Wpisy Ale o co chodzi?

15822669_1073861606076829_3285923962668670854_n

Rysiu, nie daruję ci tej nocy!

15822669_1073861606076829_3285923962668670854_nDo niedawna uważałam Rysia za sympatycznego, choć niedouczonego lidera partii, której końmi pociągowymi (lub klaczami, jak kto woli) są kobiety. Bo z czego słynie Rysiu? Z dobrego wyglądu (choć nie jest w moim typie) i niezliczonej ilość zabawnych wpadek. A to wymyślił nowe święto sześciu króli, a to nie podoba mu się obnoszenie się gejów ze swoją orientacją, a to nie zna daty przewrotu majowego, nie wie ile państw jest na świecie, sejm niemy nazywa głuchym. Przykłady można mnożyć. Ot, takie po części lapsusy językowe, po części zwykły brak elementarnej wydawałoby się wiedzy. Nie ma czego się czepiać. Przecież to poseł jest. Geniusze się raczej do polityki nie pchają.

To nawet posłanka Wielgus z Nowoczesnej podczas manifestacji kobiet krzyczała do mikrofonu: „Dość dyktatury kobiet!” lub usilnie z mównicy sejmowej poszukiwała posła Terleckiego, który właśnie prowadził obrady i siedział za jej plecami na fotelu marszałkowskim. Zdarza się. Przy wypłoszonym liderze PO Grzesiu Schetynie i tak Rysiu prezentuje się dobrze, czemu dały wyraz sondaże. Do czasu, bo nawet ja nie spodziewałam się, że można być tak głupim, żeby cały „dorobek” zniweczyć dla jednej sylwestrowej nocy. Choć przynajmniej teraz wszystko wydaje się być bardziej jasnym. Skoro Rysiu myśli inną częścią ciała niż głową, nie można się po nim spodziewać mądrych „posunięć”.

Opozycja zamieszkała w sali plenarnej, wgryzła się w sejmowe ławy i cierpi katusze, bo niewielu zwraca już na nią uwagę, garstka najwytrwalszych ludzi drugiego sortu marznie dniami i nocami pod Sejmem, a Rysiu postanowił wygrzać sobie dupę w ciepłym kraju (na pewno nie w Portugalii!) z inną dupą. Kto wie, może znowu się pomylił i zamiast żony zabrał ze sobą przez przypadek rzecz jasna partyjną koleżankę? Obudził się przy niej w Nowy Rok i spytał: „a co ty tu robisz”? Ja tam bym na miejscu Rysia sprawdziła, czy Joanna Schmidt nie jest czasem tajną bronią Jarka.

Reasumując, wiele wody będzie musiało upłynąć, żeby Rysio się jakoś zrehabilitował a Grzesio przestał pękać ze śmiechu. Proponuję ludziom z Nowoczesnej odsunąć go całkowicie od mediów. Kiedy Jarek zniknął z przestrzeni publicznej, PiS wygrał wybory. Może to jest jakiś sposób? 🙂

sculpture-586585_1920

Przegląd debilizmów dni ostatnich

sculpture-586585_1920Dziś przegląd pod znakiem dupy, czyli o Dudzie będzie.

***

Doda, którą zainteresowałam się dopiero wówczas, gdy palnęła o autorach Biblii, że musieli być „napruci winem i palili różne zioła”, za co zresztą została skazana przez sąd na karę grzywny za obrazę uczuć religijnych, znowu szokuje. Podczas gali 25-lecia „Super Expressu”, na której dawała koncert, pomogła w krojeniu tortu i pierwszy kawałek wręczyła prezydentowi wszystkich katolików Andrzejowi Dudzie! Przez moment wszyscy liczyli na to, że ten akurat kawałek ciasta jest zatruty, ale nic z tego! Podobno Duda miał tylko zgagę, bo jakby nie było, jadł z rąk kogoś, kto aniołem nie jest i twierdzi, że nie wierzy w Biblię, bo nie ma tam dinozaurów.

Żeby tego było mało, pytana o swój gest odpowiedziała, że Duda jest prezydentem i należy mu się szacunek! Szacunek za to, że się Polacy pomylili??? Aż mi się cofnęła treść żołądka. Zrozumieć tylko nie mogę, dlaczego każdego zainteresowało jedynie to (a niektórych nawet oburzyło), że ta niewiele znacząca gwiazdka pokazała prezydentowi dupę. To akurat mu się należało. Nawet przez moment zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy ten poczęstunek dla skryby Kaczyńskiego nie był tylko po to, aby mu pokazać tylną część ciała. Szkoda tylko, że nie miała na plecach napisu: „pocałuj mnie w…” i strzałka w dół.

Gdzieś wyczytałam, że powiedziała z błyskotliwością przedszkolaka, iż różni ją od prezydenta tylko jedna litera: DUDA – DODA. Jakby tak u prezydenta zmienić jedną literę a u niej dwie, wyszłaby DUPA. Dupa do kwadratu.

***

Niektórzy komentatorzy twierdzili nawet, że Duda został przez Dodę obrażony. Aha! Jej dupa będzie mu się po nocy śniła. Za to pigułę goryczy musiał przełknąć podczas XII Krajowego Zjazdu Adwokatury w Krakowie, gdzie prezez TK Andrzej Rzepliński został przywitany owacjami na stojąco. Do tego podczas przemowy prezydenta, niektórzy adwokaci trzymali w górze Konstytucję. No cóż, Duda się nie przejął. A skąd on ma wiedzieć, co to Konstytucja? Odbębnił swoje, coś tam pogadał, a kiedy wyszedł, pocałunki wysyłał w kierunku ludzi krzyczących na jego widok „marionetka”. Wydaje się, że wszystko spływa po nim, jak po kaczorze. Aż nie mogę się doczekać, jak mu się dobierzemy do dody tfu… do dupy rzecz jasna.

***

Ostatnio mieliśmy do czynienia z pierwszym nieudanym zamachem na prezydenta. Sukces służb jest tak wielki, że biły się między sobą o przyznanie im pierwszeństwa w zatrzymaniu niedoszłego przestępcy. Policja twierdziła, że aresztowała go przed przyjazdem pacynki Kaczyńskiego, BOR natomiast, że brał w tym czynny udział. A prawda jest taka, że…

Głęboko wierzący mieszkaniec Piekar Śląskich wybrał się do lasu na grzyby – z kozikiem, jak przystało na prawdziwego grzybiarza, i z wodą święconą w strzykawce, jak przystało na prawdziwego katolika, który nosi przy sobie broń na szatany. Szedł i szedł aż doszedł do bazyliki w środku miasta. Pokręcił się trochę w tłumie, bo jak wiadomo, ludzie są nosicielami grzybów najróżniejszych i zupełnie niechcący dowiedział się, że wkrótce miejsce to nawiedzi sługus Kaczyńskiego. No cóż, zbiorów żadnych, zupy nawet grzybowej nie będzie, pomyślał więc, że poczeka i pogada z nim na przykład o Dodzie. A tu dupa i kamieni kupa. Areszt i tłumaczenia.

Nie byłoby w tej opowieści nic ciekawego, gdyby nie bardzo ważny dla nas fakt, że od dziś możemy chodzić po ulicach z białą bronią bezkarnie, oby się w święconą wodę zaopatrzyć. Jeśli ktoś do kościołów ma awersję, wystarczy kranówa. Laboratoria nie potrafią wykazać różnicy pomiędzy płynem z rur a cieczą pobłogosławioną przez księdza, co akurat nie powinno nikogo dziwić. Tylko pamiętajcie o alibi! Głęboka wiara i grzyby!

***

Pamiętacie pewnie, jak Dudzie pękła guma. Broń boże nie mówię o kondomie. Przecież prawdziwy katolik nie używa prezerwatyw a prawdziwa katoliczka nie stosuje antykoncepcji. Ciekawe, tak przy okazji, jakim cudem Dudowie mają tylko jedno dziecko? Czyżby kalendarzyk małżeński naprawdę działał? W każdym razie chodziło mi o ten wypadek na autostradzie. Niedawno doszło do kolejnego, tym razem z udziałem kolumny samochodów, podczas przejazdu premier Szydło. I choć spełniło się porzekadło, że złego diabli nie biorą, to jednak wydarzenie jest dość znamienne. Tuż po koronowaniu Jezusa na króla Polski dochodzi do kolizji aut z polską delegacją i to w Izraelu! Czyżby Jezus próbował wyrazić swój sprzeciw z zaświatów? A wystarczyłby jeden piorun w dupę jednego małego pierona i to w naszym kraju.

***

W „Piaskiem po oczach” dyrektor biura prezydenta Marek Magierowski zapytany o obietnicę kukły Kaczyńskiego dotyczącą podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8 tys zł odpowiedział, że prezydent prosi o rozliczenie go z obietnic po zakończeniu kadencji. A ja proszę, żeby przestał pieprzyć kocopoły, bo doskonale pamiętam, jak ciamciaramcia  zarzekała się, że jeśli w ciągu roku nie spełni swoich obietnic, to poda się do dymisji. Mówił również:

Ja dotrzymam słowa bo jestem człowiekiem, który ma swoje słowo za świętość.

Jaki człowiek, takie jego słowo. Jaka jego wiara, takie pojęcie świętości. Jedna wielka DUPA.

***

Chciałam jeszcze napisać coś o żonie popychadła Kaczyńskiego, która nosi niestety miano Pierwszej Damy. Ale co można o niej powiedzieć, oprócz tego, że niezła z niej d…?

 

thumb-up-1426815_1280

Petycja SWOR

thumb-up-1426815_1280Znamienne słowa posłanki Pieluchy z wszechwładnej partii są nam wszystkim doskonale znane. Reagowaliśmy na nie na rożne sposoby – zabawnymi memami, tekstami, protestami. I reagujemy nadal, np. 30 listopada o 18.00 pod Sejmem zbiorą się Warszawiacy chętni do wyjazdu z tego dzikiego kraju, w którym władza przekonywała nas, że Polska klęczy na kolanach, tylko po to, żeby zamiast ją z nich podnieść, położyć ją krzyżem przed kościelnymi hierarchami. Inny pomysł ma Stowarzyszenie Wszechnicy Oświeceniowo – Racjonalistycznej. Nie ruszając się z domu, łatwo możemy wesprzeć akcję z każdego miejsca na ziemi. Wystarczy podpisać petycję, której treść brzmi tak:

W SPRAWIE ZAMIARU DEPORTACJI ATEISTÓW ORAZ NIEKATOLIKÓW

Pan Marek Kuchciński Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

Szanowny Panie Marszałku,

Bardzo cieszymy się, kiedy politycy powołują się na Konstytucję, bo to najważniejszy akt prawny Rzeczypospolitej. Jeszcze lepiej, gdy wskazują konkretny zapis Konstytucji, szczególnie im bliski lub regulujący prawa lub wolności, do których chcą się odwołać w swojej wypowiedzi. Pani Poseł (Posłanka ?) Beata Mateusiak Pielucha również odwołała się w swojej publicznej wypowiedzi do Konstytucji.

„Wolni w swoim myśleniu i działaniu powinniśmy żądać od mieszkających i pracujących w Polsce cudzoziemców legalizowania pobytu i stworzyć skuteczniejszy mechanizm bezwzględnego egzekwowania tego obowiązku przez państwowe służby. Ale także, powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji.”(cytat za portalem WPolityce).

Jesteśmy obywatelami Rzeczypospolitej, znamy Konstytucję, i przestrzegamy jej zasad. Co więcej, uważamy że to jest dobra Konstytucja i gdyby dokładnie przestrzegać jej zapisów i starannie realizować zawarte w niej postulaty, to życie Obywateli naszego kraju byłoby lepsze i bezpieczniejsze. Nie potrafimy wskazać, gdzie w Konstytucji Posłanka znalazła uzasadnienie dla swoich postulatów. Wiemy natomiast, że składając poselskie ślubowanie zobowiązała się przestrzegać Konstytucji. To właśnie posłowie są tą grupą obywateli, od których Konstytucja wymaga deklaracji, że będą „czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej.

Prosimy o zapewnienie, że Sejm RP nie przygotowuje żadnych przepisów zgodnych z postulatami posłanki, które naszym zdaniem w sposób rażący naruszyłyby prawa wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. Kiedy łamie się konstytucyjne prawa któregokolwiek z Obywateli, z jakiegokolwiek powodu, to jednocześnie łamie się prawa wszystkich. Oczekujemy, że Pan Marszałek przypomni Pani Posłance treść i sens złożonego przez nią ślubowania, które składała nie tylko przed Wysoką Izbą ale też przed wszystkimi obywatelami. Oczekujemy też, że pojawiające się pomysły polityczne, które proponują naruszanie konstytucyjnych praw spotkają się z potępieniem Wysokiej Izby oraz Pana Marszałka.

Adam Jaśkow Prezes

Monika Szymańska Wiceprezeska

Stowarzyszenia Wszechnicy Oświeceniowo-Racjonalistycznej

Serdecznie zapraszam do podpisywania się pod petycją TUTAJ.  Nie wolno nam pozostawiać tak niebezpiecznych słów bez żadnej reakcji.

 

shit-759386_1280

Przegląd debilizmów dni ostatnich

shit-759386_1280Zacznę od szołbiznesu, bo temat lżejszy, choć to nie oznacza, że przyjemniejszy.

***

Internet znowu zatrząsł się w posadach z powodu aktora Macieja Stuhra.

O ekshumacji ciał kilka gorzkich słów powiedział aktor Maciej Stuhr – Fakt.pl

Obrzydliwy wpis Stuhra o ekshumacji! Internauci wkurzeni! – wrealu24.pl

Plugawe! Stuhr „zażartował” tuż przed ekshumacją śp. Pary Prezydenckiej – niezależna.pl

JA PIERDZIELĘ! STRASZNE! Szukam, jak ten obleśny Stuhr zbrukał pamięć bohaterów narodowych – byłej pary prezydenckiej poległej na polu chwały, i odnajduję wpis na jego tablicy – jedno zdanie:

Uprzejmie proszę o niewyciąganie mnie z grobu, nawet gdyby tego chciał mój brat.

Że łot de fak? Tylko tyle? Nie dość, że uprzejmie to jeszcze prosi i do tego nawet brata. Przecież to zdanie wyjęte żywcem z testamentu! Do tego 142 tys. polubień. 6820 udostępnień. Jak on to robi??? No tak! Ma znane nazwisko i stoi po odpowiedniej stronie barykady. Z tym, że ta odpowiednia jest znacznie trudniejsza, o czym Stuhr pewnie dawno się przekonał. A wygląda to tak: gdyby Stuhr zupełnie niechcący puścił bąka w mieszanym towarzystwie (reprezentującym obecną wszechwładną partię i ludzi będących w opozycji), to ci drudzy uznaliby, że Stuhr ma uciążliwe problemy gastryczne, a ci pierwsi, że jest terrorystą, który użył bomby biologicznej o niespotykanej sile rażenia. No cóż, takie czasy nastały.

***

Małgorzata Kożuchowska (to ta blondyna z „Killerów” i z „M jak miłość”) została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w pracy artystycznej i twórczej. Aż przyjrzałam się jej filmografii, bo może coś mnie ominęło. Może w natłoku różnych spraw, które nierzadko przytłaczają człowieka z nizin, przegapiłam jej wybitne role? Nie przegapiłam. Więc o co chodzi? Nie chcę być złośliwa, ale może o to, że jej idolem jest obrońca pedofilów Jan Paweł II, jej ulubioną stacją radiową „Radio Maryja” a jej tatusiem jest wykładowca w szkole Rydzyka? A wiadomo, że Rydzyk to taki mały polski bóg. I wszystko jasne.

***

Oko.press donosi, że jedna z posłanek PiS nawaliła, jak chory w pieluchę. A nazywa się ona Beata Mateusiak – Pielucha.  Ups! Pielucha! A nawaliła tak:

Powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską Konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Niespełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji.

Normalnie mnie zatkało. Nie to, że ktoś każe mi się pakować, tylko to, że ta prosta jak pasy na jezdni pani, przeczytała 1/4 preambuły Konstytucji i wysnuła taki wniosek. A 1/4 brzmi tak:

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,
my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna…

Oż kurde, żeby przeczytała jeden maleńki kawałeczek dalej, który brzmi:

jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł…

… to może zmieniłaby pieluchę a nie szczyciła się jej zawartością? Że już nie wspomnę o artykułach samej konstytucji, którą jej partia podciera sobie dubsko – bo pieluch nie nosi. W każdym razie ja się już pakuję i studiuję mapę w poszukiwaniu Ateislandu.

***

11. listopada Prawdziwi Patrioci maszerowali z okazji dnia niepodległości. Nagle jeden z 70 tys. świętujących potknął się o jakąś szmatę. Podniósł ją i podpalił z wściekłości, bo nagrywająca z daleka TVN, niezaproszona na obchody, mogłaby podać, że był pijany. A potem świat obiegła wiadomość, że na marszu polskich patriotów spłonęła ukraińska flaga. No jak to? Przecież sam pan prezydent wszystkich katolików PUPA… Przepraszam, klawisze mi się pomyliły – DUDA napisał do prawdziwych Polaków list odczytany podczas marszu. Do faszystów czy nacjonalistów przecież by nie napisał.

***

11. listopada odbył się marsz z okazji dnia niepodległości reszty Polaków, tych gorszego sortu, do których PUPA nie napisał. Na czele marszu szedł uśmiechnięty jak zwykle Kijowski. I choć rzekomo podzieleni jesteśmy na pierwszy i drugi sort, to słodki szefuńcio tego drugiego podzielił nas na trzeci nie pozwalając na przemowę reprezentantów partii Zielonych i to w ostatniej chwili.

Kilka miesięcy temu czytałam na stronie KOD propozycję pielgrzymki KOD-ersów do Częstochowy. Bóg z nimi i krzyż im na drogę.

***

Prezydent wszystkich Polaków Andrzej PUPA (cholera! Nie wiem co się dziej z tą klawiaturą?), przyszykował ustawę, dzięki której za dwa lata będzie jeden wspólny marsz Polaków na stulecie odzyskania niepodległości. Jak ktoś ma wątpliwości, to niech je rozwieje fakt, że Kijowski chce maszerować z narodowcami, bo według niego dzielą nas niewielkie różnice. No nareszcie Mateusz pokazał prawdziwą twarz.

***

Donald T. wygrał wybory na prezydenta w USA. Kaczyński w amoku wykopał z grobu swojego brata. Dopiero jak się dowiedział, że to Trump a nie Tusk, zakopał go z powrotem.

***

Media donoszą, że brakuje pieniędzy na wypłaty 500+. Mam decyzję przyznającą mi kasę do września 2017 r. więc mam to w dupie.

***

Syn Żydówki i zbłąkanego żołnierza lub jak kto woli żydowskiego boga, który żył ponad 2 tys lat temu został dziś królem Polski, do tego niepytany o zdanie. Tak oto doszło do zmiany ustroju z demokracji sponiewieranej przez obecną wszechwładną partię na monarchię konstytucyjną. Chociaż z konstytucją ten rząd też da sobie radę.

 

chaos-485491_1280

Pierdolniczek polski codzienny

chaos-485491_1280Nie dla psa kiełbasa…

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej wystąpił do MON o awans dla majora Leszka Żukowskiego. Szalony Antoś nie wydał zgody i od razu afera! Odmowa ministra na pewno nie ma nic wspólnego z tym, że panu Leszkowi nie podoba się apel smoleński wciskany gdzie tylko się da. Bo ofiary katastrofy lotniczej to rzekomo nie są polegli. Bezczelny typ z tego weterana. Poza tym MON to nie manufaktura czy też fabryka tytułów, stopni czy odznaczeń. Przez tą nachalność byłych powstańców jeszcze dla aptekarza Misiewicza nie starczy!

Milczenie jest złotem!

Prezydent niektórych Polaków Maliniak miał wystąpić na październikowej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, ale nie wystąpi. A co on, aktor jakiś? Pacynka? Lewackie media huczą, że się pytań boi bo rzekomo podczas szczytu NATO był jedynym przywódcą, który nie odpowiadał na pytania. A co to? Teleturniej? I co ma odpowiadać? Przecież on i tak nie wie, o co chodzi! Poza tym prezydent podobno chciał wystąpić, żeby zdobyć nowe doświadczenie. W końcu wiecznie prezydentem nie będzie, a poważnej roboty po nowych wyborach nikt mu przecież nie da. Może na deskach by się sprawdził, szczególnie w teatrze lalek? Okazało się jednak, że mu się sufler Jarosław do kieszeni nie mieści.

Don’t worry, by happy!

Znany i wielce szanowany lekarz, który wiele lat temu skrobał pacjentki na potęgę, a który to nagle stał się tak wielkim obrońcą każdej zygoty, że nawet istotom człekokształtnym, niemającym szans na przeżycie, każe się rodzić, przemówił (jak mówią złośliwi) nieludzkim głosem:

Dla wielu życie ma być lekkie, łatwe, przyjemne, a jeżeli dziecko ma to zmienić, to trzeba je zniszczyć. Życie ludzkie nie może być przeszkodą do szczęścia.

Całkowicie się z panem profesorem zgadzam! Wystarczy wpaść do jakiegoś oddziału neurologicznego. Tam aż kipi od szczęścia. Na pierwszy rzut oka widać radość matek, które straciły prace, bo muszą 24 ha na de zajmować się swoimi ciężko chorymi dziećmi; które z wdzięcznością przyjmują od państwa ochłapy niewystarczające nieraz na same leki.  Aż czasem kobiety płaczą z tego szczęścia. Dziecko urodzone dzięki temu świętemu lekarzowi, to o którym było niegdyś głośno w mediach, też przyniosło ogromne szczęście. Profesor go w szpitalu nie odwiedził, bo nie chciał tego szczęścia rodzicom odbierać. A cieszyli się oni tym szczęściem kilka dni! Nie wiadomo czy dziecko się cieszyło, trudno było po miejscu, gdzie powinna być twarz rozpoznać.

Jeśli ktoś nadal nie załapał o jakim lekarzu mowa, to podpowiem, że jego nazwisko zaczyna się na „Ch”. Złośliwi mówią, że to Chuj.

Ich język lata, lata jak łopata…

Nikt lepiej nie skomentuje wczorajszego wystąpienia Beaty Klempy (przepraszam, oczywiście Kempy) w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i”, jak wspaniała Maria Czubaszek:

Gdyby nawet w ramach tych wszystkich zmian, które zachodzą niestety w Polsce, ktoś wpadł i przepchnął przez sejm projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji, to i tak będzie łatwiej przerwać ciążę niż przerwać słowotok pani Beacie Kempie.

***

Oczekujemy odebrania emerytury majorowi Leszkowi Żukowskiemu, wysłania na sesję Zgromadzenia Parlamentarnego RE panią Beatę Kempę (tam sobie pogada, a na żadne pytanie i tak nie odpowie) oraz zmiany we wszystkich słownikach znaczenia pojęcia „szczęście”.

venice-1246741_1920

Pojedynek w cieniu Komisji Weneckiej

venice-1246741_1920Tyle słońca w całym mieście…

Cały świat zdumiony pogodą w Polsce. Do tego stopnia, że przedstawiciele Komisji Weneckiej wpadli do naszej stolicy na urlop. Jak już połazili po Starówce, popstrykali zdjęcia, wpadli na pogawędkę z sędziami. Niestety ci wybrani przez PiS mieli inne plany. Przecież wszystko Komisja Wenecka już wie, a od jej poprzedniej obecności w Polsce nic się nie zmieniło. Demokracja w Polsce jest! Tyle, że też na urlopie.

Żałuję, że cię znałam, żałuję że ufałam…

Kiedy się nasza wszechwładza zorientowała, że ze strony Komisji Weneckiej to nie tylko wakacje ale i wizyta, najpierw się wkurzyli. Zaprosili kołków tylko raz przecież! Ale co robić, kiedy ci wiszą uparcie u klamki, jak Świadkowie Jehowy? Trzeba przywitać, jak na prawdziwą polską gościnność przystało. A kto wita? Wiadomo, że gospodarze. A kto w Polsce jest gospodarzem?

Więc gdzie się tu ta Wielgus i Pihowicz pchają?

Jestem kobietą, wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie. Wolna jak rzeka, nigdy, nigdy nie poddam się!

Prawie się udało! Wszechwładza postanowiła, że z przedstawicielami Komisji Weneckiej spotkają się tylko przedstawiciele PiS. A kto miałby się jeszcze spotkać? Opozycja? Ale jaka opozycja? Przecież w kraju mamy tylko PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ. Pozostała garstka to wrogowie narodu. A te (Joanna Scheuring-Wielgus i Kamila Gasiuk-Pihowicz) wlazły nieproszone! Narobiły rabanu, że one też chciały pogadać. Co za tupet! Co sobie o nas za granicą pomyślą? Że się polskim babom nudzi? I dlaczego zwolennicy starego, złodziejskiego układu chłopów nie posłali? Niby wiadomo, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle, ale powód okazał się inny.

Już taki jestem zimny drań…

Wcześniej w Sejmie odbył się briefing wicemarszałka Terleckiego. Zupełnie niechcący napatoczył się prezes Fundacji Dobrego Pasterza i postanowił zadać marszałkowi jakieś tajemnicze pytanie.  Być może szef biura prasowego klubu parlamentarnego „PiS” Krzysztof Wilamowski zrozumiał, że ten od Dobrego Pasterza pyta: „Przepraszam, czy tu biją?”, bo zareagował jak na dobrze wychowanego człowieka przystało. Odpowiedział „Czemu nie?” i postanowił z gościem z fundacji potrenować zapasy. Nie za dobrze mu to wyszło i gdyby nie straż marszałkowska, mógłby dostać niezłe wciry, ale…

strach przed nim mógł spowodować to, że opozycja na spotkanie Komisji Weneckiej z PiS-em wysłała kobiety. No bab chyba lać nie będzie.

Lecz wkrótce poszedłem po rozum do głowy, kupiłem na targu nóż sprężynowy…

Na wszelki wypadek Ryś i Krzyś postanowili się dziennikarzom z tych zapasów wytłumaczyć. Nie było innego wyjścia, jak obezwładnić przeciwnika, bo nie dość, że chciał stać blisko Rysia to jeszcze mógł mieć przecież nóż. No ba! Mógł mieć również kamizelkę z trotylu! Tylko co zrobić z tymi nagraniami, które pokazywały, jak było naprawdę? Można sobie je w dupę wsadzić co najwyżej, bo prawda jak zawsze jest tylko jedna. Ta pisowska.

***

Oczekujemy od MON odznaczenia Krzysia Złotym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju. Tak, tak. Tym samym, który dostał aptekarz Bartłomiej Misiewicz. Przynajmniej wiemy, że nowy bohater ma odwagę się bić, choć nie za bardzo potrafi. Ale nauczy się. Pewnie będzie miał jeszcze mnóstwo okazji, bo kto by nie chciał stanąć przy Terleckim?

gir-162191_1280

W tajnej kwaterze prezesa.

gir-162191_1280W tajnej kwaterze fuhrera… Wrrrrróć! W tajnej kwaterze prezesa.

Do salonu wchodzi Antoni Macierewicz.

Beata Szydło: Jak dobrze, że pana widzę, mamy problem.

A.M.: Ty może masz problem, ja nie mam żadnego.

B.Sz.: Ale chodzi o panią Stasię.

Nagle Antoni zauważa w kącie kobietę z mopem i innymi akcesoriami do sprzątania.

Pani Stasia: To może ja się przedstawię? Stanisława Ka, wykwalifikowana i profesjonalna starsza konserwatorka powierzchni płaskich.

A.M.: Czyli sprzątaczka?

Pani Stasia: Że co proszę? Taka ze mnie sprzątaczka, jak z pana minister. Ja jestem specjalistką w swojej dziedzinie.

A.M.: Ciekawe pani nosi nazwisko, takie krótkie – Ka.

Pani Stasia: Nie KA, tylko K.

A.M.: Stanisława K.? Czyli karana?

Pani Stasia: A broń Boże, ale panu może się przytrafić.

A.M.: To dlaczego ukrywa pani swoje prawdziwe nazwisko?

Pani Stasia: Odkąd doszliście do władzy, mam z nim same problemy, więc sobie skróciłam.

A.M.: A jak brzmiało pani pełne nazwisko?

Pani Stasia: A weź się pan domyśl. Dla ułatwienia dodam, że nie trzeba do tego ani komisji śledczej, ani parówek.

A.M.: W czym problem pani Ka?

Pani Stasia: W niczym. To ona ma problem, jak zwykle. Przyszłam wykonać swoją robotę, a ta mi każe w nocy przyjść. W nocy to tylko oszuści, dziwki, złodzieje i sejm pracuje.

A.M.: A dlaczego w nocy? To przecież się nie godzi!

B.Sz.: A w sejmie się godzi? Nasz Najjaśniejszy jest bardzo zajęty w swoim gabinecie.

Pani Stasia: Jaki on tam zajęty, jak wy wszyscy za niego brudną robotę odwalacie? Żebym odkurzyła nawet nóg nie musi przy biurku podnosić, bo i tak nimi do podłogi nie dosięga.

B.Sz: Ale on obecnie pracuje na dywanie.

Pani Stasia: To się go z tym dywanem przesunie, podłogę umyję a odkurzę innym razem. Biurko mu trzeba mniejsze kupić. Głowa państwa a do biurka nie dosięga.

B.Sz.: Głową państwa jest prezydent Andrzej Duda.

Pani Stasia: hahahahahaha, zaraz mi będziecie dopłacać za pracę w uciążliwych warunkach. Mnie nie można rozśmieszać. Zwieracze mi puszczają a pieluchy nie noszę.

A.M.: To panie sobie tu po babsku pogadają, a ja sprawdzę, co się u naszego szefuńcia dzieje, dobrze? Może uda mi się załatwić przerwę w jego pracy.

Pani Stasia: Kilka słów mogłabym zamienić, ale w promieniu kilku metrów nie ma tu nikogo na moim poziomie.

B.Sz.: I tu się z panią zgodzę.

Pani Stasia: Aż się prosi, żeby powiedzieć „i wyszło szydło z worka”.

B.Sz.: Pani drwi z mojego nazwiska a własnego się wstydzi. Pewnie nazywała się pani Kwaśniewska.

Pani Stasia: Znacznie gorzej, za to po następnych wyborach pani zmiana nazwiska nie pomoże, no chyba, że dołoży pani do tego recykling twarzy i zacznie się pani ubierać jak na kobietę przystało. Może wtedy nikt się nie kapnie z kim ma do czynienia.

A.M: No drogie panie, bo boję się was tu samych zostawić a misję mam do wypełnienia. Oby bez rękoczynów proszę.

Pani Stasia: Oto się pan nie martwi, do rękoczynów nie dojdzie. Mam mopa i nie zawaham się go użyć. Rąk mi szkoda.

B.Sz.: Pani mi grozi? Może pani w więzieniu skończyć!

Pani Stasia: Poczekam tam na panią. A poza tym to nie restauracja u Sowy. Nagrań pewnie pani nie ma.

B.Sz.: Ale mam świadka!

Pani Stasia: Kogo? Ministra Obrony? A kto go weźmie na poważnie? A! Sorry, zapomniałam. Prokuraturę też w łapach trzymacie. Czyli macie przesrane.

B.Sz.: My???

Pani Stasia: A kto? Ładnie to będzie wyglądało, jak się ludzie dowiedzą, że prześladujecie prostych ludzi pracy?

A.M.: Drogie panie, koniec z tym! Beata do kąta! I odmawiać apel smoleński dopóki nie wrócę! A pani Stasia…

Pani Stasia: A ja co? Bo aż umieram z ciekawości.

A.M.: A pani niech profesjonalnie zajmie się powierzchniami płaskimi w tym pomieszczeniu.

***

Antoni Macierewicz zapukał do gabinetu prezesa i wszedł do środka ostrożnie. Na dywanie po turecku siedzi prezes przed makietą Warszawy, lepi ludziki z plasteliny i ustawia na różnych ulicach.

A.M.: Witam prezesuńcia kochanego. Widzę, że się bawimy. A co to? Sto Plastusiów?

J.K.: Podziwiam twoją spostrzegawczość i dlatego postanawiam się nie obrażać. Prawie sto, czyli dokładnie dziewięćdziesiąt osiem. Ale to nie Plastusie tylko Leszek.

A.M.: O jaki ja nierozsądny, rzeczywiście nasz bohater narodowy Lech Kaczyński, jak żywy. A czemu go tak dużo?

J.K.: Pomniki mu stawiam. Zobacz, na samym Krakowskim Przedmieściu dwadzieścia postawiłem a oni mówią, że jednego nawet się nie da. Ale co takiego cię do mnie sprowadza?

A.M.: A tak wpadłem raport zdać a przy okazji natknąłem się na panią Stasię K., która koniecznie chce tu posprzątać.

J.K.: Niech przyjdzie w nocy, jak będziemy w sejmie.

A.M.: Jakoś nie bardzo chce się zgodzić. A jakaś taka pewna siebie jest. Nie będzie to ładnie wyglądało, kiedy będziemy prostych ludzi pracy zmuszać do pracy po nocy. No chyba, że mam ją zwolnić.

J.K.: O nie! Ona jest Kaczyńska.

A.M.: To wszystko wyjaśnia. To rodzina?

J.K.: Nawet nie wiesz, jakbym chciał. Ale powiedz, co tam na froncie? Słyszałem, że Niemcy się do wojny szykują.

A.M.: Się posrali, jak usłyszeli, że szybowce szykujemy do walki.

J.K.: A to przeciwko nim się zbroimy? Myślałem, że w końcu Ruskim dokopiemy.

A.M.: Oczywiście, że przeciwko Ruskim. Ale Szkopy sobie pomyślały, że skoro wydajemy więcej na zbrojenia niż jakikolwiek kraj Unii, to zapasy zbierają. A kto za nich walczyć będzie? No chyba nie uchodźcy.

J.K.: A za nas szybowce?

A.M.: Oj nie bagatelizowałbym. Z takiego szybowca to tak można cegłami napierniczać… A poza tym szybowce będą leciały nisko a powyżej nasze F16. W ogóle nie będzie ich widać. Zakryjemy Ruskim niebo i ich słynna piosenka „pust wsiegda budiet sonce” zupełnie straci sens.

J.K.: A mamy tylu pilotów szybowców?

A.M.: Będziemy mieć. Dogadałem się z Zalewską. Do programu nauczania włączamy pilotaż od przedszkola. Był kiedyś taki program: „Od przedszkola do Opola”. Nasz będzie się nazywał: „Od maleńka do Smoleńska”. Poza tym każdy uczeń musi mieć na wyposażeniu kij bejsbolowy z wizerunkiem małego powstańca a każda lekcja ma się zaczynać od apelu poległych. Do tego na lekcjach wychowania fizycznego młodzi będą uczyli się strzelać, rzucać granatami i kopać okopy. Wszystkie klasy będą profilowe – do wyboru, żeby nam nikt nie zarzucił, że coś ludziom narzucamy. Będzie klasa narodowa, klasa patriotyczna, klasa narodowo-patriotyczna, klasa militarna, klasa wojskowa i klasa bojowo-religijna.

