Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

person-600476_1920

Psycholog, a „klauzula sumienia”

Na moim ulubionym portalu psychologia społeczna, trafiłem na wpis młodej pani psycholog pod tytułem ” Psychologia to świecka religia?„, który czytałem parę razy i jakoś nie mogę go do końca rozgryźć. Tak się zastanawiam, czy nie jestem zbyt uprzedzony i nadwrażliwy, gdy słyszę, że psychologia „nawiązuje z religią stosunki dyplomatyczne.”

Jak wiemy, nowoczesna psychologia narodziła się całkiem niedawno i dlatego dopiero od niedawna nawiązuje stosunki dyplomatyczne z religią.

Wprawdzie autorka tekstem odpowiada na zarzuty kręgów religijnych, które uważają, że psychologia dąży do wyeliminowania wspólnot religijnych z przestrzeni publicznej. To jednak z niektórymi stwierdzeniami się nie zgadzam, a wręcz jestem zdziwiony, że w ogóle się w tym tekście pojawiły.

Myślę, że autorka pomyliła duchowość z systemem wierzeń, jakim jest religia. Psychologia i religia pasują do siebie jak pięść do nosa, bo konflikt leży u samego podłoża. Religia opiera się na poczuciu winy i odpowiedzialności zbiorowej, a psychologia ma alergię na obydwa te pojęcia.

Wiedza psychologiczna bywa również przydatna spowiednikom oraz… egzorcystom (tak, tak!), którzy przed przystąpieniem do czynienia swojej powinności mają obowiązek wysyłać penitenta do psychologa lub psychiatry celem zbadania, czy osoba, która zgłasza się po pomoc duchową, nie cierpi np. na schizofrenię.

W przypadku spowiedników wiedza psychologiczna jest przydatna i może być pomocna, w końcu spowiedź jest formą oczyszczenia z poczucia winy, ale już z egzorcystami to przesada. Tu kolejność powinna być inna.

Wpierw należałoby zdiagnozować egzorcystę, a w następnej kolejności odizolować go od osoby, którą egzorcysta skierował do psychologa. Stwierdzenie, że osoba zgłaszająca się do egzorcysty może uzyskać jakąś pomoc duchową, jest błędem w postrzeganiu, czym są egzorcyzmy.

Nie bardzo też rozumiem, jaką diagnozę ma postawić psycholog, w momencie gdy stwierdzi, że klient nie jest chory na schizofrenię:

– Ok, ten pacjent jest opętany przez demony, teraz niech się ksiądz nim zajmie.

To przecież jest jakaś groteska.

Międzynarodowa klasyfikacja chorób WHO wymienia zaburzenie transowe i opętaniowe (trance and possession disorder) jako chorobę psychiczną. Mieści się w tej kategorii także poczucie opętania (owładnięcia) przez diabła. Nie uznaje się tzw. rzeczywistego opętania człowieka przez szatana.

Psychiatria jest tu zdecydowanie sprzeczna z religią katolicką i niektórymi innymi. Według psychiatrii chory ma poczucie (!), że owładnęły nim szatańskie moce – na tym polega jego choroba. Natomiast Kościół z uporem twierdzi, że są przypadki, kiedy to szatan rzeczywiście opętuje. W efekcie egzorcyzmów – jak przekonuje Kościół – szatan jest skutecznie wypędzany. ” Wypędzanie szatana

Takie legitymizowanie współpracy przyczynia się do rozwoju zjawiska, a nie jego eliminacji.

 nurt humanistyczny (…) To on znalazł się w centrum, doceniono rolę potrzeb i wolnych wyborów. Jednocześnie na II Soborze Watykańskim (…) dostrzeżono te zmiany i doceniono psychologię jako naukę.

To jest niestety półprawda, bo psychologia humanistyczna stoi w sprzeczności z religią. Kapłani mają jasny pogląd w tej sprawie, psychologię stworzył człowiek, a religia jest wynikiem boskiego objawienia. Religia nie pochwala wolnych wyborów, bo zakłada, że człowiek wolny i tak w rezultacie dokona złego wyboru z uwagi na to, że jest z gruntu grzeszny.

Modna obecnie psychologia humanistyczna wpada w drugą skrajność i głosi naiwnie optymistyczną wizję człowieka. Ignoruje fakt, że każdy z nas potrafi krzywdzić samego siebie, że potrzebuje Zbawiciela, dyscypliny, nawrócenia. Współczesnym ludziom podoba się taka psychologia, która zakazuje ocen moralnych i obiecuje łatwe szczęście, zachęcając swoich „klientów” do tego, by niczego w sobie nie tłumili, by żyli spontanicznie i na luzie, by podążali za „mądrością” ciała i emocji. źródło 

Kler ma problem z psychologią humanistyczną. Ten stosunkowo nowy nurt nauki koncentruje się na wydobyciu z jednostki jej naturalnych zasobów. Podkreślana jest w terapii wyjątkowość człowieka i jego prawo do wolności w wyborze własnej drogi życiowej. Psychologia humanistyczna zakłada, że ludzie są w istocie dobrzy, a jeżeli człowiek postępuje źle, jest to wynikiem narzuconych mu czynników zewnętrznych.

Powyższe założenia są w jawnej sprzeczności z naukami Kościoła Katolickiego. W tekście Wilhelm Leibniz: „Rozum jest duszą wolności.” opisywałem przypadek psychologów humanistów, którzy prowadzili terapię z zakonnicami w zgromadzeniu Niepokalanego Serca Maryi,  wskutek czego zakon się rozwiązał. Tak więc ten związek wcale nie jest taki dyplomatyczny.

 Każdy psycholog natomiast jest zobowiązany do uszanowania światopoglądu klienta, choć oczywiście może odmówić pracy z klientem, jeśli cel, jaki chce on poprzez terapię osiągnąć, pozostaje w sprzeczności z wyznawanymi przez terapeutę wartościami – to taka psychologiczna „klauzula sumienia”.

Psycholog może odmówić leczenia wtedy, kiedy czuje, że jego kompetencje, możliwości i sposoby pracy nie będą skuteczne w przypadku klienta. Mieszanie do tego pojęć „klauzula sumienia”, „wyznawane wartości”, nawet jak są w cytatach, to jest to jakaś pomyłka w sztuce. Zawsze uważałem, że psycholog powinien być transparentny i nie może kierować się światopoglądem. Akceptuje światopogląd klienta nie oceniając go, a swoje prywatne poglądy zostawia za progiem gabinetu.

Wszystkie decyzje, jakie podejmujemy w życiu, są podyktowane przez emocje i procesy zachodzące w naszych głowach. Uważam, że psychologia to jedna z ważniejszych nauk o człowieku, choć panuje mylny pogląd, z którym się spotkałem, że wcale nią nie jest. Tak więc w razie wątpliwości odsyłam do tego tekstu. Dlaczego psychologia jest nauką?

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.

Wpisy Obserwatorium

a nie mówiłam

Kobiety przeciwko sobie…

To krótki tekst więc pozwalam sobie podać go w całości. Pochodzi ze strony Fundacji Pro – prawo do życia, wiecie tych co mają na żółtych koszulkach małe czerwone płodziki – zwykle tak ubrani młodzi ludzie trzymają transparenty z treściami, mającymi wprowadzić oglądacza w błąd, i puszczają przez megafony nagranie zakłócające inną demonstrację, która ma zawsze gorszy sprzęt – zachowują się spokojnie i nie reagują na interwencje. Takie postawy bierno – agresywne  to typowy anturaż ich pikiety. Robią to od wielu lat. Czy skutecznie? I tak i nie.

prolife1

Jeśli zapytać młodą osobę co sądzi o aborcji to ta osoba mówi zwykle językiem prolayferskim, ale jeśli spojrzeć na statystyki to nic się tam nie zmienia – nadal nielegalne zabiegi idą w setki tysięcy, co pozwala mi śmiało twierdzić, że panienka jedna z drugą wprawdzie nie jest za zabijaniem dzieci, ale zarodek, zwłaszcza własny, to już śmiało usunie, za granicą, w dobrym otoczeniu i komfortowo. Tylko musi być ją stać na taki wydatek. I zwykle ją stać. Przynajmniej dopóki chce udawać nietkniętą, bo w podręczniku do WDŻ pani Król napisała jej, że puszczalskie nie mogą znaleźć męża. A hipokryzja to coś co akceptują w Polsce wszyscy, poza może Romami o ile się orientuję.

A wzmiankowany tekst brzmi tak:

15 września 2015 roku mija 80 lat od przyjęcia przez hitlerowskie Niemcy „ustaw norymberskich”, które pozbawiając Żydów większości praw obywatelskich, sprowadziły ich do kategorii podludzi. Jako obowiązujące prawo zaczęły w naturalny sposób kształtować również w ten sposób opinię Niemców o Żydach, doprowadzając wreszcie do masowej zagłady tych ostatnich, przy udziale, lub co najmniej przyzwoleniu, narodu niemieckiego.

Polska władza w podobny sposób, a więc jako przedmiot, a nie podmiot prawa, traktuje inną grupę osób, mianowicie część nienarodzonych jeszcze dzieci. Ustawa z 1993 roku dopuściła zabijanie niektórych z nich i podobnie jak w hitlerowskich Niemczech, liczba ofiar z roku na rok rośnie. Nasi rządzący tłumaczą się też podobnie jak hitlerowscy zbrodniarze. „Dzisiaj jest prawo regulujące ten obszar” –stwierdziła premier Kopacz, komentując próbę zmiany barbarzyńskiego prawa, podjętą przez ponad 400 tysięcy obywateli.

„Jeśli dzisiaj ktokolwiek próbuje burzyć ten kompromis, to tylko wyłącznie z pobudek czysto politycznych.” – dodała szefowa rządu. Czym jest to „burzenie kompromisu?”. Polega na domaganiu się, by półtora tysiąca ludzi rocznie nie otrzymywało wyroku śmierci tylko dlatego, że nasza polska wersja „ustaw norymberskich” zaliczyła ich do kategorii podludzi.

Bo pani Aleksandrze Musiał wszystko się pomieszało.

Do rzeczy – polska ustawa antyaborcyjna z 1993 roku sprowadziła do roli przedmiotu macice Polek, pozostawiając w nienaruszonym stanie członki Polaków. Odebrała połowie obywateli prawo do decydowania o sobie. Sprawiła, że postępujący proces infantylizacji kobiet zaczął się i nieustająco trwa – czego dowodem są takie głosy właśnie jak pani Aleksandry Musiał. I cała ta ustawa, jak i późniejsze zadymy wokół niej, to za każdym razem jest polityczna robota.

Handlowali kobietami wszyscy rządzący od 89 roku i zapewne dalej by to robili, gdyby nie fakt, że jakby to ująć, wyprztykali się z argumentów, no chyba żeby jeszcze KK zażądał umocowania ustawą prawa do kulturowego obijania ślubnej, albo prawa do gwałtu na takiej kobiecie co to dzieci nie chce rodzić i zabawia się w singla.  I pani Aleksandra albo jest naiwna – co mogę zrozumieć w odniesieniu do osoby urodzonej i wychowanej w oparach absurdu polskiego, albo co gorsza cynicznie udaje, że chodzi o ochronę potencjału rozrodczego populacji. Otóż macice Polek to towar którym kupczy się od 25 lat w negocjacjach na komisji wspólnej Episkopatu i Rządu RP. Tyle razy już o tym pisałam, że może wystarczy link do raportu …. oczywiście jeśli go znajdę w moich zapiskach… O! mam go :

20 lat zmian. Kobiety w Polsce w okresie transformacji 1989-2009

o przemocy i księżach

 

Tragiczne jest to, że dorosłe już Polki, urodzone po 89 roku, nie czują, że zabrano im wolność do decydowania o sobie, że cały czas próbuje się wziąć każdą z nich za rączkę i prowadzić nie koniecznie tam gdzie by chciały pójść. Często nawet nie myślą czego by mogły chcieć, tak tak, już na tym etapie widać skutki złej edukacji, czy wręcz brak edukacji. Nowy reżim zaprowadził swoje porządki, wyznaczył kobietom ich miejsce i jakby tego było mało zaprzągł je do własnej propagandy.

