Ćwiczenia z ateizmu

fish mini-884694_960_720

Jeszcze o karpiu wigilijnym

fish karp-884694_960_720Minęła wigilia, czas na krótką refleksję: Może być wigilia bez karpia. W mojej polskiej, tradycyjnej, katolickiej rodzinie nigdy nie było na wigilię karpia, ani żadnej ryby. Główną potrawą były pierogi z grzybami oraz kluski z makiem i rodzynkami na słodko. Dzieci te kluski uwielbiały.

Matka mówiła, że karp na wigilię to głupia moda, rozpowszechniona przez spikerów i dziennikarzy radiowych i telewizyjnych, którzy przed świętami nic tylko karp, karp, karp … Matka mówiła, że ten karp to niektórym na mózg padł. I chyba miała rację. – Alvert Jann

Więcej o wigilijnym karpiu: „Religijna ofiara z karpia. Felieton satyryczny na wigilię” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/religijna-ofiara-karpia-felieton-satyryczny-wigilie/

fish-1553046_960_720

Religijna ofiara z karpia. Felieton satyryczny na wigilię

fish-1553046_960_720Starożytni Izraelici, Grecy i wszelkiej maści barbarzyńcy składali powszechnie zwierzęta w ofierze bogom. Zarzynano zwierzę na ołtarzu, bóg był usatysfakcjonowany.

Zwyczaj składania krwawych ofiar przetrwał w zakamuflowanej postaci do dziś. Kupuje się żywego karpia i tłucze na wigilię. Barbarzyństwo wyłazi z religii jak tylko ma okazję.

Izraelici składali Bogu ofiarę zarzynając uroczyście zwierzęta hodowlane przed specjalnym ołtarzem i spalając je uroczyście. Obrzęd ten nazywano całopaleniem. Według Biblii nakazał go Izraelitom Bóg za pośrednictwem Mojżesza. Biblia mówi o całopaleniu ponad 40 razy. Ofiary te składano przy różnych okazjach. W świątyni jerozolimskiej robiono to codziennie rano i wieczorem, bo tak przykazał Bóg.

Grecy do spraw religii i całopalenia mieli bardziej trzeźwy stosunek. Mięso zwierzęcia zarżniętego w ofierze zjadali, zaś na ołtarzu spalali kości i skórę. Wierzyli święcie, że bogowie nie jedzą mięsa, za to odżywiają się dymem. W ogóle Grecy byli mało dogmatyczni w sprawach religii, w przeciwieństwie do Izraelitów. Wynikało to chyba stąd, że nie mieli poczucia „oblężonej twierdzy”. Zaś Izraelici mieli, obawiali się, że ich niewielkie plemię może stracić tożsamość, roztopić się w ludzkiej masie. Dlatego napisali w swej świętej księdze: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” Grekom taka nieszczęsna zasada nie przyszła do głowy.

Drodzy czytelnicy, „zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł” (Konstytucja RP), wyśmiewajcie się z katolików tłukących karpia na wigilię. Może śmiech obudzi w nich rozum.

Słyszałem, że Prezes sam nie zabija karpi, chociaż nie ma nic przeciw. W sumie nie wygląda to dobrze.

Miejmy jednak nadzieję, że szanowni księża biskupi, którzy często powołują się na wersety Starego Testamentu, nie ustanowią wzorem Izraelitów liturgii tłuczenia karpia na ołtarzu. Wspominam o tym, bo po niedawnym uroczystym proklamowaniu, że „Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”, wszystkiego po biskupach można się spodziewać.

W USA panuje zwyczaj, by w obchodzone tam ważne Święto Dziękczynienia w każdej rodzinie upiec indyka. Od pewnego czasu prezydenci USA z tej okazji ułaskawiają parkę indyków. Symboliczny akt ma pobudzić Amerykanów do zastanowienia się nad sensem barbarzyńskiego w swej istocie zwyczaju.

U nas w sprawie karpia słychać: to tradycja, to tradycja, „u mnie w domu nie może być wigilii bez karpia”. Może być. Nie wszystkie zwyczaje są warte kultywowania.

A może Prymas Kościoła katolickiego w Polsce w przeddzień wigilii uroczyście wypuszczałby chociaż jednego karpia z powrotem do stawu? Nawet jeżeli i tak później karp zostanie zjedzony, to ten symboliczny akt może przyczyni się do zastanowienia nad sensownością zabijania karpi na wigilię. – Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………………..

fish karp-884694_960_720PS (dodane 3 stycznia br. z działu Na gorąco – „Jeszcze o karpiu wigilijnym”):   

Minęła wigilia, czas na krótką refleksję: Może być wigilia bez karpia. W mojej polskiej, tradycyjnej, katolickiej rodzinie nigdy nie było na wigilię karpia, ani żadnej ryby. Główną potrawą były pierogi z grzybami oraz kluski z makiem i rodzynkami na słodko. Dzieci te kluski uwielbiały.

Matka mówiła, że karp na wigilię to głupia moda, rozpowszechniona przez spikerów i dziennikarzy radiowych i telewizyjnych, którzy przed świętami nic tylko karp, karp, karp … Matka mówiła, że ten karp to niektórym na mózg padł. I chyba miała rację. – Alvert Jann

……………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

carp-1800340_960_720prymas episkopat.pl-324x235

Zdjęcie Prymasa pochodzi z portalu episkopat.pl

australia-224515_960_720

Katolicki Uniwersytet Lubelski zajmie się magią

Nie uwierzycie, na wydziale filozoficznym KUL pojawił się tubylec z Wysp Trobriandzkich (Zachodni Pacyfik) i chce robić doktorat nie o magii, ale z magii. Przywiózł dziełko, w którym dowodzi, że moce magiczne istnieją naprawdę, a tradycyjna magia odprawiana od wieków w jego kraju jest skuteczna.

Magię trobriandzką dokładnie badał i opisał przed laty nasz rodak Bronisław Malinowski (1884-1942). Za badania kultur tamtego regionu otrzymał katedrę na Uniwersytecie Londyńskim. Tubylec nie omieszkał zaznaczyć, że w bieżącym roku mija dokładnie 100 lat od uzyskania przez Malinowskiego doktoratu na Uniwersytecie Londyńskim. „Ta okrągła rocznica zobowiązuje Polaków” – mówił na posiedzeniu rady wydziału.

Tubylec nie w pełni zgadzał się z wielkim etnologiem. „Cenię bardzo Bronisława Malinowskiego – powiedział – ale różnię się od niego. Bronisław Malinowski nie wierzył w magię, tylko ją wnikliwie opisywał. Ja postępuję inaczej. Nie tylko analizuję, ale dowodzę, że praktyki magiczne, zaklęcia, mają moc realną i są skuteczne, o ile tylko są prawidłowo wykonywane”.

Zebrani filozofowie i teolodzy ze szczególnym uznaniem przyjęli następującą ideę, mocno akcentowaną przez tubylca: „Wy dowodzicie istnienia mocy Bożej, a ja mocy magicznych. To bliskie sobie zagadnienia, właściwie tożsame. Dziś, Czcigodna Rado, czas zjednoczyć siły. Musimy działać wspólnie, ponad historycznymi podziałami. Dotychczas podkreślaliśmy różnice, a pomijaliśmy podobieństwa. Niesłusznie. Magia i religia to jedno”.

– Obiektywnie patrząc, ma rację – szeptano na sali ze zrozumieniem.

„Przyjrzyjmy się. Podobieństwa są fundamentalne, różnice tylko formalne – kontynuował tubylec. – W magii idzie o bezbłędne wypowiedzenie właściwego zaklęcia, by wpłynąć na rzeczywistość. W waszej religii zwracacie się do świętego o wstawiennictwo u Boga, by spowodować uzdrowienie. Co więcej, odpowiednio wykonana czynność, jaką jest chrzest, powoduje związek z Bogiem, którego nie da się odkręcić. W innej znanej religii bez tzw. obrzezania, obcięcia napletka, nie ma przymierza z Bogiem. Ale wróćmy do katolicyzmu. Kościelni egzorcyści słowem i święconą wodą wypędzają szatana z ciał opętanych. Egzorcysta i mag to różne odmiany tego samego gatunku. Co więcej, Kościół wierzy w magię, wierzy, że człowiek może rzucić mocą szatana urok na drugiego człowieka. Nie tak jak ateiści, którzy podważają wiarę zarówno w religię, jak i w magię. Magię trzeba udoskonalić, ucywilizować, a nie zwalczać”.

Wniosek ten zebrani przyjęli ze zrozumieniem.

„Zarówno w magii, jak i w religii – kontynuował tubylec – moc nadprzyrodzona tkwi w czynnościach religijnych lub magicznych, co na jedno wychodzi. Ale religia i magia mają jeszcze głębsze wspólne podstawy. Łączy nas starożytna wiara w nadprzyrodzone moce tajemne, w rzeczywistość inną niż przyrodnicza, zwyczajna. To rzeczywistość, która jest boska i magiczna zarazem”.

Na posiedzeniu rady wydziału wywiązała się ciekawa dyskusja. Zgodzono się, że pojęcia Boga i mocy magicznych nie są ze sobą sprzeczne, lecz uzupełniają się. Uznano, że moce magiczne, tak samo jak moce boskie, usytuowane są tam, gdzie rozum nie sięga, logiczna zasada sprzeczności nie obowiązuje, badania empiryczne są niemożliwe. Można więc twierdzić, że istnieją z całą pewnością.

Na zakończenie wyrażono ubolewanie, że magia nie jest nauczana w szkołach. Zgodzono się, że trzeba to zmienić. Aby przygotować kadry zdolne nauczać nie tylko religii, ale i magii, postanowiono powołać Katedrę Filozofii Boga i Mocy Magicznych (katedry filozofii Boga istnieją na katolickich uczelniach, np. na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie). – Alvert Jann

* Poza powyższą informacją zamieściłem dziś artykuł z cyklu „Podręczniki do religii”, pt. „Koniec świata według Kościoła”.

.………………………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 19 artykułów, m.in.:

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/

Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Savage-Memory

Bronisław Malinowski na Wyspach Trobriandzkich, 1916.

