Wpisy

foto

Nadziak – broń zamachowców z głębokiej przeszłości,

Nowy numer miesięcznika „Mówią wieki” poświęcony jest zamachowi na króla Zygmunta III Wazę. Przewidziany jest pokaz obrazu, na którym pokazane, jest narzędzie zbrodni — nadziak. Dzieło jest niezwykle cennym uzupełnieniem nielicznej ikonografii tego wydarzenia. Będzie to pierwsza publiczna prezentacja płótna związanego z tym wydarzeniem.

Kiedy król minął już otwarte drzwi do korytarzyka, zza odchylonego skrzydła drzwi wypadł naraz jakiś szlachcic i wznosząc broń oburącz, zamachnął się na króla stalowym czekanem. W ciasnocie korytarza, czekan zawadził o sufit, zwinął się, odbił i trafił króla w plecy dość nieszkodliwie, bo płazem. źródło

Przechwytywanie

Muzeum w Zamku Królewskim kolekcje. 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

98dd8f1f0c7914d47874926e8a9301f080990c08

Rząd zdał raport biskupom

Gdyby ktoś miał problemy z oceną, kto tak naprawdę w Polsce rządzi, to myślę, że ten krótki komentarz dostarczy paru wskazówek. Rząd Polski, za pośrednictwem swoich przedstawicieli zdał raport watykańskim lobbystom, jak idzie wprowadzanie gównianej zmiany.

Przygotowania do Dni młodzieży idą dobrze, czyli z tego wniosek, że finanse są zapewnione, a wprowadzenie stanu wyjątkowego – na najlepszej drodze.

Komunikat po obradach Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski

25 kwietnia 2016 r.

Obie strony oceniły pozytywnie stan przygotowań do Światowych Dni Młodzieży i wizyty Papieża Franciszka w Polsce na trzy miesiące przed tymi wydarzeniami.

Przedstawiciele rządu przedstawili stan prac nad przepisami związanymi z ochroną danych osobowych. Temat jest poważny, ponieważ dotyczy aktów apostazji, więc zapewne biskupi musieli upewnić się, że nikt nie będzie miał prawa nakazać im wykreślenia poddanego z ich organizacji. Skoro Kościół jest wieczny, to wszyscy, których do niego zapisano – najczęściej bez ich zgody i wiedzy – są jego wiecznymi członkami; to chyba oczywista oczywistość.

Uczestnicy Komisji Wspólnej zapoznali się z informacją przedstawioną przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Dyskutowano nad kwestiami prawnymi związanymi z ochroną danych osobowych i wewnętrznymi regulacjami prawnymi Kościoła katolickiego, a także orzecznictwem GIODO oraz sądów administracyjnych w tym zakresie.

I najważniejsze: edukacja. Tu aż ciarki po plecach przechodzą:

Omówiono propozycje strony rządowej związane ze szkolnictwem i systemem edukacji w Polsce.

Wychodzi na to, że rząd Polski przedkłada do akceptacji urzędnikom obcego państwa propozycję kształcenia dzieci. Ten akt poddańczy wobec katolickich kapłanów świadczy o kompletnym zidioceniu polityków rządzących naszym krajem. Wynika też z tego, że w najbliższym czasie gówniana zmiana nabierze tempa w szkolnictwie, ruszy temat matury z religii i kto wie, co tam jeszcze dyspozycyjni politycy wymyślą, aby zaspokoić apetyty biskupów.

Na koniec rząd zdał biskupom raport ze stanu spłacania łapówki wyborcom.

Natomiast Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiła działania rządu w zakresie polityki prorodzinnej, w tym dotyczące m.in. Programu Rodzina 500 plus.

Tych poniżej wymienionych polityków trzeba zapamiętać i po tym, jak już gówniana zmiana zostanie zatrzymana, rozliczyć z podejmowanych decyzji i obietnic składanych przedstawicielom obcego państwa.

ze strony Rządu Rzeczypospolitej Polskiej: Beata Kempa, Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; Mariusz Błaszczak, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, współprzewodniczący Komisji; Piotr Gliński, Wiceprezes Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego; Elżbieta Rafalska, Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej; Maciej Kopeć, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej; Sebastian Chwałek, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji

man-599299_1280

Marek W. – giżycki ambasador miłosierdzia katolickiego

Do krzewienia wiary katolickiej i edukacji dzieci nie trzeba być fachowcem – wystarczy, że jest się oszołomem religijnym, ma układy i władzę. Katecheci w szkołach, razem z programem nauki zabobonów, są praktycznie poza kontrolą władz świeckich. Co jakiś czas wychodzą na jaw skandale w ośrodkach prowadzonych przez Kościół katolicki i jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, aby tę patologię przerwać; bo klechy w naszym kraju są jak święte krowy na ulicach indyjskich.

W Domu Dziecka św Faustyny – tej od świętych kości i szmat, na których leżały – w Giżycku, pod piękną nazwą „Wielkie Serce”, przewodzi Marek W. – absolwent teologii muzyki i plastyki, przedstawiciel Caritasu Diecezji Ełckiej na powiat giżycki. Marek W jest miejskim radnym, katechetą, organistą, nadzoruje jadłodajnie pod patronatem następnego świętego ojca Pio, a jego hobby to terroryzowanie dzieci i pracowników placówki.

Policja po doniesieniu ojca w maju 2010 roku rozpoczyna tak zwane postępowanie sprawdzające w sprawie fizycznego i psychicznego znęcania się Marka W. nad Mariką i pozostałymi wychowankami domu dziecka. Próbuje ustalić, czy dziewczynka i inni wychowankowie domu dziecka faktycznie stali się ofiarami przemocy. Postępowanie nadzoruje prokurator Urszula Bolik z Prokuratury Rejonowej w Giżycku, do której również trafia zawiadomienie ojca Mariki.

To początek tej historii, która opisana jest w tekście „Dom zły Caritasu. Reportaż Izy Michalewicz o domu dziecka w Giżycku” . Historia do tej pory nie ma zakończenia – Marek W. zasłania się adwokatami cały czas i jak rasowy przestępca twierdzi, że jest niewinny. Dalej jednak prowadzi placówki pod patronatem Kościoła. Prowadzi, bo wyprowadza majątek, mataczy w księgowości, czyli w skrócie – mnoży kościelny majątek:

W trakcie procesu o przemoc wobec dzieci okazuje się, że w latach 2007-08 Dom Dziecka św. Faustyny „Wielkie Serce” otrzymał od wojewody 1 mln 16 tys. zł dotacji. W sześciu transzach. Anna M., księgowa, po rozliczeniu dwóch dotacji wyszła z pracy bez pożegnania i więcej nie wróciła.
Opowiada: – Na przykład wpłynęła do domu dziecka faktura na 12 komputerów, z czego przyjechały jedynie cztery. Reszty nie było. Podobnie było z rachunkami za zakup łóżka, sprzętu AGD, wyposażenia kuchni. Póki pracowałam, żaden z tych sprzętów nie trafił do placówki. Pani Grażyna J. rozliczała magazyn żywieniowy i prowadziła księgi inwentarzowe. W praktyce to było niemożliwe, ponieważ dostawaliśmy faktury, a nie dostawaliśmy towaru.

Misję edukacyjną Marka W opiniował ks. Jacek Sz. , który wysyłał esemesy do 15 letniego chłopca, świadczące o utrzymywaniu z nim kontaktów seksualnych. Kuria Kościoła katolickiego w Ełku, zgodnie z polityką ukrywania pedofilii, szybko wymazała księdza z placówki. Natomiast Marek W dziś nie odbiera telefonów i twierdzi, że prokuratorzy wymuszają na świadkach zeznania, grożąc im torturami.

A Kościół katolicki ma tego typu przypadki głęboko pod sutanną – ot taka katolicka moralność…

dws_logo_2016

Dzień wolnej sztuki 23-04-2016 sobota.

Zasady

Dzień Wolnej Sztuki organizujemy od 2011 roku. Przez te pięć lat w prawie 60 muzeach w całej Polsce przekonywaliśmy zwiedzających, że wchodząc do muzeum, warto postawić na jakość zwiedzania, nie na ilość.

Przekonywaliśmy, że lepiej jest obejrzeć mniej obiektów, ale za to móc się nad nimi zastanowić.

Według badań goście muzeów statystycznie spędzają przed każdym dziełem sztuki osiem sekund. Dzieje się tak dlatego, że wchodząc do muzeum, czujemy się zmuszeni do obejrzenia wszystkich dzieł, które się w nim znajdują. Efekt jest taki, że bezrefleksyjnie i kompulsywnie przebiegamy dziesiątki sal muzealnych, po czym jesteśmy zmęczeni i źli. Co gorsza, kompletnie nie pamiętamy i nie rozumiemy tego, co właśnie obejrzeliśmy.

Lekarstwem na tego typu bierne i męczące zwiedzanie jest Slow Art – ruch Wolnej, a raczej Powolnej Sztuki.

23 kwietnia 2016 roku o 12:00 poszczególne muzea na terenie całego kraju przez godzinę będą przekazywać zwiedzającym ideę Wolnej Sztuki. Każde z nich wybierze pięć dzieł ze swoich kolekcji. Przy każdym będzie stała osoba zadająca uczestnikom Dnia Wolnej Sztuki pytania, motywująca ich do podjęcia refleksji i nabrania odwagi do samodzielnego szukania odpowiedzi. Jej celem będzie pokazanie, że obiekt muzealny może stać się źródłem inspiracji.

Po zwiedzaniu uczestnicy zostaną zaproszeni na spotkanie, w czasie którego będą mogli porozmawiać o swoich wrażeniach.

Każde dzieło sztuki ma swoją historię do powiedzenia. Wystarczy się w nią wsłuchać.

Lista muzeów w Polsce biorących udział w akcji w 2016 roku znajduje się tutaj.

W 2016 roku patronami medialnymi akcji zostali:  Gazeta Wyborcza, TOK FM,  i Co Jest Grane.

źródło:

dws_logo_2016

people-690879_1280

Ciekawe blogi z sieci

Blog 3dno niepraktykujący psycholog. Czasami niekonwencjonalnie, kontrowersyjnie i zupełnie z innej perspektywy:

Jestem absolwentem psychologii klinicznej, choć studiowałem też psychologię społeczną, antropologię kulturową, a nawet ekonomię (zarządzanie). W każdej z tych dziedzin starałem się zrozumieć świat widziany z punktu widzenia realnego człowieka, a nie tylko z perspektywy sztucznych założeń i często oderwanych od rzeczywistości teorii. Nie było to łatwe, bo polski system edukacji premiuje sztywne regułki i trzymanie się utartych schematów. Ostatecznie uznałem, że nie widzę przed sobą kariery naukowej i poszedłem zupełnie inną ścieżką. Adam Gabryelów

„Dziwny jest ten świat, dziwni są ci ludzie, którzy go zamieszkują. Z pozoru wszystko z nimi w porządku, wszyscy uśmiechają się i wydają cieszyć się życiem. Ale często to tylko pozory. Jeśli przyjrzeć się niektórym osobom z pewnego dystansu, można odnieść wrażenie, że żyją oni w jakichś szklanych kulach. Ludzie tworzą swoje mikroświaty, w których wszystko toczy się według pewnego schematu.

Nieustanna, powtarzająca się pętla tych samych wyborów, tych samych błędów, tych samych rozczarowań. Bita kobieta trafia na kolejnego agresywnego mężczyznę. Pozornie silny facet wciąż bezsensownie naraża swoje życie, bo tak naprawdę nim gardzi i nie oczekuje już od niego, że da mu poczucie prawdziwego szczęścia. Takich małych, tajnych mikroświatów są wokół nas miliony, mniej więcej tyle, ilu jest zagubionych ludzi. Spróbuj przyjrzeć się bańce, w której żyją osoby z twojego otoczenia – może wtedy dojrzysz też własne szklane ścianki, które wokół siebie zbudowałeś…”

Czytaj całość  Pętla życia

person-663301_1920

Demokracja potrzebuje humanistów

Temat tygodnia w Kulturze Liberalnej „Nie dla zysku. Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów” tekst jak najbardziej na czasie, warto się z nim zapoznać:

„Szanowni Państwo, kiedy późną jesienią 2013 r. poinformowano, że Uniwersytet w Białymstoku zamknie – ze względu na nierentowność – kierunek filozofia, na innych uczelniach zawrzało, a prawicowe, i lewicowe autorytety polskiego życia kulturalnego oraz intelektualnego podpisały list w jego obronie. Nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by domyślić się, że problem stanu polskiej humanistyki, jeśli nawet nie zdominuje roku wyborczego 2015, to z pewnością w końcu wypłynie.

Tak też się stało. Przed wyborami parlamentarnymi z przedstawicielami utworzonego po wydarzeniach w Białymstoku Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej spotkali się przedstawiciele wszystkich partii z wyłączeniem Platformy Obywatelskiej. Od uważanego jeszcze w październiku 2015 r. za kandydata na ministra nauki i szkolnictwa wyższego Włodzimierza Bernackiego humaniści mieli usłyszeć, że ich postulaty i postulaty PiS-u dotyczące nauki zasadniczo się pokrywają.

Ale już kilka tygodni później szefem MNiSW został Jarosław Gowin, który powiedział jednemu z założycieli Komitetu, że przed wyborami umawiali się oni z PiS-em, a nie z nim. Wedle początkowych zapowiedzi Gowina najważniejsza dla jego polityki naukowej miała być kontynuacja działań Barbary Kudryckiej i Leny Kolarskiej-Bobińskiej, to jest – sprzężenie nauki z biznesem. CZYTAJ WSTĘPNIAK 

Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy – Protagoras

Słownik języka polskiego PWN  Humanizm

1. «postawa moralna i intelektualna zakładająca, że człowiek jest najwyższą wartością i źródłem wszelkich innych wartości»
2. «prąd umysłowy i kulturalny okresu Odrodzenia, przeciwstawiający teocentrycznej kulturze średniowiecznej zainteresowanie człowiekiem i życiem ziemskim»

Centrum uwagi skupia się na człowieku jako jednostce odrębnej, która stanowi o sobie i bierze na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje i wynikające z nich konsekwencje. Ludzie od urodzenia aż do śmierci, są wartością fundamentalną, a w życiu kierują się zasadą nienaruszania wolności drugiego człowieka.

Chrześcijańskie podkradanie idei.

newtons-cradle-256213_1920

Nie pomnik, lecz perpetuum mobile.

Aby COŚ powstało, musi pojawić się pomysł. Pomysł i sposób jego realizacji natomiast pojawia się na różne sposoby. Albo jest to wynik intensywnego rozmyślania jednej osoby, burza mózgów osób przynajmniej dwóch lub przypadek, ot taki, jaki rzekomo spotkał Newtona, któremu jabłko spadło na głowę 🙂 . W opisanym poniżej wypadku doszło do spotkania wszystkich tych sposobów.

Jednoosobowa wizja, która mi przypadła w udziale, a którą zaraziłam, niczym bakcylem garstkę osób, rozrosła się, przekształciła czy też ewoluowała, z jednej strony do niebotycznych rozmiarów, z drugiej strony minimalizując, jak tylko się da koszty. Co więcej, wizja rodem z filmów science fiction stała się tak realna, tak banalna i tak prosta do realizacji, że zarówno mnie, jak i wspomniane wyżej osoby wprawiła w osłupienie. Nie chwilowe, nie takie, jakiego się doświadcza, gdy coś nas zaskoczy, tylko takie, które wywraca człowiekowi świat do góry nogami, zmienia perspektywę, sposób myślenia, a przy okazji – życie.

mury 833 pomnik

Razem z Leszkiem Salomonem zadaliśmy sobie pytanie, czy można stworzyć rzeźbę, figurę, cokolwiek, co odda ogrom nieszczęść, jakie spotkały ludzkość z powodu religii? Zawsze pozostanie niedosyt, zawsze ktoś może uznać, że co innego powinno symbolizować ofiary, że czegoś brakuje, a czegoś jest za dużo. A poza tym, co można zrobić z takim pomnikiem? Co najwyżej złożyć przed nim kwiaty. I wówczas, podczas wymiany zdań Leszek wpadł na pomysł, że to wcale nie musi być pomnik, tylko na przykład las lub pole, na którym będziemy sadzić drzewa. Czyżby newtonowskie jabłko? I posypały się pomysły, pomnik spłonął niczym słomiany zapał, zanim powstał. A z jego popiołów w jednej chwili, jak feniks, narodziło się Miejsce Pamięci Ofiar Religii – swoistego rodzaju perpetuum mobile.

green-776293_1920

Do tej pory genialność tego pomysłu mnie poraża…

…choć staram się z nią oswoić od kilku dni, bowiem przypadkowo ten jeden pomysł wybawił nas od niebotycznych kosztów, projektów, pozwoleń, oporu urzędników, czy przeszkód natury formalnej, technicznej i czysto ludzkiej.

Postanowiliśmy więc kupić jako stowarzyszenie, gospodarstwo rolne pod zalesienie, lub ziemię częściowo zalesioną. Rosnące na niej drzewa po „otrzymaniu” stosownych tabliczek, zostaną „poświęcone” konkretnym grupom ofiar, lub pojedynczym osobom, których tragiczny los udokumentujemy, czyli udowodnimy zaistnienie zbrodni na tle religijnym.

Na przykład jedno z drzew może zostać pomnikiem na rzecz ofiar ostatniego zamachu terrorystycznego we Francji. Kolejne, na rzecz osób ściętych przez bandytów z państwa ISIS itd. Następne drzewa byłyby uroczyście sadzone ku czci innych ofiar. Dostrzegacie symbolizm takiego działania? Jego ogrom i potencjał? Życie za śmierć, żywe drzewo „na wieki” upamiętniające ofiary, wciąż rozrastające się, swobodne, wolne, piękne… Dalej ograniczyć nas już może tylko wyobraźnia.

las 126 pomnik

Mogłoby to wyglądać tak:

Ziemia podzielona na sektory, bo drzewa nie mogą być sadzone chaotycznie. Na przykład na kontynenty, a te na mniejsze elementy – kraje. Albo na okresy, wieki a te na poszczególne lata. Pomiędzy drzewami mogłyby powstać ścieżki dydaktyczne. Tu przyda się architekt krajobrazu. Ktoś już został zarekomendowany przez Mariusza Hnatiuka. Odwiedzający miejsce pamięci ludzie, dostawaliby kamień. więcej 

[Z uwagi na to, że będziemy o inicjatywie i postępie prac pisać na stronie „zrealizuj, to w pierwszych tekstach będziemy robić takie sztuczki z przekierowaniem, tym bardziej że jest tam skarbonka, więc się nie wkurzajcie. red.]  🙂

Gdybyśmy kupili gospodarstwo z jakimiś budynkami, zaadoptowalibyśmy je tak, aby spełniały określone funkcje, w zależności od tego, co chcielibyśmy, czy chcielibyście, aby na terenie Miejsca Pamięci Ofiar Religii się znalazło. Można zrobić miejsce z księgą do wpisów, sale pamięci, miejsce na ewentualne wykłady, odczyty, może miejsce, gdzie wyświetlane byłyby filmy, sala dla dzieci, które mogłyby wykonać jakieś pamiątkowe rysunki czy prace na przykład z gliny.

Jak napisałam powyżej, ogranicza nas jedynie wyobraźnia. Chodzi o to, żeby ludzie chcieli tu przyjechać, mieli co tu robić, zdobyli lub ugruntowali swoją wiedzę, przeżyli to na tyle głęboko, aby pobyt tu zapadł im na zawsze w pamięci oraz żeby mieli poczucie, że coś dla tego miejsca zrobili (wpisy do księgi, kamienie do kopca, posadzenie drzewa). Aby to miejsce, symbolizujące religijny grobowiec, mimo wszystko tętniło życiem.

maria 081 pomnik

Oczywiście z miejscem pamięci można ruszać niemal od razu po zakupie ziemi. Potem, po tzw. „otwarciu”, można realizować rozbudowę, adaptację zastanych budynków, starać się o kolejne dotacje.

Pamiętajcie o tym, że mówimy o projekcie, którego nikt nie zrealizował na całym świecie, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

statue-267732_1280

Dlaczego perpetuum mobile? Bo Miejsce Pamięci Ofiar Religii raz uruchomione, nigdy się nie zatrzyma, będzie trwać wiecznie, cieszyć przyszłe pokolenia, a jego twórcą będzie mógł być każdy, kto tylko zechce. Będzie działać nawet wówczas, kiedy nas już nie będzie. Dopóki istnieją religie, będą wciąż nowe ofiary. Jednak wówczas będzie już takie miejsce, które nie pozwoli o nich zapomnieć.

rustrowerek 188 pomnik

Mam świadomość, że wielu będzie patrzeć na nas jak na wariatów. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że to się uda. Wierzę w to, że wówczas dołączą do nas inni. Gdyby ktoś z Was chciał podzielić się z nami swoimi uwagami, pomysłami, radami czy nawet sceptycyzmem, zapraszamy do dyskusji.

1. Czas wyjść z jaskini – Pomnik Ofiar Religii.

2. Pomnik, ale jaki?

3. Poza stadem…

4. Pomnik Ofiar Religii – już wiemy jaki ma być.

artificial-intelligence-155161_1280

Spis Powszechny – aktualizacja wpisu.

Nasz portal prawie rok temu 19 grudnia 2014 miał przyjemność zainicjować na Facebooku akcję polegającą na zakładaniu regionalnych grup zrzeszających racjonalistów z całego kraju.

Akcja zaowocowała powstaniem kilkudziesięciu grup wokół regionów, miast i miasteczek w całej Polsce. Takie grupy tworzyły się na Facebooku samorzutnie już znacznie wcześniej, np. grupa ateistów miasta Łodzi i okolic, i to one stały się inspiracją dla naszej inicjatywy.

W pewnym momencie odsunęliśmy się od kontynuowania tego pomysłu uznając, że swoje zrobiliśmy, a reszta zależy do tych, którzy będą chcieli działać dalej. Poza tym część naszego środowiska miała pretensje, że pod szyldem ateizmu portal dzieli ludzi, że ateizm to służy do czego innego i takie tam dyrdymały, więc daliśmy sobie spokój.

Ale nie daliśmy sobie spokoju z działaniami na portalu i w sieci. Działania na fb we własnym środowisku na zamkniętych grupach – to trochę mało. Od pewnego czasu wyszliśmy dalej, piszemy na różnych portalach, udostępniamy nasze teksty, bo wiemy, że sieć jest potężnym narzędziem, które można wykorzystać.

To, że nasz portal ma w nazwie słowo ateista, oznacza tylko tyle, że miejsce to zorganizowali ateiści.

anonymous-657195_1280 (2)

 

Po wczorajszej weryfikacji stanu racjonalnego i sceptycznego myślenia w Polsce napływają do nas zapytania w stylu:

Jak można się do was przyłączyć?  Trzeba działać, organizować się itp.

Trochę bym jednak zmienił formę tych zapytań:

Łączcie się, działajcie, organizujcie się!

Portal to tylko mały wycinek naszego środowiska. W sieci są i inne portale, takie jak Fundacja im Kazimierza Łyszczyńskiego, wystąp.pl, racjonalista.plŚwiecka Polska, Laickie.pl, czy tworząca się inicjatywa młodych ludzi Nowa Alternatywa.

Zapewne każdy ma swoje sposoby na realizację zamierzonych celów. My również mamy parę pomysłów na konkretne działania w necie i realu – chętnie się  nimi podzielimy. Kontakt 

Cóż stoi na przeszkodzie, żeby skoncentrować się na wspólnym działaniu?

Bo jak na razie widać, że większą siłe przebicia mają środowiska, które potrafiły doprowadzić swoje działania do celu, który został zwieńczony wczorajszymi wyborami.

Mnie osobiście to wkurw..a

Poniższy tekst ukazał się w grudniu zeszłego roku. W linku podane są stworzone grupy, do których każdy może dołączyć.  SPIS GRUP.

Jest też na FB utworzona grupa dla Adminów, którzy są nimi w grupach regionalnych

Czemu to ma służyć?

1.Umożliwieniu zorganizowania się na FB nie w grupy, na których rozmawiamy sami z sobą, wymieniając się doniesieniami prasowymi, tylko po to, by wyjść na zewnątrz, organizując spotkania, prowadząc działalność edukacyjną promujące sceptyczne i logiczne myślenie.

2. Zwiększeniu aktywności — inicjatywa nijak nie koliduje z aktywnością na większych grupach krajowych — przeciwnie, duże grupy siłą rzeczy są czytelnią niewielkiej grupy liderów którzy w sposób naturalny się z niej wyłaniają. Nie jest możliwy w nich aktywny udział wielu tysięcy użytkowników. Mniejsze grupy regionalne to w sposób naturalny umożliwiają i ułatwiają.

3. Pomocy w przełamaniu zjawisk ostracyzmu — wielu ateistów, szczególnie w mniejszych miejscowościach, mierzy się z problemem ostracyzmu od lat. Decyzja o zademonstrowaniu swojego światopoglądu w lokalnym świecie może być trudna, ale może też dać prawdziwe uczucie ulgi. Świadomość, że w niewielkiej miejscowości są podobnie myślący ludzie może być niezwykle pomocna w tzw. „wychodzeniu z szafy”.

4. Integracji — co raz częściej pod naciskiem postępującej klerykalizacji państwa czujemy się zmuszeni na aktywne przeciwdziałanie temu zjawisku. Grupy regionalne pozwalają na bliższy kontakt — łatwiej zorganizować spotkanie i zaplanować jakąś akcję, ale także, zwyczajnie się poznać. Znakomitym przykładem znów jest grupa łódzka w której aż kipi od pomysłów a członkowie mają wiele okazji by się realnie poznać.

5. Koordynacji — sukcesywnie zwiększa się ilość ateistycznych imprez i wszelkiego rodzaju przedsięwzięć antyklerykalnych. Grupy regionalne dają większe możliwości dotarcia z informacją do wszystkich zainteresowanych oraz pozwalają na idealną synchronizację działań. Oczywiście jeśli taka wola członków.

Dziś ta inicjatywa rozwija się już całkowicie niezależnie i samodzielnie, niemniej będziemy z tego miejsca starali się pomagać służąc miejscem w naszym portalu i informując o nowych grupach i wszelkich przejawach aktywności w już istniejących — spotkaniach, podejmowanych akcjach i innych wydarzeniach.

Jesteśmy otwarci na wszelkie inne pomysły związane z Spisem Powszechnym i gotowi na dalsze wspieranie i rozwijanie tej akcji.

19 gru 2014

PS. Można zminić nazwę „Spis Powszechny” na inną. Jakieś propozycje?

Tym bardziej, że:

idzie-zimne

 

635184061887194008

„Day ut ia pobrusa, a ti poziwai”

Tytułem wpisu jest zdanie uznane za najstarsze spisane w naszym ojczystym języku.

„Mamy podstawy do wielkiej satysfakcji i dumy, że dwa zgłoszone przez Polskę obiekty zaliczone zostały do wąskiego grona najważniejszych dokumentów w dziejach ludzkości. Takich, których znaczenie wykracza poza miejsce i czas ich wytworzenia i dowodzi znacznego wpływu na losy świata” – Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych prof. Władysław Stępniak.

UNESCO wpisało na listę zabytków dwa polskie dzieła: „Księgę Henrykowską” i „Akta i Biblioteka Braci Czeskich” w ramach programu „Pamięć Świata”, którego celem jest zachowanie i ratowanie dziedzictwa dokumentacyjnego.

Komitet Programu UNESCO Pamięć Świata zdecydował o wpisaniu na Listę 47 z 88 zgłoszonych do wyróżnienia obiektów dokumentacyjnych pochodzących z 61 krajów.

Na liście znajdują się między innymi takie dokumenty jak dzieła Mikołaja Kopernika De revolutionibus, rękopisy Fryderyka Chopina, akta Konfederacji Generalnej Warszawskiej z 1573 roku, tablice 21 Postulatów Gdańskich z Sierpnia 1980, czy też traktaty pokojowe (ahdnames) zawarte od II połowy XV do końca XVIII w. między Królestwem Polskim, a Cesarstwem Tureckim.

We wniosku skierowanym do Międzynarodowego Komitetu Programu UNESCO Pamięć Świata podkreślono, że „Księga Henrykowska jest unikatowym w skali światowej źródłem do poznania procesów wymiany kulturowej, które w średniowieczu zdecydowały o kształcie przyszłej Europy

źródło http://historia.focus.pl/polska/ksiega-henrykowska-na-liscie-unesco-1783

Treść księgi jest uznana za obiektywny przekaz opisujący dzieje kilkunastu wsi stanowiących własność klasztoru cystersów w Lubiążu koło Wrocławia nad Odrą. Forma gawędziarska dokumentu opisuje sprawy i życie codzienne naszego społeczeństwa w XIII w. Jest to swojego rodzaju pierwszy blog osobisty z tamtych czasów 😀 . I to w niej po raz pierwszy pojawia się polskie zdanie: „Day ut ia pobrusa, a ti poziwai”

PDF z opisem zawartości księgi  Henrykowskiej

mindset-743165_1280

Przestaw się na Zdrowe Myślenie!

Chore myślenie zaczyna się od chorych słów. Organizatorem kampanii zerwij z chorymi słowami jest Zakład Opiekuńczo-Leczniczy i Rehabilitacji Medycznej SP ZOZ przy ul. Mogileńskiej 42 w Poznaniu.

Co łączy zdrowe myślenie z górą lodową? Z pozoru nic. Góra lodowa to nie tylko efektowne zjawisko przyrodnicze, ale też metafora obecna w psychologii. Zygmunt Freud podkreślał, że to co widoczne – wierzchołek góry lodowej jest świadomą częścią naszego Ja, reszta pod powierzchnią wody (znacząca część) pozostaje ukryta, niedostępna, nieuświadomiona.

Stygmatyzujące określenia całą złożoność i indywidualność człowieka sprowadzają do pojedynczej łatki. Co stoi za takim myśleniem: chęć unieważnienia takiej osoby, odsunięcia od siebie problemu, lęk przed chorobą? Odpowiedzi jest z pewnością tyle, ile krzywdzących określeń. źródło 

Na oficjalnej stronie akcji: www.zdrowemyslenie.org, w dziale „Edukacja”, na nauczycieli czekają gotowe do pobrania materiały – wśród nich m.in. skrypty opracowane przez specjalistów z dziedziny edukacji i psychologii. Można także obejrzeć przeprowadzone już lekcje pokazowe

Ćwiczenia z ateizmu

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

Intronizacja Chrystusa już 19 listopada!!

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

19 listopada br., podczas kościelnych uroczystości w sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach, Polska – jak głosi episkopat – ma uznać królowanie Jezusa Chrystusa. Kulminacyjny punkt, to odmówienie „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Następnego dnia podobne obchody mają się odbywać we wszystkich kościołach. Później „Jubileuszowy Akt” będzie propagowany w parafiach oraz w ruchach i grupach przykościelnych. Dokument ten kończy się słowami: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Uroczystości te Kościół połączył z jubileuszem chrztu Mieszka I. Chrzest władcy Kościół nazywa – wbrew prawdzie historycznej – „Chrztem Polski”. Podobnie bezpodstawnie twierdzi, że to Polska uzna królowanie Jezusa Chrystusa.

Trzeba powiedzieć wyraźnie, ani chrzest Mieszka nie był chrztem Polski, ani obecne uroczystości nie są uznaniem przez Polskę królowania Chrystusa. 

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” i obchody z nim związane, tylko w niewielkim stopniu mają charakter religijny. „Jubileuszowy Akt” zawiera ideologię polityczną wyznawaną przez biskupów, wyrażoną językiem religijnym, oraz określa kierunek ich politycznej działalności. Jaka to ideologia? Jaki kierunek? Niedwuznacznie celem jest klerykalizacja państwa i społeczeństwa polskiego, tj. jak najdalej idące podporządkowanie władzom Kościoła państwa, prawa, życia publicznego i prywatnego.

Europa w ciągu dwóch ostatnich stuleci wyzwoliła się z praw wprowadzanych pod dyktando kościołów, przeciwstawiając im prawa człowieka. Prawa te Kościół katolicki zdecydowanie zwalczał aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965), kiedy to uznał je w ograniczonej postaci. Klerykalizacja nie przestała jednak straszyć. Chociaż dziś budowa państw wyznaniowych w Europie jest na szczęście utopią, w krajach takich jak Polska Kościół może osiągać częściowe sukcesy, na szkodę ogółu.

Poza drenowaniem społeczeństwa, by utrzymać rozdęty kościelny aparat, księży, katechetów, kapelanów, parafie, kurie biskupie, instytucje, kościoły i budynki kościelne, których ciągle przybywa, coś innego może zacząć dolegać zwykłym obywatelom. To opresyjność w sferze obyczajowej i religijnej. Wystarczy wsłuchać się w głos ludzi Kościoła, by zrozumieć, jakie skrywane pomysły mogą ujrzeć światło dzienne.

Na horyzoncie majaczy całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych, represjonowanie homoseksualizmu, zakaz in vitro, zakaz prowadzenia badań prenatalnych (także USG), klerykalizacja szkolnictwa, w nieco dalszej perspektywie zakaz rozwodów, karalność seksu przed i pozamałżeńskiego (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, ograniczenie wolności religijnej i wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej. Co jeszcze?

Władze kościelne mogą dziś sprawiać wrażenie, jakby nie chciały stosować represji. Ale gdyby mogły, to by chciały.

Biskupi polscy nie pogodzili się z rozdziałem państwa i Kościoła. Uznają doktrynę wyższości „prawa bożego” nad prawem stanowionym w demokratycznym państwie, zgodnym z prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Mówią otwarcie, że chcą daleko idących zmian prawa obowiązującego w Polsce. I to oni mieliby decydować, jakie to prawo ma być, interpretując zgodnie ze swoim interesem Pismo Święte. Zasady zawarte w Piśmie Świętym, także w Dekalogu, są zwięzłe, nieprecyzyjne i niedostosowane do współczesnych warunków. Władze kościelne interpretują je jak chcą, tak zresztą jest od wieków.

W Polsce, jak na razie, biskupie „prawo boże” (nazywane też „prawem naturalnym”, co jest mylące) nie stoi ponad prawem stanowionym, które ma respektować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych. Biskupom to nie w smak. Są przekonani, że w obecnej sytuacji politycznej – pisowska większość w Sejmie – mogą dokonać daleko idącej klerykalizacji Polski.

Co można powiedzieć katolikom? Nie powtarzajcie bez zastanowienia słów „Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla”. Tam nie idzie o pogłębienie wiary religijnej, ani o przywrócenie zdrowych zasad moralnych. Idzie o klerykalizację Polski. Kościelna opresyjność dotknie także katolików.

Tylko społeczny sprzeciw może powstrzymać biskupów i pisowskich polityków przed daleko idącą klerykalizacją Polski. Jeżeli sprzeciw będzie słaby, będziemy żyć w coraz bardzie opresyjnym państwie i społeczeństwie. Odczują to wszyscy.

Uroczystości „przyjęcia Chrystusa za króla” same z siebie nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia. Ale są sposobem oddziaływania władz kościelnych na polskie społeczeństwo, promowania klerykalizmu. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia polityczne ambicje, ideologię i dążenia biskupów polskich. Nie łudźmy się, biskupi nie wyzbyli się snu o katolickim państwie wyznaniowym. – Alvert Jann

* * *

Chciałbym przypomnieć artykuły z portalu polskiateista.pl , dotyczące intronizacji Chrystusa. Zamieszczam poniżej:

Mariusz „Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!” (fragment pt. Chrzest Polski), oraz „Oczekiwania zwolenników niebiańskiej monarchii w Polsce”.

Alvert Jann „Gra królem Chrystusem”.

Ponadto polecam:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

Na końcu zamieszczam pełny tekst „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”.

Alvert Jann

* * *

Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Chrzest Polski

 

knight-1514302_960_720Kler katolicki i politycy dostali szajby na punkcie chrztu Mieszka I i wygadują coraz to większe brednie, przeinaczając historię, jak tylko mogą. Szajba jest ściśle powiązana z przyjazdem papieża Franciszka do Polski na Dni Młodzieży w Krakowie i dążeniem do wprowadzenia w Polsce katolickiego szariatu.

Prezydent Andrzej Duda: „Chrzest Mieszka I jest najważniejszym wydarzeniem w dziejach Polski – powiedział w orędziu. 

(…)  my, Polacy, potrafimy dokonać wielkich, ważnych rzeczy, jeśli tylko będziemy działać razem i zgodnie z łączącymi nas wartościami; wartościami, których źródłem jest nasz chrześcijański rodowód – zaznaczył…

(…) Dlatego niszczenie podstaw naszej cywilizacji oraz próby zastępowania ich innymi, niespójnymi, luźno naszkicowanymi koncepcjami – zawsze było i zawsze będzie okupione ogromem cierpień i zniszczeń…”

(…) Przyjmując chrzest „powiedzieliśmy tak wolności i samostanowieniu…”

To niebezpieczny moment dla naszego kraju, który może stać się państwem fundamentalistów religijnych. Prezydent wygłasza dętą mowę o akcie politycznym, w wyniku którego Kościół katolicki mordował Słowian i narzucił Polakom obcą kulturowo religię, i twierdzi, że jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach naszego kraju; i mówiłby prawdę, gdyby dodał: „najtragiczniejsze w skutkach” wydarzenie. Politycy PiS-u przy każdej możliwej okazji przyjmują poddańczą postawę wobec kleru.

Biskupi natomiast łżą na całego, pisząc zupełnie nową historię aktu poddańczego, jakiego musiał dokonać Mieszko I z powodów czysto politycznych i robią to dziś w tym samym celu. Abp. Gądecki w trakcie uroczystej przemowy nakreślił cele, jakie Episkopat ma zamiar osiągnąć:

Gaude Mater Polonia! Raduj się Matko Polsko!

Będzie to moment historyczny, który nie może ograniczyć się do retoryki wspomnień, ale winien stać się okazją do odnowy duchowej, do podjęcia wyzwań naszych czasów i zwrócenia ich ku przyszłości. Będzie okazją do potwierdzenia tego, że przyszłością dla Polski i Europy jest wierność Ewangelii, ład moralny oparty na szacunku dla życia i rodziny a także wychowanie przekazujące kulturę chrześcijańską”.

Nastąpi radykalny zwrot do czasów, w których kler za pomocą zabobonów rządził krajem, sterując politykami. Biskup bredzi o ładzie moralnym i indoktrynacji dzieci, powołuje się na historię, która jest przez purpuratów zakłamana i zmanipulowana. W okresie, w którym Mieszko przyjmował ten nieszczęsny akt poddańczy wobec Kościoła katolickiego, moralność Stolicy Apostolskiej osiągnęła poziom szamba ulicznego.

Na dworze papieskim był to okres pornokracji, panowała powszechna rozpusta i bezpardonowa walka o inwestyturę – spór kompetencyjny: która władza jest ważniejsza duchowa czy świecka? Skompromitowany seksualnymi skandalami przedstawiciel Jezusa na ziemi, papież Jan XII, pod wpływem szantażu dokonał koronacji na cesarza Ottona I, który wymusił na papieżu przysięgę poddaństwa. Po jakimś czasie namiestnik Jezusa wycofał się z przysięgi, został obalony i zamordowany.

A dziś przedstawiciel tej instytucji znanej ze skandali pedofilskich, molestowania kleryków, odpowiedzialnej za rzeź w Rwandzie, śmie mówić o moralności i bezwstydnie łże, że chrzciny Mieszka I miały dla niego wymiar duchowy, a Polsce przydały chwały i wszelkich błogosławieństw:

Zdajemy sobie sprawę z tego, iż chrzest święty przyjęty przez Mieszka miał dla niego przede wszystkim znaczenie duchowe. W tym momencie nasz książę dokonał radykalnego duchowego zwrotu, przeszedł od kultu stworzeń, elementów tego świata, do kultu Stworzyciela.

Otrzymał Ewangelię, którą miał wyznawać oraz konkretną formę życia, która domagała się zaangażowania całej jego osoby i skierowała go w stronę dobra.(…) Otwarła się przed nim droga zbawienia”.

Plecie kler tę swoją wersję historii, a prawda jest taka, że chrystianizacja Słowian zaczęła się już około 860 roku. Proces nawracania rozpoczęli dwaj bracia: Cyryl i Metody, którzy wynaleźli dwa alfabety – cyrylicę i głagolicę, przetłumaczyli mszę i ewangelię, i porozumiewali się z nawracanymi w ich języku. Ich misja, w przeciwieństwie do niemieckich misjonarzy, odnosiła sukcesy, czym wzbudzili zazdrość Rzymu, który walczył o swoją dominację z prawosławnym Konstantynopolem. Zgodnie ze swoim zwyczajem, Rzym rzucał fałszywe oskarżenia, że bracia szerzą herezję i potajemnie sprzyjają pogaństwu.

Gdy dzisiaj dostrzegamy u niektórych rodaków utratę pamięci o własnych korzeniach chrześcijańskich…”

Dostrzegają, bo sami tę niepamięć spowodowali. Kościół katolicki zawsze podstawiał do podkucia żabią łapę, kradnąc czyjeś osiągnięcia i robi to cały czas. Cyryl i Metody byli nazywani apostołami Słowian. To oni rozpoczęli chrystianizację opartą na współpracy ze Słowianami, a nie paleniem ich na stosach. Sto lat wcześniej ochrzcili księcia Wiślan, który władał częścią Polski, ale o tym mało kto wie, ponieważ drapieżcy katoliccy skutecznie wypierają prawdy historyczne, żeby przechadzać się w świetle jupiterów i wysuwać swoje łapska do całowania.

Dlatego zapraszam każdego z moich rodaków do duchowej łączności z prawdą, jaką niesie ze sobą zbliżający się jubileusz”.

Biskup nie ma żadnej łączności z prawdą. Chrzest Mieszaka I był wynikiem kalkulacji politycznej i konsekwencją agresywnej polityki niemieckiej, która pod płaszczykiem nawracania za przyzwoleniem Rzymu podbiła Słowian.

animal-1296950_960_720W 939 roku, w którym Otton I Wielki został królem, rozpoczął się podbój Słowian Połabskich, których mordowano i siłą narzucano katolicyzm. Od tamtego czasu proces aneksji Słowian ruszył pełną parą.

Niemcy tworzyli na terenach słowiańskich liczne placówki polityczno–wojskowe zwane marchiami, których margrabiowie znani byli ze swojej brutalności i fałszu. Mordowali całe starszyzny plemion słowiańskich. Margrabia Gero, który wsławił się swoim barbarzyństwem, w 939 roku wymordował 30 wodzów słowiańskich, których wcześniej zaprosił do siebie, dając im gwarancję bezpieczeństwa. Kazał też ściąć siedmiuset jeńców, aby zmusić starszyznę słowiańską do większego posłuszeństwa.

Kler katolicki skutecznie wymazał pamięć tamtych czasów i stworzył fałszywy obraz historii Polski. Wmówił Polakom, że ich historia zaczyna się z chwilą aktu chrztu Mieszka I. To kłamstwo zostało zakotwiczone w świadomości społecznej wielowiekową propagandą katolickiego kleru. Wielcy kronikarze, którzy spisywali dzieje Polski, wypaczali przekaz i przemilczali niewygodne zdarzenia; pisali zgodnie z panującą wówczas polityką kościelną, a ci którzy się wyłamywali, byli więzieni i mordowani.

Skutecznie została zamazana historia słowiańskiego chrześcijaństwa, które było obecne na naszych terenach przed wprowadzeniem katolicyzmu. Biskupi katoliccy uznali, że głoszenie tej historii jest herezją, o której nie warto mówić. Tak samo jak i nie warto mówić o okresowych buntach społecznych, które były wynikiem narzuconych przez Kościół danin w postaci świętopietrza i dziesięciny, którą trzeba było płacić indywidualnie na rozpasanych plebanów. Ówczesny kler wprowadził jeden dzień pańszczyzny na ziemiach do niego należących, która to inicjatywa została z radością przyjęta przez szlachtę, co przyczyniło się do zniewolenia chłopów.

Dziś kler mówi, że chrzest dotyczy wszystkich odłamów chrześcijaństwa: prawosławia, protestantów i twierdzi, że było to duchowe przeżycie. Smutne w tym jest to, że ludzie w Polsce nie mają świadomości, jak było naprawdę i niestety, nie są zdolni do refleksji, a ci co sprzeciwiają się kapłańskim  manipulacjom, nazywani są zdrajcami narodu.

Prawda o Kościele katolickim jest zawsze taka sama – to zakłamana instytucja, która żeruje na strukturach państwa, oszukuje swoich wyznawców i zwalcza środowiska o odmiennym światopoglądzie. Działania Watykańczyków podszyte są obłudą i zakłamaniem. Pod płaszczykiem ewangelii, tak jak za czasów Mieszka I, realizują swoje cele, które zawsze stały i stoją w kolizji z demokratycznym państwem.

Komisja wspólna Episkopatu Polski i partii rządzącej:

Kościół Katolicki jest depozytariuszem polskich wartości narodowych. Nie będzie dobrej zmiany, poprawy sytuacji życiowej Polaków, bez odbudowy ładu moralnego opartego na religii katolickiej”.

To wspólne oświadczenie jest jasną deklaracją, w którą stronę Polska zmierza. Należy bezzwłocznie dążyć do zerwania niekonstytucyjnej umowy konkordatowej z Kościołem katolickim. Problem w tym, że w kraju nie ma żadnej siły politycznej, którą byłoby stać na pokazanie biskupom, że ich miejsce jest w kościele na ambonie, a nie na politycznych salonach.  – Mariusz

* * *

Oczekiwania zwolenników niebańskiej monarchii w Polsce

 

vatican-594612_640Polska od lat zmierzała w stronę państwa wyznaniowego. Do tej pory biskupi próbowali zachowywać pozory, teraz z uwagi na korzystną koniunkturę polityczną zaczynają kończyć dzieło. Intronizacja Jezusa stanie się kolejnym „argumentem” na to, aby Polacy — bez względu na światopogląd — przyjęli do wiadomości, że żyją w kraju teokratycznym.

„Teokracja (z greckiego theos – bóg i kratos – władza), ustrój państwowy, w którym najwyższą władzę sprawują kapłani. Podstawą tej władzy jest doktryna religijna, według której suwerenna władza należy do bóstwa, a kapłani, jako najbliżsi bóstwu, są jej wykonawcami”.

Król elekt Jezus oficjalnie nie wyraził zgody na to, aby rządzić krajem, a nawet gdyby mógł, to pogoniłby pomysłodawców tego przedstawienia, jak nie przymierzając kupców ze świątyni. Biskupi dobrze wiedzą, że obwołanie Jezusa królem Polski to wymysł, który jest zaprzeczeniem sensu ewangelii. W 2012 roku pisali w liście pasterskim, który zaginął w akcji, że inicjatywa jest niebiblijna i wręcz szkodliwa. Dzisiaj nauki biblijne nie robią na kapłanach większego wrażenia, bo nie może być tak, że grupy dążące do intronizacji skonsumują same tak przedni pomysł.

„Działanie Episkopatu jest obliczone na korzyści doraźne. Rząd, który jest zakładnikiem biskupów, będzie legitymizował jako władza świecka, ustanowienie w Polsce niebiańskiej monarchii. Skoro Jezus zostanie królem, to w jego królestwie nie ma miejsca na: aborcję, in vitro, antykoncepcję, rozwody, związki partnerskie, seks przedmałżeński itp…” (Intronizacja, czyli jak manipuluje „plebsem” Episkopat)

Hierarchowie stosują retorykę wypowiadania się za cały naród, który ma pokutować, modlić się, a ci, co nie wierzą lub są krnąbrni, mają się w akcie pokuty nawrócić i słuchać głosu Kościoła, który przemawia w imieniu samego Boga. „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”:

„W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród”.

Im bliżej aktu intronizacji, tym większymi odlotami będziemy częstowani przez religijnych dewotów.

IntroJezusa„Ponieważ Pan Jezus był wyśmiany, znieważony, opluty, umęczony, ubiczowany, ukrzyżowany i męczeńską śmiercią umarł na krzyżu PUBLICZNIE, to my teraz PUBLICZNIE musimy to naprawić.

 … dlatego w tej Uroczystości MUSI BYĆ przedstawiciel Rządu czyli Prezydent i Premier i Ministrowie, przedstawiciele Kościoła czyli Prymas, Kardynałowie, Biskupi, Kapłani i najlepiej cały lud wierny.

Pan Jezus nas Kocha i czeka na nasze PUBLICZNE PRZEPROSINY” – ( INTRONIZACJA czysto i klarownie, bez domysłów i dogmatów ).

Głos tego człowieka nie jest wyjątkiem, w ten sposób myślą inicjatorzy tego dziwacznego pomysłu, który zrodził się w głowie Rozalii Celakówny. Kobieta ta pod wpływem wizji stwierdziła, że tylko obwołanie Jezusa królem Polski może nasz kraj uchronić przed nadchodzącą zagładą. Twierdziła również, że gdyby Polska uznała Jezusa za króla wcześniej, to pożoga II wojny światowej ominęłaby nasz kraj szerokim łukiem.

„Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeśli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości.

Inaczej, moje dziecko, nie ostoi się.

I jeszcze na ostatek mówi do mnie przekonująco:  Oświadczam ci to, moje dziecko, jeszcze raz, że tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem” – (Jedyny ratunek dla Polski – CHRYSTUS KRÓL POLSKI ) .

Na samym początku ruchy charyzmatyczne były niszowymi wspólnotami wewnątrz Kościoła. Episkopat krytykował poczynania tych wspólnot, dając niejednokrotnie do zrozumienia, że przejawiają cechy sekciarskie. Sytuacja z biegiem lat zmieniła się diametralnie, ponieważ ruchy mają lepszą ofertę — bardziej widoczną i spektakularną. [Kolejne tysiąc lat przed nami.]

Przykładem jest znany w Polsce afrykański ksiądz i szaman w jednej osobie Bashobora.

„Kiedy zabrakło JP II, budzącego masowe emocje, Kościół stawia na spektakle z cudotwórcami w roli głównejKościół wybrał i animuje charyzmatyczny kierunek rozwoju. Dzięki celowemu pobudzaniu przez Kościół tej formy religijności – pentekostalizacja będzie trwałym rysem kościelnej działalności” [http://polskiateista.pl/ks-bashobora-i-katoliccy-intelektualisci/ ].

Najważniejsze kulty, takie jak Medjugorie, Lourdes czy Fatima to dzieła ruchów charyzmatycznych i Tadeusza Rydzyka, inicjatywy te nie mają żadnego oparcia w nauczaniu chrześcijańskim. Często na portalu piszemy o tym, jak destrukcyjnym elementem życia politycznego i społecznego w Polsce jest Kościół katolicki, który od samego początku swojego istnienia łączy tron z ołtarzem. Biskupi kłamią, twierdząc, że prezentują nauki Jezusa, są ich zaprzeczeniem. Watykan to państwo, które pod płaszczykiem religii na terenach obcych państw, prowadzi świetnie prosperujący kiermasz z dewocjonaliami, obrazami, pomnikami, pogańskimi obrządkami, za który płacą władze świeckie.

Dziwi mnie jak katolicy, którzy na co dzień mają usta pełne frazesów, tak lekkomyślnie podchodzą do swoich wierzeń. Pomysł zrobienia Jezusa królem jakiegokolwiek państwa świeckiego jest zaprzeczeniem nauk biblijnych. Księża od lat próbują wmówić swoim wyznawcom, że Polska zajmuje wyjątkowe miejsce w planie biblijnym. Pojawiają się pomysły, że to od naszego kraju rozpocznie się Paruzja, czyli powtórne przyjście na ziemię Jezusa, a intronizacja ma być tego początkiem. Poglądy tego typu są absurdalne i kompletnie nieosadzone w przekazie biblijnym.

To, co się dzieje w naszym kraju obecnie, jest wynikiem skandalicznej postawy polityków i biskupów, którzy wzorem imamów islamskich wypowiadają się za całe społeczeństwo. Prezentują postawę „wyższej moralności”, sami jej nie przejawiając. Narzucają w ich mniemaniu jedynie słuszną wiarę, która jest oparta tylko i wyłącznie na przekonaniach i fałszywych doktrynach. Historia i czasy obecne pokazują, że gdy zaczyna pojawiać się w dyskursie publicznym bełkot religijny, tworzą się podziały i próby ograniczania wolności wyboru.

Nauki katolickie są zaprzeczeniem wartości demokratycznych, są w sprzeczności z pojęciem swobód obywatelskich, dlatego uważam, że:

Konkordat musi być rozwiązany.  – Mariusz

* * *

Gra królem Chrystusem

 

 hearts-884196_960_720Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720Totalizm

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody światarozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Summa summarum:

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

*   *   *

theater-399964_1280

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

…………………………………………………………………… 

O intronizacji Chrystusa na portalu polskiateista.pl:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

magic-790704_960_720

Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?

magic-790704_960_720

W podręczniku czytamy, że duża część filozofii ostatnich trzystu lat to ataki na religię i „zastępowanie jej światopoglądem naturalistycznym, który całkowicie eliminuje wyjaśnienia teologiczne”. Tak jest rzeczywiście. Naturalizm to dziś bardzo ekspansywny światopogląd, a eliminowanie wyjaśnień teologicznych odbywa się nie bez powodu. Przyjrzyjmy się.

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia.

Co to jest naturalizm?

Naturalizm to stanowisko filozoficzne uznające, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości – ta, w której żyjemy i której jesteśmy częścią. Nie istnieje jakaś inna rzeczywistość, nadprzyrodzona czy boska.

universe-1044107_960_720Jak nazwać tę jedyną istniejącą rzeczywistość? Najlepiej przyrodą, czyli naturą. Obejmuje ona makro i mikrokosmos, wszechświat i cząstki elementarne, giganty i kwanty; przyrodę nieożywioną i organizmy żywe, a także doznania psychiczne i świadomość, będące pochodnymi funkcjonowania organizmów biologicznych (nie istnieją niezależnie do organizmów żywych). Mówiąc najkrócej, naturalizm uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne, psychika i świadomość.

Z punktu widzenia filozofii naturalizm jest monizmem ontologicznym (mono– jedno; onto– byt, istnienie). Ontologia to najogólniejsza teoria bytu, rzeczywistości, istnienia. Monizm ontologiczny przyjmuje, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości. Według monizmu naturalistycznego istnieje tylko przyroda/natura. Według monizmu idealistycznego naprawdę istnieją tylko idee, bóg, duch, świadomość.

Odmiennym stanowiskiem jest dualizm/pluralizm ontologiczny. Przyjmuje istnienie wielu rodzajów rzeczywistości. Na stanowisku dualizmu ontologicznego stoi teologia chrześcijańska – przyjmuje, że istnieją dwa rodzaje rzeczywistość: nadnaturalna (nadprzyrodzona) i naturalna (przyrodzona/przyrodnicza).

Wyjaśnianie

Na czym polega wyjaśnianie? Wyjaśnić to uczynić coś zrozumiałym, podać powód, przyczynę, powiedzieć, dlaczego coś zaszło lub ma miejsce. Np. pytamy, skąd się biorą trzęsienia ziemi. Wszelkie klęski żywiołowe frapowały ludzi od zarania dziejów. Wyjaśnienia mogą być różne. W mitologii greckiej, tworzonej przez poetów, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, grzmoty i błyskawice przypisywano działalności i walkom bogów.

abracadabra-484969_960_720

Wyjaśnienia teologiczne

Na czym polega wyjaśnianie teologiczne? Twierdzi się, że to lub owo sprawił Bóg. Wskazuje się na boże sprawstwo.

Warto zapytać, czy wyjaśnienia teologiczne cokolwiek wyjaśniają. Bo jeżeli nic nie wyjaśniają lub – inaczej mówiąc – dają wyjaśnienia pozorne, to nie ma się czemu dziwić, że są eliminowane i zastępowane przez światopogląd naturalistyczny.

W katechizmie i w podręcznikach mamy wiele przypadków wyjaśnień teologicznych. Ich źródłem jest przede wszystkim Stary i Nowy Testament, bardzo często cytowane. Warto pamiętać, że jeszcze w czasach Newtona (XVII/XVIII w.) Biblię traktowano jako wiarygodne źródło wiedzy o świecie. Np. Newton na podstawie Biblii obliczył wiek świata na kilka tysięcy lat i fundamentaliści biblijni do dziś powołują się na te ustalenia. We współczesnej nauce jest to nie do przyjęcia nawet jako hipoteza, bo hipoteza naukowa wymaga poważnego uzasadnienia, a tego brak.

Czego współcześnie dotyczą najczęściej wyjaśnienia teologiczne?

Bożym aktem stworzenia wyjaśnia się powstanie świata. Chociaż niektóre biblijne opisy traktowane są jako przenośnie, to samo stworzenie świata przez Boga podawane jest jako wiedza prawdziwa.

Czy wyjaśnienie to da się obronić? Nie, na jego poparcie brak wiarygodnej argumentacji. Równie dobrze można uznać (wierzono tak w starożytnej Grecji), że świat istniał wiecznie i nie został przez nikogo stworzony.

Opowieści o stworzeniu świata mamy w różnych religiach tysiące. Nie sposób uzasadnić, dlaczego właśnie wyjaśnienia podawane przez chrześcijańskich teologów miałoby być prawdziwe. Wyjaśnienia religijne nie opierają się na wartościowej wiedzy. Lepiej uczciwie powiedzieć, że nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci istniał wiecznie, niż przyjmować religijne interpretacje.

A teologiczne wyjaśnienia dotyczące końca świata, podawane w katechizmie i podręcznikach, to – chciałoby się powiedzieć – całkowity odlot, fantastyka. Chrystus ma ponownie zstąpić na Ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Jak czytamy w podręczniku, będzie to „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. Teolodzy i podręczniki nie traktują biblijnego opisu końca świata jako metafory. Wszystko ma nastąpić realnie. Starożytną mitologię religijną podaje się jako rzekomo prawdziwą wiedzę o świecie.

paradise-146120_960_720A oto inny przykład teologicznych wyjaśnień. To, że ludzie doświadczają cierpień, chorób i są śmiertelni, wyjaśnia się grzechem pierworodnym. Przypadłości te mają być skutkiem nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy w podręczniku – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Opowieści o grzechu pierworodnym nie są przedstawiane jako przenośnie, lecz jako rzeczywistość.

Nietrudno zauważyć, że teologiczne wyjaśnienia mają charakter mitologiczny, odwołują się do fantastycznych opowieści, w przypadku teologii chrześcijańskiej do opowieści biblijnych. Nie są oparte na jakiejkolwiek sprawdzonej wiedzy.

W wielu przypadkach teolodzy uciekają się do sofistycznych (tzn. naciąganych) reinterpretacji. Dobrego przykładu dostarcza stosunek teologów do ewolucji biologicznej. Władze Kościoła katolickiego pogodziły się z tym, że ewolucja jest faktem, a nie hipotezą. Ale nie rezygnują z wyjaśnień teologicznych w tej dziedzinie. Przyjmują, że Bóg w proces ewolucji ingeruje. W ważnym dokumencie kościelnym, cytowanym także w podręczniku, czytamy: „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo”.

Teolodzy nie są w stanie podać żadnych zadowalających argumentów świadczących, że Bóg tchnął duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji. I że tylko dzięki bożej ingerencji człowiek stał się istotą o wyjątkowych zdolnościach umysłowych i wyjątkowo rozwiniętej świadomości.

Nie ma potrzeby przyjmowania „na wiarę” teologicznych wyjaśnień. Wiedza dotycząca ewolucji biologicznej pozwala zrozumieć, jak stopniowo kształtowały się układ nerwowy, mózg, psychika – od form najprostszych po charakterystyczne dla człowieka. Teologia oferuje mitologiczne wyjaśnienia, które nic nie wyjaśniają.

brick-83696_640

Bóg luk”

Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia, teolodzy i osoby religijne uznają, że mamy tam do czynienia z bożą ingerencją. Luki w wiedzy traktowane są jako dowody mające świadczyć o bożym sprawstwie. Można powiedzieć, że w lukę w wiedzy wstawia się boga. W tej roli nazwano go Bogiem luk (ang. God of the gaps). Jest to wnioskowanie błędne. Z tego, że nauka czegoś nie wyjaśnia, nie wynika, że mamy do czynienia z bożym sprawstwem. W grę mogą wchodzić przyczyny jak najbardziej naturalne, tyle że jeszcze niezbadane.

Współcześnie metodą „Boga luk” religijni autorzy próbują wyjaśniać na przykład powstanie życia, pierwszych organizmów żywych. Krótko o tej kwestii.

Nauce wytyka się, że nie wyjaśnia jak powstało życie. Wymaga się dokładnego opisania tego procesu (i słusznie), co na dziś nie jest możliwe. Wypada jednakowoż zapytać, czy powiedzenie, że życie stworzył Bóg, cokolwiek wyjaśnia? Teolodzy nie opisują procesu stwarzania, nie podają, jakie to reakcje chemiczne i procesy uruchomił Bóg. Ot, raz, dwa, trzy – i stworzył. Jak czarownik z bajki. Mamy tu do czynienia z Bogiem-Czarownikiem.

Powiedzmy wyraźnie, teologiczne wyjaśnienia nie wyjaśniają jak powstało życie. W podobnie nieprecyzyjny sposób może dziś wyjaśnić powstanie życia także nauka. Jak? Naukowiec może powiedzieć, że życie powstało w drodze procesów zachodzących w przyrodzie, nie podając szczegółów. Inaczej mówiąc: zostało stworzone przez przyrodę w drodze ewolucji.

Różnica między nauką a teologią jest jednak w tym punkcie wyraźna. Badania naukowe czynią olbrzymie postępy i zagadka powstania życia zostanie przypuszczalnie wyjaśniona. Natomiast teolodzy powtarzają mitologiczne wyjaśnienia, które niczego nie wyjaśniają i nie wyjaśnią. Nie zmieniają tego podejmowane przez religijnych autorów próby podawania wyjaśnień w filozoficznym i naukowy sosie, unowocześniania. Encykliki papieskie, kościelne dokumenty, a także publikacje religijnych naukowców, nie wnoszą nic nowego. Powtarza się tam stare religijne koncepcje, pochodzące najczęściej z czasów scholastyki, z czasów św. Tomasza z Akwinu (XIII w.).

Teolodzy i religijni autorzy mówią/powtarzają, że Bóg to i owo stworzył, wykorzystują luki w wiedzy naukowej, cytują dzieła teologiczne i Pismo Święte na przemian z publikacjami naukowymi. Powstaje przedziwny galimatias mający sprawiać wrażenie naukowości. Przedstawianie tego jako wyjaśnień jest intelektualnym nadużyciem. Nasuwa się przypuszczenie, że teolodzy i religijni filozofowie popełniają to nadużycie świadomie i każą wiernym żyć w kłamstwie.

sigonella-81772_960_720

Wyjaśnienia naturalistyczne

Zgodnie ze stanowiskiem naturalistycznym wszelkie zjawiska należy wyjaśniać przyczynami naturalnymi, a nie nadnaturalnymi (nadprzyrodzonymi). Jest to praktyka uznawana w nauce współczesnej powszechnie. Naukowcy w badaniach nie przyjmują wyjaśnień teologicznych. Dlaczego? Bo działania czynników nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Nie idzie tu więc o „założenie” przyjmowane przez naukowców, ale o fakt, że przyczyn nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Gdyby ktoś je odkrył w sposób spełniający wymogi obowiązujące w nauce, naturalizm w badaniach naukowych przestałby obowiązywać.

Rozróżnia się często naturalizm ontologiczny i naturalizm metodologiczny. Ten pierwszy uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Ten drugi mówi, że w badaniach naukowych nie bierze się pod uwagę przyczyn i wyjaśnień nadnaturalnych.

Badacz może oczywiście wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych. Wielu dawniejszych i współczesnych naukowców wierzyło w Boga (ciekawe badania na ten temat przedstawiam w innym artykule – link poniżej). Ale faktem jest, że nic z tej wiary dla badań nie wynika. Prowadząc badania religijny naukowiec zachowuje się jakby był naturalistą ontologicznym – w praktyce badawczej nie bierze pod uwagę przyczyn nadnaturalnych. Może domniemywać, że np. reakcje chemiczne zachodzą dzięki mocom bożym. Ale nic to do badań nie wnosi i nic tych domniemywań nie potwierdza. Sytuacja jest więc poniekąd – chciałoby się powiedzieć – schizofreniczna. To jakby rozdwojenie jaźni, świadomości. Religijny badacz wierzy, że przyczyny nadnaturalne działają, ale nie bierze ich pod uwagę i nie stwierdza ich istnienia. Postępuje, jakby przyczyn nadnaturalnych nie było.

Badacz stojący konsekwentnie na gruncie naturalizmu tego rozdwojenia nie doświadcza.

To, że badania naukowe nie potwierdzają obecności przyczyn nadprzyrodzonych, podważa wiarę w ich istnienie. Cokolwiek naukowcy odkryją, okazuje się zjawiskiem naturalnym. Nie tak dawno boską cząstką nazywano bozon Higgsa – ale była to tylko metafora. Nie odkryto prawdziwie boskiej cząstki. Również mechanika kwantowa dotyczy wyłącznie przyrody, nie stwierdza istnienia bytów nadprzyrodzonych. Tzw. obserwator, o którym mówi się w fizyce kwantowej, nie jest bogiem czy istotą nadnaturalną.

Naturalizm metodologiczny trzyma się mocno. Można powiedzieć, że dostarcza poważnych argumentów na rzecz naturalizmu ontologicznego. Bo skoro nauka nie stwierdza istnienia przyczyn naturalnych i nie wymaga, by brać je pod uwagę, to najpewniej nie istnieją. Naturalizm metodologiczny prowadzi w konsekwencji do naturalizmu ontologicznego. Więcej, jest w istocie z naturalizmem ontologicznym tożsamy, chociaż na pierwszy rzut oka trudno to uznać.

Wygląda na to, że wyjaśnienia teologiczne są i będą eliminowane z naszej wartościowej wiedzy o świecie i człowieku. Rozwój nauki sprawia, że tracą i będą tracić na znaczeniu. Nie ma czego żałować. Wyjaśnienia teologiczne nie oferują wartościowej poznawczo wiedzy.

Podsumowując:

Wyjaśnienia teologiczne – także te zawarte w podręcznikach – niczego nie wyjaśniają. Są to wyjaśnienia pozorne, oparte na mitologii biblijnej. Nie ratują ich próby podawania w filozoficznym i naukowym sosie. Nie można poważnie traktować wyjaśnienia chorób i śmierci grzechem pierworodnym. Podobnie jest z innymi wyjaśnieniami teologicznymi.

Co więcej, samo pojęcie Boga ma mitologiczne pochodzenie. W starożytnych mitologiach bogowie byli głównymi postaciami. W mitologii Izraelitów bóg Jahwe stworzył świat, wygnał ludzi z raju za nieposłuszeństwo, jest wszechmocny jak czarownik z bajki. Filozofowie starogreccy, a następnie chrześcijańscy, mitologiczne pojęcie boga zaczęli ubierać w filozoficzne szaty. Jest to jednak ta sama starożytna mitologia religijna, tylko podana w innej formie.

Wprawdzie nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale teologia nic nie wyjaśnia. Bardzo dobrze, że wyjaśnienia teologiczne są zastępowane przez wyjaśnienia naukowe.

australia-695178_960_720

Zamiast humoru

Może już zapomnieliście? Warto przypomnieć.

„Przed rozpoczęciem najbliższych obrad Sejmu, w sejmowej kaplicy zostanie odprawiona msza święta w intencji deszczu, zamówiona przez klub parlamentarny PiS. Komunikat odczytał sekretarz obrad. Sala zareagowała gromkim śmiechem. Marszałek Sejmu Marek Jurek podkreślił, że >kpina z liturgii razi bardzo wielu posłów na tej sali<. Zaapelował o >odrobinę kultury<„ (Źródło: wiadomosci.wp.pl 19-07-2006). – Alvert Jann

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 28 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Z okazji rozpoczęcia roku akademickiego mogę polecić:

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

enforce-46910_640.

 

throne-571836_960_720

Intronizacji Chrystusa nie będzie …

throne-571836_960_720Episkopat przygotowuje coś, co ma być i zarazem nie być intronizacją Chrystusa na króla Polski. W kwietniu 2016 r. opublikowano „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”, który będzie w listopadzie uroczyście odmawiany podczas kościelnych uroczystości w Krakowie-Łagiewnikach i innych miejscach.

W czerwcu br. episkopat wydał „Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”, w którym wyjaśnia sens całego przedsięwzięcia. Czytamy tam, że potrzeba intronizacji Chrystusa wynika z objawień, jakich doświadczyła około 1937 r. Rozalia Celakówna, krakowska pielęgniarka i mistyczka. W objawieniach tych, jak piszą biskupi, „Jezus domaga się m.in. aktu intronizacyjnego od narodu polskiego. Świadczy o tym choćby ten zapis (cytuje się fragment objawienia): >Jest ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga<”.

Nie żartuję, według episkopatu Jezus rzeczywiście coś takiego objawił Rozalii. I episkopat chce żądanie Jezusa spełnić. Teolożka Celestyna, moja dobra znajoma, mówi, że jest to niemożliwe. Dlaczego?

Jezus powiedział, jak czytamy, że uznanie go za króla „ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga”. Hm, to zaporowy warunek. Nawet jeżeli Jezus użył zwrotu konwencjonalnego, którego nie można rozumieć literalnie, to z pewnością oczekuje co najmniej poprawy. Trudno na to liczyć. Wystarczy posłuchać księży i wiernych, jak boleją nad postępującym upadkiem moralności i prawdziwej wiary.

Niespełnienie warunku postawionego przez Jezusa będzie miało – mówi Celestyna – poważne konsekwencje. Kościół dokona aktu intronizacji, ale Jezus go odrzuci. „Nie widzę w Was poprawy” – powie. Tron pozostanie pusty.

Wobec zaporowych warunków, jakie postawił Jezus w objawieniu danym Rozalii Celakównie, episkopat zmienił formułę uroczystości. Nie będzie intronizacji Jezusa. A co będzie?

affair-1238428_960_720Będzie przyjęcie.

W uroczystym „Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” słowo intronizacja w ogóle nie pada. Mówi się o przyjęciu Chrystusa, a nie o intronizacji.

Teolożce Celestynie słowo „przyjęcie” kojarzy się przede wszystkim z poczęstunkiem, a nie z intronizacją. Zwolennicy prawdziwej intronizacji, ustanowienia Jezusa królem Polski, mogą czuć się zawiedzeni. Tym bardziej, że w pierwotnej wersji aktu episkopat mówił o intronizacji, a w obecnej słowo intronizacja w ogóle nie pada. Zamiast intronizacji mamy poczęstunek.

surgery-676385_960_720Kulisy zmiany

Badacze episkopatu, tj. episkopatolodzy, wskazują kilka przyczyn zamiany intronizacji na przyjęcie.

Po pierwsze, episkopat obawiał się śmieszności. To poważny powód. Wystarczy, że religijni posłowie ośmieszają Kościół, odprawiając w Sejmie w czasie suszy modły w intencji deszczu. Intronizacja byłaby przez wielu zlaicyzowanych obywateli, także katolików, odbierana podobnie, jako kabaret. Postanowiono zmienić intronizację na przyjęcie – i włączyć w ciąg kościelnych uroczystości, ślubowań, symbolicznych gestów i religijnego pustosłowia, do czego ludzie od wieków są przyzwyczajeni. Ale to nie jedyny powód.

Po drugie, episkopat do niedawna w ogóle odcinał się od idei intronizacji. Dlaczego teraz postanowił przeprowadzić intronizację, chociaż w zmienionej formule? Najpewniej uznał, że rządy pisu to odpowiedni moment, by zaszaleć, klerykalizować wszystko, co się da. Kościół potrzebuje do tego spektakli, publicznej i medialnej obecności, szumu. Uroczystości intronizacji/przyjęcia Chrystusa za króla dobrze się do tego nadają.

Po trzecie, pomysł intronizacji, mimo sprzeciwu episkopatu, zyskiwał popularność w wielu środowiskach i głowach katolickich. Biskupi postanowili w końcu sprawę rozwiązać, tym bardziej że entuzjaści intronizacji sprawiali wrażenie owieczek gotowych kąsać pasterzy.

Episkopat od dawna był pod naciskiem zwolenników intronizacji, którzy utworzyli coś w rodzaju ruchu intronizacjnego. Zyskał on na znaczeniu po transformacji ustrojowej. Powstały wspólnoty intronizacyjne, strony internetowe, lobby intronizacyjne, intronizacyjny szum.

Nie brakowało intronizatorów, którzy w ogłoszeniu Chrystusa „Królem Polski” chcieli widzieć demonstracyjny akt mający przyspieszyć politykę radykalnej klerykalizacji państwa i społeczeństwa polskiego. Episkopat jest oczywiście za klerykalizacją, ale chce to robić pod swoją kontrolą i na swoich warunkach, obawia się zbyt ostrych harcowników i radykałów. Wariackie inklinacje ruchów przykościelnych (intronizacyjnych, charyzmatycznych, oazowych, frondy, radiomaryjnych itp.) są dobrze znane i niejeden raz budziły niepokój kościelnych hierarchów. Episkopat chce przeprowadzić intronizację po swojemu, a przy okazji pokazać intronizatorom, kto tu rządzi.

Katolicki odpowiednik islamizmu

W „Akcie Przyjęcia Jezusa” nie mówi się, że Jezus Chrystus będzie „Królem Polski”, co bardzo boli wielu intronizatorów. Ale …

Ale mamy tam wezwanie: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!”. Głosi się, że Jezus Chrystus jest jedynym Władcą państw, narodów i całego stworzenia. Wzywa się Jezusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”.

To nader radykalny program polityczny, a nie religijny – katolicki odpowiednik politycznego islamizmu. Ruch i ideologia intronizacji ma ten właśnie niechlubny charakter, skrywany pod osłoną miłości do Chrystusa. Warto o tym wiedzieć.

Przytoczone przed chwilą frazy z „Aktu Przyjęcia Jezusa” to oczywiście nie jedyny dowód na polityczny radykalizm idei i dążeń intronizacyjnych (zajmę się tym w innym artykule).

Biskupi liczą, że organizując przyjęcie/intronizację, poddadzą ruch intronizacyjny ściślejszej kontroli, skanalizują, usuną podskakiwaczom grunt spod nóg. A jednocześnie pchną do przodu politykę klerykalizacji Polski. Mówiąc metaforycznie, episkopat liczy, że urwie łeb hydrze, a cielsko wykorzysta dla własnych potrzeb. Póki co, karmi potwora.

„Akt Przyjęcia Jezusa” nie jest gestem bez znaczenia, wyraża dążenie polskiego episkopatu do klerykalizacji państwa i społeczeństwa. Trudno przewidzieć, jak daleko to pójdzie. Nie można wykluczyć, że episkopat i PiS przedawkują substancje halucynogenne, które podają ludowi swojemu. Społeczeństwo polskie jest dość zlaicyzowane, wielu może nie przełknąć aplikowanej im dawki obłędu. Oby.

Podsumujmy: Jezus nie był i nie będzie królem Polski. To tylko episkopat i składający przyrzeczenie katolicy przyjmują go symbolicznie za swojego „Króla i Pana”.

Młyny kościelne

Sama Rozalia Celakówna jest najmniej winna całej tej aferze z intronizacją, chociaż to jej wizje stały się podstawą pomysłów intronizacyjnych.

Była pielęgniarką, zwykłą i uczciwą kobietą, ale nadmiernie przejmującą się religią i cierpiącą na poważne zaburzenia psychiczne. Miała wielokrotnie widzenia i słyszała głosy (częsty symptom zaburzeń psychicznych i schizofrenii), które pojmowała jako objawienia pochodzące od Jezusa. Zaburzenia te wpływały niekorzystnie na jej życie i powinno się jej z tego powodu współczuć.