J.K.: Wspaniale.

A.M.: To jak? Może pani Stasia posprzątać w gabinecie?

J.K.: Oj nie teraz. Właśnie sobie uzmysłowiłem, że można Leszka ciaśniej na Krakowskim Przedmieściu ustawić, to więcej się zmieści. Załatw to jakoś Antoś. Kreatywny jesteś jak Wojewódzki, pewnie coś wymyślisz.

***

A.M.: Pani Stasiu, jest wyjście z tej trudnej sytuacji. Niestety nie może pani teraz sprzątać gabinetu prezesa, bo załatwia on sprawy wagi państwowej, ale za sprzątanie w nocy mam dla pani nagrodę.

Pani Stasia: Zamieniam się w słuch i módl się pan, żeby mnie to naprawdę zainteresowało.

A.M.: Odznaczę panią! Proponuję złoty medal za zasługi dla obronności kraju!

Pani Stasia: Chyba pan se jaja robi.

A.M.: Wiem, wiem… sprzątaczce może się to wydawać niesamowite…

Pani Stasia: Chyba jaja pan se robi, że ja przyjmę takie samo odznaczenie, jak byle jaki aptekarz.

A.M.: A co pani chce w takim razie?

Pani Stasia: Order orła białego.

A.M.: Taki order pani Stasiu to może przyznać tylko prezydent RP.

Pani Stasia: Niech mnie pan nie rozśmiesza, już o to prosiłam. Wystarczy, że inżynier Karwowski z tamtego gabinetu, do którego wejść nie mogę przekaże Maliniakowi co ma robić, a on to zrobi.

A.M.: Strasznie pani sprytna.

Pani Stasia: A widzi pan? Nie z całego narodu zrobiliście debili.

 

clown-479750_1920

W szponach debili?

clown-479750_1920O tym, że z prawicowymi konserwami jest coś nie tak, nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy na nich popatrzeć, tudzież ich posłuchać. Kto nie był tego świadomy i na przykład modlitwę w intencji deszczu ogłoszoną w sejmie kilka lat temu odebrał, jak niewybredny dowcip, po ostatnich wyborach przekonał się, że to nie był odosobniony przypadek objawienia niedoskonałości intelektualnej tych po prawej scenie politycznej. Przykłady defektu prawicowych umysłów mnożą się każdego dnia, a szczególnie nocami. Kiedy normalny człowiek śpi, w sejmie budzą się demony. Są jak te wilki w owczych skórach. Zresztą po owocach ich poznacie. Kłamią, mataczą, manipulują, wyłączają mikrofony swoim oponentom lub pokazują im środkowy palec.

Tymczasem okazuje się, że tego nadzwyczajnego odkrycia o brakach intelektualnych konserwatystów, dokonał podobno już w XIX w. John Stuart Mill, który w jednym z listów napisał:

„Nie twierdzę, że konserwatyści są przeważnie głupi. Chodzi mi raczej o to, że głupi ludzie zazwyczaj przystępują do partii konserwatywnej”

Opowiedział o tym Newsweek w 2012 r. Cały artykuł TUTAJ. Na gościa, który urodził się ponad 200 lat temu niejeden prawicowiec mógłby machnąć ręką. Kłopot w tym, że współcześni naukowcy zabawili się w badania potwierdzające spostrzeżenie Milla.

Jak podaje „Time”, jedno z najbardziej reprezentatywnych badań amerykańskiego społeczeństwa, „National Longitudinal Study of Adolescent Health”, śledzące życie ponad 20 000 jednostek na przestrzeni kilku dekad dowodzi, że IQ mocnych konserwatystów wynosi średnio 95 i jest statystycznie o 11 punktów niższe od wyników zdecydowanych liberałów. Biorąc pod uwagę fakt, że norma to 100 punktów, różnica rzędu 11 oczek to sporo. Podobnie, opublikowany na portalu LiveScience artykuł przedstawiający ostatnie dokonania doktora Gordona Hodsona z Brock University w Ontario również dowodzi, że liberałowie są światlejsi. Tak samo zresztą twierdzi Satoshi Kanazawa z London School of Economics and Political Science, który swoje ustalenia zamieścił w „Social Psychology Quarterly”.

Szok? Z pewnością nie dla liberałów czy lewicowców. Ale o co chodzi z tą „głupotą” prawicowej konserwy? Sprawa jest dość prosta. Mówi się, że narząd nieużywany zanika. Bez przesady! Musiałoby to oznaczać, że np. posłowie PiS mają już strzępy mózgu, albo nie mają go wcale. Wiem, że śledząc ich poczynania można dojść do takiego wniosku. Sądzę jednak, że na przykład podczas sekcji okazałoby się na pierwszy rzut oka, że nie tylko posiadają ten organ, ale jeszcze wygląda on identycznie, jak mózg liberała czy lewicowca. To moje założenie wynika z przekonania. Nie zamierzam tego nawet sprawdzać. Takiej na przykład posłanki Pawłowicz nie chciałabym nawet skalpelem tknąć. Uważam, że narząd nieużywany nie zanika, tylko nie rozwija się.

I teraz wyobraźmy sobie małe prawiciątko, które urodziło się w prawicowej rodzinie, zostało porządnie zindoktrynowane przez KK przy czynnym współudziale rodziców. Wszystko ma podane na tacy. Bóg stworzył ziemię i wszystko co nas otacza. Jak? A co cię to obchodzi smarkaczu? Nie zadawaj pytań tylko chłoń, jak papier toaletowy. Boga trzeba wielbić a przede wszystkim bać się go, bo inaczej będzie przesrane. A rodzice znaleźli cię w kapuście. Wszystko co nowe, inne i nie daj boże negujące to, co się do mózgu prawiciątka systematycznie wtłacza, jest grzeszne i złe. Wystarczy, że trwać będzie w tym przekonaniu a osiągnie królestwo niebieskie po śmierci. I to jest jego cel. A że podąża do niego jak spanikowany prusak, raz w lewo, raz w prawo, kilka razy w kółko, zamiast prosto trzymając się słowa bożego, którego tak naprawdę przez wiele lat nauki religii nie zdołał poznać, to co z tego? Przykład bierze przecież od swoich rodziców i swojego Kościoła.

Co prawda w prawidłowym rozwoju człowieka przychodzi taki moment, kiedy zaczyna myśleć, zastanawiać się, negować, buntować się, poszukiwać, chłonąć wiedzę na własną rękę. Innymi słowy młody człowiek zauważa, że to co według jego wychowawców jest białe, tak naprawdę jest czarne, jak piekielna smoła. No cóż, wtedy wybrać może dwie drogi – słuchać siebie, lub spowiednika.

Słuchać siebie jest znacznie trudniej. Okazuje się bowiem, że cały dotychczasowy świat jest złudzeniem, nieprawdą, wymysłem innych, najczęściej najbliższych ludzi. Dramat ciężki do udźwignięcia. Kiedy pozostanie się wiernym sobie, trzeba będzie się zmierzyć z budowaniem wszystkiego od nowa, otworzeniem się na rzeczy do tej pory nieznane, czego efektem będzie rozwój umysłowy i wolność.

Słuchać spowiednika jest o wiele łatwiej. Podniesie na duchu, poprowadzi na stare tory, zapewni o nieskończonej miłości boga, który zemści się za grzechy do któregoś tam pokolenia włącznie, postraszy piekłem przy okazji, a efektem będzie święty spokój, rozwój duchowy i wstrzymanie rozwoju intelektualnego. Taki człowiek ma tylko jeden cel. Przeżyć życie jak jego rodzice i bronić za wszelką cenę i bez żadnej dyskusji status quo.

Jak wygląda obrona obecnego stanu rzeczy przez prawicowców, widzimy każdego dnia w tv. Według Dudy wszyscy jego rodacy witają papieża. „WSZYSCY”. Ja nie witam choć mam polski dowód osobisty. Czyli Duda nie jest moim rodakiem? To by mi akurat pasowało. Do tego wita go na Światowych Dni Młodzieży. Mój syn też się do młodzieży zalicza, a nie uważa tych dni za swoje święto. Bo wszyscy zapominają dodać, że są to Światowe Dni Młodzieży Katolickiej. Ani młodego Świadka Jehowy tam nie uświadczysz, ani młodego ateisty, ani młodego islamisty. Ten ostatni to chyba najmniej pożądany, bo słynie z wybuchowego charakteru. Wcześniej  Kempa ogłosiła wszem i wobec, że doszło do podpisania paktu o nieagresji z JP II, dzięki któremu jesteśmy całkowicie bezpieczni. Pewnie policjanci narobili w gacie, bo właśnie stracili robotę. Nie będą mieli czym dzieci nakarmić. Strawa duchowa ma to do siebie, że nie wypełnia żołądków. Do tego Macierewicz dopiął swego i nasi polegli na polu chwały podczas katastrofy smoleńskiej zostaną uhonorowani apelem podczas rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Bohaterom się należy przecież.

Zostaliśmy postawieni przed dylematem, jaki spotyka na pewnym etapie życia małe prawiciątko. Albo się poddać i zgłupieć do reszty, albo pozostać wiernymi sobie i zbudować nowy świat. Spokój nafaszerowany debilizmem, czy wielki trud i wolność? Wybór należy do każdego z nas.

child-636022_1280

W tajnej kwaterze prezesa :-)

child-636022_1280W tajnej kwaterze fuhrera… wrrrrróć! Prezesa! W tajnej kwaterze prezesa.

Beata Szydło: – Halo! Becia? Mamy problem!

Beata Kempa: – Co się dzieje?

B.Sz. – Nasz Najjaśniejszy siedzi w kącie swojego gabinetu, buja się w tę i z powrotem i kciuka ssie!

B.K. – No to nie wiem, wysmaruj mu pieprzem, czy innym jakimś gównem. Jeszcze sobie zgryz zepsuje!

B.Sz. – Całkiem głupia jesteś? On ma jakieś załamanie nerwowe!

B.K. – No to co ja mam zrobić? Broszkę mu może daj, to się ucieszy.

B.Sz. – Sama mu daj! Ja go nie rozprawiczę. Wystarczy, że za wszystko inne odpowiadam!

B.K. – Broszkę ze swojej kolekcji! A zresztą. Nie ja jestem premierem. To dotyczy spraw wewnętrznych. Dzwoń do Mańka.

***

Beata Szydło: – Maniek?

Mariusz Błaszczak: – A do kogo dzwonisz?

B.Sz. – Do Mariusza Błaszczaka.

M.B. – To co się głupio pytasz?

B.Sz. – Kurde Maniek, musisz przyjechać do kwatery Najmniejszego. Kłopot mamy, chyba zwariował!

M.B. – Słuchaj Becia, ja mam urwanie głowy. Ostatnio wszyscy wandale podają się za dzieci członków PiS-u. Weryfikacja zajmuje sporo czasu. Zanim dojdziemy kto jest kim, musimy ich wypuszczać. Wszystko przez tę małą Kołakowską, która podczas zadymy pytała policjantów o tramwaj. A zresztą co ja mogę? Ja historykiem jestem. Dzwoń do Radziwiłła. W końcu jest ministrem zdrowia, nie?

B.Sz. – Cholera, chyba nie mam do niego telefonu.

M.B. – To dzwoń do Gowina, przecież to kumple są.

***

Beata Szydło: Siema Jarek, problem mam z Prezesem.

Jarosław Gowin: Nie ty jedna.

B.Sz. – A może wpadłbyś do kwatery? Ty taki spokojny zawsze jesteś, zrównoważony, powiedziałbyś mu coś miłego, bo teraz kiwa się jak pawian na lianie i rąbie własnego kciuka, niczym banana.

J.G: No tak. Spokojny… Jestem baaaaaardzo spokojny. Ale taki mnie wkurw łapie ilekroć sobie przypomnę, że to ja miałem być ministrem obrony narodowej, że jak tam wpadnę, to mu tego kciuka w dupę wsadzę!

***

Beata Szydło: No kurde, że ja na to nie wpadłam. Jedyna nadzieja w Macierewiczu!

B.Sz. – Szanowny Panie Antoni, tu Beata Szydło.

A.M. – Obawiam się, że przeszkadza mi Pani w ważnych sprawach służbowych. Mamy z wojskiem kilka Jezusów do rozwiezienia po kraju. No chyba, że chce Pani tablicę Mendelejewa, te co się nimi podczas audytu w sejmie chwaliłem.

B.Sz. – Bardzo przepraszam, ale sprawa jest pilna. Chodzi o Prezesiątko nasze.

A.M. – Zamieniam się w słuch.

B.Sz. – Chyba zwariował!

A.M. – Niech się Pani liczy ze słowami! Mnie to ciągle zarzucają! Bo im się we łbach nie mieści, że samolot może pęknąć jak parówka. Wystarczy go tylko zagotować!

B.Sz. Bardzo przepraszam, chodzi o to, że buja się jak sierota i kciuka ssie.

A.M. A jak się ma bujać?! Przecież to sierota! I co ma za przeproszeniem ssać?!

B.Sz. Ale co ja mam zrobić, jak mu nie przejdzie? Lepiej byłoby, żeby go ludzie takim nie wiedzieli. A jak podamy do publicznej wiadomości, że jest chory, opozycja ogłosi narodowe święto. Będzie biba większa na ulicach, niż karnawał w Rio de Janeiro. Telewizja publiczna, żeby tego nie pokazać, będzie musiała niebo nagrywać.

A.M. – Dobra, niech mu Pani powie, że przyjedzie wróżka Antonina, bo ma mu coś ważnego do powiedzenia.

***

Godzinę później do tajnej kwatery fuhr… tzn. Prezesa wchodzi pokraczna kobieta z brodą.

Beata Szydło: Matko Boska i wszyscy święci!

Antoni Macierewicz: Zaanonsuj mnie.

B.Sz. Ale jak? Minister Obrony opętany gender?

A.M. Wróżka Antonina idiotko!

Beata Szydło zapukała delikatnie do drzwi gabinetu Prezesa, uchyliła je i szepnęła coś do wnętrza. Przez szparę w drzwiach wyjrzał zaciekawiony mały prezesik z kciukiem w buzi, po czym otworzył drzwi szerzej zapraszając w ten sposób wróżkę do środka.

A.M. Przesyła mnie do Najjaśniejszej Maleńkości pan minister Antoni Macierewicz.

Jarosław Kaczyński: Bla, a, gla, bla.

A.M. Gdybyś słońce najcudniejsze wyjął paluszek z mordeczki, zrozumiałabym co do mnie mówi.

Jarosław powoli wyciągnął kciuka z ust i wytarł go o spodnie.

J.K. A dlaczego sam nie przyjechał?

A.M. Jest bardzo zajęty, bo trafił na nowy trop w sprawie zbrodni smoleńskiej.

J.K. Naprawdę?

A.M. A czy on kiedykolwiek mówił nieprawdę? Zresztą sam wszystko opowie. Ja tu jestem po to, żebyś ty, o Najwspanialszy Okruszeńku porozmawiał sobie ze swoim bratem.

J.K. Ale jak? Przecież on poległ na polu chwały.

A.M. Zobacz, co tu mam. Zaczarowane lusterko. Kiedy w nie spojrzysz, zobaczysz brata, który przeze mnie będzie przemawiał. Jest jedna zasada. Jak patrzysz w lustro, nie możesz się odzywać. Jak będziesz chciał coś powiedzieć, musisz lustro odwrócić. Inaczej seans się nie powiedzie.

J.K. Przecież to niemożliwe.

A.M. Taaa. Zamach na demokrację też wydawał się niemożliwy.

Prezesik uśmiechnął się wreszcie. W końcu zasiadł naprzeciwko wróżki Antoniny i powoli spojrzał w lustro. Jego oczy robiły się coraz większe ze zdumienia. Patrzył tak dłuższą chwilę, po czym odwrócił lustro i ze łzami w oczach szepnął.

J.K. Lesio mój, jak żywy!

A.M. A nie mówiłam?

J.K. Ale jakiś taki zdziwiony. I pypcia nie ma.

A.M. Czego?

J.K. Pypcia! Na lewym policzku go miał!

A.M. Może odpadł po wybuchu. Lepiej o niego nie pytać, bo mu jeszcze przykro będzie.

J.K. I jakieś takie szkliste oczy miał.

A.M. Pewnie wino pił, jak zwykle.

J.K. No tak!

A.M. Powiedz Jarku, co cię trapi.

J.K. Nie przypominam sobie wróżko, żebyśmy przechodzili na ty.

A.M. To nie wróżka mówi, tylko ja, twój brat.

J.K. Leszek? Lesiu mój kochany, poległy mój bohaterze narodowy, Marysię w lusterku mogę zobaczyć?

A.M. Jeszcze się nie uczesała, ale cię pozdrawia. Powiedz, czym się smucisz?

J.K. A kto ci powiedział, że się smucę? Mam władzę, z państwem robię co chcę i za nic nie ponoszę odpowiedzialności, historię zmieniam, pomnik ci wkrótce wystawię, w jednej kieszeni wojsko z Macierewiczem, w drugiej kieszeni Duda z długopisem, Unia się rozpada, bo Anglia zrobiła Bretix, dlaczego niby miałbym się smucić?

A.M. No ale kiwałeś się.

J.K. Nie kiwałem tylko tańczyłem sobie.

A.M. A kciuka po co ssałeś?

J.K. Widzisz Lesiu, w prawej ręce trzymam wszystkie sznurki, za które pociągam kiedy chcę i jak chcę. Kieszenie mam przecież zajęte, więc co mam robić z ręką lewą? Po prostu sobie ssałem.

🙂

 

 

 

DSC06999

KOBIETA – jak to dumnie brzmi :-)

DSC07008KOBIETA – jak to dumnie czasem brzmi, a na pewno dzisiaj! Drugi raz pod Sejmem spotkały się Dziewuchy, wsparte przez rzeszę mężczyzn, żeby zamanifestować swoje prawo do wolnego wyboru, do decydowania o swoim życiu i swoich ciałach, o świadomym macierzyństwie, o prawie do legalnej aborcji. Ci co nie byli, bo znużeni już są ciągłym bieganiem na protesty (no cóż, takie czasy), niech żałują. Ta manifestacja w niczym nie przypominała innych.

Przede wszystkim nie było polityków a przynajmniej nie afiszowali się swoją obecnością. Tysiące ludzi, od dzieci, poprzez nastolatków, do osób starszych – z przewagą ludzi młodych. Wspaniałe nagłośnienie sprawiało, że pod sceną nie było tłoczno, a głos z mikrofonów docierał wszędzie. Dziewczyny prowadzące manifestację piękne, uśmiechnięte, wyluzowane. Mocne, poruszające teksty, wzbudzające wzruszenie, ale również takie, podczas których wybuchał gromki śmiech. Skandowanie okrzyków, od tych łagodniejszych – „Matka Polka ma już dość”, „Nie chcesz aborcji, to jej sobie nie rób”; po te ostrzejsze – „Moja macica, nie pani broszka” (do pani premier), „Kościół taki gibki, że wchodzi mi do cipki”. Muzyka na żywo w wykonaniu grupy instrumentalnej. Piosenki, m.in. o „waginie pośród chmur” 🙂 Tańce na scenie, do których zapraszano uczestników manifestacji, zresztą ochoczo korzystających z tej okazji. Niepowtarzalne transparenty. Fantastyczny, kolorowy, spontaniczny festiwal ku czci wolności kobiet.

DSC07061

DSC07016

DSC07030

DSC07032

DSC07011

DSC06993

DSC06992

Raz ostro, raz słodko – do wyboru, do koloru. Oto przykład tortu, z papryczką chili, czyli przemowa dziewczyny, która podczas swojego zeszłotygodniowego wystąpienia głośno, wyraźnie i do mikrofonów rzuciła niewybredne przekleństwo. Dziś nawiązała do tamtych chwil. Czy wycofała się z poprzednich, ostrych słów? Posłuchajcie sami.

 

Ciekawostką było również dopuszczenie do głosu przedstawicielek różnych pokoleń, od nastolatek, po osoby powyżej 60 roku życia. Każda z nich miała inne, ciekawe, mocne wystąpienia, które miały jeden wspólny mianownik. Wolny dostęp wszystkich kobiet do aborcji.

Emocjonalne przemówienie przedstawicielki kobiet 50+

Wspaniałe, przykuwające uwagę od pierwszych słów przemówienie przedstawicielki kobiet 60+

Młodzi ludzie wpadli na pomysł, aby państwo za pomocą ustawy chroniło męskie nasienie. Projekt ustawy prosty, krótki i dla wszystkich zebranych zrozumiały. Gorzej ze zrozumieniem u rządzących. Nie wiem, co zrobią panowie, kiedy ci podchwycą żart młodych dziewczyn i potraktują go poważnie? Strach się bać.

Na scenie pojawiła się osoba transseksualna, para reprezentująca środowisko LGBT a nawet reprezentantka ateistów, Nina Sankari.

DSC07079

 

Na tablicy u znajomej przeczytałam, że w telewizji publicznej, tej jedynej, niezależnej i prawdziwej podano, że na manifestacji mocno dostało się pierwszej damie. Wrrrróć! Żonie prezydenta, bo tytuł „pierwsza dama” do czegoś jednak zobowiązuje. Nie wiem, na jaką manifestację wybrała się „Jedynka”? Owszem, widziałam ich samochód – ale pusty 🙂 Spontanicznie tłum rzeczywiście zaczął skandować pytanie: „Gdzie jest pierwsza dama?”, ale dziewczyna prowadząca manifestację zaapelowała do zebranych o spokój i o pozytywny przekaz. Drugi raz wspomniano o żonie prezydenta na scenie, przed czytaniem listów do pani premier. Najlepiej byłoby wypraszać tv publiczną z takich manifestacji, albo wykrzyczeć prosto w jej kamery, żeby pocałowała nas w dupę!

I na deser listy do pani premier. Trzymajcie się, można skonać ze śmiechu 🙂

 

Wpisy Obserwatorium

d_przemoc

Uderz w stół…

Wybaczcie drodzy czytelnicy, że posuwam się do reedycji mojego starego tekstu z 02.02,2015 roku. Czynie to, ponieważ jest znowu, a może raczej – wreszcie – aktualnym, żywym tematem na czasie. Biorąc pod uwagę, że nic od tamtego czasu się nie zmieniło, jeśli chodzi o stosunek KK do konwencji antyprzemocowej, a jedyna zmiana na scenie politycznej jest wyłącznie kosmetyczna – na miejsce PO wskoczyła PIS – co jak dla mnie, nie wnosi żadnej nowej jakości tak w sensie woli politycznej, jak w sensie odpowiedzialności za nasz kraj, pozwalam sobie …

Dwa lata temu nikt nawet tego tekstu nie skomentował, może nawet nikt go nie czytał, a tymczasem problem nabrzmiewał i rósł i potężniał… Po fali społecznego #czarnegoprotestu, po tych miesiącach otwierania kobiet i mężczyzn na kwestie ich świadomości, godności, na problem przemocy prawnej, łamania praw człowieka itd… chcę ten tekst odświeżyć i przypomnieć. Może się mylę, a może mam rację, że jakby się nie odwracać od tego trudnego tematu, on wciąż będzie wracał i będzie zatruwał życie społeczne, dopóki jakaś partia, organizacja, nie wiem- siła sprawcza! , nie spowoduje, że kobiety i mężczyźni – Polki i Polacy – odzyskają głos w sprawie własnego odpowiedzialnego, dojrzałego życia, przypomną sobie co to znaczy mieć godność i nauczą się jej bronić przed zakusami hipokrytów pokroju Chazana, Godek, Kwaśniewskiego i wielu, wielu innych wyrosłych na fali obłędu i terroru religijnego.

 

Uderz w stół …. a KEP się odezwie

 

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

zapoznaj się z treścią konwencji/

 

Dzisiaj, dzięki serwisowi Fronda.pl, mogę pozwolić sobie przeanalizować zestaw pretensji Komisji Episkopatu Polski pod adresem wzmiankowanej Konwencji Rady Europy, popularnie zwanej antyprzemocową. I nie żebym uważała akurat ich opinię za ważną merytorycznie, bo nie jest merytoryczna, ale ważna już tak – a to dlatego, że liczą się z nią ci, którzy o losach konwencji decydują w Sejmie. Przypomnę jedynie, że są to nasi przedstawiciele, bo podobno mamy w Polsce demokrację.

***
Ludzie Kościoła w Polsce – biskupi i świeccy – od samego początku dyskusji nad Konwencją odnosili się do niej krytycznie. Dlaczego?

 

Argumentowali, że dokument nie przyniesie pozytywnych rozwiązań, ugodzi natomiast w rodziny i podważy wartości, na których zbudowana jest nasza cywilizacja.

 

No to przyjrzyjmy się tym rodzinom, wartościom i cywilizacji , którą zbudowaliśmy na tych wartościach…

***

Dokument wskazuje m.in., że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura.

 

I jest to prawda.

***

Biskupi wskazali m.in. na art. 12 konwencji, który zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy.

 

I to także jest prawda

***

Konwencja wprowadza także definicję płci jako „społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn” (art. 3),

 

A tu już nie do końca mówi się prawdę – albowiem konwencja nie definiuje w ten sposób płci, tylko role społeczne przypisane do płci – a to już jest faktycznie konstrukt zmontowany dla kobiet i mężczyzn przez system społeczny.

***

…przy czym całkowicie pomija naturalne, biologiczne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną i zakłada, że płeć można dowolnie wybierać lekceważąc biologię.

 

A to już kłamstwo – po pierwsze konwencja nie mówi nic o biologii, ani o jej lekceważeniu, ani o tym, że można płeć wybierać dowolnie- to są wymysły i nadinterpretacje stworzone i upowszechnione ustami ks. Oko w celu stworzenia mylnego wrażenia, zmącenia umysłów niezbyt dociekliwych obywateli, w tym Rada_Stala2także obywateli spoza kręgów katolickich. I ta sztuczka socjotechniczna udała się nadspodziewanie dobrze. Przeniesiono bowiem akcent, z tego co jest w konwencji na to, czego w niej kompletnie nie ma, natomiast brzmi jakby było. Każdy światły umysł musi się oburzyć na takie idiotyzmy – no i się oburzyło społeczeństwo – dodajmy dość leniwe społeczeństwo – bo gdyby tylko sięgnąć po tekst konwencji – a nie jest on żadną tajemnicą – okazałoby się, że nie ma tam takiego przekazu, ani w treści dosłownej, ani w najlżejszej nawet sugestii. Idźmy dalej…

 

***

Szczególny niepokój wzbudziło nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. „niestereotypowych ról płci”, a więc homoseksualizmu i transseksualizmu.

 

Oczywiście, że musiało wzbudzić niepokój tych, którzy stoją na straży standardów katolickich – homofobii, ksenofobii, rasizmu, dyskryminacji kobiet itd. Nadal mamy być takimi ludźmi, mamy rozwijać w sobie te nasze zajebiste cechy narodowo-katolickie, które tak pięknie nas odróżniają od cywilizacji zachodnich. Nie ma to jak taplać się w ciepłym błotku narodowej dumy z tego, że wszyscy jesteśmy normalnymi heterykami, dzięki czemu rodzą się czyste rasowo białe dzieciaczki. Precz z pedałami i innymi dewiantami – nie mylić z dobrodziejstwem pedofilii w sutannie, jako dobrego rozwiązania, w przypadku gdy niefortunnie rodzice jakiegoś dziecka nie za bardzo się kochają – kościół – ciocia – dobra rada, na taką sytuację ma swoje sprawdzone od wieków sposoby. Jak milusio – i żeby nie było – są takie kręgi katolików, które całkiem otwarcie popierają tę metodę i nie mają nic przeciwko. Widzieliśmy i słyszeliśmy to w TV i każdy przyzwoity człowiek miał opad szczęki.

 

***

Prezydium KEP przypomniało w swoim oświadczeniu, że Kościół katolicki od wielu lat prowadzi dziesiątki placówek w całym kraju, które pomagają ofiarom przemocy w rodzinie.

 

 

Lubuska-tarcza-wobec-przemocy_site_rotatorTo prawda – dziesiątki placówek wykazują ogromne wydatki na ten cel, nie wykazują natomiast zysków ze sprzedaży dzieci do adopcji zagranicznych, nie wspomina się o traktowaniu kobiet w tych placówkach i nikt się nawet nie zająknie, że istnienie takich placówek podtrzymuje skandaliczny obyczaj, że to kobieta i dzieci musi nadal opuścić dom – ich dom, w którym oprawca pozostaje nie tknięty przez prawo. A podobno mamy prawo, które znakomicie i wystarczająco zabezpiecza kobiety przed przemocą. Ciekawe, kiedy ktoś wreszcie zapyta te kobiety, co one o tym sądzą. Raczej się nie doczekamy.

 

Na dowód cytuję:

 

Rząd, chcąc zminimalizować ponure zjawisko przemocy wobec kobiet, powinien skupić się m.in. na doinwestowaniu istniejących już inicjatyw oraz powołać nowe, skoncentrować wysiłek zmierzający do tworzenia miejsc pracy dla kobiet – ofiar przemocy, udostępniając im mieszkania socjalne i dokonać skuteczne uregulowania prawne, gdy wskutek agresywnych działań muszą uciekać z mieszkań, będących wspólną własnością małżonków – podkreślono w stanowisku biskupów.

 

Pozwolę sobie przetłumaczyć: a zatem co nakazuje Episkopat rządowi? Po pierwsze DOINWESTOWAĆ istniejące i powołać nowe placówki – oczywiście w łonie kościoła, państwo ma dać kobiecie pracę i mieszkanie , gdy ta MUSI uciekać z domu, bo jej facet przecież NIE MUSI zmieniać miejsca pobytu – to tak oczywiste w naszej uświęconej kulturze chrześcijańskiej , że nie ma o czym dyskutować.

 

***

Uważamy, że
Rząd powinien wzmacniać pozycję rodzin, …………………………najlepiej się wzmacnia pozycję rodzin przez odebranie kobietom funduszu alimentacyjnego, w razie gdy przyjdzie jej do głowy taki szalony pomysł, żeby się rozwieść z oprawcą- nieprawdaż?*

poprawiać poziom opieki zdrowotnej kobiet i dziewcząt, …….aż się boję zapytać jakich lekarzy mają na myśli , no bo jeśli tych spod znaku deklaracji, to dziękuję uprzejmie.

wspierać edukację zawodową kobiet,………………chyba zapomnieli, że akurat kobiety są znacznie lepiej wykształcone niż mężczyźni i to raczej ich trzeba edukować, no chociaż im z deka pomóc, bo statystyki mówią, że nie za bardzo dobrze im to idzie.

realizować programy wychowawcze, oparte na wzajemnym szacunku i współdziałaniu obydwu płci, w tym przygotowania do życia w rodzinie – zaznaczyli hierarchowie.

 

A ja uważam, że akurat tradycyjne dogadywanie się płci mamy opanowane do obłędu, natomiast gdzieś zapomnieliśmy, że jesteśmy przede wszystkim ludźmi i musimy nauczyć się budować relacje międzyludzkie. Episkopat uważa inaczej – mamy tylko jeden cel – znaleźć partnera płci przeciwnej, spłodzić dziecko, a najlepiej jedenastkę piłkarską; wszak powyżej trzeciego dziecka wszystko się samo już toczy. Edukacja może być lada jaka, chlebusia z masełkiem starczy dla wszystkich, poza tym jak Bóg dał dziecko to i da na dziecko – przecież to pewnik, przynajmniej jeśli chodzi o katolików, więc najlepiej być katolikiem i nie wydziwiać z nowomodą na samotne macierzyństwo, a jak już się rozwiedziesz to sobie radź!!

 

***

Reasumując to co dotychczas rozkminiliśmy:

KEP dostrzega proceder przemocy w rodzinie i nie uważa, że problemu nie ma. O! jak miło! Brawo !
ALE : wszystkim się już dawno zajął :
– spowodował, że mamy najbardziej restrykcyjną ustawę antyaborcyjną;
– odebrał kobietom fundusz alimentacyjny;
– prowadzi placówki opiekuńcze dla ofiar przemocy domowej;
– prowadzi placówki dla chorych dewiantów;
– chroni troskliwie pedofilów w sutannach jako pożytecznych inaczej;
– uczy przedszkolaki i małe dzieci, jak mają widzieć swoje role płciowe.

 

fotolia_18105297_subscription_xl_800x600_4

 

Dodam tylko, że sporo nas jako społeczeństwo, kosztuje ta działalność, oraz, że mimo takiego wkładu troski KEP i udziału budżetu państwa statystyki rozwodów – rosną, dzietność spada, zaś przemoc domowa kwitnie w najlepsze, a mniejszości seksualne odnotowują epidemię wychodzenia z szafy – to ostatnie akurat mnie bardzo cieszy. 🙂

A teraz powiem coś bez sarkazmu i śmiertelnie poważnie. Wszystkie przejawy aktywności KEP – jak się dobrze temu przyjrzycie – to różne oblicza tej samej przemocy, jaką konwencja pragnie zwalczać. Nie dziwi więc, że akurat takie nożyce się odezwały, gdy UE uderzyła w stół. Bo przemoc ma różne oblicza. Ta, którą para się od zawsze KK, jest wyjątkowo wredna.

Konwencja zwalcza nie tylko przemoc domową jako taką, ale przede wszystkim zwalczać chce źródło tej przemocy – była o tym mowa na wstępie analizy – przypomnę

 

Dokument wskazuje m.in., że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura.

 

Bingo! I właściwie mogłabym sobie darować całą powyższą analizę, bo oskarżonym o zjawisko przemocy w rodzinie jest, akurat w Polsce, tradycja i kultura przesiąknięta dusznym kadzidłem katolickim.

Pamiętacie z jaką furią zaatakował tę konwencję ks. Oko? I jak skutecznie zdeformowano wszystkie pojęcia związane z treścią konwencji? Jak wypaczono pojęcie gender? BTW – czy wszyscy już wiedzą, co to pojęcie znaczy? Że jest to wiedza, a nie ideologia? Że to właśnie dzięki gender studies udowodniono naukowo ścisły związek między kulturą, obyczajem, a systemem wierzeń i ich wpływ na zachowania ludzkie, także te ujęte pod hasłem: przemoc domowa? Czy trzeba jeszcze komuś tłumaczyć, że religia jest z definicji przemocowym systemem kontroli społecznej na różnych poziomach aktywności ludzkiej , że jest w końcu także ostatecznie skierowana przeciwko jednostce, przeciwko tobie i przeciwko mnie?