Wpisy Ale o co chodzi?

bible-276067_1280

Wymyślony Bóg cz. 14

bible-276067_1280W poprzedniej części szalony Bóg, upomniany przez Lucyfera, że miał się opiekować swoim ludem wybranym, spektakularnie wyprowadził Żydów z Egiptu.  

Mojżesz polecił Izraelitom wyruszyć od Morza Czerwonego, i szli w kierunku pustyni Szur. Szli trzy dni przez pustynię, a nie znaleźli wody. (Księga Wyjścia 15.22)

***

W niebie

Lucyfer: Gdzie Bóg?

Skrzydlaty Eunuch: Wrócił do domu trzy dni temu. Dokonał wielkiego dzieła i teraz odpoczywa.

Lucyfer: Ja mu zaraz odpocznę! Z drogi!

Bóg: O! Cześć Lucuś! Mówię ci, jak ja się naharowałem z tymi Żydami! Ale dotrzymałem słowa. Zerwało nam się łącze, więc powiem ci tylko, że wyprowadziłem ich z Egiptu. Są wolni.

Lucyfer: Miałeś się nimi zaopiekować. Tymczasem wysłałeś ich na pustynię gdzie cierpią pragnienie i głód.

Bóg: A gdzie miałem ich wysłać? W kosmos? Wybawiłem ich z niewoli…

Lucyfer: W którą sam ich wpędziłeś. Zapomniałeś, co obiecywałeś Abrahamowi i jego potomkom?

Bóg: Ja nie zapomniałem, ale może oni nie pamiętają? Tyle lat przecież minęło.

Lucyfer: Mojżeszowi też obiecałeś.

Bóg: Oj weź! Mojżesz to przecież idiota. Musi mieć Aarona do pomocy, bo nic nie kuma.

Lucyfer: Za to Aaron kuma i ludzie, którym Aaron przekazuje twoje słowa. Zapewniam cię, że jak lud ten machnie ręką na ciebie, nikomu już nie będziesz potrzebny. Znikniesz w odmętach niepamięci.

Bóg: Ja pierdzielę! To co ja mam teraz robić?

Lucyfer: Masz tu kawał drewna. Izraelici znaleźli studnię, ale woda nie nadaje się do picia. Wrzuć do niej to drewno, a woda stanie się słodka.

Bóg: A co z jedzeniem? Mam im stołówkę na kółkach założyć?

Lucyfer: Wkrótce nad pustynią będą przelatywały migrujące przepiórki bardzo osłabione daleką podróżą. Izraelici bez problemu będą je łapać. Poza tym wkraczają na tereny, gdzie obficie rośnie ochradenus jagodowy i tamarix manifera. Będą mogli jeść ich owoce. Wykorzystaj to na swoją korzyść.

Bóg: Ale jak?

Lucyfer przewracając oczami: Że to ty ich karmisz.

Bóg: Lucuś, co ja bym bez ciebie zrobił?

***

Na ziemi

Bóg uczynił tak, jak mu Lucyfer doradził. Zrugał Izraelitów, że zaczęli szemrać przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi, uzdatnił wodę po czym zapowiedział obfitość pokarmu, o którą rzekomo sam się postarał. Jednak nie trzeba było długo czekać na kolejne narzekania narodu wybranego. Znowu zabrakło wody. Tym razem Bóg kazał Mojżeszowi pieprznąć laską w skałę. Wówczas ze skały wytrysnęła woda.

Wkrótce pojawił się pierwszy wróg – Amalekici.

***

Mojżesz: Jahwe, pomóż!

Bóg: Czego chcesz lebiego?

Mojżesz: Wróg nadchodzi a mój lud trzęsie bardachami. Mamy tyle kobiet i dzieci.

Bóg: A broni nie macie? I chłopów do wymachiwania nią?

Mojżesz: No niby mamy, ale wszyscy myśleli, że jak będziesz czuwać nad nami, nic złego nas nie spotka. A tu trzeba ginąć z dala od cywilizacji, z dala od domów…

Bóg: Ja pierdzielę! Wyślij na Amelekitów kogoś, kto ma jaja. A żeby twoja pozycja w bandzie wzrosła, uzależnię zwycięstwo od twoich rąk.

Mojżesz: Ale jak?

Bóg: Srak! Wejdziesz na górę. Kiedy ręce będziesz trzymał w górze, mój lud będzie zwyciężał, kiedy je opuścisz, będzie przegrywał.

Mojżesz: Panie, ale jak długo można trzymać ręce w górze?

Bóg: Nie wiem, nigdy nie trzymałem. Przekonamy się.

Tak też się stało. Kiedy ręce Mojżesza odmówiły mu posłuszeństwa, mądry Aaron wpadł na pomysł. Posadził brata na kamieniu, uniósł jedną z jego rąk do góry a drugą uniósł towarzyszący im Chur.

Tak Jozue pokonał Amalekitów. Po wszystkim Mojżesz zbudował ołtarz. Pewnie nie własnymi rękami, bo po takiej próbie to pewnie przez tydzień sam podetrzeć się nie mógł.

***

W niebie.

Lucyfer: Stary znowu zbija bąki?

Skrzydlaty Eunuch: Nie bądź taki okrutny Lucyferze. Wiesz, że On ciężko znosi wszelkie prace. Wymagasz od niego zbyt wiele.

Lucyfer: Tu chodzi o jego być albo nie być.

Skrzydlaty Eunuch: Wiesz Lucyferze, jak ja się tak nad tym zastanawiam, to myślę sobie, że jednak lepiej dla niego i dla ludzkości, aby nie był.

Lucyfer: A dla nas? Nie zapominaj, że bez niego nie ma nas, a każdy z nas ma poważną rolę do odegrania. On ma być tym dobrym, ja tym złym a ty jego najważniejszym wysłannikiem.

Skrzydlaty Eunuch: On i dobry? No błagam cię Lucyferze. Powinniście zamienić się rolami.

Lucyfer: Co ty wiesz o przyszłym świecie Skrzydlaty? Zło będą dobrem nazywać, potworów bohaterami, bandytów patriotami a mity prawdą.

Skrzydlaty Eunuch: To może lepiej nie brać w tym udziału?

Lucyfer: Jak nie my, to wymyślą sobie innych. A tak mamy jeszcze na coś wpływ. A teraz idę pogonić mu kota.

Skrzydlaty Eunuch: A co jego kot jest winien?

Lucyfer machnął tylko ręką i wkroczył na niebiańskie salony.

Bóg leżąc na otomanie głaskał kota.

Lucyfer: Ty tu sobie sierściucha miziasz a na ziemi Mojżesz zaraz umrze z wycieńczenia.

Bóg: Manna się skończyła?

Lucyfer: Nie! Od świtu wysłuchuje ludzi, radzi, sądzi, podpowiada, przekazuje twoje prawa. Nie skończy pewnie do późnego wieczora. Tam jest ich ponad milion. Każdy czegoś chce, każdy ma jakiś problem. Mógłbyś mu jakoś pomóc.

Bóg: Sam mi głupka wybrałeś. Jak głupi, to niech się męczy.

Lucyfer: Przede wszystkim jest ci wierny.

Bóg: No przecież mówię, że głupi.

Lucyfer: Biorę w takim razie sprawy w swoje ręce.

Bóg: Czyń Lucuś swoją powinność. A jak wrócisz, przywiózłbyś mi jakiś prezent. Dawno nic mi nie dałeś.

Lucyfer z pogadrą: Jak znajdę coś godnego ciebie, to przywiozę.

Bóg: Coś godnego mnie? Ach! Jak to pięknie brzmi!

***

Na ziemi

Lucyfer wysłał do Mojżesza jego teścia Jetro z żoną Mojżesza, którą ten wcześniej odprawił – Seforą i dwoma jego synami Gerszomem i Eliezerem. Za pośrednictwem Jetro przekazał Mojżeszowi, jak powinien usprawnić swoją pracę, czyli wybrać prawych spośród ludu, którzy będą sędziami, doradcami i kierownikami nad 10 osobami, 50, 100 i nad tysiącem. To oni mieli w prostych sprawach sami podejmować decyzje, odciążając w ten sposób Mojżesza.

Tymczasem Bóg powiadomiony przez Skrzydlatego Eunucha, że Lucyfer jeśli będzie działał, może w przyszłości być uznany tym dobrym dla ludzkości, postanowił jednak wziąć sprawy w swoje ręce. Poinformował Mojżesza, że za trzy dni spotka się z nim na górze Synaj. Lud ma się do góry nie zbliżać, tylko w wypranych ubraniach (widocznie nawet ze szczytu czuć było smród przepoconych szmat), czekać u podnóża na efekt spotkania na szczycie.

***

W niebie

Lucyfer: Co on znowu wymyślił?

Skrzydlaty Eunuch: Postanowił się bardziej zaangażować. Chyba o to ci chodziło Lucyferze.

Lucyfer: Sam wiesz, że trzeba mieć nad nim kontrolę. Zapomniałeś o potopie? O zabiciu brata przez brata? I o dziesiątkach innych tragedii, które spowodował?

Skrzydlaty Eunuch: To ja już nie wiem, o co ci chodzi Lucyferze.

Lucyfer: Pogadam z nim i postaram się mieć wpływ na jego poczynania. Inaczej syf, kiła i mogiła.

Na niebiańskich salonach

Lucyfer zastał Boga przy biurku pełnym papierzysk, skrupulatnie coś notującego. Wokół niego na podłodze mnóstwo pogniecionych kartek.

Lucyfer: Co robisz Panie?

Bóg: Aha! Teraz to Panie? A jak sobie leżę i nic nie robię, to per ty do mnie walisz.

Lucyfer: Przyznaję, jestem zaskoczony.

Bóg: Tworzę prawo dla tych durniów z ziemi, żeby wiedzieli co mają robić i jak.

Lucyfer podniósł jedną z pomiętych kartek i zaczął czytać: „Jak tylko wstaniecie, padniecie na kolana i głową waląc w podłogę będziecie wymawiać imię moje aż do wieczora. Co trzy godziny możecie zrobić piętnastominutową przerwę na siku, kupę i przegryzienie czegoś tam. W przeciwnym razie spalę was tak, jak to zrobiłem z Sodomą i Gomorą” Wziął drugą kartkę: „Od rana do wieczora będziecie mówić, jak mnie kochacie, inaczej zrobię wam z dupy jesień średniowiecza.”

