Wpisy

portrait-828398_1920

„Siostro katoliczko, Bracie katoliku – zatrzymaj ustawę antyaborcyjną!”

Aborcja – temat mielony od lat powyginany na wszystkie strony, będzie mieć swój finał w najbliższym czasie. Projekt przejdzie, tak jak intronizacja i większość głupstw, które wymyśla załoga dziwolągów, Kaczyńskiego.

W mediumpublicznym.pl ukazał się – moim zdaniem rewelacyjny – list Anny Karoliny Kłys zatytułowany:

„Siostro katoliczko, Bracie katoliku – zatrzymaj ustawę antyaborcyjną!”

Proszę Was najbardziej na świecie – nie pozwólcie by wypowiadała się w waszym imieniu grupka sfrustrowanych mężczyzn, których  zasługą nie są prace badawcze, odkrycia naukowe, talenty i zdolności. 

Moja Siostro katoliczko, Mój Bracie katoliku 

Piszę do Was, bo czuję się bezradna i przerażona, przeczuwam bardzo złe rzeczy, i wiem, że tylko współpraca, rozmowa, poszukiwanie  podobieństw a nie różnic, ma jeszcze sens.

5 lipca 2016 r. do Sejmu wpłynął projekt ustawy antyaborcyjnej przygotowanej przez Instytut Ordo Iuris. Teraz rozpocznie się proces legislacyjny.

Czasami odnoszę takie wrażenie, że społeczeństwu po prostu to wisi i powiewa, ważny jest chrzest i pogrzeb, ale… politycy się przeliczą, bo temat aborcji zamiecie im sondaże.

Siostra 😀 pisze:

Jestem ateistką. To znaczy, że nie wierzę w istnienie boga. Żadnego. 

Nie jestem z tego tytułu gorsza. Ani lepsza. Tak jak Ty nie jesteś ani lepszy, ani gorszy z powodu swojej wiary. Jesteśmy INNI. I to jest jedyne.

Jesteśmy inni, a podstawą naszej różnorodności jest umiejętność przeżycia swojej dawki lat w poszanowaniu godności innych i szacunku dla siebie samego.

Dla mnie religia wyprowadzona ze świątyń, kaplic, synagog, meczetów staje się złem. Narzędziem do niszczenia, do narzucania swojej woli i wyobraźni innym.

WIĘCEJ

Tekst wielce pouczający i wart propagowania.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

boxing-555735_1280

Słownik radykalizmów

Na portalu „Kultura Liberalna” od jakiegoś czasu tworzony jest na żywo słowniczek radykalizmów, które pojawiają się w mediach.

Baza radykalizacji przygotowywana jest co tydzień i zawiera sprawozdania z cotygodniowego badania pięciu polskich tygodników („Wprost”, „Polityka”, „Do Rzeczy”, „Newsweek” i „W Sieci”) oraz trzech dzienników („Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Fakt”). Gdy pojawia się szczególnie wiele wyrazistych i budzących emocje wypowiedzi publicznych, śledzimy także wybrane media internetowe i profile w mediach społecznościowych. źródło

 

Jesteśmy naocznymi świadkami, powstawania nowych zlepków stereotypizacji całych grup społecznych za pomocą niebezpiecznych skrótów myślowych, które odwołują się do: nazizmu, komunizmu, wierzących i niewierzących. Długotrwałe stygmatyzowanie ludzi o odmiennych poglądach zwłaszcza w odniesieniu do zdarzeń z przeszłości działa destrukcyjnie wywołując podziały i agresję w społeczeństwie.

„Goebbelsowskie kłamstwo”, „neomarksistowska ideologia”, „seks z chomikiem” – tak, proszę Państwa, wbrew pozorom wszystkie te pojęcia nie tylko wystąpiły w ostatnich miesiącach w polskiej debacie publicznej – niektóre z nich używane są relatywnie często.

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że radykalizacje są interesujące nie tylko jako jeden z mechanizmów rządzących sposobem komunikacji między polskimi publicystami i dziennikarzami.

Są one również źródłem wiedzy na temat współczesnej polszczyzny politycznej. Dlatego zdecydowaliśmy się wybierać najbardziej wyraziste z nich i umieszczać je w naszym „Słowniczku radykalizacji”, który znajdą Państwo poniżej… źródło

„Cechowanie” rozmówcy i całych grup społecznych negatywnymi wzorcami z historii, jest nagminnie stosowanym zabiegiem w dyskusjach, gdy w grę wchodzi światopogląd lub różnice co do preferencji politycznych. Inicjatywa Kultury Liberalnej wydaje się sensowna.

newtons-cradle-256213_1920

Nie pomnik, lecz perpetuum mobile.

Aby COŚ powstało, musi pojawić się pomysł. Pomysł i sposób jego realizacji natomiast pojawia się na różne sposoby. Albo jest to wynik intensywnego rozmyślania jednej osoby, burza mózgów osób przynajmniej dwóch lub przypadek, ot taki, jaki rzekomo spotkał Newtona, któremu jabłko spadło na głowę 🙂 . W opisanym poniżej wypadku doszło do spotkania wszystkich tych sposobów.

Jednoosobowa wizja, która mi przypadła w udziale, a którą zaraziłam, niczym bakcylem garstkę osób, rozrosła się, przekształciła czy też ewoluowała, z jednej strony do niebotycznych rozmiarów, z drugiej strony minimalizując, jak tylko się da koszty. Co więcej, wizja rodem z filmów science fiction stała się tak realna, tak banalna i tak prosta do realizacji, że zarówno mnie, jak i wspomniane wyżej osoby wprawiła w osłupienie. Nie chwilowe, nie takie, jakiego się doświadcza, gdy coś nas zaskoczy, tylko takie, które wywraca człowiekowi świat do góry nogami, zmienia perspektywę, sposób myślenia, a przy okazji – życie.

mury 833 pomnik

Razem z Leszkiem Salomonem zadaliśmy sobie pytanie, czy można stworzyć rzeźbę, figurę, cokolwiek, co odda ogrom nieszczęść, jakie spotkały ludzkość z powodu religii? Zawsze pozostanie niedosyt, zawsze ktoś może uznać, że co innego powinno symbolizować ofiary, że czegoś brakuje, a czegoś jest za dużo. A poza tym, co można zrobić z takim pomnikiem? Co najwyżej złożyć przed nim kwiaty. I wówczas, podczas wymiany zdań Leszek wpadł na pomysł, że to wcale nie musi być pomnik, tylko na przykład las lub pole, na którym będziemy sadzić drzewa. Czyżby newtonowskie jabłko? I posypały się pomysły, pomnik spłonął niczym słomiany zapał, zanim powstał. A z jego popiołów w jednej chwili, jak feniks, narodziło się Miejsce Pamięci Ofiar Religii – swoistego rodzaju perpetuum mobile.

green-776293_1920

Do tej pory genialność tego pomysłu mnie poraża…

…choć staram się z nią oswoić od kilku dni, bowiem przypadkowo ten jeden pomysł wybawił nas od niebotycznych kosztów, projektów, pozwoleń, oporu urzędników, czy przeszkód natury formalnej, technicznej i czysto ludzkiej.

Postanowiliśmy więc kupić jako stowarzyszenie, gospodarstwo rolne pod zalesienie, lub ziemię częściowo zalesioną. Rosnące na niej drzewa po „otrzymaniu” stosownych tabliczek, zostaną „poświęcone” konkretnym grupom ofiar, lub pojedynczym osobom, których tragiczny los udokumentujemy, czyli udowodnimy zaistnienie zbrodni na tle religijnym.

Na przykład jedno z drzew może zostać pomnikiem na rzecz ofiar ostatniego zamachu terrorystycznego we Francji. Kolejne, na rzecz osób ściętych przez bandytów z państwa ISIS itd. Następne drzewa byłyby uroczyście sadzone ku czci innych ofiar. Dostrzegacie symbolizm takiego działania? Jego ogrom i potencjał? Życie za śmierć, żywe drzewo „na wieki” upamiętniające ofiary, wciąż rozrastające się, swobodne, wolne, piękne… Dalej ograniczyć nas już może tylko wyobraźnia.

las 126 pomnik

Mogłoby to wyglądać tak:

Ziemia podzielona na sektory, bo drzewa nie mogą być sadzone chaotycznie. Na przykład na kontynenty, a te na mniejsze elementy – kraje. Albo na okresy, wieki a te na poszczególne lata. Pomiędzy drzewami mogłyby powstać ścieżki dydaktyczne. Tu przyda się architekt krajobrazu. Ktoś już został zarekomendowany przez Mariusza Hnatiuka. Odwiedzający miejsce pamięci ludzie, dostawaliby kamień. więcej 

[Z uwagi na to, że będziemy o inicjatywie i postępie prac pisać na stronie „zrealizuj, to w pierwszych tekstach będziemy robić takie sztuczki z przekierowaniem, tym bardziej że jest tam skarbonka, więc się nie wkurzajcie. red.]  🙂

Gdybyśmy kupili gospodarstwo z jakimiś budynkami, zaadoptowalibyśmy je tak, aby spełniały określone funkcje, w zależności od tego, co chcielibyśmy, czy chcielibyście, aby na terenie Miejsca Pamięci Ofiar Religii się znalazło. Można zrobić miejsce z księgą do wpisów, sale pamięci, miejsce na ewentualne wykłady, odczyty, może miejsce, gdzie wyświetlane byłyby filmy, sala dla dzieci, które mogłyby wykonać jakieś pamiątkowe rysunki czy prace na przykład z gliny.

Jak napisałam powyżej, ogranicza nas jedynie wyobraźnia. Chodzi o to, żeby ludzie chcieli tu przyjechać, mieli co tu robić, zdobyli lub ugruntowali swoją wiedzę, przeżyli to na tyle głęboko, aby pobyt tu zapadł im na zawsze w pamięci oraz żeby mieli poczucie, że coś dla tego miejsca zrobili (wpisy do księgi, kamienie do kopca, posadzenie drzewa). Aby to miejsce, symbolizujące religijny grobowiec, mimo wszystko tętniło życiem.

maria 081 pomnik

Oczywiście z miejscem pamięci można ruszać niemal od razu po zakupie ziemi. Potem, po tzw. „otwarciu”, można realizować rozbudowę, adaptację zastanych budynków, starać się o kolejne dotacje.

Pamiętajcie o tym, że mówimy o projekcie, którego nikt nie zrealizował na całym świecie, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

statue-267732_1280

Dlaczego perpetuum mobile? Bo Miejsce Pamięci Ofiar Religii raz uruchomione, nigdy się nie zatrzyma, będzie trwać wiecznie, cieszyć przyszłe pokolenia, a jego twórcą będzie mógł być każdy, kto tylko zechce. Będzie działać nawet wówczas, kiedy nas już nie będzie. Dopóki istnieją religie, będą wciąż nowe ofiary. Jednak wówczas będzie już takie miejsce, które nie pozwoli o nich zapomnieć.

rustrowerek 188 pomnik

Mam świadomość, że wielu będzie patrzeć na nas jak na wariatów. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że to się uda. Wierzę w to, że wówczas dołączą do nas inni. Gdyby ktoś z Was chciał podzielić się z nami swoimi uwagami, pomysłami, radami czy nawet sceptycyzmem, zapraszamy do dyskusji.

1. Czas wyjść z jaskini – Pomnik Ofiar Religii.

2. Pomnik, ale jaki?

3. Poza stadem…

4. Pomnik Ofiar Religii – już wiemy jaki ma być.

logo-wiara-i-tecza

„Wiara i tęcza”

Katolickie środowiska LGBTQ skupiają się wokoło grupy Wiara i Tęcza, ich celem jest przekonywanie kościołów chrześcijańskich oraz polskiego społeczeństwa do akceptacji osób homoseksualnych. Działacze mają nadzieję, że Kościół Katolicki w końcu zmieni swój stosunek i zaakceptuje obecność w swoich szeregach osób o odmiennej orientacji seksualnej.

Obecnie jednak kapłani katoliccy namawiają działaczy i sympatyków Wiary i Tęczy do „leczenia”, którego celem jest zmiana orientacji seksualnej. Utworzona w tym celu została inicjatywa pod nazwą„Odwaga”. Na stronie internetowej grupy, zamieszczone jest oświadczenie katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy USA, w którym między innymi czytamy, że homoseksualizm jest objawem klinicznym i podlega terapii.

W Gazecie Wyborczej ukazał się tekst o środowisku skupiającym się wokoło grupy Wiara i Tęcza.

Agata chciałaby zostać wolontariuszem podczas przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży. Nie ma jednak pewności, że ten plan się powiedzie. Wątpliwości Agaty nie wiążą się z jej kompetencjami, tylko orientacją seksualną. Z pomocą przychodzi Karolina, koleżanka z grupy Wiara i Tęcza, skupiającej chrześcijan LGBTQ. – Po prostu nie mów, że jesteś lesbą – radzi

Mało kto wie, że biblia w temacie homoseksualizmu wcale taka jednoznaczna nie jest, w zamieszczonym linku dość dokładna analiza biblijna.

PDF –  Homoseksualizm problemem Kościoła?  Iwona Slawik i Jakub Slawik

„Kaprawym okiem ateisty” Leczyć? A z czego?

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

plotka polski ateista

Plotka internetowa

Plotka – obywatelski wymiar sprawiedliwości. Plotka jest rozmową między dwojgiem ludzi, w bliższej relacji na temat nieobecnych osób trzecich.

Słownik Języka Polskiego definiuje „plotkę” jako każdą nieprawdziwą informację, pogłoskę (ta dotyczy raczej zdarzeń) powodującą utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy. Jest to także rozpowszechnianie każdej niesprawdzonej i niepewnej wiadomości na czyjś temat (z definicją tą nie zgadzają się przedstawiciele nauk społecznych). Plotka i pogłoska różnią się zazwyczaj wiarygodnością. 

W naukach społecznych plotkowanie rozumiane jest jako: aktywność przyjemna sama w sobie, gadanie dla samego gadania, negatywne, złośliwe, płytkie obmawianie nieobecnych osób, wymiana oceniających informacji o nieobecnej osobie, proces wymiany informacji o nieobecnych osobach o zabarwieniu oceniającym, pomiędzy bliskimi sobie osobami.

Plotka tworzona jest po to by w nią wierzono, często jest także wyjaśnieniem obserwowanych zjawisk.

Inicjatorem plotki może być zarówno jednostka jak i cała grupa społeczna, która posiada własny system wartości i zasad. Choć cel nie zawsze jest uświadomiony, to jednak podmiot, lub grupa chce za pomocą plotki przekazać dalej swój świat zasad i reguł.

źródło

Badania wskazują, że 70% populacji regularnie plotkuje. W większości przypadków plotkowanie zaczyna się tuż po uzyskaniu odpowiedzi na pytanie: I co tam słychać? A nic nowego. Stara bida… i jak tu nie ponarzekać? A najlepiej się narzeka na innych. Plotka nie koniecznie musi być prawdziwa, ale też nie musi być kłamstwem. Zaczynając plotkować, zdajemy sobie z tego sprawę, ponieważ plotkowanie jest świadomym procesem.

Plotkowanie wcale nie jest tak złe, jak się powszechnie sądzi, ponieważ plotka scala grupę bliskich sobie osób w poszukiwaniu prawdy, chcą się dowiedzieć, jak sprawy się mają.

Jako że proces plotkowania jest świadomy osoba plotkująca przed rozwinięciem skrzydeł, zabezpiecza się przed tym, aby postrzegano ją jak osobę plotkującą. W tym celu wygłasza banał na przykład o tym, że nie lubi plotkować o kimś, kogo nie ma w trakcie rozmowy, ale…

– Powiem ci kochanieńka, że ta pani Zosia spod piątki, to przesadziła, rozpowiadając, że Marian, no wie pani ten rzeźnik, to, że on te swoje kiełbasy z papieru robi i sprzedaje za duże pieniądze…

G.W.Allport oraz L.Postman piszą o plotce jako o „propozycji wiarygodnej, przekazywanej za pomocą słowa mówionego, jednak bez wystarczających dowodów jej prawdziwości”. W dobie obecnej ta definicja powinna zostać zmieniona z uwagi na świat wirtualny, w którym plotkujemy słowem pisanym. Okazało się, że sieć jest doskonałym środowiskiem, w którym plotka potrafi roznieść się po świecie, zanim skończymy pić poranną kawę.

W sieci najlepiej sprzedaje się plotka, ponieważ niesie za sobą element spiskowy, jest intrygująca i co najważniejsze jest zawsze świeża. Informacja może być wymyślona tylko po to, aby była przekazywana jak największej liczbie odbiorców oraz po to, aby jej wierzono. Plotkowanie może mieć różne podłoże w pozytywnym działaniu, plotka zawiązuje głębsze relacje między plotkującymi, którzy w interesie swojej grupy sprawdzają informację, czy jest prawdziwa. Aby proces był kreatywny, to wszyscy wymieniają się posiadanymi wiadomościami, w których zgodnie z logiką też musi być sporo innych plotek.

W grupie, która kieruje się interesem wspólnym, a nie tanią sensacją plotka, która okazała się fałszywa, ląduje w śmieciach. Natomiast w grupie, w której są silne osobowości o przywódczych zdolnościach, plotka może być podtrzymywana i modyfikowana. Plotka, która została stworzona w celu zmiany rzeczywistości lub dokonania zemsty za doznane urazy ma w swej konstrukcji elementy zmanipulowane, które dostrajane są do aktualnych wiadomości i zamierzonego celu.

Plotka zawsze zawiera w sobie część prawdy, ponieważ nie ma skutku bez przyczyny — plotka musi zaistnieć z jakiejś przyczyny. Praktyka pokazuje, że im grupa jest bardziej zamknięta na siebie, tym większą moc mają plotki.

Czystą formą plotki, są kontrolowane przecieki prasowe, które mają za zadanie kontrolować, ale wyborców. Plotka może być adoptowana do potrzeb twórczych w postaci książek, filmów czy kabaretów i służyć do czystych celów artystycznych.

Ciekawym przykładem sekciarskich zachowań jest powolny proces wykluczania osoby z życia grupy z powodu tego, że nie chciał brać udziału w plotkowaniu. Z dnia na dzień jej akcje spadają, staje się osobą niewiarygodną, która ma złe intencje, a to z kolei zagraża grupie. Z czasem wzajemne relacje słabną z uwagi na brak dzielenia się nowymi informacjami.

Najgorszą plotką jest świadomie spreparowana i nieprawdziwa informacja, która ma zaszkodzić komuś personalnie. Osoba plotkująca chce otrzymać zadośćuczynienie emocjonalne, a jednym z nich jest ukaranie sprawcy za czyny dokonane w przeszłości lub za wybory życiowe, które nie są akceptowane przez twórcę plotki. Znane są przykłady osób rozpoznawalnych, które pokazują, że fałszywa informacja potrafi zrujnować życie zupełnie obcemu człowiekowi. Czasami, też zdarza się tak, że plotka pomaga rozwiązać problem, który by w innym przypadku funkcjonował wokoło bliskich sobie ludzi.

Czy można więc zabezpieczyć się przed szkodliwymi plotkami? Uważam, że nie można. Plotkowanie jest naszą częścią wspólną, jest jedną z form komunikacji i jak każda komunikacja może być użyta w sposób właściwy lub niewłaściwy. Najbardziej racjonalnym krokiem jest skonfrontowanie uzyskanej wiedzy od głównego bohatera plotki.

Mariusz Hnatiuk ateista

Mariusz Hnatiuk

groucho_marx

„Oni podobno tu są. Jeśli tu są, niech się pokażą, niech temu zaprzeczą” 

Pan Kaczyński w ogóle do mnie nie przemawia. Pan prezes wszystkie swoje wypowiedzi kieruje do grupy docelowej – wyborców Prawdy względnej i Sprawiedliwości relatywnej. Politycy PiS-u posługują się myśleniem mitycznym charakterystycznym dla ludzi kultury tradycyjnej, w której to mit spełnia rolę uniwersalnej opowieści. Mity są odpowiednio zmodyfikowane i zracjonalizowane do poziomu określonych odbiorców, którzy dzięki takiej opowieści mogą się odnaleźć w rzeczywistości. Ten system sprawnie działa  zwłaszcza u ludzi wierzących w moc sprawczą różańca i odmawianych koronek.

Człowiek postrzega świat przez pryzmat własnych doświadczeń i przekonań nabytych w środowisku, z którego pochodzi lub z którym się utożsamia. Ludzie o niskim poziomie sceptycyzmu w procesie poznawczym podatni są na posługiwanie się uproszczeniami, dzięki czemu mogą szybko odpowiednio umieścić jakieś zdarzenia na osi swojego czasu. Takie heurystyczne myślenie nie wymaga znacznego wysiłku, ale też i nie daje do końca pewności, czy postrzeganie jest prawdziwe i dlatego osobom tak myślącym trzeba dostarczać coraz to nowszych bodźców, które mają potwierdzić dotychczasowe przekonania na jakiś temat i je odpowiednio wzmocnić.

head-776681_1920

Nasz mózg tworzy uogólnienia, dzięki którym łatwiej jest nam funkcjonować w świecie. Każdy człowiek ma swoje przekonania, które determinują jego poglądy oraz zachowania w określonych sytuacjach. Przekonania odpowiednio zmodyfikowane i dostosowane do oczekiwań odbiorców są potężną bronią, dzięki której można manipulować całymi grupami społecznymi. Przekonania mają to do siebie, że są jednocześnie prawdziwe i nieprawdziwe; te, w które się wierzy, dla wierzącego zawsze są prawdziwe. W ten sposób działa między innymi wiara w magiczne istoty, których prawdziwość istnienia potwierdza sam akt wiary.

Pisowska propaganda ma opracowane te techniki  do perfekcji – od lat wyznawcy Rydzyka i Kaczyńskiego mają na oczach założone filtry, przez które widać każde wydarzenie w narzuconych barwach. Smoleńsk = zamach, KOD = zdrajcy ojczyzny i świnie oderwane od koryta. Całość postrzegania świata przez pisowski twardy elektorat oszołomiony teoriami spiskowymi opiera się na wskazaniu, co wyborcy mają widzieć. Łatwo to zrozumieć poddając się prostemu ćwiczeniu:

Rozejrzyj się dokładnie wokoło siebie i zapamiętaj wszystkie zielone przedmioty. Gdy już to zrobisz, czytaj dalej

*

*

*

*

Czy zapamiętałeś, ile w pomieszczeniu jest czarnych przedmiotów? Dokładnie w ten sposób funkcjonuje pisowska retoryka, która nakłada swoim wyznawcom filtr zaburzający postrzeganie prawdy. Zgodnie z logiką przekonań, oni w to wszytko, co im Rydzyk z Kaczyńskim mówią, po prostu wierzą. Wskazanie każdego nowego zielonego koloru potwierdza ich dotychczasowe przekonania. Im dłużej i im więcej tych przedmiotów jest wskazywanych, tym fałsz staje się jeszcze bardziej dla nich prawdą. I tak, z czasem każda teoria spiskowa się sprawdza wbrew logice i rzeczywistości, a najgorsze w tym jest to, że tak naprawdę nic z tym nie można zrobić…

Te wizje są nasycone afektem, na który z jednej strony nakłada się lęk, który przeradza się we wrogość wobec każdego zielonego przedmiotu.  Z drugiej strony, jako przeciwwaga i ratunek, który utuli lęki, wyłania się obraz herosów, którzy przeciwstawiają się tym wszystkim zielonym wrogom. Kaczyński z Rydzykiem są jak ci strażacy, którzy podpalają stodoły, żeby później cwałując niczym ułani na arabach, całą wieś uratować. W ten sposób rodzi się paranoja polityczna, której motorem napędzającym jest zgeneralizowany pogląd, jakoby wszyscy, którzy nie zgadzają się z paranoicznym postrzeganiem zdarzeń, są animatorami spisku lub go czynnie wspierają, sami nie wiedząc, że należą do spisku.

Dla paranoika politycznego nie jest ważne tak naprawdę, kto spiskuje – dla niego nadrzędną rolą jest zasada przyznająca spiskom wykładnię w wyjaśnianiu wydarzeń i przemian społecznych. Rodzą się w ten sposób skoncentrowane uprzedzenia do całych grup społecznych, które poddane są opresji stereotypu wytworzonego na potrzeby szybkiego naznaczenia gejów, żydów, lewaków czy też komunistów – wystarczy żeby Kaczyński z Rydzykiem kazali poszukać w swoim otoczeniu zielonych. Z czasem nawet jeden zielonkawy detal w złożonym kolorystycznie przedmiocie stawia go w szeregu wroga narodu.

Na forach internetowych szeroko komentowane jest zacytowane poniżej przemówienie Kaczyńskiego, które przesiąknięte jest jadem i paskudną retoryką. Konstrukcja tego wylewu frustracji przypomina skondensowany polityczny epizod psychotyczny, w którym wszyscy zielonkawi zostali określeni w sposób jednoznaczny:

Dziś ci, którzy z nami walczą, przybierają barwy ochronne. To te barwy, które widać dziś na tej sali, barwy biało-czerwone – powiedział Kaczyński. – To ci sami, którzy mówili, że Polska to anachronizm, to ludzie od Palikota, Palikot tak mówił. To ci, co chodzili do rosyjskiej ambasady skarżyć się na PiS. Ci, co mówili, że w Katyniu nie było ludobójstwa. Ci, co uprawiali pedagogikę wstydu, którzy próbowali wmówić Polakom, że ponoszą winę za wszystko, co złego wydarzyło się w ostatnim stuleciu w tej części Europy. Ci, co ograniczali lekcje historii. Ci, co wyśmiewali wszystko związane z patriotyzmem. Ci, co złamali wszystkie zasady kultury po tragedii w Smoleńsku, którzy deptali wszystko, co jest w naszej kulturze święte. To oni się organizują. To oni tworzą KOD – wyliczał prezes PiS. – Oni podobno tu są. Jeśli tu są, niech się pokażą, niech temu zaprzeczą – apelował. – Oni chcą odrzucić Polskę. Oni nie działają bezinteresownie. Za tym ruchem stoi szeroka koalicja przeciwko PiS. Stoją siły, które chcą utrzymać Polskę jak najniżej, by Polska była kolonią. Polska nie będzie kolonią. My się na taki status nie zgodzimy – podkreślił Kaczyński. „Wielka koalicja”

W sumie pan prezes bredzi, a przemowa ma charakter bombastyczny, ponieważ przyjmując liczbę 19% społeczeństwa, które głosowało na PiS, wychodzi na to, że 81% społeczeństwa to świnie oderwane od koryta, które chowają się pod barwami narodowymi, a utożsamianie się z nimi jest równoznaczne z ich instrumentalnym traktowaniem. Pan prezes twierdzi, że jego adwersarze są tchórzliwymi ludźmi, którzy swoją polskość udają. Wychodzi więc na to, że Polska została najechana przez tchórzliwy wrogi PiS-owi element w słusznej sile 25 milinów nie-Polaków uprawnionych do głosowania, którzy na dodatek mają, jak to pan prezes raczył powiedzieć, niesprawne mózgi.

– Pisowska władza lubi obok wypowiedzi adresowanych do prymitywnego odbiorcy (np. „Polak gorszego sortu”) imponować najgłupszemu, najprostszemu odbiorcy formułami wziętymi z nauki. (…) Jesteśmy świadkami wojny o pojęcia: „patriotyzm”, „zdrada”, „naród”. – To jest charakterystyczne dla każdej władzy autorytarnej. Czuje się nie tylko właścicielem sytuacji społecznej, ale chce zawładnąć również językiem. Przekształcenie telewizji „publicznej” w „narodową” to forma realizacji tej zasady – mówił prof. Michał Głowiński w rozmowie z Mikołajem Lizutem. źródło 

Tak się zastanawiam, kiedy do wszystkich tych, co liczą na siłę demokracji w Polsce, dotrą fakty, które wystarczy tylko skonfrontować z historią powstawania struktur totalitarnych, w których demokracja to tylko słowo zawierające 10 liter. Rząd, który chce przejąć kontrolę nad społeczeństwem, wykonuje następujące działania: paraliżuje Trybunał Konstytucyjny, przejmuje kontrolę nad resortami siłowymi, zawłaszcza media państwowe, przejmuje kontrolę nad spółkami skarbu państwa, wprowadza cenzurę, inwigiluje obywateli, zmienia historię, ingeruje w edukację i nie ma za grosz poczucia humoru…

Nasze społeczeństwo określane jako katolickie, ma wrażliwe sumienie religijne, jest czułe na punkcie moralności oraz ma historyczno-histeryczne podejście do przeszłości. Rządzący dziś Polską politycy są ze wszech miar religijni, oni są tak religijni, że już mocniej nie można być religijnym – i na tym bazują Kaczyński z Rydzykiem. Instrumentalne traktowanie wiary widać po stosunku polskiego Kościoła do ich nieomylnego papieża Franciszka, który jest ponoć pierwszym po Jezusie człowiekiem na ziemi.

– Kościół w Polsce, gdyby słuchał papieża, powinien stanąć w obronie liberalnej demokracji i państwa prawa. Do głoszenia swojej misji i Dobrej Nowiny nie potrzebuje niczego więcej prócz wolności.

Ideologie mają to do siebie, że znajdują podatny grunt w umyśle zamkniętym. Taki umysł nie dopuszcza wątpliwości.

Dlatego w imię ideologicznych przekonań, i pod ich flagami, dokonywało się i dokonuje straszliwych zbrodni

W tym strachu nie jest sam – ostatnio o tym samym mówił papież Franciszek: „Ideolodzy wywołują we mnie strach. Jeśli jakiś kraj zamyka się przed zdrową koncepcją polityki, staje się więźniem, zakładnikiem ideologicznych kolonizacji, a ideologie są jadem polityki”

 Jarosław Makowski, filozof, teolog i publicysta

Zbiorowe emocje rządzą się prostymi i jasnymi komunikatami, i właśnie takie wydaje pan Kaczyński. Jego odezwy pełne jadu, nienawiści i wieloznacznych „zielonych niedomówień” wprost do „duszy zbiorowej” pisowskiego elektoratu, doprowadzą w końcu do aktów przemocy. Obyśmy w najbliższym czasie nie obudzili się w państwie, w którym nie będzie już żadnych narzędzi do demokratycznych sposobów rozwiązywania konfliktów, a rano zamiast teleranka, w telewizji zobaczymy pasy kontrolne.

Po dzisiejszym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który suchej nitki nie zostawił na partii rządzącej, po miażdżącej opinii wstępnej Komisji Wenckiej, po krytycznych sygnałach napływających z Europy, USA, co pozostaje prezesowi do zrobienia? Jakie może jeszcze podjąć działania, skoro TK swoim wyrokiem pokazał, że rząd i prezydent dopuścili się złamania konstytucji?

Niech nikt nie liczy, że my się cofniemy. Będziemy Polskę zmieniać.

 Jarosław Kaczyński 

 

Sztuka. 4.

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Sztuka. 10.

Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.
Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

Sztuka. 13.

Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

No więc jak to jest z tą resztką demokracji, którą jeszcze mamy…?

ręcznie 65688_1280

„O dwóch psychologicznych przesłankach myślenia spiskowego. Alienacja czy autorytaryzm” 

Trzeba trochę pomóc rządowi więc publikuję dzisiejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego sygn. akt K 47/15

 

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

ZDJĘCIEOpisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”, co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

W książce będzie poświęcony Miejscu Pamięci Ofiar Religii ostatni rozdział, w którym umieszczę między innymi doświadczenia byłych świadków Jehowy, którzy poświęcili życie swoich bliskich odmawiając podania im krwi.

Część zysku ze sprzedaży zostanie przeznaczona na Miejsce Pamięci Ofiar Religi.

Strona poświęcona projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, jak i artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

Każdy darczyńca po wpłacie darowizny, otrzyma w zamian na swoją pocztę plik PDF „Marynarski Znój” część I i II. W zbiorze opowiadań opisane są prawdziwe wydarzenia z czasów, gdy pracowałem na morzu. Wszystkie postacie są prawdziwe, zostały zmienione tylko imiona. Fragmenty na stronie projektu.

 

WP_20151219_009

Obywatela z Sopotu relacja z wiecu.

O cholera! – pomyślałem wchodząc na peron SKM w Sopocie Głównym – ale tu pusto…

Ruszając z domu miałem taką cichą nadzieję, że już w tunelu będzie taki tłum, że trzeba będzie stać w kolejce, aby wejść na peron.

Nic to, najwyżej się przewietrzę – pomyślałem lekko zawiedziony.

Po chwili obok mnie pojawili się dwaj panowie, którzy zaczęli omawiać obecną sytuację polityczną. Z tonu i treści rozmowy wywnioskowałem, że na pewno nie lubią pana Kaczyńskiego.

O, jest nadzieja! – zacząłem wyczekiwać momentu, w którym będę mógł kulturalnie wtrącić się w rozmowę dwóch kolegów, którzy spotkali się na peronie przypadkiem.

Nie dadzą rady – powiedział jeden z nich.

– Na pewno nie dadzą rady – odezwałem się – ponieważ  na peronie przypadkowo spotkały się trzy osoby jadące w tym samym celu i na dodatek usiadły na tej samej ławce. Panowie też na wiec?

I od razu się zrobiło milej, mniej samotnie, a i stan ducha podniósł się.

W kolejce szału nie było. Ludzi jakby trochę więcej niż normalnie w sobotę, jednak po chwili jak się już przestawiłem na klimat wagonu, z każdego kąta gdzie kto siedział, dochodziły następujące słowa: PiS, Kaczyński, szaleństwo, wciekła/ły, co za cholery jedne, małe – to złośliwe, je@any kurdupel, jak im nie wstyd, co oni zrobili z naszego kraju…

Okazało się, że większość osób w przedziale też jechała na wiec.

No dobra, jest już trochę lepiej, ale i tak jak na ostatnią kolejkę przed 12 do Gdańska, to wciąż lipa. Sopot jest w połowie drogi, powinno więc od Wejherowa nazbierać się więcej narodu. Sytuacja uległa zmianie w Gdańsku; im bliżej Długiej, tym więcej ludzi, a po dotarciu na miejsce zrozumiałem, że całe towarzystwo po prostu przyjechało wcześniejszymi kolejkami.

Ostatni marsz jaki pamiętam i w którym brałem udział, to był pochód 1 Majowy za czasów komuny. To co dziś zobaczyłem, w czym brałem udział, jest zupełnie nowym doświadczeniem.

[jwplayer mediaid=”13469″]

1. Nikt mi nie zapłacił za bycie na wiecu.

2. Nie było wystąpień polityków i żadna z partii nie została wyróżniona. Jedyne została podana informacja, jakich partii przedstawiciele biorą udział w wiecu.

3. Gadżety ludzie sami sobie kupowali, a naklejki i czerwone kartki były za friko.

4. Nie głosowałem na PO, Nowoczesną. Głosowałem na Razem i teraz tego żałuję, ale o tym na koniec.

Idąc na wiec postanowiłem uważnie słuchać i odbierać wibracje. Nie spodziewałem się, że będą tak pozytywne i energetyzujące. Tylko jedna rzecz mi się nie podobała hasło:

„Jarosław, oddaj kota!”

Uważam, że są granice których nie powinno się przekraczać, jakieś normy człowieczeństwa powinniśmy trzymać. Trybunał Stanu, więzienie, ale żeby człowiekowi kota odbierać? To nieludzkie…

Nie godzi się, moście panie i mości panowie! 😀

Ale już tak na poważnie, to po tym co działo się w całej Polsce, myślę że Kaczyński ma dwa wyjścia: wprowadzić stan wojenny (co by było chichotem historii) lub wyprowadzić się z sejmu. Mimo mojego początkowego sceptycyzmu, który pokrywałem pozytywnym myśleniem, uważam że idei KOD-u Kaczyński nie jest w stanie zatrzymać, bo ludzie zaskoczyli i poczuli, że jednak coś mogą zrobić.

[jwplayer mediaid=”13468″]

Naiwnością byłoby myślenie, że samymi hasłami  i marszami można doprowadzić do zmiany tej toksycznej sytuacji, jaką zafundował nam pan Kaczyński – tak „pan” bo na słowo poseł nie zasługuje – licząc na refleksję polityków których na nią nie stać. Można mieć tylko nadzieję, że w PiS-ie są jeszcze jacyś myślący ludzie, którzy zdadzą sobie sprawę, że jeżeli będą ślepo wykonywać polecenia prezesa, czeka ich polityczny niebyt i negatywna ocena, jaką im wystawi następne pokolenie. A i obecnie zyjące pokolenie po skończeniu się ich posłowania może im gorzki rachunek wystawić…

[jwplayer mediaid=”13471″]

Jedna z osób powiedziała ciekawą rzecz, która od dawna chodziła mi po głowie. Jak to jest, że tępa siła o słabej inteligencji emocjonalnej potrafi przydusić ludzi myślących rozsądnie i zmusić ich do oddawania pola?

– Będzie nas coraz więcej, bo my się dopiero uczymy demonstrować…

To jest to – pomyślałem.

Do tej pory nie było tak wyrazistego i oczywistego powodu do tego, aby spokojni ludzie nie szukający zadymy i sensacji wyszli na ulicę artykułować swoją opinię i sprzeciw. Powinno to dać do myślenia wszystkim tym, którzy węszą spiski i szukają podwójnego dna, bo nawet jakby założenie KOD-u miało polityczne źródła, to dziś już nie ma żadnego znaczenia, a i inicjatorom wypadałoby w takim wypadku podziękować tak samo jak Kaczyńskiemu za to, że obudził w Polakach postawy demokratyczne.

[jwplayer mediaid=”13476″]

Powracające oskarżenia o polityczne sterownie KOD-em będą cały czas funkcjonować i przewijać się w mediach, bo to jest jeden ze sposobów marginalizacji ruchu. Dziś na wiecu nie było widać w Gdańsku polityków. Wspomniano o Lechu Wałęsie, któremu tłum zakrzyczał: „Lechu z nami”, nikt nie wspominał Bolka, tylko postać znaną na świecie, która jest ikoną obalenia komuny. Pozdrowiony został  wicemarszałek Senatu, Bogdan Borusewicz, który stał w tłumie między nami. Wspomniany został pan profesor Bartoszewski, którego słowa: „warto być w życiu być przyzwoitym” skandowało parę tysięcy osób obecnych na wiecu.

Dr Piotr Kuropatwiński w przemówieniu podzielił się swoim spostrzeżeniem, że słysząc hasło: „Polska dla Polaków”, zastanawiał się, czemu nie skanduje się: „Polska dla Polek”? Wywołało to natychmiastową reakcję uczestników wiecu, którzy zaczęli skandować, że Polska jest dla Polek. Pani Olga Krzyżanowska słabym głosem, ale za to mocną treścią powiedziała, żeby pamiętać, że bez nas nie będzie lepiej. Był też akcent artystyczny –  bard Solidarności, Leszek Wójtowicz z Piwnicy Pod Baranami zaśpiewał i zagrał na gitarze balladę, którą skomponował 30 lat temu i do głowy by mu nie przyszło, że dziś będzie ją tu w Gdańsku śpiewał. Jak widać, przesłanie pieśni znów jest aktualne, a wydawało się, że spełniła swoją rolę. Do dziś.

[jwplayer mediaid=”13457″]

Na początku wiecu krążyli w tłumie dwaj goście z kamerą i mikrofonem. W pewnym momencie skierowali się w moją stronę i już chciałem zrobić unik, ale stwierdziłem, że nie po to tu przyszedłem.

– Dlaczego bierze pan udział w wiecu?  – zapytał gość z mikrofonem

– Dlatego żeby w przyszłości nikt się pana nie pytał, z jakiej jesteście telewizji.. 🙂

Znajomi racjonaliści studzą mój zapał, radzą się nie wkręcać, przystopować nadzieje, jednak jestem innego zdania – jak mnie coś wkręca, to się nie czaję, tylko daję wkręcić, bo czemu mam niby ograniczać się w pozytywnych wkręceniach? Nie widzę w tym sensu 😀

[jwplayer mediaid=”13477″]

 Contra spem sperare audeo – wbrew nadziei ośmiela się mieć nadzieję

I na koniec łyżka dziegciu…

Zostały wymienione partie, których przedstawiciele byli na wiecu i tu niestety łyżka dziegciu  do skonsumowania ludziom, którzy tworzą politykę Razem, a na którą to partię głosowałem i przed wyborami w licznych dyskusjach oraz tekstach, promowałem. Dlatego mam prawo jako wyborca powiedzieć, że jestem rozczarowany ich postawą.

Podczas wymieniania partii, na koniec mówca się zaciął, bo nie wiedział, jak powiedzieć, że na wiecu są ludzie z Razem, ale oficjalnie ich nie ma, bo zarząd … no właśnie, zarząd co? Odcina się od inicjatywy? Odcina się od tych tysięcy ludzi, wśród których jest spora część takich jak ja o lewicowych poglądach? Wiecie jak zakończył?

Są Razem… ale jakby osobno…

Razem ma swoje cele i jako partia je realizuje. Ich sprawa, ale, niestety – nasza ocena; a z tym powinni się liczyć i nie jest to tylko mój pogląd. Wygląda na to, że partia Razem staje się tak samo radykalna jak skrajne prawicowe ugrupowania polityczne, które dystansują się od ludzi myślących inaczej twierdząc, że są zmanipulowani przez media. Odnoszę wrażenie, że ludzie z Razem zaczynają przejawiać ignorancję i zapominają, że swój sukces nie zawdzięczają programowi tylko Adrianowi Zandbergowi.

Aż trzy akapity żali, ale niestety, jestem zły, bo nie mam z kim się utożsamiać  jako lewicowiec  i to jest dramat naszej sceny politycznej – albo ze sztucznymi członkami latają, albo się na ludzi zamykają.

Taka jest tego moja ocena.

Zakończenie wiecu jak i cały wiec było takie, jakie być powinno. Wszyscy się odwrócili uśmiechnięci i poszli spacerkiem do domu.

[jwplayer mediaid=”13480″]

Miło Was było zobaczyć.

Ps. Nie wiem, czy zauważyliście Państwo z grupy Pomorskiej KOD, że główne prowokacje zaczynały się gdzieś na początku Długiej. Zwróćcie uwagę jak szła fala 😀

[jwplayer mediaid=”13467″]

 

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
dandelion-167112_1280

Co tam słychać w uczuciach?

Odpowiedź na pytanie w tytule nie zawsze jest łatwa i prosta…

W czasie terapii grupowej sesja rozpoczynała się rundką i jedna z terapeutek właśnie tak formułowała pytanie: co tam u was słychać w uczuciach ? Pytanie siało często popłoch wśród uczestników, bo jest z czego wybierać…

… miłość, nienawiść, niechęć, obojętność, bezradność, złość, wściekłość, gniew, zagubienie, strach, lęk, podniecenie, podekscytowanie, fascynacja, zdziwienie, zaskoczenie, radość, smutek, wzruszenie, szok, bezsilność, zawiść, zazdrość, litość, bezwzględność, zapomnienie, załamanie, chciwość, ciekawość, zniechęcenie, odwaga, brawura, śmiałość, nieśmiałość, spełnienie, niespełnienie, pustka, przygnębienie, ożywienie, zauroczenie, irytacja, akceptacja, nie akceptacja, ból, błogość, obsesja, zniesmaczenie, upokorzenie, jedność, zwątpienie, pewność, spokój, niepokój, uzależnienie, natchnienie, zawstydzenie, rozpacz, pożądanie, satysfakcja, pycha, ból, cierpienie…

Od dwóch dni poczytuję tekst, który napisała do mnie w kokpicie moja Psiapsiółka z portalu, a dziś po obudzeniu pierwszy raz od roku poczułem zniechęcenie, bezsilność, zwątpienie, a to wszystko zmieszane z irytacją. Psiapsiółka napisała mi na koniec, że po przeczytaniu mam ten list skasować.