Działają w organizacjach pro life, wypowiadają się w sprawach kobiet w mediach, piszą książki, grają w serialach – są wszędzie tam gdzie trzeba potwierdzić jedynie słuszny przekaz kulturowy oraz potwierdzić swoim istnieniem równie słuszny mizoginizm decydentów. Grają nieswoje role, ale o tym nie wiedzą, bo skąd miały by wiedzieć. Feministki katolickie już któryś rok bezskutecznie próbują dostać się bliżej stołu pańskiego i uważają to za cel swojej działalności pod takim szyldem – korci mnie by zadać im pytanie czym się zajmą jak już osiągną swój cel, ale jedyna odpowiedź jest taka, że ponieważ nigdy swojego celu nie osiągną, nie muszą się zastanawiać po co i dla kogo robią to co robią.

Wzorzec kobiety akuratnej jest nam serwowany wszędzie – w tekstach łzawych piosenek niegdysiejszych buntownic rockowych, w serialach – jeśli o prowincji, to kobiety są poczciwe i dobrze znają swój gender. W nagrodę scenarzysta daje im rolę szczęśliwej i spełnionej kobiałki.  Jeśli o wielkim mieście , to kobieta obowiązkowo robi karierę, która ją niezmiennie unieszczęśliwia tak, że koniec końców staje się ona ofiarą własnego sukcesu, co skutecznie może wypłakać na ramieniu swojego wyzwoliciela – przyszłego męża i ojca kilkorga dzieciaczków, albo i nie, bo odwlekanie macierzyństwa powinno się skończyć tragicznie bezpłodnością i haniebnym in-vitro z perspektywą urodzenia dziecka z wyraźnymi znamionami przestępstwa na twarzy…

A co mamy w życiu publicznym – ano mamy posłanki POPISU, ewentualnie od czasu do czasu dla kontrastu pokazuje się Wandę Nowicką, żeby nie było monotematycznie… ale przekaz jest jasny – kobiety nie podlegają dyskryminacji, być posłanką to przecież nobilitacja, panie są kwiatem ozdobnym i zajmują stanowiska w sprawach kobiecych, gdzie mężczyźni prawdopodobnie mają taki poziom wiedzy jak poseł Żalek, więc może i lepiej,  że się nie wypowiadają zbyt często. Z drugiej jednak strony wiedza wyzwala i daje nową perspektywę , poza tym to ciągle oni, a nie my kobiety, decydują o ustawach, więc posiadanie wiedzy to ich obowiązek. koniec kropka.

posełżal

No i wreszcie pierwsza liga kobiet walczących o godność nienarodzonych zlepków komórkowych… także te co nie chcą szczepić dzieci albo posyłać ich do szkoły, zwłaszcza żeby uczyły się idiotycznej teorii ewolucji gatunków… tak, to też jakaś osobliwość więc media chętnie pokazują.

Obraz dopełniają plejady celebrytek, część nawet publicznie eksponuje swój religijny pociąg do kościoła, a część nawet się publicznie nawraca – zdają się mówić- wszystkie drogi prowadzą …na mszę!

Tylko jednego nie ma w mediach- brakuje tam debaty na temat prawdziwych problemów kobiet w Polsce, brakuje historii polskich kobiet opowiedzianej przez kompetentne osoby, zamiast tego prezentuje się nam obwoźny cyrk osobliwości.

Wracając do pani Aleksandry Musiał. Zastosowała porównanie, które wg prawa Godwina wyrzuca temat i autorkę z wszelkiej dyskusji. I może dobrze, bo jakoś nieswojo się czuję gdy ją czytam. I w ogóle ostatnio, nie dość, że jestem chora i ledwo zipię, to jeszcze co rusz natrafiam na komentarze kobiet, które albo nie mają wglądu, jak naczelna Wysokich Obcasów Extra, albo piszą pod swoich idoli jak Aleksandra Musiał. Dobrze chociaż, że nie oglądam tv od wielu lat, bo z tego co słyszę to miałabym dziś dużo lepsze powody by wywalić szklane okno, niż pan Pospieszalski z jego programem ” warto rozmawiać”. A jeśli tak to przeaszam bardzo… i winszuję Państwu wszystkiego najlepszego.

PS. Niech mi wybaczą wszystkie te kobiety, o których tu nie piszę. Piszę o patologii w naszym społeczeństwie, więc Was tu nie ma. Wy jesteście nadzieją, że TO co tu opisuję nie będzie dyktowało stylu życia polskiej kobiecie. Nadal TO jest tylko zjawisko. Że mocno nagłośnione, że dobrze opłacone? Cóż, wiadomo gdzie są na to pieniądze, wiadomo komu TO służy. Pozdrawiam wszystkie zdrowe, mądre kobiety w Polsce – wychowujcie swoje córki na świadome kobiety i chrońcie te córki od początku edukacji przed praniem mózgu, podsuwajcie im dobre lektury, rozmawiajcie z nimi na każdy temat i nie traćcie dobrego z nimi kontaktu. Bo jestem przekonana, że nim się edukacja ogarnie i wyjdzie z ciemnogrodu, upłynie jeszcze wiele dekad, a taka jaka jest dziś, nie będzie w stanie formować zdrowej młodzieży. Tylko w Was moja nadzieja. Pozdrawiam serdecznie.

kwiaty

dółdepresyjny

Państwo islamskie – wzór dla Polski?

Poczułam dziś, w środku bezsennej nocy, potrzebę pewnego osobliwego podsumowania. Zawsze tak mam, jak kolejny złotousty palnie coś od czapy. I być może będzie to wytwór mojej chorej, paranoicznej wyobraźni, być może wyciągam zbyt daleko idące wnioski, ale tak właśnie odbieram świat i tak go opisuję. Jeśli ktoś z czytających widzi to inaczej – niechaj się podzieli ze mną swoją interpretacją – może przyjmę argumentację i może dzięki temu poczuję się lepiej, bo jak na razie czarno to widzę.

Na początek cytaty z ojców KK i jego świętych, dotyczące kobiet, dzieci i duszy. Wielu z nas zna te cytaty, obiegły już kilka razy fora fejsbukowe tam i z powrotem, ale dla porządku przytoczyć je należy w tym miejscu.

cytaty z ojców kościoła

A teraz kilka złotych myśli współczesnych piewców religii miłości. Tych, polskiej produkcji, bo są wyjątkowo aktywni w tej części świata i, jak na mój gust, wyjątkowo trafnie realizują to, co nazwać można, konserwatywnym imperatywem do ciągłości myśli pierwszych ojców kościoła katolickiego. Wiadomo, że kościół jest tradycyjnie konserwatywny, prezentuje dyletancki sposób podejścia do nauki i empirycznych doświadczeń rzeczywistości, ale jednocześnie prowadzi placówki edukacyjne na szeroką skalę oraz uczelnie o statusie Uniwersytetów, gdzie naturalnie przyznaje tytuły naukowe. Autorami współczesnych cytatów będą właśnie tacy absolwenci, ale także wykładowcy tych uczelni. Przeżyjmy to jeszcze raz…

parzygnat

Stanisław Parzygnat:

 

 – Modlę się o to, by rodziły się wam dzieci z wodogłowiem!

piotrowski

Jan Piotrowski:

 

– Niech ziemia świętokrzyska będzie wolna od szabatu i czarownic!

gancarczyk

Marek Gancarczyk:

 

– Życzę Dudzie budowy nowego średniowiecza w Polsce

Stanisław Gądecki

Stanisław Gądecki

 

– Aborcja i in vitro to wyraz fałszywego współczucia dla kobiety

– Małżeństwa są atakowane przez władz

– Godność życia ludzkiego jest deptana

– Tak zwani katolicy forsują ustawy niezgodne z nauką Kościoła

– In vitro to sprowadzanie ludzi do poziomu zwierząt

– Wprowadzanie antykoncepcji jest nierozsądne

– Konwencja antyprzemocowa? To smutne, ludzie się pogubią

– In vitro to zła i niegodna metoda

    

Leon Knabit:

Leon Knabit:

 

 – Pokazywanie brzydkich nóg to grzech

– Udostępnienie kobietom antykoncepcji jest działaniem antypaństwowym

michalik

Józef Michalik:

 

– Parlament depcze prawo Boga (rzymskokatolickiego)!

 – Polska  demokracja powinna być oparta na katolickim prawie Bożym

 
Stanisław Dziwisz:

Stanisław Dziwisz:

 

– Zasady kościelne obowiązują wszystkich

– Z bólem myślę o ratyfikacji Konwencji antyprzemocowej przez Sejm

– Antykoncepcja awaryjna bez recepty to niepokojąca sytuacja społeczna

Kazimierz Ryczan:

Kazimierz Ryczan:

 

  o Konwencji antyprzemocowej: – Grozi nam pogański ład

Henryk Hoser:

Henryk Hoser:

 

– Polskie społeczeństwo jest chorowite

– Rząd ma jakieś głębokie motywacje, by upierać się przy niedobrym projekcie ws. in vitro

– Kobiety mają wolny wybór, ale pigułka „po” powinna być zakazana

 
 Alojzy Orszulik:

Alojzy Orszulik:

 

– Rząd powinien uspokoić biskupów, że wszystko będzie zabezpieczone kościołowi


długosz

Antoni Długosz:

 

– Ateizm to defekt intelektu. Jesteśmy terroryzowani przez bezbożną cywilizację

Marek Jędraszewski

Marek Jędraszewski

 

–  Kultura singli nie jest w stanie zaakceptować wierności

– Antychryści głoszą zupełnie nową wizję kobiety i mężczyzny

krukowski

Józef Krukowski:

 

 – W Polsce jest najlepszy model relacji państwo-Kościół w Europie

Mering

Wiesław Mering:

 

– Prawo Kościoła rzymskokatolickiego jest ważniejsze od prawa Państwa polskiego

 
nycz

Kazimierz Nycz:

 

Kazimierz Nycz: Nie chcemy zapisywać w prawie wartości katolickich

Kazimierz Nycz wręczył watykańskie odznaczenie prezesowi Trybunału Konstytucyjnego za „zasługi dla Kościoła”

  
o

Dariusz Oko :

 

– Ateiści mają zdegradowane człowieczeństwo

 
głódź

Sławoj Leszek Głódź:

 

– Legalizacja związków partnerskich jest szyderstwem z rodziny

Piotr Kieniewicz

Piotr Kieniewicz

 

– Dzieci z in vitro są chore psychicznie

Twierdzi, że kobiety po wpadce i zgwałcone powinny rodzić dla narodu

 
Ireneusz Skubiś

Ireneusz Skubiś

 

 – Chce, by dziewczynki rodziły dla zwiększenia przyrostu naturalnego

Wacław Depto

Wacław Depto

 

– W Polsce nienawidzi się Jezusa, celebryci nie śpiewają kolęd

Jan Szymborski

Jan Szymborski

 

– Diabły chcą opętać 30-latków korzystających z internetu

 
wątroba

Jan Wątroba:

 

 – Po co in vitro skoro najskuteczniejsza jest modlitwa?

 
Ignacy Dec

Ignacy Dec

 

– Kto poprawia Pana Boga, ten marnie kończy
– Prezydencie, nie podpisuj Konwencji antyprzemocowej!

pieronek

Tadeusz Pieronek:

 

– Społeczeństwo nie rozumie wolności i zachowuje się niewłaściwi

– Kto ludziom z niepłodnością dał prawo do dzieci?

o antykoncepcji: – Miłość powinna być ważniejsza od przyjemności

 

Rusnak

Ksiądz Rusnak:

 

– Nauka etyki to zaparcie się wiary, nie ma rozgrzeszenia

 

wędkowski

Krzysztof Wętkowski:

 

 – Europa Zachodnia? Z szatanem się nie dyskutuje

nackowski

Andrzej Nackowski:

 

– Mężczyźni nie powinni chodzić w rurkach

zimoń

Damian Zimoń:

 

– Brońmy prawdziwego charakteru rodziny przed kulturą singli

mazur

Jerzy Mazur

 

– Ideologia gender jest o wiele gorsza niż faszyzm, nazizm czy bolszewizm

Tadeusz Zieliński

Tadeusz Zieliński

 

– Związki partnerskie doprowadzą do powszechnego homoseksualizmu

Tadeusz Rydzyk

Tadeusz Rydzyk

 

– Nasze warsztaty po lekcjach? To totalitaryzm!

stefanek

Stanisław Stefanek:

 

– Konwencja zmienia Polaków w mieszkańców obozu koncentracyjnego


Strobo

Jerzy Stroba:

 

– Wolność wypowiedzi na temat biskupów zagraża Kościołowi


sztaba

Mariusz Sztaba:

 

 Małżonkowie nie mają prawa do posiadania dziecka, powinni współpracować z Bogiem

źródło * 

Sprostowanie: * Przepraszam wszystkich, którzy usiłowali skorzystać z podanego uprzednio źródła – wkradła się kary godna pomyłka w procesie podlinkowania  – zwrócono mi uwagę dopiero dziś, kilka dni po publikacji; błąd poprawiono, za zaistniałą sytuację przepraszam, w szczególności autorkę bloga http://watykanizacja.blogspot.com/, z którego pochodzą zarówno zdjęcia jak i cytaty, Panią Annę Dryjańską, dzięki której w jednym miejscu możemy czerpać z krynicy mądrości biskupów polskich.