Lucyfer: Co to jest?

Bóg: Nie nie, to do wyrzucenia. Nie pomyślałem, że jeść muszą, rolę uprawiać, zwierzęta hodować i czasem baby obrabiać. Ale z każdą kartką idzie mi coraz lepiej. Zobacz nad czym pracuję.

Lucyfer spojrzał przez boskie ramię.

„Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.” (Księga Wyjścia 20.2,3,4,5)

Bóg: I co ty na to?

Lucyfer: No wiesz Panie, jestem pod wrażeniem, ale sądzę, że przeginasz z tym karaniem. Co syn winny, że jego ojciec zrobił coś złego?

Bóg: Winien, niewinien, odpowiadać powinien. O kurde Lucek! Zaczynam rymem gadać! Może ze mnie będzie poeta? Poczekaj:

„Ten kto mnie nie słucha

będzie zgnieciony, jak mucha.

Jego synowi też się dostanie

naprawdę tęgie lanie.

Wnuk niech też trzęsie gaciami

będzie trzepany batami,

a prawnuk też ma przesrane,

ciało torturom poddane.

Praprawnuk się też nie uchroni,

już widzę, jak próżno łzy roni…”

Lucyfer: Dobra, dobra. Znacznie lepiej jednak idzie ci proza. Chętnie ci pomogę Panie ale będę się upierał, że przesadzasz z tym karaniem. Jeśli chcesz ludzi do siebie przywiązać, musisz sprawić, żeby cię pokochali.

Bóg: Daj spokój! Strach daje taki sam efekt.

Lucyfer: Przypominam, że jak chciałeś zabierać ludziom ich pierworodnych, nie zgodzili się na to. Musiałeś zgodzić się na to, żeby mogli swoich pierwszych synów wykupić ofiarą.

Bóg: No dobra. To dopiszę tak:

„Okazuję zaś łaskę do tysięcznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają Moich przykazań.” (Księga Wyjścia 20.6)

Lucyfer: To brzmi trochę lepiej ale czy potrafisz dotrzymać takiej obietnicy? Łaska do tysięcznego pokolenia!

Bóg: Weź przestań, kto by się takimi pierdołami przejmował? Zresztą kto będzie w stanie sprostać wszystkim moim wymogom?

Lucyfer: Zaczynam przeczuwać, że będzie z tym problem.

Bóg: Już ja o to zadbam.

***

I tak Bóg wraz z Lucyferem zaczęli tworzyć przykazania i prawo dla narodu wybranego. A co wymyślili? O tym w następnej części. 🙂

 

woman-584797_1920

Zmiana warty :-)

woman-584797_1920Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… Wrrrróć! Trochę mnie poniosło.

Dawno temu, jako matka małych dzieci, oczywiście pracująca ale tak, żeby dzieci mieć cały czas pod nosem, stęskniona kontaktu z ludźmi, zaczęłam prowadzić bloga na Onecie. Śmiało mogę powiedzieć, że z dużym powodzeniem. W kilku kategoriach w pierwszej dwudziestce. Najwyżej w kategorii polityka, słowo daję :-). Do tego wielokrotne pojawianie się na pierwszej stronie. I podejrzenia hejterów, że to blog zbiorowy Onetu, dlatego tak promowany. Było miło 🙂

A skąd te wspomnienia? Ano stąd, że anonimowa osoba opublikowała na stronie www.polskiateista.pl tekst pt. „Mężczyzna?”. Byłam jedną z osób decydujących o tym, czy ma się on pojawić na portalu. Uczucia miałam mieszane. Nie lubię generalizowania. Poza tym obawiałam się, że Panowie, których jako feministka bardzo cenię i szanuję (fajnie to brzmi, prawda?), obrażą się. Pomyślą sobie, że to spaczony obraz mężczyzny wymalowany pędzlem sfrustrowanej kobiety. I przypomniało mi się, że napisałam kiedyś na Onecie podobny tekst, dość mocno osadzony w moich prywatnych doświadczeniach. A oto on:

***

Czasem sobie myślę, że John Gray, który stwierdził, że kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa, powinien za swoje epokowe odkrycie co najmniej Nobla dostać. A oto uzasadnienie, jak często daleko nam do siebie.

Póki siedzisz kobieto w domu jak pan Bóg przykazał, pierzesz, sprzątasz, gotujesz a i jeszcze często etacik jakiś odwalasz, wszystko gra. Chłop, jak chłop. Normalny, czyli porąbany. Zawsze coś wywinie, zawsze coś skłamie, zawsze się czegoś czepnie. A ty kurde siedź i kochaj. Buuuahahahahha 🙂 Się wzięłam i zapędziłam. Kto po kilku latach związku wierzy w namiętną miłość? Chyba tylko Kopciuszek z Królewną Śnieżką. Na początku a i owszem, jest miło. Za jakiś czas okazuje się jednak, że siedzi się razem, bo tak po prostu wygodniej i łatwiej rachunki opłacić. A jak się jeszcze ma dzieci, to się siedzi dla dzieci, nie myśląc o tym, co to będzie, jak sobie te dzieci już własne gniazdka uwiją. A chłop zostanie. Niestety.

Życie pod jednym dachem w wielu domach wygląda tak. Ona w TV on w Internecie. Ona w Internecie to on w TV. Niby razem a jednak boleśnie osobno. I to do tego stopnia, że jak jedna strona bąka puści, to druga sobie dopiero przypomina, że ma towarzystwo. I to niekoniecznie pożądane. Czasem ona ziewnie, że nudno, czasem podziamga, żeby zwrócić na siebie uwagę. Czasem, jak w tym kawale, maskę gazową na twarz przywdzieje, żeby on zauważył, że coś się zmieniło, czyli że sobie brwi zgoliła. I to bez pozwolenia!

Jednak wieczorem, kiedy ta baba już wykończona psychicznie i fizycznie, on budzi się z letargu i wali z grubej rury:

„Pięknie wyglądasz”.

A ta staje oniemiała przed lustrem w poplamionej piżamie, z rozczochranymi włosami i niedomytym makijażem (bo po co?) i myśli:

„Dzwonić po pogotowie, czy nie dzwonić?”.

Żartowałam! Nie myśli. To znaczy myśli, ale inaczej. Ha! Zauważył ją, bo mu się chce! A nie dla psa kiełbasa! I tak się kurna kręci. Bywa, że do czasu.

Bo czasem nagle… Trach! Poszła baba! Się wzięła i kurna nawet obiadu nie ugotowała. A to muzeum, a to impreza babska, a to kabarecik, a to, a tamto. Normalnie apokalipsa!

„Gdzie jesteś? Znowu gdzieś polazłaś?” – dzwoni. No wziął se samiec przypomniał, że mu się jakieś stworzenie pod nogami plątało a już się nie plącze.

„O której będziesz?”– pyta drżącym i to nie ze wzruszenia głosem. Jeszcze chwilę i komórkę zeżre.

„A co to za różnica?” – pada beztroska odpowiedź. Cisza. Normalnie wziął i zeżarł.

Wracasz w szampańskim humorze a tu foch. Bo on znowu z dziećmi sam, a to wykąpać trzeba, lekarstwa podać, piżamę znaleźć i jakąś durną książkę smarkaczom przeczytać. Cóż za odkrycie! O żesz ty …! Zawsze trzeba było z tym, że teraz nastąpiła zmiana warty 🙂

***

Tyle się teraz dzieje, a ja tu takie głupoty wypisuję – ktoś może sobie pomyśleć. A to nie tylko nie głupoty, ale i temat, który powinniśmy przewałkować, przemyśleć, wziąć się do roboty i zmienić tak, żeby było inaczej. Drogie Panie, same sobie jesteśmy winne. To my wychowujemy tych chłopów! To po pierwsze. Po drugie, t0 my same wtłaczamy się w stereotypy. Kobieta powinna to i tamto. Kobieta nie powinna tego, czy tamtego. Stanowimy większość naszego społeczeństwa, a dajemy się dominować, przyzwalamy na poniżające nas prawo, więcej kobiet jak mężczyzn chodzi do Kościoła, który kobietami gardzi od zarania dziejów.

I nieprawdą jest, jak napisała anonimowa autorka, że wychodzimy z marazmu. Przyszło mi pracować z bardzo młodymi ludźmi. Dziewczyny po odbębnieniu wielu godzin pracy pędzą do domu pichcić i usługiwać swoim chłopakom. Kiedy ich pytam, dlaczego to robią, słyszę odpowiedzi: „przecież on tego nie potrafi”, „a kto ma to zrobić” lub „przecież jestem kobietą”. Jakie to przykre!

Niedawno stojąc w kolejce do kasy byłam świadkiem takiej rozmowy dwóch eleganckich, młodych kobiet:

– Słyszałaś o tej ustawie zakazującej aborcji? To straszne!

– Tak, ale zbierają też podpisy za ustawą legalizującą aborcję.

– Słyszałam, ale bez przesady! Aborcja na życzenie? Chyba ich pogięło!

– Właśnie, powinno być takie prawo, jakie jest teraz.

Same sobie odmawiamy praw do traktowania nas, jak pełnoprawnych ludzi. Najlepiej wiedzą o tym ci, którzy zbierali podpisy pod ustawą liberalizującą ustawę antyaborcyjną, wspierający akcję „Ratujmy Kobiety”.  Wiele osób podpisywało się chętnie, były i takie, często niestety kobiety, które atakowały, wyzywały, przeklinały. Nie będę uprzedzać faktów. Być może na naszym portalu ukażą się teksty osób, które dzielnie walczyły o godność każdej kobiety, zbierając podpisy. Gorąco do takiego tekstu namawiam mojego syna, który przez miesiąc, zamiast korzystać z uroków wakacji postanowił całkowicie oddać się sprawie. Przytoczę tu tylko autentyczną scenkę:

Syn wrócił z tzw. warszawskiej patelni po kilkugodzinnym zbieraniu podpisów.

