Wpisy oczami ateisty

14054027_10154468155749730_2663845683172187534_n

Inicjatywa Feministyczna w województwie Świętokrzyskim!

14054027_10154468155749730_2663845683172187534_nInternet jest ważną częścią naszego życia i działania. Możemy przekazywać sobie najnowsze informację, wymieniać się nimi, planować działania. Przede wszystkim jest to świetna metoda komunikacji. Niestety, ale żeby zdziałać coś więcej, z internetu trzeba wyjść oraz trzeba wykazać się odwagą, żeby swoją działalność poszerzyć do działalności „w realu”. Do czego zmierzam? Kochani, Małgorzata Marenin – Kielczanka, feministka, ateistka, członkini Inicjatywy Feministycznej, od lat wspierająca walkę o świeckość państwa oraz prawa kobiet (i nie tylko) szuka chętnych i chętne do podjęcia się działalności w Inicjatywie Feministycznej w województwie Świętokrzyskim. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do wydarzenia TUTAJ. a zainteresowanych samą Inicjatywą na ich fanpage TUTAJ. Znajdziecie tam wszystkie niezbędne informację 🙂

                                                                                                                                      Alan Wysocki  Inicjatywa Polska 🙂

Wpisy Obserwatorium

12472798_10209251982919502_3845086472467066802_n

Czas na lans?

Lans nie jedno ma imię, ale w sprawie aborcji jest szczególnie niestosowny, bo kwestia przemocy prawnej wobec kobiet i mężczyzn w zakresie ich praw reprodukcyjnych nie powinna być okazją, tylko jest ważnym powodem byśmy wszyscy stanęli murem za kobietami, zwłaszcza tymi, które głosu są pozbawione, które siedzą w swoich domach, zamknięte ze swoim bólem, gdzieś tam , daleko od szosy, w Polsce B, zostawione same sobie, bez wsparcia partnerów, rodziny, uzależnione ekonomicznie, uwikłane w przekaz kulturowy, który każe im dźwigać swój krzyż bez skargi, ten sam krzyż, w obecności którego 23.09.2016 roku politycy i polityczki wszystkich opcji przyjęli do dalszych prac projekt bezwzględnego zakazu  aborcji Ordo Iuris i jednocześnie odrzucili projekt inicjatywy „Ratujmy kobiety”.

Dobrze zapamiętajmy jak głosowali posłowie i posłanki na sejm VIII kadencji na 26 sesji …

 

głos15głos16głos17

 

Odnoszę wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, wielokrotnie powtórzone, odmienione przez wszystkie przypadki i zanotowane gdzie należy. Pył bitewny nadal unosi się nad polem walki o przywrócenie kobietom ich, podobno niezbywalnych, praw człowieka. Czas na refleksje, wnioski, zadanie ważnych pytań.

12063680_10209251955038805_5176669603155047948_n

Czy wydarzenia ostatnich miesięcy, rozgrywające się na ulicach miast i w przestrzeni internetowej, to antrakt w spektaklu  patriarchat ma się dobrze? Bo ma się dobrze, bez wątpienia. Czy może była to czkawka po niestrawnym posiłku, serwowanym społeczeństwu od 89 roku, bo masa krytyczna została przekroczona i nawet najbardziej naiwni przekonali się, że deklaracja w rodzaju – Mnie kościół nie przeszkadza byleby nie właził mi do domu, zdecydowanie jest passe?  A może było to tylko wzmożenie wysiłków organizacyjnych w różnych środowiskach, które na co dzień nie mają żadnego wpływu, za to przy okazji jaką stworzyło Ordo Iuris, potrafią wykorzystać lęki kobiet by przypomnieć o swoim istnieniu?

 

DSCN5616

 

 

Nie, żebym uważała takie działania za złe, niewłaściwe i niezrozumiałe – wręcz przeciwnie – życie organizacyjne płynie w tych środowiskach od dotacji do dotacji, egzystują na skraju wytrzymałości i w oparciu o energię i zasoby intelektualne działaczek/y, więc jakby nie patrzeć okazja wyśmienita. Ale niepokoi mnie, że w tak ważnej sprawie, która powinna łączyć wszystkich w zwarty front by mówić jednym głosem, dochodziło do przepychanek w kolejce do mikrofonu, a nawet strzelania focha w kierunku tych, których akurat się nie lubi…  Jakaś zaraźliwa choroba roznoszona drogą kropelkową czy ki pies? Mam nadzieję, że to tylko wysypka i alergia minie bez śladów na gładkiej twarzy organizacji. Gdyby jednak okazać się miało, że to nawracająca opryszczka – marnie widzę przyszłość naszej sprawy.

 

DSCN5624

 

Znacznie mniej  dziwi mnie fakt,  że zgromadzenia protestujących były mało liczebne, często też mało poważne, że na podestach, obok autentycznie zaangażowanych bojowniczek o prawa kobiet stawały też te, które nie specjalnie widziały sens akcji „ratujmy kobiety” zwłaszcza gdy łączyło się to z wysiłkiem zbierania podpisów w przestrzeni publicznej – albowiem można się mylić co do oceny sytuacji i dojrzeć z poślizgiem. Pewnie, że to nie świadczy najlepiej, pewnie, że może być cyniczną kalkulacją, ale chcę wierzyć, że nie jest, a wiedzieć będziemy za chwilę, bo to dopiero początek, długiej i wyczerpującej drogi…więc czas, który ostatecznie weryfikuje hipotezy pokaże czy, komu i na czym zależy.

 

Zatem, kiedy pył opadnie, wszyscy gracze pogratulują sobie sukcesu na polu wysiłków PR-owych, przeanalizują słupki w sondażach i odłożą temat ad akta, zostaniemy nadal z otwartym pytaniem – quo vadis Polko?

 

DSCN5557

 

PS. Nie podaję nazwisk, nazw organizacji, dat, ani cytatów z wypowiedzi wiecowych – kto był – widział i słyszał, kto nie był zapraszam do działania. Zegar tyka.

foto: Tomasz Zawada, Elżbieta Kunachowicz.

 

 

 

 

 

 

boy

Wymowne milczenie…

Moja przyjaciółka zamieściła na swojej ścianie trzy cytaty z Boya Żeleńskiego …

A kto się boi Boya ?

…oto filozofia praw, które, aż nadto znać, były przez mężczyzn pisane! Głosić wzniosłe teorie o „prawie płodu do życia”, znów grozić matce więzieniem w imię praw tego płodu, ale równocześnie nie troszczyć się o to, aby nosicielka tego płodu miała co do ust włożyć… I rzecz szczególna, ten sam płód, nad którym trzęsą się ustawodawcy, póki jest w łonie matki, w godzinę po urodzeniu traci wszelkie prawa do opieki prawnej, może zginąć pod mostem z zimna, gdy matka – którą jej „święte” macierzyństwo czyni nieraz wyrzutkiem społeczeństwa – nie ma dachu nad głową.


…Względy prawne, etyczne, lekarskie, społeczne mają tu głos; stare kanony teologiczne spotykają się z nawykami militaryzmu, obliczającego na dziesiątki lat naprzód ilość bagnetów; niechęć do tknięcia jednej cegiełki z budowli, która okazałaby się może zmurszałą, rutyna myśli… A wszystko to pokrywa swoim płaszczem obłuda społeczna…


…Bo powiedzmy sobie: każdy rząd w Polsce, chce czy nie chce, będzie się uginał pod naciskiem kleru, dopóki ciemnota lub bierność ogółu będzie czyniła ten kler realną czy fikcyjną potęgą. Dopóki w Polsce będzie można wykrzykiwać wzniośle „Bóg i religia”, tam gdzie w gruncie chodzi o władzę i o pieniądze.

Biorąc pod uwagę, że słowa te Żeleński napisał prawie 100 lat temu, oraz konstatując, że jakby nie patrzeć w XXI wieku, gdzie nadal jeszcze mamy wolny od cenzury internet, mężczyźni jakby to ująć, nabrali wody w usta, mam prawo powiedzieć iż obyczajowo cofnęliśmy się znacznie dalej na wektorze wstecznym, niż był Boy 100 lat temu.

Natomiast fakt, że projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej przedstawiają w sejmie kobiety to wymiar klęski emancypacji kobiet w Polsce, to wymiar inercji środowisk feministycznych i podkreślenie klęski lewicowej idei wolności i równości.

Powiedzieć, że to napawa smutkiem, to stanowczo za mało …

kompilacje płci

Zaduma nad językiem i kreatywne SF.

Od zawsze feminizm był moją naturalną postawą wobec wielu obszarów życia tak prywatnego jak i społecznego. Nie przyszedł do mnie z literaturą ani z „Wysokimi obcasami”, wyssałam go z mlekiem Matki. Nie pamiętam też abym kiedykolwiek dopuściła do sytuacji dyskryminującej bezpośrednio mnie lub jakiejkolwiek osoby w moim otoczeniu, chyba, że ta osoba wyraźnie akceptowała takie traktowanie. Uważałam jej wolę za ostateczną granicę, poza którą nie mam prawa wpychać się z moimi poglądami.

