Wpisy

fractal-961605_1280

Ofiar może być więcej

Po serii artykułów naszej blogerki Izy na blogu „Ale o co chodzi” o pedofilii wśród księży katolickich, padł pomysł, aby zrealizować pomnik dla ofiar duchownych – pedofilów, jednak po dłuższym namyśle zrezygnowaliśmy z tej koncepcji, ponieważ nie wszystkie ofiary, a zwłaszcza ich żyjący bliscy chcieliby te dramatyczne wydarzenia wspominać. Uznaliśmy również, że sama idea takiego pomnika mogła by być odbierana jako kolejny atak na Kościół katolicki, co odwróciłoby uwagę od tych, dla których pomnik by powstał – ofiar. Zmieniliśmy całą koncepcję, która przerodziła się realizację Miejsca Pamięci Ofiar Religii.[w linku są wszystkie teksty dotyczące inicjatywy]

Kapłani różnych wyznań z jednej strony potępiają psychopatów dopuszczających się na dzieciach aktów pedofilskich, ale z drugiej strony je ukrywają. Wydawane są instrukcje jak postępować w momencie gdy zgłaszane są przypadki molestowania dzieci przez kapłanów. Nie jest to tylko domeną Kościoła katolickiego – pedofile są również wśród duchownych świadków Jehowy, protestantów czy prawosławnych. Często pada zarzut, że wszyscy skupiają się na Kościele katolickim i nic dziwnego, bo jest to największe wyznanie chrześcijańskie, więc siłą rzeczy jest w nim największy odsetek zboczeńców.

Papież Franciszek zapowiedział ostrą walkę z pedofilią i z nadużyciami w Kościele. Większość komentatorów i racjonalistów pokładało nadzieję w nowej głowie Kościoła. Jednak Watykan się nie zmieni – ta wielowiekowa instytucja jest cyniczna i już taką pozostanie. 

W Gazecie ukazała się  informacja o tym, że biskupi nie muszą informować władz świeckich o przypadkach pedofilii i molestowania seksualnego dzieci ze strony księży, gdyż jest to decyzja ofiary i jej rodziny. Instrukcje zostały wydane w dokumencie, który jakiś czas temu opisywany był na blogu „Kaprawym Okiem ateisty”

Gdy biskup otrzyma „przynajmniej prawdopodobną wiadomość” o molestowaniu, ma obowiązek natychmiast zareagować. Każdy biskup ma mieć pod ręką delegata, który jest odpowiednio przygotowany do tego zadania. Delegat ma przyjmować zgłoszenia i komunikować się z ofiarami. Do jego zadań będzie należała też opieka nad całą rodziną. Ma też sprawę obgadać z oskarżonym duchownym – udzielając mu wsparcia duchowego i psychologiczno-terapeutycznego.

Żarty się skończyły, a cała ta hucpa brzydko pachnie i ma na celu wyprzedzenie działań prokuratury. Cały projekt ruszył już z kopyta, jeszcze nie jest oficjalnie zawieszony na stronie episkopatu, a już plany są dalekosiężne.  

Dzielny Episkopat walczy z pedofilią.

Instrukcja miała być odpowiedzią Kościoła na walkę ze zboczeńcami w sutannach i – jak to mają w zwyczaju urzędnicy Watykanu – stała się w zasadzie wskazówką, jak tych pedofilii chronić.

Z instrukcji postępowania, przygotowanej przez konsultanta przy Papieskiej Radzie ds. Rodziny, prałata Tony’ego Anatrellę, dowiadujemy się, że nowo wybrani biskupi nie mają obowiązku informować świeckich władz o przypadkach pedofilii i molestowania seksualnego wśród księżypisze „Guardian”.

Dokument wydany przez Watykan rozmywa problem, dokładnie tak, jak to robią kapłani. Zalecenie, aby w pierwszej kolejności księża mieli rozmawiać z rodzinami ofiar i im pozostawiać ewentualną decyzję o zgłoszeniu do prokuratury przestępstwa, jest obłudnym działaniem mającym na celu zamiatanie pod dywan czynów pedofilskich. Środowisko sprawcy nie może być mediatorem we własnej sprawie.

Dokument pozostawia zatem decyzję w tym przypadku „ofierze lub jej rodzinie”, nawet w krajach, gdzie informowanie organów ścigania jest obowiązkowe.

Watykan, jak każda korporacja, zawsze będzie bronić swoich interesów i robi to w sposób cyniczny. Ostatnim takim przykładem była sprawa nieżyjącego pedofila Wesołowskiego, który został wydalony ze stanu kapłańskiego, ale… tylko medialnie. W oficjalnych dokumentach Watykanu dalej jest biskupem – bo według nauk Kościoła, kto przyjął święcenia kapłańskie, nawet gdy będzie gwałcić dzieci, to i tak tym kapłanem pozostaje na wieki.

Dopiero po jego śmierci Watykan poinformował jedynie, że decyzji o odrzuceniu odwołania nie ogłoszono, by „nie pogarszać sytuacji”. Nieogłoszenie wyroku oznacza, że nie jest on prawomocny. W oficjalnych notach biura prasowego Stolicy Apostolskiej figuruje on jako „Jego Ekscelencja arcybiskup”.

Tak więc urzędnicy Watykanu manipulowali opinią publiczną i dobrze wiedzieli, co robią nie ogłaszając odrzucenia odwołania; tym sposobem chronią to, co dla nich najważniejsze – dogmat powołania kapłańskiego.

Watykan – tu się dba o spokój duszy pedofila Wesołowskiego

Schemat się nie zmienia — Watykan mówi jedno, a robi drugie.

Niestety, Kościół w Polsce jest postrzegany jako filar naszego społeczeństwa, a lokalni plebani mają władzę nad rozumem swoich wyznawców. W przypadku pedofila Wesołowskiego lokalni mieszkańcy mimo dowodów jego zboczonych zapędów i tak nie wierzą w jego winę. Systemy religii instytucjonalnych już się nie naprawią, bo gdyby tak miało być, musiałyby  same się zlikwidować.

Schemat się nie zmienia — Watykan mówi jedno, a robi drugie. Uważamy, że Miejsce Pamięci Ofiar Religii jest ważnym projektem, który musi być zrealizowany ku pamięci tych, którzy życie stracili w imię religijnych zabobonów. Miejsca upamiętniające tragiczne zdarzenia z przeszłości, w konsekwencji służą żyjącym i dlatego realizujemy projekt jako namacalny symbol pamięci, jako miejsce refleksji i zadumy nad tym, że ludzie przede wszystkim sobie nawzajem winni oddawać respekt.

Pomnik będzie powstawał jako żywe, rosnące miejsce pamięci, a architektem może być każdy z Was. Uważamy, że to miejsce musi kojarzyć się ze środowiskami i grupami ludzi racjonalnie myślących, którzy będą je tworzyć nie dla siebie, ale dla ofiar i dla ludzi żyjących, ku refleksji, że morderstwa i przemoc zostawiają trwały ślad w zbiorowej ludzkiej tożsamości. Uważamy też, że Miejsce Pamięci nie powinno być kolejną ścianą płaczu, ponurym miejscem, a wręcz przeciwnie – powinno tętnić życiem, bo nie ma większego zadośćuczynienia, jak za śmierć dać życie.

 Stowarzyszenie ATHEOS

Miejsce Pamięci Ofiar Religi będzie własnością tych, dla których powstaje.