Niestety, nie mogę tego zrobić, bo popełniłbym nagminnie wyrządzany przez ludzi „grzech zaniechania”.

Kilka zdań z tego kokpitowego listu kołacze mi się w głowie:

Ludzkość będzie się zmieniać w kierunku coraz większej i głębszej polaryzacji; już nie państwa będą się od siebie różnić, tylko poszczególne grupy ludzkie będą się tak mocno różnić, że chociaż będą mówić jednym językiem, nie będą się wzajemnie porozumiewać – jeśli czujesz ten niuans semantyczny. 

W naszym kraju ten cytat jest już faktem dokonanym.

Nie jesteśmy w pełni świadomi tego, co się dzieje na naszych oczach, bo przez te wszystkie lata prawda rozmyła się w tych niuansach semantycznych. Zaburzone zostały relacje, między językiem opisującym rzeczywistość, a światem realnym. Nie potrafimy powiedzieć: sprawy mają się tak a tak, to wynika z tego, tamto z jeszcze innego, bo zawsze w tle pojawia się wątpliwość, czy aby któryś z elementów oceny nie jest fałszywy – bo tak nam wmówiono.

Powoli tracimy jako ludzie kontrolę, czy właściwie należałoby powiedzieć – złudzenie „kontroli” nad kierunkiem dalszego „rozwoju” – piszę w cudzysłowie, bo tak naprawdę nigdy tej kontroli nie było, a rozwój – proszę Cię – nie ma żadnego rozwoju.

Już straciliśmy.

Od lat pozwalamy na to, aby nas okłamywano wiedząc, że tak jest. Mamy na to dowody przed nosem, o których mówimy, a które i tak ignorujemy, dając tym samym na to przyzwolenie. Z każdym kolejnym dniem sami oddajemy kontrolę nad własnym losem grupkom ludzi, którzy mają coraz większy wpływ na nasze życie i z każdym kolejnym dniem mówimy, że i tak nie mamy wpływu na decyzje ludzi, którym oddajemy coraz większy kawałek własnej wolności.

boy-1042683_1920

Problemem nie jest obecna władza – to ludzie mają problem ze sobą.

PiS i Kaczyński są tylko produktem-wynikiem-wypadkową wszystkich zdarzeń, rządów i podjętych decyzji w ciągu ćwierćwiecza, za które odpowiedzialność ponoszą wszyscy.

Ludzie się dziwią, czemu Kaczyński wyzywa pół Polski od nazistów i sortuje ludzi jak odpady na wysypisku, zastanawiają się, jak to jest możliwe, żeby takie osoby jak Kempa, Pawłowicz wygłaszały publicznie swoje chore opinie i z jakiej przyczyny mają na to przyzwolenie. Mają, bo takie jest ich zadanie; im większa bzdura, tym większa złość i sprzeciw, a to skutkuje zwiększeniem polaryzacji – widzicie jak nas atakują, a my tylko chcemy naprawiać to, co zepsute i ukarać tych co nas okradali.

Na pytanie: kto zepsuł i kto okradł?, po obu stronach barykad pada taka sama odpowiedź: ONI, bo………….!(wypełnij zgodnie ze swoimi politycznymi preferencjami). W tym chocholim tańcu umyka fakt, że dla okradzionego nie ma znaczenia, kto go okradł, ponieważ głównie liczy się strata.

Często w komentarzach między zwolennikami różnych opcji politycznych dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których gdy padnie oskarżenie, że jakaś partia odpowiedzialna jest za afery, natychmiast jest przywoływana jakaś większa afera, której dopuściła się partia przeciwnika; jakby ten argument miał zmienić pojęcie afery. Dzięki takiemu podejściu rozmywa się odpowiedzialność polityków, a ludzie są przyzwyczajani do tego, że mężowie stanu  mają afery wpisane w swoją tożsamość.

Prekariusze… śnią o swojej świetlanej przyszłości, karmieni przez oszustów gęstą papką fałszywych przesłanek. Od dawna, od czasów Friedmana wiadomo, że są i że o tym nie wiedzą, że są przeznaczeni na straty…

Prekariusz – określenie, które używane jest przez lewicę, dziś nabiera zupełnie innego znaczenia – pojęcie, które się z każdym dniem poszerza:

 „Prekariat to pierwsza klasa ludzi pracujących, która zamiast z czasem zyskiwać prawa – traci je. Traci prawa obywatelskie, kulturowe, społeczne i gospodarcze, które inne klasy przed nim wywalczyły…. – mówi Standing w wywiadzie dla „Nowej Konfederacji” źródło

Prawicowiec pewnie powie: „E tam… lewicowe gadki – szmatki”. Prawda jednak jest taka, że w Polsce prekariusze stanowią większość społeczeństwa-  pracują w kopalniach, w fabrykach, na wyższych uczelniach, w sieciach handlowych, są mikroprzedsiębiorcami, artystami, bezrobotnymi… i wszyscy są wyborcami.

Większość jeszcze o tym nie wie, że jest prekariatem. Wielu dowie się za późno, by zmienić kierunek swojej wędrówki (…) A tymczasem trwa najdłuższa wojna. To wojna gospodarcza, wyścig najbardziej bezwzględnych z okrutnych, nic nie jest dla nich ważniejsze od kapitału, zysku, progresji i tym podobnych bzdur.

Może to zabrzmi patetycznie, ale myślę że tę wojnę przegrywamy z każdym kolejnym dniem, z błahego powodu przestaliśmy być uważni. Pozwalamy sobą manipulować, tracimy swoją tożsamość na własne życzenie z powodu nabytych przekonań, że świat jest taki, jaki jest i nic nie można z tym zrobić.

poppy-186635_1920

Mam wrażenie, że uczestniczymy w jednym z tych eksperymentów na szczurach w przepełnionych klatkach- wiesz jak się kończą te eksperymenty? Wiesz. Oszczędzę nam opisu.

Też mam takie wrażenie, tym bardziej, że ludzie sami nie „oszczędzają” w opisywaniu trwającego eksperymentu, któremu są poddawani. Nieprzypadkowo takie superprodukcje jak: Matrix czy Equilibrium stały się hitami kinowymi, a ich przesłanie jest często cytowane. Najlepiej sprzedają się czarne wizje i apokaliptyczne proroctwa, które z czasem mogą dążyć do samospełnienia.

Upatruję tylko w jednym nadziei. Wysypały się na tym i wielkie ideologie, i religie się czasem sypały, najbardziej spektakularnie poległy teorie ekonomiczne… czynnik ludzki – to jest ta moja nadzieja.

Najbardziej nieprzewidywalny czynnik ryzyka.

Najczęściej ignorowany.

O nim się nie mówi, jego się nie bierze pod uwagę w planach… i na nim się najczęściej wszystko przewraca.

A kiedy się przewraca, to przez tę jedną „chwilę ” jest dla ludzkości nadzieja… Czy ludzkość z tego skorzysta przy następnej przewrotce? Nikt tego nie zdoła przewidzieć.

Wiesz dobrze, droga Psiapsiółko, że jestem niepoprawnym, nieuleczalnym optymistą i mimo czasowych, tak dobrze i Tobie znanych „kasandr” wyznaję zasadę, że liczba upadków musi się zgadzać z liczbą powstań i zawsze „powstanie” musi być ostatnie.

man-816967_1280

Wierzę w ten ludzki czynnik. Wierzę z dość prozaicznego powodu: homo sapiens organicznie nie znosi, jak mu się odbiera jakiś kawałek posiadanej wcześniej strefy komfortu. Wierzę, że Polacy są jak te koty, które zapędzone w kozi róg, zmieniają się w lwy. Tak było kiedyś, jak została obalona komuna; tak samo, tylko w innej formie może być i dziś.

Taką nadzieję pokładam w ruchu społecznym KOD, który pilnie obserwuję, węsząc czy jakaś opcja polityczna nie chce sobie upiec przy okazji kiełbasek wyborczych. Jakkolwiek by nie próbowali, to wspomniani wcześnie prekariusze na to się nie zgodzą 🙂

KOD już raz pazury wysunął. Dziewiętnastego grudnia o 12;00 znowu pazur chce pokazać w całej Polsce i tym razem w Gdańsku zamierzam być tego świadkiem.

Propozycja wsparcia projektu wydania z Waszą pomocą książki:

„Świadek Jehowy z przypadku”

„Świadek Jehowy z przypadku” – kolejny fragment.

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
3a73b2c7a5d98f970f967016383220b8,640,0,0,0

Komitet Obrony Demokracji

Ale mnie ten PiS kosztuje machania po klawiaturze 😀

Uważam, że sieć jest siłą, która w Polsce jest jeszcze bagatelizowana i niedoceniana. Często padają pod adresem internautów zarzuty, że samym klikaniem to się świata nie zmieni. Zapomina się przy tym o jednej najważniejszej kwestii – o literkach układających się w słowa, które tworzą zdania i niosą za sobą idee. Słowo pisane ma moc, bo niesie informację i jest na to dość żywy dowód w postaci różnych tzw. świętych pism.

Od momentu powstania grupy KOD, czyli Komitet Obrony Demokracji, pilnie śledzę prowadzone tam dyskusje i mam wrażenie, że jest to miejsce z przyszłością, bo zaczyna zapełniać pustkę między zamkniętymi grupami o charakterze, że tak powiem: światopoglądowo – branżowym. Grupa liczy prawie 37 000 osób i jestem pozytywnie zaskoczony, że jak na taką ilość userów, przepychanki światopoglądowe nie są powodem zbiorowych linczów. Duża w tym zasługa adminów, których notabene nie widać, a to znowu świadczy o tym, że znają się na swojej robocie.

Jestem od roku, kij wie w ilu grupach, z racji prowadzonego bloga i brak jest w nich, moim zdaniem, kluczowego elementu, jakim jest konfrontowanie własnych poglądów i opinii ze „światem zewnętrznym”. Uważam, że problemem w naszym kraju jest brak umiejętności prowadzenia sporów w dyskusji, bo włączają się uczucia; religijne, narodowościowe, partyjne, historyczne albo histeryczne. Opinia, która jest niezgodna z wyznawanymi poglądami lub wartościami jest traktowana jak atak ad persona i obraza wyznawanych idei.

Na grupach zamkniętych często jest tak, że przekonani się przekonują, aby być jeszcze bardziej przekonanymi. Myślę, że to czasami nakręca spiralę złości, bo toksyczne emocje fruwają między uczestnikami i nie ma ich gdzie skanalizować; chyba że trafi się jakaś zabłąkana owieczka, która zostaje natychmiast utożsamiana z całym złem tego padołu łez, na którym przyszło nam żyć. Po wymianie ciosów albo sama opuszcza grupę, albo jest z niej relegowana wraz z odpowiednią opinią o opuszczanym środowisku.

KOD mimo okresowych ataków ze strony zawodowych trolli, w moim mniemaniu utrzymuje dobry poziom wymiany poglądów. Jestem idealistą i może moja opinia jest bardziej chciejstwem, ale tak to odbieram i tak to chcę widzieć 🙂

Wiadomo nie od dziś, że najlepiej się rządzi społeczeństwem podzielonym, z wyraźnymi przeciwstawnymi światopoglądami. Dzięki temu rządzący mogą szczuć jednych na drugich będąc spokojnymi, że i tak wyborcy się nie dogadają między sobą. Co więcej – ogłupieni wyborcy będą bronić szwindli swoich wybrańców, wskazując na przekręty przeciwników politycznych, tak jakby pojęcie oszustwa miało inne znaczenie w zależności od tego kto je popełnia.

Dzięki takiemu podejściu prawo jest traktowane przez polityków jako narzędzie do osiągania partykularnych korzyści. W momencie gdy nie idzie osiągnąć zamierzonych celów, to prawo się zmienia – najlepiej pod osłoną nocy; bo tak działają polityczni bandyci.

Przez 25 lat po każdej skończonej kadencji ludzie jęczą jak przekupy na rynku, że nasi politycy to zgraja nieudaczników, którzy na niczym się nie znają. No nie znają się, to fakt, tylko czy ich wybierają krasnoludki? Polityczny mielony z wszystkich dań ćwierćwiecza – taka karma… 

Dwadzieścia pięć lat po upadku komuny doszliśmy do momentu, w którym polityczne dinozaury zaczynają powoli odchodzić do lamusa historii razem ze swoimi politycznymi przyzwyczajeniami. Myślę, że to jest właśnie ten czas, aby ludzie sobie zdali sprawę, że to nie PiS — który jest emanacją wszystkich naszych narodowych fobii — jest winny tego, co się wyprawia. To nie kto inny jak tylko szary Kowalski na podstawie posiadanej wiedzy edukacyjnej dał im władzę. Demokracja to ustrój, który z uwagi na swój charakter składa najwięcej obietnic moralnych i do momentu, w którym nie nauczymy się odróżniać prawdy od szwindli, to będzie jak jest teraz.

Odpowiedzialność i konsekwencje za ten stan rzeczy trzeba w końcu wziąć na siebie, bo to my umożliwiamy politykom rządzenie nami. Po latach komuny i transformacji kraju czas chyba wyjść z szafy, bo inaczej klimat się nie zmieni.

Jakiś czas temu pod wpływem bezsilności wpadł mi do głowy trochę utopijny pomysł: a gdyby tak całkowicie zmienić pojęcie odpowiedzialności politycznej rządu i przenieść ją na cały sejm i senat?

Nie byłoby to wcale takie trudne; wystarczyłoby uzależnić przydatność wszystkich polityków, którzy wygrali wybory, od wskaźnika wzrostu gospodarczego kraju. Bo tak naprawdę to co mnie obchodzi, kto te wybory wygrał? Każda z partii chce dobrze dla mnie i kraju, każda ma plan, swoje wyliczenia, rozwiązania kluczowych problemów, jakby tak to wszystko sobie po wyborach poskładali w całość, to miód – malina.

W momencie, w którym by mieli świadomość, że jak nie uzyskają wzrostu gospodarczego i nie będzie nam lepiej – wszyscy posłowie i senatorzy zostają odwołani, i mają zakaz startowania w następnych wyborach, to może inaczej by śpiewali.

Do wyborów niech się puszą i nadymają jak chcą, ale jak już wlezą do sejmu i senatu, to ich broszka, a nie nasza, żeby się dogadali i pracowali tak, jak pracuje się w zespołach. Niech się gryzą, kłócą, ale między sobą, tak by nie częstować swoich wyborców negatywnymi emocjami.  Kolektywnie – czyli wespół w zespół

Bo kto, jak nie MY sami powinniśmy umeblować mieszkanie, za które płacimy?

Człowiek skazany jest na to, by być wolnym. Skazany, nie stworzył bowiem samego siebie, a mimo wszystko jest wolny. Kiedy już raz rzucony zostanie w świat, jest odpowiedzialny za wszystko, co robi. 

Jean-Paul Sartre

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
despair-513529_1280

Czy mieszkańców Krakowa czekają obowiązkowe szczepienia?

Prezes Kaczyński stwierdził, a prezydent Duda to nieśmiało potwierdził, że ludzie migrujący do Polski mogą sprowadzić ze sobą choroby zakaźne. Z uwagi na kampanię wyborczą i na to, że prezes powiedział to skrzydłowi PiS -u, będą wszelkimi sposobami próbować rzuconą mimochodem insynuację uwierzytelnić i w rezultacie nie będzie wiadomo, co jest prawdą, a co bzdurą. W sumie wszystko jest możliwe, bo przecież warunki, w jakich żyją migranci, stwarzają możliwość pojawienia się chorób.

Przy tak poważnym zagrożeniu lepiej dmuchać na zimne i dlatego może warto rozważyć możliwość odwołania międzynarodowej imprezy, jaką będą Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, na które ma przyjechać 2,5 miliona turystów z całego świata lub chociaż profilaktycznie zaszczepić wszystkich Krakowiaków przed epidemią, która niepokoi prezesa i naszego prezydenta.

Taki tłum ludzi na tak małej powierzchni może być bardzo niebezpieczny dla Krakowa, a w rezultacie dla całego kraju. Jakaś zaraza może się rozprzestrzenić w ciągu paru dni po całej Polsce, bo zapewne będą tam przedstawiciele z każdego regionu naszego kraju, którzy po paru dniach wrócą do swoich domów i pasztet może być gotowy.

Sytuacja może być jeszcze gorsza, bo co wtedy gdy ci turyści, którzy przybędą do Krakowa, zarażą się w czasie imprezy i wywiozą zarazki do swoich krajów? Czy nasze służby są w ogóle przygotowane do takiego poważnego zagrożenia epidemiologicznego? Może warto również zbadać wątek ataku biologicznego na nasz kraj?

W każdym bądź razie organizowanie masowych spotkań w kraju zagrożonym epidemią to lekkomyślność! Małopolska zajmuje obszar 15 183 km 2, co stanowi 4,85% ogólnej powierzchni kraju. W skład województwa wchodzi 19 powiatów oraz 182 gminy(w tym 3 miasta na prawach powiatu: Kraków, Tarnów, Nowy Sącz). Dane z 2010 roku podają, że całe województwo zamieszkiwało 3 310 094. Przyjazd w ciągu paru dni 2, 500 000 turystów z zagranicy, wśród których wystarczy, że paru będzie nosicielami wirusów, to wobec ogłoszonego przez prezesa Kaczyńskiego zagrożenia, nie są żarty.

Wojewódzki plan działania na wypadek wystąpienia epidemii.

1. Małopolski Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny zgłasza wniosek o ogłoszenie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii na obszarze województwa lub jego części, do Wydziału Polityki Społecznej Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie;

2. Wydział Polityki Społecznej: > przygotowuje projekt rozporządzenia zgodnie z wytycznymi Małopolskiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, w którym można ustanowić:

− czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się,

− czasowe ograniczenie lub zakaz obrotu i używania określonych przedmiotów lub produktów spożywczych,

− czasowe ograniczenie funkcjonowania określonych instytucji lub zakładów pracy,

− zakaz organizowania widowisk i innych zgromadzeń ludności, − obowiązek wykonania określonych zabiegów sanitarnych, jeżeli wykonanie ich wiąże się z funkcjonowaniem określonych obiektów produkcyjnych, usługowych, handlowych lub innych obiektów,

− nakaz udostępnienia nieruchomości, lokali, terenów i dostarczenia środków transportu do działań przeciwepidemicznych przewidzianych planami przeciwepidemicznymi,

− obowiązek przeprowadzenia szczepień ochronnych oraz grupy osób podlegające tym szczepieniom, rodzaj przeprowadzanych szczepień ochronnych

– uwzględniając drogi szerzenia się zakażeń i chorób zakaźnych oraz sytuację epidemiczną na obszarze, na którym ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii. > przedkłada projekt do zaopiniowania do Wydziału Prawnego i Nadzoru Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie;

3. Wojewoda Małopolski ogłasza w drodze rozporządzenia stan zagrożenia epidemicznego lub stan epidemii na obszarze województwa lub jego części (projekt rozporządzenia – załącznik nr 28A);

4. Wydział Prawny i Nadzoru ogłasza rozporządzenie w Dzienniku Urzędowym Województwa Małopolskiego; 5. Oddział Prasowy Biura Wojewody informuje obywateli o obowiązkach wynikających z rozporządzenia w sposób zwyczajowo przyjęty (obwieszczenia, ogłoszenia prasowe, komunikaty radiowe i telewizyjne).

źródło 

 

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
mobile-phone-426559_1280

Podsumowanie sezonu i spis z natury.

Rok temu, gdy narodził się pomysł portalu, szukaliśmy sposobu, aby dorzucić się do propagowania idei sceptycznego i racjonalnego sposobu myślenia. Założenie było proste – nie szukamy znanych postaci, bo i tak ich wypowiedzi są dostępne w sieci – stawiamy na siebie, czyli na przysłowiowego „Kowalskiego”, który pisze od siebie, tak jak myśli i czuje, raz lepiej, raz gorzej, ale najważniejsze, że autentycznie.

Stwierdziliśmy, że najwięcej racjonalistów udziela się na Facebook-owych grupach, na których ludzie piszą ciekawe posty, dzielą się swoją wiedzą, której niejeden fachowiec mógłby pozazdrościć. Jednak grupy zamknięte mają to do siebie, że opinie i poglądy na nich pisane nie są konfrontowane w przestrzeni otwartej. Często też widać przy okazji kontrowersyjnych tematów, jak się wspólnie wszyscy nakręcają i następuje wymiana toksycznej frustracji, która krąży w zamkniętym kręgu. Pomysł więc, aby to uwolnić, wydawał się dobry.

Cały portal i ludzie, którzy się w niego zaangażowali, powstał praktycznie w necie. Wszytko robimy sami przy wsparciu informatyka, ateisty, którego pozdrawiam. Nikt nam nie płaci, sami pokrywamy koszty [mało kto klika w reklamy, które by mogły nas odciążyć z kosztów 😉 ], uczymy się obsługi technicznej portalu, bo liczy się idea. Po drodze ludzie odchodzili i przychodzili, zmieniało się podejście do prowadzenia portalu, po prostu szukaliśmy i dalej szukamy sposobu, jak być bardziej skutecznym. Na dzisiaj nasze posty na FB mają średnio od 3000 do 10 000 tysięcy wyświetleń, czyli można powiedzieć – nie jest źle.

I w tym miejscu pozdrawiamy i dziękujemy czytelnikom.

0006usmieszki(gify.city24h)

Usłyszałem ostatnio parę opinii, że ateizm to gówniane spoiwo, kłótliwość, brak zorganizowania i w sumie po części z każdą z tych opinii się zgadzam — żadne środowisko nie jest idealne i nigdy nie będzie. Od momentu, w którym na pierwszy plan wysunęła się sprawa uchodźców, w ciągu paru tygodni nasze środowisko podzieliło się w okamgnieniu, przerzedziły się profile, ludzie działający na rzecz zmiany chorych mechanizmów w kraju powyrzucali się ze znajomych na fb i zblokowali — no cóż, bywa… Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, które nie napawają optymizmem, wydaje mi się, że takie działania nie są korzystne dla naszego środowiska, tym bardziej, że nie jesteśmy legionem w społeczeństwie. Na portalu „Na temat” pod wpisem Elizy Michalik, pojawiła się opinia:

Przechwytywanie

Komentarzy pod wpisem jest sporo, ale polubień najwięcej zebrał pan Tomasz; widać jest zapotrzebowanie na wyśrodkowanie relacji. Myślę, że wszyscy sobie zdają sprawę, że politykom, a zwłaszcza klerowi, zależy na tym, aby społeczeństwo było podzielone i im bardziej ten podział jest głęboki, tym lepiej dla ich interesów.

Traktat o łuskaniu fasoli.
Kiedy ludzi może coś podzielić, zawsze się podzielą. Wiesław Myśliwski

Piszą u nas ateiści, agnostycy, każdy z nas po prostu opisuje rzeczywistość ze swojej perspektywy — twój blog – twoja opinia. Czasami reakcje są agresywne, czasami lekceważące, a czasami pozytywne, czyli norma tak jak wszędzie. Z uwagi na to, że zajmuję się obsługą fanpejdżu i sianiem naszych treści na innych portalach i forach społecznościowych, gdzie również biorę udział w dyskusjach, zauważyłem, że jest wzrost zainteresowania realnym oddzieleniem KK od państwowego garnuszka.

Niestety, narasta też wzrost wzajemnej niechęci, który dotknął również nasze kręgi z powodu różnicy poglądów na sprawę uchodźców. A najdziwniejsze w tym jest to, że miesza się do tego ateizm, który z tego, co mi wiadomo, nie jest ani lewicowy, ani prawicowy – jest bezpartyjny. To mieszanie polega na dziwacznych ocenach, kto jest prawdziwym ateistą, a kto nim nie jest; czasami odnoszę wrażenie, jakby chodziło o czystość jakiejś rasy. Jak o tym pomyśleć na spokojnie, to takie rozważania kompletnie nie mają sensu. Ateista jest naturalną opozycją wobec wszystkich religii, bez znaczenia, z jakiego one pochodzą regionu i jak to bywa ze zdrową opozycją – wali w religię jak w bęben i patrzy tylko czy równo puchnie. Cóż… taka karma 😀 , ale…

Uważam, że czym innym są dyskusje o religii, a czym innym dyskusje o chorych mechanizmach w naszym kraju, w którym poziom sceptycznego myślenia i poziom edukacji społecznej mocno, że tak powiem, kuleje. Pamiętam jak rok temu będąc w Warszawie na spotkaniu z ateistami, rozmawiałem z Arturem o sytuacji, o tym, co można zrobić i jak to realnie wygląda.

Artur powiedział wtedy, że prędzej czy później, chcąc dokonywać zmian w kraju, trzeba się skumać z polityką, inaczej nic się nie zmieni — dziś przyznaję Ci Artur, rację. Samym światopoglądem nic się nie zrobi, trzeba po prostu szukać ludzi, z którymi nam po drodze, jeżeli chce się bawić w te klocki.

Przyjęliśmy na portalu cichą zasadę, że nie spowiadamy się za bardzo ze swoich politycznych poglądów, tylko oceniamy to, co głupie i szkodliwe, bo portal ma służyć do wymiany różnych poglądów. Jednak z uwagi na wybory, trzeba chyba trochę ten zwyczaj zmienić, bo jak mamy pisać co nam w duszy gra, to wypieranie polityki w tym kołowrocie absurdów mija się z celem; czy nam się to podoba, czy nie, i tak jesteśmy rozpolitykowani.

Do tej pory z uwagi na zagrożenie, jakie płynie ze strony ziejącego chęcią zemsty PiS-u, zwracałem głównie uwagę na wypowiedzi ich polityków. Dziś boleśnie nadepnęła mi na odcisk i podejrzewam, że też wszystkim zaangażowanym w akcję „Świecka Szkoła”, premier Ewa Kopacz, która zakomunikowała:

– Na naszej konwencji programowej w Poznaniu mówiłam o „przyjaznym rozdziale państwa i Kościoła z naciskiem na każde z tych dwóch słów” – powiedziała Kopacz pytana przez naTemat o stosunek do obywatelskiego projektu ustawy. – Państwo nie będzie się mieszało w wewnętrzne sprawy Kościoła – dodała szefowa PO

Na uwagę, że to nie wewnętrzna sprawa Kościoła, bo pieniądze na lekcje religii pochodzą z budżetu państwa stwierdziła, że w sprawie religii w szkołach nic się nie zmieniło.  Do Sejmu trafiają różne projekty…

Przyznam, że jak przeczytałem tę wypowiedź, to ręce mi opadły i poczułem pierwszy raz bezsilność wobec takiego wyrachowania. Wypowiedź jest głupia, bo właśnie straciła część głosów ludzi wspierających projekt, a tych, którzy są przeciwni i tak nie zyska, bo oni już wiedzą, gdzie postawią krzyżyk — przy krzyżyku.

Zbliżają się wybory i obserwując naszą klasę polityczną, wypada tylko rwać włosy z głowy. Poziom zakłamania i obłudy w wykonaniu najważniejszych dwóch graczy, którzy od 25 lat systematycznie lekceważą i oszukują wyborców, przekroczył barierę dźwięku.

Oceniając całokształt wydarzeń, czyli: problem migracji ludności muzułmańskiej, niebezpieczeństwo zmiany konstytucji przez PiS, umowę TTIP oraz pacynkową klasę polityczną niezdolną podejmować własnych decyzji, uważam wypowiedź pana Tomasza na temat podziałów za jak najbardziej aktualną.

Kto dzieli Polaków:

http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/kto-dzieli-polakow-czesc-i/

http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/kto-dzieli-polakow-czyli-o-religijnych-kibolach-czesc-2/

http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/kto-dzieli-polakow-a-wlasciwie-nie-kto-tylko-co-czesc-3/

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
balloons-874838_1280

Uchodźcy – kłopoty czy egzamin naszej grupy własnej?

Temat uchodźców rozgrzewa do czerwoności i jest jak gorący ziemniak – przyjmować, czy nie przyjmować? Ci, co się opowiadają za przyjmowaniem, to lewacy a ci, co są kategorycznie przeciw  – to prawacy. Podejrzewam, że nasz kraj i tak przyjmie uchodźców; warto więc zadać sobie pytanie: co jesteśmy w stanie z tym zrobić? Z jednej strony uzasadniony strach przed islamem, który jest niereformowalny i nie uznaje kompromisów, z drugiej strony – ludzka empatia w stosunku do ludzi, których kraj ogarnięty jest wojną.

Niezależnie od oceny i tak stoimy przed poważnym problemem, który sam się nie rozwiąże, a najgorsze co może być, to panika. W sieci krążą filmiki, które pokazują rzeczywistość w zależności kto jakie ma poglądy. Z jednej strony uwypuklani są młodzi goście, którzy niespecjalnie wyglądają na uchodźców i bandy rozwrzeszczanych muzułmanów, z drugiej strony – przejmujące sceny z dziećmi i ich rodzicami.

To, co najbardziej wzbudza mój niepokój, to fala rasizmu i nienawiści jaka się wylewa w przestrzeń publiczną. Uważam, że to w niczym tej sytuacji nie pomaga, a wręcz odwrotnie – nakręca się spirala nienawiści i strachu, a to prowadzi zawsze do aktów agresji, zarówno z jednej strony, jak i z drugiej. Sytuacja z uchodźcami z krajów muzułmańskich jest zupełnie nowa  dla naszego kraju i wymyka się dotychczasowym schematom, a to z kolei wymaga nowych rozwiązań.

Nasi politycy nie są w stanie unieść tego ciężaru; tym bardziej w czasie trwającej kampanii wyborczej. Fakt, że dwoje najważniejszych urzędników w państwie z powodu różnych kolorów partyjnych, nie potrafi się spotkać ani podać sobie ręki, nie napawa optymizmem. W mediach pojawiają się coraz częściej głosy wzywające polityków do opracowania planu. Jak słyszę, że partie rządzące mają mieć plan na rozwiązanie bieżącego kryzysu, to od razu dostaję gęsiej skórki, bo oni mają jeden plan — wyborczy.

Sytuacja jest o tyle trudna, że następuje zderzenie zupełnie odmiennych kultur, które są zwyczajnie niekompatybilne. Trudno też oczekiwać, aby wszyscy, którzy uciekają z krajów ogarniętych chaosem, byli tylko uchodźcami; część tych ludzi wykorzystuje sytuację i ucieka za chlebem. Często komentatorzy powołują się na naszą migrację za czasów komuny i stanu wojennego. Jest tu jednak pewna zasadnicza różnica – uciekaliśmy do krajów o zbliżonych kulturach. W tym wypadku jest zupełnie inaczej i tego trzeba mieć też świadomość. Poza tym, nie oszukujmy, się większa część naszych rodaków migrowała z przyczyn ekonomicznych.

W 2013 roku miała miejsce premiera filmu „Elizjum” z Mattem Damonem w roli głównej. Obraz przedstawia futurystyczną wizję Ziemi zamienionej w slumsy, a zamieszkujący ją ludzie pracują na rzecz uprzywilejowanej klasy, która osiedliła się na stacji orbitalnej. Obywatele Elizjum to ludzie o wyższym statucie społecznym i finansowym. Stacja przypomina przysłowiowy raj, w którym jest mnóstwo zieleni, przy każdym domu jest basen i urządzenie leczące wszystkie choroby.

Rząd Elizjum prowadzi twardą politykę izolacji od Ziemi. W jednej z początkowych scen, w stronę raju lecą trzy promy nielegalnych uchodźców z Ziemi; dwa z nich zostają zestrzelone, trzeci ląduje na stacji. Uchodźcy zostają schwytani i deportowani z powrotem na Ziemię. Szefowa stacji zostaje wezwana na dywanik do prezydenta za zabicie uchodźców z Ziemi i tłumacząc się, uzasadnia swoją decyzję obroną dobrostanu obywateli Elizjum.

Ludzie na Ziemi pracują w fabrykach na rzecz Elizjum, są traktowani jak tania siła robocza, panuje zautomatyzowany system kontroli o ustalonych twardych procedurach policyjnych, prowadzona jest polityka „zero tolerancji”. Główny bohater zostaje zatrzymany za niewinny żart. Roboty policyjne doprowadzają go na posterunek, na którym jest przesłuchiwany przez automatycznego oficera. Oprogramowanie policjanta nie przewiduje wysłuchania usprawiedliwień podejrzanego, za to świetnie wykrywa sarkazm i objawy niesubordynacji. Zostaje wydany wyrok za próbę zakłócania porządku.

Ekranizacja ta wzbudza w widzu moralne oburzenie na panującą niesprawiedliwość i dyskryminację ludzi na Ziemi. Film, mimo że jest produkcją obliczona na komercję, stawia parę pytań i zmusza do refleksji.

Ktoś może pomyśleć, że to tylko film, ale czy aby na pewno? Czy podobne scenariusze są aż tak odległe? Sytuacja w Syrii to tylko mały wycinek tego, co dzieje się na świecie: Liberia, Kongo, Zimbabwe, Burundi, Korea Północna, w Afryce ludzie umierają z głodu, szerzy się AIDS; te miejsca przypominają jak żywo sceny z filmu.

Henri Tajfel – angielski psycholog społeczny polsko-żydowskiego pochodzenia, który z powodu ograniczeń dotyczących Żydów uzyskujących wykształcenie opuścił Polskę, przeprowadził eksperyment, w którym badane osoby zostały w sposób losowy podzielone na dwie grupy. Okazało się, że mimo losowego podziału członkowie grup uważali się za mądrzejszych od opozycji i wykazywali się też w stosunku do nich mniejszą empatią. Zadziałał tu w dużej mierze podział na „swoich” i obcych”, którym odmawiana była „pełnia człowieczeństwa”. Badania wskazują, że ludzie przypisują emocje wtórne, takie jak duma, zażenowanie, miłość w odniesieniu do grupy własnej, a już nie koniecznie do grupy odmiennej.

Do jakiej grupy my należymy?

Fala uchodźców w Europie zmienia naszą perspektywę widzenia świata nagle – to co było tak odległe od naszych granic, zaczyna nas dotykać bezpośrednio. Uważam, że widzenie rzeczywistości w kategoriach czarno – białych jest błędem, bo życie to przede wszystkim odcienie szarości.

Śledząc od jakiegoś czasu doniesienia mediów dotyczące kwestii migracji odnoszę wrażenie, że nasi politycy problemu się boją i stosują sprawdzoną metodę chowania głowy w piasek. Sytuacja jest trudna, bo w kraju zaczyna rządzić twarda prawica, która jest za radykalizacją stanowiska wobec uchodźców. Kościół Katolicki stojący też po prawej stronie sceny politycznej, dopiero w ostatnich dniach przymuszony przez opinię społeczną nieśmiało zajmuje stanowisko, w którym deklaruje swoją pomoc, co z kolei powoli budzi oburzenie jego wyznawców.

Przez taką atmosferę, w której ważniejsza jest poprawność polityczna niż konkretne działanie problem może eskalować jeszcze bardziej.

Myślę, że nasz kraj w końcu przyjmie część uchodźców i stoję na stanowisku, że trzeba szukać sposobów na skuteczne rozwiązanie problemu, a nie jego intensyfikację na poziomie paniki. Nie można ignorować zagrożenia, jakie wynika z napływu ludzi o odmiennej kulturze, która ma zupełnie inne pojęcie wspólnoty społecznej, ale też nie można zakładać, że wszyscy chcą nam podrzynać gardła. W końcu mienimy się ludźmi rozumnymi i rozwiniętymi cywilizacyjnie, więc powinniśmy znaleźć skuteczny sposób, aby zadbać o własne bezpieczeństwo i jednocześnie w miarę naszych możliwości, pomóc tym ludziom w sposób racjonalny.

Problem zaczyna dotykać wszystkich krajów europejskich i powinien skłaniać do głębszej refleksji. Aby chorobę wyleczyć, trzeba ją zdiagnozować i wyeliminować przyczynę, a nie leczyć tylko objawy.

W przeciwnym razie może nas czekać los dinozaurów.

Stacy Bigelow

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.

Wpisy Ale o co chodzi?

not-1088697_1920

„Wojna przeciwko prawom kobiet to wojna przeciwko demokracji” – Nina Sankari

Z największą przyjemnością w przeddzień  Marszu Godności – Protest Kobiet, przedstawiam na moim blogu tekst Niny Sankari, wiceprezeski Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego, opublikowany na stronie Fundacji www.lyszczynski.com.pl

***

Ponad ćwierć wieku od początku tzw. transformacji demokratycznej w Polsce, która wprowadziła restrykcyjną ustawę antyaborcyjną, 60 lat po uzyskaniu prawa do aborcji z przyczyn społecznych w czasach PRL, 84 lata po uzyskaniu prawa do aborcji ze wskazań medycznych i prawnych w Polsce międzywojennej, polski obóz rządzący cofa Polki do czasów sprzed odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., do prawa obowiązującego w Polsce pod zaborami. Projekt całkowitego zakazu aborcji bez jakichkolwiek wyjątków i traktowanej jako przestępstwo jest takim właśnie prawem, jakie obowiązywało pod zaborami. Dziś polski rząd postępuje wobec Polek, jak zaborca ponad sto lat temu. Tak samo wobec swoich obywatelek postępowali Hitler, Mussolini, Franco, rząd Vichy, Stalin i Ceausescu.

Paragraf zabija

„Paragraf zabija” – mówił Tadeusz Boy-Żeleński, lekarz, pisarz, tłumacz, wielki humanista, a przede wszystkim bojownik o prawa kobiet. Nader chętnie dziś zapominany autor „Piekła kobiet” już w latach dwudziestych XX wieku walczył przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji i karaniu kobiety, domagając się legalizacji aborcji z przyczyn społecznych. W 1932 r. polski Sejm przyjął ustawę dopuszczającą aborcję z przyczyn medycznych oraz w przypadku ciąży będącej wynikiem czynu przestępczego. W tamtym okresie było to najbardziej liberalne (po Związku Radzieckim) ustawodawstwo w Europie. Udało się je wprowadzić wbrew sprzeciwowi Kościoła katolickiego, głównie dzięki postawie prawników i lekarzy oraz postępowych ugrupowań w Sejmie.

Aborcja z przyczyn społecznych w PRL

Legalizacja aborcji z przyczyn społecznych została w Polsce wprowadzona w 1956 r. Maria Jaszczuk, posłanka-sprawozdawczyni projektu tej ustawy przekonała posłów przy pomocy liczb: 300 tys. nielegalnych aborcji odbywających się pokątnie u „babek”, 80 tys. kobiet przyjmowanych rocznie do szpitali z poronieniem wywołanym przez znachorki, w tym 2 proc. zgonów. To tej ustawie polskie kobiety zawdzięczały 36 lat prawa do wyboru i samostanowienia. W 2007 r., na krótko przed śmiercią, 91-letnia Maria Jaszczuk z goryczą mówiła o zmarnowaniu tego wielkiego wysiłku po zmianach ustrojowych.

Powrót piekła kobiet

Słynnej transformacji demokratycznej w Polsce w 1989 r. towarzyszyło systematyczne zawłaszczanie władzy przez Kościół katolicki dzięki jego sojuszowi z konserwatywną prawicą . Kościół wystawił wysoki rachunek za swój wkład w dzieło obalenia tzw. reżimu komunistycznego. Weto polskiego Episkopatu wykluczyło możliwość wpisania do nowej konstytucji zasady rozdziału kościołów od państwa i jego świeckości czy choćby neutralności światopoglądowej.

Polki zapłaciły zdrowiem i życiem za ten rachunek. Wkrótce okazało się, że wspomniana transformacja demokratyczna ma się odbyć kosztem kobiet, ich praw i aspiracji. Prawa reprodukcyjne i seksualne kobiet stały się łupem Kościoła i ich politycznych sojuszników – prawicy. Dla lewicy i liberałów zdrada interesów kobiet także nie była zbyt wysoką ceną do zapłaty w zamian za poparcie Kościoła w innych dziedzinach, na przykład, w sprawie wyrażenia zgody na przystąpienie do UE. Ustawa antyaborcyjna z 1993 roku została uchwalona wbrew stanowisku opinii publicznej oraz z naruszeniem podstawowych zasad demokracji. Inicjatywa obywatelska domagająca się referendum w tej sprawie, pod którą zebrano ponad milion podpisów, została po prostu zlekceważona. Bardzo restrykcyjna ustawa antyaborcyjna (dopuszczająca aborcję tylko w przypadku poważnego zagrożenia dla zdrowia i życia kobiety, ciężkich wad płodu lub ciąży będącej wynikiem zabronionego czynu seksualnego), brak dostępności nowoczesnej antykoncepcji i edukacji seksualnej, nie przyczynił się do wzrostu wskaźników urodzeń w Polsce. Natomiast praktyka pokazuje, że gdy aborcja jest zabroniona, nawet w przypadkach dopuszczonych prawem zabieg ten nie jest wykonywany, powodując ogromne cierpienia kobiet i dzieci urodzonych z poważnymi, nieusuwalnymi wadami rozwoju.

Kościół przeciwko fundamentom demokracji

Można by pomyśleć, że Kościół dostał w Polsce wszystko, co chciał. Jednak jeszcze pod rządami liberalnej Platformy Obywatelskiej rozpoczęła się otwarta wojna przeciwko kobietom, przeciwko wolności, a zwłaszcza wolności sumienia, słowa i wyrazu, przeciwko systemowi władzy gwarantującemu prawa obywateli, po prostu przeciwko demokracji. Hierarchowie katoliccy posunęli się do otwartego nawoływania do nieprzestrzegania prawa powszechnego, a także do popierania agresywnych grup katolickich grożących przemocą fizyczną lub ją stosujących wobec „wrogów”. W połowie 2013 r., Kościół znalazł nowego wroga – „gender”, który stał się przyczyną wszelkiego zła w Polsce. „Gender niszczy jednostkę, gender niszczy rodzinę, gender niszczy Polskę, gender STOP”- rozbrzmiewało w Polsce.

Polska” ukrzyżowana„ od Sejmu po żłobki i przedszkola, od komisariatów policji po uczelnie wyższe; kobiety wyzute z podstawowego prawa do decydowania o swoim ciele, zdrowiu i życiu, zmuszone do rodzenia dzieci niezdolnych do przeżycia po to tylko, by bezsilnie patrzeć na ich agonię lub skazanych na cierpienia z powodu ciężkich i nieusuwalnych wad; polska szkoła publiczna przekształcona w katolicką medresę, gdzie jest więcej lekcji religii, niż fizyki, chemii i biologii; polska nauka pod presją ograniczającą swobodę badań naukowych; ocenzurowana sztuka; medycyna uznająca prymat prawa Bożego nad prawami pacjenta, system prawny przedkładający prawo kanoniczne nad prawo stanowione, Sejm, w którym posłowie modlą się o deszcz.”- taka była sytuacja w Polsce jeszcze przed przejęciem władzy przez PiS.

