Ćwiczenia z ateizmu

smiley-mini1171432_960_720

Złe skutki lekcji religii

smiley-1171432_960_720Rodzice często sądzą, że na lekcjach religii dzieci uczą się czegoś dobrego i pożytecznego, uczciwości, zasad moralnych. Mówi się też, że dobrze, by dziecko poznało religię. Rzecz w tym, że na lekcjach religii uczniowie nie otrzymują żadnej wartościowej wiedzy religijnej. Katecheci nauczają biblijnych mitów i religijnych dogmatów, absurdów jak ten, że cierpienia i śmiertelność ludzi to skutek grzechu pierworodnego. Starożytne mity sprzed 2-3 tys. lat podają jako „prawdy wiary”. Nie ma w tym nic dobrego.

Słyszy się czasami, że religia sprzyja prawidłowemu rozwojowi psychicznemu dzieci i młodzieży. To nieprawda. Religia nie jest potrzebna do właściwego rozwoju psychicznego. To, czego dzieci i młodzież uczą się na lekcjach religii, to starożytne wierzenia i mity. Nie są one potrzebne współczesnemu człowiekowi. 

Dziecko uczy się norm moralnych i wszystkiego, co potrzebne do życia, w rodzinie, szkole, otoczeniu rówieśniczym i społecznym. Nie jest do tego potrzebna religia. Nie są do tego potrzebne żadne religijne mity o Bogu, aniołach, szatanach, grzechu pierworodnym, objawieniu, duszy nieśmiertelnej, życiu wiecznym, zbawieniu, potępieniu i Jezusie Chrystusie, który umarł na krzyżu, zmartwychwstał i przed końcem świata będzie sądzić żywych i umarłych. 

Wiedza o Biblii i wierzeniach chrześcijańskich jest potrzebna jedynie jako część ogólnego wykształcenia, podobnie jak wiedza o Iliadzie i mitologii greckiej. Nie jest potrzebna jako przedmiot wiary.

W kościelnych programach nauczania religii mówi się prost, że celem jest katecheza, nauczanie wierzeń katolickich i wychowanie katolików posłusznych władzom kościelnym. Czytając programy i podręczniki widać wyraźnie, że jest to cel jedyny.

Na końcu zamieszczam dwie katechezy, z pięciu przewidzianych na styczeń, z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

* * *

Nauczanie religii wywiera pod wieloma względami negatywny wpływ na osobowość dzieci i młodzieży, z czego na ogół nie zdajemy sobie sprawy. Powiem o kilku sprawach.

devil-32429_960_720Poczucie lęku

Mówi się, że religia daje wsparcie psychiczne, ale to półprawda. Religia rodzi też poczucie lęku przed Bogiem i – nie śmiejmy się – szatanem, piekłem i nadprzyrodzonym światem duchów. W przypadku bardziej wrażliwych dzieci może być ono bardzo silne i utrzymywać się w dorosłym życiu.

Wzbudzenie lęku przed Bogiem i potępieniem jest jednym z podstawowych celów religii. Ma to miejsce także współcześnie w kościelnym nauczaniu i w treści podręczników. Aby ten lęk nie prowadził do zaburzeń psychicznych, człowiek musi – brzmi to paradoksalnie – nauczyć się ignorować religię. Inaczej, zważywszy na grożące mu kary, nie potrafiłby normalnie żyć. Na ogół osoby religijne, także dzieci, potrafią osłabić w sobie ten lęk do znośnego poziomu, ale doznają trwale mniej lub bardziej widocznych zaburzeń.

Co wobec tego?

Dla właściwego rozwoju psychicznego najlepiej ignorować religię całkowicie.

Irracjonalne skłonności

Nauczanie religii buduje w dzieciach i młodzieży irracjonalne skłonności, np. skłonność do wiary w fantastyczne wyjaśnienia, cuda, duchy, nadprzyrodzone zdarzenia. Skłonność ta ujawnia się z różnym nasileniem, u jednych silniej, u innych słabiej.

W łagodniejszej formie prowadzi do osłabienia trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Dziecko, a później dorosły człowiek, może na przykład wierzyć, że rzeczywiście gdzieś na szybie czy drzewie objawiła się Matka Boska. Religijni oszuści w Medjugorie mają tłumy ciekawskich i wierzących.

bashobora_34Inny przykład to wiara w uzdrowicieli i cudowne uzdrowienia. Irracjonalne skłonności, kształtowane od wczesnego dzieciństwa, napędzają klientów uzdrowicielom i cudotwórcom, jak chociażby katolicki ksiądz Bashobora z Afryki, gromadzący tłumy na Stadionie Narodowym w Warszawie i na rekolekcjach regularnie prowadzonych w Polsce. Bashobora twierdzi, że uzdrawia, oraz że wskrzesił kilkunastu zmarłych. Nauczanie religii sprzyja, by traktować to poważnie, nie dostrzegać niedorzeczności i oszustwa, jakiego dopuszcza się nie tylko cudotwórca, ale także biskupi firmujący te przedsięwzięcia.

Irracjonalizm w polityce

Skłonność do odlotowych wierzeń religijnych przenosi się także na inne dziedziny życia, np. na politykę.

Wierzy się politykom żerującym na religii, wykorzystującym religijność wyborców dla własnych celów. Wierzy się w różne fantastyczne koncepcje, np. w spiski, chociaż nie ma po temu racjonalnych podstaw. Przykładem jest wiara w spisek smoleński.

Nauczanie religii jest jedną z przyczyn zadziwiającej łatwości, z jaką tak wielu ludzi wierzy w teorie spiskowe. Bezkrytyczna wiara w pozbawione podstaw wyjaśnienia jest główną cechą religii i rozszerza się na inne dziedziny.

szatan w nosieOpętanie przez szatana

Dobrym przykładem silnego irracjonalizmu są przypadki chorych psychicznie, którzy są przekonani, że opętał ich szatan. Po lekcjach religii, na których sporo mówi się o szatanie, wielu ludzi skłonnych jest traktować coś takiego poważnie, a nie jako niedorzeczność.

Kościół kultywuje starożytną wiarę w możliwość opętania człowieka przez szatana i w egzorcyzmy, tj. wypędzanie szatana (szatan ma dosłownie wstępować w ciało człowieka i kapłan-egzorcysta ma go stamtąd usunąć). Mówią o tym obowiązujące dziś oficjalne dokumenty kościelne, a biskupi powołują egzorcystów – w Polsce jest ich blisko 200. Opętania i egzorcyzmy potwierdzał słowem i czynem Jan Paweł II, co zasługuje na wyśmianie.

Rzekome opętania przez szatana są przez psychiatrię diagnozowane jako poważne zaburzenie psychiczne o charakterze urojeń właściwych paranoi i schizofrenii. Zdarzają się jednakowoż psycholodzy i lekarze, którzy sami wierzą w szatana lub są związani z Kościołem wspólnym interesem. Ci potrafią wszystko, nawet zdiagnozować obecność szatana w ciele chorego.

Łatwo zauważyć, że nauczanie religii i sianie wiary w szatana i nadprzyrodzone zdarzenia, jest jedną z przyczyn szerzenia się tej choroby psychicznej. Kościół nie podaje, ile przypadków tzw. opętań notuje się w Polsce, ale jak słychać egzorcyści mają pełne ręce roboty (na końcu podaję link do artykułu na temat opętań).

gosc.pl 975416_100514_Odnowa_009_34Odlotowe grupy katolickie

Niektórzy młodzi ludzie trafiają do odlotowych katolickich grup religijnych, takich jak Odnowa w Duchu Świętym. Praktykuje się tam wpadanie w trans (chwilowe zaburzenie psychiczne osiągane w trakcie religijnych rytuałów i spektakli), „mówienie językami” (uczestnicy wydają nieartykułowane dźwięki i niezrozumiałe słowa, twierdząc, że są pod wpływem Ducha Świętego). Zdarzają się tzw. „upadki w Duchu Świętym”, kiedy to ktoś pada i wije się jak w konwulsjach, przypomina to atak epilepsji.

Kościół ostrzega przed sektami, a sam wspiera katolickie grupy będące sektami w ramach Kościoła. Wywierają one tak samo negatywny wpływ na osobowość jak inne destrukcyjne sekty.

Irracjonalizm wierzeń religijnych sprzyja sekciarskim, często psychopatycznym formom religijności. Przykładem może być społeczność zwolenników intronizacji Chrystusa na króla Polski, wierzących w objawienia Rozalii Celakówny.

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)Ubrani w czerwone peleryny z dziwacznym wizerunkiem Chrystusa Króla, organizują od czasu do czasu modły na ulicach. Ostatnio widoczni byli na głośnych uroczystościach kościelnych 19 listopada 2016 r. w krakowskich Łagiewnikach, gdzie według biskupów Polska uznała królowanie Chrystusa.

Przykładem może być też działalność ks. Piotra Natanka, suspendowanego kapłana katolickiego, który w założonym przez siebie ośrodku religijnym skupia grupy młodych ludzi i naucza w duchu odlotowego chrześcijaństwa. Jest ponadto aktywistą wspomnianego przed chwilą ruchu intronizacyjnego.

Uczniowie i ludzie młodzi są głównymi odbiorcami odlotowych internetowych portali katolickich, jak chociażby Fronda. Dziwić może, dlaczego religijne banialuki, które tam się pojawiają, są traktowane poważnie. Można to jednak zrozumieć. Po lekcjach religii żadne już cuda i dziwy nie mogą młodych ludzi zaskoczyć. Dziwactwa publikowane na odlotowych portalach nie różnią się zbytnio od tego, co zawierają podręczniki religii, a także papieskie encykliki i oficjalne dokumenty kościelne. Różnice dotyczą raczej formy, języka, a nie treści. Strony internetowe są bardziej strawne pod względem językowym i ciekawsze niż podręczniki. Nie stronią od religijnych sensacji, byle przyciągnąć uwagę. Oficjalne kościelne publikacje są w zasadzie nie do czytania przez normalnych ludzi, ale zawierają te same niedorzeczności, co wspomniane portale.

Absurdów, publikowanych na odlotowych stronach, żadne kościelne instancje nie prostują, bo musiałyby prostować same siebie.

Na szczęście umysł większości ludzi broni się przed zbyt silną akceptacją wierzeń religijnych. Moja znajoma, niepokorna teolożka Celestyna nazywa to „olewaniem” i przygotowuje pracę doktorską pt. „Olewanie jako skuteczna metoda obrony przed religią i Kościołem”. Zamierza ją przedstawić radzie wydziału teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ha ha!

„Brudna wspólnota”

Jeszcze jeden skutek nauczania religii chciałbym wskazać. Wprawdzie ostatnio coraz mniej maturzystów wybiera seminaria duchowne, ale takie nieszczęsne decyzje się zdarzają. Polska ciągle pozostaje największym chyba w Europie zagłębiem tzw. powołań kapłańskich.

Młodzi ludzie, decydując się z jakichkolwiek powodów na bycie księdzem, nie zdają sobie sprawy, że nie będą mieli normalnego ludzkiego życie. Wchodzą w kościelne tryby, które zmienią ich na wiele sposobów. Nie zdają sobie sprawy chociażby z problemów z seksualnością. O ile nie mają wybitnie obniżonego poziomu potrzeb seksualnych, będą żyć w olbrzymim stresie, prowadzącym do zaburzeń osobowościowych i konfliktów sumienia. Mogą uprawiać seks w ukryciu, łamiąc zasady obowiązujące księży. Najpewniej będą skazani na masturbowanie się, co na dokładkę Kościół uznaje za grzech (tak na marginesie, ciekawe, czy księża spowiadają się z masturbacji). Najgorzej, jeżeli ulegną przestępczej dewiacji, jaką jest seksualne wykorzystywanie dzieci.

Michalik pedofiliaKościół stanowi zamkniętą korporację, w której dewiacje i przestępstwa seksualne są tolerowane na zasadzie wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Celibat jest dziś utrzymywany m.in. po to, by tę korupcyjną więź stwarzać i wzmacniać. Wzajemna wiedza o seksualnych przewinach sprawia, że kapłani trzymają się nawzajem w szachu: wiemy o tobie wszystko, nie podskakuj. To bardzo ważna przyczyna księżowskiego posłuszeństwa. Tylko wtedy, gdy drastycznych przypadków nie uda się ukryć, dochodzi do ujawnienia, a nawet do skazania księży na karę więzienia.

W socjologii znane jest pojęcie brudnej wspólnoty. To grupa o silnych więziach i wspólnych interesach, w której mają miejsce naganne praktyki, włącznie z naruszaniem prawa, ale są one tolerowane i ukrywane. Jest to, można powiedzieć, zła, brudna solidarność społeczna. Ważną rolę odgrywa możliwość wzajemnego szantażu oraz nieformalne i niekontrolowane korzyści finansowe i praktyki korupcyjne.

Nie brzmi to przyjemnie, ale trzeba powiedzieć, że Kościół ma cechy brudnej wspólnoty. Ukrywa naganne praktyki, nie poddaje się społecznej kontroli, czerpie dochody z dowolnie pobieranych opłat, nie podlegających dostatecznej kontroli. W drastycznej postaci zła, brudna solidarność księży polega na ukrywaniu przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci, co sięga najwyższych władz kościelnych.

enforce-46910_640Słowo na zakończenie

Wierzenia religijne, nabyte w toku długoletniego nauczania szkolnego, w mniejszym lub większym stopniu owocują skłonnością do irracjonalizmu, ograniczają zdolność rozumnego pojmowania świata, utrudniają kierowanie się pozytywnie rozumianym zdrowym rozsądkiem. Nierzadko pozostają w umyśle jak koszmarny sen, powodując problemy i zaburzenia psychiczne.

Co jest prawdziwym celem nauczania religii?

Programy i podręczniki nie pozostawiają wątpliwości. Celem jest wytworzenie w uczniach psychicznego uzależnienia od urojonej „siły wyższej”, od Boga, a w rezultacie od władz Kościoła. I o to idzie.

Praktyczną metodą, dzięki której mimo wszystko człowiek nie staje się marionetką w rękach Kościoła, jest – mówiąc popularnie – olewanie religii i Kościoła. Alvert Jan

* * *

Dla zilustrowania tego, co zawierają podręczniki do religii, zamieszczam poniżej pełny tekst dwóch katechez (lekcji), z pięciu przewidzianych na styczeń.

Katechezy pochodzą z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

Katecheza 22. Tajemnica Ducha Świętego

Chrześcijanie wyznają, że Duch Święty jest Trzecią Osobą Boską, a więc Bogiem. Wiarę swą opierają na Objawieniu zawartym w Nowym Testamencie, gdzie prawda o tym, że Bóg jest Trójcą została wyraźnie ukazana. Stary Testament nie mówił jeszcze wprost o Duchu jako Osobie. Bóg objawiał ludziom swą tajemnicę stopniowo – najpierw ukazał swą jedyność, by dopiero potem odsłonić swą troistość. Duch Święty jest ostatni w objawieniu Osób Trójcy Świętej. „«Święty Grzegorz z Nazjanzu, Teolog», wyjaśnia ten rozwój pedagogią Boskiego «zstępowania»: Stary Testament głosił wyraźnie Ojca, Syna zaś bardzo niejasno. Nowy objawił Syna i pozwolił dostrzec Bóstwo Ducha. Teraz Duch mieszka pośród nas i udziela nam jaśniejszego widzenia samego siebie. Nie było bowiem rzeczą roztropną głosić otwarcie Syna, gdy nie uznawano jeszcze Bóstwa Ojca, i dodawać Ducha Świętego jako nowy ciężar, jeśli można użyć nieco śmiałego wyrażenia, kiedy jeszcze Bóstwo Syna nie było uznane… Jedynie na drodze postępu i przechodzenia «od chwały do chwały» światło Trójcy Świętej zajaśnieje w pełniejszym blasku” (KKK 684).

 

Duch w Biblii

Chrześcijanie patrząc z perspektywy Nowego Testamentu, dostrzegają w Starym Testamencie wiele tekstów, które wspominają o działaniu Ducha Pańskiego – „Ruah Jahweh”. O Jego obecności i działaniu mówi już Księga Rodzaju przy okazji opowiadania o Bożym dziele stworzenia: „Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1, 2). Z całego tego tekstu opowiadania o dziele stworzenia wynika też, że to Słowo Boga i Jego Tchnienie stały u początków każdego istnienia, co autor księgi Psalmów tak wyraził: „Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego” (Ps 33, 6). W Starym Testamencie Duch Boży działał też przez przywódców narodu wybranego, królów, sędziów, proroków, mędrców. Szczególnie ważne są starotestamentowe teksty mówiące o Duchu, który miał spocząć na Mesjaszu – proroctwa mesjańskie, między innymi: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego (…) i spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości, i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej” (Iz 11, 1-2); „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę” (Iz 61, 1). Zapowiadały one Sługę Jahwe – Mesjasza, pochodzącego z rodu Dawida (Jesse był ojcem Dawida) i napełnionego Duchem Bożym. Mesjasz, czyli Namaszczony (Duchem) miał za cenę swojego cierpienia przynieść ludziom zbawienie.

 

Symbole działania Ducha Świętego

 Wiemy, że te prorockie zapowiedzi zrealizowały się w Jezusie Chrystusie i że to On, pełen Ducha, objawił ostatecznie ludziom Osobę Ducha Świętego. Choć Duch Święty został objawiony, pozostaje tajemniczy, ukryty. Z racji bycia duchem – sam jest niewidoczny, choć dostrzegalne jest Jego działanie. „Teraz Duch jest Tym, który objawia Boga, pozwala nam poznać Chrystusa, Słowo Boga, Jego żywe Słowo, ale nie wypowiada samego siebie. Ten, który «mówił przez proroków», pozwala nam usłyszeć Słowo Ojca. Jego samego jednak nie słyszymy. Poznajemy Go, gdy objawia nam Słowo i czyni nas zdolnymi do przyjęcia Go w wierze”. Ta „nieuchwytność” Ducha Świętego sprawia, że w wyjaśnianiu Jego tajemnicy Kościół posługuje się często znakami i symbolami (niektóre z nich kojarzono z działaniem Ducha już w Starym Testamencie (zobacz np. Iz 44, 3; 1 Sm 16, 13; ). Są to:

– woda oznacza działanie Ducha Świętego w sakramencie chrztu; narodzenie i płodność życia w Duchu Świętym;

– namaszczenie jest znakiem sakramentalnym bierzmowania. Imię „Chrystus” (w języku hebrajskim Mesjasz) oznacza namaszczony;

– ogień symbolizuje przekształcającą energię działania Ducha Świętego, w językach ognistych Duch spoczął nad Apostołami w dniu Pięćdziesiątnicy;

– obłok i światło odsłaniają transcendencję chwały Ducha Świętego;

– pieczęć wskazuje na niezatarte znamię namaszczenia Ducha Świętego w sakramentach chrztu, bierzmowania i kapłaństwa, zostawia niezatarty charakter tych sakramentów. Dlatego nie udziela się ich ponownie;

– gołębica jest znakiem Ducha Świętego przynoszącego człowiekowi nadzieję ostatecznego spełnienia przez Boga jego pragnień (w tym symbolu Duch ukazał się nad Jezusem podczas chrztu w Jordanie);

– wiatr – widać w nim nadprzyrodzony dynamizm, przez który Bóg zbliża się do ludzi; symbol działania i obecności Ducha, np. podczas Pięćdziesiątnicy.

Symbole te pozwalają nam poznawać różne aspekty działania i obecności w świecie Trzeciej Osoby Bożej.

 

Katecheza 24. Duch Święty i Jezus Chrystus

Duch Święty przygotowywał czas objawienia Syna Bożego. Działał przez Jana Chrzciciela, który był Nim napełniony już w łonie matki (Łk 1, 15. 41), działał w życiu Maryi, zachowując ją najpierw od grzechu pierworodnego, potem zachowując jej dziewictwo i przygotowując ją na przyjęcie Jezusa. Duch Święty jest bezpośrednim sprawcą Wcielenia Syna Bożego Jezusa Chrystusa. To za Jego sprawą dokonuje się dziewicze poczęcie i narodzenie Syna Bożego jako Syna Maryi. Odtąd Duch Święty jest z Jezusem nierozerwalnie związany.

 

Duch Święty w ziemskim życiu Jezusa

Ewangeliści zaznaczają, że Duch Święty towarzyszy Jezusowi w całym Jego życiu. W momencie nawiedzenia Elżbiety przez Maryję Duch napełnia Elżbietę i wywołuje w niej słowa powitania na widok Matki noszącej w łonie Pana (Łk 1, 42-45). Duch Święty działa przez Symeona (Łk 2, 26) i Annę, kiedy Maryja i Józef ofiarowują Jezusa w świątyni. Jest obecny we wszystkich kluczowych momentach wypełnianego przez Jezusa posłannictwa. Podczas chrztu, który Jezus przyjmuje od Jana, Duch Święty zstępuje na Jezusa w znaku gołębicy (Mt 3, 16). Jest z Jezusem podczas pobytu na pustyni i kuszenia Go przez Szatana (Łk 4, 1). O ścisłym związku posłannictw Syna Bożego i Ducha Świętego świadczy też, że Jezus działa i naucza w mocy Ducha (Łk 4, 14), a w synagodze nazaretańskiej odnosi do siebie słowa Izajaszowego proroctwa: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4, 18). „Jezus nie objawia w pełni Ducha Świętego, dopóki sam nie zostanie uwielbiony przez swoją Śmierć i swoje Zmartwychwstanie. Powoli jednak wskazuje na Niego, nauczając tłumy, gdy objawia, że Jego Ciało będzie pokarmem na życie świata. Wskazuje Go Nikodemowi, Samarytance i uczestnikom Święta Namiotów. Swoim uczniom mówi otwarcie o Duchu Świętym w związku z modlitwą i świadectwem, które powinni dawać” (KKK 728). Jezus zawsze mówi o Duchu Świętym jako o Kimś, komu przysługuje działanie osobowe (kto naucza, działa, przekonuje, świadczy, przypomina), a więc jako o odrębnej Osobie.

 

Obietnica Ducha Świętego

Na koniec składa uczniom obietnicę zesłania Ducha Świętego: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14, 16-17). Uzależnia też Jego zesłanie od swojego odejścia, zapewniając uczniów, że nie zostawi ich samych. Spełnienie tej obietnicy nastąpiło dla całego Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy – zesłania Ducha Świętego. Kościół uczy, że bez Ducha Świętego nie da się zrozumieć Chrystusa – ani tego, kim jest, ani tego, co uczynił dla ludzi. I odwrotnie – bez Chrystusa nie dałoby się zrozumieć Osoby i działania Ducha Świętego. – Koniec Katechezy 24 z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”.

……………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 38 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana”(artykuł o tzw. opętaniu przez szatana)  – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ 

Gra królem Chrystusem” (artykuł o intronizacji Chrystusa na Króla) – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Co wyjaśnia teologia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/ 

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/

Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ 

Ewolucja i moralność” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

santa-claus-1819933_960_720

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii

universe-1044107_960_720Bóg, jak twierdzą teolodzy, jest niedostępny badaniom naukowym, jednak z całą pewnością istnieje. Hm! To ciekawe. Może istnieć rzeczywistość niedostępna jakimkolwiek badaniom empirycznym, nie ma problemu. Ale żeby ot tak, z definicji przyjmować, że niedostępny naukowym badaniom jest Bóg, to wygląda na intelektualne kuglarstwo, chytrą sztuczkę, trik.

Tradycyjnie takie chytre sztuczki nazywa się sofistyką. W starożytnej Grecji byli wędrowni filozofowie, nauczyciele retoryki, sztuki przekonywania, filozofii. Nazywano ich sofistami. Nie stronili od filozoficznego krętactwa i kuglarstwa. Dlatego przyjęło się, że sofistyka to pokrętne, oszukańcze rozumowanie.

Kościelne nauki i teologia toną w sofistyce. Bóg ma istnieć w rzeczywistości, obiektywnie, ale jest z założenia niewykrywalny metodami empirycznymi. To tak jakby powiedzieć, że istnieje żaba, która wszystko może, ale jest z definicji niedostępna naszym zmysłom. Czy musimy tę żabę zjeść? Nie musimy.

Przedstawiam 10 argumentów przeciw istnieniu Boga, o którym naucza Kościół katolicki, oraz przeciw prawdziwości kościelnych nauk. Nie znaczy to, że inne religie głoszą prawdę.

Czy argumenty te wystarczą, by uznać, że Boga nie ma, a nauki kościelne są fałszywe? Tak, zgodnie z zasadą: ziarnko do ziarnką, a zbierze się miarka.

* * *

fractal-1104779_960_7201. Może istnieć rzeczywistość, która nigdy nie będzie dostępna badaniom empirycznym. Ale przypuszczenie, że jest to rzeczywistość nadprzyrodzona lub jakikolwiek bóg (w tym Bóg, o którym naucza Kościół) jest tyle samo warte, co domniemanie, że jest to Krasnal, który wyczarował świat. W obu przypadkach brak jakichkolwiek argumentów wspierających te przypuszczenia. Dodajmy, że istnienie Boga wymaga argumentacji, bowiem w przekonaniu osób religijnych Bóg istnieje obiektywnie, tj. niezależnie od człowieka i jego wyobrażeń. Inaczej jest w przypadku np. wartości, zasad moralnych, idei, postulatów. Są one wytworem ludzkiego umysłu i kultury. Uzasadnić trzeba ich słuszność, zaś ich istnienie jest równoznaczne z ich głoszeniem. Tak nie jest w przypadku Boga. To, że głosi się wiarę w Boga, nie znaczy, że Bóg istnieje.

2. Przytaczając argumenty na rzecz istnienia boga, ma się często na myśli nieznaną wieczną rzeczywistość, nieokreśloną siłę wyższą, bezosobowego boga deistów lub „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę ładu panującego w przyrodzie. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że argumenty te nie odnoszą się do Boga, o którym naucza Kościół. Kościół odrzuca pojęcie boga jako abstrakcyjnej siły wyższej, odrzuca boga deistów, o czym pisze się także w podręcznikach. Według Kościoła Bóg jest osobą, opiekuje się światem i ludźmi, nagradza, karze. Kościół każe wierzyć w istnienie aniołów i szatana, w duszę nieśmiertelną, w zbawienie i potępienie, w Jezusa Chrystusa, który jest synem Boga-Ojca, został poczęty bez stosunku seksualnego (w podręczniku czytamy: „poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny”), po śmierci zmartwychwstał i będzie w przyszłości sądzić ludzi. Wszystko to pozbawione jest wiarygodnej argumentacji. Kościół może powoływać się tylko na Pismo Święte.

Cytuję podręcznik „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”, jezuickiego Wydawnictwa WAM (dla liceum i technikum), notes ucznia, s. 69.

3. Potrafimy powiedzieć, kim jest Zeus. To bóg z mitologii greckiej, postać fikcyjna. W jego istnienie dziś chyba nikt nie wierzy. A kim jest Bóg, o którym naucza Kościół? To postać ze starożytnych ksiąg Izraelitów, modyfikowana przez tysiąclecia zgodnie z wyobrażeniami kolejnych epok. Wiara w jego istnienie jest tyle samo warta, co wiara w istnienie Zeusa, bóstw hinduistycznych i innych. Żadne argumenty nie wspierają przekonania, że to byty istniejące w rzeczywistości. Fakt, że Bóg, w którego każe wierzyć Kościół katolicki, to postać ze starożytnych mitologii, można uznać za wystarczający dowód, że nie istnieje on w rzeczywistości. Bogowie z mitów istnieją tylko w mitach.

4. Wierzenia religijne, podawane przez Kościół, opierają się na Piśmie Świętym i jego interpretacjach. Są to księgi pochodzące sprzed 2-3 tys. lat. Przypuszczenie, że zawierają rzeczywiście treści objawione przez Boga, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Księgi Pisma Świętego, jak wiele innych starożytnych tekstów, zawierają pewne historyczne i geograficzne fakty, ale mamy tam mnóstwo zmyśleń i religijnych mitów. Uznanie Pisma Świętego za mitologię religijną jest jak najbardziej uzasadnione.

5. Jezus mógł być postacią rzeczywistą, bo w tamtych czasach – jak i dziś – działało wielu tzw. proroków, guru, założycieli sekt. Ale mitologią religijną są twierdzenia, że był synem bożym, został poczęty bez stosunku seksualnego, wskrzeszał zmarłych, uzdrawiał, po śmierci zmartwychwstał i będzie sądzić ludzi przed końcem świata. Jak ktoś chce, może w to wierzyć, ale jeżeli nie ulegliśmy religijnej indoktrynacji, możemy to uznać wyłącznie za urojenia.

6. Kościół podaje mitologiczne wyjaśnienia dotyczące przyrody, świata i człowieka. Opierają się one na opowieściach biblijnych i nie mają żadnego uzasadnienia w racjonalnej, sprawdzonej wiedzy. garden-of-eden-1803805_960_720Karykaturalnym przykładem jest – powtarzane także w podręcznikach – wyjaśnianie chorób i śmierci grzechem pierworodnym, tj. nieposłuszeństwem, jakiego mieli się dopuścić wobec Boga pierwsi ludzie. Kościół bożym aktem stworzenia wyjaśnia powstanie i koniec świata. Wprawdzie biblijny opis stworzenia świata został uznany za przenośnię, to samo stworzenie świata przez Boga jest podawane jako wiedza prawdziwa. Nie mówi się jednak, w jaki to sposób Bóg świat stworzył. Ot, wziął i stworzył. Upodabnia to całkowicie stworzenie świata do bajkowych opowieści o czarownikach, którzy potrafią wszystko, a Boga – do czarownika z bajki. Trochę więcej dowiadujemy się o końcu świata. Chrystus ma ponownie zstąpić na ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Bajkowy, mitologiczny charakter tych wydarzeń jest uderzający, ale Kościół nie podaje tego jako przenośni. Inny przykład. Kościół uznał fakt ewolucji, ale naucza, że Bóg w toku ewolucji tchnął duszę nieśmiertelną w ciało człowieka, dzięki czemu człowiek zyskał właściwe ludziom zdolności myślenia i świadomość. Znów Bóg występuje jak czarownik z bajki, który w magiczny sposób zapewnił ludziom umiejętności myślenia i nieśmiertelność w Królestwie Bożym. Są to wszystko wyjaśnienia mitologiczne, nie oparte na jakichkolwiek racjonalnych przesłankach. Bajkowa fikcja i fantazja.

7. W swoim nauczaniu Kościół pomija lub przeinacza kompromitujące treści zawarte w Piśmie Świętym. Np. według Biblii Bóg nakazywał masowe rzezie. Oto co kazał Izraelitom zrobić z ludami zamieszkującymi ziemię obiecaną: „Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz (…), nie okażesz im litości” (Pwt 7,1-2). Biblijny Bóg w potopie zgładził wszystkich ludzi, z wyjątkiem Noego, jego najbliższych i zwierząt uratowanych w arce. Zginęły wszystkie niemowlaki i dzieci nienarodzone. I na dodatek wszystkie zwierzęta. W Biblii czytamy: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21). Podobnych przykładów można podać więcej. Kościół naucza, że „Bóg jest Miłością”, ale nawet jeśli powyższe opisy potraktujemy jako przenośnie, nie przystają do obrazu miłosiernego i mądrego Boga. Jaki z tego wniosek? Kościół manipuluje zawartością Pisma Świętego, teolodzy żonglują cytatami, znajdują w Piśmie Świętym to, co chcą znaleźć.

ghost-35852_960_7208. Kościół naucza, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, którą zawdzięcza Bogu, oraz że będzie żyć wiecznie w Królestwie Bożym. Obietnica wiecznego życia odpowiada na ludzkie pragnienia, brak jednak argumentów, które wskazywałyby, że to coś więcej niż mity. Kościelne nauki o duszy i życiu wiecznym są tyle samo warte, co greckie opowieści o Hadesie, hinduskie o reinkarnacji i ludowe o duchach zmarłych odwiedzających ziemię.

9. Kościół naucza, że wierzenia katolickie są racjonalne. Wielką wagę nadawali tej tezie Jan Paweł II i Benedykt XVI. Zwróćmy jednak uwagę, że źródłem katolickich wierzeń jest – jak głosi Kościół – objawienie boże i poznanie religijne, które Kościół ma zawdzięczać łasce bożej. Wierzeń, podawanych przez Kościół, nie można racjonalnie uzasadnić, pozostają one w sprzeczności z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Przykładem jest chociażby wiara w to, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, a Jezus zmartwychwstał i przed końcem świata będzie ludzi sądzić. W encyklice Jana Pawła II można przeczytać: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. Nieprawda. Można uznać dające się racjonalnie uzasadnić normy etyczne, podawane przez Kościół (nie znaczy to, że wszystkie, które Kościół nakazuje). Ale wiara w podawane przez Kościół „prawdy” jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo wiara w duszę nieśmiertelną, zmartwychwstanie Jezusa, cuda, sąd ostateczny itp., jest pozbawiona racjonalnej argumentacji i sprzeczna z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Aby te „prawdy wiary” uznać, człowiek musi zaprzeczyć własnemu rozumowi i upokorzyć się. 

10. Obowiązek udowodnienia, że istnieje Bóg osobowy, dusza nieśmiertelna, a Pismo Święte zawiera boże objawienie, spoczywa na Kościele. Wiarygodnych argumentów brak. Nie ma też argumentów uzasadniających, że Jezus mógł być poczęty bez aktu seksualnego, mógł wskrzeszać zmarłych, mógł zmartwychwstać. Zdarzenia te pozostają w sprzeczności z racjonalną wiedzą o człowieku i przyrodzie. Za to dobrze wpisują się w nurt wyobrażeń mitologicznych. Wszystko to, czego naucza Kościół katolicki, ma taki sam status jak opowieści o bogach starogreckich, krasnoludkach i reptilianach.

* * *

W cytowanym już podręczniku religii czytamy: „To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma!” (s.36) – I co z tego, że nie oznacza? Nic. Żeby uznać, że Bóg istnieje, a ludzie mają duszę nieśmiertelną i przed końcem świata będą sądzeni przez Chrystusa, trzeba podać argumenty wskazujące, że nie są to jedynie starożytne mity. Nie wystarczy powiedzieć, że chociaż nie możemy tego wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, to jednak być może jest to prawda. W ten sposób można by tłumaczyć uczniom, że być może istnieją krasnoludki, reptilianie i duchy grasujące po lasach.

Każde twierdzenie wymaga argumentacji, uzasadnienia. A jaką argumentacją posługuje się Kościoł? Nie ma co do tego wątpliwości. W podstawowych sprawach Kościół powołuje się na boże objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na poznanie religijne, które zawdzięczać ma łasce bożej. Tak twierdzi sam Kościół i podręczniki religii.

enforce-46910_640Nie jest to argumentacja racjonalna, nie opiera się na ludzkich zdolnościach rozumowania i myślenia, ani na badaniach empirycznych. Kościół odwołuje się do nadprzyrodzonych źródeł wiedzy. Dlatego trzeba powiedzieć wyraźnie, że wiedza religijna, podawana przez Kościół, należy do tej samej kategorii, co wiedza różnego rodzaju magów, guru, proroków. Czym innym zresztą mogłyby być kościelne nauki o duszy nieśmiertelnej, zmartwychwstaniu Jezusa, wniebowzięciu Maryi Panny, sądzie ostatecznym, który ma się odbyć przed końcem świata itp.

Katecheci wbijają uczniom do głów irracjonalne wierzenia, starożytne mity zapisane w Starym i Nowym Testamencie. Nie jest to żadna racjonalna wiedza. Mity te trzeba traktować tak samo jak mity greckie. Kościół nie może tego zrobić. W programach nauczania religii wprost stwierdza, że celem jest katecheza, nauczanie wiary katolickiej. Dlatego nie powinno być religii w szkole.

Zamiast humoru

– Czy ksiądz może zajść w ciążę?

– Ależ oczywiście. To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma lub nie może się zdarzyć!

– A z jakiego powodu Bóg jest niedostępny badaniom naukowym?

– Z tego samego, co krasnoludki.    Alvert Jann

PS. Warto przeczytać artykuł Cezarego Magury sprzed kilku dni: „Czy naukowcy zajmują się dowodzeniem nieistnienia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/naukowcy-zajmuja-sie-dowodzeniem-nieistnienia-cezary-magura/

……………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

O religii i nauce” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/o-religii-nauce-komentarz-podrecznikow-religii/

Co wyjaśnia teologia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 31 artykułów, m.in.:

Jeszcze o intronizacji Chrystusa. Kim była mistyczka Rozalia Celakówna?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jeszcze-o-intronizacji-chrystusa-byla-mistyczka-rozalia-celakowna/

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ i inne.

 

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

Intronizacja Chrystusa już 19 listopada!!

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

19 listopada br., podczas kościelnych uroczystości w sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach, Polska – jak głosi episkopat – ma uznać królowanie Jezusa Chrystusa. Kulminacyjny punkt, to odmówienie „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Następnego dnia podobne obchody mają się odbywać we wszystkich kościołach. Później „Jubileuszowy Akt” będzie propagowany w parafiach oraz w ruchach i grupach przykościelnych. Dokument ten kończy się słowami: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Uroczystości te Kościół połączył z jubileuszem chrztu Mieszka I. Chrzest władcy Kościół nazywa – wbrew prawdzie historycznej – „Chrztem Polski”. Podobnie bezpodstawnie twierdzi, że to Polska uzna królowanie Jezusa Chrystusa.

Trzeba powiedzieć wyraźnie, ani chrzest Mieszka nie był chrztem Polski, ani obecne uroczystości nie są uznaniem przez Polskę królowania Chrystusa. 

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” i obchody z nim związane, tylko w niewielkim stopniu mają charakter religijny. „Jubileuszowy Akt” zawiera ideologię polityczną wyznawaną przez biskupów, wyrażoną językiem religijnym, oraz określa kierunek ich politycznej działalności. Jaka to ideologia? Jaki kierunek? Niedwuznacznie celem jest klerykalizacja państwa i społeczeństwa polskiego, tj. jak najdalej idące podporządkowanie władzom Kościoła państwa, prawa, życia publicznego i prywatnego.

Europa w ciągu dwóch ostatnich stuleci wyzwoliła się z praw wprowadzanych pod dyktando kościołów, przeciwstawiając im prawa człowieka. Prawa te Kościół katolicki zdecydowanie zwalczał aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965), kiedy to uznał je w ograniczonej postaci. Klerykalizacja nie przestała jednak straszyć. Chociaż dziś budowa państw wyznaniowych w Europie jest na szczęście utopią, w krajach takich jak Polska Kościół może osiągać częściowe sukcesy, na szkodę ogółu.

Poza drenowaniem społeczeństwa, by utrzymać rozdęty kościelny aparat, księży, katechetów, kapelanów, parafie, kurie biskupie, instytucje, kościoły i budynki kościelne, których ciągle przybywa, coś innego może zacząć dolegać zwykłym obywatelom. To opresyjność w sferze obyczajowej i religijnej. Wystarczy wsłuchać się w głos ludzi Kościoła, by zrozumieć, jakie skrywane pomysły mogą ujrzeć światło dzienne.

Na horyzoncie majaczy całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych, represjonowanie homoseksualizmu, zakaz in vitro, zakaz prowadzenia badań prenatalnych (także USG), klerykalizacja szkolnictwa, w nieco dalszej perspektywie zakaz rozwodów, karalność seksu przed i pozamałżeńskiego (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, ograniczenie wolności religijnej i wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej. Co jeszcze?

Władze kościelne mogą dziś sprawiać wrażenie, jakby nie chciały stosować represji. Ale gdyby mogły, to by chciały.

Biskupi polscy nie pogodzili się z rozdziałem państwa i Kościoła. Uznają doktrynę wyższości „prawa bożego” nad prawem stanowionym w demokratycznym państwie, zgodnym z prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Mówią otwarcie, że chcą daleko idących zmian prawa obowiązującego w Polsce. I to oni mieliby decydować, jakie to prawo ma być, interpretując zgodnie ze swoim interesem Pismo Święte. Zasady zawarte w Piśmie Świętym, także w Dekalogu, są zwięzłe, nieprecyzyjne i niedostosowane do współczesnych warunków. Władze kościelne interpretują je jak chcą, tak zresztą jest od wieków.

W Polsce, jak na razie, biskupie „prawo boże” (nazywane też „prawem naturalnym”, co jest mylące) nie stoi ponad prawem stanowionym, które ma respektować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych. Biskupom to nie w smak. Są przekonani, że w obecnej sytuacji politycznej – pisowska większość w Sejmie – mogą dokonać daleko idącej klerykalizacji Polski.

Co można powiedzieć katolikom? Nie powtarzajcie bez zastanowienia słów „Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla”. Tam nie idzie o pogłębienie wiary religijnej, ani o przywrócenie zdrowych zasad moralnych. Idzie o klerykalizację Polski. Kościelna opresyjność dotknie także katolików.

Tylko społeczny sprzeciw może powstrzymać biskupów i pisowskich polityków przed daleko idącą klerykalizacją Polski. Jeżeli sprzeciw będzie słaby, będziemy żyć w coraz bardzie opresyjnym państwie i społeczeństwie. Odczują to wszyscy.

Uroczystości „przyjęcia Chrystusa za króla” same z siebie nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia. Ale są sposobem oddziaływania władz kościelnych na polskie społeczeństwo, promowania klerykalizmu. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia polityczne ambicje, ideologię i dążenia biskupów polskich. Nie łudźmy się, biskupi nie wyzbyli się snu o katolickim państwie wyznaniowym. – Alvert Jann

* * *

Chciałbym przypomnieć artykuły z portalu polskiateista.pl , dotyczące intronizacji Chrystusa. Zamieszczam poniżej:

Mariusz „Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!” (fragment pt. Chrzest Polski), oraz „Oczekiwania zwolenników niebiańskiej monarchii w Polsce”.

Alvert Jann „Gra królem Chrystusem”.

Ponadto polecam:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

Na końcu zamieszczam pełny tekst „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”.

Alvert Jann

* * *

Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Chrzest Polski

 

knight-1514302_960_720Kler katolicki i politycy dostali szajby na punkcie chrztu Mieszka I i wygadują coraz to większe brednie, przeinaczając historię, jak tylko mogą. Szajba jest ściśle powiązana z przyjazdem papieża Franciszka do Polski na Dni Młodzieży w Krakowie i dążeniem do wprowadzenia w Polsce katolickiego szariatu.

Prezydent Andrzej Duda: „Chrzest Mieszka I jest najważniejszym wydarzeniem w dziejach Polski – powiedział w orędziu. 

(…)  my, Polacy, potrafimy dokonać wielkich, ważnych rzeczy, jeśli tylko będziemy działać razem i zgodnie z łączącymi nas wartościami; wartościami, których źródłem jest nasz chrześcijański rodowód – zaznaczył…

(…) Dlatego niszczenie podstaw naszej cywilizacji oraz próby zastępowania ich innymi, niespójnymi, luźno naszkicowanymi koncepcjami – zawsze było i zawsze będzie okupione ogromem cierpień i zniszczeń…”

(…) Przyjmując chrzest „powiedzieliśmy tak wolności i samostanowieniu…”

To niebezpieczny moment dla naszego kraju, który może stać się państwem fundamentalistów religijnych. Prezydent wygłasza dętą mowę o akcie politycznym, w wyniku którego Kościół katolicki mordował Słowian i narzucił Polakom obcą kulturowo religię, i twierdzi, że jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach naszego kraju; i mówiłby prawdę, gdyby dodał: „najtragiczniejsze w skutkach” wydarzenie. Politycy PiS-u przy każdej możliwej okazji przyjmują poddańczą postawę wobec kleru.