Pretensję trzeba mieć do kościelnego otoczenia, które w dobrej lub złej wierze zaczęło żerować na jej przypadłości. Duchowni zachęcali ją do spisywania wizji, pobudzali zamiast uspokajać, umacniali wiarę w prawdziwość jej kontaktów z Jezusem. Atmosfera niepokoju przed 1939 r. stymulowała lęk przed wojenną katastrofą i apokaliptyczne nastroje. W 1937 i 1938 r. Rozalia doznawała objawień, dokładnie i obszernie przez nią spisanych, które stały się podstawą późniejszego ruchu intronizacyjnego.

Znalazł się lekarz, który na zlecenia władz kościelnych w 1938 r. wydał pozytywne orzeczenie o jej stanie psychicznym.

Sprawa objawień i intronizacji zaczęła żyć własnym życiem, machina kościelna produkująca cuda, objawienia i świętych, mełła powoli ale skutecznie. Rozalia zmarła w 1944 r., a po jej śmierci znajdowali się wpływowi ludzie zdolni nadawać jej objawieniu coraz większe znaczenie i rozgłos. Odpowiednie instancje kościelne, zamiast powiedzieć zdecydowane „nie”, uwiarygodniały prawdziwość jej rozmów z Chrystusem. W 1996 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny, zakończony pozytywnie na szczeblu diecezjalnym w 2007. Dokumenty zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że jeszcze przed wojną Rozalia spotykała czasami trzeźwych kapłanów. W jej notatkach czytamy: „Jedni spowiednicy mówili, że mam pomieszanie zmysłów, inni, że im Bóg nie dał zrozumienia mej duszy, a inni jeszcze mnie besztali, że opowiadam takie rzeczy, które się nie dzieją na świecie, a jeszcze inni wprost mówili, że to wszystko jest nienormalne”.

Objawienia

Jeśli starczy wam cierpliwości, przeczytajcie poniższe cytaty z obszernych notatek Rozalii. Warto przeczytać, bo inaczej trudno zrozumieć, jak wielkich nadużyć intelektualnych i moralnych dokonują pospołu episkopat, Kościół i ruchy intronizacyjne.

Pewnego razu Rozalia upadła zemdlona i tak opisuje swój stan:

„Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc”.

Inne widzenie:

jesus-christ-1340401_960_720„Zbliżył się do mnie Pan Jezus, ujął mnie za ramię i wyszedł z tej sali na korytarz ze mną. Był ubrany w suknię białą i płaszcz bordo. Nie mogę określić z czego względnie jaki był materiał. W boku Jezusowym była Rana. O z jakąż miłością i słodyczą przemówił do mnie, do tak ogromnie nędznej duszy (…): >Moje drogie dziecko popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste<„.

Od 1937 r. pojawiają się widzenia coraz częściej mające za temat Polskę, świat, wojnę i intronizację. Oto Rozalia widzi postać i słyszy głos:

„Nastaną straszne czasy dla Polski. Burza z piorunami oznacza karę Bożą, która dotknie naród Polski za to, że ten naród odwrócił się od Pana Boga przez grzeszne życie. Naród Polski popełnia straszne grzechy i zbrodnie, a najstraszniejsze z nich są grzechy nieczyste i morderstwa, i wiele innych grzechów”.

,,Moje dziecko, za grzechy i zbrodnie (wymieniając zabójstwa i rozpustę) popełniane przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszne kary. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną”.

,,Trzeba wszystko uczynić, by Intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek Miłości Jezusowej na te ostatnie czasy! Pytam z bojaźnią tej osoby, czy Polska się ostoi? Odpowiada mi, że Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego miłości; inaczej, moje dziecko, nie ostoi się. (…) W tej chwili powstał straszliwy huk – owa kula (glob ziemski) pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem uciekałam wprost do tej osoby – pytam – czy to koniec świata, a ten ogień i lawa czy to jest piekło – otrzymuję odpowiedź: to nie jest koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski były nienaruszone – Polska ocalała. Ta osoba nieznana mówi jeszcze do mnie: >Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna owczarnia i jeden pasterz<. Po tych słowach wszystko znikło”.

I na koniec fragment, z którego pochodzi cytat eksponowany przez episkopat w „Komentarzu do Aktu Przyjęcia Jezusa” (tekst pogrubiony):

„Zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ten ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je doszczętnie tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtem usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie, czego nie potrafię opisać: >Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie. Niemcy upadną i już nigdy nie powstaną za karę, bo Mnie nie uznają jako Boga Króla i Pana swego. Wielkie i straszne są grzechy i zbrodnie Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten naród za grzechy, a zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację nie tylko poszczególnych części kraju, ale całego Państwa z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga„.

Proroctwa powyższe – twierdzi teolożka Celestyna – odnoszą się wyraźnie do czasów ostatniej wojny światowej. Sprawdziły się średnio, wojna była, ale narody, które nie dokonały intronizacji Chrystusa, nie zginęły z powierzchni ziemi. Odnoszenie proroctw Rozalii Celakówny do czasów nam współczesnych jest ciężkim błędem. Episkopat i intronizatorzy, głosząc je dziś, wchodzą w rolę fałszywych proroków, o których mówi ewangelia św. Mateusza. Potrzebna byłaby aktualizacja proroctw przez godne wiary nowe objawienia. A tych brak.

Szerzej z objawieniami Rozalii Celakówny można zapoznać się w obszernej publikacji, przygotowanej w środowisku wspólnot intronizacyjnych: Ewa Wieczorek, Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja, Ustroń 2006. Stamtąd pochodzą przytoczone wyżej cytaty.

Sens objawień według intronizatorów

Ksiądz, duszpasterz wspólnot intronizacyjnych, w wymienionej przed chwilą publikacji z 2006 r., tak podsumowuje sens objawień: „Przesłanie Rozalii do Narodu Polskiego jest wyjątkowo alarmujące: na świat może nadejść kara, a jego losy w dużej mierze zależne są od nas, od tego, czy wypełnimy zleconą nam przez Boga misję Intronizacji.”

W zakończeniu książki czytamy: „Jednakże to, co w tych pismach jest najcenniejsze i co powinno stanowić zwieńczenie wszystkich refleksji, to przyjęcie do serca wezwania, jakie Pan Jezus kieruje przez swoją Służebnicę: Intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona, Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu”.

Wyraźnie widać, że autorzy powyższych wypowiedzi nie uwzględnili trafnych uwag teolożki Celestyny i błędnie odnoszą proroctwa Rozalii do czasów nam współczesnych.

schizophrenia-388869_960_720Psychiatria

„>Na schizofrenię cierpi 1 proc. społeczeństwa. Ponad trzy czwarte z tych osób doświadcza w pewnym okresie choroby halucynacji słuchowych czy wzrokowych< – mówi w rozmowie z PAP psycholog dr Łukasz Gawęda z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu SWPS. (…)

Badacz podkreśla, że chorzy pochodzenie głosów mogą różnie wyjaśniać. >Niektórzy sądzą, że mówi do nich mafia z Moskwy. Innym wydaje się, że mówi do nich sąsiad przez ścianę. Niektórzy uważają, że ktoś przesyła im myśli przez nadajnik radiowy. A czasem ludzie są pewni, że słyszą głos Boga lub szatana. Mechanizm słyszenia halucynacji jest podobny, ale różne są przekonania co do pochodzenia tych głosów. Najprawdopodobniej znaczenie ma tutaj historia życia pacjentów, ich doświadczenia, związki z innymi i przekonania na temat ludzi i siebie w ogóle< (…).

Neuropsycholodzy omamy słuchowe wyjaśniać mogą pobudzeniem kory słuchowej. >Wiemy, że jak kora słuchowa jest pobudzona, zaczyna produkować doświadczenia słuchowe. Czasem – na razie nie wiemy dlaczego – ta część mózgu pobudza się spontanicznie. Oznacza to, że bez odpowiednich dźwięków, słów z otoczenia możemy słyszeć głosy< – mówi rozmówca PAP i zapewnia, że zdrowa osoba zaczęłaby słyszeć głosy lub dźwięki, gdyby wszczepiło się jej odpowiednią elektrodę do kory słuchowej. Pobudzenie pierwszorzędowej kory słuchowej sprawiłoby, że osoba ta słyszałaby trzaski i szumy, a przy pobudzeniu drugorzędowej kory słuchowej – bardziej złożone wrażenia słuchowe, np. głosy<”.

Fragmenty artykułu: Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy. „Nauka w Polsce”, Servis PAP, 22.07.2015.

Od siebie dodam, że dopiero w klinice psychiatrycznej możemy zobaczyć, co potrafi ludzki mózg, co mogą widzieć i słyszeć ludzie. Objawienia Rozalii Celakówny to halucynacje typowe dla schizofrenii.

magic-790704_960_720Memento

To, że episkopat i ruchy przykościelne robią sobie polityczny i religijny spektakl, wykorzystując przeżycia kobiety doznającej halucynacji i słyszącej „głosy”, źle świadczy przede wszystkim o episkopacie. Wykorzystywanie zaburzeń psychicznych, doświadczanych przez wiernych i kapłanów, ma miejsce w Kościele od wieków. Nie znaczy to, że tak musi być nadal. Dziś przynosi to wstyd.

Zamiast dać sobie spokój z intronizacją, episkopat powiela wyobrażenia, którym czas trafić do archiwum. Wpisuje się w ciąg irracjonalizmu i intelektualnych malwersacji, sieje wiarę w objawienia, cuda, opętanie przez szatana, egzorcyzmy. Starożytna i średniowieczna kultura religijna w pełnej krasie. Jako relikwie rozprowadza się próbki krwi kanonizowanego papieża, ogłasza pojawienie się krwi Jezusa w hostii. Może już czas, by biskupi zrezygnowali z kultywowania tego rodzaju religijności, bo ośmieszają Kościół i daję podstawę podejrzeniom o chęć oszustwa. – Alvert Jann

………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 25 artykułów:

O „Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” piszę w artykule: Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Ponadto:

Cykl artykułów o podręcznikach do religii, ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/ 

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Sens według teologów i nie tylko” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/ i inne.

………………………………………………………………

Publikacje cytowane:

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/

„Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” – http://episkopat.pl/komentarz-do-jubileuszowego-aktu-przyjecia-jezusa-za-krola-i-pana /

Ewa Wieczorek: „Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja” – http://www.regnumchristi.com.pl/celakowna.pdf

Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy”, Nauka w Polsce, Servis PAP, 22.07.2015 – http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,405857,psycholog-osoby-ze-schizofrenia-swoj-glos-w-glowie-uznaja-za-obcy.html

church-1190816_960_720

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła

Kościół katolicki próbuje pogodzić wiarę w stworzenie człowieka przez Boga – z ewolucją, o której mówią nauki przyrodnicze. Temat ten pojawia się także w podręcznikach do religii dla liceum i technikum. Jak to wygląda?

church-1190816_960_720Nie kwestionuje się ewolucji, w podręcznikach przytaczana jest wypowiedź Jana Pawła II, że „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą”. Jednak to, co prezentuje Kościół i podręczniki, pozostaje w wyraźnej sprzeczności z naukami przyrodniczymi.

Zajmę się przede wszystkim podręcznikiem religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (ewolucji poświęcono rozdział pt. „Poszukiwanie początku i przeznaczenia”). W innych podręcznikach jest podobnie.

Kościelny kreacjonizm

Nauki przyrodnicze ukazują, jak w drodze procesów naturalnych, bez bożego udziału, następował rozwój przyrody, pojawiały się nowe gatunki, w tym także człowiek (te procesy to przede wszystkim adaptacja do środowiska i selekcja naturalna). Natomiast Kościół uznaje, zgodnie z cytowanym w podręczniku stanowiskiem polskiego episkopatu z 2006 r., że bóg ingeruje w proces ewolucji i tylko dzięki bożej ingerencji powstał człowiek. Na gruncie nauk przyrodniczych jest to nie do przyjęcia. Dlaczego? Najzwyczajniej brak po temu jakichkolwiek podstaw. Nie ma żadnych wiarygodnych argumentów świadczących o bożym wkładzie w proces ewolucji.

Problem nie polega na tym, jak sugeruje podręcznik, że sprawa bożej ingerencji po prostu wykracza poza zakres badań naukowych. Idzie o coś innego. Na rzecz udziału Boga w procesie ewolucji – powtórzmy – brakuje jakichkolwiek wiarygodnych argumentów. Gdyby były, naukowcy wzięliby je pod uwagę. Ponieważ argumentów brak, boże sprawstwo musi być traktowana wyłącznie jako religijne wierzenie, fantazja. Podobnie ktoś mógłby twierdzić, że w proces ewolucji ingerowały krasnoludki. Czy można to uznać, zadowalając się wyjaśnieniem, że zbadanie tej kwestii wykracza poza zakres badań naukowych? To byłby absurd.

Kościół poczynił w końcu XX w. pewien postęp w nauczaniu o powstaniu człowieka. Nie głosi już, że Bóg stworzył świat i człowieka w ciągu sześciu dni, jak jest to przedstawione w Biblii. W podręczniku czytamy, że Kościół odrzuca fideistyczny kreacjonizm. Tak nazwano przekonanie, że Biblia przedstawia dokładny, niemetaforyczny opis stworzenia świata i człowieka (nazwa kreacjonizm pochodzi od łac. creatio – stworzenie, w tym przypadku idzie o stworzenie przez Boga; przymiotnik fideistyczny ma wskazywać, że idzie o wiarę opartą wyłącznie na zapisach Pisma Świętego). W przytoczonym stanowisku polskiego episkopatu z 2006 r. o fideistycznych kreacjonistach czytamy: „Ustalają oni wiek ziemi na kilka tysięcy lat oraz uznają istnienie jedynie tej liczby gatunków, które zostały powołane do życia na początku i nie ulegają żadnym zmianom ewolucyjnym”. Biskupi nie zgadzają się z tymi ustaleniami, mającymi charakter ekscesu i niedorzeczności.

Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć: Jan Paweł II, episkopat i podręcznik wciskają swój własny kościelny kreacjonizm, tj. wiarę, że człowiek pojawił się w toku ewolucji za sprawą Boga. Jak mówi przysłowie: „niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Stanowisko Kościoła katolickiego można określić jako mniej szokującą wersję kreacjonizmu. Kreacjonizm nie jest uznawany na gruncie nauk przyrodniczych. Przyjrzyjmy się dokładniej.

Bóg tchnął duszę?

chimpanzee-871296_640W cytowanym w podręczniku stanowisku polskiego episkopatu w sprawie ewolucji czytamy: „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo” (notes ucznia, s. 15). Zacznijmy od kwestii duszy.

Czy są jakiekolwiek wiarygodne argumenty wskazujące, że Bóg tchnął duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji?

Jeżeli ktoś twierdzi, że coś takiego miało miejsce, to na nim spoczywa obowiązek podania dowodu/argumentacji. Zamiast tego mamy pokrętne rozumowania i uniki. Oto kwintesencja teologicznego krętactwa:

Według kościelnej teologii cała rzeczywistość nadprzyrodzona – Bóg, aniołowie, dusza nieśmiertelna – jest niedostępna naszym zmysłom i badaniu empirycznemu. Także w podręczniku napisano (w innym rozdziale), że „religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. To bardzo wygodna i sprytna teza. Dzięki niej, chociaż nie ma żadnych argumentów i dowodów potwierdzających istnienie duszy danej człowiekowi przez Boga, można głosić, że istnieje. To sofistyka w pełnej krasie (sofistyką nazwano w filozofii pokrętne, oszukańcze argumentowanie i wyjaśnianie).

Podobnie zwolennicy krasnoludków mogliby twierdzić, że są niewykrywalne i chociaż ich istnienia nigdzie nie stwierdzono – istnieją na pewno, bo tak głoszą stare legendy. Różni kapłani i guru twierdzą, że bogowie i nadzwyczajne siły, o których mówią, istnieją na pewno i robią różne rzeczy.

Mieszając teologię i biologię teolodzy tworzą własną kościelną teorię ewolucji, w której decydującą rolę przypisują Bogu. Ta hybrydowa teoria nie opiera się na żadnych badaniach przyrody, tylko na religijnych wierzeniach. Stanowisko Kościoła w kwestii ewolucji to fideizm, który skądinąd Kościół stara się odrzucać. Fideizm to przekonanie, że należy wierzyć wbrew jakimkolwiek rozumowym argumentom i nauce (idzie o wiarę religijną). Ciekawa fideistyczna formuła głosi: „Wierzę, bo jest to niedorzeczność” – „Credo quia absurdum”. Fideizm miał i ma zwolenników. Kościół werbalnie odrzuca to stanowisko, chociaż trafnie ujmuje ono, na czym polega wiara religijna, w tym także wiara w to, że Bóg ingerował w przebieg ewolucji i tchnął duszę w jedną z istot.

Ewolucja „sama z siebie” nie mogła?

Według polskiego episkopatu, jak zacytowano w podręczniku, „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. Pokonanie progu, jaki dzieli człowieka od innych gatunków zwierząt, musiało być – zdaniem teologów i biskupów – dziełem Boga.

Można zapytać, skąd teolodzy i biskupi wiedzą, że ewolucja „sama z siebie” tego progu nie pokonuje? Ewolucja polega właśnie na powstawaniu nowych gatunków, które charakteryzują się często nowymi właściwościami. Ze świata roślin wyłonił się świat zwierząt. Różnica olbrzymia, chociaż są też formy pośrednie, o których trudno powiedzieć, czy to rośliny, czy zwierzęta. Czy Bóg miał spowodować tę wielką przemianę? I wiele innych, które miały miejsce w toku ewolucji?

charles-robert-darwin-62911_960_720Badania nauk przyrodniczych pokazują, że ewolucja „sama z siebie” pokonuje różnego rodzaju progi i „sama z siebie” doprowadziła do pojawienia się człowieka obdarzonego świadomością, rozwiniętymi umiejętnościami myślenia, wolą, zasadami moralnymi i wartościami.

Można dokładnie śledzić, jak w procesie ewolucji stopniowo formował się układ nerwowy, mózg i psychika, od form najprostszych po wysoce rozwinięte u ssaków i człowieka. Także w rozwoju płodowym człowieka można śledzić wcześniejsze stadia ewolucji, w tym rozwój ludzkiego mózgu odpowiedzialnego za świadomość i myślenie abstrakcyjne.

Badania naukowe, od paleontologii po genetykę, wskazują, że ewolucja w drodze naturalnych procesów „sama z siebie” doprowadziła do pojawienia się człowieka z wszystkimi jego właściwościami. Ale władze Kościoła nie chcą tego uznać, bo kłóci się z religijnymi wyobrażeniami i mitami, że człowiek został stworzony przez Boga. Nie chcąc negować faktu ewolucji wymyślono, że oto Bóg ingerował w proces ewolucji, tchnął duszę w ludzkie ciało i dzięki temu człowiek zyskał właściwości wyróżniające go na tle innych gatunków – wyjątkowe zdolności umysłowe, świadomość itp. To religijne fantazje na temat ewolucji, a nie jakakolwiek istotna wiedza o procesach ewolucji.

Książki kreacjonistów, teolodzy, a także Jan Paweł II, nie przedstawiają jakichkolwiek wiarygodnych argumentów czy uzasadnień na rzecz udziału Boga w ewolucji.

Przytoczony wyżej cytat ze stanowiska polskiego episkopatu nie powinien znaleźć się w podręczniku. Dlaczego? Bo jest to wypowiedź na temat ewolucji i ewolucyjnego powstania człowieka – a zagadnienia te należą do nauk przyrodniczych, a nie do teologii i władz Kościoła. Kościół od końca XIX w. uznał w zasadzie, że nie przedstawia stanowiska w kwestiach należących do kompetencji nauki. A tu oto mamy autorytatywne stanowisko, że ewolucja „sama z siebie” nie mogła doprowadzić do pojawienia się człowieka, dopiero Bóg musiał tchnąć duszę …

Moja znajoma teolożka Celestyna złośliwie twierdzi, że episkopat niebawem ogłosi, że „obserwator”, o którym dowcipnie mówi się w fizyce kwantowej, to Bóg.

Nie ma sprzeczności?

W podręczniku przywoływane jest stanowisko Piusa XII i Jana Pawła II, zgodnie z którym nie ma sprzeczności między ewolucją a wiarą katolicką „pod warunkiem, że nie zgubi się pewnych niezmiennych prawd”. Rzecz właśnie w tych rzekomych „niezmiennych prawdach”. Kościelni autorzy wymagają, by ewolucję widzieć jako proces, w który ingeruje Bóg.

Natomiast nauki przyrodnicze wskazują, że człowiek wraz z wszystkimi umiejętnościami powstał w drodze naturalnych procesów ewolucyjnych, coraz lepiej poznawanych.

Teologia pozostaje w głębokiej sprzeczności z nauką. Wprowadza do wiedzy o ewolucji wyobrażenia Boga i boskiej duszy. Na gruncie nauki nie mają one racji bytu.

Na zakończenie kącik humoru

sunset-1310336_960_720Ktoś puka do bram nieba.

– Kto tam? – pyta głos z góry.

– Karol.

– Który? Marks, Darwin czy Wojtyła? – pyta głos.

– Wojtyła.

– Niedobrze – odpowiada głos.

– Dlaczego, Panie?

– Nie głosiłeś prawdy – odpowiada Najwyższy.

Do podręczników religii wrócę po wakacjach. – Alvert Jann

…………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ 

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Podręczniki do religii. Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ 

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne /

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Na blogu znajdują się w tej chwili 23 artykuły, m.in.:

Lekcje religii w szkołach wyższych”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Chrześcijaństwo obłędu” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Sens według teologów i nie tylko” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/

enforce-46910_960_720…………………………………………………………………………………..

apple-978644_960_720

Podręczniki do religii. Grzech pierworodny

Kościół nie chce uznać grzechu pierworodnego za mit. Podręczniki do religii nie pozostawiają pod tym względem wątpliwości, biblijna opowieść ma wyjaśniać rzeczywistą przyczynę cierpień, chorób, śmierci i wszelkiego zła. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Autorzy podręcznika podają to wszystko jako prawdę, której Kościół naucza, nie jako mitologię (cytuję tu podręcznik dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia; w innych podręcznikach jest podobnie). Grzechowi pierworodnemu poświęcono w podręczniku cały rozdział pt. „Bóg odrzucony”.

Ewa prometejska

Na mit o grzechu pierworodnym spójrzmy odmiennie niż podręcznik.

Według podręcznika istotą grzechu pierworodnego jest nieposłuszeństwo Bogu. Pierwsi ludzie – Adam i Ewa – żyli szczęśliwie i bezpiecznie w rajskim ogrodzie, ale źle się to skończyło: „Człowiek nadużył podarowanej mu przez Boga wolności. Dopuścił się grzechu”, okazał nieposłuszeństwo Bogu. Skutkiem tego grzechu mają być nieszczęścia trapiące ludzi – cierpienia, śmierć, skłonność do zła.

Podręcznik kamufluje istotę buntu, widzi ją w nieposłuszeństwie Bogu, a pomija, o co był ten bunt.

emancipation-156066_960_720Czego chcieli pierwsi ludzie wypowiadając posłuszeństwo Bogu? Chcieli uwolnić się od zależności od potężnego władcy i zyskać wiedzę, którą zastrzegł on dla siebie. Bo Bóg-Władca umieścił ludzi w złotej klatce. Warunki życia były rajskie, ale trzymał ich w niewiedzy i pozbawił możliwości decydowania o sobie. W Biblii symbolicznie mówi się, że Bóg zabronił im jeść owoce, dzięki którym znaliby dobro i zło. Ta wiedza była zastrzeżona tylko dla Boga.

Opowieść o grzechu pierworodnym to w istocie saga o dążeniu człowieka do wolności, o buncie, którego głównym celem była – podkreślmy – wiedza. Ludzi skusiła perspektywa posiadania pełnej wiedzy, wolność myśli, którą dziś uważamy za fundamentalne prawo człowieka.

Czy to źle?

Można usłyszeć odpowiedź, że źle, bo ludzie nie potrafią rządzić się sami, powinni być posłuszni … , no właśnie, komu? Biblijny mit i podręcznik sugerują niedwuznacznie, że Bogu. Ale Bóg jest niewidoczny. W praktyce w Starym Testamencie chodziło o posłuszeństwo nie Bogu, a władcom Izraelitów. A w podręczniku – o posłuszeństwo władzom Kościoła katolickiego. Bo to oni przypisali sobie prawo występowania w imieniu biblijnego Boga.

Problem w tym, że władze Kościoła doświadczają wszelkich patologii i zła, właściwych ludziom. Bez nacisków z zewnątrz nie potrafią poradzić sobie z nadużyciami, np. z seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez księży i ze skłonnością kleru do życia w luksusie. A kiedy Kościół panował, było z nim tak źle, że doprowadziło do buntu przeciw kościelnej władzy (takie jest moralne źródło reformacji, protestantyzmu i świeckiego liberalizmu, który ogłosił prawa człowieka zamiast kościelnego prawa bożego). Wygląda na to, że lepiej polegać na świeckiej władzy respektującej prawa człowieka, niż na mądrości władz Kościoła.

Wróćmy do raju. Czy bunt się udał? To zależy od punktu widzenia. Człowiek poznał dobro i zło, zrzucił blokadę nałożoną na jego umysł przez Boga. W Biblii czytamy: Bóg rzekł: >Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło<” (Rdz 3,21). Po zjedzeniu jabłka „niewiasta spostrzegła, że (…) owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy”(Rdz 3,6), poznała i mogła decydować, co dobre, a co złe. Ale Bóg-Władca nie chciał człowieka równego mu wiedzą, wygnał/wydalił (tak napisano w Księdze) ludzi ze złotej klatki. Zyskali wolność i wiedzę, ale życie stało się bez porównania trudniejsze.

W buncie przewodziła Ewa, jej należą się laury. Zamiast tego przypięto jej łatkę grzesznicy, kusicielki, która namówiła Adama do zła. Spójrzmy na to przekornie.

Ewa zapragnęła wyzwolić siebie i swojego partnera z zależności od władcy, zdobyć wiedzę, znać dobro i zło. Chwała jej za to. Nieposłuszeństwo Ewy to nie grzech, tylko – niech to nie zabrzmi zbyt patetycznie – czyn wielki, prometejski. Bunt w słusznej sprawie. Ewa może być symbolem wyzwolenia kobiet i ludzkości.

Żeby przedstawić Ewę w jak najgorszym świetle, autorzy Biblii wymyślili, że czyn swój popełniła z inspiracji szatana. W podręczniku czytamy: „Sprawcą zaistnienia tego zła, a także sprawcą każdego następnego grzechu, jest upadły anioł, nazywany też Szatanem lub diabłem”. Według Biblii to on miał powiedzieć: „gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5). Moja znajoma teolożka Celestyna złośliwie twierdzi, że w takim razie szatan działał w słusznej sprawie.

Ktoś powie, że grzech pierworodny spowodował straszne skutki, lepiej gdyby go nie było. Nic z tych rzeczy. To tylko fikcyjna opowieść, mit, a mity nie mówią, jak było naprawdę, tylko w archaiczny sposób próbują objaśniać rzeczywistość „ciemnemu ludowi”, a ten – jak mówią niektórzy politycy – wszystko kupi.

Biblijną opowieść o grzechu pierworodnym trzeba dziś odczytać jako mit prometejski, chociaż został wymyślony po to, by utrzymać ludzi w poddaństwie.

Prometeizm to walka o dobro ludzkości, bunt przeciwko zniewoleniu, bogom, władcom, siłom wyższym, losowi – w imię wolności i wielkości człowieka. Co zrobił Prometeusz? Wbrew Zeusowi dał ludziom ogień, liczne umiejętności i wiedzę. Zeus okrutnie ukarał Prometeusza, kazał przykuć do skały na Kaukazie, gdzie Prometeusz cierpiał męczarnie. A na ludzi zły bóg zesłał plagi, cierpienie, kataklizmy.

W Prometeuszu widzimy postać wielką, a nie grzesznika.

Skutki grzechu pierworodnego

Według teologii grzech pierworodny przeszedł na wszystkich ludzi. Z winy pierwszych ludzi cierpią wszyscy do dziś, chorują, umierają itd. W podręczniku czytamy: „Pierwsi ludzie przekazali konsekwencje nieposłuszeństwa Bogu swemu potomstwu”.

Na jednym z oficjalnych portali katolickich katechetka pisze, że dzieci w szkole podstawowej pytają, dlaczego muszą cierpieć za grzech Adama i Ewy? Nie mogą tego zrozumieć. Katechetka przyznaje, że nie jest zadowolona ze swoich odpowiedzi, nie potrafi sensownie odpowiedzieć. Trudno jej się dziwić. Również znany teolog, którego poproszono o wyjaśnienie, tonął w wywodach tyleż pokrętnych, co nieprzekonujących chyba nawet dla czytelnika pozytywnie nastawionego do Kościoła.

Autorzy podręcznika – w ślad za katechizmem – podają następującą odpowiedź: „Przekazywanie grzechu pierworodnego jest tajemnicą, której nie można ani zrozumieć, ani wyjaśnić”. Hm…, sprytnie powiedziane, sofistyka w pełnej krasie (sofistyka to pokrętne, oszukańcze argumentowanie i wyjaśnianie). Jest to pozorne wyjaśnienie problemu, niczego nie wyjaśnia. W ten sam sposób można by wyjaśniać i uzasadniać każdy absurd, nonsens. Np. ktoś może twierdzić, że wróżby karciane pozwalają przewidzieć datę czyjejś śmierci. Jak ? Dlaczego? Odpowiedź: To tajemnica, której nie da się zrozumieć ani wyjaśnić, ale tak twierdzi nasza wróżka ubrana w czarne szaty.

W opowieści o grzechu pierworodnym nie ma żadnej tajemnicy. Teolodzy dlatego mówią o tajemnicy, bo przekonanie, że to wskutek grzechu pierworodnego dzisiejsi ludzie są śmiertelni i doznają cierpień, brzmi niedorzecznie. By wybrnąć z głupiej sytuacji wymyślili, że mamy tu do czynienia z tajemnicą nie dającą się zrozumieć ani wyjaśnić.

Bóg jest Miłością?

Opowieść o wygnaniu z raju każe domniemywać, że za grzech pierwszych ludzi Bóg ukarał cierpieniem i śmiertelnością wszystkich ludzi. Teolodzy wkładają wiele wysiłku, by dowieść, że te przypadłości to konsekwencja grzechu pierworodnego, a nie kara boża. Także podręcznik mówi o konsekwencjach i skutkach, nie o karze. „Grzech pierworodny – czytamy – spowodował, że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią”. Bo Bóg karzący całą ludzkość cierpieniami i śmiercią byłby postacią raczej straszną. Nie pasuje do propagowanego obecnie wizerunku Boga, który ludzi kocha i wspomaga. W podręczniku czytamy, że „Bóg dla ludzi jest Ojcem i Miłością”.

Ale Boga nie da się łatwo wybielić, usprawiedliwić. Padają pytania, dlaczego nie powstrzymał strasznych konsekwencji grzechu, przecież jest wszechmocny? Może wbrew temu, czego naucza dziś Kościół, Bóg ukarał zbiorowo wszystkich ludzi? Może nie jest miłością ale …? W Wielkiej Improwizacji Konrad gotów był powiedzieć, że jest … carem!

Autorzy podręcznika znaleźli sprytne wyjaśnienie niesłusznych wątpliwości co do dobroci Boga. Znów wszystkiemu winien ma być grzech pierworodny. Spowodował on bowiem – jak czytamy – osłabienie możliwości poznawczych człowieka. Dlatego człowiek nie jest w stanie wyrobić sobie prawdziwego obrazu Boga. Nie jest w stanie zrozumieć, że Bóg jest miłością.

„Wskutek grzechu pierworodnego – czytamy – zafałszowany został w człowieku obraz Boga (…). Bóg jawi się jako małostkowy, mściwy, karzący”, albo też niezdolny „do okazywania człowiekowi swej przychylności i stawania w jego obronie. Te fałszywe wyobrażenia budzą w człowieku lęk i niechęć do Niego. (…) Tymczasem biblijny obraz jest całkowicie inny. Biblia ukazuje człowiekowi Boga – Osobę, która kocha i działa na rzecz dobra człowieka”. Czy tak? Bóg w Biblii jest nie tylko „małostkowy, mściwy, karzący”. Jest dużo gorszy.

Biblijny Bóg wielokrotnie karał śmiercią masowo i nakazywał zbiorowe morderstwa, nie odpuszczał niemowlakom i kobietom w ciąży.

Sięgnijmy do Pisma Świętego.

Oto scena potopu z Księgi Rodzaju: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi (…) rzekł: >Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki< (…). Tylko Noego Pan darzył życzliwością” (Rdz 6,5-8). Rezultat: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21).

A oto jak Bóg potraktował zbiorowo mieszkańców Sodomy i Gomory, których oskarżył o różne bezeceństwa: „Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana >z nieba<. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność” (Rdz 19,24-25). Zginęły także niemowlaki, które nie miały okazji zgrzeszyć. Bóg w tych scenach przywodzi na myśl Godzillę lub jakiegoś innego potwora z filmów grozy.

Czy więc słusznie autorzy podręcznika twierdzą, jak cytowałem, że wyobrażenie Boga budzącego lęk i niechęć jest fałszywe? Według nich, powtórzmy: „biblijny obraz jest całkowicie inny. Biblia ukazuje człowiekowi Boga – Osobę, która kocha i działa na rzecz dobra człowieka”.

Na temat innych bestialstw, popełnionych według Pisma Świętego przez Boga lub z jego rozkazu, polecam krótki artykuł „Pismo Święte jakiego nie znacie” (link poniżej).

A teraz pytanie: Czy potop i zagłada Sodomy i Gomory nie są zastosowaniem odpowiedzialności zbiorowej, a także karaniem dzieci za winy rodziców? Nie da się odwrócić kota ogonem, biblijny Bóg stosował barbarzyńskie zasady zbiorowego karania śmiercią.

Jeszcze wzmianka o Dekalogu. W Dekalogu, który jest podstawą wiary chrześcijan, Bóg mówi, że będzie karał do czwartego pokolenia za odstępstwo od właściwej religii (pełny tekst Dekalogu znajduje się w Księdze Wyjścia): „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20;3-5).

Teolodzy przytaczają fragment biblijnej Księgi Ezechiela: „Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego” (Ez 18,20). Cytat ten dotyczy sytuacji indywidualnych, mówi o tym, że np. ojciec nie poniesie kary za morderstwo popełnione przez syna, i odwrotnie. Ale w tejże księdze Ezechiela czytamy, że jeżeli jakiś kraj zgrzeszyłby przeciwko Bogu niewiernością, to nikt nie ocaleje, z wyjątkiem Noego, Danela i Hioba, jeśli by tam byli (Ez 14,12-20)Bóg, jak przedstawiono go w Piśmie Świętym, wielokrotnie karał śmiercią zbiorowo i nakazywał mordowanie całych plemion i ludności miast. Pomijając to, czy kary te świadczą o sprawiedliwości i mądrości Boga, ginęły dzieci za winy rodziców. W Dekalogu Bóg obiecuje karać do czwartego pokolenia.

Wbrew temu co mówią autorzy podręcznika, Pismo Święte przedstawia Boga jako postać groźną i okrutną. Nie ma co ściemniać. Taki Bóg mógł ukarać całą ludzkość za grzech pierwszych rodziców i – jak dość jasno wynika z biblijnego tekstu – ukarał. Nie traktując biblijnych scen jako literalnego opisu realnych wydarzeń trzeba stwierdzić, że Biblia przedstawia Boga jako nieobliczalnego okrutnika.

Całe szczęście, że to wszystko są mity, których nie można traktować poważnie. Kościelny dogmat, że Pismo Święte zawiera słowo boże, nie ma racji bytu i źle świadczy o władzach Kościoła, które w katechizmie głoszą, że „księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości (…) Boga mają za Autora” (KKK 105). 

I jeszcze jedno.

Można by sądzić, że na lekcjach religii dzieci i młodzież uczą się czegoś pożytecznego i dobrego. Nic z tych rzeczy. Katecheci wciskają do głów starożytne opowieści i kościelne dogmaty. Gdyby uczniowie wzięli to wszystko na poważnie, mieliby mentalność sekciarzy. Na szczęście psychika ludzka stawia opór takiemu gwałtowi, chociaż zaburzenia powodowane religijną indoktrynacją nie są rzadkością.

Na koniec humor

Apokryficzne wersje Księgi Rodzaju podają wiele przypadków nieposłuszeństwa Bogu, jakich dopuścili się w raju Adam i Ewa. Oto jeden z nich:

„Ewa z partnerem, skryci za krzakiem bukszpanu, oddają się rozkoszom cielesnym. Dostrzegł ich Pan Bóg i pyta:

– Adamie, Ewo, jak możecie coś takiego robić?

– Panie – odrzekł Adam – kazałeś nam mnożyć się, napełniać Ziemię. Nie czynimy nic złego.

– Tak? A co tu robi ta prezerwatywa? Nędznicy! Spójrzcie na biedronki, słusznie nazywane bożymi krówkami. I na inne owady. Nie używają antykoncepcji. A wy?”

macro-1271771_960_720 Teolożka Celestyna twierdzi, że to na ten apokryf powołują się władze Kościoła katolickiego zakazując stosowania wszelkich środków antykoncepcyjnych. Kanoniczne księgi Pisma Świętego nie zawierają nigdzie zakazu antykoncepcji, chociaż środki antykoncepcyjne (roślinne, tampony, pęcherze rybne podobne do prezerwatyw itp.) były w starożytności znane i stosowane. – Alvert Jann

………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Na blogu znajdują się w tej chwili 22 artykuły, m.in.:

Lekcje religii w szkołach wyższych”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

 

enforce-46910_640

dog-734689_960_720

Pismo Święte jakiego nie znacie

Zarówno katolicy, jak i ateiści, mogą być zaskoczeni tym, co zawiera Pismo Święte. Są tam rzeczy obłędne i straszne. Podręczniki szkolne i katechizm pomijają kompromitujące treści, a warto o nich wiedzieć. Przytoczę kilka cytatów, w przypisie na końcu podaję linki do artykułu i strony, gdzie jest ich więcej *. Stamtąd też zapożyczyłem tytuł tego artykułu.

Święte wojny, rzezie, masakry

Prorok Izajasz tak oto wieszczy wojnę, w której wrogowie zostaną za sprawą Boga zmasakrowani:

„Zawyjcie, bo bliski jest dzień Pański, nadchodzi jako klęska z rąk Wszechmocnego.(…) Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony – zgwałcone. (…) Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone. Nad noworodkami się nie ulitują, ich oko nie przepuści także niemowlętom” (Iz 13, 6,15-16,18).

Jest też w Starym Testamencie ludobójstwo dokonane z bożego nakazu. Oto polecenie dane przez Boga narodowi wybranemu: 

„Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą: Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów: siedem narodów liczniejszych i potężniejszych od ciebie. Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości” (Pwt 7, 1-2).

Warto wiedzieć, co zrobił Mojżesz, kiedy schodząc z tablicami Dekalogu z góry Synaj, zastał w obozie Izraelitów rozpasanie i kult złotego cielca.

„Zatrzymał się Mojżesz w bramie obozu i zawołał: «Kto jest za Panem, do mnie!» A wówczas przyłączyli się do niego wszyscy synowie Lewiego. I rzekł do nich: «Tak mówi Pan, Bóg Izraela: „Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego”». Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów. Mojżesz powiedział wówczas do nich: «Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was był przeciw swojemu synowi, przeciw swemu bratu” (Wj 32, 26-28).

Obrazów masakry, wojennych zbrodni i ludobójstwa, dokonanych z nakazu Boga, jest w Biblii więcej.

Masowa zagłada

Oto scena potopu z Księgi Rodzaju:

„Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi (…) rzekł: >Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki< (…). Tylko Noego Pan darzył życzliwością” (Rdz 6,5-8). Rezultat: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7, 21).

A oto jak Bóg potraktował zbiorowo mieszkańców Sodomy i Gomory, których oskarżył o różne bezeceństwa:

„Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana >z nieba<. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność” (Rdz 19, 24-25).

Bóg zgładził, jak widać, także niemowlaki i małe dzieci, oraz kobiety w ciąży.

Kary okrutne

Prawo, przekazane Mojżeszowi przez Boga, nakazuje karę śmierci w kilkudziesięciu przypadkach. Za co?

„Jeśli się znajdzie człowieka śpiącego z kobietą zamężną, oboje umrą: mężczyzna śpiący z kobietą i ta kobieta. (…) Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą” ( Pwt 22, 22-24 ).

„Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. Jeżeli kto bierze za żonę kobietę i jej matkę, dopuszcza się rozpusty: on i ona będą spaleni w ogniu, aby nie było rozpusty wśród was. Ktokolwiek obcuje cieleśnie ze zwierzęciem wylewając nasienie, będzie ukarany śmiercią. Zwierzę także zabijecie. Jeśli kobieta zbliży się do jakiegoś zwierzęcia, aby z nim się złączyć, zabijesz i kobietę, i zwierzę” ( Kpł 20, 13-16).

Śmiercią karane jest naganne zachowanie syna:

Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: «Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu». Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze” (21, 18-21).

Wiara w cuda i opętanie

Nowy Testament przeładowany jest opisami cudownych uzdrowień, wskrzeszeń zmarłych, wypędzania złych duchów z ciał opętanych. Kościół podtrzymuje te wierzenia, poszukuje cudów przy okazji kanonizowania świętych, powołuje egzorcystów. Oto kilka scen z Ewangelii:

„Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. (…) Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!». Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli” (Mk 1, 21-27).

„I przypłynęli do kraju Gergezeńczyków (…) wybiegł Mu naprzeciw pewien człowiek, który był opętany przez złe duchy. Już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i nie mieszkał w domu, lecz w grobach. (…) A Jezus zapytał go: «Jak ci na imię?» On odpowiedział: «Legion», bo wielu złych duchów weszło w niego. Te prosiły Jezusa, żeby im nie kazał odejść do Czeluści. A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły Go więc [złe duchy], żeby im pozwolił wejść w nie. I pozwolił im. Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie, a trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła” (Łk 8, 26-33).

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił” (Mk 1, 32-34).

„Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom!” A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17, 12-14).

Apokalipsa

W Nowym Testamencie znajduje się objawienie św. Jana, nazwane Apokalipsą. Obłędna halucynacja zawiera obraz zagłady mas ludzkich i dewastacji Ziemi przed nastaniem Sądu Bożego i Królestwa Bożego. Wszystko z woli Boga, o którym Kościół mówi, że jest Miłością.

Tekst Apokalipsy jest długi, zawiły, przytaczam tylko kilka zdań. Oto po różnych dziwacznych i strasznych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8, 7).

(…) „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9, 15-18).

Słowo na zakończenie

Katechizm Kościoła katolickiego i Sobór Watykański II stwierdzają:Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (KKK 105).

Teolodzy mają dziś problem. Próbują kompromitujące fragmenty Pisma Świętego pomijać albo poddać pokrętnej interpretacji, złagodzić, przedstawić w wersji soft, zmiękczyć, zakamuflować. Mówi się, że tekstów biblijnych nie można rozumieć dosłownie, mamy tam metafory, przenośnie, symbole. Ale czy metaforyczna wizja, w której z woli Boga „wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone”, nie może budzić odrazy? I kto jest autorem tych słów?

A może zamiast szukać pokrętnych wyjaśnień, trzeba powiedzieć, że nie są to księgi spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, tylko zwyczajne pełne zmyśleń starożytne opowieści, jakich wiele. I traktować tak samo jak mitologię starogrecką.- Alvert Jann

* O ciemnej stronie Biblii:

Księga kanonów – do wyboru, do koloru” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/ksiega-kanonow-do-wyboru-do-koloru/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://biblia.pismo-swiete.pl /

Wszystkie cytaty według: Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Pallottinum – http://biblia.deon.pl

……………………………………………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 17 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Chrześcijaństwo obłędu” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

back-to-the-future-pamietnik-3_byu78

Ilu naukowców wierzy w Boga?

Autor: Alvert Jann.

Pojawiają się na forach różne, często rozbieżne informacje dotyczące odsetka amerykańskich naukowców wierzących w Boga. Głównym problemem jest oczywiście to, jaką populację/zbiorowość bierzemy pod uwagę w badaniach, czy np. wszystkich wykonujących prace badawcze w instytucjach naukowych, czy też legitymujących się wysokiej rangi osiągnięciami. Ponadto ważne jest, jakie dziedziny nauki uwzględniamy, np. czy tylko nauki przyrodnicze, „ścisłe”, czy także społeczne i humanistyczne. Ważne jest też, jakie przyjmujemy kryteria wiary/niewiary w Boga. Uznaje się, że podstawowe znaczenie ma deklarowanie osobistej wiary w Boga.

Wyniki badań wskazują na wyraźną zależność: im grupa naukowców charakteryzuje się wyższymi osiągnięciami naukowymi, tym odsetek deklarujących brak wiary w Boga jest wyższy. Wśród członków amerykańskiej National Academy of Sciences, zrzeszającej najwybitniejszych naukowców amerykańskich, wierzący w Boga stanowią tylko kilka procent. Wyniki badań opublikowano w „Nature” w 1998 r. (vol. 394, No 6691). Podaję dane dotyczące wiary w Boga osobowego. Oto one:

 – Wierzący w Boga – 7.0 %

– Niewierzący w Boga 72.2 %

– Nie mający pewności lub agnostycy – 20.8 %

Wyniki te dotyczą członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk (National Academy of Sciences) z dziedziny nauk przyrodniczych i matematycznych. Dodajmy, że wśród biologów wierzy w Boga 5.5 %, wśród fizyków i astronomów 7.5 %). Akademia liczy około 2000 członków, ok. 200 nagrodzonych Noblem.

Jeżeli uwzględnia się bardzo szeroką kategorię naukowców, tj. wszystkich prowadzących prace badawcze, a nie tylko tych, którzy są członkami National Academy of Sciences, to według badań Pew Research Center z 2009 r. (to wysoko ceniony ośrodek badawczy), naukowcy wierzący w Boga stanowią 33 %. Mamy tu bardzo duży kontrast w stosunku do ogółu Amerykanów: 83 % dorosłych Amerykanów deklaruje wiarę w Boga.

Informacje powyższe wzbudziły znaczne zainteresowanie i pytania na fb, podaję linki i kilka uwag w uzupełnieniu:

Badanie dotyczące wiary w boga i religijności napotykają znaczne trudności powodowane np. tym, że w krajach zachodnich obecnie znaczny odsetek pytanych deklaruje wiarę w bezosobową siłę wyższą lub bezosobowego ducha, odrzucając zdecydowanie wiarę w boga osobowego. W chrześcijaństwie, islamie, hinduizmie i judaizmie, a więc w religiach liczących współcześnie najwięcej wyznawców, występuje wyraźnie pojęcie boga osobowego. Deklarowanie wiary w bezosobową siłę wyższą lub bezosobowego ducha, a wyraźne odrzucanie wiary w boga osobowego, jest wskaźnikiem odchodzenia od wierzeń religijnych, przynajmniej w ich tradycyjnym rozumieniu (bezosobowa siła wyższa lub bezosobowy duch nie jest „Bogiem”)

W buddyzmie pojęcie boga nie odgrywa istotnej roli, ale trzeba wziąć pod uwagę, że w USA buddyści stanowią bardzo mały odsetek. Według amerykańskiego sondażu identyfikacji religijnej z 2008 r., buddystów było w USA ok. 0,5 % , a wśród naukowców przypuszczalnie znacznie mniej (chociaż nie mam danych). Kwestia buddyzmu komplikuje badania nad religijnością, ale w odniesieniu do USA nie wpływa w istotny sposób na podane wyżej wyniki badań.

Artykuł w „Nature” dostępny jest odpłatnie, ale można przeczytać dość obszerny skrót zrobiony w przez autorów (Edward J. Larsen i Larry Witham): http://www.stephenjaygould.org/ctrl/news/file002.html . Artykuł z Pew Research Center: http://www.pewforum.org/2009/11/05/scientists-and-belief/  

Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Vitek 1.02.2013

Lekcje religii w szkołach wyższych

 Alvert Jann

Ekspansja Kościoła w państwowym szkolnictwie wyższym i w instytucjach naukowych umyka uwadze opinii publicznej. Pisze się o religii w szkołach podstawowych i średnich, zapominając o szkołach wyższych.

Mamy w Polsce trzy duże uniwersytety katolickie, ponadto na sześciu państwowych uniwersytetach działają wydziały teologii katolickiej. Wszystkie są kościelnymi placówkami w całości finansowanymi przez budżet państwa. Kościół okopał się w wielu instytucjach naukowych. W Narodowym Centrum Nauki (państwowej instytucji finansującej badania naukowe) teologia figuruje jako pełnoprawna dziedzina nauki. Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów nadaje tytuły i stopnie naukowe w zakresie teologii. Są to praktyki zakorzenione w czasach średniowiecza, ale współcześnie nieuzasadnione. Za pieniądze podatników stwarza się pozór naukowego charakteru teologii. Nie każda tradycja jest dobra. Teologia nie jest nauką, a jej ekspansja służy wyłącznie partykularnym interesom Kościoła. Powiedzmy wyraźnie, nie powinno się teologii finansować z budżetu państwa.

Hodowla

Jak do tego doszło?

Jak powstało rozdęte państwowe szkolnictwo wyższe podporządkowane Kościołowi? Gotowość do finansowania kościelnego szkolnictwa ujawniła się tuż po transformacji. W 1991 r. finansowaniem z budżetu państwa objęto, na mocy odrębnej ustawy, Katolicki Uniwersytet Lubelski, a w 1997 r. Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie (dziś jest to Uniwersytet Papieski). Korzystną dla Kościoła sytuację stwarzał Konkordat zawarty między Rzeczpospolitą Polską a Państwem Watykańskim, który wszedł w życie 25 kwietnia 1998 r. (rządził AWS i premier Jerzy Buzek). Na tej podstawie zawarto umowy między Rządem RP a Konferencją Episkopatu Polski dotyczące szkolnictwa wyższego. Konkordat nie określał szczegółów, nie przesądzał o finansowaniu uczelni i wydziałów kościelnych przez budżet państwa, nie przesądzał o ich całkowitym podporządkowaniu Kościołowi. W umowach z episkopatem rząd oddał te uczelnie i wydziały pod kierownictwo władz kościelnych polskich i watykańskich. Zgodził się na ich zdecydowanie wyznaniowy charakter. Jednocześnie zobowiązywał się do finansowania. W państwowym szkolnictwie wyższym powstało państwo kościelne, utrzymywane z pieniędzy publicznych.

Oprócz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, powstał i rozrósł się Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie oraz Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie. Wydziały teologii katolickiej utworzono na państwowych uniwersytetach w Poznaniu, Toruniu, Katowicach, Opolu, Szczecinie, Olsztynie, a w Białymstoku powołano Katedrę Teologii Katolickiej oraz Katedrę Teologii Prawosławnej. Uczelnie te i wydziały są w całości finansowane przez budżet państwa. Ponadto państwo dofinansowuje takie kościelne instytucje mające uprawnienia szkół wyższych, np. dwa Papieskie Wydziały Teologiczne w Warszawie, jezuicką Akademię Ignatianum w Krakowie, a także inne placówki kościelne.

Za powoływanie wydziałów teologii na państwowych uniwersytetach odpowiedzialność ponoszą także senaty i władze tych uczelni. Mogły się nie zgodzić, ale wolały akceptować lobbystyczne zabiegi Kościoła. W głosowaniach mało kto decydował się na podniesienie ręki „przeciw”. Ekspansja Kościoła w państwowym szkolnictwie wyższym nie budziła sprzeciwu. Środowiska uniwersyteckie i naukowe, a także opinia publiczna i media, wykazały się co najmniej biernym przyzwoleniem. W ten sposób, obok religii w szkołach podstawowych i średnich, mamy lekcje religii w państwowych szkołach wyższych. Przyjrzyjmy się dokładniej, jak to działa.

Kościelne szkoły wyższe (nazwa oficjalna)

KUL, UKSW, Uniwersytet Papieski w Krakowie, oraz wydziały teologiczne na państwowych uczelniach, respektują przepisy ustawy o szkolnictwa wyższego w zakresie pozwalającym uznawać dyplomy tych uczelni. Pozostają natomiast pod ścisłym kierownictwem Kościoła katolickiego – są domeną Kościoła finansowaną przez państwo. Gwarantują to porozumienia między episkopatem a rządem polskim, oraz statuty tych uczelni i wydziałów, zatwierdzane aż w Watykanie, ale także przez ministerstwo w Warszawie. Ścisły nadzór ze strony Stolicy Apostolskiej (watykańskiej Kongregacji Wychowania Katolickiego) może zaskakiwać. Działalność tych uczelni i wydziałów opiera się na przepisach watykańskich i prawie kanonicznym, nadających państwu watykańskiemu olbrzymie prerogatywy. Zgodził się na to rząd polski.Formy kościelnego nadzoru są zadziwiające. Rektorzy, dziekani, nauczyciele akademiccy przed objęciem funkcji lub zatrudnieniem muszą być zatwierdzeni przez wielkiego kanclerza (jest nim arcybiskup metropolita lub biskup diecezjalny), a na wielu wydziałach także przez Watykan. Kanclerz i Watykan zatwierdzają statuty uczelni i wydziałów. W działalności naukowej ma być respektowana wiedza pochodzącą z Objawienia oraz doktryna Kościoła katolickiego. Zostało to jasno zapisane w dokumentach, nie jest to moje domniemanie.

Rząd polski nie musiał się zgadzać na takie podporządkowanie tych uczelni i wydziałów Kościołowi, skoro je finansuje. Ale się zgodził. Konkordat stwierdzał tylko: Status prawny szkół wyższych (…) oraz status prawny wydziałów teologii katolickiej na uniwersytetach państwowych regulują umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Konferencją Episkopatu Polski upoważnioną przez Stolicę Apostolską” (art. 15).

Przyjrzyjmy się kilku kluczowym sprawom. Dla jasności skupię się na KUL, ale identycznie jest na innych uczelniach i wydziałach podporządkowanych Kościołowi.

Decydującą władzę na KUL posiada wielki kanclerz, którym jest arcybiskup metropolita lubelski (obecnie ks. dr hab. Stanisław Budzik). Władza wielkiego kanclerza jest ogromna, przypomina absolutyzm papieski. Co robi?

Wielki kanclerz „udziela misji kanonicznej lub zezwolenia na uczenie, a w razie konieczności zawiesza lub odbiera je nauczycielom akademickim”. Praktycznie więc od kanclerza zależy przyjęcie i zwolnienie nauczyciela akademickiego. Jakimi kryteriami się kieruje wielki kanclerz? W statucie czytamy, że kanclerz„troszczy się, aby doktryna katolicka była uprawiana i wykładana zgodnie z nauczaniem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i przepisami prawa kanonicznego”. Kanclerz ma olbrzymi wpływ na całą działalność KUL, także na merytoryczną stronę nauki. Czuwa – jak czytamy – nad sprawami nauki, nauczania i wychowania, a także nad przestrzeganiem przepisów Stolicy Apostolskiej.

634358878227800000

Warto wspomnieć o czymś jeszcze. Wielki kanclerz przyjmuje wyznanie wiary od nowego rektora. To kuriozalne potwierdzenie klerykalizmu, podporządkowania uczelni Kościołowi. Zatwierdza też uchwały senatu o wyborze rektora, a także prorektorów (wcześniej wspominałem o zezwalaniu na nauczanie i odbieraniu tego zezwolenia w stosunku do wszystkich nauczycieli akademickich). Kanclerz zatwierdza też plan rzeczowo-finansowy uniwersytetu.

Ale wielki kanclerz nie jest wierzchołkiem piramidy władzy. Nad nim czuwa Wielki Brat, Watykan. Władza Watykanu jest olbrzymia. O najważniejszych sprawach KUL decyduje Rzym. Wszystkie ważniejsze decyzje wielkiego kanclerza muszą być potwierdzone przez Watykan. Statut wprost stwierdza, że uniwersytet podlega Stolicy Apostolskiej. Watykan zatwierdza statut uniwersytetu, a także wybranego przez senat uczelni rektora. Kuriozalny wymóg to zatwierdzanie przez Rzym dziekanów (tzw. nihil obstat) oraz wyrażanie zgody na zatrudnienie profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego na wydziałach kościelnych. Na innych wydziałach konieczna jest zgoda na wykładanie dyscyplin dotyczących wiary i moralności (formułę tę można odnieść dowolnie do bardzo wielu dyscyplin, w tym np. do biologii).

d

Wydziały kościelne, poddane szczególnie silnej kontroli Rzymu, to Wydział Teologii oraz Instytut Prawa Kanonicznego, a także – co najciekawsze – Wydział Filozofii (zatrudnianie profesorów filozofii decyduje się aż w Rzymie). Wydziały kościelne mają szczególny przywilej, na który zgodził się nasz rząd. Nie dość, że działają na podstawie prawa kanonicznego (kościelnego), to w przypadku kolizji tego prawa z prawem państwowym, pierwszeństwo ma – jak zapisano – prawo kanoniczne.

Watykan musi być informowany „o poważniejszych sprawach Uniwersytetu” oraz otrzymuje okresowo sprawozdania. Można powiedzieć, że Wielki Brat czuwa bez przerwy.

Podsumowując, KUL podporządkowany jest bez reszty Kościołowi i doktrynie katolickiej. Podkreślmy, że jest to zależność wprost od Watykanu. Nie ma żadnej autonomii uniwersytetu wobec Kościoła, jest jednostronna podległość. KUL jest folwarkiem Kościoła finansowanym przez państwo polskie z pieniędzy podatników.

A co z uprawianą tam nauką? Działalność naukowa jest podporządkowana formalnie i merytorycznie doktrynie katolickiej i Kościołowi. Nie tylko teologia i filozofia, ale także inne dyscypliny naukowe są zobowiązane respektować doktrynę kościelną. Warto pamiętać, że problemy światopoglądowe pojawiają się często także na gruncie nauk przyrodniczych (najwyraźniej dotyczy to biologii, szczególnie teorii ewolucji, którą Kościół co najwyżej toleruje w wersji teistycznej, tzn. podkreślając moc sprawczą Boga).

Warto wspomnieć, że na KUL pod nazwą filozofii i Wydziału Filozoficznego kryje się w znacznej mierze teologia. Wydział Filozofii zaliczony jest – jak już zaznaczałem – to kategorii wydziałów kościelnych, poddanych szczególnej kontroli, gdzie np. nie można zatrudnić profesora bez zgody Watykanu. Na wydziale tym „pod przykrywką” filozofii w znacznym zakresie uprawiana jest teologia, bronione są rozprawy doktorskie z zakresu teologii i doktryny Kościoła. Jeszcze niedawno była tam Katedra Filozofii Boga (obecnie katedra taka działa na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie).

Nasuwa się pytanie, co to za nauka, co to za uniwersytet, który bez reszty jest podporządkowany Kościołowi i kościelnej doktrynie/ideologii? Zniewolenie nauki dosadnie zapisano w Statucie KUL: „Realizacja zasady wolności nauki powinna pozostawać w zgodzie z Objawieniem i nauczaniem Kościoła” (par. 14). W Statucie Uniwersytetu Papieskiego czytamy: „Celem Wydziału Nauk Społecznych jest wszechstronne i systematyczne zgłębianie społecznych zagadnień w świetle Objawienia Bożego” (pkt. 167). To są teksty jak z kabaretu. A jeśli ktoś miał złudzenia co do wolności nauki na tych uczelniach, to powinien przypomnieć sobie słowa:„porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie” (Dante „Boska komedia”).

W statucie jednego z wydziałów teologicznych na państwowym uniwersytecie mówi się wprost o „wierności doktrynie katolickiej”. Przywołanie Dantego jest nieprzypadkowe. Czytając o wielkim kanclerzu, o zatwierdzaniu wszystkiego przez Stolicę Apostolską, o nauce wiernej objawieniu i doktrynie katolickiej, nieodparcie zyskujemy przekonanie, że to ta sama komedia, ta sama zjawa z teologicznej wyobraźni, którą przedstawiał Dante w XIV w. I chce się zakrzyknąć: A kysz!

Na UKSW, Akademii Papieskiej w Krakowie oraz na wydziałach teologicznych państwowych uczelni obowiązują takie same przepisy i praktyki jak na KUL. Chociaż wydziały te są częścią państwowych uniwersytetów, to kluczowe sprawy wymagają zatwierdzenia przez wielkiego kanclerza wydziału (jest nim biskup diecezjalny) i przez Watykan.

Czy teologia jest nauką?

Mogłoby się wydawać, że teologia jest – jak wskazywałaby nazwa – nauką o bogu, tak jak biologia jest nauką o organizmach żywych, a geologia o ziemi. Różnica miałaby polegać na odmiennym przedmiocie badań. Tak jednak nie jest.

Po pierwsze, teologia podporządkowana jest interesom i poglądom głoszonym przez Kościół katolicki lub przez inne kościoły i społeczności religijne. Stawia to ją w rzędzie ideologii, tj. poglądów związanych z jakimś ugrupowaniem politycznym i kultywowanych w imię jego interesów. Do teologii przystają takie określenia, jak doktryna, ideologia, światopogląd, ale nie nauka. Jej miejsce jest obok innych kierunków światopoglądowych i doktryn, obok liberalizmu, konserwatyzmu, materializmu, marksizmu-leninizmu. Kierunki takie nie mają statusu dyscyplin naukowych czy akademickich, nie są wymieniane w Narodowym Centrum Nauki jako dziedziny nauki, nie nadaje się stopni naukowych w zakresie konserwatyzmu, marksizmu itp. Nie tak dawno status nauki i przedmiotu akademickiego próbowano nadać marksizmowi, ale powszechnie odnoszono się do tych zabiegów z przymrużeniem oka. Podobnie trzeba traktować dziś teologię.

_naga_prawda

Po drugie, ze względu na przedmiot i cel dociekań teologia należy do kategorii wiedzy tajemnej, ezoterycznej, a nie do dziedziny nauki. Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.

Przedmiot badań nauki współczesnej istnieje realnie. Jest to przyroda, mikro i makrokosmos, organizmy żywe, psychika, życie społeczne, kultura, język, literatura. Także ludzkie wierzenia religijne są przedmiotem badań naukowych. Badania naukowe dostarczają wiedzy o tych dziedzinach rzeczywistości, w tym także o religii.

A co jest przedmiotem badań teologii? Tym przedmiotem ma być rzeczywistość nadprzyrodzona, nadnaturalna, bóg. Kościół widzi w teologii wiedzę o objawieniu bożym. Istotą i celem teologii jest dociekanie i głoszenie prawd objawionych przez boga w Piśmie Świętym.

Czy można takie badania prowadzić w zgodzie z metodologią naukową? Nie można. Można, będąc w habicie i pozostając w zgodzie z metodologią naukową, badać język hebrajski i biblijne wierzenia. Ale są to wtedy badania z zakresu filologii, religioznawstwa, historii. Możemy zyskać wiedzę o języku i wyobrażeniach religijnych ludzi żyjących w tamtych czasach, ale nie ma podstaw, by sądzić, że będzie to wiedza o bogu i tym, co nas czeka po śmierci. Rzeczywistości nadprzyrodzonej i boga badać nie można, bowiem jest to dziedzina niedostępna badaniom naukowym, albo wręcz – nie rozstrzygajmy w tej chwili dylematu – nie istnieje, jest tylko mitem, tworem ludzkiej wyobraźni i kultury.

Zainteresowanie rzeczywistością nadprzyrodzoną niedwuznacznie wskazuje, że teologia należy do dziedziny kultury dobrze znanej od tysiącleci. Jakiej? To wiedza tajemna, ezoteryczna, niedostępna zwykłemu poznaniu zmysłowemu i intelektualnemu. To wiedza o sprawach nadnaturalnych. Czym zresztą innym może być wiedza o bogu, aniołach, niebie, zbawieniu, sądzie ostatecznym? Samo pojęcie objawienia wskazuje na ezoteryczny charakter teologii. Miejsce teologii jest w rzędzie takich nurtów wiedzy ezoterycznej, jak starożytna i średniowieczna gnoza, wiedza o inkarnacji i reinkarnacji, nauki buddyjskie, magia, astrologia, kabała, tarot itp.

W starożytności i średniowieczu nauka i wiedza tajemna nie były wyraźnie odróżniane. Pismo Święte traktowano jako źródło wiedzy o świecie i człowieku. Jeszcze Newton obliczał wiek świata na podstawie Biblii, nie uważał tego za niestosowne. Nie rozgraniczano astronomii i astrologii. Od tamtych czasów dużo się zmieniło. W ostatnich dwóch wiekach w europejskiej kulturze zachodził proces dyferencjacji, poszczególne dziedziny kultury zaczęto ostrzej odróżniać. Nauka i wierzenia religijne oddzieliły się w sposób niewyobrażalny w czasach Newtona, bo nic nie wskazywało, że wierzenia religijne zawierają prawdę o świecie.

Jakie więc racje przemawiają za traktowaniem teologii jako dziedziny nauki w Narodowym Centrum Nauki? Dlaczego nadaje się stopnie i tytuły naukowe w dziedzinie teologii? Stoi za tym interes Kościoła i jego ludzi. Teologia nie powinna figurować jako dyscyplina naukowa w Narodowym Centrum Nauki, nie ma też uzasadnienia nadawanie stopni i tytułów naukowych w zakresie teologii. Na uprawianie teologii miejsce jest w Kościele, ale nie w nauce.

A co z filozofią? Mówi się czasami, że teologia jest pokrewna filozofii? Czy i filozofię mamy pozbawić naukowego splendoru?

Filozofia przeszła w czasach współczesnych wielką metamorfozę, dostosowała się do wymogów metodologii i kultury naukowej, nie jest wiedzą tajemną o rzeczywistości nadprzyrodzonej, nie docieka prawd objawionych. Przemiany takiej nie doświadczyła i doświadczyć nie może teologia.

264668_IMG_4047-D

Summa summarum

Klerykalizm w szkolnictwie wyższym i nauce narasta przy milczącej zgodzie środowisk naukowych. Rzeczpospolita Polska okazuje się podatna na kościelny lobbing, władze państwowe gotowe są finansować kościelne szkolnictwo wyższe, całkowicie podporządkowane władzom kościelnym polskim i watykańskim. Teologii przyznaje się status nauki chociaż jest niczym więcej niż kościelną ideologią oraz zakorzenioną w czasach archaicznych wiedzą tajemną o sprawach nadprzyrodzonych.

Jaki wniosek? Kościelne uczelnie powinny albo uwolnić się od podporządkowania Kościołowi (wymaga to całkowicie nowych statutów, swoistej sekularyzacji), albo władze państwowe powinny zrezygnować z ich finansowania. Nie ma potrzeby utrzymywania przez państwo kościelnych uczelni i wydziałów teologii na państwowych uniwersytetach. – Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 17 artykułów, m.in.:

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Wpisy oczami ateisty

link_o633Xsrvv9dXSmrRyW0k2tjxPuvYZRVe,w300h223

Gimnazjalista o gimnazjach

link_o633Xsrvv9dXSmrRyW0k2tjxPuvYZRVe,w300h223Od dłuższego czasu słyszymy dyskusję polityków i polityczek na temat obiecanej przez PiS reformie, polegającej na likwidacji gimnazjów. Ponieważ w tym roku szkolnym kończę edukację gimnazjalną, stwierdziłem, że mógłbym opowiedzieć o tym, co o tym etapie szkolnictwa uważam.

Gdybym miał powiedzieć, jednym słowem, co kojarzy mi się ze słowem gimnazjum, powiedziałbym, że dojrzewanie. Jest to miejsce, do którego trafiamy, i w którym żyjemy w momencie najintensywniejszego etapu rozwoju nastolatka. Zaczyna się wtedy okres kontaktów z wieloma używkami, pierwszych typowo nastoletnich problemów i zawodów miłosnych. Kompletnie nie zgadzam się z powiedzeniem, że nastolatkowie nie mają żadnych problemów. Jakby dorośli zupełnie zapomnieli, co czuli i co się działo, kiedy to oni byli w naszym wieku.

„Zmiana środowiska w tym wieku, jest zła i źle wpływa na rozwój dziecka.”

Nie, to również nie jest prawda. Możemy przenieść się do innego środowiska, gdzie każdy z nas może dojrzeć, przygotować się do „zdobywania świata” oraz przejść najważniejszy okres socjalizacji, w części się ukształtować, zebrać ważny pakiet doświadczeń, dzięki czemu, mamy więcej do zaoferowania światu. A! No i przy okazji, nie plączą nam się pod nogami  6-7 latki, które jedyne co by robiły to przeszkadzały i denerwowały starszych o 7-8 lat kolegów.

„Nauczyciele nie są przygotowani do edukowania młodzieży w tym okresie rozwoju”

Tu muszę zgodzić się połowicznie. Nie wszystkie działania moich nauczycieli, czy też nauczycieli moich znajomych były słuszne, pedagogiczne, czy poprawne. Uważam jednak, że to wszystko zależy od podejścia danej osoby do ucznia, nie wieku tego człowieka. Są nauczyciele z powołaniem i ci, którzy tego powołania nie mają, są tacy, którzy rozumieją potrzeby ucznia, jak i ci, którzy ich nie rozumieją. To czy dana osoba uczy w podstawówce, gimnazjum czy liceum nie ma nic do rzeczy.

„Gimnazja jest to reforma gorszego sortu”

Nawet mnie ten komentarz nie ruszył. Cały rok Prawo i Sprawiedliwość dzieli, sortuje i obraża wybraną grupę Polaków. Nie tak dawno usłyszałem od mojej znajomej, że jest agentką Putina opłacaną przez Mossad z pieniędzy ISIS na zamówienie lewacko-unijnej organizacji pod żydowskim zarządem powierniczym. Teraz próbuję się mi wmówić, że jestem wynikiem gorszej reformy. Nawet Pani posłanka Gajewska zwróciła uwagę na to, że Bartłomiej Misiewicz to dziecko gimnazjum, a w wieku 26 lat otrzymał Złoty Krzyż za zasługi dla obronności kraju. Przecież lepszej promocji dla gimnazjów nie znajdziecie.

Dosyć powszechne są tematy faszyzującej się młodzieży. Usłyszałem nawet zarzut, że to również przez gimnazja. Moim zdaniem to rządy ciepłej wody z kranu, które uśpiły poczucie obywatelstwa (które paradoksalnie obudził PiS) i nie zrobiły nic, żeby zabezpieczyć Polskę przed PiS-em i jego narodowymi bojówkami. Akurat w moim gimnazjum, większość płci męskiej ma poglądy prawicowe, często są to szowiniści, ale wynika to z niedojrzałości emocjonalnej i poglądowej. Natomiast większość płci żeńskiej prezentuje poglądy postępowe, feministyczne, wykazując się większą dojrzałością niż moi szkolni koledzy. Trzeciego października, z tego co wiem od nauczycieli (bo sam protestowałem tego dnia na ulicach), połowa mojej szkoły była (specjalnie) ubrana na czarno. Tego dnia dużo rozmawiali na temat prawa do decydowania o swoim ciele. Szczerze mówiąc, byłem w szoku.

W mojej opinii, gimnazja to nie jest twór doskonały, ale podstawówki również nimi nie są. Uważam, że należy nad nimi pracować, udoskonalać je, a nie wprowadzać jałowe reformy, które jedyne co przyniosą, to 5 letni chaos w edukacji. Ale to tylko nic nie znaczące dla PiS-u zdanie gimnazjalisty 🙂

 

13312917_607501626092273_7433434751192152235_n

Jacek Kozik, powieść „Klatki”

„Życie jest bardziej skomplikowane niż dziesięć przykazań” Jacek Kozik, powieść „Klatki” s.127 Nie ma lepszego sposobu na spędzanie wolnego czasu, niż zagłębienie się w ciekawej i wciągającej lekturze. Książka, o której chcę opowiedzieć to powieść „Klatki” Jacka Kozika. Jej główny bohater, Maciej Kroniewicz jest zdeklarowanym ateistą. Poznajemy go w momencie, kiedy wraz z całą rodziną przyjeżdża do pracy w ambasadzie, w Dublinie. Dorota, jego żona, obejmuje stanowisko konsula, a on zostaje zatrudniony w dziale administracyjno-finansowym.

W Polsce był wykładowcą etyki i filozofii, więc nowe zajęcie jest całkowicie sprzeczne z jego humanistycznymi zainteresowaniami. Na dodatek ma on wyjątkowo trudny charakter, co powoduje, że łatwo zraża do siebie ludzi. O ile to zupełnie mu nie przeszkadza, gdyż jest typem samotnika, o tyle konsekwencje jego zachowań odbijają się na jego życiu i zdrowiu. Te maćkowe „umiejętności” trafnie scharakteryzowała pewnego dnia Dorota zwracając się do niego słowami: „Jesteśmy tu trzeci tydzień, a ty już zdążyłeś narazić się tym, którzy stąd wyjechali, tym, którzy tu pracują i tym, którzy jeszcze nie przyjechali!” Z tego powodu polubienie Maćka nie wydaje się łatwe. Jednak w miarę zagłębiania się w lekturę zauważamy, że jego postępowanie wynika z ostrości widzenia świata takim, jakim według niego jest.

Sam autor na założonej, na Facebooku stronie: Powieść „Klatki”, pisze tak: „Może błąd, że nie uprzedziłem, ale to nie jest lektura, która ma pomóc ludziom uciec w bezpieczną krainę myśli, żeby mogli zapomnieć na chwilę o świecie i zanurzyć się w fikcji literackiej, gdzie główny bohater jest rycerzem z bajki radzącym sobie z różnymi trudnościami! To jest książka, której główny bohater ma różne wady, jest nerwowy i wielokrotnie niemiły!” Mimo tego, że polubienie Maćka wymaga od czytelnika pewnego wysiłku, warto doszukiwać się w nim pozytywnych cech charakteru, których moim zdaniem mu nie brakuje. A to, że jest bezkompromisowy i, jak sam mówi, ma „alergię na hipokryzję” moim zdaniem, czyni go wartościowym człowiekiem.

Zapewne też według Doroty pozytywne cechy jego charakteru przewyższają wady, gdyż związek, jaki od ponad dwudziestu lat tworzą wydaje się być bardzo udany. Pewnego dnia w dziale Maćka pojawia się praktykantka Martyna. Jest ona osobą wycofaną, nieśmiałą, wierząca w Boga i często szukającą u niego pomocy w różnych życiowych sprawach. Jednym słowem, dziewczyną z kompleksami i rozterkami miłosnymi. Maciek zdobywszy jej zaufanie postanawia wprowadzić w życie pewien przemyślny plan. Na czym on polega dowie się każdy, kto sięgnie po książkę, do czego bardzo zachęcam. Nie zdradzając szczegółów maćkowych rozmów z Martyną, powiem tylko, że w ich wyniku relacje między nimi zaczynają się zacieśniać.

Autor nie chciał tworzyć typowej powieści, w stylu tolkienowskim, a raczej opisać historię mocno osadzoną w naszej codzienności. Przedstawił w niej stosunki międzyludzkie, które zapewne, jak sugeruje notka na okładce, zaczerpnął z własnych doświadczeń. Przez dziewięć lat był pracownikiem polskich placówek dyplomatycznych. Pragnę podkreślić, że Jacek Kozik w swojej książce przede wszystkim pragnie obalić stereotyp, iż ateizm bierze się z mody, czy okresu buntu. Wręcz przeciwnie, główny bohater powieści jest dojrzałym człowiekiem, który swoją niewiarę opiera na wiedzy, głębokich przemyśleniach oraz niezgodzie na świat takim, jakim jest, co, jego zdaniem wyraźnie kłóci się z wizją miłosiernego, dbającego o ludzi Boga. Moim zdaniem książka jest napisana dla osób, które stoją rozdarte między wiarą i niewiarą. Jest też pomocą dla szukających argumentów na rzecz swojego ateizmu i chcących się w nim utwierdzić.