– Kochanie, zrobisz mi wodę z lodem, miętą i cytryną? – zwrócił się do 10-letniej siostry.

– Nie – odpowiedziała siostra, którą sam brat nazywa „niezależną i samodzielną kobietą”.

– To ja walczyłem dziś o twoje prawa! O to, żebyś była w tym kraju traktowana jako pełnoprawny obywatel, a ty mi szklanki wody odmawiasz?

– No dobra – westchnęła z rezygnacją siostra i wzięła się za przygotowywanie orzeźwiającego napoju dla brata.

***

Nie wiem, czy jest się czym chwalić. W końcu mamy do czynienia z tradycyjnym podziałem ról – mężczyzna na wojnie a kobieta w kuchni. Ale przynajmniej w tym wypadku miało to dla mnie jakiś sens 🙂

 

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 13

bible-276067_1280W poprzedniej części Lucyfer wysłał boga, żeby ten pomógł Izraelitom opuścić Egipt. Nakazał mu również na przywódcę wybrać mało kumatego Mojżesza, któremu pomagać miał jego bardziej kumaty brat Aaron. Żeby mieć boga na oku, Lucyfer podgląda go i ma z nim stałą łączność.

***

I udał się Mojżesz z bratem Aaronem do faraona i walą ściemę, że niby na trzy dni tylko chcą Izraelici opuścić Egipt, żeby oddać cześć swojemu bogu. Faraon uśmiał się, pogonił im kota, po czym zakazał Izraelitom dostarczać słomę do cegieł, jednocześnie nakazując, aby wyrabiali tę samą ilość cegieł, co poprzednio. Nie dziwi pewnie nikogo, że Izraelici zaczęli jeździć po Mojżeszu, jak po burej kobyle. Ten zaś ze skargą uderzył do boga. A bóg na to:

Bóg: Jam jest Jahwe.

Mojżesz: Co?

Bóg: Głuchy jesteś? Jam jest Jahwe.

Mojżesz: Mówiłeś, że Jestem.

Bóg: Co jestem?

Mojżesz: Mówiłeś, że nazywasz się Jestem.

Bóg: Mówiłem, że Jestem, który jestem.

Mojżesz: No właśnie.

Bóg: A teraz zdradzam ci moje prawdziwe imię, którego nikt wcześniej nie słyszał.

Mojżesz: No wiesz, to nie twoja wina, że tak się nazywasz. Niech mama i tata się wstydzą.

Bóg: Zamilcz! Przekaż Izraelitom, że ich wybawię z niewoli egipskiej.

Mojżesz: Wybacz Jahwe, czy Jestem, czy jak ci tam, ale obawiam się, że oni nie uwierzą.

Bóg: Rusz dupę, zanim mnie szlag trafi! I pokaż ludziom te fiki miki z laską, których cię nauczyłem. To powinno wystarczyć.

Więc poszedł osiemdziesięcioletni Mojżesz ze swoim o trzy lata starszym bratem tłumaczem, do faraona. I walą mu z grubej rury, że bóg ich przysłał, a ten zażądał cudu. No to pach! Aaron rzucił laskę na ziemię, która zamieniła się w węża. Faraon popatrzył na cud po czym przywołał swoich czarowników i ci uczynili to samo. Wąż Aarona połknął pozostałe, ale nie zmienia to faktu, że cud został obalony.

Bóg do słuchawki: Lucyfer, słyszysz mnie?

Lucyfer: Czego?

Bóg: Skubańce faraona znają tą sztuczkę z laską i wężem.

Lucyfer: Mówiłem ci, żebyś nie kombinował. Po kiego grzyba wpłynąłeś na faraona, żeby się opierał? Uwolnij jego serce i rozum a wypuści Izraelitów.

Bóg: Nie ma bata! Ściągnąłeś mnie z urlopu na ziemię, więc muszę się zabawić.

Bóg do Mojżesza: No dobra. Wąż nie wypalił. Pójdziecie z Aaronem nad Nil i na oczach faraona machniesz laską, a woda zamieni się w krew.

Chłopaki podreptali nad Nil i uczynili tak, jak im Pan przykazał. Woda zamieniła się w krew i pozdychały ryby. Po jakimś czasie cud chyba przestał działać, bo faraon zwołał swoich magików i ci uczynili to samo.

Bóg: Spoko chłopaki. Zobaczymy, czy żaby też wyczarują. Aaronie, machniesz laską i cały kraj pokryje się żabami.

Tak też się stało. Faraon wpadł w panikę i ubłagał braci, aby zlikwidowali płazy. Ci pogadali z bogiem i żaby zdechły. Już faraon miał wypuścić Izraelitów, ale przecież bóg wpłynął na niego, więc nie mógł tego uczynić. Wówczas bóg za sprawą magicznej laski sprowadził na Egipt komary. Nie wiem, czy wszystkie zostały wytłuczone, ale po komarach na Egipt, jak na wielkie gówno, zleciały się muchy. Wówczas faraon obiecał, że jak one znikną, to wypuści Izraelitów. I byłby to zrobił, gdyby nie bóg, który uczynił jego serce „twardym”. A skoro serce było twarde, to bóg zesłał zarazę na całe bydło, które wyginęło. Serce faraona pozostawało wciąż uparte za sprawą boga, który za karę postanowił zesłać pryszcze i wrzody na ludzi i bydło.

Wrrróć! Jak pryszcze i wrzody na bydło, skoro bydło wymarło z powodu zarazy???

„I nazajutrz Pan uczynił to, że wyginęło wszelkie bydło Egipcjan, a z bydła Izraelitów nic nie zginęło”. Księga Wyjścia 9.6

Rzekł Pan do Mojżesza i Aarona: „Weźcie pełnymi garściami sadzy z pieca i Mojżesz niech rzuci ją ku niebu na oczach faraona, a pył (…) sprawi u człowieka i u bydła w całej ziemi egipskiej wrzody i pryszcze”” Księga Wyjścia 9.8

Pan rzekł do Mojżesza: „Wyciągnij rękę do nieba, by spadł grad na całą ziemię egipską, na człowieka, na bydło, na wszelką trawę polną na ziemi egipskiej”. Księga Wyjścia 9.22

O co chodzi z tym bydłem? A tam! Bóg zdolny gość! Wybił bydło, potem zesłał na to bydło pryszcze i wrzody a potem jeszcze wybił to zdechłe bydło gradem. Co za desperacja! Potem była jeszcze szarańcza oraz trzydniowe ciemności, które nie dotyczyły dwukrotnie dobitego bydła.

A na koniec bóg stawia kropkę nad i. Najpierw każe każdemu Izraelicie pożyczyć od sąsiadów egipskich srebrne i złote przedmioty. A potem oznajmia:

„O północy przejdę przez Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego niewolnicy, która jest zajęta przy żarnach, i wszelkie pierworodne bydła„.

Huk z tymi małymi niewinnymi dziećmi, ale skąd ponownie wzięło się bydło??? No chyba, że spektakularny pokaz mocy boskiej trwał całe lata. Wówczas miałoby to wszystko większy sens. W ciągu kilku lat może się pojawić i zaraza, i pryszczyca, i plaga komarów czy much. Tego typu klęski łatwo podciągnąć pod interwencję boską, tak jak Świadkowie Jehowy każdą trąbę powietrzną, czy sztorm uznają za znak zbliżającego się końca świata. Kolejnego zresztą, bo już kilka razy wyznaczyli datę, ale widocznie ich bóg zmienił plany.

Wracając do mordu na dzieciakach, to we wczesnym okresie bóg nie był taki ogarnięty, jak go teraz przedstawiają. Żeby nie rozpędzić się i nie wykosić małych żydziątek, kazał swojemu ludowi oznaczyć drzwi ich domów krwią baranka.  Sam widocznie nie był w stanie przewidzieć, gdzie są jego sługusy a gdzie Egipcjanie. Ciekawe, kiedy stał się wszechwiedzący, no nie?

Jeszcze w nocy podniósł się lament w Egipcie. Zrozpaczony faraon, który nareszcie odzyskał pewnie władanie nad własnym sercem, kazał Aaronowi i Mojżeszowi zabierać dupy w troki i zmiatać czym dalej od Egiptu.

Tak zakończył się pobyt Izraelitów w Egipcie, trwający czterysta trzydzieści lat. W drogę wyruszyło sześćset tysięcy mężczyzn, plus dzieci, kobiety, cudzoziemcy i cały ich wielki dobytek oraz srebro i złoto „pożyczone” od Egipcjan. I stąd się wzięło powiedzenie: „dobry zwyczaj, nie pożyczaj”. Tak wielki tłum ludzi, pewnie ponad milion osób licząc z dziećmi i kobietami wałęsał się później czterdzieści lat po pustyni. W czterdzieści lat, gdyby nie morza i oceany, obeszliby oni pewnie kilkukrotnie ziemię. Za ciężką pracę należy się zapłata a bóg musiał się nieźle spocić, osobiście mordując małe dzieci egipskie, w związku z tym tak rzekł do Mojżesza:

„Poświęcicie mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek, jak i zwierze”. 13.2

Mojżesz przekazał ludowi słowa boga, z deka je modyfikując. Powiedział, że syna będzie można wykupić dając w zamian inną ofiarę.

Bóg do Mojżesza: Wiem, że masz problem z mową, dlatego Aarona przydzieliłem ci na pomocnika. Ale nie wiedziałem, że masz problem ze słuchem.

Mojżesz: Ależ skąd Panie, słyszę bardzo dobrze.

Bóg: Czy ja mówiłem coś kołku o możliwości wykupu syna?

Aaron: Ale zrozum Panie, jak będziesz kazał nam składać w ofierze dzieci nasze, to nie będziemy cię słuchać.

Bóg: Że co???

Aaron: I kto tu ma problemy ze słuchem?

Bóg: Lucjan trzymaj mnie, bo nie wytrzymam. Lucjan! Lucjan! Kurde, zerwało połączenie. A ja myślałem, że Lucek milczy, bo aprobuje moje poczynania. I w ogóle czy ktoś cię o zdanie pytał Aaronie?