Biskupi natomiast łżą na całego, pisząc zupełnie nową historię aktu poddańczego, jakiego musiał dokonać Mieszko I z powodów czysto politycznych i robią to dziś w tym samym celu. Abp. Gądecki w trakcie uroczystej przemowy nakreślił cele, jakie Episkopat ma zamiar osiągnąć:

Gaude Mater Polonia! Raduj się Matko Polsko!

Będzie to moment historyczny, który nie może ograniczyć się do retoryki wspomnień, ale winien stać się okazją do odnowy duchowej, do podjęcia wyzwań naszych czasów i zwrócenia ich ku przyszłości. Będzie okazją do potwierdzenia tego, że przyszłością dla Polski i Europy jest wierność Ewangelii, ład moralny oparty na szacunku dla życia i rodziny a także wychowanie przekazujące kulturę chrześcijańską”.

Nastąpi radykalny zwrot do czasów, w których kler za pomocą zabobonów rządził krajem, sterując politykami. Biskup bredzi o ładzie moralnym i indoktrynacji dzieci, powołuje się na historię, która jest przez purpuratów zakłamana i zmanipulowana. W okresie, w którym Mieszko przyjmował ten nieszczęsny akt poddańczy wobec Kościoła katolickiego, moralność Stolicy Apostolskiej osiągnęła poziom szamba ulicznego.

Na dworze papieskim był to okres pornokracji, panowała powszechna rozpusta i bezpardonowa walka o inwestyturę – spór kompetencyjny: która władza jest ważniejsza duchowa czy świecka? Skompromitowany seksualnymi skandalami przedstawiciel Jezusa na ziemi, papież Jan XII, pod wpływem szantażu dokonał koronacji na cesarza Ottona I, który wymusił na papieżu przysięgę poddaństwa. Po jakimś czasie namiestnik Jezusa wycofał się z przysięgi, został obalony i zamordowany.

A dziś przedstawiciel tej instytucji znanej ze skandali pedofilskich, molestowania kleryków, odpowiedzialnej za rzeź w Rwandzie, śmie mówić o moralności i bezwstydnie łże, że chrzciny Mieszka I miały dla niego wymiar duchowy, a Polsce przydały chwały i wszelkich błogosławieństw:

Zdajemy sobie sprawę z tego, iż chrzest święty przyjęty przez Mieszka miał dla niego przede wszystkim znaczenie duchowe. W tym momencie nasz książę dokonał radykalnego duchowego zwrotu, przeszedł od kultu stworzeń, elementów tego świata, do kultu Stworzyciela.

Otrzymał Ewangelię, którą miał wyznawać oraz konkretną formę życia, która domagała się zaangażowania całej jego osoby i skierowała go w stronę dobra.(…) Otwarła się przed nim droga zbawienia”.

Plecie kler tę swoją wersję historii, a prawda jest taka, że chrystianizacja Słowian zaczęła się już około 860 roku. Proces nawracania rozpoczęli dwaj bracia: Cyryl i Metody, którzy wynaleźli dwa alfabety – cyrylicę i głagolicę, przetłumaczyli mszę i ewangelię, i porozumiewali się z nawracanymi w ich języku. Ich misja, w przeciwieństwie do niemieckich misjonarzy, odnosiła sukcesy, czym wzbudzili zazdrość Rzymu, który walczył o swoją dominację z prawosławnym Konstantynopolem. Zgodnie ze swoim zwyczajem, Rzym rzucał fałszywe oskarżenia, że bracia szerzą herezję i potajemnie sprzyjają pogaństwu.

Gdy dzisiaj dostrzegamy u niektórych rodaków utratę pamięci o własnych korzeniach chrześcijańskich…”

Dostrzegają, bo sami tę niepamięć spowodowali. Kościół katolicki zawsze podstawiał do podkucia żabią łapę, kradnąc czyjeś osiągnięcia i robi to cały czas. Cyryl i Metody byli nazywani apostołami Słowian. To oni rozpoczęli chrystianizację opartą na współpracy ze Słowianami, a nie paleniem ich na stosach. Sto lat wcześniej ochrzcili księcia Wiślan, który władał częścią Polski, ale o tym mało kto wie, ponieważ drapieżcy katoliccy skutecznie wypierają prawdy historyczne, żeby przechadzać się w świetle jupiterów i wysuwać swoje łapska do całowania.

Dlatego zapraszam każdego z moich rodaków do duchowej łączności z prawdą, jaką niesie ze sobą zbliżający się jubileusz”.

Biskup nie ma żadnej łączności z prawdą. Chrzest Mieszaka I był wynikiem kalkulacji politycznej i konsekwencją agresywnej polityki niemieckiej, która pod płaszczykiem nawracania za przyzwoleniem Rzymu podbiła Słowian.

animal-1296950_960_720W 939 roku, w którym Otton I Wielki został królem, rozpoczął się podbój Słowian Połabskich, których mordowano i siłą narzucano katolicyzm. Od tamtego czasu proces aneksji Słowian ruszył pełną parą.

Niemcy tworzyli na terenach słowiańskich liczne placówki polityczno–wojskowe zwane marchiami, których margrabiowie znani byli ze swojej brutalności i fałszu. Mordowali całe starszyzny plemion słowiańskich. Margrabia Gero, który wsławił się swoim barbarzyństwem, w 939 roku wymordował 30 wodzów słowiańskich, których wcześniej zaprosił do siebie, dając im gwarancję bezpieczeństwa. Kazał też ściąć siedmiuset jeńców, aby zmusić starszyznę słowiańską do większego posłuszeństwa.

Kler katolicki skutecznie wymazał pamięć tamtych czasów i stworzył fałszywy obraz historii Polski. Wmówił Polakom, że ich historia zaczyna się z chwilą aktu chrztu Mieszka I. To kłamstwo zostało zakotwiczone w świadomości społecznej wielowiekową propagandą katolickiego kleru. Wielcy kronikarze, którzy spisywali dzieje Polski, wypaczali przekaz i przemilczali niewygodne zdarzenia; pisali zgodnie z panującą wówczas polityką kościelną, a ci którzy się wyłamywali, byli więzieni i mordowani.

Skutecznie została zamazana historia słowiańskiego chrześcijaństwa, które było obecne na naszych terenach przed wprowadzeniem katolicyzmu. Biskupi katoliccy uznali, że głoszenie tej historii jest herezją, o której nie warto mówić. Tak samo jak i nie warto mówić o okresowych buntach społecznych, które były wynikiem narzuconych przez Kościół danin w postaci świętopietrza i dziesięciny, którą trzeba było płacić indywidualnie na rozpasanych plebanów. Ówczesny kler wprowadził jeden dzień pańszczyzny na ziemiach do niego należących, która to inicjatywa została z radością przyjęta przez szlachtę, co przyczyniło się do zniewolenia chłopów.

Dziś kler mówi, że chrzest dotyczy wszystkich odłamów chrześcijaństwa: prawosławia, protestantów i twierdzi, że było to duchowe przeżycie. Smutne w tym jest to, że ludzie w Polsce nie mają świadomości, jak było naprawdę i niestety, nie są zdolni do refleksji, a ci co sprzeciwiają się kapłańskim  manipulacjom, nazywani są zdrajcami narodu.

Prawda o Kościele katolickim jest zawsze taka sama – to zakłamana instytucja, która żeruje na strukturach państwa, oszukuje swoich wyznawców i zwalcza środowiska o odmiennym światopoglądzie. Działania Watykańczyków podszyte są obłudą i zakłamaniem. Pod płaszczykiem ewangelii, tak jak za czasów Mieszka I, realizują swoje cele, które zawsze stały i stoją w kolizji z demokratycznym państwem.

Komisja wspólna Episkopatu Polski i partii rządzącej:

Kościół Katolicki jest depozytariuszem polskich wartości narodowych. Nie będzie dobrej zmiany, poprawy sytuacji życiowej Polaków, bez odbudowy ładu moralnego opartego na religii katolickiej”.

To wspólne oświadczenie jest jasną deklaracją, w którą stronę Polska zmierza. Należy bezzwłocznie dążyć do zerwania niekonstytucyjnej umowy konkordatowej z Kościołem katolickim. Problem w tym, że w kraju nie ma żadnej siły politycznej, którą byłoby stać na pokazanie biskupom, że ich miejsce jest w kościele na ambonie, a nie na politycznych salonach.  – Mariusz

* * *

Oczekiwania zwolenników niebańskiej monarchii w Polsce

 

vatican-594612_640Polska od lat zmierzała w stronę państwa wyznaniowego. Do tej pory biskupi próbowali zachowywać pozory, teraz z uwagi na korzystną koniunkturę polityczną zaczynają kończyć dzieło. Intronizacja Jezusa stanie się kolejnym „argumentem” na to, aby Polacy — bez względu na światopogląd — przyjęli do wiadomości, że żyją w kraju teokratycznym.

„Teokracja (z greckiego theos – bóg i kratos – władza), ustrój państwowy, w którym najwyższą władzę sprawują kapłani. Podstawą tej władzy jest doktryna religijna, według której suwerenna władza należy do bóstwa, a kapłani, jako najbliżsi bóstwu, są jej wykonawcami”.

Król elekt Jezus oficjalnie nie wyraził zgody na to, aby rządzić krajem, a nawet gdyby mógł, to pogoniłby pomysłodawców tego przedstawienia, jak nie przymierzając kupców ze świątyni. Biskupi dobrze wiedzą, że obwołanie Jezusa królem Polski to wymysł, który jest zaprzeczeniem sensu ewangelii. W 2012 roku pisali w liście pasterskim, który zaginął w akcji, że inicjatywa jest niebiblijna i wręcz szkodliwa. Dzisiaj nauki biblijne nie robią na kapłanach większego wrażenia, bo nie może być tak, że grupy dążące do intronizacji skonsumują same tak przedni pomysł.

„Działanie Episkopatu jest obliczone na korzyści doraźne. Rząd, który jest zakładnikiem biskupów, będzie legitymizował jako władza świecka, ustanowienie w Polsce niebiańskiej monarchii. Skoro Jezus zostanie królem, to w jego królestwie nie ma miejsca na: aborcję, in vitro, antykoncepcję, rozwody, związki partnerskie, seks przedmałżeński itp…” (Intronizacja, czyli jak manipuluje „plebsem” Episkopat)

Hierarchowie stosują retorykę wypowiadania się za cały naród, który ma pokutować, modlić się, a ci, co nie wierzą lub są krnąbrni, mają się w akcie pokuty nawrócić i słuchać głosu Kościoła, który przemawia w imieniu samego Boga. „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”:

„W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród”.

Im bliżej aktu intronizacji, tym większymi odlotami będziemy częstowani przez religijnych dewotów.

IntroJezusa„Ponieważ Pan Jezus był wyśmiany, znieważony, opluty, umęczony, ubiczowany, ukrzyżowany i męczeńską śmiercią umarł na krzyżu PUBLICZNIE, to my teraz PUBLICZNIE musimy to naprawić.

 … dlatego w tej Uroczystości MUSI BYĆ przedstawiciel Rządu czyli Prezydent i Premier i Ministrowie, przedstawiciele Kościoła czyli Prymas, Kardynałowie, Biskupi, Kapłani i najlepiej cały lud wierny.

Pan Jezus nas Kocha i czeka na nasze PUBLICZNE PRZEPROSINY” – ( INTRONIZACJA czysto i klarownie, bez domysłów i dogmatów ).

Głos tego człowieka nie jest wyjątkiem, w ten sposób myślą inicjatorzy tego dziwacznego pomysłu, który zrodził się w głowie Rozalii Celakówny. Kobieta ta pod wpływem wizji stwierdziła, że tylko obwołanie Jezusa królem Polski może nasz kraj uchronić przed nadchodzącą zagładą. Twierdziła również, że gdyby Polska uznała Jezusa za króla wcześniej, to pożoga II wojny światowej ominęłaby nasz kraj szerokim łukiem.

„Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeśli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości.

Inaczej, moje dziecko, nie ostoi się.

I jeszcze na ostatek mówi do mnie przekonująco:  Oświadczam ci to, moje dziecko, jeszcze raz, że tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem” – (Jedyny ratunek dla Polski – CHRYSTUS KRÓL POLSKI ) .

Na samym początku ruchy charyzmatyczne były niszowymi wspólnotami wewnątrz Kościoła. Episkopat krytykował poczynania tych wspólnot, dając niejednokrotnie do zrozumienia, że przejawiają cechy sekciarskie. Sytuacja z biegiem lat zmieniła się diametralnie, ponieważ ruchy mają lepszą ofertę — bardziej widoczną i spektakularną. [Kolejne tysiąc lat przed nami.]

Przykładem jest znany w Polsce afrykański ksiądz i szaman w jednej osobie Bashobora.

„Kiedy zabrakło JP II, budzącego masowe emocje, Kościół stawia na spektakle z cudotwórcami w roli głównejKościół wybrał i animuje charyzmatyczny kierunek rozwoju. Dzięki celowemu pobudzaniu przez Kościół tej formy religijności – pentekostalizacja będzie trwałym rysem kościelnej działalności” [http://polskiateista.pl/ks-bashobora-i-katoliccy-intelektualisci/ ].

Najważniejsze kulty, takie jak Medjugorie, Lourdes czy Fatima to dzieła ruchów charyzmatycznych i Tadeusza Rydzyka, inicjatywy te nie mają żadnego oparcia w nauczaniu chrześcijańskim. Często na portalu piszemy o tym, jak destrukcyjnym elementem życia politycznego i społecznego w Polsce jest Kościół katolicki, który od samego początku swojego istnienia łączy tron z ołtarzem. Biskupi kłamią, twierdząc, że prezentują nauki Jezusa, są ich zaprzeczeniem. Watykan to państwo, które pod płaszczykiem religii na terenach obcych państw, prowadzi świetnie prosperujący kiermasz z dewocjonaliami, obrazami, pomnikami, pogańskimi obrządkami, za który płacą władze świeckie.

Dziwi mnie jak katolicy, którzy na co dzień mają usta pełne frazesów, tak lekkomyślnie podchodzą do swoich wierzeń. Pomysł zrobienia Jezusa królem jakiegokolwiek państwa świeckiego jest zaprzeczeniem nauk biblijnych. Księża od lat próbują wmówić swoim wyznawcom, że Polska zajmuje wyjątkowe miejsce w planie biblijnym. Pojawiają się pomysły, że to od naszego kraju rozpocznie się Paruzja, czyli powtórne przyjście na ziemię Jezusa, a intronizacja ma być tego początkiem. Poglądy tego typu są absurdalne i kompletnie nieosadzone w przekazie biblijnym.

To, co się dzieje w naszym kraju obecnie, jest wynikiem skandalicznej postawy polityków i biskupów, którzy wzorem imamów islamskich wypowiadają się za całe społeczeństwo. Prezentują postawę „wyższej moralności”, sami jej nie przejawiając. Narzucają w ich mniemaniu jedynie słuszną wiarę, która jest oparta tylko i wyłącznie na przekonaniach i fałszywych doktrynach. Historia i czasy obecne pokazują, że gdy zaczyna pojawiać się w dyskursie publicznym bełkot religijny, tworzą się podziały i próby ograniczania wolności wyboru.

Nauki katolickie są zaprzeczeniem wartości demokratycznych, są w sprzeczności z pojęciem swobód obywatelskich, dlatego uważam, że:

Konkordat musi być rozwiązany.  – Mariusz

* * *

Gra królem Chrystusem

 

 hearts-884196_960_720Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720Totalizm

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody światarozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Summa summarum:

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

*   *   *

theater-399964_1280

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

…………………………………………………………………… 

O intronizacji Chrystusa na portalu polskiateista.pl:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

magic-790704_960_720

Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?

magic-790704_960_720

W podręczniku czytamy, że duża część filozofii ostatnich trzystu lat to ataki na religię i „zastępowanie jej światopoglądem naturalistycznym, który całkowicie eliminuje wyjaśnienia teologiczne”. Tak jest rzeczywiście. Naturalizm to dziś bardzo ekspansywny światopogląd, a eliminowanie wyjaśnień teologicznych odbywa się nie bez powodu. Przyjrzyjmy się.

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia.

Co to jest naturalizm?

Naturalizm to stanowisko filozoficzne uznające, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości – ta, w której żyjemy i której jesteśmy częścią. Nie istnieje jakaś inna rzeczywistość, nadprzyrodzona czy boska.

universe-1044107_960_720Jak nazwać tę jedyną istniejącą rzeczywistość? Najlepiej przyrodą, czyli naturą. Obejmuje ona makro i mikrokosmos, wszechświat i cząstki elementarne, giganty i kwanty; przyrodę nieożywioną i organizmy żywe, a także doznania psychiczne i świadomość, będące pochodnymi funkcjonowania organizmów biologicznych (nie istnieją niezależnie do organizmów żywych). Mówiąc najkrócej, naturalizm uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne, psychika i świadomość.

Z punktu widzenia filozofii naturalizm jest monizmem ontologicznym (mono– jedno; onto– byt, istnienie). Ontologia to najogólniejsza teoria bytu, rzeczywistości, istnienia. Monizm ontologiczny przyjmuje, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości. Według monizmu naturalistycznego istnieje tylko przyroda/natura. Według monizmu idealistycznego naprawdę istnieją tylko idee, bóg, duch, świadomość.

Odmiennym stanowiskiem jest dualizm/pluralizm ontologiczny. Przyjmuje istnienie wielu rodzajów rzeczywistości. Na stanowisku dualizmu ontologicznego stoi teologia chrześcijańska – przyjmuje, że istnieją dwa rodzaje rzeczywistość: nadnaturalna (nadprzyrodzona) i naturalna (przyrodzona/przyrodnicza).

Wyjaśnianie

Na czym polega wyjaśnianie? Wyjaśnić to uczynić coś zrozumiałym, podać powód, przyczynę, powiedzieć, dlaczego coś zaszło lub ma miejsce. Np. pytamy, skąd się biorą trzęsienia ziemi. Wszelkie klęski żywiołowe frapowały ludzi od zarania dziejów. Wyjaśnienia mogą być różne. W mitologii greckiej, tworzonej przez poetów, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, grzmoty i błyskawice przypisywano działalności i walkom bogów.

abracadabra-484969_960_720

Wyjaśnienia teologiczne

Na czym polega wyjaśnianie teologiczne? Twierdzi się, że to lub owo sprawił Bóg. Wskazuje się na boże sprawstwo.

Warto zapytać, czy wyjaśnienia teologiczne cokolwiek wyjaśniają. Bo jeżeli nic nie wyjaśniają lub – inaczej mówiąc – dają wyjaśnienia pozorne, to nie ma się czemu dziwić, że są eliminowane i zastępowane przez światopogląd naturalistyczny.

W katechizmie i w podręcznikach mamy wiele przypadków wyjaśnień teologicznych. Ich źródłem jest przede wszystkim Stary i Nowy Testament, bardzo często cytowane. Warto pamiętać, że jeszcze w czasach Newtona (XVII/XVIII w.) Biblię traktowano jako wiarygodne źródło wiedzy o świecie. Np. Newton na podstawie Biblii obliczył wiek świata na kilka tysięcy lat i fundamentaliści biblijni do dziś powołują się na te ustalenia. We współczesnej nauce jest to nie do przyjęcia nawet jako hipoteza, bo hipoteza naukowa wymaga poważnego uzasadnienia, a tego brak.

Czego współcześnie dotyczą najczęściej wyjaśnienia teologiczne?

Bożym aktem stworzenia wyjaśnia się powstanie świata. Chociaż niektóre biblijne opisy traktowane są jako przenośnie, to samo stworzenie świata przez Boga podawane jest jako wiedza prawdziwa.

Czy wyjaśnienie to da się obronić? Nie, na jego poparcie brak wiarygodnej argumentacji. Równie dobrze można uznać (wierzono tak w starożytnej Grecji), że świat istniał wiecznie i nie został przez nikogo stworzony.

Opowieści o stworzeniu świata mamy w różnych religiach tysiące. Nie sposób uzasadnić, dlaczego właśnie wyjaśnienia podawane przez chrześcijańskich teologów miałoby być prawdziwe. Wyjaśnienia religijne nie opierają się na wartościowej wiedzy. Lepiej uczciwie powiedzieć, że nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci istniał wiecznie, niż przyjmować religijne interpretacje.

A teologiczne wyjaśnienia dotyczące końca świata, podawane w katechizmie i podręcznikach, to – chciałoby się powiedzieć – całkowity odlot, fantastyka. Chrystus ma ponownie zstąpić na Ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Jak czytamy w podręczniku, będzie to „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. Teolodzy i podręczniki nie traktują biblijnego opisu końca świata jako metafory. Wszystko ma nastąpić realnie. Starożytną mitologię religijną podaje się jako rzekomo prawdziwą wiedzę o świecie.

paradise-146120_960_720A oto inny przykład teologicznych wyjaśnień. To, że ludzie doświadczają cierpień, chorób i są śmiertelni, wyjaśnia się grzechem pierworodnym. Przypadłości te mają być skutkiem nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy w podręczniku – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Opowieści o grzechu pierworodnym nie są przedstawiane jako przenośnie, lecz jako rzeczywistość.

Nietrudno zauważyć, że teologiczne wyjaśnienia mają charakter mitologiczny, odwołują się do fantastycznych opowieści, w przypadku teologii chrześcijańskiej do opowieści biblijnych. Nie są oparte na jakiejkolwiek sprawdzonej wiedzy.

W wielu przypadkach teolodzy uciekają się do sofistycznych (tzn. naciąganych) reinterpretacji. Dobrego przykładu dostarcza stosunek teologów do ewolucji biologicznej. Władze Kościoła katolickiego pogodziły się z tym, że ewolucja jest faktem, a nie hipotezą. Ale nie rezygnują z wyjaśnień teologicznych w tej dziedzinie. Przyjmują, że Bóg w proces ewolucji ingeruje. W ważnym dokumencie kościelnym, cytowanym także w podręczniku, czytamy: „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo”.

Teolodzy nie są w stanie podać żadnych zadowalających argumentów świadczących, że Bóg tchnął duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji. I że tylko dzięki bożej ingerencji człowiek stał się istotą o wyjątkowych zdolnościach umysłowych i wyjątkowo rozwiniętej świadomości.

Nie ma potrzeby przyjmowania „na wiarę” teologicznych wyjaśnień. Wiedza dotycząca ewolucji biologicznej pozwala zrozumieć, jak stopniowo kształtowały się układ nerwowy, mózg, psychika – od form najprostszych po charakterystyczne dla człowieka. Teologia oferuje mitologiczne wyjaśnienia, które nic nie wyjaśniają.

brick-83696_640

Bóg luk”

Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia, teolodzy i osoby religijne uznają, że mamy tam do czynienia z bożą ingerencją. Luki w wiedzy traktowane są jako dowody mające świadczyć o bożym sprawstwie. Można powiedzieć, że w lukę w wiedzy wstawia się boga. W tej roli nazwano go Bogiem luk (ang. God of the gaps). Jest to wnioskowanie błędne. Z tego, że nauka czegoś nie wyjaśnia, nie wynika, że mamy do czynienia z bożym sprawstwem. W grę mogą wchodzić przyczyny jak najbardziej naturalne, tyle że jeszcze niezbadane.

Współcześnie metodą „Boga luk” religijni autorzy próbują wyjaśniać na przykład powstanie życia, pierwszych organizmów żywych. Krótko o tej kwestii.

Nauce wytyka się, że nie wyjaśnia jak powstało życie. Wymaga się dokładnego opisania tego procesu (i słusznie), co na dziś nie jest możliwe. Wypada jednakowoż zapytać, czy powiedzenie, że życie stworzył Bóg, cokolwiek wyjaśnia? Teolodzy nie opisują procesu stwarzania, nie podają, jakie to reakcje chemiczne i procesy uruchomił Bóg. Ot, raz, dwa, trzy – i stworzył. Jak czarownik z bajki. Mamy tu do czynienia z Bogiem-Czarownikiem.

Powiedzmy wyraźnie, teologiczne wyjaśnienia nie wyjaśniają jak powstało życie. W podobnie nieprecyzyjny sposób może dziś wyjaśnić powstanie życia także nauka. Jak? Naukowiec może powiedzieć, że życie powstało w drodze procesów zachodzących w przyrodzie, nie podając szczegółów. Inaczej mówiąc: zostało stworzone przez przyrodę w drodze ewolucji.

Różnica między nauką a teologią jest jednak w tym punkcie wyraźna. Badania naukowe czynią olbrzymie postępy i zagadka powstania życia zostanie przypuszczalnie wyjaśniona. Natomiast teolodzy powtarzają mitologiczne wyjaśnienia, które niczego nie wyjaśniają i nie wyjaśnią. Nie zmieniają tego podejmowane przez religijnych autorów próby podawania wyjaśnień w filozoficznym i naukowy sosie, unowocześniania. Encykliki papieskie, kościelne dokumenty, a także publikacje religijnych naukowców, nie wnoszą nic nowego. Powtarza się tam stare religijne koncepcje, pochodzące najczęściej z czasów scholastyki, z czasów św. Tomasza z Akwinu (XIII w.).

Teolodzy i religijni autorzy mówią/powtarzają, że Bóg to i owo stworzył, wykorzystują luki w wiedzy naukowej, cytują dzieła teologiczne i Pismo Święte na przemian z publikacjami naukowymi. Powstaje przedziwny galimatias mający sprawiać wrażenie naukowości. Przedstawianie tego jako wyjaśnień jest intelektualnym nadużyciem. Nasuwa się przypuszczenie, że teolodzy i religijni filozofowie popełniają to nadużycie świadomie i każą wiernym żyć w kłamstwie.

sigonella-81772_960_720

Wyjaśnienia naturalistyczne

Zgodnie ze stanowiskiem naturalistycznym wszelkie zjawiska należy wyjaśniać przyczynami naturalnymi, a nie nadnaturalnymi (nadprzyrodzonymi). Jest to praktyka uznawana w nauce współczesnej powszechnie. Naukowcy w badaniach nie przyjmują wyjaśnień teologicznych. Dlaczego? Bo działania czynników nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Nie idzie tu więc o „założenie” przyjmowane przez naukowców, ale o fakt, że przyczyn nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Gdyby ktoś je odkrył w sposób spełniający wymogi obowiązujące w nauce, naturalizm w badaniach naukowych przestałby obowiązywać.

Rozróżnia się często naturalizm ontologiczny i naturalizm metodologiczny. Ten pierwszy uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Ten drugi mówi, że w badaniach naukowych nie bierze się pod uwagę przyczyn i wyjaśnień nadnaturalnych.

Badacz może oczywiście wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych. Wielu dawniejszych i współczesnych naukowców wierzyło w Boga (ciekawe badania na ten temat przedstawiam w innym artykule – link poniżej). Ale faktem jest, że nic z tej wiary dla badań nie wynika. Prowadząc badania religijny naukowiec zachowuje się jakby był naturalistą ontologicznym – w praktyce badawczej nie bierze pod uwagę przyczyn nadnaturalnych. Może domniemywać, że np. reakcje chemiczne zachodzą dzięki mocom bożym. Ale nic to do badań nie wnosi i nic tych domniemywań nie potwierdza. Sytuacja jest więc poniekąd – chciałoby się powiedzieć – schizofreniczna. To jakby rozdwojenie jaźni, świadomości. Religijny badacz wierzy, że przyczyny nadnaturalne działają, ale nie bierze ich pod uwagę i nie stwierdza ich istnienia. Postępuje, jakby przyczyn nadnaturalnych nie było.

Badacz stojący konsekwentnie na gruncie naturalizmu tego rozdwojenia nie doświadcza.

To, że badania naukowe nie potwierdzają obecności przyczyn nadprzyrodzonych, podważa wiarę w ich istnienie. Cokolwiek naukowcy odkryją, okazuje się zjawiskiem naturalnym. Nie tak dawno boską cząstką nazywano bozon Higgsa – ale była to tylko metafora. Nie odkryto prawdziwie boskiej cząstki. Również mechanika kwantowa dotyczy wyłącznie przyrody, nie stwierdza istnienia bytów nadprzyrodzonych. Tzw. obserwator, o którym mówi się w fizyce kwantowej, nie jest bogiem czy istotą nadnaturalną.

Naturalizm metodologiczny trzyma się mocno. Można powiedzieć, że dostarcza poważnych argumentów na rzecz naturalizmu ontologicznego. Bo skoro nauka nie stwierdza istnienia przyczyn naturalnych i nie wymaga, by brać je pod uwagę, to najpewniej nie istnieją. Naturalizm metodologiczny prowadzi w konsekwencji do naturalizmu ontologicznego. Więcej, jest w istocie z naturalizmem ontologicznym tożsamy, chociaż na pierwszy rzut oka trudno to uznać.

Wygląda na to, że wyjaśnienia teologiczne są i będą eliminowane z naszej wartościowej wiedzy o świecie i człowieku. Rozwój nauki sprawia, że tracą i będą tracić na znaczeniu. Nie ma czego żałować. Wyjaśnienia teologiczne nie oferują wartościowej poznawczo wiedzy.

Podsumowując:

Wyjaśnienia teologiczne – także te zawarte w podręcznikach – niczego nie wyjaśniają. Są to wyjaśnienia pozorne, oparte na mitologii biblijnej. Nie ratują ich próby podawania w filozoficznym i naukowym sosie. Nie można poważnie traktować wyjaśnienia chorób i śmierci grzechem pierworodnym. Podobnie jest z innymi wyjaśnieniami teologicznymi.

Co więcej, samo pojęcie Boga ma mitologiczne pochodzenie. W starożytnych mitologiach bogowie byli głównymi postaciami. W mitologii Izraelitów bóg Jahwe stworzył świat, wygnał ludzi z raju za nieposłuszeństwo, jest wszechmocny jak czarownik z bajki. Filozofowie starogreccy, a następnie chrześcijańscy, mitologiczne pojęcie boga zaczęli ubierać w filozoficzne szaty. Jest to jednak ta sama starożytna mitologia religijna, tylko podana w innej formie.

Wprawdzie nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale teologia nic nie wyjaśnia. Bardzo dobrze, że wyjaśnienia teologiczne są zastępowane przez wyjaśnienia naukowe.

australia-695178_960_720

Zamiast humoru

Może już zapomnieliście? Warto przypomnieć.

„Przed rozpoczęciem najbliższych obrad Sejmu, w sejmowej kaplicy zostanie odprawiona msza święta w intencji deszczu, zamówiona przez klub parlamentarny PiS. Komunikat odczytał sekretarz obrad. Sala zareagowała gromkim śmiechem. Marszałek Sejmu Marek Jurek podkreślił, że >kpina z liturgii razi bardzo wielu posłów na tej sali<. Zaapelował o >odrobinę kultury<„ (Źródło: wiadomosci.wp.pl 19-07-2006). – Alvert Jann

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 28 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Z okazji rozpoczęcia roku akademickiego mogę polecić:

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

enforce-46910_640.

 

flowing-abstract-art

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?

W jednym z podręczników pada pytanie: Kim jest Bóg? Spróbujmy odpowiedzieć, nie sugerując się katechezą.

flowing-abstract-artAbstrakcyjny bóg deistów

Mówiąc „Bóg”, często ma się na myśli nieznaną siłę, która spowodowała powstanie świata i także dziś podtrzymuje jego istnienie. Na forach można przeczytać, że musi istnieć „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę jego istnienia. Ten Bóg-Coś przypomina boga deistów.

Deistami nazwano filozofów i ludzi wykształconych, którzy w czasach Oświecenia twierdzili, że bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w ziemskie sprawy. Kwestionowali też inne podstawowe nauki kościołów chrześcijańskich: wiarę w cuda, sąd ostateczny, zbawienie, potępienie, w to, że Pismo Święte zawiera boże objawianie itd. W epoce Oświecenia wśród sławnych ludzi deistami byli Denis Diderot, Jan Jakub Rousseau, Voltaire, Maksymilian Robespierre, Napoleon Bonaparte, Benjamin Franklin, Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson. Do XX w. deiści, podobnie jak ateiści, ukrywali swoje poglądy. W państwach islamistycznych ma to miejsce do dziś.

Bóg deistów nie jest osobą. Jest niezwykłą siłą, nadzwyczajną rzeczywistością. Współcześnie utożsamia się go często z „mózgiem” sterującym światem za pomocą praw przyrody, z ładem rzekomo panującym w przyrodzie, z transcendencją (rzeczywistością całkowicie innego rodzaju niż rzeczywistość fizyczna czy przyroda), z absolutem rozumianym jako rzeczywistość wieczna, niezmienna, stanowiąca podstawę wszystkiego, co istnieje. Deizm często trudno odróżnić od panteizmu, od utożsamiania z bogiem całego wszechświata rządzącego się prawami przyrody.

Bóg według Kościoła katolickiego

Kościół uznaje Boga osobowego, który opiekuje się ludźmi i sądzi ich po śmierci. Naucza ponadto – a jest to sprawa kluczowa – że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, daną mu przez Boga. Dzięki temu będzie mógł istnieć wiecznie. Obietnica „wiecznego życia” jest wręcz głównym tematem kościelnego nauczania.

moses-1564373_960_720Z pojęciem Boga w katolicyzmie wiąże się wiele innych wyobrażeń i dogmatów, np. wiara w cuda, w istnienie aniołów i szatana, w grzech pierworodny, w niepokalane poczęcie, w objawienie zawarte w Piśmie Świętym, w Trójcę Przenajświętszą, w Jezusa Chrystusa, który został zasłany przez Boga ojca, by odkupić świat, następnie zmartwychwstał i w przyszłości będzie sądził ludzi itd. Jest to, jak widać, obszerna mitologia religijna.

Pod wpływem starożytnej filozofii greckiej teolodzy chrześcijańscy zaczęli w Średniowieczu przedstawiać Boga za pomocą pojęć filozoficznych. Za Biblią pisze się, że jest niewidzialnym, wszechpotężnym duchem, z którym rozmawiał Mojżesz, prorocy, Jezus. A za starożytną filozofią pisze się (także w podręcznikach), że jest absolutem, transcendencją, immanencją. W ten sposób Bóg z wszechpotężnego ducha bytującego gdzieś w niebiesiech, stał się nadnaturalną rzeczywistością, bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią, a zarazem przenikającym wszechświat jakby był rodzajem promieniowania.

Czy to prawda?

W podręczniku czytamy, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Wiedza o Bogu ma pochodzić z bożego objawienia zawartego w Piśmie Świętym, oraz z poznania religijnego (teologicznego) odbywającego się za pomocą nadzwyczajnego „zmysłu wiary”, danego przez Boga.

Kościelni autorzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy: istnienie Boga może być przyjęte tylko „na wiarę”, nie „na rozum”. Nie ma na to rady. Poznanie religijne jest całkowicie subiektywne, chociaż w podręczniku pisze się, że jest obiektywne. Dlaczego obiektywne? „Obiektywny charakter wiary potwierdza Nauczycielski Urząd Kościoła”, a biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka przez Boga „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. No tak, nic dodać, nic ująć. Jak władze kościelne i Biblia coś mówią, to jest to na pewno obiektywna prawda. Hej!

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (w innych podręcznikach jest podobnie). Jeden z podrozdziałów nosi tytuł: „Człowiek pyta, kim jest Bóg”.

W jakiego boga wierzyć?

Jeżeli już musimy wierzyć w boga, to tylko w abstrakcyjnego boga deistów. I najlepiej nie nazywać go bogiem. Idzie bowiem o nieznaną pierwotną, fundamentalną siłę jak najbardziej naturalną, należącą do świata przyrody. Nazwa „Bóg” sugeruje, że jest to siła nadnaturalna. I że jest to Bóg osobowy. Dlatego lepiej nie nazywać tej siły bogiem (szczególnie przez duże B). Może nazwa supersiła byłaby odpowiednia?

W żadnym przypadku nie warto wierzyć w boga utkanego z zabobonów, należącego do którejkolwiek ze znanych religii – katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, hinduizmu lub innych. Wiara w istnienie nieznanej supersiły ma w sobie łut racjonalności. Coś takiego może istnieć. Natomiast wiara w biblijnego Boga osobowego, nawet przekształconego za pomocą pojęć filozoficznych, to jakby wiara w krasnoludki lub we wszechpotężnego czarownika z bajki (o tym, dlaczego nie wierzymy w krasnoludki, próbowałem napisać w innym miejscu, w artykule „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – link poniżej). Nie warto wierzyć w starożytne mity religijne, nawet jeżeli zostały „unowocześnione” przez filozofów i teologów.

Warto przyjrzeć się bogowi Arystotelesa i Einsteina.

albert-einstein-1145030_960_720Einstein nie identyfikował się z żadną z istniejących religii. Nie wierzył w Boga, o którym nauczały kościoły chrześcijańskie, judaizm czy jakakolwiek inna znana religia. Ale … po pierwsze, często używał słowa „bóg” jako przenośni, alegorii, jak w sławnym powiedzeniu „Bóg nie gra w kości”. Wyrażał w tej sposób przekonanie, że w przyrodzie panuje powszechnie determinizm. Przeciwstawiał się indeterminizmowi zyskującemu wówczas na znaczeniu wśród fizyków i filozofów.

Po drugie, Einstein nazywał „bogiem” swoisty ład, który przyroda zawdzięcza zadziwiającym zasadom/prawom. Chciał wiedzieć, skąd ten ład pochodzi. Są to poglądy o charakterze deistycznym lub panteistycznym. Sugerowanie, że Einstein wierzył w Boga, o którym mówi Biblia, jest intelektualnym nadużyciem i wprowadzaniem w błąd. Einstein nie był „wierzący”.

„Słowo >Bóg< jest dla mnie – napisał – niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Jednak Einstein nie unikał słowa „bóg”. Można powiedzieć, że był niekonsekwentny, co wynikało chyba stąd, że nie próbował przedstawić swoich poglądów na temat boga w pełniejszy i systematyczny sposób. Za to w telegraficznym skrócie napisał: „Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzi”. Spinoza (XVII w.) to czołowy przedstawiciel panteizmu. Podręcznik wymienia go jako jednego z głównych krytyków teizmu w czasach nowożytnych.

W jednym z wywiadów Einstein powiedział: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. (…) Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest”. Bóg Einsteina to coś, co ujawnia się w „tajemniczym porządku” zauważalnym w przyrodzie, czy też jest tym porządkiem.

Einstein nie chciał nazwać się ateistą, bo ateizm kojarzył z niedostrzeganiem tajemniczości świata i życia. Niesłusznie, tak jak bywają prymitywni teiści, w tym prymitywni katolicy i biskupi katoliccy, tak też bywają prymitywni ateiści. Ale ateizm nie wyklucza zadziwienia światem, a nawet swoistego mistycyzmu, rozumianego nie jako wrażenie kontaktu z Bogiem, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią świata, którego nie potrafimy do końca zrozumieć (to mistycyzm naturalistyczny, jak można by go nazwać).

Ateizm nie wyklucza zafrapowania „tajemniczym porządkiem” panującym w przyrodzie i jego źródłem. Ateista zauważy co najwyżej, że w przyrodzie ładowi towarzyszy bezład. I nie wiadomo, co leży u podstaw. Może ład jest po wierzchu, zaś bezład u podstaw? Na pewno ateista nie przyjmie wyjaśnienia, że porządek został stworzony przez boga, bo na istnienie boga brak dowodów.

Einsteinowi przypisuje się deizm, panteizm (utożsamienie boga ze światem) lub agnostycyzm. Żadne z tych określeń nie jest zadowalające. Przekonania Einsteina to pogranicze deizmu i panteizmu, w żadnym wypadku teizm. Fundamentem teizmu, w tym judaizmu i chrześcijaństwa, jest pojęcie boga osobowego, ingerującego w sprawy świata i ludzi.

Przeskakując do starożytności zauważmy, że dla Arystotelesa bóg to bezosobowy byt najdoskonalszy, wieczna, niezmienna rzeczywistość. To nieruchomy „pierwszy poruszyciel”, który utrzymuje cały świat w ciągłym ruchu. Nie jest to bóg osobowy, nie sądzi ludzi, nie karze, nie zbawia, nie czyni cudów, nie wskrzesza zmarłych, nie objawia się w pismach świętych. Arystotelesowi nie idzie o bogów znanych z mitologii greckiej. Ma na uwadze coś zupełnie innego niż jakiegokolwiek boga z mitów greckich lub z Biblii.

Bóg deistów, Arystotelesa, Einsteina, nie reaguje na ludzkie zachowania i nie wymaga, by go czcić. Nie ma sensu modlić się do niego. Modlitwa do tego boga przypominałaby modlitwę do energii elektrycznej.

Z powodu domniemanego istnienia deistycznego boga (supersiły, nieznanego „coś”) nie ma sensu należeć do Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego.

Teologiczne pomyłki

Dla Arystotelesa bóg (theos) to byt bezosobowy. A co zrobił św. Tomasz z Akwinu (XIII w.)? Utożsamił Arystotelesowskiego bezosobowego boga – z Bogiem chrześcijańskim. Czy to celowa sofistyczna (oszukańcza) zmyłka? Po części ten kamuflaż trwa do dziś. Np. św. Tomasz zapożyczył od Arystotelesa argumentację na rzecz istnienia boga, chociaż w grę wchodzą całkowicie odmienne pojęcia boga. Argumentacja ta przekazywana jest w nauczaniu kościelnym także dziś, także w podręczniku. Jest błędna formalnie i merytorycznie, na co wskazuje się powszechnie. Mimo to nadal jest w obiegu.

Św. Tomasz przyjmuje za Arystotelesem, że każda rzecz ma swoją przyczynę, musi więc istnieć pierwsza przyczyna sprawcza. Przyjmuje też, że ruch zawsze wymaga siły poruszającej – musi więc istnieć „pierwszy poruszyciel”, który wprawił świat w ruch. Mają to być argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Bo tą pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem musi być – twierdzi św. Tomasz – Bóg.

Otóż nie. Pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem może być równie dobrze nieznana nam samoistna pierwotna rzeczywistość, jak najbardziej naturalna. Św. Tomasz i teolodzy katoliccy tendencyjnie przyjmują/sugerują, że musi to być Bóg – i to Bóg, o którym mówi Pismo Święte i Kościół katolicki.

Na coś jeszcze warto zwrócić uwagę. Nawet jeżeli przyjmiemy za św. Tomaszem, że Bóg istnieje i jest pierwszym poruszycielem i pierwszą przyczyną, to w żaden sposób nie wynika z tego, że człowiek ma duszę nieśmiertelną; że Jezus był synem bożym; że przed końcem świata odbędzie się sąd ostateczny itd. Te wszystkie „prawdy”, podawane do wierzenia przez Kościół, wymagałyby odrębnej argumentacji – a tej brak. Kościół powołuje się na objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na „zmysł wiary”, który zawdzięcza się łasce bożej (czytamy o tym także w podręczniku).

