety i płodu sprawa jest jednoznaczna. Inaczej jest w przypadku upośledzeń nieodwracalnych, które nie są śmiertelne i nie wiążą się z fizycznym cierpieniem – takich jak np. zespół Downa czy Turnera. Podczas gdy jedni lekarze kwalifikują je jako ciężkie i dopuszczają jako wskazanie do aborcji w terminie zgodnym z przepisami ustawy, inni nie uważają tych wad za wskazanie do aborcji w ogóle, a jeszcze inni uważają za dopuszczalne usunięcie ciąży obarczonej takimi wadami, ale tylko we wczesnej fazie rozwoju.

Jak można było uchwalić tak fatalne, niejednoznaczne prawo i przez 23 lata udawać, że jest przestrzegane i w dodatku uparcie twierdzić, że jest wynikiem „kompromisu”? „Kompromis” ten jest w rzeczy samej wynikiem interesu ubitego przez prawicę z kościołem wbrew woli społeczeństwa, a za trwanie tego krzywdzącego bubla prawnego odpowiada cała nasza elita polityczna.

Dzisiaj cały ciężar odpowiedzialności za decyzję o przerwaniu ciąży spoczywa na ciężarnych i lekarzach. Uznaniowość i nieprecyzyjność zapisów prawa prowadzi do licznych konfliktów pomiędzy ciężarnymi kobietami i lekarzami, lekarzami i szpitalami, do unikania odpowiedzialności przez lekarzy w obawie przed konsekwencjami i wreszcie do radykalizowania się ich postaw.

Spójrzmy prawdzie w oczy. W obecnej sytuacji prawnej najbardziej bezpieczną, a zarazem oszczędną emocjonalnie i intelektualnie strategią jest dla lekarza całkowita odmowa wykonywania zabiegów. Lekarze przyjmują taką postawę tym chętniej, że w sukurs przychodzi im państwo, zapewniając drogę ucieczki, jaką jest klauzula sumienia. A konsekwencje bywają tragiczne. Wystarczy przypomnieć przypadek Agaty Lamczak, której w obawie o poronienie nie leczono z niebezpiecznej choroby, w wyniku której zmarła. Lub Alicji Tysiąc, której odmówiono prawa do przerwania ciąży, w wyniku czego prawie straciła wzrok.

Trudno się też dziwić, że w tej mętnej wodzie fanatyczni zwolennicy całkowitego zakazu aborcji zyskują poklask. Ich aktualną szarżę na sejm i społeczne poparcie zawdzięczamy nie tylko bezpardonowemu i bezwstydnemu zaangażowaniu kościoła w politykę, ale także fatalnemu bublowi prawnemu zwanemu „kompromisem”.

To już najwyższy czas, żeby rzeczowo porozmawiać i ustalić logiczne kryteria decydujące o kształcie ustawy regulującej prawo do aborcji. Temu właśnie powinna służyć praca w komisjach sejmowych. Dlatego odmowę dopuszczenia do dyskusji i zapowiedź odrzucenia projektu liberalizacji ustawy w pierwszym czytaniu uważam za skandaliczną.

Taka decyzja świadczyłaby o arogancji i tchórzostwie. Mniejsza z fanatycznymi Pisowcami i świętym stosem płonącym w ich głowach. Ale jeśli ktoś z „nowoczesnych” i „obywatelskich” Posłanek i Posłów tego nie rozumie i kryterium decydującym o podjęciu dyskusji jest dla Państwa arytmetyka sejmowa, to dalibyście świadectwo bezideowego koniunkturalizmu.

Czy ponad dwieście tysięcy podpisów obywateli nie jest wystarczającą ceną za udział w rzeczowej rozmowie? Czy nie możemy podyskutować na racjonalne argumenty zamiast zasłaniać się „kwestią światopoglądową” albo „kwestią sumienia”? Prosimy o możliwość zabrania głosu w dyskusji, odwagę i nieodrzucanie projektu w pierwszym czytaniu. #ratujmykobiety

Tekst opublikowany na Liberte!, przedrukowany za zgodą autorki.