Próbowano dyskryminować mnie w pracy – tylko raz – i od razu dałam jasny komunikat, że się na to nie godzę. Zdziwił mnie fakt, że dopuściła się tego aktu kobieta – koleżanka, która mnie zatrudniła. Pamiętam, że musnęła mnie wówczas pewna refleksja; kobiety są  elementem dyskryminacji wobec kobiet. W późniejszych latach jeszcze wielokrotnie ta myśl wracała przy różnych okazjach. Dziś to już nie jest tylko refleksja.

Kobiety współczesne w istotny sposób tworzą warunki dyskryminujące je same i inne kobiety.

assistant-18993_1280Nie tylko czynią to dość świadomie, ale nawet czerpią z tego satysfakcję. Odznaczają się przy tym dość często wybiórczym brakiem empatii, choć najczęściej wykazują tzw. ślepotę funkcjonalną. Można by powiedzieć, że to wynik braku odpowiedniej edukacji, gdyby nie to, że w wielu przypadkach postawę akceptującą dyskryminację wykazują kobiety sprawnie używające narzędzi poznawczych, dobrze wykształcone, oczytane i  zorientowane ogólnie w sprawach tego świata.

Tyle tytułem wstępu do cyklu poświęconego polemice ze współczesnym feminizmem.

W dzisiejszej odsłonie, dość niefortunnie, przyznaję, pragnę odnieść się do kwestii żeńskich końcówek w nazewnictwie profesji o wysokim prestiżu społecznym. Mój głos w tej sprawie zabrzmi jak nóż w plecy, mam tego świadomość. Tym niemniej zaryzykuję, mając nadzieję, że mimo wszystko, zostanę właściwie zrozumiana.

W 2005 roku portal www.feminoteka.pl ogłosił  konkurs „Trudne Wyrazy – odzyskajmy kobiety w języku!” Bardzo spodobała mi się ta inicjatywa i przyglądałam się kolejnym odsłonom. Minęło dziesięć lat, zanotowałam kilka znaczących sukcesów na polu wdrażania żeńskiej końcówki, ale także całe mnóstwo nonsensu. I nie mogło być inaczej, ponieważ reguły gramatyczne są nieubłagane, język jest żywym odzwierciedleniem stosunków społeczno – kulturowych i historyczną kwintesencją tych stosunków.

Niewłaściwe wydaje mi się personifikowanie języka jako żywego źródła dyskryminacji kobiet. Język, ten cary-grant-392931_1280oficjalny, jak i, przede wszystkim,  potoczny, to jedynie lustro, w którym widać wyraźnie na jakim etapie jesteśmy, gdy mowa o równości. Nie jest też tak, że wciskanie na siłę żeńskich końcówek skutkuje zmianą społeczną polegającą na tym, że kobiety zyskały dzięki temu prestiż i należne uznanie. Nic takiego się nie stało; Polityczka nie zbierze odpowiedniej liczby głosów by kandydować na urząd Prezydenta RP, a fryzjerka nadal cieszy się mniejszym prestiżem niż pierwszy lepszy fryzjer… Wiem, że to niesprawiedliwe, ale takie są fakty.

Żeby nie być gołosłowną przedstawię w skrócie problemy językowe z żeńska końcówką.

1. formant -ka nie spełnił wymogów uniwersalnej cząstki tworzącej feminatywy, choć w wielu przypadkach zupełnie nieźle brzmi – tyczkarz- tyczkarka; recenzent- recenzentka; wokalista- wokalistka; autor- autorka; to jednak dyrygent- dyrygentka (?) jeszcze długo nie przeniknie do języka stosowanego powszechnie i to z powodu oporów samej dyrygentki- jak sądzę.

2. inaczej rzecz się ma z formami żeńskimi tworzonymi od nazw zawodów zakończonych na -a- : sędzia- sędzina; sprzedawca-sprzedawczyni; przywódca-przywódczyni – brzmią dobrze i zostały zaakceptowane z marszu, bez zastrzeżeń i funkcjonują od dawna bez potrzeby wdrażania „na siłę”. Podobnie te zakończone na -y- : zwrotnicowy – zwrotnicowa, dźwigowy – dźwigowa, księgowy – księgowa.

3. problemy fonetyczne: architekt – architektka; adiunkt – adiunktka; te formy są trudne do wymówienia nawet dla polskojęzycznych użytkowników…

4. problemy semantyczne: stolarz – stolarka; ślusarz – ślusarka; żołnierz – żołnierka , gdzie stolarka, ślusarka czy żołnierka to ugruntowane w języku polskim określenia oznaczające zajęcie jakim para się stolarz, ślusarz czy żołnierz, nie zaś wyrazy wskazujące, że np. stolarstwem zajmuje się kobieta. Gdyby historia tych zawodów od początku obejmowała także kobiety – nie byłoby problemu, ale było inaczej i tę możliwą do zaakceptowania odmianę, zawłaszczyło sobie od dawna zupełnie inne znaczeniowo pojęcie.

Tak więc dziś upieranie się przy zmianie jego znaczenia naraziłoby kobiety na śmieszność, jak to ma miejsce w przypadku literatki, utworzonej jako żeński odpowiednik literata … Nie wiem co na to panie zajmujące się literaturą, ale chyba nie są zachwycone, bo jakoś nie słyszę by siebie nazywały w ten sposób. Podobny dylemat czeka kobiety chcące być marynarzem, bo słowo marynarka jest już w użyciu i oznacza część garderoby.

5. podobnie niepoważnie i mało prestiżowo brzmią żeńskie odmiany ; filolog – filolożka; psycholog – psycholożka; etymolog- etymolożka; archeolog- archeolożka , ponieważ kojarzą się ze zdrobnieniem jak smuga – smużka; droga – dróżka; Jaki będzie los filozofki ? Trudno być tu optymistką – mamy w dorobku polskiej myśli filozoficznej niepodważalne znakomitości płci żeńskiej, a mimo to nadal filozofka to zarozumiała kobieta, która śmie mieć własny pogląd, przynajmniej w obiegowym użyciu tego słowa.

comment_ZekgNNCiEbKyzPm5fFDYHxkaxKMHUbg0Zmierzam cały czas do konkluzji, że o tym, czy dane określenie profesji w formie żeńskiej przyjmie się w języku powszechnym, czy się nie przyjmie, zależeć będzie od czynników pozajęzykowych, ergo, pobożne życzenia grupy światłych działaczek feministycznych spełnią się dopiero wówczas, gdy równość będzie faktem społecznym, a język w sposób naturalny nam to odzwierciedli. Tymczasem zdecydowanie bardziej prestiżowo brzmi: pani profesor, pani adwokat, pani prokurator, pracownik naukowy, a już na pewno pani chirurg zamiast chirurżczka.

Stanowisko Rady Języka Polskiego  Stanowisko ruchu feministycznego

Szczerze mówiąc wolałabym, żeby ruch feministyczny w Polsce, ale i na świecie także, z co najmniej taką samą determinacją, jak w przypadku żeńskich końcówek, spróbował kreatywnie podejść do kwestii indukowania w świadomości kobiet pojęć, bez których nasza tożsamość nie wyjdzie poza problem płci.

Jednym z najważniejszych w tej grupie jest zawarte w zdaniu: My, kobiety i mężczyźni, jesteśmy  NAJPIERW I PRZEDE WSZYSTKIM LUDŹMI.

Banalne? Oczywiście! Proste? Z pozoru tak, ale… czy mamy to naprawdę uwewnętrznione, żyjemy z tym wewnętrznym przekonaniem ? – na pewno nie!  Gdyby tak było, nie śmieszył by nikogo dowcip zawarty w potwornie seksistowskim zdaniu: Kobieta – najlepszym przyjacielem człowieka.

To bardzo stary dowcipas i jak miałam okazję się przekonać- ma się dobrze. I nie uwierzycie, ale najgłośniej śmiała się pewna pani – nie usprawiedliwia jej nawet to, że pochodzi z bardzo prawicowo zorientowanej rodziny krakowskiej. Nic nie usprawiedliwia zgody na poniżenie ze względu na posiadaną płeć. Nie chcę się tu wyzłośliwiać ani pastwić nad prawicowymi kobietami, ale stwierdzę jedynie znany fakt, że są one mistrzyniami w dorabianiu filozofii do własnej zgody na dyskryminację każdego rodzaju. Gratyfikacja jaką za to przyzwolenie otrzymują musi być wystarczająco atrakcyjna i mam nadzieję, że w razie nieprzewidzianych wypadków, wystarczy na pokrycie strat, utrzymanie licznego potomstwa, ich wykształcenie, a także pokryje koszty leków, comiesięcznych rachunków i zostanie małe co nie co na jakieś wakacje.