Jest to argumentacja bezwartościowa. Dlaczego? Bo przekonanie, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, jest pozbawione jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. A świadectwa „zmysłu wiary” to bez reszty subiektywne doznania.

Na koniec sięgnijmy do katechizmu. Mówi się tam, że istnieje rzeczywistość, która „nie ma ani początku, ani końca”, jest „pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego”. I stwierdza się, że tę właśnie rzeczywistość „wszyscy nazywają Bogiem” (KKK 34).

No właśnie – nazywają. Co z tego, że wszyscy nazywają to Bogiem? Być może istnieje wieczna rzeczywistość, która nie ma początku ani końca i jest przyczyną wszystkiego, ale nazywanie jej Bogiem i sugerowanie, że to Bóg, o którym naucza Kościół, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Hipotetyczną wieczną rzeczywistością może być przyroda, nieznana nam dziś jej postać. Nie musi to być jakikolwiek bóg.

Najlepiej …

Najlepiej nie wierzyć w żadnego boga, nie wyznawać żadnej religii, żadnych religijnych filozofii, nie wierzyć w żadne zabobony i przesądy, wróżby, magię, astrologię, ezoterykę, w żadne duchy. Niczym to nie grozi. Nie słyszałem, żeby ktoś cierpiał z powodu utraty wiary w boga, w „prawdy” religijne, zabobony, moce tajemne. A ludzi niereligijnych jest sporo.

Nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci był wieczny. To jednak nie powód, by ulegać kościelnej indoktrynacji i wierzyć w religijne mity.

PapieżBiskupiNa deser porcja humoru

Dopiero dziś wiemy, jak przebiegało spotkanie papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu 27 lipca br. podczas Światowych Dni Młodzieży (jak donosiła prasa, spotkanie odbyło się na życzenie papieża za zamkniętymi drzwiami).

Biskupi zapytali papieża:

– Co mamy zrobić, by naród polski pozostał wierny Bogu?

– Nic nie da się zrobić. Boga nie ma! – odpowiedział papież.

Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pierwszy to „Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykułach:

Intronizacji Chrystusa nie będzie …”http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Na blogu znajduje się w tej chwili 27 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ i inne.

enforce-46910_640.

………………………………………………………………………………………………………………

Malehearts-884196_960_720 (1)1

Gra królem Chrystusem

hearts-884196_960_720 Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem – link poniżej. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

„My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720  Totalizm

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720  Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720  Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody świata) rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Podsumujmy:

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

……………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykule: „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Na blogu znajduje się w tej chwili 26 artykułów, m.in.:

Cykl artykułów o podręcznikach do religii, ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Ponadto:

Chrześcijaństwo obłędu” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/  i inne.

……………………………………………………………………………..

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

……………………………………………………………………

end-812225_960_720

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła

Kościół nie głosi już, że Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, uznał to za metaforę. Ale nadal naucza, że „powtórne przyjście Chrystusa będzie (…) absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. W podręczniku do religii, który zacytowałem, czytamy też: „Według religii chrześcijańskiej Bóg Stwórca jest zarazem Wybawicielem i Tym, który doprowadza historię do celu”. Przed końcem świata ma nastąpić zmartwychwstanie wszystkich ludzi i sąd ostateczny: „Zmartwychwstanie człowieka dokonuje się przy końcu świata, bo jego źródło tkwi w zmartwychwstaniu Chrystusa”. „Dla wierzących Paruzja (tak nazywane jest powtórne przyjście Chrystusa) nieodłącznie oznacza sąd Boży. Kościół naucza, że jedynie Bóg zna czas sądu i tylko On decyduje o jego nadejściu” (cytaty powyższe pochodzą z podręcznika dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia; w innych podręcznikach jest podobnie).

Nigdzie nie pisze się, że to przenośnie. Opisany w Piśmie Świętym i podręcznikach koniec świata ma nastąpić realnie.

Można spodziewać się, że młodzież przyjmuje te nauki ze zdrowym poczuciem humoru. Ale powstaje pytanie, czy ten opis powinien być nauczany w szkołach jako prawda o przyszłości świata? A tak jest obecnie.

Trzeba powiedzieć wyraźnie. Chrześcijańskie mity o końcu świata powinny być prezentowane w ten sam sposób jak mitologia grecka. Należą one do kultury europejskiej i dobrze co nieco o nich wiedzieć. Ale sposób, w jaki robią to podręczniki do religii, jest skandalem. Archaiczne mity, pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, przedstawiane są jako wiedza prawdziwa.

hand-65689_960_720

Mity różne

Mity końca i zagłady świata nie są tylko domeną Pisma Świętego. Nie tak dawno w internecie duże zainteresowanie budziła wiadomość, że według mitologii Majów świat, w którym żyjemy, zakończy się kataklizmem w 2012 r. Według Azteków świat ulega cyklicznie zagładzie, a następnie się odradza. W mitologii staroegipskiej bóg Atum stworzył świat i każdą istotę, i on przypuszczalnie spowoduje koniec świata. Można go od tego powstrzymać zaklęciami i darami. W starożytnej Grecji wierzono, że świat jest wieczny, ale byli też filozofowie, którzy głosili, że cyklicznie ulega zagładzie i odradza się. W islamie, który dużo zaczerpnął z Biblii i chrześcijaństwa, koniec świata wygląda podobnie jak w chrześcijaństwie, ale bez udziału Chrystusa. Buddyzm przewiduje stopniowe zanikanie świata, a opis podany jest za pomocą skomplikowanych pojęć.

Nauka

Co mówi nauka? Nie ma w tej chwili dostatecznie uzasadnionej teorii, która pozwalałaby powiedzieć, jaka będzie przyszłość wszechświata. Pewniejsza jest przyszłość Ziemi. Za około 6 miliardów lat wygaśnie Słońce, bo naszej gwieździe zabraknie paliwa, którym jest wodór. Dużo wcześniej, ale z ludzkiej perspektywy w niewyobrażalnie odległym czasie, na Ziemi zapanują warunki uniemożliwiające istnienie żywych organizmów. Czy ludzie zdołają przenieść się w inne rejony naszej galaktyki? Bierze się pod uwagę taki scenariusz.

Co z wszechświatem? Obserwacje wskazują, że galaktyki oddalają się od siebie, wszechświat rozszerza się, obejmuje coraz większą przestrzeń. Czym to się skończy? Wszechświat może ulec rozproszeniu albo zacznie zacieśniać się. Za ponad 100 trylionów lat wszystkie galaktyki wygasną. Wspomnijmy jeszcze o hipotetycznych teoriach cykliczności wszechświatów. Przyjmuje się, że obecny wszechświat powstał około 14 miliardów lat temu w efekcie tzw. wielkiego wybuchu. Według teorii cykliczności możliwe jest, że przedtem istniały inne wszechświaty lub nieznane nam formy rzeczywistości przyrodniczej. Również obecny wszechświat nie jest ostatnim. Wydarzenie, jakim był wielki wybuch, może powtarzać się.

W sumie nie wygląda to dobrze, ale można spać spokojnie. Człowiek jako tako wolny od zaburzeń psychicznych nie będzie zamartwiał się tak odległymi perspektywami końca świata.

Czy Chrystus przyjdzie ponownie?

Jeżeli ktoś bardzo chce, może wierzyć, że Chrystus w bliżej nieokreślonym czasie ponownie zstąpi na Ziemię, osądzi ludzi, po czym nastąpi koniec świata. Na rzecz tego przekonania nie można przytoczyć żadnego argumentu poza tym, że tak mówi Pismo Święte, które według Kościoła zawiera prawdę, bo zostało spisane pod bożym natchnieniem. Jak zaznaczałem w poprzednim artykule, także autorzy podręcznika piszą wprost: „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. A nie ma żadnych innych możliwości sprawdzenia prawdziwości religijnych wierzeń, nie ma żadnych argumentów rozumowych, logicznych lub rzeczowych przemawiających na ich rzecz. Dlatego nie ma podstaw, by jakiekolwiek wierzenia religijne uznawać za prawdziwe. Można je przyjąć wyłącznie >na wiarę<. Dotyczy to także powtórnego przyjścia Chrystusa i związanego z tym końca świata.

Jezus mógł być postacią rzeczywistą, mógł nauczać i jak wielu kaznodziei zyskać grono wyznawców. Ale to, że był synem bożym, a jego powtórne przyjście będzie „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu” – to są religijne mity pozbawione jakichkolwiek argumentów przemawiających za ich prawdziwością.

Kościół głosi, że nie ma sprzeczności między nauką a religią katolicką. To nieprawda. To, co o przyszłości świata może powiedzieć nauka, jest całkowicie sprzeczne z tym, co głosi Kościół.

Apokalipsa

Wydarzenia związane z sądem ostatecznym i końcem świata są tematem obszernej księgi znanej pod nazwą Apokalipsy św. Jana, wchodzącej w skład Nowego Testamentu. Jest to obłędna halucynacja przypisywana apostołowi Janowi. Zawiera rzeczy dziwaczne i straszne, a jej treść – o ile potraktować ją poważnie – musi budzić przerażenie. Sąd ostateczny poprzedzony jest budzącymi grozę kataklizmami sprowadzonymi na ziemię i ludzi przez Boga. Kościół katolicki współcześnie próbuje pomijać i łagodzić te opisy. Teolodzy wyjaśniają, że to tekst metaforyczny, pełen symboliki, nie należy go brać dosłownie. Podręczniki pomijają kompromitujące treści.

Oto ilustracja apokaliptycznych zwidów. Po wielu niesamowitych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8; 7). „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9; 15-18).

Powstaje pytanie, czy te obrazy bestialstwa, nawet jeżeli mają charakter symboliczny a nie dosłowny, dobrze świadczą o Kościele, który te teksty uznaje za święte?

Millenaryzm

Od wieków opisy Apokalipsy pobudzały niezdrowo wyobraźnię chrześcijan. Co jakiś czas wiernych ogarniało wielkie poruszenie. Z dnia na dzień spodziewano się przyjścia Chrystusa, wyznaczano daty. Do dziś powstają tu i ówdzie kościoły, ruchy i grupy oczekujące rychłego końca świata. Religioznawcy nazywają to millenaryzmem lub chiliazmem (od łac. mille lub gr. chilioi – tysiąc). Bo według księgi Apokalipsy, przed końcem świata diabeł zostanie uwięziony i nastanie tysiącletnie panowanie Chrystusa na ziemi: ujrzałem anioła, zstępującego z nieba (…) pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat (…) by już nie zwodził narodów”. Sąd ostateczny ma nastąpić dopiero „gdy się skończy tysiąc lat” (Ap 20;1-7).

W religioznawstwie pojęcie millenaryzmu/chiliazmu odnosi się nie tylko do chrześcijaństwa lub religii odwołujących się do Biblii. Jest to owocujące ruchami religijnymi poczucie upadku lub oczekiwanie zagłady istniejącego świata, połączone z nadzieją na lepszy, rajski świat, na zbiorowe zbawienie. Ruchy millenarystyczne/chiliastyczne związane są z mitami końca świata, z poczuciem ogólnego upadku, z lękami doświadczanymi przez ludzi w różnych czasach i kulturach.

Chrześcijanie oczekiwali rychłego ponownego przyjścia Chrystusa od początku istnienia wyznania. Na podstawie Pisma Świętego starali się przewidzieć datę. Ale mijały wieki i tysiąclecia – i nic. Nawet Świadkowie Jehowy po kilkakrotnych nieudanych próbach zadowalają się dziś stwierdzeniem, że nastąpi to wkrótce. Niektóre kościoły nastrój oczekiwania bardzo eksponują, np. Adwentyści Dnia Siódmego, Świadkowie Jehowy, kościoły baptystyczne i ewangelikalne w USA. Powstają też mniejsze charyzmatyczne ruchy, skupione wokół proroka, guru, animatora, oczekujące przyjścia Chrystusa lada dzień. Księga Apokalipsy, zapowiadane tam kataklizmy, sąd ostateczny – to ulubione tematy Świadków Jehowy, ale nie stroni od nich także Kościół katolicki, teolodzy i portale katolickie.

Kościół katolicki nastrój oczekiwania świadomie pobudza (widać to także w podręczniku), ale jednocześnie stara się nie eksponować nadmiernie, żeby się nie ośmieszyć.

Millenaryzm w podręcznikach

Oczekiwanie „ostatecznego spełnienia Bożych obietnic”, paruzja, zmartwychwstanie ciał, sąd ostateczny, królestwo Boże, to główne tematy ostatnich rozdziałów podręcznika. Czytamy m.in: „Chrześcijanie nie tylko wierzą, że w Jezusie Chrystusie przyszedł do ludzi Mesjasz, by ich zbawić, ale oczekują też Jego powtórnego przyjścia w chwale”, tj. w dniach apokalipsy. Tematy te upodabniają szkolną katechezę do nauk Świadków Jehowy i nadają jej sekciarskie oblicze. Autorzy podręcznika i ogólnopolskiego programu nauczania religii są, jak można zauważyć, pod wrażeniem Świadków Jehowy. Nawet podręcznikowi nadano tytuł „Drogi Świadków Chrystusa w świecie”, a program ogólnopolski nosi tytuł „Świadek Chrystusa w świecie”. Zamiast Świadków Jehowy (tj. Świadków Boga nazywanego w Biblii Jahwe), mamy Świadków Chrystusa. Znaczny sukces Świadków Jehowy w zdobywaniu wyznawców (w Polsce 122 tys., ale od lat nie ma już wzrostów) pobudza wyobraźnię ludzi Kościoła.

Zanim rodzice zdecydują się na udział dziecka w lekcjach religii, warto zapoznać się dokładniej z podręcznikami i zastanowić się, czy warto, by córce lub synowi wtłaczano do głowy obłędne treści. Zastanowić powinna się także młodzież, czy chce w tym uczestniczyć.

Na zakończenie

mała porcja humoru. Oto nius. W małym miasteczku w Teksasie grupa charyzmatyczna dowiedziała się od kościelnego animatora, że najbliższej nocy nastąpi koniec świata. Niektórzy wypili z tej okazji za dużo drinków. Rano przecierając oczy spotyka się przed domem dwóch wyznawców polskiego pochodzenia:

– Ale pierdolnęło – mówi jeden.

– O kurwa, nie zauważyłem – odpowiada drugi.

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Dwa inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 18 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

enforce-46910_640

Szatan. costume-15682_640

Wypędzanie szatana

W Polsce działa ponad stu egzorcystów, oficjalnie powołanych przez biskupów. Zajmują się wypędzaniem szatana z dusz i ciał wiernych. Mają pełne ręce roboty. Najpierw trochę faktów, a na koniec sugestia, w jaki sposób Kościół mógłby pełnić konstruktywną rolę w profilaktyce i terapii choroby psychicznej nazwanej opętaniem (ang. possession – owładnięcie). Do zamieszczenia tego artykułu skłonił mnie nowy film Konrada Szołajskiego „Walka z szatanem”, dokumentalny, bardzo dobry.

Opętanie i egzorcyzmy według Kościoła

Doktryna Kościoła katolickiego jednoznacznie stwierdza, że szatan to osoba i byt realny, żadna tam przenośnia/metafora zła, którego nie brakuje w świecie. Również opętanie to – według Kościoła – stan realny, a nie np. urojenie czy choroba psychiczna. Na czym polega opętanie? Oto dosłownie szatan, który jest osobą, dostaje się do czyjegoś ciała i duszy, i egzorcysta ma go przegonić.

Nie chcę być gołosłowny i posądzony o przesadne przedstawianie stanowiska kościelnego. Oto kilka przykładów:

Na oficjalnym portalu katolickim opoka.org, prowadzonym przez Fundację Konferencji Episkopatu Polski, czytamy w tekście redakcyjnym: „Szatan nie chce, aby o nim pisano. Przeszkadza. Wiedzą o tym zarówno autorzy poważnych teologicznych traktatów, jak i szukający sensacji dziennikarze. Ks. Roman Kempny zmarł, pracując nad tym tematem. Gdy podejmowano temat związany z szatanem, pojawiały się zastanawiające trudności, psuły się urządzenia, komplikowały się relacje międzyludzkie, a czasami następowały bardzo tragiczne wydarzenia. Niewiara w diabła jest jednym z jego sukcesów. Podobnie jak traktowanie go jedynie jako mitu lub symbolu ogólnego zła. Nauczanie Kościoła jest jasne: „Kiedy na zakończenie Modlitwy Ojcze nasz mówimy: »ale nas zbaw ode Złego«, zło o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwił się Bogu, a nie zło w ogólności (Katechizm, pkt. 2851)”.

To sugestywny tekst, może przemawiać do wyobraźni wierzących, o ile są podatni na tego rodzaju przekonania. Co może poczuć po przeczytaniu takich tekstów ktoś wierzący nieco naiwnie, niepewny, lękliwy? Są to teksty podawane przez autorytety kościelne, a nie przez domorosłych świętych lub przez autorów popularnych powieści o czarach. Można poczuć obecność szatana w swoim pokoju, poczuć wzmożony lęk? Sądzę, że kościelni autorzy robią to z premedytacją. Łowią – jak mówi przysłowie – ryby w mętnej wodzie. Takich tekstów jest w kościelnych publikacjach zatrzęsienie.

Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie stwierdza, że egzorcyzmy mają na celu wypędzenie złego ducha, szatana, a szatan to osoba: „Egzorcyzmy maja na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi. Czymś zupełnie innym jest choroba, zwłaszcza psychiczna, której leczenie wymaga wiedzy medycznej. Przed podjęciem egzorcyzmów należy więc upewnić się, że istotnie chodzi o obecność Złego, a nie o chorobę” (pkt. 1673). Obecnie Kościół rozróżnia rzeczywiste opętanie przez szatana i chorobę psychiczną, ale zdecydowanie stoi na stanowisku, że szatańskie opętania istnieją realnie.

Egzorcyści mówią o rzeczywistym wejściu szatana w ciało człowieka i powołują się często na katechezę Jana Pawła II z 13 września 1986 r. Papież powiedział: „W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka, wtedy mówimy o opętaniu”.

Liczne teksty i wypowiedzi przedstawiają opętanie w sposób dosadny i malowniczy. Przytoczę fragment znanego i szeroko kolportowanego wywiadu z egzorcystą kurii białostockiej ojcem Benedyktem Barkowskim. Przeprowadziła go dziennikarka „Gazety Polskiej”, sama nie stroniąca od wiary w opętanie:

„Egzorcysta: – Złego ducha mogą kierować na nas inni. Wrogi człowiek, który chce kogoś skrzywdzić, będzie uparcie prosił diabła, by ten nawiedził jego adwersarza.

Dziennikarka: Czy w ten właśnie sposób urok rzuca się na innego człowieka?

Egzorcysta: – Tak. Rzuca się urok, lub dokładniej przeklina go. Niekiedy takie przekleństwo może objąć całą rodzinę. (…)

Dziennikarka: Czy w opętanym człowieku diabeł jest ciągle, czy przychodzi do niego tylko co jakiś czas?

Egzorcysta: – Oczywiście, że jest. Jednak diabeł potrafi doskonale się maskować, ukrywać. To, kiedy się ujawnia, zależy od sytuacji. Czasem wygodniej jest mu się nie objawiać, cicho siedzieć i ukrywać się.

Dziennikarka: A dlaczego się ukrywa? Boi się czegoś?

Egzorcysta: – By zrozumieć diabelskie myślenie, trzeba uświadomić sobie jedną podstawową sprawę: on myśli odwrotnie niż człowiek. Oznacza to, że dobre rzeczy są dla niego czymś strasznym, a to, co dla niego jest do przyjęcia, dla nas jest okropne. Diabeł nie ma zatem interesu ujawniać się komuś, kto czyni zło, próbuje grzechu. Wprost przeciwnie – siedzi wówczas cicho, aby tylko nie przestraszyć swoją obecnością owego nieszczęśnika”. (…)

Dziennikarka: Czy podczas egzorcyzmu Ksiądz rozmawia z diabłem?

Egzorcysta: – Tak. Rytuał przewiduje zadawanie pytań diabłu, ale jedynie tych, które mogą pomóc uwolnić opętanego człowieka od złego ducha. Nie można wypytywać diabła tylko z ciekawości.

Dziennikarka: Więc o co można go zapytać?

Egzorcysta: – Na przykład o imię.

Dziennikarka: To takie ważne?

Egzorcysta: – Oczywiście, że ważne. Każdy zły duch ma swoje imię. Poznanie go, a później wypowiedzenie podczas egzorcyzmu jest dla diabła ogromnym ciosem. Wtedy wprost wije się z nieszczęścia”.

Takich kwiatków jest mnóstwo. Byłoby to zabawne, gdyby nie było beznadziejnie głupie i jednocześnie szkodliwe. Przeczytałem wiele wypowiedzi egzorcystów i muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się aż takiej ciemnoty i prymitywizmu. To mocna ocena, ale trafna i nie formułowana pochopnie. Nasuwa się natomiast ważny wniosek. Nie powinno się egzorcystom powierzać tak ciężkich przypadków chorób psychicznych, jakimi są tzw. opętania. Mogą chorym bardzo zaszkodzić. Sądząc po wypowiedziach, egzorcyści sami wymagają leczenia. Ale egzorcyści to tylko pionki. Odpowiedzialność spada na kościelnych hierarchów, także na kościelne uczelnie.

Na wydziałach teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zagadnienie egzorcyzmów i opętania jest ciągłym przedmiotem prowadzonych tam rzekomo naukowych badań. Ale łatwo można zauważyć, że „badania”, kształcenie i dydaktyka w zakresie opętania i egzorcyzmów mają tylko jeden cel, i innego mieć nie mogą. Jest nim umacnianie wiary w osobowego szatana, opętanie i egzorcyzmy.

Nie ma innej możliwości, cały KUL i tzw. wydziały kościelne na UKSW poddane są ścisłemu nadzorowi ze strony władz kościelnych, muszą statutowo przestrzegać doktryny Kościoła. A ta nakazuje wiarę w szatańskie opętanie i egzorcyzmy. Zatrudnienie tam wymaga (według statutu i obowiązujących przepisów) akceptacji przez władze kościelne, a w przypadku profesorów – zatwierdzenia aż przez watykańską Kongregację Wychowania Katolickiego.

Paranoja „opętania” panuje więc od góry do dołu. Radosna twórczość profesorów, doktorów i magistrów kwitnie, przybywa publikacji, odczytów, rozwija się dydaktyka. W programie studiów na Wydziale Teologii KUL znajduje się temat: „zniewolenie szatańskie i egzorcyzmy”. Skoro Kościół uznaje oficjalnie opętania, temat musi być w programie. Nie można kwestionować paranoicznych wyobrażeń, obowiązuje wierność doktrynie kościelnej. Pisane są prace magisterskie. Jakie? Oto informacja dostępna na portalu UKSW:

Tytuł pracy magisterskiej: „Egzorcyzmy jako narzędzie walki Kościoła z szatanem. Studium teologiczno-moralne w świetle współczesnej literatury przedmiotu”.

Streszczenie: „Szatan i jego działanie stanowi przedmiot analizy wielu dziedzin wiedzy, w tym szczególnie teologii. Aktualność aktywności szatana we współczesnym świecie, a nawet jej charakterystyczne nasilenie, domaga się ciągłego analitycznego pochylenia się nad tym fenomenem. Rzeczywistość ta stała się problemem badawczym niniejszej pracy. Nie ma ona na celu demonizowania wszystkiego, co nas otacza, wyszukiwania sensacji, czy wzbudzania strachu u odbiorcy. Jest próbą analitycznego poznania prawdy i stwierdzeniem o istnieniu problemu z szatanem oraz jego „aniołami”. Praca ta podejmuje teologiczną analizę faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności. Tak określony problem koncentruje się na walce Kościoła z szatanem i jego działaniem przy pomocy szczególnego środka, jakim są egzorcyzmy, który w dzisiejszym świecie wzbudza trwogę, ciekawość lub obojętność”.

Urocze i przedziwne jest w tej pracy pomieszanie materii, jakby technika kontrapunktu. Z jednej strony deklaruje się analizą faktu istnienia dobra i zła, w kontekście współczesności, a z drugiej – wiarę w osobowego szatana i walkę z nim za pomocą kościelnych egzorcyzmów. Sądzę, że w streszczeniu tym ujawnia się doskonale głęboki konflikt między kulturą współczesną a kulturą głębokiego średniowiecza, do której należy wiara w opętanie przez szatana. Autor zapewnia, że nie chce demonizować, wzbudzać strachu i trwogi. A co chce? Chce napisać pracę magisterską na bałamutny temat, a kościelne uczelnie to umożliwiają.

Wydziały teologii istnieją także na sześciu uniwersytetach państwowych, finansowane z budżetu państwa.

Choroba psychiczna

Międzynarodowa klasyfikacja chorób WHO wymienia zaburzenie transowe i opętaniowe (trance and possession disorder) jako chorobę psychiczną. Mieści się w tej kategorii także poczucie opętania (owładnięcia) przez diabła. Nie uznaje się tzw. rzeczywistego opętania człowieka przez szatana. Psychiatria jest tu zdecydowanie sprzeczna z religią katolicką i niektórymi innymi. Według psychiatrii chory ma poczucie (!), że owładnęły nim szatańskie moce – na tym polega jego choroba. Natomiast Kościół z uporem twierdzi, że są przypadki, kiedy to szatan rzeczywiście opętuje. W efekcie egzorcyzmów – jak przekonuje Kościół – szatan jest skutecznie wypędzany.

Jak wygląda choroba opętaniowa? Jakie są jej przyczyny? Choroba charakteryzuje się czasową utratą dotychczasowego poczucia osobistej tożsamości i normalnej świadomości. Chory ma poczucie, że owładnęła nim jakaś zewnętrzna siła. W przypadku osób religijnych może być przekonany, że to szatan. Choroba wiąże się z czasowymi atakami/wybuchami niekontrolowanych zachowań, ruchów, krzyków, agresji, halucynacji. Osoby przekonane, że są w mocy szatana, często agresywnie reagują na symbole religijnie. Mogą słyszeć głosy nakazujące im czynić zło. Choroba ujawnia elementy histerii, transu, psychozy, schizofrenii, paranoi.

Przyczyny tych stanów mogą być bardzo różne. Z jednej strony w grę wchodzi podatność czy swoista nadwrażliwość psychiczna. Z drugiej – życiowe trudności, z którymi chory nie mógł sobie poradzić, traumatyczne wydarzenia i nieszczęścia. Może to prowadzić do poważnych zaburzeń, a u osób religijnych rodzić poczucie opętania przez szatańskie moce.

To, co widzimy, rzekome opętanie, jest objawem procesów zachodzących w ludzkiej psychice/umyśle. Według psychiatrii poczucie owładnięcia przez szatana to przypadek absorpcji religijnej, tj. pochłonięcia przez religijne wyobrażenia aż do stanu chorobowego. Ludzie różnią się znacznie między sobą podatnością na absorpcję i urojenia. Czasami ta podatność jest tak duża, że prowadzi do choroby psychicznej.

Kościół wśród przyczyn umieszcza szatana. Można powiedzieć, że egzorcysta, Kościół i chory doświadczają tych samych urojeń.

Dodajmy, że efektem procesów absorpcji, zachodzących w mózgu/umyśle osób głęboko religijnych, bywa poczucie mistycznego kontaktu z bogiem, a także patologiczne przypadki religijności.

Skuteczność egzorcyzmów

Głównym argumentem, przytaczanym często na rzecz realności szatańskich opętań, są przypadki skuteczności egzorcyzmów. Można usłyszeć: ale przecież egzorcyzmy są skuteczne. Zaznaczmy najpierw, że egzorcyzmy dość rzadko są skuteczne, nie można pochopnie uogólniać. A po drugie, skuteczność egzorcyzmów nie polega na tym, że egzorcysta rzeczywiście wygania rzeczywistego szatana. Psychiatria jednoznacznie wskazuje, że mamy tu do czynienia z działaniem sugestii. Opętanie to choroba psychiczna, w której wiara religijna, sugestia i autosugestia odgrywają szczególnie dużą rolę. Jeżeli psychicznie chory głęboko wierzy, że opętał go szatan, to jest też w stanie uwierzyć, że egzorcyzmy, moce boskie, uwolnią go od złych mocy. Inaczej mówiąc, zachodzi tu tzw. efekt placebo. To tak, jakbyśmy komuś nadmiernie pobudzonemu podali pastylkę zawierającą mąkę, a on wierzy, że dostaje skuteczny środek farmakologiczny. Wielu ludzi, podatnych na sugestię, poczuje się znacznie lepiej. Skuteczność sugestii potwierdzają liczne eksperymenty, chociaż oczywiście nie zawsze sugestia działa.

W przypadku rzekomego opętania chory zawdzięcza Kościołowi swoje chorobliwe wyobrażenia. I Kościół czasami może go od tych wyobrażeń uwolnić. Koło się zamyka, błędne koło. Lepiej byłoby, żeby Kościół zrezygnował ze swoich interpretacji „opętania”, przestał je głosić, i co najwyżej pomagał psychiatrom w uzasadnionych przypadkach (np. kiedy psychiatra uzna, że odprawienie modłów przez księdza jest pożądane). Kościół z uporem nie chce zrezygnować z propagowania swoich interpretacji, szkodliwych w rezultacie, bo często pobudzających i nasilających stany chorobowe.

Szkodliwość egzorcyzmów

Egzorcyzmy rzadko dają pozytywny skutek, sami egzorcyści mówią o trudnościach, nawrotach opętania, konieczności długotrwałego kontaktu z opętanym. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że egzorcyzmy często szkodzą, pobudzają i utrwalają chorobę, powodują stany krytyczne, niebezpieczne.

Notuje się przypadki silnych wybuchów histerii i agresji na widok kapłana-egzorcysty, krzyża, religijnych akcesoriów, obrazów, wody święconej, którą egzorcysta podczas rutynowych rytuałów kropi chorego. W ten sposób chory wyładowuje tłumioną w sobie agresję, mającą różne podłoże, ale głęboka wiary w szatana sprawia, że jest ona zgodna z wyobrażeniem o tym, jak szatan postępuje. Nie ma co się dziwić tym zachowaniom, dopiero w szpitalach psychiatrycznych możemy poznać prawdę o umyśle człowieka i jego patologiach.

Egzorcyści w tych agresywnych zachowaniach widzą potwierdzenie, że szatan rzeczywiście owładnął chorym. To obłędny wniosek. Chciałoby się powiedzieć, boże zlituj się nad swoimi orędownikami i uwolnij ich od tych urojeń. O ile chorym trzeba współczuć, to egzorcystów i Kościół trzeba krytykować, obnażać fałszerstwo.

Sygnalizowane czasami takie zachowania chorych, jak niespotykana siła fizyczna, są znane z innych sytuacji, np. w przypadku silnego poczucia zagrożenia życia. Reakcja organizmu bywa wtedy „nadludzka”, wydziela się niespotykana ilość adrenaliny, dają o sobie znać mechanizmy mobilizujące organizm do niezwykłych działań. Wszystkie te efekty (także tzw. mówienie językami, halucynacje, doświadczenia mistyczne) można osiągnąć za pomocą środków farmakologicznych. Nie trzeba szatana ani boga.

Obecnie Kościół w swoim nauczaniu szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka. M.in. za sprawą Kościoła liczba opętanych w Polsce rośnie. Kościół „leczy” opętanych, a jednocześnie ich produkuje. Przypomina strażaka, który podpala po to, by mieć co gasić.

Warto podkreślić znaczne podobieństwo między niegdysiejszą wiarą w czary i czarownice, a dzisiejszą wiarą w opętanie i egzorcyzmy. Kościół nauczał, że istnieją czarownice, które mają konszachty z diabłami. Wierzono w czary i czarownice. Skoro tak, w społeczeństwach o zakorzenionej religijności rzekome czarownice się pojawiały. Nieszczęsne kobiety pod wpływem różnych okoliczności i urojeń były przekonane, że są w kontaktach z szatanem. Procesy czarownic były czymś oczywistym i kończyły się dla nich często tragicznie.

Na szczęście pod wpływem Oświecenia Kościół utracił możliwość wytaczania procesów. Ale nie łudźmy się, gdyby mógł, to by chciał. Można zauważyć, że skoro Kościół zrezygnował z nauczania o czarownicach, czarownic jest mniej. Byłoby lepiej, gdyba dziś zaczął nauczać, że tzw. opętania to wyłącznie choroba psychiczna. Straciłby jednak jedną z dziedzin swej działalności i wpływów.

Czego powinniśmy wymagać od Kościoła

Działalność egzorcystów jest zbędna i Kościół nie powinien ich powoływać. Nie powinien też nauczać, że rzeczywiste diabelskie opętania mają miejsce. W uzasadnionych wypadkach ksiądz mógłby, pod kierownictwem psychiatry, pomagać w leczeniu choroby, o ile psychiatra uzna to za wskazane. Ksiądz nie powinien występować jako egzorcysta, lecz tylko jako kapłan. Nie powinien potwierdzać opętania swoją obecnością. Powinien swym autorytetem zaświadczać choremu, że nie jest opętany, tylko chory.

Warto spojrzeć szerzej. Kościół musi wiele zmienić w swej działalności, by przestać być ostoją obskurantyzmu, ciemnoty, zabobonu. Sprawa szatańskich opętań i egzorcyzmów to przykład ciemnej strony Kościoła. Powołując egzorcystów Kościół kompromituje siebie. Swoimi naukami szerzy paranoiczne wyobrażenia, że szatan może wstąpić w człowieka.

W jaki sposób Kościół mógłby uzasadnić rezygnację z głoszenia wiary w opętanie i egzorcyzmy? Teolodzy mówią, że według Ewangelii sam Chrystus wypędzał demony z opętanych, Kościół nie może więc odstąpić od tych nauk i praktyk. Sądzę, że to żaden problem. Przez wieki Kościół wypracował sposoby wycofywania się z absurdalnych poglądów i dziś nie twierdzi, że bóg stworzył świat dosłownie w ciągu sześciu dni. Powinien ogłosić, że w tamtych czasach były to przekonania i praktyki odpowiadające mentalności ludzi, nie było też psychiatrów i dzisiejszych metod terapii. Natomiast dziś trzeba korzystać z terapii psychiatrycznej, a nie z egzorcyzmów.

Spotkać można pogląd, że jeżeli Kościół zrezygnowałby z egzorcyzmowania, rozrosłoby się podziemie egzorcystyczne. To nieprzekonujący argument na rzecz utrzymania obecnego stanu rzeczy. W dzisiejszej Polsce jasne opowiedzenie się Kościoła przeciw wierze w opętanie i egzorcyzmy powodowałoby stopniowe ograniczenie przypadków tej choroby.

Rezygnując z egzorcyzmów Kościół uczyniłby krok w kierunku myślenia racjonalnego. Obecnie teolodzy powtarzają, że ich wiara jest racjonalna, a wspierają wierzenia, które mają charakter paranoiczny i irracjonalny. Wspierają praktyki rodem ze starożytności i średniowiecza, która nie powinny obecnie mieć miejsca. – Alvert Jann

*Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

Na blogu znajduje się w tej chwili dziesięć artykułów.

* O sobie piszę w: „Jak zostałem ateistą. Część 1” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jak-zostalem-ateista-czesc-1/

owl-44238_1280

Ks. Bashobora i katoliccy intelektualiści

W „Tygodniku Powszechnym” ukazał się artykuł Piotra Sikory dotyczący ks. Bashobory i ruchów charyzmatycznych w Polsce. Nie zgadzam się z poglądami autora. W dość obszernym artykule zabrakło kilku bardzo ważnych kwestii. Powstał obraz dalece, najdelikatniej mówiąc, zniekształcony. Nie zgadzam się też z głównym postulatem autora artykułu.

1. „Pentekostalizacja” Kościoła katolickiego w Polsce

„Kilka dni temu – pisze Sikora – w całodniowym spotkaniu z ugandyjskim księdzem i charyzmatykiem Johnem Bashoborą na Stadionie Narodowym wzięło udział ok. 40 tys. ludzi. Jednak członków ruchów charyzmatycznych o duchowości podobnej do tej, która reprezentowana była w czasie wydarzenia <Jezus na stadionie>, jest znacznie więcej – stanowią oni gros zaangażowanych katolików w Polsce” (TP, 31/2015).

Redaktor „Tygodnika Powszechnego” pomija całkowicie fakt, że religijny spektakl, o którym pisze, zorganizował i firmował Kościół, a osobiście arcybiskup diecezji warszawsko-praskiej Henryk Hoser. Z opisu można by sądzić, że to wydarzenie znacznie niższej rangi. Widzę w tym unik ze strony autora. A rzecz jest ważna. Bo to „gros” hierarchów popiera i wytycza taki właśnie kierunek działania: wiara w cuda, granie na niedojrzałych religijnych emocjach, wzniecanie religijnych uniesień, religijny „szoł”.

Kiedy zabrakło JPII, budzącego masowe emocje, Kościół stawia na spektakle z cudotwórcami w roli głównej. „Pentekostalizacja” (przejmowanie praktyk i form ekspresji charakterystycznych dla zielonoświątkowców, tj. pentekostalian/pentecostals), to ważny świadomy wybór dokonany przez hierarchów kościelnych. Ks. Bashobora to pionek, arcybiskup Hoser to ręka. Ruchy charyzmatyczne nie są rzeczywistością samoistną, są „przykościelne”, odpowiadają za nie księża i hierarchowie. Bashobora nie wystąpił incydentalnie, w polskim Kościele zagnieździł się na dobre, ma przed sobą – jak kiedyś mówiono w odniesieniu do czegoś innego – kolosalną przyszłość.

Kościół wybrał i animuje charyzmatyczny kierunek rozwoju. Dzięki celowemu pobudzaniu przez Kościół tej formy religijności – pentekostalizacja będzie trwałym rysem kościelnej działalności. Sikorze nie najbardziej się to podoba, ale w obecnej sytuacji jego propozycje – wrócę do niej jeszcze – sprowadzające się do wezwania, by studiować dzieła teologiczne, to iluzja.

Nadzieja w czym innym. Charyzmatyczny nurt może wkrótce wyczerpać swoje możliwości rozwoju, nie zyskiwać zwolenników, słabnąć. Charyzmatycy staną się (oby!) wyspą na tle laicyzującego się społeczeństwa polskiego. Co dziś warto robić? Trzeba wspierać laicyzację, a nie zalecać studiowanie teologii.

25

2. Kłamstwa? Urojenia?

Sikora pomija szokującą prawdę o ks. Bashoborze. Nosi to znamiona kamuflażu. Gdyby ktoś opierał swoją wiedzę tylko na artykule Sikory, mógłby sądzić, że jest to normalny ksiądz, który wygłasza kazania, prowadzi rekolekcje, tylko w sposób nieco bardziej emocjonalny, poruszający, egzotyczny. Tak nie jest. Bashobora szerzy wiarę w cudotwórstwo, uzdrowienia i wskrzeszenia zmarłych. To, co robi, to sianie zabobonów i złudzeń. Nawet w wywiadzie dla TVP info (jest w sieci) mówił, że kiedyś we Włoszech na spotkaniu z nim spośród 150 chorych 40 wstało z wózków zdrowymi. Wspomniał też, że innym razem do chorego na wózku powiedział „wstań”, i ten wstał.

Trudno się dziwić, że na rekolekcje cudotwórcy przychodzi dużo chorych. Czy złudna nadzieja, jaką mogą chwilowo zyskać, usprawiedliwia te spektakle? Czy ich depresji nie pogłębi rozczarowanie, kiedy okaże się, że także Bashobora nie pomógł? Czy Bashobora jest wiarygodny, kiedy mówi o chorych, których dzięki jego posłudze uzdrowił Jezus? Czy chorzy rzeczywiście zostali uzdrowieni? Czy jest dokumentacja medyczna potwierdzająca te uzdrowienia? To retoryczne pytania.

Działalność Bashobory odsłania głębię urojeń kultywowanych w Kościele. Przy okazji Bashoborowych imprez szerzona jest wiara nie tylko w cuda, ale także w moce szatańskie, które wręcz panują nad światem. Ilu w to uwierzy? Jaki jest skutek tych urojeń? W ludzkich umysłach Kościół instaluje demoniczny obraz świata. To żerowanie na ludzkich lękach i naiwności. Redaktor Sikora nawet nie wspomina o tym.

Nie chcę być posądzony o przesadę. Warto chociażby zwrócić uwagę na dwa wywiady, jakich udzielił fronda.pl ks. Łukasz Turek, koordynator diecezjalny ruchów charyzmatycznych w Warszawie, zaangażowany w stadionowe spektakle Bashobory.

Ks. Turek uprawia zaawansowaną demonologię. Mówi: „żyjemy w świecie, w którym dominuje grzech – bo władcą tego świata jest szatan”. Czy nie jest to aby promowanie satanizmu? Nie Bóg, tylko szatan jest władcą świata – mówi ksiądz.

Charakterystyczne, że Turek nie zaprzeczył przypadkom uzdrowień i wskrzeszania zmarłych, uściśla tylko, dokonując kamuflażu i uników, że to nie Bashobora uzdrawia i wskrzesza, tylko Chrystus za sprawą Bashobory. Trzeba powiedzieć, że to sprytne wyjaśnienie: Bashobora się tylko modli, zaś Chrystus jak chce, to wysłuchuje, uzdrawia, wskrzesza. No, no!

Oto fragment wywiadu:

Fronda: Niedawno usiłowano w dość niefortunny sposób „reklamować” rekolekcje z O. Johnem (Bashoborą), mówiąc o „wskrzeszeniach”.

Ks. Turek: Prawda… ciągnie się za o. Johnem taka czarna legenda, że niby mówił o tym, że wskrzesza ludzi… Tymczasem o. John nawet gdyby całe życie się wysilał, to z pewnością nikogo by nie uzdrowił, a tym bardziej nie wskrzesił… A Jezus… z Nim to już inna sprawa. (…) Jezus nadal jest skuteczny i jeżeli chce taki cud uczynić z wiadomego sobie powodu – może to uczynić. Czy uczynił to przez o. Johna? – dlaczego nie?

Kościół oficjalnie nie uznał żadnych cudów dokonanych za sprawą Bashobory, ale nie spieszy z zaprzeczaniem. Katolickie media, tak jak i ks. Turek, niedwuznacznie cuda te uznają za fakt.

Stałym tematem w mediach katolickich jest podkreślanie różnicy między Bashoborą a „uzdrawiaczami”. Nie wskazuje się na fałszywość samej wiary w cudowne uzdrowienia. Mówi się, że Bashobora działa rzeczywiście w imię Chrystusa, zaś inni to oszuści lub – co ciekawsze – znajdują się w rękach szatana. Inaczej mówiąc, nasz zabobon jest dobry, ich zabobon jest zły. Kościół chce tępić cudze zabobony za pomocą własnych.

Fronda: Jaka jest różnica między Ks. Johnem Bashobora a uzdrawiaczem ?

Ks. Turek:Różnica generalnie polega na tym, w czyje imię następuje to <uzdrowienie>. Nie może być tu najmniejszej wątpliwości, że w przypadku o. Johna czynione jest to w Imię Jezusa Chrystusa.

Skąd ta pewność? Kościół już raz zawiódł się na innym, znanym także w Polsce uzdrawiaczu, Harrisie, co zostało przypomniane. Kościół długo patronował Harrisowi, a w końcu uznał, że Harris służy diabłu.