Frontalny atak populistycznej prawicy na demokrację

Od zwycięstwa wyborczego PiS, które dokonało się przy zdecydowanym poparciu Kościoła katolickiego najpierw w wyborach prezydenckich wiosną 2015 roku, a następnie w wyborach parlamentarnych w 2015 roku, te ataki na demokrację we wszystkich obszarach życia przybrały postać pełzającego zamachu stanu. Przed sparaliżowaniem Trybunału Konstytucyjnego, ostatniego szańca instytucji demokratycznych, zwycięzcy zaserwowali Polakom serial z gatunku thrillera politycznego, głosując noc po nocy ustawy zmierzające do demontażu demokracji, już wcześniej kulejącej w Polsce. Dwa dni po inauguracji rządów Premier Beaty Szydło doszło do dymisji czterech generałów, czystki w wojsku, służbach specjalnych i policji, do zmian na stanowiskach urzędniczych w administracji centralnej i lokalnej. Następnie założono kaganiec mediom i światu kultury, nie wspominając o wrogich deklaracjach wobec świeckości państwa. Szczególnie groźna jest tzw. ustawa antyterrorystyczna, pozwalająca na inwigilację każdego obywatela bez jakiejkolwiek kontroli oraz dająca władzy możliwość zakazu demokratycznych zgromadzeń. Jest oczywiste, że są to działania mające na celu wyeliminowanie równowagi między władzą wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą i stworzenie warunków do ustanowienia autorytarnych form władzy. Demonstracja KoD 12-12-2015Taka postawa powoduje masowe protesty organizowane przez Komitet Obrony Demokracji, a wspierane przez liczne organizacje prodemokratyczne w stolicy i innych polskich miastach.

Trzeba jednak powtórzyć, że grunt pod obecną sytuację przygotowały poprzednie partie rządzące poprzez systematyczne niszczenie świeckości i związane z tym nieprzestrzeganie wolności obywatelskich (sumienia, słowa, wyrazu)oraz antyspołeczną neoliberalną politykę, reprezentującą tylko interesy ludzi bogatych. Regresywna lewica porzuciła prostych ludzi i swoje postępowe ideały, co zakończyło się jej wykluczeniem z polskiego parlamentu, a jej elektorat został przejęty przez populistyczną i nacjonalistyczną partię PIS , która oferuje „drobnemu ludowi” nie tylko obietnice społeczne , ale również wizję godności i dumy, a nawet wyższości moralnej opartej na amalgamacie autorytarnego nacjonalizmu i katolickiego fundamentalizmu. Wizję niebezpieczną.

Prawa kobiet osią walki o demokrację

Teraz Kościół rzymskokatolicki w Polsce ma warunki do realizacji swojej koncepcji władzy absolutnej. Tu nie chodzi o rząd dusz. Gdyby nauczanie polskich biskupów było w Polsce skuteczne, nie musieliby oni narzucać swoich praw środkami politycznymi. Episkopat polski wystawił kolejną fakturę do zapłacenia polskiemu rządowi i jest to kolejna faktura, w której walutą są prawa kobiet. Fundamentaliści katoliccy, wyhodowani w atmosferze przyzwolenia ze strony mediów i intelektualistów w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, złożyli projekt całkowitego, bezwzględnego zakazu aborcji i penalizacji kobiety, lekarza oraz osób pomagających w zabiegu.

Ten projekt, który uzyskał poparcie rządu polskiego, stanowi najpoważniejszy atak na prawa kobiet od okresu międzywojennego. Polscy duchowni, zdyskredytowani przez skandale obyczajowe, łącznie z pedofilią ukrywaną w Kościele i niezwykłą zachłannością finansową, chcą narzucić swoje nakazy i zakazy nie argumentem siły wiary swoich wiernych, ale argumentem siły politycznej. Być może sumienie polskich biskupów może znieść wszystko: od pedofilii księży ukrywanej w Kościele aż po proponowanie prawa, którego wynikiem będzie kobietobójstwo. Ale to nie biskupi zasiadają w ławach poselskich. To na posłusznych i służalczych w stosunku do Kościoła politykach będzie spoczywać odpowiedzialność za tragedie kobiet. Za sojusz tronu i ołtarza kobiety już płacą swoim życiem i zdrowiem, ale ta barbarzyńska ustawa dramatycznie powiększy rachunek strat. Całkowity zakaz aborcji nie ma nic wspólnego z ochroną życia, wręcz przeciwnie, skazuje on na śmierć kobietę, dla której ciąża stanowi zagrożenie życia. Będzie ona musiała także donosić ciążę z ciężko uszkodzonym płodem czy urodzić dziecko pochodzące z gwałtu. W takich przypadkach obecnie obowiązujące prawo obłudnie nazwane „kompromisem”, choć bardzo restrykcyjne, dopuszcza w teorii legalną aborcję. Ale jak pokazuje praktyka, gdy kobieta traci prawo do wyboru, nawet prawo do legalnej aborcji przestaje być stosowane, stając się fikcją prawną.

Sprzeciw wobec tego barbarzyńskiego projektu ma szansę na mobilizację nie tylko feministek i środowisk świeckich , ale także wszystkich zwolenników demokracji, w tym chrześcijan przeciwnych wzrostowi katolickiego fundamentalizmu i autorytaryzmu w kręgach obozu rządzącego. Trzy byłe Pierwsze Damy w liście otwartym wyraziły swoje potępienie dla tego projektu. Djemila BenhabibPodczas panelu „Religie a kobiety” Djemila Benhabib opowiedziała o traumatycznym doświadczeniu aborcji wykonywanej w urągających warunkach sanitarnych na stole kuchennym przykrytym gazetą, czego o mało nie przypłaciła życiem. Panel z udziałem wybitnych feministek z Polski i zza granicy odbył się 3 kwietnia w ramach Dni Ateizmu. Tego samego dnia z inicjatywy partii „Razem” miała miejsce pierwsza wielotysięczna demonstracja pod hasłem „Nie dla torturowania kobiet!”. Tydzień później odbył się kolejny masowy protest pod hasłem „Odzyskać wybór” poparty licznymi manifestacjami solidarności za granicą.demonstracja Odzyskać wybór Zawiązał się komitet obywatelskiej inicjatywy „Ratujmy kobiety”, który złożył w Sejmie RP obywatelski projekt „Ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie” postulujący liberalizację ustawy antyaborcyjnej, w tym dopuszczalność przerywania ciąży z inicjatywy kobiety, refundowaną antykoncepcję i rzetelną edukację seksualną w szkole. Zawiązana spontanicznie na Facebooku grupa „Dziewuch” zaplanowała na 18 czerwca wielki Marsz Godności w proteście przeciwko próbie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, pozbawiającej polską kobietę wszelkiej podmiotowości i zamieniającej ją w inkubator.

Kilka lat temu, Manifa 8 marca szła w Warszawie pod hasłem „Demokracja bez kobiet to pół demokracji.” Ale demokracja bez kobiet to nie jest żadna demokracja! Kwestia aborcji , tj. kwestia samostanowienia kobiet, nie jest problemem tylko kobiet . To nie jest także problem tylko ich bliskich. Jest to problem całego społeczeństwa .

Aborcja była zakazana przez Hitlera, Mussoliniego, Franco, rząd Vichy, Stalina, Ceauşescu. Zniewolenie kobiet przez autorytarne rządy jest początkiem zniewolenia całego społeczeństwa.

***

Moi drodzy! Jutro o 11.55 (za pięć dwunasta) spotykamy się na Placu Zbawiciela, żeby pokazać, że kobiety mają swoją godność, której nie pozwolą nikomu naruszyć. NIKOMU!

 

lady-1112832_1280

Koronkowa rewolucja kobiet

lady-1112832_1280Czytając komentarze pod moim tekstem pt.: „Moje ciało, moja broszka” na grupie Dziewuchy Dziewuchom natknęłam się na link www.protestkobiet.pl udostępniony tam kilka razy. Wizyta na tej stronie skłoniła mnie do napisania niniejszego tekstu.

Nikt nie ma takiego talentu jak nasza obecna władza, do aktywizowania społeczeństwa. Do niedawna sądziłam, że my Polacy to zwierzęta kanapowe. Co prawda coraz częściej widuje się na polskich ulicach biegaczy, którzy przestali wzbudzać zdumienie, rolkarzy czy rowerzystów w każdym wieku. Mimo to wydawało mi się, że zajęci jesteśmy tylko i wyłącznie swoimi sprawami. Na dużą frekwencję w wyborach nie ma co liczyć. A po co? Wszyscy to dranie, złodzieje, debile, nie ma na kogo głosować. Może i prawda, ale jak nie idzie się głosować, też dokonuje się wyboru prawda? Wybieramy, że inni zdecydują za nas. A potem będziemy mogli biadolić przez kolejne 4 lata.

W zeszłorocznych wyborach było tak samo. W niedzielę połowa uprawnionych do głosowania wolała sobie poleżeć przed telewizorem. A w poniedziałek obudziliśmy się w innym świecie. Rzekoma większość społeczeństwa dokonała skoku cywilizacyjnego. Szkoda, że w tył — z ery nowożytnej do średniowiecza. Najpierw podnóżek przy tronie zdobył Duda, potem na tronie zasiadł Kaczyński, tyle że w czapce niewidce.

Jak to mówią „mądry Polak po szkodzie”. Podniósł się więc Polak z kanapy i wyszedł na ulicę razem z KOD. I tak wałęsamy się po tych ulicach co jakiś czas. Idziemy, żeby zaprotestować, żeby się pokazać, żeby pośmiać się i pokrzyczeć. Niektórym się znudziło, bo nie wiedzą efektu. Dokąd to dreptanie ulicami miast ma nas doprowadzić? Inni wpadli w trans. Tydzień bez manifestacji to tydzień stracony. Policja z warszawskim ratuszem wciąż uczą się liczyć. Teraz 50 tysięcy = 5 tysięcy. Jedna stacja telewizyjna cały dzień pokazuje manifestacje, inna udaje, że ich tak naprawdę nie ma. Ot, jakiś tam paru zadymiarzy sparaliżowało miasta. Król absolutny Jaro ze swoimi kukiełkami wciąż odgrywają jeden dramatyczny teatrzyk. Osaczenie przez zdrajców narodowych, roślinożernych rowerzystów w futrach z norek oderwanych od koryta.

KOD zaczął się dzielić. Nie wszystkim podoba się jego twarz — uśmiechnięta, spokojna, wręcz spolegliwa. Na jednym z marszów nie byłam celowo. To ten wspierający Wałęsę. Prawdę mówiąc, niewiele mnie obchodzi, czy był Bolkiem, czy Lolkiem, czy dla większej konspiracji Tolą. W tamtych czasach zrobił swoje, ale prezydentem był w mojej ocenie fatalnym. Na wczorajszym marszu nie byłam, bo nie mogłam. Pracowałam cały dzień. Poza tymi dwoma przypadkami jestem z KOD od początku, czyli z ludźmi, którzy nie wyrażają zgody na „dobrą zmianę”, która zmianą jest jak z koszmaru. Powoli jednak tracę sens, nie rozumiem, do czego to wszystko ma zmierzać? Co ma nam wszystkim to dać? Czy jest jakiś kres tej drogi?

I nagle projekt środowisk pro-life na zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. A potem powstanie grupy Dziewuchy Dziewuchom i pierwsza zorganizowana przez nie manifestacja. Wiatr tak dmuchnął w moje żagle, że prawie się przewróciłam. Co dalej? Zbieramy podpisy pod naszym (wolnych kobiet) projektem. Oni całkowity zakaz aborcji? My aborcja na życzenie. Dlaczego nie?

Są głosy przemawiające za tym, aby utrzymać obecne status quo. Lepszy wróbel w garści niż słowik na dachu. Obrońcy obecnie obowiązującej ustawy głoszą, że społeczeństwo nie jest gotowe na przyznanie kobietom praw, które powinny mieć od dawna, że domaganie się aborcji na życzenie, to strzał w kolano. Ci ludzie zapominają o klauzuli sumienia i „dziecku Chazana”. To ten „kompromis”, czyli prezent ówczesnych władz dla KK, doprowadza do takich sytuacji, że lekarze odmawiają zabiegów, do których zobowiązuje ich NFZ, pozawalają rodzić się dzieciom potworkom, które nie mają żadnych szans na przeżycie, i każą rodzicom patrzeć na ich agonię. W imię boga miłosiernego, który ponoć tego oczekuje od ludzi.

Na początku lat 90. uczęszczałam do LO. Zbierałam podpisy przeciwko ustawie antyaborcyjnej. Z listami byłam wszędzie, nawet we własnej szkole. Rzadko spotykałam się z szykanami. Uzbierałam ich tyle, że wyrosłam na lokalną bohaterkę lewicową, choć mało interesowała mnie wówczas polityka. Milion podpisów, w tym moje listy poszły na śmietnik. Bo „kompromisu” władza nie zwierała z narodem, tylko z KK. Kiedy dowiedziałam się o obecnym projekcie ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie, który proponuje aborcję na życzenie, edukację seksualną, darmową antykoncepcję dla najuboższych i rozprawia się z klauzulą sumienia, poczułam, jakby cofnął się czas. Nie żałuję tamtego, pozornie straconego czasu na zbieranie podpisów. Mam przynajmniej świadomość, że COŚ robiłam, nie byłam bierna, działałam.

Co dalej pytam? Czy manifestacje oprócz poczucia wspólnoty, solidarności, radości bycia razem z ludźmi podobnie myślącymi przyniosą jakieś efekty? Są ważne, to pewne. Ale ważniejsze jest według mnie wytyczenie celu do osiągnięcia, planu działania. To właśnie proponuje Protest Kobiet. Koronkowa rewolucja trwa.

Krwawa rewolucja to domena mężczyzn, my swoje cele możemy osiągnąć solidarnością, wspólnotą, koronkowym — starannie i konsekwentnie przeprowadzonym protestem.

Aby stworzyć koronkowe dzieło, potrzeba czasu. Koronkowa rewolucja stawia przed sobą dalekosiężne cele: wywołanie poważnej debaty publicznej nad poszanowaniem praw obywatelskich kobiet w Polsce; zmiana polityki państwa wobec kobiet, respektowanie ich wszystkich praw obywatelskich: prawa do życia, do opieki zdrowotnej, do edukacji, do samostanowienia, do sprawiedliwego sądu, do prywatności, do wolności słowa i przekonań, do godności i szacunku; wdrożenie systemu edukacji, zapewniającego dostęp do wiedzy prawnej, biologicznej i medycznej w zakresie praw i obowiązków kobiet jako obywateli; przyczynienie się do poczucia bezpieczeństwa i nietykalności kobiet; przywrócenia pełni praw reprodukcyjnych; skutecznego egzekwowania alimentów; surowych kar dla gwałcicieli; surowych kar dla sprawców przemocy; edukacji seksualnej dla kobiet i dzieci.

18 czerwca odbędzie się w Warszawie MARSZ GODNOŚCI. Początek „za pięć dwunasta” na Placu Zbawiciela. Gorąco namawiam wszystkich, dla których los kobiet nie jest obojętny.

„Dziergajmy” więc i „wykłuwajmy” wspólne sploty pięknej sieci, która w końcu stworzy nasz kraj przyjaznym dla ludzi, zamota wszelkie zapędy do zniewalania i władzy absolutnej nad ciałem i umysłem człowieka. Uświadomi uzurpatorom, że uruchomili niepowstrzymaną siłę, siłę kobiet. Chcą nas zmusić do heroizmu? Prosimy bardzo. Patrzcie. I nie dziwcie się. Kobiety są zdolne do wszystkiego dla dobra swoich rodzin. (www.protestkobiet.pl)

 Panowie, wspierajcie nas! 🙂

DSC06344

za KOD owana!

DSC06344Marzyło mi się dożyć takich czasów, kiedy Polacy zrozumieją w końcu, że mają realny wpływ na to, co dzieje się w naszym kraju. Wybory nie pozostawiły mi złudzeń. Jeszcze daleka droga przed nami. Prawie połowie upoważnionych do głosowania nie chce się z domów wyściubić nosa raz na cztery lata, bo to nie ma sensu, bo to nic nie zmieni, bo ci wszyscy politycy są siebie warci – banda złodziejów i pasożytów. Nieraz zastanawiałam się, jak długo jeszcze trzeba czekać, żeby wykluło się z nas prawdziwe społeczeństwo obywatelskie – aktywne, zdolne do samoorganizacji, gotowe wyznaczać sobie cele i podejmować działania dla dobra ogółu.

DSC06332Niedawno kolega zagadnął mnie na priv pisząc coś o KODzie. Miałam za sobą trzy dni długiej i ciężkiej pracy, dostęp do netu ograniczony. Spytałam wówczas, co to jest KOD? Miał ze mnie niezły ubaw. Co? Komitet Ochrony Demorkacji. Kto? Ludzie tacy jak ty czy ja. Nie mogłam w to uwierzyć.

Prawdę mówiąc dawno zwątpiłam w moje pokolenie i z nadzieją zerkałam na swoje dzieci. Może to właśnie one i ich rówieśnicy zapoczątkują nową jakość polskiego narodu, bez kompleksów, bez lęku, bez tolerancji dla bzdur i kłamstw. Mój 14-letni syn pisząc list do pani dyrektor swojej szkoły korzystał z Konstytucji i opierał swoje argumenty na konkretnych artykułach. Nadzieja nie jest więc bezpodstawna. Tymczasem to już? Teraz? Taki skok w świadomości obywatelskiej?

DSC06336Spontanicznie poszłam z synem na marsz 12. grudnia. Relację z niego zdałam w tekście Marsz Polki najgorszego sortu”. Było tyle emocji i wrażeń, których nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Kiedy dowiedziałam się, że 19 grudnia jest manifestacja pod Sejmem, nie wahałam się ani chwili, mimo że o 12.00 miałam być w pracy. Nieśmiało spytałam koleżankę, która miała akurat wolną sobotę, czy przyszłaby za mnie na 3 godziny. Co się stało? Muszę iść na demonstrację. Nie, że zachorowało mi dziecko, nie że mam jakąś tam dawno umówioną wizytę u lekarza. Nie ma sprawy. Tylko uważaj, u nas też na Majdanie to był spontaniczny ruch. Aż serce ściskało. A potem weszła w to polityka i zrobił się z tego jeden biznes. Nie sprzedajcie się tak, jak nasi. Kochana Masza.

Poszłam sama, tym razem bez syna. Nie mogłabym z nim wracać a nigdy nie wiadomo, jak skończy się taka manifestacja. W drodze zastanawiałam się, jak dużo ludzi przyjdzie. O 11.30, czyli na pół godziny przed początkiem, pod Sejmem była garstka osób. Tak mówili w tv. Co będzie, jeśli nikt więcej nie przyjdzie? Wysiadam na Placu Konstytucji. Kiedy wchodzę na Piękną uspokajam się. Ludzie, dużymi grupkami kierują się w stronę Sejmu. Spóźnialscy, jak ja. Mijam jakiegoś samotnego starszego pana z flagą UE. Uśmiechamy się do siebie. Jest dobrze. Zatrzymuję się przed panem sprzedającym flagi Polski. Uzbrojona w narodowe barwy docieram na miejsce. TŁUM!DSC06317Radość mnie ogarnia, ale jestem już spokojniejsza, niż podczas marszu. Ręce nie drżą, dzięki czemu robię lepszej jakości zdjęcia. Przeciskam się i pstrykam, co tylko się da. Zaskoczona orientuję się, że choć przyszłam sama, wcale nie czuję się wyobcowana czy samotna. Jestem wśród swoich. Nawet kiedy śpiewają kolędę tłumaczę sobie, że przecież święta się zbliżają. Również w milczeniu wysłuchuję pieśni „Modlitwa o wschodzie słońca”.

Przyznaję, że przez moment pomyślałam sobie, że zapomina się o nas, ateistach. I przemknęła mi przez myśl wizja krzyży na kolejnych marszach i demonstracjach oraz odśpiewywanych pieśniach kościelnych, czy głośno odmawianych modlitwach. Nie mogłabym wówczas tam stać, z tą moja flagą z jednoczesnym zachowaniem wierności samej sobie. Znowu byłabym wykluczona. A przecież mi tak samo jak im zależy na demokracji. Przecież tak samo jak oni jestem Polką, patriotką.

DSC06301

Jeśli mój kolega wówczas się śmiał, z powodu mojego pytania „co to jest KOD?” dziś już się pewnie nie śmieje. To najmodniejsze ostatnio pytanie ponownie nas dzielące. Tym razem nie na władzę i jej przeciwników, nie na wierzących i niewierzących, tylko na zwolenników i przeciwników KOD.

KOD – inspirowany przez Żydów!

KOD – to sami banksterzy!

KOD – to Petru, brrrrrrr straszny PETRU!

KOD – to stary układ oderwany od koryta!

KOD – zmanipulowani idioci!

Gdzie był KOD, gdy PO mieliło miliony podpisów pod referendum?

Gdzie był KOD, gdy wywalano z Sejmu matki niepełnosprawnych dzieci?

Gdzie był KOD, gdy zamiatano kolejne afery?

Gdzie był KOD, gdy zabierano ludziom OFE?

DSC06330Obcych ludzi można olać, choć jestem zwolenniczką tego, aby z każdym rozmawiać, tłumaczyć swój (niekoniecznie słuszny) punkt widzenia. Bywa, że aby się przekonać kto ma rację, trzeba czasu. Bywa, że jesteśmy po prostu zaskoczeni, kiedy bliskie nam osoby wyrażają odmienny punkt widzenia nie mając na niego żadnych dowodów, oprócz swoich przypuszczeń.

Pozwolę sobie zacytować moją koleżankę, kobietę, którą znam, którą uwielbiam, działaczkę, wyczekującą, jak ja do niedawna przebudzenia społeczeństwa. Nie pytałam jej o zgodę, jednak ten tekst umieściła na grupie otwartej. Każdy może przeczytać, każdy może skomentować.

Można było odnieść wrażenie, że nikt nie zauważył iż był to także piknik wyborczy pana Ryszarda Petru. Nikt też nie zadał sobie pytania skąd pochodzą środki na logistykę , obsługę i gadżety czyli całą organizację imprezy. Powie ktoś – nie po to poszliśmy protestować żeby sobie głowę zawracać takimi bzdurami… Niby tak, ale wiecie doskonale , że w życiu nie ma nic za darmo – qui pro quo . I rozumiem postawę Pana Petru – wziął co mu się należało, ale nie mogę nad tym przejść bez komentarza . Nie powiedziałabym złego słowa , gdyby Petru zaprosił ludzi na swoją imprezę , ale ludzie poszli na imprezę firmowaną przez KOD. Ufni i solidarni w liczbie co najmniej 50 tysięcy głów. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że już to kiedyś przerabialiśmy i, że z tamtej lekcji także nie wyciągnęliśmy wniosków. Mam takie deja vu -1989 rok i lata poprzedzające – karnawał solidarności – pamięta jeszcze ktoś? Ja pamiętam, wszystko pamiętam. Pamiętam to samo wzruszenie i ten sam poziom bezkrytyczności, braku uważności… Pamiętam także wszystko to co nam zrobili ponad naszymi głowami, nie pytając nas o zdanie, ignorując, nawet jeśli je wyraziliśmy…

DSC06326

I odpowiedź Andrzeja Wendrychowicza, założyciela portalu www.etykawszkole.pl człowieka znanego i szanowanego, szczególnie w środowisku ateistów.

KOD zorganizował publiczną zbiórkę pieniędzy na sobotnią manifestację. Napisali, że potrzebują 20.000, a w ciągu kilkunastu godzin zebrali wielokrotność tej sumy. Lista darczyńców jest dostępna i nie ma na niej pana Petru. Pytanie, kto za tym stoi jest ukochanym pytaniem wyznawców teorii spiskowych. Wyjaśniam, że ja (także) za tym stoję 🙂

I odpowiedź mojej koleżanki:

20 tys. powiadasz? Listę darczyńców podstawiasz mi pod nos? I to ma być argument? No proszę Cię Emotikon wink – wiesz ile kosztuje zorganizowanie bezpiecznego marszu 50 tys. wkurzonych ludzi ? 20 tys.? Naprawdę? nawet wielokrotność? tzn. ile? Sorry, ale nie kupuję tego.

Szkoda, że moja koleżanka nie bierze pod uwagę tego, że ilość uczestników marszu przerosła oczekiwania wszystkich, od samych uczestników, po organizatorów. I JAKICH WKURZONYCH LUDZI? Jeśli komuś puszczały nerwy, natychmiast uczestnicy marszu go uspokajali, obcy ludzie! Były dzieci, staruszkowie, byłam ja. Uśmiechy, radość, sympatia. Tylko wówczas, kiedy dotarliśmy pod Pałac Prezydencki (nie jednocześnie oczywiście, bo zbyt dużo nas było), i kiedy zaczęliśmy skandować „Precz z pałacu” poczułam, że iskra mogłaby wywołać walkę i szybko w głowie przerabiałam drogę ewakuacji, bo był ze mną syn. Z drugiej strony z kim mieliśmy się bić. Na nasze okrzyki policja reagowała nieudolnie ukrywanym uśmiechem. Nie były to drwiące uśmieszki. Kiedy spotykaliśmy po drodze „przeciwników” krzyczeliśmy „chodźcie z nami”! A może według mojej koleżanki wszystkich nas kupili? MNIE NIE DA SIĘ KUPIĆ!

DSC06329

 

DSC06309

Miałam chęć wstawić jeszcze wypowiedzi mojego fejsbukowego kolegi, ale szkoda Waszego czasu drodzy Czytelnicy. Powiem Wam tylko, że od kolejnych ruchów organizatorów KOD zależy, czy poparcie dla nich będzie wzrastać, czy też zaprzepaszczą tak ogromny ludzki potencjał. I powiem Wam, czym dla mnie jest KOD dzisiaj.

KOD to spontaniczny ruch społeczny, to pierwsze w wolnej Polsce pospolite ruszenie ponad jakimikolwiek podziałami. To społeczeństwo obywatelskie, które wcale nie musiało się narodzić, musiało się jedynie przebudzić. Ufam KOD i jego organizatorom. Wolę zaufać i ewentualnie później przyznać się do błędu, niż obrzucić KOD błotem i czekać na każde potknięcie. Mam zamiar być jednym z fundatorów KOD. W końcu na dzień dzisiejszy KOD to ja. Zostałam zaKODowana 🙂

PS. Mój syn do tej pory nie może mi wybaczyć, że go ze sobą nie zabrałam 🙂

Wszystkie zdjęcia moje z demonstracji z 19. grudnia. Nagrane przez mnie filmiki zbyt duże, ale wykorzystam je w najbliższym czasie.

DSC06349

DSC06338

DSC06334

DSC06324

DSC06320

DSC06312

DSC06310

 

DSC06306

DSC06297

 

 

DSC06259

Marsz Polki najgorszego sortu.

– Dawaj młody, idziemy na marsz. Czas demokrację ratować! – powiedziałam żartobliwie do syna. – Skoczymy pod Trybunał Konstytucyjny, może damy radę pójść pod sejm, ale potem wracamy do domu. Czasu dziś nie mam, bo będę miała gości.

Wyszliśmy z domu o 12.00.

– Jesteśmy spóźnieni. O 12.00 powinniśmy być pod Trybunałem – wtrącił, naciągając kaptur na głowę. Deszcz zaczął siąpić – 12 grudnia deszcz!

– Co ty, dziecko? Zanim się ludzie zbiorą, trochę to potrwa. Tam trzeba być. Każda głowa się przyda. Oby było chociaż ze dwa, trzy tysiące.

Autobus, którym często jeżdżę o tej porze dnia, wlókł się bezlitośnie. Co jest grane? Skąd te korki w sobotę?

– Akcja pisurarów pewnie mamo. Drogi blokują, czy coś?

– E tam! Coś musiało się stać. Autobus przepełniony. Dokąd ci ludzie akurat dziś jadą? Zawsze pusto jest o tej porze.

Kiedy wysiedliśmy na placu Unii Lubelskiej a wraz z nami niemal wszyscy z autobusu, w końcu do mnie dotarło.

– W którą stronę mamo?

– Za ludźmi synku i za hałasem.

To, co zobaczyłam, albo raczej to, czego nie mogłam dostrzec, wprawiło mnie w osłupienie. Najpierw jednak dotarł do nas dźwięk gwizdków, trąbek, krzyki wydobywające się z tysięcy gardeł. A potem ten oszałamiający tłum. Gdzie jest początek? Gdzie zaczyna się ta rzeka ludzi? Zostaliśmy nią pochłonięci. Ja cała drżę z emocji. Po minie syna widzę, że jest ogromnie przejęty. Próbuję robić zdjęcia, wyciągając aparat ponad głowy i pstrykając, gdzie popadnie. Trzęsą mi się ręce.

Po jakimś czasie, kiedy pierwsze wrażenie zostało oswojone, zaczęłam czuć niezwykłą wręcz więź z zupełnie obcymi mi ludźmi. „Oni” stali się „Nami”. Dostrzegliśmy napis na jednej z tabliczek mówiący o tym, że Kaczyński przynosi wstyd Polsce, Polakom i katolikom. Mój syn uzmysłowił sobie nagle, że my, ateiści idziemy ramię w ramię z katolikami, bo mamy jeden wspólny cel. Nawet wówczas, gdy garstka przeciwników marszu zaczęła skandować „Bóg, honor i ojczyzna” zostali zagłuszeni i wygwizdani.

– Mamo, możemy zostać do końca? – spytał syn, kiedy jeszcze nie ruszyliśmy spod Trybunału. Wysłałam sms-y przekładając godzinę spotkania u mnie. Są w końcu sprawy ważne i ważniejsze. A moje dziecko uczy się właśnie postawy obywatelskiej.

Ruszyliśmy. Na początku lekko onieśmieleni, żeby w końcu z całych sił skandować hasła:

ANDRZEJ DUDA SIĘ NIE UDAŁ!

MARIONETKA!

KACZKĘ NA TACZKĘ!

INTERNOWAĆ KACZYŃSKIEGO, ZASPOKOIĆ JEGO EGO!

MASZ JUŻ KSIĘŻYC, ZOSTAW POLSKĘ!

PRECZ Z KACZOREM DYKTATOREM!

I dziesiątki innych. Pod sejmem chwilowy przystanek, a potem morze ludzi popłynęło w stronę Pałacu Prezydenckiego. Kiedy czoło Marszu znalazło się przed siedzibą głowy państwa, zatrzymaliśmy się i odśpiewaliśmy hymn. Hymn, który śpiewałam tysiące razy, nigdy nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Znowu pojawiły się silne emocje. Ogromne wzruszenie, poczucie jedności i siły. Ja, ty, on, ona – ci wszyscy wokół mnie, młodzi i starzy, wierzący, niewierzący, z różnymi politycznymi sympatiami, statusem społecznym, doświadczeniami My wszyscy RAZEM wiemy, że „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy!”

RAZEM, jakże wspaniała nazwa dla partii. Marcelina Zawisza, członkini zarządu partii RAZEM stwierdziła:

„Ludzi nie obchodzi Trybunał Konstytucyjny, bo państwo już dawno ich zawiodło. Państwa nie było, gdy pracodawca nie wypłacał im pensji, zatrudniał na czarno albo na śmieciówce. Nie będą bronić państwa, które ich nie broniło.

O tak! Mamy państwo wielce niedoskonałe. Sama mam wiele uzasadnionego żalu a Konstytucja jest łamana od wielu lat. Chociażby rozdział Kościoła od państwa, który jest jedną z zasad demokratycznego państwa prawa. Mój syn powiedział mi kiedyś, że to my, dorośli jesteśmy wszystkiemu winni, że to my pozwoliliśmy na to, aby sukcesywnie Kościół zagarnął każdą dziedzinę życia, godziliśmy się na wszelkie niesprawiedliwości i nie zrobiliśmy według niego NIC. Teraz on, kiedy dorośnie, musi to wszystko naprawić :).

Państwo to MY. Może i nie daje nam tego, co powinno, ale to nasze państwo. W państwie tym znalazło się „trochę” osób, które będą bronić Trybunału i demokracji. Ciekawe gdzie 12 grudnia była Marcelina? Być może RAZEM ze swoimi. Oglądali może wspólnie telewizję i zagryzali wargi.

Zmęczeni, ale szczęśliwi i przekonani, że zrobiliśmy coś ważnego dla siebie i innych, wróciliśmy do domu. Czasem jestem ogromnie dumna, że jestem Polką. Od soboty dumna jestem z tego, że jestem Polką najgorszego sortu.

PS. Wybaczcie jakość zdjęć. Jak pisałam – trzęsące się ręce 🙂

 

 

 

3293_g

Młody ateista kontra krzyże w szkole – list.

krzyż nie Kilka słów wstępu. W tekście „Młody ateista kontra krzyże w szkole” napisałam o rozmowie mojego syna z panią dyrektor szkoły tak, jak on mi ją przekazał. Tekst może był infantylny, ale starałam się nic od siebie nie dodawać, nie ubarwiać ani nie zmieniać. To była relacja młodego chłopca z jego akcji, na której bardzo mu zależy. Podkreślam – JEMU zależy, nie MNIE i jeszcze raz przypominam, że odwodziłam go od tego pomysłu. Po rozmowie z panią dyrektor, mimo że poczuł się poważnie potraktowany a nawet usłyszał słowa wsparcia i zrozumienia, postanowił napisać list z dwóch powodów. Pierwszy – pani dyrektor będzie mogła przedstawić jego zdanie osobom, bez których według niej nie może podjąć decyzji o zdjęciu krzyży. Drugi – list wymaga odpowiedzi pisemnej, którą będzie mógł spokojnie przeanalizować i na którą będzie mógł odpowiedzieć swoimi argumentami.

Skąd ten wstęp? Syn nie ma konta na facebooku bo nie jest mu ono do niczego potrzebne. ON tak twierdzi, nie JA. Zgodził się, abym upubliczniła jego rozmowę z panią dyrektor i nie ukrywam, że był bardzo zainteresowany odbiorem dorosłych ateistów na jego akcję. Niestety oprócz wielu słów uznania i wsparcia, za które kazał podziękować, pojawiły się reakcje, które go zaskoczyły a których sens przekazuję w punktach:

1. Martwię się o to dziecko.
2. Mam 14-letniego syna i wiem, że dzieci w tym wieku nie bardzo mają poukładane w głowach.
3. Tekst jest „naginany” co odebrał jako stwierdzenie, że jest nieprawdziwy.
4. Ja dałam dzieciom wybór i nie zabraniam im chodzić na religię.

5. Tak jak Dawkins twierdzi, nie ma dzieci katolików czy ateistów.

Oto odpowiedzi mojego syna – dosłowne:

1. „Proszę się martwić o swoje dzieci, ja czuję się dobrze”.
2. „Z przykrością uświadamiam pana, że czternastolatek trzynastolatkowi nierówny.”
3. „Ja też nie istnieję.”
4. „Gratuluję wyboru.”

5. „Wiem, kim jestem i kim nie jestem. Dawkinsowi musiało chodzić o małe dzieci”

A na koniec powiedział mi tak: „Przekaż mamo hejterom, że niczego nikomu nie muszę udowadniać”.

Negatywne komentarze nie zniechęciły go. Wziął konstytucję do ręki i wysmarował list po swojemu – tak, jak potrafi to zrobić trzynastolatek.krzyż cień

 

List 13-letniego ateisty do pani dyrektor szkoły.

Szanowna Pani Dyrektor

W nawiązaniu do naszej rozmowy w dniu 10.04.2015 r. chciałbym, aby przedstawiła Pani moje stanowisko w sprawie krzyży w szkole Radzie Pedagogicznej i Radzie Rodziców.

Jestem osobą niewierzącą. Wiem, że to powinno być moją osobistą sprawą ale mój światopogląd i tak został ujawniony poprzez prawo panujące w naszym kraju. Z jednej strony Konstytucja mówi o tym, że nikt nie może mnie zmuszać do ujawniania moich przekonań (Art. 53 punkt 7) z drugiej strony w szkołach nauczana jest religia, na którą ja nie uczęszczam. To wystarczy aby uznać mnie za ateistę lub osobę wyznającą inną niż katolicka, wiarę.

Jestem również Polakiem. Konstytucja już we wstępie odwołuje się do osób wierzących i niewierzących. Mówi również o tym, że państwo zachowuje bezstronność w sprawach przekonań religijnych (Art. 52 punkt 2) oraz, że każdy musi szanować wolność i prawa innych (Art. 31 punkt 2), i że wszyscy są wobec prawa równi (Art. 32 punkt 1). Tymczasem ja czuję się dyskryminowany z powodu krzyży wiszących w klasach. Rozumiem, że osoby wierzące mają prawo do uzewnętrzniania swojej wiary ale ja również mam prawo do przestrzeni wolnej od religii i religijnych symboli w miejscu publicznym, jakim jest szkoła. Uczniowie wierzący mają swoje kościoły z krzyżami, swoją klasę, w której uczą się religii z krzyżem, swoje domy, w których mogą wieszać krzyże, mogą nawet nosić krzyż na szyi. To ich prywatna sprawa. Dlaczego krzyż musi wisieć w świeckiej szkole w większości sal lekcyjnych? Przecież nie wszyscy uczniowie są wierzący albo nie wszyscy wyznają tą samą religię. Przez krzyże w klasach mam wrażenie, że chodzę do szkoły wyznaniowej a w Konstytucji napisane jest, że Polska to demokratyczne państwo prawne. Do jednej z zasad takiego państwa należy świeckość państwa a to oznacza rozdział kościoła od państwa. Do tego Konstytucja mówi o tym, że nikt nie może być dyskryminowany (Art. 32 punkt 2).

Wiem, że Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z 1992 r. umożliwia wieszanie krzyży w szkole. Ale słowo „może” nie oznacza musi. Uważam, że w szkole nie powinno być żadnych symboli religijnych bo szkoła jest dobrem nas wszystkich, niezależnie od tego w co wierzymy.

 

Alan ……………….

635503611895949027

Młody ateista kontra krzyże w szkole.

Przede wszystkim przypominam o akcji zainicjowanej przez Liberte! „Świecka szkoła”. Chęć wzięcia w niej udziału zadeklarowało już 56 949 osób.

A teraz uczeń ateista i krzyże.

Rekonstrukcja-stracenia-K.-Łyszczyńskiego-1024x662Jakiś czas temu opublikowałam tekst o Marszu Ateistów, w którym brałam udział wraz z dziećmi (Marsz Ateistów – pierwsze wrażenia). Króciutki tekst na gorąco, w którym pisałam m.in. o tym, że w inscenizacji przedstawionej przez organizatorów, Łyszczyńskiego skazanego na śmierć za ateizm, odgrywała pani Grażyna Juszczyk. Historia tej kobiety bardzo poruszyła mojego syna, który nie omieszkał zamienić z bohaterką kilku słów, w których wyraził swój podziw dla jej postawy. A co tak ujęło moje dziecko? To, że pani Grażyna zdjęła krzyż w szkole, w której była nauczycielką i z tego powodu spotkało ją wiele przykrych konsekwencji. Wówczas syn powziął decyzję, że rozprawi się z krzyżami w swojej szkole.

Powiem szczerze, próbowałam mu to odradzić. Ciężko znosiłam świadomość, że w przedszkolu jako jedyny nie chodził na religię a w szkole na świetlicy, do której był wyprowadzany podczas katechezy, miał tylko jedną towarzyszkę – dziewczynkę wyznającą islam. Syn nie należał do osób silnych i przebojowych. Nie było mu lekko, ale nigdy nie protestował. Rozumiał, że to dla mnie ważne i dostosowywał się do moich wymagań – jak najdalej od religii. Poza tym sama przez to przeszłam, chociaż miałam to szczęście, że w szkole podstawowej religii nauczano w salach przykościelnych a kiedy pojawiła się w szkole, byłam już w liceum.

Kilka dni temu syn wspomniał mi, że nie może spotkać się z panią dyrektor w sprawie krzyży. Byłam zaskoczona, że wciąż pamięta o swoim postanowieniu. Nie komentowałam. Sądziłam jednak, że kiedy emocje opadły po spotkaniu z panią Grażyną, trudno mu podjąć tak trudny temat. Aż tu nagle poinformował mnie, że dziś rozmawiał z panią dyrektor. Oto relacja z tej rozmowy:

odbyt13432416025883„Nastawiłem się na najgorsze, ale czułem, że będzie dobrze” – powiedział. Podczas rozmowy nie był zdenerwowany czy specjalnie przejęty. Kiedy poinformował panią dyrektor, że ma do niej bardzo delikatną sprawę, przyjęła go natychmiast w swoim gabinecie. Kto wie? Może go kojarzy? Syn był wymieniany przez nią podczas zebrania semestralnego, jako jeden z piętnastu najlepszych uczniów w szkole. Zaczął od informacji, że brał udział w Dniach Ateizmu i tam dowiedział się, że szkoły publiczne są świeckie (jakbym ja mu tego nie mówiła). „Dlaczego więc w świeckiej szkole, takiej jak ta, w klasach wiszą krzyże?” Dodał, że w klasie, w której odbywają się lekcje religii, krzyż mu nie przeszkadza, ale dlaczego jest on w innych pomieszczeniach, w których odbywają się lekcje niezwiązane z religią? Pani dyrektor nie kryła zaskoczenia.

Przyznała, że jest on pierwszym uczniem, który porusza temat krzyży. Poinformowała go, że… nie wie, dlaczego tak jest! Kiedy rozpoczęła pracę w tej szkole, krzyże już wisiały. Osobiście uważa, że nie powinno ich tu być, ale nie zamierza robić rewolucji w szkole. „Ja też nie zamierzam, dlatego przyszedłem do pani spokojnie porozmawiać” – odpowiedział. Pani dyrektor powiedziała, że wolałaby też aby rekolekcje nie odbywały się w czasie nauki ale tak wygodniej jest dla rodziców i dzieci wierzących. Syn dodał, że czuje się dyskryminowany, ponieważ krzyż oznacza dla niego zupełnie coś innego, niż dla katolików. Miał na myśli, że jest symbolem zła, jakiego dopuszczał się Kościół przez 2 tys. lat, ale nie powiedział tego. Za to chyba został zrozumiany, bo pani dyrektor przyznała, że symbol jednej religii w szkole przeczy równouprawnieniu. „W takim razie, co można zrobić, aby pozbyć się krzyży ze szkoły?” – spytał. Pani dyrektor powiedziała, że wesprze jego inicjatywę i przedstawi jego uwagi radzie pedagogicznej a następnie radzie rodziców. Stwierdziła, że sama nie może podejmować takich decyzji. Syn podziękował za rozmowę, zaakceptował propozycję pani dyrektor i opuścił jej gabinet.

Po rozmowie z panią dyrektor czuł się fantastycznie. Stwierdził, że został poważnie potraktowany, miał wrażenie, że pani go zrozumiała i że dotrzyma słowa. Postanowił nawet w przyszłą sobotę stawić się w szkole na dniu otwartym, aby namawiać przyszłych uczniów i ich rodziców do wyboru tej właśnie szkoły. Mimo to, wcześniej chce napisać list do pani dyrektor, do rady pedagogicznej i do rady rodziców. Uznał, że lepiej będzie, kiedy pani dyrektor odczyta ten list z jego punktem widzenia i z jego argumentami. Poza tym list wymusi na adresatach odpowiedź na piśmie, do której będzie mógł się ustosunkować. Poprosił mnie o pomoc. „Wiem czego chcę i dlaczego. List mogę napisać sam ale potrzebuję podpory prawnej – ustawy, artykuły z konstytucji, które mogą mi pomóc”.

– Myślisz, że osiągniesz swój cel? – spytałam.
– Sądzę, że nie. Ale jeśli nie uda się usunąć krzyży z klas, będę żądał zawieszenia symbolu ateistycznego. W końcu mamy równouprawnienie a ja mam zamiar korzystać z moich praw.

Dlaczego o tym piszę oprócz oczywistego faktu, że chwalę się własnym dzieckiem?:) Bo wielu z nas, dorosłych ateistów, psioczy na nasze neutralne światopoglądowo w teorii, a w praktyce wyznaniowe państwo. I tylko psioczy. Nikogo nie chcę tu urazić. Jestem jedną z narzekających osób a jedyne działania na jakie do tej pory pozwoliłam sobie to: nieposyłanie moich dzieci na religię, reagowanie na sytuacje w szkołach, które wydają mi się nie w porządku w stosunku do moich dzieci i pisanie tekstów dla portalu, który współtworzę.