 

A tu masz skutek odległy planowej dezinformacji propagandysty Oko

 

 

***

Poniżej podaję za Fronda.pl listę sygnatariuszy rozmaitych petycji, listów, protestów – słowem FRONT OPORU PRZECIWKO KONWENCJI – nie jest to jakiś wielki tłum, mimo, że lista organizacji jest imponująca, ale to tylko nazwy i nie wiadomo w zasadzie co się pod tymi nazwami kryje. Domniemam, że niewiele,  zwłaszcza, że podobnie jak niezrzeszeni i wolni strzelcy, także wielu ateistów i racjonalistów, posługuje się pojęciami, których nie rozumieją, lub które zostały stworzone specjalnie na okazję tej wielkiej rozróby społecznej.

 

A najbardziej ubawił mnie argument wytoczony przez jedną z tych organizacji, że pan Tusk konsultuje konwencję z Kongresem Kobiet . Bu ch cha!!  Dobre, naprawdę dobre macie źródło informacji- i co wy na to kobiety z kongresu? Pewnie są tak samo zaskoczone jak i ja. 😉

 

Członkinie Rady ds. Duszpasterstwa Kobiet Episkopatu Polski
Danuta Baszkowska ze Stowarzyszenia Effatha,
Ewa Bednarkiewicz i prof. Maria Ryś ze Stowarzyszenia Fides et Ratio,
Jadwiga Chołodniuk, Jolanta Jesiotr-Bulikowska, Alina Petrowa-Wasilewicz – ze Stowarzyszenie Amicta Sole,
Ewa Kowalewska z Human Life International
Maria Wilczek z Polskiego Związku Kobiet Katolickich.
Krajowa Rada Katolików Świeckich
Krajowy Zarząd Akcji Katolickiej,
Forum Kobiet Polskich,
Polska Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich,
Polska Federacja Ruchów Obrony Życia
Związek Dużych Rodzin 3+.

 

Specjalne podziękowania dla serwisu Fronda.pl za bardzo porządne przygotowanie zestawienia zastrzeżeń KEP pod adresem Konwencji Rady Europy … z tym, że chodzi o zapobieganie i zwalczanie, a nie jak byliście łaskawi napisać o zapobieganiu i przeciwdziałaniu – może to drobiazg, moim zdaniem jednak zasadnicza różnica.

* fundusz alimentacyjny przywrócono w 2007 roku – było duże zapotrzebowanie na kiełbasę wyborczą – tak, wiem , wiem przyznaję się – jestem złośliwa 😉 , ale okoliczności odebrania kobietom funduszu są  prawdziwe i była to zarówno przemoc wobec kobiet , jak i zwykły handel polityczny – i wcale nie wskażę paluchem która partia się tak zasłużyła, albowiem wszystkie rządy kolejne, przez całe 25 lat używały kobiet jako karty przetargowej podczas obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.

12472798_10209251982919502_3845086472467066802_n

Czas na lans?

Lans nie jedno ma imię, ale w sprawie aborcji jest szczególnie niestosowny, bo kwestia przemocy prawnej wobec kobiet i mężczyzn w zakresie ich praw reprodukcyjnych nie powinna być okazją, tylko jest ważnym powodem byśmy wszyscy stanęli murem za kobietami, zwłaszcza tymi, które głosu są pozbawione, które siedzą w swoich domach, zamknięte ze swoim bólem, gdzieś tam , daleko od szosy, w Polsce B, zostawione same sobie, bez wsparcia partnerów, rodziny, uzależnione ekonomicznie, uwikłane w przekaz kulturowy, który każe im dźwigać swój krzyż bez skargi, ten sam krzyż, w obecności którego 23.09.2016 roku politycy i polityczki wszystkich opcji przyjęli do dalszych prac projekt bezwzględnego zakazu  aborcji Ordo Iuris i jednocześnie odrzucili projekt inicjatywy „Ratujmy kobiety”.

Dobrze zapamiętajmy jak głosowali posłowie i posłanki na sejm VIII kadencji na 26 sesji …

 

głos15głos16głos17

 

Odnoszę wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, wielokrotnie powtórzone, odmienione przez wszystkie przypadki i zanotowane gdzie należy. Pył bitewny nadal unosi się nad polem walki o przywrócenie kobietom ich, podobno niezbywalnych, praw człowieka. Czas na refleksje, wnioski, zadanie ważnych pytań.

12063680_10209251955038805_5176669603155047948_n

Czy wydarzenia ostatnich miesięcy, rozgrywające się na ulicach miast i w przestrzeni internetowej, to antrakt w spektaklu  patriarchat ma się dobrze? Bo ma się dobrze, bez wątpienia. Czy może była to czkawka po niestrawnym posiłku, serwowanym społeczeństwu od 89 roku, bo masa krytyczna została przekroczona i nawet najbardziej naiwni przekonali się, że deklaracja w rodzaju – Mnie kościół nie przeszkadza byleby nie właził mi do domu, zdecydowanie jest passe?  A może było to tylko wzmożenie wysiłków organizacyjnych w różnych środowiskach, które na co dzień nie mają żadnego wpływu, za to przy okazji jaką stworzyło Ordo Iuris, potrafią wykorzystać lęki kobiet by przypomnieć o swoim istnieniu?

 

DSCN5616

 

 

Nie, żebym uważała takie działania za złe, niewłaściwe i niezrozumiałe – wręcz przeciwnie – życie organizacyjne płynie w tych środowiskach od dotacji do dotacji, egzystują na skraju wytrzymałości i w oparciu o energię i zasoby intelektualne działaczek/y, więc jakby nie patrzeć okazja wyśmienita. Ale niepokoi mnie, że w tak ważnej sprawie, która powinna łączyć wszystkich w zwarty front by mówić jednym głosem, dochodziło do przepychanek w kolejce do mikrofonu, a nawet strzelania focha w kierunku tych, których akurat się nie lubi…  Jakaś zaraźliwa choroba roznoszona drogą kropelkową czy ki pies? Mam nadzieję, że to tylko wysypka i alergia minie bez śladów na gładkiej twarzy organizacji. Gdyby jednak okazać się miało, że to nawracająca opryszczka – marnie widzę przyszłość naszej sprawy.

 

DSCN5624

 

Znacznie mniej  dziwi mnie fakt,  że zgromadzenia protestujących były mało liczebne, często też mało poważne, że na podestach, obok autentycznie zaangażowanych bojowniczek o prawa kobiet stawały też te, które nie specjalnie widziały sens akcji „ratujmy kobiety” zwłaszcza gdy łączyło się to z wysiłkiem zbierania podpisów w przestrzeni publicznej – albowiem można się mylić co do oceny sytuacji i dojrzeć z poślizgiem. Pewnie, że to nie świadczy najlepiej, pewnie, że może być cyniczną kalkulacją, ale chcę wierzyć, że nie jest, a wiedzieć będziemy za chwilę, bo to dopiero początek, długiej i wyczerpującej drogi…więc czas, który ostatecznie weryfikuje hipotezy pokaże czy, komu i na czym zależy.

 

Zatem, kiedy pył opadnie, wszyscy gracze pogratulują sobie sukcesu na polu wysiłków PR-owych, przeanalizują słupki w sondażach i odłożą temat ad akta, zostaniemy nadal z otwartym pytaniem – quo vadis Polko?

 

DSCN5557

 

PS. Nie podaję nazwisk, nazw organizacji, dat, ani cytatów z wypowiedzi wiecowych – kto był – widział i słyszał, kto nie był zapraszam do działania. Zegar tyka.

foto: Tomasz Zawada, Elżbieta Kunachowicz.

 

 

 

 

 

 

quo vadis7

Quo vadis Europo Tuska?

Cytat wyjęty z kontekstu wystąpienia Donalda Tuska:

Europa – „Zbudowana na jakże chrześcijańskich ideach praw człowieka, wolności obywatelskich oraz respektu dla każdej jednostki, czy też na pogańskim kulcie przemocy i pogardy? „

 

quo vadis6

 

Od kiedy to idea praw człowieka ma swoje źródła w chrześcijaństwie? Krótkie przypomnienie faktów:

Universal Declaration of Human Rights – zbiór praw człowieka i zasad ich stosowania uchwalony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucją 217/III A w dniu 10 grudnia 1948 roku w Paryżu.
Na jej uchwaleniu zaważyły wydarzenia II wojny światowej. Wstęp do Deklaracji mówi o tym w słowach: nieposzanowanie i nieprzestrzeganie praw człowieka doprowadziło do aktów barbarzyństwa, które wstrząsnęły sumieniem ludzkości.

Kiedy zbrodnie nazistowskich Niemiec wyszły na jaw, uznano, że Karta Narodów Zjednoczonych jedynie ogólnie formułuje prawa człowieka, dlatego też na konferencji w San Francisco wysunięto propozycję utworzenia karty praw człowieka, której opracowaniem zająć się miała Komisja Praw Człowieka powołana przez Radę Gospodarczą i Społeczną. Powszechną deklarację praw człowieka można uznać za pierwsze znaczące dokonanie ONZ w dziedzinie ochrony praw człowieka.

Na bazie Deklaracji w 1966 roku uchwalono Międzynarodowe Pakty Praw Człowieka. Między innymi powstała Karta praw podstawowych Unii Europejskiej– zbiór fundamentalnych praw człowieka i obowiązków obywatelskich uchwalony i podpisany w dniu 7 grudnia 2000 r. podczas szczytu Rady Europejskiej w Nicei w imieniu trzech organów Unii Europejskiej: Parlamentu, Rady UE oraz Komisji, powtórnie, z pewnymi poprawkami, podpisany przez przewodniczących tych organów podczas szczytu w Lizbonie 12 grudnia 2007 r. Moc wiążąca dokumentu została mu nadana przez traktat lizboński podpisany 13 grudnia 2007 roku, który wszedł w życie 1 grudnia 2009 r.

 

deklaracja3

Watykan w osobie JPII i kolejnych papieży, reprezentował zawsze stronę oporu przeciwko wszelkim aktom wywodzonym z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Obecnie dąży wszelkimi sposobami do tego by utrwalić w tekstach deklaracji nowe, własne definicje dotyczące pojęcia rodziny i ochrony życia, które to zmiany wywracają intencje tego aktu prawnego do góry nogami.

Chodzi o następujące propozycje:

1. Prawo do życia każdej istoty ludzkiej, od poczęcia do naturalnej śmierci, prawo każdego dziecka do bycia poczętym, narodzonym i wychowanym w rodzinie, zbudowanej na małżeństwie kobiety z mężczyzną, będącej naturalną i podstawową komórką społeczeństwa.
2. Prawo każdego dziecka do bycia wychowanym przez jego rodziców, którzy mają pierwszeństwo i podstawowe prawo do wyboru rodzaju nauczania, którym objęte będą ich dzieci.

W praktyce wprowadzenie tych poprawek oznaczać będzie zakaz tworzenia prawnych związków partnerskich, zakaz zawierania związków homoseksualnych, bezwzględny zakaz aborcji, zakaz stosowania antykoncepcji, zakaz leczenia kobiet w ciąży, zniesienie obowiązku powszechnej świeckiej edukacji i jakiejkolwiek  ingerencji w sposób wychowywania dzieci przez ich rodziców.

deklaracja4

Skutki tego rodzaju zakazów są łatwe do przewidzenia i są to skutki, które w praktyce życia społecznego degradują Powszechną Deklarację Praw Człowieka  do pustego chochoła , który niczego nie broni i przed niczym już nie chroni obywateli. Z drugiej strony daje szerokie możliwości stosowania nadużyć wobec tak ludzkiego życia jak i jego wolności osobistej. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ONZ i Parlament Europejski nigdy się na te poprawki nie zgodzą. Bądźmy jednak realistami i pamiętajmy o tym, że tzw. wola polityczna jest poza naszym zasięgiem i tylko naprawdę wielkie wzmożenie społeczne może nas uchronić przed indolencją polityków.

deklaracja2

I doprawdy trzeba nie mieć pojęcia o procesie historycznym, który doprowadził ludzkość do Deklaracji Praw Człowieka, by wciskać ludziom kit o jej chrześcijańskich inspiracjach. Trzeba także być mentalnie ślepym i głuchym, zwłaszcza w Polsce, by nie widzieć i nie słyszeć Episkopatu, który wypowiada się w kwestiach dotyczących naszego życia społecznego. Zawsze jest to głos za ograniczeniem swobód obywatelskich, w tym szczególnie dotyczy praw reprodukcyjnych, równości i wolności światopoglądowej. Politykom wydaje się nadto często, że nie muszą pochylać się nad losem ludzi, że mają prawo tym losem rozporządzać według własnego uznania i po części mają rację – ich rozlicza tylko historia, a i ona jest w swych osądach koniunkturalna, co też widzimy na przykładzie chociażby żołnierzy wyklętych – gdzie zwykły bandytyzm nazywa się dziś bohaterstwem.

Koniec dygresji na temat historycznych źródeł Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Do pogłębienia wiedzy na temat aktów prawnych normujących nasze życie i wywodzonych z praw człowieka gorąco zachęcam – przystępnie i klarownie można się zanurzyć w lekturze tutaj 

Wracając do niefortunnej wypowiedzi Tuska; „wolności obywatelskie i respekt dla każdej jednostki”, powiedziane na jednym wdechu z falsyfikatem o „chrześcijańskich ideach praw człowieka” czyli sugerowanie, że mają one swe źródła w tym akurat nurcie religijnym, to z jednej strony wymazanie całej prawdy historycznej o II wojnie światowej w kontekście dotyczącym udziału Watykanu w legitymizacji faszyzmu i nacjonalizmu oraz ideowych podstaw antysemickiej polityki eksterminacji wobec żydów, a z drugiej wprowadzenie kolejnego falsyfikatu o pogańskim kulcie przemocy i pogardy (!!??!), sprawia, że po przeczytaniu tego krótkiego zdania, oczom moim ukazuje się, kreowany przez Tuska, zupełnie nowy obraz Kościoła Rzymsko – Katolickiego.

Widzę instytucję oczyszczoną z wszystkich win, z całej jego długiej , ponad dwa tysiące lat trwającej, ciemnej historii, namaszczoną na duchowego opiekuna Europy w tych trudnych, pokręconych czasach napięć z powodu wojen na Bliskim Wschodzie.

O kultach pogańskich i o samych poganach wiemy niewiele. To zapomnienie zawdzięczamy wysiłkom konkwistadorów nowej wiary, którzy będąc pragmatykami, mieczem i ogniem wypalili wszelką nadzieję, a przez systematycznie prowadzoną politykę zastępowania ważnych świąt pogańskich swoimi obrzędami i nową narracją, powoli, sukcesywnie, z pokolenia na pokolenie wymazali wszelką o nich pamięć. ( Stąd dziś można bezkarnie, uprawiać hipokryzję intelektualną i obrażać pamięć o Słowianach, naszych antenatach i praprzodkach oraz wskazywać na nich jako na twórców systemu przemocy.

Wiemy jednak wystarczająco dużo na temat źródeł przemocy i pogardy dla ludzi. Nie tryskają one z świętych gajów pogan – każdy średnio inteligentny człowiek współczesny wie, że przemoc to ulubiona metoda załatwiania problemów, wywodząca się wprost z patriarchalnego systemu wartości i tak się składa, że akurat wartości chrześcijańskie i samo chrześcijaństwo w dużej mierze opiera się na nich a nawet wprost się z nich wyłania.

Na wszelki wypadek napomknę, bo może to nie jest dla wszystkich jasne, że przemoc to nie koniecznie tylko fizyczne nadużycie wobec bliźniego, ale również, i może nawet bardziej brzemienne w skutkach, są jej inne postacie – mowa nienawiści, stygmatyzacja, serwilizm, wczesna indoktrynacja dzieci, przemoc psychiczna wobec słabszych umysłów, formowanie młodzieży do przemocy, i inne.

Wszystkie one są dziś obecne, chociażby w naszym życiu społecznym w Polsce klerykalnej, ale także na nowych przyczółkach w krajach trzeciego świata, tak jak towarzyszyły cały czas misji  Teresy z Kalkuty, albo w niedawnej historii Irlandii, w obozach pracy dla młodych kobiet prowadzonych przez zakony. Są obecne w placówkach prowadzonych przez Caritas i zakony żeńskie, takich jak domy samotnej matki, noclegownie dla bezdomnych, sierocińce, domy starców.

Nie mówię, że we wszystkich, bo to byłoby nadużycie i zbyt daleko posunięta generalizacja, ale zdarzają się zbyt regularnie, by nie pokusić się o refleksję nad kondycją umysłową urzędników i funkcjonariuszy kościoła – ci ludzie także podlegają opresji i przemocy psychicznej ze strony formacji, której zobowiązali się służyć bez sprzeciwu, posłuszni jej oczekiwaniom oraz jasno artykułowanym poleceniom. To nie jest przypadek, że najważniejszą cechą kapłana, czy siostry zakonnej jest posłuszeństwo, nie zaś przyzwoitość i uczciwość, jak można by przypuszczać.

Wspominam o tych czarnych stronach kościoła katolickiego, bo po słowach pana Tuska czuję absmak, wstydzę się za tę jego ignorancję i arogancję. W obliczu histerii antyuchodźczej i chaosu politycznego jaki zapanował w Europie, zdaje się on potwierdzać swoim wystąpieniem, że faktycznie – Jak trwoga, to do Boga!

quo vadis1

Że nie jest ci on odpowiedzialnym politykiem to wszyscy w Polsce wiemy, bo to nie komu innemu jak właśnie jemu i jego formacji zawdzięczamy obecny kryzys państwa i to, że całkowitą władzę dzierży w swoim ręku Jarosław K. Zamiast posypać głowę popiołem i biczować się w ramach przyzwoitej pokuty, chce on tym razem złożyć w darze Watykanowi nasze prawa człowieka i  społeczność Europy. Pytanie, czy ma na takie działanie błogosławieństwo Parlamentu Europejskiego, jest tylko pytaniem retorycznym. Pytanie quo vadis Europo? już takim nie jest. Stawiam je sobie coraz częściej i prawdę mówiąc mam coraz mniej wiary w siłę Unii, w jej suwerenność i mądrość całego przedsięwzięcia.

hitler

Resume. Ponieważ nazbyt często robię dygresje i nie trzymam się reżimu tematycznego, muszę krótko jeszcze raz sformułować myśl jaką chciałam wyrazić w tym wywodzie. Otóż pan Tusk zadając swoje dramatyczne pytanie o to czy Europa opierać ma się na chrześcijańskich ideach praw człowieka, wolności obywatelskich, respekcie nad każdą jednostką czy na pogańskim kulcie przemocy i pogardy? – stawia teoretycznie bardzo dobre pytanie, ale jednocześnie ubiera je w dwa podstawowe kłamstwa. Prawa człowieka nie wywodzą się z wartości chrześcijańskich, a pogański kult nie ma nic wspólnego z przemocą i pogardą dla człowieka. I jak rozumiem, ten zabieg erystyczny miał  na celu powiedzenie zupełnie czegoś innego. Pan Tusk zaproponował Kościołowi Rzymsko – Katolickiemu metodę grubej kreski, ergo, nie będziemy już więcej punktować tej instytucji, zapomnimy jej przestępczą przeszłość.

Tylko nie wiem w imię jakiego wyższego dobra poważył się na tego rodzaju obrzydliwe oszustwo. Wiem natomiast jedno – ludzkość wielokrotnie relatywizowała zło, mając nadzieję, że taki zabieg pomoże jej wydostać się z trudnej sytuacji, ale nigdy te nadzieje się nie spełniały. Tak będzie i teraz. Kropka.

świeckie

Po co komu świeckie państwo?

Na temat państwa wyznaniowego napisano wiele artykułów, ksiąg, traktatów itd. I jakkolwiek by nie podchodzić do tego zagadnienia jedno jest dla mnie oczywiste – nie istnieje jednobrzmiąca definicja tego rodzaju państwa. Wypada mi się zgodzić ze stwierdzeniem Wikipedii, że jest to termin potoczny. A jeśli potoczny, to i mnie niech będzie wolno opisać go tak jak to odczuwam, jako laik – ignorant , ktoś kto nie pozując na filozofa czy prawnika, jest uwikłany, dotknięty, czasem zbulwersowany, czasem sponiewierany przez takie właśnie państwo.

wyznaniowe

Zadając sobie pytanie – od kiedy czuję się obywatelem państwa wyznaniowego – cofam się do lat 90-tych… Pamiętam dokładnie dzień, w którym powieszono krzyż w sejmie. Pamiętam, że nie miałam wątpliwości, że stało się coś niestosownego. Obawiałam się następstw, wiedziałam z historii, że nie wróży to niczego dobrego. W sierpniu 1990 roku wprowadzono religię do szkół i przedszkoli, wbrew wówczas obowiązującej konstytucji i ustawie o rozwoju oświaty i wychowania.

religia w szkole

W 1998 r. ratyfikowano Konkordat.  Niepokojące w tamtym czasie były też doniesienia- fakt, że nieliczne i enigmatyczne – na temat odrzucenia szeregu inicjatyw strony lewicowej i liberalnej, dążących do resekularyzacji państwa i prawa. Moje zaufanie do państwa topniało coraz bardziej, a kolejne lata jedynie potwierdzały, że nie można spodziewać się z tej strony niczego konstruktywnego.

politycy politycy1 politycy2

Na naszych oczach i bez zachowania choćby pozorów, dochodziło do zacieśnienia stosunków między politykami wszystkich ówczesnych opcji, a hierarchami Kościoła Rzymsko-katolickiego. Większość z nas nie widziała w tym nic nadzwyczajnego, wielu i dziś nie dostrzega w tym przekroczenia dopuszczalnej granicy w stosunkach państwo-kościół. Nadal utrzymano instytucję z poprzedniej epoki,  Komisję Wspólną Episkopatu i Rządu, a niewielu obywateli orientowało się na jakie tematy i w jakim stylu prowadzone są w tym gremium rozmowy, a już na pewno społeczeństwo nie miało pojęcia, że jest to rodzaj targowiska, gdzie sprzedaje się przywileje w zamian za poparcie w różnych kwestiach politycznych i gospodarczych.

Dopiero po latach GW zamieściła pełne zapisy stenogramów z tych posiedzeń, a mam przeświadczenie, że ze zrozumieniem przeczytało je niewielkie grono czytelników. Skąd to przeświadczenie? Może stąd, że nie słyszałam żadnych głosów oburzenia, lęku o przyszłość, zniesmaczenia.  Nikt w tamtym czasie nie mówił, że najwyższe władze sprzedają interesy społeczne za obietnicę wsparcia dążeń polityków, że oddano równouprawnienie, zasadę tolerancji, prawa człowieka za bezcen…

komisja

Politycy, zamiast komunikować się bezpośrednio ze społeczeństwem, rozpoczęli haniebny „dialog” przez rozgłośnię Rydzyka, listy biskupów odczytywane podczas mszy w kościołach, oraz przez szepty w konfesjonałach. Media publiczne przerobiono na polityczną tubę i w takiej postaci funkcjonują one nieprzerwanie do dziś. Z dzisiejszej perspektywy można śmiało powiedzieć, że rząd oddał społeczeństwo pod kuratelę kościoła, tak jak w dawnych czasach sprzedawało się ziemię razem z chłopami.

rydzyk rodzina RM

Państwo polskie już przed 89 rokiem stawiało podwaliny pod przyszły, agresywny kapitalizm. Wprowadzono do obiegu społecznego pozytywnie zabarwione hasła neoliberalne, zaimportowane prosto z ukochanych USA, z świętym prawem własności i wolnym rynkiem na czele. Państwo zrzuciło z barków kilka szczególnie uciążliwych sektorów – oświatę , kulturę, naukę i szkolnictwo wyższe oraz ochronę zdrowia publicznego… czyli całość usług publicznych.

Od tamtego momentu domy kultury, teatry, galerie, producenci filmowi, teatry, szkoły i uczelnie, a także szpitale i przychodnie miały zacząć utrzymywać się same i zgodnie z tym założeniem zaczęto mocno przykręcać strumień środków na rozwój w tych obszarach. Tam gdzie kurek przykręcono jednym, dla innych strumień środków popłynął rzeką. Największym beneficjentem neoliberalnej gospodarczo Polski jest nie kto inny jak KK. Komisja majątkowa – twór dziwaczny i jedyny w swoim rodzaju, nie podlegający absolutnie żadnej kontroli, uwłaszczyła  KK , dzięki czemu jest on dzisiaj posiadaczem ogromnego kapitału i najbogatszym właścicielem ziemi oraz posiadaczem najintratniejszych nieruchomości.

„Obserwatorium” widzi i analizuje zawsze w szerokiej perspektywie. To co może nie być wyraźnie widoczne dla przeciętnego zjadacza chleba, jawi się w ostrych konturach, jeśli fakty poddać procesowi analizy i syntezy. Naukowo zajmują się tym procesem socjolodzy, psychologia społeczna, czasem coś opracują ludzie zrzeszeni w NGO-sach, ale wyniki ich pracy to dopiero materiał do dalszej obróbki, i na koniec, jeśli w ogóle, dociera do opinii publicznej, to jest to jakiś, bardziej lub mniej, popularnie ujęty raport, zwykle już historyczny.

Obywatele tymczasem żyją w błogiej nieświadomości procesów jakim podlegają i jakie kształtują na koniec społeczeństwo. Ponieważ jednak mój osobisty, głęboki sceptycyzm odnosi się także do wyników prac naukowych, od lat polegam raczej na własnej spostrzegawczości i doświadczeniu życiowym. To wyjaśnienie jest konieczne ze względu na to, że opisuję tu swój własny matrix i mam świadomość, że dla specjalistów musi to być dość  chaotyczna i dyletancka praca. Trudno. Jestem tylko pojedynczym elektronem, obywatelką, która się nie poddaje i nie ulega formowaniu wg. pożądanego wzorca i gdzieś muszę wylać nagromadzone zasoby żółci.

I cóż widzę? Po pierwsze, że państwo polskie nie zajmuje się problemami społecznymi, zostawiło na pastwę złego prawa i ustaw swoich obywateli, dopuściło do degradacji i utraty prestiżu kształcenia wyższego, nie dba o szkolnictwo podstawowe i średnie, skazuje pacjentów na źle funkcjonujący system ochrony zdrowia, cenzuruje kulturę i sztukę hamując jej rozwój, stygmatyzuje mniejszości, nie liczy się z przejawami aktywności społecznej i w ogóle ze zdaniem obywateli na jakikolwiek temat. Tak zachowuje się złe państwo, państwo opresyjne, kontrolujące i wykluczające. Władze nie zarządzają państwem, tylko korzystają z władzy i dla tego przywileju gotowi są poświęcić każdą wartość, nawet swoją autonomię. I, żeby było jasne- dotyczy to wszystkich opcji politycznych.

Po drugie, że obywatele po 1989 roku, odcięci natychmiast od wpływu na cokolwiek, poddali się formowaniu wg. twierdzenia, skądinąd słusznego, że o wiele łatwiej przyswajają treści propagandowe niż edukacyjne, w wyniku którego zostali rozdzieleni na grupy silnie antagonizowane, przez co z kolei społeczeństwo straciło swoją spójność, jedność i jako takie nie może być solidarne, a co za tym idzie nie ma siły przebicia, nie może mieć wpływu, nie może też kontrolować skutecznie władzy. Wszyscy rzuciliśmy się na kość jaką nam rzucono – i wielu z nas nadal bije się o nią – mowa o „nowych” możliwościach jakie miał stworzyć wolny rynek i zasady neoliberalnej gospodarki. Wielu z nas połamało sobie na tej kości zęby, ale tylko nieliczni wyciągnęli z tego wnioski. Zbyt wielu nadal gotowych jest bronić tego systemu bez względu na widoczne gołym okiem skutki społeczne.

Kilka z nich nazwę po imieniu;-

zanik relacji społecznych = brak solidarności społecznej

kwitnąca homofobia, ksenofobia, faszyzm, nietolerancja, egoizm i nepotyzm

wzrost wskaźnika samobójstw w grupie +50 i -25

spadek dzietności i brak zastępowalności pokoleń

stygmatyzacja grup wykluczonych

dyskryminacja ekonomiczna

brak równości wobec prawa

poszerzający się obszar biedy

podział na Polskę A i B

Chciałoby się krótko powiedzieć – BEZHOŁOWIE, FOLWARK ZWIERZĘCY I CAŁA PRAWDA O PLANECIE KSI… wysypałam te zagadnienia jak z rękawa- wiem, że to groch z kapustą, ale systematyką zjawisk niech się zajmują specjaliści. To co dla mnie istotne, to to, że wszystkie one mają swoje źródło w źle zarządzanym państwie.

Zatem mamy taką oto sytuację, że z jednej strony państwo zostawiło społeczeństwo samemu sobie, z drugiej to samo państwo zaprosiło Kościół Rzymsko-katolicki na salony polityczne i uczyniło go wyrocznią w każdej sprawie, a dając niewyobrażalnie wielki kapitał uczyniło go także możnym sponsorem, który od czasu do czasu dzieli się z maluczkimi, ale tylko tymi których uzna za godnych…

Nie dziwi  w tej sytuacji, że coraz więcej szkół wszystkich szczebli zarządzanych jest wg. jedynie słusznej doktryny, że jak kultura to tylko katolicka, że jak Polak to Katolik. Zwęszyły ten trend niektóre gwiazdy i gwiazdki pop-kultury, aktorki/aktorzy, publicystki/publicyści, profesorki/profesorzy, nauczycielki/nauczyciele, dyrektorki/dyrektorzy, prezydentki/prezydenci, premierki/premierzy – wszyscy od góry do samego dołu. Wszyscy ketmanują jak za komuny stalinowskiej i potem… Paralela nie jest przypadkowa- otóż…

państwa totalitarne opierają się na tych samych zasadach co państwa wyznaniowe i budzą te same mechanizmy przetrwania.

BTW – nieźle przetrenowani w poprzednim ustroju w zasadzie gładko przeszliśmy spod jednego reżimu pod drugi – w zasadzie te same zagrożenia, ten sam język propagandy, te same metody osłabiania woli i siły społecznej.  Zmieniły się gadżety, symbole, ideologia,  reszta bez zmian. I o tą całą resztę należy się martwić. Jak zawsze… człowiek i jego podstawowe potrzeby, perspektywa rozwoju, dobrostan społeczny – leżą w rowie i kwiczą. Kiedy w cywilizowanym świecie dostosowuje się i ustawicznie doskonali prawo, tak by nie było tylko pustym zabazgranym papierem, ale służyło urzeczywistnieniu praw człowieka i sprawiedliwości społecznej rozwiniętych demokracji, w Polsce w XXI wieku wydaje się kolejne dzienniki ustaw ograniczających swobody obywatelskie, kieruje się ostrze prawa przeciwko niemu i traktuje go a priori jak przestępcę.

Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości czy Polska jest państwem wyznaniowym, to może sobie poczytać znacznie lepsze, bo profesjonalne analizy na ten temat. Szczerze polecam. A komu się nie chce może przyłożyć jeden z szablonów jaki znalazłam w bibliografii na ten temat np. taki:

 Barbara Stanosz :

W zakresie terminu „państwo wyznaniowe” wyróżniono cztery zasadnicze elementy świadczące o dominacji w takich państwach zasad i norm regulujących praktykę wyznaniową nad sposobem funkcjonowania państwa. Są następujące elementy:

— 1. uprzywilejowanie jednej instytucji wyznaniowej w porównaniu do innych instytucji i organizacji, a wiec np. finansowanie z budżetu państwa,

— 2. dostosowanie stanowionego prawa do interesów i aspiracji wyznaniowych wspólnot religijnych, a więc np. wprowadzenie zasady konfesyjnego zawierania związków małżeńskich, powoływanie pozaprawnych organów i instytucji państwowo-kościelnych,

— 3. materialne uprzywilejowanie kleru wobec innych grup społecznych, np. zwolnienia podatkowe, finansowanie ubezpieczeń społecznych,

— 4. represyjna bądź dyskryminacyjna polityka wobec innych religii i ich wyznawców, np. pozbawienie prawa pełnienia urzędów państwowych wyznawców religii mniejszościowych,

 Pytanie w tytule niniejszego artykułu, to pytanie retoryczne oczywiście, tym niemniej warto sobie uświadomić przy tej okazji jedno – że bez przywrócenia świeckości, państwo nie będzie dobrze funkcjonować, że nie będzie możliwy dialog i nasze nabrzmiałe problemy nigdy nie doczekają się racjonalnego rozwiązania. Być może niektórym obywatelom za całą poradę wystarczy skwitowanie ich losu zdaniem o boskim planie, albo truizm, że cierpienie jest nieodłączną częścią życia, ale nie podniesie to dzietności ani nie spowoduje, że ludzie w depresji przestaną odbierać sobie życie, tym bardziej nie załatwi to problemów socjalnych czy mieszkaniowych ogromnej części społeczeństwa.

Do szczególnie oburzających nadużyć władzy wobec społeczeństwa dochodzi wszędzie tam, gdzie dotknięta nimi grupa jest wyjątkowo mała, statystycznie nie licząca się w 40-milionowej społeczności. Z tego co sami gołym okiem możemy zobaczyć lub własnym uchem podsłuchać tu i ówdzie, przychodzą mi do głowy następujące przykłady:

eksmisjeW dużych miastach,  takich jak Kraków, Poznań, Gdańsk, Lublin, Opole, Łódź i inne, po klepnięciu ustawy reprywatyzacyjnej NIE objęto realną ochroną lokatorów posiadających legalny przydział i od 26 lat trwa niekończąca się tragedia kilkudziesięciu tysięcy rodzin, które z dnia na dzień stały się obywatelami drugiej kategorii, i są do dzisiaj wyrzucani na bruk lub gnębi się ich rozmaitymi szykanami jak wyłączanie gazu, wody, mediów, podnoszeniem czynszów do absurdalnie wysokich kwot itd… zależnie od fantazji nowych „właścicieli”.

Co ciekawe, ci nowi nie wiedzieć dlaczego uzyskali moc prawną do takich działań – dziwne? Wcale nie! Państwo uznało, że nie musi się przejmować losem swoich niegdysiejszych lokatorów – jest ich niewielu, coraz mniej, bo jako posiadacze starych peseli, obciążeni często marną emeryturą i słabym zdrowiem, a dodatkowo nie mając możliwości i dostępu do bezpłatnej obrony prawnej NIE są przeciwnikiem ani głosem z którym państwo musi się liczyć. A co!!

W podobnie rozpaczliwej sytuacji są rodziny opiekujące się niepełnosprawnym dzieckiem, zwykle jest to samotna matka lub ojciec, bo dzieci npspartner często się stlenia od początku problemu lub nie wytrzymuje nowych okoliczności przyrody, czego nie śmiałabym nawet poddawać ocenie etycznej, bo tak naprawdę wiemy tylko tyle o sobie ile nas życie przeczołga… Ale społeczeństwo, jego poziom kultury, w tym solidaryzm i poczucie odpowiedzialności, tak za dzieci jak i za ludzi starych i niedołężnych, mierzyć można poziomem zorganizowania się wokół takich m.in. problemów jak powyższej. A nasze państwo co na to? Ano, podobnie jak w przypadku lokatorów  kamienic prywatnych  – nie ma silnego przeciwnika – nie ma sprawy – namiastka opieki społecznej musi wystarczyć. No i oczywiście – modlitwa.

