Wpisy Ale o co chodzi?

chess-1483735_1920

Jak ocalić Polskę? Ksiądz wie.

chess-1483735_1920Oto jak nami klechy grają. Na to morze faktów objawionych trudno znaleźć kontrargumenty, bowiem logika, czy jakiekolwiek racjonalne myślenie mają się nijak do teologicznego bełkotu ks. prof. Tadeusza Guza.

W tym sensie Polska jako idea jest w myślach Bożych wieczna jak sam Bóg (…) wszystko, co stanowi o Polsce, pochodzi od tego Boga Ojca, który w swoim Synu pomyślał Polskę i w Nim oraz z Nim i Duchem Świętym ją stworzył (…)

Polska jest zatem Boża – pochodzi od Boskiego Stwórcy, ponieważ tylko i wyłącznie ON podarował Polsce realne istnienie. Naród Polski, Ojczyzna i Państwo Polskie są z ustanowienia Boskiego. To znaczy, że nasze myślenie o Polsce i wszelkie działanie tylko wtedy będzie mieć najgłębszy fundament, gdy Polska na płaszczyźnie natury i łaski, czyli rozumu, pamięci i wolnej woli duchowej oraz na płaszczyźnie łaski przyjmie bez skrótów tę prawdę o Boskim pochodzeniu Polski.

Jasne? Jasne. Bóg stworzył Polskę, która jest wieczna. Nie ma się co spinać, budować, ratować, rozwijać – papa niebiański wszystkim się zajmie. I pomyśleć, że tyle niepotrzebnej krwi zostało przelanej chociażby w powstaniach narodowych, czy podczas II wojny światowej. Wystarczyło w domu tyłki grzać i spokojnie czekać na pierdnięcie Boga, który dziki wiatrom zmiótłby wrogów swojej ukochanej krainy, na której tronie posadził zarówno syna swego, jak i swoją konkubinę.

Zwracam jeszcze uwagę na zrównanie łaski z rozumem. Jakie to typowe! Zygota to człowiek, nasiono to drzewo, jako to kura, ksiądz pedofil to ofiara, niemożliwe do udowodnienia bzdety, to prawda objawiona, do której potrzeba rozumu, aby ją przyjąć za pewnik.

A teraz trochę o obecnej sytuacji politycznej, choć wiadomo, że księża do polityki się nie wtrącają:

W każdym momencie naszej egzystencji w Narodzie, Ojczyźnie, Państwie, tj. w Sejmie, Senacie, Rządzie i na Urzędzie Prezydenckim kultywujmy tę prawdę oraz każdy akt myślenia i działania opierajmy na Chrystusie. Problem jest w tym, że niektórzy Polacy-katolicy odrzucają tę prawdę w przestrzeni swojego życia codziennego, zawodowego, naukowego, politycznego, państwowego czy kulturowego.

Takim przykładem jest anarchistyczna grupa Posłów RP, która okupuje gmach Sejmu RP i hańbi tym skandalicznym aktem tzw. terroryzmu miękkiego nie tylko naturalną, lecz nadprzyrodzoną godność Polski w szerokim tego słowa znaczeniu na arenie międzynarodowej i wewnątrz kraju. Protest bowiem podlega tym samym rygorom prawno-moralnym, co i pozytywne ludzkie działanie, tzn. musi mieć intencję, kształt i cel dobra jako dobra.

Protestowanie zatem na gruncie ideologii neomarksizmu zachodniego, począwszy od lat 30. poprzez 60., aż po obecny neokomunistyczny genderyzm, jest gruntownie błędne i trwanie w nim jest kłamstwem, ponieważ usiłuje detronizować Boga jako ostateczną Rację bytu Polski.

I sugestia dla polityków, aby sobie przypomnieli o tym, że prawo boskie stoi nad ludzkim, co powinno być oczywistą oczywistością:

Ale błądzą zasadniczo także i ci politycy polscy, którzy wprawdzie akceptują Boga w porządku wiary, czyli w swoim życiu osobistym, ale nie uwzględniają Jego realnej Obecności w konkretnych aktach politycznych: stanowienia prawa w Sejmie i Senacie RP czy orzekania w prawie w wielu instancjach sądowych RP, czy w aktach kierowania Państwem Polskim i to jest także istotny problem aktualnej postaci polskiej polityki.

Jeżeli nie jestem w błędzie, to mogę stwierdzić, że istnieje zaledwie mała grupa najwyższych Reprezentantów w Rzeczypospolitej Polskiej, która mądrze i sumiennie, rzetelnie i konsekwentnie wciela w konkretną polityczną służbę Narodowi Polskiemu naukę o Jezusie Chrystusie jako wraz z Ojcem i Duchem Świętym Stworzycielu Polski. Odczytywać, studiować, przekazywać i bronić myśli Boga jako Króla, czyli Władcy Polski, na temat prawa, państwa i polityki najwyższą sztuką rozumu politycznego w Polsce katolickiej.

Kim jest polityk w sensie bycia osobą ochrzczoną? On jest po prostu tłumaczem Ewangelii na język prawa, na język państwa, na język polityki, nauki, gospodarki itd. On nie musi ani razu użyć Imienia Jezusa Chrystusa, ale wszystkie myśli, słowa i czyny, jak każdy chrześcijanin w swoim obszarze życia i działania, powinien ukształtować na tym jednym odwiecznym „Słowie Boga Ojca”, czyli na Jezusie Chrystusie. Tylko bowiem w Chrystusie i przez Chrystusa, w którym „wszystko zostało stworzone, i to, co widzialne, i to, co niewidzialne”, każda myśl, każde słowo i każdy czyn ludzki zyskują swoją najwyższą doskonałość.

Nie dość bronić Polski i Państwa od grożącej im dechrystianizacji. Trzeba w życiu zbiorowym rozbudowywać pierwiastki chrześcijańskie. Reklamie i propagandzie racjonalizmu i laicyzmu przeciwstawić trzeba zdwojony czyn katolicki. Trzeba odważnie doprowadzać ducha ewangelicznego tam, gdzie się snuje życie publiczne, gdzie się układają nowe ustroje. Ci, którzy z woli katolickiego narodu mają zaszczytne mandaty publiczne, powinni w swoim sumieniu chrześcijańskim szukać nakazów i dyrektyw, jak kraj prowadzić drogami Chrystusowej etyki i sprawiedliwości.

I zupełnie niepotrzebne przypomnienie (bo przecież wszyscy o tym wiedzą), że katolicyzm jest jedyną słuszną wiarą, oraz uświadomienie nieświadomym, że opozycja z KOD-em na czele, to ramiona samego szatana:

Żadna inna wiara nie daje takiej łaski, ponieważ jako nie-Chrystusowa jej po prostu nie posiada. A cóż powiedzieć o zdeprawowanych duchach, które jak np. wielu reprezentantów Nowoczesnej, Platformy i KOD-u w Polsce są pełne pustych, zakłamanych i negatywnych, a nawet niszczycielskich frazesów ideologii neokomunizmu, względnie neoliberalizmu światowego i dlatego są w istocie swojej destrukcyjne: antyludzkie, antynarodowe, antypaństwowe, antypolityczne oraz dążące do zniszczenia nauki, prawa, moralności, religii, Kościoła, sztuki i całej kultury, ponieważ wyrastają z rewolucji kulturowej neomarksistowskiej szkoły frankfurckiej.

Polska jest od ponad 1050 lat Chrystusowa, a nie w stylu „totalnej opozycji” Nowoczesnej i Platformy neokomunistycznie, anarchistycznie i nihilistycznie KOD-owa!

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, kim jest prawdziwy Polak, to proszę bardzo, dowie się tego tutaj.

Dlatego polska droga do zwycięstwa wiodła w historii i nadal wiedzie przez Chrystusa i w Chrystusie. Tylko w Nim zawsze zwyciężaliśmy w przeszłości i tylko w Nim możemy zwyciężać dzisiaj i w przyszłości. Kto zatem uznaje Chrystusa za Boskiego Króla i żyje tą Prawdą o Bogu jako Władcy Polski, ten jest prawdziwym Polakiem-katolikiem i zarazem prawdziwym współtwórcą i odnowicielem Polski, pracującym dla jej doczesnej i wiekuistej szczęśliwości.

Kijowskiemu będzie pewnie smutno, kiedy przeczyta te słowa. On takim gorliwym katolikiem przecież jest. Ech! Biedny Mateusz:

Kto zatem, jak wspomniane środowiska Nowoczesnej, Platformy i KOD-u, które pozwalają się swoim neokomunistycznym i neoliberalistycznym – ideologicznym mocodawcom zredukować do bezmyślnych, zniewolonych i bezkrytycznych narzędzi w ich „totalnie” destruktywnych planach – również względem odradzającej się w różnych sferach naszego bytu narodowego i państwowego Polski – ten mówi radykalne „nie” względem Polski chrześcijańskiej i jako takiej dążącej pewnie w Bogu Objawionym do wyzwolenia ze zła wszelkiego grzechu, ze śmierci i niewoli szatana.

I zlecenie dla służb państwowych, żeby się zaopiekowały drugim sortem, współpracownikami szatana, oczywiście dla naszego dobra :

Kto uczestniczy w tym procesie odcinania Polski od Boskich źródeł zbawienia: od Chrystusa i Jego Ewangelii, od Jego Krzyża i Jego Kościoła św., od Jego Prawa, Miłości i innych Łask, koniecznych dla wyzwolenia Polski w pełnym wymiarze, w sposób świadomy i wolny, ten jest deprawatorem i niszczycielem Polski, a zatem współpracownikiem szatana jako deprawatora Polski i świata par excellence i powinien być przedmiotem specjalnej troski naszych służb bezpieczeństwa Państwa, aby nie doszło do dramatu anarchistycznego „marszu przez instytucje” tej samej rewolucji kulturowej lat 60. co u naszych zachodnich sąsiadów, z czym one do dzisiaj nie mogą sobie poradzić i co uwidacznia się w relacji Unii Europejskiej do Rzeczypospolitej Polskiej.

A na koniec pełen troski apel do przeciwników PiS-u, czyli samego Boga, bo to przecież równoznaczne. Niezmiernie wzruszające, radzę przygotować chusteczki:

Polska pragnie zmartwychwstawać w Chrystusie do życia w Królestwie Niebieskim, a nie umierać na wieki w upadłym aniele, „ojcu kłamstwa”, który zrzuca swoich niewolników do przepaści tragicznego piekła. Szanowni Państwo, Panie i Panowie z nadmienionych ugrupowań politycznych, pozwólcie ogarnąć się jak nasz Naród katolicki w Polsce, pochodząc od tego samego Pana Wszechrzeczy, Chrystusowi jako Stwórcy i Zbawicielowi, który też Was z Miłości stworzył i z Miłości zbawił, abyście nie zatracili Polski w śmiercionośnych oparach antyboskich ideologii i tym samym nie zatracili siebie – przepiękne i niepowtarzalne bytowości personalne – na wieki w krainie szatana.

Źródło.

bible-276067_1280

Wymyślony Bóg cz. 14

bible-276067_1280W poprzedniej części szalony Bóg, upomniany przez Lucyfera, że miał się opiekować swoim ludem wybranym, spektakularnie wyprowadził Żydów z Egiptu.  

Mojżesz polecił Izraelitom wyruszyć od Morza Czerwonego, i szli w kierunku pustyni Szur. Szli trzy dni przez pustynię, a nie znaleźli wody. (Księga Wyjścia 15.22)

***

W niebie

Lucyfer: Gdzie Bóg?

Skrzydlaty Eunuch: Wrócił do domu trzy dni temu. Dokonał wielkiego dzieła i teraz odpoczywa.

Lucyfer: Ja mu zaraz odpocznę! Z drogi!

Bóg: O! Cześć Lucuś! Mówię ci, jak ja się naharowałem z tymi Żydami! Ale dotrzymałem słowa. Zerwało nam się łącze, więc powiem ci tylko, że wyprowadziłem ich z Egiptu. Są wolni.

Lucyfer: Miałeś się nimi zaopiekować. Tymczasem wysłałeś ich na pustynię gdzie cierpią pragnienie i głód.

Bóg: A gdzie miałem ich wysłać? W kosmos? Wybawiłem ich z niewoli…

Lucyfer: W którą sam ich wpędziłeś. Zapomniałeś, co obiecywałeś Abrahamowi i jego potomkom?

Bóg: Ja nie zapomniałem, ale może oni nie pamiętają? Tyle lat przecież minęło.

Lucyfer: Mojżeszowi też obiecałeś.

Bóg: Oj weź! Mojżesz to przecież idiota. Musi mieć Aarona do pomocy, bo nic nie kuma.

Lucyfer: Za to Aaron kuma i ludzie, którym Aaron przekazuje twoje słowa. Zapewniam cię, że jak lud ten machnie ręką na ciebie, nikomu już nie będziesz potrzebny. Znikniesz w odmętach niepamięci.

Bóg: Ja pierdzielę! To co ja mam teraz robić?

Lucyfer: Masz tu kawał drewna. Izraelici znaleźli studnię, ale woda nie nadaje się do picia. Wrzuć do niej to drewno, a woda stanie się słodka.

Bóg: A co z jedzeniem? Mam im stołówkę na kółkach założyć?

Lucyfer: Wkrótce nad pustynią będą przelatywały migrujące przepiórki bardzo osłabione daleką podróżą. Izraelici bez problemu będą je łapać. Poza tym wkraczają na tereny, gdzie obficie rośnie ochradenus jagodowy i tamarix manifera. Będą mogli jeść ich owoce. Wykorzystaj to na swoją korzyść.

Bóg: Ale jak?

Lucyfer przewracając oczami: Że to ty ich karmisz.

Bóg: Lucuś, co ja bym bez ciebie zrobił?

***

Na ziemi

Bóg uczynił tak, jak mu Lucyfer doradził. Zrugał Izraelitów, że zaczęli szemrać przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi, uzdatnił wodę po czym zapowiedział obfitość pokarmu, o którą rzekomo sam się postarał. Jednak nie trzeba było długo czekać na kolejne narzekania narodu wybranego. Znowu zabrakło wody. Tym razem Bóg kazał Mojżeszowi pieprznąć laską w skałę. Wówczas ze skały wytrysnęła woda.

Wkrótce pojawił się pierwszy wróg – Amalekici.

***

Mojżesz: Jahwe, pomóż!

Bóg: Czego chcesz lebiego?

Mojżesz: Wróg nadchodzi a mój lud trzęsie bardachami. Mamy tyle kobiet i dzieci.

Bóg: A broni nie macie? I chłopów do wymachiwania nią?

Mojżesz: No niby mamy, ale wszyscy myśleli, że jak będziesz czuwać nad nami, nic złego nas nie spotka. A tu trzeba ginąć z dala od cywilizacji, z dala od domów…

Bóg: Ja pierdzielę! Wyślij na Amelekitów kogoś, kto ma jaja. A żeby twoja pozycja w bandzie wzrosła, uzależnię zwycięstwo od twoich rąk.

Mojżesz: Ale jak?

Bóg: Srak! Wejdziesz na górę. Kiedy ręce będziesz trzymał w górze, mój lud będzie zwyciężał, kiedy je opuścisz, będzie przegrywał.

Mojżesz: Panie, ale jak długo można trzymać ręce w górze?

Bóg: Nie wiem, nigdy nie trzymałem. Przekonamy się.

Tak też się stało. Kiedy ręce Mojżesza odmówiły mu posłuszeństwa, mądry Aaron wpadł na pomysł. Posadził brata na kamieniu, uniósł jedną z jego rąk do góry a drugą uniósł towarzyszący im Chur.

Tak Jozue pokonał Amalekitów. Po wszystkim Mojżesz zbudował ołtarz. Pewnie nie własnymi rękami, bo po takiej próbie to pewnie przez tydzień sam podetrzeć się nie mógł.

***

W niebie.

Lucyfer: Stary znowu zbija bąki?

Skrzydlaty Eunuch: Nie bądź taki okrutny Lucyferze. Wiesz, że On ciężko znosi wszelkie prace. Wymagasz od niego zbyt wiele.

Lucyfer: Tu chodzi o jego być albo nie być.

Skrzydlaty Eunuch: Wiesz Lucyferze, jak ja się tak nad tym zastanawiam, to myślę sobie, że jednak lepiej dla niego i dla ludzkości, aby nie był.

Lucyfer: A dla nas? Nie zapominaj, że bez niego nie ma nas, a każdy z nas ma poważną rolę do odegrania. On ma być tym dobrym, ja tym złym a ty jego najważniejszym wysłannikiem.

Skrzydlaty Eunuch: On i dobry? No błagam cię Lucyferze. Powinniście zamienić się rolami.

