Wpisy

gdyby glupi

W odpowiedzi filozofom…

Tytuł zabija… DLACZEGO TO CZŁOWIEK STWORZYŁ BOGA, A NIE ODWROTNIE? 

[na czerwono cytaty z komentarza]

Dlaczego…? Dlaczego ktoś twierdzi, że to człowiek stworzył Boga a nie odwrotnie?

Już sam tytuł przewrotnie zakłada coś, co nie jest faktem.

Bo nim nie jest.

Istnienie bogów nie jest udowodnione, a więc bóg nie istnieje – nie jest faktem, jest tylko wytworem ludzkiej wyobraźni.

I to jest fakt.

… w tym aspekcie stwierdzenie, że zostaliśmy stworzeni na wzór i podobieństwo Boga nie brzmi śmiesznie?

W tym być może.

Jednak kto powiedział, że podobieństwo jest w tym aspekcie?

Podobieństwa nie ma w żadnym aspekcie, za to są próby udowodnienia istnienia czegoś, co nie istnieje. Poza tym wbrew pozorom jest to prawda, ponieważ „wzór i podobieństwo”, jest dokładnym odwzorowaniem lokalnej kultury lęku.

Bóg ma wszystkie cechy ludzkie, a więc został przez człowieka wymyślony i spersonifikowany, jako wzór doskonałego ojca, który nigdy nie wpadł do domu, bo jest cały czas w delegacji, a tak ogólnie to czeka, aż mu się w domu wszyscy sami powyrzynają.

Praktycznie, to powinno temat zamknąć, po jaki licho czekając na prosiaczka zaglądać co chwilę do norki, skoro się wie, że go nie ma w środku?

Od tego zaglądania można się tylko przekonać, że Prosiaczka… tym bardziej w norce nie ma .

„Mówi się, że Bóg pragnie, aby człowiek Go wielbił”

Mówi się… 🙂

Mówi się to, co jest napisane w książce. Parafrazując – będziesz wielbił swego boga ponad rozsądek, a jak nie będziesz, to ON cię zamorduje. Takie jest przesłanie pisemne.

Człowiek poszukuje odpowiedzi na pytanie dlaczego Bóg stworzył człowieka. Mówi się, że „niezbadane są wyroki boskie”, oraz że „nie jesteśmy w stanie pojąć Boga z powodu Jego wielkości”.

Ogólnie to są bzdury, bo odnoszą się do nieistniejącego obiektu, ale… jak już tak sobie tu rozmawiamy. Człowiek poszukuje z reguły odpowiedzi na dwa pytania: czy bóg istnieje i dlaczego pozwala na zło? Czy tak robi miłujący ojciec, który jest doskonały i może wszystko? Koncepcja boga to sprytne zestawienie pojęć, które wyklucza się z poważnej debaty, jako zbyt mętne i niejednoznaczne.

Zatem to mówienie o wielbieniu jest zwykłym poszukiwaniem pocieszenia wynikającym z koncepcji wiary – Bóg zesłał siebie w ludzkiej postaci by przekazać nam trwałe, uniwersalne i bezsporne reguły.

Bóg siebie nie zesłał, ponieważ nie istnieje, ale… jest tu pewna przewrotność. Otóż bóg podpuścił pierwszych ludzi ślicznie wyglądającym owocem, który został skonsumowany w podejrzanych okolicznościach. W wyniku czego ludzie zgrzeszyli. Bóg tak się tym przejął, że samego siebie wysłał, aby zginąć męczeńską śmiercią, biorąc na siebie ludzkie grzechy, dzięki czemu sam sobie wybaczył.

Super! Nie ma to jak samokrytyka.

A co do bezspornych reguł, to są one wynikiem adaptacji ewolucyjnej, żaden wytwór magiczny nie ma z tym nic wspólnego.

Bóg pragnie, byśmy byli dobrzy, tak jak ojciec pragnie by dzieci wyrosły na porządnych obywateli.

Bóg niczego nie pragnie, bo nie istnieje. Pragną za to ludzie. Chcą być bezpieczni i szczęśliwi – mitologia żydowska nie ma tu nic do rzeczy.

„Wyposażyliśmy naszych bogów, a są ich tysiące, w ludzkie cechy”
Następna bzdura.

Skąd ta 1 osoba liczby mnogiej, skoro wiemy że autor nie wierzy w żadnego boga?

To natomiast jest czepialstwo. Kasia jest przedstawicielką homo sapiens, więc opowiada o swoim gatunku, to prawidłowa forma.

Ja natomiast wierzę w jednego i uważam, że nie ma tysięcy.

A skąd ta pewność, że pozostałych 999 sztuk jest fałszywych? Przecież w ich istnienie wierzą miliony ludzi na świecie. Czemu oni się mają mylić, a nie Ty?

Nie antropomorfizuję też istoty tak potężnie przestrzennie intelektualnie sprawnościowo, przestrzennie czasowo różnej od nas.

Jest dokładnie na odwrót. Każda osoba wierząca antropomorfizuje koncepcję własnego boga.

Słownik języka polskiego: antropomorfizować przypisywać przedmiotom, zjawiskom natury, roślinom i zwierzętom oraz pojęciom abstrakcyjnym cechy fizyczne, psychiczne lub zachowania właściwe człowiekowi

Pytanie w tytule, w świetle tego – ma sens.

To, że palec należy do ręki, która jest częścią całego człowieka nie znaczy, że człowiek wygląda i działa jak palec.

Człowiek składa się z różnych organów dzięki którym funkcjonuje w świecie. To zdanie zupełnie nie pasuje do treści.

A jest inaczej jeśli rozważyć człowieka i psa. Człowieka i kota. Człowiek chce żeby pupil go wielbił, kochał, żeby darzył go miłością i szacunkiem.

Rozważanie kota i psa nie ma sensu bo są to ciała fizyczne. Relacja między psem a człowiekiem jest zupełnie inna niż między stwórcą a dziełem, człowiek częstując jedzeniem zwierzaki przekupuje żeby być lubianym to zaspokojenie ego nic więcej, A tak na marginesie co na to wszystko pies? Z jakiegoż to powodu istocie doskonałej ma zależeć na aktach uwielbienia, przecież to typowa ludzka cecha.

Więc jak to jest, kto na czyje podobieństwo jest zrobiony?

1 List do Koryntian 13:

4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Czy biblijny bóg doskonały sam te cechy przejawia?

Otóż nie przejawia.

W Starym Testamencie co chwilę traci panowanie nad sobą, wyrzyna ludzi, wybucha gniewem, pamięta do siódmego pokolenia, zabija kapłanów za pomylenie kadzidła w świątyni… end cetera, cetera.

Gadanie, że taki był plan nie ma znaczenia, bo plan jest gówniany.

Podobnie wygląda konkluzja – sprzeczna z tytułem, asekurancka, nic nie wnosząca, odrzucająca coś, co uznaje za prawdopodobne, w oparciu o argumenty, które nic nie znaczą. 

Uzasadnię: Forma tytułu określa że to my wymyślamy Boga. W konkluzji autor jednak sugeruje, że Bóg jest. – tu mamy sprzeczność.

To w takim razie sprawdźmy, co zawiera w sobie konkluzja:

Konkludując to my wymyślamy bogów, którzy zaspakajają nasze psychiczne potrzeby. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że z powodu tych naszych wyobrażeń od wieków prowadzimy okrutne wojny.

Powyższe nie oznacza, że Bóg nie istnieje. Czy Wszechświat istniał od zawsze, czy też posiada Stwórcę tego nikt nie wie.

Jeśli jednak Bóg istnieje, to nie ma on nic wspólnego z naszymi naiwnymi wyobrażeniami.

Prosto i na temat, tego nikt nie wie, ale jedno wiadomo na pewno, ludzie wymyślili tysiące bogów i żaden z nich nie istnieje. Skoro nikt nie wie, to po co zakładać, że istota ta podgląda onanizującego się gościa w domu pod kołdrą? Konkluzja jest zgodna z tytułem, tylko że to autor chciałby, żeby nie była.

Nie wiemy, czy istnieje, Nadbulburator Bulbujący więc nie ma powodu, dla którego miałbym z nim wejść w zażyłą relację.

Asekurancka? Najpierw drwi z założeń wiary, by potem stwierdzić, że nikt nie wie jaki jest Bóg, ale że jest możliwość Jego istnienia.

Nie jest możliwe jego istnienie, o czym Kasia pisze wprost. Jeśli jednak Bóg istnieje, to nie ma on nic wspólnego z naszymi naiwnymi wyobrażeniami. To dość proste, jeżeli nie jesteśmy w stanie sobie czegoś wyobrazić to tego nie ma.

To typowe asekuranctwo – Boga nie ma ale jeśli jest, to na pewno nie taki jak wy sądzicie.

A niby czemu? Bo autor nie zrozumiał cech Boga, celu naszej egzystencji, czy cech naszej relacji z Bogiem? To nie znaczy, że Bóg jest inny, tylko ze autor nie zrozumiał tych spraw 🙂

A temu, że autorka dokładnie zrozumiała cechy biblijnego Jahwe, cel naszej egzystencji i wie, że nie możliwa jest relacja z nieistniejącym obiektem. Nie można zrozumieć czegoś, co nieistnienie, tylko dlatego, że może istnieć — to humbug w czystej postaci.

Nic nie wnosi bo klepie te same puste hasła krytyczne wobec wiary i religii. Bezmyślnie co widać.

Autor nadzwyczajnie w świecie nie zrozumiał tekstu i przesłania. Komentarz relacjonuje irracjonalność wiary i tego co za sobą niesie czyli wojen, mordowania pogan… end cetera. Krytyka wierze się należy, bo to wiara tworzy sekty kościelne, które zabawiają się polityką. Tekst jest spójny w przekazie, więc nie może być bezmyślny.

Odrzuca na początku, by potem sugerować możliwość, że jednak jest. To ta infantylna sprzeczność.

Infantylnością jest dostosowywanie tezy do argumentacji. Koncepcje bogów, znane ludziom, są tylko wytworem ich wyobraźni, więc są tylko w ludzkim mózgu, zamknięci w puszeczce z kości. Natomiast jest możliwość (osobiści uważam że tak jest), istnienia obcych form życia, o których nie mamy bladego pojęcia. Być może te byty – dla nas nienazywalne – mają odmienny sposób istnienia, może ich formą życia jest anty-życie.

A argumenty którymi ją uzasadnia są po prostu … ignorancko-aroganckie.

I znów to samo.

Jest dokładnie na odwrót.

Argumenty, które obalają religijne mity nazywa się ignorancją… toż to sofizm w czystej postaci! Skoro post ten znalazł się na stronie filozofów to przypominam Sokratesa, który krytykował sofistów, że ci „nauczali filozofii za pieniądze i byli skłonni, gdy im zapłacono, udowodnić – także przed sądem – każdą rację.” Dokładnie taką robotę robią katoliccy kapłani, którzy są zdolni w ciągu 4 lat zmienić swoje nauczanie biblijne dla profitów i nikt sobie z tego nic nie robi.

Kościół katolicki jest obciążony grzechem oszustwa.

Dzięki złożonej ofierze okupu – za wszystkich ludzi – w postaci ukrzyżowanego człowieka, wierzący nie potrzebują pośredników, którzy w ich imieniu odprawiają religijne rytuały,  każą się spowiadać, odpuszczają grzechy…

To nie ma żadnego znaczenia.

Zasłona w świątyni, wraz z chwilą śmierci proroka rozerwała się na kawałki, kapłan spełnił swoją rolę, teraz jedynym pośrednikiem jest Jezus.

1 List do Tymoteusza 3:

Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony 2, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz,dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością.Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?

Cytować katolikom biblię, to tak jak machać ze statku flagami sygnalizacyjnymi do księżyca.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

 

Ćwiczenia z ateizmu

santa-claus-1819933_960_720

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii

universe-1044107_960_720Bóg, jak twierdzą teolodzy, jest niedostępny badaniom naukowym, jednak z całą pewnością istnieje. Hm! To ciekawe. Może istnieć rzeczywistość niedostępna jakimkolwiek badaniom empirycznym, nie ma problemu. Ale żeby ot tak, z definicji przyjmować, że niedostępny naukowym badaniom jest Bóg, to wygląda na intelektualne kuglarstwo, chytrą sztuczkę, trik.

Tradycyjnie takie chytre sztuczki nazywa się sofistyką. W starożytnej Grecji byli wędrowni filozofowie, nauczyciele retoryki, sztuki przekonywania, filozofii. Nazywano ich sofistami. Nie stronili od filozoficznego krętactwa i kuglarstwa. Dlatego przyjęło się, że sofistyka to pokrętne, oszukańcze rozumowanie.

Kościelne nauki i teologia toną w sofistyce. Bóg ma istnieć w rzeczywistości, obiektywnie, ale jest z założenia niewykrywalny metodami empirycznymi. To tak jakby powiedzieć, że istnieje żaba, która wszystko może, ale jest z definicji niedostępna naszym zmysłom. Czy musimy tę żabę zjeść? Nie musimy.

Przedstawiam 10 argumentów przeciw istnieniu Boga, o którym naucza Kościół katolicki, oraz przeciw prawdziwości kościelnych nauk. Nie znaczy to, że inne religie głoszą prawdę.

Czy argumenty te wystarczą, by uznać, że Boga nie ma, a nauki kościelne są fałszywe? Tak, zgodnie z zasadą: ziarnko do ziarnką, a zbierze się miarka.

* * *

fractal-1104779_960_7201. Może istnieć rzeczywistość, która nigdy nie będzie dostępna badaniom empirycznym. Ale przypuszczenie, że jest to rzeczywistość nadprzyrodzona lub jakikolwiek bóg (w tym Bóg, o którym naucza Kościół) jest tyle samo warte, co domniemanie, że jest to Krasnal, który wyczarował świat. W obu przypadkach brak jakichkolwiek argumentów wspierających te przypuszczenia. Dodajmy, że istnienie Boga wymaga argumentacji, bowiem w przekonaniu osób religijnych Bóg istnieje obiektywnie, tj. niezależnie od człowieka i jego wyobrażeń. Inaczej jest w przypadku np. wartości, zasad moralnych, idei, postulatów. Są one wytworem ludzkiego umysłu i kultury. Uzasadnić trzeba ich słuszność, zaś ich istnienie jest równoznaczne z ich głoszeniem. Tak nie jest w przypadku Boga. To, że głosi się wiarę w Boga, nie znaczy, że Bóg istnieje.

2. Przytaczając argumenty na rzecz istnienia boga, ma się często na myśli nieznaną wieczną rzeczywistość, nieokreśloną siłę wyższą, bezosobowego boga deistów lub „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę ładu panującego w przyrodzie. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że argumenty te nie odnoszą się do Boga, o którym naucza Kościół. Kościół odrzuca pojęcie boga jako abstrakcyjnej siły wyższej, odrzuca boga deistów, o czym pisze się także w podręcznikach. Według Kościoła Bóg jest osobą, opiekuje się światem i ludźmi, nagradza, karze. Kościół każe wierzyć w istnienie aniołów i szatana, w duszę nieśmiertelną, w zbawienie i potępienie, w Jezusa Chrystusa, który jest synem Boga-Ojca, został poczęty bez stosunku seksualnego (w podręczniku czytamy: „poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny”), po śmierci zmartwychwstał i będzie w przyszłości sądzić ludzi. Wszystko to pozbawione jest wiarygodnej argumentacji. Kościół może powoływać się tylko na Pismo Święte.

Cytuję podręcznik „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”, jezuickiego Wydawnictwa WAM (dla liceum i technikum), notes ucznia, s. 69.

3. Potrafimy powiedzieć, kim jest Zeus. To bóg z mitologii greckiej, postać fikcyjna. W jego istnienie dziś chyba nikt nie wierzy. A kim jest Bóg, o którym naucza Kościół? To postać ze starożytnych ksiąg Izraelitów, modyfikowana przez tysiąclecia zgodnie z wyobrażeniami kolejnych epok. Wiara w jego istnienie jest tyle samo warta, co wiara w istnienie Zeusa, bóstw hinduistycznych i innych. Żadne argumenty nie wspierają przekonania, że to byty istniejące w rzeczywistości. Fakt, że Bóg, w którego każe wierzyć Kościół katolicki, to postać ze starożytnych mitologii, można uznać za wystarczający dowód, że nie istnieje on w rzeczywistości. Bogowie z mitów istnieją tylko w mitach.

4. Wierzenia religijne, podawane przez Kościół, opierają się na Piśmie Świętym i jego interpretacjach. Są to księgi pochodzące sprzed 2-3 tys. lat. Przypuszczenie, że zawierają rzeczywiście treści objawione przez Boga, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Księgi Pisma Świętego, jak wiele innych starożytnych tekstów, zawierają pewne historyczne i geograficzne fakty, ale mamy tam mnóstwo zmyśleń i religijnych mitów. Uznanie Pisma Świętego za mitologię religijną jest jak najbardziej uzasadnione.

5. Jezus mógł być postacią rzeczywistą, bo w tamtych czasach – jak i dziś – działało wielu tzw. proroków, guru, założycieli sekt. Ale mitologią religijną są twierdzenia, że był synem bożym, został poczęty bez stosunku seksualnego, wskrzeszał zmarłych, uzdrawiał, po śmierci zmartwychwstał i będzie sądzić ludzi przed końcem świata. Jak ktoś chce, może w to wierzyć, ale jeżeli nie ulegliśmy religijnej indoktrynacji, możemy to uznać wyłącznie za urojenia.