Walka z przemocą domową – temat znany i  skandal na miarę europejską – katolicka Polska nie widzi problemu, nie zamierza poważnie się nim zajmować, trochę, mam wrażenie, na zasadzie że jak czegoś nie pokażemy, nie nazwiemy, to tego po prostu nie ma! O! alkoholizm to co innego! To jest problem! Dopalacze i gram marychy – to jest coś na czym można budować narrację państwa zatroskanego o zdrowie społeczeństwa. Ale przemoc? Jaka przemoc! – toć to tylko uświęcony kulturowo obyczaj.

przemoc1 przemoc2 przemoc

A w ogóle to kobiety są sobie same winne, a jak ten problem dotyczy mężczyzny- to co to za facet! Tworzyć spójny system  prewencji, to zachęcać do zgłaszania aktów przemocy- i co? statystyki się pogorszą, okaże się jaka jest skala problemu, a w ogóle toby kosztowało budżet sporo kasy, a przecież potrzebujemy kasy na ważniejsze rzeczy np. taki ŚDM albo kolejne igrzyska, stadiony, centra biznesowe itd. To są istotne marketingowo cele. Można wpisać sobie do zasług dla miasta i w razie kampanii  się pochwalić. Ale przemoc? Apage satanas!

Problem bezrobocia wśród wykształconej młodzieży opędzono za pomocą otwartej dla polskich emigrantów UE, a ci co jeszcze zostali w kraju wierzą (sic!) w mit możliwości jakie daje neoliberalna gospodarka, także w to, że każdy jest sobie winien i jeśli mu nie idzie to jest nieudacznikiem, leniem, beztalenciem itp… Kiedy tego typu przekonania zagnieździły się na dobre w chłonnych, ale niezbyt krytycznych umysłach młodych, nie trzeba było już martwić się np. o to, że nie rozwija się budownictwo komunalne pod wynajem. Wszak raz na zawsze wbito nam do głowy, że tylko ciasne ale własne się liczy. A prawda jest taka, że młodzi nie zakładają rodzin, nie rozmnażają się i nie planują swojego rozwoju, no bo jak można coś planować nie mając żadnych perspektyw? Trudno nazwać perspektywą pracę na śmieciówce, brak możliwości wynajęcia, nie mówiąc już o kupnie własnego locum, a posiadanie potomstwa to kosztowny luksus dla nielicznych.

 

IMAG0237_BURST001

 

Ignoruje się nie tylko małe i rozproszone grupy wykluczonych, środkowy palec pokazuje państwo także dobrze zorganizowanej grupie zawodowej pielęgniarek i położnych, bo to kobiecy zawód, można więc marnie opłacać, dopuszczać do łamania prawa pracy, nie przejmować się, że średni wiek białej służby to 45 lat i wciąż się podnosi… a jak zacznie brakować kadr, to się zorganizuje outsourcing czy inny desant z krajów na wschód od Wisły i po problemie.

I to wszystko ma miejsce w kraju, gdzie politycy i hierarchowie kościoła katolickiego mają gęby pełne frazesów na temat świętości rodziny.

Hipokryci!

Czym więc zajmuje się państwo, władza, kościół? Ano głównie skupia uwagę obywateli na tematach takich jak:

Ochrona życia od poczęcia do… urodzenia. W tym celu zaostrza ustawę antyaborcyjną, wprowadza i rozszerza zakres działania klauzuli sumienia lekarzy, tak by mogli nie informować, nie przepisywać leków i środków antykoncepcyjnych, nie wykonywać zabiegów przerywania ciąży nawet kiedy są ewidentne wskazania zdrowotne. Problem aborcji nielegalnej dotyczy szacunkowo 150 tyś kobiet rocznie – to te, które nie mogą z różnych względów lub nie chcą zostać matkami.

Restrykcyjna ustawa naraża je na utratę zdrowia i życia. Także na stres związany z pozyskaniem środków oraz wynikający z konieczności utrzymania tajemnicy wokół tego tematu. Te, których nie stać na luksus świadomego decydowania o swojej reprodukcji –  chodzą w ciąży bez należytej opieki zdrowotnej, nie mogą liczyć na badania prenatalne, a kiedy wylądują wreszcie w szpitalu nie mogą liczyć na znieczulenie , cesarkę czy inne luksusy, które są standardem w cywilizowanym świecie.

Ochrona społeczeństwa przed zgubnymi skutkami ideologii gender – cokolwiek to jest, nie wymyśliły tego ani feministki, ani UE tylko ks. Oko, a reszta biskupów przyklepała i dołożyła do pieca histerii wśród niezbornych obywateli. Owa niezborność obywateli polega na tym, że zamiast sobie wygooglać termin gender jednym kliknięciem i poczytać o co chodzi, siedzą przed szklanym ekranem TV i spijają „wiedzę” z krynicy „mądrości” ks.Oko. Kampania zohydzania  powiodła się znakomicie i potwór gender straszy dziś małe dzieci groźbą seksualizacji w żłobkach i przedszkolach, których z resztą nie ma i raczej nie będzie. Chociaż nie. Będą, nawet już jest ich sporo, ale zupełnie inne, wolne od gender, prywatne, pod nadzorem kościoła i z jego obsługą. A co najważniejsze – żadna instytucja państwowa nie ma i mieć nie będzie wglądu ani w program ani w metodologię zajęć. Fajnie?

Polityka historyczna- to następny pomysł na zajęcie obywateli, żeby z jednej strony ciągle mieli powód do kłótni, a z drugiej żeby nie mieli czasu i głowy zajmować się krytyką władzy. Dziś przerabiamy żołnierzy wyklętych, a jutro podrzucą nam coś innego – specjalnie nie rzucam pomysłów, żeby nie ułatwiać im roboty – poza tym muszą się w końcu czymś zajmować, skoro nie mają kompetencji by zarządzać państwem.

Ostatnio sporo uwagi społecznej skupia się wokół 500 pln na każde dziecko, a właściwie tylko na niektóre i pod warunkiem, że wszystkie są wspólne… ergo, władze zajmują się kombinowaniem jak nie zdemolować budżetu przez spełnienie tej obietnicy, czyli jak dać i nie dać jednocześnie. Perpetuum mobile politycznej fikcji. Kiełbasa wyborcza stoi kością w gardle zwolennikom PIS-u, ale udają, że się nie krztuszą, można zatem pogratulować specom od kampanii wyborczych doskonałego pomysłu na deal, a wyborcom życzyć, aby następnym razem nie dopadła ich pomroczność jasna i żeby wykazali się w przyszłości jasnością myślenia.

Prawie bym zapomniała – SMOLEŃSK! – niekończący się serial z powtórkami… szkoda słów…

Nowe władze, nowe porządki, to z kolei coś co elektryzuje i spiętrza co chwilę tłumy obywateli, którzy postanowili bronić demokracji na ulicy. To dobrze, że  oczywiste naruszenia konstytucji potrafią oni zreflektować, ale martwi mnie nieco, że wielu innych naruszeń, takich jak choćby łamanie postanowień konkordatu, łamanie praw obywatelskich oraz praw człowieka – już niekoniecznie, w każdym razie nie wszyscy, a nawet nie większość… I od razu chce podkreślić, że to nie tylko ich wina… ale o tym już wielokrotnie pisałam.

KOD

Nie mogę odnaleźć się w Polsce po transformacji. Mam wciąż jakieś deja vu. Oglądam na żywo powtórki z historii, mam co chwilę wrażenie, że za moment rozsypie się zamek z piasku, a wiatr dziejowy i fale zamętu ostatecznie posprzątają plażę. I zalegnie wielka ciszaaaa. Zaczynam marzyć o tej ciszy.

materiały pomocnicze:

DEMOKRATYCZNE PAŃSTWO ŚWIECKIE

ŚWIECKIE PAŃSTWO CZYLI CO?

3małpki

Nie pojechałam na marsz KOD-u

Nie pojechałam na marsz KOD-u do Warszawy.

marsz1

Rozumiem wszystkich, którzy wzięli w nim udział. Rozumiem ich radość z bycia po właściwej stronie, że fajnie jest poczuć się częścią wielkiego zgromadzenia, że dawno już tak się nie czuli wspaniale, idąc i pohukując pod adresem nowych władz mocne hasła, że mogli dać upust frustracji ostatnich miesięcy. Naprawdę łza się kręci ze wzruszenia. I mówię to bez sarkazmu, całkiem poważnie to mówię.

Mam tylko problem ze wzrokiem i słuchem. Bo patrzę – autobus, na nim politycy z pierwszych stron, znani i w sumie sympatyczni – Rysiu i Basia. I słucham jak mówią swoje płomienne przemowy z wykrzyknikami na końcu każdej frazy. Ale problem w tym, że jak patrzę to jednocześnie widzę, jak słucham to jednocześnie słyszę. A widzę Ryszarda P. i Barbarę N. w zgodnym uścisku i obraz ten zgrzyta mi jak cholera… I słyszę jak mówią do tłumu – patrzcie jacy jesteśmy fajni, jesteśmy dziś z wami, zapamiętajcie jak było wam z nami fajowo!

Marsz apolityczny? Naprawdę?

marsz2

I choć nie mam cienia wątpliwości, że zasad demokracji należy zawsze bronić, niezależnie od tego jak i kto je gwałci, niezależnie od tego jak bardzo te, konkretne instytucje ( Trybunał Konstytucyjny)  i akty prawne ( Konstytucja) pozostają dziś w sprzeczności z moimi oczekiwaniami. Dla tych, którzy być może jeszcze nie skonstatowali faktów: TK w ostatnich dwóch dekadach, wydał kilkanaście orzeczeń niezgodnych z duchem konstytucji, a i sama Konstytucja nie jest aktem satysfakcjonującym ogół społeczeństwa, począwszy od Preambuły skończywszy na kilkudziesięciu pułapkach semantycznych, umieszczonych sprytnie w treści Ustawy Zasadniczej… ,przez co można ją dość elastycznie interpretować.

Preambuła bez ukrytych i jawnych pułapek brzmi tak:

PREAMBUŁA
W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,

odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,

my, wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego –

Polski,

zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku,
świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej, 

pomni gorzkich doświadczeń
pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność,
ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej

jako prawa podstawowe dla państwa 

oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym
Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali,

wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka,

jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi,

a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej.

Jak dla mnie – taka preambuła byłaby do przyjęcia przez wszystkich obywateli, nadto nie wykluczałaby spośród nich nikogo i stanowiłaby jasny przekaz, że budujemy państwo świeckie, działające w oparciu o demokrację i współistnienie wszystkich dla dobra wspólnego.

***

A dziś dowiadujemy się, że planuje się dalsze upupienie kobiet w Polsce :

Przygotowywana przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowelizacja Kodeksu karnego proponuje zmiany w artykule 152, dotyczącym nielegalnego przerwania ciąży. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przy Ministerstwie Sprawiedliwości proponuje, by zapis: „Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech” zastąpić następującym: ”Kto powoduje śmierć dziecka poczętego niezdolnego do samodzielnego życia poza organizmem matki, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”

źródło

…a także, że przepchnięto błyskawiczną ustawę o TK . Zmiany w funkcjonowaniu tego organu, zmierzają do paraliżu i obstrukcji – zamiast trzech zespołów po pięciu sędziów, sprawy będzie rozpatrywać jeden, co najmniej 13 osobowy skład, co wydłuży rozpatrywanie wniosków co najmniej trzykrotnie.

***

I już po wzruszeniu obrazkami z marszu KOD-u… W to miejsce rozlewa się jak gęsta lawa, całe morze moich pretensji – o to, że nie było solidarnego marszu…

– w obronie praw reprodukcyjnych kobiet, kiedy wprowadzono ustawę antyaborcyjną z pogwałceniem nie tylko praw człowieka i obywatela, ale także zasad demokracji, bo przecież petycji z kilku milionami podpisów nie sposób nie zauważyć;

 – w obronie praw pacjenta, kiedy TK na wniosek NIL ( Naczelna Izba Lekarska) usunął wykluczenia z klauzuli sumienia;

 – w obronie świeckiego państwa, gdy wprowadzano religię do szkół świeckich, wieszano krzyże w urzędach państwowych, ogłoszono listę lekarzy sygnatariuszy deklaracji wiary;

…i przy wielu innych okazjach, znacznie bardziej uzasadnionego sprzeciwu.

Ale może się czepiam. Może jest tak, że w Polsce nie ma obywateli, jest tylko naród z korzeniami chrześcijańskimi, do tego poszatkowany jak po masakrze piłą mechaniczną i niezdolny, w związku z tym, do prostych reakcji na łamanie praw obywatelskich i zasad demokracji, niezdolny także do solidarności społecznej. I niestety, biorąc pod uwagę co wyprawia się w tym kraju z edukacją młodego pokolenia, społeczeństwo zdolne do prawidłowych reakcji, a zatem krytyczne, wyczulone, uważne, to mrzonka, którą należy schować między bajki…

Polska

 

 

DSCN4774

Nie w moim imieniu

Witajcie ponownie. Ostatnio rzadko bywam na portalu, jeszcze rzadziej coś publikuję, z różnych z resztą powodów, a głównym jest brak czasu. Dziś też wpadłam tylko na chwilkę, żeby się z Wami podzielić wrażeniami z krakowskiego marszu ” Nie w moim imieniu”.

MANIFEST: Nie w moim imieniu. Dialog zamiast agresji.

W ostatnich miesiącach obserwujemy niepokojące przemiany zachodzące w debacie publicznej. Liczne demonstracje, nierzadko organizowane przez radykalne środowiska, przemieniają się w pokazy otwartej nienawiści. Internet i ulice przesycone są jawną agresją (czego najbardziej jaskrawymi przykładami są spalenie kukły Żyda na wrocławskim Rynku, napis “Pray for Islamic Holocaust” w Poznaniu czy pobicie muzyka Chillu pod okrzykiem “wypierd… do Syrii”). Wraz z tymi zjawiskami obserwujemy coraz większą społeczną akceptację dla zachowań, na które w demokratycznym społeczeństwie nie może być miejsca.

Kryzys imigracyjny i tragiczne wydarzenia w Paryżu są trudnym testem dla społecznej solidarności. Wszyscy mamy prawo do strachu i licznych wątpliwości. Możemy zajmować różne stanowiska i spierać się w kwestiach, które mogą na zawsze zmienić rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Nie możemy jednak zgodzić się na przemoc i nawoływanie do nienawiści. Nie możemy pozwolić na oddanie przestrzeni publicznej radykałom i środowiskom żerującym na ludzkim strachu i niepewności.

Niech ten sprzeciw połączy nas bez względu na to, jakie stanowiska zajmujemy w sprawie aktualnych wydarzeń politycznych i społecznych. Stwórzmy koalicję przeciwko nienawiści – wyjdźmy solidarnie na ulice Krakowa i pokażmy, że debatę publiczną można i należy prowadzić bez agresji.

DSCN4779

Lista organizacji oraz autorytetów

DSCN47871. Organizacje, stowarzyszenia, fundacje, media

Miesięcznik Znak
Krytyka Polityczna
Korporacja HaArt
Stowarzyszenie Rodzin Wielokulturowych
Centrum Muzułmańskie w Krakowie
Jewish Community Centre
Stowarzyszenie Wszechnicy Oświeceniowo-Racjonalistycznej
Fundacja Manowce Kultury
Małopolskie Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Obcokrajowców
DSCN4798Kraków Przeciwko Igrzyskom
Spółdzielnia “Ogniwo”
ROCKagainstHate
Kraków Expat Community (nieformalna społeczność obcokrajowców w Krakowie)
Chlebem i Solą
Fundacja Otwarty Plan
Fundacja Autonomia
Stowarzyszenie Strefa Wenus z Milo
Fundacja Machina Fotografika
Stowarzyszenie Młodych dziennikarzy „Polis” (koordynator Kampanii Rady Europy „Bez nienawiści” w Polsce)
DSCN4869Fundacja Biuro Inicjatyw Społecznych Kraków
Fundacja Dobra Wola
Fundacja Animatornia
Fundacja Kultura dla Tolerancji
Popmoderna (portal kulturalny i stowarzyszenie)
Autoportret (czasopismo)
PROwincja (czasopismo kulturalne)
Fundacja Biuro Inicjatyw Społecznych
Centrum Międzykulturowe
Witajcie w Krakowie
Fundacja Pozytywnych Zmian
Barbarzyńca. Pismo antropologiczne
Fundacja Przestrzeń Kobiet
Pracownia Obywatelska

DSCN49142. Osoby ze świata kultury, religii, mediów i nauki.

Bartosz Szydłowski (dyrektor Teatru Łaźnia Nowa)
prof. dr hab. Halina Grzymała-Moszczyńska (Instytut Religioznawstwa UJ)
prof. dr hab. Irena Borowik (Instytut Socjologii UJ)
ojciec Maciej Zięba (działacz opozycyjny z czasów PRL, Instytut Tertio Millenio)
Ziemowit Szczerek (pisarz, publicysta)
Ks. Adam Boniecki (redaktor senior – Tygodnik Powszechny)
DSCN4927dr hab. Beata Kowalska (Instytut Socjologii UJ)
Anna Lipowska-Teutsch (psycholożka, działaczka antyprzemocowa)
prof. dr hab. Włodzimierz Sady (rektor Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie)
prof. dr hab. Tadeusz Słomka (rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie)
prof. dr hab. Ewa Kutryś (rektorka PWST w Krakowie)
Prof. dr hab. med. Wojciech Nowak (rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego)
Prof. dr hab. Maria Flis (Instytut Socjologii UJ)

Marsz zgromadził zaledwie około 500 osób – nic nie szkodzi, nikogo z nas to nie zdziwiło specjalnie. Smutne to, ale oddaje dobrze DSCN4794stan świadomości obywateli. Dodajmy – świadomości formowanej pracowicie przez taki a nie inny przekaz medialny. Marsz był bardzo energetyczny, a turyści zaniosą do swoich krajów wiadomość o tym, że nie wszyscy Polacy zgadzają się z tym co mówią nasi przedstawiciele w parlamencie europejskim i nasz obecny rząd oraz prezydent. Uczestnicy i uczestniczki marszu to zwyczajni obywatele i obywatelki. Przyszli, bo poczuli  potrzebę by zaprotestować przeciwko agresji i mowie nienawiści, która ostatnimi czasy wylała się na ulice miast jak gęste pomyje. Brak reakcji na obecność grup faszyzujących, nawołujących jawnie do agresji, gorzej nawet – przyzwolenie na tę obecność w przestrzeni publicznej, wiele mówi o władzach miast i parlamencie RP. Był to marsz sprzeciwu obywatelskiego, marsz niezgody na kierunek w jakim zmierza Polska.

DSCN4852DSCN4844DSCN4897

DSCN4952DSCN4953DSCN4932

 

 

 

frekwencja

Święto demokracji czy brak edukacji społecznej?

Dziś, tj. 25.października 2015 roku, obchodziliśmy  święto demokracji, czyli wybory do parlamentu Rzeczypospolitej Polski. Wybraliśmy naszych przedstawicieli, którzy będą nas reprezentować we wszystkich kluczowych sprawach państwa. Przez nadchodzące cztery lata kadencyjne będziemy mogli obserwować jak rozwiązują nasze problemy. A jest ich długa lista: począwszy od mizerii edukacji, kultury, sektora bezpieczeństwa publicznego, opieki zdrowotnej, przemysłu energetycznego, budowlanego, transportu publicznego, skończywszy na spiętrzających się problemach  międzynarodowej polityki bliskowschodniej…

Wynik wyborów mówi  wiele o kondycji społeczeństwa polskiego. I jakby na to nie patrzeć, pogodzić się trzeba z faktami. Nie będę się tu zajmować tabelami i rozkładami w zależności od… , bo zrobią to znakomicie media na swoich kolorowych słupkach. Podzielę się natomiast z państwem tym co mnie niesłychanie zmartwiło, co nie znaczy, że zaskoczyło. Chodzi mi o grupę wiekową 18-29 lat. Jest to w końcu grupa ludzi młodych , wchodzących w samodzielne życie, snujących plany na przyszłość i nijak nie może mi się pomieścić w głowie, że ludzie ci, nie potrafią formułować swoich celów, realistycznie odnieść się do propozycji jakie mają dla nich poszczególne partie. Czyżby wszyscy młodzi ludzie, którzy myślą, reflektują cokolwiek z obecnej rzeczywistości, zgromadzili się w partii Razem?

Najwięcej  głosów oddało na Razem moje pokolenie, czyli ludzie, którzy urodzili się i wychowali w poprzednim systemie, ludzie, którzy rozumieją co się wyprawia w Polsce po transformacyjnej. Ale jesteśmy też rodzicami dorosłych już dzieci, tych właśnie, które zachwycają się skrajnie egoistyczną i samolubną propozycją Korwina, neoliberalną, skompromitowaną ideologią gospodarczą Petru, narodowym socjalizmem PIS-u, wreszcie też wściekłością Kukiza. Żadna z tych partii czy ruchów społecznych nie ma dla nich propozycji, nie dba o ich przyszłość, nie reprezentuje ich interesów. I jest to jedyna grupa całkowicie przegrana w tych wyborach. Czy będą mądrzejsi o doświadczenie życiowe za cztery lata? Czy zdołają zreflektować w jak rozpaczliwej są sytuacji? Czas pokaże.

Tymczasem czeka nas zmiana. Jakie będą jej skutki i co ona oznacza dla nas – każdego z osobna i wszystkich razem? Powstrzymam się od wróżenia, poprzestanę na bacznym obserwowaniu i będę Was informować, alarmować, i irytować, ale na pewno nie przestanę wyciągać wniosków i nie pozwolę Wam na kolejny okres błogiego przysypiania, gdy nadchodzące czasy wymagają czujności i troski o nasz wspólny dom.

rozpacz2

Kilka uwag wokół klauzuli

Klauzula sumienia. Art. 39. Lekarz może powstrzymać się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, z zastrzeżeniem art. 30, z tym że ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w innym zakładzie opieki zdrowotnej oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej. Lekarz wykonujący swój zawód na podstawie stosunku pracy lub w ramach służby ma ponadto obowiązek uprzedniego powiadomienia na piśmie przełożonego.

Art. 30. Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki

dw-tresc

Deklaracja wiary lekarzy, to osobliwe wyznanie wiary, czyli nazwanie tego, co jest intymną relacją z ideą nad wartościową. Pomijam, że treść tego wyznania napisała Wanda Półtawska, przyjaciółka JP2 i narzuciła w ten sposób swoją wizję , swoje przekonania grupie zawodowej swoich kolegów, ale nie mogę pominąć tego, że treść owego wyznania pozostaje w jawnej sprzeczności z tym do czego lekarze są szkoleni, czym zajmują się na co dzień w swojej praktyce zawodowej. Nie mam do dziś pojęcia jak lekarze, sygnatariusze tej deklaracji godzą swoje obowiązki z jej treścią. Muszą się nie lada wysilać by zjeść ciastko i mieć ciastko.

Ponieważ wiadomo, że takiej sztuczki dokonać nie sposób, pozostają dwie możliwości; albo moi koledzy nie czytali tego co podpisali i są oportunistami, cwaniakami, koniunkturalistami, albo, co gorsza, czytali, i jak to bywa z katolicyzmem w polskim wydaniu , są hipokrytami i stosują podwójne standardy – podpisują deklarację i wcale się nią nie przejmują. Robią swoje, bo z czegoś trzeba żyć, bo się lubi swój zawód, może nawet ma się do niego powołanie. I jeśli w większości przypadków tak właśnie się realizuje treść podpisanej deklaracji to pół biedy. Gorzej jeśli ktoś postępuje tak jak prof.Chazan. Wtedy jest tragedia w kilku aktach, a koniec spektaklu zwycięstwem ignorancji nad dobrem pacjentki – i, żeby było jasne – to Ona przezywa tragedię, on obnosi się ze swoją pychą i cieszy się zwycięstwem, a wkrótce prawdopodobnie zostanie ministrem , o ironio!, zdrowia. Mnie to już nawet nie zdziwi – w takim chorym kraju tak wynaturzony minister, to raczej norma niż odstępstwo.

A tak na marginesie….

Prof. Chazan, Naczelna Izba Lekarska, przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, politycy PIS i połowa co najmniej PO, oraz całe rzesze urzędników państwowych nie tylko tych z warszawki, ale i tych w miastach i miasteczkach, to ludzie tworzący duszną, kruchtową atmosferę, która jest indukowana wszystkim Polakom w dużych, toksycznych dawkach. Problem polega na tym, że ludzie ci, podobnie jak lekarze od deklaracji wiary, mają gęby pełne frazesów katolickich, ale realizują zadania w sposób nie mający nic wspólnego z etyką odpowiedzialności, za to bardzo wiele z makiawelizmem. Nigdy nie kupiłam tych obrazków z katolickich mszy, gdzie politycy pochylają się bogobojnie przed hostią, ani nie wierzę w szczere oddanie ministrów i kolejnych premierów całujących pierścienie papieskie – to komiks dla naiwnych.

Nie kupują tego chłamu także hierarchowie KK – znają się na tych pozorach najlepiej- sami uprawiają ten cyrk od dziesięcioleci jeśli nie setek lat… Dlatego w swojej polityce dążą do władzy absolutnej, do narzucenia wszystkim Polakom i Polkom ichniego chomąta obyczajowego. Umacniają swoją pozycję krok po kroku, depcząc wszystkie zasady współistnienia, w społeczeństwie wystarczająco zróżnicowanym światopoglądowo, by uwzględniać wszystkie opcje. I będą to robić aż do zatracenia celów takich jak dobro, bezpieczeństwo, prawda, rozwój i postęp, a wszystko to poświęcą dla władzy i brzęczącej monety. W świetle faktów dokonanych już na tej drodze, śmieszy postawa polityków z najwyższych świeczników. I szczerze mówiąc, gdyby nie to, że ta wypaczona polityka dotyka na koniec nas wszystkich, nie poświęcała bym temu zagadnieniu ani jednej minuty z mojego bezcennego dla mnie życia.

Niccolo Machiavelli

Dziś dowiedzieliśmy się od sędziów Trybunału Konstytucyjnego, że nie możemy liczyć na opiekę zdrowotną w Polsce. Od dziś każdy lekarz może odmówić podjęcia czynności zawodowych nawet w przypadkach nie cierpiących zwłoki. Może to zrobić, nie informując nas o tym, że właśnie zaniechał. Nikomu nie musi się z tego tłumaczyć. Ustawę o zawodzie lekarza i lekarza dentysty można wsadzić do niszczarki, w każdym razie rozdział traktujący o zasadach wykonywania zawodu lekarza, czyli od paragrafu 30 tego dokumentu. Bo rzecz dotyczy nie tylko zabiegów przerywania ciąży, in vitro, i wypisywania recept na środki doustnej antykoncepcji… Postanowienie TK w sprawie klauzuli sumienia będzie obowiązywało także wtedy gdy Kościół Katolicki sprzeciwi się transplantologii, badaniom nad genomem ludzkim, badaniom prenatalnym, a w przyszłości kto wie czego jeszcze. TK tym samym oddał nasze życie i zdrowie w ręce nieuprawnione, w ręce ideologów katolickich, którzy, jak wiadomo, zmieniają zdanie w różnych kwestiach, w zależności od aktualnej potrzeby i swoich interesów.

Jeżeli środowiska prolajferskie osiągną swój cel i dojdzie do klepnięcia ustawy bezwzględnie zabraniającej wykonywania zabiegów przerywania ciąży, to w połączeniu z klauzulą sumienia jak ją od dzisiaj można stosować, kobieta w Polsce podlegać będzie opresji i wykluczeniu z grona ludzkiego. Na powrót stanie się przedmiotem w obrocie towarowym jak drzewiej bywało i jak jest w krajach islamu. Polski katolicyzm zbliża się do filozofii mułłów islamskich w przedmiocie -kobieta z zawrotną prędkością, przy czynnym udziale naszych mężczyzn w ławach poselskich i rękami naszych kobiet w rodzaju pani Godek i Półtawskiej – brawo drogie panie – jesteście z siebie dumne? Powinnyście być, bo pozostałe kobiety, przynajmniej te którym iskrzy jeszcze na stykach raczej nie będą.

I uprzedzę tylko jeszcze tych, którzy czytając moją mowę oskarżycielską stwierdzą – E tam! Przesada! Nie będzie tak źle! Nie wszyscy lekarze to zdewociali idioci! Otóż drodzy oponenci – oceniając ten porządek prawny, postawiłam się w pozycji kobiety z dziury zabitej dechami gdzieś w Polsce B, która podlega przemocy domowej z rąk ślubnego, szwagier jest naczelnikiem miejscowego posterunku policji, jest na niej dokonywany gwałt małżeński co najmniej raz w tygodniu, nie może się wywikłać z zależności ekonomicznej, nie ma wykształcenia, za to ma już piątkę dzieci i zapada na zdrowiu… Jedzie więc 40 km od domu, do najbliższego ginekologa… A tu zonk – klauzulowy lekarz, sygnatariusz deklaracji wiary, mówi jej, że wszystko jest jak należy, nie ma powodu do niepokoju, nie musi robić żadnych badań, będzie co bóg zechce, wystarczy się gorąco i szczerze modlić… a szósty potomek będzie jak malowanie! Jeśli zapyta o tabletki, bo słyszała gdzieś, że są takie… dowie się, że są bardzo szkodliwe i że antykoncepcja to zabijanie nie narodzonych. Ta kobieta to też obywatelka mojego kraju i to o nią się martwię. Pozostałe także nie powinny musieć korzystać z pomocy obcych lekarzy – płacimy podatki, mamy zapewnioną opiekę zdrowotną w konstytucji i mamy prawo oczekiwać jej od naszych lekarzy.

rozpacz1

Strawiłam wiele czasu przeglądając opinie na temat klauzuli i deklaracji, przebrnęłam nawet przez opinię komisji etyki KEP w sprawie raportu komisji etycznej PAN, ale sensowny komentarz znalazłam dopiero na stronie Feminoteki. To jedyne środowisko, które dostrzegło sprzeczność między stosowaniem klauzuli a prawami człowieka, co zgadza się z moją osobistą optyką, przez którą oceniam to zagadnienie. To niebywałe, że tylu specjalistów i ekspertów w dziedzinie prawa , filozofii, etyki, humanistyki wreszcie, poświęciło swój czas, by wyjaśnić wszystkie wątpliwości i niepokoje, jakie wzbudza klauzula w dawnej postaci. I okazuje się dziś, że ten cały wysiłek intelektualny nie jest potrzebny przewodniczącemu TK, ani prezesowi Naczelnej Rady Lekarskiej, ani tym bardziej biskupom katolickim. Tamci wszyscy się mylą i tylko ONI mają licencję na stanowienie co jest a co nie jest słuszne. Tylko, że to jest, że posłużę się cytatem z Tischnera, prawda, cała prawda i gówno prawda. 

Poniżej przytaczam w całości głos Feminoteki.

Etycznie o klauzuli sumienia.

Klauzula sumienia jest od jakiegoś czasu jednym z ważniejszych tematów w polskich mediach. Można by pomyśleć, że temat każde kolejne słowo nie wnosi do dyskusji nic nowego. Jest wprost przeciwnie. Przypadek pacjentki profesora Chazana wywołał debatę, która od wielu lat „wisiała w powietrzu”. Sprawił, że temat który był zwykle ograniczony do feministycznych, czy szerzej- wolnościowych mediów, trafił do komercyjnych stacji i gazet. Ze względu na swoją drastyczność, przypadek ten spowodował uwolnienie masy krytycznej, zmusił opinię publiczną do zajęcia stanowiska. Niestety fakt, że już w listopadzie 2013 roku Komisja Bioetyczna PAN wydała oświadczenie, do którego nadal nikt się nie stosuje, burzy tą optymistyczną wizję.  Warto przypomnieć jego treść oraz treść teorii, rekomendacji i aktów prawnych działających na korzyść pacjentek w podobnych okolicznościach. W nadziei na to, że może w końcu zrobi się w Polsce bardziej „ludzko”.

Co mówi prawo

Europejska Konwencja Praw Człowieka w art. 9 ust.2 zakłada- w kwestii ekspresji światopoglądu, w tym przekonań religijnych, co następuje: „Wolność uzewnętrzniania wyznania lub przekonań może podlegać jedynie takim ograniczeniom, które są przewidziane przez ustawę i konieczne w społeczeństwie demokratycznym z uwagi na interesy bezpieczeństwa publicznego, ochronę porządku publicznego, zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób”. 1

Zapis ten oraz wynikające z niego ograniczenia wolności postępowania zgodnie z indywidualnie wyznawanymi wartościami są wyjątkowo istotne w kontekście stosowania przez lekarzy tak zwanej klauzuli sumienia. Przez klauzulę sumienia,w polskim prawie, rozumieć należy to, iż ” lekarz może powstrzymać się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, z zastrzeżeniem art. 30(sytuacji, w której zwłoka zagraża życiu lub zdrowiu pacjenta), z tym, że ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w podmiocie leczniczym oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej. Lekarz wykonujący swój zawód na podstawie stosunku pracy lub w ramach służby ma ponadto obowiązek uprzedniego powiadomienia na piśmie przełożonego.”2

Według standardów wyznaczanych przez konwencję ograniczeniom podlega takie uzewnętrznianie przekonań religijnych i/lub światopoglądowych, które- mówiąc ogólnie- ogranicza prawa i wolności innych osób. W przypadku powoływania się na konflikt sumienia jako uzasadnienia dla odmowy wykonania określonych świadczeń medycznych- przede wszystkim wykonania zabiegu aborcji w okolicznościach, w których jest ona prawnie dopuszczana, wypisania środków wczesnoporonnych, wykonania badań prenatalnych- można mówić co najmniej o utrudnieniu dostępu do świadczeń, naruszeniu autonomii oraz ograniczeniu prawa do zdrowia.

Problem nie jest znaczący do czasu, gdy lekarz bezzwłocznie kieruje pacjentkę do kolegi po fachu, którego sumienie rządzi się innymi zasadami, przy założeniu, że proporcja lekarzy odmawiających do pacjentek w potrzebie jest taka, że dostęp do świadczeń jest zapewniony. Jednak wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której z jakiegoś powodu 99% lekarzy ginekologów to katolicy pragnący korzystać z klauzuli sumienia, zaś 99% pacjentek w sytuacji dylematu, czy donosić uszkodzony płód, decyduje się na usunięcie ciąży. 3 Prawo w tych okolicznościach pozwala zarówno na aborcję, jak i na powołanie się na art. 39 i odmowę wykonania zabiegu, jednocześnie gwarantując obywatelom państwa dostęp do opieki medycznej. Realizacja świadczenia byłaby w takiej sytuacji znacznie utrudniona, z dużym prawdopodobieństwem wręcz niemożliwa. Pojawia się wobec tego pytanie jak uzasadnić wybór określonego postępowania.