Elżbieta Kunachowicz. 

 

Jest tych cytatów o wiele więcej. Nie starałam się ich dobierać jakoś specjalnie, bo nie o zabawę w chwytanie za słówka idzie, tylko o przypomnienie tego języka nienawiści, który tak sobie mocno ukochał współczesny KK w Polsce, język, który operując formą nakazową, jest językiem osobliwie przemocowym, nie znoszącym sprzeciwu, napuszonym i bez cienia pokory wobec spraw, które są im obce niejako z definicji. Nie jest to przekaz, jakiego spodziewamy się ze strony duchownych – wszak ich domeną powinno być życie duchowe wierzących, rozwój tej duchowości, przynajmniej tak było jeszcze 30 lat temu… I nadal tak jest gdzieniegdzie. Ale nie wśród hierarchów. Niestety to oni mają wpływy, pieniądze, media, i władzę nad maluczkimi, i to oni kreują dziś kształt prawa w kwestiach, które stoją w konflikcie z dogmatami katolickimi.

 

stado

 

Dlaczego zajmuje mnie tak bardzo świat do którego nie należę? To proste. Wprawdzie nigdy się tym światem nie interesowałam, ale on zainteresował się mną. I zaistniał w mojej biografii 25 lat temu, jak namolny zalotnik, którego awanse odrzucam, a który nadal pojawia się wszędzie, coraz bardziej agresywny, paranoiczny, jak nieobliczalny stalker.

definicja stalkingu

W Polsce ma miejsce proces analogiczny do tego, jaki przeszły państwa islamskie. Polega, ten proces, na tym, że władza świecka poprzez mariaż z religią umacnia się na swoich pozycjach i w opozycji do „niesfornego społeczeństwa”. Głoszone przez urzędników watykańskich tezy i radykalne twierdzenia, namiętnie nagłaśniane przez media państwowe, są niczym fatwy ogłaszane przez mułłów islamskich – jeszcze nie mają statusu prawa obowiązującego, ale wszystko zdaje się wskazywać, że dyktat podchwytuje nasz organ ustawodawczy i przekuwa w ustawy. I w taki oto sposób stajemy się ortodoksyjnym państwem wyznaniowym. Dopóki w ławach poselskich zasiadać będą ludzie spod znaku Opus Dei i lizusy watykańskie ta tendencja się utrzyma i w coraz większym stopniu wpływać będzie na nasze życie.

 

konferencja

 

Produkują się przy każdej okazji, a jest ich wile, dzięki spolegliwej postawie mediów rządowych. Wybrane cytaty i wizerunki ich autorów zamieszczam  po to, żeby za dziesięć lat, nikt nie pytał naiwnie komu zawdzięczamy feudalny ustrój, zahamowanie i wsteczny bieg rozwoju społecznego, a także, że ciągle wleczemy się na pasku reszty świata, w samym jego końcu. Ale, żeby już być do końca w zgodzie z prawdą historyczną, muszę dodać, że my jako obywatele, także jesteśmy odpowiedzialni za taki stan rzeczy, ale to jakby oczywiste, biorąc pod uwagę, że naszych przedstawicieli wybieramy w demokratycznych procedurach, prawda?

 

Lokalna wuborczy

 

 

W najwyższym stopniu niestosowne jest, że KEP (Konferencja Episkopatu Polski) łapka w łapkę z kolejnymi nieudolnymi panami w rządzie, bawią się ludzkim losem – moim, Twoim, naszych dzieci a także wnuków – a już skrajnie absurdalne jest, że osobliwie życiem kobiet w tym kraju, usiłują kierować stetryczali panowie , wszystko jedno w kieckach czy w garniturach, pozbawieni zarówno wglądu jak i własnych doświadczeń w zakresie prokreacji, ciąży, porodu, trudu wychowania dziecka w sytuacji permanentnego bezrobocia w dobie kryzysu gospodarczego i społecznego. Powiem więcej – tym panom nie spędza to snu z oczu, i  generalnie oni odczuwają empatię wyłącznie w stosunku do zygot, zwłaszcza tych płaczących, co to nie dają im w nocy spać, historia zna przynajmniej jeden taki przypadek i nazywa się Gowin. Jako kobieta, czuję się lekceważona, znieważana, uprzedmiotowiona, poniżona i wywalona na margines. Poniewiera się nami, kobietami, dokładnie tak jak na początku chrześcijaństwa i na długo jeszcze przed nim.

Z całego bredzenia medialno – episkopalnego wyłania się zarys pobożnych życzeń smutnych panów…

A zatem:

Kobiety mają się dostosować do wizji Wandy Pułtawskiej – mają się spełniać wyłącznie przez kobieta1macierzyństwo, potem jako odbłyśnik wielkości męża , następnie jako babcie i opiekunki chorych rodziców męża i własnych. W ten sposób zabezpiecza się opiekę nad dziećmi i chorymi, starymi, niepotrzebnymi już przecież osobami, którymi to grupami państwo nie ma zamiaru się interesować.

I może nawet taki obrazek spodobałby się wielu kobietom, gdybykobieta2 nie to, że życie nieco różni się od sielankowych wyobrażeń apologetów prawicowego modelu rodziny. Co gorsza przemilczają oni dość skutecznie, że ten model aż ocieka przemocą psychiczną, ekonomiczną i fizyczną, wzorowaną wprost na przekazie biblijnym.

 

 

 

Kobiety mają rodzić od ilu to już lat? bo się zaczynam gubić- wg. o. Knabita od momentu jak mogą zachodzić w ciążę- czyli c.a od 12 roku życia do nieskończoności…. i niezależnie od tego jak dalece zagraża to ich zdrowiu i życiu – ich życie ma znaczenie tylko w formie zygoty do momentu urodzin. A jak się urodzą martwe, lub poronią się, oczywiście z woli bożej, to kobiety muszą nadać mu imię i określić płeć jak rozumiem, następnie koniecznie urządzić pogrzeb – żeby interes huczał jak należny- inaczej się nie godzi…

 

pogrzeb

 

Jak pocznie się dziecko, które nie ma szans na przeżycie – znowu – kobieta ma donosić ciążę urodzić i patrz wyżej…

 

pogrzeb1

 

Następnie dzieci mają być indoktrynowane od 4 roku życia, tak, żeby w wieku 9 lat nie miały już szansy na odpowiednie wykorzystanie zwojów mózgowych – krytyczne myślenie rozwija się przed 9 rokiem, potem marne szanse. Zatem od przedszkola – religia, religia, religia, pielgrzymka, rekolekcje, roraty, msza na na kolanachrozpoczęcie i zakończenie każdego roku nauki, żeby nie zapomniały kto tu rozdaje dary oświecenia… a w czasie wolnym – pielgrzymka, oaza, festiwal muzyki chrześcijańskiej, lub inna forma odwracania uwagi.zniewolenie

 

katecheza3

antyinvitro

 

 

indoktrynacjaI żadnego gender, ani edukacji seksualnej- mają nie wiedzieć, nie rozumieć, a jak ktoś zgwałci – mają rodzić, rodzić rodzić… białych wojowników w świętej wojnie o dominację chrześcijaństwa nad islamem? Bo przecież już chyba nikt nie daje sobie wmawiać, że chodzi o jakieś głodowe emerytury!! Litości – toć bezrobotni młodzi nie wypracują żadnej emerytury dla swoich rodziców – to chyba jasne jest, czy nie? Mam paranoję?

 

Małżeństwo to będzie jedyna forma przetrwania – single są obecnie na tapecie- śmiecie do odrzutu- tak tak do odrzutu, natychmiast! Żadnych przywilejów, żadnych praw, żadnej równości. Urawniłowka tak, indywidualizm – nie. Ciekawe co na to Pani Pawłowicz…

I jakoś nie słyszę nic o mężczyznach- pewna „naukowa” konferencja wrocławska pochyliła się nad zagrożeniem płodności wyłącznie u kobiet; o tym, że PMS odbiera im rozum, że nie powinny pracować bo mogą być bezpłodne. Jakoś nikt nie chce zauważyć, że mężczyźni wykonują wiele zawodów mocno ograniczających ich płodność… ale co tam, nimi kościół się nie zajmuje – oni nie mają macic, o które kościół bardzo dba… Poza tym kościół wie, że wystarczy 10 % facetów, żeby zapłodnić  odpowiednią ilość niosek – kobiet – inkubatorów. A jak się którejś trafi bezpłodny ogier, to rozwód kościelny bez problemu – bo dla kościoła sakrament małżeństwa to tak naprawdę kontraktacja niemowląt i zabezpieczenie pełnych kościołów, przynajmniej taki obraz wyziera z tego, co hierarchowie plotą, w tym niekończącym się konkursie krasomówczym…

o

 

A rozrywka, kultura, książka, film, teatr… tylko to, na co pozwolą bojówki moherowe. Żadnych Pikników, żadnych Nieznalskich i żadnych Pokłosi- koniec z tą durną wolnością wyrazu artystycznego, czy z tzw.

golgotasprawdą historyczną. Po co to komu. IPN już nam napisze nową historię, Zanussi nakręci odpowiednie filmy, pani Król odpowiednie książki wydrukuje. I świat wg. tych autorów i ich kreacji będzie znowu piękny, pastelowy , pozbawiony trosk i szarych odcieni prawdziwego życia. A jak się coś zszarzy to się to szybciutko przemaluje i ciemny lud to kupi.

 

 

A jak ktoś się nadal będzie upierał i słuchał jakiegoś rocka czy innej szatańskiej muzy to się go szatanwyegzorcyzmuje, odymi, albo po prostu zlikwiduje w imię boże. Amen.Wszak Pismo mówi wyraźnie – wyrwij chwasty…, czy jakoś tak – nie wiem, nie czytam tego barachła.   egzorcyzmy

 

 

 

 

 

Humanizm? Altruizm? Kultura? Uczucia ? Relacje międzyludzkie? A co to takiego? Po co to komu?!

Ruja – tak! Edukacja-Nie!!! Prawa człowieka- Nie!!! Prawo boskie – Tak!!!! Sprawiedliwość społeczna?  E tam, nie ważne, kogo to obchodzi.

No i jak tu szanować katolików, pytam się,  jak mam to uczucie w sobie odnaleźć? Jak mam nie czuć pogardy dla tego bezwolnego ludu. Łażą co niedzielę do kościoła w tych wioskach i miasteczkach powiatowych, wystrojeni jak kukły, bezmyślni jak tylko można być bezmyślnym, i legitymizują tą korporację zarządzającą macicami kobiet- bo mam wrażenie , że tylko o to chodzi. Wszystko się tym panom kojarzy i wszystko dzieje się wokół tego jednego – płodzenia dzieci i tworzenia praw całkowicie wykluczających kobiety z ich własnego życia. Mizogini i faszyści, tłumoki i hipokryci, władcy dusz i włodarze tego kraju w jednym.

Takie właśnie myśli kłębią się w mojej, zapewne chorej głowie, zawsze po tym jak, któryś biskup znowu wyskakuje z kolejną prawdą objawioną – powinnam pozwać państwo polskie przed trybunał europejski, bo obecność tych stalkerów watykańskich w mojej ojczyźnie, nie pozwala mi spokojnie spać, twórczo i pożytecznie żyć, ani nawet spokojnie dokonać żywota, bo po szpitalach grasują bez ograniczeń łowcy nawróceń w godzinie ostatniej, łasi na chwilę słabości bliźniego, który „jak trwoga to do boga”, podobno. Ani tu godnie żyć, ani umrzeć z godnością nie sposób. Niech się już ta noc bezsenna skończy, bo trzeba wstać, do pracy się wziąć i z prawdziwymi problemami zmierzyć.

burka3

PS.: I nikt mi nie wmówi, że hierarchowie są imbecylami, nieukami, ludźmi poniżej normy intelektualnej- tego nie kupuję! To inteligentne jednostki, nawet bardzo, przynajmniej niektóre. Ale inteligencja w połączeniu z mizoginią, obsesją i paranoją, okraszona cynizmem i wyzuta z empatii daje w sumie mieszankę zdolną do wszystkiego, dla osiągnięcia celu jakim jest władza. W kraju, uginającym się od problemów ekonomicznych i społecznych, dopuszczenie tych ludzi do władzy to jak spuszczenie zgłodniałych hien na żerowisko pełne padliny.

hieny

 

krzyż harcerski

ZHP – kolejny zdobyty / utracony przyczółek.

