Wpisy

0000VWJBTW51OCPH-C117

Schodzimy na psy…

Plan jest taki. Jak najszybciej zmienić konstytucję i mieć w łapie cały naród, a jak się całego nie da, to musi być zagarnięte jak najwięcej.

Pisowski minister spraw zagranicznych wywołał burzę, donosząc na własny rząd do Komisji Weneckiej i ten fakt nie ma dla PiS-u żadnego znaczenia. I nic dziwnego w tym nie ma, bo tak mają komuniści, ich nie obchodzi czyjaś opinia, oni słuchają się tylko siebie.

f2ce911510afd603med

A tymczasem wieść, o dziwacznym zachowaniu państwa leżącego w centrum Europy, znanego z obalenia komuny i wprowadzenia demokracji, obiega świat lotem błyskawicy.

Pikanterii całej hecy dodaje fakt, że to właśnie kłopoty z demokracją, są przedmiotem w sprawie.

Duda: Blokada TK? Wszystko się dzieje na zasadach demokratycznych, bo taka była demokratyczna decyzja Polaków

Politycy PiS-u mają przygotowane zestawy gotowych odpowiedzi na każde niewygodne pytanie. Zestawy charakteryzują się tym, że mają wspólny mianownik — to wszystko wina Tuska i PO. PAD powiedział, że większość parlamentarna może robić, co jej się żywnie podoba, bo wygrała wybory.

I z tym panie prezydencie mamy kłopot, ponieważ władza traci mandat wyborczy, gdy łamie prawo. Nie jest transparentna dla społeczeństwa, posługuje się kłamstwami, ma w swoich szeregach byłych działaczy komunistycznych, oraz przegląd cudaków w swoich szeregach.

Jak nie lubię Obamy, tak tu trudno się z nim nie zgodzić.

… [czyli najważniejsze po…] ale jako przyjaciel i sojusznik wzywam wszystkie strony, aby wspierać instytucje demokratyczne w Polsce – podkreślił prezydent Stanów Zjednoczonych.

Praworządność, niezależna władza sądownicza i wolna prasa – to są wartości na których Stanom Zjednoczonym bardzo zależy. To są wartości, które leżą u sedna naszego sojuszu, leżą u sedna Traktatu Północnoatlantyckiego.

assimilation-373783_1280 (2)

PiS się na te wartości wypina, wartości się nie liczą, są tylko środkiem do uzyskania celu. Liczy się władza, która ma pod kontrolą swoich obywateli. Dzięki temu paragraf znajdzie się na każdego. Wystarczy prześledzić decyzje podejmowane przez ministra Ziobro, prezydencki akt ułaskawienia niezgodny z prawem.

Przejęzyczenie posła Kaczyńskiego, że nikt im nie wmówi, że białe to białe,

a

czarne to czarne,

nabiera

nowego wymiaru.

Reprymenda Obamy to w mniemaniu Kaczystów cios poniżej pasa — nie byli na to przygotowani. To, co może urodzić się w głowach najważniejszych urzędników państwowych, jest nie do przewidzenia.

Ci ludzie nie potrafią  komunikować się z obcymi im światopoglądowo ludźmi, którzy na dodatek gadają w niezrozumiałym języku.

najwyrazniej...

Czas jest gorący do końca roku mają huk roboty, muszą oddać całą Polskę pod opiekę wszystkich świętych w niebie. W tym celu trzeba uchwalić całkowity zakaz aborcji, in vitro oraz zakaz noszenia ciasnych gaci przez facetów. Celem głównym jest upadek Polski na kolana, w geście poddańczym przed Watykanem.

Papież Franciszek namawia do ochrony życia poczętego do ostatniej kropli krwi, nawet gdyby przyszło za to umrzeć.

Odnowienie chrztu Mieszka, wsadzenie na tron Marii, nadchodząca intronizacja Jezusa, oraz poświęcenie przyszłego roku Matce Boskiej, to będzie kabaret na całą Europę. Aborcja, tabletka „dzień po”, in vitro, Gender te ohydne rzeczy muszą zniknąć.

Tu jest drodzy państwo potrzebna pokuta, żarliwa modlitwa i ofiara dla kapłana.

Nie dajmy się nabrać na puste gesty katolickich hierarchów, ich gra obliczona jest na ciemny lud, który kupi każdy absurd.

Nie będzie żadnej demokracji.

Tylko rozwiązanie lub renegocjacja konkordatu ma sens…

kto to może zrobić?

Dziś już nikt.

Przechwytywanie

Będzie co świętować cały rok.

Myślę, że już nie za wiele można zrobić. Jak sobie pościeliliśmy, tak też się wyśpimy.

 

blog_sg_4063365_5494334_sz_prl2010

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

gdyby glupi

W odpowiedzi filozofom…

Tytuł zabija… DLACZEGO TO CZŁOWIEK STWORZYŁ BOGA, A NIE ODWROTNIE? 

[na czerwono cytaty z komentarza]

Dlaczego…? Dlaczego ktoś twierdzi, że to człowiek stworzył Boga a nie odwrotnie?

Już sam tytuł przewrotnie zakłada coś, co nie jest faktem.

Bo nim nie jest.

Istnienie bogów nie jest udowodnione, a więc bóg nie istnieje – nie jest faktem, jest tylko wytworem ludzkiej wyobraźni.

I to jest fakt.

… w tym aspekcie stwierdzenie, że zostaliśmy stworzeni na wzór i podobieństwo Boga nie brzmi śmiesznie?

W tym być może.

Jednak kto powiedział, że podobieństwo jest w tym aspekcie?

Podobieństwa nie ma w żadnym aspekcie, za to są próby udowodnienia istnienia czegoś, co nie istnieje. Poza tym wbrew pozorom jest to prawda, ponieważ „wzór i podobieństwo”, jest dokładnym odwzorowaniem lokalnej kultury lęku.

Bóg ma wszystkie cechy ludzkie, a więc został przez człowieka wymyślony i spersonifikowany, jako wzór doskonałego ojca, który nigdy nie wpadł do domu, bo jest cały czas w delegacji, a tak ogólnie to czeka, aż mu się w domu wszyscy sami powyrzynają.

Praktycznie, to powinno temat zamknąć, po jaki licho czekając na prosiaczka zaglądać co chwilę do norki, skoro się wie, że go nie ma w środku?

Od tego zaglądania można się tylko przekonać, że Prosiaczka… tym bardziej w norce nie ma .

„Mówi się, że Bóg pragnie, aby człowiek Go wielbił”

Mówi się… 🙂

Mówi się to, co jest napisane w książce. Parafrazując – będziesz wielbił swego boga ponad rozsądek, a jak nie będziesz, to ON cię zamorduje. Takie jest przesłanie pisemne.

Człowiek poszukuje odpowiedzi na pytanie dlaczego Bóg stworzył człowieka. Mówi się, że „niezbadane są wyroki boskie”, oraz że „nie jesteśmy w stanie pojąć Boga z powodu Jego wielkości”.

Ogólnie to są bzdury, bo odnoszą się do nieistniejącego obiektu, ale… jak już tak sobie tu rozmawiamy. Człowiek poszukuje z reguły odpowiedzi na dwa pytania: czy bóg istnieje i dlaczego pozwala na zło? Czy tak robi miłujący ojciec, który jest doskonały i może wszystko? Koncepcja boga to sprytne zestawienie pojęć, które wyklucza się z poważnej debaty, jako zbyt mętne i niejednoznaczne.

Zatem to mówienie o wielbieniu jest zwykłym poszukiwaniem pocieszenia wynikającym z koncepcji wiary – Bóg zesłał siebie w ludzkiej postaci by przekazać nam trwałe, uniwersalne i bezsporne reguły.

Bóg siebie nie zesłał, ponieważ nie istnieje, ale… jest tu pewna przewrotność. Otóż bóg podpuścił pierwszych ludzi ślicznie wyglądającym owocem, który został skonsumowany w podejrzanych okolicznościach. W wyniku czego ludzie zgrzeszyli. Bóg tak się tym przejął, że samego siebie wysłał, aby zginąć męczeńską śmiercią, biorąc na siebie ludzkie grzechy, dzięki czemu sam sobie wybaczył.

Super! Nie ma to jak samokrytyka.

A co do bezspornych reguł, to są one wynikiem adaptacji ewolucyjnej, żaden wytwór magiczny nie ma z tym nic wspólnego.

Bóg pragnie, byśmy byli dobrzy, tak jak ojciec pragnie by dzieci wyrosły na porządnych obywateli.

Bóg niczego nie pragnie, bo nie istnieje. Pragną za to ludzie. Chcą być bezpieczni i szczęśliwi – mitologia żydowska nie ma tu nic do rzeczy.

„Wyposażyliśmy naszych bogów, a są ich tysiące, w ludzkie cechy”
Następna bzdura.

Skąd ta 1 osoba liczby mnogiej, skoro wiemy że autor nie wierzy w żadnego boga?

To natomiast jest czepialstwo. Kasia jest przedstawicielką homo sapiens, więc opowiada o swoim gatunku, to prawidłowa forma.

Ja natomiast wierzę w jednego i uważam, że nie ma tysięcy.

A skąd ta pewność, że pozostałych 999 sztuk jest fałszywych? Przecież w ich istnienie wierzą miliony ludzi na świecie. Czemu oni się mają mylić, a nie Ty?

Nie antropomorfizuję też istoty tak potężnie przestrzennie intelektualnie sprawnościowo, przestrzennie czasowo różnej od nas.

Jest dokładnie na odwrót. Każda osoba wierząca antropomorfizuje koncepcję własnego boga.

Słownik języka polskiego: antropomorfizować przypisywać przedmiotom, zjawiskom natury, roślinom i zwierzętom oraz pojęciom abstrakcyjnym cechy fizyczne, psychiczne lub zachowania właściwe człowiekowi

Pytanie w tytule, w świetle tego – ma sens.

To, że palec należy do ręki, która jest częścią całego człowieka nie znaczy, że człowiek wygląda i działa jak palec.

Człowiek składa się z różnych organów dzięki którym funkcjonuje w świecie. To zdanie zupełnie nie pasuje do treści.

A jest inaczej jeśli rozważyć człowieka i psa. Człowieka i kota. Człowiek chce żeby pupil go wielbił, kochał, żeby darzył go miłością i szacunkiem.

Rozważanie kota i psa nie ma sensu bo są to ciała fizyczne. Relacja między psem a człowiekiem jest zupełnie inna niż między stwórcą a dziełem, człowiek częstując jedzeniem zwierzaki przekupuje żeby być lubianym to zaspokojenie ego nic więcej, A tak na marginesie co na to wszystko pies? Z jakiegoż to powodu istocie doskonałej ma zależeć na aktach uwielbienia, przecież to typowa ludzka cecha.

Więc jak to jest, kto na czyje podobieństwo jest zrobiony?

1 List do Koryntian 13:

4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Czy biblijny bóg doskonały sam te cechy przejawia?

Otóż nie przejawia.

W Starym Testamencie co chwilę traci panowanie nad sobą, wyrzyna ludzi, wybucha gniewem, pamięta do siódmego pokolenia, zabija kapłanów za pomylenie kadzidła w świątyni… end cetera, cetera.

Gadanie, że taki był plan nie ma znaczenia, bo plan jest gówniany.

Podobnie wygląda konkluzja – sprzeczna z tytułem, asekurancka, nic nie wnosząca, odrzucająca coś, co uznaje za prawdopodobne, w oparciu o argumenty, które nic nie znaczą. 

Uzasadnię: Forma tytułu określa że to my wymyślamy Boga. W konkluzji autor jednak sugeruje, że Bóg jest. – tu mamy sprzeczność.

To w takim razie sprawdźmy, co zawiera w sobie konkluzja:

Konkludując to my wymyślamy bogów, którzy zaspakajają nasze psychiczne potrzeby. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że z powodu tych naszych wyobrażeń od wieków prowadzimy okrutne wojny.

Powyższe nie oznacza, że Bóg nie istnieje. Czy Wszechświat istniał od zawsze, czy też posiada Stwórcę tego nikt nie wie.

Jeśli jednak Bóg istnieje, to nie ma on nic wspólnego z naszymi naiwnymi wyobrażeniami.

Prosto i na temat, tego nikt nie wie, ale jedno wiadomo na pewno, ludzie wymyślili tysiące bogów i żaden z nich nie istnieje. Skoro nikt nie wie, to po co zakładać, że istota ta podgląda onanizującego się gościa w domu pod kołdrą? Konkluzja jest zgodna z tytułem, tylko że to autor chciałby, żeby nie była.

Nie wiemy, czy istnieje, Nadbulburator Bulbujący więc nie ma powodu, dla którego miałbym z nim wejść w zażyłą relację.

Asekurancka? Najpierw drwi z założeń wiary, by potem stwierdzić, że nikt nie wie jaki jest Bóg, ale że jest możliwość Jego istnienia.

Nie jest możliwe jego istnienie, o czym Kasia pisze wprost. Jeśli jednak Bóg istnieje, to nie ma on nic wspólnego z naszymi naiwnymi wyobrażeniami. To dość proste, jeżeli nie jesteśmy w stanie sobie czegoś wyobrazić to tego nie ma.

To typowe asekuranctwo – Boga nie ma ale jeśli jest, to na pewno nie taki jak wy sądzicie.

A niby czemu? Bo autor nie zrozumiał cech Boga, celu naszej egzystencji, czy cech naszej relacji z Bogiem? To nie znaczy, że Bóg jest inny, tylko ze autor nie zrozumiał tych spraw 🙂

A temu, że autorka dokładnie zrozumiała cechy biblijnego Jahwe, cel naszej egzystencji i wie, że nie możliwa jest relacja z nieistniejącym obiektem. Nie można zrozumieć czegoś, co nieistnienie, tylko dlatego, że może istnieć — to humbug w czystej postaci.

Nic nie wnosi bo klepie te same puste hasła krytyczne wobec wiary i religii. Bezmyślnie co widać.

Autor nadzwyczajnie w świecie nie zrozumiał tekstu i przesłania. Komentarz relacjonuje irracjonalność wiary i tego co za sobą niesie czyli wojen, mordowania pogan… end cetera. Krytyka wierze się należy, bo to wiara tworzy sekty kościelne, które zabawiają się polityką. Tekst jest spójny w przekazie, więc nie może być bezmyślny.

Odrzuca na początku, by potem sugerować możliwość, że jednak jest. To ta infantylna sprzeczność.

Infantylnością jest dostosowywanie tezy do argumentacji. Koncepcje bogów, znane ludziom, są tylko wytworem ich wyobraźni, więc są tylko w ludzkim mózgu, zamknięci w puszeczce z kości. Natomiast jest możliwość (osobiści uważam że tak jest), istnienia obcych form życia, o których nie mamy bladego pojęcia. Być może te byty – dla nas nienazywalne – mają odmienny sposób istnienia, może ich formą życia jest anty-życie.

A argumenty którymi ją uzasadnia są po prostu … ignorancko-aroganckie.

I znów to samo.

Jest dokładnie na odwrót.

Argumenty, które obalają religijne mity nazywa się ignorancją… toż to sofizm w czystej postaci! Skoro post ten znalazł się na stronie filozofów to przypominam Sokratesa, który krytykował sofistów, że ci „nauczali filozofii za pieniądze i byli skłonni, gdy im zapłacono, udowodnić – także przed sądem – każdą rację.” Dokładnie taką robotę robią katoliccy kapłani, którzy są zdolni w ciągu 4 lat zmienić swoje nauczanie biblijne dla profitów i nikt sobie z tego nic nie robi.

Kościół katolicki jest obciążony grzechem oszustwa.

Dzięki złożonej ofierze okupu – za wszystkich ludzi – w postaci ukrzyżowanego człowieka, wierzący nie potrzebują pośredników, którzy w ich imieniu odprawiają religijne rytuały,  każą się spowiadać, odpuszczają grzechy…

To nie ma żadnego znaczenia.

Zasłona w świątyni, wraz z chwilą śmierci proroka rozerwała się na kawałki, kapłan spełnił swoją rolę, teraz jedynym pośrednikiem jest Jezus.

1 List do Tymoteusza 3:

Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony 2, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz,dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością.Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?

Cytować katolikom biblię, to tak jak machać ze statku flagami sygnalizacyjnymi do księżyca.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

 

foto

Nadziak – broń zamachowców z głębokiej przeszłości,

Nowy numer miesięcznika „Mówią wieki” poświęcony jest zamachowi na króla Zygmunta III Wazę. Przewidziany jest pokaz obrazu, na którym pokazane, jest narzędzie zbrodni — nadziak. Dzieło jest niezwykle cennym uzupełnieniem nielicznej ikonografii tego wydarzenia. Będzie to pierwsza publiczna prezentacja płótna związanego z tym wydarzeniem.

Kiedy król minął już otwarte drzwi do korytarzyka, zza odchylonego skrzydła drzwi wypadł naraz jakiś szlachcic i wznosząc broń oburącz, zamachnął się na króla stalowym czekanem. W ciasnocie korytarza, czekan zawadził o sufit, zwinął się, odbił i trafił króla w plecy dość nieszkodliwie, bo płazem. źródło

Przechwytywanie

Muzeum w Zamku Królewskim kolekcje. 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

person-663301_1920

Demokracja potrzebuje humanistów

Temat tygodnia w Kulturze Liberalnej „Nie dla zysku. Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów” tekst jak najbardziej na czasie, warto się z nim zapoznać:

„Szanowni Państwo, kiedy późną jesienią 2013 r. poinformowano, że Uniwersytet w Białymstoku zamknie – ze względu na nierentowność – kierunek filozofia, na innych uczelniach zawrzało, a prawicowe, i lewicowe autorytety polskiego życia kulturalnego oraz intelektualnego podpisały list w jego obronie. Nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by domyślić się, że problem stanu polskiej humanistyki, jeśli nawet nie zdominuje roku wyborczego 2015, to z pewnością w końcu wypłynie.

Tak też się stało. Przed wyborami parlamentarnymi z przedstawicielami utworzonego po wydarzeniach w Białymstoku Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej spotkali się przedstawiciele wszystkich partii z wyłączeniem Platformy Obywatelskiej. Od uważanego jeszcze w październiku 2015 r. za kandydata na ministra nauki i szkolnictwa wyższego Włodzimierza Bernackiego humaniści mieli usłyszeć, że ich postulaty i postulaty PiS-u dotyczące nauki zasadniczo się pokrywają.

Ale już kilka tygodni później szefem MNiSW został Jarosław Gowin, który powiedział jednemu z założycieli Komitetu, że przed wyborami umawiali się oni z PiS-em, a nie z nim. Wedle początkowych zapowiedzi Gowina najważniejsza dla jego polityki naukowej miała być kontynuacja działań Barbary Kudryckiej i Leny Kolarskiej-Bobińskiej, to jest – sprzężenie nauki z biznesem. CZYTAJ WSTĘPNIAK 

Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy – Protagoras

Słownik języka polskiego PWN  Humanizm

1. «postawa moralna i intelektualna zakładająca, że człowiek jest najwyższą wartością i źródłem wszelkich innych wartości»
2. «prąd umysłowy i kulturalny okresu Odrodzenia, przeciwstawiający teocentrycznej kulturze średniowiecznej zainteresowanie człowiekiem i życiem ziemskim»

Centrum uwagi skupia się na człowieku jako jednostce odrębnej, która stanowi o sobie i bierze na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje i wynikające z nich konsekwencje. Ludzie od urodzenia aż do śmierci, są wartością fundamentalną, a w życiu kierują się zasadą nienaruszania wolności drugiego człowieka.

Chrześcijańskie podkradanie idei.

boxing-555735_1280

Słownik radykalizmów

Na portalu „Kultura Liberalna” od jakiegoś czasu tworzony jest na żywo słowniczek radykalizmów, które pojawiają się w mediach.

Baza radykalizacji przygotowywana jest co tydzień i zawiera sprawozdania z cotygodniowego badania pięciu polskich tygodników („Wprost”, „Polityka”, „Do Rzeczy”, „Newsweek” i „W Sieci”) oraz trzech dzienników („Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Fakt”). Gdy pojawia się szczególnie wiele wyrazistych i budzących emocje wypowiedzi publicznych, śledzimy także wybrane media internetowe i profile w mediach społecznościowych. źródło

 

Jesteśmy naocznymi świadkami, powstawania nowych zlepków stereotypizacji całych grup społecznych za pomocą niebezpiecznych skrótów myślowych, które odwołują się do: nazizmu, komunizmu, wierzących i niewierzących. Długotrwałe stygmatyzowanie ludzi o odmiennych poglądach zwłaszcza w odniesieniu do zdarzeń z przeszłości działa destrukcyjnie wywołując podziały i agresję w społeczeństwie.

„Goebbelsowskie kłamstwo”, „neomarksistowska ideologia”, „seks z chomikiem” – tak, proszę Państwa, wbrew pozorom wszystkie te pojęcia nie tylko wystąpiły w ostatnich miesiącach w polskiej debacie publicznej – niektóre z nich używane są relatywnie często.

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że radykalizacje są interesujące nie tylko jako jeden z mechanizmów rządzących sposobem komunikacji między polskimi publicystami i dziennikarzami.

Są one również źródłem wiedzy na temat współczesnej polszczyzny politycznej. Dlatego zdecydowaliśmy się wybierać najbardziej wyraziste z nich i umieszczać je w naszym „Słowniczku radykalizacji”, który znajdą Państwo poniżej… źródło

„Cechowanie” rozmówcy i całych grup społecznych negatywnymi wzorcami z historii, jest nagminnie stosowanym zabiegiem w dyskusjach, gdy w grę wchodzi światopogląd lub różnice co do preferencji politycznych. Inicjatywa Kultury Liberalnej wydaje się sensowna.

debata

Typy debat część I

debataJak wspomniałem w poprzednim artykule mamy kilkanaście typów debat, które różnią się od siebie. Czasem detalami; czasem całkowicie. Dziś „przelecimy” przez te typy.

Debaty decyzyjne:

  • Debata parlamentarna – członkowie wnoszą o nowe prawo lub zmianę obecnego. Ma miejsce dyskusja na temat propozycji, a następnie dochodzi do głosowania. Celem wygłaszających zdanie członków parlamentu jest przekonanie innych parlamentarzystów do głosowania w konkretny sposób.
  • Debata kandydacka – przeważnie pomiędzy kandydatami na ważne lub wysokie stanowiska urzędnicze. Kandydaci debatują publicznie, zwłaszcza w okresie kampanii. Celem jest przekonanie wyborców do głosowania na konkretnego kandydata. W Polsce, niestety, utarło się jednostronne namawianie do głosowania przeciwko innemu kandydatowi…

 

Debaty konkurencyjne:

  • Debata parlamentarna – zasady są wzięte wprost z procedur Brytyjskiego parlamentu. Oznacza to rywalizację jednostek w układzie wieloosobowym. Mamy do czynienia z pojęciami takimi jak – „rząd” lub „propozycja” oraz „opozycja”. W większości anglojęzycznych krajów ten styl debaty jest uznawany, jako podstawowy. Uniwersyteckie Mistrzostwa Świata w Debatowaniu są organizowane według zasad brytyjskiego parlamentu. Rozróżniamy
  • Debata interwencyjna – specyficzne i krótkie debaty na wniosek członków parlamentu. Niezaplanowane i za zgoda przewodniczącego ciała.
  • Debata brytyjska – ten styl zakłada powstanie czterech drużyn: „rządu” lub „propozycji” (zespół otwarcia, zespół podsumowania/zamknięcia), zespoły te popierają propozycję, i dwóch zespołów opozycji (zespół otwarcia, zespół podsumowania/zamknięcia). Zespół zamykający musi albo zaproponować nowy ważny i związany z tematem punkt do dyskusji (rozszerzenie zewnętrzne) lub rozwinąć poprzedni punkt postawiony przez zespół otwarcia (rozszerzenie wewnętrzne). Wszystko przy jednoczesnej zgodzie z własnym zespołem otwierającym. W rundzie rywalizacji, zespoły trafiają na lokatę, od pierwszej do czwartej i pierwszy zespół dostaje 3 punkty, drugi dwa, trzeci jeden a ostatni nie dostaje punktów. Gdy na pierwszym i drugim miejscu lądują zespoły otwarcia i zamknięcia jednej strony debaty – ta strona wygrywa debatę.
  • Debata kanadyjska – jedne zespół „rządu” i jeden „opozycji”. Po stronie rządy mamy „premiera” i „ministra korony”, po stornie opozycji jest „lider opozycji” i „minister cienia”. W najbardziej rywalizacyjnych debatach, temat jest przeważnie konkretny. W innych przypadkach, temat może być „wyciskany”. Oznacza to, że temat sam sobie nie jest debatowalny, może to być cytat z filmu lub książki. Wtedy zespół „rządowy” wyciska z niego temat do debaty poprzez dokonywanie logicznych powiazań pomiędzy zaproponowanym cytatem, a tym, co oni proponują, jako temat do dyskusji. W tym stylu, przypomina to planowaną debatę dla zespołu „rządu” i spontaniczną dyskusję dla zespołu „opozycji”.
  • Debata oksfordzka – tutaj mamy do czynienia z ostro sformułowaną tezą zaproponowaną przez jedną ze stron, której będzie przeciwstawiała się druga strona. O zwycięstwie w tej debacie decyduje większość lub to, który zespół przekonał do swoich racji większa ilość ludzi. Przed rozpoczęciem debaty publiczność głosuje za, niezdecydowany lub przeciw tezie. Każdy panelista prezentuje siedmiominutowe otwarcie, po którym moderator przyjmuje pytania z publiczności, które są stawiany przed obiema drużynami. Po tym ma miejsce dwuminutowe zamkniecie przez każdy z zespołów i publiczność głosuje po raz kolejny by ustalić zwycięzcę debaty.
  • Debata maczugowa (mace) – ten typ jest najczęstszy w brytyjskich szkołach. Dwa zespoły po dwie osoby dyskutują na temat tezy postawionej w formie twierdzenia (na przykład: „Więźniom należy się prawo do głosu w wyborach.”) i jeden zespół będzie za tym twierdzeniem, drugi przeciwko. Każdy mówca dostaje siedem minut na wypowiedź w porządku: 1 propozycja, 1 opozycja, 2 propozycja, 2 opozycja. PO każdej pierwszej minucie wypowiedzi, członkowie przeciwnej drużyny mogą poprosić o „punkt informacyjny” („point of information”, POI). Jeśli mówca się zgodzi to mogą zadać pytanie. POI służą wytykaniu słabych punktów lub bezpośredniej dyskusji z wypowiedzią mówcy. Po sześciu minutach, POI nie są już dozwolone. Po czterech wypowiedziach, debata otwiera się na publiczność, która zadaje pytania zespołom. Po przyjęciu pytań od publiczności, jeden mówca z każdego zespołu dostaje cztery minuty na podsumowanie. W podsumowaniu, mówca musi odpowiedzieć na pytania publiczności, odnieść się do kwestii podniesionych przez opozycję, zanim rzeczywiście podsumuje swoją pozycję. W tych debatach nacisk kładzie się głownie na umiejętnościach analitycznych, rozrywce, stylu i sile argumentów. Zwycięzcy przeważnie przeważają we wszystkich tych aspektach.
  • Debata zdradziecka – w tym stylu mówca sam zmienia postawę z „za” na „przeciwko” debatowanemu twierdzeniu. To jest rywalizacja pojedyncza. Każdy mówca mówi przez dwie minuty za tezą, i dwie minuty przeciwko tezie, by zamknąć jednominutową konkluzją, którą bilansuje debatę. Po pięciu minutach debata otwiera się na publiczność, która zadaje pytania, na które mówca musi odpowiedzieć. W tym formacie nacisk jest kładziony na sile argumentu i bilansowaniu opinii. Zwycięzcą jest mówca, który dostarczy kompletne i pełne zrozumienie tematu.
  • Debata publiczna – format IPDA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Publicznych Debat). Centralnym celem tego formatu jest promowanie debaty, jako sposobu na krzewienie sztuki publicznego przemawiania i umiejętności perswazji nad dominującym użyciem dowodów i szybkości. By osiągnąć ten cel, IPDA używa sędziów by wzmocnić wpływ publiczności na styl debaty. Oprócz głównego celu, jakim jest przekonanie sędziego, IPDA nagradza tez najlepszych mówców.
    W tym formacie debaty dwóm zespołom, w tym debatę dwa na dwa i debaty indywidualne. W debatach zespołowych i indywidualnych, obu drużynom wręczana jest lista tematów, na pół godziny przed rozpoczęciem rundy. Mają miejsce negocjacje wyboru tematu. Strony, jedna za, druga przeciwko tematowi, przygotowują mowy otwarcia, pytania krzyżowe i mowy podsumowujące na rundę.

 

Kolejne typy omówimy w kolejnym artykule. Trochę ich jeszcze zostało 🙂

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

plotka polski ateista

Plotka internetowa

Plotka – obywatelski wymiar sprawiedliwości. Plotka jest rozmową między dwojgiem ludzi, w bliższej relacji na temat nieobecnych osób trzecich.

Słownik Języka Polskiego definiuje „plotkę” jako każdą nieprawdziwą informację, pogłoskę (ta dotyczy raczej zdarzeń) powodującą utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy. Jest to także rozpowszechnianie każdej niesprawdzonej i niepewnej wiadomości na czyjś temat (z definicją tą nie zgadzają się przedstawiciele nauk społecznych). Plotka i pogłoska różnią się zazwyczaj wiarygodnością. 

W naukach społecznych plotkowanie rozumiane jest jako: aktywność przyjemna sama w sobie, gadanie dla samego gadania, negatywne, złośliwe, płytkie obmawianie nieobecnych osób, wymiana oceniających informacji o nieobecnej osobie, proces wymiany informacji o nieobecnych osobach o zabarwieniu oceniającym, pomiędzy bliskimi sobie osobami.

Plotka tworzona jest po to by w nią wierzono, często jest także wyjaśnieniem obserwowanych zjawisk.

Inicjatorem plotki może być zarówno jednostka jak i cała grupa społeczna, która posiada własny system wartości i zasad. Choć cel nie zawsze jest uświadomiony, to jednak podmiot, lub grupa chce za pomocą plotki przekazać dalej swój świat zasad i reguł.

źródło

Badania wskazują, że 70% populacji regularnie plotkuje. W większości przypadków plotkowanie zaczyna się tuż po uzyskaniu odpowiedzi na pytanie: I co tam słychać? A nic nowego. Stara bida… i jak tu nie ponarzekać? A najlepiej się narzeka na innych. Plotka nie koniecznie musi być prawdziwa, ale też nie musi być kłamstwem. Zaczynając plotkować, zdajemy sobie z tego sprawę, ponieważ plotkowanie jest świadomym procesem.

Plotkowanie wcale nie jest tak złe, jak się powszechnie sądzi, ponieważ plotka scala grupę bliskich sobie osób w poszukiwaniu prawdy, chcą się dowiedzieć, jak sprawy się mają.

Jako że proces plotkowania jest świadomy osoba plotkująca przed rozwinięciem skrzydeł, zabezpiecza się przed tym, aby postrzegano ją jak osobę plotkującą. W tym celu wygłasza banał na przykład o tym, że nie lubi plotkować o kimś, kogo nie ma w trakcie rozmowy, ale…

– Powiem ci kochanieńka, że ta pani Zosia spod piątki, to przesadziła, rozpowiadając, że Marian, no wie pani ten rzeźnik, to, że on te swoje kiełbasy z papieru robi i sprzedaje za duże pieniądze…

G.W.Allport oraz L.Postman piszą o plotce jako o „propozycji wiarygodnej, przekazywanej za pomocą słowa mówionego, jednak bez wystarczających dowodów jej prawdziwości”. W dobie obecnej ta definicja powinna zostać zmieniona z uwagi na świat wirtualny, w którym plotkujemy słowem pisanym. Okazało się, że sieć jest doskonałym środowiskiem, w którym plotka potrafi roznieść się po świecie, zanim skończymy pić poranną kawę.

W sieci najlepiej sprzedaje się plotka, ponieważ niesie za sobą element spiskowy, jest intrygująca i co najważniejsze jest zawsze świeża. Informacja może być wymyślona tylko po to, aby była przekazywana jak największej liczbie odbiorców oraz po to, aby jej wierzono. Plotkowanie może mieć różne podłoże w pozytywnym działaniu, plotka zawiązuje głębsze relacje między plotkującymi, którzy w interesie swojej grupy sprawdzają informację, czy jest prawdziwa. Aby proces był kreatywny, to wszyscy wymieniają się posiadanymi wiadomościami, w których zgodnie z logiką też musi być sporo innych plotek.

W grupie, która kieruje się interesem wspólnym, a nie tanią sensacją plotka, która okazała się fałszywa, ląduje w śmieciach. Natomiast w grupie, w której są silne osobowości o przywódczych zdolnościach, plotka może być podtrzymywana i modyfikowana. Plotka, która została stworzona w celu zmiany rzeczywistości lub dokonania zemsty za doznane urazy ma w swej konstrukcji elementy zmanipulowane, które dostrajane są do aktualnych wiadomości i zamierzonego celu.

Plotka zawsze zawiera w sobie część prawdy, ponieważ nie ma skutku bez przyczyny — plotka musi zaistnieć z jakiejś przyczyny. Praktyka pokazuje, że im grupa jest bardziej zamknięta na siebie, tym większą moc mają plotki.

Czystą formą plotki, są kontrolowane przecieki prasowe, które mają za zadanie kontrolować, ale wyborców. Plotka może być adoptowana do potrzeb twórczych w postaci książek, filmów czy kabaretów i służyć do czystych celów artystycznych.

Ciekawym przykładem sekciarskich zachowań jest powolny proces wykluczania osoby z życia grupy z powodu tego, że nie chciał brać udziału w plotkowaniu. Z dnia na dzień jej akcje spadają, staje się osobą niewiarygodną, która ma złe intencje, a to z kolei zagraża grupie. Z czasem wzajemne relacje słabną z uwagi na brak dzielenia się nowymi informacjami.

Najgorszą plotką jest świadomie spreparowana i nieprawdziwa informacja, która ma zaszkodzić komuś personalnie. Osoba plotkująca chce otrzymać zadośćuczynienie emocjonalne, a jednym z nich jest ukaranie sprawcy za czyny dokonane w przeszłości lub za wybory życiowe, które nie są akceptowane przez twórcę plotki. Znane są przykłady osób rozpoznawalnych, które pokazują, że fałszywa informacja potrafi zrujnować życie zupełnie obcemu człowiekowi. Czasami, też zdarza się tak, że plotka pomaga rozwiązać problem, który by w innym przypadku funkcjonował wokoło bliskich sobie ludzi.

Czy można więc zabezpieczyć się przed szkodliwymi plotkami? Uważam, że nie można. Plotkowanie jest naszą częścią wspólną, jest jedną z form komunikacji i jak każda komunikacja może być użyta w sposób właściwy lub niewłaściwy. Najbardziej racjonalnym krokiem jest skonfrontowanie uzyskanej wiedzy od głównego bohatera plotki.

Mariusz Hnatiuk ateista

Mariusz Hnatiuk

naked-453253_1920

„Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony…”

Politycy i kapłani, gdy tylko otworzą usta zaczynają wychwalać dorobek Kościoła i twierdzą, że chrześcijaństwo, czyli katolicyzm jest polską tożsamością, że bez Kościoła Polska nie byłaby Polską. Prawda jednak wygląda zupełnie inaczej. Kościół jest instytucją, która dyskryminuje ludzi, niemieszczących się w pojęciu „Polak — katolik” i jest kompletnie odporny na demokrację. Religia i demokracja to dwa elementy, które nigdy nie będą do siebie pasować, a każda próba łączenia jednego z drugim, skończy się porażką.

Najlepszym probierzem każdej instytucji, jest jej stosunek do kobiet, a z tym Kościół katolicki miał i ma dalej problem.

Kościół, a kobiety

Alina Petrowa-Wasilewicz z KAI podkreślała, że dzięki dorobkowi kobiecej tradycji, Kościół jest instytucją, która zrobiła najwięcej dla godności i promocji kobiet.

Kto zna historię Kościoła katolickiego, ten wie, że to stwierdzenie jest niedorzecznością, obliczoną na religijnego odbiorcę.

Jej zdaniem, problemy te wynikają z dziedzictwa kulturowego, ale tym, co może rzeczywiście pomóc Kościołowi jest powrót do Ewangelii, do tego, żeby każdy dar, zarówno kobiecości jak i męskości rozpatrywać ewangelicznie.

Pani Wasilewicz twierdzi, że trzeba jeszcze bardziej kobiecość, rozpatrywać w zestawieniu z biblijnymi naukami. Nic bardziej mylnego. W biblii kobieta jest naznaczona grzechem, a cechą wspólną judaizmu, islamu i kato/chrześcijaństwa jest chorobliwy wręcz mizoginizm.

W społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że biblia jest niezwykle cenną księgą, której mądrość jest ponadczasowa. Wierzący są przekonani, że to, co jest napisane w księdze, pochodzi od boga a ci, co nie wierzą, uważają, że jest to po prostu zbiór żydowskich mitów. Fakt jest taki, że biblia jest najbardziej rozpoznawalną pozycją literacką na świecie i właśnie dlatego, poglądy i opinie w niej zawarte, położyły się cieniem na historię gatunku homo sapiens.

Przez wieki opowieści zawarte w biblii naznaczyły relację między kobietą i mężczyzną. Czy to się komuś podoba, czy nie taki jest fakt i warto o tym mówić, bo podświadomość nie zna się na żartach, wierzy w to, co słyszy. A słyszy od wieków, że kobieta namówiła mężczyznę do grzechu pierworodnego, czym sprowadziła na świat same nieszczęścia.

Biblijne opowieści mają to do siebie, że są plastyczne i można je interpretować w zależności od własnych przekonań i poglądów. Gdy teologowie napotykają problem z wytłumaczeniem jakiegoś biblijnego zdarzenia, które zaprzecza fizyce i logice, twierdzą, że jest to parabola, która ma czegoś ludzi nauczyć, coś im pokazać.

Opowieść o Adamie, Ewie, raju, gadającym wężu i owocu, który spowodował, że Adam z Ewą dowiedzieli się, że istnieje coś takiego jak zło, to bajka, którą wymyślili izraelici. Nauka już dawno rozprawiła się z tym mitem, jednak religia rządzi się swoimi prawami. Mit funkcjonuje.

W Starym Testamencie kobieta była traktowana jak inwentarz domowy, który należy do mężczyzny. Od urodzenia dziewczynki były naznaczane swoją płcią. Po urodzeniu chłopca kobieta „oczyszczała się” w siedem dni, a przez kolejnych trzydzieści nie mogła wchodzić do świątyni, aby niczego świętego nie dotknąć. W przypadku gdy urodziła córkę, cały cykl oczyszczenia trwał dwukrotnie dłużej, czternaście i sześćdziesiąt dni.

Księga Kapłańska 12

 2 «Powiedz do Izraelitów: Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. 

 4 Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. 

5 Jeżeli zaś urodzi dziewczynkę, będzie nieczysta przez dwa tygodnie, tak jak podczas miesięcznego krwawienia. Potem pozostanie przez sześćdziesiąt sześć dni dla oczyszczenia krwi.

Kościół przez wieki kształtował zwyczaje i prawa stanowione w Europie, więc pozycja kobiet musiała być zgodna z katolickimi dogmatami. Tacy ojcowie kościoła jak Augustyn i Tomasz z Akwinu przyczynili się do wzrostu pogardy do kobiet. Augustyn nadał grzechowi pierworodnemu charakter seksualny i przeniósł winę na kobiety. Niesamowite jest to, że i dziś wielu ludzi myśli, że z to z powodu uprawiania seksu w raju Adam z Ewą zostali z niego pognani. Ta patologiczna stygmatyzacja seksu, doprowadziła do chorobliwych prób kontrolowania wszystkiego, co związane jest z seksualnością człowieka.

Szajba, jaką mają kapłani katolicy na punkcie kategorii badawczej Gender, wynika z tego, że Kościół jest zbudowany na patriarchacie. Hierarchiczna struktura Watykanu i nauki katechizmu wykluczają zrównanie praw kobiet z mężczyznami, dlatego tak mocno atakowane są badania nad rolami kulturowymi kobiet i mężczyzn. Księża wręcz alergicznie reagują na wszystkie inicjatywy, które mogą wykazać, że król jest nagi i plecie głupoty.

Kościół nie zmieni swoich poglądów na rolę kobiet w świecie.

Trwająca w kraju od lat wojna z aborcją, antykoncepcją pokazuje, że Kościół chce, aby kobiety najlepiej siedziały w domu i rodziły dzieci. Gdy przytacza się cytaty ojców kościoła na temat kobiet, teologowie i księża twierdzą, że to średniowieczne poglądy i przywoływanie ich jest powodowane chęcią dokopania klerowi. Zapomina się przy tym, że biblia jest księgą funkcjonująca i kształtującą świadomość wielu ludzi w czasach obecnych.

Hierarchowie, twierdzą, że kobiety są otoczone szacunkiem, a palenie czarownic i średniowieczny stosunek do kobiecości to był wypadek przy pracy, taka niechlubna karta w historii Kościoła, i że dziś to już nie ma znaczenia. Otóż jest to nieprawdą — stygmatyzacja kobiet się dokonała. W mniejszym lub większym stopniu zakotwiczony jest w społecznej świadomości obraz kobiety, która jest„instrumentum diaboli”, tego żadne kazania ani encykliki nie zmienią.

Prawo moralne Księga Wyjścia 22: 17 Nie pozwolisz żyć czarownicy.

Obsceniczne psudo-dzieło „Młot na czarownice” pokazuje, jaką nienawiścią do kobiet pałali kapłani religii miłości. Jego autorzy twierdzili, że uprawianie czarów leży w kobiecej naturze, ponieważ w ich sercach tkwi niegodziwość. W Niemczech w latach 1450-1550 spalono na stosie około 100 tysięcy kobiet za „uprawianie czarów”. Obrońcy kleru katolickiego zwracają uwagę, że to głównie protestantyzm jest odpowiedzialny za płonące stosy. Otóż to nie ma znaczenia, które wyznanie więcej kobiet zamordowało, liczy się to, że tak paranoiczne zachowania miały miejsce, a podstawą ich były mity żydowskie.

Przez 100 lat, mordowano tysiąc kobiet rocznie!

Często można spotkać się z poglądem, że Nowy Testament zmienił nastawienie do kobiet, nic bardziej mylnego. Jezusowe przesłanie nie przeszkadzało w formowaniu się ohydnych poglądów, prezentowanych przez takich dewiantów jak Tomasz z Akwinu, Augustyn i cała reszta ojców katolicyzmu. Ap. Paweł w jednym ze swoich listów twierdzi, że kobieta w kościele ma nosić nakrycie głowy, ponieważ widok kobiecych włosów wywołuje niepokój… u lubieżnych aniołów. Myślę, że gdyby Paweł chciał prawdę napisać, to napisałby, że ten niepokój rodzi się w głowach lubieżnych kapłanów.

Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony… kobieta jest bramą piekieł, drogą do nieprawości, żądłem skorpiona, tworem nieużytecznym… pośród wszystkich dzikich bestii nie ma szkodliwszej nad kobietę… Gdy patrzysz na kobietę, myśl, że to szatan. Kobieta jest jak przepaść piekielna… kobieta zawiera więcej wody i przez to jest defektem… mężczyzna jest zainteresowany sferą duchowości, kobieta zaś to istota próżna i niewyżyta seksualnie… kobieta pociąga duszę mężczyzny ku nizinom… Kobiety są dziećmi, osób chorych umysłowo..

Powyższe cytaty to poglądy ojców kościoła. Ten mizoginizm przeniósł się do naszych czasów, słychać go w wypowiedziach księży, którzy w swoich naukach kierują się dewizą z Listu do Efezjan: „Żony niechaj będą poddane mężom swym”. Biblia wyraźnie mówi, że kobieta została przeznaczona na „pomoc człowiekowi”.

Powodem pogardliwego stosunku apologetów dobrej nowiny o Jezusie do kobiet, jest seks i związane z nim odczuwanie żądzy. Tomek z Akwinu ogłosił seksualność: „szczególną dziedziną diabła” twierdził, że częste kontakty seksualne mogą prowadzić do niedorozwoju umysłowego. Tragiczny w skutkach okazał się celibat, który został wprowadzony głównie po to, aby po śmierci księdza, zgromadzony majątek zostawał w Watykanie. To masowe tłamszenie popędów seksualnych, musiało przerodzić się w złość na kobiety i zboczone popędy seksualne duchowieństwa.

Kobieta traktowana jest jak istota słabsza, bardziej skoncentrowana na sferze fizycznej i materialnej, to stąd wynikają próby kontroli nad kobietami. Trwający od lat koncert życzeń księży katolickich w sprawie aborcji pokazuje, jak przedmiotowo traktowane są kobiety przez kler i różnej maści nawiedzonych religiantów.

Najgorsze jest to, że ten obłęd u religiantów jest już nieuleczalny.

Temat aborcji będzie mielony aż do skutku, czyli aż do wprowadzenia całkowitego jej zakazu. Absurdalne hasła o holokauście, mordowaniu własnych dzieci, rozrywaniu płodów kowalskimi narzędziami, nakręciły atmosferę walki o cywilizację. Wspomniany Tomasz z Akwinu w sprawie aborcji pisał tak: „o zabójstwie można mówić dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi płód już uformowany”. Dziś może dojść do tego, że ochroną zostaną objęte plemniki.

Cechą wspólną wszystkich zabobonów jest przedmiotowe traktowanie kobiet. Niestety stan ten jest stały i się nie zmieni, bo na tym oparty jest patriarchat.

Czy nam się to podoba panowie, czy nie to głównie rodzaj męski urządził świat.

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.  1 Kor 14, 34

Rola kobiet w biblii

Wesprzyj projekt wydania książki!

Opisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”,  co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy.

Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

Szczegóły na stronie projektu.

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”

rola kobiet

Gender, czyli po jasnej strona mocy.

Retoryka Kościoła katolickiego wokoło nauki Gender u samych podstaw oparta jest na fałszu, a powodem tego są mity biblijne, które jasno wskazują rolę kobiety.

Walka z Gender, to walka o kościelną tożsamość.

kosciol

Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się.

Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości.

Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa.

I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo.

Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci” 

1 Tm 2, 11-15″

***

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć;

nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje.

A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów!

Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.”

1 Kor 14, 34

Jeśli kobieta nie może urodzić dzieci – „przyjdzie jej umrzeć”. 

Rdz 30, 1

To są wyrywki z księgi, którą biskupi uznają za wyznacznik swoich poglądów i wierzeń.

Wygląda więc, że Komisarz nie wie, czym są Prawa Człowieka i co zostało zapisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, czyli najważniejszym dokumencie międzynarodowym, który powinien być dla niego

Katechizmem.

To nie jest kolejna analiza, tylko nazwanie rzeczy po imieniu. Katechizm jest wyznacznikiem ustalania prawa świeckiego, przecież to jest przestępstwo.

Metoda badawcza Gender, jest zagrożeniem dla Kościoła.

 

Gdyby biskupi przegrali wojnę o Gender, to będą mieli w ambonach dewotki, które głosząc kazania, będą „wygłaszać”… kazania sąsiadce i teściowej.

W portalu katolickim „Niedziela”, zamieszony jest felieton Artura Stelmasiaka pod tytułem: „Komisarz nakłania do łamania Praw Człowieka”, w którym dziennikarz „rozprawia” się z raportem Komisarza Praw Człowieka Rady Europy.

Tekst zaciekawił mnie z uwagi na to, że jest to głos katolickiego publicysty, który kształtuje opinię katolickich środowisk, popierających działania biskupów i uległych im polityków, więc postanowiłem się do niego odnieść.

Na początku autor prześlizguje się po temacie T. K. i ustawie medialnej:

Dlatego też ciekawy jestem, gdzie ci wszyscy komisarze byli, gdy poprzedni rząd wykonał nieudany „skok” na Trybunał Konstytucyjny, a wcześniej

krok po kroku przejmował media publiczne.

Ten tak popularny argument w stylu: „a u was to biją czarnych”, który używany jest przez zwolenników gównianej zmiany, brzmi jak zdarta płyta.

Piosenka pojawia się, gdy ktoś krytykuje pisowską politykę, oraz wskazuje na łamania przez najwyższych pisowskich urzędników państwowych – konstytucji. Tego typu działania są potwierdzeniem, że PiS łamie prawo i dobre obyczaje polityczne. Wyznawcy Kaczyńskiego, nie mając mądrych odpowiedzi używają języka dziecka w przedszkolu.:

„A bo psze pani, Donald robił to samo”.

Zwolennicy gównianej zmiany ośmieszają się, prowadząc tak ubogi w swojej wymowie dialog. W przeciwieństwie do „Peło„, Kaczyński nie przejmował mediów publicznych krok po kroku, tylko zgarnął je za jednym zamachem. Posadził na stołku prezesa mediów państwowych, Jacka Kurskiego, który jest nałogowym łgarzem. Nowy prezes, żeby mu nie psuli pracownicy atmosfery w pracy, wywalił pod byle jakim pozorem współpracowników, mogących krytykować rządzących i ich gównianą zmianę.

Przechwytywanie

Natomiast w ramach gównianej zmiany i w zgodzie z zachodzącymi w niej procesami, zatrudnił… dziennikarzy z telewizji Trwam oraz publicystów z Frondy. Podobnie sprawa ma się z TK. W przeciwieństwie do Peło, PiS-owi skok na Trybunał się udał.

Jednak najbardziej zainteresował mnie ostatni rozdział raportu pt. ” Prawa Kobiet i Równość Płci”.

To co w nim przeczytałem moim zdaniem dyskredytuje cały dokument i Komisarza, który się pod nim podpisał.

Jest bowiem nawoływaniem i zmuszaniem Polski do łamania podstawowych Praw Człowieka. 

Pod przykryciem europejskiej nowomowy w dokumencie można znaleźć mniej lub bardziej zawoalowane wskazówki,

które nas pchają w świat skrajnie lewicowych marzeń.

Twierdzi autor, który najprawdopodobniej nie zrozumiał treści raportu lub uprawia świadomą kościelną propagandę.

„W raporcie przeczytać można, że Polski rząd powinien skuteczniej

walczyć z tradycją, kulturą i religią,

bo przecież „nierówność kobiet w korzystaniu z praw na całym świecie

jest

głęboko zakorzeniona w tradycji, historii i kulturze, w tym w postawach religijnych”.

Pan Artur jest zwolennikiem katolickiego „porządku” i manipuluje treścią raportu. Komisarz nie mówi o wojnie z tradycją i religią, tylko wynikającymi z nich patologicznymi postawami, fundamentalistów religijnych oraz nacjonalizujących środowisk, które są powiązane z Kościołem katolickim.

A to istotna różnica.

Tymczasem, raport mówi tak:

132. Komisarz otrzymuje powtarzające się doniesienia, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, niektóre grupy społeczne postrzegają próby zwalczania stereotypów płciowych jako zagrożenie dla „tradycyjnych wartości”, jak małżeństwo, rodzina i macierzyństwo, które, ich zdaniem, opierają się na jasno określonych różnicach między płciami. Grupy te stają w silnej opozycji wobec tego, co nazywają pejoratywnie „ideologią gender”

Tu cały raport.

woman-752073_1280

Natomiast pan redaktor wyciąga takie wnioski:

Komisarz wytyka nieprzestrzeganie praw kobiet, które są postrzegane jako rodzicielki, matki i opiekunki.

Fakt, że kobiety w Polsce rodzą dzieci, a później się nimi opiekują wynika ze „stereotypów kulturowych

W raporcie nie ma żadnej negatywnej oceny matek jako rodzicielek i opiekunek, ale to nie przeszkadza autorowi wygłaszać kłamliwej biskupiej retoryki.

A im dalej, tym robi się dziwniej.

Czytając tekst raportu można odnieść wrażenie, że Komisarz proponuje Polkom zamiast rodzenia i matkowania

refundowaną antykoncepcję, a jeśli ta metoda nie pomoże, to oczywiście

aborcję.

Jego zdaniem zabijanie niewinnych dzieci należy do jednych z najbardziej podstawowych praw kobiet,

które w europejskiej nowomowie nazwane zostały „prawem reprodukcyjnym” i „prawem seksualnym”.

Autor podobnie jak i całe jego środowisko, stosuje socjotechnikę. W cytacie kłamie, twierdząc, że raport zaleca zamiast rodzenia – aborcję i antykoncepcję.

Tymczasem w zaleceniach komisarza czytamy.

 4.2.1 WNIOSKI I ZALECENIA

140. Komisarz zdecydowanie zaleca, aby polskie władze wzmocniły krajowy mechanizm na rzecz awansu praw kobiet i równości płci przez zapewnienie pełni potrzebnych środków finansowych i kadrowych instytucjom przeciwdziałającym dyskryminacji ze względu na płeć i płeć społeczno-kulturową.

W tym celu Komisarz zwraca uwagę na Zalecenie Komitetu Ministrów Rady Europy nt. standardów i mechanizmów na rzecz równości płci.

94 Komisarz podkreśla znaczenie, jakie ma zwiększenie nacisku na sprawy równości płci przez Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania i Społeczeństwa Obywatelskiego

W środowiskach kościelnych, budzi się sprzeciw i ogólna niezgoda z opinią komisarza w kwestiach: aborcji, klauzuli sumienia lekarzy, oraz wobec ustawy antyprzemocowej

Komisarz z niepokojem dowiaduje się, że presja społeczna jest czasami tak silna, że kobiety boją się prosić o legalne przerwanie ciąży z obawy, że ze strony niektórych grup społecznych spotkają je ataki i prześladowania 

Komisarz jest zaniepokojony wiadomością o projekcie ustawy przygotowanym przez grupę obywateli, wprowadzającym całkowity zakaz przerywania ciąży

Komisarz podkreśla, że ETPCz orzekł, że państwa są zobowiązane do takiego zorganizowania swoich systemów ochrony zdrowia, by korzystanie z wolności sumienia przez fachowych jej pracowników w związku z wykonywaniem zawodu nie uniemożliwiało pacjentom uzyskania dostępu do świadczeń, do których są uprawnieni zgodnie z obowiązującym prawem

Na co katolicki publicysta pisze:

Ostatni podrozdział raportu poświęcony został ubolewaniu nad tym, że Polacy nie chcą zabijać dzieci.

Mówi o tym nawet jego podtytuł

„Zniechęcający efekt penalizacji przerywania ciąży”.

Szczególną troską Komisarza w tym aspekcie jest klauzula sumienia lekarzy, którzy – jego zdaniem – nie powinni swojego sumienia używać.

Takie wnioski mógł wyciągnąć tylko człowiek o religijnym myśleniu, który nie rozumie tekstu czytanego lub w pełni świadomie nim manipuluje. Uważam, że w tym wypadku jest to świadoma manipulacja.

Uporczywe nazywanie, zygoty — dzieckiem, aborcji — zabijaniem, to charakterystyczne zagrania ludzi chodzących po ulicach, z krwawymi plakatami martwych płodów, w takiej fazie rozwoju, że cały ten wątpliwy happening niczemu nie służy, a wręcz przeciwnie jest szkodliwy.

Problem z aborcją można zakończyć w bardzo prosty sposób, który by zadowolił wszystkie strony. Wystarczy tylko złożyć projekt ustawy, zakazujący dokonywania aborcji każdemu katolikowi, a podstawią do wymierzenia kary, niech będzie akt chrztu od proboszcza.

Z tego raportu wynika jeszcze jeden dość kuriozalny wniosek.

Wychodzi na to, że dziś środowiska racjonalistów walczą o to, aby katolicy mogli dokonywać aborcji, przecież to absurd.

Zakaz aborcji tylko dla katolików.

Uzasadnianie czemu to jest szkodliwe? Jest bez sensu. Ktoś, kto nie widzi i nie chce zobaczyć, że robią go w konia, to i tak nie zmieni swoich poglądów, bo może stracić życie wieczne.

W ostatnim rozdziale raportu gołym okiem widać, że Komisarza Rady Europy zastępowały

opinie skrajnie lewicowe, feministyczne organizacje z Polski, które od wielu lat domagają się legalizacji aborcji,

zwalczają tradycyjny model rodziny oraz atakują społeczne nauczanie Kościoła.

Dziennikarz nie potrafi/nie chce/nie umie skonstatować, że nauczanie kościelne jest dla katolików, którym nikt nie każe dokonywać aborcji, oraz nie zabrania im mieć sumienie. Co samo w sobie jest bzdurą.

Ostatnią kwestią poruszoną przez katolickiego publicystę, jest problem przemocy domowej w Polsce

W wielu punktach raport jest tak oderwany od rzeczywistości, że czyta się go jak tekst satyryczny.

Pada opinia i nie wiadomo, czy się z niej śmiać, czy natychmiast o niej zapomnieć. Jedną z technik trolowania tematu, jest próba obśmiania treści i jej autora. Takie sprowadzenie dyskusji do kabaretu, świadczy o niezbyt wielkim rozeznaniu w sprawie i słabej pozycji, do prowadzenia merytorycznych dialogów.

Na koniec tekstu leci podsumowanie.

Przypominam więc:

„Artykuł 3 Deklaracji głosi, że „każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby”.

Dokładnie. Należy się jak psu kość – heteroseksualistom, osobom homoseksualnym, rozwodnikom, ateistom i ludziom o lewicowych poglądach. 

„Kolejny punkt mówi, że „mężczyźni i kobiety bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, narodowości lub wyznania mają prawo po osiągnięciu pełnoletniości do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny (…)”

Każdy ma prawo do dysponowania swoimi uczuciami, tego nie można narzucić. Emocje ludzkie nie podlegają kontroli, spróbuj przestać się rumienić w zawstydzającej sytuacji. 

„Rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i Państwa”.