Jesteśmy w fazie opracowywania koncepcji MPOR, poszukujemy miejsca, na którym zrealizujemy projekt. Na tym etapie liczą się pomysły i pomoc w wyszukaniu odpowiedniego terenu, więc zapraszamy chętnych do merytorycznej współpracy na grupę fb Miejsce Pamięci Ofiar Religii, oraz nowo powstałą grupę Stowarzyszenia ATHEOS, na której są już członkowie założyciele.

Równorzędnie z Miejscem Pamięci jest już realizowany i wspierany przez Was projekt wydania książki: „Świadek Jehowy z przypadku?”, z której część zysku ze sprzedaży zostanie przeznaczona na Miejsce Pamięci Ofiar Religi. W ostatni rozdziale książki przytoczone są doświadczenia byłych świadków Jehowy, którzy poświęcili życie swoich bliskich odmawiając podania im krwi.

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

DSCF8929

Katolicyzm powoduje obrażalstwo i słabe sumienie.

Zabobon ma to do siebie, że stwarza pozarozumowe sytuacje i nic dziwnego, bo tam gdzie wkracza myślenie magiczne, tam rozum wychodzi. Ostatnia zadyma w sprawie klauzuli sumienia dla fizykoterapeutów pokazuje, do jakich absurdów doprowadza myślenie religijne. I na tym się nie skończy, ten proces będzie postępował, ponieważ jest to element gry, która ma doprowadzić do ustanowienia katolickiego szariatu. Podobnym koszmarem jest pojęcie: „obrazy uczuć” religijnych, za które można zostać ukaranym grzywną lub więzieniem. Tylko w państwie wyznaniowym taki idiotyczny przepis może obowiązywać.

Klauzula sumienia 

Sumienie – w niektórych religiach i nurtach etycznych wewnętrzne odczucie pozwalające rozróżniać dobro i zło, a także oceniać postępowanie własne i innych ludzi. Jest to zdolność pozwalająca człowiekowi ujmować swoje czyny pod kątem moralnym i odpowiednio je oceniać. Czynnikiem decydującym w przestrzeganiu tych norm jest poczucie winy, które występuje w momencie uświadomienia sobie rozbieżności między własnym postępowaniem a przyjętymi normami. Sumienie kieruje się moralnymi kryteriami oceny, zależnymi od otoczenia społecznego i wychowania człowieka.

W taki oto sposób dochodzę do konkluzji podobnej tej sprzed kilku lat, że jeśli za podstawę rozważań przyjmuje się z definicji płynne pojęcia, to otwiera się drzwi przed absurdem. A kiedy dotyczy to prawa – konsekwencje są druzgocące.

Klauzula – c.d. absurdu

koniec-zabawy.

W przypadku klauzuli sumienia od biedy można jeszcze uznać, że lekarz może odmówić dokonania aborcji z uwagi na swoje przekonania. Natomiast gdy pracuje w szpitalu państwowym, w którym takie zbiegi zgodnie z prawem są wykonywane, nie ma prawa  powoływać się na klauzulę, bo podpisał umowę o pracę. Lekarz, który podpisał klauzulę sumienia, nie powinien w ogóle pracować w takim szpitalu.

klauzula-sumienia-strac5bcacy

art 38 ust. 2 KEL – Lekarz powinien udzielać zgodnych z wiedzą medyczną informacji dotyczących procesów zapładniania oraz metod regulacji poczęć, uwzględniając ich skuteczność, mechanizm działania i ryzyko

Powoływanie się na klauzulę sumienia jest niedopuszczalne w celu dyskryminacji jakiejś grupy pacjentów ze względu na rasę, narodowość, poglądy polityczne, przekonania religijne czy orientację seksualną. źródło 

W przypadku stosowania, antykoncepcji, metody in vitro, badań prenatalnych, stosowanie klauzuli sumienia jest łamaniem prawa i zasad etyki lekarskiej, bo są to kwestie typowo światopoglądowe o podłożu religijnym. A tak na marginesie to niezrozumiałe jest wymienienie w klauzuli sumienia dentystów, co oni mają wspólnego z aborcją?

l-3509

Niestety w Polsce rządzą ludzie, u których myślenie religijne jest na pierwszym miejscu i podobnie absurdy jak z fizykoterapeutami, farmaceutami będą się co jakiś czas pojawiać. Sumienia nie kształtują deklaracje, a wręcz przeciwnie deklaracje pokazują, że osobom wierzącym potrzebne są przepisy, aby mieli sumienie. Komu kler katolicki chce zabronić stosowania aborcji, in vitro, środków antykoncepcyjnych? Ateistom? Dzięki ateistom utrzymywany jest cały przemysł związany z tymi metodami?

comment_AL0tyibIz0MTopGQNvSLtg68NO3KZKXt

Więcej w temacie klauzuli:

Uczucia religijne

Paradoks tego przepisu polega na tym, że uczuć nie można obrazić, jest to fizycznie nie możliwe, bo jak można obrazić uczucie głodu, złości, radości, smutku? Na dodatek skąd wiadomo, że przedmiot obrazy istnieje? Przecież mogę sobie wymyślić jakikolwiek konstrukt myślowy, stworzyć wokoło niego formę wiary i obrazić się, gdy ktoś będzie się z niego śmiał.

Art. 196

Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Tylko część z tego przepisu ma sens: „lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych”, z tym że to nie uzasadnia stworzenie całego paragrafu. Przepis został stworzony na potrzeby kleru, który chroni w ten sposób swoje korporacyjne interesy. Poza tym ocena stopnia obrazy jest niemożliwa do ustalenia, ponieważ jest ona relatywna. Jedna osoba się obrazi, inna uśmiechnie i zlekceważy. Prawda jest taka, że to człowiek się czuje obrażony i jego przekonania, a to reguluje kodeks cywilny tak samo, jak i kodeks karny reguluje niszczenie minia publicznego lub prywatnego.

Taki przepis doprowadza do kolejnych absurdów: obrażania się na sztuki teatralne, filmy, wystawy artystyczne. Moralność narzuca ocenę

Sąd Okręgowy w Gdańsku odstąpił dziś od wymierzenia kary 18-latce, skazanej przez sąd niższej instancji na miesiąc ograniczenia wolności i 20 godzin prac społecznych za to, że podczas odczytu sztuki „Golgota Picnic” rozpyliła cuchnącą substancję.

Co na to matka oskarżonej radna PiS – u

Przede wszystkim Marysia powinna być uniewinniona (…). Takie uniewinnienie byłoby sygnałem do tego, że my, katolicy, a także patrioci w Polsce mają prawo do tego, żeby stawać w obronie wartości, które kształtowały nasz naród. Sąd orzekł o winie, ale dla nas to jest błogosławiona wina i z tego wyroku będziemy dumni. Marysia została skazana takjak skazywani byli Żołnierze Wyklęci i polscy patrioci w stanie wojennym. Też mieli wyroki – za obronę prawdy iwartości – zaznaczyła matka uczennicy Anna Kołakowska, która jest gdańską radną PiS. 

Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie.

Stając przed sądem za obrazę uczuć religijnych, z czym się zresztą liczę, prowadząc swojego bloga, powołałbym maksymalną ilość świadków i zadawał pytanie: czy poczuli się urażeni i w jakim stopniu? Prosiłbym również o wezwanie na świadka Jezusa, który zresztą ma być niedługo królem Polski, a gdyby nie był dostępny, to dowody na to, że przedmiot kultu istnieje.