Upały nie sprzyjają pracy, ale niestety, mus to mus, nie ma zmiłuj się. I choć w kolejce tłoczą się tematy, dziś czuję potrzebę ponownej interwencji. Leniwie przeglądając fejsbuczka natrafiam na post tej treści:

„11 marca naczelniczka ZHP – kiedyś organizacji świeckiej – poddała wszystkie jednostki harcerskie „duszpasterzom katolickim”.

Przypuszczam że nie zdążyli zatrudnić (bo mają być opłacani przez organizację) do „obsługi” akcji letniej (pewnie objazdowi będą – LUDZIE, JAKA TO FUCHA !!!). Proponuję uprzedzić drużynowych, że wypiszecie swoje dzieci z kolejnej płaszczyzny indoktrynacji !”

Sprawdziłam i … wszystko to prawda. Dokument z 11.marca jest typową umową, dotyczącą  zatrudnienia kapelanów na każdym szczeblu ZHP, wyraża zgodę na formowanie drużyn przy seminariach, opisuje tryb powoływania kapelanów, nie ma natomiast trybu odwoływania, co jest akurat dość konsekwentną postawą, która pozwala ignorować fakty z życia KK, gdzie aż roi się od nadużyć wobec dzieci i młodzieży katolickiej… No ale skoro w ogóle przyszło komuś do głowy by kapelanów powołać, to nie po to by kwestionować ich postawę etyczno – moralną a priori.

To co martwi, ale już nikogo niestety nie dziwi, to że zakres i sposób oddziaływania na podopiecznych pozostaje w gestii i do wiadomości organu kierującego czyli episkopatu, nie zaś naczelnika ZHP. Mamy więc powtórkę z nauki religii w szkole – program, metodologia i kontrola działania katechetów nie podlegają jurysdykcji świeckiej, ergo, kurator oświaty nie ma kompetencji, ma je tylko bezpośredni szef w hierarchii kościelnej, ergo, ani rodzice, ani dyrektor szkoły, ani nikt właściwie nie może skutecznie wpływać na to co się dzieje podczas katechezy. Podobnie będzie z kapelanami ZHP.

Pani Naczelnik ZHP, Małgorzata Sinica wydaje się być osobą kompetentną, której leży na sercu rekonstrukcja organizacji ZHP po głębokim kryzysie tejże w minionym okresie. Nie podejrzewam też by brała udział w tajnym planie indoktrynacji dzieci i młodzieży polskiej, ale decyzję o powołaniu kapelanów postrzegam jako wysoce nieodpowiedzialną i wstyd to powiedzieć, koniunkturalną. Tak więc faktycznie rozumiem zaniepokojenie autora postu z fejsa i jego postulat, by rodzice przyjęli głęboko sceptyczną postawę wobec uczestnictwa ich pociech w tej organizacji.

Mówienie, że ZHP zawsze tzn. przed II Wojną Światową też było związane z kościołem, jest o tyle nietrafionym argumentem, że oderwanym od bieżącej rzeczywistości Polski po transformacji ustrojowej, gdzie kościół hierarchiczny stał się twardym graczem politycznym, korumpującym życie społeczne, niszczącym tkankę obywatelską, więc jakby na to nie patrzeć nie nadaje się na opiekuna i wychowawcę młodzieży.

ZHP przedws

Punktem wyjścia do moich dzisiejszych rozważań nie jest jednak ten niefortunny fakt z życia ZHP. Do podjęcia tematu skłonił mnie jeden z komentarzy pod owym postem:

kincze

Autorka ma nadzieję, oraz wierzy! No pięknie, tylko, że wiara jakby zwalnia od wiedzy, a nadzieją karmią się… wiadomo kto. Nie drodzy Państwo! Porzućcie wiarę i nadzieję, otwórzcie oczka i rozejrzyjcie się wokoło. Każdy tam gdzie właśnie stoi, żyje, pracuje. Kiedy włączacie TV, oglądacie seriale, kiedy jedziecie autkiem i słuchacie radyjka. Jeśli mieszkacie w Polsce B, a nie straciliście jeszcze zdolności percepcyjnych, zobaczycie to, co ja widzę, bez najmniejszych problemów; jeśli los rzucił was na zachód od Wisły, macie utrudnione zadanie, bo żeby zobaczyć, usłyszeć, wyodrębnić z szumu informacyjnego to gęste i szkodliwe, będziecie musieli się trochę wysilić.

W Polsce, od kilku dekad, ma miejsce proces odwracania uwagi od rozwoju prospołecznego myślenia, na rzecz zbiorowego ogłupienia. Odbywa się to różnymi drogami i kazanie niedzielne jest akurat najmniej efektywnym kanałem przekazu. W mojej ocenie, a obserwuję ten proces niemal od początku, najbardziej skutecznym kanałem nadawczym są wszystkie te źródła, w których najmniej spodziewamy się doktryny, ideologii i szkodliwego przekazu.

Sączenie treści ideologicznych odbywa się niepostrzeżenie, podprogowo dociera do podświadomości odbiorców poprzez scenariusze popularnych seriali, treści felietonów pisanych przez uznanych autorów, w tekstach przebojów znanych wykonawców, w reklamach proszków do prania, leków i produktów spożywczych, w wydawnictwach udających naukowe opracowania, w podręcznikach szkolnych itd… Słowem cała obrazkowa kultura medialna naszpikowana jest doktryną kościelną bardziej lub mniej nachalną, tym bardziej szkodliwą im mniej oczywistą ma formę.

plebania

Bardziej wyrafinowane metody indoktrynacji przygotowano dla konkretnego targetu odbiorców. I tak, dla dzieci i młodzieży w ofercie jest szereg imprez z zakresu kultury masowej – koncerty muzyczne,

przys j przys Jezus przysta przystanek Jezus przystanek przystan

spektakle teatralne, wyjazdy wakacyjne, itd; dopieszcza się i dba o zagospodarowanie czasu wolnego; kieruje się uwagę młodzieży na wskazane problemy – tu szczytowym osiągnięciem może być np. obsługa wszystkich akcji ruchu pro- life przez młode, niedoświadczone życiowo osoby, często niepełnoletnie, z chłonnymi umysłami, doskonale przećwiczone ideologicznie, że aż dech zapiera, kiedy skandują i przemawiają, zagłuszając każdą imprezę czy pikietę związaną z walką o równość i zniesienie barier dyskryminacyjnych, takich jak Manifa czy Marsz Równości, albo pochód na zakończenie programu Dni Świeckości obchodzonych co roku w Krakowie.

DSCN1295

DSCN1294 DSCN2236

Im mniejsza miejscowość, tym zorganizowanie czegokolwiek dla mieszkańców, łączy się zwykle z koniecznością uzyskania akceptacji księdza proboszcza. Jeśli np. ten stwierdzi, że nie należy organizować w miejscowej bibliotece wieczoru poezji , albo wystawy, lub też spotkania z jakimś autorem – to pewne jest, że takiej imprezy nie będzie! Wejście z kontrpropozycją dla młodzieży staje się praktycznie niemożliwe. Jeszcze tylko wielkie imprezy z dużym budżetem, o ustalonej renomie, ostały się na rynku propozycji jak np. coroczny Przystanek Woodstock, czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Jarocin, Open’er Festival… Wystawy, spektakle teatralne i imprezy kulturalne, niezgodne z doktryną kościelną, narażone są na zmasowane ataki katolickich bojówkarzy, z często dużym wsparciem ze strony kiboli czy narodowców. I aż huczy w mediach od zgłoszeń urażonych uczuć religijnych…

golgota1golgota2 golgotas golgota

Niestety, środowiska ateistyczno – racjonalistyczne są rozproszone, niezrzeszone, bo i niechęć do przynależenia do organizacji o wyraźnym profilu odrzuca wielu spośród nas, trochę z tej przyczyny, że organizacje te są biedne, samofinansujące się, trochę dlatego, że większość z nas to indywidualiści, którzy nie mają świadomości i nie czują odpowiedzialności jaka spoczywa na nas za ten stan rzeczy. Przywrócenie świeckiego charakteru państwa w obecnej, jeszcze bardziej złożonej po wyborach prezydenckich, sytuacji politycznej, graniczy niemal z cudem.

I, nawiązując do apelu autora postu, od którego zaczęłam bieżące dywagacje, jego wołanie o opamiętanie się rodziców potencjalnych członków ZHP , jest całkowicie zasadne. Nie ma bowiem dziś, w Polsce takiej instytucji państwowej czy świeckiej, która mogłaby zapobiec dalszej i niesłabnącej indoktrynacji młodego pokolenia. Jeśli wspominam o mechanizmach oddziaływania na młode umysły, to nie mam pretensji do KK. Ten projekt marketingowy jest zrozumiały dla mnie o tyle, że jego pomysłodawcy pracują na rzecz swojej korporacji, na rzecz jej sukcesu i rozumiem, że żadna siła mająca takie wpływy jak ta, nie odmówi sobie sukcesu w imię dobra jakiegoś społeczeństwa, zwłaszcza gdy wiadomo, że sukces rozwojowy tegoż społeczeństwa jest tożsamy z klęską onej korporacji o niesłychanie rozbuchanych ambicjach politycznych. W każdym razie KK w Polsce nie da się zepchnąć dobrowolnie i po dobroci do dawniej zajmowanej pozycji , które postrzegałam jako miejsce życzliwe ludziom, gdzie każdy mógł znaleźć pokrzepienie i odpocząć od trudów codziennego znoju.

Lista adresatów moich pretensji i otwartych oskarżeń jest bardzo długa i nie ma na niej ani jednego księdza, siostry zakonnej czy biskupa. Są na niej obywatele mający status społeczny wynikający z urzędu jaki piastują. Urząd zobowiązuje bowiem do dyscypliny, nakłada szereg obowiązków wobec obywateli.  Te powinności i obowiązki są od dawna złamane, przykład idzie z góry, ryba psuje się od głowy po sam ogon i mocno już cuchnie z daleka. Nie dziwi więc, że równie nieodpowiedzialnie zachowują się dyrektorzy szkół i przedszkoli, pracownicy mediów, lekarze, sędziowie, wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast, naczelnicy dzielnic itd itp…

Nie wszyscy oczywiście, ale przytłaczająca większość. W zagęszczonej atmosferze klerykalnej Polski A.D.2015 jedynymi, do których można kierować błaganie o opamiętanie się, są właśnie rodzice już posiadający lub dopiero planujący posiadanie potomstwa. To od was zależy tak naprawdę jak potoczy się dalszy proces rozkładu państwa, czy wasze dzieci będą miały dobrą edukację, czy będą bezpieczne, czy będą miały jakąś przyszłość w tym kraju. Powierzanie pieczy nad waszymi dziećmi instytucjom, które z litery konstytucji winny być wolne od ideologii ale nie są, jest dziś szczytem ignorancji i wyrazem braku odpowiedzialności za ich rozwój. To środowisko rodzinne jest najważniejszym miejscem formowania postaw i powinno być źródłem spójnego przekazu faktycznych wartości, wolnych od ideologi. I to jest wasze, rodzicielskie zadanie w trudnych czasach, w jakich przyszło wam realizować się w tej niełatwej roli.

Z perspektywy byłego jezuity – też warto wysłuchać.

krata2

Od słowa do słowa…

Jestem w takim wieku, że bliżej mi do końca niż dalej. Ze smutkiem konstatuję po raz kolejny, że przyjdzie mi zmierzać do kresu horyzontu zdarzeń, z nieustająco, i coraz niżej opadającymi rękoma. Wczoraj poznałam kolejną, miłą osobę przed trzydziestką, płci żeńskiej. Od słowa do słowa doszłyśmy do tematu aborcji…

Pomijając zbyt wysoki poziom adrenaliny, upał nieludzki i ogólny stan zmęczenia materiału, udało mi się skrzepić na tyle, by zamoczyć papierek lakmusowy w świecie pojęć i wyobrażeń młodej kobiety, na ten cholerny, niestosowny w niedzielny wieczór, temat. Wynik? Wskaźnik wyraźnie pokazał niski stan świadomości w kilku obszarach. Po pierwsze brak wiedzy z zakresu edukacji seksualnej. Po drugie silnie barbimanifestowane przekonanie o roli kobiety, jej obowiązkach, jej winie, jej NATURALNEJ bezmyślności i niezdolności do stanowienia o sobie. Młoda kobieta, u progu samodzielnego życia, uważa, że MUSI istnieć ustawa kontrolująca prokreację, odbierająca jej prawo do samostanowienia o swoim życiu i zdrowiu. Sprawiała wrażenie, że jeśli by tej ustawy nie było, to nie wiedziałaby co ma zrobić ze swoją wolnością, nie potrafiłaby zaplanować swojej przyszłości. Dziecko we mgle po prostu!