Lucyfer: Co ty wiesz o przyszłym świecie Skrzydlaty? Zło będą dobrem nazywać, potworów bohaterami, bandytów patriotami a mity prawdą.

Skrzydlaty Eunuch: To może lepiej nie brać w tym udziału?

Lucyfer: Jak nie my, to wymyślą sobie innych. A tak mamy jeszcze na coś wpływ. A teraz idę pogonić mu kota.

Skrzydlaty Eunuch: A co jego kot jest winien?

Lucyfer machnął tylko ręką i wkroczył na niebiańskie salony.

Bóg leżąc na otomanie głaskał kota.

Lucyfer: Ty tu sobie sierściucha miziasz a na ziemi Mojżesz zaraz umrze z wycieńczenia.

Bóg: Manna się skończyła?

Lucyfer: Nie! Od świtu wysłuchuje ludzi, radzi, sądzi, podpowiada, przekazuje twoje prawa. Nie skończy pewnie do późnego wieczora. Tam jest ich ponad milion. Każdy czegoś chce, każdy ma jakiś problem. Mógłbyś mu jakoś pomóc.

Bóg: Sam mi głupka wybrałeś. Jak głupi, to niech się męczy.

Lucyfer: Przede wszystkim jest ci wierny.

Bóg: No przecież mówię, że głupi.

Lucyfer: Biorę w takim razie sprawy w swoje ręce.

Bóg: Czyń Lucuś swoją powinność. A jak wrócisz, przywiózłbyś mi jakiś prezent. Dawno nic mi nie dałeś.

Lucyfer z pogadrą: Jak znajdę coś godnego ciebie, to przywiozę.

Bóg: Coś godnego mnie? Ach! Jak to pięknie brzmi!

***

Na ziemi

Lucyfer wysłał do Mojżesza jego teścia Jetro z żoną Mojżesza, którą ten wcześniej odprawił – Seforą i dwoma jego synami Gerszomem i Eliezerem. Za pośrednictwem Jetro przekazał Mojżeszowi, jak powinien usprawnić swoją pracę, czyli wybrać prawych spośród ludu, którzy będą sędziami, doradcami i kierownikami nad 10 osobami, 50, 100 i nad tysiącem. To oni mieli w prostych sprawach sami podejmować decyzje, odciążając w ten sposób Mojżesza.

Tymczasem Bóg powiadomiony przez Skrzydlatego Eunucha, że Lucyfer jeśli będzie działał, może w przyszłości być uznany tym dobrym dla ludzkości, postanowił jednak wziąć sprawy w swoje ręce. Poinformował Mojżesza, że za trzy dni spotka się z nim na górze Synaj. Lud ma się do góry nie zbliżać, tylko w wypranych ubraniach (widocznie nawet ze szczytu czuć było smród przepoconych szmat), czekać u podnóża na efekt spotkania na szczycie.

***

W niebie

Lucyfer: Co on znowu wymyślił?

Skrzydlaty Eunuch: Postanowił się bardziej zaangażować. Chyba o to ci chodziło Lucyferze.

Lucyfer: Sam wiesz, że trzeba mieć nad nim kontrolę. Zapomniałeś o potopie? O zabiciu brata przez brata? I o dziesiątkach innych tragedii, które spowodował?

Skrzydlaty Eunuch: To ja już nie wiem, o co ci chodzi Lucyferze.

Lucyfer: Pogadam z nim i postaram się mieć wpływ na jego poczynania. Inaczej syf, kiła i mogiła.

Na niebiańskich salonach

Lucyfer zastał Boga przy biurku pełnym papierzysk, skrupulatnie coś notującego. Wokół niego na podłodze mnóstwo pogniecionych kartek.

Lucyfer: Co robisz Panie?

Bóg: Aha! Teraz to Panie? A jak sobie leżę i nic nie robię, to per ty do mnie walisz.

Lucyfer: Przyznaję, jestem zaskoczony.

Bóg: Tworzę prawo dla tych durniów z ziemi, żeby wiedzieli co mają robić i jak.

Lucyfer podniósł jedną z pomiętych kartek i zaczął czytać: „Jak tylko wstaniecie, padniecie na kolana i głową waląc w podłogę będziecie wymawiać imię moje aż do wieczora. Co trzy godziny możecie zrobić piętnastominutową przerwę na siku, kupę i przegryzienie czegoś tam. W przeciwnym razie spalę was tak, jak to zrobiłem z Sodomą i Gomorą” Wziął drugą kartkę: „Od rana do wieczora będziecie mówić, jak mnie kochacie, inaczej zrobię wam z dupy jesień średniowiecza.”

Lucyfer: Co to jest?

Bóg: Nie nie, to do wyrzucenia. Nie pomyślałem, że jeść muszą, rolę uprawiać, zwierzęta hodować i czasem baby obrabiać. Ale z każdą kartką idzie mi coraz lepiej. Zobacz nad czym pracuję.

Lucyfer spojrzał przez boskie ramię.

„Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.” (Księga Wyjścia 20.2,3,4,5)

Bóg: I co ty na to?

Lucyfer: No wiesz Panie, jestem pod wrażeniem, ale sądzę, że przeginasz z tym karaniem. Co syn winny, że jego ojciec zrobił coś złego?

Bóg: Winien, niewinien, odpowiadać powinien. O kurde Lucek! Zaczynam rymem gadać! Może ze mnie będzie poeta? Poczekaj:

„Ten kto mnie nie słucha

będzie zgnieciony, jak mucha.

Jego synowi też się dostanie

naprawdę tęgie lanie.

Wnuk niech też trzęsie gaciami

będzie trzepany batami,

a prawnuk też ma przesrane,

ciało torturom poddane.

Praprawnuk się też nie uchroni,

już widzę, jak próżno łzy roni…”

Lucyfer: Dobra, dobra. Znacznie lepiej jednak idzie ci proza. Chętnie ci pomogę Panie ale będę się upierał, że przesadzasz z tym karaniem. Jeśli chcesz ludzi do siebie przywiązać, musisz sprawić, żeby cię pokochali.

Bóg: Daj spokój! Strach daje taki sam efekt.

Lucyfer: Przypominam, że jak chciałeś zabierać ludziom ich pierworodnych, nie zgodzili się na to. Musiałeś zgodzić się na to, żeby mogli swoich pierwszych synów wykupić ofiarą.

Bóg: No dobra. To dopiszę tak:

„Okazuję zaś łaskę do tysięcznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają Moich przykazań.” (Księga Wyjścia 20.6)

Lucyfer: To brzmi trochę lepiej ale czy potrafisz dotrzymać takiej obietnicy? Łaska do tysięcznego pokolenia!

Bóg: Weź przestań, kto by się takimi pierdołami przejmował? Zresztą kto będzie w stanie sprostać wszystkim moim wymogom?

Lucyfer: Zaczynam przeczuwać, że będzie z tym problem.

Bóg: Już ja o to zadbam.

***

I tak Bóg wraz z Lucyferem zaczęli tworzyć przykazania i prawo dla narodu wybranego. A co wymyślili? O tym w następnej części. 🙂

 

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 8

bible-276067_640A potem przyszedł czas na udzielenie przez Izaaka błogosławieństwa pierworodnemu Ezawowi. A Bóg tak dobry był dla Izaaka, że go na starość oślepił. Do tego chyba rozum mu również odebrał, bo stary pobłogosławi zamiast owłosionego jak niedźwiedzie jaja Ezawa, swojego wypindrzonego, delikatniusieńkiego Jakuba.

A jak do tego doszło? Ano zgodnie z przysłowiem: gdyby kózka nie skakała, to by ślimak pokaż rogi. Wrrróć! To nie to przysłowie. A! Już wiem: gdzie diabeł nie może tam babę pośle. Jak pisałam w poprzedniej części Rebeka, żona Izaaka, bardziej kochała metroseksualnego Jakuba więc uknuła całą intrygę, aby jej pupil dostał błogosławieństwo. Nawet na ręce nałożyła mu skóry koźląt, żeby ślepy jak kret Izaak go sobie wymacał do woli, żeby stwierdził, że to jego ukochany, zarośnięty jak rower w pokrzywach Ezaw, i żeby go pobłogosławił.

Warto zauważyć, że te chłopy biblijne to totalne sieroty. Ewa robiła z Adasiem co chciała, Sara zawsze dopięła swego, później zaś Rebeka. A teraz w jednych częściach świata kobiety albo w skafandrach z dziurami na oczy chodzą, albo w innych nie mają nic do powiedzenia jeśli chodzi o poszczególne części ich ciała. Chcesz opalać cycki w miejscu publicznym? To sobie je opalisz nad ogniem piekielnym w obecności czortów. Chcesz rozporządzać własną macicą? To ją sobie wytnij, wsadź w słój i schowaj do lodówki. Inaczej należy ona do Boga (czytaj: Kościoła).

Wracając do Jakuba i Ezawa. Ten pierwszy przyjął podstępnie błogosławieństwo ojca. Drugi musiał mu służyć więc był zły, żeby nie powiedzieć po ludzku – wkurwiony. Bóg miał to głęboko w czeluściach. Zagapił się, zasnął albo w golfa grał w tym czasie. W każdym razie Ezaw postanowił po śmierci ojca zaszlachtować brata. Matka dowiedziała się o tym i posłała ulubieńca do Labana, swojego brata, do Charanu. Wmówiła mężowi, że Chetytki, z którymi hajtnął się Ezaw to ździry i że trzeba Jakuba posłać w rodzinne strony, aby wybrał sobie porządną dziewicę. Izaak przystał na to. Ezaw podsłuchał widocznie rozmowę starych (każdy tam każdego wiecznie podsłuchiwał, jak u Sowy) i wziął sobie następną żonę, córkę Ismaela, syna Abrahama, siostrę Nebajota.

Jakub ruszył w drogę. Ojciec, skąpy jak… jak żyd, nie dał mu w drogę nawet zestawu skauta, bodaj samej karimaty, bo chłopak kamienie do snu kładł sobie pod głowę. Nie ma się co dziwić, że w nocy miał majaki. Bóg mu się przyśnił, który… kto zgadnie co zrobił? Oczywiście obiecał mu to, co obiecywał jego przodkom. Zdrowie, szczęście i pomyślność dla niego i jego potomków. Kiedy się Jakub obudził, polał kamień na którym spał oliwą zupełnie nie wiadomo po co, miejsce to nazwał Betel, po czym rzekł:

„Jeśli Bóg dalej będzie ze mną i naprawdę będzie mnie strzegł na tej drodze, którą idę, i da mi chleb do jedzenia i szaty do ubrania się i wrócę w pokoju do domu mego ojca, to Jehowa okaże się moim Bogiem”.

To do tej pory nie był? A widzicie? To jednak wtedy ludzie mądrzejsi byli niż dziś. Nie zmuszali dzieci do przyjmowania swojej wiary. Nie chrzcili w wieku niemowlęcym, nie indoktrynowali, nie wysyłali ich na ministrantów, gdzie mogliby trafić na kapłana, który młodych chłopców kocha szczególnie mocno. A poza tym można tak z Bogiem się układać? Jeśli ty mi to, to ja ci tamto? No to teraz ja składam śluby:

„Jeśli w tym roku dorobię się miliona na koncie, w klacie przytyję a w pasie schudnę, to Jehowa okaże się moim Bogiem”. Zobaczymy, co będzie się działo 🙂

Znacie to powiedzenie, że z rodziną najlepiej na zdjęciu się wychodzi? No to powiem Wam, że gdyby w tamtych czasach były aparaty fotograficzne i Jakub zrobiłby sobie zdjęcie z bratem swojej matki, to na pewno porwałby je na kawałki, przeżuł, połknął, wydalił i powtórzyłby ten cały mściwy proceder jeszcze raz. Ale po kolei. Jakub dotarł na miejsce i przy studni ujrzał Rachelę. Natychmiast wycałował ją tu i ówdzie a potem „rozpłakał się w głos”. Umie ktoś postawić diagnozę? Rzuca się na widzianą pierwszy raz na oczy dziewczynę, dopuszcza się innych czynności seksualnych a potem zaczyna się mazać.

Jak Laban usłyszał, że jego siostrzeniec przybył w te strony strasznie się cwaniak ucieszył. Trafiła mu się kolejna para rąk do darmowej roboty. Czyżby Laban był protoplastą Chińczyków? Po miesiącu spytał Jakuba:

„Czyż dlatego, że jesteś moim krewnym, masz mi służyć za darmo? Powiedz mi więc, jaką mam ci dać zapłatę?”

Jakub, który z pewnością nie miał równo pod kopułą zaproponował, że popracuje jeszcze 7 lat jako niewolnik w zamian za Rachelę. Laban musiał posikać się ze szczęścia w pantalony. Po siedmiu latach Jakub upomniał się o obiecaną laskę. Laban wyprawił ucztę, na której Jakub tak się nawalił, że bzyknął podstawioną mu podstępnie starszą córkę Labana, Leę. Jak się przebudził, nie był zadowolony. Szkoda, że w nocy nie protestował. A! Nie mógł, bo tak nasączył wary, że padł nieprzytomny. Ale kuśka zadziałała bez zarzutu. Ciekawe. Może to dzięki marchwi? Podobno marchewka dobrze działa na potencję. Tylko trudno ją przymocować.

Laban powiedział, że da mu za tydzień i Rachelę, ale będzie ona kosztowała kolejne 7 lat. Biedny Jakub, raz na wozie raz w nawozie. Tak oto obie siostry zostały żonami Jakuba. Wkrótce zaczęła się między nimi bitwa na dzieci. Spokojnie, nie rzucały nimi w siebie, jak na przykład rzucają pomarańczami czy pomidorami we Włoszech i w Hiszpanii. Po prostu kobieta wówczas służyła do rodzenia dzieci. Im więcej, tym lepsza. A bitwa mogła zacząć się tak:

***

W przedsionku nieba.
Skrzydlaty Eunuch: Jak dobrze Lucyferze, że jesteś. Bogusia znowu jakaś depresja dopadła. Na tapczanie leży leń, nic nie robi cały dzień. Do tego ma globus.
Lucyfer: To Boguś już wie, że ziemia jest okrągła?
S.E.: No coś ty! Nie taki globus, tylko globus hystericus.
Lucyfer: No wiesz, histerykiem to on jest od zawsze.
S.E.: Idź do niego, bo z tych nudów gotów jakąś kolejną katastrofę wymyślić.
Na salonach nieba.
Lucyfer: Witaj o mój Wszechwiedzący, Wszechobecny, Wszechmocny Panie Boże.
Bóg: Lucuś? O, jak się cieszę, że cię widzę. Chodź tu do mnie kochanieńki i opowiadaj, czy coś tam w tym świecie ciekawego słychać, bo jestem taki znudzony. A przy okazji zapomniałeś dodać przy przywitaniu „Miłosierny” i „Jedyny”. Wiesz, jaki ja zazdrosny jestem.
L.: Wybacz mi Panie. A w świecie wiele się dzieje. Na przykład w Afryce widziałem ludzi czarnych jak smoła a w Ameryce czerwonych i żaden z nich nic o tobie nie słyszał, dobre co?

(Nagle Lucyfer dostał kuksańca w bok od Skrzydlatego Eunucha)
Bóg zbladł. Potem zrobił się purpurowy aż w końcu zaczął sinieć.

L: Żartowałem Panie. Jakub, syn Izaaka ożenił się z dwiema córkami swojego wuja Labana.
(Bóg zakaszlał, po czym odzyskał normalną barwę.)
Bóg: Żartowniś z ciebie Lucuś, he he. Co ciekawego jest w tym wydarzeniu?
L: Jakub kocha Rachelę, ale został przez wuja wyrolowany. Nie dość, że dostał najpierw Leę, to jeszcze za obie służy po siedem lat.
Bóg: No i dobrze, nie będzie się żadna baba marnować. Ale zaraz… A może zabawimy się Lucusiu, co?
S.E.: Tylko spokojnie. Już biegnę po leki.
Bóg: Żadnych leków! Nie wiem Lucusiu co on mi podaje, ale po tym nie chce mi się w ogóle rozrabiać. Więc co? Zakładzik?
L: O nie Panie. Zawsze na tym źle wychodzę, bo… jakby to delikatnie powiedzieć…
Bóg: Śmiało Lucuś.
L: No zawsze oszukujesz Panie.
Bóg: E tam! Teraz nie będę. Przysięgam na siebie! Zrobimy tak. Ty wybierzesz jedną żonę Jakuba, ja drugą i zobaczymy, która więcej dzieci urodzi. Jak moja baba wygra, to mi dasz coś fajnego a jak twoja wygra to ja ci dam. Co ty na to?
L: I nie będziesz Panie ingerował w ich losy?
Bóg: Nie będę, jak mi Bóg miły, to znaczy jak sam sobie jestem miły.
L: No dobra.
Bóg: To ja wybieram Leę.
L: Niech będzie, w takim razie ja mam Rachelę.