Przepraszam, za tę dygresję na marginesie, to zupełnie nie na temat, albowiem feministki prawicowe, jeśli brać poważnie to co same mówią o sobie, nie mają problemów z  tożsamością – są najlepszym przyjacielem człowieka – i to zamyka je przed rozterkami z jakimi, my, wyzwolone kobiety, będziemy się borykać jeszcze długo.

Wracając jeszcze na chwilę do powyższej sentencji o tym, że wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi – widzę w tej prawdzie uniwersalną wartość, która, jeśli dotrze do nas wszystkich, może być zaczynem daleko posuniętych zmian w świadomości zbiorowej, w tym takich, o jakich się nawet filozofom i filozofkom nie śniło, a gejom nawet się nie odbiło echem…

robot-507811_1280Dopóki nie zdamy sobie sprawy z tego, że wszyscy jesteśmy przede wszystkim LUDŹMI , nie zmieni się ani agresywny patriarchat, ani nie przebije się matriarchat – i w ogóle czy tego właśnie chcemy? Czy potrzebujemy się dzielić wyraźną kreską? Ja nie odczuwam takiej potrzeby. Co więcej – uważam, że zaszczepienie tezy o byciu ludźmi jest stokroć ważniejsze i bardziej sprawcze, niż powtarzanie banałów o kobiecości i męskości – o równości płci, o całym spektrum zagadnień wynikających li tylko z tego, że mamy dymorfizm płciowy. Dla mnie, od czasu gdy pierwszy raz zetknęłam się z tą, niby oczywistą, prawdą, to śmieszny , sztuczny problem.

Problem – jego istota, bierze się nie z tego, że mamy dymorfizm płciowy. Istota problemu bierze się stąd, że nie mówi się nam w procesie wychowania i kształtowania osobowości – że jesteśmy LUDŹMI. Jako tacy mamy WSZYSCY te same potrzeby – podstawowe to takie jak: poczucie bezpieczeństwa, potrzeba sensu życia, potrzeba kontaktu z drugim – właśnie – CZŁOWIEKIEM, potrzeba tworzenia, potrzeba bycia potrzebnym , użytecznym, na właściwym miejscu – zgodnym z wewnętrznym imperatywem.

Co by taka świadomość zmieniła? – wszystko! Począwszy od nazewnictwa, programów edukacyjnych, problemów z identyfikacją płciową, tolerancją, kulturą masową, ideą równości, różnicami  międzykulturowymi, itd… Jedynie religie nie dałoby się przeflancować. I w tym, poza naszą ograniczoną wyobraźnią, tkwi drugi problem. Bo systemy wierzeń są niesłychanie odporne na wiedzę, na racjonalizm i logikę , są głównym hamulcem rozwoju człowieka i jego człowieczeństwa. Wierzenia w nonsensy zamykają umysł, jego swobodę eksploracji w głąb siebie, nakładają nań ograniczenia silnie wzmocnione lękami podprogowymi, serwowanymi w dużych dawkach w dzieciństwie, zaś w dawkach podtrzymujących w okresie dojrzałym.

I z tego powodu, to co tu wyłożyłam, mieści się bardziej w obszarze SF niż jest do osiągnięcia w tym stuleciu. Ale kto nie sieje ten nie zbierze. Więc sieję – to jest dobra nowina i warta propagowania, wprowadzania do dyskursu i w procesie wychowania nowego pokolenia- ludzi wolnych od uprzedzeń i gender.

 

woman-565127_1280

 

 

DSCN2222

Manifa 2015′ Kraków

DSCN2221

 

W zeszłą sobotę, 07.03.2015, w samo południe, odbyła się w Krakowie, tradycyjnie już, Manifa. Święto Kobiet zainaugurował na Rynku Głównym Krakowski Chór Rewolucyjny.

Zgromadzenie ruszyło pochodem przez ul. Bracką, Gołębią, aż do Collegium Novum. Tu odbyło się wręczenie symbolicznych upominków w kilku kategoriach, m.in. dla matki z małym dzieckiem po raz pierwszy na Manifie, dla dziewczyny po raz pierwszy na Manifie … itp.

 

DSCN2251DSCN2250DSCN2248DSCN2244DSCN2239

Odczytano listę problemów polskich kobiet  z jakimi zawsze  się borykały i wielu nowych, z jakimi muszą się borykać w nowej rzeczywistości  post transformacyjnej. Nasze święto, już tradycyjnie, zostało zakłócone przez grupę dzieciaków z ruchu  Pro live. Policja nie reagowała, również tradycyjnie.

Następnie pochód ruszył Plantami na PL. Szczepański, gdzie Manifa się zakończyła.

 

DSCN2205

Słówko prywaty – dziękuję anarchistkom i anarchistom za udział w pochodzie – przyznam, że bez Was nie czułabym takiego poweru jak czułam – byliście jak zwykle wspaniali, znakomicie współgraliście z hasłami tegorocznej Manify i mam nadzieję, że nie zabraknie Was i w przyszłym roku. A kto nie wie o co chodzi może obejrzeć relację filmową. Zapraszam wkrótce.

DSCN2210

 

Spotkania przy trzepaku

globe-862342_1920

Bożena Przyłuska – „Za zasłoną kwestii światopoglądowej”

globe-862342_1920Dlaczego niektóre obszary życia społecznego, które w innych krajach Europy uważa się za kwestie medyczne lub prawne, u nas zamiata się pod dywan nazywając tajemniczo „kwestiami światopoglądowymi”? Cóż to takiego jest? Światopogląd czyli pogląd na świat to przecież znacznie szerszy wachlarz zagadnień niż aborcja, in vitro, związki partnerskie czy religia w szkole. Jakie jest kryterium doboru tych obszarów tematycznych? Dlaczego akurat aborcja a nie np. reprywatyzacja, edukacja czy globalizacja została okrzyknięta „kwestią światopoglądową”? Nietrudno zauważyć, że są to po prostu ważne obszary zainteresowań kościoła katolickiego – instytucji, która buduje swoją pozycję polityczną w Polsce zawłaszczając sferę obyczajową za pomocą wierzeń i tabu. Ta mitologizacja życia społecznego jest de facto umacnianiem rządu dusz przez wytrącanie władzy rozumu.

Prawo do usunięcia niechcianej ciąży jest w rzeczy samej zagadnieniem medycznym i prawnym, a nie jakąś mityczną „kwestią światopoglądową”. Zagadnienie o którym dzisiaj powinniśmy dyskutować to granice prawa kobiety do dysponowania własnym ciałem wobec konieczności poszanowania prawa płodu, gdy już rozwinie cechy decydujące o staniu się podmiotem praw, a także merytoryczne kryteria o tym fakcie decydujące.

Tymczasem w miejsce rzeczowej dyskusji po stronie fanatyków religijnych pojawia się laleczka „Jaś” czyli rzekoma osoba poczęta i epatowanie zdjęciami rozszarpanych płodów. Zaś po stronie elit politycznych – milczenie i odmowa podjęcia rozmów czyli dopuszczenia projektu liberalizacji ustawy antyaborcyjnej do parlamentarnej i publicznej dyskusji.

Prawo służy nam wszystkim i powinno regulować życie społeczne kierując się aktualnym stanem wiedzy i humanistyczną moralnością, nie zaś w oparciu o światopogląd i religię określonej grupy społecznej. Ponieważ umówiliśmy się jako społeczeństwo, że granice naszych praw wyznacza nienaruszalność praw drugiego człowieka, możemy przyjąć, że dopóki nie można mówić o człowieku w łonie kobiety, jej prawo do dysponowania własnym ciałem nie powinno być niczym ograniczone.

A człowieczeństwo zarodka jest wyłącznie kwestią wiary, a nie wiedzy naukowej. Zarodek nie jest dzieckiem, tylko grupą komórek. Zarodki nie mają mózgu, nie odczuwają bólu, nie mają świadomości i takie są fakty. Nikt nie kwestionuje, że zarodek jest formą życia. Jednak bycie formą życia nie czyni z niego człowieka.

Spór o to, kiedy dokładnie zaczyna się człowiek w sensie filozoficznym prawdopodobnie pozostanie nierozstrzygnięty i przesiąknięty myśleniem magicznym. Ale z medycznego punktu widzenia, tak jak o orzeczeniu zgonu decyduje śmierć mózgu, tak o momencie powstania człowieka winno decydować dopiero jego (mózgu) rozwinięcie. To mózg nadaje organizmowi zdolność odczuwania bólu, percepcji, samoświadomość i podmiotowość.