Na wspomnianej już przeze mnie, założonej na Facebooku stronie autor pisze: „Powieść „Klatki” jest skierowana do ludzi o otwartych, niezależnych umysłach, dla których wiara w boga jest przeszkodą w krytycznym widzeniu świata.” Zachęcam do lektury, bo tak dobrych powieści, jak ta, jest niewiele i „grzechem” byłoby tej książki nie przeczytać. Jako młody ateista, z ręką na sercu, mogę polecić tę książkę wszystkim poszukującym swojego miejsca w świecie. Myślę, że się nie pomylę, gdy powiem, że jest to pierwsza w naszej literaturze powieść z bohaterem tak jawnie deklarującym swoją ateistyczną postawę.

Chętnych do kupienia „Klatek” i jednocześnie mieszkających w Warszawie zachęcam do odwiedzenia kawiarni „CRUX” na Hożej 51 (dawna fabryka serów w podwórzu) lub w księgarni naukowej im. B Prusa na Krakowskim Przedmieściu.

W Cruxie dodatkowo, każdy egzemplarz jest zaopatrzony w autograf autora. Dla ewentualnych czytelników spoza Warszawy polecam wersję elektroniczną w formie e-booka

Kto jednak preferuje wersję papierową może napisać w tej sprawie do głównego bohatera powieści na maila: maciej.kroniewicz@wp.pl albo zostawić informacje w „wiadomość” na stronie FB autora.

Spotkania przy trzepaku

zzzzzz

Mężczyzna?

Autorka: Anonimowa

Kobieta od zawsze była ponoć ubóstwiana i wielbiona przez mężczyzn. Ponoć ideałem była, muzą i natchnieniem. Ponoć. Kobieta jako stróż domowego ogniska, jako Matka karmicielka rodziny. Mężczyzna szedł polować, szedł na wojny i gówno go obchodziło, co tam w domu słychać. Ważne, że nikt nie bzyka jego żony, ani nie morduje potomstwa – bo linia musi przetrwać.

Mężczyzna jako Pan i Władca. Ale bez kobiety nie potrafi się obejść – ktoś musi ogarnąć dom i dzieci. Bo dla mężczyzny to hańba. On do wyższych celów stworzony.

Jak jest dziś?

Kobieto, siedź w domu! Kurwa, masz znajomych, gadasz z nimi, bawisz się lepie, niż ja? To radź sobie sama, skoro ja nie jestem w centrum uwagi. Wyprowadzam się. Zostawiam ci wszystko na głowie. Baw się dobrze, ale beze mnie. To ja powinienem być w centrum twojego wszechświata. Nawet, jak nie mam ci czego zaproponować. Oprócz krzyków, awantur i kłótni. Wal się. Mam to wszystko w dupie. Kredyty, rachunki… dzieci odwiedzę w weekend.

Samiec typowy.

Musi dominować, musi być lepszy. Żona powinna być głupsza, być podległa, zawsze świeże gacie przynosić. A gdzie marzenia, pragnienia kobiety? Podporządkowane mężczyźnie. On chce się rozwijać – może. Kobieta ma zapewniać stabilizację. Jej nie wolno realizować marzeń, jej nie wolno być sobą. Ma się zajmować ogniskiem domowym.

Ma dbać o wszystko. Ma być Matką, Żoną, Kochanką, dostępną na każde życzenie. Na szczęście kobiety zaczynają wychodzić z marazmu. Zaczyna im takie życie przeszkadzać. Stają się samodzielne, co jest bardzo ciężkie po latach uzależnienia. Ale damy radę. Mamy silną wolę, silniejszą, niż wy, mężczyźni.

Potrafimy przetrwać. A może i zyskamy radość życia, kiedy nas zostawicie?
Aby nie było tak smutno: a kto wam będzie gacie prał, mężczyźni?

Etyka

Etyka w szkole

Autor: Ratus

W kilku artykułach na portalu pojawiły się odniesienia do etyki jako przedmiotu szkolnego.

Istnieje grono osób, które uważają, że lekcje etyki w szkole, to odtrutka na indoktrynację religijną, a uzyskanie zgody Episkopatu na takie „wyjście” z wymuszonej konkordatem sytuacji to zwycięstwo racjonalizmu.

Przechwytywanie

Jeśli to jest zwycięstwo, to takie, jak zwycięstwo w konkursie na jedzenie mułu.

  • Zamyka drogę do usunięcia religii jako przedmiotu (Macie swoją etykę? Macie. To wara wam od katechezy)

  • Jeśli etyka zostanie uznana za przedmiot maturalny (Filozofia była takim przedmiotem), w sposób  bezapelacyjny religia uzyska ten sam status.

  • Religii „uczy się” od przedszkola, do matury. Czy ktoś sobie wyobraża lekcje etyki w takim wymiarze?

  • Etyka jako przedmiot szkolny – to niedoróbka. Brak nauczycieli, brak podręczników, brak popularnych opracowań pozaszkolnych, brak uczniów.

Najważniejsze jednak, to szkoda wyrządzona etyce poprzez uczynienie jej antagonem religii, nadaniem jej etykiety antychrysta. Etyka, jak wiadomo od zawsze, jest częścią filozofii, razem z logiką, ontologią i epistemologią tworzą podstawę na której rozwinęła się współczesna nauka i kultura. Jakim cudem wydzielono etykę (na poziomie szkolno-gimnazjalno-licealnym) z gmachu filozofii, by uczynić z niej ersatz religii – nie mogę pojąć.

Jedynym – moim zdaniem – wyjściem z tego kąta, w który „dobrzechcący“ zapędzili etykę, jest zaniechanie podtrzymywania głowy nieboszczyka, jakim jest etyka szkolna, i wysłanie obojga konkurentów tam, gdzie ich miejsce:

  • etyki – na wydziały filozoficzne szkół wyższych;

  • religii – do sal katechetycznych przy kościołach.

Wprowadzenie   propedeutyki filozofii w gimnazjach i liceach – to temat godny osobnej dyskusji.

expatb

Czego sobie świadomość życzy?

Wypromowała nam ewolucja taki prezent wspaniały jakim jest świadomość nasza kochana. Może to i efekt uboczny tego, że mózg większy, pożyteczniejszy na sawannie był, a może sama świadomość jako taka ma coś pozytywnego gatunkowi do zaoferowania. Nie jest na pewno świadomość elementem jakoś specjalnie przeszkadzającym przetrwaniu gatunku, bo wtedy osobnicy takową posiadający dawno by już wyginęli.

mobius

Tak czy owak świadomi jesteśmy, czasem bardziej, czasem mniej, ale zawsze. Myślimy, że jesteśmy – czy jakoś tak to szło – jak jesteśmy to czasem myślimy, niestety tylko czasem, no czasem się nie da cóż poradzić. Na pewno ważne jest by być, a najlepiej być myślącym, człowiekiem najlepiej. Podkreślić należy – człowiekiem myślącym, bo sam człowiek to często za mało na bycie … czymkolwiek wartościowym. Wtedy to czasem lepiej, żeby takiego człowieka zniebyło coś z daleka nieokreślonego, a z bliska tak potwornego, że może lepiej z daleka.Zatem jestem sobie i oczkami łypię groteskowo na ten okoliczny zakątek.

Gdy tymczasem świadomości naszej ciągle jest mało. Nie wystarczają jej rozrywki i używki doczesne. Prokreacja zadowala na czas jakiś. Nawet przekazanie genów potomstwu naszemu to dla świadomości ciągle nie ten film. To zrobię to, to tamto, co bym jednak nie zrobił zawsze pozostaje pewien niedosyt, niedobór, wykrzyk przedwczesny. Niedopstrykanie takie, wieczne pomiędzy pośladami zakleszczone swędzenie.

Świadomość, dzieckiem ewolucji będąc, na dary i metody swej rodzicielki gęstą śliną splunąć pragnie.

Dla świadomości to wszystko za mało jest. Jej nie wystarczy przetrwać w genach przekazanych, w tomach zapisanych, wygłupach zapamiętanych i zapisanych na youtube po wsze czasy. Ona, ta imć świadomość nie chce przestać być sobą. Nie chce przestać być świadoma – nigdy. Tego nie zaoferuje prokreacja, demokracja, masturbacja, czy z zza wielkiej wody nacja. Tu trzeba ten pofałdowany rezerwuar świadomości skołować nieco by niczym po pętli mobiusa wiedziony religię sobie wykombinował. Bo tylko tak świadomość może sobie leciuteńko na laurach spocząć i nieistnienie ewentualne swe przyszłe w kierunku bajek przesunąć.

I tak to sobie świadomość nasza radziła przez kilka tysiączków lat już z haczykiem. Umysły zmydlone, już nawet nie samym lękiem przed śmiercią ciała, ale przed przerwaniem ciągu świadomego macania świata, pokreowały sobie bóstw wszelkich mrowie. Na każdą okazję, czy to ząb wypadnie z gęby czy piard z pomiędzy pośladów się wyślizgnie, bóstwo jakoweś ma coś do zaoferowania.

wielkanoc_raczkowski

Na szczęście jednak dana nam przez ewolucję wielka mózgownica nie tylko świadomością popisać się może. Głównym jej celem jest przecież jak najdokładniejsze odwzorowanie tego co się na sawannie wyprawia. Celem naszego rozumu jest rozgryzienie zasady działania wszystkiego. Wcale nie po to by po prostu wiedzieć czy z ciekawości pustej. Tu o przyziemne przetrwanie gatunku cały czas chodzi. Bo zawsze ten kto rozumnie się z innymi dogadał i mamuta wespół w zespół zakatrupił, prędzej geny swe przekazał. Przy praognisku, pod pranamiotem, praprzodek nasz poczęty został.

Dostaliśmy po nim nasz racjonalny rozum w spadku.

I to rozum właśnie, od dawien dawna, ale coraz bardziej i bardziej zaczyna podsuwać świadomości receptury, może jeszcze nie na wieczne istnienie, ale chociażby na oddalenie w czasie ostatecznego unieświadomienia. Świadomość w swym odwiecznym pościgu za wiecznością coraz bardziej zaczyna skłaniać się ku rozumowi jako dawcy spełnienia marzeń. Religie i bogi czas temu wymyślone już świadomości nie wystarczają. I choć idee te z natury swej wieczność całkowituśną obiecywały, a rozum co najwyżej życie materialne przedłużyć potrafi, to mimo wszystko to rozum właśnie swych przedwyborczych obietnic dotrzymać potrafi.

szalony-umysl

 

To rozum, poprzez medycynę, dał świadomości już chyba trzy razy dłuższy czas do popisywania się na sawannach i preriach tego świata. Ona wie, że komu jak komu ale rozumowi zaufać może, i coraz większe nadzieje w nim pokłada. To rozum właśnie, nie bogi swarogi, dał świadomości metody na poradzenie sobie z własną płonną nadzieją na wieczność. Pokazał świadomości bezsens zapatrzenia w przyszłość nieskończoną. Przekierował ją na tor ku prawdzie z bocznicy samo okłamania. Bo tylko prawda o rzeczywistości, choć nie wiem jak niewygodna, jest praktyczna i pożyteczna. Pokazał radość z bycia tu i teraz. Radość świadomości chwili obecnej. Tego jedynego miejsca gdzie jesteśmy. Bo przedtem i potem nie ma nas, cały czas.

I coś mnie tak jeszcze za uchem, przy potylicy swędzi. To znaczy, że coś jeszcze na rzeczy jest, że coś nie zapisane umknęło mi między zwojami, a brzegiem szklanki z sokiem.

No tak! Może jak tak dobrze rozumowi idzie to przedłużanie czasu świadomości świadomego, to w momencie jakimś odległym mniej lub bardziej, w końcu ta magiczna wieczność dostępna się stanie?
Ale co wtedy? Raj na ziemi? Pomiędzy swojemi? Kto wytrzyma? Czy w jakimś punkcie istnienia nieprzerwanego, świadomość powie sobie dość?

Chmielewski Robert aka Marek Wtorek 😉

cancer-lambert_2469736b

Nowotwór złośliwy w skali makro

Cancer-cell

Każdy chciałby być zdrowy, piękny i bogaty i na dodatek szczęśliwy – czyli posiadać te cechy, które w naszej codziennej rzeczywistości niesłychanie rzadko stanowią zgrany team. Niemniej są przedmiotem pożądania każdego, kto pod sklepieniem ma w miarę przyzwoicie uporządkowane neurony w dodatku w ilości gwarantującej obsługę zdecydowanie więcej funkcji, niż tylko zdobycia i przetworzenia produktów energetycznych.

 

Mówiąc prościej i dosadniej więcej komórek, niż potrzeba do przemiany jedzenia w nawóz. Są zatem te wspomniane wartości obiektem marzeń tak odległym, jak główna wygrana na loterii, jak uśmiech losu, choć ten bywa też wyjątkowo złośliwy. Często tak złośliwy, jak złośliwy może być nowy twór biologiczny, konstruujący własne budowle poza jakąkolwiek kontrolą organizmu, na terytorium którego prowadzi swą pozornie spontaniczną, lecz w perfidny sposób przemyślaną architekturę.

Mając powszechnie pożądane przymioty możemy czuć się szczęśliwi, choć szczęście jest subiektywnym odczuciem, więc niejedno ma imię. Jednak najważniejszym z wszystkich tych dobrodziejstw jest bez wątpienia zdrowie. „Szlachetne zdrowie…” chciałoby się rzec, jest jednym z podstawowych warunków bycia szczęśliwym. Tak jest w skali mikro, czyli z perspektywy każdego z osobna jak i w makro, czyli w odniesieniu do całej populacji.

Istnieje bezpośrednia zależność między zdrowiem jednostki a całego zbiorowiska ludzkiego, zwanego narodem. Poziom świadomości zdrowotnej środkowoeuropejskiego narodu zamieszkującego tereny nad kręta rzeczką, troszkę przypominającą lustrzane odbicie znaku zapytania, czyli – mówiąc bardziej wprost – coś na kształt litery „S”, osiąga coraz bardziej zadowalający poziom, choć do ideału daleko.

Jest to więc naród zarówno ciekawy jak i ciekawski, bez pejoratywnego zabarwienia tego drugiego. Znany w świecie z pomysłowości, innowacyjności i wyjątkowej zaradności, wspomaganej typowo polskim sprytem i wyjątkową umiejętnością radzenia sobie z brakami.

Jest to efekt wielopokoleniowych starań „ukręcania bata” z … produktu przemiany materii. Efekt – trzeba wyraźnie zaznaczyć – w większości przypadków zakończony sukcesem.

Aby jednak nie zamalować tego obrazu całkiem na różowo, trzeba go troszkę przyczernić, co czym prędzej postaram się uczynić, przy czym nie chodzi o to, by sielankowy widoczek zepsuć, lecz by był on bardziej realistyczny.

Do tego celu (czyli przyczernienia) w zupełności wystarczy czerniak, który wykryty w stadium zaawansowanym rokuje beznadziejnie, żeby nie powiedzieć tragicznie. Jakkolwiek tragedią jest każde wydarzenie budzące rozpacz, to wymiar jej jest zależny od ilości dotkniętych nią przypadków. Jest więc czerniak w skali makro tragedią narodową, tym boleśniejszą, im mniejsza jest świadomość tego stanu rzeczy społeczeństwa.

Melanoma malignum, choć nasz narodowy przypadek to jego specyficzna odmiana melanoma communis polish (czerniak pospolity polski), wywodzi się z melanocytów, które uległy i ciągle ulegają złośliwej transformacji.

Czerniak guzkowy (nodular melanoma) jest jedną z odmian wykazującą niewielką lub znikomą podatność na leczenie, gdyż jest skutecznie infekowany od najmłodszych lat, często z mlekiem matki, co wszelką profilaktykę skazuje na niepowodzenie.social_cancer_by_offermoord-d4h5056

Inne, równie powszechne w naszej rzeczywistości odmiany, to czerniak (s)akralny (melanoma acro-lentiginosum) i czerniak bezbarwnikowy (melanoma amelanoticum), jedna z postaci najcięższych. To taki złośliwiec incognito, którego rozpoznać nie sposób, a efekty jego rozrostu uwidaczniają się w chwili, kiedy działania zarówno chirurgiczne jak i wszystkie inne stają się już niemożliwe.

Obrazy histologiczne, czyli budowy architektoniczne guzów różnią się dosyć znacznie, o czym z pewnością wie spora część społeczeństwa, rokrocznie i przy byle okazji mająca możliwość poznania tych guzów na własne oczy, gęsto rozsianych po całej powierzchni organizmu narodowego.

Jeden z nich jako żywo przypomina guz macierzysty, ulokowany w rzymskiej enklawie, który przez wieki rozrastał się do takich rozmiarów, że wymagał pilnej interwencji chirurgicznej. Stało się to dopiero w 1929 roku. Zabieg wykonano niezbyt dokładnie, pozostawiając jeszcze 44ha złośliwych komórek. To wystarczyło, aby nastąpiły przerzuty, nawet w najodleglejsze rejony.

Jesteśmy również obecnie świadkami, że niezaprzeczalnym faktem są liczne i powszechne mitozy, często a nawet zazwyczaj tworzące patologiczne figury podziałowe.

Ocenę stanu chorobowego znacznie utrudnia fakt, że na jednym znamieniu (guzie) występują różne kolory. Wprawdzie dominuje czarny, lecz jest sporo wariacji czerwieni, z których najbardziej znaczące i groźne są purpurowy, różowo- fioletowy czy kardynalsko-czerwony.

 

Charakterystyczną i wspólną cechą wszystkich odmian jest jej aktywność brzeżna, gdzie komórki proliferują najaktywniej, rozrastając się na obwodach guzów na tyle, na ile pozwala spolegliwość i wyjątkowy serwilizm miejscowych notabli.

Mieści się więc to w przedziale czynników egzogennych, w których (jak i w komórkach) istnieją potencjalne możliwości inicjacji procesów kancerogenezy.

Proces ten zazwyczaj składa się z trzech, czasami czterech etapów, z których pierwszym jest inicjacja czyli początek mutacji genów krytycznych (regulatorowych, supresorowych), odpowiadających za kontrolę cyklu życiowego.

Wprawdzie w każdej prawidłowej komórce znajdują się protoonkogeny (stanowią ok. 1% wszystkich genów), które są nieaktywne, jednak odpowiedni czynnik wystarczy, aby się uaktywniły.

1508020_419553884813749_2132761687_nInicjacja w skali makro następuje w okresie preedukacyjnym młodziutkich organizmów (zwłaszcza w baptysterium), by z czasem poprzez promocję (okres intensywnej katechezy) przejść w progresję stanowiącą już zazwyczaj etap nieodwracalny. Powoduje on bowiem znaczne zaburzenia na poziomie molekularnym (szczególnie w centrum dyspozycyjnym) i zmiany w kariotypie czyli w kompletnym zestawie komórek organizmu (somatycznych).

To wszystko jest wynikiem wzajemnego oddziaływania szkodliwych czynników egzogennych i endogennych, obficie wzbogaconych powszechną ignorancją i indyferentyzmem obywatelskim.

Z nakładania się płaszczyzn horyzontalnych i wertykalnych rozprzestrzeniających się guzów powstają typowe dla tego nowotworu symbole, które dostrzec można dosłownie wszędzie.

Jest to więc takie stadium czerniaka, w którym jedyną drogą ratunku jest droga na łona zdrowych organizmów narodów dotąd nie dotkniętych tymi przypadłościami, zanim ta czarna carcinoma nie przeniesie całego narodu na łono Abrahama. I mało pocieszające jest, że w sensie bardziej metafizycznym, niż fizycznym.

Stanisław Pietrzyk

71349-004-5D04A44D

Żywoty ułomne

Józef – epizod pierwszy ACAV_and_M48_Convoy_Vietnam_War

Rodzice, głęboko wierzący katolicy, wychowali go na człowieka uprzejmego i uczynnego. Kochał swój kraj. Sam nie chodził do kościoła, choć codziennie modlił się za rodzinę i ojczyznę. Przecież Bóg jest wszędzie.

Jadwiga – epizod pierwszy

Po raz pierwszy miała iść do szkoły. Wszystko było przygotowane, nowe sandały, sukienka, teczka, zeszyty, elementarz, drewniany piórnik z zasuwką, a w jego środku ołówek, gumka, drewniana obsadka ze stalówką. Długo nie mogła usnąć. Obudziła się kwadrans przed piątą, patrzyła na równo złożoną nową sukienkę i zapakowaną teczkę. Nie poszła do szkoły przez najbliższe sześć lat.

Józef – epizod drugi

Obok zapłonął czołg trafiony pociskiem, a ranna załoga nie mogła się wydostać. Nie zastanawiał się, pobiegł. Uratował dwóch czołgistów, pozostali zginęli. Dowódca na apelu przed całą kompanią wręczył mu wysokie odznaczenie za odwagę. Musiał przyjąć, choć wcale tego nie chciał. Uważał, że nie zasługiwał na nie. Przecież ratowanie życia było powołaniem i obowiązkiem lekarza.

Mieczysław – epizod pierwszy

Miał piętnaście lat, był silny i zdrowy, w sam raz do przymusowych robót. Żeby nie tracił czasu, kazano mu spać nad stanowiskiem pracy. W trawiarni na pomoście nad kadzią z kwasami. Gdy powietrze prawie zżarło mu krtań i przełyk, uciekł, bo widział umieranie innych. Dziecięce zabawy nie poszły na marne. Umiał ukrywać się i uciekać.

Mieczysław – epizod drugi

Do Jarosławia wpadł tylko na chwilę, przywitać się i pożegnać z mamą, tak by nikt z sąsiadów nie zauważył. Poszedł do lasu. Na listę oddziału wpisywano tylko tych, którzy mieli broń palną. Nie miał. Można ją było albo zdobyć, albo wziąć po poległych. Był słaby, kaszlał i często miewał mdłości. Zdrowsi i sprawniejsi mieli pierwszeństwo.

Mieczysław – epizod trzeci

Gdy po raz drugi przyszli ruscy, dowódca rozkazał słabym nie posiadającym broni opuścić oddział i uciec gdzieś daleko. Miał szczęście, ciągle był osłabiony i nie miał broni. Do Jarosławia wpadł tylko na chwilę.

Józef – epizod trzeci

Nienawidził komunistów i nie krył się z tym. Do jego miasta zbliżała się armia radziecka. Musiał uciekać za granicę i ukrywać się.

top10warJadwiga – epizod drugi

Niemcy wyszli z Warszawy.
Mama zabrała ją do Śródmieścia. Nie mogła jej samej zostawić, bo była zbyt psotna i niespokojna. Tata jeszcze nie wrócił z wyprawy pod Tarczyn po żywność. Gdy wreszcie doszły, mama zaczęła odwracać trupy. Najpierw chaotycznie, nerwowo, szlochając, odskakując od niektórych przerażona. Potem systematycznie, beznamiętnie, sama jak trup wśród trupów. Niekiedy jakby ożywała na krótko, do czasu spojrzenia w martwą twarz.
– Jadzia! Pomóż mi wreszcie, przecież widzisz, że nie daję rady.
Nie były same. Któregoś dnia już wszystkie trupy leżały twarzami do góry. Tak było łatwiej. Niektóre odarto z ubrań, innym przenicowano kieszenie. Wujka Janka nie znalazły.

Stanisław – epizod pierwszy

Szedł powoli stukając drewniakami po jarosławskim bruku. Wracał. Naprzeciwko zobaczył kondukt pogrzebowy. Rozdrażnił go napuszony patos towarzyszący trupowi w trumnie. Pewnie był odświętnie odziany w najlepsze ubranie. To go rozśmieszyło. Opuścił głowę i przeszedł na drugą stronę. Nie zrozumieliby.

Stanisław – epizod drugi

Mama uraczyła go gorącym rosołem. Ciekawe jak zdobyła kawałek kury? Zebrał wszystkie tłuste oczka i odłożył na osobny talerz. Jadł powoli, chyba już mógł. Pamiętał jak inni umierali w konwulsjach po pierwszym od lat obfitym posiłku.
71349-004-5D04A44D

Stanisław – epizod trzeci

Na środku czoła miał okrągłą wklęsłą bliznę. Wyglądałby jak Zagłoba, gdyby nie był tak przeraźliwie chudy. Powiedział, że na samym początku kapo uderzył go pejczem z ołowianą kulką na końcu. Miał szczęście, bo lekko. Gdy pytała jak tam było, milczał. Czasami odwracał głowę, odchodził, chował twarz w dłoniach.

Stanisław – epizod czwarty

Naszykowała mu spanie, najlepszy siennik, największą pierzynę, najbardziej miękką poduszkę. Nie mógł usnąć, było mu za gorąco i za miękko. Zatęsknił za drewnianym klockiem z owalnym wgłębieniem pośrodku do połysku wyszlifowanym głową. Gdy uznał, że już zasnęła, ostrożnie wstał z łóżka i w samej piżamie położył się na drewnianej podłodze. Wreszcie mógł usnąć. Spokojnie, bez strachu.

Mieczysław – epizod czwarty

W Kołobrzegu komandir kazał mu zająć jakąś pustą willę po Niemcach. Przeszukując opuszczone domy znalazł w piwnicach trzy ciała młodych Niemek. Były nagie. Jedna miała resztki potłuczonej butelki w waginie. Zastrzelono ją. Pozostałe miały ślady gwałtu, a na brzuchu i piersiach dziury po bagnetach. Kaszlał mniej i rzadziej miewał mdłości. Teraz miał broń i amunicję. Jaką chciał i ile chciał. Była wszędzie.

Mieczysław – epizod piąty

Trzy lata później dowiedział się, że jego oddział rozbito w 1947. Ruskie złapali kilkunastu partyzantów. Kilku nie wytrzymało tortur i wydali tych, których nazwiska znali. Bał się.

Gdy upewnił się, że go nie szukają, zaprosił mamę. Przytłaczała ją ilość i wielkość pokoi. Nie mogła znieść nieustannego szumu morza i twardego szmeru kaszubskiej mowy. Boleśnie tęskniła do wschodniego zaśpiewu i swojego Jarosławia. Zostawił willę i wrócił z mamą do lichej drewnianej jednoizbowej chatki. Do domu.

Józef – epizod czwarty

– Zawsze byłem wierny mojej ojczyźnie.

To jego słowa wypowiedziane na krótko przed śmiercią. Nazywał się Josef Mengele.

Ruins of Hiroshima's Museum of Science and Technology

2009-11-17 ÷ 2015-04-02

Andrzej Bonifacy Fudali

634242323757570000

Alkoholizm i religia

634242323757570000RELIGIA

Urodziłem się w katolickiej rodzinie, zostałem ochrzczony – tego się nie wybiera. Od samego początku czułem przed tym lęk. Człowiek w czarnej szacie, któremu trzeba się kłaniać i mówić: „niech będzie pochwalony….”. Każdy kościół dla dziecka jest olbrzymi, trzeszczący megafon, dym z kadzidła, klękanie zbiorowa modlitwa… Fajne były tylko święta i „odpusty” – było kolorowo, były stragany, słodycze… Podobnie było na 1-go maja – pochód z zakładu pracy mamy, chorągiewki, pikniki…

ALKOHOL

Ojciec chlał i bił… Znałem to środowisko doskonale, umiałem się w nim poruszać i żyć. Kiedyś myślałem, że ojciec jest prawosławny – bo nie chodził z nami do kościoła – a on po prostu chlał. Zmarł w kuchni przy szklance z denaturatem.

Jako dzieci bawiliśmy się w dorosłych – do kieliszków nalewaliśmy herbatę i piliśmy – tak według nas wyglądała „dorosłość”.

Mając 14 lat zacząłem pić „jabole” – bez problemu kupowaliśmy je w sklepie… Gdzie był ten Bóg, którego wpajano mi od urodzenia…dlaczego na to pozwalał…wtedy tego nie rozumiałem…

Alkohol pomagał przetrwać, zapomnieć… – na moich oczach umierała babcia (ile się dziadek wymodlił…), a potem dziadek. Alkohol pomagał rozładować stres, napięcie…

Alkohol i religia zatruwają umysł i robią spustoszenie – „orają psychę”. Działają mechanizmy… Łatwo powiedzieć: „Bóg tak chciał”, łatwo też pójść się napić. Odruchowo żegnałem się na cmentarzu, kłaniałem się księdzu – odruchowo sięgałem po kieliszek.

Czasu już nie cofnę, natomiast z perspektywy czasu, mogę na to wszystko spojrzeć na trzeźwo i ocenić.

Najtrudniej jest zostać samemu. Dużo prościej jest stać pod sklepem z piwem czy w knajpie, albo w kościele – nie jesteś sam. W kupie łatwiej, pomimo że do niczego to nie prowadziło…

W małym mieście, wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą… Jak nie pijesz to: „albo chory, albo Jehowy, albo do jakiejś innej sekty należy”. Pytali mnie o to wiele razy, nie potrafią/nie chcą zrozumieć „jak można nie pić i nie wierzyć”. ONI woleli jak się „zataczałem” – wtedy byłem normalny – jak wszyscy. Nie potrafią zrozumieć, że można inaczej…..

Od dwóch lat nie piję, za pierwszym razem wytrzymałem pół roku – chyba nie byłem „gotowy” na walkę z nałogiem.

Nie wierzę trochę dłużej.

W niepiciu pomagają rozmowy z psychologiem, w niewierze zostaję sam. Pomagają internetowe portale ateistyczne, profile, „facebook”- ale w realnym życiu – jestem sam….

Zdzich.

Alcohol abuse

expat_lgsm

Wszystko przez ego

wpid-universe-wallpaperEgoizm człowieka nie zna granic. Odkąd warunki życia naszego gatunku były na tyle dobre, że czasu starczyło jeszcze na refleksję, staraliśmy usadowić się w samym centrum tego co w danym momencie uznawaliśmy za świat. Niestety im bardziej poznajemy prawdę o rzeczywistości, tym bardziej jesteśmy strącani z tego piedestału, na którym żeśmy się bezpodstawnie posadowili. Pierwszym, a zarazem najjaskrawszym tego przykładem jest oczywiście geocentryzm.
Mile łechtał ego zarówno kościelnych hierarchów, jak i szarych parafian, o ile fartnęło im być na tyle wykształconymi by umieć czytać. Jak to fajnie jest żyć w przeświadczeniu, że jest się pępkiem wszechświata. Tylko pozazdrościć. Ego nie lubi jednak, gdy próbuje mu się odbierać zawłaszczoną pozycję i gotowe jest ewentualnych heretyków na stosach smażyć według wielu wykwintnych przepisów. Długo broniło się ego przed prawdą, lecz w końcu nie dało się już ukryć, że „jednak się kręci”. Opadliśmy wtedy troszkę ku podstawie piedestału. Dalej można było jednak uważać, że nawet jeśli ziemia kręci się wokół słońca, wraz z kilkoma koleżankami, to cały układ słoneczny jest nadal w centrum wszystkiego.
planet-640992_1280Można było, niejako równolegle twierdzić nadal, że został on stworzony przez boga specjalnie ku naszej uciesze. Już jednak w tym momencie idylliczny obraz stworzenia świata w sześć dni zaczął poważnie odbiegać od stanu obserwowanego wokół. Jakiś czas potem okazało się, że zgodnie z przewidywaniami wokół innych słońc też krążą planety. Okazało się, że słońce nasze znajduje się w galaktyce wraz z miliardami sobie podobnych, oraz że wcale nie jest usytuowane w centrum galaktyki, jakby ego nasze pragnęło, ale w czymś w rodzaju galaktycznego Grójca. Ruch posuwisty ku podnóżu piedestału trwał zatem nadal. Potem ktoś bardzo wścibski skierował oko teleskopu Hubble na pozornie ciemny fragment nieba i zostawił go tak na jakiś czas.
To, co myśleliśmy, że jest pustką okazało się być bezkresem ućkanym galaktykami, jak pryszczami nos grzecznego nastolatka. Czyli, już nawet nasza galaktyka nie jest ani jedyna, ani unikalna, ani specjalnie wyróżniająca się pośród swych sióstr. Można było jeszcze oczywiście wtrynić stwórcę przed wielki wybuch i twierdzić, że cały ten ambaras, wszechświatem zwany, tylko po to, on stworzył, żeby na tyciuteńkiej drobince pyłu gdzieś w bezmiarach tegoż wszechświata posadowić istoty zaspokajające jego narcystyczne potrzeby. Jego istnienie tam pozostaje nadal niesprawdzoną hipotezą, ale biorąc pod uwagę, jak ciągle uciekać musiał w coraz to bardziej odległe w przestrzeni i czasie kryjówki, ta też nie posłuży mu długo. A ego nasze oczywiście pławi się w świadomości życia w inkubatorze wszechświatem zwanym, uszytym specjalnie na jego miarę i to przez nikogo innego, jak boga samego. Tylko rodzą się pytania. Ziemia jest, jaka jest i życie może istnieć. Skoro istnieje tutaj to znaczy, że jest możliwe.
Czy zatem może istnieć gdziekolwiek indziej, na innych planetach? Skoro istnieje cywilizacja techniczna, to istnienie jej jest w jakimś stopniu prawdopodobne. Czy istnieją zatem inne cywilizacje podobne naszej gdzieś tam za trzecią gwiazdą od lewej? W tym momencie rodzi się najważniejsze pytanie. Czy jeśli istnieją lub istniały inne cywilizacje, to też miały swego boga czy naszego? Prosty eksperyment myślowy pokazuje, że prawdopodobnie wraz z całą swoją popieprzoną cywilizacją, możemy wcale nie być jakimś strasznym ewenementem. Okazać się może, że nie dość, że na zadupiu galaktyki mieszkamy, to jeszcze nasza technika i wiedza o wszechświecie są na poziomie berka kucanego, w porównaniu do hipotetycznej cywilizacji istniejącej na poziomie technicznym od 100000 lat. I coraz bardziej, to nasze sponiewierane już porządnie ego, tytłane jest w podłogę u podnóża piedestału. Coraz mniej jest tej boskiej pomocnej dłoni popychającej nas ku rozwojowi czy wpstrykującej nas w egzystencję.
To właśnie ewolucja odbiera jeden z ostatnich bastionów ego kreującego się nadal na dzieło kogoś ważniejszego i godniejszego niż ono samo. Okazuje się, że nie było nic nadzwyczajnego w historii naszego powstania, że był to łatwy do odtworzenia proces bez najmniejszych przejawów boskiej ingerencji. Można jeszcze leżąc plackiem pod piedestałem, formułować hipotezy o specjalnym dostrojeniu stałych fizycznych, że ich bieżący zestaw jest jedynym, który zapewnia istnienie stabilnego wszechświata pozwalającego jednocześnie na zaistnienie nas.
spaceship-584396_640Okazuje się jednak, że stabilne wszechświaty mogą istnieć przy innych wartościach stałych fizycznych. Nie są na pewno takie same jak nasz, ale istnienia, przynajmniej w postaci równań, nie można im odmówić. Podobny argument mówi, skoro istniejemy, to wszechświat specjalnie dla nas otrzymał na wejściu taki zestaw parametrów by to umożliwić. Tyle, że proto wszechświaty powstają i anihilują na okrągło. Obserwujemy tylko ten, który miał farta w losowaniu stałych fizycznych na tyle dużego by przetrwać do dziś i pozwolić nam zaistnieć w samozachwycie nad jego cudownością. Nie było tu żadnej świadomej przyczyny, która tak akurat wytrymowała fizykę by nam się zaistniało. Jesteśmy efektem kolejnego rzutu kostką. Kostka ta rzucana jest od zawsze od nieskończonego momentu w czasie, zatem nie może dziwić fakt, że w końcu wypadło 6 miliardów szóstek pod rząd. Jesteśmy uczestnikami balu zwycięzców loterii i nic w tym nadzwyczajnego. Ego nasze leży plackiem u podnóża piedestału.
Pomimo wszystko staramy się jednak wywyższać chociażby ponad zwierzęta. One nie mają duszy, my tak. Zatem jesteśmy lepsi. Zatem mordować możemy tych gorszych od nas braci mniejszych i pożerać uprzednio smażąc, gotując lub wędząc. Natomiast zapłodnione ludzkie komórki jajowe traktujemy z pietyzmem godnym już narodzonych i doskonale prosperujących geniuszy w dziedzinach wszelakich. Zabraniamy je uśmiercać, ba nawet zamrażanie ich wydaje się nam bezmiarem bestialstwa. A jakież to niby cierpienie możemy zadać temu zlepkowi kilkuset komórek dopiero? Jak zmierzyć cierpienie czegoś, co nie posiada jeszcze choćby zalążka systemu nerwowego? Natomiast mordowanie i patroszenie setek tysięcy istot czujących i cierpiących dziennie, tylko w celu zaspokojenia apetytu na kurczaka w cieście czy wołowinę w sosie własnym jest całkowicie moralne i pochwalane. Szczytem hipokryzji i całkowitą profanacją moralności wszelakiej jest dla mnie przeciwnik aborcji zajadający się jagnięcym kotletem. Może czekać nasze ego jeszcze jedno poważne dość poniżenie. Wiele przesłanek archeologicznych, czy nawet biblijnych prowadzić może do konkluzji, iż jesteśmy dziełem inżynierii genetycznej.
dna-296744_1280
Gatunek nasz mógł być stworzony poprzez poprawienie genomu wędrujących już po ziemi humanoidów przez goszczących przejazdem na ziemi obcych. Może rozbili się tutaj lecąc gdzieś w ważnej sprawie i pomocy w budowie obozu potrzebowali. Pogrzebali więc w DNA małpoludów i trach mamy homo sapiens. Stateczek załatawszy odlecieli pozostawiając zbędnych pomocników na pastwę ich własnych skołowanych umysłów. Jesteśmy zatem tylko wyhodowanym do pracy na roli specjalnym gatunkiem konia pociągowego. Rolnicy i pługi odleciały pozostawiając trzodę na swobodzie.
Jesteśmy najzwyklejszym GMO.
Marek Wtorek

Wpisy Racjonalnie

maxresdefault

I rzekł Poncjusz Piłat: „Ecce Homo” – czyli o różnicach między Homo Sapiens a Homo Artifex et Creator.

maxresdefault

Anna Gabriella Lilith Gajda

MOTTO:

„ARS LONGA, VITA BREVIS”

Hipocrates.

I. PROLOG .

W słynnym stwierdzeniu Poncjusza Piłata „Ecce homo”, przytoczonym w tytule tego tekstu, dopatrywać się można by śmiało nawet nieskończenie więcej znaczenia i sensu, aniżeli to owe słowa faktycznie w sobie kryją podług interpretacji biblijnej stricte. A to zaś z tej racji, iż słowa te można by włożyć w usta zupełnie innego przedstawiciela gatunku człowiekowatych, który wypowiadając je w zupełnie innym czasie, sytuacji i okolicznościach, nadał by im elementarnie kardynalne znaczenie dla całej historii ludzkości.

A mianowicie zaś słowa te miał by wyrzec pierwszy z ludzi, z gatunku Homo, jakiego stopa stanęła oto po raz pierwszy na tej planecie i który oto, jako pierwszy z gatunku człowiekowatych, oto po raz pierwszy dokonywał aneksji tejże planety, czyniąc ją całą wraz ze wszystkim co na niej żyje oraz istnieje, sobie odtąd podległą, a którego potomkowie mieli stać się odtąd jej najwyższym, jedynym Panem i Władcą – a czyniąc to rzec winien właśnie: „Ecce Homo!” –A oto Człowiek! – poznaj oto swego Pana Ziemio i odtąd to jemu bądź absolutnie poszłuszną!

I tymi słowami właśnie wówczas to dokonałby zapoczątkowania epoki panowania człowieka nad ziemią, zapoczątkowania całej doczesnej historii ludzkości, jako historii rasy i gatunku najwyższego i najbardziej rozwiniętego, jaki dotychczas kiedykolwiek istniał na Ziemi i który zdołał wspiąć się najwyżej po drabinie darwinowskiej Ewolucji.

A wówczas to również wraz z nastaniem Ery panowania Człowieka i początkiem całej historii ludzkości, narodziła się także wraz z pierwszym Człowiekiem jego nierozłączna towarzyszka Sztuka, a której początki ówczesne możemy do dziś podziwiać chociażby w postaci prastarych malowideł na ścianach jaskiń, dzieł naszych praszczurów, z których wiele przetrwało aż po dzień dzisiejszy, podług reguły o ponadczasowości Sztuki.

Zapewne każdy z drogich Czytelników dostrzegł tę elementarnie kardynalną różnicę znaczeń i sensu owej słynnej frazy, po wyjęciu jej z ust Poncjusza Piłata, a włożeniu w usta pierwszego Człowieka, który rzec je miał w pierwszej chwili swego istnienia, a też istnienia całego rodzaju człowiekowatych (Hominidae) na tej planecie…

Współcześnie żyjącym gatunkiem z rodzaju człowiekowatych jest jedynie gatunek zwany Homo Sapiens (czyli tzw. Człowiek Rozumny), który to występuje obecnie na wszystkich kontynentach. Podług teorii Leakeyów, gatunek ów miał wyewoluować mniej więcej około 190 tysięcy lat temu z uprzedniego gatunku, jakim był Homo Erectus (Człowiek wyprostowany).

5798_nowoczesny-artysta

Czymże jednak byłby Człowiek bez swej odwiecznej, nieodzownej towarzyszki Sztuki, która przecież zresztą była jednym z najistotniejszych, esencjonalnych czynników kulturotwórczych, które wpływały na rozwój i kształt ludzkiej kultury w przeciągu całej historii ludzkości, a więc tym samym także na jej współczesny kształt, jaki przybrała obecnie.

A zatem, zgodnie z regułą obowiązującą dla stylu naukowego wszelkich rozważań czy dysput, należałoby tutaj najsampierw dopełnić wszelkich kwestii definicyjnych, przytaczając pokrótce ogólne definicje najbardziej elementarnych pojęć, które stanowią meritum poniższych roztrząsań.

Jak implikują uprzednio tu poczynione rozważania, do pojęć elementarnych, które stanowią meritum tychże roztrząsań, z pewnością zaliczyć należy pojęcie Człowiek, a nieco bardziej konkretnie pojęcie Homo Sapiens, czyli Człowiek Rozumny, jako gatunek człowieka najbardziej współczesny.

I tak przykładowo, Encyklopedia PWN podaje następującą definicję pojęcia Człowiek (tzn. homo sapiens):

[…] człowiek, Homo sapiens, istota żywa wyróżniająca się wśród innych najwyższym rozwojem psychiki i życia społecznego, jedyna posiadająca kulturę i zdolna do jej tworzenia, pod względem biologicznym gatunek człowiekowatych (Homo sapiens) żyjący od schyłku plejstocenu; […]

A dalej doprecyzuje tę definicję następująco:

[…] Różnice anatomiczne dzielące człowieka od reszty naczelnych dotyczą głównie budowy aparatu ruchu i wielkości mózgu. Szczególnie jaskrawy jest kontrast między człowiekiem a innymi naczelnymi w sferze zachowań i trybu życia; zasadnicze osobliwości człowieka jako gatunku są następujące: 1) systematyczne, na dużą skalę rozwinięte posługiwanie się narzędziami i wytwarzanie narzędzi, praktykowane wprawdzie przez niektóre małpy, zwłaszcza szympansy, ale bez porównania w niższym stopniu; 2) posługiwanie się mową, systemem sygnalizacji głosowej, nie mającej żadnych odpowiedników w świecie zwierzęcym; 3) tworzenie kultury przez człowieka. Do najbardziej istotnych cech ludzkich różniących zasadniczo człowieka od zwierząt i stanowiących niejako istotę człowieczeństwa należą: zdolność do abstrakcyjnego myślenia i związana z nim zdolność do analizy i syntezy, zdolność do rekapitulacji (pamięć), do świadomego decydowania o swoim postępowaniu (wola) i do wyższych uczuć. Cechy te, kształtujące się w społecznym współdziałaniu ludzi, stanowią zespół charakterystyczny dla psychiki ludzkiej; rozwinęły się one w ciągu historycznego procesu tworzenia przez człowieka tej rzeczywistości, którą w przeciwieństwie do przyrody nie przetworzonej (tj. takiej, jaką człowiek zastał) nazywa się kulturą. Tworzenie kultury, form świadomości społecznej i sfery zachowań społecznych z nią związanych decyduje o ludzkim poczuciu głębokiej odrębności i wyjątkowości w stosunku do całego świata organicznego; w niej się przejawia nadzwyczaj wysoka sprawność ludzkiego mózgu i psychiki. Zgodnie z założeniami antropogenezy wszystkie bez wyjątku osobliwości ludzkiego ciała i psychiki wytworzyły się u przodków człowieka stopniowo, w wyniku działania tych samych mechanizmów ewolucyjnych, które sterowały ewolucją innych gatunków biologicznych; człowiekowate stanowiły wyodrębnioną linię ewolucyjną już co najmniej od 3,7 mln lat (australopiteki), jednak swą ogromną przewagę w przyrodzie zdobył człowiek (człowiek kopalny) dopiero w czasach poneolitycznych, tj. w ciągu kilku ostatnich tysiącleci; jeszcze u schyłku paleolitu, 15–20 tysięcy lat temu, był to gatunek stosunkowo nieliczny, o średniej gęstości występowania (na obszarach zamieszkanych) rzędu 1 osobnik na km2, koczujący w małych, kilkudziesięcioosobowych grupach zbieracko-łowieckich, dysponujący ubogim zestawem prymitywnych narzędzi z kamienia, drewna, kości i rogu, stosunkowo słabą techniką eksploatacji zasobów pokarmowych środowiska. Punktem zwrotnym było zapoczątkowanie (ok. 8–10 tysięcy lat temu) przez niektóre populacje ludzkie rolnictwa (neolit); umożliwiło ono szybki wzrost liczby ludzi na Ziemi i wywołało radykalną zmianę całej sytuacji gatunku (przejście do osiadłego trybu życia, wyzyskiwanie pozaludzkich źródeł energii, powstanie społecznego podziału pracy, rozwój kultury). Szczególnie doniosłą rolę w procesie rozwoju człowieka miała praca ludzka, dzięki niej człowiek mógł nie tylko wykorzystywać otaczającą go przyrodę, ale i przekształcać ją stosownie do własnych potrzeb. W miarę doskonalenia się narzędzi praca stawała się coraz bardziej wydajna, a zarazem skomplikowana i zróżnicowana. Jednocześnie różnicowały się i same narzędzia, co doprowadziło z czasem do wytworzenia się specjalizacji pracy i zróżnicowania funkcji społecznych poszczególnych jednostek. Rozwój pracy, przy jednoczesnym rozwoju mowy, stawał się głównym czynnikiem rozwoju społecznych form istnienia ludzi. Życie ludzi zyskało specyficzną obudowę kulturową w postaci społecznie usankcjonowanych obyczajów, norm, zaleceń, zakazów i hierarchii wartości; wytwory kulturowej działalności — nauka i technika, sztuka i normy moralne — stawały się wyrazem zwiększających się sił produkcyjnych i rozwijających się stosunków społecznych, a zarazem czynnikiem ich dalszych przemian. Proces kulturotwórczy był jednocześnie procesem stopniowego przekształcania natury człowieka pod wpływem jego własnych dzieł; był on główną siłą napędową powstawania ludzkiej, bogatej psychiki. Dobór naturalny działał w populacjach istot przedludzkich w kierunku faworyzowania osobników o wyższej wrodzonej inteligencji, oddziałując przez tysiące pokoleń, dał w wyniku stopniową, progresywną ewolucję mózgu ludzkiego, zwłaszcza tych jego części, które są siedliskiem wyższych czynności nerwowych. Doskonalenie psychiki z kolei ułatwiło dalszy postęp kulturowy. Skutkiem tych procesów człowiek stał się jedyną istotą, która kształtuje swoje własne środowisko życia przez pracę i społeczną działalność celową, istotą, która stawia sama sobie wymagania i zadania do spełnienia. To charakterystyczne dla filogenezy człowieka zespolenie czynników biologicznych i społecznych, ściśle ze sobą sprzężonych i warunkujących się wzajemnie, powtarza się również w rozwoju osobniczym. Człowiek jest w przyrodzie jedyną istotą, której do prawidłowego rozwoju psychicznego jest niezbędne wychowanie w społeczeństwie. Jak tego dowodzą nieliczne znane przykłady ludzi wychowanych od wczesnego dzieciństwa poza społeczeństwem, człowiek o zupełnie prawidłowej budowie anatomicznej, ale pozbawiony takich kontaktów, nie wykształca w swym zachowaniu żadnych cech swoiście ludzkich (rozwój społeczny, antropologia społeczna, społeczeństwo, cywilizacja). Ogromny postęp cywilizacji naukowo-technicznej sprawił, że sytuacja człowieka w 2. połowie XX w. i na początku XXI w. została pomimo zewnętrznych znamion sukcesu — obarczona wieloma zagrożeniami, np. zastosowanie technik masowej zagłady, postępujące na wielką skalę niszczenie środowiska naturalnego […][1].

Z tej całej, nieco przydługawej definicji, należy wysupłać kilka kwestii elementarnych dla naszych tu rozważań. A zatem primo, istotna jest tu dla nas trzecia z wymienionych „osobliwości” człowieka jako gatunku, czyli tworzenie kultury przez człowieka. Następnie secundo – wymienione tu najbardziej istotne cechy ludzkie różniące zasadniczo człowieka od zwierząt i stanowiących niejako istotę człowieczeństwa – a więc: zdolność do abstrakcyjnego myślenia i związana z nim zdolność do analizy i syntezy, zdolność do rekapitulacji (pamięć), do świadomego decydowania o swoim postępowaniu (wola) i do wyższych uczuć. Tertio­ – istotny jest dla nas również fakt, iż życie ludzkie zyskało specyficzną obudowę kulturową, a co za tym idzie wzbogacane było o wytwory działalności kulturowej człowieka, takie jak nauka i technika, normy moralne i – w szczególności – właśnie sztuka, która jest kolejnym esencjonalnym pojęciem stanowiącym tu meritum, a którego definicją zajmiemy się nieco później. Wytwory owe z czasem zaś zyskiwały formę wyrazu wzrastających sił produkcyjnych, jak i podlegających rozwojowi stosunków społecznych, a zarazem czynnika, który wpływał na ich dalsze przemiany. I wreszcie quattro – istotny dla nas tu jest fakt, iż ów cały proces kulturoznawczy symultanicznie stanowił także pewien niejako proces gradualnej ewolucji i modyfikacji natury człowieka, jakie to dokonywały się pod wpływem owych jego własnych „dzieł” czy wytworów; a przy czym zarazem proces ów stanowił bez wątpienia także główną siłę napędową procesu formowania się ludzkiej, niezwykle bogatej i wysublimowanej psychiki.

I to by było na tyle względem pojęcia Homo Sapiens.

Pora zatem przejść do kolejnego pojęcia, wspomnianego już tu uprzednio, a jakie stanowi zaś termin sztuka.

Poczynając od definicji terminu sztuka podług Słownika Języka Polskiego red. Szymczaka, otrzymujemy następujące definicje:

[…] sztuka:

  1. «dziedzina działalności artystycznej wyróżniana ze względu na reprezentowane przez nią wartości estetyczne; też: wytwór lub wytwory takiej działalności»
  2. «umiejętność wymagająca talentu, zręczności lub specjalnych kwalifikacji»
  3. «czyn dokonany dzięki takiej umiejętności»
  4. «utwór dramatyczny przeznaczony do wystawiania na scenie»
  5. «przedstawienie skonstruowane na podstawie takiego utworu» […][2].

Z kolei nieco prościej definiuje ów termin Doroszewski, jako:

[…] sztuka ż III: 1. <twórczość artystyczna obejmująca dzieła z zakresu malarstwa, muzyki, literatury, architektury, rzeźby, odpowiadające wymaganiom estetyki, odznaczające się pięknem, harmonią> […][3].

A zatem dokonaliśmy już zdefiniowania pojęcia sztuka, z którym to z kolei związana jest druga część tytułu, jakim opatrzony jest ów artykuł, a mianowicie konkretnie część dotycząca różnic między Homo Sapiens a owym Homo artifex et creator, a który to stanowi właśnie najistotniejszą dla nas frazę. Albowiem owo użyte w tytule pojęcie Homo artifex et creator oznacza po łacinie tyle, co właśnie ‘człowiek artysta i twórca’, a którego tu pozwoliłam sobie tutaj zestawić z gatunkiem głównym człowieka współczesnego Homo Sapiens, jako pewien inny gatunek czy raczej podgatunek człowieka, celem porównania ich obu jako odrębnych i wyłuskania prymarnych między nimi różnic. A zatem warto było by teraz odpowiedzieć Czytelnikowi na dręczące go pytanie – czyli: „Co ma piernik do wiatraka?”

Naturalnie rozchodzi się tu o ów stosunek pojęcia sztuka z pojęciem ’człowieka artysty i twórcy”, a który to jak mniemam dla większości z Czytelników (a być może nawet i wszystkich) jest kwestią absolutnie oczywistą, tym niemniej pozwolę sobie i tak tę oczywistość tutaj nieco przybliżyć – gwoli dopełnienia wszelkich kwestii formalnych najsampierw przed przystąpieniem „Do rzeczy”.

A zatem, a co poniekąd ewidentnie wynika także chociażby z obu uprzednio tu przytoczonych definicji, sztukę jako dziedziną bądź twórczość artystyczną uprawia nie kto inny, jak właśnie ów nasz tytułowy ‘człowiek artysta’ – a więc także i ‘twórca’, co zrozumiałe samo przez się. A zatem nasz odrębny gatunek czy podgatunek, drugi prócz głównego, najbardziej powszechnego gatunku człowiekowatych żyjący współcześnie, a zatem ów Homo artefix et creator – ‘człowiek artysta i twórca’ – to nikt inny jak człowiek parający się Sztuką, człowiek uprawiający Sztuką, bądź to – tworzący tę Sztukę…. Człowiek, którego profesję stanowi Sztuka, czyli twórczość artystyczna z danej dziedziny… Ale nie tylko…

Co więcej, ów człowiek artysta i twórca, to człowiek, dla którego Sztuka stanowi nie tylko profesję czy „fach”, lecz wręcz stanowi jego życie, które całe poświęcone jest Sztuce jedynie tylko i wyłącznie, którego cały sens i cel stanowi Sztuka, a to zaś z tej racji, iż podług mej własnej opinii, każdy artysta, staje przed chyba jednym z najtrudniejszych wyborów i decyzji w życiu człowieka, którego dokonać musi najsampierw jeśli chce zostać artystą i tworzyć Sztukę. A mianowicie jest to wybór pomiędzy takim zwykłym, normalnym życiem, jemu właściwymi rodzajami szczęścia, celami, sensem, radościami i koleją losu, jakim to żyje każdy jeden zwykły Homo Sapiens zawsze normalnie, a życiem zgoła całkiem odmiennym, pozbawionym tychże rodzajów szczęść, celów, sensu, radości i kolei życia jak to normalne, życia ‘człowieka artysty i twórcy’, a które wymaga rezygnacji z tego zwykłego i normalnego, a poświęcenia całego swego życia miast tego tylko i wyłącznie Sztuce, która to odtąd w tym zgoła całkiem odmiennym życiu, ustanawiać będzie również zgoła całkiem odmienne w nim rodzaje szczęść, radości, cele i sens, a też i jego koleje, jakie zwykle są całkiem niepodobne do tych, jakimi toczy się zwykłe, normalne życie, zwykłego Homo Sapiens zazwyczaj…

12706_z-kim-musi-zmagac-sie-artysta

Sztuka ponadto jest także nierozerwalna z pojęciem naszego człowieka Artysty i Twórcy, z racji tego, iż bez niego nie może istnieć, to on jest sprawcą jej istnienia, jako jej autor i stwórca, którego czyn i twórczość konstytuują istnienie Sztuki, jako ich dzieła i wytworu, gdyż póki Artysta nie stworzy Sztuki czy nie powoła do życia danego dzieła, jako wytworu Sztuki, póty ona nie będzie istnieć i jej istnienie pozostanie niemożliwością. To Artysta niczym istny Bóg Wszechmocny, swój najsampierw w myśli powzięty zamysł, ideę czy koncept, tworzy powołując do życia, nadając formę realnego istnienia bytowi stworzonemu w swej wyobraźni i niczym ów Bóg – Stwórca kreuje on swe dzieła, tworząc nowe, nieznane światy i zaludniając je istnieniami na swój wzór stworzonymi…. A dnia siódmego podobnie jak to i Pan Bóg miał ponoć czynić – odpoczywa, patrząc na to, co stworzył i tak samo widzi, że jest to Dobre…

I to tyle w tym względzie ujęte trochę w formie aluzji, naśladującej patetyczny styl biblijnej alegorii…

I tym samym dobrnęliśmy w końcu do ostatniego już z esencjonalnych pojęć, jakie stanowić będą meritum poniższych roztrząsań, a mianowicie do pojęcia artysta.

Najogólniej pojęcie artysta można by ująć skrótowo w definicję słownikową, jako: <twórca lub odtwórca dzieła sztuki, osoba uprawiająca jakąś dziedzinę sztuki bądź to zajmująca się sztuką, tworząca ją>. I to tak najogólniej mówiąc.

Niezwykle interesującą i także nieco szerszą definicję pojęcia artysta podaje z kolei Marian Golka, a mianowicie w której to stwierdza on, iż:

[…] artystą jest człowiek zajmujący się działalnością twórczą o indywidualnym charakterze, znamionującą biegłość, a przy tym wykazującą zaangażowanie talentu, wyobraźni i innych cech osobowości, która to działalność pełni swoistą funkcję społeczną, zaakceptowaną przez zbiorowość w wyniku zapotrzebowania na określone wartości, które artysta może oferować […][4].

A która to definicja myślę, iż stanowi komplementarne dopełnienie wstępnej definicji omawianego tu pojęcia artysta, pozwalając na tym samym zakończyć tutaj część dotyczącą kwestii definicyjnych i przejść powoli do meritum, czyli tego, co najlepsze…. 😉

II.ELEMENTARNE RÓŻNICE CZYLI CREDO OKREŚLAJĄCE BYT ZWANY ARTYSTĄ.

Artysta jest Twórcą w odróżnieniu od rzemieślnika, który to jest już jedynie odtwórcą. Zasadnicza zaś między nimi różnica tkwi w fakcie, iż artysta swe dzieła czyli wytwory działalności twórczej, tworzy w sposób indywidualny, bazując jedynie na własnej, niepowtarzalnej koncepcji, idei czy to zamyśle, a którym to tym sposobem nadaje swoistą, indywidualną i unikatowo niepowtarzalną specyfikę bądź to charakter. Rzemieślnik wytwory swej pracy zaś wytwarza jedynie jako efekt pracy wyłącznie odtwórczej, a co czyni go bliższym maszynie wytwarzającej dane wyroby rzemieślnicze, aniżeli indywidualnej jednostce tworzącej w akcie artystycznej kreacji… Cóż, taka oto smutna prawda bowiem, która zarazem konstytuuje pierwszą z naszych elementarnych różnic między zwykłym Homo Sapiens a Homo Artefix et Creator!

I analogicznie sytuacja wygląda względem odmienności obu tych żyć, jakie te dwa gatunki człowieka wiodą oraz ich specyfiki. A więc życie Artysty bazuje głównie na aktywnościach i czynach twórczych, gdy zaś życie zwykłego Homo Sapiens z kolei w większym stopniu bazuje na czynnościach odtwórczych, deprecjonując przy tym znaczenie i wartość czynności stricte twórczych i kreatywnej, indywidualnej twórczości jednostki oraz jej unikatowo niepowtarzalnego charakteru. W świecie Homo Sapiens większą wartość ma wytwarzanie i produkowanie, towary powstałe w wyniku produkcji, odtwórczo wytwarzane dobra materialne, jakie to dla człowieka rozumnego są najbardziej przydatne, potrzebne czy wręcz niezbędne do życia i egzystencji, i jakie to posiadają największą wartość, a zaś Sztuka i dzieła sztuki, jako jej wytwory spadają na dalszy plan, stanowiąc mniej istotny element życia – fanaberię bogatych kolekcjonerów sztuki, rzadkie urozmaicenie szarej codzienności, odrobinkę estetycznej przyjemności czy rozrywkę sporadycznie i rzadko umilającą człowiekowi prozę życia szarego zjadacza chleba. Ot i tyle…

1350995893_by_Kozzi19_600

Podobnie twórczość i kreatywne czynności twórcze blakną i tracą na znaczeniu w obliczu odtwórczego wytwarzania towarów i dóbr doczesnych niezbędnych do życia zwykłemu człowiekowi. Tak oto szara proza doczesnego życia codziennego deprecjonuje wysokie idee i uczucia zaklęte w indywidualnie unikatowym pięknie niepowtarzalnych dzieł Sztuki i akcie twórczej kreacji, w jakim są one tworzone przez Artystów.

Niestety w obliczu szarych, przyziemnych, pragmatycznych i niskich realiów zwykłej ludzkiej doczesności, definiowanej przez chociażby ludzką fizyczność i płynące z niej potrzeby konieczne czy prozaiczne wymogi życia codziennego, w starciu Twórca versus Odtwórca, to ów pierwszy,  czyli Artysta przegrywa z kretesem. I chyba właśnie dlatego też statystycznie rzecz biorąc, to artyści stanowią w populacji ludzkiej zdecydowaną mniejszość niejako niszową względem większości masy odtwórców czyli rzemieślników i zwykłych wyrobników. I też chyba dlatego między innymi nie każdy może Artystą być i zostać, nie każdy też wyposażony jest w niezbędne do tworzenia sztuki atrybuty, umiejętności, cechy a wreszcie – talenty i uzdolnienia, bez których Artysta nigdy Artystą być nie będzie, a jedynie co najwyżej umiejętnym i zmyślnym rzemieślnikiem, a dzieła jego nigdy być nie będą dziełami sztuki lecz co najwyżej wytworami odtwórczej pracy ich sprytnych rąk – albowiem Sztuka posiada niezwykle wysoki i wyszukane wymagania wobec swych adeptów, czyli tych którym nadaje przywilej jej tworzenia…

I tu dochodzimy do kolejnej z tychże elementarnych różnic między oboma omawianymi tu „gatunkami” człowieka. Mianowicie różnicę tę stanowi pokrótce ogólnie mówiąc fakt, iż dobrym czy umiejętnym rzemieślnikiem, a nawet mistrzem w swym fachu czy wirtuozem, zostać może praktycznie każdy człowiek, przeciętnie uzdolniony bądź inteligentny, po odebraniu odpowiedniej edukacji w swym fachu oraz nabrawszy odpowiedniego doświadczenia praktycznego, a tym samym również biegłości w swym rzemiośle. Natomiast artystą z kolei każdy normalny, przeciętny człowiek z kolei być już nie może.

A to zaś z racji, iż fach artysty, paranie się twórczością artystyczną bądź to tworzenie i zajmowanie się Sztuką, ze względu na całokształt swej specyfiki i natury, wymaga niestety o wiele więcej ponad  tę przeciętną, wymaga pewnej wybitności niejako, otwierając swe podwoje jedynie dla wąskiego grona tych niejako „uprzywilejowanych”, których to Natura w pewnych względach znacznie bardziej hojnie obdarzyła aniżeli większość ludzi, i którzy przez to odznaczają się pewnymi wybitnymi zdolnościami, umiejętnościami, uzdolnieniami, talentami czy potęgą wyobraźni. Sztuka jako chyba jedyna spośród wszystkich fachów jest fachem aż tak elitarnym, a też i wymagającym, który przeznaczony jest tylko dla elitarnego wąskiego grona owych poetycko tak zwanych „wybrańców bogów”, którym niestety prócz wszelkich bezcennych darów owi „bogowie” obdarzyli również cholernie ciężkim, niewdzięcznym i pełnym cierpienia losem zwykle najczęściej, a czego potwierdzenie znaleźć można w niezliczonych biografiach wielu wybitnych artystów z całej dotychczasowej historii ludzkości. Artysta bowiem nie tylko zostaje przez Naturę niezwykle hojnie obdarowany, nie tylko jest jej wybrańcem niejako, który otrzymuje bezcenny rzadki skarby czy raczej skarby, otrzymuje on również coś zgoła odmiennej wartości – otrzymuje niezwykle, wręcz nadludzko ogromny ciężar, który musi całe życie dźwigać, jeśli zdecyduje się być artystą i poświęcić swe życie Sztuce, rezygnując ze zwykłego, doczesnego szczęścia i radości; ciężar, z którym nierozerwalnie związany jest niepojęty ogrom cierpienia i bólu, w tym też cudzego wywołanego nieziemsko wielką zdolnością empatii – ów werterowski Weltschmerz niejako, a też nadludzko ogromny bagaż doświadczeń, jaki ów ciężar jeszcze nieskończenie bardziej potęguje.

talent

Artysta mimo pozornej beztroski, radości i szczęśliwości swego odmiennego losu i bytu, bajecznie imprezowego życia, jakim żyła chyba spora większość z wybitnych artystów, kryje za tą złudną lukrowaną, kolorową fasadą pozorów, faktycznie nieskończony ocean wielkiego ludzkiego nieszczęścia, cierpienia, bólu i krzywdy, bezmiar dramatów i tragedii ludzkich, ogrom trudu tej niespotykanie ciężkiej, trudnej, krętej i wyboistej drogi, na którą jeśli raz się wkroczy, już nie ma z niej absolutnie żadnego odwrotu – jak w tym porzekadle, wkraczając na tę drogę, jest ów „wóz albo przewóz” i reklamacji się tutaj potem nie uwzględnia!

A zatem Artysta to z jednej strony ów „wybraniec bogów”, członek niszowej elity, uprzywilejowana i bardzo hojnie obdarowana, niejako „ekskluzywna” mniejszość, jakiej dany jest ów przywilej i zaszczyt, aby móc parać się sztuką, a swym fachem uczynić twórczość artystyczną, tym samym stając się niejako jednostką wybitną, ponadprzeciętną i wybić się ponad zwykłą, prozaicznie szarą odtwórczość i jedynie wytwarzanie dóbr doczesnych, tworząc coś znacznie więcej aniżeli tylko te dobra doczesne, coś niemierzalnego żadną z fizycznych miar, wyższego i niemal boskiego, co wyraża pewne wysokie, wysublimowane niematerialne byty – pewną efemerycznie ulotną idee fix, niematerialny byt, istniejący jedynie gdzieś w meandrach umysłu i intelektu w formie nierealnych myśli czy wyobrażeń zrodzonych przez bujną, rozbuchaną wyobraźnię ekscentrycznie artystycznego indywiduum. A z drugiej zaś strony – największy męczennik i nieszczęśnik spośród ludzi, człowiek nieskończenie ciężko i boleśnie doświadczony przez perfidnie parszywy los, człowiek, którego życie wypełnia bezlik niewyobrażalnie wielkiego cierpienia, bólu i krzywdy, męczennik, na którego barkach spoczywa największy ciężar i bagaż doświadczeń, jaki to musi on przez calutkie swe nędzne życie dźwigać nieustannie, a który wciąż z każdym krokiem staje się bardziej ciężki…. I wreszcie człowiek, który skazany jest nie tylko na najbardziej niewdzięczny los, ale i ów kolokwialny „kawałek chleba”, albowiem często gęsto cały ów ogromny bezmiar jego ciężkiej pracy i jej wybitnych efektów w postaci stworzonych wielkich dzieł sztuki, cała jego mordęga i krwawica, cały ów gigantyczny wysiłek i trud jakie przez caluteńkie życie musi on nieustannie wkładać w swą twórczość i pracę, za jego doczesnego życia nie tylko nie bywa należycie doceniony czy nawet i dostrzeżony, ale co gorsza nie zostaje on należycie wynagrodzony, skazując często gęsto artystę na życie w biedzie czy wręcz nędzy, nie doczekawszy się za życia należnych mu profitów ze swej twórczości, a też wręcz nie dając mu nawet choć możliwości zarobienia na „chleb” tylko, a czego potwierdzenie również znaleźć można w rozlicznych biografiach wybitnych artystów z całej dotychczasowej historii ludzkości. Dodam tu tylko, iż rewelacyjnym na to przykładem może być chociażby Vincent Van Gogh i jego jakże nieludzko nędzny żywot, a który to za każdym razem jednakowo silnie prowokuje do łez z żalu nad tym biednym nieszczęśnikiem. Ale też i budzi ogromną złość, kategoryczną pogardę i sprzeciw względem tej niegodziwości, jaka to obecnie go nawet po śmierci spotyka, gdy po tejże śmierci już tak wiele wiele długich lat, teraz nagle doceniany jest jego wybitny geniusz i każde z jego dzieł kosztuje dobre miliony dolarów, a zysk z tego jemu żaden, jedynie dla tych pijawek – marszandów i znudzonych bogaczy, którzy na jego krzywdzie, nieszczęściu, niedoli, cierpieniach i bólu nieludzkich bezwstydnie żerują, czerpiąc niebotyczne korzyści, za nic mając Van Gogha i jego jakże tragiczny i straszny los nieludzki!

images (2)

Ów symultaniczny dualizm natury i żywota Artysty zdaje się być relacją czysto antagonistyczną, oksymoronem dwóch skrajnych przeciwieństw, paradoksem wykluczających się wzajemnie sprzeczności, a jednak zarazem tworząc pewną spójną, harmonijną jedność, łącząc ów przysłowiowy „ogień i lód” w komplementarną, jednolitą całość, złożoną z dwóch tak sprzecznych elementów, bez których jednakże obu naraz, owa całość traci swój cały sens, logikę, cel i wszelkie znaczenie, stając się niekompletną i bezużyteczną nicością…

 

I, jak mniemam, już na tym etapie, nie budzi już zapewne żadnych wątpliwości stwierdzenie, iż artysta jest z całą pewnością kimś wyjątkowym, kimś, kto wyróżnia się od innych. A w przekonaniu którym to postaram się dalej jeszcze bardziej Czytelnika utwierdzić.

III. RZECZ O ISTOCIE BYTU – CZYLI KIM JEST ARTYSTA?

Z uprzednio tu sformułowanych definicji oraz późniejszych roztrząsań tu poczynionych przeze mnie w zasadzie posiadamy już pewien ogólny zarys tego, kto to jest artysta. Jednakże mimo wszelkich zawartych tamże już informacji na temat pojęcia artysta, pozostaje pewien niedosyt i pewna wątpliwość w to, czy jednak wiemy faktycznie kim jest ów Artysta? I to esencjonalne, a też kardynalne pytanie postawiła Maria Gołaszewska w swym artykule pt. Kim jest artysta?[5]. I to właśnie refleksji nad tymże tekstem poświęcony będzie ten rozdział, w którym rozważania swe oprę na wspomnianej pracy Gołaszewskiej.

3.1. Artyzm i Etymologia.

Posiadamy już sformułowane tu uprzednio krótkie, ogólne definicje pojęcia artysta, i pewien ogólny zarys tego, kim artysta jest. Bazując na tychże definicjach można by podać jako cechę dystynktywną, która odróżnia artystę od innych ludzi (Zwykłych Homo Sapiens) właśnie artyzm, który podług definicji słownikowej zaś oznacza:

[…] 1. <zdolność, umiejętność tworzenia rzeczy pięknych (i doskonałych przyp. aut.), mistrzowskie wykonanie dzieła sztuki; mistrzostwo, biegłość, talent> […][6].

Uwidacznia się tu wyraźnie podobieństwo pojęcia artyzmu do pojęcia, jakim jest talent.

Idąc za przykładem Gołaszewskiej, pozwolę sobie tutaj podobnie, jak i ona we wspomnianym artykule, uzupełnić nieco omawiane pojęcie artysty, o kwestie etymologii tegoż pojęcia.

byc-artysta-oznacza-widziec-to

Poczynając od samego początku, słowo artysta (łac. Artifex) najsampierw w łacinie posiadało nieco inne znaczenie, a mianowicie oznaczało ono niejako adepta sztuki czyli człowieka, który dopiero pobiera edukację (tzn. uczy się) w dziedzinie sztuk pięknych. Zaś aż do wieku osiemnastego pojęcie artysta było raczej silniej przypisane dobremu rzemieślnikowi, by dopiero następnie stać się później określeniem twórcy dzieła sztuki miast jedynie odtwórcy jak uprzednio.

Przy czym warto tu podkreślić fakt, iż przez długi okres czasu rzemiosło i sztuki piękne nie były sobie przeciwstawiane. Tymczasem dopiero w wieku dziewiętnastym ustanowiło się utożsamienie osoby artysty z twórcą.

Aczkolwiek obecnie sytuacja ta uległa z upływem czasu zmianom a zakres pojęcia twórczość uległ bardzo znacznemu rozszerzeniu. I tak współcześnie twórczość odnosi się do bardzo szerokiego spektrum rozmaitych zjawisk. Poza twórczością stricte artystyczną wyróżnia się także chociażby np. twórcze rozwiązywanie problemów, którego istota opiera się na koncypowaniu rozwiązań nieszablonowych. Poza tym za twórczość uznaje się również dorobek naukowy. A co więcej, mianem twórcy określa się również osoby, które suponują jakieś innowacyjne wartości. Rozchodzi się tutaj zarówno o filozofów i przywódców religijnych, jak i polityków, wynalazców bądź to wszelkich innowatorów w rozmaitych dziedzinach życia.

A to zaś jest przyczyną tego, iż współczesna estetyka rzadko traktuje o takiej twórczości, jaka niegdyś to odnosiła się jedynie do pewnego wąskiego grona ludzi o nadzwyczajnych uzdolnieniach, którzy spożytkowywali swój talent w celu tworzenia rzeczy wzniosłych.

3.2. Estetyka a twórczość.

Co do estetyki warto tu nadmienić o pewnych związanych z nią kwestiach. Zacznijmy od określenia dziedziny jaką się ona zajmuje. A mianowicie dziedzinę tę stanowią zagadnienia, które są uwarunkowane tak zwaną sytuacją estetyczną. Zaś sytuacja estetyczna powiązana jest z pojęciami takimi, jak: twórca, dzieło sztuki, odbiorca a też wartość. Owa wartość natomiast przeobraża sytuację estetyczną w pewien byt spójny.

Funkcję estetyki stanowi diagnozowanie i zgłębianie relacji pomiędzy owymi czynnikami wymienionymi tu uprzednio. Względem tychże relacji można by ująć je w następujący niejako schemat, opisany poniżej.

Co prawda artysta, jako twórca wypracowuje swoistą specyficzną tylko dla niego metodę twórczości (tj. tworzenia). Jednakże mimo tego zróżnicowania indywidualnego każdy proces twórczy złożony jest z dwóch, elementarnych faz zawsze jednako. Pierwsza to tzw. faza przeżyciowa, zaś druga to faza realizacyjna.

I tak rezultat pierwsze fazy, czyli przeżyciowej, stanowi koncept oraz plan dzieła. Cel zaś, do którego dąży faza realizacyjna stanowi ucieleśnienie tejże wizji artystycznej powstałej w wyniku fazy pierwszej, a jej rezultat natomiast to dzieło (sztuki np.).

Tutaj uwidacznia się nierozerwalną więź aktu twórczego z indywidualnością i swoistością osoby twórcy i jego natury, a która często gęsto wywiera silny wpływ na dziele sztuki, pozostawiając na nim swe piętno.

kazdy-artysta-jest-jak-matka

Do cech dystynktywnych osób twórczych zaliczyć bowiem można primo umiejętność niejako „Wsłuchiwania się” w swoje własne koncepcje, a co z kolei rodzi nierzadko nietuzinkowe, oryginalne idee czy pomysły i wizje. I secundo – umiejętność realizacji własnych wizji poprzez tworzenie z nich dzieł, które brylują, odznaczając się na tle innych dzieł.

3.3.O źródłach twórczego geniuszu….

Snując refleksje na temat osoby artysty nie sposób nie zahaczyć o dziedzinę, jaką jest psychologia twórczości.

Za przyczynę i źródło licznych problemów człowieka uznaje się brak umiejętności wyczucia własnych potrzeb, a także rekognicji swych słabych i silnych stron. Analogicznie rzecz się ma również z uzdolnieniami, przez co bywa tak, iż ludzie podejmują wysiłek w dziedzinach, do których nie posiadają należytych predyspozycji.

A zatem co jest niezbędne do tego, aby zostać artystą?