Prawo karne nie może zajmować się czyimiś wymysłami, tylko realnymi zagrożeniami i przestępstwami.

***

Wesprzyj projekt wydania książki!

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk.

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”.

groucho_marx

„Oni podobno tu są. Jeśli tu są, niech się pokażą, niech temu zaprzeczą” 

Pan Kaczyński w ogóle do mnie nie przemawia. Pan prezes wszystkie swoje wypowiedzi kieruje do grupy docelowej – wyborców Prawdy względnej i Sprawiedliwości relatywnej. Politycy PiS-u posługują się myśleniem mitycznym charakterystycznym dla ludzi kultury tradycyjnej, w której to mit spełnia rolę uniwersalnej opowieści. Mity są odpowiednio zmodyfikowane i zracjonalizowane do poziomu określonych odbiorców, którzy dzięki takiej opowieści mogą się odnaleźć w rzeczywistości. Ten system sprawnie działa  zwłaszcza u ludzi wierzących w moc sprawczą różańca i odmawianych koronek.

Człowiek postrzega świat przez pryzmat własnych doświadczeń i przekonań nabytych w środowisku, z którego pochodzi lub z którym się utożsamia. Ludzie o niskim poziomie sceptycyzmu w procesie poznawczym podatni są na posługiwanie się uproszczeniami, dzięki czemu mogą szybko odpowiednio umieścić jakieś zdarzenia na osi swojego czasu. Takie heurystyczne myślenie nie wymaga znacznego wysiłku, ale też i nie daje do końca pewności, czy postrzeganie jest prawdziwe i dlatego osobom tak myślącym trzeba dostarczać coraz to nowszych bodźców, które mają potwierdzić dotychczasowe przekonania na jakiś temat i je odpowiednio wzmocnić.

head-776681_1920

Nasz mózg tworzy uogólnienia, dzięki którym łatwiej jest nam funkcjonować w świecie. Każdy człowiek ma swoje przekonania, które determinują jego poglądy oraz zachowania w określonych sytuacjach. Przekonania odpowiednio zmodyfikowane i dostosowane do oczekiwań odbiorców są potężną bronią, dzięki której można manipulować całymi grupami społecznymi. Przekonania mają to do siebie, że są jednocześnie prawdziwe i nieprawdziwe; te, w które się wierzy, dla wierzącego zawsze są prawdziwe. W ten sposób działa między innymi wiara w magiczne istoty, których prawdziwość istnienia potwierdza sam akt wiary.

Pisowska propaganda ma opracowane te techniki  do perfekcji – od lat wyznawcy Rydzyka i Kaczyńskiego mają na oczach założone filtry, przez które widać każde wydarzenie w narzuconych barwach. Smoleńsk = zamach, KOD = zdrajcy ojczyzny i świnie oderwane od koryta. Całość postrzegania świata przez pisowski twardy elektorat oszołomiony teoriami spiskowymi opiera się na wskazaniu, co wyborcy mają widzieć. Łatwo to zrozumieć poddając się prostemu ćwiczeniu:

Rozejrzyj się dokładnie wokoło siebie i zapamiętaj wszystkie zielone przedmioty. Gdy już to zrobisz, czytaj dalej

*

*

*

*

Czy zapamiętałeś, ile w pomieszczeniu jest czarnych przedmiotów? Dokładnie w ten sposób funkcjonuje pisowska retoryka, która nakłada swoim wyznawcom filtr zaburzający postrzeganie prawdy. Zgodnie z logiką przekonań, oni w to wszytko, co im Rydzyk z Kaczyńskim mówią, po prostu wierzą. Wskazanie każdego nowego zielonego koloru potwierdza ich dotychczasowe przekonania. Im dłużej i im więcej tych przedmiotów jest wskazywanych, tym fałsz staje się jeszcze bardziej dla nich prawdą. I tak, z czasem każda teoria spiskowa się sprawdza wbrew logice i rzeczywistości, a najgorsze w tym jest to, że tak naprawdę nic z tym nie można zrobić…

Te wizje są nasycone afektem, na który z jednej strony nakłada się lęk, który przeradza się we wrogość wobec każdego zielonego przedmiotu.  Z drugiej strony, jako przeciwwaga i ratunek, który utuli lęki, wyłania się obraz herosów, którzy przeciwstawiają się tym wszystkim zielonym wrogom. Kaczyński z Rydzykiem są jak ci strażacy, którzy podpalają stodoły, żeby później cwałując niczym ułani na arabach, całą wieś uratować. W ten sposób rodzi się paranoja polityczna, której motorem napędzającym jest zgeneralizowany pogląd, jakoby wszyscy, którzy nie zgadzają się z paranoicznym postrzeganiem zdarzeń, są animatorami spisku lub go czynnie wspierają, sami nie wiedząc, że należą do spisku.

Dla paranoika politycznego nie jest ważne tak naprawdę, kto spiskuje – dla niego nadrzędną rolą jest zasada przyznająca spiskom wykładnię w wyjaśnianiu wydarzeń i przemian społecznych. Rodzą się w ten sposób skoncentrowane uprzedzenia do całych grup społecznych, które poddane są opresji stereotypu wytworzonego na potrzeby szybkiego naznaczenia gejów, żydów, lewaków czy też komunistów – wystarczy żeby Kaczyński z Rydzykiem kazali poszukać w swoim otoczeniu zielonych. Z czasem nawet jeden zielonkawy detal w złożonym kolorystycznie przedmiocie stawia go w szeregu wroga narodu.

Na forach internetowych szeroko komentowane jest zacytowane poniżej przemówienie Kaczyńskiego, które przesiąknięte jest jadem i paskudną retoryką. Konstrukcja tego wylewu frustracji przypomina skondensowany polityczny epizod psychotyczny, w którym wszyscy zielonkawi zostali określeni w sposób jednoznaczny:

Dziś ci, którzy z nami walczą, przybierają barwy ochronne. To te barwy, które widać dziś na tej sali, barwy biało-czerwone – powiedział Kaczyński. – To ci sami, którzy mówili, że Polska to anachronizm, to ludzie od Palikota, Palikot tak mówił. To ci, co chodzili do rosyjskiej ambasady skarżyć się na PiS. Ci, co mówili, że w Katyniu nie było ludobójstwa. Ci, co uprawiali pedagogikę wstydu, którzy próbowali wmówić Polakom, że ponoszą winę za wszystko, co złego wydarzyło się w ostatnim stuleciu w tej części Europy. Ci, co ograniczali lekcje historii. Ci, co wyśmiewali wszystko związane z patriotyzmem. Ci, co złamali wszystkie zasady kultury po tragedii w Smoleńsku, którzy deptali wszystko, co jest w naszej kulturze święte. To oni się organizują. To oni tworzą KOD – wyliczał prezes PiS. – Oni podobno tu są. Jeśli tu są, niech się pokażą, niech temu zaprzeczą – apelował. – Oni chcą odrzucić Polskę. Oni nie działają bezinteresownie. Za tym ruchem stoi szeroka koalicja przeciwko PiS. Stoją siły, które chcą utrzymać Polskę jak najniżej, by Polska była kolonią. Polska nie będzie kolonią. My się na taki status nie zgodzimy – podkreślił Kaczyński. „Wielka koalicja”

W sumie pan prezes bredzi, a przemowa ma charakter bombastyczny, ponieważ przyjmując liczbę 19% społeczeństwa, które głosowało na PiS, wychodzi na to, że 81% społeczeństwa to świnie oderwane od koryta, które chowają się pod barwami narodowymi, a utożsamianie się z nimi jest równoznaczne z ich instrumentalnym traktowaniem. Pan prezes twierdzi, że jego adwersarze są tchórzliwymi ludźmi, którzy swoją polskość udają. Wychodzi więc na to, że Polska została najechana przez tchórzliwy wrogi PiS-owi element w słusznej sile 25 milinów nie-Polaków uprawnionych do głosowania, którzy na dodatek mają, jak to pan prezes raczył powiedzieć, niesprawne mózgi.