Zapytać również należy, czy w samej ustawie O zawodach lekarza i lekarza dentysty nie ma możliwości podważenia prawa do powołania się na klauzulę w przypadkach analogicznych do przypadku pacjentki prof. Chazana. Otóż Art. 30 Ustawy mówi: „Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki”. Czy za taki przypadek można uznać sytuację, w której zwłoka oznacza brak możliwości legalnego przerwania ciąży, zaś donoszenie ciąży prowadzi do ciężkiego rozstroju zdrowia psychicznego ciężarnej kobiety? Prawdopodobnie jest to śmiała interpretacja, jednak czy niemożliwa?

Opinia Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN

Komitet Bioetyki przy PAN w swoim oświadczeniu wydał opinię w pełni zgodną z przytoczoną powyżej interpretacją Deklaracji Praw Człowieka,mianowicie: „Współczesne społeczeństwa demokratyczne uznają, że nie istnieje jeden powszechnie uznawany głos sumienia; że nie ma jednego, „właściwego” systemu przekonańmoralnych czy religijnych. Każdy ma prawo żyćwedług własnej wizji tego, co jest dobre i słuszne, o ile nie narusza to bezpieczeństwa publicznego, porządku, zdrowia lub moralności publicznej albo podstawowych praw i wolności innych osób. Ład demokratyczny opiera sięzatem na zasadzie szacunku dla pluralizmu wartości i światopoglądów, i gwarantuje każdemu prawo do wolności sumienia i wyznania. Prawo to zapisane jest we wszystkich międzynarodowych i europejskich dokumentach ochrony prawa człowieka. Na jego straży stoi także art. 53 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej”. Komitet dodatkowo wyraża opinię, ze państwo nie może wprowadzać rozwiązań prawych faworyzujących jeden system wartości, a tym samym zmuszać innych obywateli do działania niezgodnego z ich sumieniem.4

Prawa człowieka, prawa pacjenta, prawa lekarza.

Z praw człowieka wynikają zarówno prawa pacjenta jak i prawa lekarza. Wolność światopoglądowa dotyczy osób w obu tych rolach, podobnie zresztą wygląda sytuacja negatywnych konsekwencji: w przypadku pacjenta (tu raczej pacjentki) konsekwencje mogą być związane z uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym i psychicznym, w przypadku lekarza konsekwencją mogą być negatywne doznania psychiczne związane z naruszeniem norm wynikających z wiary/ głębokich przekonań moralnych.

Zdaniem Lazari- Pawłowskiej etyka zawodowa lekarza, jak również związana z nią rola społeczna, oparta normatywnie o kodeks etyki lekarskiej jest etyką skupioną na dobru pozaosobistym, jest zbiorem norm stojących na straży tego właśnie dobra. „Z faktu przyjęcia zasady nakazującej zabieganie o cudze dobro, jako pewnego kryterium wyznaczania działania moralnego, nie wynika zgodny charakter poszczególnych etyk zawodowych. Od niektórych grup zawodowych, na przykład lekarzy, wymaga się maksymalnego dbania o cudze dobro, od innych natomiast, aby oprócz własnych interesów mieli na uwadze także pomyślność innych”5.

Nie jest ona odosobniona w poglądzie, że od osób wykonujących zawód lekarza mamy prawo wymagać „więcej”. Z podobnych założeń wychodzi australijski bioetyk Savulescu twierdząc, że osoba decydująca się na pełnienie tak odpowiedzialnej funkcji jak zawód lekarza powinna mieć świadomość tego, jakiego rodzaju czynności, dozwolone prawnie, mogą być od niej wymagane. Na tej podstawie powinien przyszły lekarz podejmować decyzję o tym, czy chce i czuje się na siłach wchodzić w tą rolę. Aborcja w pewnych ustawowo określanych okolicznościach jest w Polsce legalna.

Zarzutem, który często się pojawia w tym kontekście jest dość oklepany argument z nazistowskich praktyk, lekarz ma prawo odmówić wykonania niemoralnej czynności medycznej. Również argument z tak zwanej równi pochyłej, zakładający, że pozwolenie na usuwanie uszkodzonych płodów lub ciąż będących wynikiem czynności zakazanej, otwiera furtkę dla nadużyć.

Nie należy jednak zapominać, że o wolności światopoglądowej mówimy w systemach demokratycznych, otwartych. W systemie zamkniętym, gdzie cała rzeczywistość jest zdominowana przez jeden, odgórnie nadany system wartości, zapis o autonomii przejawiającej się w wolności sumienia był by bezsensowny, bo niemożliwy do zrealizowania. Ma on rację bytu tylko w rzeczywistości, która zakładając świeckość i pluralizm światopoglądowy, przyjmując Konwencję Praw Człowieka6, stara się zapewnić pokojowe współistnienie wielu równoważnych stanowisk, przy zachowaniu podstawowych zasad, pozwalających każdemu członkowi społeczeństwa na realizowanie swoich wartości tak długo, jak nie szkodzi to dobru innych i/lub wspólnemu dobru.

Możliwość odmowy wykonania świadczenia zgodnego z prawem ( wcale nie liberalnym), w imię wartości wyznawanych przez przedstawicieli i przedstawicielki jednego tylko wyznania, może nosić znamiona dokładnie takiego samego działania, jakie zarzuca przeciwnikom klauzuli sumienia.

Czy można nie skierować?

Abstrahując od tego, czy w ogóle zasadne jest, by lekarze mieli możliwość powoływania się na klauzulę sumienia, należy zwrócić uwagę na jej ustawowe sformułowanie. Lekarz, powołując się na klauzulę sumienia ma obowiązek spełnić wszystkie jej wymogi. Art. 39 Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, regulujący postępowanie w wypadkach konfliktu sumienia, który przytoczyłam w pierwszym akapicie, składa się z dwóch części: części dającej lekarzowi pewien przywilej- możliwość odmowy wykonania świadczenia, oraz fragmentu, który nakłada na lekarza pewien obowiązek- konieczność wskazania miejsca, w którym świadczenie zostanie udzielone. Chcąc skorzystać z przywileju odmowy, trzeba wziąć na siebie obowiązek wskazania. Części te nie funkcjonują rozdzielnie. Brak jednak określonych procedur, które pozwalały by na pociągnięcie do odpowiedzialności lekarzy traktujących ten artykuł połowicznie stwierdzając, że wskazanie osoby, która udzieli świadczenia za nich również jest niezgodna z ich sumieniem ( na marginesie warto zadać pytanie, czy można uznać działanie innych osób za niezgodne z własnym sumieniem)7. Doprecyzowania wymaga sformułowanie wskazać realne możliwości uzyskania świadczenia występujące w przytoczonym Art. 39. Nie wiadomo bowiem co dokładnie lekarz powinien zrobić, jak dalece w jego gestii leży zapewnienie pacjentce otrzymania świadczenia- czy wystarczy wskazać lekarza, o którym krąży pogłoska, iż wykonuje legalną aborcję, czy należy z tym lekarzem się skontaktować i zapewnić pacjentce miejsce w oczekiwanym przez nią terminie. Doprecyzowanie tej kwestii mogło by rozjaśnić całą procedurę i zakończyć bezkarność lekarzy, która niestety jest powszechnym zjawiskiem (miejmy nadzieję, ze budujące zakończenie sprawy prof. Chazana stanie się początkiem zmian, niemniej przejrzystość wymogów może te zmiany ułatwić).

Postulaty…

Wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawach przeciwko Polsce odzwierciedlają skalę problemu nieprzestrzegania praw reprodukcyjnych w naszym kraju. Jednym z czynników umożliwiających te nadużycia są braki systemowe i proceduralne w praktycznym zastosowaniu prawa. Ważnym krokiem na drodze do poprawy tej sytuacji jest uzupełnienie tego braku, poprzez doprecyzowanie ustawowych definicji określonych obowiązków i wprowadzenie zewnętrznych komisji etycznych czuwających nad ich respektowaniem. Warto zdać sobie sprawę z tego, ze dopóki dochodzi do łamania praw człowieka w ramach obecnego systemu prawnego, ciężko postulować jego liberalizację. Jak również z tego, że ryzyko nadużyć dotyczy nas wszystkich w równym stopniu. Klauzula sumienia nie dotyczy tylko aborcji.

Miejmy nadzieję, że na fali masy krytycznej przetaczającej się przez Polskę uda się wyegzekwować choć ten jeden postulat.

/Olga Plesińska/

Źródła:

  1. Europejska Konwencja Praw Człowieka, online: online: http://www.echr.coe.int/Documents/Convention_POL.pdf

  2. Ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty, online: http://cd.pl/ifn

  3. Ustawa O Planowaniu Rodziny online: http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19930170078

  4. M. Olech, Ija Lazari- Pawłowska w obronie etyk zawodowych, SSF, nr 5 2005, online: www.ssf.apsl.edu.pl/baza/wydawn/ssf05/olech.pdf

  5. J. Savulescu, Conscientious objection in medicine, British Medical Jurnal, vol.332, No.7536 (Feb.4,2006)

  6. I. Kowalska, K. Chludzińska, Etyczne problemy praw reprodukcyjnych w Polsce w oparciu o orzecznictwo Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ( dzięki uprzejmości Autorek)


1Europejska Konwencja Praw Człowieka

2Ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty z 5 grudnia 1996 roku.

3W nawiązaniu do Savulescu, str. 296

4Stanowisko Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN

nr 4/2013 z dnia 12 listopada 2013 roku w sprawie tzw. klauzuli sumienia: tu/110-stanowiska-komitetu-bioetyki-przy-prezydium-pan-nr-4-2013-z-dnia-12-listopada-2013-roku-w-sprawie-tzw-klauzuli-sumienia

5Za: M.Olech, Ija Lazari- Pawłowska w obronie etyk zawodowych,str. 69

6 Europejska Konwencja Praw Człowieka, art. 18 o granicach stosowania ograniczeń praw: „Ograniczenia praw i wolności, na które zezwala niniejsza Konwencja, nie będą stosowane w innych celach, niż te, dla których je wprowadzono. „

7 I. Kowalska, K. Chludzińska, Etyczne problemy praw reprodukcyjnych w Polsce w oparciu o orzecznictwo Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu

bratkowski

List otwarty pod lupą

Bardzo szanuję Pana Stefana Bratkowskiego. Szanuję go od czasu stanu wojennego kiedy to po raz pierwszy usłyszałam o nim, a to przy okazji jego listu otwartego do… .Niestety nie pamiętam do kogo był adresowany, ale pewnie także do mnie, bo odebrałam go bardzo osobiście, nawet wzruszyłam się, bo zaczynałam wątpić czy ktokolwiek widzi i czuje tak jak ja, a jeśli jestem z tym sama to znaczy, że jestem co najmniej dziwna, żeby nie powiedzieć szurnięta i pozbawiona racji jakiejkolwiek. Przecież miałam dwadzieścia lat, żadnego doświadczenia, nawet jeszcze nie czułam się obywatelem. Ale obserwatorium to mój stan naturalny od zawsze i jakieś zdanie na temat sytuacji w kraju miałam. Wtedy  pełne porozumienie z Panem Stefanem Bratkowskim przyniosło mi ulgę i podniosło upadającego ducha.

okrągły stół

Dziś, kiedy przygotowywałam się do tej publikacji, szukając tamtego listu otwartego w przeglądarce Google, stwierdziłam, że Stefan Bratkowski jest autorem wielu ważnych listów otwartych, że pisze je w ważnych sprawach państwa i adresuje wprost do odpowiednich gremiów… . Poraził mnie szczególnie list w sprawie ustroju mediów publicznych. Koniecznie powinniście go przeczytać. Są tam rzeczowe argumenty i słuszne sugestie, a także diagnoza czym stały się media po transformacji…tekst, dla mnie dołujący, bo choć wiedziałam, że jest bardzo źle, to jednak czym innym są zwykłe moje obserwacje, a czym innym zderzenie z twardymi faktami.

list otwarty S. Bratkowskiego 2009

Najnowszy głos Stefana Bratkowskiego – krótki, treściwy i samo gęste – przeczytałam łapczywie i bezkrytycznie. Potem wysłuchałam jeszcze dyskusji na ten temat, w programie red. Żakowskiego i trochę mnie zaskoczyło, że panowie umiarkowanie się nim przejęli i poszukali uspokojenia w opinii Pani Henryki Bochniarz. Kolejne czytanie przepowiedni Bratkowskiego powoduje, że gdzieś rodzi się we mnie sprzeciw wobec niektórych stwierdzeń. I chociaż ogólnie podzielam pogląd i dość katastroficzną wizję przyszłości Polski, to jednak muszę się odnieść do tych sformułowań, z którymi się nie zgadzam.

Nasze państwo, nasza cywilizacja i demokracja dalekie są od ideału. Rządzący czasem coś partolą. Ale ta cywilizacja jest naszą cywilizacją – jak ją zrobiliśmy. Oni chcą obalić, zniszczyć to państwo ze wszystkimi jego strukturami, wymienić urzędników prawie do czysta. Zwolnią wszystkich pracowników radia i telewizji – kilkuset – jak to już raz zrobili. Wymienią skład prokuratur i sądów, zmienią ich ustrój, żeby wszystko kontrolować. Już raz to robili, tyle że nie zdążyli do końca. Przejmą władzę nad policją i wojskiem. Żeby miał kto pacyfikować zamieszki!

” demokracja daleka od ideału” delikatnie mówiąc – a dosadnie – brak demokracji, brak komunikacji między społeczeństwem a rządzącymi, nieczynne narzędzia demokracji bezpośredniej takie jak petycje, inicjatywy oddolne ustawodawcze, bardzo niska frekwencja wyborcza, brak debaty publicznej z udziałem kompetentnych gremiów eksperckich itd… Trybunał Konstytucyjny zdominowany przez ludzi służących kościołowi a nie stojących na straży Konstytucji i jej postanowień, upolitycznione media, zideologizowana edukacja, brak edukacji społecznej – to tylko niektóre przejawy patologii w naszej demokracji- faktycznie dalekiej od ideału…

„Rządzący czasem coś partolą” – czasami?!! To bardzo łagodna ocena. Moja jest inna. Rządzący doznają paraliżu decyzyjnego z powodu toksycznego związku z „ołtarzem”. Stracili powagę, ośmieszają się i to nie tylko rządzący akurat , ale wszystkie opcje, bez wyjątków – obserwuję to od trzech dekad i jest tylko coraz gorzej. Panie Stefanie skąd tak łagodna ocena? Zadziwia mnie to, ale pewnie mi Pan nie odpowie.

Najbardziej jednak nie potrafię przyjąć stwierdzenia, że : „ Ale ta cywilizacja jest naszą cywilizacją – jak ją zrobiliśmy.” Jeśli autor miał na myśli tych co rządzą i mieli wpływ na decyzje – to zgoda. Ale jeśli próbuje wmówić nam wszystkim, że jesteśmy autorami naszej rzeczywistości, my wszyscy, obywatele, to muszę wstać i powiedzieć swoje votum separatum.

 1. To nie my sprzedaliśmy pod stołem świeckość państwa, to nie my wprowadziliśmy religię do szkół i to nie my szczodrą ręką płacimy katechetom z naszych podatków.

2. To nie my wytyczyliśmy liberalny i neoliberalny kierunek przemian gospodarczych. To nie my zrujnowaliśmy kluczowe gałęzie gospodarki i nie my jesteśmy bohaterami tych wszystkich afer gospodarczych. To nie my jesteśmy beneficjentami reprywatyzacji i prywatyzacji. To nie my ustanowiliśmy komisję majątkową i nikt nie słuchał i nadal nie chce słuchać naszego sprzeciwu…

3. To nie my wprowadziliśmy zasadę, że każda działalność ludzka ma się sama utrzymać i generować zysk – przez co skomercjalizowała się kultura, lecznictwo, szkolnictwo, gospodarka komunalna, przewozy regionalne itd…

Ktoś powie, że oczywiście, że mieliśmy wpływ, bo przecież są wybory, więc wybraliśmy sobie tak a nie inaczej… I wtedy także powiem, że to nadużycie, bo demokracja u nas nie istnieje, a dlaczego? Patrz wyżej… Że mogliśmy się zbuntować, wyjść na ulice?  Że co proszę? Jakie my!?? Nie ma żadnego MY! Zostaliśmy podzieleni, dostaliśmy numerek, ksywkę, znaczek – cokolwiek – i stoimy tam gdzie nas ktoś zaszufladkował. Zawsze kiedy optuję za dobrem społecznym, albo za dobrem pojedynczego obywatela, gdy staję w jego obronie dowiaduję się, że jestem lewacką k…..ą.

Dlaczego na to pozwoliliśmy? Bo ufaliśmy? Bo wydawało nam się po 89 roku, że nasi wiedzą co robią, że nie sprzeniewierzą się dobru społecznemu, że uszanują społeczeństwo i będą działać w zgodzie z jego interesem?

Myliliśmy się. Wprawdzie przemiana ustrojowa odbyła się bezkrwawo, ale ostatni punkt każdej rewolucji jest taki sam – w przeręblu, na powierzchnię wypływają bobki. Od wielu lat patrzymy na te bobki i wybieramy raz żółte, raz zielone, a raz brązowe – ale to wciąż nie jest wybór – to wciąż jest próba szacowania zła- większego lub mniejszego, zależy kto szacuje, z jakiego punktu siedzenia. Jest 30% społeczeństwa, które nie szacuje, które jest posłuszne i wierne. To oni zdecydują za tych, którzy zniesmaczeni sceną polityczną, nie ruszą się z domu w dniu wyborów. I to oni dyktują nam od lat swoje warunki. Można więc powiedzieć, że mamy dyktaturę bezmyślnego elektoratu, na który składa się te 30% posłusznych jedynej opcji i cała reszta milcząca.

Polską rządzono i nadal rządzi się ponad naszymi głowami. Mamy w kraju różne światy – świat warszawki, świat toruńskiej rozgłośni, Polskę A i B. Według innej siatki Polska dzieli się na uprzywilejowany świat lobbystów, dużego biznesu, polityków, hierarchii kościelnej, korporacji, bankowości, czyli świat beneficjentów neoliberalnej gospodarki rynkowej i świat planktonu czyli drobny biznes, budżetówka,  mniejszości i strefa biedy, czyli ofiary tej samej gospodarki… Można Polskę dzielić wzdłuż i wszerz, po przekątnej, w pionie i w poziomie… Jak kto chce i w zależności do jakich celów potrzebuje tego podziału. Jedno zaś jest pewne – nie stanowimy na obecną chwilę spójnego narodu, ani nawet nie jesteśmy zaczynem zdolnym tworzyć społeczeństwo obywatelskie.

Do jakiego więc mrowiska Bratkowski wrzuca wiązkę granatów,  mówiąc o dekonstrukcji państwa? Zastanawiam się głośno. No bo tak: ja już dostałam po głowie – ustrój gospodarczy zredukował mnie do roli planktonu, kościół wlazł mi we wszystkie części intymne, siedzi pod moją kołdrą, wydziera się dzwonami co niedzielę, i zmusza do wysłuchania kazania, przez co poranna kawa jest niestrawna. Zajmuje niemal całą przestrzeń publiczną, irytując prymitywnym przekazem. Na szczęście nie może już skrzywić moich dzieci, bo w samą porę dorosły i uciekły z tego piekła.

Czy autor sugeruje, że może być jeszcze gorzej? Kolejne przesunięcie granic absurdu? Tym razem będzie to dzieło prezydenta i prezesa? Cóż, wszystko jest możliwe w kraju nad Wisłą. Naprawdę nic już mnie nie zdziwi. Czy powinnam się martwić, że zrobią czystki w mediach, wymiarze sprawiedliwości, szkolnictwie, kulturze, uczelniach wyższych? Czy powinnam drżeć z powodu przejęcia kontroli nad wszystkim? Ja mogę się martwić i nawet drżeć mogę, ale to nie wpłynie na tych, a jest ich wielu, którzy będą się z tego cieszyć.

Nie zmartwi ich jeśli wylecą dzisiejsi animatorzy mediów publicznych, ani  że parę papug ktoś oskubie z piór, ewentualnie jakiś utytułowany profesor, co stosuje nepotyzm i zachowuje się jak nadzorca w prywatnym folwarku, poleci ze stołka – Polacy lubią jak innym się dostaje. To nacja zawistnych i zawziętych chłopów pańszczyźnianych, którzy zamieniwszy chodaki na lakierki, zapomnieli wytrzepać słomę z między palców. Sama pochodzę w prostej linii od chłopa pańszczyźnianego, wiem co mówię.

Nie zgadzam się z taką postawą, ale widzę ją wszędzie… I wobec powyższego to ostrzeżenie może obejść jedynie tych, których bezpośrednio dotyczy. Na wyobraźnię zbiorową społeczeństwa bym raczej nie liczyła, a już na pewno nie na to, że to społeczeństwo ujmie się i piersią własną zasłoni. Formatowane przez polityków i media przez ćwierć wieku, zostało wyposażone w język nienawiści, jakim posługują się politycy, a także w zestaw fałszywych argumentów tego samego pochodzenia. I poza wszystkim to społeczeństwo lubi nie tylko rytuały kościelne ale także igrzyska, myśleć nie chce i nie potrafi zobaczyć skutków działania partaczy. Nie Panie Stefanie – na społeczeństwo zdecydowanie bym nie liczyła.

A zatem, wracając do wieszczych sentencji Stefana Bratkowskiego – to co dziś zapowiada, czyli :

Parę lat temu ostrzegałem. Ale dziś to nie ostrzegawcze iluzje. Sami to zapowiedzieli. Nie łudźcie się. To ma być koniec tego państwa, naszej cywilizacji. I nic nie ma wrócić, to nie plan jakiegoś ustroju przejściowego. Można to wyczytać w planach ideologa nowego państwa. Dosłownie w takich planach, jak tu rysuję. Ciepła woda nie popłynie z kranów, nawet w przenośni. I nie wyobrażajcie sobie, że to minie. Ma nie minąć właśnie.

…jak dla mnie, z mojego punktu widzenia i siedzenia jest już faktem . Z mojego kranu już dawno nie płynie ciepła woda, nawet się już przyzwyczaiłam i nie oczekuję ze nagle popłynie.

Miałeś, chamie, złoty róg, Miałeś, chamie, czapkę z piór. Czapkę wicher niesie, Róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur

Nie nawołuję do walki z nimi. Są wśród nich moi dawni przyjaciele. Jeden chce wieszać, drugi chce przeczekać, bo „chrześcijaństwo zabijało, a przeszło jednak na cywilizację”. Trzeba ich nawrócić. To nasi współobywatele. Tylko z innej cywilizacji. I to krąg psujów, może nam się nie ostać nawet sznur. Jeśli tego sami chcecie, nie ma rady

Rozumiem, że nie nawołuje do walki z nimi, bo to znajomi? Cóż to za argument?

Kto ma ich nawracać? Wyborcy? Jacy? Ten żelazny elektorat PIS-u? On nie słucha nikogo poza Radiem Maryja, internetu nie tyka, jest odcięty od innych źródeł informacji.

Reszta wyborców? Ten wkurzony elektorat oszukanych przez PO? Wolne żarty!

I nie uprawnione jest to rozkładanie rączek na koniec – „ Jeśli tego sami chcecie, nie ma rady” – to brzmi jak spychologia… Nie zgadzam się z takim przesunięciem odpowiedzialności, bo jest ona po stronie elit rządzących, które stworzyły przestrzeń na nonsens katolicki, zniszczyły tym samym język poważnej debaty, a także zdradziły społeczeństwo odcinając je od edukacji obywatelskiej.

***

Prawdopodobnie czynni wyborcy ubiorą ten kraj w DUPOPIS, polityka europejska  jakoś upora się z tym infant terible i przemieli nas na swoje potrzeby, Putin dogada się z Obamą i jakoś podzielą między siebie strefy wpływów… Osobiście bardziej obawiam się, że w tym morzu niekompetencji, złości, pośród przepychanek i dbałości o własny koniec nosa, zjednoczona Europa wpuści TTIP do naszego domu, co zakończy w zasadzie wszelkie spory, zniszczy ostatecznie demokrację, a nas uczyni niewolnikami korporacji. I ten temat bardziej mnie elektryzuje niż wizja Polski pod rządami „psujów”, bo do partactwa politycznego w Polsce już przywykliśmy, a bankructwo państwa to coś zupełnie nowego.

goose-178143_1280

Nagroda Darwina dla KK w Polsce

Abp Jędraszewski na Jasnej Górze

Miesiąc temu abp Jędraszewski:

-W imię neutralności światopoglądowej przeprowadzana jest ateizacja naszego narodu. To próba odcięcia nas od korzeni, a przecież każda roślina odcięta od korzeni jest skazana na śmierć – mówił abp Marek Jędraszewski na Jasnej Górze, podkreślając przy tym, że nie zrozumie się Polski bez chrześcijaństwa, ani bez krzyża.

BTW ; Tak dla ścisłości – abp Jędraszewski robi w tym jednym zdaniu dwa nadużycia erystyczne – ateizacja naszego narodu? Jakiego waszego? Nie ma czegoś takiego! Jest naród polski. I drugie nadużycie to stwierdzenie, że nie rozumie się Polski bez chrześcijaństwa? Czyżby? Ja nigdy nie miałam z tym problemu.

ale do rzeczy; To co twierdzi Jędraszewski brzmi jak brzmi, może jednak jest w tym ziarno prawdy, albo nawet cała prawda? Sprawdźmy czy  możliwy jest przewód logiczny skojarzenia neutralności światopoglądowej z procesem ateizacji narodu.

Neutralność światopoglądowa to ustalenie pewnego modelu relacji między państwem a światopoglądem czyli także religią, a wyraża się doktryną polityczno-prawną stojącą na gruncie oddzielenia tego co wyznaniowe od tego co wyraża władzę świecką.

Geneza pomysłu na neutralność światopoglądową sięga rewolucji francuskiej (1789) i pierwszej poprawki do Konstytucji USA(1791).

Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 roku wyraża tę zasadę w artykule 25 ust.2, gdzie czytamy, że władze publiczne są bezstronne religijnie, światopoglądowo i filozoficznie, co oznacza jednocześnie, że obywatel ma takie same prawa i obowiązki bez względu na wyznanie i światopogląd – i tu proszę zwrócić uwagę na to, że aby obejść zasadę neutralności światopoglądowej państwa, kościół musiał znaleźć inną drogę by narzucić całemu społeczeństwu swoją doktrynę katolicką. Kiedy każdy obywatel bez względu na wyznanie i światopogląd konfrontuje się z zasadą równości obywateli? No jasne! Wtedy, gdy staje przed prawem stanowionym przez to państwo!

Dlatego też KK w Polsce, chcąc jednak narzucić swoją doktrynę wszystkim obywatelom, usilnie zabiega i używa najmocniejszych argumentów, łącznie z ekskomuniką, w stosunku do tych parlamentarzystów, których wspierał w kampaniach wyborczych, i którzy rzecz jasna podkreślali przy każdej okazji jaki wyznają światopogląd, co już samo w sobie było i nadal jest nadużyciem wobec Konstytucji i obywateli / obywatelek oraz przekłada się bezpośrednio na styl uprawiania polityki w Polsce.

bohdanowicz_20_d

Ergo, KK wypracował sobie metodę nacisku na swoich parlamentarzystów i tą drogą majstruje w ustawach, blokuje umowy międzynarodowe, konwencje i stara się nie dopuścić np. do zmiany kulturowej, poprawy poczucia bezpieczeństwa kobiet polskich, mniejszości etnicznych i seksualnych, za to chętnie popiera ubój rytualny, a w przyszłości kto wie? Może poprze gorliwie kamienowanie kobiet w mniejszości muzułmańskiej?

BTW tak dla przypomnienia przewodniczący TK został uhonorowany krzyżem zasługi dla państwa watykańskiego za oddane …usługi temu państwu. No coment for this …

A teraz zastanówmy się kto łamie tak naprawdę ustalenia konstytucyjne.?

Obrońcy KK powiadają – kościół ma prawo, a nawet obowiązek głosić swoją prawdę, doktrynę i dążyć do własnych celów, ma to zagwarantowane konstytucyjnie oraz w konkordacie. Powiem tak: gdyby KK w Polsce dotrzymywał umowy konkordatowej nie byłoby tak źle jak jest, ale kościół ustawicznie łamie postanowienia tego dokumentu to po pierwsze.

Po drugie błędnie założył, że wszystkie owieczki biorące udział w rytualnej części życia religijnego, to z automatu jednostki bierne, bezmyślne i pogodzone z regułą posłuszeństwa, zapominając jakby, że ta reguła dotyczy jedynie duchownych.

I po trzecie najważniejsze- KK w Polsce najpierw porzucił swoich wiernych, stracił ich z oczu, wyrzucił z serca, i szparko zabrał się do zarabiania pieniędzy, gromadzenia kapitału, nieruchomości i ziemi, korzystając z niesłychanie uprzywilejowanej pozycji jaką dostał w prezencie od pierwszego rządu po wyborach 1989 roku.

Potem nastąpiła fala doniesień o przestępstwach gospodarczych, korupcji w łonie kościoła oraz karnych, takich jak znęcanie się nad dziećmi w sierocińcach, domach dla niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie, przypadkach molestowania i pedofilii – dużo tego było… dla wielu – za dużo. Do tego władze kościelne nie zachowały się wobec tych doniesień w sposób akceptowalny przez wiernych. Krótko mówiąc- zamiatały wszystko pod przysłowiowy już dywan.

Wreszcie kolejnym nadużyciem wobec tego narodu, a osobliwie wobec kobiet polskich, była inicjatywa pani Półtawskiej … no dobrze ktoś powie – ta pani to osoba świecka! No i co z tego – odpowiem! Jest zbyt drobną kobietą, by nie widać było tej całej kościelnej wierchuszki jaka się za nią schowała. Rozmawiajmy poważnie – nikt w Polsce nie kupi takiej gadki. Była przyjaciółka JP2, doradzała mu w kwestiach dotyczących kobiet w kościele katolickim. Nikt mi nie powie, że to nie jest istotny fakt.

Doktor

Wysmarowała deklarację wiary lekarzy, a potem posypały się głosy z innych kluczowych sektorów – nauczyciele chcieli mieć deklarację, farmaceuci, aktorzy, sędziowie…itd… wszystko poszło w absurd. Ludzie zapomnieli, że pełnią ważne funkcje publiczne w świeckim państwie, które gwarantuje wszystkim obywatelom konstytucyjną neutralność światopoglądową!! I stało się coś jeszcze gorszego – obywatele stracili poczucie bezpieczeństwa, a to z tego powodu, że uświadomili sobie, że nawet jak lekarz nie ma napisane na czole, że jest sygnatariuszem deklaracji wiary, to może nim być i działać zgodnie z tym paradygmatem o nienaruszalności ciała ludzkiego bo tylko bóg może sobie na to pozwalać,…itd

Zatem będę twierdzić, że KK sprawił, że wielu polaków poczuło się dziwnie we własnym kraju, w kraju w którym duchowni z najwyższego pionu oświadczają, że nie obowiązuje ich prawo stanowione tylko boskie – cokolwiek to znaczy… I żeby nie było to tylko buńczucznym wymachiwaniem gołosłowiem – oni faktycznie nie podlegają prawu. kropka. Taki stan rzeczy ośmiesza  państwo , ludzi odpowiedzialnych za to trzeba szukać wśród parlamentarzystów, przywódców wiodących partii politycznych, ale także wśród katolików, którzy legitymizują nadal taką sytuację, nie zadają pytań, nie wymagają odpowiedzi.

Wracając do tezy abp Jędraszewskiego – masz on rację – wymóg neutralności światopoglądowej ostatecznie przyczynia się do ateizacji narodu, ale też bij się pan w klatkę i zauważ, że dzieje się to na wyraźne kościoła życzenie, bo jak mam rozumieć postępowanie hierarchów, wymuszających od polityków ich deklaracje wiary i wierności doktrynie katolickiej, jak mam rozumieć mowę nienawiści i stygmatyzację grup społecznych, jak rozumieć całość polityki wobec kwestii kontroli rozrodczości kobiet w Polsce?

To wszystko co właśnie wymieniłam to jest jedna, wcale nie subtelna, a wręcz nachalna PRZEMOC wobec tego narodu. I pan ma czelność stawać na mównicy, w najważniejszym miejscu kultu katolików polskich i narzekać, że ateizacja w tym kraju postępuje w zastraszającym tempie? No sorry Winnetou – taki zrobiliście klimat – kto sieje wiatr ten zbiera burzę – kto mieczem wojuje od miecza ginie sam.

królKościółkatolicki

Jaki mieliście problem z pozostaniem formacją służebną wobec narodu, który was utrzymuje, gości na naszej ziemi i otacza szacunkiem, że upadliście tak nisko i poszli za przykładem ojca dyrektora z Torunia, za mamoną, za chciwością i nienasyceniem oligarchicznym, co się stało, że zdradziliście boga Jahwe dla bożka neoliberalnej gospodarki rynkowej?

To pytania retoryczne. Stało się to co zwykle – nie pierwszy to raz się dzieje. Poczuliście się pewnie i zrobiliście użytek z głupoty, dobroci, naiwności i upodobania do tradycji – ulepiliście z tego tworzywa ideologię obleganej twierdzy , a następnie wymusiliście wszystko na czym wam zależało. Teraz spadacie po równi pochyłej, ale niestety będziecie mieli jak zwykle miękkie lądowanie, niczego was to nie nauczy, historia zatoczy koło.

A teraz oddaje głos komentatorom, ludziom, którzy przeczytali notatkę z wystąpienia na Jasnej Górze. Tylko kilka tych, moim zdaniem, reprezentatywnych:

pimpao

W imię neutralności światopoglądowej mamy konkordat, lekcje religii od przedszkola i religijnie podyktowane zapisy w prawie, a biskupi układają podstawę programową i opiniują podręczniki dla „świeckich” szkół. W imię tej neutralności dotujemy KK na kilka miliardów rocznie, a na kolejne setki miliardów rozdaliśmy im majątków. 