Sam talent niestety nie jest jeszcze do tego wystarczający, niezbędne jest również zapewnienie odpowiednich warunków wzrostu i rozwoju, które zapewnią możliwość realizacji twórczego potencjału. Ale to jeszcze nie wszystko, gdyż same jedynie sprzyjające warunki jeszcze artysty nie czynią. Możemy tu wyróżnić pewne dwa skrajne przypadki. Pierwszy stanowią tzw. talenty pozorne, czyli ludzie którzy chociaż poświęcają temu wiele wysiłku i tak nie są zdolni do tego, aby wzbić się ponad pewną przeciętność.

 

Natomiast drugi, skrajnie odwrotny stanowią twórcy najwięksi, którzy w pełni zasługują na chlubne miano geniusza. Pojęcie geniusz nie zawsze posiadało swe obecnie stosowane znaczenie. Pierwotnie bowiem oznaczało ono ducha opiekuńczego, a dopiero od epoki romantyzmu nabrało ono zgoła odmiennego znaczenia.

Tym niemniej to, co jest, a co nie jest dziełem sztuki podług Schellinga określić można na podstawie następującego kryterium, jakie ujmuje słowami: „Każde prawdziwe dzieło sztuki jest dziełem absolutnie koniecznym”. A zatem co z tego wynika, iż dzieła sztuki nie stanowi dzieło, które mogłoby nie istnieć – a tym samym nie spełnia tegoż warunku, jako że nie jest ono absolutnie konieczne.

Co więcej, można zatem stwierdzić, iż dzieło geniuszu stanowi rzecz konieczną, bez której nie do pomyślenia byłaby kultura czy jej istnienie. A ponad to warunkiem koniecznym jest tu także dla dzieła geniuszu pewna doskonałość. Doskonałość ta czyni co najmniej zbędnym ujęcie bądź dodanie do niego jakiegokolwiek elementu.

Warto tu wspomnieć twierdzenie innego wielkiego idealisty niemieckiego, jakim jest Hegel, autor Fenomenologii ducha. Podług niego to zaś cechę konieczną człowieka genialnego stanowi umiejętność dobrego rozumienia otaczającej rzeczywistości, bazującego na osobistym doświadczeniu.

Przy czym istotne jest tu uwzględnienie tego, iż relacja zachodząca pomiędzy elementarną osobowością człowieka a osobowością twórczą ma charakter różnorodnym.

Warto tu wspomnieć o popularnym podejściu, jakie stanowi biografizm. Pogląd ów upatruje przyczyn powstania dzieła w pewnych konkretnych przeżyciach psychicznych jednostki. A przez to poprzez poznanie dzieła sztuki zostaje poznana jednocześnie również osobowość jego twórcy. Aczkolwiek w rzeczywistości często gęsto twórczość artystyczna i biografia artystyczna są dość rozbieżnymi kwestiami, nie posiadającymi ze sobą zbytnio punktów wspólnych.

Przy czym, istotne jest tu, aby uwzględnić fakt, iż poprzez akt poznania dzieła sztuki dokonywane jest poznanie tych elementów, które w sztuce są najistotniejsze, a zaś przeżycia artysty jako istoty ludzkiej są w tej materii kwestią drugoplanową.

Wzorem Gołaszewskiej, zilustruję to przykładem Stanisława Ignacego Witkiewicza, podług którego to w sztuce nie liczą się „bebechy”, a więc ów nastrój artysty, lecz rzecz zgoła całkiem odmienna, czyli końcowy efekt uzyskany w akcie twórczym przez artystę. A mówiąc prosto, dla Witkacego zupełnie bez znaczenia jest to, czy ten albo owy artysta podcina sobie żyły, czy też „popija herbatkę z mlekiem”, dla niego bowiem najistotniejsze jest samo dzieło, a które to winno być „zapięte na ostatni guzik”.

Kolejną kwestię, którą wymaga tutaj rozpatrzenia, stanowi kwestia motywacji działalności artystycznej.

I tak elementarna kategoryzacja motywów twórczości artystycznej wyróżnia motywy obiektywne oraz subiektywne – a które tkwią zaś w osobie samego twórcy.

Kolejna kategoryzacja wyróżnia zaś motywy, które ulegają podporządkowaniu autoteliczności dzieła sztuki oraz takie, które nie ulegają temu podporządkowaniu wobec tejże autoteliczności. A to z racji tego, iż wolą artysty podczas tworzenia dzieła może być to, aby je utworzyć w formie najdoskonalszej, albowiem dzieło to jest realizacją zamysłu artysty. Ponadto w dziele swym artysta pragnie zawrzeć pewien przekaz, jaki ma wyrażać dane treści istotne podług jego mniemania. Co więcej, pragnieniem artysty jest aby ów przekaz zawarty w tymże dziele natrafił na odbiorcę, który zdolny będzie do odpowiedniego zrozumienia tego dzieła.1352382270_2ucons_600

 

I tym samym omówione zostały już tutaj motywy działalności artystycznej ze względu na ich podporządkowanie autoteliczności twórczości – a więc jako celowi samemu w sobie.

Co do motywacji nie podlegających autoteliczności twórczości, można spośród nich wymienić takie, jak np. pragnienie zdobycia sławy i majątku, prestiż społeczny oraz snobizm, czy też z nieco mniej przyziemnych – dążenie do rozwoju duchowego. Owa ostatnia z wymienionych tu przykładów motywacji z tej grupy uzmysłowić ma nam fakt, iż motywy te nie wykazują uporządkowania, jakie to miało by wskazywać, iż są one jakąś gorszą kategorią i nie powinno się też tak ich traktować. A zresztą przecież nawet takie motywacje jak choćby zła sytuacja materialna czy wręcz urażona ambicja stanowią nierzadko ów „motor napędowy” pchający artystę do włożenia w akt twórczy większego wysiłku, a czego rezultatem nieraz bywa powstanie prawdziwego arcydzieła – n’est-ce pas?

3.4. Specyfika artystycznej percepcji.

Kolejna z różnic między naszym przeciętnym Homo Sapiens a natchnionym Homo Artifex et Creator tkwi w pewnej specyfice ich percepcji czyli sposobu postrzegania rzeczywistości, a i ogólnie spojrzenia na tą rzeczywistość.

Albowiem artysta wyróżnia się również w tym względzie i specyfiką takiej to artystycznej percepcji i „spojrzenia na rzeczywistość”, jaka nie raz zdaje się być zgoła całkiem odmienna aniżeli ta właściwa dla innych „zwykłych” ludzi.

Oczywiście taka specyficzna artystyczna percepcja i spojrzenie na rzeczywistość wykazuje także wewnętrzne zróżnicowane i może przybierać rozmaite formy. Dla przykładu dla części artystów typowa jest percepcja świata jako pełnego wielu „braków” niejako, a które wymagają skorygowania bądź to ich usunięcia. Aczkolwiek nie oznacza to wcale a wcale jakoby art4109877yści z tego rodzaju percepcją (ani też żadną inną) mieli w zwyczaju marudzić, a wręcz całkiem przeciwnie, jako że podług mniemania artysty z owymi brakami, a zatem z niedoskonałością tego świata nie tylko można, ale właściwie też i należy walczyć i zmieniać ten świat na lepsze. Charakterystyczne dla tej formy artystycznej percepcji jest zaś to, w jakim kierunku ona zmierza wówczas twórczość takiego rodzaju artysty. A mianowicie dąży ona wówczas do wytwarzania nowych, innych obiektów czy rzeczy, a które to mają na celu skorygowanie bądź dokonanie likwidacji aktualnego stanu rzeczy, który jest niepożądany.

730..20130924153851_jestes_artysta

Inny przykład formy artystycznej percepcji stanowią zaś artyści, podług mniemania których faktem jest korelacja niedoskonałości tego świata z brakiem adaptacji człowieka. Stąd też u artystów tego pokroju uwidacznia się dążenie ku temu, ażeby zdobyć pogłębioną wiedzę o rzeczywistości bądź to ku wytworzeniu takiej, nowej rzeczywistości, w której to owa adaptacja człowieka byłaby możliwa.

3.5. Dwie role – Twórca a Odbiorca.

Wszelka twórczość artystyczna bądź to Sztuka wymaga z zasady odegrania tu dwóch, odrębnych i zgoła odmiennych ról, a jakimi są role Twórcy – nadawcy i Odbiorcy. A sama w sobie twórczość artystyczna jako jedno ze swych założeń posiada zawartą w sobie intencję żywego kontaktu z odbiorcą, a to z racji, iż bez tego kontaktu nie jest ona żywa i pozostaje martwa. A i ja sama, ze swego już dość bogatego doświadczenia w obrębie twórczości artystycznej, jako pisarka i poetka od wielu, wielu lat, doskonale wiem już i zdaję sobie z tego sprawę, że podobnie jak i wszelkie inne rodzaje twórczości, także i słowo pisane bez owego kontaktu z Czytelnikiem pozostaje martwe, i dopiero ów kontakt z Czytelnikiem sprawia, że tekst czy ogólnie – słowo pisane żyje i jest żywe, a zatem można pokusić się o konkluzję, iż Sztuka żyje jedynie poprzez ów kontakt z Odbiorcom.

Co oczywiste, forma i sposób kontaktu ze Sztuką i twórczością jest zgoła odmienna dla obu z tych ról, realizuje i służy innym celom, pociąga za sobą odmienne rezultaty i efekty (bądź to skutki).

I tak realizacja owej relacji Artysta – Odbiorca dokonuje się na płaszczyźnie pewnych ustalonych kodów kulturowych, a jakie w dużej mierze pozostają zależne od czasu i miejsca, w jakich zachodzi dana relacja. I tak przykładowo, jak wiemy zgoła odmienna jest reakcja na sztukę gotycką człowieka współczesnego, a diametralnie inna była ona dla człowieka, który żył w wieku czternastym.

d6f99df1-d363-4548-9bc9-063c85fa9886

Sztuka z gatunku „Street art” – jedno z dzieł Banksy’ego w Londynie…

W kwestii roli Odbiorcy Sztuki wspominana autorka zwraca uwagę na kontrowersyjne tezy, które są postulowane przez Bogusława Schaeffe r’a, podług którego to w obrębie estetyki zmiany dokonują się z częstością wprost proporcjonalną do częstości zmian estetycznych gustów. Dokonuje on też nieco kontrowersyjnego przyrównania sztuki do luksusowego towaru. A sztuka podług mniemania Schaeffer’a natomiast istnieć może bez jej odbiorców, atoli z tej racji, iż na podobieństwo Natury jest ona zachwycająca sama w sobie, a więc zbędni jej są pochlebcy i schlebianie jej. A zatem co z tej tezy wynika, znaczenie człowieka w roli Odbiorcy sztuki oszacowywane jest jako raczej niewielkie. Co więcej, równie sceptycznie rozprawia się on z zachwytem dla dzieł minionych epok, a które to zjawisko uznaje on za zbędne czy niepotrzebne dla ich twórców. Podług niego bowiem twórca wcale nie tworzy swych dzieł „dla potomności, lecz dla ludzi jemu współczesnych, którzy partycypują z twórczością za życia doczesnego jego autora.

images

Aczkolwiek nie jest nam do końca wiadome to, czy owa sztuka epok minionych wywiązuje się ze swego zadania, jako że brak jest współczesnych jej odbiorców, to w mym mniemaniu i tak ów kontrowersyjny postulat pozostaje sprzeczny z mymi własnymi w tym względzie poglądami, jako Artystki i Twórcy, a też jest on sprzeczny i łamie zasadę zawartą w mym chyba najbardziej głównym życiowym motcie, a które to stanowi następująca łacińska sentencja: „Non omnis moriar!” [‘Nie wszystek umre’, Horatius Carmina III, 30,6].

Relacja zachodząca pomiędzy Artystą i Odbiorcą opiera się na zasadzie niejako sprzężenia zwrotnego. Prócz tego, iż Twórca wpływa na odbiorców, także odbiorcy wywierają pewien wpływ na artystę. O istotności tego wpływu odbiorców na artystę przesądza fakt, iż może on mieć pozytywne rezultaty, jak choćby odkrycie nowych dróg czy też otwarciem owych słynnych nowych „drzwi percepcji”, bądź to innego rodzaju wkład w rozwój i progres twórczości danego artysty i jej efektów (tzn. jego dzieł). Aczkolwiek ów wpływ oczywiście może mieć również i negatywny charakter, a jego rezultaty wcale nie zawsze muszą być pozytywne. Zilustrować to można przykładem artysty, który w skutek takiego to wpływu odbiorców, ugina się i staje uległym wobec panującej mody czy trendów, ślepo podążając wraz z owym kolokwialnym „owczym pędem”, a też wykazuje niepotrzebne dostosowanie się do gustów nie własnych lecz innych ludzi.

Intencje Artysty w owej relacji zilustrować zaś można, wzorem uprzednio wspomnianej autorki, przykładem jednego z polskich artystów, jakim jest Tadeusz Brzozowski. Wyznaje on bowiem, iż jego pragnieniem podczas tworzenia swych obrazów nie jest jedynie tylko to, aby owe obrazy (dzieła) podobały się, zyskując aprobatę czy poklask odbiorców. Pragnienie to stanowi bowiem co więcej to, aby udało mu się tymi dziełami natrafić na takiego odbiorcę, którego poprzez kontakt z owym dziełem udałoby się nakłonić do myślenia, a poniekąd także w rezultacie do czynienia dobra.

Artysta – nadawca zatem wysyła (nadaje) pewien zakodowany w dziele przekaz – komunikat, skierowany do Odbiorcy, który poprzez kontakt z danym dziełem sztuki i partycypację z nim, dokonuje jego interpretacji – oczywiście, podobnie jak Nitzsche uważam, iż interpretacji subiektywnej i indywidualnie zależnej od danego konkretnego odbiorcy – a tym samym rozkodowuje zakodowany przekaz i odczytuje treść nadanego przez Artystę komunikatu, którego treść podobnie jak to w przypadku interpretacji – jest subiektywnie zmienna i zależna od indywidualnego odbioru danego odbiorcy, aczkolwiek prawdą jest po części też i to, że niezależnie od subiektywnej i indywidualnej interpretacji i odbioru, w każdym dziele zawarte są zwykle także pewne elementy stałe, niezmienne i niezależne od tejże interpretacji czy odbioru, odbierane – mniej więcej – jednakowo przez każdego Odbiorcę w każdym czasie czy miejscu.

Względem Odbiorców dzieła artystycznego można dokonać ich kategoryzacji, wyróżniając ich trzy elementarne kategorie. Pierwszą kategorię stanowią odbiorcy należycie wykształceni i kompetentni (np. jak kompetencje użytkownika języka, znawcy sztuki etc.), drugą zaś – odbiorcy amatorzy, i w końcu trzecią tworzą obiorcy „nieprzygotowani”, czyli nie posiadający należytej wiedzy i kompetencji niezbędnych do obcowania ze sztuką, bądź to danym jej wytworem. Zauważyć tu więc należy owe wewnętrzne zróżnicowanie odbiorców sztuki i twórczości artystycznej. Pośród nich występują zarówno odbiorcy kompetentni, którzy odbyli uprzednio w danym kierunku długoletnią i wyczerpującą edukację. A też tacy odbiorcy, którzy są świadomi własnych potrzeb artystycznych, co pcha ich do obcowania ze sztuką i okazjonalnego zdobywania wiedzy o sztuce. Jak i wreszcie odbiorcy, kompletnie pozbawieni jakiegokolwiek przygotowania, kierowani jedynie własną wrażliwością, z racji tego, iż są oni kompletnie pozbawieni wszelkiej wiedzy odnośnie sztuki.

Co się zaś tyczy z koli Artystów, najsampierw można dokonać ich kategoryzacji ze względu na osobowość twórczą. Tutaj zaś wyróżnić należy dwa zasadnicze rodzaje czy typy artystów. Pierwszy z nich stanowią artyści tzw. „ukryci”, czyli tacy, którzy w swych dziełach parają się kwestiami dotyczącymi ich samych w stopniu najwyższym. 6a00e54ef96453883401a5116bfad2970c-640pi Aczkolwiek nie jest to wcale tożsame jakoby z tym, iż ów artysta „ukryty” para się tamże kłopotami dnia codziennego, ale raczej z tym, iż oddaje on w swych dziełach swoje własne, często dość osobiste przeżycia tak, iż odbiorcy mogą z łatwością odnaleźć w tym dziele cząstkę samego siebie. I tym sposobem artysta „ukryty” unika wciskania owej – wielce haniebnej podług mego skromnego mniemania dla każdego rodzaju czy typu artysty – tzw. „prywaty”, wyrażając miast niej uniwersalne sprawy ogólnoludzkie.

Prócz tego drugi rodzaj czy typ artystów stanowią artyści tzw. „wyeksponowani”. Cechą charakterystyczną ich twórczości jest sugerowanie odbiorcy pewnego własnego sposobu percepcji świata, a co z tym związane również eksponowanie swojej osoby, jako osoby realizującej pewien określony konkretnie ideał  artystycznej.

730..20130924153851_jestes_artysta

Analogicznie do wszystkich innych ludzi, również pośród artystów istnieje duże wewnętrzne indywidualne zróżnicowanie, i podobnie jak każdy człowiek, również każdy Artysta stanowi unikatową, niepowtarzalną indywidualność. I tak przykładowo, możemy tu wyróżnić pewne typy artystów, nadrzędne względem tegoż indywidualnego zróżnicowania. Typ chyba najbardziej elitarny, stanowić tu będą tzw. artyści wybitni, parający się twórczością dzieł o wartości uniwersalnej i ponad czasowej. Prócz tego są również i artyści, których twórczość skierowana jest do określonego rodzaju odbiorców a jej celem jest zaspokojenie ich upodobań i dostarczenie im właśnie tego, co odpowiada ich gustom – a zatem tego, co lubią (a więc i chcieliby) oglądać, słuchać bądź czytać etc.

Inną kategoryzację stanowi jeszcze kategoryzacja, której teoretycy sztuki dokonują ze względu na czynniki, które mają największy wpływ na powstanie dzieła. I tak wyróżniamy tu primo twórczość profesjonalną, którą kieruje przede wszystkim refleksja. Zaś ideał takiego rodzaju twórczości (tj. sztuki) stanowi świadomość każdego kroku, jaki zmierza do finalizacji wykonywania danego dzieła. Secundo, zgoła odmienną charakterystyką odznacza się natomiast tzw. sztuka naiwna, która wykazuje z kolei silne nacechowanie ekspresją, poprzez którą artysta niejako „wylewa z b4a2ec7263b0f0e8f61ece6e77c72069siebie” nadmiar buzujących w nim emocji. Twórczość naiwna nawet mimo tego, że wykazuje wiele niedostatków i braków, odznacza się jednak sporym entuzjazmem, a czym często zdobywa sobie aplauz, zwłaszcza młodej publiczności.

Prócz tego wyróżnić możemy jeszcze tertio – twórczość czyli sztukę ludową, w którym decydującą rolę stanowi zaś intuicja. I wreszcie quattro – wyróżniamy też sztukę (twórczość) amatorską, która głównie nastawiana jest na realizację.

To wewnętrzne zróżnicowanie sztuki uwidacznia nam z kolei zróżnicowanie wielości sytuacji artystycznej, a także pewien niejako pluralizm postaw artystycznych, i w końcu zróżnicowanie rozmaitych potrzeb, jakimi kierują się jej odbiorcy.

To zaś stanowi jeartysta_stockden z nielicznych dowodów podważających główną tezę tych roztrząsań o istnieniu dwóch odrębnych gatunków człowieka i wprowadzenia ich rozróżnienia na dwa gatunki Homo Sapiens i Homo Artefix et Creator. A zatem dowodem, który obalając tę tezę, potwierdza fakt, iż twórczość artystyczna w pewnym sensie też nie stanowi wcale czegoś aż tak diametralnie odmiennego od wszelkich innych form ludzkiej działalności. A także, co zatem wynika, iż artyści w pewnym sensie podobnie jak wszyscy inni ci „nie – artyści” żyją w tym samym świcie i rzeczywistości, a prze to są też i zaangażowani czy uwikłani w podobne sprawy tak samo.

Tym niemniej ów sporadyczny dowód nie zmienia wcale a wcale faktu, jakoby Artysta stanowi byt zgoła odmienny diametralnie i różny od bytu, jaki stanowi normalnie każdy zwykły, przeciętny „zjadacz chleba” – typowy przedstawiciel dominującego gatunku Homo Sapiens….

Co jednak odróżnia jeszcze owego Artystę od reszty ludzi rozumnych?

Z pewnością odróżnia go przede wszystkim jego specyficzna, artystyczna wrażliwość – która często gęsto przybiera formę niebotycznej nadwrażliwości, czego i ja sama zresztą stanowię doskonałą egzemplifikację. I to owej specyficznego rodzaju wrażliwości, czy nadwrażliwości, artysta zawdzięcza tę bezcenną umiejętność przyjęcia wobec tych samych spraw co0_0_291182836_Poczatkujacy_artysta_przez_Moostafa_middle inni ludzie postawy odznaczającej się znacznie większą intensywnością, wręcz radykalną, a czego ślad pozostawiany jest właśnie w formie dzieł sztuki. Artysta bowiem, jako największy miłośnik sztuki, umiłował nad życie piękno, które potrafi nie tylko tworzyć, ale i je dostrzegać w każdym istnieniu czy bycie.

 

I tak zilustruje to przykładem cytatu słów Ascanio Condivi, który w Żywocie Michała Anioła takimi słowy opisuje zamiłowanie słynnego artysty Michała Anioła do piękna, piękna natury niejako, z którego czerpał on swe malarskie natchnienie:

[…]Nie tylko kochał on piękno ludzkie, lecz w ogóle każdą rz141013-cytaty-motywacja-inspiracja-niebo-jest-granica-slady-stop-na-ksiezycu-Harlan-Cobenecz piękną; pięknego  konia i pięknego psa, piękny kraj, piękną roślinę, górę czy las, i każdą okolicę, i rzecz piękną i rzadką w swoim rodzaju, uwielbiając to wszystko z przedziwnym uczuciem; w ten sposób zbierał, gdzie mógł, piękno natury, jako pszczoły zbierają miód z kwiatów posługując się nim w swoich pracach; jako to robili zawsze wszyscy, którzy w malarstwie mieli jakiś rozgłos […][7].

IV. EPILOG – CZYLI MIT O ALIENACJI HEROSA PÓŁ – BOGA W ŚWIECIE ZWYKŁYCH ŚMIERTELNIKÓW…

I tak oto dobrnęliśmy aż do samego końca tychże roztrząsań i ostatniego już rozdziału, a w którym to podług reguł i prawideł winno się dać prym podsumowaniu, reasumując uprzednio tu poczynione rozważania. Ale też na samej mecie winna się znaleźć tu jakaś błyskotliwa i najlepiej cięta pointa – którą należy się tekst okrasić, co by dopełnić całości, dodając ową przysłowiową „wisienkę na torcie”…

pytanie-artysty-co-sadzi-o-opinii-krytykow-na-temat-swojego-dziela

A zatem pora na podsumowanie najsampierw.

Reasumując całokształt powyższego wywodu, najsampierw nasuwa mi się na myśl refleksja taka, iż Artysta – Twórca jako ów odrębny gatunek człowiekowatych, może być najtrafniej przyrównany do postaci z mitów, choćby np. greckich, mitycznych Herosów pół bogów, takich jak choćby ów najsłynniejszy Herkules. A zatem Artysta to primo heros – forma nadczłowieka obdarzonego nadludzką mocą, zdolnościami czy talentami. Zaś secundo – Artysta to pół bóg, a więc krzyżówka istoty ludzkiej z istotą boską, czy bogiem, obdarzona boskimi przymiotami i mocą, posiadająca prócz standardowego Człowieczeństwa w sobie także i ów pierwiastek boskości – a przez to ów mieszaniec pół bóg, pół człowiek, skazany jest na swoistą alienację i społeczny ostracyzm; jest on mieszańcem – ni to człowiek, ni to bóg, zawieszony gdzieś pomiędzy tymi światami, gdzieś w pół drogi pomiędzy bogiem a człowiekiem, który w żadnym z tych światów nie jest u siebie, nie pasując ani tu, ani tam, zbyt ludzki dla bogów, zbyt boski dla ludzi – ot samotny wygnaniec, bezdomny outsider ugrzęzły w bagnie swej artystycznej alienacji, bezpański kundel, nie pasujący do żadnej z ras…

Ów Artysta – Heros i Pół Bóg obarczony przeto jest dwoistym ciężarem i sortem obowiązków oraz powinności, jakich dopełnienia się od niego bezwzględnie wymaga. Primo jest to ciężar Człowieczeństwa i wszelkich kwestii z nim powiązanych, ciężar obowiązków i powinności, jakie każdy Człowiek bezwzględnie wypełnić musi, aby udowodnić swe Człowieczeństwo pełne i zasłużyć na miano prawdziwego Człowieka – Humanisty, idealnej formy człowieczej, doskonale perfekcyjnego ludzkiego istnienia… W tym między innymi te obowiązki i powinności Człowiecze, jakie Człowiek posiada względem każdego innego Człowieka – czyli w zasadzie całej ludzkości. I też te względem Człowieczeństwa i jego istoty, obowiązki i powinności ich obrony, walki o nie, troski i dbałości o ich blask, piękno, wartość ale i ogólnie – istnienie i byt. Te jakie na ludzkim świecie od Człowieka wymagać się zwykło i wobec ludzkiego świata, spraw i istot odpowiedzialnością obarczyć można innego Człowieka.

no2a7877-2

I secundo – obarczony jest on też ciężarem, obowiązkami i powinnościami zgoła odmiennymi od tych ludzkich, nadludzko ciężkimi i wymagającymi nadludzkich mocy, zdolności czy umiejętności, a jakie dla zwykłych ludzi są niepojęte ich maluczkim rozumkiem… Ów nadludzki ciężar, obowiązki i powinności to bowiem te „boskie”, a jakich to od bogów się wymagać winno, i jakie bogowie winni bezwzględnie wypełniać i dzierżyć na to, co „boskie” – mówiąc w skrócie obrazowo. Boski ciężar, który tylko boskie barki udźwignąć zdołają; boskie obowiązki i powinności, jakie bogom wypełniać należy zarówno względem bogów i spraw boskich, jak i względem ludzi i ludzkich spraw oraz świata. Ów element boskości bowiem prócz boskich mocy, atrybutów, zdolności czy umiejętności, również i takie, znacznie bardziej nieprzyjemne i ciężkie, konsekwencje za sobą pociąga…

1373378646_by_Violetta_500

I chyba właśnie ów element boskości, a zwłaszcza jego owe negatywne, ciężkie i nieprzyjemne konsekwencje stanowią przyczynę tego, iż Artysta, aby móc być Artystą i przetrwać w tej formie, musi koniecznie być również wystarczająco (nadludzko właściwie) silny, aby zdołać cały ów nadludzki ciężar, obowiązki i powinności, udźwignąć na swych barkach, dzierżąc dzielnie aż po sam kres swej drogi na tym łez padole…

A też, aby zdołać dźwignąć związany z tym nierozerwalnie cały ogrom owego nadludzkiego cierpienia, bólu, krzywdy i nieszczęścia, a jaki chyba każdemu Artyście zawsze w udziale niestety również przypada…

Tym niemniej nie każdy Artysta jest na tyle silny, a czego niepodważalny dowód stanowi choćby owo słynne magiczne dwadzieścia siedem – czyli owiana legendą, niemal mistyczna, feralna granica wieku, której tak wielu spośród wybitnych nie udało się przekroczyć i ich krótkie życie kończyło się właśnie wraz z ukończeniem owych dwudziestu siedmiu lat. Pośród nich można by wymienić na przykład takich jak Jim Morrison, Kurt Cobain, Janis Joplin, czy nie tak dawno zmarłą wokalistkę Amy Winehouse, która zasiliła rzeszę ofiar feralnego dwadzieścia siedem, i wielu innych, o których do dziś świat pamięta, lecz faktycznie jako o tych, którzy nie mieli na tyle siły, aby udźwignąć cały ów nadludzki ciężar, obowiązki i powinności, jakie złożono na ich barki, jako Artysty – Herosa, owego pół człowieka, pół boga, którego element boskości uczynił czymś innym aniżeli zwykłym człowiekiem – czymś, co ni to bogiem, ni to człowiekiem, a co uznać by śmiało można na realizację nietzscheańskiej idei i snu prawdziwego Nadczłowieka, a dla czego aprobatę wyraziłby zapewne i sam Nietzsche, gdyby go o to zapytano za jego życia jeszcze…

1300042635_by_Kwazi12_600

I taka oto nasz Artysta – Heros, Pół – Człowiek, Pół – Bóg, idealny Nadczłowiek Nietzschego, jak każdy przedstawiciel tego gatunku, na samym początku swej twórczej drogi, postawiony zostaje przed chyba najtrudniejszym dylematem człowieczym – oto musi on dokonać wyboru między życiem, istnieniem i wszystkiego co z nim związane, wszystkiego rodzaju szczęścia, radości, przywilejów, korzyści i pozytywnych aspektów, jakie dane są zwykłemu, normalnemu przeciętnemu człowiekowi z gatunku Homo Sapiens, bądź to wyrzeczeniem się ich i tego wszystkiego, na rzecz życia, istnienia i wszystkiego, co tylko z nim związane, jakie dane jest Artyście, składając krwawą ofiarę całopalną z tego wszystkiego ludzkiego na ołtarzu Sztuki i Sztuce, aby zaspokoić tym jej nienasycony apetyt i głód człowieczych spraw, rzeczy, cierpień, bólów, smutków i wszystkiego, co zwykłemu człowiekowi jest właściwe… I to Artysta, niczym ów heroiczny Tytan o nadludzkiej sile musi prócz tego dźwigać na swych barkach, jak mityczny Atlas, cały ten świat i ciężar jego wszystkich smutków, cierpień, bólu, doznań, każdej jednej historii, jaka na tym świecie miała miejsce, każdego jednego doznania, przeżycia, emocji czy nawet myśli, jaka na tym świecie kiedykolwiek istniała… I cierpieć cierpieniem tego całego świata, czuć ból i smutek całej ludzkości – całkiem niczym ów werterowski Weltschmerz, tak ukochany przez Romantyków!

Tak więc oto i ja, naznaczona tym nadludzko ciężkim brzemieniem Artysty – męczennika, cierpię cierpieniem tego całego świata, współodczuwając ból całej ludzkości, pogrążam się w bezdennej głębinie człowieczego smutku… i tylko owej sentencji łacińska melodia mi nadzieje i siły daje, że: „Non omnis moriar!” – i gdy ją tylko na myśl przywołam, znów tę absolutną pewność mam, że choćby nie wiem co, to i tak jednak warto!

 

Fin.

 

By Anna Gabriella Lilith Gajda © All Rights Reserved

9 lipiec A.D. 2016

Artystycznie boski Sosnowiec latem…

Przypisy:

[1] Encyklopedia PWN,  wersja online: http://encyklopedia.pwn.pl  , [dostęp:] 03.07.2016.

[2] Słownik Języka Polskiego, red. Szymczak, Wyd. PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl/, [dostęp:] 03.07.2016.

[3] Słownik Języka Polskiego pod red. W. Doroszewskiego, Wydawnictwo PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl/doroszewski, [dostęp:] 03.07.2016.

[4] Marian Golka, Socjologia sztuki, Warszawa: Difin, 2008, s. 77. Hasło wprowadził(a): Bogna Kietlińska

 

[5] Maria Gołaszewska, Kim jest artysta?, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1986.

[6] SJP pod red. W. Doroszewskiego, Wyd. PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl/doroszewski, [dostęp:] 04.07.2016.

[7] Ascanio Condivi, Żywot Michała Anioła¸ Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1960.

z12849069IF

O współczesnych trollach gnębiących wirtualny świat Globalnej Wioski – czyli rzecz o trollingu internetowym….

z12849069IF

By Anna Gabriella Lilith Gajda®

I. PROLOG – CZYLI KILKA SŁÓW PRO FORMA…

My, ludzie współcześni, żyjący teraz obecnie w XXI wieku, jesteśmy szczególni i niejako „wybrani”, nie tylko ze względu na to, iż to nam właśnie przyszło stać się naocznymi świadkami tak doniosłego i przełomowego momentu w dziejach ludzkości, jakim było nastanie Nowego Millenium, a też i żyć w tym Nowym Millenium, pławiąc się w luksusie tej całej jego „nowoczesności”, ale też i z zupełnie innej, lecz nie mniej doniosłej ani przełomowej przyczyny…

Albowiem oto my, ludzie współcześni staliśmy się również naocznymi świadkami nastania zupełnie nowej, odmiennej i nieznanej Nowej Ery czy Epoki – Epoki Globalnej Wioski i w której to właśnie nam, jako pierwszym „pionierom” przyszło odtąd żyć, a która odmieniła dotychczas znany nam świat tak absolutnie całkowicie, że wręcz wywróciła go do góry nogami, burząc doszczętnie uprzedni ład…

I oto w tym zupełnie nowym, innym świecie Globalnej Wioski przyszło nam żyć prócz tej dawnej, znanej ludzkości od zarania dziejów rzeczywistości realnej i realnym świecie, istniejącej tak faktycznie i fizycznie, niejako namacalnej wręcz, również i w drugiej, nowej i tak diametralnie zgoła odmiennej, innej rzeczywistości, jaką jest rzeczywistość wirtualna i wirtualny świat, twór Internetu i Ery Globalnej Wioski, jakiego nigdy ludzkość jeszcze nie znała i nie widziała – rzeczywistość wirtualna, istniejąca jedynie jako bezcielesny, nienamacalny i nie fizyczny twór – idea w Internetowej, przepastnej i ponoć dosłownie nieskończonej przestrzeni, biegnącej światłowodami sieci, a która to już teraz stała się dla nas równie istotna i prawdziwa, „realna” wręcz jak ta faktycznie istniejąca rzeczywistość, a życie w „virtualu” równie prawdziwe jak to w „realu”.

Ta zupełnie nowa, wirtualna rzeczywistość – tak zgoła diametralnie i absolutnie odmienna, inna od tej realnej, otworzyła przed nami niejako kolejne, zupełnie nowe „drzwi percepcji”, prowadzące do kolejnego zupełnie nowego, nieznanego Świata, jakim jest ów świat wirtualny Internetu.

I też wszystko, co w tym świecie istniało, istnieje, bądź zaistnieje kiedyś jest również podobnie całkiem nowe i diametralnie całkiem odmienne, inne, aniżeli to, co było nam uprzednio znane z życia w „realu” (i wcale nie chodzi tu o jeden z popularnych hipermarketów! J)

Pora więc już najwyższa, aby dokonać eksploracji i poznać lepiej ów nasz nowy, nieznany wirtualny świat, oraz tę nową rzeczywistość drugą, w jakiej to nam właśnie przyszło jako pierwszym żyć i być w niej pionierami, przecierającymi szlak dla potomności i eksplorujących wnętrze tego nowego, nieznanego interioru oraz mnogości zjawisk i form, jakie on w sobie kryje – nauczyć się tej nowej rzeczywistości wirtualnej i nowego, wirtualnego życia w niej – jego zasad, reguł, prawideł i biegu, jego formy bytu i istnienia, jakie tylko będzie nam tam dane napotkać czy doświadczyć, a też w którym to żyjemy już obecnie, chyba bez przesady, już równie mocno, głęboko i „prawdziwie”, co w tym realnym, namacalnym fizycznie – w tym starym, dobrym „realu”….

A ową eksplorację świata wirtualnego i naukę oraz poznawanie jego realiów oraz wirtualnego życia w Globalnej Wiosce, można rozpocząć już teraz, chociażby od lektury niniejszego artykułu i zapoznania się nieco bliżej z jednym z bardziej charakterystycznych, częstych i istotnych zjawisk w Internecie, jakim jest trolling i trolle internetowe, o których to traktuje tenże artykuł.

A zatem… zapraszam Was Drodzy Czytelnicy w podróż do wirtualnej krainy czarów Internetu i niezwykłą przygodę w tej wirtualnej krainie pełnej złośliwych trolli – Enjoy the trip! 😉

II. WSTĘP.

Internet to chyba jeden z najgenialniejszych wynalazków w historii ludzkości, za pomocą którego ludzie z całego świata zyskali możliwość przesyłania niezliczonej ilości nawet bardzo zróżnicowanych danych oraz globalnego komunikowania się. A który to ów nasz współczesny świat i ludzi w nim obecnie żyjących przeniósł w ten zupełnie nowy, odmienny wirtualny świat Globalnej Wioski, zmieniając doszczętnie absolutnie wszystko, i który nagle oto pozbawiony został wszelkich dotychczasowych ograniczeń, w którym granice i odległości dzielące dotychczas ludzi nagle znikły zupełnie, przestając stanowić barierę czy przeszkodę a cały świat legł u stóp absolutnie każdego, kto tylko posiadał połączenie z siecią i dostęp do Internetu – Globalna Wioska przywitała ludzkość w swej wirtualnej Krainie Czarów bez granic….

I oto odtąd rzeczy jakie dotychczas zdawały się absolutną niemożliwością, urzeczywistniły się stając możliwe, a też i równie łatwe jak mrugnięcie okiem. Chcesz pochwalić się znajomym fotkami z urodzin? Nie ma problemu, wystarczy jedno kliknięcie! Masz ochotę napisać bardzo długi list do serdecznej przyjaciółki w Nowej Zelandii i szybko otrzymać na niego odpowiedź? „Mały pikuś”! A może potrzebujesz porady i rozeznać się zapytując ludzi z całego świata o to, jakie posiadają oni sposoby na najlepsze naleśniki czy połów ryb „na muchę”? Cóż, chwilka pracy i gotowe – voila! A może doskwiera ci brak zagranicznych znajomych? To też da się bardzo prosto i szybko załatwić w Internecie, bez obaw!

Oto drogi Czytelniku, witamy bowiem w Globalnej Wiosce, w miejscu, w którym każdy ma prawo do woli korzystać z ograniczonej anonimowości i szerokiego grona potencjalnych odbiorców, w którym może komunikować się bez żadnych przeszkód i ograniczeń z całym światem, a jakie dawniej stanowiły chociażby np. granice państwowe czy odległości dzielące ludzi od siebie…

Jednakże mimo tego całego, nieskończonego ogromu dobrodziejstw, jakie przyniósł ludzkości ów wynalazek, jakim jest Internet obecnie, niestety również i na jego negatywne efekty nie przyszło nam długo czekać, cóż – c’est la vie!

Atoli dlatego, iż jak powszechnie wiadomo, każdy wynalazek w historii ludzkości został choć raz wykorzystany w złym celu – poczynając od koła aż po technologię rozszczepiania atomów. A to zaś stąd, iż żaden wynalazek sam w sobie nie jest jeszcze ani dobry, ani też zły, a dopiero to, w jaki sposób zostanie on wykorzystany, może być dobre lub złe, a też cele do jakich będzie używany są dopiero dobre lub złe, a nie on sam w sobie….

Lecz niestety i w przypadku Internetu również znalazło się bardzo wielu ludzi, którzy z wielką chęcią wykorzystali i tenże genialny wynalazek w zły sposób, i którym posłużył on do złych celów. A to choćby takich jak uprzykrzanie innym użytkownikom korzystanie z niego, łamanie obowiązujących zasad, agresję czy tzw. „cyberprzemoc”, siejąc zamęt, wzniecając kłótnie, wrogość i dezorganizując normalne funkcjonowanie i niejako „życie” w danych zakątkach Globalnej Wioski.

A w kwestii form takich działań i zachowania, jak mniemam, chyba niemalże każdy jeden z internautów, słyszał bądź miał do czynienia – aczkolwiek zapewne nie zawsze był tego w pełni świadom – z jakimś trollem internetowym

trolling-is-a-art

Strolllowany żart o trollingu ;)

A właśnie owe trolle internetowe są sprawcami zjawiska zwanego trollingiem bądź inaczej trollowaniem, jakie tutaj stanowić będzie meritum poniższych roztrząsań.

III. TROLLE I TROLLOWANIE – WPROWADZENIE DO ZAGADNIENIA.

Z racji szacunku dla obowiązującej normy i utartej tradycji, obowiązującej dla tego rodzaju tekstów, a zwłaszcza stylu naukowego, jaki tutaj usilnie staram się naśladować, należałoby najsampierw „dopełnić formalności”, a więc zająć się kwestiami definicji głównych pojęć strategicznych dla tychże rozważań – czyli stanowiących tu owo meritum.

Kwestie definicyjne, jak wszelkie kwestie formalne, podobnie jak formalności dopełnić się należy, mimo że nudne, żmudne i w ogóle pragmatycznie prozaiczne i „odtwórcze” do tego jedynie tam bla bla bla.. – ale obowiązek wypełnić swój trzeba jednak i basta! A zatem i ja, obowiązku dopełnić swego tu muszę należycie – i poświęcić tu chwilę i trochę miejsca na wyklarowanie i dopełnienie wszelkich należnych „formalności”, jakie stanowią kwestie definicyjne i podjąć próbę wstępnego zdefiniowania głównych pojęć dla niniejszego wywodu i roztrząsań w nim poczynionych.

A zatem definiowanie czas zacząć!

  1. Trolling, trollowanie i trolle – czyli definicje głównych pojęć.

Trolling czy inaczej trollowanie stanowi jedno z aspołecznych zachowań w Internecie, jakie poniekąd zalicza się także do form tzw. cyberprzemocy, czyli form zachowania agresywnego i przemocy stosowanej w sieci.

Pojęcie trollingu, najprościej można by zdefiniować jako pewien rodzaj niestosownego zachowania, spotykanego m.in. na forach internetowych i czatach, a także w przypadku wszelkich innych form internetowych dyskusji i komunikowania. Polega zaś ono na świadomym, celowym i niejako „z premedytacją” prowokowaniu innych użytkowników do reakcji i partycypacji w danej dyskusji, poprzez zamieszczanie agresywnych, kontrowersyjnych (a również często niezwiązanych z tematem forum czy grupy), bądź też obraźliwych (często o charakterze osobistym – np. argumenty ad personam) wypowiedzi, np. komentarzy, postów etc., których cel stanowi rozbudzenie czy wszczęcie nowej dyskusji oraz skupienie uwagi na trollu, jak nazywana jest osoba uprawiająca tenże proceder. A to wszystko po to, by siać zamęt, dezorganizację i oczywiście – sprowokować kłótnie, czy też tzw. flame war lub flaming inaczej mówiąc.

Efekty trollingu zwykle stanowi owa dezorganizacja forum czy grupy oraz ich funkcjonowania, bądź też potęgujące się zirytowanie pozostałych użytkowników, a poniekąd też zaognienie konfliktu, a nawet sięganie po co raz to ostrzejszą „broń” przez jego partycypantów, a więc eskalację form agresji i przemocy przezeń używanych.

A za najprostszą i najskuteczniejszą „broń” w walce z trollem uważane jest zaś jego całkowite zignorowanie – co ostudzi do cna jego zapał po pewnym czasie i oznaczając poniesienie przezeń klęski, zmusi do „odwrotu” i dezercji z tego akurat pola bitwy w poszukiwaniu nowych, bardziej podatnych na jego prowokację ofiar w innych miejscach tego rodzaju…

Trolling+is+a+art+not+mine+i+just+screencapped+all_d35a9f_3097535

Trolling o trollingu – typowe…. ;)

I tyle względem tej „najprostszej” definicji, a więc najbardziej uproszczonej i skrótowej, która jednakże nie wyczerpuje jeszcze tematu, ani też kwestii definicyjnych i pełnej definicji rozważanego tutaj pojęcia.

Względem zdefiniowania wstępnie pojęcia, stanowiącego meritum niniejszych roztrząsań, posłużę się źródłem być może nie godnym miana źródła rzetelnej wiedzy i do jakiego kategorycznie bezwzględnie nie należy nigdy sięgać, czyli tzw. wszystkowiedzącej cioci Wikipedii, aczkolwiek jedynie nieznacznie się o to źródło podpierając tylko, aniżeli czerpiąc z niego wiedzę czy się na nie powołując w pełni.

Tak oto trolling czy też inaczej trollowanie, jak już napomknęłam uprzednio, stanowi swoiste zachowanie antyspołeczne[1], które jest charakterystyczne dla miejsc w Internecie takich jak fora internetowe czy grupy dyskusyjne, oraz innych miejsc w Internecie, gdzie prowadzone są dyskusje, umożliwiających interaktywną partycypację jej członkom.

Osoby, parające się procederem, jakim jest trolling, nazywane zaś są trollami internetowymi.

Trolling polega zaś na zamierzonym, celowym – i niejako dokonywanym „z premedytacją” – wpływaniu za pomocą prowokacji na innych użytkowników, które często ma na celu ich ośmieszenie czy wręcz obrażenie, a czego zaś efekt stanowi zwykle sprowokowanie i zainicjowanie kłótni – bądź też tzw. falme war czy flaming inaczej mówiąc. Zwykle realizuje się to za pomocą primo wysyłania, zamieszczania czy publikowania pewnych mocno kontrowersyjnych, ofensywnych i napastliwych, często też niezgodnych z prawdą, fikcyjnych czy zmyślonych po prostu, przekazów, jak np. wiadomości, komentarze, posty, itp. I secundo za pomocą różnego typu zabiegów erystycznych, używanych w tym celu przez trolle.  Takie działanie zaś bazuje na upublicznianiu tego typu wiadomości w roli niejako przynęty, która byłaby w stanie doprowadzić do zainicjowania zagorzałej dyskusji, a finalnie też zwykle kłótni czy inaczej flame war’u lub flame’u.

Więcej światła w tym względzie wniesie nam kwestia etymologii pojęcia, jaką rozważę nieco później, a następnie późniejsze roztrząsania odnośnie jego genezy. A póki co zostawię tę kwestię na razie i pozwolę sobie kontynuować definiowanie.

efc1e0629e4c070942eb07ebc2abfce6

Typowy przykład trollingu…

Za typowe miejsca bytowania trolli uznaje się np. grupy i listy dyskusyjne, fora internetowe, czaty i inne, gdzie tylko istnieje możliwość partycypacji w interaktywnej dyskusji, jak choćby na portalu Onet.pl, gdzie można dodawać komentarze pod rozmaitymi wiadomościami, newsami czy informacjami tam zamieszczanymi, a co umożliwia także takowe prowadzenie dyskusji tamże.

Uogólniając trolling obecnie uznawany jest za zachowanie nieakceptowalne, które stanowi bowiem poważne naruszenie jednej (bądź nawet i więcej) z podstawowych zasad tzw. netetykiety. Ponadto efekt tego zachowania stanowi m.in. dezorganizacja danego miejsca w Internecie, gdzie prowadzona jest dyskusja i skupienie uwagi na osobie trolla, a którem zresztą o to też się głównie rozchodzi…

I to tyle względem głównej części naszej definicji. Teraz, w ramach definicji, dodam jeszcze krótko tylko kilka słów względem etymologii pojęcia trolling, a też i trolla internetowego poniekąd.

Etymologicznie termin trolling wywodzi się od angielskiego terminu trolling for fish, a które oznacza metodę łowienia ryb na tzw. haczyk, czy błystkę, a to zaś wyjaśnia nam nieco samo nasze pojęcie, uzupełniając jego uprzednio tu stworzoną ogólną definicję. Jako że ów nasz troll, uprawiając trolling, działa podobnie – niejako „zarzuca haczyk” czy „przynętę”, poruszając np. kontrowersyjny temat, zresztą często bez potrzeby, ot by tylko jakoś sprowokować tę kłótnie, wywołać flame war – cel jego działania…

10134710357451d09

W tym miejscu dodam jeszcze odnośnie etymologii pojęcia trolling, iż w skutek niejako wstecznej etymologii, osoby uprawiające trolling, zostały nazwane właśnie trollami – poniekąd też od owych legendarno – baśniowych stworów z mitologii nordyckich, do czego postaram się jeszcze wrócić na moment w dalszych częściach niniejszego wywodu, jako że względem definicji, te informacje są tu absolutnie całkowicie wystarczające i w pełni wyczerpują wszelkie kwestie definicyjne w tymże zakresie.

I tak oto zakończyliśmy już definiowanie pierwszego z terminów stanowiących meritum późniejszych tu roztrząsań, jakim jest trolling lub inaczej trollowanie, sformułowawszy już tu uprzednio jego pełną definicję ogólną.

W kwestii definiowania elementarnych pojęć, warto by było w tym miejscu pokusić się o zdefiniowanie pokrótce jeszcze jednego, pokrewnego co prawda terminu, ograniczając się oczywiście także tylko do ogólnej jego definicji tutaj.

Pojęcie owo zaś stanowi termin pochodzący bezpośrednio od pojęcia trollingu,  jakim jest pojęcie troll internetowy, jego słowotwórczy derywat, który oznacza osobę uprawiającą tenże proceder, czy która uprawia trolling (tzw. nazwa sprawcy/wykonawcy czynności w słowotwórstwie, abstrahując nieco od meritum wspomnę tylko na marginesie…).

A więc wiemy już z powyższych wynurzeń, iż ów definiowany tu troll (internetowy), to osoba uprawiająca trolling, który zdefiniowaliśmy uprzednio co i jego znaczenie jest nam już znane.

Co z niego zaś wynika, troll to osoba, która za pośrednictwem rozmaitych narzędzi oferowanych przez Internet usiłuje wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza emocjonalne) współużytkowników, za pomocą „haczyka – przynęty”, jaką jest prowokacja – najczęściej rozchodzi się tu o sprowokowanie kłótni, a inaczej mówiąc flame war czy flame’u.

Miejsc bytowania czy działalności trolla może być bardzo wiele różnego rodzaju, jako że zasadniczo trolling można uprawiać w każdym miejscu w sieci, które tylko umożliwia pisanie czy zamieszczanie wypowiedzi, komentarzy, postów, bądź też jakimkolwiek serwisie, który tylko daje możliwość interakcji z innymi użytkownikami, takich jak np. fora internetowe, grupy czy listy dyskusyjne, czaty czy portale społecznościowe, a nawet informacyjne, gazety internetowe, blogi, itp.

Przyczynę trudności w dokonaniu identyfikacji trolla w danym miejscu, stanowi kwestia jego odróżnienia od zwykłego idioty – ograniczonego chama czy chuligana, bądź też od osoby posiadającej faktycznie niezwykle oryginalne poglądy, które także mogą czasem wzbudzać wiele kontrowersji lub uchodzić za kontrowersyjne, a nawet bulwersujące czy obrazoburcze. I tu po części niezbędna jest i pewna wiedza, i pewne doświadczenie oraz „obycie”, jak też i pewna intuicja, na którą też czasem konieczne jest się zdać częściowo, próbując zidentyfikować trolla.

W kwestii definiowania omawianego tu pojęcia należy nadmienić jeszcze tylko o jednej rzeczy, a jaka to związana jest z dość częstym myleniem pojęć.

Najprościej można by to wyrazić za pomocą następującego równania:

Trolling ≠ robienie komuś kawałów!!

Albowiem pojęcie trolling absolutnie nie jest tożsame w żadnym wypadku ze znaczeniem „robienie komuś kawałów” i tychże dwóch odrębnych zupełnie pojęcie bezwzględnie nie należy mylić ani też utożsamiać ze sobą! Co prawda etymologia tejże błędnej mody na utożsamianie wykręcania komuś kawałów z pojęciem trolling nie jest bliżej znana – a co istotne jest w świetle faktu, iż pojawiają się ludzie, którzy zaczynają rozszerzać zastosowanie pojęcia trollingu także poza świat wirtualny. I w zasadzie mogłoby się zdawać, iż to nic takiego…

A bynajmniej dopóty dopóki nie wyobrazimy sobie, tak przykładowo, sytuacji, w której jakiś dziesięciolatek nie zastępuje trollowaniem co drugi użyty czasownik – trzeba przyznać, iż to iście sic!

Naturalnie w tym momencie zapewne znajdzie się wielu takich, którzy z wyrzutem zakrzykną tutaj, że przecież „[…] słowa zmieniają z czasem swe znaczenie”, i owszem prawdą jest, iż z czasem pierwotne znaczenie słów ulegać może najrozmaitszym transformacjom, mniej lub bardziej abstrahując od owego ich pierwotnego znaczenia. Z tym, że owe transformacje jednakże nie powodują aż tak donośnych zmian – aż o 180°…

A jakby nie było to owo robienie komuś kawałów, czy mówiąc kolokwialnie „robienie sobie jaj” budzi przecież głównie emocje pozytywne, gdy zaś trolling ma konotacje głównie z emocjami negatywnymi.

I to by było na tyle względem kwestii definicyjnych i definiowania elementarnych pojęć. Czas teraz przejść powoli do meritum i wgryźć się w temat nieco głębiej…

IV. TROLLOWANIE – GENEZA, ZNACZENIE I PORTET TROLLA.

  1. Geneza zjawiska trollingu i trolli

Sam czasownik troll etymologicznie wywodzi się od starofrancuskiego troller, terminu myśliwskiego. Z kolei rzeczownik troll wywodzi się z mitologii i jest określeniem pewnego rodzaju potwora. Trolle są ponad to również bohaterami skandynawskich bajek, a w których to ukazywane są jako stwory niezwykle podstępne i skore do psot.

O ile obecnie trollowanie jest postrzegane głównie jako zjawisko patologiczne i chuligańskie, to ma ono swoje źródła w zjawisku o wiele bardziej pozytywnym, jakie stanowiły działania podejmowane w Usenecie wobec nowych użytkowników (czyli tzw. newbees lub newfags), a którego cel stanowiło ich zdyskredytowanie (jako laików, nowicjuszy etc.) w oczach użytkowników konkretnej grupy dyskusyjnej.

W światku Usenetu ceniono tego typu trollowanie, a jego ofiarom czasem wysyłano akronim YHBT („you have been trolled”, czyli zostałeś strollowany), a co stanowiło formę powiadomienia o tym, iż osoba ta dała się podpuścić. Jednakże z czasem zachowania te straciły swe pierwotne znaczenie, a też i przestały one być akceptowane, zaś osoby nadmiernie te zachowania stosujące, zaczęto piętnować. Piętnowanie to odbywało się zarówno poprzez określanie ich terminem troll, który zakłóca merytoryczny tok dyskusji, jak też poprzez ostrzeżenia kierowane do innych użytkowników, zwłaszcza nowych, przed trollami oraz polecenie im niewdawania się w żadną dyskusję z tymi to trollami.

Z kolei co się zaś tyczy samego pojęcia trollowanie (trolling) ma ono jeszcze nieco inną genezę, aniżeli wspomniana tu uprzednio. Albowiem pojęcie to, jak już wspominałam, stanowi angielski termin wędkarski, który oznacza pewną metodę połowu ryb, jaką jest ciągnięcie przynęty za łodzią.

A w korelacji do terminu internetowego, jakim jest trolling, owa esencjonalna tu „przynęta”, przybiera postać na przykład pewnej mocno kontrowersyjnej, a nawet bulwersującej nieraz, wypowiedzi, jakiej treść zwykle abstrahuje mocno od meritum danej dyskusji.

Tymczasem współczesne rozumienie trollowania czyli trollingu inaczej, ujmuje je jako zachowanie, które czynione jest z premedytacją (a więc umyślnie) i celowo, a które to działanie zmierza do skłócenia pewnej grupy – społeczności czy cyberspołeczności, dezorganizacji tejże grupy oraz dyskusji tamże prowadzonej, a też co się z tym wiąże – wszczęcia kłótni, czy też tzw. fame war’u lub flame’u.

Typowe działanie trolla polega na tym, iż usiłuje on poprzez prowokacje, sprowokować innych użytkowników Internetu do podjęcia z nim dyskusji, a co często przybiera postać niezwykle nachalną i wulgarną wręcz.

Troll ów zarzuca swą przynętę, a więc ową prowokacje, poprzez wysyłanie i upublicznienie wiadomości czy postów, których treść zwykle pozostaje całkowicie niezgodna z faktami i prawdą. A ulubione miejsca bytowania trolla stanowią rozmaite fora, grupy dyskusyjne, czaty bądź też portale społecznościowe oraz wszelkie inne miejsca, w których to odbywają się spotkania i prowadzone są dyskusje.

Niestety działania trolla i jego partycypacja we wszelkich dyskusjach, zwykle nacechowane jest silnie deficytami względem zasad tzw. „Netetykiety”[2], czego konsekwencje stanowi zaś doprowadzanie do niekorzystnego zamętu, rozgardiaszu, bałaganu i dezorganizacji.

  1. Współczesne znaczenie i semantyka terminu trolling – portret współczesnego

Termin został sformułowany w Internecie w późnych latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z tym, że pierwszy znany przykład pochodzi z roku 1992.

Pierwsze udokumentowane, aczkolwiek nie związane z Internetem, zastosowanie trollingu, w kontekście działalności prowokacyjnej, dokonywanej z premedytacją i umyślne działanie, zostało udokumentowane w roku 1972, w Wietnamie, w lotnictwie armii amerykańskiej.

Z kolei praktyczne zastosowanie trollingu po raz pierwszy zostało udokumentowane w roku 1999 w literaturze akademickiej przez Judith Donath[3]. W swej pracy opisuje ona pewną niejako dwuznaczną tożsamość, przybieraną w pozbawionej wymiaru fizycznego, czyli „ciała” wirtualnej społeczności, jak choćby przykładowo w sieci Usenet. W tym kontekście trolling jest traktowany jako swoista gra w oszukiwanie tejże tożsamości, poprzez fałszywe tożsamości przybierane przez trolla, służące tak samo jak sama wypowiedź przez nie publikowana, wyłącznie celom prowokacyjnym i w tym celu są one tworzone.

Jak pisze Daniel Jachyra, w swym artykule pt. Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, do którego abstrahuję w tej części mego wywodu,  Susan Herring w Searching for Safety Online: Managing Trolling in a Feminist Forum zwraca uwagę na trudności, jakie mają miejsce w trakcie monitorowania trollingu, przy jednoczesnym utrzymaniu wolności słowa w obrębie społeczności internetowych. A to stąd, iż ciesząca się powszechną akceptacją wolność słowa i wypowiedzi, może skutkować zaistnieniem zachowania sygnalizujące trolling. To zaś w konsekwencji okazuje się kolidować z interesem osób, których cel stanowi utrzymanie otwartego charakteru dyskusji. A co w szczególności uwidacznia się w obrębie tematów „wrażliwych” czy drażliwych, takich jak kwestie np. płci, rasy, orientacji seksualnej czy seksu[4]. Stąd na wielu stronach czy serwisach, jak np. nasza-klasa.pl czy facebook.pl, pojawia się wymaganie od użytkowników podania ich (prawdziwych) danych osobowych oraz adresów e – mail, a co ma z kolei na celu obarczeniem użytkowników poczuciem odpowiedzialności za swe wypowiedzi tamże publikowane, a w efekcie także zminimalizowanie zachowania nacechowanego brakiem kultury.

I tak oto obecnie, w epoce Globalnej Wioski, trollowanie semantycznie napiętnowane jest jako zachowanie o zdecydowanie negatywnym znaczeniu, czy wręcz nawet chuligańskie, i straciło wszelką akceptację.

  1. Portret współczesnego trolla – czyli charakterystyka trolla i trollowania.

Tu jednak rodzi się pytanie o to, kim więc właściwie jest ów troll internetowy? Postaram się zatem udzielić tu wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie, tak by nie pozostały już żadne wątpliwości odnośnie tego, kim jest ów nasz troll.

Trolla można określić, jako osobę, która to poprzez wykorzystanie narzędzi, jakie oferuje Internet, usilnie dąży do tego, aby wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza te silnie emocjonalne) innych współużytkowników – najczęściej rozchodzi się tu o zażartą kłótnię, bądź też tzw. falme war czy flame. Terytorium trolla, na którym to on prowadzi swe działania, w zasadzie może stanowić każde jedno miejsce w Internecie, które tylko daje możliwość interaktywnej partycypacji użytkownikom czy, w którym odbywają się jakiekolwiek dysputy pomiędzy użytkownikami, lub istnieje możliwość publikowania własnych wypowiedzi, komentarzy czy postów, etc. Wszędzie tam, gdzie toczy się jakakolwiek dyskusja, prędzej czy później zjawia się i troll – będąc niejako nieodzownym wręcz elementem każdej internetowej dysputy.

Nakreślenie portretu współczesnego trolla pozwolę sobie rozpocząć od pewnej kategoryzacji ogólnej typologii trolli, bazującej na obserwacjach Internautów, podług której to wyróżnia się trzy podstawowe typy oraz dodatkowy czwarty podtyp trolli internetowych, a które to są następujące:

  • Troll kategorii C:

Ten typ stanowi osoba, podług mniemania której to zupełnie wystarczające jest „zgwałcenie” ojczystej ornamentyki i reguł ortograficznych, do tego, ażeby przykuć uwagę do swej persony. Zazwyczaj jego działania nie wykraczają poza jedynie wulgarne „bluzgi”, obelżywe wyzwiska i zniewagi, o iście żenującym poziomie. Ten najbardziej żałosny z typów trolli, zwykle cechuje się tendencją do nagminnego nadużywania Caps Lock’a (czyli dużych liter, a co oznacza krzyk i jest kategorycznie potępiane przez netetykietę). Na jego nędzne prowokacje najniższych lotów, nabrać dają się niemal wyłącznie jedynie tylko osoby zupełnie nieobeznane z wirtualnym światem Internetu, jak choćby tzw. newbees czy newfags – „świeżaki”, dla których realia wirtualnych światów są jeszcze zupełnie nieznane i obce… Zaś cała pozostała reszta użytkowników reaguje na te żałosne wysiłki zwykle po prostu zgłaszając takowe komentarze czy wypowiedzi do moderacji i ignoruje je całkowicie, przeglądając dalej ową stronę, jak gdyby nigdy nic…

  • Troll kategorii B:

Ten typ cechuje się równą nieuprzejmością, jak ów omawiany tu uprzednio, z tym, że jest już nieco bardziej wprawionym retorem – kolokwialnie mówiąc, jest on nieco bardziej „wyszczekany”. Cechy dystynktywne takiego trolla to wypowiedzi czy komentarze, odznaczające się znacznie większą już obszernością czy długością. Również prowokowanie w celu wywoływania negatywnych reakcji w jego wydaniu jest już znacznie bardziej skuteczne, aniżeli w przypadku omawianym powyżej. Aczkolwiek warto dodać, iż pewność, co do tego, iż napotkany w sieci troll, należy właśnie do tego typu, najprędzej dać może fakt, iż jest on notorycznym chamem!

  • Troll kategorii A:

To niejako „najbardziej wyrafinowany” typ spośród trolli internetowych, a zarazem najskuteczniejszy i nastręczający najwięcej trudności w jego identyfikacji, jako że identyfikacji tejże dokonać udaje się zwykle dopiero po odbyciu z nim dłuższej zdecydowanie dyskusji. W konfrontacji ze standardami obowiązującymi w Internecie, można rzec, iż dba on „jako tako” przynajmniej o formę, jaką nadaje swym wypowiedziom. Cechę dystynktywną tego typu trolla, stanowi primo częste posługiwanie się argumentami, jakie zostały przez niego zasłyszane od innych użytkowników (kalki myślowe), przy czym odznaczające się ewidentnym brakiem jakiejkolwiek samodzielnej refleksji – powiela on jedynie, jak kalka, cudze poglądy czy argumenty, niczym zwykłe „ksero”….

To, iż mamy do czynienia z takim całkiem dość umiejętnym trollem, rozpoznać można na podstawie faktu, iż  owa osoba napotkana w sieci odznacza się silną i ewidentną tendencją do uporczywego powtarzania jak automat, treści brzmiących dość znajomo – jak choćby pewne kalki myślowe, utarte stereotypy czy mity, itp. Przykładem takich treści mogą być często spotykane, sztampowe poglądy, takie jak np.:

„[…] Owsiak  to wspaniały człowiek ale głupie polaczki nie mogą żyć bez opluwania lepszych od siebie”, bądź pogląd, iż – aczkolwiek zgodny z prawdą tak właściwie – „Marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu”.

Te powielane, niejako kserowane, sztampowe „kalki”, gdy się je czyta sprawiają, iż „cholera bierze człowieka i szlag trafia” – tak kolokwialnie mówiąc. Ale o to tu przecież właśnie chodzi!

Prócz powyższych trzech, głównych typów trolli, można wyróżnić jeszcze jeden dodatkowy, czwarty podtyp niejako, jak następuje poniżej.

  • Troll kategorii AA:

O osobach tego typu zwykło się mówić, iż stanowią one prawdopodobnie najbardziej nieszczęśliwych ludzi w Internecie. To tzw. trollołaki, jak też ochrzczona została grupa ludzi odznaczających się brakiem świadomości tego, iż przekroczyli oni barierę między fanatyzmem a zwykłym internetowym trollingiem. W zasadzie ich zachowanie charakteryzuje się cechami podobnymi do zachowania trolla typu A, z tą jednakże różnicą, iż ich celu nie stanowi wcale a wcale rozpętywanie kłótni czy flame war’u, lecz jest to najzwyczajniej po prostu sposób, w jaki zwykli oni normalnie prowadzić dyskusję. I tak oto w celu zapewnienia spokoju innym Internautom, niestety nie pozostaje tu nic innego, jak i ten podtyp traktować jednakowoż, jak każdego innego, pełnoprawnego trolla.

Kolejny element naszego portretu współczesnego trolla, jaki usiłuję tu naszkicować, stanowić z kolei będzie niejako charakterystyka zachowania trolla i cech specyficznych jemu właściwych, jakie postaram się tutaj następnie omówić, przybliżając nieco realia „życia” i osobowości współczesnych trolli.

A zatem, zacznijmy od tego, o czym już tu była mowa, czyli faktu, iż trolling, stanowi jedno z zachowań antyspołecznych w Internecie, a więc osoba trolla, który trolluje, dopuszcza się co za tym idzie zachowania antyspołecznego, czyli również on sam stanowi zatem jednostkę antyspołeczną.

Pierwsza z cech charakteryzujących trolla i jego zachowanie, wynika już niejako z samej tylko definicji pojęcia zachowanie antyspołeczne. A która to definiuje to pojęcie, jako formę nieadekwatnego funkcjonowania w obrębie ról społecznych, które to cechują agresywne formy niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji oraz wrogości działań. Zaś do symptomów zachowań aspołecznych zalicza się silne dążenia do działania na szkodę innych osób, skłonność do bezinteresownego okrucieństwa, brak wrażliwości moralnej oraz częste lub nagminne stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych. I stąd oto wynikają pierwsze z omawianych tu cech specyficznych dla trolla  i jego zachowania.

26376702

A mianowicie, pierwszą z tychże cech stanowi primo, owa ewidentna agresja i wrogość jego działań, a zaś secundo – agresja i stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych, jakie stają się przedmiotem jego partycypacji. Ponadto, jak z owej definicji wynika również, tertio cechę takową stanowi działanie na szkodę innych osób – troll bowiem z zasady nigdy nie działa w celu innym, aniżeli wyrządzanie szkód i nie sposób jest zarzucić mu, iż przyczynia się jakkolwiek do czegokolwiek prócz tejże szkody, dla innych współużytkowników – jako że jest on typowym przykładem internetowego „szkodnika”, pasożytującego na innych Internautach! ‘

I finalnie quarto – troll zasadniczo przejawia totalny brak wszelkiej wrażliwości moralnej, a poniekąd także jakiejkolwiek moralności – kwestie moralne ma on bowiem głęboko w czterech literach, a liczy się tylko i wyłącznie skuteczność dokonywanej prowokacji i wzbudzonych przez nią negatywnych reakcji – i pal lich moralność, byle tylko udało się wszcząć jak najostrzejszą kłótnię i jatkę!

images

Trolling to też swego rodzaju „Sztuka”…

Troll poza tym moralność wykorzystuje dla własnych celów i korzyści jedynie, manipulując nią absolutnie dowolnie, byle tylko uzyskać swój zamierzony cel i wywołać pożądany efekt, bez najmniejszego poważania dla powszechnie uznanych zasad, reguł czy praw moralnych oraz panującej moralności – niczym w myśl idei, jaką jest machiavellizm – wszystkie chwyty dozwolone i każda droga dobra, choćby po trupach, jeśli tylko prowadzi do upragnionego celu!

I tak też troll, dopuszczający się trollowania zwykle reaguje w sposób wrogi zarówno na próby pacyfikacji i uspokojenia „pieniacza”, jak też na agresywne reakcje innych na jego „zaczepki”. Co też specyficzne dla trolla, wszelka merytoryczna treść – czyli „Zawartość” – dyskusji zwykle ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala ona w innych dyskutantach jakieś negatywne emocje i prowadzi do kontynuacji wszczętego sporu, bądź też jego zaostrzenia czy intensyfikacji. Czasem można przeto odnieść wrażenie, jak gdyby troll sycił się nimi.

Zadowolenie trolla zaś wzrasta wprost proporcjonalnie do wzrostu ilości osób, które wpadną w jego „sidła” – pozwolą mu się podpuścić – oraz do wzrostu ilości odpowiedzi i reakcji na jego prowokację – czyli post…

Jako fakt odniesienia zwycięstwa, interpretuje on sytuację, w której znużenie jej uczestników realizowane jest poprzez zakończenie danej dyskusji bądź wątku etc. , bądź też sytuację, w której osoba trolla zostaje finalnie wrzucona do tzw. killfile’a.

Inną formę, jaką przyjmować może trollowanie stanowi z kolei zamieszczanie w treści publikowanych wypowiedzi czy postów, ukrytych linków do stron z obrzydliwą, obsceniczną bądź odrażającą zawartością, które zostają zamaskowane w taki sposób, iż niczego nieświadomy użytkownik niespodziewanie nagle zostaje brutalnie zderzony z np. widokiem zmasakrowanych zwłok bądź też ludzi w trakcie wypróżniania się, itp. Z kolei inną jeszcze formę trollowania stanowi także podawanie – również zamaskowanych jak uprzednio – linków do tzw. screamerów[5] – bez ostrzeżenia i niespodziewanie.

f552eb213f69b3b22cb519e9e17d44d7

Trolling to jedynie prowokacja i tylko tyle….

Spośród innych takich cech dystynktywnych wykazywanych przez trolle, warto również wspomnieć o tych dotyczących kwestii ich fałszywych tożsamości. I tak oto cechę typową stanowi tu częstsze lub rzadsze zmienianie swoich danych, podanych dla pewnej jednej z przyjmowanych przez trolla tożsamości (jak np. adresy e – mail), a co ma na celu między innymi znalezienie się poza tzw. killfile’ami innych użytkowników.

Innym rodzajem trollowania jest to, które podjęte zostaje przez tzw. lamera – to jest osobę, która usilnie podkreślając swe obeznanie i doświadczenie, a też i posiadaną wiedzę na dany temat – a w praktyce natomiast pozostają one całkiem niewielkie lub wręcz znikome – zob. Efekt Krugera – Dunninga[6]. Taki troll – lamer zwykle usilnie stara się wypowiedzieć np. odnośnie wad czegoś/kogoś, próbując niejako „na siłę” pomóc komuś w danym problemie etc. Aczkolwiek, gdy dochodzi do konfrontacji i polemiki z użytkownikami znacznie bardziej doświadczonymi, bądź też posiadającymi znacznie większą wiedzę czy kwalifikacje w danym względzie, reakcję lamera mogą stanowić nieraz śmieszne czy bezsensowne, wręcz nawet absurdalne argumenty. Finał takiej sytuacji często gęsto stanowi interwencja administratora, czyli „admina”, bądź też moderatorów danego serwisu.

I to w zasadzie wszystko już w tej części przynajmniej odnośnie trolli –  więcej potrollujemy w następnym rozdziale!

V. SYMPTOMY I ZNAKI – CZYLI IDENTYFIKUJEMY TROLLA!

W slangu internetowym pod pojęciem troll funkcjonuje określenie osoby, która dokonuje publikacji w sieci wiadomości, które są podburzające, zwykle nieistotne i abstrahujące od meritum danej grupy, forum lub wątku, czatu czy portalu społecznościowego bądź bloga.

Dla kwestii identyfikacji istotny jest również cel, jaki zwykle przyświeca wypowiedziom trolla, a który stanowi wywołanie wśród innych użytkowników reakcji, przeważnie nacechowanych negatywnie i silnie emocjonalnych, bądź też najzwyklejsze w świecie zakłócenie i spowodowanie zamieszania oraz dezorganizacji w dyskusji, ale też i ogólnym funkcjonowaniu forum, czatu czy portalu etc.

Typowym zachowaniem, po jakim łatwo „wyczuć” trolla, jest również agresywna reakcja na próby uspokojenia dyskusji przez innych użytkowników bądź też na agresywne reakcje innych użytkowników na zaczepki czy prowokacje trolla.

Typowy dla trolla jest również wzrost jego satysfakcji i zadowolenia wprost proporcjonalny do wzrostu rozmiaru, jaki osiąga wszczęty przez niego spór, a także do wzrostu ilości partycypujących w nim osób. Troll bowiem świętuje swą Victorię wówczas, gdy „admin” (tj. administrator) dokonuje zamknięcia danego tematu dyskusji – czyli EOT z ang. „End of Topic” – a on sam zostaje umieszczony w tzw. killfile’u, czyli po prostu na liście zablokowanych („zbanowanych”) użytkowników, tematów bądź też słów etc.

3abdaf667e9b1f5f08dbd66a16102f35dd074ed5

Kolejny z dowcipów o trollingu.. :)

Jak już wspominałam uprzednio, trollem może również być tzw. lamer, czyli użytkownik, który nie zna się zbytnio na temacie, jest laikiem, jednakże dokłada starań, aby zdołać za wszelką cenę dowieść, iż jest zgoła inaczej. Tak osobnik zwykle bardzo często wdaje się w dyskusje i równie wiele dyskutuje, udając i pozując na profesjonalistę i fachowca w danej dziedzinie, przy czym używa zwrotów bardzo oczywistych, co dość charakterystyczne. Konsekwencje tego są takie zwykle, iż w skutek konfrontacji z użytkownikami bardziej doświadczonymi, z większą wiedzą czy bardziej wykwalifikowanymi, dochodzi do zdemaskowania lamera, a w rezultacie również często także jego zablokowania przez moderatora danego serwisu.

Tutaj wspomnę krótko o tym, iż w takim kontekście trollowanie może posiadać również znaczenie nieco bardziej pozytywne, a to w przypadku gdy trollowanie jest stosowane w celu zniechęcania do kontynuacji dyskusji bądź to zdyskredytowania właśnie osoby takiego lamera, a tym samym umożliwienie innym użytkownikom partycypacji w normalnej, merytorycznej dyskusji bez zakłóceń i zatruwania atmosfery przez animozje takiego trolla.

Troll zwykle odróżnia się od otoczenia pewnym zestawem cech dystynktywnych, jakimi opisać można specyfikę jego osobowości oraz zachowania, bądź to podejmowanych przez niego działań. Owe cechy dystynktywne wyróżniające go od otoczenia, stanowią jednocześnie zarazem pewne niejako „symptomy trollowania”, jakie pozwalają na identyfikację trolla czy jego zdemaskowanie, a tym samym ukrócenie jego prowokacji i działalności w danym przypadku.