***

A w Biblii napisane jest tak, że kiedy Bóg zobaczył, że Jakub bardziej kocha Rachelę, zajął się Leą, „otworzył jej łono” i ta zaczęła rodzić na potęgę. Ciach! Jest Ruben, po nim Symeon, następnie Lewi a potem Juda. „I co ty na to suko?” – kpiła pewnie Lea z młodszej siostry, która była niepłodna.

W niebie.
Lucyfer: Panie! To nie fair! Rachela jest niepłodna!
Bóg: No co ja na to poradzę?
L: Musiałeś o tym wiedzieć!
Bóg: Zwariowałeś? To „Wszechwiedzący” to lekka przesada.
Na ziemi.
Rachela zastosowała stary sprawdzony sposób. Podsunęła mężowi swoją niewolnicę Bilhę a potem zabrała sobie jej dzieci – Dana i Neftaliego. „Kij ci w oko!” – śmiała się pewnie z siostry pokazując jej jednocześnie środkowy palec.
W niebie.
Bóg: Z niewolnicy się nie liczy!
L: A od kiedy to? Sara też dała Abrahamowi niewolnicę i Abraham miał z nią syna.
Bóg: I żeśmy go z Sarą pogonili!
L: Ale pomogłeś mu na pustyni, bo to syn Abrahama.
Bóg: A niech ci będzie!
Na ziemi.
Lea, która nagle przestała pączkować zrobiła to samo. Dała mężowi do używania swoją niewolnicę Zilpę, która urodziła Gada (nie, że jaszczura jakiegoś, tylko tak on miał na imię) i Asera. „Cmoknij mnie w przedziałek ździro!” – mogłaby rzec do Racheli. Ale to jeszcze nie koniec. Ruben, syn Lei wyszedł na pole i znalazł mandragory, sprzyjające płodności.
W niebie.
L: No nie! Z tymi mandragorami to już przesadziłeś Panie!
Bóg: No co się czepiasz? Chłopak poszedł na spacer i znalazł. Ja nie ma z tym nic wspólnego.
Na ziemi.
Ruben dał mandragory swojej matce Lei. Rachela zażądała owoców w zamian za noc z mężem. Siostry dokonały wymiany a jak tylko Jakub wrócił z pola, Lea powiedziała mu:
„Do mnie przyjdź, bo nabyłam cię za mandragory mego syna”. Niezły handelek no nie? Ma któraś z pań fajnego męża? Wynajmę za kilo mandarynek, bo skąd ja wam kuźwa mandragory wezmę?
W niebie.
Bóg: No popaprana jakaś! To ja jej mandragory załatwiam a ona je oddaje!
L: Oszukujesz Panie! Koniec zabawy!
Bóg: No co ty Lucuś? Ja tylko raz, tak żeby było ciekawie. No nie bocz się, już więcej nie będę!
Na ziemi.
Lea po nocy z mężem, którą sobie kupiła u Racheli urodziła piątego syna (nie licząc dwóch od swojej niewolnicy) Issachara. Potem urodziła jeszcze Zabulona a na końcu zupełnie niechcący przytrafiła jej się córka Dina. A potem rzekomo Bóg zlitował się nad Rachelą i „otworzył jej łono”. Tak urodziła Józefa. A wtedy Jakubowi zachciało się odejść od Labana.
W niebie.
Bóg: Koniec! Wygrałem!
L: To już nie będą rodzić?
Bóg: Oj tam będą, nie będą. Jakub chce wyruszyć w drogę to o babach myśleć teraz nie będzie.
L: Dobra, uznaję twoje zwycięstwo Panie i przymykam oko na szachrajstwa, ale weź chociaż pomóż Jakubowi bo to taka pierdoła, że go Laban w skarpetach samych wypuści.
Bóg: W skarpetach? Skarpety do sandałów? No nie! Na to nie mogę pozwolić. Ok, zajmę się nim. A co z moją wygraną? Co od ciebie dostanę?
(Lucyfer spod poły płaszcza wyciągnął globus i wręczył go Bogu. Skrzydlaty Eunuch, nieodłączny towarzysz Boga, jego sługa, pomagier i pielęgniarka w jednym na widok globusa padł na skrzydła aż mu pióra odpadły.)
Bóg: A to co?
Lucyfer: Tak za jakiś czas ludzie będą przedstawiać ziemię, jako kulę krążącą wokół słońca Panie.
Bóg: Hahahhaahahaha! Hahahahahahaahhahaaha! Hahahahahahahaha!

Od tamtej pory ilekroć Bóg spojrzał na dar Lucyfera, pękał ze śmiechu. Trwało to aż do Kopernika.

***

Tymczasem na ziemi.
Laban dowiedziawszy się, że darmowy niewolnik po 14 latach chce go opuścić, zaproponował mu zapłatę: „Ustal mi swoją zapłatę, a ja ci ją dam”. Aha, Jakub może nie najbystrzejszy ale bez przesady. Raz już został przez Labana wyrolowany, postanowił więc zadbać o siebie i rodzinę.

„obejdę dziś wszystkie twoje stada i wybiorę z nich dla siebie wszystkie jagnięta cętkowane, pstre i czarne spośród owiec oraz koźlęta pstre i cętkowane spośród kóz. Niech one będą moją zapłatą.”

A jednak idiota!
Za to szczwany Laban oddzielił wszystkie cętkowane i pstre zwierzęta od reszty stad i oddał je swoim synom, zgodnie z zasadą rąbać Barbie aż się zgarbi. Tymczasem Jakub, który miał w mózgu chyba tylko jeden zwój, nazbierał sobie gałązki topoli, drzewa migdałowego, odarł je z kory i umocował je przy korytach z wodą. Gdy zwierzęta przychodziły pić, parzyły się między sobą a że robiły to przed patykami, rodziły się zwierzęta prążkowane, pstre i cętkowane.

Jak nic, Bóg dotrzymał słowa danego Lucyferowi, bo chyba nikt nie uwierzy w to, że bez boskiej interwencji zadziałały patyki. „Tak oto stał się Jakub człowiekiem bardzo zamożnym”, przez co Laban i jego synowie przestali być dla niego mili. To do tej pory byli? Aż w końcu przemówił Bóg we własnej osobie i kazał Jakubowi wziąć dupę w troki i szurać sandała w kierunku ziemi przodków, ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 1

bible-276067_640

Pixabay

Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

Niby miałam już w głowie poukładany tekst, jednak kiedy usiadłam do pisania, dopada mnie bezsilność. Od czego zacząć? Niektórzy moi znajomi ateiści twierdzą, że nie ma co wdawać się w dyskusje teologiczne, bo wszystko w tym temacie zostało już powiedziane, że nie warto o wierze rozmawiać, bo argumenty nie docierają do oponentów. W pewnym sensie mają rację. Mnie przeczytanie Biblii upewniło, że ateizm to jedyna słuszna droga. Jednak jest wielu ludzi, którzy ją czytają i nadal wierzą. Dla mnie to niepojęte.

Czytanie ze zrozumieniem to nie jakiś super i do tego rzadki talent. To po prostu umiejętność, którą bez trudu zdobywają ludzie przeciętnie inteligentni i to już w bardzo młodym wieku. Łatwo sprawdzić, czytając kilkuletniemu dziecku bajkę i zadając mu pytania do jej treści, np.:
– Jakiego koloru kapturek miał Czerwony Kapturek?
– Czerwony – odpowie dziecko. Te bystrzejsze to nawet zaśmieje się bo zauważy, że w pytaniu zawarta była odpowiedź.
– A do kogo poszedł Czerwony Kapturek?
– Do babuni – pada odpowiedź brzdąca. A skąd dzieciak to wie? Bo tak było napisane.

To wyobraźcie sobie teraz, że po przeczytaniu dziecku bajki, mówicie tak:

– Wiesz, tak naprawdę to Czerwony Kapturek poszedł na spotkanie z Szewczykiem Dratewką. Chłopak go wystawił, więc poszedł do babci. Nie chciał wracać wcześniej do domu, bo by go królewna Śnieżka wyśmiała, że mu randka nie wypaliła. A poza tym babcia była dziadkiem a Czerwony Kapturek chłopcem, tyle że zniewieściałym. No i kapturek wcale nie był czerwony.

Wyobrażacie sobie minę dziecka? Uwierzy Wam? A tak właśnie ludziom wykłada się Biblię. Tam czarno na białym stoi jedno, oni twierdzą, że to zupełnie coś innego. Skrzętnie omijają to, co niewygodne, a jak już nie da się tego ominąć to mówią, że nie można wszystkich treści Biblii brać dosłowni. Tak, nawet nasz papcio Jan tak powiedział. Wynika z tego, że autorzy tego pseudo dzieła  natchnieni przez Boga, bywali spuszczani ze smyczy, jakby staruszek z niebios przysypiał podczas dyktowania. A w których momentach przysypiał? Jeśli założyć, że to mądra istota, to musiał zacząć chrapać zaraz po pierwszym zdaniu i śpi do dziś. A jeśli założy się, że Bóg jest dokładnie taki, jak sam się w Biblii obsmarował to śmiem sądzić, że jest autorem całego tego tomiska. Czyli, że treść tzw. Pisma Świętego jest wprost proporcjonalna do poziomu intelektualnego pisarza. I w tym momencie wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że ludzie w niego wierzą i do tego twierdzą, że jest STWORZYCIELEM (chociaż sam nie wiedział co stworzył), że jest ŚWIĘTY, czyli bez grzechu (ha ha ha ha), jest WSZECHMOCNY (tylko mu się nie chce), jest WSZECHOBECNY (tylko nawet w małym raju jednego Adama sam znaleźć nie może), jest  WSZECHWIEDZĄCY (tylko się kilkaset razy pomylił), no i jest oczywiście nieskończoną MIŁOŚCIĄ (nie radzę, żeby kogoś z Was szczególnie sobie upodobał. Wielu świętych umarło przedwcześnie i do tego w wielkich katuszach.)

Gdyby komuś z Was zachciało się zajrzeć do Biblii to ostrzegam, że jest ona przeznaczona dla osób o stalowych nerwach, lub dla tych ze skłonnościami sado-maso. Jeśli ktoś, tak jak ja nie ma ani tego, ani tego to uprzedzam, że na trzeźwo nie da się tych świętych treści przełknąć. Już po przeczytaniu Księgi Rodzaju doznałam wstrząsu. Miałam wrażenie, że ktoś sobie ze mnie okrutnie zakpił. TO NIE MOŻE BYĆ TA BIBLIA! Ktoś podrzucił mi księgę szatana? Czy oprócz mnie ktoś to w ogóle czytał? W końcu dałam sobie jeszcze jedną szansę. Postanowiłam nastawić się pozytywnie. Dupa! Efekt jeszcze gorszy! Przerażenie sięgnęło zenitu. Dotarło do mnie, że właśnie odkryłam największą tajemnicę w historii ludzkości. ŻYJEMY W MATRIKSIE!

Bo jak wytłumaczyć inaczej to, że na te nietrzymające się kupy słowa zawarte w Biblii powołują się miliony ludzi na świecie? Jak wyjaśnić to, że ludzie dają wykorzystywać się pasożytom w postaci rozbudowanych machin różnych religii, gotowi są zabić za nie lub umrzeć, mimo że to one odebrały im prawdziwe, wolne życie? Jak można tak dać się zniewolić, żeby mając oczy nie widzieć, mając uszy nie słyszeć, mając rozum nie myśleć? Jak wreszcie można padać na kolana przed kimś, kto tak naprawdę zasłużył nie tylko na pogardę ale i śmierć przez odrzucenie i zapomnienie.

Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że nie należy tykać wiary, dyskutować z wierzącymi na temat Boga, obalać mitów, pokazywać prawdy, rozmawiać o Biblii, o przekrętach księży, o zbrodniach funkcjonariuszy KK. Uważam wręcz, że to nasz obowiązek i że musimy to robić ciągle, bez przerwy, aż do skutku. Człowiek wyzwolony powinien niewolnikom pokazać drogę do wolności przekonując ich, że idea Boga nikomu do niczego nie jest potrzebny a wręcz, że jest szkodliwa. Świat byłby bezpieczniejszy i piękniejszy bez jakichkolwiek religii.

***

Wpadłam na pomysł, żeby ktoś przetłumaczył mi Biblię z polskiego na nasze. Założyłam, że jest gdzieś może jakiś klucz, coś czego ja nie dostrzegam bo jestem uprzedzona. Może ktoś otworzy mi oczy i ukarze mi się łaska Pana w całej okazałości. To musiał być ktoś bardzo wierzący, jednocześnie obeznany w Piśmie Świętym i do tego chcący rozmawiać z ateistką. Wcale nie musiałam szukać. Tłumacze zjawili się sami, ale o tym innym razem 🙂

church-1158394_1920

Życie kobiet, kontra relikwie świętej

church-1158394_1920Postanowiłam w końcu napisać tekst o świętej, której relikwie trafiły do prezydenta Polaków lepszego sortu, „mające wypraszać łaski dla polskich rodzin” – jak to ujęła szefowa kancelarii Dudka.

Pomyślałam sobie, że może to być hit, tak jak mój tekst o świętej Faustynie pt. „Święty gnat siostry Faustyny”.

Kiedy poczytałam sobie o tej świętej, zrobiło mi się naprawdę smutno. Joanna Beretta Molla jest tragiczną ofiarą wiary katolickiej, co powinno raczej wzbudzać grozę i być przestrogą dla innych, którzy życie religijne przedkładają nad życie doczesne.  Tymczasem kult Joanny pięknie się w Polsce rozwija, choć tak naprawdę jest zagrożeniem dla kobiet.

Z Faustyną łączy ją niewiele. Obie żyły w XX w., pochodziły z wielodzietnych, bardzo wierzących rodzin, obie były gorliwymi katoliczkami, obu od tej wiary padło na głowę, za co w nagrodę przedwcześnie i w wielkich cierpieniach zmarły. Taka jest nagroda za obsesyjną wiarę w gusła.

Faustyna skończyła kilka klas, Joanna została lekarzem. Faustyna majaczyła o ślubie z cieślą Jezusem, Joanna wyszła za inżyniera. Za to obie chwaliły sobie swoje związki, jako bardzo udane. Związek z Jezusem nie mógł wydać żadnych owoców. Syn Jezusa i Jezus jako ojciec a może i później dziadek? Żaden katolik by tego nie przełknął, jakby Jezus nie posiadał dwóch jąder produkujących plemniki. Ale pogodna, uśmiechnięta (choć i popadająca w melancholię bliską depresji) Joanna, miała mężczyznę prawdziwego, którego prawdopodobnie bardzo kochała, bowiem małżonek nie omieszkał upublicznić jej prywatnych, adresowanych do niego listów. A skoro małżonek był prawdziwy, seks był prawdziwy (wiadomo, że bez zabezpieczeń), to i pojawiły się ciąże. Joanna choć bardzo źle je znosiła, pragnęła mieć wiele dzieci (stać ją było na nie), ku chwale Pana.

Wiesz, ludziom łatwo się mówi: mają pieniądze i warunki, to dobrze, że mają dużo dzieci – ale nie rozumieją, że za każdym razem ja ryzykuję życiem – żaliła się siostrze.

Joanna dość późno wyszła za mąż, bo dopiero w wieku 33 lat. Rok później urodziła syna, w następnym roku córkę, dwa lata później kolejną. Szybko zorientowała się, czym są prawdziwe uroki macierzyństwa niczym Chylińska, obecnie matka trójki dzieci, która miała odwagę w jednym z felietonów wyznać, jak trudno jest być matką, za co zresztą ostro była krytykowana. Jej felieton jest na tyle dobry, że pozwolę go sobie zacytować niemal w całości:

Ja jestem w szoku, jestem kontuzjowana i niech mi panowie Metz z Beliną wybaczą, ale ja z pyskiem wypłowiałym, mózgiem otępionym jedną godziną snu na dobę, z cyckami zaropiałymi jak po jakiejś supersesji sado maso, z wielką pieluchą między nogami, ja obecnie nie mogę inaczej i o czym innym. Muszę to napisać, muszę to z siebie wypluć, muszę to opisać, bo jakoś wcześniej z takim opisem się nie spotkałam i może gdybym wiedziała…Macierzyństwo to ściema! Wiem to na pewno! Poradniki, gazetki, reklamy pieluch nawet: wszyscy kłamią! To pułapka, w którą dałam się złapać i teraz zdezorientowana i zaszczuta chowam się po kątach, by mnie nie zauważył ssak, którego powiłam parę tygodni temu, by mnie nie wypatrzył, nie wyczuł, że jestem w pobliżu. Nawet nie o mnie ssakowi chodzi, ale o dwa nabrzmiałe balony, które przy delikatnym nawet ruchu sikają strugami mleka. Zostałam oszukana, uległam propagandzie, poleciałam na tysiaka i teraz mam!