– Pisowska władza lubi obok wypowiedzi adresowanych do prymitywnego odbiorcy (np. „Polak gorszego sortu”) imponować najgłupszemu, najprostszemu odbiorcy formułami wziętymi z nauki. (…) Jesteśmy świadkami wojny o pojęcia: „patriotyzm”, „zdrada”, „naród”. – To jest charakterystyczne dla każdej władzy autorytarnej. Czuje się nie tylko właścicielem sytuacji społecznej, ale chce zawładnąć również językiem. Przekształcenie telewizji „publicznej” w „narodową” to forma realizacji tej zasady – mówił prof. Michał Głowiński w rozmowie z Mikołajem Lizutem. źródło 

Tak się zastanawiam, kiedy do wszystkich tych, co liczą na siłę demokracji w Polsce, dotrą fakty, które wystarczy tylko skonfrontować z historią powstawania struktur totalitarnych, w których demokracja to tylko słowo zawierające 10 liter. Rząd, który chce przejąć kontrolę nad społeczeństwem, wykonuje następujące działania: paraliżuje Trybunał Konstytucyjny, przejmuje kontrolę nad resortami siłowymi, zawłaszcza media państwowe, przejmuje kontrolę nad spółkami skarbu państwa, wprowadza cenzurę, inwigiluje obywateli, zmienia historię, ingeruje w edukację i nie ma za grosz poczucia humoru…

Nasze społeczeństwo określane jako katolickie, ma wrażliwe sumienie religijne, jest czułe na punkcie moralności oraz ma historyczno-histeryczne podejście do przeszłości. Rządzący dziś Polską politycy są ze wszech miar religijni, oni są tak religijni, że już mocniej nie można być religijnym – i na tym bazują Kaczyński z Rydzykiem. Instrumentalne traktowanie wiary widać po stosunku polskiego Kościoła do ich nieomylnego papieża Franciszka, który jest ponoć pierwszym po Jezusie człowiekiem na ziemi.

– Kościół w Polsce, gdyby słuchał papieża, powinien stanąć w obronie liberalnej demokracji i państwa prawa. Do głoszenia swojej misji i Dobrej Nowiny nie potrzebuje niczego więcej prócz wolności.

Ideologie mają to do siebie, że znajdują podatny grunt w umyśle zamkniętym. Taki umysł nie dopuszcza wątpliwości.

Dlatego w imię ideologicznych przekonań, i pod ich flagami, dokonywało się i dokonuje straszliwych zbrodni

W tym strachu nie jest sam – ostatnio o tym samym mówił papież Franciszek: „Ideolodzy wywołują we mnie strach. Jeśli jakiś kraj zamyka się przed zdrową koncepcją polityki, staje się więźniem, zakładnikiem ideologicznych kolonizacji, a ideologie są jadem polityki”

 Jarosław Makowski, filozof, teolog i publicysta

Zbiorowe emocje rządzą się prostymi i jasnymi komunikatami, i właśnie takie wydaje pan Kaczyński. Jego odezwy pełne jadu, nienawiści i wieloznacznych „zielonych niedomówień” wprost do „duszy zbiorowej” pisowskiego elektoratu, doprowadzą w końcu do aktów przemocy. Obyśmy w najbliższym czasie nie obudzili się w państwie, w którym nie będzie już żadnych narzędzi do demokratycznych sposobów rozwiązywania konfliktów, a rano zamiast teleranka, w telewizji zobaczymy pasy kontrolne.

Po dzisiejszym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który suchej nitki nie zostawił na partii rządzącej, po miażdżącej opinii wstępnej Komisji Wenckiej, po krytycznych sygnałach napływających z Europy, USA, co pozostaje prezesowi do zrobienia? Jakie może jeszcze podjąć działania, skoro TK swoim wyrokiem pokazał, że rząd i prezydent dopuścili się złamania konstytucji?

Niech nikt nie liczy, że my się cofniemy. Będziemy Polskę zmieniać.

 Jarosław Kaczyński 

 

Sztuka. 4.

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Sztuka. 10.

Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.
Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

Sztuka. 13.

Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

No więc jak to jest z tą resztką demokracji, którą jeszcze mamy…?

ręcznie 65688_1280

„O dwóch psychologicznych przesłankach myślenia spiskowego. Alienacja czy autorytaryzm” 

Trzeba trochę pomóc rządowi więc publikuję dzisiejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego sygn. akt K 47/15

 

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

ZDJĘCIEOpisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”, co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

W książce będzie poświęcony Miejscu Pamięci Ofiar Religii ostatni rozdział, w którym umieszczę między innymi doświadczenia byłych świadków Jehowy, którzy poświęcili życie swoich bliskich odmawiając podania im krwi.

Część zysku ze sprzedaży zostanie przeznaczona na Miejsce Pamięci Ofiar Religi.

Strona poświęcona projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, jak i artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

Każdy darczyńca po wpłacie darowizny, otrzyma w zamian na swoją pocztę plik PDF „Marynarski Znój” część I i II. W zbiorze opowiadań opisane są prawdziwe wydarzenia z czasów, gdy pracowałem na morzu. Wszystkie postacie są prawdziwe, zostały zmienione tylko imiona. Fragmenty na stronie projektu.

 

amazing-736881_1280

Na czym się skupiamy, to się w nas rozwija.

Jesteś tym, co jesz. 

W mediach sprzedają się złe wiadomości, kontrowersyjne wypowiedzi, dramaty ludzkie, afery polityczne i gospodarcze. Codziennie karmieni jesteśmy chorymi relacjami między ludźmi mającymi wpływ na nasze życie i z czasem zaciera się granica między tym, co rzeczywiste, a tym, czym faszerujemy własne głowy.

Dobrze pamiętam poprzedni okres, w którym rządzili ci sami politycy co dziś. Od rana do wieczora w domu leciały wiadomości  z TVN24. W samochodzie, w  pracy, z radia Tok Fm leciał serial sensacyjny pod tytułem: co powiedział kolejny cymbał na konferencji. Dziś mamy powtórkę z przytupem, bo tokują z podwójną siłą rażenia.

Zauważyłem, że coraz głębsze zanurzanie się w ten świat absurdu powoduje u mnie zmęczenie i rozdrażnienie oraz złość, że taki Kaczyński z Macierewiczem włażą mi do domu w zabłoconych buciorach, z których wystaje słoma. Polityka i przemoc zdominowały przekaz medialny.

Rzeczywistość kręci filmy, w których liczy się konflikt i dramatyczne zwroty akcji, natomiast w kinach najlepiej sprzedają się wizje sensacyjne. Najlepiej oceniane seriale traktują o chodzących trupach, o świecie po globalnym kataklizmie lub takich, w których co pięć minut odcina się komuś głowę lub gwałci. Gry wideo to kwintesencja przemocy w świecie odrealnionym, w którym to krew leje się hektolitrami.