Wśród takowych cech dystynktywnych trolla, stanowiących zarazem owe „symptomy trollowania”, wyróżnić można przede wszystkim następujące:

  • Typowe dla trolla jest bezgraniczne podporządkowanie się jakiejś idei (np. „ten system operacyjny jest najlepszy!”) oraz jej obrona – do samego końca bez względu na wszystko – także bez względu na prawdziwość danego stwierdzenia;
  • Wyróżnia go też łatwa do zauważenia sztuczna nieznajomość elementarnych podstaw danego tematu czy zagadnienia poruszanego na forum, jak też związane z tym zadawanie notorycznie pytań zupełnie nie związanych nijak z meritum określonej grupy dyskusyjnej – przykładowo na forum prawniczym troll będzie zadawał pytania odnośnie swych fikcyjnych problemów ze sprzętem komputerowym;
  • Typowym symptomem jest również częste i wielokrotne stawianie tych samych pytań w koło, a na które to została już uprzednio udzielona odpowiedź, a które to działanie ma na celu sianie zamętu i sprowokowanie zamieszania na forum;
  • Typowy jest także brak umiejętności trolla do przyznania się do własnego błędu; zwykle troll uparcie będzie się go wypierał, bagatelizował bądź też reagował agresją;
  • Kolejny symptom stanowi ewidentny brak umiejętności prowadzenia dyskusji, jaki wyraża się poprzez zaprzeczanie własnym tezom postawionym uprzednio oraz brak spójności wypowiedzi trolla;
  • Typowe jest również celowe wyrażanie opinii czy poglądów skrajnie odmiennych aniżeli te wyrażane przez daną grupę, a w której to troll owo mniemanie postuluje, nawet jeśli są one tak faktycznie identyczne z jego własnymi. To z kolei prowadzi do zaistnienia dyskusji, z której wyłapuje on i „wyciąga” osoby przejawiające „słabość” w postaci braku zdolności argumentowania własnego zdania – z czego czerpie on zaś satysfakcję, jaką daje mu poczucie wyższości nad innymi;
  • Symptom zdradzający trolla stanowi również typowe stosowanie argumentów ad personam miast ad rem[7] – jak na przykład następujące:
  • „Doprawdy pojąć nie mogę, jak mogą państwo dawać wiarę temu idiocie?”
  • „Jak może pan wypowiadać się na temat stanu wojennego? Przecież miał pan wtedy 5 lat!”
  • „Przewodniczący Komisji Europejskiej nie jest Polakiem, nie może zatem wiedzieć, co jest dobre dla Polski”[8];
  • Nieprawidłowości względem przestrzegania zasad netykiety bądź też innych zasad, norm czy reguł obowiązujących w obrębie danej cyber – społeczności, lub też ewidentne ich łamanie, a które to wyraża się z jednej strony nachalnym upominaniem wszystkich innych użytkowników z powodu jakichś droebnych i zwykle mało istotnych, błahych błędów np. literówek, z drugiej zaś poprzez prowokacyjne łamanie elementarnych zasad.
  • Troll zwykle dość widocznie przejawia swe cechy narcystyczne i megalomanię, a także nagminne poniżanie drugiego człowieka, z którego czerpie on satysfakcję, a co ułatwia często jego identyfikację; jego skrajna megalomania i pogardliwy stosunek do innych to bardzo charakterystyczna cecha, a która prędzej czy później prowadzi do wyalienowania trolla i ostracyzm, jako że nawet osoby, które pierwotnie z nim sympatyzowały lub też miały do niego stosunek neutralny, zrażają się tymi cechami jego zachowania, przejawianymi wobec nich;
  • Typowy troll zwykle na lewo i prawo szasta na potęgę wobec innych użytkowników określeniem troll internetowy, nazywając tak kogo popadnie i przeważnie – całkowicie bezpodstawnie;
  • Typową cechę trolla stanowi też usilne zwracanie uwagi na własną osobę i stawianie jej w centrum uwagi innych, a to zaś poprzez primo ukazywanie siebie w roli ofiary w celu wzbudzenia współczucia, i secundo poprzez kreowanie wizerunku własnej osoby, jako specjalisty, posiadającego duże doświadczenie, a co zaś ma na celu nadanie większego znaczenia publikowanym przez siebie treściom; ponadto pozwala to na wprowadzanie zamieszania wokół własnej osoby;
  • Zwykle troll wybitnie odznacza się stosowaniem wszelkich dostępnych sposobów (jak np. techniczne, które udostępniane są przez dane forum) w celu przeszkadzania innym w prowadzeniu merytorycznej dyskusji i perturbacji w jej toku;
  • Charakterystyczne jest też zaczynanie i finalizacja dyskusji poprzez użycie tego samego zwrotu, który często ma charakter obraźliwy bądź też wulgarny;
  • Nagminne stosowanie filtru killfile, zwykle w sposób pompatyczny, ceremonialny i sztucznie udawany dla kreowania pozorów;
  • Dość typowa jest również dla trolla konfabulacja – np. odnośnie swojego wykształcenia, pracy, pozycji społecznej bądź to posiadanych doświadczeń życiowych – cel tutaj stanowi dla trolla nadanie swym wypowiedziom możliwie jak największego znaczenia, jako opinii ferowanych przez specjalistę i osobę znawcy, któremu jest coś znane z tzw. „autopsji”;
  • Symptomem, który pozwala na łatwą identyfikację trolla, jest nagminne ostentacyjne ogłaszanie przez niego swego odejścia czy opuszczenia definitywnie danego forum, grupy dyskusyjnej czy czatu – naturalnie publicznie, doniośle, głośno i pompatycznie – aczkolwiek ta decyzja niby faktycznie stanowi tylko kolejny wybieg, mający na celu postawienie swej osoby w centrum uwagi i zainteresowania pozostałych użytkowników; przeważnie też nie doczekuje się ona wcale realizacji ani urzeczywistnienia, a troll fakt swego pozostania dalej w grupie czy na forum, mimo uprzednich deklaracji swego definitywnego odejścia, tłumaczy zwykle np. faktem otrzymania dużej ilości rzekomych próśb o jego pozostanie od innych współużytkowników;
  • Nagminne jest też dla trolli częste zmienianie swoich danych osobowych (dla danej fikcyjnej tożsamości konkretnie) bądź to nazwy użytkownika; dokonuje on tego albo w stopniu tylko niewielkim, jak np. zmiana nazwy użytkownika z „User82” na „User82_”; albo też w stopniu większym, jak np. zmiana z „User82” na „editor”; a działanie które to zwykle ma na celu pełnić rolę maskującą przed filtrami (blokowaniem wypowiedzi) przez innych użytkowników i zapobieganiu ignorowania swych i pomijania ich bez czytania;
  • Charakterystyczne jest również klonowanie, czyli występowanie trolla pod różnymi nazwami użytkownika symultanicznie na tym samym forum, grupie czy wątku etc., a co daje trollowi możliwość np. wyrażania poparcia dla postulowanych przez siebie poglądów, a też i skuteczniejsze zwalczanie swych oponentów; przybiera to formę tworzenia tzw. „klonów” bądź „pacynek”, których wypowiedzi zawierają wyrazy gorącego poparcia dla poglądów postulowanych przez trolla pod swym własnym nickiem i danymi, oraz wyrazy dezaprobaty i negację wypowiedzi jego oponentów, czym pragnie on wykazać, iż w swych poglądach nie jest on izolowany i cieszy się dużym poparciem czy też nawet – swoistą popularnością nieraz;

Względem owych cech dystynktywnych, które to stanowią główne symptomy umożliwiające identyfikację i zdemaskowanie trolla, uprzednio tu wymienione zostały wszystkie te najistotniejsze, jakich znajomość jest niezbędna dla każdego Internauty, a zwłaszcza wypowiadającego się na forum grupy i partycypującego we wszelakich formach dyskusji w Internecie, w celu identyfikacji napotykanych tamże trolli, a co zatem idzie – również i skutecznej przed nimi obrony, o której wspomnę jeszcze tutaj nieco później, w dalszej części mego wywodu.

W tym rozdziale wspomnę może jeszcze tylko krótko, iż terminem troll, bywa ponad to określana też czasem jest dodatkowo pojedyncza, prowokacyjna wiadomość, z potwierdzeniem w postaci sformułowania „wysłałeś niezłego trolla”.

Istotny tu jest również fakt, iż jakkolwiek pojęcia troll i trolling związane są stricte z Internetem i cyberspołecznościami, to mimo to, ostatnio ich użycie zostaje rozciągnięte również na inne sfery, na co zaś uwagę zwracają ostatnio media, wskazując na co raz częstsze przypadki intencjonalnego i prowokacyjnego zachowania poza obrębem kontekstu online. I tak oto przykładowo mianem trolla, została nazwana również osoba, która dopuszcza się oczerniania innych i szerzenia oszczerstw czy pomówień na ich temat, poprzez tworzenie im fałszywych, fikcyjnych stron internetowych bądź też profili, a czego konsekwencje mogą stanowić faktyczne, realne problemy, jak choćby ich aresztowanie etc.

VI. TROLLOWANIE I TROLLE W PRAKTYCE – CZYLI ILUSTRACJA PRZYKŁADOWA NA DESER.

Czymże byłyby wszelkie rozważania natury teoretycznej oraz wszelka sucha teoria bez komplementarnego dopełnienia ich ową szczyptą praktyki i praktycznej tychże realizacji, w formie tej niezbędnej „wisienki na torcie”, a jaką stanowi właśnie zwykle również owa ilustracja przykładowa, dodająca koloru i życia suchej, nieco jakby „martwej” teorii.

A zatem i tenże cały powyższy wywód i poczynione w nim tu uprzednio wszelkie roztrząsania natury teoretycznej, nie mogą obejść się bez tej nieodzownej i komplementarnej suplementacji – czyli praktycznej realizacji ujętej w formie zamieszczonej tu poniżej ilustracji przykładowej, wyselekcjonowanej przez autorkę, z zamiarem ukontentowania Czytelnika i zaspokojenia jego ciekawości.

Na poniższą ilustrację przykładową składają się zaś dwie, odrębne części, z których każda zawierać będzie nieco innego rodzaju ilustrację przykładową i przykłady praktycznej realizacji teoretycznych wynurzeń względem trollowania i trolli, jakie tu uprzednio zostały poczynione.

I tak pierwszą z owych dwóch części stanowić będą przykładowe niejako „typy” trolli internetowych, jakie są najczęściej spotykane w Internecie, zaczerpnięte zaś z Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Internetowej: Trolle Internetowe Mike’a Reeda [trolle.joemonster.org] i ich niezwykle humorystyczne, dowcipne a też i pełne ironii, nieraz też dość ciętej, opisy oraz ilustracje satyryczne do tychże dołączone przez autora.

Druga zaś z tychże dwóch części zawierać będzie przykłady praktyczne konkretnego zastosowania trollingu przez konkretne osoby trolli, zaczerpnięte z historii Internetu i jakie zyskały dotychczas największy rozgłos bądź to sławę czy popularność pośród Internautów.

A zatem – pora na „coś konkretnego”!

  1. Słynne trolle i ich typy podług Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda.

Przytoczę tu oryginalną treść opisów, wybranych przypadkowo przykładowych dziesięciu typów trolli, jakie figurują w owej Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda, a której polska wersja jest zamieszczona w ramach serwisu JoeMonster.org. Do oryginalnej treści owych zacytowanych tu opisów różnego rodzaju trolli, dołączam karykaturalne, satyryczne ilustracje, jakie zawarto tamże w oryginale. A więc przejdźmy już może do meritum – Panie i Panowie poznajcie oto te dziesięć spośród najpowszechniejszych w Internecie trolli!

1. CICHOCIEMNY:

„ […] (stealth) – woli ruszać do bitwy przebrany albo bardzo mocno zakamuflowany. Często używa różnych pseudonimów oraz dużej ilości adresów e-mailowych. Działając z ukrycia przeprowadza krwawe ataki bez strachu o kontratak. Jednak z powodu działania w cieniu nie wielu bojowników przejmuje się tymi atakami i z reguły ma to gdzieś… [..]”.

2. JAJOGŁOWY:

„[…] (proppeler head) – on po prostu wie o wszystkim co dotyczy komputera, Internetu i nowinek technicznych. Będzie bardzo zdziwiony, jeśli się okaże, że ty ich nie znasz… pomimo niezgrabnych wypowiedzi i antytalencia do walki na słowa jest on jednym z najgroźniejszych przeciwników. Wystarczy kilka odpowiednich kliknięć i zamieni twój komputer w małą, dymiącą kupkę popiołu… a przynajmniej tak twierdzi […]”.

3. ARYSTOKRATA:

„[…]ARYSTOKRACI – znani przez swą cnotę, przynależność, siłę charakteru, niektórzy bojownicy forumowi są niczym wysoko urodzeni. Tedy tajemnicyją to jest, aczkolwiek przez wszystkich znaną. Na ten czas dużo wielmoży rządzi litościwie i ze wspaniałomyślnością dla poddanych swych. Nie zdzierżą oni tedy niegodnych ich uwag. To ichnim przymiotem jest, by ponad ten zgiełk plebsu wznosić się i tylko na wielką wojnę jakąś ruszać raczą…”.

Royals

4. ULICZNICA:

„[…](strumpet) – nie może się oprzeć rozmowie o seksie i nieustannie żartuje nieśmiesznymi dowcipami o tej tematyce. Zawsze udaje jej się w dyskusji nawiązać do prywatnego życia bojowników i NIGDY nie pozostawi bez komentarza takich słów jak: „dać”, „wkładać”, „dochodzić”, „wchodzić” itp. Woli rozmawiać z mężczyznami często przechwalając się swoim mężem lub chłopakiem, który zaspokaja ją w każdy możliwy sposób. Jednak stali członkowie.. ekhm… uczestnicy forum szybko spostrzegą, że żaden taki partner nie istnieje. Każdy bojownik, który będzie walczył z ULICZNICĽ będzie miał do czynienia z atakami na swoją orientację seksualną i wielkością penisa. UWAGA! ULICZNICA równie dobrze może być facetem! […]„.

5. CHRZĄKACZ:

„[…] zawsze odpowiada na forum używając pojedynczych słów lub fraz oraz NIGDY nie edytuje cytowanego materiału. WIELKI ZNAWCA, FILOZOF, NIEZMORDOWANY ODPOWIADACZ oraz inni dobrze wysławiający się bojownicy uznają CHRZĄKACZA za bardzo irytującego, ponieważ na ich długie wypowiedzi odpowie on: „Yeah!”, „Wrzuć se na luz!”, E tam.” „Zgadzam się”, „Źle!” itp. Bardzo trudno się z nim walczy, gdyż ciężko jest go sprowokować do bezpośredniej walki. Tylko, jeśli przez bardzo długi czas nie widać jego obecności na forum, można uznać go za pokonanego […]”.

Grunter6. KRZYKACZ:

„[…]ma zwyczaj wspomagać swoje ograniczone wywody używaniem dużych liter (Caps Locka’a). Oczywiście, że kilka słów napisanych dużymi literami może nadać wypowiedzi ostrzejszy ton, ale nadużywanie ich to przesada. Ma to także zły wpływ z taktycznego punktu widzenia, ponieważ pozostali bojownicy szybko zorientują się, że taka osoba jest ograniczona werbalnie oraz nadpobudliwa, czego nie omieszkają wykorzystać […]”.

ALLCAPS

7. BEKSALALA:

„[…]rzadko zdarza się by był to facet. Z reguły jest to kobieta sprzymierzona z NIEWINNOŚCIĽ WCIELONĽ. Zdenerwowana lub zaatakowana będzie wrzeszczeć, płakać i tupać. Jeśli to nie pomoże to pobiegnie do NIANI na skargę […]”.

Crybaby

8. PAŁAS – ZAKUTAS:

„[…]jest obojętny na perswazję, zalecenia i doświadczenia innych. Nawet jeśli jest uwikłany w walkę, to też nie drgnie ani na centymetr, pomimo swojej stratnej pozycji. Pomimo, że jego argumenty zostały zbite co do najmniejszego detalu i nikt się z nim nie zgadza, on będzie dalej ponawiał swoje ataki kosmetycznie zmieniając ich formę. Czasem z czystej frustracji, FILOZOF będzie próbował wytłumaczyć mu, że powtarzanie tego samego nie ma sensu lub też TERAPEUTA będzie starał się dociec przyczyn takiego postępowania. Jednak nic i nikt nie jest w stanie przekonać PAŁASA ZAKUTASA, aby zmienił swój punkt widzenia […]”.

Ferrous9. WIELKI ZNAWCA:

„[…] (profondus maximus) – zawsze wie najlepiej niezależnie od tematu. Jednak jego wiedza nie wspomoże forum, bo jej po prostu nie ma. WIELKI ZNAWCA będzie używał wielkich słów, naukowych terminów i czasem nawet… ekhm… łaciny, żeby tylko wydawać się kompetentnym”.

10. TERAPEUTA:

„[…](therapist) – może być bardzo wkurzający i dzięki temu skuteczny w walce. Zamiast przeprowadzać atak frontalny, zacznie się skupiać na problemach i osobowości trolla. Często będzie nawiązywał do poczucia niepewności i innych odczuciach u trolla, ale nigdy nie nazwie tego atakiem. UWAGA! ZŁY KLAUN, SZARLATAN oraz WĘDKARZ często podszywają się pod TERAPEUTĘ [..]”.

I to na tyle względem części pierwszej niniejszej ilustracji przykładowej, tak więc pora oto przejść już dalej – do części drugiej!

  1. Przykłady trollingu, jakie zyskały sławę i zapisały się w historii Internetu… – Czyli troll w praktyce i czynie!

Na niniejszą drugą z dwóch części tejże ilustracji przykładowej składają się przykłady praktycznej realizacji trollingu i działalności trolli, jakie zostały zaczerpnięte z rzeczywistości świata wirtualnego i dotychczasowej historii Internetu. W ramach tejże części postaram się nieco bliżej ukazać owych sześć zawartych tu poniżej przykładów praktycznej realizacji pojęcia trollingu i trolla internetowego, mając nadzieję, iż owe przykłady pozwolą wyczerpująco i satysfakcjonująco dopełnić całokształtu omawianego w tym wywodzie zagadnienia i esencjonalnych pojęć, nie pozostawiając u Czytelnika poczucia niedosytu…

A więc przejdźmy do meritum – pora na konkrety!

  • Afera tak zwanego rzekomo „Złotego Członkostwa”:

Pierwszy z praktycznych przykładów trollingu, jaki tutaj omówię, stanowi sprawa związana z rzekomym tzw. „Złotym Członkostwem” (ang. Golden Membership) z roku dość niedawnego, bo 2007, a której sedno pokrótce bazowało na tym, iż opublikowane zostały w rozmaitych działach serwisu 4chan, posty zawierające fałszywe zdjęcia, które oferowały niejako rzekomo ulepszoną wersję (upgrade’owaną) konta użytkownika, a jaka to podobnie rzekomo miała posiadać większe przywileje.

I taka owo rzekome konto Gold¸ miało dawać szczęśliwym nabywcom m.in. dostęp do pełnej zawartości serwisu. Tym niemniej cała ta heca okazała się być faktycznie, jedynie celowym, intencjonalnym działaniem autorstwa „stałych członków” (oldfags), jakich celem było to, aby w ten sposób zażartować sobie i zakpić z nowych członków, czyli „nowicjuszy” – tzw. newbees.

Co również ciekawe, ten typ trollowania, w pewnych przypadkach zyskał zastosowanie jako tzw. slam, czyli więc forma działania, która polega na tym, iż dochodzi do wprowadzenia w błąd pewnych osób poprzez sugestię posiadania pewnego określonego przywileju, jak choć np. właśnie owego złotego członkostwa w danym serwisie.

Na największą skalę owo działanie występowało nagminnie np. na portalu Facebook, gdzie to mnożyło się na potęgę (a i nadal jest to dość częsty tamże proceder). Tamże przybrało to postać fałszywych profili, które oferowały rzekome konta „Gold”, faktycznie zaś przekierowując nieświadomych użytkowników na różne stronny z odmienną zgoła zawartością, aniżeli to miały zawierać.

  • Przypadek trollingu opisany w artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku:

W tymże artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku, jaki został zamieszczony na łamach „International Review of Law, Computers & Technology, została opublikowana niecodzienna informacja o inwestorach, którzy to stali się ofiarą trollingu w skutek dyskusji online, której meritum dotyczyło kwestii finansów firmy Pair Glain, trudniącej się produkcją sprzętu telefonicznego, a której siedziba zaś mieści się w Kalifornii.

Tak oto na serwerze firmy Yahoo, ma specjalnym czacie finansowym rozgorzała dyskusją, za którą stały w całokształcie właśnie trolle i które tamże  opublikowały pewien całkowicie sfabrykowany artykuł – mistyfikację, którego treść informowała, jakoby rzekomo możliwe miało być nabycie przez izraelską firmę telekomunikacyjną wspominanej firmy PairGain. W rezultacie całej mistyfikacji trolli, doszło do podskoczenia akcji firmy aż o całe 31% i momentalnego ich spadku zaraz, gdy to doszło do identyfikacji owej fałszywej informacji, opublikowanej w skutek działania trolli. Jak zapewne można się domyślać, był to nie lada wstrząs na giełdzie papierów wartościowych, którego reperkusje raczej z pewnością obijały się szerokim echem jeszcze przez dłuższy czas…

  • Przykład z głośnej rozprawy, do jakiej doszło w skutek trollingu w roku 1997:

Wówczas to miała miejsce owa głośna rozprawa – Kenneth M. Zeran przeciw firmie American Online, a do której doszło właśnie w konsekwencji zachowań trollingowych, jakich się wtedy dopuszczono. A mianowicie w tym przypadku, działanie trolli polegało na zamieszczeniu na stronach AOL, ledwie sześć dni po zamachu dokonanego na miasto Oklahoma, fikcyjnych reklam koszulek z nadrukami nawiązującymi do tejże tragedii, jaka to miała miejsce ledwie dopiero co kilka dni wcześniej. Dodatkowo w treści tychże fikcyjnych reklam zawarta została również informacja o rzekomym sprzedawcy tychże koszulek, a którym podług niej miał być niejako ów powód – czyli Kenneth M. Zeran.

W treści tejże informacji zawarto adres oraz telefon domowy rzekomego sprzedawcy, a co było przyczyną uporczywego nękania pana Kennetha Zerana[9] w konsekwencji owych poczynań trolli.

  • Przykład antyscjentologicznych protestów:

Kolejny, dość frapujący przykład stanowią z kolei głośne protesty antyscjentologiczne, jakim nadano miano Projektu Chanologia (ang. Project Chanology lub Operation Chanology)[10]. Były one zaś głoszone przez członków społeczności dwóch portali – 4chan i Encyklopedia Dramatica. Wymierzone natomiast były przeciwko praktykom Kościoła Scjentologicznego, stanowiącego największą organizację zajmującą się promowaniem scjentologii na świecie, a któremu zarzuca się, iż dopuszcza się działań, które mają ewidentnie charakter trollingu, zaś jego wyznawców utożsamia się z trollami.  

  • Przykłady zaistnienia trollingu w Polsce:

Również i Polski nie ominęła fala szerzącego się w Internecie co raz bardziej trollingu i ataki rosnących w liczebność zastępów trolli. I w Polsce również doszło do przypadków zaistnienia trollingu, a które to odbiły się szerokim echem w Internecie, zyskując rozgłos.

Tutaj z kolei pojawia się nam kolejne, nowe pojęcie, a mianowicie pojęcie dzieci Neostrady, jakie to bardzo długo funkcjonowało – a poniekąd wciąż w pewnym sensie funkcjonuje nadal – w wirtualnym świecie Internetu. Było ono zaś (i jest) przypisane do pewnego rodzaju osób, które to odznaczają się zachowaniem, jakie jest charakterystyczne także i dla trolli i trollowania, bądź też inne nieakceptowane zachowania, jak choćby np. spamowanie, bądź to żądanie od innych uczestników danego forum czy grupy etc., aby ci na przykład rozwiązywali w zamian za tę osobą zadania domowe itp., wynikające z braku wiedzy tejże osoby, takiej jak np. nieznajomość zasad netykiety, nieumiejętność poprawnego skonfigurowania oprogramowania czy też nieznajomość elementarnych zasad ortografii i tym podobnym, bardzo lamerskim zachowaniem. A też przy jednoczesnym braku woli, aby takową wiedzę zdobyć…

Ponadto zachowania te zwykle charakteryzuje jednoczesne reakcje silnie agresywne na wszelkie próby upominania, a nawet tylko odmowy bądź nie spełnienia postulowanych żądań.

I to właśnie owa agresywność jest m.in. przyczyną tego, iż Dzieci Neostrady  często gęsto finalnie tracą dostęp do danego forum czy nawet i łącza, a to zaś z tej racji, iż z powodu nieznajomości obowiązujących tamże regulaminów dopuszczają się zachowań, które stanowią ewidentne naruszenie bądź pogwałcenie tychże regulaminów.

Co się tyczy natomiast samego pojęcia Dzieci Neostrady, to ma ono swoje źródło w czasach, gdy pojawiło się ono tuż po wprowadzeniu szerokopasmowego dostępu do Internetu w Polsce (Neostrada oferowana pierwotnie przez TP S.A.)¸a zarazem jego „boom’u” i masowego kupowania tejże usługi – często niestety jako prezentu na pierwszą komunię, rozpoczęcie szkoły podstawowej, czy uzyskania w tejże promocji do następnej klasy – a tym samym również nagły, gwałtowny przyrost liczby nowych i niedoświadczonych użytkowników, nieobytych wcale i „nieopierzonych”, jacy dali podstawy do ugruntowania się negatywnego znaczenia tegoż terminu w Internecie.

Po pewnym czasie termin ów uległ skróceniu do formy dziecka Neo, często stosowanej później miast pełnej formy.

Oczywiście opisywane tu zachowania mogą dotyczyć użytkowników w różnym wieku, a nie tylko owych małoletnich, smarkatych „protoplastów” terminu czy też posiadających różnego rodzaju łącza internetowe, prócz owej słynnej Neostrady ponad to również.

Co istotne, nadanie owego statusu dziecka Neostrady, nie skreśla użytkownika jeszcze permanentnie definitywnie, albowiem status ów, stanowi status niejako przejściowy, a to z tej racji, iż osoby te z czasem albo nabywają określoną wiedzę i zmniejszają swą uciążliwość wobec innych użytkowników, bądź to nabierają umiejętności respektowania niektórych wymogów netykiety i regulaminów, bądź też z powodu swego nieakceptowanego, aspołecznego zachowania tracą dostęp do danego forum, czy nawet łącza.

  • „Fripolboks”:

Nazwa Fripolboks wywodzi się od nazwy firmy Polbox, która to jako pierwsza uruchomiła ongiś usługę darmowych kont poczty e – mail (e – mail login@free.polbox.pl). Zaś związek tejże usługi z trollingiem polega na tym, iż jej popularność oraz chęć korzystania z oferowanych darmowych kont, spowodowała napływ bardzo wielu nowych użytkowników, nieobeznanych zupełnie z zasadami netykiety, a więc przejawiających często zachowania nieakceptowalne, w tym także noszące znamiona trollingu.

I to już koniec tejże drugiej części ilustracji przykładowej w niniejszym wywodzie, a powyższa egzemplifikacja liczę, iż wyczerpuje wszelkie kwestie praktycznej realizacji uprzednio tutaj roztrząsanych kwestii teoretycznych, a też zdoła zaspokoić ciekawość i głód wiedzy szanownych Czytelników. A więc tym samym tenże rozdział został zakończony definitywnie w tym miejscu, a tym samym umożliwiło to nam przejście do następnego, kolejnego rozdziału, niemal już finałowego – po którym tylko jeszcze nastąpi krótki niejako „epilog” – miejsce na reasumpcję uprzednio poczynionych tu roztrząsań i małe podsumowania całokształtu mych tu wynurzeń.

A zatem – do dzieła!

VII. REWIRY TROLLI I SPOSOBY PRZED NIMI OCHRONY – CZYLI RZECZ O TYM, JAK TROLLA WYSTRYCHNĄĆ NA DUDKA….

Wpierw omówię tutaj nieco kolejną istotną kwestię, o której warto wspomnieć, a którą to stanowią rewiry trolli – czyli miejsca ich bytowania oraz działalności.

Większość trolli swe działania prowadzi w pewnych wybranych przez siebie obszarach i rewirach, podług własnego mniemania czy np. określonych potrzeb własnych trolla.

W najbardziej ogólnym ujęciu, rewir trolla, jak zresztą już uprzednio wspominałam, stanowić może w zasadzie każde miejsce w Internecie, które tylko umożliwia interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom, i każde w których takowe dyskusje są tylko prowadzone – od forum internetowego ,wszelakie grupy dyskusyjne, czaty aż po wszelkiego rodzaju portale społecznościowe, blogi czy portale bądź serwisy informacyjne, umożliwiające komentowanie zamieszczanych tamże „newsów”.

I tak oto trolle mogą się niejako zagnieździć i „przyczepić” do miejsc takich jak:

  • Obszar całej danej strony internetowej – wówczas to zakres ich działalności, obejmuje wstawianie prowokacyjnych treści absolutnie WSZĘDZIE w obrębie całej tejże strony. A więc pewność, iż mamy do czynienia z trollem, można mieć wówczas, gdy oto napotkamy pod postem traktującym o przetworach owocowych z domowej spiżarni – np. zamieszczony na łamach jednej ze stron bądź portali kulinarnych czy z przepisami – zjadliwy, ziejący nienawiścią czy wręcz agresywny komentarz oskarżający o całe zło świata np. księży, wszystkich dotychczasowych premierów Polski bądź to graczy konsolowych, co też powinno stanowić już teraz dla nas, po przyswojeniu sobie całej wiedzy i informacji odnośnie trollingu i trolli zawartych w niniejszym artykule, ewidentnie oczywisty przypadek trollingu i bez wątpienia dla nas jest fakt, iż mamy tu do czynienia z trollem bądź to trollołakiem.
  • Obszarów w obrębie konkretnego tematu (bądź też zagadnienia). Tak zagnieżdżający się troll, uderza z całą mocą, jeśli tylko dostrzeże gdzieś możliwość wszczęcia dyskusji dotyczącej jego „specjalizacji”. Wtedy to usilnie dąży on do wszczęcia dyskusji odznaczającej się brutalnością, agresją, a także absorbującej i angażującej do podjęcia partycypacji w niej możliwie dużą liczbę osób.

I tak oto przykładem takiej sytuacji, w której z całą pewnością mamy do czynienia z tego rodzaju trollem, działającym w takim rewirze, może być sytuacja, w której napotykamy np. pod postami  dotyczącymi pewnego określonego konkretnie tematu całe mnóstwo „komentów”, autorstwa jednego tego samego Internauty, którego cechuje umiarkowana raczej uprzejmość, a za to niemożebnie przeogromna odporność na wszelką argumentację i kontrargumenty – to niezawodnie wskazuje nam, iż mamy do czynienia z trollami  zaliczanymi do omówionych tu uprzednio kategorii.

  • I wreszcie – obszar o najmniejszym zasięgu, ograniczający rewir działania trolla jedynie do pewnej konkretnej osoby. Takiego trolla stanowi troll – prześladowca, a który to stanowi wyjątkowo nieprzyjemną sprawę, jaka niebezpiecznie oscyluje na granicy zjawiska ewidentnego cyberstalkingu, a więc formy cyber – przestępstwa. Tutaj jako przykład należy wyobrazić sobie trolla, który uporczywie i niezmordowanie niezwykle złośliwie i jadowicie, czy wręcz agresywnie, komentuje każdy jeden przejaw aktywności w Internecie danego jednego tylko ,konkretnego użytkownika i niczym maniak żadnego z choćby najmniejszych śladów jego cyber – aktywności bądź istnienia w wirtualnej rzeczywistości nie pozostawia bez reakcji czy odzewu, obsesyjnie prześladując takiego nieszczęśnika i fanatycznie tocząc z nim ciągłą, nieustającą polemikę – taki cyberstalker niestety nie wiele różni się od tego realnego stalkera i jest równie przykrym i uciążliwym prześladowcą, a jego działalność może mieć dla ofiary równie przykre, nieprzyjemne, a nawet bardzo groźne rezultaty, tak więc lepiej unikać takich trolli jak ognia i możliwie jak najszybciej, definitywnie ucinać z nimi wszelką polemikę!

No tak, a co jeśli już w trakcie naszych wirtualnych aktywności w Internecie natkniemy się na któregoś z tych rodzajów trolli i padniemy ofiarą opisywanych tu praktyk, czyli po prostu trollowania?

Warto więc jeszcze tutaj na sam koniec wspomnieć też choć krótko o sposobach walki i ochrony przed trollami i trollingiem, jako że te akurat umiejętności bez wątpienia nieraz okażą się przydatne bądź to wręcz nieodzowne dla każdego jednego Internauty, który podejmuje jakąkolwiek tylko w ogóle partycypację w dyskusjach toczonych w sieci bądź formę interaktywnej komunikacji z innymi użytkownikami – i zaiste okazują się one nie jednokrotnie iście bezcenne, uwierzcie mi!

Tak najogólniej i po krótce, owe sposoby walki i ochrony przed trollami, można by ująć w formie pewnego niejako „algorytmu”, określającego sposób postępowania w przypadku zetknięcia się z tym zjawiskiem bądź to, gdy padnie się ofiarą trollingu. A ów algorytm ma następującą postać:

  • Najsampierw należy upewnić się całkowicie, iż ma się do czynienia z trollem i
  • Następnie należy owo swoje odkrycie i zidentyfikowanie trolla ogłosić wszem i wobec publicznie możliwie wszystkim – a co ma na celu zaś uprzedzenie ogółu internautów przed wykrytym trollem oraz do partycypacji i wspieraniu naszej osoby w realizacji następnego, trzeciego punktu, kończącego nasz mini – algorytm anty – trollowi.
  • I wreszcie finalnie – zastosuj najlepszą broń walki z trollami czyli zignoruj zupełnie trolla i totalnie wszelką jego działalność, formy prowokacji bądź to wypowiedzi publikowane przez tę „mendę społeczną” – ignorując go albowiem skazujemy go niechybnie na fiasko i kompletną porażkę w swym procederze trollowania – jak to głosi jeden ze słynnych w Internecie sloganów i będący bohaterem niezliczonych już memów – „Nie karm trolla!!”, a troll karmi si twój uwag i wszelką reakcją na jego prowokacje, więc jedynie ignorując całkowicie jego osobę i działania możesz z nim skutecznie walczyć.
troll1x1

Słynne już internetowe hasło „Nie karm trolla!!”

A to z racji, iż taki troll, oddając się uprawianiu swego niecnego procederu, przede wszystkim i najbardziej łaknie właśnie uwagi innych oraz ich możliwie najbardziej gwałtownych i emocjonalnych reakcji, wzbudzonych w skutek jego działalności czy prowokacji. I też dlatego, jak pisałam już, właśnie ignorowanie okazuje się tu być najbardziej skuteczną „bronią”, zniechęcając trolle do dalszego „wkurzania” ludzi i zmuszając do zaniechania swego podłego procederu, aż finalnie opuszczają dany rewir i udają się w inne rejony Internetu w poszukiwaniu bardziej podatnych ofiar na swe działania, czy nawiedzać inne serwisy z nadzieją na lepsze efekty swego trollowania.

Ponad to w kwestii ochrony przed trollami¸ istotna jest też znajomość cech specyficznych czy szczególnych danego trolla, z którym mamy akurat do czynienia w danym przypadku – ich znajomość bowiem umożliwia wówczas wczesne wykrycie i identyfikację trolla i podjęcie skutecznej przed nim obrony.

Trolls

„Nie karm trolla!!”

Tym niemniej również i tu, niezmiennie najskuteczniejszą z takowych form obrony pozostaje wciąż owo całkowite ignorowanie trolla i wszelkich działań przez niego podejmowanych oraz brak jakiejkolwiek reakcji na jego prowokacje bądź „zaczepki” – wystarczy trolla totalnie olać, by szybko i skutecznie się pozbyć problemu – ot i cały sekret ha!

Aczkolwiek na tym nie koniec względem walki i ochrony przed trollami. Albowiem najważniejsze w tym względzie zadanie i jego cały ciężar, spada natomiast na barki administratora (czyli „admina”) bądź to moderatora danego serwisu, forum etc., do którego obowiązków w takim przypadku należy zaś podjęcie następujących kroków i działań: primo winien on w sposób umiejętny skutecznie filtrować wszelkie publikowane wypowiedzi, posty czy tzw. „komenty”, w tym poprzez blokowanie („banowanie”) treści trollowanych, jak też wykorzystując możliwości odpowiadania czy ingerencji w już istniejące, uprzednio opublikowane wiadomości bądź treści tego typu.

Niestety taka ingerencja, jak choćby usunięcie już opublikowanej uprzednio przez trolla wiadomości i wykasowanie jej treści z danego forum, grupy czy wątku, etc., w konsekwencji może powodować wręczeniu mu do ręki, dodatkowego argumentu w toczonym sporze bądź kłótni, przykładowo dotyczącego cenzurowania oraz wolności słowa i wypowiedzi.

Prócz adminów i moderatorów swój wkład w utrzymanie porządku powinni mieć również i zwykli jego użytkownicy partycypujący czynnie w jego życiu, funkcjonowaniu i toczonych w jego ramach dyskusjach. A to chociażby pomagając w tymże poprzez skrupulatne i natychmiastowe informowanie administratorów bądź moderatorów o każdym jednym podejrzanym zachowaniu czy aktywności na forum, w grupie bądź wątku, czy na portalu etc.

Rolą administratora jest z kolei nie tylko skrupulatna weryfikacja otrzymywanych od użytkownika tego rodzaju wiadomości, ale także i osoby, od której takowa wiadomość została przysłana (tj, jej nadawcy).

Tym niemniej ignorowanie trolla króluje, jako niepodzielnie najlepsza i najskuteczniejsza metoda walki, jak i obrony czy ochrony przed trollami – ignorowanie oznacza bowiem druzgocące fiasko i porażkę trolla oraz jego prowokacji!

I tak oto w społeczności internetowej powstał ów słynny zwrot, o którym napomknęłam już uprzedni, czyli „Nie karm trolla!”, a który ma na celu ostrzegać użytkowników Internetu przed podejmowaniem jakiejkolwiek interakcji z osobą trollującą. A to po to, aby swoją reakcją nie „karmić” trolli, bo ich pokarm stanowi właśnie reakcja i uwaga innych użytkowników, o jakie zabiegają swymi prowokacyjnymi działaniami.

05724457fb8a902ae6dbda86d5c4766c

Niestety ze względu na bardzo dużą liczbę użytkowników, zrealizowanie w praktyce takiego całkowitego zignorowania i brak jakiejkolwiek reakcji na trolla i jego działania jest dość trudne i karkołomne.

Istotny jest tu również fakt, iż to troll zwykle znajduje swą ofiarę – starannie wyszukując ją spośród nieskończenie wielu innych użytkowników, upatrując ją sobie obiera za cel…

Poza tym, niektóre trolle doskonale i umiejętnie potrafią skutecznie zwiększyć grono sił swych aliantów – czyli liczbę „sprzymierzeńców” i sojuszników, którzy mu sprzyjają i wspierają w boju..

Aczkolwiek i tak, jego skrajnie egoistyczne zachowanie, nieuchronnie zmierza do rozbicia i rozpadu danej grupy czy cyberspołeczności oraz jej wewnętrznego skonfliktowania i skłócenia, a co zaś stanowi pożywkę dla trolla.

A tymczasem z kolei ignorowany zupełnie troll, pozbawiony karmiącej go uwagi i reakcji innych użytkowników, w końcu zniechęca się całkiem takim pisaniem tylko do siebie samego i najprawdopodobniej wówczas szybko czmychnie z danego miejsca, przenosząc się  na inne, w poszukiwaniu nowego audytorium i ofiar bardziej podatnych na jego prowokacje i inne matactwa.

I to tyle w tym względzie – myślę, iż kwestię omawianą tu uprzednio mamy już wszyscy „w małym paluszku”!

VIII. EPILOG – CZAS REASUMPCJI I FINALNEGO PODSUMOWANIA….

W tym współczesnym świecie i realiach obecnego XXI wieku, w erze Globalnej Wioski i absolutnego panowania wszechobecnego, wszechmocnego i nieskończenie wielkiego Internetu, wszystko zyskuje zupełnie nowy, dodatkowy i zgoła odmienny od tych, znanych nam uprzednio – kolejny wymiar i formę swego istnienia, a my ludzie żyjący w tymże współczesnym świecie – kolejną nową, całkiem inną i zgoła odmienną, dodatkową rzeczywistość, w której istniejemy zarówno my jak i owo „Wszystko” i realia w jakich jest ona osadzona – rzeczywistość wirtualną i realia cyberświata Internetu pozbawione fizycznej formy bytu, całkowicie bezcielesne, które są zarazem jednocześnie nigdzie, jak i wszędzie…

I tak też dzieje się właśnie dokładnie również i w przypadku kwestii, jaką stanowią zachowania aspołeczne, o jakich była tu mowa już uprzednio. Oto można wyraźnie zaobserwować obecnie przejawy i przypadki występowania rozmaitych form zachowań antyspołecznych, już nie tylko w tych codziennych sytuacjach i rzeczywistych, istniejących faktycznie i realnie miejscach czy okolicznościach, jak np. praca, ulica, dom, szkoła, grupa rówieśników bądź inna wspólnota etc. – a więc tych istniejących w tzw. „realu”, czyli inaczej in real life, lecz oto teraz także i w tym nowym wirtualnym świecie i realiach internetowych spotkań, dyskusji i interpersonalnych relacji oraz form komunikowania się.

I samo owo komunikowanie się oraz formy tychże relacji interpersonalnych, również zyskują zupełnie nowy, zgoła odmienny wymiar czy formę….

W tej naszej codzienności w wirtualnym świecie i realiach współczesnej ery Globalnej Wioski, rzeczą zwyczajną, codzienną i powszednią stała się ciągła, nieustanna różnoraka partycypacja i interaktywne relacje oraz komunikacja interpersonalne na wszelkiego rodzaju forach internetowych, grupach dyskusyjnych, czatach, bądź też najrozmaitszych portalach społecznościowych i innego rodzaju czy blogach, oraz wszelkich innych miejscach w sieci, umożliwiających jakąkolwiek w ogóle interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom.

I w tych wszystkich, najrozmaitszych, nieskończenie wielu miejscach naszej partycypacji w wirtualnym życiu i rzeczywistości, naszych wszelkich tamże aktywności, działań i przejawów istnienia, zwykle znajduje się zawsze jakiś osobnik, określany mianem trolla, który z lubością oddaje się procederowi przeszkadzania i dezorganizacji w prowadzeniu merytorycznej dyskusji, siejąc w niej zamęt i zamieszanie, bądź to w efekcie wznieca tzw. flame war (lub in. Flame) – siejąc niejako Chaos, destrukcyjnie niszczący ład i porządek oraz powodujący całkowitą dezorganizację funkcjonowania i całokształtu istnienia danej cyberspołeczności….

I któż z nas współczesnych, XXI-wiecznych Internautów, nigdy nie spotkał ani razu na swej drodze żadnego, choćby jednego tylko trolla czy sam nigdy ani raz nie padł ofiarą trollingu, nawet choćby nieświadomie?

Chyba ciężko by było takowego znaleźć, lub wręcz nawet graniczyć by to mogło z niemożliwością, podług mego skromnego mniemania….

Tym niemniej, pomimo faktu, iż współczesne, nowoczesne możliwości techniczne, umożliwiają stosowanie restrykcji i ograniczeń zarówno dostępu, jak i publikowanych wypowiedzi oraz treści, i tak okazuje się jednakże, iż tę najskuteczniejszą metodę na trolla internetowego, stanowi wciąż niezmiennie owe jego całkowite ignorowanie – równoznaczne dla trolla z kompletnym i doszczętnym fiaskiem oraz sromotną porażką, odniesioną w tej bitwie i próbie prowokacji!

Tym niemniej trolling internetowy, nabiera jednak jeszcze znacznie większego znaczenia i doniosłości, wówczas gdy ingeruje on także w życie codzienne człowieka realnie i skutkuje ponoszeniem w nim faktycznych strat moralnych bądź materialnych, wykraczając tym samym już bardzo daleko poza tylko tę wirtualną rzeczywistość Internetu i realiów cyberświata, wkraczając brutalnie w świat rzeczywisty i jego realia istniejące faktycznie także i w „realu”…

A wówczas, w takiej sytuacji absolutnie karygodne i niedopuszczalne jest milczenie dobitna i właściwa reakcja, stanowiąca elementarny obowiązek i powinność każdego współczesnego człowieka!

A wszelkie trolle, od których roi się wszędzie w calutkim Internecie, i których na pęczki wciąż pojawia się w każdej jednej cyberspołeczności i miejscach w sieci, gdzie toczone są jakiekolwiek w ogóle dyskusje, i jakie mnożą się wciąż na potęgę, zwiększając liczebność swych zastępów – nie powinny jednakże nas wcale jakkolwiek ani przerażać, ani deprymować czy też zbytnio martwić, ponieważ to my tylko tak w istocie decydujemy o ich istnieniu – i tym, czy je karmić czy też nie karmić i najskuteczniejszą bronią kompletnej ignorancji ukrócić definitywnie ich poczynią, przeganiając z naszej cyberspołeczności w cholerę, przywróciwszy jej ład, spokój i wolną od trolli, pełną harmonii sielankową idyllę…

Troll to tylko troll  jedyne, co można z nim zrobić sensownego, to go totalnie „olać”, tak kolokwialnie mówiąc – albowiem tym sposobem możemy go właśnie najskuteczniej i definitywnie zgnieść, jak robaka, którym w zasadzie jest ten pasożytniczy robak, żerujący na innych internautach i siejący szkody szkodnik internetowych miejsc merytorycznej dyskusji i dysput, oraz wirtualnych spotkań Internautów…. A szkodniki wiadomo – należy bez względnie i bez litości tępić, jak choćby np. taką stonkę ziemniaczaną czy tasiemca – ot i tyle…. 😉

I jak rzadko kiedy, pasuje tu jak ulał, jako że trolle  to w zasadzie tacy internetowi idioci. ta mądra zasada w myśl, której to zaś należy …

13179049_1162071243823600_8454548547130077203_n

 

I takie również postępowanie sugeruje, a nawet zalecam w przypadku natknięcia się gdzieś w Internecie na jakiegokolwiek trolla czy usiłowanie dokonania aktu trollingu ot co!!

 

THE END.

 

[By Anna Gabriella „Lilith” Gajda®]

Przypisy:

[1]. Czyli nieadekwatne funkcjonowanie w rolach społecznych charakteryzujące się agresywnymi formami niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji i wrogości. Do symptomów takiego zachowania zalicza się: silne dążenia do szkodzenia innym osobom; bezinteresowne okrucieństwo; brak wrażliwości moralnej; stosowanie różnych form przemocy w stosunkach interpersonalnych. [Źródło: Wikipedia.org].

[2] RFC 1855: Netiquette Guidelines, http://tools.ietf.org/html/rfc1855.

[3] J.S. Donath, Identity and Deception in the Virtual Community, [w:] Communities in Cyberspace, M.A. Smith, P. Kollock, 1999, s. 29 – 59.

[4] S. Herring, K. Job-Sluder, R. Scheckler, S.Barab, Searching for Safety Online: Managing Trolling” in a Feminist Forum, Center for Social Informatics – Indiana University.

[5] Screamer (także: jump scare): rodzaj animacji, filmu bądź aplikacji stworzonej specjalnie po to, aby przestraszyć widza. Pierwsze scream’ery pojawiły się około roku 2002.

[6] Efekt Krugera – Dunninga: jest to w psychologii zjawisko, które polega na tym, iż osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencje do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swych umiejętności. Zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Kornella.

[7] (argumentum) ad personam: <<argument odnoszący się do osoby, zarzut natury osobistej, nie związany z przedmiotem sporu>> [przeciwieństwo:] (argumentum) ad rem: <<argument do rzeczy, rzeczowy, dotyczący meritum sprawy>> [w:] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, wydanie XVI rozszerzone, Państwowe Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 1989.

[8] D. Jachyra, Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego Nr 656, „Studia Informatica” Nr 28, 2011, s. 256.

 

[9] The Opinion of the Fourth Circuit, http:// pacer.ca4.uscourts.gov/opinion.pdf/971523.P.pdf.

[10] C. Landers, The Internets Are Going to War, Baltimore City Paper 2008.

MosqueinAbuja

Fundamentalizm w islamie jako reakcja na nowoczesną cywilizację Zachodu.

MosqueinAbuja

Anna Gabriella Lilith Gajda.

  1. WSTĘP

Termin fundamentalizm zwłaszcza współcześnie urasta do rangi kwestii zasadniczo elementarnej i newralgicznego problemu nie tylko całego świata zachodniego, ale i poniekąd także cywilizacji wschodniej, osiągając tym samym wymiar globalny. A w świetle drastycznych wydarzeń, jakie wstrząsnęły opiniom publiczną na całym świecie w czasach współczesnych, począwszy od początku tego milenium aż po ostatnią tragedię w Paryżu z końca ubiegłego roku, nabiera zupełnie nowego znaczenia i wagi, wzbudzając niezmiennie tak samo wiele kontrowersji, stał się gorącym tematem numer jeden, który nie schodzi z ust całego świata, jak i całego Internetu, gdzie chyba wzbudza najwięcej wrzawy pośród rzeszy zbulwersowanych internautów.

Najsampierw warto byłoby pokusić się tutaj o wstępne zdefiniowanie tego esencjonalnego dla dalszych rozważań terminu, jakim jest fundamentalizm. Podług Słownika Języka Polskiego red. Szymczaka termin ów oznaczać może bądź to <<tradycjonalistyczny i ortodoksyjny stosunek do wyznawanej religii>>, bądź też <<radykalizm w wyznawaniu jakiejś idei, odmawiający innym racjom prawa istnienia>>. Te dość oschłe definicje słownikowe rozwija nieco definicja encyklopedyczna, zawarta w Encyklopedii PWN:

[…] ruch, formacja, ideologia o charakterze skrajnie konserwatywnym, przeciwstawiające się jakimkolwiek zmianom lub modyfikacjom doktryny religijnej, kultu, rytuału, obyczajowości.

Uwzględniając obraz kreowany przez zachodnie mass media, można by łatwo ulec złudzeniu, iż ta forma religijności zwana fundamentalizmem, a która to funkcjonuje w ciągłym poczuciu zagrożenia, a niekiedy ucieka się do przemocy, stanowi zjawisko stricte islamskie, a co tak faktycznie odbiega zupełnie od prawdy. Fundamentalizm bowiem stanowi zjawisko, które ma swoje przejawy na całym świecie, niemalże w każdej z większy religii, w formie jednej z reakcji na problemy nowoczesności, a już w szczególności w historii chrześcijaństwa, islamu i hinduizmu.

Nie było dziełem przypadku pojawienie się tej odmiany religii na początku XX wieku w świecie chrześcijańskim, a konkretniej w Stanach Zjednoczonych.

Fundamentalizm jako taki, nie stanowi monolitu, jako że każda z jego możliwych form, nawet w obrębie jednej religii, ewoluuje w sposób niezależny, posługuje się własną symboliką i ma własne, odrębne źródła egzaltacji. Tym niemniej wszystkie one jednak pozostają ze sobą w pewien sposób spokrewnione.

Aczkolwiek ruch fundamentalistyczny wcale nie zaistniał natychmiast, jako „odruchowa” reakcja na nadejście zachodniej nowoczesności, lecz przyobleka swą formę dopiero, gdy proces modernizacji osiąga już poziom dość mocno zaawansowany. Początkowo zarzewie dali ludzie wierzący, podejmując próbę przetransformowania swej religii, mającą na celu połączenie tejże religii z nowoczesną kulturą. Jednakże te dość umiarkowane działania okazały się być zbyt mało skuteczne, co zaś spowodowało, iż niektórzy ludzie poczęli odwoływać się do znacznie bardziej skrajnych metod, a co zaowocowało właśnie narodzinami ruchu fundamentalistycznego.

pobrane

Islam jako ostatnia z religii monoteistycznych wykształcił w swoim obrębie orientację fundamentalistyczną. Miało to miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wieku XX, kiedy to nowoczesna kultura zachodnia poczęła zadomawiać się również w świcie islamskim. Do tego czasu fundamentalizm zdążył się już ugruntować wśród kultur chrześcijan i żydów, które znacznie dłużej były wyeksponowane na kontakt z nowoczesnością. W chrześcijaństwie fundamentalizm ma swe źródła w reformacji, a zwłaszcza w Kościołach o tradycjach kalwinistycznych, baptystycznych i pietystycznych, zaś w katolicyzmie jest on tożsamy z tradycjonalizmem, cechujący się negatywnym nastawieniem do tendencji modernistycznych i liberalnych w teologii. W islamie źródła swe ma w XX wieku, z których wypływa jako tak zwany tradycjonalizm muzułmański, przeciwstawiający się tendencjom reformatorskim w islamie. Fundamentalizm islamski nazywa się też czasem islamizmem lub integryzmem muzułmańskim, aczkolwiek wielorakość znaczeń i form, jakie przyjmuje on w islamie nie pozwala na ujednolicenie tego zjawiska, jako jednego, spójnego ruchu czy nurtu.

Tym niemniej, wszystkie ruchy fundamentalistyczne w obrębie wszystkich religii, posiadają pewną wspólną cechę dystynktywną, która je łączy. A mianowicie, cechę tę stanowi głębokie rozczarowanie współczesną cywilizacją zachodnią, która pokładane w niej nadzieje w dużym stopniu pozostawia niespełnione. Ponadto wspólny im jest również ów autentyczny strach, jaki cechuje każdy ruch fundamentalistyczny, a bierze swe źródło w głębokim jego przekonaniu o tym, że świecki establishment jakoby nosi się z zamiarem unicestwienia religii.

Co więcej cechy wspólne, jakimi wyróżniają się wszystkie ruchy fundamentalistyczne, stanowi primo to, iż są one ze swej istoty postępowe, gdyż mogą zaistnieć jedynie w naszych czasach; i secundo ich nowatorskość, a ich interpretacje religii odznaczają się często radykalnością. A stąd zaś konkluzja, iż fundamentalizm stanowi zatem  nieodzowny element współczesnego świata.

A wszędzie, gdzie nowoczesność zostaje zakorzeniona, fundamentalizm może się rodzić jako świadoma na nią reakcja. A z kolei fundamentaliści często jawnie wyrażają swe niezadowolenie z kształtu, jaki ta nowoczesność przybiera, uwypuklając przy tym te elementy swej religii, które są jej sprzecznością.

2. FUNDAMENTALIZM VS. NOWOCZESNOŚĆ.

Z racji faktu, iż emancypacja kobiet zyskała rangę jednego z wyznaczników tejże nowoczesności, powszechne jest dla fundamentalistów dążenie do przywrócenia tradycyjnych ról płci, dystynktywnych dla wspólnot rolniczych, czy też narzucenie kobietom nakazu noszenia zasłon bądź też zamykania się w domu.

Ponad to, uznając fundamentalizm jako niejako „rewers” – czyli drugą stronę nowoczesności, to jego obserwacja może w rezultacie doprowadzić do ukazania nam niektórych z jej wad. A tym samym fakt funkcjonowania fundamentalizmu w symbiotycznej relacji z represyjnym sekularyzmem. Fundamentaliści niemal zawsze odczuwają, iż przypuszczane są na nich ataki, ze strony liberalnego bądź nowoczesnego establishmentu. A w związku z tym zaostrza się skrajność ich poglądów, a od stopień gwałtowności ataku sekularystów jest zwykle wprost proporcjonalny ze stopniem gwałtowności kontr – reakcji fundamentalistów.

Można zatem by rzec, iż fundamentalizm w ten sposób, uwidacznia zatem pewną szczelinę dzielącą społeczeństwo, a na przeciwstawnych krawędziach tej przepaści, znajdują się z jednej strony zwolennicy kultury świeckiej i sekularyzacji, a zaś z drugiej – ci, dla których jest ona źródłem zagrożenia. W miarę upływu czasu przepaść ta się pogłębia i rozrasta, a co oznacza, iż co raz trudniejsze również staje się zarzucenie pomostu, łączącego oba jej brzegi – a co oznacza tyle, że co raz trudniejsze staje się zrozumienie oponenta.

Co do kwestii początków fundamentalizmu, zwykle ma on swoje pierwotne źródło w dyspucie prowadzonej z liberałami, albo sekularystami w obrębie tego samego narodu bądź kultury. Bardzo często początek fundamentalizmu stanowi akt wycofania się z głównego nurtu kultury, które ma na celu utworzenie enklawy czystej wiary. I stamtąd dopiero z kolei dochodzi do rozpoczęcia ofensywy, jaka może przyjąć różne formy, a której cel stanowi natomiast przestawienie błędnego biegu historii na właściwy tor, a w rezultacie umożliwiając ponowną sakralizację świata. Wszystkim fundamentalistom wówczas wspólne jest poczucie, iż walczą oni o przetrwanie. A jako że są oni niejako „przyparci do muru” przez napierającą zewsząd kulturę nowoczesna, to często zdarza im się uwierzyć w to, że jedyny sposób wyjścia z impasu stanowi walka.

Można by również rzec, iż fundamentaliści odnieśli sukces o tyle, o ile cel ich stanowiło ponowne ulokowanie religii w centrum uwagi w taki sposób, iż obecnie ponownie ma ona istotne znaczenie w stosunkach międzynarodowych, a co nie tak dawno jeszcze – w połowie XX wieku, gdy tryumf sekularyzmu sprawiał wrażenie, iż to do niego należy przyszłość, zdawało się być zupełnie niewiarygodne. Zmiana ta stała się wyraźnie widoczna w świecie islamu, począwszy od lat siedemdziesiątych wieku XX.

Tym niemniej fundamentalizm nie stanowi wcale sposobu niejako „wykorzystania” religii do osiągania celów politycznych. Na fundamentalizm bowiem składają się rebelie wymierzone przeciwko sekularystycznemu wyłączeniu pierwiastka boskiego z życia publicznego, a często również podejmowanie rozpaczliwych prób zagwarantowania przewagi wartości duchowych we współczesnym świecie. Z tym tylko, że wraz z fundamentalizmem, zwykle rodzi się też  uczucia rozpaczy i strachu, a te niejednokrotnie prowadzą do znaczącego zniekształcenia tradycji religijnej, a też eksponuje jej bardzo wojownicze aspekty, co dzieje się zaś kosztem elementów, które rodzą postawy tolerancyjne i pojednawcze.

3. FUNDAMENTALIZM W ISLAMIE.

W dość znacznie dużym zakresie fundamentalizm muzułmański zgodny jest z tą ogólną jego charakterystyką, o jakiej mowa była uprzednio. Cechą wspólną, upodabniającą go do innych fundamentalizmów, jest owa podzielana głęboka obawa przed nowoczesną kulturą świecką.

Warto tu nieco przybliżyć kwestię ideologiczne i ich protagonistów.

I tak oto jeden z wczesnych ideologów fundamentalizmu islamskiego to Abu Ala Maududi, który był fundatorem organizacji Jamaat-e-Islami w Pakistanie. Powziął on pogląd, jakoby Zachód mobilizuje siły w celu rozgromienia islamu. Podług jego mniemania, muzułmanie winni wspólnie stawić opór tej inwazji sekularyzmu, co miało stanowić warunek konieczny przetrwania ich kultury. Wówczas to po raz pierwszy zostali oni zmuszeni do przyjęcia postawy obronnej pod naporem zagrożenia z Zachodu. Co więcej Maududi zakwestionował cały świecki etos i miast niego zademonstrował islamską teologię wyzwolenia.

A z kolei fakt, iż w islamie Bóg stanowi jedynego władcę, zwalniał z obowiązku posłuszeństwa wobec poleceń innego człowieka. A co więcej, ta rebelia wzniecona przeciwko mocarstwom kolonialnym, nie była już tylko prawem, ale i obowiązkiem. A sam Maududi nawołuje do powszechnego dżihadu – tzw. świętej wojny, a więc jako koncepcji walki z Zachodem. Ponieważ jego pogląd był tu innowacyjny – uznając dżihad za główną zasadę islamu. A wprowadzenia tejże innowacji podług niego było w pełni uzasadnione, a usprawiedliwienie stanowiły obecne nadzwyczajne warunki. I tak oto w rezultacie strachu przed zagładą kultury i tradycji, dochodzi do powstania bardzo skrajnego i potencjalnie niebezpiecznego wypaczenia religii.

Jednakże za faktycznego fundatora i „ojca” islamskiego fundamentalizmu uznaje się ideologa, którym był Sajid Kutb (1906 – 1966). U zarania swej działalności nie był on początkowo ekstremistą wcale, a co więcej wyrażał nawet postawę raczej entuzjastyczną względem kultury zachodniej i sekularnej polityki. W roku 1953 wstąpił on do Stowarzyszenia Braci Muzułmanów, jako reformator, który wierzy w to, że nadanie islamskiego wymiaru zachodniej demokracji jest możliwe. I dopiero po tym, jak został uwięziony w roku 1956 przez Nasera za przynależność do bractwa, nastąpił przełom w jego przekonaniach, które zamienił na pogląd, że ludzie wierzący i sekularyści nie mogą żyć w jednym społeczeństwie. A jako świadek tortur i egzekucji braci, uznaje je, jak też zadeklarowane dążenia Nasera ku zepchnięciu na margines życia społecznego w Egipcie, za przejawy dżahilijji, którą to definiuje jako: „barbarzyństwo na zawsze i po wszystkie czasy pozostające wrogiem islamu”. Zaś na muzułmanów nakłada tym samym obowiązek wydania jej śmiertelnej walki, podług przykładu jaki dał im prorok Mahomet.

Kutb poszedł jednak w swych poglądach jeszcze dalej aniżeli Maududi, który dżahilijję dostrzegał tylko w społeczeństwach muzułmańskich. Kutb natomiast za pomocą tego terminu określił, jako tożsame mu – współczesne społeczeństwo muzułmańskie. Co do przywódcy, jakim był Naser to pomimo tego, iż niby deklaruje on wiarę w islam, to jednak jego czyny świadczą o czymś zgoła przeciwnym, zdradzając apostatę, a obowiązek każdego muzułmanina stanowi obalenie tego rodzaju władcy (jako „niewiernego”). A propagowany przez Nasera brutalny sekularyzm, zmusił Kutb’a do usankcjonowania formy islamu, jaka stanowiła wypaczenie zarówno przesłania Koranu, jak i życia Proroka. Postuluje on aby muzułmanie kierowali się przykładem Mahometa, nakazującym im izolowanie się od głównego nurtu społecznego i rozpoczęcie dżihadu, który nieuchronnie zmierzał do rozlewu krwii. Zaś zawarty w Koranie nakaz tolerancji tłumaczył po swojemu, twierdząc iż jest on obowiązujący wyłącznie w sytuacji po odniesieniu zwycięstwa politycznego islamu i gdy już zostanie utworzone prawdziwie muzułmańskie państwo.

isis-army

Owo cechujące te nowe poglądy twarde nieprzejednanie, wypływa ze źródła, które stanowi głęboki lęk, a jaki stanowi zaś meritum fundamentalnej religijności.

Sajid Kutb nie miał okazji doczekać starości, jako że za swą działalność i poglądy został stracony na osobisty rozkaz Nasera w roku 1966.

Tym niemniej swoją spuścizną nie tylko wywarł wpływ, ale i stanowił inspirację wszystkich następnych ruchów muzułmanów, w tym również dla ruchu talibów, którzy w roku 1994 sięgnęli po władzę w Afganistanie.

Cel talibów stanowił comeback do tego, co podług ich mniemania stanowiło pierwotny islamski światopogląd. A więc następujące poglądy, podług których, primo alimowie uznani zostają przywódcami rządu, secundo kobietom nakazuje się noszenie zasłony (hidżabu) a także zabronione zostaje podejmowanie jakiejkolwiek pracy zawodowej przez kobiety. Tertio dozwolona jest emisja wyłącznie audycji o charakterze religijnym, i wreszcie quatro – zostają przywrócone tradycyjne islamskie kary kamienowania i okaleczania (wraz z islamskim prawem zwanym shariat). Zresztą dyskryminacja kobiet, jaka była praktykowana przez talibów stanowiła zupełną sprzeczność z zachowaniem Proroka oraz zwyczajami pierwszej ummy. Za to talibowi stanowią przykład typowych fundamentalistów, a to z racji tego, że primo ich rozumienie religii cechuje selektywność, a prócz tego secundo¸ zostaje ona przez nich wypaczona i zwrócona w kierunku przeciwnym zgoła aniżeli ten, nadany jej pierwotnie przez jej pierwszych głosicieli.

I w sposób analogiczny, jak to się dzieje u wszystkich fundamentalistów, także fundamentaliści muzułmańscy walcząc o przetrwanie, dokonują przemiany religii w narzędzie ucisku, a nawet i przemocy.

Co się tyczy wszelkich ruchów fundamentalistycznych, jakie pojawiły się przed końcem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, próby zmieniania świata dokonywane były przez nie za pomocą znacznie mniej drastycznych metod, aczkolwiek wymownych. I dopiero po klęsce wojsk arabskich w wojnie sześciodniowej przeciwko Izraelowi następuje diametralny zwrot ku religii, obejmujący cały Bliski Wschód. Na procesy radykalizacji, niewątpliwy wpływ miała zapewne także i kompromitacja uprzednich sekularystycznych koncepcji politycznych przez przywódców, takich jak np. Naser. A którzy to ponieśli porażkę niejako na skutek tego, że nie pozostali wierni swej religii. Fundamentaliści spostrzegli wówczas to, iż, o ile funkcjonowanie sekularyzm i demokracji pozostaje bez zarzutu na Zachodzie, o tyle w świecie islamskim służyć mają jedynie elicie, a pomijając przy tym kompletnie wszelkie funkcjonowanie w służbie zwykłym ludziom.

Fundamentalizm można określić jako ruch postmodernistyczny czy postnowoczesny, który odrzucał niektóre z założeń nowoczesności, jak też pewne szczególnie z nią związane ideologie, jak np. kolonializm czy sekularyzm. Między innymi także w kwestii stroju, postulując powrót do tradycyjnego islamskiego stroju (np. dla kobiet był nim hidżab).

Jednakże, w przypadku, tak jak to miało miejsce u talibów, gdy dochodzi do sytuacji, narzucenia siłą, przymusu noszenia takowego stroju, wbrew woli ludzi, staje się to działaniem represyjnym stricte i które w konsekwencji może wywołać falę ostrego sprzeciwu. Aczkolwiek, w mniemaniu wielu kobiet muzułmańskich zakrywanie głowy, a czasem także ciała, uchodzi za symbol powrotu do okresu pre – kolonialnego, i istniejącego w nim społeczeństwa, o prawidłowym torze rozwoju, zanim jeszcze zepchnięto go na niewłaściwy tor. Przy czym nie jest to tożsame, z wyrażaniem postawy entuzjastycznej dla anachronicznego uwsteczniania w czasie poglądów, przez te kobiety w żadnym wypadku. Jak wykazują badania bowiem, ogromna część kobiet, które zakrywają głowę i twarz, wyraża postępowe poglądy względem kwestii dotyczących ról płci. Ponadto ową tradycję zakrywania głowy i twarzy, można interpretować również jako formę cichej krytyki niektórych aspektów nowoczesności. A mianowicie ów zwyczaj, jawnie przeciwstawia się nowoczesnemu pojęciu seksualności, i płynącego stąd powszechnie odczuwanego poczucia konieczności ekshibicjonistycznego obnażania wszystkiego, co ma z tą seksualnością związek.

Islam-Lashes-1024x535

Zilustrować to można przykładem, choćby tego, jak nagminne jest wśród ludzi Zachodu eksponowanie publicznie, chełpiąc się nagością swych opalonych, perfekcyjnie zadbanych ciał, w ich mniemaniu stanowiące symbol ich uprzywilejowania. Maniakalnie wręcz usilnie starają się poskramiać i hamować wszelkim oznakom starzenia, ogarnięci obsesją wiecznej młodości spaczonej idealnymi proporcjami kobiecego ciała plastikowej lalki barbie, pragnąc żyć w ten sposób niezmiennie w stanie kwitnącej młodości i doskonałego ideału, możliwie jak najdłużej – i to za wszelką cenę, choćby niezliczonych operacji plastycznych, okupionych ogromem bólu i cierpienia, a też setek tysięcy dolarów, a często też własnego zdrowia, czy jak czasem wręcz życia.

A tymczasem tradycja zakrywania ciała na muzułmańską modłę, stanowi rzecz zgoła odmienną, a mianowicie stanowi niejako deklarację zorientowania nie na fizyczną cielesność, lecz na transcendencję, a poprzez unifikację wyglądu stroju, upodobniającą go między sobą, dokonuje się zniesienia różnic klasowych, uwypuklając przy tym supremację wspólnoty nad zachodnim indywidualizmem.

Tym niemniej, współczesny fundamentalizm ma wiele różnych znaczeń, a też i twarzy – czyli postaci w jakich występuje, także wyłącznie tych w obrębie islamu jedynie. Ta mnogość znaczeń, w jakich występuje w islamie, rodzi wiele nieporozumień w tej kwestii, a także niesprawiedliwości, jak choćby niesprawiedliwość unifikująca wszystkich wyznawców islamu do jednego, wspólnego jednakowo dla każdego stereotypu opatrzonego metką „terrorysta”, co nasiliło się bardzo mocno na Zachodzie zwłaszcza po 11 września.

4. RADYKALIZACJA FUNDAMENTALIZMU I EKSTREMIZM.

635154757359133835

Pośród tych różnorakich form, jakie fundamentalizm przybiera w obrębie islamu, istnieją również tendencje czy nurty zdecydowanie znacznie bardziej radykalne, a które odrzucają bezwzględnie wszystko, co pochodzi spoza świata muzułmańskiego. Reprezentanci tych radykalnych nurtów odtrącają, przeprowadzając eliminację zachodnich wzorców sprawowania władzy, kształtu państwa, stylu życia, modeli społeczeństwa, kultury etc. a tym samym forsują postulat miast nich wdrożenia tych, których korzenie wyrastają u źródeł islamu. Te radykalne tendencje zwykle są powiązane z polityzacją islamu, ujmowanego jako podstawa organizacji zarówno systemu państwowego, jak i społecznego. To zaś nawiązuje z kolei do pojęcia prawa muzułmańskiego, zwanego shariat, które opiera się głównie na źródłach o charakterze religijnym, jak np. Koran czy tzw. Sunna, i dokonuje unifikacji sfery państwowości, jako świeckiej, ze sferą religijną, jako sakralnej, podległych jednemu prawu shariatu, jako najwyższemu, które nadane zostało przez jedynego Boga.

egypt-cairo-camp-6_2643478c

Rezultatem takich radykalnych tendencji czasemjest agresywne nastawienie wobec Zachodu, który uznawany jest za bezbożny, ponieważ zaprzestał zupełnie jakkolwiek kierować się wartościami chrześcijańskimi, i dlatego, że ludzie Zachodu przez to już całkiem nie zasługują na miano „ludu Księgi”, a z tej racji na mocy prawa można ich nawracać siłą i przemocą.  Jako masowe zaplecze tego typu radykalnych nurtów, głównie służą ogromne rzesze ubogiej ludności państw muzułmańskich, zwłaszcza rejonów wiejskich, którzy jako osoby niewykształcone, poprzez swoje zacofanie i ignorancję, stanowi łatwy cel propagandy, która winę za ich biedę zrzuca na karb wyzysku ekonomicznego ze strony państw zachodu.

Radykalizacja fundamentalizmu i jego nurtów w islamie może w rezultacie prowadzić do wielu różnych konsekwencji, w tym w ogromnej części bardzo negatywnych, złych czy tragicznych. Zanim jednak zajmę się omawianiem kwestii konsekwencji płynących z radykalizacji fundamentalizmu w islamie, pozwolę sobie najpierw poświęcić tu rozdział traktujący o przyczynach tejże radykalizacji, które leżą u źródeł owych konsekwencji, a co między innymi również pozwoli nam na lepsze zrozumienie i ujęcie w szerszej perspektywie tychże konsekwencji potem.

A. Rzecz o tym, co leży u źródeł radykalizacji…

Nie sposób zaprzeczyć, iż obecnie ewidentnie dostrzegalna jest w obrębie islamu silna tendencja do radykalizacji. U źródeł tejże tendencji leży właściwie wiele różnych przyczyn, których kombinacja dopiero składa się na całość źródła, z jakiego wypływa. A zaś u konkretnej jednostki najczęściej determinuje ją splot różnych przyczyn, a nie tylko jedna, konkretna.

Przyczyny te można by sklasyfikować generalnie przyporządkowując je do sześciu, nadrzędnych kategorii zbiorczych, a opatrzonych następującymi etykietami:

  • Doświadczenie historyczne.
  • Czynniki polityczno – ideologiczne
  • Czynniki ekonomiczne
  • Czynniki społeczne
  • Czynniki osobowościowe
  • Negatywny wpływ mediów.

Pozwolę sobie teraz pokrótce omówić elementy zawarte w obrębie każdej z tych wymienionych uprzednio nadrzędnych kategorii, kolejno rozważając ich zawartość.

  • (1) Historia i jej przebieg stanowią pewne uzasadnienie dla procesu radykalizacji. To jak w historii kształtowały się i zmieniały relacje chrześcijańsko – muzułmańskie, a też kolejne formy, jakie one przybierały – począwszy od konfrontacji etniczno – kulturowych napięć (np. wojny, konflikty czy zamieszki), poprzez drobne przestępstwa (jak np. przemoc domowa, rozboje, kradzieże etc.), aż po terroryzm – chyba główną z form spotykanych współcześnie najczęściej. Obecnie relacje te bazują na poglądzie Europejczyków, podług którego w ich oczach muzułmanie są postrzegani jako antagoniści zachodniej kultury, oraz na poglądzie wieków relacja ta niestety często gęsto ulegała oscylacji do formy otwartego, wrogiego konfliktu czy zbrojnej agresji, a po dziś dzień Europa dla muzułman uchodzi za teren wojny (Czyli dar al-harb). Doświadczenie, jakie wyniesione zostało z historii determinuje o charakterze poglądów oraz działań wykształcanych w procesie radykalizacji u danego z nurtów fundamentalnych, a tym samym determinując jego przyszłe konsekwencje i ich skalę.
  • (2). Kolejną kategorię impulsów leżących u źródeł radykalizacji stanowią czynniki polityczno – ideologiczne. Punktem zapalnym, który wzniecił ów wielki pożar prowadzenia dżihadu, czyli świętej wojny wśród muzułmanów, a który przybrał już rozmiary na skalę globalną, a zwłaszcza pośród muzułman mieszkających w Europie, stanowiły zapewne kwestie polityczne, zarówno w obrębie polityki wewnętrznej poszczególnych państw islamskich, jak też zewnętrznej polityki międzynarodowej prowadzonej przez wielkie zachodnie mocarstwa i państwa, a której ingerencja w sprawy czy politykę innych państw, zwłaszcza islamskich spowodowała jakieś znaczniejsze konsekwencje, a w tym drastyczne zmiany w natywnej kulturze czy tradycji tych państw, jej zniszczenia czy narzucanie miast niej kultury bądź tradycji własnej, zachodniej, wypierającej pierwotną kulturę narodową państwa. Czynniki polityczne stanowi tu zapewne seria ataków terrorystycznych, o największym zasięgu, rozmiarze i skali, do jakich doszło na terenie państw Zachodu od pamiętnego 11 września 2001 roku, gdy to terroryści z ramienia Al.-Qaidy dopuścili się samobójczego ataku terrorystycznego na World Trade Center w Nowym Jorku i budynek Pentagonu w Waszyngtonie, uderzając w te cele porwanymi jumbojet’ami, w skutek czego doszło do tragedii, która pochłonęła prawie trzy tysiące ofiar śmiertelnych i tysiące rannych. A z pewnością stanowiło to zarzewie tego wielkiego pożaru, z którego się on wzniecił, osiągając rozmiary na skalę globalną – a jaki po niedawnych, równie tragicznych i doniosłych, atakach terrorystycznych w Paryżu, jakie miały miejsce pod koniec ubiegłego roku, osiągnął niemalże rangę ewidentnej, kolejnej wojny światowej, od której wciąż w konsekwencji dzieli nas ledwie krucha granica, i podług mego skromnego mniemania – naprawdę niezbyt wiele raczej trzeba, aby faktycznie doszło do wybuchu kolejnej wojny światowej, w jakiej partycypacja dotyczyć będzie chyba większość państw tego świata, które będą musiały opowiedzieć się po jednej z dwóch stron tego międzynarodowego, a nawet globalnego poniekąd, konfliktu między światem i kulturą islamu a całą nowoczesną cywilizacją Zachodu. Takim czynnikiem są z pewnością również wszelkie działania podjęte przez zaatakowane państwa i ich sojuszników w następstwie tychże ataków, jako reakcja na akt terroryzmu. A ponadto, w efekcie tego, ów legendarny przywódca talibów i Al.-Qaidy, jakim jest Osama bin Laden, który stał za większością z tych ataków a także całej walki ogólnie przeciwko Zachodowi, został w końcu wyniesiony do rangi wręcz „duchowego kierownika”, a nie tylko zwykłego przywódcy. Muzułmanie prowadząc zbrojnie dżihad, w ten sposób manifestują też swój sprzeciw wobec „politycznej hegemonii i neoimperializmu Zachodu w międzynarodowych stosunkach politycznych i gospodarczych”[1]. Wobec twardej konfrontacji z kompletną dewastacją ruin innych antyzachodnich ideologii, fundamentalizm zyskał status, obok antyglobalizmu, instrumentu sprzeciwu i buntu wszczętego przeciw zachodniej dominacji polityczno – ekonomicznej. A zatem można by uznać dżihad za formę samoobrony cywilizacji islamu przed atakiem niekontrolowanych aspiracji Zachodu, a także za instrument retorsji czy wręcz niejako vendetty nawet za zbrodnie, jakich Zachód dopuścił się na muzułmanach na całym świecie. W tym celu stosowana jest również propaganda Al.-Qaidy, upowszechniająca twierdzenie, o istnieniu jakoby wielkiego amerykańsko – żydowskiego spisku wymierzonego w islam i muzułmanów. Istnieją też pewne opinie, iż islam pretenduje do roli, jaką miałby w niedalekiej przyszłości odegrać na scenie międzynarodowej, a mianowicie roli instrumentu społecznej kontestacji i buntu użytym przez grupy mniejszości percypujące się jako marginalne bądź też skazane na ostracyzm społeczny. Niektórzy również stają w obronie „fundamentalistycznych antyimperialistów” przed zarzutem degradacji religii w hierarchii priorytetów kierujących ich działaniami.

mid_32216 pobrane (1)

 

Do tej kategorii zaliczają się również czynniki dotyczące procesu globalizacji, jaki współcześnie obejmuje postępując w zasadzie cały świat. A więc dotknięty jest nim również i świat cywilizacji islamskiej, a w której to skutek zachodzi tam co raz bardziej daleko idąca denacjonalizacja (czyli odpaństwowienie) zachowania populacji muzułmańskiej. W co raz niższym stopniu zachodzi też ich utożsamianie się z państwem i na rodem, na rzecz umacniania się owej niejako „tożsamości globalnej”. A w rezultacie dostrzegalny jest znaczny wzrost dezaprobaty i repulsji żywionej przez muzułmanów wobec tzw. „podwójnej moralności zachodnich demokracji”.