Społeczeństwo i państwo ma obowiązek dbania o bezpieczeństwo każdego obywatela i każde dziecko. Łaski państwo nikomu nie robi, bo to społeczeństwo je utrzymuje.

Skandalem jest, żeby w wyniku dokonania legalnego zabiegu aborcji, kobiety napiętnowane były mianem zabójczyń własnego dziecka.

Wystarczy przeczytać opinie po śmierci Marii Czubaszek, żeby zrozumieć, o czym jest mowa.

Obrzydliwe i niesprawiedliwe.

„I na koniec zacytuje

Artykuł 18 Deklaracji, w którym można przeczytać, że

„każdy człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania”.

Uważam, że gdyby  ludzie chcieli dostrzec, jaka nauka płynie z tego zdania, to połowa sukcesu byłaby

już

dawno za naszym gatunkiem.

Nie rób drugiemu, co Tobie nie miłe.  

Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy peweksami!

– Powiedz mi po co jest ten gender ?

– Właśnie po co?

– Otóż to. Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz, co robi ten gender?

On odpowiada żywotnym potrzebom kapłanów.

To jest gender na skalę naszych możliwości.

Ty wiesz co my robimy tym genderem?

My otwieramy oczy niedowiarkom.

Patrzcie to nasze przez nas wykonane!

I to nie jest nasze ostatnie słowo!

I nikt nie ma prawa się przyczepić. Bo to jest gender oparty o episkopat ten gender tak sobie w świadomości społecznej gnije.

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego finansowe wsparcie.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Zapraszam na stronę poświęconą projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, kwota uzyskanych do tej pory darowizn, oraz artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

black-37291_1280

Prezes i Spółka z ograniczonym horyzontem

Z prawdziwym przerażeniem obejrzałem pokaz ignorancji i buty, rzecznika rządu Beaty Szydło, Rafała Bochenka. Zaprezentowany koncert łgarstw i manipulacji jest żenująco prostacki i chyba tylko idiota może się nabrać na tego typu retorykę. Ten młody człowiek jest rzecznikiem rządu, więc prezentuje sposób myślenie polityków, którzy są odpowiedzialni za kraj. W ciągu dwóch minut rzecznik rządu nie powiedział nic, co miałoby jakiś sens.

Fakt, że rzecznikiem jest były prezenter pogody i niespełniony konferansjer nie dziwi, ponieważ idealnie wpisuje się w politykę kadrową Kaczyńskiego, która opiera się na prostej prawdzie, wybiera się takich, którzy poza PiS nie są w stanie funkcjonować. Kto przy zdrowych zmysłach przyjąłby w swoje szeregi tak egzotyczne postacie, jak Pawłowicz, Kempa, Macierewicz czy Ziobro? Jak widać i słychać, rzecznik rządu nie odbiega od Pisowskich standardów. Przykład z tym zdjęciem jest kwintesencją pisowskiej propagandy — na zdjęciu widać kwiatki, a rzecznik z całą stanowczością twierdzi, że to księżyc.

jaki-kran-taki-pan

Ten pokaz buty, to prezentacja poziomu komunikowania się z obywatelami, których rządząca partia oszukuje na każdym kroku. Sławne słowa Kaczyńskiego, który prawdę mówi wtedy, gdy się pomyli: „I nikt nam nie powie, że białe to jest białe, a czarne to czarne”, dziś zaczynają być dla rządzących częścią dekalogu, jaki dał im prezes.

nie-badz-jeleniem-daj-glos.

Oszołomieni władzą Pisowcy, nie potrafią sobie poradzić z manią prześladowczą. Wieloletnie funkcjonowanie w opozycji i krytyka PO jest podstawą ich funkcjonowania — bez PO, nie ma PiS u. Powtarzana z dziecinną swadą przez prezesa fraza: „to wszystko wina Tuska” powoduje, że pisowscy karierowicze i wszelki miernoty w rządzie, chcąc się przypodobać prezesowi, brną w coraz to większe absurdy.

nikt-nam-nie-wmowi-ze-biale-jest-biale-a-czarne-jest-czarne.

Pan rzecznik oraz ostatni występ kabaretu: „Prezes i Spółka”, który zaprezentował w sejmie skecz pod tytułem „Audyt, czyli jak zrobić z widza idiotę” wpisują się w grę pod tytułem: „Robimy prezesowi dobrze za wszelką cenę”. Daleko mi do obrony polityków Platformy Obywatelskiej, ponieważ uważam, że ponoszą odpowiedzialność za wyhodowanie i dopuszczanie do władzy PiS-u, jednak ten wylew propagandowej kloaki mnie przeraził.

blog_wg_1315185_2717399_tr_dyrygent

Poseł PO Marcin Kierwiński poległ tu na całej linii i wcale mu się nie dziwie, ponieważ w konfrontacji z tak bezczelną i ordynarną manipulacją, można stracić wątek. Nie wiem, czy ten młody człowiek jest wychowankiem myślenie Kaczyńskiego, czy jest cynicznym karierowiczem, ale jedno jest pewne, posługuje się czarnym pijarem, w najgorszej z możliwych wersji — chamskiej.

1990-rys_ucz-sie-demokracji-m

I niestety ten rodzaj chamskiej komunikacji PiS — u ze społeczeństwem już się nie zmieni, a wręcz będzie się nasilał, ponieważ coraz częściej będą słyszeć, że dobra zmiana jest gównianą zmianą, a rząd, zamiast zasiadać w sejmowych ławach, powinien siedzieć pod celę.

50_50_1272565009_Co_czuje_spoleczenstwo_przez_mental_middle

man-300548_1920

Smoleńska paranoja.

Ludzie, którzy mają dziś kontrolę nad państwem, żyją w świecie magicznym i są w zniewalającym uścisku poczucia krzywdy, która przysłania im racjonalną ocenę czasoprzestrzeni, w której przyszło im funkcjonować. Istotną rzeczą jest to, że poczucie krzywdy nie jest równoznaczne z jej doświadczeniem, czyli doznaniem krzywdy osobistej.

Poczucie krzywdy jest subiektywnym stanem świadomości, natomiast doznanie krzywdy jest faktem psychologicznym. Świat według PiS-u opiera się na katolickich dogmatach, gusłach i przesądach, które w swej wymowie są mroczne, smutne, przepełnione winą i subiektywne. Takim światem łatwo jest manipulować. Pielęgnowane i podsycane poczucie krzywd oraz zdrad ze strony ludzi, którzy mają inny ogląd tych krzywd, a co więcej nie są świadomi, że wyrządzają krzywdę, zrodziło w środowisku Rydzyka i Kaczyńskiego poczucie bezsilności w stosunku do źródła ich cierpienia.

Doświadczenie krzywdy osobistej, która jest pielęgnowana, wiąże się z cierpieniem, bólem psychicznym lub fizycznym. Człowiek, który nosi ze sobą taki bagaż, żyje w stałym napięciu, jest podatny na różne zaburzenia nerwicowe i somatyczne. Ma uczucie, że nie kontroluje swojej sytuacji, że nie ma jak uwolnić wzbierającej w nim energii, co w efekcie rodzi frustrację i poczucie bezsilności.

Z czasem rodzi się agresja w stosunku do „oprawcy”, która staje się ślepa na bodźce zewnętrzne, a każda informacja, która przeczy krzywdzie, jest kłamstwem, które jaszcze bardziej krzywdzi, bo w świadomości skrzywdzonego, oprawca się broni, a przecież powszechnie wiadomo, że broni się tylko winny. Fakty, które burzą tak misternie utkany świat, złożony ze złych emocji, nie mają znaczenia, a wręcz przeciwnie stają się potwierdzeniem skrzywdzenia.

Kaczyński i Rydzyk gromadzą w sobie cały ten potencjał, są mistrzami ceremonii, ponieważ ich życie składa się z samych skrzywdzeń i odrzuceń. Przez te wszystkie lata, każda krzywda została spersonifikowana, uzasadniona i poparta twardą racjonalizacją, która oparta jest na ich dużej inteligencji. Dziś obaj panowie wraz z całym środowiskiem PiS-u mają okazję skanalizować swoje poczucie krzywdy, wykrzyczeć je całemu światu i co najważniejsze w końcu nie są bezsilni — mogą ukarać sprawców swoich cierpień.

Ostanie wystąpienie prezesa na miesięcznicach smoleńskich, pokazuje w jaki sposób krzywdy mają być zrekompensowane i co tu dużo mówić, wnioski budzą niepokój.

Nadzieja, że sześć lat trwające wysiłki tych wszystkich, którzy nie chcieli zapomnieć, przyniosą rezultaty. Czego mają dotyczyć? Trzech spraw, trzech porządków. Porządku pamięci, porządku prawdy i porządku sprawiedliwości. 

Tragiczny wypadek w Smoleńsku, w którym zginał prezydent Lech Kaczyński reprezentujący środowisko PiS-u, stał się symbolem zdrady. Ludzie tacy jak Macierewicz utwierdzili Kaczyńskiego w teorii zamachu, czym ukoili jego poczucie winy za śmierć brata. To poczucie winy tak naprawdę jest niezależnie od tego, kto kogo namawiał do kontynuowania lotu, to świat polityki, w którym funkcjonowali, spowodował śmierć jego brata.

Bo za tę tragedię, niezależnie od przyczyn, ktoś odpowiada, przynajmniej moralnie. Odpowiada za to poprzedni rząd. Nie ten oczywiście pani Kopacz, ale ten Donalda Tuska.

Jestem przekonany, że prezes dziś już autentycznie wierzy w to, że doszło do zamachu i mimo że odpadły teorie trotylowe, brzozowe i parówkowe, to i tak winny musi być ukarany. Prezes wie, że teorie Macierewicza są funta kłaków warte, więc dziś pojawia się stwierdzenie: „odpowiada, przynajmniej moralnie” i wskazuje winnego swoich skrzywdzeń – Donalda Tuska.

Jest odpowiedzialność moralna, jest moralne napiętnowanie i ono musi być dokonane. Tragedia smoleńska nie była przypadkiem.

Moralne napiętnowanie… zestawienie tych pojęć jest dość przerażające w ustach polityka, który ma pełną władzę w kraju.

Przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i wymierzeniu odpowiedniej kary

Kto się ma przyznać?  Do jakiej winy? Jaka będzie kara, która ukoi ból po stracie brata i latach bycia w krzywdzie? Te wszystkie pytania są niebezpiecznie otwarte, ponieważ…

Ci wszyscy, którzy tego nie rozumieją, Polsce szkodzą. Polska musi być oparta na prawdzie i sprawiedliwości

Wyłaniający się obraz z jednej strony jest smutny, a z drugiej przerażający. Smutny, ponieważ parę milionów ludzi w Polsce zostało zmanipulowanych. Zostali wciągnięci w toksyczne rozgrywki między politykami, którzy wraz z kościelnymi urzędnikami chcą rządzić krajem, zgodnie z własnymi lękami i katechizmem. Przerażający, ponieważ Kaczyński nie jest w stanie już zdobyć się na refleksje, a otaczające go stado pożytecznych idiotów utwierdza prezesa w przekonaniu, że gówniana zmiana jest potrzebna, że w Smoleńsku zamordowano jego brata, że w kraju 80% obywateli to wrogowie Polski.

Rząd łamie konstytucję, pacyfikuje w sejmie opozycję, ministrowie kłamią, prowadzona jest ordynarna propaganda. W rządzie są skompromitowani komuniści i ludzie skazani wyrokami sądu, telewizją zarządza nałogowy kłamca i nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ… cel uświęca środki.

Powszechnie uważa się, że istotą przebaczania jest powiedzenie komuś: wybaczam ci. Czy możecie sobie wyobrazić Kaczyńskiego, Macierewicza, Ziobro, Kępę, Pawłowicz, Rydzyka, którzy wypowiadają tę kwestię? Czy jest możliwość, żeby ci ludzie zrozumieli, że to oni sobie sami krzywdę zrobili?

Jestem ateistą, więc nie wierzę w taką możliwość.

Kiedyś przeczytałem, że Polska jest jak wieczna wdowa w żałobie i jest w tym sporo prawdy, ale to już temat dla …

no własnie Olu 😉

 

smoke-1031060_1920

Co bóg zrobi z tą kasą, którą mu tak zawzięcie zgarniają?

Prawdziwa opowieść o ateizmie jest dla kapłanów zawstydzająca. Panowie w powłóczystych szatach wiedzą, że nie mogą przejrzeć się w lustrach, które pokazują, jak jest, a nie jak sobie postanowili. Ta opowieść powoduje, że obraz biskupów staje się groteskowy i traci swoje wartości. Kler, aby bronić swojej pozycji, musi wmówić wszystkim naokoło, że ateizm atakuje bóstwo, które utożsamiają ze swoją instytucją religijną. Dobrze wiedzą, że każda wierząca osoba odbierze to jako atak na jej prywatne przekonania i automatycznie uzna to jako atak ad persona. Takie myślenie jest pozbawione logiki. Pomijając już to, że nie mamy kogo atakować, to chyba tak potężnej istocie magicznej żadna obrona nie jest potrzebna, bo nie przynosi jej żadnego uszczerbku – żadne ataki jej się nie imają.

Jeżeli jesteś osobą wierzącą i czytasz ten tekst, to zapewniam cię, że tak nie jest. Paradoksalnie, ateiści w pewnym stopniu oczyszczają tę stajnię, pokazując kłamstwa twoich kapłanów, ich manipulacje tobą i twoją wiarą. Ateiści nie mówią ci, żebyś nie wierzył. My ci mówimy, że masz wybór, możesz wierzyć w co chcesz, ale myśl przy tym, badaj, dociekaj, rewiduj wiedzę, którą słyszysz z ambon, nie epatuj nią, nie narzucaj swoich przekonań, które ograniczają – to nasz wolny wybór. My nie zmuszamy ludzi wierzących, aby ci stosowali in vitro, dokonywali aborcji lub chodzili do teatru na sztuki, które obrażają ich uczucia religijne. Zrozum, że ty za nas nie żyjesz i to nie ty zdasz za nasze życie sprawę. Skonfrontuj się z argumentami odrzucając lęki i strachy wtłoczone ci przez kościelną propagandę – ponoć prawda się zawsze obroni.

Tadeusz Rydzyk  To jest już wojna cywilizacyjna, to nie są żarty. To bardzo potężne działanie świata ateistycznego przeciwko Panu Bogu i widać, że w Polsce to też się dokonuje. (…) To jest walka duchów, absolutnie

Ateiści nie mają klasy przywódczej. Nie mają księgi przewodniej, w której gwałty, eksterminacje całych plemion pod płaszczykiem toksycznej i nienormalnej miłości, są normą. Ateiści nie mają wymyślonej postaci magicznej o cechach psychopatycznych, nie mają katechizmów, wielowiekowych tradycji w wyrzynaniu ludzi niewierzących w ich zmyślenie. Ateiści nie żerują na państwie, nie wygłaszają w świetle jupiterów bzdur, których celem jest kontrolowanie czyichś wagin i penisów.

Biskupi i PiS stosują propagandę w stylu Goebbelsa, bezustannie opowiadają banialuki, aż w końcu zrobi się wszystkim mętlik w głowie i nie będzie już wiadomo, co jest fantazją kleru, a co prawdą.  Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Ateiści nie kierują się wytworami wyobraźni, nie wymyślają świętych, nie kroją ich kości na kawałki, żeby wystawiać w szkatułkach i naciągać ludzi.

Resztki szkieletu wykopane z grobu po 55 latach! W końcu dowiaduję się, czym są relikwie II stopnia. To fragmenty habitu, w którym żona Jezusa została pochowana. Obrzydliwe? Ależ skąd! Ludzie biją się o te szmaty! Są jeszcze relikwie III stopnia. To płótno, na którym rozłożono kości Faustyny po ekshumacji. Niektórych wiernych ten fakt może martwić. Kości, habit czy ściera, na której leżał trup świętej mają przecież swój początek i koniec, ale na wszystko da się znaleźć sposób. Siostra Ignacja umie tworzyć relikwie III stopnia. Bierze jakieś gałgany, które jej do ręki wpadną, i pociera nimi o resztki Faustyny. Tak materiały nabierają świętej mocy.  Święty gnat siostry Faustyny

Ateiści nie przebierają  się za choinki, nie wymagają, aby ich całować po rękach. Dla ateisty wolna wola jest wartością, a nie pustym sloganem, ponieważ w przeciwieństwie do kapłanów, ponoszą konsekwencje swoich wyborów i biorą za nie odpowiedzialność.

Hierarchowie kościelni manipulują historią, nauką i swoimi wyznawcami. Ich działania są nacechowane przemocą psychiczną. Narzucają siłą swoje przekonania, które są oparte na zmyślonych historiach i twierdzą, że tylko oni mają receptę na naprawienie świata, który systematycznie od wieków psują swoimi naukami. To nie dzięki kapłanom ludzkość poleciała w kosmos, tylko dzięki nim poleciała tak późno. Powód, dla którego ateizm będzie zawsze atakowany przez ludzi żyjących mentalnie w starożytności, jest oczywisty:

Ateiści kierują się rozumem, a to jest dla kapłanów nie do przyjęcia.

Jest nie do przyjęcia, ponieważ ten, kto zaczynie myśleć rozłącznie, dostrzega, że nauki i wartości szamanów nijak się mają do rzeczywistości, jaką ci próbują wykreować. I to są fakty, czyli coś, czego katolicki klecha, taki jak Tadeusz Rydzyk, czy Episkopat, nie mogą przyjąć do wiadomości, ponieważ straciliby władzę nad portfelami swoich wiernych.

Kler stworzył współczesną odmianę Babilonu – swoje własne wyznanie, które oparte jest na zmyślonych dogmatach. Nauki zawarte w katolickiej odmianie biblii – katechizmie, nie mają nic wspólnego z kodeksem chrześcijańskim, na który przy każdej okazji się powołują. To stawia Kościół katolicki w szeregach oszustów, którzy wykorzystują chrześcijaństwo do realizowania celów obcego państwa Watykan, które od początku swojego istnienia próbowało zdominować świat.

Kościół katolicki – instytucja, która wydaje złe owoce.

Jak wiadomo, że chodzi o kasę, to wiadomo, że chodzi o kogoś wpływowego w sutannie. A jak ktoś wpływowy w sutannie zaczyna atakować ateizm, to nie chodzi o wiarę, tylko o kasę. Kapłani wszelkiej maści będą atakować i  nie chodzi im o wartości etyczne, czy moralność, ponieważ tu stoją na pozycji spalonej – historyczny sędzia dawno już ich wygwizdał i oni o tym dobrze wiedzą.

Kondycja Kościoła katolickiego w Polsce słabnie i będzie słabnąć do momentu w którym będą mieli tak szeroki wpływ na politykę oraz użytecznych dla siebie idiotów w rządzie, którzy zrobią wszystko, aby tylko wrzucić kasę państwową plebanowi na tacę. Społeczeństwo zaczyna to dostrzegać i jest coraz bardziej tym odkryciem zniesmaczone. Ostatnie decyzje Episkopatu spowodują, że Tadeusz Rydzyk zgarnie na rynku katolickim całą pulę i zostanie polskim papieżem. Biskupi zdali sobie sprawę, że bez hochsztaplera z Torunia już sobie nie poradzą. Zaczęli tracić tereny do żerowania, więc bez skrupułów zaczynają dobrodziejowi z Torunia pod sutannę włazić.

Tadeusz Rydzyk poinformował o udziale przewodniczącego KEP w pielgrzymce Radia Maryja na Jasną Górę! Na pewno z Panem Bogiem i z Maryją damy radę.

Episkopat od początku krytykował „rodzinne” dzieło sprytnego oszusta z Torunia, który stworzył sektę skupioną między innymi wokoło charyzmatyków pielgrzymujących do Medjugorie. Intronizacja Jezusa na króla Polski jeszcze w 2012 roku nie była dla Episkopatu zgodna z pismem świętym, o czym purpuraci informowali w oficjalnych pismach.

Myślenie, że wystarczy obwołać Chrystusa Królem Polski a wszystko zmieni się na lepsze, trzeba uznać za iluzoryczne, czy wręcz szkodliwe dla rozumienia i urzeczywistniania Chrystusowego zbawienia w świecie – przekonują polscy biskupi.

Episkopat nie zgadza się z ideą intronizacji i odwołując się do Biblii wyjaśnia na czym polega królowanie Chrystusa. Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Watykan oficjalnie nie uznał Medjugorie za miejsce, w którym objawia się Maryja. Papież miał podać komunikat w tej sprawie „najpóźniej na jesień” zeszłego roku. Komunikatu nie ma, ale za to toruńskie biura podróży mają obłożenie pielgrzymkami.

W Watykanie od lat trwała polityczna gra o uznanie całej tej szopki z powodów symbolicznych i finansowych. Jan Paweł II był w tamtych czasach mocno zaangażowany w obalenie komuny, a objawienia w Medjugorie tylko wzmacniały jego wysiłki. W tle całej sprawy pojawiła się kasa i abdykacja Benedykta XVI, który nie poradził sobie z finansowymi rekinami w samym Watykanie.  Medjugorie – franciszkanin, zakonnica i nieślubne dziecko.

Na dodatek papież Franciszek mówi rzeczy, których polski kler nie jest w stanie przełknąć, bo żeby to zrobić, musiałby zwinąć swoje interesy, a do tego kler nigdy dobrowolnie nie dopuści. Episkopat z Rydzykiem wiedzą, że jeżeli nie przejmą w kraju inicjatywy, to ich dzieła posypią się jak domki z kart i własnie dlatego muszą połączyć siły. W tym celu PiS dostaje takie poparcie od biskupów i Rydzyka, którzy dziś zaciskają Kaczyńskiemu smycz na szyi i odbierają należne im tantiemy za poparcie w wyborach.

Prawo i Sprawiedliwość co miesiąc przekazuje 36,9 tys. zł związanej z o. Tadeuszem Rydzykiem fundacji Lux Veritatis. To jedne z najciekawszych danych, które wyłaniają się ze sprawozdań finansowych partii politycznych, które podsumowuje właśnie Państwowa Komisja Wyborcza

Przechwytywanie

Na co Tadeusz Rydzyk w krzyk: „Kolejny atak Platformy na ojca dyrektora Radia Maryja i całą jego rodzinę!” Oszołomieni religijnie politycy PiS -u, którzy są członkami toruńskiej sekty, stają w obronie hochsztaplera i jak katarynki odtwarzają zdartą i trzeszcząca płytę pod tytułem: „a u was biją czarnych”:

Autorzy portalu sugerują, że jest to dług wdzięczności za pomoc w czasie kampanii wyborczej.

Politycy Platformy Obywatelskiej mają na swoim koncie dorobek wielu afer. Rozliczenie się z takich afer jak taśmowa, hazardowa, autostradowa, Amber Gold i innych, które nam wszystkim były znane, a zostały zamiecione pod dywan, byłoby bardzo korzystne dla Polski i Polaków. Zajmowanie się Fundacją Lux Veritatis naprawdę nie przystoi  politykom Platformy Obywatelskiej. To jest zwykłe szukanie dziury w całym – podkreśla poseł Anna Sobecka.

Poseł Anna Sobecka, zgodnie z naukami kleru katolickiego, w świetle kamer oszukuje twierdząc, że jest to zadośćuczynienie za cofniętą bezprawnie dotację na odwierty geotermalne w Toruniu. Cała ta ugoda to jeden wielki szwindel; tak samo jak dotacje ministrów Waszczykowskiego i Glińskiego.

Kler katolicki będzie atakował ateizm, bo jest on zagrożeniem dla ich interesów. Ludzie nie mogą zacząć myśleć samodzielnie, nie mogą czuć, że mają dar wolnej woli, że mają wybór. Jeśli zbawienie, to tylko z Kościołem, to z premedytacją wymyślone kłamstwo, żeby wierni czuli się niewolnikami kapłanów i Kościoła katolickiego.

 

sky-385612_1920

religion-1046876_960_720

Wiara i religia to nie synonim.

Na blogu „Spotkanie przy trzepaku” Ratus zamieścił dwa wpisy, w których poruszył istotną kwestię: „Czy jest racjonalnym dążyć do ateizacji społeczeństwa?” Postawił przy tym pytanie: „Religię zwalczać, czy przekształcać?”

Bo ateizm jako światopogląd jest moim atrybutem, natomiast tzw. „ateizacja” nie (…) 

(…) Więc co – wyplenić, przegnać na cztery wiatry czarno sukienkowych? Z ateizować, zracjonalizować wsie i miasteczka? (…)

(…) natomiast poddaję do dyskusji aspekt, jak mi się wydaje, rzadko poruszany:

 Religia – zwalczać, czy przekształcać?

Zgadzam się, że próby ateizacji to po prostu drugi biegun narzucania innym własnego punktu widzenia. Jest to też wbrew wartościom humanistycznym, którymi większość racjonalistów się kieruje. Stan ateizmu to tylko punkt i nie jest to w moim przekonaniu ani światopogląd, ani idea – to po prostu stan wiedzy, że czegoś nie ma i dopiero z tej pozycji kształtuje się własny ogląd świata. To tak jak ze staniem na tarasie i podziwianiem widoków; każdy widzi co innego i co innego mu się podoba, co nie zmienia natury tarasu jako punktu, z którego dokonuje się obserwacji. Zapędzanie kogoś na siłę na ten taras jest tym samym, co zapędzanie na inny taras, z którego inni oglądają Jezusa i jego dzieła.

Błędem jest, w moim przekonaniu, wrzucanie do jednego wora religii i wiary – ten błąd mści się okrutnie w każdej debacie, ponieważ miesza się instytucję religijną stworzoną przez urzędników obcego państwa, z aktem wiary, który jest przez nich wykorzystywany do uzyskiwania korzyści własnych. Nie powinno się mówić w kraju o ateizacji, tylko o zerwaniu patologicznej relacji między państwem Polskim, a obcym mocarstwem, Watykan, którego placówki dyplomatyczne są na terenie naszego kraju.

Gdyby ktoś miał wątpliwości, że jest inaczej to polecam np. casus Wesołowskiego, którego to Watykan w pewnym momencie chronił swoim immunitetem, umowę międzynarodową, jaką jest konkordat oraz katechizm, w którym wyraźnie jest napisane, że władcą Kościoła katolickiego jest biskup Rzymu, zwany papieżem.

Szkodliwa działalność Kościoła katolickiego nie jest kwestią sporu, tylko faktem, który skutecznie jest przysłaniany przez propagandę urzędników watykańskich, którzy oszukują polskich obywateli i nimi manipulują w celu uzyskiwania korzyści finansowych  i utrzymania swojego statusu politycznego. Nieprzypadkowo kapłani katoliccy i poddani im politycy wmawiają swoim wiernym, że ateiści chcą zabić boga. Dzięki temu wróg jest wyraźny – „ateista atakuje moją wiarę”.

Priorytetem racjonalistów powinno być usunięcie ze strefy wpływów politycznych urzędników obcego państwa, a nie walka z wytworami wyobraźni ludzi wierzących.

Czy religię przekształcać?

Sądzę, że każda próba przekształcania religii instytucjonalnej przez ludzi, którzy do niej nie należą, nie ma żadnego sensu i jest z punktu widzenia logiki absurdem. To tak jakbym nagle postanowił reorganizować spółkę zajmującą się kręceniem lodów, nie będąc jej udziałowcem ani pracownikiem. Od reorganizacji/przekształcania są ludzie należący do Kościoła – to jest ich cyrk i ich małpy. To w ich interesie jest, aby instytucja, z którą się utożsamiają, przestała żerować na państwie i obywatelach, którzy z nią i jej celami nie mają nic wspólnego.

Przekształcanie Kościoła/religii jest w interesie ludzi utożsamiających się z nim, ponieważ agresywna polityka ich firmy będzie zawsze budzić  sprzeciw wśród ludzi nie mającym z nią nic wspólnego. Katolicy uważają że skoro ich religia jest w kraju najliczebniejsza, to dotacje od państwa Kościołowi się należą, bo przecież oni też podatki płacą. Jest to błędne myślenie, ponieważ w tej kasie są też podatki ludzi, którzy nie utożsamiają się z Watykanem, więc nie chcą płacić na utrzymywanie urzędników zupełnie obcej sobie instytucji. Przez utrzymywanie tej chorej relacji, watykańska organizacja będzie dalej tracić reputację, co automatycznie przekłada się na negatywną ogólną ocenę wiary katolickiej. Coś  musi być złego w wierze katolickiej, skoro legitymizuje się tego typu agresywną politykę ich firmy.

Podobnie jak Ratus, jestem zwolennikiem laickości państwa, w którym każdy zna swoje miejsce — rząd jest w parlamencie, a religie – w swoich kościołach.

Co w takim razie z samą wiarą w postacie magiczne? Czy ktokolwiek ma prawo takiej zabronić? Jestem głęboko przekonany, że nikt nie ma prawa i na dodatek nie ma takiej możliwości – to jest też myślenie magiczne i tak jak wspomniałem wyżej, jest przeciwne wartościom humanistycznym.

Definicja humanizmu brzmi:

Słownik języka polskiego PWN  Humanizm

1. «postawa moralna i intelektualna zakładająca, że człowiek jest najwyższą wartością i źródłem wszelkich innych wartości»
2. «prąd umysłowy i kulturalny okresu Odrodzenia, przeciwstawiający teocentrycznej kulturze średniowiecznej zainteresowanie człowiekiem i życiem ziemskim»

Pozornie może się wydawać, że jeżeli humanizm neguje istotę wyższą, to tym samym pozbawia człowieka prawa do wiary. Otóż to tylko pozorna sprzeczność, bo w myśl słów: „że człowiek jest najwyższą wartością i źródłem wszelkich innych wartości”, każdy tworzy takie wartości, które są dla niego najlepsze.

Jeżeli więc człowiek chce wierzyć w boga, a ta wiara jest dla niego życiową inspiracją, to zaprzeczeniem humanizmu byłaby negacja jego źródła wartości.

 Humanizm niebezpieczna idea

Mencken powiedział, że najbardziej powszechną kwestią u ludzi i najbardziej reprezentatywną dla naszego gatunku jest obsesyjna wiara w kompletne bzdury W ludzkiej naturze leży szukanie wyjaśnień dla zjawisk niezrozumiałych, na które odpowiedzi na razie nie ma lub są na tyle skomplikowane, że niektórzy ludzie nie są w stanie ich ocenić i uznać, że właśnie tak się sprawy mają. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele, poczynając od ograniczeń poznawczych rozumu, a kończąc na lenistwie. Wspólnym mianownikiem w większości wypadków jest słaba edukacja i niska ciekawość natury rzeczywistości oraz przekonanie, że nie jest się na tyle inteligentnym, żeby tę naturę pojąć.

Tak było, jest i będzie, ponieważ ludzie nie są z metra cięci; jedni są w stanie radzić sobie, będąc w strefie religijnego komfortu, dzięki czemu czują się bezpieczni i jest im po prostu dobrze z tym. Innym natomiast ta strefa do niczego nie jest potrzebna, ponieważ mają swoją własną, w której sami o sobie decydują, biorąc na siebie odpowiedzialność za dokonywane wybory-  są szczęśliwi i też czują się z tym dobrze. 

Będąc ateistą i widząc w każdej większej wsi, w każdym miasteczku, kościół – oburzałem się. Jak wielka jest siła zabobonu! Ile sił, ile kosztów zostało poniesionych przez lokalną społeczność, aby tutejszy ksiądz miał się dobrze

Pragmatyka uczy, że jeśli się ludziom coś zabiera, warto im w zamian coś dać.

Kto się zajmie psychiką milionów ludzi, jeśli nagle (podkreślam: NAGLE) zabierze im się, utrwalony przez pokolenia sens istnienia, jego cel, którym jest zbawienie wieczne? Czy ktokolwiek jest gotów na konsekwencje – nieobliczalne, ale z pewnością ogromne – takiej ateistycznej rewolucji?

 Religia – zwalczać, czy przekształcać?

Taka rewolucja nie miałaby żadnego sensu, ponieważ jest niewykonalna. Potrzeba wiary ewoluowała od początku pojawienia się człowieka na ziemi i jest częścią ludzkiej tożsamości, w której odgrywa swoją rolę. Gdyby tak nie było, to nie przetrwałaby tak długo i nie miałaby takiej mocy.

Wiara i tworzenie struktur religijnych to uniwersalne zjawisko dla naszego gatunku. Ludzie na całym świecie wierzą, że po śmierci, dzięki różnym bogom będą żyć dalej, że dzięki modlitwom zmieniają świat fizyczny. Wierzą w istnienie istot magicznych, które opiekują się nimi za życia na ziemi, że dokonują się cudowne uzdrowienia i prorocze wizje. Z jednej strony wiara jest dla niektórych ludzi  inspiracją do rozwoju osobistego, poszukiwaniem swoistego Gralla duchowego. Z drugiej strony może koić lęki związane z przemijaniem, utratą bliskich osób, czy też z chorobą.

Religie/wiara to produkt adaptacji biologicznej, który ewoluował od początku istnienia homo-sapiens. Wierzenia w byty nadnaturalne są nierozerwalnie powiązane z historią człowieka na ziemi. Wiara w bogów jest irracjonalna, więc jakiekolwiek odkrycia naukowe nie mają i nie będą miały wpływu na przekonania ludzi chcących wierzyć, że ktoś potężny w zaświatach opiekuje się nimi.

Głównym problemem nie jest wiara, tylko ludzie, którzy ją wykorzystują do podłych celów oraz ci, którzy dają się im wykorzystywać,  bezrefleksyjnie wspierając przywódców religijnych. Każda religia instytucjonalna to potężna siła polityczna, która handluje najstarszym towarem na ziemi – złudzeniami. Dwie największe organizacje religijne podzieliły świat na dwie części. W ich działaniach wiara jest tylko narzędziem.  To tu jest pole do prowadzenia debaty między światopoglądami – tak aby pokazywać, że ludzie mają wybór i że tkwią w fałszywych przekonaniach na temat natury struktur organizacji religijnych.

Top najlepszych i polecanych aplikacji na telefon to pompki, ewangelia na dziś, modlitwy i brewiarz. Taki trend pokazuje, jak wielką rolę odgrywa w życiu ludzi wiara. Znam wielu wspaniałych i mądrych ludzi, którzy są wierzący i co znamienne – nie wierzą w katolickie dogmaty. Mają własnąą wersję absolutu, której nikomu nie narzucają, nie agitują i nie epatują prawami nadrzędnymi. Aby ludzie taki stan osiągnęli, jedyną drogą jest odsunięcie od wpływów politycznych klasy kapłańskiej, która stawia się ponad ludzkie prawa, tworzy sztuczne podziały między grupami społecznymi.

Ateiści nie walczą z bogiem, bo to tak jakby wejść na pusty ring i machać rękami w powietrzu.

 assimilation-373783_1280

slogan

Podzieleni, jak człowiek

Prezes Kaczyński udziela nam solidnej lekcji, której konsekwencji sam nie jest do końca świadomy. Poprzez ten przyspieszony proces edukacji w ciągu paru miesięcy pokazał, że nasz kraj jest chory, ma słaby system immunologiczny i cierpi na brak elementarnej wiedzy o własnym organizmie oraz świadomości, czym jest obywatel i co on może.

1380719885-mleczko-3

Prezes sięgnął z tylnego siedzenia  po hamulec ręczny i systematycznie go zaciska, pokazując, że system odpornościowy, który ma służyć obywatelom do zapewnienia im bezpieczeństwa, nie działa i można go w każdej chwili wykorzystać do celów, jakie się tylko zrodzić mogą w chorej głowie jednego człowieka z odpowiednim poparciem.

Mamy słabą konstytucję, prawo, partie polityczne, a obywatele nie mają żadnego przełożenia, aby powstrzymać zapędy agresywnych polityków, którzy po oszukaniu ich w czasie kampanii wyborczej dorwą się do władzy. Obywateli — żywe organizmy, które tworzą strukturę państwa — można podzielić praktycznie w każdej podnoszonej w przestrzeni publicznej kontrowersyjnej sprawie, która po odpowiedniej modyfikacji staje się paliwem napędowym pędzącego walca marki: „Dobra Zmiana”.

Człowiek to organizm

Człowiek jest podzielony na dwie połowy: ma lewą nogę i prawą, lewą i prawą półkulę mózgu, lewe i prawe płuco, ma też dwie nerki. Każdy z tych narządów ma swoje przeznaczenie i od biedy, z wyjątkiem mózgu, gdy któryś z tych organów nie działa lub został usunięty, można  całkiem sprawnie funkcjonować. Jednak najlepiej jest, gdy ma się wszystko do pary.

Abyśmy byli w pełni sprawni i funkcjonowali optymalnie, niezbędne jest serce, które dostarcza wszystkim członkom potrzebnego paliwa w postaci krwi i robi to w duchu bezwzględnej równości ponad podziałami, bo wie, że gdy tego nie będzie robić, to samo też umrze. Posiadamy również organ niezbędny do funkcjonowania całości, jakim jest wątroba – bez niej wszystkie elementy naszego ciała uległyby zatruciu. Z tego opisu wysuwa się schemat współdziałania oparty o czysty pragmatyzm. Proces symbiozy, nad którym nie trzeba się zastanawiać, kontrolować; to się samo dzieje, ponieważ wszystkie działania podporządkowane są bezwzględnie jednemu celowi – życiu.

kto-stawia-cele-cialu-399_l

Przykładając ludzką konstrukcję do sytuacji w kraju, wychodzi na to, że Kaczyński to wirus, który toczy układ immunologiczny atakując słabe punkty. PiS od początku swojego istnienia wespół w zespół z KK, za metodę walki politycznej przyjął dzielenie społeczeństwa. Dzięki polaryzacji środowisk i ogólnej fali niezadowolenia odsiał sobie stały, zdyscyplinowany i niezmienny elektorat w granicach 18% – 20% populacji kraju. W większości są to ludzie szczerze wierzący, że przez 27 lat systematycznie byli oszukiwani, a kwintesencją tej zdrady był smoleński zamach, który będzie mielony na okrągło i dlatego wbrew wszelkiej logice została powołana komisja, której wiernymi odbiorcami będą fani prezesa i Smoleńska, który jednoznacznie kojarzy się z Katyniem.

Marskość wątroby

Dwadzieścia siedem lat systematycznego podtruwania ludzi sensacjami, teoriami spiskowymi połączonymi z eskalacją religijnych odjazdów na punkcie demonów, intronizacji Jezusa na króla, Niemców, Żydów, Rosjan – musi się źle dla organizmu skończyć. Wątroba nie daje rady zneutralizować toksyn, które niczym aldehyd octowy zmieszany z żółcią, powoduje marskość największego u człowieka organu, jakim jest wątroba.

Twardy elektorat PiS-u będzie się trzymał Kaczyńskiego jak pijany płotu, mimo że Pis nie dotrzyma obietnic, mimo że w rządzie, czy na kluczowych stanowiskach spółek obsadzani są byli komuniści, współpracownicy SB, ludzie z wyrokami, zawodowi kłamcy i osoby jedzące ośmiorniczki na drugie śniadanie – wyborcy to zignorują, ponieważ nie są zdolni do refleksji, że Kaczyński robi to samo, z czym walczy – wprowadza w życie polityczne patologię, odwołując się przy tym do narodowościowych haseł i frazesów o matce boskiej.

Wyborcy, którzy wierzą, że obgryzanie kory z drzewa zlikwiduje ból zębów, że afrykański szaman ożywia zwłoki, uwierzą też, że zamiast dentysty w każdej szkole wystarczy jeden uzdrowiciel pracujący na pół etatu – zawsze można podszkolić katechetów w ramach taniego państwa – który mocą daną mu od Jezusa będzie ubytki plombami wypełniał.

Cieletniki_lipa1Nietypowy problem w Cielętnikach ma 700-letnia lipa, która słynie z niezwykłej mocy leczenia zębów, została obgryziona przez pielgrzymów i musiano ogrodzić drzewo metalową siatką. Sprawę opisuje dziennik „Życie Częstochowy”. Tablica z legendą słynnej lipy w Cielętnikach informuje pielgrzymów, że drzewo ma niezwykłą moc uzdrawiania zębów. Tłumaczy również powód, dla którego ogrodzona jest metalowym ogrodzeniem. Płot ma być ochroną przed pątnikami, którzy regularnie obgryzali korę, która według legendy ma koić ból zębów.

Kaczyński wraz z Rydzykiem osiągnęli niebywałą wręcz zdolność frondowania ludziom w głowach, po mistrzowsku dryblują między wierszami, niedopowiedzeniami w stylu: „pewni ludzie”, „część społeczeństwa”, „oni stoją po niewłaściwie stronie”, „te siły działają, ale my się nie poddamy” – to socjotechnika doprowadzona do perfekcji. Wystarczy, że któraś z tych fraz  pojawi się medialnie, a wyborcy dokładnie wiedzą, o kogo chodzi. Sytuacja jest na tyle kuriozalna, że gdy Kaczyński skompromituje się do końca, to jego fani jeszcze bardziej uwierzą w ciemną moc „układu”, która nie pozwoliła prezesowi „naprawić” Polski.

I tak sobie myślę, że ten trend będzie rósł, nawet jak PiS puści lejce. Schemat będzie działał, ponieważ Kościół świetnie zainwestował w młode pokolenie, przekazując wiedzę o świecie, w którym priorytety układają się w kolejności: Bóg, Honor, Ojczyzna… demokracja.

Paradoksem jest to, że wierzący w boga ludzie, którzy na co dzień noszą go na szyi, wygłaszają święte mowy, a jednocześnie na co dzień łamią zasady swojej wiary. Żydowskie powiedzenie mówi:” Gdyby bóg żył dziś na ziemi, to by mu ludzie powybijali szyby”, a ja myślę, że gdyby żyd Jezus dziś głosił swoje poglądy, to sprawa wyglądałby podobnie:

Mat:5 – 21 Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!7; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. 22 A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego.

Jeżeli nie będziemy umieli wyciągnąć wniosków z tej brutalnie udzielanej nam lekcji, to będziemy tępym narodem, który żyje snami o minionych chwałach i byle knypek potrafi zrobić naród w wała populistycznymi hasłami , a ze struktur państwa – sieczkę.

Warto zapoznać się z tekstem zamieszczonym w Kulturze Liberalnej.

Tuż po wygranej Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych słynny brytyjski historyk i znawca naszego kraju, Timothy Garton Ash, opublikował na łamach dziennika „The Guardian” artykuł, w którym nawoływał, by powstrzymać się z krytyczną oceną nowej władzy. „Pomimo zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, w kraju wciąż nie brak sił wspierających wartości liberalne, konstytucyjne i europejskie”.

Jednak już niespełna trzy miesiące później ten sam autor ostrzegał, że „filary polskiej demokracji są niszczone”. Jego zdaniem zmiany przeprowadzane przez Prawo i Sprawiedliwość są zbyt gwałtowne, a przyjaciele Polski – do których sam również się zalicza – mają obowiązek piętnować działania nowych władz. Skąd tak radykalna zmiana tonu?

„Tak jak wiele innych osób pomyliłem się, twierdząc, że istnieje przynajmniej szansa, by nowa władza w Polsce miała charakter umiarkowany i pragmatyczny”, tłumaczy Garton Ash w rozmowie z Karoliną Wigurą.

Polska szarpie za cugle. Spojrzenie z Zachodu i ze Wschodu

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

ZDJĘCIEOpisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”, co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Jako że trafił mi się życiorys wykraczający poza schemat ogólnie przyjęty, cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Strona poświęcona projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, jak i artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

Każdy darczyńca po wpłacie darowizny, otrzyma w zamian na swoją pocztę plik PDF z pierwszym zbiorem opowiadań z życia wyciętych.

Fragmenty:

„Marynarski znój”  Skutki kursu – fragment 1 części  Antwerpia  Kucharza urlop w czasie sztormu




W tytule: Darowizna na wydanie książki Mariusz Hnatiuk oraz swój e-mail
lub bezpośrednio:
Konto:
68109010980000000120478850
Dla przelewu z zagranicy
IBAN: PL68109010980000000120478850
BIC: WBKPPLPP
Dane operatora w regulaminie.

 

man-599299_1280

Pokłosie szkolnej nauki religii, a postawy demokratyczne młodych

Biskupi zaczynają powoli wychylać swoje purpurowe czapy zza pleców PIS-u. Dla niepoznaki któryś z hierarchów coś półgębkiem wspomina o łamaniu prawa, żeby za chwilę robić to samo. Kłamstwo to grzech, ale dla biskupów to nie ma znaczenia, bo oni nie wierzą w boga tylko w Kościół.

Przedwczoraj ukazało się oficjalne stanowisko biskupów pod tytułem: „Komunikat Prezydium KEP dotyczący nauczania religii w szkole”w którym to kapłani zdecydowanie stoją na stanowisku, że wszystko jest w najlepszym porządku, ponieważ Polska to kraj katolicki i wszyscy mają zrzucać się na naukę dogmatów Kościoła katolickiego. Na dodatek tego biskupi kłamią co do europejskich rozwiązań twierdząc, że nasze rozwiązanie jest takie same. Odniósł się do tej manipulacji Stanisław Obirek na portalu Studio Opinii w artykule pod tytułem: Ciekawy komunikat episkopatu:

I jeszcze jedno. Biskupi powiadają, że polskie rozwiązanie odpowiada europejskim standardom

(„por nr 4: „nauczanie religii w publicznym systemie oświaty ma miejsce w wielu krajach Europy i jest ono finansowane ze środków publicznych. Regulacje prawne w tej materii przyjęte w prawie polskim odpowiadają zatem standardom europejskim”).

Szkopuł w tym, że w innych krajach europejskich program nauczania nie jest arbitralnie ustalany przez jedno wyznanie, ale jest uzgadniany z powszechnie uznanymi standardami naukowego podejścia do problematyki religijnej.

Jak długo w Polsce będzie to prywatne folwark biskupów, tak długo marzenia o normalnych lekcjach religii pozostanie mrzonką.

Szwedom i Holendrom publiczne placówki zapewniają edukację religioznawczą i wymagają wiedzy o różnych wyznaniach, we Francji i Słowenii w szkołach w ogóle nie ma miejsca na zajęcia z religii. Purpuraci konsekwentnie prowadzą działania propagandowe mające na celu wmówienie społeczeństwu, że wszytko jest zgodne z prawem, a sama nauka religii w szkołach publicznych ma umocowanie historyczne. Tym ostatnim argumentem machają jak cepem, gdy tylko zabiorą głos w sprawie.

W związku z obywatelskim prawnym projektem dotyczącym zmiany ustawy o systemie oświaty w zakresie finansowania nauczania religii biskupi z Prezydium KEP przypominają, że w historii Polski religia jest stałą częścią edukacji szkolnej. Było tak nawet podczas zaborów. Wyjątek stanowi tylko okres ok. 30-letnich rządów komunistycznych w Polsce.

I co z tego ma wynikać?  Skoro ktoś beztroski kiedyś zgodził się na wprowadzenie chorego systemu, to czas jego trwania nie czyni go zdrowym. W czasie komuny nauka religii nie była zakazana i odbywała się w salkach katechetycznych, i do nich powinna wrócić.

Finansowanie lekcji religii związków wyznaniowych z budżetu państwa nie tylko nie stanowi naruszenia konstytucyjnej zasady bezstronności…

Stanowi naruszenie – i biskupi dobrze o tym wiedzą, bo sami knuli przez lata wprowadzając prawem kaduka katechetów na państwową listę płac – Konkordat – trojan, który niszczy system . Celem nauki religii w szkołach nie jest szerzenie Jezusowych przypowieści, tylko nauka katechizmu katolickiego i dogmatów, które mają zapewnić im żywy „inwentarz” w Kościele.

Szkoła „światopoglądowo neutralna” lub „świecka”, z której religię się wyklucza, przeciwna jest fundamentalnym zasadom wychowawczym. Taka szkoła w rzeczywistości zmienia się w szkołę ateistyczną i ateizującą – napisali biskupi.

Tu panów biskupów bolą zęby. Jak się chwilę nad tym oburzającym przekazem zastanowić, to wychodzi na to, że kapłani chcą siłą narzucić młodym ludziom katolicyzm – nie chcą dopuścić do tego, aby młody człowiek miał swobodny wybór. Uważam, że jest to bardzo niebezpieczny sygnał, który pokazuje gdzie tak naprawdę kler ma swobodę wyboru światopoglądu. Nie potrafią przekonać argumentami do swojej wiary, więc chcą ją zaszczepiać dzieciom.

42802_swieto-koscielne-a-swieto-panstwowe

Domaganie się przez autorów projektu ustawy, aby nauczanie religii było finansowane przez Kościół lub rodziców, oznacza w istocie dodatkowe obciążenie rodziców – członków  Kościoła, których dzieci uczęszczają na katechezę w szkole.

Nie jest bowiem możliwe świadczenie pracy przez pracownika bez ekwiwalentu w postaci wynagrodzenia wypłacanego przez pracodawcę.

Parę razy czytałem te zdania i w końcu stwierdziłem, że biskupi powinni mocno ograniczyć tłuszcze nasycone i zbadać sobie poziom cholesterolu. Należy więc uznać, że kościół i tak by swojej kasy na naukę religii nie wyłożył, tylko obłożyłby dziesięciną rodziców. A co na to, panowie biskupi, powiedziałby wasz Pan Jezus, który kategorycznie nauczał swoich apostołów, że darmo od boga dostali, to i za darmo mają oddawać?

Badania społeczne jasno wykazują, że formacja religijna wyraźnie przekłada się na jakość codziennego życia i pozytywne wybory człowieka.

Acha..

Na co w tym samym dniu inny kapłan w innym miejscu:

Badania naukowe wykazują, że dzieci, które uczestniczą w lekcjach religii są mniej podatne na zachowania patologiczne związane chociażby z używaniem narkotyków czy dopalaczy.

Jakie badania? W jaki sposób sprawdzono i jaką miarę przyłożono do tego, aby policzyć – pozytywne wybory człowieka? W jaki sposób określono i stwierdzono ilość patologicznych zachowań? 

… w roku szkolnym 2014/2015 w lekcjach religii uczestniczyło ponad 87 % dzieci i młodzieży – napisali biskupi w komunikacie Prezydium KEP.

Czyli mamy w kraju co najmniej 13% – ową grupę podwyższonego ryzyka zachowań patologicznych. Skoro religia jest obecna w szkołach od 27 lat, a wcześniej około 30 lat w salkach katechetycznych, to w sumie daje to pokaźną liczbę obywateli wychowanych na lekcjach nauk katolickich. I teraz ciemny lud ma kupić wygłaszane farmazony o jakichś badaniach? Na podstawie jakiej grupy docelowej? Czy zrobiono zestawienie wszystkich przestępstw kryminalnych, aktów przestępczych, przemocy domowej i dokonywania złych wyborów?

alternatywa-dla-religii-w-szkolach

Badanie poprzez wnioskowanie.

Nie trzeba robić skomplikowanych badań, jak wpływa na ludzki umysł religijne myślenie preferowane przez katolicki kalifat w postaci episkopatu.  Wystarczy użyć logiki i uruchomić racjonalne myślenie, a wnioski same się wysuną.

Jedną z konsekwencji wpływu religii na dopiero kształtującą się świadomość młodych ludzi jest spadek atrakcyjności wartości demokratycznych oraz postaw lewicowych. Jest to w ogromnej wierze zasługa katolickich kapłanów, dla których wszelkie przejawy wolnościowe i poczucia swobody są z reguły zagrożeniem dla ich firmy. Nic dziwnego, że kler tak zawzięcie walczy o swoje interesy, bo dobrze wie, że tylko zaprogramowany w młodości umysł wiarą w istnienie autorytetu nadrzędnego, nie będzie miał narzędzi poznawczych, aby zaprzeczać autorytetom jemu pochodnym.

W przedszkolu dzieci dowiadują się z głupawych wierszyków i pioseneczek, że fruwające ptaszki stworzył jakiś abstrakcyjny dla nich tatuś, który spogląda na nich, chowając się w chmurkach:

Kto stworzył fruwające ptaszki, fruwające ptaszki, fruwające ptaszki
Kto stworzył fruwające ptaszki – Nasz Ojciec Bóg! Kto stworzył mrugające gwiazdki… Kto stworzył falujące morze… Kto stworzył ciebie i mnie… Kto stworzył fruwające ptaszki, mrugające gwiazdki, falujące morze… Kto stworzył ciebie i mnie – Nasz Ojciec Bóg!

Powtarzające się jak mantra pytanie: kto stworzył ptaszki, gwiazdy, morze, ciebie i mnie, daje młodemu umysłowi otwartemu na wiedzę, ale nie gotowemu na poszukiwanie własnych odpowiedzi, rozwiązanie dylematu – bóg katolicki. W ten sposób rodzi się nadrzędny autorytet, bo tę wiedzę przekazuje inny autorytet pani/pan nauczyciel.

Bądź z nami w kontakcie, Panie Boże, Choć szatan robi nam zwarcie, Niech iskra miłości przez nas przepłynie Zapłoną nasze latarnie nasze latarnie.

Jeżeli jest bóg, to musi być ktoś, kto czyni to zło i bogu przeszkadza, więc pojawia się w młodym umyśle szatan. Z czasem ten stygmat – piętno wypalane niewolnikom na znak przynależności do jakiegoś pana – utożsamiany jest z wszystkimi, którzy przeszkadzają kapłanom katolickim w szerzeniu dogmatów. W ten sposób w umyśle zindoktrynowanym rodzą się postawy ksenofobiczne, rasistowskie, narodowościowe oraz przejawiają się oznaki fundamentalizmu religijnego.

Bo biskup nasz kochany Zawita w nasze progi! Och radość to ogromna! Aż trzęsą ci się nogi! [programuje śpiewające dziecko autor] Oj troszkę to się boję, Bo nasza przedszkolna grupa, Jeszcze nie miała zaszczytu Gościć księdza biskupa. A biskup, to właściwie czym się na co dzień zajmuje? Ksiądz biskup drogie dzieci, ma bardzo ważne zadanie: On uczy nas słowem i życiem, czym Boga jest miłowanie. Będąc blisko Jezusa Króla i Pana naszego, Wskazuje drogę do Ojca – Tatusia niebieskiego.

Cytaty pochodzą ze scenariusza powitania ważnej osobistości w państwowym przedszkolu i szkole.  Biskup w szkole, rozum na wakacjach.

Na lekcjach religii młody umysł dowiaduje się, że prawo boskie – czytaj: wynikające z katechizmu katolickiego – jest nadrzędne, a prawo świeckie ma być tym wymogom podporządkowane. Dowiaduje się też, że jest autorytet absolutny, który stworzył wszystko, a jego ziemscy przedstawiciele są wykonawcami jego woli ogłaszającymi, co jest dobre, a co złe dla niego. Nie ma znaczenia, że ten namiestnik boga czasem okazuje się psychopatą gwałcącym dzieci, czy złodziejem; on jest biskupem, przed którym trzęsą ci się nóżki. 

Dziecko nie jest niczyją własnością. To taki sam wolny człowiek jak każdy z nas i ma prawo samo zdecydować o swoim światopoglądzie. Czego się boicie? Że wasze dziecko dokona złego wyboru i zostanie wyznawcą innego wyznania albo, nie daj panie boże, zostanie tym strasznym ateistą? Przecież ponoć prawda się sama obroni…

Tak się zastanawiam: kiedy przeciętny katolik pójdzie po rozum do głowy, przestanie słuchać tych bredni i dla odmiany – zacznie myśleć?

Kiedy rodzice dojdą do wniosku, że chrzcząc nieświadome niczego dziecko, a później posyłając je na nauki katolickich dogmatów, pozbawiają swoją latorośl fundamentalnego prawa, jakie ma każdy człowiek – prawa wyboru własnego światopoglądu?

Katolicyzm niewiele ma wspólnego z naukami Jezusa poza tym, że jest jednym z licznych odłamów chrześcijaństwa i na dodatek najbardziej odstępczą jego wersją, w której kapłan stawiany jest na równi z pierwszymi apostołami. Hierarchowie od wieków są znani z łamania prawa, poczynając od skreślenia jednego z przykazań w dekalogu, a kończąc na łamaniu polskiej konstytucji. W takiej organizacji nie mają znaczenia słowa Jezusa:

Poznacie ich po ich owocach (…) Każde drzewo, które nie rodzi dobrego owocu, jest wycinane i wrzucane do ognia. Tak zatem poznacie ich po ich owocach. Mt 7

historia_kosciola_katolickiego

Obrońcy demokracji pytają…

Gdzie są młodzi? 

Rację mają biskupi, twierdząc ze swojej perspektywy, że lekcje religii pozytywnie wpływają na młodych, bo ci, którzy mają w swojej naturze aktywizm, uczestniczą w pielgrzymkach, są obecni na Światowych Dniach Młodzieży, czy też działają w grupach charyzmatycznych. Tym młodym ludziom w dorastaniu poza domem pomagali księża – kapłani mający powołanie do pracy z młodzieżą, którzy po prostu są fajni i charyzmatyczni. Tacy jeszcze się zdarzają. Potrafią młodych zaktywizować, zorganizować oazy, czyli krótko mówiąc – być bliżej nich.

Czemu nie protestują?

Druga część młodych to ci, którym demokracja nic nie dała oprócz kopania się po kostkach polityków, którzy jedną ręką kasę rozdają, a drugą – tę większą, zabierają. Demokracja pokazała im, że jedyną realną szansą na zarobek to wyjechać za granicę. W ich oczach to my zawaliliśmy na całej linii; po co więc mają walczyć i maszerować za demokracją?

Żeby wróciło to, co było do tej pory?

Prawda jest taka, że dla większości młodych odpowiedzią są radykałowie, którzy krzyczą: trzeba złapać tych lewaków i liberałów wszelkiej maści za pysk, żeby już więcej nie psuli nam atmosfery.