Odnosząc się do sprawy Harrisa, ks. Turek mówi, że szatanowi udało się przez pewien czas oszukiwać wszystkich:

Ks. Turek: Znając diabelską przebiegłość i jego skłonność do małpowania Boga można wnioskować, że szatan zadbał o to, by wprowadzić zamieszanie w sercach ludzi. Musiało zatem nieco czasu upłynąć, abyśmy zaobserwowali, że coś w tym się nie zgadza. Jeżeli chodzi o tego słynnego Harrisa, to pierwsza chyba zorientowała się jego tłumaczka, której wygadał się, że uzdrawia mocą <duchów>, zaobserwowano również okoliczności w których widać było, że modlitwa mu przeszkadza.

Szatan został zdekonspirowany dzięki tłumaczce. Dziś pod rozwagę katolickich intelektualistów chciałbym wnieść coś równie ważnego. Zauważyłem, że redaktor frondy i ks. Turek mówią rzeczy podejrzane. Ogłaszają mianowicie, że mocą Chrystusa można uwalniać od nałogowego uprawiania masturbacji i praktyk gejowskich. Czy to nie ośmiesza Kościoła i Chrystusa?

Fronda: Słyszałam wypowiedź psychologa, i to katolickiego, który negował fakt że wyzwolenie z nałogowego grzechu np. praktyk gejowskich, czy masturbacji może nastąpić nagle, dzięki modlitwie. Powoływał się na „prawa psychologii”, że na studiach psychologicznych uczą o „konieczności długotrwałej terapii”. Czy jest możliwe cudowne, nagłe przekroczenie „praw psychologii”?

Ks. Turek: Jezus na szczęście jest większy od psychologii. Skoro może sprawić nagłe uzdrowienie fizyczne, to tym bardziej może uwolnić człowieka od największych nawet zniewoleń. Potwierdza to niejedno świadectwo. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

W sprawie Harrisa Kościół zawierzył polskiej tłumaczce, niech spróbuje teraz zawierzyć polskiemu ateiście. Sądzę, że za powyższą wypowiedzią, za Bashobarą, ks. Turkiem i frondą, stoi szatan. Teraz jest sprytniejszy i skutecznie unika dekonspiracji. Ale łatwo zauważyć, jaki jest jego cel. Szatan chce skompromitować Kościół w oczach co bardziej myślących wiernych oraz żądnych sensacji ateistów. Po to robi imprezy z udziałem ks. Bashobory. Po to inspiruje na łamach frondy publikacje, które ośmieszają Kościół i Chrystusa.

26e2f8b80006cda74d826c65

Redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” mogą sądzić, że sobie żartuję. Jeżeli tak, to tylko pod względem formy. Treść jest jak najbardziej poważna. Warto ją wziąć pod uwagę.

3. Szkodliwość ruchów charyzmatycznych

Sikora pomija sprawę szkodliwości Bashobory i ruchów charyzmatycznych. Nie idzie o to, że ruchom charyzmatycznym brakuje – jak uważa Sikora – intelektualnych kompetencji. Sprawa jest poważniejsza. Pod ich wpływem ludzie potrafią zaprzestać leczenia, polegając na charyzmatycznych praktykach. Udział w ruchach charyzmatycznych często zwiększa niepokój i lęk. W wielu wypadkach prowadzi to do zaburzeń psychicznych, nawet ciężkich. Ruchy i spektakle charyzmatyczne wzmacniają irracjonalizm, sprzyjają urojeniom.

Psychiatria zna dobrze zjawisko „absorpcji religijnej”, tj. pochłonięcia ludzkiej świadomości przez religijne wyobrażenia aż do stanu chorobowego. Ludzie różnią się znacznie między sobą podatnością na religijne urojenia. Czasami podatność ta jest tak duża, że prowadzi do choroby psychicznej. U uczestników ruchów i spektakli charyzmatycznych religijna absorpcja może powodować zaburzenia z elementami histerii, psychozy, transu, schizofrenii, paranoi. Np. na rekolekcjach Bashobory i im podobnych dochodzi do tzw. upadków w Duchu Świętym. Nadwrażliwe osoby padają jakby w konwulsjach, przypomina to atak padaczki. U uczestników ruchów dają o sobie znać zaburzenia mniej widoczne, ale o dużej trwałości. Kościół lekceważy te zagrożenia.

monster-602548_1280

Jednym z zaburzeń psychicznych może być poczucie tzw. opętania przez szatana. W ten sposób daje o sobie znać kościelne nauczanie o obecności osobowego szatana w świecie. Nie ma „prawdziwych” opętań, ale Kościół głosi, że są. Liczba psychoz opętaniowych na tle religijnym rośnie w Polsce.

Być może straszę Bashoborą, ale Kościół, ks. Turek i inni straszą szatanem. Co gorsze?

4. Czy warto studiować teologię?

Sikora zaleca ruchom charyzmatycznym i katolikom w Polsce studiowanie teologii. To jego główna rada, czy raczej przesłanie. Chce w ten sposób podnieść jakość polskiego katolicyzmu. „Wspólnotom Kościoła w Polsce potrzeba zatem – pisze – gruntownych studiów nad tradycją teologiczną chrześcijaństwa”.

Nie sądzę, by przyniosło to pozytywne rezultaty. Obawiam się, że propozycja Sikory to przejście z deszczu pod rynnę. Teologia zawiera zbyt dużo elementów irracjonalnych, urojeń. Sednem teologii jest dociekania spraw nadprzyrodzonych. To sytuuje ją w kategorii szeroko rozumianej ezoterycznej wiedzy o zjawiskach nadnaturalnych. O ile ruchy charyzmatyczne bazują na emocjonalnych przeżyciach, to teologia jest dziedziną wyrozumowanych urojeń. Studiowanie teologii chrześcijańskiej prowadzi do zanurzanie się w pojęciach boga, szatana, nieba, piekła, duszy nieśmiertelnej, sądu ostatecznego, cudów, opętań, dogmatów kościelnych, biblijnych mitów. To droga donikąd. Studiowanie teologii grozi zejściem rozumu na manowce, nie powoduje rozwoju intelektualnego, na którym zależy redaktorowi Sikorze.

Czy jest coś wartościowego w teologii? Wartości etyczne? Bywa, że tak, ale trzeba wziąć pod uwagę, że tradycją teologii katolickiej jest odnoszenie wszystkich problemów etycznych do wersetów Pisma Świętego. Katolikom bardzo trudno rozważać zagadnienia etyczne, bo te wersety przygniatają mentalnie. Chyba że katolik oderwie się od religii, teologii, świętych ksiąg. Weźmy karę śmierci? Zamiast refleksji etycznej, w teologicznej tradycji dominują wiekowe rozważania nad znaczeniem kilku wersetów. A homoseksualizm? Biblijne potępienia nie pozwalają myśleć. Katolicyzmowi trzeba raczej wyzwolenia od teologii, a nie zanurzenia się w teologii.

Niedawno Agnieszka Sabor, redakcyjna koleżanka Sikory, przejechała się krytycznie po ateistach, korzystając z wysłużonego wehikułu, jakim jest „Rzeczpospolita”. Dziwię się, że ateistom nie polecała gruntownego studiowania teologii.

Nie zgadzam się z finalnym stwierdzeniem redaktora Piotra Sikory: „dobrze się dzieje, że w Kościele w Polsce rośnie świadomość konieczności zanurzenia w Duchu”. Dlaczego niby dobrze? Sikora nie odpowiedział. „Brakuje nam jednak – czytamy dalej – sposobu patrzenia na to wydarzenie, jakie prezentuje Ewangelia Jana – w której Duch Święty, nazwany Duchem Prawdy, prowadzi do coraz głębszego zrozumienia działania Boskiego Logosu i do konkretnego zaangażowania miłości. A wszelkie cuda są przede wszystkim znakami niosącymi Boże objawienia”. Czytając te słowa, chciałoby się powiedzieć, boże zmiłuj się nad biegłymi w teologii. Cytat potwierdza moje obawy. Na jego podstawie widać, do jakich zwidów prowadzi zanurzenie się w świętych księgach.

Co może pomóc katolikom w oderwaniu się od religijnych wyobrażeń? Teologiczne lektury niczego dobrego nie spowodują. Może raczej czytanie książek popularno-naukowych lub naukowych, ale takich, które nie propagują między wierszami religijnych lub parareligijnych idei. Współczesna wiedza naukowa jest naprawdę fascynująca, dużo ciekawsza niż teologia i religia. Zapewniam.  –  Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ : 

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

watykan

Czy Jan Paweł II powinien mieć katolicki pogrzeb?

Teologowie i kapłani katoliccy powołujący się na nauki Jezusa i biblii od wieków oszukują swoje owieczki. Dogmaty katolickie i wynikające z nich nauki oraz zalecenia to największe odstępstwo od chrześcijaństwa. Nic więc dziwnego, że katolicyzm produkuje religijnych oszołomów i patologiczne postawy.

Praktycznie każdy katolicki dogmat według norm biblijnych jest nauką odstępczą. Natomiast kapłan są odpowiednikami żydowskich faryzeuszy, którzy byli przeciwnikami nauk Jezusa, które uważali za bluźnierstwo.

Katolicka kasta kapłańska stworzyła system religijny, który jest zaprzeczeniem humanizmu.

Katoliccy biskupi zachodniej części Kanady opowiedzieli się za odmawianiem katolickiego pogrzebu osobom, które dokonały „wspomaganego samobójstwa” [eutanazji] Ich zdaniem ceremonia religijna byłaby w tym przypadku gorsząca, gdyż sprawiałaby wrażenie, że pochwala ten grzech śmiertelny. Problem z pomocą w samobójstwie polega na tym, że jest ona dokonana z premedytacjąwyjaśnia bp Simard.

Pomysł kanadyjskiego biskupa, który chce odmawiać katolickiego pogrzebu, jest dowodem na to, jak hierarchowie za pomocą szantażu emocjonalnego kontrolują swoich wyznawców..

List do Rzymian 6: 7 Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu

Watykan głosi, że tylko w Kościele katolickim jest zbawienie, że to dzięki jarmarcznym obrządkom religijnym ludzie mają szansę po śmierci zażyć rozkoszy w rajskim spa. Ten fałszywy dogmat został wymyślony tylko po to, aby mieć kontrolę nad wiernymi, ponieważ według ewangelii jest tylko jeden pośrednik Jezus i purpuraci dobrze o tym wiedzą. Tak samo, jak dobrze wiedzą, że z chwilą śmierci Jezusa stan kapłański został zniesiony.

Watykan stosuje podwójne standardy jeden dla plebsu a drugi dla swoich urzędników. Nie inaczej jest w przypadku eutanazji.

Ta chorobliwa nadwrażliwość jest mocno stronnicza, bo jak nazwać zaprzestanie intensywnej opieki utrzymywania przy życiu pacjenta, którego  stan się nie poprawi i wiadomo, że umrze? Czy Jan Paweł II wypowiadając słowa w poniższym cytacie, dokonał eutanazji, czy może został zamordowany przez lekarzy?
– Pozwólcie mi iść do domu Ojca – powiedział Jan Paweł II na łożu śmierci, nakazując zaprzestanie dalszych prób podtrzymywania przy życiu.

Eutanazja – moje wyjście

To jak to jest, czy papieżowi należał się pochówek katolicki, czy nie należał? Według poglądów kanadyjskiego biskupa i świeckiego papieża Terlikowskiego [Terlikowski mudżahedin, który walczy z eutanazją], Jan Paweł II wpisuje się w holokaust i popełnił samobójstwo, czym dopuścił się śmiertelnego grzechu.

Biskupi dobrze wiedzą, że głoszą katechizm a nie ewangelię, bo gdyby kierowali się naukami Jezusa, to straciliby robotę. W swoich szeregach od wieków tolerują homoseksualizm, uprawiają prostytucję polityczną, łamią nagminnie celibat i chronią pedofilii w sutannach. [Watykan – tu się dba o spokój duszy pedofila Wesołowskiego].

Twierdzą, że to wszystko dlatego, że kościół jest święty, a zarazem grzeszny co jest kuriozalnym tłumaczeniem prowadzącym do ukrywania patologi wśród watykańskich urzędników. Często w dyskusjach z katolikami pada argument, że księża to też ludzie, że wiara jest ponad takimi przypadkami. Jednak zapominają katolicy, że sami karmią i wspierają klasę kapłańską, będąc częścią Kościoła katolickiego.

Wiara w boga nikogo nie uprawnia do oceny zachowań ludzi niewierzących w katolickie dogmaty i nauki, bo każdy jest odpowiedzialny za siebie. Dopóki katolicy tego nie pojmą, zawsze będą spotykali się z krytyką ze strony ateistów, antyklerykałów i ludzi myślących sceptycznie, dla których nauki watykańskie NIC nie znaczą.

Na koniec dla katolików mała podpowiedź, czego powinni wymagać od biskupów, którzy tak chętnie wrzucają innym na plecy ciężary, których nosić sami nie chcą.

1 List do Tymoteusza 3 

1 Nauka ta zasługuje na wiarę. Jeśli ktoś dąży do biskupstwa 1, pożąda dobrego zadania. 2 Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony 2, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, 3 nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz,4 dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością.5 Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?

ateista

„Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga.”

Czy aby na pewno głupi, a może jest wręcz odwrotnie? Osoba wierząca ma dwa argumenty, które w jej mniemaniu przesądzają o istnieniu boga. Pierwszym jest akt wiary milinów ludzi, drugim zaś spisane księgi, które traktowane są jako boże słowo. Oba argumenty podpierane są cudami, proroctwami, nawróceniami lub ostatnio tak modnymi wśród katolików egzorcyzmami.

Najbliższe kulturowo nam chrześcijaństwo, swoją wiedzę o istnieniu boga czerpie z biblii, z tym że nie wszyscy są zgodni co do sposobu wyznawania wiary.

Skąd wiadomo, że biblia jest święta, a zawarte w niej treści pochodzą od boga? Ponieważ tak jest w niej napisane!

2 Tymoteusza 3:16 Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania, do upominania, do prostowania

Praktycznie każdą dyskusję z osobą wierzącą można zakończyć, gdy zaczynają padać argumenty z religijnej literatury. 

Z biblią jest pewien problem – nie jest spójna i nie wiadomo, który zestaw rozdziałów można uznać za pełny i święty, czyli taki, który został poskładany pod wpływem siły wyższej.

Chrześcijaństwo co do kwestii prawidłowego zestawienia ksiąg biblijnych, jest podzielone. Odmiennie skład biblii widzą katolicy, protestanci, czy też Świadkowie Jehowy.

Do tego dochodzą jeszcze różne stopnie ich ważności – jedne są mniej, drugie bardziej święte, a wszystko zależy, kto jak zrozumiał, i jak zinterpretował tekst.

Kto ma w takim razie rację? Nikt.

[Księga kanonów – do wyboru, do koloru]

Na stronie gotquestions.org, prowadzonej przez protestantów, którzy odpowiadają na zadawane im pytania biblijne, jest  sporo tekstów polemizujących z katolickimi dogmatami i jest też tekst o ateizmie.

Pytanie: Co to jest ateizm?

Odpowiedź: Ateizm to pogląd, głoszący, że Bóg nie istnieje. Ateizm nie jest czymś nowym. Psalm 14:1, napisany przez Dawida ok. 1000 roku p.n.e, wspomina o ateizmie – „Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga.’”

Na samym początku tekstu autor powołuje się na autorytet pisma, które składa się z mitów i przypowieści ludowych koczowniczego plemienia izraelitów. Popularność biblii opiera się na trafnej dystrybucji i umiejętnym wykorzystaniu przez teologów religijnych pism. Jedyna dostępna wiedza o Jahwe i Jezusie pochodzi właśnie z mitologi żydowskiej, tak więc siłą rzeczy autor musi się na te pisma powoływać.

Czy ateizm jest naprawdę tak logicznym stanowiskiem, jak twierdzą ateiści?

Hm… Pomyślmy jaką alternatywę proponuje autor? Czy ma ona sens i czy jest logiczna?

Stawiając jakąś tezę, która opiera się na źródłach zewnętrznych, należy udowodnić, że źródło jest prawdziwe. Tak więc skoro ktoś twierdzi, że biblia jest słowem bożym, musi to udowodnić. W innym przypadku argument jest na tym samym poziomie co twierdzenie, że mity greckie zawierają prawdę o Zeusie, Atenie i całej reszcie Olimpu.

Wywody o prawdziwości przekazu biblijnego, zaczynają się mniej więcej takim twierdzeniem.

Fakt, że Bóg dał nam Biblię, dowodzi i obrazuje, jak bardzo nas kocha.

Zdanie to na samym początku zawiera manipulację. Istnienie boga nie jest faktem, tylko kwestią indywidualnej wiary, która jest zdeterminowana miejscem urodzenia. Nie jest też dowodem na to, że bóg ludzi kocha i dlatego dał im biblię.

Skoro osoba wierząca ustaliła, że jej wiara oparta jest na fakcie, to ktoś, kto w to nie wierzy, jest… „głupcem, który twierdzi, że boga nie ma”.

Logika religijna opiera się na dowodzeniu, że akt wiary jest dowodem, a bóg nie objawia się ludzkości, bo wtedy wszyscy by w niego uwierzyli, a to jest zbyt proste. Żeby było jeszcze bardziej irracjonalnie, wierzący twierdzą, że bóg się już parę razy ujawnił i ten „fakt” jest opisany na przykład w Starym Testamencie.

Bożym pragnieniem nie jest to, by po prostu przekonać ludzi, że On istnieje. Bożym pragnieniem jest, aby ludzie uwierzyli w Niego przez wiarę (2 List Piotra 3:9)

Tak, Bóg mógłby pojawić się i raz na zawsze zademonstrować, że istnieje.

Problem w tym, że Bóg jasno zademonstrował swoje istnienie już wiele razy w czasach Starego Testamentu (Księga Rodzaju rozdziały 6-9, Księga Wyjścia 14:21-22, 1 Księga Królewska 18:19-31)

Autor twierdzi, że bóg udowodnił swoje istnienie, zatapiając całą planetę Ziemię wodami potopu, które zalały łańcuch górskie powyżej 8000 tysięcy metrów. Twierdzi, że Mojżesz – postać fikcyjna – stuknął badylem w ziemię, dzięki czemu rozstąpiło się morze. Trzeci przykład traktuje o proroku, który pokonał innych proroków, którzy wyznawali inne bóstwo.

Powoływanie się na takie opowieści jest dość dziecinne i niczego nie udowadnia a wręcz przeciwnie, pokazuje naiwność człowieka, który wierzy w biblijne absurdy.

… powtórzmy jeszcze raz, istnienie Boga nie może być udowodnione, musi być zaakceptowane przez wiarę.

Identycznie, uwierzenie w ateizm wymaga tyle samo wiary.

Otóż nie wymaga wiary, tylko wiedzy. Na przykład nie ma tyle wody w atmosferze, która pokryłaby całą planetę na wysokość ponad 8000 metrów ponad poziom morza. Opowieść o Mojżeszu to lokalny mit, a Jahwe był lokalnym bożkiem, którym izraelici straszyli okolicznych sąsiadów.

Ateiści nie mogą udowodnić, że Bóg nie żyje np. w środku Słońca lub ponad chmurami Jupitera lub w jakiejś odległej galaktyce.

To nie może zostać udowodnione, tak więc samo to, że Bóg nie istnieje, również nie może zostać udowodnione.

Tyle samo wiary wymaga bycie ateistą, co bycie deistą.

Religijna logika jest tak samo dziecina jak i wiara w to, że jakiś gość przez trzy dni żył sobie w brzuchu ryby, a inny po śmierci chodził po ziemi. Czy fakt, że nie można udowodnić, iż w środku Słońca latają różowe słonie, czyni taki absurd możliwym? Czy ma sens wierzyć, że różowy słoń ożywi martwego człowieka?

Ciężar dowodzenia zawsze leży po stronie tego, który twierdzi, że latające i różowe słonie istnieją. Natomiast koncepcja Jahwe to splot nietrzymających się kupy opisów istoty doskonałej, która taką nie jest. Wystarczy zadać sobie parę pytań: Do czego istocie doskonałej potrzebne jest cierpienie istot czujących? Czy wszechwiedząca istota doskonała nie wiedziała kim będzie szatan? Czy istota doskonała potrzebuje ofiary złożonej z ludzkiego życia?

Parafrazując pytanie autora tekstu:

Czy wiara jest naprawdę tak logicznym stanowiskiem, jak twierdzą wierzący?

Czy Bóg istnieje?

rola kobiet

Gra w gender…

Katolickie święto Wniebowstąpienia Marii, które staje się powoli świętem narodowym, tak jak i sam kult Maryjny, to chyba największe oszustwo, jakiego dopuścili się kapłani Kościoła katolickiego. Dogmat ma swoje źródła w pogańskich wierzeniach i związany jest z kultem Matki, który obecny jest w większości mitów religijnych.

Doktryna Wniebowzięcia Marii sięga swoim początkami Imperium Bizantyjskiego około szóstego wieku. Doroczna uroczystość honorująca Marię stopniowo urosła w uczczenie pamięci śmierci Marii zwanej Świętem Dormition („zapadającej w sen”). Kiedy praktyka ta rozprzestrzeniła się na Zachodzie, zaczęto kłaść nacisk na wskrzeszenie Marii z umarłych i gloryfikację ciała Marii jak również jej duszy, przez co nazwę święta zmieniono na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Jest ono nadal obchodzone 15 Sierpnia, tak samo jak w Średniowieczu. Wniebowzięcie Marii zostało oficjalnym dogmatem Kościoła Rzymsko-katolickiego w 1950r. przez Papieża Piusa XII. źródło 

Obecny papież Franciszek, który prowadzi politykę liftingu Kościoła katolickiego, „zatroskany” jest o losy kobiet, więc nic dziwnego, że przy okazji święta Wniebowstąpienia Maryi, „pochyla się” nad ich losem.

Śpiew Maryi prowadzi nas do pomyślenia o wielu aktualnych sytuacjach bolesnych, szczególnie o kobietach przytłoczonych ciężarem życia i dramatem przemocy, o kobietach niewolnicach arogancji możnych, o dziewczętach zmuszanych do nieludzkiej pracy, o kobietach zmuszonych do poddania się na ciele i duchu pożądliwości mężczyzn.

Oby jak najprędzej nadszedł dla nich początek życia w pokoju, sprawiedliwości, miłości, w oczekiwaniu na dzień, kiedy wreszcie poczują się pochwycone przez ręce, które ich nie upokarzają, ale z czułością je podnoszą i prowadzą drogą życia, aż do nieba. Maryja, kobieta, dziewczyna wiele wycierpiała w swoim życiu. Każe nam Ona pomyśleć o tych kobietach, które bardzo cierpią. I prośmy Pana, aby On sam prowadził je swoją ręką drogą życia i wyzwolił je od tych zniewoleń. źródło 

Obłuda papieża, jak i całego kleru polega na tym, że Kościół swoimi naukami dąży do utrzymania biblijnej roli kobiet. Wszystkie zapewnienia kleru jak to im zależy na polepszeniu jakości życia kobiet we współczesnym świecie to cyniczna gra pozorów. Zakaz aborcji, in vitro, kłamliwa gra na emocjach związana z kategorią badawczą Gender to wszystko dowodzi, że kler katolicki nie liczy się z prawami kobiet, tylko kieruje się średniowiecznymi zabobonami.

W Europie, w Ameryce, w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, w niektórych krajach azjatyckich istnieje prawdziwa kolonizacja ideologiczna. Jedną z nich – mówię to jasno z „imienia i nazwiska” – jest gender! Dzisiaj dzieci w szkole – właśnie dzieci! – naucza się w szkole: że każdy może wybrać sobie płeć. – papież Franciszek 

Papież Franciszek, jak i każdy klecha katolicki opowiada bzdury na temat Gender, słusznie licząc na to, że ich wyznawcy nie sprawdzają tego, co plotą księża.

rola kobiet

Kłamliwa propaganda katolicka przynosi efekty, ponieważ słowo Gender zostało zaprogramowane złymi skojarzeniami: chłopcy ubierają się w sukienki, bawią lalkami lub wybierają sobie płeć. Ta stygmatyzacja gender wynika z wiary katolickiej, w której nie ma miejsca na demokrację, równe prawa kobiet i mężczyzn. Stosowana przez hierarchów katolickich socjotechnika ma na celu utrzymanie patriarchatu, bo kategoria badawcza gender jest zagrożeniem dla kleru.

kler

Bóg stworzył mężczyznę i kobietę; Bóg stworzył świat, w taki to konkretny sposób, a my czynimy coś przeciwnego. Bóg obdarzył nas stanem „pierwotnym”, abyśmy uczynili go kulturą; a następnie z tą kulturą czynimy rzeczy, które sprowadzają nas do stanu „pierwotnego”.

Bóg nic nie stworzył, ponieważ boga nie ma, są tylko wymysły kapłanów, którzy chcą kontrolować ludzi. Religijne bajki od wieków stygmatyzują kobiety. Chrześcijaństwo, islam – w każdej z tych religii systemowych kobiety są dodatkiem do świata.

Koran:

 Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi, i ze względu na to, że oni rozdają ze swojego majątku. Przeto cnotliwe kobiety są pokorne i zachowują w skrytości to, co zachował Bóg. I napominajcie te, których nieposłuszeństwa się boicie, pozostawiajcie je w łożach i bijcie je! A jeśli są wam posłuszne, to starajcie się nie stosować do nich przymusu. Zaprawdę, Bóg jest wzniosły, wielki! (Sura 4, ajat34) Mężczyźni mają nad nimi wyższość. Bóg jest potężny, mądry! (Sura 2, ajat 228) 

Biblia:

11 Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. 12 Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam 4 ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości. 13 Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa. 14 I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo. 15 Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci; [będą zbawione wszystkie], jeśli wytrwają 5 w wierze i miłości, i uświęceniu – z umiarem. – 1 List do Tymoteusza

Obie księgi są uważane za natchnione przez boga, który jak widać niespecjalnie lubi kobiety…

Franciszek Papież

A Franciszek powiedział…

Papież Jan Paweł II był wielkim Polakiem… papież Franciszek to spoko koleś, który zrobi porządek w Kościele…

Gdy czytam tego typu opinie, które wypowiadają znani i mniej znani racjonaliści, to się zastanawiam, czy naprawdę są racjonalistami. Papieże są przywódcami Kościoła katolickiego — instytucji, która pasożytuje na ludziach. I żaden papież tego nie zmieni, bo nie ma takiej możliwości.

Obecny papież jest jezuitą i prowadzi wyrachowaną politykę, która polega na mówieniu tego, co ludzie chcą usłyszeć. Dotychczasowa formuła, której Polski episkopat jest emanacją, wyczerpuje się, więc papież Franciszek musi szukać nowych haseł. Co ciekawe, po jakiejś rewolucyjnej wypowiedzi papieża pojawia się sprostowanie jego słów, a sam papież do tych sprostowań się nie odnosi, można więc założyć, że w ten sposób badane są nastroje środowisk katolickich.

Podczas wizyty w Polsce z okazji Światowych Dni Młodzieży, papież Franciszek rozmawiał z polskimi biskupami – relację z tej rozmowy opublikowała portal Oko.press . Warto zapoznać się z treścią i planami na przyszłość Kościoła katolickiego, dzięki temu może niektórym spadną różowe okulary.

Polska to ostatni bastion katolicyzmu w Europie, więc Watykan jest żywo zainteresowany utrzymaniem dotychczasowego status quo w naszym kraju. Dla kleru katolickiego głównym zagrożeniem jest coraz większa świadomość ludzi, że nauki kościelne, jak i sama wiara chrześcijańska, to średniowieczny system kontroli społecznej. Klasa kapłańska każdej religii trąbi na lewo i prawo o pozytywnym wpływie ich wierzeń na społeczeństwo, mimo że fakty historyczne i wydarzenia na świecie przeczą tym twierdzeniom.

 Abp Marek Jędraszewski: Ojcze Święty, jakiego rodzaju działania duszpasterskie powinien podejmować Kościół katolicki w naszym kraju, aby naród polski pozostał wierny swojej ponad tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej? 

Pytanie jest bez sensu, ponieważ każdy kapłan powinien wiedzieć, że głównym jego zadaniem jest głoszenie i życie w zgodzie z naukami Jezusa. W Polsce nie ma czegoś takiego jak tradycja chrześcijańska, jest za to dominacja Watykańska. Biskup pyta się papieża co zrobić, żeby naród dalej tkwił w ciemnocie, tak by można było drenować kasę państwową i indoktrynować młodych ludzi.

Odpowiedź papieża na to pytanie jest dość ciekawa.

Papież Franciszek: To prawda, dechrystianizacja, sekularyzacja współczesnego świata jest silna. Wręcz bardzo silna (…) Myślę, że w tym tak zsekularyzowanym świecie mamy też inne niebezpieczeństwo, uduchowienie gnostyckie: owa sekularyzacja daje możliwość rozwoju nieco gnostyckiego życia duchowego.

Nie ma miejsca na inną duchowość niż katolicka, każda inna jest zagrożeniem dla interesów Kościoła katolickiego. Papież Franciszek jest katolickim fundamentalistą, który prowadzi z opinią publiczną cyniczną grę w „naprawę” patologicznej instytucji. Instytucji, której idee pozwalały na ludobójstwa, palenie ludzi na stosach, ukrywanie i tolerowanie w swoich szeregach pedofilii. Są to fakty, których nie można zakryć żadnymi banałami i katolickimi obrządkami.

Moim zdaniem najpoważniejszym problemem owej sekularyzacji jest dechrystianizacja: usunięcie Chrystusa, usunięcie Syna. Modlę się, odczuwam… i nic więcej. To jest gnostycyzm.

Gnostycy są zagrożeniem dla Kościoła katolickiego, tak jak każde inne środowisko, które jest poza kontrolą Watykanu.

Gnostycyzm, jedna z pierwszych prób mających na celu przetworzenie wiary chrześcijańskiej w wiedzę i pogląd na świat. Gnostycyzm był starszy od chrześcijaństwa, rozwijał się w ramach filozofii arabskiej, greckiej, judaizmu i religii Wschodu. Przyjmował różne odmiany i postacie. Największego rozkwitu doczekał się na przełomie II i III w.

Brzydkim obliczem katolicyzmu jest protekcjonalizm przejawiający się w niebiblijnym dogmacie, jakoby tylko dzięki czarom kapłanów, wierni będą zbawieni po śmierci.

KKK 846 Jak należy rozumieć to stwierdzenie często powtarzane przez Ojców Kościoła? Sformułowane w sposób pozytywny oznacza, że całe zbawienie pochodzi jedynie od Chrystusa-Głowy przez Kościół, który jest Jego Ciałem

Polityka Watykanu nigdy się nie zmieni, jeżeli ktoś uważa inaczej, to jest naiwny…

Istnieje jeszcze inna herezja, która jest również obecnie w modzie (…) Istnieje również pelagianizm, ale zostawmy go na boku, aby porozmawiać o nim w innym czasie.

Kolejnym zagrożeniem dla statusu kapłanów katolickich jest niebezpieczna doktryna, która główny nacisk kładzie na etykę. Pelagianizm głosi, że człowiek jest zdolny czynić dobro sam z siebie, został stworzony jako istota śmiertelna, a jego skłonność do grzechu wynika z siły przyzwyczajenia, przy czym grzech nie jest wpisany w ludzką naturę, a biblijny Adam dał tylko zły przykład ludzkości. Pelagianie uważają, że nie istnieje predestynacja w związku z tym, każdy człowiek może być zbawiony mocą swojej woli.

Tego typu nauki są nie do zaakceptowania przez katolickich kapłanów, są zaprzeczeniem wszystkich nauk i dogmatów, które mają uzależnić wierzących od watykańskiej instytucji. Wolność wyboru, demokracja i tolerancja to zaprzeczenie nauk katolickich. Są to niebezpieczne idee, ponieważ dają człowiekowi możliwość korzystania z aktu wolnej woli.

cdn…

chile-house-1115590_960_720

Religia, system kontroli społecznej.

Jan Woleński w tekście  „Ołtarz naciera, tron sekunduje” stwierdził: „Tak czy inaczej, religia wraz z prawem, moralnością, obyczajami i ewentualnie innymi zjawiskami, np. polityką, należy do systemu kontroli społecznej.” Zgadzam się z profesorem, że religie systemowe, są formą kontroli społecznej. Co więcej, uważam, że każda forma religii, w której główną rolę odgrywają kapłani, jest formą zniewolenia. Logika, wiedza i historia gatunku homo sapiens na każdym etapie rozwoju udowadnia, że religie instytucjonalne są patologią, nie przyczyniają się do rozwoju społecznego, tylko go hamują.

Religia ma w sobie potencjał do nieograniczonej ilości interpretacji „woli” magicznej istoty. W takiej konfiguracji każdą brednię można uznać za święty przekaz. Język religijny to zlepek frazesów wygłaszanych jako aspekt dokonany, a ludzie wierzący stają się zakładnikami swoich kapłanów. Duchowieństwo twierdzi, że bez religii nie ma moralności, że tylko wiara w boga czyni człowieka „pełnym”. Tymczasem fakty są zupełnie inne. Historia uczy, że religie są najczęstszą przyczyną przemocy i nienawiści.

Koncepcja boga miłości kochającego swoje dzieło to przykład dualizmu: z jednej strony ofiara Jezusa, z drugiej obozy koncentracyjne.

Taka sprzeczność musi rodzić sprzeczne postawy. W piśmie naukowym „Current Biology jakiś czas temu opublikowano wyniki badań, które wykazały, że indoktrynacja religijna nie jest gwarancją zachowań moralnych.

Międzynarodowe badanie: religijne dzieci są mniej życzliwe od niereligijnych

Badania wykazały, że chrześcijańskie i muzułmańskie dzieci nie różnią się znacząco w altruizmie, jednak obie grupy są znacznie mniej skłonne do bezinteresownego dzielenia się, niż niereligijne dzieci.

„Co więcej, negatywny stosunek między altruizmem i religijnością rośnie z wiekiem. U dzieci, mających dłuższe doświadczenie z religią, ten negatywny stosunek jest największy”, czytamy w artykule poświęconym badaniu.

Każda ideologia, która staje się dogmatem z czasem przynosi negatywne skutki i tak jest w przypadku religii instytucjonalnych. Ludzie na całym świecie wierzą w różne formy istot magicznych i jak to ujął profesor Woleński, musi być ku temu jakiś powód.

Ponieważ [religie] są powszechnym elementem życia społecznego, musi być po temu jakaś racja. Być może jest tak, że gatunek ludzki ma gen religijny, być może inne wyjaśnienie jest zasadne.

Wiara w byty nadprzyrodzone pomagała naszym przodkom w sposób szybki nazwać to, czego nie rozumieli, ziemia jest cudem, nieszczęścia karą, szczęście nagrodą itp. Ponieważ wiara nie opiera się na rozumie, jest łatwa do modelowania. Przez całe wieki ludzie słyszeli, że potrzebują odkupienia, że mają w sobie pierwiastek zła, który jest odpowiedzialny za wszystkie nieszczęścia tego świata. I podobnie jak w przypadku dobra, zło też jest spersonifikowane jako szatan, gej, muzułmanin, ateista.

Różnej maści kapłani wmówili swoim owieczkom, że potrzebują istoty wyższej, która spowoduje, że będą lepsi, że po śmierci czeka ich nagroda. Uwiązanie do magicznego myślenia czyni świat realny przejściowym, opętanym przez złe istoty magiczne, które namawiają ludzi do złego. Logiczne więc jest to, że tak postrzegany świat przestaje być domem dla człowieka, staje się tymczasowym poletkiem doświadczalnym dla tworów wyobraźni.

Taki sposób myślenia powoduje, że ludzie religijni chcą narzucać innym zasady swojej wiary. Nie ma to najmniejszego sensu, jest bezrozumne, ale niestety skuteczne, bo jak tu polemizować z kimś, kto wierzy w średniowieczne mity? Nie można ludziom o religijnym myśleniu wytłumaczyć, że ich wiara nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Religianci nie są w stanie zrozumieć, że narzucanie wierzeń lub stosowanie przymusu zachowań zgodnych ze średniowiecznymi normami jest najgorszym z możliwych sposobów krzewienia swoich przekonań.

Koncepcja boga w starych religiach wynika z lęku. Ludzie wierzą w boga, bo nie potrafią ufać sobie samym. Potrzebują postaci ojca, wielkiego tatusia. Są ciągle dziecinni, potrzebują kogoś, kto dałby im odwagę i zapewnił ochronę. Po prostu boją się zostać sami. W momencie, w którym zaufasz sobie i będziesz sobą – odkryjesz, że bóg nie istnieje.

Wszystkie religie opierają się na wierze, że istnieje życie po śmierci i należy poświęcić obecne dla przyszłego. Twierdzę, że trzeba poświęcić przyszłe dla obecnego, bo to jest wszystko, co masz: tu-i-teraz.

Osho

Odwoływanie się do rozumu w przypadku religijnego myślenia nie ma większego sensu. Jedynym w miarę sensownym działaniem jest odwoływanie się do emocji, bo to one tworzą systemy religijne, które odwołują się do magii, a magicznym myśleniem można każdą niedorzeczność zracjonalizować.

Przykładem na to są obecnie rządzący Polską politycy, którzy nawiedzeni religijnym patosem nie przejmują się tym, że okłamują społeczeństwo, że ich życie oraz decyzje są w sprzeczności z głoszonymi wartościami oni swoje działania motywują „wyższym celem”. Mechanizm ten podobny jest do tego, w jakim tkwią osoby uzależnione, które potrafią nałogową regulację emocji uzasadnić, w ich mniemaniu, racjonalnymi powodami.

I dlatego obecny sojusz ołtarza z tronem jest groźny. O ile dawniejsze ekipy nie przeszkadzały Kk, naiwnie oczekując, że pozostanie on politycznie neutralny, to obecna nie ukrywa, że zamierza aktywnie wspierać ołtarz. Słusznie liczy na wzajemność.

Dominika Kozłowska wierzy, iż o kształcie polskiej religijności nie zdecyduje Kościół instytucjonalny, ale rozumni i moralnie wrażliwi wierni.

Nie przeczę, że tacy są, także księża, ale utrzymuję, że kształt katolicyzmu determinuje instytucja, a nie zwykli ludzie, bo ta pierwsza ma posłuch u tych drugich, a nie odwrotnie.

„Ołtarz naciera, tron sekunduje”

Nasze społeczeństwo zostało podzielone i wciągnięte w jałową debatę światopoglądową, która nie może skończyć się wspólną konkluzją. Tak zwany język nienawiści zamyka jakąkolwiek konstruktywną dyskusję. Ciekawe kiedy ludzie pojmą, że te podziały nie są przypadkowe i służą tylko rządzącym.

To co ma i tak spaść, należy popchnąć. 

Fryderyk Nietzsche

Konkordat – trojan, który niszczy system

Konkordat – przepis na toksyczny związek.

naked-453253_1920

„Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony…”

Politycy i kapłani, gdy tylko otworzą usta zaczynają wychwalać dorobek Kościoła i twierdzą, że chrześcijaństwo, czyli katolicyzm jest polską tożsamością, że bez Kościoła Polska nie byłaby Polską. Prawda jednak wygląda zupełnie inaczej. Kościół jest instytucją, która dyskryminuje ludzi, niemieszczących się w pojęciu „Polak — katolik” i jest kompletnie odporny na demokrację. Religia i demokracja to dwa elementy, które nigdy nie będą do siebie pasować, a każda próba łączenia jednego z drugim, skończy się porażką.

Najlepszym probierzem każdej instytucji, jest jej stosunek do kobiet, a z tym Kościół katolicki miał i ma dalej problem.

Kościół, a kobiety

Alina Petrowa-Wasilewicz z KAI podkreślała, że dzięki dorobkowi kobiecej tradycji, Kościół jest instytucją, która zrobiła najwięcej dla godności i promocji kobiet.

Kto zna historię Kościoła katolickiego, ten wie, że to stwierdzenie jest niedorzecznością, obliczoną na religijnego odbiorcę.

Jej zdaniem, problemy te wynikają z dziedzictwa kulturowego, ale tym, co może rzeczywiście pomóc Kościołowi jest powrót do Ewangelii, do tego, żeby każdy dar, zarówno kobiecości jak i męskości rozpatrywać ewangelicznie.

Pani Wasilewicz twierdzi, że trzeba jeszcze bardziej kobiecość, rozpatrywać w zestawieniu z biblijnymi naukami. Nic bardziej mylnego. W biblii kobieta jest naznaczona grzechem, a cechą wspólną judaizmu, islamu i kato/chrześcijaństwa jest chorobliwy wręcz mizoginizm.

W społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że biblia jest niezwykle cenną księgą, której mądrość jest ponadczasowa. Wierzący są przekonani, że to, co jest napisane w księdze, pochodzi od boga a ci, co nie wierzą, uważają, że jest to po prostu zbiór żydowskich mitów. Fakt jest taki, że biblia jest najbardziej rozpoznawalną pozycją literacką na świecie i właśnie dlatego, poglądy i opinie w niej zawarte, położyły się cieniem na historię gatunku homo sapiens.

Przez wieki opowieści zawarte w biblii naznaczyły relację między kobietą i mężczyzną. Czy to się komuś podoba, czy nie taki jest fakt i warto o tym mówić, bo podświadomość nie zna się na żartach, wierzy w to, co słyszy. A słyszy od wieków, że kobieta namówiła mężczyznę do grzechu pierworodnego, czym sprowadziła na świat same nieszczęścia.

Biblijne opowieści mają to do siebie, że są plastyczne i można je interpretować w zależności od własnych przekonań i poglądów. Gdy teologowie napotykają problem z wytłumaczeniem jakiegoś biblijnego zdarzenia, które zaprzecza fizyce i logice, twierdzą, że jest to parabola, która ma czegoś ludzi nauczyć, coś im pokazać.

Opowieść o Adamie, Ewie, raju, gadającym wężu i owocu, który spowodował, że Adam z Ewą dowiedzieli się, że istnieje coś takiego jak zło, to bajka, którą wymyślili izraelici. Nauka już dawno rozprawiła się z tym mitem, jednak religia rządzi się swoimi prawami. Mit funkcjonuje.

W Starym Testamencie kobieta była traktowana jak inwentarz domowy, który należy do mężczyzny. Od urodzenia dziewczynki były naznaczane swoją płcią. Po urodzeniu chłopca kobieta „oczyszczała się” w siedem dni, a przez kolejnych trzydzieści nie mogła wchodzić do świątyni, aby niczego świętego nie dotknąć. W przypadku gdy urodziła córkę, cały cykl oczyszczenia trwał dwukrotnie dłużej, czternaście i sześćdziesiąt dni.

Księga Kapłańska 12

 2 «Powiedz do Izraelitów: Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. 

 4 Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. 

5 Jeżeli zaś urodzi dziewczynkę, będzie nieczysta przez dwa tygodnie, tak jak podczas miesięcznego krwawienia. Potem pozostanie przez sześćdziesiąt sześć dni dla oczyszczenia krwi.

