Wpisy

polski ateista

W Polsce chrześcijanie są niszową społecznością.

Ten, kto to został ochrzczony w Kościele katolicki jako niemowlę, nie jest chrześcijaninem, jest katolikiem. Taka osoba nie dokonała świadomego wyznania wiary, więc chrzest jest nie ważny, co więcej, jest w błędzie ten, kto myśli, że przyjmowanie komunii, bierzmowanie itp. coś w tej kwestii zmienia. Jest wręcz odwrotnie, ciągnie się tylko pogańskie rytuały, które nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem. W Polsce wystąpcie z KK. to jak próba wystąpienia z szeregów mafii, a z apostazją jest taki problem, że się do niej nie tak zabierają, jak powinno się to zrobić.

Kościół katolicki nie ma prawa twierdzić, że pokropione wodą dziecko staje się oficjalnym uczniem Jezusa. Chrzest katolicki nie czyni nikogo chrześcijaninem, ponieważ aby przyjąć chrzest, trzeba przyjąć i zrozumieć nauki Jezusowe; skoro więc kapłani twierdzą, że osoba ochrzczona w KK. jest chrześcijaninem, to niech to udowodnią (Dzieje Apostolskie 2:38; Rzymian 6:3-4).

Jest to fakt teokratyczny.

Wystarczyły 4 dni, by Kościół opuściło 15 tysięcy wiernych. Powód? Duchowni pozwolili na apostazję przez internet

Kościół ma żywotny interes w statystycznym zawyżaniu liczby swoich wiernych, gdyż jest to podstawą propagandową do domagania się korzyści i przywilejów z racji swojej rzekomej przewagi liczebnej w społeczeństwie polskim.

Takie działania są sporym nadużyciem, bo pod pozorem wstępowania w szeregi chrześcijan, małe dzieci są bez ich zgody wcielane do sekty katolickiej. Wystarczy powołać się na fakt braku oświadczenia woli przyjęcia Jezusa. Padające argumenty, że od tego są rodzice, żeby zdecydować o tym, do jakiej sekty dziecko zapisać, są idiotyczne, bo NIKT na ziemi nie ma prawa podjąć za kogoś takiej decyzji, tak samo jak nikt nie będzie za nikogo żył, to kompletny absurd i zaprzeczenie podstawowych nauk biblijnych.

Apostazja? Tu się zgina dziób pingwina!

Rodzi się Polak, rodzice podejmują za niego decyzję, chrzcząc niemowlaka, który nie ma możliwości wyrażenia zgody na przynależność do Kościoła Katolickiego, nie podpisuje dokumentu, którego już sama nazwa jest idiotyczna: „metryka chrztu”. Po latach stwierdza, że jednak to nie jego bajka i okazuje się, że rodzice zapisali go do drapieżnej sekty, która nie cofnie się przed wleczeniem chłopa po sądach tylko dlatego, że nie wierzy i nie chce wyznawać ich wersji boga. Urzędy państwowe wydają sprzeczne opinie, powodując tym zamieszanie, bo nie wiadomo, czym są te „fundamenty demokracji”.

Wystarczy napisać do proboszcza oświadczenie, że chrzest jest nieważny, podać podstawy biblijne i zobowiązać katabasa do wykreślenia danych, jeżeli tego nie zrobi i będzie się powoływał na jakieś przepisy, zgłosić prokuraturze przestępstwo wykorzystywania danych osobowych bez zgody ich właściciela. Żadne prawo świeckie nie może zmuszać obywatela do trwania w światopoglądzie, z którym się nie zgadza.

W ostateczności zostaje Trybunał Praw Człowieka, tam się z katabasami nie cackają.

Mariusz Hnatiuk ateista

Mariusz Hnatiuk

820693683ee8b6b76c49d5a16c1277b4,640,0,0,0

Wszyscy jesteśmy świadkami cudu!

W „Naszym Dzienniku” ukazał się  wywiad z Tadeuszem Rydzykiem, pod tytułem „Uczestniczę w cudzie”. Redemptorysta z Torunia, na samym początku przedstawił czytelnikom dwa wyjątkowe drzewa.

Jesteśmy w pięknym ogrodzie przy Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Zdarza się Ojcu tu odpoczywać?

– Niestety, rzadko. Nie mam czasu. Jak te drzewa tu wyrosły, te tuje jakie wysokie. Tam mamy dwa dęby, Smoleńsk i Katyń. Takie małe były jeszcze niedawno.

Dobrodziej Tadeusz jest przekonany, że Polska dzięki płynącym z Radia Maryja modlitwom, stała się lepsza.

„Gdyby nie Radio Maryja, Polska wyglądałaby zupełnie inaczej, pewnie byłoby już wszystko ’posprzątane’”. Ci, którzy urządzają świat bez Boga, lewica, posunęliby się dalej. Ale ciągle jest jeszcze za mało, ciągle czeka wiele pracy do zrobienia, szczególnie w obszarze mediów.

Redemptorysta tradycyjnie skrytykował gender, które jego zdaniem produkuje „babochłopy”. Pan Tadeusz żałuje też, że w Polsce nie ma obowiązkowej służby wojskowej, dzięki której mężczyźni stają się rycerzami.

To właśnie jest gender. Z kobiet robi się „babochłopy” Żałuję, że w Polsce z punktu widzenia nie tylko obronnego, ale i wychowania, nie ma obowiązkowego wojska, chociażby tylko rok. Przydałoby się. Bo mężczyźni często nie są męscy, nie są odpowiedzialni. Mężczyzna często to już nie rycerz, ale egoista, którego trzeba dopieszczać.

Pan Rydzyk jest przekonany, że bóg bardzo ukochał Polskę, i dlatego dał nam papieża Jana Pawła II oraz św. Faustynę, którzy to są największymi ludźmi tego świata. Z uwagi na tak wielkie dary, dobrodziej nosi się z zamiarem rozpoczęcia nowej inicjatywy budowlanej.

Wiemy, że marzy Ojciec o centrum ukazującym naszych wybitnych Polaków

– Marzę, ale nie wiem, jak to zrobić, nie mamy pieniędzy. Tak się cieszę, że tyle dobra z Polski wychodzi – Jan Paweł II, św. Faustyna, najwięksi ludzie tego świata. Pan Bóg nas ukochał …

Chciałbym w tym projekcie wykorzystać najnowocześniejszą technikę, tak aby młody człowiek mógł całym sobą doświadczyć. Nie mam jeszcze pomysłu na nazwę. Może „Pałac Polski”?

Na koniec dość surowo został skrytykowany poprzedni rząd, który sterowany przez centralę ateistyczną lub antypolską, blokował zmiany w kraju, a zwłaszcza w mediach.

„Po owocach poznacie ich”. Jest jakieś lobby, które blokuje sprawy polskie, dobrych Polaków, ale i katolików. Tak jest w wielu miejscach, np. w kulturze, firmach, urzędach. I to czynią ludzie z układów, które idą ponad podziałami politycznymi.

Czy ci ludzie są (nawet o tym nie wiedząc) na usługach central ateistycznych, czy antypolskich?

Wizja problemów z uzyskiwaniem środków finansowych oraz ogrom zmian, jakie są przed Polską, tak zmęczyły dobrodzieja z Torunia, że zakończył apelem do Jezusa:

Ty, Panie Jezu, to przemieniaj, ja nie dam rady

Trzymam za słowo i czekam na zmiany z nieba płynące.

assimilation-373783_1280 (2)

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

09_marza_bogurodzica

„Nie było Polski przedchrześcijańskiej”

Ks. abp. Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Przyjęcie chrztu przez księcia Mieszka I było przecież nie tylko początkiem Kościoła na naszej ziemi, ale również początkiem naszego bytu państwowego.

Nie było Polski przedchrześcijańskiej.

Z historią Kościoła na tych ziemiach jednocześnie rozpoczęła się historia naszej Ojczyzny.

Obecna opcja polityczna nadzorowana przez Episkopat usiłuje na potęgę zmienić historię Polski. Jest takie powiedzenie, że „historie piszą ci, którzy zamordowali bohaterów” i dokładnie to usiłuje zrobić watykańska zaraza. Pan Gądecki musi iść do spowiedzi, bo łże jak najęty.

Taki trick historyczny, że Polska istnieje od momentu chrztu w 966, ma także inne podłoże – typowo socjotechniczne. Oto bowiem podświadomie łączy organizm państwa polskiego z kościołem katolickim, a więc najbardziej zbrodniczą organizacją na świecie. Organizacją, która nie tylko błogosławiła inkwizytorów, ale także pobłogosławiła hitlerowskie tanki ruszające najpierw na podbój II RP a potem ZSRR

Polska przed rokiem 966

Propaganda katolicka, która szerzy się w ostatnim czasie, chce koniecznie wmówić nieprawdy. Mieszko podpisał dokument Dagome iudex, w którym Mieszko oddaje Polskę we władanie papieżowi. Papieżowi, czyli Kościołowi katolickiemu, który nie wiele ma wspólnego z chrześcijaństwem.

Mieszko wziął na siebie obowiązek głoszenia Dobrej Nowiny,

Twierdzi biskup nie wiadomo na jakiej podstawie. Mieszko I zawarł pakt polityczny, który z dobrą nowiną nie ma nic wspólnego.

w polskiej mediosferze atakuje się Kościół i kapłanów w sposób zorganizowany.

Purpuraci żyją w zupełnie abstrakcyjnym otoczeniu, są odcięci od świata realnego. Kościół nie jest atakowany tylko krytykowany za prowadzoną politykę i dzielenie Polaków.

Zmienianie historii to kłamstwo, którym częstuje się przyszłe pokolenia.

Komu zależy na kraju, ten powinien mieć świadomość, że konkordat należy zerwać, a kler zapędzić tam gdzie jego miejsce do kościołów.

 

iii

A świstak jak to świstak nie wie, o co ludziom chodzi.

Gdy w trakcie dyskusji pada stwierdzenie, że wiara opiera się na mieszaninie strachu z nadzieją, najczęściej można usłyszeć, że strach z wiarą w boga to nie ma nic wspólnego, bo bóg to sama miłość i radość. Problem z religiami jest taki, że mimo braku jakichkolwiek merytorycznych przesłanek, uzurpują sobie brawo do komentowania życia. Skutek tego jest taki, że kapłani religijni mogą pleść, co im ślina na język przyniesie, kompletnie nie zwracając uwagi na spójność przekazu, bo i po jaką cholerę, skoro to i tak same bzdury.

Bzdury mają to do siebie, że obalenie ich jest bardzo trudne, a w przypadku wiary i religii praktycznie niemożliwe. Jeszcze gorzej jest, wtedy gdy sprawa dotyczy sekty, w tym wypadku im większa bzdura, tym łatwiej w nią uwierzą sekciarze.

Bp Dec wygłosił płomienne kazanie, słuchaczom radia Maria pod tytułem:  Poprawności ewangelicznej nie wolno zamieniać na poprawność polityczną. W swojej mowie poruszył kwestię zarządzania lękami ludzkimi, jakże istotną w kontekście swoich odbiorców, którzy od samego początku istnienia radia są częstowani strachem.

rozważał, jakie miejsce zajmuje w życiu ludzkim anatomia strachu, lęku 

W oparciu o Pismo Święte, a także w oparciu o nasze życiowe doświadczenie, możemy wyróżnić strach przed Panem Bogiem, przed człowiekiem i przed przyrodą – zauważył bp Dec.

Nasz strach przed Panem Bogiem może przyjmować podwójny charakter. Może to być strach przed Bożą karą po naszym grzechu.

W stosunku do Pana Boga może być w nas także inny, taki szczególny rodzaj strachu, który nazywamy bojaźnią Bożą.

Ten rodzaj strachu jest czymś pozytywnym, co więcej ten rodzaj bojaźni jest jednym z siedmiu darów Ducha Świętego, który zwiemy dar Bojaźni Bożej – podkreślał biskup świdnicki.

Tylko ksiądz może osiągnąć taki stopień bełkotania wokoło prostej zależności, między stworzeniem a magicznym stwórcą. Strach przed wyrokiem śmierci, jest oparty o naturalną chęć życia. W perfidny sposób religianci chcę wmówić słuchaczom, że strach nie jest strachem, a słowo bojaźń ma specjalne zastosowanie i nie oznacza strachu. Słownik Języka Polskiego – bojaźń «uczucie strachu»

Zawierzenie Bogu owocuje pokojem i Bożym błogosławieństwie

… ale któremu bogu? Jak dotąd historia pokazuje, że zawierzenia nic nie dały. Przecież gdyby ten bóg istniał, to o swój lud troszczyłby się tak jak w Starym Testamencie, w którym to wrogów po prostu mordował.

Handel z wiarą jest od wieków taki sam, jeżeli chcesz żyć nadzieją, że będziesz żył po śmierci, to masz się boga bać i słuchać, bo to on ci da prawdziwe i szczęśliwe życie po śmierci. Bój się boga i nazywaj to miłością!

Religijni przywódcy wszystkich wyznań szantażują ludzi wytworem wyobraźni, na którego istnienie nie ma najmniejszego dowodu, a Narody stoją z rozdziawioną paszczą, łykając te nonsensy.

Dlatego też z Jasnej Góry wołamy: „Europo, przyznaj się do Chrystusa. On i Jego Ewangelia mogą cię ocalić, w Nim jest twoja przyszłość – spuentował biskup świdnicki.

Z jakiegoż to powodu Europa ma się przyznać do Jezusa? Przecież Jezus był żydem, tak jak i cała biblijna opowieść z Europą nie ma nic wspólnego poza tym, że Kościół katolicki w jej imieniu narzuca przemocą swój katechizm.

Purpurat wymienia różne „błogosławieństwa” bożej opatrzności, która przeciwstawiła się naporowi ateizmu, dała papieża Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego oraz…

Innym znakiem Bożej Opatrzności dla Kościoła w Polsce, dla Polaków mieszkających w Ojczyźnie i poza jej granicami jest niewątpliwie Radio Maryja i pozostałe dzieła wyrosłe przy nim.

Radio Maryja jest najsilniejszym głosem Kościoła katolickiego w Polsce, w Europie, a poniekąd i w świecie

Radio Maryja to Radio, które łączy Naród – mówił bp Dec.

Ostatnie, o czym można mówić w odniesieniu do Rydzyka dzieł to to, że jednoczą one naród. Takie kłamstwa to tylko w ustach katolickiego kapłana i polityków PiS-u. Polityczne kazania kleru są przepełnione jadem i manipulacjami. Toksyna, jaka płynie z Torunia, skutecznie zatruwa umysły paru milionom Polaków, niektórzy uwierzyli, że w Smoleńsku doszło do zamachu, za który odpowiedzialni są Putin z Tuskiem. Radio Maryja i Watykańska dominacja to najgorsze co mogło się Polsce i Europie trafić.

Fundamentem jedności ludzkiej rodziny może być tylko Bóg i jego święte prawo… potrzebny jest silny głos Kościoła i modlitwa, wręcz krucjata różańcowa, by Europa była: „ojczyzną, ojczyzn, ojczyzną narodów scementowaną wartościami duchowymi i moralnymi”.

Jest tu potrzebny silniejszy głos Kościoła. Europy nie można oddać islamowi.

Biskup proponuje oddać Polskę w łapy katolickich kapłanów i ich boga Jahwe tylko po to, aby nie oddać w łapy innej religii, której inni kapłani preferują inne zmyślenie, jakim jest Allah. A tak na marginesie to wiara w tych wszystkich bogów jest do bólu naiwna, bo czyż nie jest naiwnością wierzyć, że Zeus w czasie burzy miota piorunami, a Jahwe utopił całą ludzkość wodami potopu?

Powoływanie się na bogów, jako arbitrów światowych dylematów to dziecinada.

Nie ma znaczenia czy nadzór nad państwem będzie miał Jahwe, czy Allah znaczenie mają ludzie, którzy pod pozorem wiary dopuszczają się najgorszych uczynków. W imię różnych bogów zamordowano miliony istnień ludzkich i prawdą jest, że zbrodni tych dopuszczają się ludzie.

Zapomina się przy tym, że za racjonalizacją mordów stoi ta sama idea – religia.

Dyrygentom współczesnej Europy trzeba ciągle przypominać, że Europę zbudowali chrześcijanie i że jej najcenniejsze osiągnięcia wyrosły z gleby chrześcijańskiej – mówił bp Dec.-

Trzeba przywrócić Europie ducha chrześcijańskiego, by mogła przetrwać i być naszym wspólnym domem, ojczyzną ojczyzn, rodziną narodów, scementowaną nie tyle gospodarką, sojuszami, paktami, ile wartościami duchowymi: religijnymi i moralnymi.

Ta iskra duchowa, uzdrawiająca może wyjść z katolickiej Polski. 

Dyrygentom zaś watykańskim trzeba ciągle przypominać, że w Europie nie ma ducha chrześcijaństwa, tylko jest duch katolicyzmu. Trzeba im przypominać, w jaki sposób od wieków łżą w żywe oczy twierdząc, że Kościół katolicki jest jak plaster miodu dla Europy. Kościół wnosił do debaty publicznej stosy, inkwizycję, pedofile, mafijne finanse, podstępne działania polityczne i rabunek polskiego majątku.

Śmieszne i żałosne są te rady udzielane Unii przez księży katolickich i Kaczystów, którzy wzorem Polski chcą Unii dać zamiast konstytucji, katechizm…

A świstak siedzi i zawija — nic w sreberka.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

portrait-828398_1920

„Siostro katoliczko, Bracie katoliku – zatrzymaj ustawę antyaborcyjną!”

Aborcja – temat mielony od lat powyginany na wszystkie strony, będzie mieć swój finał w najbliższym czasie. Projekt przejdzie, tak jak intronizacja i większość głupstw, które wymyśla załoga dziwolągów, Kaczyńskiego.

W mediumpublicznym.pl ukazał się – moim zdaniem rewelacyjny – list Anny Karoliny Kłys zatytułowany:

„Siostro katoliczko, Bracie katoliku – zatrzymaj ustawę antyaborcyjną!”

Proszę Was najbardziej na świecie – nie pozwólcie by wypowiadała się w waszym imieniu grupka sfrustrowanych mężczyzn, których  zasługą nie są prace badawcze, odkrycia naukowe, talenty i zdolności. 

Moja Siostro katoliczko, Mój Bracie katoliku 

Piszę do Was, bo czuję się bezradna i przerażona, przeczuwam bardzo złe rzeczy, i wiem, że tylko współpraca, rozmowa, poszukiwanie  podobieństw a nie różnic, ma jeszcze sens.

5 lipca 2016 r. do Sejmu wpłynął projekt ustawy antyaborcyjnej przygotowanej przez Instytut Ordo Iuris. Teraz rozpocznie się proces legislacyjny.

Czasami odnoszę takie wrażenie, że społeczeństwu po prostu to wisi i powiewa, ważny jest chrzest i pogrzeb, ale… politycy się przeliczą, bo temat aborcji zamiecie im sondaże.

Siostra 😀 pisze:

Jestem ateistką. To znaczy, że nie wierzę w istnienie boga. Żadnego. 

Nie jestem z tego tytułu gorsza. Ani lepsza. Tak jak Ty nie jesteś ani lepszy, ani gorszy z powodu swojej wiary. Jesteśmy INNI. I to jest jedyne.

Jesteśmy inni, a podstawą naszej różnorodności jest umiejętność przeżycia swojej dawki lat w poszanowaniu godności innych i szacunku dla siebie samego.

Dla mnie religia wyprowadzona ze świątyń, kaplic, synagog, meczetów staje się złem. Narzędziem do niszczenia, do narzucania swojej woli i wyobraźni innym.

WIĘCEJ

Tekst wielce pouczający i wart propagowania.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

sorrow-699606_1280

My tu proszę państwa pitu pitu, a pleban śliwki rwie.

Przy obecnie rządzącym układzie, ważne informacje można znaleźć na stronie episkopatu, wśród różnych listów i odezw do narodu. Podpisany w maju bieżącego roku poniższy dokument, to kolejny element zabetonowania religii w szkołach państwowych .

Komunikat

W dniu 31 maja br. minister edukacji Anna Zalewska wraz z biskupem Markiem Mendykiem, Przewodniczącym Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski podpisali dziś porozumienie w sprawie kwalifikacji wymaganych od nauczycieli religii katolickiej.

Na program nauczania nie ma wpływu nikt inny poza klerem. Dobór katechetów to też działka biskupów, dyrektor szkoły państwowej nie ma nic do gadania, kogo każą zatrudnić, to zatrudnia. I tak będzie dalej. Niby nic dziwnego, specjalizacja jedyna w swoim rodzaju, więc i szkolić należy w ośrodkach dziwacznych. Jednak najważniejsza kwestia, dotycząca religii w szkołach państwowych jest skrzętnie wypierana.

Czy ktoś zrobił rzetelne badania, jakie są społeczne korzyści z nauczania dzieci katolickiego katechizmu?

Nie przemawia rodzicom do wyobraźni fakt, że ich dzieci poddawane są religijnej indoktrynacji, że katecheci uczą ich pociechy, średniowiecznych zabobonów, które z nauką nie mają nic wspólnego. Za to dzieci na tych lekcjach, często dowiadują się jak to w trakcie aborcji: „szczypcami rozrywany jest mały nienarodzony człowieczek”, że homoseksualizm to się leczy, a Gender to zło wcielone.

Porozumienie określa kwalifikacje, jakie musi posiadać osoba kierowana do nauczania religii na poszczególnych etapach edukacyjnych i typach szkół, nabyte na odpowiedniego rodzaju studiach teologicznych określonych przez Kościół katolicki.

Nowe porozumienie wnosi tylko jedno – katecheci muszą być lepiej przeszkoleni przez Kościół.

W porozumieniu zawarty jest wymóg posiadania przez te osoby przygotowania pedagogicznego.kolegium teologicznym – należy przez to rozumieć kolegium teologiczne prowadzone przez Kościół katolicki

 o przygotowaniu pedagogicznym do nauczania religii – należy przez to rozumieć nabycie wiedzy i umiejętności z zakresu psychologii, pedagogiki, katechetyki  i dydaktyki, nauczanych w powiązaniu z teologią…

o posiadaniu przygotowania pedagogicznego do nauczania religii świadczy dokument ukończenia wyższego seminarium duchownego albo dyplom (zaświadczenie) uczelni lub kolegium teologicznego albo świadectwo ukończenia kursu katechetyczno-pedagogicznego prowadzonego przez kolegium teologiczne lub wyższe seminarium duchowne

Mataczą i kombinują, stwarzając kolejne pozory i precedensy. Każda nowa umowa, podpisany między Kościołem katolickim a politykami w sprawie „dogrywania” nauki religii w szkołach państwowych, zapętla niekonstytucyjny konkordat. Podpisywanie tego typu dokumentów, utwierdza względem konkordatu opinię: „domniemania konstytucyjności umowy”, dzięki której systematycznie łamana jest przez Episkopat i polityków konstytucja RP.

Problem w tym, że w Polsce się nie przestrzega konstytucji.

ciemnota

cross-487195_1280

Watykańskie rozgrywki.

Papież Franciszek głośno mówi o chorobie, która od wieków toczy Watykańską organizację i czasami nie przebiera w słowach, nazywając rzeczy po imieniu.

„Pycha, władza Kiedy przychodzi ta światowa pokusa, by «potwierdzić się przez władzę», nie służyć, ale być obsługiwanym, nie liczymy się ze środkami, by to osiągnąć: plotki, oczernianie innych… Zawiść i zazdrość torują tu drogę i niszczą. Wszyscy o tym wiemy – mówił Papież. – To dzieje się w różnych instytucjach kościelnych: parafiach, kolegiach, a także na biskupstwach… Tęsknota za duchem świata, który jest duchem bogactwa, pychy i próżności”

Przeleciałem się po portalach katolickich i jakoś nie znalazłem odniesienia do tego cytatu a szkoda, bo jego przesłanie jest klarowne.

Z papieżem problem jest taki, że dużo mówi, ale mało robi, ponieważ gra rolę reformatora na czas słuszny. Świat od dawna widzi, co Kościół wyprawia, tam gdzie ma mocną pozycję polityczną lub tam gdzie chce zdobyć wpływy, więc taki papież po prostu jest potrzebny. Jest to jednak tylko gra pozorów, bo papież co innego mówi, a co innego robi.

Przykładem dualizmu Franciszka jest kwestia objawień w Medjugorie. W zeszłym roku papież zapytany o Maryjne cuda stwierdził, że Maryja nie pracuje na poczcie, żeby regularnie wysyłać wiadomości i obiecał, że po zapoznaniu się z oceną powołanej komisji w celu zbadania objawień, wyda na jesień oświadczanie, czy Kościół uzna cuda w Medjugorie.

Wszystko wskazuje na to, że orzeczenie będzie niekorzystne dla Medjugorje. Nie chodzi tylko o symptomy w rodzaju odwołania, na prośbę Kongregacji Nauki Wiary, spotkania z jedną z wizjonerek we włoskiej Sestoli. Wiadomo przecież, że Kościół z zasady nie wypowiada się pozytywnie o objawieniach, które jeszcze trwają – ale negatywnie się wypowiedzieć, owszem, może. A wypowiedzieć się zamierza… Co będzie z Medjugorje?

Decyzji jeszcze nie ma i prawdopodobnie jej nie będzie, a jak będzie to niejasna i pokrętna. Papież popiera dzieła hochsztaplera z Torunia, które opierają się na pielgrzymkach do Medjugorie, a na dodatek kręgi charyzmatyków tak urosły w siłę, że Kościół nie może ich lekceważyć. Polska jest dla Watykanu krajem o strategicznym znaczeniu, to ostatnie państwo w sercu Europy, w którym ludzie są w stanie uwierzyć w każdy nonsens wygłaszany przez biskupów.

A my chcielibyśmy zapytać papieża, czy usłyszymy kiedyś otwarcie, że przyjmowanie Komunii Św. przez osoby żyjące w grzechu ciężkim jest niedopuszczalne. Czy papież dalej będzie unikał jasnych stwierdzeń, wspierał i chwalił tych, którzy chcieliby udzielać Komunii Św. takim osobom? Dlaczego papież wprost nie potwierdzi nauczania Kościoła?

CZY FRANCISZEK TO FAŁSZYWY PROROK?

Papież wzbudza swoją populistyczną postawą wiele kontrowersji wśród katolików, którzy nazywają go fałszywym prorokiem i zgubą dla Kościoła. Takie podejście nie ma sensu, skoro to bóg wybiera papieża, no ale rozłączne myślenie nie jest domeną nawiedzonych wyznawców Kościoła katolickiego.

Kościół katolicki – instytucja, która wydaje złe owoce.

Mariusz Hnatiuk.

Blog „Kaprawym okiem ateisty” 

98dd8f1f0c7914d47874926e8a9301f080990c08

Rząd zdał raport biskupom

Gdyby ktoś miał problemy z oceną, kto tak naprawdę w Polsce rządzi, to myślę, że ten krótki komentarz dostarczy paru wskazówek. Rząd Polski, za pośrednictwem swoich przedstawicieli zdał raport watykańskim lobbystom, jak idzie wprowadzanie gównianej zmiany.

Przygotowania do Dni młodzieży idą dobrze, czyli z tego wniosek, że finanse są zapewnione, a wprowadzenie stanu wyjątkowego – na najlepszej drodze.

Komunikat po obradach Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski

25 kwietnia 2016 r.

Obie strony oceniły pozytywnie stan przygotowań do Światowych Dni Młodzieży i wizyty Papieża Franciszka w Polsce na trzy miesiące przed tymi wydarzeniami.

Przedstawiciele rządu przedstawili stan prac nad przepisami związanymi z ochroną danych osobowych. Temat jest poważny, ponieważ dotyczy aktów apostazji, więc zapewne biskupi musieli upewnić się, że nikt nie będzie miał prawa nakazać im wykreślenia poddanego z ich organizacji. Skoro Kościół jest wieczny, to wszyscy, których do niego zapisano – najczęściej bez ich zgody i wiedzy – są jego wiecznymi członkami; to chyba oczywista oczywistość.

Uczestnicy Komisji Wspólnej zapoznali się z informacją przedstawioną przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Dyskutowano nad kwestiami prawnymi związanymi z ochroną danych osobowych i wewnętrznymi regulacjami prawnymi Kościoła katolickiego, a także orzecznictwem GIODO oraz sądów administracyjnych w tym zakresie.

I najważniejsze: edukacja. Tu aż ciarki po plecach przechodzą:

Omówiono propozycje strony rządowej związane ze szkolnictwem i systemem edukacji w Polsce.

Wychodzi na to, że rząd Polski przedkłada do akceptacji urzędnikom obcego państwa propozycję kształcenia dzieci. Ten akt poddańczy wobec katolickich kapłanów świadczy o kompletnym zidioceniu polityków rządzących naszym krajem. Wynika też z tego, że w najbliższym czasie gówniana zmiana nabierze tempa w szkolnictwie, ruszy temat matury z religii i kto wie, co tam jeszcze dyspozycyjni politycy wymyślą, aby zaspokoić apetyty biskupów.

Na koniec rząd zdał biskupom raport ze stanu spłacania łapówki wyborcom.

Natomiast Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiła działania rządu w zakresie polityki prorodzinnej, w tym dotyczące m.in. Programu Rodzina 500 plus.

Tych poniżej wymienionych polityków trzeba zapamiętać i po tym, jak już gówniana zmiana zostanie zatrzymana, rozliczyć z podejmowanych decyzji i obietnic składanych przedstawicielom obcego państwa.

ze strony Rządu Rzeczypospolitej Polskiej: Beata Kempa, Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; Mariusz Błaszczak, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, współprzewodniczący Komisji; Piotr Gliński, Wiceprezes Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego; Elżbieta Rafalska, Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej; Maciej Kopeć, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej; Sebastian Chwałek, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji

path-563592_1280

Zapiski katolickiego ateisty.

Ironia na niedzielę 20/09/2015

autor: Ryszard Bałczyński wystąp.pl 

Urodziłem się jako ateista. Jednak jak większość Polaków zostałem w niemowlęctwie ochrzczony, co uczyniło ze mnie subditus Ecclesiae – poddanego Kościoła, po naszemu. I to do mojego końca albowiem semel catholicus, semper catholicus – kto raz został katolikiem będzie nim zawsze. Taka jest wciąż obowiązująca doktryna Kościoła bardzo jasno wyłożona na Soborze Trydenckim.

Jako ów subditus byłem we wczesnym dzieciństwie indoktrynowany religijnie w sposób typowy dla lat 60. i 70. zeszłego stulecia. Od czasów późnej podstawówki (w czasach późnego Gierka) te resztki inteligencji, które mi pozostały, nie pozwalały mi na bezkrytyczne przyjmowanie prawd wiary na wiarę. Stałem się indyferentny religijnie wewnątrz i konformistyczny na zewnątrz, żyjąc w środowisku wierzących. Bierzmowanie i ślub kościelny zaliczyłem dla świętego spokoju, bez wymaganej dawki wiary. Nikt się tym nie przejął, a już najmniej Bóg.

Po kilku latach rozpadło się moje małżeństwo uświęcone przez samego Boga. A było to już po urodzeniu się syna mojego, jednorodzonego. Zaobserwowałem wówczas, jak podli potrafią być niektórzy wyznawcy Boga Miłosiernego, jak bezwstydnie i bez najmniejszych wyrzutów sumienia potrafią żywić nienawiść do bliźniego swego i gnębić go bezbożnie, wbrew etyce swojej. To mnie zastanowiło i skłoniło do pierwszych, nieśmiałych prób samodzielnego używania rozumu.

Po kilku latach coraz śmielszego używania rozumu, zostałem ateistą pełną gębą. I to stworzyło problem. Ponieważ, żeby być w zgodzie ze sobą i rozumem, powinienem wypisać się z Kościoła. To zaś okazało się niemożliwe. Najlepsze co można w tej sprawie osiągnąć to „apostazja KEP-owska” czyli ekskomunika na własne życzenie, nie zwalniająca wszelako od podlegania prawu kanonicznemu (nikt nie wygrał 1000 euro obiecanego przez Wystap.pl za kościelne potwierdzenie, że się wystąpiło). Mówiąc w skrócie – teatrzyk udający wystąpienie po którym nadal się jest katolikiem. Żeby się „skutecznie kanonicznie” ekskomunikować trzeba się upokarzać w obecności dwóch świadków przed wszechwładnym i nierzadko złośliwym proboszczem (dla którego to też żadna przyjemność). Kościół po prostu nie przewiduje wystąpienia w normalnym znaczeniu i surowo ukarał pierwszego kanonistę, który nad tym myślał. Przez to długi czas zwlekałem z apostazją.

Przed ok. trzema laty dowiedziałem się, że Włosi występują z Kościoła „po włosku” – nie jako „fakt” mocniejszy od przeciwnego „faktu” prześwietnej kurii tylko jako wewnętrzne przekonanie człowieka, że nie jest katolikiem. Sprawy kościelne omija to więc szerokim łukiem. W Polsce z reguły skutkowało to ugrzęźnięciem w wieloletniej wędrówce po sądach, bo „postkomunistom” nie może być za łatwo – nawet tym urodzonym w III RP. ?

Poza tym, podobnie jak w przypadku apostazji, wymagane jest świadectwo chrztu. Właściwa do tego parafia jest jednocześnie miejscem zamieszkania mojej leciwej i bardzo bogobojnej Mamuśki (przez wielką literę czczę Matkę moją). Mam właściwie pewność, że Matka moja padnie ofiarą mobbingu religijnego ze strony sprzedawców polis na życie wieczne. Mamuśka moja całym sercem jest związana z Kościołem, jest on dla niej jak woda dla ryby. Obawiam się, że bez tej święconej wody może nie pożyć długo.

Mam więc dylemat moralny. Brak wystąpienia z Kościoła uwiera duszę moją gdyż czuję się trochę jak niewolnik w kajdanach. Z drugiej strony, akt wystąpienia spowoduje cierpienie mojej Rodzicielki. Co robić? Mówiąc klasykiem – jak żyć?

Jako człowiek moralny moralnością naturalną i ewolucyjnie-kulturowo daną, nieświętoszkowatą i humanistyczną, postanowiłem nie występować. Dobro drugiego człowieka, zwłaszcza Rodzicielki jest ważniejsze od mojego egoistycznego dobra. Ponadto, wypadałoby też odkręcić ślub kościelny czyli fałszywie uznać, że małżeństwa nie było. Do tego sprowadza się tzw. rozwód kościelny czyli unieważnienie małżeństwa. Wystąpienie bez wystąpienia i rozwód bez rozwodu to dwie perełki katolickiej nauki społecznej. O nie, nie dam świętoszkom takiej satysfakcji.

Odkryłem wszelako, że rola katolickiego ateisty daje niespodziewane korzyści. Po pierwsze ukazuje absurd nieuznawania wystąpienia w dzisiejszym świecie. Każe postawić pytanie – co właściwie znaczy być katolikiem? Czy naprawdę zrytualizowane ochrzczenie niemowlęcia wystarczy? Już sprawa Edgardo Mortaraczyli porwania przez Kościół dziecka żydowskiej rodzinie, bo w tajemnicy ochrzciła je niańka – która wstrząsnęła Europą w 1858 roku – pokazała do czego to prowadzi. Twierdzenie Kościoła (nawet jeśli półgębkiem), że nie można z niego formalnie wystąpić w 21 wieku stawia go po złej stronie historii – niebezpiecznie bliskoprześladowań za porzucenie islamu, które przecież słusznie potępiają. Sami duchowni zaczynają dostrzegać tę dwuznaczność.

Po drugie, jako katolik mam prawo do krytyki. Wprawdzie w ograniczonym zakresie i z zastrzeżeniami, ale przyznaje to nawet Kodeks Prawa Kanonicznego. Nie jestem więc bezbożnikiem z zewnątrz, atakującym Świętą Matkę Kościół za poduszczeniem szatańskim. Jestem wiernym świeckim, który ma prawo wypominać zgorszenie i postulować reformy.

Postanowiłem więc z wystąpieniem zaczekać do kolejnego soboru, bo tylko on może coś z tym fantem zrobić. Jest szansa, że uwolni polskich biskupów od konieczności pisania lawiranckich listów do GIODO i tworzenia łamańców językowych w stylu „Zasady postępowania w sprawie apostazji dokonanej poprzez formalny akt wystąpienia z Kościoła„.

Na marginesie, nawet wystąpienie z KK „po włosku” nie zmieni jego propagandy gdyż zwykł on chytrze podawać do GUSu liczbę ochrzczonych jako wiernych. A ta się nie zmieni nawet gdyby nagle pół Polski „wystąpiło po włosku”.

To pisałem ja – katolicki ateista, przedstawiciel większości wśród ochrzczonych Polaków.

Tekst opublikowany na stronie wystąp.pl 

http://wystap.pl/zapiski-katolickiego-ateisty/

1376426_519236658167208_934405899_n

„Kościół przegrywa wojnę o niepodleganie Ustawie o ochronie danych osobowych”

W porozumieniu z Maciejem Psyk  z portalu wystap.pl uprzejmie donosimy, że 😀 :

„W styczniu 2014 roku GIODO przyjął kunktatorską interpretację swoich uprawnień wobec kościołów. Oparł się na jedynym możliwym wyjaśnieniu jak rozpoznać „fakt wystąpienia z do Kościoła„, który nieco wcześniej cichaczem przemycono do instrukcji Serzycki-Budzik z 2009 roku w zdaniu „fakt wystąpienia z Kościoła jest odnotowywany w księdze chrztów„. Bez określenia „kiedy fakt jest faktem” było to oczywiste dla wszystkich niedomówienie, że fakty są faktami kiedy je uzna „prześwietna kuria”.

Jeszcze przed jej powstaniem „Głos Nauczycielski” przestrzegał, że „opinia GIODO nie zawiera odpowiedzi na pytania jak odróżnić ucznia-niekatolika od ucznia-katolika niechodzącego jednak na religię, ani co decyduje o tym, że kogoś uważa się lub nie za członka danego kościoła lub nie„. Potraktowano to jak typowe szczekanie kundelków. Dopiero złapanie urzędu za słowo doprowadziło do ujawnienia tej manipulacji – minister Wojciech Wiewiórowski został zmuszony samodzielnie bronić „instrukcji Michalika” a jednocześnie w Sejmie przed „ustaleniem faktu” bronił się nawet… Traktatem Lizbońkim (!!). W rezultacie wydał sobie wojnę na śmierć i życie, którą prawie wygrał.

Styczniowy przełom ostatecznie pokonał tę podwórkową dyplomację Biura GIODO i zwolnił kurie z ustalania faktów, co odsłoniło wewnętrzną matrioszkę czyli równie podstępne wyłączenie kościołów spod ustawy o ochronie danych osobowych przez „i 3” w jej artykule 43 ust. 2. Odrzucenie państwa jawnie wyznaniowego trochę skruszyło ten skansen, ale głównie metodą wyprowadzenia kozy z domu – teraz jest już tylko tragedia.

bonus: prof. Michał Pietrzak miażdży pozoranctwo Biura GIODO w 2009 roku

W ciągu tego półtora roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przemielił nową grupę skarżących. Tym razem – uznanych przez GIODO za uprawnionych do jego „merytorycznej decyzji administracyjnej” dzięki „nienależeniu do Kościoła Katolickiego”. Zgodnie z obietnicą poniżej lista tych wyroków z linkami – a raczej wynik klasówki dla tamtejszych sędziów. Tylko okupiony ciężką walką wyrok numer 4 można w ogóle skrytykować. Sędziowie uciekli w nim w udawanie, że nie rozumieją wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2013 roku (które są bardzo proste). I skoro oni nie rozumieją to badanie przedwstępnej w sprawie „kognicji GIODO” byłoby przedwczesne. Wszyscy pozostali zrozumieli tylko oni nie zrozumieli. Zanegowali więc linię orzeczniczą nie robiąc tego wprost tylko udając idiotów. Więcej nawet – obarczając GIODO konsekwencjami swojego nierozgarnięcia, bo miał napisać to samo tylko tak prosto żeby nawet pan sędzia Andrzej Góraj zrozumiał. Co pozwoliło urzędowi wyjść z tego obronną ręką, ubierając to samo w prawnicze formułki. I to jest wariant optymistyczny – szczyt dobrej woli! Standardowo bowiem sędzia sprawozdawca pieprzy w ogóle nie wiadomo czemu takie bzdury o prawie kanonicznym z jakiegoś katolickiego WUML-a, że pozostała dwójka po prostu się wstydzi i przewraca oczami, ale zdania odrębnego i tak żaden nie napisał – a zawsze mogą i o tym wiedzą, bo ci sami sędziowie piszą je w innych sprawach – więc się pod tym wszyscy podpisują – w przenośni i dosłownie.

Lista zarzutów Kościoła wobec GIODO za stosowanie „i 3”, którego sami bronili zanim wymknęło się spod kontroli jest imponująca – naruszenie dwóch artykułów Konstytucji, trzech artykułów Konkordatu, pięciu artykułów ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania i na dokładkę jednego z ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w RP. I to wszystko nie licząc pięciu z Kodeksu postępowania administracyjnego dotyczących samego działania urzędu. Co jest posłusznie przyklepywane. Inaczej mówiąc – sędziowie WSA w Warszawie wypluwają z siebie propagandową sieczkę, którą adwokaci Kościoła faszerują ich jak gęsi. Czego efektem jest…

prawno-religijna papka polskiego sądu”

Całość tekstu na stronie http://wystap.pl/kosciol-przegrywa-wojne-o-niepodleganie-ustawie-o-ochronie-danych-osobowych/

Ćwiczenia z ateizmu

smiley-mini1171432_960_720

Złe skutki lekcji religii

smiley-1171432_960_720Rodzice często sądzą, że na lekcjach religii dzieci uczą się czegoś dobrego i pożytecznego, uczciwości, zasad moralnych. Mówi się też, że dobrze, by dziecko poznało religię. Rzecz w tym, że na lekcjach religii uczniowie nie otrzymują żadnej wartościowej wiedzy religijnej. Katecheci nauczają biblijnych mitów i religijnych dogmatów, absurdów jak ten, że cierpienia i śmiertelność ludzi to skutek grzechu pierworodnego. Starożytne mity sprzed 2-3 tys. lat podają jako „prawdy wiary”. Nie ma w tym nic dobrego.

Słyszy się czasami, że religia sprzyja prawidłowemu rozwojowi psychicznemu dzieci i młodzieży. To nieprawda. Religia nie jest potrzebna do właściwego rozwoju psychicznego. To, czego dzieci i młodzież uczą się na lekcjach religii, to starożytne wierzenia i mity. Nie są one potrzebne współczesnemu człowiekowi. 

Dziecko uczy się norm moralnych i wszystkiego, co potrzebne do życia, w rodzinie, szkole, otoczeniu rówieśniczym i społecznym. Nie jest do tego potrzebna religia. Nie są do tego potrzebne żadne religijne mity o Bogu, aniołach, szatanach, grzechu pierworodnym, objawieniu, duszy nieśmiertelnej, życiu wiecznym, zbawieniu, potępieniu i Jezusie Chrystusie, który umarł na krzyżu, zmartwychwstał i przed końcem świata będzie sądzić żywych i umarłych. 

Wiedza o Biblii i wierzeniach chrześcijańskich jest potrzebna jedynie jako część ogólnego wykształcenia, podobnie jak wiedza o Iliadzie i mitologii greckiej. Nie jest potrzebna jako przedmiot wiary.

W kościelnych programach nauczania religii mówi się prost, że celem jest katecheza, nauczanie wierzeń katolickich i wychowanie katolików posłusznych władzom kościelnym. Czytając programy i podręczniki widać wyraźnie, że jest to cel jedyny.

Na końcu zamieszczam dwie katechezy, z pięciu przewidzianych na styczeń, z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

* * *

Nauczanie religii wywiera pod wieloma względami negatywny wpływ na osobowość dzieci i młodzieży, z czego na ogół nie zdajemy sobie sprawy. Powiem o kilku sprawach.

devil-32429_960_720Poczucie lęku

Mówi się, że religia daje wsparcie psychiczne, ale to półprawda. Religia rodzi też poczucie lęku przed Bogiem i – nie śmiejmy się – szatanem, piekłem i nadprzyrodzonym światem duchów. W przypadku bardziej wrażliwych dzieci może być ono bardzo silne i utrzymywać się w dorosłym życiu.

Wzbudzenie lęku przed Bogiem i potępieniem jest jednym z podstawowych celów religii. Ma to miejsce także współcześnie w kościelnym nauczaniu i w treści podręczników. Aby ten lęk nie prowadził do zaburzeń psychicznych, człowiek musi – brzmi to paradoksalnie – nauczyć się ignorować religię. Inaczej, zważywszy na grożące mu kary, nie potrafiłby normalnie żyć. Na ogół osoby religijne, także dzieci, potrafią osłabić w sobie ten lęk do znośnego poziomu, ale doznają trwale mniej lub bardziej widocznych zaburzeń.

Co wobec tego?

Dla właściwego rozwoju psychicznego najlepiej ignorować religię całkowicie.

Irracjonalne skłonności

Nauczanie religii buduje w dzieciach i młodzieży irracjonalne skłonności, np. skłonność do wiary w fantastyczne wyjaśnienia, cuda, duchy, nadprzyrodzone zdarzenia. Skłonność ta ujawnia się z różnym nasileniem, u jednych silniej, u innych słabiej.

W łagodniejszej formie prowadzi do osłabienia trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Dziecko, a później dorosły człowiek, może na przykład wierzyć, że rzeczywiście gdzieś na szybie czy drzewie objawiła się Matka Boska. Religijni oszuści w Medjugorie mają tłumy ciekawskich i wierzących.

bashobora_34Inny przykład to wiara w uzdrowicieli i cudowne uzdrowienia. Irracjonalne skłonności, kształtowane od wczesnego dzieciństwa, napędzają klientów uzdrowicielom i cudotwórcom, jak chociażby katolicki ksiądz Bashobora z Afryki, gromadzący tłumy na Stadionie Narodowym w Warszawie i na rekolekcjach regularnie prowadzonych w Polsce. Bashobora twierdzi, że uzdrawia, oraz że wskrzesił kilkunastu zmarłych. Nauczanie religii sprzyja, by traktować to poważnie, nie dostrzegać niedorzeczności i oszustwa, jakiego dopuszcza się nie tylko cudotwórca, ale także biskupi firmujący te przedsięwzięcia.

Irracjonalizm w polityce

Skłonność do odlotowych wierzeń religijnych przenosi się także na inne dziedziny życia, np. na politykę.

Wierzy się politykom żerującym na religii, wykorzystującym religijność wyborców dla własnych celów. Wierzy się w różne fantastyczne koncepcje, np. w spiski, chociaż nie ma po temu racjonalnych podstaw. Przykładem jest wiara w spisek smoleński.

Nauczanie religii jest jedną z przyczyn zadziwiającej łatwości, z jaką tak wielu ludzi wierzy w teorie spiskowe. Bezkrytyczna wiara w pozbawione podstaw wyjaśnienia jest główną cechą religii i rozszerza się na inne dziedziny.

szatan w nosieOpętanie przez szatana

Dobrym przykładem silnego irracjonalizmu są przypadki chorych psychicznie, którzy są przekonani, że opętał ich szatan. Po lekcjach religii, na których sporo mówi się o szatanie, wielu ludzi skłonnych jest traktować coś takiego poważnie, a nie jako niedorzeczność.

Kościół kultywuje starożytną wiarę w możliwość opętania człowieka przez szatana i w egzorcyzmy, tj. wypędzanie szatana (szatan ma dosłownie wstępować w ciało człowieka i kapłan-egzorcysta ma go stamtąd usunąć). Mówią o tym obowiązujące dziś oficjalne dokumenty kościelne, a biskupi powołują egzorcystów – w Polsce jest ich blisko 200. Opętania i egzorcyzmy potwierdzał słowem i czynem Jan Paweł II, co zasługuje na wyśmianie.

Rzekome opętania przez szatana są przez psychiatrię diagnozowane jako poważne zaburzenie psychiczne o charakterze urojeń właściwych paranoi i schizofrenii. Zdarzają się jednakowoż psycholodzy i lekarze, którzy sami wierzą w szatana lub są związani z Kościołem wspólnym interesem. Ci potrafią wszystko, nawet zdiagnozować obecność szatana w ciele chorego.

Łatwo zauważyć, że nauczanie religii i sianie wiary w szatana i nadprzyrodzone zdarzenia, jest jedną z przyczyn szerzenia się tej choroby psychicznej. Kościół nie podaje, ile przypadków tzw. opętań notuje się w Polsce, ale jak słychać egzorcyści mają pełne ręce roboty (na końcu podaję link do artykułu na temat opętań).

gosc.pl 975416_100514_Odnowa_009_34Odlotowe grupy katolickie

Niektórzy młodzi ludzie trafiają do odlotowych katolickich grup religijnych, takich jak Odnowa w Duchu Świętym. Praktykuje się tam wpadanie w trans (chwilowe zaburzenie psychiczne osiągane w trakcie religijnych rytuałów i spektakli), „mówienie językami” (uczestnicy wydają nieartykułowane dźwięki i niezrozumiałe słowa, twierdząc, że są pod wpływem Ducha Świętego). Zdarzają się tzw. „upadki w Duchu Świętym”, kiedy to ktoś pada i wije się jak w konwulsjach, przypomina to atak epilepsji.

Kościół ostrzega przed sektami, a sam wspiera katolickie grupy będące sektami w ramach Kościoła. Wywierają one tak samo negatywny wpływ na osobowość jak inne destrukcyjne sekty.

Irracjonalizm wierzeń religijnych sprzyja sekciarskim, często psychopatycznym formom religijności. Przykładem może być społeczność zwolenników intronizacji Chrystusa na króla Polski, wierzących w objawienia Rozalii Celakówny.

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)Ubrani w czerwone peleryny z dziwacznym wizerunkiem Chrystusa Króla, organizują od czasu do czasu modły na ulicach. Ostatnio widoczni byli na głośnych uroczystościach kościelnych 19 listopada 2016 r. w krakowskich Łagiewnikach, gdzie według biskupów Polska uznała królowanie Chrystusa.

Przykładem może być też działalność ks. Piotra Natanka, suspendowanego kapłana katolickiego, który w założonym przez siebie ośrodku religijnym skupia grupy młodych ludzi i naucza w duchu odlotowego chrześcijaństwa. Jest ponadto aktywistą wspomnianego przed chwilą ruchu intronizacyjnego.

Uczniowie i ludzie młodzi są głównymi odbiorcami odlotowych internetowych portali katolickich, jak chociażby Fronda. Dziwić może, dlaczego religijne banialuki, które tam się pojawiają, są traktowane poważnie. Można to jednak zrozumieć. Po lekcjach religii żadne już cuda i dziwy nie mogą młodych ludzi zaskoczyć. Dziwactwa publikowane na odlotowych portalach nie różnią się zbytnio od tego, co zawierają podręczniki religii, a także papieskie encykliki i oficjalne dokumenty kościelne. Różnice dotyczą raczej formy, języka, a nie treści. Strony internetowe są bardziej strawne pod względem językowym i ciekawsze niż podręczniki. Nie stronią od religijnych sensacji, byle przyciągnąć uwagę. Oficjalne kościelne publikacje są w zasadzie nie do czytania przez normalnych ludzi, ale zawierają te same niedorzeczności, co wspomniane portale.

Absurdów, publikowanych na odlotowych stronach, żadne kościelne instancje nie prostują, bo musiałyby prostować same siebie.

Na szczęście umysł większości ludzi broni się przed zbyt silną akceptacją wierzeń religijnych. Moja znajoma, niepokorna teolożka Celestyna nazywa to „olewaniem” i przygotowuje pracę doktorską pt. „Olewanie jako skuteczna metoda obrony przed religią i Kościołem”. Zamierza ją przedstawić radzie wydziału teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ha ha!

„Brudna wspólnota”

Jeszcze jeden skutek nauczania religii chciałbym wskazać. Wprawdzie ostatnio coraz mniej maturzystów wybiera seminaria duchowne, ale takie nieszczęsne decyzje się zdarzają. Polska ciągle pozostaje największym chyba w Europie zagłębiem tzw. powołań kapłańskich.

Młodzi ludzie, decydując się z jakichkolwiek powodów na bycie księdzem, nie zdają sobie sprawy, że nie będą mieli normalnego ludzkiego życie. Wchodzą w kościelne tryby, które zmienią ich na wiele sposobów. Nie zdają sobie sprawy chociażby z problemów z seksualnością. O ile nie mają wybitnie obniżonego poziomu potrzeb seksualnych, będą żyć w olbrzymim stresie, prowadzącym do zaburzeń osobowościowych i konfliktów sumienia. Mogą uprawiać seks w ukryciu, łamiąc zasady obowiązujące księży. Najpewniej będą skazani na masturbowanie się, co na dokładkę Kościół uznaje za grzech (tak na marginesie, ciekawe, czy księża spowiadają się z masturbacji). Najgorzej, jeżeli ulegną przestępczej dewiacji, jaką jest seksualne wykorzystywanie dzieci.

Michalik pedofiliaKościół stanowi zamkniętą korporację, w której dewiacje i przestępstwa seksualne są tolerowane na zasadzie wzajemnego zrozumienia i porozumienia. Celibat jest dziś utrzymywany m.in. po to, by tę korupcyjną więź stwarzać i wzmacniać. Wzajemna wiedza o seksualnych przewinach sprawia, że kapłani trzymają się nawzajem w szachu: wiemy o tobie wszystko, nie podskakuj. To bardzo ważna przyczyna księżowskiego posłuszeństwa. Tylko wtedy, gdy drastycznych przypadków nie uda się ukryć, dochodzi do ujawnienia, a nawet do skazania księży na karę więzienia.

W socjologii znane jest pojęcie brudnej wspólnoty. To grupa o silnych więziach i wspólnych interesach, w której mają miejsce naganne praktyki, włącznie z naruszaniem prawa, ale są one tolerowane i ukrywane. Jest to, można powiedzieć, zła, brudna solidarność społeczna. Ważną rolę odgrywa możliwość wzajemnego szantażu oraz nieformalne i niekontrolowane korzyści finansowe i praktyki korupcyjne.