Nie dała im demokracja w Polsce alternatywy – oferty środka, bo mitem jest, że trzeba w życiu codziennym być lewicowcem, prawicowcem, liberałem. Młodzi chcą żyć normalnie, nie martwiąc się, że po studiach nie będą mieli pracy, chcą zakładać rodziny, mieć godne zarobki, które pozwolą im wyjechać na urlop za zagranicę.

Ten kapitał rozgoryczania zawsze zostanie wykorzystany przez radykałów, katechetów i księży, którzy będą im wskazywać winnych zawsze po stronie ustroju demokratycznego, w którym liczy się umiejętność dokonywania wolnych i racjonalnych wyborów, za które ponosi się konsekwencje.

Postscriptum:

Co do drugiego pytania: czemu młodzi nie protestują, mam osobistą refleksję:

Daliście, młodzi, dupy nie protestując masowo przeciwko ustawie o inwigilacji, którą właśnie podpisał prezydent.

Starych to jeszcze jako – tako, po japońsku, można zrozumieć, ale was? Pokolenie sieci, GG, Fejsa i wszelkich innych komunikatorów… Właśnie daliście przyzwolenie na podsłuchiwanie swoich prywatnych rozmów, umawiania się na randki czy imprezy. Nasz polski oddział Anonymous też coś cienko pierdzi, skoro nie potrafi wyprowadzić młodych na ulice.

Nasze pokolenie otarło się o rządy totalitarne: rozmowy kontrolowane, cenzurowanie sztuki, filmu, korespondencji prywatnej, reżimowa telewizja… Wszytko to podporządkowane było jednemu ciału politycznemu – Komitetowi Centralnemu PZPR, któremu przewodził nie prezydent czy rząd, ale główny sekretarz – lider partii. To wszytko już było i to całkiem niedawno tylko, że młodzi tego nie przeżyli, i nie pamiętają.

Czy to coś wam mówi?

Przed wami stoi teraz umowa o TTIP, na której zawarcie zgodził się już PiS wraz z Nowoczesną. Ustawa o inwigilacji to tylko preludium, taka gra wstępna przed podpisaniem porozumienia między USA, a Unią, które  pozwoli Amerykanom na uwolnienie handlu bronią. Za chwilę pojawią się argumenty, że jedynym rozwiązaniem problemów z migracją są Strażnicy Teksasu. W przypadku ACTA rządzący popełnili błąd polegający na zbyt dużym otwarciu tematu; teraz wyciągnęli lekcję – robią to po cichu wykorzystując problem, który sami stworzyli.

Tym razem dla odmiany, konsekwencje tej umowy poniosą wasze dzieci. Ciekawe, co im wówczas powiecie? Że byliście wtedy na pielgrzymce i nie mieliście po drodze zasięgu? Wszystkiego zwalić na nas nie możecie. Jeżeli nasze pokolenie narobiło błędów, to powielając je czynicie to samo co my.

TTIP – niejasność jest wielkością niezmienną.

TTIP coraz bliżej – Rodacy obudźcie się!

TTIP – wraca niewolnictwo

To tyle, jeżeli chodzi o marudzenie starego pryka.

wszystko-jest-przeszloscia

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki.

ZDJĘCIEOpisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”, co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Jako że trafił mi się życiorys wykraczający poza schemat ogólnie przyjęty, cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

Każdy darczyńca po zgłoszeniu darowizny otrzyma na pocztę plik PDF z pierwszym zbiorem opowiadań z życia wyciętych „Marynarski znój”  Skutki kursu – fragment 1 części  Antwerpia

amazing-736881_1280

Na czym się skupiamy, to się w nas rozwija.

Jesteś tym, co jesz. 

W mediach sprzedają się złe wiadomości, kontrowersyjne wypowiedzi, dramaty ludzkie, afery polityczne i gospodarcze. Codziennie karmieni jesteśmy chorymi relacjami między ludźmi mającymi wpływ na nasze życie i z czasem zaciera się granica między tym, co rzeczywiste, a tym, czym faszerujemy własne głowy.

Dobrze pamiętam poprzedni okres, w którym rządzili ci sami politycy co dziś. Od rana do wieczora w domu leciały wiadomości  z TVN24. W samochodzie, w  pracy, z radia Tok Fm leciał serial sensacyjny pod tytułem: co powiedział kolejny cymbał na konferencji. Dziś mamy powtórkę z przytupem, bo tokują z podwójną siłą rażenia.

Zauważyłem, że coraz głębsze zanurzanie się w ten świat absurdu powoduje u mnie zmęczenie i rozdrażnienie oraz złość, że taki Kaczyński z Macierewiczem włażą mi do domu w zabłoconych buciorach, z których wystaje słoma. Polityka i przemoc zdominowały przekaz medialny.

Rzeczywistość kręci filmy, w których liczy się konflikt i dramatyczne zwroty akcji, natomiast w kinach najlepiej sprzedają się wizje sensacyjne. Najlepiej oceniane seriale traktują o chodzących trupach, o świecie po globalnym kataklizmie lub takich, w których co pięć minut odcina się komuś głowę lub gwałci. Gry wideo to kwintesencja przemocy w świecie odrealnionym, w którym to krew leje się hektolitrami.

A gdyby nakręcono film o świecie szczęśliwym, w którym nie ma przemocy, ludzie są dla siebie życzliwi, każdy robi to, co lubi, nie ma finansowych kryzysów, nikt nikogo nie wykorzystuje, a całość fabuły nie ma nic wspólnego żadnym rajem, bogiem… to czy taki film byłby hitem kinowym? Jaka  byłaby jego fabuła? Jaką historię o bohaterach opowiedzieć? Czy puentą tego  filmu powinno być przesłanie, że warto być jeszcze lepszym? Jakimi ludźmi musieliby stać się wszyscy bohaterowie?

A gdyby tak wszyscy stali się altruistami?

Psychologowie dowiedli, że pomaganie innym jest wpisane w ludzką naturę. Grupa naukowców zrobiła badania wśród  mieszkańców wyspy Tanna, których społeczność jest odizolowana od cywilizacji.

Wyniki badań podkreśliły, że altruizm jest nie tylko zachowaniem uniwersalnym, a jego konsekwencją jest zwiększone poczucie szczęścia i zadowolenia – niezależnie od szerokości geograficznej, kultury czy rozwoju ekonomicznego kraju, w którym mieszkają ludzie. Szczęśliwy altruista

[jwplayer mediaid=”14199″]

Wyobrażenie doskonałego świata u większości ludzi automatycznie kojarzy się religijnymi wizjami różnych wersji raju, czy to w niebie, czy na ziemi. Dwie największe religie monoteistyczne naszej cywilizacji są jej zakałą. Cała ich historia pokazuje, że tam gdzie się pojawią, niszczą obce kultury i doprowadzają do podziałów. Z założenia wyznawcy tych religii na czele z kapłanami powinni być naturalnymi altruistami i tam, gdzie się pojawią, tam powinien pojawiać się też pokój, miłość i ogólne szczęście.

Fakty pokazują coś zupełnie odwrotnego.

Wyznawcy Jahwe i Allacha modlą się od wieków o pokój, dobrobyt i jak do tej pory, nic mądrego i trwałego nie wymodliły, a wręcz przeciwnie – gdy docierają do społeczności nie mających pojęcia, kim są ich bogowie, doprowadzają do zniszczenia tych kultur. Może więc powinni zacząć modlić się o coś innego, bo dotychczasowe skutki modłów są odwrotne.

Żyjące dziś grupy etniczne, w których rozwój cywilizacyjny zatrzymał się na poziomie kamienia łupanego, nie potrzebują dowiadywać się od  polityków, czym jest demokracja, a od kapłanów – czym są „uniwersalne” wartości moralne. Rzeczywisty dramat tych ludzi zaczyna się dopiero wtedy, gdy zderzają się z naszą niby-oświeconą cywilizacją i jej uniwersalnymi „wartościami”.

Amazonka. Terytorium Indian Guarani. Są ostatnią grupą etniczną wciąż żyjącą z tradycjami lokalnymi, w lesie tropikalnym – Selva. Cywilizacja dotarła tu jakieś 50-60 lat temu i doprowadziła do upadku ich stylu życia. Guarani- naród kochający pokój, wychodząc z epoki kamienia łupanego, dziś jest zmuszony walczyć o swoje terytorium. Gdzieś głęboko w lasach amazońskiej puszczy, pozostała ich garstka, walczących o swoją odrębność na przekór cywilizacji. Dziś ze 120 000 rdzennych mieszkańców pozostało ich jedynie 87 osób.

[jwplayer mediaid=”14200″]

Rozwijająca się inicjatywa tworzenia Stowarzyszenia ATHEOS jest dla mnie jak odtrutka na tę kuriozalną sytuację za oknem, bo być może uda nakręcić się „film” z pozytywną treścią. Reakcje znajomych i nieznajomych z sieci napawają optymizmem, że zdrowy altruizm nie jest nam obcy.

Propozycja wsparcia projektu wydania z Waszą pomocą książki

 

ZDJĘCIEOpisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”, co powoduje w nich poczucie ostracyzmu. Jako że trafił mi się życiorys wykraczający poza schemat ogólnie przyjęty, cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia. „Świadek Jehowy z przypadku?”

Każdy darczyńca po zgłoszeniu darowizny otrzyma na pocztę plik PDF z pierwszym zbiorem opowiadań z życia wyciętych „Marynarski znój”

Skutki kursu – fragment 1 części

Antwerpia

 

This content has 12 miesięcy. Please, read this page keeping its age in your mind.

Wpisy Racjonalnie

maxresdefault

I rzekł Poncjusz Piłat: „Ecce Homo” – czyli o różnicach między Homo Sapiens a Homo Artifex et Creator.

maxresdefault

Anna Gabriella Lilith Gajda

MOTTO:

„ARS LONGA, VITA BREVIS”

Hipocrates.

I. PROLOG .

W słynnym stwierdzeniu Poncjusza Piłata „Ecce homo”, przytoczonym w tytule tego tekstu, dopatrywać się można by śmiało nawet nieskończenie więcej znaczenia i sensu, aniżeli to owe słowa faktycznie w sobie kryją podług interpretacji biblijnej stricte. A to zaś z tej racji, iż słowa te można by włożyć w usta zupełnie innego przedstawiciela gatunku człowiekowatych, który wypowiadając je w zupełnie innym czasie, sytuacji i okolicznościach, nadał by im elementarnie kardynalne znaczenie dla całej historii ludzkości.

A mianowicie zaś słowa te miał by wyrzec pierwszy z ludzi, z gatunku Homo, jakiego stopa stanęła oto po raz pierwszy na tej planecie i który oto, jako pierwszy z gatunku człowiekowatych, oto po raz pierwszy dokonywał aneksji tejże planety, czyniąc ją całą wraz ze wszystkim co na niej żyje oraz istnieje, sobie odtąd podległą, a którego potomkowie mieli stać się odtąd jej najwyższym, jedynym Panem i Władcą – a czyniąc to rzec winien właśnie: „Ecce Homo!” –A oto Człowiek! – poznaj oto swego Pana Ziemio i odtąd to jemu bądź absolutnie poszłuszną!

I tymi słowami właśnie wówczas to dokonałby zapoczątkowania epoki panowania człowieka nad ziemią, zapoczątkowania całej doczesnej historii ludzkości, jako historii rasy i gatunku najwyższego i najbardziej rozwiniętego, jaki dotychczas kiedykolwiek istniał na Ziemi i który zdołał wspiąć się najwyżej po drabinie darwinowskiej Ewolucji.

A wówczas to również wraz z nastaniem Ery panowania Człowieka i początkiem całej historii ludzkości, narodziła się także wraz z pierwszym Człowiekiem jego nierozłączna towarzyszka Sztuka, a której początki ówczesne możemy do dziś podziwiać chociażby w postaci prastarych malowideł na ścianach jaskiń, dzieł naszych praszczurów, z których wiele przetrwało aż po dzień dzisiejszy, podług reguły o ponadczasowości Sztuki.

Zapewne każdy z drogich Czytelników dostrzegł tę elementarnie kardynalną różnicę znaczeń i sensu owej słynnej frazy, po wyjęciu jej z ust Poncjusza Piłata, a włożeniu w usta pierwszego Człowieka, który rzec je miał w pierwszej chwili swego istnienia, a też istnienia całego rodzaju człowiekowatych (Hominidae) na tej planecie…

Współcześnie żyjącym gatunkiem z rodzaju człowiekowatych jest jedynie gatunek zwany Homo Sapiens (czyli tzw. Człowiek Rozumny), który to występuje obecnie na wszystkich kontynentach. Podług teorii Leakeyów, gatunek ów miał wyewoluować mniej więcej około 190 tysięcy lat temu z uprzedniego gatunku, jakim był Homo Erectus (Człowiek wyprostowany).

5798_nowoczesny-artysta

Czymże jednak byłby Człowiek bez swej odwiecznej, nieodzownej towarzyszki Sztuki, która przecież zresztą była jednym z najistotniejszych, esencjonalnych czynników kulturotwórczych, które wpływały na rozwój i kształt ludzkiej kultury w przeciągu całej historii ludzkości, a więc tym samym także na jej współczesny kształt, jaki przybrała obecnie.

A zatem, zgodnie z regułą obowiązującą dla stylu naukowego wszelkich rozważań czy dysput, należałoby tutaj najsampierw dopełnić wszelkich kwestii definicyjnych, przytaczając pokrótce ogólne definicje najbardziej elementarnych pojęć, które stanowią meritum poniższych roztrząsań.

Jak implikują uprzednio tu poczynione rozważania, do pojęć elementarnych, które stanowią meritum tychże roztrząsań, z pewnością zaliczyć należy pojęcie Człowiek, a nieco bardziej konkretnie pojęcie Homo Sapiens, czyli Człowiek Rozumny, jako gatunek człowieka najbardziej współczesny.

I tak przykładowo, Encyklopedia PWN podaje następującą definicję pojęcia Człowiek (tzn. homo sapiens):

[…] człowiek, Homo sapiens, istota żywa wyróżniająca się wśród innych najwyższym rozwojem psychiki i życia społecznego, jedyna posiadająca kulturę i zdolna do jej tworzenia, pod względem biologicznym gatunek człowiekowatych (Homo sapiens) żyjący od schyłku plejstocenu; […]

A dalej doprecyzuje tę definicję następująco:

[…] Różnice anatomiczne dzielące człowieka od reszty naczelnych dotyczą głównie budowy aparatu ruchu i wielkości mózgu. Szczególnie jaskrawy jest kontrast między człowiekiem a innymi naczelnymi w sferze zachowań i trybu życia; zasadnicze osobliwości człowieka jako gatunku są następujące: 1) systematyczne, na dużą skalę rozwinięte posługiwanie się narzędziami i wytwarzanie narzędzi, praktykowane wprawdzie przez niektóre małpy, zwłaszcza szympansy, ale bez porównania w niższym stopniu; 2) posługiwanie się mową, systemem sygnalizacji głosowej, nie mającej żadnych odpowiedników w świecie zwierzęcym; 3) tworzenie kultury przez człowieka. Do najbardziej istotnych cech ludzkich różniących zasadniczo człowieka od zwierząt i stanowiących niejako istotę człowieczeństwa należą: zdolność do abstrakcyjnego myślenia i związana z nim zdolność do analizy i syntezy, zdolność do rekapitulacji (pamięć), do świadomego decydowania o swoim postępowaniu (wola) i do wyższych uczuć. Cechy te, kształtujące się w społecznym współdziałaniu ludzi, stanowią zespół charakterystyczny dla psychiki ludzkiej; rozwinęły się one w ciągu historycznego procesu tworzenia przez człowieka tej rzeczywistości, którą w przeciwieństwie do przyrody nie przetworzonej (tj. takiej, jaką człowiek zastał) nazywa się kulturą. Tworzenie kultury, form świadomości społecznej i sfery zachowań społecznych z nią związanych decyduje o ludzkim poczuciu głębokiej odrębności i wyjątkowości w stosunku do całego świata organicznego; w niej się przejawia nadzwyczaj wysoka sprawność ludzkiego mózgu i psychiki. Zgodnie z założeniami antropogenezy wszystkie bez wyjątku osobliwości ludzkiego ciała i psychiki wytworzyły się u przodków człowieka stopniowo, w wyniku działania tych samych mechanizmów ewolucyjnych, które sterowały ewolucją innych gatunków biologicznych; człowiekowate stanowiły wyodrębnioną linię ewolucyjną już co najmniej od 3,7 mln lat (australopiteki), jednak swą ogromną przewagę w przyrodzie zdobył człowiek (człowiek kopalny) dopiero w czasach poneolitycznych, tj. w ciągu kilku ostatnich tysiącleci; jeszcze u schyłku paleolitu, 15–20 tysięcy lat temu, był to gatunek stosunkowo nieliczny, o średniej gęstości występowania (na obszarach zamieszkanych) rzędu 1 osobnik na km2, koczujący w małych, kilkudziesięcioosobowych grupach zbieracko-łowieckich, dysponujący ubogim zestawem prymitywnych narzędzi z kamienia, drewna, kości i rogu, stosunkowo słabą techniką eksploatacji zasobów pokarmowych środowiska. Punktem zwrotnym było zapoczątkowanie (ok. 8–10 tysięcy lat temu) przez niektóre populacje ludzkie rolnictwa (neolit); umożliwiło ono szybki wzrost liczby ludzi na Ziemi i wywołało radykalną zmianę całej sytuacji gatunku (przejście do osiadłego trybu życia, wyzyskiwanie pozaludzkich źródeł energii, powstanie społecznego podziału pracy, rozwój kultury). Szczególnie doniosłą rolę w procesie rozwoju człowieka miała praca ludzka, dzięki niej człowiek mógł nie tylko wykorzystywać otaczającą go przyrodę, ale i przekształcać ją stosownie do własnych potrzeb. W miarę doskonalenia się narzędzi praca stawała się coraz bardziej wydajna, a zarazem skomplikowana i zróżnicowana. Jednocześnie różnicowały się i same narzędzia, co doprowadziło z czasem do wytworzenia się specjalizacji pracy i zróżnicowania funkcji społecznych poszczególnych jednostek. Rozwój pracy, przy jednoczesnym rozwoju mowy, stawał się głównym czynnikiem rozwoju społecznych form istnienia ludzi. Życie ludzi zyskało specyficzną obudowę kulturową w postaci społecznie usankcjonowanych obyczajów, norm, zaleceń, zakazów i hierarchii wartości; wytwory kulturowej działalności — nauka i technika, sztuka i normy moralne — stawały się wyrazem zwiększających się sił produkcyjnych i rozwijających się stosunków społecznych, a zarazem czynnikiem ich dalszych przemian. Proces kulturotwórczy był jednocześnie procesem stopniowego przekształcania natury człowieka pod wpływem jego własnych dzieł; był on główną siłą napędową powstawania ludzkiej, bogatej psychiki. Dobór naturalny działał w populacjach istot przedludzkich w kierunku faworyzowania osobników o wyższej wrodzonej inteligencji, oddziałując przez tysiące pokoleń, dał w wyniku stopniową, progresywną ewolucję mózgu ludzkiego, zwłaszcza tych jego części, które są siedliskiem wyższych czynności nerwowych. Doskonalenie psychiki z kolei ułatwiło dalszy postęp kulturowy. Skutkiem tych procesów człowiek stał się jedyną istotą, która kształtuje swoje własne środowisko życia przez pracę i społeczną działalność celową, istotą, która stawia sama sobie wymagania i zadania do spełnienia. To charakterystyczne dla filogenezy człowieka zespolenie czynników biologicznych i społecznych, ściśle ze sobą sprzężonych i warunkujących się wzajemnie, powtarza się również w rozwoju osobniczym. Człowiek jest w przyrodzie jedyną istotą, której do prawidłowego rozwoju psychicznego jest niezbędne wychowanie w społeczeństwie. Jak tego dowodzą nieliczne znane przykłady ludzi wychowanych od wczesnego dzieciństwa poza społeczeństwem, człowiek o zupełnie prawidłowej budowie anatomicznej, ale pozbawiony takich kontaktów, nie wykształca w swym zachowaniu żadnych cech swoiście ludzkich (rozwój społeczny, antropologia społeczna, społeczeństwo, cywilizacja). Ogromny postęp cywilizacji naukowo-technicznej sprawił, że sytuacja człowieka w 2. połowie XX w. i na początku XXI w. została pomimo zewnętrznych znamion sukcesu — obarczona wieloma zagrożeniami, np. zastosowanie technik masowej zagłady, postępujące na wielką skalę niszczenie środowiska naturalnego […][1].

Z tej całej, nieco przydługawej definicji, należy wysupłać kilka kwestii elementarnych dla naszych tu rozważań. A zatem primo, istotna jest tu dla nas trzecia z wymienionych „osobliwości” człowieka jako gatunku, czyli tworzenie kultury przez człowieka. Następnie secundo – wymienione tu najbardziej istotne cechy ludzkie różniące zasadniczo człowieka od zwierząt i stanowiących niejako istotę człowieczeństwa – a więc: zdolność do abstrakcyjnego myślenia i związana z nim zdolność do analizy i syntezy, zdolność do rekapitulacji (pamięć), do świadomego decydowania o swoim postępowaniu (wola) i do wyższych uczuć. Tertio­ – istotny jest dla nas również fakt, iż życie ludzkie zyskało specyficzną obudowę kulturową, a co za tym idzie wzbogacane było o wytwory działalności kulturowej człowieka, takie jak nauka i technika, normy moralne i – w szczególności – właśnie sztuka, która jest kolejnym esencjonalnym pojęciem stanowiącym tu meritum, a którego definicją zajmiemy się nieco później. Wytwory owe z czasem zaś zyskiwały formę wyrazu wzrastających sił produkcyjnych, jak i podlegających rozwojowi stosunków społecznych, a zarazem czynnika, który wpływał na ich dalsze przemiany. I wreszcie quattro – istotny dla nas tu jest fakt, iż ów cały proces kulturoznawczy symultanicznie stanowił także pewien niejako proces gradualnej ewolucji i modyfikacji natury człowieka, jakie to dokonywały się pod wpływem owych jego własnych „dzieł” czy wytworów; a przy czym zarazem proces ów stanowił bez wątpienia także główną siłę napędową procesu formowania się ludzkiej, niezwykle bogatej i wysublimowanej psychiki.

I to by było na tyle względem pojęcia Homo Sapiens.

Pora zatem przejść do kolejnego pojęcia, wspomnianego już tu uprzednio, a jakie stanowi zaś termin sztuka.

Poczynając od definicji terminu sztuka podług Słownika Języka Polskiego red. Szymczaka, otrzymujemy następujące definicje:

[…] sztuka:

  1. «dziedzina działalności artystycznej wyróżniana ze względu na reprezentowane przez nią wartości estetyczne; też: wytwór lub wytwory takiej działalności»
  2. «umiejętność wymagająca talentu, zręczności lub specjalnych kwalifikacji»
  3. «czyn dokonany dzięki takiej umiejętności»
  4. «utwór dramatyczny przeznaczony do wystawiania na scenie»
  5. «przedstawienie skonstruowane na podstawie takiego utworu» […][2].

Z kolei nieco prościej definiuje ów termin Doroszewski, jako:

[…] sztuka ż III: 1. <twórczość artystyczna obejmująca dzieła z zakresu malarstwa, muzyki, literatury, architektury, rzeźby, odpowiadające wymaganiom estetyki, odznaczające się pięknem, harmonią> […][3].

A zatem dokonaliśmy już zdefiniowania pojęcia sztuka, z którym to z kolei związana jest druga część tytułu, jakim opatrzony jest ów artykuł, a mianowicie konkretnie część dotycząca różnic między Homo Sapiens a owym Homo artifex et creator, a który to stanowi właśnie najistotniejszą dla nas frazę. Albowiem owo użyte w tytule pojęcie Homo artifex et creator oznacza po łacinie tyle, co właśnie ‘człowiek artysta i twórca’, a którego tu pozwoliłam sobie tutaj zestawić z gatunkiem głównym człowieka współczesnego Homo Sapiens, jako pewien inny gatunek czy raczej podgatunek człowieka, celem porównania ich obu jako odrębnych i wyłuskania prymarnych między nimi różnic. A zatem warto było by teraz odpowiedzieć Czytelnikowi na dręczące go pytanie – czyli: „Co ma piernik do wiatraka?”

Naturalnie rozchodzi się tu o ów stosunek pojęcia sztuka z pojęciem ’człowieka artysty i twórcy”, a który to jak mniemam dla większości z Czytelników (a być może nawet i wszystkich) jest kwestią absolutnie oczywistą, tym niemniej pozwolę sobie i tak tę oczywistość tutaj nieco przybliżyć – gwoli dopełnienia wszelkich kwestii formalnych najsampierw przed przystąpieniem „Do rzeczy”.

A zatem, a co poniekąd ewidentnie wynika także chociażby z obu uprzednio tu przytoczonych definicji, sztukę jako dziedziną bądź twórczość artystyczną uprawia nie kto inny, jak właśnie ów nasz tytułowy ‘człowiek artysta’ – a więc także i ‘twórca’, co zrozumiałe samo przez się. A zatem nasz odrębny gatunek czy podgatunek, drugi prócz głównego, najbardziej powszechnego gatunku człowiekowatych żyjący współcześnie, a zatem ów Homo artefix et creator – ‘człowiek artysta i twórca’ – to nikt inny jak człowiek parający się Sztuką, człowiek uprawiający Sztuką, bądź to – tworzący tę Sztukę…. Człowiek, którego profesję stanowi Sztuka, czyli twórczość artystyczna z danej dziedziny… Ale nie tylko…

Co więcej, ów człowiek artysta i twórca, to człowiek, dla którego Sztuka stanowi nie tylko profesję czy „fach”, lecz wręcz stanowi jego życie, które całe poświęcone jest Sztuce jedynie tylko i wyłącznie, którego cały sens i cel stanowi Sztuka, a to zaś z tej racji, iż podług mej własnej opinii, każdy artysta, staje przed chyba jednym z najtrudniejszych wyborów i decyzji w życiu człowieka, którego dokonać musi najsampierw jeśli chce zostać artystą i tworzyć Sztukę. A mianowicie jest to wybór pomiędzy takim zwykłym, normalnym życiem, jemu właściwymi rodzajami szczęścia, celami, sensem, radościami i koleją losu, jakim to żyje każdy jeden zwykły Homo Sapiens zawsze normalnie, a życiem zgoła całkiem odmiennym, pozbawionym tychże rodzajów szczęść, celów, sensu, radości i kolei życia jak to normalne, życia ‘człowieka artysty i twórcy’, a które wymaga rezygnacji z tego zwykłego i normalnego, a poświęcenia całego swego życia miast tego tylko i wyłącznie Sztuce, która to odtąd w tym zgoła całkiem odmiennym życiu, ustanawiać będzie również zgoła całkiem odmienne w nim rodzaje szczęść, radości, cele i sens, a też i jego koleje, jakie zwykle są całkiem niepodobne do tych, jakimi toczy się zwykłe, normalne życie, zwykłego Homo Sapiens zazwyczaj…

12706_z-kim-musi-zmagac-sie-artysta

Sztuka ponadto jest także nierozerwalna z pojęciem naszego człowieka Artysty i Twórcy, z racji tego, iż bez niego nie może istnieć, to on jest sprawcą jej istnienia, jako jej autor i stwórca, którego czyn i twórczość konstytuują istnienie Sztuki, jako ich dzieła i wytworu, gdyż póki Artysta nie stworzy Sztuki czy nie powoła do życia danego dzieła, jako wytworu Sztuki, póty ona nie będzie istnieć i jej istnienie pozostanie niemożliwością. To Artysta niczym istny Bóg Wszechmocny, swój najsampierw w myśli powzięty zamysł, ideę czy koncept, tworzy powołując do życia, nadając formę realnego istnienia bytowi stworzonemu w swej wyobraźni i niczym ów Bóg – Stwórca kreuje on swe dzieła, tworząc nowe, nieznane światy i zaludniając je istnieniami na swój wzór stworzonymi…. A dnia siódmego podobnie jak to i Pan Bóg miał ponoć czynić – odpoczywa, patrząc na to, co stworzył i tak samo widzi, że jest to Dobre…

I to tyle w tym względzie ujęte trochę w formie aluzji, naśladującej patetyczny styl biblijnej alegorii…

I tym samym dobrnęliśmy w końcu do ostatniego już z esencjonalnych pojęć, jakie stanowić będą meritum poniższych roztrząsań, a mianowicie do pojęcia artysta.

Najogólniej pojęcie artysta można by ująć skrótowo w definicję słownikową, jako: <twórca lub odtwórca dzieła sztuki, osoba uprawiająca jakąś dziedzinę sztuki bądź to zajmująca się sztuką, tworząca ją>. I to tak najogólniej mówiąc.

Niezwykle interesującą i także nieco szerszą definicję pojęcia artysta podaje z kolei Marian Golka, a mianowicie w której to stwierdza on, iż:

[…] artystą jest człowiek zajmujący się działalnością twórczą o indywidualnym charakterze, znamionującą biegłość, a przy tym wykazującą zaangażowanie talentu, wyobraźni i innych cech osobowości, która to działalność pełni swoistą funkcję społeczną, zaakceptowaną przez zbiorowość w wyniku zapotrzebowania na określone wartości, które artysta może oferować […][4].

A która to definicja myślę, iż stanowi komplementarne dopełnienie wstępnej definicji omawianego tu pojęcia artysta, pozwalając na tym samym zakończyć tutaj część dotyczącą kwestii definicyjnych i przejść powoli do meritum, czyli tego, co najlepsze…. 😉

II.ELEMENTARNE RÓŻNICE CZYLI CREDO OKREŚLAJĄCE BYT ZWANY ARTYSTĄ.

Artysta jest Twórcą w odróżnieniu od rzemieślnika, który to jest już jedynie odtwórcą. Zasadnicza zaś między nimi różnica tkwi w fakcie, iż artysta swe dzieła czyli wytwory działalności twórczej, tworzy w sposób indywidualny, bazując jedynie na własnej, niepowtarzalnej koncepcji, idei czy to zamyśle, a którym to tym sposobem nadaje swoistą, indywidualną i unikatowo niepowtarzalną specyfikę bądź to charakter. Rzemieślnik wytwory swej pracy zaś wytwarza jedynie jako efekt pracy wyłącznie odtwórczej, a co czyni go bliższym maszynie wytwarzającej dane wyroby rzemieślnicze, aniżeli indywidualnej jednostce tworzącej w akcie artystycznej kreacji… Cóż, taka oto smutna prawda bowiem, która zarazem konstytuuje pierwszą z naszych elementarnych różnic między zwykłym Homo Sapiens a Homo Artefix et Creator!

I analogicznie sytuacja wygląda względem odmienności obu tych żyć, jakie te dwa gatunki człowieka wiodą oraz ich specyfiki. A więc życie Artysty bazuje głównie na aktywnościach i czynach twórczych, gdy zaś życie zwykłego Homo Sapiens z kolei w większym stopniu bazuje na czynnościach odtwórczych, deprecjonując przy tym znaczenie i wartość czynności stricte twórczych i kreatywnej, indywidualnej twórczości jednostki oraz jej unikatowo niepowtarzalnego charakteru. W świecie Homo Sapiens większą wartość ma wytwarzanie i produkowanie, towary powstałe w wyniku produkcji, odtwórczo wytwarzane dobra materialne, jakie to dla człowieka rozumnego są najbardziej przydatne, potrzebne czy wręcz niezbędne do życia i egzystencji, i jakie to posiadają największą wartość, a zaś Sztuka i dzieła sztuki, jako jej wytwory spadają na dalszy plan, stanowiąc mniej istotny element życia – fanaberię bogatych kolekcjonerów sztuki, rzadkie urozmaicenie szarej codzienności, odrobinkę estetycznej przyjemności czy rozrywkę sporadycznie i rzadko umilającą człowiekowi prozę życia szarego zjadacza chleba. Ot i tyle…

1350995893_by_Kozzi19_600

Podobnie twórczość i kreatywne czynności twórcze blakną i tracą na znaczeniu w obliczu odtwórczego wytwarzania towarów i dóbr doczesnych niezbędnych do życia zwykłemu człowiekowi. Tak oto szara proza doczesnego życia codziennego deprecjonuje wysokie idee i uczucia zaklęte w indywidualnie unikatowym pięknie niepowtarzalnych dzieł Sztuki i akcie twórczej kreacji, w jakim są one tworzone przez Artystów.

Niestety w obliczu szarych, przyziemnych, pragmatycznych i niskich realiów zwykłej ludzkiej doczesności, definiowanej przez chociażby ludzką fizyczność i płynące z niej potrzeby konieczne czy prozaiczne wymogi życia codziennego, w starciu Twórca versus Odtwórca, to ów pierwszy,  czyli Artysta przegrywa z kretesem. I chyba właśnie dlatego też statystycznie rzecz biorąc, to artyści stanowią w populacji ludzkiej zdecydowaną mniejszość niejako niszową względem większości masy odtwórców czyli rzemieślników i zwykłych wyrobników. I też chyba dlatego między innymi nie każdy może Artystą być i zostać, nie każdy też wyposażony jest w niezbędne do tworzenia sztuki atrybuty, umiejętności, cechy a wreszcie – talenty i uzdolnienia, bez których Artysta nigdy Artystą być nie będzie, a jedynie co najwyżej umiejętnym i zmyślnym rzemieślnikiem, a dzieła jego nigdy być nie będą dziełami sztuki lecz co najwyżej wytworami odtwórczej pracy ich sprytnych rąk – albowiem Sztuka posiada niezwykle wysoki i wyszukane wymagania wobec swych adeptów, czyli tych którym nadaje przywilej jej tworzenia…

I tu dochodzimy do kolejnej z tychże elementarnych różnic między oboma omawianymi tu „gatunkami” człowieka. Mianowicie różnicę tę stanowi pokrótce ogólnie mówiąc fakt, iż dobrym czy umiejętnym rzemieślnikiem, a nawet mistrzem w swym fachu czy wirtuozem, zostać może praktycznie każdy człowiek, przeciętnie uzdolniony bądź inteligentny, po odebraniu odpowiedniej edukacji w swym fachu oraz nabrawszy odpowiedniego doświadczenia praktycznego, a tym samym również biegłości w swym rzemiośle. Natomiast artystą z kolei każdy normalny, przeciętny człowiek z kolei być już nie może.

A to zaś z racji, iż fach artysty, paranie się twórczością artystyczną bądź to tworzenie i zajmowanie się Sztuką, ze względu na całokształt swej specyfiki i natury, wymaga niestety o wiele więcej ponad  tę przeciętną, wymaga pewnej wybitności niejako, otwierając swe podwoje jedynie dla wąskiego grona tych niejako „uprzywilejowanych”, których to Natura w pewnych względach znacznie bardziej hojnie obdarzyła aniżeli większość ludzi, i którzy przez to odznaczają się pewnymi wybitnymi zdolnościami, umiejętnościami, uzdolnieniami, talentami czy potęgą wyobraźni. Sztuka jako chyba jedyna spośród wszystkich fachów jest fachem aż tak elitarnym, a też i wymagającym, który przeznaczony jest tylko dla elitarnego wąskiego grona owych poetycko tak zwanych „wybrańców bogów”, którym niestety prócz wszelkich bezcennych darów owi „bogowie” obdarzyli również cholernie ciężkim, niewdzięcznym i pełnym cierpienia losem zwykle najczęściej, a czego potwierdzenie znaleźć można w niezliczonych biografiach wielu wybitnych artystów z całej dotychczasowej historii ludzkości. Artysta bowiem nie tylko zostaje przez Naturę niezwykle hojnie obdarowany, nie tylko jest jej wybrańcem niejako, który otrzymuje bezcenny rzadki skarby czy raczej skarby, otrzymuje on również coś zgoła odmiennej wartości – otrzymuje niezwykle, wręcz nadludzko ogromny ciężar, który musi całe życie dźwigać, jeśli zdecyduje się być artystą i poświęcić swe życie Sztuce, rezygnując ze zwykłego, doczesnego szczęścia i radości; ciężar, z którym nierozerwalnie związany jest niepojęty ogrom cierpienia i bólu, w tym też cudzego wywołanego nieziemsko wielką zdolnością empatii – ów werterowski Weltschmerz niejako, a też nadludzko ogromny bagaż doświadczeń, jaki ów ciężar jeszcze nieskończenie bardziej potęguje.

talent

Artysta mimo pozornej beztroski, radości i szczęśliwości swego odmiennego losu i bytu, bajecznie imprezowego życia, jakim żyła chyba spora większość z wybitnych artystów, kryje za tą złudną lukrowaną, kolorową fasadą pozorów, faktycznie nieskończony ocean wielkiego ludzkiego nieszczęścia, cierpienia, bólu i krzywdy, bezmiar dramatów i tragedii ludzkich, ogrom trudu tej niespotykanie ciężkiej, trudnej, krętej i wyboistej drogi, na którą jeśli raz się wkroczy, już nie ma z niej absolutnie żadnego odwrotu – jak w tym porzekadle, wkraczając na tę drogę, jest ów „wóz albo przewóz” i reklamacji się tutaj potem nie uwzględnia!

A zatem Artysta to z jednej strony ów „wybraniec bogów”, członek niszowej elity, uprzywilejowana i bardzo hojnie obdarowana, niejako „ekskluzywna” mniejszość, jakiej dany jest ów przywilej i zaszczyt, aby móc parać się sztuką, a swym fachem uczynić twórczość artystyczną, tym samym stając się niejako jednostką wybitną, ponadprzeciętną i wybić się ponad zwykłą, prozaicznie szarą odtwórczość i jedynie wytwarzanie dóbr doczesnych, tworząc coś znacznie więcej aniżeli tylko te dobra doczesne, coś niemierzalnego żadną z fizycznych miar, wyższego i niemal boskiego, co wyraża pewne wysokie, wysublimowane niematerialne byty – pewną efemerycznie ulotną idee fix, niematerialny byt, istniejący jedynie gdzieś w meandrach umysłu i intelektu w formie nierealnych myśli czy wyobrażeń zrodzonych przez bujną, rozbuchaną wyobraźnię ekscentrycznie artystycznego indywiduum. A z drugiej zaś strony – największy męczennik i nieszczęśnik spośród ludzi, człowiek nieskończenie ciężko i boleśnie doświadczony przez perfidnie parszywy los, człowiek, którego życie wypełnia bezlik niewyobrażalnie wielkiego cierpienia, bólu i krzywdy, męczennik, na którego barkach spoczywa największy ciężar i bagaż doświadczeń, jaki to musi on przez calutkie swe nędzne życie dźwigać nieustannie, a który wciąż z każdym krokiem staje się bardziej ciężki…. I wreszcie człowiek, który skazany jest nie tylko na najbardziej niewdzięczny los, ale i ów kolokwialny „kawałek chleba”, albowiem często gęsto cały ów ogromny bezmiar jego ciężkiej pracy i jej wybitnych efektów w postaci stworzonych wielkich dzieł sztuki, cała jego mordęga i krwawica, cały ów gigantyczny wysiłek i trud jakie przez caluteńkie życie musi on nieustannie wkładać w swą twórczość i pracę, za jego doczesnego życia nie tylko nie bywa należycie doceniony czy nawet i dostrzeżony, ale co gorsza nie zostaje on należycie wynagrodzony, skazując często gęsto artystę na życie w biedzie czy wręcz nędzy, nie doczekawszy się za życia należnych mu profitów ze swej twórczości, a też wręcz nie dając mu nawet choć możliwości zarobienia na „chleb” tylko, a czego potwierdzenie również znaleźć można w rozlicznych biografiach wybitnych artystów z całej dotychczasowej historii ludzkości. Dodam tu tylko, iż rewelacyjnym na to przykładem może być chociażby Vincent Van Gogh i jego jakże nieludzko nędzny żywot, a który to za każdym razem jednakowo silnie prowokuje do łez z żalu nad tym biednym nieszczęśnikiem. Ale też i budzi ogromną złość, kategoryczną pogardę i sprzeciw względem tej niegodziwości, jaka to obecnie go nawet po śmierci spotyka, gdy po tejże śmierci już tak wiele wiele długich lat, teraz nagle doceniany jest jego wybitny geniusz i każde z jego dzieł kosztuje dobre miliony dolarów, a zysk z tego jemu żaden, jedynie dla tych pijawek – marszandów i znudzonych bogaczy, którzy na jego krzywdzie, nieszczęściu, niedoli, cierpieniach i bólu nieludzkich bezwstydnie żerują, czerpiąc niebotyczne korzyści, za nic mając Van Gogha i jego jakże tragiczny i straszny los nieludzki!

images (2)

Ów symultaniczny dualizm natury i żywota Artysty zdaje się być relacją czysto antagonistyczną, oksymoronem dwóch skrajnych przeciwieństw, paradoksem wykluczających się wzajemnie sprzeczności, a jednak zarazem tworząc pewną spójną, harmonijną jedność, łącząc ów przysłowiowy „ogień i lód” w komplementarną, jednolitą całość, złożoną z dwóch tak sprzecznych elementów, bez których jednakże obu naraz, owa całość traci swój cały sens, logikę, cel i wszelkie znaczenie, stając się niekompletną i bezużyteczną nicością…

 

I, jak mniemam, już na tym etapie, nie budzi już zapewne żadnych wątpliwości stwierdzenie, iż artysta jest z całą pewnością kimś wyjątkowym, kimś, kto wyróżnia się od innych. A w przekonaniu którym to postaram się dalej jeszcze bardziej Czytelnika utwierdzić.

III. RZECZ O ISTOCIE BYTU – CZYLI KIM JEST ARTYSTA?

Z uprzednio tu sformułowanych definicji oraz późniejszych roztrząsań tu poczynionych przeze mnie w zasadzie posiadamy już pewien ogólny zarys tego, kto to jest artysta. Jednakże mimo wszelkich zawartych tamże już informacji na temat pojęcia artysta, pozostaje pewien niedosyt i pewna wątpliwość w to, czy jednak wiemy faktycznie kim jest ów Artysta? I to esencjonalne, a też kardynalne pytanie postawiła Maria Gołaszewska w swym artykule pt. Kim jest artysta?[5]. I to właśnie refleksji nad tymże tekstem poświęcony będzie ten rozdział, w którym rozważania swe oprę na wspomnianej pracy Gołaszewskiej.

3.1. Artyzm i Etymologia.

Posiadamy już sformułowane tu uprzednio krótkie, ogólne definicje pojęcia artysta, i pewien ogólny zarys tego, kim artysta jest. Bazując na tychże definicjach można by podać jako cechę dystynktywną, która odróżnia artystę od innych ludzi (Zwykłych Homo Sapiens) właśnie artyzm, który podług definicji słownikowej zaś oznacza:

[…] 1. <zdolność, umiejętność tworzenia rzeczy pięknych (i doskonałych przyp. aut.), mistrzowskie wykonanie dzieła sztuki; mistrzostwo, biegłość, talent> […][6].

Uwidacznia się tu wyraźnie podobieństwo pojęcia artyzmu do pojęcia, jakim jest talent.

Idąc za przykładem Gołaszewskiej, pozwolę sobie tutaj podobnie, jak i ona we wspomnianym artykule, uzupełnić nieco omawiane pojęcie artysty, o kwestie etymologii tegoż pojęcia.

byc-artysta-oznacza-widziec-to

Poczynając od samego początku, słowo artysta (łac. Artifex) najsampierw w łacinie posiadało nieco inne znaczenie, a mianowicie oznaczało ono niejako adepta sztuki czyli człowieka, który dopiero pobiera edukację (tzn. uczy się) w dziedzinie sztuk pięknych. Zaś aż do wieku osiemnastego pojęcie artysta było raczej silniej przypisane dobremu rzemieślnikowi, by dopiero następnie stać się później określeniem twórcy dzieła sztuki miast jedynie odtwórcy jak uprzednio.

Przy czym warto tu podkreślić fakt, iż przez długi okres czasu rzemiosło i sztuki piękne nie były sobie przeciwstawiane. Tymczasem dopiero w wieku dziewiętnastym ustanowiło się utożsamienie osoby artysty z twórcą.

Aczkolwiek obecnie sytuacja ta uległa z upływem czasu zmianom a zakres pojęcia twórczość uległ bardzo znacznemu rozszerzeniu. I tak współcześnie twórczość odnosi się do bardzo szerokiego spektrum rozmaitych zjawisk. Poza twórczością stricte artystyczną wyróżnia się także chociażby np. twórcze rozwiązywanie problemów, którego istota opiera się na koncypowaniu rozwiązań nieszablonowych. Poza tym za twórczość uznaje się również dorobek naukowy. A co więcej, mianem twórcy określa się również osoby, które suponują jakieś innowacyjne wartości. Rozchodzi się tutaj zarówno o filozofów i przywódców religijnych, jak i polityków, wynalazców bądź to wszelkich innowatorów w rozmaitych dziedzinach życia.

A to zaś jest przyczyną tego, iż współczesna estetyka rzadko traktuje o takiej twórczości, jaka niegdyś to odnosiła się jedynie do pewnego wąskiego grona ludzi o nadzwyczajnych uzdolnieniach, którzy spożytkowywali swój talent w celu tworzenia rzeczy wzniosłych.

3.2. Estetyka a twórczość.

Co do estetyki warto tu nadmienić o pewnych związanych z nią kwestiach. Zacznijmy od określenia dziedziny jaką się ona zajmuje. A mianowicie dziedzinę tę stanowią zagadnienia, które są uwarunkowane tak zwaną sytuacją estetyczną. Zaś sytuacja estetyczna powiązana jest z pojęciami takimi, jak: twórca, dzieło sztuki, odbiorca a też wartość. Owa wartość natomiast przeobraża sytuację estetyczną w pewien byt spójny.

Funkcję estetyki stanowi diagnozowanie i zgłębianie relacji pomiędzy owymi czynnikami wymienionymi tu uprzednio. Względem tychże relacji można by ująć je w następujący niejako schemat, opisany poniżej.

Co prawda artysta, jako twórca wypracowuje swoistą specyficzną tylko dla niego metodę twórczości (tj. tworzenia). Jednakże mimo tego zróżnicowania indywidualnego każdy proces twórczy złożony jest z dwóch, elementarnych faz zawsze jednako. Pierwsza to tzw. faza przeżyciowa, zaś druga to faza realizacyjna.

I tak rezultat pierwsze fazy, czyli przeżyciowej, stanowi koncept oraz plan dzieła. Cel zaś, do którego dąży faza realizacyjna stanowi ucieleśnienie tejże wizji artystycznej powstałej w wyniku fazy pierwszej, a jej rezultat natomiast to dzieło (sztuki np.).

Tutaj uwidacznia się nierozerwalną więź aktu twórczego z indywidualnością i swoistością osoby twórcy i jego natury, a która często gęsto wywiera silny wpływ na dziele sztuki, pozostawiając na nim swe piętno.

kazdy-artysta-jest-jak-matka

Do cech dystynktywnych osób twórczych zaliczyć bowiem można primo umiejętność niejako „Wsłuchiwania się” w swoje własne koncepcje, a co z kolei rodzi nierzadko nietuzinkowe, oryginalne idee czy pomysły i wizje. I secundo – umiejętność realizacji własnych wizji poprzez tworzenie z nich dzieł, które brylują, odznaczając się na tle innych dzieł.

3.3.O źródłach twórczego geniuszu….

Snując refleksje na temat osoby artysty nie sposób nie zahaczyć o dziedzinę, jaką jest psychologia twórczości.

Za przyczynę i źródło licznych problemów człowieka uznaje się brak umiejętności wyczucia własnych potrzeb, a także rekognicji swych słabych i silnych stron. Analogicznie rzecz się ma również z uzdolnieniami, przez co bywa tak, iż ludzie podejmują wysiłek w dziedzinach, do których nie posiadają należytych predyspozycji.

A zatem co jest niezbędne do tego, aby zostać artystą?

Sam talent niestety nie jest jeszcze do tego wystarczający, niezbędne jest również zapewnienie odpowiednich warunków wzrostu i rozwoju, które zapewnią możliwość realizacji twórczego potencjału. Ale to jeszcze nie wszystko, gdyż same jedynie sprzyjające warunki jeszcze artysty nie czynią. Możemy tu wyróżnić pewne dwa skrajne przypadki. Pierwszy stanowią tzw. talenty pozorne, czyli ludzie którzy chociaż poświęcają temu wiele wysiłku i tak nie są zdolni do tego, aby wzbić się ponad pewną przeciętność.

 

Natomiast drugi, skrajnie odwrotny stanowią twórcy najwięksi, którzy w pełni zasługują na chlubne miano geniusza. Pojęcie geniusz nie zawsze posiadało swe obecnie stosowane znaczenie. Pierwotnie bowiem oznaczało ono ducha opiekuńczego, a dopiero od epoki romantyzmu nabrało ono zgoła odmiennego znaczenia.

Tym niemniej to, co jest, a co nie jest dziełem sztuki podług Schellinga określić można na podstawie następującego kryterium, jakie ujmuje słowami: „Każde prawdziwe dzieło sztuki jest dziełem absolutnie koniecznym”. A zatem co z tego wynika, iż dzieła sztuki nie stanowi dzieło, które mogłoby nie istnieć – a tym samym nie spełnia tegoż warunku, jako że nie jest ono absolutnie konieczne.

Co więcej, można zatem stwierdzić, iż dzieło geniuszu stanowi rzecz konieczną, bez której nie do pomyślenia byłaby kultura czy jej istnienie. A ponad to warunkiem koniecznym jest tu także dla dzieła geniuszu pewna doskonałość. Doskonałość ta czyni co najmniej zbędnym ujęcie bądź dodanie do niego jakiegokolwiek elementu.

Warto tu wspomnieć twierdzenie innego wielkiego idealisty niemieckiego, jakim jest Hegel, autor Fenomenologii ducha. Podług niego to zaś cechę konieczną człowieka genialnego stanowi umiejętność dobrego rozumienia otaczającej rzeczywistości, bazującego na osobistym doświadczeniu.

Przy czym istotne jest tu uwzględnienie tego, iż relacja zachodząca pomiędzy elementarną osobowością człowieka a osobowością twórczą ma charakter różnorodnym.

Warto tu wspomnieć o popularnym podejściu, jakie stanowi biografizm. Pogląd ów upatruje przyczyn powstania dzieła w pewnych konkretnych przeżyciach psychicznych jednostki. A przez to poprzez poznanie dzieła sztuki zostaje poznana jednocześnie również osobowość jego twórcy. Aczkolwiek w rzeczywistości często gęsto twórczość artystyczna i biografia artystyczna są dość rozbieżnymi kwestiami, nie posiadającymi ze sobą zbytnio punktów wspólnych.

Przy czym, istotne jest tu, aby uwzględnić fakt, iż poprzez akt poznania dzieła sztuki dokonywane jest poznanie tych elementów, które w sztuce są najistotniejsze, a zaś przeżycia artysty jako istoty ludzkiej są w tej materii kwestią drugoplanową.

Wzorem Gołaszewskiej, zilustruję to przykładem Stanisława Ignacego Witkiewicza, podług którego to w sztuce nie liczą się „bebechy”, a więc ów nastrój artysty, lecz rzecz zgoła całkiem odmienna, czyli końcowy efekt uzyskany w akcie twórczym przez artystę. A mówiąc prosto, dla Witkacego zupełnie bez znaczenia jest to, czy ten albo owy artysta podcina sobie żyły, czy też „popija herbatkę z mlekiem”, dla niego bowiem najistotniejsze jest samo dzieło, a które to winno być „zapięte na ostatni guzik”.

Kolejną kwestię, którą wymaga tutaj rozpatrzenia, stanowi kwestia motywacji działalności artystycznej.

I tak elementarna kategoryzacja motywów twórczości artystycznej wyróżnia motywy obiektywne oraz subiektywne – a które tkwią zaś w osobie samego twórcy.

Kolejna kategoryzacja wyróżnia zaś motywy, które ulegają podporządkowaniu autoteliczności dzieła sztuki oraz takie, które nie ulegają temu podporządkowaniu wobec tejże autoteliczności. A to z racji tego, iż wolą artysty podczas tworzenia dzieła może być to, aby je utworzyć w formie najdoskonalszej, albowiem dzieło to jest realizacją zamysłu artysty. Ponadto w dziele swym artysta pragnie zawrzeć pewien przekaz, jaki ma wyrażać dane treści istotne podług jego mniemania. Co więcej, pragnieniem artysty jest aby ów przekaz zawarty w tymże dziele natrafił na odbiorcę, który zdolny będzie do odpowiedniego zrozumienia tego dzieła.1352382270_2ucons_600

 

I tym samym omówione zostały już tutaj motywy działalności artystycznej ze względu na ich podporządkowanie autoteliczności twórczości – a więc jako celowi samemu w sobie.

Co do motywacji nie podlegających autoteliczności twórczości, można spośród nich wymienić takie, jak np. pragnienie zdobycia sławy i majątku, prestiż społeczny oraz snobizm, czy też z nieco mniej przyziemnych – dążenie do rozwoju duchowego. Owa ostatnia z wymienionych tu przykładów motywacji z tej grupy uzmysłowić ma nam fakt, iż motywy te nie wykazują uporządkowania, jakie to miało by wskazywać, iż są one jakąś gorszą kategorią i nie powinno się też tak ich traktować. A zresztą przecież nawet takie motywacje jak choćby zła sytuacja materialna czy wręcz urażona ambicja stanowią nierzadko ów „motor napędowy” pchający artystę do włożenia w akt twórczy większego wysiłku, a czego rezultatem nieraz bywa powstanie prawdziwego arcydzieła – n’est-ce pas?

3.4. Specyfika artystycznej percepcji.

Kolejna z różnic między naszym przeciętnym Homo Sapiens a natchnionym Homo Artifex et Creator tkwi w pewnej specyfice ich percepcji czyli sposobu postrzegania rzeczywistości, a i ogólnie spojrzenia na tą rzeczywistość.

Albowiem artysta wyróżnia się również w tym względzie i specyfiką takiej to artystycznej percepcji i „spojrzenia na rzeczywistość”, jaka nie raz zdaje się być zgoła całkiem odmienna aniżeli ta właściwa dla innych „zwykłych” ludzi.

Oczywiście taka specyficzna artystyczna percepcja i spojrzenie na rzeczywistość wykazuje także wewnętrzne zróżnicowane i może przybierać rozmaite formy. Dla przykładu dla części artystów typowa jest percepcja świata jako pełnego wielu „braków” niejako, a które wymagają skorygowania bądź to ich usunięcia. Aczkolwiek nie oznacza to wcale a wcale jakoby art4109877yści z tego rodzaju percepcją (ani też żadną inną) mieli w zwyczaju marudzić, a wręcz całkiem przeciwnie, jako że podług mniemania artysty z owymi brakami, a zatem z niedoskonałością tego świata nie tylko można, ale właściwie też i należy walczyć i zmieniać ten świat na lepsze. Charakterystyczne dla tej formy artystycznej percepcji jest zaś to, w jakim kierunku ona zmierza wówczas twórczość takiego rodzaju artysty. A mianowicie dąży ona wówczas do wytwarzania nowych, innych obiektów czy rzeczy, a które to mają na celu skorygowanie bądź dokonanie likwidacji aktualnego stanu rzeczy, który jest niepożądany.

730..20130924153851_jestes_artysta

Inny przykład formy artystycznej percepcji stanowią zaś artyści, podług mniemania których faktem jest korelacja niedoskonałości tego świata z brakiem adaptacji człowieka. Stąd też u artystów tego pokroju uwidacznia się dążenie ku temu, ażeby zdobyć pogłębioną wiedzę o rzeczywistości bądź to ku wytworzeniu takiej, nowej rzeczywistości, w której to owa adaptacja człowieka byłaby możliwa.

3.5. Dwie role – Twórca a Odbiorca.

Wszelka twórczość artystyczna bądź to Sztuka wymaga z zasady odegrania tu dwóch, odrębnych i zgoła odmiennych ról, a jakimi są role Twórcy – nadawcy i Odbiorcy. A sama w sobie twórczość artystyczna jako jedno ze swych założeń posiada zawartą w sobie intencję żywego kontaktu z odbiorcą, a to z racji, iż bez tego kontaktu nie jest ona żywa i pozostaje martwa. A i ja sama, ze swego już dość bogatego doświadczenia w obrębie twórczości artystycznej, jako pisarka i poetka od wielu, wielu lat, doskonale wiem już i zdaję sobie z tego sprawę, że podobnie jak i wszelkie inne rodzaje twórczości, także i słowo pisane bez owego kontaktu z Czytelnikiem pozostaje martwe, i dopiero ów kontakt z Czytelnikiem sprawia, że tekst czy ogólnie – słowo pisane żyje i jest żywe, a zatem można pokusić się o konkluzję, iż Sztuka żyje jedynie poprzez ów kontakt z Odbiorcom.

Co oczywiste, forma i sposób kontaktu ze Sztuką i twórczością jest zgoła odmienna dla obu z tych ról, realizuje i służy innym celom, pociąga za sobą odmienne rezultaty i efekty (bądź to skutki).