A dualizm owej moralności bazuje na paradoksie sprzeczności dwóch jednoczesnych postaw moralnych, z których jedna to postulat o konieczności walki w obronie praw człowiek i demokracji, a przy czym druga jednocześnie to represjonowanie i ucisk stosowane wobec muzułman w Palestynie, Iraku, Afganistanie czy Kaszmirze. Inną zaś przyczynę z tej kategorii stanowi w pewnym stopniu również współczesna sytuacja na scenie politycznej państw islamu. Cechy konstytutywne tejże sytuacji to na przykład degradacja lokalnej klasy politycznej, rozpowszechniona korupcja, nieproduktywność czy nierentowność aparatu państwowego czy też uległa postawa wobec Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. A tym samym dżihad zostaje sprowadzony do funkcji sposobu ekspresji oporu i buntu przeciw władzy lokalnej.

  • (3) Kolejna, trzecia kategoria to tzw. czynniki ekonomiczne, a jakie odgrywają tu niemniej wielce doniosłą rolę. Owa seria spektakularnych, co raz bardziej zuchwałych i druzgoczących, ataków terrorystycznych, którą zapoczątkowała słynna nowojorska apokalipsa z roku 2001, przybrał formę środka ekspresji kontestacji i dezaprobaty dla percypowania muzułmanów jako „obywateli drugiej kategorii”, a ras islamskich, jako gorszych aniżeli zachodnie dominujące rasy uprzywilejowane. Co się tyczy sytuacji muzułmanów w Europie z kolei, to faktem jest, iż społeczno – ekonomiczna marginalizacja mniejszości muzułmańskich stanowi przyczynę, która odpowiada za formowanie się co raz szerszej opinii o ich dyskryminacji również na tle klasowym, prócz tej na tle religijnym. Jakkolwiek pojawiają się czasem głosy, stawiające tejże religii zarzut stanowienia podstaw, jakie leżą u źródeł tejże marginalizacji klasowej, zrzucając nieco ciężar winy z barków Zachodu. I tak podług statystki, owa marginalizacja przejawia się np. w taki sposób, że w stosunku do ludności autochtonicznej, średnio dwukrotnie więcej muzułmanów zalicza się do grona bezrobotnych, a też pośród wszystkich imigrantów to właśnie muzułmanie stanowią największą grupę osób dotkniętych bezrobociem[2]. Ponadto dla większości muzułmanów edukacja kończy się zaledwie już na poziomie szkolnictwa średniego jedynie, zaś ponad 2/3 muzułmanów bytuje w domach o najniższym standardzie. Nic więc dziwnego,  iż mają czasem poczucie podlegania procesowi społecznej marginalizacji, a też obskurantyzmu cechującymi ich rozwój względem reszty państw świata zachodniego. Można by rzec, iż stają się oni ofiarą globalizacji, a to z kolei w rezultacie wznieca idee radykalne i radykalizację nurtów fundamentalistycznych w islamie, wzmagając jednocześnie poczucie hermetycznej ekskluzywności kultury islamu. Ad. (4). Kolejną kategorię stanowią zaś czynniki społeczne. A które uzasadnia fakt, iż eskalacja natężenia radykalizacji jest intensyfikowana  między innymi przez czynniki takie, jak kontakt ze społecznościami rdzennie muzułmańskimi, jak choćby w rezultacie podróży do kraju ojczystego i obcowanie z krewnymi czy też rodziną. Specyfika kontaktu z państwem przynależności narodowej może się realizować w formie o zróżnicowanym kolorycie i cechującej ją przymiotach. A mogą to być formy, jak choćby przykładowo wycieczka, odwiedziny, urlop, studia, stypendium bądź też podróż służbowa, a jak to było w przypadku podróży do Pakistanu odbytej przez Hasiba Husseina, który był jednym z zamachowców odpowiedzialnych za atak terrorystyczny na londyńskie metro z dnia 7 lipca 2005 roku. Takie ekspedycje cechuje forma pewnego niejako dysonansu – w skutek ostrej kolizji dwóch odległych, obcych światów, a czego rezultatem może być wystąpienie radykalizacji nawet u całkowicie zasymilowanego muzułmanina. Inne rezultaty takich ekspedycji oraz kolizji w ich skutek, mogą stanowić np. tzw. wielkie „nawrócenie”, drastyczne zmiany w sposobie zachowania, a też wzmożona infiltracja w celu pozyskania nowych kontaktów pośród środowisk radykalnych odłamów nurtów fundamentalnych islamu. I wreszcie finalnie – usilne starania ukierunkowane na próby czynnej partycypacji w szkoleniach. A z kolei nieodzownie związaną parę z takową „renowacją” duchową stanowi natomiast  całkowita separacja od rodziny czy też uprzednich kulturowych relacji z ojczyzną europejską.

egzekucja_isis_625

  • (5) – Następną kategorię stanowią natomiast czynniki tzw. osobowościowe, a więc tym samym także przyczyny mające swe źródło w typie charakterologicznym osobowości człowieka. Najczęściej przyczyny owe wyrażają się poprzez dekoniunkturalny krach tożsamości, bądź to w formie bytowanie balansującego na granicy dwóch kręgów kulturowych. Co więcej, można uznać za fakt, iż muzułmanie, którzy przystępują do kolektywów fundamentalistycznych i partycypacji w radykalnych nurtach fundamentalizmu, odznaczają się pewną cechą dystynktywną, jaką stanowi specyficzny sposób postrzegania świata. A mianowicie, percepcji świata ujętej w czarno – białych kategoriach (jak to np. jest w przypadku faszystów czy nazistów, bądź po prostu fanatyków), jaki stanowi nieustanną walkę dobra ze złem, wyróżniając się całkowitą negacją i eliminacją rozdziału między sferą sacrum i profanum, a prócz tego jednocześnie zarazem charakteryzując się głębokim, przeświadczeniem o konieczności rozciągania skali zakresu oddziaływania i strefy wpływu religii na wszystkie inne aspekty życia. Jeden z bodźców popychających do podjęcia partycypacji w ramach organizacji paramilitarnych może stanowić również infantylność psychiczna. Zaś fantazje płynące np. z fascynacji przemocą bądź też marzeń o czynnym udziale w konfrontacji zbrojnej, stają się możliwe do zrealizowania, między innymi także dzięki górom Afganistanu. Za sukcesem Al.-Qaidy bowiem kryje się fakt, iż udostępnia ona pewne instrumentarium konieczne do umożliwienia walki, a co w rezultacie daje gwarancję możliwości faktycznej walki – a więc tym samym również i postawienia się kantem systemowi w roli antagonistycznego opozycjonisty. Rekrutacji domniemanych kandydatów pretendujących na członków Al-Qaidy zwykle dokonuje się wybierając kandydatów, których odznaczają się cechami takimi, jak zagubienie, poszukiwanie własnego miejsca w społeczeństwie i drogi życiowej, a także spośród grupy młodych ludzi, których relacje z bliskimi cechuje stan silnego konfliktu. Podług opinii O. Roya, znacznie większe predyspozycje i podatność na radykalizację wykazują jednostki, o cechach takich jak cierpliwość i narcystyczność (narcyzm), które propagują pogląd, jakoby za sprawą przeprowadzonej tylko jednej spektakularnej akcji terrorystycznej, stanie się dla nich możliwe odniesienie sukcesu i wykreowanie swego życia od nowa. Ponadto, w niektórych przypadkach konstytutywny czynnik rozstrzygający tu może również stanowić obecność dysonansu bądź antagonizmów w relacjach z ojcem. Badania przeprowadzone przez Bayerischer Verfassungsschutz wskazują, iż uwarunkowanie utraty szacunku swych potomków przez ojców stanowi fakt braku posiadania przez nich poważania wśród członków społeczności lokalnej. Z perspektywy Europejczyków bowiem zwykle stanowią oni „obywateli drugiej kategorii”, a w rezultacie czego, nie posiada on takiego samego prestiżu, jaki posiadają jego rówieśnicy w państwach swej przynależności etnicznej.

A takowi potomkowie, aby uniknąć prowadzenia walki ze swym rodzicielem i antenatem rodu, dokonują translokacji swego rozczarowania na grunt  antagonistycznej agresji wobec Izraelczyków i wszelkim „niewiernym” –  wielką krucjatą podjętą przeciw niewiernym, którą inaczej określa się arabską nazwą dżihad[3].

isis-army

  • (6) – I wreszcie ostatnia już, szósta kategoria, opatrzona etykietą: negatywny wpływ mediów, choć wcale nie ostatnia co o swej istotności i wagi – czyli jak to mawiają Anglicy „last but not least”! Albowiem tej kategorii, co jak co, ale z całą pewnością nie sposób odmówić ani ogromu jej istotności, wagi, ani też doniosłości. Ponieważ to właśnie mass media oraz wywierany przez nie wpływ, tak ogólnie we wszelkich aspektach i sferach, odgrywają naprawdę niebagatelną rolę w krzewieniu tej idee fix islamu, jaką stanowi dżihad, a jej całego ogromu nie sposób tu nawet opisać słowami. Uwaga zaś mediów skupia się przeważnie tylko na wybiórczych, jednostkowych zdarzeniach, preferując te ilustrujące możliwe w pełni obraz fascynacji ekstremizmem muzułmanów mieszkających w Europie – bądź to którego ostrze jest wycelowane w Europę czy Zachód. Mass media zainicjowały pewien proces kreowania rzeczywistości podług własnej wizji, za pośrednictwem mocno akcentowanych, zintensyfikowanych, doniesień o zagrożeniu (czy też zagrożeniach) terrorystycznym ze strony islamu. Niestety częste ukazywanie rzeczywistości przez mass media w sposób niekompetentny i jednostronny, a nawet celowo zmanipulowany, czy wręcz propagandowo wypaczony, i to mimo że są one wolne i demokratyczne niby, przyczynia się znacznie do wzrostu islamofobii w krajach zachodnich czy Europie, a z drugiej strony zarazem jednocześnie także do wzmagania się niezadowolenia pośród muzułmanów o poglądach zdecydowanie nieradykalnych i umiarkowanych, skazanych na życie „w cieniu kamer” – i iluzorycznych wizji pełnego agresji i przemocy ekstremizmu radykalnego fundamentalizmu islamskiego. A w rezultacie nieobiektywnego i stronniczego sposobu demonstrowania wyników sondaży opinii publicznej, które są niezwykle kontrowersyjne, dochodzi zaś do ugruntowania się powszechnie podzielanego w konsekwencji poglądu, podług którego osiągnięcie konsensusu, jaki w efekcie doprowadziłby do pogodzenia islamu z zachodnim stylem życia. I tak oto ilustrację tego stanowi doniesienie z dnia 18 października, wyemitowane przez holenderski dziennik „Der Telegraf”, w które podaje do publicznej wiadomości informację, iż film dokumentalny o terrorystach z 11 września spotkał się z niezwykle entuzjastycznym i przychylnym przyjęciem ze strony młodych Marokańczyków. A co gorsza, owe publikowane sondaże, również wywierają bardzo negatywny wpływ na notowania muzułmanów w Europie, a w rezultacie czego dochodzi od dłuższego czasu do różnych skrajnie antagonistycznych reakcji ze strony Europejczyków, w tym nawet aktów agresji czy przemocy, na różne wydarzenia i kwestie związane z radykalizacją fundamentalizmu islamskiego i w przejawach, jakie przyjmuje toczony przezeń dżihad.

I to już zupełnie wszystko, co się tyczy odnośnie przyczyn radykalizacji, o czym uznałam za istotne wspomnieć w tym miejscu, które poświęcone było roztrząsaniom owego zagadnienia, jakie stanowią przyczyny radykalizacji.

5. Epilog – czyli rzecz o skutkach…

Motto:

O Proroku! Walcz przeciwko niewiernym i przeciwko obłudnikom i bądź dla nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. Jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!” (IX, 73)

„Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców” (II, 190)

[źródło: Koran]


Islamic-Correctness

Oba cytaty zawarte w motcie, jakim opatrzony został ten ustęp, stanowią przytoczone słowo w słowo nauki Koranu względem dżihadu i sposobem postępowanie względem „niewiernych”, jakie są obowiązkiem, którym obarczony jest każdy wyznawca islamu i którego wypełnianie przez całe życie jest dlań bezwzględną koniecznością, bez której nie może on być muzułmaninem, ani też osiągnąć po śmierci upragholy-book-islam-called_e8e735e28094ce3enionego raju, o którego wspaniałościach również traktują szerzej nauki zawarte w Koranie.

Już treść pierwszego z powyższych cytatów, klarownie i ewidentnie wyraża sposób, w jaki muzułmanin powinien postępować z „niewiernymi”. I tak nakazuje się tam, primo walkę z niewiernymi i przeciwko „obłudnikom” – a zatem hipokrytom, w której na piedestale postawiona zostaje dominująca dlań – surowość względem nich. Jako miejsce docelowe, do którego w skutek walki winni trafiać niewierni, wskazuje Gehennę, która podług Nowego Testamentu stanowi po prostu określenie synonimiczne dla piekła, a zaś w znaczeniu, jakie posiada w Starym Testamencie, stanowiła ona dolinę, która wyznaczała granice miasta Jerozolimy, inaczej zwaną Doliną Hinnom. Dolina ta, umiejscowiona za bramą miasta zwaną Hersit w pierwotnym znaczeniu stanowiła wysypisko śmieci, a także miejsce kremacji zwłok przestępców oraz tych, którym z innych przyczyn odmówione zostało prawo do normalnego pogrzebu. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, iż w Dolinie Hinnom podscano nieustannie palące się ognie, zaś na jej środku umiejscowione było wzniesienie o nazwie Tofet¸ na którym to ponoć król judzki Achaz złożyć miał ongiś w ofierze bogu Molochowi, własnego syna. I odtąd to w Bibli oraz judaizmie Dolina Hinnom stała się symbolem bałwochwalstwa, kultu fałszywego boga, a też hańby i niegodziwości. Podług legendy późniejszy dobry władca królestwa Judy, Jozjasz, miał jakoby dokonać zniszczenia ołtarza ofiarnego w Dolinie Hinnom, w celu zaprzestania składania ofiar Molochowi tamże.

W Judaizmie Gehenna było to z kolei miejsce, istniejące obok podziemnego miejsca, w którym przebywali wszyscy zmarli (szeol), miejsce kary dla potępionych, a więc  – uosobienie piekła w chrześcijanizmie bądź katolicyzmie.

Co zatem z tego wynika, nauki Koranu skazują ich na męki w „nieszczęsnym” miejscu kary potępionych – skazani na wieczność w cierpieniach bezdennej czeluści piekła…

img55778a9acda10

Oblicza radykalnego fundamentalizmu…

Drugi z cytatów jest natomiast już odrobinę nieco mniej radykalny i restrykcyjny względem dżihadu i sposobu postępowania względem „niewiernych”. Tym niemniej, zawiera jednak dobitny i ewidentny rozkaz „na drodze Boga” – a zatem obowiązujący każdego wyznawcy islamu, który poprzez wiarę w jedynego Boga – właśnie „kroczy jego ścieżką” – zwalczania tych, którzy „jego zwalczają”, a więc antagonistów religii islamu i jej wyznawców, podejmujących wszelkie wrogie działania wobec nich, a też stosujących wszelkie możliwe formy przemocy i represjonowania względem islamu i jego wyznawców jedynego Boga Allacha. Z jednak, iż ową walkę czyli właśnie dżihad tak faktycznie, łagodzi, o dodane tamże pewne złagodzenie jej cech, nadających jej restrykcyjną formę skrajnie radykalnego ekstremizmu, w którym to wyraża przyzwolenie na walkę z najeźdźcami, lecz zakazuje przy tym muzułmanom samym wcielania się w rolę najeźdźców – a zatem zakazując im dokonywania agresji na inne ludy czy państwa w celu dokonania ich aneksji oraz w ramach dżihadu, jak też krzewienia wiary w jedynego Boga Allacha i islamu. To zaś brzmi choć minimalnie krzepiąco w świetle ekstremistycznie skrajnych postaci, jakie obecnie przybiera w rezultacie radykalizacji islamski fundamentalizm, a w szczególności brutalnego terroryzmu i co raz bardziej zuchwałych ataków terrorystycznych, które w efekcie przybierają rozmowy mordów na skalę masową, w których liczby ofiar śmiertelnych czasem przekraczają nawet wiele tysięcy, a ich arogancka brutalność i bezlitosne, fanatyczne okrucieństwo, nieraz szokują totalnie cały świat, i na wieki odbijają się donośnym echem, odciskając trwałe, krwawe piętno w historii ludzkości, którego bolesne i wstrząsające wspomnienie nigdy nie blaknie i nie traci na sile przez całą wieczność, równie wyraziste, jak w chwili, gdy jego tragedia rozgrywała się na oczach całego świata – bezradnego widza tego iście szatańsko potwornego spektaklu śmierci, okrucieństwa, cierpienia i destrukcji.z16910774IH

I tak oto tym samym te rozważania uprzednie doprowadzają nas do meritum tego ustępu, a jakie to stanowią zaś skutki, rezultaty i konsekwencje, jakie wypływają nie tylko z samej radykalizacji fundamentalizmu, i różnorakich postaci ekstremizmu w tego efekcie powstających w obrębie radykalnych ruchów fundamentalistycznych islamu, ale także jednocześnie tych, które wypływają z np. dżihadu i jego prowadzenia przez islam przeciw cywilizacji Zachodu, ekstremistycznych postaci, jakie przybiera dżihad w skutek radykalizacji fundamentalizmu, a w szczególności postaci skrajnie restrykcyjnie ekstremistycznej, jaką stanowi terroryzm.

A o skutkach, efektach i konsekwencjach, jakie dotychczas świat musiał ponieść w wyniku radykalizacji fundamentalizmu islamu i ekstremizmu z nią związanego, można by mówić bez końca, a ich wyliczanie ciągnęłoby się niemal w nieskończoność.

maxresdefault

11 września 2001 roku godzina 9:03 – World Trade Center staje się obiektem największego i najbardziej brutalnego ataku terrorystycznego w historii – USA otrzymuje potworny, brutalny cios od ekstremistów islamskich….

Zatem pozwolę sobie w celu restrykcyjnego ograniczenia tego nieskończonego zakresu tychże skutków, efektów i konsekwencji, redukując do objętości nie przekraczających dopuszczalnej dla tejże pracy normy, możliwych do ujęcia w jej treści w formie słownego opisu, a to zaś restrykcyjnie zawężając rozważany tu zakres tychże skutków, efektów czy konsekwencji wyłącznie do najistotniejszych i najbardziej doniosłych  w skali globalnej, wydarzeń, sytuacji i zajść, zaistniałych współcześnie począwszy od wieku XX, a zwłaszcza od końca lat sześćdziesiątych i osiemdziesiątych tego wieku, aż po dzień dzisiejszy, jakie zaistniały na całym świecie, z zwłaszcza zachodnim.10_rocznica_zamachow_na_world

Punkt zapalny inicjujący potężną eksplozję tej ekstremistycznej bomby, określanej też mianem dżihad tak ogólnie, a też skrajne zaostrzenie się radykalizacji fundamentalizmu islamskiego, a też w jej wyniku powstałych skrajnie restrykcyjnych ekstremizmów form realizacji walki w ramach tejże „świętej wojny”, jak też instrumentarium środków używanych w tej walce, a zaś co można by wyrazić, innymi słowy, iż  – w roli niejako „rodzajów typu broni o różnej skali rażenia”, a który wzniecił cały ten krwawy pożar nienawiści, zbierający obfite żniwo ofiar śmiertelnych przekraczających nawet bardzo wiele tysięcy, stanowił bez wątpienia największy i najbardziej zuchwały akt terroryzmu, jakim był słynny i wciąż żywo wstrząsający całym światem, samobójczy atak terrorystyczny w dniu 11 września 2001 roku na World Trade Center w Nowym Jorku oraz  budynek Pentagonu w Waszyngtonie, jakiego dopuścili się terroryści z ramienia Al.-Qaidy, pod wodzą ówczesnego jej przywódcy, owianego legendą Osamy ibn Ladena. Wówczas to dziewiętnastu ekstremistów dopuściło się wpierw uprowadzenia czterech odrzutowców pasażerskich (tzw. jambojetów), aby następnie dwoma z nich uderzyć w nie istniejące już wieże World Trade Center w samym sercu Nowego Jorku, jednym – w budynek Pentagonu w Waszyngtonie, w wyniku czego śmierć poniosło znacznie ponad trzy tysiące, niewinnych ludzi, a liczba rannych była jeszcze o wiele tysięcy większa. Czwarty z uprowadzonych samolotów rozbił się w stanie Pensylwania, nie uderzając w żaden strategicznie istotny cel.

911-1024x819 1920a01c070da2288ac4fc5c1f7fe547

Porywacze byli uczniami bin Ladena, wyznającego niezwykle wojowniczą radykalną odmianę islamu, w znacznym stopniu bazującą na poglądach, jakie postulował Sajid Kutba. A brutalność i skala tego zuchwałego i też spektakularnego ataku terrorystycznego ostentacyjnie jawnie dokonanego na Stany Zjednoczone, oznaczała także przejście wojny islamskich fundamentalistów przeciwko nowoczesności Zachodu w nową fazę, dewaluując wszelkie restrykcje limitujące formy i siłę stosowanych form przemocy i antagonistycznych wrogich działań oraz agresji, a też nadając jej charakter globalny, przenosząc jej pole na arenę międzynarodową.Firemen walk amid the smouldering rubble of the World Trade Center following a terrorist attack 11 September 2001 in New York. A hijacked plane crashed into and destroyed the landmark structure. AFP PHOTO/Alex Fuchse6b905b47efe8f1a

Już wówczas rodziły się przypuszczenia, że jeśli w mniemaniu muzułmanów ich religia nadal stanowić będzie obiekt ataku świata Zachodu, w rezultacie akty przemocy (np. terroryzmu), dokonywane w odwecie przez radykalne ruchy fundamentalistów, mogą tym samym również stać się bardziej gwałtowne i zacząć przyjmować co raz to nowe, przerażające formy.

7270617-policja-przed-siedziba-tygodnika-900-581

A już absolutnie niepodważalne potwierdzenie i dowód tych przypuszczeń stanowiły bez wątpienia ostatnie tragiczne wydarzenia w Paryżu, podczas kolejnego, jakże brutalnego i o jak wielkiej skali ataku terrorystycznego dokonanego przez ekstremistów w Paryżu w piątkowy wieczór w dniu 13 listopada ubiegłego roku (Anno Domini 2015), w skutek którego dokonano kolejnego mordu na skalę masową, który pochłonął niemalże blisko kilkaset prawie ofiar śmiertelnych, a setki osób zostało rannych.link_1Ti0E799me4uUNZUyz4WZ4gziFUkSuBd,w300h223

Ów brutalny i zuchwały atak złożony był z całej serii zamachów, przeprowadzonych w tym samym dniu w różnych miejscach miasta, w tym m.in. największe w pobliżu Stade de France i w Sali koncertowej Bataclan. W Sali Bataclan, gdzie na koncercie kalifornijskiej grupy rockowej Eagles of Death Metal, zgromadzonych było około 1500, miały formę wszczęcia bestialskiej strzelaniny, po tym jak kilku napastników wtargnęło do Sali koncertowej, uzbrojonych w broń „typu kałasznikow”, którzy następnie zaczęli na oślep strzelać do tłumu, wznosząc okrzyki „Allah akbar”  (czyli „Bóg jest wielki”). Tam też przetrzymywani byli wcześniej także zakładnicy, przez około trzy godziny, a którym podług relacji świadka, terroryści wpajali, iż winę za zamachy ponosi francuski prezydent Francois Hollande, który podjął decyzję o interwencji sił francuskich w Syrii. Finalnie masakrę zakończył szturm na Bataclan przeprowadzony przez siły bezpieczeństwa, w którego rezultacie zginęło czterech terrorystów, z czego trzech śmierć poniosło detonując pasy z ładunkami wybuchowymi. Podług zdania prokuratury na terenie miasta przeprowadzono symultanicznie co najmniej sześć zamachów.

charliehebdocopkilled

Wiadomo względem innych zamachów, iż w okolicach Stade de France, gdzie doszło do trzech eksplozji, śmierć poniosło co najmniej kilka osób, a w tym trzech terrorystów. Co najmniej jeden z tych ataków został dokonany przez zamachowca samobójcę, po zdetonowaniu ładunków wybuchowych przytwierdzonych do jego pasa. Natomiast do kolejnych czterech z serii zamachów doszło w barach oraz na ulicach X i XI dzielnicy Paryża. W wyniku tamże wznieconych strzelanin zginęło w sumie ponad kilkadziesiąt osób.zamachy-terrorystyczne-we-francji-321221-GALLERY_BIG

Łączna suma ofiar serii zamachów podczas ataku terrorystycznego w Paryżu w końcu ubiegłego roku, sięgnęła niemalże prawie blisko kilkaset osób, a liczba rannych była jeszcze o wiele większa.

Podług szacunków agencji Associated Press, atak ów stanowił najtragiczniejsze bodajże wydarzenie, jakie dotknęło Francję od czasów drugiej wojny światowej, jakiemu nic ponad to nie zdołało dorównać przez cały ten długi okres historii Francji.

W rezultacie tragicznych wydarzeń podjęta została decyzja o ogłoszeniu stanu wyjątkowego na kontynentalnym terytorium kraju oraz na Korsyce, dokonanym przez prezydenta Hollande, który także podjął decyzję o zamknięciu granic państwowych.

Francja zamarła wstrząśnięta i zszokowana, spętana surowymi rstrykacjami stanu wojennego, a wyludnione, opustoszałe z ludności cywilnej ulice, zapełniły tłumy oddziałów wojska i sił bezpieczeństwa, uzbrojonych po zęby nieustannie patrolując dokładnie każdy milimetr miasta, czuwali nad życiem obywateli francuskich.


Zamachy-we-Francji.-Ciała-ofiar-leżą-przed-restauracją-e1447486822855 - Kopia

Ten, kolejny już z wielu, bestialskich mord i ludobójstwo, wstrząsnął całym światem, który rozpaczał nad jego ofiarami, które poniosły śmierć, a też rannych w jego rezultacie, nie tylko ogromem liczby ofiar śmiertelnych i rannych w jego wyniku, lecz także jego bestialską brutalnością i okrucieństwem, a które to klarownie i ewidentnie dostrzegalne jest chociażby np. mord w Sali koncertowej Bataclan. Gdzie terroryści zaczęli po wtargnięciu do sali na oślep strzelać do tłumu niewinnych ludzi, a gdzie potem dokonali następnie rzezi na ponad stu zakładnikach przetrzymywanych uprzednio, gdy to zaczęli strzelać dosłownie prosto do bezbronnych ludzi leżących na podłodze sali, nie odpuszczając żadnemu żywemu z zakładników, jakby pragnąc wybić zupełnie wszystkich tam obecnych do cna….0,,18850178_303,00 - Kopia

Na całą Europę padł strachy i śmiertelna groza – a czego efektem było wszechobecne zaostrzanie wszelkich procedur i kontroli bezpieczeństwa kraju, np. kontroli granicznych wszelkiego ruchu, od samochodowego po lotniczy w szczególności. W wielu państwach zapanowały realia zbliżone całkiem do stanu wyjątkowego wprowadzonego we Francji po tym tragicznym ataku terrorystycznym, i wojsko opanowało ulice większych miast, które nagle się wyludniły, bo przerażona ludność domowa kryła się w swoich domach, szukając bezpiecznego azylu, w którym nie żadne ataki terrorystyczne nie stanowiłby aż tak realnego zagrożenia w każdej chwili, nie wiadomo kiedy i gdzie mogły stać się rzeczywistością kolejne masowe mordy, w skutek brutalnych ataków ze strony islamskich terrorystów. Ale i z drugiej strony tragiczne wydarzenia w Paryżu wywołały dobitny odzew i oscylację antagonistycznych wrogich reakcji, nierzadko przybierających formę nawet brutalnej przemocy i okrutnych represji względem mniejszości imigrantów z państw islamskich, zamieszkujące państwa Europejskie, czy też otwarte głoszenie treści, poglądów czy postaw rasistowskich, faszystowskich, nacjonalistycznych czy xenofobicznych, choćby jak takowy akt, do którego doszło w Polsce, gdy treści rasistowskie i obelżywe dla nacji islamskich wyrażone zostały w akcie wandalizmu – nabazgrane sprayem na mieniu (domach, witrynie sklepu czy samochodach) należących do osób pochodzenia islamskiego. A i gorsze formy te reakcje przybierały, wyrażając się w o wiele bardziej drastycznych czynach – nawet aktach przemocy i agresji.

1421015

Bo oto te tragiczne wydarzenia w Paryżu do jakich doszło w końcu ubiegłego roku, przelały czarę goryczy, a i tak już po znacznym przekroczeniu wszelkich granic przez atak terrorystyczny z 11 września, ten atak zwieńczył dzieło, przekraczając już tak bardzo wszelkie granice, że pękły wszelkie bariery i hamulce, przebrała się miarka a cała Europa i świat zachodni stanęły tak faktycznie w obliczu kolejnej wojny światowej, na arenie międzynarodowej toczonej między radykalnymi nurtami fundamentalistów islamskich z Europą i światem zachodnim oraz jego nowoczesnością. Wojna niezwykle krwawa, bezlitosna, bezpardonowo brutalna i zbierająca ogromne żniwo trupów, jakimi uścielana jest grubo cała historia tego konfliktu i tego otwartego, bezpardonowo wprost toczonego wyjątkowo agresywnego i eksrtemistycznego dżihadu ­­– czyli „świętej wojny” islam przeciwko „niewiernym”….

A której rozpoczęcie właściwie już miało miejsce, i tak faktycznie ta wojna już trwa od momentu nowojorskiej apokalipsy i pamiętnego 11 września 2001 roku, jakie stanowią datę jej faktycznego rozpoczęcia tak w praktyce, Aczkolwiek teoretycznie jeszcze się wcale nie rozpoczęła tak oficjalnie i formalnie nie jest toczona obecnie żadna wojna stricte światowa…. Tak, owszem nie jest… z tym że jedynie oficjalnie i formalnie nie jest tak teoretycznie… Faktyczna sytuacja w praktyce bowiem wygląda diametralnie odmiennie skrajnie zgoła – a ta kolejna wojna światowa faktycznie już się rozpoczęła i już trwa – wojna światowa cywilizacji islamu przeciw cywilizacji zachodniej i nowoczesności Zachodu, „święta wojna”, ekstremistyczny dżihad¸ islamu przeciwko „niewiernym” – kolejny konflikt na tle religijnym i to tym razem także międzynarodowy, światowy na skalę globalną, i przybierający najgorsze formy, jakie nie śniły się nawet ludzkości…

I też, kolejna wojna religijna, po której masowych mordach, pozostanie znowu nieskończenie wiele kolejnych, nowych ofiar religii, jakim powinniśmy oddać należyty hołd i szacunek, pamięć o nich i ich tragicznej śmierci, upamiętniając w naszym Miejscu Pamięci Ofiar Religii, a co wymagać będzie posadzenia bardzo, bardzo wielu nowych drzew – pomników – miejsc pamięci o tych, nowych niezliczonych ofiarach religii, zamordowanych w jej imię i w imię jakiegoś kolejnego okrutnego, podłego, małostkowego, złego i próżnego boga czy raczej może bożka – i jak każdy boga absolutnie urojonego, jakiemu paranoiczne obłąkanie ludzi dotkniętych kompletnym szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy, zrodziło urojoną, chorą i obłąkaną halucynacje paranoicznej konieczności składania masowo krwawych ofiar z ludzi i masowego ludobójstwa, temu urojonemu bożkowi i masowych mordów w jego imię, przelewając krew nieskończenie wielu absolutnieNiewinnych, zadając kłam Dobru i Sprawiedliwości, paradoksalnie dla „dobra” religii i boga – ledwie urojonych zupełnie halucynacji obłąkanego umysłu pogrążonego w szaleństwie jakiejś kolejnej masowej religijnej psychozy….

A my ludzie, jedyne co możemy dla tych wszystkich niewinnych ofiar religii uczynić – to cóż, ledwie tyle jedynie, co posadzić ku ich pamięci to drzewo czy kilka drzew opatrzonych upamiętniającym je memoriałem, choć tak oddając im należny hołd i cześć, sprawiając by pozostały wciąż żywe, póki żywa jest pamięć o nich zaklęta w środku tych drzew – pomników, która trwać będzie póki one będą żyć, rosnąc wraz z nimi, wciąż większa, silniejsza i o coraz głębszych, silniejszych korzeniach mocno wrastających w całą naszą kulturę i cywilizację, nie tylko tę nam bliską zachodnią, ale i inne, jak cywilizacja islamu, z którą obecnie jesteśmy w stanie otwartej, bezpardonowej wojny – wojny światowej, równie globalnej, co nasza Globalna Wioska – eldorado zachodu, miejsce, w którym wszystko staje się możliwe i tracą znaczenie wszelkie odległości, bariery i ograniczenia – lecz i miejsce, w którym także toczy się ta zażarta wojna – na śmierć i życie o byt jednej z dwu cywilizacji, stron tego konfliktu ścierających się w tej kolejnej z wielu wojen religijnych, jakie niezliczenie razy już zbierały krwawe żniwo w całej dotychczasowej historii ludzkości – i jakich brutalności, ogromowi i skali destrukcyjnej zagłady póki co nic się równać nie może…

I miejmy nadzieję, że ofiary tej wojny religijnej, nie osiągną ponownie rangi jednego z największych masowych mordów i ludobójstwa w dziejach ludzkości, jak to bywało już nieraz w przypadku niejednej z wojen religijnych dotychczas, i że uda się ten konflikt zakończyć, bez okupywania jego finalnego zakończenia milionami czy nawet miliardami krwawych ofiar z Niewinnych, składanych na ołtarzu jakiegoś kolejnego pseudo – boga urojonego w imię płodu obłąkanego umysłu, ogarniętego szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy – i Złem, jakie ów rodzaj obłędu i typ psychozy akurat zawsze nierozerwalnie ze sobą niesie i czyni temu światu oraz ludzkości – zła, jakiemu nic na tym świecie dorównać nie może.

Jednakże opisane tu przypadki ataków terrorystycznych dokonanych przez islamskich ekstremistów współcześnie nie są jedyne i nie wyczerpują długiej listy egzemplifikacji skutków, jakie zrodził radykalny fundamentalizm w czasach współczesnych i długo by można pisać o tych jakże brutalnych aktach terroru ze strony islamskich ekstremistów.

Wszystkie te ataki terrorystyczne wspólnie również z kolei były brzemienne w skutki, jakie stanowiły reakcję świata Zachodniego nań i kontrofensywę wobec nasilającej się fali terroru ze wschodu.

Świat zachodni zareagował bowiem nie tylko zaostrzając przepisy bezpieczeństwa czy restrykcjami w zakresie kontroli granicznej czy wjazdu na terytorium państw zachodnich dla obywateli państw islamskich, lecz reakcja ta objęła znacznie szersze, pełne spektrum aspektów związanych z życiem i polityką państw zachodnich, jak też ich postawy względem państw islamskich, a zwłaszcza terrorystów i organizacji terrorystycznych z tychże państw, i przybierając często gęsto postacie skrajnych bądź drastycznych działań, skierowanych przeciwko tym, którzy kryją się za tymi aktami terroru bądź mogą stanowić potencjalne zagrożenie kolejnymi.

I tak na arenie polityki międzynarodowej zawrzało, a na gospodarkę i ekonomię państw islamskich spadł cios licznych sankcji, jakie nań ponakładał Zachód. Część państwo zachodnich po ubiegłorocznej tragedii w Paryżu wprowadziło stan wyjątkowy, skłaniając większą część Zachodu do zajęcia postawy ofensywnej i podjęcia radykalnych działań militarno – politycznych wobec islamskiego agresora, a co faktycznie doprowadziło do czynnych ataków militarnych sił Zachodu na wrogie siły państw islamskich i niemalże wywołania trzeciej wojny światowej.

Ale to nie wszystko. Cały Zachód bowiem zapałał silną nienawiścią do islamu, podsycaną przez mass media i ich propagandę anty – islamską, i chęcią zemsty, usiłując pomścić pomordowane ofiary terrorystów wszelkimi sposobami, nie bacząc na konsekwencje prawne. Nawet Internet zalała powódź tzw. „hejtu” i ostrej krytyki, wymierzona w islam, a ostatnio zwłaszcza w islamskich uchodźców – zarówno tych, którzy dopiero usiłowali wyemigrować do państw zachodnich, jak i tych, którzy już wcześniej wyemigrowali i żyli na terenie państw zachodnich. Tym pierwszym usiłuje się uniemożliwić i utrudnić emigrację na Zachód wszelkimi środkami, a wobec tych drugich zaś podejmowane są wrogie działania, także bezpośredniej agresji, czynnej napaści i stosowania przemocy oraz siły fizycznej, jak choćby pojawiające się na domach, lokalach czy samochodach islamskich imigrantów obraźliwe rasistowskie napisy i hasła pełne nienawiści do „ciapatych”, jak to ostatnio zwykło się nazywać arabów w Polsce, a wręcz nawet do aktów wandalizmu, brutalnych pobić czy prób samosądu i linczu wymierzanego przez wzburzony tłum.

a6DBeJmN

Fala nienawiści wobec islamu ogarnęła cały Zachód…

Dziś słowo islam, nie tylko wzbudza ogrom kontrowersji, bulwersuje i porusza, ale co więcej wzbudza też często falę nienawiści i aktów przemocy, wzbudza tumult, wrzawę i ferment społeczny, a nawet wznieca rozruchy i walki, czy agresję, jako wyraz buntu oburzonego Zachodu i jego obywateli.

Czy jednak można przez pryzmat tych czynów – choć drastycznych, karygodnych i bestialskich – jednakże dokonanych tylko przez niezbyt wielką część, a może nawet i pewną mniejszość zaledwie radykalnego odłamu islamskich ekstremistów i terrorystów, oceniać cały islam ogółem i wszystkich muzułman? Wydaje mi się to zdecydowanie niewłaściwe, błędne, niesprawiedliwe i krzywdzące, jako że poza owymi skrajnymi formami islamu, jakie stanowią te jego radykalne odłamy fundamentalnych ekstremistów, spora część wyznawców islamu jest zupełnie nijak nie związana z tymi aktami terroru, i nie odpowiada zupełnie za nie, nie jest za nie odpowiedzialna ani też nie ponosi za te bestialskie mordy żadnej winy tak de facto. A ich wiara nie tylko nie popiera ani nijak nie propaguje tego rodzaju terroryzmu, a też tak pojmowanego prowadzenia dżihadu, ale wręcz ewidentnie jest przeciwko temu, potępia a nawet i zabrania ostro, jako złych czy grzesznych takowych działań, zajmując postawę, jakiej daleko do postawy ekstremistów.

dbad3bdfdfee4bec6a35437a2a909dba

Cały Internet zawrzał – internauci domagają się „zbanowania” islamu….

Tym niemniej, nie zmienia to wcale faktu, iż narastający fundamentalizm i nasilające się działania ruchów fundamentalistycznych, stanowią jeden z bodajże najistotniejszych i największych problemów, z jakimi boryka się współczesny świat zachodni, a poniekąd dotyczący też świata wschodniego, a jakiego ważkość i rozmiar wciąż narasta i prowadzi do co raz to bardziej drastycznych form eskalacji tego problemu, a też do podejmowania co raz to bardziej radykalnych działań przez każdą ze stron tego konfliktu właściwego współczesności, jakim jest właśnie fundamentalizm.

I to nie dotyczy jedynie fundamentalizmu islamskiego, ale wszelkich współczesnych fundamentalizmów i jego radykalnych odłamów, fundamentalizm bowiem stanowi problem wspólny dla wszystkich religii monoteistycznych – a zwłaszcza współczesnych największych monoteistycznych gigantów. Zwłaszcza, że niemalże każdy fundamentalizm ma swe źródła przede wszystkim właśnie w religii i stanowi zjawisko o charakterze religijnym.

A co potwierdzić może zresztą przykład, jaki nam, Polakom jest najbliższy, którego jesteśmy naocznymi świadkami współcześnie. A mianowicie przykład tego, jak obecnie w Polsce przedstawia się sytuacja dominacji religii katolickiej i formy, w jakie ona ewoluuje. Czyż nie jest bowiem prawdą, iż przybiera ona co raz ostrzejsze formy fundamentalizmów, a nawet radykalnych nurtów fundamentalistycznych, narastając i przybierając na sile, zwłaszcza od czasu ostatnich zmian władz i rządu oraz objęcie władzy przez pro – katolickie prawicowe frakcje polityczne – n’est-ce pas? A islamski dżihad w zasadzie niczym nie różni się od naszej rodzimej, polskiej „świętej wojny”, jaka toczona jest obecnie w kraju i na arenie politycznej przez Kościół katolicki i pro – katolickie prawicowe, konserwatywne frakcje polityczne czy ugrupowania, przeciw „niewiernym”, a której przejawem jest choćby na przykład zaciekła walka o ochronę „życia poczętego”, ustawę antyaborcyjną czy awantura o „pigułkę po”.

I tylko czekać, jak ten nasz, rodzimy katolicki, rosnący w siłę fundamentalizm i katolickie ruchy ortodoksyjne, w procesie ich postępującej radykalizacji, dorównają ekstremistom islamski i sięgną po środki przemocy, jakie stanowi ów terroryzm właśnie. A zaiste bliżej ku temu nam, aniżeli mogło to by się wydawać.

FIN.

Przypisy:

[1] Anna Rusinek, Zrozumieć terrorystę…. Dlaczego niektórzy muzułmanie w Europie radykalizują się?, [w:] Zachód a świat islamu – Zrozumieć innego, red. I. Kończak i M. Woźniak, Katedra Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki UŁ, Łódź 2012, s. 67.

[2] W Wielkiej Brytanii stopa bezrobocia muzułmanów wynosi ponad 20%, podczas gdy pośród całości wszystkich imigrantów już 13% tylko, a w skali kraju – zaledwie 6%. I analogicznie jest też w Niemczech – bezrobotnych jest 21%  Turków wobec 8% ludności w skali kraju jedynie.

[3] S. Mekhennet, C. Sautter, M. Hanfeld, op. cit., s. 222-224.

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Idealna wizja doskonałego Pomnika Ofiar Religii uduchowionej perfekcjonistki – część I

 

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Póki pamięci żyje póty człowiek żywy

CZĘŚĆ I:

  1. WSTĘP.

Jako owa tytułowa perfekcjonistka również w kwestii organizacji pisanego tekstu, jak też zachowania wszelkich norm, prawideł i zasad przyjętych dla danego rodzaju i typu tekstu oraz danego stylu pisania, dążę jak zawsze do owego niedoścignionego ideału i pragnę aby tworzony tekst był jak najbardziej się da doskonały, także i tym razem nie mogłam się oprzeć temu swojemu pędowi ku perfekcji i musiałam zacząć oczywiście od owego najbardziej należytego i doskonałego początku każdej porządnej rozprawy, jakim jest właśnie Wstęp.

Albowiem rozważania i kreowaniu tu mej idealnej wizji doskonałego Pomnika Ofiar Religii, jaki się wyłania z mej nieco przerośniętej i zbyt rozbuchanej wyobraźni artysty, należy koniecznie zacząć od paru słów wstępu, wprowadzając nieco społeczno – politycznej demagogii do późniejszych i wizji nieskrępowanej mej wyobraźni, okraszonych odrobiną wiedzy i merytorycznych treści z kilku dziedzin wiedzy i zagadnień, jakie tu będą mi niezbędne do wykreowania w pełni mej idealnej wizji.

Tak więc oto słowem wstępu, a propos naszego tu meritum, czyli Pomnika Ofiar Religii, warto rzec nieco też i o innych pomnikach i pewnym obecnym, typowym dla owego naszego tzw. „katolandu” zjawisku z pomnikami związanym.

A więc do rzeczy!!

Zacznę od stwierdzenia, iż zwykle inicjatorem wielkich, donośnych ruchów, inicjatyw czy rewolucji lub przewrotów społecznych, bądź to politycznych, staje się ledwie jedna, mała iskierka – małe, liche zarzewie, które jednak wznieca ogromne pożary i potężne eksplozje, często rozpętujące się nawet na skalę globalną.

Tak właśnie było w bardzo wielu przypadkach w całej historii ludzkości, a czego przykładem może być choćby ruch emancypantek ongiś, który obecnie stał się ruchem feministycznym, ruch abolicyjny, a też Greenpeace praz inne duże ruchy ekologiczne, czy też, tak słynny i na topie obecnie, ruch internetowy i virtualny, kryjący się pod kryptonimem Anonymous.

images (4)

I liczę, że taki sam los czy prawidłowość powtórzy się z powodzeniem, również i w przypadku tej dopiero rodzącej się idei, koncepcji i inicjatywy czy akcji społecznej, jaką ma być ów Pomnik Ofiar Religii, inicjowany przez stowarzyszenie Poza Stadem. I że, tak samo podobnie i tu, ta pierwsza, mała ledwie iskierka, wykrzesana przez inicjatorów akcji i jej propagatorów, również zdoła wzniecić taki gigantyczny pożar, który ogarnie cały kraj, a może nawet i świat, a jego niebotyczną, jasną łunę będzie można zobaczyć nawet z przestrzeni kosmicznej, o czym skrycie marze w związku z tą inicjatywą, przyznam szczerze!

Lecz wróćmy tymczasem do owych pomników i wspomnianego zjawiska z nimi związanego.

Tak oto wraz ze śmiercią dawnej komuny i socrealizmu w Polsce, runęły wraz ze starym ustrojem także i pomniki dawnych, także komunistycznych bohaterów i czynów. Na ich miejsce wraz ze wzrostem demokracji, wyrastały jak grzyby po deszczu nowe pomniki niechlubnej i wzgardzonej przeszłości oraz zabronionego koloru czerwonego…

Ale kapitalizm i jego neo-konformistczne rozpasanie, także i w kwestii pomników wkrótce siegnął ekstremum; i to nie tylko względem ilości ich stawiania, ale co gorsza również względem obiektów czy rzeczy, jakim miały one oddawać cześć i hołd upamiętniając je swymi monumentalnymi cielskami, a też i w kwestii ich fizycznych rozmiarów podobnie zresztą.

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Swiebodzin i jejgo gigantyczny Jezus

The crowned head of a statue of Jesus being built stands in Swiebodzin, 110 km (68 miles) west of Poznan, western Poland, November 4, 2010. The statue, whose body is 33 metres (108 ft) tall, is expected to be completed in November. REUTERS/Kacper Pempel (POLAND - Tags: RELIGION SOCIETY)

Jak widać, nawet i sam Jezus czasem „traci głowę” hehe ;)

Polska oto została demokratycznie naszpikowana czcigodnymi i w ogromnej większość – świątobliwymi olbrzymami z betonu, stali, spiżu, granitu bądź ołowiu; najeżona calutka gorzej niż jeż ostrymi szpikulcami niezliczonych krzyży i krucyfiksów wszelkiej maści; upstrzona pstrokato cała kaplicami, kapliczkami i monumentalnym bądź kameralnie małymi obiektami oraz miejscami kultu religijnego, kiczowato napchanych bez umiaru wszelkimi dewocjonaliami, świętymi malowidłami, rzeźbami, ikonami i tandetnie pozłacanych z jarmarcznym przepychem i barokową, iście groteskową przesadą.

Także i mojego miasta rodzimego, nie ominęła ta megalomańska pomnikowa „gigamania”. Przykładów na to nie trzeba szukać wcale daleko, bowiem już nieopodal mojego osiedla, na sąsiednim, prawie że osiedlu oddalonym kawałek zaledwie tylko, zwanym nieco ciut egzotycznie – Pekinem – starszy i sieje grozę, monumentalny pomnik o imponująco wielkich gabarytach „naszego” legendarnego, byłego papieża – Polaka, który to został namolnie i bezwzględnie ustawiony w centralnym miejscu dużego placu wewnątrz wielkiego blokowiska, gdzie to uprzednio odbywała się ongiś wizyta papieska Jana Pawła II, i który swymi szeroko rozpostartymi ramionami zdaje się niejako ojcowsko i czule obejmować całą tę betonową szpetotę wielkiej pustyni tego blokowiska, typowego dla śląska i zagłębia osiedla – sypialni, jeszcze rodem z PRL-u, jakie budowano dla napływowej siły roboczej z całego kraju, zwabionej tu przez bezlik kopalni, hut, fabryk i zakładów przemysłowych, oferujących miliony nowych miejsc zatrudnienia i definitywnie likwidujących straszną wizję bezrobocia, wiszącą nad wieloma obywatelami z innych, mniej zindustrializowanych regionów kraju, gdzie niemal nie istniał jeszcze żaden przemysł wówczas, a już w ogóle ciężki, i brak było drastycznie jakichkolwiek miejsc pracy dla klasy robotniczej.

PlacPapieski Sosnowiecki "Pekin"

„Mój rodzimy” Papież – Polak z Sosnowieckiego „Pekinu” na Placu Papieskim

2.04.2007 SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI LUDZIE MODLA SIE UCZNIOWIE ZE SP 38 Z KLASY 6B FOT. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AGENCJA GAZETA 11 ROCZNICA SMIERCI PAPIEZA

SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI

12.04.201012.04.2010 SOSNOWIEC , TRWA ZALOBA PO KATASTROFIE SAMOLOTU RZADOWEGO W SMOLENSKU W KTOREJ ZGINAL PREZYDENT LECH KACZYNSKI Z MALZONKA MARIA I PRZEDSTAWICIELE WLADZ PANSTWOWYCH . FOT.DAWID CHALIMONIUK / AGENCJA GAZETA

„Mój” Sosnowiecki „Papież – Polak” w dzielnicy Zagórze – obejmuje ojcowsko w rozłożonych ramionach szarego betonowego molocha wielkiej pustyni blokowiska… ;)

Nad moim z kolei osiedlem górowały zaś dominując apodyktycznie i pysznie, strzeliste i niebotycznie wysokie wierze zabytkowego, gotyckiego kościoła – ostre niczym szpikulce bagnetu i groźne w swej majestatycznej, śmiertelnie zimnej, kamiennej powadze. A cień jaki rzucały zdawał się padać niemal na całe osiedle, spowijając je swym surowo lodowatym zimnem, aż nieprzyjemny dreszcz przeszywał całe ciało, jakby coś obślizgłego przepełzło po kręgosłupie….

Te wyrastające, jak grzyby po deszczu co raz to nowe pomniki i inne postumenty, w nowej, kapitalistycznej i już „zachodniej” Polsce, o dziwo co raz to rzadziej z każdą chwilą, stawiane były ku czci tych naprawdę wybitnych, zasłużonych, wielkich ludzi, wydarzeń, czynów, bitew, czy też ogólnie, ku czci i pamięci doniosłych historycznych prawdziwych „pereł” wszelkich. A za to co raz to częściej i częściej zaczęły one oddawać hołd i cześć pamięci wszelkim wartościom, postaciom, wydarzeniom, świętościom i bóstwom głównie w większości religijnym – a przede wszystkim najczęściej – katolickim i chrześcijańskim, oraz politycznym ściśle powiązanych, a w sumie wręcz podległym tejże religii bądź jej władzom, np. Kościołowi; będąc nie tyle pomnikiem oddającym hołd czemuś/komuś czy upamiętniającym coś/kogoś, co raczej bardziej miejscem lub obiektem kultu religijnego i manifestacją religijnego absolutyzmu graniczącego niemal z totalitarną dyktaturą wymuszającą bezwzględne posłuszeństwo, pod twardym butem „boskich” nakazów, rozkazów i zakazów, niepodlegających absolutnie żadnej dyskusji ani negocjacji, i czyniąc też w ten sposób z tego kraju jakby jeden wielki ołtarz naszpikowany gęsto cały odpustowym kiczem świątobliwych dewocjonaliów; i tym samym zmuszając siłą każdego obywatela, bez względu na jego wolę, by uklęknął, padł na kolana, mijając każdy jeden z tych pomników – obiektów kultu religijnego, pokornie pochylając głowę i czoło, przed choćby i nie swoim, obcym ale jedynym i wszechwładnym Bogiem – lichwiarzem, a który, co  zabawne, mimo chrześcijańskiej jego, morderczej co prawda, metamorfozie, i tak wciąż zachowuje nadal w sporym stopniu, to starotestamentowe oblicze tyrana – despoty zarazem jednocześnie, zwłaszcza tu obecnie, w tzw. kolokwialnie „katolandzie”.

Zaś ostatnimi czasy, a już szczególnie po niedawnej rotacji władz państwowych i rządowych, to ekstremum sięgnęło jeszcze wyższego i już skrajnie ekstremalnego pułapu, urastając już wręcz do miana fenomenalnego curiosum, a też wybryku natury niejako – i to wcale a wcale w żadnym pozytywnym jakkolwiek, tego określenia znaczeniu.

pomnik_malego_powstanca_fot.w.hansen-267x212

Teraz to powiem prócz nie tak dawnego w sumie pochowania Ś.P. świątobliwych szczątków stricte katolickiego prezydenta Lecha K. na Wawelu, pośród najznamienitszych i największych królów – a jak! – Polski, i otoczeniem go nabożną czcią niemalże całkiem niczym świętego – albo i nawet samego Faraona egipskiego, syna boga i jego namiestnika na ziemi – ten cały chory, szalony obłęd przybrał jeszcze o wiele ostrzejszą formę i stadium. Teraz to bowiem, planowany jest przez radykalnie katolickie władze państwa, jakie sięgnęły po ostatnich wyborach po najwyższą władzę i stanowiska, również monumentalny pomnik – gigant upamiętniający „świętą” katastrofę smoleńską i jej równie „święte” ofiary, a których beatyfikacji zaczęto niemal głośno też się już domagać, nieszczęsnego Tupolewa, a co gorsza o zgrozo! – nawet także i owej słynnej, „diabelskiej” smoleńskiej brzozy do tego, jako nikczemnego narzędzia szatana, które niecnie a pozbawiło życia „ich świątobliwe eminencje” w tej do obrzydzenia już nieustannie wałkowanej, wywlekanej na forum publicznym jako symbolu męczeństwa, dowodu niby „świętości” jej ofiar i otaczanej iście nabożną czcią przez – głównie – pissowskich kato – oszołomów, i pod wodzą prezesa Kaczyńskiego oraz mości prezydenta – elekta Dudy – marionetki na tronie, jaka wodzom PIS-U włożyła w ręce berło władzy absolutnej, umożliwiając im rozpoczęcie wdrażania swej fanatycznie religijnej dyktatury i kato – terroru bezlitosnego dla wszelkich heretyków, bluźnierców i innych wrogów Jedynej Religii i Boga – a tak naprawdę Jedynego Kościoła oraz kleru i ich interesom w większości mająca służyć – ot i taka brzydka prawda!

Co więcej rzec tu trzeba, przykładowo pomniki Jana Pawła II posiada już każde jedno miasto w Polsce (w liczbie co najmniej sztuk jeden lub więcej), każde miasteczko i prowincjonalna mieścina, a nawet i sporo wsi oraz wiosek, i to nierzadko w liczbie sztuk większej aniżeli tylko jeden. A o innych obiektach kultu religijnego, jak wszelkie krzyże, kapliczki, pomniki Jezusów, świętych itp. nawet nie wspominając, jako że tymi caluteńki kraj jest najeżony bardziej nawet niż jeż igłami, a człowiek chcąc nie chcąc nieustannie się o nie potyka na każdym kroku, gdziekolwiek by się nie ruszył – i czy chce, czy nie, bez względu na jego wolę, musi i tak nieustannie obcować z brutalnie napierającą zewsząd religią oraz jej pomnikową, namolną i wszechobecną manifestacją.

Kolejną typową tendencją w tym pomnikowym szale, stanowi tendencja do wypierania dawnych obiektów hołdu – wydarzeń historycznych, czynów, ludzi, ruchów rewolucyjnych, wielkich przywódców, twórców, odkrywców i naukowców, a też wartości czy idei – przez nowe obiekty hołdu, cechujące się agresywną i zatrważająco wielką ekspansywnością, a wśród których zdecydowany prym wiedzie oczywiście religia i religijne obiekty hołdu, upamiętniane przez post-komunistyczne pomniki. A już wybitnie tępione są wszelkie stare pomniki, upamiętniające cokolwiek związanego jakoś z uprzednim ustrojem oraz komunizmem, jak choćby np. czynu ludowego, ruchów rewolucyjnych i powstań czy np. wielkich przywódców rewolucji – „a bo to komuchy przecież! Won!” – nie mówiąc już nawet nic, o tych jeszcze bardziej „czerwonych”, bądź to „sowieckich”, jakich samo ledwie wspomnienie godzi sromotnie i śmiertelnie w godność, a raczej dumę, naszej kapitalistycznej demokracji.

I tak oto znikły wszystkie całkiem „[…] głowy Lenina znad pianina […]”, znikły wszystkie portrety towarzysza Stalina, a co gorsza znikły także i te upamiętniające choćby np. powstanie listopadowe. Przykładowo, jak ów słynny, nieistniejący już obecnie monument ongiś w Warszawie stojący, tzw. „Pomnik oficerów – lojalistów poległych w Noc Listopadową” a także „Pomnik Polaków poległych za wierność swojemu monarsze”, który został zniszczony jeszcze na długo przed erą kapitalizmu, bo w roku 1917 już. Tak oto z Placu Saskiego w Warszawie zniknął ów „Pomnik siedmiu Generałów”, jak też był on nazywany. I to mimo tego nawet, iż upamiętniał on sobą, oddawał cześć i hołd tak doniosłemu wydarzeniu oraz postaciom historycznym, a także mimo tak dalece wielkiego znaczenia i wartości dla naszego kraju oraz narodu – zarówno nas samych Polaków, jak i naszej tożsamości narodowej, a też i dla budowania zdrowej, patriotycznej postawy i wspólnoty celów.

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Pierwsze z ofiar religii o których czytamy w Biblii

Już w samej Biblii niemal od początku czytamy o ofiarach religii

I tak właśnie, w podobny sposób, zniknęły i dalej znikają w zatrważającym tempie, wszelkie echa narodowej historii, manifesty patriotycznych idei i wartości, postaci wielkich, wybitnych wodzów i ludzi, oraz ogromu wielkości ich dokonań, czynów, bądź też ich geniuszu. Podobny los spotyka również postumenty oraz inne formy, oddające hołd wielu, bardzo pięknym, wzniosłym i wysokim wartościom czy ideom, jak choćby np. tak modna dziś Tolerancja. Hołd tejże ma również oddawać owa nieszczęsna, aczkolwiek słynna, warszawska tęcza na Placu Zbawiciela, a o którą to rozchodził się cały ów niedawny wielki raban, gdy to moherowe zastępy „św.” ojca Tadeusza wraz z innymi fanatykami i kato – oszołomami, wespół z radykalnymi zastępami nacjonalistów i neo – nazistów, zarzucały jej rzekomą obrazę św. Krzyża, ustawionego tuż obok i generalnie świętokradztwo oraz jak zawsze, standardowo – obrazę uczuć religijnych. Co prawda do definitywnego usunięcia nieszczęsnej tęczy póki co – gdyż teraz staje się to co raz bardziej prawdopodobne – nie doszło jeszcze, lecz jak dotąd została ona spalona przez jej wrogów (patrz powyżej) już co najmniej kilkukrotnie jak dotąd. Jakkolwiek by nie nazywali się autorzy tych aktów nienawiści i nietolerancji, to wciąż łączy ich zawsze wspólny mianownik, jaki stanowi fanatyczna nienawiść do wszystkiego co inne, co nie pasuje do ciasnych ram sztywnego schematu, do wszystkiego co się wyłamuje i próbuje iść swoją własną drogą, a nie trzymać się sztywno tylko tej wyznaczonej przez religię czy ideologię, jak większość – a więc tym samym także i dla każdej mniejszości, której już samo tylko istnienie godzi w ów twardo ustalony religijny czy ideologiczny paradygmat i podważa jego dyktaturę czy władzę absolutną, co budzi ferment w stadzie absolutnie posłusznych, ślepych i bezwolnych „owieczek” – choć ciśnie mi się tu na usta raczej epitet „baranów”.

Lecz o to dzieje się rzecz wręcz nie pojęta – gdyż w całym tym pomnikowym szale i przepychu, pozostały jakoś całkowicie zapomniane, pominięte i zignorowane pomniki, które powinny przede wszystkim być postawione i upamiętniać to, co esencjonalne, to, co stanowi prawdziwy obiekt hołdu, zasługujący na oddawanie nabożnej wręcz czci, i czemu tak naprawdę powinno się najsampierw oddawać ów hołd. A mowa mianowicie tu właśnie o tych całych miliardach niezliczonych niewinnych ofiar religii, których krwią jakże obficie spływa niemalże cała historia, nie tylko katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu czy innych religii – ale także i całej ludzkości niemal od samego jej zarania. Przykładów takich ofiar religii w historii znaleźć można by nieskończenie wiele. Poczynając od naszej kultury i chrystianizacji pogan słowiańskich, przez wyprawy krzyżowe, świętą inkwizycję, kontrreformację, aż po wszelkie wojny religijne, dżihad itp., jak też i ofiary anormalnego celibatu, w tym pedofilii w Kościele katolickim oraz wszelkie inne ofiary, jakie poniosły śmierć z ręki jakiejkolwiek reigii. A wszystkie te przykłady stanowią historię mniejszej lub większej rzezi oraz ludobójstwa, masowych bestialskich mordów, kryjących się obłudnie pod płaszczykiem religii. A jednakże o dziwo – wśród tej powodzi nieskończenie wielu pomników, wciąż rosnącej w siłę, nie sposób odnaleźć pomników właśnie tych wszystkich ofiar, upamiętniających ich męczeństwo, mękę, cierpienie i mord na nich popełniony – każdego jednego niewinnego skrzywdzonego dziecka i dorosłego – dlatego pytam tu oburzona i zdumiona: gdzie są dla nich pomniki, gdzie pamięć, cześć i hołd im należne? Gdzie?

Słowiańszczyzna-po-walce

Wojna Trzydziestoletnia i obfite krwawe żniwo jakie podczas niej zebrała religia…

spot052_margrate_cemetery_4

Cmentarz amerykański poległych żołnierzy w Holandii

Tym wielce wymownym i dobitnym pytaniem pozwolę sobie zakończyć tu cały ów powyższy Wstęp. Pora teraz bowiem już przejść do meritum tych dywagacji! A zatem to tyle w ramach wstępu.

2.  PRO MEMORIA – NIEMY KRZYK CIERPIENIA.

Zacznę może od wyklarowania pokrótce znaczenia i sensu, jaki kryje się za tytułem, którym opatrzyłam tenże rozdział.

Znaczenia utartego, łacińskiego zwrotu pro memoria, raczej nikomu nie trzeba tłumaczyć, z racji sławy oraz częstotliwości jego stosowania na całym świecie, stosowany nie tylko w stylu naukowym czy artystycznym, ale również i w stylu potocznym, gdzie nagminnie przewija się w kolokwialnej mowie i języku stosowanym na co dzień. Zatem translację tejże łacińskiej frazy, jakiej tu dokonam traktuję tylko i wyłącznie, jako czysto oficjalną formalność, gwoli doprecyzowania, napomknąwszy jedynie, iż oznacza ów zwrot, tyle, co: „Dla pamięci”.

427pamiec_o_zmarlych_stronka-agusi

Wspomnienie – iskra życia w tych co odeszli…

eabbdd8e8f3d6655180071808f4b1349

Ci którzy umarli – odeszli dawno w cień i została po nich – ot kupka kości jedynie nic więcej prócz pamięci co ich przy życiu jedynie utrzymać może….

Dla czyjej zaś pamięci wyjaśnia nam z kolei ów drugi, polskojęzyczny człon owego tytułu. Wywodzi się on natomiast stąd, iż temat owych ofiar religii, ich cierpienia, zbrodni i mordu, jakich się na nich dopuszczono etc. – od niemal samego zarania, spowijany jest w gruby niejako kir niemej ciszy, poprzez swego rodzaju „zmowę milczenia”, która nakazuje milczeć na ten temat, a nawet ignorować, udając jak gdyby ich nigdy wcale nie było… A wszelkie ślady tychże zbrodni i mordów, wszelkie ślady tychże ofiar i ich cierpienia są pieczołowicie tuszowane i jak się to mówi kolokwialnie – zamiatane pod dywan, tak by nie wyciekły w żadnym wypadku nigdy do mediów czy ogólnie do wiadomości opinii publicznej, pozostając ledwie skrzętnie skrywanymi, wstydliwymi sekretami danej religii, a w zasadzie bardziej jej władz i propagatorów, jakich celom zwykle ta religia służy tak naprawdę.

Tak więc nasze niewinne ofiary religii milczą, a ich krzyki pozostają nieme, stłamszone obłudnym kneblem religii. I giną gdzieś, znikając w nieprzebytych mrokach zapomnienia… Pozostają w ukryciu, nikt nie daje świadectwa i męki, cierpienia i śmierci – i dlatego jest konieczne wreszcie zrobić coś Dla Pamięci – o nich, o tych których niewinną krew przelała religia, przelano w imię religii…. Ofiary religii zasługują w końcu na głos! Zasługują na pamięć, na dobitnie napiętnowane i potępione, ujawnione całemu światu i podane do publicznej wiadomości; upamiętnione z oddaniem im należnej czci oraz hołdu – i rozpamiętywania ciągle i ciągle od nowa, tak aby pamięć o nich i to rozpamiętywanie, było nam przestrogą, ostrzeżeniem na przyszłość, które pozwoli nam uniknąć popełnienie znowu tych samych błędów, i które uzmysławiało i uświadamiałoby nam, jak wiele zła religia wyrządziła w historii ludzkości, jak wiele zła kryje się i niesie ze sobą religia, i jak wiele zła może być skutkiem religii – przypominając nam o tym nieustannie, poprzez cierpienie i śmierć jej ofiar.

A to stanowi właśnie ogółem – meritum całej inicjatywy „Pomnik Ofiar Religii – Poza Stadem”. I oto w tym przedsięwzięciu chodzi właśnie – by upamiętnić to wszystko, oddać należną cześć i hołd, napiętnować i potępić, nadać rozgłos i upublicznić, a tym samym poprzez tę pamięć – uczynić wiecznie żywymi, póki ta pamięć trwa…

Ale dość już o tym, bo nie o sam ów tytuł się tutaj rzecz rozchodzi.

Albowiem meritum tych dywagacji stanowią w zasadzie dwie zasadnicze rzeczy. Primo, cała ta inicjatywa i przedsięwzięcie wspomniane tu uprzednio, a secundo, same ofiary religii, ich cierpienie i śmierć, ich upamiętnienie, cześć i hołd im należny, a także wszelkie inne kwestie czy aspekty z tymże zagadnieniem związane.

Zacznijmy może od końca – czyli od owych ofiar i punktu drugiego.

Wielu osobom, zwłaszcza bardziej religijnym oraz mniej zaznajomionym z tą tematyką, ciśnie się tutaj uporczywie na usta pytanie: „No dobrze, ale właściwie te ofiary i ta cała pamięć oraz reszta, są aż takie niby ważne czy istotne?”, albo kolejne: „A jakie to ma w ogóle znaczenie?” – i choć te pytania można by uznać za przejaw ignorancji, niedouczeniu, czy nawet zaślepieniu osoby, która je stawia, to i tak jednak mimo to, konieczne jest tutaj podjęcie próby udzielenia na nie pokrótce wyczerpującej odpowiedzi. Takiej, która będzie satysfakcjonująca zarówno dla zwykłego laika, czy też ignoranta nie znającego tematu, jak i dla obytego, wytrawnego znawcy i badacza tego zagadnienia, bądź innej persony wielce uczonej etc. Odpowiedzi, która stanowi uzasadnienie i rację bytu całej inicjatywy, i która symultanicznie stanowi źródło, z którego wypływa cały jej sens, cel i znaczenie, oraz wszystko to, co determinuje o całokształcie jej zasadności, istotności, wagi, doniosłości i znaczeniu. Co nadaje tej koncepcji wszelką racje bytu…

20081201-QZE04074_RCP05049-14-106b_107Heart-cut

Ofiary religii składali już Inkowie czy Aztekowie

s_jarmark_198

Wojna trzydziestoletnia – krwawe i obfite żniwo ofiar zebranych przez Religię

1345291241588

Święta Inkwizycja też przysporzyła religii nie mało ofiar…. tortury palenie na stosach i inne formy zadawania okrutnej śmierci były standardem na porządku dziennym i widok płonących na stosie czy masowych szubienic nikogo zupełnie nie dziwił…

Zdaję sobie sprawę, iż taka odpowiedź winna tu niejako, przybrać formę nieskończenie długiej wyliczanki, wyliczającej nieskończenie wiele powodów, argumentów, epitetów etc., jakie się na tę odpowiedź składają. I z tego, że nie sposób nijak tej mnogości zawrzeć w tej pracy, ani też w żadnej skończonej postaci, dlatego też ograniczę się tutaj w tym względzie jedynie do tego tzw. niezbędnie koniecznego minimum, jakie znaleźć się tutaj absolutnie musi i nic ponad to – nie rozwlekając nadmiernie tego i tak już rozwlekłego wywodu

36bde1d2f686f19d9137413f59fce440,2,0.