Nie brzmi to przyjemnie, ale trzeba powiedzieć, że Kościół ma cechy brudnej wspólnoty. Ukrywa naganne praktyki, nie poddaje się społecznej kontroli, czerpie dochody z dowolnie pobieranych opłat, nie podlegających dostatecznej kontroli. W drastycznej postaci zła, brudna solidarność księży polega na ukrywaniu przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci, co sięga najwyższych władz kościelnych.

enforce-46910_640Słowo na zakończenie

Wierzenia religijne, nabyte w toku długoletniego nauczania szkolnego, w mniejszym lub większym stopniu owocują skłonnością do irracjonalizmu, ograniczają zdolność rozumnego pojmowania świata, utrudniają kierowanie się pozytywnie rozumianym zdrowym rozsądkiem. Nierzadko pozostają w umyśle jak koszmarny sen, powodując problemy i zaburzenia psychiczne.

Co jest prawdziwym celem nauczania religii?

Programy i podręczniki nie pozostawiają wątpliwości. Celem jest wytworzenie w uczniach psychicznego uzależnienia od urojonej „siły wyższej”, od Boga, a w rezultacie od władz Kościoła. I o to idzie.

Praktyczną metodą, dzięki której mimo wszystko człowiek nie staje się marionetką w rękach Kościoła, jest – mówiąc popularnie – olewanie religii i Kościoła. Alvert Jan

* * *

Dla zilustrowania tego, co zawierają podręczniki do religii, zamieszczam poniżej pełny tekst dwóch katechez (lekcji), z pięciu przewidzianych na styczeń.

Katechezy pochodzą z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” (Wydawnictwo WAM – Księża Jezuici, Kraków 2012, płyta CD; do płyty dołączony jest notes ucznia zawierający z reguły skróconą wersję tekstu z płyty).

Katecheza 22. Tajemnica Ducha Świętego

Chrześcijanie wyznają, że Duch Święty jest Trzecią Osobą Boską, a więc Bogiem. Wiarę swą opierają na Objawieniu zawartym w Nowym Testamencie, gdzie prawda o tym, że Bóg jest Trójcą została wyraźnie ukazana. Stary Testament nie mówił jeszcze wprost o Duchu jako Osobie. Bóg objawiał ludziom swą tajemnicę stopniowo – najpierw ukazał swą jedyność, by dopiero potem odsłonić swą troistość. Duch Święty jest ostatni w objawieniu Osób Trójcy Świętej. „«Święty Grzegorz z Nazjanzu, Teolog», wyjaśnia ten rozwój pedagogią Boskiego «zstępowania»: Stary Testament głosił wyraźnie Ojca, Syna zaś bardzo niejasno. Nowy objawił Syna i pozwolił dostrzec Bóstwo Ducha. Teraz Duch mieszka pośród nas i udziela nam jaśniejszego widzenia samego siebie. Nie było bowiem rzeczą roztropną głosić otwarcie Syna, gdy nie uznawano jeszcze Bóstwa Ojca, i dodawać Ducha Świętego jako nowy ciężar, jeśli można użyć nieco śmiałego wyrażenia, kiedy jeszcze Bóstwo Syna nie było uznane… Jedynie na drodze postępu i przechodzenia «od chwały do chwały» światło Trójcy Świętej zajaśnieje w pełniejszym blasku” (KKK 684).

 

Duch w Biblii

Chrześcijanie patrząc z perspektywy Nowego Testamentu, dostrzegają w Starym Testamencie wiele tekstów, które wspominają o działaniu Ducha Pańskiego – „Ruah Jahweh”. O Jego obecności i działaniu mówi już Księga Rodzaju przy okazji opowiadania o Bożym dziele stworzenia: „Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1, 2). Z całego tego tekstu opowiadania o dziele stworzenia wynika też, że to Słowo Boga i Jego Tchnienie stały u początków każdego istnienia, co autor księgi Psalmów tak wyraził: „Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego” (Ps 33, 6). W Starym Testamencie Duch Boży działał też przez przywódców narodu wybranego, królów, sędziów, proroków, mędrców. Szczególnie ważne są starotestamentowe teksty mówiące o Duchu, który miał spocząć na Mesjaszu – proroctwa mesjańskie, między innymi: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego (…) i spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości, i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej” (Iz 11, 1-2); „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę” (Iz 61, 1). Zapowiadały one Sługę Jahwe – Mesjasza, pochodzącego z rodu Dawida (Jesse był ojcem Dawida) i napełnionego Duchem Bożym. Mesjasz, czyli Namaszczony (Duchem) miał za cenę swojego cierpienia przynieść ludziom zbawienie.

 

Symbole działania Ducha Świętego

 Wiemy, że te prorockie zapowiedzi zrealizowały się w Jezusie Chrystusie i że to On, pełen Ducha, objawił ostatecznie ludziom Osobę Ducha Świętego. Choć Duch Święty został objawiony, pozostaje tajemniczy, ukryty. Z racji bycia duchem – sam jest niewidoczny, choć dostrzegalne jest Jego działanie. „Teraz Duch jest Tym, który objawia Boga, pozwala nam poznać Chrystusa, Słowo Boga, Jego żywe Słowo, ale nie wypowiada samego siebie. Ten, który «mówił przez proroków», pozwala nam usłyszeć Słowo Ojca. Jego samego jednak nie słyszymy. Poznajemy Go, gdy objawia nam Słowo i czyni nas zdolnymi do przyjęcia Go w wierze”. Ta „nieuchwytność” Ducha Świętego sprawia, że w wyjaśnianiu Jego tajemnicy Kościół posługuje się często znakami i symbolami (niektóre z nich kojarzono z działaniem Ducha już w Starym Testamencie (zobacz np. Iz 44, 3; 1 Sm 16, 13; ). Są to:

– woda oznacza działanie Ducha Świętego w sakramencie chrztu; narodzenie i płodność życia w Duchu Świętym;

– namaszczenie jest znakiem sakramentalnym bierzmowania. Imię „Chrystus” (w języku hebrajskim Mesjasz) oznacza namaszczony;

– ogień symbolizuje przekształcającą energię działania Ducha Świętego, w językach ognistych Duch spoczął nad Apostołami w dniu Pięćdziesiątnicy;

– obłok i światło odsłaniają transcendencję chwały Ducha Świętego;

– pieczęć wskazuje na niezatarte znamię namaszczenia Ducha Świętego w sakramentach chrztu, bierzmowania i kapłaństwa, zostawia niezatarty charakter tych sakramentów. Dlatego nie udziela się ich ponownie;

– gołębica jest znakiem Ducha Świętego przynoszącego człowiekowi nadzieję ostatecznego spełnienia przez Boga jego pragnień (w tym symbolu Duch ukazał się nad Jezusem podczas chrztu w Jordanie);

– wiatr – widać w nim nadprzyrodzony dynamizm, przez który Bóg zbliża się do ludzi; symbol działania i obecności Ducha, np. podczas Pięćdziesiątnicy.

Symbole te pozwalają nam poznawać różne aspekty działania i obecności w świecie Trzeciej Osoby Bożej.

 

Katecheza 24. Duch Święty i Jezus Chrystus

Duch Święty przygotowywał czas objawienia Syna Bożego. Działał przez Jana Chrzciciela, który był Nim napełniony już w łonie matki (Łk 1, 15. 41), działał w życiu Maryi, zachowując ją najpierw od grzechu pierworodnego, potem zachowując jej dziewictwo i przygotowując ją na przyjęcie Jezusa. Duch Święty jest bezpośrednim sprawcą Wcielenia Syna Bożego Jezusa Chrystusa. To za Jego sprawą dokonuje się dziewicze poczęcie i narodzenie Syna Bożego jako Syna Maryi. Odtąd Duch Święty jest z Jezusem nierozerwalnie związany.

 

Duch Święty w ziemskim życiu Jezusa

Ewangeliści zaznaczają, że Duch Święty towarzyszy Jezusowi w całym Jego życiu. W momencie nawiedzenia Elżbiety przez Maryję Duch napełnia Elżbietę i wywołuje w niej słowa powitania na widok Matki noszącej w łonie Pana (Łk 1, 42-45). Duch Święty działa przez Symeona (Łk 2, 26) i Annę, kiedy Maryja i Józef ofiarowują Jezusa w świątyni. Jest obecny we wszystkich kluczowych momentach wypełnianego przez Jezusa posłannictwa. Podczas chrztu, który Jezus przyjmuje od Jana, Duch Święty zstępuje na Jezusa w znaku gołębicy (Mt 3, 16). Jest z Jezusem podczas pobytu na pustyni i kuszenia Go przez Szatana (Łk 4, 1). O ścisłym związku posłannictw Syna Bożego i Ducha Świętego świadczy też, że Jezus działa i naucza w mocy Ducha (Łk 4, 14), a w synagodze nazaretańskiej odnosi do siebie słowa Izajaszowego proroctwa: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę” (Łk 4, 18). „Jezus nie objawia w pełni Ducha Świętego, dopóki sam nie zostanie uwielbiony przez swoją Śmierć i swoje Zmartwychwstanie. Powoli jednak wskazuje na Niego, nauczając tłumy, gdy objawia, że Jego Ciało będzie pokarmem na życie świata. Wskazuje Go Nikodemowi, Samarytance i uczestnikom Święta Namiotów. Swoim uczniom mówi otwarcie o Duchu Świętym w związku z modlitwą i świadectwem, które powinni dawać” (KKK 728). Jezus zawsze mówi o Duchu Świętym jako o Kimś, komu przysługuje działanie osobowe (kto naucza, działa, przekonuje, świadczy, przypomina), a więc jako o odrębnej Osobie.

 

Obietnica Ducha Świętego

Na koniec składa uczniom obietnicę zesłania Ducha Świętego: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14, 16-17). Uzależnia też Jego zesłanie od swojego odejścia, zapewniając uczniów, że nie zostawi ich samych. Spełnienie tej obietnicy nastąpiło dla całego Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy – zesłania Ducha Świętego. Kościół uczy, że bez Ducha Świętego nie da się zrozumieć Chrystusa – ani tego, kim jest, ani tego, co uczynił dla ludzi. I odwrotnie – bez Chrystusa nie dałoby się zrozumieć Osoby i działania Ducha Świętego. – Koniec Katechezy 24 z podręcznika religii dla uczniów I klasy liceum i technikum pt. „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”.

……………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ : Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 38 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana”(artykuł o tzw. opętaniu przez szatana)  – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ 

Gra królem Chrystusem” (artykuł o intronizacji Chrystusa na Króla) – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Co wyjaśnia teologia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/ 

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/argumenty-przeciw-istnieniu-boga-komentarz-podrecznikow-religii/

Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/ 

Ewolucja i moralność” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

magic-790704_960_720

Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?

magic-790704_960_720

W podręczniku czytamy, że duża część filozofii ostatnich trzystu lat to ataki na religię i „zastępowanie jej światopoglądem naturalistycznym, który całkowicie eliminuje wyjaśnienia teologiczne”. Tak jest rzeczywiście. Naturalizm to dziś bardzo ekspansywny światopogląd, a eliminowanie wyjaśnień teologicznych odbywa się nie bez powodu. Przyjrzyjmy się.

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia.

Co to jest naturalizm?

Naturalizm to stanowisko filozoficzne uznające, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości – ta, w której żyjemy i której jesteśmy częścią. Nie istnieje jakaś inna rzeczywistość, nadprzyrodzona czy boska.

universe-1044107_960_720Jak nazwać tę jedyną istniejącą rzeczywistość? Najlepiej przyrodą, czyli naturą. Obejmuje ona makro i mikrokosmos, wszechświat i cząstki elementarne, giganty i kwanty; przyrodę nieożywioną i organizmy żywe, a także doznania psychiczne i świadomość, będące pochodnymi funkcjonowania organizmów biologicznych (nie istnieją niezależnie do organizmów żywych). Mówiąc najkrócej, naturalizm uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne, psychika i świadomość.

Z punktu widzenia filozofii naturalizm jest monizmem ontologicznym (mono– jedno; onto– byt, istnienie). Ontologia to najogólniejsza teoria bytu, rzeczywistości, istnienia. Monizm ontologiczny przyjmuje, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości. Według monizmu naturalistycznego istnieje tylko przyroda/natura. Według monizmu idealistycznego naprawdę istnieją tylko idee, bóg, duch, świadomość.

Odmiennym stanowiskiem jest dualizm/pluralizm ontologiczny. Przyjmuje istnienie wielu rodzajów rzeczywistości. Na stanowisku dualizmu ontologicznego stoi teologia chrześcijańska – przyjmuje, że istnieją dwa rodzaje rzeczywistość: nadnaturalna (nadprzyrodzona) i naturalna (przyrodzona/przyrodnicza).

Wyjaśnianie

Na czym polega wyjaśnianie? Wyjaśnić to uczynić coś zrozumiałym, podać powód, przyczynę, powiedzieć, dlaczego coś zaszło lub ma miejsce. Np. pytamy, skąd się biorą trzęsienia ziemi. Wszelkie klęski żywiołowe frapowały ludzi od zarania dziejów. Wyjaśnienia mogą być różne. W mitologii greckiej, tworzonej przez poetów, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, grzmoty i błyskawice przypisywano działalności i walkom bogów.

abracadabra-484969_960_720

Wyjaśnienia teologiczne

Na czym polega wyjaśnianie teologiczne? Twierdzi się, że to lub owo sprawił Bóg. Wskazuje się na boże sprawstwo.

Warto zapytać, czy wyjaśnienia teologiczne cokolwiek wyjaśniają. Bo jeżeli nic nie wyjaśniają lub – inaczej mówiąc – dają wyjaśnienia pozorne, to nie ma się czemu dziwić, że są eliminowane i zastępowane przez światopogląd naturalistyczny.

W katechizmie i w podręcznikach mamy wiele przypadków wyjaśnień teologicznych. Ich źródłem jest przede wszystkim Stary i Nowy Testament, bardzo często cytowane. Warto pamiętać, że jeszcze w czasach Newtona (XVII/XVIII w.) Biblię traktowano jako wiarygodne źródło wiedzy o świecie. Np. Newton na podstawie Biblii obliczył wiek świata na kilka tysięcy lat i fundamentaliści biblijni do dziś powołują się na te ustalenia. We współczesnej nauce jest to nie do przyjęcia nawet jako hipoteza, bo hipoteza naukowa wymaga poważnego uzasadnienia, a tego brak.

Czego współcześnie dotyczą najczęściej wyjaśnienia teologiczne?

Bożym aktem stworzenia wyjaśnia się powstanie świata. Chociaż niektóre biblijne opisy traktowane są jako przenośnie, to samo stworzenie świata przez Boga podawane jest jako wiedza prawdziwa.

Czy wyjaśnienie to da się obronić? Nie, na jego poparcie brak wiarygodnej argumentacji. Równie dobrze można uznać (wierzono tak w starożytnej Grecji), że świat istniał wiecznie i nie został przez nikogo stworzony.

Opowieści o stworzeniu świata mamy w różnych religiach tysiące. Nie sposób uzasadnić, dlaczego właśnie wyjaśnienia podawane przez chrześcijańskich teologów miałoby być prawdziwe. Wyjaśnienia religijne nie opierają się na wartościowej wiedzy. Lepiej uczciwie powiedzieć, że nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci istniał wiecznie, niż przyjmować religijne interpretacje.

A teologiczne wyjaśnienia dotyczące końca świata, podawane w katechizmie i podręcznikach, to – chciałoby się powiedzieć – całkowity odlot, fantastyka. Chrystus ma ponownie zstąpić na Ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Jak czytamy w podręczniku, będzie to „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. Teolodzy i podręczniki nie traktują biblijnego opisu końca świata jako metafory. Wszystko ma nastąpić realnie. Starożytną mitologię religijną podaje się jako rzekomo prawdziwą wiedzę o świecie.

paradise-146120_960_720A oto inny przykład teologicznych wyjaśnień. To, że ludzie doświadczają cierpień, chorób i są śmiertelni, wyjaśnia się grzechem pierworodnym. Przypadłości te mają być skutkiem nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy w podręczniku – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Opowieści o grzechu pierworodnym nie są przedstawiane jako przenośnie, lecz jako rzeczywistość.

Nietrudno zauważyć, że teologiczne wyjaśnienia mają charakter mitologiczny, odwołują się do fantastycznych opowieści, w przypadku teologii chrześcijańskiej do opowieści biblijnych. Nie są oparte na jakiejkolwiek sprawdzonej wiedzy.

W wielu przypadkach teolodzy uciekają się do sofistycznych (tzn. naciąganych) reinterpretacji. Dobrego przykładu dostarcza stosunek teologów do ewolucji biologicznej. Władze Kościoła katolickiego pogodziły się z tym, że ewolucja jest faktem, a nie hipotezą. Ale nie rezygnują z wyjaśnień teologicznych w tej dziedzinie. Przyjmują, że Bóg w proces ewolucji ingeruje. W ważnym dokumencie kościelnym, cytowanym także w podręczniku, czytamy: „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo”.

Teolodzy nie są w stanie podać żadnych zadowalających argumentów świadczących, że Bóg tchnął duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji. I że tylko dzięki bożej ingerencji człowiek stał się istotą o wyjątkowych zdolnościach umysłowych i wyjątkowo rozwiniętej świadomości.

Nie ma potrzeby przyjmowania „na wiarę” teologicznych wyjaśnień. Wiedza dotycząca ewolucji biologicznej pozwala zrozumieć, jak stopniowo kształtowały się układ nerwowy, mózg, psychika – od form najprostszych po charakterystyczne dla człowieka. Teologia oferuje mitologiczne wyjaśnienia, które nic nie wyjaśniają.

brick-83696_640

Bóg luk”

Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia, teolodzy i osoby religijne uznają, że mamy tam do czynienia z bożą ingerencją. Luki w wiedzy traktowane są jako dowody mające świadczyć o bożym sprawstwie. Można powiedzieć, że w lukę w wiedzy wstawia się boga. W tej roli nazwano go Bogiem luk (ang. God of the gaps). Jest to wnioskowanie błędne. Z tego, że nauka czegoś nie wyjaśnia, nie wynika, że mamy do czynienia z bożym sprawstwem. W grę mogą wchodzić przyczyny jak najbardziej naturalne, tyle że jeszcze niezbadane.

Współcześnie metodą „Boga luk” religijni autorzy próbują wyjaśniać na przykład powstanie życia, pierwszych organizmów żywych. Krótko o tej kwestii.

Nauce wytyka się, że nie wyjaśnia jak powstało życie. Wymaga się dokładnego opisania tego procesu (i słusznie), co na dziś nie jest możliwe. Wypada jednakowoż zapytać, czy powiedzenie, że życie stworzył Bóg, cokolwiek wyjaśnia? Teolodzy nie opisują procesu stwarzania, nie podają, jakie to reakcje chemiczne i procesy uruchomił Bóg. Ot, raz, dwa, trzy – i stworzył. Jak czarownik z bajki. Mamy tu do czynienia z Bogiem-Czarownikiem.

Powiedzmy wyraźnie, teologiczne wyjaśnienia nie wyjaśniają jak powstało życie. W podobnie nieprecyzyjny sposób może dziś wyjaśnić powstanie życia także nauka. Jak? Naukowiec może powiedzieć, że życie powstało w drodze procesów zachodzących w przyrodzie, nie podając szczegółów. Inaczej mówiąc: zostało stworzone przez przyrodę w drodze ewolucji.

Różnica między nauką a teologią jest jednak w tym punkcie wyraźna. Badania naukowe czynią olbrzymie postępy i zagadka powstania życia zostanie przypuszczalnie wyjaśniona. Natomiast teolodzy powtarzają mitologiczne wyjaśnienia, które niczego nie wyjaśniają i nie wyjaśnią. Nie zmieniają tego podejmowane przez religijnych autorów próby podawania wyjaśnień w filozoficznym i naukowy sosie, unowocześniania. Encykliki papieskie, kościelne dokumenty, a także publikacje religijnych naukowców, nie wnoszą nic nowego. Powtarza się tam stare religijne koncepcje, pochodzące najczęściej z czasów scholastyki, z czasów św. Tomasza z Akwinu (XIII w.).

Teolodzy i religijni autorzy mówią/powtarzają, że Bóg to i owo stworzył, wykorzystują luki w wiedzy naukowej, cytują dzieła teologiczne i Pismo Święte na przemian z publikacjami naukowymi. Powstaje przedziwny galimatias mający sprawiać wrażenie naukowości. Przedstawianie tego jako wyjaśnień jest intelektualnym nadużyciem. Nasuwa się przypuszczenie, że teolodzy i religijni filozofowie popełniają to nadużycie świadomie i każą wiernym żyć w kłamstwie.

sigonella-81772_960_720

Wyjaśnienia naturalistyczne

Zgodnie ze stanowiskiem naturalistycznym wszelkie zjawiska należy wyjaśniać przyczynami naturalnymi, a nie nadnaturalnymi (nadprzyrodzonymi). Jest to praktyka uznawana w nauce współczesnej powszechnie. Naukowcy w badaniach nie przyjmują wyjaśnień teologicznych. Dlaczego? Bo działania czynników nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Nie idzie tu więc o „założenie” przyjmowane przez naukowców, ale o fakt, że przyczyn nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Gdyby ktoś je odkrył w sposób spełniający wymogi obowiązujące w nauce, naturalizm w badaniach naukowych przestałby obowiązywać.

Rozróżnia się często naturalizm ontologiczny i naturalizm metodologiczny. Ten pierwszy uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Ten drugi mówi, że w badaniach naukowych nie bierze się pod uwagę przyczyn i wyjaśnień nadnaturalnych.

Badacz może oczywiście wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych. Wielu dawniejszych i współczesnych naukowców wierzyło w Boga (ciekawe badania na ten temat przedstawiam w innym artykule – link poniżej). Ale faktem jest, że nic z tej wiary dla badań nie wynika. Prowadząc badania religijny naukowiec zachowuje się jakby był naturalistą ontologicznym – w praktyce badawczej nie bierze pod uwagę przyczyn nadnaturalnych. Może domniemywać, że np. reakcje chemiczne zachodzą dzięki mocom bożym. Ale nic to do badań nie wnosi i nic tych domniemywań nie potwierdza. Sytuacja jest więc poniekąd – chciałoby się powiedzieć – schizofreniczna. To jakby rozdwojenie jaźni, świadomości. Religijny badacz wierzy, że przyczyny nadnaturalne działają, ale nie bierze ich pod uwagę i nie stwierdza ich istnienia. Postępuje, jakby przyczyn nadnaturalnych nie było.

Badacz stojący konsekwentnie na gruncie naturalizmu tego rozdwojenia nie doświadcza.

To, że badania naukowe nie potwierdzają obecności przyczyn nadprzyrodzonych, podważa wiarę w ich istnienie. Cokolwiek naukowcy odkryją, okazuje się zjawiskiem naturalnym. Nie tak dawno boską cząstką nazywano bozon Higgsa – ale była to tylko metafora. Nie odkryto prawdziwie boskiej cząstki. Również mechanika kwantowa dotyczy wyłącznie przyrody, nie stwierdza istnienia bytów nadprzyrodzonych. Tzw. obserwator, o którym mówi się w fizyce kwantowej, nie jest bogiem czy istotą nadnaturalną.

Naturalizm metodologiczny trzyma się mocno. Można powiedzieć, że dostarcza poważnych argumentów na rzecz naturalizmu ontologicznego. Bo skoro nauka nie stwierdza istnienia przyczyn naturalnych i nie wymaga, by brać je pod uwagę, to najpewniej nie istnieją. Naturalizm metodologiczny prowadzi w konsekwencji do naturalizmu ontologicznego. Więcej, jest w istocie z naturalizmem ontologicznym tożsamy, chociaż na pierwszy rzut oka trudno to uznać.

Wygląda na to, że wyjaśnienia teologiczne są i będą eliminowane z naszej wartościowej wiedzy o świecie i człowieku. Rozwój nauki sprawia, że tracą i będą tracić na znaczeniu. Nie ma czego żałować. Wyjaśnienia teologiczne nie oferują wartościowej poznawczo wiedzy.

Podsumowując:

Wyjaśnienia teologiczne – także te zawarte w podręcznikach – niczego nie wyjaśniają. Są to wyjaśnienia pozorne, oparte na mitologii biblijnej. Nie ratują ich próby podawania w filozoficznym i naukowym sosie. Nie można poważnie traktować wyjaśnienia chorób i śmierci grzechem pierworodnym. Podobnie jest z innymi wyjaśnieniami teologicznymi.

Co więcej, samo pojęcie Boga ma mitologiczne pochodzenie. W starożytnych mitologiach bogowie byli głównymi postaciami. W mitologii Izraelitów bóg Jahwe stworzył świat, wygnał ludzi z raju za nieposłuszeństwo, jest wszechmocny jak czarownik z bajki. Filozofowie starogreccy, a następnie chrześcijańscy, mitologiczne pojęcie boga zaczęli ubierać w filozoficzne szaty. Jest to jednak ta sama starożytna mitologia religijna, tylko podana w innej formie.

Wprawdzie nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale teologia nic nie wyjaśnia. Bardzo dobrze, że wyjaśnienia teologiczne są zastępowane przez wyjaśnienia naukowe.

australia-695178_960_720

Zamiast humoru

Może już zapomnieliście? Warto przypomnieć.

„Przed rozpoczęciem najbliższych obrad Sejmu, w sejmowej kaplicy zostanie odprawiona msza święta w intencji deszczu, zamówiona przez klub parlamentarny PiS. Komunikat odczytał sekretarz obrad. Sala zareagowała gromkim śmiechem. Marszałek Sejmu Marek Jurek podkreślił, że >kpina z liturgii razi bardzo wielu posłów na tej sali<. Zaapelował o >odrobinę kultury<„ (Źródło: wiadomosci.wp.pl 19-07-2006). – Alvert Jann

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 28 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Z okazji rozpoczęcia roku akademickiego mogę polecić:

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

enforce-46910_640.

 

flowing-abstract-art

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?

W jednym z podręczników pada pytanie: Kim jest Bóg? Spróbujmy odpowiedzieć, nie sugerując się katechezą.

flowing-abstract-artAbstrakcyjny bóg deistów

Mówiąc „Bóg”, często ma się na myśli nieznaną siłę, która spowodowała powstanie świata i także dziś podtrzymuje jego istnienie. Na forach można przeczytać, że musi istnieć „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę jego istnienia. Ten Bóg-Coś przypomina boga deistów.

Deistami nazwano filozofów i ludzi wykształconych, którzy w czasach Oświecenia twierdzili, że bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w ziemskie sprawy. Kwestionowali też inne podstawowe nauki kościołów chrześcijańskich: wiarę w cuda, sąd ostateczny, zbawienie, potępienie, w to, że Pismo Święte zawiera boże objawianie itd. W epoce Oświecenia wśród sławnych ludzi deistami byli Denis Diderot, Jan Jakub Rousseau, Voltaire, Maksymilian Robespierre, Napoleon Bonaparte, Benjamin Franklin, Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson. Do XX w. deiści, podobnie jak ateiści, ukrywali swoje poglądy. W państwach islamistycznych ma to miejsce do dziś.

Bóg deistów nie jest osobą. Jest niezwykłą siłą, nadzwyczajną rzeczywistością. Współcześnie utożsamia się go często z „mózgiem” sterującym światem za pomocą praw przyrody, z ładem rzekomo panującym w przyrodzie, z transcendencją (rzeczywistością całkowicie innego rodzaju niż rzeczywistość fizyczna czy przyroda), z absolutem rozumianym jako rzeczywistość wieczna, niezmienna, stanowiąca podstawę wszystkiego, co istnieje. Deizm często trudno odróżnić od panteizmu, od utożsamiania z bogiem całego wszechświata rządzącego się prawami przyrody.

Bóg według Kościoła katolickiego

Kościół uznaje Boga osobowego, który opiekuje się ludźmi i sądzi ich po śmierci. Naucza ponadto – a jest to sprawa kluczowa – że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, daną mu przez Boga. Dzięki temu będzie mógł istnieć wiecznie. Obietnica „wiecznego życia” jest wręcz głównym tematem kościelnego nauczania.

moses-1564373_960_720Z pojęciem Boga w katolicyzmie wiąże się wiele innych wyobrażeń i dogmatów, np. wiara w cuda, w istnienie aniołów i szatana, w grzech pierworodny, w niepokalane poczęcie, w objawienie zawarte w Piśmie Świętym, w Trójcę Przenajświętszą, w Jezusa Chrystusa, który został zasłany przez Boga ojca, by odkupić świat, następnie zmartwychwstał i w przyszłości będzie sądził ludzi itd. Jest to, jak widać, obszerna mitologia religijna.

Pod wpływem starożytnej filozofii greckiej teolodzy chrześcijańscy zaczęli w Średniowieczu przedstawiać Boga za pomocą pojęć filozoficznych. Za Biblią pisze się, że jest niewidzialnym, wszechpotężnym duchem, z którym rozmawiał Mojżesz, prorocy, Jezus. A za starożytną filozofią pisze się (także w podręcznikach), że jest absolutem, transcendencją, immanencją. W ten sposób Bóg z wszechpotężnego ducha bytującego gdzieś w niebiesiech, stał się nadnaturalną rzeczywistością, bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią, a zarazem przenikającym wszechświat jakby był rodzajem promieniowania.

Czy to prawda?

W podręczniku czytamy, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Wiedza o Bogu ma pochodzić z bożego objawienia zawartego w Piśmie Świętym, oraz z poznania religijnego (teologicznego) odbywającego się za pomocą nadzwyczajnego „zmysłu wiary”, danego przez Boga.

Kościelni autorzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy: istnienie Boga może być przyjęte tylko „na wiarę”, nie „na rozum”. Nie ma na to rady. Poznanie religijne jest całkowicie subiektywne, chociaż w podręczniku pisze się, że jest obiektywne. Dlaczego obiektywne? „Obiektywny charakter wiary potwierdza Nauczycielski Urząd Kościoła”, a biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka przez Boga „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. No tak, nic dodać, nic ująć. Jak władze kościelne i Biblia coś mówią, to jest to na pewno obiektywna prawda. Hej!

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (w innych podręcznikach jest podobnie). Jeden z podrozdziałów nosi tytuł: „Człowiek pyta, kim jest Bóg”.

W jakiego boga wierzyć?

Jeżeli już musimy wierzyć w boga, to tylko w abstrakcyjnego boga deistów. I najlepiej nie nazywać go bogiem. Idzie bowiem o nieznaną pierwotną, fundamentalną siłę jak najbardziej naturalną, należącą do świata przyrody. Nazwa „Bóg” sugeruje, że jest to siła nadnaturalna. I że jest to Bóg osobowy. Dlatego lepiej nie nazywać tej siły bogiem (szczególnie przez duże B). Może nazwa supersiła byłaby odpowiednia?

W żadnym przypadku nie warto wierzyć w boga utkanego z zabobonów, należącego do którejkolwiek ze znanych religii – katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, hinduizmu lub innych. Wiara w istnienie nieznanej supersiły ma w sobie łut racjonalności. Coś takiego może istnieć. Natomiast wiara w biblijnego Boga osobowego, nawet przekształconego za pomocą pojęć filozoficznych, to jakby wiara w krasnoludki lub we wszechpotężnego czarownika z bajki (o tym, dlaczego nie wierzymy w krasnoludki, próbowałem napisać w innym miejscu, w artykule „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – link poniżej). Nie warto wierzyć w starożytne mity religijne, nawet jeżeli zostały „unowocześnione” przez filozofów i teologów.

Warto przyjrzeć się bogowi Arystotelesa i Einsteina.

albert-einstein-1145030_960_720Einstein nie identyfikował się z żadną z istniejących religii. Nie wierzył w Boga, o którym nauczały kościoły chrześcijańskie, judaizm czy jakakolwiek inna znana religia. Ale … po pierwsze, często używał słowa „bóg” jako przenośni, alegorii, jak w sławnym powiedzeniu „Bóg nie gra w kości”. Wyrażał w tej sposób przekonanie, że w przyrodzie panuje powszechnie determinizm. Przeciwstawiał się indeterminizmowi zyskującemu wówczas na znaczeniu wśród fizyków i filozofów.

Po drugie, Einstein nazywał „bogiem” swoisty ład, który przyroda zawdzięcza zadziwiającym zasadom/prawom. Chciał wiedzieć, skąd ten ład pochodzi. Są to poglądy o charakterze deistycznym lub panteistycznym. Sugerowanie, że Einstein wierzył w Boga, o którym mówi Biblia, jest intelektualnym nadużyciem i wprowadzaniem w błąd. Einstein nie był „wierzący”.

„Słowo >Bóg< jest dla mnie – napisał – niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Jednak Einstein nie unikał słowa „bóg”. Można powiedzieć, że był niekonsekwentny, co wynikało chyba stąd, że nie próbował przedstawić swoich poglądów na temat boga w pełniejszy i systematyczny sposób. Za to w telegraficznym skrócie napisał: „Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzi”. Spinoza (XVII w.) to czołowy przedstawiciel panteizmu. Podręcznik wymienia go jako jednego z głównych krytyków teizmu w czasach nowożytnych.

W jednym z wywiadów Einstein powiedział: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. (…) Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest”. Bóg Einsteina to coś, co ujawnia się w „tajemniczym porządku” zauważalnym w przyrodzie, czy też jest tym porządkiem.

Einstein nie chciał nazwać się ateistą, bo ateizm kojarzył z niedostrzeganiem tajemniczości świata i życia. Niesłusznie, tak jak bywają prymitywni teiści, w tym prymitywni katolicy i biskupi katoliccy, tak też bywają prymitywni ateiści. Ale ateizm nie wyklucza zadziwienia światem, a nawet swoistego mistycyzmu, rozumianego nie jako wrażenie kontaktu z Bogiem, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią świata, którego nie potrafimy do końca zrozumieć (to mistycyzm naturalistyczny, jak można by go nazwać).

Ateizm nie wyklucza zafrapowania „tajemniczym porządkiem” panującym w przyrodzie i jego źródłem. Ateista zauważy co najwyżej, że w przyrodzie ładowi towarzyszy bezład. I nie wiadomo, co leży u podstaw. Może ład jest po wierzchu, zaś bezład u podstaw? Na pewno ateista nie przyjmie wyjaśnienia, że porządek został stworzony przez boga, bo na istnienie boga brak dowodów.

Einsteinowi przypisuje się deizm, panteizm (utożsamienie boga ze światem) lub agnostycyzm. Żadne z tych określeń nie jest zadowalające. Przekonania Einsteina to pogranicze deizmu i panteizmu, w żadnym wypadku teizm. Fundamentem teizmu, w tym judaizmu i chrześcijaństwa, jest pojęcie boga osobowego, ingerującego w sprawy świata i ludzi.

Przeskakując do starożytności zauważmy, że dla Arystotelesa bóg to bezosobowy byt najdoskonalszy, wieczna, niezmienna rzeczywistość. To nieruchomy „pierwszy poruszyciel”, który utrzymuje cały świat w ciągłym ruchu. Nie jest to bóg osobowy, nie sądzi ludzi, nie karze, nie zbawia, nie czyni cudów, nie wskrzesza zmarłych, nie objawia się w pismach świętych. Arystotelesowi nie idzie o bogów znanych z mitologii greckiej. Ma na uwadze coś zupełnie innego niż jakiegokolwiek boga z mitów greckich lub z Biblii.

Bóg deistów, Arystotelesa, Einsteina, nie reaguje na ludzkie zachowania i nie wymaga, by go czcić. Nie ma sensu modlić się do niego. Modlitwa do tego boga przypominałaby modlitwę do energii elektrycznej.

Z powodu domniemanego istnienia deistycznego boga (supersiły, nieznanego „coś”) nie ma sensu należeć do Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego.

Teologiczne pomyłki

Dla Arystotelesa bóg (theos) to byt bezosobowy. A co zrobił św. Tomasz z Akwinu (XIII w.)? Utożsamił Arystotelesowskiego bezosobowego boga – z Bogiem chrześcijańskim. Czy to celowa sofistyczna (oszukańcza) zmyłka? Po części ten kamuflaż trwa do dziś. Np. św. Tomasz zapożyczył od Arystotelesa argumentację na rzecz istnienia boga, chociaż w grę wchodzą całkowicie odmienne pojęcia boga. Argumentacja ta przekazywana jest w nauczaniu kościelnym także dziś, także w podręczniku. Jest błędna formalnie i merytorycznie, na co wskazuje się powszechnie. Mimo to nadal jest w obiegu.

Św. Tomasz przyjmuje za Arystotelesem, że każda rzecz ma swoją przyczynę, musi więc istnieć pierwsza przyczyna sprawcza. Przyjmuje też, że ruch zawsze wymaga siły poruszającej – musi więc istnieć „pierwszy poruszyciel”, który wprawił świat w ruch. Mają to być argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Bo tą pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem musi być – twierdzi św. Tomasz – Bóg.

Otóż nie. Pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem może być równie dobrze nieznana nam samoistna pierwotna rzeczywistość, jak najbardziej naturalna. Św. Tomasz i teolodzy katoliccy tendencyjnie przyjmują/sugerują, że musi to być Bóg – i to Bóg, o którym mówi Pismo Święte i Kościół katolicki.

Na coś jeszcze warto zwrócić uwagę. Nawet jeżeli przyjmiemy za św. Tomaszem, że Bóg istnieje i jest pierwszym poruszycielem i pierwszą przyczyną, to w żaden sposób nie wynika z tego, że człowiek ma duszę nieśmiertelną; że Jezus był synem bożym; że przed końcem świata odbędzie się sąd ostateczny itd. Te wszystkie „prawdy”, podawane do wierzenia przez Kościół, wymagałyby odrębnej argumentacji – a tej brak. Kościół powołuje się na objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na „zmysł wiary”, który zawdzięcza się łasce bożej (czytamy o tym także w podręczniku).

Jest to argumentacja bezwartościowa. Dlaczego? Bo przekonanie, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, jest pozbawione jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. A świadectwa „zmysłu wiary” to bez reszty subiektywne doznania.

Na koniec sięgnijmy do katechizmu. Mówi się tam, że istnieje rzeczywistość, która „nie ma ani początku, ani końca”, jest „pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego”. I stwierdza się, że tę właśnie rzeczywistość „wszyscy nazywają Bogiem” (KKK 34).

No właśnie – nazywają. Co z tego, że wszyscy nazywają to Bogiem? Być może istnieje wieczna rzeczywistość, która nie ma początku ani końca i jest przyczyną wszystkiego, ale nazywanie jej Bogiem i sugerowanie, że to Bóg, o którym naucza Kościół, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Hipotetyczną wieczną rzeczywistością może być przyroda, nieznana nam dziś jej postać. Nie musi to być jakikolwiek bóg.

Najlepiej …

Najlepiej nie wierzyć w żadnego boga, nie wyznawać żadnej religii, żadnych religijnych filozofii, nie wierzyć w żadne zabobony i przesądy, wróżby, magię, astrologię, ezoterykę, w żadne duchy. Niczym to nie grozi. Nie słyszałem, żeby ktoś cierpiał z powodu utraty wiary w boga, w „prawdy” religijne, zabobony, moce tajemne. A ludzi niereligijnych jest sporo.

Nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci był wieczny. To jednak nie powód, by ulegać kościelnej indoktrynacji i wierzyć w religijne mity.

PapieżBiskupiNa deser porcja humoru

Dopiero dziś wiemy, jak przebiegało spotkanie papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu 27 lipca br. podczas Światowych Dni Młodzieży (jak donosiła prasa, spotkanie odbyło się na życzenie papieża za zamkniętymi drzwiami).

Biskupi zapytali papieża:

– Co mamy zrobić, by naród polski pozostał wierny Bogu?

– Nic nie da się zrobić. Boga nie ma! – odpowiedział papież.

Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pierwszy to „Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykułach:

Intronizacji Chrystusa nie będzie …”http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Na blogu znajduje się w tej chwili 27 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ i inne.

enforce-46910_640.

………………………………………………………………………………………………………………

Malehearts-884196_960_720 (1)1

Gra królem Chrystusem

hearts-884196_960_720 Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem – link poniżej. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

„My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720  Totalizm

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720  Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720  Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody świata) rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Podsumujmy:

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

„Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

……………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykule: „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Na blogu znajduje się w tej chwili 26 artykułów, m.in.:

Cykl artykułów o podręcznikach do religii, ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Ponadto:

Chrześcijaństwo obłędu” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/  i inne.

……………………………………………………………………………..

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

……………………………………………………………………

throne-571836_960_720

Intronizacji Chrystusa nie będzie …

throne-571836_960_720Episkopat przygotowuje coś, co ma być i zarazem nie być intronizacją Chrystusa na króla Polski. W kwietniu 2016 r. opublikowano „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”, który będzie w listopadzie uroczyście odmawiany podczas kościelnych uroczystości w Krakowie-Łagiewnikach i innych miejscach.

W czerwcu br. episkopat wydał „Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”, w którym wyjaśnia sens całego przedsięwzięcia. Czytamy tam, że potrzeba intronizacji Chrystusa wynika z objawień, jakich doświadczyła około 1937 r. Rozalia Celakówna, krakowska pielęgniarka i mistyczka. W objawieniach tych, jak piszą biskupi, „Jezus domaga się m.in. aktu intronizacyjnego od narodu polskiego. Świadczy o tym choćby ten zapis (cytuje się fragment objawienia): >Jest ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga<”.

Nie żartuję, według episkopatu Jezus rzeczywiście coś takiego objawił Rozalii. I episkopat chce żądanie Jezusa spełnić. Teolożka Celestyna, moja dobra znajoma, mówi, że jest to niemożliwe. Dlaczego?

Jezus powiedział, jak czytamy, że uznanie go za króla „ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga”. Hm, to zaporowy warunek. Nawet jeżeli Jezus użył zwrotu konwencjonalnego, którego nie można rozumieć literalnie, to z pewnością oczekuje co najmniej poprawy. Trudno na to liczyć. Wystarczy posłuchać księży i wiernych, jak boleją nad postępującym upadkiem moralności i prawdziwej wiary.

Niespełnienie warunku postawionego przez Jezusa będzie miało – mówi Celestyna – poważne konsekwencje. Kościół dokona aktu intronizacji, ale Jezus go odrzuci. „Nie widzę w Was poprawy” – powie. Tron pozostanie pusty.

Wobec zaporowych warunków, jakie postawił Jezus w objawieniu danym Rozalii Celakównie, episkopat zmienił formułę uroczystości. Nie będzie intronizacji Jezusa. A co będzie?

affair-1238428_960_720Będzie przyjęcie.

W uroczystym „Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” słowo intronizacja w ogóle nie pada. Mówi się o przyjęciu Chrystusa, a nie o intronizacji.

Teolożce Celestynie słowo „przyjęcie” kojarzy się przede wszystkim z poczęstunkiem, a nie z intronizacją. Zwolennicy prawdziwej intronizacji, ustanowienia Jezusa królem Polski, mogą czuć się zawiedzeni. Tym bardziej, że w pierwotnej wersji aktu episkopat mówił o intronizacji, a w obecnej słowo intronizacja w ogóle nie pada. Zamiast intronizacji mamy poczęstunek.

surgery-676385_960_720Kulisy zmiany

Badacze episkopatu, tj. episkopatolodzy, wskazują kilka przyczyn zamiany intronizacji na przyjęcie.

Po pierwsze, episkopat obawiał się śmieszności. To poważny powód. Wystarczy, że religijni posłowie ośmieszają Kościół, odprawiając w Sejmie w czasie suszy modły w intencji deszczu. Intronizacja byłaby przez wielu zlaicyzowanych obywateli, także katolików, odbierana podobnie, jako kabaret. Postanowiono zmienić intronizację na przyjęcie – i włączyć w ciąg kościelnych uroczystości, ślubowań, symbolicznych gestów i religijnego pustosłowia, do czego ludzie od wieków są przyzwyczajeni. Ale to nie jedyny powód.

Po drugie, episkopat do niedawna w ogóle odcinał się od idei intronizacji. Dlaczego teraz postanowił przeprowadzić intronizację, chociaż w zmienionej formule? Najpewniej uznał, że rządy pisu to odpowiedni moment, by zaszaleć, klerykalizować wszystko, co się da. Kościół potrzebuje do tego spektakli, publicznej i medialnej obecności, szumu. Uroczystości intronizacji/przyjęcia Chrystusa za króla dobrze się do tego nadają.

Po trzecie, pomysł intronizacji, mimo sprzeciwu episkopatu, zyskiwał popularność w wielu środowiskach i głowach katolickich. Biskupi postanowili w końcu sprawę rozwiązać, tym bardziej że entuzjaści intronizacji sprawiali wrażenie owieczek gotowych kąsać pasterzy.

Episkopat od dawna był pod naciskiem zwolenników intronizacji, którzy utworzyli coś w rodzaju ruchu intronizacjnego. Zyskał on na znaczeniu po transformacji ustrojowej. Powstały wspólnoty intronizacyjne, strony internetowe, lobby intronizacyjne, intronizacyjny szum.

Nie brakowało intronizatorów, którzy w ogłoszeniu Chrystusa „Królem Polski” chcieli widzieć demonstracyjny akt mający przyspieszyć politykę radykalnej klerykalizacji państwa i społeczeństwa polskiego. Episkopat jest oczywiście za klerykalizacją, ale chce to robić pod swoją kontrolą i na swoich warunkach, obawia się zbyt ostrych harcowników i radykałów. Wariackie inklinacje ruchów przykościelnych (intronizacyjnych, charyzmatycznych, oazowych, frondy, radiomaryjnych itp.) są dobrze znane i niejeden raz budziły niepokój kościelnych hierarchów. Episkopat chce przeprowadzić intronizację po swojemu, a przy okazji pokazać intronizatorom, kto tu rządzi.

Katolicki odpowiednik islamizmu

W „Akcie Przyjęcia Jezusa” nie mówi się, że Jezus Chrystus będzie „Królem Polski”, co bardzo boli wielu intronizatorów. Ale …

Ale mamy tam wezwanie: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!”. Głosi się, że Jezus Chrystus jest jedynym Władcą państw, narodów i całego stworzenia. Wzywa się Jezusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”.

To nader radykalny program polityczny, a nie religijny – katolicki odpowiednik politycznego islamizmu. Ruch i ideologia intronizacji ma ten właśnie niechlubny charakter, skrywany pod osłoną miłości do Chrystusa. Warto o tym wiedzieć.

Przytoczone przed chwilą frazy z „Aktu Przyjęcia Jezusa” to oczywiście nie jedyny dowód na polityczny radykalizm idei i dążeń intronizacyjnych (zajmę się tym w innym artykule).

Biskupi liczą, że organizując przyjęcie/intronizację, poddadzą ruch intronizacyjny ściślejszej kontroli, skanalizują, usuną podskakiwaczom grunt spod nóg. A jednocześnie pchną do przodu politykę klerykalizacji Polski. Mówiąc metaforycznie, episkopat liczy, że urwie łeb hydrze, a cielsko wykorzysta dla własnych potrzeb. Póki co, karmi potwora.

„Akt Przyjęcia Jezusa” nie jest gestem bez znaczenia, wyraża dążenie polskiego episkopatu do klerykalizacji państwa i społeczeństwa. Trudno przewidzieć, jak daleko to pójdzie. Nie można wykluczyć, że episkopat i PiS przedawkują substancje halucynogenne, które podają ludowi swojemu. Społeczeństwo polskie jest dość zlaicyzowane, wielu może nie przełknąć aplikowanej im dawki obłędu. Oby.

Podsumujmy: Jezus nie był i nie będzie królem Polski. To tylko episkopat i składający przyrzeczenie katolicy przyjmują go symbolicznie za swojego „Króla i Pana”.

Młyny kościelne

Sama Rozalia Celakówna jest najmniej winna całej tej aferze z intronizacją, chociaż to jej wizje stały się podstawą pomysłów intronizacyjnych.

Była pielęgniarką, zwykłą i uczciwą kobietą, ale nadmiernie przejmującą się religią i cierpiącą na poważne zaburzenia psychiczne. Miała wielokrotnie widzenia i słyszała głosy (częsty symptom zaburzeń psychicznych i schizofrenii), które pojmowała jako objawienia pochodzące od Jezusa. Zaburzenia te wpływały niekorzystnie na jej życie i powinno się jej z tego powodu współczuć.

Pretensję trzeba mieć do kościelnego otoczenia, które w dobrej lub złej wierze zaczęło żerować na jej przypadłości. Duchowni zachęcali ją do spisywania wizji, pobudzali zamiast uspokajać, umacniali wiarę w prawdziwość jej kontaktów z Jezusem. Atmosfera niepokoju przed 1939 r. stymulowała lęk przed wojenną katastrofą i apokaliptyczne nastroje. W 1937 i 1938 r. Rozalia doznawała objawień, dokładnie i obszernie przez nią spisanych, które stały się podstawą późniejszego ruchu intronizacyjnego.

Znalazł się lekarz, który na zlecenia władz kościelnych w 1938 r. wydał pozytywne orzeczenie o jej stanie psychicznym.

Sprawa objawień i intronizacji zaczęła żyć własnym życiem, machina kościelna produkująca cuda, objawienia i świętych, mełła powoli ale skutecznie. Rozalia zmarła w 1944 r., a po jej śmierci znajdowali się wpływowi ludzie zdolni nadawać jej objawieniu coraz większe znaczenie i rozgłos. Odpowiednie instancje kościelne, zamiast powiedzieć zdecydowane „nie”, uwiarygodniały prawdziwość jej rozmów z Chrystusem. W 1996 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny, zakończony pozytywnie na szczeblu diecezjalnym w 2007. Dokumenty zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że jeszcze przed wojną Rozalia spotykała czasami trzeźwych kapłanów. W jej notatkach czytamy: „Jedni spowiednicy mówili, że mam pomieszanie zmysłów, inni, że im Bóg nie dał zrozumienia mej duszy, a inni jeszcze mnie besztali, że opowiadam takie rzeczy, które się nie dzieją na świecie, a jeszcze inni wprost mówili, że to wszystko jest nienormalne”.

Objawienia

Jeśli starczy wam cierpliwości, przeczytajcie poniższe cytaty z obszernych notatek Rozalii. Warto przeczytać, bo inaczej trudno zrozumieć, jak wielkich nadużyć intelektualnych i moralnych dokonują pospołu episkopat, Kościół i ruchy intronizacyjne.

Pewnego razu Rozalia upadła zemdlona i tak opisuje swój stan:

„Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc”.

Inne widzenie:

jesus-christ-1340401_960_720„Zbliżył się do mnie Pan Jezus, ujął mnie za ramię i wyszedł z tej sali na korytarz ze mną. Był ubrany w suknię białą i płaszcz bordo. Nie mogę określić z czego względnie jaki był materiał. W boku Jezusowym była Rana. O z jakąż miłością i słodyczą przemówił do mnie, do tak ogromnie nędznej duszy (…): >Moje drogie dziecko popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste<„.

Od 1937 r. pojawiają się widzenia coraz częściej mające za temat Polskę, świat, wojnę i intronizację. Oto Rozalia widzi postać i słyszy głos:

„Nastaną straszne czasy dla Polski. Burza z piorunami oznacza karę Bożą, która dotknie naród Polski za to, że ten naród odwrócił się od Pana Boga przez grzeszne życie. Naród Polski popełnia straszne grzechy i zbrodnie, a najstraszniejsze z nich są grzechy nieczyste i morderstwa, i wiele innych grzechów”.

,,Moje dziecko, za grzechy i zbrodnie (wymieniając zabójstwa i rozpustę) popełniane przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszne kary. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną”.

,,Trzeba wszystko uczynić, by Intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek Miłości Jezusowej na te ostatnie czasy! Pytam z bojaźnią tej osoby, czy Polska się ostoi? Odpowiada mi, że Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego miłości; inaczej, moje dziecko, nie ostoi się. (…) W tej chwili powstał straszliwy huk – owa kula (glob ziemski) pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem uciekałam wprost do tej osoby – pytam – czy to koniec świata, a ten ogień i lawa czy to jest piekło – otrzymuję odpowiedź: to nie jest koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski były nienaruszone – Polska ocalała. Ta osoba nieznana mówi jeszcze do mnie: >Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna owczarnia i jeden pasterz<. Po tych słowach wszystko znikło”.

I na koniec fragment, z którego pochodzi cytat eksponowany przez episkopat w „Komentarzu do Aktu Przyjęcia Jezusa” (tekst pogrubiony):

„Zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ten ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je doszczętnie tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtem usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie, czego nie potrafię opisać: >Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie. Niemcy upadną i już nigdy nie powstaną za karę, bo Mnie nie uznają jako Boga Króla i Pana swego. Wielkie i straszne są grzechy i zbrodnie Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten naród za grzechy, a zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację nie tylko poszczególnych części kraju, ale całego Państwa z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga„.

Proroctwa powyższe – twierdzi teolożka Celestyna – odnoszą się wyraźnie do czasów ostatniej wojny światowej. Sprawdziły się średnio, wojna była, ale narody, które nie dokonały intronizacji Chrystusa, nie zginęły z powierzchni ziemi. Odnoszenie proroctw Rozalii Celakówny do czasów nam współczesnych jest ciężkim błędem. Episkopat i intronizatorzy, głosząc je dziś, wchodzą w rolę fałszywych proroków, o których mówi ewangelia św. Mateusza. Potrzebna byłaby aktualizacja proroctw przez godne wiary nowe objawienia. A tych brak.

Szerzej z objawieniami Rozalii Celakówny można zapoznać się w obszernej publikacji, przygotowanej w środowisku wspólnot intronizacyjnych: Ewa Wieczorek, Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja, Ustroń 2006. Stamtąd pochodzą przytoczone wyżej cytaty.

Sens objawień według intronizatorów

Ksiądz, duszpasterz wspólnot intronizacyjnych, w wymienionej przed chwilą publikacji z 2006 r., tak podsumowuje sens objawień: „Przesłanie Rozalii do Narodu Polskiego jest wyjątkowo alarmujące: na świat może nadejść kara, a jego losy w dużej mierze zależne są od nas, od tego, czy wypełnimy zleconą nam przez Boga misję Intronizacji.”

W zakończeniu książki czytamy: „Jednakże to, co w tych pismach jest najcenniejsze i co powinno stanowić zwieńczenie wszystkich refleksji, to przyjęcie do serca wezwania, jakie Pan Jezus kieruje przez swoją Służebnicę: Intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona, Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu”.