A gdyby nakręcono film o świecie szczęśliwym, w którym nie ma przemocy, ludzie są dla siebie życzliwi, każdy robi to, co lubi, nie ma finansowych kryzysów, nikt nikogo nie wykorzystuje, a całość fabuły nie ma nic wspólnego żadnym rajem, bogiem… to czy taki film byłby hitem kinowym? Jaka  byłaby jego fabuła? Jaką historię o bohaterach opowiedzieć? Czy puentą tego  filmu powinno być przesłanie, że warto być jeszcze lepszym? Jakimi ludźmi musieliby stać się wszyscy bohaterowie?

A gdyby tak wszyscy stali się altruistami?

Psychologowie dowiedli, że pomaganie innym jest wpisane w ludzką naturę. Grupa naukowców zrobiła badania wśród  mieszkańców wyspy Tanna, których społeczność jest odizolowana od cywilizacji.

Wyniki badań podkreśliły, że altruizm jest nie tylko zachowaniem uniwersalnym, a jego konsekwencją jest zwiększone poczucie szczęścia i zadowolenia – niezależnie od szerokości geograficznej, kultury czy rozwoju ekonomicznego kraju, w którym mieszkają ludzie. Szczęśliwy altruista

[jwplayer mediaid=”14199″]

Wyobrażenie doskonałego świata u większości ludzi automatycznie kojarzy się religijnymi wizjami różnych wersji raju, czy to w niebie, czy na ziemi. Dwie największe religie monoteistyczne naszej cywilizacji są jej zakałą. Cała ich historia pokazuje, że tam gdzie się pojawią, niszczą obce kultury i doprowadzają do podziałów. Z założenia wyznawcy tych religii na czele z kapłanami powinni być naturalnymi altruistami i tam, gdzie się pojawią, tam powinien pojawiać się też pokój, miłość i ogólne szczęście.

Fakty pokazują coś zupełnie odwrotnego.

Wyznawcy Jahwe i Allacha modlą się od wieków o pokój, dobrobyt i jak do tej pory, nic mądrego i trwałego nie wymodliły, a wręcz przeciwnie – gdy docierają do społeczności nie mających pojęcia, kim są ich bogowie, doprowadzają do zniszczenia tych kultur. Może więc powinni zacząć modlić się o coś innego, bo dotychczasowe skutki modłów są odwrotne.

Żyjące dziś grupy etniczne, w których rozwój cywilizacyjny zatrzymał się na poziomie kamienia łupanego, nie potrzebują dowiadywać się od  polityków, czym jest demokracja, a od kapłanów – czym są „uniwersalne” wartości moralne. Rzeczywisty dramat tych ludzi zaczyna się dopiero wtedy, gdy zderzają się z naszą niby-oświeconą cywilizacją i jej uniwersalnymi „wartościami”.

Amazonka. Terytorium Indian Guarani. Są ostatnią grupą etniczną wciąż żyjącą z tradycjami lokalnymi, w lesie tropikalnym – Selva. Cywilizacja dotarła tu jakieś 50-60 lat temu i doprowadziła do upadku ich stylu życia. Guarani- naród kochający pokój, wychodząc z epoki kamienia łupanego, dziś jest zmuszony walczyć o swoje terytorium. Gdzieś głęboko w lasach amazońskiej puszczy, pozostała ich garstka, walczących o swoją odrębność na przekór cywilizacji. Dziś ze 120 000 rdzennych mieszkańców pozostało ich jedynie 87 osób.

[jwplayer mediaid=”14200″]

Rozwijająca się inicjatywa tworzenia Stowarzyszenia ATHEOS jest dla mnie jak odtrutka na tę kuriozalną sytuację za oknem, bo być może uda nakręcić się „film” z pozytywną treścią. Reakcje znajomych i nieznajomych z sieci napawają optymizmem, że zdrowy altruizm nie jest nam obcy.

Propozycja wsparcia projektu wydania z Waszą pomocą książki

 

ZDJĘCIEOpisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”, co powoduje w nich poczucie ostracyzmu. Jako że trafił mi się życiorys wykraczający poza schemat ogólnie przyjęty, cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia. „Świadek Jehowy z przypadku?”

Każdy darczyńca po zgłoszeniu darowizny otrzyma na pocztę plik PDF z pierwszym zbiorem opowiadań z życia wyciętych „Marynarski znój”

Skutki kursu – fragment 1 części

Antwerpia

 

This content has 12 miesięcy. Please, read this page keeping its age in your mind.
a0b5bb543ad7172f59d499cc1f6b3a78

Matka Kurka – wzorowy troll

Matka Kurka alias Wielbłąd, alias Ketman czyli Piotr Wielgucki to gość, który swoją popularność zyskał dzięki obrażaniu i wyzywaniu ludzi w sieci. Miałem z nim do czynienia na grupie psychologicznej, na której wystawiał użytkownikom”diagnozy” upodlając ludzi swoimi przemyśleniami „ad persona”.

Wielgucki swojego czasu publikował teksty na portalu Salon24, jednak po pewnym czasie operatorzy serwisu zblokowali mu możliwość wstawiania wpisów z uwagi na infantylną wprost skłonność do obrażania i skłócania ze sobą ludzi.

Matka Kurka to najgorszy rodzaj trolla internetowego, który nie ma swoich poglądów, tylko żeruje na popularnych tematach i postaciach wypisując półprawdy i kłamstwa. Ostatnio systematycznie portal Fronda publikuje wpisy z portalu kontrowersje.net, którego twórcą jest właśnie Matka Kurka.

Natura kameleona Wielguckiego może być przykładem akademickim. Swojego czasu nienawidził Kaczyńskich: „Powiedział dwie prawdziwe rzeczy, co do których nie mam już najmniejszych wątpliwości: prezydent (Lech Kaczyński) jest chamem, prezydent ma problem alkoholowy, (…) jest pijakiem” – ten wpis pojawił się w okresie, w którym wspierał Palikota. Był też okres, w którym postulował powołanie wspólnego rządu PO i PiS, z Tuskiem jako premierem i Jarosławem Kaczyńskim na stanowisku prezydenta.

Jak przystało na rasowego trolla, który karmi się kontrowersjami i dzieleniem ludzi, po tragedii Smoleńskiej staje się wiernym fanem braci Kaczyńskich, i zanurza się w odmęty teorii spiskowych „Uroczyście przysięgam, że póki żyję, nie odpuszczę, choćby mi przyszło skończyć na śmietniku śmieszności, Smoleńsk będzie moim corocznym postanowieniem, aż po rozstrzygnięcie. () Smoleńsk, Smoleńsk, po trzykroć Smoleńsk” i gloryfikacji takich postaci jak Macierewicz. O Jarosławie Kaczyńskim pisze tak: „Od 20 lat ma te same poglądy, tę samą wizję Polski i z tą samą odwagą oraz konsekwencją dąży do celu. (…) Przez stulecia śpiewaliśmy » Jeszcze Polska nie zginęła, póki My żyjemy «. Od kilku lat słyszę pieśń: » Jeszcze Polska nie zginęła, póki On żyje «”.  Nie ma lepszego ministra MON od Macierewiczagrzmi tytułem na swoim blogu uzasadniając, że to jedyna postać, która niczym Beria zrobi czystki w MON.