Oczywiście to moja interpretacja tego co powiedziała. Tak naprawdę usłyszałam NOWOMOWĘ w retoryce kościelnej. Na początku od razu zostałam poinformowana, że moja rozmówczyni nie jest za aborcją. Tu moja reakcja była błyskawiczna- sprostowałam, że nie znam nikogo , kto byłby za aborcją; nie można być za aborcją; nie jesteśmy w Chinach…!  Ponieważ minę miała niewyraźną, zrozumiałam, że nie wie iż w Chinach aborcję wykonuje się z mocy ustawy, i że jest to ten sam rodzaj przemocy systemowej wobec kobiet co i w Polsce, ergo, ten sam polityczny i gospodarczy interwencjonizm tylko odwrotnie skierowany – tam akurat na ograniczenie przyrostu naturalnego.

Ponieważ jestem wyczulona na prawa człowieka, kiedy po raz kolejny mam przed sobą „ofiarę” indoktrynacji, muszę walczyć z emocjami, powstrzymywać wybuchy, panować nad głosem. Partner

dopełnienie4kobiety, a mój dobry znajomy,  oddalił się do baru sączyć kolejne piwo, a ja, nabrawszy powietrza do płuc, na jednym wydechu zapytałam kontrolnie o kilka drobiazgów wokół tematu. I tak np.: na pytanie – po co w ogóle ustawa antyaborcyjna, usłyszałam :

jakby ustawy nie było, to kobiety używałyby aborcji zamiast antykoncepcji, jak się uprawia seks to MUSI się ponosić konsekwencje, MUSI się brać pod uwagę, że może z tego być dziecko; ta ustawa CHRONI /sic! ?/ kobiety przed zmuszaniem ich do aborcji, – poleciała mi księdzem Oko w wersji soft.

Przetrzymałam… nie naskoczyłam… byłam dzielna. Najpierw od razu lekko skarciłam nazywanie zapłodnionego jaja, tudzież nawet kilkutygodniowego zarodka, dzieckiem. Oczywiście zastosowała obronę ostateczną

Mam na ten temat inny pogląd…

Oczywiście masz prawo do własnego poglądu- dlaczego ja tego prawa mam nie mieć?

Dziewczę zamrugało rzęsami, zdezorientowane ciut…

Oczywiście, że masz tak samo  jak ja!

Czyżby?! Jesteś pewna? Ustawa antyaborcyjna nie uwzględnia poglądu naukowego, którym się kieruję. Uwzględnia jedynie słuszną DOKTRYNĘ kościoła katolickiego w tym temacie. Czym innym jest „prawo do” a czym innym bezwzględny „zakaz do” . W tym pierwszym przypadku każdy może postępować według własnego światopoglądu – nikt ci nie nakazuje niczego, sama decydujesz o sobie. W tym drugim , WSZYSTKIE kobiety podlegają ustawowej kontroli prokreacji i nikogo nie obchodzi co ty, czy ja myślimy na ten temat. Nikt też nie łamie sobie głowy jak się z tym czujemy, jak poukładamy sobie życie, ile to będzie nas kosztowało psychicznie, skąd weźmiemy środki na utrzymanie jeśli nie mamy pracy ani mieszkania, jeśli jesteśmy w trakcie studiów… itd.itp.

Państwo podpuszczone przez KK traktuje nas przedmiotowo, jak wynajęty inkubator. Mówisz, że trzeba brać taki scenariusz pod uwagę, jeśli się idzie z chłopakiem do łóżka? No trzeba, to prawda, ale ludzie przede wszystkim uprawiają seks, nie w celach prokreacyjnych, tylko dlatego, że się kochają, albo mają na seks ochotę – wszystko jedno – robią TO, bo poza wszystkim  TO jest bardzo ważna sfera życia, i zwyczajnie przyjemność. A antykoncepcja nie dość, że droga, wymaga wizyty u ginekologa, bo musisz zdobyć receptę, to jeszcze od czasu do czasu okazuje się być… nieskuteczna.

Młoda kobieta tryumfalnie:

-Antykoncepcja obniża poziom przyjemności, obniża libido kobiecie i seks sprowadza do czynności mechanicznych.

To nie jest prawda, ale zostawmy to – zapewne wiesz lepiej, zapewne przećwiczyłaś to na sobie i wiesz co mówisz prawda? Ok. A słyszałaś o przemocy domowej? O gwałcie małżeńskim? Nie? No to posłuchaj…

-Nie, dziękuję.

Teraz pojechała mi wróblem dopełnienie5

kobieta takiego partnera powinna pogonić od siebie…

Zapewne zrobisz to,  jak ci się taki wybrakowany facet trafi, zapewne zostaniesz z tą dwójką, trójką, a może już piątka dzieciaków, skażesz je na łaskę opieki społecznej, albo poddasz się wyrokowi sądu rodzinnego, który orzeknie twoją niezdolność do skutecznej opieki nad dziećmi, co będzie równoznaczne z tym, że twoje dzieci trafią do bidula, może nawet do takiego prowadzonego przez Boromeuszki…

Ta młoda kobieta mnie nigdy nie polubi. Trudno. Nie mając już nic do stracenia poinformowałam ją grzecznie, że teraz właśnie prof. Chazan, wraz z grupą aktywistów Pro-life, zebrał 100 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem bezwzględnego zakazu aborcji. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ich

dopełnienie2ukochany prezydent Duda, oraz watykańscy posłowie klepną ustawę, nie pochylając się nad nią, nade mną ani tym bardziej nad kilkoma setkami kobiet gwałconych rocznie > same sobie winne ), ani też tymi dla których ciąża jest zagrożeniem życia i zdrowia > widocznie bóg tak chciał ),  nie wspominając już o tych nieszczęśnicach, które będą nosiły w swoim łonie płody niemające żadnych szans na przeżycie… >i  znowu bóg ma swoje powody, nie nam to oceniać… ), nieprawdaż? I w ogóle to fajnie, że będziemy mieć taką ustawę – po co komu takie decyzje – przerwać czy donosić i urodzić nieplanowane, niechciane? Jest ustawa, nie ma wyjątków, nie ma dylematów… mina mojej rozmówczyni bezcenna.

Znajomy wraca, patrzy na swoją partnerkę, na mnie, znowu na nią i pyta:

– Coś ty jej znowu nagadała co?

– Ja? Nic takiego, o co ci chodzi? Że ma taką minę? Chyba mi zazdrości, że jestem za stara, żeby zaliczyć wpadkę. Miłego wieczoru kochani…

 Świadomość młodych kobiet w Polsce na temat prokreacji , wolności wyboru własnej drogi, prawa do samostanowienia, prawa do równego traktowania, do przestrzeni wolnej od przemocy, prawa do edukacji, antykoncepcji, do szczęścia wg. własnych upodobań i wyobrażeń, jest mniej więcej taka jak tych niqabmuzułmanek z czarną szmatą na głowie i kratą przed oczami, które twierdzą, że dzięki temu przebraniu czują się bezpieczne!

Zrzucanie na kobiety winy za to, że mężczyźni czują na ich widok pożądanie, stawianie kobiet pod pręgierzem ciągłej oceny , wmawianie im, że z powodu menstruacji nie są zdolne do wykonywania fuchy prezesa korporacji, a jedyną droga spełnienia jest macierzyństwo, to efekt tej, na nowo obecnej w naszej zbiorowej podświadomości, koncepcji, wedle której Adam dominuje, a Ewa, jako że z jego żebra, to musi podlegać, zgadzać się, ustępować, być głupsza i podporządkowana. To się ładnie nazywa niekiedy – dopełniającą rolą kobiety… Oczywiście już dawno wiadomo, że to bzdura, ale odkrywam, z rosnącym niepokojem, że młode kobiety, piętnastego roku XXI stulecia, tego nie wiedzą.

W przeszłych wiekach, na długo przed ruchami feministycznymi, kobiety wprawdzie nie miały praw wyborczych, nie mogły dziedziczyć majątku, ani studiować na wyższych uczelniach, ale w odróżnieniu od mojej rozmówczyni, MIAŁY ŚWIADOMOŚĆ swojej rzeczywistej inteligencji i  posiadanego potencjału; nadto dość często posługiwały się tym pierwszym i wykorzystywały to drugie. Więc co się stało ? Wyrosło nam całe pokolenie napakowane substytutem tożsamości? Za chwilę zderzy się z rzeczywistością i niestety będzie bolało. A łajba dalej płynie bez trzeźwego sternika… Ciekawe kiedy i na czym się wyłoży do góry dnem. Ale o co ja się trapię – przecież bliżej mi już niż dalej!

dopełnienie

sex-education_2433736b

Seks – straszne słowo!

Przestudiowałam podręcznik pani Król, nomen omen królujący w szkołach od kilku już lat i straciłam cierpliwość. Zdejmuję więc białe rękawiczki i dzisiaj polecę prosto i łopatologicznie na temat systemowej edukacji dzieci i młodzieży w zakresie… no właśnie już na tym etapie widzę problem.

Zacznę więc od początku czyli od zadania sobie i Wam pytania – z jaką wiedzą powinni wchodzić w życie 15-latkowie? Dlaczego 15-latkowie? Ano dlatego chociażby, że prawo mówi, że 15 letnia dziewczyna może uprawiać seks. Jednocześnie nie może ona decydować na temat swojego światopoglądu, a jeśli zajdzie w ciążę nie ma prawa decydować na temat swojego dziecka. Stawiam te trzy zagadnienia prawne obok siebie, żebyście zobaczyli wyraźnie, oczywistą sprzeczność i brak konsekwencji już na etapie prawa stanowionego. To tylko taka dygresja na marginesie bieżącego tematu.

9806_516562721817071_2184111716205713733_nNie mam ochoty dzielić włosa na czworo i nie będę się zastanawiać jak na powyższe pytanie odpowiedziałaby ortodoksyjna para rodziców katolików, agnostyków, pary mieszane, rodzice bez związku sakramentalnego, czy para lesbijek wychowująca dziecko jednej z nich. Bo tak naprawdę guzik mnie to obchodzi. Identyfikuję się z hasłem : „wszystkie dzieci są nasze” i zgadzam się z zasadą, że to państwo wyznacza standard edukacyjny – mam na myśli oczywiście pewien zdrowy standard, wyznaczany przez zdrowe państwo.

Nasze takie nie jest – to także oczywiste, stąd pojawiają się tu i ówdzie na skrajnej prawicy i wśród liberałów – gawędziarzy pomysły, by to rodzice decydowali gdzie i czego będą się uczyły ich dzieci- ich własność. Ludzie o takich poglądach i takiej świadomości nigdy nie pogodzili się z literą Konwencji Praw Dziecka , w której wyraźnie zostali nazwani opiekunami z całą listą obowiązków, i która odebrała im władzę rodzicielską, a dzieci obdarzyła podmiotowością z prawem do decydowania w wielu kwestiach np. światopoglądowych. Staram się rozumieć ich frustrację, ale nadal ważniejsze jest dla mnie dobro dzieci, i wobec powyższego stoję murem przy dzieciach.

Wracając do tematu – nastolatki – chłopcy i dziewczęta, powinni zostać wyposażeni przez szkołę w kompetencje społeczne m.in. dotyczące zasad budowania prawidłowych relacji międzyludzkich – to raz, a dwa – w kompendium wiedzy na temat budowy, funkcji i patologii narządów płciowych. Nauka dysponuje ogromną wiedzą z tego zakresu, liczne , bardzo dobre wydawnictwa zalegają na półkach księgarskich i nie wiedzieć czemu grzeją ławę, zamiast zamieszkać w każdym domu. No, ale nikogo się nie zmusi do czerpania z tego źródła. Jedyna więc nadzieja w szkole publicznej?

A co się serwuje w tej szkole? Zobaczcie sami – tu. Odsyłam Was do artykułu, który przytacza kilkanaście cytatów z podręcznika do WDŻ i bardzo łagodnie je analizuje… Mnie się cisną na usta niecenzuralne wyrazy – więc pozwolę sobie zmilczeć.