Wyraźnie widać, że autorzy powyższych wypowiedzi nie uwzględnili trafnych uwag teolożki Celestyny i błędnie odnoszą proroctwa Rozalii do czasów nam współczesnych.

schizophrenia-388869_960_720Psychiatria

„>Na schizofrenię cierpi 1 proc. społeczeństwa. Ponad trzy czwarte z tych osób doświadcza w pewnym okresie choroby halucynacji słuchowych czy wzrokowych< – mówi w rozmowie z PAP psycholog dr Łukasz Gawęda z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu SWPS. (…)

Badacz podkreśla, że chorzy pochodzenie głosów mogą różnie wyjaśniać. >Niektórzy sądzą, że mówi do nich mafia z Moskwy. Innym wydaje się, że mówi do nich sąsiad przez ścianę. Niektórzy uważają, że ktoś przesyła im myśli przez nadajnik radiowy. A czasem ludzie są pewni, że słyszą głos Boga lub szatana. Mechanizm słyszenia halucynacji jest podobny, ale różne są przekonania co do pochodzenia tych głosów. Najprawdopodobniej znaczenie ma tutaj historia życia pacjentów, ich doświadczenia, związki z innymi i przekonania na temat ludzi i siebie w ogóle< (…).

Neuropsycholodzy omamy słuchowe wyjaśniać mogą pobudzeniem kory słuchowej. >Wiemy, że jak kora słuchowa jest pobudzona, zaczyna produkować doświadczenia słuchowe. Czasem – na razie nie wiemy dlaczego – ta część mózgu pobudza się spontanicznie. Oznacza to, że bez odpowiednich dźwięków, słów z otoczenia możemy słyszeć głosy< – mówi rozmówca PAP i zapewnia, że zdrowa osoba zaczęłaby słyszeć głosy lub dźwięki, gdyby wszczepiło się jej odpowiednią elektrodę do kory słuchowej. Pobudzenie pierwszorzędowej kory słuchowej sprawiłoby, że osoba ta słyszałaby trzaski i szumy, a przy pobudzeniu drugorzędowej kory słuchowej – bardziej złożone wrażenia słuchowe, np. głosy<”.

Fragmenty artykułu: Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy. „Nauka w Polsce”, Servis PAP, 22.07.2015.

Od siebie dodam, że dopiero w klinice psychiatrycznej możemy zobaczyć, co potrafi ludzki mózg, co mogą widzieć i słyszeć ludzie. Objawienia Rozalii Celakówny to halucynacje typowe dla schizofrenii.

magic-790704_960_720Memento

To, że episkopat i ruchy przykościelne robią sobie polityczny i religijny spektakl, wykorzystując przeżycia kobiety doznającej halucynacji i słyszącej „głosy”, źle świadczy przede wszystkim o episkopacie. Wykorzystywanie zaburzeń psychicznych, doświadczanych przez wiernych i kapłanów, ma miejsce w Kościele od wieków. Nie znaczy to, że tak musi być nadal. Dziś przynosi to wstyd.

Zamiast dać sobie spokój z intronizacją, episkopat powiela wyobrażenia, którym czas trafić do archiwum. Wpisuje się w ciąg irracjonalizmu i intelektualnych malwersacji, sieje wiarę w objawienia, cuda, opętanie przez szatana, egzorcyzmy. Starożytna i średniowieczna kultura religijna w pełnej krasie. Jako relikwie rozprowadza się próbki krwi kanonizowanego papieża, ogłasza pojawienie się krwi Jezusa w hostii. Może już czas, by biskupi zrezygnowali z kultywowania tego rodzaju religijności, bo ośmieszają Kościół i daję podstawę podejrzeniom o chęć oszustwa. – Alvert Jann

………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 25 artykułów:

O „Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” piszę w artykule: Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Ponadto:

Cykl artykułów o podręcznikach do religii, ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/ 

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Sens według teologów i nie tylko” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/ i inne.

………………………………………………………………

Publikacje cytowane:

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/

„Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” – http://episkopat.pl/komentarz-do-jubileuszowego-aktu-przyjecia-jezusa-za-krola-i-pana /

Ewa Wieczorek: „Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja” – http://www.regnumchristi.com.pl/celakowna.pdf

Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy”, Nauka w Polsce, Servis PAP, 22.07.2015 – http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,405857,psycholog-osoby-ze-schizofrenia-swoj-glos-w-glowie-uznaja-za-obcy.html

smiley-1268901_960_720

Prawo naturalne według abp Gądeckiego

Biskupi, rozpoczynając obecną kampanię o całkowity zakaz aborcji, powołują się na prawo naturalne. Co to takiego? Arcybiskup Gądecki w niedawno wygłoszonej homilii powiedział, że „Prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”. Powiedział na odwrót. Bo to, co Kościół rozumie przez prawo naturalne, jest wymysłem Kościoła. Przyjrzyjmy się.

Co to jest prawo naturalne?

Według Kościoła prawo naturalne to zasady moralne, które Bóg wpisał w naturę człowieka. Zawiera je Dekalog. Katechizm wprost stwierdza: „Główne przepisy prawa naturalnego zostały wyłożone w Dekalogu” (art. 1955). Interpretują je władze Kościoła.

Prawo naturalne nazywane jest też prawem bożym. Jest to nazwa mniej myląca. Bowiem nazwa „prawo naturalne” sugeruje, że są to zasady wywodzące się z biologicznej natury człowieka. Tymczasem według Kościoła jest to prawo moralne pochodzące od Boga i wyłożone w Piśmie Świętym. W homiliach księża grają nieczysto tym nieporozumieniem – kościelne ustalenia przedstawiają jako wynikające „z natury ludzkiej”. Można sądzić, że to świadoma manipulacja. 

Abp Gądecki mówił, że prawo naturalne to „uniwersalne, pierwotne prawo (zbiór norm) wynikające z natury ludzkiej, z samej natury człowieka”, a dalej stwierdzał, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”.

Biskupi, podejmując obecną krucjatę antyaborcyjną, powołują się na prawo naturalne i wskazują na przykazanie „Nie zabijaj”. Uważają też, że współczesne prawo cywilne powinno opierać się na Dekalogu. Problem w tym, że ze względu na starożytność Pisma Świętego i liczne niejasności, nie sposób ustalić, jakie normy prawa naturalnego są. Nie ma też żadnych dowodów, że Pismo Święte, w tym Dekalog, mają boskie, a nie ludzkie pochodzenie – i że jakikolwiek bóg stworzył jakiekolwiek prawo naturalne, moralne czy inne.

Nazwę „prawo naturalne” wzięto z filozofii starogreckiej i przekształcono w średniowieczu na użytek teologii katolickiej. 

Podsumowując: Głoszone przez Kościół katolicki prawo naturalne (czy też prawo boże) to, w świeckim rozumieniu, zasady ustalane przez władze kościelne w oparciu o dowolną interpretację Pisma Świętego. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, że prawo naturalne, o którym mówią księża i teolodzy, jest – wbrew opinii abp Gądeckiego – wymysłem Kościoła.

Co zawiera Dekalog?

Abp Gądecki mówił, że „uprzywilejowanym wyrazem prawa naturalnego jest Dekalog”. A następnie ogłaszał, że prawo naturalne to „jedyny autentyczny fundament życia jednostek, społeczeństw i narodów (…) zachowuje swoją obowiązującą moc w każdym czasie i w każdym miejscu”. Ma być niezmienne.

Zajrzyjmy do Dekalogu (pełny tekst jest w biblijnej Księdze Wyjścia). Co znajdujemy?

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20;3-5).

Zacytowana zasada Dekalogu neguje prawo do wolności wyznania i jest sprzeczna z prawami człowieka. Nie sposób zgodzić się z nią również ze zwykłego ludzkiego punktu widzenia. A nakaz karania do czwartego pokolenia za odstępstwo od właściwej wiary religijnej, to barbarzyństwo w pełnej krasie.

Dziwicie się, że w niektórych krajach islamskich nawet dziś śmiercią karze się odstępstwo od islamu, np. przyjęcie katolicyzmu? Skąd się to wzięło? Islam zapożyczył wiele z Biblii, z judaizmu i chrześcijaństwa.

Ktoś może powiedzieć, że czepiam się Dekalogu, idzie tylko o jeden dziwaczny punkt. Nie, problem jest głębszy. Kościół dopiero po drugim soborze watykańskim (1962-1965) uznał w ograniczonej wersji prawa człowieka, w tym wolność wyznania. Ale dążenie do dominacji w państwie i społeczeństwie pozostało.

Biskupi chcą o wiele za wiele

Gądecki przypomina, że według Kościoła prawo naturalne „dostarcza koniecznej podstawy dla prawa cywilnego”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym. Każdy porządek prawny musi się na nim opierać”. Na nim? To znaczy na czym? Co to znaczy? Znaczy tyle, że podstawą dzisiejszego prawa miałyby być księgi pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, ich interpretacja dokonana przez Kościół. To obłędne stanowisko. Nie ma podstaw, by władzom kościelnym przyznawać takie uprawnienia. Biskupi rezerwują sobie tytuł do definiowania prawa pochodzącego rzekomo od samego Boga, jakby mieli dostęp do bożych prawd. To dość śmieszne roszczenie, można dopatrywać się w nim chęci wprowadzanie współobywateli w błąd.

Zapytajmy, czy można się na to zgodzić? Konsekwencje przyjęcia proponowanej przez Kościół zasady byłyby nieobliczalne, otwarłyby drogę do wcielania w życie najróżnorodniejszych norm uzasadnianych Pismem Świętym. W państwach islamistycznych ma to miejsce w odniesieniu do Koranu.

O aborcji w Piśmie Świętym

Biskupi, powołując się na prawo naturalne, podjęli obecnie kampanię na rzecz całkowitego zakazu aborcji. Czy to argumentacja sensowna?

Pismo Święte nigdzie nie mówi o zakazie aborcji, chociaż w czasach biblijnych aborcja była znana (m.in. stosowano środki pochodzenia roślinnego). Dlatego biskupi starają się całkowity zakaz wyprowadzić z przykazania „Nie zabijaj”. Do Dekalogu odwołuje się Konferencja Episkopatu Polski, żądając ustawy bezwzględnie zakazującej aborcji: „Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: Nie zabijaj!” (Komunikat KEP z 30.03.2016).

Jest to uzasadnienie naciągane, bardzo rozszerza interpretację przykazania. Wobec braku w całym Piśmie Świętym nawet wzmianki o zakazie aborcji, jest to interpretacja bezpodstawna. Trzeba też przypomnieć, że przykazanie „Nie zabijaj” nie było i nie jest interpretowane przez Kościół bezwzględnie, są od niego wyjątki, np. nie dotyczy wojny i kary śmierci, którą Kościół akceptował przez wieki (w pewnym zakresie także dziś). Bezwzględny zakaz zabijania przyjmowały, powołując się na Pismo Święte, chrześcijańskie wyznania pacyfistyczne. Kościół katolicki do nich nie należy.

Faktem jest, że Dekalog malowniczo i dość szeroko mówi o nakazie czczenia Boga, świętowania szabatu i o tym, czego nie należy pożądać (domu bliźniego swego, jego żony, niewolnika, niewolnicy, wołu, osła, innych rzeczy). Zaś zakaz zabijania brzmi sucho: „Nie będziesz zabijał”, kropka. Nie ma wzmianki o zakazie aborcji. Może Bóg nie natchnął autorów Pisma w tym kierunku?

Biskupi, żądając bezwzględnego zakazu aborcji, postępują w myśl zasady: wiem, czego chcę, a uzasadnienie w Piśmie Świętym zawsze się znajdzie.

Pismo Święte mówi tylko o poronieniu w bardzo szczególnym kontekście. Idzie o poronienie spowodowane pobiciem:Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to [winny] zostanie ukarany grzywną, jaką <na nich> nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie (…)” (Wj 21;22-23).

Stary Testament zawiera wielostronicowe prawo mojżeszowe, często bardzo szczegółowe i ilustrowane przykładami. O zakazie aborcji nie ma wzmianki. Według Biblii prawo to zostało Mojżeszowi przekazane przez Boga. Wygląda na to, że Bóg lub autorzy Biblii zakazu nie chcieli lub przeoczyli.

Niewiarygodne jest wyjaśnienie, że aborcja była wśród Izraelitów czymś niewyobrażalnym, zakaz był więc niepotrzebny. Aborcja była w tamtych czasach i społeczeństwach praktykowana. Czyżby tylko wśród Izraelitów nie zagościła? Z Biblii wynika, że wśród Izraelitów występowały wszelkie bezeceństwa i naganne praktyki. Akurat aborcja miałaby być wyjątkiem?

Także w Nowym Testamencie nigdzie nie mówi się o aborcji. Jest nieprawdopodobne, by aborcja uprawiana wówczas w całym świecie rzymskim i greckim, nie miała miejsca wśród Żydów w czasach Jezusa i ewangelistów. Brak wzmianki o aborcji może znaczyć tylko jedno: autorzy – kimkolwiek byli – nie chcieli lub dyplomatycznie zapomnieli ustanowić zakaz aborcji. Wygląda na to, że dzisiejsi biskupi wiedzą lepiej. Co chcą, to w Piśmie Świętym znajdą.

Problem aborcji dziś

Sprawa ustawodawstwa dotyczącego aborcji nie jest prosta. Ale prawo w tej kwestii, jak i w innych, powinno być rezultatem współczesnych dyskusji, a nie zapisów czy interpretacji Pisma Świętego.

Stanowienie prawa wymaga wyważenia wielu racji. Tymczasem biskupi traktują kobietę ciężarną jako inkubator, maszynę, której racje się nie liczą. Żądają bezwzględnego zakazu aborcji, tj. zmiany dotychczasowej ustawy, dopuszczającej aborcję w przypadkach, kiedy ciąża zagraża życiu matki, kiedy wiadomo, że dziecko narodzi się z głębokim upośledzeniem, albo też ciąża pochodzi z gwałtu.

Na czym polega wyważanie różnych racji? W większości krajów ustawodawstwo zakazuje aborcji w pewnych sytuacjach, szczególnie w późnym okresie ciąży, ale dopuszcza w innych okolicznościach we wczesnym okresie. Różnie te racje są wyważane. W Polsce prawo dotyczące aborcji jest bardzo restrykcyjne i jeżeli by je zmieniać, to w kierunku przeciwnym niż żąda Kościół katolicki. Stanowisko władz kościelnych jest wyjątkowo jednostronne, niezrównoważone, nie znajduje też uzasadnienia w Piśmie Świętym.

Środki antykoncepcyjne

Ale kościelne władze idą dalej, potępiają używanie jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych, nawet prezerwatyw – i chcą zakazać ich stosowania. Pismo Święte nie zawiera nigdzie zakazu antykoncepcji, chociaż środki antykoncepcyjne (roślinne, tampony, pęcherze rybne podobne do prezerwatyw itp.) były w starożytności znane i stosowane.

Władze kościelne próbują zakaz antykoncepcji uzasadnić rzekomym prawem naturalnym. Szczególne miejsce zajmuje tu encyklika „Humanae vitae”, ogłoszona przez Pawła VI w 1968 r. Papież ucieka się do kuriozalnych wywodów, by zakaz uzasadnić. Wywód sprowadzić można do stwierdzenia, że antykoncepcja jest niezgodna z Bożym planem natury.

Ciekawe tylko, skąd papież wie, że antykoncepcja nie mieści się w planie bożym? Moja znajoma teolożka Celestyna twierdzi, że teza Pawła VI to bezpodstawne domniemanie. Jej zdaniem antykoncepcja ułatwia ludziom życie i rozważne planowanie dzietności, co wskazuje, że jest efektem zamysłu Bożego.

Do księży nie przemawia argument, że stosowanie środków antykoncepcyjnych zmniejsza przypadki niepożądanych ciąż i w rezultacie przyczynia się do zmniejszenia liczby legalnych lub nielegalnych aborcji. Zamiast zakazywać stosowania środków antykoncepcyjnych, Kościół powinien zalecać je szczególnie tam, gdzie niepożądanych ciąż – i w konsekwencji aborcji – jest ciągle dużo. Wbrew temu kościelni autorzy wkładają dużo wysiłku, by dowodzić, że antykoncepcja prowadzi do zwiększenia liczby aborcji. Trzeba być zaślepionym kościelnymi naukami, by coś takiego głosić.

Podsumowując, szerokie stosowanie środków antykoncepcyjnych jest najlepszym sposobem zmniejszenia liczby aborcji. Nie ma żadnego prawa bożego, które zakazywałoby ich stosowania.

Prawo naturalne a prawa człowieka

Abp Gądecki mówił:Dzisiejsza doktryna prawa nie wykazuje większego zainteresowania kwestią prawa naturalnego, ponieważ opiera się ona na koncepcjach woluntarystycznych, do których należy pozytywizm prawniczy i relatywizm etyczny. Według tych koncepcji każdy ma prawo uważać za dozwolone wszystko, co mu się podoba”. Wygląda na to, że Gądecki nie chce widzieć tego, co powinien. Tendencyjnie nie zauważa, że doktryna prawna obowiązująca w ustroju liberalno-demokratycznym (takim jak m.in. w Polsce) nie opiera się na woluntaryzmie i relatywizmie etycznym, ale na prawach człowieka. Nie jest tak, że według tej doktryny władze państwowe i obywatele mają prawo uważać za dozwolone wszystko, co im się podoba. Również etycznie nie wszystko jest dopuszczalne. Aż dziw bierze, że arcybiskup powiedział, co powiedział. A jak jest?

Według doktryny prawnej obowiązującej w liberalnych demokracjach obywatele, władze państwowe, a także kościoły, mają przestrzegać praw człowieka. Mogą tego nie chcieć, jak ostatnio PiS, ale wtedy muszą się liczyć ze sprzeciwem, również międzynarodowym. Obywatel za czyny niezgodne z prawem jest karany. Księża za seksualne wykorzystywanie dzieci są karani więzieniem przez sądy państwowe, chociaż Kościół i papieże przez wieki przymykali na to oczy. I robiliby tak nadal, gdyby nie naciski z zewnątrz. Dziś starają się nie dostrzegać i bagatelizować nadużycia.

Wbrew poglądom Gadeckiego, krytykowany przez niego w homilii liberalizm nie polega na tym, że wszystko wolno. Sednem liberalizmu są prawa człowieka.

Czym są prawa człowieka?

Powtórzę w skrócie, co pisałem gdzie indziej. Prawa człowieka to nie tylko przepisy prawne, są to zasady etyczne przekładane na język przepisów prawa. Ich sednem jest świecka etyka i aksjologia. Jaka?

Podstawowe znaczenie ma idea ograniczenia przemocy i krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Prawa człowieka regulują w pożądany etycznie sposób stosunki między ludźmi, przede wszystkim ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem.

Szczególne znaczenie ma wolności słowa i przekonań, prawa socjalne, oraz zasada równego traktowania bez względu na narodowość, rasę, religię, światopogląd, płeć, orientację seksualną.

Kościół katolicki odrzucał zdecydowanie prawa człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 ). Zmienił stanowisko, bo sprzeciw wobec praw człowieka groził mu marginalizacją. Ale do dziś władze kościelne przyjmują wsteczną, konserwatywną interpretację praw człowieka. Nadal przeciwstawiają prawom człowieka prawo naturalne, boże, próbując stawiać je wyżej niż prawa człowieka.

Tzw. prawo naturalne, boże, ustalają władze Kościoła zgodnie z własnym punktem widzenia, powołując się dowolnie na święte księgi. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, w państwach o liberalno-demokratycznych ustrojach są podstawą prawa stanowionego, stoją wyżej niż rzekome prawo naturalne. Konflikt jest głębszy niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Podsumowując, abp Gądecki przekonuje, że „prawo naturalne nie jest wymysłem Kościoła”, „stoi przed wszelkim prawem stanowionym”. Otóż jest ono wymysłem Kościoła i nie może stać wyżej niż prawa człowieka. – Alvert Jann.

*Link do cytowanej homilii abp Gądeckiego z 3.04.2016 – http://abpgadecki.pl/homilia-tresc-prawa-wypisana-jest-w-ich-sercach-matka-boska-trybunalska/

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 20 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

laughter-995213_960_720

australia-224515_960_720

Katolicki Uniwersytet Lubelski zajmie się magią

Nie uwierzycie, na wydziale filozoficznym KUL pojawił się tubylec z Wysp Trobriandzkich (Zachodni Pacyfik) i chce robić doktorat nie o magii, ale z magii. Przywiózł dziełko, w którym dowodzi, że moce magiczne istnieją naprawdę, a tradycyjna magia odprawiana od wieków w jego kraju jest skuteczna.

Magię trobriandzką dokładnie badał i opisał przed laty nasz rodak Bronisław Malinowski (1884-1942). Za badania kultur tamtego regionu otrzymał katedrę na Uniwersytecie Londyńskim. Tubylec nie omieszkał zaznaczyć, że w bieżącym roku mija dokładnie 100 lat od uzyskania przez Malinowskiego doktoratu na Uniwersytecie Londyńskim. „Ta okrągła rocznica zobowiązuje Polaków” – mówił na posiedzeniu rady wydziału.

Tubylec nie w pełni zgadzał się z wielkim etnologiem. „Cenię bardzo Bronisława Malinowskiego – powiedział – ale różnię się od niego. Bronisław Malinowski nie wierzył w magię, tylko ją wnikliwie opisywał. Ja postępuję inaczej. Nie tylko analizuję, ale dowodzę, że praktyki magiczne, zaklęcia, mają moc realną i są skuteczne, o ile tylko są prawidłowo wykonywane”.

Zebrani filozofowie i teolodzy ze szczególnym uznaniem przyjęli następującą ideę, mocno akcentowaną przez tubylca: „Wy dowodzicie istnienia mocy Bożej, a ja mocy magicznych. To bliskie sobie zagadnienia, właściwie tożsame. Dziś, Czcigodna Rado, czas zjednoczyć siły. Musimy działać wspólnie, ponad historycznymi podziałami. Dotychczas podkreślaliśmy różnice, a pomijaliśmy podobieństwa. Niesłusznie. Magia i religia to jedno”.

– Obiektywnie patrząc, ma rację – szeptano na sali ze zrozumieniem.

„Przyjrzyjmy się. Podobieństwa są fundamentalne, różnice tylko formalne – kontynuował tubylec. – W magii idzie o bezbłędne wypowiedzenie właściwego zaklęcia, by wpłynąć na rzeczywistość. W waszej religii zwracacie się do świętego o wstawiennictwo u Boga, by spowodować uzdrowienie. Co więcej, odpowiednio wykonana czynność, jaką jest chrzest, powoduje związek z Bogiem, którego nie da się odkręcić. W innej znanej religii bez tzw. obrzezania, obcięcia napletka, nie ma przymierza z Bogiem. Ale wróćmy do katolicyzmu. Kościelni egzorcyści słowem i święconą wodą wypędzają szatana z ciał opętanych. Egzorcysta i mag to różne odmiany tego samego gatunku. Co więcej, Kościół wierzy w magię, wierzy, że człowiek może rzucić mocą szatana urok na drugiego człowieka. Nie tak jak ateiści, którzy podważają wiarę zarówno w religię, jak i w magię. Magię trzeba udoskonalić, ucywilizować, a nie zwalczać”.

Wniosek ten zebrani przyjęli ze zrozumieniem.

„Zarówno w magii, jak i w religii – kontynuował tubylec – moc nadprzyrodzona tkwi w czynnościach religijnych lub magicznych, co na jedno wychodzi. Ale religia i magia mają jeszcze głębsze wspólne podstawy. Łączy nas starożytna wiara w nadprzyrodzone moce tajemne, w rzeczywistość inną niż przyrodnicza, zwyczajna. To rzeczywistość, która jest boska i magiczna zarazem”.

Na posiedzeniu rady wydziału wywiązała się ciekawa dyskusja. Zgodzono się, że pojęcia Boga i mocy magicznych nie są ze sobą sprzeczne, lecz uzupełniają się. Uznano, że moce magiczne, tak samo jak moce boskie, usytuowane są tam, gdzie rozum nie sięga, logiczna zasada sprzeczności nie obowiązuje, badania empiryczne są niemożliwe. Można więc twierdzić, że istnieją z całą pewnością.

Na zakończenie wyrażono ubolewanie, że magia nie jest nauczana w szkołach. Zgodzono się, że trzeba to zmienić. Aby przygotować kadry zdolne nauczać nie tylko religii, ale i magii, postanowiono powołać Katedrę Filozofii Boga i Mocy Magicznych (katedry filozofii Boga istnieją na katolickich uczelniach, np. na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie). – Alvert Jann

* Poza powyższą informacją zamieściłem dziś artykuł z cyklu „Podręczniki do religii”, pt. „Koniec świata według Kościoła”.

.………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 19 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Savage-Memory

Bronisław Malinowski na Wyspach Trobriandzkich, 1916.

end-812225_960_720

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła

Kościół nie głosi już, że Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni, uznał to za metaforę. Ale nadal naucza, że „powtórne przyjście Chrystusa będzie (…) absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. W podręczniku do religii, który zacytowałem, czytamy też: „Według religii chrześcijańskiej Bóg Stwórca jest zarazem Wybawicielem i Tym, który doprowadza historię do celu”. Przed końcem świata ma nastąpić zmartwychwstanie wszystkich ludzi i sąd ostateczny: „Zmartwychwstanie człowieka dokonuje się przy końcu świata, bo jego źródło tkwi w zmartwychwstaniu Chrystusa”. „Dla wierzących Paruzja (tak nazywane jest powtórne przyjście Chrystusa) nieodłącznie oznacza sąd Boży. Kościół naucza, że jedynie Bóg zna czas sądu i tylko On decyduje o jego nadejściu” (cytaty powyższe pochodzą z podręcznika dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia; w innych podręcznikach jest podobnie).

Nigdzie nie pisze się, że to przenośnie. Opisany w Piśmie Świętym i podręcznikach koniec świata ma nastąpić realnie.

Można spodziewać się, że młodzież przyjmuje te nauki ze zdrowym poczuciem humoru. Ale powstaje pytanie, czy ten opis powinien być nauczany w szkołach jako prawda o przyszłości świata? A tak jest obecnie.

Trzeba powiedzieć wyraźnie. Chrześcijańskie mity o końcu świata powinny być prezentowane w ten sam sposób jak mitologia grecka. Należą one do kultury europejskiej i dobrze co nieco o nich wiedzieć. Ale sposób, w jaki robią to podręczniki do religii, jest skandalem. Archaiczne mity, pochodzące sprzed 2-3 tys. lat, przedstawiane są jako wiedza prawdziwa.

hand-65689_960_720

Mity różne

Mity końca i zagłady świata nie są tylko domeną Pisma Świętego. Nie tak dawno w internecie duże zainteresowanie budziła wiadomość, że według mitologii Majów świat, w którym żyjemy, zakończy się kataklizmem w 2012 r. Według Azteków świat ulega cyklicznie zagładzie, a następnie się odradza. W mitologii staroegipskiej bóg Atum stworzył świat i każdą istotę, i on przypuszczalnie spowoduje koniec świata. Można go od tego powstrzymać zaklęciami i darami. W starożytnej Grecji wierzono, że świat jest wieczny, ale byli też filozofowie, którzy głosili, że cyklicznie ulega zagładzie i odradza się. W islamie, który dużo zaczerpnął z Biblii i chrześcijaństwa, koniec świata wygląda podobnie jak w chrześcijaństwie, ale bez udziału Chrystusa. Buddyzm przewiduje stopniowe zanikanie świata, a opis podany jest za pomocą skomplikowanych pojęć.

Nauka

Co mówi nauka? Nie ma w tej chwili dostatecznie uzasadnionej teorii, która pozwalałaby powiedzieć, jaka będzie przyszłość wszechświata. Pewniejsza jest przyszłość Ziemi. Za około 6 miliardów lat wygaśnie Słońce, bo naszej gwieździe zabraknie paliwa, którym jest wodór. Dużo wcześniej, ale z ludzkiej perspektywy w niewyobrażalnie odległym czasie, na Ziemi zapanują warunki uniemożliwiające istnienie żywych organizmów. Czy ludzie zdołają przenieść się w inne rejony naszej galaktyki? Bierze się pod uwagę taki scenariusz.

Co z wszechświatem? Obserwacje wskazują, że galaktyki oddalają się od siebie, wszechświat rozszerza się, obejmuje coraz większą przestrzeń. Czym to się skończy? Wszechświat może ulec rozproszeniu albo zacznie zacieśniać się. Za ponad 100 trylionów lat wszystkie galaktyki wygasną. Wspomnijmy jeszcze o hipotetycznych teoriach cykliczności wszechświatów. Przyjmuje się, że obecny wszechświat powstał około 14 miliardów lat temu w efekcie tzw. wielkiego wybuchu. Według teorii cykliczności możliwe jest, że przedtem istniały inne wszechświaty lub nieznane nam formy rzeczywistości przyrodniczej. Również obecny wszechświat nie jest ostatnim. Wydarzenie, jakim był wielki wybuch, może powtarzać się.

W sumie nie wygląda to dobrze, ale można spać spokojnie. Człowiek jako tako wolny od zaburzeń psychicznych nie będzie zamartwiał się tak odległymi perspektywami końca świata.

Czy Chrystus przyjdzie ponownie?

Jeżeli ktoś bardzo chce, może wierzyć, że Chrystus w bliżej nieokreślonym czasie ponownie zstąpi na Ziemię, osądzi ludzi, po czym nastąpi koniec świata. Na rzecz tego przekonania nie można przytoczyć żadnego argumentu poza tym, że tak mówi Pismo Święte, które według Kościoła zawiera prawdę, bo zostało spisane pod bożym natchnieniem. Jak zaznaczałem w poprzednim artykule, także autorzy podręcznika piszą wprost: „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. A nie ma żadnych innych możliwości sprawdzenia prawdziwości religijnych wierzeń, nie ma żadnych argumentów rozumowych, logicznych lub rzeczowych przemawiających na ich rzecz. Dlatego nie ma podstaw, by jakiekolwiek wierzenia religijne uznawać za prawdziwe. Można je przyjąć wyłącznie >na wiarę<. Dotyczy to także powtórnego przyjścia Chrystusa i związanego z tym końca świata.

Jezus mógł być postacią rzeczywistą, mógł nauczać i jak wielu kaznodziei zyskać grono wyznawców. Ale to, że był synem bożym, a jego powtórne przyjście będzie „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu” – to są religijne mity pozbawione jakichkolwiek argumentów przemawiających za ich prawdziwością.

Kościół głosi, że nie ma sprzeczności między nauką a religią katolicką. To nieprawda. To, co o przyszłości świata może powiedzieć nauka, jest całkowicie sprzeczne z tym, co głosi Kościół.

Apokalipsa

Wydarzenia związane z sądem ostatecznym i końcem świata są tematem obszernej księgi znanej pod nazwą Apokalipsy św. Jana, wchodzącej w skład Nowego Testamentu. Jest to obłędna halucynacja przypisywana apostołowi Janowi. Zawiera rzeczy dziwaczne i straszne, a jej treść – o ile potraktować ją poważnie – musi budzić przerażenie. Sąd ostateczny poprzedzony jest budzącymi grozę kataklizmami sprowadzonymi na ziemię i ludzi przez Boga. Kościół katolicki współcześnie próbuje pomijać i łagodzić te opisy. Teolodzy wyjaśniają, że to tekst metaforyczny, pełen symboliki, nie należy go brać dosłownie. Podręczniki pomijają kompromitujące treści.

Oto ilustracja apokaliptycznych zwidów. Po wielu niesamowitych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8; 7). „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9; 15-18).

Powstaje pytanie, czy te obrazy bestialstwa, nawet jeżeli mają charakter symboliczny a nie dosłowny, dobrze świadczą o Kościele, który te teksty uznaje za święte?

Millenaryzm

Od wieków opisy Apokalipsy pobudzały niezdrowo wyobraźnię chrześcijan. Co jakiś czas wiernych ogarniało wielkie poruszenie. Z dnia na dzień spodziewano się przyjścia Chrystusa, wyznaczano daty. Do dziś powstają tu i ówdzie kościoły, ruchy i grupy oczekujące rychłego końca świata. Religioznawcy nazywają to millenaryzmem lub chiliazmem (od łac. mille lub gr. chilioi – tysiąc). Bo według księgi Apokalipsy, przed końcem świata diabeł zostanie uwięziony i nastanie tysiącletnie panowanie Chrystusa na ziemi: ujrzałem anioła, zstępującego z nieba (…) pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat (…) by już nie zwodził narodów”. Sąd ostateczny ma nastąpić dopiero „gdy się skończy tysiąc lat” (Ap 20;1-7).

W religioznawstwie pojęcie millenaryzmu/chiliazmu odnosi się nie tylko do chrześcijaństwa lub religii odwołujących się do Biblii. Jest to owocujące ruchami religijnymi poczucie upadku lub oczekiwanie zagłady istniejącego świata, połączone z nadzieją na lepszy, rajski świat, na zbiorowe zbawienie. Ruchy millenarystyczne/chiliastyczne związane są z mitami końca świata, z poczuciem ogólnego upadku, z lękami doświadczanymi przez ludzi w różnych czasach i kulturach.

Chrześcijanie oczekiwali rychłego ponownego przyjścia Chrystusa od początku istnienia wyznania. Na podstawie Pisma Świętego starali się przewidzieć datę. Ale mijały wieki i tysiąclecia – i nic. Nawet Świadkowie Jehowy po kilkakrotnych nieudanych próbach zadowalają się dziś stwierdzeniem, że nastąpi to wkrótce. Niektóre kościoły nastrój oczekiwania bardzo eksponują, np. Adwentyści Dnia Siódmego, Świadkowie Jehowy, kościoły baptystyczne i ewangelikalne w USA. Powstają też mniejsze charyzmatyczne ruchy, skupione wokół proroka, guru, animatora, oczekujące przyjścia Chrystusa lada dzień. Księga Apokalipsy, zapowiadane tam kataklizmy, sąd ostateczny – to ulubione tematy Świadków Jehowy, ale nie stroni od nich także Kościół katolicki, teolodzy i portale katolickie.

Kościół katolicki nastrój oczekiwania świadomie pobudza (widać to także w podręczniku), ale jednocześnie stara się nie eksponować nadmiernie, żeby się nie ośmieszyć.

Millenaryzm w podręcznikach

Oczekiwanie „ostatecznego spełnienia Bożych obietnic”, paruzja, zmartwychwstanie ciał, sąd ostateczny, królestwo Boże, to główne tematy ostatnich rozdziałów podręcznika. Czytamy m.in: „Chrześcijanie nie tylko wierzą, że w Jezusie Chrystusie przyszedł do ludzi Mesjasz, by ich zbawić, ale oczekują też Jego powtórnego przyjścia w chwale”, tj. w dniach apokalipsy. Tematy te upodabniają szkolną katechezę do nauk Świadków Jehowy i nadają jej sekciarskie oblicze. Autorzy podręcznika i ogólnopolskiego programu nauczania religii są, jak można zauważyć, pod wrażeniem Świadków Jehowy. Nawet podręcznikowi nadano tytuł „Drogi Świadków Chrystusa w świecie”, a program ogólnopolski nosi tytuł „Świadek Chrystusa w świecie”. Zamiast Świadków Jehowy (tj. Świadków Boga nazywanego w Biblii Jahwe), mamy Świadków Chrystusa. Znaczny sukces Świadków Jehowy w zdobywaniu wyznawców (w Polsce 122 tys., ale od lat nie ma już wzrostów) pobudza wyobraźnię ludzi Kościoła.

Zanim rodzice zdecydują się na udział dziecka w lekcjach religii, warto zapoznać się dokładniej z podręcznikami i zastanowić się, czy warto, by córce lub synowi wtłaczano do głowy obłędne treści. Zastanowić powinna się także młodzież, czy chce w tym uczestniczyć.

Na zakończenie

mała porcja humoru. Oto nius. W małym miasteczku w Teksasie grupa charyzmatyczna dowiedziała się od kościelnego animatora, że najbliższej nocy nastąpi koniec świata. Niektórzy wypili z tej okazji za dużo drinków. Rano przecierając oczy spotyka się przed domem dwóch wyznawców polskiego pochodzenia:

– Ale pierdolnęło – mówi jeden.

– O kurwa, nie zauważyłem – odpowiada drugi.

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Dwa inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 18 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

enforce-46910_640

dog-734689_960_720

Pismo Święte jakiego nie znacie

Zarówno katolicy, jak i ateiści, mogą być zaskoczeni tym, co zawiera Pismo Święte. Są tam rzeczy obłędne i straszne. Podręczniki szkolne i katechizm pomijają kompromitujące treści, a warto o nich wiedzieć. Przytoczę kilka cytatów, w przypisie na końcu podaję linki do artykułu i strony, gdzie jest ich więcej *. Stamtąd też zapożyczyłem tytuł tego artykułu.

Święte wojny, rzezie, masakry

Prorok Izajasz tak oto wieszczy wojnę, w której wrogowie zostaną za sprawą Boga zmasakrowani:

„Zawyjcie, bo bliski jest dzień Pański, nadchodzi jako klęska z rąk Wszechmocnego.(…) Każdy odszukany będzie przebity, każdy złapany polegnie od miecza. Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony – zgwałcone. (…) Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone. Nad noworodkami się nie ulitują, ich oko nie przepuści także niemowlętom” (Iz 13, 6,15-16,18).

Jest też w Starym Testamencie ludobójstwo dokonane z bożego nakazu. Oto polecenie dane przez Boga narodowi wybranemu: 

„Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą: Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów: siedem narodów liczniejszych i potężniejszych od ciebie. Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości” (Pwt 7, 1-2).

Warto wiedzieć, co zrobił Mojżesz, kiedy schodząc z tablicami Dekalogu z góry Synaj, zastał w obozie Izraelitów rozpasanie i kult złotego cielca.

„Zatrzymał się Mojżesz w bramie obozu i zawołał: «Kto jest za Panem, do mnie!» A wówczas przyłączyli się do niego wszyscy synowie Lewiego. I rzekł do nich: «Tak mówi Pan, Bóg Izraela: „Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego”». Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów. Mojżesz powiedział wówczas do nich: «Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was był przeciw swojemu synowi, przeciw swemu bratu” (Wj 32, 26-28).

Obrazów masakry, wojennych zbrodni i ludobójstwa, dokonanych z nakazu Boga, jest w Biblii więcej.

Masowa zagłada

Oto scena potopu z Księgi Rodzaju:

„Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi (…) rzekł: >Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki< (…). Tylko Noego Pan darzył życzliwością” (Rdz 6,5-8). Rezultat: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7, 21).

A oto jak Bóg potraktował zbiorowo mieszkańców Sodomy i Gomory, których oskarżył o różne bezeceństwa:

„Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana >z nieba<. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność” (Rdz 19, 24-25).

Bóg zgładził, jak widać, także niemowlaki i małe dzieci, oraz kobiety w ciąży.

Kary okrutne

Prawo, przekazane Mojżeszowi przez Boga, nakazuje karę śmierci w kilkudziesięciu przypadkach. Za co?

„Jeśli się znajdzie człowieka śpiącego z kobietą zamężną, oboje umrą: mężczyzna śpiący z kobietą i ta kobieta. (…) Jeśli dziewica została zaślubiona mężowi, a spotkał ją inny jakiś mężczyzna w mieście i spał z nią, oboje wyprowadzicie do bramy miasta i kamienować ich będziecie, aż umrą” ( Pwt 22, 22-24 ).

„Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. Jeżeli kto bierze za żonę kobietę i jej matkę, dopuszcza się rozpusty: on i ona będą spaleni w ogniu, aby nie było rozpusty wśród was. Ktokolwiek obcuje cieleśnie ze zwierzęciem wylewając nasienie, będzie ukarany śmiercią. Zwierzę także zabijecie. Jeśli kobieta zbliży się do jakiegoś zwierzęcia, aby z nim się złączyć, zabijesz i kobietę, i zwierzę” ( Kpł 20, 13-16).

Śmiercią karane jest naganne zachowanie syna:

Jeśli ktoś będzie miał syna nieposłusznego i krnąbrnego, nie słuchającego upomnień ojca ani matki, tak że nawet po upomnieniach jest im nieposłuszny, ojciec i matka pochwycą go, zaprowadzą do bramy, do starszych miasta, i powiedzą starszym miasta: «Oto nasz syn jest nieposłuszny i krnąbrny, nie słucha naszego upomnienia, oddaje się rozpuście i pijaństwu». Wtedy mężowie tego miasta będą kamienowali go, aż umrze” (21, 18-21).

Wiara w cuda i opętanie

Nowy Testament przeładowany jest opisami cudownych uzdrowień, wskrzeszeń zmarłych, wypędzania złych duchów z ciał opętanych. Kościół podtrzymuje te wierzenia, poszukuje cudów przy okazji kanonizowania świętych, powołuje egzorcystów. Oto kilka scen z Ewangelii:

„Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. (…) Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!». Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli” (Mk 1, 21-27).

„I przypłynęli do kraju Gergezeńczyków (…) wybiegł Mu naprzeciw pewien człowiek, który był opętany przez złe duchy. Już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i nie mieszkał w domu, lecz w grobach. (…) A Jezus zapytał go: «Jak ci na imię?» On odpowiedział: «Legion», bo wielu złych duchów weszło w niego. Te prosiły Jezusa, żeby im nie kazał odejść do Czeluści. A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły Go więc [złe duchy], żeby im pozwolił wejść w nie. I pozwolił im. Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie, a trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła” (Łk 8, 26-33).

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił” (Mk 1, 32-34).

„Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom!” A gdy szli, zostali oczyszczeni” (Łk 17, 12-14).

Apokalipsa

W Nowym Testamencie znajduje się objawienie św. Jana, nazwane Apokalipsą. Obłędna halucynacja zawiera obraz zagłady mas ludzkich i dewastacji Ziemi przed nastaniem Sądu Bożego i Królestwa Bożego. Wszystko z woli Boga, o którym Kościół mówi, że jest Miłością.

Tekst Apokalipsy jest długi, zawiły, przytaczam tylko kilka zdań. Oto po różnych dziwacznych i strasznych zdarzeniach do dzieła przystępują aniołowie:

„I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona” (Ap 8, 7).

(…) „I zostali uwolnieni czterej aniołowie, gotowi na godzinę, dzień, miesiąc i rok, by pozabijać trzecią część ludzi. (…) I tak ujrzałem w widzeniu konie (…) a z pysków ich wychodzi ogień, dym i siarka. Od tych trzech plag została zabita trzecia część ludzi” (Ap 9, 15-18).

Słowo na zakończenie

Katechizm Kościoła katolickiego i Sobór Watykański II stwierdzają:Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (KKK 105).

Teolodzy mają dziś problem. Próbują kompromitujące fragmenty Pisma Świętego pomijać albo poddać pokrętnej interpretacji, złagodzić, przedstawić w wersji soft, zmiękczyć, zakamuflować. Mówi się, że tekstów biblijnych nie można rozumieć dosłownie, mamy tam metafory, przenośnie, symbole. Ale czy metaforyczna wizja, w której z woli Boga „wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone”, nie może budzić odrazy? I kto jest autorem tych słów?

A może zamiast szukać pokrętnych wyjaśnień, trzeba powiedzieć, że nie są to księgi spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, tylko zwyczajne pełne zmyśleń starożytne opowieści, jakich wiele. I traktować tak samo jak mitologię starogrecką.- Alvert Jann

* O ciemnej stronie Biblii:

Księga kanonów – do wyboru, do koloru” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/ksiega-kanonow-do-wyboru-do-koloru/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://biblia.pismo-swiete.pl /

Wszystkie cytaty według: Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Pallottinum – http://biblia.deon.pl

……………………………………………………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 17 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Chrześcijaństwo obłędu” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/chrzescijanstwo-obledu/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

sun-159392_960_720

Ateizm na dziś

Chciałbym napisać, jaki ateizm we współczesnej Polsce jest potrzebny i ma perspektywy rozwoju. Dziś, jak sądzę, ateizmowi najlepiej w towarzystwie naturalizmu, nauki i praw człowieka.

Naturalizm

Najlepszą filozoficzną podstawą ateizmu jest naturalizm. Główne twierdzenie naturalizmu mówi, że istnieje tylko przyroda, natura. Do przyrodniczej rzeczywistości należą także doznania psychiczne i wszelkie formy myślenia. Są to pochodne funkcjonowania układu nerwowego i mózgu, nie istnieją poza organizmami biologicznymi.

Na dobrą sprawę zamiast o ateizmie można by mówić właśnie o naturalizmie, chociaż nie postuluję takiej zmiany. Bez potrzeby nie warto burzyć językowych zwyczajów.

Przyroda (natura) to rzeczywistość, która nas otacza i której jesteśmy częścią. Obejmuje ona mikro i makrokosmos, wiele niepoznanych i trudnych do zrozumienia form. Nie ma żadnych uzasadnień, żadnych dowodów, by wierzyć, że istnieją jakiekolwiek byty nadprzyrodzone, nadnaturalne, bez względu na to, czy nazywa się je bogiem lub inaczej. To, że bóg nie istnieje, można dowieść/uargumentować bardzo dobrze (link poniżej). Natomiast tego, że bóg istnieje, nie można dowieść/uzasadnić w żaden sposób.

Bóg

Wyobrażenie boga występuje w świadomości ludzi w dwóch postaciach:

Po pierwsze, jako abstrakcyjna rzeczywistość nadprzyrodzona. To jakby bóg abstrakcyjny, nieokreślony. Nazywany jest transcendencją, absolutem, pierwszą przyczyną, pierwotną energią, siłą wyższą, uniwersalnym duchem, rozumem rządzącym wszechświatem, bytem przenikającym wszystko lub wręcz utożsamianym z przyrodą. To w zasadzie bóg bezosobowy, właściwy deizmowi i panteizmowi, ale bywa  eklektycznie łączony z wierzeniami chrześcijańskimi.

Pojęcie boga abstrakcyjnego występuje zarówno w umysłach niektórych dzisiejszych filozofów i naukowców, jak i w kulturach prymitywnych, w wyobrażeniach niepiśmiennych tubylców badanych przez etnologów i w pospolitych ludowych emocjach. W tej prostej postaci jest to wyobrażenie mocy tajemnych, zazwyczaj powiązane z magią. Pojęcie tzw. boga filozofów i fizyków jest niczym innym niż przetworzeniem owego pierwotnego wyobrażenia niepojętych mocy.

Po drugie, jest to pojęcie boga znane z wielu religii, w tym chrześcijaństwa. To istota duchowa, rozumna, ingerująca w życie ludzi, w szczególności opiekująca się nimi, ale także karząca za przewinienia. Każda religia nadaje bogu odmienne cechy. W judaizmie, chrześcijaństwie i islamie bóg wywodzi się z mitologii biblijnej, występuje jako wszechmocny stwórca świata i prawodawca. Pojęciu boga towarzyszy wiele innych wierzeń. W chrześcijaństwie są to wyobrażenia nieba, piekła, aniołów, szatana, duszy nieśmiertelnej, grzechu pierworodnego, sądu ostatecznego, zmartwychwstania, zbawienia, potępienia, cudów itp. Katolik powinien w to wszystko wierzyć.

Bóg abstrakcyjny i bóg ze znanych religii nie mają ze sobą nic wspólnego, poza może jednym – jest to przetworzenie pierwotnego wyobrażenia niepojętych mocy.

Z punktu widzenia chrześcijaństwa wiara w boga abstrakcyjnego jest ciężkim błędem i w średniowieczu można było za to spłonąć na stosie. Dziś, wobec kryzysu religii, Kościół katolicki toleruje te herezje także wśród wiernych, o ile zachowują lojalność wobec Kościoła i składają publiczną deklarację właściwej wiary.

Współcześnie idea boga abstrakcyjnego, np. nieokreślonej siły wyższej, bezosobowego ducha, transcendencji, stała się dość popularna w krajach zachodnich. Nie ma żadnych uzasadnień, dowodów, które świadczyłyby, że byty tego rodzaju istnieją realnie.

Można natomiast hipotetycznie brać pod uwagę, że istniała czy istnieje nieznana nam dziś pierwotna czy podstawowa forma rzeczywistości przyrodniczej, np. rzeczywistość kwantowa albo też rzeczywistość poprzedzająca tzw. wielki wybuch. Zauważmy jednak, że w obu przypadkach idzie o rzeczywistość jak najbardziej naturalną, a nie o boga i podobne mu wyobrażenia. Fizyka kwantowa, teoria cyklicznych wszechświatów poprzedzających powstanie naszego wszechświata i inne, dotyczą przyrody, rzeczywistości naturalnej, w żaden sposób nie uprawdopodobniają istnienia boga czy bytów nadnaturalnych.

Również transcendencję można by pojmować jako pierwotną czy podstawową rzeczywistość naturalną, przyrodniczą, chociaż kłóci się to z dotychczasowym rozumieniem tego słowa.

Naturalizm, odrzucający istnienie bytów nadprzyrodzonych, odgrywa we współczesnej kulturze i świadomości ludzi coraz większą rolę. Jest to skutek przede wszystkim rozwoju nauki.

Nauka

Konsekwentny ateizm odrzuca wiedzę pochodzącą z tzw. objawienia bożego, doświadczenia mistycznego, iluminacji, źródeł tajemnych, ezoteryki itp. Tylko wiedza zdobyta w sposób akceptowany na gruncie nauki współczesnej może być uznana za prawdziwą. Metody i procedury naukowe nie są czymś nadzwyczajnym, pozostają w zgodzie z naszym codziennym sposobem zdobywania wartościowej wiedzy za pomocą obserwacji, doświadczeń, eksperymentowania, racjonalnego myślenia. Poznanie naukowe, dzięki konsekwentnie przemyślanym metodom badawczym oraz instrumentom służącym obserwacji i analizie danych, osiąga znacznie wyższy poziom wiarygodności niż dostępne nam na co dzień.

Nauka współczesna, podobnie jak ateizm, stoi na stanowisku naturalizmu, tzn. przyjmuje w praktyce, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Nie bierze pod uwagę rzeczywistości nadprzyrodzonej. Dlaczego? Bo nigdzie nie znajduje przyczyn nadprzyrodzonych, duchów, boga. Naturalizm nauki harmonizuje z ateizmem, natomiast kłoci się zdecydowanie z teizmem.

Wbrew poglądom teistów, naturalizm nauki nie jest założeniem czy rezultatem światopoglądu naukowców, ale wynikiem naukowej działalności, faktu, że badania naukowe nie wskazywały i nie wskazują na istnienie bytów i przyczyn nadprzyrodzonych. Byty nadprzyrodzone nie dają o sobie znać. Naukowiec może wierzyć, że bóg czy boska transcendencja istnieją. W wywiadach dla mediów może mówić, że jest o tym przekonany. Są to jednak wyłącznie jego osobiste przekonania nie mające nic wspólnego z nauką, podobnie jak sympatyzowanie z tym lub innym klubem piłki nożnej. Religijni naukowcy nie potrafią przytoczyć żadnych dowodów czy uzasadnień przemawiających za istnieniem rzeczywistości nadnaturalnej. Nic dziwnego, że religijnych naukowców jest niewielu. Np. wśród członków amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk wiarę w boga zadeklarowało 7% (link poniżej).

Różnica między nauką a religią polega m.in. na tym, że nauka uznaje za prawdziwe tylko te twierdzenia, które przeszły procedury sprawdzania. Jeżeli nie znajdują dostatecznego uzasadnienia, mają status hipotez, przypuszczeń. Hipoteza naukowa nie jest jednakowoż dowolnym przypuszczeniem, musi znajdować oparcie w analizach i badaniach.

Twierdzenie głoszące, że bóg istnieje, nie jest w żaden sposób potwierdzone i nie może być uznane za prawdziwe. Nie ma nawet powodów, by uznawać je za hipotezę.

Na gruncie religii tzw. prawdy wiary uzasadniane są na podstawie fantastycznych opowieści, które nie wytrzymują żadnych racjonalnych prób sprawdzenia. Np. chrześcijaństwo i judaizm opierają się na przypuszczeniu, pozbawionym jakichkolwiek podstaw, że Biblia zawiera objawienie boże. Także uznając nawet historyczność Jezusa, nie da się potwierdzić czy uzasadnić, że był on synem bożym poczętym z Ducha Świętego, zesłanym by odkupić świat. Nie można uznać, że to prawda albo hipoteza – to wyłącznie fantastyczna mitologia.

Nauka współczesna nie potwierdza żadnych przypuszczeń, że istnieje bóg, który stworzył świat i życie, kieruje ewolucją, ustanowił prawa przyrody, ingeruje na poziomie kwantów, przenika wszystko i jest obecny wszędzie. Przypuszczenia te nie mogą być uznane za prawdziwe.

W żaden sposób nie jest potwierdzone stanowisko tych religijnych filozofów, którzy uważają, że prawdziwe poznanie – w tym naukowe – człowiek zawdzięcza bogu. Nieuprawnione jest przekonanie, że pojęcie prawdy wymaga istnienia boga czy transcendencji. Założenie, że istnieje boska skarbnica wiedzy, którą człowiek odsłania, jest wyłącznie literacką fikcją. Teistyczna teoria poznania ma cechy sofistyki, tj. filozoficznego krętactwa. Nauka i poznanie nie mają teistycznych podstaw

Nauka czyni olbrzymie postępy, ale nie wyjaśnia wszystkiego – przede wszystkim nie wiemy, jak przyroda powstała, czy może w jakiejś formie była wieczna. Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie, że religia nic nie wyjaśnia, nie odpowiada na te pytania, podaje co najwyżej wyjaśnienia fikcyjne, podtrzymuje archaiczne wyobrażenia i mity.

Etyka praw człowieka

Ateizm stoi na gruncie etyki świeckiej. Współcześnie najdonioślejszą świecką etykę i aksjologię prezentują prawa człowieka. Nie są one tylko przepisami prawnymi – są to zasady etyczne przekładane na język przepisów prawa.

U podstaw etyki praw człowieka leży idea ograniczenia przemocy i krzywd doświadczanych przez ludzi w życiu społecznym. Prawa człowieka regulują w pożądany etycznie sposób stosunki między ludźmi, przede wszystkim ograniczają władzę państwową i mają chronić przed jej nadużywaniem, ale mają chronić człowieka także przed kościołami, wspólnotami, organizacjami, przed społecznością lokalną, rodziną i innymi grupami, także tymi, do których należy się dobrowolnie. Można powiedzieć, że mają chronić człowieka przed człowiekiem.