I tak realizacja owej relacji Artysta – Odbiorca dokonuje się na płaszczyźnie pewnych ustalonych kodów kulturowych, a jakie w dużej mierze pozostają zależne od czasu i miejsca, w jakich zachodzi dana relacja. I tak przykładowo, jak wiemy zgoła odmienna jest reakcja na sztukę gotycką człowieka współczesnego, a diametralnie inna była ona dla człowieka, który żył w wieku czternastym.

d6f99df1-d363-4548-9bc9-063c85fa9886

Sztuka z gatunku „Street art” – jedno z dzieł Banksy’ego w Londynie…

W kwestii roli Odbiorcy Sztuki wspominana autorka zwraca uwagę na kontrowersyjne tezy, które są postulowane przez Bogusława Schaeffe r’a, podług którego to w obrębie estetyki zmiany dokonują się z częstością wprost proporcjonalną do częstości zmian estetycznych gustów. Dokonuje on też nieco kontrowersyjnego przyrównania sztuki do luksusowego towaru. A sztuka podług mniemania Schaeffer’a natomiast istnieć może bez jej odbiorców, atoli z tej racji, iż na podobieństwo Natury jest ona zachwycająca sama w sobie, a więc zbędni jej są pochlebcy i schlebianie jej. A zatem co z tej tezy wynika, znaczenie człowieka w roli Odbiorcy sztuki oszacowywane jest jako raczej niewielkie. Co więcej, równie sceptycznie rozprawia się on z zachwytem dla dzieł minionych epok, a które to zjawisko uznaje on za zbędne czy niepotrzebne dla ich twórców. Podług niego bowiem twórca wcale nie tworzy swych dzieł „dla potomności, lecz dla ludzi jemu współczesnych, którzy partycypują z twórczością za życia doczesnego jego autora.

images

Aczkolwiek nie jest nam do końca wiadome to, czy owa sztuka epok minionych wywiązuje się ze swego zadania, jako że brak jest współczesnych jej odbiorców, to w mym mniemaniu i tak ów kontrowersyjny postulat pozostaje sprzeczny z mymi własnymi w tym względzie poglądami, jako Artystki i Twórcy, a też jest on sprzeczny i łamie zasadę zawartą w mym chyba najbardziej głównym życiowym motcie, a które to stanowi następująca łacińska sentencja: „Non omnis moriar!” [‘Nie wszystek umre’, Horatius Carmina III, 30,6].

Relacja zachodząca pomiędzy Artystą i Odbiorcą opiera się na zasadzie niejako sprzężenia zwrotnego. Prócz tego, iż Twórca wpływa na odbiorców, także odbiorcy wywierają pewien wpływ na artystę. O istotności tego wpływu odbiorców na artystę przesądza fakt, iż może on mieć pozytywne rezultaty, jak choćby odkrycie nowych dróg czy też otwarciem owych słynnych nowych „drzwi percepcji”, bądź to innego rodzaju wkład w rozwój i progres twórczości danego artysty i jej efektów (tzn. jego dzieł). Aczkolwiek ów wpływ oczywiście może mieć również i negatywny charakter, a jego rezultaty wcale nie zawsze muszą być pozytywne. Zilustrować to można przykładem artysty, który w skutek takiego to wpływu odbiorców, ugina się i staje uległym wobec panującej mody czy trendów, ślepo podążając wraz z owym kolokwialnym „owczym pędem”, a też wykazuje niepotrzebne dostosowanie się do gustów nie własnych lecz innych ludzi.

Intencje Artysty w owej relacji zilustrować zaś można, wzorem uprzednio wspomnianej autorki, przykładem jednego z polskich artystów, jakim jest Tadeusz Brzozowski. Wyznaje on bowiem, iż jego pragnieniem podczas tworzenia swych obrazów nie jest jedynie tylko to, aby owe obrazy (dzieła) podobały się, zyskując aprobatę czy poklask odbiorców. Pragnienie to stanowi bowiem co więcej to, aby udało mu się tymi dziełami natrafić na takiego odbiorcę, którego poprzez kontakt z owym dziełem udałoby się nakłonić do myślenia, a poniekąd także w rezultacie do czynienia dobra.

Artysta – nadawca zatem wysyła (nadaje) pewien zakodowany w dziele przekaz – komunikat, skierowany do Odbiorcy, który poprzez kontakt z danym dziełem sztuki i partycypację z nim, dokonuje jego interpretacji – oczywiście, podobnie jak Nitzsche uważam, iż interpretacji subiektywnej i indywidualnie zależnej od danego konkretnego odbiorcy – a tym samym rozkodowuje zakodowany przekaz i odczytuje treść nadanego przez Artystę komunikatu, którego treść podobnie jak to w przypadku interpretacji – jest subiektywnie zmienna i zależna od indywidualnego odbioru danego odbiorcy, aczkolwiek prawdą jest po części też i to, że niezależnie od subiektywnej i indywidualnej interpretacji i odbioru, w każdym dziele zawarte są zwykle także pewne elementy stałe, niezmienne i niezależne od tejże interpretacji czy odbioru, odbierane – mniej więcej – jednakowo przez każdego Odbiorcę w każdym czasie czy miejscu.

Względem Odbiorców dzieła artystycznego można dokonać ich kategoryzacji, wyróżniając ich trzy elementarne kategorie. Pierwszą kategorię stanowią odbiorcy należycie wykształceni i kompetentni (np. jak kompetencje użytkownika języka, znawcy sztuki etc.), drugą zaś – odbiorcy amatorzy, i w końcu trzecią tworzą obiorcy „nieprzygotowani”, czyli nie posiadający należytej wiedzy i kompetencji niezbędnych do obcowania ze sztuką, bądź to danym jej wytworem. Zauważyć tu więc należy owe wewnętrzne zróżnicowanie odbiorców sztuki i twórczości artystycznej. Pośród nich występują zarówno odbiorcy kompetentni, którzy odbyli uprzednio w danym kierunku długoletnią i wyczerpującą edukację. A też tacy odbiorcy, którzy są świadomi własnych potrzeb artystycznych, co pcha ich do obcowania ze sztuką i okazjonalnego zdobywania wiedzy o sztuce. Jak i wreszcie odbiorcy, kompletnie pozbawieni jakiegokolwiek przygotowania, kierowani jedynie własną wrażliwością, z racji tego, iż są oni kompletnie pozbawieni wszelkiej wiedzy odnośnie sztuki.

Co się zaś tyczy z koli Artystów, najsampierw można dokonać ich kategoryzacji ze względu na osobowość twórczą. Tutaj zaś wyróżnić należy dwa zasadnicze rodzaje czy typy artystów. Pierwszy z nich stanowią artyści tzw. „ukryci”, czyli tacy, którzy w swych dziełach parają się kwestiami dotyczącymi ich samych w stopniu najwyższym. 6a00e54ef96453883401a5116bfad2970c-640pi Aczkolwiek nie jest to wcale tożsame jakoby z tym, iż ów artysta „ukryty” para się tamże kłopotami dnia codziennego, ale raczej z tym, iż oddaje on w swych dziełach swoje własne, często dość osobiste przeżycia tak, iż odbiorcy mogą z łatwością odnaleźć w tym dziele cząstkę samego siebie. I tym sposobem artysta „ukryty” unika wciskania owej – wielce haniebnej podług mego skromnego mniemania dla każdego rodzaju czy typu artysty – tzw. „prywaty”, wyrażając miast niej uniwersalne sprawy ogólnoludzkie.

Prócz tego drugi rodzaj czy typ artystów stanowią artyści tzw. „wyeksponowani”. Cechą charakterystyczną ich twórczości jest sugerowanie odbiorcy pewnego własnego sposobu percepcji świata, a co z tym związane również eksponowanie swojej osoby, jako osoby realizującej pewien określony konkretnie ideał  artystycznej.

730..20130924153851_jestes_artysta

Analogicznie do wszystkich innych ludzi, również pośród artystów istnieje duże wewnętrzne indywidualne zróżnicowanie, i podobnie jak każdy człowiek, również każdy Artysta stanowi unikatową, niepowtarzalną indywidualność. I tak przykładowo, możemy tu wyróżnić pewne typy artystów, nadrzędne względem tegoż indywidualnego zróżnicowania. Typ chyba najbardziej elitarny, stanowić tu będą tzw. artyści wybitni, parający się twórczością dzieł o wartości uniwersalnej i ponad czasowej. Prócz tego są również i artyści, których twórczość skierowana jest do określonego rodzaju odbiorców a jej celem jest zaspokojenie ich upodobań i dostarczenie im właśnie tego, co odpowiada ich gustom – a zatem tego, co lubią (a więc i chcieliby) oglądać, słuchać bądź czytać etc.

Inną kategoryzację stanowi jeszcze kategoryzacja, której teoretycy sztuki dokonują ze względu na czynniki, które mają największy wpływ na powstanie dzieła. I tak wyróżniamy tu primo twórczość profesjonalną, którą kieruje przede wszystkim refleksja. Zaś ideał takiego rodzaju twórczości (tj. sztuki) stanowi świadomość każdego kroku, jaki zmierza do finalizacji wykonywania danego dzieła. Secundo, zgoła odmienną charakterystyką odznacza się natomiast tzw. sztuka naiwna, która wykazuje z kolei silne nacechowanie ekspresją, poprzez którą artysta niejako „wylewa z b4a2ec7263b0f0e8f61ece6e77c72069siebie” nadmiar buzujących w nim emocji. Twórczość naiwna nawet mimo tego, że wykazuje wiele niedostatków i braków, odznacza się jednak sporym entuzjazmem, a czym często zdobywa sobie aplauz, zwłaszcza młodej publiczności.

Prócz tego wyróżnić możemy jeszcze tertio – twórczość czyli sztukę ludową, w którym decydującą rolę stanowi zaś intuicja. I wreszcie quattro – wyróżniamy też sztukę (twórczość) amatorską, która głównie nastawiana jest na realizację.

To wewnętrzne zróżnicowanie sztuki uwidacznia nam z kolei zróżnicowanie wielości sytuacji artystycznej, a także pewien niejako pluralizm postaw artystycznych, i w końcu zróżnicowanie rozmaitych potrzeb, jakimi kierują się jej odbiorcy.

To zaś stanowi jeartysta_stockden z nielicznych dowodów podważających główną tezę tych roztrząsań o istnieniu dwóch odrębnych gatunków człowieka i wprowadzenia ich rozróżnienia na dwa gatunki Homo Sapiens i Homo Artefix et Creator. A zatem dowodem, który obalając tę tezę, potwierdza fakt, iż twórczość artystyczna w pewnym sensie też nie stanowi wcale czegoś aż tak diametralnie odmiennego od wszelkich innych form ludzkiej działalności. A także, co zatem wynika, iż artyści w pewnym sensie podobnie jak wszyscy inni ci „nie – artyści” żyją w tym samym świcie i rzeczywistości, a prze to są też i zaangażowani czy uwikłani w podobne sprawy tak samo.

Tym niemniej ów sporadyczny dowód nie zmienia wcale a wcale faktu, jakoby Artysta stanowi byt zgoła odmienny diametralnie i różny od bytu, jaki stanowi normalnie każdy zwykły, przeciętny „zjadacz chleba” – typowy przedstawiciel dominującego gatunku Homo Sapiens….

Co jednak odróżnia jeszcze owego Artystę od reszty ludzi rozumnych?

Z pewnością odróżnia go przede wszystkim jego specyficzna, artystyczna wrażliwość – która często gęsto przybiera formę niebotycznej nadwrażliwości, czego i ja sama zresztą stanowię doskonałą egzemplifikację. I to owej specyficznego rodzaju wrażliwości, czy nadwrażliwości, artysta zawdzięcza tę bezcenną umiejętność przyjęcia wobec tych samych spraw co0_0_291182836_Poczatkujacy_artysta_przez_Moostafa_middle inni ludzie postawy odznaczającej się znacznie większą intensywnością, wręcz radykalną, a czego ślad pozostawiany jest właśnie w formie dzieł sztuki. Artysta bowiem, jako największy miłośnik sztuki, umiłował nad życie piękno, które potrafi nie tylko tworzyć, ale i je dostrzegać w każdym istnieniu czy bycie.

 

I tak zilustruje to przykładem cytatu słów Ascanio Condivi, który w Żywocie Michała Anioła takimi słowy opisuje zamiłowanie słynnego artysty Michała Anioła do piękna, piękna natury niejako, z którego czerpał on swe malarskie natchnienie:

[…]Nie tylko kochał on piękno ludzkie, lecz w ogóle każdą rz141013-cytaty-motywacja-inspiracja-niebo-jest-granica-slady-stop-na-ksiezycu-Harlan-Cobenecz piękną; pięknego  konia i pięknego psa, piękny kraj, piękną roślinę, górę czy las, i każdą okolicę, i rzecz piękną i rzadką w swoim rodzaju, uwielbiając to wszystko z przedziwnym uczuciem; w ten sposób zbierał, gdzie mógł, piękno natury, jako pszczoły zbierają miód z kwiatów posługując się nim w swoich pracach; jako to robili zawsze wszyscy, którzy w malarstwie mieli jakiś rozgłos […][7].

IV. EPILOG – CZYLI MIT O ALIENACJI HEROSA PÓŁ – BOGA W ŚWIECIE ZWYKŁYCH ŚMIERTELNIKÓW…

I tak oto dobrnęliśmy aż do samego końca tychże roztrząsań i ostatniego już rozdziału, a w którym to podług reguł i prawideł winno się dać prym podsumowaniu, reasumując uprzednio tu poczynione rozważania. Ale też na samej mecie winna się znaleźć tu jakaś błyskotliwa i najlepiej cięta pointa – którą należy się tekst okrasić, co by dopełnić całości, dodając ową przysłowiową „wisienkę na torcie”…

pytanie-artysty-co-sadzi-o-opinii-krytykow-na-temat-swojego-dziela

A zatem pora na podsumowanie najsampierw.

Reasumując całokształt powyższego wywodu, najsampierw nasuwa mi się na myśl refleksja taka, iż Artysta – Twórca jako ów odrębny gatunek człowiekowatych, może być najtrafniej przyrównany do postaci z mitów, choćby np. greckich, mitycznych Herosów pół bogów, takich jak choćby ów najsłynniejszy Herkules. A zatem Artysta to primo heros – forma nadczłowieka obdarzonego nadludzką mocą, zdolnościami czy talentami. Zaś secundo – Artysta to pół bóg, a więc krzyżówka istoty ludzkiej z istotą boską, czy bogiem, obdarzona boskimi przymiotami i mocą, posiadająca prócz standardowego Człowieczeństwa w sobie także i ów pierwiastek boskości – a przez to ów mieszaniec pół bóg, pół człowiek, skazany jest na swoistą alienację i społeczny ostracyzm; jest on mieszańcem – ni to człowiek, ni to bóg, zawieszony gdzieś pomiędzy tymi światami, gdzieś w pół drogi pomiędzy bogiem a człowiekiem, który w żadnym z tych światów nie jest u siebie, nie pasując ani tu, ani tam, zbyt ludzki dla bogów, zbyt boski dla ludzi – ot samotny wygnaniec, bezdomny outsider ugrzęzły w bagnie swej artystycznej alienacji, bezpański kundel, nie pasujący do żadnej z ras…

Ów Artysta – Heros i Pół Bóg obarczony przeto jest dwoistym ciężarem i sortem obowiązków oraz powinności, jakich dopełnienia się od niego bezwzględnie wymaga. Primo jest to ciężar Człowieczeństwa i wszelkich kwestii z nim powiązanych, ciężar obowiązków i powinności, jakie każdy Człowiek bezwzględnie wypełnić musi, aby udowodnić swe Człowieczeństwo pełne i zasłużyć na miano prawdziwego Człowieka – Humanisty, idealnej formy człowieczej, doskonale perfekcyjnego ludzkiego istnienia… W tym między innymi te obowiązki i powinności Człowiecze, jakie Człowiek posiada względem każdego innego Człowieka – czyli w zasadzie całej ludzkości. I też te względem Człowieczeństwa i jego istoty, obowiązki i powinności ich obrony, walki o nie, troski i dbałości o ich blask, piękno, wartość ale i ogólnie – istnienie i byt. Te jakie na ludzkim świecie od Człowieka wymagać się zwykło i wobec ludzkiego świata, spraw i istot odpowiedzialnością obarczyć można innego Człowieka.

no2a7877-2

I secundo – obarczony jest on też ciężarem, obowiązkami i powinnościami zgoła odmiennymi od tych ludzkich, nadludzko ciężkimi i wymagającymi nadludzkich mocy, zdolności czy umiejętności, a jakie dla zwykłych ludzi są niepojęte ich maluczkim rozumkiem… Ów nadludzki ciężar, obowiązki i powinności to bowiem te „boskie”, a jakich to od bogów się wymagać winno, i jakie bogowie winni bezwzględnie wypełniać i dzierżyć na to, co „boskie” – mówiąc w skrócie obrazowo. Boski ciężar, który tylko boskie barki udźwignąć zdołają; boskie obowiązki i powinności, jakie bogom wypełniać należy zarówno względem bogów i spraw boskich, jak i względem ludzi i ludzkich spraw oraz świata. Ów element boskości bowiem prócz boskich mocy, atrybutów, zdolności czy umiejętności, również i takie, znacznie bardziej nieprzyjemne i ciężkie, konsekwencje za sobą pociąga…

1373378646_by_Violetta_500

I chyba właśnie ów element boskości, a zwłaszcza jego owe negatywne, ciężkie i nieprzyjemne konsekwencje stanowią przyczynę tego, iż Artysta, aby móc być Artystą i przetrwać w tej formie, musi koniecznie być również wystarczająco (nadludzko właściwie) silny, aby zdołać cały ów nadludzki ciężar, obowiązki i powinności, udźwignąć na swych barkach, dzierżąc dzielnie aż po sam kres swej drogi na tym łez padole…

A też, aby zdołać dźwignąć związany z tym nierozerwalnie cały ogrom owego nadludzkiego cierpienia, bólu, krzywdy i nieszczęścia, a jaki chyba każdemu Artyście zawsze w udziale niestety również przypada…

Tym niemniej nie każdy Artysta jest na tyle silny, a czego niepodważalny dowód stanowi choćby owo słynne magiczne dwadzieścia siedem – czyli owiana legendą, niemal mistyczna, feralna granica wieku, której tak wielu spośród wybitnych nie udało się przekroczyć i ich krótkie życie kończyło się właśnie wraz z ukończeniem owych dwudziestu siedmiu lat. Pośród nich można by wymienić na przykład takich jak Jim Morrison, Kurt Cobain, Janis Joplin, czy nie tak dawno zmarłą wokalistkę Amy Winehouse, która zasiliła rzeszę ofiar feralnego dwadzieścia siedem, i wielu innych, o których do dziś świat pamięta, lecz faktycznie jako o tych, którzy nie mieli na tyle siły, aby udźwignąć cały ów nadludzki ciężar, obowiązki i powinności, jakie złożono na ich barki, jako Artysty – Herosa, owego pół człowieka, pół boga, którego element boskości uczynił czymś innym aniżeli zwykłym człowiekiem – czymś, co ni to bogiem, ni to człowiekiem, a co uznać by śmiało można na realizację nietzscheańskiej idei i snu prawdziwego Nadczłowieka, a dla czego aprobatę wyraziłby zapewne i sam Nietzsche, gdyby go o to zapytano za jego życia jeszcze…

1300042635_by_Kwazi12_600

I taka oto nasz Artysta – Heros, Pół – Człowiek, Pół – Bóg, idealny Nadczłowiek Nietzschego, jak każdy przedstawiciel tego gatunku, na samym początku swej twórczej drogi, postawiony zostaje przed chyba najtrudniejszym dylematem człowieczym – oto musi on dokonać wyboru między życiem, istnieniem i wszystkiego co z nim związane, wszystkiego rodzaju szczęścia, radości, przywilejów, korzyści i pozytywnych aspektów, jakie dane są zwykłemu, normalnemu przeciętnemu człowiekowi z gatunku Homo Sapiens, bądź to wyrzeczeniem się ich i tego wszystkiego, na rzecz życia, istnienia i wszystkiego, co tylko z nim związane, jakie dane jest Artyście, składając krwawą ofiarę całopalną z tego wszystkiego ludzkiego na ołtarzu Sztuki i Sztuce, aby zaspokoić tym jej nienasycony apetyt i głód człowieczych spraw, rzeczy, cierpień, bólów, smutków i wszystkiego, co zwykłemu człowiekowi jest właściwe… I to Artysta, niczym ów heroiczny Tytan o nadludzkiej sile musi prócz tego dźwigać na swych barkach, jak mityczny Atlas, cały ten świat i ciężar jego wszystkich smutków, cierpień, bólu, doznań, każdej jednej historii, jaka na tym świecie miała miejsce, każdego jednego doznania, przeżycia, emocji czy nawet myśli, jaka na tym świecie kiedykolwiek istniała… I cierpieć cierpieniem tego całego świata, czuć ból i smutek całej ludzkości – całkiem niczym ów werterowski Weltschmerz, tak ukochany przez Romantyków!

Tak więc oto i ja, naznaczona tym nadludzko ciężkim brzemieniem Artysty – męczennika, cierpię cierpieniem tego całego świata, współodczuwając ból całej ludzkości, pogrążam się w bezdennej głębinie człowieczego smutku… i tylko owej sentencji łacińska melodia mi nadzieje i siły daje, że: „Non omnis moriar!” – i gdy ją tylko na myśl przywołam, znów tę absolutną pewność mam, że choćby nie wiem co, to i tak jednak warto!

 

Fin.

 

By Anna Gabriella Lilith Gajda © All Rights Reserved

9 lipiec A.D. 2016

Artystycznie boski Sosnowiec latem…

Przypisy:

[1] Encyklopedia PWN,  wersja online: http://encyklopedia.pwn.pl  , [dostęp:] 03.07.2016.

[2] Słownik Języka Polskiego, red. Szymczak, Wyd. PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl/, [dostęp:] 03.07.2016.

[3] Słownik Języka Polskiego pod red. W. Doroszewskiego, Wydawnictwo PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl/doroszewski, [dostęp:] 03.07.2016.

[4] Marian Golka, Socjologia sztuki, Warszawa: Difin, 2008, s. 77. Hasło wprowadził(a): Bogna Kietlińska

 

[5] Maria Gołaszewska, Kim jest artysta?, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1986.

[6] SJP pod red. W. Doroszewskiego, Wyd. PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl/doroszewski, [dostęp:] 04.07.2016.

[7] Ascanio Condivi, Żywot Michała Anioła¸ Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1960.

z12849069IF

O współczesnych trollach gnębiących wirtualny świat Globalnej Wioski – czyli rzecz o trollingu internetowym….

z12849069IF

By Anna Gabriella Lilith Gajda®

I. PROLOG – CZYLI KILKA SŁÓW PRO FORMA…

My, ludzie współcześni, żyjący teraz obecnie w XXI wieku, jesteśmy szczególni i niejako „wybrani”, nie tylko ze względu na to, iż to nam właśnie przyszło stać się naocznymi świadkami tak doniosłego i przełomowego momentu w dziejach ludzkości, jakim było nastanie Nowego Millenium, a też i żyć w tym Nowym Millenium, pławiąc się w luksusie tej całej jego „nowoczesności”, ale też i z zupełnie innej, lecz nie mniej doniosłej ani przełomowej przyczyny…

Albowiem oto my, ludzie współcześni staliśmy się również naocznymi świadkami nastania zupełnie nowej, odmiennej i nieznanej Nowej Ery czy Epoki – Epoki Globalnej Wioski i w której to właśnie nam, jako pierwszym „pionierom” przyszło odtąd żyć, a która odmieniła dotychczas znany nam świat tak absolutnie całkowicie, że wręcz wywróciła go do góry nogami, burząc doszczętnie uprzedni ład…

I oto w tym zupełnie nowym, innym świecie Globalnej Wioski przyszło nam żyć prócz tej dawnej, znanej ludzkości od zarania dziejów rzeczywistości realnej i realnym świecie, istniejącej tak faktycznie i fizycznie, niejako namacalnej wręcz, również i w drugiej, nowej i tak diametralnie zgoła odmiennej, innej rzeczywistości, jaką jest rzeczywistość wirtualna i wirtualny świat, twór Internetu i Ery Globalnej Wioski, jakiego nigdy ludzkość jeszcze nie znała i nie widziała – rzeczywistość wirtualna, istniejąca jedynie jako bezcielesny, nienamacalny i nie fizyczny twór – idea w Internetowej, przepastnej i ponoć dosłownie nieskończonej przestrzeni, biegnącej światłowodami sieci, a która to już teraz stała się dla nas równie istotna i prawdziwa, „realna” wręcz jak ta faktycznie istniejąca rzeczywistość, a życie w „virtualu” równie prawdziwe jak to w „realu”.

Ta zupełnie nowa, wirtualna rzeczywistość – tak zgoła diametralnie i absolutnie odmienna, inna od tej realnej, otworzyła przed nami niejako kolejne, zupełnie nowe „drzwi percepcji”, prowadzące do kolejnego zupełnie nowego, nieznanego Świata, jakim jest ów świat wirtualny Internetu.

I też wszystko, co w tym świecie istniało, istnieje, bądź zaistnieje kiedyś jest również podobnie całkiem nowe i diametralnie całkiem odmienne, inne, aniżeli to, co było nam uprzednio znane z życia w „realu” (i wcale nie chodzi tu o jeden z popularnych hipermarketów! J)

Pora więc już najwyższa, aby dokonać eksploracji i poznać lepiej ów nasz nowy, nieznany wirtualny świat, oraz tę nową rzeczywistość drugą, w jakiej to nam właśnie przyszło jako pierwszym żyć i być w niej pionierami, przecierającymi szlak dla potomności i eksplorujących wnętrze tego nowego, nieznanego interioru oraz mnogości zjawisk i form, jakie on w sobie kryje – nauczyć się tej nowej rzeczywistości wirtualnej i nowego, wirtualnego życia w niej – jego zasad, reguł, prawideł i biegu, jego formy bytu i istnienia, jakie tylko będzie nam tam dane napotkać czy doświadczyć, a też w którym to żyjemy już obecnie, chyba bez przesady, już równie mocno, głęboko i „prawdziwie”, co w tym realnym, namacalnym fizycznie – w tym starym, dobrym „realu”….

A ową eksplorację świata wirtualnego i naukę oraz poznawanie jego realiów oraz wirtualnego życia w Globalnej Wiosce, można rozpocząć już teraz, chociażby od lektury niniejszego artykułu i zapoznania się nieco bliżej z jednym z bardziej charakterystycznych, częstych i istotnych zjawisk w Internecie, jakim jest trolling i trolle internetowe, o których to traktuje tenże artykuł.

A zatem… zapraszam Was Drodzy Czytelnicy w podróż do wirtualnej krainy czarów Internetu i niezwykłą przygodę w tej wirtualnej krainie pełnej złośliwych trolli – Enjoy the trip! 😉

II. WSTĘP.

Internet to chyba jeden z najgenialniejszych wynalazków w historii ludzkości, za pomocą którego ludzie z całego świata zyskali możliwość przesyłania niezliczonej ilości nawet bardzo zróżnicowanych danych oraz globalnego komunikowania się. A który to ów nasz współczesny świat i ludzi w nim obecnie żyjących przeniósł w ten zupełnie nowy, odmienny wirtualny świat Globalnej Wioski, zmieniając doszczętnie absolutnie wszystko, i który nagle oto pozbawiony został wszelkich dotychczasowych ograniczeń, w którym granice i odległości dzielące dotychczas ludzi nagle znikły zupełnie, przestając stanowić barierę czy przeszkodę a cały świat legł u stóp absolutnie każdego, kto tylko posiadał połączenie z siecią i dostęp do Internetu – Globalna Wioska przywitała ludzkość w swej wirtualnej Krainie Czarów bez granic….

I oto odtąd rzeczy jakie dotychczas zdawały się absolutną niemożliwością, urzeczywistniły się stając możliwe, a też i równie łatwe jak mrugnięcie okiem. Chcesz pochwalić się znajomym fotkami z urodzin? Nie ma problemu, wystarczy jedno kliknięcie! Masz ochotę napisać bardzo długi list do serdecznej przyjaciółki w Nowej Zelandii i szybko otrzymać na niego odpowiedź? „Mały pikuś”! A może potrzebujesz porady i rozeznać się zapytując ludzi z całego świata o to, jakie posiadają oni sposoby na najlepsze naleśniki czy połów ryb „na muchę”? Cóż, chwilka pracy i gotowe – voila! A może doskwiera ci brak zagranicznych znajomych? To też da się bardzo prosto i szybko załatwić w Internecie, bez obaw!

Oto drogi Czytelniku, witamy bowiem w Globalnej Wiosce, w miejscu, w którym każdy ma prawo do woli korzystać z ograniczonej anonimowości i szerokiego grona potencjalnych odbiorców, w którym może komunikować się bez żadnych przeszkód i ograniczeń z całym światem, a jakie dawniej stanowiły chociażby np. granice państwowe czy odległości dzielące ludzi od siebie…

Jednakże mimo tego całego, nieskończonego ogromu dobrodziejstw, jakie przyniósł ludzkości ów wynalazek, jakim jest Internet obecnie, niestety również i na jego negatywne efekty nie przyszło nam długo czekać, cóż – c’est la vie!

Atoli dlatego, iż jak powszechnie wiadomo, każdy wynalazek w historii ludzkości został choć raz wykorzystany w złym celu – poczynając od koła aż po technologię rozszczepiania atomów. A to zaś stąd, iż żaden wynalazek sam w sobie nie jest jeszcze ani dobry, ani też zły, a dopiero to, w jaki sposób zostanie on wykorzystany, może być dobre lub złe, a też cele do jakich będzie używany są dopiero dobre lub złe, a nie on sam w sobie….

Lecz niestety i w przypadku Internetu również znalazło się bardzo wielu ludzi, którzy z wielką chęcią wykorzystali i tenże genialny wynalazek w zły sposób, i którym posłużył on do złych celów. A to choćby takich jak uprzykrzanie innym użytkownikom korzystanie z niego, łamanie obowiązujących zasad, agresję czy tzw. „cyberprzemoc”, siejąc zamęt, wzniecając kłótnie, wrogość i dezorganizując normalne funkcjonowanie i niejako „życie” w danych zakątkach Globalnej Wioski.

A w kwestii form takich działań i zachowania, jak mniemam, chyba niemalże każdy jeden z internautów, słyszał bądź miał do czynienia – aczkolwiek zapewne nie zawsze był tego w pełni świadom – z jakimś trollem internetowym

trolling-is-a-art

Strolllowany żart o trollingu ;)

A właśnie owe trolle internetowe są sprawcami zjawiska zwanego trollingiem bądź inaczej trollowaniem, jakie tutaj stanowić będzie meritum poniższych roztrząsań.

III. TROLLE I TROLLOWANIE – WPROWADZENIE DO ZAGADNIENIA.

Z racji szacunku dla obowiązującej normy i utartej tradycji, obowiązującej dla tego rodzaju tekstów, a zwłaszcza stylu naukowego, jaki tutaj usilnie staram się naśladować, należałoby najsampierw „dopełnić formalności”, a więc zająć się kwestiami definicji głównych pojęć strategicznych dla tychże rozważań – czyli stanowiących tu owo meritum.

Kwestie definicyjne, jak wszelkie kwestie formalne, podobnie jak formalności dopełnić się należy, mimo że nudne, żmudne i w ogóle pragmatycznie prozaiczne i „odtwórcze” do tego jedynie tam bla bla bla.. – ale obowiązek wypełnić swój trzeba jednak i basta! A zatem i ja, obowiązku dopełnić swego tu muszę należycie – i poświęcić tu chwilę i trochę miejsca na wyklarowanie i dopełnienie wszelkich należnych „formalności”, jakie stanowią kwestie definicyjne i podjąć próbę wstępnego zdefiniowania głównych pojęć dla niniejszego wywodu i roztrząsań w nim poczynionych.

A zatem definiowanie czas zacząć!

  1. Trolling, trollowanie i trolle – czyli definicje głównych pojęć.

Trolling czy inaczej trollowanie stanowi jedno z aspołecznych zachowań w Internecie, jakie poniekąd zalicza się także do form tzw. cyberprzemocy, czyli form zachowania agresywnego i przemocy stosowanej w sieci.

Pojęcie trollingu, najprościej można by zdefiniować jako pewien rodzaj niestosownego zachowania, spotykanego m.in. na forach internetowych i czatach, a także w przypadku wszelkich innych form internetowych dyskusji i komunikowania. Polega zaś ono na świadomym, celowym i niejako „z premedytacją” prowokowaniu innych użytkowników do reakcji i partycypacji w danej dyskusji, poprzez zamieszczanie agresywnych, kontrowersyjnych (a również często niezwiązanych z tematem forum czy grupy), bądź też obraźliwych (często o charakterze osobistym – np. argumenty ad personam) wypowiedzi, np. komentarzy, postów etc., których cel stanowi rozbudzenie czy wszczęcie nowej dyskusji oraz skupienie uwagi na trollu, jak nazywana jest osoba uprawiająca tenże proceder. A to wszystko po to, by siać zamęt, dezorganizację i oczywiście – sprowokować kłótnie, czy też tzw. flame war lub flaming inaczej mówiąc.

Efekty trollingu zwykle stanowi owa dezorganizacja forum czy grupy oraz ich funkcjonowania, bądź też potęgujące się zirytowanie pozostałych użytkowników, a poniekąd też zaognienie konfliktu, a nawet sięganie po co raz to ostrzejszą „broń” przez jego partycypantów, a więc eskalację form agresji i przemocy przezeń używanych.

A za najprostszą i najskuteczniejszą „broń” w walce z trollem uważane jest zaś jego całkowite zignorowanie – co ostudzi do cna jego zapał po pewnym czasie i oznaczając poniesienie przezeń klęski, zmusi do „odwrotu” i dezercji z tego akurat pola bitwy w poszukiwaniu nowych, bardziej podatnych na jego prowokację ofiar w innych miejscach tego rodzaju…

Trolling+is+a+art+not+mine+i+just+screencapped+all_d35a9f_3097535

Trolling o trollingu – typowe…. ;)

I tyle względem tej „najprostszej” definicji, a więc najbardziej uproszczonej i skrótowej, która jednakże nie wyczerpuje jeszcze tematu, ani też kwestii definicyjnych i pełnej definicji rozważanego tutaj pojęcia.

Względem zdefiniowania wstępnie pojęcia, stanowiącego meritum niniejszych roztrząsań, posłużę się źródłem być może nie godnym miana źródła rzetelnej wiedzy i do jakiego kategorycznie bezwzględnie nie należy nigdy sięgać, czyli tzw. wszystkowiedzącej cioci Wikipedii, aczkolwiek jedynie nieznacznie się o to źródło podpierając tylko, aniżeli czerpiąc z niego wiedzę czy się na nie powołując w pełni.

Tak oto trolling czy też inaczej trollowanie, jak już napomknęłam uprzednio, stanowi swoiste zachowanie antyspołeczne[1], które jest charakterystyczne dla miejsc w Internecie takich jak fora internetowe czy grupy dyskusyjne, oraz innych miejsc w Internecie, gdzie prowadzone są dyskusje, umożliwiających interaktywną partycypację jej członkom.

Osoby, parające się procederem, jakim jest trolling, nazywane zaś są trollami internetowymi.

Trolling polega zaś na zamierzonym, celowym – i niejako dokonywanym „z premedytacją” – wpływaniu za pomocą prowokacji na innych użytkowników, które często ma na celu ich ośmieszenie czy wręcz obrażenie, a czego zaś efekt stanowi zwykle sprowokowanie i zainicjowanie kłótni – bądź też tzw. falme war czy flaming inaczej mówiąc. Zwykle realizuje się to za pomocą primo wysyłania, zamieszczania czy publikowania pewnych mocno kontrowersyjnych, ofensywnych i napastliwych, często też niezgodnych z prawdą, fikcyjnych czy zmyślonych po prostu, przekazów, jak np. wiadomości, komentarze, posty, itp. I secundo za pomocą różnego typu zabiegów erystycznych, używanych w tym celu przez trolle.  Takie działanie zaś bazuje na upublicznianiu tego typu wiadomości w roli niejako przynęty, która byłaby w stanie doprowadzić do zainicjowania zagorzałej dyskusji, a finalnie też zwykle kłótni czy inaczej flame war’u lub flame’u.

Więcej światła w tym względzie wniesie nam kwestia etymologii pojęcia, jaką rozważę nieco później, a następnie późniejsze roztrząsania odnośnie jego genezy. A póki co zostawię tę kwestię na razie i pozwolę sobie kontynuować definiowanie.

efc1e0629e4c070942eb07ebc2abfce6

Typowy przykład trollingu…

Za typowe miejsca bytowania trolli uznaje się np. grupy i listy dyskusyjne, fora internetowe, czaty i inne, gdzie tylko istnieje możliwość partycypacji w interaktywnej dyskusji, jak choćby na portalu Onet.pl, gdzie można dodawać komentarze pod rozmaitymi wiadomościami, newsami czy informacjami tam zamieszczanymi, a co umożliwia także takowe prowadzenie dyskusji tamże.

Uogólniając trolling obecnie uznawany jest za zachowanie nieakceptowalne, które stanowi bowiem poważne naruszenie jednej (bądź nawet i więcej) z podstawowych zasad tzw. netetykiety. Ponadto efekt tego zachowania stanowi m.in. dezorganizacja danego miejsca w Internecie, gdzie prowadzona jest dyskusja i skupienie uwagi na osobie trolla, a którem zresztą o to też się głównie rozchodzi…

I to tyle względem głównej części naszej definicji. Teraz, w ramach definicji, dodam jeszcze krótko tylko kilka słów względem etymologii pojęcia trolling, a też i trolla internetowego poniekąd.

Etymologicznie termin trolling wywodzi się od angielskiego terminu trolling for fish, a które oznacza metodę łowienia ryb na tzw. haczyk, czy błystkę, a to zaś wyjaśnia nam nieco samo nasze pojęcie, uzupełniając jego uprzednio tu stworzoną ogólną definicję. Jako że ów nasz troll, uprawiając trolling, działa podobnie – niejako „zarzuca haczyk” czy „przynętę”, poruszając np. kontrowersyjny temat, zresztą często bez potrzeby, ot by tylko jakoś sprowokować tę kłótnie, wywołać flame war – cel jego działania…

10134710357451d09

W tym miejscu dodam jeszcze odnośnie etymologii pojęcia trolling, iż w skutek niejako wstecznej etymologii, osoby uprawiające trolling, zostały nazwane właśnie trollami – poniekąd też od owych legendarno – baśniowych stworów z mitologii nordyckich, do czego postaram się jeszcze wrócić na moment w dalszych częściach niniejszego wywodu, jako że względem definicji, te informacje są tu absolutnie całkowicie wystarczające i w pełni wyczerpują wszelkie kwestie definicyjne w tymże zakresie.

I tak oto zakończyliśmy już definiowanie pierwszego z terminów stanowiących meritum późniejszych tu roztrząsań, jakim jest trolling lub inaczej trollowanie, sformułowawszy już tu uprzednio jego pełną definicję ogólną.

W kwestii definiowania elementarnych pojęć, warto by było w tym miejscu pokusić się o zdefiniowanie pokrótce jeszcze jednego, pokrewnego co prawda terminu, ograniczając się oczywiście także tylko do ogólnej jego definicji tutaj.

Pojęcie owo zaś stanowi termin pochodzący bezpośrednio od pojęcia trollingu,  jakim jest pojęcie troll internetowy, jego słowotwórczy derywat, który oznacza osobę uprawiającą tenże proceder, czy która uprawia trolling (tzw. nazwa sprawcy/wykonawcy czynności w słowotwórstwie, abstrahując nieco od meritum wspomnę tylko na marginesie…).

A więc wiemy już z powyższych wynurzeń, iż ów definiowany tu troll (internetowy), to osoba uprawiająca trolling, który zdefiniowaliśmy uprzednio co i jego znaczenie jest nam już znane.

Co z niego zaś wynika, troll to osoba, która za pośrednictwem rozmaitych narzędzi oferowanych przez Internet usiłuje wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza emocjonalne) współużytkowników, za pomocą „haczyka – przynęty”, jaką jest prowokacja – najczęściej rozchodzi się tu o sprowokowanie kłótni, a inaczej mówiąc flame war czy flame’u.

Miejsc bytowania czy działalności trolla może być bardzo wiele różnego rodzaju, jako że zasadniczo trolling można uprawiać w każdym miejscu w sieci, które tylko umożliwia pisanie czy zamieszczanie wypowiedzi, komentarzy, postów, bądź też jakimkolwiek serwisie, który tylko daje możliwość interakcji z innymi użytkownikami, takich jak np. fora internetowe, grupy czy listy dyskusyjne, czaty czy portale społecznościowe, a nawet informacyjne, gazety internetowe, blogi, itp.

Przyczynę trudności w dokonaniu identyfikacji trolla w danym miejscu, stanowi kwestia jego odróżnienia od zwykłego idioty – ograniczonego chama czy chuligana, bądź też od osoby posiadającej faktycznie niezwykle oryginalne poglądy, które także mogą czasem wzbudzać wiele kontrowersji lub uchodzić za kontrowersyjne, a nawet bulwersujące czy obrazoburcze. I tu po części niezbędna jest i pewna wiedza, i pewne doświadczenie oraz „obycie”, jak też i pewna intuicja, na którą też czasem konieczne jest się zdać częściowo, próbując zidentyfikować trolla.

W kwestii definiowania omawianego tu pojęcia należy nadmienić jeszcze tylko o jednej rzeczy, a jaka to związana jest z dość częstym myleniem pojęć.

Najprościej można by to wyrazić za pomocą następującego równania:

Trolling ≠ robienie komuś kawałów!!

Albowiem pojęcie trolling absolutnie nie jest tożsame w żadnym wypadku ze znaczeniem „robienie komuś kawałów” i tychże dwóch odrębnych zupełnie pojęcie bezwzględnie nie należy mylić ani też utożsamiać ze sobą! Co prawda etymologia tejże błędnej mody na utożsamianie wykręcania komuś kawałów z pojęciem trolling nie jest bliżej znana – a co istotne jest w świetle faktu, iż pojawiają się ludzie, którzy zaczynają rozszerzać zastosowanie pojęcia trollingu także poza świat wirtualny. I w zasadzie mogłoby się zdawać, iż to nic takiego…

A bynajmniej dopóty dopóki nie wyobrazimy sobie, tak przykładowo, sytuacji, w której jakiś dziesięciolatek nie zastępuje trollowaniem co drugi użyty czasownik – trzeba przyznać, iż to iście sic!

Naturalnie w tym momencie zapewne znajdzie się wielu takich, którzy z wyrzutem zakrzykną tutaj, że przecież „[…] słowa zmieniają z czasem swe znaczenie”, i owszem prawdą jest, iż z czasem pierwotne znaczenie słów ulegać może najrozmaitszym transformacjom, mniej lub bardziej abstrahując od owego ich pierwotnego znaczenia. Z tym, że owe transformacje jednakże nie powodują aż tak donośnych zmian – aż o 180°…

A jakby nie było to owo robienie komuś kawałów, czy mówiąc kolokwialnie „robienie sobie jaj” budzi przecież głównie emocje pozytywne, gdy zaś trolling ma konotacje głównie z emocjami negatywnymi.

I to by było na tyle względem kwestii definicyjnych i definiowania elementarnych pojęć. Czas teraz przejść powoli do meritum i wgryźć się w temat nieco głębiej…

IV. TROLLOWANIE – GENEZA, ZNACZENIE I PORTET TROLLA.

  1. Geneza zjawiska trollingu i trolli

Sam czasownik troll etymologicznie wywodzi się od starofrancuskiego troller, terminu myśliwskiego. Z kolei rzeczownik troll wywodzi się z mitologii i jest określeniem pewnego rodzaju potwora. Trolle są ponad to również bohaterami skandynawskich bajek, a w których to ukazywane są jako stwory niezwykle podstępne i skore do psot.

O ile obecnie trollowanie jest postrzegane głównie jako zjawisko patologiczne i chuligańskie, to ma ono swoje źródła w zjawisku o wiele bardziej pozytywnym, jakie stanowiły działania podejmowane w Usenecie wobec nowych użytkowników (czyli tzw. newbees lub newfags), a którego cel stanowiło ich zdyskredytowanie (jako laików, nowicjuszy etc.) w oczach użytkowników konkretnej grupy dyskusyjnej.

W światku Usenetu ceniono tego typu trollowanie, a jego ofiarom czasem wysyłano akronim YHBT („you have been trolled”, czyli zostałeś strollowany), a co stanowiło formę powiadomienia o tym, iż osoba ta dała się podpuścić. Jednakże z czasem zachowania te straciły swe pierwotne znaczenie, a też i przestały one być akceptowane, zaś osoby nadmiernie te zachowania stosujące, zaczęto piętnować. Piętnowanie to odbywało się zarówno poprzez określanie ich terminem troll, który zakłóca merytoryczny tok dyskusji, jak też poprzez ostrzeżenia kierowane do innych użytkowników, zwłaszcza nowych, przed trollami oraz polecenie im niewdawania się w żadną dyskusję z tymi to trollami.

Z kolei co się zaś tyczy samego pojęcia trollowanie (trolling) ma ono jeszcze nieco inną genezę, aniżeli wspomniana tu uprzednio. Albowiem pojęcie to, jak już wspominałam, stanowi angielski termin wędkarski, który oznacza pewną metodę połowu ryb, jaką jest ciągnięcie przynęty za łodzią.

A w korelacji do terminu internetowego, jakim jest trolling, owa esencjonalna tu „przynęta”, przybiera postać na przykład pewnej mocno kontrowersyjnej, a nawet bulwersującej nieraz, wypowiedzi, jakiej treść zwykle abstrahuje mocno od meritum danej dyskusji.

Tymczasem współczesne rozumienie trollowania czyli trollingu inaczej, ujmuje je jako zachowanie, które czynione jest z premedytacją (a więc umyślnie) i celowo, a które to działanie zmierza do skłócenia pewnej grupy – społeczności czy cyberspołeczności, dezorganizacji tejże grupy oraz dyskusji tamże prowadzonej, a też co się z tym wiąże – wszczęcia kłótni, czy też tzw. fame war’u lub flame’u.

Typowe działanie trolla polega na tym, iż usiłuje on poprzez prowokacje, sprowokować innych użytkowników Internetu do podjęcia z nim dyskusji, a co często przybiera postać niezwykle nachalną i wulgarną wręcz.

Troll ów zarzuca swą przynętę, a więc ową prowokacje, poprzez wysyłanie i upublicznienie wiadomości czy postów, których treść zwykle pozostaje całkowicie niezgodna z faktami i prawdą. A ulubione miejsca bytowania trolla stanowią rozmaite fora, grupy dyskusyjne, czaty bądź też portale społecznościowe oraz wszelkie inne miejsca, w których to odbywają się spotkania i prowadzone są dyskusje.

Niestety działania trolla i jego partycypacja we wszelkich dyskusjach, zwykle nacechowane jest silnie deficytami względem zasad tzw. „Netetykiety”[2], czego konsekwencje stanowi zaś doprowadzanie do niekorzystnego zamętu, rozgardiaszu, bałaganu i dezorganizacji.

  1. Współczesne znaczenie i semantyka terminu trolling – portret współczesnego

Termin został sformułowany w Internecie w późnych latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z tym, że pierwszy znany przykład pochodzi z roku 1992.

Pierwsze udokumentowane, aczkolwiek nie związane z Internetem, zastosowanie trollingu, w kontekście działalności prowokacyjnej, dokonywanej z premedytacją i umyślne działanie, zostało udokumentowane w roku 1972, w Wietnamie, w lotnictwie armii amerykańskiej.

Z kolei praktyczne zastosowanie trollingu po raz pierwszy zostało udokumentowane w roku 1999 w literaturze akademickiej przez Judith Donath[3]. W swej pracy opisuje ona pewną niejako dwuznaczną tożsamość, przybieraną w pozbawionej wymiaru fizycznego, czyli „ciała” wirtualnej społeczności, jak choćby przykładowo w sieci Usenet. W tym kontekście trolling jest traktowany jako swoista gra w oszukiwanie tejże tożsamości, poprzez fałszywe tożsamości przybierane przez trolla, służące tak samo jak sama wypowiedź przez nie publikowana, wyłącznie celom prowokacyjnym i w tym celu są one tworzone.

Jak pisze Daniel Jachyra, w swym artykule pt. Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, do którego abstrahuję w tej części mego wywodu,  Susan Herring w Searching for Safety Online: Managing Trolling in a Feminist Forum zwraca uwagę na trudności, jakie mają miejsce w trakcie monitorowania trollingu, przy jednoczesnym utrzymaniu wolności słowa w obrębie społeczności internetowych. A to stąd, iż ciesząca się powszechną akceptacją wolność słowa i wypowiedzi, może skutkować zaistnieniem zachowania sygnalizujące trolling. To zaś w konsekwencji okazuje się kolidować z interesem osób, których cel stanowi utrzymanie otwartego charakteru dyskusji. A co w szczególności uwidacznia się w obrębie tematów „wrażliwych” czy drażliwych, takich jak kwestie np. płci, rasy, orientacji seksualnej czy seksu[4]. Stąd na wielu stronach czy serwisach, jak np. nasza-klasa.pl czy facebook.pl, pojawia się wymaganie od użytkowników podania ich (prawdziwych) danych osobowych oraz adresów e – mail, a co ma z kolei na celu obarczeniem użytkowników poczuciem odpowiedzialności za swe wypowiedzi tamże publikowane, a w efekcie także zminimalizowanie zachowania nacechowanego brakiem kultury.

I tak oto obecnie, w epoce Globalnej Wioski, trollowanie semantycznie napiętnowane jest jako zachowanie o zdecydowanie negatywnym znaczeniu, czy wręcz nawet chuligańskie, i straciło wszelką akceptację.

  1. Portret współczesnego trolla – czyli charakterystyka trolla i trollowania.

Tu jednak rodzi się pytanie o to, kim więc właściwie jest ów troll internetowy? Postaram się zatem udzielić tu wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie, tak by nie pozostały już żadne wątpliwości odnośnie tego, kim jest ów nasz troll.

Trolla można określić, jako osobę, która to poprzez wykorzystanie narzędzi, jakie oferuje Internet, usilnie dąży do tego, aby wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza te silnie emocjonalne) innych współużytkowników – najczęściej rozchodzi się tu o zażartą kłótnię, bądź też tzw. falme war czy flame. Terytorium trolla, na którym to on prowadzi swe działania, w zasadzie może stanowić każde jedno miejsce w Internecie, które tylko daje możliwość interaktywnej partycypacji użytkownikom czy, w którym odbywają się jakiekolwiek dysputy pomiędzy użytkownikami, lub istnieje możliwość publikowania własnych wypowiedzi, komentarzy czy postów, etc. Wszędzie tam, gdzie toczy się jakakolwiek dyskusja, prędzej czy później zjawia się i troll – będąc niejako nieodzownym wręcz elementem każdej internetowej dysputy.

Nakreślenie portretu współczesnego trolla pozwolę sobie rozpocząć od pewnej kategoryzacji ogólnej typologii trolli, bazującej na obserwacjach Internautów, podług której to wyróżnia się trzy podstawowe typy oraz dodatkowy czwarty podtyp trolli internetowych, a które to są następujące:

  • Troll kategorii C:

Ten typ stanowi osoba, podług mniemania której to zupełnie wystarczające jest „zgwałcenie” ojczystej ornamentyki i reguł ortograficznych, do tego, ażeby przykuć uwagę do swej persony. Zazwyczaj jego działania nie wykraczają poza jedynie wulgarne „bluzgi”, obelżywe wyzwiska i zniewagi, o iście żenującym poziomie. Ten najbardziej żałosny z typów trolli, zwykle cechuje się tendencją do nagminnego nadużywania Caps Lock’a (czyli dużych liter, a co oznacza krzyk i jest kategorycznie potępiane przez netetykietę). Na jego nędzne prowokacje najniższych lotów, nabrać dają się niemal wyłącznie jedynie tylko osoby zupełnie nieobeznane z wirtualnym światem Internetu, jak choćby tzw. newbees czy newfags – „świeżaki”, dla których realia wirtualnych światów są jeszcze zupełnie nieznane i obce… Zaś cała pozostała reszta użytkowników reaguje na te żałosne wysiłki zwykle po prostu zgłaszając takowe komentarze czy wypowiedzi do moderacji i ignoruje je całkowicie, przeglądając dalej ową stronę, jak gdyby nigdy nic…

  • Troll kategorii B:

Ten typ cechuje się równą nieuprzejmością, jak ów omawiany tu uprzednio, z tym, że jest już nieco bardziej wprawionym retorem – kolokwialnie mówiąc, jest on nieco bardziej „wyszczekany”. Cechy dystynktywne takiego trolla to wypowiedzi czy komentarze, odznaczające się znacznie większą już obszernością czy długością. Również prowokowanie w celu wywoływania negatywnych reakcji w jego wydaniu jest już znacznie bardziej skuteczne, aniżeli w przypadku omawianym powyżej. Aczkolwiek warto dodać, iż pewność, co do tego, iż napotkany w sieci troll, należy właśnie do tego typu, najprędzej dać może fakt, iż jest on notorycznym chamem!

  • Troll kategorii A:

To niejako „najbardziej wyrafinowany” typ spośród trolli internetowych, a zarazem najskuteczniejszy i nastręczający najwięcej trudności w jego identyfikacji, jako że identyfikacji tejże dokonać udaje się zwykle dopiero po odbyciu z nim dłuższej zdecydowanie dyskusji. W konfrontacji ze standardami obowiązującymi w Internecie, można rzec, iż dba on „jako tako” przynajmniej o formę, jaką nadaje swym wypowiedziom. Cechę dystynktywną tego typu trolla, stanowi primo częste posługiwanie się argumentami, jakie zostały przez niego zasłyszane od innych użytkowników (kalki myślowe), przy czym odznaczające się ewidentnym brakiem jakiejkolwiek samodzielnej refleksji – powiela on jedynie, jak kalka, cudze poglądy czy argumenty, niczym zwykłe „ksero”….

To, iż mamy do czynienia z takim całkiem dość umiejętnym trollem, rozpoznać można na podstawie faktu, iż  owa osoba napotkana w sieci odznacza się silną i ewidentną tendencją do uporczywego powtarzania jak automat, treści brzmiących dość znajomo – jak choćby pewne kalki myślowe, utarte stereotypy czy mity, itp. Przykładem takich treści mogą być często spotykane, sztampowe poglądy, takie jak np.:

„[…] Owsiak  to wspaniały człowiek ale głupie polaczki nie mogą żyć bez opluwania lepszych od siebie”, bądź pogląd, iż – aczkolwiek zgodny z prawdą tak właściwie – „Marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu”.

Te powielane, niejako kserowane, sztampowe „kalki”, gdy się je czyta sprawiają, iż „cholera bierze człowieka i szlag trafia” – tak kolokwialnie mówiąc. Ale o to tu przecież właśnie chodzi!

Prócz powyższych trzech, głównych typów trolli, można wyróżnić jeszcze jeden dodatkowy, czwarty podtyp niejako, jak następuje poniżej.

  • Troll kategorii AA:

O osobach tego typu zwykło się mówić, iż stanowią one prawdopodobnie najbardziej nieszczęśliwych ludzi w Internecie. To tzw. trollołaki, jak też ochrzczona została grupa ludzi odznaczających się brakiem świadomości tego, iż przekroczyli oni barierę między fanatyzmem a zwykłym internetowym trollingiem. W zasadzie ich zachowanie charakteryzuje się cechami podobnymi do zachowania trolla typu A, z tą jednakże różnicą, iż ich celu nie stanowi wcale a wcale rozpętywanie kłótni czy flame war’u, lecz jest to najzwyczajniej po prostu sposób, w jaki zwykli oni normalnie prowadzić dyskusję. I tak oto w celu zapewnienia spokoju innym Internautom, niestety nie pozostaje tu nic innego, jak i ten podtyp traktować jednakowoż, jak każdego innego, pełnoprawnego trolla.

Kolejny element naszego portretu współczesnego trolla, jaki usiłuję tu naszkicować, stanowić z kolei będzie niejako charakterystyka zachowania trolla i cech specyficznych jemu właściwych, jakie postaram się tutaj następnie omówić, przybliżając nieco realia „życia” i osobowości współczesnych trolli.

A zatem, zacznijmy od tego, o czym już tu była mowa, czyli faktu, iż trolling, stanowi jedno z zachowań antyspołecznych w Internecie, a więc osoba trolla, który trolluje, dopuszcza się co za tym idzie zachowania antyspołecznego, czyli również on sam stanowi zatem jednostkę antyspołeczną.

Pierwsza z cech charakteryzujących trolla i jego zachowanie, wynika już niejako z samej tylko definicji pojęcia zachowanie antyspołeczne. A która to definiuje to pojęcie, jako formę nieadekwatnego funkcjonowania w obrębie ról społecznych, które to cechują agresywne formy niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji oraz wrogości działań. Zaś do symptomów zachowań aspołecznych zalicza się silne dążenia do działania na szkodę innych osób, skłonność do bezinteresownego okrucieństwa, brak wrażliwości moralnej oraz częste lub nagminne stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych. I stąd oto wynikają pierwsze z omawianych tu cech specyficznych dla trolla  i jego zachowania.

26376702

A mianowicie, pierwszą z tychże cech stanowi primo, owa ewidentna agresja i wrogość jego działań, a zaś secundo – agresja i stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych, jakie stają się przedmiotem jego partycypacji. Ponadto, jak z owej definicji wynika również, tertio cechę takową stanowi działanie na szkodę innych osób – troll bowiem z zasady nigdy nie działa w celu innym, aniżeli wyrządzanie szkód i nie sposób jest zarzucić mu, iż przyczynia się jakkolwiek do czegokolwiek prócz tejże szkody, dla innych współużytkowników – jako że jest on typowym przykładem internetowego „szkodnika”, pasożytującego na innych Internautach! ‘

I finalnie quarto – troll zasadniczo przejawia totalny brak wszelkiej wrażliwości moralnej, a poniekąd także jakiejkolwiek moralności – kwestie moralne ma on bowiem głęboko w czterech literach, a liczy się tylko i wyłącznie skuteczność dokonywanej prowokacji i wzbudzonych przez nią negatywnych reakcji – i pal lich moralność, byle tylko udało się wszcząć jak najostrzejszą kłótnię i jatkę!

images

Trolling to też swego rodzaju „Sztuka”…

Troll poza tym moralność wykorzystuje dla własnych celów i korzyści jedynie, manipulując nią absolutnie dowolnie, byle tylko uzyskać swój zamierzony cel i wywołać pożądany efekt, bez najmniejszego poważania dla powszechnie uznanych zasad, reguł czy praw moralnych oraz panującej moralności – niczym w myśl idei, jaką jest machiavellizm – wszystkie chwyty dozwolone i każda droga dobra, choćby po trupach, jeśli tylko prowadzi do upragnionego celu!