Odpowiedzi zaś tej nadam formę listy numerowanej, dla uzyskania bardziej przejrzystej organizacji tekstu. Tak więc oto, dlatego, że:

  • Ofiary te były to w zasadzie ofiary, które niczym nie zawiniły nikomu, nie dopuściły się żadnej znaczniejszej chociażby zbrodni ani zła; była to generalnie niewinnie przelana krew niewinnych ludzi, niesprawiedliwie, w imię jakiegoś tam boga, jakiejś tam religii, jakichś tam przykazań i nakazów, zasad czy praw tejże religii. A w istocie, jak najczęściej – tak naprawdę w imię jej kapłanów, władz, jak choćby np. Kościoła katolickiego i kleru, i celów, które skrywając się tylko pod płaszczykiem tejże religii i pozornej „boskości”, w istocie wcale nie Bogu ani religii służyły czy służą, lecz celom ludzi, i to wyjątkowo perfidnie niskim, płytkim, maluczkim, niecnym i plugawym… Np. zwykłej chciwości, żądzy władzy i wpływów, a nawet zaspokojenia prymitywnych chuci i popędów jedynie, jak dzieje się to w przypadku pedofilii przykładowo, gdzie do tego owe chucie i popędy nie są nawet naturalne, lecz chore, zwyrodniałe i stanowią patologiczną dewiacje niezgodną z Naturą. Celom, jakie obierał sobie nie żaden bóg, lecz zwykli ludzie – mali, podli, małostkowi i nikczemni, jak choćby np. kler obecnie, albo też władze kościelne, Kościół, inni przywódcy religijni oraz powiązani z nimi politycy i władze państwowe czy świeckie, a co widać ewidentnie zwłaszcza obecnie na polskiej scenie politycznej.
  • Ponadto, kolejny kardynalny powód stanowi tu sposób w jaki ta cała pomniko – mania traktuje ofiary religii i pamięć o nich, ale i sama religia również. A mianowicie to, jak całkowicie je ignoruje i pomija, zbywa milczeniem, a nawet wręcz hańbi, depta, oczernia i obrzuca oszczerstwami i fałszywymi oskarżeniami, tak by ukazać je w jak najgorszym świetle, a tym samym – manipulując rzeczywistość i fakty, tak aby służyły ich celom i świadczyły na ich korzyść, wybielając ich złe postępki i haniebne czyny w oczach ludzkości. W ten sposób czynią z tychże ofiar religii, bezbożnych wrogów Boga i religii, czy też „prawdziwego Polaka – katolika”, jak to się propagandowo obecnie określa pewien typ Polaczków; czyni z nich heretyków bluźniących przeciwko jedynemu Bogu, pogański czarci pomiot, warto co najwyżej oplucia czy rozdeptania ich „świątobliwymi” buciorami – bezlitośnie i z obrzydzeniem, niczym robaka.
  • A tymczasem ich cierpienie, ich krzywda i ból, zło i niesprawiedliwość im wyrządzona przez religię, ginie w nieprzebytych mrokach zmowy milczenia i religijnej propagandy, a która steruje zwykle niestety niemal całą ogromną większością społeczeństw, mass – mediów, jak i opinii publicznej; i dzierży największą władzę nad światem oraz wpływy, budując największe potęgi. A też i ogólnie nad masami, sterując całymi ogromnymi większościami licznych społeczeństw i narodów. A co widoczne jest zwłaszcza w przypadku wielkich religii monoteistycznych.
  • Pamięć o ofiarach religii, służy nie tylko upamiętnieniu ich, aby żyli nadal w pamięci ludzkiej, nie tylko oddaniu im należytej czci i hołdu, ale o wiele bardziej istotnemu celowi czy celom, na znacznie większą skalę, nawet globalną, który służy całemu społeczeństwu czy społeczeństwom, i to nie tylko współcześnie istniejącym, ale nawet i w całej przyszłej historii ludzkości. Cel ów można zatem śmiało nazwać celem społecznym; ponadto jest to też cel edukacyjny i uświadamiający. A mianowicie poprzez tę pamięć o ofiarach religii i ich tragicznym losie, społeczeństwo jest zarazem edukowane w zakresie historii ludzkości, a ucząc się na błędach jakie ongiś popełnili nasi pra – przodkowie, może wyciągać wnioski z nich i unikać ponownego popełniania ich w przyszłości – aczkolwiek co prawda mawiają, iż historia kołem się toczy, lecz i tak mimo to liczę, iż taka edukacja społeczna będzie jednak sukcesywna, przynosząc będzie realnie wymierne efekty. Pamięć ta przyczynia się również do znacznego wzrostu świadomości, zarówno społecznej, jak i tej indywidualnej, co również ma liczne korzystne konsekwencje oraz przynosi wiele wymiernych korzyści.
  • I przyczyna czy powód finalny już tutaj – a jaki związany jest stricte z obecnymi realiami świata współczesnego i jaki szczególnie czyni koniecznie niezbędną takową pamięć, jak i naszą inicjatywę, zwiększając drastycznie jej istotność oraz potrzebę jej propagowania. A to z racji, iż to właśnie obecnie, we współczesnym świecie XXI wieku, właśnie te obecne, współczesne tego świata wszelkie realia, czynią tę potrzebę i istotność, aż tak wielką i palącą, zmuszając nas niemal wręcz do zwrócenia się w tym kierunku, a też do czerpania stąd wiedzy i mądrości, by móc rozwiązywać drastyczne problemy i zło współczesnego świata, ocalić go niejako, zapewniając dalszą bytność i ciągłość ludzkości i ludzkiemu światu, i tak właśnie ocalić, gdyż obecnie świat znajduje się tylko o włos od wielu różnorakich katastrof i kataklizmów – ekologicznych, braku elementarnych surowców, jak woda pitna, niezbędnych do życia, czy też militarnych, a nawet nuklearnej – zwłaszcza teraz, gdy nad światem zawisła złowieszcza groźba globalnego konfliktu militarnego i być może nawet III Wojny Światowej, w której karty rozdawać będą potęgi i mocarstwa, dysponujące nie tylko największą siłą militarną, ale co najgorsze – również największą siłą broni jądrowej i nuklearnej, z których ledwie najmniejszego kalibru parę pocisków, jest w stanie zdmuchnąć całą planetę z powierzchni ziemi, urzeczywistniając apokaliptyczne wizje Armagedonu z filmów katastroficznych czy literatury science – fiction…. Sytuacja zwłaszcza obecnie sięgnęła zenitu, stając się naprawdę alarmująco drastyczna i tragiczna. Tak oto bowiem patrząc na najbliższą nam historię współczesną, natrafiamy na całą masę różnorakich konfliktów, wydarzeń i problemów, u których podłoża niezmiennie leży jedna przyczyna i źródło – a jest nim nie inaczej jak właśnie owa religia. I też w konsekwencji których, przybywały całe rzesze coraz to nowych ofiar religii, oraz morze przelanej za religię niewinnej krwi… Największy wkład w to mają oczywiście te największe obecnie religie wiodące prym na świecie. Tu przede wszystkim przodują trzy największe religie monoteistyczne, czyli chrześcijanizm, judaizm oraz islam. Z tych trzech, najbardziej zajadłą, agresywną i patogenną stanowi bez wątpienia islam, ze swym dżihadem, a więc świętą wojną wymierzoną w innowierców i postulującą ich anihilację oraz zabijanie na wszelkie sposoby, a co uwypuklone jest najsilniej pośród fundamentalistów oraz innych radykalnych i fanatycznych wyznawców tejże wiary (co zresztą analogicznie tyczy się każdej z religii). Jednakże moc, potęga, zakres władzy i wpływów, a także bogactwo pozostałych dwu również bez wątpienia jest wielce istotny i odgrywa równie istotną rolę na arenie świata współczesnego i sytuacji na nim. Na drastyczne pogorszenie i zaostrzenie się tejże sytuacji obecnej miały wpływ liczne, bardzo tragiczne oraz drastyczne wydarzenia na świecie. Wiele z nich stanowiły akty terroru i przemocy, takie jak choćby atak terrorystyczny na World Trade Center, ostatni atak terrorystyczny w Paryżu i inne podobne, których konsekwencje stanowiły najbardziej bezpośrednio masowe mordy na mniejszą bądź większą skalę, jakich dopuszczano się na tak wielkiej liczbie nowych, niewinnych ofiarach religii, przelewając ponownie kolejne morza niewinnej krwi. Do mniej bezpośrednich konsekwencji tego rodzaju aktów przemocy i ataków terrorystycznych, zaliczyć należy przede wszystkim np. zaostrzenie i pogorszenie się stosunków międzynarodowych na świecie, liczne restrykcje i embarga państw ościennych bądź współpracujących, negatywne skutki ekonomiczno – gospodarcze, pogorszenie się sytuacji politycznej zarówno wewnętrznej, jak i na scenie polityki międzynarodowej, zarzewia nowych konfliktów, nie tylko państwowych czy narodowych, ale także międzynarodowych, drastyczne nasilenie się emigracji z zakątków świata najbardziej dotkniętych kryzysem politycznym, militarnym czy ekonomiczno – gospodarczym, a też napływ ogromnych fal imigrantów z tych państwo zwłaszcza do krajów zachodnich wysokorozwiniętych, o największej prosperity. Ponadto w skutek uprzednich tragicznych wydarzeń takowa sytuacja na świecie pogarszała się nieustannie z czasem, a jakże ogromnie tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim okresie czasu, zwłaszcza zaś tak donośny i ogromny atak terrorystyczny i mord, jakiego dokonano w Paryżu, doprowadziły do skrajnej oscylacji i zaostrzeniu tej sytuacji, która sięgnęła obecnie niejako pewnego ekstremum – jakiego przejawy to m.in. choćby owa wspomniana groźba międzynarodowego konfliktu zbrojnego (a może i III Wojny Światowej), czy też np. pakty militarno – polityczne jakie zostały zawarte, lub jakich stworzenie jest postulowane, bądź żądane przez państwa członkowskie w obrębie UE czy NATO, a jakich celem ma być nawet i zbrojna, militarna interwencja w odpowiedzi na owe ataki terrorystyczne, lub użycie siły wobec wrogich ugrupowań, organizacji terrorystycznych, a nawet całych nacji, państw czy generalnie – danej religii i jej wyznawców. Co istotne, drastycznie narasta, zwłaszcza w Europie i na Zachodzie, niechęć, wrogość a nawet wręcz nienawiść do islamu, jako religii, jego wyznawców, czy też uchodźców (imigrantów) pochodzących z krajów muzułmańskich, arabskich, tureckich czy też ogólnie. krajów Bliskiego Wschodu przykładowo. To zaś rodzi kolejne akty nienawiści i przemocy, tym razem wymierzone z kolei przeciw ludności etnicznie tak samo przynależnej, jak sprawcy bądź domniemani sprawcy uprzednio omawianych aktów terrorystycznych, czy stron konfliktów na tle religijnym, a których dokonują tym razem odwrotnie – nie napływowa ludność Europy i krajów zachodnich, stanowiąca autochtoniczną grupę etniczną tychże terenów – a więc My niejako, prawowici i rodowici Europejczycy czy np. amerykanie, z dziada pradziada zamieszkujący Zachód i stanowiący rdzennych członków zachodniej cywilizacji, w odróżnieniu do imigrantów, powodujących etniczne i kulturowe rozbicie i urozmaicenie zamieszkałej tam uprzednio pewnej niejako jednorodnej i jednolitej jedności kulturowej, etnicznej, i w pewnym stopniu – także rasowej. A to z kolei prowadzi nieuchronnie do powstawania społeczeństw multikulturowych, niejednolitych i w których granice państwowe i narodowe, ulegają zatarciu oraz stają się płynne i ruchome, co sprzyja np. procesowi globalizacji, unifikacji narodowościowej i kulturowej, kosmopolityzmowi, a też zjawiskom znacznie bardziej ewidentnie negatywnym, jak np. utrata tożsamości narodowej, kulturowej czy etnicznej, niszczenie i zanikanie folkloru, sztuki i kultury etnicznej, grup etnicznych i ich odrębności kulturowo – obyczajowej, a też przyczynia się do ekspansji i wzrostu potęgi wielkich, międzynarodowych multi-korporacji, jak i związanych z ich funkcjonowaniem oraz prowadzoną polityką ekonomiczną i strategiami marketingowymi, negatywnych zjawisk (np. wyzysk i ucisk państw i społeczeństw najbiedniejszych, żerowanie i czerpanie korzyści ze społeczeństw o niskim stopniu edukacji czy świadomości -np. prymitywnych czy z krajów trzeciego świata – zmuszanie do pracy niewolniczej, w tym także dzieci, i wiele, wiele innych…). Ale dość już o tym!

Nieco odbiegłam od naszego meritum w poczynionych tu uprzednio dygresjach, ale pora już wrócić do sedna sprawy, a które stanowi właśnie sam Pomnik Ofiar Religii – zarówno jako inicjatywa oraz przedsięwzięcie, jak i wizja ich realizacji w praktyce, koncepcja realnej formy, jaką ta inicjatywa czy przedsięwzięcie przybiorą w rzeczywistości finalnie, a i też ogólnie – wszelkich innych detali czy aspektów formy istnienia tego pomnika oraz jej funkcjonowania, czy bytności, oraz realizacji całej koncepcji w praktyce. A w szczególności tyczy się to wizji prywatnej niejako, autorskiej, jaką siłą swej imaginacji i kreatywnej mocy twórczej wykreowała sobie szanowna autorka tego wywodu, i którą to tu następnie ma zamiar podzielić się z szacownym Czytelnikiem – pozostawiając w jego gestii zarówno interpretację, ujrzenie oczyma wyobraźni jej wizualizacji, jak i ocenę, licząc iż znajdzie u swych Czytelników zrozumienie i nieco wyrozumiałości dla wykreowanej przez siebie wizji i koncepcji Pomnika Ofiar Religii…

Ale o tym więcej w kolejnej części tego tryptyku!

images (4)

Zapalenie znicza, świeczki, pomnik czy położenie pod nim kwiatów a nawet zwykły kamień – symbolika jest różna jednak jedna idea – pamięci o tych którzy odeszli, umarli o tych którzy zginęli, zostali pomordowani lub inaczej zabrała ich Śmierć…. oni pozostaną jednak żywi póki żyć będzie pamięć o nich!

 

Przypisy:

[1] A. Strzelczyk: Pogańska religia Słowian [online]. [Dostęp: 01.06.2009]. Dokument dostępny w Internecie: http://www.slawistyka.ath.bielsko.pl/historia/slowianie01.html.

Bóg jest martwy

Nietzsche versus Bóg – czyli rzecz o tym, jak to nietzscheański nadczłowiek w drodze ku boskości potknął się o trupa martwego Boga i wpadł do beczki po same uszy w nihilizm…

bog_jest_martwy_crime_scene

„Crudelius est quam mori semper timere mortem”

(Seneca)

Nietzsche zwykł dość jawnie obnosić się ze swymi poglądami na temat Boga, chrześcijaństwa, jak i religii ogólnie, tak więc w twórczości tego wielkiego filozofa potyczek Nietzsche versus Bóg można znaleźć na pęczki. Tym niemniej w tym wywodzie pragnę skupić się akurat na tej jednej, konkretnej potyczce, a przy tym również chyba i największej oraz wzbudzającej niezmiennie najwięcej kontrowersji. A prócz tego, którą to potyczkę Nietzsche staczał nie raz, a wielokrotnie w swej twórczości – niejako staczając wiele bitew, które składają się na całą tę wielką kampanię, jaką filozof wytoczył przeciw Bogu.

Potyczkę ową zaś stanowi w zasadzie pewna dość krótka, aczkolwiek legendarna już teza, czy też postulat, jaki to ów filozof dość obrazoburczo oraz kontrowersyjnie wysunął i sformułował, zresztą wykazując się wielką odwagą podług mego skromnego mniemania, a zwłaszcza uwzględniając czasy temu współczesne i ówczesną mentalność w kwestiach religii.

Teza ta mianowicie w oryginale, a więc w języku niemieckim, w jakim to sformułowana została pierwotnie, brzmiała: „Gott ist tot” – i choć owe ledwie trzy krótkie niemieckie słowa zdawać by się mogły na pozór dość skromne i oszczędne, to kryją one w sobie tak naprawdę nieskończone bogactwo treści i przesłania, mimo że zawarte ono zostało w tak oszczędnej, wręcz minimalistycznej formie. Cóż, nie sposób tutaj Nietzschemu postawić zarzutu przerostu formy nad treścią….

gott_ist_tot_mur

Nim przejdę jednak do meritum mych rozważań, gwoli dopełnienia kwestii formalnych muszę nadmienić, iż swe dalsze tutaj roztrząsania omawianej kwestii opierać będą się, prócz samej twórczości Nietzschego oczywiście, w pewnym stopniu również na artykule Mirosława Żelaznego o tytule: Nietzsche: śmierć Boga, który to został opublikowany na łamach portalu internetowego Racjonalista.pl, zresztą wyśmienitego trzeba przyznać. Artykuł ów stanowił również po części inspirację dla mych rozważań i natchnął do refleksji, jakie stanowić będą treść następującego wywodu.

Na marginesie dodam, iż artykuł ów podług mego skromnego mniemania jest niezwykle interesujący, zarówno pod względem zawartych w nim refleksji autora, jak i treści merytorycznych, a przy tym ujęła mnie w nim niezwykła zgodność moich własnych poglądów, refleksji i spostrzeżeń z tymi, jakie poczynił tamże sam Żelazny, a jakim również i ja pragnę dać wyraz w niniejszej pracy, dlatego też w sporym stopniu będę się tu opierać na oryginalnej treści owego Artykułu, także parafrazując zawarte w nim myśli Żelaznego, przeto proszę o pewną wyrozumiałość w tym względzie i darowanie mi zarzutów o plagiat.

I to na tyle względem formalności, teraz pora zaś przejść do meritum – czyli  owej tezy w języku niemieckim, a zaś oczywiste jest, iż nie każdy z polskich Czytelników musi władać tymże językiem obcym, zacząć by więc należało ów wywód od kwestii translacji przytoczonej frazy, a która to zdaje mi się być tu kwestią elementarną, jak i prymarną niejako. Tak oto znika odwieczna bolączka chyba każdego człowieka pióra, czyli od czego by tu zacząć.

Zacznę zatem przede wszystkim od kwestii tu elementarnej, a więc od kwestii poprawnej translacji naszej frazy, na co zresztą zwraca uwagę również i Żelazny na samym początku swego artykułu, podkreślając jej elementarne dla reszty znaczenie.

Co do translacji, a raczej poprawnej translacji naszej frazy, to należy najsampierw odmówić racji bytu, często spotykanemu potocznie i w kolokwialnym zastosowaniu, jej tłumaczeniu jako: „Bóg umarł”. Jest ono bowiem całkowicie błędne i nieadekwatne, i to aż z dwóch, a w zasadzie trzech, zasadniczych powodów.

Primo, z powodu już tylko względów filologicznych jest ono ewidentnie mylne i błędne, co zaraz uzasadnię odwołując się do swojej własnej znajomości języka niemieckiego, który to akurat również miałam okazję sobie całkiem nieźle przyswoić podczas swej edukacji. Mianowicie błąd ów uwidacznia się już ze względu semantyki, jako że kryje się on głównie w słowie „tot”, które to wcale a wcale nie stanowi czasownika o znaczeniu „umarł”, lecz jest to przymiotnik o znaczeniu „martwy”. Po drugie jeszcze więcej wnoszą nam względy gramatyczne, jako że fraza „Gott ist tot” nie jest absolutnie wyrażona w stronie czynnej („Bóg umarł” to strona czynna), lecz w stronie biernej, a więc tłumaczyć to wyrażenie winno się raczej jako: „Bóg jest martwy”. Natomiast fraza „Bóg umarł” zgodnie z normą językową w języku niemieckim musiałoby mieć postać zaś taką: „Gott starb” bądź też „Gott ist gestorben.

Reasumując, poprawna translacja frazy ”Gott ist tot” ze względów semantycznych oraz gramatycznych brzmieć winna: „Bóg jest martwy”, co nie budzi myślę już żadnych wątpliwości Czytelnika, naturalnie względem powodów natury filologicznej.

Secundo, powodem jest również fakt, iż owo błędne tłumaczenie „Bóg umarł” ponadto – jak słusznie zauważa Żelazny – nie wykracza zupełnie poza kanony myśli chrześcijańskiej, a co oczywiste nawiązuje do faktu, jaki znany jest doskonale każdemu wyznawcy tejże religii, a mianowicie, iż Bóg umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. A to bynajmniej nijak się ma do naszej frazy, jak i całej tej koncepcji zresztą.

I tertio – powód o największej wadze i newralgicznym wręcz znaczeniu, a który stanowi tu nasz główny corpus delicti, który niezbicie dowodzi błędności owego pierwszego, potocznie stosowanego tłumaczenia, oraz poprawności naszej, przyjętej tu za poprawną, translacji, jako Bóg jest martwy. Ponadto powód ów, uzasadnia także mój upór niejako, a jaki wykazuje również sam Żelazny w swym tekście, aby koniecznie zachować w translacji właśnie owo, jakże wielce cenne, „jest”. Zaraz wyjaśniam, dlaczego stanowi ono aż tak cenny element tejże nietzscheańskiej frazy.

O cenności owego „jest” mianowicie przesądza rola, jaką to pełni ono w tejże koncepcji Nietzschego. Słowo „umarł” z kolei rodzi nierozerwalne skojarzenie ze swoistym „ciągiem przyczynowym”, jak to ujmuje Żelazny, indykującym także formę czasu przeszłego, czyli że: Bóg był i już go nie ma – bo przecież umarł i to już minęło, stając się przeszłością.

Tymczasem podług tezy Nietzschego, która kładzie bardzo silny nacisk z kolei na formę czasu teraźniejszego i nadal trwającego wciąż nieprzerwanie, ów Bóg jednak wciąż właśnie „jest”, choć jest on, czy pozostaje martwy. Tak więc pozostaje on martwy, lecz będąc jednakowoż w tejże formie (czyli martwej) zarazem pozostającym czy trwającym. Można by zatem rzec, iż Bóg jest martwy, lecz zarazem wciąż jest obecny – n’est-ce pas?

nagrobek_boga

T spoczywa trup Boha, który jest martwy lecz zarazem nadal wciąż jest… Conquiescat in pace….

Naturalnie pomijając tu całokształt pozornej absurdalności owego martwego tworu, który jednak że wciąż pozostaje obecny, a która to przywodzi na myśl wizje z horrorów o żywych trupach, i owych niby martwych a jednak wciąż obecnych zombie, aczkolwiek tylko w pierwszej chwili, bez głębszej refleksji jakiejkolwiek na ten temat.

Koncepcja martwego Boga wielokrotnie pojawia się w twórczości Nietzschego, jak już wspominałam. Pierwsza wzmianka o śmierci Boga pojawia się w „Wiedzy radosnej”, we fragmencie 125 o tytule „Człowiek szalony” czy „Człowiek oszalały”. Podobnie jak Żelazny, uważam tu za niezbędne przytoczenie dla przypomnienia tego jakże istotnego fragmentu tamże zawartego, a który to brzmi następująco – cytując za Nietzschem:

[…] 125.  C z ł o w i e k o s z a l a ł y . — Czy nie słyszeliście o owym oszalałym człowieku, który w jasne przedpołudnie latarnię zaświecił, wybiegł na targ i wołał bezustannie: »Szukam Boga! Szukam Boga!« — Po nieważ zgromadziło się tam właśnie wielu z tych, którzy nie wierzyli w Boga, więc wzbudził wielki śmiech. Czyliż zginął? spytał jeden. Czyż zabłąkał się jak dziecko ? rzekł drugi. Czy się ukrywa ? Może boi się nas ? Czy nie wsiadł na okręt ? Wywędrował? — tak krzyczeli i śmieli się w zgiełku. Oszalały człowiek wskoczył między nich i przeszywał ich spojrzeniami swemi. »Gdzie się Bóg podział? zawołał, powiem wam! Z a b i l i ś m y go — wy i ja! Wszyscy jesteśmy jego zabójcami! Lecz jakżeż to uczyniliśmy? Jakżeż zdołaliśmy wypić morze ?

Kto dał nam gąbkę, by zetrzeć cały widnokrąg? Cóż uczyniliśmy, odpętując ziemię od jej słońca ? Dokąd zdąża teraz ? Dokąd y zdążamy ? Precz od wszystkich słońc ? Nie spadamyż ustawicznie ? I w tył, i w bok, i w przód, we wszystkich kierunkach ? Jestże jeszcze jakieś na dole i w górze? Czyż nie błądzimy jakby w jakiejś nieskończonej nicości ? Czyż nie owiewa nas pusty przestwór? Czy nie pozimniało ? Czy nie nadchodzi ciągle noc i coraz więcej nocy ? Nie trzebaż zapalać latarni w przedpołudnie? Czy nie słychać jeszcze zgiełku grabarzy, którzy grzebią Boga? Czy nie czuć nic jeszcze boskiego gnicia ? — i bogowie gniją! Bóg umarł! Bóg nie żyje ! Myśmy go zabili! Jakże się pocieszymy, mordercy nad mordercami ?

Najświętsze i najmożniejsze, co świat dotąd posiadał, krwią spłynęło pod naszemi nożami — kto zetrze z nas tę krew ? Jakaż woda obmyć by nas mogła ? Jakież uroczystości pokutne, jakież igrzyska święte będzie musieli wynaleźć ? Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się bogami, by tylko zdawać się jego godnymi? Nie było nigdy większego czynu — i ktokolwiek tylko po nas się urodzi, gwoli czynowi temu należeć będzie do historii wyższej, niż wszelka dotąd była historya!« — Tu zamilkł człowiek oszalały i znów spojrzał na swoich słuchaczy: i oni milczeli, patrząc nań w zadziwie.

W końcu cisnął latarnię swą o ziemię, że trzasła w kawały i zgasła »Przyszedłem za wcześnie, rzekł potem, nie jestem jeszcze na czasie. T olbrzymie zdarzenie jest jeszcze w drodze i wędruje — nie doszło jeszcze do uszu ludzi, błyskawica i grzmot potrzebują czasu, światło gwiazd potrzebuje czasu, czyny, nawet skoro już są dokonane, potrzebują czasu, żeby je widziano i słyszano. Czyn ten jest im zawsze jeszcze dalszy niż gwiazdy najdalsze — a  p r z e c i e ż  s a m i  go  d o k o n a l i ! « — Opowiadają też, że człowiek oszalały tego samego dnia jeszcze do różnych się wdzierał kościołów i nucił tam swoje Requiem aeternam deo. Wyprowadzany i zapytywany, odpowiadał wciąż jedno: »Czymże są jeszcze te kościoły, jeśli nie są grobowcami i pomnikami boga ? «[1].

bog_umarl_nowina_friedrich_wielkanoc

„Człowiek Szalony” ogłasza swą nowinę….

Tu odwołam się do artykułu Żelaznego, który w swej pracy wysnuł z powyższego cytatu kilka ciekawych wniosków.

Odnośnie ostatnich słów owego Szalonego Człowieka w powyższym cytacie, można by drogą dedukcji stwierdzić, iż z faktu, że istnieją kościoły zwane domami bożymi oraz z faktu, iż wielu ludzi twierdzi, że słucha w nich słowa Bożego, wynika, iż Bóg jest. I tu rodzi się pytanie: jeśli jest to jaki? Żelazny stawia dalej kolejne pytanie – cytując: „Co oznacza jego obecność, a co nieobecność?”[2].

Ponadto z cytowanego fragmentu można wyciągnąć konkluzje jak następuje.

Najsampierw, warto tu sformułować konkluzję, iż ogłoszenie śmierci Boga przez szalonego człowieka nie oznacza, iż wyraża on sobą po prostu postawę ateistyczną z racji następujących powodów. Po pierwsze, dlatego że: „[…] wielu spośród tam zgromadzonych nie wierzy w Boga […]”, a mimo to nie rozumieją oni wcale, o co chodzi szalonemu człowiekowi.

Podług Żelaznego stanowisko Nietzschego charakteryzuje David Lang, a który nota bene sam również był niejako rzecznikiem owych „ludzi szalonych”. Żelazny przytacza tu cytat Langa, w którym pisze on – cytując:

[…] W wierze w Boga nigdy nie chodziło o „wiarę” w jego istnienie, lecz o ufność w jego obecność, która była doświadczana i uznawana za fakt oczywisty. Natomiast wydaje się, że w naszych czasach o wiele więcej ludzi nie doświadcza ani obecności Boga, ani obecności jego braku, lecz jedynie brak jego obecności”[3].

Ciekawą interpretację powyżej cytowanych słów Langa proponuje sam Żelazny, a którą to z tej racji pozwolę sobie tu za nim przytoczyć:

[…] w społeczeństwie, w którym powszechnie odczuwano obecność Boga, problem ateizmu nie istniał, i to nie dlatego, że niewiara karana była instytucjonalnie, lecz dlatego, że nieprzestrzeganie praw bożych było równoznaczne ze skazaniem się na zagładę w sposób naturalny[4].

Odbywało się to więc w sposób analogiczny, jak to dzieje się przykładowo we współczesnym społeczeństwie industrialnym na skutek nieprzestrzegania praw ekonomicznych. Podług mniemania Żelaznego to, co stanowi obecnie obiekt kultu religijnego w porównaniu do czasów przedchrześcijańskich, stanowi zaledwie – cytując: „[…] godną politowania karykaturę”[5]. A bynajmniej w tym właśnie, dopatrywać się należy sensu oraz znaczenia owej martwoty Boga, zawartej w filozofii Nietzschego.

Sam zaś Nietzsche pisze w tym temacie:

[…] Nie to nas oddziela, że nie odnajdujemy Boga ani w dziejach, ani w przyrodzie, ani poza przyrodą, lecz że tego, co jako Bóg czczone było, nie odczuwamy jako „boskie”, lecz jako politowania godne, jako niedorzeczne, jako szkodliwe, nie tylko jako błąd, lecz jako zbrodnie względem życia… Zaprzeczamy Boga jako Boga…[…][6].

Słowa te są na tyle istotne sądzę, iż warte tego, by je tu przywołać za Żelaznym. Tym niemniej oczywiste jest, iż nie jest możliwe jakiekolwiek przyrównanie owej obecności Boga w społecznościach przedchrześcijańskich do żadnego z porządków, jakie to obecnie determinują Człowieka współczesnego, a co słusznie podkreśla sam autor wspominanego artykułu.

Pozwolę sobie tu następnie odwołać się do poglądów wygłoszonych przez Żelaznego w jego pracy, parafrazując jego myśli tamże zawarte. A mianowicie jako, że w świecie współczesnym podług jego opinii, co się tyczy:

Primo – odnośnie każdej z mocy, jakich obecność stwierdza się w tymże świecie współczesnym, autor ów stwierdza, iż dotyczą one tylko pewnej części „jednostkowej egzystencji ludzkiej”. A mianowicie, mają one dotyczyć tylko bytu społecznego oraz przynależności klasowej i narodowej tejże jednostkowej formie bytu ludzkiego.

Secundo – co dość istotne, zaznaczyć należy ponadto także w społecznościach przedchrześcijańskich, obecność innej, swoistej mocy, która to z kolei dla owego człowieka współczesnego pozostawała – a też i pozostaje nadal – nieodczuwalna, a którą stanowił zaś właśnie ów Bóg, którego ponoć my, ludzie ery chrześcijańskiej uśmierciliśmy zaraz u samego zarania tejże ery.

Albowiem dziś, jak to stwierdza Żelazny: „[…] Bóg obecny jest tylko jako martwa idea”[7].

I tertio – co do kwestii owej martwej idei oraz jej realnego istnienia, Żelazny postuluje, iż owa kwestia została niejako zepchnięta ze sfery doznań empirycznych w sferę czystej transcendencji.

pokemon_god_is_dead

Tu warto poczynić małą dygresję w celu wyklarowania kwestii owej sfery transcendencji.

Owo klarowanie zacznę może od samego pojęcia transcendencji.  Powołując się na definicję słownikową tegoż pojęcia, zamieszczoną w Słowniku Języka Polskiego PWN red. M. Szymczaka (naturalnie tej definicji, opatrzonej kwantyfikatorem pojęcia z zakresu filozofii), czytamy, iż oznacza ono: „[…]istnienie poza granicami bytu lub poza granicami ludzkiego poznania”.

Powyższą definicję słownikową warto by nieco rozszerzyć o definicję encyklopedyczną, zawartą w Encyklopedii PWN. Znajdziemy tamże ponadto informacje, iż termin ów jest pochodzenia łacińskiego, a jego pierwotne znaczenie to: „istnienie na zewnątrz, poza granicami czegoś”. Ponadto zawarto tam także informacje odnośnie pojęcia transcendencji w ujęciu różnych gałęzi filozofii. I tak w ujęciu ontologicznym przybiera ono postać transcendencji Boga wobec świata. W ujęciu poznawczym zaś – transcendencji przedmiotu wobec świadomości. Istnieje jeszcze trzecie ujęcie, takie jak u Kanta, podług którego za owym terminem kryje się kantowska idea „rzeczy samej w sobie”, jednakże to ujęcie nie jest zbytnio istotne dla omawianych problemów, tak więc pozwolę je sobie tu pominąć.

Reasumując powyższe informacje zawarte we wspomnianych definicjach, wysnuć można kilka interesujących konkluzji.

Pierwsza konkluzja, jaka mi się tu nasuwa uporczywie na myśl, tyczy się ogólnego sensu, czy też niejako znaczenia, cytowanego uprzednio poglądu Żelaznego. A mianowicie to, że kwestia owej martwej idei oraz jej realnego istnienia, została zepchnięta ze sfery doznań empirycznych do sfery transcendencji, można by rozumieć jako fakt, iż owa martwa idea, czyli niejako ów nasz martwy Bóg, z owej sfery ludzkiego poznania, opartej na doświadczeniu zmysłowym (czy to zewnętrznym czy wewnętrznym), poznaniu zmysłami – a więc owym sensorycznym, czyli niejako „namacalnym” i fizycznie – a zarazem więc także i  realnie – istniejącym, czy też posiadającym fizyczną formę bytu, został poprzez ów mord dokonany na nim przez nas, ludzi, zepchnięty z kolei do tej sfery istniejącej poza granicami owego bytu, a też i poza granicami ludzkiego poznania.

Ponadto, nasuwa się tu wniosek, iż uwzględniając ujęcie ontologiczne, ów martwy Bóg (a więc owa martwa idea oraz jej realne, czy też materialne istnienie), zostało tym samym zepchnięte do sfery istnienia poza granicami  świata, a więc ów martwy Bóg, jako uosobienie tejże martwej idei, istnieć ma obecnie niejako jedynie na zewnątrz tegoż świata, poza nim, a nie w nim samym.

Kolejna konkluzja wypływa zaś z ujęcia poznawczego omówionego uprzednio. Mianowicie, ów nasz martwy Bóg, jako ta martwa idea, zepchnięty został ponadto, jako przedmiot – to jest obiekt kultu religijnego – do sfery poza ludzką świadomością i choć wciąż istnieje, to jednak już poza naszą – ludzką – świadomością, rzec by można niczym każdy trup – ledwie jako mgliste wspomnienie o praprzodkach, zmarłych jeszcze na długo przed naszym narodzeniem, a których grobowce odwiedzamy tylko w Święto Zmarłych, gdzie jednak prócz martwej, granitowej płyty nagrobnej, skrywającej nędzne resztki ich doczesnych szczątków, nic więcej z nich nie odnajdujemy.

A wszystko, co dla nich nie tylko możemy zrobić, ale i zrobić należy, to ku czci dla owego wątłego o nich wspomnienia, zapalić wówczas raz do roku, symboliczny znicz na zimnym granicie, rzucić kwiatów pęk i uczcić tę mdłą pamięć ich dawnego żywota, chwilą modlitwy czy też bardzo laickiej, ateistycznej zadumy, w milczeniu oddając należny hołd. I podług mej skromnej opinii – nic nadto my, współcześni ludzie dla nich zrobić ani nie możemy, ani się też im zrobić nie należy. A może i wręcz nie wolno absolutnie… bo czyż trupowi lub kupce zmurszałych kości cześć inna niż taka się należy? Czy ma ona prawo bytu chociażby? I czyż ów nietzscheański martwy Bóg nie jest dokładnie tylko tymże, co i te trupy lub kości zmurszałe, jakie to się ostały jedynie po naszych dawnych praprzodkach, z lat jakże odległych naszemu powiciu? Czyż nie jest właśnie tak dokładnie?

I tu zakończę powyższą dygresję, jako że zarówno samo pojęcie transcendencji zostało już myślę należycie wyklarowane, jak i wyliczone zostały najważniejsze konkluzje odnośnie cytowanego uprzednio poglądu Żelaznego nasuwające się w świetle tegoż wyklarowanego tu znaczenia.

Tak więc wróćmy już w tym momencie do meritum tego wywodu.

Żelazny w swym artykule zwraca uwagę ponadto na inny, istotny fakt z powyższym zagadnieniem związany. A mianowicie, na fakt pojawienia się wraz z ową zmianą sfer bytności tejże „martwej idei”, także i nowego sofizmatu – sofizmatu wolnej woli. Sofizmat ów podług Żelaznego, przekreślać miał a priori możliwość empirycznej odczuwalności, czy doznawania, bożej mocy – czyż nie jest bowiem prawdą, iż także i owa moc boża jest martwa, jak i sam Bóg podobnie, i że umarła ona wraz z nim, istniejąc odtąd jedynie w tejże właśnie sferze transcendencji, poza ludzkim światem i świadomością? Czyż nie jest właśnie tak pytam?

I tak oto ów sofizmat choć istotny, to jednak i tak mimo wszystko stanowiący ledwie tylko ten fałszywy dowód, pozornie poprawne rozumowanie, które w istocie jednakże zawiera utajone błędy logiczne – i to do tego rozmyślnie o zgrozo! – przywodzi nas wreszcie do kolejnej nietzscheańskiej idei składowej omawianej tu koncepcji. Podług tejże idei Nietzschego kościoły stanowią miejsca dwojakiego rodzaju.

Primo, stanowią one miejsca, w których to niejako „przechowuje się” martwego Boga – dokładnie tak samo niczym trupy w grobach czy grobowcach na cmentarzu, bądź to prochy w urnie, jak mniemam. I secundo – stanowią one „fetysz pojęciowy” – jak to ujmuje Żelazny – który, co istotne, nie może być uznawany za żadne odniesienie do realnego życia, albowiem fetysz ów nie posiada żadnych kolokacji, które jakkolwiek łączyłyby go z realnym życiem, i to fakt.

portret_post_mortem

Zaś owa przemiana kościołów w grobowiec czy cmentarzysko wspominanej umarłej idei, w ów fetysz pojęciowy, zmieniła tym samym owe minione kultury, dla których ów martwy Bóg jeszcze żył, w ledwie ruiny, na których żyje to Człowiek współczesny aż po dziś dzień…

Jednakże podejmując próbę rekonstrukcji koncepcji śmierci Boga Nietzschego największą trudnością okazuje się nie być wcale pytanie – co zresztą niezwykle słusznie podkreśla również i Żelazny – „co Nietzsche miał na myśli, stwierdzając, że Bóg jest martwy”, lecz o dziwo pytanie o sens słów filozofa, w których stwierdza on, iż Bóg w ogóle kiedyś żył, a których to sens jest nierzadko istnym crux interpretum.

Poszukiwania odpowiedzi na to najtrudniejsze pytanie najlepiej przeprowadzić w twórczości samego filozofa, gdzie to kryje się ona pośród kart licznych tomiszczy i zawartych w nich słów, które spłynęły spod jego pióra.

Rozpocznę swe poszukiwania od dzieła, które zapoczątkowało trzeci okres pisarstwa filozoficznego Nietzschego, a którym było opublikowane w latach 1883 – 1885 (wyd. polskie 1900r.) dzieło o tytule Tako rzecze Zaratustra. A to z racji tego, iż w dziele tym znaleźć można najmniej informacji odnośnie tematu żywego Boga. Zamieszczone zostało tam bowiem jedynie kilka niejasnych wzmianek o tym, i które w zasadzie niewiele wnoszą do naszych poszukiwań.

Z kolei kolejne dzieło Nietzschego, w którym poszukiwać będę odpowiedzi na to najtrudniejsze z pytań, wnosi już o wiele więcej światła do mej próby rekonstrukcji koncepcji martwego Boga tegoż filozofa. Dziełem owym jest wydany w roku 1902 Antychryst (wyd. polskie 1907 r.), w którym zamieszczona jest znacznie obszerniejsza relacja w tym względzie. Pozwolę sobie ją tu zacytować z tekstu źródłowego autorstwa Nietzschego – czyli z jego Antychrysta naturalnie:

[…] 21 Lud, który jeszcze w siebie sam wierzy, ma też jeszcze swego własnego Boga. Czci w nim warunki, dzięki którym jest górą, swoje cnoty, — przerzuca swą radość z siebie, swe poczucie mocy w istotę, której dziękczynić za to można. Kto bogaty, chce oddawać; lud dumny potrzebuje Boga, by s k ł a d a ć o f i a r y . . . Religia, w obrębie takich założeń, jest formą wdzięczności. Jest się wdzięcznym za samego siebie: po to potrzebuje się Boga. Taki Bóg musi umieć pomagać i szkodzić, musi umieć być przyjacielem jak wrogiem, — podziwia się go w dobrem jak w złem. Przeciwnaturalna kastracya Boga na Boga dobra tylko leżałaby tu poza obrębem wszelkiej pożądaności. Potrzebuje się Boga złego tak, jak dobrego: zawdzięcza się przecie istnienie własne chyba nie tolerancyi, nie życzliwości dla ludzi . . . Cóżby zależało na Bogu, który by nie znał gniewu, zemsty, zawiści, szyderstwa, chytrości, gwałtu? Który by nie znał może nawet zachwycających ardeurs zwycięstwa i zniszczenia? […][8].

smierc_na_krzyzach_trup urzekajaca-smierc2Odnośnie cytowanego powyżej fragmentu wspomnę wpierw jeszcze krótko o kwestii samej rzeczonej śmierci Boga. Z powyższego cytatu bowiem jasno wynika w mym mniemaniu, iż primo – owa zbieżność momentu początku ery chrześcijańskiej, a tym samym upadku i końca kultury przedchrześcijańskiej oraz owej śmierci Boga, wcale a wcale nie pozostaje kwestią jedynie przypadku, a nawet powiem więcej – iż jest to zbieżność nie tylko nie przypadkowa, a wręcz konsekwentnie i z premedytacją ściśle ze sobą powiązana oraz wzajemnie uwarunkowana. A to z takiej racji, że przyczyna owej śmierci Boga tkwi właśnie w tymże przełomowym momencie końca dawnej kultury przedchrześcijańskiej i początku nowej epoki.

Zaś my, ludzie dokonaliśmy owego strasznego mordu na Bogu w chwili narodzin chrześcijaństwa, właśnie nie inaczej, jak poprzez urzeczywistnienie istnienia tej nowej religii miłości bliźniego, uśmiercając w ten sposób starotestamentowego Boga, który nie tylko nie nadstawiał nigdy wcale drugiego policzka, nie tylko nie kierował się często gęsto wcale ową nowomodną miłością bliźniego, ale, co więcej, był Bogiem gniewnym, zawistnym, mściwym i nie rzadko nawet zapalczywym, a jego działania nie były zwykle wcale aktstary_bog_despotaem miłości, lecz raczej pełne okrucieństwa, siały zło i zniszczenie, czasem wręcz brutalnie i bez krztyny owej chrześcijańskiej miłosiernej litości.

W pismach Nietzschego zresztą wielokrotnie napotkać można wzmianki o owym okrutnym i bezlitosnym Bogu przedchrześcijańskim, jak też i o jego śmierci. Gdy żył on jeszcze, to wówczas, ante mortem, miał się podług filozofa – „zachłysnąć miłosierdziem” – wraz z narodzinami chrześcijaństwa, gdy oto posłał on z miłości do grzesznych ludzi swego syna na krzyż, by umarł on dla ich zbawienia, a w skutek czego to właśnie następnie umarł i trwał odtąd, lecz pozostając przy tym martwym trupem Boga zaledwie.

Powyżej omówione wzmianki, z kolei imputują konieczność doszukiwania się owego starego, żywego Boga, który umarł, jak i śladów tego zmarłego już Boga, aż w dawnych żydowskich wierzeniach.

Dokończmy więc to, co już uprzednio zaczęłam poniekąd – czyli próbę udzielenia odpowiedzi na to, jaki więc był ów stary, przedchrześcijański Bóg, gdy jeszcze nie umarł i wciąż żył.

zona_lota_sodoma

Żona lota – stary, okrutny Bóg za jej nieposłuszeństwo zsyla na nią karę i zamienia w słup soli…

Wspominałam już, iż z pewnością nie wykazywał się on wcale ani żadnym miłosierdziem, ani też litościwą naturą, albowiem zwykle wykazywał on coś wręcz skrajnie przeciwnego. Jako, że odwołując się chociażby do Starego Testamentu tylko, wyłania nam się obraz Boga okrutnego, bezlitosnego i mściwego, który bezlitośnie pali Sodomę i Gomorę; który zsyła na cały ludzki ród niemalże oraz większość zwierząt, roślin i innych stworzeń żywych srogą karę – potop i śmierć w jego skutek; który to kosztem innych narodów wywyższa naród żydowski jako naród wybrany, a jego wszystkich wrogów topi w morzu; który dalej, zsyła żydom mannę z nieba, a nawet zatrzymuje słońce, tylko po to, by armia żydowska w glorii Victorii miała sposobność, aby brutalnie wymordować nim zapadnie noc, już całkiem bezbronne ledwie niedobitki z wrogiej armii.

Bóg, u którego rzezie, masowe mordy, rabunki i gwałty spotykają się z pełną akceptacją oraz aprobatą, o ile tylko przebiegać one będą zgodnie z jego boskimi prawami, jakie narzucił ludziom, niczym tyran, bez możliwości jakiejkolwiek ich negacji, podważania, a nawet wszelkiej dyskusji. Bóg, który zupełnie się nie liczy i za nic sobie ma miejsce, jakie zajmował uprzednio w hierarchii społecznej winowajca i bez względu na to , zsyła każdemu jednakowo straszną i okrutną karę za choćby najmniejsze przejawy jakiejkolwiek niesubordynacji, względem tych jego praw czy woli: za jeden, mały przejaw małej wiary Mojżesza kara zapowiadając mu śmierć; żonę Lota tylko za to, że okazała niesubordynację jego nakazom, obejrzawszy się, by spojrzeć na konającą w zgliszczach Sodomę, kara okrutnie, zmieniając w słup soli. Zaś sam Nietzsche pisze w Tako rzecze Zaratustra, wkładając w usta Zaratustry następujące słowa:

[…] Za młodu był ów Bóg ze wschodnich krain twardy, mściwy i piekło sobie zbudował ku rozkoszy swych ulubieńców […][9].

A dalej pisze zaś:

[…] Jednakże on – wszak wiesz o tym, stary kapłanie, coś z waszego, kapłańskiego zachowania było w nim – był wieloznaczny. Był też niewyraźny. Jakże gromił on nas za to gniewem pałający, żeśmy go źle pojmowali! Lecz czemuż nie przemawiał dobitniej? […][10].

potop_noe_okrutny_stary_bog
Bóg, którego protekcję można utrzymać jedynie za cenę bezwzględnego posłuszeństwa oraz wiernego trzymania się wszystkich jego wielce rygorystycznych praw, nakazów, rozkazów i zakazów, na podobieństwo systemu totalitarnego i tyrana, który trzymał twardo i bezlitośnie pod butem swych poddanych – niewolników, dzierżąc władzę absolutną nad nimi i ich całym życiem, dysponując w pełni i do woli ową absolutom dominium. A wszystkie owe rygorystyczne prawa, nakazy czy zakazy starego Boga są niestety dla Człowieka współczesnego już niemal całkiem niezrozumiałe, i dawno temu utraciły swój wszelki sens oraz moc, umierając wraz ze starym Bogiem…
cel_stworzenia_religii
Odwołam się jeszcze ściśle do słów przytoczonych w powyższym cytacie. Jako, że wnoszą one niezmiernie wiele światła do mej próby rekonstrukcji całej omawianej tu przeze mnie koncepcji Nietzschego.

Niezaprzeczalnie z cytowanych powyżej słów filozofa, wyłania nam się ów stary Bóg, który był jednocześnie Bogiem niezwykle srogim i okrutnym, jak i też zarazem życzliwym. A co więcej, uwidaczniają nam one, iż, o dziwo, powodem, który stał za możliwością jego prezencji – mówiąc nieco archaicznym językiem – w ludzkim świecie oraz świadomości, było to właśnie, iż nigdy nie składał on żadnej deklaracji swego miłosierdzia, ani tego, że będzie on w ogóle miłosierny! Ówczesny człowiek nie mógł absolutnie tym samym oczekiwać od niego tego miłosierdzia, a jedyne, co było mu wolno, to okazywać swemu Panu wdzięczność za zsyłane łaski, czyli jak to określił Żelazny – za „życiowe powodzenie”.

Co jednak stanowiło sedno upadku i śmierci owego srogiego i okrutnego, starego Boga?

Żelazny podaje tu niezwykle słuszne w mym mniemaniu wyjaśnienie, uzasadnione racjonalnymi i mocnymi argumentami, którymi to z tejże racji pozwolę się podeprzeć w mym dalszym wywodzie.

Najsampierw, warto podkreślić pełną przekąsu ironię, wetkniętą, jak szpila w historię izraelitów, która sprawiła, iż ów „czas wielkości” narodu wybranego, tymczasem okazał się być w rzeczywistości, czasem jego wielkiego upadku. Żelazny źródeł tego upadku dopatruje się, primo w ekspansji znaczenia i wpływów kleru, a co doprowadziło z kolei do zastąpienia tej najświętszej „woli bożej” substytutem, jaki stanowiła wola owego rosnącego w potęgę kleru. A wydarzenia dalej potoczyły się mianowicie jak następuje. Oto Kapłan, pretendujący do rangi równej staremu Bogu i najlepiej, także uzyskania należnej mu dotychczas władzy absolutnej, aby zrealizować swe, dość megalomańskie, jak dla mnie, zapędy i aspiracje, oblekł w formę swe własne, nowe „boskie prawa”, ogłaszając je prawami najwyższymi i niepodważalnymi, na równi z dotychczasowymi, boskimi, które to ponoć miały pochodzić od samego Boga, lecz dla autorki jest to kwestia i wątpliwa, i kontrowersyjna, i sporna, a też i dość mało wiarygodna.

Tym niemniej, nie zagłębiając się w zbędne dywagacje natury ateistycznej, wróćmy do meritum. Tak więc oto, ów Kapłan, sporządza normy i prawa, z wielką surowością, pedantycznie określające z dokładnością od wielkich po małe podatki wszelkie, jakie to należy, a wręcz jest absolutnie konieczne, jemu płacić – a w sumie to raczej „na niego” płacić i łożyć, i to podobnie jak do dziś – zupełnie za nic w zamian oczywiście! Jak to wielce zabawnie wytyka tu Żelazny, za niewybaczalny grzech uznaje się również zapominanie, iż Kapłanowi należą się, tylko te najlepsze kąski od stada swych posłusznych baranów – choćby mięsa, bo – jak to z przekąsem stwierdza Żelazny: „kapłan żre beefsteaki” – o dziwo w tej kwestii akurat, nie zmieniło się absolutnie nic, aż po dzień dzisiejszy, mimo tylu tysiącleci, jakie upłynęły już od początku naszej ery i czasów chrześcijańskich, ku mej najgłębszej rozpaczy, dodać muszę.

Następnie ów Kapłan, sformułował listę wszelkich dóbr, władz czy przywilejów, jakie mu się należą i jakie pragnie posiadać, a co już absolutnie karygodne i oburzające – uznał tę dotychczas panującą „wolę bożą” za nic nie warty stek bzdur, więc miast niej sformułował nową, własną „wolę bożą” – oczywiście podporządkowaną wyłącznie jego dobru, wygodzie, wszelkim jego korzyściom oraz profitom, jak też mającą na celu zapewnienie owemu Kapłanowi możliwie największej władzy i wpływów, jak też bogactwa, dostatków i w służbie tym podobnym odrażająco niskim, płytkim, przyziemnym i niecnym celom, jakie to, a die miały zastąpić wszelkie wartości, cele czy idee zawarte w Starym Testamencie, i stanowiące najwyższe prawo oraz wartość, jako nadane bezpośrednio przez samego starego Boga, nim nadszedł ów wiekopomny moment śmierci Boga.

Ponadto, ów nowy, samozwańczy substytut Boga i boskich praw, jakim był ów Kapłan – a konkretnie mówiąc – przedstawiciele kleru i władz instytucji Kościoła – ustala i określa cały panujący ład życia oraz jego wszelkich spraw, dopasowując ich funkcjonowanie tak, by Kapłan stał się niezbędną personą w zupełnie wszystkich sferach i aspektach ludzkiej  egzystencji oraz naturalnych w życiu człowieka wszelkiej maści wydarzeń, jak choćby narodziny, choroba czy śmierć, a już nie mówiąc o ofierze – a więc podług  Żelaznego „wieczerzy” – gdy to w każdym jednym przypadku musi wedrzeć się tamże, persona świątobliwego Kapłana –  więc współcześnie mówiąc kleryka, jako członka kleru – by je niby w języku kleru i tejże wypaczonej religii: „uświęcać” swą obecnością, czy też w inny, równie irracjonalny, niepojęty i bezzasadny sposób, a zaś mówiąc językiem czy to nauki, czy to choćby i tym potocznym, o ile tylko formułujemy w nim treści logicznie i racjonalnie – znacznie bardziej akuratne, trafne i bliższe rzeczywistości raczej będzie tu, określenie tego celu jako – jak to trafnie ujął Żelazny – ich „wynaturzenie”.

Owe „czasy wielkości” w historii narodu wybranego były czasami wielkiej i donośnej przemiany, nie tylko stosunku do starego Boga, ale i samej jego persony, czy też można by rzec – boskiej personifikacji niejako oraz jej czy jemu wszelkich właściwych przymiotów, cech lub mocy itp., a czego tragicznym skutkiem była podług Nietzschego właśnie owa śmierć Boga, w skutek morderstwa, jakie popełnił na nim Człowiek epoki chrześcijańskiej – jako reprezentacja całej rasy ludzkiej. Przemiana ta bowiem z początku była dwoistej natury, jako że z jednej strony w przypadku pozytywnych efektów działań ludzkich, stopniowo czyniła Boga przedmiotem ludzkiej wdzięczności oraz bazą, dla jego ufności we własne siły.

Jednakże z drugiej strony, powodowała, iż stawał się on zarazem również i bodźcem, wywołującym u człowieka negatywną refleksję nad postępowaniem, jakie dotychczas było przyjęte w przypadku jakiegoś nieszczęścia. Jednak owa niby „racjonalność” niejako, kierująca tą dwoistością, z czasem poczynała się, co raz bardziej zacierać i gubić wprost proporcjonalnie do wzrostu ogólnie kapłanów, jako instytucji kapłaństwa (a obecnie – kleru i kleryków, jako kadry i władz instytucji Kościoła katolickiego).

Doprowadziło to także do narzucenia przez kler nowej, oficjalnie obowiązującej religii, odmiennej aniżeli ta, jaka np. została ustanowiona wcześniej w Starym Testamencie, i która pełniła funkcję oficjalnej religii w epoce przedchrześcijańskiej, nim narodził się chrześcijanizm. Jednakże kapłani, czy też później kler, zdetronizowali ową uprzednią, oficjalną religię, narzucając nową, własną, podług której to, wola Boga nakazuje wiernym przekazywanie dóbr materialnych kapłanom, a co do dziś w większości pozostało bez większych zmian poza pewnymi wyjątkami.

To z kolei powodowało, co raz większe odrealnianie religii, czyli utratę kontaktu z rzeczywistością, mówiąc słowami Żelaznego, jako że taka forma przestrzegania owej nowej „woli boskiej”, oczywiście nie powodowała w żadnym wypadku, jakiejkolwiek realnej poprawy sytuacji, ani też losu posłusznego ofiarodawcy, a wręcz całkiem przeciwnie przeważnie, jak mniemam. Lecz by zagłuszyć tę świadomość u swych wiernych „owieczek”, „chytrzy” kapłani zastosowali z kolei inny, niezwykle cwany fortel, a właściwie formę psychomanipulacji, czym było wprowadzenie przez nich kolejnego, nowego sofizmatu – a który, jak już pisałam, stanowi ogólnie pewne rozumowanie pozornie poprawne, ale w istocie zawierające rozmyślnie utajone błędy logiczne, a tym samym stanowił on po prostu celowy wybieg, mający na celu wprowadzenie w błąd wiernych i przymuszenie ich do posłuszeństwa wobec władzy instytucji kapłaństwa, czy też kleru i Kościoła.

kaplan_chytry_kasa_fiskalna - Kopia

„(Crimine) Ab uno disce omnes”

chytrzy_kaplani_sondaze - Kopia

kaplan_klepiacy_biede - Kopia

 

Sofizmat ów mianowicie, narzucał nowe pojęcie Bkaplan_makler - Kopiaoga, jako istoty, która to miała z kolei objawiać swą moc człowiekowi nie w trakcie życia doczesnego na ziemi, lecz dopiero w zaświatach, a więc po śmierci – jaka to została obarczona wizją wspaniałej nagrody, bądź okrutnej kary, jaka wymierzona po niej zostanie za wszelkie ludzkie postępki, uczynione za całe jego życie doczesne.

A tym samym, udało się kapłanom odroczyć chęć gratyfikacji za ofiarowywane im przez wiernych dobra doczesne i stłumić ją w swych owieczkach skutecznie za ich życia. Owe zaświaty, gdzie to Bóg miał dopiero okazać człowiekowi swą moc, i gdzie czekała nań dopiero nagroda lub kara za swe doczesne uczynki, były zaś przeciwstawiane – jak to pisze Żelazny:

„[…] wszelkim niedoskonałościom świata doczesnego”[11].

I tak oto mija czas panowania owego starego Boga, Boga, który był obecny tu i teraz, i który tu w życiu okazywał swą moc swym wiernym – obdarowując pomyślnymi i niepomyślnymi wydarzeniami. Zaś na jego tronie zasiada następca – jak to określił Żelazny – ów „Bóg – lichwiarz”. Określenie to jest zasadne choćby dlatego, iż okazując swą moc dopiero w zaświatach, niejako podpisuje on in blanco zupełnie dowolną liczbę weksli, za które jednak należnej płatności nie realizuje za życia doczesnego, lecz dopiero właśnie w owych zaświatach – czyli po śmierci. Nie sposób zaprzeczyć, iż wyraźnie trąci to lichwą.

Nowy Bóg – lichwiarz, wraz z objęciem panowania, zabrania ludziom w życiu doczesnym żądania czegokolwiek od niego, a nakazuje im jedynie dawać, tak by w owym „życiu wiecznym” w zaświatach, odebrali oni sobie dopiero wszystko niby z procentem. Zabawne, że to co, dawali w życiu doczesnym, w zaświatach nie ma żadnej adekwatnej wartości, a tam w zamian odbierają ową zapłatę w formie zupełnie innej aniżeli oni sami dawali, i której nie sposób nijak uznać za równowartość tego, co dali.

Nietzsche również w Antychryście, pisze zaś o tymże nowym Bogu tak:

[…]Bóg, który wymaga, — zamiast Boga, który pomaga, który użycza rady, który w gruncie rzeczy jest wyrazem na wszelką szczęśliwą inspiracyę odwagi i ufności w sobie . . . […][12].

Lecz wciąż bez odpowiedzi pozostaje inne pytanie, jako że owszem Bóg umarł, lecz kiedy mianowicie umarł?

W tej kwestii Nietzsche nie ma absolutnie żadnych wątpliwości. Podług jego opinii bowiem jest oczywiste, iż Bóg umarł w momencie, gdy zesłał na ziemię swego syna, by ów umarł dla odkupienia ludzi – i razem ze swym synem skonał on na krzyżu, a co dla filozofa było równoznaczne z kresem ziemskiej bożej mocy.

To doniosłe wydarzenie miało naturalnie równie doniosłe konsekwencje, które odbiły się szerokim echem na dziejach ludzkości, a echo to nie milknie nadal, aż po dzień dzisiejszy.

Jedną z bardziej doniosłych konsekwencji tegoż wydarzenia, stanowi primo sama owa metamorfoza Boga, i secundo – metamorfoza obrazu Boga, czyli tego jak zmienił się sposób, w jaki ilustrowała go historia ludzkości. O ile bowiem doskonale ilustrowała ona nawet moc owego starego Boga – despoty, o tyle po zmianie w ilustrację nowego, litościwego Boga, nieuchronnie stać się ona musiała – jak to wyraził Żelazny – „[…] czystym urągowiskiem”.

Podług Nietzschego jeszcze w finalnej fazie swego żywota, ów Bóg – despota niejako miał się bowiem zestarzeć, a o czym sam filozof pisze następująco:

[…] stał się miękki, kruchy i współczujący, raczej do dziadka podobny, niźli do ojca, zaś najpodobniejszy do starej chwiejącej się babki. I oto siedział na zapiecku, pełen zgryzoty, spowodowanej słabością nóg, światem i wolą własną umęczony i udusił pewnego dnia nadmiarem litości. […] Zbyt wiele nie udało się temu garncarzowi, co wprawy jeszcze nie nabrał! Że jednak mścił się na garnkach i stworzeniach swych za to, że mu się one nie udały, – to było grzechem przeciw dobremu smakowi[13].

Z kolei za ostatnią fazę upadku żydowskiego Boga filozof uważa właśnie religię chrześcijańską – jej pojawienie się i rychłą ekspansję.

Wówczas to bowiem, ów starotestamentowy Bóg, zostaje zdegradowany do rangi ledwie bezwolnego narzędzia w rękach kapłanów, i a die jest to już ledwie – cytując Nietzschego: „[…] Bóg jako posługacz, jako listonosz, jako przestrzegacz kalendarza […]”[14].

Tym niemniej o dziwo, ów litościwy chrześcijański Bóg mimo, iż został w swej marności pozostawiony sam sobie na pastwę losu, to i tak jakimś sposobem, ostał się dłużej w historii ludzkości, która przecież nie jest ze swej Natury wcale a wcale litościwa, niż można by się spodziewać. Co więc ocaliło tę jego bytność?

I tu Nietzsche również nie ma żadnych wątpliwości, iż było to nic innego, jak owa słynna, aczkolwiek paradoksalnie – „pogańska” niejako – metafizyka platońska, która to przyszła mu z odsieczą, niosąc pomoc, ale i ocalenie. Albowiem ona to dała świetne usprawiedliwienie dla jego lichej bezsilności – ideę dobrego świata prawdy absolutnej, który przeciwstawiała nie inaczej, jak właśnie owej pełnej fałszu doczesnej rzeczywistości. Dla Nietzschego, poniekąd to właśnie owa doktryna Platona mimo, że antyczna, a więc niejako „pogańska” można by rzec, stanowi realne źródło, z którego wypływa cała religia chrześcijańska, a nie działalność Jezusa Chrystusa w żadnym wypadku, jak to głosi obiegowa opinia. Sam filozof pisze zaś na ten temat następująco:

[…] W złowrogiej tragedyi chrześciaństwa jest Plato ową »ideałem« zwaną dwuznacznością i fascynacyą, dla której szlachetniejsze natury starożytne przestawały rozumieć siebie i wstępowały na p om o s t, wiodący do »krzyźa« . . . A ileż to Platona tai się jeszcze w pojęciu »kościoła«, w strukturze, systemie i praktyce kościoła! […][15].

Z tym, że doktrynę Platona od religii chrześcijańskiej odróżnia jedna, aczkolwiek esencjonalna i zasadnicza różnica. Albowiem, nawet w doktrynie Platona mimo, że postulowała ona owo – jak to ujmuje Żelazny – „ […] odrzucenie świata empirycznego pozoru i zwrócenia się ku idei najwyższego dobra […]”[16], to wciąż warunek konieczny stanowiło tu, by odbywało się to w całości – na drodze poznania ratio, a więc rozumowego. Chrześcijaństwo zaś, jak wiadomo powszechnie, odrzuca całkowicie także i ów rozum, jako że postuluje w zamian ideę niejako „czystej wiary” – a więc nie pojmowanej rozumowo, poprzez owo ratio, lecz – mówiąc szczerze – po prosu irracjonalnej wiary na słowo – czyli kolokwialnie mówiąc: tylko dlatego, że ktoś tam kiedyś powiedział „bo tak jest i już!”, jakkolwiek wielce by to nie narażało tej religii na śmieszność.

Sam Nietzsche określa to w sposób mniej eufemistyczny, nazywając rzeczy po imieniu stwierdza on, iż jest to po prostu nic innego, jak wyniesienie głupoty ponad rozum, gdyż – cytując za filozofem: „[…]że wiara gór nie przenosi, lecz owszem góry osadza tam, gdzie żadnych niema[…]”[17]. Wspomnę dla dodania nieco pikanterii, iż dalej dodaje on tamże, zresztą jakże wielce sarkastycznie, iż: „[…]o tem poucza nas przelotne przejście się przez dom wariatów”[18]. I jakże tu nie kochać namiętnie genialnej myśli filozoficznej Mistrza Nietzschego? Dla mnie osobiście – absolutnie nie sposób nijak!

Wróćmy jednak do meritum. W tym momencie wywodu bowiem, nasuwa się uporczywie kolejne, równie ważkie pytanie o to, kim według Nietzschego był w takim razie ów Jezus i jaką rolę odegrała ta – skądinąd nieco baśniowa czy mityczna, jak dla mnie osobiście – biblijna postać, nie tylko w całej religii chrześcijańskiej, ale i całej historii ludzkości po urodzeniu Chrystusa.

post_mortem_dusza_na_rozdrozu

„Comedamus et bibamus cras enim moriemur”

Poszukiwania odpowiedzi na powyższe pytanie, jaką udzielił sam Nietzsche w swej twórczości, mogą nastręczyć wiele trudności, a nawet wręcz zdać się być również owym crux interpretum, lecz mimo, to postaram się zgryźć tu nawet i tak twardy orzech.

Kimkolwiek Jezus był, dla Nietzschego pewne jest to, kim Jezus nie był – a mianowicie, dla filozof nie był on z pewnością chrześcijaninem. Co więcej, nawet jeśli by hipotetycznie założyć, iż jednak nim był, to wówczas staje się niemożliwe określenie mianem chrześcijanina jego wyznawców i religii, jakiej ma on być ponoć twórcą i założycielem.

To skądinąd kontrowersyjne i obrazoburcze twierdzenie Nietzschego, sam filozof wyjaśnia następującymi słowami w swym Antychryście:

[…] już słowo »chrześcijaństwo« jest nieporozumieniem —, w gruncie istniał tylko jeden chrześcijanin i ten umarł na krzyżu. »Ewangielia« umarła na krzyżu. Co od tej chwili zwie się »Ewangielią«, było już przeciwieństwem tego, co on przeżył: »złą nowiną«, dysangelium. Jest to fałszywe aż do niedorzeczności, jeśli się znamię chrześcijanina widzi w »wierze«, może w wierze w zbawienie przez Chrystusa: jedynie p r a k t y k a chrześcijańska, życie takie, jakie zmarły na krzyżu przeżyw a ł , jest chrześcijańskie…[…][19].

I o dziwo, znając całokształt stanowiska Nietzschego względem religii chrześcijańskiej oraz Boga, akurat ta postać, w odróżnieniu od samego chrześcijańskiego Boga, spotyka się u niego wyjątkowo z raczej dość pozytywną opinią, oceną czy osądem, a nawet rzec by można, iż z pewną przychylnością filozofa dla tejże postaci, a zwłaszcza działalności Jezusa z Nazaretu, która to spotyka się z bardzo pochlebnymi poglądami, ferowanymi przez Nietzschego, choćby we wspomnianym powyżej Antychryście.

W działalności tejże dopatruje się filozof mianowicie, niejako swoistej próby niwelacji obecności obu tychże Bogów – zarówno starotestamentowego Boga – despoty, jak i tego nowożydowskiego „płodu”, jakim był ów nowy Bóg – sługa, który służyć miał wyłącznie kapłanom i ich interesom. Albowiem ów jedyny chrześcijanin, podług Nietzschego miał zgoła odmienny program, aniżeli te, które dotychczas istniały w religii tak ogólnie. Jak sam filozof pisze, jego programem była bowiem: „[…] Nie wiara, lecz czynienie, przede wszystkiem nie czynienie wielu rzeczy, inne b y c i e . . . […]”[20].

Co więcej, ów nietzscheański Jezus, zyskuje też pewną niezwykle istotną świadomość dwóch, newralgicznych dla religii kwestii. Oto bowiem staje się dla niego jasna i klarowna absurdalność tejże chrześcijańskiej wiary, a więc wiary w tego nowego Boga – lichwiarza, w tego Boga niejako „zaświatowego”, jak to trafnie ujął Żelazny. A tym samym, zyskał on również świadomość innego, równie newralgicznego, faktu. Oto bowiem, symultanicznie równie jasna i klarowana, stała się dla niego także i ta jałowa bezcelowość, podejmowania jakichkolwiek prób powrotu z kolei, do tej starej wiary, a więc prób powrotu do wiary w owego starego Boga – despotę. Zaś Jezus wraz ze swym zstąpieniem na ziemię, przynosi ludziom oraz ludzkości zgoła odmienną, nową „Dobrą Nowinę”.

Obala ona stary ład, głosząc, iż wszyscy ludzie są dziećmi bożymi, a tym samym czyniąc ludzi równymi Bogu, zaś los ich składa w ich własnych rękach, czyniąc odpowiedzialnym za ów los, wyłącznie ludzką istotę – dotychczas tak marną, słabą i lichą, całkowicie zależną od boskich kaprysów – odtąd zaś mianuje Panem własnego Losu. Jezus dokonuje zarazem całkowitej dewaluacji owych lichwiarskich weksli, wystawianych człowiekowi za życia doczesnego, które a die ma być nie jedynie środkiem do osiągnięcia owego „zaświatowego ideału”, jak to określił Żelazny, lecz nabiera wartości właśnie Tu i Teraz.

Z kolei w innym dziele Nietzschego, w jednej z notatek, a której treść pozwolę sobie tu przytoczyć za Żelaznym z uwagi na jej istotność dla tego wywodu, na temat dokonań Nazarejczyka czytamy, iż:

[…] Jezus przeciwstawił zwykłemu życiu życie rzeczywiste, życie w prawdzie – nic nie jest mu dalsze, niż prostacki bezsens „uwiecznionego Piotra”, wiecznego trwania osobowego. To, co zwalcza, to panoszenie się „osoby”, jakże mógłby chcieć ją właśnie uwiecznić? […][21].

Poczynię tu małą dygresję odnośnie powyżej zacytowanych słów, gdyż nasuwają mi one pewne uporczywe skojarzenia, związane właśnie z przesłaniem Jezusa, jakie to zawarte jest między innymi w Nowym Testamencie. Skojarzenie tu niejako prymarne czy nadrzędne, z którego zaś wypływają dalsze, inne me uporczywe skojarzenia, stanowią same słowa Jezusa, w których obala on, nie tylko owo trwanie osobowe i wszelkie personifikacje czy uosobienia postaci boga, bądź też świętych – a tym samym oddawania czci figurom, ikonom czy obrazom tych uosobień, lecz zarazem, także i sam kościół jako ów Dom Boży, ale i po trochu również jako instytucję, oraz bardziej ogólnie – konieczność wznoszenia świątyń, ołtarzy czy innych miejsc kultu religijnego, a więc naturalnie tym samym, także kapłanów pełniących w nich funkcję, że się tak wyrażę – boskiego namiestnika na ziemi, czyli niejako lidera, przywódcy, czy też duchowego guru wyznawców tejże religii, a też w pewnym sensie „boskiego wybrańca”, którego to Bóg uprawnił do odprawiania obrządku religijnego i innych elementów kultu, udzielania sakramentów świętych, oraz sprawowania i wykonywania boskiej władzy, a także egzekwowania boskich praw i przykazań na ziemi w życiu doczesnym.

A mianowicie, chodzi mi o dość słynne słowa Jezusa, w których stwierdza on, iż jego (jako Boga) ludzie znajdą wszędzie – pod każdym kamieniem i w każdym źdźble – a nie jedynie w kościołach, świątyniach czy innych miejscach kultu religijnego, jak to wpajali ludziom interesownie kapłani – on jest bowiem wszędzie, więc człowiek może znaleźć go też wszędzie, w każdym dowolnym miejscu, obiekcie czy sytuacji, gdyż jest on właśnie takowym tworem bezosobowym, co potwierdza zresztą powyższe twierdzenie Nietzschego – czyż w ten sposób Jezus nie chciał zwalczyć właśnie owego panoszenia się „osoby”?

Co oczywiste, w ten sposób zanegował on, również sens istnienia i rację bytu wszelkich kościołów, świątyń i innych miejsc kultu religijnego, wraz z ich kapłanami oraz – że tak bowiem – „bałwochwalczymi cielcami”,  czyli wszelkimi posągami, figurami, ikonami, obrazami itp., które stanowią nic innego, jak właśnie pewną formę uosobienia Boga, boskiej mocy czy też owego Sacrum, tak ogólnie, nadając tym bytom – a przynajmniej podług teorii Nietzschego – miast owego „wiecznego trwania osobowego”, postać o wiele doskonalszą i bliższą owego tzw. Absolutu – bezosobową, a wręcz niematerialną moc boską, która jest wszędzie i we wszystkim, napełniając sobą cały ten świat, wszystkie jego twory i stworzenia, staje się do bólu prawdziwie owym Absolutem, do cna prawdziwą Alfą i Omegą…

klechy_balwochwalstwo_oltarz

Cielce złote i bałwochwalstwo na złotych ołtarzach ofiarnych czynione ….

Lecz dość już snucia dygresji, pora powrócić do tego, co w tym wywodzie stanowi problem najistotniejszy.

Pozwolę sobie więc, jeszcze wrócić na chwilę do dzieła Nietzschego, z którego pochodził uprzednio tu cytowany fragment, dotyczący postaci Jezusa z Nazaretu, jako że możemy się z niego dowiedzieć jeszcze nieco więcej a propos chrystianizmu i jego idei, jakiej krzewienie Nietzsche przypisuje Jezusowi. Albowiem, z kolei w innej tamże notatce czytamy, iż co więcej chrystianizm – a przynajmniej ten postulowany przez Jezusa – zawierał prócz tego, także idee wykraczające poza sferę religii, duchowości czy wiary, obejmujące bardziej świeckie obszary życia, jak choćby państwowości, narodowości, prawa, ustroju, a nawet kwestii społecznych.

A konkretnie, treść tejże notatki  na temat owych idei chrystianizmu dostarcza nam informacji, iż zawarto w nim idee, które postulować miały unieważnienie i likwidację wszelkiej państwowości właśnie. A co naturalne, w tym również likwidacji też takich jej elementów, jak obowiązek służby wojskowej czy prawodawstwo, a z kolei w sferze społecznej państwowości, wraz z nią likwidacji zaś podlegać miały także różnice, zarówno te społeczne, czyli inaczej stanowe, jak i narodowościowe. Co więcej, dalej notatka ta, informuje nas o znacznie bardziej radykalnych ideach Nazarejczyka. Mianowicie, dowiadujemy się, iż domagał się on ponadto likwidacji czy zniesienia, nie tylko państwowości ogółem, lecz nawet owego fenomenu samego w sobie, jaki stanowi elementarna komórka społeczna, czyli społeczeństwo.

Oto bowiem, realizuje on swój cel, budując na miejsce dotychczasowego społeczeństwa, zupełnie nową, chrześcijańską społeczność, w której to otaczać go będą odtąd jej członkowie, o nieco wątpliwej reputacji można by rzec, o niskim statusie społecznym, dotąd wzgardzeni, ci ostatni, lecz teraz oto mają się oni stać pierwszymi – grzesznicy, prostytutki, trędowaci, głupia tłuszcza i pospólstwo, wzgardzeni zostają teraz z kolei ci bogaci, cnotliwi i uczeni, na samo dno hierarchii społecznej strąceni ze szczytu – tak oto pierwsi zaś, stają się ostatnimi, zgodnie z nauką, jaką to ongiś miał ponoć wygłosić Jezus do swych apostołów.

Tak oto Jezus proponuje ludziom całkiem nową praktykę. Niestety tejże, jakże istotnej kwestii, Nietzsche w swych pismach poświęca stosunkowo mało miejsca, jak też uwagi, mimo, iż obfitują one zwykle w drobiazgową krytykę chrześcijaństwa, nawet tę zgoła niezbyt istotną. Aczkolwiek pewne wzmianki odnośnie tejże kwestii istnieją w rozprawach Nietzschego. Jak chociażby, we wspominanym już Antychryście, gdzie w jednym z fragmentów czytamy, iż:

[…] Jeśli cośkolwiek rozumiem z tego wielkiego symbolisty, to to, że tylko wewnętrzną rzeczywistość brał za rzeczywistość, za »prawdę«, — że resztę, wszystko, co naturalne, czasowe, przestrzeniowe, historyczne, rozumiał tylko jako znak, jako sposobność do przenośni […][22].

Jak podkreśla Żelazny to, iż filozof pisze o owej wewnętrznej rzeczywistości, nie jest w żadnym wypadku równoznaczne z naiwną metafizyką, jako że w cytowanym dziele ledwie stronę wcześniej filozof stwierdza, iż:

[…] Nie potrzebował on już żadnych formuł, żadnego obrządku dla obcowania z Bogiem — ani nawet modlitwy. Zerwał z całą żydowską nauką pokuty i pojednania; wie on, że jedynie w p r a k t y c e życiowej czuje się człowiek »boskim«, »szczęśliwym«, »ewangielicznym«, każdego czasu »dzieckiem Boga«. Nie »pokuta«, nie »modlitwa o przebaczenie« jest drogą do Boga: jedynie praktyka e w a n g i e l i c z n a wiedzie do Boga, ona właśnie j e s t »Bogiem« […][23].

Nie jest rzeczą dziwną wcale, finalna konkluzja Nietzschego, jaką wysnuwa on rozprawiając o owych „chrześcijańsko – dostojnych wartościach”, a w której to stwierdza mianowicie, iż to „[…]dopiero my, my duchy oswobodzone przywróciliśmy do dawnego stanu to największe przeciwieństwo wartości, jakie istnieje!”[24].

Natomiast zrealizowanie marzenia Jezusa o Nowym Człowieku, który miał nadejść, okazuje się być niemożliwością. A tym samym on sam – Jezus z Nazaretu – czyli niejako ów „jedyny chrześcijanin” oraz „jedyny nie z tego świata”, zostaje skazany na nieuchronny finał swego życia na krzyżu.

Ponadto sam Nietzsche usiłuje niejako pełnić funkcję rzecznika owej nowej praktyki życiowej. Łatwo zauważyć to, jak wielkim podziwem darzy on Jezusa, a w zasadzie reprezentowaną przez niego postawę, zaś sam filozof aż do swych ostatnich świadomych chwil pokłada głęboką wiarę w to, iż zdoła dokonać to, czemu nie podołał Nazarejczyk – wyhodować Nowego Człowieka.

I dopiero ledwie tuż przed tym, gdy traci on świadomość, uzmysławia sobie ową jakże okrutną prawdę o swym losie, zrozumiawszy, iż jego samego czeka również jedynie droga na krzyż… Nietzsche zaś sam daje temu wyraz na pewnej dość słynnej kartce pocztowej, adresowanej do Georga Brandesa, z dnia 04 stycznia 1889 roku, gdzie to pisze następujące słowa – jak cytuje Żelazny: „Przyjacielu George! Skoro mnie odkryłeś, znaleźć mnie nie było sztuką! Trudnością jest teraz mnie zgubić. – Ukrzyżowany”[25].