Aborcja do 12 tygodnia ciąży, gdy z całą pewnością zarodek nie posiada żadnej z tych zdolności, nie jest więc na pewno uśmierceniem człowieka, tylko zapobiegnięciem jego rozwinięciu się z grupy komórek o niepewnym jeszcze potencjale do rozwoju. Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla zakazu tak wczesnego usunięcia ciąży.

Inaczej sprawy się mają w przypadku bardziej zaawansowanej ciąży. Najpierw kilka kluczowych faktów. Zgodnie z aktualnie obowiązującą ustawą późne aborcje mogą być w Polsce dokonywane albo ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia kobiety (bez ograniczeń ze względu na wiek płodu) albo ze względu na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu lub nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej).

O ile ten pierwszy przypadek pozostawia niewiele definicyjnych i etycznych wątpliwości – bezpieczeństwo matki jest uznane za bezwzględnie priorytetowe (mimo tego prawo to jest nagminnie łamane!), to definicja „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu” jest nieścisła, podatna na bardzo różne interpretacje. Ustawa nie reguluje precyzyjnie, które wady płodu i w jakim terminie kwalifikują do zabiegu przerwania ciąży.

W przypadku śmiertelnych wad i chorób, gdy przerwanie ciąży jest równoznaczne z minimalizacją nieuniknionego cierpienia kobiety i płodu sprawa jest jednoznaczna. Inaczej jest w przypadku upośledzeń nieodwracalnych, które nie są śmiertelne i nie wiążą się z fizycznym cierpieniem – takich jak np. zespół Downa czy Turnera. Podczas gdy jedni lekarze kwalifikują je jako ciężkie i dopuszczają jako wskazanie do aborcji w terminie zgodnym z przepisami ustawy, inni nie uważają tych wad za wskazanie do aborcji w ogóle, a jeszcze inni uważają za dopuszczalne usunięcie ciąży obarczonej takimi wadami, ale tylko we wczesnej fazie rozwoju.

Jak można było uchwalić tak fatalne, niejednoznaczne prawo i przez 23 lata udawać, że jest przestrzegane i w dodatku uparcie twierdzić, że jest wynikiem „kompromisu”? „Kompromis” ten jest w rzeczy samej wynikiem interesu ubitego przez prawicę z kościołem wbrew woli społeczeństwa, a za trwanie tego krzywdzącego bubla prawnego odpowiada cała nasza elita polityczna.

Dzisiaj cały ciężar odpowiedzialności za decyzję o przerwaniu ciąży spoczywa na ciężarnych i lekarzach. Uznaniowość i nieprecyzyjność zapisów prawa prowadzi do licznych konfliktów pomiędzy ciężarnymi kobietami i lekarzami, lekarzami i szpitalami, do unikania odpowiedzialności przez lekarzy w obawie przed konsekwencjami i wreszcie do radykalizowania się ich postaw.

Spójrzmy prawdzie w oczy. W obecnej sytuacji prawnej najbardziej bezpieczną, a zarazem oszczędną emocjonalnie i intelektualnie strategią jest dla lekarza całkowita odmowa wykonywania zabiegów. Lekarze przyjmują taką postawę tym chętniej, że w sukurs przychodzi im państwo, zapewniając drogę ucieczki, jaką jest klauzula sumienia. A konsekwencje bywają tragiczne. Wystarczy przypomnieć przypadek Agaty Lamczak, której w obawie o poronienie nie leczono z niebezpiecznej choroby, w wyniku której zmarła. Lub Alicji Tysiąc, której odmówiono prawa do przerwania ciąży, w wyniku czego prawie straciła wzrok.

Trudno się też dziwić, że w tej mętnej wodzie fanatyczni zwolennicy całkowitego zakazu aborcji zyskują poklask. Ich aktualną szarżę na sejm i społeczne poparcie zawdzięczamy nie tylko bezpardonowemu i bezwstydnemu zaangażowaniu kościoła w politykę, ale także fatalnemu bublowi prawnemu zwanemu „kompromisem”.

To już najwyższy czas, żeby rzeczowo porozmawiać i ustalić logiczne kryteria decydujące o kształcie ustawy regulującej prawo do aborcji. Temu właśnie powinna służyć praca w komisjach sejmowych. Dlatego odmowę dopuszczenia do dyskusji i zapowiedź odrzucenia projektu liberalizacji ustawy w pierwszym czytaniu uważam za skandaliczną.

Taka decyzja świadczyłaby o arogancji i tchórzostwie. Mniejsza z fanatycznymi Pisowcami i świętym stosem płonącym w ich głowach. Ale jeśli ktoś z „nowoczesnych” i „obywatelskich” Posłanek i Posłów tego nie rozumie i kryterium decydującym o podjęciu dyskusji jest dla Państwa arytmetyka sejmowa, to dalibyście świadectwo bezideowego koniunkturalizmu.

Czy ponad dwieście tysięcy podpisów obywateli nie jest wystarczającą ceną za udział w rzeczowej rozmowie? Czy nie możemy podyskutować na racjonalne argumenty zamiast zasłaniać się „kwestią światopoglądową” albo „kwestią sumienia”? Prosimy o możliwość zabrania głosu w dyskusji, odwagę i nieodrzucanie projektu w pierwszym czytaniu. #ratujmykobiety

Tekst opublikowany na Liberte!, przedrukowany za zgodą autorki. 

zzzzzz

Mężczyzna?

Autorka: Anonimowa

Kobieta od zawsze była ponoć ubóstwiana i wielbiona przez mężczyzn. Ponoć ideałem była, muzą i natchnieniem. Ponoć. Kobieta jako stróż domowego ogniska, jako Matka karmicielka rodziny. Mężczyzna szedł polować, szedł na wojny i gówno go obchodziło, co tam w domu słychać. Ważne, że nikt nie bzyka jego żony, ani nie morduje potomstwa – bo linia musi przetrwać.

Mężczyzna jako Pan i Władca. Ale bez kobiety nie potrafi się obejść – ktoś musi ogarnąć dom i dzieci. Bo dla mężczyzny to hańba. On do wyższych celów stworzony.

Jak jest dziś?

Kobieto, siedź w domu! Kurwa, masz znajomych, gadasz z nimi, bawisz się lepie, niż ja? To radź sobie sama, skoro ja nie jestem w centrum uwagi. Wyprowadzam się. Zostawiam ci wszystko na głowie. Baw się dobrze, ale beze mnie. To ja powinienem być w centrum twojego wszechświata. Nawet, jak nie mam ci czego zaproponować. Oprócz krzyków, awantur i kłótni. Wal się. Mam to wszystko w dupie. Kredyty, rachunki… dzieci odwiedzę w weekend.

Samiec typowy.

Musi dominować, musi być lepszy. Żona powinna być głupsza, być podległa, zawsze świeże gacie przynosić. A gdzie marzenia, pragnienia kobiety? Podporządkowane mężczyźnie. On chce się rozwijać – może. Kobieta ma zapewniać stabilizację. Jej nie wolno realizować marzeń, jej nie wolno być sobą. Ma się zajmować ogniskiem domowym.

Ma dbać o wszystko. Ma być Matką, Żoną, Kochanką, dostępną na każde życzenie. Na szczęście kobiety zaczynają wychodzić z marazmu. Zaczyna im takie życie przeszkadzać. Stają się samodzielne, co jest bardzo ciężkie po latach uzależnienia. Ale damy radę. Mamy silną wolę, silniejszą, niż wy, mężczyźni.

Potrafimy przetrwać. A może i zyskamy radość życia, kiedy nas zostawicie?
Aby nie było tak smutno: a kto wam będzie gacie prał, mężczyźni?

Wpisy Ale o co chodzi?

fertilization-1132253_1280

W „Tak jest” o aborcji

fertilization-1132253_1280Już w czwartek dyskusja w Sejmie nad obiema ustawami – liberalizującą aborcję i zupełnie zakazującą aborcji. Za to dziś starło się w programie „Tak jest” Andrzeja Morozowskiego Średniowiecze z Dwudziestym Pierwszym Wiekiem. O dziwo, to pierwsze reprezentowane przez młodziutką, śliczniutką Karolinę Pawłowską z Instytutu Ordo Iuris, a to drugie przez naszą Wandą Nowicką, jakby nie było, kobietą już w kwiecie wieku. Po programie wszystko było jasne. Do czasów współczesnych po prostu trzeba dorosnąć.

Nie muszę chyba informować o wyniku tego starcia? Właściwie pani Wanda wcale nie musiała się wysilać, bowiem pani Karolina pogrążała się tak pięknie, że aż miło było popatrzeć.

Według pani Karoliny „tak zwany kompromis aborcyjny”, czyli obecnie obowiązująca ustawa sprawia, że każdego roku ginie coraz więcej dzieci. Aż dziw, że nie powiedziała, że są mordowane bestialsko. Gospodarz przypomniał, że aborcja dokonywana jest w trzech uzasadnionych przypadkach i spytał, co z ciążą powstałą za sprawą czynu zabronionego, który nazwał gwałtem.