6. Kościół podaje mitologiczne wyjaśnienia dotyczące przyrody, świata i człowieka. Opierają się one na opowieściach biblijnych i nie mają żadnego uzasadnienia w racjonalnej, sprawdzonej wiedzy. garden-of-eden-1803805_960_720Karykaturalnym przykładem jest – powtarzane także w podręcznikach – wyjaśnianie chorób i śmierci grzechem pierworodnym, tj. nieposłuszeństwem, jakiego mieli się dopuścić wobec Boga pierwsi ludzie. Kościół bożym aktem stworzenia wyjaśnia powstanie i koniec świata. Wprawdzie biblijny opis stworzenia świata został uznany za przenośnię, to samo stworzenie świata przez Boga jest podawane jako wiedza prawdziwa. Nie mówi się jednak, w jaki to sposób Bóg świat stworzył. Ot, wziął i stworzył. Upodabnia to całkowicie stworzenie świata do bajkowych opowieści o czarownikach, którzy potrafią wszystko, a Boga – do czarownika z bajki. Trochę więcej dowiadujemy się o końcu świata. Chrystus ma ponownie zstąpić na ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Bajkowy, mitologiczny charakter tych wydarzeń jest uderzający, ale Kościół nie podaje tego jako przenośni. Inny przykład. Kościół uznał fakt ewolucji, ale naucza, że Bóg w toku ewolucji tchnął duszę nieśmiertelną w ciało człowieka, dzięki czemu człowiek zyskał właściwe ludziom zdolności myślenia i świadomość. Znów Bóg występuje jak czarownik z bajki, który w magiczny sposób zapewnił ludziom umiejętności myślenia i nieśmiertelność w Królestwie Bożym. Są to wszystko wyjaśnienia mitologiczne, nie oparte na jakichkolwiek racjonalnych przesłankach. Bajkowa fikcja i fantazja.

7. W swoim nauczaniu Kościół pomija lub przeinacza kompromitujące treści zawarte w Piśmie Świętym. Np. według Biblii Bóg nakazywał masowe rzezie. Oto co kazał Izraelitom zrobić z ludami zamieszkującymi ziemię obiecaną: „Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz (…), nie okażesz im litości” (Pwt 7,1-2). Biblijny Bóg w potopie zgładził wszystkich ludzi, z wyjątkiem Noego, jego najbliższych i zwierząt uratowanych w arce. Zginęły wszystkie niemowlaki i dzieci nienarodzone. I na dodatek wszystkie zwierzęta. W Biblii czytamy: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21). Podobnych przykładów można podać więcej. Kościół naucza, że „Bóg jest Miłością”, ale nawet jeśli powyższe opisy potraktujemy jako przenośnie, nie przystają do obrazu miłosiernego i mądrego Boga. Jaki z tego wniosek? Kościół manipuluje zawartością Pisma Świętego, teolodzy żonglują cytatami, znajdują w Piśmie Świętym to, co chcą znaleźć.

ghost-35852_960_7208. Kościół naucza, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, którą zawdzięcza Bogu, oraz że będzie żyć wiecznie w Królestwie Bożym. Obietnica wiecznego życia odpowiada na ludzkie pragnienia, brak jednak argumentów, które wskazywałyby, że to coś więcej niż mity. Kościelne nauki o duszy i życiu wiecznym są tyle samo warte, co greckie opowieści o Hadesie, hinduskie o reinkarnacji i ludowe o duchach zmarłych odwiedzających ziemię.

9. Kościół naucza, że wierzenia katolickie są racjonalne. Wielką wagę nadawali tej tezie Jan Paweł II i Benedykt XVI. Zwróćmy jednak uwagę, że źródłem katolickich wierzeń jest – jak głosi Kościół – objawienie boże i poznanie religijne, które Kościół ma zawdzięczać łasce bożej. Wierzeń, podawanych przez Kościół, nie można racjonalnie uzasadnić, pozostają one w sprzeczności z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Przykładem jest chociażby wiara w to, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, a Jezus zmartwychwstał i przed końcem świata będzie ludzi sądzić. W encyklice Jana Pawła II można przeczytać: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. Nieprawda. Można uznać dające się racjonalnie uzasadnić normy etyczne, podawane przez Kościół (nie znaczy to, że wszystkie, które Kościół nakazuje). Ale wiara w podawane przez Kościół „prawdy” jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo wiara w duszę nieśmiertelną, zmartwychwstanie Jezusa, cuda, sąd ostateczny itp., jest pozbawiona racjonalnej argumentacji i sprzeczna z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Aby te „prawdy wiary” uznać, człowiek musi zaprzeczyć własnemu rozumowi i upokorzyć się. 

10. Obowiązek udowodnienia, że istnieje Bóg osobowy, dusza nieśmiertelna, a Pismo Święte zawiera boże objawienie, spoczywa na Kościele. Wiarygodnych argumentów brak. Nie ma też argumentów uzasadniających, że Jezus mógł być poczęty bez aktu seksualnego, mógł wskrzeszać zmarłych, mógł zmartwychwstać. Zdarzenia te pozostają w sprzeczności z racjonalną wiedzą o człowieku i przyrodzie. Za to dobrze wpisują się w nurt wyobrażeń mitologicznych. Wszystko to, czego naucza Kościół katolicki, ma taki sam status jak opowieści o bogach starogreckich, krasnoludkach i reptilianach.

* * *

W cytowanym już podręczniku religii czytamy: „To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma!” (s.36) – I co z tego, że nie oznacza? Nic. Żeby uznać, że Bóg istnieje, a ludzie mają duszę nieśmiertelną i przed końcem świata będą sądzeni przez Chrystusa, trzeba podać argumenty wskazujące, że nie są to jedynie starożytne mity. Nie wystarczy powiedzieć, że chociaż nie możemy tego wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, to jednak być może jest to prawda. W ten sposób można by tłumaczyć uczniom, że być może istnieją krasnoludki, reptilianie i duchy grasujące po lasach.

Każde twierdzenie wymaga argumentacji, uzasadnienia. A jaką argumentacją posługuje się Kościoł? Nie ma co do tego wątpliwości. W podstawowych sprawach Kościół powołuje się na boże objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na poznanie religijne, które zawdzięczać ma łasce bożej. Tak twierdzi sam Kościół i podręczniki religii.

enforce-46910_640Nie jest to argumentacja racjonalna, nie opiera się na ludzkich zdolnościach rozumowania i myślenia, ani na badaniach empirycznych. Kościół odwołuje się do nadprzyrodzonych źródeł wiedzy. Dlatego trzeba powiedzieć wyraźnie, że wiedza religijna, podawana przez Kościół, należy do tej samej kategorii, co wiedza różnego rodzaju magów, guru, proroków. Czym innym zresztą mogłyby być kościelne nauki o duszy nieśmiertelnej, zmartwychwstaniu Jezusa, wniebowzięciu Maryi Panny, sądzie ostatecznym, który ma się odbyć przed końcem świata itp.

Katecheci wbijają uczniom do głów irracjonalne wierzenia, starożytne mity zapisane w Starym i Nowym Testamencie. Nie jest to żadna racjonalna wiedza. Mity te trzeba traktować tak samo jak mity greckie. Kościół nie może tego zrobić. W programach nauczania religii wprost stwierdza, że celem jest katecheza, nauczanie wiary katolickiej. Dlatego nie powinno być religii w szkole.

Zamiast humoru

– Czy ksiądz może zajść w ciążę?

– Ależ oczywiście. To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma lub nie może się zdarzyć!

– A z jakiego powodu Bóg jest niedostępny badaniom naukowym?

– Z tego samego, co krasnoludki.    Alvert Jann

PS. Warto przeczytać artykuł Cezarego Magury sprzed kilku dni: „Czy naukowcy zajmują się dowodzeniem nieistnienia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/naukowcy-zajmuja-sie-dowodzeniem-nieistnienia-cezary-magura/

……………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

O religii i nauce” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/o-religii-nauce-komentarz-podrecznikow-religii/

Co wyjaśnia teologia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 31 artykułów, m.in.:

Jeszcze o intronizacji Chrystusa. Kim była mistyczka Rozalia Celakówna?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jeszcze-o-intronizacji-chrystusa-byla-mistyczka-rozalia-celakowna/

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ i inne.

 

space-telescope-561368_960_720

Czy naukowcy zajmują się dowodzeniem nieistnienia? – Cezary Magura

space-telescope-561368_960_720Spotkać się można z poglądem, że w nauce obowiązuje wręcz aksjomat, że nie można dowodzić nieistnienia czegoś. Taka metodologiczna zasada jednak nie obowiązuje. Zwykle gdy tylko owo kwestionowane „coś” zostaje troszeczkę zdefiniowane, natychmiast implikuje ono pewne efekty czy procesy, których istnienie możemy zweryfikować, i przy ich braku, zanegować owo „coś”. Spory kawał historii nauki przebiegł w ten sposób, tzn. zastosowano zasadę: „twój obiekt, ośrodek, czy proces nie istnieje, bo nie widzimy efektów, które implikuje”.

1. Garść przykładów

Kiedy możemy uznać, że nieistnienie zostało udowodnione? Otóż wtedy, gdy brak jest jakichkolwiek powodów istnienia, a jednocześnie stan wiedzy wyklucza możliwość pojawienia się takich powodów w przyszłości. Czyli niestety trzeba spełnić warunek nie tylko konieczny, ale i wystarczający.

Pomimo że taka definicja nieistnienia jest dość surowa/sroga, większość nauki polega i polegała na dowodzeniu nieistnienia obiektów i procesów postulowanych w modelach, które okazały się błędne.

Normalnie wygląda to tak, że zauważamy zjawisko X, które różne grupy badawcze próbują wyjaśnić przy pomocy różnych modeli/wyobrażeń. Z każdym takim modelem wiąże się zestaw postulowanych obiektów i procesów, które – gdy już jest „po wszystkim” – okazują się niebyłe, czy nieistniejące.

Przy czym adwokaci jakiegoś modelu zwykle nie poprzestają na udowadnianiu prawdziwości własnego modelu, ale często próbują zanegować modele konkurencji, nierzadko poprzez wykazanie, że nie istnieją efekty czy procesy implikowane przez te konkurencyjne modele (a zatem i postulowane obiekty, które miałyby wywoływać te procesy, lub brać w nich udział).

Historia nauki zna wiele przykładów, a narzucają się następujące:

 

mars-67522_960_7201. Kanały na Marsie, wypatrzone przez Schiaparellego (obsesja Percivala Lowella i niektórych astronomów). Nawet Alfred Russel Wallace (współodkrywca ewolucji organizmów) wdał się w słuszne i logiczne dowodzenie, że takowe rowy irygacyjne, oraz marsjańscy inżynierowie, którzy je zbudowali, w rzeczywistości nie istnieją. Ostateczny dowód przyniosły znacznie późniejsze bezzałogowe sondy międzyplanetarne.

Takież samo nieistnienie dowiedziono dla wyższych form życia marsjańskiego (typu bujna roślinność etc.)

2. Eter – gdyby światło miało być falą propagującą się w takowym ośrodku, ruch Ziemi względem eteru powinien zmieniać mierzoną prędkość światła (powinniśmy czuć „wiatr eteru”). W pomysłowym eksperymencie interferometrycznym Albert A. Michelson (Amerykanin urodzony w Strzelnie) oraz E. Morley wykazali, że efekt taki nie występuje. Ostatecznie koncepcję eteru zniszczyła szczególna teoria względności (A. Einstein, 1905). Światło okazało się polem energii podróżującej w próżni ze stałą prędkością, a przestrzeń i czas – względna („rozciągliwa”). Elektromagnetyzm i STW okazały się prostsze i spójniejsze (bardziej minimalistyczne w sensie ockhamowskim) od dodatkowego bytu – eteru.

Co prawda eksperyment Michelsona-Morleya miał na celu WYKRYCIE eteru, ale koniec końców okazał się eksperymentem negatywnym, mocno wskazującym na NIEISTNIENIE eteru.

3. Fale grawitacyjne – zanim Andrzej Trautman (którego Marek Abramowicz proponował jako polskiego kandydata do nagrody Nobla) matematycznie wykazał realność fal grawitacyjnych, wielu ludzi w nie wątpiło (włącznie z Einsteinem i promotorem Trautmana – Leopoldem Infeldem), argumentując, że może to być wyłącznie artefakt pewnych procedur matematycznych (cechowania). W tym przypadku takowe „dowodzenie nieistnienia” się nie powiodło. Hulse i Taylor w 1974 roku odkryli układ podwójny pulsara z gwiazdą neutronową (PSR B1913+16), którego orbita zacieśnia się wskutek emisji fal grawitacyjnych dokładnie wg przewidywań ogólnej teorii względności. W lutym 2016-go roku LIGO potwierdziło istnienie fal poprzez bezpośrednią detekcję (sygnał GW150914).

Był więc w historii poznawania fal grawitacyjnych etap „istnieją czy nie istnieją”, z wyznawcami obydwu poglądów.

W kosmologii nawet teraz, gdy piszę te słowa, sporo naukowców próbuje wykazać nieistnienie tej czy innej formy materii czy energii:

4. Ciemna materia – zamiast niej niektórzy fizycy preferują nieznaczne, wykrywalne tylko na dużych (galaktycznych) skalach, modyfikacje prawa ciążenia Newtona (teoria MOND Milgroma). Osoby takie utrzymują, że ciemna materia nie istnieje (ale chyba są w błędzie, bo MOND ma problem na ekstragalaktycznych skalach; tym niemniej ciągle ma zwolenników).

5. Ciemna energia – niektórzy naukowcy pracują nad alternatywnymi interpretacjami stałej kosmologicznej, które nie postulują istnienia ciemnej energii. Polskie Narodowe Centrum Nauki finansuje obecnie co najmniej jeden projekt, który próbuje zanegować istnienie ciemnej energii. W tym ujęciu stała kosmologiczna traktowana jest jako skutek zignorowania efektów relatywistycznych w procesach formowania niejednorodnej struktury Wszechświata.

Oczywiście „dowodzenie nieistnienia” przebiega w tym wypadku (jak i w wielu innych) w postaci interpretacji zjawiska (pomiaru niezerowej stałej kosmologicznej) przy pomocy innej prostszej teorii, która nie potrzebuje dodatkowego bytu (ciemnej energii).

6. Geocentryczny Wszechświat – wykazano, że nie istnieje (Arystarch, Kopernik, NASA).

7. Vis vitalis, tj. siła życiowa – nie istnieje również (biochemia).

8. Stworzyciel mrówki, małpy, tygrysa i człowieka – nie istnieje (Darwin).

10. Tachiony – hipotetyczne cząstki szybsze od światła. Dowiedziono na gruncie STW, że ich istnienie implikuje liczne (i absurdalne) sprzeczności i paradoksy.

11. Probabilistyczny indeterminizm – Einstein wielokrotnie próbował udowodnić Nielsowi Bohrowi, że nie istnieje probabilistyczny indeterminizm przyrody w skali mikro (tzn. że nie jesteśmy skazani na probabilizm mechaniki kwantowej). Polegało to na tym, że przedstawiał Bohrowi bardzo zmyślnie zaprojektowane eksperymenty myślowe, które z pozoru niwelowały czy obchodziły kwantową „nieokreśloność” (nieoznaczoność). Niesamowity Bohr zawsze udowadniał, że Einstein się myli.

time-machine-1783891_960_72012. Perpetuum mobile. Fizycy dowiedli, że maszyny takie nie istnieją i stały się one domeną pseudonauki (są sprzeczne z pierwszą lub drugą zasadą termodynamiki). Jeśli np. położyłbyś czytelniku na biurku fizyka swój projekt takiej maszyny, twierdząc, że zbudowałeś działający egzemplarz, który stoi w twoim warsztacie, to taki fizyk bez trudu wskazałby słaby punkt twojego projektu. Usłyszałbyś: „pan kłamie – pańska maszyna nie istnieje, ponieważ nie może ona działać z takiego a takiego powodu”. Wielu pomysłowych wynalazców proponowało różne modele perpetuum mobile (włącznie z Leonardo da Vinci) i wszystkie one zostały skrupulatnie zdemaskowane przez fizyków, inżynierów i innych krytycznie myślących wynalazców.

W dzisiejszych gimnazjach, liceach, na kółkach, konkursach fizycznych, itp, uczniowie czasami otrzymują zadanie: „Wykaż, że przedstawione na rysunku perpetuum mobile nie może działać” (tzn. działające urządzenie tego typu nie istnieje).

13. Przypadek, który dostarcza zwykle przykładów na fiasko „dowodów” nieistnienia. Chodzi o niezwykle ważny dla nauki problem istnienia (lub nieistnienia) METODY poznania czy zrozumienia danego obiektu czy zjawiska (czy istnieje jakikolwiek sposób sprawdzenia czy …). Co prawda niby pytamy tu o istnienie, ale lękamy się negatywnej odpowiedzi, czyli nieistnienia metody badawczej.

Klasyczny przykład to filozof Auguste Comte, który w 1844 roku próbował ustalić jakiej wiedzy nigdy nie zdobędziemy (a więc wskazywał obiekty i zjawiska, dla których poznania nie ma i nie będzie metody). Za dobry przykład uznał skład odległych gwiazd i planet. Utrzymywał, że nie poznamy go nigdy, bo nigdy nie dostąpimy szansy bezpośredniego badania tych obiektów. Jednak już trzy lata po jego śmierci odkryto, że skład chemiczny gwiazd można poznać przy pomocy spektroskopu. Po następnych trzech latach (1863) W. Huggins wykazał, że gwiazdy zbudowane są ze zwyczajnych ziemskich pierwiastków. Okazało się więc, że metoda istnieje.

14. Czarne dziury. Obecnie dowiedziono już istnienia różnych rodzajów czarnych dziur (o bardzo różnych masach), ale sir Eddington argumentował za ich nieistnieniem (grając niezbyt czysto w sporze z Chandasekharem).

15. Cieplik i flogiston – udowodniono, że nie istnieją (cieplik – niezniszczalny i nieważki fluid/substancja ciepła; flogiston – substancja występująca w ciałach palnych, odpowiedzialna za spalanie). Teoria cieplika nie dawała sobie rady z niektórymi empirycznymi ilościowymi prawami zjawisk cieplnych. Nie tłumaczy też ruchów Browna. Teorię cieplika zastąpiła kinetyczna teoria gazów oraz zasada zachowania energii, czy ogólniej – współczesna termodynamika. Zaś współczesna chemia pozbawiła racji bytu teorię flogistonu.

Podsumujmy ten rozdział: Podane przykłady wpadają pod różne kategorie „dowodu nieistnienia”. Większość polega po prostu na odkryciu lepszej interpretacji, która NIE WYMAGA istnienia kwestionowanego obiektu. Owa „lepszość” to niesprzeczność z obserwacjami i większa prostota w sensie ockhamowskim (William Ockham w XIV w. sformułował zasadę, że należy wyjaśniać zjawiska w możliwie jak najprostszy sposób, bez zbędnych komplikacji). Czasami teoria, która obywa się bez „kwestionowanego obiektu” jest raczej skomplikowana (np.: elektromagnetyzm plus STW versus eter) ale wyjaśnia takie multum procesów, że wypiera model prostszy a mało użyteczny/skuteczny.