Kościół przez wieki kształtował zwyczaje i prawa stanowione w Europie, więc pozycja kobiet musiała być zgodna z katolickimi dogmatami. Tacy ojcowie kościoła jak Augustyn i Tomasz z Akwinu przyczynili się do wzrostu pogardy do kobiet. Augustyn nadał grzechowi pierworodnemu charakter seksualny i przeniósł winę na kobiety. Niesamowite jest to, że i dziś wielu ludzi myśli, że z to z powodu uprawiania seksu w raju Adam z Ewą zostali z niego pognani. Ta patologiczna stygmatyzacja seksu, doprowadziła do chorobliwych prób kontrolowania wszystkiego, co związane jest z seksualnością człowieka.

Szajba, jaką mają kapłani katolicy na punkcie kategorii badawczej Gender, wynika z tego, że Kościół jest zbudowany na patriarchacie. Hierarchiczna struktura Watykanu i nauki katechizmu wykluczają zrównanie praw kobiet z mężczyznami, dlatego tak mocno atakowane są badania nad rolami kulturowymi kobiet i mężczyzn. Księża wręcz alergicznie reagują na wszystkie inicjatywy, które mogą wykazać, że król jest nagi i plecie głupoty.

Kościół nie zmieni swoich poglądów na rolę kobiet w świecie.

Trwająca w kraju od lat wojna z aborcją, antykoncepcją pokazuje, że Kościół chce, aby kobiety najlepiej siedziały w domu i rodziły dzieci. Gdy przytacza się cytaty ojców kościoła na temat kobiet, teologowie i księża twierdzą, że to średniowieczne poglądy i przywoływanie ich jest powodowane chęcią dokopania klerowi. Zapomina się przy tym, że biblia jest księgą funkcjonująca i kształtującą świadomość wielu ludzi w czasach obecnych.

Hierarchowie, twierdzą, że kobiety są otoczone szacunkiem, a palenie czarownic i średniowieczny stosunek do kobiecości to był wypadek przy pracy, taka niechlubna karta w historii Kościoła, i że dziś to już nie ma znaczenia. Otóż jest to nieprawdą — stygmatyzacja kobiet się dokonała. W mniejszym lub większym stopniu zakotwiczony jest w społecznej świadomości obraz kobiety, która jest„instrumentum diaboli”, tego żadne kazania ani encykliki nie zmienią.

Prawo moralne Księga Wyjścia 22: 17 Nie pozwolisz żyć czarownicy.

Obsceniczne psudo-dzieło „Młot na czarownice” pokazuje, jaką nienawiścią do kobiet pałali kapłani religii miłości. Jego autorzy twierdzili, że uprawianie czarów leży w kobiecej naturze, ponieważ w ich sercach tkwi niegodziwość. W Niemczech w latach 1450-1550 spalono na stosie około 100 tysięcy kobiet za „uprawianie czarów”. Obrońcy kleru katolickiego zwracają uwagę, że to głównie protestantyzm jest odpowiedzialny za płonące stosy. Otóż to nie ma znaczenia, które wyznanie więcej kobiet zamordowało, liczy się to, że tak paranoiczne zachowania miały miejsce, a podstawą ich były mity żydowskie.

Przez 100 lat, mordowano tysiąc kobiet rocznie!

Często można spotkać się z poglądem, że Nowy Testament zmienił nastawienie do kobiet, nic bardziej mylnego. Jezusowe przesłanie nie przeszkadzało w formowaniu się ohydnych poglądów, prezentowanych przez takich dewiantów jak Tomasz z Akwinu, Augustyn i cała reszta ojców katolicyzmu. Ap. Paweł w jednym ze swoich listów twierdzi, że kobieta w kościele ma nosić nakrycie głowy, ponieważ widok kobiecych włosów wywołuje niepokój… u lubieżnych aniołów. Myślę, że gdyby Paweł chciał prawdę napisać, to napisałby, że ten niepokój rodzi się w głowach lubieżnych kapłanów.

Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony… kobieta jest bramą piekieł, drogą do nieprawości, żądłem skorpiona, tworem nieużytecznym… pośród wszystkich dzikich bestii nie ma szkodliwszej nad kobietę… Gdy patrzysz na kobietę, myśl, że to szatan. Kobieta jest jak przepaść piekielna… kobieta zawiera więcej wody i przez to jest defektem… mężczyzna jest zainteresowany sferą duchowości, kobieta zaś to istota próżna i niewyżyta seksualnie… kobieta pociąga duszę mężczyzny ku nizinom… Kobiety są dziećmi, osób chorych umysłowo..

Powyższe cytaty to poglądy ojców kościoła. Ten mizoginizm przeniósł się do naszych czasów, słychać go w wypowiedziach księży, którzy w swoich naukach kierują się dewizą z Listu do Efezjan: „Żony niechaj będą poddane mężom swym”. Biblia wyraźnie mówi, że kobieta została przeznaczona na „pomoc człowiekowi”.

Powodem pogardliwego stosunku apologetów dobrej nowiny o Jezusie do kobiet, jest seks i związane z nim odczuwanie żądzy. Tomek z Akwinu ogłosił seksualność: „szczególną dziedziną diabła” twierdził, że częste kontakty seksualne mogą prowadzić do niedorozwoju umysłowego. Tragiczny w skutkach okazał się celibat, który został wprowadzony głównie po to, aby po śmierci księdza, zgromadzony majątek zostawał w Watykanie. To masowe tłamszenie popędów seksualnych, musiało przerodzić się w złość na kobiety i zboczone popędy seksualne duchowieństwa.

Kobieta traktowana jest jak istota słabsza, bardziej skoncentrowana na sferze fizycznej i materialnej, to stąd wynikają próby kontroli nad kobietami. Trwający od lat koncert życzeń księży katolickich w sprawie aborcji pokazuje, jak przedmiotowo traktowane są kobiety przez kler i różnej maści nawiedzonych religiantów.

Najgorsze jest to, że ten obłęd u religiantów jest już nieuleczalny.

Temat aborcji będzie mielony aż do skutku, czyli aż do wprowadzenia całkowitego jej zakazu. Absurdalne hasła o holokauście, mordowaniu własnych dzieci, rozrywaniu płodów kowalskimi narzędziami, nakręciły atmosferę walki o cywilizację. Wspomniany Tomasz z Akwinu w sprawie aborcji pisał tak: „o zabójstwie można mówić dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi płód już uformowany”. Dziś może dojść do tego, że ochroną zostaną objęte plemniki.

Cechą wspólną wszystkich zabobonów jest przedmiotowe traktowanie kobiet. Niestety stan ten jest stały i się nie zmieni, bo na tym oparty jest patriarchat.

Czy nam się to podoba panowie, czy nie to głównie rodzaj męski urządził świat.

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.  1 Kor 14, 34

Rola kobiet w biblii

Wesprzyj projekt wydania książki!

Opisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”,  co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy.

Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

Szczegóły na stronie projektu.

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”

sytuacja-polityczna-w-Polsce2

Proste prawdy o reformie edukacji w wersji PiS -u.

W tekście po tytułem: Kabaret „Dobra zmiana” kontynuuje trasę po Polsce. napisaliśmy:

Obecnie rządzący kabaret „Dobra zmiana” wraz z klerem katolickim, chce wychować pokolenie kato-narodowców.

Prawdę o „gównianej zmianie” w edukacji naszej młodzieży, powiedział w wywiadzie opublikowanym w  INNPoland.pl, Prezes ZNP Sławomir Broniarz. Zadał pytania, które równają z ziemią reformę edukacji w wersji PiS-u. Szef ZNP twierdzi, że ministerstwo nie potrafi spójnie i merytorycznie odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: z jakiegoż to powodu dokonują takiej rewolucji?

Zdaniem szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza jest to jednak „rewolucja bez powodu”, a jej konsekwencje odczują tylko ci najbardziej zainteresowani: uczniowie i nauczyciele.

Kaczystów interesuje tylko indoktrynowanie młodych umysłów im mniej sensowne ruchy, tym łatwiej twierdzić, że wynikają one z jakiegoś chytrego planu naprawy Polski. Problem w tym, że taki nie istnieje. Co więcej, główny winnym zepsucia kraju jest Kościół katolicki, popierany przez niebezpiecznych oszołomów religijnych, którym świat fantazji miesza się z rzeczywistością.

przeciw_polityczne_274117

Na pytanie: Co resort chce dzięki reformie osiągnąć? Szef ZNP odpowiada pytaniem:

To pytanie do autorów tej rewolucji. Ja natomiast wolałbym zapytać: z czego ta rewolucja wynika

Na to jest tylko jedna odpowiedź. Rewolucja wynika z planu zafałszowywania historii i chęci ustanowienia państwa wyznaniowego. Dzięki takiej moderacji będą wychowywać następne pokolenia wyznawców Kościoła i zwolenników „gównianej zmiany”

.. mamy pierwszy rocznik, który całkowicie przeszedł zaprojektowany wówczas system. Do dzisiaj nikt nie ocenił tamtej reformy. Nie zastanowił się na jej skutkami, nad jej mocnymi i słabymi stronami. Czym zatem resort uzasadnia tak gwałtowną, radykalną potrzebę zmian?

Marzena Drab, wiceminister MON powiedziała, że będzie więcej lekcji historii, patriotyzmu i wartości, przy czym nie uściśliła o jakie wartości chodzi. Resort realizuje wytyczne episkopatu, które zostały ustalone z biskupami na spotkani w kwietniu tego roku.

Rząd Polski, za pośrednictwem swoich przedstawicieli zdał raport watykańskim lobbystom, jak idzie wprowadzanie gównianej zmiany. I najważniejsze: edukacja. Tu aż ciarki po plecach przechodzą..”Omówiono propozycje strony rządowej związane ze szkolnictwem i systemem edukacji w Polsce.”Wychodzi na to, że rząd Polski przedkłada do akceptacji urzędnikom obcego państwa propozycję kształcenia dzieci

Prezes ZNP Sławomir Broniarz, komentując jakość debaty „Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana” stwierdza, że z debaty tej nic nie wynika. Jest wręcz przeciwnie, będzie jeden wielki chaos, po którym zostanie totalny bałagan.

Doszukiwanie się czegokolwiek pogłębionego w tej debacie niepotrzebnie ją nobilituje. To zresztą nie była debata lecz półtoragodzinny popis pani minister – bo tam nie padły żadne konkrety. Padały deklaracje, a jeżeli już pojawił się konkret – to w postaci modyfikacji ustroju szkolnego, która nie wiem z czego wynika!

PiS tak działa od początku, ma plan zdobycia całkowitej kontroli na państwem, a że musi to zrobić szybko, to robi byle jak, bez pomyślunku i kalkulacji kosztów. Kaczyński musi się spieszyć na wszelki wypadek, bo być może zostanie w najbliższym czasie, zmieciony ze sceny politycznej za swoje matactwa. Kształcenie dzieci, podsłuchiwanie ludzi, opanowanie resortów siłowych w połączeniu z nośnym populistycznymi hasłami i decyzjami, zapewni mu wzrost zdyscyplinowanych wyborców. Przejmie tych jeszcze niezdecydowanych i utwierdzi tych, co głosują na PiS po cichu.

absurdy-w-polityce

Tylko tyle trzeba Kaczystom i Episkopatowi.

.znika ponad siedem tysięcy zakładów pracy, a nikt nie traci pracy.

Na takie zestawienie faktów, nie ma innej odpowiedzi jak stwierdzenie, że: obietnice Pisu są nic nie warte, ponieważ łamią prawa matematyki klasycznej i logiki.

Nie przesadza pan? Może to jednak jakoś zadziała?

Nie. Reasumując: to, co wczoraj usłyszeliśmy, to chaos 

(…) Optymizm minister Zalewskiej, że to będzie bezkosztowe i niezauważalne, jest na wyrost. Jest obliczony na to, że wszelkie błędy popełnione przy realizacji tego przedsięwzięcia będą błędami, za które zapłacą wszyscy – tylko nie minister edukacji narodowej.

Bo w tym kraju rzadko zdarza się, żeby ktoś wyciągnął wobec siebie konsekwencje polityczne.

Dokładnie jest tak jak pan Broniarz, zauważył, w naszym kraju politycy odpowiedzialni za błędne decyzje pozostają bezkarni i mają na dodatek za to płacone.

Ostatnio w sieci mieszane są z błotem występy w TVP, dwóch pseudo kabareciarzy o prostackim poczuciu humoru, którzy co program to większe idiotyzmy wymyślają. Problem w tym, że to, co prezentują media publiczne, jest kierowane do elektoratu PiS — u. Program kabaretowy oraz wystąpienia polityków formacji rządzącej, definiują poziom intelektualny swoich wyborców.

2011_wos_pr_zad_8

Jeśli nie zostaną zatrzymane gówniane zmiany, to propagandowa papka podawana przez Kaczyńskiego i Episkopat, stanie się oficjalnym głosem „Narodu”i w tej tonacji kształtowani będą młodzi ludzie.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

 

 

 

 

 

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego finansowe wsparcie.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Zapraszam na stronę poświęconą projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, kwota uzyskanych do tej pory darowizn, oraz artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

fotograf_kotow_

Kolejne tysiąc lat przed nami.

Odkąd charyzmatycy przejęli najważniejsze urzędy w państwie, biskupi zorientowali się, że prowadzą błędną politykę wobec ruchów: „Odnowy w Duchu Świętym”. Okazuje się, że intronizacja Jezusa na króla Polski będzie aktem tak samo ważnym, jak chrzest Polski. Episkopat zorientował się, że w tej hucpie jest potencjał na następne 1000 lat.

Jeżeli ktoś sobie myśli, że to nieszkodliwa symbolika religijna, to jest w błędzie. Ponad tysiąc lat temu Mieszko I, zwykły człek ze średniowiecza dał się ochrzcić, jaki z tego jest kabaret, każdy widzi sam.

Wyobraźmy sobie, co się będzie działo, gdy królem Polski zostanie Jezus?

Będzie bez przerwy przypominane, kto siedzi na tronie, i jakie naród ma wobec niewidzialnego króla moralne obowiązki… aborcja, in vitro, rozwody? Nie godzi się, aby takie plugastwa miały miejsce w kraju, w którym królem jest Jezus Chrystus, król królów, pan panów! Jazdy religijne przybiorą na sile, ponieważ nawiedzeni katolicy dostaną nowy bodziec: ich wymysł fantazji króluje, więc wszyscy się mają nawrócić albo nie przeszkadzać, we wprowadzaniu katechizmu do konstytucji.

Episkopat lekceważy swoich parafian i zapomina, że to już nie są czasy, w których plebsowi nie wolno było czytać biblii. Zapominają biskupi, że internet nie zapomina i tak jest w tym przypadku, który pokazuje obłudę i ignorancję, z jaką purpuraci traktują opinię publiczną.

19.06.2016

Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana

Jezus domaga się m.in. aktu intronizacyjnego od narodu polskiego. Świadczy o tym choćby ten zapis:

„Jest ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga”.

Episkopat zrobi z Polski państwo wyznaniowe. Za chwilę ludzie niewierzący, zostaną nawracani niczym kiedyś poganie. Próbki takich działań, zwłaszcza ze strony ruchów charyzmatycznych widać w sieci, o czym przekonujemy się na portalowej poczcie. Ruchy charyzmatyczne zostaną użyte przez kler katolicki do rozgrywek politycznych, a intronizacja okrzyknięta zostanie odnowieniem chrztu Mieszka I „W akcie można dostrzec formę odnowienia przymierza chrzcielnego narodu.”

Tymczasem cztery lata wcześniej biskupi pisali.

23.11.2012

O królowaniu Jezusa Chrystusa

Zasadnicze dzieło Mesjasza to bowiem uwolnienie ludu z ciężaru grzechu i śmierci, pojednanie człowieka z Bogiem, a nie ziemskie panowanie.

Myślenie, że wystarczy obwołać Chrystusa Królem Polski a wszystko zmieni się na lepsze, trzeba uznać za iluzoryczne, czy wręcz szkodliwe dla rozumienia i urzeczywistniania Chrystusowego zbawienia w świecie – przekonują polscy biskupi.

W liście sprzed czterech lat, Episkopat zrobił wykład biblijny, w którym słusznie wykazał, że cała inicjatywa jest niezgodna z przekazem ewangelii.

Tymczasem, 19.06.2016:

Ta niezwykła zbieżność myśli rzeszy wiernych, inspirowana nie tylko prywatnymi objawieniami, ale mająca wyraźne podstawy biblijne i szerokie rozwinięcie w nauczaniu Kościoła.

Zespołu z przedstawicielami różnych ruchów intronizacyjnych jest zatwierdzony przez Konferencję Episkopatu Polski Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana.

Natomiast, 23.11.2012:

„Nie trzeba więc Chrystusa ogłaszać królem, wprowadzać Go na tron – piszą biskupi.

Ten konkretny program nie potrzebuje jakiejkolwiek formy intronizacji 

List pasterski „O królowaniu Jezusa Chrystusa” Episkopat wydał m.in. w związku z działalnością tzw. ruchów intronizacyjnych, które zabiegają o ogłoszenie Chrystusa królem

Polski. Biskupi już wielokrotnie podkreślali, że nie zgadzają się z ideą intronizacji. List zostanie odczytany w kościołach w uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, 25 listopada.

Pokrętna postawa kapłanów katolickich to żadna nowość, oni tak mają i na tym polega ich polityka.

Przyjęcie panowania Jezusa Chrystusa ma być z założenia aktem wiary narodu.

Tak określone zadanie: „trzeba, by Chrystus panował”, domaga się najpierw uznania Chrystusa za swego i naszego Króla, uznania

Jego panowania nad nami, czyli dobrowolnego poddania się Prawu Bożemu, Jego władzy, okazania Mu posłuszeństwa, celem uporządkowania, ułożenia życia osobistego i społecznego po Bożemu.

Aktem wiary słowiańskiego narodu, w dwudziestym pierwszym wieku ma być uznanie, że na niewidzialnym tronie, w innym wymiarze magicznej czasoprzestrzeni, zasiądzie niewidzialny żydowski król, o którym tyle wiadomo, co tysiące lat temu wymyślili izraelici, tworząc plemienną mitologię.

W założeniu biskupów, „królowanie Jezusa” ma stworzyć naród dewotów, którzy swoje życie osobiste, dostosują do katechizmu.

„Zobowiązujemy się uczynić wszystko, ażeby Polska była rzeczywistym królestwem Maryi i jej Syna”.

Intronizacji dotyczy całej Polski i będzie miała wpływ na wszystkich obywateli. W naszych realiach politycznych, nie ma co do tego złudzeń. W najbliższym czasie, jeżeli nie zatrzyma się tego szaleństwa, nie będzie już żadnych ruchów. Za to zostaniemy świadkami ogólnopolskiej szajby religijnej, w całej swej złożoności i bez rozumności.

Jako taki zakłada osobisty i narodowy rachunek sumienia, który jest niezbędnym początkiem każdego nawrócenia.

Do aktu skruchy dołączone zostało wyrzeczenie się złego ducha i jego spraw, nawiązujące do rytuału chrztu świętego – szczególnie aktualne w 1050. rocznicę Chrztu Polski.

I zwyczajowe straszenie…

Przyjęcie panowania Jezusa, uznanie Go swym Panem, ma znaczenie zbawcze.

Jest pragnieniem serc Polaków rozumiejących, że od największych zagrożeń doczesnych nieskończenie groźniejsza jest utrata zbawienia.

Opinia sprzed czterech lat mówiąca o tym, że akt intronizacji jest szkodliwy oraz niebiblijny, została wrzucona do kosza na śmieci. A żeby na wszelki wypadek plebs nie podskakiwał, to pamiętajcie kto wam cały czas… obiecuje zbawienie!

No właśnie, obiecuje…

Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Rodzina królewska w komplecie

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego finansowe wsparcie.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Zapraszam na stronę poświęconą projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, kwota uzyskanych do tej pory darowizn, oraz artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

rola kobiet

Gender, czyli po jasnej strona mocy.

Retoryka Kościoła katolickiego wokoło nauki Gender u samych podstaw oparta jest na fałszu, a powodem tego są mity biblijne, które jasno wskazują rolę kobiety.

Walka z Gender, to walka o kościelną tożsamość.

kosciol

Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się.

Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości.

Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa.

I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo.

Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci” 

1 Tm 2, 11-15″

***

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć;

nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje.

A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów!

Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.”

1 Kor 14, 34

Jeśli kobieta nie może urodzić dzieci – „przyjdzie jej umrzeć”. 

Rdz 30, 1

To są wyrywki z księgi, którą biskupi uznają za wyznacznik swoich poglądów i wierzeń.

Wygląda więc, że Komisarz nie wie, czym są Prawa Człowieka i co zostało zapisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, czyli najważniejszym dokumencie międzynarodowym, który powinien być dla niego

Katechizmem.

To nie jest kolejna analiza, tylko nazwanie rzeczy po imieniu. Katechizm jest wyznacznikiem ustalania prawa świeckiego, przecież to jest przestępstwo.

Metoda badawcza Gender, jest zagrożeniem dla Kościoła.

 

Gdyby biskupi przegrali wojnę o Gender, to będą mieli w ambonach dewotki, które głosząc kazania, będą „wygłaszać”… kazania sąsiadce i teściowej.

W portalu katolickim „Niedziela”, zamieszony jest felieton Artura Stelmasiaka pod tytułem: „Komisarz nakłania do łamania Praw Człowieka”, w którym dziennikarz „rozprawia” się z raportem Komisarza Praw Człowieka Rady Europy.

Tekst zaciekawił mnie z uwagi na to, że jest to głos katolickiego publicysty, który kształtuje opinię katolickich środowisk, popierających działania biskupów i uległych im polityków, więc postanowiłem się do niego odnieść.

Na początku autor prześlizguje się po temacie T. K. i ustawie medialnej:

Dlatego też ciekawy jestem, gdzie ci wszyscy komisarze byli, gdy poprzedni rząd wykonał nieudany „skok” na Trybunał Konstytucyjny, a wcześniej

krok po kroku przejmował media publiczne.

Ten tak popularny argument w stylu: „a u was to biją czarnych”, który używany jest przez zwolenników gównianej zmiany, brzmi jak zdarta płyta.

Piosenka pojawia się, gdy ktoś krytykuje pisowską politykę, oraz wskazuje na łamania przez najwyższych pisowskich urzędników państwowych – konstytucji. Tego typu działania są potwierdzeniem, że PiS łamie prawo i dobre obyczaje polityczne. Wyznawcy Kaczyńskiego, nie mając mądrych odpowiedzi używają języka dziecka w przedszkolu.:

„A bo psze pani, Donald robił to samo”.

Zwolennicy gównianej zmiany ośmieszają się, prowadząc tak ubogi w swojej wymowie dialog. W przeciwieństwie do „Peło„, Kaczyński nie przejmował mediów publicznych krok po kroku, tylko zgarnął je za jednym zamachem. Posadził na stołku prezesa mediów państwowych, Jacka Kurskiego, który jest nałogowym łgarzem. Nowy prezes, żeby mu nie psuli pracownicy atmosfery w pracy, wywalił pod byle jakim pozorem współpracowników, mogących krytykować rządzących i ich gównianą zmianę.

Przechwytywanie

Natomiast w ramach gównianej zmiany i w zgodzie z zachodzącymi w niej procesami, zatrudnił… dziennikarzy z telewizji Trwam oraz publicystów z Frondy. Podobnie sprawa ma się z TK. W przeciwieństwie do Peło, PiS-owi skok na Trybunał się udał.

Jednak najbardziej zainteresował mnie ostatni rozdział raportu pt. ” Prawa Kobiet i Równość Płci”.

To co w nim przeczytałem moim zdaniem dyskredytuje cały dokument i Komisarza, który się pod nim podpisał.

Jest bowiem nawoływaniem i zmuszaniem Polski do łamania podstawowych Praw Człowieka. 

Pod przykryciem europejskiej nowomowy w dokumencie można znaleźć mniej lub bardziej zawoalowane wskazówki,

które nas pchają w świat skrajnie lewicowych marzeń.

Twierdzi autor, który najprawdopodobniej nie zrozumiał treści raportu lub uprawia świadomą kościelną propagandę.

„W raporcie przeczytać można, że Polski rząd powinien skuteczniej

walczyć z tradycją, kulturą i religią,

bo przecież „nierówność kobiet w korzystaniu z praw na całym świecie

jest

głęboko zakorzeniona w tradycji, historii i kulturze, w tym w postawach religijnych”.

Pan Artur jest zwolennikiem katolickiego „porządku” i manipuluje treścią raportu. Komisarz nie mówi o wojnie z tradycją i religią, tylko wynikającymi z nich patologicznymi postawami, fundamentalistów religijnych oraz nacjonalizujących środowisk, które są powiązane z Kościołem katolickim.

A to istotna różnica.

Tymczasem, raport mówi tak:

132. Komisarz otrzymuje powtarzające się doniesienia, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, niektóre grupy społeczne postrzegają próby zwalczania stereotypów płciowych jako zagrożenie dla „tradycyjnych wartości”, jak małżeństwo, rodzina i macierzyństwo, które, ich zdaniem, opierają się na jasno określonych różnicach między płciami. Grupy te stają w silnej opozycji wobec tego, co nazywają pejoratywnie „ideologią gender”

Tu cały raport.

woman-752073_1280

Natomiast pan redaktor wyciąga takie wnioski:

Komisarz wytyka nieprzestrzeganie praw kobiet, które są postrzegane jako rodzicielki, matki i opiekunki.

Fakt, że kobiety w Polsce rodzą dzieci, a później się nimi opiekują wynika ze „stereotypów kulturowych

W raporcie nie ma żadnej negatywnej oceny matek jako rodzicielek i opiekunek, ale to nie przeszkadza autorowi wygłaszać kłamliwej biskupiej retoryki.

A im dalej, tym robi się dziwniej.

Czytając tekst raportu można odnieść wrażenie, że Komisarz proponuje Polkom zamiast rodzenia i matkowania

refundowaną antykoncepcję, a jeśli ta metoda nie pomoże, to oczywiście

aborcję.

Jego zdaniem zabijanie niewinnych dzieci należy do jednych z najbardziej podstawowych praw kobiet,

które w europejskiej nowomowie nazwane zostały „prawem reprodukcyjnym” i „prawem seksualnym”.

Autor podobnie jak i całe jego środowisko, stosuje socjotechnikę. W cytacie kłamie, twierdząc, że raport zaleca zamiast rodzenia – aborcję i antykoncepcję.

Tymczasem w zaleceniach komisarza czytamy.

 4.2.1 WNIOSKI I ZALECENIA

140. Komisarz zdecydowanie zaleca, aby polskie władze wzmocniły krajowy mechanizm na rzecz awansu praw kobiet i równości płci przez zapewnienie pełni potrzebnych środków finansowych i kadrowych instytucjom przeciwdziałającym dyskryminacji ze względu na płeć i płeć społeczno-kulturową.

W tym celu Komisarz zwraca uwagę na Zalecenie Komitetu Ministrów Rady Europy nt. standardów i mechanizmów na rzecz równości płci.

94 Komisarz podkreśla znaczenie, jakie ma zwiększenie nacisku na sprawy równości płci przez Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania i Społeczeństwa Obywatelskiego

W środowiskach kościelnych, budzi się sprzeciw i ogólna niezgoda z opinią komisarza w kwestiach: aborcji, klauzuli sumienia lekarzy, oraz wobec ustawy antyprzemocowej

Komisarz z niepokojem dowiaduje się, że presja społeczna jest czasami tak silna, że kobiety boją się prosić o legalne przerwanie ciąży z obawy, że ze strony niektórych grup społecznych spotkają je ataki i prześladowania 

Komisarz jest zaniepokojony wiadomością o projekcie ustawy przygotowanym przez grupę obywateli, wprowadzającym całkowity zakaz przerywania ciąży

Komisarz podkreśla, że ETPCz orzekł, że państwa są zobowiązane do takiego zorganizowania swoich systemów ochrony zdrowia, by korzystanie z wolności sumienia przez fachowych jej pracowników w związku z wykonywaniem zawodu nie uniemożliwiało pacjentom uzyskania dostępu do świadczeń, do których są uprawnieni zgodnie z obowiązującym prawem

Na co katolicki publicysta pisze:

Ostatni podrozdział raportu poświęcony został ubolewaniu nad tym, że Polacy nie chcą zabijać dzieci.

Mówi o tym nawet jego podtytuł

„Zniechęcający efekt penalizacji przerywania ciąży”.

Szczególną troską Komisarza w tym aspekcie jest klauzula sumienia lekarzy, którzy – jego zdaniem – nie powinni swojego sumienia używać.

Takie wnioski mógł wyciągnąć tylko człowiek o religijnym myśleniu, który nie rozumie tekstu czytanego lub w pełni świadomie nim manipuluje. Uważam, że w tym wypadku jest to świadoma manipulacja.

Uporczywe nazywanie, zygoty — dzieckiem, aborcji — zabijaniem, to charakterystyczne zagrania ludzi chodzących po ulicach, z krwawymi plakatami martwych płodów, w takiej fazie rozwoju, że cały ten wątpliwy happening niczemu nie służy, a wręcz przeciwnie jest szkodliwy.

Problem z aborcją można zakończyć w bardzo prosty sposób, który by zadowolił wszystkie strony. Wystarczy tylko złożyć projekt ustawy, zakazujący dokonywania aborcji każdemu katolikowi, a podstawią do wymierzenia kary, niech będzie akt chrztu od proboszcza.

Z tego raportu wynika jeszcze jeden dość kuriozalny wniosek.

Wychodzi na to, że dziś środowiska racjonalistów walczą o to, aby katolicy mogli dokonywać aborcji, przecież to absurd.

Zakaz aborcji tylko dla katolików.

Uzasadnianie czemu to jest szkodliwe? Jest bez sensu. Ktoś, kto nie widzi i nie chce zobaczyć, że robią go w konia, to i tak nie zmieni swoich poglądów, bo może stracić życie wieczne.

W ostatnim rozdziale raportu gołym okiem widać, że Komisarza Rady Europy zastępowały

opinie skrajnie lewicowe, feministyczne organizacje z Polski, które od wielu lat domagają się legalizacji aborcji,

zwalczają tradycyjny model rodziny oraz atakują społeczne nauczanie Kościoła.

Dziennikarz nie potrafi/nie chce/nie umie skonstatować, że nauczanie kościelne jest dla katolików, którym nikt nie każe dokonywać aborcji, oraz nie zabrania im mieć sumienie. Co samo w sobie jest bzdurą.

Ostatnią kwestią poruszoną przez katolickiego publicystę, jest problem przemocy domowej w Polsce

W wielu punktach raport jest tak oderwany od rzeczywistości, że czyta się go jak tekst satyryczny.

Pada opinia i nie wiadomo, czy się z niej śmiać, czy natychmiast o niej zapomnieć. Jedną z technik trolowania tematu, jest próba obśmiania treści i jej autora. Takie sprowadzenie dyskusji do kabaretu, świadczy o niezbyt wielkim rozeznaniu w sprawie i słabej pozycji, do prowadzenia merytorycznych dialogów.

Na koniec tekstu leci podsumowanie.

Przypominam więc:

„Artykuł 3 Deklaracji głosi, że „każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby”.

Dokładnie. Należy się jak psu kość – heteroseksualistom, osobom homoseksualnym, rozwodnikom, ateistom i ludziom o lewicowych poglądach. 

„Kolejny punkt mówi, że „mężczyźni i kobiety bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, narodowości lub wyznania mają prawo po osiągnięciu pełnoletniości do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny (…)”

Każdy ma prawo do dysponowania swoimi uczuciami, tego nie można narzucić. Emocje ludzkie nie podlegają kontroli, spróbuj przestać się rumienić w zawstydzającej sytuacji. 

„Rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i Państwa”.

Społeczeństwo i państwo ma obowiązek dbania o bezpieczeństwo każdego obywatela i każde dziecko. Łaski państwo nikomu nie robi, bo to społeczeństwo je utrzymuje.

Skandalem jest, żeby w wyniku dokonania legalnego zabiegu aborcji, kobiety napiętnowane były mianem zabójczyń własnego dziecka.

Wystarczy przeczytać opinie po śmierci Marii Czubaszek, żeby zrozumieć, o czym jest mowa.

Obrzydliwe i niesprawiedliwe.

„I na koniec zacytuje

Artykuł 18 Deklaracji, w którym można przeczytać, że

„każdy człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania”.

Uważam, że gdyby  ludzie chcieli dostrzec, jaka nauka płynie z tego zdania, to połowa sukcesu byłaby

już

dawno za naszym gatunkiem.

Nie rób drugiemu, co Tobie nie miłe.  

Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy peweksami!

– Powiedz mi po co jest ten gender ?

– Właśnie po co?

– Otóż to. Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz, co robi ten gender?

On odpowiada żywotnym potrzebom kapłanów.

To jest gender na skalę naszych możliwości.

Ty wiesz co my robimy tym genderem?

My otwieramy oczy niedowiarkom.

Patrzcie to nasze przez nas wykonane!

I to nie jest nasze ostatnie słowo!

I nikt nie ma prawa się przyczepić. Bo to jest gender oparty o episkopat ten gender tak sobie w świadomości społecznej gnije.

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego finansowe wsparcie.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Zapraszam na stronę poświęconą projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, kwota uzyskanych do tej pory darowizn, oraz artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

press-1017762_1920

Prezydent Andrzej Duda hojnie rozdaje ordery

Prezydent Andrzej Duda przyznał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski Bp. seniorowi Antoniemu Długoszowi, który to twierdzi, że niewierząca część społeczeństwa, z powodu braku wiary w jednego spośród tysięcy bogów wymyślonych przez ludzi, ma defekt intelektu.

Człowiekowi, który twierdzi, że ludzie, którzy chcą wziąć ślub, powinni być kierowani przez diecezje na badania psychiatryczne, psychologiczne oraz lekarskie. Twierdzi również, że nie powinno się udzielać ślubów kobiecie w ciąży bez sprawdzenia, czy aby ciąża nie jest głównym punktem ślubnej uroczystości.

Księża będą dokładnie prześwietlać życie narzeczonych i badać ich motywację wstąpienia w związek małżeński. 

W związku z tym należy się spodziewać BARDZO INTYMNYCH PYTAŃ OD KSIĘDZA, np. na temat doświadczeń seksualnych, uzależnień, a nawet o przebytych chorobach wenerycznych.

Przygotowania do ślubu MUSZĄ BYĆ PROWADZONE OD DZIECIŃSTWA, STAŻ NARZECZEŃSKI ma wynieść co najmniej KILKA LAT, a czas nauk przedmałżeńskich pół roku – mówi bp Długosz 

Antoni Długosz

długosz

Ateizm to defekt intelektu. Jesteśmy terroryzowani przez bezbożną cywilizację

Bp Długosz nazywany jest pasterzem dzieci, prowadził program telewizyjny „Ziarno” i zdecydowanie jest prymusem w indoktrynowaniu młodych umysłów. Na pytanie, jak odpowiadać dziecku, gdy zapyta, skąd się wzięło na świecie, kapłan radzi mówić prawdę.

Ale jak powiedzieć prawdę? – Tatuś i mamusia zakochali się w sobie i zaprosili Pana Jezusa, by z nimi był – podpowiada biskup. – Dzięki ich miłości Pan Jezus się cieszy i daje dar w postaci dziecka. Chce, byś był podobny do obojga rodziców, więc musisz mieć w sobie cząstki i tatusia, i mamusi, a do ich przekazywania potrzebne jest przyrodzenie – wyjawia duchowny

A wypadku gdy dziecko będzie bardziej dociekliwe, zwłaszcza w kwestii tego przyrodzenia, uhonorowany przez prezydenta za specjalne zasługi na niwie między innymi edukacji mówi:

Bóg tak nas uformował i nasze ciała są całe piękne. Nawet małym dzieciom należy tłumaczyć, skąd się wzięły, używając słów pochwa, prącie, penis … ale przed wkroczeniem dziecka w wiek dojrzewania, gdy jeszcze nie odczuwa w związku z tymi słowami żadnej przyjemności seksualnej. – Jeśli zrobimy to później, może zacząć uważać rodziców za grzeszników – ostrzega duchowny.

Ciekawy jestem, czy rodzice posyłający swoje pociechy na naukę religii czytają czasem to, co wygadują księża? Czy mają świadomość, że program nauczania kształtowany jest przez mężczyzn, niemających pojęcia jak się wychowuje dzieci?

Prezydent Polski Andrzej Duda, rozdaje ordery według klucza politycznego i własnych preferencji duchowych. Ostatnio została odznaczona orderem Orła Białego prof. Wanda Półtawska, podobnie jak obecny laureat orderu, znana jest ze specyficznego podejścia do edukacji, a zwłaszcza do relacji damsko-męskich.

Ale Ewa w raju ujawnia bezmyślność, powierzchowność, ciekawość która powoduje, że słucha szatana – podatna na te szepty, które jej pochlebiają, gotowa pójść za tym, kto jej pokazuje coś atrakcyjnego, bez głębszej refleksji nad skutkami.

Dalsza historia ludzkości ukazuje tysiące kobiet, które dały się uwieść szatanowi bez oglądania się na to, co z tego wyniknie. Ewa oczywiście wie, że istnieje Bóg, zna jego zakaz, a jednak robi inaczej – wtedy i do dziś!

Dwie skrajne, przeciwstawne postawy – dwa bieguny kobiecości – Ewa i Maryja. Bezmyślność i nieposłuszeństwo Ewy i bezwzględne zaufanie Bogu i posłuszeństwo Maryi. […]

Już ta pierwsza scena w raju wskazuje na niebezpieczeństwo, jakie to piękno niesie dla Adama i dla całej ludzkości, bo to piękno Ewy zapanowało nad Adamem – i panuje do dziś.

Wanda Półtawska o kobietach

Jakiś czas temu Kard. Dziwisz twierdził półgębkiem, że pani profesor przejawia w stosunku do swoich relacji z Janem Pawłem II megalomanię.

pani Półtawska przesadza w swej postawie i wypowiedziach, a przejawy jej postępowania okazują się niewłaściwe, nie na miejscu, wymuszone

Według kard. Dziwisza Wanda Półtawska ogłosiła listy papieża, by „przedstawiać się jako ktoś ważny”

uzurpuje sobie wyjątkowość relacji i szczególne więzi, których nie było w rzeczywistości – powiedział kard. Dziwisz. źródło ekai.pl  

Panowie powinni jakąś wspólną wersję ustalić, ponieważ jednym z argumentów przyznania orderu pani profesor, były jest bliskie relacje z polskim papieżem.

Aż się ciśnie na usta fraza taka – jaka władza takie i bohatery…

Wesprzyj projekt wydania książki!

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”

Wpisy Ale o co chodzi?

bible-276067_1280

Wymyślony Bóg cz. 11

Bóg jest Autorem Pisma Świętego. Spisane ono zostało pod natchnieniem i bez błędu uczy prawdy, które są konieczne dla naszego zbawienia. Duch Święty natchnął ludzkich autorów, którzy spisali to, o czym pragnął nas pouczyć – cytat ze strony Konferencji Episkopatu Polski.

bible-276067_1280Powracamy do losów Józefa sprzedanego przez braci Egipcjaninowi Potifarowi. Oczywiście Józefowi towarzyszył bóg, bo przecież obiecał zająć się nim Lucyferowi, o czym można przeczytać w poprzedniej części. I tak, czego się Józef nie dotknął, zamieniał w złoto. Szybko stał się zarządcą całego majątku swojego pana. Nie wnikam nawet dlaczego po prostu bóg nie uwolnił go, i nie zaprowadził do domu rodzinnego, uprzednio karząc podłych braci. No tak, to byłoby zbyt proste i nudne. A z bogiem nudzić się nie da.

Józef wziął się więc za wszystkie sprawy swego właściciela. Nie chciał tylko wziąć się za jego żonę, która codziennie go nagabywała. Raz tak mu się narzucała, że chwyciła go za… dzięki bogu nie za jaja, tylko za płaszcz i dzięki temu chłopak uciekając ocalił klejnoty, pozostawił w rękach harpii jedynie odzienie. Ta zawyła: „Józek, nie daruję ci tej nocy!” i rozpowiedziała wszem i wobec, że Hebrajczyk próbował ją uwieść. Potifar się wściekł i oddał swojego niewolnika do więzienia. Wniosek? Jak cię kobieta ładnie prosi, to nie odmawiaj.

A tymczasem w niebie.

Lucyfer: Czy bóg nadal przyjmuje leki Skrzydlaty?

Skrzydlaty Eunuch: Tak Lucyferze, dlaczego pytasz? Czyżby coś się stało? Ostatnio jest taki z siebie zadowolony.

Lucyfer: Wcale mnie to nie dziwi. Kazałem mu opiekować się Józefem a on najpierw nasłał na niego tą dziwkę, żonę Potifara, a potem pozwolił, żeby go zamknęli w więzieniu!

S.E.: Co możemy zrobić Lucyferze? Sam sobie tych ludzi zrobił, to po swojemu nimi rozporządza. Osobiście wolę, żeby się nimi zabawiał, jak nami.

Lucyfer: Za chwilę ja się nim zabawię. Zejdź mi z drogi!

Bóg: O! Lucuś! Witaj słodziutki! Co cię do mnie sprowadza?

Lucyfer: Nie rżnij głupa Panie! Józek w więzieniu siedzi, a ty się szczerzysz, jak głupi do sera. Znowu zaczynasz rozrabiać!

Bóg: Oj tam rozrabiać od razu. Chciałem tylko…. no wiesz…. pamiętasz, jak wam zwiałem na małe tete a tete z ojcem Józka, Jakubem? Jakub to już stary ramol ale Józef… No sam wiesz, że ciasteczko. Tym razem chciałem to zrobić po bożemu. Wlazłem w żonę Potifara, ale szczeniak mi uciekł i poniosło mnie.

Lucyfer: Dosyć tego! Obiecałeś opiekować się nim. Masz go wyciągnąć z więzienia i odprowadzić do ojca!

Bóg: No dobra, ale co mam zrobić? Jakiś cud? Zburzyć mury więzienia? Postraszyć faraona? Wodę zamienić w krew? Żaby z nieba zrzucić? Zesłać na Egipt komary i muchy? Wymordować bydło? Wysłać na Egipt szarańczę?

Lucyfer: Świetne pomysły. Na co jeszcze czekasz?

Bóg: No ale weź Lucek zastanów się. Duch Święty natchnie pisarza, ten to opisze a potem ludzie będą, czytając Biblię pękać ze śmiechu.

Lucyfer: Głupsze rzeczy już robiłeś, więc i tak ludzie będą się śmiać. Pomóż Józefowi, póki jeszcze jestem spokojny.

Bóg: No dobra. Ale jak mu pomogę i wszystko skończy się dobrze, to dasz mi jakiś prezent? Coś w stylu tej ziemi w kształcie kuli, którą mi podarowałeś.

Lucyfer: To globus.

Bóg: Globus srobus. Do dziś wprawia mnie w świetny nastrój. Co za idiota mógł stworzyć coś takiego? Lucek, gdyby ktoś stał na dole tej kuli to by spadł. Ten z boku też by się nie utrzymał tylko ci na górze. A wiesz co jest na górze tej kuli? Woda! Ha ha ha.

Lucyfer: Wróćmy do Józefa. Potrzebuje pomocy. Wyciągniesz go i sprowadzisz do ojca, to dam ci prezent.