Matka Kurka od paru lat atakuje Jerzego Owsiaka i Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Przykładem manipulacji, jakiej dopuszcza się bloger, był proces sądowy, w którym Wielgucki zarzucał Owsiakowi sprzeniewierzenie pieniędzy z fundacji. Po odbyciu się pierwszej rozprawy ogłosił uroczyście, że proces wygrał, a Owsiak się skończył. Oczywiście proces trwał, a wyroku jeszcze nie było. Osobną kwestią jest dziwne zachowanie sądu, który pozytywnie rozpatrzył zmanipulowane dowody przedstawione przez Wielguckiego, czym przyznał rację, że Owsiak dopuścił się malwersacji, a jednocześnie ukarał Matkę Kurkę za używanie wulgaryzmów.

Na wykopie.pl jest tekst pod tytułem: „Zestawienie zarzutów wobec WOŚP i ich konfrontacja z faktami”, w którym pokazany jest sposób manipulacji, jakiej dopuścił się Wielgucki oraz w jaki sposób kłamał w swoich tekstach; na przykład w sprawie prywatnej hacjendy Owsiaka, którą ten miał nabyć za uzbierane składki.

Na czym polega manipulacja?
W zasadzie to nie jest manipulacja, a zwyczajne kłamstwo. Budynek przedstawiony na zdjęciu to ośrodek szkolenia wolontariatu, zwany czasem Uniwersytetem WOŚP. Jest to własność fundacji, sam Owsiak w niej bywa, ale zdecydowanie w niej nie mieszka 🙂 Budynek można obejrzeć w galeriach zdjęć ze szkoleń wolontariuszy, oraz na stronie http://szadowomlyn.pl

wykop. 

Nic dziwnego, że taki typ stał się ikoną opinii dla Terlikowskiego i środowisk z nim związanych.

Propozycja wsparcia projektu wydania z Waszą pomocą książki

„Świadek Jehowy z przypadku”

Każdy darczyńca po zgłoszeniu darowizny otrzyma na pocztę plik PDF z pierwszym zbiorem opowiadań z życia wyciętych „Marynarski znój”

Fragmenty
This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
michelangelo-71282_1280

„Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów.”

Każda organizacja, która wywiera wpływ na społeczność podlega ocenie, a zwłaszcza taka, która wykorzystuje swój status i pod hasłami dbania o dzieci oraz rodzinę czerpie kasę z publicznych środków. Szachrajstwa ubrane w poświęcone szaty nie zmieniają swojej natury, tylko czynią ją jeszcze gorszą.

O Światowych Dniach Młodzieży usłyszymy jeszcze nie raz, a to z tej prostej przyczyny co zawsze — Kościół Katolicki nie lubi płacić, ale za to lubi wyciągać łapy po nie swoją kasę. Cała impreza została narzucona odgórnie bez konsultacji z mieszkańcami i gminą, która została postawiona wobec faktu dokonanego. Odbyło się parę spotkań organizacyjnych, na których wstępnie ustalono, za co gmina zapłaci, wplątano w to wojsko i wyszło wstępnie 220 mil. Następnym ruchem pazernych kapłanów był drenaż kieszeni wolontariuszy, którym kazano płaci za to, że chcą darmo pomagać.

Ale idźmy dalej.

Parę dni temu okazało się szamani w poszukiwaniu kasy, uderzyli do parafian. Zobowiązali parafie w całej Polsce do zapłaty po 1.2 od każdego wiernego, część proboszczów nie chce się zgodzić (całe szczęście, że są jeszcze tacy co myślą) twierdząc, że ich parafii na to zwyczajnie nie stać. Centrala jednak jest twarda i poszedł sygnał, że jeżeli ktoś nie zapłaci, to straci swoje poletko. Skojarzenie nasuwa się samo, tak działają struktury mafijne.

Dziś natomiast ukazała się informacja, że kuria w Krakowie w poszukiwaniu kasy posunęła się do wstrętnego czynu, podnosząc czynsz w trzech swoich budynkach, w których mieszczą się przedszkola. Podwyżki od paru lat wzrastały skokowo: od 339 – 1.200 – 1.500 do obecnej kwoty, która wynosi ponad 5 tysięcy złotych.

Żeby było bardziej po katolicku, to kościół ma w dupie remonty swoich budynków. Dzielnica, w której mieści się przedszkole przy ul. Duchackiej 3 w tym roku wydała na remonty 14 tysięcy złotych, w poprzednich latach usunęła piec węglowy, a w tym roku radni planowali wydać 40 tysięcy na naprawę dachu, jednak inwestycję zablokowano z uwagi na to, że jest to budynek wynajmowany.

Próba wyjaśnienia i negocjacji z kapłanami podwyżek czynszu spotkała się z tradycyjną już ignorancją ze strony kurii.

Kościół umywa ręce i … rzuca słuchawką

O komentarz w tej sprawie i odpowiedź na pytanie, jakie były powody decyzji o podniesieniu czynszu, prosiliśmy wczoraj przedstawicieli krakowskiej kurii, w tym także ks. Prałata Jana Kabzińskiego, który jest ekonomem archidiecezji. Nie chciał on jednak rozmawiać z dziennikarzami, tłumacząc, że sprawa dotyczy prywatnego lokalu, który nie powinien interesować mediów. źródło 

Hierarchowie mają diabła za pazuchą. Z jednej strony wygłaszają frazesy o rodzinie, dzieciach poczętych, odmawiają modły, odbywają Synody, mówią o tym, że zbytki im nie przystają, a z drugiej strony bez pardonu próbują wysysać kasę z miejsc, w których jej nie ma. W 2013 roku ukazał się artykuł: Przedszkola: wielki problem gminy Kraków, w którym opisane są problemy jakie czekają przedszkola w 2015 roku. Niestety autor nie przewidział w nim roli pazernych i bezrefleksyjnych działań krakowskich kapłanów katolickich.

Wygląda to tak, jak w przypadku wolontariuszy — młodzi poniosą część kosztów imprezy, którą dla nich organizuje Kościół Katolicki na czele z ludzkim papieżem. Wstyd po prostu wstyd…

Marka 10; 13 -16

13 Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. 14 A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. 15 Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. 16

Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!

Chociaż trochę…

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
angry-man-274175_1280

„Świniowata” argumentacja publicznych opiniodawców

Coś  niedobrego dzieje się w państwie naszym. W tekstach i komentarzach panuje jakaś młotowata metoda posługiwania się argumentami typu: faszyzm, stalinizm, komunizm, lewactwo itp. Te słowa stają się powoli kluczem w dyskusjach i potwierdzają tylko prawo Godwina  – „Wraz z trwaniem dyskusji w Internecie, prawdopodobieństwo użycia porównania, w którym występuje nazizm bądź Hitler dąży do 1”

W tradycji użytkowników wielu grup Usenetu wątek, w którym w jednej z wypowiedzi pojawia się porównanie do nazizmu lub Hitlera, uważany jest za skończony, a ponadto uznaje się, że osoba, która użyła tego porównania, „przegrała” dyskusję. Obecnie reguła ta rozciąga się na wszelkie inne sposoby komunikacji internetowej. źródło

Czasami dochodzi do tak absurdalnych porównań, że szczęka opada na klawiaturę:

– Redaktor Lis, ten niebieskooki blondynek, jest typowym sukinsynem nazistowskim, który okłamuje Polaków w telewizji publicznej. Kto będzie trzymał tego bydlaka na stanowisku w telewizji publicznej powinien zostać pobity na ulicy, a jego żona ogolona! – rzekł Marian Kowalski –[jeden z kandydatów na prezydenta Polski]  źródło

Pomijając już dość prosty i niezbyt lotny sposób argumentacji, porównanie Lisa do nazisty jest kompletnie bezsensu.