W przypadku kanałów marsjańskich dowód nieistnienia przebiegł bezpośrednią metodą „polećmy i zobaczmy z bliska”. Ale jest oczywiście różnica pomiędzy lokalnymi i dobrze zdefiniowanymi rowami irygacyjnymi, a np. taką ciemną energią, rzekomo wszechobecną i słabo zdefiniowaną.

Metoda „dowiodę, że postulowany przez ciebie obiekt czy proces nie istnieje / nie zachodzi” jest chętnie stosowana w nauce, o ile tylko jest możliwość użycia takiej metody. Rzadko jednak dowód udaje się przeprowadzić równie celnym ciosem jak w przypadku marsjańskich inżynierów od nawadniania. Częściej dowodzenie nieistnienia polega na wysuwaniu lepszych interpretacji, wskazywaniu błędów w teoretycznych rachunkach, oraz przeprowadzaniu eksperymentów, w których nie widać objawów istnienia postulowanego bytu.

2. Absolutne nieistnienie na wieki wieków amen?

Ciekawe jest pytanie o to, KIEDY możemy być w 100 procentach pewni, że dany byt został na wieki, w sposób absolutny unicestwiony.

Historia nauki uczy nas, że całkowite unicestwienie domniemanego bytu jest możliwe, ale należy być tu bardzo ostrożnym. Klasycznym kontrprzykładem jest historia stałej kosmologicznej (Lambda), którą Einstein, pewnie sugerując się spokojnym widokiem nocnego nieba, wprowadził aby uzyskać statyczność Wszechświata. Bez owej stałej jego równania implikowały Wszechświat dynamiczny (mowa o równaniach OTW użytych do opisu dynamiki jednorodnego Wszechświata jako całości). Krótko po tym Edwin Hubble odkrył ucieczkę galaktyk, ku rozczarowaniu Einsteina, który gdyby nie wprowadził „Lambdy” przewidziałby ekspansję matematycznie (określił to „największą gafą swojego życia”). Ale nie był to koniec historii, bo późniejsze obserwacje supernowych (w latach 90-tych) dowiodły, że pomimo ekspansji, stała kosmologiczna (interpretowana najczęściej jako rezultat istnienia „ciemnej energii”) jest jednak niezerowa. Ciągle nie jest to koniec historii, ponieważ część naukowców próbuje udowodnić, że „ciemna energia” to zupełnie chybiona interpretacja niezerowej Lambdy. Idea niezerowej stałej kosmologicznej (a obecnie jej interpretacji w postaci ciemnej energii) zmartwychwstaje więc i umiera w skali czasowej rzędu kilkudziesięciu lat.

Istniały jednak byty/idee, których istnienie wykluczono ze stuprocentową pewnością. Takie rzeczy jak planetarne epicykle i deferenty, cieplik czy marsjańskie rowy nawadniające, zostały wykluczone z bezczelnie całkowitą, absolutną pewnością i nigdy nie zmartwychwstaną.

Cieplik jest tutaj ciekawym przykładem, z uwagi na jego „boskie” przymioty, miałby to bowiem być tajemniczy, nieważki i najwidoczniej bezpośrednio niewykrywalny fluid, którego przepływ odpowiedzialny jest za  zmiany temperatury. Przy wyjaśnianiu zjawisk cieplnych ten cieplik początkowo działał, ale w ograniczonym zakresie zastosowań. Szybko zaczęły się dlań schody i problemy. Wprowadzono więc wspomniany rój mrowiących się atomów/cząsteczek, rozwinięto kinetyczną teorię gazów, odkryto parę fizycznych praw i okazało się, że bez cieplika wszystko zaczyna składać się w sensowną całość, tzn. schody/problemy znikają, a teoria pędzących cząsteczek pięknie tłumaczy obserwacje. Cieplik został uznany za fatalny, nietrafiony pomysł; za nierealny, tzn. nieistniejący obiekt. Już na tym etapie zmartwychwstanie cieplika było całkowicie niemożliwe i nikt nie miał co do tego wątpliwości. Ale gdyby ktoś jeszcze wówczas wątpił, to „na dokładkę”, w słynnym „roku cudów” (1905) Einstein pokazał metodami statystyki matematycznej, że uderzenia cząsteczek wody pięknie tłumaczą dziwaczne podskakiwanie kwiatowych pyłków w wodnej zawiesinie (ruchy Browna).

Dzięki trudom pionierów termodynamiki okazało się więc, że de facto nie mamy do czynienia z ciągłym i nieważkim „fluidem ciepła”, tylko z dyskretną (policzalną) kolekcją ważkich cząsteczek w ustawicznym, chaotycznym ruchu, a zmiany temperatury to zmiany wigoru tychże ruchów (ich prędkości).

Cieplik odszedł więc w absolutny i nieodwracalny niebyt, pomimo że nikomu nie udało się udowodnić, że nie ukrywa się np. w jakimś jabłku, w jakiejś kuli bilardowej, w meteorycie, czy w mysiej dziurze. Pomimo braku takowej „negacji bezpośredniej” wiemy z całkowitą pewnością, że cieplik nie istnieje. A jako że pośmiertny los naszych tyłków nie zależy od istnienia cieplika, nikt, żaden naukowiec nie promuje jego istnienia; cieplik nie ma fanklubów, wyznawców, na żadnych procesjach nikt nie obnosi ukwieconego portretu cieplika w złotych ramach.

creator-602533_960_720Nasuwa się tu analogia z dowodzeniem nieistnienia Boga – stwórcy gatunków (boga jako sprawcy ewolucji i specjacji). Tak samo jak cieplik, również i Bóg natrafił na sprzeczności z obserwacjami empirycznymi: zbędne lub kiepsko zaprojektowane narządy, drastyczne deformacje chorych płodów i ogólna drapieżność czy perfidia życia. Tutaj również nikt nie potrzebował zabierać się za udowadnianie, że lewitujący w niebiosach starzec, który ręcznie rozdziela gatunki, nie istnieje. Zamiast tego wymyślono prosty w swej istocie proces doboru naturalnego. Właśnie jak nazwa wskazuje – „naturalnego”, czyli zachodzącego samoistnie w warunkach ziemskiego środowiska. Bóg – stwórca rzekomo „doskonałych” żywych stworzeń, odszedł w ten sposób w niebyt.

W przypadku Boga jednak, pośmiertny los naszych tyłeczków miałby rzekomo zależeć od jego istnienia. Dlatego dowód nieistnienia boga – kreatora gatunków, jakże podobny w swej formie do dowodu nieistnienia cieplika, jest ignorowany przez wielu ludzi. Bóg ciągle ma wielu wyznawców zrzeszonych w wielu fanklubach. Mawiają oni: „Że niby Darwin? Przecież nikt nie dowiódł nieistnienia! Bóg może chować się w gęstwinie Big Bangu, bo potrafi wszystko. Że niby surwiwalowy dobór PRZYPADKOWYCH mutacji? Phi, Bóg robi to wszystko tak, że wygląda na przypadkowe i naturalne.”

Widać więc tutaj dramatyczne nierównouprawnienie dwóch podobnych w swej formie dowodów nieistnienia: czyż bowiem ktoś argumentuje, że cieplik jednak istnieje, tylko działa w tak przemyślny sposób, że objawia się nam jako zwodnicza kolekcja ruchliwych cząsteczek? Ano nie – taki argument uznajemy za nieprzyzwoity i nieakceptowalny.

Dla Boga jednak obniża się standardy logiki, utrzymując, że nic się nie stało, że ciągle nikt niczego istotnego nie udowodnił w sprawie jego nieistnienia. Dla Boga rezygnuje się z uczciwości myślenia. Porzuca się dla niego regułę, że „za danym rozumowaniem musimy iść, dokądkolwiek nas zaprowadzi”. Z chęci pośmiertnego zysku dajemy biedakowi fory, których nie dajemy cieplikowi. A nie dajemy ich cieplikowi, bo są granice kompromitacji w „naginaniu kolanem” modelu do rzeczywistości. Nawet swojego ulubionego modelu. Dla Boga jednak – pal licho przyzwoitość, uczciwość czy kompromitację. W obliczu znacznych spodziewanych zysków, nie po raz pierwszy Homo sapiens odkłada uczciwość na bok.

Jak dowodzi historia cieplika, definitywne unicestwienie postulowanego bytu jest możliwe, ale tylko wtedy gdy empiryczne świadectwa nieistnienia nie są intencjonalnie lekceważone. Niezmordowane naginanie modelu do dowolnych faktów nie świadczy o niekompletności dowodu – świadczy raczej o nieuczciwości adwokatów istnienia. Myśleć uczciwie jest niebezpiecznie, jeśli żyć chcesz wiecznie.

3. Kryterium nieistnienia

Napisałem powyżej, że nieistnienie można uznać za dowiedzione wtedy, gdy brak jest jakichkolwiek powodów istnienia, a jednocześnie stan wiedzy wyklucza możliwość pojawienia się takich powodów w przyszłości.

Filozof jednak może tu zauważyć, że „brak potrzeby istnienia” nie jest „dowodem nieistnienia”.

Co więcej, gdy dotknę ręką gorącego przedmiotu, czuję jak ciepło „przelewa się” na moją rękę. Pomimo pojawienia się współczesnej termodynamiki, ciągle posiadam więc swój staroświecki powód, żeby postulować istnienie cieplika. Owszem, kinetyczna teoria płynów jest lepszym modelem, ale moja stara, oryginalna przyczyna istnienia cieplika wcale nie zniknęła.

Widać więc, że „brak powodów istnienia” to nie cała historia. To, co naprawdę unicestwiło cieplika, to inny postulowany byt – kolekcja ruchliwych cząsteczek. Zarówno dla cieplika, jak i cząsteczek potrafię podać „potrzebę istnienia”, a jednak wiem, że cieplik to bzdura. Ruchliwe cząsteczki wyjaśniają znacznie szerszą klasę zjawisk. Potrafią wyjaśnić wszystko to co cieplik, i o wiele więcej. Są więc ockhamowsko znacznie skuteczniejsze. I w przeciwieństwie do cieplika nie są sprzeczne z niektórymi obserwacjami.

Istotny jest więc aspekt ZASTĄPIENIA zanegowanego bytu innym, lepszym bytem.

Ot – po prostu cząsteczki opisują świat lepiej, ale czyż nie jest to zbyt słaba przewaga nad cieplikiem?

Wiemy, że jest to przewaga wystarczająca, ponieważ nasz stopień zrozumienia zjawisk cieplnych wyklucza niecząsteczkową interpretację cieplikową. Niczym współczesne zrozumienie kształtu Ziemi, które wyklucza jej płaskość.

Tym co unicestwia domniemane byty, jest więc dostatecznie głęboki poziom zrozumienia zjawisk natury. Gdzie przebiega ten poziom? Na jakiej głębokości pojmowania?

Nie wiem, czy na to pytanie istnieje „odpowiedź ogólnego zastosowania”, ale przypadek cieplika, perpetuum mobile i inne pokazują, że stan taki ludzkość potrafiła niejednokrotnie osiągnąć.

A jak to jest z „naszym Panem, stworzycielem nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”? Słyszy się powracające desperackie głosy, że darwinizm przecie nie dowodzi nieistnienia Boga, a zaledwie odsuwa jego sprawczą działalność w czasie, gdzieś w okolice Big Bangu. Nie jest to oczywiście prawdą, bowiem darwinizm, wsparty astrofizyką i kosmologią, diametralnie zmienia przedmiot stworzenia: nie jest nim już „na podobieństwo” stworzony człowiek, a ekspandująca, supergęsta i gorąca zupa kwarkowo-gluonowej plazmy. bison-1801981_960_720Swoim chaotycznym nieuporządkowaniem taka zupa bliższa zdaje się być mgle wznoszącej się wieczorem nad stawem, niż naszemu oku, nerce, czy naszej świadomości. A przecież nikt już dzisiaj nie przywołuje bóstw by wyjaśnić jeziorną mgłę. Początkowa osobliwość jest środowiskiem zaiste nieludzkim, i to właśnie z tego nieludzkiego początku wyłaniają się galaktyki, planety, życie i my sami. Błąd! Zakończyłem ostatnie zdanie na Homo sapiens, jakby to miała być jakaś „korona stworzenia”, a przecież ten serial wyświetla się dalej i niewykluczone, że dalsze odcinki będą równie nieludzkie jak początki. Uznając ten kwarkowo-gluonowy wrzątek za naszą „pramatkę”, dochodzimy do wniosku, że jesteśmy zdecydowanie „na niepodobieństwo” stworzeni.

W całej tej gigantycznej historii, nigdzie nie widać poszlak do wprowadzenia Boga na scenę – wprost przeciwnie: świetnie działają naturalne wyjaśnienia. Co więcej, wprowadzając Boga dla poprawy samopoczucia, spada na nas lawina problemów takich, jak np. „dlaczego ten facet tak spieprzył robotę?”, „dlaczego się tak nad nami znęca?” Ale zaraz – jaki „facet” w czasach Big Bang? Przecież człowieczeństwo jest WYNIKIEM długiej ewolucji, a nie jej przyczyną. Widzimy tu „zgodność” chronologiczno-faktologiczną, która dorównuje „zgodności” cieplika z ruchami Browna.

Rozstrzygając istnienie Boga, postąpmy równie uczciwie, jak z cieplikiem.

Cezary Magura

…………………………………………………………………..

Autor jest doktorem astrofizyki.

Artykuł, autorstwa Cezarego Magury, został zamieszczony przez Alverta Janna. Zgodnie z praktyką przyjętą na portalu polskiateista.pl, artykuły autorów nie posiadających uprawnień do samodzielnego zamieszczania tekstów, może zamieścić osoba posiadająca takie uprawnienia. 

…………………………………………………………………………………………………..

flowing-abstract-art

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?

W jednym z podręczników pada pytanie: Kim jest Bóg? Spróbujmy odpowiedzieć, nie sugerując się katechezą.

flowing-abstract-artAbstrakcyjny bóg deistów

Mówiąc „Bóg”, często ma się na myśli nieznaną siłę, która spowodowała powstanie świata i także dziś podtrzymuje jego istnienie. Na forach można przeczytać, że musi istnieć „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę jego istnienia. Ten Bóg-Coś przypomina boga deistów.

Deistami nazwano filozofów i ludzi wykształconych, którzy w czasach Oświecenia twierdzili, że bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w ziemskie sprawy. Kwestionowali też inne podstawowe nauki kościołów chrześcijańskich: wiarę w cuda, sąd ostateczny, zbawienie, potępienie, w to, że Pismo Święte zawiera boże objawianie itd. W epoce Oświecenia wśród sławnych ludzi deistami byli Denis Diderot, Jan Jakub Rousseau, Voltaire, Maksymilian Robespierre, Napoleon Bonaparte, Benjamin Franklin, Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson. Do XX w. deiści, podobnie jak ateiści, ukrywali swoje poglądy. W państwach islamistycznych ma to miejsce do dziś.

Bóg deistów nie jest osobą. Jest niezwykłą siłą, nadzwyczajną rzeczywistością. Współcześnie utożsamia się go często z „mózgiem” sterującym światem za pomocą praw przyrody, z ładem rzekomo panującym w przyrodzie, z transcendencją (rzeczywistością całkowicie innego rodzaju niż rzeczywistość fizyczna czy przyroda), z absolutem rozumianym jako rzeczywistość wieczna, niezmienna, stanowiąca podstawę wszystkiego, co istnieje. Deizm często trudno odróżnić od panteizmu, od utożsamiania z bogiem całego wszechświata rządzącego się prawami przyrody.

Bóg według Kościoła katolickiego

Kościół uznaje Boga osobowego, który opiekuje się ludźmi i sądzi ich po śmierci. Naucza ponadto – a jest to sprawa kluczowa – że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, daną mu przez Boga. Dzięki temu będzie mógł istnieć wiecznie. Obietnica „wiecznego życia” jest wręcz głównym tematem kościelnego nauczania.

moses-1564373_960_720Z pojęciem Boga w katolicyzmie wiąże się wiele innych wyobrażeń i dogmatów, np. wiara w cuda, w istnienie aniołów i szatana, w grzech pierworodny, w niepokalane poczęcie, w objawienie zawarte w Piśmie Świętym, w Trójcę Przenajświętszą, w Jezusa Chrystusa, który został zasłany przez Boga ojca, by odkupić świat, następnie zmartwychwstał i w przyszłości będzie sądził ludzi itd. Jest to, jak widać, obszerna mitologia religijna.

Pod wpływem starożytnej filozofii greckiej teolodzy chrześcijańscy zaczęli w Średniowieczu przedstawiać Boga za pomocą pojęć filozoficznych. Za Biblią pisze się, że jest niewidzialnym, wszechpotężnym duchem, z którym rozmawiał Mojżesz, prorocy, Jezus. A za starożytną filozofią pisze się (także w podręcznikach), że jest absolutem, transcendencją, immanencją. W ten sposób Bóg z wszechpotężnego ducha bytującego gdzieś w niebiesiech, stał się nadnaturalną rzeczywistością, bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią, a zarazem przenikającym wszechświat jakby był rodzajem promieniowania.

Czy to prawda?

W podręczniku czytamy, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Wiedza o Bogu ma pochodzić z bożego objawienia zawartego w Piśmie Świętym, oraz z poznania religijnego (teologicznego) odbywającego się za pomocą nadzwyczajnego „zmysłu wiary”, danego przez Boga.

Kościelni autorzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy: istnienie Boga może być przyjęte tylko „na wiarę”, nie „na rozum”. Nie ma na to rady. Poznanie religijne jest całkowicie subiektywne, chociaż w podręczniku pisze się, że jest obiektywne. Dlaczego obiektywne? „Obiektywny charakter wiary potwierdza Nauczycielski Urząd Kościoła”, a biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka przez Boga „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. No tak, nic dodać, nic ująć. Jak władze kościelne i Biblia coś mówią, to jest to na pewno obiektywna prawda. Hej!

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (w innych podręcznikach jest podobnie). Jeden z podrozdziałów nosi tytuł: „Człowiek pyta, kim jest Bóg”.

W jakiego boga wierzyć?