Bóg: Ok. Będziesz świadkiem mojej wielkiej i nieograniczonej mocy.

Na ziemi.

W kiciu Józef też się dobrze ustawił bo miał boga i nie wahał się go używać (tylko bez podtekstów). Doszło do tego, że zarządzał całym więzieniem. Wkrótce do więzienia trafili podczaszy i piekarz faraona, którzy mięli dziwne sny.

W niebie.

Bóg: Widzisz Lucuś? Nadarzyła się nam okazja. Wystarczy, że rozszyfruję ich sny, oni to powiedzą faraonowi i wybawią Józka z opresji.

Lucyfer: Jak chcesz rozszyfrować ich sny?

Bóg: Uważaj! (Bóg zniknął w sąsiedniej komnacie i po kilku minutach pojawił się w długowłosej peruce, kiecce w kwiatki, w szpilkach na krzywych nogach i ze szklaną kulą w rękach).

Lucyfer: O ja nie mogę! Bawisz się teraz w drag queen?

Bóg: Drag co? Masz dragi? O ja pierniczę! Dragi uwolnią mój umysł i łatwiej mi będzie wczuć się w rolę wróżki.

Lucyfer: Dragi są nielegalne!

Bóg: Jaka szkoda! A marycha?

Lucyfer: Z Marysią będziesz miał do czynienia za jakiś czas.

Bóg: No co ty? Codziennie mam kontakt z marysią. Oczywiście w celach leczniczych.

Bóg wyciągnął fifkę nabitą marihuaną i zaciągnął się kilka razy głęboko. Po czym pochylił się nad szklaną kulą i…

Na ziemi.

Józef niczym wróżka za pomocą swojego boga objaśnił im ich sny. Stało się dokładnie tak, jak mówił. Piekarz został ścięty a podczaszy 3 dni później został przywrócony do łask, uprzednio obiecując Józkowi, że wyciągnie go z więzienia.

W niebie.

Bóg: Widzisz Lucek? Bez cudów Józkowi załatwiłem zwolnienie warunkowe.

Lucyfer: Nadal siedzi. I dlaczego warunkowe?

Bóg: Bo mi się opierał!

Lucyfer: No przecież byłeś żoną jego pana. Zachował się bardzo porządnie.

Bóg: Porządnie to on miał żonę przelecieć. Czasem to mnie te żydy tak wkurzają, że chyba zostanę antysemita!

Lucyfer: Antysemitą to ty jesteś od początku. Jak teraz dasz dupy boże, to nawet wspomnienie po tobie nie zostanie. To jedyny naród, który cię naprawdę czcić będzie, o ile o niego zadbasz. A! Zapomniałem. Będą jeszcze Polacy. Oni będą o ciebie dbać nawet jak będziesz ich miał w dupie, ale to dziwny naród. Co z tym Józkiem? Podczaszy miał opowiedzieć o nim faraonowi.

Bóg: No i opowie już wkrótce.

Dwa lata później na ziemi.

Faraon miał sen i nikt nie potrafił go wytłumaczyć. I wówczas podczaszy przypomniał sobie o Józefie i opowiedział o nim władcy. Ten kazał Józka wezwać przed swe oblicze a Józek bez problemu, przy użyciu boga, objaśnił sen władcy. Mało nadejść 7 lat urodzajnych a potem 7 lat głodu, w związku z tym poradził zbierać zapasy. Faraon tak się podniecił, że zarząd nad Egiptem powierzył Józkowi. Idiota?

Kiedy nastał głód wszyscy walili tam, gdzie było żarło, a było ono w Egipcie, uzbierane przez Józka. Nie trzeba było długo czekać, aby do Egiptu przybyło dziesięciu synów Jakuba, czyli braci Józefa. Tylko najmłodszy Benjamin został przy ojcu. Chciał szczeniak pewnie zobaczyć wielki świat, ale go stary nie puścił, bo wciąż pamiętał, jak stracił swojego ukochanego Józia.

Kiedy bracia stanęli przed Józefem nie poznali go. Za to on poznał ich. Ale zamiast rzucić się im w ramiona, tudzież dać każdemu po pysku za to, że go sprzedali w niewolę, oskarżył ich o szpiegowanie i zamknął na trzy dni w areszcie. Nie wiem co robił przez te trzy dni, kiedy jego bracia w kiciu trzęśli galotami. Pewnie z bogiem się naradzał przy jakimś mocnym trunku, o czym świadczy jego dalsze nielogiczne postępowanie. Ale napisałam! Jakby w Biblii gdzieś logikę można było znaleźć. Więc najpierw Józio odurzony mądrością swojego mistrza i oparami berbeluchy powiedział, że wszyscy będą dotąd siedzieć w areszcie, dopóki jeden z braci nie przyprowadzi najmłodszego Beniamina. Potem jednak uwolnił wszystkich oprócz Symeona, którego zostawił sobie w zastaw. Dał im żywność i nakazał im powrócić z najmłodszym bratem bo inaczej czeka ich śmierć.

W niebie.

Lucyfer: Co ty wyprawiasz?! Finał był tuż tuż. Dlaczego Józek się nie przyznał kim jest, i nie ruszył z nimi do ojca?

Bóg: Ocipiałeś Lucek? Przecież wszędzie jest głód. Niech oni wszyscy przyjdą do Egiptu gdzie są zapasy. Ja ich później z tego Egiptu wyprowadzę.

Lucyfer: Nie lepiej przywrócić urodzaj?

Bóg: hahahahhaahah, Lucek, ty to na poważnie? No chyba nie wierzysz w moją wszechmoc? O kurde, ale się ujarałem. Nie no, mógłbym ale wiesz, to byłoby zbyt proste. Lucek? Ale ty wierzysz w to, że ja mam władzę nad naturą?

Lucyfer: No tak, przez chwilę uległem złudzeniu. Ale wiesz boże, ludzie będą myśleć, że masz.

Bóg: No i niech tak myślą. Czym bardziej się boją, tym łatwiej się nimi rządzi.

Lucyfer: No proszę, co za przebłysk geniuszu.

Bóg: Widzisz Lucek, nie taki bóg idiota, jak go obsmarowują.

Na ziemi.

Kiedy bracia powrócili do ojca, położyli lachę i na brata Symeona i na przestrogi o śmierci. Pewnie się domyślili, że na odległość to im zarządca Egiptu może co najwyżej naskoczyć na pejsy. Dopiero gdy zabrakło im żywności, ruszyli znowu do Egiptu, tym razem z bratem Beniaminem. Józef zaprosił ich do domu na ucztę a nie jak poprzednio do aresztu. Podczas uczty nakazał przełożonemu swego domu napełnić worki braci jedzeniem, a do worka najmłodszego brata włożyć jego własny, józefowy puchar.

W niebie.

Lucyfer: Co jest kurna! Co wy z tym Józkiem wyprawiacie?

Bóg: Sorry Lucek. Tak żeśmy wczoraj pochlali, że nas dziś kac poniewiera. Się ogarniemy jakoś i naprostujemy. Będzie git.

Na ziemi. 

Kiedy na drugi dzień bracia ruszyli w drogę powrotną, Józef posłał za nimi przełożonego aby zdemaskował złodzieja srebrnego pucharu. Bracia pewni, że wśród nich nie ma złodzieja zaproponowali, że ten u którego znajdzie się puchar zostanie wzięty do niewoli. Gdy odnaleziono puchar w worze Beniamina, bracia wpadli w rozpacz i udali się z powrotem do Egiptu, błagać Józefa o przebaczenie. Tłumaczyli mu, że jeśli wrócą do ojca bez najmłodszego brata, ten pewnie umrze z żalu. Wówczas Józef pękł, rozpłakał się i wyjawił kim jest. Jakby kurna wcześniej nie mógł! Do tego powiedział braciom, którzy narobili w galoty ze strachu przed zemstą, że on Józek nie żywi urazy, bo to przecież nie oni go napadli i wrzucili do studni, nie oni sprzedali go w niewolę do Egiptu i oszukiwali tyle lat ojca, że on nie żyje… to bóg! Bóg to wszystko sprawił (UWAGA! UWAGA!) aby Józio przybył pierwszy do Egiptu i zadbał w przyszłości o los całej rodziny. Bóg pewnie posikał się ze śmiechu, jak to usłyszał.

W niebie.

Bóg: Hahahahahaahahahahah, popuściłem w gaicie. Hahahahahahaahhahaah.

Lucyfer: Wlazłeś pewnie w niego i dlatego wygaduje takie farmazony.

Bóg: hahahahhhahaha, nie wlazłem słowo daję. Przysięgam na boga, znaczy się, na siebie hahahahhahaha.

Lucyfer: On pierniczy takie banialuki z własnej woli?

Bóg: Jak mi bóg miły, tzn. jak ja sobie sam miły jestem, on tak gada z własnej woli hahahahhahaah

Lucyfer: Przestaje mnie to dziwić, że to twój naród wybrany.

Na ziemi.

A potem Józek objuczył braci darami i nakazał sprowadzić do Egiptu ojca. Faraon również ucieszył się z tego pomysłu i obiecał dać Hebrajczykom najlepsze ziemie w Egipcie. Czyli całkiem zdurniał.

Rodzina Józefa przybyła do Egiptu i osiadła w kraju Goszen. Tymczasem Józef oskubał ludzi ze wszystkiego. Najpierw za jedzenie brał pieniądze, potem zwierzęta, następnie ich samych z gruntami, z których piątą część plonów kazał oddawać faraonowi. Jak widać od początku żydzi mieli łeb do interesów.

Aż w końcu przyszedł czas na Jakuba (czy Izraela jak kto woli) po 17 latach pobytu w Egipcie. Zanim przeniósł się w zaświaty, pobłogosławił synów Józka, którzy urodzili mu się ze związku z córką egipskiego kapłana Asenat. Pierworodnym był Manasses ale pierwszeństwo otrzymał młodszy Efraim, bo to jemu Jakub wywróżył bardziej świetlaną przyszłość. Następnie Jakub pobłogosławił wszystkich swoich synów: Rubena, Symeona, Lewiego, Judę, Zabulona, Issachara, Dana, Gada, Asera,Neftalija, Józefa i Beniamina – dwanaście szczepów izraelskich. Jakub zmarł w wieku 147 lat. Został pochowany w pieczarze, w której wcześniej spoczęli Abraham z Sarą, Izaak z Rebeką a także druga żona Jakuba, Lea. (Możecie o nich poczytać w poprzednich częściach). A na pogrzeb Jakuba poszli wszyscy dostojnicy Egiptu, tak ojciec ich wybawcy Józefa był dla nich ważny. Aż się dziwię, że nie zbudowali mu piramidy i że żaden ślad o tym wydarzeniu nie uchował się. Oprócz Biblii rzecz jasna spisanej wiele lat później. A potem zmarł sam Józek w wieku 110 lat i został pochowany w Egipcie. Tak kończy się Księga Rodzaju. Następna to Księga Wyjścia. Tu dopiero będą jaja.

W niebie.

Bóg: Ta dam! Masz swój happy end Lucyferze. Gdzie prezent dla mnie?

Lucyfer: Nie mam prezentu żadnego tym razem, ale mogę ci co nieco objaśnić na globusie.

Bóg: To nie fair! Ale dobra, odpuszczę ci, bo ciekawi mnie czym są te kolorowe łaty.

Lucyfer: To kontynenty i państwa. W nagrodę powiem czym jest ta plama. To Australia. Mieszkają tam aborygeni.

Bóg: Kto?

Lucyfer: Ludzie, których będą nazywać aborygenami. Ale nie powinno martwić cię to, że ich nie znasz. Twoją zmorą nie ci ludzie będą, tylko kangury.

Bóg: A kim oni są?

Lucyfer: To zwierzęta. Spójrz na globus. Tu znajduje się góra Ararat. Na niej zatrzymała się arka, którą kazałeś zbudować Noemu. Widzisz? Kraj w którym znajduje się ta góra, będzie się nazywał Turcją.

Bóg: No i?

Lucyfer: A tu, w Australii mieszkają kangury. Tylko tu. Nie ma ich nigdzie indziej.

Bóg: No i?

Lucyfer: No i ludzie będą się zastanawiać, jak te zwierzęta dotarły z góry Ararat do Australii. To będzie dla nich jeden z dowodów, że cała ta historia z arką to jedna wielka bzdura.

Bóg: O żesz kurwa! To ja będę miał teraz ręce pełne roboty.

Lucyfer: Zbudujesz most pomiędzy górą Ararat a Australią?

Bóg: No co ty! Wymyślę ludziom tyle problemów, żeby nie mieli czasu o kangurach myśleć.

🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 9

bible-276067_640Gdy zwierzęta przychodziły pić, parzyły się między sobą a że robiły to przed patykami, rodziły się zwierzęta prążkowane, pstre i cętkowane. Jak nic, Bóg dotrzymał słowa danego Lucyferowi, bo chyba nikt nie uwierzy w to, że bez boskiej interwencji zadziałały patyki. „Tak oto stał się Jakub człowiekiem bardzo zamożnym”, przez co Laban i jego synowie przestali być dla niego mili. To do tej pory byli? Aż w końcu przemówił Bóg we własnej osobie i kazał Jakubowi wziąć dupę w troki i szurać sandała w kierunku ziemi przodków.

Jakub poinformował żony, że więcej nie da się ich ojcu rolować i że czas turlać dropsa do Kanaanu. Potajemnie zacharapsił to, co uznał za swoje – wielbłądy, dzieci, żony, stada, sandały i ruszył w drogę do swego ojca Izaaka. Rachela zajumała za to posążki swojego tatusia. Raczej nie chodzi o dzieła sztuki z dynastii Ming tylko o wizerunki jakichś tam bożków. (Na marginesie – zdumiewające w tej popapranej opowieści biblijnej jest to, że tam można było Boga spotkać w każdym zaułku a i tak większość ludzi miała go w nosie. Dziś nie ma najmniejszych szans na ujrzenie czy usłyszenie Boga, a wierzą w niego miliony). Dopiero na trzeci dzień Laban zorientował się, że Jakuba nie ma z całym dobytkiem. Nieźle musiał zabalować. W końcu zebrał ferajnę i dogonił go po siedmiu dniach. Przed zaszlachtowaniem Jakuba, przespał się i przyśnił mu się Bóg, który powiedział:

Bacz, abyś w rozmowie z Jakubem niczego od niego nie żądał

Co miał zrobić biedny Laban? Udał się do Jakuba i powiedział, że huk tam z wielbłądami, córkami i innym dobytkiem, ale co z jego figurkami? Jakub pozwolił mu przeszukać wszystkich i dodał, że ten, kto ukradł figurki Labana poniesie śmierć. Nie sądzicie, że z deka nadgorliwy? Najpierw sam wymyślił, że będzie 7 lat pracował za Rachelę, teraz sam proponuje śmierć dla złodzieja. Kiedy to usłyszała Rachela wsadziła figurki pod siodło wielbłąda, na którym siedziała i tymi słowy odezwała się do swego ojca:

Nie bierz mi tego za złe, panie mój, że nie mogę wstać, gdyż mam kobiecą przypadłość.

No i mnie zatkało! Po siedmiu dniach ojca nie poznała? „Panie” do ojca? A jeśli chodzi o kobiecą przypadłość,  mam ją raz na miesiąc, ale to nie oznacza, że nie mogę wstać z łóżka, z krzesła czy z wielbłąda. Za jakiś czas dowiemy się, że kobieta z miesiączką, to kobieta nieczysta. Ten, kto ją dotknie staje się nieczystym. Dzięki tej nieczystości laska uniknęła śmierci.

Posążki nie zostały znalezione, w związku z tym chłopaki zawarli przymierze uprzednio stawiając w miejscu spotkania stelę, a potem usypali z kamieni kopiec na którym postawili posiłek i wódzię znając życie. Czyli zamiast kampanii wrześniowej mamy kolejną akcję libację. Wzgórze, na którym chłopaki pochlali nazwano Galed. Rano Laban dał błogosławieństwo córkom i wnukom i wrócił do siebie. Uff! Jeden debil z głowy.

Jakub ruszył w dalszą podróż. Nie było go w domu 20 lat, ale to nie znaczy, że jego bratu Ezawowi, mogła minąć złość za wyrolowanie go z błogosławieństwa. Dlatego przed sobą Jakub wyprawił posłów. Bał się niemota, że go sprawiedliwość dopadnie. A tu niespodzianka, bo posłowie wrócili i powiedzieli, że Ezaw ruszył mu na spotkanie z 400 ludźmi. Mogę się założyć, że Jakub na tą wieść zrzucił oposa prosto w galoty. Następnie podzielił ludzi i zwierzęta na dwa obozy po czym zaczął się modlić. Przypomniał na wszelki wypadek Bogu, że mu obiecał ochronę a potem jako dar dla brata Ezawa naszykował od groma zwierząt. Do każdego stada przeznaczył jednego sługę i kazał im iść na spotkanie z Ezawem. Potem zabrał żony, jedenaścioro dzieci, przeprawił ich przez potok Jabbok (zupełnie nie wiadomo w jakim celu te iście wojskowe manewry) aż w końcu wydarzenie bez precedensu, którego nie da się inaczej opisać, jak cytatem:

Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: „Puść mnie, bo już wschodzi zorza!” Jakub odpowiedział: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” Wtedy tamten go zapytał: „Jak masz na imię?” On zaś rzekł: „Jakub”. Powiedział: Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś”. Potem Jakub rzekł: „Powiedz mi, proszę, jakie jest Twe imię?” Ale on odpowiedział: „Czemu pytasz mnie o imię?” – i pobłogosławił go na owym miejscu. Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: „Mimo, że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie.”

Muszę ochłonąć. To Bóg nie wie, z kim się szamotał? I po co to robił? I co z tą zabójczą facjatą Boga, że widząc ją Jakub przeżył? Taka była niewyjściowa, że po jej ujrzeniu można było paść trupem? Jak w ogóle strawić ten fragment Pisma Świętego? No chyba, że do tego surrealistycznego zdarzenia doszło tak:

W piekle:
(Lucyfer siedzący w jacuzzi z kilkoma pięknymi diablicami, popijający drinki. Dźwięk telefonu)
Lucyfer: Halo.
Skrzydlaty Eunuch: Lucyferze ratuj! Tragedia! Katastrofa!
L: Zluzuj pory aniele i mów o co chodzi, bo zajęty jestem jak miejski szalet.
S.E: Papcio zniknął!
L: To rozwiń skrzydła i leć do Gargamela.
S.E: Jak mam lecieć, jak mi po twojej ostatniej wizycie jeszcze pióra nie odrosły! Ale do jakiego Gargamela?
L: To był dżołk. Namierzcie go satelitami.
S.E: Lucyferze, ocknij się. Czy ty wiesz, który mamy rok?
L: Pytasz o biblijny, czy o prawdziwe lata ziemi?
S.E: Przestań sobie jaja robić, bo jak Bóg się nie odnajdzie, wszyscy mamy przesrane. Ktoś mu zrobi jakieś kuku i za parę lat nikt o nas nie będzie pamiętał.

(kilka chwil później Lucyfer przelatuje w swoim diabelskim spodku nad ziemią)
Lucyfer: Huston, mamy problem.
Skrzydlaty Eunuch: Co jest?
L: Namierzyłem Bogusia, jest z Jakubem.
S.E: Uff! To dobrze.
L: Obawiam się, że za chwilę zmienisz zdanie. Chłopaki leżą sobie i… jakby ci to powiedzieć…Raz Jakub daje Bogu, raz Bóg Jakubowi.
S.E: A…a…a…le jak?
L: Normalnie! Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Mówię ci, a szarpie jeden drugiego przy tym jak Reksio szynkę.
S.E: Ja pierdzielę! Bierz go Lucku.
L: Włączam ssak. Cholera, Bóg się porządnie podłączył i do tego mocno Jakuba za biodra trzyma. .
S.E: Ciąg Lucek! Ciąg! Co za wstyd!
L: Mam go na pokładzie. Zwichnęliśmy chyba biodro Jakubowi, ale będzie żył.
S.E: Boże, słyszysz mnie? Coś ty narobił? Jak my się teraz z tego wyplączemy? Przecież o tym będzie Duch Święty natychał… Cholera! Natchnie pisarzy i oni to w Biblii opiszą. I co napiszą? Że Bóg to gej?
Bóg: Oj tam, oj tam. Przekabacimy Ducha i opisze to tak, że nikt nie będzie wiedział o co chodzi.
S.E: Znowu? Ludzie to nie pelikany! Nie łykną wszystkiego. Podałeś mu swoje imię Panie?
Bóg: Nie.
S.E: To może się Jakub nie domyśli, z kim się całą noc kotłasił?
Bóg: Imienia mu nie zdradziłem ale powiedziałem mu, z kim ma przyjemność.
S.E: Jak to?!
Bóg: On i tak wiedział! Mówił mi, że jestem boski!
S.E: Trzymaj mnie Lucek, bo zaraz jebnę na skrzydła!
Bóg: Dość tego! Proszę mnie natychmiast odwieźć do Kubusia! Natychmiast! Ja chcę do Kubusia! Ja chcę do Kubusia!
L: No już dobrze, zabiorę cię Panie do Kubusia tylko zdejmij tę maskę Krugera, bo przez nią zawału można dostać.
S.E: Lucek, no coś ty!
L: Spoko skrzydlaty. Ten Kubuś nie ma żadnych otworów.
I takim cudem Bóg znalazł się w Stumilowym Lesie.

***

W końcu Jakub dojrzał swego brata Ezawa z czterystu ludźmi. Podzielił więc dzieci pomiędzy swe kobiety i ustawił według ważności. Najważniejsze osoby z tyłu a z przodu ewentualne mięso armatnie, czyli niewolnice swoich żon ze swoimi dziećmi. Dalej Leę z dziećmi a na końcu Rachelę z synem Józefem. Sam idąc na przedzie tego peletonu 7 razy ukłonił się bratu. Tu mnie zaskoczył, bo myślałam, że ze strachu będzie się czołgał na końcu, zaraz za Józefem. Ezaw objął go na przywitanie i rozpłakał się z radości. Czyżby zapomniał wszystkie urazy? Kiedy dowiedział się, że stada, które spotkał po drodze są przeznaczone dla niego w darze od Jakuba odmówił ich przyjęcia. Powiedział:

Mam ja dużo, bracie mój, niechaj przy tobie zostanie to, co jest twoje.

Na to Jakub idiota:

Ależ nie! Jeśli mnie darzysz życzliwością, przyjmij ode mnie ten mój dar.

Nie słyszałeś tłuku, że on nie chce, bo ma dużo? Czy Jakub źle się czuje, kiedy go ktoś za przeproszeniem nie wydyma?

I tak nalegał na niego, aż wreszcie przyjął.

Ezaw zaprosił brata i powiedział, że pójdzie razem z nim ale Jakub się wykręcił, że oni idą wolno, bo małe dzieci, młode zwierzęta i inne takie bzdury. Ezaw ruszył więc do domu do Seiru a Jakub do Sukkot, gdzie wybudował sobie dom. W końcu dotarł do Sychem w Kannanie, kupił kawał pola od synów Chamora i rozbił swe namioty oraz oczywiście postawił ołtarz. Cześć oddawana Bogu nie pomogła córce Jakuba Dinie, która polazła się pogapić jak sroka w gnat, nie wiadomo na co i została porwana przez Sychema, syna Chamora Chiwwity, księcia tego kraju, który: „położywszy się z nią zadał jej gwałt”. Tak zaczyna się opowieść, która prawdopodobnie dała początek antysemityzmowi, ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 8

bible-276067_640A potem przyszedł czas na udzielenie przez Izaaka błogosławieństwa pierworodnemu Ezawowi. A Bóg tak dobry był dla Izaaka, że go na starość oślepił. Do tego chyba rozum mu również odebrał, bo stary pobłogosławi zamiast owłosionego jak niedźwiedzie jaja Ezawa, swojego wypindrzonego, delikatniusieńkiego Jakuba.

A jak do tego doszło? Ano zgodnie z przysłowiem: gdyby kózka nie skakała, to by ślimak pokaż rogi. Wrrróć! To nie to przysłowie. A! Już wiem: gdzie diabeł nie może tam babę pośle. Jak pisałam w poprzedniej części Rebeka, żona Izaaka, bardziej kochała metroseksualnego Jakuba więc uknuła całą intrygę, aby jej pupil dostał błogosławieństwo. Nawet na ręce nałożyła mu skóry koźląt, żeby ślepy jak kret Izaak go sobie wymacał do woli, żeby stwierdził, że to jego ukochany, zarośnięty jak rower w pokrzywach Ezaw, i żeby go pobłogosławił.

Warto zauważyć, że te chłopy biblijne to totalne sieroty. Ewa robiła z Adasiem co chciała, Sara zawsze dopięła swego, później zaś Rebeka. A teraz w jednych częściach świata kobiety albo w skafandrach z dziurami na oczy chodzą, albo w innych nie mają nic do powiedzenia jeśli chodzi o poszczególne części ich ciała. Chcesz opalać cycki w miejscu publicznym? To sobie je opalisz nad ogniem piekielnym w obecności czortów. Chcesz rozporządzać własną macicą? To ją sobie wytnij, wsadź w słój i schowaj do lodówki. Inaczej należy ona do Boga (czytaj: Kościoła).

Wracając do Jakuba i Ezawa. Ten pierwszy przyjął podstępnie błogosławieństwo ojca. Drugi musiał mu służyć więc był zły, żeby nie powiedzieć po ludzku – wkurwiony. Bóg miał to głęboko w czeluściach. Zagapił się, zasnął albo w golfa grał w tym czasie. W każdym razie Ezaw postanowił po śmierci ojca zaszlachtować brata. Matka dowiedziała się o tym i posłała ulubieńca do Labana, swojego brata, do Charanu. Wmówiła mężowi, że Chetytki, z którymi hajtnął się Ezaw to ździry i że trzeba Jakuba posłać w rodzinne strony, aby wybrał sobie porządną dziewicę. Izaak przystał na to. Ezaw podsłuchał widocznie rozmowę starych (każdy tam każdego wiecznie podsłuchiwał, jak u Sowy) i wziął sobie następną żonę, córkę Ismaela, syna Abrahama, siostrę Nebajota.

Jakub ruszył w drogę. Ojciec, skąpy jak… jak żyd, nie dał mu w drogę nawet zestawu skauta, bodaj samej karimaty, bo chłopak kamienie do snu kładł sobie pod głowę. Nie ma się co dziwić, że w nocy miał majaki. Bóg mu się przyśnił, który… kto zgadnie co zrobił? Oczywiście obiecał mu to, co obiecywał jego przodkom. Zdrowie, szczęście i pomyślność dla niego i jego potomków. Kiedy się Jakub obudził, polał kamień na którym spał oliwą zupełnie nie wiadomo po co, miejsce to nazwał Betel, po czym rzekł:

„Jeśli Bóg dalej będzie ze mną i naprawdę będzie mnie strzegł na tej drodze, którą idę, i da mi chleb do jedzenia i szaty do ubrania się i wrócę w pokoju do domu mego ojca, to Jehowa okaże się moim Bogiem”.

To do tej pory nie był? A widzicie? To jednak wtedy ludzie mądrzejsi byli niż dziś. Nie zmuszali dzieci do przyjmowania swojej wiary. Nie chrzcili w wieku niemowlęcym, nie indoktrynowali, nie wysyłali ich na ministrantów, gdzie mogliby trafić na kapłana, który młodych chłopców kocha szczególnie mocno. A poza tym można tak z Bogiem się układać? Jeśli ty mi to, to ja ci tamto? No to teraz ja składam śluby:

„Jeśli w tym roku dorobię się miliona na koncie, w klacie przytyję a w pasie schudnę, to Jehowa okaże się moim Bogiem”. Zobaczymy, co będzie się działo 🙂

Znacie to powiedzenie, że z rodziną najlepiej na zdjęciu się wychodzi? No to powiem Wam, że gdyby w tamtych czasach były aparaty fotograficzne i Jakub zrobiłby sobie zdjęcie z bratem swojej matki, to na pewno porwałby je na kawałki, przeżuł, połknął, wydalił i powtórzyłby ten cały mściwy proceder jeszcze raz. Ale po kolei. Jakub dotarł na miejsce i przy studni ujrzał Rachelę. Natychmiast wycałował ją tu i ówdzie a potem „rozpłakał się w głos”. Umie ktoś postawić diagnozę? Rzuca się na widzianą pierwszy raz na oczy dziewczynę, dopuszcza się innych czynności seksualnych a potem zaczyna się mazać.

Jak Laban usłyszał, że jego siostrzeniec przybył w te strony strasznie się cwaniak ucieszył. Trafiła mu się kolejna para rąk do darmowej roboty. Czyżby Laban był protoplastą Chińczyków? Po miesiącu spytał Jakuba:

„Czyż dlatego, że jesteś moim krewnym, masz mi służyć za darmo? Powiedz mi więc, jaką mam ci dać zapłatę?”

Jakub, który z pewnością nie miał równo pod kopułą zaproponował, że popracuje jeszcze 7 lat jako niewolnik w zamian za Rachelę. Laban musiał posikać się ze szczęścia w pantalony. Po siedmiu latach Jakub upomniał się o obiecaną laskę. Laban wyprawił ucztę, na której Jakub tak się nawalił, że bzyknął podstawioną mu podstępnie starszą córkę Labana, Leę. Jak się przebudził, nie był zadowolony. Szkoda, że w nocy nie protestował. A! Nie mógł, bo tak nasączył wary, że padł nieprzytomny. Ale kuśka zadziałała bez zarzutu. Ciekawe. Może to dzięki marchwi? Podobno marchewka dobrze działa na potencję. Tylko trudno ją przymocować.

Laban powiedział, że da mu za tydzień i Rachelę, ale będzie ona kosztowała kolejne 7 lat. Biedny Jakub, raz na wozie raz w nawozie. Tak oto obie siostry zostały żonami Jakuba. Wkrótce zaczęła się między nimi bitwa na dzieci. Spokojnie, nie rzucały nimi w siebie, jak na przykład rzucają pomarańczami czy pomidorami we Włoszech i w Hiszpanii. Po prostu kobieta wówczas służyła do rodzenia dzieci. Im więcej, tym lepsza. A bitwa mogła zacząć się tak:

***

W przedsionku nieba.
Skrzydlaty Eunuch: Jak dobrze Lucyferze, że jesteś. Bogusia znowu jakaś depresja dopadła. Na tapczanie leży leń, nic nie robi cały dzień. Do tego ma globus.
Lucyfer: To Boguś już wie, że ziemia jest okrągła?
S.E.: No coś ty! Nie taki globus, tylko globus hystericus.
Lucyfer: No wiesz, histerykiem to on jest od zawsze.
S.E.: Idź do niego, bo z tych nudów gotów jakąś kolejną katastrofę wymyślić.
Na salonach nieba.
Lucyfer: Witaj o mój Wszechwiedzący, Wszechobecny, Wszechmocny Panie Boże.
Bóg: Lucuś? O, jak się cieszę, że cię widzę. Chodź tu do mnie kochanieńki i opowiadaj, czy coś tam w tym świecie ciekawego słychać, bo jestem taki znudzony. A przy okazji zapomniałeś dodać przy przywitaniu „Miłosierny” i „Jedyny”. Wiesz, jaki ja zazdrosny jestem.
L.: Wybacz mi Panie. A w świecie wiele się dzieje. Na przykład w Afryce widziałem ludzi czarnych jak smoła a w Ameryce czerwonych i żaden z nich nic o tobie nie słyszał, dobre co?

(Nagle Lucyfer dostał kuksańca w bok od Skrzydlatego Eunucha)
Bóg zbladł. Potem zrobił się purpurowy aż w końcu zaczął sinieć.

L: Żartowałem Panie. Jakub, syn Izaaka ożenił się z dwiema córkami swojego wuja Labana.
(Bóg zakaszlał, po czym odzyskał normalną barwę.)
Bóg: Żartowniś z ciebie Lucuś, he he. Co ciekawego jest w tym wydarzeniu?
L: Jakub kocha Rachelę, ale został przez wuja wyrolowany. Nie dość, że dostał najpierw Leę, to jeszcze za obie służy po siedem lat.
Bóg: No i dobrze, nie będzie się żadna baba marnować. Ale zaraz… A może zabawimy się Lucusiu, co?
S.E.: Tylko spokojnie. Już biegnę po leki.
Bóg: Żadnych leków! Nie wiem Lucusiu co on mi podaje, ale po tym nie chce mi się w ogóle rozrabiać. Więc co? Zakładzik?
L: O nie Panie. Zawsze na tym źle wychodzę, bo… jakby to delikatnie powiedzieć…
Bóg: Śmiało Lucuś.
L: No zawsze oszukujesz Panie.
Bóg: E tam! Teraz nie będę. Przysięgam na siebie! Zrobimy tak. Ty wybierzesz jedną żonę Jakuba, ja drugą i zobaczymy, która więcej dzieci urodzi. Jak moja baba wygra, to mi dasz coś fajnego a jak twoja wygra to ja ci dam. Co ty na to?
L: I nie będziesz Panie ingerował w ich losy?
Bóg: Nie będę, jak mi Bóg miły, to znaczy jak sam sobie jestem miły.
L: No dobra.
Bóg: To ja wybieram Leę.
L: Niech będzie, w takim razie ja mam Rachelę.

***

A w Biblii napisane jest tak, że kiedy Bóg zobaczył, że Jakub bardziej kocha Rachelę, zajął się Leą, „otworzył jej łono” i ta zaczęła rodzić na potęgę. Ciach! Jest Ruben, po nim Symeon, następnie Lewi a potem Juda. „I co ty na to suko?” – kpiła pewnie Lea z młodszej siostry, która była niepłodna.

W niebie.
Lucyfer: Panie! To nie fair! Rachela jest niepłodna!
Bóg: No co ja na to poradzę?
L: Musiałeś o tym wiedzieć!
Bóg: Zwariowałeś? To „Wszechwiedzący” to lekka przesada.
Na ziemi.
Rachela zastosowała stary sprawdzony sposób. Podsunęła mężowi swoją niewolnicę Bilhę a potem zabrała sobie jej dzieci – Dana i Neftaliego. „Kij ci w oko!” – śmiała się pewnie z siostry pokazując jej jednocześnie środkowy palec.
W niebie.
Bóg: Z niewolnicy się nie liczy!
L: A od kiedy to? Sara też dała Abrahamowi niewolnicę i Abraham miał z nią syna.
Bóg: I żeśmy go z Sarą pogonili!
L: Ale pomogłeś mu na pustyni, bo to syn Abrahama.
Bóg: A niech ci będzie!
Na ziemi.
Lea, która nagle przestała pączkować zrobiła to samo. Dała mężowi do używania swoją niewolnicę Zilpę, która urodziła Gada (nie, że jaszczura jakiegoś, tylko tak on miał na imię) i Asera. „Cmoknij mnie w przedziałek ździro!” – mogłaby rzec do Racheli. Ale to jeszcze nie koniec. Ruben, syn Lei wyszedł na pole i znalazł mandragory, sprzyjające płodności.
W niebie.
L: No nie! Z tymi mandragorami to już przesadziłeś Panie!
Bóg: No co się czepiasz? Chłopak poszedł na spacer i znalazł. Ja nie ma z tym nic wspólnego.
Na ziemi.
Ruben dał mandragory swojej matce Lei. Rachela zażądała owoców w zamian za noc z mężem. Siostry dokonały wymiany a jak tylko Jakub wrócił z pola, Lea powiedziała mu:
„Do mnie przyjdź, bo nabyłam cię za mandragory mego syna”. Niezły handelek no nie? Ma któraś z pań fajnego męża? Wynajmę za kilo mandarynek, bo skąd ja wam kuźwa mandragory wezmę?
W niebie.
Bóg: No popaprana jakaś! To ja jej mandragory załatwiam a ona je oddaje!
L: Oszukujesz Panie! Koniec zabawy!
Bóg: No co ty Lucuś? Ja tylko raz, tak żeby było ciekawie. No nie bocz się, już więcej nie będę!
Na ziemi.
Lea po nocy z mężem, którą sobie kupiła u Racheli urodziła piątego syna (nie licząc dwóch od swojej niewolnicy) Issachara. Potem urodziła jeszcze Zabulona a na końcu zupełnie niechcący przytrafiła jej się córka Dina. A potem rzekomo Bóg zlitował się nad Rachelą i „otworzył jej łono”. Tak urodziła Józefa. A wtedy Jakubowi zachciało się odejść od Labana.
W niebie.
Bóg: Koniec! Wygrałem!
L: To już nie będą rodzić?
Bóg: Oj tam będą, nie będą. Jakub chce wyruszyć w drogę to o babach myśleć teraz nie będzie.
L: Dobra, uznaję twoje zwycięstwo Panie i przymykam oko na szachrajstwa, ale weź chociaż pomóż Jakubowi bo to taka pierdoła, że go Laban w skarpetach samych wypuści.
Bóg: W skarpetach? Skarpety do sandałów? No nie! Na to nie mogę pozwolić. Ok, zajmę się nim. A co z moją wygraną? Co od ciebie dostanę?
(Lucyfer spod poły płaszcza wyciągnął globus i wręczył go Bogu. Skrzydlaty Eunuch, nieodłączny towarzysz Boga, jego sługa, pomagier i pielęgniarka w jednym na widok globusa padł na skrzydła aż mu pióra odpadły.)
Bóg: A to co?
Lucyfer: Tak za jakiś czas ludzie będą przedstawiać ziemię, jako kulę krążącą wokół słońca Panie.
Bóg: Hahahhaahahaha! Hahahahahahaahhahaaha! Hahahahahahahaha!

Od tamtej pory ilekroć Bóg spojrzał na dar Lucyfera, pękał ze śmiechu. Trwało to aż do Kopernika.

***

Tymczasem na ziemi.
Laban dowiedziawszy się, że darmowy niewolnik po 14 latach chce go opuścić, zaproponował mu zapłatę: „Ustal mi swoją zapłatę, a ja ci ją dam”. Aha, Jakub może nie najbystrzejszy ale bez przesady. Raz już został przez Labana wyrolowany, postanowił więc zadbać o siebie i rodzinę.

„obejdę dziś wszystkie twoje stada i wybiorę z nich dla siebie wszystkie jagnięta cętkowane, pstre i czarne spośród owiec oraz koźlęta pstre i cętkowane spośród kóz. Niech one będą moją zapłatą.”

A jednak idiota!
Za to szczwany Laban oddzielił wszystkie cętkowane i pstre zwierzęta od reszty stad i oddał je swoim synom, zgodnie z zasadą rąbać Barbie aż się zgarbi. Tymczasem Jakub, który miał w mózgu chyba tylko jeden zwój, nazbierał sobie gałązki topoli, drzewa migdałowego, odarł je z kory i umocował je przy korytach z wodą. Gdy zwierzęta przychodziły pić, parzyły się między sobą a że robiły to przed patykami, rodziły się zwierzęta prążkowane, pstre i cętkowane.

Jak nic, Bóg dotrzymał słowa danego Lucyferowi, bo chyba nikt nie uwierzy w to, że bez boskiej interwencji zadziałały patyki. „Tak oto stał się Jakub człowiekiem bardzo zamożnym”, przez co Laban i jego synowie przestali być dla niego mili. To do tej pory byli? Aż w końcu przemówił Bóg we własnej osobie i kazał Jakubowi wziąć dupę w troki i szurać sandała w kierunku ziemi przodków, ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 7

bible-276067_640A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rozumiecie? Wszechwiedzący Bóg sprawdził wierność Abrahama bo nie był go pewien. A w jaki sposób? W najbardziej okrutny i perfidny, jaki można sobie wyobrazić, czyli typowo po bożemu.

Pamiętacie, że staremu capowi w wieku 100 lat urodził się syn Izaak? Chciałam powiedzieć jedyny, ale przecież miał jeszcze syna z niewolnicą żony, którego wygonił za radą Sary i swojego popapranego, bezdomnego kumpla Boga, na pustynię z jednym chlebem i jednym bukłakiem wody. Jeśli myślał, że tym czynem zadowolił sadystyczne żądze Papcia, to się mylił. Bóg co prawda zniknął na jakiś czas, po czym pochlał albo nawąchał się, czegoś bo pojawił się z taką oto propozycją dla Abrahama:

„Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę.”

Czaicie motyw? Gdyby Bóg mi coś takiego nakazał, to mógłby mi wyciąć łechtaczkę, żywcem zeżreć, wydłubać oczy, urwać łeb i nasikać do szyi, a nie uzyskałby tego, czego pragnął. Ale on nie ze mną miał do czynienia tylko z ciamajdą, który dla swojego pana był w stanie zrobić wszystko. No nie imbecyl? Ależ skąd! To „wybitny przykład wiary”, jak twierdzą moi tłumacze – Świadkowie Jehowy. Nie przypomina wam to czegoś? Wojen religijnych, ataków terrorystycznych, mordów w imię różnych Bogów? Wystarczy jeden oszołom, który powie: „Bóg tak chce”, żeby popłynęła krew mężczyzn, kobiet w ciąży, dzieci… No ale własnego syna?!

Abraham wraz z dwoma swoimi sługusami, z osłem, drewnem na spalenie ofiary i z synem szedł trzy dni na wskazane przez Boga miejsce kaźni chłopca. Trzy dni! Dlaczego Bóg kazał mu iść tak daleko? Bo sadystę najbardziej kręci przedłużanie męki. Jeśli Abraham w głębi swojego spróchniałego już jestestwa walczył ze sobą, to dzięki temu podsycał podjaranie psychola.

W końcu Abraham nakazał zostać sługom z osłem, na plecy syna włożył drewno i ruszyli dalej sami w drogę. Co za obrazek! Nieświadomy niczego dzieciak niesie badyle, którymi będzie podsycany ogień, który z kolei ma go spalić. Jakim cudem starzec związał chłopca, nie mam pojęcia. Jakbym ja (znacznie młodsza od Abrahama – ZNACZNIE!) chciała związać mojego syna, to dostałabym takiego kopa między nogi, że jego stopa gardłem by mi wyszła. Izaak pewnie poddał się woli ojca, bo ojciec i matka to dla Boga świętość. Nie ważne jacy są i co robią, czcić ich trzeba. Pewnie dlatego, że Bóg to sierota.

Abraham położył związanego syna na ołtarzu, który zbudował, dobył noża (co za ulga! Nie będzie palił go żywcem) i gdy miał go zabić, usłyszał głos. Jak ja bym usłyszała głos, udałabym się do psychiatryka. No ale gdyby wtedy byli psychiatrzy, nie byłoby całej tej baśni.

„Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna.”

Heloł! No to się debil wziął i przekonał. Wszechwiedzący Bóg wcześniej nie wiedział, ale się dowiedział. Ja narobiłam w gacie ale kogo to obchodzi? Idę się umyć, przebrać i lecimy dalej.

***

Jestem. Ręce wciąż mi się trzęsą. O! Abraham znalazł w krzakach baranka i jego spalił zamiast syna. Już my byśmy mu w dzisiejszych czasach dali palić baranki! Podejrzewam, że przez te trzy dni Bóg tak się jarał męką swego pupila, że do orgazmu brakowało mu jeszcze tylko jego ulubionej woni palonego mięsiwa. Tak sobie przy czochraniu muflona widocznie zrobił dobrze, że zawołał:

Przysięgam na siebie, wyrocznia Pana, że ponieważ uczyniłeś to, a nie oszczędziłeś syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza (…). Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu.”