Podejmując się próby interpretacji sensu tejże, jednej z ostatnich zresztą, wypowiedzi filozofa, można by go interpretować tak, jak to uczynił Żelazny w swym artykule, a mianowicie stwierdza on, iż:

[…] nie jest sztuką odkryć ukrzyżowanego ani chyba nawet wynieść go na ołtarze, sztuką jest zgubić go, tzn. zmienić sytuację duchową, w której każde pokolenie Europejczyków gotowe jest ukrzyżować go po raz drugi[26].

Uzasadnienie tego stanowić może zaś pewne spostrzeżenie Karla Jaspersa, który stwierdza następującą zależność:

[..] Ponieważ Jezus według Nietzschego nie jest źródłem chrześcijaństwa, lecz tylko środkiem – obok innych – zastosowanym przez chrześcijaństwo, to odwrócenie prawdy Jezusa z góry jest radykalne[27].

A tymczasem sam Nietzsche w chwili utraty świadomości zyskał już wiedzę o tym, iż nie będzie mu dane zostać naocznym świadkiem owych „narodzin człowieka”, a zaś z cytowanej powyżej kartki pocztowej, jasno wynika, iż ponadto przewidywał on również możliwość spożytkowania jego myśli, właśnie „jako środka pomiędzy innymi środkami”.

Czyż jednak sztuką jest sławienie czy wychwalanie samego Nietzschego, jako owego krytyka starego ładu i „proroka” nowego, jak to czynił na przykład Brandes, gdy jako pierwszy prowadził wykłady z filozofii Nietzschego? Na to pytanie odpowiedzieć należy dobitnie „Nie!”, nawet mimo uznania zasług i doniosłości Nietzschego oraz owej odegranej przez niego roli. Albowiem, jak to celnie stwierdza Żelazny, prawdziwą sztukę stanowi coś zgoła odmiennego: dokonanie takiej przemiany świata, by zarówno owa krytyka, jak i wszelkie proroctwa, stały się zupełnie zbędne.

Co się zaś tyczy samego chrześcijaństwa, to warto zauważyć, iż primo jest ono niejako splatonizowaną doktryną, która to od imienia Chrystusa przybrała swą nazwę. A co najistotniejsze, to secundo, bazuje ona na pewnym konkretnym toku rozumowania, a który ująć można by następująco:

– Tak więc najsampierw, Bóg przybiera ludzką postać i jako człowiek ponosi śmierć na krzyżu;

– Następnie zaś, miał on jakoby zmartwychwstać i przenieść się w owe „zaświaty”;

– Stamtąd z kolei, ma on powrócić dopiero w chwili końca świata.

I to tutaj właśnie Nietzsche dopatruje się źródeł owej rzekomej „martwoty Boga” – jak to ujmuje Żelazny – a właściwie to bardziej źródła utrzymania czy trwania nadal w świecie, owego martwego Boga. Tu pojawia się z kolei, konieczność przyjęcia pewnych trzech założeń, z których każde doprowadzić ma nas do istotnej konkluzji, odnośnie istoty Boga.

Mianowicie, przyjmując jako pierwsze założenie, iż pewna istota nieskończenie miłosierna, ma wgląd we wszelkie ludzkie poczynania, czyli „uczynki”, dochodzimy do konkluzji, iż jest to istota bezsilna. Następnie, przyjmując za kolejne założenie, iż takowy wgląd posiadać by miała istota nieskończenie potężna, dochodzimy do wniosku, że owa istota jest zatem okrutna. Z kolei trzecie założenie, na którym to zresztą oparło się właśnie chrześcijaństwo, a podług którego, to owa moc wraz z miłosierdziem, mają niejako stanowić jedność w tychże „zaświatach”, ma wyrażać i stanowić symptom właśnie owej martwoty Boga, a to dlatego, że wówczas zarówno jego moc, jak i miłosierdzi,e mają się mieć do tego świata ludzkiego i empirycznego nijak – pozostają przecież poza nim, jako byt istniejący jedynie w owych „zaświatach”. Zaś utrzymanie bytności owego martwego trupa Boga w tym – to jest ludzkim i empirycznym – świecie, zostało jedynie kupione za cenę, którą stanowił ogromny wysiłek, jakiego dokładała teologia, filozofia oraz instytucjonalne formy religii, by podtrzymać tę bytność, niejako „boskiego trupa”. I zapewne ich wysiłek, nie był ani altruistyczny, ani też pozbawiony celu, a już tym bardziej nie da się ukryć, jak niskie pobudki często gęsto za nim się kryły.

A to wszystko nieuchronnie prowadzić miało do wydarzenia, jakie Nietzsche określa mianem największej tragedii w dziejach Europy. Co zatem stanowiło tak ogromną tragedię, jakiej nie mogła dorównać żadna inna dotychczasowa, a być może i późniejsza, tragedia?

Podług Nietzschego tragedię tę stanowiło, nie samo morderstwo, jakie popełnili ludzie na Bogu, lecz poniekąd, właśnie owo podtrzymanie bytności martwego Boga. Oto bowiem, po dokonaniu mordu, ów stary Bóg żydowski, jaki żył jeszcze w ostatnim okresie upadku kultury Izraela, ów Bóg – bankier, który nakazuje „tu i teraz”, a więc w życiu doczesnym, okazywać mu pokorę i wyrzeczenia, zaś na zapłatę za to, każe czekać aż do samego końca życia doczesnego, wypłacając ekwiwalent dopiero w „zaświatach” – czyli dopiero po śmierci i co istotne – w walucie zgoła odmiennej aniżeli ta, która ma jakąkolwiek wartość za życia człowieka, na „tym” świecie – ów Bóg lichwiarz uzyskuje ogromne wsparcie ze strony metafizyki platońskiej, a jego bytność czy istnienie zostaje podtrzymane i nie przemija, lecz wciąż trwa…

czuwanie_przy_lozu_martwego_trupa

„Contra vim mortis non est medicamen in hortis”

I tu wyłania się cała ohyda i perfidia tego mordu, jakiego dokonaliśmy na Bogu. Albowiem od teraz, nauka Jezusa zostaje ohydnie wypaczona i zaprzęgnięta w służbę celom, które u swego zarania potępiała i którym stawiać miała opór.  Tak haniebne wypaczenie nauki Jezusa, a więc i samego Boga, stanowiło zarazem jego kres – uśmiercając go swym spaczeniem.

Sama ta spaczona idea i nowy Bóg – lichwiarz wystawiający weksle, których spłaty dokonuje dopiero po śmierci, w „zaświatach”, budzi w racjonalnym, rozsądnym umyśle sprzeciw i oburzenie. A tym bardziej w umyśle ateistycznym, dla którego owe „zaświaty” oraz wszelkie życie po śmierci to ledwie mrzonka, twór wyobraźni rodem z bajek dla dzieci. Podobnie zresztą uważał sam Nietzsche, który zresztą nigdy nie krył się ze swoimi ateistycznymi poglądami i jawnie krytykował zarówno samą religię chrześcijańską, jak i jej instytucje takie, jak np. Kościół.  W Antychryście przykładowo filozof wyraża następujący pogląd o tym:

[…] Gdy się punkt ciężkości życia przeniesie n i e w życie, lecz w »zaświat« — w n i c o ś ć — to odbiera się życiu w ogóle wagę. Wielkie kłamstwo o nieśmiertelności osobowej niszczy wszelki rozum, wszelką naturę w instynkcie, — wszystko, co jest w instynktach dobroczynnego, popierającego życie, poręczającego przyszłość, budzi odtąd nieufność […][28].

Czyż można na te słowa nie przytaknąć z uznaniem i nie przyklasnąć prawdziwej mądrości, tak głębokiej myśli? Podług mego mniemania i tym razem również – absolutnie nie sposób bynajmniej!

Tym niemnie,j dla Nietzschego ów „Bóg – poręczyciel”, wcale a wcale nie stanowi jeszcze synonimu ostatecznego końca i upadku religii. Co więcej, w swym dziele Poza dobrem i złem wyraża nawet dość pozytywne opinie na temat religii, a konkretniej możliwości jej użycia, jako środka do podtrzymania łączności władzy z poddanymi, jakie stwarza ona tym „silnym, władczym i dostojnym” – a więc owym możnym, dzierżącym władzę, można by rzec. Poza tym, taki Bóg służy jeszcze jakimś celom, czy jak pisze Żelazny – „jeszcze coś podtrzymuje”. Aczkolwiek, ów cel nie budzi raczej ani uznania, ani poklasku, a bardziej zdaje się dość niski i podły.

Celem tym jest bowiem, stan rzeczy, w którym ów Bóg tych dostojnych ma sowicie obdarzać wszelkimi dobrami w życiu doczesnym, czyli niejako „tu i teraz”, za ich życia ziemskiego, zaś jedyne, na co liczyć może plebs, to obietnice miłosierdzia po śmierci – raczej płonne i bezwartościowe w życiu doczesnym oraz na „tym” świecie…. A tym samym, są to jedynie puste obietnice, a całe to jego miłosierdzie, jakim ma obdarowywać w zaświatach, staje się więc analogicznie zwykłym kłamstwem, z tym że kłamstwo to ma pewne znaczenie – często bowiem, odgrywa ono pewną niezwykle istotną rolę społeczną. Mianowicie, napędza pewien mechanizm społeczny, w którym to heretyków pali się na stosach, aby ofiarą z ich cierpienia (doczesnego naturalnie) wyjednać dla nich owo „wieczne zmiłowanie” – jak pisze Żelazny – a tym czasem kler pomnaża swe majątki „ku chwale bożej” i bogaci się kosztem najbiedniejszych – za cenę ich nędzy.

Uwidacznia się tu ów niesprawiedliwy podział na tych szlachetnych, którzy wierzą jedynie w moc władzy, oraz na plebs – oszukiwany i omamiany tym właśnie złudnym mirażem miłosierdzia w zaświatach – wodzony nim za nos, niczym spragniony wędrowiec na pustyni, iluzją wody przez fatamorganę… Podług Nietzschego, taki niesprawiedliwy podział istniał nadal jeszcze w epoce renesansu, aż do czasu, gdy nadszedł jego definitywny kres wraz z wejściem na scenę historii postaci Marcina Lutra i przybiciem jego tez na drzwiach kościoła w Wittenberdze. O tej postaci Żelazny pisze, iż był to: „<<ciemny mnich> o mentalności niewolnika a aspiracjach arystokraty”.

Działalność Lutra przynosi ze sobą rozpoczęcie protestantyzmu, i to dopiero w nim właśnie upadek chrześcijaństwa sięgnąć miał samego dna.

By wyklarować i rozwinąć powyższą tezę, konieczne jest dokonanie pewnej ewaluacji reformacji, a też i protestantyzmu, zwłaszcza z punktu widzenia filozofii.

Podług opinii Nietzschego, reformacja stanowiła – cytuję za Żelaznym: „[…] wywarzanie otwartych drzwi”. Albowiem jej ojcowie i kreatorzy, wykazali się niejako pewną krótkowzrocznością, dostrzegając jedynie fakt wykorzystania nauki o miłosierdziu bożym przez duchowną arystokrację w celu zabezpieczenia swych materialnych interesów. W swych żądaniach zaś, zupełnie pominęli oni kwestie tak istotne i wręcz newralgiczne, jak przemiany w sferze dotychczas panujących stosunków społecznych w zakresie podziału dóbr materialnych, jak i  zniesienie religii, ograniczając swe postulaty jedynie do żądania rozdzielności „spraw boskich od ziemskich” – czyli religijnych od świeckich, mówiąc bardziej współczesnym językiem.

A tym samym, także i równości wszystkich ludzi wobec miłosierdzia bożego (wobec Boga), a więc niejako swoistego równouprawnienia, które znosiłoby wszelkie różnice stanowe, czyniąc równym wobec Boga każdego, bez względu na stan społeczny, majątek czy zajmowaną pozycję lub posiadaną władzę – po trosze niejako w myśl łacińskiej sentencji: „Actus hominis, non dignitas iudicentur”, którą sformułował Muncius Felix (Octavius 36) . Jakkolwiek taka idea równości stanowej, by nie była wzniosła czy istotna, tym niemniej, wciąż pozostaje niepełna i jedynie szczątkowa względem całokształtu postulatów, jakie należałoby wysunąć.

smiertelnosc_rownosc_wszystkim

„Aequo pulsat pede” (Horatius )

Co gorsza, prekursorzy protestantyzmu przeoczyli przy tym, pewien niezwykle istotny, wręcz newralgiczny fakt. A mianowicie fakt, iż patrząc z szerszej perspektywy po uwzględnieniu całokształtu postulowanych przez nich żądań, okazuje się – o ironio – iż obecność Boga w świecie stała się w zasadzie już całkowicie zbędna! Pociągają one bowiem za sobą, konsekwencje, w których wyniku doszło do całkowitego zdetronizowania tego, co stanowiło dotychczas ów przesąd, który służył możnowładcom jako swoisty bat oraz kajdany, utrzymujące w karbach swych poddanych w feudalnym społeczeństwie, stanowiąc elementarny fundament jego funkcjonowania i ładu. Zaś odtąd panować ma nowy ład, w którym wiara „w litość bożą” obowiązuje wszystkich jednakowo. I także jednakowo wszyscy mają być teraz oszukani tym samym, jako że na tym świecie nie istnieje żadna litość.

W efekcie, jak twierdzi Nietzsche, dochodzi do zlikwidowania owej ostatniej z grup społecznych, która to czerpała jakieś inne profity poza iluzją płonnych obietnic miłosierdzia w zaświatach, przestają więc istnieć owi – cytując: „książęta kościoła […]” – a których to – „[…] władcze piękno było zawsze dla ludu dowodem prawdziwości kościoła”[29].

Wówczas, na ich miejscu staje protestancki pastor, skromna persona prymitywnego plebejusza, która w swej marności, odgrywa zarazem niezwykle doniosłą rolę – ostatecznego zabójcy Boga. Oto ów plebejusz, co prawda, z jednej strony pozornie niby przyczynia się do redukcji różnic stanowych i społecznych w zakresie sfery religijnej na rzecz dominacji równości, jednakże równość ta pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Istotę tejże równości bowiem, stanowiło, owszem zrównanie wszystkich członków społeczeństwa na jednym poziomie, z tym, że był to poziom niewolników. I choć odtąd wszyscy równi wobec Boga, to jednak zniewoleni, za cenę równości sprzedani jako niewolnicy – czyż nie kojarzy Wam się to uporczywie ze współczesnymi zniewolonymi umysłami rzeszy wyznawców religii katolickiej w naszym rodzimym tzw. potocznie „katolandzie”? Bądź też, ze zniewolonymi umysłami islamskich fundamentalistów, czy też ogólnie fanatyków religijnych bez względu na religię, jakiej są wyznawcami? N’est-ce pas?

W ferworze mych rozważań nad koncepcją martwego Boga Nietzschego, straciłam nieco umiar, a w efekcie objętość treściowa tego wywodu, urosła już do, aż tak wielkich rozmiarów, pora więc już na finał mych nieco rozwlekłych roztrząsań, aby nie nadwyrężać zbytnio cierpliwości i wytrzymałości Czytelnika.

A ponieważ obowiązujące rygory i normy, określające pewne ramy kompozycyjne dla tego rodzaju tekstów, czy też stylu pisania, wymagają, aby w zakończeniu autor dokonał podsumowania całości swych rozważań, postaram się w tym miejscu podsumować cały ów powyższy wywód, dopełniając swych powinności względem utartych kanonów i tradycji pisarskiej.

W podsumowaniu uznałam za słuszne, odwołać się ponownie do wspominanego artykułu Żelaznego, parafrazując w jego treści finalne konkluzje, jakie ów autor tamże wysnuwa, a to z racji ich niezwykłej istotności i wartości, jaką stanowią, jako podsumowanie, zarówno całości tego wywodu, jak i przede wszystkim – całokształtu omawianej w nim tezy Nietzschego „Gott ist tot” oraz związanych z nią koncepcji i myśli filozofa. Z góry też przepraszam tych Czytelników, dla których takie sparafrazowanie cudzych słów wyda się niesmaczne i proszę o wyrozumiałość – mam bowiem istotne powody, jak i cel, uzasadniający takie odtwórcze parafrazowanie cudzych słów.

Zaś dla ułatwienia sobie nieco kwestii organizacji tekstu, pozwolę sobie wypunktować kolejno wszystkie finalne konkluzje, jakie zawierać będzie owo podsumowanie.

Tak więc reasumując:

1. Pierwsza z finalnych konkluzji tyczy się kwestii wskazania ostatecznych morderców Boga, zgodnie z poglądami głoszonymi przez Nietzschego. Otóż podług jego interpretacji są nimi, jak wynika z powyższych rozważań również, właśnie wyznawcy religii protestanckiej. To zaś filozof uzasadnia dwiema cechami, przynależnymi tej religii. Pierwszą z nich jest sposób rozumienia Boga, który jest pojmowany w niej, jako istota w pełni transcendentna. Z kolei druga cecha to identyfikacja tak pojmowanej istoty Boga z – jak pisze Żelazny: „urojoną ideą <<powszechnego miłosierdzia>>”. A co w efekcie powoduje, odarcie tejże istoty zupełnie z możliwości partycypacji we wszelkich „ideach żywotnych” – jak to ujmuje autor dalej.

2. Druga konkluzja, tyczy się zaś współczesnego chrześcijaństwa, które w tym wymiarze, o jakim mowa w poprzednim punkcie, traci status kontynuacji owej praktyki życiowej Nazarejczyka, ewidentnie kontynuując ideę zgoła odmienną, jaką stanowi nie inaczej, jak właśnie owa platońska metafizyka.

3. Trzecia konkluzja, tyczy się z kolei Człowieka, a raczej jego niejako „statusu” w takimże chrześcijaństwie. Nadaje ono bowiem Człowiekowi, miano istoty godnej miłosierdzia, lecz tylko w tym celu jedynie, by utrzymać stałą potrzebę transcendencji, a w zasadzie bardziej – potrzebę osoby kapłana, pełniącego funkcję pośrednika na drodze ku osiągnięciu tejże transcendencji.

4. Czwarta konkluzja, o jakiej pisze Żelazny, w moim mniemaniu wnosi zaś myśl niemalże bezcenną. Związana jest z ideą wolnej istoty, takiej jaka była marzeniem Nietzschego. Albowiem, podług jego opinii, największą zniewagę dla takiej wolnej istoty, jaką tylko można w ogóle uczynić, stanowi nie inaczej, jak właśnie okazanie jej miłosierdzia.

Tak oto dochodzimy do kolejnej konkluzji – nietzscheańskiej interpretacji tradycyjnego hasła chrześcijaństwa, a które to brzmi: „umarł człowiek, narodził się Bóg”. Zaś w interpretacji Nietzschego traci ono swą pierwotną chrześcijańską symbolikę, zyskując nowe, zgoła odmienne, znaczenie symboliczne. Nietzsche czyni z niego bowiem, symbol pogardy dla człowieczeństwa, a nowym przeciwstawieniem jego egzystencji, jako „godnej politowania” staje się owa „zaświatowa doskonałość”. Analogicznie, hasło to pozostaje w sprzeczności z nauką Nazarejczyka, zaś zgodne jest z platońską metafizyką. Tak więc, w skutek odwrócenia idei Platona na gruncie tradycji chrześcijańskiej, rodzi się zatem również i odwrotne twierdzenie, a mianowicie stwierdzające, iż to: „Bóg jest martwy, rodzi się człowiek”.

Odwołując się z kolei do literatury traktującej o filozofii Nietzschego, zauważyć możemy pewną ogólną tendencję czy trend – negatywną ocenę z jaką spotyka się tam zjawisko owej „śmierci Boga” samej w sobie. Tu Żelazny powołuje się na dwa znamienite opracowania, które stanowi dzieło Karla Jaspersa pt. Nietzsche i chrześcijaństwo oraz rozprawa Martina Heideggera pt. Słowa Nietzschego „Bóg jest martwy”, z racji, iż w obu zawarty jest, właśnie taki sposób interpretacji oraz negatywne nacechowanie owego zjawiska. Dla potwierdzenia autor cytuje tu słowa Jaspersa, który to pisze:

[…] Pyta on (Nietzsche – przyp. aut.) dlaczego Bóg umarł? Tylko jedna z jego odpowiedzi jest wyczerpująco przemyślana i rozwinięta: przyczyną śmierci Boga jest chrześcijaństwo. Ponieważ przez chrześcijaństwo została zniszczona cała prawda, którą człowiek żył przed nim: przede wszystkim tragiczna prawda życia przedsokratejskich Greków […][30].

Jednakże Żelazny wytyka powyższemu twierdzeniu Jaspersa, aż dwa istotne, nieomalże esencjonalne, błędy.

Primo, powyższe stwierdzenie zawiera pewien błąd natury merytorycznej, jako że twierdzenie, iż chrześcijaństwo miałoby niejako zniszczyć kulturę przedsokratejską jest ewidentnie mylne, z racji, iż w chwili rozpoczęcia działalności chrześcijaństwa, które przypada zresztą na drugą połowę I-go wieku naszej ery, niemożliwe było zniszczenie tejże kultury przedsokratjeskiej, jako że wówczas już od dawna ona nie istniała. Zaś kres jej istnienia, na co poniekąd wskazuje sama jej nazwa, jest utożsamiany z momentem śmierci Sokratesa, a który to moment miał mieć miejsce już nieomal pięć wieków wcześniej, przed nastaniem chrześcijaństwa.

I wreszcie secundo – błąd o znacznie większej wadze, wręcz nieomalże newralgiczny i kardynalny dla całej koncepcji Nietzschego, jakiego dopuścił się Jaspers w cytowanym powyżej twierdzeniu. Albowiem, Jaspers stwierdzając tamże, iż śmierć Boga stanowiła zniszczenie myśli przedsokratejskiej, jednocześnie przyjmuje zarazem też założenie, iż to właśnie owa kultura (t.j. przedsokratejska) musiała dla samego filozofa stanowić synonim „żywotności Boga”. Jednak, jak zaznacza Żelazny, Jaspers nie poparł tejże interpretacji żadnymi tekstami źródłowymi, tak więc można ją najprawdopodobniej uznać za zwykłe nieporozumienie.

Tym bardziej, że podług Nietzschego, owego żywego Boga, stanowił przecież  ów „Bóg ze wschodnich krain”, czy też: „Bóg z czasów wielkości Izraela” – a więc ów starotestamentowy Bóg – despota. A  w jednym ze swych dzieł, Nietzsche pisze wręcz następujące słowa:

[…] W »Starym Testamencie« żydowskim, w księdze sprawiedliwości bożej bywają ludzie, rzeczy i mowy w tak wielkim stylu, iż piśmiennictwo greckie i indyjskie niczem dorównać mu nie może. Z czcią staje się i grozą przed tymi olbrzymimi szczętami tego, czem człowiek był ongi, i przychodzą do głowy posępne myśli o starej Azyi i o jej wysuniętym naprzód półostrówku Europie, która w stosunku do Azyi chciałaby koniecznie oznaczać »postęp człowieczy «. Co prawda: kto sam jest jeno nikłem oswojonem zwierzęciem domowem i zna jeno zwierzęcia domowego potrzeby (na podobieństwo naszej dzisiejszej inteligencyi, z dodaniem chrześcian »inteligentne « wyznających chrześciaństwo —), tego w tych ruinach nic nie zadziwi a tem mniej zasmuci — upodobanie do Starego Testamentu jest kamieniem probierczym »wielkości« i »małości« —: snadź Nowy Testament, księga łaski, zawszeć mu snadniej przypadnie do serca (jest w nim wiele rzetelnej czułostkowej dusznej braciszków klasztornych i małych duszyczek woni). Połączenie tego Nowego Testamentu, stanowiącego pod każdym względem rodzaj rokoka smaku, ze Starym Testamentem w jedną całość, w biblię «, w księgę samą w sobie«: jest snadź największem zuchwalstwem i »grzechem przeciw duchowi«, jaki Europa literacka ma na sumieniu […][31].

Można jednak przypuszczać, iż na sposób interpretacji myśli Nietzschego przez Jaspersa, rzutuje jego własna ewaluacja Boga, który stanowił dlań wartość zdecydowanie pozytywną.

Aczkolwiek to nieporozumienie w filozofii Jaspersa, bije na głowę postawa reprezentowana przez wspominanego tu Heidegger’a. Pisze on mianowicie, iż:

[…] Skoro Bóg jako ponadzmysłowa podstawa i jako cel wszystkiego, co rzeczywiste, umarł, skoro ponadzmysłowy świat idei postradał swą wiążącą, a przede wszystkim pobudzającą i budującą siłę, wówczas nie pozostaje nic, na czym człowiek może się utrzymać i ku czemu może się skierować […][32].

Nie da się odmówić słuszności Żelaznemu, iż po lekturze cytowanego powyżej fragmentu, nasuwają się uporczywie pewne pytania odnośnie myśli Heideggera tamże zawartej. Chciałoby się bowiem, zadać tu pytania o ową ponadzmysłową postawę oraz ów ponadzmysłowy świat idei – i o to, jakich tychże konkretnie, tyczy się cytowana powyżej wypowiedź Heideggera? Albowiem, czyż nie jest prawdą, iż w filozofii Nietzschego, ów ponadzmysłowy Bóg podług niej, wcale a wcale nie musiałby umierać z racji tego, że już jest martwy? A zaś każda moc „pobudzająca i budująca siłę” podług tejże filozofii, musi być ze swej natury mocą zmysłową – n’est-ce pas?

Nieuchronność śmierci owego starego Boga – despoty, rozumianego jako swoista homogeniczna moc, która rozpościera się nad całą ludzkością, a którą każda jednostka z tej ludzkości doznaje czy doświadcza, jako swoisty nieubłagany, niechybny przymus, zdaje się być dla filozofa ewidentna, co potwierdzają chociażby cytowane już tu uprzednio słowa, które włożył on w usta Szalonego Człowieka – który mówi, przypomnijmy, tak:

[…] Jakież uroczystości pokutne, jakież igrzyska święte będziem musieli wynaleźć ? Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się bogami, by tylko zdawać się jego godnymi? Nie było nigdy większego czynu — i ktokolwiek tylko po nas się urodzi, gwoli czynowi temu należeć będzie do historyi wyższej, niż wszelka dotąd była historya!« […]

Albowiem, tylko dzięki jego śmierci stało się możliwe dla człowieczeństwa, przejście do nowego etapu: od etapu człowieka do etapu nadczłowieka. A więc tym samym przejście od etapu istoty, która jest bezwzględnie podległa owej homogenicznej, zewnętrznej mocy, do etapu istoty, która staje się integralną jednią swej własnej, bezwzględnej mocy.

W śmierci Boga jednakże, jest też zawarty element pewnego tragizmu, a konkretnie tragizm tejże śmierci tkwi w tym, iż umarł on niejako z litości, a także w tym, że po swej śmierci nadal jedynie jako „martwy fetysz” pozostaje wciąż, wegetując w tym ludzkim świecie – a tym samym owe słynne słowa Jezusa, które miał wypowiedzieć na krzyżu: „Consummatum est!”, zyskują zupełnie nowe znaczenie i sens – oto bowiem dokonało się, umarł Bóg i odtąd jest, lecz jest martwy!

Albowiem Jezus, nawet poprzez swe ukrzyżowanie i męczeńską śmierć, nie zdołał tego świata odrzeć z obecności owego martwego Boga. A nawet wręcz całkiem odmiennie, bo czyż wszakże to nie dzięki jego działalności właśnie, człowiek poczuł odczuwać tę obecność o wiele bardziej dotkliwie? I na tej płaszczyźnie te dwa tysiące lat ewolucji, jaką przeszła kultura europejska, zdawać się może właśnie rojeniami owego „szalonego człowieka” – i niczym w słynnym monologu Zygmunta z dramatu Pedro Calderone de la Barca pt. Życie jest snem:

[…] Czym jest życie

Snem szaleńca

Aktem umysłu

Czym jest życie

Cieniem […][33].

I tak oto dochodzi do sytuacji, w której dualistyczna forma istnienia Boga, nie rzadko staje się owym crux interpretum dla niejednego z interpretatorów filozofii Nietzschego. A to, z racji skrajności przeciwstawnych rodzajów bytu, z których zbudowana jest owa dualistyczna forma istnienia. Oto bowiem Bóg umiera, stając się czymś, co śmiało nazwać by można, oksymoronem. Bóg bowiem, z jednej strony wciąż jest, istnieje nadal, a zarazem jednocześnie jest on martwy, pozostaje martwą formą istnienia; jest martwy, lecz mimo to wciąż obecny. A powszechną akceptację takiej właśnie formy istnienia, udaje się podtrzymać jedynie sztucznie – tak jak funkcje życiowe po śmierci mózgu można podtrzymywać za pomocą respiratora, mimo że mózg pacjenta już dawno jest martwy.

Tym nie mniej, ów dualizm tkwi również w samej śmierci Boga i tym, że jest on martwy w jej skutek. Albowiem, śmierć zwykle oznacza pewien kres istnienia czegoś. A stąd wynika wniosek, iż skoro Bóg umarł i jest martwy, to jest to także równoznaczne z końcem jego istnienia, a więc tym, że go zarazem już nie ma, z innej strony patrząc. Albowiem, umarł On, a wraz z jego śmiercią umarły jego prawa, których przestrzeganie utraciło cały sens, ponieważ przestało przynosić jakiekolwiek realnie wymierne efekty, czy skutki.

Tak oto, zbliżając się wreszcie ad finem tego wywodu, docieramy do miejsca, w którym tytuł, jakim opatrzony jest ów tekst przez autorkę, oraz jego cały sens i znaczenie, zyskują pełne uzasadnienie i wyjaśnienie, a jego celowość, jak i trafność stają się wreszcie w pełni klarowne dla Czytelnika.

A mianowicie, wszelkie kwestie czy wątpliwości związane z tytułem, którym opatrzyłam swój artykuł, klaruje całkowicie już w pełni fakt, iż owa śmierć Boga pozornie zdawać by się mogła nową, otwartą furtką, którą człowiek miał oto wkroczyć w wyższą fazę swego rozwoju – właśnie ową „drogą ku boskości” dla nadczłowieka, o której mowa w tytule tej pracy. Przy czym jednocześnie, ta nowa furtka czy droga ku boskości, pozostaje zarazem zamknięta tym samym – zatarasował ją bowiem, ów trup martwego Boga, który choć martwy, to wciąż jest obecny, a o którego to w moim tytule, potyka się ów nadczłowiek na swej drodze ku boskości.

ewolucja_od_czlowieka_do_nadczlowieka

„Conceptus est homo” („Wulgata”, „Księga Hioba 3, 3”)

 

W tytule tejże pracy ów nadczłowiek, potknąwszy się o trupa martwego Boga, następnie wpada zaś „[…] do beczki po uszy w nihilizm”. Ten fragment mego tytułu najlepiej klaruje i uzasadnia z kolei pewien wniosek, jaki tu można by wysnuć z powyższych stwierdzeń. A mianowicie, można by więc, tu sformułować konkluzję, iż następstwem owej śmierci Boga był właśnie nihilizm, w którym to pogrążył się nie tylko sam człowiek, jego cały świat, ale też ogólnie wszystko, codroga_ku_boskosci_1 po tejże śmierci miało miejsce, aż do czasów współczesnych. A to z racji, iż wszystko to, co wydarzyło się od tego newralgicznego momentu śmierci Boga, aż po dzień dzisiejszy, nie stanowi nic jakkolwiek konkretnego, a w zasadzie raczej, to wszystko co było i co wydarza się nadal, stanowi po prostu to NIC – ergo jest niczym, bytem do  cna nihilistycznym, lub właśnie – pogrążonym po uszy w nihilizmie, jak to ujęłam w nihilista_pasta_nicpowyższym tytule. A podług samego Nietzschego, to „NIC” rozszerza się wciąż nieustannie, zaś owo niejako Fatum człowieka, który w nim żyje, stanowić ma nic innego, jak właśnie ów nihilizm. Nihilizm, w który to człowiek wpadł, i w którym ugrzązł w skutek śmierci Boga – gdy oto na drodze ku boskości, potknął się o jego trupa – a który to tym samym, zniweczył wszelkie wysiłki ludzi, na swej drodze ku boskości czynione – odtąd stała się ona bowiem ledwie ślepą uliczką czy zaułkiem, z którego wyjazd zablokowany został przez nihilizm, po tym, jak człowieka zapędziła weń śmierć Boga i martwota jego trupa, który nadal wciąż jest obecny…

I ta, nieco przygnębiająca być może, refleksja będzie tu pełnić rolę finałowej sceny w ostatnim akcie, która prowadzi zawsze nieutylko_nihilizm_nadczlowiekchronnie ad finem­ ­– wieńcząc koniec całych powyższych rozważań, tutaj przeze mnie poczynionych. A całą ich treść uprzednio tu zawartą, pozostawiam Czytelnikowi – jak to się mówi po łacinie – ad deliberandum, licząc na jego przychylną reakcję, a być może również i opinie, na temat owocu mej pracy i wysiłków, jakie tu poczyniłam.

Tak oto, kończę więc w tym miejscu już definitywnie swe roztrząsania, stawiając tu oto, tęprzysłowiową ostatnią kropkę.

 

Anna Gabriella „Lilith” Gajda ®

Nihilistyczny Sosnowiec, 10 listopad 2015 roku.

gott_ist_tot_F_Nietzsche

Portrety ku pamięci genialnego filozofa i mistrza myśli filozoficznej ku czci ogromu jego dokonań i osiągnięć…. „Caecum et terra transibunt, verba autem mea non praeteribunt” („Wulgata, Ewangelia św. Mateusza”)

nietzsche_portret

 

Anna Gabriella „Lilith” Gajda ®

Nihilistyczny Sosnowiec, 10 listopad 2015 roku.

Przypisy:

[1] Fryderyk Nietzsche, Wiedza radosna, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Warszawa 2010, s. 167 – 169.

[2] Mirosław Żelazny, Nietzsche: śmierć Boga, Racjonalista.pl.

[3] David Lang, Doświadczenie schizofreniczne, „Literatura na świecie” 1976 nr 11, s. 263.

[4] M. Żelazny, op cit.

[5]Ibidem.

[6] F. Nietzsche, Antychryst, Warszawa 1905, s. 364.

[7] M. Żelazny, op. cit.

[8] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 20 – 21.

[9] F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Warszawa 1905, s. 364 – 365.

[10] Ibidem, s. 365.

[11] M. Żelazny, op. cit.

[12] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 35.

[13] F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Warszawa 1905, s. 364 – 365.

[14] Ibidem, s. 81.

[15] F. Nietzsche, Zmierzch bożyszcz, tłum. S. Wyrzykowski, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 121.

[16] M. Żelazny, op. cit.

[17] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 77.

[18] Ibidem.

[19] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 54 – 55.

[20] Ibidem, s. 55.

[21] Idem, Aus dem Nachless der Achtzigerjahre. Werke, Bd. III, München 1956, s. 654.

[22] Idem, Antychryst, s. 49.

[23] Ibidem, s. 48.

[24] Ibidem, s. 52.

[25] Idem, Aus dem Nachless der Achtzigerjahre. Werke, Bd. III, München 1956, s. 1350.

[26] M. Żelazny, op. cit.

[27] K. Jaspers, Nietzsche und Christentum, München 1952, s. 24, [w:] M. Żelazny, op. cit.

[28] F. Nietzsche, Antychryst, tłum. L. Staff, Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2009 – 2010, s. 61.

[29] Idem, Nietzsche contra Wagner, Werke, Bd. II, s. 1051 – 1052.

[30] K. Jaspers, Nietzsche und das Christentum, München 1952, s. 16

[31] F. Nietzsche, Poza dobrem i złem, tłum. S. Wyrzykowski, Wyd. Nietzsche Seminarium, Łódź – Wrocław 2010, s. 77 – 78.

[32] M. Heidegger, Holzwege, Frankfurt am Mein 1972, s. 200. [w:] M. Żelazny, op. cit..

[33] Calderon Pedro de la Barca: Dramaty. Posłowiem opatrzył Zygmunt Czerny. Kraków 1975 (tu: Życie jest snem. Imitował Jarosław Marek Rymkiewicz), s. 545.

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

naked-453253_1920

„Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony…”

Politycy i kapłani, gdy tylko otworzą usta zaczynają wychwalać dorobek Kościoła i twierdzą, że chrześcijaństwo, czyli katolicyzm jest polską tożsamością, że bez Kościoła Polska nie byłaby Polską. Prawda jednak wygląda zupełnie inaczej. Kościół jest instytucją, która dyskryminuje ludzi, niemieszczących się w pojęciu „Polak — katolik” i jest kompletnie odporny na demokrację. Religia i demokracja to dwa elementy, które nigdy nie będą do siebie pasować, a każda próba łączenia jednego z drugim, skończy się porażką.

Najlepszym probierzem każdej instytucji, jest jej stosunek do kobiet, a z tym Kościół katolicki miał i ma dalej problem.

Kościół, a kobiety

Alina Petrowa-Wasilewicz z KAI podkreślała, że dzięki dorobkowi kobiecej tradycji, Kościół jest instytucją, która zrobiła najwięcej dla godności i promocji kobiet.

Kto zna historię Kościoła katolickiego, ten wie, że to stwierdzenie jest niedorzecznością, obliczoną na religijnego odbiorcę.

Jej zdaniem, problemy te wynikają z dziedzictwa kulturowego, ale tym, co może rzeczywiście pomóc Kościołowi jest powrót do Ewangelii, do tego, żeby każdy dar, zarówno kobiecości jak i męskości rozpatrywać ewangelicznie.

Pani Wasilewicz twierdzi, że trzeba jeszcze bardziej kobiecość, rozpatrywać w zestawieniu z biblijnymi naukami. Nic bardziej mylnego. W biblii kobieta jest naznaczona grzechem, a cechą wspólną judaizmu, islamu i kato/chrześcijaństwa jest chorobliwy wręcz mizoginizm.

W społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że biblia jest niezwykle cenną księgą, której mądrość jest ponadczasowa. Wierzący są przekonani, że to, co jest napisane w księdze, pochodzi od boga a ci, co nie wierzą, uważają, że jest to po prostu zbiór żydowskich mitów. Fakt jest taki, że biblia jest najbardziej rozpoznawalną pozycją literacką na świecie i właśnie dlatego, poglądy i opinie w niej zawarte, położyły się cieniem na historię gatunku homo sapiens.

Przez wieki opowieści zawarte w biblii naznaczyły relację między kobietą i mężczyzną. Czy to się komuś podoba, czy nie taki jest fakt i warto o tym mówić, bo podświadomość nie zna się na żartach, wierzy w to, co słyszy. A słyszy od wieków, że kobieta namówiła mężczyznę do grzechu pierworodnego, czym sprowadziła na świat same nieszczęścia.

Biblijne opowieści mają to do siebie, że są plastyczne i można je interpretować w zależności od własnych przekonań i poglądów. Gdy teologowie napotykają problem z wytłumaczeniem jakiegoś biblijnego zdarzenia, które zaprzecza fizyce i logice, twierdzą, że jest to parabola, która ma czegoś ludzi nauczyć, coś im pokazać.

Opowieść o Adamie, Ewie, raju, gadającym wężu i owocu, który spowodował, że Adam z Ewą dowiedzieli się, że istnieje coś takiego jak zło, to bajka, którą wymyślili izraelici. Nauka już dawno rozprawiła się z tym mitem, jednak religia rządzi się swoimi prawami. Mit funkcjonuje.

W Starym Testamencie kobieta była traktowana jak inwentarz domowy, który należy do mężczyzny. Od urodzenia dziewczynki były naznaczane swoją płcią. Po urodzeniu chłopca kobieta „oczyszczała się” w siedem dni, a przez kolejnych trzydzieści nie mogła wchodzić do świątyni, aby niczego świętego nie dotknąć. W przypadku gdy urodziła córkę, cały cykl oczyszczenia trwał dwukrotnie dłużej, czternaście i sześćdziesiąt dni.

Księga Kapłańska 12

 2 «Powiedz do Izraelitów: Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. 

 4 Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. 

5 Jeżeli zaś urodzi dziewczynkę, będzie nieczysta przez dwa tygodnie, tak jak podczas miesięcznego krwawienia. Potem pozostanie przez sześćdziesiąt sześć dni dla oczyszczenia krwi.

Kościół przez wieki kształtował zwyczaje i prawa stanowione w Europie, więc pozycja kobiet musiała być zgodna z katolickimi dogmatami. Tacy ojcowie kościoła jak Augustyn i Tomasz z Akwinu przyczynili się do wzrostu pogardy do kobiet. Augustyn nadał grzechowi pierworodnemu charakter seksualny i przeniósł winę na kobiety. Niesamowite jest to, że i dziś wielu ludzi myśli, że z to z powodu uprawiania seksu w raju Adam z Ewą zostali z niego pognani. Ta patologiczna stygmatyzacja seksu, doprowadziła do chorobliwych prób kontrolowania wszystkiego, co związane jest z seksualnością człowieka.

Szajba, jaką mają kapłani katolicy na punkcie kategorii badawczej Gender, wynika z tego, że Kościół jest zbudowany na patriarchacie. Hierarchiczna struktura Watykanu i nauki katechizmu wykluczają zrównanie praw kobiet z mężczyznami, dlatego tak mocno atakowane są badania nad rolami kulturowymi kobiet i mężczyzn. Księża wręcz alergicznie reagują na wszystkie inicjatywy, które mogą wykazać, że król jest nagi i plecie głupoty.

Kościół nie zmieni swoich poglądów na rolę kobiet w świecie.

Trwająca w kraju od lat wojna z aborcją, antykoncepcją pokazuje, że Kościół chce, aby kobiety najlepiej siedziały w domu i rodziły dzieci. Gdy przytacza się cytaty ojców kościoła na temat kobiet, teologowie i księża twierdzą, że to średniowieczne poglądy i przywoływanie ich jest powodowane chęcią dokopania klerowi. Zapomina się przy tym, że biblia jest księgą funkcjonująca i kształtującą świadomość wielu ludzi w czasach obecnych.

Hierarchowie, twierdzą, że kobiety są otoczone szacunkiem, a palenie czarownic i średniowieczny stosunek do kobiecości to był wypadek przy pracy, taka niechlubna karta w historii Kościoła, i że dziś to już nie ma znaczenia. Otóż jest to nieprawdą — stygmatyzacja kobiet się dokonała. W mniejszym lub większym stopniu zakotwiczony jest w społecznej świadomości obraz kobiety, która jest„instrumentum diaboli”, tego żadne kazania ani encykliki nie zmienią.

Prawo moralne Księga Wyjścia 22: 17 Nie pozwolisz żyć czarownicy.

Obsceniczne psudo-dzieło „Młot na czarownice” pokazuje, jaką nienawiścią do kobiet pałali kapłani religii miłości. Jego autorzy twierdzili, że uprawianie czarów leży w kobiecej naturze, ponieważ w ich sercach tkwi niegodziwość. W Niemczech w latach 1450-1550 spalono na stosie około 100 tysięcy kobiet za „uprawianie czarów”. Obrońcy kleru katolickiego zwracają uwagę, że to głównie protestantyzm jest odpowiedzialny za płonące stosy. Otóż to nie ma znaczenia, które wyznanie więcej kobiet zamordowało, liczy się to, że tak paranoiczne zachowania miały miejsce, a podstawą ich były mity żydowskie.

Przez 100 lat, mordowano tysiąc kobiet rocznie!

Często można spotkać się z poglądem, że Nowy Testament zmienił nastawienie do kobiet, nic bardziej mylnego. Jezusowe przesłanie nie przeszkadzało w formowaniu się ohydnych poglądów, prezentowanych przez takich dewiantów jak Tomasz z Akwinu, Augustyn i cała reszta ojców katolicyzmu. Ap. Paweł w jednym ze swoich listów twierdzi, że kobieta w kościele ma nosić nakrycie głowy, ponieważ widok kobiecych włosów wywołuje niepokój… u lubieżnych aniołów. Myślę, że gdyby Paweł chciał prawdę napisać, to napisałby, że ten niepokój rodzi się w głowach lubieżnych kapłanów.

Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony… kobieta jest bramą piekieł, drogą do nieprawości, żądłem skorpiona, tworem nieużytecznym… pośród wszystkich dzikich bestii nie ma szkodliwszej nad kobietę… Gdy patrzysz na kobietę, myśl, że to szatan. Kobieta jest jak przepaść piekielna… kobieta zawiera więcej wody i przez to jest defektem… mężczyzna jest zainteresowany sferą duchowości, kobieta zaś to istota próżna i niewyżyta seksualnie… kobieta pociąga duszę mężczyzny ku nizinom… Kobiety są dziećmi, osób chorych umysłowo..

Powyższe cytaty to poglądy ojców kościoła. Ten mizoginizm przeniósł się do naszych czasów, słychać go w wypowiedziach księży, którzy w swoich naukach kierują się dewizą z Listu do Efezjan: „Żony niechaj będą poddane mężom swym”. Biblia wyraźnie mówi, że kobieta została przeznaczona na „pomoc człowiekowi”.

Powodem pogardliwego stosunku apologetów dobrej nowiny o Jezusie do kobiet, jest seks i związane z nim odczuwanie żądzy. Tomek z Akwinu ogłosił seksualność: „szczególną dziedziną diabła” twierdził, że częste kontakty seksualne mogą prowadzić do niedorozwoju umysłowego. Tragiczny w skutkach okazał się celibat, który został wprowadzony głównie po to, aby po śmierci księdza, zgromadzony majątek zostawał w Watykanie. To masowe tłamszenie popędów seksualnych, musiało przerodzić się w złość na kobiety i zboczone popędy seksualne duchowieństwa.

Kobieta traktowana jest jak istota słabsza, bardziej skoncentrowana na sferze fizycznej i materialnej, to stąd wynikają próby kontroli nad kobietami. Trwający od lat koncert życzeń księży katolickich w sprawie aborcji pokazuje, jak przedmiotowo traktowane są kobiety przez kler i różnej maści nawiedzonych religiantów.

Najgorsze jest to, że ten obłęd u religiantów jest już nieuleczalny.

Temat aborcji będzie mielony aż do skutku, czyli aż do wprowadzenia całkowitego jej zakazu. Absurdalne hasła o holokauście, mordowaniu własnych dzieci, rozrywaniu płodów kowalskimi narzędziami, nakręciły atmosferę walki o cywilizację. Wspomniany Tomasz z Akwinu w sprawie aborcji pisał tak: „o zabójstwie można mówić dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi płód już uformowany”. Dziś może dojść do tego, że ochroną zostaną objęte plemniki.

Cechą wspólną wszystkich zabobonów jest przedmiotowe traktowanie kobiet. Niestety stan ten jest stały i się nie zmieni, bo na tym oparty jest patriarchat.

Czy nam się to podoba panowie, czy nie to głównie rodzaj męski urządził świat.

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.  1 Kor 14, 34

Rola kobiet w biblii

Wesprzyj projekt wydania książki!

Opisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”,  co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy.

Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

Szczegóły na stronie projektu.

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”

sytuacja-polityczna-w-Polsce2

Proste prawdy o reformie edukacji w wersji PiS -u.

W tekście po tytułem: Kabaret „Dobra zmiana” kontynuuje trasę po Polsce. napisaliśmy:

Obecnie rządzący kabaret „Dobra zmiana” wraz z klerem katolickim, chce wychować pokolenie kato-narodowców.

Prawdę o „gównianej zmianie” w edukacji naszej młodzieży, powiedział w wywiadzie opublikowanym w  INNPoland.pl, Prezes ZNP Sławomir Broniarz. Zadał pytania, które równają z ziemią reformę edukacji w wersji PiS-u. Szef ZNP twierdzi, że ministerstwo nie potrafi spójnie i merytorycznie odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: z jakiegoż to powodu dokonują takiej rewolucji?

Zdaniem szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza jest to jednak „rewolucja bez powodu”, a jej konsekwencje odczują tylko ci najbardziej zainteresowani: uczniowie i nauczyciele.

Kaczystów interesuje tylko indoktrynowanie młodych umysłów im mniej sensowne ruchy, tym łatwiej twierdzić, że wynikają one z jakiegoś chytrego planu naprawy Polski. Problem w tym, że taki nie istnieje. Co więcej, główny winnym zepsucia kraju jest Kościół katolicki, popierany przez niebezpiecznych oszołomów religijnych, którym świat fantazji miesza się z rzeczywistością.

przeciw_polityczne_274117

Na pytanie: Co resort chce dzięki reformie osiągnąć? Szef ZNP odpowiada pytaniem:

To pytanie do autorów tej rewolucji. Ja natomiast wolałbym zapytać: z czego ta rewolucja wynika

Na to jest tylko jedna odpowiedź. Rewolucja wynika z planu zafałszowywania historii i chęci ustanowienia państwa wyznaniowego. Dzięki takiej moderacji będą wychowywać następne pokolenia wyznawców Kościoła i zwolenników „gównianej zmiany”

.. mamy pierwszy rocznik, który całkowicie przeszedł zaprojektowany wówczas system. Do dzisiaj nikt nie ocenił tamtej reformy. Nie zastanowił się na jej skutkami, nad jej mocnymi i słabymi stronami. Czym zatem resort uzasadnia tak gwałtowną, radykalną potrzebę zmian?

Marzena Drab, wiceminister MON powiedziała, że będzie więcej lekcji historii, patriotyzmu i wartości, przy czym nie uściśliła o jakie wartości chodzi. Resort realizuje wytyczne episkopatu, które zostały ustalone z biskupami na spotkani w kwietniu tego roku.

Rząd Polski, za pośrednictwem swoich przedstawicieli zdał raport watykańskim lobbystom, jak idzie wprowadzanie gównianej zmiany. I najważniejsze: edukacja. Tu aż ciarki po plecach przechodzą..”Omówiono propozycje strony rządowej związane ze szkolnictwem i systemem edukacji w Polsce.”Wychodzi na to, że rząd Polski przedkłada do akceptacji urzędnikom obcego państwa propozycję kształcenia dzieci

Prezes ZNP Sławomir Broniarz, komentując jakość debaty „Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana” stwierdza, że z debaty tej nic nie wynika. Jest wręcz przeciwnie, będzie jeden wielki chaos, po którym zostanie totalny bałagan.

Doszukiwanie się czegokolwiek pogłębionego w tej debacie niepotrzebnie ją nobilituje. To zresztą nie była debata lecz półtoragodzinny popis pani minister – bo tam nie padły żadne konkrety. Padały deklaracje, a jeżeli już pojawił się konkret – to w postaci modyfikacji ustroju szkolnego, która nie wiem z czego wynika!

PiS tak działa od początku, ma plan zdobycia całkowitej kontroli na państwem, a że musi to zrobić szybko, to robi byle jak, bez pomyślunku i kalkulacji kosztów. Kaczyński musi się spieszyć na wszelki wypadek, bo być może zostanie w najbliższym czasie, zmieciony ze sceny politycznej za swoje matactwa. Kształcenie dzieci, podsłuchiwanie ludzi, opanowanie resortów siłowych w połączeniu z nośnym populistycznymi hasłami i decyzjami, zapewni mu wzrost zdyscyplinowanych wyborców. Przejmie tych jeszcze niezdecydowanych i utwierdzi tych, co głosują na PiS po cichu.

absurdy-w-polityce

Tylko tyle trzeba Kaczystom i Episkopatowi.

.znika ponad siedem tysięcy zakładów pracy, a nikt nie traci pracy.

Na takie zestawienie faktów, nie ma innej odpowiedzi jak stwierdzenie, że: obietnice Pisu są nic nie warte, ponieważ łamią prawa matematyki klasycznej i logiki.

Nie przesadza pan? Może to jednak jakoś zadziała?

Nie. Reasumując: to, co wczoraj usłyszeliśmy, to chaos 

(…) Optymizm minister Zalewskiej, że to będzie bezkosztowe i niezauważalne, jest na wyrost. Jest obliczony na to, że wszelkie błędy popełnione przy realizacji tego przedsięwzięcia będą błędami, za które zapłacą wszyscy – tylko nie minister edukacji narodowej.

Bo w tym kraju rzadko zdarza się, żeby ktoś wyciągnął wobec siebie konsekwencje polityczne.

Dokładnie jest tak jak pan Broniarz, zauważył, w naszym kraju politycy odpowiedzialni za błędne decyzje pozostają bezkarni i mają na dodatek za to płacone.

Ostatnio w sieci mieszane są z błotem występy w TVP, dwóch pseudo kabareciarzy o prostackim poczuciu humoru, którzy co program to większe idiotyzmy wymyślają. Problem w tym, że to, co prezentują media publiczne, jest kierowane do elektoratu PiS — u. Program kabaretowy oraz wystąpienia polityków formacji rządzącej, definiują poziom intelektualny swoich wyborców.

2011_wos_pr_zad_8

Jeśli nie zostaną zatrzymane gówniane zmiany, to propagandowa papka podawana przez Kaczyńskiego i Episkopat, stanie się oficjalnym głosem „Narodu”i w tej tonacji kształtowani będą młodzi ludzie.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

 

 

 

 

 

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego finansowe wsparcie.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Zapraszam na stronę poświęconą projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, kwota uzyskanych do tej pory darowizn, oraz artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

pot-1029709_1920

A prawda was i nas wyzwoli…

Ostatnio kolega, który jest katolikiem, zadał mi pytanie: Po jaką cholerę ty się tak w to wszystko angażujesz, czyżbyś chciał coś udowodnić? Odpowiedziałem mu: Tak chcę udowodnić, że jesteś manipulowany i że organizacja, którą wspierasz, a tym samym i wzmacniasz, oszukuje ludzi, wykorzystując ich wiarę oraz niewiedzę, do osiągania korporacyjnych celów, co przekłada się na relacje, między różnymi środowiskami światopoglądowymi w kraju. A tak na marginesie to, co ty byś zrobił, gdybyś wiedział, że mnie ktoś oszukuje?

Na samym początku ustaliliśmy, że nie będzie dyskusji o tym, czy bóg istnieje, czy nie bo taka polemika to zwykła strata czasu w przypadku, gdy ktoś chce wierzyć. Jako że dyskusje odbywają się głównie w komunikatorze, to czasami ciężko jest temat zamknąć, postanowiłem więc kilka kwestii opisać na blogu.

Katolicy robią poważny błąd, nie sprawdzając prawdziwości głoszonych im przez księży nauk, ponieważ te nauki nie mają nic wspólnego z Jezusem poza tym, że Kościół się na niego powołuje. Kapłani katoliccy głoszą dogmaty, które są niezgodne z biblią i dobrze o tym wiedzą.

Monumentalne budynki, przepastne biblioteki, działa sztuki oraz cały kościelny blichtr Watykanu sprawiają, że katolickie dogmaty wydają się prawdziwe. Mechanizm myślenia wierzących jest prosty, przecież tylu uczonych teologów nie może się mylić, więc po co drążyć temat.

Za każdym razem, gdy prowadzę dyskusje z katolikami, zdumiewa mnie ich niefrasobliwość w kwestiach zgodności nauk głoszonych z ambon, a prostymi zasadami wyłożonymi w ewangeliach. Byłem osobą wierzącą, więc pamiętam, w jaki sposób wiara w boga działa na człowieka. Dla ludzi poważnie traktujących boga, wiara staje się najważniejsza w życiu, więc siłą rzeczy należałoby zgłębiać wiedzę o tym, czego ten bóg tak naprawdę wymaga.

Lekkomyślnością jest pokładanie zaufania w naukach, które tworzone były w średniowieczu przez ludzi, którzy uważali kobiety za istoty niższe, mieli obsesję na tle ludzkiej seksualności, palili ludzi na stosach, nawracali pogan na wiarę ogniem i mieczem. W jaki sposób tacy ludzie mieliby otrzymywać dary ducha, żeby wykładać pisma i tworzyć boskie nauki? Przecież to absurd.

W myśl zasad wiary chrześcijańskiej, swoją wiedzę o niej trzeba zgłębiać poprzez czytanie biblii i sprawdzanie, czy przekazywane nauki są zgodne z nauczaniem Jezusa. Co więcej, jeżeli się chce moralizować i przekazywać swoje wartości innym, to trzeba wiedzieć, czy są one zgodne ze źródłem.

To wyznawca jest odpowiedzialny za swoją wiarę, a nie kapłan.

„Bracia zaś wyprawili zaraz w nocy Pawła i Sylasa do Berei; ci, gdy tam przybyli, udali się do synagogi Żydów, którzy byli szlachetniejszego usposobienia niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają. ” (Dzieje Apostolskie 17:10-11).

Tekst biblijne mają to do siebie, że można je tłumaczyć na różne sposoby i dorabiać do nich różne teorie, zgodne z własnymi przekonaniami. Dowodem na to są liczne związki wyznaniowe i sekty, które twierdzą ze świętym zapałem, że to właśnie oni doznali objawienia i że to ich zrozumienie jest tym prawdziwym, przy czym wszyscy oni czerpią wiedzę z tej samej księgi. Czemu, więc ich ma być prawdziwa, a tamtych nie? Odpowiedź jest tylko jedna, ponieważ ja w to wierzę. Już sam ten fakt stawia każdą religię na przegranej pozycji, przecież wszyscy nie mogą mieć racji, nie ma tysiąca prawd, jest tylko jedna. Czemu twoja, a nie jego? Akt wiary niczego nie dowodzi poza tym, że ktoś w coś tam wierzy.

W manipulacji tekstami biblijnymi największe znaczenie ma relatywne podejście do treści, jedne wydarzenia są uznawane za prawdziwe, inne za przekaz symboliczny, lub jak to ładnie ujął Eskb w komentarzu pod tekstem Alvert Jann: Podręczniki do religii. Grzech pierworodny w odniesieniu do irracjonalnej historii Hioba — mamy do czynienia z „eksperymentem myślowym”. Konia z rzędem temu, kto mi wskaże podstawy i zasadność rozróżniania jednych tekstów od drugich, bez pokrętnej sofistyki i skakania po biblijnych wersetach, które były spisywane w różnych epokach historycznych.

Aby udowodnić, że kapłani katoliccy oszukują swoje owieczki, nie trzeba być teologiem, wystarczy tylko porównać katechizm z biblią. Powszechnie wiadomo, że Kościół zmienił dekalog. Praktycznie dalsze wywody powinny być zbędne, bo wyrzucenie jednego z dziesięciu przykazań bożych, jest grzechem przeciwko duchowi świętemu, a ten jest niewybaczalny.

Przechwytywanie

Wersja katolicka  

1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. 

2. Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.

3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

4. Czcij ojca swego i matkę swoją.

5. Nie zabijaj.

6. Nie cudzołóż.

7. Nie kradnij.

8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.

10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Oryginalna treść drugiego przykazania brzmi

8 Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. 9 Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą,10 a czynię miłosierdzie na wiele tysięcy miłującym mię i strzegącym przykazań moich. Księga Powtórzonego Prawa 5, 6–21  Księga Wyjścia 20, 2–17

Powód tej manipulacji jest bardzo przyziemny — pieniądze. Kult obrazów, figurek, zębów, gwoździ, napletków, kawałków szmat to biznes, na którym kościół zarabia potężne pieniądze. Obrazy i figurki pełnią też ważną rolę psychologiczną, są z wizualizowanym substytutem boga, który mieszka w kościelnych budynkach, co podnosi ich rangę i dodaje całej instytucji dostojeństwa. Wyrzucenie drugiego przykazania, wiązało się z dalszymi manipulacjami dekalogiem, bo ilość przykazań musi się zgadzać, więc rozbito na połowę przykazanie dziesiąte.

Przechwytywanie

Księga Wyjścia 10 przykazanie rozdz. 20: 17

9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.

10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Przechwytywanie

Księga Powtórzonego Prawa 10 przykazanie  5: 20,21

Oszustwo jest grubymi nićmi szyte i jakoś nie robi wrażenia na katolikach. Kapłani, którzy buzie mają pełne frazesów, sfałszowali dokument, który według biblii, Mojżesz dostał od samego Jahwe. Za mniejsze wykroczenia przeciw prawu, Jahwe wyżynał całe plemiona w biblii.

Nie ma w biblii żadnej wzmianki, która wskazywałaby na to, że Kościół ma prawo rozwijać nauki biblijne i ogłaszać nowe doktryny jako pochodzące od Boga. Kler, aby wypromować papiestwo oraz postawić swoje wyznanie ponad wszystkimi innymi, powołuje się na fragment z ewangelii Matusza 16: 18, 19.

„A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go. I dam ci klucze Królestwa Niebios; i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”

Jest to kolejne matactwo.

Po pierwsze:

Piotr nie był pierwszym papieżem w Rzymie.

Wszystkie rewelacji o dokonaniach Piotra w Rzymie, są wyssane z palca przez Ojców Kościoła. Piotr nigdy nie był w Rzymie, a mętne tłumaczenia teologów, że Babilon w domyśle oznaczał Rzym, to figura z cyklu konstrukcji myślowych. Jaki Żyd, zamiast mówić Rzym, mówiłby Babilon? Natomiast dość dobrze opisana jest historia Piotra przez Euzebiusza w dziele „Historii Kościoła”: „drugim następcą Piotra na stolcu biskupim w Antiochii był Ignacy z Antiochii († ok. 110) „

Orygenes i Hieronim również potwierdzają, że Piotr był biskupem Antiochii, żaden z nich nie podaje wzmianki, jakoby miał zrezygnować z tej funkcji, więc należy założyć, że pełnił tę funkcję do końca życia.

Wolter z pokrętnych tłumaczeń teologów tak się śmiał:

 „Jak źle muszą stać sprawy, skoro po to, by udowadniać, że ten oto Piotr był w Rzymie, [ludzie] widzą się zmuszeni twierdzić, że przypisywany mu List, datowany w Babilonie, w rzeczywistości został napisany w Rzymie… zgodnie z taką interpretacją list datowany w Petersburgu musiałby być napisany w Konstantynopolu”

Watykan zbudował ten mit, aby uzasadnić swoje położenie geopolityczne, wynikające ze związków politycznych z władcami starożytnego Rzymu. Watykan prowadził i prowadzi dalej cyniczną grę polityczną, posługując się w tym celu pożytecznymi idiotami, takimi jak rządzący nami dziś politycy PiS-u, fałszuje nagminnie historię i ukrywa fakty.

Po drugie:

Kościół katolicki nie był zbudowany na Piotrze, tylko wybudował się sam na sobie.

Piotr był pierwszym, który pokazał poganom ewangelię, związywanie i rozwiązywanie dokonywało się przez głoszenie nauk Jezusa, a nie przez zmyślone tradycje rzymskokatolickie. Kościół naucza, że swój początek bierze w śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa, około 30 roku n.e. Twierdzi, że jest Kościołem, za który umarł Jezus, Kościołem ustanowionym i zbudowanym przez Apostołów. I jest to kolejne kłamstwo, ponieważ nie może dobre drzewo wydawać złych owoców, ani głosić ewangelii sprzecznej z tą, którą przekazał Jezus i jego pierwsi uczniowie.

W nowym Testamencie nie ma żadnych wzmianek o tym, że: Marii jest królową, o adorowaniu Marii, jej wniebowstąpieniu, wiecznym dziewictwie, niepokalanym poczęciu, ani o tym, że jest współ-odkupicielką i mediatorką. W biblii nic nie ma na temat: papiestwa, przyjmowania sakramentów, apostolskiej sukcesji, chrztu niemowląt, wyznawania grzechów kapłanom, czyśćca, kultu świętych, Bożym Narodzeniu, odpustom, trójcy świętej i wielu innych wymysłów. Lista dogmatów 

„WIERZĘ W ŚWIĘTY KOŚCIÓŁ POWSZECHNY”

750 Wiara, że Kościół jest „święty” i „powszechny” („katolicki”) oraz że jest „jeden” i „apostolski” (jak dodaje Symbol Nicejsko-Konstantynopolitański), jest nieodłączna od wiary w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

W tym wyznaniu zamyka się cała prawda o Kościele — katolicy muszą wierzyć w Kościół. Zastosowany myk z połączeniem bezpośrednim instytucji ze wszystkimi świętościami spowodował, że Kościół stał się ponad wszelkimi ocenami, zrobił z siebie autorytet ponad naturalny. Kwestię zwierzchności i bycia ponad prawem dopełniło ukute powiedzenie, że „Kościół jest święty, ale i grzeszny, bo składa się z grzesznych ludzi”. W ten sposób można każdą patologię zracjonalizować, pedofile w sutannach są chronieni po śmierci, chowa się ich w kapłańskich szatach, bo są częścią tego grzesznego Kościoła. Instytucja jest dalej chroniona, mimo że wydaje zgniłe i fałszywe owoce. Watykan – tu się dba o spokój duszy pedofila Wesołowskiego

Przechwytywanie

Ewangelia Mateusza 7: 15 – 23

Kościół katolicki powstał w wyniku kompromisów, pomiędzy chrześcijaństwem a otaczającymi go religiami pogańskimi. Urzędnicy Watykanu zaprzeczają pogańskiemu pochodzeniu swoich wierzeń i praktyk, przykrywając tę prawdę skomplikowaną teologią, dziwacznymi objawieniami, „tradycją Kościoła”. Kościół dokonał swojego rodzaju cudu marketingowego: „schrystianizował” religie pogańskie i „spoganizował” chrześcijaństwo.

Katolicyzm to tylko katolicyzm, biskupi nie powinni powoływać się na wartości chrześcijańskie i szastać nimi na lewo i prawo, ponieważ ich nie reprezentują, są tylko i wyłącznie przedstawicielami Watykanu na polskiej ziemi. Dociekliwym katolikom, polecam analizę tej części biblii „Zapowiedź upadku „Wielkiego Babilonu”

I tak się Misiek sprawy mają 😉

Więcej:

Rodzina królewska w komplecie

A jednak królestwo jego z tego świata jest?

Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Smacznego!

Kościół katolicki – instytucja, która wydaje złe owoce.

Księga kanonów – do wyboru, do koloru

***

Wesprzyj projekt wydania książki!

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk.

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”.

man-300548_1920

Smoleńska paranoja.

Ludzie, którzy mają dziś kontrolę nad państwem, żyją w świecie magicznym i są w zniewalającym uścisku poczucia krzywdy, która przysłania im racjonalną ocenę czasoprzestrzeni, w której przyszło im funkcjonować. Istotną rzeczą jest to, że poczucie krzywdy nie jest równoznaczne z jej doświadczeniem, czyli doznaniem krzywdy osobistej.

Poczucie krzywdy jest subiektywnym stanem świadomości, natomiast doznanie krzywdy jest faktem psychologicznym. Świat według PiS-u opiera się na katolickich dogmatach, gusłach i przesądach, które w swej wymowie są mroczne, smutne, przepełnione winą i subiektywne. Takim światem łatwo jest manipulować. Pielęgnowane i podsycane poczucie krzywd oraz zdrad ze strony ludzi, którzy mają inny ogląd tych krzywd, a co więcej nie są świadomi, że wyrządzają krzywdę, zrodziło w środowisku Rydzyka i Kaczyńskiego poczucie bezsilności w stosunku do źródła ich cierpienia.

Doświadczenie krzywdy osobistej, która jest pielęgnowana, wiąże się z cierpieniem, bólem psychicznym lub fizycznym. Człowiek, który nosi ze sobą taki bagaż, żyje w stałym napięciu, jest podatny na różne zaburzenia nerwicowe i somatyczne. Ma uczucie, że nie kontroluje swojej sytuacji, że nie ma jak uwolnić wzbierającej w nim energii, co w efekcie rodzi frustrację i poczucie bezsilności.

Z czasem rodzi się agresja w stosunku do „oprawcy”, która staje się ślepa na bodźce zewnętrzne, a każda informacja, która przeczy krzywdzie, jest kłamstwem, które jaszcze bardziej krzywdzi, bo w świadomości skrzywdzonego, oprawca się broni, a przecież powszechnie wiadomo, że broni się tylko winny. Fakty, które burzą tak misternie utkany świat, złożony ze złych emocji, nie mają znaczenia, a wręcz przeciwnie stają się potwierdzeniem skrzywdzenia.

Kaczyński i Rydzyk gromadzą w sobie cały ten potencjał, są mistrzami ceremonii, ponieważ ich życie składa się z samych skrzywdzeń i odrzuceń. Przez te wszystkie lata, każda krzywda została spersonifikowana, uzasadniona i poparta twardą racjonalizacją, która oparta jest na ich dużej inteligencji. Dziś obaj panowie wraz z całym środowiskiem PiS-u mają okazję skanalizować swoje poczucie krzywdy, wykrzyczeć je całemu światu i co najważniejsze w końcu nie są bezsilni — mogą ukarać sprawców swoich cierpień.

Ostanie wystąpienie prezesa na miesięcznicach smoleńskich, pokazuje w jaki sposób krzywdy mają być zrekompensowane i co tu dużo mówić, wnioski budzą niepokój.

Nadzieja, że sześć lat trwające wysiłki tych wszystkich, którzy nie chcieli zapomnieć, przyniosą rezultaty. Czego mają dotyczyć? Trzech spraw, trzech porządków. Porządku pamięci, porządku prawdy i porządku sprawiedliwości. 

Tragiczny wypadek w Smoleńsku, w którym zginał prezydent Lech Kaczyński reprezentujący środowisko PiS-u, stał się symbolem zdrady. Ludzie tacy jak Macierewicz utwierdzili Kaczyńskiego w teorii zamachu, czym ukoili jego poczucie winy za śmierć brata. To poczucie winy tak naprawdę jest niezależnie od tego, kto kogo namawiał do kontynuowania lotu, to świat polityki, w którym funkcjonowali, spowodował śmierć jego brata.

Bo za tę tragedię, niezależnie od przyczyn, ktoś odpowiada, przynajmniej moralnie. Odpowiada za to poprzedni rząd. Nie ten oczywiście pani Kopacz, ale ten Donalda Tuska.

Jestem przekonany, że prezes dziś już autentycznie wierzy w to, że doszło do zamachu i mimo że odpadły teorie trotylowe, brzozowe i parówkowe, to i tak winny musi być ukarany. Prezes wie, że teorie Macierewicza są funta kłaków warte, więc dziś pojawia się stwierdzenie: „odpowiada, przynajmniej moralnie” i wskazuje winnego swoich skrzywdzeń – Donalda Tuska.

Jest odpowiedzialność moralna, jest moralne napiętnowanie i ono musi być dokonane. Tragedia smoleńska nie była przypadkiem.

Moralne napiętnowanie… zestawienie tych pojęć jest dość przerażające w ustach polityka, który ma pełną władzę w kraju.

Przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i wymierzeniu odpowiedniej kary

Kto się ma przyznać?  Do jakiej winy? Jaka będzie kara, która ukoi ból po stracie brata i latach bycia w krzywdzie? Te wszystkie pytania są niebezpiecznie otwarte, ponieważ…

Ci wszyscy, którzy tego nie rozumieją, Polsce szkodzą. Polska musi być oparta na prawdzie i sprawiedliwości

Wyłaniający się obraz z jednej strony jest smutny, a z drugiej przerażający. Smutny, ponieważ parę milionów ludzi w Polsce zostało zmanipulowanych. Zostali wciągnięci w toksyczne rozgrywki między politykami, którzy wraz z kościelnymi urzędnikami chcą rządzić krajem, zgodnie z własnymi lękami i katechizmem. Przerażający, ponieważ Kaczyński nie jest w stanie już zdobyć się na refleksje, a otaczające go stado pożytecznych idiotów utwierdza prezesa w przekonaniu, że gówniana zmiana jest potrzebna, że w Smoleńsku zamordowano jego brata, że w kraju 80% obywateli to wrogowie Polski.

Rząd łamie konstytucję, pacyfikuje w sejmie opozycję, ministrowie kłamią, prowadzona jest ordynarna propaganda. W rządzie są skompromitowani komuniści i ludzie skazani wyrokami sądu, telewizją zarządza nałogowy kłamca i nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ… cel uświęca środki.

Powszechnie uważa się, że istotą przebaczania jest powiedzenie komuś: wybaczam ci. Czy możecie sobie wyobrazić Kaczyńskiego, Macierewicza, Ziobro, Kępę, Pawłowicz, Rydzyka, którzy wypowiadają tę kwestię? Czy jest możliwość, żeby ci ludzie zrozumieli, że to oni sobie sami krzywdę zrobili?

Jestem ateistą, więc nie wierzę w taką możliwość.

Kiedyś przeczytałem, że Polska jest jak wieczna wdowa w żałobie i jest w tym sporo prawdy, ale to już temat dla …

no własnie Olu 😉

 

black-407149_1280

Zakaz aborcji tylko dla katolików.

W naukowym czasopiśmie medycznym „Lancet” opublikowano raport, z którego wynika, że na świecie rocznie dokonuje się 56 milionów aborcji.

Liczba aborcji na świecie wzrosła z 50 milionów rocznie w latach 1990-1994 do 56 milionów rocznie w latach 2010-2014. źródło

Z raportu wynika, że w ciągu ostatnich piętnastu lat, w wielu krajach bogatych ilość aborcji zmniejszyła się z 25 do 14 na 1000 kobiet, a w biedniejszych rejonach utrzymuje się na tym samym poziomie. Tytuły w mediach katolickich informują, że ten raport jest szokiem i że jest to obraz ludobójstwa.

Przechwytywanie

W mediach katolickich, pomijana jest kluczowa informacja raportu, która wskazuje jak zapobiegać zwiększającej się liczbie aborcji.

Dr Bela Ganatra z WHO mówi, że „wysoki wskaźnik aborcji w naszym badaniu dostarcza kolejnego dowodu na to, że potrzebna jest poprawa i zwiększenie dostępności do skutecznych usług antykoncepcyjnych”. Inwestowanie w nowoczesne metody antykoncepcyjne mogłoby być dalece mniej kosztowne dla kobiet i społeczeństwa niż utrzymywanie niechcianych ciąż i dokonywanie niebezpiecznych aborcji – oceniła.

Największy wzrost zabiegów aborcji (co trzecia ciąża kończy się aborcją), odnotowano w krajach Ameryki Łacińskiej.

Mieszkańcy Ameryki Łacińskiej są w przeważającej części chrześcijanami, większość z nich jest katolikami. Katolicy stanowią około 70% populacji

Co tak naprawdę mówi ten raport? To, co powszechnie wiadomo, że tam gdzie jest 70 do 90% katolików, statystyki robią katolicy. Wyniki tego raportu są tylko kolejnym dowodem na to, że nauki Kościoła katolickiego nie dość, że nie działają, to na dodatek wywołują szkody.

Zakaz stosowania antykoncepcji, spowodowany jest chorobliwym wręcz lękiem hierarchów kościelnych przed ludzką seksualnością. Tak wychwalany papież Jan Paweł II był znanym przeciwnikiem stosowania antykoncepcji, a swoje nauki szerzył między innymi w Afryce.

W 1990 roku jego wystąpienie w Tanzanii mogło ograniczyć AIDS w Afryce – twierdzi „The Times”.

Nadał bieg epidemii, którą można było jeszcze wtedy ograniczyć do rejonu państw leżących wokół Jeziora Wiktorii. „The Times”.

… w Zambii, Malawi, Kenii, Tanzanii i Ugandzie – w krajach, w których odnotowuje się największą w świecie liczbę zachorowań na AIDS, biskupi zakazują wiernym stosowania prezerwatyw. Najgorętsi zwolennicy papieża posuwali się wręcz do sugestii, że kondomy sprzyjają zarażeniu się AIDS, selektywnie przepuszczając wirusa przez mikrootwory w lateksowej powłoce. źródło

Problem z aborcją można zakończyć w bardzo prosty sposób, który by zadowolił wszystkie strony. Wystarczy tylko złożyć projekt ustawy, zakazujący dokonywania aborcji każdemu katolikowi, a podstawią do wymierzenia kary, niech będzie akt chrztu od proboszcza.

Z tego raportu wynika jeszcze jeden dość kuriozalny wniosek.

Wychodzi na to, że dziś środowiska racjonalistów walczą o to, aby katolicy mogli dokonywać aborcji, przecież to absurd.

***

Wesprzyj projekt wydania książki!

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk.

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”.