Nie sposób tu przedstawiać szerzej aksjologii zawartej w prawach człowieka. Wspomnijmy tylko o wolności słowa i przekonań, prawach socjalnych oraz zasadzie równego traktowania bez względu na narodowość, rasę, religię, światopogląd, płeć, orientację seksualną itp.

Kościół katolicki przeciwstawiał się zdecydowanie prawom człowieka aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965 ). Zmienił stanowisko z konieczności. Od zakończenia drugiej wojny światowej znaczenie praw człowieka we współczesnym świecie wzrosło na tyle, że ich otwarte negowanie groziło Kościołowi marginalizacją. Przedtem w encyklikach papieskich roiło się od zdecydowanego sprzeciwu wobec tych praw. Ciekawy przykład to papież Pius IX, który w encyklice „Quanta cura” z 1864 r. wymienił osiemdziesiąt dokładnie ponumerowanych błędnych – jego zdaniem – poglądów, których wierni nie mogą uznawać. Odrzucał prawa człowieka, uważał, że religia katolicka powinna mieć status religii państwowej, odrzucał wprost wolność słowa, wyznania, sumienia.

Kościół przyjmuje wsteczną, konserwatywną interpretację praw człowieka. Nadal przeciwstawia prawom człowieka tzw. prawo boże (nazywane też prawem naturalnym). Konflikt jest głębszy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. „Prawo boże” ustalają kościelni hierarchowie zgodnie z własną wolą, powołując się dowolnie na objawienie boże i święte księgi. Prawa człowieka ustalane są w dyskursie publicznym niepoddanym kontroli kościołów, w państwach o liberalno-demokratycznych ustrojach są one podstawą prawa stanowionego, stoją wyżej niż rzekome prawo boże. Kościół próbuje stawiać tzw. prawo boże ponad prawem stanowionym. Widać tu dążenie Kościoła do klerykalizacji państwa.

Warto podkreślać, że chociaż prawa człowieka są wynalazkiem zachodnim, zyskują uniwersalny charakter. Ich rola we współczesnym świecie jest olbrzymia, są atrakcyjne także dla bardzo wielu muzułmanów i obywateli państw niedemokratycznych. Nie jest oczywiście łatwą sprawą wcielanie praw człowieka w życie, budzą one też wiele szczegółowych kontrowersji, ale stanowią najbardziej dynamiczną ideę moralną i polityczną współczesnego świata. – Alvert Jann

……………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu / :

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 16 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w boga?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Wpisy Obserwatorium

d_przemoc

Uderz w stół…

Wybaczcie drodzy czytelnicy, że posuwam się do reedycji mojego starego tekstu z 02.02,2015 roku. Czynie to, ponieważ jest znowu, a może raczej – wreszcie – aktualnym, żywym tematem na czasie. Biorąc pod uwagę, że nic od tamtego czasu się nie zmieniło, jeśli chodzi o stosunek KK do konwencji antyprzemocowej, a jedyna zmiana na scenie politycznej jest wyłącznie kosmetyczna – na miejsce PO wskoczyła PIS – co jak dla mnie, nie wnosi żadnej nowej jakości tak w sensie woli politycznej, jak w sensie odpowiedzialności za nasz kraj, pozwalam sobie …

Dwa lata temu nikt nawet tego tekstu nie skomentował, może nawet nikt go nie czytał, a tymczasem problem nabrzmiewał i rósł i potężniał… Po fali społecznego #czarnegoprotestu, po tych miesiącach otwierania kobiet i mężczyzn na kwestie ich świadomości, godności, na problem przemocy prawnej, łamania praw człowieka itd… chcę ten tekst odświeżyć i przypomnieć. Może się mylę, a może mam rację, że jakby się nie odwracać od tego trudnego tematu, on wciąż będzie wracał i będzie zatruwał życie społeczne, dopóki jakaś partia, organizacja, nie wiem- siła sprawcza! , nie spowoduje, że kobiety i mężczyźni – Polki i Polacy – odzyskają głos w sprawie własnego odpowiedzialnego, dojrzałego życia, przypomną sobie co to znaczy mieć godność i nauczą się jej bronić przed zakusami hipokrytów pokroju Chazana, Godek, Kwaśniewskiego i wielu, wielu innych wyrosłych na fali obłędu i terroru religijnego.

 

Uderz w stół …. a KEP się odezwie

 

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

zapoznaj się z treścią konwencji/

 

Dzisiaj, dzięki serwisowi Fronda.pl, mogę pozwolić sobie przeanalizować zestaw pretensji Komisji Episkopatu Polski pod adresem wzmiankowanej Konwencji Rady Europy, popularnie zwanej antyprzemocową. I nie żebym uważała akurat ich opinię za ważną merytorycznie, bo nie jest merytoryczna, ale ważna już tak – a to dlatego, że liczą się z nią ci, którzy o losach konwencji decydują w Sejmie. Przypomnę jedynie, że są to nasi przedstawiciele, bo podobno mamy w Polsce demokrację.

***
Ludzie Kościoła w Polsce – biskupi i świeccy – od samego początku dyskusji nad Konwencją odnosili się do niej krytycznie. Dlaczego?

 

Argumentowali, że dokument nie przyniesie pozytywnych rozwiązań, ugodzi natomiast w rodziny i podważy wartości, na których zbudowana jest nasza cywilizacja.

 

No to przyjrzyjmy się tym rodzinom, wartościom i cywilizacji , którą zbudowaliśmy na tych wartościach…

***

Dokument wskazuje m.in., że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura.

 

I jest to prawda.

***

Biskupi wskazali m.in. na art. 12 konwencji, który zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy.

 

I to także jest prawda

***

Konwencja wprowadza także definicję płci jako „społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn” (art. 3),

 

A tu już nie do końca mówi się prawdę – albowiem konwencja nie definiuje w ten sposób płci, tylko role społeczne przypisane do płci – a to już jest faktycznie konstrukt zmontowany dla kobiet i mężczyzn przez system społeczny.

***

…przy czym całkowicie pomija naturalne, biologiczne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną i zakłada, że płeć można dowolnie wybierać lekceważąc biologię.

 

A to już kłamstwo – po pierwsze konwencja nie mówi nic o biologii, ani o jej lekceważeniu, ani o tym, że można płeć wybierać dowolnie- to są wymysły i nadinterpretacje stworzone i upowszechnione ustami ks. Oko w celu stworzenia mylnego wrażenia, zmącenia umysłów niezbyt dociekliwych obywateli, w tym Rada_Stala2także obywateli spoza kręgów katolickich. I ta sztuczka socjotechniczna udała się nadspodziewanie dobrze. Przeniesiono bowiem akcent, z tego co jest w konwencji na to, czego w niej kompletnie nie ma, natomiast brzmi jakby było. Każdy światły umysł musi się oburzyć na takie idiotyzmy – no i się oburzyło społeczeństwo – dodajmy dość leniwe społeczeństwo – bo gdyby tylko sięgnąć po tekst konwencji – a nie jest on żadną tajemnicą – okazałoby się, że nie ma tam takiego przekazu, ani w treści dosłownej, ani w najlżejszej nawet sugestii. Idźmy dalej…

 

***

Szczególny niepokój wzbudziło nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. „niestereotypowych ról płci”, a więc homoseksualizmu i transseksualizmu.

 

Oczywiście, że musiało wzbudzić niepokój tych, którzy stoją na straży standardów katolickich – homofobii, ksenofobii, rasizmu, dyskryminacji kobiet itd. Nadal mamy być takimi ludźmi, mamy rozwijać w sobie te nasze zajebiste cechy narodowo-katolickie, które tak pięknie nas odróżniają od cywilizacji zachodnich. Nie ma to jak taplać się w ciepłym błotku narodowej dumy z tego, że wszyscy jesteśmy normalnymi heterykami, dzięki czemu rodzą się czyste rasowo białe dzieciaczki. Precz z pedałami i innymi dewiantami – nie mylić z dobrodziejstwem pedofilii w sutannie, jako dobrego rozwiązania, w przypadku gdy niefortunnie rodzice jakiegoś dziecka nie za bardzo się kochają – kościół – ciocia – dobra rada, na taką sytuację ma swoje sprawdzone od wieków sposoby. Jak milusio – i żeby nie było – są takie kręgi katolików, które całkiem otwarcie popierają tę metodę i nie mają nic przeciwko. Widzieliśmy i słyszeliśmy to w TV i każdy przyzwoity człowiek miał opad szczęki.

 

***

Prezydium KEP przypomniało w swoim oświadczeniu, że Kościół katolicki od wielu lat prowadzi dziesiątki placówek w całym kraju, które pomagają ofiarom przemocy w rodzinie.

 

 

Lubuska-tarcza-wobec-przemocy_site_rotatorTo prawda – dziesiątki placówek wykazują ogromne wydatki na ten cel, nie wykazują natomiast zysków ze sprzedaży dzieci do adopcji zagranicznych, nie wspomina się o traktowaniu kobiet w tych placówkach i nikt się nawet nie zająknie, że istnienie takich placówek podtrzymuje skandaliczny obyczaj, że to kobieta i dzieci musi nadal opuścić dom – ich dom, w którym oprawca pozostaje nie tknięty przez prawo. A podobno mamy prawo, które znakomicie i wystarczająco zabezpiecza kobiety przed przemocą. Ciekawe, kiedy ktoś wreszcie zapyta te kobiety, co one o tym sądzą. Raczej się nie doczekamy.

 

Na dowód cytuję:

 

Rząd, chcąc zminimalizować ponure zjawisko przemocy wobec kobiet, powinien skupić się m.in. na doinwestowaniu istniejących już inicjatyw oraz powołać nowe, skoncentrować wysiłek zmierzający do tworzenia miejsc pracy dla kobiet – ofiar przemocy, udostępniając im mieszkania socjalne i dokonać skuteczne uregulowania prawne, gdy wskutek agresywnych działań muszą uciekać z mieszkań, będących wspólną własnością małżonków – podkreślono w stanowisku biskupów.

 

Pozwolę sobie przetłumaczyć: a zatem co nakazuje Episkopat rządowi? Po pierwsze DOINWESTOWAĆ istniejące i powołać nowe placówki – oczywiście w łonie kościoła, państwo ma dać kobiecie pracę i mieszkanie , gdy ta MUSI uciekać z domu, bo jej facet przecież NIE MUSI zmieniać miejsca pobytu – to tak oczywiste w naszej uświęconej kulturze chrześcijańskiej , że nie ma o czym dyskutować.

 

***

Uważamy, że
Rząd powinien wzmacniać pozycję rodzin, …………………………najlepiej się wzmacnia pozycję rodzin przez odebranie kobietom funduszu alimentacyjnego, w razie gdy przyjdzie jej do głowy taki szalony pomysł, żeby się rozwieść z oprawcą- nieprawdaż?*

poprawiać poziom opieki zdrowotnej kobiet i dziewcząt, …….aż się boję zapytać jakich lekarzy mają na myśli , no bo jeśli tych spod znaku deklaracji, to dziękuję uprzejmie.

wspierać edukację zawodową kobiet,………………chyba zapomnieli, że akurat kobiety są znacznie lepiej wykształcone niż mężczyźni i to raczej ich trzeba edukować, no chociaż im z deka pomóc, bo statystyki mówią, że nie za bardzo dobrze im to idzie.

realizować programy wychowawcze, oparte na wzajemnym szacunku i współdziałaniu obydwu płci, w tym przygotowania do życia w rodzinie – zaznaczyli hierarchowie.

 

A ja uważam, że akurat tradycyjne dogadywanie się płci mamy opanowane do obłędu, natomiast gdzieś zapomnieliśmy, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi i musimy nauczyć się budować relacje międzyludzkie. Episkopat uważa inaczej – mamy tylko jeden cel – znaleźć partnera płci przeciwnej, spłodzić dziecko, a najlepiej jedenastkę piłkarską; wszak powyżej trzeciego dziecka wszystko się samo już toczy. Edukacja może być lada jaka, chlebusia z masełkiem starczy dla wszystkich, poza tym jak Bóg dał dziecko to i da na dziecko – przecież to pewnik, przynajmniej jeśli chodzi o katolików, więc najlepiej być katolikiem i nie wydziwiać z nowomodą na samotne macierzyństwo, a jak już się rozwiedziesz to sobie radź!!

 

***

Reasumując to co dotychczas rozkminiliśmy:

KEP dostrzega proceder przemocy w rodzinie i nie uważa, że problemu nie ma. O! jak miło! Brawo !
ALE : wszystkim się już dawno zajął :
– spowodował, że mamy najbardziej restrykcyjną ustawę antyaborcyjną;
– odebrał kobietom fundusz alimentacyjny;
– prowadzi placówki opiekuńcze dla ofiar przemocy domowej;
– prowadzi placówki dla chorych dewiantów;
– chroni troskliwie pedofilów w sutannach jako pożytecznych inaczej;
– uczy przedszkolaki i małe dzieci, jak mają widzieć swoje role płciowe.

 

fotolia_18105297_subscription_xl_800x600_4

 

Dodam tylko, że sporo nas jako społeczeństwo, kosztuje ta działalność, oraz, że mimo takiego wkładu troski KEP i udziału budżetu państwa statystyki rozwodów – rosną, dzietność spada, zaś przemoc domowa kwitnie w najlepsze, a mniejszości seksualne odnotowują epidemię wychodzenia z szafy – to ostatnie akurat mnie bardzo cieszy. 🙂

A teraz powiem coś bez sarkazmu i śmiertelnie poważnie. Wszystkie przejawy aktywności KEP – jak się dobrze temu przyjrzycie – to różne oblicza tej samej przemocy, jaką konwencja pragnie zwalczać. Nie dziwi więc, że akurat takie nożyce się odezwały, gdy UE uderzyła w stół. Bo przemoc ma różne oblicza. Ta, którą para się od zawsze KK, jest wyjątkowo wredna.

Konwencja zwalcza nie tylko przemoc domową jako taką, ale przede wszystkim zwalczać chce źródło tej przemocy – była o tym mowa na wstępie analizy – przypomnę

 

Dokument wskazuje m.in., że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura.

 

Bingo! I właściwie mogłabym sobie darować całą powyższą analizę, bo oskarżonym o zjawisko przemocy w rodzinie jest, akurat w Polsce, tradycja i kultura przesiąknięta dusznym kadzidłem katolickim.

Pamiętacie z jaką furią zaatakował tę konwencję ks. Oko? I jak skutecznie zdeformowano wszystkie pojęcia związane z treścią konwencji? Jak wypaczono pojęcie gender? BTW – czy wszyscy już wiedzą, co to pojęcie znaczy? Że jest to wiedza, a nie ideologia? Że to właśnie dzięki gender studies udowodniono naukowo ścisły związek między kulturą, obyczajem, a systemem wierzeń i ich wpływ na zachowania ludzkie, także te ujęte pod hasłem: przemoc domowa? Czy trzeba jeszcze komuś tłumaczyć, że religia jest z definicji przemocowym systemem kontroli społecznej na różnych poziomach aktywności ludzkiej , że jest w końcu także ostatecznie skierowana przeciwko jednostce, przeciwko tobie i przeciwko mnie?

 

A tu masz skutek odległy planowej dezinformacji propagandysty Oko

 

 

***

Poniżej podaję za Fronda.pl listę sygnatariuszy rozmaitych petycji, listów, protestów – słowem FRONT OPORU PRZECIWKO KONWENCJI – nie jest to jakiś wielki tłum, mimo, że lista organizacji jest imponująca, ale to tylko nazwy i nie wiadomo w zasadzie co się pod tymi nazwami kryje. Domniemam, że niewiele,  zwłaszcza, że podobnie jak niezrzeszeni i wolni strzelcy, także wielu ateistów i racjonalistów, posługuje się pojęciami, których nie rozumieją, lub które zostały stworzone specjalnie na okazję tej wielkiej rozróby społecznej.

 

A najbardziej ubawił mnie argument wytoczony przez jedną z tych organizacji, że pan Tusk konsultuje konwencję z Kongresem Kobiet . Bu ch cha!!  Dobre, naprawdę dobre macie źródło informacji- i co wy na to kobiety z kongresu? Pewnie są tak samo zaskoczone jak i ja. 😉

 

Członkinie Rady ds. Duszpasterstwa Kobiet Episkopatu Polski
Danuta Baszkowska ze Stowarzyszenia Effatha,
Ewa Bednarkiewicz i prof. Maria Ryś ze Stowarzyszenia Fides et Ratio,
Jadwiga Chołodniuk, Jolanta Jesiotr-Bulikowska, Alina Petrowa-Wasilewicz – ze Stowarzyszenie Amicta Sole,
Ewa Kowalewska z Human Life International
Maria Wilczek z Polskiego Związku Kobiet Katolickich.
Krajowa Rada Katolików Świeckich
Krajowy Zarząd Akcji Katolickiej,
Forum Kobiet Polskich,
Polska Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich,
Polska Federacja Ruchów Obrony Życia
Związek Dużych Rodzin 3+.

 

Specjalne podziękowania dla serwisu Fronda.pl za bardzo porządne przygotowanie zestawienia zastrzeżeń KEP pod adresem Konwencji Rady Europy … z tym, że chodzi o zapobieganie i zwalczanie, a nie jak byliście łaskawi napisać o zapobieganiu i przeciwdziałaniu – może to drobiazg, moim zdaniem jednak zasadnicza różnica.

* fundusz alimentacyjny przywrócono w 2007 roku – było duże zapotrzebowanie na kiełbasę wyborczą – tak, wiem , wiem przyznaję się – jestem złośliwa 😉 , ale okoliczności odebrania kobietom funduszu są  prawdziwe i była to zarówno przemoc wobec kobiet , jak i zwykły handel polityczny – i wcale nie wskażę paluchem która partia się tak zasłużyła, albowiem wszystkie rządy kolejne, przez całe 25 lat używały kobiet jako karty przetargowej podczas obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.

świeckie

Po co komu świeckie państwo?

Na temat państwa wyznaniowego napisano wiele artykułów, ksiąg, traktatów itd. I jakkolwiek by nie podchodzić do tego zagadnienia jedno jest dla mnie oczywiste – nie istnieje jednobrzmiąca definicja tego rodzaju państwa. Wypada mi się zgodzić ze stwierdzeniem Wikipedii, że jest to termin potoczny. A jeśli potoczny, to i mnie niech będzie wolno opisać go tak jak to odczuwam, jako laik – ignorant , ktoś kto nie pozując na filozofa czy prawnika, jest uwikłany, dotknięty, czasem zbulwersowany, czasem sponiewierany przez takie właśnie państwo.

wyznaniowe

Zadając sobie pytanie – od kiedy czuję się obywatelem państwa wyznaniowego – cofam się do lat 90-tych… Pamiętam dokładnie dzień, w którym powieszono krzyż w sejmie. Pamiętam, że nie miałam wątpliwości, że stało się coś niestosownego. Obawiałam się następstw, wiedziałam z historii, że nie wróży to niczego dobrego. W sierpniu 1990 roku wprowadzono religię do szkół i przedszkoli, wbrew wówczas obowiązującej konstytucji i ustawie o rozwoju oświaty i wychowania.

religia w szkole

W 1998 r. ratyfikowano Konkordat.  Niepokojące w tamtym czasie były też doniesienia- fakt, że nieliczne i enigmatyczne – na temat odrzucenia szeregu inicjatyw strony lewicowej i liberalnej, dążących do resekularyzacji państwa i prawa. Moje zaufanie do państwa topniało coraz bardziej, a kolejne lata jedynie potwierdzały, że nie można spodziewać się z tej strony niczego konstruktywnego.

politycy politycy1 politycy2

Na naszych oczach i bez zachowania choćby pozorów, dochodziło do zacieśnienia stosunków między politykami wszystkich ówczesnych opcji, a hierarchami Kościoła Rzymsko-katolickiego. Większość z nas nie widziała w tym nic nadzwyczajnego, wielu i dziś nie dostrzega w tym przekroczenia dopuszczalnej granicy w stosunkach państwo-kościół. Nadal utrzymano instytucję z poprzedniej epoki,  Komisję Wspólną Episkopatu i Rządu, a niewielu obywateli orientowało się na jakie tematy i w jakim stylu prowadzone są w tym gremium rozmowy, a już na pewno społeczeństwo nie miało pojęcia, że jest to rodzaj targowiska, gdzie sprzedaje się przywileje w zamian za poparcie w różnych kwestiach politycznych i gospodarczych.

Dopiero po latach GW zamieściła pełne zapisy stenogramów z tych posiedzeń, a mam przeświadczenie, że ze zrozumieniem przeczytało je niewielkie grono czytelników. Skąd to przeświadczenie? Może stąd, że nie słyszałam żadnych głosów oburzenia, lęku o przyszłość, zniesmaczenia.  Nikt w tamtym czasie nie mówił, że najwyższe władze sprzedają interesy społeczne za obietnicę wsparcia dążeń polityków, że oddano równouprawnienie, zasadę tolerancji, prawa człowieka za bezcen…

komisja

Politycy, zamiast komunikować się bezpośrednio ze społeczeństwem, rozpoczęli haniebny „dialog” przez rozgłośnię Rydzyka, listy biskupów odczytywane podczas mszy w kościołach, oraz przez szepty w konfesjonałach. Media publiczne przerobiono na polityczną tubę i w takiej postaci funkcjonują one nieprzerwanie do dziś. Z dzisiejszej perspektywy można śmiało powiedzieć, że rząd oddał społeczeństwo pod kuratelę kościoła, tak jak w dawnych czasach sprzedawało się ziemię razem z chłopami.

rydzyk rodzina RM

Państwo polskie już przed 89 rokiem stawiało podwaliny pod przyszły, agresywny kapitalizm. Wprowadzono do obiegu społecznego pozytywnie zabarwione hasła neoliberalne, zaimportowane prosto z ukochanych USA, z świętym prawem własności i wolnym rynkiem na czele. Państwo zrzuciło z barków kilka szczególnie uciążliwych sektorów – oświatę , kulturę, naukę i szkolnictwo wyższe oraz ochronę zdrowia publicznego… czyli całość usług publicznych.

Od tamtego momentu domy kultury, teatry, galerie, producenci filmowi, teatry, szkoły i uczelnie, a także szpitale i przychodnie miały zacząć utrzymywać się same i zgodnie z tym założeniem zaczęto mocno przykręcać strumień środków na rozwój w tych obszarach. Tam gdzie kurek przykręcono jednym, dla innych strumień środków popłynął rzeką. Największym beneficjentem neoliberalnej gospodarczo Polski jest nie kto inny jak KK. Komisja majątkowa – twór dziwaczny i jedyny w swoim rodzaju, nie podlegający absolutnie żadnej kontroli, uwłaszczyła  KK , dzięki czemu jest on dzisiaj posiadaczem ogromnego kapitału i najbogatszym właścicielem ziemi oraz posiadaczem najintratniejszych nieruchomości.

„Obserwatorium” widzi i analizuje zawsze w szerokiej perspektywie. To co może nie być wyraźnie widoczne dla przeciętnego zjadacza chleba, jawi się w ostrych konturach, jeśli fakty poddać procesowi analizy i syntezy. Naukowo zajmują się tym procesem socjolodzy, psychologia społeczna, czasem coś opracują ludzie zrzeszeni w NGO-sach, ale wyniki ich pracy to dopiero materiał do dalszej obróbki, i na koniec, jeśli w ogóle, dociera do opinii publicznej, to jest to jakiś, bardziej lub mniej, popularnie ujęty raport, zwykle już historyczny.

Obywatele tymczasem żyją w błogiej nieświadomości procesów jakim podlegają i jakie kształtują na koniec społeczeństwo. Ponieważ jednak mój osobisty, głęboki sceptycyzm odnosi się także do wyników prac naukowych, od lat polegam raczej na własnej spostrzegawczości i doświadczeniu życiowym. To wyjaśnienie jest konieczne ze względu na to, że opisuję tu swój własny matrix i mam świadomość, że dla specjalistów musi to być dość  chaotyczna i dyletancka praca. Trudno. Jestem tylko pojedynczym elektronem, obywatelką, która się nie poddaje i nie ulega formowaniu wg. pożądanego wzorca i gdzieś muszę wylać nagromadzone zasoby żółci.

I cóż widzę? Po pierwsze, że państwo polskie nie zajmuje się problemami społecznymi, zostawiło na pastwę złego prawa i ustaw swoich obywateli, dopuściło do degradacji i utraty prestiżu kształcenia wyższego, nie dba o szkolnictwo podstawowe i średnie, skazuje pacjentów na źle funkcjonujący system ochrony zdrowia, cenzuruje kulturę i sztukę hamując jej rozwój, stygmatyzuje mniejszości, nie liczy się z przejawami aktywności społecznej i w ogóle ze zdaniem obywateli na jakikolwiek temat. Tak zachowuje się złe państwo, państwo opresyjne, kontrolujące i wykluczające. Władze nie zarządzają państwem, tylko korzystają z władzy i dla tego przywileju gotowi są poświęcić każdą wartość, nawet swoją autonomię. I, żeby było jasne- dotyczy to wszystkich opcji politycznych.

Po drugie, że obywatele po 1989 roku, odcięci natychmiast od wpływu na cokolwiek, poddali się formowaniu wg. twierdzenia, skądinąd słusznego, że o wiele łatwiej przyswajają treści propagandowe niż edukacyjne, w wyniku którego zostali rozdzieleni na grupy silnie antagonizowane, przez co z kolei społeczeństwo straciło swoją spójność, jedność i jako takie nie może być solidarne, a co za tym idzie nie ma siły przebicia, nie może mieć wpływu, nie może też kontrolować skutecznie władzy. Wszyscy rzuciliśmy się na kość jaką nam rzucono – i wielu z nas nadal bije się o nią – mowa o „nowych” możliwościach jakie miał stworzyć wolny rynek i zasady neoliberalnej gospodarki. Wielu z nas połamało sobie na tej kości zęby, ale tylko nieliczni wyciągnęli z tego wnioski. Zbyt wielu nadal gotowych jest bronić tego systemu bez względu na widoczne gołym okiem skutki społeczne.

Kilka z nich nazwę po imieniu;-

zanik relacji społecznych = brak solidarności społecznej

kwitnąca homofobia, ksenofobia, faszyzm, nietolerancja, egoizm i nepotyzm

wzrost wskaźnika samobójstw w grupie +50 i -25

spadek dzietności i brak zastępowalności pokoleń

stygmatyzacja grup wykluczonych

dyskryminacja ekonomiczna

brak równości wobec prawa

poszerzający się obszar biedy

podział na Polskę A i B

Chciałoby się krótko powiedzieć – BEZHOŁOWIE, FOLWARK ZWIERZĘCY I CAŁA PRAWDA O PLANECIE KSI… wysypałam te zagadnienia jak z rękawa- wiem, że to groch z kapustą, ale systematyką zjawisk niech się zajmują specjaliści. To co dla mnie istotne, to to, że wszystkie one mają swoje źródło w źle zarządzanym państwie.

Zatem mamy taką oto sytuację, że z jednej strony państwo zostawiło społeczeństwo samemu sobie, z drugiej to samo państwo zaprosiło Kościół Rzymsko-katolicki na salony polityczne i uczyniło go wyrocznią w każdej sprawie, a dając niewyobrażalnie wielki kapitał uczyniło go także możnym sponsorem, który od czasu do czasu dzieli się z maluczkimi, ale tylko tymi których uzna za godnych…

Nie dziwi  w tej sytuacji, że coraz więcej szkół wszystkich szczebli zarządzanych jest wg. jedynie słusznej doktryny, że jak kultura to tylko katolicka, że jak Polak to Katolik. Zwęszyły ten trend niektóre gwiazdy i gwiazdki pop-kultury, aktorki/aktorzy, publicystki/publicyści, profesorki/profesorzy, nauczycielki/nauczyciele, dyrektorki/dyrektorzy, prezydentki/prezydenci, premierki/premierzy – wszyscy od góry do samego dołu. Wszyscy ketmanują jak za komuny stalinowskiej i potem… Paralela nie jest przypadkowa- otóż…

państwa totalitarne opierają się na tych samych zasadach co państwa wyznaniowe i budzą te same mechanizmy przetrwania.

BTW – nieźle przetrenowani w poprzednim ustroju w zasadzie gładko przeszliśmy spod jednego reżimu pod drugi – w zasadzie te same zagrożenia, ten sam język propagandy, te same metody osłabiania woli i siły społecznej.  Zmieniły się gadżety, symbole, ideologia,  reszta bez zmian. I o tą całą resztę należy się martwić. Jak zawsze… człowiek i jego podstawowe potrzeby, perspektywa rozwoju, dobrostan społeczny – leżą w rowie i kwiczą. Kiedy w cywilizowanym świecie dostosowuje się i ustawicznie doskonali prawo, tak by nie było tylko pustym zabazgranym papierem, ale służyło urzeczywistnieniu praw człowieka i sprawiedliwości społecznej rozwiniętych demokracji, w Polsce w XXI wieku wydaje się kolejne dzienniki ustaw ograniczających swobody obywatelskie, kieruje się ostrze prawa przeciwko niemu i traktuje go a priori jak przestępcę.

Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości czy Polska jest państwem wyznaniowym, to może sobie poczytać znacznie lepsze, bo profesjonalne analizy na ten temat. Szczerze polecam. A komu się nie chce może przyłożyć jeden z szablonów jaki znalazłam w bibliografii na ten temat np. taki:

 Barbara Stanosz :

W zakresie terminu „państwo wyznaniowe” wyróżniono cztery zasadnicze elementy świadczące o dominacji w takich państwach zasad i norm regulujących praktykę wyznaniową nad sposobem funkcjonowania państwa. Są następujące elementy:

— 1. uprzywilejowanie jednej instytucji wyznaniowej w porównaniu do innych instytucji i organizacji, a wiec np. finansowanie z budżetu państwa,

— 2. dostosowanie stanowionego prawa do interesów i aspiracji wyznaniowych wspólnot religijnych, a więc np. wprowadzenie zasady konfesyjnego zawierania związków małżeńskich, powoływanie pozaprawnych organów i instytucji państwowo-kościelnych,

— 3. materialne uprzywilejowanie kleru wobec innych grup społecznych, np. zwolnienia podatkowe, finansowanie ubezpieczeń społecznych,

— 4. represyjna bądź dyskryminacyjna polityka wobec innych religii i ich wyznawców, np. pozbawienie prawa pełnienia urzędów państwowych wyznawców religii mniejszościowych,

 Pytanie w tytule niniejszego artykułu, to pytanie retoryczne oczywiście, tym niemniej warto sobie uświadomić przy tej okazji jedno – że bez przywrócenia świeckości, państwo nie będzie dobrze funkcjonować, że nie będzie możliwy dialog i nasze nabrzmiałe problemy nigdy nie doczekają się racjonalnego rozwiązania. Być może niektórym obywatelom za całą poradę wystarczy skwitowanie ich losu zdaniem o boskim planie, albo truizm, że cierpienie jest nieodłączną częścią życia, ale nie podniesie to dzietności ani nie spowoduje, że ludzie w depresji przestaną odbierać sobie życie, tym bardziej nie załatwi to problemów socjalnych czy mieszkaniowych ogromnej części społeczeństwa.

Do szczególnie oburzających nadużyć władzy wobec społeczeństwa dochodzi wszędzie tam, gdzie dotknięta nimi grupa jest wyjątkowo mała, statystycznie nie licząca się w 40-milionowej społeczności. Z tego co sami gołym okiem możemy zobaczyć lub własnym uchem podsłuchać tu i ówdzie, przychodzą mi do głowy następujące przykłady:

eksmisjeW dużych miastach,  takich jak Kraków, Poznań, Gdańsk, Lublin, Opole, Łódź i inne, po klepnięciu ustawy reprywatyzacyjnej NIE objęto realną ochroną lokatorów posiadających legalny przydział i od 26 lat trwa niekończąca się tragedia kilkudziesięciu tysięcy rodzin, które z dnia na dzień stały się obywatelami drugiej kategorii, i są do dzisiaj wyrzucani na bruk lub gnębi się ich rozmaitymi szykanami jak wyłączanie gazu, wody, mediów, podnoszeniem czynszów do absurdalnie wysokich kwot itd… zależnie od fantazji nowych „właścicieli”.

Co ciekawe, ci nowi nie wiedzieć dlaczego uzyskali moc prawną do takich działań – dziwne? Wcale nie! Państwo uznało, że nie musi się przejmować losem swoich niegdysiejszych lokatorów – jest ich niewielu, coraz mniej, bo jako posiadacze starych peseli, obciążeni często marną emeryturą i słabym zdrowiem, a dodatkowo nie mając możliwości i dostępu do bezpłatnej obrony prawnej NIE są przeciwnikiem ani głosem z którym państwo musi się liczyć. A co!!

W podobnie rozpaczliwej sytuacji są rodziny opiekujące się niepełnosprawnym dzieckiem, zwykle jest to samotna matka lub ojciec, bo dzieci npspartner często się stlenia od początku problemu lub nie wytrzymuje nowych okoliczności przyrody, czego nie śmiałabym nawet poddawać ocenie etycznej, bo tak naprawdę wiemy tylko tyle o sobie ile nas życie przeczołga… Ale społeczeństwo, jego poziom kultury, w tym solidaryzm i poczucie odpowiedzialności, tak za dzieci jak i za ludzi starych i niedołężnych, mierzyć można poziomem zorganizowania się wokół takich m.in. problemów jak powyższej. A nasze państwo co na to? Ano, podobnie jak w przypadku lokatorów  kamienic prywatnych  – nie ma silnego przeciwnika – nie ma sprawy – namiastka opieki społecznej musi wystarczyć. No i oczywiście – modlitwa.

Walka z przemocą domową – temat znany i  skandal na miarę europejską – katolicka Polska nie widzi problemu, nie zamierza poważnie się nim zajmować, trochę, mam wrażenie, na zasadzie że jak czegoś nie pokażemy, nie nazwiemy, to tego po prostu nie ma! O! alkoholizm to co innego! To jest problem! Dopalacze i gram marychy – to jest coś na czym można budować narrację państwa zatroskanego o zdrowie społeczeństwa. Ale przemoc? Jaka przemoc! – toć to tylko uświęcony kulturowo obyczaj.

przemoc1 przemoc2 przemoc

A w ogóle to kobiety są sobie same winne, a jak ten problem dotyczy mężczyzny- to co to za facet! Tworzyć spójny system  prewencji, to zachęcać do zgłaszania aktów przemocy- i co? statystyki się pogorszą, okaże się jaka jest skala problemu, a w ogóle toby kosztowało budżet sporo kasy, a przecież potrzebujemy kasy na ważniejsze rzeczy np. taki ŚDM albo kolejne igrzyska, stadiony, centra biznesowe itd. To są istotne marketingowo cele. Można wpisać sobie do zasług dla miasta i w razie kampanii  się pochwalić. Ale przemoc? Apage satanas!

Problem bezrobocia wśród wykształconej młodzieży opędzono za pomocą otwartej dla polskich emigrantów UE, a ci co jeszcze zostali w kraju wierzą (sic!) w mit możliwości jakie daje neoliberalna gospodarka, także w to, że każdy jest sobie winien i jeśli mu nie idzie to jest nieudacznikiem, leniem, beztalenciem itp… Kiedy tego typu przekonania zagnieździły się na dobre w chłonnych, ale niezbyt krytycznych umysłach młodych, nie trzeba było już martwić się np. o to, że nie rozwija się budownictwo komunalne pod wynajem. Wszak raz na zawsze wbito nam do głowy, że tylko ciasne ale własne się liczy. A prawda jest taka, że młodzi nie zakładają rodzin, nie rozmnażają się i nie planują swojego rozwoju, no bo jak można coś planować nie mając żadnych perspektyw? Trudno nazwać perspektywą pracę na śmieciówce, brak możliwości wynajęcia, nie mówiąc już o kupnie własnego locum, a posiadanie potomstwa to kosztowny luksus dla nielicznych.

 

IMAG0237_BURST001

 

Ignoruje się nie tylko małe i rozproszone grupy wykluczonych, środkowy palec pokazuje państwo także dobrze zorganizowanej grupie zawodowej pielęgniarek i położnych, bo to kobiecy zawód, można więc marnie opłacać, dopuszczać do łamania prawa pracy, nie przejmować się, że średni wiek białej służby to 45 lat i wciąż się podnosi… a jak zacznie brakować kadr, to się zorganizuje outsourcing czy inny desant z krajów na wschód od Wisły i po problemie.

I to wszystko ma miejsce w kraju, gdzie politycy i hierarchowie kościoła katolickiego mają gęby pełne frazesów na temat świętości rodziny.

Hipokryci!

Czym więc zajmuje się państwo, władza, kościół? Ano głównie skupia uwagę obywateli na tematach takich jak:

Ochrona życia od poczęcia do… urodzenia. W tym celu zaostrza ustawę antyaborcyjną, wprowadza i rozszerza zakres działania klauzuli sumienia lekarzy, tak by mogli nie informować, nie przepisywać leków i środków antykoncepcyjnych, nie wykonywać zabiegów przerywania ciąży nawet kiedy są ewidentne wskazania zdrowotne. Problem aborcji nielegalnej dotyczy szacunkowo 150 tyś kobiet rocznie – to te, które nie mogą z różnych względów lub nie chcą zostać matkami.

Restrykcyjna ustawa naraża je na utratę zdrowia i życia. Także na stres związany z pozyskaniem środków oraz wynikający z konieczności utrzymania tajemnicy wokół tego tematu. Te, których nie stać na luksus świadomego decydowania o swojej reprodukcji –  chodzą w ciąży bez należytej opieki zdrowotnej, nie mogą liczyć na badania prenatalne, a kiedy wylądują wreszcie w szpitalu nie mogą liczyć na znieczulenie , cesarkę czy inne luksusy, które są standardem w cywilizowanym świecie.

Ochrona społeczeństwa przed zgubnymi skutkami ideologii gender – cokolwiek to jest, nie wymyśliły tego ani feministki, ani UE tylko ks. Oko, a reszta biskupów przyklepała i dołożyła do pieca histerii wśród niezbornych obywateli. Owa niezborność obywateli polega na tym, że zamiast sobie wygooglać termin gender jednym kliknięciem i poczytać o co chodzi, siedzą przed szklanym ekranem TV i spijają „wiedzę” z krynicy „mądrości” ks.Oko. Kampania zohydzania  powiodła się znakomicie i potwór gender straszy dziś małe dzieci groźbą seksualizacji w żłobkach i przedszkolach, których z resztą nie ma i raczej nie będzie. Chociaż nie. Będą, nawet już jest ich sporo, ale zupełnie inne, wolne od gender, prywatne, pod nadzorem kościoła i z jego obsługą. A co najważniejsze – żadna instytucja państwowa nie ma i mieć nie będzie wglądu ani w program ani w metodologię zajęć. Fajnie?

Polityka historyczna- to następny pomysł na zajęcie obywateli, żeby z jednej strony ciągle mieli powód do kłótni, a z drugiej żeby nie mieli czasu i głowy zajmować się krytyką władzy. Dziś przerabiamy żołnierzy wyklętych, a jutro podrzucą nam coś innego – specjalnie nie rzucam pomysłów, żeby nie ułatwiać im roboty – poza tym muszą się w końcu czymś zajmować, skoro nie mają kompetencji by zarządzać państwem.

Ostatnio sporo uwagi społecznej skupia się wokół 500 pln na każde dziecko, a właściwie tylko na niektóre i pod warunkiem, że wszystkie są wspólne… ergo, władze zajmują się kombinowaniem jak nie zdemolować budżetu przez spełnienie tej obietnicy, czyli jak dać i nie dać jednocześnie. Perpetuum mobile politycznej fikcji. Kiełbasa wyborcza stoi kością w gardle zwolennikom PIS-u, ale udają, że się nie krztuszą, można zatem pogratulować specom od kampanii wyborczych doskonałego pomysłu na deal, a wyborcom życzyć, aby następnym razem nie dopadła ich pomroczność jasna i żeby wykazali się w przyszłości jasnością myślenia.

Prawie bym zapomniała – SMOLEŃSK! – niekończący się serial z powtórkami… szkoda słów…

Nowe władze, nowe porządki, to z kolei coś co elektryzuje i spiętrza co chwilę tłumy obywateli, którzy postanowili bronić demokracji na ulicy. To dobrze, że  oczywiste naruszenia konstytucji potrafią oni zreflektować, ale martwi mnie nieco, że wielu innych naruszeń, takich jak choćby łamanie postanowień konkordatu, łamanie praw obywatelskich oraz praw człowieka – już niekoniecznie, w każdym razie nie wszyscy, a nawet nie większość… I od razu chce podkreślić, że to nie tylko ich wina… ale o tym już wielokrotnie pisałam.

KOD

Nie mogę odnaleźć się w Polsce po transformacji. Mam wciąż jakieś deja vu. Oglądam na żywo powtórki z historii, mam co chwilę wrażenie, że za moment rozsypie się zamek z piasku, a wiatr dziejowy i fale zamętu ostatecznie posprzątają plażę. I zalegnie wielka ciszaaaa. Zaczynam marzyć o tej ciszy.

materiały pomocnicze:

DEMOKRATYCZNE PAŃSTWO ŚWIECKIE

ŚWIECKIE PAŃSTWO CZYLI CO?

dółdepresyjny

Państwo islamskie – wzór dla Polski?

Poczułam dziś, w środku bezsennej nocy, potrzebę pewnego osobliwego podsumowania. Zawsze tak mam, jak kolejny złotousty palnie coś od czapy. I być może będzie to wytwór mojej chorej, paranoicznej wyobraźni, być może wyciągam zbyt daleko idące wnioski, ale tak właśnie odbieram świat i tak go opisuję. Jeśli ktoś z czytających widzi to inaczej – niechaj się podzieli ze mną swoją interpretacją – może przyjmę argumentację i może dzięki temu poczuję się lepiej, bo jak na razie czarno to widzę.

Na początek cytaty z ojców KK i jego świętych, dotyczące kobiet, dzieci i duszy. Wielu z nas zna te cytaty, obiegły już kilka razy fora fejsbukowe tam i z powrotem, ale dla porządku przytoczyć je należy w tym miejscu.

cytaty z ojców kościoła

A teraz kilka złotych myśli współczesnych piewców religii miłości. Tych, polskiej produkcji, bo są wyjątkowo aktywni w tej części świata i, jak na mój gust, wyjątkowo trafnie realizują to, co nazwać można, konserwatywnym imperatywem do ciągłości myśli pierwszych ojców kościoła katolickiego. Wiadomo, że kościół jest tradycyjnie konserwatywny, prezentuje dyletancki sposób podejścia do nauki i empirycznych doświadczeń rzeczywistości, ale jednocześnie prowadzi placówki edukacyjne na szeroką skalę oraz uczelnie o statusie Uniwersytetów, gdzie naturalnie przyznaje tytuły naukowe. Autorami współczesnych cytatów będą właśnie tacy absolwenci, ale także wykładowcy tych uczelni. Przeżyjmy to jeszcze raz…

parzygnat

Stanisław Parzygnat:

 

 – Modlę się o to, by rodziły się wam dzieci z wodogłowiem!

piotrowski

Jan Piotrowski:

 

– Niech ziemia świętokrzyska będzie wolna od szabatu i czarownic!

gancarczyk

Marek Gancarczyk:

 

– Życzę Dudzie budowy nowego średniowiecza w Polsce

Stanisław Gądecki

Stanisław Gądecki

 

– Aborcja i in vitro to wyraz fałszywego współczucia dla kobiety

– Małżeństwa są atakowane przez władz

– Godność życia ludzkiego jest deptana

– Tak zwani katolicy forsują ustawy niezgodne z nauką Kościoła

– In vitro to sprowadzanie ludzi do poziomu zwierząt

– Wprowadzanie antykoncepcji jest nierozsądne

– Konwencja antyprzemocowa? To smutne, ludzie się pogubią

– In vitro to zła i niegodna metoda

    

Leon Knabit:

Leon Knabit:

 

 – Pokazywanie brzydkich nóg to grzech

– Udostępnienie kobietom antykoncepcji jest działaniem antypaństwowym

michalik

Józef Michalik:

 

– Parlament depcze prawo Boga (rzymskokatolickiego)!

 – Polska  demokracja powinna być oparta na katolickim prawie Bożym

 
Stanisław Dziwisz:

Stanisław Dziwisz:

 

– Zasady kościelne obowiązują wszystkich

– Z bólem myślę o ratyfikacji Konwencji antyprzemocowej przez Sejm

– Antykoncepcja awaryjna bez recepty to niepokojąca sytuacja społeczna

Kazimierz Ryczan:

Kazimierz Ryczan:

 

  o Konwencji antyprzemocowej: – Grozi nam pogański ład

Henryk Hoser:

Henryk Hoser:

 

– Polskie społeczeństwo jest chorowite

– Rząd ma jakieś głębokie motywacje, by upierać się przy niedobrym projekcie ws. in vitro

– Kobiety mają wolny wybór, ale pigułka „po” powinna być zakazana

 
 Alojzy Orszulik:

Alojzy Orszulik:

 

– Rząd powinien uspokoić biskupów, że wszystko będzie zabezpieczone kościołowi


długosz

Antoni Długosz:

 

– Ateizm to defekt intelektu. Jesteśmy terroryzowani przez bezbożną cywilizację

Marek Jędraszewski

Marek Jędraszewski

 

–  Kultura singli nie jest w stanie zaakceptować wierności

– Antychryści głoszą zupełnie nową wizję kobiety i mężczyzny

krukowski

Józef Krukowski:

 

 – W Polsce jest najlepszy model relacji państwo-Kościół w Europie

Mering

Wiesław Mering:

 

– Prawo Kościoła rzymskokatolickiego jest ważniejsze od prawa Państwa polskiego

 
nycz

Kazimierz Nycz:

 

Kazimierz Nycz: Nie chcemy zapisywać w prawie wartości katolickich

Kazimierz Nycz wręczył watykańskie odznaczenie prezesowi Trybunału Konstytucyjnego za „zasługi dla Kościoła”

  
o

Dariusz Oko :

 

– Ateiści mają zdegradowane człowieczeństwo

 
głódź

Sławoj Leszek Głódź:

 

– Legalizacja związków partnerskich jest szyderstwem z rodziny

Piotr Kieniewicz

Piotr Kieniewicz

 

– Dzieci z in vitro są chore psychicznie

Twierdzi, że kobiety po wpadce i zgwałcone powinny rodzić dla narodu

 
Ireneusz Skubiś

Ireneusz Skubiś

 

 – Chce, by dziewczynki rodziły dla zwiększenia przyrostu naturalnego

Wacław Depto

Wacław Depto

 

– W Polsce nienawidzi się Jezusa, celebryci nie śpiewają kolęd

Jan Szymborski

Jan Szymborski

 

– Diabły chcą opętać 30-latków korzystających z internetu

 
wątroba

Jan Wątroba:

 

 – Po co in vitro skoro najskuteczniejsza jest modlitwa?

 
Ignacy Dec

Ignacy Dec

 

– Kto poprawia Pana Boga, ten marnie kończy
– Prezydencie, nie podpisuj Konwencji antyprzemocowej!

pieronek

Tadeusz Pieronek:

 

– Społeczeństwo nie rozumie wolności i zachowuje się niewłaściwi

– Kto ludziom z niepłodnością dał prawo do dzieci?

o antykoncepcji: – Miłość powinna być ważniejsza od przyjemności

 

Rusnak

Ksiądz Rusnak:

 

– Nauka etyki to zaparcie się wiary, nie ma rozgrzeszenia

 

wędkowski

Krzysztof Wętkowski:

 

 – Europa Zachodnia? Z szatanem się nie dyskutuje

nackowski

Andrzej Nackowski:

 

– Mężczyźni nie powinni chodzić w rurkach

zimoń

Damian Zimoń:

 

– Brońmy prawdziwego charakteru rodziny przed kulturą singli

mazur

Jerzy Mazur

 

– Ideologia gender jest o wiele gorsza niż faszyzm, nazizm czy bolszewizm

Tadeusz Zieliński

Tadeusz Zieliński

 

– Związki partnerskie doprowadzą do powszechnego homoseksualizmu

Tadeusz Rydzyk

Tadeusz Rydzyk

 

– Nasze warsztaty po lekcjach? To totalitaryzm!

stefanek

Stanisław Stefanek:

 

– Konwencja zmienia Polaków w mieszkańców obozu koncentracyjnego


Strobo

Jerzy Stroba:

 

– Wolność wypowiedzi na temat biskupów zagraża Kościołowi


sztaba

Mariusz Sztaba:

 

 Małżonkowie nie mają prawa do posiadania dziecka, powinni współpracować z Bogiem

źródło * 

Sprostowanie: * Przepraszam wszystkich, którzy usiłowali skorzystać z podanego uprzednio źródła – wkradła się kary godna pomyłka w procesie podlinkowania  – zwrócono mi uwagę dopiero dziś, kilka dni po publikacji; błąd poprawiono, za zaistniałą sytuację przepraszam, w szczególności autorkę bloga http://watykanizacja.blogspot.com/, z którego pochodzą zarówno zdjęcia jak i cytaty, Panią Annę Dryjańską, dzięki której w jednym miejscu możemy czerpać z krynicy mądrości biskupów polskich.

Elżbieta Kunachowicz. 

 

Jest tych cytatów o wiele więcej. Nie starałam się ich dobierać jakoś specjalnie, bo nie o zabawę w chwytanie za słówka idzie, tylko o przypomnienie tego języka nienawiści, który tak sobie mocno ukochał współczesny KK w Polsce, język, który operując formą nakazową, jest językiem osobliwie przemocowym, nie znoszącym sprzeciwu, napuszonym i bez cienia pokory wobec spraw, które są im obce niejako z definicji. Nie jest to przekaz, jakiego spodziewamy się ze strony duchownych – wszak ich domeną powinno być życie duchowe wierzących, rozwój tej duchowości, przynajmniej tak było jeszcze 30 lat temu… I nadal tak jest gdzieniegdzie. Ale nie wśród hierarchów. Niestety to oni mają wpływy, pieniądze, media, i władzę nad maluczkimi, i to oni kreują dziś kształt prawa w kwestiach, które stoją w konflikcie z dogmatami katolickimi.

 

stado

 

Dlaczego zajmuje mnie tak bardzo świat do którego nie należę? To proste. Wprawdzie nigdy się tym światem nie interesowałam, ale on zainteresował się mną. I zaistniał w mojej biografii 25 lat temu, jak namolny zalotnik, którego awanse odrzucam, a który nadal pojawia się wszędzie, coraz bardziej agresywny, paranoiczny, jak nieobliczalny stalker.

definicja stalkingu

W Polsce ma miejsce proces analogiczny do tego, jaki przeszły państwa islamskie. Polega, ten proces, na tym, że władza świecka poprzez mariaż z religią umacnia się na swoich pozycjach i w opozycji do „niesfornego społeczeństwa”. Głoszone przez urzędników watykańskich tezy i radykalne twierdzenia, namiętnie nagłaśniane przez media państwowe, są niczym fatwy ogłaszane przez mułłów islamskich – jeszcze nie mają statusu prawa obowiązującego, ale wszystko zdaje się wskazywać, że dyktat podchwytuje nasz organ ustawodawczy i przekuwa w ustawy. I w taki oto sposób stajemy się ortodoksyjnym państwem wyznaniowym. Dopóki w ławach poselskich zasiadać będą ludzie spod znaku Opus Dei i lizusy watykańskie ta tendencja się utrzyma i w coraz większym stopniu wpływać będzie na nasze życie.

 

konferencja

 

Produkują się przy każdej okazji, a jest ich wile, dzięki spolegliwej postawie mediów rządowych. Wybrane cytaty i wizerunki ich autorów zamieszczam  po to, żeby za dziesięć lat, nikt nie pytał naiwnie komu zawdzięczamy feudalny ustrój, zahamowanie i wsteczny bieg rozwoju społecznego, a także, że ciągle wleczemy się na pasku reszty świata, w samym jego końcu. Ale, żeby już być do końca w zgodzie z prawdą historyczną, muszę dodać, że my jako obywatele, także jesteśmy odpowiedzialni za taki stan rzeczy, ale to jakby oczywiste, biorąc pod uwagę, że naszych przedstawicieli wybieramy w demokratycznych procedurach, prawda?

 

Lokalna wuborczy

 

 

W najwyższym stopniu niestosowne jest, że KEP (Konferencja Episkopatu Polski) łapka w łapkę z kolejnymi nieudolnymi panami w rządzie, bawią się ludzkim losem – moim, Twoim, naszych dzieci a także wnuków – a już skrajnie absurdalne jest, że osobliwie życiem kobiet w tym kraju, usiłują kierować stetryczali panowie , wszystko jedno w kieckach czy w garniturach, pozbawieni zarówno wglądu jak i własnych doświadczeń w zakresie prokreacji, ciąży, porodu, trudu wychowania dziecka w sytuacji permanentnego bezrobocia w dobie kryzysu gospodarczego i społecznego. Powiem więcej – tym panom nie spędza to snu z oczu, i  generalnie oni odczuwają empatię wyłącznie w stosunku do zygot, zwłaszcza tych płaczących, co to nie dają im w nocy spać, historia zna przynajmniej jeden taki przypadek i nazywa się Gowin. Jako kobieta, czuję się lekceważona, znieważana, uprzedmiotowiona, poniżona i wywalona na margines. Poniewiera się nami, kobietami, dokładnie tak jak na początku chrześcijaństwa i na długo jeszcze przed nim.

Z całego bredzenia medialno – episkopalnego wyłania się zarys pobożnych życzeń smutnych panów…

A zatem:

Kobiety mają się dostosować do wizji Wandy Pułtawskiej – mają się spełniać wyłącznie przez kobieta1macierzyństwo, potem jako odbłyśnik wielkości męża , następnie jako babcie i opiekunki chorych rodziców męża i własnych. W ten sposób zabezpiecza się opiekę nad dziećmi i chorymi, starymi, niepotrzebnymi już przecież osobami, którymi to grupami państwo nie ma zamiaru się interesować.

I może nawet taki obrazek spodobałby się wielu kobietom, gdybykobieta2 nie to, że życie nieco różni się od sielankowych wyobrażeń apologetów prawicowego modelu rodziny. Co gorsza przemilczają oni dość skutecznie, że ten model aż ocieka przemocą psychiczną, ekonomiczną i fizyczną, wzorowaną wprost na przekazie biblijnym.