Aaron: Sam powiedziałeś, że będę ustami Mojżesza.

Bóg: Ale nie mózgiem! Mózgiem Mojżesza jestem ja!

Aaron: To akurat wiele tłumaczy.

Bóg: Chcę waszych pierworodnych dla siebie!

Aaron: Idź gościu skąd przyszedłeś. Może inny naród będzie na tyle głupi, żeby słuchać takich rozkazów.

Bóg: Dobra, wasze pierworodne szczeniaki zostawię w spokoju. Odpalicie mi za nie jakieś smakowite zwierzątko. A teraz won w stronę Morza Czerwonego!

(Bóg dobrze zapamiętał tę zniewagę i setki lat szukał po cichu nowego narodu. Aż w końcu natrafił na Polaków, ale o tym innym razem.)

I ruszyli Izraelici a Bóg, nie wiedzieć czemu, przywdział postać słupa obłoku za dnia i słupa ognia w nocy. Ma gość fantazję. W końcu kazał im zawrócić, rozbić obóz i oznajmił, że ponownie wpłynie na umysł faraona, aby ten wysłał pościg. A po co? Ano po to, żeby znowu dać upust swojej sadystycznej naturze. Kiedy Izraelici zobaczyli ścigających ich Egipcjan, wcale się nie ucieszyli. Co więcej, cuda pokazane przez boga w Egipcie jakoś nie przekonały ich do jego istnienia, bo nawalili w bardachy i podnieśli lamen.

Bóg uspokoił Mojżesza i zdradził mu, co zamierza zrobić. Następnie…

Anioł Boży, który szedł na przedzie wojsk izraelskich zmienił miejsce i szedł na ich tyłach. Słup obłoku również przeszedł z przodu i zajął ich tyły, stając między wojskiem egipskim a wojskiem izraelskim. Księga Wyjścia 14.19

I tak dowiadujemy się, że bóg nie zapierniczał z Żydami sam tylko z jakimś swoim przydupasem. Mojżesz podniósł laskę, jak mu to jego Pan przykazał a wówczas morze, nad którego brzeg dotarli,  rozstąpiło się. Do tego w ułamku sekundy dno morskie wyschło. Ponad milion ludzi przelazło pomiędzy ścianami wody, natomiast Egipcjanie zostali zatopieni.

Gdy Izraelici widzieli wielkie dzieło, którego dokonał Pan wobec Egipcjan, ulękli się Pana i uwierzyli Jemu oraz jego słudze Mojżeszowi. Księga Wyjścia 14.31

No nareszcie! Tyle cudów widzieli a dopiero teraz uwierzyli. A nam każe się wierzyć na słowo. Z tym, że świadkowie tych cudów wiele razy jeszcze zwątpią. Nam każe się nie wątpić i to bez cudów. Co więcej, tych co na przykład tego bydła się czepiają, że zdechło a potem jeszcze dwa razy na inne sposoby zostało okrutnie doświadczone, uważa się za głupków. Ci co czytają i nie widzą braku logiki, doświadczyli  jakiejś nadzwyczajnej łaski. Ci co twierdzą, że wymordowanie dzieci Egipcjan było zbrodnią, są bluźniercami. Ci, co twierdzą, że bóg jest miłością, są wspaniałymi wyznawcami. A my dziwimy się temu, co teraz wyprawiają i wygadują członkowie PiS. Jaka wiara, tacy wierni.

music-1420229_1920

ZMIENIAJĄ POLSKI HYMN!

music-1420229_1920

Uwaga! Obok obowiązkowych obecności na apelach smoleńskich, wycieczek na film „Smoleńsk” mamy również obowiązek nauczenia się treści nowego wiekopomnego utworu literackiego, którego autorem jest nowy narodowy wieszcz, były imam gminy muzułmańskiej w Gdańsku, Selim Chazbijewicz. A oto dzieło, które stanie się być może nowym hymnem Polski:

Oda dla
JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO
PRZYWÓDCY NARODU, ZWYCIEZCĘ W WYBORACH

Niby zwycięski Chrobry wzmacniasz państwo nasze,
Ty , który od nowa polską godność wskrzeszasz,
Jak orzeł ponad skałą wzlatujesz i zawsze,
To Ty masz rację, Ty na pomoc spieszysz.

Tyle dróg przejść musiałeś, wodzu nasz zwycięski,
Tyle klęsk przejść musiałeś by podnieść się z klęski,
Tyle lat musiałeś czekać by teraz już w chwale,
Rządzić Polską, by zmieniać nasz kraj stale

W kierunku mocarstwa od morza do morza,
By wszystkie narody od Bałkanów po Bałtyk
A nawet ptaki co krążą w przestworzach,
Wielbiły Polskę i wielbiły jej wodza.

O Jarosławie Wielki, władco dusz Polaków,
Który nasz naród wyprowadzisz z klęski,
Który zdobędziesz imperium Lechitów,
I znów odrodzisz Warszawę i Kraków.

Niech będzie pamięć Twego brata Lecha
Na zawsze w kraju świętego Wojciecha
Łączyć a nie dzielić naród nasz wybrany.

***

Oczekujemy dodania na końcu utworu słowa „Amen”.

chaos-485491_1280

Pierdolniczek polski codzienny

chaos-485491_1280Nie dla psa kiełbasa…

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej wystąpił do MON o awans dla majora Leszka Żukowskiego. Szalony Antoś nie wydał zgody i od razu afera! Odmowa ministra na pewno nie ma nic wspólnego z tym, że panu Leszkowi nie podoba się apel smoleński wciskany gdzie tylko się da. Bo ofiary katastrofy lotniczej to rzekomo nie są polegli. Bezczelny typ z tego weterana. Poza tym MON to nie manufaktura czy też fabryka tytułów, stopni czy odznaczeń. Przez tą nachalność byłych powstańców jeszcze dla aptekarza Misiewicza nie starczy!

Milczenie jest złotem!

Prezydent niektórych Polaków Maliniak miał wystąpić na październikowej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, ale nie wystąpi. A co on, aktor jakiś? Pacynka? Lewackie media huczą, że się pytań boi bo rzekomo podczas szczytu NATO był jedynym przywódcą, który nie odpowiadał na pytania. A co to? Teleturniej? I co ma odpowiadać? Przecież on i tak nie wie, o co chodzi! Poza tym prezydent podobno chciał wystąpić, żeby zdobyć nowe doświadczenie. W końcu wiecznie prezydentem nie będzie, a poważnej roboty po nowych wyborach nikt mu przecież nie da. Może na deskach by się sprawdził, szczególnie w teatrze lalek? Okazało się jednak, że mu się sufler Jarosław do kieszeni nie mieści.

Don’t worry, by happy!

Znany i wielce szanowany lekarz, który wiele lat temu skrobał pacjentki na potęgę, a który to nagle stał się tak wielkim obrońcą każdej zygoty, że nawet istotom człekokształtnym, niemającym szans na przeżycie, każe się rodzić, przemówił (jak mówią złośliwi) nieludzkim głosem:

Dla wielu życie ma być lekkie, łatwe, przyjemne, a jeżeli dziecko ma to zmienić, to trzeba je zniszczyć. Życie ludzkie nie może być przeszkodą do szczęścia.

Całkowicie się z panem profesorem zgadzam! Wystarczy wpaść do jakiegoś oddziału neurologicznego. Tam aż kipi od szczęścia. Na pierwszy rzut oka widać radość matek, które straciły prace, bo muszą 24 ha na de zajmować się swoimi ciężko chorymi dziećmi; które z wdzięcznością przyjmują od państwa ochłapy niewystarczające nieraz na same leki.  Aż czasem kobiety płaczą z tego szczęścia. Dziecko urodzone dzięki temu świętemu lekarzowi, to o którym było niegdyś głośno w mediach, też przyniosło ogromne szczęście. Profesor go w szpitalu nie odwiedził, bo nie chciał tego szczęścia rodzicom odbierać. A cieszyli się oni tym szczęściem kilka dni! Nie wiadomo czy dziecko się cieszyło, trudno było po miejscu, gdzie powinna być twarz rozpoznać.

Jeśli ktoś nadal nie załapał o jakim lekarzu mowa, to podpowiem, że jego nazwisko zaczyna się na „Ch”. Złośliwi mówią, że to Chuj.

Ich język lata, lata jak łopata…

Nikt lepiej nie skomentuje wczorajszego wystąpienia Beaty Klempy (przepraszam, oczywiście Kempy) w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i”, jak wspaniała Maria Czubaszek:

Gdyby nawet w ramach tych wszystkich zmian, które zachodzą niestety w Polsce, ktoś wpadł i przepchnął przez sejm projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji, to i tak będzie łatwiej przerwać ciążę niż przerwać słowotok pani Beacie Kempie.

***

Oczekujemy odebrania emerytury majorowi Leszkowi Żukowskiemu, wysłania na sesję Zgromadzenia Parlamentarnego RE panią Beatę Kempę (tam sobie pogada, a na żadne pytanie i tak nie odpowie) oraz zmiany we wszystkich słownikach znaczenia pojęcia „szczęście”.

rosary-1212863_1920

Krucjata różańcowa trwa!

rosary-1212863_1920Wspólnota wiernych przy kościele św. Andrzeja Boboli w Łomży wpadła na genialny pomysł. Za pomocą modlitw różańcowych postanowiła zapewnić bezpieczeństwo naszemu krajowi. A wszystko to w związku z „przygotowaniami Rosji i Niemiec do wojny”. Na stronie krucjaty TUTAJ dowiadujemy się, które modlitwy do tej pory przyniosły skutek, a mianowicie: te wznoszone podczas obrony Jasnej Góry przed Szwedami, podczas Bitwy Warszawskiej i podczas bitwy pod Chocimiem. Musicie przyznać, że trochę mało, biorąc pod uwagę ilość bitew stoczonych przez Polaków na przestrzeni wieków. Za to sporo ludzi podczas tych skutecznych krucjat modlitewnych przeniosło się na tamten świat, i to nie z powodu wyczerpania modlitwą, czy zaplątania różańca wokół szyi.