A tak ładnie wszystko szło. Kupowanie koszulki rozmiar 54 z napisem „Motorhead”, wzdychanie i rozmyślanie nad tym, jak ukierunkuję ideowo syna mojego pierworodnego. Roztkliwianie się nad parą skarpetek, wzdychanie na widok uśmiechniętych bobasów widzianych przelotnie w centrach handlowych, zaczytywanie się poradnikami i wiara w to, że się jest uwarunkowaną genetycznie do bycia matką Polką, że się będzie stosować metody najbardziej delikatne, nieinwazyjne, naturalne przy pielęgnacji i wychowywaniu cudownego potomka.A tymczasem??? Dlaczego nikt mi nie powiedział o tym, że poród będzie potwornym cierpieniem, i że się będę wstydziła przeć, myśląc cały czas o tym, by nie narobić dziecku na głowę? Dlaczego darłam się w niebogłosy, tworząc najbardziej spontaniczny tekst nowej piosenki pod tytułem „ja już k**wa nie mam siły”, naczytawszy się wcześniej o fantastycznych znieczuleniach, technikach relaksacyjnych i innych takich? Dlaczego mamiono mnie opisami fantastycznych przeżyć, wręcz erotycznych, podczas karmienia piersią, gdy tymczasem okazało się , że bezzębny dziamdziak może zmasakrować suty w try miga i domagać się co godzinę dalszej masakry, więcej krwi…

I dlaczego dopiero pod koniec jednego z poradników małymi literami było napisane, że jeśli ma się chęć sprzedać swoje dziecko na allegro to powinno się zwrócić do osoby duchownej z prośbą o poradę lub od razu zamknąć się w psychiatryku… Ciekawe… I na czym miało polegać „wzmocnienie i rozkwit związku, gdy pojawia się dziecko”, jeśli jedyne co mam do powiedzenia mojemu chłopakowi od miesiąca to: przynieś-wynieś-pozamiataj, nie rób tego tak, możesz mi pomóc?, a może ty go przewiniesz?, nie wk**wiaj mnie, to twoje dziecko, a to se go bierz, nie rozdwoję się, możesz tu łaskawie przyjść?

Nigdzie nie przeczytałam o tym, że dziecko drze gębę. Znalazłam wzmianki o tym, że kwili, płacze, marudzi, gaworzy, ale nie ma nic o tym, że ma syndrom „Blaszanego bębenka”, znaczy się, że szyby pękają, gdy zaczyna ryczeć od 16.00 do 23.30, by usnąć z uśmiechem i pozwolić mi zrobić siku, umyć się, zjeść coś szybko. Koleżanki mi mówiły: Och, wiesz przy dziecku szybko się chudnie. Teraz wiem dlaczego. Bo nie ma się czasu zjeść. Teraz też się drze, a ja muszę oddać ten felieton i musi być dobry, z puentą, na poziomie, a mam oczy na zapałki i piszę tę jedną kartkę jakieś sześć godzin, gdyż odskakiwać muszę co chwila, bo kupa, bo płacz, bo mleko, bo coś tam i do tego jeszcze burdel w mieszkaniu i kot zazdrosny porzygał się właśnie ostentacyjnie na środku pokoju. Rokendrol, nie ma co…

Któraś z Was to zna? Ja przyznaję się bez bicia. Za to Joanna opisywała macierzyństwo w nieco delikatniejszy sposób.

Nie wyobrażałam sobie, iż trzeba tak wiele cierpieć, zostając mamą! Czegóż by nie uczynił wówczas człowiek, aby tylko nie wiedzieć cierpienia dziecka! Miłość i ofiara są tak ściśle związane ze sobą jak słońce i światło. Nie można kochać bez cierpienia i cierpieć bez miłości. Spójrzcie na matki, które naprawdę kochają swoje dzieci. Jakże wiele ponoszą ofiar! Są gotowe do wszystkiego, również do ofiarowania własnej krwi.

„Nie można kochać bez cierpienia i cierpieć bez miłości” – twierdzi omotana religią Joanna, a Agnieszka czuje się oszukana przez wszystkich, którzy zachwalają macierzyństwo a milczą o jego negatywnych konsekwencjach. Dlatego to Joanna a nie Agnieszka jest świętą. Chociaż jeszcze jedno, znacznie tragiczniejsze niż poród i okres popołogowy wydarzenie zdecydowało o tym.

Jej Pan dokonał na niej podobno dwóch aborcji. Joanna dwukrotnie poroniła. W końcu zaszła w czwartą ciążę. Wówczas okazało się, że ma włókniaka macicy.

Moje najdroższe skarby, tatuś zawiezie wam moc najczulszych całusów. Bardzo chciałabym i ja móc przybyć, ale muszę pozostać w łóżku, ponieważ mnie troszeczkę boli. Bądźcie dzielne, posłuszne… Noszę was w sercu i myślę o was w każdej chwili. Zmówcie za mnie Zdrowaś Maryjo. Dzięki temu Madonna szybko mnie uzdrowi i będę mogła powrócić do Courmayeur, ażeby was ponownie przytulić i być z wami na zawsze. – Joanna, kochająca matka, naiwnie wierząca kobieta do swoich dzieci.

Piotrze, ja już tam byłam i czy Ty wiesz, co widziałam? Pewnego dnia opowiem Ci o tym. Ale ponieważ byliśmy zbyt szczęśliwie, żyliśmy zbyt dobrze z naszymi cudownymi dziećmi, pełni zdrowia i łaski, ze wszystkimi błogosławieństwami Nieba, zostałam odesłana tu ponownie, na ten padół, aby jeszcze trochę pocierpieć, albowiem nie jest słusznym stanąć przed Panem Jezusem bez wielu cierpień – Joanna, kochająca żona, opętana religijnym, obrzydliwym kłamstwem, że cierpienie jest szlachetne i uświęcające, jest czymś, czego miłosierny bóg od ludzi wymaga.

Włókniaka wykryto u niej w drugim miesiącu czwartej ciąży. Kobieta stanęła przed wyborem. Usunięcie ciąży i podjęcie leczenia, albo śmierć równoznaczną z osieroceniem trójki dzieci i opuszczeniem ukochanego męża. Już się pewnie domyślacie, że Joanna przedłożyła życie zarodka nad życie swoje i los swoich najbliższych. Dlatego właśnie jest świętą i dlatego jej relikwie właśnie teraz trafiły do Dudka. Teraz, kiedy środowiska pro-life szykują nam morderczą ustawę o zakazie aborcji.

Moje dzieci, procesu beatyfikacyjnego nie wszczęto na moją prośbę. Miałem możliwość zawetować, kiedy mnie o to poproszono. Nie uczyniłem tego, ponieważ zostałem zapewniony – co i wy możecie dostrzec – że świadectwo mamusi sprawi dużo dobra bardzo wielu osobom. Mamusia zawsze starała się czynić dobrze wszystkim, których napotkała. Dlatego nie było słuszne odpowiedzieć „nie”. Jest to ofiara, którą musimy podjąć razem. Nasza ofiara jest przecież nieznaczna w porównaniu z tą podjętą przez mamusię – mąż Joanny do swoich dzieci.

Choć nie wiadomo, dlaczego ta informacja została upubliczniona i dlaczego ojciec pisał do swoich dzieci, zamiast z nimi porozmawiać. Czyżby miał w tym jakiś interes? Jedno jest pewne. Joanna urodziła czwarte dziecko, córeczkę, która otrzymała imię matki i która obciążona tak wielkim ciężarem poświęca swoje życie rozwożąc po świecie relikwie matki.

O Jezu, obiecuję Ci przyjąć wszystko, co na mnie dopuścisz, spraw tylko, abym poznała Twoją wolę. Mój Najsłodszy Jezu, (…) przychodzę do Ciebie, aby Cię prosić, ze względu na miłość i zasługi Twojego Najświętszego Serca, o łaskę zrozumienia i spełnienia zawsze Twej świętej woli, o łaskę zawierzenia Tobie i o łaskę pewnego odpoczynku dzisiaj i w wieczności w Twoich kochających, Boskich ramionach.

Może gdyby Joanna nie przyjmowała z taką pokorą tego, co według niej zgotował jej Jezus, umarłaby ze starości w otoczeniu swoich dzieci, wnuczą i prawnucząt zaraz po, lub tuż przed śmiercią swojego ukochanego męża. Religia tak zatruła jej umysł, że oddała życie nie dla dziecka tak naprawdę, tylko dla wiary w postać, której nigdy nie widziała, nie słyszała, która nie pomogła jej podczas kolejnych ciąż i pozwoliła jej zachorować i umrzeć w strasznych cierpieniach (zapalenie otrzewnej) w wieku niespełna 40 lat.

Rozumiecie teraz, dlaczego taki tytuł nadałam temu tekstowi?

sausages-in-a-dressing-gown-1405207_1280

Jak przygotować katolika w sosie własnym?

sausages-in-a-dressing-gown-1405207_1280Moja koleżanka po fachu napisała ostatnio tekst „Eksperyment na polskim sumieniu – trwa!” Wpadła na pomysł, aby swoje dywagacje na temat sumienia zakończyć przepisem na Polaka Katolika, po czym zwróciła się z tym zadaniem do mnie. Podobno satyra wychodzi mi najlepiej – to pierwszy powód. Drugi jest taki, że udręczona pisowskim reżimem, zaliczam ostatnio uwiąd umysłowy, i czuję się jak po lobotomii. Cóż jest obecnie ważniejsze w naszym kraju od polityki? A o niej nie jestem w stanie pisać bez niecenzuralnych słów. Rzucać mięsem potrafię, jednak ostatnio doszłam do wniosku, że jeszcze takich wulgaryzmów nie wymyślono, aby oddać to, jak ja odbieram naszą pisowską rzeczywistość. Co mi da rzucanie kurwami, skoro kurwa, jako komentarz do słów prominentnych działaczy pisowskich brzmi, jak pieszczota lub pochwała?

Po każdym wysłuchaniu kogokolwiek z tej psychodelicznej partii staję przed lustrem, powtarzam na głos swoje imię, nazwisko, pesel, NIP, opisuję swój wygląd, pogodę, widok za oknem i pytam dzieci, czy wszystko się zgadza. Wiem, że jak nie potwierdzą moich słów, będę zmuszona ochrzcić się, przyjąć komunię, przyznać, że bóg katolicki istnieje, zapisać dzieci na religię, pozbyć się moich dwóch grzesznych wibratorów, a przede wszystkim pójść wyspowiadać się. Z plecakiem. Nigdy nie byłam, więc wrócę dopiero za tydzień.

Walcząc dzień w dzień o utrzymanie siebie w prawdzie, kiedy z tv, ściślej mówiąc z ust idiotów, wylewa się tyle kłamstw, zamilkłam na swoim blogu. W sukurs przybyła Ela Kunachowicz z pomysłem na gotowanie. Przypomniała mi, że jest coś w Polce ważniejszego od polityki. To…

No kto zgadnie? Nie! Nie bóg, bo kogo on dziś obchodzi? To polski katolicyzm. Dopiero po nim jest polityka a po niej zero, które w pisowskim kraju nie oznacza „nic”, tylko zbiór trzeszczący w szwach, wypełniony bagnem społecznym, bandą pederastów, rowerzystów w szprychę gonionych, wegetarian z porem w nosie, burżujów w futrach z norek, świń oderwanych od koryta, ateistycznych pomiotów Pol Pota, czyli ludzi gorszego sortu, którzy bezczelnie i bezprawnie nazywają siebie Polakami. Skoro o polityce nie mam siły pisać, o sobie nie chcę, został mi przepis na Polaka Katolika w sosie własnym, według pomysłu Elżbiety Kunachowicz.

Jak wiecie, katolicy lubili sobie swego czasu robić siekaną potrawkę z innowierców wszelkiej maści, lub zwykłe pieczenie. Przygotowanie takiej strawy trwało chwilę. Zero fantazji. Ot wystarczyło zaatakować podstępnie i zaszlachtować albo ustawić stos, przywiązać do niego człowieka i podpalić. Za to, kiedy chce się przygotować dobrego Polaka Katolika, trzeba się nieźle natrudzić – bardziej niż wymyślając absurdalne oskarżenia o czary, czy spółkowanie z szatanem i dłużej niż trwała niejedna krucjata. Naprawdę warto, aby móc później podziwiać swoje dzieło, żywy dowód cudu. Bo jak inaczej nazwać homo sapiens bez sapiens? Nie dość, że człowiek bez rozumu, to jeszcze wyrzekający się swojego człowieczeństwa, normalnie dziw nad dziwy!

Dobrego Polaka Katolika mogą przyrządzić tylko dobrzy Polacy Katolicy. Nam mogłoby się też udać, ale musielibyśmy wyrzec się sami siebie. A wyrzeczenie się samego siebie polegałoby mniej więcej na tym, jakbym ja do swojego lustra mówiła: „jestem cycastą blond murzynką, mój pesel zaczyna się na 95, na dworze jest siarczysty mróz, przez okno widzę przesyłającego mi buziaki Brada Pita, do tego Bóg (tym razem przez duże B), jest dobry i kocha ludzi.” No kurde nie da się, prawda? Oczywiście, że się da! Oni to robią na co dzień. Ale od początku.

Składniki na Polaka Katolika w sosie własnym wytłuszczone w tekście:

Nie wiem, co chciała przyrządzić Ela, ale w swoim szkicu wśród składników wymieniła mózg. No bez przesady! Potem dwie ręce i nogi. Ale po co? Narządy płciowe, a i owszem. Koniecznie jedne męskie a drugie żeńskie. O in vitro nie ma mowy! Żeby nie było, że rzesza potencjalnych katoliczątek została uwięziona na wieki w zamrażarkach, i tam płacze z rozpaczy. Według katolickich prawideł, najpierw powinien się odbyć ślub tych narządów płciowych, z tym że powinny być one nieskalane. Najczęściej jednak odbywa się to tak, że kiedy stają one przed ołtarzem, nie pamięta już swojego pierwszego razu, tak dawno temu to było. Ale kto by się tam tym przejmował? Potem powinno dojść do poczęcia, o co nie jest trudno, bo wszelkiej maści antykoncepcja jest zakazana przez kapłanów. Choć bywa i tak, że w sukni ślubnej panna już ukrywa kiełkujące katoliczątko. No dobra, jakoś tam się zabezpieczała (ksiądz nie musi wiedzieć), ale czy gumka pękła, czy nieregularnie tabletki brała, coś po prostu poszło nie tak. I co z tego?

Potem poród, koniecznie drogami natury, żeby się wypełniły słowa miłosiernego kosmity sprzed kilku tysięcy lat, że kobieta w bólach będzie rodzić. Ja kurde rodziłam. I gdyby istniał Bóg i złota rybka, najpierw bym ją dopadła. I gdybym miała do wykorzystania tylko jedno życzenie, nie zmieniłabym go na inne. A brzmiałoby ono: niech bóg urodzi dziecko. Siedziałabym z nim na porodówce cały dzień i rozkoszowałabym się jego cierpieniem. Tak wiem, takie to nieludzkie! Ale boskie jak najbardziej.

Zauważyliście, jak wiele kobiet po cesarskim cięciu przeżywa to, że urodziły „nienaturalnie”? Jak myślicie, skąd biorą się wyrzuty sumienia spowodowane poddaniem ich zabiegowi, który ratował życie ich lub dziecka? Oj tak! Tak właśnie działa mózg ograniczony katolicyzmem.

I teraz najważniejsze. Zanim się małe, łyse i rozdarte dziecię zorientuje i zdoła uciekać, trzeba je oddać pod opiekę Pana. Chrzcimy i hop siup! Już jest katolik. Nikt ani nic tego nie zmieni. Mogłabym kończyć, gdyby nie to, że to ma być Dobry Polak Katolik, którego normalni ludzie nazywają fanatykiem.

Zaczyna się harówka. Bo dziecko rodzi się z mózgiem. Trzeba zrobić tak, żeby mózg pozostał, ale większość jego funkcji ustała. Kiedy rodzice są zapracowani, nieodzowna staje się babcia. Jeszcze wnusio dobrze „mama” nie mówi, a już uczy się klepania zdrowasiek, jeszcze śliniak pod brodą nosi, a już uczy się wykonywania znaku krzyża na piersi. „Nie rób tak Marysiu, bo cię Pan Bóg skarze”, „Oj nie ładnie Jasiu, Bozia będzie się gniewać” Jasiu z Małgosią rozglądają się dookoła i zastanawiają się, czy babci coś na głowę padło? Oprócz nich i babci nikogo nie ma w pokoju.