Retoryka z użyciem nazistowskiej maczugi nie omija też kręgów około kościelnych. Na stronie stop aborcji, Aleksandra Musiał zamieściła swój tekst pod tytułem„Ustawa o podludziach”. Tekst jest obrzydliwy, wręcz skandaliczny, bo w sposób bezpośredni przyrównuje państwo Polskie do nazistowskiej III Rzeszy.

Ta młoda kobieta o wyraźnie skrzywionym spojrzeniu na rzeczywistość porównuje obowiązująca ustawę aborcyjną z ustawą, która była przyjęta przez nazistowski rząd w 1935 roku, określającą żydów jako podludzi.

15 września 2015 roku mija 80 lat od przyjęcia przez hitlerowskie Niemcy „ustaw norymberskich”, które pozbawiając Żydów większości praw obywatelskich, sprowadziły ich do kategorii podludzi.

Polska władza w podobny sposób, a więc jako przedmiot, a nie podmiot prawa, traktuje inną grupę osób, mianowicie część nienarodzonych jeszcze dzieci. Ustawa z 1993 roku dopuściła zabijanie niektórych z nich i podobnie jak w hitlerowskich Niemczech, liczba ofiar z roku na rok rośnie.

Nie wiem, co się musi dziać w głowie tej młodej kobiety, żeby wypisywać takie wnioskowania.

Nasi rządzący tłumaczą się też podobnie jak hitlerowscy zbrodniarze. „Dzisiaj jest prawo regulujące ten obszar” –stwierdziła premier Kopacz

Ostanie wydarzenia związane z uchodźcami, ten stan argumentacji tylko pogłębiają i co najgorsze – mało kto na to reaguje.

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
heres-how-some-brands-have-subtly-won-over-the-lgbt-community

Leczyć? A z czego?

Od lat toczy się spór, czy za rozwój preferencji seksualnych odpowiadają czynniki biologiczne, psychologiczne, społeczne, czy też wszystkie naraz. Jakiś czas temu szwedzcy neurobiolodzy – Ivanka Savić i Per Lindström przeprowadzili badania polegające na skanowaniu mózgu w czasie wąchania substancji pochodzącej z potu mężczyzny oraz wywaru z kobiecego moczu. Badacze zaczęli się zastanawiać, czy istnieją różnice między mózgami osób tej samej płci, ale o innych preferencjach seksualnych.

Przeprowadzono badania, które sugerowały, że trzecie jądro podwzgórza u gejów jest znacznie mniejsze niż u mężczyzn heteroseksualnych. Różnica dotyczy też spoidła wielkiego, które u mężczyzn heteroseksualnych jest o 18% większe niż u kobiet i o 35% większe niż u mężczyzn homoseksualnych  Focus

Badanie nie jest do końca wiarygodne, bo nie wiadomo czy użyte do doświadczeń związki AND i EST są naprawdę feromonami. Tym bardziej, że AND występuje w pocie kobiet i mężczyzn, z tym że u tych ostatnich w większym stężeniu.

Wyniki badań najbardziej chyba ucieszyły producentów perfum, którzy mogą je używać do celów reklamowych. Różnice w reakcjach układu nerwowego u gejów i hetero nie potwierdzają, że homoseksualizm jest wrodzony albo, że wykształca się na poziomie wąchania bielizny. Wydaje się bardziej prawdopodobne, że powód leży w genetyce, bo badania nad bliźniętami wykazały, że statystycznie więcej jest osób homoseksualnych wśród bliźniąt jednojajowych niż dwujajowych, ale i to nie jest dowiedzione.

Homoseksualizm jest zagadką dla naukowców, a odwieczne stereotypy powodują wrogość wobec odmienności, której ludzie zwyczajnie nie rozumieją i boją się jej. Swojego czasu przeprowadzono badania, w których pytano się respondentów jaki mają stosunek do homoseksualistów. W grupie, która była zdecydowanie negatywnie nastawiona, zadano pytanie: czy znają lub rozmawiali kiedyś z kimś ze środowiska LGBT? Okazało się, że przeważająca część pytanych w życiu nie miała z nikim o preferencjach homoseksualnych kontaktu.

Wrogość wobec środowisk LGBT wynika głównie z ukształtowanego poglądu o niemoralności i grzechu stosunków między osobami tej samej płci. Ludzie o poglądach konserwatywnych, wśród których prym wiodą hierarchowie kościelni, potępiają homoseksualizm; twierdzą, że jest chorobą, objawem opętania, wynaturzeniem. Oceny te wynikają z ich rozumienia moralności, która wynika z błędnych przekonań i wielowiekowych przesądów.

Ludzie ferujący takie oceny nie są świadomi, że to co jest ewolucyjnie adaptacyjne, nie podlega relatywnej ocenie „moralnej słuszności”. Kochanie bliźniego jak siebie samego, nastawianie drugiego policzka, całkowite wybaczanie krzywd czy też traktowanie każdego dziecka jednakowo, rzadko lub w ogóle nie występuje w świecie natury, więc przewrotnie można by było powiedzieć, że to właśnie te postawy są „wynaturzeniami”.

Nie ma znaczenia tak naprawdę, skąd pochodzą odmienne preferencje, bo etyka nie posiada mózgu, to ludzie tworzą relacje i ustalają normy. Życie prywatne i sfera seksualności nie podlega ocenom; to co robią ludzie dorośli ze swoim życiem, jest wyłącznie ich sprawą.

Próba definiowania homoseksualizmu jako choroby jest objawem homofobii i braku wiedzy. Ludzie, którzy posługują się taką retoryką, nie wiedzą, że oceniają czyjąś tożsamość, która poddawana jest ostracyzmowi, nie zdają sobie sprawy, jakie to niesie za sobą konsekwencje. Osoby poddawane takiej opresji, jeżeli nie są odporne psychicznie, popadają w depresje i psychiczne cierpienie.

Psychologia świecka i filozofia humanistyczna, które są ponad religijnym myśleniem pachnącym kadzidłem, dowiodły, że homoseksualizm nie jest chorobą. Postawy humanistyczne szukają źródeł prawdy o człowieku w nim samym, a nie w starych księgach pisanych tysiące lat temu. To właśnie humanizm w połączaniu z filozofią i psychologią zdefiniował wykluczenie społeczne i określił uczucia związane z byciem wyrzutkiem, prześladowanym, przymusowo „leczonym” ze swojej tożsamości.

Traktowanie odmiennej tożsamości jako choroby prowadzi do absurdów, bo w ten sposób można dowieść, że wszyscy jesteśmy chorzy. Szukanie choroby tam gdzie jej być nie może i nie ma, kojarzy mi się z słowami Andrieja Wyszyńskiego: „dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”.  W wydaniu poszukiwaczy choroby, słowa te brzmią:  „dajcie mi człowieka, a znajdzie się choroba”. Ciekawe, jaką chorobę można by było znaleźć szperając w głowach szczęśliwych i religijnych homofobów?

Homoseksualiści żyjący w środowisku, które ich akceptuje w zgodzie z własną tożsamością, są szczęśliwi, tworzą udane związki; nie byłoby to możliwe, gdyby byli „chorzy”, gdyby ich zachowania były „wynaturzone” i trzeba by było – ich „leczyć”. Ten fakt jednak jest nie do przyjęcia przez homofobów, którzy kierują się zafałszowanym obrazem ludzkich zachowań, którzy nie są w stanie zrewidować swoich fałszywych przekonań wpojonych im przez kapłanów rożnej maści, wśród których to duchownych  homoseksualizm nie jest czymś wyjątkowym.