Jeżeli już musimy wierzyć w boga, to tylko w abstrakcyjnego boga deistów. I najlepiej nie nazywać go bogiem. Idzie bowiem o nieznaną pierwotną, fundamentalną siłę jak najbardziej naturalną, należącą do świata przyrody. Nazwa „Bóg” sugeruje, że jest to siła nadnaturalna. I że jest to Bóg osobowy. Dlatego lepiej nie nazywać tej siły bogiem (szczególnie przez duże B). Może nazwa supersiła byłaby odpowiednia?

W żadnym przypadku nie warto wierzyć w boga utkanego z zabobonów, należącego do którejkolwiek ze znanych religii – katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, hinduizmu lub innych. Wiara w istnienie nieznanej supersiły ma w sobie łut racjonalności. Coś takiego może istnieć. Natomiast wiara w biblijnego Boga osobowego, nawet przekształconego za pomocą pojęć filozoficznych, to jakby wiara w krasnoludki lub we wszechpotężnego czarownika z bajki (o tym, dlaczego nie wierzymy w krasnoludki, próbowałem napisać w innym miejscu, w artykule „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – link poniżej). Nie warto wierzyć w starożytne mity religijne, nawet jeżeli zostały „unowocześnione” przez filozofów i teologów.

Warto przyjrzeć się bogowi Arystotelesa i Einsteina.

albert-einstein-1145030_960_720Einstein nie identyfikował się z żadną z istniejących religii. Nie wierzył w Boga, o którym nauczały kościoły chrześcijańskie, judaizm czy jakakolwiek inna znana religia. Ale … po pierwsze, często używał słowa „bóg” jako przenośni, alegorii, jak w sławnym powiedzeniu „Bóg nie gra w kości”. Wyrażał w tej sposób przekonanie, że w przyrodzie panuje powszechnie determinizm. Przeciwstawiał się indeterminizmowi zyskującemu wówczas na znaczeniu wśród fizyków i filozofów.

Po drugie, Einstein nazywał „bogiem” swoisty ład, który przyroda zawdzięcza zadziwiającym zasadom/prawom. Chciał wiedzieć, skąd ten ład pochodzi. Są to poglądy o charakterze deistycznym lub panteistycznym. Sugerowanie, że Einstein wierzył w Boga, o którym mówi Biblia, jest intelektualnym nadużyciem i wprowadzaniem w błąd. Einstein nie był „wierzący”.

„Słowo >Bóg< jest dla mnie – napisał – niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Jednak Einstein nie unikał słowa „bóg”. Można powiedzieć, że był niekonsekwentny, co wynikało chyba stąd, że nie próbował przedstawić swoich poglądów na temat boga w pełniejszy i systematyczny sposób. Za to w telegraficznym skrócie napisał: „Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzi”. Spinoza (XVII w.) to czołowy przedstawiciel panteizmu. Podręcznik wymienia go jako jednego z głównych krytyków teizmu w czasach nowożytnych.

W jednym z wywiadów Einstein powiedział: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. (…) Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest”. Bóg Einsteina to coś, co ujawnia się w „tajemniczym porządku” zauważalnym w przyrodzie, czy też jest tym porządkiem.

Einstein nie chciał nazwać się ateistą, bo ateizm kojarzył z niedostrzeganiem tajemniczości świata i życia. Niesłusznie, tak jak bywają prymitywni teiści, w tym prymitywni katolicy i biskupi katoliccy, tak też bywają prymitywni ateiści. Ale ateizm nie wyklucza zadziwienia światem, a nawet swoistego mistycyzmu, rozumianego nie jako wrażenie kontaktu z Bogiem, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią świata, którego nie potrafimy do końca zrozumieć (to mistycyzm naturalistyczny, jak można by go nazwać).

Ateizm nie wyklucza zafrapowania „tajemniczym porządkiem” panującym w przyrodzie i jego źródłem. Ateista zauważy co najwyżej, że w przyrodzie ładowi towarzyszy bezład. I nie wiadomo, co leży u podstaw. Może ład jest po wierzchu, zaś bezład u podstaw? Na pewno ateista nie przyjmie wyjaśnienia, że porządek został stworzony przez boga, bo na istnienie boga brak dowodów.

Einsteinowi przypisuje się deizm, panteizm (utożsamienie boga ze światem) lub agnostycyzm. Żadne z tych określeń nie jest zadowalające. Przekonania Einsteina to pogranicze deizmu i panteizmu, w żadnym wypadku teizm. Fundamentem teizmu, w tym judaizmu i chrześcijaństwa, jest pojęcie boga osobowego, ingerującego w sprawy świata i ludzi.

Przeskakując do starożytności zauważmy, że dla Arystotelesa bóg to bezosobowy byt najdoskonalszy, wieczna, niezmienna rzeczywistość. To nieruchomy „pierwszy poruszyciel”, który utrzymuje cały świat w ciągłym ruchu. Nie jest to bóg osobowy, nie sądzi ludzi, nie karze, nie zbawia, nie czyni cudów, nie wskrzesza zmarłych, nie objawia się w pismach świętych. Arystotelesowi nie idzie o bogów znanych z mitologii greckiej. Ma na uwadze coś zupełnie innego niż jakiegokolwiek boga z mitów greckich lub z Biblii.

Bóg deistów, Arystotelesa, Einsteina, nie reaguje na ludzkie zachowania i nie wymaga, by go czcić. Nie ma sensu modlić się do niego. Modlitwa do tego boga przypominałaby modlitwę do energii elektrycznej.

Z powodu domniemanego istnienia deistycznego boga (supersiły, nieznanego „coś”) nie ma sensu należeć do Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego.

Teologiczne pomyłki

Dla Arystotelesa bóg (theos) to byt bezosobowy. A co zrobił św. Tomasz z Akwinu (XIII w.)? Utożsamił Arystotelesowskiego bezosobowego boga – z Bogiem chrześcijańskim. Czy to celowa sofistyczna (oszukańcza) zmyłka? Po części ten kamuflaż trwa do dziś. Np. św. Tomasz zapożyczył od Arystotelesa argumentację na rzecz istnienia boga, chociaż w grę wchodzą całkowicie odmienne pojęcia boga. Argumentacja ta przekazywana jest w nauczaniu kościelnym także dziś, także w podręczniku. Jest błędna formalnie i merytorycznie, na co wskazuje się powszechnie. Mimo to nadal jest w obiegu.

Św. Tomasz przyjmuje za Arystotelesem, że każda rzecz ma swoją przyczynę, musi więc istnieć pierwsza przyczyna sprawcza. Przyjmuje też, że ruch zawsze wymaga siły poruszającej – musi więc istnieć „pierwszy poruszyciel”, który wprawił świat w ruch. Mają to być argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Bo tą pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem musi być – twierdzi św. Tomasz – Bóg.

Otóż nie. Pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem może być równie dobrze nieznana nam samoistna pierwotna rzeczywistość, jak najbardziej naturalna. Św. Tomasz i teolodzy katoliccy tendencyjnie przyjmują/sugerują, że musi to być Bóg – i to Bóg, o którym mówi Pismo Święte i Kościół katolicki.

Na coś jeszcze warto zwrócić uwagę. Nawet jeżeli przyjmiemy za św. Tomaszem, że Bóg istnieje i jest pierwszym poruszycielem i pierwszą przyczyną, to w żaden sposób nie wynika z tego, że człowiek ma duszę nieśmiertelną; że Jezus był synem bożym; że przed końcem świata odbędzie się sąd ostateczny itd. Te wszystkie „prawdy”, podawane do wierzenia przez Kościół, wymagałyby odrębnej argumentacji – a tej brak. Kościół powołuje się na objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na „zmysł wiary”, który zawdzięcza się łasce bożej (czytamy o tym także w podręczniku).

Jest to argumentacja bezwartościowa. Dlaczego? Bo przekonanie, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, jest pozbawione jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. A świadectwa „zmysłu wiary” to bez reszty subiektywne doznania.

Na koniec sięgnijmy do katechizmu. Mówi się tam, że istnieje rzeczywistość, która „nie ma ani początku, ani końca”, jest „pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego”. I stwierdza się, że tę właśnie rzeczywistość „wszyscy nazywają Bogiem” (KKK 34).

No właśnie – nazywają. Co z tego, że wszyscy nazywają to Bogiem? Być może istnieje wieczna rzeczywistość, która nie ma początku ani końca i jest przyczyną wszystkiego, ale nazywanie jej Bogiem i sugerowanie, że to Bóg, o którym naucza Kościół, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Hipotetyczną wieczną rzeczywistością może być przyroda, nieznana nam dziś jej postać. Nie musi to być jakikolwiek bóg.

Najlepiej …

Najlepiej nie wierzyć w żadnego boga, nie wyznawać żadnej religii, żadnych religijnych filozofii, nie wierzyć w żadne zabobony i przesądy, wróżby, magię, astrologię, ezoterykę, w żadne duchy. Niczym to nie grozi. Nie słyszałem, żeby ktoś cierpiał z powodu utraty wiary w boga, w „prawdy” religijne, zabobony, moce tajemne. A ludzi niereligijnych jest sporo.

Nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci był wieczny. To jednak nie powód, by ulegać kościelnej indoktrynacji i wierzyć w religijne mity.

PapieżBiskupiNa deser porcja humoru

Dopiero dziś wiemy, jak przebiegało spotkanie papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu 27 lipca br. podczas Światowych Dni Młodzieży (jak donosiła prasa, spotkanie odbyło się na życzenie papieża za zamkniętymi drzwiami).

Biskupi zapytali papieża:

– Co mamy zrobić, by naród polski pozostał wierny Bogu?

– Nic nie da się zrobić. Boga nie ma! – odpowiedział papież.

Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pierwszy to „Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykułach:

Intronizacji Chrystusa nie będzie …”http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Na blogu znajduje się w tej chwili 27 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ i inne.

enforce-46910_640.

………………………………………………………………………………………………………………

Malehearts-884196_960_720 (1)1

Gra królem Chrystusem

hearts-884196_960_720 Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem – link poniżej. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

„My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720  Totalizm

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720  Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720  Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody świata) rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Podsumujmy:

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

……………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykule: „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Na blogu znajduje się w tej chwili 26 artykułów, m.in.:

Cykl artykułów o podręcznikach do religii, ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Ponadto:

Chrześcijaństwo obłędu” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/  i inne.

……………………………………………………………………………..

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

……………………………………………………………………

brick-83696_640

Bóg Luk i bogini Luka

Nauka nie wyjaśnia wszystkiego – to popularny argument na rzecz istnienia boga. Czy uprawniony? Czy można przypisać sprawstwo bogu, jeżeli nauka nie wyjaśnia, jak powstało życie, jak powstała ludzka świadomość? Metodę argumentowania wykorzystującą luki w wiedzy, by wskazywać na istnienie i działalność boga, nazwano alegorycznie argumentem „boga luk” lub „boga zapchajdziury”.

Jest to metoda błędna. Jeżeli nauka nie wyjaśnia danego zjawiska, to wniosek, że mamy do czynienia z działaniem sił boskich, jest nieuprawniony. Po pierwsze, w grę mogą wchodzić inne przyczyny, jak najbardziej naturalne. Po drugie, nauka czyni postępy, z czasem wyjaśnia to, co było niewyjaśnione. Po trzecie, hipotezy teistyczne, wskazujące na rolę sił nadprzyrodzonych, są zawsze gołosłowne, brak im uzasadnienia poza jednym, niewystarczającym argumentem– że nauka nie daje odpowiedzi.

Sensowna hipoteza wymaga poważnego uzasadnienia. Tak nie jest w przypadku hipotez teistycznych. Nie wystarczy powiedzieć, że być może mamy w danym przypadku do czynienia z działaniem boga. To nie żart, ale równie dobrze można by twierdzić, że to dzieło krasnoludków, szatana lub innych nieuchwytnych istot. Formułowanie niczym nie popartych przypuszczeń nie ma wartości poznawczej.

Co więcej, wskazanie na sprawstwo boga to wyjaśnienie pozorne. To tak jakby na pytanie, kto zbudował piramidy egipskie, odpowiedzieć, że stworzyciel. Nadal nic nie wiemy, otrzymujemy odpowiedź gołosłowną, która nic nie wyjaśnia. Nauka nie wyjaśnia wielu zjawisk, ale religia nic nie wyjaśnia.

Przykład z życia

Z faktu, że biochemia nie podaje obecnie dokładnego opisu powstania życia, nie można wnioskować, że jest ono dziełem boga. Nie jest to też argument na rzecz istnienia boga.

Wiedza biochemiczna pozwala na poważną hipotezę, że życie powstało w drodze naturalnego procesu. Natomiast wskazywanie na sprawstwo sił nadprzyrodzonych, to odwoływanie się do mitologicznych wyjaśnień, do „boga luk”.

Żeby uwiarygodnić swoje stanowisko teiści – osoby wierzące w boga – powołują się nierzadko na autorytet nauki. Możemy przeczytać, że współczesna nauka potwierdza, że życie nie mogło powstać z materii nieożywionej. Tymczasem jest to co najwyżej osobiste przekonanie niektórych badaczy. Zwolenników hipotez teistycznych jest wśród naukowców niewielu. Wystarczy wspomnieć, że wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk, zrzeszającej najwybitniejszych naukowców, wiarę w boga deklarowało tylko 7 %, w tym wśród biologów 5.5 % (por. http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/).

Dziś teolodzy stali się nieco ostrożniejsi w korzystaniu z argumentu „boga luk”, niektórzy krytykują jej nadużywanie. Wiadomo dlaczego. Bo co będzie, jeżeli biochemicy dowiodą możliwości powstania życia w drodze procesu naturalnego? Będzie kompromitacja kościelnego stanowiska. Kościół wielokrotnie się mylił. Jednak argument „boga luk” ciągle jest w użyciu.

Katalog zjawisk, w których osoby wierzące i Kościół dopatrują się interwencji boskiej, rozciąga się od rzekomych cudów medycznych po powstanie świata. Poziom wypowiedzi bywa bardzo różny. Pozostańmy na polskim podwórku i sięgnijmy do górnej półki.

Bóg Luk według ks. prof. Hellera:

Na stronie Copernicus Center (nie mylić z Centrum Nauki Kopernik), instytucji działającej pod patronatem ks. prof. Michała Hellera, można było przeczytać: „Zdaniem profesora Hellera, istnieją jedynie trzy ‚dziury’, które ostatecznie muszą być ‚wypełnione’ Bogiem”: dziura ontologiczna, epistemologiczna i aksjologiczna. Można powiedzieć, że Bóg Luk istnieje w trzech osobach

 Bóg luki ontologicznej

Na czym ma polegać luka ontologiczna? Wiemy, że świat istnieje, ale nie wiemy dlaczego, wielu rzeczy nie wiemy. Według Hellera odpowiedź wymaga uwzględnienia boga. Świat zawdzięcza istnienie bogu i jest przez niego kierowany. Luka w wiedzy zostaje wypełniona bogiem. Teraz już wiemy.

Czy to zadowalająca odpowiedź? Jak wielu teologów Heller przyjmuje, że bóg istnieje i nie musiał być stworzony. Jest rzeczywistością ostateczną, samoistną, absolutną. Teolodzy uznają to na mocy definicji, założenia, aksjomatu. Czy jest to uzasadnione? Nie, nie ma powodu, by takie wydumane definicje i założenia przyjmować.

Jak najbardziej zasadne pozostaje pytanie, które teolodzy chcą odrzucić na mocy definicji: Kto w taki razie stworzył boga? Co więcej, skoro teolodzy uznają, że bóg już nie musiał być stworzony, to równie dobrze można przyjąć założenie, że także natura, przyroda, nie musiała być stworzona, jest rzeczywistością samoistną. Wtedy hipoteza istnienia boga okazuje się niepotrzebna, bo tak jak ostateczną i nie wymagającą uzasadnień rzeczywistością według teistów jest bóg, tak samo według ateistów samoistną, przez nikogo nie stworzoną rzeczywistością może być świat, przyroda/natura.

To jednak spekulacje, co innego jest ważniejsze. Lepiej uczciwie powiedzieć, że nie wiemy czy i jak świat powstał, niż głosić, że został wytworzony przez boga. Nie jest prawdą, że ludzie koniecznie pragną odpowiedzi na pytanie, jak świat powstał. Nie słyszałem, by cierpieli z powodu tej niewiedzy. Nie ma potrzeby upierać się przy iluzji z epoki brązu, nieco tylko unacześnionej. Powiem mocniej. Wierzyć w ten mit, to żyć w kłamstwie. Jeżeli mamy obowiązek wierności rozumowi, to rozum nie pozwala wierzyć w archaiczne mity, tak jak nie pozwala wierzyć w duchy krążące po lasach.

Bóg luki epistemologicznej

Luka epistemologiczna ma być związana z pytaniem, dlaczego możemy poznawać świat, dlaczego możemy go badać metodami matematycznymi.

Heller odpowiada, powiedzmy w skrócie, że świat został stworzony przez boga według matematycznych zasad i dlatego może być badany przez naukowców metodami matematycznymi.

Zauważmy, że kwestię tę znacznie lepiej można zrozumieć bez przyjmowania hipotezy o stworzeniu świata przez boga. Jak? Przyroda posiada właściwości, które naukowcy starają się przedstawić za pomocą matematycznych formuł/wzorów. Wiele zjawisk daje się opisać za pomocą liczb, np. temperatura powietrza. Nie ma potrzeby zakładać, że bóg stworzył przyrodę według matematycznych wzorów, które ma w swoim umyśle. Formuły te, zwane prawami przyrody, są tworzone przez naukowców w efekcie badań. Nie ma żadnych uzasadnień, by twierdzić, jak chce Heller, że istnieją w boskim umyśle.

Posłużmy się przykładem. Istnieje grawitacja, która jest właściwością przyrody. Naukowcy tę właściwość badają i przedstawiają w postaci matematycznego wzoru. W ten sposób powstaje prawo grawitacji, które jest twierdzeniem sformułowanym przez badaczy. Nie ma potrzeby zakładać, że prawo to istnieje w boskim umyśle.