Czuję siłę do działania, kiedy czytam, jak o prawa swoje i swoich dzieci walczą rodzice skupieni w grupie na FB „Nasze dzieci nie chodzą na religię”. Ale to mój syn dał mi prawdziwą lekcję, którą będę sobie przypominać, kiedy będę się wahać – działać, czy odpuścić sobie dla świętego spokoju, zrobić coś, czy tylko to opisać. I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa. To jak wychowujemy nasze dzieci, jest bardzo ważne. Jeśli znajdziemy w sobie odwagę, żeby w zgodzie ze sobą nie posyłać swoich dzieci na religię, będziemy im tłumaczyć skąd ta nasza decyzja, będziemy objaśniać obowiązujące prawo (cóż, że funkcjonujące tylko na papierze), mamy szansę na „wypuszczenie” w świat mądrych, samodzielnych, pewnych siebie ludzi – nowe, myślące pokolenie wolne od mitycznych urojeń i religijnych uprzedzeń.

Na marginesie dodam, że syn ma 13 lat. Chodzi do 1 klasy gimnazjum. Ma na imię Alan. Zapamiętajcie to imię:)

Alan i pani Grażyna

Wpisy Racjonalnie

z12849069IF

O współczesnych trollach gnębiących wirtualny świat Globalnej Wioski – czyli rzecz o trollingu internetowym….

z12849069IF

By Anna Gabriella Lilith Gajda®

I. PROLOG – CZYLI KILKA SŁÓW PRO FORMA…

My, ludzie współcześni, żyjący teraz obecnie w XXI wieku, jesteśmy szczególni i niejako „wybrani”, nie tylko ze względu na to, iż to nam właśnie przyszło stać się naocznymi świadkami tak doniosłego i przełomowego momentu w dziejach ludzkości, jakim było nastanie Nowego Millenium, a też i żyć w tym Nowym Millenium, pławiąc się w luksusie tej całej jego „nowoczesności”, ale też i z zupełnie innej, lecz nie mniej doniosłej ani przełomowej przyczyny…

Albowiem oto my, ludzie współcześni staliśmy się również naocznymi świadkami nastania zupełnie nowej, odmiennej i nieznanej Nowej Ery czy Epoki – Epoki Globalnej Wioski i w której to właśnie nam, jako pierwszym „pionierom” przyszło odtąd żyć, a która odmieniła dotychczas znany nam świat tak absolutnie całkowicie, że wręcz wywróciła go do góry nogami, burząc doszczętnie uprzedni ład…

I oto w tym zupełnie nowym, innym świecie Globalnej Wioski przyszło nam żyć prócz tej dawnej, znanej ludzkości od zarania dziejów rzeczywistości realnej i realnym świecie, istniejącej tak faktycznie i fizycznie, niejako namacalnej wręcz, również i w drugiej, nowej i tak diametralnie zgoła odmiennej, innej rzeczywistości, jaką jest rzeczywistość wirtualna i wirtualny świat, twór Internetu i Ery Globalnej Wioski, jakiego nigdy ludzkość jeszcze nie znała i nie widziała – rzeczywistość wirtualna, istniejąca jedynie jako bezcielesny, nienamacalny i nie fizyczny twór – idea w Internetowej, przepastnej i ponoć dosłownie nieskończonej przestrzeni, biegnącej światłowodami sieci, a która to już teraz stała się dla nas równie istotna i prawdziwa, „realna” wręcz jak ta faktycznie istniejąca rzeczywistość, a życie w „virtualu” równie prawdziwe jak to w „realu”.

Ta zupełnie nowa, wirtualna rzeczywistość – tak zgoła diametralnie i absolutnie odmienna, inna od tej realnej, otworzyła przed nami niejako kolejne, zupełnie nowe „drzwi percepcji”, prowadzące do kolejnego zupełnie nowego, nieznanego Świata, jakim jest ów świat wirtualny Internetu.

I też wszystko, co w tym świecie istniało, istnieje, bądź zaistnieje kiedyś jest również podobnie całkiem nowe i diametralnie całkiem odmienne, inne, aniżeli to, co było nam uprzednio znane z życia w „realu” (i wcale nie chodzi tu o jeden z popularnych hipermarketów! J)

Pora więc już najwyższa, aby dokonać eksploracji i poznać lepiej ów nasz nowy, nieznany wirtualny świat, oraz tę nową rzeczywistość drugą, w jakiej to nam właśnie przyszło jako pierwszym żyć i być w niej pionierami, przecierającymi szlak dla potomności i eksplorujących wnętrze tego nowego, nieznanego interioru oraz mnogości zjawisk i form, jakie on w sobie kryje – nauczyć się tej nowej rzeczywistości wirtualnej i nowego, wirtualnego życia w niej – jego zasad, reguł, prawideł i biegu, jego formy bytu i istnienia, jakie tylko będzie nam tam dane napotkać czy doświadczyć, a też w którym to żyjemy już obecnie, chyba bez przesady, już równie mocno, głęboko i „prawdziwie”, co w tym realnym, namacalnym fizycznie – w tym starym, dobrym „realu”….

A ową eksplorację świata wirtualnego i naukę oraz poznawanie jego realiów oraz wirtualnego życia w Globalnej Wiosce, można rozpocząć już teraz, chociażby od lektury niniejszego artykułu i zapoznania się nieco bliżej z jednym z bardziej charakterystycznych, częstych i istotnych zjawisk w Internecie, jakim jest trolling i trolle internetowe, o których to traktuje tenże artykuł.

A zatem… zapraszam Was Drodzy Czytelnicy w podróż do wirtualnej krainy czarów Internetu i niezwykłą przygodę w tej wirtualnej krainie pełnej złośliwych trolli – Enjoy the trip! 😉

II. WSTĘP.

Internet to chyba jeden z najgenialniejszych wynalazków w historii ludzkości, za pomocą którego ludzie z całego świata zyskali możliwość przesyłania niezliczonej ilości nawet bardzo zróżnicowanych danych oraz globalnego komunikowania się. A który to ów nasz współczesny świat i ludzi w nim obecnie żyjących przeniósł w ten zupełnie nowy, odmienny wirtualny świat Globalnej Wioski, zmieniając doszczętnie absolutnie wszystko, i który nagle oto pozbawiony został wszelkich dotychczasowych ograniczeń, w którym granice i odległości dzielące dotychczas ludzi nagle znikły zupełnie, przestając stanowić barierę czy przeszkodę a cały świat legł u stóp absolutnie każdego, kto tylko posiadał połączenie z siecią i dostęp do Internetu – Globalna Wioska przywitała ludzkość w swej wirtualnej Krainie Czarów bez granic….

I oto odtąd rzeczy jakie dotychczas zdawały się absolutną niemożliwością, urzeczywistniły się stając możliwe, a też i równie łatwe jak mrugnięcie okiem. Chcesz pochwalić się znajomym fotkami z urodzin? Nie ma problemu, wystarczy jedno kliknięcie! Masz ochotę napisać bardzo długi list do serdecznej przyjaciółki w Nowej Zelandii i szybko otrzymać na niego odpowiedź? „Mały pikuś”! A może potrzebujesz porady i rozeznać się zapytując ludzi z całego świata o to, jakie posiadają oni sposoby na najlepsze naleśniki czy połów ryb „na muchę”? Cóż, chwilka pracy i gotowe – voila! A może doskwiera ci brak zagranicznych znajomych? To też da się bardzo prosto i szybko załatwić w Internecie, bez obaw!

Oto drogi Czytelniku, witamy bowiem w Globalnej Wiosce, w miejscu, w którym każdy ma prawo do woli korzystać z ograniczonej anonimowości i szerokiego grona potencjalnych odbiorców, w którym może komunikować się bez żadnych przeszkód i ograniczeń z całym światem, a jakie dawniej stanowiły chociażby np. granice państwowe czy odległości dzielące ludzi od siebie…

Jednakże mimo tego całego, nieskończonego ogromu dobrodziejstw, jakie przyniósł ludzkości ów wynalazek, jakim jest Internet obecnie, niestety również i na jego negatywne efekty nie przyszło nam długo czekać, cóż – c’est la vie!

Atoli dlatego, iż jak powszechnie wiadomo, każdy wynalazek w historii ludzkości został choć raz wykorzystany w złym celu – poczynając od koła aż po technologię rozszczepiania atomów. A to zaś stąd, iż żaden wynalazek sam w sobie nie jest jeszcze ani dobry, ani też zły, a dopiero to, w jaki sposób zostanie on wykorzystany, może być dobre lub złe, a też cele do jakich będzie używany są dopiero dobre lub złe, a nie on sam w sobie….

Lecz niestety i w przypadku Internetu również znalazło się bardzo wielu ludzi, którzy z wielką chęcią wykorzystali i tenże genialny wynalazek w zły sposób, i którym posłużył on do złych celów. A to choćby takich jak uprzykrzanie innym użytkownikom korzystanie z niego, łamanie obowiązujących zasad, agresję czy tzw. „cyberprzemoc”, siejąc zamęt, wzniecając kłótnie, wrogość i dezorganizując normalne funkcjonowanie i niejako „życie” w danych zakątkach Globalnej Wioski.

A w kwestii form takich działań i zachowania, jak mniemam, chyba niemalże każdy jeden z internautów, słyszał bądź miał do czynienia – aczkolwiek zapewne nie zawsze był tego w pełni świadom – z jakimś trollem internetowym

trolling-is-a-art

Strolllowany żart o trollingu ;)

A właśnie owe trolle internetowe są sprawcami zjawiska zwanego trollingiem bądź inaczej trollowaniem, jakie tutaj stanowić będzie meritum poniższych roztrząsań.

III. TROLLE I TROLLOWANIE – WPROWADZENIE DO ZAGADNIENIA.

Z racji szacunku dla obowiązującej normy i utartej tradycji, obowiązującej dla tego rodzaju tekstów, a zwłaszcza stylu naukowego, jaki tutaj usilnie staram się naśladować, należałoby najsampierw „dopełnić formalności”, a więc zająć się kwestiami definicji głównych pojęć strategicznych dla tychże rozważań – czyli stanowiących tu owo meritum.

Kwestie definicyjne, jak wszelkie kwestie formalne, podobnie jak formalności dopełnić się należy, mimo że nudne, żmudne i w ogóle pragmatycznie prozaiczne i „odtwórcze” do tego jedynie tam bla bla bla.. – ale obowiązek wypełnić swój trzeba jednak i basta! A zatem i ja, obowiązku dopełnić swego tu muszę należycie – i poświęcić tu chwilę i trochę miejsca na wyklarowanie i dopełnienie wszelkich należnych „formalności”, jakie stanowią kwestie definicyjne i podjąć próbę wstępnego zdefiniowania głównych pojęć dla niniejszego wywodu i roztrząsań w nim poczynionych.

A zatem definiowanie czas zacząć!

  1. Trolling, trollowanie i trolle – czyli definicje głównych pojęć.

Trolling czy inaczej trollowanie stanowi jedno z aspołecznych zachowań w Internecie, jakie poniekąd zalicza się także do form tzw. cyberprzemocy, czyli form zachowania agresywnego i przemocy stosowanej w sieci.

Pojęcie trollingu, najprościej można by zdefiniować jako pewien rodzaj niestosownego zachowania, spotykanego m.in. na forach internetowych i czatach, a także w przypadku wszelkich innych form internetowych dyskusji i komunikowania. Polega zaś ono na świadomym, celowym i niejako „z premedytacją” prowokowaniu innych użytkowników do reakcji i partycypacji w danej dyskusji, poprzez zamieszczanie agresywnych, kontrowersyjnych (a również często niezwiązanych z tematem forum czy grupy), bądź też obraźliwych (często o charakterze osobistym – np. argumenty ad personam) wypowiedzi, np. komentarzy, postów etc., których cel stanowi rozbudzenie czy wszczęcie nowej dyskusji oraz skupienie uwagi na trollu, jak nazywana jest osoba uprawiająca tenże proceder. A to wszystko po to, by siać zamęt, dezorganizację i oczywiście – sprowokować kłótnie, czy też tzw. flame war lub flaming inaczej mówiąc.

Efekty trollingu zwykle stanowi owa dezorganizacja forum czy grupy oraz ich funkcjonowania, bądź też potęgujące się zirytowanie pozostałych użytkowników, a poniekąd też zaognienie konfliktu, a nawet sięganie po co raz to ostrzejszą „broń” przez jego partycypantów, a więc eskalację form agresji i przemocy przezeń używanych.

A za najprostszą i najskuteczniejszą „broń” w walce z trollem uważane jest zaś jego całkowite zignorowanie – co ostudzi do cna jego zapał po pewnym czasie i oznaczając poniesienie przezeń klęski, zmusi do „odwrotu” i dezercji z tego akurat pola bitwy w poszukiwaniu nowych, bardziej podatnych na jego prowokację ofiar w innych miejscach tego rodzaju…

Trolling+is+a+art+not+mine+i+just+screencapped+all_d35a9f_3097535

Trolling o trollingu – typowe…. ;)

I tyle względem tej „najprostszej” definicji, a więc najbardziej uproszczonej i skrótowej, która jednakże nie wyczerpuje jeszcze tematu, ani też kwestii definicyjnych i pełnej definicji rozważanego tutaj pojęcia.

Względem zdefiniowania wstępnie pojęcia, stanowiącego meritum niniejszych roztrząsań, posłużę się źródłem być może nie godnym miana źródła rzetelnej wiedzy i do jakiego kategorycznie bezwzględnie nie należy nigdy sięgać, czyli tzw. wszystkowiedzącej cioci Wikipedii, aczkolwiek jedynie nieznacznie się o to źródło podpierając tylko, aniżeli czerpiąc z niego wiedzę czy się na nie powołując w pełni.

Tak oto trolling czy też inaczej trollowanie, jak już napomknęłam uprzednio, stanowi swoiste zachowanie antyspołeczne[1], które jest charakterystyczne dla miejsc w Internecie takich jak fora internetowe czy grupy dyskusyjne, oraz innych miejsc w Internecie, gdzie prowadzone są dyskusje, umożliwiających interaktywną partycypację jej członkom.

Osoby, parające się procederem, jakim jest trolling, nazywane zaś są trollami internetowymi.

Trolling polega zaś na zamierzonym, celowym – i niejako dokonywanym „z premedytacją” – wpływaniu za pomocą prowokacji na innych użytkowników, które często ma na celu ich ośmieszenie czy wręcz obrażenie, a czego zaś efekt stanowi zwykle sprowokowanie i zainicjowanie kłótni – bądź też tzw. falme war czy flaming inaczej mówiąc. Zwykle realizuje się to za pomocą primo wysyłania, zamieszczania czy publikowania pewnych mocno kontrowersyjnych, ofensywnych i napastliwych, często też niezgodnych z prawdą, fikcyjnych czy zmyślonych po prostu, przekazów, jak np. wiadomości, komentarze, posty, itp. I secundo za pomocą różnego typu zabiegów erystycznych, używanych w tym celu przez trolle.  Takie działanie zaś bazuje na upublicznianiu tego typu wiadomości w roli niejako przynęty, która byłaby w stanie doprowadzić do zainicjowania zagorzałej dyskusji, a finalnie też zwykle kłótni czy inaczej flame war’u lub flame’u.

Więcej światła w tym względzie wniesie nam kwestia etymologii pojęcia, jaką rozważę nieco później, a następnie późniejsze roztrząsania odnośnie jego genezy. A póki co zostawię tę kwestię na razie i pozwolę sobie kontynuować definiowanie.

efc1e0629e4c070942eb07ebc2abfce6

Typowy przykład trollingu…

Za typowe miejsca bytowania trolli uznaje się np. grupy i listy dyskusyjne, fora internetowe, czaty i inne, gdzie tylko istnieje możliwość partycypacji w interaktywnej dyskusji, jak choćby na portalu Onet.pl, gdzie można dodawać komentarze pod rozmaitymi wiadomościami, newsami czy informacjami tam zamieszczanymi, a co umożliwia także takowe prowadzenie dyskusji tamże.

Uogólniając trolling obecnie uznawany jest za zachowanie nieakceptowalne, które stanowi bowiem poważne naruszenie jednej (bądź nawet i więcej) z podstawowych zasad tzw. netetykiety. Ponadto efekt tego zachowania stanowi m.in. dezorganizacja danego miejsca w Internecie, gdzie prowadzona jest dyskusja i skupienie uwagi na osobie trolla, a którem zresztą o to też się głównie rozchodzi…

I to tyle względem głównej części naszej definicji. Teraz, w ramach definicji, dodam jeszcze krótko tylko kilka słów względem etymologii pojęcia trolling, a też i trolla internetowego poniekąd.

Etymologicznie termin trolling wywodzi się od angielskiego terminu trolling for fish, a które oznacza metodę łowienia ryb na tzw. haczyk, czy błystkę, a to zaś wyjaśnia nam nieco samo nasze pojęcie, uzupełniając jego uprzednio tu stworzoną ogólną definicję. Jako że ów nasz troll, uprawiając trolling, działa podobnie – niejako „zarzuca haczyk” czy „przynętę”, poruszając np. kontrowersyjny temat, zresztą często bez potrzeby, ot by tylko jakoś sprowokować tę kłótnie, wywołać flame war – cel jego działania…

10134710357451d09

W tym miejscu dodam jeszcze odnośnie etymologii pojęcia trolling, iż w skutek niejako wstecznej etymologii, osoby uprawiające trolling, zostały nazwane właśnie trollami – poniekąd też od owych legendarno – baśniowych stworów z mitologii nordyckich, do czego postaram się jeszcze wrócić na moment w dalszych częściach niniejszego wywodu, jako że względem definicji, te informacje są tu absolutnie całkowicie wystarczające i w pełni wyczerpują wszelkie kwestie definicyjne w tymże zakresie.

I tak oto zakończyliśmy już definiowanie pierwszego z terminów stanowiących meritum późniejszych tu roztrząsań, jakim jest trolling lub inaczej trollowanie, sformułowawszy już tu uprzednio jego pełną definicję ogólną.

W kwestii definiowania elementarnych pojęć, warto by było w tym miejscu pokusić się o zdefiniowanie pokrótce jeszcze jednego, pokrewnego co prawda terminu, ograniczając się oczywiście także tylko do ogólnej jego definicji tutaj.

Pojęcie owo zaś stanowi termin pochodzący bezpośrednio od pojęcia trollingu,  jakim jest pojęcie troll internetowy, jego słowotwórczy derywat, który oznacza osobę uprawiającą tenże proceder, czy która uprawia trolling (tzw. nazwa sprawcy/wykonawcy czynności w słowotwórstwie, abstrahując nieco od meritum wspomnę tylko na marginesie…).

A więc wiemy już z powyższych wynurzeń, iż ów definiowany tu troll (internetowy), to osoba uprawiająca trolling, który zdefiniowaliśmy uprzednio co i jego znaczenie jest nam już znane.

Co z niego zaś wynika, troll to osoba, która za pośrednictwem rozmaitych narzędzi oferowanych przez Internet usiłuje wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza emocjonalne) współużytkowników, za pomocą „haczyka – przynęty”, jaką jest prowokacja – najczęściej rozchodzi się tu o sprowokowanie kłótni, a inaczej mówiąc flame war czy flame’u.

Miejsc bytowania czy działalności trolla może być bardzo wiele różnego rodzaju, jako że zasadniczo trolling można uprawiać w każdym miejscu w sieci, które tylko umożliwia pisanie czy zamieszczanie wypowiedzi, komentarzy, postów, bądź też jakimkolwiek serwisie, który tylko daje możliwość interakcji z innymi użytkownikami, takich jak np. fora internetowe, grupy czy listy dyskusyjne, czaty czy portale społecznościowe, a nawet informacyjne, gazety internetowe, blogi, itp.

Przyczynę trudności w dokonaniu identyfikacji trolla w danym miejscu, stanowi kwestia jego odróżnienia od zwykłego idioty – ograniczonego chama czy chuligana, bądź też od osoby posiadającej faktycznie niezwykle oryginalne poglądy, które także mogą czasem wzbudzać wiele kontrowersji lub uchodzić za kontrowersyjne, a nawet bulwersujące czy obrazoburcze. I tu po części niezbędna jest i pewna wiedza, i pewne doświadczenie oraz „obycie”, jak też i pewna intuicja, na którą też czasem konieczne jest się zdać częściowo, próbując zidentyfikować trolla.

W kwestii definiowania omawianego tu pojęcia należy nadmienić jeszcze tylko o jednej rzeczy, a jaka to związana jest z dość częstym myleniem pojęć.

Najprościej można by to wyrazić za pomocą następującego równania:

Trolling ≠ robienie komuś kawałów!!

Albowiem pojęcie trolling absolutnie nie jest tożsame w żadnym wypadku ze znaczeniem „robienie komuś kawałów” i tychże dwóch odrębnych zupełnie pojęcie bezwzględnie nie należy mylić ani też utożsamiać ze sobą! Co prawda etymologia tejże błędnej mody na utożsamianie wykręcania komuś kawałów z pojęciem trolling nie jest bliżej znana – a co istotne jest w świetle faktu, iż pojawiają się ludzie, którzy zaczynają rozszerzać zastosowanie pojęcia trollingu także poza świat wirtualny. I w zasadzie mogłoby się zdawać, iż to nic takiego…

A bynajmniej dopóty dopóki nie wyobrazimy sobie, tak przykładowo, sytuacji, w której jakiś dziesięciolatek nie zastępuje trollowaniem co drugi użyty czasownik – trzeba przyznać, iż to iście sic!

Naturalnie w tym momencie zapewne znajdzie się wielu takich, którzy z wyrzutem zakrzykną tutaj, że przecież „[…] słowa zmieniają z czasem swe znaczenie”, i owszem prawdą jest, iż z czasem pierwotne znaczenie słów ulegać może najrozmaitszym transformacjom, mniej lub bardziej abstrahując od owego ich pierwotnego znaczenia. Z tym, że owe transformacje jednakże nie powodują aż tak donośnych zmian – aż o 180°…

A jakby nie było to owo robienie komuś kawałów, czy mówiąc kolokwialnie „robienie sobie jaj” budzi przecież głównie emocje pozytywne, gdy zaś trolling ma konotacje głównie z emocjami negatywnymi.

I to by było na tyle względem kwestii definicyjnych i definiowania elementarnych pojęć. Czas teraz przejść powoli do meritum i wgryźć się w temat nieco głębiej…

IV. TROLLOWANIE – GENEZA, ZNACZENIE I PORTET TROLLA.

  1. Geneza zjawiska trollingu i trolli

Sam czasownik troll etymologicznie wywodzi się od starofrancuskiego troller, terminu myśliwskiego. Z kolei rzeczownik troll wywodzi się z mitologii i jest określeniem pewnego rodzaju potwora. Trolle są ponad to również bohaterami skandynawskich bajek, a w których to ukazywane są jako stwory niezwykle podstępne i skore do psot.

O ile obecnie trollowanie jest postrzegane głównie jako zjawisko patologiczne i chuligańskie, to ma ono swoje źródła w zjawisku o wiele bardziej pozytywnym, jakie stanowiły działania podejmowane w Usenecie wobec nowych użytkowników (czyli tzw. newbees lub newfags), a którego cel stanowiło ich zdyskredytowanie (jako laików, nowicjuszy etc.) w oczach użytkowników konkretnej grupy dyskusyjnej.

W światku Usenetu ceniono tego typu trollowanie, a jego ofiarom czasem wysyłano akronim YHBT („you have been trolled”, czyli zostałeś strollowany), a co stanowiło formę powiadomienia o tym, iż osoba ta dała się podpuścić. Jednakże z czasem zachowania te straciły swe pierwotne znaczenie, a też i przestały one być akceptowane, zaś osoby nadmiernie te zachowania stosujące, zaczęto piętnować. Piętnowanie to odbywało się zarówno poprzez określanie ich terminem troll, który zakłóca merytoryczny tok dyskusji, jak też poprzez ostrzeżenia kierowane do innych użytkowników, zwłaszcza nowych, przed trollami oraz polecenie im niewdawania się w żadną dyskusję z tymi to trollami.

Z kolei co się zaś tyczy samego pojęcia trollowanie (trolling) ma ono jeszcze nieco inną genezę, aniżeli wspomniana tu uprzednio. Albowiem pojęcie to, jak już wspominałam, stanowi angielski termin wędkarski, który oznacza pewną metodę połowu ryb, jaką jest ciągnięcie przynęty za łodzią.

A w korelacji do terminu internetowego, jakim jest trolling, owa esencjonalna tu „przynęta”, przybiera postać na przykład pewnej mocno kontrowersyjnej, a nawet bulwersującej nieraz, wypowiedzi, jakiej treść zwykle abstrahuje mocno od meritum danej dyskusji.

Tymczasem współczesne rozumienie trollowania czyli trollingu inaczej, ujmuje je jako zachowanie, które czynione jest z premedytacją (a więc umyślnie) i celowo, a które to działanie zmierza do skłócenia pewnej grupy – społeczności czy cyberspołeczności, dezorganizacji tejże grupy oraz dyskusji tamże prowadzonej, a też co się z tym wiąże – wszczęcia kłótni, czy też tzw. fame war’u lub flame’u.

Typowe działanie trolla polega na tym, iż usiłuje on poprzez prowokacje, sprowokować innych użytkowników Internetu do podjęcia z nim dyskusji, a co często przybiera postać niezwykle nachalną i wulgarną wręcz.

Troll ów zarzuca swą przynętę, a więc ową prowokacje, poprzez wysyłanie i upublicznienie wiadomości czy postów, których treść zwykle pozostaje całkowicie niezgodna z faktami i prawdą. A ulubione miejsca bytowania trolla stanowią rozmaite fora, grupy dyskusyjne, czaty bądź też portale społecznościowe oraz wszelkie inne miejsca, w których to odbywają się spotkania i prowadzone są dyskusje.

Niestety działania trolla i jego partycypacja we wszelkich dyskusjach, zwykle nacechowane jest silnie deficytami względem zasad tzw. „Netetykiety”[2], czego konsekwencje stanowi zaś doprowadzanie do niekorzystnego zamętu, rozgardiaszu, bałaganu i dezorganizacji.

  1. Współczesne znaczenie i semantyka terminu trolling – portret współczesnego

Termin został sformułowany w Internecie w późnych latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z tym, że pierwszy znany przykład pochodzi z roku 1992.

Pierwsze udokumentowane, aczkolwiek nie związane z Internetem, zastosowanie trollingu, w kontekście działalności prowokacyjnej, dokonywanej z premedytacją i umyślne działanie, zostało udokumentowane w roku 1972, w Wietnamie, w lotnictwie armii amerykańskiej.

Z kolei praktyczne zastosowanie trollingu po raz pierwszy zostało udokumentowane w roku 1999 w literaturze akademickiej przez Judith Donath[3]. W swej pracy opisuje ona pewną niejako dwuznaczną tożsamość, przybieraną w pozbawionej wymiaru fizycznego, czyli „ciała” wirtualnej społeczności, jak choćby przykładowo w sieci Usenet. W tym kontekście trolling jest traktowany jako swoista gra w oszukiwanie tejże tożsamości, poprzez fałszywe tożsamości przybierane przez trolla, służące tak samo jak sama wypowiedź przez nie publikowana, wyłącznie celom prowokacyjnym i w tym celu są one tworzone.

Jak pisze Daniel Jachyra, w swym artykule pt. Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, do którego abstrahuję w tej części mego wywodu,  Susan Herring w Searching for Safety Online: Managing Trolling in a Feminist Forum zwraca uwagę na trudności, jakie mają miejsce w trakcie monitorowania trollingu, przy jednoczesnym utrzymaniu wolności słowa w obrębie społeczności internetowych. A to stąd, iż ciesząca się powszechną akceptacją wolność słowa i wypowiedzi, może skutkować zaistnieniem zachowania sygnalizujące trolling. To zaś w konsekwencji okazuje się kolidować z interesem osób, których cel stanowi utrzymanie otwartego charakteru dyskusji. A co w szczególności uwidacznia się w obrębie tematów „wrażliwych” czy drażliwych, takich jak kwestie np. płci, rasy, orientacji seksualnej czy seksu[4]. Stąd na wielu stronach czy serwisach, jak np. nasza-klasa.pl czy facebook.pl, pojawia się wymaganie od użytkowników podania ich (prawdziwych) danych osobowych oraz adresów e – mail, a co ma z kolei na celu obarczeniem użytkowników poczuciem odpowiedzialności za swe wypowiedzi tamże publikowane, a w efekcie także zminimalizowanie zachowania nacechowanego brakiem kultury.

I tak oto obecnie, w epoce Globalnej Wioski, trollowanie semantycznie napiętnowane jest jako zachowanie o zdecydowanie negatywnym znaczeniu, czy wręcz nawet chuligańskie, i straciło wszelką akceptację.

  1. Portret współczesnego trolla – czyli charakterystyka trolla i trollowania.

Tu jednak rodzi się pytanie o to, kim więc właściwie jest ów troll internetowy? Postaram się zatem udzielić tu wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie, tak by nie pozostały już żadne wątpliwości odnośnie tego, kim jest ów nasz troll.

Trolla można określić, jako osobę, która to poprzez wykorzystanie narzędzi, jakie oferuje Internet, usilnie dąży do tego, aby wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza te silnie emocjonalne) innych współużytkowników – najczęściej rozchodzi się tu o zażartą kłótnię, bądź też tzw. falme war czy flame. Terytorium trolla, na którym to on prowadzi swe działania, w zasadzie może stanowić każde jedno miejsce w Internecie, które tylko daje możliwość interaktywnej partycypacji użytkownikom czy, w którym odbywają się jakiekolwiek dysputy pomiędzy użytkownikami, lub istnieje możliwość publikowania własnych wypowiedzi, komentarzy czy postów, etc. Wszędzie tam, gdzie toczy się jakakolwiek dyskusja, prędzej czy później zjawia się i troll – będąc niejako nieodzownym wręcz elementem każdej internetowej dysputy.

Nakreślenie portretu współczesnego trolla pozwolę sobie rozpocząć od pewnej kategoryzacji ogólnej typologii trolli, bazującej na obserwacjach Internautów, podług której to wyróżnia się trzy podstawowe typy oraz dodatkowy czwarty podtyp trolli internetowych, a które to są następujące:

  • Troll kategorii C:

Ten typ stanowi osoba, podług mniemania której to zupełnie wystarczające jest „zgwałcenie” ojczystej ornamentyki i reguł ortograficznych, do tego, ażeby przykuć uwagę do swej persony. Zazwyczaj jego działania nie wykraczają poza jedynie wulgarne „bluzgi”, obelżywe wyzwiska i zniewagi, o iście żenującym poziomie. Ten najbardziej żałosny z typów trolli, zwykle cechuje się tendencją do nagminnego nadużywania Caps Lock’a (czyli dużych liter, a co oznacza krzyk i jest kategorycznie potępiane przez netetykietę). Na jego nędzne prowokacje najniższych lotów, nabrać dają się niemal wyłącznie jedynie tylko osoby zupełnie nieobeznane z wirtualnym światem Internetu, jak choćby tzw. newbees czy newfags – „świeżaki”, dla których realia wirtualnych światów są jeszcze zupełnie nieznane i obce… Zaś cała pozostała reszta użytkowników reaguje na te żałosne wysiłki zwykle po prostu zgłaszając takowe komentarze czy wypowiedzi do moderacji i ignoruje je całkowicie, przeglądając dalej ową stronę, jak gdyby nigdy nic…

  • Troll kategorii B:

Ten typ cechuje się równą nieuprzejmością, jak ów omawiany tu uprzednio, z tym, że jest już nieco bardziej wprawionym retorem – kolokwialnie mówiąc, jest on nieco bardziej „wyszczekany”. Cechy dystynktywne takiego trolla to wypowiedzi czy komentarze, odznaczające się znacznie większą już obszernością czy długością. Również prowokowanie w celu wywoływania negatywnych reakcji w jego wydaniu jest już znacznie bardziej skuteczne, aniżeli w przypadku omawianym powyżej. Aczkolwiek warto dodać, iż pewność, co do tego, iż napotkany w sieci troll, należy właśnie do tego typu, najprędzej dać może fakt, iż jest on notorycznym chamem!

  • Troll kategorii A:

To niejako „najbardziej wyrafinowany” typ spośród trolli internetowych, a zarazem najskuteczniejszy i nastręczający najwięcej trudności w jego identyfikacji, jako że identyfikacji tejże dokonać udaje się zwykle dopiero po odbyciu z nim dłuższej zdecydowanie dyskusji. W konfrontacji ze standardami obowiązującymi w Internecie, można rzec, iż dba on „jako tako” przynajmniej o formę, jaką nadaje swym wypowiedziom. Cechę dystynktywną tego typu trolla, stanowi primo częste posługiwanie się argumentami, jakie zostały przez niego zasłyszane od innych użytkowników (kalki myślowe), przy czym odznaczające się ewidentnym brakiem jakiejkolwiek samodzielnej refleksji – powiela on jedynie, jak kalka, cudze poglądy czy argumenty, niczym zwykłe „ksero”….

To, iż mamy do czynienia z takim całkiem dość umiejętnym trollem, rozpoznać można na podstawie faktu, iż  owa osoba napotkana w sieci odznacza się silną i ewidentną tendencją do uporczywego powtarzania jak automat, treści brzmiących dość znajomo – jak choćby pewne kalki myślowe, utarte stereotypy czy mity, itp. Przykładem takich treści mogą być często spotykane, sztampowe poglądy, takie jak np.:

„[…] Owsiak  to wspaniały człowiek ale głupie polaczki nie mogą żyć bez opluwania lepszych od siebie”, bądź pogląd, iż – aczkolwiek zgodny z prawdą tak właściwie – „Marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu”.

Te powielane, niejako kserowane, sztampowe „kalki”, gdy się je czyta sprawiają, iż „cholera bierze człowieka i szlag trafia” – tak kolokwialnie mówiąc. Ale o to tu przecież właśnie chodzi!

Prócz powyższych trzech, głównych typów trolli, można wyróżnić jeszcze jeden dodatkowy, czwarty podtyp niejako, jak następuje poniżej.

  • Troll kategorii AA:

O osobach tego typu zwykło się mówić, iż stanowią one prawdopodobnie najbardziej nieszczęśliwych ludzi w Internecie. To tzw. trollołaki, jak też ochrzczona została grupa ludzi odznaczających się brakiem świadomości tego, iż przekroczyli oni barierę między fanatyzmem a zwykłym internetowym trollingiem. W zasadzie ich zachowanie charakteryzuje się cechami podobnymi do zachowania trolla typu A, z tą jednakże różnicą, iż ich celu nie stanowi wcale a wcale rozpętywanie kłótni czy flame war’u, lecz jest to najzwyczajniej po prostu sposób, w jaki zwykli oni normalnie prowadzić dyskusję. I tak oto w celu zapewnienia spokoju innym Internautom, niestety nie pozostaje tu nic innego, jak i ten podtyp traktować jednakowoż, jak każdego innego, pełnoprawnego trolla.

Kolejny element naszego portretu współczesnego trolla, jaki usiłuję tu naszkicować, stanowić z kolei będzie niejako charakterystyka zachowania trolla i cech specyficznych jemu właściwych, jakie postaram się tutaj następnie omówić, przybliżając nieco realia „życia” i osobowości współczesnych trolli.

A zatem, zacznijmy od tego, o czym już tu była mowa, czyli faktu, iż trolling, stanowi jedno z zachowań antyspołecznych w Internecie, a więc osoba trolla, który trolluje, dopuszcza się co za tym idzie zachowania antyspołecznego, czyli również on sam stanowi zatem jednostkę antyspołeczną.

Pierwsza z cech charakteryzujących trolla i jego zachowanie, wynika już niejako z samej tylko definicji pojęcia zachowanie antyspołeczne. A która to definiuje to pojęcie, jako formę nieadekwatnego funkcjonowania w obrębie ról społecznych, które to cechują agresywne formy niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji oraz wrogości działań. Zaś do symptomów zachowań aspołecznych zalicza się silne dążenia do działania na szkodę innych osób, skłonność do bezinteresownego okrucieństwa, brak wrażliwości moralnej oraz częste lub nagminne stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych. I stąd oto wynikają pierwsze z omawianych tu cech specyficznych dla trolla  i jego zachowania.

26376702

A mianowicie, pierwszą z tychże cech stanowi primo, owa ewidentna agresja i wrogość jego działań, a zaś secundo – agresja i stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych, jakie stają się przedmiotem jego partycypacji. Ponadto, jak z owej definicji wynika również, tertio cechę takową stanowi działanie na szkodę innych osób – troll bowiem z zasady nigdy nie działa w celu innym, aniżeli wyrządzanie szkód i nie sposób jest zarzucić mu, iż przyczynia się jakkolwiek do czegokolwiek prócz tejże szkody, dla innych współużytkowników – jako że jest on typowym przykładem internetowego „szkodnika”, pasożytującego na innych Internautach! ‘

I finalnie quarto – troll zasadniczo przejawia totalny brak wszelkiej wrażliwości moralnej, a poniekąd także jakiejkolwiek moralności – kwestie moralne ma on bowiem głęboko w czterech literach, a liczy się tylko i wyłącznie skuteczność dokonywanej prowokacji i wzbudzonych przez nią negatywnych reakcji – i pal lich moralność, byle tylko udało się wszcząć jak najostrzejszą kłótnię i jatkę!

images

Trolling to też swego rodzaju „Sztuka”…

Troll poza tym moralność wykorzystuje dla własnych celów i korzyści jedynie, manipulując nią absolutnie dowolnie, byle tylko uzyskać swój zamierzony cel i wywołać pożądany efekt, bez najmniejszego poważania dla powszechnie uznanych zasad, reguł czy praw moralnych oraz panującej moralności – niczym w myśl idei, jaką jest machiavellizm – wszystkie chwyty dozwolone i każda droga dobra, choćby po trupach, jeśli tylko prowadzi do upragnionego celu!

I tak też troll, dopuszczający się trollowania zwykle reaguje w sposób wrogi zarówno na próby pacyfikacji i uspokojenia „pieniacza”, jak też na agresywne reakcje innych na jego „zaczepki”. Co też specyficzne dla trolla, wszelka merytoryczna treść – czyli „Zawartość” – dyskusji zwykle ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala ona w innych dyskutantach jakieś negatywne emocje i prowadzi do kontynuacji wszczętego sporu, bądź też jego zaostrzenia czy intensyfikacji. Czasem można przeto odnieść wrażenie, jak gdyby troll sycił się nimi.

Zadowolenie trolla zaś wzrasta wprost proporcjonalnie do wzrostu ilości osób, które wpadną w jego „sidła” – pozwolą mu się podpuścić – oraz do wzrostu ilości odpowiedzi i reakcji na jego prowokację – czyli post…

Jako fakt odniesienia zwycięstwa, interpretuje on sytuację, w której znużenie jej uczestników realizowane jest poprzez zakończenie danej dyskusji bądź wątku etc. , bądź też sytuację, w której osoba trolla zostaje finalnie wrzucona do tzw. killfile’a.

Inną formę, jaką przyjmować może trollowanie stanowi z kolei zamieszczanie w treści publikowanych wypowiedzi czy postów, ukrytych linków do stron z obrzydliwą, obsceniczną bądź odrażającą zawartością, które zostają zamaskowane w taki sposób, iż niczego nieświadomy użytkownik niespodziewanie nagle zostaje brutalnie zderzony z np. widokiem zmasakrowanych zwłok bądź też ludzi w trakcie wypróżniania się, itp. Z kolei inną jeszcze formę trollowania stanowi także podawanie – również zamaskowanych jak uprzednio – linków do tzw. screamerów[5] – bez ostrzeżenia i niespodziewanie.

f552eb213f69b3b22cb519e9e17d44d7

Trolling to jedynie prowokacja i tylko tyle….

Spośród innych takich cech dystynktywnych wykazywanych przez trolle, warto również wspomnieć o tych dotyczących kwestii ich fałszywych tożsamości. I tak oto cechę typową stanowi tu częstsze lub rzadsze zmienianie swoich danych, podanych dla pewnej jednej z przyjmowanych przez trolla tożsamości (jak np. adresy e – mail), a co ma na celu między innymi znalezienie się poza tzw. killfile’ami innych użytkowników.

Innym rodzajem trollowania jest to, które podjęte zostaje przez tzw. lamera – to jest osobę, która usilnie podkreślając swe obeznanie i doświadczenie, a też i posiadaną wiedzę na dany temat – a w praktyce natomiast pozostają one całkiem niewielkie lub wręcz znikome – zob. Efekt Krugera – Dunninga[6]. Taki troll – lamer zwykle usilnie stara się wypowiedzieć np. odnośnie wad czegoś/kogoś, próbując niejako „na siłę” pomóc komuś w danym problemie etc. Aczkolwiek, gdy dochodzi do konfrontacji i polemiki z użytkownikami znacznie bardziej doświadczonymi, bądź też posiadającymi znacznie większą wiedzę czy kwalifikacje w danym względzie, reakcję lamera mogą stanowić nieraz śmieszne czy bezsensowne, wręcz nawet absurdalne argumenty. Finał takiej sytuacji często gęsto stanowi interwencja administratora, czyli „admina”, bądź też moderatorów danego serwisu.

I to w zasadzie wszystko już w tej części przynajmniej odnośnie trolli –  więcej potrollujemy w następnym rozdziale!

V. SYMPTOMY I ZNAKI – CZYLI IDENTYFIKUJEMY TROLLA!

W slangu internetowym pod pojęciem troll funkcjonuje określenie osoby, która dokonuje publikacji w sieci wiadomości, które są podburzające, zwykle nieistotne i abstrahujące od meritum danej grupy, forum lub wątku, czatu czy portalu społecznościowego bądź bloga.

Dla kwestii identyfikacji istotny jest również cel, jaki zwykle przyświeca wypowiedziom trolla, a który stanowi wywołanie wśród innych użytkowników reakcji, przeważnie nacechowanych negatywnie i silnie emocjonalnych, bądź też najzwyklejsze w świecie zakłócenie i spowodowanie zamieszania oraz dezorganizacji w dyskusji, ale też i ogólnym funkcjonowaniu forum, czatu czy portalu etc.

Typowym zachowaniem, po jakim łatwo „wyczuć” trolla, jest również agresywna reakcja na próby uspokojenia dyskusji przez innych użytkowników bądź też na agresywne reakcje innych użytkowników na zaczepki czy prowokacje trolla.

Typowy dla trolla jest również wzrost jego satysfakcji i zadowolenia wprost proporcjonalny do wzrostu rozmiaru, jaki osiąga wszczęty przez niego spór, a także do wzrostu ilości partycypujących w nim osób. Troll bowiem świętuje swą Victorię wówczas, gdy „admin” (tj. administrator) dokonuje zamknięcia danego tematu dyskusji – czyli EOT z ang. „End of Topic” – a on sam zostaje umieszczony w tzw. killfile’u, czyli po prostu na liście zablokowanych („zbanowanych”) użytkowników, tematów bądź też słów etc.

3abdaf667e9b1f5f08dbd66a16102f35dd074ed5

Kolejny z dowcipów o trollingu.. :)

Jak już wspominałam uprzednio, trollem może również być tzw. lamer, czyli użytkownik, który nie zna się zbytnio na temacie, jest laikiem, jednakże dokłada starań, aby zdołać za wszelką cenę dowieść, iż jest zgoła inaczej. Tak osobnik zwykle bardzo często wdaje się w dyskusje i równie wiele dyskutuje, udając i pozując na profesjonalistę i fachowca w danej dziedzinie, przy czym używa zwrotów bardzo oczywistych, co dość charakterystyczne. Konsekwencje tego są takie zwykle, iż w skutek konfrontacji z użytkownikami bardziej doświadczonymi, z większą wiedzą czy bardziej wykwalifikowanymi, dochodzi do zdemaskowania lamera, a w rezultacie również często także jego zablokowania przez moderatora danego serwisu.