Seks – to jest to straszne słowo. Rodzice obchodzą je szerokim kołem, nastolatki obojga płci pragną poznać, sprawdzić co to takiego, jak smakuje, jak się TO robi. Rodzice milczą jak grób, młodziaki kombinują jak temat ugryźć bez konsekwencji. Tymczasem szkoła zamiast pomóc jednym i drugim, nie tylko podtrzymuje tabu, ale jeszcze dodatkowo, skażona skrzywieniem klerykalnym, buduje wokół tej ważnej sfery życia, zasieki złożone z kupy bzdur, ubranych w zdania o charakterze twierdzeń naukowych,  utrzymanych w retoryce kościółkowej, oraz z pozorów troski, z upchanych, wszędzie gdzie się da, stereotypów, półprawd i sentencji, których ciężar gatunkowy wyznacza drastyczny język proliferski. Co to ma być!? SYSTEMOWA DEZINFORMACJA?! Tak nie przygotuje się młodzieży do podjęcia odpowiedzialnego życia , w tym odpowiedzialnego rodzicielstwa. W taki sposób można jedynie wyprodukować pokolenie ogłupiałych frustratów, z zaburzeniami seksualnymi, z których nerwica natręctw, to najlżejszy z możliwych stuków.

e19caecb602c435e962b589cb0a1af9f_pgi

Zatem zawartość merytoryczna podstawy programowej, to powinna być wiedza – rzetelna wiedza, a nie „pitolenie” rodem  z siedemnastego wieku z podręczników dla panien na wydaniu. Chłopak nie ma się domyślać co się z nim dzieje kiedy dojrzewa, on ma wiedzieć, z wyprzedzeniem, co będzie się z nim działo. I podobnie dziewczyna – ma posiadać wiedzę na temat czekającej ją pierwszej miesiączki, i o faktycznych warunkach swojego dojrzewania – które wraz z pierwszym krwawieniem nie kończy tego procesu, a zaledwie zaczyna.

Niech się nauczycielki i klechy douczą – powiem tylko, że rzetelna edukacja, oparta na wiedzy naukowej, skutecznie motywowałaby, zwłaszcza dziewczyny, do głębszego namysłu przed podjęciem życia seksualnego. I wcale nie z powodu dziewictwa, jako „skarbu” wnoszonego do małżeństwa, i nie ze względu na opinię „łatwej”, co wg KK zmniejsza jej atrakcyjność na rynku matrymonialnym. Młodzież od dawna ma to w nosie. Ale obficie owłosiona dziewczyna, ze skórą trądzikową z pewnością nie czuje się atrakcyjna – prawda? No to teraz macie zagwozdkę – do książek ! Ciemnogrodzie jeden z drugim! Podpowiem – szukajcie w rozdziałach na temat prawidłowego rozwoju i dojrzewania gonad.

Powiem Wam dlaczego tak się wkurzyłam na panią Król, obecnego Ministra Edukacji i byłego – Giertycha, na rodziców i nauczycieli… Eksperymentują na żywym organizmie młodego pokolenia. Manipulują ich emocjami. Popychają ich do przedwczesnej inicjacji seksualnej najczęściej poprzez uprawianie seksu analnego i oralnego, z wszystkimi tego konsekwencjami- pisałam już o tym i nie zamierzam się powtarzać. To co robią dorośli, dla osiągnięcia niezrozumiałego dla mnie celu, to grzech zaniechania – pozwolę sobie użyć słowo z zasobu pojęć kościelnych – więcej – to grzech ciężki, a nawet śmiertelnie groźny w skutkach. Droga Pani Minister – to jest zwyczajnie przestępstwo systemowe, a nie edukacja. Ten podręcznik, z jego zawartością „merytoryczną” to nie podręcznik do WDŻ, tylko „ Obiecanki, cacanki dla naiwnych katolików”

Bo jak dzisiaj pozwolimy nakłaść dzieciakom do głowy bzdur, to jutro nasza cnotliwa córka wyda się dziewicą za równie dziewiczego młodzieńca. Zakładając, że bez problemów podejmą życie seksualne, urodzi mu piątkę dzieci. Następnie będzie miała dużo szczęścia, jeśli ten „siewca” nie zauważy ile pięknych łąk jest do zaorania – nie każdy potrafi być Terlikowskim – większość zauważy, że po trzech pierwszych latach pożycia, spada libido, seks nie bawi, a małżonka już nie jest jego królową, i zaczną się „nocne loty” – najpierw przed zaśnięciem, potem w biurze, albo na zapleczu magazynu… to nie trywializacja! Takie jest życie, kiedy ludzie nie potrafią budować ciekawych relacji i wzbogacać swojego związku o „wartość dodaną”- to wymaga pracy i sporej kreatywności. Potrafią to robić tylko ci, co wiedzą czym jest szacunek do partnera i jakie walory ma stały, dobry, harmonijny związek, bez patologii nadużyć, wykorzystania seksualnego i przemocy w jakiejkolwiek postaci.

Ludzie się zakochują w sobie, pobierają lub zawiązują nieformalny związek – wszystko jedno. Dojrzali ludzie wiedzą, że może się związek wypalić, że może się stać coś nieprzewidywalnego, że „panta rei” i nie ma zlituj się – trzeba podejmować dojrzałe, czasem bolesne dla obu stron decyzje. Wmawianie młodzieży, że jak ona będzie przeczysta , on prawiczek, oboje wierzący – obowiązkowo w TEGO boga co trzeba – to życie będzie proste i nieskomplikowane, pełne miłości i szczęścia – to jest odbezpieczanie granatu z opóźnionym zapłonem, za to w 100% eksplozja będzie bolała.

Religia w szkoleWiększość z nas zdaje sobie sprawę z tego, że edukacja w Polsce stała się kartą w grze politycznej. Pytam się Was – rodzice dorastającej młodzieży i tych maluchów, co dopiero zaczynają terminować w przedszkolu – zostawicie swoje dzieci w spoconych łapach niedojrzałych emocjonalnie, starych chłopczyków i zdewociałych, niezamężnych ciotek? Czy sięgniecie po odpowiednią literaturę oraz opracowania naukowe z tego zakresu i podejmiecie temat z waszymi córkami i synami na odpowiednim poziomie? Szkoła jeszcze długo tego za Was nie zrobi. W okupowanej Polsce czas rozpocząć tajne komplety – zresztą nie tylko w kwestii, którą tu omawiamy. Nim to państwo zacznie długotrwały proces zdrowienia, a wierzę, że tak się stanie, musimy ponieść kaganek oświaty samodzielnie. Sorry.Taki mamy klimat…

 

PS.: Pani Król w swoim podręczniku odradza dziewczynom chadzać do ginekologa – w świetle odrzucenia aktu oskarżenia p. Chazana, przypadkiem  częściowo się z nią zgadzam – do takich fachowców lepiej nie zwracać się po poradę .

Elżbieta Kunachowicz

 

 

 

zniewolony umysł

Zniewolony umysł XXI wieku

 

Zdarzyło się wczoraj…

Dobrze jest czasem poczytać co piszą na FB młodzi ludzie…

 

w co wierzys

Coś mi mocno nie grało w tej opowieści, drażniło do bólu… I nagle zobaczyłam to zdanie : „…czemu nie idę. Odpowiedziałam grzecznie, dlatego, że jestem ateistką. To spytała w co ja wierzę…”

 

Sporo komentarzy pod postem. Przypuszczam, że głównie młodzi ludzie się wypowiedzieli. Byłam zaskoczona obrazem, jaki się wyłaniał z tych wypowiedzi  – nasza młodzież nie wie, że nikt,

– ani nauczyciel,

– ani pracodawca,

– ani osoby prywatne – powtarzam – nikt, nie ma prawa pytać kogokolwiek w co wierzy.

Dziewczyna na pytanie odpowiedziała. Wdała się w nonsensowny spór. Została oceniona, sponiewierana i teraz dymi oburzeniem… Nie z powodu, że ktoś śmiał zadać jej takie pytanie – bynajmniej!DSCN1295

Mam już od dawna dorosłe dzieci, nie „siedzę” w temacie. Dla mnie, dawno temu, minął okres buntu dorastającej młodzieży… Ale przypomniałam sobie pewną rozmowę z moją córką, wtedy, w latach dziewięćdziesiątych, nastolatką;

Wróciła ze szkoły bardzo podenerwowana i rzuciła mi przez ramię:

– Mogłaś gonić nas do kościoła…

– ??? co takiego?

– no co? jakbym w coś wierzyła , byłoby mi teraz  łatwiej…

– nikt Ci nie broni, możesz zanurzyć mózg w „opium”, jeśli masz taką potrzebę!

– teraz już za późno. – stwierdziła, na koniec trzaskając drzwiami…

 

Wtedy nie zwróciłam uwagi na to ostatnie stwierdzenie. Dopiero kiedy przeczytałam cytowany post na FB – post dymiącej z oburzenia nastolatki, coś mnie tknęło – o rany! moje dzieci miały jednak dużo szczęścia!nie pozwólmy

Gdzieś wszyscy popełniliśmy błąd. Nawet wiem gdzie. Pozwoliliśmy, żeby zapach kadzideł i specyficzny swąd kruchty, rozlał się na wszystkie strony. Pozwoliliśmy, żeby gęsty opar religijnych nonsensów wszedł do języka oficjalnego, jakim się rozmawia o sprawach społecznych, o polityce, o historii. Nawet kiedy redaktor audycji o motoryzacji chce ostrzec kierowców przed skutkami jazdy po spożyciu alkoholu, już nie mówi normalnie, czyli rzeczowo, ale pozwala sobie na stwierdzenie takie jak, cytuję dosłownie: –

” a kierowcom przypominam, że siadanie za kółkiem, nawet po małym piwie, to  grzech ciężki…”

Co zmusza tego redaktora, żeby w przekazie prostej informacji używać takiej semantyki? A co sprawiło, że politycy mówią z nabożeństwem o Panu Jezusie Chrystusie? Albo Duchu św.? Większość z nich to ludzie po sześćdziesiątce – zakładam, że przez czterdzieści lat nie używali tego zlepku słów, by uzasadnić swoje stanowisko w sprawach publicznych. Ale zostawmy tych dziwnych ludzi – sami dokonali fatalnego wyboru i osobiście będą za niego odpowiedzialni, jeśli w ogóle wiedzą, co to odpowiedzialność.

Zatem nasze dzieci, nawet te ateistyczne (sic!) rosły od początku w atmosferze dziwacznej narracji kościelnej, nasiąkały nią niezależnie od światopoglądu i własnego widzi mi się, a umysł spał, pozbawiony właściwych bodźców do rozwoju.

zniewolenie

Przypominam tym, którzy zapomnieli, zaś młodym uświadamiam, że nikt nie ma prawa pytać ich o to w co wierzą, jakiego są wyznania itd. I, że jedyną odpowiedzią na takie pytanie jest wyraz nieskończenie wielkiego zdumienia na twarzy i krótkie – a co to pana/panią obchodzi, jeśli można spytać? 

DSC_0167

Takie pytanie może zadać tylko cham pospolity albo burak z Kartoflandii. Człowiek kulturalny takiego pytania nigdy nie zada. Uprzejmie proszę zapamiętać, zakodować sobie na zawsze i stosować w każdej sytuacji.

Refleksja pojawia się czasem znienacka, zaskakuje prostotą wniosku… Tym razem jednak wzdragam się przed dzieleniem się z Wami tym, co mi się nasunęło po wczorajszej bytności na FB… Zastanawiam się, jak i czy w ogóle przyjmiecie to do wiadomości. Chcę mianowicie skonfrontować Was z następującą myślą:

Jeśli spojrzeć całościowo na problem klerykalizacji Polski, to przypadki pedofilii jawią się, jako zjawisko patologiczne, o niewielkim stosunkowo zasięgu i dotyczą niewielkiej grupy ludzi. Ponieważ jednak ofiarami są dzieci, a sprawcy tego zła są, według prawa kanonicznego, niewinni, otoczeni opieką kościoła instytucjonalnego, to wiadomości na ten temat są tyleż bulwersujące co medialne, w związku z czym, poziom naszego zainteresowania jest bardzo wysoki. To całkowicie zrozumiały mechanizm, tak działa news i taka jest nasza percepcja.