A ks. prof. Heller zakłada dużo więcej. Przyjmuje, że matematyka i twierdzenia matematyczne istnieją niezależnie od człowieka, a matematycy jedynie odkrywają istniejącą obiektywnie matematyczną rzeczywistość. Gdzie ona istnieje? Nie jest jasne, ale teolodzy chrześcijańscy przyjmują, że w boskim umyśle. Podobne stanowisko, nazywane matematycznym platonizmem, było w starożytności, w czasach Pitagorasa i Platona dość rozpowszechnione wśród filozofów, ale bynajmniej nie powszechne. Dziś to kuriozum kultywowane przez niektórych matematyków.

Trzeba zwrócić uwagę, że nauka starożytna różni się bardzo od współczesnej nie tylko zakresem wiedzy, ale przede wszystkim standardami metodologicznymi. Aż do tzw. rewolucji naukowej, która rozpoczęła się na dobre w XVII w., nauka nie była wyraźnie odróżniana do wiedzy magicznej i ezoterycznej, astrologii, wróżbiarstwa, alchemii. Pitagoras był, jak byśmy dziś powiedzieli, szalonym sekciarzem. Nie on jeden uprawniał – nie rozróżniając – matematykę, wiedzę magiczną i ezoterykę. Głęboką zmianę przyniosło dopiero Oświecenie. Dzisiejsza skłonność do wstawiania boga w luki w wiedzy o świecie, do kreowania teistycznych wyjaśnień, jest reliktem zaprzeszłych czasów. Teologiczne i filozoficzne dociekania dotyczące spraw nadprzyrodzonych, a także platonizm matematyczny, są ryzykownie bliskie dawnej wiedzy tajemnej.

Dlaczego możemy poznawać świat? Wyjaśnienie naturalistyczne jest nie tylko możliwe, ale i lepiej uzasadnione niż teistyczne. Mamy zdolność poznawania świata, bo jesteśmy jego częścią, powstaliśmy w drodze ewolucji, jesteśmy z nim „z natury” kompatybilni. Wszelkie zwierzęta, a w pewien sposób nawet rośliny, poznają swoje otoczenie. Można śledzić, jak ewolucyjnie zmieniał się układ nerwowy i mózg, jak rozwijało się życie psychiczne, świadomość i zdolności poznawcze. Teoria ewolucji, a nie bóg, to najlepsze wyjaśnienie, jakie znamy.

Podsumowując, nie na żadnej luki/dziury epistemologicznej w rozumieniu przyjętym przez Hellera. Nie ma po co przywoływać boga luk.

Bóg luki aksjologicznej

Teiści twierdzą często, że nauka nie wyjaśnia, skąd się biorą wartości uniwersalne, właściwe wszystkim ludziom. Także Heller sądzi, że nauka nie ma nic do powiedzenia o ich pochodzeniu i o naturze dobra i zła. Tylko wskazując na boga można wyjaśnić istnienie uniwersalnych wartości.

Trzeba powiedzieć, że luki aksjologicznej – wbrew temu, co mówi Heller – nie ma, nie trzeba przywoływać boga, by wyjaśnić pochodzenie i treść wartości uniwersalnych. Odpowiedzi dostarczają współczesne badania socjobiologiczne i teoria ewolucji. Wskazują one, że wśród zwierząt żyjących w grupach ma miejsce współpraca, pomoc i opieka wzajemna, poczucie solidarności. Zwierzęta społeczne walczą z wrogiem zewnętrznym, potrafią za grupę poświęcić życie. Jednocześnie zwierzęta społeczne walczą o pozycję w stadzie, tak jak ludzie walczą o pozycję społeczną i wpływy nawet w rodzinie. Osobnik, który jest nadmiernie agresywny w stosunku do członków grupy własnej, jest przywoływany do porządku, karany.

Wszystkie te zachowania kształtowały się wśród zwierząt ewolucyjnie i są wręcz niezbędne dla życia grupowego. Można je zauważyć nawet bez prowadzenia badań. Nasz ludzki uniwersalny system wartości wyrasta z naszej odległej ewolucyjnej przeszłości. Podstawę ludzkiej moralności stanowi biologiczne, ewolucyjne wyposażenie.

Czy nasza moralność czymś się wyróżnia? Ludzie, mając rozwiniętą zdolność abstrakcyjnego myślenia, ujmują zasady moralne w kodeksy, w systemy wierzeń, w niejasne maksymy. Dają o sobie znać kulturowe uwarunkowania. Ale praktyka wygląda zasadniczo podobnie jak wśród wielu innych gatunków zwierząt społecznych, chociaż kulturowe modyfikacje są znaczne.

Przekonanie, że ludzka moralność ma wyższe, boskie pochodzenie jest dziś nie do obrony. Ma pochodzenie ewolucyjne, zwierzęce. Teoria ewolucji jest genialnym wynalazkiem, zaś wyjaśnienia religijne – archaiczną ściemą. Że mają zwolenników także wśród naukowców? Tak, ale niewielu. Przypomnijmy, wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk wiarę w boga deklarowało 7 %, w tym wśród biologów 5.5 %.

Słowo na zakończenie

Postęp nauki sprawia, że powstają nowe problemy, nowe pytania, na które nie ma jeszcze odpowiedzi. Zawsze będą istniały luki w wiedzy. Taka jest właściwość współczesnej nauki. I powiedzmy wyraźnie, dzięki temu dokonuje się postęp nauki.

Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/:  Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”. „Bóg Luk i bogini Luka” to drugi tekst z cyklu ćwiczeń z ateizmu.

Pierwszy tekst z cyklu ćwiczeń z ateizmu to „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

* O sobie piszę w: „Jak zostałem ateistą. Część 1” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jak-zostalem-ateista-czesc-1/

** Z okazji rozpoczęcia roku akademickiego polecam artykuł o ekspansji Kościoła w szkolnictwie wyższym pt. „Lekcje religii w szkołach wyższych”: http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

ateista

„Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga.”

Czy aby na pewno głupi, a może jest wręcz odwrotnie? Osoba wierząca ma dwa argumenty, które w jej mniemaniu przesądzają o istnieniu boga. Pierwszym jest akt wiary milinów ludzi, drugim zaś spisane księgi, które traktowane są jako boże słowo. Oba argumenty podpierane są cudami, proroctwami, nawróceniami lub ostatnio tak modnymi wśród katolików egzorcyzmami.

Najbliższe kulturowo nam chrześcijaństwo, swoją wiedzę o istnieniu boga czerpie z biblii, z tym że nie wszyscy są zgodni co do sposobu wyznawania wiary.

Skąd wiadomo, że biblia jest święta, a zawarte w niej treści pochodzą od boga? Ponieważ tak jest w niej napisane!

2 Tymoteusza 3:16 Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania, do upominania, do prostowania

Praktycznie każdą dyskusję z osobą wierzącą można zakończyć, gdy zaczynają padać argumenty z religijnej literatury. 

Z biblią jest pewien problem – nie jest spójna i nie wiadomo, który zestaw rozdziałów można uznać za pełny i święty, czyli taki, który został poskładany pod wpływem siły wyższej.

Chrześcijaństwo co do kwestii prawidłowego zestawienia ksiąg biblijnych, jest podzielone. Odmiennie skład biblii widzą katolicy, protestanci, czy też Świadkowie Jehowy.

Do tego dochodzą jeszcze różne stopnie ich ważności – jedne są mniej, drugie bardziej święte, a wszystko zależy, kto jak zrozumiał, i jak zinterpretował tekst.

Kto ma w takim razie rację? Nikt.

[Księga kanonów – do wyboru, do koloru]

Na stronie gotquestions.org, prowadzonej przez protestantów, którzy odpowiadają na zadawane im pytania biblijne, jest  sporo tekstów polemizujących z katolickimi dogmatami i jest też tekst o ateizmie.

Pytanie: Co to jest ateizm?

Odpowiedź: Ateizm to pogląd, głoszący, że Bóg nie istnieje. Ateizm nie jest czymś nowym. Psalm 14:1, napisany przez Dawida ok. 1000 roku p.n.e, wspomina o ateizmie – „Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga.’”

Na samym początku tekstu autor powołuje się na autorytet pisma, które składa się z mitów i przypowieści ludowych koczowniczego plemienia izraelitów. Popularność biblii opiera się na trafnej dystrybucji i umiejętnym wykorzystaniu przez teologów religijnych pism. Jedyna dostępna wiedza o Jahwe i Jezusie pochodzi właśnie z mitologi żydowskiej, tak więc siłą rzeczy autor musi się na te pisma powoływać.

Czy ateizm jest naprawdę tak logicznym stanowiskiem, jak twierdzą ateiści?

Hm… Pomyślmy jaką alternatywę proponuje autor? Czy ma ona sens i czy jest logiczna?

Stawiając jakąś tezę, która opiera się na źródłach zewnętrznych, należy udowodnić, że źródło jest prawdziwe. Tak więc skoro ktoś twierdzi, że biblia jest słowem bożym, musi to udowodnić. W innym przypadku argument jest na tym samym poziomie co twierdzenie, że mity greckie zawierają prawdę o Zeusie, Atenie i całej reszcie Olimpu.

Wywody o prawdziwości przekazu biblijnego, zaczynają się mniej więcej takim twierdzeniem.

Fakt, że Bóg dał nam Biblię, dowodzi i obrazuje, jak bardzo nas kocha.

Zdanie to na samym początku zawiera manipulację. Istnienie boga nie jest faktem, tylko kwestią indywidualnej wiary, która jest zdeterminowana miejscem urodzenia. Nie jest też dowodem na to, że bóg ludzi kocha i dlatego dał im biblię.

Skoro osoba wierząca ustaliła, że jej wiara oparta jest na fakcie, to ktoś, kto w to nie wierzy, jest… „głupcem, który twierdzi, że boga nie ma”.

Logika religijna opiera się na dowodzeniu, że akt wiary jest dowodem, a bóg nie objawia się ludzkości, bo wtedy wszyscy by w niego uwierzyli, a to jest zbyt proste. Żeby było jeszcze bardziej irracjonalnie, wierzący twierdzą, że bóg się już parę razy ujawnił i ten „fakt” jest opisany na przykład w Starym Testamencie.

Bożym pragnieniem nie jest to, by po prostu przekonać ludzi, że On istnieje. Bożym pragnieniem jest, aby ludzie uwierzyli w Niego przez wiarę (2 List Piotra 3:9)

Tak, Bóg mógłby pojawić się i raz na zawsze zademonstrować, że istnieje.

Problem w tym, że Bóg jasno zademonstrował swoje istnienie już wiele razy w czasach Starego Testamentu (Księga Rodzaju rozdziały 6-9, Księga Wyjścia 14:21-22, 1 Księga Królewska 18:19-31)

Autor twierdzi, że bóg udowodnił swoje istnienie, zatapiając całą planetę Ziemię wodami potopu, które zalały łańcuch górskie powyżej 8000 tysięcy metrów. Twierdzi, że Mojżesz – postać fikcyjna – stuknął badylem w ziemię, dzięki czemu rozstąpiło się morze. Trzeci przykład traktuje o proroku, który pokonał innych proroków, którzy wyznawali inne bóstwo.

Powoływanie się na takie opowieści jest dość dziecinne i niczego nie udowadnia a wręcz przeciwnie, pokazuje naiwność człowieka, który wierzy w biblijne absurdy.

… powtórzmy jeszcze raz, istnienie Boga nie może być udowodnione, musi być zaakceptowane przez wiarę.

Identycznie, uwierzenie w ateizm wymaga tyle samo wiary.

Otóż nie wymaga wiary, tylko wiedzy. Na przykład nie ma tyle wody w atmosferze, która pokryłaby całą planetę na wysokość ponad 8000 metrów ponad poziom morza. Opowieść o Mojżeszu to lokalny mit, a Jahwe był lokalnym bożkiem, którym izraelici straszyli okolicznych sąsiadów.

Ateiści nie mogą udowodnić, że Bóg nie żyje np. w środku Słońca lub ponad chmurami Jupitera lub w jakiejś odległej galaktyce.

To nie może zostać udowodnione, tak więc samo to, że Bóg nie istnieje, również nie może zostać udowodnione.

Tyle samo wiary wymaga bycie ateistą, co bycie deistą.

Religijna logika jest tak samo dziecina jak i wiara w to, że jakiś gość przez trzy dni żył sobie w brzuchu ryby, a inny po śmierci chodził po ziemi. Czy fakt, że nie można udowodnić, iż w środku Słońca latają różowe słonie, czyni taki absurd możliwym? Czy ma sens wierzyć, że różowy słoń ożywi martwego człowieka?

Ciężar dowodzenia zawsze leży po stronie tego, który twierdzi, że latające i różowe słonie istnieją. Natomiast koncepcja Jahwe to splot nietrzymających się kupy opisów istoty doskonałej, która taką nie jest. Wystarczy zadać sobie parę pytań: Do czego istocie doskonałej potrzebne jest cierpienie istot czujących? Czy wszechwiedząca istota doskonała nie wiedziała kim będzie szatan? Czy istota doskonała potrzebuje ofiary złożonej z ludzkiego życia?

Parafrazując pytanie autora tekstu:

Czy wiara jest naprawdę tak logicznym stanowiskiem, jak twierdzą wierzący?

Czy Bóg istnieje?

Wpisy Ale o co chodzi?

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 13

bible-276067_1280W poprzedniej części Lucyfer wysłał boga, żeby ten pomógł Izraelitom opuścić Egipt. Nakazał mu również na przywódcę wybrać mało kumatego Mojżesza, któremu pomagać miał jego bardziej kumaty brat Aaron. Żeby mieć boga na oku, Lucyfer podgląda go i ma z nim stałą łączność.

***

I udał się Mojżesz z bratem Aaronem do faraona i walą ściemę, że niby na trzy dni tylko chcą Izraelici opuścić Egipt, żeby oddać cześć swojemu bogu. Faraon uśmiał się, pogonił im kota, po czym zakazał Izraelitom dostarczać słomę do cegieł, jednocześnie nakazując, aby wyrabiali tę samą ilość cegieł, co poprzednio. Nie dziwi pewnie nikogo, że Izraelici zaczęli jeździć po Mojżeszu, jak po burej kobyle. Ten zaś ze skargą uderzył do boga. A bóg na to:

Bóg: Jam jest Jahwe.

Mojżesz: Co?

Bóg: Głuchy jesteś? Jam jest Jahwe.

Mojżesz: Mówiłeś, że Jestem.

Bóg: Co jestem?

Mojżesz: Mówiłeś, że nazywasz się Jestem.

Bóg: Mówiłem, że Jestem, który jestem.

Mojżesz: No właśnie.

Bóg: A teraz zdradzam ci moje prawdziwe imię, którego nikt wcześniej nie słyszał.

Mojżesz: No wiesz, to nie twoja wina, że tak się nazywasz. Niech mama i tata się wstydzą.

Bóg: Zamilcz! Przekaż Izraelitom, że ich wybawię z niewoli egipskiej.

Mojżesz: Wybacz Jahwe, czy Jestem, czy jak ci tam, ale obawiam się, że oni nie uwierzą.

Bóg: Rusz dupę, zanim mnie szlag trafi! I pokaż ludziom te fiki miki z laską, których cię nauczyłem. To powinno wystarczyć.

Więc poszedł osiemdziesięcioletni Mojżesz ze swoim o trzy lata starszym bratem tłumaczem, do faraona. I walą mu z grubej rury, że bóg ich przysłał, a ten zażądał cudu. No to pach! Aaron rzucił laskę na ziemię, która zamieniła się w węża. Faraon popatrzył na cud po czym przywołał swoich czarowników i ci uczynili to samo. Wąż Aarona połknął pozostałe, ale nie zmienia to faktu, że cud został obalony.

Bóg do słuchawki: Lucyfer, słyszysz mnie?

Lucyfer: Czego?

Bóg: Skubańce faraona znają tą sztuczkę z laską i wężem.

Lucyfer: Mówiłem ci, żebyś nie kombinował. Po kiego grzyba wpłynąłeś na faraona, żeby się opierał? Uwolnij jego serce i rozum a wypuści Izraelitów.

Bóg: Nie ma bata! Ściągnąłeś mnie z urlopu na ziemię, więc muszę się zabawić.

Bóg do Mojżesza: No dobra. Wąż nie wypalił. Pójdziecie z Aaronem nad Nil i na oczach faraona machniesz laską, a woda zamieni się w krew.

Chłopaki podreptali nad Nil i uczynili tak, jak im Pan przykazał. Woda zamieniła się w krew i pozdychały ryby. Po jakimś czasie cud chyba przestał działać, bo faraon zwołał swoich magików i ci uczynili to samo.

Bóg: Spoko chłopaki. Zobaczymy, czy żaby też wyczarują. Aaronie, machniesz laską i cały kraj pokryje się żabami.

Tak też się stało. Faraon wpadł w panikę i ubłagał braci, aby zlikwidowali płazy. Ci pogadali z bogiem i żaby zdechły. Już faraon miał wypuścić Izraelitów, ale przecież bóg wpłynął na niego, więc nie mógł tego uczynić. Wówczas bóg za sprawą magicznej laski sprowadził na Egipt komary. Nie wiem, czy wszystkie zostały wytłuczone, ale po komarach na Egipt, jak na wielkie gówno, zleciały się muchy. Wówczas faraon obiecał, że jak one znikną, to wypuści Izraelitów. I byłby to zrobił, gdyby nie bóg, który uczynił jego serce „twardym”. A skoro serce było twarde, to bóg zesłał zarazę na całe bydło, które wyginęło. Serce faraona pozostawało wciąż uparte za sprawą boga, który za karę postanowił zesłać pryszcze i wrzody na ludzi i bydło.

Wrrróć! Jak pryszcze i wrzody na bydło, skoro bydło wymarło z powodu zarazy???

„I nazajutrz Pan uczynił to, że wyginęło wszelkie bydło Egipcjan, a z bydła Izraelitów nic nie zginęło”. Księga Wyjścia 9.6

Rzekł Pan do Mojżesza i Aarona: „Weźcie pełnymi garściami sadzy z pieca i Mojżesz niech rzuci ją ku niebu na oczach faraona, a pył (…) sprawi u człowieka i u bydła w całej ziemi egipskiej wrzody i pryszcze”” Księga Wyjścia 9.8

Pan rzekł do Mojżesza: „Wyciągnij rękę do nieba, by spadł grad na całą ziemię egipską, na człowieka, na bydło, na wszelką trawę polną na ziemi egipskiej”. Księga Wyjścia 9.22

O co chodzi z tym bydłem? A tam! Bóg zdolny gość! Wybił bydło, potem zesłał na to bydło pryszcze i wrzody a potem jeszcze wybił to zdechłe bydło gradem. Co za desperacja! Potem była jeszcze szarańcza oraz trzydniowe ciemności, które nie dotyczyły dwukrotnie dobitego bydła.