Badania genetyczne dowiodły jasno, że Polacy, ten naród ta haplogrupa jest na tych ziemiach już około 10 tyś lat. Tak więc tysiąc lat okupacji watykańskiej, nie powinno mieć znaczenia. W jednym tylko ten kłamliwy cap ma rację. Naród polski jest naznaczony krzyżem, to symbol zaborcy, oprawcy i złodzieja, oraz biedy i głupoty jakiej jest sprawcą.                                             

Zbigniew 

Im więcej ten człowiek mówi, tym szybciej następuje ateizacja. Tak trzymać.

harimau666

ale jak w imię niewidzialnego bóstwa jest przeprowadzana krucjata religijna i watykanizacja to jest ok. obłudny krętaczu…??

posiadanie światopoglądu innego niż katolicki to dla was zagrożenie ale jakoś dziwnym trafem tylko w tym polskim grajdole z którego zrobiliście bagno kołtuństwa i nieuctwa.
zatem wypad do Watykanu jak się wam nie podobają konstytucyjne prawa bo cosik mi się widzi,że ta gadka jest zapowiedzią gmerania w Konstytucji łapami kato-prezydenta i pisu.
obym się mylił.

precz_z_komunia

Krzyż to symbol totalitaryzmu i mordowania Polaków!

Powinien być tak samo zabroniony jak swastyka oraz sierp i młot!

jezierskiadam

Lawiny, która ruszyła, zatrzymać się nie da.

Biskupi walinie przyczynili się do rozkręcenia procesu ateizacji narodu polskiego …-:)))

waclawa_obrotna

Biskupich bredni komentować nie ma sensu, bo jak tu polemizować z grepsami o „zanurzeniu w krzyżu polskiej historii”, pytyjskim bełkotem albo truizmami o roślinach, które umrą, jeśli je odciąć od korzeni – choć tutaj akurat można by wnioskować, że kościół umiera, bo się od swoich korzeni odciął 🙂

Mam natomiast całkiem poważne pytanie do redakcji: dlaczego mówicie kościelnym żargonem? W słowniku języka polskiego PWN próżno szukać sformułowania „msza święta” (co dopiero pisanego wielką literą!). Jest „msza” – może więc PT żurnaliści Tokefemu zaczną pisać poprawnie po polsku, nie po kościelnokatolicku!

lukasz_patrykus

nikt tak udanie nie ateizuje Polaków jak KK, a z tą próbą odcięcia nas od korzeni to się wielebnemu coś pomyliło – nic tak nas, Słowiańskiego narodu z Północy Europy, nie odcięło od korzeni jak przywieziona z bliskiego wschodu w „teczce” wiara żydowskich plemion pustynnych w boga zwanego przez nich Jahwe

 
malpa-z-paryza

po 5 latach prezydentury, prezydenta na cztery litery oraz jego kumpli z PiS, Polska moze stac sie wrescie wolna od KK!

pan.szklanka

Precz z ateizacją! Cieszę się, ze są jeszcze tacy ludzie jak Abp Jędraszewski, którzy upominają się o uznanie pastafarianizmu. Durszlak na drogę księże arcybiskupie!

zmieniesobielogin

Nie, laleczko w damskich ciuchach. Nie ateizacja. Wierzący po prostu powolutku idą sobie do protestantów bo dopiero TAM mają poczucie, że FAKTYCZNIE szanuje się Słowo Boże. Co ciekawe – nie ma sprzeczności ze świeckim państwem. Z wywaleniem w niebyt konkordatu czarną sekta i powrotem do lekcji matematyki i fizyki (tudzież biologii) Zamiast sekciarskiego prania mózgów. A jeszcze ciekawsze – ateistom i tak to zwisa, a protestantom NIE PRZSZKADZA NIJAK, że ateistom to zwisa…

okoni

Chciałbym tylko przypomnieć temu panu arcybiskupowi że ta jego chrześcijańska roślina o ktorej mówi,została tu zasiana 1050 lat temu nie na ziemi jałowej, lecz na pięknej i ciekawej kulturze. Wiara którą posiadali nasi pradziadowie została wypalona ogniem i wycięta mieczem. Wypisz wymaluj ISIS, albo będziesz z nami albo będziesz trupem.

margo_lyson1963

PIS najlepszym narzedziem do dechrystianizacji Polski tak trzymac ksieze biskupie idzcie dalej ta droga pod reke z PISEM….ateisci nic nie musza robic w tej mater

salsolo.4

„Nasza historia jest przepełniona świadectwami tych, którzy broniąc chrześcijaństwa, bronili naszego kraju”

Tak tak. Targowica była tego przykładem

I coś specjalnego na deser :

kozaznostra

Wszyscy którzy plujecie na kościół katolicki jesteście Zakompleksieni,Zakłamani, Żałośni !!!! bo nie daj Boże ,jak pojawi sie w przyszłości zagrożenie dla naszego kraju w postaci Wojny z Rosją lub innego zagrożenia, min. islamskich terrorystów pod postacią imigrantów!!! To wtedy niezależnie czyś wierzący czy ateista będziesz klęczał w kościele i odmawiał RÓŻANIEC, bo przed Panem Bogiem każde kolano się zgina,Bo jak trwoga do to Boga!!!

Drogi internauto! Tak się składa, że naród polski ma już swoje doświadczenie w podobnych sytuacjach i wiadomo jak się kościół w takich razach zachowuje- zachowuje się w dobrym stanie, nienaruszony, on po prostu dba o monstrancję – czyli złoty kielich z mąką + woda w środku…

W podsumowaniu taka myśl: Biskupi wypowiadają się od dawna na różne tematy i to co mówią,  sposób w jaki mówią, cała ta bezczelność i buta, arogancja a nawet wsiowe prostactwo – to jakiś rozbudowany marketing? Czy zmierza do jakiegoś celu? A może  to nic innego, jak PROWOKACJA? Od dawna kościół głosi, wbrew oczywistym faktom, że jest obleganą twierdzą. Strasznie to irytujący PR , ale też groźny, bo wyzwala faktyczne, złe emocje wśród co bardziej pobudzonych.

Kiedy pierwszy kamień trafi w okno JP2 w Krakowie i posypie się szkło –  kościół ogłosi okupację i atak terrorystów: ateistów, gejów, feministek, singli, aborcjonistów, żydów,  masonów i czort wie kogo jeszcze. Będzie to klasyczna samospełniająca się przepowiednia…  Nie rozumiem tylko motywu takiego postępowania. Ale w końcu nie muszę rozumieć. Jestem ateistką. Niech się o odpowiedź na to pytanie martwią religianci. To w końcu ich SPA – jak  o nie nie zadbają, to je stracą. A jeśli jednak przeceniam KK i w tym szaleństwie nie ma metody ani celu ? Wtedy dostaną nagrodę Darwina za autodestrukcję na własne życzenie – czyli jak kreatywnie się wykończyć – widowiskowo i z przytupem.

I myśl druga i ostatnia już, słowo daję, jest następująca; Ponieważ Jędraszewski powiedział swoją kwestię zaledwie miesiąc temu, czyli mając świadomość, że szykuje się fala uchodźców wojennych z terenów Bliskiego Wschodu, czy jest możliwe, że Episkopat wpadł na to samo co moja znajoma, że tak naprawdę tylko świeckie państwo może poradzić sobie z odmienną kulturą napływową?

Będąc świeckie może pominąć wszystko co jest związane z takim czy innym kultem religijnym i zwyczajnie egzekwować prawo, jeśli ktokolwiek i w jakikolwiek sposób je łamie.  Zasada równego traktowania… Tylko co zrobić, żeby zniknęło prawo do urażonych uczuć religijnych, bo to oczywiste, że zniknąć musi, jak również prawo do rytualnego uboju, eksponowanie symboli religijnych w przestrzeni publicznej -także musi się skończyć.

Może więc to przesłanie od bp Jędraszewskiego  to  takie, rzucone przez ramię, na odchodnym, przypomnienie, że nie ma Polski bez chrześcijaństwa i krzyża! Może biskupi czują, że nadeszła taka ciężka dla nich godzina, kiedy oczy wszystkich zwrócone są w ich stronę, kiedy wszyscy oczekują, że KK otoczy uchodźców swoim ciepłym ramieniem, podzieli się dachem nad głową , nakarmi zmęczonych i uleczy chorych. Nie tak dawno temu przecież KK w jednym zdaniu potrafił na jednym wydechu wymienić wszystkie swoje zasługi na polu opieki nad zbłąkanymi, nad sierotami, nad matkami z dziećmi – słowem charytatywny kościół w pełni. Nie tam jakiś Owsiak i jego Orkiestra….

No i jak tu zjeść ciastko i mieć ciastko? Ej! Coś mi mówi, że zobaczymy jak się robi taką sztuczkę.

man-599299_1280

Ćwiczenia z ateizmu

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

Intronizacja Chrystusa już 19 listopada!!

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

19 listopada br., podczas kościelnych uroczystości w sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach, Polska – jak głosi episkopat – ma uznać królowanie Jezusa Chrystusa. Kulminacyjny punkt, to odmówienie „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Następnego dnia podobne obchody mają się odbywać we wszystkich kościołach. Później „Jubileuszowy Akt” będzie propagowany w parafiach oraz w ruchach i grupach przykościelnych. Dokument ten kończy się słowami: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Uroczystości te Kościół połączył z jubileuszem chrztu Mieszka I. Chrzest władcy Kościół nazywa – wbrew prawdzie historycznej – „Chrztem Polski”. Podobnie bezpodstawnie twierdzi, że to Polska uzna królowanie Jezusa Chrystusa.

Trzeba powiedzieć wyraźnie, ani chrzest Mieszka nie był chrztem Polski, ani obecne uroczystości nie są uznaniem przez Polskę królowania Chrystusa. 

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” i obchody z nim związane, tylko w niewielkim stopniu mają charakter religijny. „Jubileuszowy Akt” zawiera ideologię polityczną wyznawaną przez biskupów, wyrażoną językiem religijnym, oraz określa kierunek ich politycznej działalności. Jaka to ideologia? Jaki kierunek? Niedwuznacznie celem jest klerykalizacja państwa i społeczeństwa polskiego, tj. jak najdalej idące podporządkowanie władzom Kościoła państwa, prawa, życia publicznego i prywatnego.

Europa w ciągu dwóch ostatnich stuleci wyzwoliła się z praw wprowadzanych pod dyktando kościołów, przeciwstawiając im prawa człowieka. Prawa te Kościół katolicki zdecydowanie zwalczał aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965), kiedy to uznał je w ograniczonej postaci. Klerykalizacja nie przestała jednak straszyć. Chociaż dziś budowa państw wyznaniowych w Europie jest na szczęście utopią, w krajach takich jak Polska Kościół może osiągać częściowe sukcesy, na szkodę ogółu.

Poza drenowaniem społeczeństwa, by utrzymać rozdęty kościelny aparat, księży, katechetów, kapelanów, parafie, kurie biskupie, instytucje, kościoły i budynki kościelne, których ciągle przybywa, coś innego może zacząć dolegać zwykłym obywatelom. To opresyjność w sferze obyczajowej i religijnej. Wystarczy wsłuchać się w głos ludzi Kościoła, by zrozumieć, jakie skrywane pomysły mogą ujrzeć światło dzienne.

Na horyzoncie majaczy całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych, represjonowanie homoseksualizmu, zakaz in vitro, zakaz prowadzenia badań prenatalnych (także USG), klerykalizacja szkolnictwa, w nieco dalszej perspektywie zakaz rozwodów, karalność seksu przed i pozamałżeńskiego (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, ograniczenie wolności religijnej i wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej. Co jeszcze?

Władze kościelne mogą dziś sprawiać wrażenie, jakby nie chciały stosować represji. Ale gdyby mogły, to by chciały.

Biskupi polscy nie pogodzili się z rozdziałem państwa i Kościoła. Uznają doktrynę wyższości „prawa bożego” nad prawem stanowionym w demokratycznym państwie, zgodnym z prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Mówią otwarcie, że chcą daleko idących zmian prawa obowiązującego w Polsce. I to oni mieliby decydować, jakie to prawo ma być, interpretując zgodnie ze swoim interesem Pismo Święte. Zasady zawarte w Piśmie Świętym, także w Dekalogu, są zwięzłe, nieprecyzyjne i niedostosowane do współczesnych warunków. Władze kościelne interpretują je jak chcą, tak zresztą jest od wieków.

W Polsce, jak na razie, biskupie „prawo boże” (nazywane też „prawem naturalnym”, co jest mylące) nie stoi ponad prawem stanowionym, które ma respektować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych. Biskupom to nie w smak. Są przekonani, że w obecnej sytuacji politycznej – pisowska większość w Sejmie – mogą dokonać daleko idącej klerykalizacji Polski.

Co można powiedzieć katolikom? Nie powtarzajcie bez zastanowienia słów „Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla”. Tam nie idzie o pogłębienie wiary religijnej, ani o przywrócenie zdrowych zasad moralnych. Idzie o klerykalizację Polski. Kościelna opresyjność dotknie także katolików.

Tylko społeczny sprzeciw może powstrzymać biskupów i pisowskich polityków przed daleko idącą klerykalizacją Polski. Jeżeli sprzeciw będzie słaby, będziemy żyć w coraz bardzie opresyjnym państwie i społeczeństwie. Odczują to wszyscy.

Uroczystości „przyjęcia Chrystusa za króla” same z siebie nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia. Ale są sposobem oddziaływania władz kościelnych na polskie społeczeństwo, promowania klerykalizmu. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia polityczne ambicje, ideologię i dążenia biskupów polskich. Nie łudźmy się, biskupi nie wyzbyli się snu o katolickim państwie wyznaniowym. – Alvert Jann

* * *

Chciałbym przypomnieć artykuły z portalu polskiateista.pl , dotyczące intronizacji Chrystusa. Zamieszczam poniżej:

Mariusz „Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!” (fragment pt. Chrzest Polski), oraz „Oczekiwania zwolenników niebiańskiej monarchii w Polsce”.

Alvert Jann „Gra królem Chrystusem”.

Ponadto polecam:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

Na końcu zamieszczam pełny tekst „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”.

Alvert Jann

* * *

Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Chrzest Polski

 

knight-1514302_960_720Kler katolicki i politycy dostali szajby na punkcie chrztu Mieszka I i wygadują coraz to większe brednie, przeinaczając historię, jak tylko mogą. Szajba jest ściśle powiązana z przyjazdem papieża Franciszka do Polski na Dni Młodzieży w Krakowie i dążeniem do wprowadzenia w Polsce katolickiego szariatu.

Prezydent Andrzej Duda: „Chrzest Mieszka I jest najważniejszym wydarzeniem w dziejach Polski – powiedział w orędziu. 

(…)  my, Polacy, potrafimy dokonać wielkich, ważnych rzeczy, jeśli tylko będziemy działać razem i zgodnie z łączącymi nas wartościami; wartościami, których źródłem jest nasz chrześcijański rodowód – zaznaczył…

(…) Dlatego niszczenie podstaw naszej cywilizacji oraz próby zastępowania ich innymi, niespójnymi, luźno naszkicowanymi koncepcjami – zawsze było i zawsze będzie okupione ogromem cierpień i zniszczeń…”

(…) Przyjmując chrzest „powiedzieliśmy tak wolności i samostanowieniu…”

To niebezpieczny moment dla naszego kraju, który może stać się państwem fundamentalistów religijnych. Prezydent wygłasza dętą mowę o akcie politycznym, w wyniku którego Kościół katolicki mordował Słowian i narzucił Polakom obcą kulturowo religię, i twierdzi, że jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach naszego kraju; i mówiłby prawdę, gdyby dodał: „najtragiczniejsze w skutkach” wydarzenie. Politycy PiS-u przy każdej możliwej okazji przyjmują poddańczą postawę wobec kleru.

Biskupi natomiast łżą na całego, pisząc zupełnie nową historię aktu poddańczego, jakiego musiał dokonać Mieszko I z powodów czysto politycznych i robią to dziś w tym samym celu. Abp. Gądecki w trakcie uroczystej przemowy nakreślił cele, jakie Episkopat ma zamiar osiągnąć:

Gaude Mater Polonia! Raduj się Matko Polsko!

Będzie to moment historyczny, który nie może ograniczyć się do retoryki wspomnień, ale winien stać się okazją do odnowy duchowej, do podjęcia wyzwań naszych czasów i zwrócenia ich ku przyszłości. Będzie okazją do potwierdzenia tego, że przyszłością dla Polski i Europy jest wierność Ewangelii, ład moralny oparty na szacunku dla życia i rodziny a także wychowanie przekazujące kulturę chrześcijańską”.

Nastąpi radykalny zwrot do czasów, w których kler za pomocą zabobonów rządził krajem, sterując politykami. Biskup bredzi o ładzie moralnym i indoktrynacji dzieci, powołuje się na historię, która jest przez purpuratów zakłamana i zmanipulowana. W okresie, w którym Mieszko przyjmował ten nieszczęsny akt poddańczy wobec Kościoła katolickiego, moralność Stolicy Apostolskiej osiągnęła poziom szamba ulicznego.

Na dworze papieskim był to okres pornokracji, panowała powszechna rozpusta i bezpardonowa walka o inwestyturę – spór kompetencyjny: która władza jest ważniejsza duchowa czy świecka? Skompromitowany seksualnymi skandalami przedstawiciel Jezusa na ziemi, papież Jan XII, pod wpływem szantażu dokonał koronacji na cesarza Ottona I, który wymusił na papieżu przysięgę poddaństwa. Po jakimś czasie namiestnik Jezusa wycofał się z przysięgi, został obalony i zamordowany.

A dziś przedstawiciel tej instytucji znanej ze skandali pedofilskich, molestowania kleryków, odpowiedzialnej za rzeź w Rwandzie, śmie mówić o moralności i bezwstydnie łże, że chrzciny Mieszka I miały dla niego wymiar duchowy, a Polsce przydały chwały i wszelkich błogosławieństw:

Zdajemy sobie sprawę z tego, iż chrzest święty przyjęty przez Mieszka miał dla niego przede wszystkim znaczenie duchowe. W tym momencie nasz książę dokonał radykalnego duchowego zwrotu, przeszedł od kultu stworzeń, elementów tego świata, do kultu Stworzyciela.

Otrzymał Ewangelię, którą miał wyznawać oraz konkretną formę życia, która domagała się zaangażowania całej jego osoby i skierowała go w stronę dobra.(…) Otwarła się przed nim droga zbawienia”.

Plecie kler tę swoją wersję historii, a prawda jest taka, że chrystianizacja Słowian zaczęła się już około 860 roku. Proces nawracania rozpoczęli dwaj bracia: Cyryl i Metody, którzy wynaleźli dwa alfabety – cyrylicę i głagolicę, przetłumaczyli mszę i ewangelię, i porozumiewali się z nawracanymi w ich języku. Ich misja, w przeciwieństwie do niemieckich misjonarzy, odnosiła sukcesy, czym wzbudzili zazdrość Rzymu, który walczył o swoją dominację z prawosławnym Konstantynopolem. Zgodnie ze swoim zwyczajem, Rzym rzucał fałszywe oskarżenia, że bracia szerzą herezję i potajemnie sprzyjają pogaństwu.

Gdy dzisiaj dostrzegamy u niektórych rodaków utratę pamięci o własnych korzeniach chrześcijańskich…”

Dostrzegają, bo sami tę niepamięć spowodowali. Kościół katolicki zawsze podstawiał do podkucia żabią łapę, kradnąc czyjeś osiągnięcia i robi to cały czas. Cyryl i Metody byli nazywani apostołami Słowian. To oni rozpoczęli chrystianizację opartą na współpracy ze Słowianami, a nie paleniem ich na stosach. Sto lat wcześniej ochrzcili księcia Wiślan, który władał częścią Polski, ale o tym mało kto wie, ponieważ drapieżcy katoliccy skutecznie wypierają prawdy historyczne, żeby przechadzać się w świetle jupiterów i wysuwać swoje łapska do całowania.

Dlatego zapraszam każdego z moich rodaków do duchowej łączności z prawdą, jaką niesie ze sobą zbliżający się jubileusz”.

Biskup nie ma żadnej łączności z prawdą. Chrzest Mieszaka I był wynikiem kalkulacji politycznej i konsekwencją agresywnej polityki niemieckiej, która pod płaszczykiem nawracania za przyzwoleniem Rzymu podbiła Słowian.

animal-1296950_960_720W 939 roku, w którym Otton I Wielki został królem, rozpoczął się podbój Słowian Połabskich, których mordowano i siłą narzucano katolicyzm. Od tamtego czasu proces aneksji Słowian ruszył pełną parą.

Niemcy tworzyli na terenach słowiańskich liczne placówki polityczno–wojskowe zwane marchiami, których margrabiowie znani byli ze swojej brutalności i fałszu. Mordowali całe starszyzny plemion słowiańskich. Margrabia Gero, który wsławił się swoim barbarzyństwem, w 939 roku wymordował 30 wodzów słowiańskich, których wcześniej zaprosił do siebie, dając im gwarancję bezpieczeństwa. Kazał też ściąć siedmiuset jeńców, aby zmusić starszyznę słowiańską do większego posłuszeństwa.

Kler katolicki skutecznie wymazał pamięć tamtych czasów i stworzył fałszywy obraz historii Polski. Wmówił Polakom, że ich historia zaczyna się z chwilą aktu chrztu Mieszka I. To kłamstwo zostało zakotwiczone w świadomości społecznej wielowiekową propagandą katolickiego kleru. Wielcy kronikarze, którzy spisywali dzieje Polski, wypaczali przekaz i przemilczali niewygodne zdarzenia; pisali zgodnie z panującą wówczas polityką kościelną, a ci którzy się wyłamywali, byli więzieni i mordowani.

Skutecznie została zamazana historia słowiańskiego chrześcijaństwa, które było obecne na naszych terenach przed wprowadzeniem katolicyzmu. Biskupi katoliccy uznali, że głoszenie tej historii jest herezją, o której nie warto mówić. Tak samo jak i nie warto mówić o okresowych buntach społecznych, które były wynikiem narzuconych przez Kościół danin w postaci świętopietrza i dziesięciny, którą trzeba było płacić indywidualnie na rozpasanych plebanów. Ówczesny kler wprowadził jeden dzień pańszczyzny na ziemiach do niego należących, która to inicjatywa została z radością przyjęta przez szlachtę, co przyczyniło się do zniewolenia chłopów.

Dziś kler mówi, że chrzest dotyczy wszystkich odłamów chrześcijaństwa: prawosławia, protestantów i twierdzi, że było to duchowe przeżycie. Smutne w tym jest to, że ludzie w Polsce nie mają świadomości, jak było naprawdę i niestety, nie są zdolni do refleksji, a ci co sprzeciwiają się kapłańskim  manipulacjom, nazywani są zdrajcami narodu.

Prawda o Kościele katolickim jest zawsze taka sama – to zakłamana instytucja, która żeruje na strukturach państwa, oszukuje swoich wyznawców i zwalcza środowiska o odmiennym światopoglądzie. Działania Watykańczyków podszyte są obłudą i zakłamaniem. Pod płaszczykiem ewangelii, tak jak za czasów Mieszka I, realizują swoje cele, które zawsze stały i stoją w kolizji z demokratycznym państwem.

Komisja wspólna Episkopatu Polski i partii rządzącej:

Kościół Katolicki jest depozytariuszem polskich wartości narodowych. Nie będzie dobrej zmiany, poprawy sytuacji życiowej Polaków, bez odbudowy ładu moralnego opartego na religii katolickiej”.

To wspólne oświadczenie jest jasną deklaracją, w którą stronę Polska zmierza. Należy bezzwłocznie dążyć do zerwania niekonstytucyjnej umowy konkordatowej z Kościołem katolickim. Problem w tym, że w kraju nie ma żadnej siły politycznej, którą byłoby stać na pokazanie biskupom, że ich miejsce jest w kościele na ambonie, a nie na politycznych salonach.  – Mariusz

* * *

Oczekiwania zwolenników niebańskiej monarchii w Polsce

 

vatican-594612_640Polska od lat zmierzała w stronę państwa wyznaniowego. Do tej pory biskupi próbowali zachowywać pozory, teraz z uwagi na korzystną koniunkturę polityczną zaczynają kończyć dzieło. Intronizacja Jezusa stanie się kolejnym „argumentem” na to, aby Polacy — bez względu na światopogląd — przyjęli do wiadomości, że żyją w kraju teokratycznym.

„Teokracja (z greckiego theos – bóg i kratos – władza), ustrój państwowy, w którym najwyższą władzę sprawują kapłani. Podstawą tej władzy jest doktryna religijna, według której suwerenna władza należy do bóstwa, a kapłani, jako najbliżsi bóstwu, są jej wykonawcami”.

Król elekt Jezus oficjalnie nie wyraził zgody na to, aby rządzić krajem, a nawet gdyby mógł, to pogoniłby pomysłodawców tego przedstawienia, jak nie przymierzając kupców ze świątyni. Biskupi dobrze wiedzą, że obwołanie Jezusa królem Polski to wymysł, który jest zaprzeczeniem sensu ewangelii. W 2012 roku pisali w liście pasterskim, który zaginął w akcji, że inicjatywa jest niebiblijna i wręcz szkodliwa. Dzisiaj nauki biblijne nie robią na kapłanach większego wrażenia, bo nie może być tak, że grupy dążące do intronizacji skonsumują same tak przedni pomysł.

„Działanie Episkopatu jest obliczone na korzyści doraźne. Rząd, który jest zakładnikiem biskupów, będzie legitymizował jako władza świecka, ustanowienie w Polsce niebiańskiej monarchii. Skoro Jezus zostanie królem, to w jego królestwie nie ma miejsca na: aborcję, in vitro, antykoncepcję, rozwody, związki partnerskie, seks przedmałżeński itp…” (Intronizacja, czyli jak manipuluje „plebsem” Episkopat)

Hierarchowie stosują retorykę wypowiadania się za cały naród, który ma pokutować, modlić się, a ci, co nie wierzą lub są krnąbrni, mają się w akcie pokuty nawrócić i słuchać głosu Kościoła, który przemawia w imieniu samego Boga. „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”:

„W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród”.

Im bliżej aktu intronizacji, tym większymi odlotami będziemy częstowani przez religijnych dewotów.

IntroJezusa„Ponieważ Pan Jezus był wyśmiany, znieważony, opluty, umęczony, ubiczowany, ukrzyżowany i męczeńską śmiercią umarł na krzyżu PUBLICZNIE, to my teraz PUBLICZNIE musimy to naprawić.

 … dlatego w tej Uroczystości MUSI BYĆ przedstawiciel Rządu czyli Prezydent i Premier i Ministrowie, przedstawiciele Kościoła czyli Prymas, Kardynałowie, Biskupi, Kapłani i najlepiej cały lud wierny.

Pan Jezus nas Kocha i czeka na nasze PUBLICZNE PRZEPROSINY” – ( INTRONIZACJA czysto i klarownie, bez domysłów i dogmatów ).

Głos tego człowieka nie jest wyjątkiem, w ten sposób myślą inicjatorzy tego dziwacznego pomysłu, który zrodził się w głowie Rozalii Celakówny. Kobieta ta pod wpływem wizji stwierdziła, że tylko obwołanie Jezusa królem Polski może nasz kraj uchronić przed nadchodzącą zagładą. Twierdziła również, że gdyby Polska uznała Jezusa za króla wcześniej, to pożoga II wojny światowej ominęłaby nasz kraj szerokim łukiem.

„Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeśli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości.

Inaczej, moje dziecko, nie ostoi się.

I jeszcze na ostatek mówi do mnie przekonująco:  Oświadczam ci to, moje dziecko, jeszcze raz, że tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem” – (Jedyny ratunek dla Polski – CHRYSTUS KRÓL POLSKI ) .

Na samym początku ruchy charyzmatyczne były niszowymi wspólnotami wewnątrz Kościoła. Episkopat krytykował poczynania tych wspólnot, dając niejednokrotnie do zrozumienia, że przejawiają cechy sekciarskie. Sytuacja z biegiem lat zmieniła się diametralnie, ponieważ ruchy mają lepszą ofertę — bardziej widoczną i spektakularną. [Kolejne tysiąc lat przed nami.]

Przykładem jest znany w Polsce afrykański ksiądz i szaman w jednej osobie Bashobora.

„Kiedy zabrakło JP II, budzącego masowe emocje, Kościół stawia na spektakle z cudotwórcami w roli głównejKościół wybrał i animuje charyzmatyczny kierunek rozwoju. Dzięki celowemu pobudzaniu przez Kościół tej formy religijności – pentekostalizacja będzie trwałym rysem kościelnej działalności” [http://polskiateista.pl/ks-bashobora-i-katoliccy-intelektualisci/ ].

Najważniejsze kulty, takie jak Medjugorie, Lourdes czy Fatima to dzieła ruchów charyzmatycznych i Tadeusza Rydzyka, inicjatywy te nie mają żadnego oparcia w nauczaniu chrześcijańskim. Często na portalu piszemy o tym, jak destrukcyjnym elementem życia politycznego i społecznego w Polsce jest Kościół katolicki, który od samego początku swojego istnienia łączy tron z ołtarzem. Biskupi kłamią, twierdząc, że prezentują nauki Jezusa, są ich zaprzeczeniem. Watykan to państwo, które pod płaszczykiem religii na terenach obcych państw, prowadzi świetnie prosperujący kiermasz z dewocjonaliami, obrazami, pomnikami, pogańskimi obrządkami, za który płacą władze świeckie.

Dziwi mnie jak katolicy, którzy na co dzień mają usta pełne frazesów, tak lekkomyślnie podchodzą do swoich wierzeń. Pomysł zrobienia Jezusa królem jakiegokolwiek państwa świeckiego jest zaprzeczeniem nauk biblijnych. Księża od lat próbują wmówić swoim wyznawcom, że Polska zajmuje wyjątkowe miejsce w planie biblijnym. Pojawiają się pomysły, że to od naszego kraju rozpocznie się Paruzja, czyli powtórne przyjście na ziemię Jezusa, a intronizacja ma być tego początkiem. Poglądy tego typu są absurdalne i kompletnie nieosadzone w przekazie biblijnym.

To, co się dzieje w naszym kraju obecnie, jest wynikiem skandalicznej postawy polityków i biskupów, którzy wzorem imamów islamskich wypowiadają się za całe społeczeństwo. Prezentują postawę „wyższej moralności”, sami jej nie przejawiając. Narzucają w ich mniemaniu jedynie słuszną wiarę, która jest oparta tylko i wyłącznie na przekonaniach i fałszywych doktrynach. Historia i czasy obecne pokazują, że gdy zaczyna pojawiać się w dyskursie publicznym bełkot religijny, tworzą się podziały i próby ograniczania wolności wyboru.

Nauki katolickie są zaprzeczeniem wartości demokratycznych, są w sprzeczności z pojęciem swobód obywatelskich, dlatego uważam, że:

Konkordat musi być rozwiązany.  – Mariusz

* * *

Gra królem Chrystusem

 

 hearts-884196_960_720Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720Totalizm

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody światarozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Summa summarum:

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

*   *   *

theater-399964_1280

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

…………………………………………………………………… 

O intronizacji Chrystusa na portalu polskiateista.pl:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

uncle-sam-159463_960_720

„Prawdziwa Ameryka”, „Prawdziwa Polska”. Komentarz na gorąco.

uncle-sam-159463_960_720Przed chwilą wysłuchałem głosu korespondenta TVN24 w Nowym Jorku. Mówił, komentując wynik wyborów (cytuję z pamięci, ale wiernie), że prawdziwa Ameryka to nie Nowy Jork, to małe miasteczka. Rozumiem, że to pewien zwrot retoryczny, ale nie mogę powstrzymać się od uwagi, że należałoby z niego zrezygnować, a nie powielać (nie pierwszy raz ten korespondent to mówi). Zarówno Nowy Jork, Kalifornia i wielkie miasta, w których w większości głosowano na Clinton, jak i małe miasteczka i rejony rolnicze, gdzie głosowano częściej na Trumpa – to Ameryka. Nie można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z prawdziwą i nieprawdziwą Ameryką. Takie etykietowanie to absurd. Amerykanie są podzieleni w bardzo wielu sprawach, nie tylko w preferencjach wyborczych. Dzielenie na prawdziwą i nieprawdziwą Amerykę jest niemądre.

Czy w Polsce Warszawa, Wrocław, Gdańsk i inne duże miasta, to nieprawdziwa Polska? Zaś wsie i miasteczka białostockie, podlaskie, podkarpackie, to prawdziwa Polska? Absurd.

Rozumiem retorykę języka komentatorów i ich dążenie do ubarwienia swoich korespondencji. Ale mogliby się powstrzymać od retoryki absurdu. – Alvert Jann

pope-309611_640

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej

Jaki najgłębszy problem nasuwa encyklika Jana Pawła II pt. Wiara i rozum (1998)? Papież pisze, że nie ma rozbieżności między wiarą religijną a rozumem. Czyżby? A może trzeba powiedzieć wprost, że wiara religijna jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo w „prawdy wiary”, których prawdziwości w żadnej mierze nie dowiedziono, rozumnej istocie nie godzi się wierzyć.

W encyklice czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (43). „Jeżeli człowiek mimo swej inteligencji nie potrafi rozpoznać Boga jako Stwórcy wszystkiego, to przyczyną … … przeszkody wzniesione przez jego wolną wolę i grzech” (19).

A czy bez upokorzenia własnego rozumu można wierzyć w to, co kościoły do wierzenia podają? Dlaczego mamy wierzyć w biblijne opowieści, mity, cuda, duchy i boga, który ma być duchem doskonałym? Sprzeczności między wiarą religijną a rozumem nie da się załatać sofistycznymi argumentami, ani w jakikolwiek inny sposób.

Chciałbym, nie stosując taryfy ulgowej wobec autora, który jest już katolickim świętym, pokazać błędy kryjące się w jego encyklice. A może więcej – chciałbym pokazać manowce ludzkiej psychiki, myśli i kultury; powikłania, z którymi ludzie nie mogą się uporać. Religia i inne irracjonalne wierzenia to właśnie takie manowce, pokrętne ścieżki ludzkiego umysłu, gdzie rozum wytwarza – jak w narkotycznym śnie – urojenia i zwidy, oszustwa i samooszustwa, intelektualne matactwa, wszystko z zadziwiającą inwencją. Dodam, że encyklika JP II jest tu tylko szczegółowym materiałem, problem dotyczy religii i umysłu człowieka. Żeby artykuł nie był zbyt długi, piszę tylko o kilku kwestiach.

*

Dwa czy jeden rodzaj poznania?

JP II stwierdza, że istnieją dwa rodzaje poznania: obok poznania właściwego ludzkiemu rozumowi … istnieje poznanie właściwe wierze” (idzie o wiarę religijną); „w pierwszym przypadku poznajemy przy pomocy naturalnego rozumu, a w drugim przy pomocy wiary” (8-9).