No co poradzić? Taka jest natura. Choć młoda, to dociekliwa, analizująca, myśląca. A jak tatuś dał mamie z liścia, to Bóg widział? A jak mamusia tak się na imprezie spiła, że pół nocy rzygała, to jej Bozia w dupę wleje? „Szanuj ojca swego i matkę swoją jak Pan Bóg przykazał!”. Cholera szkoda, że o dzieciach zapomniał coś dorzucić. Zorientowali się ostatnio katolicy i sobie wymyślili, że właśnie powiedział. No jak nie powiedział? A „Nie zabijaj!”? I tak powstał pomysł o ochronie życia poczętego.

Jaś i Małgosia orientują się, że mają różne rzeczy między nogami. Alarm! Panika w całej rodzinie! „A fe! Nieładnie! Niegrzeczne dzieci! A Pan Bóg patrzy!” Może i fajny ogonek miał Jaś a Małgosia fajną bułeczkę, ale skoro to takie straszne, to może Jaś zajmie się swoim ogonkiem a Małgosia swoją bułeczką? Mają rączki, które mogą dotykać, mają główki, nóżki, to czemu nie tam? „Jezus Maria i wszyscy święci! Co ty robisz Jasiu! Gdzie grzebiesz Małgosiu! Co za wstyd, co za grzech! A Pan Bóg patrzy!” I jak tu kupę zrobić, czy bąka puścić? Poprosić, aby się odwrócił? Żeby nos zatkał? Co za wstyd. Ciekawość taka silna. Ale ona jest zła. Siusiak do tej pory taki, jak inne części ciała, staje się czymś zakazanym. Foczka taka czuła na dotyk, jest obrzydliwa i grzeszna. Ale tak się chcą dotykać. Coś z nimi nie tak. Są źli, grzeszni. Bóg wie, Bóg patrzy. A pod kołdrą widzi?

Małgosia lubi samochody i piłkę. Jaś woli lale i pluszaki. Wszystko nie tak! Oboje płaczą w każde urodziny i na święta. Dostają nie to, czego pragną. Złe dzieci.

Czas na przedszkole. Babcia z tatą i mamą nie do końca są autorytetami. Mówią „nie kłam, bo to grzech” a sami łżą jak najęci. Mówią, że Bóg wszystko widzi i słyszy, a sami robią i mówią, co chcą. A jak dziecko o tego boga pyta, to wyganiają, jakby nie wiedzieli, co odpowiedzieć. Na szczęście w przedszkolu jest katechetka. Mówi o Jezusie, śpiewa o Jezusie, każe rysować Jezusa, kolorować Jezusa, kochać Jezusa. I w końcu Jaś z Małgosią dowiadują się prawdy, że tego boga, którego nie widzą, naprawdę trzeba się bać, bo on własnego syna pozwolił ukrzyżować, żeby odkupił ich grzechy. A oni tak strasznie przecież grzeszyli. To straszne! Dowiadują się, że od boga dostali ziemię stworzoną w 6 dni i swoje życie, że to bóg dał im domek, w którym mieszkają, zabawki, którymi się bawią, a oni byli tacy niewdzięczni!

I przyszedł czas na szkołę. A tam już poważne lekcje religii. Jaś spytał swojego najlepszego przyjaciela Krzysia, dlaczego ten nie chodzi na religię? „Nie wierzę w Boga”. Jakie to straszne! Jak to możliwe? Jaś pyta katechetki i dowiaduje się, że jego przyjaciel jest złym człowiekiem. Krzyś jest zły? To najfajniejszy chłopak w klasie! Odrzucił miłość boga i ofiarę Jezusa. Serce pęka Jasiowi. „Będziesz się smażył w piekle!” – rzuca do przyjaciela po lekcji religii.

Małgosia patrzy z zazdrością na siostrę Krzysia Tosię, która gra z chłopakami w piłkę. Nosi czapkę bejsbolową i zawsze spodnie. Wygląda na szczęśliwą. To okropne!

Tyle modlitw do zapamiętania. Małgosia nie nauczyła się i dostała 1. Może by nie płakała, gdyby nie to, że według katechetki zawiodła boga, tego boga, który dał jej życie, i dom, i zabawki…

A potem przygotowania do Komunii i pierwszej spowiedzi. Dlaczego Jaś i Małgosia muszą powiedzieć księdzu w kościele o swoich grzechach, skoro codziennie modlili się, a i bóg przecież o wszystkim wie? Bo tak! A można coś pominąć? To dopiero będzie grzech! Ale jak powiedzieć, że nie zawsze słuchali mamy? Że czasem powiedzieli coś brzydkiego, że czasem kłamali, że czasem bawili się swoimi grzesznymi częściami ciała, że uderzyli kolegę i wyzwali koleżankę? Dlaczego są tacy źli, chociaż się tak starają? A Krzyś i Tosia nie muszą chodzić do spowiedzi. Oni nie wiedzą co to grzech. Wystarczy, że przeproszą tych, których skrzywdzili i mają odpuszczone. No tak! To przecież źli ludzie.  Jaś i Małgosia też są źli, ale im po spowiedzi bóg wybaczy. Krzysiowi i Tosi nie wybaczy nigdy.

Krzyś pytał Jasia, o czym mówi ksiądz na mszy? Jaś bywa tam co niedziela. Wie, że o bogu, o Jezusie, o Maryi, ale nie wie co dokładnie. To straszne, ale Jaś nudzi się na mszy. Jest zły. Będzie musiał się wyspowiadać.

W gimnazjum Jaś i Małgosia przechodzą kolejny etap indoktrynacji. In vitro to zło, środki antykoncepcyjne to zło, chociaż Małgosia widziała tabletki w szufladzie mamy. Krzyż jest symbolem państwa polskiego, trzeba go bronić zawsze i wszędzie. Prawdziwy Polak to Polak katolik. Krzyś i Tosia nie są prawdziwymi Polakami. Jaka szkoda! Małgosia kocha Krzysia, dobrze, że nikt o tym nie wie. Małgosia się wyspowiada z tej miłości po raz kolejny i znowu będzie prosić boga, żeby ją od tej miłości wybawił. Homoseksualizm to zło, choroba, którą trzeba leczyć. Jaś nie może spać całą noc. Od dawna podoba mu się Grześ. To nienormalne. Musi powiedzieć swojemu spowiednikowi.

Jaś przestał kolegować się z Kubą. Kuba był ministrantem, ale już nie jest. Twierdzi, że ksiądz proboszcz dotykał go tam. To straszne! To straszne, jak Kuba mógł tak ulec nagonce na święty Kościół Katolicki. Zdrajca!

I przyszedł czas na szkołę średnią. Małgosia zrozumiała, że nie przestanie kochać Krzysia. Zrozumiała, że ma misję. Misję nawrócenia ukochanego.

To, co mówił jej Krzyś, było straszne. O religii, o kościele, o świętych, o bogu… Krzyś czytał Biblię. Co z tego? Co z tego, że on czytał a ona nie? Takich rzeczy nie wolno mówić, to straszny grzech. Małgosi pękło serce. Krzyś jest stracony. Spytała rodziców z ciekawości, czy oni czytali Biblię. Byli zdziwieni. Niby po co?

Jaś znalazł lekarstwo na Grzesia. Poszedł do seminarium. Tam się wyleczy, zbliży się do boga. Tylu młodych, fajnych, pięknych kolegów. Wieczorem przyszły ksiądz zaproponował mu seks.

***

Dziś Krzyś mieszka i pracuje za granicą. Ma żonę i dwoje dzieci. Wróci do kraju, jak Polska znormalnieje.

Tosia została w Polsce. Ma partnera i dziecko. Jest feministką. Namawia brata do powrotu do kraju. Żeby Polska znormalniała, potrzebni są tacy ludzie, jak on.

Małgosia ma czworo dzieci. Uczy ich bycia prawdziwymi Polakami. Jeden z jej synów jest ministrantem u tego proboszcza, którego Kuba oskarżył kiedyś o molestowanie. Bóg ją doświadczył za grzechy. Jedno z jej dzieci jest niepełnosprawne. Nigdy się nie usamodzielni. Małgosia wiedziała, że urodzi chore dziecko. Nie zdecydowała się na aborcję. To byłaby zbrodnia! Jednak nie chce więcej dzieci, więc stosuje antykoncepcję. Nie mówi o tym swojemu spowiednikowi. Do tej pory nie zajrzała do Biblii. Wciąż wspomina Krzysia. Dużo się modli.

Jaś na mszach głosi słowa Pisma Świętego, niedawno kiboli nazwał bohaterami XXI w., sypia z mężczyznami. Nie mówi Małgosi o tym, co robi, jak żyje, co wie. Uważa, że tak jest dla niej lepiej.

Wybacz Elu, że nie do końca zabawnie.

 

hands-1005412_1280

Widzenie, czy pieprzenie?

Niedawno miałam straszne widzenie dusz cierpiących w czyśćcu, które traciły swoje dzieci… widziałam je jak stały, a było ich bardzo wiele a wkoło nich małe kościotrupki i czaszki… ciągle miały je dookoła przed oczyma i nie mogły ich z oczu stracić, bo gdziekolwiek się obróciły, te czaszki o strasznym wyglądzie ciągle do nich przystępowały jako straszne widma… Matki te miały na rękach jakieś szmaty i zasłaniały sobie oczy i całą głowę. Z chwilą jak zakrywały głowę i oczy, aby ich nie widzieć, chusty te nasiąkały krwią i zalewały je tak, jakby na nie spadała fala krwawego deszczu… Matki te strasznie jęczały… jęk był taki, jakoby to była rzeź czy coś podobnego okropnego co nie da się opisać… Niektóre widziałam że ścinano im głowy a te głowy z powrotem im odrastały, aby na nowo się męczyć… w rękach ich było pełno krwi… krew przelewała się z ich rąk. Dane mi było do zrozumienia, że jest to cierpienie za morderstwa, za mordowanie własnych dzieci, które jeszcze nie przyszły na świat.

STOP! Nie dzwońcie po lekarzy, nie szukajcie dla mnie miejsca w szpitalu psychiatrycznym! To nie moje widzenie, tylko siostry Zofii Wyskiel, które straszy na pewnym znanym katolibskim portalu. Wiem, biedna kobieta, ale jej też już nie da się pomóc. Zmarła sobie kobiecina jakiś czas temu samotnie i w biedzie.

Kim była ta, która dostąpiła zaszczytu uchylenia drzwi czyśćca i przyjrzenia się, jakie tam miłosierny bóg przygotował dla swych owieczek atrakcje? Zacznijmy od początku.

Zośka urodziła się w bardzo pobożnej rodzinie. W takich rodzinach dochodzi albo do opętań, albo do delikatniejszego bzika. Zośka miała szczęście. Zamiast szatana penetrującego jej ciało, wpadał do niej z wizytą, kiedy jeszcze była dzieckiem, jej osobisty bodyguard, Anioł Stróż. Dzieci miewają różne fantazje, niestety z wiekiem, zamiast się jej polepszać, tylko się pogarszało. Kiedy miała 19 lat, wstąpiła do klasztoru. W końcu sam Jezus zaczął do niej przemawiać. „Zbuduj mi ambonę!” – rzekł ponoć pewnego razu, jakby mało ambon było w naszym kraju. Aby spełnić zachciankę Pana, siostra Medarda, bo takie imię przyjęła, wybrała się do Poznania, gdzie dokonała cudu. Najpierw upatrzyła sobie teren pod klasztor, po czym pognała do ratusza, pięknie poprosić o parcelę. Jakież było jej zdziwienie, kiedy usłyszała, że najpierw jakiś tam zarząd musi się zebrać, jakieś tam decyzje podjąć, jakąś tam kwotę ustalić, a nie tak hop siup. A i taniej na pewno, jak 10 tys. to kosztować nie będzie.

„Ależ Panie! Ja tu przyszłam ze świętym Antonim i ja to chcę mieć za darmo!”

Palnęła Medarda. Urzędnicy pewnie rozejrzeli się najpierw za Antonim, którego ani widu, ani słychu. Nie wiadomo, czy to duch święty ich otumanił, czy też odwieczny lęk przed kościelnymi ogłupił? Wyrazili zgodę na sprzedaż gruntu za 1 tys. zł. No za darmo po prostu nie mogli. Medarda przeliczyła drobne z kieszeni, których rzekomo miała 5 zł, po czym zakręciła się na pięcie, i pognała listy do banków pisać. Nie wiem, ilu świętych wsadziła do kopert, grunt że jeden bank, jak i drugi po 500 zł w darze siostrzyczce przekazały. A jak już była ziemia, to i klasztor z wyżebranych pieniędzy został zbudowany.

Powtórzmy jeszcze raz zaklęcie. Może ktoś z Was o kredyt się chce starać albo marzy mu się nowy samochód? „Ależ Panie! Ja tu przyszłam ze świętym Antonim i ja to chcę mieć za darmo!” Ryzyko użycia go, nie jest wielkie. Narażamy pracowników banku na pęknięcie ze śmiechu lub siebie na tygodniowe wakacje w psychiatryku. Jest jednak szansa, że zadziała. Raz podobno się udało.

W ogóle to siostrę nazywano żebraczką. I nie tylko pieniądze od ludzi wyciągała, ale i modlitwy. Sama ponoć modliła się bez przerwy i modlitwami tymi ponoć ogarniała cały świat! Jak nic, wymodliła zakończenie drugiej wojny światowej i pewnie wiele innych ważnych rzeczy, bez których dawno byłoby po nas.

W końcu siostra odeszła z klasztoru, bo Pan kazał jej żyć wśród świeckich. Wynajęła skromny pokój i przeżyła w nim, bez żadnych dochodów 28 lat. To cud kolejny. Bo chyba możemy przymknąć oko na tych, którzy ją odwiedzali, żywili i po prostu utrzymywali? A że nieregularnie ją odwiedzali i czasem siostrzyczka cierpiała głód lub było jej zimno, bo nikt w piecu nie napalił? No cóż, każdy ma takiego Pana, na jakiego zasłużył.

Do tego przyplątały się do siostry jakieś choróbska. Przez kilka ostatnich lat swojego zacnego i pobożnego życia nie mogła już wychodzić z domu, do tego zaczęła tracić wzrok. Musicie przyznać, że bóg ma lekkiego fizia na punkcie cierpienia swoich bliskich. Siostrzyczce, świadomej tego bożego zboczenia, tylko jedno spędzało sen z powiek, że wciąż cierpi za mało. Wymyśliła więc sobie, że ofiaruje siebie za kapłanów. Od tamtej pory dostawała silnych krwotoków z nosa, które męczyły ją wiele lat. Ciekawe, czy dziwiło ją to, jak wiele musieli ci kapłani nagrzeszyć, skoro tyle krwi przez nich traciła? Jakby tego było mało, uczyniła siostrzyczka ofiarę za dusze czyśćcowe, tzw. „akt heroiczny”. Co za szlachetność! Co za poświęcenie! Wiecie, czym był ten akt heroiczny? Wszystkie przyszłe modlitwy i msze za jej duszę po śmierci, przekazała na rzecz dusz czyśćcowych. Po prostu płaczę ze wzruszenia!

Jakby tego było mało, poświęciła się za nienarodzone dzieci. W nagrodę poniżej pasa zrobił jej się guz wielkości głowy dziecka, który wciąż jej przeszkadzał. Ale i tego było jej mało. „Ofiaruję się też na kataklizmy, które i tak będą, ale bez mojej ofiary byłyby o wiele większe.” Nie wiem, co za to dostała w prezencie. Może wiatry za tornada, padaczkę za trzęsienia ziemi i nietrzymanie moczu za powodzie?

Inny cud dotyczący siostry miał miejsce jeszcze za czasów, kiedy była w klasztorze. Otóż poszła Medarda do przełożonej, prosząc o zgodę na wyjście po kwiaty, bo miała kaprys udekorować kaplicę. Usłyszała odmowę, więc zrozpaczona poszła się wypłakać, bo Jezusowi kwatery nie mogła ozdobić. Aż tu nagle ktoś podjechał pod klasztor i zostawił przy bramie kosz pięknych róż. Też macie ciary? Mi po chwili przeszły, bo tak sobie pomyślałam, czy to były takie czasy, gdzie nikt, nigdzie, na całej kuli ziemskiej nie potrzebował pomocy, i Jezus nie mając czym się zajmować, sam sobie kwiaty podesłał?