Tutaj wspomnę krótko o tym, iż w takim kontekście trollowanie może posiadać również znaczenie nieco bardziej pozytywne, a to w przypadku gdy trollowanie jest stosowane w celu zniechęcania do kontynuacji dyskusji bądź to zdyskredytowania właśnie osoby takiego lamera, a tym samym umożliwienie innym użytkownikom partycypacji w normalnej, merytorycznej dyskusji bez zakłóceń i zatruwania atmosfery przez animozje takiego trolla.

Troll zwykle odróżnia się od otoczenia pewnym zestawem cech dystynktywnych, jakimi opisać można specyfikę jego osobowości oraz zachowania, bądź to podejmowanych przez niego działań. Owe cechy dystynktywne wyróżniające go od otoczenia, stanowią jednocześnie zarazem pewne niejako „symptomy trollowania”, jakie pozwalają na identyfikację trolla czy jego zdemaskowanie, a tym samym ukrócenie jego prowokacji i działalności w danym przypadku.

Wśród takowych cech dystynktywnych trolla, stanowiących zarazem owe „symptomy trollowania”, wyróżnić można przede wszystkim następujące:

  • Typowe dla trolla jest bezgraniczne podporządkowanie się jakiejś idei (np. „ten system operacyjny jest najlepszy!”) oraz jej obrona – do samego końca bez względu na wszystko – także bez względu na prawdziwość danego stwierdzenia;
  • Wyróżnia go też łatwa do zauważenia sztuczna nieznajomość elementarnych podstaw danego tematu czy zagadnienia poruszanego na forum, jak też związane z tym zadawanie notorycznie pytań zupełnie nie związanych nijak z meritum określonej grupy dyskusyjnej – przykładowo na forum prawniczym troll będzie zadawał pytania odnośnie swych fikcyjnych problemów ze sprzętem komputerowym;
  • Typowym symptomem jest również częste i wielokrotne stawianie tych samych pytań w koło, a na które to została już uprzednio udzielona odpowiedź, a które to działanie ma na celu sianie zamętu i sprowokowanie zamieszania na forum;
  • Typowy jest także brak umiejętności trolla do przyznania się do własnego błędu; zwykle troll uparcie będzie się go wypierał, bagatelizował bądź też reagował agresją;
  • Kolejny symptom stanowi ewidentny brak umiejętności prowadzenia dyskusji, jaki wyraża się poprzez zaprzeczanie własnym tezom postawionym uprzednio oraz brak spójności wypowiedzi trolla;
  • Typowe jest również celowe wyrażanie opinii czy poglądów skrajnie odmiennych aniżeli te wyrażane przez daną grupę, a w której to troll owo mniemanie postuluje, nawet jeśli są one tak faktycznie identyczne z jego własnymi. To z kolei prowadzi do zaistnienia dyskusji, z której wyłapuje on i „wyciąga” osoby przejawiające „słabość” w postaci braku zdolności argumentowania własnego zdania – z czego czerpie on zaś satysfakcję, jaką daje mu poczucie wyższości nad innymi;
  • Symptom zdradzający trolla stanowi również typowe stosowanie argumentów ad personam miast ad rem[7] – jak na przykład następujące:
  • „Doprawdy pojąć nie mogę, jak mogą państwo dawać wiarę temu idiocie?”
  • „Jak może pan wypowiadać się na temat stanu wojennego? Przecież miał pan wtedy 5 lat!”
  • „Przewodniczący Komisji Europejskiej nie jest Polakiem, nie może zatem wiedzieć, co jest dobre dla Polski”[8];
  • Nieprawidłowości względem przestrzegania zasad netykiety bądź też innych zasad, norm czy reguł obowiązujących w obrębie danej cyber – społeczności, lub też ewidentne ich łamanie, a które to wyraża się z jednej strony nachalnym upominaniem wszystkich innych użytkowników z powodu jakichś droebnych i zwykle mało istotnych, błahych błędów np. literówek, z drugiej zaś poprzez prowokacyjne łamanie elementarnych zasad.
  • Troll zwykle dość widocznie przejawia swe cechy narcystyczne i megalomanię, a także nagminne poniżanie drugiego człowieka, z którego czerpie on satysfakcję, a co ułatwia często jego identyfikację; jego skrajna megalomania i pogardliwy stosunek do innych to bardzo charakterystyczna cecha, a która prędzej czy później prowadzi do wyalienowania trolla i ostracyzm, jako że nawet osoby, które pierwotnie z nim sympatyzowały lub też miały do niego stosunek neutralny, zrażają się tymi cechami jego zachowania, przejawianymi wobec nich;
  • Typowy troll zwykle na lewo i prawo szasta na potęgę wobec innych użytkowników określeniem troll internetowy, nazywając tak kogo popadnie i przeważnie – całkowicie bezpodstawnie;
  • Typową cechę trolla stanowi też usilne zwracanie uwagi na własną osobę i stawianie jej w centrum uwagi innych, a to zaś poprzez primo ukazywanie siebie w roli ofiary w celu wzbudzenia współczucia, i secundo poprzez kreowanie wizerunku własnej osoby, jako specjalisty, posiadającego duże doświadczenie, a co zaś ma na celu nadanie większego znaczenia publikowanym przez siebie treściom; ponadto pozwala to na wprowadzanie zamieszania wokół własnej osoby;
  • Zwykle troll wybitnie odznacza się stosowaniem wszelkich dostępnych sposobów (jak np. techniczne, które udostępniane są przez dane forum) w celu przeszkadzania innym w prowadzeniu merytorycznej dyskusji i perturbacji w jej toku;
  • Charakterystyczne jest też zaczynanie i finalizacja dyskusji poprzez użycie tego samego zwrotu, który często ma charakter obraźliwy bądź też wulgarny;
  • Nagminne stosowanie filtru killfile, zwykle w sposób pompatyczny, ceremonialny i sztucznie udawany dla kreowania pozorów;
  • Dość typowa jest również dla trolla konfabulacja – np. odnośnie swojego wykształcenia, pracy, pozycji społecznej bądź to posiadanych doświadczeń życiowych – cel tutaj stanowi dla trolla nadanie swym wypowiedziom możliwie jak największego znaczenia, jako opinii ferowanych przez specjalistę i osobę znawcy, któremu jest coś znane z tzw. „autopsji”;
  • Symptomem, który pozwala na łatwą identyfikację trolla, jest nagminne ostentacyjne ogłaszanie przez niego swego odejścia czy opuszczenia definitywnie danego forum, grupy dyskusyjnej czy czatu – naturalnie publicznie, doniośle, głośno i pompatycznie – aczkolwiek ta decyzja niby faktycznie stanowi tylko kolejny wybieg, mający na celu postawienie swej osoby w centrum uwagi i zainteresowania pozostałych użytkowników; przeważnie też nie doczekuje się ona wcale realizacji ani urzeczywistnienia, a troll fakt swego pozostania dalej w grupie czy na forum, mimo uprzednich deklaracji swego definitywnego odejścia, tłumaczy zwykle np. faktem otrzymania dużej ilości rzekomych próśb o jego pozostanie od innych współużytkowników;
  • Nagminne jest też dla trolli częste zmienianie swoich danych osobowych (dla danej fikcyjnej tożsamości konkretnie) bądź to nazwy użytkownika; dokonuje on tego albo w stopniu tylko niewielkim, jak np. zmiana nazwy użytkownika z „User82” na „User82_”; albo też w stopniu większym, jak np. zmiana z „User82” na „editor”; a działanie które to zwykle ma na celu pełnić rolę maskującą przed filtrami (blokowaniem wypowiedzi) przez innych użytkowników i zapobieganiu ignorowania swych i pomijania ich bez czytania;
  • Charakterystyczne jest również klonowanie, czyli występowanie trolla pod różnymi nazwami użytkownika symultanicznie na tym samym forum, grupie czy wątku etc., a co daje trollowi możliwość np. wyrażania poparcia dla postulowanych przez siebie poglądów, a też i skuteczniejsze zwalczanie swych oponentów; przybiera to formę tworzenia tzw. „klonów” bądź „pacynek”, których wypowiedzi zawierają wyrazy gorącego poparcia dla poglądów postulowanych przez trolla pod swym własnym nickiem i danymi, oraz wyrazy dezaprobaty i negację wypowiedzi jego oponentów, czym pragnie on wykazać, iż w swych poglądach nie jest on izolowany i cieszy się dużym poparciem czy też nawet – swoistą popularnością nieraz;

Względem owych cech dystynktywnych, które to stanowią główne symptomy umożliwiające identyfikację i zdemaskowanie trolla, uprzednio tu wymienione zostały wszystkie te najistotniejsze, jakich znajomość jest niezbędna dla każdego Internauty, a zwłaszcza wypowiadającego się na forum grupy i partycypującego we wszelakich formach dyskusji w Internecie, w celu identyfikacji napotykanych tamże trolli, a co zatem idzie – również i skutecznej przed nimi obrony, o której wspomnę jeszcze tutaj nieco później, w dalszej części mego wywodu.

W tym rozdziale wspomnę może jeszcze tylko krótko, iż terminem troll, bywa ponad to określana też czasem jest dodatkowo pojedyncza, prowokacyjna wiadomość, z potwierdzeniem w postaci sformułowania „wysłałeś niezłego trolla”.

Istotny tu jest również fakt, iż jakkolwiek pojęcia troll i trolling związane są stricte z Internetem i cyberspołecznościami, to mimo to, ostatnio ich użycie zostaje rozciągnięte również na inne sfery, na co zaś uwagę zwracają ostatnio media, wskazując na co raz częstsze przypadki intencjonalnego i prowokacyjnego zachowania poza obrębem kontekstu online. I tak oto przykładowo mianem trolla, została nazwana również osoba, która dopuszcza się oczerniania innych i szerzenia oszczerstw czy pomówień na ich temat, poprzez tworzenie im fałszywych, fikcyjnych stron internetowych bądź też profili, a czego konsekwencje mogą stanowić faktyczne, realne problemy, jak choćby ich aresztowanie etc.

VI. TROLLOWANIE I TROLLE W PRAKTYCE – CZYLI ILUSTRACJA PRZYKŁADOWA NA DESER.

Czymże byłyby wszelkie rozważania natury teoretycznej oraz wszelka sucha teoria bez komplementarnego dopełnienia ich ową szczyptą praktyki i praktycznej tychże realizacji, w formie tej niezbędnej „wisienki na torcie”, a jaką stanowi właśnie zwykle również owa ilustracja przykładowa, dodająca koloru i życia suchej, nieco jakby „martwej” teorii.

A zatem i tenże cały powyższy wywód i poczynione w nim tu uprzednio wszelkie roztrząsania natury teoretycznej, nie mogą obejść się bez tej nieodzownej i komplementarnej suplementacji – czyli praktycznej realizacji ujętej w formie zamieszczonej tu poniżej ilustracji przykładowej, wyselekcjonowanej przez autorkę, z zamiarem ukontentowania Czytelnika i zaspokojenia jego ciekawości.

Na poniższą ilustrację przykładową składają się zaś dwie, odrębne części, z których każda zawierać będzie nieco innego rodzaju ilustrację przykładową i przykłady praktycznej realizacji teoretycznych wynurzeń względem trollowania i trolli, jakie tu uprzednio zostały poczynione.

I tak pierwszą z owych dwóch części stanowić będą przykładowe niejako „typy” trolli internetowych, jakie są najczęściej spotykane w Internecie, zaczerpnięte zaś z Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Internetowej: Trolle Internetowe Mike’a Reeda [trolle.joemonster.org] i ich niezwykle humorystyczne, dowcipne a też i pełne ironii, nieraz też dość ciętej, opisy oraz ilustracje satyryczne do tychże dołączone przez autora.

Druga zaś z tychże dwóch części zawierać będzie przykłady praktyczne konkretnego zastosowania trollingu przez konkretne osoby trolli, zaczerpnięte z historii Internetu i jakie zyskały dotychczas największy rozgłos bądź to sławę czy popularność pośród Internautów.

A zatem – pora na „coś konkretnego”!

  1. Słynne trolle i ich typy podług Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda.

Przytoczę tu oryginalną treść opisów, wybranych przypadkowo przykładowych dziesięciu typów trolli, jakie figurują w owej Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda, a której polska wersja jest zamieszczona w ramach serwisu JoeMonster.org. Do oryginalnej treści owych zacytowanych tu opisów różnego rodzaju trolli, dołączam karykaturalne, satyryczne ilustracje, jakie zawarto tamże w oryginale. A więc przejdźmy już może do meritum – Panie i Panowie poznajcie oto te dziesięć spośród najpowszechniejszych w Internecie trolli!

1. CICHOCIEMNY:

„ […] (stealth) – woli ruszać do bitwy przebrany albo bardzo mocno zakamuflowany. Często używa różnych pseudonimów oraz dużej ilości adresów e-mailowych. Działając z ukrycia przeprowadza krwawe ataki bez strachu o kontratak. Jednak z powodu działania w cieniu nie wielu bojowników przejmuje się tymi atakami i z reguły ma to gdzieś… [..]”.

2. JAJOGŁOWY:

„[…] (proppeler head) – on po prostu wie o wszystkim co dotyczy komputera, Internetu i nowinek technicznych. Będzie bardzo zdziwiony, jeśli się okaże, że ty ich nie znasz… pomimo niezgrabnych wypowiedzi i antytalencia do walki na słowa jest on jednym z najgroźniejszych przeciwników. Wystarczy kilka odpowiednich kliknięć i zamieni twój komputer w małą, dymiącą kupkę popiołu… a przynajmniej tak twierdzi […]”.

3. ARYSTOKRATA:

„[…]ARYSTOKRACI – znani przez swą cnotę, przynależność, siłę charakteru, niektórzy bojownicy forumowi są niczym wysoko urodzeni. Tedy tajemnicyją to jest, aczkolwiek przez wszystkich znaną. Na ten czas dużo wielmoży rządzi litościwie i ze wspaniałomyślnością dla poddanych swych. Nie zdzierżą oni tedy niegodnych ich uwag. To ichnim przymiotem jest, by ponad ten zgiełk plebsu wznosić się i tylko na wielką wojnę jakąś ruszać raczą…”.

Royals

4. ULICZNICA:

„[…](strumpet) – nie może się oprzeć rozmowie o seksie i nieustannie żartuje nieśmiesznymi dowcipami o tej tematyce. Zawsze udaje jej się w dyskusji nawiązać do prywatnego życia bojowników i NIGDY nie pozostawi bez komentarza takich słów jak: „dać”, „wkładać”, „dochodzić”, „wchodzić” itp. Woli rozmawiać z mężczyznami często przechwalając się swoim mężem lub chłopakiem, który zaspokaja ją w każdy możliwy sposób. Jednak stali członkowie.. ekhm… uczestnicy forum szybko spostrzegą, że żaden taki partner nie istnieje. Każdy bojownik, który będzie walczył z ULICZNICĽ będzie miał do czynienia z atakami na swoją orientację seksualną i wielkością penisa. UWAGA! ULICZNICA równie dobrze może być facetem! […]„.

5. CHRZĄKACZ:

„[…] zawsze odpowiada na forum używając pojedynczych słów lub fraz oraz NIGDY nie edytuje cytowanego materiału. WIELKI ZNAWCA, FILOZOF, NIEZMORDOWANY ODPOWIADACZ oraz inni dobrze wysławiający się bojownicy uznają CHRZĄKACZA za bardzo irytującego, ponieważ na ich długie wypowiedzi odpowie on: „Yeah!”, „Wrzuć se na luz!”, E tam.” „Zgadzam się”, „Źle!” itp. Bardzo trudno się z nim walczy, gdyż ciężko jest go sprowokować do bezpośredniej walki. Tylko, jeśli przez bardzo długi czas nie widać jego obecności na forum, można uznać go za pokonanego […]”.

Grunter6. KRZYKACZ:

„[…]ma zwyczaj wspomagać swoje ograniczone wywody używaniem dużych liter (Caps Locka’a). Oczywiście, że kilka słów napisanych dużymi literami może nadać wypowiedzi ostrzejszy ton, ale nadużywanie ich to przesada. Ma to także zły wpływ z taktycznego punktu widzenia, ponieważ pozostali bojownicy szybko zorientują się, że taka osoba jest ograniczona werbalnie oraz nadpobudliwa, czego nie omieszkają wykorzystać […]”.

ALLCAPS

7. BEKSALALA:

„[…]rzadko zdarza się by był to facet. Z reguły jest to kobieta sprzymierzona z NIEWINNOŚCIĽ WCIELONĽ. Zdenerwowana lub zaatakowana będzie wrzeszczeć, płakać i tupać. Jeśli to nie pomoże to pobiegnie do NIANI na skargę […]”.

Crybaby

8. PAŁAS – ZAKUTAS:

„[…]jest obojętny na perswazję, zalecenia i doświadczenia innych. Nawet jeśli jest uwikłany w walkę, to też nie drgnie ani na centymetr, pomimo swojej stratnej pozycji. Pomimo, że jego argumenty zostały zbite co do najmniejszego detalu i nikt się z nim nie zgadza, on będzie dalej ponawiał swoje ataki kosmetycznie zmieniając ich formę. Czasem z czystej frustracji, FILOZOF będzie próbował wytłumaczyć mu, że powtarzanie tego samego nie ma sensu lub też TERAPEUTA będzie starał się dociec przyczyn takiego postępowania. Jednak nic i nikt nie jest w stanie przekonać PAŁASA ZAKUTASA, aby zmienił swój punkt widzenia […]”.

Ferrous9. WIELKI ZNAWCA:

„[…] (profondus maximus) – zawsze wie najlepiej niezależnie od tematu. Jednak jego wiedza nie wspomoże forum, bo jej po prostu nie ma. WIELKI ZNAWCA będzie używał wielkich słów, naukowych terminów i czasem nawet… ekhm… łaciny, żeby tylko wydawać się kompetentnym”.

10. TERAPEUTA:

„[…](therapist) – może być bardzo wkurzający i dzięki temu skuteczny w walce. Zamiast przeprowadzać atak frontalny, zacznie się skupiać na problemach i osobowości trolla. Często będzie nawiązywał do poczucia niepewności i innych odczuciach u trolla, ale nigdy nie nazwie tego atakiem. UWAGA! ZŁY KLAUN, SZARLATAN oraz WĘDKARZ często podszywają się pod TERAPEUTĘ [..]”.

I to na tyle względem części pierwszej niniejszej ilustracji przykładowej, tak więc pora oto przejść już dalej – do części drugiej!

  1. Przykłady trollingu, jakie zyskały sławę i zapisały się w historii Internetu… – Czyli troll w praktyce i czynie!

Na niniejszą drugą z dwóch części tejże ilustracji przykładowej składają się przykłady praktycznej realizacji trollingu i działalności trolli, jakie zostały zaczerpnięte z rzeczywistości świata wirtualnego i dotychczasowej historii Internetu. W ramach tejże części postaram się nieco bliżej ukazać owych sześć zawartych tu poniżej przykładów praktycznej realizacji pojęcia trollingu i trolla internetowego, mając nadzieję, iż owe przykłady pozwolą wyczerpująco i satysfakcjonująco dopełnić całokształtu omawianego w tym wywodzie zagadnienia i esencjonalnych pojęć, nie pozostawiając u Czytelnika poczucia niedosytu…

A więc przejdźmy do meritum – pora na konkrety!

  • Afera tak zwanego rzekomo „Złotego Członkostwa”:

Pierwszy z praktycznych przykładów trollingu, jaki tutaj omówię, stanowi sprawa związana z rzekomym tzw. „Złotym Członkostwem” (ang. Golden Membership) z roku dość niedawnego, bo 2007, a której sedno pokrótce bazowało na tym, iż opublikowane zostały w rozmaitych działach serwisu 4chan, posty zawierające fałszywe zdjęcia, które oferowały niejako rzekomo ulepszoną wersję (upgrade’owaną) konta użytkownika, a jaka to podobnie rzekomo miała posiadać większe przywileje.

I taka owo rzekome konto Gold¸ miało dawać szczęśliwym nabywcom m.in. dostęp do pełnej zawartości serwisu. Tym niemniej cała ta heca okazała się być faktycznie, jedynie celowym, intencjonalnym działaniem autorstwa „stałych członków” (oldfags), jakich celem było to, aby w ten sposób zażartować sobie i zakpić z nowych członków, czyli „nowicjuszy” – tzw. newbees.

Co również ciekawe, ten typ trollowania, w pewnych przypadkach zyskał zastosowanie jako tzw. slam, czyli więc forma działania, która polega na tym, iż dochodzi do wprowadzenia w błąd pewnych osób poprzez sugestię posiadania pewnego określonego przywileju, jak choć np. właśnie owego złotego członkostwa w danym serwisie.

Na największą skalę owo działanie występowało nagminnie np. na portalu Facebook, gdzie to mnożyło się na potęgę (a i nadal jest to dość częsty tamże proceder). Tamże przybrało to postać fałszywych profili, które oferowały rzekome konta „Gold”, faktycznie zaś przekierowując nieświadomych użytkowników na różne stronny z odmienną zgoła zawartością, aniżeli to miały zawierać.

  • Przypadek trollingu opisany w artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku:

W tymże artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku, jaki został zamieszczony na łamach „International Review of Law, Computers & Technology, została opublikowana niecodzienna informacja o inwestorach, którzy to stali się ofiarą trollingu w skutek dyskusji online, której meritum dotyczyło kwestii finansów firmy Pair Glain, trudniącej się produkcją sprzętu telefonicznego, a której siedziba zaś mieści się w Kalifornii.

Tak oto na serwerze firmy Yahoo, ma specjalnym czacie finansowym rozgorzała dyskusją, za którą stały w całokształcie właśnie trolle i które tamże  opublikowały pewien całkowicie sfabrykowany artykuł – mistyfikację, którego treść informowała, jakoby rzekomo możliwe miało być nabycie przez izraelską firmę telekomunikacyjną wspominanej firmy PairGain. W rezultacie całej mistyfikacji trolli, doszło do podskoczenia akcji firmy aż o całe 31% i momentalnego ich spadku zaraz, gdy to doszło do identyfikacji owej fałszywej informacji, opublikowanej w skutek działania trolli. Jak zapewne można się domyślać, był to nie lada wstrząs na giełdzie papierów wartościowych, którego reperkusje raczej z pewnością obijały się szerokim echem jeszcze przez dłuższy czas…

  • Przykład z głośnej rozprawy, do jakiej doszło w skutek trollingu w roku 1997:

Wówczas to miała miejsce owa głośna rozprawa – Kenneth M. Zeran przeciw firmie American Online, a do której doszło właśnie w konsekwencji zachowań trollingowych, jakich się wtedy dopuszczono. A mianowicie w tym przypadku, działanie trolli polegało na zamieszczeniu na stronach AOL, ledwie sześć dni po zamachu dokonanego na miasto Oklahoma, fikcyjnych reklam koszulek z nadrukami nawiązującymi do tejże tragedii, jaka to miała miejsce ledwie dopiero co kilka dni wcześniej. Dodatkowo w treści tychże fikcyjnych reklam zawarta została również informacja o rzekomym sprzedawcy tychże koszulek, a którym podług niej miał być niejako ów powód – czyli Kenneth M. Zeran.

W treści tejże informacji zawarto adres oraz telefon domowy rzekomego sprzedawcy, a co było przyczyną uporczywego nękania pana Kennetha Zerana[9] w konsekwencji owych poczynań trolli.

  • Przykład antyscjentologicznych protestów:

Kolejny, dość frapujący przykład stanowią z kolei głośne protesty antyscjentologiczne, jakim nadano miano Projektu Chanologia (ang. Project Chanology lub Operation Chanology)[10]. Były one zaś głoszone przez członków społeczności dwóch portali – 4chan i Encyklopedia Dramatica. Wymierzone natomiast były przeciwko praktykom Kościoła Scjentologicznego, stanowiącego największą organizację zajmującą się promowaniem scjentologii na świecie, a któremu zarzuca się, iż dopuszcza się działań, które mają ewidentnie charakter trollingu, zaś jego wyznawców utożsamia się z trollami.  

  • Przykłady zaistnienia trollingu w Polsce:

Również i Polski nie ominęła fala szerzącego się w Internecie co raz bardziej trollingu i ataki rosnących w liczebność zastępów trolli. I w Polsce również doszło do przypadków zaistnienia trollingu, a które to odbiły się szerokim echem w Internecie, zyskując rozgłos.

Tutaj z kolei pojawia się nam kolejne, nowe pojęcie, a mianowicie pojęcie dzieci Neostrady, jakie to bardzo długo funkcjonowało – a poniekąd wciąż w pewnym sensie funkcjonuje nadal – w wirtualnym świecie Internetu. Było ono zaś (i jest) przypisane do pewnego rodzaju osób, które to odznaczają się zachowaniem, jakie jest charakterystyczne także i dla trolli i trollowania, bądź też inne nieakceptowane zachowania, jak choćby np. spamowanie, bądź to żądanie od innych uczestników danego forum czy grupy etc., aby ci na przykład rozwiązywali w zamian za tę osobą zadania domowe itp., wynikające z braku wiedzy tejże osoby, takiej jak np. nieznajomość zasad netykiety, nieumiejętność poprawnego skonfigurowania oprogramowania czy też nieznajomość elementarnych zasad ortografii i tym podobnym, bardzo lamerskim zachowaniem. A też przy jednoczesnym braku woli, aby takową wiedzę zdobyć…

Ponadto zachowania te zwykle charakteryzuje jednoczesne reakcje silnie agresywne na wszelkie próby upominania, a nawet tylko odmowy bądź nie spełnienia postulowanych żądań.

I to właśnie owa agresywność jest m.in. przyczyną tego, iż Dzieci Neostrady  często gęsto finalnie tracą dostęp do danego forum czy nawet i łącza, a to zaś z tej racji, iż z powodu nieznajomości obowiązujących tamże regulaminów dopuszczają się zachowań, które stanowią ewidentne naruszenie bądź pogwałcenie tychże regulaminów.

Co się tyczy natomiast samego pojęcia Dzieci Neostrady, to ma ono swoje źródło w czasach, gdy pojawiło się ono tuż po wprowadzeniu szerokopasmowego dostępu do Internetu w Polsce (Neostrada oferowana pierwotnie przez TP S.A.)¸a zarazem jego „boom’u” i masowego kupowania tejże usługi – często niestety jako prezentu na pierwszą komunię, rozpoczęcie szkoły podstawowej, czy uzyskania w tejże promocji do następnej klasy – a tym samym również nagły, gwałtowny przyrost liczby nowych i niedoświadczonych użytkowników, nieobytych wcale i „nieopierzonych”, jacy dali podstawy do ugruntowania się negatywnego znaczenia tegoż terminu w Internecie.

Po pewnym czasie termin ów uległ skróceniu do formy dziecka Neo, często stosowanej później miast pełnej formy.

Oczywiście opisywane tu zachowania mogą dotyczyć użytkowników w różnym wieku, a nie tylko owych małoletnich, smarkatych „protoplastów” terminu czy też posiadających różnego rodzaju łącza internetowe, prócz owej słynnej Neostrady ponad to również.

Co istotne, nadanie owego statusu dziecka Neostrady, nie skreśla użytkownika jeszcze permanentnie definitywnie, albowiem status ów, stanowi status niejako przejściowy, a to z tej racji, iż osoby te z czasem albo nabywają określoną wiedzę i zmniejszają swą uciążliwość wobec innych użytkowników, bądź to nabierają umiejętności respektowania niektórych wymogów netykiety i regulaminów, bądź też z powodu swego nieakceptowanego, aspołecznego zachowania tracą dostęp do danego forum, czy nawet łącza.

  • „Fripolboks”:

Nazwa Fripolboks wywodzi się od nazwy firmy Polbox, która to jako pierwsza uruchomiła ongiś usługę darmowych kont poczty e – mail (e – mail login@free.polbox.pl). Zaś związek tejże usługi z trollingiem polega na tym, iż jej popularność oraz chęć korzystania z oferowanych darmowych kont, spowodowała napływ bardzo wielu nowych użytkowników, nieobeznanych zupełnie z zasadami netykiety, a więc przejawiających często zachowania nieakceptowalne, w tym także noszące znamiona trollingu.

I to już koniec tejże drugiej części ilustracji przykładowej w niniejszym wywodzie, a powyższa egzemplifikacja liczę, iż wyczerpuje wszelkie kwestie praktycznej realizacji uprzednio tutaj roztrząsanych kwestii teoretycznych, a też zdoła zaspokoić ciekawość i głód wiedzy szanownych Czytelników. A więc tym samym tenże rozdział został zakończony definitywnie w tym miejscu, a tym samym umożliwiło to nam przejście do następnego, kolejnego rozdziału, niemal już finałowego – po którym tylko jeszcze nastąpi krótki niejako „epilog” – miejsce na reasumpcję uprzednio poczynionych tu roztrząsań i małe podsumowania całokształtu mych tu wynurzeń.

A zatem – do dzieła!

VII. REWIRY TROLLI I SPOSOBY PRZED NIMI OCHRONY – CZYLI RZECZ O TYM, JAK TROLLA WYSTRYCHNĄĆ NA DUDKA….

Wpierw omówię tutaj nieco kolejną istotną kwestię, o której warto wspomnieć, a którą to stanowią rewiry trolli – czyli miejsca ich bytowania oraz działalności.

Większość trolli swe działania prowadzi w pewnych wybranych przez siebie obszarach i rewirach, podług własnego mniemania czy np. określonych potrzeb własnych trolla.

W najbardziej ogólnym ujęciu, rewir trolla, jak zresztą już uprzednio wspominałam, stanowić może w zasadzie każde miejsce w Internecie, które tylko umożliwia interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom, i każde w których takowe dyskusje są tylko prowadzone – od forum internetowego ,wszelakie grupy dyskusyjne, czaty aż po wszelkiego rodzaju portale społecznościowe, blogi czy portale bądź serwisy informacyjne, umożliwiające komentowanie zamieszczanych tamże „newsów”.

I tak oto trolle mogą się niejako zagnieździć i „przyczepić” do miejsc takich jak:

  • Obszar całej danej strony internetowej – wówczas to zakres ich działalności, obejmuje wstawianie prowokacyjnych treści absolutnie WSZĘDZIE w obrębie całej tejże strony. A więc pewność, iż mamy do czynienia z trollem, można mieć wówczas, gdy oto napotkamy pod postem traktującym o przetworach owocowych z domowej spiżarni – np. zamieszczony na łamach jednej ze stron bądź portali kulinarnych czy z przepisami – zjadliwy, ziejący nienawiścią czy wręcz agresywny komentarz oskarżający o całe zło świata np. księży, wszystkich dotychczasowych premierów Polski bądź to graczy konsolowych, co też powinno stanowić już teraz dla nas, po przyswojeniu sobie całej wiedzy i informacji odnośnie trollingu i trolli zawartych w niniejszym artykule, ewidentnie oczywisty przypadek trollingu i bez wątpienia dla nas jest fakt, iż mamy tu do czynienia z trollem bądź to trollołakiem.
  • Obszarów w obrębie konkretnego tematu (bądź też zagadnienia). Tak zagnieżdżający się troll, uderza z całą mocą, jeśli tylko dostrzeże gdzieś możliwość wszczęcia dyskusji dotyczącej jego „specjalizacji”. Wtedy to usilnie dąży on do wszczęcia dyskusji odznaczającej się brutalnością, agresją, a także absorbującej i angażującej do podjęcia partycypacji w niej możliwie dużą liczbę osób.

I tak oto przykładem takiej sytuacji, w której z całą pewnością mamy do czynienia z tego rodzaju trollem, działającym w takim rewirze, może być sytuacja, w której napotykamy np. pod postami  dotyczącymi pewnego określonego konkretnie tematu całe mnóstwo „komentów”, autorstwa jednego tego samego Internauty, którego cechuje umiarkowana raczej uprzejmość, a za to niemożebnie przeogromna odporność na wszelką argumentację i kontrargumenty – to niezawodnie wskazuje nam, iż mamy do czynienia z trollami  zaliczanymi do omówionych tu uprzednio kategorii.

  • I wreszcie – obszar o najmniejszym zasięgu, ograniczający rewir działania trolla jedynie do pewnej konkretnej osoby. Takiego trolla stanowi troll – prześladowca, a który to stanowi wyjątkowo nieprzyjemną sprawę, jaka niebezpiecznie oscyluje na granicy zjawiska ewidentnego cyberstalkingu, a więc formy cyber – przestępstwa. Tutaj jako przykład należy wyobrazić sobie trolla, który uporczywie i niezmordowanie niezwykle złośliwie i jadowicie, czy wręcz agresywnie, komentuje każdy jeden przejaw aktywności w Internecie danego jednego tylko ,konkretnego użytkownika i niczym maniak żadnego z choćby najmniejszych śladów jego cyber – aktywności bądź istnienia w wirtualnej rzeczywistości nie pozostawia bez reakcji czy odzewu, obsesyjnie prześladując takiego nieszczęśnika i fanatycznie tocząc z nim ciągłą, nieustającą polemikę – taki cyberstalker niestety nie wiele różni się od tego realnego stalkera i jest równie przykrym i uciążliwym prześladowcą, a jego działalność może mieć dla ofiary równie przykre, nieprzyjemne, a nawet bardzo groźne rezultaty, tak więc lepiej unikać takich trolli jak ognia i możliwie jak najszybciej, definitywnie ucinać z nimi wszelką polemikę!

No tak, a co jeśli już w trakcie naszych wirtualnych aktywności w Internecie natkniemy się na któregoś z tych rodzajów trolli i padniemy ofiarą opisywanych tu praktyk, czyli po prostu trollowania?

Warto więc jeszcze tutaj na sam koniec wspomnieć też choć krótko o sposobach walki i ochrony przed trollami i trollingiem, jako że te akurat umiejętności bez wątpienia nieraz okażą się przydatne bądź to wręcz nieodzowne dla każdego jednego Internauty, który podejmuje jakąkolwiek tylko w ogóle partycypację w dyskusjach toczonych w sieci bądź formę interaktywnej komunikacji z innymi użytkownikami – i zaiste okazują się one nie jednokrotnie iście bezcenne, uwierzcie mi!

Tak najogólniej i po krótce, owe sposoby walki i ochrony przed trollami, można by ująć w formie pewnego niejako „algorytmu”, określającego sposób postępowania w przypadku zetknięcia się z tym zjawiskiem bądź to, gdy padnie się ofiarą trollingu. A ów algorytm ma następującą postać:

  • Najsampierw należy upewnić się całkowicie, iż ma się do czynienia z trollem i
  • Następnie należy owo swoje odkrycie i zidentyfikowanie trolla ogłosić wszem i wobec publicznie możliwie wszystkim – a co ma na celu zaś uprzedzenie ogółu internautów przed wykrytym trollem oraz do partycypacji i wspieraniu naszej osoby w realizacji następnego, trzeciego punktu, kończącego nasz mini – algorytm anty – trollowi.
  • I wreszcie finalnie – zastosuj najlepszą broń walki z trollami czyli zignoruj zupełnie trolla i totalnie wszelką jego działalność, formy prowokacji bądź to wypowiedzi publikowane przez tę „mendę społeczną” – ignorując go albowiem skazujemy go niechybnie na fiasko i kompletną porażkę w swym procederze trollowania – jak to głosi jeden ze słynnych w Internecie sloganów i będący bohaterem niezliczonych już memów – „Nie karm trolla!!”, a troll karmi si twój uwag i wszelką reakcją na jego prowokacje, więc jedynie ignorując całkowicie jego osobę i działania możesz z nim skutecznie walczyć.
troll1x1

Słynne już internetowe hasło „Nie karm trolla!!”

A to z racji, iż taki troll, oddając się uprawianiu swego niecnego procederu, przede wszystkim i najbardziej łaknie właśnie uwagi innych oraz ich możliwie najbardziej gwałtownych i emocjonalnych reakcji, wzbudzonych w skutek jego działalności czy prowokacji. I też dlatego, jak pisałam już, właśnie ignorowanie okazuje się tu być najbardziej skuteczną „bronią”, zniechęcając trolle do dalszego „wkurzania” ludzi i zmuszając do zaniechania swego podłego procederu, aż finalnie opuszczają dany rewir i udają się w inne rejony Internetu w poszukiwaniu bardziej podatnych ofiar na swe działania, czy nawiedzać inne serwisy z nadzieją na lepsze efekty swego trollowania.

Ponad to w kwestii ochrony przed trollami¸ istotna jest też znajomość cech specyficznych czy szczególnych danego trolla, z którym mamy akurat do czynienia w danym przypadku – ich znajomość bowiem umożliwia wówczas wczesne wykrycie i identyfikację trolla i podjęcie skutecznej przed nim obrony.

Trolls

„Nie karm trolla!!”

Tym niemniej również i tu, niezmiennie najskuteczniejszą z takowych form obrony pozostaje wciąż owo całkowite ignorowanie trolla i wszelkich działań przez niego podejmowanych oraz brak jakiejkolwiek reakcji na jego prowokacje bądź „zaczepki” – wystarczy trolla totalnie olać, by szybko i skutecznie się pozbyć problemu – ot i cały sekret ha!

Aczkolwiek na tym nie koniec względem walki i ochrony przed trollami. Albowiem najważniejsze w tym względzie zadanie i jego cały ciężar, spada natomiast na barki administratora (czyli „admina”) bądź to moderatora danego serwisu, forum etc., do którego obowiązków w takim przypadku należy zaś podjęcie następujących kroków i działań: primo winien on w sposób umiejętny skutecznie filtrować wszelkie publikowane wypowiedzi, posty czy tzw. „komenty”, w tym poprzez blokowanie („banowanie”) treści trollowanych, jak też wykorzystując możliwości odpowiadania czy ingerencji w już istniejące, uprzednio opublikowane wiadomości bądź treści tego typu.

Niestety taka ingerencja, jak choćby usunięcie już opublikowanej uprzednio przez trolla wiadomości i wykasowanie jej treści z danego forum, grupy czy wątku, etc., w konsekwencji może powodować wręczeniu mu do ręki, dodatkowego argumentu w toczonym sporze bądź kłótni, przykładowo dotyczącego cenzurowania oraz wolności słowa i wypowiedzi.

Prócz adminów i moderatorów swój wkład w utrzymanie porządku powinni mieć również i zwykli jego użytkownicy partycypujący czynnie w jego życiu, funkcjonowaniu i toczonych w jego ramach dyskusjach. A to chociażby pomagając w tymże poprzez skrupulatne i natychmiastowe informowanie administratorów bądź moderatorów o każdym jednym podejrzanym zachowaniu czy aktywności na forum, w grupie bądź wątku, czy na portalu etc.

Rolą administratora jest z kolei nie tylko skrupulatna weryfikacja otrzymywanych od użytkownika tego rodzaju wiadomości, ale także i osoby, od której takowa wiadomość została przysłana (tj, jej nadawcy).

Tym niemniej ignorowanie trolla króluje, jako niepodzielnie najlepsza i najskuteczniejsza metoda walki, jak i obrony czy ochrony przed trollami – ignorowanie oznacza bowiem druzgocące fiasko i porażkę trolla oraz jego prowokacji!

I tak oto w społeczności internetowej powstał ów słynny zwrot, o którym napomknęłam już uprzedni, czyli „Nie karm trolla!”, a który ma na celu ostrzegać użytkowników Internetu przed podejmowaniem jakiejkolwiek interakcji z osobą trollującą. A to po to, aby swoją reakcją nie „karmić” trolli, bo ich pokarm stanowi właśnie reakcja i uwaga innych użytkowników, o jakie zabiegają swymi prowokacyjnymi działaniami.

05724457fb8a902ae6dbda86d5c4766c

Niestety ze względu na bardzo dużą liczbę użytkowników, zrealizowanie w praktyce takiego całkowitego zignorowania i brak jakiejkolwiek reakcji na trolla i jego działania jest dość trudne i karkołomne.

Istotny jest tu również fakt, iż to troll zwykle znajduje swą ofiarę – starannie wyszukując ją spośród nieskończenie wielu innych użytkowników, upatrując ją sobie obiera za cel…

Poza tym, niektóre trolle doskonale i umiejętnie potrafią skutecznie zwiększyć grono sił swych aliantów – czyli liczbę „sprzymierzeńców” i sojuszników, którzy mu sprzyjają i wspierają w boju..

Aczkolwiek i tak, jego skrajnie egoistyczne zachowanie, nieuchronnie zmierza do rozbicia i rozpadu danej grupy czy cyberspołeczności oraz jej wewnętrznego skonfliktowania i skłócenia, a co zaś stanowi pożywkę dla trolla.

A tymczasem z kolei ignorowany zupełnie troll, pozbawiony karmiącej go uwagi i reakcji innych użytkowników, w końcu zniechęca się całkiem takim pisaniem tylko do siebie samego i najprawdopodobniej wówczas szybko czmychnie z danego miejsca, przenosząc się  na inne, w poszukiwaniu nowego audytorium i ofiar bardziej podatnych na jego prowokacje i inne matactwa.

I to tyle w tym względzie – myślę, iż kwestię omawianą tu uprzednio mamy już wszyscy „w małym paluszku”!

VIII. EPILOG – CZAS REASUMPCJI I FINALNEGO PODSUMOWANIA….

W tym współczesnym świecie i realiach obecnego XXI wieku, w erze Globalnej Wioski i absolutnego panowania wszechobecnego, wszechmocnego i nieskończenie wielkiego Internetu, wszystko zyskuje zupełnie nowy, dodatkowy i zgoła odmienny od tych, znanych nam uprzednio – kolejny wymiar i formę swego istnienia, a my ludzie żyjący w tymże współczesnym świecie – kolejną nową, całkiem inną i zgoła odmienną, dodatkową rzeczywistość, w której istniejemy zarówno my jak i owo „Wszystko” i realia w jakich jest ona osadzona – rzeczywistość wirtualną i realia cyberświata Internetu pozbawione fizycznej formy bytu, całkowicie bezcielesne, które są zarazem jednocześnie nigdzie, jak i wszędzie…

I tak też dzieje się właśnie dokładnie również i w przypadku kwestii, jaką stanowią zachowania aspołeczne, o jakich była tu mowa już uprzednio. Oto można wyraźnie zaobserwować obecnie przejawy i przypadki występowania rozmaitych form zachowań antyspołecznych, już nie tylko w tych codziennych sytuacjach i rzeczywistych, istniejących faktycznie i realnie miejscach czy okolicznościach, jak np. praca, ulica, dom, szkoła, grupa rówieśników bądź inna wspólnota etc. – a więc tych istniejących w tzw. „realu”, czyli inaczej in real life, lecz oto teraz także i w tym nowym wirtualnym świecie i realiach internetowych spotkań, dyskusji i interpersonalnych relacji oraz form komunikowania się.

I samo owo komunikowanie się oraz formy tychże relacji interpersonalnych, również zyskują zupełnie nowy, zgoła odmienny wymiar czy formę….

W tej naszej codzienności w wirtualnym świecie i realiach współczesnej ery Globalnej Wioski, rzeczą zwyczajną, codzienną i powszednią stała się ciągła, nieustanna różnoraka partycypacja i interaktywne relacje oraz komunikacja interpersonalne na wszelkiego rodzaju forach internetowych, grupach dyskusyjnych, czatach, bądź też najrozmaitszych portalach społecznościowych i innego rodzaju czy blogach, oraz wszelkich innych miejscach w sieci, umożliwiających jakąkolwiek w ogóle interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom.