Ludy ziemi będą sobie takiego szczęścia życzyć? To Bóg nie wiedział nic o  Holokauście? No rzeczywiście jest czego zazdrościć. Przy okazji musiało się Abrahamowi ciśnienie podnieść. To on zapierdzielał trzy dni z jakimś osłem i synem swoim, chciał dzieciakowi gardło poderżnąć, żeby mu Papcio powiedział: „to był dżołk”? I żeby mu w zamian zaoferował to co mu już wielokrotnie obiecał? I wtedy Abraham podciągnął szmaty, które miał na sobie, wypiął gołą, od trzech dni nie mytą, zarośniętą dupę i wrzasnął:

„Cmoknij mnie w barambole i nie przejmuj się rodzynkami!”

Wrrrrróć! To tylko moje marzenie. Prawda biblijna jest taka, że Abraham bez słowa wyruszył z synem i sługami do Beer-Szeby i żadnych obsranych kołtunów przy własnym tyłku nie kazał Bogu całować.

Potem pojawia się informacja, że bratu Abrahama, Nachorowi również urodzili się synowie z żony i… z żony drugorzędnej, cokolwiek to oznacza. To się wtedy chłopom powodziło. Rzędami baby brali! Ciekawe kiedy poligamia została zabroniona?

Aż w końcu umarła Sara w wieku 127 lat. Mężuś kupił jej pieczarę na grób wraz z polem i tam ją pochował. Smutno wam? Ja jakoś nie zdołałam się do ździry przywiązać. I poza tym jaką pieczarę? Na sprzedaży Sary Faraonowi i Abimelekowi dorobił się fortuny a potem złożył jej zwłoki w byle pieczarze? To nie taniej było w rowie ją gdzieś zostawić?

Potem jest informacja, że Abraham się zestarzał! Że łot de fak? Poznaliśmy fujarę, jak miał lat 75. Małolat, nie? No dobra. W końcu się zestarzał, zawołał swojego zarządcę i rzekł do niego:

„Połóż mi twą rękę pod biodro”.

No to teraz pieprznął jak chrząszcz w modrzew! Się zestarzał a jeszcze mu fiki miki w głowie? Zboczeniec! To tak mu się z tej starości fajfus wyciągnął, że mu się aż pod biodro zawinął? A potem powiedział: „ciągnij, jak komornik meblościankę”. Żartowałam. Z tą ręką pod biodrem kazał mu przysięgać, że dla Izaaka sprowadzi żonę z jego rodzinnego kraju. Co miał robić facet z ręką na starej, pomarszczonej i do tego nie swojej dupie? Wziął 10 wielbłądów i udał się do Aram-Naharaim, gdzie mieszkał Nachor, brat Abrahama. Zatrzymał się przy studni i rzekł do Boga:

„(…) niechaj dziewczyna, której powiem: „Nachyl mi dzban twój, abym się mógł napić”, a ona mi odpowie: „Pij, a i wielbłądy twoje napoję”, będzie tą, którą przeznaczyłeś dla sługi swego Izaaka; wtedy poznam, że jesteś łaskawy dla mego pana”.

Co za bezczelność! Zamiast się sam pofatygować i poszukać dupy, Bogiem się wyręcza i do tego podpuszcza – zrobisz jak mówię, to uznam, że lubisz Abrahama, nie zrobisz, to… to… to wiesz co. Powinien mu jeszcze powiedzieć: „jak mi laski nie przyślesz to taki z ciebie Bóg, jak z kozich cycków kastaniety.” Wyobrażacie sobie tę walkę Boga z samym sobą?

***

Bóg: – Chyba się z głupim przez ścianę macał! Zaraz go popizgam prądem!

Skrzydlaty Eunuch: – Panie mój, jak go załatwisz, to wyjdzie, że nie jesteś łaskawy dla Abrahama.

B: – Mam to tam, gdzie sam nie mogę się pocałować!

S.E.: – W dupie?

B: – Nie, w łokciu. Tylko ateistom nie mów, bo jak się dowiedzą, będą mieli kolejny dowód na moje nieistnienie. Już wystarczy, że się męczę z tym kamieniem. „Czy Bóg może stworzyć taki kamień, którego sam nie będzie mógł udźwignąć?” Co za szuje!

S.E.: – No ale wiesz, obiecałeś przecież błogosławić Abrahamowi.

B.: – Naprawdę? Da się to jakoś cofnąć?

S.E.: – No nie bardzo. Duch Święty natchnie pisarza i on tak w Piśmie Świętym napisze.

B.: – No to pizgnę też Ducha Świętego.

S.E.: – Nie wolno.

B.: – Co nie wolno! Mi nie wolno? Mi wszystko wolno!

S.E.: – Wolno ci Panie wszystko tylko nie Ducha Świętego, bo on jest… jakby tobą.

B.: – Że kim jest? To mnie jest dwóch?

S.E.: – Podobno jest was Panie trzech.

B.: – Doprawdy? A kto jest trzecim mną?

S.E.: – Twój przyszły syn.

B.: – Syn? Będę miał bobaska? Cudownie! Dzieci to kupa szczęścia!

S.E.: – Z przewagą kupy.

B.: – A ta laska, z którą będę miał dzidzi to ładna? Lubi się pukać?

S.E.: – Duch ją puknie.

B.: – Jak to?!

S.E.: – Lajf is brutal end ful of zasadzkas end samtaimz kopas w dupas. Nic więcej nie powiem, dopóki nie wyślesz Panie tej dziewczyny do studni, bo inaczej całą historię szlag trafi.

***

Zanim sługa Abrahama przestał się modlić, nadeszła Rebeka „córka Betuela, syna Milki, żony Nachora, brata Abrahama”. Nie można było po prostu napisać wnuczka Nachora? Sługa Abrahama dał za nią majątek i zabrał ją do Izaaka. I żyli długo i szczęśliwie.

Aha! Ja też bym chciała, żeby się ta bajka już zakończyła, ale smoków jeszcze nie było i świnie nie latały.

Abraham poślubił jeszcze jedną kobietę o imieniu Ketura. Przypominam, że kiedy umarła Sara miał 137 lat! Pamiętacie, jak śmiał się w obecności Boga z jego obietnicy, że w wieku 100 lat urodzi mu się syn? No to teraz urodziło mu się jeszcze sześciu. Cały swój majątek oczywiście oddał Izaakowi a synów z drugiej żony pognał gdzieś na wschód. Nie wiem, może na Ukrainę. Tam by się przydało paru chłopa, żeby Ruskim dopieprzyć. Tym razem nie dał synom po bochnie chleba i po bukłaku z wodą ale „obdarował ich”. Znając ówczesne czasy, pewnie obdarował ich błogosławieństwem: „Spier…. i Bóg z wami.”

No i nareszcie umarł Abraham w wieku 175 lat. Pochowali go Izaak i Izmael – syn Abrahama i niewolnicy Hagar (a skąd on się tu wziął?) w pieczarze obok Sary.

Potem natchniony autor wymienia potomków Izmaela a następnie poznajemy historię Izaaka. Otóż okazuje się, że miał on 40 lat, kiedy wziął sobie za żonę Rebekę. Rebeka była niepłodna. Izaak wymodlił u Boga płodność żony. Bóg musiał być w ciągu bo prośbę Izaaka spełnił aż dwa razy naraz i tak narodziły się bliźnięta. Pierwszy z łona wyskoczył Ezaw: „syn czerwony, cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem”. Na miejscu Izaaka przypomniałabym sobie, kogo lub co 9 miesięcy wcześniej gościł pod swoim dachem. Może się tam zaplątał jakiś koczkodan? Wiadomo jak jest. Gość w dom, bździągwa w ciąży. Zaraz po małpie na świat przyszedł Jakub. Ten za to bardziej przypominał człowieka. Ezaw wyrósł na myśliwego i był ulubieńcem tatusia. „Jakub zaś był człowiekiem spokojnym, mieszkającym w namiocie”. Nie ma się co dziwić, że tego bardziej wolała matka. Jakub pewnie prał, prasował, gotował, sprzątał i nawzajem z matką malowali sobie paznokcie. I co na to przeciwnicy gender?

No! Było jak mówię, bo Ezaw zmęczony wrócił do domu i poprosił brata o jedzenie. Ten zgodził się podzielić tym, co gotował, ale najpierw kazał Ezawowi oddać pierworództwo. Ezawowi bardziej zależało na napełnieniu kałduna jak na rządzeniu po śmierci ojca i oddał pierwszeństwo bratu. Przyznajcie, że wciąga ta historia, jak ślepego bagno.

W kraju nastał głód więc Izaak z rodziną udał się za radą Boga (który obiecał mu to co obiecywał non stop jego ojcu) do Geraru nakazując żonie, aby mówiła, że jest jego siostrą. No. Przyleciał ptaszek do gniazdka i go pokopało. Albo z Izaaka taki sam krętacz, jak z Abrahama, albo autorowi zabrakło pomysłu na wymyślenie nowej historii. Abimelek odkrył kłamstwo i opieprzył Izaaka. Dobrze pamiętał, co mu ziomal Abrahama zrobił za Sarę. Przebywając w Gerarze Izaak zaczął się bogacić, bo mu „Pan pobłogosławił”, co zaczęło wkurzać Filistynów, którzy zasypali wszystkie studnie za czasów Abrahama wykopane. Jakub wykopał sobie inną studnię a potem ruszył do Beer-Szeby i zaraz ukazał mu się Pan. Wiecie co się dzieje, jak ukazuje się Pan? Nie ma co cieszyć batona, tylko trza przywdziać cichobiegi spierdalajki i nie oglądać się za siebie. Ale nie tym razem. Bo on wpadł tylko na chwilę żeby powiedzieć coś według niego bardzo ważnego. I co z tego, że się powtarza jak sraczka podczas rozwolnienia?  On powiedział tylko, że  rozmnoży jego potomstwo i że będzie mu błogosławił, czyli jak zwykle plecie, plecie a koszyka nie widać. Powiedział i już. Nic się strasznego nie stało a Jakub i tak pewnie gaci nie dopierze.

No więc potem do Izaaka przybył Abimelek bo mu się przymierza zachciało.

Natomiast w wieku 40 lat hajtnął się włochaty Ezaw z Jehudit i Bosmat. To drugie to podobno też kobieta. I jak to w życiu bywa, teście nie lubili synowych. Swoją drogą ciekawe, co za kobiety chciały być z czerwonoskórym sierściuchem? No cóż, podobno ciało rzucone na łoże traci na oporze.

A potem przyszedł czas na udzielenie przez Izaaka błogosławieństwa pierworodnemu Ezawowi. A Bóg tak dobry był dla Izaaka, że go na starość oślepił. Do tego chyba rozum mu również odebrał, bo stary pobłogosławi zamiast owłosionego jak niedźwiedzie jaja Ezawa, tego drugiego – wypindrzonego, wypachnionego, wydepilowanego,  delikatniusieńkiego Jakuba. Ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 6

bible-276067_640I nagle okazuje się, że „owi dwaj aniołowie przybyli do Sodomy wieczorem”. A gdzie trzeci? Zmęczył się? A może się bał. A! Czyli ten trzeci to był Bóg, który gadał z Abrahamem. Wcale się nie dziwię, że dalej wolał się nie zapuszczać. W Sodomie, jak się zaraz okaże, dziwne rzeczy się działy. Trzeba było z tyłkiem przy ścianach chodzić.

Na szczęście aniołami w Sodomie zajął się Lot, bratanek Abrahama. Kiedy ich gościł, jego dom został otoczony przez mężczyzn, którzy niczego więcej nie pragnęli, jak „poswawolić” z obcymi. Z aniołami?! Trudno nawet określić, czy całą Sodomę zamieszkiwali geje, zoofile czy bogofile. W każdym razie raczej nie pedofile, bo anioły prawdopodobnie były dorosłe. Zresztą, czy Boga pedofilia cokolwiek obchodzi? Gdyby obchodziła, to pewnie kościelnym pedofilom tak dobrze by się nie wiodło.

Ta wizja rżniętych przez dziki tłum aniołów była dla Lota nie do przełknięcia. Córek, to jak najbardziej, ale aniołów? Nigdy w życiu! I tak oto Lot rzecze do rozjuszonego tłumu:

„Mam dwie córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną, pozwólcie, że je wyprowadzę do was; postąpcie z nimi, jak się wam podoba, bylebyście tym ludziom niczego nie czynili, bo przecież są oni pod moim dachem!”

A poza tym w domu wszyscy zdrowi? Teraz to ja bym nawet wolała być jak ta szmata do sandałów traktowana (jak pisałam w poprzedniej części), byle nie być wydaną na żer setek rozjuszonych, męskich świń. I to jeszcze jako dziewica! Pamiętacie drogie Panie własną cnotę? Ja tak, chociaż jakoś tak przez mgłę:). Ale córki Lota nie miały wyboru. Pewnie bardzo kochały swojego tatusia, wzorowego gospodarza, którego gościnność sławią w tej pożal się boże księdze. I anioły się u Lota posiliły i sąsiedzi mogli nachapać się jego dziewiczych córek do woli. Bajabongo i dżambalaja!

Na szczęście anioły, do tej pory pewnie przymroczone winem, nagle przypomniały sobie o nadprzyrodzonych mocach. Oślepiły atakujących i siłą wyciągnęły Lota, jego żonę i jego córki w bezpieczne miejsce, po czym miasto uległo zniszczeniu.
Po co brali te córki? Zupełnie zbędny balast. Ależ skąd! Okaże się, że odegrały one ważną, pornograficzną rolę, ale to trochę później.

Anioły przykazały uciekinierom, aby nie oglądali się za siebie. No weź babie powiedz „nie jedz owocu z drzewa poznania dobra i zła” to zeżre. Powiedz jej „nie oglądaj się”, to się obejrzy. Tak uczyniła żona Lota. Chciała sobie popatrzeć na deszcz z siarki i ognia, który niszczył Sodomę i z jakiegoś powodu zamieniła się w słup soli. Zaskoczeni? Ja zdębiałam ale to jest pikuś w porównaniu do dziwactw, które będzie robił gość, którego uważa się za syna boga, nijaki Jezus.

Lot zwiał z rodziną do miasta Soar a stamtąd udał się z córkami w góry. Starsza do młodszej rzekła tak:

„Ojciec nasz wprawdzie jest już stary, ale nie ma w tej okolicy mężczyzny, który by przyszedł do nas na sposób wszystkim właściwy. Chodź więc, upoimy ojca naszego winem i położymy się z nim, a tak będziemy miały potomstwo z ojca naszego”.

Wrrrrrróć! Ale przypał! Czytam jeszcze raz co ta blać powiedziała. No kurde, składam sylabami tekst. To samo. Na wszelki wypadek sprawdzam co czytam. Człowiek zakręcony jest jak ruski termos, może jakieś ateistyczne gówno do rąk złapałam. No nie. Biblia Tysiąclecia, ta na którą powołuje się nasz Kościół Katolicki.

Co oznacza, że nie ma mężczyzny, który przyszedłby na sposób właściwy i dlatego trzeba się z ojcem położyć, żeby mieć dzieci? Do mnie wielu mężczyzn przychodzi – listonosz, sąsiad, żebrak i do tej pory wydawało mi się, że przychodzą w sposób właściwy. To co ja mam im mówić czy robić, żeby było właściwie? Rozkraczać nogi i krzyczeć: „bierz co chcesz”? A jak wezmą lodówkę albo telewizor to co ja chłopu, jak wróci do domu, powiem?

No dobra. Siostry się namówiły, starsza wskoczyła na ojca i dalej z nim uprawiać rodeo. Oczywiście tatuś tak się schlał, że nic nie czuł. No patrzcie! Spieprzali w góry. Człowiek wziąłby ze sobą niezbędne rzeczy: stringi, książkę „Bóg urojony”, pilniczek do paznokci, a oni – ojciec i dwie córki zabrali ze sobą gorzałę jakąś! Tyle tej gorzały, żeby uchlać Lota nie jeden raz tylko dwa razy pod rząd. Bo przecież jeszcze młodsza musiała po tatusia bimbałach poskakać.

„I tak obie córki Lota stały się brzemienne za sprawą swego ojca”

Musiał tkwić tu palec boży. Nie wiem dokładnie gdzie, ale skoro bobry córek Lota były zajęte jego członkiem, to palec boży był w… tym… no… No gdzieś musiał tkwić, że tak jedna i druga po jednym razie w ciążę zaszła.
Starsza po bzykanku z tatusiem urodziła Moaba a młodsza Ben-Amma. Nie wiadomo czy miały więcej dzieci. Listonosz się w góry raczej nie zapuszczał.

To co się w tych górach wydarzyło, to było według Biblii dobre, czy złe? Bóg się nie pojawił ani żaden z jego szpiegów. Nie powiedzieli do córek Lota: „Powstrzymajcie swoje żądze dziwki, bo Pan ma inne plany związane z wami”. A skąd! Moab stał się praojcem Moabitów a Ben-Ammi Ammonitów. Bóg Wszechobecny nie wiedział co tam się dzieje w tej jaskini czy namiocie? I jeśli to był namiot, to ciekawe kto go niósł w góry, skoro córki Lota dźwigały gorzałę mając w głowie niecny plan. No chyba nie mężczyzna. Bóg by przecież na to nie pozwolił. A może jednak Bóg tam był i (o zgrozo) wszystko widział? Dlaczego patrzył a nie zareagował? Albo on nie jest Wszechobecny i nigdy nie był albo… albo ostre pornosy to jego najlepsza rozrywka.

Po tym dziwnym zboczonym i kazirodczym opisie wraca nas Biblia (czyli słowo boże) do Abrahama. Powędrował on do Negebu i…

i dalej przepisuję dosłownie, żeby nie było, że coś przekręciłam:

„osiedlił się pomiędzy Kadesz a Szur. A gdy przebywał w Gararze (nie mylić z garażem, aut wtedy jeszcze nie było), mawiał o swoje żonie Sarze: „Jest ona moja siostrą”. (Przypomina Wam to coś? Tak, tak. To samo było w Egipcie. Zaufanie do Boga to jedno, a możliwość zysku i dbanie samodzielnie o własne interesy, to drugie. Skoro raz udało się dobrze zagrać rolę sutenera, to dlaczego nie zrobić tego drugi raz? Sara podobno wciąż piękna, choć staruszka. Byli wtedy chirurdzy plastycy? A może chociaż botoks?) Wobec tego Abimelek, król Geraru, wysłał ludzi, by zabrali Sarę. Tej samej jednak nocy przyszedł Bóg do Abimeleka we śnie (a czemu nie na jawie? Na jawie to by pewnie chłop nie uwierzył) i powiedział do niego: „Umrzesz z powodu tej kobiety, gdyż ona ma męża”. Abimelek, który jeszcze nie zbliżył się do niej, rzekł: ”Panie, czy miałbyś także ukarać śmiercią ludzi niewinnych? Przecież on mi mówił: „Ona jest moją siostrą”, i przecież ona również mówiła: „On jest moim bratem”. Uczyniłem to w prostocie serca i rękami czystymi”.

No proszę. Bida się zesrała i płacze. Ale z drugiej strony dobrze gada. Nic nie zawinił. A Bóg odpowiada mu tak:

„I ja wiem, że uczyniłeś to w prostocie serca. (Ja piórkuję. Bóg nareszcie kuma czaczę) Toteż sam ciebie powstrzymałem (…) abyś się jej dotknął”. (To się pewnie Abimelek zdziwił. Do tej pory wydawało mu się, że cierpi na niedowład członka a tu okazuje się, że to interwencja boska). Dalej Bóg nakazał mu oddać Sarę właścicielowi „bo jest on prorokiem i będzie się modlił za ciebie, abyś pozostał przy życiu”

A świstak siedzi, bo sreberka były kradzione. Zanim zabrnę dalej w te porąbane gusła, mała dygresja. Albo dwie. Albo tyle ile przyjdzie mi do głowy. Po kiego wuja pana Bóg zniża się do tego poziomu, żeby dyskutować z jakimś Abicośtam, a jak mówi ateista do wierzącego, że jak Bóg do niego przemówi, to uwierzy – Bóg milczy, jak głaz? Bo Bóg nie jest po to, żeby udowadniał własne istnienie. Naprawdę? Ale on to w Biblii robił setki razy, a i tak ludzie to olewali. A! Czyli chodzi o to, że jak olewali, to mu się więcej nie chce. Ale ja czekam! Heloł! Wołam do niego: „Ukaż mi się a uwierzę i przekonam wszystkich moich znajomych ateistów, że są w błędzie i będę to robić z taką gorliwością i do końca swoich dni, jak udowadniam, że Ciebie nie ma”.

Ja pierdzielę! Jest znak! Jakiś dziwny, ponury, złowieszczy dźwięk usłyszałam na tyle głośny, że nie sposób go zignorować. Jakby coś próbowało się wydostać z czegoś zamkniętego. Ale zrobiło to z impetem. Czuć wysiłek, opór ale mimo wszystko hałas na tyle potężny, furkoczący, jakby roleta w przeciągu obijała się o okno. Zamarłam w bezruchu.

– Przepraszam – usłyszałam głos.

To nie był głos Boga.

To mój partner leżący w łóżku.

Puścił bąka.

Prorok Abraham będzie się modlił o życie Abicośtam. To modlitwy wtedy działały? A kiedy przestały? I teraz obiecałam sobie, że dotrwam do końca tej książki, żeby sobie tylko na to jedno pytanie odpowiedzieć. Niedawno w TVN24 mówili, że papa Franciszek (wybacz Boże, że go papą nazwałam. Wiem, że tylko ciebie można ojcem nazywać, ale wierzący tego nie wiedzą, a ja ich tylko cytuję – zabezpieczam się na wszelki wypadek) prosił o modlitwę o pokój na Ukrainie hahahahaha. Wiem, że nie wypada się śmiać z tak poważnych rzeczy, ale nie moja wina, że sobie Franio żarty stroi. Co papież, to się o pokój modli. Choć raz zadziałało?

Rano Abicośtam wezwał Abrahama i go najzwyczajniej w świecie opierpapierdolił, że go ten na minę wrzucił. Odpowiedź Abrahama wiele wyjaśnia:

„Bo myślałem (to ten czajnik myśli!): Na pewno nie ma tu bojaźni Bożej i zabiją mnie z powodu mojej żony. Zresztą jest ona rzeczywiście moją siostrą, jako córka ojca mego, lecz z innej matki; mimo to została moją żoną.”
O żesz…! Jak jest bojaźń Boża, to nie zabiją, jak jej nie ma to zabiją. U mnie nie ma i jedyne co zabijam to komary. A może chodzi o to, że tam gdzie się wierzy w Boga, to Bóg działa, tam gdzie się nie wierzy, to nie działa. Chyba już wiemy po poprzednich pięciu częściach, że jak Bóg działa, to syf, kiła i mogiła bo to taki samozwańczy hura bura szef podwóra.

Abicośtam chyba ze współczucia dał Abrahamowi owce, woły, niewolników, miejsce w swoim kraju, tysiąc sztuk srebra, no i oczywiście nietkniętą przez niego Sarę. To się alfons znowu dorobił. Za to staruszka sobie nie poużywała jak w Egipcie z faraonem.  Ale zła musiała być! A dalej… UWAGA! UWAGA!:

„Abraham pomodlił się do Boga i Bóg uzdrowił Abimeleka, żonę jego i jego niewolnice, aby mogli mieć potomstwo; Bóg bowiem dotknął niepłodnością wszystkie łona w domu Abimeleka za Sarę, żonę Abrahama.”

Jest tam ktoś? Ktoś to czyta ze zrozumieniem? Możecie mi pomóc? Sorry, muszę się wrócić i ch… mnie obchodzi, że mam tyle stron przed sobą do czytania.
Abicośtam powiedział Bogu, że został wprowadzony w błąd przez jego pupila a Bóg przyznał, że o tym wie. To za co, przepraszam, że pytam, ta okrutna kara boska? Ile to trwało, że ludzie wraz z Abicośtam stali się bezpłodni? W jeden dzień to nikt by się nie zorientował. Jak trwało to dłużej, to Abicośtam rzeczywiście musiał mieć problemy z ptakiem, skoro nie tknął Sary. W związku z tym po kiego grzyba była mu potrzebna? Widocznie ta staruszka była tak piękna, że Abicośtam miał nadzieję na przywrócenie jego korzenia do życia. No może miała i boskie ciało, kto ją tam wie, ale w tym wieku (ok 90 lat) to z pewnością twarz do recyklingu. Skoro mu nie stanął, to jej nie zaliczył. Ale pewnie chociaż próbę podjął. Kazał jej blaszczyć pytonga? A kogo to obchodzi? Przecież to kobieta była! Grunt, że jej między nogi nie wsadził. Co najwyżej chlapnął mintaja. Bóg się postarał!

Ale zaraz! Bóg się wtrącił w tym samym dniu, kiedy Abimelek zabrał Sarę. Czyli Sara wróciła do męża a Bóg zrobił Abimeleka w bambuko i ukarał go ot tak, bo lubi? Do tego kara trwała na tyle długo, że się wszyscy zorientowali, że są niepłodni? Wynikałoby z tego, że Bóg czepił się niewinnego Abimeleka jak menda jajek. Bez sensu zupełnie. Dobra, idźmy dalej, bo mi się od tych boskich mądrości we łbie całkiem kolebie.

Wreszcie Sara zaszła w ciążę. Przypominam, że dawno już przekwitła, co oznacza, że nie miała miesiączki, co oznacza, że stała się niepłodna. CUD! Dziwicie się teraz, że kościelne typy są przeciwni in vitro? Jak Bóg chce, to się dzieci rodzą wbrew naturze. Jak Bóg nie chce, to… dzieci rodzą się dzięki in vitro. A Bóg nie stworzył in vitro! Sara urodziła stu letniemu Abrahamowi syna Izaaka. A ja przeszłam Mario w lewą stronę.

Pamiętacie, że Abraham miał wcześniej syna z Hagar, niewolnicą Sary? No więc ten wzór kobiecy, bogobojna pani, przykład miłości małżeńskiej, żona która sama kazała mężowi sypiać ze swoją niewolnicą, wywyższona przez Boga nakazała mężowi wypędzenie Hagar z synem. Chyba ją łoś pokąsał! Co zrobił Abraham? Wiadomo, że kałmuk z niego do kwadratu, ale… nie tym razem:

„To powiedzenie uznał Abraham za bardzo złe – ze względu na swego syna”.

Odetchnęłam z ulgą. No jednak ten Abraham czasem ma jaja. Może już mu się szargają po ziemi, ale jednak to wrażliwy chłop. Kocha swoje dziecko. Ale Bóg MIŁOSIERNY wtrącił się bo jakże mogłoby być inaczej? I rzekł:

„Niechaj ci się nie wydaje złe to, co Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo. Syna zaś tej niewolnicy uczynię również wielkim narodem, bo jest on twoim potomkiem.”

Czy Abraham pokazał w końcu Bogu środkowy palec i wykrzyknął mu w nozdrza: „deptaj bigos drewniaku!”? A skąd. Dał Hagar chleb i bukłak z wodą i wraz z dzieckiem pogonił ją gdzie pieprz rośnie. Nieźle wyposażył swojego syna i jego matkę. Przecież na tamte czasy był bogatym bambrem. Tym razem widać Bogu zaufał. Niesłusznie, bo niewiele brakowało a Hagar wraz synem zdechliby na pustyni. W ostatniej chwili, kiedy dziecko bez sił leżało pod krzakiem, góra sobie o nim przypomniała. Chłopiec stał się łucznikiem i mieszkał na pustyni Paran.

Abraham zaś zawarł przymierze z Abimelekiem, przysiągł, że nigdy nie wystąpi przeciwko niemu i: „tak przebywał Abraham przez długi czas w kraju Filistynów.”

„A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę.” Rozumiecie? Wszechwiedzący Bóg sprawdził wierność Abrahama bo nie był go pewien. A w jaki sposób? W najbardziej okrutny i perfidny, jaki można sobie wyobrazić (czyli typowo po bożemu), ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 5

bible-276067_640„Bóg jest Autorem Pisma Świętego. Spisane ono zostało pod natchnieniem i bez błędu uczy prawdy, które są konieczne dla naszego zbawienia. Duch Święty natchnął ludzkich autorów, którzy spisali to, o czym pragnął nas pouczyć” (cytat ze strony Konferencji Episkopatu Polski.)

Niestety, nie wiedzieć czemu, w Kanaanie nastał głód. A miało się Abramowi dobrze wieść przecież. Rozmyślił się Bóg, czy znowu udał się w odległe galaktyki? Tego nie wiadomo. Abram nie czekając na wskazówki swego Pana, udał się do Egiptu.
Tu dopiero zaczniemy poznawać człowieka szanowanego zarówno przez Żydów, muzułmanów i chrześcijan, wybitny przykład wiary, godny naśladowania wzór wszelkich cnót.

***

Uwaga! Przezorny Abram przed wejściem do Egiptu tak rzecze do swojej pięknej aczkolwiek niemłodej już żony (Saraj była 10 lat młodsza od swojego męża a on miał 75 lat, gdy wyruszył z Charanu do Kanaanu):

„Wiem, że jesteś urodziwą kobietą; skoro cię ujrzą Egipcjanie, powiedzą: to jego żona; i zabiją mnie, a ciebie zostawią przy życiu. Mów więc, że jesteś moją siostrą, aby mi się dobrze wiodło ze względu na ciebie i abym dzięki tobie utrzymał się przy życiu”.

No to teraz pieprznął, jak dzik w sosnę! Gość, którego czczą trzy wielkie religie zachował się jak cwany albo tchórzliwy alfons, jak kto woli. Z jednej strony lęk przed utratą życia, z drugiej chciwość każe mu sprzedać własną żonę, jak luksusową dziwkę. W dzisiejszych czasach usłyszałby od żony odpowiedź w stylu: „Ciąg się flecie po tapecie” i dostałby po ryju tak, że siwa broda by mu odpadła. A przy okazji gdzie do jasnej ciasnej zaufanie do Boga? Skąd wiedział, że nie można na niego liczyć w potrzebie? Pewnie od chlejusa Noego i jego syna Seta, z którymi za dobrych dawnych czasów, (a takie czasy były, kiedy jeszcze nie spotkał się z Bogiem) ucinał sobie pogawędki.

A jak na jego propozycję zareagowała Saraj? Cisza! Ani słówko na ten temat nie padło. Wynika z tego, że bez słowa protestu zaakceptowała decyzję męża. Nic w tym dziwnego. W tym boskim Piśmie Świętym kobiety wielokrotnie traktowane są jak szmaty, którymi można sobie co najwyżej sandały wypucować. Ale zaraz, zaraz. Oto, jak Saraj przedstawiają Świadkowie Jehowy, moi uczeni biblijni tłumacze z polskiego na ichni: „bogobojna kobieta i przykładna żona”, która „pokornie wspierała Abrahama w chwilach dobrych i złych”. Czyli imbecyl garkotłuk.

Stało się, jak przewidywał Abram. Saraj została zabrana na dwór, żeby sobie faraon z nią używał a Abramowi sowicie zapłacono za „siostrę”. No nie mówiłam, że cwany alfons? Wtedy dopiero wkroczył Bóg. Czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego dopiero teraz? Musiał sobie najpierw popatrzeć, jak faraon bzyka się z żoną Abrama? Nasycić się wstydem i upokorzeniem kobiety sprzedanej jak niewolnica? A może ten faraon to była nagroda dla tej starzejącej się kobiety? Jedyna i niepowtarzalna szansa na legalny seks z jurnym byczkiem zamiast ze starym capem. Taka chwilowa zamiana zeschłego precla na jędrnego koźlaka. Mogło być też tak, że faraon nie zdążył jeszcze zaliczyć Saraj. Nieistotne. Kiedy pojawia się Bóg, to jak w banku będzie katastrofa:

„Pan jednak dotknął faraona i jego otoczenie wielkimi karami za zabranie Saraj, żony Abrama” Księga Rodzaju 12.17.

To jakiś dżołk? Ukarał niczemu niewinnego, wprowadzonego w błąd gościa?

„Cóżeś mi uczynił? Czemu mi nie powiedziałeś, że ona jest twoją żoną (…), tak że wziąłem ją sobie za żonę?”

A jednak nie dżołk. Przy okazji dowiadujemy się, że jednak faraon ją sobie wziął. Po tych żalach władca Egiptu puścił wolno kłamcę i jego żonę wraz z dobytkiem. Ale dlaczego nie postanowił czcić abramowego Boga, skoro poznał jego moc? Tak wiem, głupie pytanie. Ja też nie chcę i nie chciałabym nawet wówczas, gdybym uwierzyła w te wszystkie brednie.

Abram wrócił do miejsca, gdzie zbudował ołtarz Panu (ten drugi), tam rozstał się ze swoim bratankiem Lotem, który odszedł do Sodomy. A dlaczego się rozstał? Bo to nie byli jacyś tam gołodupcy, tylko wielkie pany z mnóstwem trzody, wielbłądów i niewolników. Brakowało im miejsca do wypasów i pastuchy Abrama włazili na pastuchów Lota, albo na odwrót. Czy Bogu spodobało się to zgodne rozstanie, czy też ot tak przypomniał sobie, że warto czasem pogłaskać po głowie swoich wyznawców, nie wiem. W każdy razie jeszcze raz powtórzył obietnicę, że kraj ten daje Abramowi na zawsze a jego potomstwo uczyni liczne jak ziarnka pyłu ziemi.

„Wstań i przejdź ten kraj wzdłuż i wszerz: tobie go oddaję”.

Czy ten Bóg ma choć odrobinę litości? Każe się kręcić po okolicy starcowi jak bengalowi po gaciach. Ale to nic w porównaniu do tego, jak przegonił jakiś czas później Mojżesza po pustyni. Jemu to zrobił wycieczkę! 40-sto letnią! W czterdzieści lat to można obejść ziemię na czworakach. Jak mi wierzący nie wierzą, to niech klękają i idą. Alleluja i do przodu! Do zobaczenia w odnowionym przez ateistów kraju.

Co miał robić Abram? Podniósł pomarszczone dupsko z barłogu, przywdział na stopy znoszone cichobiegi palestyńskie i powlókł się pod Hebron, tam się osiedlił i co zbudował? Oczywiście ołtarz dla Pana. Potem mamy opis bitwy królów, podczas której Lot dostał się do niewoli. Abram ruszył mu na ratunek i sprowadził Lota wraz z dobytkiem z powrotem. Do tego nie zgodził się wziąć nagrody od króla Sodomy za zwrot jego mienia. Wówczas Pan obiecał Abramowi syna i zapewnił go, że jego potomstwo będzie tak liczne, jak gwiazdy. Albo Boga toczy jakiś Alzheimer, albo wali non stop jakiegoś baniotrzepa i stąd wciąż się powtarza.

Moment! Bóg się pojawił i nie ma rozpierduchy? Czyżby nareszcie miał dobry humor? A gdzie tam. Najpierw kazał odprawić Abramowi jakieś gusła – wziąć trzyletnią jałówkę, kozę i barana oraz synogarlicę i gołębicę. Abram przerąbał zwierzęta wzdłuż, oprócz ptaków. Potem ślęczał nad nimi aż do nocy. I tylko po to, żeby Pan znowu do niego przemówił, jakby bez tego czary mary nie mógł. Zapamiętaliście co trzeba zrobić, żeby Bóg z Wami pogadał? Jałówka, koza, baran… Żartowałam. Tak to co najwyżej sąd do Was przemówi i obwieści wyrok za znęcanie się nad zwierzętami. Bo ludzie (nie Bóg!) ustanowili prawa chroniące zwierzęta. Zresztą Bóg dla Abrama też nie miał dobrych wiadomości:

„Wiedz o tym dobrze, iż twoi potomkowie będą przebywać jako przybysze w kraju, który nie będzie ich krajem, i przez czterysta lat będą tam ciemiężeni jako niewolnicy; aż wreszcie ześlę zasłużoną karę na ten naród, którego będą niewolnikami, po czym oni wyjdą z wielkim dobytkiem”.

Że łot de fak? Najpierw Bóg odda potomków swojego umiłowanego Abrama w niewolę a potem zemści się na tych, którzy będą ich niewolić z jego woli?! 400 lat?! No chyba, że Bóg nie jest WSZECHMOCNY i po prostu nad padliną miał wiedzenie i ujrzał przyszłość. Lecę sprawdzić na katolickich stronach. A jednak jest WSZECHMOCNY, tak piszą. To się z pewnością Abram nie ucieszył. Zanim to wszystko do niego dotarło, zobaczył ogień przesuwający się pomiędzy połowami zwierząt. No tak! Nie było ulubionego przez Boga swądu palonego mięsa. Stąd te boskie muchy w nosie? A nie! To był znak kolejnego przymierza.

Wróćmy do Saraj. Ni cholery, mimo boskiej obietnicy nie mogła zajść w ciążę. Wtedy nie było niestety in vitro, więc sprytna kobieta podsunęła mężowi swoją niewolnicę Hagar. Ten się nie bronił. Jaki posłuszny mąż! Używał sobie niewolnicę swojej żony do woli. Chociaż biorąc pod uwagę wiek Abrama, to można sądzić, że to niewolnica jego używała. W końcu zaszła w ciążę i czuła się lepsza od swojej pani. Saraj wściekła się, pożaliła się mężowi, że przez niego jest upokarzana (znowu!) a ten dał jej wolną rękę. A rób sobie z Hagar co chcesz. No to zrobiła. Ciekawe co, bo na tyle była skuteczna, że Hagar uciekła. Przypomniała mi się taka piosenka: „Jedna baba drugiej babie wsadziła do oka grabie”. Mieli wtedy grabie?

Znalazł Hagar Anioł Pański i kazał jej wracać do domu. Obiecał, że rozmnoży jej potomstwo. Wróciła więc i urodziła syna Izmaela, gdy Abram miał 86 lat.

A gdy miał 99 lat ukazał mu się Pan. Podejrzewam, że ze strachu Abram nawalił w barchany bo wiadomo, że jak Pan sobie o ludziach przypomina, to mamy horror szoł. Co zrobił Pan? Ano zawarł z Abramem przymierze. Nawiedzony jakiś z tymi przymierzami? System mu się zawiesił? Na szczęście obyło się bez przepoławiania zwierząt. Za to krew lała się strumieniami i to ludzka. Co tam Bóg obiecywał tym razem? Oczywiście niezliczone potomstwo, dziecko z Saraj, zmienił Abramowi imię na Abraham a Saraj na Sara, oddał mu cały Kanaan jako własność na wieki (nie pamiętam, który to już raz) i UWAGA! UWAGA! Kazał obrzezać wszystkich mężczyzn i ucinać napletki wszystkim chłopcom w 8 dniu życia, przymierze to rozciągnął na wszystkie pokolenia i dodał jeszcze:

„Nieobrzezany (…), taki człowiek niechaj będzie usunięty ze społeczności twojej; zerwał on bowiem przymierze ze Mną”.

Spadłam z krzesła! Kazał ucinać facetom skórę na fiutkach! Komu dziękować za to, że nie kazał obrzezać kobiet, bo chyba nie Bogu? Po prostu nie wpadł na to, zresztą on z babami przymierzy nie zawierał. Uff! I w końcu:

„Abraham upadłszy na twarz, roześmiał się” Księga Rodzaju 17.17.

No nareszcie jorgnął się, że ma z kimś nie halo do czynienia! Już miałam nadzieję, że stary w końcu wstanie z kolan i wrzaśnie prosto w pysk Bogu: „bujaj garba łosiu!”, albo: „cmoknij mnie w bimbały!”, ale nie! Zdziwiła go nie konieczność ucinania skóry na penisie, tylko to, że jemu w takim wieku dziecko powije 90-letnia żona. Bogu nie uwierzył? A chlastanie fajfusa go wcale nie obeszło? Co on się tego wieku tak czepił? Znał przecież sędziwego Seta, który go zresztą przeżył! Ba, nawet z Noem miał do czynienia. Od kiedy 99 lat to w Biblii starość? Tego nie napisali. Czy Bóg mógłby być tak okrutny, żeby ludzie starzeli się tak szybko, jak starzeją się teraz a potem okres od starości do umierania został wydłużony do setek lat? Musiałby mieć całkiem zryty łeb. W miarę czytania Biblii okazuje się, że miał bardziej zryty niż mi się wydawało.

Jak już się Abraham wyśmiał (o ludzie, co za idiota!) pierwsze co uczynił, to obrzezał siebie, swego trzynastoletniego syna (tego co miał z Hagar) i wszystkich płci męskiej, włącznie z niewolnikami. Ale tam musiał być lament, wycie i płacz.

Ledwo rany zdołały się zagoić, Bóg wpadł do Abrahama na wielkie żarcie. Przeszedł w trzech osobach. A co? Nie wolno? Pojedli, popili, obiecali dziecko Sarze, która parsknęła śmiechem gdzieś tam za kotarą, bo już dawno przekwitła (i na dokładkę próbowała oszukać Boga, że się nie śmiała – taka była bogobojna. W to, że Bóg jest WSZECHMOGĄCY chyba też za bardzo nie wierzyła), po czym ruszyli (te trzy osoby i Abraham) w drogę do Sodomy tłumacząc Abrahamowi:

„Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do mnie doszło, czy nie; dowiem się”.

Ja piórkuję! Ten WSZECHOBECNY i WSZECHWIEDZĄCY Papcio zapindala na własnych nogach, żeby zobaczyć co i jak, bo nie wie, ale jak dojdzie i zobaczy, to się dowie. Czaicie bazę? Bo ja chyba muszę się napić czegoś mocnego, żeby to ogarnąć. Abraham zaczął się z nim przekomarzać, że może warto ocalić miasto, jeśli znajduje się w nim chociaż 50 pobożnych ludzi, a 45? A 40? A 30? A 20? A 10? „Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu” odrzekł Pan i zakończył rozmowę. Kurde no! Co za tchórzliwa melepeta z tego Abrahama! Nie mógł od razu zapytać o jednego pobożnego człowieka? A tak wyczerpał cierpliwość Pana i wyszło na to, że jak w Sodomie jest 9 pobożnych ludzi, to i tak miasto przepadnie wraz z nimi.

I nagle okazuje się, że „owi dwaj aniołowie przybyli do Sodomy wieczorem”. A gdzie trzeci? Zmęczył się? A może się bał. A! Czyli ten trzeci to był Bóg, który gadał z Abrahamem. Wcale się nie dziwię, że dalej wolał się nie zapuszczać. W Sodomie, jak się zaraz okaże, dziwne rzeczy się działy. Trzeba było z tyłkiem przy ścianach chodzić, ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 4

bible-276067_640Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

„I tak Bóg wygubił doszczętnie wszystko, co istniało na ziemi, od człowieka do bydła, zwierząt pełzających i ptactwa powietrznego; wszystko zostało doszczętnie wytępione z ziemi. Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w arce. A wody stale się podnosiły na ziemi przez sto pięćdziesiąt dni”. Księga Rodzaju 7.23.