Siostra czyniła i inne cuda. Na przykład potrafiła wymodlić konkretnym osobom zdrowie. I cóż, że nie wszystkim? Umiała również przewidywać przyszłość. Raz miała wizję, w której pewien kapłan siedział przy biurku, na którym leżała czaszka. Oznaczało to, że nie pożyje długo. I sprawdziło się. Zmarł! I cóż, że po trzech latach?

Widziałam również te przez matki zamordowane dzieci. Nie są ochrzczone bo matki nie dopuściły aby przyszły na świat. Dusze tych dzieci są w światłości w jakiej być powinny. Te dzieci widziałam jakby w jakiejś oazie, gdzie nie doznawały cierpień ale jednak były smutne. Nie były radosne bo nie były w tej szczęśliwości dla której były stworzone, a którą osiągnęłyby, gdyby były ochrzczone. Jakkolwiek zawsze widzę Boga Miłosiernego, widok tych matek cierpiących przejął mnie wielką troską. Gdybym nie wiedziała że to jest czyściec, myślałabym, że są w czeluściach piekła.

Ciekawe, czy tylko białe dzieci tam siostra dojrzała, czy były też dzieci innych ras, np. te, które umarły, zanim wiara chrześcijańska rozprzestrzeniła się niczym dżuma po całym świecie, więc również nieochrzczone? A co z dziećmi rodziców innych wyznań? Też tam siedziały zasmucone, że im starzy nie taką jak trzeba religię wybrali?

Widziałam dusze lekarzy, którzy przyczynili się do tych zbrodni i sami byli zbrodniarzami. Widziałam takich, którzy te zabiegi czynili dla zysku. Widziałam, że ich pieniądze były takie jak judaszowskie, za zabicie Boga (…) Widziałam wielu lekarzy, którzy mieli noże w rękach i jakby chcieli zabić samych siebie. Przebijali siebie a jednak żyli. Wielka to była dla nich męka a tym bardziej, że był lęk przed śmiercią, przed tym, że sami muszą się zabić a jednak zabić się nie mogli.

Ulżyło mi. Dr Chazan który, zanim stał się obrońcą swojego katolickiego sumienia, wiele płodów wcześniej usunął, z czyśćca się na pewno nie wykręci.

W swoich widzeniach widziała siostra w czyśćcu również małżeństwa tylko po ślubie cywilnym,  za to ani jednego kapłana pedofila. Jest nadzieja, że ci od razu walą do piekła chyba, że Medarda wystarczająco za nich wszystkich krwi straciła, aby zapewnić im niebo. Ciekawe gdzie trafiają w takim razie ofiary pedofilów. Też do nieba? Wieczność z oprawcą? A to ci nagroda! Bardziej prawdopodobne jest to, że jednak do czyśćca. W końcu kuszenie księdza nie może pozostać bez kary.

Nie interesowałyby mnie jakieś dziwactwa schorowanej kobiety, którą rzekomo odwiedzali zmarli, Jezus, święci, a nawet sam diabeł, gdyby nie to, że mamy wiek XXI,  wielu ludzi, zamiast mieć ją za szaloną, traktuje niemal, jak świętą a jej widzenia za ważny i obowiązujący przekaz, sankcjonujący narzucanie wszystkim boskich praw.

Jak ktoś jest bardziej zainteresowany, wszystkie „dzieła” i wspomnienia o siostrze (nie zawsze pokrywające się ze sobą)  znajdują się TUTAJ. Zastanówcie się, może warto tam zajrzeć, bo Jezus podobno obiecał Medardzie, że każdy, kto przeczyta jej teksty, „dozna łask nadzwyczajnych” 🙂

seven-32141_1280

7 rodzajów katolików

seven-32141_1280Swego czasu portalowy kolega wrzucił na jedną z grup filmik, w którym to przystojny (tego niestety nie mogę mu odmówić), młody człowiek postanowił zakpić sobie z ateistów. Obejrzałam z wielką ciekawością. Mam tę wspaniałą cechę, że uwielbiam się z siebie śmiać. Dzięki temu codziennie mam ubaw po pachy. A tu… no nic nie drgnęło. Oglądam jeszcze raz, może choć obraził (skoro nie rozśmieszył) w jakiś wysublimowany sposób, którego ja nie chwytam. Kolejnych kilka minut życia zmarnowanych. Dobrze, że chociaż chłopak jest ładniutki, miło się na niego patrzyło, choć nie bez zdumienia, że tylko tyle zdołał z siebie katolik wykrzesać na temat ateistów. Zostawiam Wam kochani Czytacze ten filmik pod ocenę „TUTAJ”. Tymczasem, wywołana do tablicy, postanowiłam pokusić się o pogrupowanie katolików.

Nie wiem, czy wiecie, ale katolicy są wśród nas! O tak! Trudno w to uwierzyć, mamy w końcu XXI w.! Kilka lat od średniowiecza minęło. Mimo to jakoś się jeszcze uchowali. A skoro są, to przyjrzyjmy im się bliżej:

  1. Katolik – po prostu katolik.

Gdyby przyszło mu wypełnić jakiś kwestionariusz, z pewnością w miejscu „religia” wpisze „rzymskokatolicka”, bo tak mu wmówiła mama. Jednak przywiązuje do tego taką wagę jak do koloru swoich oczu, włosów czy pieprzyka na dupie. Swoją wiarę traktuje bowiem, jako coś tak powszedniego, jak prezerwatywy, które kupuje przed seksem, czy wizytę u ginekologa po receptę na środki antykoncepcyjne. Zdarza mu się nawet krytykować czarnych agentów Watykanu. Kiedy znajdzie się w towarzystwie ateistów, nie wychyla się ze swoją wiarą. A kiedy zaczną się rozmowy o światopoglądzie, chłonie każde słowo, przyznaje rację, a nawet sam błyśnie kilkoma przykładami, przemawiającymi za tym, że co najmniej blisko mu do ateistów. Nie zmienia to faktu, że ochrzci swoje dzieci, pośle do komunii i weźmie ślub kościelny. Przecież „wszyscy” tak robią.

2. Katolik genetycznie obciążony.

Tak samo, jak nie moją winą, tylko szczęściem, było urodzenie się w rodzinie ateistycznej, tak nie jego winą, tylko nieszczęściem jest to, że urodził się w rodzinie katolickiej. Wyraził to swoje nieszczęście podczas chrztu, drąc się wniebogłosy. Ksiądz mu chlusnął na czoło kranówą i po ptokach. Tadam! Nowy katolik. Produkcja taśmowa.

jesus-158211_1280

Potem przedszkole i początek indoktrynacji. Tyłka jeszcze sam nie podciera, ale już wie, że wszystko, co ma, pochodzi od tatusia w niebiesiech. Od ubranka po grzechotkę. Krzyczącą mamusię i lejącego tatusia. Zero luzu. Bo jak rodzice znikną nareszcie z pola widzenia, patrzy ON. I wszystko mu się nie podoba. A potem trzeba pójść do kościoła i obcemu chłopu w kiecce powiedzieć, że się bąka puściło tu, gdzie nie powinno, że się ręka niechcący zupełnie we własnych gaciach zaplątała, że się babę z nosa wytarło w obrus u babci, że się brzydko mówiło o Franku i nieładnie myślało o Zuzi. Niby coś tam w główce świta, że Tatuś to wie, bo ponoć wie wszystko i przecież to wiedział, bo wszędzie ma kamery, więc po co bez sensu jakiemuś dziadowi to klepać? No ale bez tego podobno ani rusz.

A potem szkoła. I nieobowiązkowa obowiązkowa religia. Pedał to zło (kurde no! A jego właśnie do chłopaków ciągnie), seks to zło (a ta Kaśka co z przodu siedzi, taka fajna), antykoncepcja to wymysł szatana (a na dzieciaka nie stać), in vitro to wymysł szatana (o cholera, on jest z in vitro), ateista to zły człowiek, który nie zasłużył na łaskę Pana (kurde no! Ale szczęściarz!). Potem trzeba wykuć na blachę ileś tam modlitw, w których nie wiadomo, o co chodzi, wskoczyć w ładną białą kieckę, tudzież garniturek, żeby pójść do komunii. A co to jest? No? No co to jest komunia??? PREZENTY!!! Durne ateisty gówno dostaną!

A potem szkoły kolejne. Kaśka była paszkwilem w porównaniu do Adelajdy. Niby seks przedmałżeński to grzech, ale kurna na tym świecie jest przecież tylu ludzi, może się papcio gdzie indziej zagapi i nie zauważy? A jak zauważy? E tam! Poleci pół grzechem. Co prawda przed małżeństwem, ale za to bez zabezpieczeń. Poza tym, od czego jest spowiedź? Kurde no! Spowiedź dobra rzecz, ale nie na ciążę. Trzeba brać ślub. Oczywiście na biegu i kościelny. Panna młoda, a jakże mogłoby być inaczej, oczywiście w welonie. A kto by pamiętał, że welon symbolizuje dziewictwo? Ksiądz wziął w łapę, czepiać się nie będzie.

A po pierwszym dziecku zaraz przyszło drugie. Trzeba się zabezpieczać. Człowiek nie bydło, na łące się nie wypasie. Co na to bóg? Może znowu się zagapi? Co na to ksiądz? Nie musi wiedzieć. Grunt, żeby robić tak, jak rodzice. Wierzyć w boga, chodzić do kościoła, a postępować po swojemu, jak normalny człowiek.

jesus-1015577_1920

3. Katolik przykładny.

Co niedziela w kościele. Od wózka po laskę. Z religii same szóstki. W kościele ministrant. Całkowite poświęcenie, jak sam pan bóg przykazał. Bo to taki fajny gość, co to własnego syna pozwolił sponiewierać, zeszmacić, do krzyża przybić, żeby odpuścić człowiekowi grzechy, które sam wymyślił. Każdemu. Nawet tym pieprzonym, niewdzięcznym ateistom. Cudowny bóg, straszny bóg, który może ukarać chorobą, śmiercią bliskiego, wzdęciem, pypciem, sraczką i zajadem. Wszystko, co tego katolika spotyka, to wola boska. Kalectwo? Bóg tak chciał. Cierpienie uświęca. Rak? Boży syn też cierpiał katusze. Uzdrowienie? Cud! No bo przecież nie starania lekarzy! Nie postęp nauki! I ta wieczna walka z naturą, z chuciami, z pożądaniem, z emocjami, oby tylko nie podpaść bogu, którego głównym zajęciem jest ciągła inwigilacja, karanie za życia i obietnice nagrody po śmierci. Aha! Obiecanki cacanki a głupiemu radość.

I nadchodzi ślub prawiczka z dziewicą (może za bardzo ponosi mnie tu wyobraźnia, ale przyjmijmy, że tak bywa). Potem seks, oczywiście ten przykładny, małżeński, służący prokreacji. Jaki? Taki trochę byle jaki. Jak pierwsza jazda na rowerze, łyżwach czy nartach. Trudno mówić o przyjemności. Z tym że człowiek szybciej uczy się jeździć na czymkolwiek, niż dobrego, zdrowego bzykania. Ale nie temu przecież służy seks.  Jedna ciąża, druga, trzecia, czwarta… no do jasnej ciasnej! Kiedyś przecież trzeba powiedzieć dość! Ale jak? Kalendarzyk małżeński zaczął być stosowany po drugim dziecku. Widać jak działa. Po trzecim została włączona antykoncepcyjna modlitwa. Znowu bóg się zagapił. Tymczasem najstarsze dziecko, też ministrant, mówi, że go ksiądz proboszcz obłapiał. Cholerny szczyl! Mały kłamczuch! Głupi szczeniak! Że ksiądz proboszcz??? Taki porządny człowiek? Nie obłapiał, tylko przytulał, po ojcowsku!

skeleton-33847_1280

4. Katolik inteligentny inaczej.

Wie o swojej wierze, z którą się obnosi, tyle, ile ja o kosmosie. Mimo swej niewiedzy chętnie broni swej wiary, nie przebierając w słowach. Ateista, jeśli ma sadystyczne zapędy, może go dobić na miliard sposobów. Na antysemickie wypowiedzi tego katolika wystarczy powiedzieć: „tak bardzo nienawidzisz Żydów a przed Żydem w kościele klękasz”, żeby go trzeba było zaraz po tej informacji reanimować. Bo on nie wie, że Jezus był Żydem. On twierdzi, że Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi na ziemi. Czasem co po niektóry kojarzy, że mieli oni dwóch synów, Kaina i Abla. Trochę rzadziej się zdarza, że któryś z nich wie, że to Kain zabił Abla, a nie na odwrót. Ale żaden z nich nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, z kim ożenił się Kain? To on się z kimś w ogóle ożenił? Czasem, któryś błyśnie okruchem inteligencji i powie, że opowieść o Adamie i Ewie to legenda. Gorzej, jak go zapytasz, czy w takim razie Biblia jest pismem świętym natchnionym przez boga, czy zbiorem legend? Może chętnie odpowiedziałby na to pytanie, gdyby choć raz do tej świętej książeczki zajrzał. Ale po co się wysilać? Wystarczy, że posłucha, co pierniczą nawiedzeni w radiu „Maryja” czy co powie, jakiś purpurat w tv. Aż dziw bierze, że ich guru nie biorą przykładu z imamów. Jestem przekonana, że niejeden taki wyznawca boga miłosiernego dałby się namówić na mordowanie tych, którzy wskazani byliby palcem, jako wrogowie. A mało znalazłoby się odpowiednich cytatów w Biblii do usankcjonowania rzezi? Zresztą watykański agent może cytaty wysysać sobie z palca pochylony na przykład nad książką kucharską. Przecież katolik inteligentny inaczej i tak nie sprawdzi, że „roztłuc tłuczkiem z obydwu stron” odnosi się nie do niewiernego, tylko do kotleta schabowego.

following-orders-156021_1280

5. Katolik misyjny.

Ma misję zbawienia ludzkości za wszelką cenę. Nawet bez zgody zainteresowanej i samego boga. Ten już nic nie musi robić. Katolik misyjny zrobi to za niego i to lepiej. On wie, co masz robić, jak masz myśleć (czyli najlepiej nie myśleć), co masz czuć i co robić w niedzielę. Często pcha się do polityki, aby prawo boskie uczynić prawem państwowym. I w tym wypadku należy cieszyć się z tego, że to katolik a nie islamista i że Biblii nie bierze dosłownie, choć uważa ją za pismo natchnione przez boga. Inaczej wciąż nosiłby kupę kamieni po kieszeniach, żeby zasypywać nimi tych, którzy zasłużyli na śmierć. Nie przeszkadza mu to, że bóg wielu rzeczy nie przewidział, o wielu rzeczach nie miał pojęcia, naprawdę nie mógł wstrzymać słońca i naprawdę mówiąc: „nie zabijaj!” nie miał na myśli zarodków, bo najzwyczajniej w świecie nie wiedział, co to jest, i nie przez przypadek wśród ptaków umieścił nietoperza. A skąd on miał wiedzieć, że nietoperz to ssak? Katolik misyjny wychodzi z założenia, że czarni agenci Watykanu posiedli jakąś tajemną moc porozumiewania się ze Stworzycielem. Ich głos jest Jego głosem.

Kolejna misja to wprowadzenie monarchii w naszym kraju.  Na tronie ma zasiąść Jezus. Czy mu się to podoba, czy nie. Nikt go o zdanie nie zamierza pytać. Nie wiem, siłą go posadzą, czy usiądzie po dobroci? W rękach tego katolika różaniec to broń śmiertelna, mogąca służyć albo do modlitw przeciw lewakom, ateistom i innym śmieciom, albo do duszenia, np. podczas obrony jednego z kilku miliardów krzyży, którymi upstrzono nasz kraj.

6. Katolik Don Kichot.

Nie da się go zagiąć w żaden sposób, ponieważ Biblię ma w jednym palcu czym ciągle się szczyci. Studiuje ją przez całe życie i całe życie zajmuje mu jej obrona. Poświęcił się, aby udowadniać wszem i wobec że to, co jest tam napisane, jest mądre, prawdziwe i słuszne. Na poparcie swoich tez dokonuje dowolnej interpretacji, np. na zarzut, że bóg w liczbie ofiar pokonał Hitlera, Stalina i innych im podobnych razem wziętych, odpowie, że nie ma co ofiar boskich żałować, bo to byli strrrrrraszni ludzie. Byli tak przerażający, że Lot, bratanek Abrahama, który broniąc tyłków swoich gości aniołów przed dzikim tłumem z Sodomy, postanowił oddać dwie swoje córki, żeby dzicz używała sobie na nich do woli, to wzór wszelkich cnót.