Mimo to powinniśmy wszystkim modlącym podziękować za to wielkie poświęcenie. Co tam rozszarpane od miny czy granatów ciało, co tam przestrzelona głowa, co tam morze krwi żołnierskiej przelanej, w porównaniu do tej modlitewnej mordęgi. I to wcale nie są drwiny! Na stronie krucjaty czytamy:

Zastanawiając się, czy to nie za wiele wysiłku, przecież piątkowa Msza Święta + Różanec + /…/ to jakieś 61-69 minut (dla Chrystusa i naszej Królowej). Damy radę!

A oto cytowana na stronie siostra Faustyna:

Często się modlę za Polskę, ale widzę wielkie zagniewanie Boże na nią, iż jest niewdzięczna. Całą duszę wytężam, aby ją bronić. (…) Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie.

Modlitwa o Polskę to muszą być jakieś straszne katusze!

***

Oczekujemy likwidacji MON oraz rozwiązania służb mundurowych, sprzedania czołgów w skupach złomu i obowiązkowego zaopatrzenia narodu w klęczniki. W przypadku ataku na nasz kraj zanim pozbędziemy się wojska, proponujemy na front wysłać samych kapelanów.

I pomyśleć, że niedawno śmialiśmy się z pomysłu szalonego Antosia na wciągnięcie szybowców do obrony powietrznej.

venice-1246741_1920

Pojedynek w cieniu Komisji Weneckiej

venice-1246741_1920Tyle słońca w całym mieście…

Cały świat zdumiony pogodą w Polsce. Do tego stopnia, że przedstawiciele Komisji Weneckiej wpadli do naszej stolicy na urlop. Jak już połazili po Starówce, popstrykali zdjęcia, wpadli na pogawędkę z sędziami. Niestety ci wybrani przez PiS mieli inne plany. Przecież wszystko Komisja Wenecka już wie, a od jej poprzedniej obecności w Polsce nic się nie zmieniło. Demokracja w Polsce jest! Tyle, że też na urlopie.

Żałuję, że cię znałam, żałuję że ufałam…

Kiedy się nasza wszechwładza zorientowała, że ze strony Komisji Weneckiej to nie tylko wakacje ale i wizyta, najpierw się wkurzyli. Zaprosili kołków tylko raz przecież! Ale co robić, kiedy ci wiszą uparcie u klamki, jak Świadkowie Jehowy? Trzeba przywitać, jak na prawdziwą polską gościnność przystało. A kto wita? Wiadomo, że gospodarze. A kto w Polsce jest gospodarzem?

Więc gdzie się tu ta Wielgus i Pihowicz pchają?

Jestem kobietą, wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie. Wolna jak rzeka, nigdy, nigdy nie poddam się!

Prawie się udało! Wszechwładza postanowiła, że z przedstawicielami Komisji Weneckiej spotkają się tylko przedstawiciele PiS. A kto miałby się jeszcze spotkać? Opozycja? Ale jaka opozycja? Przecież w kraju mamy tylko PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ. Pozostała garstka to wrogowie narodu. A te (Joanna Scheuring-Wielgus i Kamila Gasiuk-Pihowicz) wlazły nieproszone! Narobiły rabanu, że one też chciały pogadać. Co za tupet! Co sobie o nas za granicą pomyślą? Że się polskim babom nudzi? I dlaczego zwolennicy starego, złodziejskiego układu chłopów nie posłali? Niby wiadomo, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle, ale powód okazał się inny.

Już taki jestem zimny drań…

Wcześniej w Sejmie odbył się briefing wicemarszałka Terleckiego. Zupełnie niechcący napatoczył się prezes Fundacji Dobrego Pasterza i postanowił zadać marszałkowi jakieś tajemnicze pytanie.  Być może szef biura prasowego klubu parlamentarnego „PiS” Krzysztof Wilamowski zrozumiał, że ten od Dobrego Pasterza pyta: „Przepraszam, czy tu biją?”, bo zareagował jak na dobrze wychowanego człowieka przystało. Odpowiedział „Czemu nie?” i postanowił z gościem z fundacji potrenować zapasy. Nie za dobrze mu to wyszło i gdyby nie straż marszałkowska, mógłby dostać niezłe wciry, ale…

strach przed nim mógł spowodować to, że opozycja na spotkanie Komisji Weneckiej z PiS-em wysłała kobiety. No bab chyba lać nie będzie.

Lecz wkrótce poszedłem po rozum do głowy, kupiłem na targu nóż sprężynowy…

Na wszelki wypadek Ryś i Krzyś postanowili się dziennikarzom z tych zapasów wytłumaczyć. Nie było innego wyjścia, jak obezwładnić przeciwnika, bo nie dość, że chciał stać blisko Rysia to jeszcze mógł mieć przecież nóż. No ba! Mógł mieć również kamizelkę z trotylu! Tylko co zrobić z tymi nagraniami, które pokazywały, jak było naprawdę? Można sobie je w dupę wsadzić co najwyżej, bo prawda jak zawsze jest tylko jedna. Ta pisowska.

***

Oczekujemy od MON odznaczenia Krzysia Złotym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju. Tak, tak. Tym samym, który dostał aptekarz Bartłomiej Misiewicz. Przynajmniej wiemy, że nowy bohater ma odwagę się bić, choć nie za bardzo potrafi. Ale nauczy się. Pewnie będzie miał jeszcze mnóstwo okazji, bo kto by nie chciał stanąć przy Terleckim?

nazism-144975_1280

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz…

nazism-144975_1280Zaopiekuj się mną, nawet gdy nie będę chciał!

Angole biją naszych. Jednego nawet zabili, chociaż to my właśnie broniliśmy ich nieba podczas drugiej wojny światowej! Z odsieczą pognali minister spraw wewnętrznych i zagranicznych Polski. Minister sprawiedliwości też chciał, ale nie zdążył na samolot, czy cuś. Angole pewnie narobili w gacie na myśl o tym, że mógł jeszcze przylecieć polski minister obrony narodowej, który niczym MacGyver z parówki potrafi zrobić bombę. Winni nie unikną kary, a jak unikną, to i tak zostaną wytropieni przez polską spec komisję z Macierewiczem na czele. Już chodzą słuchy, że w zabójstwo Polaka zamieszana była królowa brytyjska i jej prawnuk – syn księcia Williama i Kate, trzyletni George – stary znajomy Tuska.

***

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni pasażerów nam germanił!

Polski profesor dostał od polskiego patrioty klapsa czołem w czoło, za rozmawianie w tramwaju po niemiecku z kolegą Niemcem. W Polsce po niemiecku? To już se ne vrati! W Polsce mówi się po polsku. Szkop nie umie? To niech się nauczy lub gada na migi. Z tym, że jeden „mig” (i nie chodzi tu o samoloty) – czyli wyprostowana ręka skierowana ku górze do złudzenia przypominający powitanie nazistowskie, jest zarezerwowany – dla polskich patriotów rzecz jasna.

Oczekujemy wizyty niemieckiej kanclerz, niemieckiego ministra spraw zagranicznych i niemieckiego ministra spraw wewnętrznych. Jak już się polskiego nauczą.

***

Ale jak tu takiej Chince spojrzeć prosto w oczy?

Polski patriota spokojnie wytłumaczył dwóm Azjatkom w metrze, że mają wypierdalać z naszego kraju, bo Polska jest dla Polaków, jakby trzeba to było tłumaczyć. Jakiś Polaczek drugiego sortu stanął w obronie skośnookich. Zrobiła się niezła zadyma. Polskiego patriotę siłą wyprowadzono z pociągu.

Oczekujemy interwencji polskiego ministra spraw wewnętrznych. Przecież tak się nie godzi traktować w Polsce prawdziwego Polaka. Oczekujemy również dymisji Służby Ochrony Metra, najlepiej całej, i zastąpienia jej członkami ONR. Możemy się również spodziewać wizyty… i tu nie bardzo wiadomo kogo, bo Azja jest spora i kilka krajów liczy. To może być cały desant. Jednak nie ma powodu do obaw. Wyciągarki wzbijające szybowce w powietrze już się grzeją.

bible-276067_1280

Wymyślony Bóg cz. 12

KSIĘGA WYJŚCIA cz. 1

Skoro Izraelici wleźli do Egiptu, musieli z niego wyleźć. Wleźli witani z honorami za sprawą Józka, syna Jakuba, który uratował Egipt od głodu, a wyleźli w niesławie za sprawą Mojżesza. Bo w międzyczasie władzę objął król, który nie miał pojęcia, jak wiele Żydzi uczynili niegdyś dla kraju. Kazał ich zniewolić i brać do najcięższych prac. (Jak widać, Żydzi zawsze mieli przechlapane. Nawet ich własny Bóg ich nie oszczędzał.) A że mnożyli się oni jak zające, władca nakazał zabijać wszystkich nowo narodzonych chłopców.

Pewnej kobiecie przez trzy miesiące udawało się chronić swojego syna. W końcu włożyła go do skrzyni, którą zostawiła w sitowiu na brzegu rzeki. Wówczas nad rzekę przyszła córka faraona i znalazła dziecko. Siostra chłopczyka, która była tego świadkiem, powiedziała, że może przyprowadzić karmicielkę. Została nią oczywiście matka chłopca, która po wykarmieniu swojego dziecka, oddała je córce faraona. Ta dała mu na imię Mojżesz.

Kiedy Mojżesz dorósł, zabił Egipcjanina znęcającego się na Hebrajczyku i uciekł do kraju Madian. Tam kapłan Madianitów oddał mu za żonę córkę Seforę, która urodziła syna Gerszom. Tymczasem Izraelici wciąż cierpieli wielką niedolę w Egipcie.

W niebie:

Lucyfer: Gdzie jest Bóg?

Skrzydlaty Eunuch: Bawi się w chowanego.

L: Z kim się bawi?

S. E.: Jak zwykle sam ze sobą.

L: Gdzie mam go szukać? W domu czy w ogrodzie?

S. E.: A skąd ja mogę to wiedzieć? Jak teraz siebie szuka, to pewnie łatwo go zobaczysz. A jak się teraz przed sobą chowa, to sam musisz go znaleźć.

L: Boże! Gdzie jesteś?