„Jeżeli chodzi o czyn zabroniony, to ten termin nie oznacza tylko i wyłącznie gwałtu. Chodzi tutaj o różne przestępstwa, także na przykład przestępstwo polegające na współżyciu szesnastolatka z czternastolatką, tak jak to miało miejsce w głośnej sprawie Agaty, ale także na przykład wykroczenie polegające na współżyciu w miejscu publicznym. To jest pierwsza rzecz. To sformułowanie przepisu może prowadzić do tego, że dzieci uśmiercane są ze względu właśnie na tego typu przestępstwa” – bez cienia żenady odparła pani Karolina.

***

Ciekawe, czy któraś z Polek na to wpadła:

– Dzień dobry, chcę usunąć ciążę.

– A na jakiej podstawie?

– Uprawiałam seks z kolegą z pracy na ulicy Marszałkowskiej i to podczas szczytu!

– A, no tak, to przecież przestępstwo, nie ma sprawy.

***

Wanda Nowicka przypomniała, że w Polsce pod tym względem mamy jedno z najbardziej restrykcyjnych praw w Europie. Karolince nawet powieka nie drgnęła. Zresztą nie ma się co dziwić. Dzięki takim osobom, jak ona Polska coraz mniej ma wspólnego z Europą. Morozowski przypomniał za to, że projekt pro-lajfersów może i całkowicie zakazuje aborcji, ale jest w nim zapis, że przestępstwa nie popełni lekarz, który doprowadzi do śmierci dziecka ratując życie matki. Ucieszyło to bardzo Karolinkę, ale Wandzia szybko postarała się, aby jej mina zrzedła.

„Albo pani do końca nie wie, co jest napisane w tej ustawie, albo powiem potocznym językiem, że pani ściemnia”

I wyjaśniła, że zapis w którym mowa o tym, że lekarz nie popełnia przestępstwa, jeśli śmierć dziecka jest następstwem działań leczniczych koniecznych dla ratowania życia matki, nie oznacza, że lekarz będzie mógł dokonać aborcji, żeby ratować kobietę, bowiem środowisko Ordo Iuris nie uznaje aborcji jako działania leczniczego. W związku z tym może chodzić o podanie jakiegoś leku matce, środka przeciwbólowego itp. ale nie o dokonanie aborcji, aby ratować życie kobiety. Ten nieprecyzyjny zapis został według Nowickiej wprowadzony po to, żeby uspokoić tych, którzy mają wątpliwości, czyje życie będzie bardziej się liczyć. Karolinka próbowała zaprotestować, ale Wandzia dodała, że jeśli jest inaczej, to dlaczego nie ma w projekcie ustawy zapisu, że aborcja jest możliwa w przypadku ratowania życia kobiety?

Dlatego, że po prostu przepis ten ma nie tylko pokazywać, że aborcja jest tą jedyną możliwością leczenia, ale także jest szereg innych możliwość ratowania kobiety – odparła Karola.

***

Jakbym interpretacji Biblii przez Świadka Jehowy słuchała!

– Dlaczego wszystkowiedzący Bóg nie może znaleźć w raju Adama, a ma tylko dwoje ludzi na ograniczonej przestrzeni?

– Bo tak ufał pierwszym ludziom, że wyłączył wszystkie swoje moce.

– A gdzie to jest napisane? Bo raczej nie w Biblii.

– No nie jest to zapisane, ale przecież to oczywiste, że skoro szukał i nie mógł znaleźć, to wyłączył.

***

Wanda przestrzega, że jeśli ustawa zakazująca całkowicie aborcji wejdzie w życie, kobieta w ciąży straci swoje konstytucyjne prawa do ochrony jej życia, zdrowia, nie mówiąc już o decyzyjności a przede wszystkim godność. Każda decyzja może być podjęta wbrew jej woli i wbrew jej dobru.

Morozowski zwraca uwagę, że naukowcy spierają się co do tego, kiedy zaczyna się życie ale twierdzą, iż ok. 20 tygodnia życia płodu zaczyna się świadomość i  odczuwanie. Dlaczego więc, skoro sprawa jest dyskusyjna, nie zostawić kobietom możliwości decydowania o sobie. Katoliczki niech nie usuwają ciąży, a nawet poświęcają swoje życie, jeśli taka ich wola, a kobiety, które traktują początek ciąży jako zlepek komórek, niech mają to prawo.

Karolinka znowu błysnęła, że skoro są wątpliwości, kiedy zaczyna się ludzkie życie, to te wątpliwości powinno rozstrzygnąć się na korzyść życia.

„Ale to państwo macie te wątpliwości” – przerwał Morozowski

„To nie podlega weryfikacji przez dzisiejszą naukę” – broni się Karolinka.

„Dobrze, że pani o tym mówi, bo zwykle twierdzicie, że życie zaczyna się od poczęcia” – ripostowała Wandzia.

„Ja twierdzę, że życie zaczyna się od poczęcia” – odpowiedziała Karolinka.

A ja twierdzę, że boga nie ma i kogo to obchodzi? Ale są i tacy, co twierdzą, że ziemia jest płaska i większość ludzi na te rewelacje puka się w czoło. Są też tacy, którzy twierdzą, że świat stworzył Latający Potwór Spaghetti, i choć spełniają wszystkie wymogi formalne, nie mogą w naszym kraju zarejestrować swojego kościoła. Reasumując, gówno nas powinno obchodzić, co twierdzi pani Karolina.

Wandzia zwraca uwagę, że są wątpliwości, kiedy zaczyna się człowiek, ale nie ma żadnych wątpliwości, że kobieta jest człowiekiem, który ma prawa i powinna być chroniona. Zarzuca również Karolince, że jej środowisko jest również przeciw antykoncepcji i edukacji seksualnej. Przestrzegła, że kobiety będą zachodzić w niechciane ciąże i je przerywać, bo zakazem środowiska pro-life nie uratują żadnego życia.

Za to jednego życia pro-lajfersi nie życzą sobie na pewno, co więcej nawet modlą się o to, żeby nigdy się nie narodziło. Chodzi o ewentualne przyszłe dziecko jednej z koordynatorek akcji „Ratujmy kobiety” z Krakowa, która na zamkniętej grupie „Dziewuchy dziewuchom” w emocjach zaproponowała, aby billboard przedstawiający szczątki usuniętego płodu oblać farbą. Fundacja Pro-Prawo do życia opublikowała nie tylko print screena ale i imię i nazwisko „pomysłodawczyni”, która dzięki temu doświadczyła prawdziwej, chrześcijańskiej miłości obrońców nienarodzonych:

„Modlimy się o to, byś nigdy nie miała dziecka”

Durni strasznie to ludzie. Jakby chcieli ją ukarać, powinni pomodlić się o to, żeby urodziła dziecko podchodzące z gwałtu. Albo „dziecko Chazana”. A nie! Zapomniałam! Dla nich to szczyt szczęścia.

 

woman-584797_1920

Zmiana warty :-)

woman-584797_1920Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… Wrrrróć! Trochę mnie poniosło.

Dawno temu, jako matka małych dzieci, oczywiście pracująca ale tak, żeby dzieci mieć cały czas pod nosem, stęskniona kontaktu z ludźmi, zaczęłam prowadzić bloga na Onecie. Śmiało mogę powiedzieć, że z dużym powodzeniem. W kilku kategoriach w pierwszej dwudziestce. Najwyżej w kategorii polityka, słowo daję :-). Do tego wielokrotne pojawianie się na pierwszej stronie. I podejrzenia hejterów, że to blog zbiorowy Onetu, dlatego tak promowany. Było miło 🙂

A skąd te wspomnienia? Ano stąd, że anonimowa osoba opublikowała na stronie www.polskiateista.pl tekst pt. „Mężczyzna?”. Byłam jedną z osób decydujących o tym, czy ma się on pojawić na portalu. Uczucia miałam mieszane. Nie lubię generalizowania. Poza tym obawiałam się, że Panowie, których jako feministka bardzo cenię i szanuję (fajnie to brzmi, prawda?), obrażą się. Pomyślą sobie, że to spaczony obraz mężczyzny wymalowany pędzlem sfrustrowanej kobiety. I przypomniało mi się, że napisałam kiedyś na Onecie podobny tekst, dość mocno osadzony w moich prywatnych doświadczeniach. A oto on:

***

Czasem sobie myślę, że John Gray, który stwierdził, że kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa, powinien za swoje epokowe odkrycie co najmniej Nobla dostać. A oto uzasadnienie, jak często daleko nam do siebie.