Oczywiście niestrudzenie katolik Don Kichot stara się udowodnić, że ateiści, interpretując Biblię dosłownie, są w błędzie. Jest to bowiem jedyna księga na świecie, którą trzeba czytać inaczej, choćby wspak, choćby do góry nogami, byleby nie z lewa do prawa. Tak bardzo pochłania go obrona każdego natchnionego przez boga słowa, ta niestrudzona walka z wiatrakami, że nie zauważa, iż Kościół Katolicki nie ma z tym słowem wiele wspólnego. No ludzie! Nawet każdy Świadek Jehowy to wie. Ten rodzaj katolika wzbudza chyba największe współczucie.

crusader-154623_1280

7. Katolik niewierzący.

Ten rodzaj katolików reprezentują przede wszystkim wysoko postawieni funkcjonariusze Kościoła, czasem zwykli księża. Celowo nazywam ich niewierzącymi, a nie ateistami, bowiem dla nich ateista to również największy wróg. Bo mówi prawdę a prawda podobno nas wyzwoli. Różnica między katolikiem niewierzącym a ateistą jest bowiem taka, że ateista mówi zgodnie z prawdą, że nie wierzy, a on nie wierzy, ale kłamie, że wierzy. Nie ma się specjalnie co rozpisywać. Po owocach ich poznacie. To złodzieje, malwersanci, manipulanci, oszuści, ukrywający zbrodniarzy i pedofilów w swoich szeregach, czyli wilki w owczych skórach. Przyświeca im jeden cel. Dobro i bogactwo instytucji, którą reprezentują. Przyświeca im również jedno motto: „Choćby po trupach, ale do celu”. A czasem trup ściele się gęsto. Nie boją się niczego i nikogo. Sutanna to ich magiczna, nietykalna zbroja. Krzyż to niezniszczalny miecz. Stanowisko, którego dochrapali się dzięki wiernej służbie Watykanowi, to ich tarcza. A Bóg przecież i tak ich nie rozliczy. No bo jaki Bóg?

jesus-1185833_1920

Ćwiczenia z ateizmu

flowing-abstract-art

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?

W jednym z podręczników pada pytanie: Kim jest Bóg? Spróbujmy odpowiedzieć, nie sugerując się katechezą.

flowing-abstract-artAbstrakcyjny bóg deistów

Mówiąc „Bóg”, często ma się na myśli nieznaną siłę, która spowodowała powstanie świata i także dziś podtrzymuje jego istnienie. Na forach można przeczytać, że musi istnieć „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę jego istnienia. Ten Bóg-Coś przypomina boga deistów.

Deistami nazwano filozofów i ludzi wykształconych, którzy w czasach Oświecenia twierdzili, że bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w ziemskie sprawy. Kwestionowali też inne podstawowe nauki kościołów chrześcijańskich: wiarę w cuda, sąd ostateczny, zbawienie, potępienie, w to, że Pismo Święte zawiera boże objawianie itd. W epoce Oświecenia wśród sławnych ludzi deistami byli Denis Diderot, Jan Jakub Rousseau, Voltaire, Maksymilian Robespierre, Napoleon Bonaparte, Benjamin Franklin, Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson. Do XX w. deiści, podobnie jak ateiści, ukrywali swoje poglądy. W państwach islamistycznych ma to miejsce do dziś.

Bóg deistów nie jest osobą. Jest niezwykłą siłą, nadzwyczajną rzeczywistością. Współcześnie utożsamia się go często z „mózgiem” sterującym światem za pomocą praw przyrody, z ładem rzekomo panującym w przyrodzie, z transcendencją (rzeczywistością całkowicie innego rodzaju niż rzeczywistość fizyczna czy przyroda), z absolutem rozumianym jako rzeczywistość wieczna, niezmienna, stanowiąca podstawę wszystkiego, co istnieje. Deizm często trudno odróżnić od panteizmu, od utożsamiania z bogiem całego wszechświata rządzącego się prawami przyrody.

Bóg według Kościoła katolickiego

Kościół uznaje Boga osobowego, który opiekuje się ludźmi i sądzi ich po śmierci. Naucza ponadto – a jest to sprawa kluczowa – że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, daną mu przez Boga. Dzięki temu będzie mógł istnieć wiecznie. Obietnica „wiecznego życia” jest wręcz głównym tematem kościelnego nauczania.

moses-1564373_960_720Z pojęciem Boga w katolicyzmie wiąże się wiele innych wyobrażeń i dogmatów, np. wiara w cuda, w istnienie aniołów i szatana, w grzech pierworodny, w niepokalane poczęcie, w objawienie zawarte w Piśmie Świętym, w Trójcę Przenajświętszą, w Jezusa Chrystusa, który został zasłany przez Boga ojca, by odkupić świat, następnie zmartwychwstał i w przyszłości będzie sądził ludzi itd. Jest to, jak widać, obszerna mitologia religijna.

Pod wpływem starożytnej filozofii greckiej teolodzy chrześcijańscy zaczęli w Średniowieczu przedstawiać Boga za pomocą pojęć filozoficznych. Za Biblią pisze się, że jest niewidzialnym, wszechpotężnym duchem, z którym rozmawiał Mojżesz, prorocy, Jezus. A za starożytną filozofią pisze się (także w podręcznikach), że jest absolutem, transcendencją, immanencją. W ten sposób Bóg z wszechpotężnego ducha bytującego gdzieś w niebiesiech, stał się nadnaturalną rzeczywistością, bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią, a zarazem przenikającym wszechświat jakby był rodzajem promieniowania.

Czy to prawda?

W podręczniku czytamy, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Wiedza o Bogu ma pochodzić z bożego objawienia zawartego w Piśmie Świętym, oraz z poznania religijnego (teologicznego) odbywającego się za pomocą nadzwyczajnego „zmysłu wiary”, danego przez Boga.

Kościelni autorzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy: istnienie Boga może być przyjęte tylko „na wiarę”, nie „na rozum”. Nie ma na to rady. Poznanie religijne jest całkowicie subiektywne, chociaż w podręczniku pisze się, że jest obiektywne. Dlaczego obiektywne? „Obiektywny charakter wiary potwierdza Nauczycielski Urząd Kościoła”, a biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka przez Boga „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. No tak, nic dodać, nic ująć. Jak władze kościelne i Biblia coś mówią, to jest to na pewno obiektywna prawda. Hej!

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (w innych podręcznikach jest podobnie). Jeden z podrozdziałów nosi tytuł: „Człowiek pyta, kim jest Bóg”.

W jakiego boga wierzyć?

Jeżeli już musimy wierzyć w boga, to tylko w abstrakcyjnego boga deistów. I najlepiej nie nazywać go bogiem. Idzie bowiem o nieznaną pierwotną, fundamentalną siłę jak najbardziej naturalną, należącą do świata przyrody. Nazwa „Bóg” sugeruje, że jest to siła nadnaturalna. I że jest to Bóg osobowy. Dlatego lepiej nie nazywać tej siły bogiem (szczególnie przez duże B). Może nazwa supersiła byłaby odpowiednia?

W żadnym przypadku nie warto wierzyć w boga utkanego z zabobonów, należącego do którejkolwiek ze znanych religii – katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, hinduizmu lub innych. Wiara w istnienie nieznanej supersiły ma w sobie łut racjonalności. Coś takiego może istnieć. Natomiast wiara w biblijnego Boga osobowego, nawet przekształconego za pomocą pojęć filozoficznych, to jakby wiara w krasnoludki lub we wszechpotężnego czarownika z bajki (o tym, dlaczego nie wierzymy w krasnoludki, próbowałem napisać w innym miejscu, w artykule „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – link poniżej). Nie warto wierzyć w starożytne mity religijne, nawet jeżeli zostały „unowocześnione” przez filozofów i teologów.

Warto przyjrzeć się bogowi Arystotelesa i Einsteina.

albert-einstein-1145030_960_720Einstein nie identyfikował się z żadną z istniejących religii. Nie wierzył w Boga, o którym nauczały kościoły chrześcijańskie, judaizm czy jakakolwiek inna znana religia. Ale … po pierwsze, często używał słowa „bóg” jako przenośni, alegorii, jak w sławnym powiedzeniu „Bóg nie gra w kości”. Wyrażał w tej sposób przekonanie, że w przyrodzie panuje powszechnie determinizm. Przeciwstawiał się indeterminizmowi zyskującemu wówczas na znaczeniu wśród fizyków i filozofów.

Po drugie, Einstein nazywał „bogiem” swoisty ład, który przyroda zawdzięcza zadziwiającym zasadom/prawom. Chciał wiedzieć, skąd ten ład pochodzi. Są to poglądy o charakterze deistycznym lub panteistycznym. Sugerowanie, że Einstein wierzył w Boga, o którym mówi Biblia, jest intelektualnym nadużyciem i wprowadzaniem w błąd. Einstein nie był „wierzący”.

„Słowo >Bóg< jest dla mnie – napisał – niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Jednak Einstein nie unikał słowa „bóg”. Można powiedzieć, że był niekonsekwentny, co wynikało chyba stąd, że nie próbował przedstawić swoich poglądów na temat boga w pełniejszy i systematyczny sposób. Za to w telegraficznym skrócie napisał: „Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzi”. Spinoza (XVII w.) to czołowy przedstawiciel panteizmu. Podręcznik wymienia go jako jednego z głównych krytyków teizmu w czasach nowożytnych.

W jednym z wywiadów Einstein powiedział: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. (…) Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest”. Bóg Einsteina to coś, co ujawnia się w „tajemniczym porządku” zauważalnym w przyrodzie, czy też jest tym porządkiem.

Einstein nie chciał nazwać się ateistą, bo ateizm kojarzył z niedostrzeganiem tajemniczości świata i życia. Niesłusznie, tak jak bywają prymitywni teiści, w tym prymitywni katolicy i biskupi katoliccy, tak też bywają prymitywni ateiści. Ale ateizm nie wyklucza zadziwienia światem, a nawet swoistego mistycyzmu, rozumianego nie jako wrażenie kontaktu z Bogiem, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią świata, którego nie potrafimy do końca zrozumieć (to mistycyzm naturalistyczny, jak można by go nazwać).

Ateizm nie wyklucza zafrapowania „tajemniczym porządkiem” panującym w przyrodzie i jego źródłem. Ateista zauważy co najwyżej, że w przyrodzie ładowi towarzyszy bezład. I nie wiadomo, co leży u podstaw. Może ład jest po wierzchu, zaś bezład u podstaw? Na pewno ateista nie przyjmie wyjaśnienia, że porządek został stworzony przez boga, bo na istnienie boga brak dowodów.

Einsteinowi przypisuje się deizm, panteizm (utożsamienie boga ze światem) lub agnostycyzm. Żadne z tych określeń nie jest zadowalające. Przekonania Einsteina to pogranicze deizmu i panteizmu, w żadnym wypadku teizm. Fundamentem teizmu, w tym judaizmu i chrześcijaństwa, jest pojęcie boga osobowego, ingerującego w sprawy świata i ludzi.

Przeskakując do starożytności zauważmy, że dla Arystotelesa bóg to bezosobowy byt najdoskonalszy, wieczna, niezmienna rzeczywistość. To nieruchomy „pierwszy poruszyciel”, który utrzymuje cały świat w ciągłym ruchu. Nie jest to bóg osobowy, nie sądzi ludzi, nie karze, nie zbawia, nie czyni cudów, nie wskrzesza zmarłych, nie objawia się w pismach świętych. Arystotelesowi nie idzie o bogów znanych z mitologii greckiej. Ma na uwadze coś zupełnie innego niż jakiegokolwiek boga z mitów greckich lub z Biblii.

Bóg deistów, Arystotelesa, Einsteina, nie reaguje na ludzkie zachowania i nie wymaga, by go czcić. Nie ma sensu modlić się do niego. Modlitwa do tego boga przypominałaby modlitwę do energii elektrycznej.

Z powodu domniemanego istnienia deistycznego boga (supersiły, nieznanego „coś”) nie ma sensu należeć do Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego.

Teologiczne pomyłki

Dla Arystotelesa bóg (theos) to byt bezosobowy. A co zrobił św. Tomasz z Akwinu (XIII w.)? Utożsamił Arystotelesowskiego bezosobowego boga – z Bogiem chrześcijańskim. Czy to celowa sofistyczna (oszukańcza) zmyłka? Po części ten kamuflaż trwa do dziś. Np. św. Tomasz zapożyczył od Arystotelesa argumentację na rzecz istnienia boga, chociaż w grę wchodzą całkowicie odmienne pojęcia boga. Argumentacja ta przekazywana jest w nauczaniu kościelnym także dziś, także w podręczniku. Jest błędna formalnie i merytorycznie, na co wskazuje się powszechnie. Mimo to nadal jest w obiegu.

Św. Tomasz przyjmuje za Arystotelesem, że każda rzecz ma swoją przyczynę, musi więc istnieć pierwsza przyczyna sprawcza. Przyjmuje też, że ruch zawsze wymaga siły poruszającej – musi więc istnieć „pierwszy poruszyciel”, który wprawił świat w ruch. Mają to być argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Bo tą pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem musi być – twierdzi św. Tomasz – Bóg.

Otóż nie. Pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem może być równie dobrze nieznana nam samoistna pierwotna rzeczywistość, jak najbardziej naturalna. Św. Tomasz i teolodzy katoliccy tendencyjnie przyjmują/sugerują, że musi to być Bóg – i to Bóg, o którym mówi Pismo Święte i Kościół katolicki.

Na coś jeszcze warto zwrócić uwagę. Nawet jeżeli przyjmiemy za św. Tomaszem, że Bóg istnieje i jest pierwszym poruszycielem i pierwszą przyczyną, to w żaden sposób nie wynika z tego, że człowiek ma duszę nieśmiertelną; że Jezus był synem bożym; że przed końcem świata odbędzie się sąd ostateczny itd. Te wszystkie „prawdy”, podawane do wierzenia przez Kościół, wymagałyby odrębnej argumentacji – a tej brak. Kościół powołuje się na objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na „zmysł wiary”, który zawdzięcza się łasce bożej (czytamy o tym także w podręczniku).

Jest to argumentacja bezwartościowa. Dlaczego? Bo przekonanie, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, jest pozbawione jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. A świadectwa „zmysłu wiary” to bez reszty subiektywne doznania.

Na koniec sięgnijmy do katechizmu. Mówi się tam, że istnieje rzeczywistość, która „nie ma ani początku, ani końca”, jest „pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego”. I stwierdza się, że tę właśnie rzeczywistość „wszyscy nazywają Bogiem” (KKK 34).

No właśnie – nazywają. Co z tego, że wszyscy nazywają to Bogiem? Być może istnieje wieczna rzeczywistość, która nie ma początku ani końca i jest przyczyną wszystkiego, ale nazywanie jej Bogiem i sugerowanie, że to Bóg, o którym naucza Kościół, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Hipotetyczną wieczną rzeczywistością może być przyroda, nieznana nam dziś jej postać. Nie musi to być jakikolwiek bóg.

Najlepiej …

Najlepiej nie wierzyć w żadnego boga, nie wyznawać żadnej religii, żadnych religijnych filozofii, nie wierzyć w żadne zabobony i przesądy, wróżby, magię, astrologię, ezoterykę, w żadne duchy. Niczym to nie grozi. Nie słyszałem, żeby ktoś cierpiał z powodu utraty wiary w boga, w „prawdy” religijne, zabobony, moce tajemne. A ludzi niereligijnych jest sporo.

Nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci był wieczny. To jednak nie powód, by ulegać kościelnej indoktrynacji i wierzyć w religijne mity.

PapieżBiskupiNa deser porcja humoru

Dopiero dziś wiemy, jak przebiegało spotkanie papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu 27 lipca br. podczas Światowych Dni Młodzieży (jak donosiła prasa, spotkanie odbyło się na życzenie papieża za zamkniętymi drzwiami).

Biskupi zapytali papieża:

– Co mamy zrobić, by naród polski pozostał wierny Bogu?

– Nic nie da się zrobić. Boga nie ma! – odpowiedział papież.

Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pierwszy to „Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykułach:

Intronizacji Chrystusa nie będzie …”http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Na blogu znajduje się w tej chwili 27 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ i inne.

enforce-46910_640.

………………………………………………………………………………………………………………

Malehearts-884196_960_720 (1)1

Gra królem Chrystusem

hearts-884196_960_720 Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem – link poniżej. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

„My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720  Totalizm

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720  Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720  Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody świata) rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Podsumujmy:

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

……………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykule: „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Na blogu znajduje się w tej chwili 26 artykułów, m.in.:

Cykl artykułów o podręcznikach do religii, ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Ponadto:

Chrześcijaństwo obłędu” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/  i inne.