A na koniec bóg stawia kropkę nad i. Najpierw każe każdemu Izraelicie pożyczyć od sąsiadów egipskich srebrne i złote przedmioty. A potem oznajmia:

„O północy przejdę przez Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego niewolnicy, która jest zajęta przy żarnach, i wszelkie pierworodne bydła„.

Huk z tymi małymi niewinnymi dziećmi, ale skąd ponownie wzięło się bydło??? No chyba, że spektakularny pokaz mocy boskiej trwał całe lata. Wówczas miałoby to wszystko większy sens. W ciągu kilku lat może się pojawić i zaraza, i pryszczyca, i plaga komarów czy much. Tego typu klęski łatwo podciągnąć pod interwencję boską, tak jak Świadkowie Jehowy każdą trąbę powietrzną, czy sztorm uznają za znak zbliżającego się końca świata. Kolejnego zresztą, bo już kilka razy wyznaczyli datę, ale widocznie ich bóg zmienił plany.

Wracając do mordu na dzieciakach, to we wczesnym okresie bóg nie był taki ogarnięty, jak go teraz przedstawiają. Żeby nie rozpędzić się i nie wykosić małych żydziątek, kazał swojemu ludowi oznaczyć drzwi ich domów krwią baranka.  Sam widocznie nie był w stanie przewidzieć, gdzie są jego sługusy a gdzie Egipcjanie. Ciekawe, kiedy stał się wszechwiedzący, no nie?

Jeszcze w nocy podniósł się lament w Egipcie. Zrozpaczony faraon, który nareszcie odzyskał pewnie władanie nad własnym sercem, kazał Aaronowi i Mojżeszowi zabierać dupy w troki i zmiatać czym dalej od Egiptu.

Tak zakończył się pobyt Izraelitów w Egipcie, trwający czterysta trzydzieści lat. W drogę wyruszyło sześćset tysięcy mężczyzn, plus dzieci, kobiety, cudzoziemcy i cały ich wielki dobytek oraz srebro i złoto „pożyczone” od Egipcjan. I stąd się wzięło powiedzenie: „dobry zwyczaj, nie pożyczaj”. Tak wielki tłum ludzi, pewnie ponad milion osób licząc z dziećmi i kobietami wałęsał się później czterdzieści lat po pustyni. W czterdzieści lat, gdyby nie morza i oceany, obeszliby oni pewnie kilkukrotnie ziemię. Za ciężką pracę należy się zapłata a bóg musiał się nieźle spocić, osobiście mordując małe dzieci egipskie, w związku z tym tak rzekł do Mojżesza:

„Poświęcicie mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek, jak i zwierze”. 13.2

Mojżesz przekazał ludowi słowa boga, z deka je modyfikując. Powiedział, że syna będzie można wykupić dając w zamian inną ofiarę.

Bóg do Mojżesza: Wiem, że masz problem z mową, dlatego Aarona przydzieliłem ci na pomocnika. Ale nie wiedziałem, że masz problem ze słuchem.

Mojżesz: Ależ skąd Panie, słyszę bardzo dobrze.

Bóg: Czy ja mówiłem coś kołku o możliwości wykupu syna?

Aaron: Ale zrozum Panie, jak będziesz kazał nam składać w ofierze dzieci nasze, to nie będziemy cię słuchać.

Bóg: Że co???

Aaron: I kto tu ma problemy ze słuchem?

Bóg: Lucjan trzymaj mnie, bo nie wytrzymam. Lucjan! Lucjan! Kurde, zerwało połączenie. A ja myślałem, że Lucek milczy, bo aprobuje moje poczynania. I w ogóle czy ktoś cię o zdanie pytał Aaronie?

Aaron: Sam powiedziałeś, że będę ustami Mojżesza.

Bóg: Ale nie mózgiem! Mózgiem Mojżesza jestem ja!

Aaron: To akurat wiele tłumaczy.

Bóg: Chcę waszych pierworodnych dla siebie!

Aaron: Idź gościu skąd przyszedłeś. Może inny naród będzie na tyle głupi, żeby słuchać takich rozkazów.

Bóg: Dobra, wasze pierworodne szczeniaki zostawię w spokoju. Odpalicie mi za nie jakieś smakowite zwierzątko. A teraz won w stronę Morza Czerwonego!

(Bóg dobrze zapamiętał tę zniewagę i setki lat szukał po cichu nowego narodu. Aż w końcu natrafił na Polaków, ale o tym innym razem.)

I ruszyli Izraelici a Bóg, nie wiedzieć czemu, przywdział postać słupa obłoku za dnia i słupa ognia w nocy. Ma gość fantazję. W końcu kazał im zawrócić, rozbić obóz i oznajmił, że ponownie wpłynie na umysł faraona, aby ten wysłał pościg. A po co? Ano po to, żeby znowu dać upust swojej sadystycznej naturze. Kiedy Izraelici zobaczyli ścigających ich Egipcjan, wcale się nie ucieszyli. Co więcej, cuda pokazane przez boga w Egipcie jakoś nie przekonały ich do jego istnienia, bo nawalili w bardachy i podnieśli lamen.

Bóg uspokoił Mojżesza i zdradził mu, co zamierza zrobić. Następnie…

Anioł Boży, który szedł na przedzie wojsk izraelskich zmienił miejsce i szedł na ich tyłach. Słup obłoku również przeszedł z przodu i zajął ich tyły, stając między wojskiem egipskim a wojskiem izraelskim. Księga Wyjścia 14.19

I tak dowiadujemy się, że bóg nie zapierniczał z Żydami sam tylko z jakimś swoim przydupasem. Mojżesz podniósł laskę, jak mu to jego Pan przykazał a wówczas morze, nad którego brzeg dotarli,  rozstąpiło się. Do tego w ułamku sekundy dno morskie wyschło. Ponad milion ludzi przelazło pomiędzy ścianami wody, natomiast Egipcjanie zostali zatopieni.

Gdy Izraelici widzieli wielkie dzieło, którego dokonał Pan wobec Egipcjan, ulękli się Pana i uwierzyli Jemu oraz jego słudze Mojżeszowi. Księga Wyjścia 14.31

No nareszcie! Tyle cudów widzieli a dopiero teraz uwierzyli. A nam każe się wierzyć na słowo. Z tym, że świadkowie tych cudów wiele razy jeszcze zwątpią. Nam każe się nie wątpić i to bez cudów. Co więcej, tych co na przykład tego bydła się czepiają, że zdechło a potem jeszcze dwa razy na inne sposoby zostało okrutnie doświadczone, uważa się za głupków. Ci co czytają i nie widzą braku logiki, doświadczyli  jakiejś nadzwyczajnej łaski. Ci co twierdzą, że wymordowanie dzieci Egipcjan było zbrodnią, są bluźniercami. Ci, co twierdzą, że bóg jest miłością, są wspaniałymi wyznawcami. A my dziwimy się temu, co teraz wyprawiają i wygadują członkowie PiS. Jaka wiara, tacy wierni.

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 3

bible-276067_640Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

Po wygnaniu z raju biedne sieroty zostały same. Żartowałam. Dobrze by było, gdyby się wówczas Bóg raz na zawsze od ludzi odwalił, ale jego sadystyczna natura jest nie do zaspokojenia. Już wkrótce stanie się powodem i dopuści do pierwszego przelania krwi.

A jak do tego doszło? Po bożemu jak zwykle. Adaś zrobił bara bara z Ewą i urodził się Kain. Pamiętajcie! Z pewnością w strasznych bólach, bo Papcio tak chciał. A wtedy ani lekarza, ani znieczulenia żadnego, ani nawet zwykłej akuszerki. Ależ się musiał Papcio jarać męczarnią Ewy. Ale ona bardziej zła była na swego męża kapusia, bo jak tylko powiła syna, rzekła: „Otrzymałam mężczyznę od Pana”. Aż zrobiło mi się trochę szkoda Adasia. On się napocił, namęczył, tysiące plemników stracił a Pan spił śmietankę. Potem Ewa powiła Abla. Abel był pasterzem a Kain rolnikiem. Nie dość, że zasuwali pewnie w pocie czoła, bo klątwa rzucona na Adama przeszła również na nich, to jeszcze musieli składać Bogu ofiary. Po co? Po co Bogu owce, barany, czy jakieś tam żyto skoro cała ziemia była jego? Bóg jeden wie.

Jeden oddawał więc część tego co wyhodował a drugi część tego, co uprawiał. I jak myślicie, co się bardziej Bogu podobało? Zapamiętajcie! Bóg najbardziej lubił swąd palącego się mięsa i zapach krwi. Nic więc dziwnego, że olał jakieś tam zielsko od Kaina, a skakał z radości na widok oddanych mu na rzeź zwierząt. Dziwicie się, że Kain był zazdrosny? Nie tylko zawiść była w jego sercu ale i w głowie pewność, że Bóg nie jest wszędzie, tylko przychodzi, kiedy ma ochotę i odchodzi. Więc zabrał brata na pole (bo tam Boga nie było) i tam go ukatrupił.

Nagle Bóg go zapytał, gdzie jest Abel. Musiał się gdzieś skubaniec zaczaić i z dziką radością obserwować mord brata na bracie. Aż ciary przechodzą na myśl, jak on lubił takie widoki. Kain miał chyba charakter matki, bo zełgał jak pies i nie przyznał się, jak wcześniej jego tatuś w sprawie owocu z drzewa poznania dobra i zła. Kłamstwo nic nie dało i poniósł srogą karę. Został wygnany. Coś tam jednak od Papcia wynegocjował. Dostał znamię, które miało go chronić przed zabiciem przez… tajemniczych innych. Jakich kurna innych skoro na ziemi żyli tylko Adam, Ewa i Kain?

„Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu.”

W kraju zamieszkał??? To tam był jakiś kraj??? Do tego jeszcze kraj ten nie był opustoszały, bo tam właśnie…

„Kain zbliżył się do swojej żony, a ona poczęła i urodziła Henocha”.

– Do małpy się zbliżył! – To była moja pierwsza myśl. Ale tłumacze biblijni pospieszyli z pomocą.

– To nie była małpa, tylko kobieta.

– A skąd ona się wzięła, skoro jest napisane:

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, stworzył mężczyznę i niewiastę” Księga Rodzaju 1.27 oraz

„Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących” Księga Rodzaju 3.21. i

„Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę „ludzie”, wtedy gdy ich stworzył.” Księga Rodzaju 5.1, 5.2.

A na to przebiegli tłumacze Pisma Świętego:

– Kain mógł odejść z jedną ze swoich sióstr.

ŻE CO URWAŁ NAĆ? A gdzie to jest napisane? Był tylko Kain i Abel! A! W międzyczasie mogły urodzić się jakieś laski, ale nie były warte tego, aby o nich wspominać. Żeby się dowiedzieć o ich narodzinach, potrzebni są właśnie tłumacze.

Dlaczego Bóg nie natchnął Mojżesza (bo to on rzekomo jest autorem pięciu ksiąg Starego Testamentu) w taki sposób, aby ten napisał: „Po czym Kain odszedł ze swoją siostrą od Pana i zamieszkał w kraju Nod, który mu Pan zbudował, na wschód od Edenu”? Tego tłumacze nie wiedzą. Wiedzą za to, że Bóg wie co czyni, niezbadane są wyroki boskie, Bóg tak chciał i inne temu podobne duperele. Nie ma wyjścia. Trzeba to olać i czytać dalej albo dać sobie spokój z Biblią. No ale po co, skoro zabawa dopiero się rozkręca?

Adam znowu zbliżył się do żony i w wieku 130 lat urodził mu się syn Set. Jego potomkowie są wybranymi przez Boga. Wybrani! Brzmi dumnie i szumnie ale warto zadać sobie pytanie, do czego oni byli wybrani? Ano stali się królikami doświadczalnymi, niewolnikami poddawanymi wyszukanym torturom, zastraszaniu, uśmiercaniu, ale również stali się narzędziem mordu w rękach swojego pana. Szczęśliwi potomkowie Kaina, którymi Bóg specjalnie się nie zajmował! Do czasu. W przypływie największego napadu szaleństwa za jednym zamachem wymordował wszystkich niemal ludzi! Taki kaprys miał, wkurzył się, coś tam mu się nie spodobało. I pomyśleć, że ateistów próbuje się obrażać, przyrównując nas do Hitlera, Stalina, czy innego Pol Pota. Przecież wszyscy ci goście razem wzięci pod względem okrucieństwa i liczby ofiar, do pięt Bogu nie dorastają. Żeby nikt nie brał się za mozolne liczenie, powiem szybko, że po boskim wkurwie przy życiu na ziemi pozostało 8 osób!

Ale o co chodzi? Chodzi o Noe i historyjkę o potopie. Adaś z Ewą mnożyli się jak króliki. Kain wiadomo, wygnany. Abel gryzł ziemię. Następny był Set. On też mnożył się jak królik. Z siostrą albo z wieloma siostrami, no bo z kim innym? A jego pierworodnym był Enosz. Enosz nie był gorszy. Mnożył się jak chwast na zaniedbanym polu. Jego pierwszy syn to Kenan. Jemu pierwszy urodził się Mahalaleel. Potem wymieniony jest Jered, Henoch, Metuszelach, Lemek aż w końcu Noe. Od stworzenia Adasia do narodzin Noego minęło 1056 lat. Od Adasia do potopu 1656. Czyli żyli wciąż jeszcze Enosz, Kenan, Mahalaleel, Jered, Metuszelach i Lemek, bo oni umierali w wieku ok 900 lat! A co z Henochem? Dziwna sprawa:

„Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg” Księga Rodzaju 5.24.

Zabrał? Dokąd i po co? Aż strach pomyśleć. A reszta nie żyła w przyjaźni z Bogiem? Nie umiał ich Papcio jakoś do siebie przekonać? Sprawić, żeby go polubili, może niedoskonałego, może przerażającego, ale jednak kogoś, kto pragnął za wszelką cenę być kochany i podziwiany. Widocznie to było poza boskim zasięgiem.

– Wolną wolę Bóg dał ludziom! – przypominają tłumacze.

No jasne! Czyli jak robią co chcą, to są źli i jedyne na co zasługują to śmierć. Dalej to natchnione (chyba oparami jakiegoś zielska) pismo mówi nam, że „synowie Boga” kimkolwiek oni byli, brali sobie za żony ludzkie córki. Matko boska przenajświętsza! Ja do tej pory myślałam, że synem Boga był Jezus – tylko Jezus a ich było więcej jeszcze przed Jezusem i bzykali się z laskami, które rodziły im dzieci! A jak bąka się puści, że Maria Magdalena mogła być żoną Jezusa, to można za to od katolioba w łeb krucyfiksem dostać lub zostać uduszonym różańcem. I jeszcze olbrzymy tam jakieś były. Bałam się zatrzymać na tym fragmencie.

Wracając do tematu najpierw Bóg postanowił, że człowiek nie będzie sobie żył setki lat tylko 120. Nie spytam nawet, o co mu chodziło. Może to objaw silniejszego nawrotu choroby psychicznej. No cóż. Taka była jego wola a na nią siły nie ma nijakiej. A dalej czytamy:

„Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się”.

1656 lat w tym smutku trwał? Nawet palcem w bucie nie kiwnął, żeby coś odmienić? To co Adaś przekazał Setowi i innym swoim dzieciom o Bogu, co ten przekazał Enoszowi, co ten Kenanowi itd., że wszyscy ci potomkowie Adama (oprócz Henocha rzecz jasna i Noego), zasłużyli na śmierć oraz żony ich, córki i synowie? Pewnie samą prawdę.

Poza tym Bóg żałował! Nie przewidział znowu ten WSZECHWIEDZĄCY i WSZECHOBECNY ktoś, że puścił bubla do obrotu. Ha! Ten bubel miał przecież boskie cechy, bo człowiek na obraz i podobieństwo Boga stworzony został. Przejrzał się kurde Bóg nareszcie w lustrze, i narobił w gacie patrząc na swoje odbicie. Siebie WSZECHMOCNY zabić nie mógł, to rozprawił się ze swoimi dziećmi. Postanowił ocalić Noego, jego żonę, trzech jego synów: Sema, Chama i Jafeta i ich żony. Wpadł do Noego (zapewne z flaszeczką) na pogawędkę, opisał mu jak ma zbudować Arkę (niby mógł dać mu gotową, ale wiadomo, z Bogiem nie ma lekko) i wyjaśnił co ma zamiar zrobić:

„Ja zaś sprowadzę na ziemię potop, aby zniszczyć wszelką istotę pod niebem, w której jest tchnienie życia; wszystko, co istnieje na ziemi, wyginie, ale z tobą zawrę przymierze”. Księga Rodzaju 6.17

Ciekawe, cieszył się Noe czy smucił? Co było silniejsze? Radość, że ocaleje czy smutek i żal, że zginie jego dziadek i babcia, ojciec i matka, bracia i siostry, że już o dalszych krewnych nie wspomnę. Dalej nakazuje Noemu:

„Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały wraz z tobą od zagłady”.

Leń patentowany! Nie chciało mu się drugi raz tworzyć! Noe posłuchał, i nie ma się co dziwić. Pewnie trochę głupio mu było, że na arkę ładował takiego np. karalucha a nie zabierał taty, mamy, siostry, brata… Ale co tam! I kiedy już był gotów UWAGA! UWAGA! Przyszedł Papcio, tym razem bez flaszki bo ją sam pewnie obalił po drodze i mówi do Noego:

„Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę;” Księga Rodzaju 7.2.

To się musiał Noe zjeżyć! Znowu trzeba latać po świecie, bo tym razem po siedem par musi być tych czystych. A Bóg dał mu 7 dni i zapowiedział, że deszcze będą padać 40 dni i 40 nocy, żeby zniszczyć to, co stworzył do tej pory. A ja się pytam czy w jeden dzień nie można było sprawy załatwić? Widocznie Bóg postanowił być bardziej wiarygodny i mniej cudów tworzyć. A dalej? Dalej to już sama nie wiem, kto się nawalił – Bóg, Noe czy ja, bo tak jest napisane:

„Ze zwierząt czystych i nieczystych, z ptactwa i ze wszystkiego co pełza po ziemi, po dwie sztuki, samiec i samica, weszły do Noego, do arki, tak jak mu Bóg rozkazał” Księga Rodzaju 7.8.