Póki siedzisz kobieto w domu jak pan Bóg przykazał, pierzesz, sprzątasz, gotujesz a i jeszcze często etacik jakiś odwalasz, wszystko gra. Chłop, jak chłop. Normalny, czyli porąbany. Zawsze coś wywinie, zawsze coś skłamie, zawsze się czegoś czepnie. A ty kurde siedź i kochaj. Buuuahahahahha 🙂 Się wzięłam i zapędziłam. Kto po kilku latach związku wierzy w namiętną miłość? Chyba tylko Kopciuszek z Królewną Śnieżką. Na początku a i owszem, jest miło. Za jakiś czas okazuje się jednak, że siedzi się razem, bo tak po prostu wygodniej i łatwiej rachunki opłacić. A jak się jeszcze ma dzieci, to się siedzi dla dzieci, nie myśląc o tym, co to będzie, jak sobie te dzieci już własne gniazdka uwiją. A chłop zostanie. Niestety.

Życie pod jednym dachem w wielu domach wygląda tak. Ona w TV on w Internecie. Ona w Internecie to on w TV. Niby razem a jednak boleśnie osobno. I to do tego stopnia, że jak jedna strona bąka puści, to druga sobie dopiero przypomina, że ma towarzystwo. I to niekoniecznie pożądane. Czasem ona ziewnie, że nudno, czasem podziamga, żeby zwrócić na siebie uwagę. Czasem, jak w tym kawale, maskę gazową na twarz przywdzieje, żeby on zauważył, że coś się zmieniło, czyli że sobie brwi zgoliła. I to bez pozwolenia!

Jednak wieczorem, kiedy ta baba już wykończona psychicznie i fizycznie, on budzi się z letargu i wali z grubej rury:

„Pięknie wyglądasz”.

A ta staje oniemiała przed lustrem w poplamionej piżamie, z rozczochranymi włosami i niedomytym makijażem (bo po co?) i myśli:

„Dzwonić po pogotowie, czy nie dzwonić?”.

Żartowałam! Nie myśli. To znaczy myśli, ale inaczej. Ha! Zauważył ją, bo mu się chce! A nie dla psa kiełbasa! I tak się kurna kręci. Bywa, że do czasu.

Bo czasem nagle… Trach! Poszła baba! Się wzięła i kurna nawet obiadu nie ugotowała. A to muzeum, a to impreza babska, a to kabarecik, a to, a tamto. Normalnie apokalipsa!

„Gdzie jesteś? Znowu gdzieś polazłaś?” – dzwoni. No wziął se samiec przypomniał, że mu się jakieś stworzenie pod nogami plątało a już się nie plącze.

„O której będziesz?”– pyta drżącym i to nie ze wzruszenia głosem. Jeszcze chwilę i komórkę zeżre.

„A co to za różnica?” – pada beztroska odpowiedź. Cisza. Normalnie wziął i zeżarł.

Wracasz w szampańskim humorze a tu foch. Bo on znowu z dziećmi sam, a to wykąpać trzeba, lekarstwa podać, piżamę znaleźć i jakąś durną książkę smarkaczom przeczytać. Cóż za odkrycie! O żesz ty …! Zawsze trzeba było z tym, że teraz nastąpiła zmiana warty 🙂

***

Tyle się teraz dzieje, a ja tu takie głupoty wypisuję – ktoś może sobie pomyśleć. A to nie tylko nie głupoty, ale i temat, który powinniśmy przewałkować, przemyśleć, wziąć się do roboty i zmienić tak, żeby było inaczej. Drogie Panie, same sobie jesteśmy winne. To my wychowujemy tych chłopów! To po pierwsze. Po drugie, t0 my same wtłaczamy się w stereotypy. Kobieta powinna to i tamto. Kobieta nie powinna tego, czy tamtego. Stanowimy większość naszego społeczeństwa, a dajemy się dominować, przyzwalamy na poniżające nas prawo, więcej kobiet jak mężczyzn chodzi do Kościoła, który kobietami gardzi od zarania dziejów.

I nieprawdą jest, jak napisała anonimowa autorka, że wychodzimy z marazmu. Przyszło mi pracować z bardzo młodymi ludźmi. Dziewczyny po odbębnieniu wielu godzin pracy pędzą do domu pichcić i usługiwać swoim chłopakom. Kiedy ich pytam, dlaczego to robią, słyszę odpowiedzi: „przecież on tego nie potrafi”, „a kto ma to zrobić” lub „przecież jestem kobietą”. Jakie to przykre!

Niedawno stojąc w kolejce do kasy byłam świadkiem takiej rozmowy dwóch eleganckich, młodych kobiet:

– Słyszałaś o tej ustawie zakazującej aborcji? To straszne!

– Tak, ale zbierają też podpisy za ustawą legalizującą aborcję.

– Słyszałam, ale bez przesady! Aborcja na życzenie? Chyba ich pogięło!

– Właśnie, powinno być takie prawo, jakie jest teraz.

Same sobie odmawiamy praw do traktowania nas, jak pełnoprawnych ludzi. Najlepiej wiedzą o tym ci, którzy zbierali podpisy pod ustawą liberalizującą ustawę antyaborcyjną, wspierający akcję „Ratujmy Kobiety”.  Wiele osób podpisywało się chętnie, były i takie, często niestety kobiety, które atakowały, wyzywały, przeklinały. Nie będę uprzedzać faktów. Być może na naszym portalu ukażą się teksty osób, które dzielnie walczyły o godność każdej kobiety, zbierając podpisy. Gorąco do takiego tekstu namawiam mojego syna, który przez miesiąc, zamiast korzystać z uroków wakacji postanowił całkowicie oddać się sprawie. Przytoczę tu tylko autentyczną scenkę:

Syn wrócił z tzw. warszawskiej patelni po kilkugodzinnym zbieraniu podpisów.

– Kochanie, zrobisz mi wodę z lodem, miętą i cytryną? – zwrócił się do 10-letniej siostry.

– Nie – odpowiedziała siostra, którą sam brat nazywa „niezależną i samodzielną kobietą”.

– To ja walczyłem dziś o twoje prawa! O to, żebyś była w tym kraju traktowana jako pełnoprawny obywatel, a ty mi szklanki wody odmawiasz?

– No dobra – westchnęła z rezygnacją siostra i wzięła się za przygotowywanie orzeźwiającego napoju dla brata.

***

Nie wiem, czy jest się czym chwalić. W końcu mamy do czynienia z tradycyjnym podziałem ról – mężczyzna na wojnie a kobieta w kuchni. Ale przynajmniej w tym wypadku miało to dla mnie jakiś sens 🙂

 

the-witch-749678_1920

Dziś nasze święto – Dzień Czarownic!

the-witch-641364_1920Zanim usiądziemy do warzenia mikstur, rzucania klątw, a potem wskoczymy na miotły i polecimy tam, gdzie urządzimy sobie orgię z samymi czartami, kilka słów na temat naszej historii i współczesności.

Z historią Czarownic katolicy mają nie lada problem. A wszystko przez to, że wymyślili sobie dogmat o wszechwiedzy swojego boga. Z jednej strony zaniżają liczbę ofiar pogromu Czarownic, z drugiej mają świadomość, że ich bóg i tak wie, jak było naprawdę 🙂 Szczyt hipokryzji.

Czasem ja, ateistka żałuję, że boga nie ma. Jakże cudowna jest myśl, że morderców, oszustów, bandytów chrześcijańskich (wśród nich wielu papieży, jeśli nie wszystkich) po śmierci spotkała zasłużona sprawiedliwość? Teraz niejeden fundamentalista katolicki pewnie powie: „to nie ja mordowałem”. Ale twój Kościół mordował, a tobie świadomość ta nie przeszkadza w tym, żeby go popierać i żeby przyklaskiwać słowom funkcjonariuszy KK, jakoby to chrześcijaństwo przyniosło Europie wyjątkową cywilizację i kulturę. Owszem. Wyjątkowo zacofaną cywilizację, gdzie współczesną kobietę wciąż się wini za grzech mitologicznej Ewy, która miała na życzenie swojego stwórcy być podległą mężczyźnie i w bólach rodzić; gdzie homoseksualizm uważa się za obrzydliwą chorobę, lub nawet fanaberię; gdzie zdobycze techniki czy nauki są traktowane, jak wynalazki szatana, który czai się wszędzie – od filmów, muzyki, poprzez antykoncepcję i seks, do zabaw, gier, zabawek, czy nawet chipsów. (Na Frondzie podobno jest gdzieś tekst o groźnych dla dzieci chrupkach, w kształcie duchów, czy wampirów. Jak się komuś chce poszukać, proszę bardzo. Mnie szkoda czasu).

Kiedy chrześcijaństwo opanowało Europę, zalewając ją boskim miłosierdziem, codzienne życie bardziej przypominało piekło, niż raj.  Świat wówczas ruszał do przodu, kiedy chrześcijaństwu, jego dogmatom się przeciwstawiał, i kiedy negował boską wiedzę przekazaną człowiekowi poprzez Biblię. Chyba dziś nikt nie ma wątpliwości, że bóg nie mógł zatrzymać słońca? Ludziom, którzy twierdzili, że to ziemia krąży wokół słońca, a nie na odwrót, groziła śmierć z rąk namiestników boga miłosiernego, który tak mocno kocha, że własnego syna wysłał na rzeź, aby zmazał grzechy świata, które jego tatuś mógł zmazać jednym pierdnięciem.