I w tych wszystkich, najrozmaitszych, nieskończenie wielu miejscach naszej partycypacji w wirtualnym życiu i rzeczywistości, naszych wszelkich tamże aktywności, działań i przejawów istnienia, zwykle znajduje się zawsze jakiś osobnik, określany mianem trolla, który z lubością oddaje się procederowi przeszkadzania i dezorganizacji w prowadzeniu merytorycznej dyskusji, siejąc w niej zamęt i zamieszanie, bądź to w efekcie wznieca tzw. flame war (lub in. Flame) – siejąc niejako Chaos, destrukcyjnie niszczący ład i porządek oraz powodujący całkowitą dezorganizację funkcjonowania i całokształtu istnienia danej cyberspołeczności….

I któż z nas współczesnych, XXI-wiecznych Internautów, nigdy nie spotkał ani razu na swej drodze żadnego, choćby jednego tylko trolla czy sam nigdy ani raz nie padł ofiarą trollingu, nawet choćby nieświadomie?

Chyba ciężko by było takowego znaleźć, lub wręcz nawet graniczyć by to mogło z niemożliwością, podług mego skromnego mniemania….

Tym niemniej, pomimo faktu, iż współczesne, nowoczesne możliwości techniczne, umożliwiają stosowanie restrykcji i ograniczeń zarówno dostępu, jak i publikowanych wypowiedzi oraz treści, i tak okazuje się jednakże, iż tę najskuteczniejszą metodę na trolla internetowego, stanowi wciąż niezmiennie owe jego całkowite ignorowanie – równoznaczne dla trolla z kompletnym i doszczętnym fiaskiem oraz sromotną porażką, odniesioną w tej bitwie i próbie prowokacji!

Tym niemniej trolling internetowy, nabiera jednak jeszcze znacznie większego znaczenia i doniosłości, wówczas gdy ingeruje on także w życie codzienne człowieka realnie i skutkuje ponoszeniem w nim faktycznych strat moralnych bądź materialnych, wykraczając tym samym już bardzo daleko poza tylko tę wirtualną rzeczywistość Internetu i realiów cyberświata, wkraczając brutalnie w świat rzeczywisty i jego realia istniejące faktycznie także i w „realu”…

A wówczas, w takiej sytuacji absolutnie karygodne i niedopuszczalne jest milczenie dobitna i właściwa reakcja, stanowiąca elementarny obowiązek i powinność każdego współczesnego człowieka!

A wszelkie trolle, od których roi się wszędzie w calutkim Internecie, i których na pęczki wciąż pojawia się w każdej jednej cyberspołeczności i miejscach w sieci, gdzie toczone są jakiekolwiek w ogóle dyskusje, i jakie mnożą się wciąż na potęgę, zwiększając liczebność swych zastępów – nie powinny jednakże nas wcale jakkolwiek ani przerażać, ani deprymować czy też zbytnio martwić, ponieważ to my tylko tak w istocie decydujemy o ich istnieniu – i tym, czy je karmić czy też nie karmić i najskuteczniejszą bronią kompletnej ignorancji ukrócić definitywnie ich poczynią, przeganiając z naszej cyberspołeczności w cholerę, przywróciwszy jej ład, spokój i wolną od trolli, pełną harmonii sielankową idyllę…

Troll to tylko troll  jedyne, co można z nim zrobić sensownego, to go totalnie „olać”, tak kolokwialnie mówiąc – albowiem tym sposobem możemy go właśnie najskuteczniej i definitywnie zgnieść, jak robaka, którym w zasadzie jest ten pasożytniczy robak, żerujący na innych internautach i siejący szkody szkodnik internetowych miejsc merytorycznej dyskusji i dysput, oraz wirtualnych spotkań Internautów…. A szkodniki wiadomo – należy bez względnie i bez litości tępić, jak choćby np. taką stonkę ziemniaczaną czy tasiemca – ot i tyle…. 😉

I jak rzadko kiedy, pasuje tu jak ulał, jako że trolle  to w zasadzie tacy internetowi idioci. ta mądra zasada w myśl, której to zaś należy …

13179049_1162071243823600_8454548547130077203_n

 

I takie również postępowanie sugeruje, a nawet zalecam w przypadku natknięcia się gdzieś w Internecie na jakiegokolwiek trolla czy usiłowanie dokonania aktu trollingu ot co!!

 

THE END.

 

[By Anna Gabriella „Lilith” Gajda®]

Przypisy:

[1]. Czyli nieadekwatne funkcjonowanie w rolach społecznych charakteryzujące się agresywnymi formami niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji i wrogości. Do symptomów takiego zachowania zalicza się: silne dążenia do szkodzenia innym osobom; bezinteresowne okrucieństwo; brak wrażliwości moralnej; stosowanie różnych form przemocy w stosunkach interpersonalnych. [Źródło: Wikipedia.org].

[2] RFC 1855: Netiquette Guidelines, http://tools.ietf.org/html/rfc1855.

[3] J.S. Donath, Identity and Deception in the Virtual Community, [w:] Communities in Cyberspace, M.A. Smith, P. Kollock, 1999, s. 29 – 59.

[4] S. Herring, K. Job-Sluder, R. Scheckler, S.Barab, Searching for Safety Online: Managing Trolling” in a Feminist Forum, Center for Social Informatics – Indiana University.

[5] Screamer (także: jump scare): rodzaj animacji, filmu bądź aplikacji stworzonej specjalnie po to, aby przestraszyć widza. Pierwsze scream’ery pojawiły się około roku 2002.

[6] Efekt Krugera – Dunninga: jest to w psychologii zjawisko, które polega na tym, iż osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencje do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swych umiejętności. Zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Kornella.

[7] (argumentum) ad personam: <<argument odnoszący się do osoby, zarzut natury osobistej, nie związany z przedmiotem sporu>> [przeciwieństwo:] (argumentum) ad rem: <<argument do rzeczy, rzeczowy, dotyczący meritum sprawy>> [w:] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, wydanie XVI rozszerzone, Państwowe Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 1989.

[8] D. Jachyra, Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego Nr 656, „Studia Informatica” Nr 28, 2011, s. 256.

 

[9] The Opinion of the Fourth Circuit, http:// pacer.ca4.uscourts.gov/opinion.pdf/971523.P.pdf.

[10] C. Landers, The Internets Are Going to War, Baltimore City Paper 2008.

MosqueinAbuja

Fundamentalizm w islamie jako reakcja na nowoczesną cywilizację Zachodu.

MosqueinAbuja

Anna Gabriella Lilith Gajda.

  1. WSTĘP

Termin fundamentalizm zwłaszcza współcześnie urasta do rangi kwestii zasadniczo elementarnej i newralgicznego problemu nie tylko całego świata zachodniego, ale i poniekąd także cywilizacji wschodniej, osiągając tym samym wymiar globalny. A w świetle drastycznych wydarzeń, jakie wstrząsnęły opiniom publiczną na całym świecie w czasach współczesnych, począwszy od początku tego milenium aż po ostatnią tragedię w Paryżu z końca ubiegłego roku, nabiera zupełnie nowego znaczenia i wagi, wzbudzając niezmiennie tak samo wiele kontrowersji, stał się gorącym tematem numer jeden, który nie schodzi z ust całego świata, jak i całego Internetu, gdzie chyba wzbudza najwięcej wrzawy pośród rzeszy zbulwersowanych internautów.

Najsampierw warto byłoby pokusić się tutaj o wstępne zdefiniowanie tego esencjonalnego dla dalszych rozważań terminu, jakim jest fundamentalizm. Podług Słownika Języka Polskiego red. Szymczaka termin ów oznaczać może bądź to <<tradycjonalistyczny i ortodoksyjny stosunek do wyznawanej religii>>, bądź też <<radykalizm w wyznawaniu jakiejś idei, odmawiający innym racjom prawa istnienia>>. Te dość oschłe definicje słownikowe rozwija nieco definicja encyklopedyczna, zawarta w Encyklopedii PWN:

[…] ruch, formacja, ideologia o charakterze skrajnie konserwatywnym, przeciwstawiające się jakimkolwiek zmianom lub modyfikacjom doktryny religijnej, kultu, rytuału, obyczajowości.

Uwzględniając obraz kreowany przez zachodnie mass media, można by łatwo ulec złudzeniu, iż ta forma religijności zwana fundamentalizmem, a która to funkcjonuje w ciągłym poczuciu zagrożenia, a niekiedy ucieka się do przemocy, stanowi zjawisko stricte islamskie, a co tak faktycznie odbiega zupełnie od prawdy. Fundamentalizm bowiem stanowi zjawisko, które ma swoje przejawy na całym świecie, niemalże w każdej z większy religii, w formie jednej z reakcji na problemy nowoczesności, a już w szczególności w historii chrześcijaństwa, islamu i hinduizmu.

Nie było dziełem przypadku pojawienie się tej odmiany religii na początku XX wieku w świecie chrześcijańskim, a konkretniej w Stanach Zjednoczonych.

Fundamentalizm jako taki, nie stanowi monolitu, jako że każda z jego możliwych form, nawet w obrębie jednej religii, ewoluuje w sposób niezależny, posługuje się własną symboliką i ma własne, odrębne źródła egzaltacji. Tym niemniej wszystkie one jednak pozostają ze sobą w pewien sposób spokrewnione.

Aczkolwiek ruch fundamentalistyczny wcale nie zaistniał natychmiast, jako „odruchowa” reakcja na nadejście zachodniej nowoczesności, lecz przyobleka swą formę dopiero, gdy proces modernizacji osiąga już poziom dość mocno zaawansowany. Początkowo zarzewie dali ludzie wierzący, podejmując próbę przetransformowania swej religii, mającą na celu połączenie tejże religii z nowoczesną kulturą. Jednakże te dość umiarkowane działania okazały się być zbyt mało skuteczne, co zaś spowodowało, iż niektórzy ludzie poczęli odwoływać się do znacznie bardziej skrajnych metod, a co zaowocowało właśnie narodzinami ruchu fundamentalistycznego.

pobrane

Islam jako ostatnia z religii monoteistycznych wykształcił w swoim obrębie orientację fundamentalistyczną. Miało to miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wieku XX, kiedy to nowoczesna kultura zachodnia poczęła zadomawiać się również w świcie islamskim. Do tego czasu fundamentalizm zdążył się już ugruntować wśród kultur chrześcijan i żydów, które znacznie dłużej były wyeksponowane na kontakt z nowoczesnością. W chrześcijaństwie fundamentalizm ma swe źródła w reformacji, a zwłaszcza w Kościołach o tradycjach kalwinistycznych, baptystycznych i pietystycznych, zaś w katolicyzmie jest on tożsamy z tradycjonalizmem, cechujący się negatywnym nastawieniem do tendencji modernistycznych i liberalnych w teologii. W islamie źródła swe ma w XX wieku, z których wypływa jako tak zwany tradycjonalizm muzułmański, przeciwstawiający się tendencjom reformatorskim w islamie. Fundamentalizm islamski nazywa się też czasem islamizmem lub integryzmem muzułmańskim, aczkolwiek wielorakość znaczeń i form, jakie przyjmuje on w islamie nie pozwala na ujednolicenie tego zjawiska, jako jednego, spójnego ruchu czy nurtu.

Tym niemniej, wszystkie ruchy fundamentalistyczne w obrębie wszystkich religii, posiadają pewną wspólną cechę dystynktywną, która je łączy. A mianowicie, cechę tę stanowi głębokie rozczarowanie współczesną cywilizacją zachodnią, która pokładane w niej nadzieje w dużym stopniu pozostawia niespełnione. Ponadto wspólny im jest również ów autentyczny strach, jaki cechuje każdy ruch fundamentalistyczny, a bierze swe źródło w głębokim jego przekonaniu o tym, że świecki establishment jakoby nosi się z zamiarem unicestwienia religii.

Co więcej cechy wspólne, jakimi wyróżniają się wszystkie ruchy fundamentalistyczne, stanowi primo to, iż są one ze swej istoty postępowe, gdyż mogą zaistnieć jedynie w naszych czasach; i secundo ich nowatorskość, a ich interpretacje religii odznaczają się często radykalnością. A stąd zaś konkluzja, iż fundamentalizm stanowi zatem  nieodzowny element współczesnego świata.

A wszędzie, gdzie nowoczesność zostaje zakorzeniona, fundamentalizm może się rodzić jako świadoma na nią reakcja. A z kolei fundamentaliści często jawnie wyrażają swe niezadowolenie z kształtu, jaki ta nowoczesność przybiera, uwypuklając przy tym te elementy swej religii, które są jej sprzecznością.

2. FUNDAMENTALIZM VS. NOWOCZESNOŚĆ.

Z racji faktu, iż emancypacja kobiet zyskała rangę jednego z wyznaczników tejże nowoczesności, powszechne jest dla fundamentalistów dążenie do przywrócenia tradycyjnych ról płci, dystynktywnych dla wspólnot rolniczych, czy też narzucenie kobietom nakazu noszenia zasłon bądź też zamykania się w domu.

Ponad to, uznając fundamentalizm jako niejako „rewers” – czyli drugą stronę nowoczesności, to jego obserwacja może w rezultacie doprowadzić do ukazania nam niektórych z jej wad. A tym samym fakt funkcjonowania fundamentalizmu w symbiotycznej relacji z represyjnym sekularyzmem. Fundamentaliści niemal zawsze odczuwają, iż przypuszczane są na nich ataki, ze strony liberalnego bądź nowoczesnego establishmentu. A w związku z tym zaostrza się skrajność ich poglądów, a od stopień gwałtowności ataku sekularystów jest zwykle wprost proporcjonalny ze stopniem gwałtowności kontr – reakcji fundamentalistów.

Można zatem by rzec, iż fundamentalizm w ten sposób, uwidacznia zatem pewną szczelinę dzielącą społeczeństwo, a na przeciwstawnych krawędziach tej przepaści, znajdują się z jednej strony zwolennicy kultury świeckiej i sekularyzacji, a zaś z drugiej – ci, dla których jest ona źródłem zagrożenia. W miarę upływu czasu przepaść ta się pogłębia i rozrasta, a co oznacza, iż co raz trudniejsze również staje się zarzucenie pomostu, łączącego oba jej brzegi – a co oznacza tyle, że co raz trudniejsze staje się zrozumienie oponenta.

Co do kwestii początków fundamentalizmu, zwykle ma on swoje pierwotne źródło w dyspucie prowadzonej z liberałami, albo sekularystami w obrębie tego samego narodu bądź kultury. Bardzo często początek fundamentalizmu stanowi akt wycofania się z głównego nurtu kultury, które ma na celu utworzenie enklawy czystej wiary. I stamtąd dopiero z kolei dochodzi do rozpoczęcia ofensywy, jaka może przyjąć różne formy, a której cel stanowi natomiast przestawienie błędnego biegu historii na właściwy tor, a w rezultacie umożliwiając ponowną sakralizację świata. Wszystkim fundamentalistom wówczas wspólne jest poczucie, iż walczą oni o przetrwanie. A jako że są oni niejako „przyparci do muru” przez napierającą zewsząd kulturę nowoczesna, to często zdarza im się uwierzyć w to, że jedyny sposób wyjścia z impasu stanowi walka.

Można by również rzec, iż fundamentaliści odnieśli sukces o tyle, o ile cel ich stanowiło ponowne ulokowanie religii w centrum uwagi w taki sposób, iż obecnie ponownie ma ona istotne znaczenie w stosunkach międzynarodowych, a co nie tak dawno jeszcze – w połowie XX wieku, gdy tryumf sekularyzmu sprawiał wrażenie, iż to do niego należy przyszłość, zdawało się być zupełnie niewiarygodne. Zmiana ta stała się wyraźnie widoczna w świecie islamu, począwszy od lat siedemdziesiątych wieku XX.

Tym niemniej fundamentalizm nie stanowi wcale sposobu niejako „wykorzystania” religii do osiągania celów politycznych. Na fundamentalizm bowiem składają się rebelie wymierzone przeciwko sekularystycznemu wyłączeniu pierwiastka boskiego z życia publicznego, a często również podejmowanie rozpaczliwych prób zagwarantowania przewagi wartości duchowych we współczesnym świecie. Z tym tylko, że wraz z fundamentalizmem, zwykle rodzi się też  uczucia rozpaczy i strachu, a te niejednokrotnie prowadzą do znaczącego zniekształcenia tradycji religijnej, a też eksponuje jej bardzo wojownicze aspekty, co dzieje się zaś kosztem elementów, które rodzą postawy tolerancyjne i pojednawcze.

3. FUNDAMENTALIZM W ISLAMIE.

W dość znacznie dużym zakresie fundamentalizm muzułmański zgodny jest z tą ogólną jego charakterystyką, o jakiej mowa była uprzednio. Cechą wspólną, upodabniającą go do innych fundamentalizmów, jest owa podzielana głęboka obawa przed nowoczesną kulturą świecką.

Warto tu nieco przybliżyć kwestię ideologiczne i ich protagonistów.

I tak oto jeden z wczesnych ideologów fundamentalizmu islamskiego to Abu Ala Maududi, który był fundatorem organizacji Jamaat-e-Islami w Pakistanie. Powziął on pogląd, jakoby Zachód mobilizuje siły w celu rozgromienia islamu. Podług jego mniemania, muzułmanie winni wspólnie stawić opór tej inwazji sekularyzmu, co miało stanowić warunek konieczny przetrwania ich kultury. Wówczas to po raz pierwszy zostali oni zmuszeni do przyjęcia postawy obronnej pod naporem zagrożenia z Zachodu. Co więcej Maududi zakwestionował cały świecki etos i miast niego zademonstrował islamską teologię wyzwolenia.

A z kolei fakt, iż w islamie Bóg stanowi jedynego władcę, zwalniał z obowiązku posłuszeństwa wobec poleceń innego człowieka. A co więcej, ta rebelia wzniecona przeciwko mocarstwom kolonialnym, nie była już tylko prawem, ale i obowiązkiem. A sam Maududi nawołuje do powszechnego dżihadu – tzw. świętej wojny, a więc jako koncepcji walki z Zachodem. Ponieważ jego pogląd był tu innowacyjny – uznając dżihad za główną zasadę islamu. A wprowadzenia tejże innowacji podług niego było w pełni uzasadnione, a usprawiedliwienie stanowiły obecne nadzwyczajne warunki. I tak oto w rezultacie strachu przed zagładą kultury i tradycji, dochodzi do powstania bardzo skrajnego i potencjalnie niebezpiecznego wypaczenia religii.

Jednakże za faktycznego fundatora i „ojca” islamskiego fundamentalizmu uznaje się ideologa, którym był Sajid Kutb (1906 – 1966). U zarania swej działalności nie był on początkowo ekstremistą wcale, a co więcej wyrażał nawet postawę raczej entuzjastyczną względem kultury zachodniej i sekularnej polityki. W roku 1953 wstąpił on do Stowarzyszenia Braci Muzułmanów, jako reformator, który wierzy w to, że nadanie islamskiego wymiaru zachodniej demokracji jest możliwe. I dopiero po tym, jak został uwięziony w roku 1956 przez Nasera za przynależność do bractwa, nastąpił przełom w jego przekonaniach, które zamienił na pogląd, że ludzie wierzący i sekularyści nie mogą żyć w jednym społeczeństwie. A jako świadek tortur i egzekucji braci, uznaje je, jak też zadeklarowane dążenia Nasera ku zepchnięciu na margines życia społecznego w Egipcie, za przejawy dżahilijji, którą to definiuje jako: „barbarzyństwo na zawsze i po wszystkie czasy pozostające wrogiem islamu”. Zaś na muzułmanów nakłada tym samym obowiązek wydania jej śmiertelnej walki, podług przykładu jaki dał im prorok Mahomet.

Kutb poszedł jednak w swych poglądach jeszcze dalej aniżeli Maududi, który dżahilijję dostrzegał tylko w społeczeństwach muzułmańskich. Kutb natomiast za pomocą tego terminu określił, jako tożsame mu – współczesne społeczeństwo muzułmańskie. Co do przywódcy, jakim był Naser to pomimo tego, iż niby deklaruje on wiarę w islam, to jednak jego czyny świadczą o czymś zgoła przeciwnym, zdradzając apostatę, a obowiązek każdego muzułmanina stanowi obalenie tego rodzaju władcy (jako „niewiernego”). A propagowany przez Nasera brutalny sekularyzm, zmusił Kutb’a do usankcjonowania formy islamu, jaka stanowiła wypaczenie zarówno przesłania Koranu, jak i życia Proroka. Postuluje on aby muzułmanie kierowali się przykładem Mahometa, nakazującym im izolowanie się od głównego nurtu społecznego i rozpoczęcie dżihadu, który nieuchronnie zmierzał do rozlewu krwii. Zaś zawarty w Koranie nakaz tolerancji tłumaczył po swojemu, twierdząc iż jest on obowiązujący wyłącznie w sytuacji po odniesieniu zwycięstwa politycznego islamu i gdy już zostanie utworzone prawdziwie muzułmańskie państwo.

isis-army

Owo cechujące te nowe poglądy twarde nieprzejednanie, wypływa ze źródła, które stanowi głęboki lęk, a jaki stanowi zaś meritum fundamentalnej religijności.

Sajid Kutb nie miał okazji doczekać starości, jako że za swą działalność i poglądy został stracony na osobisty rozkaz Nasera w roku 1966.

Tym niemniej swoją spuścizną nie tylko wywarł wpływ, ale i stanowił inspirację wszystkich następnych ruchów muzułmanów, w tym również dla ruchu talibów, którzy w roku 1994 sięgnęli po władzę w Afganistanie.

Cel talibów stanowił comeback do tego, co podług ich mniemania stanowiło pierwotny islamski światopogląd. A więc następujące poglądy, podług których, primo alimowie uznani zostają przywódcami rządu, secundo kobietom nakazuje się noszenie zasłony (hidżabu) a także zabronione zostaje podejmowanie jakiejkolwiek pracy zawodowej przez kobiety. Tertio dozwolona jest emisja wyłącznie audycji o charakterze religijnym, i wreszcie quatro – zostają przywrócone tradycyjne islamskie kary kamienowania i okaleczania (wraz z islamskim prawem zwanym shariat). Zresztą dyskryminacja kobiet, jaka była praktykowana przez talibów stanowiła zupełną sprzeczność z zachowaniem Proroka oraz zwyczajami pierwszej ummy. Za to talibowi stanowią przykład typowych fundamentalistów, a to z racji tego, że primo ich rozumienie religii cechuje selektywność, a prócz tego secundo¸ zostaje ona przez nich wypaczona i zwrócona w kierunku przeciwnym zgoła aniżeli ten, nadany jej pierwotnie przez jej pierwszych głosicieli.

I w sposób analogiczny, jak to się dzieje u wszystkich fundamentalistów, także fundamentaliści muzułmańscy walcząc o przetrwanie, dokonują przemiany religii w narzędzie ucisku, a nawet i przemocy.

Co się tyczy wszelkich ruchów fundamentalistycznych, jakie pojawiły się przed końcem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, próby zmieniania świata dokonywane były przez nie za pomocą znacznie mniej drastycznych metod, aczkolwiek wymownych. I dopiero po klęsce wojsk arabskich w wojnie sześciodniowej przeciwko Izraelowi następuje diametralny zwrot ku religii, obejmujący cały Bliski Wschód. Na procesy radykalizacji, niewątpliwy wpływ miała zapewne także i kompromitacja uprzednich sekularystycznych koncepcji politycznych przez przywódców, takich jak np. Naser. A którzy to ponieśli porażkę niejako na skutek tego, że nie pozostali wierni swej religii. Fundamentaliści spostrzegli wówczas to, iż, o ile funkcjonowanie sekularyzm i demokracji pozostaje bez zarzutu na Zachodzie, o tyle w świecie islamskim służyć mają jedynie elicie, a pomijając przy tym kompletnie wszelkie funkcjonowanie w służbie zwykłym ludziom.

Fundamentalizm można określić jako ruch postmodernistyczny czy postnowoczesny, który odrzucał niektóre z założeń nowoczesności, jak też pewne szczególnie z nią związane ideologie, jak np. kolonializm czy sekularyzm. Między innymi także w kwestii stroju, postulując powrót do tradycyjnego islamskiego stroju (np. dla kobiet był nim hidżab).

Jednakże, w przypadku, tak jak to miało miejsce u talibów, gdy dochodzi do sytuacji, narzucenia siłą, przymusu noszenia takowego stroju, wbrew woli ludzi, staje się to działaniem represyjnym stricte i które w konsekwencji może wywołać falę ostrego sprzeciwu. Aczkolwiek, w mniemaniu wielu kobiet muzułmańskich zakrywanie głowy, a czasem także ciała, uchodzi za symbol powrotu do okresu pre – kolonialnego, i istniejącego w nim społeczeństwa, o prawidłowym torze rozwoju, zanim jeszcze zepchnięto go na niewłaściwy tor. Przy czym nie jest to tożsame, z wyrażaniem postawy entuzjastycznej dla anachronicznego uwsteczniania w czasie poglądów, przez te kobiety w żadnym wypadku. Jak wykazują badania bowiem, ogromna część kobiet, które zakrywają głowę i twarz, wyraża postępowe poglądy względem kwestii dotyczących ról płci. Ponadto ową tradycję zakrywania głowy i twarzy, można interpretować również jako formę cichej krytyki niektórych aspektów nowoczesności. A mianowicie ów zwyczaj, jawnie przeciwstawia się nowoczesnemu pojęciu seksualności, i płynącego stąd powszechnie odczuwanego poczucia konieczności ekshibicjonistycznego obnażania wszystkiego, co ma z tą seksualnością związek.

Islam-Lashes-1024x535

Zilustrować to można przykładem, choćby tego, jak nagminne jest wśród ludzi Zachodu eksponowanie publicznie, chełpiąc się nagością swych opalonych, perfekcyjnie zadbanych ciał, w ich mniemaniu stanowiące symbol ich uprzywilejowania. Maniakalnie wręcz usilnie starają się poskramiać i hamować wszelkim oznakom starzenia, ogarnięci obsesją wiecznej młodości spaczonej idealnymi proporcjami kobiecego ciała plastikowej lalki barbie, pragnąc żyć w ten sposób niezmiennie w stanie kwitnącej młodości i doskonałego ideału, możliwie jak najdłużej – i to za wszelką cenę, choćby niezliczonych operacji plastycznych, okupionych ogromem bólu i cierpienia, a też setek tysięcy dolarów, a często też własnego zdrowia, czy jak czasem wręcz życia.

A tymczasem tradycja zakrywania ciała na muzułmańską modłę, stanowi rzecz zgoła odmienną, a mianowicie stanowi niejako deklarację zorientowania nie na fizyczną cielesność, lecz na transcendencję, a poprzez unifikację wyglądu stroju, upodobniającą go między sobą, dokonuje się zniesienia różnic klasowych, uwypuklając przy tym supremację wspólnoty nad zachodnim indywidualizmem.

Tym niemniej, współczesny fundamentalizm ma wiele różnych znaczeń, a też i twarzy – czyli postaci w jakich występuje, także wyłącznie tych w obrębie islamu jedynie. Ta mnogość znaczeń, w jakich występuje w islamie, rodzi wiele nieporozumień w tej kwestii, a także niesprawiedliwości, jak choćby niesprawiedliwość unifikująca wszystkich wyznawców islamu do jednego, wspólnego jednakowo dla każdego stereotypu opatrzonego metką „terrorysta”, co nasiliło się bardzo mocno na Zachodzie zwłaszcza po 11 września.

4. RADYKALIZACJA FUNDAMENTALIZMU I EKSTREMIZM.

635154757359133835

Pośród tych różnorakich form, jakie fundamentalizm przybiera w obrębie islamu, istnieją również tendencje czy nurty zdecydowanie znacznie bardziej radykalne, a które odrzucają bezwzględnie wszystko, co pochodzi spoza świata muzułmańskiego. Reprezentanci tych radykalnych nurtów odtrącają, przeprowadzając eliminację zachodnich wzorców sprawowania władzy, kształtu państwa, stylu życia, modeli społeczeństwa, kultury etc. a tym samym forsują postulat miast nich wdrożenia tych, których korzenie wyrastają u źródeł islamu. Te radykalne tendencje zwykle są powiązane z polityzacją islamu, ujmowanego jako podstawa organizacji zarówno systemu państwowego, jak i społecznego. To zaś nawiązuje z kolei do pojęcia prawa muzułmańskiego, zwanego shariat, które opiera się głównie na źródłach o charakterze religijnym, jak np. Koran czy tzw. Sunna, i dokonuje unifikacji sfery państwowości, jako świeckiej, ze sferą religijną, jako sakralnej, podległych jednemu prawu shariatu, jako najwyższemu, które nadane zostało przez jedynego Boga.

egypt-cairo-camp-6_2643478c

Rezultatem takich radykalnych tendencji czasemjest agresywne nastawienie wobec Zachodu, który uznawany jest za bezbożny, ponieważ zaprzestał zupełnie jakkolwiek kierować się wartościami chrześcijańskimi, i dlatego, że ludzie Zachodu przez to już całkiem nie zasługują na miano „ludu Księgi”, a z tej racji na mocy prawa można ich nawracać siłą i przemocą.  Jako masowe zaplecze tego typu radykalnych nurtów, głównie służą ogromne rzesze ubogiej ludności państw muzułmańskich, zwłaszcza rejonów wiejskich, którzy jako osoby niewykształcone, poprzez swoje zacofanie i ignorancję, stanowi łatwy cel propagandy, która winę za ich biedę zrzuca na karb wyzysku ekonomicznego ze strony państw zachodu.

Radykalizacja fundamentalizmu i jego nurtów w islamie może w rezultacie prowadzić do wielu różnych konsekwencji, w tym w ogromnej części bardzo negatywnych, złych czy tragicznych. Zanim jednak zajmę się omawianiem kwestii konsekwencji płynących z radykalizacji fundamentalizmu w islamie, pozwolę sobie najpierw poświęcić tu rozdział traktujący o przyczynach tejże radykalizacji, które leżą u źródeł owych konsekwencji, a co między innymi również pozwoli nam na lepsze zrozumienie i ujęcie w szerszej perspektywie tychże konsekwencji potem.

A. Rzecz o tym, co leży u źródeł radykalizacji…

Nie sposób zaprzeczyć, iż obecnie ewidentnie dostrzegalna jest w obrębie islamu silna tendencja do radykalizacji. U źródeł tejże tendencji leży właściwie wiele różnych przyczyn, których kombinacja dopiero składa się na całość źródła, z jakiego wypływa. A zaś u konkretnej jednostki najczęściej determinuje ją splot różnych przyczyn, a nie tylko jedna, konkretna.

Przyczyny te można by sklasyfikować generalnie przyporządkowując je do sześciu, nadrzędnych kategorii zbiorczych, a opatrzonych następującymi etykietami:

  • Doświadczenie historyczne.
  • Czynniki polityczno – ideologiczne
  • Czynniki ekonomiczne
  • Czynniki społeczne
  • Czynniki osobowościowe
  • Negatywny wpływ mediów.

Pozwolę sobie teraz pokrótce omówić elementy zawarte w obrębie każdej z tych wymienionych uprzednio nadrzędnych kategorii, kolejno rozważając ich zawartość.

  • (1) Historia i jej przebieg stanowią pewne uzasadnienie dla procesu radykalizacji. To jak w historii kształtowały się i zmieniały relacje chrześcijańsko – muzułmańskie, a też kolejne formy, jakie one przybierały – począwszy od konfrontacji etniczno – kulturowych napięć (np. wojny, konflikty czy zamieszki), poprzez drobne przestępstwa (jak np. przemoc domowa, rozboje, kradzieże etc.), aż po terroryzm – chyba główną z form spotykanych współcześnie najczęściej. Obecnie relacje te bazują na poglądzie Europejczyków, podług którego w ich oczach muzułmanie są postrzegani jako antagoniści zachodniej kultury, oraz na poglądzie wieków relacja ta niestety często gęsto ulegała oscylacji do formy otwartego, wrogiego konfliktu czy zbrojnej agresji, a po dziś dzień Europa dla muzułman uchodzi za teren wojny (Czyli dar al-harb). Doświadczenie, jakie wyniesione zostało z historii determinuje o charakterze poglądów oraz działań wykształcanych w procesie radykalizacji u danego z nurtów fundamentalnych, a tym samym determinując jego przyszłe konsekwencje i ich skalę.
  • (2). Kolejną kategorię impulsów leżących u źródeł radykalizacji stanowią czynniki polityczno – ideologiczne. Punktem zapalnym, który wzniecił ów wielki pożar prowadzenia dżihadu, czyli świętej wojny wśród muzułmanów, a który przybrał już rozmiary na skalę globalną, a zwłaszcza pośród muzułman mieszkających w Europie, stanowiły zapewne kwestie polityczne, zarówno w obrębie polityki wewnętrznej poszczególnych państw islamskich, jak też zewnętrznej polityki międzynarodowej prowadzonej przez wielkie zachodnie mocarstwa i państwa, a której ingerencja w sprawy czy politykę innych państw, zwłaszcza islamskich spowodowała jakieś znaczniejsze konsekwencje, a w tym drastyczne zmiany w natywnej kulturze czy tradycji tych państw, jej zniszczenia czy narzucanie miast niej kultury bądź tradycji własnej, zachodniej, wypierającej pierwotną kulturę narodową państwa. Czynniki polityczne stanowi tu zapewne seria ataków terrorystycznych, o największym zasięgu, rozmiarze i skali, do jakich doszło na terenie państw Zachodu od pamiętnego 11 września 2001 roku, gdy to terroryści z ramienia Al.-Qaidy dopuścili się samobójczego ataku terrorystycznego na World Trade Center w Nowym Jorku i budynek Pentagonu w Waszyngtonie, uderzając w te cele porwanymi jumbojet’ami, w skutek czego doszło do tragedii, która pochłonęła prawie trzy tysiące ofiar śmiertelnych i tysiące rannych. A z pewnością stanowiło to zarzewie tego wielkiego pożaru, z którego się on wzniecił, osiągając rozmiary na skalę globalną – a jaki po niedawnych, równie tragicznych i doniosłych, atakach terrorystycznych w Paryżu, jakie miały miejsce pod koniec ubiegłego roku, osiągnął niemalże rangę ewidentnej, kolejnej wojny światowej, od której wciąż w konsekwencji dzieli nas ledwie krucha granica, i podług mego skromnego mniemania – naprawdę niezbyt wiele raczej trzeba, aby faktycznie doszło do wybuchu kolejnej wojny światowej, w jakiej partycypacja dotyczyć będzie chyba większość państw tego świata, które będą musiały opowiedzieć się po jednej z dwóch stron tego międzynarodowego, a nawet globalnego poniekąd, konfliktu między światem i kulturą islamu a całą nowoczesną cywilizacją Zachodu. Takim czynnikiem są z pewnością również wszelkie działania podjęte przez zaatakowane państwa i ich sojuszników w następstwie tychże ataków, jako reakcja na akt terroryzmu. A ponadto, w efekcie tego, ów legendarny przywódca talibów i Al.-Qaidy, jakim jest Osama bin Laden, który stał za większością z tych ataków a także całej walki ogólnie przeciwko Zachodowi, został w końcu wyniesiony do rangi wręcz „duchowego kierownika”, a nie tylko zwykłego przywódcy. Muzułmanie prowadząc zbrojnie dżihad, w ten sposób manifestują też swój sprzeciw wobec „politycznej hegemonii i neoimperializmu Zachodu w międzynarodowych stosunkach politycznych i gospodarczych”[1]. Wobec twardej konfrontacji z kompletną dewastacją ruin innych antyzachodnich ideologii, fundamentalizm zyskał status, obok antyglobalizmu, instrumentu sprzeciwu i buntu wszczętego przeciw zachodniej dominacji polityczno – ekonomicznej. A zatem można by uznać dżihad za formę samoobrony cywilizacji islamu przed atakiem niekontrolowanych aspiracji Zachodu, a także za instrument retorsji czy wręcz niejako vendetty nawet za zbrodnie, jakich Zachód dopuścił się na muzułmanach na całym świecie. W tym celu stosowana jest również propaganda Al.-Qaidy, upowszechniająca twierdzenie, o istnieniu jakoby wielkiego amerykańsko – żydowskiego spisku wymierzonego w islam i muzułmanów. Istnieją też pewne opinie, iż islam pretenduje do roli, jaką miałby w niedalekiej przyszłości odegrać na scenie międzynarodowej, a mianowicie roli instrumentu społecznej kontestacji i buntu użytym przez grupy mniejszości percypujące się jako marginalne bądź też skazane na ostracyzm społeczny. Niektórzy również stają w obronie „fundamentalistycznych antyimperialistów” przed zarzutem degradacji religii w hierarchii priorytetów kierujących ich działaniami.

mid_32216 pobrane (1)

 

Do tej kategorii zaliczają się również czynniki dotyczące procesu globalizacji, jaki współcześnie obejmuje postępując w zasadzie cały świat. A więc dotknięty jest nim również i świat cywilizacji islamskiej, a w której to skutek zachodzi tam co raz bardziej daleko idąca denacjonalizacja (czyli odpaństwowienie) zachowania populacji muzułmańskiej. W co raz niższym stopniu zachodzi też ich utożsamianie się z państwem i na rodem, na rzecz umacniania się owej niejako „tożsamości globalnej”. A w rezultacie dostrzegalny jest znaczny wzrost dezaprobaty i repulsji żywionej przez muzułmanów wobec tzw. „podwójnej moralności zachodnich demokracji”.

A dualizm owej moralności bazuje na paradoksie sprzeczności dwóch jednoczesnych postaw moralnych, z których jedna to postulat o konieczności walki w obronie praw człowiek i demokracji, a przy czym druga jednocześnie to represjonowanie i ucisk stosowane wobec muzułman w Palestynie, Iraku, Afganistanie czy Kaszmirze. Inną zaś przyczynę z tej kategorii stanowi w pewnym stopniu również współczesna sytuacja na scenie politycznej państw islamu. Cechy konstytutywne tejże sytuacji to na przykład degradacja lokalnej klasy politycznej, rozpowszechniona korupcja, nieproduktywność czy nierentowność aparatu państwowego czy też uległa postawa wobec Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. A tym samym dżihad zostaje sprowadzony do funkcji sposobu ekspresji oporu i buntu przeciw władzy lokalnej.

  • (3) Kolejna, trzecia kategoria to tzw. czynniki ekonomiczne, a jakie odgrywają tu niemniej wielce doniosłą rolę. Owa seria spektakularnych, co raz bardziej zuchwałych i druzgoczących, ataków terrorystycznych, którą zapoczątkowała słynna nowojorska apokalipsa z roku 2001, przybrał formę środka ekspresji kontestacji i dezaprobaty dla percypowania muzułmanów jako „obywateli drugiej kategorii”, a ras islamskich, jako gorszych aniżeli zachodnie dominujące rasy uprzywilejowane. Co się tyczy sytuacji muzułmanów w Europie z kolei, to faktem jest, iż społeczno – ekonomiczna marginalizacja mniejszości muzułmańskich stanowi przyczynę, która odpowiada za formowanie się co raz szerszej opinii o ich dyskryminacji również na tle klasowym, prócz tej na tle religijnym. Jakkolwiek pojawiają się czasem głosy, stawiające tejże religii zarzut stanowienia podstaw, jakie leżą u źródeł tejże marginalizacji klasowej, zrzucając nieco ciężar winy z barków Zachodu. I tak podług statystki, owa marginalizacja przejawia się np. w taki sposób, że w stosunku do ludności autochtonicznej, średnio dwukrotnie więcej muzułmanów zalicza się do grona bezrobotnych, a też pośród wszystkich imigrantów to właśnie muzułmanie stanowią największą grupę osób dotkniętych bezrobociem[2]. Ponadto dla większości muzułmanów edukacja kończy się zaledwie już na poziomie szkolnictwa średniego jedynie, zaś ponad 2/3 muzułmanów bytuje w domach o najniższym standardzie. Nic więc dziwnego,  iż mają czasem poczucie podlegania procesowi społecznej marginalizacji, a też obskurantyzmu cechującymi ich rozwój względem reszty państw świata zachodniego. Można by rzec, iż stają się oni ofiarą globalizacji, a to z kolei w rezultacie wznieca idee radykalne i radykalizację nurtów fundamentalistycznych w islamie, wzmagając jednocześnie poczucie hermetycznej ekskluzywności kultury islamu. Ad. (4). Kolejną kategorię stanowią zaś czynniki społeczne. A które uzasadnia fakt, iż eskalacja natężenia radykalizacji jest intensyfikowana  między innymi przez czynniki takie, jak kontakt ze społecznościami rdzennie muzułmańskimi, jak choćby w rezultacie podróży do kraju ojczystego i obcowanie z krewnymi czy też rodziną. Specyfika kontaktu z państwem przynależności narodowej może się realizować w formie o zróżnicowanym kolorycie i cechującej ją przymiotach. A mogą to być formy, jak choćby przykładowo wycieczka, odwiedziny, urlop, studia, stypendium bądź też podróż służbowa, a jak to było w przypadku podróży do Pakistanu odbytej przez Hasiba Husseina, który był jednym z zamachowców odpowiedzialnych za atak terrorystyczny na londyńskie metro z dnia 7 lipca 2005 roku. Takie ekspedycje cechuje forma pewnego niejako dysonansu – w skutek ostrej kolizji dwóch odległych, obcych światów, a czego rezultatem może być wystąpienie radykalizacji nawet u całkowicie zasymilowanego muzułmanina. Inne rezultaty takich ekspedycji oraz kolizji w ich skutek, mogą stanowić np. tzw. wielkie „nawrócenie”, drastyczne zmiany w sposobie zachowania, a też wzmożona infiltracja w celu pozyskania nowych kontaktów pośród środowisk radykalnych odłamów nurtów fundamentalnych islamu. I wreszcie finalnie – usilne starania ukierunkowane na próby czynnej partycypacji w szkoleniach. A z kolei nieodzownie związaną parę z takową „renowacją” duchową stanowi natomiast  całkowita separacja od rodziny czy też uprzednich kulturowych relacji z ojczyzną europejską.

egzekucja_isis_625

  • (5) – Następną kategorię stanowią natomiast czynniki tzw. osobowościowe, a więc tym samym także przyczyny mające swe źródło w typie charakterologicznym osobowości człowieka. Najczęściej przyczyny owe wyrażają się poprzez dekoniunkturalny krach tożsamości, bądź to w formie bytowanie balansującego na granicy dwóch kręgów kulturowych. Co więcej, można uznać za fakt, iż muzułmanie, którzy przystępują do kolektywów fundamentalistycznych i partycypacji w radykalnych nurtach fundamentalizmu, odznaczają się pewną cechą dystynktywną, jaką stanowi specyficzny sposób postrzegania świata. A mianowicie, percepcji świata ujętej w czarno – białych kategoriach (jak to np. jest w przypadku faszystów czy nazistów, bądź po prostu fanatyków), jaki stanowi nieustanną walkę dobra ze złem, wyróżniając się całkowitą negacją i eliminacją rozdziału między sferą sacrum i profanum, a prócz tego jednocześnie zarazem charakteryzując się głębokim, przeświadczeniem o konieczności rozciągania skali zakresu oddziaływania i strefy wpływu religii na wszystkie inne aspekty życia. Jeden z bodźców popychających do podjęcia partycypacji w ramach organizacji paramilitarnych może stanowić również infantylność psychiczna. Zaś fantazje płynące np. z fascynacji przemocą bądź też marzeń o czynnym udziale w konfrontacji zbrojnej, stają się możliwe do zrealizowania, między innymi także dzięki górom Afganistanu. Za sukcesem Al.-Qaidy bowiem kryje się fakt, iż udostępnia ona pewne instrumentarium konieczne do umożliwienia walki, a co w rezultacie daje gwarancję możliwości faktycznej walki – a więc tym samym również i postawienia się kantem systemowi w roli antagonistycznego opozycjonisty. Rekrutacji domniemanych kandydatów pretendujących na członków Al-Qaidy zwykle dokonuje się wybierając kandydatów, których odznaczają się cechami takimi, jak zagubienie, poszukiwanie własnego miejsca w społeczeństwie i drogi życiowej, a także spośród grupy młodych ludzi, których relacje z bliskimi cechuje stan silnego konfliktu. Podług opinii O. Roya, znacznie większe predyspozycje i podatność na radykalizację wykazują jednostki, o cechach takich jak cierpliwość i narcystyczność (narcyzm), które propagują pogląd, jakoby za sprawą przeprowadzonej tylko jednej spektakularnej akcji terrorystycznej, stanie się dla nich możliwe odniesienie sukcesu i wykreowanie swego życia od nowa. Ponadto, w niektórych przypadkach konstytutywny czynnik rozstrzygający tu może również stanowić obecność dysonansu bądź antagonizmów w relacjach z ojcem. Badania przeprowadzone przez Bayerischer Verfassungsschutz wskazują, iż uwarunkowanie utraty szacunku swych potomków przez ojców stanowi fakt braku posiadania przez nich poważania wśród członków społeczności lokalnej. Z perspektywy Europejczyków bowiem zwykle stanowią oni „obywateli drugiej kategorii”, a w rezultacie czego, nie posiada on takiego samego prestiżu, jaki posiadają jego rówieśnicy w państwach swej przynależności etnicznej.