 

 

 

Kobiety mają rodzić od ilu to już lat? bo się zaczynam gubić- wg. o. Knabita od momentu jak mogą zachodzić w ciążę- czyli c.a od 12 roku życia do nieskończoności…. i niezależnie od tego jak dalece zagraża to ich zdrowiu i życiu – ich życie ma znaczenie tylko w formie zygoty do momentu urodzin. A jak się urodzą martwe, lub poronią się, oczywiście z woli bożej, to kobiety muszą nadać mu imię i określić płeć jak rozumiem, następnie koniecznie urządzić pogrzeb – żeby interes huczał jak należny- inaczej się nie godzi…

 

pogrzeb

 

Jak pocznie się dziecko, które nie ma szans na przeżycie – znowu – kobieta ma donosić ciążę urodzić i patrz wyżej…

 

pogrzeb1

 

Następnie dzieci mają być indoktrynowane od 4 roku życia, tak, żeby w wieku 9 lat nie miały już szansy na odpowiednie wykorzystanie zwojów mózgowych – krytyczne myślenie rozwija się przed 9 rokiem, potem marne szanse. Zatem od przedszkola – religia, religia, religia, pielgrzymka, rekolekcje, roraty, msza na na kolanachrozpoczęcie i zakończenie każdego roku nauki, żeby nie zapomniały kto tu rozdaje dary oświecenia… a w czasie wolnym – pielgrzymka, oaza, festiwal muzyki chrześcijańskiej, lub inna forma odwracania uwagi.zniewolenie

 

katecheza3

antyinvitro

 

 

indoktrynacjaI żadnego gender, ani edukacji seksualnej- mają nie wiedzieć, nie rozumieć, a jak ktoś zgwałci – mają rodzić, rodzić rodzić… białych wojowników w świętej wojnie o dominację chrześcijaństwa nad islamem? Bo przecież już chyba nikt nie daje sobie wmawiać, że chodzi o jakieś głodowe emerytury!! Litości – toć bezrobotni młodzi nie wypracują żadnej emerytury dla swoich rodziców – to chyba jasne jest, czy nie? Mam paranoję?

 

Małżeństwo to będzie jedyna forma przetrwania – single są obecnie na tapecie- śmiecie do odrzutu- tak tak do odrzutu, natychmiast! Żadnych przywilejów, żadnych praw, żadnej równości. Urawniłowka tak, indywidualizm – nie. Ciekawe co na to Pani Pawłowicz…

I jakoś nie słyszę nic o mężczyznach- pewna „naukowa” konferencja wrocławska pochyliła się nad zagrożeniem płodności wyłącznie u kobiet; o tym, że PMS odbiera im rozum, że nie powinny pracować bo mogą być bezpłodne. Jakoś nikt nie chce zauważyć, że mężczyźni wykonują wiele zawodów mocno ograniczających ich płodność… ale co tam, nimi kościół się nie zajmuje – oni nie mają macic, o które kościół bardzo dba… Poza tym kościół wie, że wystarczy 10 % facetów, żeby zapłodnić  odpowiednią ilość niosek – kobiet – inkubatorów. A jak się którejś trafi bezpłodny ogier, to rozwód kościelny bez problemu – bo dla kościoła sakrament małżeństwa to tak naprawdę kontraktacja niemowląt i zabezpieczenie pełnych kościołów, przynajmniej taki obraz wyziera z tego, co hierarchowie plotą, w tym niekończącym się konkursie krasomówczym…

o

 

A rozrywka, kultura, książka, film, teatr… tylko to, na co pozwolą bojówki moherowe. Żadnych Pikników, żadnych Nieznalskich i żadnych Pokłosi- koniec z tą durną wolnością wyrazu artystycznego, czy z tzw.

golgotasprawdą historyczną. Po co to komu. IPN już nam napisze nową historię, Zanussi nakręci odpowiednie filmy, pani Król odpowiednie książki wydrukuje. I świat wg. tych autorów i ich kreacji będzie znowu piękny, pastelowy , pozbawiony trosk i szarych odcieni prawdziwego życia. A jak się coś zszarzy to się to szybciutko przemaluje i ciemny lud to kupi.

 

 

A jak ktoś się nadal będzie upierał i słuchał jakiegoś rocka czy innej szatańskiej muzy to się go szatanwyegzorcyzmuje, odymi, albo po prostu zlikwiduje w imię boże. Amen.Wszak Pismo mówi wyraźnie – wyrwij chwasty…, czy jakoś tak – nie wiem, nie czytam tego barachła.   egzorcyzmy

 

 

 

 

 

Humanizm? Altruizm? Kultura? Uczucia ? Relacje międzyludzkie? A co to takiego? Po co to komu?!

Ruja – tak! Edukacja-Nie!!! Prawa człowieka- Nie!!! Prawo boskie – Tak!!!! Sprawiedliwość społeczna?  E tam, nie ważne, kogo to obchodzi.

No i jak tu szanować katolików, pytam się,  jak mam to uczucie w sobie odnaleźć? Jak mam nie czuć pogardy dla tego bezwolnego ludu. Łażą co niedzielę do kościoła w tych wioskach i miasteczkach powiatowych, wystrojeni jak kukły, bezmyślni jak tylko można być bezmyślnym, i legitymizują tą korporację zarządzającą macicami kobiet- bo mam wrażenie , że tylko o to chodzi. Wszystko się tym panom kojarzy i wszystko dzieje się wokół tego jednego – płodzenia dzieci i tworzenia praw całkowicie wykluczających kobiety z ich własnego życia. Mizogini i faszyści, tłumoki i hipokryci, władcy dusz i włodarze tego kraju w jednym.

Takie właśnie myśli kłębią się w mojej, zapewne chorej głowie, zawsze po tym jak, któryś biskup znowu wyskakuje z kolejną prawdą objawioną – powinnam pozwać państwo polskie przed trybunał europejski, bo obecność tych stalkerów watykańskich w mojej ojczyźnie, nie pozwala mi spokojnie spać, twórczo i pożytecznie żyć, ani nawet spokojnie dokonać żywota, bo po szpitalach grasują bez ograniczeń łowcy nawróceń w godzinie ostatniej, łasi na chwilę słabości bliźniego, który „jak trwoga to do boga”, podobno. Ani tu godnie żyć, ani umrzeć z godnością nie sposób. Niech się już ta noc bezsenna skończy, bo trzeba wstać, do pracy się wziąć i z prawdziwymi problemami zmierzyć.

burka3

PS.: I nikt mi nie wmówi, że hierarchowie są imbecylami, nieukami, ludźmi poniżej normy intelektualnej- tego nie kupuję! To inteligentne jednostki, nawet bardzo, przynajmniej niektóre. Ale inteligencja w połączeniu z mizoginią, obsesją i paranoją, okraszona cynizmem i wyzuta z empatii daje w sumie mieszankę zdolną do wszystkiego, dla osiągnięcia celu jakim jest władza. W kraju, uginającym się od problemów ekonomicznych i społecznych, dopuszczenie tych ludzi do władzy to jak spuszczenie zgłodniałych hien na żerowisko pełne padliny.

hieny

 

kreacjonizm

Konferencja naukowa?

Taki oto anons :

„Teoria w Kryzysie: Co zastąpi ewolucję?”.
26 Maja 2015 o godz. 17:30
w Budynku NOT-u w Gdańsku przy Ulicy Rajskiej 6
odbędzie się Konferencja Naukowa „Teoria w Kryzysie: Co zastąpi ewolucję?”.

 

Jestem osobą racjonalnie myślącą – więc pozwolę sobie nie wchodzić w dyskurs na temat kreacjonizmu jako takiego. Mam natomiast inne pytanie –  kto odpowiada za ten skandal w murach szacownej instytucji. Czy Naczelna Organizacja Techniczna zdaje sobie sprawę z tego, że legitymizuje pseudonaukową konferencję, która ma w tytule słowo naukowa?

Moje drugie pytanie to: jakim prawem w tytule sugeruje się, że ewolucjonizm przeżywa kryzys? O ile mi wiadomo, darwinizm to teoria, którą od czasu jej sformułowania nieustająco się potwierdza naukowymi dowodami i jest ich coraz więcej, w miarę postępu technicznego i rozwoju nauk pokrewnych.

Pozostaje  uznać, że naukowe w tej konferencji są jedynie tytuły przyznane trzem prelegentom, ale tak się składa, że nie w tej dziedzinie, o jakiej z uporem maniaka się wypowiadają, natchnienie i fascynację czerpiąc z tezy o „boskim planie” prosto z Biblii. Żywcem przypomina to grupę ekspertów Macierewicza do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Biblijne Towarzystwo Kreacjonistyczne może urządzać sobie spotkania z fanami bajek, ale nie powinni wprowadzać ewentualnych słuchaczy w błąd, że treści z jakimi przyjdzie im się zetknąć, to naukowe twierdzenia wygłaszane przez autorytety uprawiające tę właśnie dziedzinę. Gdyby Prof. dr Andrew McIntosh matematyk, specjalista od spalania, zapłonu i eksplozji, Geolog Paul Garner oraz Dr Steve Taylor,  psycholog, zafascynowany odmiennymi stanami świadomości oraz opowieściami ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, nie używali swoich tytułów naukowych, mogliby rozprawiać nawet o zielonych ludkach, albo rusałkach i syrenach – wszak nikt nie zabrania nikomu fantazjować na dowolny temat.

Niestety. Ich celem jest ukazanie, że oficjalna nauka, z której prac korzysta się  m.in. w szkołach, popełnia wiele „karygodnych błędów i nadużyć”, a największym z nich jest nie uwzględnianie biblijnego świadectwa.

290405ankieta3 kreacjonizm2

 

Wobec takiego dictum nie dziwota, że :

W listopadzie 2006 roku Uniwersytet Leeds wystosował oświadczenie dystansując się wobec kreacjonizmu, oświadczając że przewodnictwo prof. McIntosha w Truth in Science nie łączy się z jego uniwersytecką pracą naukową i edukacyjną. 

 

Piszę to aby zwrócić uwagę i ostrzec zawczasu, że będzie takich konferencji coraz więcej, albowiem gwałtownie rośnie ilość naukowców negujących wszystko, co nie znajduje potwierdzenia w ich podstawowej lekturze – Biblii. Ja już dawno porzuciłam postawę nabożnego słuchania tzw. autorytetów naukowych, nawet tych, które nie sięgają aż takiego dna. Po prostu przyjęłam postawę daleko posuniętego krytycyzmu i włączyłam sceptyczną optykę widzenia, co i Wam moi mili polecam gorąco.

Elżbieta Kunachowicz

DSCN1023

Martwe sumienie ; martwa ustawa

Prof. Bogdan Chazan, powołując się na klauzulę sumienia, odmówił wykonania zabiegu przerwania ciąży, pacjentce, noszącej w swoim łonie płód, dotknięty bezmózgowiem, bez szans na życie. Wiadomo, że ustawa dopuszcza wykonanie zabiegu w takiej sytuacji. Chazan odmówił – takie jego prawo. I na tym kończy się w Polsce stosowanie prawa.

Po ostatnich doniesieniach prasowych na temat śledztwa w sprawie Chazana należy wyciągnąć wnioski.

puzzle-432569_1280Wniosek 1.  Treść zarzutu i jednocześnie temat śledztwa w sprawie: „narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w związku z odmową przeprowadzenia zabiegu usunięcia ciąży”. świadczy o głupocie wymiaru sprawiedliwości – tak postawiony zarzut można było sobie darować, albowiem oczywiste jest, że ciąża nie zagrażała życiu pacjentki. Wyrzucono społeczne pieniądze na śledztwo, ekspertów, tony papierów, zapisanych oczywistymi oczywistościami…

***

Wniosek 2.  Może też świadczyć o mądrości kogoś, kto zgrabnie ułożył strategię obrony Chazana i chciał ugrać dużo więcej niż tylko ochronę interesów tego żałosnego jegomościa. Nie pierwszy to raz wykorzystanoby w Polsce sytuację, aby wprowadzić nowe regulacje dotyczące obligatoryjnie określonej grupy osób, po to, by w praktyce uniemożliwić obywatelom skorzystanie z przysługujących im praw.

Zaraz będziecie mieć jasność…

Prokuratura potwierdziła, że prof. Chazan nie dopełnił ciążących na nim obowiązków związanych z powołaniem się na klauzulę sumienia. Ale uznała, że zarzutu popełnienia przestępstwa z art. 231 kk (przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków) nie może mu postawić, ponieważ to przestępstwo może popełnić tylko funkcjonariusz publiczny, a dyrektor publicznego szpitala nim nie jest.

 

Dowiedzieliśmy się tym samym, że wprawdzie dyrektor szpitala publicznego pełni funkcję publiczną, ale nie jest funkcjonariuszem publicznym – w takim razie kim jest? I od kiedy wiadomo, że nim nie jest? Gdzie to jest  stwierdzone w prawie? Może wystarczyłoby, do długiej listy funkcjonariuszy publicznych, dopisać jeszcze i tę, zwłaszcza, że charakter funkcji dyrektora szpitala publicznego oraz zasad, na straży których ma on stać niewzruszenie, jak i tryb powoływania na to stanowisko- wypełnia jak mi się zdaje definicję funkcjonariusza publicznego w całej rozciągłości. Może wypadałoby uznać, że brak zapisu czarno na białym to błąd i niedopatrzenie ? Tym bardziej, że jak pokazała sprawa Chazana, zapisy ustawowe można lekceważyć w rażący sposób i nie być za to pociągniętym do odpowiedzialności karnej. Innymi słowy taki precedens w życiu publicznym ośmiesza ustawodawcę i zmienia państwo prawne w bezhołowie. Cała ta sprawa śmierdzi od samego początku.

I to jeszcze nie wszystkie konsekwencje tej skandalicznej sprawy…

Deklaracja WiaryWygląda więc na to, że nadużycie klauzuli sumienia może być jedynie przedmiotem odpowiedzialności przed lekarskim sądem dyscyplinarnym. Jednak Naczelna Rada Lekarska wsparła postawę prof. Chazana, uznając, że zmuszanie lekarza do wskazania, gdzie pacjent może dostać pomoc, której on mu odmawia, powołując się na sumienie, jest łamaniem sumienia tego lekarza. NRL uznała też, że standardem europejskim jest, aby całe placówki ochrony zdrowia mogły się powoływać na klauzulę sumienia, odmawiając wykonywania określonych zabiegów. NRL zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego, jako naruszające wolność sumienia, wszystkie ograniczenia klauzuli sumienia zawarte w ustawie o zawodzie lekarza. Łącznie z tym, że nie można odmówić zabiegu, motywując to sumieniem w „sytuacji niecierpiącej zwłoki”.

Taka postawa NRL to zniewaga wobec społeczeństwa, któremu całe środowisko medyczne winno służyć, nie zaś występować przeciwko niemu, w tak jawnie sprzeczny z powołaniem sposób. Ciśnie się na usta ocena , że jest to towarzystwo wzajemnej adoracji i służy obronie egalitarnych interesów tej grupy zawodowej. Ale  byłaby to niesprawiedliwa ocena, albowiem tak naprawdę patologia dotyczy niewielkiej grupy osób, niestety są to osoby posadzone na stanowiskach, z poziomu których de facto sprawują władzę nad całym środowiskiem. I pamiętajmy, że układ zależności służbowych w tej grupie zawodowej oraz krytykowany przez Prof. Hartmana kodeks etyczny oraz zbiór zasad deontologicznych, skutecznie knebluje resztę środowiska medycznego. Wyprzedzając nieco wypadki, pozwolę sobie mniemać, że w obecnym stanie sceny politycznej, przy aktualnym składzie TK, zaskarżone do tegoż trybunału zastrzeżenia NRL, zostaną przyjęte, co ostatecznie skaże pacjentów i pacjentki na arbitralne decyzje oparte o widzimisię lekarza i jego żałosne sumienie. I, o ile pacjenci- katolicy będą mogli oddać się bez reszty żarliwej modlitwie, o tyle wszyscy inni będą mogli liczyć jedynie na łut szczęścia, że nie trafią na klauzulowego lekarza.

Cały tekst

***

Wniosek 3.  Kobiety w Polsce są traktowane przedmiotowo. Nie dość, że wykastrowano je z godności, prawa do wolności i samostanowienia o sobie, za sprawą jednej z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych, to teraz  okazuje się jeszcze , że w tych nielicznych, wyjątkowo bolesnych i tragicznych sytuacjach, prawo niczego tak naprawdę im nie gwarantuje, nie istnieją bowiem absolutnie żadne ograniczenia w zakresie  łamania ich praw.

***

Wniosek 4.  Organizacje wspierające Pro-life, które w ostatnim czasie kilkukrotnie usiłowały forsować nowelizację ustawy antyaborcyjnej w kierunku całkowitego zakazu aborcji, osiągnęły swój cel tylnymi drzwiami.

***

Wniosek 5. Jest wielce prawdopodobne, że Chazan wróci na swoje dawne stanowisko w glorii chwały, z poparciem prezesów NIL, Trybunału Konstytucyjnego, Ministerstwa zdrowia, a liczne organizacje bliskie KK będą oczekiwać publicznych przeprosin dla tego…

z17860917Q,TVP-Info-ustalila--ze-prokuratura-badala---i-umorznie będę się brzydko wyrażać.

***

Ciekawe co na to powie Trybunał Europejski, bo zapewne tam znajdzie swój finał ta bulwersująca sprawa. I nie rozumiem dlaczego żadna organizacja pożytku publicznego nie wystąpiła, jak dotąd z oskarżeniem publicznym. Jest chyba o co walczyć – bo tu już nie chodzi tylko o ten jeden przypadek. Przy okazji sprawy Chazana wyszło, jak szydło z wora, że w Rzeczpospolitej nie działa Prawo, nie ma takiej instytucji, która poczuwałaby się  do wykonania choćby gestu w obronie obywatela i stanęła po jego stronie, w zmaganiach z pokrętnymi i nieludzkimi zasadami aparatu opresji, dla którego liczą się jedynie dobre stosunki z Kościołem Katolickim.

Kiedyś, dawno temu była taka instytucja – Trybunał Konstytucyjny – pamiętam, że to ciało wypowiadało się nawet wówczas, gdy nikt sędziów nie pytał o nic i nie prosił o rozstrzygnięcie wątpliwości. Ale za czasów premiera Kaczyńskiego, kiedy to wiele instytucji państwowych udało mu się skutecznie „popsuć”, zaraza nie ominęła także tego zacnego grona – pamiętacie ile było sporów nad kandydatami na sędziów? Ja pamiętam. I pamiętam także, że nikt się tymi zastrzeżeniami specjalnie nie przejmował. Niestety –  Kiedy rozum śpi- budzą się demony.

1491745-

Elżbieta Kunachowicz

przerwatywy

Matka Natura nie słucha Episkopatu

Jedną z ważniejszych, jeśli nie najważniejszą z potrzeb każdego, zdrowego psychicznie człowieka, jest miłość do drugiej istoty ludzkiej. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że stan zakochania to choroba z objawami, które, jak sądzę, wszyscy doskonale znamy. Matka Natura zręcznie wkręca nas w stan pomieszania z poplątaniem, w wyniku czego tracimy tzw. rozum, a endorfiny zalewają nas po czubek głowy, nie dopuszczając zdrowego rozsądku do głosu. Niechaj mi wybaczą romantycznie zakochani prokreacjaczytelnicy, ale muszę to powiedzieć głośno i wyraźnie – taka kondycja psychiczna to ukoronowanie wszystkich starań, które pozwolę sobie nazwać terminem zoologicznym – tańca godowego, lub jak kto woli tokowania. Wiadomo – jeśli o tańcu godowym mowa – to mowa też o prokreacji w obrębie gatunku.

Prawdopodobnie do czynności związanych z poczęciem potomstwa dochodziłoby znacznie rzadziej, gdybyśmy cały czas trwali w postawie rozumnej, zdolni do trzeźwej oceny sytuacji. Bo choć rozum to, podobno, potęga, to jednak, tu pozwolę sobie znowu być niemiłą, nie przeceniam ludzkiego rozumu i nie podejrzewam by argumenty o dobru populacji homo sapiens, dotarły do wystarczająco dużej liczby osobników, by ta populacja mogła się rozwijać liczebnie i w odpowiednio dużej liczbie kombinacji. Konkludując zatem ten wstęp, zgódźmy się, że może ruchy nie godne filozofa, jednak dostarczają nie tylko dodatkowej porcji hormonu szczęścia, ale niekiedy skutkują cudem poczęcia zdrowego potomka. I wszystko byłoby dobrze gdyby ta sama Natura, ślepa na nasze błagania, nie zadbała o inny mechanizm, zasadniczo przeciwny do wyżej opisanego. Mam na myśli sytuację, gdy dany gatunek, na danym obszarze, nie znajduje odpowiednich warunków do utrzymania przy życiu już istniejących osobników. Wówczas spada przyrost naturalny, a to za sprawą coraz lepiej poznanych neurohormonalnych uwarunkowań hamujących prokreację.

Teraz trochę będę żartować, ale tylko trochę.
Chociaż jesteśmy istotami obdarzonymi zdolnością do abstrakcyjnego myślenia i złudzeniem wolnej woli, to wierzcie mi, ograniczona rozrodczość w Polsce zachodzi poza naszą wolą i dobrymi chęciami, a dzieje się tak dlatego, że nie kojarzymy na ogół dość prostych, ale odległych od siebie faktów. Komu przyszłoby do głowy kojarzyć taki zestaw okoliczności: spadek wartości spółek skarbu państwa, deflację, film „Ameryka Ameryka” albo „SOS dla Ziemi”, strajk szwaczek z Myślenic, kontrolę Sanepidu na przemian z kontrolami US i PIP-u w okresie trzech miesięcy między Bożym Narodzeniem a Świętami Wielkiej Nocy – z niemożnością zajścia w ciążę? Dla mnie to mógłby być wystarczający zestaw, by najbardziej pierwotny instynkt, napędzony strachem o przyszłość, przesterował mój organizm na całkowitą antykoncepcję. Dla mojej sąsiadki wystarczający mógłby być poranek w oparach muzyki „Behemota”, którym uraczyłam ją onegdaj w zemście, za równie nieznośny dla mnie opar Radia Maryja, bo dla niej muzyka, zwłaszcza taka muzyka, to dowód panoszenia się, wszędobylskiego ostatnio, Szatana.

O ile wśród zwierząt stadnych mechanizm ograniczonej rozrodczości działa zwykle przez jeden sezon, góra dzietnośćdwa, o tyle w polskim stadzie ludzkim jest obecny od wielu dekad, niekiedy tylko lekko odpuszcza w chwilach szczególnego wzrostu optymizmu, jak miało to miejsce u schyłku lat osiemdziesiątych. Po roku 1993 spada systematycznie i obecnie jesteśmy w stanie katastrofy demograficznej, utraciliśmy bowiem prostą zastępowalność pokoleń. Jesteśmy zatem nacją wygasającą. Ten sam mechanizm działa w całej Europie zachodniej, my jesteśmy w czołówce.

 

Jak państwo zareagowało na tendencję spadkową dzietności?
Kilka faktów:

1993 – ustawa antyaborcyjna – jedna z pierwszych inicjatyw ustawodawczych Polski post plasterektransformacyjnej
1996 – na krótko złagodzona; możliwość przerwania ciąży z powodu ciężkiej sytuacji życiowej
kobiety.
1997 – Liberalizacja została szybko cofnięta: TK wydał orzeczenie, wskutek którego trudna
sytuacja osobista lub ciężkie warunki życiowe (tzw. „względy
społeczne”) przestały być uzasadnieniem dla legalnego zabiegu
przerwania ciąży
2006 – projekt LPR-u w sprawie zmiany 38 art. Konstytucji RP poprzez wprowadzenie nowego przepisu „ o ochronie życia od momentu poczęcia „ – projekt zmierzał do całkowitego zakazu przerywania ciąży.

DSCN1023

Zatem ukręcono prawny bicz na nieposłuszne kobiety – systemowa przemoc w pełnej krasie.

Pominę i nie będę polemizować z argumentami religijnymi, ponieważ dla funkcyjnych KK życie ludzkie nie ma najmniejszego znaczenia, nie ma także wartości, co podkreślają w aktach święcenia narzędzi zbrodniświęcenie przeciw ludzkości, bo chyba nie da się tu dorobić filozofii humanistycznej, która by usprawiedliwiała takie zachowania. Z resztą moment od którego człowiek staje się człowiekiem, był dla KK różnie postrzegany – zależnie od aktualnie obowiązującej koniunktury- to tak nawiasem…

ofiary
Wracając do faktów;

Nie udało się spacyfikować kobiet ustawą antyaborcyjną, podziemie ginekologiczne kwitnie, turystyka aborcyjna takoż. Jeśli ktoś chciałby dokładnie się przyjrzeć zarządzaniu ciałem kobiet w ostatnim ćwierćwieczu, polecam gorąco zapoznać się z dokumentem, który obszernie i rzetelnie zajmuje stanowisko w tej sprawie tutaj.

Rząd za czasów SLD, pragnąc dorwać się do UE, handluje z Episkopatem i znowu kartą przetargową są kobiety – w zamian za poparcie KK dla referendum w sprawie wejścia do Unii Europejskiej, odbiera się kobietom fundusz alimentacyjny. Dlaczego Episkopatowi zależało na pogrążeniu kobiet? Poza tym, że ich nie lubi i nie szanuje? Prawdopodobnie miał nadzieję, że kobiety skonstatują iż rozwody się nie opłacają. Oj , panowie – ręce opadają – wy naprawdę kompletnie nie rozumiecie kobiet. Za cały komentarz musi wystarczyć suchy fakt – liczba rozwodów nie zmalała, ba! poszybowała w górę.

analiza barier dzietności w Polsce

Skoro kobiet nie można było już z niczego obedrzeć, spróbowano odciąć je od profesjonalnej opieki zdrowotnej – Deklaracja Wiary Lekarzy – mówi wszystko. Perfidia tego pomysłu poza wszystkimi oczywistościami, polega też na tym, że z tą idiotyczną inicjatywą wystąpiła…kobieta. I przy tej okazji, zupełnie na marginesie tematu chciałabym zwrócić uwagę, że coraz częściej w propagowaniu kościelnego punktu widzenia wykorzystuje się właśnie kobiety. Nawet nie znajduję słów, które mogłyby oddać smak zażenowania, jaki odczuwam za każdym razem, kiedy słyszę co mówią naczelne tuby kościelne takie jak: Kępa, Wróbel, Terlikowska, Sobecka, i inne… seks9

Wydaje się, że wyczerpano główne metody opresji systemowej – bezskutecznie – dzietność spada, rodzina przeżywa kryzys rozwodowy – kobiety nadal strajkują, nie rodzą i już! Ale myli się ten, kto sądzi, że KK złożył broń. Co to, to nie! Gorzej. Niedocenianie przeciwnika zawsze się mści, zada ci bowiem cios z półobrotu, gdy najmniej się tego spodziewasz.

antygender propaganda katolicka propaganda DSCN1295bilde

antykoncepcja tabelakopacz

seks6

Tajna broń, jaką KK w Polsce uzbrajał systematycznie, jest gotowa do odpalenia. Z pozycji starej matrony będę się przyglądać skutkom naszej społecznej indolencji, bo to ona jest przyczyną i sprzymierzeńcem mimo woli, tych niecnych planów.

Na jedną z jaskółek klęski społecznej i jednocześnie sukcesu propagandowej roboty KK natykam się na jednym z forów kobiecych tutaj.
Innym sukcesem tajnej broni KK jest cały zestaw przyczynowo- skutkowy prowadzący do pewnego podręcznika… Prawdę powiedziawszy to właśnie ów podręcznik stoi za tym tekstem, którym pozwalam giertychsobie Was kochani zamęczać. A początek tej historii miał miejsce wiele lat temu, na uczelniach katolickich, w seminariach, w szkole Rydzyka, w Opus Dei i pewnie w kilku jeszcze instytucjach. Tam wyhodowano pierwszą ligę demagogów katolickiej myśli demograficznej, nadano im tytuły naukowe, uczyniono „ekspertami” od życia poczętego, pedagogiki psychologii społecznej i oddano do dyspozycji Ministra Oświaty – Romka Giertycha. Ten, tyleż rydzykinteligentny co zły człowiek, robiąc z siebie pośmiewisko w oficjalnym nurcie politycznym, po cichutku i skutecznie poutykał gdzie się dało „ swoich ludzi”. Ci zaś psują skutecznie oświatę, a to w ten sposób, że występując w roli ekspertów różnych dziedzin, dyrektorów szkół podstawowych i gimnazjów, dziennikarzy, publicystów mają realny wpływ na kształt polskiej edukacji powszechnej.

Tak dziś wygląda lista ekspertów recenzentów podręcznika do edukacji seksualnej…Za GW:

Obecnie na ministerialnej liście rzeczoznawców podręczników do wychowania do życia w rodzinie znajdziemy kilkanaście nazwisk: Franciszek Adamski (rekomendowany przez Uniwersytet Jagielloński), ks. dr hab. Józef Augustyn (rekomendacja – Komisja Katechetyczna Episkopatu Polski), prof. Bogdan Chazan (Instytut Matki i Dziecka w Warszawie), dr Urszula Dudziak (Katolicki Uniwersytet Lubelski), dr Jacek Jakubowski (Polskie Towarzystwo Psychologiczne), dr Dorota Kornas-Biela (Katolicki Uniwersytet Lubelski), prof. Maciej Kurpisz (Polska Akademia Nauk), dr Bogusława Lachowska (Katolicki Uniwersytet Lubelski); prof. Aleksander Nalaskowski (Uniwersytet Mikołaja Kopernika); prof. Krystyna Ostrowska (Uniwersytet Warszawski); dr Leszek Putyński (Uniwersytet Łódzki), prof. Jerzy Rzepka (Towarzystwo Rozwoju Rodziny), dr hab. Zbigniew Lew-Starowicz (Zakład Seksuologii Medycznej i Psychoterapii Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego), prof. Renata Siemieńska-Żochowska (Uniwersytet Warszawski), dr Wiesława Stefan (Uniwersytet Wrocławski), dr Małgorzata Stępka (Uniwersytet Warszawski), dr Iwona Ulfik-Jaworska (Katolicki Uniwersytet Lubelski), dr Urszula Walijewska (Uniwersytet Gdański), dr Lidia Winogradzka (Wszechnica Polska – Szkoła Wyższa Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie).

A tak brzmi kwintesencja solidnej edukacji wg. ekspertów…

seks12

Zasada qui pro quo jest stara jak świat. Jeśli komuś się śniło, że Polki zagonione pod ścianę płaczu pękną i zaczną dostarczać taniej siły roboczej , zastępów źle wyedukowanych młodych ludzi nie mogąc dać im nadziei na jakąkolwiek przyzwoitą przyszłość, to się mocno w swoich rachubach pomylił. Te 1,3 dziecka to i tak morze rozpaczy – ostatnio dowiadujemy się, że oddziały dermatologiczne przyjmują coraz więcej bardzo młodych dziewcząt ze schorzeniami wenerycznymi, badania świadomości seksualnej wśród młodzieży alarmują o niesłychanie niskim poziomie wiedzy na ten temat, a na prywatkach 11-latków rządzi zabawa w „ kamienną twarz”.

grafika łzaJakby na to nie patrzeć – nie są to przejawy myślenia prokreacyjnego. Szczególnie bulwersujący jest w tym kontekście, brak poczucia odpowiedzialności Ministerstwa Oświaty za stan edukacji seksualnej w szkołach. I nic mnie nie obchodzi, że mizogini w sutannach wysokiego szczebla stoją nad ministrami, posłami, senatorami, burmistrzami, prezydentami miast i zioną im w kark nieświeżym oddechem z wczorajszej zakrapianej suto kolacji – ja ich nie wybierałam na swoich przedstawicieli – pretensje mam do tych, naseks2 których oddałam swój bezcenny głos. Tłumaczenie w rodzaju- no wicie, rozumicie – mogą sobie wsadzić. To co mnie w najwyższym stopniu irytuje to świadomość, że nikt i nigdy za to nie odpowie, że dzisiejsi 11-latkowie nie będą mogli pozwać państwa polskiego przed Trybunał Europejski z żądaniem wyrównania szkód i krzywd jakie przyjdzie im ponieść tylko z tytułu braku należytej staranności w organizowaniu przez państwo systemowej edukacji w szkole.

Tak sobie patrzę na te dowody bezsilności, nieudolności, braku inteligencji i kompetencji wśród elit rządzących, natchnionych tym samym duchem sadystycznego Boga co drugi wielki gracz na scenie politycznej czyli Episkopat i myślę sobie, że równie bezsilne, nieudolne, pozbawione inteligencji i kompetencji społeczeństwo nie poradzą sobie z tym problemem i odejdą powoli, w jedyne miejsce dla takich nieudaczników, czyli w niebyt, i przyznam się, że mnie to jakoś szczególnie nie martwi. Utraciliśmy już dawno tzw. zastępowalność pokoleń – i dobrze! Nie ma absolutnie żadnych ważnych powodów by taki naród trwał dłużej w historii cywilizacji.mgs_dziwisz

DSCN2308Być może odbiorcy moich dzisiejszych złotych myśli nie zgodzą się z takim postawieniem sprawy, być może uznają inne przejawy patologii społecznej za ważniejsze – cóż, mogę tylko powiedzieć, że cokolwiek nie weźmiemy pod lupę i poddamy analizie, na koniec okaże się objawem tej samej choroby. Syndrom polski to zespół objawów dysfunkcyjnych, obejmujących wszystkie zmysły, a w szczególności wzrok, słuch, czucie głębokie – które to zmysły ulegają stopniowej progresywnej atrofii, oraz węch z wybitną nadwrażliwością. Obserwuje się także w syndromie polskim wybitne wzmożenie odruchów bezwarunkowych, nadczynność w zakresie ruchów dowolnych i mimowolnych także. Nic dziwnego zatem, że organizm państwowy dla obserwatora z zewnątrz jawi się jako ten chochoł pijany, co posiał gdzieś złoty róg i kręci się wokół własnej osi, głuchy i ślepy na każdą krytykę.

zniewolony umysł

Zniewolony umysł XXI wieku

 

Zdarzyło się wczoraj…

Dobrze jest czasem poczytać co piszą na FB młodzi ludzie…

 

w co wierzys

Coś mi mocno nie grało w tej opowieści, drażniło do bólu… I nagle zobaczyłam to zdanie : „…czemu nie idę. Odpowiedziałam grzecznie, dlatego, że jestem ateistką. To spytała w co ja wierzę…”

 

Sporo komentarzy pod postem. Przypuszczam, że głównie młodzi ludzie się wypowiedzieli. Byłam zaskoczona obrazem, jaki się wyłaniał z tych wypowiedzi  – nasza młodzież nie wie, że nikt,

– ani nauczyciel,

– ani pracodawca,

– ani osoby prywatne – powtarzam – nikt, nie ma prawa pytać kogokolwiek w co wierzy.

Dziewczyna na pytanie odpowiedziała. Wdała się w nonsensowny spór. Została oceniona, sponiewierana i teraz dymi oburzeniem… Nie z powodu, że ktoś śmiał zadać jej takie pytanie – bynajmniej!DSCN1295

Mam już od dawna dorosłe dzieci, nie „siedzę” w temacie. Dla mnie, dawno temu, minął okres buntu dorastającej młodzieży… Ale przypomniałam sobie pewną rozmowę z moją córką, wtedy, w latach dziewięćdziesiątych, nastolatką;

Wróciła ze szkoły bardzo podenerwowana i rzuciła mi przez ramię:

– Mogłaś gonić nas do kościoła…

– ??? co takiego?

– no co? jakbym w coś wierzyła , byłoby mi teraz  łatwiej…

– nikt Ci nie broni, możesz zanurzyć mózg w „opium”, jeśli masz taką potrzebę!

– teraz już za późno. – stwierdziła, na koniec trzaskając drzwiami…

 

Wtedy nie zwróciłam uwagi na to ostatnie stwierdzenie. Dopiero kiedy przeczytałam cytowany post na FB – post dymiącej z oburzenia nastolatki, coś mnie tknęło – o rany! moje dzieci miały jednak dużo szczęścia!nie pozwólmy

Gdzieś wszyscy popełniliśmy błąd. Nawet wiem gdzie. Pozwoliliśmy, żeby zapach kadzideł i specyficzny swąd kruchty, rozlał się na wszystkie strony. Pozwoliliśmy, żeby gęsty opar religijnych nonsensów wszedł do języka oficjalnego, jakim się rozmawia o sprawach społecznych, o polityce, o historii. Nawet kiedy redaktor audycji o motoryzacji chce ostrzec kierowców przed skutkami jazdy po spożyciu alkoholu, już nie mówi normalnie, czyli rzeczowo, ale pozwala sobie na stwierdzenie takie jak, cytuję dosłownie: –

” a kierowcom przypominam, że siadanie za kółkiem, nawet po małym piwie, to  grzech ciężki…”

Co zmusza tego redaktora, żeby w przekazie prostej informacji używać takiej semantyki? A co sprawiło, że politycy mówią z nabożeństwem o Panu Jezusie Chrystusie? Albo Duchu św.? Większość z nich to ludzie po sześćdziesiątce – zakładam, że przez czterdzieści lat nie używali tego zlepku słów, by uzasadnić swoje stanowisko w sprawach publicznych. Ale zostawmy tych dziwnych ludzi – sami dokonali fatalnego wyboru i osobiście będą za niego odpowiedzialni, jeśli w ogóle wiedzą, co to odpowiedzialność.

Zatem nasze dzieci, nawet te ateistyczne (sic!) rosły od początku w atmosferze dziwacznej narracji kościelnej, nasiąkały nią niezależnie od światopoglądu i własnego widzi mi się, a umysł spał, pozbawiony właściwych bodźców do rozwoju.

zniewolenie

Przypominam tym, którzy zapomnieli, zaś młodym uświadamiam, że nikt nie ma prawa pytać ich o to w co wierzą, jakiego są wyznania itd. I, że jedyną odpowiedzią na takie pytanie jest wyraz nieskończenie wielkiego zdumienia na twarzy i krótkie – a co to pana/panią obchodzi, jeśli można spytać? 

DSC_0167

Takie pytanie może zadać tylko cham pospolity albo burak z Kartoflandii. Człowiek kulturalny takiego pytania nigdy nie zada. Uprzejmie proszę zapamiętać, zakodować sobie na zawsze i stosować w każdej sytuacji.

Refleksja pojawia się czasem znienacka, zaskakuje prostotą wniosku… Tym razem jednak wzdragam się przed dzieleniem się z Wami tym, co mi się nasunęło po wczorajszej bytności na FB… Zastanawiam się, jak i czy w ogóle przyjmiecie to do wiadomości. Chcę mianowicie skonfrontować Was z następującą myślą:

Jeśli spojrzeć całościowo na problem klerykalizacji Polski, to przypadki pedofilii jawią się, jako zjawisko patologiczne, o niewielkim stosunkowo zasięgu i dotyczą niewielkiej grupy ludzi. Ponieważ jednak ofiarami są dzieci, a sprawcy tego zła są, według prawa kanonicznego, niewinni, otoczeni opieką kościoła instytucjonalnego, to wiadomości na ten temat są tyleż bulwersujące co medialne, w związku z czym, poziom naszego zainteresowania jest bardzo wysoki. To całkowicie zrozumiały mechanizm, tak działa news i taka jest nasza percepcja.

Niekiedy jednak umysł płata nam figla i sam, bez „pomocy” różnych mądrali z mediów, składa w całość, pozornie niezwiązane ze sobą fakty, by nagle, jak grom z jasnego nieba, uderzyć w naszą wyobraźnię porażającym wnioskiem, obrazem, skojarzeniem.

Kiedy my – opinia publiczna – „jaramy się” kolejnymi aferami medialnymi, np. pedofilią wśród księży, zaraza klerykalizacji psuje, zatruwa i niszczy umysły dzieci i młodzieży. I procesy te dotyczą absolutnie wszystkich dzieci – tych, które nie chodzą na religię – także. Dzieci ulegają też intelektualnej pauperyzacji, często idąc za przykładem swoich rodziców. A ponieważ dzisiejsi nastolatkowie urodzili się już w kraju wyznaniowym, to nie mogą stwierdzić, jak to zrobiła moja córka w latach dziewięćdziesiątych, że już za późno...(żeby mogła przyjąć nonsens i się na nim oprzeć) Dla mojej córki było już za późno, bo kiedy skończyła te swoje dziewięć lat – była wystarczająco dojrzała i miała dobrze już rozwinięty zmysł krytyczny – tej szansy pozbawia się obecnie już czterolatki  w przedszkolu – wiele robi się, by w miejsce krytycyzmu zaszczepić dzieciom strach, zaś naturalną skłonność do eksploracji świata zewnętrznego, zabija się systematycznym i konsekwentnym treningiem postaw wobec kościoła, takich jak bierność, uległość, akceptacja wszelkich interpretacji zarówno słowa jak i rzeczywistości pod warunkiem, że źródłem tych przekazów jest osoba duchowna.

Spójrzcie na ludzi dorosłych – polityków, ludzi sztuki, nauczycieli, lekarzy, sędziów itd., którzy jeszcze dwie dekady temu zachowywali się inaczej, mówili innym językiem, wyznawali inne „wartości”. Jeśli oni podporządkowali się nawałnicy klerykalnej, to jak mogą się bronić przed tym ogólnonarodowym kolana politykówzidioceniem nasze dzieci? Nie obronią się same. Każde działanie, zmierzające do przywrócenia prawdziwie laickiego charakteru ustroju Polski, jest warte naszego poparcia. Kierując się tym przekonaniem, zbieram podpisy pod projektem obywatelskim dziennika Liberte. Nie pytam nikogo o jego światopogląd. Katolicy,  odruchowo, zasłaniają się swoim wyznaniem jak tarczą, chociaż nikt w nich nie celuje ostrzem. Uważam i chcę wierzyć, że dobro dzieci jest uniwersalną wartością także dla katolików. Kiedy spotykam ich przy okazji zbierania podpisów – mają okazję by się opowiedzieć za tym dobrem lub przeciwko niemu. Za wcześnie jeszcze na wnioski, ale już widzę, że skonfrontowanie ich z tematem, to dobry pomysł, nawet jeśli nikt z nich nie złoży swojego podpisu.

Wspomagajmy inicjatywę obywatelską dziennika Liberte! – to pierwszy, mały krok we właściwą stronę i co ważne, jest sygnałem dla dzieciaków, że ktoś się o nie upomina. Moja redakcyjna koleżanka Izabela, w swoich tekstach dotyczących akcji, wskazuje i to dobitnie, że w tej sprawie popełniono gwałt na prawie, konstytucji i zdrowym rozsądku. Nie stójmy obok. Włączajmy się do akcji zbierania podpisów – to ważna sprawa i ma szansę na powodzenie.

Kto z Was jeszcze się nie zapoznał z akcją – tu są szczegóły i pliki do pobrania:

  Zbieramy podpisy – #swieckaszkola

Czytaj także : Wyprowadźmy religię ze szkół

Farsa w wykonaniu TK, czyli…

Jacek Kuroń o religii w szkołach

Religia w szkole dzięki TK, czyli…

Prof. Michał Pietrzak przeciw TK i państwu wyznaniowemu

 

PS.:  moje przedszkoleTo jest budynek przedszkola, do którego uczęszczałam jako czterolatka; wracałam do domu coraz bardziej smutna, straciłam apetyt i popadłam w anemię. Moją „karierę” w przedszkolu zakończył pobyt w szpitalu – może kiedyś to opiszę na moim blogu, teraz powiem tylko, że było to w połowie lat 60-tych ubiegłego stulecia i mimo, że trwała już odwilż post stalinowska, obróbka ideologiczna nie służyła dobrze ani zdrowiu, ani psychice małego dziecka, jakim wówczas byłam.

PS.: A to już kreatywna twórczość współczesnych pedagogów – kiedy to czytałam, powróciły wspomnienia i zimny dreszcz przeszedł po plecach. Chciałoby się rzec – zamienił stryjek siekierkę na kijek; jeden reżim zamieniliśmy sobie na inny – ani lepszy ani gorszy – po prostu zły z definicji. Wszystkie ideologie są siebie warte; posługują się dokładnie tymi samymi środkami przymusu, używają zręcznie propagandy i zaszczepiają  strach, który powoduje odporność na samodzielne, krytyczne myślenie… Pomyślcie o tym, zanim zapiszecie swoje dzieci na katechezę

Nie wciskajmy dzieci do tej szafy, żeby nie fundować im na dzień dobry problemu z wyjściem z niej. A jak sobie poradzą z tym, co tak wyraźnie sugeruje i popiera Fronda – to tylko ich bóg raczy wiedzieć.

10945500_955671981129809_7003719258674343900_n

DSCI0756fronda.pl

DSCN2094

Krzyże, deklaracja i hańba w pigułce

Od tygodnia planowałam napisać drugą część macierzyństwa – tę radosną część, optymistyczną. Miałam Wam opowiedzieć historię ulubioną, taki piękny, jasny sygnał, że można się podnieść…

…ale musicie jeszcze poczekać. Nie potrafię pisać tej historii w takim podłym nastroju.

Bo przyszedł oto dzień, kiedy, jak wiele razy wcześniej, wszystko dociera do mnie z całą jaskrawością, uderza z całą mocą, nie mogę sparować żadnego ciosu, ręka nie chce machnąć z lekceważeniem. I już po chwili jestem jak Dwie Wieże jedenastego września – jeszcze przed momentem stałam górując nad City, pławiąc się w słońcu, a już mnie nie ma, płonę, i tylko kurzawa znaczy ślad po mnie…

I gdzie podziały się te zbawienne mechanizmy obronne?! No gdzie one są? Gdzie jest dystans, ironia, zdolność do oszukiwania samej siebie, gdzie zdrowy egoizm, koszula bliższa ciału, po mnie choćby potop…?

I dlaczego właśnie dzisiaj- dlaczego nie załamało mnie tyle wcześniejszych zdarzeń, faktów, informacji – o wiele bardziej podłamujących niż ta… Jak na ironię, ta akurat powinna cieszyć! No przecież wszyscy się cieszą, ogłoszono nawet sukces : „nasza petycja przyniosła efekt!!!”

A ja konstatuję, że to nie jest żaden sukces i mam podejrzenia graniczące z pewnością, że petycja wylądowała w koszu – jak wszystkie poprzednie. Pan minister ogłosił z nie ukrywanym smutkiem, że pigułka „dzień po” będzie w Polsce dostępna bez recepty i zaraz dodaje, że do takiej decyzji „zostaliśmy zmuszeni”…

I jak tu się cieszyć – kiedy czytam coś takiego. W głowie pojawia się natychmiast zasłyszana opinia o nas Polakach- „ wy Polacy macie niewolnictwo we krwi ” … tak… Moi przodkowie przewracają się w grobach, ale choćby walili pięściami w wieko, tej prawdy nie da się zamieść pod dywan.

Więc postanowiłam, zamiast się poddać depresji, zrobić coś, na co od dawna mam ochotę. A będzie to podróż w czas przeszły dokonany i trzeba się tam wybrać, zanim tchórze różnej maści zaczną zasypywać prawdę tonami relacji ociekających bielą i czerwienią, pośród której dumnie, a jakże, będzie sobie dreptał koronowany orzełek.

Zapraszam Cię na spacer w głąb pamięci. Zróbmy sobie retrospekcję. Może trochę zaboli, ale to dobry ból, może trochę zawstydzi, ale to dobry wstyd, może przypomnisz sobie siebie, wtedy, gdy nie interesowała Cię polityka i byłeś/ byłaś ponad to, ale dzisiaj ta sama polityka zainteresowała się Tobą, chyba już to czujesz? Nie? Tym bardziej zapraszam.

***

Cofnijmy się do 4 czerwca 1989 roku …
Czas radosnych uniesień i nadziei po okresie przaśnej komuny

 

Tadeusz Mazowiecki w nowej roli …

 

Prawda, że ładnie mówił?
To, co działo się potem, zweryfikowało moje zdanie na temat dysydentów i doradców „Solidarności” – to było moje wielkie rozczarowanie i koniec mojej radości…

***

1993 rok – ustawa antyaborcyjna, złagodzona w 1996 bardzo krótko, bo jedynie do orzeczenia T.K , które stało się podstawą do ponownego zaostrzenia ustawy. Czy ustawa ta była zgodna z ówczesną wolą narodu? Nie!
75 % – 2/3 obywateli wg badań C.B.O.S -u z 1989 roku uznało,
że kobieta ma prawo do stanowienia w tej sprawie,
52% obywateli uznało ponadto, że wypowiadać się powinny wyłącznie kobiety

Prof. Barbara Stanosz :
„ Zebrano 1,5 miliona podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie karalności aborcji. Podpisy te zostały dostarczone do Sejmu RP, który je całkowicie zignorował. Zignorowanie przez władze wielkiej akcji społecznej na rzecz referendum, a potem wycofanie się z próby liberalizacji ustawy w tej sprawie, wywołały postępującą bierność społeczeństwa w kwestiach neutralności światopoglądowej państwa. Zamilkła też lub zanikła, większość stowarzyszeń, które broniły tej idei. Pozwala to politykom nazywać „ rozsądnym kompromisem restrykcyjną ustawę antyaborcyjną oraz inne prawa ograniczające wolność jednostki w imię racji czysto religijnych. „
8C0A7340.view2006 rok – przetoczyła się dyskusja nad absurdalną propozycją Ligi Polskich Rodzin dotyczącą zmiany art.38 Konstytucji R.P. poprzez wprowadzenie nowego przepisu „ o ochronie życia od momentu poczęcia „ – projekt zmierzał do całkowitego zakazu przerywania ciąży.
Do czerwca 2007 roku organizacje kobiece zorganizowały 11 demonstracji i współorganizowały Wielki Marsz Solidarności Kobiet 4 marca.
W tym samym roku zapadł wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Alicji Tysiąc.
Nakazał on państwu polskiemu wypłacić odszkodowanie i dostosować prawo tak, by kobiety zagrożone utratą zdrowia, miały swobodny dostęp do zabiegu przerywania ciąży.

W związku z tą głośną sprawą Alicja Tysiąc była narażona na liczne szykany ze strony prawicowej prasy, mediów, a także hierarchów kościelnych.

 

Wszyscy obywatele powinni zapoznać się z treścią tego raportu:

20 lat zmian. Kobiety w Polsce w okresie transformacji 1989-2009

 

…by prześledzić raz jeszcze drogę uprzedmiotowiania kobiet w wolnej demokratycznej
Polsce! Zwracam uwagę, że jesteśmy już całkiem w zgodzie z biblijną interpretacją pojęcia – kobieta.

 

***
Według ankiety wykonanej przez Centrum Badania Opinii Społecznej pod koniec października 1997 52% respondentów uważało, że na sali posiedzeń Sejmu RP powinien wisieć krzyż,
29% było przeciw,
16% było to obojętne,
3% zaś nie miało zdania.

W której grupie byłeś/ byłaś? Warto sobie przypomnieć …
Wg. mnie Tomasz Wójcik i Piotr Krutul, panowie, którzy powiesili, bez niczyjej zgody krzyż w sejmie R.P. oraz 71% obywateli otworzyło Episkopatowi drzwi na salony polityczne, a w dalszej perspektywie – także drzwi do naszych domów i mieszkań, a nawet sypialni…

To co mnie nieustająco dziwi, to fakt, że najwyraźniej rozum odjęło pierwszemu rządowi, w składzie którego nie brakowało ludzi dobrze wykształconych, znających historię kościoła rzymsko-katolickiego. Obywatelom muszę wybaczyć tę krótkowzroczność, rządowi nie potrafię.

Potem krzyże zawieszono w urzędach państwowych i w placówkach oświatowych, gabinetach lekarskich, aptekach itd. słowem wszędzie… i to mimo wyroku Trybunału Europejskiego w tej sprawie…

krzyż w sejmiewieszanie krzyża

***

Następnie  – co my tu mamy? Aaaa – humorystyczny , choć wcale nie śmieszny epizod – kolejne wyznaczenie granicy absurdu ?
Był 2006 rok…  lato, upały i no oczywiście modlitwa o deszcz! Przy późniejszych modlitwach na każdą okoliczność, niezależnie od stanu pacjenta, czy też stanu rur kanalizacyjnych, ten epizod akurat blednie 😉

 

***
A potem mieliśmy totalny zjazd poziomu, i tak już mocno w stanach niskich, debaty sejmowej…
Wybrałam jako spektakularny przykład Krystynę Pawłowicz , ale równie wstyd mi za panią Kruk, Wróbel, Kępę, Rokitę czy Sobecką…
Panowie z resztą nie są wcale lepsi…

„Wielkie żarcie”,”siadaj kurduplu”

załóżcie mu słuchawkę

Fotyga i jej podejrzane miny

itd. itp…. jedna wielka żenada i lekceważenie obowiązków.

 

***

 

Następna burza i kolejna granica absurdu to DEKLARACJA WIARY

i pierwszy męczennik za wiarę …

 

I tu taka dygresja- obywatele RP z lekka zaczęli się budzić ; lepiej późno niż wcale… niestety z ręką w nocniku. Okazało się bowiem, że niewinne złego początki, czyli powieszenie krzyży w instytucjach państwowych, to jednak znaczące przekroczenie granic. Skutki są dalekie od przewidywanych, nawet przez takich czepialskich obserwatorów jak ja… Dzisiaj już nawet nie próbuję wróżyć z fusów, kreatywność ojców kościoła przekracza bowiem najbardziej fantastyczne pomysły na jakie stać normalnego człowieka.

***

Oczywiście w tej 25-letniej historii najnowszej było mnóstwo innych ważnych i pomniejszych afer, i skandalicznych wypowiedzi polityków, i hierarchów kościoła, ale stwierdzenie użyte przez ministra zdrowia w sprawie dopuszczenia do sprzedaży bez recepty pigułki „dzień po” jest dla mnie klamrą spinającą ten okres – jest kwintesencją skutków indolencji, inercji, niekompetencji rządu i naszej obywatelskiej bierności. Nie będę się też rozwodzić na temat komisji wspólnej Episkopatu i Rządu, bo w swoim czasie nie mieliśmy wglądu w protokoły, a lektura ich treści w GW nie należała do ulubionych rozrywek obywateli, czemu nawet trudno się dziwić, tym nie mniej zwracam uwagę, że jeśli coś warto było przeczytać, to właśnie te teksty źródłowe, bez komentarzy i bez manipulacji medialnej- mówię to tak na przyszłość.