Trzeba przyznać, że Kościół zrobił wszystko, co mógł, żeby utrzymać swoją potęgę. Grabił, mordował, fałszował, torturował, straszył, ekskomunikował. Na nic się to jednak zdało. Prawda zawsze zwycięży. Nawet u nas. Gorzej ze sprawiedliwością. Albo ją sami będziemy wymierzać, albo nikt tego nie zrobi. Nie ma co na boga liczyć. Przecież jemu samemu należy się szafot.

Wracając do Czarownic to, że mordowano kobiety, choć również mężczyzn za rzekome czary czy spółkowanie z szatanem, oraz dzieci (jako potomków szatana), jest pewne i nawet KK się tego nie wypiera. Problem jest z ustaleniem, jak wiele ofiar pochłonęła nagonka na Czarownice i z tym, czy to były Czarownice faktyczne. Naprawdę, niektórzy twierdzą, że tak.

Zajmijmy się najpierw ilością. 40 tys.? 60 tys.? 9 milionów? Czytając na tent temat materiały, spotkałam się z każdą z tych liczb. Taka sama rozpiętość, jak w obliczaniu ilości osób biorących udział w manifestacjach KOD, szczególnie tej ostatniej – 240 tys. według Ratusza, któremu przewodzi Hania z PO, 45 tys. według policji rządzonej przez PiS. Jak się można o 200 tys. pomylić? Według TVN 100 tys., za to według tv publicznej nie było żadnej manifestacji 🙂 Obiecuję, następnym razem sama policzę. Stanę w jednym miejscu z kamerami (jedna bateria przecież nie wystarczy, a zmieniając baterię, przejdzie mi przed nosem tłum niezarejestrowany) i wam skrupulatnie policzę.

Nikt nie jest w stanie powiedzieć, ile tych ofiar było. Dlaczego? Bo wiele dokumentów po prostu się nie zachowało. Te, które się zachowały, są zatrważające. Należy wziąć pod uwagę, że szaleństwo polowania na Czarownice trwało ponad 300 lat. W niemieckim mieście Bambergu tylko w latach 1616 – 1631 dzięki staraniom jednego jego mieszkańca udało się udokumentować śmierć prawie 900 osób oskarżonych o czary. Prawie 900 osób, to prawie tysiąc. W jednym mieście! A to nie oznacza, że ów mieszkaniec odzyskał wszystkie dokumenty, które przez urząd miasta zostały przeznaczone na makulaturę, i które przeznaczono do pakowania w nie różnych produktów sprzedawanych w sklepach!

Fundamentaliści katoliccy często próbują uciec od odpowiedzialności, tłumacząc że to władze świeckie mordowały Czarownice, a Kościół się temu przeciwstawiał. Jakie władze? Wówczas władza była również katolicka. Zaraz po odmówieniu porannych zdrowasiek lekką ręką i z czystym sumieniem skazywała ludzi (przepraszam, chodzi mi o kobiety, które  przez KK nigdy nie były uznawane za pełnoprawnych ludzi), na niewyobrażalne katorgi. A wystarczyło przedstawiciela tej świeckiej władzy ekskomunikować. Nie dało się? No pewnie, że nie, przecież dobrą robotę odwalał. Żaden kościelny pedofil nie był ekskomunikowany, no bo za co? Niech maluczcy wierzą, że go bóg osądzi.

Wydawałoby się, że nikt o zdrowych zmysłach dziś nie wierzy w to, że te kobiety, umęczone przez przedstawicieli boga, któremu na drugie imię Miłość, były winne. I zgadza się. Ale są również ludzie, którym zmysły szwankują. Oto wstęp do wywiadu z zaburzonym człowiekiem, prosto z frondzi:

W dzisiejszych czasach z reguły temat „wiedźm” jest wyśmiewany, nikt nie traktuje go poważnie. Jednak nie zawsze tak było, historycy byliby w stanie przywołać setki tysięcy przypadków palenia na stosach kobiet, które rzucały klątwy. (Skoro historycy o tym piszą, oznacza, że to były prawdziwe Czarownice) Niby dlaczego i skąd wzięły się nakazy palenia czarownic na stosach? Czy były to może chore psychicznie kobiety myślące, że mogą rzucać klątwy a w ostateczności był to tylko wytwór ich wyobraźni? Gdyby tak było budziłyby raczej śmiech a nie lęk, bo wbrew temu co dziś większość z nas myśli ludzie średniowiecza byli niesamowicie mądrzy. (Na pewno mądrzejsi od autora tych słów. To nie były chore kobiety. Były to kobiety poddane nieludzkim torturom. Gdyby mnie poddano torturom, powiedziałabym wszystko, czego oczekiwałby ode mnie torturujący mnie klecha, nawet to, że wierzę w boga). Ciężko znaleźć dowody na ewentualną chorobę danej wiedźmy, bo niby jak poddać je dzisiaj psychoanalizie skoro zostały zabite setki lal temu? (Aha, już nie ma Czarownic, bo zostały wycięte w pień, aż czuć z tych słów, że słusznie) Wiedźmy istnieją, mimo – z reguły – naszych fałszywych wyobrażeń na ich temat. Jak w każdym temacie, chociażby był on najbardziej dziwny, abstrakcyjny dobrze jest porozmawiać z kimś kto miał empiryczną styczność z tematem. (Pogrubieniem moje wtrącenia)

A oto teksty naszego portalowego wymiatacza tekstowego Mariusza Hnatiuka traktujące o mądrościach człowieka, który udzielił wywiadu frondzi: „Polskie archiwum X – cyrk grozy”, „Nie pijcie mleka od oplutych w piątek krów!”

A teraz o współczesności.

Mimo że KK rzekomo uwolnił świat od Czarownic, my wciąż istniejemy i mamy się dobrze. Kim jest współczesna Czarownica? To kobieta (niekobieca według np. Terlikowskiej), która zna swoje prawa i domaga się ich przestrzegania, która nikomu nie pozwoli decydować o swoim życiu lub zdrowiu, która wie, czego chce i do tego dąży, która jest, lub stara się być niezależna, która ogarnia dom, dzieci i pracę zawodową, która nie życzy sobie, aby inni/inne mówili/mówiły jej, co ma robić, jak ma żyć, jak, kiedy, z kim uprawiać seks, który według niej nie służy prokreacji, tylko przyjemności, do której ma prawo. Miliony nas! 🙂

Drogie Panie, kochani Panowie, których Czarownice kręcą! Dziś pijemy za:

Dorotheę Flock i jej córeczkę, która nigdy nie poznała swojej rodziny.

„Szczególnie surowo los obszedł się wtedy z 22-letnią Dorotheą Flock. Pochodziła z rodziny bogatych norymberskich patrycjuszy. Była konwertytką z protestantyzmu na katolicyzm. Wyszła za mąż za radcę miejskiego w Bambergu. Jego pierwszą żonę zamordowano rok wcześniej jako czarownicę. Dorotheę Flock także oskarżono o czary i aresztowano. Torturowano ją okrutnie, mimo że była w ciąży. Jej rodzina uzyskała dla niej na dworze cesarskim dwukrotnie ułaskawienie, ale biskup Bambergu zignorował je. Podczas tortur Dorothea urodziła dziecko – dziewczynkę. Odebraną ją matce i przekazano obcej rodzinie. Dalsze losy dziecka nie są znane. Rodzina zrozpaczona losem Dorothey wystąpiła do samego papieża i uzyskała od niego (ciekawe ile to ją kosztowało) dekret uwalniający Dorotheę Flock od zarzutów. Niestety pismo z Watykanu dotarło do Bambergu o kilka minut za późno – chwilę wcześniej Dorothea Flock została zamordowana, a jej ciało akurat palono na stosie”. Źródło blog polski

Jadwigę Macową:

„O czym myślała Jadwiga Macowa, patrząc, jak kat ścina głowę jej córki? Co czuła potem, widząc jak płomienie stosu trawią zwłoki dziewczyny? Może nie czuła już nic – skatowana, udręczona torturami, nieświadoma, co się wokół niej dzieje? A może z przerażeniem zastanawiała się, jak zniesie ból, gdy ogień dosięgnie najpierw jej nóg, a potem zacznie ogarniać resztę ciała? I czy wybaczyła swojemu dziecku, że z taką łatwością oskarżyło ją o namawianie do zbrodni?” Źródło National Geographic. 