I tak też troll, dopuszczający się trollowania zwykle reaguje w sposób wrogi zarówno na próby pacyfikacji i uspokojenia „pieniacza”, jak też na agresywne reakcje innych na jego „zaczepki”. Co też specyficzne dla trolla, wszelka merytoryczna treść – czyli „Zawartość” – dyskusji zwykle ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala ona w innych dyskutantach jakieś negatywne emocje i prowadzi do kontynuacji wszczętego sporu, bądź też jego zaostrzenia czy intensyfikacji. Czasem można przeto odnieść wrażenie, jak gdyby troll sycił się nimi.

Zadowolenie trolla zaś wzrasta wprost proporcjonalnie do wzrostu ilości osób, które wpadną w jego „sidła” – pozwolą mu się podpuścić – oraz do wzrostu ilości odpowiedzi i reakcji na jego prowokację – czyli post…

Jako fakt odniesienia zwycięstwa, interpretuje on sytuację, w której znużenie jej uczestników realizowane jest poprzez zakończenie danej dyskusji bądź wątku etc. , bądź też sytuację, w której osoba trolla zostaje finalnie wrzucona do tzw. killfile’a.

Inną formę, jaką przyjmować może trollowanie stanowi z kolei zamieszczanie w treści publikowanych wypowiedzi czy postów, ukrytych linków do stron z obrzydliwą, obsceniczną bądź odrażającą zawartością, które zostają zamaskowane w taki sposób, iż niczego nieświadomy użytkownik niespodziewanie nagle zostaje brutalnie zderzony z np. widokiem zmasakrowanych zwłok bądź też ludzi w trakcie wypróżniania się, itp. Z kolei inną jeszcze formę trollowania stanowi także podawanie – również zamaskowanych jak uprzednio – linków do tzw. screamerów[5] – bez ostrzeżenia i niespodziewanie.

f552eb213f69b3b22cb519e9e17d44d7

Trolling to jedynie prowokacja i tylko tyle….

Spośród innych takich cech dystynktywnych wykazywanych przez trolle, warto również wspomnieć o tych dotyczących kwestii ich fałszywych tożsamości. I tak oto cechę typową stanowi tu częstsze lub rzadsze zmienianie swoich danych, podanych dla pewnej jednej z przyjmowanych przez trolla tożsamości (jak np. adresy e – mail), a co ma na celu między innymi znalezienie się poza tzw. killfile’ami innych użytkowników.

Innym rodzajem trollowania jest to, które podjęte zostaje przez tzw. lamera – to jest osobę, która usilnie podkreślając swe obeznanie i doświadczenie, a też i posiadaną wiedzę na dany temat – a w praktyce natomiast pozostają one całkiem niewielkie lub wręcz znikome – zob. Efekt Krugera – Dunninga[6]. Taki troll – lamer zwykle usilnie stara się wypowiedzieć np. odnośnie wad czegoś/kogoś, próbując niejako „na siłę” pomóc komuś w danym problemie etc. Aczkolwiek, gdy dochodzi do konfrontacji i polemiki z użytkownikami znacznie bardziej doświadczonymi, bądź też posiadającymi znacznie większą wiedzę czy kwalifikacje w danym względzie, reakcję lamera mogą stanowić nieraz śmieszne czy bezsensowne, wręcz nawet absurdalne argumenty. Finał takiej sytuacji często gęsto stanowi interwencja administratora, czyli „admina”, bądź też moderatorów danego serwisu.

I to w zasadzie wszystko już w tej części przynajmniej odnośnie trolli –  więcej potrollujemy w następnym rozdziale!

V. SYMPTOMY I ZNAKI – CZYLI IDENTYFIKUJEMY TROLLA!

W slangu internetowym pod pojęciem troll funkcjonuje określenie osoby, która dokonuje publikacji w sieci wiadomości, które są podburzające, zwykle nieistotne i abstrahujące od meritum danej grupy, forum lub wątku, czatu czy portalu społecznościowego bądź bloga.

Dla kwestii identyfikacji istotny jest również cel, jaki zwykle przyświeca wypowiedziom trolla, a który stanowi wywołanie wśród innych użytkowników reakcji, przeważnie nacechowanych negatywnie i silnie emocjonalnych, bądź też najzwyklejsze w świecie zakłócenie i spowodowanie zamieszania oraz dezorganizacji w dyskusji, ale też i ogólnym funkcjonowaniu forum, czatu czy portalu etc.

Typowym zachowaniem, po jakim łatwo „wyczuć” trolla, jest również agresywna reakcja na próby uspokojenia dyskusji przez innych użytkowników bądź też na agresywne reakcje innych użytkowników na zaczepki czy prowokacje trolla.

Typowy dla trolla jest również wzrost jego satysfakcji i zadowolenia wprost proporcjonalny do wzrostu rozmiaru, jaki osiąga wszczęty przez niego spór, a także do wzrostu ilości partycypujących w nim osób. Troll bowiem świętuje swą Victorię wówczas, gdy „admin” (tj. administrator) dokonuje zamknięcia danego tematu dyskusji – czyli EOT z ang. „End of Topic” – a on sam zostaje umieszczony w tzw. killfile’u, czyli po prostu na liście zablokowanych („zbanowanych”) użytkowników, tematów bądź też słów etc.

3abdaf667e9b1f5f08dbd66a16102f35dd074ed5

Kolejny z dowcipów o trollingu.. :)

Jak już wspominałam uprzednio, trollem może również być tzw. lamer, czyli użytkownik, który nie zna się zbytnio na temacie, jest laikiem, jednakże dokłada starań, aby zdołać za wszelką cenę dowieść, iż jest zgoła inaczej. Tak osobnik zwykle bardzo często wdaje się w dyskusje i równie wiele dyskutuje, udając i pozując na profesjonalistę i fachowca w danej dziedzinie, przy czym używa zwrotów bardzo oczywistych, co dość charakterystyczne. Konsekwencje tego są takie zwykle, iż w skutek konfrontacji z użytkownikami bardziej doświadczonymi, z większą wiedzą czy bardziej wykwalifikowanymi, dochodzi do zdemaskowania lamera, a w rezultacie również często także jego zablokowania przez moderatora danego serwisu.

Tutaj wspomnę krótko o tym, iż w takim kontekście trollowanie może posiadać również znaczenie nieco bardziej pozytywne, a to w przypadku gdy trollowanie jest stosowane w celu zniechęcania do kontynuacji dyskusji bądź to zdyskredytowania właśnie osoby takiego lamera, a tym samym umożliwienie innym użytkownikom partycypacji w normalnej, merytorycznej dyskusji bez zakłóceń i zatruwania atmosfery przez animozje takiego trolla.

Troll zwykle odróżnia się od otoczenia pewnym zestawem cech dystynktywnych, jakimi opisać można specyfikę jego osobowości oraz zachowania, bądź to podejmowanych przez niego działań. Owe cechy dystynktywne wyróżniające go od otoczenia, stanowią jednocześnie zarazem pewne niejako „symptomy trollowania”, jakie pozwalają na identyfikację trolla czy jego zdemaskowanie, a tym samym ukrócenie jego prowokacji i działalności w danym przypadku.

Wśród takowych cech dystynktywnych trolla, stanowiących zarazem owe „symptomy trollowania”, wyróżnić można przede wszystkim następujące:

  • Typowe dla trolla jest bezgraniczne podporządkowanie się jakiejś idei (np. „ten system operacyjny jest najlepszy!”) oraz jej obrona – do samego końca bez względu na wszystko – także bez względu na prawdziwość danego stwierdzenia;
  • Wyróżnia go też łatwa do zauważenia sztuczna nieznajomość elementarnych podstaw danego tematu czy zagadnienia poruszanego na forum, jak też związane z tym zadawanie notorycznie pytań zupełnie nie związanych nijak z meritum określonej grupy dyskusyjnej – przykładowo na forum prawniczym troll będzie zadawał pytania odnośnie swych fikcyjnych problemów ze sprzętem komputerowym;
  • Typowym symptomem jest również częste i wielokrotne stawianie tych samych pytań w koło, a na które to została już uprzednio udzielona odpowiedź, a które to działanie ma na celu sianie zamętu i sprowokowanie zamieszania na forum;
  • Typowy jest także brak umiejętności trolla do przyznania się do własnego błędu; zwykle troll uparcie będzie się go wypierał, bagatelizował bądź też reagował agresją;
  • Kolejny symptom stanowi ewidentny brak umiejętności prowadzenia dyskusji, jaki wyraża się poprzez zaprzeczanie własnym tezom postawionym uprzednio oraz brak spójności wypowiedzi trolla;
  • Typowe jest również celowe wyrażanie opinii czy poglądów skrajnie odmiennych aniżeli te wyrażane przez daną grupę, a w której to troll owo mniemanie postuluje, nawet jeśli są one tak faktycznie identyczne z jego własnymi. To z kolei prowadzi do zaistnienia dyskusji, z której wyłapuje on i „wyciąga” osoby przejawiające „słabość” w postaci braku zdolności argumentowania własnego zdania – z czego czerpie on zaś satysfakcję, jaką daje mu poczucie wyższości nad innymi;
  • Symptom zdradzający trolla stanowi również typowe stosowanie argumentów ad personam miast ad rem[7] – jak na przykład następujące:
  • „Doprawdy pojąć nie mogę, jak mogą państwo dawać wiarę temu idiocie?”
  • „Jak może pan wypowiadać się na temat stanu wojennego? Przecież miał pan wtedy 5 lat!”
  • „Przewodniczący Komisji Europejskiej nie jest Polakiem, nie może zatem wiedzieć, co jest dobre dla Polski”[8];
  • Nieprawidłowości względem przestrzegania zasad netykiety bądź też innych zasad, norm czy reguł obowiązujących w obrębie danej cyber – społeczności, lub też ewidentne ich łamanie, a które to wyraża się z jednej strony nachalnym upominaniem wszystkich innych użytkowników z powodu jakichś droebnych i zwykle mało istotnych, błahych błędów np. literówek, z drugiej zaś poprzez prowokacyjne łamanie elementarnych zasad.
  • Troll zwykle dość widocznie przejawia swe cechy narcystyczne i megalomanię, a także nagminne poniżanie drugiego człowieka, z którego czerpie on satysfakcję, a co ułatwia często jego identyfikację; jego skrajna megalomania i pogardliwy stosunek do innych to bardzo charakterystyczna cecha, a która prędzej czy później prowadzi do wyalienowania trolla i ostracyzm, jako że nawet osoby, które pierwotnie z nim sympatyzowały lub też miały do niego stosunek neutralny, zrażają się tymi cechami jego zachowania, przejawianymi wobec nich;
  • Typowy troll zwykle na lewo i prawo szasta na potęgę wobec innych użytkowników określeniem troll internetowy, nazywając tak kogo popadnie i przeważnie – całkowicie bezpodstawnie;
  • Typową cechę trolla stanowi też usilne zwracanie uwagi na własną osobę i stawianie jej w centrum uwagi innych, a to zaś poprzez primo ukazywanie siebie w roli ofiary w celu wzbudzenia współczucia, i secundo poprzez kreowanie wizerunku własnej osoby, jako specjalisty, posiadającego duże doświadczenie, a co zaś ma na celu nadanie większego znaczenia publikowanym przez siebie treściom; ponadto pozwala to na wprowadzanie zamieszania wokół własnej osoby;
  • Zwykle troll wybitnie odznacza się stosowaniem wszelkich dostępnych sposobów (jak np. techniczne, które udostępniane są przez dane forum) w celu przeszkadzania innym w prowadzeniu merytorycznej dyskusji i perturbacji w jej toku;
  • Charakterystyczne jest też zaczynanie i finalizacja dyskusji poprzez użycie tego samego zwrotu, który często ma charakter obraźliwy bądź też wulgarny;
  • Nagminne stosowanie filtru killfile, zwykle w sposób pompatyczny, ceremonialny i sztucznie udawany dla kreowania pozorów;
  • Dość typowa jest również dla trolla konfabulacja – np. odnośnie swojego wykształcenia, pracy, pozycji społecznej bądź to posiadanych doświadczeń życiowych – cel tutaj stanowi dla trolla nadanie swym wypowiedziom możliwie jak największego znaczenia, jako opinii ferowanych przez specjalistę i osobę znawcy, któremu jest coś znane z tzw. „autopsji”;
  • Symptomem, który pozwala na łatwą identyfikację trolla, jest nagminne ostentacyjne ogłaszanie przez niego swego odejścia czy opuszczenia definitywnie danego forum, grupy dyskusyjnej czy czatu – naturalnie publicznie, doniośle, głośno i pompatycznie – aczkolwiek ta decyzja niby faktycznie stanowi tylko kolejny wybieg, mający na celu postawienie swej osoby w centrum uwagi i zainteresowania pozostałych użytkowników; przeważnie też nie doczekuje się ona wcale realizacji ani urzeczywistnienia, a troll fakt swego pozostania dalej w grupie czy na forum, mimo uprzednich deklaracji swego definitywnego odejścia, tłumaczy zwykle np. faktem otrzymania dużej ilości rzekomych próśb o jego pozostanie od innych współużytkowników;
  • Nagminne jest też dla trolli częste zmienianie swoich danych osobowych (dla danej fikcyjnej tożsamości konkretnie) bądź to nazwy użytkownika; dokonuje on tego albo w stopniu tylko niewielkim, jak np. zmiana nazwy użytkownika z „User82” na „User82_”; albo też w stopniu większym, jak np. zmiana z „User82” na „editor”; a działanie które to zwykle ma na celu pełnić rolę maskującą przed filtrami (blokowaniem wypowiedzi) przez innych użytkowników i zapobieganiu ignorowania swych i pomijania ich bez czytania;
  • Charakterystyczne jest również klonowanie, czyli występowanie trolla pod różnymi nazwami użytkownika symultanicznie na tym samym forum, grupie czy wątku etc., a co daje trollowi możliwość np. wyrażania poparcia dla postulowanych przez siebie poglądów, a też i skuteczniejsze zwalczanie swych oponentów; przybiera to formę tworzenia tzw. „klonów” bądź „pacynek”, których wypowiedzi zawierają wyrazy gorącego poparcia dla poglądów postulowanych przez trolla pod swym własnym nickiem i danymi, oraz wyrazy dezaprobaty i negację wypowiedzi jego oponentów, czym pragnie on wykazać, iż w swych poglądach nie jest on izolowany i cieszy się dużym poparciem czy też nawet – swoistą popularnością nieraz;

Względem owych cech dystynktywnych, które to stanowią główne symptomy umożliwiające identyfikację i zdemaskowanie trolla, uprzednio tu wymienione zostały wszystkie te najistotniejsze, jakich znajomość jest niezbędna dla każdego Internauty, a zwłaszcza wypowiadającego się na forum grupy i partycypującego we wszelakich formach dyskusji w Internecie, w celu identyfikacji napotykanych tamże trolli, a co zatem idzie – również i skutecznej przed nimi obrony, o której wspomnę jeszcze tutaj nieco później, w dalszej części mego wywodu.

W tym rozdziale wspomnę może jeszcze tylko krótko, iż terminem troll, bywa ponad to określana też czasem jest dodatkowo pojedyncza, prowokacyjna wiadomość, z potwierdzeniem w postaci sformułowania „wysłałeś niezłego trolla”.

Istotny tu jest również fakt, iż jakkolwiek pojęcia troll i trolling związane są stricte z Internetem i cyberspołecznościami, to mimo to, ostatnio ich użycie zostaje rozciągnięte również na inne sfery, na co zaś uwagę zwracają ostatnio media, wskazując na co raz częstsze przypadki intencjonalnego i prowokacyjnego zachowania poza obrębem kontekstu online. I tak oto przykładowo mianem trolla, została nazwana również osoba, która dopuszcza się oczerniania innych i szerzenia oszczerstw czy pomówień na ich temat, poprzez tworzenie im fałszywych, fikcyjnych stron internetowych bądź też profili, a czego konsekwencje mogą stanowić faktyczne, realne problemy, jak choćby ich aresztowanie etc.

VI. TROLLOWANIE I TROLLE W PRAKTYCE – CZYLI ILUSTRACJA PRZYKŁADOWA NA DESER.

Czymże byłyby wszelkie rozważania natury teoretycznej oraz wszelka sucha teoria bez komplementarnego dopełnienia ich ową szczyptą praktyki i praktycznej tychże realizacji, w formie tej niezbędnej „wisienki na torcie”, a jaką stanowi właśnie zwykle również owa ilustracja przykładowa, dodająca koloru i życia suchej, nieco jakby „martwej” teorii.

A zatem i tenże cały powyższy wywód i poczynione w nim tu uprzednio wszelkie roztrząsania natury teoretycznej, nie mogą obejść się bez tej nieodzownej i komplementarnej suplementacji – czyli praktycznej realizacji ujętej w formie zamieszczonej tu poniżej ilustracji przykładowej, wyselekcjonowanej przez autorkę, z zamiarem ukontentowania Czytelnika i zaspokojenia jego ciekawości.

Na poniższą ilustrację przykładową składają się zaś dwie, odrębne części, z których każda zawierać będzie nieco innego rodzaju ilustrację przykładową i przykłady praktycznej realizacji teoretycznych wynurzeń względem trollowania i trolli, jakie tu uprzednio zostały poczynione.

I tak pierwszą z owych dwóch części stanowić będą przykładowe niejako „typy” trolli internetowych, jakie są najczęściej spotykane w Internecie, zaczerpnięte zaś z Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Internetowej: Trolle Internetowe Mike’a Reeda [trolle.joemonster.org] i ich niezwykle humorystyczne, dowcipne a też i pełne ironii, nieraz też dość ciętej, opisy oraz ilustracje satyryczne do tychże dołączone przez autora.

Druga zaś z tychże dwóch części zawierać będzie przykłady praktyczne konkretnego zastosowania trollingu przez konkretne osoby trolli, zaczerpnięte z historii Internetu i jakie zyskały dotychczas największy rozgłos bądź to sławę czy popularność pośród Internautów.

A zatem – pora na „coś konkretnego”!

  1. Słynne trolle i ich typy podług Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda.

Przytoczę tu oryginalną treść opisów, wybranych przypadkowo przykładowych dziesięciu typów trolli, jakie figurują w owej Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda, a której polska wersja jest zamieszczona w ramach serwisu JoeMonster.org. Do oryginalnej treści owych zacytowanych tu opisów różnego rodzaju trolli, dołączam karykaturalne, satyryczne ilustracje, jakie zawarto tamże w oryginale. A więc przejdźmy już może do meritum – Panie i Panowie poznajcie oto te dziesięć spośród najpowszechniejszych w Internecie trolli!

1. CICHOCIEMNY:

„ […] (stealth) – woli ruszać do bitwy przebrany albo bardzo mocno zakamuflowany. Często używa różnych pseudonimów oraz dużej ilości adresów e-mailowych. Działając z ukrycia przeprowadza krwawe ataki bez strachu o kontratak. Jednak z powodu działania w cieniu nie wielu bojowników przejmuje się tymi atakami i z reguły ma to gdzieś… [..]”.

2. JAJOGŁOWY:

„[…] (proppeler head) – on po prostu wie o wszystkim co dotyczy komputera, Internetu i nowinek technicznych. Będzie bardzo zdziwiony, jeśli się okaże, że ty ich nie znasz… pomimo niezgrabnych wypowiedzi i antytalencia do walki na słowa jest on jednym z najgroźniejszych przeciwników. Wystarczy kilka odpowiednich kliknięć i zamieni twój komputer w małą, dymiącą kupkę popiołu… a przynajmniej tak twierdzi […]”.

3. ARYSTOKRATA:

„[…]ARYSTOKRACI – znani przez swą cnotę, przynależność, siłę charakteru, niektórzy bojownicy forumowi są niczym wysoko urodzeni. Tedy tajemnicyją to jest, aczkolwiek przez wszystkich znaną. Na ten czas dużo wielmoży rządzi litościwie i ze wspaniałomyślnością dla poddanych swych. Nie zdzierżą oni tedy niegodnych ich uwag. To ichnim przymiotem jest, by ponad ten zgiełk plebsu wznosić się i tylko na wielką wojnę jakąś ruszać raczą…”.

Royals

4. ULICZNICA:

„[…](strumpet) – nie może się oprzeć rozmowie o seksie i nieustannie żartuje nieśmiesznymi dowcipami o tej tematyce. Zawsze udaje jej się w dyskusji nawiązać do prywatnego życia bojowników i NIGDY nie pozostawi bez komentarza takich słów jak: „dać”, „wkładać”, „dochodzić”, „wchodzić” itp. Woli rozmawiać z mężczyznami często przechwalając się swoim mężem lub chłopakiem, który zaspokaja ją w każdy możliwy sposób. Jednak stali członkowie.. ekhm… uczestnicy forum szybko spostrzegą, że żaden taki partner nie istnieje. Każdy bojownik, który będzie walczył z ULICZNICĽ będzie miał do czynienia z atakami na swoją orientację seksualną i wielkością penisa. UWAGA! ULICZNICA równie dobrze może być facetem! […]„.

5. CHRZĄKACZ:

„[…] zawsze odpowiada na forum używając pojedynczych słów lub fraz oraz NIGDY nie edytuje cytowanego materiału. WIELKI ZNAWCA, FILOZOF, NIEZMORDOWANY ODPOWIADACZ oraz inni dobrze wysławiający się bojownicy uznają CHRZĄKACZA za bardzo irytującego, ponieważ na ich długie wypowiedzi odpowie on: „Yeah!”, „Wrzuć se na luz!”, E tam.” „Zgadzam się”, „Źle!” itp. Bardzo trudno się z nim walczy, gdyż ciężko jest go sprowokować do bezpośredniej walki. Tylko, jeśli przez bardzo długi czas nie widać jego obecności na forum, można uznać go za pokonanego […]”.

Grunter6. KRZYKACZ:

„[…]ma zwyczaj wspomagać swoje ograniczone wywody używaniem dużych liter (Caps Locka’a). Oczywiście, że kilka słów napisanych dużymi literami może nadać wypowiedzi ostrzejszy ton, ale nadużywanie ich to przesada. Ma to także zły wpływ z taktycznego punktu widzenia, ponieważ pozostali bojownicy szybko zorientują się, że taka osoba jest ograniczona werbalnie oraz nadpobudliwa, czego nie omieszkają wykorzystać […]”.

ALLCAPS

7. BEKSALALA:

„[…]rzadko zdarza się by był to facet. Z reguły jest to kobieta sprzymierzona z NIEWINNOŚCIĽ WCIELONĽ. Zdenerwowana lub zaatakowana będzie wrzeszczeć, płakać i tupać. Jeśli to nie pomoże to pobiegnie do NIANI na skargę […]”.

Crybaby

8. PAŁAS – ZAKUTAS:

„[…]jest obojętny na perswazję, zalecenia i doświadczenia innych. Nawet jeśli jest uwikłany w walkę, to też nie drgnie ani na centymetr, pomimo swojej stratnej pozycji. Pomimo, że jego argumenty zostały zbite co do najmniejszego detalu i nikt się z nim nie zgadza, on będzie dalej ponawiał swoje ataki kosmetycznie zmieniając ich formę. Czasem z czystej frustracji, FILOZOF będzie próbował wytłumaczyć mu, że powtarzanie tego samego nie ma sensu lub też TERAPEUTA będzie starał się dociec przyczyn takiego postępowania. Jednak nic i nikt nie jest w stanie przekonać PAŁASA ZAKUTASA, aby zmienił swój punkt widzenia […]”.

Ferrous9. WIELKI ZNAWCA:

„[…] (profondus maximus) – zawsze wie najlepiej niezależnie od tematu. Jednak jego wiedza nie wspomoże forum, bo jej po prostu nie ma. WIELKI ZNAWCA będzie używał wielkich słów, naukowych terminów i czasem nawet… ekhm… łaciny, żeby tylko wydawać się kompetentnym”.

10. TERAPEUTA:

„[…](therapist) – może być bardzo wkurzający i dzięki temu skuteczny w walce. Zamiast przeprowadzać atak frontalny, zacznie się skupiać na problemach i osobowości trolla. Często będzie nawiązywał do poczucia niepewności i innych odczuciach u trolla, ale nigdy nie nazwie tego atakiem. UWAGA! ZŁY KLAUN, SZARLATAN oraz WĘDKARZ często podszywają się pod TERAPEUTĘ [..]”.

I to na tyle względem części pierwszej niniejszej ilustracji przykładowej, tak więc pora oto przejść już dalej – do części drugiej!

  1. Przykłady trollingu, jakie zyskały sławę i zapisały się w historii Internetu… – Czyli troll w praktyce i czynie!

Na niniejszą drugą z dwóch części tejże ilustracji przykładowej składają się przykłady praktycznej realizacji trollingu i działalności trolli, jakie zostały zaczerpnięte z rzeczywistości świata wirtualnego i dotychczasowej historii Internetu. W ramach tejże części postaram się nieco bliżej ukazać owych sześć zawartych tu poniżej przykładów praktycznej realizacji pojęcia trollingu i trolla internetowego, mając nadzieję, iż owe przykłady pozwolą wyczerpująco i satysfakcjonująco dopełnić całokształtu omawianego w tym wywodzie zagadnienia i esencjonalnych pojęć, nie pozostawiając u Czytelnika poczucia niedosytu…

A więc przejdźmy do meritum – pora na konkrety!

  • Afera tak zwanego rzekomo „Złotego Członkostwa”:

Pierwszy z praktycznych przykładów trollingu, jaki tutaj omówię, stanowi sprawa związana z rzekomym tzw. „Złotym Członkostwem” (ang. Golden Membership) z roku dość niedawnego, bo 2007, a której sedno pokrótce bazowało na tym, iż opublikowane zostały w rozmaitych działach serwisu 4chan, posty zawierające fałszywe zdjęcia, które oferowały niejako rzekomo ulepszoną wersję (upgrade’owaną) konta użytkownika, a jaka to podobnie rzekomo miała posiadać większe przywileje.

I taka owo rzekome konto Gold¸ miało dawać szczęśliwym nabywcom m.in. dostęp do pełnej zawartości serwisu. Tym niemniej cała ta heca okazała się być faktycznie, jedynie celowym, intencjonalnym działaniem autorstwa „stałych członków” (oldfags), jakich celem było to, aby w ten sposób zażartować sobie i zakpić z nowych członków, czyli „nowicjuszy” – tzw. newbees.

Co również ciekawe, ten typ trollowania, w pewnych przypadkach zyskał zastosowanie jako tzw. slam, czyli więc forma działania, która polega na tym, iż dochodzi do wprowadzenia w błąd pewnych osób poprzez sugestię posiadania pewnego określonego przywileju, jak choć np. właśnie owego złotego członkostwa w danym serwisie.

Na największą skalę owo działanie występowało nagminnie np. na portalu Facebook, gdzie to mnożyło się na potęgę (a i nadal jest to dość częsty tamże proceder). Tamże przybrało to postać fałszywych profili, które oferowały rzekome konta „Gold”, faktycznie zaś przekierowując nieświadomych użytkowników na różne stronny z odmienną zgoła zawartością, aniżeli to miały zawierać.

  • Przypadek trollingu opisany w artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku:

W tymże artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku, jaki został zamieszczony na łamach „International Review of Law, Computers & Technology, została opublikowana niecodzienna informacja o inwestorach, którzy to stali się ofiarą trollingu w skutek dyskusji online, której meritum dotyczyło kwestii finansów firmy Pair Glain, trudniącej się produkcją sprzętu telefonicznego, a której siedziba zaś mieści się w Kalifornii.

Tak oto na serwerze firmy Yahoo, ma specjalnym czacie finansowym rozgorzała dyskusją, za którą stały w całokształcie właśnie trolle i które tamże  opublikowały pewien całkowicie sfabrykowany artykuł – mistyfikację, którego treść informowała, jakoby rzekomo możliwe miało być nabycie przez izraelską firmę telekomunikacyjną wspominanej firmy PairGain. W rezultacie całej mistyfikacji trolli, doszło do podskoczenia akcji firmy aż o całe 31% i momentalnego ich spadku zaraz, gdy to doszło do identyfikacji owej fałszywej informacji, opublikowanej w skutek działania trolli. Jak zapewne można się domyślać, był to nie lada wstrząs na giełdzie papierów wartościowych, którego reperkusje raczej z pewnością obijały się szerokim echem jeszcze przez dłuższy czas…

  • Przykład z głośnej rozprawy, do jakiej doszło w skutek trollingu w roku 1997:

Wówczas to miała miejsce owa głośna rozprawa – Kenneth M. Zeran przeciw firmie American Online, a do której doszło właśnie w konsekwencji zachowań trollingowych, jakich się wtedy dopuszczono. A mianowicie w tym przypadku, działanie trolli polegało na zamieszczeniu na stronach AOL, ledwie sześć dni po zamachu dokonanego na miasto Oklahoma, fikcyjnych reklam koszulek z nadrukami nawiązującymi do tejże tragedii, jaka to miała miejsce ledwie dopiero co kilka dni wcześniej. Dodatkowo w treści tychże fikcyjnych reklam zawarta została również informacja o rzekomym sprzedawcy tychże koszulek, a którym podług niej miał być niejako ów powód – czyli Kenneth M. Zeran.

W treści tejże informacji zawarto adres oraz telefon domowy rzekomego sprzedawcy, a co było przyczyną uporczywego nękania pana Kennetha Zerana[9] w konsekwencji owych poczynań trolli.

  • Przykład antyscjentologicznych protestów:

Kolejny, dość frapujący przykład stanowią z kolei głośne protesty antyscjentologiczne, jakim nadano miano Projektu Chanologia (ang. Project Chanology lub Operation Chanology)[10]. Były one zaś głoszone przez członków społeczności dwóch portali – 4chan i Encyklopedia Dramatica. Wymierzone natomiast były przeciwko praktykom Kościoła Scjentologicznego, stanowiącego największą organizację zajmującą się promowaniem scjentologii na świecie, a któremu zarzuca się, iż dopuszcza się działań, które mają ewidentnie charakter trollingu, zaś jego wyznawców utożsamia się z trollami.  

  • Przykłady zaistnienia trollingu w Polsce:

Również i Polski nie ominęła fala szerzącego się w Internecie co raz bardziej trollingu i ataki rosnących w liczebność zastępów trolli. I w Polsce również doszło do przypadków zaistnienia trollingu, a które to odbiły się szerokim echem w Internecie, zyskując rozgłos.

Tutaj z kolei pojawia się nam kolejne, nowe pojęcie, a mianowicie pojęcie dzieci Neostrady, jakie to bardzo długo funkcjonowało – a poniekąd wciąż w pewnym sensie funkcjonuje nadal – w wirtualnym świecie Internetu. Było ono zaś (i jest) przypisane do pewnego rodzaju osób, które to odznaczają się zachowaniem, jakie jest charakterystyczne także i dla trolli i trollowania, bądź też inne nieakceptowane zachowania, jak choćby np. spamowanie, bądź to żądanie od innych uczestników danego forum czy grupy etc., aby ci na przykład rozwiązywali w zamian za tę osobą zadania domowe itp., wynikające z braku wiedzy tejże osoby, takiej jak np. nieznajomość zasad netykiety, nieumiejętność poprawnego skonfigurowania oprogramowania czy też nieznajomość elementarnych zasad ortografii i tym podobnym, bardzo lamerskim zachowaniem. A też przy jednoczesnym braku woli, aby takową wiedzę zdobyć…

Ponadto zachowania te zwykle charakteryzuje jednoczesne reakcje silnie agresywne na wszelkie próby upominania, a nawet tylko odmowy bądź nie spełnienia postulowanych żądań.

I to właśnie owa agresywność jest m.in. przyczyną tego, iż Dzieci Neostrady  często gęsto finalnie tracą dostęp do danego forum czy nawet i łącza, a to zaś z tej racji, iż z powodu nieznajomości obowiązujących tamże regulaminów dopuszczają się zachowań, które stanowią ewidentne naruszenie bądź pogwałcenie tychże regulaminów.

Co się tyczy natomiast samego pojęcia Dzieci Neostrady, to ma ono swoje źródło w czasach, gdy pojawiło się ono tuż po wprowadzeniu szerokopasmowego dostępu do Internetu w Polsce (Neostrada oferowana pierwotnie przez TP S.A.)¸a zarazem jego „boom’u” i masowego kupowania tejże usługi – często niestety jako prezentu na pierwszą komunię, rozpoczęcie szkoły podstawowej, czy uzyskania w tejże promocji do następnej klasy – a tym samym również nagły, gwałtowny przyrost liczby nowych i niedoświadczonych użytkowników, nieobytych wcale i „nieopierzonych”, jacy dali podstawy do ugruntowania się negatywnego znaczenia tegoż terminu w Internecie.

Po pewnym czasie termin ów uległ skróceniu do formy dziecka Neo, często stosowanej później miast pełnej formy.

Oczywiście opisywane tu zachowania mogą dotyczyć użytkowników w różnym wieku, a nie tylko owych małoletnich, smarkatych „protoplastów” terminu czy też posiadających różnego rodzaju łącza internetowe, prócz owej słynnej Neostrady ponad to również.

Co istotne, nadanie owego statusu dziecka Neostrady, nie skreśla użytkownika jeszcze permanentnie definitywnie, albowiem status ów, stanowi status niejako przejściowy, a to z tej racji, iż osoby te z czasem albo nabywają określoną wiedzę i zmniejszają swą uciążliwość wobec innych użytkowników, bądź to nabierają umiejętności respektowania niektórych wymogów netykiety i regulaminów, bądź też z powodu swego nieakceptowanego, aspołecznego zachowania tracą dostęp do danego forum, czy nawet łącza.

  • „Fripolboks”:

Nazwa Fripolboks wywodzi się od nazwy firmy Polbox, która to jako pierwsza uruchomiła ongiś usługę darmowych kont poczty e – mail (e – mail login@free.polbox.pl). Zaś związek tejże usługi z trollingiem polega na tym, iż jej popularność oraz chęć korzystania z oferowanych darmowych kont, spowodowała napływ bardzo wielu nowych użytkowników, nieobeznanych zupełnie z zasadami netykiety, a więc przejawiających często zachowania nieakceptowalne, w tym także noszące znamiona trollingu.

I to już koniec tejże drugiej części ilustracji przykładowej w niniejszym wywodzie, a powyższa egzemplifikacja liczę, iż wyczerpuje wszelkie kwestie praktycznej realizacji uprzednio tutaj roztrząsanych kwestii teoretycznych, a też zdoła zaspokoić ciekawość i głód wiedzy szanownych Czytelników. A więc tym samym tenże rozdział został zakończony definitywnie w tym miejscu, a tym samym umożliwiło to nam przejście do następnego, kolejnego rozdziału, niemal już finałowego – po którym tylko jeszcze nastąpi krótki niejako „epilog” – miejsce na reasumpcję uprzednio poczynionych tu roztrząsań i małe podsumowania całokształtu mych tu wynurzeń.

A zatem – do dzieła!

VII. REWIRY TROLLI I SPOSOBY PRZED NIMI OCHRONY – CZYLI RZECZ O TYM, JAK TROLLA WYSTRYCHNĄĆ NA DUDKA….

Wpierw omówię tutaj nieco kolejną istotną kwestię, o której warto wspomnieć, a którą to stanowią rewiry trolli – czyli miejsca ich bytowania oraz działalności.

Większość trolli swe działania prowadzi w pewnych wybranych przez siebie obszarach i rewirach, podług własnego mniemania czy np. określonych potrzeb własnych trolla.

W najbardziej ogólnym ujęciu, rewir trolla, jak zresztą już uprzednio wspominałam, stanowić może w zasadzie każde miejsce w Internecie, które tylko umożliwia interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom, i każde w których takowe dyskusje są tylko prowadzone – od forum internetowego ,wszelakie grupy dyskusyjne, czaty aż po wszelkiego rodzaju portale społecznościowe, blogi czy portale bądź serwisy informacyjne, umożliwiające komentowanie zamieszczanych tamże „newsów”.

I tak oto trolle mogą się niejako zagnieździć i „przyczepić” do miejsc takich jak:

  • Obszar całej danej strony internetowej – wówczas to zakres ich działalności, obejmuje wstawianie prowokacyjnych treści absolutnie WSZĘDZIE w obrębie całej tejże strony. A więc pewność, iż mamy do czynienia z trollem, można mieć wówczas, gdy oto napotkamy pod postem traktującym o przetworach owocowych z domowej spiżarni – np. zamieszczony na łamach jednej ze stron bądź portali kulinarnych czy z przepisami – zjadliwy, ziejący nienawiścią czy wręcz agresywny komentarz oskarżający o całe zło świata np. księży, wszystkich dotychczasowych premierów Polski bądź to graczy konsolowych, co też powinno stanowić już teraz dla nas, po przyswojeniu sobie całej wiedzy i informacji odnośnie trollingu i trolli zawartych w niniejszym artykule, ewidentnie oczywisty przypadek trollingu i bez wątpienia dla nas jest fakt, iż mamy tu do czynienia z trollem bądź to trollołakiem.
  • Obszarów w obrębie konkretnego tematu (bądź też zagadnienia). Tak zagnieżdżający się troll, uderza z całą mocą, jeśli tylko dostrzeże gdzieś możliwość wszczęcia dyskusji dotyczącej jego „specjalizacji”. Wtedy to usilnie dąży on do wszczęcia dyskusji odznaczającej się brutalnością, agresją, a także absorbującej i angażującej do podjęcia partycypacji w niej możliwie dużą liczbę osób.

I tak oto przykładem takiej sytuacji, w której z całą pewnością mamy do czynienia z tego rodzaju trollem, działającym w takim rewirze, może być sytuacja, w której napotykamy np. pod postami  dotyczącymi pewnego określonego konkretnie tematu całe mnóstwo „komentów”, autorstwa jednego tego samego Internauty, którego cechuje umiarkowana raczej uprzejmość, a za to niemożebnie przeogromna odporność na wszelką argumentację i kontrargumenty – to niezawodnie wskazuje nam, iż mamy do czynienia z trollami  zaliczanymi do omówionych tu uprzednio kategorii.

  • I wreszcie – obszar o najmniejszym zasięgu, ograniczający rewir działania trolla jedynie do pewnej konkretnej osoby. Takiego trolla stanowi troll – prześladowca, a który to stanowi wyjątkowo nieprzyjemną sprawę, jaka niebezpiecznie oscyluje na granicy zjawiska ewidentnego cyberstalkingu, a więc formy cyber – przestępstwa. Tutaj jako przykład należy wyobrazić sobie trolla, który uporczywie i niezmordowanie niezwykle złośliwie i jadowicie, czy wręcz agresywnie, komentuje każdy jeden przejaw aktywności w Internecie danego jednego tylko ,konkretnego użytkownika i niczym maniak żadnego z choćby najmniejszych śladów jego cyber – aktywności bądź istnienia w wirtualnej rzeczywistości nie pozostawia bez reakcji czy odzewu, obsesyjnie prześladując takiego nieszczęśnika i fanatycznie tocząc z nim ciągłą, nieustającą polemikę – taki cyberstalker niestety nie wiele różni się od tego realnego stalkera i jest równie przykrym i uciążliwym prześladowcą, a jego działalność może mieć dla ofiary równie przykre, nieprzyjemne, a nawet bardzo groźne rezultaty, tak więc lepiej unikać takich trolli jak ognia i możliwie jak najszybciej, definitywnie ucinać z nimi wszelką polemikę!

No tak, a co jeśli już w trakcie naszych wirtualnych aktywności w Internecie natkniemy się na któregoś z tych rodzajów trolli i padniemy ofiarą opisywanych tu praktyk, czyli po prostu trollowania?

Warto więc jeszcze tutaj na sam koniec wspomnieć też choć krótko o sposobach walki i ochrony przed trollami i trollingiem, jako że te akurat umiejętności bez wątpienia nieraz okażą się przydatne bądź to wręcz nieodzowne dla każdego jednego Internauty, który podejmuje jakąkolwiek tylko w ogóle partycypację w dyskusjach toczonych w sieci bądź formę interaktywnej komunikacji z innymi użytkownikami – i zaiste okazują się one nie jednokrotnie iście bezcenne, uwierzcie mi!

Tak najogólniej i po krótce, owe sposoby walki i ochrony przed trollami, można by ująć w formie pewnego niejako „algorytmu”, określającego sposób postępowania w przypadku zetknięcia się z tym zjawiskiem bądź to, gdy padnie się ofiarą trollingu. A ów algorytm ma następującą postać:

  • Najsampierw należy upewnić się całkowicie, iż ma się do czynienia z trollem i
  • Następnie należy owo swoje odkrycie i zidentyfikowanie trolla ogłosić wszem i wobec publicznie możliwie wszystkim – a co ma na celu zaś uprzedzenie ogółu internautów przed wykrytym trollem oraz do partycypacji i wspieraniu naszej osoby w realizacji następnego, trzeciego punktu, kończącego nasz mini – algorytm anty – trollowi.
  • I wreszcie finalnie – zastosuj najlepszą broń walki z trollami czyli zignoruj zupełnie trolla i totalnie wszelką jego działalność, formy prowokacji bądź to wypowiedzi publikowane przez tę „mendę społeczną” – ignorując go albowiem skazujemy go niechybnie na fiasko i kompletną porażkę w swym procederze trollowania – jak to głosi jeden ze słynnych w Internecie sloganów i będący bohaterem niezliczonych już memów – „Nie karm trolla!!”, a troll karmi si twój uwag i wszelką reakcją na jego prowokacje, więc jedynie ignorując całkowicie jego osobę i działania możesz z nim skutecznie walczyć.
troll1x1

Słynne już internetowe hasło „Nie karm trolla!!”

A to z racji, iż taki troll, oddając się uprawianiu swego niecnego procederu, przede wszystkim i najbardziej łaknie właśnie uwagi innych oraz ich możliwie najbardziej gwałtownych i emocjonalnych reakcji, wzbudzonych w skutek jego działalności czy prowokacji. I też dlatego, jak pisałam już, właśnie ignorowanie okazuje się tu być najbardziej skuteczną „bronią”, zniechęcając trolle do dalszego „wkurzania” ludzi i zmuszając do zaniechania swego podłego procederu, aż finalnie opuszczają dany rewir i udają się w inne rejony Internetu w poszukiwaniu bardziej podatnych ofiar na swe działania, czy nawiedzać inne serwisy z nadzieją na lepsze efekty swego trollowania.

Ponad to w kwestii ochrony przed trollami¸ istotna jest też znajomość cech specyficznych czy szczególnych danego trolla, z którym mamy akurat do czynienia w danym przypadku – ich znajomość bowiem umożliwia wówczas wczesne wykrycie i identyfikację trolla i podjęcie skutecznej przed nim obrony.

Trolls

„Nie karm trolla!!”

Tym niemniej również i tu, niezmiennie najskuteczniejszą z takowych form obrony pozostaje wciąż owo całkowite ignorowanie trolla i wszelkich działań przez niego podejmowanych oraz brak jakiejkolwiek reakcji na jego prowokacje bądź „zaczepki” – wystarczy trolla totalnie olać, by szybko i skutecznie się pozbyć problemu – ot i cały sekret ha!

Aczkolwiek na tym nie koniec względem walki i ochrony przed trollami. Albowiem najważniejsze w tym względzie zadanie i jego cały ciężar, spada natomiast na barki administratora (czyli „admina”) bądź to moderatora danego serwisu, forum etc., do którego obowiązków w takim przypadku należy zaś podjęcie następujących kroków i działań: primo winien on w sposób umiejętny skutecznie filtrować wszelkie publikowane wypowiedzi, posty czy tzw. „komenty”, w tym poprzez blokowanie („banowanie”) treści trollowanych, jak też wykorzystując możliwości odpowiadania czy ingerencji w już istniejące, uprzednio opublikowane wiadomości bądź treści tego typu.

Niestety taka ingerencja, jak choćby usunięcie już opublikowanej uprzednio przez trolla wiadomości i wykasowanie jej treści z danego forum, grupy czy wątku, etc., w konsekwencji może powodować wręczeniu mu do ręki, dodatkowego argumentu w toczonym sporze bądź kłótni, przykładowo dotyczącego cenzurowania oraz wolności słowa i wypowiedzi.

Prócz adminów i moderatorów swój wkład w utrzymanie porządku powinni mieć również i zwykli jego użytkownicy partycypujący czynnie w jego życiu, funkcjonowaniu i toczonych w jego ramach dyskusjach. A to chociażby pomagając w tymże poprzez skrupulatne i natychmiastowe informowanie administratorów bądź moderatorów o każdym jednym podejrzanym zachowaniu czy aktywności na forum, w grupie bądź wątku, czy na portalu etc.

Rolą administratora jest z kolei nie tylko skrupulatna weryfikacja otrzymywanych od użytkownika tego rodzaju wiadomości, ale także i osoby, od której takowa wiadomość została przysłana (tj, jej nadawcy).

Tym niemniej ignorowanie trolla króluje, jako niepodzielnie najlepsza i najskuteczniejsza metoda walki, jak i obrony czy ochrony przed trollami – ignorowanie oznacza bowiem druzgocące fiasko i porażkę trolla oraz jego prowokacji!

I tak oto w społeczności internetowej powstał ów słynny zwrot, o którym napomknęłam już uprzedni, czyli „Nie karm trolla!”, a który ma na celu ostrzegać użytkowników Internetu przed podejmowaniem jakiejkolwiek interakcji z osobą trollującą. A to po to, aby swoją reakcją nie „karmić” trolli, bo ich pokarm stanowi właśnie reakcja i uwaga innych użytkowników, o jakie zabiegają swymi prowokacyjnymi działaniami.

05724457fb8a902ae6dbda86d5c4766c

Niestety ze względu na bardzo dużą liczbę użytkowników, zrealizowanie w praktyce takiego całkowitego zignorowania i brak jakiejkolwiek reakcji na trolla i jego działania jest dość trudne i karkołomne.

Istotny jest tu również fakt, iż to troll zwykle znajduje swą ofiarę – starannie wyszukując ją spośród nieskończenie wielu innych użytkowników, upatrując ją sobie obiera za cel…

Poza tym, niektóre trolle doskonale i umiejętnie potrafią skutecznie zwiększyć grono sił swych aliantów – czyli liczbę „sprzymierzeńców” i sojuszników, którzy mu sprzyjają i wspierają w boju..

Aczkolwiek i tak, jego skrajnie egoistyczne zachowanie, nieuchronnie zmierza do rozbicia i rozpadu danej grupy czy cyberspołeczności oraz jej wewnętrznego skonfliktowania i skłócenia, a co zaś stanowi pożywkę dla trolla.

A tymczasem z kolei ignorowany zupełnie troll, pozbawiony karmiącej go uwagi i reakcji innych użytkowników, w końcu zniechęca się całkiem takim pisaniem tylko do siebie samego i najprawdopodobniej wówczas szybko czmychnie z danego miejsca, przenosząc się  na inne, w poszukiwaniu nowego audytorium i ofiar bardziej podatnych na jego prowokacje i inne matactwa.

I to tyle w tym względzie – myślę, iż kwestię omawianą tu uprzednio mamy już wszyscy „w małym paluszku”!

VIII. EPILOG – CZAS REASUMPCJI I FINALNEGO PODSUMOWANIA….

W tym współczesnym świecie i realiach obecnego XXI wieku, w erze Globalnej Wioski i absolutnego panowania wszechobecnego, wszechmocnego i nieskończenie wielkiego Internetu, wszystko zyskuje zupełnie nowy, dodatkowy i zgoła odmienny od tych, znanych nam uprzednio – kolejny wymiar i formę swego istnienia, a my ludzie żyjący w tymże współczesnym świecie – kolejną nową, całkiem inną i zgoła odmienną, dodatkową rzeczywistość, w której istniejemy zarówno my jak i owo „Wszystko” i realia w jakich jest ona osadzona – rzeczywistość wirtualną i realia cyberświata Internetu pozbawione fizycznej formy bytu, całkowicie bezcielesne, które są zarazem jednocześnie nigdzie, jak i wszędzie…

I tak też dzieje się właśnie dokładnie również i w przypadku kwestii, jaką stanowią zachowania aspołeczne, o jakich była tu mowa już uprzednio. Oto można wyraźnie zaobserwować obecnie przejawy i przypadki występowania rozmaitych form zachowań antyspołecznych, już nie tylko w tych codziennych sytuacjach i rzeczywistych, istniejących faktycznie i realnie miejscach czy okolicznościach, jak np. praca, ulica, dom, szkoła, grupa rówieśników bądź inna wspólnota etc. – a więc tych istniejących w tzw. „realu”, czyli inaczej in real life, lecz oto teraz także i w tym nowym wirtualnym świecie i realiach internetowych spotkań, dyskusji i interpersonalnych relacji oraz form komunikowania się.

I samo owo komunikowanie się oraz formy tychże relacji interpersonalnych, również zyskują zupełnie nowy, zgoła odmienny wymiar czy formę….

W tej naszej codzienności w wirtualnym świecie i realiach współczesnej ery Globalnej Wioski, rzeczą zwyczajną, codzienną i powszednią stała się ciągła, nieustanna różnoraka partycypacja i interaktywne relacje oraz komunikacja interpersonalne na wszelkiego rodzaju forach internetowych, grupach dyskusyjnych, czatach, bądź też najrozmaitszych portalach społecznościowych i innego rodzaju czy blogach, oraz wszelkich innych miejscach w sieci, umożliwiających jakąkolwiek w ogóle interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom.

I w tych wszystkich, najrozmaitszych, nieskończenie wielu miejscach naszej partycypacji w wirtualnym życiu i rzeczywistości, naszych wszelkich tamże aktywności, działań i przejawów istnienia, zwykle znajduje się zawsze jakiś osobnik, określany mianem trolla, który z lubością oddaje się procederowi przeszkadzania i dezorganizacji w prowadzeniu merytorycznej dyskusji, siejąc w niej zamęt i zamieszanie, bądź to w efekcie wznieca tzw. flame war (lub in. Flame) – siejąc niejako Chaos, destrukcyjnie niszczący ład i porządek oraz powodujący całkowitą dezorganizację funkcjonowania i całokształtu istnienia danej cyberspołeczności….

I któż z nas współczesnych, XXI-wiecznych Internautów, nigdy nie spotkał ani razu na swej drodze żadnego, choćby jednego tylko trolla czy sam nigdy ani raz nie padł ofiarą trollingu, nawet choćby nieświadomie?

Chyba ciężko by było takowego znaleźć, lub wręcz nawet graniczyć by to mogło z niemożliwością, podług mego skromnego mniemania….

Tym niemniej, pomimo faktu, iż współczesne, nowoczesne możliwości techniczne, umożliwiają stosowanie restrykcji i ograniczeń zarówno dostępu, jak i publikowanych wypowiedzi oraz treści, i tak okazuje się jednakże, iż tę najskuteczniejszą metodę na trolla internetowego, stanowi wciąż niezmiennie owe jego całkowite ignorowanie – równoznaczne dla trolla z kompletnym i doszczętnym fiaskiem oraz sromotną porażką, odniesioną w tej bitwie i próbie prowokacji!

Tym niemniej trolling internetowy, nabiera jednak jeszcze znacznie większego znaczenia i doniosłości, wówczas gdy ingeruje on także w życie codzienne człowieka realnie i skutkuje ponoszeniem w nim faktycznych strat moralnych bądź materialnych, wykraczając tym samym już bardzo daleko poza tylko tę wirtualną rzeczywistość Internetu i realiów cyberświata, wkraczając brutalnie w świat rzeczywisty i jego realia istniejące faktycznie także i w „realu”…

A wówczas, w takiej sytuacji absolutnie karygodne i niedopuszczalne jest milczenie dobitna i właściwa reakcja, stanowiąca elementarny obowiązek i powinność każdego współczesnego człowieka!

A wszelkie trolle, od których roi się wszędzie w calutkim Internecie, i których na pęczki wciąż pojawia się w każdej jednej cyberspołeczności i miejscach w sieci, gdzie toczone są jakiekolwiek w ogóle dyskusje, i jakie mnożą się wciąż na potęgę, zwiększając liczebność swych zastępów – nie powinny jednakże nas wcale jakkolwiek ani przerażać, ani deprymować czy też zbytnio martwić, ponieważ to my tylko tak w istocie decydujemy o ich istnieniu – i tym, czy je karmić czy też nie karmić i najskuteczniejszą bronią kompletnej ignorancji ukrócić definitywnie ich poczynią, przeganiając z naszej cyberspołeczności w cholerę, przywróciwszy jej ład, spokój i wolną od trolli, pełną harmonii sielankową idyllę…

Troll to tylko troll  jedyne, co można z nim zrobić sensownego, to go totalnie „olać”, tak kolokwialnie mówiąc – albowiem tym sposobem możemy go właśnie najskuteczniej i definitywnie zgnieść, jak robaka, którym w zasadzie jest ten pasożytniczy robak, żerujący na innych internautach i siejący szkody szkodnik internetowych miejsc merytorycznej dyskusji i dysput, oraz wirtualnych spotkań Internautów…. A szkodniki wiadomo – należy bez względnie i bez litości tępić, jak choćby np. taką stonkę ziemniaczaną czy tasiemca – ot i tyle…. 😉

I jak rzadko kiedy, pasuje tu jak ulał, jako że trolle  to w zasadzie tacy internetowi idioci. ta mądra zasada w myśl, której to zaś należy …

13179049_1162071243823600_8454548547130077203_n

 

I takie również postępowanie sugeruje, a nawet zalecam w przypadku natknięcia się gdzieś w Internecie na jakiegokolwiek trolla czy usiłowanie dokonania aktu trollingu ot co!!

 

THE END.

 

[By Anna Gabriella „Lilith” Gajda®]

Przypisy:

[1]. Czyli nieadekwatne funkcjonowanie w rolach społecznych charakteryzujące się agresywnymi formami niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji i wrogości. Do symptomów takiego zachowania zalicza się: silne dążenia do szkodzenia innym osobom; bezinteresowne okrucieństwo; brak wrażliwości moralnej; stosowanie różnych form przemocy w stosunkach interpersonalnych. [Źródło: Wikipedia.org].

[2] RFC 1855: Netiquette Guidelines, http://tools.ietf.org/html/rfc1855.

[3] J.S. Donath, Identity and Deception in the Virtual Community, [w:] Communities in Cyberspace, M.A. Smith, P. Kollock, 1999, s. 29 – 59.

[4] S. Herring, K. Job-Sluder, R. Scheckler, S.Barab, Searching for Safety Online: Managing Trolling” in a Feminist Forum, Center for Social Informatics – Indiana University.

[5] Screamer (także: jump scare): rodzaj animacji, filmu bądź aplikacji stworzonej specjalnie po to, aby przestraszyć widza. Pierwsze scream’ery pojawiły się około roku 2002.

[6] Efekt Krugera – Dunninga: jest to w psychologii zjawisko, które polega na tym, iż osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencje do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swych umiejętności. Zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Kornella.

[7] (argumentum) ad personam: <<argument odnoszący się do osoby, zarzut natury osobistej, nie związany z przedmiotem sporu>> [przeciwieństwo:] (argumentum) ad rem: <<argument do rzeczy, rzeczowy, dotyczący meritum sprawy>> [w:] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, wydanie XVI rozszerzone, Państwowe Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 1989.

[8] D. Jachyra, Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego Nr 656, „Studia Informatica” Nr 28, 2011, s. 256.

 

[9] The Opinion of the Fourth Circuit, http:// pacer.ca4.uscourts.gov/opinion.pdf/971523.P.pdf.

[10] C. Landers, The Internets Are Going to War, Baltimore City Paper 2008.

MosqueinAbuja

Fundamentalizm w islamie jako reakcja na nowoczesną cywilizację Zachodu.

MosqueinAbuja

Anna Gabriella Lilith Gajda.

  1. WSTĘP

Termin fundamentalizm zwłaszcza współcześnie urasta do rangi kwestii zasadniczo elementarnej i newralgicznego problemu nie tylko całego świata zachodniego, ale i poniekąd także cywilizacji wschodniej, osiągając tym samym wymiar globalny. A w świetle drastycznych wydarzeń, jakie wstrząsnęły opiniom publiczną na całym świecie w czasach współczesnych, począwszy od początku tego milenium aż po ostatnią tragedię w Paryżu z końca ubiegłego roku, nabiera zupełnie nowego znaczenia i wagi, wzbudzając niezmiennie tak samo wiele kontrowersji, stał się gorącym tematem numer jeden, który nie schodzi z ust całego świata, jak i całego Internetu, gdzie chyba wzbudza najwięcej wrzawy pośród rzeszy zbulwersowanych internautów.

Najsampierw warto byłoby pokusić się tutaj o wstępne zdefiniowanie tego esencjonalnego dla dalszych rozważań terminu, jakim jest fundamentalizm. Podług Słownika Języka Polskiego red. Szymczaka termin ów oznaczać może bądź to <<tradycjonalistyczny i ortodoksyjny stosunek do wyznawanej religii>>, bądź też <<radykalizm w wyznawaniu jakiejś idei, odmawiający innym racjom prawa istnienia>>. Te dość oschłe definicje słownikowe rozwija nieco definicja encyklopedyczna, zawarta w Encyklopedii PWN:

[…] ruch, formacja, ideologia o charakterze skrajnie konserwatywnym, przeciwstawiające się jakimkolwiek zmianom lub modyfikacjom doktryny religijnej, kultu, rytuału, obyczajowości.