Jeśli dotrwaliśmy do tego momentu, to muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona! 🙂

Bardzo chciałabym dożyć czasów, kiedy zjawiska, postawy, fakty, odzyskają swoje prawidłowe nazwy np.

wojna nie będzie nazywana bohaterską obroną ojczyzny, tylko zabijaniem ludzi
ustawa antyaborcyjna nie będzie ustawą o ochronie życia poczętego, tylko prawną przemocą wobec kobiet
religia w szkole nie będzie nazywana troską KK o rozwój duchowy dzieci, tylko indoktrynacją z terrorem politycznym wobec oświaty i rodziców tych dzieci w tle.
gender przestanie być seksualizacją dzieci w przedszkolu , tylko cenną wiedzą o tym jak kształtuje nasze zachowania przekaz kulturowy… itd…

Nie stanie się tak, jeśli w naszym najbliższym środowisku nadal będziemy tolerować mowę nienawiści, jeśli nie przywrócimy do obiegu społecznego słów z ich prawidłowym znaczeniem, jeśli dla świętego spokoju będziemy hipokrytami i konformistami. Nastały czasy mroczne, przepełnione terrorem medialnej głupoty na różnych poziomach poznawczych. Ustępując tej atmosferze, poddając się jej, ośmieszamy się w oczach naszych dzieci, uczymy je miałkości i dehumanizujemy.

Z takim narodem nikt się nie liczy- ani własny rząd, ani społeczność międzynarodowa. Ludzie, w których pokładamy nasze nadzieje, nic nie zrobią bez szerokiego poparcia społecznego. Czy stać nas na utratę tego potencjału?

Z drugiej strony trudno się dziwić mojemu pokoleniu, że już nie ma siły i optymizmu- jedno i drugie zostało wszak zmarnowane w okresie transformacji ustrojowej. Wielu z nas dużo zaryzykowało w tamtych czasach, poświeciło młodość i rodzinę, niektórzy tracąc zdrowie, pracę, przyjaciół… I mało mnie dziś satysfakcjonuje swoista spowiedź Macieja Króla, w której min. stwierdza, że z haseł : wolność, równość i braterstwo, zrealizowano jedynie wolność, o równości i braterstwie zapominając całkowicie.

pre_1411390333__429821_514257375290004_789013245_n

I to już koniec obrachunku. Mam serdecznie dość biadolenia, hejtowania, wyważania otwartych drzwi…wiem jak jest i Wy to wiecie. Czas najwyższy podnieść się z kolan, otrzepać pył, nabrać powietrza do płuc i dać nura w pracę u podstaw – jedyny rodzaj wysiłku, który może z czasem przynieść efekty. Dziś to oznacza ochronę przedszkolaków przed uzależnieniem od doktryny kościoła, naukę tolerancji, budowania dobrych relacji z ludźmi, krytycznego myślenia, korzystania z dobrodziejstwa wolności bez przekraczania cudzych granic – jednym słowem – wartości humanistycznych. I tego sobie i Wam życzę na Nowy 2015 rok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Quo vadis Polsko?

 

Ireneusz Skubiś chce, by dziewczynki rodziły dla zwiększenia przyrostu naturalnego

Ireneusz Skubiś

Ireneusz Skubiś. fot. Grzegorz Skowronek/AG

 

Obstawiałam ostatnio ile minie czasu nim usłyszymy z ust kleru , że gwałcenie kobiet ze skutkiem poczęcia jest czynem patriotycznym i jako taki nie podlega karze… ale na to, żeby stręczyć małoletnie dziewczynki do ratowania przyrostu naturalnego nie wpadłam. Kreatywne myślenie ks.redaktora „Niedzieli” Ireneusza Skubisia powaliło mnie na kolana. Ciekawa jestem co na to rodzice takich dziewczynek. Nadal bez refleksji będą posyłać swoje pociechy na lekcje religii i imprezy kościelne, których coraz więcej w ofercie tej przestępczej organizacji? Ja rozumiem, że nikt nie komentuje w mediach tego typu wypowiedzi – nasze publiczne media są na usługach wartości, tfu tfu, katolickich, mają to wpisane w misję. Że nikt mnie nie pytał o zdanie, ani Ciebie też, to szczegół, nad którym nie będę się tym razem rozwodzić. Nie wypowiedziały się także w tej sprawie feministki katolickie. Brak komentarza w mediach jest niepokojący , wręcz alarmujący. To już nie tylko jesteśmy krajem rządzonym przez duchowieństwo, ale zmierzamy po równi pochyłej , w oszałamiającym tempie do ortodoksyjnej katastrofy.

katecheza 2

Wychodzę do miasta, idę do mojej zaprzyjaźnionej knajpki. A tam taki normalny spokój, ludzie sączą swoje piwka i kawki, trzymają się za ręce zakochani, świeci słonko, niby wszystko jest jak być powinno… Tylko dlaczego chcę im przerwać tę wieczną kontemplację, chcę krzyczeć i tłuc pięścią w bar? Czy mam już paranoję? Gdzie jest prawdziwe życie? Czy toczy się rwącą strugą pod ziemią? A może ta leniwa rzeczka, lśniąca dziś tak cudnie w słońcu, to jest ten prawdziwy nurt? Niech mi to ktoś wyjaśni zanim całkiem oszaleję!

 

kawiarnia2

Parę tygodni temu Rydzyk powiedział, że nie obowiązuje go prawo stanowione tylko prawo boskie. I nic się nie stało, nie runął od tego żaden gmach sądu, nie zatrzęsły się mury ministerstwa sprawiedliwości. Spokojny nurt rzeczki… Nic się nie stało. Znowu nikt nie zauważył nic istotnego w wypowiedzi Rydzyka. Czy jesteśmy zainfekowani jakimś wirusem, który powoduje, że słuchamy ale nie słyszymy, że patrzymy, ale nie widzimy? O co chodzi w tej chorobie? I jak w każdej chorobie- najgorsze są powikłania. Jedno już wyraźnie się objawia. Kler faktycznie jest poza prawem, obawiam się, że także poza tym boskim. Oni są krypto ateistami, w boga nie wierzą, więc są poza wszelkim prawem. I tak się zachowują. To co powiedział Skubiś o małoletnich dziewczynkach można uznać co najmniej za obrazę uczuć macierzyńskich. Nikt z rodziców nie poczuł się obrażony? No chyba nikt. Pozwu nie było. Nie ma też sprawy. Jest cisza i moja paranoja.

10957131_880590575326890_1949022073_n

Pamiętam jak byłam młoda i radosna, dawno temu, że kiedy słyszałam o reżimie Franco w Hiszpanii, albo juncie chilijskiej, ewentualnie argentyńskiej czułam się mimo wszystko bezpieczna w Polsce. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jaką rolę w tych dyktaturach odegrał KK. Ale dorosłam, zainteresowałam się prawdziwą historią i uświadomiłam sobie, że mariaż władzy z mafią kościelną zawsze kończy się tak samo dla społeczeństwa. W tamtych układach reżimowych kościół „tylko” kolaborował z dyktatorem, pomyślcie do czego będą zdolni mając władzę wyłącznie dla siebie. Bo to, co się teraz w Polsce wyprawia to tylko przedsmak, preludium…

Powiedzcie, że się mylę, że nie mam racji, że to paranoja. Wolę paranoję niż taką przyszłość dla moich dzieci i wnucząt. Quo vadis Polsko !

 

 

zaciśnięte oczy

Samospełniająca się przepowiednia

Kolejny ekspert ?

Udostępnienie kobietom antykoncepcji jest działaniem antypaństwowym

 

Tym razem niczego nie będę analizować. Szkoda czasu i atłasu. Natomiast chcę zwrócić Waszą uwagę na mechanizm zaszczepiania fałszywych przesłanek, przekonań i poglądów, wyhodowanych w umysłach osób duchownych i świeckich, na podatną tkankę młodego pokolenia Polek i Polaków. Żywię nadzieję, nie wiem czy słuszną, że młodzież wychowywana w normalnych domach przez światłych rodziców nie ulegnie czarowi kłamstwa i absurdu, ale biorąc pod uwagę, że wielu spośród niewierzących posyła swoje dzieci na lekcje katechezy, mam i tu podobne obawy.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że nagłaśniane w ostatnich latach wypowiedzi duchownych na temat seksualności to nie tylko stek bzdur, ale także jedna wielka obelga pod adresem przede wszystkim kobiet. Odbiera się im prawo do wolnego wyboru, odmawia się im prawa głosu w sprawie ich funkcji prokreacyjnej, ustawicznie przywołuje się je do porządku pokazując, gdzie jest ich miejsce.

Wielu ateistów nawet cieszy się, że kościół przegina i kompromituje się tymi wypowiedziami, bo, jak twierdzą, własnymi rękami się unicestwia. Tylko, że jednocześnie trwa proces indukcji tych szkodliwych treści w umysły młodego pokolenia. I o to młode pokolenie ktoś wreszcie powinien się upomnieć. Powinni to zrobić specjaliści, psychologowie – seksuolodzy, pedagodzy, ministerstwo oświaty, Rzecznik Praw Dziecka, świeckie organizacje mające w statucie ochronę dzieci i młodzieży przed deprywacją no i wreszcie, przede wszystkim Rodzice. Jakoś nie zauważyłam przejawów troski tych osób fizycznych i podmiotów uprawnionych do reprezentowania interesu społecznego. Nie wątpię, że widzą to samo co ja, nie wątpię, że są równie zaniepokojeni, ale ich głos nie jest słyszalny. I niestety nie będzie go słychać, ponieważ media mają inną misję niż się nam powszechnie wydaje – media oddają głos jedynie słusznej opcji. Czy zdają sobie sprawę ze swojego walnego udziału w procesie ogłupiania społeczeństwa? Są kryci – taką misję mają wpisaną w preambule ustawy. Pozostaje jedynie pozazdrościć dobrego samopoczucia…

dzisiejsza edukacja

Kropla drąży skałę; wystarczająco długo powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Wystarczająco często powtarzane kościelne prawdy objawione na temat seksu, kobiet, rodziny, sumienia, życia poczętego, mordowania i krzyku zarodków zadomowiły się już na dobre w języku i w myśleniu Polaków. Jeśli dziewczyna słyszy, że się będzie puszczać, chłopak, że będzie sobie pozwalał, kobieta, że nie ma prawa do czegokolwiek – to tak będzie. Działa tu bowiem nieuświadomiony mechanizm psychologicznego warunkowania na spełnianie oczekiwań. Działa to mniej więcej tak: jeśli będziemy komuś np. dziecku mówić, że samodzielne przechodzenie przez ruchliwą jezdnię spowoduje iż wpadnie pod samochód – to wielokrotnie wzrasta prawdopodobieństwo, że tak właśnie skończy się pewnego dnia jego życie, skoro tylko uda mu się wyrwać spod kurateli i parasola ochronnego nadopiekuńczych rodziców czy dziadków. Jeśli dziewczynka od maleńkości słyszy, że seks jest czymś nagannym, brudnym, złym uczynkiem, wyuzdaniem, puszczaniem się, wpadaniem w kłopoty, to najprawdopodobniej tak będzie. Jeśli ta dziewczynka, jako dojrzewająca i dojrzała kobieta będzie z całych sił bronić się przed naturalną potrzebą zbliżenia seksualnego z powodu zaindukowanego lęku przed skutkami, to ma zapewnione głębokie zaburzenia w sferze seksualnej. Samospełniająca się przepowiednia – tak się nazywa ten mechanizm.

Zastanawiam się, o co chodzi klerowi w Polsce? Jeśli pan Knabit mówi o ludziach jak o parzących się nieustannie zwierzętach, bezmyślnych istotach goniących za głosem popędów, to, zgodnie z wiedzą o indukcji przekonań i mechanizmach samospełniającej się przepowiedni, chodzi mu zapewne o to, byśmy  zaczęli nieodpowiedzialnie kopulować przy każdej okazji i we wszystkich możliwych konfiguracjach. A co jeśli się tej wizji nie poddamy? Co jeśli kler rozwinie myśl Knabita, że: udostępnienie kobietom antykoncepcji to działanie antypaństwowe? Jak myślicie, ile minie czasu nim usłyszymy coś w stylu, że: gwałt z poczęciem nowego błogosławionego życia, to akt patriotyczny i obowiązek obywatelski każdego porządnego katolika i Polaka? Bo ja myślę sobie, że społeczeństwo, które pomieściło deklarację wiary lekarzy, modlitwę o deszcz w parlamencie RP, poświęcenie windy i rur kanalizacyjnych, łyknie już wszystko… zatem nie będziemy długo trwać w oczekiwaniu.właz

A może rzutem na taśmę zaczniemy wreszcie reagować? Może należałoby zgłosić do Google tego typu filmiki jak zalinkowane wyżej , na równi z treściami faszystowskimi, szczującymi do nienawiści, pornograficznymi i wszelkimi innymi , obscenicznymi  produkcjami. To na prawdę już dawno przestało być śmieszne. I bez obrazy, ale wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji przyswajania  tego typu przekazów. Wprawdzie piszę o tym, tu i teraz, ale akurat ateiści są odporni, a czy ktokolwiek inny tu zagląda, czy moja sąsiadka to przeczyta – nie sądzę. A tymczasem epidemia nagłych, cudownych nawróceń wśród celebrytów zatacza coraz większe kręgi…

I może oprócz tego zaczniemy więcej uwagi poświęcać naszym dzieciom, zadbamy o dobre i otwarte z nimi relacje, zaczniemy autentycznie chronić je przed dezyderatą rodzinakościelną i religią w szkole, zadbamy o poważne traktowanie etyki w nauczaniu powszechnym. Bo kochani – to nie jest tak, że nie mamy na nic wpływu. Nasze dzieci mieszkają z nami pod jednym dachem. Rady rodziców to nie powinno być towarzystwo adoracji dyrektora szkoły tylko odpowiedzialne ciało decyzyjne. Telewizornie można wywalić na śmietnik – i tak nic tam ciekawego ani wartościowego nie znajdziecie. Kupmy dzieciom dobre książki, oglądajmy z nimi dobre filmy on line, słuchajmy dużo dobrej muzyki – wciąż mamy do tego dostęp.

Żeby przerwać indukcję złych treści wystarczy wyjąć wtyczkę.    wtyczka

Żeby nauczyć się demokracji trzeba ją ćwiczyć – można zacząć od tego, że w każdy pierwszy piątek miesiąca wyrazimy głośno i wyraźnie w swoim środowisku – w pracy, w szkole, w sklepie, do sąsiada, do nauczyciela, do księdza albo radnego jedną , dobrze umotywowaną myśl, sprzeciw lub poparcie… spróbujcie- to na prawdę nie boli, a czasem nawet sprawia satysfakcję. 😉

Dlaczego ni z gruchy ni z pietruchy mówię o demokracji? To proste – jeśli się jej nie nauczymy sami, to nikt tego nie zrobi, bo nikt nie jest tym zainteresowany. A po co nam ona?  Bo nie istnieje żadna inna opcja, która by mogła przeciwstawić się tej spektakularnej klerykalizacji czyli polskiej hucpie episkopalno-rządowej. Muszą zacząć działać i to sprawnie mechanizmy demokratycznej kontroli oddolnej i to jest nasze być albo nie być. Mnie też się to nie podoba – też wolałabym zajmować się swoimi pasjami albo beztrosko zbijać bąki – ale sorry – taki mamy klimat.

Oto wyrywkowo kilka przykładów indukowania fałszywych przekazów

Masturbacja – grzech śmiertelny

Kobiecość i męskość  – szczególnie polecam – długie kazanie, ale absolutnie mistrzowska klasa w sztuce indukcji – 95%  obserwacji plus 5% fałszywych wniosków i mylnych interpretacji – mogę się z każdym założyć, że nie wyłapiecie tych elementów, za to po wysłuchaniu, nawet jako ateiści, uznacie model tradycyjnych ról przypisanych do płci za jedynie właściwy i słuszny… i dla każdego, bez względu na jego osobisty wewnętrzny imperatyw. Właściwie jest to pean pochwalny dla wiedzy o gender i wciskanie słuchaczom przekonania, że tylko i wyłącznie tą drogą można osiągnąć szczęście. Bardzo ładnie opakowany kit do zalepiania dziur i pęknięć w emocjonalnych deficytach przeciętnego zjadacza chleba. Ale niestety życie nie chce być aż tak proste, człowiek to jednak kompilacja zbyt wielu zmiennych, a uproszczenia i chadzanie na skróty to droga donikąd, chyba, że zgodzimy się przyjąć schemat i pozbędziemy się ambicji rozwojowych. Wtedy kościół stanie się jedynym beneficjentem i dysponentem naszego życia – i o to w tym wszystkim chodzi. Piotr Pawlukiewicz nie uleczy naszych relacji z partnerem, za to skutecznie odwiedzie nas od prób szukania właściwego rozwiązania problemu. Zapamiętamy i przyjmiemy za pewnik optykę kościoła, że rozwód jest niepotrzebny, dzieci są ukoronowaniem kobiecego szczęścia, rady fałszywych przyjaciółek – bo one zawsze są fałszywe – to głos szatana, rola ojca sprowadza się do zranienia syna, by ten stał się prawdziwym mężczyzną itp. uogólnienia i mądrości życiowe serwowane z ust przedstawiciela instytucji, która z definicji nic o naszym życiu wiedzieć nie może, bo nie ma wglądu w tą część życia społecznego. Rozmowy przy konfesjonale to jednak trochę za mało…by stać się ekspertem, natomiast wystarczająco dużo, by pozować na takiego specjalistę. I Piotr Pawlukiewicz na takiego specjalistę z  powodzeniem pozuje – publiczność przyjmuje go z wielkim aplauzem – co wcale mnie nie dziwi – ludzie lubią populistyczne gadanie, identyfikują się chętnie z obrazkami, jakie im prelegent maluje, a że nie słuchają z właściwym sceptycyzmem i nie stać ich na krytyczny ogląd? Przecież nikt tego w szkole nie uczy. I to  jeden z ważnych  powodów dla których kościół nie widzi miejsca dla etyki w szkole.

 

Bridge – a tu inny rodzaj marketingu…  bardzo silne oddziaływanie na emocjach

 

Czy grzech i poranienia seksualne mogą być furtkami dla szatana – ks. Piotr Glas, egzorcysta

Fenomenalny patent na odwracanie uwagi od prawdziwych przyczyn problemów, sianie lęków, a jednocześnie sprzedaż modnych usług czyli marketing. Takie spotkania i publikacje tworzą rynek zbytu na usługi egzorcystów, dokładnie tak samo jak stworzono rynek zbytu na usługi zmierzające do podtrzymania mitu wiecznej młodości – czyli na operacje plastyczne, wybielanie zębów, czy cały przemysł kosmetyczny, fitness itd. No ale nie czepiajmy się, mamy wolny rynek tak? No mamy! Chciałabym tylko, żeby ludzie ustawiający się w kolejce do egzorcysty mieli świadomość tej manipulacji. I życzyłabym sobie, aby może jednak ktoś zbadał obiektywnie jakie są skutki tych metod leczenia, bo coś mi mówi, że nie są one obojętne dla psychiki. Pewnie szepcze mi te wątpliwości jakiś demon, ups!

edukacja  Nasze dzieci mają prawo do rzetelnej edukacji, podanej systemowo w szkołach publicznych, do podręczników napisanych przez specjalistów w tej dziedzinie, oraz ochrony przed szkodliwymi skutkami oddziaływania indoktrynacji na wczesnych etapach rozwoju w okresie przedszkolnym i wczesnoszkolnym – efekt indukcji lęków przełoży się na jakość ich zdrowia i życia w przyszłości.

Zasygnalizowałam w niniejszym artykule kilka różnych problemów, które po kolei wyskakują przy każdej okazji , gdy propaganda i marketing KK włazi nachalnie w moje życie. Już nie mam ochoty się z tego śmiać, ani żartować. Ten proceder jest bowiem na prawdę groźny, a skutki trudne do oszacowania. Dzielę się przemyśleniami, sieję niepokój, bo nie widzę światełka w tunelu, bo moi młodzi przyjaciele, rodzice maluchów nadal bagatelizują problem. Wierzą, że robią dobrze posyłając dzieci na religię, pielgrzymkę czy oazę…mówią że chronią dzieci przed ostracyzmem. Myślę, że nawet gdyby istniało takie niebezpieczeństwo, a nie wierzę, że tak jest, to i tak jest to nic w porównaniu z tym, na co naraża się dzieci oddając je w ręce sprawnego katechety…

ignored

 

 

Wpisy Peryferiada Leszka

Wpisy Ale o co chodzi?

bible-276067_1280

Wymyślony Bóg cz. 11

Bóg jest Autorem Pisma Świętego. Spisane ono zostało pod natchnieniem i bez błędu uczy prawdy, które są konieczne dla naszego zbawienia. Duch Święty natchnął ludzkich autorów, którzy spisali to, o czym pragnął nas pouczyć – cytat ze strony Konferencji Episkopatu Polski.

bible-276067_1280Powracamy do losów Józefa sprzedanego przez braci Egipcjaninowi Potifarowi. Oczywiście Józefowi towarzyszył bóg, bo przecież obiecał zająć się nim Lucyferowi, o czym można przeczytać w poprzedniej części. I tak, czego się Józef nie dotknął, zamieniał w złoto. Szybko stał się zarządcą całego majątku swojego pana. Nie wnikam nawet dlaczego po prostu bóg nie uwolnił go, i nie zaprowadził do domu rodzinnego, uprzednio karząc podłych braci. No tak, to byłoby zbyt proste i nudne. A z bogiem nudzić się nie da.

Józef wziął się więc za wszystkie sprawy swego właściciela. Nie chciał tylko wziąć się za jego żonę, która codziennie go nagabywała. Raz tak mu się narzucała, że chwyciła go za… dzięki bogu nie za jaja, tylko za płaszcz i dzięki temu chłopak uciekając ocalił klejnoty, pozostawił w rękach harpii jedynie odzienie. Ta zawyła: „Józek, nie daruję ci tej nocy!” i rozpowiedziała wszem i wobec, że Hebrajczyk próbował ją uwieść. Potifar się wściekł i oddał swojego niewolnika do więzienia. Wniosek? Jak cię kobieta ładnie prosi, to nie odmawiaj.

A tymczasem w niebie.

Lucyfer: Czy bóg nadal przyjmuje leki Skrzydlaty?

Skrzydlaty Eunuch: Tak Lucyferze, dlaczego pytasz? Czyżby coś się stało? Ostatnio jest taki z siebie zadowolony.

Lucyfer: Wcale mnie to nie dziwi. Kazałem mu opiekować się Józefem a on najpierw nasłał na niego tą dziwkę, żonę Potifara, a potem pozwolił, żeby go zamknęli w więzieniu!

S.E.: Co możemy zrobić Lucyferze? Sam sobie tych ludzi zrobił, to po swojemu nimi rozporządza. Osobiście wolę, żeby się nimi zabawiał, jak nami.

Lucyfer: Za chwilę ja się nim zabawię. Zejdź mi z drogi!

Bóg: O! Lucuś! Witaj słodziutki! Co cię do mnie sprowadza?

Lucyfer: Nie rżnij głupa Panie! Józek w więzieniu siedzi, a ty się szczerzysz, jak głupi do sera. Znowu zaczynasz rozrabiać!

Bóg: Oj tam rozrabiać od razu. Chciałem tylko…. no wiesz…. pamiętasz, jak wam zwiałem na małe tete a tete z ojcem Józka, Jakubem? Jakub to już stary ramol ale Józef… No sam wiesz, że ciasteczko. Tym razem chciałem to zrobić po bożemu. Wlazłem w żonę Potifara, ale szczeniak mi uciekł i poniosło mnie.

Lucyfer: Dosyć tego! Obiecałeś opiekować się nim. Masz go wyciągnąć z więzienia i odprowadzić do ojca!

Bóg: No dobra, ale co mam zrobić? Jakiś cud? Zburzyć mury więzienia? Postraszyć faraona? Wodę zamienić w krew? Żaby z nieba zrzucić? Zesłać na Egipt komary i muchy? Wymordować bydło? Wysłać na Egipt szarańczę?

Lucyfer: Świetne pomysły. Na co jeszcze czekasz?

Bóg: No ale weź Lucek zastanów się. Duch Święty natchnie pisarza, ten to opisze a potem ludzie będą, czytając Biblię pękać ze śmiechu.

Lucyfer: Głupsze rzeczy już robiłeś, więc i tak ludzie będą się śmiać. Pomóż Józefowi, póki jeszcze jestem spokojny.

Bóg: No dobra. Ale jak mu pomogę i wszystko skończy się dobrze, to dasz mi jakiś prezent? Coś w stylu tej ziemi w kształcie kuli, którą mi podarowałeś.

Lucyfer: To globus.

Bóg: Globus srobus. Do dziś wprawia mnie w świetny nastrój. Co za idiota mógł stworzyć coś takiego? Lucek, gdyby ktoś stał na dole tej kuli to by spadł. Ten z boku też by się nie utrzymał tylko ci na górze. A wiesz co jest na górze tej kuli? Woda! Ha ha ha.

Lucyfer: Wróćmy do Józefa. Potrzebuje pomocy. Wyciągniesz go i sprowadzisz do ojca, to dam ci prezent.

Bóg: Ok. Będziesz świadkiem mojej wielkiej i nieograniczonej mocy.

Na ziemi.

W kiciu Józef też się dobrze ustawił bo miał boga i nie wahał się go używać (tylko bez podtekstów). Doszło do tego, że zarządzał całym więzieniem. Wkrótce do więzienia trafili podczaszy i piekarz faraona, którzy mięli dziwne sny.

W niebie.

Bóg: Widzisz Lucuś? Nadarzyła się nam okazja. Wystarczy, że rozszyfruję ich sny, oni to powiedzą faraonowi i wybawią Józka z opresji.

Lucyfer: Jak chcesz rozszyfrować ich sny?

Bóg: Uważaj! (Bóg zniknął w sąsiedniej komnacie i po kilku minutach pojawił się w długowłosej peruce, kiecce w kwiatki, w szpilkach na krzywych nogach i ze szklaną kulą w rękach).

Lucyfer: O ja nie mogę! Bawisz się teraz w drag queen?

Bóg: Drag co? Masz dragi? O ja pierniczę! Dragi uwolnią mój umysł i łatwiej mi będzie wczuć się w rolę wróżki.

Lucyfer: Dragi są nielegalne!

Bóg: Jaka szkoda! A marycha?

Lucyfer: Z Marysią będziesz miał do czynienia za jakiś czas.

Bóg: No co ty? Codziennie mam kontakt z marysią. Oczywiście w celach leczniczych.

Bóg wyciągnął fifkę nabitą marihuaną i zaciągnął się kilka razy głęboko. Po czym pochylił się nad szklaną kulą i…

Na ziemi.

Józef niczym wróżka za pomocą swojego boga objaśnił im ich sny. Stało się dokładnie tak, jak mówił. Piekarz został ścięty a podczaszy 3 dni później został przywrócony do łask, uprzednio obiecując Józkowi, że wyciągnie go z więzienia.

W niebie.

Bóg: Widzisz Lucek? Bez cudów Józkowi załatwiłem zwolnienie warunkowe.

Lucyfer: Nadal siedzi. I dlaczego warunkowe?

Bóg: Bo mi się opierał!

Lucyfer: No przecież byłeś żoną jego pana. Zachował się bardzo porządnie.

Bóg: Porządnie to on miał żonę przelecieć. Czasem to mnie te żydy tak wkurzają, że chyba zostanę antysemita!

Lucyfer: Antysemitą to ty jesteś od początku. Jak teraz dasz dupy boże, to nawet wspomnienie po tobie nie zostanie. To jedyny naród, który cię naprawdę czcić będzie, o ile o niego zadbasz. A! Zapomniałem. Będą jeszcze Polacy. Oni będą o ciebie dbać nawet jak będziesz ich miał w dupie, ale to dziwny naród. Co z tym Józkiem? Podczaszy miał opowiedzieć o nim faraonowi.

Bóg: No i opowie już wkrótce.

Dwa lata później na ziemi.

Faraon miał sen i nikt nie potrafił go wytłumaczyć. I wówczas podczaszy przypomniał sobie o Józefie i opowiedział o nim władcy. Ten kazał Józka wezwać przed swe oblicze a Józek bez problemu, przy użyciu boga, objaśnił sen władcy. Mało nadejść 7 lat urodzajnych a potem 7 lat głodu, w związku z tym poradził zbierać zapasy. Faraon tak się podniecił, że zarząd nad Egiptem powierzył Józkowi. Idiota?

Kiedy nastał głód wszyscy walili tam, gdzie było żarło, a było ono w Egipcie, uzbierane przez Józka. Nie trzeba było długo czekać, aby do Egiptu przybyło dziesięciu synów Jakuba, czyli braci Józefa. Tylko najmłodszy Benjamin został przy ojcu. Chciał szczeniak pewnie zobaczyć wielki świat, ale go stary nie puścił, bo wciąż pamiętał, jak stracił swojego ukochanego Józia.

Kiedy bracia stanęli przed Józefem nie poznali go. Za to on poznał ich. Ale zamiast rzucić się im w ramiona, tudzież dać każdemu po pysku za to, że go sprzedali w niewolę, oskarżył ich o szpiegowanie i zamknął na trzy dni w areszcie. Nie wiem co robił przez te trzy dni, kiedy jego bracia w kiciu trzęśli galotami. Pewnie z bogiem się naradzał przy jakimś mocnym trunku, o czym świadczy jego dalsze nielogiczne postępowanie. Ale napisałam! Jakby w Biblii gdzieś logikę można było znaleźć. Więc najpierw Józio odurzony mądrością swojego mistrza i oparami berbeluchy powiedział, że wszyscy będą dotąd siedzieć w areszcie, dopóki jeden z braci nie przyprowadzi najmłodszego Beniamina. Potem jednak uwolnił wszystkich oprócz Symeona, którego zostawił sobie w zastaw. Dał im żywność i nakazał im powrócić z najmłodszym bratem bo inaczej czeka ich śmierć.

W niebie.

Lucyfer: Co ty wyprawiasz?! Finał był tuż tuż. Dlaczego Józek się nie przyznał kim jest, i nie ruszył z nimi do ojca?

Bóg: Ocipiałeś Lucek? Przecież wszędzie jest głód. Niech oni wszyscy przyjdą do Egiptu gdzie są zapasy. Ja ich później z tego Egiptu wyprowadzę.

Lucyfer: Nie lepiej przywrócić urodzaj?

Bóg: hahahahhaahah, Lucek, ty to na poważnie? No chyba nie wierzysz w moją wszechmoc? O kurde, ale się ujarałem. Nie no, mógłbym ale wiesz, to byłoby zbyt proste. Lucek? Ale ty wierzysz w to, że ja mam władzę nad naturą?

Lucyfer: No tak, przez chwilę uległem złudzeniu. Ale wiesz boże, ludzie będą myśleć, że masz.

Bóg: No i niech tak myślą. Czym bardziej się boją, tym łatwiej się nimi rządzi.

Lucyfer: No proszę, co za przebłysk geniuszu.

Bóg: Widzisz Lucek, nie taki bóg idiota, jak go obsmarowują.

Na ziemi.

Kiedy bracia powrócili do ojca, położyli lachę i na brata Symeona i na przestrogi o śmierci. Pewnie się domyślili, że na odległość to im zarządca Egiptu może co najwyżej naskoczyć na pejsy. Dopiero gdy zabrakło im żywności, ruszyli znowu do Egiptu, tym razem z bratem Beniaminem. Józef zaprosił ich do domu na ucztę a nie jak poprzednio do aresztu. Podczas uczty nakazał przełożonemu swego domu napełnić worki braci jedzeniem, a do worka najmłodszego brata włożyć jego własny, józefowy puchar.

W niebie.

Lucyfer: Co jest kurna! Co wy z tym Józkiem wyprawiacie?

Bóg: Sorry Lucek. Tak żeśmy wczoraj pochlali, że nas dziś kac poniewiera. Się ogarniemy jakoś i naprostujemy. Będzie git.

Na ziemi. 

Kiedy na drugi dzień bracia ruszyli w drogę powrotną, Józef posłał za nimi przełożonego aby zdemaskował złodzieja srebrnego pucharu. Bracia pewni, że wśród nich nie ma złodzieja zaproponowali, że ten u którego znajdzie się puchar zostanie wzięty do niewoli. Gdy odnaleziono puchar w worze Beniamina, bracia wpadli w rozpacz i udali się z powrotem do Egiptu, błagać Józefa o przebaczenie. Tłumaczyli mu, że jeśli wrócą do ojca bez najmłodszego brata, ten pewnie umrze z żalu. Wówczas Józef pękł, rozpłakał się i wyjawił kim jest. Jakby kurna wcześniej nie mógł! Do tego powiedział braciom, którzy narobili w galoty ze strachu przed zemstą, że on Józek nie żywi urazy, bo to przecież nie oni go napadli i wrzucili do studni, nie oni sprzedali go w niewolę do Egiptu i oszukiwali tyle lat ojca, że on nie żyje… to bóg! Bóg to wszystko sprawił (UWAGA! UWAGA!) aby Józio przybył pierwszy do Egiptu i zadbał w przyszłości o los całej rodziny. Bóg pewnie posikał się ze śmiechu, jak to usłyszał.

W niebie.

Bóg: Hahahahahaahahahahah, popuściłem w gaicie. Hahahahahahaahhahaah.

Lucyfer: Wlazłeś pewnie w niego i dlatego wygaduje takie farmazony.

Bóg: hahahahhhahaha, nie wlazłem słowo daję. Przysięgam na boga, znaczy się, na siebie hahahahhahaha.

Lucyfer: On pierniczy takie banialuki z własnej woli?

Bóg: Jak mi bóg miły, tzn. jak ja sobie sam miły jestem, on tak gada z własnej woli hahahahhahaah

Lucyfer: Przestaje mnie to dziwić, że to twój naród wybrany.

Na ziemi.

A potem Józek objuczył braci darami i nakazał sprowadzić do Egiptu ojca. Faraon również ucieszył się z tego pomysłu i obiecał dać Hebrajczykom najlepsze ziemie w Egipcie. Czyli całkiem zdurniał.

Rodzina Józefa przybyła do Egiptu i osiadła w kraju Goszen. Tymczasem Józef oskubał ludzi ze wszystkiego. Najpierw za jedzenie brał pieniądze, potem zwierzęta, następnie ich samych z gruntami, z których piątą część plonów kazał oddawać faraonowi. Jak widać od początku żydzi mieli łeb do interesów.

Aż w końcu przyszedł czas na Jakuba (czy Izraela jak kto woli) po 17 latach pobytu w Egipcie. Zanim przeniósł się w zaświaty, pobłogosławił synów Józka, którzy urodzili mu się ze związku z córką egipskiego kapłana Asenat. Pierworodnym był Manasses ale pierwszeństwo otrzymał młodszy Efraim, bo to jemu Jakub wywróżył bardziej świetlaną przyszłość. Następnie Jakub pobłogosławił wszystkich swoich synów: Rubena, Symeona, Lewiego, Judę, Zabulona, Issachara, Dana, Gada, Asera,Neftalija, Józefa i Beniamina – dwanaście szczepów izraelskich. Jakub zmarł w wieku 147 lat. Został pochowany w pieczarze, w której wcześniej spoczęli Abraham z Sarą, Izaak z Rebeką a także druga żona Jakuba, Lea. (Możecie o nich poczytać w poprzednich częściach). A na pogrzeb Jakuba poszli wszyscy dostojnicy Egiptu, tak ojciec ich wybawcy Józefa był dla nich ważny. Aż się dziwię, że nie zbudowali mu piramidy i że żaden ślad o tym wydarzeniu nie uchował się. Oprócz Biblii rzecz jasna spisanej wiele lat później. A potem zmarł sam Józek w wieku 110 lat i został pochowany w Egipcie. Tak kończy się Księga Rodzaju. Następna to Księga Wyjścia. Tu dopiero będą jaja.

W niebie.

Bóg: Ta dam! Masz swój happy end Lucyferze. Gdzie prezent dla mnie?

Lucyfer: Nie mam prezentu żadnego tym razem, ale mogę ci co nieco objaśnić na globusie.

Bóg: To nie fair! Ale dobra, odpuszczę ci, bo ciekawi mnie czym są te kolorowe łaty.

Lucyfer: To kontynenty i państwa. W nagrodę powiem czym jest ta plama. To Australia. Mieszkają tam aborygeni.

Bóg: Kto?

Lucyfer: Ludzie, których będą nazywać aborygenami. Ale nie powinno martwić cię to, że ich nie znasz. Twoją zmorą nie ci ludzie będą, tylko kangury.

Bóg: A kim oni są?

Lucyfer: To zwierzęta. Spójrz na globus. Tu znajduje się góra Ararat. Na niej zatrzymała się arka, którą kazałeś zbudować Noemu. Widzisz? Kraj w którym znajduje się ta góra, będzie się nazywał Turcją.

Bóg: No i?

Lucyfer: A tu, w Australii mieszkają kangury. Tylko tu. Nie ma ich nigdzie indziej.

Bóg: No i?

Lucyfer: No i ludzie będą się zastanawiać, jak te zwierzęta dotarły z góry Ararat do Australii. To będzie dla nich jeden z dowodów, że cała ta historia z arką to jedna wielka bzdura.

Bóg: O żesz kurwa! To ja będę miał teraz ręce pełne roboty.

Lucyfer: Zbudujesz most pomiędzy górą Ararat a Australią?

Bóg: No co ty! Wymyślę ludziom tyle problemów, żeby nie mieli czasu o kangurach myśleć.

🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 10

„Bóg jest Autorem Pisma Świętego. Spisane ono zostało pod natchnieniem i bez błędu uczy prawdy, które są konieczne dla naszego zbawienia. Duch Święty natchnął ludzkich autorów, którzy spisali to, o czym pragnął nas pouczyć” (cytat ze strony Konferencji Episkopatu Polski.)

libros-de-la-bibliaTak dla przypomnienia, opowiadam Wam historię biblijną od przebudzenia się boga i stworzenia przez niego ziemi i ludzi. Poznaliśmy protoplastę kapusiów – Adama i pierwszą na świecie feministkę Ewę, protoplastę morderców – Kaina, pierwszego moczymordę Noego, pierwszego opętanego, który chciał zabić swojego jedynego syna – Abrahama, pierwszy związek kazirodczy – Lota z córkami i protoplastę wszystkich maminsynków i fajtłap – Jakuba. A w tej części przedstawię pierwszy czyn, który uzasadnia antysemityzm i poznamy pierwszą na świecie tirówkę oraz protoplastę onanistów.

***

W końcu Jakub dotarł do Sychem w Kannanie, kupił kawał pola od synów Chamora i rozbił swe namioty oraz oczywiście postawił ołtarz. Cześć oddawana Bogu nie pomogła córce Jakuba Dinie, która polazła się pogapić nie wiadomo na co i została porwana przez Sychema, syna Chamora Chiwwity, księcia tego kraju, który: „położywszy się z nią zadał jej gwałt”.

***

I nagle się w niej zakochał do tego stopnia, że postanowił się z nią ożenić. Że łot? Bzyknął i się zakochał? Dina miała jakiegoś nadzwyczajnego bobra? Kiedyś słyszałam niewybredny żart, że żydówki mają pipki w poprzek, ale nigdy nie brałam tego na poważnie. Coś mi śmierdzi ten gwałt. Chamor udał się na rozmowę do Jakuba. I jął prosić o rękę Diny dla syna i zaproponował, żeby ludzie Jakuba brali sobie za żony jego kobiety, a jego ludzie żeby żenili się z kobietami Jakuba, żeby żyli razem w miłości i pokoju. Zaproponował bo nie wiedział, że to naród boży od którego lepiej się trzymać z daleka. Sychem za to dodał:

Darzcie mnie życzliwością, a dam, czegokolwiek zażądacie ode mnie. Wyznaczcie mi choćby największą zapłatę i podarunek, a gotów jestem dać tyle, ile mi powiecie, byleście tylko dali mi dziewczynę za żonę.

Jakie to romantyczne! Naprawdę wątpię w ten gwałt. Myślę, że Dina się wylaszczyła i szukała wrażeń, a potajemne schadzki z Sychemem doprowadziły ją do jego łoża. No ale przecież Duch Święty nie mógł podyktować pisarzowi, że córka Jakuba to ździra.

Wtedy głos zabrali synowie Jakuba. Synowie, nie Jakub. Pamiętacie? Najpierw Jakubem rządziła matka, później wuj Laban, potem Bóg go wygulgotał, a teraz jego synowie podejmują najważniejsze decyzje. Tak więc synowie powiedzieli, że przystaną na propozycję Chamora i Sychema, ale tylko wówczas, kiedy wszyscy mężczyźni się obrzezają. Zakochany Sychem, aż zaklaskał uszami, w swoim mieście oznajmił, że wystarczy aby wszyscy panowie ucięli sobie skórę na fallusach, żeby zyskać nowych, wspaniałych i jakby nie było, niebiednych przyjaciół.

dwa_nagie„Ludzie ci są przyjaźnie do nas usposobienie.” – mówił do swoich. Miłość ogłupia niestety. Trzy dni później, kiedy wszyscy byli obolali i bezsilni po chlastaniu fajfusów, wpadli do nich w odwiedziny synowie Jakuba – Symeon i Lewi, bracia Diny. Nie przynieśli jednak wzorem czerwonego Kapturka jabola ani żadnej zagrychy, tylko dwa miecze i we dwóch wyrżnęli w pień wszystkich mężczyzn, w myśl zasady kto pod kim dołki kopie, ten jest na topie. Po nich przyszli następni synowie Jakuba i obrabowali całe miasto a dzieci i kobiety zabrali ze sobą w niewolę. Oni za to wyznawali zasadę oko za oko, ząb za ząb a dupa za pieniądze. Gdzie był wtedy Bóg?

***

W niebie:
Lucyfer wbiega oburzony na niebiańskie salony.
Skrzydlaty Eunuch: Lucyferze! Dokąd to?
L: Zejdź mi z drogi nielocie, chyba że chcesz się przywitać z moją podeszwą.
Bóg: Lucek! Witaj Lucuś. Chcesz spróbować miodku? Dostałem niezły zapas od Kubusia Puchatka.
L: Kubuś Puchatek za nic w świecie nie oddałby swojego miodu dobrowolnie.
Bóg: Oj tam! Oj tam! Jak zjadłem Prosiaczka, to oddał dobrowolnie.
S.E.: Jak to prosiaczka? Świnek jeść nie wolno. Są be!
Bóg: No co ty gadasz? Ta była całkiem smaczna.
L: Jak możesz tak siedzieć i zajadać się miodem, kiedy twoi ludzie wyrzynają w pień niewinne istoty?
Bóg: Mówisz o tych gwałcicielach bezbożnikach?
L: Jeden zawinił a zginęły setki! Całe miasto!
Bóg: A tam! To nie moi ludzie. A o swoich dbam.
L: Dla swoich jesteś tak samo okrutny, jak dla innych.
Bóg: Nieprawda!
L: Wkrótce będziesz mógł się wykazać. Synowie Jakuba będą chcieli pozbyć się najmłodszego brata, Józefa.
Bóg: Dobra, zajmę się nim i pokażę ci, jak dbam o swoich. A teraz uspokój się Lucuś i skosztuj pysznego salami?
S.E: Skąd to salami?
Bóg: W Stumilowym Lesie był taki osioł, strasznie ponury. Lucuś, a masz dla mnie jakiś prezent z szerokiego świata? Bo ja mam dla ciebie i to coś wyjątkowego.
L: Co takiego?
Bóg wyciągnął ze skrzyni… skórę z Tygryska. Lucyfer spojrzał na nią z obrzydzeniem, po czym sięgnął za pazuchę i wyciągnął kilometrowy, zwinięty w rulon papier, który rozwinął przed Bogiem.
Bóg: A co to jest?
L: To lista wszystkich ludzi, tzw. świętych, do których modlić się będą twoi wyznawcy.
Bóg: Jak to? Ludzie będą się modlić do ludzi? Ja jestem Bóg jedyny! Tylko do mnie można się modlić! Co to ma znaczyć?! Skrzydlaty! Słabo mi! Daj mi coś, walerianę albo stoperan a najlepiej pigułkę „po”, bo nie zdzierżę!
L: Pigułka „po” to zło.
Bóg: Ale jak to? Kto tak twierdzi?
L: Ludzie, którzy będą mówić w twoim imieniu co jest dobre a co złe.
Bóg: Ale ja nic takiego nie powiedziałem.
L: No właśnie hahahahhahahahahahahahahahahaaha.

***

Jakub jak zwykle zaczął lamentować, że synowie ściągną na niego nieszczęście bo Kananejczycy i Peryzzyci znienawidzą go i wymordują jego rodzinę. Boga się nie bał tylko zemsty sąsiadów. A synowie mu na to:

„Czyż mieliśmy pozwolić na to, by się obchodzono z naszą siostrą jak z nierządnicą?”

I tu mała dygresja (o ile Dina rzeczywiście została zgwałcona). Wówczas gwałt uważano za zbrodnię. Na zbrodnię odpowiadano zbrodnią, jak widać, jeszcze okrutniejszą. A jak dziś karze się za gwałt w naszym demokratycznym państwie?

Art. 197. § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Wyobrażacie to sobie? To mogą być tylko dwa lata, za to na nasz koszt, trzy posiłki dziennie i siłownia gratis!

jacob wrestlingW końcu Bóg przemówił do Jakuba. Nie żeby go skarcić za zbrodnię jego synów, bo niby dlaczego? Rzeź ta była iście boska. Boguś kazał swojemu protegowanemu zawijać bambosze do Betel. Przy okazji Jakub nakazał domownikom pozbycie się wizerunków obcych bogów. Może i wierzono w to, że Jakub ma zażyłe relacje z jakimś Bogiem (na tyle zażyłe, że mu Bóg podczas jednej ze schadzek zwichnął biodro) ale z pewnością nie uważano go za Boga jedynego czy powszechnego. To był po prostu Bóg Jakuba i jego ojca.

I znowu Bóg się pojawił, bo sobie przypomniał, że przecież Jakub to teraz jest Izrael. Oddał mu również kraj który obiecał Abrahamowi i Izaakowi i znowu go pobłogosławił. Później rodzina wyruszyła w dalszą drogę. Po drodze Rachela wydała na świat Beniamina i zmarła. Przynajmniej w tym wypadku wiadomo, dlaczego Bóg nie interweniował i nie ocalił jej życia. Po nocy spędzonej z Jakubem był po prostu o swego chłoptasia zazdrosny. A potem Ruben, syn Lei „zbliżył się” do Bilhy, drugorzędnej żony ojca. Czyli jak zwykle w Biblii burdel na kółkach.

W końcu Jakub przybył do domu swego ojca, do Hebronu. Izaak miał wtedy 180 lat i wkrótce zmarł. Po przedstawieniu potomków Ezawa – brata Jakuba, praojca Edomitów (nie podaję szczegółów bo kogo to obchodzi?) poznajemy dzieje Józefa, ulubionego syna Jakuba, którego nieszczęście spotkało z rąk najbliższych, jak to z reguły w Biblii bywa.

Józef był synusiem tatusia. Tatuś kochał go tak bardzo, że zafundował mu… długą szatę z rękawami. Zabawne nie? Teraz się dzieciom daje wypasione komórki, tablety, laptopy. Wtedy szczytem marzeń dzieci były szaty z rękawami. Wyobrażacie to sobie? Synowie pozostali chodzili w miniówach bez rękawów. Musieli być po ludzku wkurwieni. I nienawidzili Józefa. Wniosek z tego taki, że jak masz więcej jak jedno dziecko, nie faworyzuj jednego z nich, bo narażasz go na utratę życia. Tak było z Ablem i jak za chwilę się okaże – z Józefem. I teraz drugi wniosek. Jak masz przyjaciółkę a przy okazji trafi ci się sen, że bzykasz się z jej mężem, nie opowiadaj jej tego snu. Narażasz się na to, że przyjaciółka poczęstuje cię duszonym muchomorem czy trutką na szczury albo bardziej bezpośrednio, widelcem w oko – tak na wszelki wypadek. Józef tego nie wiedział i opowiedział braciom swój sen:

„Śniło mi się, że wiązaliśmy snopy w środku pola i wtedy snop mój podniósł się i stanął, a snopy wasze otoczyły go kołem i oddały mu pokłon.”

bible-276067_640

Szczeniak. Nie ma się co dziwić, że bracia znienawidzili go jeszcze bardziej. Jakby tego było mało, gnój miał kolejny sen, którym się oczywiście pochwalił, że słońce, księżyc i jedenaście gwiazd oddają mu pokłon. Nawet ojciec się wkurzył bo nieskromnie siebie wziął za księżyc a żonę swoją za słońce, albo na odwrót. Jak to możliwe, żeby ojciec własnemu synowi się kłaniał?

Kiedy synowie Jakuba paśli gdzieś daleko trzodę, Jakub posłał swojego ulubionego synalka na zwiady. Zobacz, czy chłopaki dobrze sobie radzą i wracaj. No to polazł Józef. Ci, jak go tylko dojrzeli z daleka, postanowili poczęstować go braterską miłością. Jeb w łeb i do studni. Jednak Ruben wstawił się za młodszym bratem. Tzn. do studni jak najbardziej ale nie jeb w łeb. Jak tylko bracia dorwali małego, zdarli z niego szatę i wrzucili go do dziury a potem sprzedali go kupcom podążającym do Egiptu. Szatę Józefa wymazali krwią zwierzęcia i tak przekonali Jakuba, że jego ulubieniec został zeżarty przez dziką bestię. Tymczasem w Egipcie kupcy sprzedali młodego Potifarowi, urzędnikowi faraona.

Zanim dalsza część historii Józefa, przedstawione są dzieje jego brata Judy, który odłączył od reszty braci i hajtnął się. Urodziło mu się trzech synów: Er, Onan i Szela. Er ożenił się z Tamar, po czym Bóg go ukatrupił bo go nie lubił. Wtedy Juda kazał zająć się Tamar swojemu kolejnemu synowi – Onanowi. Powiedział, że jak ją zapłodni to jego zmarły brat będzie miał potomków. Onan pomyślał „takiego wała” i tak bzykał bratową, żeby jej nie zapłodnić. Za onanizm poniósł śmierć z rąk Boga. Ciekawe co by było, gdyby Bóg obchodził się tak ze wszystkimi onanistami. Został by ktoś na świecie? Szela był za młody, żeby zapłodnić Tamar, w związku z tym Juda wysłał ją do jej ojca i obiecał jej, że jak tylko młody dorośnie, zajmie się nią w odpowiedni sposób.

W końcu zmarła żona Judy. Ten ruszył strzyc owce do Timny. Kiedy się o tym dowiedziała jego synowa, okryła się od łba po kostki, po czym usiadła przy bramie miasta Enaim, które było na trasie przemierzanej przez jej teścia. Kiedy Juda ją zobaczył, wziął ją za tirówkę (wtedy to się chyba nazywało karawanówka). Na szczęście dziś tirówki prawie gołe na trasach stoją. Gdyby się odziewały tak jak Tamar, kierowcy do oporu naciskaliby pedał gazu obawiając się, że to desant żołnierek talibskich.

Juda powiedział do niej: daj mi tyłka to ja ci dam koźlątko. A ta mu na to: OK, ale najpierw daj zastaw – sygnet, sznur i laskę. Juda miał takie ciśnienie w jajkach, że się zgodził. Bzyknął Tamar w taki sposób, że nie rozpoznał w niej swojej synowej. Wynika z tego, że nie było buzi buzi tylko samo łupu cupu. I oczywiście Tamar zaskoczyła. W Biblii wszystkie poczęcia były cudowne. Raz wystarczył na zajście w ciążę, jakby tamtejsze kobiety jajeczkowały non stop na okrągło. Potem Juda wysłał kumpla z koźlątkiem po zastaw, ale dziwki nie odnaleziono.

Trzy miesiące później doniesiono mu, że jego synowa jest nierządnicą, bo jest brzemienna a przecież nie ma męża. Juda wyznaczył jej karę sprawiedliwą – śmierć przez spalenie. Czyli jak on sobie bzyka ździry, to dobrze. Jak ktoś z rodziny okaże się ździrą, to bardzo, bardzo źle. Na to Tamar posłała do niego wiadomość, że ojcem jej dziecka jest ten, którego rzeczy przesyła – a tam sznur, laska i sygnet Judy. Ten zrozumiał, że to nie on dymał tylko sam został wydymany, bo nie chciał dotrzymać słowa, czyli oddać Tamar swojego najmłodszego syna. A ta w końcu urodziła bliźniaki. Peresa i Zeracha.

AKG Images march 2010

A co się działo ze sprzedanym Józefem w Egipcie? O tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 9

bible-276067_640Gdy zwierzęta przychodziły pić, parzyły się między sobą a że robiły to przed patykami, rodziły się zwierzęta prążkowane, pstre i cętkowane. Jak nic, Bóg dotrzymał słowa danego Lucyferowi, bo chyba nikt nie uwierzy w to, że bez boskiej interwencji zadziałały patyki. „Tak oto stał się Jakub człowiekiem bardzo zamożnym”, przez co Laban i jego synowie przestali być dla niego mili. To do tej pory byli? Aż w końcu przemówił Bóg we własnej osobie i kazał Jakubowi wziąć dupę w troki i szurać sandała w kierunku ziemi przodków.