Barbarę z Radomia, Ewę Kauszyn, Jadwigę Rybaczkę, Katarzynę Moskwin, Agnieszkę Odrobin, Dorotę Mielkową i za wiele innych kobiet, zamordowanych przez katolickich zwyrodnialców. Cześć ich pamięci!

Pijemy dziś również za współczesne Czarownice: Agnieszkę Abemonti Świrniak – Ateistkę Roku, Grażynę Juszczyk – która zdjęła krzyż, Małgorzatę Marenin, która  pozwała biskupa, Ninę Sankari, jedną z organizatorek Dni Ateizmu, wiceprezeskę Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego, Dorotę Wójcik, prezeskę Fundacji „Wolność od religii”, Marysię Czubaszek, która na zawsze pozostanie w mojej pamięci, i za wiele, wiele innych.

Wyuzdanych  zabaw na sabatach 🙂

hands-543593_1280

Wsparcie ze świata dla polskich kobiet

hands-543593_1280Jak wszyscy wiemy, sprawa ustawy zakazującej aborcji poruszyła nie tylko Polaków. W sieci pojawiły się zdjęcia i teksty z zagranicy, w różny sposób przekazujące wsparcie i solidarność z polskimi kobietami. W cieniu projektu tej haniebnej ustawy odbywały się Dni Ateizmu. 3 kwietnia brałam udział w panelach „Religie a sytuacja kobiet” i „Świeckość na rzecz praw kobiet i równouprawnienia” zorganizowanych przez Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego.  To była uczta duchowa!

Wśród panelistek śmietanka feministek ze świata:

Nedai Jamile (CLEF, Francja), irańsko-francuska feministka, współzałożycielka Ruchu Wyzwolenia Kobiet Iranu opowiadająca o swoim życiu aktorki i swoim udziale, jako jednej z niemal miliona kobiet w rewolucji irańskiej. Koniecznie obejrzyjcie ten krótki, trwający niecałe 3 minuty filmik, który za pomocą zdjęć przedstawia sytuację kobiet sprzed 1979 r. i po rewolucji, kiedy władzę przejął Chomeini (TUTAJ). Nedaj wykorzystując zagraniczne kontakty, opuściła kraj. Swoją wypowiedź zakończyła słowami: „nigdy nie nosiłam chusty i nigdy nikt nie zmusi mnie do jej założenia”;

Solange Cidreira (FAE Francja), francusko-brazylijska feministka, współzałożycielka FAE, która opowiedziała historię 9-letniej brazylijskiej dziewczynki, która gwałcona przez ojczyma zaszła w ciążę. Prawo w Brazylii dotyczące aborcji jest podobne do naszego. Usunięcie ciąży jest możliwe, m.in. kiedy ciąża pochodzi z gwałtu. Ojciec trafił do więzienia, matka zdecydowała się poddać córkę aborcji. I wówczas odezwał się Kościół. Powołując się na to, że matka nie ochroniła dziecka przed ojcem, przedstawiciele KK uznali, że nie ma ona prawa do podejmowania decyzji w imieniu córki. Córka, jako niepełnoletnia, nie może decydować o sobie, w związku z tym MUSI urodzić. Rozpoczęła się walka środowisk feministycznych z katolickimi o ciążę małej dziewczynki. I kiedy wydawało się, że zwyciężył rozsądek i usunięto ciążę, wszystkie osoby mające coś wspólnego z aborcją zostały ekskomunikowane. Oczywiście ta najwyższa kara kościelna nie objęła wielokrotnego gwałciciela;

Judit Morva (FAE Węgry) – lewicowa działaczka, feministka, red. nacz. węgierskiej redakcji „Le Monde Diplo” i „Transforme!”;

Nicoletta Pirotta, (IFE/FAE Włochy), feministka, lewicowa polityczka, założycielka IFE Italia, chrześcijanka, która walczy o świeckość, reprodukcyjne prawa kobiet i równouprawnienie;

Wanda Nowicka – prezeska stowarzyszenia Równość i Nowoczesność (RóNo), posłanka i wicemarszałkini Sejmu VII kadencji, honorowa przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, inicjatorka nagrody Kryształowego Świecznika;

Małgorzata Diana Marenin – lewicowa działaczka, feministka, założycielka stowarzyszenia STOP STEREOTYPOM, która mówiła o projekcie ustawy antyaborcyjnej autorstwa środowisk pro-life. Wspomniała również o tym, że aborcja nie jest dla wielu kobiet łatwa, jest trudnym przeżyciem mogącym powodować traumę. Wówczas głos zabrała obecna na sali Ewa Dąbrowska-Szulc z Federacji na rzecz kobiet i planowania rodziny, która stanowczo zaprotestowała przeciwko mówieniu o powszechnej traumie. Kobieta, podejmująca świadomie decyzję o aborcji przeżywa według niej ulgę, a depresję postaborcyjną promują środowiska pro-life. Małgorzata Marenin wyjaśniła, że chodziło jej o traumę kobiet, które pragną dziecka, ale nie mogą go urodzić z różnych przyczyn – własna choroba, lub ciężkie uszkodzenie płodu. I wówczas zabrała głos następna panelistka…

Djemila Benhabib – międzynarodowa działaczka feministyczna i laicka, kanadyjska polityczka, autorka szeregu książek („Moje życie w kontrze do Koranu”, „Jesień kobiet arabskich” , „Po Charlie”), laureatka nagród literackich i Międzynarodowej Nagrody Laickości (Paryż 2012). Ogromnie poruszona, nie mogąc powstrzymać łez, drżącym głosem, zupełnie niespodziewanie (również dla niej samej) postanowiła podzielić się z nami swoją osobistą historią.

Djemila wychowywała się w Algierii, w rodzinie, jak to sama określiła, lewicującej, dla której religia nie miała pierwszorzędnego znaczenia. Kiedy poszła do szkoły, zamiast z innymi dziećmi uczyć się na pamięć Koranu, wolała liczyć muchy obijające się o okna w klasie. Przez to jej ojciec wzywany był kilka razy do szkoły. Uważano ją za nierozgarnięte dziecko, z którym po prostu jest coś nie w porządku. W wieku 17 lat przeżyła swoją pierwszą miłość i zaszła w ciążę. Wówczas zaczął się jej dramat. Nie do pomyślenia było to, aby przyznała się do tego rodzicom. Niezamężna, ciężarna, młodziutka kobieta musiała poradzić sobie sama. Odnalazła kobietę dokonującą nielegalnych aborcji…

Słuchałam Djemili z zapartym tchem, wstrząśnięta, a jednocześnie pełna współczucia, świadoma tego, że biorę udział w czymś wyjątkowym, w jej wewnętrznym przeżyciu, którym podzieliła się z nami, bo poczuła właśnie teraz, że jest na to odpowiednie miejsce i czas. Spodziewałam się, że dalej opowie właśnie o tej traumie, o tym postaborcyjnym syndromie. Tymczasem powiedziała rzecz dla mnie zaskakującą, a mianowicie, że od tamtej pory stała się feministką. Zrozumiała, że musi walczyć o prawo kobiet do legalnej aborcji, do edukacji seksualnej, do tanich środków antykoncepcyjnych, bo bolesny i niebezpieczny zabieg na kuchennym, przykrytym gazetami stole niemal kosztował ją życie. Przeraża ją myśl, że w Polsce wiele kobiet może przeżywać podobne tragedie.

Wszystkie zagraniczne panelistki zapewniły nas, że w swoich krajach będą głośno mówić o sytuacji w Polsce i protestować przeciwko tak restrykcyjnej ustawie, jaką proponują nam środowiska pro-life. Nie jesteśmy same!

***

Francuska Narodowa Federacja Wolnej Myśli przesłała do Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego deklarację w sprawie projektu ustawy antyaborcyjnej w Polsce, którą ma zamiar przekazać polskiemu rządowi poprzez ambasadę RP we Francji. Treść deklaracji TUTAJ.

A oto list Chorwatek:

Sieć kobiet Chorwacji

Zagrzeb 6 kwietnia 2016

Chorwatki solidarne z Polkami w walce o bezpieczną i legalną aborcję dla wszystkich kobiet!

Sieć Kobiet Chorwacji śle wyrazy wsparcia dla polskich kobiet walczących przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji w Polsce w związku ze zwiększaniem wpływu Kościoła Katolickiego na politykę państwa.

Łączymy się z Wami w naszej wspólnej walce o prawa kobiet i świeckie państwo! Ciało kobiety należy tylko do niej i nikt inny nie ma prawa do decydowania o nim!

Żądamy prawa dostępu do bezpiecznej i legalnej aborcji dla wszystkich kobiet w Polsce, Chorwacji i na całym świecie!

Z feministyczną solidarnością

30 organizacji należących do Sieci Kobiet Chorwacji

Tłumaczenie Nina Sankari (ze strony Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego)

 

Już wkrótce tekst o postaborcyjnej traumie.