Nie ma problemu ze zrozumieniem, czym jest ten pierwszy rodzaj poznania. Odbywa się ono za pomocą rozumu i zmysłów, posługujemy się nim na co dzień. Udoskonaloną jego wersją jest poznanie naukowe, nauka. Dzięki zastosowanym metodom badawczym i instrumentom służącym obserwacji, poznanie naukowe reprezentuje znacznie wyższy poziom niż to wykorzystywane przez nas na co dzień. Pojęcie rozumu, używane w encyklice, odnosi się do ludzkiej zdolności myślenia, którego efektem jest m.in. filozofia i nauka. 

Ale co to jest poznanie właściwe wierze, poznanie religijne? JP II powołuje się na autorytet pierwszego soboru watykańskiego (1869-1870). To poznanie – pisze – które zawdzięczamy łasce bożej, dzięki niemu odkrywamy tajemnice boże zawarte w objawieniu bożym. Efektem są tzw. prawdy wiary podawane przez Kościół.

Trzeba zapytać, czy rzeczywiście można tu mówić o poznawaniu czegokolwiek? I, powiedzmy wyraźnie, rozum staje w cichej lub głośnej opozycji do tych odkryć. Podpowiada, że nie ma czegoś takiego jak poznanie religijne, odkrywanie bożych tajemnic. To tworzenie religijnych fantazji, a nie poznanie, które człowiek rzekomo zawdzięcza łasce bożej. Także przekonanie, że Pismo Święte zawiera boże objawienie nie ma żadnego uzasadnienia. Każdy może powiedzieć o swojej religii lub nawet o swoich fantastycznych opowieściach, że objawił mu je bóg i są prawdziwe. Również opowieści o Harrym Potterze mogłyby być ogłoszone jako boże objawienie.

Ktoś może twierdzić, że ateiści nie są w stanie zrozumieć, na czym polega poznanie religijne, bo nie jest im dane. To żaden argument. Równie dobrze wierzący we wróżby tarota mogą twierdzić, że teolodzy katoliccy i ateiści nie są w stanie zrozumieć, że tarot to prawda. Mamy tu do czynienia z całkowicie dowolnymi przekonaniami i roszczeniami do prawdy. A jeżeli ktoś ma na myśli tzw. przeżycia mistyczne (poczucie kontaktu z bogiem), to są one niczym więcej niż szczególnymi stanami psychicznymi, możne je wywołać środkami farmakologicznymi lub doświadczać jako szczególne poczucie piękna, wielkości czy dziwności otaczającego nas świata, a nie kontaktu z bogiem.

Pojęcia poznania religijnego, poznania za pomocą wiary religijnej, to sofistyczny pomysł mający kościelnemu nauczaniu nadać status podobny do poznania racjonalnego i właściwego nauce.

Sofistyka to pokrętne rozumowanie, z pozoru poprawne, a w istocie pozbawione podstaw. Nazwa pochodzi od starogreckich wędrownych filozofów, zwanych sofistami, którzy nie stronili od filozoficznego kuglarstwa. Teologia od wieków tym wzorem stoi.

*

Sofistyczne rozwiązanie

Problem relacji między wiarą religijną a rozumem i nauką papież rozwiązuje na sposób sofistyczny, tzn. fikcyjny, niemerytoryczny, manipulując pojęciami, przyjmując dowolne założenia. Czytamy w encyklice: „Chociaż jednak wiara jest ponad rozumem, nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem: ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, rozniecił też w ludzkim umyśle światło rozumu, nie może zatem tenże Bóg wyprzeć się samego siebie ani też prawda nie może zaprzeczać prawdzie” (55).

Po pierwsze, wbrew temu, co pisze papież, wiara religijna (o niej mowa) nie jest i nie powinna być ponad rozumem. Nie ma żadnych merytorycznych powodów, by uznać papieską tezę. Wierzenia religijne w praktyce tylko w niewielkim zakresie decydują o działaniach i myśli ludzkiej. A jak powinno być? To rozum powinien stać wyżej niż wierzenia religijne.

Wprawdzie rozum nie gwarantuje trafności decyzji i prawdy, ale wierzenia religijne dają po temu jeszcze mniej podstaw. Lepiej polegać na rozumie niż na religijnych wierzeniach, które w praktyce obarczone są większym ryzykiem błędu. Wywyższając wiarę religijną papież dał wyraz partykularnemu interesowi Kościoła, jego dążeniu do przywilejów i władzy. Można to zrozumieć, ale nie ma to nic wspólnego z prawdą i JP II nie powinien był tego napisać. Kościołowi przydałoby się czasami trochę pokory.

Po drugie, nie jest trafne twierdzenie papieża, że „nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między wiarą a rozumem”, bo jedno i drugie pochodzi od boga, a bóg nie może zaprzeczać sam sobie. Takie rozwiązanie problemu to pokrętna sofistyka. To tak samo jakby powiedzieć, że nigdy nie może zaistnieć prawdziwa rozbieżność między poglądami Kasi i Marysi z V b, bo prawda jest jedna i pochodzi od boga. Albo że nie było prawdziwej rozbieżności między Ptolemeuszem a Kopernikiem.

Między wiarą religijną a rozumem, między nauczaniem kościelnym a nauką, istnieje mnóstwo rozbieżności. Papież powołuje się w swoim rozumowaniu na hipotezę boga, który stworzył wszystko, i twierdzi na tej podstawie, że prawdziwych rozbieżności być nie może. Ale rozbieżności są i hipoteza boga niczego tu nie zmienia. Np. Kościół głosi jako prawdę, że istnieje bóg, aniołowie, dusza nieśmiertelna itd. Nauka tego – najdelikatniej mówiąc – nie potwierdza, co oznacza, że nie uznaje tych twierdzeń za prawdę, a nawet za uzasadnione badaniami hipotezy. Czy to rozbieżność? Tak, bardzo poważna. Teiści pocieszają się, że nauka nie zaprzecza istnieniu boga. Jest gorzej. Z punktu widzenia nauki bóg i inne byty, o których mówi religia, to fantazje podobnego rodzaju jak krasnoludki, duchy leśne, wilkołaki, magia, czary i wróżby.

Można się zgodzić, że prawda jest jedna, ale Kościół nie zna prawdy. Sprzeczność między tzw. prawdami wiary a tym, co rozum i nauka mogą za prawdę uznać, występuje rzeczywiście. A jeżeli Kościół i papież mówią, że prawdy wiary, które głoszą, pochodzą od boga, jest to pogląd nieuzasadniony, a może grzech pychy.

Po trzecie, papież przyjmuje, że skoro bóg dał człowiekowi zarówno rozum, jak i wiarę, wyklucza to prawdziwą rozbieżność w tym względzie. Jest to bardzo wątpliwe założenie. Zdolności te ukształtowały się w procesie ewolucji, ostatnio nawet Kościół skłania się powoli, „jak żółw ociężale”, do uznania ewolucji. A ewolucja wytwarza także sprzeczności, zawdzięczają jej ludzie zarówno skłonność do irracjonalizmu (efektem tego jest częsta wiara w tzw. zabobony, w nieszczęśliwą trzynastkę, w złe duchy hasające po lasach, a także w boga i religię), jak i umiejętność myślenia racjonalnego, dzięki któremu nastąpił rozwój nauki. Tymczasem papież mówi, że wszystko zawdzięczamy bogu, a bóg wykluczył prawdziwą rozbieżność między rozumem a wiarą. Polegałbym na wiedzy o ewolucji, a nie na wierze religijnej.

*

Co to jest prawda?

JP II wyróżnia trzy formy prawdy: „Warto może teraz przyjrzeć się pokrótce tym różnym formom prawdy. Najliczniejsze są te, które opierają się na dowodach bezpośrednio dostępnych lub które można potwierdzić eksperymentalnie. Jest to rząd prawd występujących w życiu codziennym i w sferze badań naukowych. Na innej płaszczyźnie usytuowane są prawdy natury filozoficznej, do których człowiek dociera dzięki zdolności spekulatywnej rozumu. Istnieją wreszcie prawdy religijne, które w pewnej mierze sięgają korzeniami także do filozofii. Są one zawarte w odpowiedziach, jakich różne tradycje religijne udzielają na fundamentalne pytania” (30).

Na jakiej jednak podstawie mamy uznać, że wierzenia religijne są prawdziwe? Że są prawdami, a nie fantazjami?

Teolodzy katoliccy i JP II (por. 82) uznają tzw. klasyczną definicję prawdy, arystotelesowską, przyjętą także przez św. Tomasza z Akwinu. W tym rozumieniu prawda to zgodność myśli/twierdzenia z faktycznym stanem rzeczy, z rzeczywistością (adaequatio intellectus et rei). Otóż w żaden sposób nie stwierdzono, że zdanie „Bóg istnieje”, jest zgodne z rzeczywistością. Nie ma więc podstaw, by zdanie to uznawać za prawdziwe. No i sprawę można by zamknąć. Nie wiadomo też, jak można by istnienie boga stwierdzić.

Kościół przyjmuje, że to, co głosi, opiera się na prawdziwym objawieniu bożym. Skąd wiadomo, że to prawda? Sam papież stwierdza, że to „przeświadczenie” (7). Czy prawda i przeświadczenie to to samo? Nie. Rozum musi buntować się przeciw głosowi Kościoła, bo nie ma żadnych rozumnych podstaw, by uznać, że teksty Pisma Świętego zawierają boże objawienie. Jeżeli ktoś w to wierzy, może co najwyżej powiedzieć: wierzę, bo wierzę, wierzę chociaż jest to pozbawione jakichkolwiek podstaw. Sprzeczność między rozumem a wiarą religijną ujawnia się w pełnej krasie.

W historii Kościoła wielu zwolenników miało stanowisko, nazywane fideizmem, według którego wierzy się wbrew rozumowi (idzie o wiarę religijną). Ujęto to w formule: „Wierzę, bo jest to niedorzeczność” – Credo quia absurdum. Kościół odrzuca to stanowisko, chociaż trafnie ujmuje ono, na czym polega wiara religijna.

*

Depozytariusz archaicznych mitów

„U podstaw wszelkiej refleksji, jaką podejmuje Kościół – czytamy w encyklice – leży jego przeświadczenie, że zostało mu powierzone orędzie, które bierze początek z samego Boga (por. 2 Kor 4, 1-2). Wiedzy, którą pragnie przekazać człowiekowi, Kościół nie uzyskał w drodze samodzielnych przemyśleń, choćby najwznioślejszych, ale dzięki przyjęciu z wiarą słowa Bożego” (7).

Kościół – jak czytamy – ma przeświadczenie, że jest depozytariuszem prawdziwej wiary. Skąd ta pewność? Skąd to wiadomo? Wyłącznie z oświadczeń tegoż Kościoła. Rozum zgłasza sprzeciw, wszak wielu było takich, którzy oświadczali, że posiedli prawdę. Skąd ma być wiadomo, że to Kościół katolicki, a nie muzułmanie, żydzi czy mormoni głoszą prawdziwe słowo boże? Straszny galimatias jest z tymi religiami. Co ma zrobić człowiek stojący wobec tych niejasności? Nie wiadomo, które są prawdziwe. Najlepiej gdyby uwierzył we wszystkie religie jednocześnie albo stworzył sobie własną. A jeszcze lepiej, gdyby nie wierzył w żadną.

A czego depozytariuszem jest Kościół? Archaicznych biblijnych mitów, przetwarzanych od wieków przez kapłanów, teologów i religijnych filozofów.

*

Fałszywy akord

JP II jest ostrym krytykiem współczesnego świata, skrytykował także współczesną demokrację. Można jej wiele zarzucić, ale w tym przypadku krytyka grzeszy kościelnym partykularyzmem i intelektualną ślepotą.

W encyklice czytamy, że obecnie doszło „do ukształtowania się pewnej koncepcji demokracji, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek odniesienie do zasad o charakterze aksjologicznym, a więc niezmiennych: o dopuszczalności lub niedopuszczalności określonego postępowania decyduje tu głosowanie większości parlamentarnej. Konsekwencje takiego założenia są oczywiste: najważniejsze wybory moralne człowieka zostają w rzeczywistości uzależnione od decyzji podejmowanych doraźnie przez organy instytucjonalne” (89). Parlamenty z pewnością nie są nieomylne, ale przeczytajcie jeszcze raz ten cytat. Znacie ten głos? To głos przeciw demokracji, „fałszywy akord jak syk węża, jak zgrzyt żelaza po szkle”. Papież pisał w 1998 r., fałszywy akord słyszymy do dziś, struna złowróżąca jeszcze nie pękła.

JP II nie dostrzegł, że demokracja współczesna opiera się na prawach człowieka, które są w równej mierze koncepcją polityczną, jak aksjologiczną, etyczną. Dokumenty mówiące o prawach człowieka zostały ratyfikowane przez państwa demokratyczne i odgrywają zdecydowanie pozytywną rolę. Natomiast Kościół i jego aksjologiczne idee w wielu krajach Ameryki Łacińskiej oraz Hiszpanii i Portugalii do niedawna służyły karygodnym dyktaturom. Kościół akceptuje prawa człowieka pod naciskiem, do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965) programowo był przeciw. Dziś wszelkimi sposobami broni się przed demokratyczną kontrolą nad swoimi poczynaniami, także finansami. Na pewno dzisiejszy Kościół nie jest lepszy od współczesnej demokracji.

Papież twierdzi, że w krytykowanej przez niego koncepcji demokracji brak jakichkolwiek odniesień do zasad aksjologicznych, „a więc niezmiennych”. To bardzo poważne oskarżenie, w istocie odsądzenie od czci, od uznawania jakichkolwiek wartości etycznych, bo aksjologia to wartości. Powiedzmy więc wyraźnie, że papież manipuluje pojęciami, uprawia sofistykę. Utożsamił aksjologię z zasadami niezmiennymi, czyli w jego rozumieniu ustanowionymi przez boga i głoszonymi przez Kościół. Pozwoliło mu to oskarżyć współczesną demokrację o brak jakichkolwiek zasad aksjologicznych. Inaczej mówiąc, skoro rzekomo boże zasady aksjologiczne ustalają kościelni hierarchowie, to jak ktoś nie uznaje aksjologii ustalonej w Watykanie, to według papieża nie uznaje jakiejkolwiek aksjologii. Sprytne rozumowanie, ale nie fair.

JP II ujawnia kościelne dążenie do monopolu na ustalanie zasad moralnych, do negowania etyki świeckiej, do ustalania standardów w demokratycznym państwie, bo Kościół rzekomo reprezentuje niezmienne i boskie zasady aksjologiczne. Trzeba powiedzieć zdecydowanie, Kościół nie ma moralnego tytułu do ustalania standardów aksjologicznych stojących ponad etyką świecką, świeckimi prawami człowieka oraz demokracją opartą na tych prawach. Dlaczego? Bo Kościół jest instytucją grzeszną, nie jest nieomylny, to co głosi nie jest głosem boga, tylko głosem hierarchów naginających rzekomo niezmienne zasady do własnych doraźnych dążeń. Jak chcą, to zmieniają aksjologię, jak nie chcą to nie zmieniają. Wbrew temu, co hierarchowie mówią, nie reprezentują niezmiennej aksjologii lecz swoje partykularne interesy.

Wiele jeszcze można by złego powiedzieć o tej encyklice. Ale obiecałem, że tekst nie będzie zbyt długi, więc tylko 

słowo na zakończenie.

Według badań sondażowych 20-23% Polaków nie wierzy w duszę nieśmiertelną, niebo, sąd ostateczny, cuda. 7-9% nie ma zdania w tych sprawach (CBOS, 2015). W Europie zachodniej niedowiarków jest dużo więcej, a około 50% Holendrów i Szwedów nie wierzy w boga, 34% Niemców, 23% Hiszpanów (World Values Survey, 2010-2014). Skąd ta laicyzacja?

W encyklice JP II czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary” (43). Kościół każe wierzyć w duchy, anioły, szatana i boga jako ducha doskonałego, w duszę nieśmiertelną, zbawienie, niebo, piekło, potępienie, sąd ostateczny, w boskie pochodzenie Pisma Świętego. Kościół każe w to wszystko wierzyć, a jednocześnie nie chce przyznać, że człowiek, przyjmując religijne treści, których prawdziwości nie dowiedziono, sam się poniża, pozbywa się godności istoty rozumnej, upokarza. I że to poniżenie musi się kiedyś skończyć. Rozum ludzki buntuje się przeciw zaprzeczającej mu wierze religijnej. Mamy dramat niezgody między wiarą religijną a rozumem, Kościołem a ludzką godnością.  –  Alvert Jann

*Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 15 artykułów, m.in.:

Ewolucja i moralność” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ewolucja-i-moralnosc/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Sens według teologów i nie tylko” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/sens-wedlug-teologow-i-nie-tylko/

** Link do encykliki „Wiara i rozum” – http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

flag-792067_640 (3)

PiS nie jest mocny

38 proc. badanych ufa prezydentowi Dudzie, a 50 proc. dobrze ocenia jego pracę. To słaby wynik, świadczy, że prezydent po czterech miesiącach sprawowania urzędu nie zyskuje na popularności. W wyborach w I turze uzyskał 34,76 proc. głosów, w drugiej turze 51,55 proc. Porównując obecne notowania prezydenta z wynikami wyborów, trudno mówić o wzroście poparcia. A Ryszard Petru, wyrastający na lidera opozycji, zyskał 32 proc. zaufania. To niewiele mniej niż prezydent (sondaż Millward Brown z 3 grudnia br).

Artykuł redakcyjny na portalu wPolityce.pl: 38 proc. badanych ufa prezydentowi Andrzejowi Dudzie” to próba odwracania kota ogonem, a nie poważna ocena. Zwykle po wyborach zwycięscy politycy poprawiają swoją pozycję, zyskują swoistą premię za sukces. PiS drepce w miejscu, ma w Sejmie większość, może przegłosować ustawy, ale nie jest tak mocny, jak się często obserwatorom wydaje.

Również notowania PiS i rządu są słabe, nie wskazują na wzrost poparcia.

Poparcie dla PiS utrzymuje się na poziomie uzyskanym w wyborach sejmowych – nie można tego nazwać sukcesem. PiS uzyskał w wyborach 37,58 proc. głosów i wyniki sondażowe oscylują wokół tej wielkości; w ostatnich dwóch sondażach z 27-28 listopada i 3 grudnia (IBRiS i Millward Brown) jest to mniej – 35 i 32 proc. Pisowski sojusznik Kukiz’15 (w wyborach 8,81 proc.) nie zyskuje, raczej słabnie. Bardzo duży wzrost poparcia notuje natomiast Nowoczesna, zdecydowanie opozycyjna wobec PiS (w wyborach 7,60 proc., w sondażach obecnie ok. 20 proc.). Łącznie poparcie dla Nowoczesnej i PO jest wyższe niż dla PiS. Scena polityczna nie jest zabetonowana, możliwe są znaczne zmiany, nowi mają szansę.

Rząd i pani premier Szydło rządzą krótko, ale nie zdołali wzbudzić nadziei na lepszą przyszłość. Po miodowym miesiącu pani premier ufa 30 proc. badanych, to bardzo słaby wynik.

 PiS nie jest mocny.

Wprawdzie wyniki sondaży w Polsce z różnych powodów różnią się, to jednak dają dobre rozeznanie w pozycji/rankingu partii politycznych i polityków. Wskazują też trendy, kierunki, w jakich zmienia się poparcie udzielane partiom politycznym i politykom. Nie powinno się ignorować sondaży, trzeba natomiast pamiętać, że wynik jest zawsze tylko przybliżeniem do rzeczywistości. Sondaże, które uwzględniłem, zasługują na uwagę. Dodam, że zostały przeprowadzone na reprezentatywnej próbie osób pełnoletnich, inaczej nie byłoby warto nimi się zajmować w tym miejscu.

Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

O polityce piszę w: „Komentarz do debaty przedwyborczej: Republika wyznaniowa” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/komentarz-do-debaty-przedwyborczej-republika-wyznaniowa/

Ponadto zachęcam do przeczytania:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

vatican-594612_640

Komentarz do debaty przedwyborczej: Republika wyznaniowa

W debacie telewizyjnej 19 października kandydatki unikały kontrowersyjnych tematów. Wyszła z tego parodia debaty. Jeden przykład. Pani Kopacz zarzuciła wprawdzie pisowi dążenie do ustanowienia republiki wyznaniowej, ale nie próbowała drążyć tematu. Pani Szydło w ogóle nie podjęła kwestii. A było po temu miejsce w części poświęconej sprawom konstytucyjnym. Temat jest ważny.

PiS optuje zdecydowanie na rzecz tzw. wartości chrześcijańskich i chce pełni władzy. Uczynił katolicyzm swoją ideologią, robi z katolicyzmu ideologię państwową. Skoro inne ideologie przeżywają kryzys, rodzi się pokusa, by lukę wypełnić religię z mocnym dodatkiem nacjonalizmu i dumy narodowej. Sojusz z kościołem staje się podstawową strategią. Podobną politykę prowadzi w Rosji Putin (tam oczywiście prawosławie i cerkiew). To ma być ta ryba na ideowym bezrybiu.

Również w PO poważna frakcja chce uczynić z katolicyzmu naczelną ideologię polityczną i państwową. Nie tak dawno poseł Niesiołowski (PO) ogłosił, że „nie ma alternatywy moralnej dla chrześcijaństwa”. Jarosław Kaczyński też niedawno: „Nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kości󳔂. A biskup Ryczan pytał retorycznie: „Na kim oprzemy wartości? Na feministkach, Greenpeace, ekologach, a może stowarzyszeniu wegetarian?”. Przezornie, jak na katolika przystało, nie wymienił nazwy „etyka świecka”, bo nie jest nacechowana negatywnie wśród przeciętnych polskich katolików, i nie daj boże mogłoby niektórym przyjść do głowy, że lepiej może na niej się oprzeć.

Powiedzmy wyraźnie, w kraju takim jak Polska ludzie najczęściej praktycznie kierują się potoczną etyką świecką i tzw. zdrowym rozsądkiem – nie kierują się etyką katolicką, wybierają z niej co najwyżej to, co im odpowiada, nie myślą w kategoriach religijnych. Wiedzą, że nie wolno kraść, bo to złe, a ponadto można zostać ukaranym. Oczywiście wiedzą, że norma „nie kradnij” jest w Dekalogu, ale jest to zasada moralna uniwersalna (przynajmniej w wersji: „nie kradnij swoim bliskim”). Polska jest krajem na tyle laickim, że myślenie w kategoriach religijnych nie ma większego znaczenia, co potwierdzają zresztą także wyniki sondaży opinii publicznej.

Warto byłoby pociągnąć w debacie przedwyborczej temat republiki wyznaniowej, zobaczyć, co PiS chciałoby wprowadzić zgodnie z doktryną/ideologią Kościoła katolickiego. Nie wnikając w szczegóły, chciałoby podporządkować kościelnej ideologii wszystkie sprawy bioetyczne, także związane z płcią i z małżeństwem. Nauczanie religii w szkołach będzie kwitło, całkowicie pod dyktando Kościoła. Rozwijać się będzie kościelne szkolnictwo wyższe, które finansuje i finansować będzie budżet państwa (szkolnictwo wszystkich szczebli daje mnóstwo miejsc pracy dla ludzi Kościoła). Będzie przybywało w nieskończoność różnego rodzaju kapelanów i asystentów kościelnych, może np. w każdym oddziale banków. Do prawa stanowionego przez organy państwowe będą inkorporowane przepisy prawa kościelnego. Wielu polityków odwołuje się wprost do tzw. społecznej nauki Kościoła. Zauważmy, że nie jest to żadna nauka, tylko kościelna doktryna/ideologia dotycząca spraw społecznych i politycznych. Idzie tu więc o kierowanie się ideologią Kościoła, a nie jakąkolwiek nauką.

Za poparcie Kościoła PiS będzie musiał się odpłacać ciągłymi ustępstwami. Na horyzoncie jest właśnie republika wyznaniowa, katolicka. Istniała w latach 1990. taka partia – Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, ZChN – która miało początkowo w programie ustanowienie w Polsce państwa chrześcijańskiego, później to wykreśliła, bo nie chwyciło, partia nie notowała sukcesów i upadła. PiS chce państwo katolickie ustanowić po cichu, wprowadzić tylnymi drzwiami, nie umieszczając tego hasła w programie. To niewątpliwie sprytniejsza taktyka. Pisowi wydaje się, że w katolicyzmie i Kościele zyska mocne podstawy władzy na długo.

A może polska rzeczpospolita katolicka byłaby państwem i społeczeństwem lepszym niż obecnie? Można żyć złudzeniami, ale warto na jedno chociażby zwrócić uwagę. Istnieje państwo watykańskie, kościelne, katolickie, oparte na silne władzy szefa, wręcz na zasadach absolutyzmu. I co? Pół biedy, że panuje tam wszechobecny kicz, kiczowate stroje, pantofelki, kiczowate obyczaje, kiczowata tzw. duchowość. Ale dzieje się tam wiele zła, któremu katolicyzm jak widać nie zapobiegł. Wysoki funkcjonariusz, arcybiskup Wesołowski okazał się pedofilem, nie brak afer korupcyjnych. Nie ma nic złego w stosunkach homoseksualnych, ale okazuje się, że w Kościele nie brak aktywnych homoseksualistów, co jest wskaźnikiem hipokryzji. To nie są incydenty. Wspomnijmy też o przemożnej skłonności Kościoła do eksploatowania państw, w których Kościół działa, i do strzyżenia owieczek. Książa – mówi się – muszą przecież z czegoś żyć, nie ma się czemu dziwić.

Katolicyzm niczego nie naprawi ani nie poprawi. Gołym okiem widać, że państwa i społeczeństwa, które przeszły cywilizacyjny proces laicyzacji i budowane są na demokratycznie wybranych zasadach świeckości, prosperuję lepiej niż te, w których religia i kościoły odgrywają wielką rolę.

Alvert Jann

* Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/ :

„Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

W tej chwili na blogu jest dziesięć artykułów. O sobie piszę w: „Jak zostałem ateistą. Część 1”.

Spotkania przy trzepaku

globe-862342_1920

Bożena Przyłuska – „Za zasłoną kwestii światopoglądowej”

globe-862342_1920Dlaczego niektóre obszary życia społecznego, które w innych krajach Europy uważa się za kwestie medyczne lub prawne, u nas zamiata się pod dywan nazywając tajemniczo „kwestiami światopoglądowymi”? Cóż to takiego jest? Światopogląd czyli pogląd na świat to przecież znacznie szerszy wachlarz zagadnień niż aborcja, in vitro, związki partnerskie czy religia w szkole. Jakie jest kryterium doboru tych obszarów tematycznych? Dlaczego akurat aborcja a nie np. reprywatyzacja, edukacja czy globalizacja została okrzyknięta „kwestią światopoglądową”? Nietrudno zauważyć, że są to po prostu ważne obszary zainteresowań kościoła katolickiego – instytucji, która buduje swoją pozycję polityczną w Polsce zawłaszczając sferę obyczajową za pomocą wierzeń i tabu. Ta mitologizacja życia społecznego jest de facto umacnianiem rządu dusz przez wytrącanie władzy rozumu.

Prawo do usunięcia niechcianej ciąży jest w rzeczy samej zagadnieniem medycznym i prawnym, a nie jakąś mityczną „kwestią światopoglądową”. Zagadnienie o którym dzisiaj powinniśmy dyskutować to granice prawa kobiety do dysponowania własnym ciałem wobec konieczności poszanowania prawa płodu, gdy już rozwinie cechy decydujące o staniu się podmiotem praw, a także merytoryczne kryteria o tym fakcie decydujące.

Tymczasem w miejsce rzeczowej dyskusji po stronie fanatyków religijnych pojawia się laleczka „Jaś” czyli rzekoma osoba poczęta i epatowanie zdjęciami rozszarpanych płodów. Zaś po stronie elit politycznych – milczenie i odmowa podjęcia rozmów czyli dopuszczenia projektu liberalizacji ustawy antyaborcyjnej do parlamentarnej i publicznej dyskusji.

Prawo służy nam wszystkim i powinno regulować życie społeczne kierując się aktualnym stanem wiedzy i humanistyczną moralnością, nie zaś w oparciu o światopogląd i religię określonej grupy społecznej. Ponieważ umówiliśmy się jako społeczeństwo, że granice naszych praw wyznacza nienaruszalność praw drugiego człowieka, możemy przyjąć, że dopóki nie można mówić o człowieku w łonie kobiety, jej prawo do dysponowania własnym ciałem nie powinno być niczym ograniczone.

A człowieczeństwo zarodka jest wyłącznie kwestią wiary, a nie wiedzy naukowej. Zarodek nie jest dzieckiem, tylko grupą komórek. Zarodki nie mają mózgu, nie odczuwają bólu, nie mają świadomości i takie są fakty. Nikt nie kwestionuje, że zarodek jest formą życia. Jednak bycie formą życia nie czyni z niego człowieka.

Spór o to, kiedy dokładnie zaczyna się człowiek w sensie filozoficznym prawdopodobnie pozostanie nierozstrzygnięty i przesiąknięty myśleniem magicznym. Ale z medycznego punktu widzenia, tak jak o orzeczeniu zgonu decyduje śmierć mózgu, tak o momencie powstania człowieka winno decydować dopiero jego (mózgu) rozwinięcie. To mózg nadaje organizmowi zdolność odczuwania bólu, percepcji, samoświadomość i podmiotowość.

Aborcja do 12 tygodnia ciąży, gdy z całą pewnością zarodek nie posiada żadnej z tych zdolności, nie jest więc na pewno uśmierceniem człowieka, tylko zapobiegnięciem jego rozwinięciu się z grupy komórek o niepewnym jeszcze potencjale do rozwoju. Nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla zakazu tak wczesnego usunięcia ciąży.

Inaczej sprawy się mają w przypadku bardziej zaawansowanej ciąży. Najpierw kilka kluczowych faktów. Zgodnie z aktualnie obowiązującą ustawą późne aborcje mogą być w Polsce dokonywane albo ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia kobiety (bez ograniczeń ze względu na wiek płodu) albo ze względu na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu lub nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej).

O ile ten pierwszy przypadek pozostawia niewiele definicyjnych i etycznych wątpliwości – bezpieczeństwo matki jest uznane za bezwzględnie priorytetowe (mimo tego prawo to jest nagminnie łamane!), to definicja „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu” jest nieścisła, podatna na bardzo różne interpretacje. Ustawa nie reguluje precyzyjnie, które wady płodu i w jakim terminie kwalifikują do zabiegu przerwania ciąży.

W przypadku śmiertelnych wad i chorób, gdy przerwanie ciąży jest równoznaczne z minimalizacją nieuniknionego cierpienia kobiety i płodu sprawa jest jednoznaczna. Inaczej jest w przypadku upośledzeń nieodwracalnych, które nie są śmiertelne i nie wiążą się z fizycznym cierpieniem – takich jak np. zespół Downa czy Turnera. Podczas gdy jedni lekarze kwalifikują je jako ciężkie i dopuszczają jako wskazanie do aborcji w terminie zgodnym z przepisami ustawy, inni nie uważają tych wad za wskazanie do aborcji w ogóle, a jeszcze inni uważają za dopuszczalne usunięcie ciąży obarczonej takimi wadami, ale tylko we wczesnej fazie rozwoju.

Jak można było uchwalić tak fatalne, niejednoznaczne prawo i przez 23 lata udawać, że jest przestrzegane i w dodatku uparcie twierdzić, że jest wynikiem „kompromisu”? „Kompromis” ten jest w rzeczy samej wynikiem interesu ubitego przez prawicę z kościołem wbrew woli społeczeństwa, a za trwanie tego krzywdzącego bubla prawnego odpowiada cała nasza elita polityczna.

Dzisiaj cały ciężar odpowiedzialności za decyzję o przerwaniu ciąży spoczywa na ciężarnych i lekarzach. Uznaniowość i nieprecyzyjność zapisów prawa prowadzi do licznych konfliktów pomiędzy ciężarnymi kobietami i lekarzami, lekarzami i szpitalami, do unikania odpowiedzialności przez lekarzy w obawie przed konsekwencjami i wreszcie do radykalizowania się ich postaw.

Spójrzmy prawdzie w oczy. W obecnej sytuacji prawnej najbardziej bezpieczną, a zarazem oszczędną emocjonalnie i intelektualnie strategią jest dla lekarza całkowita odmowa wykonywania zabiegów. Lekarze przyjmują taką postawę tym chętniej, że w sukurs przychodzi im państwo, zapewniając drogę ucieczki, jaką jest klauzula sumienia. A konsekwencje bywają tragiczne. Wystarczy przypomnieć przypadek Agaty Lamczak, której w obawie o poronienie nie leczono z niebezpiecznej choroby, w wyniku której zmarła. Lub Alicji Tysiąc, której odmówiono prawa do przerwania ciąży, w wyniku czego prawie straciła wzrok.

Trudno się też dziwić, że w tej mętnej wodzie fanatyczni zwolennicy całkowitego zakazu aborcji zyskują poklask. Ich aktualną szarżę na sejm i społeczne poparcie zawdzięczamy nie tylko bezpardonowemu i bezwstydnemu zaangażowaniu kościoła w politykę, ale także fatalnemu bublowi prawnemu zwanemu „kompromisem”.

To już najwyższy czas, żeby rzeczowo porozmawiać i ustalić logiczne kryteria decydujące o kształcie ustawy regulującej prawo do aborcji. Temu właśnie powinna służyć praca w komisjach sejmowych. Dlatego odmowę dopuszczenia do dyskusji i zapowiedź odrzucenia projektu liberalizacji ustawy w pierwszym czytaniu uważam za skandaliczną.

Taka decyzja świadczyłaby o arogancji i tchórzostwie. Mniejsza z fanatycznymi Pisowcami i świętym stosem płonącym w ich głowach. Ale jeśli ktoś z „nowoczesnych” i „obywatelskich” Posłanek i Posłów tego nie rozumie i kryterium decydującym o podjęciu dyskusji jest dla Państwa arytmetyka sejmowa, to dalibyście świadectwo bezideowego koniunkturalizmu.