Głos Boga: Ha! Lucuś! Przyszedłeś się ze mną pobawić! Nie znajdziesz mnie.

L: Nie wygłupiaj się! Twój lud, ten, któremu miało się powodzić, cierpi straszne katusze w niewoli egipskiej, a ty sobie jaja robisz?

Głos Boga: Szukaj, szukaj Lucuś.

Lucyfer zaczął szukać.

Głos Boga: Zimno, zimno, mroźno, mróz stulecia, cholera znalazłeś mnie! Przecież mówiłem, że zimno.

L: Po prostu wiedziałem, że kłamiesz. Wyłaź z tych krzaków. Robota na ciebie czeka!

Bóg: Jaka robota? Jestem na urlopie.

L: Setki lat? Zwariowałeś! Na ziemi twoi ludzie umierają, a ty sobie zabawy urządzasz?

Bóg: Setki! A mogę być i tysiące lat na urlopie! Sam jestem swoim pracodawcą i sam sobie urlop ustalam.

L: Dobra, wygrałeś! Wraz ze śmiercią ostatniego Hebrajczyka świat o tobie zapomni. Nikt nie będzie się ciebie bał, nikt nie będzie cię czcił, bo nikt nie będzie wiedział o twoim istnieniu.

Bóg: No popatrz, właśnie urlop mi się skończył. Co mam robić? Powódź już była, siarka i ogień też.

L: Przestań! Jest taki jeden Mojżesz, który uciekł z Egiptu. Możesz go wykorzystać, do wybawienia Żydów. Pogadaj z nim, tylko nie tak jak niegdyś z Jakubem, bo ta noc z nim spędzona była obrzydliwa a poza tym ludzie będą później gadać, że masz do chłopów ciągoty.

Bóg: Ty homofobie!

L: Dobra, dobra. To nie te czasy, żeby na rzecz gejów lobbować. Ludzie mają uważać cię za świętego, więc zachowuj się jak święty.

Bóg: No dobra, gdzie ten Mojżesz?

L: Owce pasie przy górze Horeb. Objaw mu się spektakularnie, tak żeby nie miał wątpliwości, z kim ma do czynienia.

Bóg: No to lecę.

L: Czekaj! Włóż tę słuchawkę do ucha. Będę miał z tobą cały czas kontakt.

Na ziemi:

Mojżesz nagle ujrzał krzew, który płonął ogniem, ale się nie spalał. Z krzewu owego przemówił do niego głos Boga, który nakazał mu wyprowadzić lud jego z ziemi egipskiej i poprowadzić do krainy mlekiem i miodem płynącej. Jak już Mojżesz ze strachu nawalił w gacie, spytał:

Mojżesz: A co mam powiedzieć, jak mnie lud Izraelitów spyta, jaki Bóg ze mną gadał?

B: Jestem.

M: No przecież widzę, to znaczy nie widzę, bo boję się patrzyć, ale słyszę i wiem, że jesteś.

B: JESTEM, oto moje imię. JESTEM, KTÓRY JESTEM.

Lucyfer do Boga:

L: Jestem? To ma być imię twoje? Porąbało cię?

B: A co ja miałem tak na biegu wymyślić? Kazimierz? Teodor? Helmut?

Bóg do Mojżesza: Wiem, że król Egiptu będzie się stawiał. Wtedy pokażę mu parę magicznych sztuczek, aż w końcu rura mu zmięknie. I nie pójdziecie z pustymi rękami a przed wyjściem z Egiptu złupicie go.

Lucyfer do Boga przez słuchawkę: 

L: Całkiem ci już odbiło? I tak nikt ich nie lubi, a ty chcesz sprawić, żeby ich znienawidzono?

B: Mnie też nikt nie lubi i jakoś daję radę.

Mojżesz: A jak mi nie uwierzą?

Bóg pod nosem: Co za głupek!

Bóg do Mojżesza: Rzuć laskę, którą masz w ręku na ziemię.

Mojżesz uczynił to i laska zmieniła się w węża. Mojżesz wziął nogi za pas, ale Bóg go zawrócił

Bóg: Dokąd leziesz? Podążaj w stronę światła, to znaczy w stronę ognia na krzewie. Wracaj tu i chwyć węża za ogon!

Mojżesz: A nie mógłbyś zmienić go w jakiegoś malutkiego misia na przykład? Strasznie boję się węży.

Bóg: Milcz idioto! Łap tego węża!

Mojżesz schwycił węża za ogon i ten zmienił się z powrotem w laskę.

Lucyfer do Boga:

L: A to było całkiem fajne.

B: Dzięki, dopiero się rozkręcam.

Bóg do Mojżesza: Włóż rękę w zanadrze.

Mojżesz: Gdzie?

Bóg: W gacie!

Mojżesz włożył rękę w zanadrze, a gdy ją wyjął, pokryta była trądem. Zrobił to drugi raz i dłoń była zdrowa.

Mojżesz: O ja pierdzielę!

Bóg: No to masz już dwa znaki. A jak w oba nie uwierzą, to zaczerpniesz wodę z Nilu, chluśniesz ją na ziemię, a ona zamieni się w krew.

Mojżesz: Wybacz Panie, ale ja nie jestem wymowny. Może kogoś innego sobie do tej roboty wynajmiesz?

Bóg do Lucyfera:

B: Ale żeś mi debila na przywódcę narodu wyznaczył, dzięki ci wielkie Lucek!

L: Tylko taki będzie całkowicie posłuszny.

B: Mam nadzieję, że się nie mylisz, bo powoli tracę do tego tępaka cierpliwość.

Bóg do Mojżesza: Kto dał człowiekowi usta? Kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo niewidomym, czyż nie ja, Pan?

Mojżesz: Naprawdę Panie, są lepsi ode mnie do takiej roli.

Bóg: W to akurat nie wątpię. Masz brata Aarona, prawda? On ma łatwość przemawiania. Ty będziesz mówił do niego a ja do ciebie. Przy okazji zabawimy się w głuchy telefon.

Mojżesz: W co?

Bóg: W gówno! Znaczy się… idź z Bogiem, tzn. ja będę szedł z tobą. Niczym się nie martw.

Mojżesz niechętnie pożegnał się z teściem, wziął żonę i synów swoich i ruszył w stronę Egiptu. W drodze znowu przemówił do niego Bóg:

Bóg: Pokażesz wszystkie cuda, które ci przekazałem faraonowi. Ja zaś uczynię jego serce upartym tak, aby nie zezwolił na wyjście ludu.

Mojżesz: Ale jak to? Po co? To nie chcesz, żeby nas faraon wypuścił? Nic z tego nie rozumiem.

Bóg: Nie od myślenia tu jesteś!

Lucyfer do Boga:

L: Nawąchałeś się czegoś? Nawet taki debil jak Mojżesz zrozumiał, że coś tu nie gra.

B: Przestań się do wszystkiego wtrącać. Przecież faraon zesra się w gacie, jak te mojżeszowe cuda zobaczy. A ja chcę się trochę zabawić.

L: Zawsze, jak robisz coś po swojemu, wpędzasz się w kłopoty.

B: Lucek, nie piernicz. Zaufaj mi.

L: Chyba żartujesz! I skończ z tym ćpaniem. Jak nie chlasz, to ćpasz! Zamknę cię na odwyku!

B: Wszystko przez ciebie, bo mi bezmózga wyznaczyłeś do nie lada zadania. Chcę kogoś innego!

L: Nie będzie nikogo innego!

B: Zobaczymy!

„W czasie podróży w miejscu noclegu spotkał Pan Mojżesza i chciał go zabić. Sefora wzięła ostry kamień i odcięła napletek syna swego i dotknęła nim nóg Mojżesza, mówiąc: „Oblubieńcem krwi jesteś ty dla mnie”. I odstąpił od niego Pan. Wtedy rzekła: „Oblubieńcem krwi jesteś przez obrzezanie”.” – Księga Wyjścia 4,24.

Lucyfer: Co to miało być?!

Bóg: To ty mi powiedz, co to miało być?

L: Chciałeś zabić Mojżesza!

Bóg: No dobra, chciałem, ale mnie ta jego baba tak nastraszyła, że do tej pory się trzęsę. Widziałeś, jak bez wahania chlasnęła swojego dzieciaka po fajfusie? A potem odciętym kawałkiem macała Mojżesza i mamrotała pod nosem jakieś zaklęcia. To było straszne!

Lucyfer: Przecież to ty wymyśliłeś obrzezanie.

Bóg: Ja? Ja? Znowu moja wina? A gdzie ty wtedy byłeś? Miałeś mnie pilnować! Po co ja im kazałem to robić?

Lucyfer: Bo sobie wymyśliłeś taki znak przymierza.

Bóg: Rany boskie Lucuś! Obiecaj mi, że będziesz przy mnie zawsze, w zdrowiu i chorobie i że mnie nie opuścisz aż do śmierci.

Lucyfer: Niestety nie mogę cię opuścić. Jestem na ciebie skazany. Nie ma dobra, bez zła. Jak już przyjdzie na to pora, wszystko się może jakoś odkręci. Zło wezmę na siebie.

Bóg: Jaki ty jesteś kochany.

Lucyfer: Po prostu nie potrzebuję wyznawców, dupolizania i bezmyślnego uwielbienia. Ty za to nie możesz się bez tego obejść.

Bóg: Cieszę się, że nie jesteś taki jak ja, bo musielibyśmy ze sobą walczyć a ja jestem takim pacyfistą.

L: Że niby kim jesteś?

Bóg: No pacyfistą… wobec siebie.

Lucyfer: Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę, że nie jestem taki jak ty.

Bóg: Jak ja cię kocham Lucuś!

Lucyfer: Że co? Gdzie z tym ryjem? To znaczy zostaw swoje buziaczki dla Maryśki, ok?

Bóg: Dla kogo?

Lucyfer: Nie ważne. Nie będę uprzedzał faktów. Skup się teraz na robocie, ok?

Bóg posłał Aarona do Mojżesza. Chłopaki naradzili się i udali się do Izraelitów. Aaron, jako bardziej sprawny w gębie objaśnił wszystko, a Mojżesz pokazał cuda. Izraelici uwierzyli, że ich Pan w końcu sobie o nich przypomniał i oddali mu pokłon.