Uwzględniając obraz kreowany przez zachodnie mass media, można by łatwo ulec złudzeniu, iż ta forma religijności zwana fundamentalizmem, a która to funkcjonuje w ciągłym poczuciu zagrożenia, a niekiedy ucieka się do przemocy, stanowi zjawisko stricte islamskie, a co tak faktycznie odbiega zupełnie od prawdy. Fundamentalizm bowiem stanowi zjawisko, które ma swoje przejawy na całym świecie, niemalże w każdej z większy religii, w formie jednej z reakcji na problemy nowoczesności, a już w szczególności w historii chrześcijaństwa, islamu i hinduizmu.

Nie było dziełem przypadku pojawienie się tej odmiany religii na początku XX wieku w świecie chrześcijańskim, a konkretniej w Stanach Zjednoczonych.

Fundamentalizm jako taki, nie stanowi monolitu, jako że każda z jego możliwych form, nawet w obrębie jednej religii, ewoluuje w sposób niezależny, posługuje się własną symboliką i ma własne, odrębne źródła egzaltacji. Tym niemniej wszystkie one jednak pozostają ze sobą w pewien sposób spokrewnione.

Aczkolwiek ruch fundamentalistyczny wcale nie zaistniał natychmiast, jako „odruchowa” reakcja na nadejście zachodniej nowoczesności, lecz przyobleka swą formę dopiero, gdy proces modernizacji osiąga już poziom dość mocno zaawansowany. Początkowo zarzewie dali ludzie wierzący, podejmując próbę przetransformowania swej religii, mającą na celu połączenie tejże religii z nowoczesną kulturą. Jednakże te dość umiarkowane działania okazały się być zbyt mało skuteczne, co zaś spowodowało, iż niektórzy ludzie poczęli odwoływać się do znacznie bardziej skrajnych metod, a co zaowocowało właśnie narodzinami ruchu fundamentalistycznego.

pobrane

Islam jako ostatnia z religii monoteistycznych wykształcił w swoim obrębie orientację fundamentalistyczną. Miało to miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wieku XX, kiedy to nowoczesna kultura zachodnia poczęła zadomawiać się również w świcie islamskim. Do tego czasu fundamentalizm zdążył się już ugruntować wśród kultur chrześcijan i żydów, które znacznie dłużej były wyeksponowane na kontakt z nowoczesnością. W chrześcijaństwie fundamentalizm ma swe źródła w reformacji, a zwłaszcza w Kościołach o tradycjach kalwinistycznych, baptystycznych i pietystycznych, zaś w katolicyzmie jest on tożsamy z tradycjonalizmem, cechujący się negatywnym nastawieniem do tendencji modernistycznych i liberalnych w teologii. W islamie źródła swe ma w XX wieku, z których wypływa jako tak zwany tradycjonalizm muzułmański, przeciwstawiający się tendencjom reformatorskim w islamie. Fundamentalizm islamski nazywa się też czasem islamizmem lub integryzmem muzułmańskim, aczkolwiek wielorakość znaczeń i form, jakie przyjmuje on w islamie nie pozwala na ujednolicenie tego zjawiska, jako jednego, spójnego ruchu czy nurtu.

Tym niemniej, wszystkie ruchy fundamentalistyczne w obrębie wszystkich religii, posiadają pewną wspólną cechę dystynktywną, która je łączy. A mianowicie, cechę tę stanowi głębokie rozczarowanie współczesną cywilizacją zachodnią, która pokładane w niej nadzieje w dużym stopniu pozostawia niespełnione. Ponadto wspólny im jest również ów autentyczny strach, jaki cechuje każdy ruch fundamentalistyczny, a bierze swe źródło w głębokim jego przekonaniu o tym, że świecki establishment jakoby nosi się z zamiarem unicestwienia religii.

Co więcej cechy wspólne, jakimi wyróżniają się wszystkie ruchy fundamentalistyczne, stanowi primo to, iż są one ze swej istoty postępowe, gdyż mogą zaistnieć jedynie w naszych czasach; i secundo ich nowatorskość, a ich interpretacje religii odznaczają się często radykalnością. A stąd zaś konkluzja, iż fundamentalizm stanowi zatem  nieodzowny element współczesnego świata.

A wszędzie, gdzie nowoczesność zostaje zakorzeniona, fundamentalizm może się rodzić jako świadoma na nią reakcja. A z kolei fundamentaliści często jawnie wyrażają swe niezadowolenie z kształtu, jaki ta nowoczesność przybiera, uwypuklając przy tym te elementy swej religii, które są jej sprzecznością.

2. FUNDAMENTALIZM VS. NOWOCZESNOŚĆ.

Z racji faktu, iż emancypacja kobiet zyskała rangę jednego z wyznaczników tejże nowoczesności, powszechne jest dla fundamentalistów dążenie do przywrócenia tradycyjnych ról płci, dystynktywnych dla wspólnot rolniczych, czy też narzucenie kobietom nakazu noszenia zasłon bądź też zamykania się w domu.

Ponad to, uznając fundamentalizm jako niejako „rewers” – czyli drugą stronę nowoczesności, to jego obserwacja może w rezultacie doprowadzić do ukazania nam niektórych z jej wad. A tym samym fakt funkcjonowania fundamentalizmu w symbiotycznej relacji z represyjnym sekularyzmem. Fundamentaliści niemal zawsze odczuwają, iż przypuszczane są na nich ataki, ze strony liberalnego bądź nowoczesnego establishmentu. A w związku z tym zaostrza się skrajność ich poglądów, a od stopień gwałtowności ataku sekularystów jest zwykle wprost proporcjonalny ze stopniem gwałtowności kontr – reakcji fundamentalistów.

Można zatem by rzec, iż fundamentalizm w ten sposób, uwidacznia zatem pewną szczelinę dzielącą społeczeństwo, a na przeciwstawnych krawędziach tej przepaści, znajdują się z jednej strony zwolennicy kultury świeckiej i sekularyzacji, a zaś z drugiej – ci, dla których jest ona źródłem zagrożenia. W miarę upływu czasu przepaść ta się pogłębia i rozrasta, a co oznacza, iż co raz trudniejsze również staje się zarzucenie pomostu, łączącego oba jej brzegi – a co oznacza tyle, że co raz trudniejsze staje się zrozumienie oponenta.

Co do kwestii początków fundamentalizmu, zwykle ma on swoje pierwotne źródło w dyspucie prowadzonej z liberałami, albo sekularystami w obrębie tego samego narodu bądź kultury. Bardzo często początek fundamentalizmu stanowi akt wycofania się z głównego nurtu kultury, które ma na celu utworzenie enklawy czystej wiary. I stamtąd dopiero z kolei dochodzi do rozpoczęcia ofensywy, jaka może przyjąć różne formy, a której cel stanowi natomiast przestawienie błędnego biegu historii na właściwy tor, a w rezultacie umożliwiając ponowną sakralizację świata. Wszystkim fundamentalistom wówczas wspólne jest poczucie, iż walczą oni o przetrwanie. A jako że są oni niejako „przyparci do muru” przez napierającą zewsząd kulturę nowoczesna, to często zdarza im się uwierzyć w to, że jedyny sposób wyjścia z impasu stanowi walka.

Można by również rzec, iż fundamentaliści odnieśli sukces o tyle, o ile cel ich stanowiło ponowne ulokowanie religii w centrum uwagi w taki sposób, iż obecnie ponownie ma ona istotne znaczenie w stosunkach międzynarodowych, a co nie tak dawno jeszcze – w połowie XX wieku, gdy tryumf sekularyzmu sprawiał wrażenie, iż to do niego należy przyszłość, zdawało się być zupełnie niewiarygodne. Zmiana ta stała się wyraźnie widoczna w świecie islamu, począwszy od lat siedemdziesiątych wieku XX.

Tym niemniej fundamentalizm nie stanowi wcale sposobu niejako „wykorzystania” religii do osiągania celów politycznych. Na fundamentalizm bowiem składają się rebelie wymierzone przeciwko sekularystycznemu wyłączeniu pierwiastka boskiego z życia publicznego, a często również podejmowanie rozpaczliwych prób zagwarantowania przewagi wartości duchowych we współczesnym świecie. Z tym tylko, że wraz z fundamentalizmem, zwykle rodzi się też  uczucia rozpaczy i strachu, a te niejednokrotnie prowadzą do znaczącego zniekształcenia tradycji religijnej, a też eksponuje jej bardzo wojownicze aspekty, co dzieje się zaś kosztem elementów, które rodzą postawy tolerancyjne i pojednawcze.

3. FUNDAMENTALIZM W ISLAMIE.

W dość znacznie dużym zakresie fundamentalizm muzułmański zgodny jest z tą ogólną jego charakterystyką, o jakiej mowa była uprzednio. Cechą wspólną, upodabniającą go do innych fundamentalizmów, jest owa podzielana głęboka obawa przed nowoczesną kulturą świecką.

Warto tu nieco przybliżyć kwestię ideologiczne i ich protagonistów.

I tak oto jeden z wczesnych ideologów fundamentalizmu islamskiego to Abu Ala Maududi, który był fundatorem organizacji Jamaat-e-Islami w Pakistanie. Powziął on pogląd, jakoby Zachód mobilizuje siły w celu rozgromienia islamu. Podług jego mniemania, muzułmanie winni wspólnie stawić opór tej inwazji sekularyzmu, co miało stanowić warunek konieczny przetrwania ich kultury. Wówczas to po raz pierwszy zostali oni zmuszeni do przyjęcia postawy obronnej pod naporem zagrożenia z Zachodu. Co więcej Maududi zakwestionował cały świecki etos i miast niego zademonstrował islamską teologię wyzwolenia.

A z kolei fakt, iż w islamie Bóg stanowi jedynego władcę, zwalniał z obowiązku posłuszeństwa wobec poleceń innego człowieka. A co więcej, ta rebelia wzniecona przeciwko mocarstwom kolonialnym, nie była już tylko prawem, ale i obowiązkiem. A sam Maududi nawołuje do powszechnego dżihadu – tzw. świętej wojny, a więc jako koncepcji walki z Zachodem. Ponieważ jego pogląd był tu innowacyjny – uznając dżihad za główną zasadę islamu. A wprowadzenia tejże innowacji podług niego było w pełni uzasadnione, a usprawiedliwienie stanowiły obecne nadzwyczajne warunki. I tak oto w rezultacie strachu przed zagładą kultury i tradycji, dochodzi do powstania bardzo skrajnego i potencjalnie niebezpiecznego wypaczenia religii.

Jednakże za faktycznego fundatora i „ojca” islamskiego fundamentalizmu uznaje się ideologa, którym był Sajid Kutb (1906 – 1966). U zarania swej działalności nie był on początkowo ekstremistą wcale, a co więcej wyrażał nawet postawę raczej entuzjastyczną względem kultury zachodniej i sekularnej polityki. W roku 1953 wstąpił on do Stowarzyszenia Braci Muzułmanów, jako reformator, który wierzy w to, że nadanie islamskiego wymiaru zachodniej demokracji jest możliwe. I dopiero po tym, jak został uwięziony w roku 1956 przez Nasera za przynależność do bractwa, nastąpił przełom w jego przekonaniach, które zamienił na pogląd, że ludzie wierzący i sekularyści nie mogą żyć w jednym społeczeństwie. A jako świadek tortur i egzekucji braci, uznaje je, jak też zadeklarowane dążenia Nasera ku zepchnięciu na margines życia społecznego w Egipcie, za przejawy dżahilijji, którą to definiuje jako: „barbarzyństwo na zawsze i po wszystkie czasy pozostające wrogiem islamu”. Zaś na muzułmanów nakłada tym samym obowiązek wydania jej śmiertelnej walki, podług przykładu jaki dał im prorok Mahomet.

Kutb poszedł jednak w swych poglądach jeszcze dalej aniżeli Maududi, który dżahilijję dostrzegał tylko w społeczeństwach muzułmańskich. Kutb natomiast za pomocą tego terminu określił, jako tożsame mu – współczesne społeczeństwo muzułmańskie. Co do przywódcy, jakim był Naser to pomimo tego, iż niby deklaruje on wiarę w islam, to jednak jego czyny świadczą o czymś zgoła przeciwnym, zdradzając apostatę, a obowiązek każdego muzułmanina stanowi obalenie tego rodzaju władcy (jako „niewiernego”). A propagowany przez Nasera brutalny sekularyzm, zmusił Kutb’a do usankcjonowania formy islamu, jaka stanowiła wypaczenie zarówno przesłania Koranu, jak i życia Proroka. Postuluje on aby muzułmanie kierowali się przykładem Mahometa, nakazującym im izolowanie się od głównego nurtu społecznego i rozpoczęcie dżihadu, który nieuchronnie zmierzał do rozlewu krwii. Zaś zawarty w Koranie nakaz tolerancji tłumaczył po swojemu, twierdząc iż jest on obowiązujący wyłącznie w sytuacji po odniesieniu zwycięstwa politycznego islamu i gdy już zostanie utworzone prawdziwie muzułmańskie państwo.

isis-army

Owo cechujące te nowe poglądy twarde nieprzejednanie, wypływa ze źródła, które stanowi głęboki lęk, a jaki stanowi zaś meritum fundamentalnej religijności.

Sajid Kutb nie miał okazji doczekać starości, jako że za swą działalność i poglądy został stracony na osobisty rozkaz Nasera w roku 1966.

Tym niemniej swoją spuścizną nie tylko wywarł wpływ, ale i stanowił inspirację wszystkich następnych ruchów muzułmanów, w tym również dla ruchu talibów, którzy w roku 1994 sięgnęli po władzę w Afganistanie.

Cel talibów stanowił comeback do tego, co podług ich mniemania stanowiło pierwotny islamski światopogląd. A więc następujące poglądy, podług których, primo alimowie uznani zostają przywódcami rządu, secundo kobietom nakazuje się noszenie zasłony (hidżabu) a także zabronione zostaje podejmowanie jakiejkolwiek pracy zawodowej przez kobiety. Tertio dozwolona jest emisja wyłącznie audycji o charakterze religijnym, i wreszcie quatro – zostają przywrócone tradycyjne islamskie kary kamienowania i okaleczania (wraz z islamskim prawem zwanym shariat). Zresztą dyskryminacja kobiet, jaka była praktykowana przez talibów stanowiła zupełną sprzeczność z zachowaniem Proroka oraz zwyczajami pierwszej ummy. Za to talibowi stanowią przykład typowych fundamentalistów, a to z racji tego, że primo ich rozumienie religii cechuje selektywność, a prócz tego secundo¸ zostaje ona przez nich wypaczona i zwrócona w kierunku przeciwnym zgoła aniżeli ten, nadany jej pierwotnie przez jej pierwszych głosicieli.

I w sposób analogiczny, jak to się dzieje u wszystkich fundamentalistów, także fundamentaliści muzułmańscy walcząc o przetrwanie, dokonują przemiany religii w narzędzie ucisku, a nawet i przemocy.

Co się tyczy wszelkich ruchów fundamentalistycznych, jakie pojawiły się przed końcem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, próby zmieniania świata dokonywane były przez nie za pomocą znacznie mniej drastycznych metod, aczkolwiek wymownych. I dopiero po klęsce wojsk arabskich w wojnie sześciodniowej przeciwko Izraelowi następuje diametralny zwrot ku religii, obejmujący cały Bliski Wschód. Na procesy radykalizacji, niewątpliwy wpływ miała zapewne także i kompromitacja uprzednich sekularystycznych koncepcji politycznych przez przywódców, takich jak np. Naser. A którzy to ponieśli porażkę niejako na skutek tego, że nie pozostali wierni swej religii. Fundamentaliści spostrzegli wówczas to, iż, o ile funkcjonowanie sekularyzm i demokracji pozostaje bez zarzutu na Zachodzie, o tyle w świecie islamskim służyć mają jedynie elicie, a pomijając przy tym kompletnie wszelkie funkcjonowanie w służbie zwykłym ludziom.

Fundamentalizm można określić jako ruch postmodernistyczny czy postnowoczesny, który odrzucał niektóre z założeń nowoczesności, jak też pewne szczególnie z nią związane ideologie, jak np. kolonializm czy sekularyzm. Między innymi także w kwestii stroju, postulując powrót do tradycyjnego islamskiego stroju (np. dla kobiet był nim hidżab).

Jednakże, w przypadku, tak jak to miało miejsce u talibów, gdy dochodzi do sytuacji, narzucenia siłą, przymusu noszenia takowego stroju, wbrew woli ludzi, staje się to działaniem represyjnym stricte i które w konsekwencji może wywołać falę ostrego sprzeciwu. Aczkolwiek, w mniemaniu wielu kobiet muzułmańskich zakrywanie głowy, a czasem także ciała, uchodzi za symbol powrotu do okresu pre – kolonialnego, i istniejącego w nim społeczeństwa, o prawidłowym torze rozwoju, zanim jeszcze zepchnięto go na niewłaściwy tor. Przy czym nie jest to tożsame, z wyrażaniem postawy entuzjastycznej dla anachronicznego uwsteczniania w czasie poglądów, przez te kobiety w żadnym wypadku. Jak wykazują badania bowiem, ogromna część kobiet, które zakrywają głowę i twarz, wyraża postępowe poglądy względem kwestii dotyczących ról płci. Ponadto ową tradycję zakrywania głowy i twarzy, można interpretować również jako formę cichej krytyki niektórych aspektów nowoczesności. A mianowicie ów zwyczaj, jawnie przeciwstawia się nowoczesnemu pojęciu seksualności, i płynącego stąd powszechnie odczuwanego poczucia konieczności ekshibicjonistycznego obnażania wszystkiego, co ma z tą seksualnością związek.

Islam-Lashes-1024x535

Zilustrować to można przykładem, choćby tego, jak nagminne jest wśród ludzi Zachodu eksponowanie publicznie, chełpiąc się nagością swych opalonych, perfekcyjnie zadbanych ciał, w ich mniemaniu stanowiące symbol ich uprzywilejowania. Maniakalnie wręcz usilnie starają się poskramiać i hamować wszelkim oznakom starzenia, ogarnięci obsesją wiecznej młodości spaczonej idealnymi proporcjami kobiecego ciała plastikowej lalki barbie, pragnąc żyć w ten sposób niezmiennie w stanie kwitnącej młodości i doskonałego ideału, możliwie jak najdłużej – i to za wszelką cenę, choćby niezliczonych operacji plastycznych, okupionych ogromem bólu i cierpienia, a też setek tysięcy dolarów, a często też własnego zdrowia, czy jak czasem wręcz życia.

A tymczasem tradycja zakrywania ciała na muzułmańską modłę, stanowi rzecz zgoła odmienną, a mianowicie stanowi niejako deklarację zorientowania nie na fizyczną cielesność, lecz na transcendencję, a poprzez unifikację wyglądu stroju, upodobniającą go między sobą, dokonuje się zniesienia różnic klasowych, uwypuklając przy tym supremację wspólnoty nad zachodnim indywidualizmem.

Tym niemniej, współczesny fundamentalizm ma wiele różnych znaczeń, a też i twarzy – czyli postaci w jakich występuje, także wyłącznie tych w obrębie islamu jedynie. Ta mnogość znaczeń, w jakich występuje w islamie, rodzi wiele nieporozumień w tej kwestii, a także niesprawiedliwości, jak choćby niesprawiedliwość unifikująca wszystkich wyznawców islamu do jednego, wspólnego jednakowo dla każdego stereotypu opatrzonego metką „terrorysta”, co nasiliło się bardzo mocno na Zachodzie zwłaszcza po 11 września.

4. RADYKALIZACJA FUNDAMENTALIZMU I EKSTREMIZM.

635154757359133835

Pośród tych różnorakich form, jakie fundamentalizm przybiera w obrębie islamu, istnieją również tendencje czy nurty zdecydowanie znacznie bardziej radykalne, a które odrzucają bezwzględnie wszystko, co pochodzi spoza świata muzułmańskiego. Reprezentanci tych radykalnych nurtów odtrącają, przeprowadzając eliminację zachodnich wzorców sprawowania władzy, kształtu państwa, stylu życia, modeli społeczeństwa, kultury etc. a tym samym forsują postulat miast nich wdrożenia tych, których korzenie wyrastają u źródeł islamu. Te radykalne tendencje zwykle są powiązane z polityzacją islamu, ujmowanego jako podstawa organizacji zarówno systemu państwowego, jak i społecznego. To zaś nawiązuje z kolei do pojęcia prawa muzułmańskiego, zwanego shariat, które opiera się głównie na źródłach o charakterze religijnym, jak np. Koran czy tzw. Sunna, i dokonuje unifikacji sfery państwowości, jako świeckiej, ze sferą religijną, jako sakralnej, podległych jednemu prawu shariatu, jako najwyższemu, które nadane zostało przez jedynego Boga.

egypt-cairo-camp-6_2643478c

Rezultatem takich radykalnych tendencji czasemjest agresywne nastawienie wobec Zachodu, który uznawany jest za bezbożny, ponieważ zaprzestał zupełnie jakkolwiek kierować się wartościami chrześcijańskimi, i dlatego, że ludzie Zachodu przez to już całkiem nie zasługują na miano „ludu Księgi”, a z tej racji na mocy prawa można ich nawracać siłą i przemocą.  Jako masowe zaplecze tego typu radykalnych nurtów, głównie służą ogromne rzesze ubogiej ludności państw muzułmańskich, zwłaszcza rejonów wiejskich, którzy jako osoby niewykształcone, poprzez swoje zacofanie i ignorancję, stanowi łatwy cel propagandy, która winę za ich biedę zrzuca na karb wyzysku ekonomicznego ze strony państw zachodu.

Radykalizacja fundamentalizmu i jego nurtów w islamie może w rezultacie prowadzić do wielu różnych konsekwencji, w tym w ogromnej części bardzo negatywnych, złych czy tragicznych. Zanim jednak zajmę się omawianiem kwestii konsekwencji płynących z radykalizacji fundamentalizmu w islamie, pozwolę sobie najpierw poświęcić tu rozdział traktujący o przyczynach tejże radykalizacji, które leżą u źródeł owych konsekwencji, a co między innymi również pozwoli nam na lepsze zrozumienie i ujęcie w szerszej perspektywie tychże konsekwencji potem.

A. Rzecz o tym, co leży u źródeł radykalizacji…

Nie sposób zaprzeczyć, iż obecnie ewidentnie dostrzegalna jest w obrębie islamu silna tendencja do radykalizacji. U źródeł tejże tendencji leży właściwie wiele różnych przyczyn, których kombinacja dopiero składa się na całość źródła, z jakiego wypływa. A zaś u konkretnej jednostki najczęściej determinuje ją splot różnych przyczyn, a nie tylko jedna, konkretna.

Przyczyny te można by sklasyfikować generalnie przyporządkowując je do sześciu, nadrzędnych kategorii zbiorczych, a opatrzonych następującymi etykietami:

  • Doświadczenie historyczne.
  • Czynniki polityczno – ideologiczne
  • Czynniki ekonomiczne
  • Czynniki społeczne
  • Czynniki osobowościowe
  • Negatywny wpływ mediów.

Pozwolę sobie teraz pokrótce omówić elementy zawarte w obrębie każdej z tych wymienionych uprzednio nadrzędnych kategorii, kolejno rozważając ich zawartość.

  • (1) Historia i jej przebieg stanowią pewne uzasadnienie dla procesu radykalizacji. To jak w historii kształtowały się i zmieniały relacje chrześcijańsko – muzułmańskie, a też kolejne formy, jakie one przybierały – począwszy od konfrontacji etniczno – kulturowych napięć (np. wojny, konflikty czy zamieszki), poprzez drobne przestępstwa (jak np. przemoc domowa, rozboje, kradzieże etc.), aż po terroryzm – chyba główną z form spotykanych współcześnie najczęściej. Obecnie relacje te bazują na poglądzie Europejczyków, podług którego w ich oczach muzułmanie są postrzegani jako antagoniści zachodniej kultury, oraz na poglądzie wieków relacja ta niestety często gęsto ulegała oscylacji do formy otwartego, wrogiego konfliktu czy zbrojnej agresji, a po dziś dzień Europa dla muzułman uchodzi za teren wojny (Czyli dar al-harb). Doświadczenie, jakie wyniesione zostało z historii determinuje o charakterze poglądów oraz działań wykształcanych w procesie radykalizacji u danego z nurtów fundamentalnych, a tym samym determinując jego przyszłe konsekwencje i ich skalę.
  • (2). Kolejną kategorię impulsów leżących u źródeł radykalizacji stanowią czynniki polityczno – ideologiczne. Punktem zapalnym, który wzniecił ów wielki pożar prowadzenia dżihadu, czyli świętej wojny wśród muzułmanów, a który przybrał już rozmiary na skalę globalną, a zwłaszcza pośród muzułman mieszkających w Europie, stanowiły zapewne kwestie polityczne, zarówno w obrębie polityki wewnętrznej poszczególnych państw islamskich, jak też zewnętrznej polityki międzynarodowej prowadzonej przez wielkie zachodnie mocarstwa i państwa, a której ingerencja w sprawy czy politykę innych państw, zwłaszcza islamskich spowodowała jakieś znaczniejsze konsekwencje, a w tym drastyczne zmiany w natywnej kulturze czy tradycji tych państw, jej zniszczenia czy narzucanie miast niej kultury bądź tradycji własnej, zachodniej, wypierającej pierwotną kulturę narodową państwa. Czynniki polityczne stanowi tu zapewne seria ataków terrorystycznych, o największym zasięgu, rozmiarze i skali, do jakich doszło na terenie państw Zachodu od pamiętnego 11 września 2001 roku, gdy to terroryści z ramienia Al.-Qaidy dopuścili się samobójczego ataku terrorystycznego na World Trade Center w Nowym Jorku i budynek Pentagonu w Waszyngtonie, uderzając w te cele porwanymi jumbojet’ami, w skutek czego doszło do tragedii, która pochłonęła prawie trzy tysiące ofiar śmiertelnych i tysiące rannych. A z pewnością stanowiło to zarzewie tego wielkiego pożaru, z którego się on wzniecił, osiągając rozmiary na skalę globalną – a jaki po niedawnych, równie tragicznych i doniosłych, atakach terrorystycznych w Paryżu, jakie miały miejsce pod koniec ubiegłego roku, osiągnął niemalże rangę ewidentnej, kolejnej wojny światowej, od której wciąż w konsekwencji dzieli nas ledwie krucha granica, i podług mego skromnego mniemania – naprawdę niezbyt wiele raczej trzeba, aby faktycznie doszło do wybuchu kolejnej wojny światowej, w jakiej partycypacja dotyczyć będzie chyba większość państw tego świata, które będą musiały opowiedzieć się po jednej z dwóch stron tego międzynarodowego, a nawet globalnego poniekąd, konfliktu między światem i kulturą islamu a całą nowoczesną cywilizacją Zachodu. Takim czynnikiem są z pewnością również wszelkie działania podjęte przez zaatakowane państwa i ich sojuszników w następstwie tychże ataków, jako reakcja na akt terroryzmu. A ponadto, w efekcie tego, ów legendarny przywódca talibów i Al.-Qaidy, jakim jest Osama bin Laden, który stał za większością z tych ataków a także całej walki ogólnie przeciwko Zachodowi, został w końcu wyniesiony do rangi wręcz „duchowego kierownika”, a nie tylko zwykłego przywódcy. Muzułmanie prowadząc zbrojnie dżihad, w ten sposób manifestują też swój sprzeciw wobec „politycznej hegemonii i neoimperializmu Zachodu w międzynarodowych stosunkach politycznych i gospodarczych”[1]. Wobec twardej konfrontacji z kompletną dewastacją ruin innych antyzachodnich ideologii, fundamentalizm zyskał status, obok antyglobalizmu, instrumentu sprzeciwu i buntu wszczętego przeciw zachodniej dominacji polityczno – ekonomicznej. A zatem można by uznać dżihad za formę samoobrony cywilizacji islamu przed atakiem niekontrolowanych aspiracji Zachodu, a także za instrument retorsji czy wręcz niejako vendetty nawet za zbrodnie, jakich Zachód dopuścił się na muzułmanach na całym świecie. W tym celu stosowana jest również propaganda Al.-Qaidy, upowszechniająca twierdzenie, o istnieniu jakoby wielkiego amerykańsko – żydowskiego spisku wymierzonego w islam i muzułmanów. Istnieją też pewne opinie, iż islam pretenduje do roli, jaką miałby w niedalekiej przyszłości odegrać na scenie międzynarodowej, a mianowicie roli instrumentu społecznej kontestacji i buntu użytym przez grupy mniejszości percypujące się jako marginalne bądź też skazane na ostracyzm społeczny. Niektórzy również stają w obronie „fundamentalistycznych antyimperialistów” przed zarzutem degradacji religii w hierarchii priorytetów kierujących ich działaniami.

mid_32216 pobrane (1)

 

Do tej kategorii zaliczają się również czynniki dotyczące procesu globalizacji, jaki współcześnie obejmuje postępując w zasadzie cały świat. A więc dotknięty jest nim również i świat cywilizacji islamskiej, a w której to skutek zachodzi tam co raz bardziej daleko idąca denacjonalizacja (czyli odpaństwowienie) zachowania populacji muzułmańskiej. W co raz niższym stopniu zachodzi też ich utożsamianie się z państwem i na rodem, na rzecz umacniania się owej niejako „tożsamości globalnej”. A w rezultacie dostrzegalny jest znaczny wzrost dezaprobaty i repulsji żywionej przez muzułmanów wobec tzw. „podwójnej moralności zachodnich demokracji”.

A dualizm owej moralności bazuje na paradoksie sprzeczności dwóch jednoczesnych postaw moralnych, z których jedna to postulat o konieczności walki w obronie praw człowiek i demokracji, a przy czym druga jednocześnie to represjonowanie i ucisk stosowane wobec muzułman w Palestynie, Iraku, Afganistanie czy Kaszmirze. Inną zaś przyczynę z tej kategorii stanowi w pewnym stopniu również współczesna sytuacja na scenie politycznej państw islamu. Cechy konstytutywne tejże sytuacji to na przykład degradacja lokalnej klasy politycznej, rozpowszechniona korupcja, nieproduktywność czy nierentowność aparatu państwowego czy też uległa postawa wobec Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. A tym samym dżihad zostaje sprowadzony do funkcji sposobu ekspresji oporu i buntu przeciw władzy lokalnej.

  • (3) Kolejna, trzecia kategoria to tzw. czynniki ekonomiczne, a jakie odgrywają tu niemniej wielce doniosłą rolę. Owa seria spektakularnych, co raz bardziej zuchwałych i druzgoczących, ataków terrorystycznych, którą zapoczątkowała słynna nowojorska apokalipsa z roku 2001, przybrał formę środka ekspresji kontestacji i dezaprobaty dla percypowania muzułmanów jako „obywateli drugiej kategorii”, a ras islamskich, jako gorszych aniżeli zachodnie dominujące rasy uprzywilejowane. Co się tyczy sytuacji muzułmanów w Europie z kolei, to faktem jest, iż społeczno – ekonomiczna marginalizacja mniejszości muzułmańskich stanowi przyczynę, która odpowiada za formowanie się co raz szerszej opinii o ich dyskryminacji również na tle klasowym, prócz tej na tle religijnym. Jakkolwiek pojawiają się czasem głosy, stawiające tejże religii zarzut stanowienia podstaw, jakie leżą u źródeł tejże marginalizacji klasowej, zrzucając nieco ciężar winy z barków Zachodu. I tak podług statystki, owa marginalizacja przejawia się np. w taki sposób, że w stosunku do ludności autochtonicznej, średnio dwukrotnie więcej muzułmanów zalicza się do grona bezrobotnych, a też pośród wszystkich imigrantów to właśnie muzułmanie stanowią największą grupę osób dotkniętych bezrobociem[2]. Ponadto dla większości muzułmanów edukacja kończy się zaledwie już na poziomie szkolnictwa średniego jedynie, zaś ponad 2/3 muzułmanów bytuje w domach o najniższym standardzie. Nic więc dziwnego,  iż mają czasem poczucie podlegania procesowi społecznej marginalizacji, a też obskurantyzmu cechującymi ich rozwój względem reszty państw świata zachodniego. Można by rzec, iż stają się oni ofiarą globalizacji, a to z kolei w rezultacie wznieca idee radykalne i radykalizację nurtów fundamentalistycznych w islamie, wzmagając jednocześnie poczucie hermetycznej ekskluzywności kultury islamu. Ad. (4). Kolejną kategorię stanowią zaś czynniki społeczne. A które uzasadnia fakt, iż eskalacja natężenia radykalizacji jest intensyfikowana  między innymi przez czynniki takie, jak kontakt ze społecznościami rdzennie muzułmańskimi, jak choćby w rezultacie podróży do kraju ojczystego i obcowanie z krewnymi czy też rodziną. Specyfika kontaktu z państwem przynależności narodowej może się realizować w formie o zróżnicowanym kolorycie i cechującej ją przymiotach. A mogą to być formy, jak choćby przykładowo wycieczka, odwiedziny, urlop, studia, stypendium bądź też podróż służbowa, a jak to było w przypadku podróży do Pakistanu odbytej przez Hasiba Husseina, który był jednym z zamachowców odpowiedzialnych za atak terrorystyczny na londyńskie metro z dnia 7 lipca 2005 roku. Takie ekspedycje cechuje forma pewnego niejako dysonansu – w skutek ostrej kolizji dwóch odległych, obcych światów, a czego rezultatem może być wystąpienie radykalizacji nawet u całkowicie zasymilowanego muzułmanina. Inne rezultaty takich ekspedycji oraz kolizji w ich skutek, mogą stanowić np. tzw. wielkie „nawrócenie”, drastyczne zmiany w sposobie zachowania, a też wzmożona infiltracja w celu pozyskania nowych kontaktów pośród środowisk radykalnych odłamów nurtów fundamentalnych islamu. I wreszcie finalnie – usilne starania ukierunkowane na próby czynnej partycypacji w szkoleniach. A z kolei nieodzownie związaną parę z takową „renowacją” duchową stanowi natomiast  całkowita separacja od rodziny czy też uprzednich kulturowych relacji z ojczyzną europejską.

egzekucja_isis_625

  • (5) – Następną kategorię stanowią natomiast czynniki tzw. osobowościowe, a więc tym samym także przyczyny mające swe źródło w typie charakterologicznym osobowości człowieka. Najczęściej przyczyny owe wyrażają się poprzez dekoniunkturalny krach tożsamości, bądź to w formie bytowanie balansującego na granicy dwóch kręgów kulturowych. Co więcej, można uznać za fakt, iż muzułmanie, którzy przystępują do kolektywów fundamentalistycznych i partycypacji w radykalnych nurtach fundamentalizmu, odznaczają się pewną cechą dystynktywną, jaką stanowi specyficzny sposób postrzegania świata. A mianowicie, percepcji świata ujętej w czarno – białych kategoriach (jak to np. jest w przypadku faszystów czy nazistów, bądź po prostu fanatyków), jaki stanowi nieustanną walkę dobra ze złem, wyróżniając się całkowitą negacją i eliminacją rozdziału między sferą sacrum i profanum, a prócz tego jednocześnie zarazem charakteryzując się głębokim, przeświadczeniem o konieczności rozciągania skali zakresu oddziaływania i strefy wpływu religii na wszystkie inne aspekty życia. Jeden z bodźców popychających do podjęcia partycypacji w ramach organizacji paramilitarnych może stanowić również infantylność psychiczna. Zaś fantazje płynące np. z fascynacji przemocą bądź też marzeń o czynnym udziale w konfrontacji zbrojnej, stają się możliwe do zrealizowania, między innymi także dzięki górom Afganistanu. Za sukcesem Al.-Qaidy bowiem kryje się fakt, iż udostępnia ona pewne instrumentarium konieczne do umożliwienia walki, a co w rezultacie daje gwarancję możliwości faktycznej walki – a więc tym samym również i postawienia się kantem systemowi w roli antagonistycznego opozycjonisty. Rekrutacji domniemanych kandydatów pretendujących na członków Al-Qaidy zwykle dokonuje się wybierając kandydatów, których odznaczają się cechami takimi, jak zagubienie, poszukiwanie własnego miejsca w społeczeństwie i drogi życiowej, a także spośród grupy młodych ludzi, których relacje z bliskimi cechuje stan silnego konfliktu. Podług opinii O. Roya, znacznie większe predyspozycje i podatność na radykalizację wykazują jednostki, o cechach takich jak cierpliwość i narcystyczność (narcyzm), które propagują pogląd, jakoby za sprawą przeprowadzonej tylko jednej spektakularnej akcji terrorystycznej, stanie się dla nich możliwe odniesienie sukcesu i wykreowanie swego życia od nowa. Ponadto, w niektórych przypadkach konstytutywny czynnik rozstrzygający tu może również stanowić obecność dysonansu bądź antagonizmów w relacjach z ojcem. Badania przeprowadzone przez Bayerischer Verfassungsschutz wskazują, iż uwarunkowanie utraty szacunku swych potomków przez ojców stanowi fakt braku posiadania przez nich poważania wśród członków społeczności lokalnej. Z perspektywy Europejczyków bowiem zwykle stanowią oni „obywateli drugiej kategorii”, a w rezultacie czego, nie posiada on takiego samego prestiżu, jaki posiadają jego rówieśnicy w państwach swej przynależności etnicznej.

A takowi potomkowie, aby uniknąć prowadzenia walki ze swym rodzicielem i antenatem rodu, dokonują translokacji swego rozczarowania na grunt  antagonistycznej agresji wobec Izraelczyków i wszelkim „niewiernym” –  wielką krucjatą podjętą przeciw niewiernym, którą inaczej określa się arabską nazwą dżihad[3].

isis-army

  • (6) – I wreszcie ostatnia już, szósta kategoria, opatrzona etykietą: negatywny wpływ mediów, choć wcale nie ostatnia co o swej istotności i wagi – czyli jak to mawiają Anglicy „last but not least”! Albowiem tej kategorii, co jak co, ale z całą pewnością nie sposób odmówić ani ogromu jej istotności, wagi, ani też doniosłości. Ponieważ to właśnie mass media oraz wywierany przez nie wpływ, tak ogólnie we wszelkich aspektach i sferach, odgrywają naprawdę niebagatelną rolę w krzewieniu tej idee fix islamu, jaką stanowi dżihad, a jej całego ogromu nie sposób tu nawet opisać słowami. Uwaga zaś mediów skupia się przeważnie tylko na wybiórczych, jednostkowych zdarzeniach, preferując te ilustrujące możliwe w pełni obraz fascynacji ekstremizmem muzułmanów mieszkających w Europie – bądź to którego ostrze jest wycelowane w Europę czy Zachód. Mass media zainicjowały pewien proces kreowania rzeczywistości podług własnej wizji, za pośrednictwem mocno akcentowanych, zintensyfikowanych, doniesień o zagrożeniu (czy też zagrożeniach) terrorystycznym ze strony islamu. Niestety częste ukazywanie rzeczywistości przez mass media w sposób niekompetentny i jednostronny, a nawet celowo zmanipulowany, czy wręcz propagandowo wypaczony, i to mimo że są one wolne i demokratyczne niby, przyczynia się znacznie do wzrostu islamofobii w krajach zachodnich czy Europie, a z drugiej strony zarazem jednocześnie także do wzmagania się niezadowolenia pośród muzułmanów o poglądach zdecydowanie nieradykalnych i umiarkowanych, skazanych na życie „w cieniu kamer” – i iluzorycznych wizji pełnego agresji i przemocy ekstremizmu radykalnego fundamentalizmu islamskiego. A w rezultacie nieobiektywnego i stronniczego sposobu demonstrowania wyników sondaży opinii publicznej, które są niezwykle kontrowersyjne, dochodzi zaś do ugruntowania się powszechnie podzielanego w konsekwencji poglądu, podług którego osiągnięcie konsensusu, jaki w efekcie doprowadziłby do pogodzenia islamu z zachodnim stylem życia. I tak oto ilustrację tego stanowi doniesienie z dnia 18 października, wyemitowane przez holenderski dziennik „Der Telegraf”, w które podaje do publicznej wiadomości informację, iż film dokumentalny o terrorystach z 11 września spotkał się z niezwykle entuzjastycznym i przychylnym przyjęciem ze strony młodych Marokańczyków. A co gorsza, owe publikowane sondaże, również wywierają bardzo negatywny wpływ na notowania muzułmanów w Europie, a w rezultacie czego dochodzi od dłuższego czasu do różnych skrajnie antagonistycznych reakcji ze strony Europejczyków, w tym nawet aktów agresji czy przemocy, na różne wydarzenia i kwestie związane z radykalizacją fundamentalizmu islamskiego i w przejawach, jakie przyjmuje toczony przezeń dżihad.

I to już zupełnie wszystko, co się tyczy odnośnie przyczyn radykalizacji, o czym uznałam za istotne wspomnieć w tym miejscu, które poświęcone było roztrząsaniom owego zagadnienia, jakie stanowią przyczyny radykalizacji.

5. Epilog – czyli rzecz o skutkach…

Motto:

O Proroku! Walcz przeciwko niewiernym i przeciwko obłudnikom i bądź dla nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. Jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!” (IX, 73)

„Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców” (II, 190)

[źródło: Koran]


Islamic-Correctness

Oba cytaty zawarte w motcie, jakim opatrzony został ten ustęp, stanowią przytoczone słowo w słowo nauki Koranu względem dżihadu i sposobem postępowanie względem „niewiernych”, jakie są obowiązkiem, którym obarczony jest każdy wyznawca islamu i którego wypełnianie przez całe życie jest dlań bezwzględną koniecznością, bez której nie może on być muzułmaninem, ani też osiągnąć po śmierci upragholy-book-islam-called_e8e735e28094ce3enionego raju, o którego wspaniałościach również traktują szerzej nauki zawarte w Koranie.

Już treść pierwszego z powyższych cytatów, klarownie i ewidentnie wyraża sposób, w jaki muzułmanin powinien postępować z „niewiernymi”. I tak nakazuje się tam, primo walkę z niewiernymi i przeciwko „obłudnikom” – a zatem hipokrytom, w której na piedestale postawiona zostaje dominująca dlań – surowość względem nich. Jako miejsce docelowe, do którego w skutek walki winni trafiać niewierni, wskazuje Gehennę, która podług Nowego Testamentu stanowi po prostu określenie synonimiczne dla piekła, a zaś w znaczeniu, jakie posiada w Starym Testamencie, stanowiła ona dolinę, która wyznaczała granice miasta Jerozolimy, inaczej zwaną Doliną Hinnom. Dolina ta, umiejscowiona za bramą miasta zwaną Hersit w pierwotnym znaczeniu stanowiła wysypisko śmieci, a także miejsce kremacji zwłok przestępców oraz tych, którym z innych przyczyn odmówione zostało prawo do normalnego pogrzebu. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, iż w Dolinie Hinnom podscano nieustannie palące się ognie, zaś na jej środku umiejscowione było wzniesienie o nazwie Tofet¸ na którym to ponoć król judzki Achaz złożyć miał ongiś w ofierze bogu Molochowi, własnego syna. I odtąd to w Bibli oraz judaizmie Dolina Hinnom stała się symbolem bałwochwalstwa, kultu fałszywego boga, a też hańby i niegodziwości. Podług legendy późniejszy dobry władca królestwa Judy, Jozjasz, miał jakoby dokonać zniszczenia ołtarza ofiarnego w Dolinie Hinnom, w celu zaprzestania składania ofiar Molochowi tamże.

W Judaizmie Gehenna było to z kolei miejsce, istniejące obok podziemnego miejsca, w którym przebywali wszyscy zmarli (szeol), miejsce kary dla potępionych, a więc  – uosobienie piekła w chrześcijanizmie bądź katolicyzmie.

Co zatem z tego wynika, nauki Koranu skazują ich na męki w „nieszczęsnym” miejscu kary potępionych – skazani na wieczność w cierpieniach bezdennej czeluści piekła…

img55778a9acda10

Oblicza radykalnego fundamentalizmu…

Drugi z cytatów jest natomiast już odrobinę nieco mniej radykalny i restrykcyjny względem dżihadu i sposobu postępowania względem „niewiernych”. Tym niemniej, zawiera jednak dobitny i ewidentny rozkaz „na drodze Boga” – a zatem obowiązujący każdego wyznawcy islamu, który poprzez wiarę w jedynego Boga – właśnie „kroczy jego ścieżką” – zwalczania tych, którzy „jego zwalczają”, a więc antagonistów religii islamu i jej wyznawców, podejmujących wszelkie wrogie działania wobec nich, a też stosujących wszelkie możliwe formy przemocy i represjonowania względem islamu i jego wyznawców jedynego Boga Allacha. Z jednak, iż ową walkę czyli właśnie dżihad tak faktycznie, łagodzi, o dodane tamże pewne złagodzenie jej cech, nadających jej restrykcyjną formę skrajnie radykalnego ekstremizmu, w którym to wyraża przyzwolenie na walkę z najeźdźcami, lecz zakazuje przy tym muzułmanom samym wcielania się w rolę najeźdźców – a zatem zakazując im dokonywania agresji na inne ludy czy państwa w celu dokonania ich aneksji oraz w ramach dżihadu, jak też krzewienia wiary w jedynego Boga Allacha i islamu. To zaś brzmi choć minimalnie krzepiąco w świetle ekstremistycznie skrajnych postaci, jakie obecnie przybiera w rezultacie radykalizacji islamski fundamentalizm, a w szczególności brutalnego terroryzmu i co raz bardziej zuchwałych ataków terrorystycznych, które w efekcie przybierają rozmowy mordów na skalę masową, w których liczby ofiar śmiertelnych czasem przekraczają nawet wiele tysięcy, a ich arogancka brutalność i bezlitosne, fanatyczne okrucieństwo, nieraz szokują totalnie cały świat, i na wieki odbijają się donośnym echem, odciskając trwałe, krwawe piętno w historii ludzkości, którego bolesne i wstrząsające wspomnienie nigdy nie blaknie i nie traci na sile przez całą wieczność, równie wyraziste, jak w chwili, gdy jego tragedia rozgrywała się na oczach całego świata – bezradnego widza tego iście szatańsko potwornego spektaklu śmierci, okrucieństwa, cierpienia i destrukcji.z16910774IH

I tak oto tym samym te rozważania uprzednie doprowadzają nas do meritum tego ustępu, a jakie to stanowią zaś skutki, rezultaty i konsekwencje, jakie wypływają nie tylko z samej radykalizacji fundamentalizmu, i różnorakich postaci ekstremizmu w tego efekcie powstających w obrębie radykalnych ruchów fundamentalistycznych islamu, ale także jednocześnie tych, które wypływają z np. dżihadu i jego prowadzenia przez islam przeciw cywilizacji Zachodu, ekstremistycznych postaci, jakie przybiera dżihad w skutek radykalizacji fundamentalizmu, a w szczególności postaci skrajnie restrykcyjnie ekstremistycznej, jaką stanowi terroryzm.

A o skutkach, efektach i konsekwencjach, jakie dotychczas świat musiał ponieść w wyniku radykalizacji fundamentalizmu islamu i ekstremizmu z nią związanego, można by mówić bez końca, a ich wyliczanie ciągnęłoby się niemal w nieskończoność.

maxresdefault

11 września 2001 roku godzina 9:03 – World Trade Center staje się obiektem największego i najbardziej brutalnego ataku terrorystycznego w historii – USA otrzymuje potworny, brutalny cios od ekstremistów islamskich….

Zatem pozwolę sobie w celu restrykcyjnego ograniczenia tego nieskończonego zakresu tychże skutków, efektów i konsekwencji, redukując do objętości nie przekraczających dopuszczalnej dla tejże pracy normy, możliwych do ujęcia w jej treści w formie słownego opisu, a to zaś restrykcyjnie zawężając rozważany tu zakres tychże skutków, efektów czy konsekwencji wyłącznie do najistotniejszych i najbardziej doniosłych  w skali globalnej, wydarzeń, sytuacji i zajść, zaistniałych współcześnie począwszy od wieku XX, a zwłaszcza od końca lat sześćdziesiątych i osiemdziesiątych tego wieku, aż po dzień dzisiejszy, jakie zaistniały na całym świecie, z zwłaszcza zachodnim.10_rocznica_zamachow_na_world

Punkt zapalny inicjujący potężną eksplozję tej ekstremistycznej bomby, określanej też mianem dżihad tak ogólnie, a też skrajne zaostrzenie się radykalizacji fundamentalizmu islamskiego, a też w jej wyniku powstałych skrajnie restrykcyjnych ekstremizmów form realizacji walki w ramach tejże „świętej wojny”, jak też instrumentarium środków używanych w tej walce, a zaś co można by wyrazić, innymi słowy, iż  – w roli niejako „rodzajów typu broni o różnej skali rażenia”, a który wzniecił cały ten krwawy pożar nienawiści, zbierający obfite żniwo ofiar śmiertelnych przekraczających nawet bardzo wiele tysięcy, stanowił bez wątpienia największy i najbardziej zuchwały akt terroryzmu, jakim był słynny i wciąż żywo wstrząsający całym światem, samobójczy atak terrorystyczny w dniu 11 września 2001 roku na World Trade Center w Nowym Jorku oraz  budynek Pentagonu w Waszyngtonie, jakiego dopuścili się terroryści z ramienia Al.-Qaidy, pod wodzą ówczesnego jej przywódcy, owianego legendą Osamy ibn Ladena. Wówczas to dziewiętnastu ekstremistów dopuściło się wpierw uprowadzenia czterech odrzutowców pasażerskich (tzw. jambojetów), aby następnie dwoma z nich uderzyć w nie istniejące już wieże World Trade Center w samym sercu Nowego Jorku, jednym – w budynek Pentagonu w Waszyngtonie, w wyniku czego śmierć poniosło znacznie ponad trzy tysiące, niewinnych ludzi, a liczba rannych była jeszcze o wiele tysięcy większa. Czwarty z uprowadzonych samolotów rozbił się w stanie Pensylwania, nie uderzając w żaden strategicznie istotny cel.

911-1024x819 1920a01c070da2288ac4fc5c1f7fe547

Porywacze byli uczniami bin Ladena, wyznającego niezwykle wojowniczą radykalną odmianę islamu, w znacznym stopniu bazującą na poglądach, jakie postulował Sajid Kutba. A brutalność i skala tego zuchwałego i też spektakularnego ataku terrorystycznego ostentacyjnie jawnie dokonanego na Stany Zjednoczone, oznaczała także przejście wojny islamskich fundamentalistów przeciwko nowoczesności Zachodu w nową fazę, dewaluując wszelkie restrykcje limitujące formy i siłę stosowanych form przemocy i antagonistycznych wrogich działań oraz agresji, a też nadając jej charakter globalny, przenosząc jej pole na arenę międzynarodową.Firemen walk amid the smouldering rubble of the World Trade Center following a terrorist attack 11 September 2001 in New York. A hijacked plane crashed into and destroyed the landmark structure. AFP PHOTO/Alex Fuchse6b905b47efe8f1a

Już wówczas rodziły się przypuszczenia, że jeśli w mniemaniu muzułmanów ich religia nadal stanowić będzie obiekt ataku świata Zachodu, w rezultacie akty przemocy (np. terroryzmu), dokonywane w odwecie przez radykalne ruchy fundamentalistów, mogą tym samym również stać się bardziej gwałtowne i zacząć przyjmować co raz to nowe, przerażające formy.

7270617-policja-przed-siedziba-tygodnika-900-581

A już absolutnie niepodważalne potwierdzenie i dowód tych przypuszczeń stanowiły bez wątpienia ostatnie tragiczne wydarzenia w Paryżu, podczas kolejnego, jakże brutalnego i o jak wielkiej skali ataku terrorystycznego dokonanego przez ekstremistów w Paryżu w piątkowy wieczór w dniu 13 listopada ubiegłego roku (Anno Domini 2015), w skutek którego dokonano kolejnego mordu na skalę masową, który pochłonął niemalże blisko kilkaset prawie ofiar śmiertelnych, a setki osób zostało rannych.link_1Ti0E799me4uUNZUyz4WZ4gziFUkSuBd,w300h223

Ów brutalny i zuchwały atak złożony był z całej serii zamachów, przeprowadzonych w tym samym dniu w różnych miejscach miasta, w tym m.in. największe w pobliżu Stade de France i w Sali koncertowej Bataclan. W Sali Bataclan, gdzie na koncercie kalifornijskiej grupy rockowej Eagles of Death Metal, zgromadzonych było około 1500, miały formę wszczęcia bestialskiej strzelaniny, po tym jak kilku napastników wtargnęło do Sali koncertowej, uzbrojonych w broń „typu kałasznikow”, którzy następnie zaczęli na oślep strzelać do tłumu, wznosząc okrzyki „Allah akbar”  (czyli „Bóg jest wielki”). Tam też przetrzymywani byli wcześniej także zakładnicy, przez około trzy godziny, a którym podług relacji świadka, terroryści wpajali, iż winę za zamachy ponosi francuski prezydent Francois Hollande, który podjął decyzję o interwencji sił francuskich w Syrii. Finalnie masakrę zakończył szturm na Bataclan przeprowadzony przez siły bezpieczeństwa, w którego rezultacie zginęło czterech terrorystów, z czego trzech śmierć poniosło detonując pasy z ładunkami wybuchowymi. Podług zdania prokuratury na terenie miasta przeprowadzono symultanicznie co najmniej sześć zamachów.

charliehebdocopkilled

Wiadomo względem innych zamachów, iż w okolicach Stade de France, gdzie doszło do trzech eksplozji, śmierć poniosło co najmniej kilka osób, a w tym trzech terrorystów. Co najmniej jeden z tych ataków został dokonany przez zamachowca samobójcę, po zdetonowaniu ładunków wybuchowych przytwierdzonych do jego pasa. Natomiast do kolejnych czterech z serii zamachów doszło w barach oraz na ulicach X i XI dzielnicy Paryża. W wyniku tamże wznieconych strzelanin zginęło w sumie ponad kilkadziesiąt osób.zamachy-terrorystyczne-we-francji-321221-GALLERY_BIG

Łączna suma ofiar serii zamachów podczas ataku terrorystycznego w Paryżu w końcu ubiegłego roku, sięgnęła niemalże prawie blisko kilkaset osób, a liczba rannych była jeszcze o wiele większa.

Podług szacunków agencji Associated Press, atak ów stanowił najtragiczniejsze bodajże wydarzenie, jakie dotknęło Francję od czasów drugiej wojny światowej, jakiemu nic ponad to nie zdołało dorównać przez cały ten długi okres historii Francji.

W rezultacie tragicznych wydarzeń podjęta została decyzja o ogłoszeniu stanu wyjątkowego na kontynentalnym terytorium kraju oraz na Korsyce, dokonanym przez prezydenta Hollande, który także podjął decyzję o zamknięciu granic państwowych.

Francja zamarła wstrząśnięta i zszokowana, spętana surowymi rstrykacjami stanu wojennego, a wyludnione, opustoszałe z ludności cywilnej ulice, zapełniły tłumy oddziałów wojska i sił bezpieczeństwa, uzbrojonych po zęby nieustannie patrolując dokładnie każdy milimetr miasta, czuwali nad życiem obywateli francuskich.


Zamachy-we-Francji.-Ciała-ofiar-leżą-przed-restauracją-e1447486822855 - Kopia

Ten, kolejny już z wielu, bestialskich mord i ludobójstwo, wstrząsnął całym światem, który rozpaczał nad jego ofiarami, które poniosły śmierć, a też rannych w jego rezultacie, nie tylko ogromem liczby ofiar śmiertelnych i rannych w jego wyniku, lecz także jego bestialską brutalnością i okrucieństwem, a które to klarownie i ewidentnie dostrzegalne jest chociażby np. mord w Sali koncertowej Bataclan. Gdzie terroryści zaczęli po wtargnięciu do sali na oślep strzelać do tłumu niewinnych ludzi, a gdzie potem dokonali następnie rzezi na ponad stu zakładnikach przetrzymywanych uprzednio, gdy to zaczęli strzelać dosłownie prosto do bezbronnych ludzi leżących na podłodze sali, nie odpuszczając żadnemu żywemu z zakładników, jakby pragnąc wybić zupełnie wszystkich tam obecnych do cna….0,,18850178_303,00 - Kopia

Na całą Europę padł strachy i śmiertelna groza – a czego efektem było wszechobecne zaostrzanie wszelkich procedur i kontroli bezpieczeństwa kraju, np. kontroli granicznych wszelkiego ruchu, od samochodowego po lotniczy w szczególności. W wielu państwach zapanowały realia zbliżone całkiem do stanu wyjątkowego wprowadzonego we Francji po tym tragicznym ataku terrorystycznym, i wojsko opanowało ulice większych miast, które nagle się wyludniły, bo przerażona ludność domowa kryła się w swoich domach, szukając bezpiecznego azylu, w którym nie żadne ataki terrorystyczne nie stanowiłby aż tak realnego zagrożenia w każdej chwili, nie wiadomo kiedy i gdzie mogły stać się rzeczywistością kolejne masowe mordy, w skutek brutalnych ataków ze strony islamskich terrorystów. Ale i z drugiej strony tragiczne wydarzenia w Paryżu wywołały dobitny odzew i oscylację antagonistycznych wrogich reakcji, nierzadko przybierających formę nawet brutalnej przemocy i okrutnych represji względem mniejszości imigrantów z państw islamskich, zamieszkujące państwa Europejskie, czy też otwarte głoszenie treści, poglądów czy postaw rasistowskich, faszystowskich, nacjonalistycznych czy xenofobicznych, choćby jak takowy akt, do którego doszło w Polsce, gdy treści rasistowskie i obelżywe dla nacji islamskich wyrażone zostały w akcie wandalizmu – nabazgrane sprayem na mieniu (domach, witrynie sklepu czy samochodach) należących do osób pochodzenia islamskiego. A i gorsze formy te reakcje przybierały, wyrażając się w o wiele bardziej drastycznych czynach – nawet aktach przemocy i agresji.