A takowi potomkowie, aby uniknąć prowadzenia walki ze swym rodzicielem i antenatem rodu, dokonują translokacji swego rozczarowania na grunt  antagonistycznej agresji wobec Izraelczyków i wszelkim „niewiernym” –  wielką krucjatą podjętą przeciw niewiernym, którą inaczej określa się arabską nazwą dżihad[3].

isis-army

  • (6) – I wreszcie ostatnia już, szósta kategoria, opatrzona etykietą: negatywny wpływ mediów, choć wcale nie ostatnia co o swej istotności i wagi – czyli jak to mawiają Anglicy „last but not least”! Albowiem tej kategorii, co jak co, ale z całą pewnością nie sposób odmówić ani ogromu jej istotności, wagi, ani też doniosłości. Ponieważ to właśnie mass media oraz wywierany przez nie wpływ, tak ogólnie we wszelkich aspektach i sferach, odgrywają naprawdę niebagatelną rolę w krzewieniu tej idee fix islamu, jaką stanowi dżihad, a jej całego ogromu nie sposób tu nawet opisać słowami. Uwaga zaś mediów skupia się przeważnie tylko na wybiórczych, jednostkowych zdarzeniach, preferując te ilustrujące możliwe w pełni obraz fascynacji ekstremizmem muzułmanów mieszkających w Europie – bądź to którego ostrze jest wycelowane w Europę czy Zachód. Mass media zainicjowały pewien proces kreowania rzeczywistości podług własnej wizji, za pośrednictwem mocno akcentowanych, zintensyfikowanych, doniesień o zagrożeniu (czy też zagrożeniach) terrorystycznym ze strony islamu. Niestety częste ukazywanie rzeczywistości przez mass media w sposób niekompetentny i jednostronny, a nawet celowo zmanipulowany, czy wręcz propagandowo wypaczony, i to mimo że są one wolne i demokratyczne niby, przyczynia się znacznie do wzrostu islamofobii w krajach zachodnich czy Europie, a z drugiej strony zarazem jednocześnie także do wzmagania się niezadowolenia pośród muzułmanów o poglądach zdecydowanie nieradykalnych i umiarkowanych, skazanych na życie „w cieniu kamer” – i iluzorycznych wizji pełnego agresji i przemocy ekstremizmu radykalnego fundamentalizmu islamskiego. A w rezultacie nieobiektywnego i stronniczego sposobu demonstrowania wyników sondaży opinii publicznej, które są niezwykle kontrowersyjne, dochodzi zaś do ugruntowania się powszechnie podzielanego w konsekwencji poglądu, podług którego osiągnięcie konsensusu, jaki w efekcie doprowadziłby do pogodzenia islamu z zachodnim stylem życia. I tak oto ilustrację tego stanowi doniesienie z dnia 18 października, wyemitowane przez holenderski dziennik „Der Telegraf”, w które podaje do publicznej wiadomości informację, iż film dokumentalny o terrorystach z 11 września spotkał się z niezwykle entuzjastycznym i przychylnym przyjęciem ze strony młodych Marokańczyków. A co gorsza, owe publikowane sondaże, również wywierają bardzo negatywny wpływ na notowania muzułmanów w Europie, a w rezultacie czego dochodzi od dłuższego czasu do różnych skrajnie antagonistycznych reakcji ze strony Europejczyków, w tym nawet aktów agresji czy przemocy, na różne wydarzenia i kwestie związane z radykalizacją fundamentalizmu islamskiego i w przejawach, jakie przyjmuje toczony przezeń dżihad.

I to już zupełnie wszystko, co się tyczy odnośnie przyczyn radykalizacji, o czym uznałam za istotne wspomnieć w tym miejscu, które poświęcone było roztrząsaniom owego zagadnienia, jakie stanowią przyczyny radykalizacji.

5. Epilog – czyli rzecz o skutkach…

Motto:

O Proroku! Walcz przeciwko niewiernym i przeciwko obłudnikom i bądź dla nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. Jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!” (IX, 73)

„Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców” (II, 190)

[źródło: Koran]


Islamic-Correctness

Oba cytaty zawarte w motcie, jakim opatrzony został ten ustęp, stanowią przytoczone słowo w słowo nauki Koranu względem dżihadu i sposobem postępowanie względem „niewiernych”, jakie są obowiązkiem, którym obarczony jest każdy wyznawca islamu i którego wypełnianie przez całe życie jest dlań bezwzględną koniecznością, bez której nie może on być muzułmaninem, ani też osiągnąć po śmierci upragholy-book-islam-called_e8e735e28094ce3enionego raju, o którego wspaniałościach również traktują szerzej nauki zawarte w Koranie.

Już treść pierwszego z powyższych cytatów, klarownie i ewidentnie wyraża sposób, w jaki muzułmanin powinien postępować z „niewiernymi”. I tak nakazuje się tam, primo walkę z niewiernymi i przeciwko „obłudnikom” – a zatem hipokrytom, w której na piedestale postawiona zostaje dominująca dlań – surowość względem nich. Jako miejsce docelowe, do którego w skutek walki winni trafiać niewierni, wskazuje Gehennę, która podług Nowego Testamentu stanowi po prostu określenie synonimiczne dla piekła, a zaś w znaczeniu, jakie posiada w Starym Testamencie, stanowiła ona dolinę, która wyznaczała granice miasta Jerozolimy, inaczej zwaną Doliną Hinnom. Dolina ta, umiejscowiona za bramą miasta zwaną Hersit w pierwotnym znaczeniu stanowiła wysypisko śmieci, a także miejsce kremacji zwłok przestępców oraz tych, którym z innych przyczyn odmówione zostało prawo do normalnego pogrzebu. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, iż w Dolinie Hinnom podscano nieustannie palące się ognie, zaś na jej środku umiejscowione było wzniesienie o nazwie Tofet¸ na którym to ponoć król judzki Achaz złożyć miał ongiś w ofierze bogu Molochowi, własnego syna. I odtąd to w Bibli oraz judaizmie Dolina Hinnom stała się symbolem bałwochwalstwa, kultu fałszywego boga, a też hańby i niegodziwości. Podług legendy późniejszy dobry władca królestwa Judy, Jozjasz, miał jakoby dokonać zniszczenia ołtarza ofiarnego w Dolinie Hinnom, w celu zaprzestania składania ofiar Molochowi tamże.

W Judaizmie Gehenna było to z kolei miejsce, istniejące obok podziemnego miejsca, w którym przebywali wszyscy zmarli (szeol), miejsce kary dla potępionych, a więc  – uosobienie piekła w chrześcijanizmie bądź katolicyzmie.

Co zatem z tego wynika, nauki Koranu skazują ich na męki w „nieszczęsnym” miejscu kary potępionych – skazani na wieczność w cierpieniach bezdennej czeluści piekła…

img55778a9acda10

Oblicza radykalnego fundamentalizmu…

Drugi z cytatów jest natomiast już odrobinę nieco mniej radykalny i restrykcyjny względem dżihadu i sposobu postępowania względem „niewiernych”. Tym niemniej, zawiera jednak dobitny i ewidentny rozkaz „na drodze Boga” – a zatem obowiązujący każdego wyznawcy islamu, który poprzez wiarę w jedynego Boga – właśnie „kroczy jego ścieżką” – zwalczania tych, którzy „jego zwalczają”, a więc antagonistów religii islamu i jej wyznawców, podejmujących wszelkie wrogie działania wobec nich, a też stosujących wszelkie możliwe formy przemocy i represjonowania względem islamu i jego wyznawców jedynego Boga Allacha. Z jednak, iż ową walkę czyli właśnie dżihad tak faktycznie, łagodzi, o dodane tamże pewne złagodzenie jej cech, nadających jej restrykcyjną formę skrajnie radykalnego ekstremizmu, w którym to wyraża przyzwolenie na walkę z najeźdźcami, lecz zakazuje przy tym muzułmanom samym wcielania się w rolę najeźdźców – a zatem zakazując im dokonywania agresji na inne ludy czy państwa w celu dokonania ich aneksji oraz w ramach dżihadu, jak też krzewienia wiary w jedynego Boga Allacha i islamu. To zaś brzmi choć minimalnie krzepiąco w świetle ekstremistycznie skrajnych postaci, jakie obecnie przybiera w rezultacie radykalizacji islamski fundamentalizm, a w szczególności brutalnego terroryzmu i co raz bardziej zuchwałych ataków terrorystycznych, które w efekcie przybierają rozmowy mordów na skalę masową, w których liczby ofiar śmiertelnych czasem przekraczają nawet wiele tysięcy, a ich arogancka brutalność i bezlitosne, fanatyczne okrucieństwo, nieraz szokują totalnie cały świat, i na wieki odbijają się donośnym echem, odciskając trwałe, krwawe piętno w historii ludzkości, którego bolesne i wstrząsające wspomnienie nigdy nie blaknie i nie traci na sile przez całą wieczność, równie wyraziste, jak w chwili, gdy jego tragedia rozgrywała się na oczach całego świata – bezradnego widza tego iście szatańsko potwornego spektaklu śmierci, okrucieństwa, cierpienia i destrukcji.z16910774IH

I tak oto tym samym te rozważania uprzednie doprowadzają nas do meritum tego ustępu, a jakie to stanowią zaś skutki, rezultaty i konsekwencje, jakie wypływają nie tylko z samej radykalizacji fundamentalizmu, i różnorakich postaci ekstremizmu w tego efekcie powstających w obrębie radykalnych ruchów fundamentalistycznych islamu, ale także jednocześnie tych, które wypływają z np. dżihadu i jego prowadzenia przez islam przeciw cywilizacji Zachodu, ekstremistycznych postaci, jakie przybiera dżihad w skutek radykalizacji fundamentalizmu, a w szczególności postaci skrajnie restrykcyjnie ekstremistycznej, jaką stanowi terroryzm.

A o skutkach, efektach i konsekwencjach, jakie dotychczas świat musiał ponieść w wyniku radykalizacji fundamentalizmu islamu i ekstremizmu z nią związanego, można by mówić bez końca, a ich wyliczanie ciągnęłoby się niemal w nieskończoność.

maxresdefault

11 września 2001 roku godzina 9:03 – World Trade Center staje się obiektem największego i najbardziej brutalnego ataku terrorystycznego w historii – USA otrzymuje potworny, brutalny cios od ekstremistów islamskich….

Zatem pozwolę sobie w celu restrykcyjnego ograniczenia tego nieskończonego zakresu tychże skutków, efektów i konsekwencji, redukując do objętości nie przekraczających dopuszczalnej dla tejże pracy normy, możliwych do ujęcia w jej treści w formie słownego opisu, a to zaś restrykcyjnie zawężając rozważany tu zakres tychże skutków, efektów czy konsekwencji wyłącznie do najistotniejszych i najbardziej doniosłych  w skali globalnej, wydarzeń, sytuacji i zajść, zaistniałych współcześnie począwszy od wieku XX, a zwłaszcza od końca lat sześćdziesiątych i osiemdziesiątych tego wieku, aż po dzień dzisiejszy, jakie zaistniały na całym świecie, z zwłaszcza zachodnim.10_rocznica_zamachow_na_world

Punkt zapalny inicjujący potężną eksplozję tej ekstremistycznej bomby, określanej też mianem dżihad tak ogólnie, a też skrajne zaostrzenie się radykalizacji fundamentalizmu islamskiego, a też w jej wyniku powstałych skrajnie restrykcyjnych ekstremizmów form realizacji walki w ramach tejże „świętej wojny”, jak też instrumentarium środków używanych w tej walce, a zaś co można by wyrazić, innymi słowy, iż  – w roli niejako „rodzajów typu broni o różnej skali rażenia”, a który wzniecił cały ten krwawy pożar nienawiści, zbierający obfite żniwo ofiar śmiertelnych przekraczających nawet bardzo wiele tysięcy, stanowił bez wątpienia największy i najbardziej zuchwały akt terroryzmu, jakim był słynny i wciąż żywo wstrząsający całym światem, samobójczy atak terrorystyczny w dniu 11 września 2001 roku na World Trade Center w Nowym Jorku oraz  budynek Pentagonu w Waszyngtonie, jakiego dopuścili się terroryści z ramienia Al.-Qaidy, pod wodzą ówczesnego jej przywódcy, owianego legendą Osamy ibn Ladena. Wówczas to dziewiętnastu ekstremistów dopuściło się wpierw uprowadzenia czterech odrzutowców pasażerskich (tzw. jambojetów), aby następnie dwoma z nich uderzyć w nie istniejące już wieże World Trade Center w samym sercu Nowego Jorku, jednym – w budynek Pentagonu w Waszyngtonie, w wyniku czego śmierć poniosło znacznie ponad trzy tysiące, niewinnych ludzi, a liczba rannych była jeszcze o wiele tysięcy większa. Czwarty z uprowadzonych samolotów rozbił się w stanie Pensylwania, nie uderzając w żaden strategicznie istotny cel.

911-1024x819 1920a01c070da2288ac4fc5c1f7fe547

Porywacze byli uczniami bin Ladena, wyznającego niezwykle wojowniczą radykalną odmianę islamu, w znacznym stopniu bazującą na poglądach, jakie postulował Sajid Kutba. A brutalność i skala tego zuchwałego i też spektakularnego ataku terrorystycznego ostentacyjnie jawnie dokonanego na Stany Zjednoczone, oznaczała także przejście wojny islamskich fundamentalistów przeciwko nowoczesności Zachodu w nową fazę, dewaluując wszelkie restrykcje limitujące formy i siłę stosowanych form przemocy i antagonistycznych wrogich działań oraz agresji, a też nadając jej charakter globalny, przenosząc jej pole na arenę międzynarodową.Firemen walk amid the smouldering rubble of the World Trade Center following a terrorist attack 11 September 2001 in New York. A hijacked plane crashed into and destroyed the landmark structure. AFP PHOTO/Alex Fuchse6b905b47efe8f1a

Już wówczas rodziły się przypuszczenia, że jeśli w mniemaniu muzułmanów ich religia nadal stanowić będzie obiekt ataku świata Zachodu, w rezultacie akty przemocy (np. terroryzmu), dokonywane w odwecie przez radykalne ruchy fundamentalistów, mogą tym samym również stać się bardziej gwałtowne i zacząć przyjmować co raz to nowe, przerażające formy.

7270617-policja-przed-siedziba-tygodnika-900-581

A już absolutnie niepodważalne potwierdzenie i dowód tych przypuszczeń stanowiły bez wątpienia ostatnie tragiczne wydarzenia w Paryżu, podczas kolejnego, jakże brutalnego i o jak wielkiej skali ataku terrorystycznego dokonanego przez ekstremistów w Paryżu w piątkowy wieczór w dniu 13 listopada ubiegłego roku (Anno Domini 2015), w skutek którego dokonano kolejnego mordu na skalę masową, który pochłonął niemalże blisko kilkaset prawie ofiar śmiertelnych, a setki osób zostało rannych.link_1Ti0E799me4uUNZUyz4WZ4gziFUkSuBd,w300h223

Ów brutalny i zuchwały atak złożony był z całej serii zamachów, przeprowadzonych w tym samym dniu w różnych miejscach miasta, w tym m.in. największe w pobliżu Stade de France i w Sali koncertowej Bataclan. W Sali Bataclan, gdzie na koncercie kalifornijskiej grupy rockowej Eagles of Death Metal, zgromadzonych było około 1500, miały formę wszczęcia bestialskiej strzelaniny, po tym jak kilku napastników wtargnęło do Sali koncertowej, uzbrojonych w broń „typu kałasznikow”, którzy następnie zaczęli na oślep strzelać do tłumu, wznosząc okrzyki „Allah akbar”  (czyli „Bóg jest wielki”). Tam też przetrzymywani byli wcześniej także zakładnicy, przez około trzy godziny, a którym podług relacji świadka, terroryści wpajali, iż winę za zamachy ponosi francuski prezydent Francois Hollande, który podjął decyzję o interwencji sił francuskich w Syrii. Finalnie masakrę zakończył szturm na Bataclan przeprowadzony przez siły bezpieczeństwa, w którego rezultacie zginęło czterech terrorystów, z czego trzech śmierć poniosło detonując pasy z ładunkami wybuchowymi. Podług zdania prokuratury na terenie miasta przeprowadzono symultanicznie co najmniej sześć zamachów.

charliehebdocopkilled

Wiadomo względem innych zamachów, iż w okolicach Stade de France, gdzie doszło do trzech eksplozji, śmierć poniosło co najmniej kilka osób, a w tym trzech terrorystów. Co najmniej jeden z tych ataków został dokonany przez zamachowca samobójcę, po zdetonowaniu ładunków wybuchowych przytwierdzonych do jego pasa. Natomiast do kolejnych czterech z serii zamachów doszło w barach oraz na ulicach X i XI dzielnicy Paryża. W wyniku tamże wznieconych strzelanin zginęło w sumie ponad kilkadziesiąt osób.zamachy-terrorystyczne-we-francji-321221-GALLERY_BIG

Łączna suma ofiar serii zamachów podczas ataku terrorystycznego w Paryżu w końcu ubiegłego roku, sięgnęła niemalże prawie blisko kilkaset osób, a liczba rannych była jeszcze o wiele większa.

Podług szacunków agencji Associated Press, atak ów stanowił najtragiczniejsze bodajże wydarzenie, jakie dotknęło Francję od czasów drugiej wojny światowej, jakiemu nic ponad to nie zdołało dorównać przez cały ten długi okres historii Francji.

W rezultacie tragicznych wydarzeń podjęta została decyzja o ogłoszeniu stanu wyjątkowego na kontynentalnym terytorium kraju oraz na Korsyce, dokonanym przez prezydenta Hollande, który także podjął decyzję o zamknięciu granic państwowych.

Francja zamarła wstrząśnięta i zszokowana, spętana surowymi rstrykacjami stanu wojennego, a wyludnione, opustoszałe z ludności cywilnej ulice, zapełniły tłumy oddziałów wojska i sił bezpieczeństwa, uzbrojonych po zęby nieustannie patrolując dokładnie każdy milimetr miasta, czuwali nad życiem obywateli francuskich.


Zamachy-we-Francji.-Ciała-ofiar-leżą-przed-restauracją-e1447486822855 - Kopia

Ten, kolejny już z wielu, bestialskich mord i ludobójstwo, wstrząsnął całym światem, który rozpaczał nad jego ofiarami, które poniosły śmierć, a też rannych w jego rezultacie, nie tylko ogromem liczby ofiar śmiertelnych i rannych w jego wyniku, lecz także jego bestialską brutalnością i okrucieństwem, a które to klarownie i ewidentnie dostrzegalne jest chociażby np. mord w Sali koncertowej Bataclan. Gdzie terroryści zaczęli po wtargnięciu do sali na oślep strzelać do tłumu niewinnych ludzi, a gdzie potem dokonali następnie rzezi na ponad stu zakładnikach przetrzymywanych uprzednio, gdy to zaczęli strzelać dosłownie prosto do bezbronnych ludzi leżących na podłodze sali, nie odpuszczając żadnemu żywemu z zakładników, jakby pragnąc wybić zupełnie wszystkich tam obecnych do cna….0,,18850178_303,00 - Kopia

Na całą Europę padł strachy i śmiertelna groza – a czego efektem było wszechobecne zaostrzanie wszelkich procedur i kontroli bezpieczeństwa kraju, np. kontroli granicznych wszelkiego ruchu, od samochodowego po lotniczy w szczególności. W wielu państwach zapanowały realia zbliżone całkiem do stanu wyjątkowego wprowadzonego we Francji po tym tragicznym ataku terrorystycznym, i wojsko opanowało ulice większych miast, które nagle się wyludniły, bo przerażona ludność domowa kryła się w swoich domach, szukając bezpiecznego azylu, w którym nie żadne ataki terrorystyczne nie stanowiłby aż tak realnego zagrożenia w każdej chwili, nie wiadomo kiedy i gdzie mogły stać się rzeczywistością kolejne masowe mordy, w skutek brutalnych ataków ze strony islamskich terrorystów. Ale i z drugiej strony tragiczne wydarzenia w Paryżu wywołały dobitny odzew i oscylację antagonistycznych wrogich reakcji, nierzadko przybierających formę nawet brutalnej przemocy i okrutnych represji względem mniejszości imigrantów z państw islamskich, zamieszkujące państwa Europejskie, czy też otwarte głoszenie treści, poglądów czy postaw rasistowskich, faszystowskich, nacjonalistycznych czy xenofobicznych, choćby jak takowy akt, do którego doszło w Polsce, gdy treści rasistowskie i obelżywe dla nacji islamskich wyrażone zostały w akcie wandalizmu – nabazgrane sprayem na mieniu (domach, witrynie sklepu czy samochodach) należących do osób pochodzenia islamskiego. A i gorsze formy te reakcje przybierały, wyrażając się w o wiele bardziej drastycznych czynach – nawet aktach przemocy i agresji.

1421015

Bo oto te tragiczne wydarzenia w Paryżu do jakich doszło w końcu ubiegłego roku, przelały czarę goryczy, a i tak już po znacznym przekroczeniu wszelkich granic przez atak terrorystyczny z 11 września, ten atak zwieńczył dzieło, przekraczając już tak bardzo wszelkie granice, że pękły wszelkie bariery i hamulce, przebrała się miarka a cała Europa i świat zachodni stanęły tak faktycznie w obliczu kolejnej wojny światowej, na arenie międzynarodowej toczonej między radykalnymi nurtami fundamentalistów islamskich z Europą i światem zachodnim oraz jego nowoczesnością. Wojna niezwykle krwawa, bezlitosna, bezpardonowo brutalna i zbierająca ogromne żniwo trupów, jakimi uścielana jest grubo cała historia tego konfliktu i tego otwartego, bezpardonowo wprost toczonego wyjątkowo agresywnego i eksrtemistycznego dżihadu ­­– czyli „świętej wojny” islam przeciwko „niewiernym”….

A której rozpoczęcie właściwie już miało miejsce, i tak faktycznie ta wojna już trwa od momentu nowojorskiej apokalipsy i pamiętnego 11 września 2001 roku, jakie stanowią datę jej faktycznego rozpoczęcia tak w praktyce, Aczkolwiek teoretycznie jeszcze się wcale nie rozpoczęła tak oficjalnie i formalnie nie jest toczona obecnie żadna wojna stricte światowa…. Tak, owszem nie jest… z tym że jedynie oficjalnie i formalnie nie jest tak teoretycznie… Faktyczna sytuacja w praktyce bowiem wygląda diametralnie odmiennie skrajnie zgoła – a ta kolejna wojna światowa faktycznie już się rozpoczęła i już trwa – wojna światowa cywilizacji islamu przeciw cywilizacji zachodniej i nowoczesności Zachodu, „święta wojna”, ekstremistyczny dżihad¸ islamu przeciwko „niewiernym” – kolejny konflikt na tle religijnym i to tym razem także międzynarodowy, światowy na skalę globalną, i przybierający najgorsze formy, jakie nie śniły się nawet ludzkości…

I też, kolejna wojna religijna, po której masowych mordach, pozostanie znowu nieskończenie wiele kolejnych, nowych ofiar religii, jakim powinniśmy oddać należyty hołd i szacunek, pamięć o nich i ich tragicznej śmierci, upamiętniając w naszym Miejscu Pamięci Ofiar Religii, a co wymagać będzie posadzenia bardzo, bardzo wielu nowych drzew – pomników – miejsc pamięci o tych, nowych niezliczonych ofiarach religii, zamordowanych w jej imię i w imię jakiegoś kolejnego okrutnego, podłego, małostkowego, złego i próżnego boga czy raczej może bożka – i jak każdy boga absolutnie urojonego, jakiemu paranoiczne obłąkanie ludzi dotkniętych kompletnym szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy, zrodziło urojoną, chorą i obłąkaną halucynacje paranoicznej konieczności składania masowo krwawych ofiar z ludzi i masowego ludobójstwa, temu urojonemu bożkowi i masowych mordów w jego imię, przelewając krew nieskończenie wielu absolutnieNiewinnych, zadając kłam Dobru i Sprawiedliwości, paradoksalnie dla „dobra” religii i boga – ledwie urojonych zupełnie halucynacji obłąkanego umysłu pogrążonego w szaleństwie jakiejś kolejnej masowej religijnej psychozy….

A my ludzie, jedyne co możemy dla tych wszystkich niewinnych ofiar religii uczynić – to cóż, ledwie tyle jedynie, co posadzić ku ich pamięci to drzewo czy kilka drzew opatrzonych upamiętniającym je memoriałem, choć tak oddając im należny hołd i cześć, sprawiając by pozostały wciąż żywe, póki żywa jest pamięć o nich zaklęta w środku tych drzew – pomników, która trwać będzie póki one będą żyć, rosnąc wraz z nimi, wciąż większa, silniejsza i o coraz głębszych, silniejszych korzeniach mocno wrastających w całą naszą kulturę i cywilizację, nie tylko tę nam bliską zachodnią, ale i inne, jak cywilizacja islamu, z którą obecnie jesteśmy w stanie otwartej, bezpardonowej wojny – wojny światowej, równie globalnej, co nasza Globalna Wioska – eldorado zachodu, miejsce, w którym wszystko staje się możliwe i tracą znaczenie wszelkie odległości, bariery i ograniczenia – lecz i miejsce, w którym także toczy się ta zażarta wojna – na śmierć i życie o byt jednej z dwu cywilizacji, stron tego konfliktu ścierających się w tej kolejnej z wielu wojen religijnych, jakie niezliczenie razy już zbierały krwawe żniwo w całej dotychczasowej historii ludzkości – i jakich brutalności, ogromowi i skali destrukcyjnej zagłady póki co nic się równać nie może…

I miejmy nadzieję, że ofiary tej wojny religijnej, nie osiągną ponownie rangi jednego z największych masowych mordów i ludobójstwa w dziejach ludzkości, jak to bywało już nieraz w przypadku niejednej z wojen religijnych dotychczas, i że uda się ten konflikt zakończyć, bez okupywania jego finalnego zakończenia milionami czy nawet miliardami krwawych ofiar z Niewinnych, składanych na ołtarzu jakiegoś kolejnego pseudo – boga urojonego w imię płodu obłąkanego umysłu, ogarniętego szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy – i Złem, jakie ów rodzaj obłędu i typ psychozy akurat zawsze nierozerwalnie ze sobą niesie i czyni temu światu oraz ludzkości – zła, jakiemu nic na tym świecie dorównać nie może.

Jednakże opisane tu przypadki ataków terrorystycznych dokonanych przez islamskich ekstremistów współcześnie nie są jedyne i nie wyczerpują długiej listy egzemplifikacji skutków, jakie zrodził radykalny fundamentalizm w czasach współczesnych i długo by można pisać o tych jakże brutalnych aktach terroru ze strony islamskich ekstremistów.

Wszystkie te ataki terrorystyczne wspólnie również z kolei były brzemienne w skutki, jakie stanowiły reakcję świata Zachodniego nań i kontrofensywę wobec nasilającej się fali terroru ze wschodu.

Świat zachodni zareagował bowiem nie tylko zaostrzając przepisy bezpieczeństwa czy restrykcjami w zakresie kontroli granicznej czy wjazdu na terytorium państw zachodnich dla obywateli państw islamskich, lecz reakcja ta objęła znacznie szersze, pełne spektrum aspektów związanych z życiem i polityką państw zachodnich, jak też ich postawy względem państw islamskich, a zwłaszcza terrorystów i organizacji terrorystycznych z tychże państw, i przybierając często gęsto postacie skrajnych bądź drastycznych działań, skierowanych przeciwko tym, którzy kryją się za tymi aktami terroru bądź mogą stanowić potencjalne zagrożenie kolejnymi.

I tak na arenie polityki międzynarodowej zawrzało, a na gospodarkę i ekonomię państw islamskich spadł cios licznych sankcji, jakie nań ponakładał Zachód. Część państwo zachodnich po ubiegłorocznej tragedii w Paryżu wprowadziło stan wyjątkowy, skłaniając większą część Zachodu do zajęcia postawy ofensywnej i podjęcia radykalnych działań militarno – politycznych wobec islamskiego agresora, a co faktycznie doprowadziło do czynnych ataków militarnych sił Zachodu na wrogie siły państw islamskich i niemalże wywołania trzeciej wojny światowej.

Ale to nie wszystko. Cały Zachód bowiem zapałał silną nienawiścią do islamu, podsycaną przez mass media i ich propagandę anty – islamską, i chęcią zemsty, usiłując pomścić pomordowane ofiary terrorystów wszelkimi sposobami, nie bacząc na konsekwencje prawne. Nawet Internet zalała powódź tzw. „hejtu” i ostrej krytyki, wymierzona w islam, a ostatnio zwłaszcza w islamskich uchodźców – zarówno tych, którzy dopiero usiłowali wyemigrować do państw zachodnich, jak i tych, którzy już wcześniej wyemigrowali i żyli na terenie państw zachodnich. Tym pierwszym usiłuje się uniemożliwić i utrudnić emigrację na Zachód wszelkimi środkami, a wobec tych drugich zaś podejmowane są wrogie działania, także bezpośredniej agresji, czynnej napaści i stosowania przemocy oraz siły fizycznej, jak choćby pojawiające się na domach, lokalach czy samochodach islamskich imigrantów obraźliwe rasistowskie napisy i hasła pełne nienawiści do „ciapatych”, jak to ostatnio zwykło się nazywać arabów w Polsce, a wręcz nawet do aktów wandalizmu, brutalnych pobić czy prób samosądu i linczu wymierzanego przez wzburzony tłum.

a6DBeJmN

Fala nienawiści wobec islamu ogarnęła cały Zachód…

Dziś słowo islam, nie tylko wzbudza ogrom kontrowersji, bulwersuje i porusza, ale co więcej wzbudza też często falę nienawiści i aktów przemocy, wzbudza tumult, wrzawę i ferment społeczny, a nawet wznieca rozruchy i walki, czy agresję, jako wyraz buntu oburzonego Zachodu i jego obywateli.

Czy jednak można przez pryzmat tych czynów – choć drastycznych, karygodnych i bestialskich – jednakże dokonanych tylko przez niezbyt wielką część, a może nawet i pewną mniejszość zaledwie radykalnego odłamu islamskich ekstremistów i terrorystów, oceniać cały islam ogółem i wszystkich muzułman? Wydaje mi się to zdecydowanie niewłaściwe, błędne, niesprawiedliwe i krzywdzące, jako że poza owymi skrajnymi formami islamu, jakie stanowią te jego radykalne odłamy fundamentalnych ekstremistów, spora część wyznawców islamu jest zupełnie nijak nie związana z tymi aktami terroru, i nie odpowiada zupełnie za nie, nie jest za nie odpowiedzialna ani też nie ponosi za te bestialskie mordy żadnej winy tak de facto. A ich wiara nie tylko nie popiera ani nijak nie propaguje tego rodzaju terroryzmu, a też tak pojmowanego prowadzenia dżihadu, ale wręcz ewidentnie jest przeciwko temu, potępia a nawet i zabrania ostro, jako złych czy grzesznych takowych działań, zajmując postawę, jakiej daleko do postawy ekstremistów.

dbad3bdfdfee4bec6a35437a2a909dba

Cały Internet zawrzał – internauci domagają się „zbanowania” islamu….

Tym niemniej, nie zmienia to wcale faktu, iż narastający fundamentalizm i nasilające się działania ruchów fundamentalistycznych, stanowią jeden z bodajże najistotniejszych i największych problemów, z jakimi boryka się współczesny świat zachodni, a poniekąd dotyczący też świata wschodniego, a jakiego ważkość i rozmiar wciąż narasta i prowadzi do co raz to bardziej drastycznych form eskalacji tego problemu, a też do podejmowania co raz to bardziej radykalnych działań przez każdą ze stron tego konfliktu właściwego współczesności, jakim jest właśnie fundamentalizm.

I to nie dotyczy jedynie fundamentalizmu islamskiego, ale wszelkich współczesnych fundamentalizmów i jego radykalnych odłamów, fundamentalizm bowiem stanowi problem wspólny dla wszystkich religii monoteistycznych – a zwłaszcza współczesnych największych monoteistycznych gigantów. Zwłaszcza, że niemalże każdy fundamentalizm ma swe źródła przede wszystkim właśnie w religii i stanowi zjawisko o charakterze religijnym.

A co potwierdzić może zresztą przykład, jaki nam, Polakom jest najbliższy, którego jesteśmy naocznymi świadkami współcześnie. A mianowicie przykład tego, jak obecnie w Polsce przedstawia się sytuacja dominacji religii katolickiej i formy, w jakie ona ewoluuje. Czyż nie jest bowiem prawdą, iż przybiera ona co raz ostrzejsze formy fundamentalizmów, a nawet radykalnych nurtów fundamentalistycznych, narastając i przybierając na sile, zwłaszcza od czasu ostatnich zmian władz i rządu oraz objęcie władzy przez pro – katolickie prawicowe frakcje polityczne – n’est-ce pas? A islamski dżihad w zasadzie niczym nie różni się od naszej rodzimej, polskiej „świętej wojny”, jaka toczona jest obecnie w kraju i na arenie politycznej przez Kościół katolicki i pro – katolickie prawicowe, konserwatywne frakcje polityczne czy ugrupowania, przeciw „niewiernym”, a której przejawem jest choćby na przykład zaciekła walka o ochronę „życia poczętego”, ustawę antyaborcyjną czy awantura o „pigułkę po”.

I tylko czekać, jak ten nasz, rodzimy katolicki, rosnący w siłę fundamentalizm i katolickie ruchy ortodoksyjne, w procesie ich postępującej radykalizacji, dorównają ekstremistom islamski i sięgną po środki przemocy, jakie stanowi ów terroryzm właśnie. A zaiste bliżej ku temu nam, aniżeli mogło to by się wydawać.

FIN.

Przypisy:

[1] Anna Rusinek, Zrozumieć terrorystę…. Dlaczego niektórzy muzułmanie w Europie radykalizują się?, [w:] Zachód a świat islamu – Zrozumieć innego, red. I. Kończak i M. Woźniak, Katedra Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki UŁ, Łódź 2012, s. 67.

[2] W Wielkiej Brytanii stopa bezrobocia muzułmanów wynosi ponad 20%, podczas gdy pośród całości wszystkich imigrantów już 13% tylko, a w skali kraju – zaledwie 6%. I analogicznie jest też w Niemczech – bezrobotnych jest 21%  Turków wobec 8% ludności w skali kraju jedynie.

[3] S. Mekhennet, C. Sautter, M. Hanfeld, op. cit., s. 222-224.

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Idealna wizja doskonałego Pomnika Ofiar Religii uduchowionej perfekcjonistki – część I

 

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Póki pamięci żyje póty człowiek żywy

CZĘŚĆ I:

  1. WSTĘP.

Jako owa tytułowa perfekcjonistka również w kwestii organizacji pisanego tekstu, jak też zachowania wszelkich norm, prawideł i zasad przyjętych dla danego rodzaju i typu tekstu oraz danego stylu pisania, dążę jak zawsze do owego niedoścignionego ideału i pragnę aby tworzony tekst był jak najbardziej się da doskonały, także i tym razem nie mogłam się oprzeć temu swojemu pędowi ku perfekcji i musiałam zacząć oczywiście od owego najbardziej należytego i doskonałego początku każdej porządnej rozprawy, jakim jest właśnie Wstęp.

Albowiem rozważania i kreowaniu tu mej idealnej wizji doskonałego Pomnika Ofiar Religii, jaki się wyłania z mej nieco przerośniętej i zbyt rozbuchanej wyobraźni artysty, należy koniecznie zacząć od paru słów wstępu, wprowadzając nieco społeczno – politycznej demagogii do późniejszych i wizji nieskrępowanej mej wyobraźni, okraszonych odrobiną wiedzy i merytorycznych treści z kilku dziedzin wiedzy i zagadnień, jakie tu będą mi niezbędne do wykreowania w pełni mej idealnej wizji.

Tak więc oto słowem wstępu, a propos naszego tu meritum, czyli Pomnika Ofiar Religii, warto rzec nieco też i o innych pomnikach i pewnym obecnym, typowym dla owego naszego tzw. „katolandu” zjawisku z pomnikami związanym.

A więc do rzeczy!!

Zacznę od stwierdzenia, iż zwykle inicjatorem wielkich, donośnych ruchów, inicjatyw czy rewolucji lub przewrotów społecznych, bądź to politycznych, staje się ledwie jedna, mała iskierka – małe, liche zarzewie, które jednak wznieca ogromne pożary i potężne eksplozje, często rozpętujące się nawet na skalę globalną.

Tak właśnie było w bardzo wielu przypadkach w całej historii ludzkości, a czego przykładem może być choćby ruch emancypantek ongiś, który obecnie stał się ruchem feministycznym, ruch abolicyjny, a też Greenpeace praz inne duże ruchy ekologiczne, czy też, tak słynny i na topie obecnie, ruch internetowy i virtualny, kryjący się pod kryptonimem Anonymous.

images (4)

I liczę, że taki sam los czy prawidłowość powtórzy się z powodzeniem, również i w przypadku tej dopiero rodzącej się idei, koncepcji i inicjatywy czy akcji społecznej, jaką ma być ów Pomnik Ofiar Religii, inicjowany przez stowarzyszenie Poza Stadem. I że, tak samo podobnie i tu, ta pierwsza, mała ledwie iskierka, wykrzesana przez inicjatorów akcji i jej propagatorów, również zdoła wzniecić taki gigantyczny pożar, który ogarnie cały kraj, a może nawet i świat, a jego niebotyczną, jasną łunę będzie można zobaczyć nawet z przestrzeni kosmicznej, o czym skrycie marze w związku z tą inicjatywą, przyznam szczerze!

Lecz wróćmy tymczasem do owych pomników i wspomnianego zjawiska z nimi związanego.

Tak oto wraz ze śmiercią dawnej komuny i socrealizmu w Polsce, runęły wraz ze starym ustrojem także i pomniki dawnych, także komunistycznych bohaterów i czynów. Na ich miejsce wraz ze wzrostem demokracji, wyrastały jak grzyby po deszczu nowe pomniki niechlubnej i wzgardzonej przeszłości oraz zabronionego koloru czerwonego…

Ale kapitalizm i jego neo-konformistczne rozpasanie, także i w kwestii pomników wkrótce siegnął ekstremum; i to nie tylko względem ilości ich stawiania, ale co gorsza również względem obiektów czy rzeczy, jakim miały one oddawać cześć i hołd upamiętniając je swymi monumentalnymi cielskami, a też i w kwestii ich fizycznych rozmiarów podobnie zresztą.

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Swiebodzin i jejgo gigantyczny Jezus

The crowned head of a statue of Jesus being built stands in Swiebodzin, 110 km (68 miles) west of Poznan, western Poland, November 4, 2010. The statue, whose body is 33 metres (108 ft) tall, is expected to be completed in November. REUTERS/Kacper Pempel (POLAND - Tags: RELIGION SOCIETY)

Jak widać, nawet i sam Jezus czasem „traci głowę” hehe ;)

Polska oto została demokratycznie naszpikowana czcigodnymi i w ogromnej większość – świątobliwymi olbrzymami z betonu, stali, spiżu, granitu bądź ołowiu; najeżona calutka gorzej niż jeż ostrymi szpikulcami niezliczonych krzyży i krucyfiksów wszelkiej maści; upstrzona pstrokato cała kaplicami, kapliczkami i monumentalnym bądź kameralnie małymi obiektami oraz miejscami kultu religijnego, kiczowato napchanych bez umiaru wszelkimi dewocjonaliami, świętymi malowidłami, rzeźbami, ikonami i tandetnie pozłacanych z jarmarcznym przepychem i barokową, iście groteskową przesadą.

Także i mojego miasta rodzimego, nie ominęła ta megalomańska pomnikowa „gigamania”. Przykładów na to nie trzeba szukać wcale daleko, bowiem już nieopodal mojego osiedla, na sąsiednim, prawie że osiedlu oddalonym kawałek zaledwie tylko, zwanym nieco ciut egzotycznie – Pekinem – starszy i sieje grozę, monumentalny pomnik o imponująco wielkich gabarytach „naszego” legendarnego, byłego papieża – Polaka, który to został namolnie i bezwzględnie ustawiony w centralnym miejscu dużego placu wewnątrz wielkiego blokowiska, gdzie to uprzednio odbywała się ongiś wizyta papieska Jana Pawła II, i który swymi szeroko rozpostartymi ramionami zdaje się niejako ojcowsko i czule obejmować całą tę betonową szpetotę wielkiej pustyni tego blokowiska, typowego dla śląska i zagłębia osiedla – sypialni, jeszcze rodem z PRL-u, jakie budowano dla napływowej siły roboczej z całego kraju, zwabionej tu przez bezlik kopalni, hut, fabryk i zakładów przemysłowych, oferujących miliony nowych miejsc zatrudnienia i definitywnie likwidujących straszną wizję bezrobocia, wiszącą nad wieloma obywatelami z innych, mniej zindustrializowanych regionów kraju, gdzie niemal nie istniał jeszcze żaden przemysł wówczas, a już w ogóle ciężki, i brak było drastycznie jakichkolwiek miejsc pracy dla klasy robotniczej.