CDN 🙂

whale-147748_1280

Jonasz „Faktycznie” połknięty?

whale-147748_1280
Ewangelia według św. Mateusza:
7.3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?
7.4 Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku?
7.5 Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.
Wiem, mam obsesję na punkcie Biblii, o czym można przekonać się czytając chociażby mojego „Wymyślonego Boga”. Nic nie wzbudza we mnie takiego natchnienia. Ten cytat, jakże mądry przecież, możemy odnieść do wszystkich ludzi, którzy gówno widzą i gówno wiedzą, choć oczywiście nie mają o tym pojęcia. To wszyscy ci domorośli mądrale, którzy wszystko co złe dostrzegają wszędzie, tylko nie w sobie lub nie wśród swoich. To m.in. oni… fanatyczni katolicy i my ateiści. Tak, również my nie jesteśmy wolni od śmieci na gałach, które przysłaniają nam dobre, prawdziwe widzenie.
Kiedy stado owieczek zmienia się we wściekłe wilki broniące swojego pasterza, któremu zarzuca się, że kochał dzieci zbyt mocną miłością, naśmiewamy się z ich głupoty i zaślepienia. „To niemożliwe! – beczą – to przecież taki porządny ksiądz, tyle dobrego dla dzieci zrobił! Owszem przytulał, ale po ojcowsku (jakby ksiądz miał prawo wiedzieć, co to jest ojcowska miłość). I na plebanię zabierał, ale to dlatego, żeby się dzieci po ulicach nie szlajały”.
 Na ulicach to by sobie mogły chociaż w piłkę pograć, a na plebanii ksiądz z nimi w kulki leciał.
Niestety to samo było z wieloma „naszymi”. Kiedy prokuratura weszła do redakcji „Faktów i Mitów” odezwało się w nas „święte oburzenie”. Mimo iż sądziłam, że aresztowanie Jonasza i przeszukanie jego redakcji to efekt porządków nowej wszechwładzy, zachowywałam spokój. Poczekamy, zobaczymy. I nie daj boże, żeby się jakieś zarzuty potwierdziły. A dlaczego? Bo „Fakty i Mity” to „nasz” bastion. Gdyby się jednak potwierdziły owe rzekome jonaszowe winy, musiałby on okazać się debilem. Później okazało się, że może być debilem do kwadratu, albo do sześcianu. Im dłużej jednak myślę o tym, co ujawnił tygodnik „Faktycznie” sądzę, że jeśli to prawda, debilizm Jonasza trzeba podnieść do potęgi entej.
Redakcja „Faktycznie” mogłaby się teraz za głowę złapać. Tłumaczymy, piszemy i wciąż wątpliwości? Ale jak ich nie mieć? Były ksiądz, były poseł lewicowy, redaktor naczelny „FiM” – tygodnika „nieklerykalnego” (bo „antyklerykalny” źle by się kojarzył, a mimo to guru antyklerykałów), w którym od 16 lat czytamy o chamskiej działalności KK w naszym kraju, poznajemy historie zwyrodnialców w sutannach, zleca zabójstwo byłej żony? Może chla (tzn. chlał, bo w areszcie to chyba chlać nie dają), i tak mimochodem gdzieś palnął przy kielichu mocnej berbeluchy, że chętnie by tą sukę ukatrupił? Setki razy mówiłam „ja cię chyba zabiję” i nie tylko do mojego partnera – obecnego i byłego. I byłego przed tym byłym też. I do tego na trzeźwo! Wciąż jak widać jestem na wolności.
Dlaczego miałby chcieć zabić byłą żonę? Pewnie chodziło o kasę, ale… Jonasz nie musiał biegać na zakupy do Biedronki, wybierać pomiędzy chlebem a lekarstwami, pomiędzy setką a litrem. Przecież to milioner! Takim problemem byłoby się podzielić? No tak, może to jeden z tych bogaczy, które wedle powiedzenia gówno by spod siebie zeżarł? A może chodziło o coś innego? Zgodzicie się chyba jednak ze mną, że trzeba być upośledzonym umysłowo, żeby coś takiego zrobić. Trudno w to uwierzyć po prostu. Do tego ja nie taka wierząca w końcu.
I kolejny zarzut – przywłaszczenie przez Jonasza kasy z Fundacji „W Człowieku Widzieć Brata”. Wiadomo, jak ktoś ma rodzeństwo, to ma do kogo przyjść w łaskę. Ale ot tak przyjść i sobie wziąć? Po co? Przecież nie musiał żebrać po ulicach. Jak już ustaliliśmy, stać go było nie tylko na lekarstwa, chleb i porządną gorzałę, ale również na prawdziwy kawior popijany prawdziwym szampanem (kto nie pił, niech wierzy mi na słowo, jest niedobry). No chyba, że tajemnica fortuny Jonasza tkwi w kolejnym powiedzeniu, że pierwszy milion trzeba ukraść. A jak łatwo przyszło, to czemu nie ukraść drugiego?
Drugi ukradł albo z fundacji albo poprzez wyłudzenie odszkodowań za rzekomo ukradzione samochody. Rzekomo ukradzione i rzekomo wyłudził, bo dopóki nie doczekamy się sprawy w sądzie, nie poznamy prawdy.
Podobno posiadał nielegalną broń. Nie wiem po co mu to było? Może księży w seminarium kung fu nie uczą, ale jakoś przed jurnymi kolegami trzeba umieć się bronić. Widocznie nie umiał. Ok, nie każdy potrafi, ale noży kuchennych nie miał, czy chociażby lewarka? Tak, tak! Mój ojciec kiedyś przed napadem lewarkiem się obronił. A jednak nie miał. Pewnie mu ukradziono razem z samochodami.
Ale ten ostatni zarzut…. ten ostatni spędza mi sen z powiek. Huk tam z żoną, może to jakaś hetera, piła, biła i gwałciła, czy coś w tym stylu. Huk tam z fundacją. Ja akurat tam nie wpłacałam pieniędzy. Ale żeby ten papież antyklerykałów, wrzód na tłustej kościelnej dupie, gość, który nie tylko drzazgi w oczach byłych swoich braci widział, ale i belką im porządnie dopierdalał, przelał 130 tys. zł. na konto jednej z parafii tytułem „darowizna na cele kultu religijnego”, tego zdzierżyć nie mogę! (Informacja z tygodnika „Faktycznie” nr 10, wciąż w kioskach).
Ponoć znowu chodziło o pieniądze. Dla partnerki zabrakło na waciki? Wiecie pewnie na czym polega kradzież na wnuczka? A kradzież na księdza? Jako, że nasze państwo jest w watykańskiej niewoli, a watykańscy funkcjonariusze, jak na panów przystało, mają nieograniczone przywileje, robi się to tak. Idzie się do księdza z flachą i ustala się procenty, ale nie alkoholu. Potem przelewa się księdzu kasiorę darowizną a ten pozostawia sobie ów ustalony procent a resztę oddaje „darczyńcy”. I umówmy się, bóg jest tak kuźwa problemami całego świata zajęty, że po prostu tego nie widzi. W „Faktycznie” możecie sobie przeczytać, jak się ów ksiądz skarbówce tłumaczył, choć dziwi mnie, że w ogóle się tłumaczył, przecież mógł posłać w diabły.
Dlatego Jonasz to albo debil, albo „Faktycznie” kłamie, choć przedstawia jakieś tam wydruki. Z tym, że w tym wypadku nie da się ot tak powiedzieć: „zdrajcy, którzy opuścili tonący okręt (czytaj: „FiM”) i do tego z oddali walą w niego z armat, to kłamcy, wichrzyciele i bluźniercy”. Przecież to retoryka naszej wszechwładzy. Opluć, obsrać a brud się przylepi. Jeśli redakcja tygodnika „Faktycznie” kłamie, oczekuję rychłego procesu. Dobra, poniosło mnie. Szybki proces w Polsce to abstrakcja. Ale zawiadomić prokuraturę można szybko.
Po założeniu przez byłych dziennikarzy „FiM” tygodnika „Faktycznie” Spółka Błaja News wydająca „FiM” poinformowała, że była żona Jonasza, Ewa zaangażowała się w pracę wydawnictwa. Można dostać pomieszania z poplątaniem, prawda?
***
Wiecie, kim według mitologii biblijnej był Jonasz? To taki gość, któremu bóg kazał nawracać niegodziwych. Facet zamiast wypełnić wolę Pana, wsiadł na statek i popłynął w inną stronę. Kiedy rozpętała się burza, zrozumiał, że to boży gniew. Marynarze wywalili go za burtę. W morzu połknęła go wielka ryba. Jonasz spędził tam trzy dni i trzy noce, po czym został wypluty na brzeg i zrobił to, czego oczekiwał od niego bóg, dzięki czemu ocalił miasto.
Nasz Jonasz też miał misję i (jeśli wierzyć doniesieniom „Faktycznie”, zboczył z drogi). Obecnie tkwi w żołądku wieloryba. Może w tym wypadku modlitwy pomogą? W końcu jakąś tam zrzutę na kościół zrobił a i ofiarę ze swojej żony ponoć chciał złożyć. A bóg nic tak nie lubił, jak ołtarzy i swądu palonego mięsiwa, nawet ludzkiego. Co będzie, kiedy go w końcu ten potwór morski wypluje, zakładając, że go nie strawi? Nie dziwcie się, że mitologia biblijna nie brała pod uwagę trawienia. A skąd ludzie piszący ją mieli mieć o czymś takim pojęcie? Od boga, który nietoperza uważał za ptaka?
Czekam na dalszy rozwój wypadków. Póki co czytam obie gazety, choć jak kupuję „FiM” zastanawiam się, czy nie dorzucam się do np. podpasek partnerki Jonasza, czy do paczek wysyłanych mu przez nią do aresztu.  A jeśli nie wyłudzał ubezpieczeń, nie posiadał nielegalnej broni, nie okradł fundacji, nie próbował ukatrupić swojej żony, to i tak mu nie odpuszczę tej darowizny na kościół 🙂