Czy ponad dwieście tysięcy podpisów obywateli nie jest wystarczającą ceną za udział w rzeczowej rozmowie? Czy nie możemy podyskutować na racjonalne argumenty zamiast zasłaniać się „kwestią światopoglądową” albo „kwestią sumienia”? Prosimy o możliwość zabrania głosu w dyskusji, odwagę i nieodrzucanie projektu w pierwszym czytaniu. #ratujmykobiety

Tekst opublikowany na Liberte!, przedrukowany za zgodą autorki. 

schizofrenia

Schizofreniczna Moralność Cywilizowanych Społeczeństw

tania sensacja1

Media chętnie zajmują się kontrowersyjnymi tematami takimi jak korupcja, pedofilia lub przemoc w rodzinie. Dziennikarze wynajdują i komentują bulwersujące przypadki i afery, wtórują im politycy – każdy sposób jest dobry, aby zaistnieć i odwrócić uwagę społeczeństwa (elektoratu) od spraw naprawdę istotnych. Tego rodzaju wykroczenia są integralną częścią niemal każdego zorganizowanego społeczeństwa. Tymczasem media i rozmaite autorytety moralne, z różnych przyczyn i pobudek (niekoniecznie szlachetnych), wyważają otwarte drzwi i odkrywają na nowo Amerykę. Zaiste, zjawisko nie z tej ziemi: tu zboczeniec, tam pedofil, tu nieuczciwy polityk, a tam skorumpowany urzędnik. Podnoszą się głosy, że należy ich kierować na przymusowe leczenie albo odbierać zgromadzony majątek. Można debatować o tym w nieskończoność ewentualnie powoływać komisje śledcze. Nie łudźmy się jednak, że bulwersujące przypadki i afery, którymi powinny zajmować się przede wszystkim organy ścigania, są rozdmuchiwane tylko dlatego, by piętnować wszechobecne zło i pomagać ofiarom. Rzeczywistość jest bardziej prozaiczna – media i politycy chętnie żerują na taniej sensacji.

amerykanizmy

Od ponad ćwierć wieku jesteśmy demokratycznym społeczeństwem (cokolwiek to znaczy) a od dziesięciu lat pełnoprawnymi Europejczykami (czy wcześniej byliśmy Azjatami?) i chyba dlatego coraz śmielej zmierzamy w kierunku schizofrenicznej moralności rodem z USA – można w majestacie prawa bombardować cywilów w regionach obfitujących w ropę naftową, torturować więźniów i inwigilować cały świat z powodu wyimaginowanego zagrożenia terroryzmem, ale gdy puścisz oczko do koleżanki z pracy, to jej prawnik może zarzucić ci molestowanie seksualne i oskubać do ostatniego centa. Podejrzewam, że wiele jeszcze przed nami. Skoro Halloween, Walentynki i inne elementy American junk culture zostały już zaadaptowane, to również reszta mcdonaldowej tandety z biegiem czasu przyjmie się w Polsce. Śmiem uważać, że spora część tak zwanych erotomanów i zboczeńców jest zupełnie niegroźna dla społeczeństwa. Zazwyczaj nas bawią, wzbudzają ciekawość lub politowanie, zapewne tylko nieliczni są niebezpieczni dla otoczenia. Natomiast prawdziwi złoczyńcy i psychopaci często pozostają bezkarni, ponieważ są inteligentni i znakomicie się kamuflują (geniusz rzadko kiedy idzie w parze z dobrem, jakoś nie mają wspólnego języka). A propos szkodliwości, jeśli nie zapłacę kilku złotych jakiemuś urzędowi, ukradnę coś w sklepie lub zaparkuję w nieodpowiednim miejscu, to mogę zostać surowo ukarany. I słusznie, gdyż należy ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Tymczasem gdy grupa polityków odstawiających szopki w Sejmie wymyśli i przeforsuje bezsensowne ustawy lub reformy, które powodują miliardowe straty i ogólny zamęt w kraju, to… No właśnie, kto ich ukarze? Co im można zrobić? Dokładnie nic. Poszkodowani przez nich ludzie mogą co najwyżej ponarzekać, wszak nasi bezkarni możnowładcy wykonują tylko swoje obowiązki, oczywiście zgodnie z prawem, które sami tworzą. A kiedy już skończą z polityką, to znajdą sobie intratne posady i spokojnie przeczekają do sowitej emerytury. Politycy nie rozwiązują problemów, oni je tworzą i finansują za nasze podatki. Nawet gdy dopuszczają się przestępstw i nadużyć, chronią ich enigmatyczne instytucje, całodobowe monitoringi i immunitety. Władza to przede wszystkim odpowiedzialność lub jej brak, a skoro nie można sądzić i karać prawdziwych zbrodniarzy i psychopatów, to nęka się niegroźnych biedaków, społecznych wyrzutków i szuka kozłów ofiarnych.

mam w garści
Dzięki informacjom ujawnionym przez WikiLeaks wiadomo, że wśród 780 więźniów Guantanamo było 380 niskich rangą żołnierzy piechoty i 150 niewinnych Afgańczyków oraz Pakistańczyków, których amerykański wywiad mylnie zidentyfikował jako terrorystów. Według ujawnionych dokumentów w Guantanamo dochodziło do nękania i tortur zwykłych, bezbronnych ludzi. Potwierdza to także opublikowane przez Senat USA streszczenie raportu na temat przesłuchań, które CIA prowadziła w tajnych ośrodkach za czasów prezydenta Busha. Klasycznym przykładem kozła ofiarnego jest Roman Polański uprawiający seks z trzynastoletnią wtedy Samanthą Geimer, którą fotografował do magazynu Vogue Homme International. Matka dziewczyny, niespełniona aktorka, chętnie wyraziła zgodę na zdjęcia córki. Samantha, chcąc zrobić wrażenie na słynnym reżyserze, zachowywała się jak dorosła, jednak podczas zbliżenia spanikowała i chciała się wycofać. O tym, co zaszło, opowiedziała swojemu chłopakowi, z którym już wcześniej uprawiała seks. Ich rozmowę podsłuchała siostra dziewczyny i poinformowała matkę, która zawiadomiła policję. W swojej autobiografii reżyser oskarżył matkę Samanthy o podsunięcie mu córki i szantaż w celu zdobycia angażu. Sędzia Laurence Rittenband lubił rozgłos i rozprawy, których bohaterami były gwiazdy Hollywood. Kiedy przedstawiciele obu stron wnieśli o ugodę, był zawiedziony. Samantha szybko zrozumiała, że mediom i sędziemu nie chodzi o jej dobro, lecz o tanią sensację, dlatego chciała szybko zakończyć sprawę i nigdy do niej nie wracać. Wielokrotnie podkreślała, że nie ma żalu do Polańskiego. Medialny szum wokół tego wydarzenia wyrządził dziewczynie znacznie większą krzywdę, niż niefortunny incydent z reżyserem. Polański w filmie Rzeź zakpił z zakłamanej moralności zachodniego świata i nobliwych obywateli, którzy ferując wyroki uważają się za lepszych od reszty. Pracował nad nim podczas wielomiesięcznego pobytu z elektroniczną obrożą w szwajcarskim Gstaad. Bohaterowie tego filmu uważają się za elitę społeczeństwa i mają nienaganne maniery, lecz niewinna bójka między dziećmi wywołuje eskalację emocji i wzajemnych złośliwości. Wychodzą na jaw głęboko skrywane brudy i tajemnice, a wszystkie chwyty stają się dozwolone. Czy pogarda i nienawiść współczesnych demokratycznych społeczeństw wobec pedofilii i hebefilii nie maskuje przypadkiem ich zakłamanej pruderii, hipokryzji i nieczystych sumień?

edukacja seksualna

W medialnej nagonce na tak zwanych zboczeńców i pedofilów dostrzegam obłudę i brak konsekwencji. Potępia się mężczyzn, którzy współżyją z trzynastoletnimi dziewczynami, jednocześnie istnieje ogólne przyzwolenie na wszechobecność seksu, który stał się swego rodzaju towarem i bożkiem. Młodzież dojrzewa coraz szybciej i ma swobodny dostęp do internetu pełnego pornografii, jest wychowywana przez media i system edukacji. Już małe dzieci przejawiają zainteresowanie seksualnością i zaspokajając własną ciekawość czasem bawią się w lekarza, w niemieckich przedszkolach uczy się ich masturbacji. Tymczasem zapracowani i skupieni na sobie rodzice nieczęsto znajdują czas i ochotę, by koncentrować się na problemach i potrzebach dzieci, zwykle nie mają z nimi kontaktu. Trzynastoletnie, a nawet młodsze dziewczyny udają dorosłe i starają się wyglądać sexy. Już mało kogo dziwi, że używają wulgarnego języka i chodzą wyzywająco ubrane do rozmaitych klubów i dyskotek. Czego tam szukają? Oglądają tam z koleżankami kreskówki i grają w warcaby? Kiedy któraś zajdzie w ciążę, zostanie zgwałcona lub przedawkuje narkotyki, to wszyscy są winni, tylko nie jej rodzice i opiekunowie. Czy osiemnastolatek jest pedofilem, kiedy odbywa stosunek z dojrzałą fizycznie czternastolatką, która sama tego chce? A jeśli w takiej sytuacji mężczyzna ma trzydzieści lub więcej lat? Czy automatycznie staje się zboczeńcem i przestępcą? Czternastolatki nie wierzą już w przyrost naturalny przy pomocy bocianów. Oczywiście dla dobra dzieci powinna istnieć granica wieku przyzwolenia, której dorośli nie powinni przekraczać, ale według jakich kryteriów taką granicę ustalić i jak egzekwować jej nienaruszalność? Kto ma ją wytyczać? Rodzice? Lekarze? Urzędnicy? Politycy? Duchowni? Dlaczego nasze życie seksualne mają regulować inni ludzie? Jak daleko polityka i religia może ingerować w nasze prywatne sprawy? Odgórne narzucanie i egzekwowanie granic w tej materii raczej się nie sprawdza, ponieważ wkraczający w dorosłość ludzie różnią się od siebie i wywodzą z rozmaitych środowisk. Wiek uprawniający do współżycia seksualnego zwykle różni się od wieku, w którym człowiek osiąga fizyczną lub psychiczną dojrzałość. Kwestia ta wzbudza wiele kontrowersji, ponieważ wiek przyzwolenia może zależeć od regionu, epoki i tradycji, w dodatku narzucone odgórnie prawo zwykle nie uwzględnia obustronnej zgody osób współżyjących ze sobą. A przecież istnieje wyraźna różnica między gwałtem a dobrowolnym stosunkiem. Zresztą to, co wydaje się dziwne lub szokujące w danej kulturze, może być całkowicie normalne i akceptowane w innej. W krajach muzułmańskich według prawa legalne są kontakty seksualne z osobami poniżej dwunastego roku życia, co ewidentnie zagraża bezpieczeństwu dzieci. Dziewczynka, która dostaje pierwszy okres nie przestaje być dzieckiem i nie staje się automatycznie zdolna do normalnego współżycia z dorosłym mężczyzną. Kilka stuleci temu w Europie uznawano za pełnoletnich czternastoletnich chłopców i dwunastoletnie dziewczęta; królowa Jadwiga miała dwanaście lat gdy wyszła za Władysława Jagiełłę, który był wtedy po trzydziestce. W takim wieku ludzie mogli legalnie wstępować w związki małżeńskie i aprobował to kościół. Co ciekawe, niebudzącą obecnie wielkich kontrowersji masturbację uznawano wtedy za wysoce naganną i szkodliwą. W niektórych krajach (Meksyk, Filipiny, do niedawna także Watykan) wiek przyzwolenia wynosi dwanaście lat. W Hiszpanii, Argentynie i Japonii trzynaście, w Niemczech, Austrii i Szwajcarii czternaście, ale w Tunezji dwadzieścia a na Madagaskarze dwadzieścia jeden lat. W Polsce stosunek lub inne czynności seksualne z osobą poniżej piętnastego roku życia są przestępstwem nawet wtedy, gdy odbywają się za zgodą obydwu stron. Według art. 202 § 4 i 4a kk utrwalanie treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej lat osiemnastu, sprowadzanie, przechowywanie i posiadanie takich treści lub uzyskiwanie do nich dostępu jest nielegalne. Karalne jest również udostępnianie treści pornograficznych małoletniemu poniżej lat piętnastu. Prawo jest czarno-białe, rzeczywistość niekoniecznie. Często spotykamy się z informacją, że pornografię wolno oglądać po skończeniu osiemnastu lat, tymczasem seks można legalnie uprawiać już w wieku lat piętnastu. Czy aby być w zgodzie z prawem, nastolatki uprawiają seks z zamkniętymi oczami i dlatego tak wiele z nich zachodzi w ciążę? Niekoniecznie, to raczej poziom edukacji seksualnej w naszym kraju sprawia, że wiedza młodzieży na temat antykoncepcji jest (delikatnie mówiąc) niewystarczająca. Powodem tego jest trwający w Polsce od ćwierć wieku sojusz władzy z kościołem katolickim, który stara się kontrolować rozmaite dziedziny życia społecznego, także naszą seksualność. Co mają do przekazania współczesnej młodzieży na temat seksu katoliccy katecheci lub duchowni, którzy (przynajmniej teoretycznie) nie mają w tej materii praktycznego doświadczenia? Skoro (ich zadaniem) seks pozamałżeński, masturbacja i antykoncepcja są grzechem, to młodym ludziom pozostaje jedynie celibat i modlitwa.

 

kasa

Motywem naszych działań zwykle są pieniądze lub satysfakcja. Można zarabiać dzięki fizycznej pracy, brutalnej przemocy, inteligencji, urodzie lub giełdowym spekulacjom. Czasem wystarczy łut szczęścia, trochę sprytu i obecność w odpowiednim czasie i miejscu. Młodzież lubi miłe towarzystwo modnych ubrań, elektronicznych gadżetów i markowych kosmetyków – przecież trzeba czymś zabłysnąć przed rówieśnikami. W naszym kraju tysiące nastolatek uprawia sponsoring lub prostytucję, nie zawsze pochodzą z patologicznych lub biednych rodzin. Pewnego dnia doznają olśnienia i zakładają swój mały biznes bez ZUSu i podatków. W branży seksualnej liczy się przede wszystkim młodość i zewnętrzne piękno, które jest cennym i pożądanym towarem, więc problemu prostytucji nieletnich nie rozwiążą debaty, kary i ustawy, bo z ludzką naturą nikt jeszcze nie wygrał. Mężczyzn pociągają nastolatki a panie w średnim wieku wyjeżdżają do egzotycznych krajów nie tylko po to, by zażywać kąpieli. Nie ma w tym nic dziwnego lub nienaturalnego. Pewna część społeczeństwa nie ma nic przeciwko temu, aby seksbiznes był jedną z gałęzi gospodarki rynkowej. Śmiem przypuszczać, że gdyby usługi seksualne były wszędzie czymś normalnym i legalnym, jak na przykład wizyta u fryzjera, nie dochodziłoby do rozmaitych nadużyć i tragedii a świat przestępczy nie czerpałby ogromnych zysków. W dodatku jakość tych usług byłaby znacznie wyższa a kobiety robiłyby to z własnej woli i w lepszych warunkach – gangsterzy raczej nie dbają o komfort fizyczny i psychiczny swoich ofiar i mało przyjemni z nich pracodawcy. Najwyraźniej nasi dobroduszni politycy, którzy wprowadzają dla naszego dobra rozmaite ustawy, mają konkretne powody, aby prostytucja i niektóre używki wciąż istniały w szarej i niekontrolowanej przez państwo strefie. W większości europejskich krajów prostytucja jest nielegalna, choć powszechna i tolerowana. W niektórych państwach (Polska, Francja, Włochy, UK) jest legalna, ale nie regulowana prawnie, więc zorganizowana działalność (sutenerstwo, domy publiczne) jest zabroniona. Jedynie w Grecji, Niemczech, Holandii, Austrii i Szwajcarii jest to w pełni legalny i regulowany prawnie biznes. Alkohol i papierosy szkodzą i uzależniają, lecz państwo legalnie czerpie z ich sprzedaży gigantyczne zyski. Dlaczego zatem prostytucja i marihuana są nielegalne? Zapalisz trawkę i stajesz się przestępcą, narkomanem i degeneratem? Czy rząd boi się, że poprzez legalizację marihuany straci kontrolę nad ludźmi? Faktycznie, podczas palenia jointów mogliby doznać olśnienia i zbuntować się przeciwko władzy. Jak widać, także w kwestii używek i prostytucji spotykamy się z głęboką schizofrenią. Swego czasu prohibicja w USA udowodniła, że można prawnie zakazać czegokolwiek, a ludzie nadal będą to robić, tyle tylko, że ceny za nielegalne przyjemności pójdą w górę, a zyski powędrują bezpośrednio do kieszeni gangsterów. Podobnie korupcji nie zlikwidują debaty, kary i szum medialny wokół kilku kozłów ofiarnych, których oskarży się o nadużycia. To walka z wiatrakami, która prowadzi do wzrostu cen łapówek i przypomina leczenie wrzodów żołądka przy pomocy tabletek przeciwbólowych. Powierzchowne działania na pokaz i ustawy nie likwidują przyczyn nałogów, prostytucji i korupcji, ponieważ patologiczne zjawiska mają swój początek w ludzkiej naturze i ułomnym systemie społeczno-ekonomicznym.

drugie dno

Niektórzy postrzegają świat tylko w czerni i bieli, tymczasem życie bywa znacznie bardziej skomplikowane. Pod powierzchnią rzeczywistości kryją się inne warstwy, drugie dno. Istnieje przekonanie, że kobiety są ofiarami męskiego chamstwa i szowinizmu, tymczasem one też mają sporo na sumieniu. Świadomie manipulują, prowokują i wykorzystują mężczyzn. Według niektórych badań co dziesiąty polski mężczyzna doświadczył przemocy fizycznej w domu, a co piąty był nękany psychicznie przez partnerkę. Szantaż, obelgi, policzkowanie, rzucanie przedmiotami, zabieranie wypłaty, poniżanie w towarzystwie. To tylko niektóre przykłady zachowań kobiet wobec swoich partnerów. Lecz wyobraźmy sobie faceta, który skarży się na policji lub w sądzie, że jest molestowany lub maltretowany przez kobietę. W wielu sytuacjach procedury organów ścigania po prostu się nie sprawdzają, litera prawa a brutalna rzeczywistość to dwa różne i odległe światy. Problemem nie są naturalne zachowania człowieka, lecz ułomny system społeczno-ekonomiczny, obłuda i brak odpowiedniej edukacji. Problemem jest także niejednoznaczne, niejednolite i oderwane od rzeczywistości prawo nierespektowane przez ludzi i nieegzekwowane przez organy ścigania. W dawnej Polsce mawiano że prawo jest jak pajęczyna, bąk się przebije, a na muchę wina. To niestety wciąż prawda. Bohaterów wielkich afer bronią możni znajomi i sztaby prawników. Grube ryby, w przeciwieństwie do maluczkich, zwykle dostają symboliczne wyroki albo wychodzą za wysoką kaucją. Dlaczego politycy i duchowni próbują nas umoralniać i uszczęśliwiać na siłę, narzucając z góry normy i prawa, które są bezsensowne lub nieadekwatne do rzeczywistości? Od dziecka wpaja się nam, że nasze życie w dużej mierze zależy od urzędników, duchownych i polityków, otóż nic bardziej mylnego. Ludzie doskonale potrafią sobie radzić bez nich, świat byłby lepszy i piękniejszy bez polityki, religii i biurokracji. Zresztą, jeśli czynimy dobro, to z reguły dlatego, że leży to w naszym interesie, a jeśli nie czynimy zła, to przede wszystkim dlatego, że boimy się kary. Na koniec sparafrazuję słynną wypowiedź Alberta Einsteina. Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka hipokryzja, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

Sławomir Podziewski

discuss

Polemika do tekstu „Cisza przed burzą”

Publikujemy tekst za zgodą autora, który jest komentarzem do wpisu na blogu Kaprawym okiem ateisty „Cisza przed burzą” – Mariusz Hnatiuk.

Autor: Zbigniew Woźniak:

Jest jednak jeden niepewny element tej układanki – Kaczyński, który prowadzi z kapłanami grę o poparcie, balansując między Rydzykiem, Episkopatem, kultem Smoleńskim i zemstą, która jest siłą nadrzędną – motorem napędzającym prezesa.

Ta układanka wbrew pozorom mocno trzeszczy.

Tak, ta układanka trzeszczy ale jej ABSOLUTNIE NIC wewnątrz tego układu nie zagraża. Te strony – KK i partia polityczna – spotkały się ze sobą i zawarły (może niepisany) sojusz na zawsze oparty na idei oraz dążeniu do władzy absolutnej.

Idea to tzw. wartości. Mogłyby być jakiekolwiek – za czasów Hitlera to był faszyzm (w jakiejś tam wersji lokalnej podpartej antysemityzmem), za czasów Stalina komunizm (niewiele mający wspólnego z prawdziwymi założeniami idealnego komunizmu) i analogicznie w przypadku innych, niedopuszczających do koegzystencji idei. Właśnie – taka idea nie może mieć konkurencji. Wartości są tylko jej i nikt inny, ani nic innego, nie może ich reprezentować. Czy nie przypomina to naszej sytuacji? A czas przed jej zaistnieniem z propagandą i dezawuowaniem konkurencji? Zauważ, że zarówno KK jak i ta nacjonalistyczna partia reprezentują ten sam zestaw ideowy. Jest im ze sobą ZAWSZE po drodze.

Władza absolutna. Wielu chciałoby jej ale niewielu potrafi do niej skutecznie dążyć. Jeśli „towarzystwo” jest mocno zideologizowane – a w naszym przypadku tak jest, bo to potężna grupa fundamentalistów religijno-politycznych – to znacznie ważniejsze (psychologicznie) jest dla nich to, że mogą osiągać realną władzę nad nami, nie wyznającymi ich ideologii, niż osiągać istotne stanowiska w hierarchii w swojej grupie. Gdyby zdarzyło się, że kiedyś uciszą wszystkich buntowników, to „dobry” władca absolutny znajdzie im jakiegoś innego wroga, jakieś niebezpieczeństwo, co znów skonsoliduje grupę na celu istnienia i oczywistym wtedy dla każdego członka uznawaniu prawa wodza do piastowania jego stanowiska. Przecież tak było do tej pory. KK wyznaczał wrogów i straszne idee a wierni czuli się zobowiązani do obrony jakoby zagrożonych interesów wspólnoty. A PiS? Dokładnie ta sama retoryka – wszyscy inni mieli być źli, a oni niesłusznie marginalizowani i prześladowani.

Te dwa elementy idealnie współgrają. I w wielu państwach w historii ludzkości powtarzał się ten schemat. Religia służyła jako idealne narzędzie władzy, bo czyniła ludzi wierzącymi. Człowiek wierzący wie, że jego dogmat jest jedyny i doskonały, a człowiek bardzo wierzący (bardzo ogłupiony, oskalpowany z logiki i samodzielności myślenia) będzie go bronił za cenę swego życia. Zrezygnuje z luksusów (ma je obiecane po śmierci) a teraz pracuje na dobro dogmatu i wspólnoty. A czego potrzeba władcy absolutnemu? Właśnie takich poddanych. No, czasem religię zastępowało się kultem jednostki, z całkowitym wykluczeniem jej jako konkurencji dla tego kultu. Znamy takie, nieliczne przykłady z niektórych dyktatur ale to układ mocno niestabilny, gdyż kult jednostki jest możliwy do negatywnej weryfikacji w skończonym czasie i w świecie realnym a kult religijny zawsze odnosi się do nieosiągalnego boga w zaświatach, o którym nic pewnego nie wiadomo czyli, że nie da się mu przypisać niczego złego (a jeśli to nie wyjdzie, to zmienia się boga).

Tak więc naszej, polskiej układance nie zagraża żadne wewnętrzne niebezpieczeństwo. A te zewnętrzne, to my. Nadchodzi próba sił. Jeśli przekroczymy pewną subtelna granicę w poddawaniu się nadchodzącym przekształceniom, to z realnie widocznym uwolnieniem się od tych pajaców możemy się pożegnać na bardzo długo lub „na zawsze”. To ostatnie odnoszę do destabilizującego się całego świata. Globalne procesy, o których wydaje się, że nic ich już nie zahamuje, poruszyły przeludnione, ludzkie wspólnoty. Może nie dotknie to każdego zakątka naszego globu ale na pewno zmiażdży te społeczności, które, jak nasza, nie mają silnej gospodarki, dobrych tradycji wspólnotowych, nie są dobrze (skutecznie) wyedukowane itd. A nikt nam z bezinteresowną pomocą raczej nie przyjdzie. W ciągu najbliższego roku taki egzamin zda w stosunku do nas UE. Albo nie zda i zostaniemy sami ze swoim dyktatorskim problemem.

PiS i KK to bratanki ideowe a sprawując wspólnie władzę tylko zyskują. I obie strony świetnie sobie z tego zdają sprawę. Głosy pojedynczych biskupów – w te lub we wte – nie mają tu żadnego znaczenia. W dyktaturze trzeba rządzić ogłupionym tłumem a tłum, który wie, że dostanie zapłatę po śmierci i godzi się na to, to idealni poddani w takim państwie.

Kult Smoleński to krucha konstrukcja – w którymś momencie sprawa musi się wyjaśnić, bo ileż można karmić ludzi parówkami, bombami i coraz to nowszymi wątkami.

Przecież wyjaśnienie dla nas, myślących ludzi już istnieje. A dla ludzi wierzących wyjaśnienie nie musi mieć sensu. Wiara nie kieruje się logiką. Wystarczy, że powiedzą, że był wybuch, zamach… cokolwiek i potwierdzą, że to prawda. Wierny lub uwierzy. Stworzy się odpowiednie dokumenty. Napisze uczone prace. Dorobi brakujące fakty. I amen. Czy Ty musisz znać dowód prawdziwości twierdzenia Pitagorasa? Nie musisz. Stosujesz je w realu, działa. W życiu nie potwierdzamy wciąż na nowo prawd. Ufamy nauce, która te dowody zna. Tak więc katastrofa smoleńska dostanie taką „pieczątkę naukową”, której wierzący w ten sam sposób zaufają.

„… bo ileż można karmić ludzi…”

Trzeba ich karmić, bo to mit męczeński niezbędny do uzasadnienia, dlaczego „tych złych” nie wolno znów dopuścić do władzy. I dlaczego oni są tacy źli. I dlaczego wciąż trzeba się mieć na baczności, bo czają się tuż za ich progiem, gotowi znów kogoś uśmiercić. I tak dalej. Klasyka.

„Mimo poprawnych na pozór stosunków Episkopatu z Rydzykiem, te dwie organizacje kościelne są w konflikcie interesów.”

To drobne przepychanki, które nie mają większego znaczenia – wobec groźby utraty władzy (niemal absolutnej) i przywilejów wszyscy stoją murem: ogłupiają, indoktrynują, szczują, szkalują wciąż tą samą ideologią.

„Jest też i pozytywna strona całej tej hucpy, bo społeczeństwo coraz skuteczniej pokazuje PiS-owi środkowy palec.”

Pozytywna? Takie zjednoczenie jest tymczasowe a straty z doświadczenia będą ogromnie duże. Dewastacja państwa to proces, którego nie da się równie szybko odwrócić. Oczywiście pod warunkiem, że się to uda. Na Węgrzech nie udało się i Węgrzy mają już przechlapane. A Kaczyński jest sporo sprytniejszy od Orbana i ma za sobą dużo silniejszy polski KK niż jego odpowiednik węgierski. U nas to właśnie KK ostatecznie i najskuteczniej wypromował PiS, przez wiele lat indoktrynowania ideą „bóg, honor, ojczyzna”. Nie umiem przewidzieć, czy nam się uda pokonać ten układ ale istnieje bardzo duże ryzyko, że dyktatura Kaczyńskiego stanie się faktem. Dyktatura czyli stan, w którym on będzie mógł zrobić (teoretycznie) wszystko a my przeciwko niemu nic.

Ja nie widzę tu NICZEGO pozytywnego. Prosta sprawa – z bilansu zysków i strat.

51393a9cc6819bef5f2488a7d15b1934

Spójna niespójność

2015-05-07_153521Kandydatura doktor Ogórek od samego początku wywoływała spore emocje. Ostatnio mamy kolejną odsłonę – na fejsbuku powstało wydarzenie „zagłosuję na Magdalenę Ogórek jak pokaże cycki”. Akcja ta stała się dość popularna – na tę chwilę w wydarzeniu chce wziąć udział 20 tysięcy internautów. Wywołało to oczywiście szerokie oburzenie choćby na gazecie wyborczej czy wielu innych miejsc w internecie. Na pozór rzeczywiście taka inicjatywa jawi się jak zwykły, szowinistyczny i prymitywny seksizm, typowe sprowadzenie kobiety do zwykłego obiektu seksualnego i granie na najniższych instynktach oraz stereotypach.

Jakie dokładnie cele przyświecają autorom tej inicjatywy nie wiem, na stronie nie da się znaleźć szerszego, ze strony autorów, wyjaśnienia – możliwe zatem oczywiście, że to właśnie taki zwykły prymitywny seksizm, ale, w takim razie, dlaczego jest on tak popularny? Dlaczego dołączają do niego również i w szerokim stopniu kobiety (choćby moje dwie znajome, których poglądy znam i wiem, że najdalej im do popierania takiego pozornego prymitywizmu)? Ja osobiście tej akcji nie popieram, nie przyjąłem do niej zaproszenia, ale bynajmniej mnie ona nie oburza – szczerze przyznam rozbawiła mnie. Rozbawił mnie nie jej prostacki i szowinistyczny charakter ale, że,  mimochodem, udało się autorom obnażyć i zwyczajnie skrytykować polską rzeczywistość polityczną. To nie wyborcy, również uczestnicy tego wydarzenia, sprokurowali jej seksistowski wymiar – to część naszej klasy politycznej jest temu winna i teraz zbiera tego owoce.

Dr Magdalena Ogórek jest kandydatką z kapelusza. Nie ma praktycznie żadnego doświadczenia politycznego, samo SLD rzekomo, z którego ramienia startuje, było tą kandydaturą mocno zaskoczone. Nie przekreśla to oczywiście automatycznie kandydatki, choćby kandydat Pisu to też jakiś czwarty garnitur w partii, ale akurat, w jej przypadku, gołym okiem widać amatorszczyznę i brak profesjonalizmu. Czym konkretnie powinien wyróżniać się polityk, kandydat na prezydenta? Doświadczenie polityczne byłoby oczywiście przydatne, ale przecież są jeszcze inne aspekty, które mogłyby być jego mocnym atutem i zrównoważyć brak powyższego – na pewno dobry program, skutecznie przeprowadzona kampania wyborcza czy charyzma kandydata byłyby po temu niezwykle pomocne. Czy w przypadku dr Ogórek można mówić pozytywnie o tych aspektach? Przyjrzę się im po kolei.

Program – kandydatka rzekomo startuje z list lewicowych. Nie chcę tu szczegółowo rozwijać kolejnych punktów jej programu (morze atramentu zostało tu już wylane). Krótko i zwięźle – program kandydatki jest tak lewicowy, że w trakcie kampanii zapraszano ją do kandydowania z list korwinistów, chwalona też była na znanym ze swojej lewicowości portalu fronda. Wyborca lewicowy program kandydatki może określić wyłącznie jako kpinę, poza lewicowy jako zbiór pobożnych życzeń, chwytliwych hasełek czy zupełnie księżycowych postulatów. Program wygląda na chaotyczny, niespójny, bez konkretnej wizji prezydentury – nie jest zatem tym czym dr Ogórek mogłaby przyciągnąć szerzej wyborców.

Skoro nie doświadczeniem ani programem to może chociaż skuteczną kampanią wyborczą? Żyjemy w czasach marketingu, rozmaici spece nie raz już udowadniali, że można z zupełnie słabych i pozornie księżycowych kandydatów wycisnąć jakiś dobry wynik, po prostu sprzedać coś na pozór niesprzedawalnego. Czy zatem w tym przypadku można tak mówić? No niestety dla kandydatki bezdyskusyjnie nie – mamy XXI wiek, media stanowią IV władzę, chcąc nie chcąc kreują, w dużym stopniu, naszą rzeczywistość i jej społeczne postrzeganie, a kandydatka początkowo wypowiadała się średnio raz na miesiąc i chowała się przed nimi żyjąc niczym w jakimś bunkrze.

Czy wynikało to z jakiejś przemyślanej strategii – patrząc po sondażach, oczywiście nie. Zdecydowanie bardziej prawdopodobny scenariusz to taki, że to kandydatka sama nie była do kampanii przygotowana bo była to dla niej podobna niespodzianka jak dla reszty wyborców i był to jedyny sposób by nie skompromitować na starcie tej kandydatury. To się w jakimś tam stopniu udało, ale też nie mogło być skutecznym sposobem na kampanie wyborczą.

51393a9cc6819bef5f2488a7d15b1934

Ostatnim punktem mogłaby być charyzma kandydatki – trudno sobie wyobrazić by mogła nadrobić powyższe braki, ale gdyby pani Ogórek byłaby obdarzona ją w jakimś niespotykanym stopniu to może tu udałoby się do niej kogoś przyciągnąć. Oglądałem kilka wystąpień kandydatki – pomijając treść były one drętwe, z dykcją nauczycielki przemawiającej do uczniów na jakimś apelu ku czci. W zupełności mnie pani nie przekonywała do siebie, nie mówiąc już o porywaniu swą własną osobą. Taka dość pompatyczna forma wystąpienia sugerowałaby, że kandydatka celuje bardziej w konserwatywny i raczej starszy elektorat, gdzie zapewne odbiór tych wystąpień mógł być dalece bardziej pozytywny niż mój. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że treść owych wystąpień sugerowałaby z kolei, że pani Ogórek celuje raczej w młody i wielkomiejski elektorat, który raczej bardziej niż pompatyczność ceni jej przeciwieństwo.

No więc właśnie – przeciwieństwo. Cała kandydatura pani Ogórek to zbiór paradoksów, przeciwieństw, niespójności i humoru z pogranicza Monty Pytona. Czym konkretnie miałaby do siebie przyciągać wyborców i jakich? Lewicowych czy prawicowych, młodych czy starych? Czy serio można wskazać jakiś rzeczywiście spójny przekaz w powyższym? Czy zatem przekaz pani Ogórek jest całkowicie niespójny? Nie, nie jest.

Jedynym niepodważalnie spójnym przekazem, wyjątkowo kontrastującym z wszystkimi powyższymi, jest zwykły seksizm, który stoi od samego początku za tą kandydaturą. Wierchuszka SLD z pełna premedytacją zaprezentowała nam wyborcom konkurs piękności, a doktorat kandydatki pozwala domyślać się, że i Pani Ogórek doskonale sobie z tego aspektu zdawała sprawę. Ta kandydatura do tego stopnia została sprowadzona do groteski i kpiny, że sama kandydatka wypiera się rzekomo wspierającej ją partii, a jej aparat nie pozostaje jej dłużny. Jednoznacznie można zatem o pani Ogórek powiedzieć, że jest atrakcyjną kobieta, ale wybory, już w szczególności na najwyższy urząd w państwie, to nie konkursy piękności. To nie my wyborcy sprokurowaliśmy ten cyrk, ale zostaliśmy nim z pełną premedytacją obdarowani.

Nie popieram tej fejsbukowej inicjatywy, nie przyłączę się też do niej, ale domniemywam, że spora część jej uczestników to nie troglodyci i seksiści, ale też osoby, które pokazują co myślą o jakości polskiej polityki, które uznają, że cynizm ma też swoje granice i które po prostu nie lubią być traktowane jak idioci. Kto sieje wiatr…

Marcin Kudala