PlacPapieski Sosnowiecki "Pekin"

„Mój rodzimy” Papież – Polak z Sosnowieckiego „Pekinu” na Placu Papieskim

2.04.2007 SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI LUDZIE MODLA SIE UCZNIOWIE ZE SP 38 Z KLASY 6B FOT. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AGENCJA GAZETA 11 ROCZNICA SMIERCI PAPIEZA

SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI

12.04.201012.04.2010 SOSNOWIEC , TRWA ZALOBA PO KATASTROFIE SAMOLOTU RZADOWEGO W SMOLENSKU W KTOREJ ZGINAL PREZYDENT LECH KACZYNSKI Z MALZONKA MARIA I PRZEDSTAWICIELE WLADZ PANSTWOWYCH . FOT.DAWID CHALIMONIUK / AGENCJA GAZETA

„Mój” Sosnowiecki „Papież – Polak” w dzielnicy Zagórze – obejmuje ojcowsko w rozłożonych ramionach szarego betonowego molocha wielkiej pustyni blokowiska… ;)

Nad moim z kolei osiedlem górowały zaś dominując apodyktycznie i pysznie, strzeliste i niebotycznie wysokie wierze zabytkowego, gotyckiego kościoła – ostre niczym szpikulce bagnetu i groźne w swej majestatycznej, śmiertelnie zimnej, kamiennej powadze. A cień jaki rzucały zdawał się padać niemal na całe osiedle, spowijając je swym surowo lodowatym zimnem, aż nieprzyjemny dreszcz przeszywał całe ciało, jakby coś obślizgłego przepełzło po kręgosłupie….

Te wyrastające, jak grzyby po deszczu co raz to nowe pomniki i inne postumenty, w nowej, kapitalistycznej i już „zachodniej” Polsce, o dziwo co raz to rzadziej z każdą chwilą, stawiane były ku czci tych naprawdę wybitnych, zasłużonych, wielkich ludzi, wydarzeń, czynów, bitew, czy też ogólnie, ku czci i pamięci doniosłych historycznych prawdziwych „pereł” wszelkich. A za to co raz to częściej i częściej zaczęły one oddawać hołd i cześć pamięci wszelkim wartościom, postaciom, wydarzeniom, świętościom i bóstwom głównie w większości religijnym – a przede wszystkim najczęściej – katolickim i chrześcijańskim, oraz politycznym ściśle powiązanych, a w sumie wręcz podległym tejże religii bądź jej władzom, np. Kościołowi; będąc nie tyle pomnikiem oddającym hołd czemuś/komuś czy upamiętniającym coś/kogoś, co raczej bardziej miejscem lub obiektem kultu religijnego i manifestacją religijnego absolutyzmu graniczącego niemal z totalitarną dyktaturą wymuszającą bezwzględne posłuszeństwo, pod twardym butem „boskich” nakazów, rozkazów i zakazów, niepodlegających absolutnie żadnej dyskusji ani negocjacji, i czyniąc też w ten sposób z tego kraju jakby jeden wielki ołtarz naszpikowany gęsto cały odpustowym kiczem świątobliwych dewocjonaliów; i tym samym zmuszając siłą każdego obywatela, bez względu na jego wolę, by uklęknął, padł na kolana, mijając każdy jeden z tych pomników – obiektów kultu religijnego, pokornie pochylając głowę i czoło, przed choćby i nie swoim, obcym ale jedynym i wszechwładnym Bogiem – lichwiarzem, a który, co  zabawne, mimo chrześcijańskiej jego, morderczej co prawda, metamorfozie, i tak wciąż zachowuje nadal w sporym stopniu, to starotestamentowe oblicze tyrana – despoty zarazem jednocześnie, zwłaszcza tu obecnie, w tzw. kolokwialnie „katolandzie”.

Zaś ostatnimi czasy, a już szczególnie po niedawnej rotacji władz państwowych i rządowych, to ekstremum sięgnęło jeszcze wyższego i już skrajnie ekstremalnego pułapu, urastając już wręcz do miana fenomenalnego curiosum, a też wybryku natury niejako – i to wcale a wcale w żadnym pozytywnym jakkolwiek, tego określenia znaczeniu.

pomnik_malego_powstanca_fot.w.hansen-267x212

Teraz to powiem prócz nie tak dawnego w sumie pochowania Ś.P. świątobliwych szczątków stricte katolickiego prezydenta Lecha K. na Wawelu, pośród najznamienitszych i największych królów – a jak! – Polski, i otoczeniem go nabożną czcią niemalże całkiem niczym świętego – albo i nawet samego Faraona egipskiego, syna boga i jego namiestnika na ziemi – ten cały chory, szalony obłęd przybrał jeszcze o wiele ostrzejszą formę i stadium. Teraz to bowiem, planowany jest przez radykalnie katolickie władze państwa, jakie sięgnęły po ostatnich wyborach po najwyższą władzę i stanowiska, również monumentalny pomnik – gigant upamiętniający „świętą” katastrofę smoleńską i jej równie „święte” ofiary, a których beatyfikacji zaczęto niemal głośno też się już domagać, nieszczęsnego Tupolewa, a co gorsza o zgrozo! – nawet także i owej słynnej, „diabelskiej” smoleńskiej brzozy do tego, jako nikczemnego narzędzia szatana, które niecnie a pozbawiło życia „ich świątobliwe eminencje” w tej do obrzydzenia już nieustannie wałkowanej, wywlekanej na forum publicznym jako symbolu męczeństwa, dowodu niby „świętości” jej ofiar i otaczanej iście nabożną czcią przez – głównie – pissowskich kato – oszołomów, i pod wodzą prezesa Kaczyńskiego oraz mości prezydenta – elekta Dudy – marionetki na tronie, jaka wodzom PIS-U włożyła w ręce berło władzy absolutnej, umożliwiając im rozpoczęcie wdrażania swej fanatycznie religijnej dyktatury i kato – terroru bezlitosnego dla wszelkich heretyków, bluźnierców i innych wrogów Jedynej Religii i Boga – a tak naprawdę Jedynego Kościoła oraz kleru i ich interesom w większości mająca służyć – ot i taka brzydka prawda!

Co więcej rzec tu trzeba, przykładowo pomniki Jana Pawła II posiada już każde jedno miasto w Polsce (w liczbie co najmniej sztuk jeden lub więcej), każde miasteczko i prowincjonalna mieścina, a nawet i sporo wsi oraz wiosek, i to nierzadko w liczbie sztuk większej aniżeli tylko jeden. A o innych obiektach kultu religijnego, jak wszelkie krzyże, kapliczki, pomniki Jezusów, świętych itp. nawet nie wspominając, jako że tymi caluteńki kraj jest najeżony bardziej nawet niż jeż igłami, a człowiek chcąc nie chcąc nieustannie się o nie potyka na każdym kroku, gdziekolwiek by się nie ruszył – i czy chce, czy nie, bez względu na jego wolę, musi i tak nieustannie obcować z brutalnie napierającą zewsząd religią oraz jej pomnikową, namolną i wszechobecną manifestacją.

Kolejną typową tendencją w tym pomnikowym szale, stanowi tendencja do wypierania dawnych obiektów hołdu – wydarzeń historycznych, czynów, ludzi, ruchów rewolucyjnych, wielkich przywódców, twórców, odkrywców i naukowców, a też wartości czy idei – przez nowe obiekty hołdu, cechujące się agresywną i zatrważająco wielką ekspansywnością, a wśród których zdecydowany prym wiedzie oczywiście religia i religijne obiekty hołdu, upamiętniane przez post-komunistyczne pomniki. A już wybitnie tępione są wszelkie stare pomniki, upamiętniające cokolwiek związanego jakoś z uprzednim ustrojem oraz komunizmem, jak choćby np. czynu ludowego, ruchów rewolucyjnych i powstań czy np. wielkich przywódców rewolucji – „a bo to komuchy przecież! Won!” – nie mówiąc już nawet nic, o tych jeszcze bardziej „czerwonych”, bądź to „sowieckich”, jakich samo ledwie wspomnienie godzi sromotnie i śmiertelnie w godność, a raczej dumę, naszej kapitalistycznej demokracji.

I tak oto znikły wszystkie całkiem „[…] głowy Lenina znad pianina […]”, znikły wszystkie portrety towarzysza Stalina, a co gorsza znikły także i te upamiętniające choćby np. powstanie listopadowe. Przykładowo, jak ów słynny, nieistniejący już obecnie monument ongiś w Warszawie stojący, tzw. „Pomnik oficerów – lojalistów poległych w Noc Listopadową” a także „Pomnik Polaków poległych za wierność swojemu monarsze”, który został zniszczony jeszcze na długo przed erą kapitalizmu, bo w roku 1917 już. Tak oto z Placu Saskiego w Warszawie zniknął ów „Pomnik siedmiu Generałów”, jak też był on nazywany. I to mimo tego nawet, iż upamiętniał on sobą, oddawał cześć i hołd tak doniosłemu wydarzeniu oraz postaciom historycznym, a także mimo tak dalece wielkiego znaczenia i wartości dla naszego kraju oraz narodu – zarówno nas samych Polaków, jak i naszej tożsamości narodowej, a też i dla budowania zdrowej, patriotycznej postawy i wspólnoty celów.

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Pierwsze z ofiar religii o których czytamy w Biblii

Już w samej Biblii niemal od początku czytamy o ofiarach religii

I tak właśnie, w podobny sposób, zniknęły i dalej znikają w zatrważającym tempie, wszelkie echa narodowej historii, manifesty patriotycznych idei i wartości, postaci wielkich, wybitnych wodzów i ludzi, oraz ogromu wielkości ich dokonań, czynów, bądź też ich geniuszu. Podobny los spotyka również postumenty oraz inne formy, oddające hołd wielu, bardzo pięknym, wzniosłym i wysokim wartościom czy ideom, jak choćby np. tak modna dziś Tolerancja. Hołd tejże ma również oddawać owa nieszczęsna, aczkolwiek słynna, warszawska tęcza na Placu Zbawiciela, a o którą to rozchodził się cały ów niedawny wielki raban, gdy to moherowe zastępy „św.” ojca Tadeusza wraz z innymi fanatykami i kato – oszołomami, wespół z radykalnymi zastępami nacjonalistów i neo – nazistów, zarzucały jej rzekomą obrazę św. Krzyża, ustawionego tuż obok i generalnie świętokradztwo oraz jak zawsze, standardowo – obrazę uczuć religijnych. Co prawda do definitywnego usunięcia nieszczęsnej tęczy póki co – gdyż teraz staje się to co raz bardziej prawdopodobne – nie doszło jeszcze, lecz jak dotąd została ona spalona przez jej wrogów (patrz powyżej) już co najmniej kilkukrotnie jak dotąd. Jakkolwiek by nie nazywali się autorzy tych aktów nienawiści i nietolerancji, to wciąż łączy ich zawsze wspólny mianownik, jaki stanowi fanatyczna nienawiść do wszystkiego co inne, co nie pasuje do ciasnych ram sztywnego schematu, do wszystkiego co się wyłamuje i próbuje iść swoją własną drogą, a nie trzymać się sztywno tylko tej wyznaczonej przez religię czy ideologię, jak większość – a więc tym samym także i dla każdej mniejszości, której już samo tylko istnienie godzi w ów twardo ustalony religijny czy ideologiczny paradygmat i podważa jego dyktaturę czy władzę absolutną, co budzi ferment w stadzie absolutnie posłusznych, ślepych i bezwolnych „owieczek” – choć ciśnie mi się tu na usta raczej epitet „baranów”.

Lecz o to dzieje się rzecz wręcz nie pojęta – gdyż w całym tym pomnikowym szale i przepychu, pozostały jakoś całkowicie zapomniane, pominięte i zignorowane pomniki, które powinny przede wszystkim być postawione i upamiętniać to, co esencjonalne, to, co stanowi prawdziwy obiekt hołdu, zasługujący na oddawanie nabożnej wręcz czci, i czemu tak naprawdę powinno się najsampierw oddawać ów hołd. A mowa mianowicie tu właśnie o tych całych miliardach niezliczonych niewinnych ofiar religii, których krwią jakże obficie spływa niemalże cała historia, nie tylko katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu czy innych religii – ale także i całej ludzkości niemal od samego jej zarania. Przykładów takich ofiar religii w historii znaleźć można by nieskończenie wiele. Poczynając od naszej kultury i chrystianizacji pogan słowiańskich, przez wyprawy krzyżowe, świętą inkwizycję, kontrreformację, aż po wszelkie wojny religijne, dżihad itp., jak też i ofiary anormalnego celibatu, w tym pedofilii w Kościele katolickim oraz wszelkie inne ofiary, jakie poniosły śmierć z ręki jakiejkolwiek reigii. A wszystkie te przykłady stanowią historię mniejszej lub większej rzezi oraz ludobójstwa, masowych bestialskich mordów, kryjących się obłudnie pod płaszczykiem religii. A jednakże o dziwo – wśród tej powodzi nieskończenie wielu pomników, wciąż rosnącej w siłę, nie sposób odnaleźć pomników właśnie tych wszystkich ofiar, upamiętniających ich męczeństwo, mękę, cierpienie i mord na nich popełniony – każdego jednego niewinnego skrzywdzonego dziecka i dorosłego – dlatego pytam tu oburzona i zdumiona: gdzie są dla nich pomniki, gdzie pamięć, cześć i hołd im należne? Gdzie?

Słowiańszczyzna-po-walce

Wojna Trzydziestoletnia i obfite krwawe żniwo jakie podczas niej zebrała religia…

spot052_margrate_cemetery_4

Cmentarz amerykański poległych żołnierzy w Holandii

Tym wielce wymownym i dobitnym pytaniem pozwolę sobie zakończyć tu cały ów powyższy Wstęp. Pora teraz bowiem już przejść do meritum tych dywagacji! A zatem to tyle w ramach wstępu.

2.  PRO MEMORIA – NIEMY KRZYK CIERPIENIA.

Zacznę może od wyklarowania pokrótce znaczenia i sensu, jaki kryje się za tytułem, którym opatrzyłam tenże rozdział.

Znaczenia utartego, łacińskiego zwrotu pro memoria, raczej nikomu nie trzeba tłumaczyć, z racji sławy oraz częstotliwości jego stosowania na całym świecie, stosowany nie tylko w stylu naukowym czy artystycznym, ale również i w stylu potocznym, gdzie nagminnie przewija się w kolokwialnej mowie i języku stosowanym na co dzień. Zatem translację tejże łacińskiej frazy, jakiej tu dokonam traktuję tylko i wyłącznie, jako czysto oficjalną formalność, gwoli doprecyzowania, napomknąwszy jedynie, iż oznacza ów zwrot, tyle, co: „Dla pamięci”.

427pamiec_o_zmarlych_stronka-agusi

Wspomnienie – iskra życia w tych co odeszli…

eabbdd8e8f3d6655180071808f4b1349

Ci którzy umarli – odeszli dawno w cień i została po nich – ot kupka kości jedynie nic więcej prócz pamięci co ich przy życiu jedynie utrzymać może….

Dla czyjej zaś pamięci wyjaśnia nam z kolei ów drugi, polskojęzyczny człon owego tytułu. Wywodzi się on natomiast stąd, iż temat owych ofiar religii, ich cierpienia, zbrodni i mordu, jakich się na nich dopuszczono etc. – od niemal samego zarania, spowijany jest w gruby niejako kir niemej ciszy, poprzez swego rodzaju „zmowę milczenia”, która nakazuje milczeć na ten temat, a nawet ignorować, udając jak gdyby ich nigdy wcale nie było… A wszelkie ślady tychże zbrodni i mordów, wszelkie ślady tychże ofiar i ich cierpienia są pieczołowicie tuszowane i jak się to mówi kolokwialnie – zamiatane pod dywan, tak by nie wyciekły w żadnym wypadku nigdy do mediów czy ogólnie do wiadomości opinii publicznej, pozostając ledwie skrzętnie skrywanymi, wstydliwymi sekretami danej religii, a w zasadzie bardziej jej władz i propagatorów, jakich celom zwykle ta religia służy tak naprawdę.

Tak więc nasze niewinne ofiary religii milczą, a ich krzyki pozostają nieme, stłamszone obłudnym kneblem religii. I giną gdzieś, znikając w nieprzebytych mrokach zapomnienia… Pozostają w ukryciu, nikt nie daje świadectwa i męki, cierpienia i śmierci – i dlatego jest konieczne wreszcie zrobić coś Dla Pamięci – o nich, o tych których niewinną krew przelała religia, przelano w imię religii…. Ofiary religii zasługują w końcu na głos! Zasługują na pamięć, na dobitnie napiętnowane i potępione, ujawnione całemu światu i podane do publicznej wiadomości; upamiętnione z oddaniem im należnej czci oraz hołdu – i rozpamiętywania ciągle i ciągle od nowa, tak aby pamięć o nich i to rozpamiętywanie, było nam przestrogą, ostrzeżeniem na przyszłość, które pozwoli nam uniknąć popełnienie znowu tych samych błędów, i które uzmysławiało i uświadamiałoby nam, jak wiele zła religia wyrządziła w historii ludzkości, jak wiele zła kryje się i niesie ze sobą religia, i jak wiele zła może być skutkiem religii – przypominając nam o tym nieustannie, poprzez cierpienie i śmierć jej ofiar.

A to stanowi właśnie ogółem – meritum całej inicjatywy „Pomnik Ofiar Religii – Poza Stadem”. I oto w tym przedsięwzięciu chodzi właśnie – by upamiętnić to wszystko, oddać należną cześć i hołd, napiętnować i potępić, nadać rozgłos i upublicznić, a tym samym poprzez tę pamięć – uczynić wiecznie żywymi, póki ta pamięć trwa…

Ale dość już o tym, bo nie o sam ów tytuł się tutaj rzecz rozchodzi.

Albowiem meritum tych dywagacji stanowią w zasadzie dwie zasadnicze rzeczy. Primo, cała ta inicjatywa i przedsięwzięcie wspomniane tu uprzednio, a secundo, same ofiary religii, ich cierpienie i śmierć, ich upamiętnienie, cześć i hołd im należny, a także wszelkie inne kwestie czy aspekty z tymże zagadnieniem związane.

Zacznijmy może od końca – czyli od owych ofiar i punktu drugiego.

Wielu osobom, zwłaszcza bardziej religijnym oraz mniej zaznajomionym z tą tematyką, ciśnie się tutaj uporczywie na usta pytanie: „No dobrze, ale właściwie te ofiary i ta cała pamięć oraz reszta, są aż takie niby ważne czy istotne?”, albo kolejne: „A jakie to ma w ogóle znaczenie?” – i choć te pytania można by uznać za przejaw ignorancji, niedouczeniu, czy nawet zaślepieniu osoby, która je stawia, to i tak jednak mimo to, konieczne jest tutaj podjęcie próby udzielenia na nie pokrótce wyczerpującej odpowiedzi. Takiej, która będzie satysfakcjonująca zarówno dla zwykłego laika, czy też ignoranta nie znającego tematu, jak i dla obytego, wytrawnego znawcy i badacza tego zagadnienia, bądź innej persony wielce uczonej etc. Odpowiedzi, która stanowi uzasadnienie i rację bytu całej inicjatywy, i która symultanicznie stanowi źródło, z którego wypływa cały jej sens, cel i znaczenie, oraz wszystko to, co determinuje o całokształcie jej zasadności, istotności, wagi, doniosłości i znaczeniu. Co nadaje tej koncepcji wszelką racje bytu…

20081201-QZE04074_RCP05049-14-106b_107Heart-cut

Ofiary religii składali już Inkowie czy Aztekowie

s_jarmark_198

Wojna trzydziestoletnia – krwawe i obfite żniwo ofiar zebranych przez Religię

1345291241588

Święta Inkwizycja też przysporzyła religii nie mało ofiar…. tortury palenie na stosach i inne formy zadawania okrutnej śmierci były standardem na porządku dziennym i widok płonących na stosie czy masowych szubienic nikogo zupełnie nie dziwił…

Zdaję sobie sprawę, iż taka odpowiedź winna tu niejako, przybrać formę nieskończenie długiej wyliczanki, wyliczającej nieskończenie wiele powodów, argumentów, epitetów etc., jakie się na tę odpowiedź składają. I z tego, że nie sposób nijak tej mnogości zawrzeć w tej pracy, ani też w żadnej skończonej postaci, dlatego też ograniczę się tutaj w tym względzie jedynie do tego tzw. niezbędnie koniecznego minimum, jakie znaleźć się tutaj absolutnie musi i nic ponad to – nie rozwlekając nadmiernie tego i tak już rozwlekłego wywodu

36bde1d2f686f19d9137413f59fce440,2,0.

Odpowiedzi zaś tej nadam formę listy numerowanej, dla uzyskania bardziej przejrzystej organizacji tekstu. Tak więc oto, dlatego, że:

  • Ofiary te były to w zasadzie ofiary, które niczym nie zawiniły nikomu, nie dopuściły się żadnej znaczniejszej chociażby zbrodni ani zła; była to generalnie niewinnie przelana krew niewinnych ludzi, niesprawiedliwie, w imię jakiegoś tam boga, jakiejś tam religii, jakichś tam przykazań i nakazów, zasad czy praw tejże religii. A w istocie, jak najczęściej – tak naprawdę w imię jej kapłanów, władz, jak choćby np. Kościoła katolickiego i kleru, i celów, które skrywając się tylko pod płaszczykiem tejże religii i pozornej „boskości”, w istocie wcale nie Bogu ani religii służyły czy służą, lecz celom ludzi, i to wyjątkowo perfidnie niskim, płytkim, maluczkim, niecnym i plugawym… Np. zwykłej chciwości, żądzy władzy i wpływów, a nawet zaspokojenia prymitywnych chuci i popędów jedynie, jak dzieje się to w przypadku pedofilii przykładowo, gdzie do tego owe chucie i popędy nie są nawet naturalne, lecz chore, zwyrodniałe i stanowią patologiczną dewiacje niezgodną z Naturą. Celom, jakie obierał sobie nie żaden bóg, lecz zwykli ludzie – mali, podli, małostkowi i nikczemni, jak choćby np. kler obecnie, albo też władze kościelne, Kościół, inni przywódcy religijni oraz powiązani z nimi politycy i władze państwowe czy świeckie, a co widać ewidentnie zwłaszcza obecnie na polskiej scenie politycznej.
  • Ponadto, kolejny kardynalny powód stanowi tu sposób w jaki ta cała pomniko – mania traktuje ofiary religii i pamięć o nich, ale i sama religia również. A mianowicie to, jak całkowicie je ignoruje i pomija, zbywa milczeniem, a nawet wręcz hańbi, depta, oczernia i obrzuca oszczerstwami i fałszywymi oskarżeniami, tak by ukazać je w jak najgorszym świetle, a tym samym – manipulując rzeczywistość i fakty, tak aby służyły ich celom i świadczyły na ich korzyść, wybielając ich złe postępki i haniebne czyny w oczach ludzkości. W ten sposób czynią z tychże ofiar religii, bezbożnych wrogów Boga i religii, czy też „prawdziwego Polaka – katolika”, jak to się propagandowo obecnie określa pewien typ Polaczków; czyni z nich heretyków bluźniących przeciwko jedynemu Bogu, pogański czarci pomiot, warto co najwyżej oplucia czy rozdeptania ich „świątobliwymi” buciorami – bezlitośnie i z obrzydzeniem, niczym robaka.
  • A tymczasem ich cierpienie, ich krzywda i ból, zło i niesprawiedliwość im wyrządzona przez religię, ginie w nieprzebytych mrokach zmowy milczenia i religijnej propagandy, a która steruje zwykle niestety niemal całą ogromną większością społeczeństw, mass – mediów, jak i opinii publicznej; i dzierży największą władzę nad światem oraz wpływy, budując największe potęgi. A też i ogólnie nad masami, sterując całymi ogromnymi większościami licznych społeczeństw i narodów. A co widoczne jest zwłaszcza w przypadku wielkich religii monoteistycznych.
  • Pamięć o ofiarach religii, służy nie tylko upamiętnieniu ich, aby żyli nadal w pamięci ludzkiej, nie tylko oddaniu im należytej czci i hołdu, ale o wiele bardziej istotnemu celowi czy celom, na znacznie większą skalę, nawet globalną, który służy całemu społeczeństwu czy społeczeństwom, i to nie tylko współcześnie istniejącym, ale nawet i w całej przyszłej historii ludzkości. Cel ów można zatem śmiało nazwać celem społecznym; ponadto jest to też cel edukacyjny i uświadamiający. A mianowicie poprzez tę pamięć o ofiarach religii i ich tragicznym losie, społeczeństwo jest zarazem edukowane w zakresie historii ludzkości, a ucząc się na błędach jakie ongiś popełnili nasi pra – przodkowie, może wyciągać wnioski z nich i unikać ponownego popełniania ich w przyszłości – aczkolwiek co prawda mawiają, iż historia kołem się toczy, lecz i tak mimo to liczę, iż taka edukacja społeczna będzie jednak sukcesywna, przynosząc będzie realnie wymierne efekty. Pamięć ta przyczynia się również do znacznego wzrostu świadomości, zarówno społecznej, jak i tej indywidualnej, co również ma liczne korzystne konsekwencje oraz przynosi wiele wymiernych korzyści.
  • I przyczyna czy powód finalny już tutaj – a jaki związany jest stricte z obecnymi realiami świata współczesnego i jaki szczególnie czyni koniecznie niezbędną takową pamięć, jak i naszą inicjatywę, zwiększając drastycznie jej istotność oraz potrzebę jej propagowania. A to z racji, iż to właśnie obecnie, we współczesnym świecie XXI wieku, właśnie te obecne, współczesne tego świata wszelkie realia, czynią tę potrzebę i istotność, aż tak wielką i palącą, zmuszając nas niemal wręcz do zwrócenia się w tym kierunku, a też do czerpania stąd wiedzy i mądrości, by móc rozwiązywać drastyczne problemy i zło współczesnego świata, ocalić go niejako, zapewniając dalszą bytność i ciągłość ludzkości i ludzkiemu światu, i tak właśnie ocalić, gdyż obecnie świat znajduje się tylko o włos od wielu różnorakich katastrof i kataklizmów – ekologicznych, braku elementarnych surowców, jak woda pitna, niezbędnych do życia, czy też militarnych, a nawet nuklearnej – zwłaszcza teraz, gdy nad światem zawisła złowieszcza groźba globalnego konfliktu militarnego i być może nawet III Wojny Światowej, w której karty rozdawać będą potęgi i mocarstwa, dysponujące nie tylko największą siłą militarną, ale co najgorsze – również największą siłą broni jądrowej i nuklearnej, z których ledwie najmniejszego kalibru parę pocisków, jest w stanie zdmuchnąć całą planetę z powierzchni ziemi, urzeczywistniając apokaliptyczne wizje Armagedonu z filmów katastroficznych czy literatury science – fiction…. Sytuacja zwłaszcza obecnie sięgnęła zenitu, stając się naprawdę alarmująco drastyczna i tragiczna. Tak oto bowiem patrząc na najbliższą nam historię współczesną, natrafiamy na całą masę różnorakich konfliktów, wydarzeń i problemów, u których podłoża niezmiennie leży jedna przyczyna i źródło – a jest nim nie inaczej jak właśnie owa religia. I też w konsekwencji których, przybywały całe rzesze coraz to nowych ofiar religii, oraz morze przelanej za religię niewinnej krwi… Największy wkład w to mają oczywiście te największe obecnie religie wiodące prym na świecie. Tu przede wszystkim przodują trzy największe religie monoteistyczne, czyli chrześcijanizm, judaizm oraz islam. Z tych trzech, najbardziej zajadłą, agresywną i patogenną stanowi bez wątpienia islam, ze swym dżihadem, a więc świętą wojną wymierzoną w innowierców i postulującą ich anihilację oraz zabijanie na wszelkie sposoby, a co uwypuklone jest najsilniej pośród fundamentalistów oraz innych radykalnych i fanatycznych wyznawców tejże wiary (co zresztą analogicznie tyczy się każdej z religii). Jednakże moc, potęga, zakres władzy i wpływów, a także bogactwo pozostałych dwu również bez wątpienia jest wielce istotny i odgrywa równie istotną rolę na arenie świata współczesnego i sytuacji na nim. Na drastyczne pogorszenie i zaostrzenie się tejże sytuacji obecnej miały wpływ liczne, bardzo tragiczne oraz drastyczne wydarzenia na świecie. Wiele z nich stanowiły akty terroru i przemocy, takie jak choćby atak terrorystyczny na World Trade Center, ostatni atak terrorystyczny w Paryżu i inne podobne, których konsekwencje stanowiły najbardziej bezpośrednio masowe mordy na mniejszą bądź większą skalę, jakich dopuszczano się na tak wielkiej liczbie nowych, niewinnych ofiarach religii, przelewając ponownie kolejne morza niewinnej krwi. Do mniej bezpośrednich konsekwencji tego rodzaju aktów przemocy i ataków terrorystycznych, zaliczyć należy przede wszystkim np. zaostrzenie i pogorszenie się stosunków międzynarodowych na świecie, liczne restrykcje i embarga państw ościennych bądź współpracujących, negatywne skutki ekonomiczno – gospodarcze, pogorszenie się sytuacji politycznej zarówno wewnętrznej, jak i na scenie polityki międzynarodowej, zarzewia nowych konfliktów, nie tylko państwowych czy narodowych, ale także międzynarodowych, drastyczne nasilenie się emigracji z zakątków świata najbardziej dotkniętych kryzysem politycznym, militarnym czy ekonomiczno – gospodarczym, a też napływ ogromnych fal imigrantów z tych państwo zwłaszcza do krajów zachodnich wysokorozwiniętych, o największej prosperity. Ponadto w skutek uprzednich tragicznych wydarzeń takowa sytuacja na świecie pogarszała się nieustannie z czasem, a jakże ogromnie tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim okresie czasu, zwłaszcza zaś tak donośny i ogromny atak terrorystyczny i mord, jakiego dokonano w Paryżu, doprowadziły do skrajnej oscylacji i zaostrzeniu tej sytuacji, która sięgnęła obecnie niejako pewnego ekstremum – jakiego przejawy to m.in. choćby owa wspomniana groźba międzynarodowego konfliktu zbrojnego (a może i III Wojny Światowej), czy też np. pakty militarno – polityczne jakie zostały zawarte, lub jakich stworzenie jest postulowane, bądź żądane przez państwa członkowskie w obrębie UE czy NATO, a jakich celem ma być nawet i zbrojna, militarna interwencja w odpowiedzi na owe ataki terrorystyczne, lub użycie siły wobec wrogich ugrupowań, organizacji terrorystycznych, a nawet całych nacji, państw czy generalnie – danej religii i jej wyznawców. Co istotne, drastycznie narasta, zwłaszcza w Europie i na Zachodzie, niechęć, wrogość a nawet wręcz nienawiść do islamu, jako religii, jego wyznawców, czy też uchodźców (imigrantów) pochodzących z krajów muzułmańskich, arabskich, tureckich czy też ogólnie. krajów Bliskiego Wschodu przykładowo. To zaś rodzi kolejne akty nienawiści i przemocy, tym razem wymierzone z kolei przeciw ludności etnicznie tak samo przynależnej, jak sprawcy bądź domniemani sprawcy uprzednio omawianych aktów terrorystycznych, czy stron konfliktów na tle religijnym, a których dokonują tym razem odwrotnie – nie napływowa ludność Europy i krajów zachodnich, stanowiąca autochtoniczną grupę etniczną tychże terenów – a więc My niejako, prawowici i rodowici Europejczycy czy np. amerykanie, z dziada pradziada zamieszkujący Zachód i stanowiący rdzennych członków zachodniej cywilizacji, w odróżnieniu do imigrantów, powodujących etniczne i kulturowe rozbicie i urozmaicenie zamieszkałej tam uprzednio pewnej niejako jednorodnej i jednolitej jedności kulturowej, etnicznej, i w pewnym stopniu – także rasowej. A to z kolei prowadzi nieuchronnie do powstawania społeczeństw multikulturowych, niejednolitych i w których granice państwowe i narodowe, ulegają zatarciu oraz stają się płynne i ruchome, co sprzyja np. procesowi globalizacji, unifikacji narodowościowej i kulturowej, kosmopolityzmowi, a też zjawiskom znacznie bardziej ewidentnie negatywnym, jak np. utrata tożsamości narodowej, kulturowej czy etnicznej, niszczenie i zanikanie folkloru, sztuki i kultury etnicznej, grup etnicznych i ich odrębności kulturowo – obyczajowej, a też przyczynia się do ekspansji i wzrostu potęgi wielkich, międzynarodowych multi-korporacji, jak i związanych z ich funkcjonowaniem oraz prowadzoną polityką ekonomiczną i strategiami marketingowymi, negatywnych zjawisk (np. wyzysk i ucisk państw i społeczeństw najbiedniejszych, żerowanie i czerpanie korzyści ze społeczeństw o niskim stopniu edukacji czy świadomości -np. prymitywnych czy z krajów trzeciego świata – zmuszanie do pracy niewolniczej, w tym także dzieci, i wiele, wiele innych…). Ale dość już o tym!

Nieco odbiegłam od naszego meritum w poczynionych tu uprzednio dygresjach, ale pora już wrócić do sedna sprawy, a które stanowi właśnie sam Pomnik Ofiar Religii – zarówno jako inicjatywa oraz przedsięwzięcie, jak i wizja ich realizacji w praktyce, koncepcja realnej formy, jaką ta inicjatywa czy przedsięwzięcie przybiorą w rzeczywistości finalnie, a i też ogólnie – wszelkich innych detali czy aspektów formy istnienia tego pomnika oraz jej funkcjonowania, czy bytności, oraz realizacji całej koncepcji w praktyce. A w szczególności tyczy się to wizji prywatnej niejako, autorskiej, jaką siłą swej imaginacji i kreatywnej mocy twórczej wykreowała sobie szanowna autorka tego wywodu, i którą to tu następnie ma zamiar podzielić się z szacownym Czytelnikiem – pozostawiając w jego gestii zarówno interpretację, ujrzenie oczyma wyobraźni jej wizualizacji, jak i ocenę, licząc iż znajdzie u swych Czytelników zrozumienie i nieco wyrozumiałości dla wykreowanej przez siebie wizji i koncepcji Pomnika Ofiar Religii…

Ale o tym więcej w kolejnej części tego tryptyku!

images (4)

Zapalenie znicza, świeczki, pomnik czy położenie pod nim kwiatów a nawet zwykły kamień – symbolika jest różna jednak jedna idea – pamięci o tych którzy odeszli, umarli o tych którzy zginęli, zostali pomordowani lub inaczej zabrała ich Śmierć…. oni pozostaną jednak żywi póki żyć będzie pamięć o nich!

 

Przypisy:

[1] A. Strzelczyk: Pogańska religia Słowian [online]. [Dostęp: 01.06.2009]. Dokument dostępny w Internecie: http://www.slawistyka.ath.bielsko.pl/historia/slowianie01.html.

Wpisy oczami ateisty

12980402_248668528814026_357530292_n

Trzy dni ateizmu młodego ateisty

Od 1 do 3 kwietnia odbywały się dni ateizmu. Mimo podziału, do jakiego doszło między Koalicją Ateistyczną, a Fundacją Łyszczyńskiego, dni te uważam za udane.

1 kwietnia KA prowadziła panele, na których opowiadano o sposobie prowadzenia statystyk w kościele, gdzie można było dowiedzieć się, że do kościoła chodzi tylko 27.4% społeczeństwa.  Statystyki i sposób ich prowadzenia tłumaczyła organizacja Świecka Polska. Następnie  przeszliśmy do tematu: „lewica a Kościół”, podczas których przedstawiciele lewicy (Razem, Zieloni, SLD, Twój Ruch) oraz przedstawiciel związków zawodowych, Piotr Szumlewicz, opowiadali o sytuacji lewicy i Kościoła.

Z całej dyskusji skupiliśmy się bardziej nie na tym, co robi Kościół, tylko na tym, dlaczego Kościół jest tu, gdzie jest. Otóż wniosek nasunął się dość szybko – lewica mimo jednego celu dzieli się różne partie, ze względu na dziecinne konflikty, które toczą się do dziś. Prawica  problemu ze zjednoczeniem się nie miała. Jednak w momencie zadania pytania: „Czy jest szansa na koalicję z całą lewicą ze względu na wspólne cele?”, odpowiedzi ograniczały się do: „nikt nie wyraża takiej chęci”. Idąc tą logiką, lepiej jest usiąść i oglądać, jak PiS z Kościołem na czele demoluje nasz kraj. Ile jeszcze ma się w tym kraju wydarzyć, żeby lewica zrozumiała, że jest coś ważniejszego od ich interesów?

Na panelu nie podobała mi się wypowiedź przedstawicielki partii Razem, która powiedziała, że Europa ma korzenie chrześcijańskie. Było to dla mnie dosyć oburzające, bo wszyscy wiemy, że najpierw Europa była pogańska, a później siłą wprowadzili do niej chrześcijaństwo. Dowiedziałem się również, że w SLD antyklerykalizm praktycznie nie istnieje. Jak to powiedziała Pani Senyszyn: „Faktycznie w mojej walce jestem osamotniona”. Jest to dosyć deprymujące, że partia, która podaje się za lewicową, jest tak bardzo skatoliczała.

Kiedy skończyliśmy dyskusje, przeszliśmy do oglądania filmu Pana Konrada Szałajskiego pt. „Walka z Szatanem”. Sam film był bardzo poważny, choć nie zabrakło momentów wywołujących śmiech na sali. Po obejrzeniu twórczości Pana Szałajskiego mieliśmy okazję do zadania reżyserowi pytań dotyczących filmu.  W dyskusji udział brała pani psycholog, Monika Szymańska, która pozwalała spojrzeć na sprawę tak, jak Kościół nigdy nie potrafił, czyli racjonalnie i profesjonalnie. Objaśniono, że opętanie wiąże się z chorobami psychicznymi, między innymi – schizofrenią. Dyskusją na ten temat zakończyłem pierwszy dzień ateizmu.

Drugiego kwietnia miał odbyć się marsz ateistów, po czym Fundacja i Koalicja organizowały równoległe panele. Ponieważ wczoraj byłem na panelach organizowanych przez KA, dzisiaj postanowiłem odwiedzić panią Ninę Sankari. Ale wróćmy do marszu! O 11.30 zaczęliśmy się zbierać pod pomnikiem Kopernika w celu przebrania się w piękne stroje szyte przez Małgorzatę Glatz-Pawłowską i Iwonę Oleksy. Ja występowałem w stroju Turka, chociaż byli z nami ludzie w przebraniach zakonnic, szczurołapów, piekarzy, był też kat, biskupowie i sam Łyszczyński, którego odgrywała osoba symbolizująca naszą kulturę. Marsz przebiegał bez większych zakłóceń. Skandowaliśmy hasła: „Wolna szkoła! Religia do Kościoła”, czy „Kraju Polan, powstań z kolan”. Ucieszyła mnie obecność pani Senyszyn oraz p ani Paczkowskiej, która na wczorajszych panelach była przedstawicielką Twojego Ruchu. Inscenizacja ścinania naszej kultury była wykonana w sposób rewelacyjny i bardzo zabawny. Marsz zakończony został przemówieniem Zbigniewa Szczęsnego.

Po oddaniu stroju udałem się na wcześniej wspomniany panel Fundacji Kazimierza Łyszczyńskiego o sławnych apostatach i bluźniercach. Brało w nim udział wielu zagranicznych gości, choć nie zabrakło też zastępcy redaktora naczelnego Faktów i Mitów oraz pani Grażyny Juszczyk, która odgrywała Kazimierza Łyszczyńskiego w 2015, ze względu na zdjęcie krzyża w pokoju nauczycielskim, za co spotkał ją ostracyzm ze strony społeczeństwa. Otóż nasi bluźniercy wypowiadali się na temat sytuacji w ich krajach, opowiadali swoje historie, które dawały jasno do zrozumienia, że religii na świecie być nie powinno. Jednak przemówienie pani Grażyny, na której głowę nikt nie poluje oraz nie podlegała torturom, tak jak w przypadkach niektórych gości zagranicznych, było najbardziej poruszające i uczuciowe, wzbudzało ono wiele emocji.

Nie mogłem się powstrzymać od owacji na stojąco.

Kiedy mogliśmy zdawać pytania, pani Nina Sankari poprosiła, abym odpowiedział, czemu biłem brawa na stojąco. Miałem wtedy okazję wypowiedzieć się o ogromie autorytetu, jakim jest dla mnie pani Juszczyk; o tym, że dzięki niej otworzyłem Konstytucję i postanowiłem walczyć z krzyżami w mojej szkole. Panel zakończył się kilkoma następnymi pytaniami, po czym niestety, ale musiałem wrócić do domu, co oznaczało zakończenie się dla mnie drugiego dnia ateizmu.

Trzeciego i ostatniego dnia ateizmu Fundacja Niny Sankari i pana Marka Łukasiewicza organizowała panele feministyczne, na których rozmawialiśmy o szowinistycznym podejściu Kościoła do kobiet, o aborcji i o podejściu różnych religii do kobiet.  Mieliśmy przyjemność wysłuchać pań z wielu krajów świata, ale polskimi przedstawicielkami była pani Małgorzata Diana Marenin i pani Wanda Nowicka. Wszystkie opowiadały o swojej walce o prawa kobiet. Padały stwierdzenia takie jak: „Nigdy burki nie założyłam i choćby nie wiem co, burki na siebie nie włożę”.  Przemówienia wzbudzały wiele emocji, ale najbardziej poruszyło mnie przemówienie Djemili Benhabib, która mówiła o konsekwencjach, jakie wynikają z bezwzględnego zakazu aborcji. Kiedy zakończono panele feministyczne, postanowiliśmy udać się na manifestację organizowaną przez partię Razem, na której walczyliśmy w obronie praw kobiet do tematu wcześniej poruszanego, czyli do aborcji.

Tak oto spędziłem moje dni ateizmu. Dlaczego piszę o nich tak późno? Ponieważ ogrom emocji, jakie wywoływały, zeszły ze mnie dopiero dzisiaj.  🙂

Wpisy Peryferiada Leszka

owsiak

Taki piękny strzał w kolano…

Walec zwany Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy wkrótce rusza. Mam oczywiście na myśli jedynie kolejny finał, ale czyż nie będzie on tym razem wyjątkowy? Będzie – głównie dzięki niefortunnej wypowiedzi pewnego posła mocno związanego z obecną władzą, który był łaskaw nazwać walec orkiestry „hecą”, a także niedwuznacznie zagroził konsekwencjami urzędnikom chcącym w jakikolwiek sposób ów walec wspomóc…

Czy może być coś piękniejszego? Oto nie roniąc nic z podstawowego celu Orkiestry, a więc zebrania środków na zakup kolejnego sprzętu dla szpitali, uczynił z niej jakże dobitny miernik… braku poparcia dla obecnego rządu! Toż to niemal referendum – wszak puszki będą obecne w całej Polsce na wyciągnięcie ręki! Wrzucając datek nie tylko pomagasz chorym i ratujesz życie, ale także demonstrujesz swój sprzeciw wobec władzy! Tego nie wymyśliłby nawet Owsiak i założę się o dowolną sumę, że Orkiestra zbierze rekordowo dużą kwotę. Skoro wielkość wrzuconego datku ma być jednocześnie wyrazem skali sprzeciwu wobec antydemokratycznej władzy, to czy można w ogóle wymyślić lepsze „napędzenie” tej szlachetnej idei?

Chyba nie i byłbym za tym, żeby przy każdym zakupionym przez Orkiestrę sprzęcie, co nie wątpię że nastąpi,  znalazła się ta informacja:
Te urządzenie zakupiono także dzięki bezmyślności posła Pięty.

Pozostaje mi tylko życzyć panu posłowi trwania w tej owocnej bezmyślności – podejrzewam, że dla wielu ludzi jej efekty będą bezcenne, a skoro przy okazji możemy co nieco tej pozbawionej wszelkich demokratycznych hamulców władzy powiedzieć, to należy z tego skorzystać.
Chwała ci pośle Pięto!

PS Doszły mnie słuchy, że także i partia Razem ma szczerą ochotę sprawdzić możliwość zatrzymania walca Orkiestry. No cóż – w tym wypadku to walec raczej niczego nie zauważy, a Razem „na dobre” nie wyjdzie na pewno. No ale niech się prasują…