1421015

Bo oto te tragiczne wydarzenia w Paryżu do jakich doszło w końcu ubiegłego roku, przelały czarę goryczy, a i tak już po znacznym przekroczeniu wszelkich granic przez atak terrorystyczny z 11 września, ten atak zwieńczył dzieło, przekraczając już tak bardzo wszelkie granice, że pękły wszelkie bariery i hamulce, przebrała się miarka a cała Europa i świat zachodni stanęły tak faktycznie w obliczu kolejnej wojny światowej, na arenie międzynarodowej toczonej między radykalnymi nurtami fundamentalistów islamskich z Europą i światem zachodnim oraz jego nowoczesnością. Wojna niezwykle krwawa, bezlitosna, bezpardonowo brutalna i zbierająca ogromne żniwo trupów, jakimi uścielana jest grubo cała historia tego konfliktu i tego otwartego, bezpardonowo wprost toczonego wyjątkowo agresywnego i eksrtemistycznego dżihadu ­­– czyli „świętej wojny” islam przeciwko „niewiernym”….

A której rozpoczęcie właściwie już miało miejsce, i tak faktycznie ta wojna już trwa od momentu nowojorskiej apokalipsy i pamiętnego 11 września 2001 roku, jakie stanowią datę jej faktycznego rozpoczęcia tak w praktyce, Aczkolwiek teoretycznie jeszcze się wcale nie rozpoczęła tak oficjalnie i formalnie nie jest toczona obecnie żadna wojna stricte światowa…. Tak, owszem nie jest… z tym że jedynie oficjalnie i formalnie nie jest tak teoretycznie… Faktyczna sytuacja w praktyce bowiem wygląda diametralnie odmiennie skrajnie zgoła – a ta kolejna wojna światowa faktycznie już się rozpoczęła i już trwa – wojna światowa cywilizacji islamu przeciw cywilizacji zachodniej i nowoczesności Zachodu, „święta wojna”, ekstremistyczny dżihad¸ islamu przeciwko „niewiernym” – kolejny konflikt na tle religijnym i to tym razem także międzynarodowy, światowy na skalę globalną, i przybierający najgorsze formy, jakie nie śniły się nawet ludzkości…

I też, kolejna wojna religijna, po której masowych mordach, pozostanie znowu nieskończenie wiele kolejnych, nowych ofiar religii, jakim powinniśmy oddać należyty hołd i szacunek, pamięć o nich i ich tragicznej śmierci, upamiętniając w naszym Miejscu Pamięci Ofiar Religii, a co wymagać będzie posadzenia bardzo, bardzo wielu nowych drzew – pomników – miejsc pamięci o tych, nowych niezliczonych ofiarach religii, zamordowanych w jej imię i w imię jakiegoś kolejnego okrutnego, podłego, małostkowego, złego i próżnego boga czy raczej może bożka – i jak każdy boga absolutnie urojonego, jakiemu paranoiczne obłąkanie ludzi dotkniętych kompletnym szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy, zrodziło urojoną, chorą i obłąkaną halucynacje paranoicznej konieczności składania masowo krwawych ofiar z ludzi i masowego ludobójstwa, temu urojonemu bożkowi i masowych mordów w jego imię, przelewając krew nieskończenie wielu absolutnieNiewinnych, zadając kłam Dobru i Sprawiedliwości, paradoksalnie dla „dobra” religii i boga – ledwie urojonych zupełnie halucynacji obłąkanego umysłu pogrążonego w szaleństwie jakiejś kolejnej masowej religijnej psychozy….

A my ludzie, jedyne co możemy dla tych wszystkich niewinnych ofiar religii uczynić – to cóż, ledwie tyle jedynie, co posadzić ku ich pamięci to drzewo czy kilka drzew opatrzonych upamiętniającym je memoriałem, choć tak oddając im należny hołd i cześć, sprawiając by pozostały wciąż żywe, póki żywa jest pamięć o nich zaklęta w środku tych drzew – pomników, która trwać będzie póki one będą żyć, rosnąc wraz z nimi, wciąż większa, silniejsza i o coraz głębszych, silniejszych korzeniach mocno wrastających w całą naszą kulturę i cywilizację, nie tylko tę nam bliską zachodnią, ale i inne, jak cywilizacja islamu, z którą obecnie jesteśmy w stanie otwartej, bezpardonowej wojny – wojny światowej, równie globalnej, co nasza Globalna Wioska – eldorado zachodu, miejsce, w którym wszystko staje się możliwe i tracą znaczenie wszelkie odległości, bariery i ograniczenia – lecz i miejsce, w którym także toczy się ta zażarta wojna – na śmierć i życie o byt jednej z dwu cywilizacji, stron tego konfliktu ścierających się w tej kolejnej z wielu wojen religijnych, jakie niezliczenie razy już zbierały krwawe żniwo w całej dotychczasowej historii ludzkości – i jakich brutalności, ogromowi i skali destrukcyjnej zagłady póki co nic się równać nie może…

I miejmy nadzieję, że ofiary tej wojny religijnej, nie osiągną ponownie rangi jednego z największych masowych mordów i ludobójstwa w dziejach ludzkości, jak to bywało już nieraz w przypadku niejednej z wojen religijnych dotychczas, i że uda się ten konflikt zakończyć, bez okupywania jego finalnego zakończenia milionami czy nawet miliardami krwawych ofiar z Niewinnych, składanych na ołtarzu jakiegoś kolejnego pseudo – boga urojonego w imię płodu obłąkanego umysłu, ogarniętego szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy – i Złem, jakie ów rodzaj obłędu i typ psychozy akurat zawsze nierozerwalnie ze sobą niesie i czyni temu światu oraz ludzkości – zła, jakiemu nic na tym świecie dorównać nie może.

Jednakże opisane tu przypadki ataków terrorystycznych dokonanych przez islamskich ekstremistów współcześnie nie są jedyne i nie wyczerpują długiej listy egzemplifikacji skutków, jakie zrodził radykalny fundamentalizm w czasach współczesnych i długo by można pisać o tych jakże brutalnych aktach terroru ze strony islamskich ekstremistów.

Wszystkie te ataki terrorystyczne wspólnie również z kolei były brzemienne w skutki, jakie stanowiły reakcję świata Zachodniego nań i kontrofensywę wobec nasilającej się fali terroru ze wschodu.

Świat zachodni zareagował bowiem nie tylko zaostrzając przepisy bezpieczeństwa czy restrykcjami w zakresie kontroli granicznej czy wjazdu na terytorium państw zachodnich dla obywateli państw islamskich, lecz reakcja ta objęła znacznie szersze, pełne spektrum aspektów związanych z życiem i polityką państw zachodnich, jak też ich postawy względem państw islamskich, a zwłaszcza terrorystów i organizacji terrorystycznych z tychże państw, i przybierając często gęsto postacie skrajnych bądź drastycznych działań, skierowanych przeciwko tym, którzy kryją się za tymi aktami terroru bądź mogą stanowić potencjalne zagrożenie kolejnymi.

I tak na arenie polityki międzynarodowej zawrzało, a na gospodarkę i ekonomię państw islamskich spadł cios licznych sankcji, jakie nań ponakładał Zachód. Część państwo zachodnich po ubiegłorocznej tragedii w Paryżu wprowadziło stan wyjątkowy, skłaniając większą część Zachodu do zajęcia postawy ofensywnej i podjęcia radykalnych działań militarno – politycznych wobec islamskiego agresora, a co faktycznie doprowadziło do czynnych ataków militarnych sił Zachodu na wrogie siły państw islamskich i niemalże wywołania trzeciej wojny światowej.

Ale to nie wszystko. Cały Zachód bowiem zapałał silną nienawiścią do islamu, podsycaną przez mass media i ich propagandę anty – islamską, i chęcią zemsty, usiłując pomścić pomordowane ofiary terrorystów wszelkimi sposobami, nie bacząc na konsekwencje prawne. Nawet Internet zalała powódź tzw. „hejtu” i ostrej krytyki, wymierzona w islam, a ostatnio zwłaszcza w islamskich uchodźców – zarówno tych, którzy dopiero usiłowali wyemigrować do państw zachodnich, jak i tych, którzy już wcześniej wyemigrowali i żyli na terenie państw zachodnich. Tym pierwszym usiłuje się uniemożliwić i utrudnić emigrację na Zachód wszelkimi środkami, a wobec tych drugich zaś podejmowane są wrogie działania, także bezpośredniej agresji, czynnej napaści i stosowania przemocy oraz siły fizycznej, jak choćby pojawiające się na domach, lokalach czy samochodach islamskich imigrantów obraźliwe rasistowskie napisy i hasła pełne nienawiści do „ciapatych”, jak to ostatnio zwykło się nazywać arabów w Polsce, a wręcz nawet do aktów wandalizmu, brutalnych pobić czy prób samosądu i linczu wymierzanego przez wzburzony tłum.

a6DBeJmN

Fala nienawiści wobec islamu ogarnęła cały Zachód…

Dziś słowo islam, nie tylko wzbudza ogrom kontrowersji, bulwersuje i porusza, ale co więcej wzbudza też często falę nienawiści i aktów przemocy, wzbudza tumult, wrzawę i ferment społeczny, a nawet wznieca rozruchy i walki, czy agresję, jako wyraz buntu oburzonego Zachodu i jego obywateli.

Czy jednak można przez pryzmat tych czynów – choć drastycznych, karygodnych i bestialskich – jednakże dokonanych tylko przez niezbyt wielką część, a może nawet i pewną mniejszość zaledwie radykalnego odłamu islamskich ekstremistów i terrorystów, oceniać cały islam ogółem i wszystkich muzułman? Wydaje mi się to zdecydowanie niewłaściwe, błędne, niesprawiedliwe i krzywdzące, jako że poza owymi skrajnymi formami islamu, jakie stanowią te jego radykalne odłamy fundamentalnych ekstremistów, spora część wyznawców islamu jest zupełnie nijak nie związana z tymi aktami terroru, i nie odpowiada zupełnie za nie, nie jest za nie odpowiedzialna ani też nie ponosi za te bestialskie mordy żadnej winy tak de facto. A ich wiara nie tylko nie popiera ani nijak nie propaguje tego rodzaju terroryzmu, a też tak pojmowanego prowadzenia dżihadu, ale wręcz ewidentnie jest przeciwko temu, potępia a nawet i zabrania ostro, jako złych czy grzesznych takowych działań, zajmując postawę, jakiej daleko do postawy ekstremistów.

dbad3bdfdfee4bec6a35437a2a909dba

Cały Internet zawrzał – internauci domagają się „zbanowania” islamu….

Tym niemniej, nie zmienia to wcale faktu, iż narastający fundamentalizm i nasilające się działania ruchów fundamentalistycznych, stanowią jeden z bodajże najistotniejszych i największych problemów, z jakimi boryka się współczesny świat zachodni, a poniekąd dotyczący też świata wschodniego, a jakiego ważkość i rozmiar wciąż narasta i prowadzi do co raz to bardziej drastycznych form eskalacji tego problemu, a też do podejmowania co raz to bardziej radykalnych działań przez każdą ze stron tego konfliktu właściwego współczesności, jakim jest właśnie fundamentalizm.

I to nie dotyczy jedynie fundamentalizmu islamskiego, ale wszelkich współczesnych fundamentalizmów i jego radykalnych odłamów, fundamentalizm bowiem stanowi problem wspólny dla wszystkich religii monoteistycznych – a zwłaszcza współczesnych największych monoteistycznych gigantów. Zwłaszcza, że niemalże każdy fundamentalizm ma swe źródła przede wszystkim właśnie w religii i stanowi zjawisko o charakterze religijnym.

A co potwierdzić może zresztą przykład, jaki nam, Polakom jest najbliższy, którego jesteśmy naocznymi świadkami współcześnie. A mianowicie przykład tego, jak obecnie w Polsce przedstawia się sytuacja dominacji religii katolickiej i formy, w jakie ona ewoluuje. Czyż nie jest bowiem prawdą, iż przybiera ona co raz ostrzejsze formy fundamentalizmów, a nawet radykalnych nurtów fundamentalistycznych, narastając i przybierając na sile, zwłaszcza od czasu ostatnich zmian władz i rządu oraz objęcie władzy przez pro – katolickie prawicowe frakcje polityczne – n’est-ce pas? A islamski dżihad w zasadzie niczym nie różni się od naszej rodzimej, polskiej „świętej wojny”, jaka toczona jest obecnie w kraju i na arenie politycznej przez Kościół katolicki i pro – katolickie prawicowe, konserwatywne frakcje polityczne czy ugrupowania, przeciw „niewiernym”, a której przejawem jest choćby na przykład zaciekła walka o ochronę „życia poczętego”, ustawę antyaborcyjną czy awantura o „pigułkę po”.

I tylko czekać, jak ten nasz, rodzimy katolicki, rosnący w siłę fundamentalizm i katolickie ruchy ortodoksyjne, w procesie ich postępującej radykalizacji, dorównają ekstremistom islamski i sięgną po środki przemocy, jakie stanowi ów terroryzm właśnie. A zaiste bliżej ku temu nam, aniżeli mogło to by się wydawać.

FIN.

Przypisy:

[1] Anna Rusinek, Zrozumieć terrorystę…. Dlaczego niektórzy muzułmanie w Europie radykalizują się?, [w:] Zachód a świat islamu – Zrozumieć innego, red. I. Kończak i M. Woźniak, Katedra Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki UŁ, Łódź 2012, s. 67.

[2] W Wielkiej Brytanii stopa bezrobocia muzułmanów wynosi ponad 20%, podczas gdy pośród całości wszystkich imigrantów już 13% tylko, a w skali kraju – zaledwie 6%. I analogicznie jest też w Niemczech – bezrobotnych jest 21%  Turków wobec 8% ludności w skali kraju jedynie.

[3] S. Mekhennet, C. Sautter, M. Hanfeld, op. cit., s. 222-224.

Bóg jest martwy

Nietzsche versus Bóg – czyli rzecz o tym, jak to nietzscheański nadczłowiek w drodze ku boskości potknął się o trupa martwego Boga i wpadł do beczki po same uszy w nihilizm…

bog_jest_martwy_crime_scene

„Crudelius est quam mori semper timere mortem”

(Seneca)

Nietzsche zwykł dość jawnie obnosić się ze swymi poglądami na temat Boga, chrześcijaństwa, jak i religii ogólnie, tak więc w twórczości tego wielkiego filozofa potyczek Nietzsche versus Bóg można znaleźć na pęczki. Tym niemniej w tym wywodzie pragnę skupić się akurat na tej jednej, konkretnej potyczce, a przy tym również chyba i największej oraz wzbudzającej niezmiennie najwięcej kontrowersji. A prócz tego, którą to potyczkę Nietzsche staczał nie raz, a wielokrotnie w swej twórczości – niejako staczając wiele bitew, które składają się na całą tę wielką kampanię, jaką filozof wytoczył przeciw Bogu.

Potyczkę ową zaś stanowi w zasadzie pewna dość krótka, aczkolwiek legendarna już teza, czy też postulat, jaki to ów filozof dość obrazoburczo oraz kontrowersyjnie wysunął i sformułował, zresztą wykazując się wielką odwagą podług mego skromnego mniemania, a zwłaszcza uwzględniając czasy temu współczesne i ówczesną mentalność w kwestiach religii.

Teza ta mianowicie w oryginale, a więc w języku niemieckim, w jakim to sformułowana została pierwotnie, brzmiała: „Gott ist tot” – i choć owe ledwie trzy krótkie niemieckie słowa zdawać by się mogły na pozór dość skromne i oszczędne, to kryją one w sobie tak naprawdę nieskończone bogactwo treści i przesłania, mimo że zawarte ono zostało w tak oszczędnej, wręcz minimalistycznej formie. Cóż, nie sposób tutaj Nietzschemu postawić zarzutu przerostu formy nad treścią….

gott_ist_tot_mur

Nim przejdę jednak do meritum mych rozważań, gwoli dopełnienia kwestii formalnych muszę nadmienić, iż swe dalsze tutaj roztrząsania omawianej kwestii opierać będą się, prócz samej twórczości Nietzschego oczywiście, w pewnym stopniu również na artykule Mirosława Żelaznego o tytule: Nietzsche: śmierć Boga, który to został opublikowany na łamach portalu internetowego Racjonalista.pl, zresztą wyśmienitego trzeba przyznać. Artykuł ów stanowił również po części inspirację dla mych rozważań i natchnął do refleksji, jakie stanowić będą treść następującego wywodu.

Na marginesie dodam, iż artykuł ów podług mego skromnego mniemania jest niezwykle interesujący, zarówno pod względem zawartych w nim refleksji autora, jak i treści merytorycznych, a przy tym ujęła mnie w nim niezwykła zgodność moich własnych poglądów, refleksji i spostrzeżeń z tymi, jakie poczynił tamże sam Żelazny, a jakim również i ja pragnę dać wyraz w niniejszej pracy, dlatego też w sporym stopniu będę się tu opierać na oryginalnej treści owego Artykułu, także parafrazując zawarte w nim myśli Żelaznego, przeto proszę o pewną wyrozumiałość w tym względzie i darowanie mi zarzutów o plagiat.

I to na tyle względem formalności, teraz pora zaś przejść do meritum – czyli  owej tezy w języku niemieckim, a zaś oczywiste jest, iż nie każdy z polskich Czytelników musi władać tymże językiem obcym, zacząć by więc należało ów wywód od kwestii translacji przytoczonej frazy, a która to zdaje mi się być tu kwestią elementarną, jak i prymarną niejako. Tak oto znika odwieczna bolączka chyba każdego człowieka pióra, czyli od czego by tu zacząć.

Zacznę zatem przede wszystkim od kwestii tu elementarnej, a więc od kwestii poprawnej translacji naszej frazy, na co zresztą zwraca uwagę również i Żelazny na samym początku swego artykułu, podkreślając jej elementarne dla reszty znaczenie.

Co do translacji, a raczej poprawnej translacji naszej frazy, to należy najsampierw odmówić racji bytu, często spotykanemu potocznie i w kolokwialnym zastosowaniu, jej tłumaczeniu jako: „Bóg umarł”. Jest ono bowiem całkowicie błędne i nieadekwatne, i to aż z dwóch, a w zasadzie trzech, zasadniczych powodów.

Primo, z powodu już tylko względów filologicznych jest ono ewidentnie mylne i błędne, co zaraz uzasadnię odwołując się do swojej własnej znajomości języka niemieckiego, który to akurat również miałam okazję sobie całkiem nieźle przyswoić podczas swej edukacji. Mianowicie błąd ów uwidacznia się już ze względu semantyki, jako że kryje się on głównie w słowie „tot”, które to wcale a wcale nie stanowi czasownika o znaczeniu „umarł”, lecz jest to przymiotnik o znaczeniu „martwy”. Po drugie jeszcze więcej wnoszą nam względy gramatyczne, jako że fraza „Gott ist tot” nie jest absolutnie wyrażona w stronie czynnej („Bóg umarł” to strona czynna), lecz w stronie biernej, a więc tłumaczyć to wyrażenie winno się raczej jako: „Bóg jest martwy”. Natomiast fraza „Bóg umarł” zgodnie z normą językową w języku niemieckim musiałoby mieć postać zaś taką: „Gott starb” bądź też „Gott ist gestorben.

Reasumując, poprawna translacja frazy ”Gott ist tot” ze względów semantycznych oraz gramatycznych brzmieć winna: „Bóg jest martwy”, co nie budzi myślę już żadnych wątpliwości Czytelnika, naturalnie względem powodów natury filologicznej.

Secundo, powodem jest również fakt, iż owo błędne tłumaczenie „Bóg umarł” ponadto – jak słusznie zauważa Żelazny – nie wykracza zupełnie poza kanony myśli chrześcijańskiej, a co oczywiste nawiązuje do faktu, jaki znany jest doskonale każdemu wyznawcy tejże religii, a mianowicie, iż Bóg umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. A to bynajmniej nijak się ma do naszej frazy, jak i całej tej koncepcji zresztą.

I tertio – powód o największej wadze i newralgicznym wręcz znaczeniu, a który stanowi tu nasz główny corpus delicti, który niezbicie dowodzi błędności owego pierwszego, potocznie stosowanego tłumaczenia, oraz poprawności naszej, przyjętej tu za poprawną, translacji, jako Bóg jest martwy. Ponadto powód ów, uzasadnia także mój upór niejako, a jaki wykazuje również sam Żelazny w swym tekście, aby koniecznie zachować w translacji właśnie owo, jakże wielce cenne, „jest”. Zaraz wyjaśniam, dlaczego stanowi ono aż tak cenny element tejże nietzscheańskiej frazy.

O cenności owego „jest” mianowicie przesądza rola, jaką to pełni ono w tejże koncepcji Nietzschego. Słowo „umarł” z kolei rodzi nierozerwalne skojarzenie ze swoistym „ciągiem przyczynowym”, jak to ujmuje Żelazny, indykującym także formę czasu przeszłego, czyli że: Bóg był i już go nie ma – bo przecież umarł i to już minęło, stając się przeszłością.

Tymczasem podług tezy Nietzschego, która kładzie bardzo silny nacisk z kolei na formę czasu teraźniejszego i nadal trwającego wciąż nieprzerwanie, ów Bóg jednak wciąż właśnie „jest”, choć jest on, czy pozostaje martwy. Tak więc pozostaje on martwy, lecz będąc jednakowoż w tejże formie (czyli martwej) zarazem pozostającym czy trwającym. Można by zatem rzec, iż Bóg jest martwy, lecz zarazem wciąż jest obecny – n’est-ce pas?

nagrobek_boga

T spoczywa trup Boha, który jest martwy lecz zarazem nadal wciąż jest… Conquiescat in pace….

Naturalnie pomijając tu całokształt pozornej absurdalności owego martwego tworu, który jednak że wciąż pozostaje obecny, a która to przywodzi na myśl wizje z horrorów o żywych trupach, i owych niby martwych a jednak wciąż obecnych zombie, aczkolwiek tylko w pierwszej chwili, bez głębszej refleksji jakiejkolwiek na ten temat.

Koncepcja martwego Boga wielokrotnie pojawia się w twórczości Nietzschego, jak już wspominałam. Pierwsza wzmianka o śmierci Boga pojawia się w „Wiedzy radosnej”, we fragmencie 125 o tytule „Człowiek szalony” czy „Człowiek oszalały”. Podobnie jak Żelazny, uważam tu za niezbędne przytoczenie dla przypomnienia tego jakże istotnego fragmentu tamże zawartego, a który to brzmi następująco – cytując za Nietzschem:

[…] 125.  C z ł o w i e k o s z a l a ł y . — Czy nie słyszeliście o owym oszalałym człowieku, który w jasne przedpołudnie latarnię zaświecił, wybiegł na targ i wołał bezustannie: »Szukam Boga! Szukam Boga!« — Po nieważ zgromadziło się tam właśnie wielu z tych, którzy nie wierzyli w Boga, więc wzbudził wielki śmiech. Czyliż zginął? spytał jeden. Czyż zabłąkał się jak dziecko ? rzekł drugi. Czy się ukrywa ? Może boi się nas ? Czy nie wsiadł na okręt ? Wywędrował? — tak krzyczeli i śmieli się w zgiełku. Oszalały człowiek wskoczył między nich i przeszywał ich spojrzeniami swemi. »Gdzie się Bóg podział? zawołał, powiem wam! Z a b i l i ś m y go — wy i ja! Wszyscy jesteśmy jego zabójcami! Lecz jakżeż to uczyniliśmy? Jakżeż zdołaliśmy wypić morze ?

Kto dał nam gąbkę, by zetrzeć cały widnokrąg? Cóż uczyniliśmy, odpętując ziemię od jej słońca ? Dokąd zdąża teraz ? Dokąd y zdążamy ? Precz od wszystkich słońc ? Nie spadamyż ustawicznie ? I w tył, i w bok, i w przód, we wszystkich kierunkach ? Jestże jeszcze jakieś na dole i w górze? Czyż nie błądzimy jakby w jakiejś nieskończonej nicości ? Czyż nie owiewa nas pusty przestwór? Czy nie pozimniało ? Czy nie nadchodzi ciągle noc i coraz więcej nocy ? Nie trzebaż zapalać latarni w przedpołudnie? Czy nie słychać jeszcze zgiełku grabarzy, którzy grzebią Boga? Czy nie czuć nic jeszcze boskiego gnicia ? — i bogowie gniją! Bóg umarł! Bóg nie żyje ! Myśmy go zabili! Jakże się pocieszymy, mordercy nad mordercami ?

Najświętsze i najmożniejsze, co świat dotąd posiadał, krwią spłynęło pod naszemi nożami — kto zetrze z nas tę krew ? Jakaż woda obmyć by nas mogła ? Jakież uroczystości pokutne, jakież igrzyska święte będzie musieli wynaleźć ? Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się bogami, by tylko zdawać się jego godnymi? Nie było nigdy większego czynu — i ktokolwiek tylko po nas się urodzi, gwoli czynowi temu należeć będzie do historii wyższej, niż wszelka dotąd była historya!« — Tu zamilkł człowiek oszalały i znów spojrzał na swoich słuchaczy: i oni milczeli, patrząc nań w zadziwie.

W końcu cisnął latarnię swą o ziemię, że trzasła w kawały i zgasła »Przyszedłem za wcześnie, rzekł potem, nie jestem jeszcze na czasie. T olbrzymie zdarzenie jest jeszcze w drodze i wędruje — nie doszło jeszcze do uszu ludzi, błyskawica i grzmot potrzebują czasu, światło gwiazd potrzebuje czasu, czyny, nawet skoro już są dokonane, potrzebują czasu, żeby je widziano i słyszano. Czyn ten jest im zawsze jeszcze dalszy niż gwiazdy najdalsze — a  p r z e c i e ż  s a m i  go  d o k o n a l i ! « — Opowiadają też, że człowiek oszalały tego samego dnia jeszcze do różnych się wdzierał kościołów i nucił tam swoje Requiem aeternam deo. Wyprowadzany i zapytywany, odpowiadał wciąż jedno: »Czymże są jeszcze te kościoły, jeśli nie są grobowcami i pomnikami boga ? «[1].

bog_umarl_nowina_friedrich_wielkanoc

„Człowiek Szalony” ogłasza swą nowinę….

Tu odwołam się do artykułu Żelaznego, który w swej pracy wysnuł z powyższego cytatu kilka ciekawych wniosków.

Odnośnie ostatnich słów owego Szalonego Człowieka w powyższym cytacie, można by drogą dedukcji stwierdzić, iż z faktu, że istnieją kościoły zwane domami bożymi oraz z faktu, iż wielu ludzi twierdzi, że słucha w nich słowa Bożego, wynika, iż Bóg jest. I tu rodzi się pytanie: jeśli jest to jaki? Żelazny stawia dalej kolejne pytanie – cytując: „Co oznacza jego obecność, a co nieobecność?”[2].

Ponadto z cytowanego fragmentu można wyciągnąć konkluzje jak następuje.

Najsampierw, warto tu sformułować konkluzję, iż ogłoszenie śmierci Boga przez szalonego człowieka nie oznacza, iż wyraża on sobą po prostu postawę ateistyczną z racji następujących powodów. Po pierwsze, dlatego że: „[…] wielu spośród tam zgromadzonych nie wierzy w Boga […]”, a mimo to nie rozumieją oni wcale, o co chodzi szalonemu człowiekowi.

Podług Żelaznego stanowisko Nietzschego charakteryzuje David Lang, a który nota bene sam również był niejako rzecznikiem owych „ludzi szalonych”. Żelazny przytacza tu cytat Langa, w którym pisze on – cytując:

[…] W wierze w Boga nigdy nie chodziło o „wiarę” w jego istnienie, lecz o ufność w jego obecność, która była doświadczana i uznawana za fakt oczywisty. Natomiast wydaje się, że w naszych czasach o wiele więcej ludzi nie doświadcza ani obecności Boga, ani obecności jego braku, lecz jedynie brak jego obecności”[3].

Ciekawą interpretację powyżej cytowanych słów Langa proponuje sam Żelazny, a którą to z tej racji pozwolę sobie tu za nim przytoczyć:

[…] w społeczeństwie, w którym powszechnie odczuwano obecność Boga, problem ateizmu nie istniał, i to nie dlatego, że niewiara karana była instytucjonalnie, lecz dlatego, że nieprzestrzeganie praw bożych było równoznaczne ze skazaniem się na zagładę w sposób naturalny[4].

Odbywało się to więc w sposób analogiczny, jak to dzieje się przykładowo we współczesnym społeczeństwie industrialnym na skutek nieprzestrzegania praw ekonomicznych. Podług mniemania Żelaznego to, co stanowi obecnie obiekt kultu religijnego w porównaniu do czasów przedchrześcijańskich, stanowi zaledwie – cytując: „[…] godną politowania karykaturę”[5]. A bynajmniej w tym właśnie, dopatrywać się należy sensu oraz znaczenia owej martwoty Boga, zawartej w filozofii Nietzschego.

Sam zaś Nietzsche pisze w tym temacie:

[…] Nie to nas oddziela, że nie odnajdujemy Boga ani w dziejach, ani w przyrodzie, ani poza przyrodą, lecz że tego, co jako Bóg czczone było, nie odczuwamy jako „boskie”, lecz jako politowania godne, jako niedorzeczne, jako szkodliwe, nie tylko jako błąd, lecz jako zbrodnie względem życia… Zaprzeczamy Boga jako Boga…[…][6].

Słowa te są na tyle istotne sądzę, iż warte tego, by je tu przywołać za Żelaznym. Tym niemniej oczywiste jest, iż nie jest możliwe jakiekolwiek przyrównanie owej obecności Boga w społecznościach przedchrześcijańskich do żadnego z porządków, jakie to obecnie determinują Człowieka współczesnego, a co słusznie podkreśla sam autor wspominanego artykułu.

Pozwolę sobie tu następnie odwołać się do poglądów wygłoszonych przez Żelaznego w jego pracy, parafrazując jego myśli tamże zawarte. A mianowicie jako, że w świecie współczesnym podług jego opinii, co się tyczy:

Primo – odnośnie każdej z mocy, jakich obecność stwierdza się w tymże świecie współczesnym, autor ów stwierdza, iż dotyczą one tylko pewnej części „jednostkowej egzystencji ludzkiej”. A mianowicie, mają one dotyczyć tylko bytu społecznego oraz przynależności klasowej i narodowej tejże jednostkowej formie bytu ludzkiego.

Secundo – co dość istotne, zaznaczyć należy ponadto także w społecznościach przedchrześcijańskich, obecność innej, swoistej mocy, która to z kolei dla owego człowieka współczesnego pozostawała – a też i pozostaje nadal – nieodczuwalna, a którą stanowił zaś właśnie ów Bóg, którego ponoć my, ludzie ery chrześcijańskiej uśmierciliśmy zaraz u samego zarania tejże ery.

Albowiem dziś, jak to stwierdza Żelazny: „[…] Bóg obecny jest tylko jako martwa idea”[7].

I tertio – co do kwestii owej martwej idei oraz jej realnego istnienia, Żelazny postuluje, iż owa kwestia została niejako zepchnięta ze sfery doznań empirycznych w sferę czystej transcendencji.

pokemon_god_is_dead

Tu warto poczynić małą dygresję w celu wyklarowania kwestii owej sfery transcendencji.

Owo klarowanie zacznę może od samego pojęcia transcendencji.  Powołując się na definicję słownikową tegoż pojęcia, zamieszczoną w Słowniku Języka Polskiego PWN red. M. Szymczaka (naturalnie tej definicji, opatrzonej kwantyfikatorem pojęcia z zakresu filozofii), czytamy, iż oznacza ono: „[…]istnienie poza granicami bytu lub poza granicami ludzkiego poznania”.

Powyższą definicję słownikową warto by nieco rozszerzyć o definicję encyklopedyczną, zawartą w Encyklopedii PWN. Znajdziemy tamże ponadto informacje, iż termin ów jest pochodzenia łacińskiego, a jego pierwotne znaczenie to: „istnienie na zewnątrz, poza granicami czegoś”. Ponadto zawarto tam także informacje odnośnie pojęcia transcendencji w ujęciu różnych gałęzi filozofii. I tak w ujęciu ontologicznym przybiera ono postać transcendencji Boga wobec świata. W ujęciu poznawczym zaś – transcendencji przedmiotu wobec świadomości. Istnieje jeszcze trzecie ujęcie, takie jak u Kanta, podług którego za owym terminem kryje się kantowska idea „rzeczy samej w sobie”, jednakże to ujęcie nie jest zbytnio istotne dla omawianych problemów, tak więc pozwolę je sobie tu pominąć.

Reasumując powyższe informacje zawarte we wspomnianych definicjach, wysnuć można kilka interesujących konkluzji.

Pierwsza konkluzja, jaka mi się tu nasuwa uporczywie na myśl, tyczy się ogólnego sensu, czy też niejako znaczenia, cytowanego uprzednio poglądu Żelaznego. A mianowicie to, że kwestia owej martwej idei oraz jej realnego istnienia, została zepchnięta ze sfery doznań empirycznych do sfery transcendencji, można by rozumieć jako fakt, iż owa martwa idea, czyli niejako ów nasz martwy Bóg, z owej sfery ludzkiego poznania, opartej na doświadczeniu zmysłowym (czy to zewnętrznym czy wewnętrznym), poznaniu zmysłami – a więc owym sensorycznym, czyli niejako „namacalnym” i fizycznie – a zarazem więc także i  realnie – istniejącym, czy też posiadającym fizyczną formę bytu, został poprzez ów mord dokonany na nim przez nas, ludzi, zepchnięty z kolei do tej sfery istniejącej poza granicami owego bytu, a też i poza granicami ludzkiego poznania.

Ponadto, nasuwa się tu wniosek, iż uwzględniając ujęcie ontologiczne, ów martwy Bóg (a więc owa martwa idea oraz jej realne, czy też materialne istnienie), zostało tym samym zepchnięte do sfery istnienia poza granicami  świata, a więc ów martwy Bóg, jako uosobienie tejże martwej idei, istnieć ma obecnie niejako jedynie na zewnątrz tegoż świata, poza nim, a nie w nim samym.

Kolejna konkluzja wypływa zaś z ujęcia poznawczego omówionego uprzednio. Mianowicie, ów nasz martwy Bóg, jako ta martwa idea, zepchnięty został ponadto, jako przedmiot – to jest obiekt kultu religijnego – do sfery poza ludzką świadomością i choć wciąż istnieje, to jednak już poza naszą – ludzką – świadomością, rzec by można niczym każdy trup – ledwie jako mgliste wspomnienie o praprzodkach, zmarłych jeszcze na długo przed naszym narodzeniem, a których grobowce odwiedzamy tylko w Święto Zmarłych, gdzie jednak prócz martwej, granitowej płyty nagrobnej, skrywającej nędzne resztki ich doczesnych szczątków, nic więcej z nich nie odnajdujemy.

A wszystko, co dla nich nie tylko możemy zrobić, ale i zrobić należy, to ku czci dla owego wątłego o nich wspomnienia, zapalić wówczas raz do roku, symboliczny znicz na zimnym granicie, rzucić kwiatów pęk i uczcić tę mdłą pamięć ich dawnego żywota, chwilą modlitwy czy też bardzo laickiej, ateistycznej zadumy, w milczeniu oddając należny hołd. I podług mej skromnej opinii – nic nadto my, współcześni ludzie dla nich zrobić ani nie możemy, ani się też im zrobić nie należy. A może i wręcz nie wolno absolutnie… bo czyż trupowi lub kupce zmurszałych kości cześć inna niż taka się należy? Czy ma ona prawo bytu chociażby? I czyż ów nietzscheański martwy Bóg nie jest dokładnie tylko tymże, co i te trupy lub kości zmurszałe, jakie to się ostały jedynie po naszych dawnych praprzodkach, z lat jakże odległych naszemu powiciu? Czyż nie jest właśnie tak dokładnie?

I tu zakończę powyższą dygresję, jako że zarówno samo pojęcie transcendencji zostało już myślę należycie wyklarowane, jak i wyliczone zostały najważniejsze konkluzje odnośnie cytowanego uprzednio poglądu Żelaznego nasuwające się w świetle tegoż wyklarowanego tu znaczenia.

Tak więc wróćmy już w tym momencie do meritum tego wywodu.

Żelazny w swym artykule zwraca uwagę ponadto na inny, istotny fakt z powyższym zagadnieniem związany. A mianowicie, na fakt pojawienia się wraz z ową zmianą sfer bytności tejże „martwej idei”, także i nowego sofizmatu – sofizmatu wolnej woli. Sofizmat ów podług Żelaznego, przekreślać miał a priori możliwość empirycznej odczuwalności, czy doznawania, bożej mocy – czyż nie jest bowiem prawdą, iż także i owa moc boża jest martwa, jak i sam Bóg podobnie, i że umarła ona wraz z nim, istniejąc odtąd jedynie w tejże właśnie sferze transcendencji, poza ludzkim światem i świadomością? Czyż nie jest właśnie tak pytam?

I tak oto ów sofizmat choć istotny, to jednak i tak mimo wszystko stanowiący ledwie tylko ten fałszywy dowód, pozornie poprawne rozumowanie, które w istocie jednakże zawiera utajone błędy logiczne – i to do tego rozmyślnie o zgrozo! – przywodzi nas wreszcie do kolejnej nietzscheańskiej idei składowej omawianej tu koncepcji. Podług tejże idei Nietzschego kościoły stanowią miejsca dwojakiego rodzaju.

Primo, stanowią one miejsca, w których to niejako „przechowuje się” martwego Boga – dokładnie tak samo niczym trupy w grobach czy grobowcach na cmentarzu, bądź to prochy w urnie, jak mniemam. I secundo – stanowią one „fetysz pojęciowy” – jak to ujmuje Żelazny – który, co istotne, nie może być uznawany za żadne odniesienie do realnego życia, albowiem fetysz ów nie posiada żadnych kolokacji, które jakkolwiek łączyłyby go z realnym życiem, i to fakt.

portret_post_mortem

Zaś owa przemiana kościołów w grobowiec czy cmentarzysko wspominanej umarłej idei, w ów fetysz pojęciowy, zmieniła tym samym owe minione kultury, dla których ów martwy Bóg jeszcze żył, w ledwie ruiny, na których żyje to Człowiek współczesny aż po dziś dzień…

Jednakże podejmując próbę rekonstrukcji koncepcji śmierci Boga Nietzschego największą trudnością okazuje się nie być wcale pytanie – co zresztą niezwykle słusznie podkreśla również i Żelazny – „co Nietzsche miał na myśli, stwierdzając, że Bóg jest martwy”, lecz o dziwo pytanie o sens słów filozofa, w których stwierdza on, iż Bóg w ogóle kiedyś żył, a których to sens jest nierzadko istnym crux interpretum.

Poszukiwania odpowiedzi na to najtrudniejsze pytanie najlepiej przeprowadzić w twórczości samego filozofa, gdzie to kryje się ona pośród kart licznych tomiszczy i zawartych w nich słów, które spłynęły spod jego pióra.

Rozpocznę swe poszukiwania od dzieła, które zapoczątkowało trzeci okres pisarstwa filozoficznego Nietzschego, a którym było opublikowane w latach 1883 – 1885 (wyd. polskie 1900r.) dzieło o tytule Tako rzecze Zaratustra. A to z racji tego, iż w dziele tym znaleźć można najmniej informacji odnośnie tematu żywego Boga. Zamieszczone zostało tam bowiem jedynie kilka niejasnych wzmianek o tym, i które w zasadzie niewiele wnoszą do naszych poszukiwań.

Z kolei kolejne dzieło Nietzschego, w którym poszukiwać będę odpowiedzi na to najtrudniejsze z pytań, wnosi już o wiele więcej światła do mej próby rekonstrukcji koncepcji martwego Boga tegoż filozofa. Dziełem owym jest wydany w roku 1902 Antychryst (wyd. polskie 1907 r.), w którym zamieszczona jest znacznie obszerniejsza relacja w tym względzie. Pozwolę sobie ją tu zacytować z tekstu źródłowego autorstwa Nietzschego – czyli z jego Antychrysta naturalnie:

[…] 21 Lud, który jeszcze w siebie sam wierzy, ma też jeszcze swego własnego Boga. Czci w nim warunki, dzięki którym jest górą, swoje cnoty, — przerzuca swą radość z siebie, swe poczucie mocy w istotę, której dziękczynić za to można. Kto bogaty, chce oddawać; lud dumny potrzebuje Boga, by s k ł a d a ć o f i a r y . . . Religia, w obrębie takich założeń, jest formą wdzięczności. Jest się wdzięcznym za samego siebie: po to potrzebuje się Boga. Taki Bóg musi umieć pomagać i szkodzić, musi umieć być przyjacielem jak wrogiem, — podziwia się go w dobrem jak w złem. Przeciwnaturalna kastracya Boga na Boga dobra tylko leżałaby tu poza obrębem wszelkiej pożądaności. Potrzebuje się Boga złego tak, jak dobrego: zawdzięcza się przecie istnienie własne chyba nie tolerancyi, nie życzliwości dla ludzi . . . Cóżby zależało na Bogu, który by nie znał gniewu, zemsty, zawiści, szyderstwa, chytrości, gwałtu? Który by nie znał może nawet zachwycających ardeurs zwycięstwa i zniszczenia? […][8].

smierc_na_krzyzach_trup urzekajaca-smierc2Odnośnie cytowanego powyżej fragmentu wspomnę wpierw jeszcze krótko o kwestii samej rzeczonej śmierci Boga. Z powyższego cytatu bowiem jasno wynika w mym mniemaniu, iż primo – owa zbieżność momentu początku ery chrześcijańskiej, a tym samym upadku i końca kultury przedchrześcijańskiej oraz owej śmierci Boga, wcale a wcale nie pozostaje kwestią jedynie przypadku, a nawet powiem więcej – iż jest to zbieżność nie tylko nie przypadkowa, a wręcz konsekwentnie i z premedytacją ściśle ze sobą powiązana oraz wzajemnie uwarunkowana. A to z takiej racji, że przyczyna owej śmierci Boga tkwi właśnie w tymże przełomowym momencie końca dawnej kultury przedchrześcijańskiej i początku nowej epoki.

Zaś my, ludzie dokonaliśmy owego strasznego mordu na Bogu w chwili narodzin chrześcijaństwa, właśnie nie inaczej, jak poprzez urzeczywistnienie istnienia tej nowej religii miłości bliźniego, uśmiercając w ten sposób starotestamentowego Boga, który nie tylko nie nadstawiał nigdy wcale drugiego policzka, nie tylko nie kierował się często gęsto wcale ową nowomodną miłością bliźniego, ale, co więcej, był Bogiem gniewnym, zawistnym, mściwym i nie rzadko nawet zapalczywym, a jego działania nie były zwykle wcale aktstary_bog_despotaem miłości, lecz raczej pełne okrucieństwa, siały zło i zniszczenie, czasem wręcz brutalnie i bez krztyny owej chrześcijańskiej miłosiernej litości.

W pismach Nietzschego zresztą wielokrotnie napotkać można wzmianki o owym okrutnym i bezlitosnym Bogu przedchrześcijańskim, jak też i o jego śmierci. Gdy żył on jeszcze, to wówczas, ante mortem, miał się podług filozofa – „zachłysnąć miłosierdziem” – wraz z narodzinami chrześcijaństwa, gdy oto posłał on z miłości do grzesznych ludzi swego syna na krzyż, by umarł on dla ich zbawienia, a w skutek czego to właśnie następnie umarł i trwał odtąd, lecz pozostając przy tym martwym trupem Boga zaledwie.

Powyżej omówione wzmianki, z kolei imputują konieczność doszukiwania się owego starego, żywego Boga, który umarł, jak i śladów tego zmarłego już Boga, aż w dawnych żydowskich wierzeniach.

Dokończmy więc to, co już uprzednio zaczęłam poniekąd – czyli próbę udzielenia odpowiedzi na to, jaki więc był ów stary, przedchrześcijański Bóg, gdy jeszcze nie umarł i wciąż żył.

zona_lota_sodoma

Żona lota – stary, okrutny Bóg za jej nieposłuszeństwo zsyla na nią karę i zamienia w słup soli…

Wspominałam już, iż z pewnością nie wykazywał się on wcale ani żadnym miłosierdziem, ani też litościwą naturą, albowiem zwykle wykazywał on coś wręcz skrajnie przeciwnego. Jako, że odwołując się chociażby do Starego Testamentu tylko, wyłania nam się obraz Boga okrutnego, bezlitosnego i mściwego, który bezlitośnie pali Sodomę i Gomorę; który zsyła na cały ludzki ród niemalże oraz większość zwierząt, roślin i innych stworzeń żywych srogą karę – potop i śmierć w jego skutek; który to kosztem innych narodów wywyższa naród żydowski jako naród wybrany, a jego wszystkich wrogów topi w morzu; który dalej, zsyła żydom mannę z nieba, a nawet zatrzymuje słońce, tylko po to, by armia żydowska w glorii Victorii miała sposobność, aby brutalnie wymordować nim zapadnie noc, już całkiem bezbronne ledwie niedobitki z wrogiej armii.

Bóg, u którego rzezie, masowe mordy, rabunki i gwałty spotykają się z pełną akceptacją oraz aprobatą, o ile tylko przebiegać one będą zgodnie z jego boskimi prawami, jakie narzucił ludziom, niczym tyran, bez możliwości jakiejkolwiek ich negacji, podważania, a nawet wszelkiej dyskusji. Bóg, który zupełnie się nie liczy i za nic sobie ma miejsce, jakie zajmował uprzednio w hierarchii społecznej winowajca i bez względu na to , zsyła każdemu jednakowo straszną i okrutną karę za choćby najmniejsze przejawy jakiejkolwiek niesubordynacji, względem tych jego praw czy woli: za jeden, mały przejaw małej wiary Mojżesza kara zapowiadając mu śmierć; żonę Lota tylko za to, że okazała niesubordynację jego nakazom, obejrzawszy się, by spojrzeć na konającą w zgliszczach Sodomę, kara okrutnie, zmieniając w słup soli. Zaś sam Nietzsche pisze w Tako rzecze Zaratustra, wkładając w usta Zaratustry następujące słowa:

[…] Za młodu był ów Bóg ze wschodnich krain twardy, mściwy i piekło sobie zbudował ku rozkoszy swych ulubieńców […][9].

A dalej pisze zaś:

[…] Jednakże on – wszak wiesz o tym, stary kapłanie, coś z waszego, kapłańskiego zachowania było w nim – był wieloznaczny. Był też niewyraźny. Jakże gromił on nas za to gniewem pałający, żeśmy go źle pojmowali! Lecz czemuż nie przemawiał dobitniej? […][10].

potop_noe_okrutny_stary_bog
Bóg, którego protekcję można utrzymać jedynie za cenę bezwzględnego posłuszeństwa oraz wiernego trzymania się wszystkich jego wielce rygorystycznych praw, nakazów, rozkazów i zakazów, na podobieństwo systemu totalitarnego i tyrana, który trzymał twardo i bezlitośnie pod butem swych poddanych – niewolników, dzierżąc władzę absolutną nad nimi i ich całym życiem, dysponując w pełni i do woli ową absolutom dominium. A wszystkie owe rygorystyczne prawa, nakazy czy zakazy starego Boga są niestety dla Człowieka współczesnego już niemal całkiem niezrozumiałe, i dawno temu utraciły swój wszelki sens oraz moc, umierając wraz ze starym Bogiem…
cel_stworzenia_religii
Odwołam się jeszcze ściśle do słów przytoczonych w powyższym cytacie. Jako, że wnoszą one niezmiernie wiele światła do mej próby rekonstrukcji całej omawianej tu przeze mnie koncepcji Nietzschego.

Niezaprzeczalnie z cytowanych powyżej słów filozofa, wyłania nam się ów stary Bóg, który był jednocześnie Bogiem niezwykle srogim i okrutnym, jak i też zarazem życzliwym. A co więcej, uwidaczniają nam one, iż, o dziwo, powodem, który stał za możliwością jego prezencji – mówiąc nieco archaicznym językiem – w ludzkim świecie oraz świadomości, było to właśnie, iż nigdy nie składał on żadnej deklaracji swego miłosierdzia, ani tego, że będzie on w ogóle miłosierny! Ówczesny człowiek nie mógł absolutnie tym samym oczekiwać od niego tego miłosierdzia, a jedyne, co było mu wolno, to okazywać swemu Panu wdzięczność za zsyłane łaski, czyli jak to określił Żelazny – za „życiowe powodzenie”.

Co jednak stanowiło sedno upadku i śmierci owego srogiego i okrutnego, starego Boga?

Żelazny podaje tu niezwykle słuszne w mym mniemaniu wyjaśnienie, uzasadnione racjonalnymi i mocnymi argumentami, którymi to z tejże racji pozwolę się podeprzeć w mym dalszym wywodzie.

Najsampierw, warto podkreślić pełną przekąsu ironię, wetkniętą, jak szpila w historię izraelitów, która sprawiła, iż ów „czas wielkości” narodu wybranego, tymczasem okazał się być w rzeczywistości, czasem jego wielkiego upadku. Żelazny źródeł tego upadku dopatruje się, primo w ekspansji znaczenia i wpływów kleru, a co doprowadziło z kolei do zastąpienia tej najświętszej „woli bożej” substytutem, jaki stanowiła wola owego rosnącego w potęgę kleru. A wydarzenia dalej potoczyły się mianowicie jak następuje. Oto Kapłan, pretendujący do rangi równej staremu Bogu i najlepiej, także uzyskania należnej mu dotychczas władzy absolutnej, aby zrealizować swe, dość megalomańskie, jak dla mnie, zapędy i aspiracje, oblekł w formę swe własne, nowe „boskie prawa”, ogłaszając je prawami najwyższymi i niepodważalnymi, na równi z dotychczasowymi, boskimi, które to ponoć miały pochodzić od samego Boga, lecz dla autorki jest to kwestia i wątpliwa, i kontrowersyjna, i sporna, a też i dość mało wiarygodna.

Tym niemniej, nie zagłębiając się w zbędne dywagacje natury ateistycznej, wróćmy do meritum. Tak więc oto, ów Kapłan, sporządza normy i prawa, z wielką surowością, pedantycznie określające z dokładnością od wielkich po małe podatki wszelkie, jakie to należy, a wręcz jest absolutnie konieczne, jemu płacić – a w sumie to raczej „na niego” płacić i łożyć, i to podobnie jak do dziś – zupełnie za nic w zamian oczywiście! Jak to wielce zabawnie wytyka tu Żelazny, za niewybaczalny grzech uznaje się również zapominanie, iż Kapłanowi należą się, tylko te najlepsze kąski od stada swych posłusznych baranów – choćby mięsa, bo – jak to z przekąsem stwierdza Żelazny: „kapłan żre beefsteaki” – o dziwo w tej kwestii akurat, nie zmieniło się absolutnie nic, aż po dzień dzisiejszy, mimo tylu tysiącleci, jakie upłynęły już od początku naszej ery i czasów chrześcijańskich, ku mej najgłębszej rozpaczy, dodać muszę.

Następnie ów Kapłan, sformułował listę wszelkich dóbr, władz czy przywilejów, jakie mu się należą i jakie pragnie posiadać, a co już absolutnie karygodne i oburzające – uznał tę dotychczas panującą „wolę bożą” za nic nie warty stek bzdur, więc miast niej sformułował nową, własną „wolę bożą” – oczywiście podporządkowaną wyłącznie jego dobru, wygodzie, wszelkim jego korzyściom oraz profitom, jak też mającą na celu zapewnienie owemu Kapłanowi możliwie największej władzy i wpływów, jak też bogactwa, dostatków i w służbie tym podobnym odrażająco niskim, płytkim, przyziemnym i niecnym celom, jakie to, a die miały zastąpić wszelkie wartości, cele czy idee zawarte w Starym Testamencie, i stanowiące najwyższe prawo oraz wartość, jako nadane bezpośrednio przez samego starego Boga, nim nadszedł ów wiekopomny moment śmierci Boga.

Ponadto, ów nowy, samozwańczy substytut Boga i boskich praw, jakim był ów Kapłan – a konkretnie mówiąc – przedstawiciele kleru i władz instytucji Kościoła – ustala i określa cały panujący ład życia oraz jego wszelkich spraw, dopasowując ich funkcjonowanie tak, by Kapłan stał się niezbędną personą w zupełnie wszystkich sferach i aspektach ludzkiej  egzystencji oraz naturalnych w życiu człowieka wszelkiej maści wydarzeń, jak choćby narodziny, choroba czy śmierć, a już nie mówiąc o ofierze – a więc podług  Żelaznego „wieczerzy” – gdy to w każdym jednym przypadku musi wedrzeć się tamże, persona świątobliwego Kapłana –  więc współcześnie mówiąc kleryka, jako członka kleru – by je niby w języku kleru i tejże wypaczonej religii: „uświęcać” swą obecnością, czy też w inny, równie irracjonalny, niepojęty i bezzasadny sposób, a zaś mówiąc językiem czy to nauki, czy to choćby i tym potocznym, o ile tylko formułujemy w nim treści logicznie i racjonalnie – znacznie bardziej akuratne, trafne i bliższe rzeczywistości raczej będzie tu, określenie tego celu jako – jak to trafnie ujął Żelazny – ich „wynaturzenie”.

Owe „czasy wielkości” w historii narodu wybranego były czasami wielkiej i donośnej przemiany, nie tylko stosunku do starego Boga, ale i samej jego persony, czy też można by rzec – boskiej personifikacji niejako oraz jej czy jemu wszelkich właściwych przymiotów, cech lub mocy itp., a czego tragicznym skutkiem była podług Nietzschego właśnie owa śmierć Boga, w skutek morderstwa, jakie popełnił na nim Człowiek epoki chrześcijańskiej – jako reprezentacja całej rasy ludzkiej. Przemiana ta bowiem z początku była dwoistej natury, jako że z jednej strony w przypadku pozytywnych efektów działań ludzkich, stopniowo czyniła Boga przedmiotem ludzkiej wdzięczności oraz bazą, dla jego ufności we własne siły.

Jednakże z drugiej strony, powodowała, iż stawał się on zarazem również i bodźcem, wywołującym u człowieka negatywną refleksję nad postępowaniem, jakie dotychczas było przyjęte w przypadku jakiegoś nieszczęścia. Jednak owa niby „racjonalność” niejako, kierująca tą dwoistością, z czasem poczynała się, co raz bardziej zacierać i gubić wprost proporcjonalnie do wzrostu ogólnie kapłanów, jako instytucji kapłaństwa (a obecnie – kleru i kleryków, jako kadry i władz instytucji Kościoła katolickiego).

Doprowadziło to także do narzucenia przez kler nowej, oficjalnie obowiązującej religii, odmiennej aniżeli ta, jaka np. została ustanowiona wcześniej w Starym Testamencie, i która pełniła funkcję oficjalnej religii w epoce przedchrześcijańskiej, nim narodził się chrześcijanizm. Jednakże kapłani, czy też później kler, zdetronizowali ową uprzednią, oficjalną religię, narzucając nową, własną, podług której to, wola Boga nakazuje wiernym przekazywanie dóbr materialnych kapłanom, a co do dziś w większości pozostało bez większych zmian poza pewnymi wyjątkami.

To z kolei powodowało, co raz większe odrealnianie religii, czyli utratę kontaktu z rzeczywistością, mówiąc słowami Żelaznego, jako że taka forma przestrzegania owej nowej „woli boskiej”, oczywiście nie powodowała w żadnym wypadku, jakiejkolwiek realnej poprawy sytuacji, ani też losu posłusznego ofiarodawcy, a wręcz całkiem przeciwnie przeważnie, jak mniemam. Lecz by zagłuszyć tę świadomość u swych wiernych „owieczek”, „chytrzy” kapłani zastosowali z kolei inny, niezwykle cwany fortel, a właściwie formę psychomanipulacji, czym było wprowadzenie przez nich kolejnego, nowego sofizmatu – a który, jak już pisałam, stanowi ogólnie pewne rozumowanie pozornie poprawne, ale w istocie zawierające rozmyślnie utajone błędy logiczne, a tym samym stanowił on po prostu celowy wybieg, mający na celu wprowadzenie w błąd wiernych i przymuszenie ich do posłuszeństwa wobec władzy instytucji kapłaństwa, czy też kleru i Kościoła.

kaplan_chytry_kasa_fiskalna - Kopia

„(Crimine) Ab uno disce omnes”

chytrzy_kaplani_sondaze - Kopia

kaplan_klepiacy_biede - Kopia

 

Sofizmat ów mianowicie, narzucał nowe pojęcie Bkaplan_makler - Kopiaoga, jako istoty, która to miała z kolei objawiać swą moc człowiekowi nie w trakcie życia doczesnego na ziemi, lecz dopiero w zaświatach, a więc po śmierci – jaka to została obarczona wizją wspaniałej nagrody, bądź okrutnej kary, jaka wymierzona po niej zostanie za wszelkie ludzkie postępki, uczynione za całe jego życie doczesne.

A tym samym, udało się kapłanom odroczyć chęć gratyfikacji za ofiarowywane im przez wiernych dobra doczesne i stłumić ją w swych owieczkach skutecznie za ich życia. Owe zaświaty, gdzie to Bóg miał dopiero okazać człowiekowi swą moc, i gdzie czekała nań dopiero nagroda lub kara za swe doczesne uczynki, były zaś przeciwstawiane – jak to pisze Żelazny:

„[…] wszelkim niedoskonałościom świata doczesnego”[11].