Nawet nie pamiętam, czy zapytałam tłumaczy ile tych zwierząt wziął ze sobą w końcu ten biedny a jednak szczęśliwy Noe. Bardziej skupiłam się na sprawie czysto ludzkiej. Co zawiniły zwierzęta, że je w tak okrutny sposób uśmiercił Bóg? A dzieci? A tym bardziej te ostatnio najmodniejsze, czyli nienarodzone? Jaka była ich straszna wina?

Czy ktoś z Was kiedykolwiek chociaż raz się topił? Czy wiecie, jak to jest, kiedy brakuje powietrza, kiedy tętno rozwala skronie a ciało w konwulsjach rzuca się na wszystkie strony? Czy znacie to przerażenie? Ten strach i rozpacz? Albo inaczej. Masz dziecko? Psa? Kota? Papugę? Wyobraź sobie, ze napełniasz  wodą wannę, bierzesz istotę żywą, którą kochasz, wsadzasz jej głowę pod wodę i przytrzymujesz. Nie reagujesz, kiedy się rzuca, kiedy walczy. Nie ustępujesz tylko trzymasz i najlepiej kiedy patrzysz im wówczas w oczy. Widzisz to przerażenie? Ten strach? Tą niemą prośbę o darowanie życia? Czujesz to szarpanie się ciała? Tę walkę o jeden oddech?

NIE! Ty tego nigdy nie poczujesz, nigdy nie zobaczysz i nigdy nie zrobisz, bo nie jesteś potworem, jak Bóg. Czy na świecie pojawił się do tej pory większy zbrodniarz? To właśnie zafundował Papcio wszelkim żywym istotom, które stworzył. Ten sam Bóg, który JEST MIŁOŚCIĄ.

***

„I tak Bóg wygubił doszczętnie wszystko, co istniało na ziemi, od człowieka do bydła, zwierząt pełzających i ptactwa powietrznego; wszystko zostało doszczętnie wytępione z ziemi. Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w arce. A wody stale się podnosiły na ziemi przez sto pięćdziesiąt dni”. Księga Rodzaju 7.23.

A co było dalej? O tym następnym razem.

right-707516_1280(1)

Polemika z polemiką do tekstu Elizy Michalik :-)

right-707516_1280(1)Całkiem niedawno umieściłam na swoje tablicy na fb manifest Elizy Michalik pt.: „Stop nachalnej katopropagandzie”. Można go przeczytać TUTAJ. Jednym zdaniem w teksie tym Eliza wysuwa żądania, pod którymi podpisałam się obiema rękami. Mój internetowy znajomy w komentarzach wstawił mi tekst polemiczny autorstwa Magdaleny Żuraw, z pytaniem: „To jak? „Pojedziemy” p. Żuraw?” Pojedziemy, bo ja uwielbiam wyzwania.

Żeby łatwiej się było zorientować, moje komentarze są pisane kursywą, tekst Magdy Żuraw normalną czcionką a Elizy pogrubioną.

Znana plagiatorka Eliza Michalik, przed laty zapalczywa autorka pism prawicowych (i takich „reakcyjnych” artykułów jak „Manipulacje homoseksuanych” czy „Całe kłamstwo o aborcji”), doznała jakiś czas temu głębokiego metafizycznego wstrząsu, w wyniku którego przepoczwarzyła się w gorliwego zapiewajłę salonu w rodzaju Tomasza Wołka czy Cezarego Michalskiego (tyle że z mniejszą ilością oleju w głowie).

Że łot? Sprawdzam u cioci Wikipedii. No przykre. Eliza karierę dziennikarską rozpoczęła w „Gazecie Polskiej”. Jakby ktoś nie wiedział jest to pismo o profilu prawicowo-konserwatywnym. Jakby tego było mało, publikowała też w „Gościu Niedzielnym” (tygodnik katolicki) i „Ozonie”. Czyżby Palikot w spódnicy? To się jeszcze okaże. Palikot front zmieniał przynajmniej dwa razy. Od kościelnego sługusa po zagorzałego antyklerykała, po czym podobno (jak stwierdziła podczas Dni Ateizmu Joanna Senyszyn), na własnym blogu przeprosił za swój antyklerykalizm.  Z tego, co przedstawia nam autorka, Eliza zmianę frontu zaliczyła raz. Dlaczego? Nie wiem, nie wnikam. My ateiści, racjonaliści, zwolennicy rozdziału Kościoła od państwa, co rusz podniecamy się jej tekstami.   Bo są pisane przystępnym dla każdego językiem i mówią o tym, co popieramy. Wytknięcie Elizie tej nieciekawej przeszłości ma ją zdyskredytować w naszych oczach. Czy dyskredytuje? Niech każdy z tą wiedzą robi, co chce. Wiem tylko, że podczas jednego z paneli podczas Dni Ateizmu na sali pełnej ateistów było tylko pięć osób nieochrzczonych, w tym ja i mój syn. Pozostałe osoby, jak można się domyślać, chodziły na religię, były u Komunii, może nawet brały śluby kościelne. Aż przyszedł moment, kiedy miejsce Ducha Świętego zastąpiło Oświecenie. Czy to samo spotkało Elizę? Nie wiem. Ale czym więcej takich odwróceń, tym lepiej. A może po prostu jest to jej pomysł na karierę? Musiałaby być skończoną idiotką, żeby karmić nas swoimi antyklerykalnymi tekstami tylko po to, aby co niedziela się z nich spowiadać w konfesjonale.

I jak to „plagiatorka”? Ciocia Wiki rzekła:

W 2003 została oskarżona o naruszenie praw autorskich Hanny Harasimowicz-Grodeckiej, przez wykorzystanie fragmentów jej tekstów, w jednym ze swoich artykułów (…) bez powołania się na źródło. Wkrótce potem „Gazeta Polska” opublikowała przeprosiny.

Była autorką bloga w serwisie Salon24.pl. Na początku 2007 w komentarzach do jej notatek ponownie zaczęły pojawiać się oskarżenia o plagiaty. Usuwanie tego typu komentarzy spowodowało, że sprawę opisał w swoim blogu Gniewomir Świechowski, a potem powstał blog kolejny, o nazwie Eliza Watch, w którym internauci wpisywali fragmenty tekstów Elizy Michalik, porównując je z domniemanymi źródłami. 23 lutego 2007 Igor Janke poinformował o zakończeniu współpracy Salonu24 z Elizą Michalik.

Nawet nie będę próbować obrony. Plagiat to paskudna sprawa. Oto dowód na to, że nauka mojego taty ma głęboki sens: „nie ma autorytetów, bo nie ma ludzi nieskazitelnych”. 

Dalej Magdalena Żuraw pisze w stylu, który bardzo lubię:

Można by to zbyć milczeniem, gdyby nie fakt, że ostatni tekst redaktor Michalik, zatytułowany „Stop nachalnej katopropagandzie”, świadczy o tym, iż ów wstrząs był na tyle głęboki, że samo myślenie o wartościach, które wcześniej wychwalała, doprowadza ją dziś błyskawicznie do granicznego stanu emocjonalnego, nieustępującemu w niczym psychicznym uniesieniom Stefana Niesiołowskiego.

Naprawdę się uśmiałam. Nie darzę Niesiołowskiego szacunkiem, chociaż za PRL-u za swoją działalność siedział w więzieniu, a Jarek nie siedział 🙂  Do tego Niesiołowski to osoba epatująca swoją wiarą. Dlaczego do niego Magda przyrównuje Elizę? Ano dlatego, że Niesiołowski jest z PO.  A nie dało się przyrównać stanu emocjonalnego Elizy do psychicznych uniesień Krystyny Pawłowicz? No nie, ona jest z PiS. Nie ważne, że bredzi, jak nawiedzona dewota, po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia i to nie z UFO, tylko z innego rodzaju niebiańskimi istotami.

Jakie są główne myśli manifestu redaktorki Michalik? Otóż „żąda” ona, by:

Kościół katolicki oddał zabrane „niezgodnie z prawem” 24 mld zł

Te 24 miliardy to kwota wzięta od byłego posła SLD Sławomira Kopycińskiego, który wyliczył, że tyle właśnie Kościół otrzymał od Komisji Majątkowej za majątek skradziony mu przez komunistów. Problem w tym, że poseł Kopyciński zbłaźnił się – o czym pisała już w 2010 r. „Rzeczpospolita” – i wyliczył tę astronomiczną sumę, nie uwzględniając „drobnego” faktu, że w 1995 r. złotówka uległa denominacji. Rzeczywista kwota to 107,5 mln zł, pani redaktor Michalik.

Nie wiem, ile w gardło nasz kraj pod rządami każdej opcji politycznej wepchnął kościelnej, nienażartej i nieposkromionej bestii. Nawet nie chce mi się sprawdzać, czy Eliza zawyża kwotę, czy Magda zaniża. Wiem jedno, każda złotówka wydana na tych pasożytów watykańskich to zmarnowana złotówka, odebrana potrzebującym rodzinom, głodnym dzieciom, samotnym matkom, ludziom chorym, bezdomnym, potrzebującym. Madzia sugeruje, że 107,5 mln to mało? To niech oddadzą, będzie na waciki. Albo na refundację leków, której odmawia się tak wielu ludziom w naszym kraju. A za to według mnie powinien być stryczek.

„Majątek skradziony przez komunistów”? A ile czarna stonka sobie wzięła bezkarnie, bo polskie rządy, jeden po drugim płaciły za to, żeby móc ich lizać po dupach, jak ekskluzywne prostytutki? Z tym że w wypadku dziwek, klient płaci, klient wymaga, a tu relacje są odwrotne. Klient płaci a ta jeszcze nosem kręci, kaprysi, wysuwa coraz to nowe żądania. Aż mi się dowcip przypomniał, doskonale ilustrujący opisaną przeze mnie sytuację:

Idzie facet ulicą patrzy, a tam strzałka z napisem: „Burdel u Sióstr Urszulanek”. Postanowił skorzystać. Wszedł do środka, a tam za biurkiem siedzi stara zakonnica i pyta:
– Czego pan chciał?
– N… no… skorzystać z usług…
– 500,- zł proszę i niech pan idzie w te drzwi po prawej.
Zapłacił i poszedł, a tam na końcu korytarza kolejna, już młoda zakonnica.
– Witam pana. W czym mogę pomóc?
– Chciałem z usług skorzystać.
– Poproszę 300,- zł i zapraszam do drzwi po lewej.
Zapłacił, poszedł i na końcu korytarza widzi nowicjuszka siedzi przy stoliczku…
– Dzień dobry.
– Dzień dobry, chciałem skorzystać z usług.
– Ach, tak… 100,- zł i te drzwi za mną.
Już tyle wydał, że stówa go nie zbawi. Zapłacił i wszedł drzwiami, które wskazała mu nowicjuszka. Drzwi za nim zatrzasnęły się. Nagle zorientował się, że stoi na dworze. Chciał zawrócić, ale od zewnątrz w drzwiach nie było klamki, za to zauważył na nich tabliczkę z napisem: „Właśnie zostałeś wyruchany przez Siostry Urszulanki”.
 
Magda wymienia kolejne żądania z tekstu Elizy:

 „księża-pedofile” szli do więzienia jak wszyscy inni pedofile

A co z księżmi-plagiatorami?

A CO Z KSIĘŻMI-PLAGIATORAMI??? Tylko tyle ma Madzia do powiedzenia na temat księży pedofilów i ponoszenia przez nich odpowiedzialności? Dzieci nie ma? Żaden ksiądz jej dziecka nie zeszmacił? Nie odarł z godności? Nie zniszczył mu życia? Jak widać, umiejętność ubrania myśli w gładkie słówka nie świadczy o tym, że się myśli. Według Madzi jest dobrze, jak jest. Zwyrodnialec w sutannie może być do upadłego chroniony przez Watykan, a mała ofiara może być odsądzana od czci i wiary, ponownie skopana przez środowisko, w którym mieszka, osamotniona, pozbawiona możliwości zadośćuczynienia krzywd i pocieszenia faktem, że bydle, które ją skrzywdziło, pójdzie do więzienia, a tam kumple spod celi wymierzą mu starotestamentową sprawiedliwość pt. „oko za oko, ząb za ząb”. Nie powiem ci Madziu, czego ci w tym momencie życzę.

Co więcej, po tym fragmencie odechciało mi się czytać dalej jej wypocin. O czym dyskutować z człowiekiem, który twierdzi, że gwałt na bezbronnym, ufnym dziecku jest przestępstwem równym plagiatowi? Nie wiem, może o tipsach? Może o pogodzie? Może o przepisach kulinarnych? Tak więc dalej czytam już z ogromną niechęcią i jakby wbrew sobie. Inaczej tekstu mojego nie będzie 🙂

by z papieża można było żartować jak z każdego innego dyktatora

Pani redaktor Michalik radzę zajrzeć do Słownika Języka Polskiego. Można się z niego dowiedzieć, że dyktatura to „forma sprawowania absolutnej i nieograniczonej władzy przez jedną osobę lub grupę osób, mającą poparcie wojska i policji”. Czy Benedykt XVI i Jan Paweł II byli dyktatorami? A może jednak monarchami?

A ja radzę dla odmiany zajrzeć pod dekiel, przekopać  katopropagandową papkę i sprawdzić, czy jeszcze coś z rozumu w głowie zostało. To, że władza papieża jest absolutna i nieograniczona w świecie katolickim, jest chyba jasne, nawet dla Madzi. Wnioskuję więc, że czepiła się, jak menda jajek, tej policji i wojska. Że niby Watykan nie ma własnej armii, oprócz Gwardii Szwajcarskiej, której armią raczej nazwać nie można? To skąd się brały krucjaty krzyżowe? A armia błogosławiona przez funkcjonariuszy KK, to nie pośrednio armia Watykanu? A mało to razy Watykan wspierał swoich sługusów we wszystkich wojnach na świecie, a jego funkcjonariusze czynnie brali udział w rzeziach i przez wiele lat, a może i całe życie unikali odpowiedzialności? W imię boga, którego sama Madzia wyznaje, tego boga, który (gdybyśmy uznali, że istnieje), jest największym zbrodniarzem w historii ludzkości (sprawdzić w Biblii, jak ktoś nie wierzy), ludzie urządzali sobie nawzajem kaźnie. A jeśli już Madzia chce nazywać papieży monarchami, to czemu nie dodaje słowa „absolutnymi”?

szacunku dla swojej prywatności, swojego rozumu i swojego sumienia

O szacunku dla prywatności i sumienia plagiatorka nie powinna się chyba wypowiadać, a żądanie szacunku dla rozumu kogoś, kto „w swych pojęciach moralnych odznacza się nie większą głębią sądów niż konsjerżki i utrzymanki” (Baudelaire o George Sand) jest zwykłą bezczelnością.

Nie przyszło Madzi do jej katoprawicowej główki, że chodzi tu nie o Elizę tak naprawdę, tylko o prywatności, rozum i sumienie każdego człowieka? Choćby moja prywatność, rozum i sumienie. Jak mi debil jakiś powie, że muszę urodzić, kiedy zostanę zgwałcona, bo wróżka zębuszka… tzn. św. Mikołaj…, nie! To była jakaś inna bajka. Już wiem! Bo jakiś bóg siedzący na tronie w niebie tak chce – ryzykuje śmiercią. Każdego w końcu mogą ponieść nerwy, nawet mnie 🙂 Czy to nie jest wtrącanie się do mojej prywatności, rozumu i sumienia? Kiedy moje niewierzące dziecko uczy się podczas edukacji wczesnoszkolnej o tym, co to jest „święconka” i co wchodzi w jej skład, to jest to w porządku wobec niego? A wydawałoby się, że skoro nie chodzi na religię, jest chronione przed indoktrynacją katolicką. No niestety. Nie w kraju, w którym nie szanuje się prywatności, rozumu i sumienia.

by nie wchodzono jej do łóżka, na porodówkę i do portfela, nie dyktowano, jak się kochać, jak ma się począć jej dziecko i jak urodzić – z cesarką czy bez

Panom, którzy weszli do łóżka redaktor Michalik, i podyktowali jej, jak ma się kochać, stawiam dobre wino.

W takim razie ja cię Madziu trzymam za słowo. Bo w tej chwili masz po butelce do postawienia (no, chyba że to miała być tylko lampka wina) każdemu księdzu w tym kraju. Stare dziady w kieckach, które teoretycznie nic o seksie nie powinni wiedzieć (w praktyce różnie bywa) twierdzą, że seks powinien służyć prokreacji, że kobieta powinna rodzić drogami natury i to bez znieczulenia, bo wyimaginowana postać rodem z mitów stwierdziła ponad 2000 lat temu podobno, że kobieta w bólach za karę ma rodzić. Wmawiają również ludziom, że in vitro jest złem, bo skoro bóg nie dał dziecka, to nikt inny nie ma prawa go dawać, że połączenie komórki męskiej i żeńskiej to cierpiące, niewinne, przerażone dziecko, poddane katordze, czyli zamrożeniu. Siedzą uwięzione w zamrażarkach i płaczą. Mówią, że wszelka antykoncepcja jest zła, bo kobiety stosujące ją, traktowane są instrumentalnie, bez szacunku, jak obiekty seksualne i nawet do głowy im nie przychodzi to, że kobiety mogą uwielbiać seks, uprawiać go z kim chcą i zabezpieczać się dla swojego zdrowia i ochrony przed niechcianą ciążą. Do tego ci, którym się całkiem w łbach poprzewracało i przyjmują starożytne nauki kościoła jak wyrocznię, za kobiety podejmują decyzję, o urodzeniu dziecka zmaltretowanego przez naturę (tzn. boga) tylko po to, żeby wiele godzin umierało w cierpieniu. To nie jest wchodzenie do łóżka i na porodówkę?

by bez jej zgody nie wydawano jej pieniędzy „na budowę kościołów, kilkunastometrowych Jezusów i matek boskich

Ja z kolei żądam, żeby bez mojej zgody nie wydawano pieniędzy na budowę Stadionów Narodowych, na urzędników w ministerstwach, a nawet na państwową oświatę. I co z tego?