Jak pamiętamy pływał sobie Noe w arce ze swoją żoną, z trzema synami i ich żonami oraz ze wszystkimi zwierzętami (po parze, po dwie pary lub po siedem par czystych – nie wiadomo ile ich było, bo Bóg nie mógł się zdecydować co do załadunku, o czym pisałam w poprzedniej części). W końcu Arka osiadła na górze Ararat. Jakiś czas później Bóg nakazał ją opuścić, bowiem wody ustąpiły. Co najpierw zrobił Noe? Oczywiście zbudował ołtarz i…:

„wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu”.

IDIOTA??? Po to gnieździł się w arce z całym zwierzyńcem, żeby go potem dla Pana zarzynać? Przynajmniej teraz możemy się domyślić, że wziął więcej zwierząt, niż po jednej parze, bo przecież złożenie jedynej ocalałej pary w ofierze oznaczałoby koniec gatunku. Dalej okazuje się, że jednak Noe to nie idiota, bowiem:

„Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem.”

Ależ się musiał Papcio stęsknić za smrodem palonego mięsa. Tak się nawąchał, że zaczął nagle swojego boskiego czynu żałować! Czyżby wzruszył się nad losem wszystkich przez niego zamordowanych? Zrozumiał, że ten jego zbrodniczy czyn niczego w człowieku nie zmieni? A może by tak cofnąć to wszystko, przewinąć taśmę do szóstego dnia stworzenia i zabrać się za tworzenie człowieka raz jeszcze? Może tym razem uda się ulepić i wystrugać lepszych ludzi? Gepetto też na początku poniósł klęskę tyle, że on kochał swojego Pinokia takiego, jakim on był i to między innymi jego miłość doprowadziła do przemiany pajaca. Nie spalenie go w piecu czy zalanie wodami potopu. Jak widać biblijny bóg do pięt stolarzowi włoskiemu nie dorasta.

Jakby miało dojść do replay to lepiej byłoby na Boga miejscu tym razem nie ryzykować i nie robić człowieka na swój obraz i podobieństwo, bo znowu będzie jakiś taki nie ten teges, tzn. (bez urazy) boski. Nie da się? Wielka szkoda. To może chociaż nie przewijać do początku, tylko ukatrupić Noego z rodziną i teraz zrobić nowy model Adasia? Bo wkrótce się okaże, że ten Noe to też gówno wart. No nie! Bóg się nachapał zbrodnią i nie ma chęci w najbliższym czasie ukatrupiać kogokolwiek. No trudno. Będą się ludzie z Bogiem a on z nimi męczyć dalej.

Bóg zamiast posłuchać głosu rozsądku, odurzony swoją ulubioną wonią, zawarł z człowiekiem przymierze!

„Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię”.

Można odetchnąć? Niekoniecznie, bo czy można ufać Bogu, który nie wie co robi, po co to robi i jaki tego będzie efekt? Poza tym jak ufać komuś, kto zmienia decyzje i poglądy częściej od takiego na przykład Palikota? Po tych słowach Boga już całkiem poniosło i pierdyknął cud nad cudy! Szast prast i zrobił tęczę, jako znak przymierza! Ale musiał się Noe z rodziną zatrwożyć i zdziwić, kiedy ujrzał różne barwy ułożone jedna obok drugiej w kształcie łuku na niebie. Co prawda dziś już przedszkolaki wiedzą, że do cudu tego wystarczy trochę wody i promieni słonecznych, ale Noe przecież do przedszkola nie chodził.

Czym zajmował się Noe, jak już trochę się urządził na ziemi? Posadził sobie winnicę, robił wino i pił jak świnia do tego stopnia, że na golasa nieprzytomny leżał w namiocie. Jak wiadomo miał trzech synów: Sema, Chama i Jafeta. Nagle wspomniany jest Kanaan, syn Chama. Może bocian przyniósł? Nie wiadomo. Któregoś razu Cham wlazł do namiotu Noego, zobaczył zamroczonego winem ojca z dupą na wierzchu i poinformował o tym braci. Sem i Jafet wzięli płaszcz i nie patrząc na pijaka, żeby nie widzieć jego nagości, przykryli go. Kiedy Noe wytrzeźwiał i dowiedział się, co zrobił Cham, wykrzyknął:

„Niech będzie przeklęty Kanaan!”

Że co? Błąd w Biblii jest chyba. Biorę drugą. Czytam to samo. Sorry, ale co takiego zrobił Cham, oprócz tego, że wlazł do namiotu ojca, który pewnie zapomniał na wejściu wywiesić karteczki z napisem „nie przeszkadzać”? Nie umiał pisać? To maczugę mógł przed wejściem narysować, może by się Cham domyślił. Poza tym jak widać kapusiostwo Adasia wychodzi facetom w genach w każdym pokoleniu. Tak jak on doniósł Bogu na Ewę, tak któryś z braci doniósł Noemu na Chama. I dlaczego Kanaan ma być przeklęty? A co ten dzieciak zrobił? Jedyną jego winą było to, że był synem Chama. I czy można bardziej skrzywdzić kogoś jak krzywdząc jego dziecko? Uwielbiam te przykłady wielkiego miłosierdzia w postaci klątw rzucanych na kolejne, niczemu niewinne pokolenia. Pamiętajmy, że bóle porodowe kobiety mają zafundowane przez Papcia, chociaż do cholery nie zżarłyśmy żadnego owocu z drzewa poznania dobra i zła. Zrobiła to Ewa! Nie my! Heloł!!!

Noe zmarł w wieku 950 lat, 350 lat po potopie. Jak widać wsławił się pijaństwem i klątwą rzuconą na niewinnego wnuka. Oto człowiek, który zasłużył na ocalenie z potopu. A przy okazji przypominam, że gdy synowie Boga bzykali się z ziemiankami, Bóg postanowił, że człowiek będzie żył 120 lat. Albo więc Bóg już wówczas cierpiał na starczą demencję, albo Noe nie był człowiekiem. I pomyśleć, że to nam ateistom zarzuca się pochodzenie od małp!

Potem mamy wymienionych potomków Noego bla bla bla. „Od nich wywodzą się ludy na ziemi po potopie.”

Aż wreszcie dochodzimy do jednej z najbardziej absurdalnych historii, których pełno jest w tym natchnionym przez Boga Piśmie Świętym. Otóż podobno ludzie na całej ziemi mówili jednym językiem. Inaczej być nie mogło, skoro wszyscy pochodzili od Noego i jego synów. Trzeba więc było jakoś wyjaśnić to, że na ziemi mamy kilka tysięcy języków. Więc wymyślono… Ups! Przepraszam! Bóg podyktował, że ludzie postanowili zbudować sobie miasto i wieżę sięgającą nieba. Wówczas: „Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę”. Zstąpił, by zobaczyć?! Jak chciał coś zobaczyć, musiał się tam udać? Czyli z nieba miasta widać nie było? Widocznie Bóg nie dysponował teleskopem. Jak zobaczył to ludzkie dzieło, poraziły go ludzkie umiejętności. Nie przewidział? Postanowił ludzi rozproszyć i pomieszać im języki. Bał się, że: „w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić”.

Spadłam z krzesła! Wszechwiedzący Bóg pomyślał sobie, że skoro pomiesza ludziom języki i rozproszy ich po całym świecie, nie zbudują nigdy niczego tak wspaniałego jak wieża Babel! Aż strach pomyśleć co będzie, kiedy znowu postanowi zstąpić i zobaczy drapacze chmur, że o promach kosmicznych nie wspomnę. Skasuje nam pewnie język angielski. Potem rosyjski i chiński. A kiedy zorientuje się w końcu, że mamy niezwykłą umiejętność uczenia się obcych języków jeden od drugiego, zabierze nam wszystkie. A co potem? Powyrywa nam ręce? Bo przecież wszyscy nauczylibyśmy się języka migowego.

Wracając do Pisma Świętego, po historii z wieżą Babel mamy wymienionych potomków Sema. Ostatnim wymienionym jest Terach, ojciec Abrama, Nachora i Harana. I tu zaczyna się ciekawie. Abram to postać dla wierzących bardzo ważna. Nie wierzycie, to ich zapytajcie. Żartowałam. Wierzący niewiele wiedzą o swojej świętej księdze i jej bohaterach, że już o samym Bogu nie wspomnę. Już sobie wyobrażam odpowiedź: „Abram? Jaki Abram? A to nie ten arab co Kebab prowadzi za rogiem?”

Abram urodził się 292 lata po potopie o ile nie pieprznęłam się w obliczeniach. Matematyka nigdy nie była moją mocną stroną. W każdym razie zgadza się to, że żył jeszcze Noe i jego syn Sem, który zresztą przeżył samego Abrama. Haran, który miał syna Lota, zmarł jeszcze za życia Teracha. Abram ożenił się z kobietą cud urody Saraj, która była niepłodna. Nachor chajtnął się z Milką, córką Harana, czyli ze swoją bratanicą. Takie związki to w Biblii normalność. Terach wziął Abrama, Lota i Saraj i wyruszył z nimi do Kanaanu. Zatrzymali się w Charanie i tu ojciec Abrama zmarł w wieku 205 lat. Dość szybko, jak na tamte czasy.

I nagle Bóg przypomniał sobie o ludziach. Cholera, a mogło być tak pięknie! Bez ceregieli rzekł do Abrama, żeby opuścił swoją ziemię rodzinną: „Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię”. Kto by się nie skusił? Ale dlaczego wybrał Abrama? Tłumacze tłumaczą, że Abram spotykał się z Noe i Semem, którzy mogli mu opowiadać o Bogu. Czyli, że innym nie opowiadali? Pewnie opowiadali, ale tylko Abram im uwierzył. Jak widzicie świat od początku był pełen ateistów 🙂

Ludzie gadali z tymi, od których pochodzili, z którymi byli spokrewnieni, od których wiedzieli, że są potomkami tych, którzy przeżyli potop i im nie wierzyli? To chyba ludzie nie byli wtedy takimi debilami, jak mi się na początku wydawało? Co w takim razie powiedzieć o współczesnym człowieku, który nie zna żadnego naocznego świadka tamtych czasów i wierzy? Faceci w kieckach mówią, że Bóg jest i ludzie od razu padają na kolana. Swoją wiarę opierają na tej samej Biblii, którą właśnie opisuję. Nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. Może być jeszcze tak, że potomkowie Noego i Sema wierzyli im  i świadomie postanowili nie czcić takiego potwora. Gdyby tak było, musiałabym uznać, że znacznie przewyższali współczesnych ludzi inteligencją. Trudno się z tym pogodzić, prawda?

Abram miał 75 lat gdy wyszedł z Charanu do Kannanu z żoną, bratankiem Lotem i z całym dobytkiem. Kiedy doszedł do dębu More na ziemi Kanaaneńczyków Pan mu się ukazał i… oddał potomstwu Abrama tę ziemię. Abram nie miał jeszcze potomstwa, ale co tam. Wkrótce może mieć przecież. Zbudował ołtarz i poszedł dalej na wzgórze na wschód od Betel i też zbudował ołtarz, żeby nie było. Niestety, nie wiedzieć czemu, w Kanaanie nastał głód. A miało się Abramowi dobrze wieść przecież. Rozmyślił się Bóg, czy znowu udał się w odległe galaktyki? Tego nie wiadomo. Abram nie czekając na wskazówki Boga, udał się do Egiptu.

Tu dopiero poznamy prawdziwe oblicze człowieka czczonego zarówno przez żydów, muzułmanów i chrześcijan, wybitny przykład wiary, godny naśladowania wzór wszelkich cnót. Ale o tym następnym razem:)

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 3

bible-276067_640Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

Po wygnaniu z raju biedne sieroty zostały same. Żartowałam. Dobrze by było, gdyby się wówczas Bóg raz na zawsze od ludzi odwalił, ale jego sadystyczna natura jest nie do zaspokojenia. Już wkrótce stanie się powodem i dopuści do pierwszego przelania krwi.

A jak do tego doszło? Po bożemu jak zwykle. Adaś zrobił bara bara z Ewą i urodził się Kain. Pamiętajcie! Z pewnością w strasznych bólach, bo Papcio tak chciał. A wtedy ani lekarza, ani znieczulenia żadnego, ani nawet zwykłej akuszerki. Ależ się musiał Papcio jarać męczarnią Ewy. Ale ona bardziej zła była na swego męża kapusia, bo jak tylko powiła syna, rzekła: „Otrzymałam mężczyznę od Pana”. Aż zrobiło mi się trochę szkoda Adasia. On się napocił, namęczył, tysiące plemników stracił a Pan spił śmietankę. Potem Ewa powiła Abla. Abel był pasterzem a Kain rolnikiem. Nie dość, że zasuwali pewnie w pocie czoła, bo klątwa rzucona na Adama przeszła również na nich, to jeszcze musieli składać Bogu ofiary. Po co? Po co Bogu owce, barany, czy jakieś tam żyto skoro cała ziemia była jego? Bóg jeden wie.

Jeden oddawał więc część tego co wyhodował a drugi część tego, co uprawiał. I jak myślicie, co się bardziej Bogu podobało? Zapamiętajcie! Bóg najbardziej lubił swąd palącego się mięsa i zapach krwi. Nic więc dziwnego, że olał jakieś tam zielsko od Kaina, a skakał z radości na widok oddanych mu na rzeź zwierząt. Dziwicie się, że Kain był zazdrosny? Nie tylko zawiść była w jego sercu ale i w głowie pewność, że Bóg nie jest wszędzie, tylko przychodzi, kiedy ma ochotę i odchodzi. Więc zabrał brata na pole (bo tam Boga nie było) i tam go ukatrupił.

Nagle Bóg go zapytał, gdzie jest Abel. Musiał się gdzieś skubaniec zaczaić i z dziką radością obserwować mord brata na bracie. Aż ciary przechodzą na myśl, jak on lubił takie widoki. Kain miał chyba charakter matki, bo zełgał jak pies i nie przyznał się, jak wcześniej jego tatuś w sprawie owocu z drzewa poznania dobra i zła. Kłamstwo nic nie dało i poniósł srogą karę. Został wygnany. Coś tam jednak od Papcia wynegocjował. Dostał znamię, które miało go chronić przed zabiciem przez… tajemniczych innych. Jakich kurna innych skoro na ziemi żyli tylko Adam, Ewa i Kain?

„Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu.”

W kraju zamieszkał??? To tam był jakiś kraj??? Do tego jeszcze kraj ten nie był opustoszały, bo tam właśnie…

„Kain zbliżył się do swojej żony, a ona poczęła i urodziła Henocha”.

– Do małpy się zbliżył! – To była moja pierwsza myśl. Ale tłumacze biblijni pospieszyli z pomocą.

– To nie była małpa, tylko kobieta.

– A skąd ona się wzięła, skoro jest napisane:

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, stworzył mężczyznę i niewiastę” Księga Rodzaju 1.27 oraz

„Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących” Księga Rodzaju 3.21. i

„Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę „ludzie”, wtedy gdy ich stworzył.” Księga Rodzaju 5.1, 5.2.

A na to przebiegli tłumacze Pisma Świętego:

– Kain mógł odejść z jedną ze swoich sióstr.

ŻE CO URWAŁ NAĆ? A gdzie to jest napisane? Był tylko Kain i Abel! A! W międzyczasie mogły urodzić się jakieś laski, ale nie były warte tego, aby o nich wspominać. Żeby się dowiedzieć o ich narodzinach, potrzebni są właśnie tłumacze.

Dlaczego Bóg nie natchnął Mojżesza (bo to on rzekomo jest autorem pięciu ksiąg Starego Testamentu) w taki sposób, aby ten napisał: „Po czym Kain odszedł ze swoją siostrą od Pana i zamieszkał w kraju Nod, który mu Pan zbudował, na wschód od Edenu”? Tego tłumacze nie wiedzą. Wiedzą za to, że Bóg wie co czyni, niezbadane są wyroki boskie, Bóg tak chciał i inne temu podobne duperele. Nie ma wyjścia. Trzeba to olać i czytać dalej albo dać sobie spokój z Biblią. No ale po co, skoro zabawa dopiero się rozkręca?

Adam znowu zbliżył się do żony i w wieku 130 lat urodził mu się syn Set. Jego potomkowie są wybranymi przez Boga. Wybrani! Brzmi dumnie i szumnie ale warto zadać sobie pytanie, do czego oni byli wybrani? Ano stali się królikami doświadczalnymi, niewolnikami poddawanymi wyszukanym torturom, zastraszaniu, uśmiercaniu, ale również stali się narzędziem mordu w rękach swojego pana. Szczęśliwi potomkowie Kaina, którymi Bóg specjalnie się nie zajmował! Do czasu. W przypływie największego napadu szaleństwa za jednym zamachem wymordował wszystkich niemal ludzi! Taki kaprys miał, wkurzył się, coś tam mu się nie spodobało. I pomyśleć, że ateistów próbuje się obrażać, przyrównując nas do Hitlera, Stalina, czy innego Pol Pota. Przecież wszyscy ci goście razem wzięci pod względem okrucieństwa i liczby ofiar, do pięt Bogu nie dorastają. Żeby nikt nie brał się za mozolne liczenie, powiem szybko, że po boskim wkurwie przy życiu na ziemi pozostało 8 osób!

Ale o co chodzi? Chodzi o Noe i historyjkę o potopie. Adaś z Ewą mnożyli się jak króliki. Kain wiadomo, wygnany. Abel gryzł ziemię. Następny był Set. On też mnożył się jak królik. Z siostrą albo z wieloma siostrami, no bo z kim innym? A jego pierworodnym był Enosz. Enosz nie był gorszy. Mnożył się jak chwast na zaniedbanym polu. Jego pierwszy syn to Kenan. Jemu pierwszy urodził się Mahalaleel. Potem wymieniony jest Jered, Henoch, Metuszelach, Lemek aż w końcu Noe. Od stworzenia Adasia do narodzin Noego minęło 1056 lat. Od Adasia do potopu 1656. Czyli żyli wciąż jeszcze Enosz, Kenan, Mahalaleel, Jered, Metuszelach i Lemek, bo oni umierali w wieku ok 900 lat! A co z Henochem? Dziwna sprawa:

„Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg” Księga Rodzaju 5.24.

Zabrał? Dokąd i po co? Aż strach pomyśleć. A reszta nie żyła w przyjaźni z Bogiem? Nie umiał ich Papcio jakoś do siebie przekonać? Sprawić, żeby go polubili, może niedoskonałego, może przerażającego, ale jednak kogoś, kto pragnął za wszelką cenę być kochany i podziwiany. Widocznie to było poza boskim zasięgiem.

– Wolną wolę Bóg dał ludziom! – przypominają tłumacze.

No jasne! Czyli jak robią co chcą, to są źli i jedyne na co zasługują to śmierć. Dalej to natchnione (chyba oparami jakiegoś zielska) pismo mówi nam, że „synowie Boga” kimkolwiek oni byli, brali sobie za żony ludzkie córki. Matko boska przenajświętsza! Ja do tej pory myślałam, że synem Boga był Jezus – tylko Jezus a ich było więcej jeszcze przed Jezusem i bzykali się z laskami, które rodziły im dzieci! A jak bąka się puści, że Maria Magdalena mogła być żoną Jezusa, to można za to od katolioba w łeb krucyfiksem dostać lub zostać uduszonym różańcem. I jeszcze olbrzymy tam jakieś były. Bałam się zatrzymać na tym fragmencie.

Wracając do tematu najpierw Bóg postanowił, że człowiek nie będzie sobie żył setki lat tylko 120. Nie spytam nawet, o co mu chodziło. Może to objaw silniejszego nawrotu choroby psychicznej. No cóż. Taka była jego wola a na nią siły nie ma nijakiej. A dalej czytamy:

„Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się”.

1656 lat w tym smutku trwał? Nawet palcem w bucie nie kiwnął, żeby coś odmienić? To co Adaś przekazał Setowi i innym swoim dzieciom o Bogu, co ten przekazał Enoszowi, co ten Kenanowi itd., że wszyscy ci potomkowie Adama (oprócz Henocha rzecz jasna i Noego), zasłużyli na śmierć oraz żony ich, córki i synowie? Pewnie samą prawdę.

Poza tym Bóg żałował! Nie przewidział znowu ten WSZECHWIEDZĄCY i WSZECHOBECNY ktoś, że puścił bubla do obrotu. Ha! Ten bubel miał przecież boskie cechy, bo człowiek na obraz i podobieństwo Boga stworzony został. Przejrzał się kurde Bóg nareszcie w lustrze, i narobił w gacie patrząc na swoje odbicie. Siebie WSZECHMOCNY zabić nie mógł, to rozprawił się ze swoimi dziećmi. Postanowił ocalić Noego, jego żonę, trzech jego synów: Sema, Chama i Jafeta i ich żony. Wpadł do Noego (zapewne z flaszeczką) na pogawędkę, opisał mu jak ma zbudować Arkę (niby mógł dać mu gotową, ale wiadomo, z Bogiem nie ma lekko) i wyjaśnił co ma zamiar zrobić:

„Ja zaś sprowadzę na ziemię potop, aby zniszczyć wszelką istotę pod niebem, w której jest tchnienie życia; wszystko, co istnieje na ziemi, wyginie, ale z tobą zawrę przymierze”. Księga Rodzaju 6.17

Ciekawe, cieszył się Noe czy smucił? Co było silniejsze? Radość, że ocaleje czy smutek i żal, że zginie jego dziadek i babcia, ojciec i matka, bracia i siostry, że już o dalszych krewnych nie wspomnę. Dalej nakazuje Noemu:

„Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały wraz z tobą od zagłady”.

Leń patentowany! Nie chciało mu się drugi raz tworzyć! Noe posłuchał, i nie ma się co dziwić. Pewnie trochę głupio mu było, że na arkę ładował takiego np. karalucha a nie zabierał taty, mamy, siostry, brata… Ale co tam! I kiedy już był gotów UWAGA! UWAGA! Przyszedł Papcio, tym razem bez flaszki bo ją sam pewnie obalił po drodze i mówi do Noego:

„Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę;” Księga Rodzaju 7.2.

To się musiał Noe zjeżyć! Znowu trzeba latać po świecie, bo tym razem po siedem par musi być tych czystych. A Bóg dał mu 7 dni i zapowiedział, że deszcze będą padać 40 dni i 40 nocy, żeby zniszczyć to, co stworzył do tej pory. A ja się pytam czy w jeden dzień nie można było sprawy załatwić? Widocznie Bóg postanowił być bardziej wiarygodny i mniej cudów tworzyć. A dalej? Dalej to już sama nie wiem, kto się nawalił – Bóg, Noe czy ja, bo tak jest napisane:

„Ze zwierząt czystych i nieczystych, z ptactwa i ze wszystkiego co pełza po ziemi, po dwie sztuki, samiec i samica, weszły do Noego, do arki, tak jak mu Bóg rozkazał” Księga Rodzaju 7.8.

Nawet nie pamiętam, czy zapytałam tłumaczy ile tych zwierząt wziął ze sobą w końcu ten biedny a jednak szczęśliwy Noe. Bardziej skupiłam się na sprawie czysto ludzkiej. Co zawiniły zwierzęta, że je w tak okrutny sposób uśmiercił Bóg? A dzieci? A tym bardziej te ostatnio najmodniejsze, czyli nienarodzone? Jaka była ich straszna wina?

Czy ktoś z Was kiedykolwiek chociaż raz się topił? Czy wiecie, jak to jest, kiedy brakuje powietrza, kiedy tętno rozwala skronie a ciało w konwulsjach rzuca się na wszystkie strony? Czy znacie to przerażenie? Ten strach i rozpacz? Albo inaczej. Masz dziecko? Psa? Kota? Papugę? Wyobraź sobie, ze napełniasz  wodą wannę, bierzesz istotę żywą, którą kochasz, wsadzasz jej głowę pod wodę i przytrzymujesz. Nie reagujesz, kiedy się rzuca, kiedy walczy. Nie ustępujesz tylko trzymasz i najlepiej kiedy patrzysz im wówczas w oczy. Widzisz to przerażenie? Ten strach? Tą niemą prośbę o darowanie życia? Czujesz to szarpanie się ciała? Tę walkę o jeden oddech?

NIE! Ty tego nigdy nie poczujesz, nigdy nie zobaczysz i nigdy nie zrobisz, bo nie jesteś potworem, jak Bóg. Czy na świecie pojawił się do tej pory większy zbrodniarz? To właśnie zafundował Papcio wszelkim żywym istotom, które stworzył. Ten sam Bóg, który JEST MIŁOŚCIĄ.

***

„I tak Bóg wygubił doszczętnie wszystko, co istniało na ziemi, od człowieka do bydła, zwierząt pełzających i ptactwa powietrznego; wszystko zostało doszczętnie wytępione z ziemi. Pozostał tylko Noe i to, co z nim było w arce. A wody stale się podnosiły na ziemi przez sto pięćdziesiąt dni”. Księga Rodzaju 7.23.

A co było dalej? O tym następnym razem.

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 2

bible-276067_640Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

Wpadłam na pomysł, żeby ktoś przetłumaczył mi Biblię z polskiego na nasze. Założyłam, że jest gdzieś może jakiś klucz, coś czego ja nie dostrzegam bo jestem uprzedzona. Może ktoś otworzy mi oczy i ukarze mi się łaska Pana w całej okazałości. To musiałby być ktoś bardzo wierzący, jednocześnie obeznany w Piśmie Świętym i do tego chcący rozmawiać z ateistką. Wcale nie musiałam szukać. Tłumacze zjawili się sami.

Zadzwonili do drzwi i spytali, czy nie zechciałabym z nimi pogadać o Bogu. Oż kurde, z nieba mi spadli!

– Chodźcie, chodźcie tylko szybciutko, bo ja przez Księgę Rodzaju przebrnąć sama nie mogę, a co mówić o czekających setkach kolejnych stron.

I przybieżeli tłumacze. I tak przez dwa lata, i nie posunęliśmy się razem ani o milimetr. To znaczy oni próbowali, skakali po Biblii, jak pchła po grzebieniu, a ja z uporem maniaka kurczowo trzymałam się początków tej religijnej, bez ładu i składu historii.

– Każdy dom zbudowany jest na fundamencie – tłumaczyłam tłumaczom. – Pomóżcie mi zbudować solidny fundament bo jak na razie staracie się wstawiać mi okna w nieistniejące ściany.

Niechętnie, ale się zgodzili. Problem w tym, że tłumacząc to, co tam na tych świętych kartach stoi czarno na białym, gmatwali jeszcze bardziej. Ja o zupie, oni o dupie. Ale najbardziej wstrząsające dla mnie było to, że oni twierdzą, jak również i inni czciciele Boga, że on, ten Bóg właśnie….

Nie może mi to spod palców wyjść.

Zamknę oczy, to może jakoś to wystukam a umiem pisać bez wzrokowo.

No więc oni twierdzą, że ….

BÓG….

JEST…..

MIŁOŚCIĄ!!!

Nie wiedzieliście? On nas kocha! Wszystkich! Nawet mnie! Czeka na mnie z otwartymi ramionami!

A niech spieprza zboczeniec! To rozkapryszony, emocjonalnie rozchwiany, intelektualnie upośledzony, małostkowy, zawistny, zazdrosny, śmiertelnie niebezpieczny, psychopatyczny idiota, którego raczej strzec się trzeba, zwalczać, nienawidzić. Ktoś poczuł się przez te słowa obrażony? To widocznie nie pisał nigdy charakterystyki postaci. Czyli wynikałoby z tego, że nie chodził nawet do podstawówki. Niech się nie martwi. Bóg też nie chodził, dlatego pewnie nietoperza uważał za ptaka.

Ale od początku.

Bo na początku podobno nie było niczego, tylko sam Bóg oczywiście, bo on jest od zawsze, cokolwiek to oznacza. I nagle, nie wiadomo dlaczego Bóg się obudził, podrapał po głowie, przeciągnął się, może się odsikał najpierw, a potem stwierdził, że czas coś zrobić. Jeszcze gdyby autor Księgi Rodzaju, oczywiście natchniony przez Boga napisał, że Bóg pękł z tych nudów, lub chociaż bąka puścił, wtedy można by to wydarzenie podciągnąć pod teorię wielkiego wybuchu. Ale nic z tego. On otworzył oczy, patrzy a tu ciemno!

– Światło! – wrzasnął i zrobiło się jasno. Samo z siebie. Bo jeszcze na żadne źródło światła nie wpadł. Światło nazwał dniem a ciemność nocą. Zrobił to w jeden dzień. Niewykonalne? Spoko, dopiero się rozkręca. Na drugi dzień zrobił niebo. Samo niebo, bez jakichkolwiek ciał niebieskich. Nie wiem, wziął farbę, pędzel i namalował? Za to trzeciego dnia zaszalał zupełnie. Nie dość, że wodę zebrał w morza i stworzył suchy ląd, to jeszcze zapełnił ziemię roślinami. Milionami gatunków roślin w jeden dzień! Czwartego dnia zabrał się za wszystkie ciała niebieskie ze słońcem i księżycem a dnia następnego za zwierzęta morskie i ptaki. No i w końcu dzień szósty, kiedy to wymyślił wszystkie zwierzęta lądowe i ludzika „na Nasz obraz i podobnego Nam” Jakim Nam? O anioły chodzi podobno, o których na razie słowa nikt nie pisnął. I podobnego w jakim sensie? Fizycznie? Bóg wygląda jak człowiek? To nawet by się zgadzało bo jak ma do kogoś interes, to do niego idzie albo kiedy mu się chodzić, czy zstępować nie chce, to wysyła swoich szpiegów.

Przy okazji, kiedy uprzesz się, że w jeden dzień to takiej roboty nikt nie da rady odwalić i wiesz, że dinozaury nie żyły w tym samym czasie co ludzie, więc nie mogły być stworzone w tym samym dniu, dowiadujesz się od tłumaczy, że to wszystko niekoniecznie musiało trwać jeden dzień, bo dla Boga jeden dzień mógł trwać setki, tysiące lat a słowo „dzień” to przenośnia. Ale jak to? Rośliny powstały na setki lat przed słońcem? NIE BYŁO FOTOSYNTEZY?

Nie mógł autor, oczywiście natchniony przez Boga po prostu napisać: „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy (czytaj: 100 tysięcy lat).”? Widocznie Bóg mu tego nie podyktował. Pogubił się w rachubie? Nie umiał sobie policzyć ile lat co tworzył? Nie wiedział co to kalkulator? Ale najzabawniejsze jest to, że nie domyślił się, że kiedyś będą tacy ludzie jak ja, którzy czepiać się będą każdego szczegółu i po prostu z powodu wypocin Boga pękać będą ze śmiechu.

Ale zaraz zaraz. Skoro dzień, to nie dzień tylko setki czy tysiące lat, to  jeśli Adam żył według Biblii 930 lat, to ile żył tak naprawdę? Okazuje się, że tyle samo, czyli 930. Czyli lata biblijne to takie same lata jak te, które znamy a jeden dzień to… nieokreślona bliżej liczba lat. Ciekawe! Ale dalej jest jeszcze gorzej.

Adaś ulepiony niczym Plastuś, tyle że nie z plasteliny a z prochu ziemi, został jak chomik umieszczony w klatce, znaczy się w raju. Żeby mu się nie nudziło Tatuś wyciągnął mu żebro i niczym Dżepetto od Pinokia, wystrugał mu kobietę. I tak by sobie żył Adaś z niewiastą, której dał na imię Ewa do dnia dzisiejszego, gdyby nie babska ciekawość. Bo tam, w tym raju rosło sobie drzewo poznania dobra i zła, do którego nie wolno było się zbliżać. Zamiast je sobie gdzie indziej zasadzić, to je Papcio w raju umieścił. Nie przewidział co się stanie? Idiota? Tłumacze tłumaczą, że Papcio tak kochał swoje stworzonka, że wyłączył swą zdolność przewidywania przyszłości, bo im ufał po prostu. Myślicie, że gdzieś jest to napisane? A skąd! Z tłumaczami wszelkimi, nie tylko ze Świadkami Jehowy jest tak, że to co jest nie napisane, oni sobie dopowiadają wedle swojej woli tak, aby usprawiedliwić debilizmy w tzw. Piśmie Świętym.

Ewa zachowała się, jak na pierwszą feministkę przystało. A co jej chłop będzie mówi, co wolno a czego nie? Podeszła do drzewa a tam siedzi wąż i macha nogami! No co? Wąż miał jeszcze nogi, zaraz się przekonacie. No i ten wąż namówił Ewę, żeby skosztowała owoc tego drzewa, bo Bóg strasząc ich konsekwencjami, po prostu kłamie. Co na to Ewa? Ano wzięła i zżarła a do tego jeszcze parę kęsów wcisnęła swojemu bezwolnemu, rozmemłanemu mężowi.

I bardzo dobrze zrobiła, że zżarła. Gdyby nie Ewa, do tej pory kręcilibyśmy się bez sensu na golasa po krzakach z maślanymi oczami od błogostanu, z debilnym uśmiechem przyklejonym na twarzy i bylibyśmy…. szczęśliwi? Nie sądzę. Poza tym nas by chyba tam nie było. Raj nie mógłby się rozszerzać w nieskończoność a skoro ludzie mnożyliby się w nim jak króliki, do tego żyliby wiecznie, po prostu zabrakłoby miejsca. I co wtedy? Kontrola narodzin? Odstrzał? Przymusowa wstrzemięźliwość seksualna? PREZERWATYWY?! Niemożliwe biorąc pod uwagę, że funkcjonariusze KK cierpią na gumofobię.

Wracając do pierwszej pary. Kiedy zjedli owoc nareszcie przejrzeli na oczy. Z gałązek figowych zrobili sobie ubranie. A nie będzie ich więcej Papcio zboczeniec podglądał! A kiedy usłyszeli „kroki Pana” (jak widać, Bóg też miał nogi) schowali się w krzakach. No więc woła Bóg Adama: „Gdzie jesteś?”. Oż w mordę! Miał tylko dwoje ludzi w klatce i jednego nie mógł znaleźć, to co mówić o znalezieniu jednego wśród tylu miliardów, ile teraz mamy na świecie? A do tego ten Adam jełopa wylazł z krzaków i jak na spowiedzi opowiada Papciowi co się stało, bo Papcio (mimo, że WSZECHWIEDZĄCY) jak zwykle o niczym nie wiedział. Tak oto dowiadujemy się, że Adam to protoplasta wszystkich kapusiów.

No i co miała robić Ewa? No niby tłumaczyła, że ją wąż zwiódł, ale Papcio (mimo, że jest MIŁOŚCIĄ), dał karę wężowi, Adasiowi i Ewie. Sądząc po rodzaju kary, Boga krew musiała zalać z powodu tej niesubordynacji dzieci. Więc nie był to klaps w pupę ani zakaz oglądania telewizji przez tydzień. To było przekleństwo, które ma moc do dnia dzisiejszego i rozciąga się na wszystkie kobiety i mężczyzn, że o wężach nie wspomnę. Wąż stracił nogi „na brzuchu będziesz się czołgał”. Adasiowi się upiekło. Może dlatego, że Bóg zawsze miał słabość do chłopaków. Miał w pocie oblicza swego zdobywać pożywienie. Natomiast Ewa oberwała najwięcej. Nie dość, że w bólach ma rodzić, to jeszcze została zniewolona: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”. I to do dnia dzisiejszego wykorzystują funkcjonariusz KK na całym świecie. Tak właśnie doszło do upodlenia kobiety, do zrównania jej ze zwierzętami. Jej jedynymi zadaniami od tej pory było rodzenie dzieci i spełnianie zachcianek męża. Co sądzicie o tej karze dla pierwszych dzieci Boga, którą ponosicie również Wy? Tylko pamiętajcie, BÓG WAS KOCHA!

Mała dygresja. Gdybym wierzyła w te bzdury to jedynym uczuciem, jakie żywiłabym do Boga byłaby pogarda albo nienawiść. Wciąż nie mogę się zdecydować.

Ale to nie koniec. Papcio postanowił pozbyć się swoich dzieci i wyrzucił je z domu. Wpadł w panikę bo w tym raju rosło jeszcze jedno drzewo – drzewo życia. Ech, gdyby Ewa o tym wcześniej wiedziała z pewnością zjadłaby i z niego owoc i mam nadzieję, że nie podzieliłaby się z donosicielem Adasiem. Na drogę kochający tatuś dał im… nie kasę, nie dom, nie komórę i nie furę tylko skórę, tzn. skórzane ubrania. Co za troska! Aż się wzruszyłam tym miłosiernym gestem. A potem dał im kopa w d… i żeby do Edenu nie wrócili, postawił przed ogrodem cherubów i „połyskujące ostrze miecza”, czymkolwiek to jest.

***

Po wygnaniu z raju biedne sieroty zostały same. Żartowałam. Dobrze by było, gdyby się wówczas Bóg raz na zawsze od ludzi odwalił, ale jego sadystyczna natura jest nie do zaspokojenia. Już wkrótce stanie się powodem i dopuści do pierwszego przelania krwi. Ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 1

bible-276067_640

Pixabay

Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

Niby miałam już w głowie poukładany tekst, jednak kiedy usiadłam do pisania, dopada mnie bezsilność. Od czego zacząć? Niektórzy moi znajomi ateiści twierdzą, że nie ma co wdawać się w dyskusje teologiczne, bo wszystko w tym temacie zostało już powiedziane, że nie warto o wierze rozmawiać, bo argumenty nie docierają do oponentów. W pewnym sensie mają rację. Mnie przeczytanie Biblii upewniło, że ateizm to jedyna słuszna droga. Jednak jest wielu ludzi, którzy ją czytają i nadal wierzą. Dla mnie to niepojęte.

Czytanie ze zrozumieniem to nie jakiś super i do tego rzadki talent. To po prostu umiejętność, którą bez trudu zdobywają ludzie przeciętnie inteligentni i to już w bardzo młodym wieku. Łatwo sprawdzić, czytając kilkuletniemu dziecku bajkę i zadając mu pytania do jej treści, np.:
– Jakiego koloru kapturek miał Czerwony Kapturek?
– Czerwony – odpowie dziecko. Te bystrzejsze to nawet zaśmieje się bo zauważy, że w pytaniu zawarta była odpowiedź.
– A do kogo poszedł Czerwony Kapturek?
– Do babuni – pada odpowiedź brzdąca. A skąd dzieciak to wie? Bo tak było napisane.

To wyobraźcie sobie teraz, że po przeczytaniu dziecku bajki, mówicie tak:

– Wiesz, tak naprawdę to Czerwony Kapturek poszedł na spotkanie z Szewczykiem Dratewką. Chłopak go wystawił, więc poszedł do babci. Nie chciał wracać wcześniej do domu, bo by go królewna Śnieżka wyśmiała, że mu randka nie wypaliła. A poza tym babcia była dziadkiem a Czerwony Kapturek chłopcem, tyle że zniewieściałym. No i kapturek wcale nie był czerwony.

Wyobrażacie sobie minę dziecka? Uwierzy Wam? A tak właśnie ludziom wykłada się Biblię. Tam czarno na białym stoi jedno, oni twierdzą, że to zupełnie coś innego. Skrzętnie omijają to, co niewygodne, a jak już nie da się tego ominąć to mówią, że nie można wszystkich treści Biblii brać dosłowni. Tak, nawet nasz papcio Jan tak powiedział. Wynika z tego, że autorzy tego pseudo dzieła  natchnieni przez Boga, bywali spuszczani ze smyczy, jakby staruszek z niebios przysypiał podczas dyktowania. A w których momentach przysypiał? Jeśli założyć, że to mądra istota, to musiał zacząć chrapać zaraz po pierwszym zdaniu i śpi do dziś. A jeśli założy się, że Bóg jest dokładnie taki, jak sam się w Biblii obsmarował to śmiem sądzić, że jest autorem całego tego tomiska. Czyli, że treść tzw. Pisma Świętego jest wprost proporcjonalna do poziomu intelektualnego pisarza. I w tym momencie wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że ludzie w niego wierzą i do tego twierdzą, że jest STWORZYCIELEM (chociaż sam nie wiedział co stworzył), że jest ŚWIĘTY, czyli bez grzechu (ha ha ha ha), jest WSZECHMOCNY (tylko mu się nie chce), jest WSZECHOBECNY (tylko nawet w małym raju jednego Adama sam znaleźć nie może), jest  WSZECHWIEDZĄCY (tylko się kilkaset razy pomylił), no i jest oczywiście nieskończoną MIŁOŚCIĄ (nie radzę, żeby kogoś z Was szczególnie sobie upodobał. Wielu świętych umarło przedwcześnie i do tego w wielkich katuszach.)

Gdyby komuś z Was zachciało się zajrzeć do Biblii to ostrzegam, że jest ona przeznaczona dla osób o stalowych nerwach, lub dla tych ze skłonnościami sado-maso. Jeśli ktoś, tak jak ja nie ma ani tego, ani tego to uprzedzam, że na trzeźwo nie da się tych świętych treści przełknąć. Już po przeczytaniu Księgi Rodzaju doznałam wstrząsu. Miałam wrażenie, że ktoś sobie ze mnie okrutnie zakpił. TO NIE MOŻE BYĆ TA BIBLIA! Ktoś podrzucił mi księgę szatana? Czy oprócz mnie ktoś to w ogóle czytał? W końcu dałam sobie jeszcze jedną szansę. Postanowiłam nastawić się pozytywnie. Dupa! Efekt jeszcze gorszy! Przerażenie sięgnęło zenitu. Dotarło do mnie, że właśnie odkryłam największą tajemnicę w historii ludzkości. ŻYJEMY W MATRIKSIE!

Bo jak wytłumaczyć inaczej to, że na te nietrzymające się kupy słowa zawarte w Biblii powołują się miliony ludzi na świecie? Jak wyjaśnić to, że ludzie dają wykorzystywać się pasożytom w postaci rozbudowanych machin różnych religii, gotowi są zabić za nie lub umrzeć, mimo że to one odebrały im prawdziwe, wolne życie? Jak można tak dać się zniewolić, żeby mając oczy nie widzieć, mając uszy nie słyszeć, mając rozum nie myśleć? Jak wreszcie można padać na kolana przed kimś, kto tak naprawdę zasłużył nie tylko na pogardę ale i śmierć przez odrzucenie i zapomnienie.

Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że nie należy tykać wiary, dyskutować z wierzącymi na temat Boga, obalać mitów, pokazywać prawdy, rozmawiać o Biblii, o przekrętach księży, o zbrodniach funkcjonariuszy KK. Uważam wręcz, że to nasz obowiązek i że musimy to robić ciągle, bez przerwy, aż do skutku. Człowiek wyzwolony powinien niewolnikom pokazać drogę do wolności przekonując ich, że idea Boga nikomu do niczego nie jest potrzebny a wręcz, że jest szkodliwa. Świat byłby bezpieczniejszy i piękniejszy bez jakichkolwiek religii.

***

Wpadłam na pomysł, żeby ktoś przetłumaczył mi Biblię z polskiego na nasze. Założyłam, że jest gdzieś może jakiś klucz, coś czego ja nie dostrzegam bo jestem uprzedzona. Może ktoś otworzy mi oczy i ukarze mi się łaska Pana w całej okazałości. To musiał być ktoś bardzo wierzący, jednocześnie obeznany w Piśmie Świętym i do tego chcący rozmawiać z ateistką. Wcale nie musiałam szukać. Tłumacze zjawili się sami, ale o tym innym razem 🙂