Niekiedy jednak umysł płata nam figla i sam, bez „pomocy” różnych mądrali z mediów, składa w całość, pozornie niezwiązane ze sobą fakty, by nagle, jak grom z jasnego nieba, uderzyć w naszą wyobraźnię porażającym wnioskiem, obrazem, skojarzeniem.

Kiedy my – opinia publiczna – „jaramy się” kolejnymi aferami medialnymi, np. pedofilią wśród księży, zaraza klerykalizacji psuje, zatruwa i niszczy umysły dzieci i młodzieży. I procesy te dotyczą absolutnie wszystkich dzieci – tych, które nie chodzą na religię – także. Dzieci ulegają też intelektualnej pauperyzacji, często idąc za przykładem swoich rodziców. A ponieważ dzisiejsi nastolatkowie urodzili się już w kraju wyznaniowym, to nie mogą stwierdzić, jak to zrobiła moja córka w latach dziewięćdziesiątych, że już za późno...(żeby mogła przyjąć nonsens i się na nim oprzeć) Dla mojej córki było już za późno, bo kiedy skończyła te swoje dziewięć lat – była wystarczająco dojrzała i miała dobrze już rozwinięty zmysł krytyczny – tej szansy pozbawia się obecnie już czterolatki  w przedszkolu – wiele robi się, by w miejsce krytycyzmu zaszczepić dzieciom strach, zaś naturalną skłonność do eksploracji świata zewnętrznego, zabija się systematycznym i konsekwentnym treningiem postaw wobec kościoła, takich jak bierność, uległość, akceptacja wszelkich interpretacji zarówno słowa jak i rzeczywistości pod warunkiem, że źródłem tych przekazów jest osoba duchowna.

Spójrzcie na ludzi dorosłych – polityków, ludzi sztuki, nauczycieli, lekarzy, sędziów itd., którzy jeszcze dwie dekady temu zachowywali się inaczej, mówili innym językiem, wyznawali inne „wartości”. Jeśli oni podporządkowali się nawałnicy klerykalnej, to jak mogą się bronić przed tym ogólnonarodowym kolana politykówzidioceniem nasze dzieci? Nie obronią się same. Każde działanie, zmierzające do przywrócenia prawdziwie laickiego charakteru ustroju Polski, jest warte naszego poparcia. Kierując się tym przekonaniem, zbieram podpisy pod projektem obywatelskim dziennika Liberte. Nie pytam nikogo o jego światopogląd. Katolicy,  odruchowo, zasłaniają się swoim wyznaniem jak tarczą, chociaż nikt w nich nie celuje ostrzem. Uważam i chcę wierzyć, że dobro dzieci jest uniwersalną wartością także dla katolików. Kiedy spotykam ich przy okazji zbierania podpisów – mają okazję by się opowiedzieć za tym dobrem lub przeciwko niemu. Za wcześnie jeszcze na wnioski, ale już widzę, że skonfrontowanie ich z tematem, to dobry pomysł, nawet jeśli nikt z nich nie złoży swojego podpisu.

Wspomagajmy inicjatywę obywatelską dziennika Liberte! – to pierwszy, mały krok we właściwą stronę i co ważne, jest sygnałem dla dzieciaków, że ktoś się o nie upomina. Moja redakcyjna koleżanka Izabela, w swoich tekstach dotyczących akcji, wskazuje i to dobitnie, że w tej sprawie popełniono gwałt na prawie, konstytucji i zdrowym rozsądku. Nie stójmy obok. Włączajmy się do akcji zbierania podpisów – to ważna sprawa i ma szansę na powodzenie.

Kto z Was jeszcze się nie zapoznał z akcją – tu są szczegóły i pliki do pobrania:

  Zbieramy podpisy – #swieckaszkola

Czytaj także : Wyprowadźmy religię ze szkół

Farsa w wykonaniu TK, czyli…

Jacek Kuroń o religii w szkołach

Religia w szkole dzięki TK, czyli…

Prof. Michał Pietrzak przeciw TK i państwu wyznaniowemu

 

PS.:  moje przedszkoleTo jest budynek przedszkola, do którego uczęszczałam jako czterolatka; wracałam do domu coraz bardziej smutna, straciłam apetyt i popadłam w anemię. Moją „karierę” w przedszkolu zakończył pobyt w szpitalu – może kiedyś to opiszę na moim blogu, teraz powiem tylko, że było to w połowie lat 60-tych ubiegłego stulecia i mimo, że trwała już odwilż post stalinowska, obróbka ideologiczna nie służyła dobrze ani zdrowiu, ani psychice małego dziecka, jakim wówczas byłam.

PS.: A to już kreatywna twórczość współczesnych pedagogów – kiedy to czytałam, powróciły wspomnienia i zimny dreszcz przeszedł po plecach. Chciałoby się rzec – zamienił stryjek siekierkę na kijek; jeden reżim zamieniliśmy sobie na inny – ani lepszy ani gorszy – po prostu zły z definicji. Wszystkie ideologie są siebie warte; posługują się dokładnie tymi samymi środkami przymusu, używają zręcznie propagandy i zaszczepiają  strach, który powoduje odporność na samodzielne, krytyczne myślenie… Pomyślcie o tym, zanim zapiszecie swoje dzieci na katechezę

Nie wciskajmy dzieci do tej szafy, żeby nie fundować im na dzień dobry problemu z wyjściem z niej. A jak sobie poradzą z tym, co tak wyraźnie sugeruje i popiera Fronda – to tylko ich bóg raczy wiedzieć.

10945500_955671981129809_7003719258674343900_n

DSCI0756fronda.pl

ciekawość

Wanda Półtawska o kobietach

Wanda Półtawska o kobietach
czyli kobieta w podwójnie wypaczonym widzeniu

Wandy Półtawskiej, jak mniemam, nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Było o niej głośno w związku z deklaracją wiary lekarzy. Jeśli pamiętacie zapisy tej deklaracji, to z pewnością przypominacie sobie niesmak, jaki budziło wiele jej zapisów, pamiętacie także sprawę Chazana i wiele tego rodzaju spraw, w których kobiety potraktowano przedmiotowo, bezosobowo, jak istoty podrzędne, pozbawione prawa do wolności wyboru. Tak zresztą  kobiety są traktowane przez kolejne ustawy antyaborcyjne… i tego też nie będziemy tu omawiać- sprawa jest jasna, wnioski wyartykułowane wielokrotnie, skutki ponosimy od lat; i będziemy nadal ponosić i jako kobiety , każda z osobna, i jako społeczeństwo, które co chwilę musi pomieścić w swojej wyobraźni porzucone noworodki w lesie, samobójcze akty nastolatków w związku z niechcianą ciążą, incydenty gwałtu i nadużyć seksualnych wobec kobiet…

Ale…

Deklaracja WiaryPamiętam, że jak pierwszy raz czytałam zapisy deklaracji wiary lekarzy, nie wiedząc, kto jest autorem tego zdehumanizowanego erzacu człowieczeństwa, pomyślałam, że to niechybnie jakiś pucułowaty, obleśny mizogin w sukience. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że autorką jest kobieta, do tego matka dzieciom i na tyle sędziwego wieku by nie posądzać jej o brak doświadczeń życiowych. Dopiero zamieszczony na stronie Frondy tekst jej wykładu o kobietach i kobiecości, pozwolił mi zrozumieć mój dysonans poznawczy.

Ponieważ jednak nie jestem specjalistką w zakresie psychopatologii, poprosiłam o opinię psychologa klinicznego. W oparciu o jego wnioski z tekstu wykładu postanowiłam wtrącić także swoje trzy grosze komentarza. Czytając treść wykładu dowiecie się , że :

Podobnie jak w islamie ( przyp. red. ) , to kobieta ponosi całkowitą odpowiedzialność za podniecenie seksualne mężczyzny.

Piękno ciała kobiety, ale nie tylko ciała – jej piękno od tamtej pierwszej chwili w raju do dziś stanowi czynnik, którego siła w jakże różny sposób wywołuje nieraz nieobliczalne skutki! 

Już ta pierwsza scena w raju wskazuje na niebezpieczeństwo, jakie to piękno niesie dla Adama i dla całej ludzkości, bo to piękno Ewy zapanowało nad Adamem – i panuje do dziś. Urzeczony, niejako zniewolony tym urokiem Adam idzie za nią, nie patrząc na nic innego. Przedtem w posłuszeństwie adam i ewajednoznacznie Bogu poddany tak, że szatan nawet nie próbował go kusić, teraz odrzuca to wszystko i daje się prowadzić Ewie.
A gdy Pan Bóg go woła, na swoje usprawiedliwienie mówi to jedno: „to ona, ona mi dała” – tak, jakby to samo już wystarczało: że ona jest tak piękna, że on po prostu nie potrafi się jej oprzeć. – I tak powstaje pierwsze zadanie każdej Ewy wobec Adama i wobec siebie samej: odpowiedzialność za to, żeby nie stała się źródłem grzechu, krzywdy.

Ciekawość poznawcza Ewy to nic innego jak bezmyślność.

Ale Ewa w raju ujawnia bezmyślność, powierzchowność, ciekawość która powoduje, że słucha szatana – podatna na te szepty, które jej pochlebiają, gotowa pójść za tym, kto jej pokazuje coś atrakcyjnego, bez głębszej refleksji nad skutkami. Dalsza historia ludzkości ukazuje tysiące kobiet, które dały się uwieść szatanowi bez oglądania się na to, co z tego wyniknie. Ewa oczywiście wie, że istnieje Bóg, zna jego zakaz, a jednak robi inaczej – wtedy i do dziś!

Wzorzec kobiecości ma być zbudowany na niższym poczuciu wartości w stosunku do mężczyzny.

Masz kobieto zbudować w sobie spokój, a nie latać za wrażeniami i osiągnięciami- to domena mężczyzn i za to im chwała.

Dwie skrajne, przeciwstawne postawy – dwa bieguny kobiecości – Ewa i Maryja. Bezmyślność i nieposłuszeństwo Ewy i bezwzględne zaufanie Bogu i posłuszeństwo Maryi. […]

adam iEwa patrzy na Adama, który zgodnie z Bożym planem skierowany jest ku światu rzeczy, „czyniąc sobie ziemię poddaną” i podbijając niejako ten świat. Adam zdaje się sięgać nieba, szybując w przestworzach na różnego rodzaju maszynach, schodzi w głąb morza, pokonuje przestrzeń – i Ewa zazdrości mu i chce go naśladować za wszelką cenę,

Współczesnej Ewie brakuje kontemplacji, chwili skupienia koniecznej dla pojęcia rzeczy najgłębszych – bez zatrzymania się, przemyślenia może w ogóle nie odnaleźć w sobie tego, co najcenniejsze – swej roli w realizacji stwórczej mocy Boga samego. Skłonna do skrajnych reakcji, łatwo angażuje się totalnie – idąc za czymś, nie zwraca uwagi na nic innego, choćby to było coś oczywistego.
Zafascynowana Adamem i ku niemu cała skierowana szuka sposobów opanowania go, zupełnie nie zastanawiając się nad sobą, nie szukając swego prawdziwego „ja”, nie kieruje sobą, żyje na fali reakcji, impulsów nieopanowanego serca.

Poprzez macierzyństwo i zdolność do troski o innych, jesteś kobieto odpowiedzialna za całą ludzkość – bo najwyraźniej mężczyzna nie jest do takiej odpowiedzialności zdolny 😉

Wspólne obu tym kobietom jest macierzyństwo – i dlatego ono staje się najbezpieczniejszym sposobem życia kobiety, bo macierzyństwo zwraca Ewę Bogu; w istocie bowiem macierzyństwa leży współdziałanie z samym Bogiem; i gdy Ewa przyjmuje dar od Boga i nosi w sobie Boże dziecko (każdy człowiek jest Bożym dzieckiem), to wraca do postawy posłuszeństwa – przybliża się do postawy wybórdziewczyny z Nazaretu, która skłaniając główkę mówi: „niech mi się stanie”…

I to jest niejako najgłębsze dno kobiecości: zdolność do macierzyństwa.

Choć więc nie każda ma możność zrealizowania macierzyństwa fizycznie, to jednak każda może rozwinąć w sobie dojrzałą postawę matki, serdeczną troską obejmującej całą ludzkość.
A więc na pytanie: „Kim jesteś, Ewo?” najprawdziwsza odpowiedź brzmi: jest matką.

 

I nie ma lepszego układu, jak niedoświadczona kobieta z dojrzałym mężczyzną -przynajmniej takie uogólnienie wyłania się w treści tego wykładu – więc chyba nie ma  co  się oburzać na zwyczaje w krajach islamskich – im młodsza żona np. 9-cio latka tym lepiej!?