Ano to z tego Magdo, podobno wykształcona, że ze stadionów czy oświaty, czy nawet tych urzędników jest jakiś pożytek dla ogółu. Twoja brocha, że np. nie lubisz sportu. Natomiast jaki pożytek dla ogółu widzisz w budowie kolejnych świecących pustkami świątyń, czy świętych monumentów, których według twojego Pisma Świętego budować nie wolno!? Drugie przykazanie według twojej świętej księgi:

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.”

Być może twoja wiara jest tak mała, że dopiero kiedy stajesz w cieniu kupy betonu uformowanej na kształt Jezusa, zaczynasz czuć jej wielkość. Ale za czasów Mojżesza, a i w czasach wczesnego chrześcijaństwa, za oddawanie czci figurkom, choćby nie wiem, jak dużym, czy obrazkom, groziła surowa kara.

by nie zmuszano homoseksualistów do leczenia i zaprzestania prześladowań ludzi za to, że są inni

Jeżeli w Polsce ktokolwiek zmusza homoseksualistów do leczenia, to żyjemy w dwóch różnych państwach.

Ależ skąd! Żyjemy w jednym. Tyle że ty uległaś katoprawicowej propagandzie i belki w oku swoim nie dostrzegasz. Proponuję obejrzeć choćby współczesny, polski film dokumentalny Konrada Szołajskiego, pt. „Walka z szatanem”. O egzorcyzmach, więc pewnie cię zainteresuje. Jedną z bohaterek jest dziewczyna czująca pociąg seksualny do zakonnicy. Zobacz, jak jej Kościół pomaga, jak wysyła ją do pseudo specjalistów katolickich i odprawia na niej egzorcyzmy. Naprawdę nie słyszałaś nigdy od swoich katolickich kumpli, że homoseksualizm to choroba, którą trzeba leczyć? Nie słyszałaś o wysyłaniu księży na „leczenie”, które polega m.in. na odosobnieniu i modlitwie? A dlaczego odnosisz się tylko do leczenia a do prześladowań już nie? Bądź prawdziwą katoliczką i przyznaj, że homoseksualiści zasługują na śmierć, bo twoja Biblia tak naucza. 

zaprzestania szantaży moralnych i wyzwisk

Rozumiem, że chodzi o wytykanie pani redaktor licznych plagiatów?

Ja też nie wiem, o co chodzi Elizie. Ja tam lubię się czasem z wami powyzywać. Kilka słów na k… i od razu człowiekowi lepiej, co w uzasadnionych przypadkach usprawiedliwia nawet sam prof. Miodek. 

chronienia wszystkich moich uczuć tak, jak chroni się uczucia katolików

Wszystkich? Zazdrości i lęku też?

Brawo Madzia! Chwyciłaś się tych słów Elizy jak ostatniej deski ratunku. Rzeczywiście wszystkich jej uczuć obronić się nie da. Ale nie rżnij z łaski swojej głupa, i nie mów, że nie wiesz o tym, że uczucia religijne (cokolwiek to oznacza) są chronione w Polsce prawnie. Jest na to paragraf w kk. Na obrazę uczuć niewierzących nie ma żadnego paragrafu. Chodzi mi o konkret. Skoro mamy zapis: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”; to tak dla równowagi przydałby się zapis: „Kto obraża uczucia ateistyczne (taki sam bzdet, jak uczucia religijne), ogranicza wolność do ich publicznego wyrażania oraz promowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Ciekawe co Madzia na to?

powstania Krajowej Rady ds. przeciwdziałania katopropagandzie, która będzie karała katolickie stacje za obrazę ateistów i obywateli innych niż katolickie wyznań”

Dwa miesiące temu ta sama redaktor Michalik pisała: „Minister Boni powołuje do życia Rządową Radę Przeciw Mowie Nienawiści, Ksenofobii oraz Agresji i Dyskryminacji w Życiu Publicznym – pomysł godny Hugo Chaveza. Bo w normalnych demokracjach nie ma zajmowania się przestępstwem, dopóki do niego nie dojdzie. A jak już dojdzie – są od tego sądy”. Bez komentarza.

Nie wiem, co napisała Eliza w tym tekście. Wiem natomiast, że jest coś takiego, jak Parlamentarny Zespół ds. przeciwdziałania ateizacji Polski. To może tak, choć dla równowagi (czytaj: dla równego traktowania wszystkich obywateli) powołać jednak tą radę przeciwko katopropagandzie? Bo niedługo będziecie uczyć nasze dzieci, że ziemia jednak jest płaska i ma tylko ok. 6 tys. lat, Bóg naprawdę wstrzymał kiedyś słońce, w jeden dzień stworzył ziemię i tym podobnych bzdur.

prawa do nielubienia kiboli, uważania ich za zwyczajnych bandytów i chuliganów

Nikt pani redaktor Michalik tego prawa nie odmawia.

A nazywanie kiboli przez księdza podczas ich pielgrzymki do Częstochowy „bohaterami XXI w.” to pikuś? Pani redaktor Magda o tym nie słyszała? Bohaterowie narodowi (uznani za takowych tylko z tego powodu, bo są wierzący) dali popis bohaterstwa choćby na ostatnim meczu na stadionie narodowym.

prawa do życia w państwie prawa, a nie takim, w którym można zdemolować, obrazić, pobić, opluć, znieważyć, pomówić, szarpać – zrobić wszystko co najgorsze, byle zasłaniając się religią i patriotyzmem”

To żądanie proszę kierować do rządzącej od prawie 6 lat Platformy Obywatelskiej. Ona odpowiada za stan „państwa prawa”.

I dopiero tu sprawdziłam daty publikacji obu tekstów. O cholera! Na blogu Michalik zamiast daty widnieje napis „dawno temu”. Nad tekstem Magdy widnieje data 12 marca 2013. Ja się tyle napisałam, a może Madzia już dawno zmieniła front, jak wcześniej uczyniła to Eliza? Sprawdzam. Nazywano ją Aniołkiem Kaczyńskiego, była w sztabie wyborczym obecnego prezydenta. Tkwi więc wciąż po ciemnej stronie mocy, chociaż dla mnie to akurat dobrze. Skoro nie zmieniła poglądów, kontynuowanie przeze mnie pisania tego tekstu ma sens.

rozdziału Kościoła od państwa

Jedyny konkretny postulat (z którym się zresztą nie zgadzam, ale można na ten temat dyskutować)

Ależ ja jestem ciekawa, dlaczego Madzia nie zgadza się z rozdziałem Kościoła od państwa? Co takiego strasznego stałoby się dla Polaków, gdyby do tego rozdziału faktycznie doszło? Czy sytuacja wierzących zmieniłaby się diametralnie? Przecież oni powinni przestrzegać nauk Kościoła, niezależnie od tego, jaką rolę ten Kościół zajmuje w państwie. W związku z tym w laickim państwie, w którym obowiązywałoby laickie prawo, wyznawcy boga mogliby stosować się i tak do boskich praw, a ludziom wolnym daliby prawo, do stosowania się do praw świeckich. Doceniam, że Madzia nie powiedziała (jak na przykład była premier Kopacz, czy były prezydent Komorowski), że przecież mamy rozdział Kościoła od państwa, zwany życzliwym, czy też przyjaznym 🙂

zaprzestania zapisywania katolickich bredni, sprzeciwiających się ustaleniom nauki i zdrowemu rozsądkowi i katolickich subiektywnych przekonań w formie obowiązujących mnie ustaw, których nie mogę złamać pod groźbą kary, także więzienia”

Ja żądam z kolei zaprzestania zapisywania socjalistycznych i ateistycznych bredni, sprzeciwiających się ustaleniom nauki i zdrowemu rozsądkowi w formie obowiązujących mnie ustaw.

A ja żądam puknięcia się w czoło czymś ciężkim. Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy prawo do aborcji bez żadnych zastrzeżeń, tzn. do 12 tygodnia ciąży, jak to było kiedyś. Przypuśćmy, że ja usuwam niechcianą ciążę. Madzia, wierząca, zgwałcona przez kilku śmierdzących bydlaków, nie usuwa ciąży. Każda z nas postępuje zgodnie ze swoim sumieniem. Czy jedna do drugiej może mieć pretensje? A obecnie obowiązująca ustawa o aborcji zwana bezczelnie „kompromisem” to nie ukłon w stronę „katolickich bredni”? 

Brakuje mi przykładów tych ateistycznych bredni przeczących nauce i zdrowemu rozsądkowi. Nie wiem, do czego mam się odnieść, bo jeśli chodzi o tekst Elizy, mogłabym przykłady na katolickie brednie sypać z rękawa.

zaprzestania miotania obelg, zniesławiania i odsądzania od czci i wiary wszystkich, którzy nie wierzą w Boga

To ciekawe. Jak można NIE ODSĄDZAĆ OD WIARY ludzi, którzy nie wierzą w Boga?

Gdyby tak Madzia zdjęła katolickie okularki, załapałaby, że „odsądzanie od czci i wiary” oznacza, złe wypowiadanie się o kimś, uznawanie kogoś za osobę niehonorową, nieuczciwą, niemoralną itp. 

edukacji, w tym seksualnej

Można zrozumieć, że redaktor Michalik żąda edukacji seksualnej („cnotliwa nie ma świadków na gładkość swych pośladków”, pisał Jan Sztaudynger), po co jednak o tym pisze, zamiast udać się do seksuologa? Bo chyba nie chodzi przecież o powszechną edukację seksualną, byłoby to bowiem „wchodzenie do portfela” wszystkich podatników, przeciwko czemu autorka tekstu kilkanaście zdań wcześniej protestowała.

No niestety, dla dobra obywateli, o które państwo powinno dbać w szczególności, czasem do ich portfeli trzeba zajrzeć, można nawet nie mieć skrupułów, skoro tyle lat za publiczne pieniądze ciemnotę się dzieciom wbija do głowy na lekcjach katechezy. Edukacja seksualna to podstawa! Co prawda sama edukuję seksualnie moje dzieci, ale ucieszył mnie fakt, że mój syn miał w szkole w ramach zajęć spotkanie z seksuologiem, gdzie o penisach, waginach i seksie rozmawiało się, jak o pogodzie. Za to martwi mnie fakt, że na lekcjach Wiedza o życiu w rodzinie, młodziutka nauczycielka próbuje dzieciom wciskać katolicką propagandę. Wiem, że mogę syna z tych zajęć wypisać, ale on się na to nie zgadza, bo jak twierdzi, ma misję odwrócenia nauczycielki, z którą toczy na zajęciach dysputy. Trzymam za niego kciuki! 🙂

zaprzestania pouczania Polaków o moralności i życiu w cnocie przez funkcjonariuszy kościoła katolickiego często tarzających się w rozpuście, zbrodniach na dzieciach, intrygach,także politycznych

Czyli co? Zakazujemy wypowiedzi publicznych duchownym, jak w Korei Północnej?

I znowu Madzia słowem się nie zająknie na temat zarzutów Elizy wobec księży. Za to zauważa zamach na wolność słowa. Z tym że każdy człowiek „na poziomie” powinien brać za swoje słowa odpowiedzialność. Jak coś chlapnął niechcący, powinien za te słowa przeprosić. Jednak kiedy ktoś mówi jedno, robi drugie i udaje, że tak powinno być, nie zasługuje na to, żeby go słuchać, co więcej – powinien być odsunięty od możliwości publicznego wypowiadania się na jakiekolwiek tematy. Nazywajmy hipokryzję po imieniu.

zaprzestania wmawiania obywatelom, że religia katolicka to szkolny przedmiot taki jak fizyka czy chemia

No ale przecież jest to – w Polsce i w wielu innych krajach – szkolny przedmiot… Można się zgadzać lub nie z wprowadzeniem religii do szkół (ja np. jestem za prywatyzacją oświaty i likwidacją jednego obowiązkowego programu nauczania), ale twierdzenie, że religia nie jest szkolnym przedmiotem, ma taki sam sens jak mówienie, że szkolnym przedmiotem nie jest WF  lub plastyka.

Czyli Madzia nie ma dzieci, przynajmniej nie miała ich do marca 2013 r. Plastyka jest przedmiotem dlatego, że dzieci uczą się na niej historii sztuki. Przecież to nie tylko rysowanie, malowanie, lepienie z plasteliny. Ale nie będę się upierać przy tym, że jest to przedmiot niezbędny. Chociaż może właśnie na tych lekcjach dzieciom objawiają się różne talenty, poza tym uczy kreatywności, pobudza wyobraźnię i daje wytchnienie od przedmiotów, na których przekazywana jest duża ilość wiedzy do opanowania. Jak lekcje WF są ważne, wie chyba każdy. Nawet nie chce mi się rozwodzić na temat zbawiennego wpływu ruchu, gimnastyki, sportu na życie człowieka. Czego natomiast uczy religia? Moje dzieci nie chodzą, ale dużo wiedzą na ten temat od swoich rówieśników, czyli że: będą smażyć się w piekle, bo nie wierzą w boga, nie dostąpiły łaski pana, homoseksualiści są chorzy i popełniają grzech, aborcja to morderstwo, in vitro to zbrodnia, ateiści to źli ludzie, pedofilia w Kościele to wymysł lewaków, itd. Bardzo naukowa wiedza. Ba! Uczy o powstaniu człowieka czy ziemi zgodnie z Biblią, choć już nawet papieże odżegnywali się od brania tych biblijnych historii dosłownie. O potem dziecko idzie na lekcje geografii, historii, biologii i … dowiaduje się czegoś innego, pewnie nienaukowego, bo przecież zupełnie odmiennego z tym, czego dowiedziało się na lekcjach religii. 

Na zakończenie swojej polemik Madzia daje prztyczka w nos Elizie, pisząc o niej, jako o publicystce „dziesiątej kategorii”. Wnioskuję, że Madzia należy do kategorii co najmniej wyższej, jeśli nie pierwszej. Coraz bardziej nieskromnie zaczynam myśleć o sobie, chociaż żadna ze mnie publicystka. 

 

Wpisy Instytut Objawień

1409678610

Kiedy bóg najbardziej się złości?

Bóg najbardziej się złości, gdy się ludzie oddają miłości.

Był ranek wiosenny. Ptaszki wesoło ćwierkały, drzewa radośnie szumiały. Wszystko w okół się zieleniło i radowało błogim bytowaniem. Pszczółki bzyczały latając frywolnie, a zapylane przez nie kwiatki bujnie rozkwitały. Radośnie kicały sobie zajączki, euforycznie skakały wiewiórki, nawet kreciki wyskakiwały ze swych kopczyków w piruetach szczęścia. Środkiem polany szedł sobie powoli delektując się tym sielankowym krajobrazem człowiek. W pewnym momencie poddając się nastrojowi zaczął beztrosko podskakiwać i głupawo pogwizdywać.

– Ej ty! A tobie co? – Usłyszał grzmiący z nieba głos.

– Zakochałem się! Jestem szczęśliwy! –

– Coś ty powiedział pędraku? Jak śmiesz bluźnić! Czyżbyś nie wiedział, że kochać można tylko mnie, Boga najwyższego? –

– A dlaczego? – Spytał zakłopotany człowiek.

– Ja dałem ci życie i wszystko co jest dookoła. Tylko mnie należy kochać. –

– Taaak? Nie wiedziałem. Przepraszam. Przykro mi, że tak się zawiodłeś. Zakochałem się i już! – Odpowiedział Bogu buńczucznie człowiek.

– Nie chcesz do raju? Tam wszystka miłość jaka istnieje na mnie skupiona będzie. – zagrzmiał Bóg.

– To tam nie będę mógł kochać jak tu? –

– Oczywiście, że nie. Powinieneś się przygotować i żyć bogobojnie. – Nastała chwila ciszy. Człowiek się zadumał i począł coś kalkulować. Na jego licu malowała się rozterka. W pewnym momencie jego myśli skierowały się na podmiot uczucia, które niedawno go ogarnęło. Uśmiechnął się do siebie. Podjął decyzję. Przybrał wyzywającą pozę i krzyknął do Boga:

– To ja pierdolę ten twój raj! Ty samolubna egoistyczna świnio! Cierpisz na kompleks Boga! Jesteś chory! Zacznij brać tabletki! Świr! – To powiedziawszy przestał interesować się Bogiem i wrócił do podskakiwania i pogwizdywania.

– Ty nędzna kreaturo! Rozsierdziłeś Boga, kara cię nie minie. Gotuj się na śmierć! Pogadamy twarzą w twarz! – Bóg wkurwił się nie na żarty i zaczął strzelać piorunami, a taki był wściekły, że pierwsze trzy razy po prostu nie trafił. Wszystko wokół płonęło, parowały zwęglone szczątki zwierzaków, a same centra uderzeń wyglądały jak leje po bombach. Człowiek gdy ujrzał potęgę broni Boga, strasznie się przeraził. Przystanął, zamknął oczy, zacisnął pięści i przez te zaciśnięte zęby cichutko powtarzał by dodać sobie odwagi:

– Nie odkocham się. Nie odkocham się. Kurwa! Za cholerę się nie odkocham!

– Pan Bóg wycelował kolejny piorun w sam kant czoła człowieka i puścił go nań z pełną furią. Rzecz się stałą niesłychana. Esencja życia miłości zmaterializowała powłokę energetyczną tworząc osłonę, która zneutralizowała pocisk Boga.

– Kurwa! Kto wymyślił tą przeklętą miłość!? – Spod ziemi dobył się krótki triumfalny chichot. Bóg wystawił przez chmurkę swego wskazującego palucha i powiedział:

– Spotkamy się w czas apokalipsy śmiertelniku! – po czym wrócił doglądać swe kościoły. Człowiek natomiast zakochał się jeszcze bardziej i wrócił do swej ukochanej by być szczęśliwym.

Epilog:

W czas apokalipsy Bóg i Szatan dostali po dupie od Organizacji wyzwolenia ludzkości spod jarzma tyranii demiurgów. Ludzie się wyzwolili. Bogowie istnieć przestali. Wszyscy się kochali, a wszechświat trwał szczęśliwy w nieskończoność, aż mu się pewnego razu odechciało i trwać przestał. Wtedy było już tylko NIC, a że jak to z NIC bywa, z racji tego, iż zawsze problemy z byciem miało, to po pewnym czasie i jemu się niczym być odechciało i istnieć przestało.