……………………………………………………………………………..

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

……………………………………………………………………

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

rola kobiet

Gra w gender…

Katolickie święto Wniebowstąpienia Marii, które staje się powoli świętem narodowym, tak jak i sam kult Maryjny, to chyba największe oszustwo, jakiego dopuścili się kapłani Kościoła katolickiego. Dogmat ma swoje źródła w pogańskich wierzeniach i związany jest z kultem Matki, który obecny jest w większości mitów religijnych.

Doktryna Wniebowzięcia Marii sięga swoim początkami Imperium Bizantyjskiego około szóstego wieku. Doroczna uroczystość honorująca Marię stopniowo urosła w uczczenie pamięci śmierci Marii zwanej Świętem Dormition („zapadającej w sen”). Kiedy praktyka ta rozprzestrzeniła się na Zachodzie, zaczęto kłaść nacisk na wskrzeszenie Marii z umarłych i gloryfikację ciała Marii jak również jej duszy, przez co nazwę święta zmieniono na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Jest ono nadal obchodzone 15 Sierpnia, tak samo jak w Średniowieczu. Wniebowzięcie Marii zostało oficjalnym dogmatem Kościoła Rzymsko-katolickiego w 1950r. przez Papieża Piusa XII. źródło 

Obecny papież Franciszek, który prowadzi politykę liftingu Kościoła katolickiego, „zatroskany” jest o losy kobiet, więc nic dziwnego, że przy okazji święta Wniebowstąpienia Maryi, „pochyla się” nad ich losem.

Śpiew Maryi prowadzi nas do pomyślenia o wielu aktualnych sytuacjach bolesnych, szczególnie o kobietach przytłoczonych ciężarem życia i dramatem przemocy, o kobietach niewolnicach arogancji możnych, o dziewczętach zmuszanych do nieludzkiej pracy, o kobietach zmuszonych do poddania się na ciele i duchu pożądliwości mężczyzn.

Oby jak najprędzej nadszedł dla nich początek życia w pokoju, sprawiedliwości, miłości, w oczekiwaniu na dzień, kiedy wreszcie poczują się pochwycone przez ręce, które ich nie upokarzają, ale z czułością je podnoszą i prowadzą drogą życia, aż do nieba. Maryja, kobieta, dziewczyna wiele wycierpiała w swoim życiu. Każe nam Ona pomyśleć o tych kobietach, które bardzo cierpią. I prośmy Pana, aby On sam prowadził je swoją ręką drogą życia i wyzwolił je od tych zniewoleń. źródło 

Obłuda papieża, jak i całego kleru polega na tym, że Kościół swoimi naukami dąży do utrzymania biblijnej roli kobiet. Wszystkie zapewnienia kleru jak to im zależy na polepszeniu jakości życia kobiet we współczesnym świecie to cyniczna gra pozorów. Zakaz aborcji, in vitro, kłamliwa gra na emocjach związana z kategorią badawczą Gender to wszystko dowodzi, że kler katolicki nie liczy się z prawami kobiet, tylko kieruje się średniowiecznymi zabobonami.

W Europie, w Ameryce, w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, w niektórych krajach azjatyckich istnieje prawdziwa kolonizacja ideologiczna. Jedną z nich – mówię to jasno z „imienia i nazwiska” – jest gender! Dzisiaj dzieci w szkole – właśnie dzieci! – naucza się w szkole: że każdy może wybrać sobie płeć. – papież Franciszek 

Papież Franciszek, jak i każdy klecha katolicki opowiada bzdury na temat Gender, słusznie licząc na to, że ich wyznawcy nie sprawdzają tego, co plotą księża.

rola kobiet

Kłamliwa propaganda katolicka przynosi efekty, ponieważ słowo Gender zostało zaprogramowane złymi skojarzeniami: chłopcy ubierają się w sukienki, bawią lalkami lub wybierają sobie płeć. Ta stygmatyzacja gender wynika z wiary katolickiej, w której nie ma miejsca na demokrację, równe prawa kobiet i mężczyzn. Stosowana przez hierarchów katolickich socjotechnika ma na celu utrzymanie patriarchatu, bo kategoria badawcza gender jest zagrożeniem dla kleru.

kler

Bóg stworzył mężczyznę i kobietę; Bóg stworzył świat, w taki to konkretny sposób, a my czynimy coś przeciwnego. Bóg obdarzył nas stanem „pierwotnym”, abyśmy uczynili go kulturą; a następnie z tą kulturą czynimy rzeczy, które sprowadzają nas do stanu „pierwotnego”.

Bóg nic nie stworzył, ponieważ boga nie ma, są tylko wymysły kapłanów, którzy chcą kontrolować ludzi. Religijne bajki od wieków stygmatyzują kobiety. Chrześcijaństwo, islam – w każdej z tych religii systemowych kobiety są dodatkiem do świata.

Koran:

 Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi, i ze względu na to, że oni rozdają ze swojego majątku. Przeto cnotliwe kobiety są pokorne i zachowują w skrytości to, co zachował Bóg. I napominajcie te, których nieposłuszeństwa się boicie, pozostawiajcie je w łożach i bijcie je! A jeśli są wam posłuszne, to starajcie się nie stosować do nich przymusu. Zaprawdę, Bóg jest wzniosły, wielki! (Sura 4, ajat34) Mężczyźni mają nad nimi wyższość. Bóg jest potężny, mądry! (Sura 2, ajat 228) 

Biblia:

11 Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. 12 Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam 4 ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości. 13 Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa. 14 I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo. 15 Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci; [będą zbawione wszystkie], jeśli wytrwają 5 w wierze i miłości, i uświęceniu – z umiarem. – 1 List do Tymoteusza

Obie księgi są uważane za natchnione przez boga, który jak widać niespecjalnie lubi kobiety…

naked-453253_1920

„Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony…”

Politycy i kapłani, gdy tylko otworzą usta zaczynają wychwalać dorobek Kościoła i twierdzą, że chrześcijaństwo, czyli katolicyzm jest polską tożsamością, że bez Kościoła Polska nie byłaby Polską. Prawda jednak wygląda zupełnie inaczej. Kościół jest instytucją, która dyskryminuje ludzi, niemieszczących się w pojęciu „Polak — katolik” i jest kompletnie odporny na demokrację. Religia i demokracja to dwa elementy, które nigdy nie będą do siebie pasować, a każda próba łączenia jednego z drugim, skończy się porażką.

Najlepszym probierzem każdej instytucji, jest jej stosunek do kobiet, a z tym Kościół katolicki miał i ma dalej problem.

Kościół, a kobiety

Alina Petrowa-Wasilewicz z KAI podkreślała, że dzięki dorobkowi kobiecej tradycji, Kościół jest instytucją, która zrobiła najwięcej dla godności i promocji kobiet.

Kto zna historię Kościoła katolickiego, ten wie, że to stwierdzenie jest niedorzecznością, obliczoną na religijnego odbiorcę.

Jej zdaniem, problemy te wynikają z dziedzictwa kulturowego, ale tym, co może rzeczywiście pomóc Kościołowi jest powrót do Ewangelii, do tego, żeby każdy dar, zarówno kobiecości jak i męskości rozpatrywać ewangelicznie.

Pani Wasilewicz twierdzi, że trzeba jeszcze bardziej kobiecość, rozpatrywać w zestawieniu z biblijnymi naukami. Nic bardziej mylnego. W biblii kobieta jest naznaczona grzechem, a cechą wspólną judaizmu, islamu i kato/chrześcijaństwa jest chorobliwy wręcz mizoginizm.

W społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że biblia jest niezwykle cenną księgą, której mądrość jest ponadczasowa. Wierzący są przekonani, że to, co jest napisane w księdze, pochodzi od boga a ci, co nie wierzą, uważają, że jest to po prostu zbiór żydowskich mitów. Fakt jest taki, że biblia jest najbardziej rozpoznawalną pozycją literacką na świecie i właśnie dlatego, poglądy i opinie w niej zawarte, położyły się cieniem na historię gatunku homo sapiens.

Przez wieki opowieści zawarte w biblii naznaczyły relację między kobietą i mężczyzną. Czy to się komuś podoba, czy nie taki jest fakt i warto o tym mówić, bo podświadomość nie zna się na żartach, wierzy w to, co słyszy. A słyszy od wieków, że kobieta namówiła mężczyznę do grzechu pierworodnego, czym sprowadziła na świat same nieszczęścia.

Biblijne opowieści mają to do siebie, że są plastyczne i można je interpretować w zależności od własnych przekonań i poglądów. Gdy teologowie napotykają problem z wytłumaczeniem jakiegoś biblijnego zdarzenia, które zaprzecza fizyce i logice, twierdzą, że jest to parabola, która ma czegoś ludzi nauczyć, coś im pokazać.

Opowieść o Adamie, Ewie, raju, gadającym wężu i owocu, który spowodował, że Adam z Ewą dowiedzieli się, że istnieje coś takiego jak zło, to bajka, którą wymyślili izraelici. Nauka już dawno rozprawiła się z tym mitem, jednak religia rządzi się swoimi prawami. Mit funkcjonuje.

W Starym Testamencie kobieta była traktowana jak inwentarz domowy, który należy do mężczyzny. Od urodzenia dziewczynki były naznaczane swoją płcią. Po urodzeniu chłopca kobieta „oczyszczała się” w siedem dni, a przez kolejnych trzydzieści nie mogła wchodzić do świątyni, aby niczego świętego nie dotknąć. W przypadku gdy urodziła córkę, cały cykl oczyszczenia trwał dwukrotnie dłużej, czternaście i sześćdziesiąt dni.

Księga Kapłańska 12

 2 «Powiedz do Izraelitów: Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. 

 4 Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. 

5 Jeżeli zaś urodzi dziewczynkę, będzie nieczysta przez dwa tygodnie, tak jak podczas miesięcznego krwawienia. Potem pozostanie przez sześćdziesiąt sześć dni dla oczyszczenia krwi.

Kościół przez wieki kształtował zwyczaje i prawa stanowione w Europie, więc pozycja kobiet musiała być zgodna z katolickimi dogmatami. Tacy ojcowie kościoła jak Augustyn i Tomasz z Akwinu przyczynili się do wzrostu pogardy do kobiet. Augustyn nadał grzechowi pierworodnemu charakter seksualny i przeniósł winę na kobiety. Niesamowite jest to, że i dziś wielu ludzi myśli, że z to z powodu uprawiania seksu w raju Adam z Ewą zostali z niego pognani. Ta patologiczna stygmatyzacja seksu, doprowadziła do chorobliwych prób kontrolowania wszystkiego, co związane jest z seksualnością człowieka.

Szajba, jaką mają kapłani katolicy na punkcie kategorii badawczej Gender, wynika z tego, że Kościół jest zbudowany na patriarchacie. Hierarchiczna struktura Watykanu i nauki katechizmu wykluczają zrównanie praw kobiet z mężczyznami, dlatego tak mocno atakowane są badania nad rolami kulturowymi kobiet i mężczyzn. Księża wręcz alergicznie reagują na wszystkie inicjatywy, które mogą wykazać, że król jest nagi i plecie głupoty.

Kościół nie zmieni swoich poglądów na rolę kobiet w świecie.

Trwająca w kraju od lat wojna z aborcją, antykoncepcją pokazuje, że Kościół chce, aby kobiety najlepiej siedziały w domu i rodziły dzieci. Gdy przytacza się cytaty ojców kościoła na temat kobiet, teologowie i księża twierdzą, że to średniowieczne poglądy i przywoływanie ich jest powodowane chęcią dokopania klerowi. Zapomina się przy tym, że biblia jest księgą funkcjonująca i kształtującą świadomość wielu ludzi w czasach obecnych.

Hierarchowie, twierdzą, że kobiety są otoczone szacunkiem, a palenie czarownic i średniowieczny stosunek do kobiecości to był wypadek przy pracy, taka niechlubna karta w historii Kościoła, i że dziś to już nie ma znaczenia. Otóż jest to nieprawdą — stygmatyzacja kobiet się dokonała. W mniejszym lub większym stopniu zakotwiczony jest w społecznej świadomości obraz kobiety, która jest„instrumentum diaboli”, tego żadne kazania ani encykliki nie zmienią.

Prawo moralne Księga Wyjścia 22: 17 Nie pozwolisz żyć czarownicy.

Obsceniczne psudo-dzieło „Młot na czarownice” pokazuje, jaką nienawiścią do kobiet pałali kapłani religii miłości. Jego autorzy twierdzili, że uprawianie czarów leży w kobiecej naturze, ponieważ w ich sercach tkwi niegodziwość. W Niemczech w latach 1450-1550 spalono na stosie około 100 tysięcy kobiet za „uprawianie czarów”. Obrońcy kleru katolickiego zwracają uwagę, że to głównie protestantyzm jest odpowiedzialny za płonące stosy. Otóż to nie ma znaczenia, które wyznanie więcej kobiet zamordowało, liczy się to, że tak paranoiczne zachowania miały miejsce, a podstawą ich były mity żydowskie.

Przez 100 lat, mordowano tysiąc kobiet rocznie!

Często można spotkać się z poglądem, że Nowy Testament zmienił nastawienie do kobiet, nic bardziej mylnego. Jezusowe przesłanie nie przeszkadzało w formowaniu się ohydnych poglądów, prezentowanych przez takich dewiantów jak Tomasz z Akwinu, Augustyn i cała reszta ojców katolicyzmu. Ap. Paweł w jednym ze swoich listów twierdzi, że kobieta w kościele ma nosić nakrycie głowy, ponieważ widok kobiecych włosów wywołuje niepokój… u lubieżnych aniołów. Myślę, że gdyby Paweł chciał prawdę napisać, to napisałby, że ten niepokój rodzi się w głowach lubieżnych kapłanów.

Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony… kobieta jest bramą piekieł, drogą do nieprawości, żądłem skorpiona, tworem nieużytecznym… pośród wszystkich dzikich bestii nie ma szkodliwszej nad kobietę… Gdy patrzysz na kobietę, myśl, że to szatan. Kobieta jest jak przepaść piekielna… kobieta zawiera więcej wody i przez to jest defektem… mężczyzna jest zainteresowany sferą duchowości, kobieta zaś to istota próżna i niewyżyta seksualnie… kobieta pociąga duszę mężczyzny ku nizinom… Kobiety są dziećmi, osób chorych umysłowo..

Powyższe cytaty to poglądy ojców kościoła. Ten mizoginizm przeniósł się do naszych czasów, słychać go w wypowiedziach księży, którzy w swoich naukach kierują się dewizą z Listu do Efezjan: „Żony niechaj będą poddane mężom swym”. Biblia wyraźnie mówi, że kobieta została przeznaczona na „pomoc człowiekowi”.

Powodem pogardliwego stosunku apologetów dobrej nowiny o Jezusie do kobiet, jest seks i związane z nim odczuwanie żądzy. Tomek z Akwinu ogłosił seksualność: „szczególną dziedziną diabła” twierdził, że częste kontakty seksualne mogą prowadzić do niedorozwoju umysłowego. Tragiczny w skutkach okazał się celibat, który został wprowadzony głównie po to, aby po śmierci księdza, zgromadzony majątek zostawał w Watykanie. To masowe tłamszenie popędów seksualnych, musiało przerodzić się w złość na kobiety i zboczone popędy seksualne duchowieństwa.

Kobieta traktowana jest jak istota słabsza, bardziej skoncentrowana na sferze fizycznej i materialnej, to stąd wynikają próby kontroli nad kobietami. Trwający od lat koncert życzeń księży katolickich w sprawie aborcji pokazuje, jak przedmiotowo traktowane są kobiety przez kler i różnej maści nawiedzonych religiantów.

Najgorsze jest to, że ten obłęd u religiantów jest już nieuleczalny.

Temat aborcji będzie mielony aż do skutku, czyli aż do wprowadzenia całkowitego jej zakazu. Absurdalne hasła o holokauście, mordowaniu własnych dzieci, rozrywaniu płodów kowalskimi narzędziami, nakręciły atmosferę walki o cywilizację. Wspomniany Tomasz z Akwinu w sprawie aborcji pisał tak: „o zabójstwie można mówić dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi płód już uformowany”. Dziś może dojść do tego, że ochroną zostaną objęte plemniki.

Cechą wspólną wszystkich zabobonów jest przedmiotowe traktowanie kobiet. Niestety stan ten jest stały i się nie zmieni, bo na tym oparty jest patriarchat.

Czy nam się to podoba panowie, czy nie to głównie rodzaj męski urządził świat.

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.  1 Kor 14, 34

Rola kobiet w biblii

Wesprzyj projekt wydania książki!

Opisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”,  co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy.

Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

Szczegóły na stronie projektu.

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”