Przepraszam, ale nie zdzierżyłam dalszej analizy szczegółowej tego osobliwego wykładu, podzielę się jedynie wnioskami. Otóż Wanda Półtawska nie kojarzy dyskryminacji kobiet z brakiem ich obecności w przestrzeni publicznej, a w związku z tym brakiem ich wpływu na prawa panujące w społeczeństwie , nie dostrzega także potrzeb psychicznych kobiety jako niezależnych od jej biologii . Ma jedynie rodzić dzieci i wychować Adama – wg powiedzenia: „Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz”? I proszę, jakie to proste – teraz rozumiem, dlaczego bite kobiety najczęściej zamiast wsparcia słyszą: „Czemu pozwalasz, czemu sobie chłopa nie wychowałaś- to twoja wina ,że chłop cię bije !” I to najczęściej mówią kobiety kobietom.

Zdjecie-01001

Zajmowałam się różnymi kobietami. Pracowałam z kobietami i dla kobiet, prowadziłam poradnię dla młodych dziewcząt, dla matek samotnych, dla mężatek, dla samotnych kobiet, zajmowałam się starymi, chorymi, wdowami, kobietami porzuconymi i kochanymi, zakonnicami – słowem kobietami w różnym wieku, różnej sytuacji życiowej; i mogłabym zrobić coś w rodzaju bilansu .

Naprawdę ?! I nigdy nie słyszała o warunkach socjalnych, o śmiertelności rodzących oraz dzieci?!

Czytałam i coraz bardziej czułam wstyd i absmak, że kobieta może coś takiego zupełnie poważnie mówić… Gorzej. Zdjecie-01041Odniosłam nieodparte wrażenie, że traktuje ludzi jak zwierzęta, mające poddawać się swojej biologii bezkrytycznie i jednocześnie odmawia tym zwierzętom realizacji podstawowego popędu – seksu , kiedy mają na to ochotę. Zresztą poczytajcie sami… Ja mam dość.

Jedynym usprawiedliwieniem tego psychopatycznego widzenia miejsca kobiety we współczesnym świecie, i to z trudem, mogą być dwa fakty biograficzne – edukacja w szkole Urszulanek w Lublinie w początkach XX wieku i przejścia związane z obozem w Ravensbrück – jedno i drugie z pewnością byłoby traumatycznym akcentem w życiu każdego człowieka , tym niemniej życie z szeroko zamkniętymi oczami jest już kwestią wyboru.

10321512_642817672454119_7947133568734058966_o

W głębi kontinuum

Pochylając się nad mizerią życia społecznego w Polsce, zastanawiam się od dość dawna, gdzie jest najczulszy punkt uchwytu, od którego należałoby zacząć kształtować pozytywne zmiany na tym polu. A jest to ugór, gdzie nic nie rośnie oprócz chwastu, a każdy głos rozsądku niknie w szumie wiatru i nikt go nie słyszy, nikt na niego nie odpowiada.

I tak sobie myślę, że tym czułym punktem są młodzi rodzice, a właściwie ich dzieci, te najmniejsze, nawet jeszcze nie narodzone, zaledwie w planach…

Zanim temat w pełni rozwinę w następnych publikacjach, już dziś chcę zarekomendować pozycję wydawniczą, niemłodą już, ale wciąż aktualną, uznaną, i słusznie, za jedną z trzech najbardziej wpływowych koncepcji wychowawczych XX wieku. Chodzi o wydaną w kilkunastu językach pozycję zatytułowaną ” W głębi kontinuum” autorstwa Jean Liedloff. Autorka towarzysząc przez kilka miesięcy plemieniu koczującemu Indian Yequana , z resztą z zupełnie innego powodu, poczyniła szereg cennych obserwacji. Wnioski ujęła w ramach wspomnianej pozycji wydawniczej, a ta stała się podstawą nowego nurtu w podejściu do wychowania dzieci, opartego na bliskości. Ten nowy sposób widzenia kwestii rodzicielstwa i budowania relacji z dzieckiem nosi rożne nazwy, min rodzicielstwo towarzyszące. Na fali nowej idei powróciły do łask stare wynalazki takie jak chusty i nosidła dla niemowląt, i szereg innych dawno wypartych przez nieco chore koncepcje „hodowlane” zachowań  w relacjach z dziećmi.

Nie odważyłabym się niczego państwu proponować w tej delikatnej materii, wszak nie jestem specjalistą, ani żadnym ekspertem w tej dziedzinie, gdyby nie to, że 20 lat temu, po przeczytaniu tej fascynującej lektury stwierdziłam, że ta nowa idea wcale nie jest mi obca, że cały czas ją w sobie miałam, że na koniec dodam – urosły mi skrzydła, bo gdzieś w głębi czekałam na zielone światło by móc zdobyć się na ekspresję mojego prawdziwego, czystego instynktu.

Wkrótce ukaże się pierwszy wpis na moim blogu- OBSERWATORIUM- gdzie bez żadnych ograniczeń będę mogła podzielić się z państwem moimi doświadczeniami z tamtego okresu. Mój syn ma dziś 21 lat i właściwie cały czas obserwuję, czasem z niepokojem, czasem z satysfakcją, efekty i poziom ryzyka jakie podjęłam w tamtym czasie. Zachęcam Państwa do lektury i życzę odwagi. Nasz ugór społeczny aż prosi się o zasianie nowych odmian, odpornych, różnorodnych i cennych,  i pamiętajmy, że bogactwo ziemi to różnorodność tego co na niej żyje, a jednolitość prowadzi do wyjałowienia gleby i sukcesji ekosystemu. Tak nas uczy Matka Natura i tego prawa się nie przeskoczy.

DSCN07251

Rzecz o młodzieży c.a. 20 letniej.

Miało być zupełnie co innego, ale będzie to, co będzie poniżej i nic dziś tego już nie zmieni….

Moje życie składa się obecnie z trzech sfer – zawodowej, internetowej i towarzyskiej, przy czym ta ostatnia zlewa mi się ciągle z dwoma wcześniejszymi, co niestety skutkuje tym, że zamiast zająć się pracą i pomnażaniem środków do życia niezbędnych, nagabuję a nawet molestuję interesantów w sprawach, które nie mają nic wspólnego z tym po co do mnie przychodzą. Tak mijają godziny, tak bezpowrotnie ucieka mi przerwa obiadowa, wizyta u fryzjera, zaplanowane zakupy świąteczne…

Cóż, nie ja pierwsza i nie ostatnia gadam za dużo, a za mało robię. Postanowiłam, idąc za radą przyjaciela skończyć z milczącym przeżywaniem refleksji, co zwykle kończy się mega dołem.

Dziś będzie o naszej młodzieży c.a. 20 letniej…

Źródłem mojej dzisiejszej frustracji jest rozmowa z osobą, która z racji swoich obowiązków zawodowych często ma okazje rozmawiać z młodzieżą , i tą młodszą licealną, i  tą starszą akademicką… Jej obserwacje są porażające, choć po zastanowieniu muszę przyznać, że nie powinnam się dziwić. A jednak zaskoczyła mnie ta relacja…

Ale do rzeczy. Nie wdając się w szczegóły naszej rozmowy – nie jest to bowiem blog plotkarski, ani pieprzony Pudelek, powiem od razu co mnie tak przygniotło. Otóż nie znając całej prawdy o sytuacji młodzieży wchodzącej obecnie w życie dorosłe, miałam gdzieś naiwne przekonanie, że kto jak kto, ale młody człowiek to osoba krytyczna, zbuntowana, nastroszona, pełna oczekiwań, marzeń, planów, ambicji, zrozumiałych obaw i niepokojów. Przecież zawsze tak było, zawsze mówiło się o buncie dojrzewającego syna czy córki, o tym jak trudno dojść do porozumienia, złapać utracony kontakt, zarządzić porządki w pokoju latorośli itd.itp…. tak , proszę Państwa BYŁO …… i se ne wrati.

Teraz będę się bić w klatkę z piersiami – o! święta naiwności! Staraś, a głupiaś! No pomyśl przez chwilę!

Pomyślałam. Raz, drugi i trzeci pomyślałam.

Teza: Dziecko staje się dojrzałym człowiekiem w procesie kształtowania, i będzie tylko tym, kim go uczyni środowisko, w którym się ten proces odbywa.

To jest tak banalna teza, że nie zasługuje nawet na przewód dowodowy, dlatego zostanie w tym miejscu pominięty.

Status presens: młodzież 20-25 lat dorastała w spolaryzowanym społeczeństwie post transformacyjnym. My, niegdysiejsi ich rodziciele, goniliśmy z jednej pracy do drugiej – o ile mieliśmy to szczęście zwane pracą, wielu z nas postanowiło zaufać NOWEMU i ugrzęzło w biznesach, które ciągnęli póki dawali radę, wielu nie dało i po kilkunastu latach orki wylądowało w punkcie wyjścia lub na permanentnym bezrobociu… bardzo wielu z nas osiadło na posadzie w sektorze państwowym, niekoniecznie lukratywnej pod względem osiąganych dochodów, za to wygodnej i pewnej… Kryzys nie był dla nikogo niespodzianką, ale nadal wielu z nas wygląda jaskółki nadziei, że się wkrótce skończy. Tylko, że bezrobocie jest strukturalne i najlepsze osiągi PKB faktu tego nie zmienią niestety…..  i tak mogła bym  do rana snuć usprawiedliwienia.

Na okoliczność, że : ZMARNOWALIŚMY CAŁE POKOLENIE naszych dzieci, bo nie poświęcaliśmy im należytej  uwagi, obstawiliśmy je gadżetami, powoziliśmy je po Europie i nawet dużo dalej,  zapisaliśmy na dodatkowe zajęcia, korki z matmy i polaka… Oczywiście na takie substytuty opieki rodzicielskiej mogli sobie pozwolić tylko niektórzy.

A jak sobie radzili rodzice klas niższych od średniej? To przecież znakomita większość naszego społeczeństwa? Też nie najlepiej. Kiedy silniejsi stawali się jeszcze silniejsi, słabsi, niewydolni stawali się coraz bardziej zależni od jedynej instytucji do jakiej mogli się zwrócić. Mowa oczywiście o KK. Pan R. zagnieździł się w umysłach emerytów, dając im złudzenie, że są ważni dla niego, a KK zrobił to samo z naszymi dziećmi i młodzieżą. I oto dzisiaj opisano mi efekty 25 lat pracy tej instytucji… i powaliło mnie to z siłą jakiej się nie spodziewałam. Oczywiście wiedziałam, że ten czy ów młody człowiek ma, nazwijmy to niespójny obraz świata, nawet parę razy, przypadkiem zetknęłam się z takimi osobami, ale nigdy, nawet w najczarniejszych snach nie wyobrażałam sobie, że to jest zjawisko masowe! Że dotyczy całego bez mała środowiska i to wcale nie wiejskiego czy małomiasteczkowego TO się dzieje w dużych miastach akademickich!

tlo_czerwonePrzez ostatnie ćwierć wieku bacznie przyglądałam się scenie politycznej, przecierałam oczka gdy sejm modlił się o deszcz, nieustająco trwałam w zdumieniu, gdy słyszałam coraz to bardziej absurdalne komentarze z ust dorosłych, niby poważnych, utytułowanych osób ze świecznika akademickiego, politycznego, dziennikarskiego. Trochę bardziej zaniepokoiłam się, gdy dotarła do mnie informacja o kreciej robocie jaką wykonał pewien minister oświaty w rządzie PIS-u, że mianowicie poupychał gdzie się tylko dało „swoich” dyrektorów szkół podstawowych, a także „wzbogacił” skład komisji opiniującej podręczniki szkolne o osoby z dyplomem któregoś z uniwersytetów katolickich. Naturalnie, że widziałam wszystkie nowinki z szkolnego podwórka – tyleż szokujące co śmieszne, ale zawsze, aż do tej chwili, sądziłam, że : MŁODZIEŻ SIĘ NIE DA PRZEROBIĆ W MOHERY . Bardzo się myliłam, a zdarza mi się to rzadko. Ale tak to bywa, gdy jest się poza średnią krajową ogłupienia bo całe życie byłam wolna od jakiejkolwiek doktryny czy dogmatu…

Zauważyliście, że nie pisnęłam ani słówkiem na temat co jedna Pani powiedziała drugiej Pani? I nie pisnę. Tę lukę wypełnijcie, proszę, rozmawiając z Waszymi dziećmi – to jest teraz ważniejsze niż wszystko inne.