Jakub poinformował żony, że więcej nie da się ich ojcu rolować i że czas turlać dropsa do Kanaanu. Potajemnie zacharapsił to, co uznał za swoje – wielbłądy, dzieci, żony, stada, sandały i ruszył w drogę do swego ojca Izaaka. Rachela zajumała za to posążki swojego tatusia. Raczej nie chodzi o dzieła sztuki z dynastii Ming tylko o wizerunki jakichś tam bożków. (Na marginesie – zdumiewające w tej popapranej opowieści biblijnej jest to, że tam można było Boga spotkać w każdym zaułku a i tak większość ludzi miała go w nosie. Dziś nie ma najmniejszych szans na ujrzenie czy usłyszenie Boga, a wierzą w niego miliony). Dopiero na trzeci dzień Laban zorientował się, że Jakuba nie ma z całym dobytkiem. Nieźle musiał zabalować. W końcu zebrał ferajnę i dogonił go po siedmiu dniach. Przed zaszlachtowaniem Jakuba, przespał się i przyśnił mu się Bóg, który powiedział:

Bacz, abyś w rozmowie z Jakubem niczego od niego nie żądał

Co miał zrobić biedny Laban? Udał się do Jakuba i powiedział, że huk tam z wielbłądami, córkami i innym dobytkiem, ale co z jego figurkami? Jakub pozwolił mu przeszukać wszystkich i dodał, że ten, kto ukradł figurki Labana poniesie śmierć. Nie sądzicie, że z deka nadgorliwy? Najpierw sam wymyślił, że będzie 7 lat pracował za Rachelę, teraz sam proponuje śmierć dla złodzieja. Kiedy to usłyszała Rachela wsadziła figurki pod siodło wielbłąda, na którym siedziała i tymi słowy odezwała się do swego ojca:

Nie bierz mi tego za złe, panie mój, że nie mogę wstać, gdyż mam kobiecą przypadłość.

No i mnie zatkało! Po siedmiu dniach ojca nie poznała? „Panie” do ojca? A jeśli chodzi o kobiecą przypadłość,  mam ją raz na miesiąc, ale to nie oznacza, że nie mogę wstać z łóżka, z krzesła czy z wielbłąda. Za jakiś czas dowiemy się, że kobieta z miesiączką, to kobieta nieczysta. Ten, kto ją dotknie staje się nieczystym. Dzięki tej nieczystości laska uniknęła śmierci.

Posążki nie zostały znalezione, w związku z tym chłopaki zawarli przymierze uprzednio stawiając w miejscu spotkania stelę, a potem usypali z kamieni kopiec na którym postawili posiłek i wódzię znając życie. Czyli zamiast kampanii wrześniowej mamy kolejną akcję libację. Wzgórze, na którym chłopaki pochlali nazwano Galed. Rano Laban dał błogosławieństwo córkom i wnukom i wrócił do siebie. Uff! Jeden debil z głowy.

Jakub ruszył w dalszą podróż. Nie było go w domu 20 lat, ale to nie znaczy, że jego bratu Ezawowi, mogła minąć złość za wyrolowanie go z błogosławieństwa. Dlatego przed sobą Jakub wyprawił posłów. Bał się niemota, że go sprawiedliwość dopadnie. A tu niespodzianka, bo posłowie wrócili i powiedzieli, że Ezaw ruszył mu na spotkanie z 400 ludźmi. Mogę się założyć, że Jakub na tą wieść zrzucił oposa prosto w galoty. Następnie podzielił ludzi i zwierzęta na dwa obozy po czym zaczął się modlić. Przypomniał na wszelki wypadek Bogu, że mu obiecał ochronę a potem jako dar dla brata Ezawa naszykował od groma zwierząt. Do każdego stada przeznaczył jednego sługę i kazał im iść na spotkanie z Ezawem. Potem zabrał żony, jedenaścioro dzieci, przeprawił ich przez potok Jabbok (zupełnie nie wiadomo w jakim celu te iście wojskowe manewry) aż w końcu wydarzenie bez precedensu, którego nie da się inaczej opisać, jak cytatem:

Gdy zaś wrócił i został sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim. A wreszcie rzekł: „Puść mnie, bo już wschodzi zorza!” Jakub odpowiedział: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” Wtedy tamten go zapytał: „Jak masz na imię?” On zaś rzekł: „Jakub”. Powiedział: Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś”. Potem Jakub rzekł: „Powiedz mi, proszę, jakie jest Twe imię?” Ale on odpowiedział: „Czemu pytasz mnie o imię?” – i pobłogosławił go na owym miejscu. Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: „Mimo, że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie.”

Muszę ochłonąć. To Bóg nie wie, z kim się szamotał? I po co to robił? I co z tą zabójczą facjatą Boga, że widząc ją Jakub przeżył? Taka była niewyjściowa, że po jej ujrzeniu można było paść trupem? Jak w ogóle strawić ten fragment Pisma Świętego? No chyba, że do tego surrealistycznego zdarzenia doszło tak:

W piekle:
(Lucyfer siedzący w jacuzzi z kilkoma pięknymi diablicami, popijający drinki. Dźwięk telefonu)
Lucyfer: Halo.
Skrzydlaty Eunuch: Lucyferze ratuj! Tragedia! Katastrofa!
L: Zluzuj pory aniele i mów o co chodzi, bo zajęty jestem jak miejski szalet.
S.E: Papcio zniknął!
L: To rozwiń skrzydła i leć do Gargamela.
S.E: Jak mam lecieć, jak mi po twojej ostatniej wizycie jeszcze pióra nie odrosły! Ale do jakiego Gargamela?
L: To był dżołk. Namierzcie go satelitami.
S.E: Lucyferze, ocknij się. Czy ty wiesz, który mamy rok?
L: Pytasz o biblijny, czy o prawdziwe lata ziemi?
S.E: Przestań sobie jaja robić, bo jak Bóg się nie odnajdzie, wszyscy mamy przesrane. Ktoś mu zrobi jakieś kuku i za parę lat nikt o nas nie będzie pamiętał.

(kilka chwil później Lucyfer przelatuje w swoim diabelskim spodku nad ziemią)
Lucyfer: Huston, mamy problem.
Skrzydlaty Eunuch: Co jest?
L: Namierzyłem Bogusia, jest z Jakubem.
S.E: Uff! To dobrze.
L: Obawiam się, że za chwilę zmienisz zdanie. Chłopaki leżą sobie i… jakby ci to powiedzieć…Raz Jakub daje Bogu, raz Bóg Jakubowi.
S.E: A…a…a…le jak?
L: Normalnie! Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Mówię ci, a szarpie jeden drugiego przy tym jak Reksio szynkę.
S.E: Ja pierdzielę! Bierz go Lucku.
L: Włączam ssak. Cholera, Bóg się porządnie podłączył i do tego mocno Jakuba za biodra trzyma. .
S.E: Ciąg Lucek! Ciąg! Co za wstyd!
L: Mam go na pokładzie. Zwichnęliśmy chyba biodro Jakubowi, ale będzie żył.
S.E: Boże, słyszysz mnie? Coś ty narobił? Jak my się teraz z tego wyplączemy? Przecież o tym będzie Duch Święty natychał… Cholera! Natchnie pisarzy i oni to w Biblii opiszą. I co napiszą? Że Bóg to gej?
Bóg: Oj tam, oj tam. Przekabacimy Ducha i opisze to tak, że nikt nie będzie wiedział o co chodzi.
S.E: Znowu? Ludzie to nie pelikany! Nie łykną wszystkiego. Podałeś mu swoje imię Panie?
Bóg: Nie.
S.E: To może się Jakub nie domyśli, z kim się całą noc kotłasił?
Bóg: Imienia mu nie zdradziłem ale powiedziałem mu, z kim ma przyjemność.
S.E: Jak to?!
Bóg: On i tak wiedział! Mówił mi, że jestem boski!
S.E: Trzymaj mnie Lucek, bo zaraz jebnę na skrzydła!
Bóg: Dość tego! Proszę mnie natychmiast odwieźć do Kubusia! Natychmiast! Ja chcę do Kubusia! Ja chcę do Kubusia!
L: No już dobrze, zabiorę cię Panie do Kubusia tylko zdejmij tę maskę Krugera, bo przez nią zawału można dostać.
S.E: Lucek, no coś ty!
L: Spoko skrzydlaty. Ten Kubuś nie ma żadnych otworów.
I takim cudem Bóg znalazł się w Stumilowym Lesie.

***

W końcu Jakub dojrzał swego brata Ezawa z czterystu ludźmi. Podzielił więc dzieci pomiędzy swe kobiety i ustawił według ważności. Najważniejsze osoby z tyłu a z przodu ewentualne mięso armatnie, czyli niewolnice swoich żon ze swoimi dziećmi. Dalej Leę z dziećmi a na końcu Rachelę z synem Józefem. Sam idąc na przedzie tego peletonu 7 razy ukłonił się bratu. Tu mnie zaskoczył, bo myślałam, że ze strachu będzie się czołgał na końcu, zaraz za Józefem. Ezaw objął go na przywitanie i rozpłakał się z radości. Czyżby zapomniał wszystkie urazy? Kiedy dowiedział się, że stada, które spotkał po drodze są przeznaczone dla niego w darze od Jakuba odmówił ich przyjęcia. Powiedział:

Mam ja dużo, bracie mój, niechaj przy tobie zostanie to, co jest twoje.

Na to Jakub idiota:

Ależ nie! Jeśli mnie darzysz życzliwością, przyjmij ode mnie ten mój dar.

Nie słyszałeś tłuku, że on nie chce, bo ma dużo? Czy Jakub źle się czuje, kiedy go ktoś za przeproszeniem nie wydyma?

I tak nalegał na niego, aż wreszcie przyjął.

Ezaw zaprosił brata i powiedział, że pójdzie razem z nim ale Jakub się wykręcił, że oni idą wolno, bo małe dzieci, młode zwierzęta i inne takie bzdury. Ezaw ruszył więc do domu do Seiru a Jakub do Sukkot, gdzie wybudował sobie dom. W końcu dotarł do Sychem w Kannanie, kupił kawał pola od synów Chamora i rozbił swe namioty oraz oczywiście postawił ołtarz. Cześć oddawana Bogu nie pomogła córce Jakuba Dinie, która polazła się pogapić jak sroka w gnat, nie wiadomo na co i została porwana przez Sychema, syna Chamora Chiwwity, księcia tego kraju, który: „położywszy się z nią zadał jej gwałt”. Tak zaczyna się opowieść, która prawdopodobnie dała początek antysemityzmowi, ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 7

bible-276067_640A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rozumiecie? Wszechwiedzący Bóg sprawdził wierność Abrahama bo nie był go pewien. A w jaki sposób? W najbardziej okrutny i perfidny, jaki można sobie wyobrazić, czyli typowo po bożemu.

Pamiętacie, że staremu capowi w wieku 100 lat urodził się syn Izaak? Chciałam powiedzieć jedyny, ale przecież miał jeszcze syna z niewolnicą żony, którego wygonił za radą Sary i swojego popapranego, bezdomnego kumpla Boga, na pustynię z jednym chlebem i jednym bukłakiem wody. Jeśli myślał, że tym czynem zadowolił sadystyczne żądze Papcia, to się mylił. Bóg co prawda zniknął na jakiś czas, po czym pochlał albo nawąchał się, czegoś bo pojawił się z taką oto propozycją dla Abrahama:

„Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę.”

Czaicie motyw? Gdyby Bóg mi coś takiego nakazał, to mógłby mi wyciąć łechtaczkę, żywcem zeżreć, wydłubać oczy, urwać łeb i nasikać do szyi, a nie uzyskałby tego, czego pragnął. Ale on nie ze mną miał do czynienia tylko z ciamajdą, który dla swojego pana był w stanie zrobić wszystko. No nie imbecyl? Ależ skąd! To „wybitny przykład wiary”, jak twierdzą moi tłumacze – Świadkowie Jehowy. Nie przypomina wam to czegoś? Wojen religijnych, ataków terrorystycznych, mordów w imię różnych Bogów? Wystarczy jeden oszołom, który powie: „Bóg tak chce”, żeby popłynęła krew mężczyzn, kobiet w ciąży, dzieci… No ale własnego syna?!

Abraham wraz z dwoma swoimi sługusami, z osłem, drewnem na spalenie ofiary i z synem szedł trzy dni na wskazane przez Boga miejsce kaźni chłopca. Trzy dni! Dlaczego Bóg kazał mu iść tak daleko? Bo sadystę najbardziej kręci przedłużanie męki. Jeśli Abraham w głębi swojego spróchniałego już jestestwa walczył ze sobą, to dzięki temu podsycał podjaranie psychola.

W końcu Abraham nakazał zostać sługom z osłem, na plecy syna włożył drewno i ruszyli dalej sami w drogę. Co za obrazek! Nieświadomy niczego dzieciak niesie badyle, którymi będzie podsycany ogień, który z kolei ma go spalić. Jakim cudem starzec związał chłopca, nie mam pojęcia. Jakbym ja (znacznie młodsza od Abrahama – ZNACZNIE!) chciała związać mojego syna, to dostałabym takiego kopa między nogi, że jego stopa gardłem by mi wyszła. Izaak pewnie poddał się woli ojca, bo ojciec i matka to dla Boga świętość. Nie ważne jacy są i co robią, czcić ich trzeba. Pewnie dlatego, że Bóg to sierota.

Abraham położył związanego syna na ołtarzu, który zbudował, dobył noża (co za ulga! Nie będzie palił go żywcem) i gdy miał go zabić, usłyszał głos. Jak ja bym usłyszała głos, udałabym się do psychiatryka. No ale gdyby wtedy byli psychiatrzy, nie byłoby całej tej baśni.

„Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna.”

Heloł! No to się debil wziął i przekonał. Wszechwiedzący Bóg wcześniej nie wiedział, ale się dowiedział. Ja narobiłam w gacie ale kogo to obchodzi? Idę się umyć, przebrać i lecimy dalej.

***

Jestem. Ręce wciąż mi się trzęsą. O! Abraham znalazł w krzakach baranka i jego spalił zamiast syna. Już my byśmy mu w dzisiejszych czasach dali palić baranki! Podejrzewam, że przez te trzy dni Bóg tak się jarał męką swego pupila, że do orgazmu brakowało mu jeszcze tylko jego ulubionej woni palonego mięsiwa. Tak sobie przy czochraniu muflona widocznie zrobił dobrze, że zawołał:

Przysięgam na siebie, wyrocznia Pana, że ponieważ uczyniłeś to, a nie oszczędziłeś syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza (…). Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu.”

Ludy ziemi będą sobie takiego szczęścia życzyć? To Bóg nie wiedział nic o  Holokauście? No rzeczywiście jest czego zazdrościć. Przy okazji musiało się Abrahamowi ciśnienie podnieść. To on zapierdzielał trzy dni z jakimś osłem i synem swoim, chciał dzieciakowi gardło poderżnąć, żeby mu Papcio powiedział: „to był dżołk”? I żeby mu w zamian zaoferował to co mu już wielokrotnie obiecał? I wtedy Abraham podciągnął szmaty, które miał na sobie, wypiął gołą, od trzech dni nie mytą, zarośniętą dupę i wrzasnął:

„Cmoknij mnie w barambole i nie przejmuj się rodzynkami!”

Wrrrrróć! To tylko moje marzenie. Prawda biblijna jest taka, że Abraham bez słowa wyruszył z synem i sługami do Beer-Szeby i żadnych obsranych kołtunów przy własnym tyłku nie kazał Bogu całować.

Potem pojawia się informacja, że bratu Abrahama, Nachorowi również urodzili się synowie z żony i… z żony drugorzędnej, cokolwiek to oznacza. To się wtedy chłopom powodziło. Rzędami baby brali! Ciekawe kiedy poligamia została zabroniona?

Aż w końcu umarła Sara w wieku 127 lat. Mężuś kupił jej pieczarę na grób wraz z polem i tam ją pochował. Smutno wam? Ja jakoś nie zdołałam się do ździry przywiązać. I poza tym jaką pieczarę? Na sprzedaży Sary Faraonowi i Abimelekowi dorobił się fortuny a potem złożył jej zwłoki w byle pieczarze? To nie taniej było w rowie ją gdzieś zostawić?

Potem jest informacja, że Abraham się zestarzał! Że łot de fak? Poznaliśmy fujarę, jak miał lat 75. Małolat, nie? No dobra. W końcu się zestarzał, zawołał swojego zarządcę i rzekł do niego:

„Połóż mi twą rękę pod biodro”.

No to teraz pieprznął jak chrząszcz w modrzew! Się zestarzał a jeszcze mu fiki miki w głowie? Zboczeniec! To tak mu się z tej starości fajfus wyciągnął, że mu się aż pod biodro zawinął? A potem powiedział: „ciągnij, jak komornik meblościankę”. Żartowałam. Z tą ręką pod biodrem kazał mu przysięgać, że dla Izaaka sprowadzi żonę z jego rodzinnego kraju. Co miał robić facet z ręką na starej, pomarszczonej i do tego nie swojej dupie? Wziął 10 wielbłądów i udał się do Aram-Naharaim, gdzie mieszkał Nachor, brat Abrahama. Zatrzymał się przy studni i rzekł do Boga:

„(…) niechaj dziewczyna, której powiem: „Nachyl mi dzban twój, abym się mógł napić”, a ona mi odpowie: „Pij, a i wielbłądy twoje napoję”, będzie tą, którą przeznaczyłeś dla sługi swego Izaaka; wtedy poznam, że jesteś łaskawy dla mego pana”.

Co za bezczelność! Zamiast się sam pofatygować i poszukać dupy, Bogiem się wyręcza i do tego podpuszcza – zrobisz jak mówię, to uznam, że lubisz Abrahama, nie zrobisz, to… to… to wiesz co. Powinien mu jeszcze powiedzieć: „jak mi laski nie przyślesz to taki z ciebie Bóg, jak z kozich cycków kastaniety.” Wyobrażacie sobie tę walkę Boga z samym sobą?

***

Bóg: – Chyba się z głupim przez ścianę macał! Zaraz go popizgam prądem!

Skrzydlaty Eunuch: – Panie mój, jak go załatwisz, to wyjdzie, że nie jesteś łaskawy dla Abrahama.

B: – Mam to tam, gdzie sam nie mogę się pocałować!

S.E.: – W dupie?

B: – Nie, w łokciu. Tylko ateistom nie mów, bo jak się dowiedzą, będą mieli kolejny dowód na moje nieistnienie. Już wystarczy, że się męczę z tym kamieniem. „Czy Bóg może stworzyć taki kamień, którego sam nie będzie mógł udźwignąć?” Co za szuje!

S.E.: – No ale wiesz, obiecałeś przecież błogosławić Abrahamowi.

B.: – Naprawdę? Da się to jakoś cofnąć?

S.E.: – No nie bardzo. Duch Święty natchnie pisarza i on tak w Piśmie Świętym napisze.

B.: – No to pizgnę też Ducha Świętego.

S.E.: – Nie wolno.

B.: – Co nie wolno! Mi nie wolno? Mi wszystko wolno!

S.E.: – Wolno ci Panie wszystko tylko nie Ducha Świętego, bo on jest… jakby tobą.

B.: – Że kim jest? To mnie jest dwóch?

S.E.: – Podobno jest was Panie trzech.

B.: – Doprawdy? A kto jest trzecim mną?

S.E.: – Twój przyszły syn.

B.: – Syn? Będę miał bobaska? Cudownie! Dzieci to kupa szczęścia!

S.E.: – Z przewagą kupy.

B.: – A ta laska, z którą będę miał dzidzi to ładna? Lubi się pukać?

S.E.: – Duch ją puknie.

B.: – Jak to?!

S.E.: – Lajf is brutal end ful of zasadzkas end samtaimz kopas w dupas. Nic więcej nie powiem, dopóki nie wyślesz Panie tej dziewczyny do studni, bo inaczej całą historię szlag trafi.

***

Zanim sługa Abrahama przestał się modlić, nadeszła Rebeka „córka Betuela, syna Milki, żony Nachora, brata Abrahama”. Nie można było po prostu napisać wnuczka Nachora? Sługa Abrahama dał za nią majątek i zabrał ją do Izaaka. I żyli długo i szczęśliwie.

Aha! Ja też bym chciała, żeby się ta bajka już zakończyła, ale smoków jeszcze nie było i świnie nie latały.

Abraham poślubił jeszcze jedną kobietę o imieniu Ketura. Przypominam, że kiedy umarła Sara miał 137 lat! Pamiętacie, jak śmiał się w obecności Boga z jego obietnicy, że w wieku 100 lat urodzi mu się syn? No to teraz urodziło mu się jeszcze sześciu. Cały swój majątek oczywiście oddał Izaakowi a synów z drugiej żony pognał gdzieś na wschód. Nie wiem, może na Ukrainę. Tam by się przydało paru chłopa, żeby Ruskim dopieprzyć. Tym razem nie dał synom po bochnie chleba i po bukłaku z wodą ale „obdarował ich”. Znając ówczesne czasy, pewnie obdarował ich błogosławieństwem: „Spier…. i Bóg z wami.”

No i nareszcie umarł Abraham w wieku 175 lat. Pochowali go Izaak i Izmael – syn Abrahama i niewolnicy Hagar (a skąd on się tu wziął?) w pieczarze obok Sary.

Potem natchniony autor wymienia potomków Izmaela a następnie poznajemy historię Izaaka. Otóż okazuje się, że miał on 40 lat, kiedy wziął sobie za żonę Rebekę. Rebeka była niepłodna. Izaak wymodlił u Boga płodność żony. Bóg musiał być w ciągu bo prośbę Izaaka spełnił aż dwa razy naraz i tak narodziły się bliźnięta. Pierwszy z łona wyskoczył Ezaw: „syn czerwony, cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem”. Na miejscu Izaaka przypomniałabym sobie, kogo lub co 9 miesięcy wcześniej gościł pod swoim dachem. Może się tam zaplątał jakiś koczkodan? Wiadomo jak jest. Gość w dom, bździągwa w ciąży. Zaraz po małpie na świat przyszedł Jakub. Ten za to bardziej przypominał człowieka. Ezaw wyrósł na myśliwego i był ulubieńcem tatusia. „Jakub zaś był człowiekiem spokojnym, mieszkającym w namiocie”. Nie ma się co dziwić, że tego bardziej wolała matka. Jakub pewnie prał, prasował, gotował, sprzątał i nawzajem z matką malowali sobie paznokcie. I co na to przeciwnicy gender?

No! Było jak mówię, bo Ezaw zmęczony wrócił do domu i poprosił brata o jedzenie. Ten zgodził się podzielić tym, co gotował, ale najpierw kazał Ezawowi oddać pierworództwo. Ezawowi bardziej zależało na napełnieniu kałduna jak na rządzeniu po śmierci ojca i oddał pierwszeństwo bratu. Przyznajcie, że wciąga ta historia, jak ślepego bagno.

W kraju nastał głód więc Izaak z rodziną udał się za radą Boga (który obiecał mu to co obiecywał non stop jego ojcu) do Geraru nakazując żonie, aby mówiła, że jest jego siostrą. No. Przyleciał ptaszek do gniazdka i go pokopało. Albo z Izaaka taki sam krętacz, jak z Abrahama, albo autorowi zabrakło pomysłu na wymyślenie nowej historii. Abimelek odkrył kłamstwo i opieprzył Izaaka. Dobrze pamiętał, co mu ziomal Abrahama zrobił za Sarę. Przebywając w Gerarze Izaak zaczął się bogacić, bo mu „Pan pobłogosławił”, co zaczęło wkurzać Filistynów, którzy zasypali wszystkie studnie za czasów Abrahama wykopane. Jakub wykopał sobie inną studnię a potem ruszył do Beer-Szeby i zaraz ukazał mu się Pan. Wiecie co się dzieje, jak ukazuje się Pan? Nie ma co cieszyć batona, tylko trza przywdziać cichobiegi spierdalajki i nie oglądać się za siebie. Ale nie tym razem. Bo on wpadł tylko na chwilę żeby powiedzieć coś według niego bardzo ważnego. I co z tego, że się powtarza jak sraczka podczas rozwolnienia?  On powiedział tylko, że  rozmnoży jego potomstwo i że będzie mu błogosławił, czyli jak zwykle plecie, plecie a koszyka nie widać. Powiedział i już. Nic się strasznego nie stało a Jakub i tak pewnie gaci nie dopierze.

No więc potem do Izaaka przybył Abimelek bo mu się przymierza zachciało.

Natomiast w wieku 40 lat hajtnął się włochaty Ezaw z Jehudit i Bosmat. To drugie to podobno też kobieta. I jak to w życiu bywa, teście nie lubili synowych. Swoją drogą ciekawe, co za kobiety chciały być z czerwonoskórym sierściuchem? No cóż, podobno ciało rzucone na łoże traci na oporze.

A potem przyszedł czas na udzielenie przez Izaaka błogosławieństwa pierworodnemu Ezawowi. A Bóg tak dobry był dla Izaaka, że go na starość oślepił. Do tego chyba rozum mu również odebrał, bo stary pobłogosławi zamiast owłosionego jak niedźwiedzie jaja Ezawa, tego drugiego – wypindrzonego, wypachnionego, wydepilowanego,  delikatniusieńkiego Jakuba. Ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 2

bible-276067_640Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

Wpadłam na pomysł, żeby ktoś przetłumaczył mi Biblię z polskiego na nasze. Założyłam, że jest gdzieś może jakiś klucz, coś czego ja nie dostrzegam bo jestem uprzedzona. Może ktoś otworzy mi oczy i ukarze mi się łaska Pana w całej okazałości. To musiałby być ktoś bardzo wierzący, jednocześnie obeznany w Piśmie Świętym i do tego chcący rozmawiać z ateistką. Wcale nie musiałam szukać. Tłumacze zjawili się sami.

Zadzwonili do drzwi i spytali, czy nie zechciałabym z nimi pogadać o Bogu. Oż kurde, z nieba mi spadli!

– Chodźcie, chodźcie tylko szybciutko, bo ja przez Księgę Rodzaju przebrnąć sama nie mogę, a co mówić o czekających setkach kolejnych stron.

I przybieżeli tłumacze. I tak przez dwa lata, i nie posunęliśmy się razem ani o milimetr. To znaczy oni próbowali, skakali po Biblii, jak pchła po grzebieniu, a ja z uporem maniaka kurczowo trzymałam się początków tej religijnej, bez ładu i składu historii.

– Każdy dom zbudowany jest na fundamencie – tłumaczyłam tłumaczom. – Pomóżcie mi zbudować solidny fundament bo jak na razie staracie się wstawiać mi okna w nieistniejące ściany.

Niechętnie, ale się zgodzili. Problem w tym, że tłumacząc to, co tam na tych świętych kartach stoi czarno na białym, gmatwali jeszcze bardziej. Ja o zupie, oni o dupie. Ale najbardziej wstrząsające dla mnie było to, że oni twierdzą, jak również i inni czciciele Boga, że on, ten Bóg właśnie….

Nie może mi to spod palców wyjść.

Zamknę oczy, to może jakoś to wystukam a umiem pisać bez wzrokowo.

No więc oni twierdzą, że ….

BÓG….

JEST…..

MIŁOŚCIĄ!!!

Nie wiedzieliście? On nas kocha! Wszystkich! Nawet mnie! Czeka na mnie z otwartymi ramionami!

A niech spieprza zboczeniec! To rozkapryszony, emocjonalnie rozchwiany, intelektualnie upośledzony, małostkowy, zawistny, zazdrosny, śmiertelnie niebezpieczny, psychopatyczny idiota, którego raczej strzec się trzeba, zwalczać, nienawidzić. Ktoś poczuł się przez te słowa obrażony? To widocznie nie pisał nigdy charakterystyki postaci. Czyli wynikałoby z tego, że nie chodził nawet do podstawówki. Niech się nie martwi. Bóg też nie chodził, dlatego pewnie nietoperza uważał za ptaka.

Ale od początku.

Bo na początku podobno nie było niczego, tylko sam Bóg oczywiście, bo on jest od zawsze, cokolwiek to oznacza. I nagle, nie wiadomo dlaczego Bóg się obudził, podrapał po głowie, przeciągnął się, może się odsikał najpierw, a potem stwierdził, że czas coś zrobić. Jeszcze gdyby autor Księgi Rodzaju, oczywiście natchniony przez Boga napisał, że Bóg pękł z tych nudów, lub chociaż bąka puścił, wtedy można by to wydarzenie podciągnąć pod teorię wielkiego wybuchu. Ale nic z tego. On otworzył oczy, patrzy a tu ciemno!

– Światło! – wrzasnął i zrobiło się jasno. Samo z siebie. Bo jeszcze na żadne źródło światła nie wpadł. Światło nazwał dniem a ciemność nocą. Zrobił to w jeden dzień. Niewykonalne? Spoko, dopiero się rozkręca. Na drugi dzień zrobił niebo. Samo niebo, bez jakichkolwiek ciał niebieskich. Nie wiem, wziął farbę, pędzel i namalował? Za to trzeciego dnia zaszalał zupełnie. Nie dość, że wodę zebrał w morza i stworzył suchy ląd, to jeszcze zapełnił ziemię roślinami. Milionami gatunków roślin w jeden dzień! Czwartego dnia zabrał się za wszystkie ciała niebieskie ze słońcem i księżycem a dnia następnego za zwierzęta morskie i ptaki. No i w końcu dzień szósty, kiedy to wymyślił wszystkie zwierzęta lądowe i ludzika „na Nasz obraz i podobnego Nam” Jakim Nam? O anioły chodzi podobno, o których na razie słowa nikt nie pisnął. I podobnego w jakim sensie? Fizycznie? Bóg wygląda jak człowiek? To nawet by się zgadzało bo jak ma do kogoś interes, to do niego idzie albo kiedy mu się chodzić, czy zstępować nie chce, to wysyła swoich szpiegów.

Przy okazji, kiedy uprzesz się, że w jeden dzień to takiej roboty nikt nie da rady odwalić i wiesz, że dinozaury nie żyły w tym samym czasie co ludzie, więc nie mogły być stworzone w tym samym dniu, dowiadujesz się od tłumaczy, że to wszystko niekoniecznie musiało trwać jeden dzień, bo dla Boga jeden dzień mógł trwać setki, tysiące lat a słowo „dzień” to przenośnia. Ale jak to? Rośliny powstały na setki lat przed słońcem? NIE BYŁO FOTOSYNTEZY?

Nie mógł autor, oczywiście natchniony przez Boga po prostu napisać: „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy (czytaj: 100 tysięcy lat).”? Widocznie Bóg mu tego nie podyktował. Pogubił się w rachubie? Nie umiał sobie policzyć ile lat co tworzył? Nie wiedział co to kalkulator? Ale najzabawniejsze jest to, że nie domyślił się, że kiedyś będą tacy ludzie jak ja, którzy czepiać się będą każdego szczegółu i po prostu z powodu wypocin Boga pękać będą ze śmiechu.

Ale zaraz zaraz. Skoro dzień, to nie dzień tylko setki czy tysiące lat, to  jeśli Adam żył według Biblii 930 lat, to ile żył tak naprawdę? Okazuje się, że tyle samo, czyli 930. Czyli lata biblijne to takie same lata jak te, które znamy a jeden dzień to… nieokreślona bliżej liczba lat. Ciekawe! Ale dalej jest jeszcze gorzej.

Adaś ulepiony niczym Plastuś, tyle że nie z plasteliny a z prochu ziemi, został jak chomik umieszczony w klatce, znaczy się w raju. Żeby mu się nie nudziło Tatuś wyciągnął mu żebro i niczym Dżepetto od Pinokia, wystrugał mu kobietę. I tak by sobie żył Adaś z niewiastą, której dał na imię Ewa do dnia dzisiejszego, gdyby nie babska ciekawość. Bo tam, w tym raju rosło sobie drzewo poznania dobra i zła, do którego nie wolno było się zbliżać. Zamiast je sobie gdzie indziej zasadzić, to je Papcio w raju umieścił. Nie przewidział co się stanie? Idiota? Tłumacze tłumaczą, że Papcio tak kochał swoje stworzonka, że wyłączył swą zdolność przewidywania przyszłości, bo im ufał po prostu. Myślicie, że gdzieś jest to napisane? A skąd! Z tłumaczami wszelkimi, nie tylko ze Świadkami Jehowy jest tak, że to co jest nie napisane, oni sobie dopowiadają wedle swojej woli tak, aby usprawiedliwić debilizmy w tzw. Piśmie Świętym.

Ewa zachowała się, jak na pierwszą feministkę przystało. A co jej chłop będzie mówi, co wolno a czego nie? Podeszła do drzewa a tam siedzi wąż i macha nogami! No co? Wąż miał jeszcze nogi, zaraz się przekonacie. No i ten wąż namówił Ewę, żeby skosztowała owoc tego drzewa, bo Bóg strasząc ich konsekwencjami, po prostu kłamie. Co na to Ewa? Ano wzięła i zżarła a do tego jeszcze parę kęsów wcisnęła swojemu bezwolnemu, rozmemłanemu mężowi.

I bardzo dobrze zrobiła, że zżarła. Gdyby nie Ewa, do tej pory kręcilibyśmy się bez sensu na golasa po krzakach z maślanymi oczami od błogostanu, z debilnym uśmiechem przyklejonym na twarzy i bylibyśmy…. szczęśliwi? Nie sądzę. Poza tym nas by chyba tam nie było. Raj nie mógłby się rozszerzać w nieskończoność a skoro ludzie mnożyliby się w nim jak króliki, do tego żyliby wiecznie, po prostu zabrakłoby miejsca. I co wtedy? Kontrola narodzin? Odstrzał? Przymusowa wstrzemięźliwość seksualna? PREZERWATYWY?! Niemożliwe biorąc pod uwagę, że funkcjonariusze KK cierpią na gumofobię.

Wracając do pierwszej pary. Kiedy zjedli owoc nareszcie przejrzeli na oczy. Z gałązek figowych zrobili sobie ubranie. A nie będzie ich więcej Papcio zboczeniec podglądał! A kiedy usłyszeli „kroki Pana” (jak widać, Bóg też miał nogi) schowali się w krzakach. No więc woła Bóg Adama: „Gdzie jesteś?”. Oż w mordę! Miał tylko dwoje ludzi w klatce i jednego nie mógł znaleźć, to co mówić o znalezieniu jednego wśród tylu miliardów, ile teraz mamy na świecie? A do tego ten Adam jełopa wylazł z krzaków i jak na spowiedzi opowiada Papciowi co się stało, bo Papcio (mimo, że WSZECHWIEDZĄCY) jak zwykle o niczym nie wiedział. Tak oto dowiadujemy się, że Adam to protoplasta wszystkich kapusiów.

No i co miała robić Ewa? No niby tłumaczyła, że ją wąż zwiódł, ale Papcio (mimo, że jest MIŁOŚCIĄ), dał karę wężowi, Adasiowi i Ewie. Sądząc po rodzaju kary, Boga krew musiała zalać z powodu tej niesubordynacji dzieci. Więc nie był to klaps w pupę ani zakaz oglądania telewizji przez tydzień. To było przekleństwo, które ma moc do dnia dzisiejszego i rozciąga się na wszystkie kobiety i mężczyzn, że o wężach nie wspomnę. Wąż stracił nogi „na brzuchu będziesz się czołgał”. Adasiowi się upiekło. Może dlatego, że Bóg zawsze miał słabość do chłopaków. Miał w pocie oblicza swego zdobywać pożywienie. Natomiast Ewa oberwała najwięcej. Nie dość, że w bólach ma rodzić, to jeszcze została zniewolona: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”. I to do dnia dzisiejszego wykorzystują funkcjonariusz KK na całym świecie. Tak właśnie doszło do upodlenia kobiety, do zrównania jej ze zwierzętami. Jej jedynymi zadaniami od tej pory było rodzenie dzieci i spełnianie zachcianek męża. Co sądzicie o tej karze dla pierwszych dzieci Boga, którą ponosicie również Wy? Tylko pamiętajcie, BÓG WAS KOCHA!

Mała dygresja. Gdybym wierzyła w te bzdury to jedynym uczuciem, jakie żywiłabym do Boga byłaby pogarda albo nienawiść. Wciąż nie mogę się zdecydować.

Ale to nie koniec. Papcio postanowił pozbyć się swoich dzieci i wyrzucił je z domu. Wpadł w panikę bo w tym raju rosło jeszcze jedno drzewo – drzewo życia. Ech, gdyby Ewa o tym wcześniej wiedziała z pewnością zjadłaby i z niego owoc i mam nadzieję, że nie podzieliłaby się z donosicielem Adasiem. Na drogę kochający tatuś dał im… nie kasę, nie dom, nie komórę i nie furę tylko skórę, tzn. skórzane ubrania. Co za troska! Aż się wzruszyłam tym miłosiernym gestem. A potem dał im kopa w d… i żeby do Edenu nie wrócili, postawił przed ogrodem cherubów i „połyskujące ostrze miecza”, czymkolwiek to jest.

***

Po wygnaniu z raju biedne sieroty zostały same. Żartowałam. Dobrze by było, gdyby się wówczas Bóg raz na zawsze od ludzi odwalił, ale jego sadystyczna natura jest nie do zaspokojenia. Już wkrótce stanie się powodem i dopuści do pierwszego przelania krwi. Ale o tym następnym razem 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 1

bible-276067_640

Pixabay

Największy paradoks w historii ludzkości polega na tym, że człowiek stał się na tyle mądrym, żeby wymyślić Boga i zarazem na tyle głupim, żeby się ugiąć pod tworem własnej wyobraźni.

Niby miałam już w głowie poukładany tekst, jednak kiedy usiadłam do pisania, dopada mnie bezsilność. Od czego zacząć? Niektórzy moi znajomi ateiści twierdzą, że nie ma co wdawać się w dyskusje teologiczne, bo wszystko w tym temacie zostało już powiedziane, że nie warto o wierze rozmawiać, bo argumenty nie docierają do oponentów. W pewnym sensie mają rację. Mnie przeczytanie Biblii upewniło, że ateizm to jedyna słuszna droga. Jednak jest wielu ludzi, którzy ją czytają i nadal wierzą. Dla mnie to niepojęte.

Czytanie ze zrozumieniem to nie jakiś super i do tego rzadki talent. To po prostu umiejętność, którą bez trudu zdobywają ludzie przeciętnie inteligentni i to już w bardzo młodym wieku. Łatwo sprawdzić, czytając kilkuletniemu dziecku bajkę i zadając mu pytania do jej treści, np.:
– Jakiego koloru kapturek miał Czerwony Kapturek?
– Czerwony – odpowie dziecko. Te bystrzejsze to nawet zaśmieje się bo zauważy, że w pytaniu zawarta była odpowiedź.
– A do kogo poszedł Czerwony Kapturek?
– Do babuni – pada odpowiedź brzdąca. A skąd dzieciak to wie? Bo tak było napisane.

To wyobraźcie sobie teraz, że po przeczytaniu dziecku bajki, mówicie tak:

– Wiesz, tak naprawdę to Czerwony Kapturek poszedł na spotkanie z Szewczykiem Dratewką. Chłopak go wystawił, więc poszedł do babci. Nie chciał wracać wcześniej do domu, bo by go królewna Śnieżka wyśmiała, że mu randka nie wypaliła. A poza tym babcia była dziadkiem a Czerwony Kapturek chłopcem, tyle że zniewieściałym. No i kapturek wcale nie był czerwony.

Wyobrażacie sobie minę dziecka? Uwierzy Wam? A tak właśnie ludziom wykłada się Biblię. Tam czarno na białym stoi jedno, oni twierdzą, że to zupełnie coś innego. Skrzętnie omijają to, co niewygodne, a jak już nie da się tego ominąć to mówią, że nie można wszystkich treści Biblii brać dosłowni. Tak, nawet nasz papcio Jan tak powiedział. Wynika z tego, że autorzy tego pseudo dzieła  natchnieni przez Boga, bywali spuszczani ze smyczy, jakby staruszek z niebios przysypiał podczas dyktowania. A w których momentach przysypiał? Jeśli założyć, że to mądra istota, to musiał zacząć chrapać zaraz po pierwszym zdaniu i śpi do dziś. A jeśli założy się, że Bóg jest dokładnie taki, jak sam się w Biblii obsmarował to śmiem sądzić, że jest autorem całego tego tomiska. Czyli, że treść tzw. Pisma Świętego jest wprost proporcjonalna do poziomu intelektualnego pisarza. I w tym momencie wszystko by się zgadzało, gdyby nie to, że ludzie w niego wierzą i do tego twierdzą, że jest STWORZYCIELEM (chociaż sam nie wiedział co stworzył), że jest ŚWIĘTY, czyli bez grzechu (ha ha ha ha), jest WSZECHMOCNY (tylko mu się nie chce), jest WSZECHOBECNY (tylko nawet w małym raju jednego Adama sam znaleźć nie może), jest  WSZECHWIEDZĄCY (tylko się kilkaset razy pomylił), no i jest oczywiście nieskończoną MIŁOŚCIĄ (nie radzę, żeby kogoś z Was szczególnie sobie upodobał. Wielu świętych umarło przedwcześnie i do tego w wielkich katuszach.)

Gdyby komuś z Was zachciało się zajrzeć do Biblii to ostrzegam, że jest ona przeznaczona dla osób o stalowych nerwach, lub dla tych ze skłonnościami sado-maso. Jeśli ktoś, tak jak ja nie ma ani tego, ani tego to uprzedzam, że na trzeźwo nie da się tych świętych treści przełknąć. Już po przeczytaniu Księgi Rodzaju doznałam wstrząsu. Miałam wrażenie, że ktoś sobie ze mnie okrutnie zakpił. TO NIE MOŻE BYĆ TA BIBLIA! Ktoś podrzucił mi księgę szatana? Czy oprócz mnie ktoś to w ogóle czytał? W końcu dałam sobie jeszcze jedną szansę. Postanowiłam nastawić się pozytywnie. Dupa! Efekt jeszcze gorszy! Przerażenie sięgnęło zenitu. Dotarło do mnie, że właśnie odkryłam największą tajemnicę w historii ludzkości. ŻYJEMY W MATRIKSIE!

Bo jak wytłumaczyć inaczej to, że na te nietrzymające się kupy słowa zawarte w Biblii powołują się miliony ludzi na świecie? Jak wyjaśnić to, że ludzie dają wykorzystywać się pasożytom w postaci rozbudowanych machin różnych religii, gotowi są zabić za nie lub umrzeć, mimo że to one odebrały im prawdziwe, wolne życie? Jak można tak dać się zniewolić, żeby mając oczy nie widzieć, mając uszy nie słyszeć, mając rozum nie myśleć? Jak wreszcie można padać na kolana przed kimś, kto tak naprawdę zasłużył nie tylko na pogardę ale i śmierć przez odrzucenie i zapomnienie.

Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że nie należy tykać wiary, dyskutować z wierzącymi na temat Boga, obalać mitów, pokazywać prawdy, rozmawiać o Biblii, o przekrętach księży, o zbrodniach funkcjonariuszy KK. Uważam wręcz, że to nasz obowiązek i że musimy to robić ciągle, bez przerwy, aż do skutku. Człowiek wyzwolony powinien niewolnikom pokazać drogę do wolności przekonując ich, że idea Boga nikomu do niczego nie jest potrzebny a wręcz, że jest szkodliwa. Świat byłby bezpieczniejszy i piękniejszy bez jakichkolwiek religii.

***

Wpadłam na pomysł, żeby ktoś przetłumaczył mi Biblię z polskiego na nasze. Założyłam, że jest gdzieś może jakiś klucz, coś czego ja nie dostrzegam bo jestem uprzedzona. Może ktoś otworzy mi oczy i ukarze mi się łaska Pana w całej okazałości. To musiał być ktoś bardzo wierzący, jednocześnie obeznany w Piśmie Świętym i do tego chcący rozmawiać z ateistką. Wcale nie musiałam szukać. Tłumacze zjawili się sami, ale o tym innym razem 🙂

clown-479750_1920

W szponach debili?

clown-479750_1920O tym, że z prawicowymi konserwami jest coś nie tak, nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy na nich popatrzeć, tudzież ich posłuchać. Kto nie był tego świadomy i na przykład modlitwę w intencji deszczu ogłoszoną w sejmie kilka lat temu odebrał, jak niewybredny dowcip, po ostatnich wyborach przekonał się, że to nie był odosobniony przypadek objawienia niedoskonałości intelektualnej tych po prawej scenie politycznej. Przykłady defektu prawicowych umysłów mnożą się każdego dnia, a szczególnie nocami. Kiedy normalny człowiek śpi, w sejmie budzą się demony. Są jak te wilki w owczych skórach. Zresztą po owocach ich poznacie. Kłamią, mataczą, manipulują, wyłączają mikrofony swoim oponentom lub pokazują im środkowy palec.

Tymczasem okazuje się, że tego nadzwyczajnego odkrycia o brakach intelektualnych konserwatystów, dokonał podobno już w XIX w. John Stuart Mill, który w jednym z listów napisał:

„Nie twierdzę, że konserwatyści są przeważnie głupi. Chodzi mi raczej o to, że głupi ludzie zazwyczaj przystępują do partii konserwatywnej”

Opowiedział o tym Newsweek w 2012 r. Cały artykuł TUTAJ. Na gościa, który urodził się ponad 200 lat temu niejeden prawicowiec mógłby machnąć ręką. Kłopot w tym, że współcześni naukowcy zabawili się w badania potwierdzające spostrzeżenie Milla.

Jak podaje „Time”, jedno z najbardziej reprezentatywnych badań amerykańskiego społeczeństwa, „National Longitudinal Study of Adolescent Health”, śledzące życie ponad 20 000 jednostek na przestrzeni kilku dekad dowodzi, że IQ mocnych konserwatystów wynosi średnio 95 i jest statystycznie o 11 punktów niższe od wyników zdecydowanych liberałów. Biorąc pod uwagę fakt, że norma to 100 punktów, różnica rzędu 11 oczek to sporo. Podobnie, opublikowany na portalu LiveScience artykuł przedstawiający ostatnie dokonania doktora Gordona Hodsona z Brock University w Ontario również dowodzi, że liberałowie są światlejsi. Tak samo zresztą twierdzi Satoshi Kanazawa z London School of Economics and Political Science, który swoje ustalenia zamieścił w „Social Psychology Quarterly”.

Szok? Z pewnością nie dla liberałów czy lewicowców. Ale o co chodzi z tą „głupotą” prawicowej konserwy? Sprawa jest dość prosta. Mówi się, że narząd nieużywany zanika. Bez przesady! Musiałoby to oznaczać, że np. posłowie PiS mają już strzępy mózgu, albo nie mają go wcale. Wiem, że śledząc ich poczynania można dojść do takiego wniosku. Sądzę jednak, że na przykład podczas sekcji okazałoby się na pierwszy rzut oka, że nie tylko posiadają ten organ, ale jeszcze wygląda on identycznie, jak mózg liberała czy lewicowca. To moje założenie wynika z przekonania. Nie zamierzam tego nawet sprawdzać. Takiej na przykład posłanki Pawłowicz nie chciałabym nawet skalpelem tknąć. Uważam, że narząd nieużywany nie zanika, tylko nie rozwija się.

I teraz wyobraźmy sobie małe prawiciątko, które urodziło się w prawicowej rodzinie, zostało porządnie zindoktrynowane przez KK przy czynnym współudziale rodziców. Wszystko ma podane na tacy. Bóg stworzył ziemię i wszystko co nas otacza. Jak? A co cię to obchodzi smarkaczu? Nie zadawaj pytań tylko chłoń, jak papier toaletowy. Boga trzeba wielbić a przede wszystkim bać się go, bo inaczej będzie przesrane. A rodzice znaleźli cię w kapuście. Wszystko co nowe, inne i nie daj boże negujące to, co się do mózgu prawiciątka systematycznie wtłacza, jest grzeszne i złe. Wystarczy, że trwać będzie w tym przekonaniu a osiągnie królestwo niebieskie po śmierci. I to jest jego cel. A że podąża do niego jak spanikowany prusak, raz w lewo, raz w prawo, kilka razy w kółko, zamiast prosto trzymając się słowa bożego, którego tak naprawdę przez wiele lat nauki religii nie zdołał poznać, to co z tego? Przykład bierze przecież od swoich rodziców i swojego Kościoła.

Co prawda w prawidłowym rozwoju człowieka przychodzi taki moment, kiedy zaczyna myśleć, zastanawiać się, negować, buntować się, poszukiwać, chłonąć wiedzę na własną rękę. Innymi słowy młody człowiek zauważa, że to co według jego wychowawców jest białe, tak naprawdę jest czarne, jak piekielna smoła. No cóż, wtedy wybrać może dwie drogi – słuchać siebie, lub spowiednika.

Słuchać siebie jest znacznie trudniej. Okazuje się bowiem, że cały dotychczasowy świat jest złudzeniem, nieprawdą, wymysłem innych, najczęściej najbliższych ludzi. Dramat ciężki do udźwignięcia. Kiedy pozostanie się wiernym sobie, trzeba będzie się zmierzyć z budowaniem wszystkiego od nowa, otworzeniem się na rzeczy do tej pory nieznane, czego efektem będzie rozwój umysłowy i wolność.

Słuchać spowiednika jest o wiele łatwiej. Podniesie na duchu, poprowadzi na stare tory, zapewni o nieskończonej miłości boga, który zemści się za grzechy do któregoś tam pokolenia włącznie, postraszy piekłem przy okazji, a efektem będzie święty spokój, rozwój duchowy i wstrzymanie rozwoju intelektualnego. Taki człowiek ma tylko jeden cel. Przeżyć życie jak jego rodzice i bronić za wszelką cenę i bez żadnej dyskusji status quo.

Jak wygląda obrona obecnego stanu rzeczy przez prawicowców, widzimy każdego dnia w tv. Według Dudy wszyscy jego rodacy witają papieża. „WSZYSCY”. Ja nie witam choć mam polski dowód osobisty. Czyli Duda nie jest moim rodakiem? To by mi akurat pasowało. Do tego wita go na Światowych Dni Młodzieży. Mój syn też się do młodzieży zalicza, a nie uważa tych dni za swoje święto. Bo wszyscy zapominają dodać, że są to Światowe Dni Młodzieży Katolickiej. Ani młodego Świadka Jehowy tam nie uświadczysz, ani młodego ateisty, ani młodego islamisty. Ten ostatni to chyba najmniej pożądany, bo słynie z wybuchowego charakteru. Wcześniej  Kempa ogłosiła wszem i wobec, że doszło do podpisania paktu o nieagresji z JP II, dzięki któremu jesteśmy całkowicie bezpieczni. Pewnie policjanci narobili w gacie, bo właśnie stracili robotę. Nie będą mieli czym dzieci nakarmić. Strawa duchowa ma to do siebie, że nie wypełnia żołądków. Do tego Macierewicz dopiął swego i nasi polegli na polu chwały podczas katastrofy smoleńskiej zostaną uhonorowani apelem podczas rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Bohaterom się należy przecież.

Zostaliśmy postawieni przed dylematem, jaki spotyka na pewnym etapie życia małe prawiciątko. Albo się poddać i zgłupieć do reszty, albo pozostać wiernymi sobie i zbudować nowy świat. Spokój nafaszerowany debilizmem, czy wielki trud i wolność? Wybór należy do każdego z nas.

sausages-in-a-dressing-gown-1405207_1280

Jak przygotować katolika w sosie własnym?

sausages-in-a-dressing-gown-1405207_1280Moja koleżanka po fachu napisała ostatnio tekst „Eksperyment na polskim sumieniu – trwa!” Wpadła na pomysł, aby swoje dywagacje na temat sumienia zakończyć przepisem na Polaka Katolika, po czym zwróciła się z tym zadaniem do mnie. Podobno satyra wychodzi mi najlepiej – to pierwszy powód. Drugi jest taki, że udręczona pisowskim reżimem, zaliczam ostatnio uwiąd umysłowy, i czuję się jak po lobotomii. Cóż jest obecnie ważniejsze w naszym kraju od polityki? A o niej nie jestem w stanie pisać bez niecenzuralnych słów. Rzucać mięsem potrafię, jednak ostatnio doszłam do wniosku, że jeszcze takich wulgaryzmów nie wymyślono, aby oddać to, jak ja odbieram naszą pisowską rzeczywistość. Co mi da rzucanie kurwami, skoro kurwa, jako komentarz do słów prominentnych działaczy pisowskich brzmi, jak pieszczota lub pochwała?

Po każdym wysłuchaniu kogokolwiek z tej psychodelicznej partii staję przed lustrem, powtarzam na głos swoje imię, nazwisko, pesel, NIP, opisuję swój wygląd, pogodę, widok za oknem i pytam dzieci, czy wszystko się zgadza. Wiem, że jak nie potwierdzą moich słów, będę zmuszona ochrzcić się, przyjąć komunię, przyznać, że bóg katolicki istnieje, zapisać dzieci na religię, pozbyć się moich dwóch grzesznych wibratorów, a przede wszystkim pójść wyspowiadać się. Z plecakiem. Nigdy nie byłam, więc wrócę dopiero za tydzień.

Walcząc dzień w dzień o utrzymanie siebie w prawdzie, kiedy z tv, ściślej mówiąc z ust idiotów, wylewa się tyle kłamstw, zamilkłam na swoim blogu. W sukurs przybyła Ela Kunachowicz z pomysłem na gotowanie. Przypomniała mi, że jest coś w Polce ważniejszego od polityki. To…

No kto zgadnie? Nie! Nie bóg, bo kogo on dziś obchodzi? To polski katolicyzm. Dopiero po nim jest polityka a po niej zero, które w pisowskim kraju nie oznacza „nic”, tylko zbiór trzeszczący w szwach, wypełniony bagnem społecznym, bandą pederastów, rowerzystów w szprychę gonionych, wegetarian z porem w nosie, burżujów w futrach z norek, świń oderwanych od koryta, ateistycznych pomiotów Pol Pota, czyli ludzi gorszego sortu, którzy bezczelnie i bezprawnie nazywają siebie Polakami. Skoro o polityce nie mam siły pisać, o sobie nie chcę, został mi przepis na Polaka Katolika w sosie własnym, według pomysłu Elżbiety Kunachowicz.

Jak wiecie, katolicy lubili sobie swego czasu robić siekaną potrawkę z innowierców wszelkiej maści, lub zwykłe pieczenie. Przygotowanie takiej strawy trwało chwilę. Zero fantazji. Ot wystarczyło zaatakować podstępnie i zaszlachtować albo ustawić stos, przywiązać do niego człowieka i podpalić. Za to, kiedy chce się przygotować dobrego Polaka Katolika, trzeba się nieźle natrudzić – bardziej niż wymyślając absurdalne oskarżenia o czary, czy spółkowanie z szatanem i dłużej niż trwała niejedna krucjata. Naprawdę warto, aby móc później podziwiać swoje dzieło, żywy dowód cudu. Bo jak inaczej nazwać homo sapiens bez sapiens? Nie dość, że człowiek bez rozumu, to jeszcze wyrzekający się swojego człowieczeństwa, normalnie dziw nad dziwy!