I tak oto mija czas panowania owego starego Boga, Boga, który był obecny tu i teraz, i który tu w życiu okazywał swą moc swym wiernym – obdarowując pomyślnymi i niepomyślnymi wydarzeniami. Zaś na jego tronie zasiada następca – jak to określił Żelazny – ów „Bóg – lichwiarz”. Określenie to jest zasadne choćby dlatego, iż okazując swą moc dopiero w zaświatach, niejako podpisuje on in blanco zupełnie dowolną liczbę weksli, za które jednak należnej płatności nie realizuje za życia doczesnego, lecz dopiero właśnie w owych zaświatach – czyli po śmierci. Nie sposób zaprzeczyć, iż wyraźnie trąci to lichwą.

Nowy Bóg – lichwiarz, wraz z objęciem panowania, zabrania ludziom w życiu doczesnym żądania czegokolwiek od niego, a nakazuje im jedynie dawać, tak by w owym „życiu wiecznym” w zaświatach, odebrali oni sobie dopiero wszystko niby z procentem. Zabawne, że to co, dawali w życiu doczesnym, w zaświatach nie ma żadnej adekwatnej wartości, a tam w zamian odbierają ową zapłatę w formie zupełnie innej aniżeli oni sami dawali, i której nie sposób nijak uznać za równowartość tego, co dali.

Nietzsche również w Antychryście, pisze zaś o tymże nowym Bogu tak:

[…]Bóg, który wymaga, — zamiast Boga, który pomaga, który użycza rady, który w gruncie rzeczy jest wyrazem na wszelką szczęśliwą inspiracyę odwagi i ufności w sobie . . . […][12].

Lecz wciąż bez odpowiedzi pozostaje inne pytanie, jako że owszem Bóg umarł, lecz kiedy mianowicie umarł?

W tej kwestii Nietzsche nie ma absolutnie żadnych wątpliwości. Podług jego opinii bowiem jest oczywiste, iż Bóg umarł w momencie, gdy zesłał na ziemię swego syna, by ów umarł dla odkupienia ludzi – i razem ze swym synem skonał on na krzyżu, a co dla filozofa było równoznaczne z kresem ziemskiej bożej mocy.

To doniosłe wydarzenie miało naturalnie równie doniosłe konsekwencje, które odbiły się szerokim echem na dziejach ludzkości, a echo to nie milknie nadal, aż po dzień dzisiejszy.

Jedną z bardziej doniosłych konsekwencji tegoż wydarzenia, stanowi primo sama owa metamorfoza Boga, i secundo – metamorfoza obrazu Boga, czyli tego jak zmienił się sposób, w jaki ilustrowała go historia ludzkości. O ile bowiem doskonale ilustrowała ona nawet moc owego starego Boga – despoty, o tyle po zmianie w ilustrację nowego, litościwego Boga, nieuchronnie stać się ona musiała – jak to wyraził Żelazny – „[…] czystym urągowiskiem”.

Podług Nietzschego jeszcze w finalnej fazie swego żywota, ów Bóg – despota niejako miał się bowiem zestarzeć, a o czym sam filozof pisze następująco:

[…] stał się miękki, kruchy i współczujący, raczej do dziadka podobny, niźli do ojca, zaś najpodobniejszy do starej chwiejącej się babki. I oto siedział na zapiecku, pełen zgryzoty, spowodowanej słabością nóg, światem i wolą własną umęczony i udusił pewnego dnia nadmiarem litości. […] Zbyt wiele nie udało się temu garncarzowi, co wprawy jeszcze nie nabrał! Że jednak mścił się na garnkach i stworzeniach swych za to, że mu się one nie udały, – to było grzechem przeciw dobremu smakowi[13].

Z kolei za ostatnią fazę upadku żydowskiego Boga filozof uważa właśnie religię chrześcijańską – jej pojawienie się i rychłą ekspansję.

Wówczas to bowiem, ów starotestamentowy Bóg, zostaje zdegradowany do rangi ledwie bezwolnego narzędzia w rękach kapłanów, i a die jest to już ledwie – cytując Nietzschego: „[…] Bóg jako posługacz, jako listonosz, jako przestrzegacz kalendarza […]”[14].

Tym niemniej o dziwo, ów litościwy chrześcijański Bóg mimo, iż został w swej marności pozostawiony sam sobie na pastwę losu, to i tak jakimś sposobem, ostał się dłużej w historii ludzkości, która przecież nie jest ze swej Natury wcale a wcale litościwa, niż można by się spodziewać. Co więc ocaliło tę jego bytność?

I tu Nietzsche również nie ma żadnych wątpliwości, iż było to nic innego, jak owa słynna, aczkolwiek paradoksalnie – „pogańska” niejako – metafizyka platońska, która to przyszła mu z odsieczą, niosąc pomoc, ale i ocalenie. Albowiem ona to dała świetne usprawiedliwienie dla jego lichej bezsilności – ideę dobrego świata prawdy absolutnej, który przeciwstawiała nie inaczej, jak właśnie owej pełnej fałszu doczesnej rzeczywistości. Dla Nietzschego, poniekąd to właśnie owa doktryna Platona mimo, że antyczna, a więc niejako „pogańska” można by rzec, stanowi realne źródło, z którego wypływa cała religia chrześcijańska, a nie działalność Jezusa Chrystusa w żadnym wypadku, jak to głosi obiegowa opinia. Sam filozof pisze zaś na ten temat następująco:

[…] W złowrogiej tragedyi chrześciaństwa jest Plato ową »ideałem« zwaną dwuznacznością i fascynacyą, dla której szlachetniejsze natury starożytne przestawały rozumieć siebie i wstępowały na p om o s t, wiodący do »krzyźa« . . . A ileż to Platona tai się jeszcze w pojęciu »kościoła«, w strukturze, systemie i praktyce kościoła! […][15].

Z tym, że doktrynę Platona od religii chrześcijańskiej odróżnia jedna, aczkolwiek esencjonalna i zasadnicza różnica. Albowiem, nawet w doktrynie Platona mimo, że postulowała ona owo – jak to ujmuje Żelazny – „ […] odrzucenie świata empirycznego pozoru i zwrócenia się ku idei najwyższego dobra […]”[16], to wciąż warunek konieczny stanowiło tu, by odbywało się to w całości – na drodze poznania ratio, a więc rozumowego. Chrześcijaństwo zaś, jak wiadomo powszechnie, odrzuca całkowicie także i ów rozum, jako że postuluje w zamian ideę niejako „czystej wiary” – a więc nie pojmowanej rozumowo, poprzez owo ratio, lecz – mówiąc szczerze – po prosu irracjonalnej wiary na słowo – czyli kolokwialnie mówiąc: tylko dlatego, że ktoś tam kiedyś powiedział „bo tak jest i już!”, jakkolwiek wielce by to nie narażało tej religii na śmieszność.

Sam Nietzsche określa to w sposób mniej eufemistyczny, nazywając rzeczy po imieniu stwierdza on, iż jest to po prostu nic innego, jak wyniesienie głupoty ponad rozum, gdyż – cytując za filozofem: „[…]że wiara gór nie przenosi, lecz owszem góry osadza tam, gdzie żadnych niema[…]”[17]. Wspomnę dla dodania nieco pikanterii, iż dalej dodaje on tamże, zresztą jakże wielce sarkastycznie, iż: „[…]o tem poucza nas przelotne przejście się przez dom wariatów”[18]. I jakże tu nie kochać namiętnie genialnej myśli filozoficznej Mistrza Nietzschego? Dla mnie osobiście – absolutnie nie sposób nijak!

Wróćmy jednak do meritum. W tym momencie wywodu bowiem, nasuwa się uporczywie kolejne, równie ważkie pytanie o to, kim według Nietzschego był w takim razie ów Jezus i jaką rolę odegrała ta – skądinąd nieco baśniowa czy mityczna, jak dla mnie osobiście – biblijna postać, nie tylko w całej religii chrześcijańskiej, ale i całej historii ludzkości po urodzeniu Chrystusa.

post_mortem_dusza_na_rozdrozu

„Comedamus et bibamus cras enim moriemur”

Poszukiwania odpowiedzi na powyższe pytanie, jaką udzielił sam Nietzsche w swej twórczości, mogą nastręczyć wiele trudności, a nawet wręcz zdać się być również owym crux interpretum, lecz mimo, to postaram się zgryźć tu nawet i tak twardy orzech.

Kimkolwiek Jezus był, dla Nietzschego pewne jest to, kim Jezus nie był – a mianowicie, dla filozof nie był on z pewnością chrześcijaninem. Co więcej, nawet jeśli by hipotetycznie założyć, iż jednak nim był, to wówczas staje się niemożliwe określenie mianem chrześcijanina jego wyznawców i religii, jakiej ma on być ponoć twórcą i założycielem.

To skądinąd kontrowersyjne i obrazoburcze twierdzenie Nietzschego, sam filozof wyjaśnia następującymi słowami w swym Antychryście:

[…] już słowo »chrześcijaństwo« jest nieporozumieniem —, w gruncie istniał tylko jeden chrześcijanin i ten umarł na krzyżu. »Ewangielia« umarła na krzyżu. Co od tej chwili zwie się »Ewangielią«, było już przeciwieństwem tego, co on przeżył: »złą nowiną«, dysangelium. Jest to fałszywe aż do niedorzeczności, jeśli się znamię chrześcijanina widzi w »wierze«, może w wierze w zbawienie przez Chrystusa: jedynie p r a k t y k a chrześcijańska, życie takie, jakie zmarły na krzyżu przeżyw a ł , jest chrześcijańskie…[…][19].

I o dziwo, znając całokształt stanowiska Nietzschego względem religii chrześcijańskiej oraz Boga, akurat ta postać, w odróżnieniu od samego chrześcijańskiego Boga, spotyka się u niego wyjątkowo z raczej dość pozytywną opinią, oceną czy osądem, a nawet rzec by można, iż z pewną przychylnością filozofa dla tejże postaci, a zwłaszcza działalności Jezusa z Nazaretu, która to spotyka się z bardzo pochlebnymi poglądami, ferowanymi przez Nietzschego, choćby we wspomnianym powyżej Antychryście.

W działalności tejże dopatruje się filozof mianowicie, niejako swoistej próby niwelacji obecności obu tychże Bogów – zarówno starotestamentowego Boga – despoty, jak i tego nowożydowskiego „płodu”, jakim był ów nowy Bóg – sługa, który służyć miał wyłącznie kapłanom i ich interesom. Albowiem ów jedyny chrześcijanin, podług Nietzschego miał zgoła odmienny program, aniżeli te, które dotychczas istniały w religii tak ogólnie. Jak sam filozof pisze, jego programem była bowiem: „[…] Nie wiara, lecz czynienie, przede wszystkiem nie czynienie wielu rzeczy, inne b y c i e . . . […]”[20].

Co więcej, ów nietzscheański Jezus, zyskuje też pewną niezwykle istotną świadomość dwóch, newralgicznych dla religii kwestii. Oto bowiem staje się dla niego jasna i klarowna absurdalność tejże chrześcijańskiej wiary, a więc wiary w tego nowego Boga – lichwiarza, w tego Boga niejako „zaświatowego”, jak to trafnie ujął Żelazny. A tym samym, zyskał on również świadomość innego, równie newralgicznego, faktu. Oto bowiem, symultanicznie równie jasna i klarowana, stała się dla niego także i ta jałowa bezcelowość, podejmowania jakichkolwiek prób powrotu z kolei, do tej starej wiary, a więc prób powrotu do wiary w owego starego Boga – despotę. Zaś Jezus wraz ze swym zstąpieniem na ziemię, przynosi ludziom oraz ludzkości zgoła odmienną, nową „Dobrą Nowinę”.

Obala ona stary ład, głosząc, iż wszyscy ludzie są dziećmi bożymi, a tym samym czyniąc ludzi równymi Bogu, zaś los ich składa w ich własnych rękach, czyniąc odpowiedzialnym za ów los, wyłącznie ludzką istotę – dotychczas tak marną, słabą i lichą, całkowicie zależną od boskich kaprysów – odtąd zaś mianuje Panem własnego Losu. Jezus dokonuje zarazem całkowitej dewaluacji owych lichwiarskich weksli, wystawianych człowiekowi za życia doczesnego, które a die ma być nie jedynie środkiem do osiągnięcia owego „zaświatowego ideału”, jak to określił Żelazny, lecz nabiera wartości właśnie Tu i Teraz.

Z kolei w innym dziele Nietzschego, w jednej z notatek, a której treść pozwolę sobie tu przytoczyć za Żelaznym z uwagi na jej istotność dla tego wywodu, na temat dokonań Nazarejczyka czytamy, iż:

[…] Jezus przeciwstawił zwykłemu życiu życie rzeczywiste, życie w prawdzie – nic nie jest mu dalsze, niż prostacki bezsens „uwiecznionego Piotra”, wiecznego trwania osobowego. To, co zwalcza, to panoszenie się „osoby”, jakże mógłby chcieć ją właśnie uwiecznić? […][21].

Poczynię tu małą dygresję odnośnie powyżej zacytowanych słów, gdyż nasuwają mi one pewne uporczywe skojarzenia, związane właśnie z przesłaniem Jezusa, jakie to zawarte jest między innymi w Nowym Testamencie. Skojarzenie tu niejako prymarne czy nadrzędne, z którego zaś wypływają dalsze, inne me uporczywe skojarzenia, stanowią same słowa Jezusa, w których obala on, nie tylko owo trwanie osobowe i wszelkie personifikacje czy uosobienia postaci boga, bądź też świętych – a tym samym oddawania czci figurom, ikonom czy obrazom tych uosobień, lecz zarazem, także i sam kościół jako ów Dom Boży, ale i po trochu również jako instytucję, oraz bardziej ogólnie – konieczność wznoszenia świątyń, ołtarzy czy innych miejsc kultu religijnego, a więc naturalnie tym samym, także kapłanów pełniących w nich funkcję, że się tak wyrażę – boskiego namiestnika na ziemi, czyli niejako lidera, przywódcy, czy też duchowego guru wyznawców tejże religii, a też w pewnym sensie „boskiego wybrańca”, którego to Bóg uprawnił do odprawiania obrządku religijnego i innych elementów kultu, udzielania sakramentów świętych, oraz sprawowania i wykonywania boskiej władzy, a także egzekwowania boskich praw i przykazań na ziemi w życiu doczesnym.

A mianowicie, chodzi mi o dość słynne słowa Jezusa, w których stwierdza on, iż jego (jako Boga) ludzie znajdą wszędzie – pod każdym kamieniem i w każdym źdźble – a nie jedynie w kościołach, świątyniach czy innych miejscach kultu religijnego, jak to wpajali ludziom interesownie kapłani – on jest bowiem wszędzie, więc człowiek może znaleźć go też wszędzie, w każdym dowolnym miejscu, obiekcie czy sytuacji, gdyż jest on właśnie takowym tworem bezosobowym, co potwierdza zresztą powyższe twierdzenie Nietzschego – czyż w ten sposób Jezus nie chciał zwalczyć właśnie owego panoszenia się „osoby”?

Co oczywiste, w ten sposób zanegował on, również sens istnienia i rację bytu wszelkich kościołów, świątyń i innych miejsc kultu religijnego, wraz z ich kapłanami oraz – że tak bowiem – „bałwochwalczymi cielcami”,  czyli wszelkimi posągami, figurami, ikonami, obrazami itp., które stanowią nic innego, jak właśnie pewną formę uosobienia Boga, boskiej mocy czy też owego Sacrum, tak ogólnie, nadając tym bytom – a przynajmniej podług teorii Nietzschego – miast owego „wiecznego trwania osobowego”, postać o wiele doskonalszą i bliższą owego tzw. Absolutu – bezosobową, a wręcz niematerialną moc boską, która jest wszędzie i we wszystkim, napełniając sobą cały ten świat, wszystkie jego twory i stworzenia, staje się do bólu prawdziwie owym Absolutem, do cna prawdziwą Alfą i Omegą…

klechy_balwochwalstwo_oltarz

Cielce złote i bałwochwalstwo na złotych ołtarzach ofiarnych czynione ….

Lecz dość już snucia dygresji, pora powrócić do tego, co w tym wywodzie stanowi problem najistotniejszy.

Pozwolę sobie więc, jeszcze wrócić na chwilę do dzieła Nietzschego, z którego pochodził uprzednio tu cytowany fragment, dotyczący postaci Jezusa z Nazaretu, jako że możemy się z niego dowiedzieć jeszcze nieco więcej a propos chrystianizmu i jego idei, jakiej krzewienie Nietzsche przypisuje Jezusowi. Albowiem, z kolei w innej tamże notatce czytamy, iż co więcej chrystianizm – a przynajmniej ten postulowany przez Jezusa – zawierał prócz tego, także idee wykraczające poza sferę religii, duchowości czy wiary, obejmujące bardziej świeckie obszary życia, jak choćby państwowości, narodowości, prawa, ustroju, a nawet kwestii społecznych.

A konkretnie, treść tejże notatki  na temat owych idei chrystianizmu dostarcza nam informacji, iż zawarto w nim idee, które postulować miały unieważnienie i likwidację wszelkiej państwowości właśnie. A co naturalne, w tym również likwidacji też takich jej elementów, jak obowiązek służby wojskowej czy prawodawstwo, a z kolei w sferze społecznej państwowości, wraz z nią likwidacji zaś podlegać miały także różnice, zarówno te społeczne, czyli inaczej stanowe, jak i narodowościowe. Co więcej, dalej notatka ta, informuje nas o znacznie bardziej radykalnych ideach Nazarejczyka. Mianowicie, dowiadujemy się, iż domagał się on ponadto likwidacji czy zniesienia, nie tylko państwowości ogółem, lecz nawet owego fenomenu samego w sobie, jaki stanowi elementarna komórka społeczna, czyli społeczeństwo.

Oto bowiem, realizuje on swój cel, budując na miejsce dotychczasowego społeczeństwa, zupełnie nową, chrześcijańską społeczność, w której to otaczać go będą odtąd jej członkowie, o nieco wątpliwej reputacji można by rzec, o niskim statusie społecznym, dotąd wzgardzeni, ci ostatni, lecz teraz oto mają się oni stać pierwszymi – grzesznicy, prostytutki, trędowaci, głupia tłuszcza i pospólstwo, wzgardzeni zostają teraz z kolei ci bogaci, cnotliwi i uczeni, na samo dno hierarchii społecznej strąceni ze szczytu – tak oto pierwsi zaś, stają się ostatnimi, zgodnie z nauką, jaką to ongiś miał ponoć wygłosić Jezus do swych apostołów.

Tak oto Jezus proponuje ludziom całkiem nową praktykę. Niestety tejże, jakże istotnej kwestii, Nietzsche w swych pismach poświęca stosunkowo mało miejsca, jak też uwagi, mimo, iż obfitują one zwykle w drobiazgową krytykę chrześcijaństwa, nawet tę zgoła niezbyt istotną. Aczkolwiek pewne wzmianki odnośnie tejże kwestii istnieją w rozprawach Nietzschego. Jak chociażby, we wspominanym już Antychryście, gdzie w jednym z fragmentów czytamy, iż:

[…] Jeśli cośkolwiek rozumiem z tego wielkiego symbolisty, to to, że tylko wewnętrzną rzeczywistość brał za rzeczywistość, za »prawdę«, — że resztę, wszystko, co naturalne, czasowe, przestrzeniowe, historyczne, rozumiał tylko jako znak, jako sposobność do przenośni […][22].

Jak podkreśla Żelazny to, iż filozof pisze o owej wewnętrznej rzeczywistości, nie jest w żadnym wypadku równoznaczne z naiwną metafizyką, jako że w cytowanym dziele ledwie stronę wcześniej filozof stwierdza, iż:

[…] Nie potrzebował on już żadnych formuł, żadnego obrządku dla obcowania z Bogiem — ani nawet modlitwy. Zerwał z całą żydowską nauką pokuty i pojednania; wie on, że jedynie w p r a k t y c e życiowej czuje się człowiek »boskim«, »szczęśliwym«, »ewangielicznym«, każdego czasu »dzieckiem Boga«. Nie »pokuta«, nie »modlitwa o przebaczenie« jest drogą do Boga: jedynie praktyka e w a n g i e l i c z n a wiedzie do Boga, ona właśnie j e s t »Bogiem« […][23].

Nie jest rzeczą dziwną wcale, finalna konkluzja Nietzschego, jaką wysnuwa on rozprawiając o owych „chrześcijańsko – dostojnych wartościach”, a w której to stwierdza mianowicie, iż to „[…]dopiero my, my duchy oswobodzone przywróciliśmy do dawnego stanu to największe przeciwieństwo wartości, jakie istnieje!”[24].

Natomiast zrealizowanie marzenia Jezusa o Nowym Człowieku, który miał nadejść, okazuje się być niemożliwością. A tym samym on sam – Jezus z Nazaretu – czyli niejako ów „jedyny chrześcijanin” oraz „jedyny nie z tego świata”, zostaje skazany na nieuchronny finał swego życia na krzyżu.

Ponadto sam Nietzsche usiłuje niejako pełnić funkcję rzecznika owej nowej praktyki życiowej. Łatwo zauważyć to, jak wielkim podziwem darzy on Jezusa, a w zasadzie reprezentowaną przez niego postawę, zaś sam filozof aż do swych ostatnich świadomych chwil pokłada głęboką wiarę w to, iż zdoła dokonać to, czemu nie podołał Nazarejczyk – wyhodować Nowego Człowieka.

I dopiero ledwie tuż przed tym, gdy traci on świadomość, uzmysławia sobie ową jakże okrutną prawdę o swym losie, zrozumiawszy, iż jego samego czeka również jedynie droga na krzyż… Nietzsche zaś sam daje temu wyraz na pewnej dość słynnej kartce pocztowej, adresowanej do Georga Brandesa, z dnia 04 stycznia 1889 roku, gdzie to pisze następujące słowa – jak cytuje Żelazny: „Przyjacielu George! Skoro mnie odkryłeś, znaleźć mnie nie było sztuką! Trudnością jest teraz mnie zgubić. – Ukrzyżowany”[25].

Podejmując się próby interpretacji sensu tejże, jednej z ostatnich zresztą, wypowiedzi filozofa, można by go interpretować tak, jak to uczynił Żelazny w swym artykule, a mianowicie stwierdza on, iż:

[…] nie jest sztuką odkryć ukrzyżowanego ani chyba nawet wynieść go na ołtarze, sztuką jest zgubić go, tzn. zmienić sytuację duchową, w której każde pokolenie Europejczyków gotowe jest ukrzyżować go po raz drugi[26].

Uzasadnienie tego stanowić może zaś pewne spostrzeżenie Karla Jaspersa, który stwierdza następującą zależność:

[..] Ponieważ Jezus według Nietzschego nie jest źródłem chrześcijaństwa, lecz tylko środkiem – obok innych – zastosowanym przez chrześcijaństwo, to odwrócenie prawdy Jezusa z góry jest radykalne[27].

A tymczasem sam Nietzsche w chwili utraty świadomości zyskał już wiedzę o tym, iż nie będzie mu dane zostać naocznym świadkiem owych „narodzin człowieka”, a zaś z cytowanej powyżej kartki pocztowej, jasno wynika, iż ponadto przewidywał on również możliwość spożytkowania jego myśli, właśnie „jako środka pomiędzy innymi środkami”.

Czyż jednak sztuką jest sławienie czy wychwalanie samego Nietzschego, jako owego krytyka starego ładu i „proroka” nowego, jak to czynił na przykład Brandes, gdy jako pierwszy prowadził wykłady z filozofii Nietzschego? Na to pytanie odpowiedzieć należy dobitnie „Nie!”, nawet mimo uznania zasług i doniosłości Nietzschego oraz owej odegranej przez niego roli. Albowiem, jak to celnie stwierdza Żelazny, prawdziwą sztukę stanowi coś zgoła odmiennego: dokonanie takiej przemiany świata, by zarówno owa krytyka, jak i wszelkie proroctwa, stały się zupełnie zbędne.

Co się zaś tyczy samego chrześcijaństwa, to warto zauważyć, iż primo jest ono niejako splatonizowaną doktryną, która to od imienia Chrystusa przybrała swą nazwę. A co najistotniejsze, to secundo, bazuje ona na pewnym konkretnym toku rozumowania, a który ująć można by następująco:

– Tak więc najsampierw, Bóg przybiera ludzką postać i jako człowiek ponosi śmierć na krzyżu;

– Następnie zaś, miał on jakoby zmartwychwstać i przenieść się w owe „zaświaty”;

– Stamtąd z kolei, ma on powrócić dopiero w chwili końca świata.

I to tutaj właśnie Nietzsche dopatruje się źródeł owej rzekomej „martwoty Boga” – jak to ujmuje Żelazny – a właściwie to bardziej źródła utrzymania czy trwania nadal w świecie, owego martwego Boga. Tu pojawia się z kolei, konieczność przyjęcia pewnych trzech założeń, z których każde doprowadzić ma nas do istotnej konkluzji, odnośnie istoty Boga.

Mianowicie, przyjmując jako pierwsze założenie, iż pewna istota nieskończenie miłosierna, ma wgląd we wszelkie ludzkie poczynania, czyli „uczynki”, dochodzimy do konkluzji, iż jest to istota bezsilna. Następnie, przyjmując za kolejne założenie, iż takowy wgląd posiadać by miała istota nieskończenie potężna, dochodzimy do wniosku, że owa istota jest zatem okrutna. Z kolei trzecie założenie, na którym to zresztą oparło się właśnie chrześcijaństwo, a podług którego, to owa moc wraz z miłosierdziem, mają niejako stanowić jedność w tychże „zaświatach”, ma wyrażać i stanowić symptom właśnie owej martwoty Boga, a to dlatego, że wówczas zarówno jego moc, jak i miłosierdzi,e mają się mieć do tego świata ludzkiego i empirycznego nijak – pozostają przecież poza nim, jako byt istniejący jedynie w owych „zaświatach”. Zaś utrzymanie bytności owego martwego trupa Boga w tym – to jest ludzkim i empirycznym – świecie, zostało jedynie kupione za cenę, którą stanowił ogromny wysiłek, jakiego dokładała teologia, filozofia oraz instytucjonalne formy religii, by podtrzymać tę bytność, niejako „boskiego trupa”. I zapewne ich wysiłek, nie był ani altruistyczny, ani też pozbawiony celu, a już tym bardziej nie da się ukryć, jak niskie pobudki często gęsto za nim się kryły.

A to wszystko nieuchronnie prowadzić miało do wydarzenia, jakie Nietzsche określa mianem największej tragedii w dziejach Europy. Co zatem stanowiło tak ogromną tragedię, jakiej nie mogła dorównać żadna inna dotychczasowa, a być może i późniejsza, tragedia?

Podług Nietzschego tragedię tę stanowiło, nie samo morderstwo, jakie popełnili ludzie na Bogu, lecz poniekąd, właśnie owo podtrzymanie bytności martwego Boga. Oto bowiem, po dokonaniu mordu, ów stary Bóg żydowski, jaki żył jeszcze w ostatnim okresie upadku kultury Izraela, ów Bóg – bankier, który nakazuje „tu i teraz”, a więc w życiu doczesnym, okazywać mu pokorę i wyrzeczenia, zaś na zapłatę za to, każe czekać aż do samego końca życia doczesnego, wypłacając ekwiwalent dopiero w „zaświatach” – czyli dopiero po śmierci i co istotne – w walucie zgoła odmiennej aniżeli ta, która ma jakąkolwiek wartość za życia człowieka, na „tym” świecie – ów Bóg lichwiarz uzyskuje ogromne wsparcie ze strony metafizyki platońskiej, a jego bytność czy istnienie zostaje podtrzymane i nie przemija, lecz wciąż trwa…

czuwanie_przy_lozu_martwego_trupa

„Contra vim mortis non est medicamen in hortis”

I tu wyłania się cała ohyda i perfidia tego mordu, jakiego dokonaliśmy na Bogu. Albowiem od teraz, nauka Jezusa zostaje ohydnie wypaczona i zaprzęgnięta w służbę celom, które u swego zarania potępiała i którym stawiać miała opór.  Tak haniebne wypaczenie nauki Jezusa, a więc i samego Boga, stanowiło zarazem jego kres – uśmiercając go swym spaczeniem.

Sama ta spaczona idea i nowy Bóg – lichwiarz wystawiający weksle, których spłaty dokonuje dopiero po śmierci, w „zaświatach”, budzi w racjonalnym, rozsądnym umyśle sprzeciw i oburzenie. A tym bardziej w umyśle ateistycznym, dla którego owe „zaświaty” oraz wszelkie życie po śmierci to ledwie mrzonka, twór wyobraźni rodem z bajek dla dzieci. Podobnie zresztą uważał sam Nietzsche, który zresztą nigdy nie krył się ze swoimi ateistycznymi poglądami i jawnie krytykował zarówno samą religię chrześcijańską, jak i jej instytucje takie, jak np. Kościół.  W Antychryście przykładowo filozof wyraża następujący pogląd o tym:

[…] Gdy się punkt ciężkości życia przeniesie n i e w życie, lecz w »zaświat« — w n i c o ś ć — to odbiera się życiu w ogóle wagę. Wielkie kłamstwo o nieśmiertelności osobowej niszczy wszelki rozum, wszelką naturę w instynkcie, — wszystko, co jest w instynktach dobroczynnego, popierającego życie, poręczającego przyszłość, budzi odtąd nieufność […][28].

Czyż można na te słowa nie przytaknąć z uznaniem i nie przyklasnąć prawdziwej mądrości, tak głębokiej myśli? Podług mego mniemania i tym razem również – absolutnie nie sposób bynajmniej!

Tym niemnie,j dla Nietzschego ów „Bóg – poręczyciel”, wcale a wcale nie stanowi jeszcze synonimu ostatecznego końca i upadku religii. Co więcej, w swym dziele Poza dobrem i złem wyraża nawet dość pozytywne opinie na temat religii, a konkretniej możliwości jej użycia, jako środka do podtrzymania łączności władzy z poddanymi, jakie stwarza ona tym „silnym, władczym i dostojnym” – a więc owym możnym, dzierżącym władzę, można by rzec. Poza tym, taki Bóg służy jeszcze jakimś celom, czy jak pisze Żelazny – „jeszcze coś podtrzymuje”. Aczkolwiek, ów cel nie budzi raczej ani uznania, ani poklasku, a bardziej zdaje się dość niski i podły.

Celem tym jest bowiem, stan rzeczy, w którym ów Bóg tych dostojnych ma sowicie obdarzać wszelkimi dobrami w życiu doczesnym, czyli niejako „tu i teraz”, za ich życia ziemskiego, zaś jedyne, na co liczyć może plebs, to obietnice miłosierdzia po śmierci – raczej płonne i bezwartościowe w życiu doczesnym oraz na „tym” świecie…. A tym samym, są to jedynie puste obietnice, a całe to jego miłosierdzie, jakim ma obdarowywać w zaświatach, staje się więc analogicznie zwykłym kłamstwem, z tym że kłamstwo to ma pewne znaczenie – często bowiem, odgrywa ono pewną niezwykle istotną rolę społeczną. Mianowicie, napędza pewien mechanizm społeczny, w którym to heretyków pali się na stosach, aby ofiarą z ich cierpienia (doczesnego naturalnie) wyjednać dla nich owo „wieczne zmiłowanie” – jak pisze Żelazny – a tym czasem kler pomnaża swe majątki „ku chwale bożej” i bogaci się kosztem najbiedniejszych – za cenę ich nędzy.

Uwidacznia się tu ów niesprawiedliwy podział na tych szlachetnych, którzy wierzą jedynie w moc władzy, oraz na plebs – oszukiwany i omamiany tym właśnie złudnym mirażem miłosierdzia w zaświatach – wodzony nim za nos, niczym spragniony wędrowiec na pustyni, iluzją wody przez fatamorganę… Podług Nietzschego, taki niesprawiedliwy podział istniał nadal jeszcze w epoce renesansu, aż do czasu, gdy nadszedł jego definitywny kres wraz z wejściem na scenę historii postaci Marcina Lutra i przybiciem jego tez na drzwiach kościoła w Wittenberdze. O tej postaci Żelazny pisze, iż był to: „<<ciemny mnich> o mentalności niewolnika a aspiracjach arystokraty”.

Działalność Lutra przynosi ze sobą rozpoczęcie protestantyzmu, i to dopiero w nim właśnie upadek chrześcijaństwa sięgnąć miał samego dna.

By wyklarować i rozwinąć powyższą tezę, konieczne jest dokonanie pewnej ewaluacji reformacji, a też i protestantyzmu, zwłaszcza z punktu widzenia filozofii.

Podług opinii Nietzschego, reformacja stanowiła – cytuję za Żelaznym: „[…] wywarzanie otwartych drzwi”. Albowiem jej ojcowie i kreatorzy, wykazali się niejako pewną krótkowzrocznością, dostrzegając jedynie fakt wykorzystania nauki o miłosierdziu bożym przez duchowną arystokrację w celu zabezpieczenia swych materialnych interesów. W swych żądaniach zaś, zupełnie pominęli oni kwestie tak istotne i wręcz newralgiczne, jak przemiany w sferze dotychczas panujących stosunków społecznych w zakresie podziału dóbr materialnych, jak i  zniesienie religii, ograniczając swe postulaty jedynie do żądania rozdzielności „spraw boskich od ziemskich” – czyli religijnych od świeckich, mówiąc bardziej współczesnym językiem.

A tym samym, także i równości wszystkich ludzi wobec miłosierdzia bożego (wobec Boga), a więc niejako swoistego równouprawnienia, które znosiłoby wszelkie różnice stanowe, czyniąc równym wobec Boga każdego, bez względu na stan społeczny, majątek czy zajmowaną pozycję lub posiadaną władzę – po trosze niejako w myśl łacińskiej sentencji: „Actus hominis, non dignitas iudicentur”, którą sformułował Muncius Felix (Octavius 36) . Jakkolwiek taka idea równości stanowej, by nie była wzniosła czy istotna, tym niemniej, wciąż pozostaje niepełna i jedynie szczątkowa względem całokształtu postulatów, jakie należałoby wysunąć.

smiertelnosc_rownosc_wszystkim

„Aequo pulsat pede” (Horatius )

Co gorsza, prekursorzy protestantyzmu przeoczyli przy tym, pewien niezwykle istotny, wręcz newralgiczny fakt. A mianowicie fakt, iż patrząc z szerszej perspektywy po uwzględnieniu całokształtu postulowanych przez nich żądań, okazuje się – o ironio – iż obecność Boga w świecie stała się w zasadzie już całkowicie zbędna! Pociągają one bowiem za sobą, konsekwencje, w których wyniku doszło do całkowitego zdetronizowania tego, co stanowiło dotychczas ów przesąd, który służył możnowładcom jako swoisty bat oraz kajdany, utrzymujące w karbach swych poddanych w feudalnym społeczeństwie, stanowiąc elementarny fundament jego funkcjonowania i ładu. Zaś odtąd panować ma nowy ład, w którym wiara „w litość bożą” obowiązuje wszystkich jednakowo. I także jednakowo wszyscy mają być teraz oszukani tym samym, jako że na tym świecie nie istnieje żadna litość.

W efekcie, jak twierdzi Nietzsche, dochodzi do zlikwidowania owej ostatniej z grup społecznych, która to czerpała jakieś inne profity poza iluzją płonnych obietnic miłosierdzia w zaświatach, przestają więc istnieć owi – cytując: „książęta kościoła […]” – a których to – „[…] władcze piękno było zawsze dla ludu dowodem prawdziwości kościoła”[29].

Wówczas, na ich miejscu staje protestancki pastor, skromna persona prymitywnego plebejusza, która w swej marności, odgrywa zarazem niezwykle doniosłą rolę – ostatecznego zabójcy Boga. Oto ów plebejusz, co prawda, z jednej strony pozornie niby przyczynia się do redukcji różnic stanowych i społecznych w zakresie sfery religijnej na rzecz dominacji równości, jednakże równość ta pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Istotę tejże równości bowiem, stanowiło, owszem zrównanie wszystkich członków społeczeństwa na jednym poziomie, z tym, że był to poziom niewolników. I choć odtąd wszyscy równi wobec Boga, to jednak zniewoleni, za cenę równości sprzedani jako niewolnicy – czyż nie kojarzy Wam się to uporczywie ze współczesnymi zniewolonymi umysłami rzeszy wyznawców religii katolickiej w naszym rodzimym tzw. potocznie „katolandzie”? Bądź też, ze zniewolonymi umysłami islamskich fundamentalistów, czy też ogólnie fanatyków religijnych bez względu na religię, jakiej są wyznawcami? N’est-ce pas?

W ferworze mych rozważań nad koncepcją martwego Boga Nietzschego, straciłam nieco umiar, a w efekcie objętość treściowa tego wywodu, urosła już do, aż tak wielkich rozmiarów, pora więc już na finał mych nieco rozwlekłych roztrząsań, aby nie nadwyrężać zbytnio cierpliwości i wytrzymałości Czytelnika.

A ponieważ obowiązujące rygory i normy, określające pewne ramy kompozycyjne dla tego rodzaju tekstów, czy też stylu pisania, wymagają, aby w zakończeniu autor dokonał podsumowania całości swych rozważań, postaram się w tym miejscu podsumować cały ów powyższy wywód, dopełniając swych powinności względem utartych kanonów i tradycji pisarskiej.

W podsumowaniu uznałam za słuszne, odwołać się ponownie do wspominanego artykułu Żelaznego, parafrazując w jego treści finalne konkluzje, jakie ów autor tamże wysnuwa, a to z racji ich niezwykłej istotności i wartości, jaką stanowią, jako podsumowanie, zarówno całości tego wywodu, jak i przede wszystkim – całokształtu omawianej w nim tezy Nietzschego „Gott ist tot” oraz związanych z nią koncepcji i myśli filozofa. Z góry też przepraszam tych Czytelników, dla których takie sparafrazowanie cudzych słów wyda się niesmaczne i proszę o wyrozumiałość – mam bowiem istotne powody, jak i cel, uzasadniający takie odtwórcze parafrazowanie cudzych słów.

Zaś dla ułatwienia sobie nieco kwestii organizacji tekstu, pozwolę sobie wypunktować kolejno wszystkie finalne konkluzje, jakie zawierać będzie owo podsumowanie.

Tak więc reasumując:

1. Pierwsza z finalnych konkluzji tyczy się kwestii wskazania ostatecznych morderców Boga, zgodnie z poglądami głoszonymi przez Nietzschego. Otóż podług jego interpretacji są nimi, jak wynika z powyższych rozważań również, właśnie wyznawcy religii protestanckiej. To zaś filozof uzasadnia dwiema cechami, przynależnymi tej religii. Pierwszą z nich jest sposób rozumienia Boga, który jest pojmowany w niej, jako istota w pełni transcendentna. Z kolei druga cecha to identyfikacja tak pojmowanej istoty Boga z – jak pisze Żelazny: „urojoną ideą <<powszechnego miłosierdzia>>”. A co w efekcie powoduje, odarcie tejże istoty zupełnie z możliwości partycypacji we wszelkich „ideach żywotnych” – jak to ujmuje autor dalej.

2. Druga konkluzja, tyczy się zaś współczesnego chrześcijaństwa, które w tym wymiarze, o jakim mowa w poprzednim punkcie, traci status kontynuacji owej praktyki życiowej Nazarejczyka, ewidentnie kontynuując ideę zgoła odmienną, jaką stanowi nie inaczej, jak właśnie owa platońska metafizyka.

3. Trzecia konkluzja, tyczy się z kolei Człowieka, a raczej jego niejako „statusu” w takimże chrześcijaństwie. Nadaje ono bowiem Człowiekowi, miano istoty godnej miłosierdzia, lecz tylko w tym celu jedynie, by utrzymać stałą potrzebę transcendencji, a w zasadzie bardziej – potrzebę osoby kapłana, pełniącego funkcję pośrednika na drodze ku osiągnięciu tejże transcendencji.

4. Czwarta konkluzja, o jakiej pisze Żelazny, w moim mniemaniu wnosi zaś myśl niemalże bezcenną. Związana jest z ideą wolnej istoty, takiej jaka była marzeniem Nietzschego. Albowiem, podług jego opinii, największą zniewagę dla takiej wolnej istoty, jaką tylko można w ogóle uczynić, stanowi nie inaczej, jak właśnie okazanie jej miłosierdzia.

Tak oto dochodzimy do kolejnej konkluzji – nietzscheańskiej interpretacji tradycyjnego hasła chrześcijaństwa, a które to brzmi: „umarł człowiek, narodził się Bóg”. Zaś w interpretacji Nietzschego traci ono swą pierwotną chrześcijańską symbolikę, zyskując nowe, zgoła odmienne, znaczenie symboliczne. Nietzsche czyni z niego bowiem, symbol pogardy dla człowieczeństwa, a nowym przeciwstawieniem jego egzystencji, jako „godnej politowania” staje się owa „zaświatowa doskonałość”. Analogicznie, hasło to pozostaje w sprzeczności z nauką Nazarejczyka, zaś zgodne jest z platońską metafizyką. Tak więc, w skutek odwrócenia idei Platona na gruncie tradycji chrześcijańskiej, rodzi się zatem również i odwrotne twierdzenie, a mianowicie stwierdzające, iż to: „Bóg jest martwy, rodzi się człowiek”.

Odwołując się z kolei do literatury traktującej o filozofii Nietzschego, zauważyć możemy pewną ogólną tendencję czy trend – negatywną ocenę z jaką spotyka się tam zjawisko owej „śmierci Boga” samej w sobie. Tu Żelazny powołuje się na dwa znamienite opracowania, które stanowi dzieło Karla Jaspersa pt. Nietzsche i chrześcijaństwo oraz rozprawa Martina Heideggera pt. Słowa Nietzschego „Bóg jest martwy”, z racji, iż w obu zawarty jest, właśnie taki sposób interpretacji oraz negatywne nacechowanie owego zjawiska. Dla potwierdzenia autor cytuje tu słowa Jaspersa, który to pisze:

[…] Pyta on (Nietzsche – przyp. aut.) dlaczego Bóg umarł? Tylko jedna z jego odpowiedzi jest wyczerpująco przemyślana i rozwinięta: przyczyną śmierci Boga jest chrześcijaństwo. Ponieważ przez chrześcijaństwo została zniszczona cała prawda, którą człowiek żył przed nim: przede wszystkim tragiczna prawda życia przedsokratejskich Greków […][30].

Jednakże Żelazny wytyka powyższemu twierdzeniu Jaspersa, aż dwa istotne, nieomalże esencjonalne, błędy.

Primo, powyższe stwierdzenie zawiera pewien błąd natury merytorycznej, jako że twierdzenie, iż chrześcijaństwo miałoby niejako zniszczyć kulturę przedsokratejską jest ewidentnie mylne, z racji, iż w chwili rozpoczęcia działalności chrześcijaństwa, które przypada zresztą na drugą połowę I-go wieku naszej ery, niemożliwe było zniszczenie tejże kultury przedsokratjeskiej, jako że wówczas już od dawna ona nie istniała. Zaś kres jej istnienia, na co poniekąd wskazuje sama jej nazwa, jest utożsamiany z momentem śmierci Sokratesa, a który to moment miał mieć miejsce już nieomal pięć wieków wcześniej, przed nastaniem chrześcijaństwa.

I wreszcie secundo – błąd o znacznie większej wadze, wręcz nieomalże newralgiczny i kardynalny dla całej koncepcji Nietzschego, jakiego dopuścił się Jaspers w cytowanym powyżej twierdzeniu. Albowiem, Jaspers stwierdzając tamże, iż śmierć Boga stanowiła zniszczenie myśli przedsokratejskiej, jednocześnie przyjmuje zarazem też założenie, iż to właśnie owa kultura (t.j. przedsokratejska) musiała dla samego filozofa stanowić synonim „żywotności Boga”. Jednak, jak zaznacza Żelazny, Jaspers nie poparł tejże interpretacji żadnymi tekstami źródłowymi, tak więc można ją najprawdopodobniej uznać za zwykłe nieporozumienie.

Tym bardziej, że podług Nietzschego, owego żywego Boga, stanowił przecież  ów „Bóg ze wschodnich krain”, czy też: „Bóg z czasów wielkości Izraela” – a więc ów starotestamentowy Bóg – despota. A  w jednym ze swych dzieł, Nietzsche pisze wręcz następujące słowa:

[…] W »Starym Testamencie« żydowskim, w księdze sprawiedliwości bożej bywają ludzie, rzeczy i mowy w tak wielkim stylu, iż piśmiennictwo greckie i indyjskie niczem dorównać mu nie może. Z czcią staje się i grozą przed tymi olbrzymimi szczętami tego, czem człowiek był ongi, i przychodzą do głowy posępne myśli o starej Azyi i o jej wysuniętym naprzód półostrówku Europie, która w stosunku do Azyi chciałaby koniecznie oznaczać »postęp człowieczy «. Co prawda: kto sam jest jeno nikłem oswojonem zwierzęciem domowem i zna jeno zwierzęcia domowego potrzeby (na podobieństwo naszej dzisiejszej inteligencyi, z dodaniem chrześcian »inteligentne « wyznających chrześciaństwo —), tego w tych ruinach nic nie zadziwi a tem mniej zasmuci — upodobanie do Starego Testamentu jest kamieniem probierczym »wielkości« i »małości« —: snadź Nowy Testament, księga łaski, zawszeć mu snadniej przypadnie do serca (jest w nim wiele rzetelnej czułostkowej dusznej braciszków klasztornych i małych duszyczek woni). Połączenie tego Nowego Testamentu, stanowiącego pod każdym względem rodzaj rokoka smaku, ze Starym Testamentem w jedną całość, w biblię «, w księgę samą w sobie«: jest snadź największem zuchwalstwem i »grzechem przeciw duchowi«, jaki Europa literacka ma na sumieniu […][31].

Można jednak przypuszczać, iż na sposób interpretacji myśli Nietzschego przez Jaspersa, rzutuje jego własna ewaluacja Boga, który stanowił dlań wartość zdecydowanie pozytywną.

Aczkolwiek to nieporozumienie w filozofii Jaspersa, bije na głowę postawa reprezentowana przez wspominanego tu Heidegger’a. Pisze on mianowicie, iż:

[…] Skoro Bóg jako ponadzmysłowa podstawa i jako cel wszystkiego, co rzeczywiste, umarł, skoro ponadzmysłowy świat idei postradał swą wiążącą, a przede wszystkim pobudzającą i budującą siłę, wówczas nie pozostaje nic, na czym człowiek może się utrzymać i ku czemu może się skierować […][32].

Nie da się odmówić słuszności Żelaznemu, iż po lekturze cytowanego powyżej fragmentu, nasuwają się uporczywie pewne pytania odnośnie myśli Heideggera tamże zawartej. Chciałoby się bowiem, zadać tu pytania o ową ponadzmysłową postawę oraz ów ponadzmysłowy świat idei – i o to, jakich tychże konkretnie, tyczy się cytowana powyżej wypowiedź Heideggera? Albowiem, czyż nie jest prawdą, iż w filozofii Nietzschego, ów ponadzmysłowy Bóg podług niej, wcale a wcale nie musiałby umierać z racji tego, że już jest martwy? A zaś każda moc „pobudzająca i budująca siłę” podług tejże filozofii, musi być ze swej natury mocą zmysłową – n’est-ce pas?

Nieuchronność śmierci owego starego Boga – despoty, rozumianego jako swoista homogeniczna moc, która rozpościera się nad całą ludzkością, a którą każda jednostka z tej ludzkości doznaje czy doświadcza, jako swoisty nieubłagany, niechybny przymus, zdaje się być dla filozofa ewidentna, co potwierdzają chociażby cytowane już tu uprzednio słowa, które włożył on w usta Szalonego Człowieka – który mówi, przypomnijmy, tak:

[…] Jakież uroczystości pokutne, jakież igrzyska święte będziem musieli wynaleźć ? Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się bogami, by tylko zdawać się jego godnymi? Nie było nigdy większego czynu — i ktokolwiek tylko po nas się urodzi, gwoli czynowi temu należeć będzie do historyi wyższej, niż wszelka dotąd była historya!« […]

Albowiem, tylko dzięki jego śmierci stało się możliwe dla człowieczeństwa, przejście do nowego etapu: od etapu człowieka do etapu nadczłowieka. A więc tym samym przejście od etapu istoty, która jest bezwzględnie podległa owej homogenicznej, zewnętrznej mocy, do etapu istoty, która staje się integralną jednią swej własnej, bezwzględnej mocy.

W śmierci Boga jednakże, jest też zawarty element pewnego tragizmu, a konkretnie tragizm tejże śmierci tkwi w tym, iż umarł on niejako z litości, a także w tym, że po swej śmierci nadal jedynie jako „martwy fetysz” pozostaje wciąż, wegetując w tym ludzkim świecie – a tym samym owe słynne słowa Jezusa, które miał wypowiedzieć na krzyżu: „Consummatum est!”, zyskują zupełnie nowe znaczenie i sens – oto bowiem dokonało się, umarł Bóg i odtąd jest, lecz jest martwy!

Albowiem Jezus, nawet poprzez swe ukrzyżowanie i męczeńską śmierć, nie zdołał tego świata odrzeć z obecności owego martwego Boga. A nawet wręcz całkiem odmiennie, bo czyż wszakże to nie dzięki jego działalności właśnie, człowiek poczuł odczuwać tę obecność o wiele bardziej dotkliwie? I na tej płaszczyźnie te dwa tysiące lat ewolucji, jaką przeszła kultura europejska, zdawać się może właśnie rojeniami owego „szalonego człowieka” – i niczym w słynnym monologu Zygmunta z dramatu Pedro Calderone de la Barca pt. Życie jest snem:

[…] Czym jest życie

Snem szaleńca

Aktem umysłu

Czym jest życie

Cieniem […][33].

I tak oto dochodzi do sytuacji, w której dualistyczna forma istnienia Boga, nie rzadko staje się owym crux interpretum dla niejednego z interpretatorów filozofii Nietzschego. A to, z racji skrajności przeciwstawnych rodzajów bytu, z których zbudowana jest owa dualistyczna forma istnienia. Oto bowiem Bóg umiera, stając się czymś, co śmiało nazwać by można, oksymoronem. Bóg bowiem, z jednej strony wciąż jest, istnieje nadal, a zarazem jednocześnie jest on martwy, pozostaje martwą formą istnienia; jest martwy, lecz mimo to wciąż obecny. A powszechną akceptację takiej właśnie formy istnienia, udaje się podtrzymać jedynie sztucznie – tak jak funkcje życiowe po śmierci mózgu można podtrzymywać za pomocą respiratora, mimo że mózg pacjenta już dawno jest martwy.

Tym nie mniej, ów dualizm tkwi również w samej śmierci Boga i tym, że jest on martwy w jej skutek. Albowiem, śmierć zwykle oznacza pewien kres istnienia czegoś. A stąd wynika wniosek, iż skoro Bóg umarł i jest martwy, to jest to także równoznaczne z końcem jego istnienia, a więc tym, że go zarazem już nie ma, z innej strony patrząc. Albowiem, umarł On, a wraz z jego śmiercią umarły jego prawa, których przestrzeganie utraciło cały sens, ponieważ przestało przynosić jakiekolwiek realnie wymierne efekty, czy skutki.

Tak oto, zbliżając się wreszcie ad finem tego wywodu, docieramy do miejsca, w którym tytuł, jakim opatrzony jest ów tekst przez autorkę, oraz jego cały sens i znaczenie, zyskują pełne uzasadnienie i wyjaśnienie, a jego celowość, jak i trafność stają się wreszcie w pełni klarowne dla Czytelnika.

A mianowicie, wszelkie kwestie czy wątpliwości związane z tytułem, którym opatrzyłam swój artykuł, klaruje całkowicie już w pełni fakt, iż owa śmierć Boga pozornie zdawać by się mogła nową, otwartą furtką, którą człowiek miał oto wkroczyć w wyższą fazę swego rozwoju – właśnie ową „drogą ku boskości” dla nadczłowieka, o której mowa w tytule tej pracy. Przy czym jednocześnie, ta nowa furtka czy droga ku boskości, pozostaje zarazem zamknięta tym samym – zatarasował ją bowiem, ów trup martwego Boga, który choć martwy, to wciąż jest obecny, a o którego to w moim tytule, potyka się ów nadczłowiek na swej drodze ku boskości.

ewolucja_od_czlowieka_do_nadczlowieka

„Conceptus est homo” („Wulgata”, „Księga Hioba 3, 3”)

 

W tytule tejże pracy ów nadczłowiek, potknąwszy się o trupa martwego Boga, następnie wpada zaś „[…] do beczki po uszy w nihilizm”. Ten fragment mego tytułu najlepiej klaruje i uzasadnia z kolei pewien wniosek, jaki tu można by wysnuć z powyższych stwierdzeń. A mianowicie, można by więc, tu sformułować konkluzję, iż następstwem owej śmierci Boga był właśnie nihilizm, w którym to pogrążył się nie tylko sam człowiek, jego cały świat, ale też ogólnie wszystko, codroga_ku_boskosci_1 po tejże śmierci miało miejsce, aż do czasów współczesnych. A to z racji, iż wszystko to, co wydarzyło się od tego newralgicznego momentu śmierci Boga, aż po dzień dzisiejszy, nie stanowi nic jakkolwiek konkretnego, a w zasadzie raczej, to wszystko co było i co wydarza się nadal, stanowi po prostu to NIC – ergo jest niczym, bytem do  cna nihilistycznym, lub właśnie – pogrążonym po uszy w nihilizmie, jak to ujęłam w nihilista_pasta_nicpowyższym tytule. A podług samego Nietzschego, to „NIC” rozszerza się wciąż nieustannie, zaś owo niejako Fatum człowieka, który w nim żyje, stanowić ma nic innego, jak właśnie ów nihilizm. Nihilizm, w który to człowiek wpadł, i w którym ugrzązł w skutek śmierci Boga – gdy oto na drodze ku boskości, potknął się o jego trupa – a który to tym samym, zniweczył wszelkie wysiłki ludzi, na swej drodze ku boskości czynione – odtąd stała się ona bowiem ledwie ślepą uliczką czy zaułkiem, z którego wyjazd zablokowany został przez nihilizm, po tym, jak człowieka zapędziła weń śmierć Boga i martwota jego trupa, który nadal wciąż jest obecny…

I ta, nieco przygnębiająca być może, refleksja będzie tu pełnić rolę finałowej sceny w ostatnim akcie, która prowadzi zawsze nieutylko_nihilizm_nadczlowiekchronnie ad finem­ ­– wieńcząc koniec całych powyższych rozważań, tutaj przeze mnie poczynionych. A całą ich treść uprzednio tu zawartą, pozostawiam Czytelnikowi – jak to się mówi po łacinie – ad deliberandum, licząc na jego przychylną reakcję, a być może również i opinie, na temat owocu mej pracy i wysiłków, jakie tu poczyniłam.

Tak oto, kończę więc w tym miejscu już definitywnie swe roztrząsania, stawiając tu oto, tęprzysłowiową ostatnią kropkę.

 

Anna Gabriella „Lilith” Gajda ®

Nihilistyczny Sosnowiec, 10 listopad 2015 roku.

gott_ist_tot_F_Nietzsche

Portrety ku pamięci genialnego filozofa i mistrza myśli filozoficznej ku czci ogromu jego dokonań i osiągnięć…. „Caecum et terra transibunt, verba autem mea non praeteribunt” („Wulgata, Ewangelia św. Mateusza”)

nietzsche_portret

 

Anna Gabriella „Lilith” Gajda ®

Nihilistyczny Sosnowiec, 10 listopad 2015 roku.

Przypisy:

[1] Fryderyk Nietzsche, Wiedza radosna, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Warszawa 2010, s. 167 – 169.

[2] Mirosław Żelazny, Nietzsche: śmierć Boga, Racjonalista.pl.

[3] David Lang, Doświadczenie schizofreniczne, „Literatura na świecie” 1976 nr 11, s. 263.

[4] M. Żelazny, op cit.

[5]Ibidem.

[6] F. Nietzsche, Antychryst, Warszawa 1905, s. 364.

[7] M. Żelazny, op. cit.

[8] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 20 – 21.

[9] F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Warszawa 1905, s. 364 – 365.

[10] Ibidem, s. 365.

[11] M. Żelazny, op. cit.

[12] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 35.

[13] F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Warszawa 1905, s. 364 – 365.

[14] Ibidem, s. 81.

[15] F. Nietzsche, Zmierzch bożyszcz, tłum. S. Wyrzykowski, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 121.

[16] M. Żelazny, op. cit.

[17] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 77.

[18] Ibidem.

[19] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 54 – 55.

[20] Ibidem, s. 55.

[21] Idem, Aus dem Nachless der Achtzigerjahre. Werke, Bd. III, München 1956, s. 654.

[22] Idem, Antychryst, s. 49.

[23] Ibidem, s. 48.

[24] Ibidem, s. 52.

[25] Idem, Aus dem Nachless der Achtzigerjahre. Werke, Bd. III, München 1956, s. 1350.

[26] M. Żelazny, op. cit.

[27] K. Jaspers, Nietzsche und Christentum, München 1952, s. 24, [w:] M. Żelazny, op. cit.

[28] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 61.

[29] Idem, Nietzsche contra Wagner, Werke, Bd. II, s. 1051 – 1052.

[30] K. Jaspers, Nietzsche und das Christentum, München 1952, s. 16

[31] F. Nietzsche, Poza dobrem i złem, tłum. S. Wyrzykowski, Wyd. Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2010, s. 77 – 78.

[32] M. Heidegger, Holzwege, Frankfurt am Mein 1972, s. 200. [w:] M. Żelazny, op. cit..

[33] Calderon Pedro de la Barca: Dramaty. Posłowiem opatrzył Zygmunt Czerny. Kraków 1975 (tu: Życie jest snem. Imitował Jarosław Marek Rymkiewicz), s. 545.