Dobrego Polaka Katolika mogą przyrządzić tylko dobrzy Polacy Katolicy. Nam mogłoby się też udać, ale musielibyśmy wyrzec się sami siebie. A wyrzeczenie się samego siebie polegałoby mniej więcej na tym, jakbym ja do swojego lustra mówiła: „jestem cycastą blond murzynką, mój pesel zaczyna się na 95, na dworze jest siarczysty mróz, przez okno widzę przesyłającego mi buziaki Brada Pita, do tego Bóg (tym razem przez duże B), jest dobry i kocha ludzi.” No kurde nie da się, prawda? Oczywiście, że się da! Oni to robią na co dzień. Ale od początku.

Składniki na Polaka Katolika w sosie własnym wytłuszczone w tekście:

Nie wiem, co chciała przyrządzić Ela, ale w swoim szkicu wśród składników wymieniła mózg. No bez przesady! Potem dwie ręce i nogi. Ale po co? Narządy płciowe, a i owszem. Koniecznie jedne męskie a drugie żeńskie. O in vitro nie ma mowy! Żeby nie było, że rzesza potencjalnych katoliczątek została uwięziona na wieki w zamrażarkach, i tam płacze z rozpaczy. Według katolickich prawideł, najpierw powinien się odbyć ślub tych narządów płciowych, z tym że powinny być one nieskalane. Najczęściej jednak odbywa się to tak, że kiedy stają one przed ołtarzem, nie pamięta już swojego pierwszego razu, tak dawno temu to było. Ale kto by się tam tym przejmował? Potem powinno dojść do poczęcia, o co nie jest trudno, bo wszelkiej maści antykoncepcja jest zakazana przez kapłanów. Choć bywa i tak, że w sukni ślubnej panna już ukrywa kiełkujące katoliczątko. No dobra, jakoś tam się zabezpieczała (ksiądz nie musi wiedzieć), ale czy gumka pękła, czy nieregularnie tabletki brała, coś po prostu poszło nie tak. I co z tego?

Potem poród, koniecznie drogami natury, żeby się wypełniły słowa miłosiernego kosmity sprzed kilku tysięcy lat, że kobieta w bólach będzie rodzić. Ja kurde rodziłam. I gdyby istniał Bóg i złota rybka, najpierw bym ją dopadła. I gdybym miała do wykorzystania tylko jedno życzenie, nie zmieniłabym go na inne. A brzmiałoby ono: niech bóg urodzi dziecko. Siedziałabym z nim na porodówce cały dzień i rozkoszowałabym się jego cierpieniem. Tak wiem, takie to nieludzkie! Ale boskie jak najbardziej.

Zauważyliście, jak wiele kobiet po cesarskim cięciu przeżywa to, że urodziły „nienaturalnie”? Jak myślicie, skąd biorą się wyrzuty sumienia spowodowane poddaniem ich zabiegowi, który ratował życie ich lub dziecka? Oj tak! Tak właśnie działa mózg ograniczony katolicyzmem.

I teraz najważniejsze. Zanim się małe, łyse i rozdarte dziecię zorientuje i zdoła uciekać, trzeba je oddać pod opiekę Pana. Chrzcimy i hop siup! Już jest katolik. Nikt ani nic tego nie zmieni. Mogłabym kończyć, gdyby nie to, że to ma być Dobry Polak Katolik, którego normalni ludzie nazywają fanatykiem.

Zaczyna się harówka. Bo dziecko rodzi się z mózgiem. Trzeba zrobić tak, żeby mózg pozostał, ale większość jego funkcji ustała. Kiedy rodzice są zapracowani, nieodzowna staje się babcia. Jeszcze wnusio dobrze „mama” nie mówi, a już uczy się klepania zdrowasiek, jeszcze śliniak pod brodą nosi, a już uczy się wykonywania znaku krzyża na piersi. „Nie rób tak Marysiu, bo cię Pan Bóg skarze”, „Oj nie ładnie Jasiu, Bozia będzie się gniewać” Jasiu z Małgosią rozglądają się dookoła i zastanawiają się, czy babci coś na głowę padło? Oprócz nich i babci nikogo nie ma w pokoju.

No co poradzić? Taka jest natura. Choć młoda, to dociekliwa, analizująca, myśląca. A jak tatuś dał mamie z liścia, to Bóg widział? A jak mamusia tak się na imprezie spiła, że pół nocy rzygała, to jej Bozia w dupę wleje? „Szanuj ojca swego i matkę swoją jak Pan Bóg przykazał!”. Cholera szkoda, że o dzieciach zapomniał coś dorzucić. Zorientowali się ostatnio katolicy i sobie wymyślili, że właśnie powiedział. No jak nie powiedział? A „Nie zabijaj!”? I tak powstał pomysł o ochronie życia poczętego.

Jaś i Małgosia orientują się, że mają różne rzeczy między nogami. Alarm! Panika w całej rodzinie! „A fe! Nieładnie! Niegrzeczne dzieci! A Pan Bóg patrzy!” Może i fajny ogonek miał Jaś a Małgosia fajną bułeczkę, ale skoro to takie straszne, to może Jaś zajmie się swoim ogonkiem a Małgosia swoją bułeczką? Mają rączki, które mogą dotykać, mają główki, nóżki, to czemu nie tam? „Jezus Maria i wszyscy święci! Co ty robisz Jasiu! Gdzie grzebiesz Małgosiu! Co za wstyd, co za grzech! A Pan Bóg patrzy!” I jak tu kupę zrobić, czy bąka puścić? Poprosić, aby się odwrócił? Żeby nos zatkał? Co za wstyd. Ciekawość taka silna. Ale ona jest zła. Siusiak do tej pory taki, jak inne części ciała, staje się czymś zakazanym. Foczka taka czuła na dotyk, jest obrzydliwa i grzeszna. Ale tak się chcą dotykać. Coś z nimi nie tak. Są źli, grzeszni. Bóg wie, Bóg patrzy. A pod kołdrą widzi?

Małgosia lubi samochody i piłkę. Jaś woli lale i pluszaki. Wszystko nie tak! Oboje płaczą w każde urodziny i na święta. Dostają nie to, czego pragną. Złe dzieci.

Czas na przedszkole. Babcia z tatą i mamą nie do końca są autorytetami. Mówią „nie kłam, bo to grzech” a sami łżą jak najęci. Mówią, że Bóg wszystko widzi i słyszy, a sami robią i mówią, co chcą. A jak dziecko o tego boga pyta, to wyganiają, jakby nie wiedzieli, co odpowiedzieć. Na szczęście w przedszkolu jest katechetka. Mówi o Jezusie, śpiewa o Jezusie, każe rysować Jezusa, kolorować Jezusa, kochać Jezusa. I w końcu Jaś z Małgosią dowiadują się prawdy, że tego boga, którego nie widzą, naprawdę trzeba się bać, bo on własnego syna pozwolił ukrzyżować, żeby odkupił ich grzechy. A oni tak strasznie przecież grzeszyli. To straszne! Dowiadują się, że od boga dostali ziemię stworzoną w 6 dni i swoje życie, że to bóg dał im domek, w którym mieszkają, zabawki, którymi się bawią, a oni byli tacy niewdzięczni!

I przyszedł czas na szkołę. A tam już poważne lekcje religii. Jaś spytał swojego najlepszego przyjaciela Krzysia, dlaczego ten nie chodzi na religię? „Nie wierzę w Boga”. Jakie to straszne! Jak to możliwe? Jaś pyta katechetki i dowiaduje się, że jego przyjaciel jest złym człowiekiem. Krzyś jest zły? To najfajniejszy chłopak w klasie! Odrzucił miłość boga i ofiarę Jezusa. Serce pęka Jasiowi. „Będziesz się smażył w piekle!” – rzuca do przyjaciela po lekcji religii.

Małgosia patrzy z zazdrością na siostrę Krzysia Tosię, która gra z chłopakami w piłkę. Nosi czapkę bejsbolową i zawsze spodnie. Wygląda na szczęśliwą. To okropne!

Tyle modlitw do zapamiętania. Małgosia nie nauczyła się i dostała 1. Może by nie płakała, gdyby nie to, że według katechetki zawiodła boga, tego boga, który dał jej życie, i dom, i zabawki…

A potem przygotowania do Komunii i pierwszej spowiedzi. Dlaczego Jaś i Małgosia muszą powiedzieć księdzu w kościele o swoich grzechach, skoro codziennie modlili się, a i bóg przecież o wszystkim wie? Bo tak! A można coś pominąć? To dopiero będzie grzech! Ale jak powiedzieć, że nie zawsze słuchali mamy? Że czasem powiedzieli coś brzydkiego, że czasem kłamali, że czasem bawili się swoimi grzesznymi częściami ciała, że uderzyli kolegę i wyzwali koleżankę? Dlaczego są tacy źli, chociaż się tak starają? A Krzyś i Tosia nie muszą chodzić do spowiedzi. Oni nie wiedzą co to grzech. Wystarczy, że przeproszą tych, których skrzywdzili i mają odpuszczone. No tak! To przecież źli ludzie.  Jaś i Małgosia też są źli, ale im po spowiedzi bóg wybaczy. Krzysiowi i Tosi nie wybaczy nigdy.

Krzyś pytał Jasia, o czym mówi ksiądz na mszy? Jaś bywa tam co niedziela. Wie, że o bogu, o Jezusie, o Maryi, ale nie wie co dokładnie. To straszne, ale Jaś nudzi się na mszy. Jest zły. Będzie musiał się wyspowiadać.

W gimnazjum Jaś i Małgosia przechodzą kolejny etap indoktrynacji. In vitro to zło, środki antykoncepcyjne to zło, chociaż Małgosia widziała tabletki w szufladzie mamy. Krzyż jest symbolem państwa polskiego, trzeba go bronić zawsze i wszędzie. Prawdziwy Polak to Polak katolik. Krzyś i Tosia nie są prawdziwymi Polakami. Jaka szkoda! Małgosia kocha Krzysia, dobrze, że nikt o tym nie wie. Małgosia się wyspowiada z tej miłości po raz kolejny i znowu będzie prosić boga, żeby ją od tej miłości wybawił. Homoseksualizm to zło, choroba, którą trzeba leczyć. Jaś nie może spać całą noc. Od dawna podoba mu się Grześ. To nienormalne. Musi powiedzieć swojemu spowiednikowi.

Jaś przestał kolegować się z Kubą. Kuba był ministrantem, ale już nie jest. Twierdzi, że ksiądz proboszcz dotykał go tam. To straszne! To straszne, jak Kuba mógł tak ulec nagonce na święty Kościół Katolicki. Zdrajca!

I przyszedł czas na szkołę średnią. Małgosia zrozumiała, że nie przestanie kochać Krzysia. Zrozumiała, że ma misję. Misję nawrócenia ukochanego.

To, co mówił jej Krzyś, było straszne. O religii, o kościele, o świętych, o bogu… Krzyś czytał Biblię. Co z tego? Co z tego, że on czytał a ona nie? Takich rzeczy nie wolno mówić, to straszny grzech. Małgosi pękło serce. Krzyś jest stracony. Spytała rodziców z ciekawości, czy oni czytali Biblię. Byli zdziwieni. Niby po co?

Jaś znalazł lekarstwo na Grzesia. Poszedł do seminarium. Tam się wyleczy, zbliży się do boga. Tylu młodych, fajnych, pięknych kolegów. Wieczorem przyszły ksiądz zaproponował mu seks.

***

Dziś Krzyś mieszka i pracuje za granicą. Ma żonę i dwoje dzieci. Wróci do kraju, jak Polska znormalnieje.

Tosia została w Polsce. Ma partnera i dziecko. Jest feministką. Namawia brata do powrotu do kraju. Żeby Polska znormalniała, potrzebni są tacy ludzie, jak on.

Małgosia ma czworo dzieci. Uczy ich bycia prawdziwymi Polakami. Jeden z jej synów jest ministrantem u tego proboszcza, którego Kuba oskarżył kiedyś o molestowanie. Bóg ją doświadczył za grzechy. Jedno z jej dzieci jest niepełnosprawne. Nigdy się nie usamodzielni. Małgosia wiedziała, że urodzi chore dziecko. Nie zdecydowała się na aborcję. To byłaby zbrodnia! Jednak nie chce więcej dzieci, więc stosuje antykoncepcję. Nie mówi o tym swojemu spowiednikowi. Do tej pory nie zajrzała do Biblii. Wciąż wspomina Krzysia. Dużo się modli.

Jaś na mszach głosi słowa Pisma Świętego, niedawno kiboli nazwał bohaterami XXI w., sypia z mężczyznami. Nie mówi Małgosi o tym, co robi, jak żyje, co wie. Uważa, że tak jest dla niej lepiej.

Wybacz Elu, że nie do końca zabawnie.

 

right-707516_1280(1)

Polemika z polemiką do tekstu Elizy Michalik :-)

right-707516_1280(1)Całkiem niedawno umieściłam na swoje tablicy na fb manifest Elizy Michalik pt.: „Stop nachalnej katopropagandzie”. Można go przeczytać TUTAJ. Jednym zdaniem w teksie tym Eliza wysuwa żądania, pod którymi podpisałam się obiema rękami. Mój internetowy znajomy w komentarzach wstawił mi tekst polemiczny autorstwa Magdaleny Żuraw, z pytaniem: „To jak? „Pojedziemy” p. Żuraw?” Pojedziemy, bo ja uwielbiam wyzwania.

Żeby łatwiej się było zorientować, moje komentarze są pisane kursywą, tekst Magdy Żuraw normalną czcionką a Elizy pogrubioną.

Znana plagiatorka Eliza Michalik, przed laty zapalczywa autorka pism prawicowych (i takich „reakcyjnych” artykułów jak „Manipulacje homoseksuanych” czy „Całe kłamstwo o aborcji”), doznała jakiś czas temu głębokiego metafizycznego wstrząsu, w wyniku którego przepoczwarzyła się w gorliwego zapiewajłę salonu w rodzaju Tomasza Wołka czy Cezarego Michalskiego (tyle że z mniejszą ilością oleju w głowie).

Że łot? Sprawdzam u cioci Wikipedii. No przykre. Eliza karierę dziennikarską rozpoczęła w „Gazecie Polskiej”. Jakby ktoś nie wiedział jest to pismo o profilu prawicowo-konserwatywnym. Jakby tego było mało, publikowała też w „Gościu Niedzielnym” (tygodnik katolicki) i „Ozonie”. Czyżby Palikot w spódnicy? To się jeszcze okaże. Palikot front zmieniał przynajmniej dwa razy. Od kościelnego sługusa po zagorzałego antyklerykała, po czym podobno (jak stwierdziła podczas Dni Ateizmu Joanna Senyszyn), na własnym blogu przeprosił za swój antyklerykalizm.  Z tego, co przedstawia nam autorka, Eliza zmianę frontu zaliczyła raz. Dlaczego? Nie wiem, nie wnikam. My ateiści, racjonaliści, zwolennicy rozdziału Kościoła od państwa, co rusz podniecamy się jej tekstami.   Bo są pisane przystępnym dla każdego językiem i mówią o tym, co popieramy. Wytknięcie Elizie tej nieciekawej przeszłości ma ją zdyskredytować w naszych oczach. Czy dyskredytuje? Niech każdy z tą wiedzą robi, co chce. Wiem tylko, że podczas jednego z paneli podczas Dni Ateizmu na sali pełnej ateistów było tylko pięć osób nieochrzczonych, w tym ja i mój syn. Pozostałe osoby, jak można się domyślać, chodziły na religię, były u Komunii, może nawet brały śluby kościelne. Aż przyszedł moment, kiedy miejsce Ducha Świętego zastąpiło Oświecenie. Czy to samo spotkało Elizę? Nie wiem. Ale czym więcej takich odwróceń, tym lepiej. A może po prostu jest to jej pomysł na karierę? Musiałaby być skończoną idiotką, żeby karmić nas swoimi antyklerykalnymi tekstami tylko po to, aby co niedziela się z nich spowiadać w konfesjonale.

I jak to „plagiatorka”? Ciocia Wiki rzekła:

W 2003 została oskarżona o naruszenie praw autorskich Hanny Harasimowicz-Grodeckiej, przez wykorzystanie fragmentów jej tekstów, w jednym ze swoich artykułów (…) bez powołania się na źródło. Wkrótce potem „Gazeta Polska” opublikowała przeprosiny.

Była autorką bloga w serwisie Salon24.pl. Na początku 2007 w komentarzach do jej notatek ponownie zaczęły pojawiać się oskarżenia o plagiaty. Usuwanie tego typu komentarzy spowodowało, że sprawę opisał w swoim blogu Gniewomir Świechowski, a potem powstał blog kolejny, o nazwie Eliza Watch, w którym internauci wpisywali fragmenty tekstów Elizy Michalik, porównując je z domniemanymi źródłami. 23 lutego 2007 Igor Janke poinformował o zakończeniu współpracy Salonu24 z Elizą Michalik.

Nawet nie będę próbować obrony. Plagiat to paskudna sprawa. Oto dowód na to, że nauka mojego taty ma głęboki sens: „nie ma autorytetów, bo nie ma ludzi nieskazitelnych”. 

Dalej Magdalena Żuraw pisze w stylu, który bardzo lubię:

Można by to zbyć milczeniem, gdyby nie fakt, że ostatni tekst redaktor Michalik, zatytułowany „Stop nachalnej katopropagandzie”, świadczy o tym, iż ów wstrząs był na tyle głęboki, że samo myślenie o wartościach, które wcześniej wychwalała, doprowadza ją dziś błyskawicznie do granicznego stanu emocjonalnego, nieustępującemu w niczym psychicznym uniesieniom Stefana Niesiołowskiego.

Naprawdę się uśmiałam. Nie darzę Niesiołowskiego szacunkiem, chociaż za PRL-u za swoją działalność siedział w więzieniu, a Jarek nie siedział 🙂  Do tego Niesiołowski to osoba epatująca swoją wiarą. Dlaczego do niego Magda przyrównuje Elizę? Ano dlatego, że Niesiołowski jest z PO.  A nie dało się przyrównać stanu emocjonalnego Elizy do psychicznych uniesień Krystyny Pawłowicz? No nie, ona jest z PiS. Nie ważne, że bredzi, jak nawiedzona dewota, po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia i to nie z UFO, tylko z innego rodzaju niebiańskimi istotami.

Jakie są główne myśli manifestu redaktorki Michalik? Otóż „żąda” ona, by:

Kościół katolicki oddał zabrane „niezgodnie z prawem” 24 mld zł

Te 24 miliardy to kwota wzięta od byłego posła SLD Sławomira Kopycińskiego, który wyliczył, że tyle właśnie Kościół otrzymał od Komisji Majątkowej za majątek skradziony mu przez komunistów. Problem w tym, że poseł Kopyciński zbłaźnił się – o czym pisała już w 2010 r. „Rzeczpospolita” – i wyliczył tę astronomiczną sumę, nie uwzględniając „drobnego” faktu, że w 1995 r. złotówka uległa denominacji. Rzeczywista kwota to 107,5 mln zł, pani redaktor Michalik.

Nie wiem, ile w gardło nasz kraj pod rządami każdej opcji politycznej wepchnął kościelnej, nienażartej i nieposkromionej bestii. Nawet nie chce mi się sprawdzać, czy Eliza zawyża kwotę, czy Magda zaniża. Wiem jedno, każda złotówka wydana na tych pasożytów watykańskich to zmarnowana złotówka, odebrana potrzebującym rodzinom, głodnym dzieciom, samotnym matkom, ludziom chorym, bezdomnym, potrzebującym. Madzia sugeruje, że 107,5 mln to mało? To niech oddadzą, będzie na waciki. Albo na refundację leków, której odmawia się tak wielu ludziom w naszym kraju. A za to według mnie powinien być stryczek.

„Majątek skradziony przez komunistów”? A ile czarna stonka sobie wzięła bezkarnie, bo polskie rządy, jeden po drugim płaciły za to, żeby móc ich lizać po dupach, jak ekskluzywne prostytutki? Z tym że w wypadku dziwek, klient płaci, klient wymaga, a tu relacje są odwrotne. Klient płaci a ta jeszcze nosem kręci, kaprysi, wysuwa coraz to nowe żądania. Aż mi się dowcip przypomniał, doskonale ilustrujący opisaną przeze mnie sytuację:

Idzie facet ulicą patrzy, a tam strzałka z napisem: „Burdel u Sióstr Urszulanek”. Postanowił skorzystać. Wszedł do środka, a tam za biurkiem siedzi stara zakonnica i pyta:
– Czego pan chciał?
– N… no… skorzystać z usług…
– 500,- zł proszę i niech pan idzie w te drzwi po prawej.
Zapłacił i poszedł, a tam na końcu korytarza kolejna, już młoda zakonnica.
– Witam pana. W czym mogę pomóc?
– Chciałem z usług skorzystać.
– Poproszę 300,- zł i zapraszam do drzwi po lewej.
Zapłacił, poszedł i na końcu korytarza widzi nowicjuszka siedzi przy stoliczku…
– Dzień dobry.
– Dzień dobry, chciałem skorzystać z usług.
– Ach, tak… 100,- zł i te drzwi za mną.
Już tyle wydał, że stówa go nie zbawi. Zapłacił i wszedł drzwiami, które wskazała mu nowicjuszka. Drzwi za nim zatrzasnęły się. Nagle zorientował się, że stoi na dworze. Chciał zawrócić, ale od zewnątrz w drzwiach nie było klamki, za to zauważył na nich tabliczkę z napisem: „Właśnie zostałeś wyruchany przez Siostry Urszulanki”.
 
Magda wymienia kolejne żądania z tekstu Elizy:

 „księża-pedofile” szli do więzienia jak wszyscy inni pedofile

A co z księżmi-plagiatorami?

A CO Z KSIĘŻMI-PLAGIATORAMI??? Tylko tyle ma Madzia do powiedzenia na temat księży pedofilów i ponoszenia przez nich odpowiedzialności? Dzieci nie ma? Żaden ksiądz jej dziecka nie zeszmacił? Nie odarł z godności? Nie zniszczył mu życia? Jak widać, umiejętność ubrania myśli w gładkie słówka nie świadczy o tym, że się myśli. Według Madzi jest dobrze, jak jest. Zwyrodnialec w sutannie może być do upadłego chroniony przez Watykan, a mała ofiara może być odsądzana od czci i wiary, ponownie skopana przez środowisko, w którym mieszka, osamotniona, pozbawiona możliwości zadośćuczynienia krzywd i pocieszenia faktem, że bydle, które ją skrzywdziło, pójdzie do więzienia, a tam kumple spod celi wymierzą mu starotestamentową sprawiedliwość pt. „oko za oko, ząb za ząb”. Nie powiem ci Madziu, czego ci w tym momencie życzę.

Co więcej, po tym fragmencie odechciało mi się czytać dalej jej wypocin. O czym dyskutować z człowiekiem, który twierdzi, że gwałt na bezbronnym, ufnym dziecku jest przestępstwem równym plagiatowi? Nie wiem, może o tipsach? Może o pogodzie? Może o przepisach kulinarnych? Tak więc dalej czytam już z ogromną niechęcią i jakby wbrew sobie. Inaczej tekstu mojego nie będzie 🙂

by z papieża można było żartować jak z każdego innego dyktatora

Pani redaktor Michalik radzę zajrzeć do Słownika Języka Polskiego. Można się z niego dowiedzieć, że dyktatura to „forma sprawowania absolutnej i nieograniczonej władzy przez jedną osobę lub grupę osób, mającą poparcie wojska i policji”. Czy Benedykt XVI i Jan Paweł II byli dyktatorami? A może jednak monarchami?

A ja radzę dla odmiany zajrzeć pod dekiel, przekopać  katopropagandową papkę i sprawdzić, czy jeszcze coś z rozumu w głowie zostało. To, że władza papieża jest absolutna i nieograniczona w świecie katolickim, jest chyba jasne, nawet dla Madzi. Wnioskuję więc, że czepiła się, jak menda jajek, tej policji i wojska. Że niby Watykan nie ma własnej armii, oprócz Gwardii Szwajcarskiej, której armią raczej nazwać nie można? To skąd się brały krucjaty krzyżowe? A armia błogosławiona przez funkcjonariuszy KK, to nie pośrednio armia Watykanu? A mało to razy Watykan wspierał swoich sługusów we wszystkich wojnach na świecie, a jego funkcjonariusze czynnie brali udział w rzeziach i przez wiele lat, a może i całe życie unikali odpowiedzialności? W imię boga, którego sama Madzia wyznaje, tego boga, który (gdybyśmy uznali, że istnieje), jest największym zbrodniarzem w historii ludzkości (sprawdzić w Biblii, jak ktoś nie wierzy), ludzie urządzali sobie nawzajem kaźnie. A jeśli już Madzia chce nazywać papieży monarchami, to czemu nie dodaje słowa „absolutnymi”?

szacunku dla swojej prywatności, swojego rozumu i swojego sumienia

O szacunku dla prywatności i sumienia plagiatorka nie powinna się chyba wypowiadać, a żądanie szacunku dla rozumu kogoś, kto „w swych pojęciach moralnych odznacza się nie większą głębią sądów niż konsjerżki i utrzymanki” (Baudelaire o George Sand) jest zwykłą bezczelnością.

Nie przyszło Madzi do jej katoprawicowej główki, że chodzi tu nie o Elizę tak naprawdę, tylko o prywatności, rozum i sumienie każdego człowieka? Choćby moja prywatność, rozum i sumienie. Jak mi debil jakiś powie, że muszę urodzić, kiedy zostanę zgwałcona, bo wróżka zębuszka… tzn. św. Mikołaj…, nie! To była jakaś inna bajka. Już wiem! Bo jakiś bóg siedzący na tronie w niebie tak chce – ryzykuje śmiercią. Każdego w końcu mogą ponieść nerwy, nawet mnie 🙂 Czy to nie jest wtrącanie się do mojej prywatności, rozumu i sumienia? Kiedy moje niewierzące dziecko uczy się podczas edukacji wczesnoszkolnej o tym, co to jest „święconka” i co wchodzi w jej skład, to jest to w porządku wobec niego? A wydawałoby się, że skoro nie chodzi na religię, jest chronione przed indoktrynacją katolicką. No niestety. Nie w kraju, w którym nie szanuje się prywatności, rozumu i sumienia.

by nie wchodzono jej do łóżka, na porodówkę i do portfela, nie dyktowano, jak się kochać, jak ma się począć jej dziecko i jak urodzić – z cesarką czy bez

Panom, którzy weszli do łóżka redaktor Michalik, i podyktowali jej, jak ma się kochać, stawiam dobre wino.

W takim razie ja cię Madziu trzymam za słowo. Bo w tej chwili masz po butelce do postawienia (no, chyba że to miała być tylko lampka wina) każdemu księdzu w tym kraju. Stare dziady w kieckach, które teoretycznie nic o seksie nie powinni wiedzieć (w praktyce różnie bywa) twierdzą, że seks powinien służyć prokreacji, że kobieta powinna rodzić drogami natury i to bez znieczulenia, bo wyimaginowana postać rodem z mitów stwierdziła ponad 2000 lat temu podobno, że kobieta w bólach za karę ma rodzić. Wmawiają również ludziom, że in vitro jest złem, bo skoro bóg nie dał dziecka, to nikt inny nie ma prawa go dawać, że połączenie komórki męskiej i żeńskiej to cierpiące, niewinne, przerażone dziecko, poddane katordze, czyli zamrożeniu. Siedzą uwięzione w zamrażarkach i płaczą. Mówią, że wszelka antykoncepcja jest zła, bo kobiety stosujące ją, traktowane są instrumentalnie, bez szacunku, jak obiekty seksualne i nawet do głowy im nie przychodzi to, że kobiety mogą uwielbiać seks, uprawiać go z kim chcą i zabezpieczać się dla swojego zdrowia i ochrony przed niechcianą ciążą. Do tego ci, którym się całkiem w łbach poprzewracało i przyjmują starożytne nauki kościoła jak wyrocznię, za kobiety podejmują decyzję, o urodzeniu dziecka zmaltretowanego przez naturę (tzn. boga) tylko po to, żeby wiele godzin umierało w cierpieniu. To nie jest wchodzenie do łóżka i na porodówkę?

by bez jej zgody nie wydawano jej pieniędzy „na budowę kościołów, kilkunastometrowych Jezusów i matek boskich

Ja z kolei żądam, żeby bez mojej zgody nie wydawano pieniędzy na budowę Stadionów Narodowych, na urzędników w ministerstwach, a nawet na państwową oświatę. I co z tego?

Ano to z tego Magdo, podobno wykształcona, że ze stadionów czy oświaty, czy nawet tych urzędników jest jakiś pożytek dla ogółu. Twoja brocha, że np. nie lubisz sportu. Natomiast jaki pożytek dla ogółu widzisz w budowie kolejnych świecących pustkami świątyń, czy świętych monumentów, których według twojego Pisma Świętego budować nie wolno!? Drugie przykazanie według twojej świętej księgi:

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.”

Być może twoja wiara jest tak mała, że dopiero kiedy stajesz w cieniu kupy betonu uformowanej na kształt Jezusa, zaczynasz czuć jej wielkość. Ale za czasów Mojżesza, a i w czasach wczesnego chrześcijaństwa, za oddawanie czci figurkom, choćby nie wiem, jak dużym, czy obrazkom, groziła surowa kara.

by nie zmuszano homoseksualistów do leczenia i zaprzestania prześladowań ludzi za to, że są inni

Jeżeli w Polsce ktokolwiek zmusza homoseksualistów do leczenia, to żyjemy w dwóch różnych państwach.

Ależ skąd! Żyjemy w jednym. Tyle że ty uległaś katoprawicowej propagandzie i belki w oku swoim nie dostrzegasz. Proponuję obejrzeć choćby współczesny, polski film dokumentalny Konrada Szołajskiego, pt. „Walka z szatanem”. O egzorcyzmach, więc pewnie cię zainteresuje. Jedną z bohaterek jest dziewczyna czująca pociąg seksualny do zakonnicy. Zobacz, jak jej Kościół pomaga, jak wysyła ją do pseudo specjalistów katolickich i odprawia na niej egzorcyzmy. Naprawdę nie słyszałaś nigdy od swoich katolickich kumpli, że homoseksualizm to choroba, którą trzeba leczyć? Nie słyszałaś o wysyłaniu księży na „leczenie”, które polega m.in. na odosobnieniu i modlitwie? A dlaczego odnosisz się tylko do leczenia a do prześladowań już nie? Bądź prawdziwą katoliczką i przyznaj, że homoseksualiści zasługują na śmierć, bo twoja Biblia tak naucza. 

zaprzestania szantaży moralnych i wyzwisk

Rozumiem, że chodzi o wytykanie pani redaktor licznych plagiatów?

Ja też nie wiem, o co chodzi Elizie. Ja tam lubię się czasem z wami powyzywać. Kilka słów na k… i od razu człowiekowi lepiej, co w uzasadnionych przypadkach usprawiedliwia nawet sam prof. Miodek. 

chronienia wszystkich moich uczuć tak, jak chroni się uczucia katolików

Wszystkich? Zazdrości i lęku też?

Brawo Madzia! Chwyciłaś się tych słów Elizy jak ostatniej deski ratunku. Rzeczywiście wszystkich jej uczuć obronić się nie da. Ale nie rżnij z łaski swojej głupa, i nie mów, że nie wiesz o tym, że uczucia religijne (cokolwiek to oznacza) są chronione w Polsce prawnie. Jest na to paragraf w kk. Na obrazę uczuć niewierzących nie ma żadnego paragrafu. Chodzi mi o konkret. Skoro mamy zapis: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”; to tak dla równowagi przydałby się zapis: „Kto obraża uczucia ateistyczne (taki sam bzdet, jak uczucia religijne), ogranicza wolność do ich publicznego wyrażania oraz promowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Ciekawe co Madzia na to?

powstania Krajowej Rady ds. przeciwdziałania katopropagandzie, która będzie karała katolickie stacje za obrazę ateistów i obywateli innych niż katolickie wyznań”

Dwa miesiące temu ta sama redaktor Michalik pisała: „Minister Boni powołuje do życia Rządową Radę Przeciw Mowie Nienawiści, Ksenofobii oraz Agresji i Dyskryminacji w Życiu Publicznym – pomysł godny Hugo Chaveza. Bo w normalnych demokracjach nie ma zajmowania się przestępstwem, dopóki do niego nie dojdzie. A jak już dojdzie – są od tego sądy”. Bez komentarza.

Nie wiem, co napisała Eliza w tym tekście. Wiem natomiast, że jest coś takiego, jak Parlamentarny Zespół ds. przeciwdziałania ateizacji Polski. To może tak, choć dla równowagi (czytaj: dla równego traktowania wszystkich obywateli) powołać jednak tą radę przeciwko katopropagandzie? Bo niedługo będziecie uczyć nasze dzieci, że ziemia jednak jest płaska i ma tylko ok. 6 tys. lat, Bóg naprawdę wstrzymał kiedyś słońce, w jeden dzień stworzył ziemię i tym podobnych bzdur.

prawa do nielubienia kiboli, uważania ich za zwyczajnych bandytów i chuliganów

Nikt pani redaktor Michalik tego prawa nie odmawia.

A nazywanie kiboli przez księdza podczas ich pielgrzymki do Częstochowy „bohaterami XXI w.” to pikuś? Pani redaktor Magda o tym nie słyszała? Bohaterowie narodowi (uznani za takowych tylko z tego powodu, bo są wierzący) dali popis bohaterstwa choćby na ostatnim meczu na stadionie narodowym.

prawa do życia w państwie prawa, a nie takim, w którym można zdemolować, obrazić, pobić, opluć, znieważyć, pomówić, szarpać – zrobić wszystko co najgorsze, byle zasłaniając się religią i patriotyzmem”

To żądanie proszę kierować do rządzącej od prawie 6 lat Platformy Obywatelskiej. Ona odpowiada za stan „państwa prawa”.

I dopiero tu sprawdziłam daty publikacji obu tekstów. O cholera! Na blogu Michalik zamiast daty widnieje napis „dawno temu”. Nad tekstem Magdy widnieje data 12 marca 2013. Ja się tyle napisałam, a może Madzia już dawno zmieniła front, jak wcześniej uczyniła to Eliza? Sprawdzam. Nazywano ją Aniołkiem Kaczyńskiego, była w sztabie wyborczym obecnego prezydenta. Tkwi więc wciąż po ciemnej stronie mocy, chociaż dla mnie to akurat dobrze. Skoro nie zmieniła poglądów, kontynuowanie przeze mnie pisania tego tekstu ma sens.

rozdziału Kościoła od państwa

Jedyny konkretny postulat (z którym się zresztą nie zgadzam, ale można na ten temat dyskutować)

Ależ ja jestem ciekawa, dlaczego Madzia nie zgadza się z rozdziałem Kościoła od państwa? Co takiego strasznego stałoby się dla Polaków, gdyby do tego rozdziału faktycznie doszło? Czy sytuacja wierzących zmieniłaby się diametralnie? Przecież oni powinni przestrzegać nauk Kościoła, niezależnie od tego, jaką rolę ten Kościół zajmuje w państwie. W związku z tym w laickim państwie, w którym obowiązywałoby laickie prawo, wyznawcy boga mogliby stosować się i tak do boskich praw, a ludziom wolnym daliby prawo, do stosowania się do praw świeckich. Doceniam, że Madzia nie powiedziała (jak na przykład była premier Kopacz, czy były prezydent Komorowski), że przecież mamy rozdział Kościoła od państwa, zwany życzliwym, czy też przyjaznym 🙂

zaprzestania zapisywania katolickich bredni, sprzeciwiających się ustaleniom nauki i zdrowemu rozsądkowi i katolickich subiektywnych przekonań w formie obowiązujących mnie ustaw, których nie mogę złamać pod groźbą kary, także więzienia”

Ja żądam z kolei zaprzestania zapisywania socjalistycznych i ateistycznych bredni, sprzeciwiających się ustaleniom nauki i zdrowemu rozsądkowi w formie obowiązujących mnie ustaw.

A ja żądam puknięcia się w czoło czymś ciężkim. Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy prawo do aborcji bez żadnych zastrzeżeń, tzn. do 12 tygodnia ciąży, jak to było kiedyś. Przypuśćmy, że ja usuwam niechcianą ciążę. Madzia, wierząca, zgwałcona przez kilku śmierdzących bydlaków, nie usuwa ciąży. Każda z nas postępuje zgodnie ze swoim sumieniem. Czy jedna do drugiej może mieć pretensje? A obecnie obowiązująca ustawa o aborcji zwana bezczelnie „kompromisem” to nie ukłon w stronę „katolickich bredni”? 

Brakuje mi przykładów tych ateistycznych bredni przeczących nauce i zdrowemu rozsądkowi. Nie wiem, do czego mam się odnieść, bo jeśli chodzi o tekst Elizy, mogłabym przykłady na katolickie brednie sypać z rękawa.

zaprzestania miotania obelg, zniesławiania i odsądzania od czci i wiary wszystkich, którzy nie wierzą w Boga

To ciekawe. Jak można NIE ODSĄDZAĆ OD WIARY ludzi, którzy nie wierzą w Boga?

Gdyby tak Madzia zdjęła katolickie okularki, załapałaby, że „odsądzanie od czci i wiary” oznacza, złe wypowiadanie się o kimś, uznawanie kogoś za osobę niehonorową, nieuczciwą, niemoralną itp. 

edukacji, w tym seksualnej

Można zrozumieć, że redaktor Michalik żąda edukacji seksualnej („cnotliwa nie ma świadków na gładkość swych pośladków”, pisał Jan Sztaudynger), po co jednak o tym pisze, zamiast udać się do seksuologa? Bo chyba nie chodzi przecież o powszechną edukację seksualną, byłoby to bowiem „wchodzenie do portfela” wszystkich podatników, przeciwko czemu autorka tekstu kilkanaście zdań wcześniej protestowała.

No niestety, dla dobra obywateli, o które państwo powinno dbać w szczególności, czasem do ich portfeli trzeba zajrzeć, można nawet nie mieć skrupułów, skoro tyle lat za publiczne pieniądze ciemnotę się dzieciom wbija do głowy na lekcjach katechezy. Edukacja seksualna to podstawa! Co prawda sama edukuję seksualnie moje dzieci, ale ucieszył mnie fakt, że mój syn miał w szkole w ramach zajęć spotkanie z seksuologiem, gdzie o penisach, waginach i seksie rozmawiało się, jak o pogodzie. Za to martwi mnie fakt, że na lekcjach Wiedza o życiu w rodzinie, młodziutka nauczycielka próbuje dzieciom wciskać katolicką propagandę. Wiem, że mogę syna z tych zajęć wypisać, ale on się na to nie zgadza, bo jak twierdzi, ma misję odwrócenia nauczycielki, z którą toczy na zajęciach dysputy. Trzymam za niego kciuki! 🙂

zaprzestania pouczania Polaków o moralności i życiu w cnocie przez funkcjonariuszy kościoła katolickiego często tarzających się w rozpuście, zbrodniach na dzieciach, intrygach,także politycznych

Czyli co? Zakazujemy wypowiedzi publicznych duchownym, jak w Korei Północnej?

I znowu Madzia słowem się nie zająknie na temat zarzutów Elizy wobec księży. Za to zauważa zamach na wolność słowa. Z tym że każdy człowiek „na poziomie” powinien brać za swoje słowa odpowiedzialność. Jak coś chlapnął niechcący, powinien za te słowa przeprosić. Jednak kiedy ktoś mówi jedno, robi drugie i udaje, że tak powinno być, nie zasługuje na to, żeby go słuchać, co więcej – powinien być odsunięty od możliwości publicznego wypowiadania się na jakiekolwiek tematy. Nazywajmy hipokryzję po imieniu.

zaprzestania wmawiania obywatelom, że religia katolicka to szkolny przedmiot taki jak fizyka czy chemia

No ale przecież jest to – w Polsce i w wielu innych krajach – szkolny przedmiot… Można się zgadzać lub nie z wprowadzeniem religii do szkół (ja np. jestem za prywatyzacją oświaty i likwidacją jednego obowiązkowego programu nauczania), ale twierdzenie, że religia nie jest szkolnym przedmiotem, ma taki sam sens jak mówienie, że szkolnym przedmiotem nie jest WF  lub plastyka.

Czyli Madzia nie ma dzieci, przynajmniej nie miała ich do marca 2013 r. Plastyka jest przedmiotem dlatego, że dzieci uczą się na niej historii sztuki. Przecież to nie tylko rysowanie, malowanie, lepienie z plasteliny. Ale nie będę się upierać przy tym, że jest to przedmiot niezbędny. Chociaż może właśnie na tych lekcjach dzieciom objawiają się różne talenty, poza tym uczy kreatywności, pobudza wyobraźnię i daje wytchnienie od przedmiotów, na których przekazywana jest duża ilość wiedzy do opanowania. Jak lekcje WF są ważne, wie chyba każdy. Nawet nie chce mi się rozwodzić na temat zbawiennego wpływu ruchu, gimnastyki, sportu na życie człowieka. Czego natomiast uczy religia? Moje dzieci nie chodzą, ale dużo wiedzą na ten temat od swoich rówieśników, czyli że: będą smażyć się w piekle, bo nie wierzą w boga, nie dostąpiły łaski pana, homoseksualiści są chorzy i popełniają grzech, aborcja to morderstwo, in vitro to zbrodnia, ateiści to źli ludzie, pedofilia w Kościele to wymysł lewaków, itd. Bardzo naukowa wiedza. Ba! Uczy o powstaniu człowieka czy ziemi zgodnie z Biblią, choć już nawet papieże odżegnywali się od brania tych biblijnych historii dosłownie. O potem dziecko idzie na lekcje geografii, historii, biologii i … dowiaduje się czegoś innego, pewnie nienaukowego, bo przecież zupełnie odmiennego z tym, czego dowiedziało się na lekcjach religii. 

Na zakończenie swojej polemik Madzia daje prztyczka w nos Elizie, pisząc o niej, jako o publicystce „dziesiątej kategorii”. Wnioskuję, że Madzia należy do kategorii co najmniej wyższej, jeśli nie pierwszej. Coraz bardziej nieskromnie zaczynam myśleć o sobie, chociaż żadna ze mnie publicystka. 

 

żółw

Przegląd debilizmów dni ostatnich.

Dawno się nie odzywałam, w związku z tym postanowiłam hurtem kilka tematów po swojemu przelecieć.

Krzyże w każdej szkole i klasie.

To, że hierarchowie kościelni wiele mądrego do powiedzenia nie mają, a gadają dużo, wiemy od dawna. Tym razem popisał się bp Mendyk, który biadolił na łamach rydzykowego radia, że w Polsce krzyży jest wciąż mało. Że łot? To ja nawet wyrzuciłam z domu wszystkie ubrania w kratę, tak mi się te krzyże przejadły, a on chce więcej? Niech sobie na cmentarz pójdzie! A dlaczego chce? Ano dlatego, że według jego wiedzy, czyli życzeniowej, 90 proc. dzieci czy młodzieży bierze udział w lekcjach religii. Może o szkołach katolickich pisze? Bo w gimnazjum mojego syna na przykład, łączą klasy, żeby zebrać odpowiednią ilość uczniów na te pożal się boże lekcje. Z jego klasy tylko pięć osób chodzi na religię. Sorry księżulku, ale kto tu jest teraz mniejszością? Dla jasności dodam, że klasa syna liczy więcej, jak sześć osób.

A zresztą jak chcą, niech sobie w salach katechetycznych krzyż wieszają. Ale dlaczego na przykład w sali matematycznej? Co oprócz plusa matematyka ma wspólnego z religią? Aż mnie kusi, żeby poradzić, aby wszyscy mający tak poronione pomysły, po prostu sobie raz a porządnie na ten krzyż usiedli. Wtedy ich święty symbol będzie zawsze z nimi i doskonale będą czuli jego obecność.

Cud w Cieszynie.

W jednym z kanałów burzowych pojawiła się intensywnie czerwona woda. Czyżby powtórka z plag egipskich? Już ludzie zasłonili się parasolami przed możliwym gradem, czy spadającymi z nieba żabami, wykupili ze sklepów wszystkie offy i muchozole oraz świeczki i latarki, wykupili wszystkie małe trumienki dla pierworodnych, a ci najbardziej przerażeni ustawili płot z krzyży wokół ścieku, ku uciesze bp Mendyka zapewne. Już watykańscy badacze ładowali się do samolotów, aby ów cieszyński cud zbadać a tu okazało się, że drukarnia pozbyła się w ten jakże mało dyskretny sposób, czerwonego barwnika. I po cudzie. Jaka szkoda, że Jezus nie żyje w naszych czasach. Szybko okazałoby się, że nie zamienił on wody w wino, tylko dzbany pomylił, nie rozmnożył chleba, tylko obrobił piekarnię, co z pewnością nagrałaby jakaś kamera, których na szczęście więcej jest w miastach, niż krzyży.

Papież o rozgrzeszaniu aborcji.

Papcio Franio jakiś czas temu obudził się, wstał ze swego łoża z baldachimem, przeciągnął się, po czym stwierdził, że uprawni wszystkich księży do rozgrzeszania z aborcji w czasie Roku Miłosierdzia, który zacznie się 8 grudnia.  No nareszcie mamy szansę dożyć czasów, gdzie Kościół z Miłosierdziem pójdą w jednej parze. Sensacyjna informacja z Watykanu obiegła pewnie cały świat, choć do tej pory niektórzy uprzywilejowani księżule już odpuszczali ten ciężki grzech, ale tylko w określonym czasie — podczas odpustów, rekolekcji i w ramach przygotowania do komunii wielkanocnej. To czasowe ograniczenie jest zdumiewające i nie wiem, jak mam je rozumieć? Czy oznacza to, że w owym czasie bóg jest bardziej litościwy? Przed Wielkanocą grzech odpuści a dzień po już nie? No tak, nie samą aborcją w końcu biedny bóg żyje. Katolicy przecież grzeszą masowo, musi sobie chłop jakoś robotę zorganizować, inaczej wszystko mu się po prostu popieprzy.

Cóż nowego w takim razie ten papcio Franio wymyślił? Ano to, że jak dzień po rekolekcjach sobie przypomnisz, że dokonałaś aborcji, ale zapomniałaś za to przeprosić, to nic straconego. Masz na kajanie się przed księdzem cały rok! Wspaniały jest ten Rok Miłosierdzia! A przy okazji, ciekawe, jak się papcio z bogiem na ten temat dogadał? Czyżby jednak bóg istniał?

Całkowity zakaz aborcji.

Takie typowe polskie kuriozum. Papież chce cały rok rozgrzeszać za aborcję, a Polacy chcą całkowicie jej zakazać. Przykazanie „Nie zabijaj” doprowadzili do absurdu i nijak nie da się ich przekonać, że dotyczyło ono tylko Żydów. Żyd Żyda miał nie zabijać, bo inne nacje kosił, jak grzyby po deszczu ku uciesze i przy czynnym wsparciu boga. Przecież nie o zarodek chodziło. Bóg nie wiedział, że nietoperz jest ssakiem, nie wiedział, że ziemia krąży wokół słońca, a nawet nie wiedział, gdzie mu się Adaś w raju któregoś razu schował, to skąd miał wiedzieć, że jest coś takiego, jak zarodek? Zresztą dziećmi narodzonymi też specjalnie się nie przejmował. Jak prowadził plemię swoich wybrańców na inne plemię, to przy życiu nakazywał zostawiać czasami tylko dziewice, żeby sobie na nich Izraelici używali do woli. Tak więc mordy były dokonywane nawet na kobietach w ciąży. Obrońcy życia poczętego chcą być bardziej święci od boga, co akurat nie jest takie trudne. Często jednak argumentują swoją postawę tym, że są osobami wierzącymi. Czyli wierzą w żydowskiego boga zbrodniarza i dlatego chronią życie poczęte. Rozumie ktoś coś z tego?

Niech oni sobie zabraniają, co chcą — katolik katolikowi, ale bez jakiś tam odpustów. Bo obecnie moralność katolicka wygląda tak: wie, że aborcja to ciężki grzech, mimo to dopuszcza się jej, idzie się wyspowiadać i po sprawie. Przecież tak można w nieskończoność i to z każdym grzechem! A przy okazji, po co ich Jezus dał się tak sponiewierać na krzyżu? Podobno za nasze grzechy, moje i twoje. Tak, nawet moje, choć go o to nie prosiłam. Po co w takim razie spowiedź, wprowadzona zresztą dopiero na początku XIII w.?

Uchodźcy, czy też imigranci. Albo jedno i drugie.

Co do nich zmieniam zdanie kilka razy dziennie. Chcę, nie chcę. Pomogę, nie pomogę. Lubię, nie lubię. A moje stanowisko zależy od tego, co usłyszę czy zobaczę w tv. Gdzieś tam we mnie drzemie przekonanie, że człowiek jest wartością najwyższą, a los jednostki powinien być tak samo ważny, jak los ogółu. W tej sytuacji jednak moje przekonanie chwieje się w posadach.

Widzę kobietę w ciąży przytulającą swoje pierwsze, kilkuletnie dziecko, koczującą chyba na węgierskiej granicy, która mówi, że zrobi wszystko, aby zapewnić swoim dzieciom normalne życie. No weźcie ludzie coś zróbcie!

Czytam o uchodźcach w Niemczech, młodych mężczyznach w markowych ciuchach, z dobrymi telefonami, zaczepiających kobiety, zalegających okoliczne skwerki, a nawet prywatne ogródki. Uśmiechnięci, wypoczęci, bezrobotni. A wzięli ich Niemcy, to teraz mają. 

Dowiaduję się o ciałach dzieci wyrzuconych na brzeg przez morze.  Straszne!

Czytam o zbiorowym gwałcie na dyrektorce placówki dla uchodźców we Włoszech. Straszne!

Skoro uchodźcy dotarli do Europy, trzeba się nimi jakoś zająć. No przecież nie damy im chyba umrzeć na ulicach?

Dlaczego uchodźcy ruszyli do Europy, a nie do bogatych krajów arabskich? No właśnie!

Bogata Arabia Saudyjska chętnie pomoże — wybuduje w Niemczech 200 meczetów. To już wolałbym krzyże i duże Jezuski à la świebodziński.

Ci ludzie uciekają przed śmiercią. Chodźcie do nas!

Po wkroczeniu do UE śmierć im już nie grozi, więc po co idą dalej? To może lepiej do nas nie idźcie.

To inwazja islamu na Europę. O matko boska!

Islamiści w krajach europejskich stanowią kilka procent populacji poszczególnych krajów. Nie stanowią dużego zagrożenia. Uff!

Nie asymilują się. Nie?

Asymilują się. Tak?

Jak już tu przyjdą to muszą się zasymilować, bo jeszcze każą naszym kobietom chodzić w burkach. Już ja im dam burki!

Nikt nikomu niczego kazać nie może. No, nie każą mi.

W Szwecji istnieje 54 stref, gdzie obowiązuje szariat i nie ma kontroli państwa. O ja pierdzielę!

W Szwecji obowiązuje jedno prawo — szwedzkie. Aha!

Weźmy tylko chrześcijan. No czy ja wiem? A ateistów wśród nich nie ma żadnych?

A islamista to, niby że co? Że gorszy człowiek? No niby nie, chociaż…

Przyjmiemy 2 tys. uchodźców. To dużo?

Przyjmiemy 12 tys. To dużo?

Dostaną za nic kasę, pracę i mieszkania a Polakom jest tak ciężko. No to ładnie!

Dostaną niezbędne minimum, a o resztę będą musieli zadbać sami. A no to w porządku.

Wysadzą nas terroryści. Nikogo nie przyjmujmy!

To oni uciekają przed terrorystami. To może jednak przyjmijmy?

Viktor Orban otaczający Węgry murem to szaleniec. To normalne na pewno nie jest.

Viktor Orban to prawdziwy Europejczyk. A może jednak to normalne?

I te biedne, niczemu niewinne dzieci…

Poseł Giżyński pokazuje w tv zdjęcie 10 letniego dżihadysty podcinającego gardło dorosłemu mężczyźnie i grzmi: „Takie dzieci chcecie nam sprowadzić!” Nie no, takich to ja tu nie chcę.

I wciąż nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. A może by tak powiedzieć im: „Niech wam Allah pomoże”? No dobra, wiem że to byłoby po świńsku, bo Allaha nie ma. I przepraszam, że w jednym zdaniu postawiłam wieprzowinę z ich bogiem. A może po prostu pomóc polskim strażakom? Oni zawieźli do Niemiec 800 łóżek polowych. Zrzućmy się jeszcze na jakieś koce i może jakoś uspokoimy sumienia? A może spytamy tych uchodźców czy imigrantów, czy jednych i drugich, czy chcą do Polski? Nie? Nie chcą??? Niezła laurka dla naszego kraju. Nawet ludzie uciekający przed wojną, którzy nie mają nic, nie chcą do naszego kraju.

Prawdę mówiąc, ten ich stosunek do Polski trochę mnie obraża. Ze złości jestem skłonna przyjąć ich nawet w liczbie kilkudziesięciu tysięcy. Mało mamy plebanii? Miejsca dla wszystkich wystarczy. Zresztą całą enklawę można im stworzyć w Świątyni Opatrzności Bożej.

A poza tym uchodźcy z Syrii lub z innych krajów arabskich (lezą bez dokumentów, to i tak nie wiadomo, kto jest skąd, wiadomo natomiast, że gdyby wszyscy byli z Syrii, to w Syrii już dawno by ludzi zabrakło) nie wiedzą pewnie, że ponad 80% Polaków jest zadowolonych z życia. Tak, tak. Też mnie zaskoczył ten wynik. Przez moment myślałam, że zalegalizowano u nas marihuanę. Ludzie jak się ujarają to gadają głupoty. Kupiłam sobie trochę, zajarałam na skwerku i też było mi dobrze. Teraz siedzę na komisariacie i składam zeznania. Policjanci nie chcą mi uwierzyć, że nabyłam zielsko dla celów zdrowotnych. Przecież na trzeźwo nie da się ogarnąć otaczającej nas rzeczywistości, a na picie jest jeszcze za wcześnie.