Uznanie homoseksualizmu za tożsamość seksualną wstrząsnęłoby religijnym myśleniem. Trzeba by było przyjąć humanistyczne podejście, w którym to człowiek jest najważniejszą wartością, a jego szczęście jest nadrzędną wykładnią stanowionych norm moralnych. Takie ujęcie jest nie do zaakceptowania przez ludzi, którzy bazują na poczuciu winy i średniowiecznych przesądach.

Żeby zrozumieć drugiego człowieka, trzeba go posłuchać odkładając na bok własne przekonania, trzeba umieć postawić się w jego sytuacji. W zamieszczonym filmiku, prelegent, który żyje w środowisku nie doszukującym się w nim choroby, prezentuje obraz człowieka szczęśliwego i spełnionego. Czy można uznać, że jest chory i wynaturzony? Śmiem wątpić, a osoby które tak myślą, powinny same pogrzebać w swoich głowach.

Polecam osobom wierzącym, które mają otwarty umysł, zapoznanie się z wnikliwą analizą tekstów biblijnych dotyczących homoseksualizmu, dokonaną przez teologów i naukowców. Lektura jest skomplikowana i wymaga poświecenia sporej dawki czasu, bo temat biblijnego postrzegania homoseksualizmu przez wieki podlegał systematycznym manipulacjom.

HOMOSEKSUALIZM_ROCZNIK_10_art_1

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.

Wpisy Racjonalnie

z12849069IF

O współczesnych trollach gnębiących wirtualny świat Globalnej Wioski – czyli rzecz o trollingu internetowym….

z12849069IF

By Anna Gabriella Lilith Gajda®

I. PROLOG – CZYLI KILKA SŁÓW PRO FORMA…

My, ludzie współcześni, żyjący teraz obecnie w XXI wieku, jesteśmy szczególni i niejako „wybrani”, nie tylko ze względu na to, iż to nam właśnie przyszło stać się naocznymi świadkami tak doniosłego i przełomowego momentu w dziejach ludzkości, jakim było nastanie Nowego Millenium, a też i żyć w tym Nowym Millenium, pławiąc się w luksusie tej całej jego „nowoczesności”, ale też i z zupełnie innej, lecz nie mniej doniosłej ani przełomowej przyczyny…

Albowiem oto my, ludzie współcześni staliśmy się również naocznymi świadkami nastania zupełnie nowej, odmiennej i nieznanej Nowej Ery czy Epoki – Epoki Globalnej Wioski i w której to właśnie nam, jako pierwszym „pionierom” przyszło odtąd żyć, a która odmieniła dotychczas znany nam świat tak absolutnie całkowicie, że wręcz wywróciła go do góry nogami, burząc doszczętnie uprzedni ład…

I oto w tym zupełnie nowym, innym świecie Globalnej Wioski przyszło nam żyć prócz tej dawnej, znanej ludzkości od zarania dziejów rzeczywistości realnej i realnym świecie, istniejącej tak faktycznie i fizycznie, niejako namacalnej wręcz, również i w drugiej, nowej i tak diametralnie zgoła odmiennej, innej rzeczywistości, jaką jest rzeczywistość wirtualna i wirtualny świat, twór Internetu i Ery Globalnej Wioski, jakiego nigdy ludzkość jeszcze nie znała i nie widziała – rzeczywistość wirtualna, istniejąca jedynie jako bezcielesny, nienamacalny i nie fizyczny twór – idea w Internetowej, przepastnej i ponoć dosłownie nieskończonej przestrzeni, biegnącej światłowodami sieci, a która to już teraz stała się dla nas równie istotna i prawdziwa, „realna” wręcz jak ta faktycznie istniejąca rzeczywistość, a życie w „virtualu” równie prawdziwe jak to w „realu”.

Ta zupełnie nowa, wirtualna rzeczywistość – tak zgoła diametralnie i absolutnie odmienna, inna od tej realnej, otworzyła przed nami niejako kolejne, zupełnie nowe „drzwi percepcji”, prowadzące do kolejnego zupełnie nowego, nieznanego Świata, jakim jest ów świat wirtualny Internetu.

I też wszystko, co w tym świecie istniało, istnieje, bądź zaistnieje kiedyś jest również podobnie całkiem nowe i diametralnie całkiem odmienne, inne, aniżeli to, co było nam uprzednio znane z życia w „realu” (i wcale nie chodzi tu o jeden z popularnych hipermarketów! J)

Pora więc już najwyższa, aby dokonać eksploracji i poznać lepiej ów nasz nowy, nieznany wirtualny świat, oraz tę nową rzeczywistość drugą, w jakiej to nam właśnie przyszło jako pierwszym żyć i być w niej pionierami, przecierającymi szlak dla potomności i eksplorujących wnętrze tego nowego, nieznanego interioru oraz mnogości zjawisk i form, jakie on w sobie kryje – nauczyć się tej nowej rzeczywistości wirtualnej i nowego, wirtualnego życia w niej – jego zasad, reguł, prawideł i biegu, jego formy bytu i istnienia, jakie tylko będzie nam tam dane napotkać czy doświadczyć, a też w którym to żyjemy już obecnie, chyba bez przesady, już równie mocno, głęboko i „prawdziwie”, co w tym realnym, namacalnym fizycznie – w tym starym, dobrym „realu”….

A ową eksplorację świata wirtualnego i naukę oraz poznawanie jego realiów oraz wirtualnego życia w Globalnej Wiosce, można rozpocząć już teraz, chociażby od lektury niniejszego artykułu i zapoznania się nieco bliżej z jednym z bardziej charakterystycznych, częstych i istotnych zjawisk w Internecie, jakim jest trolling i trolle internetowe, o których to traktuje tenże artykuł.

A zatem… zapraszam Was Drodzy Czytelnicy w podróż do wirtualnej krainy czarów Internetu i niezwykłą przygodę w tej wirtualnej krainie pełnej złośliwych trolli – Enjoy the trip! 😉

II. WSTĘP.

Internet to chyba jeden z najgenialniejszych wynalazków w historii ludzkości, za pomocą którego ludzie z całego świata zyskali możliwość przesyłania niezliczonej ilości nawet bardzo zróżnicowanych danych oraz globalnego komunikowania się. A który to ów nasz współczesny świat i ludzi w nim obecnie żyjących przeniósł w ten zupełnie nowy, odmienny wirtualny świat Globalnej Wioski, zmieniając doszczętnie absolutnie wszystko, i który nagle oto pozbawiony został wszelkich dotychczasowych ograniczeń, w którym granice i odległości dzielące dotychczas ludzi nagle znikły zupełnie, przestając stanowić barierę czy przeszkodę a cały świat legł u stóp absolutnie każdego, kto tylko posiadał połączenie z siecią i dostęp do Internetu – Globalna Wioska przywitała ludzkość w swej wirtualnej Krainie Czarów bez granic….

I oto odtąd rzeczy jakie dotychczas zdawały się absolutną niemożliwością, urzeczywistniły się stając możliwe, a też i równie łatwe jak mrugnięcie okiem. Chcesz pochwalić się znajomym fotkami z urodzin? Nie ma problemu, wystarczy jedno kliknięcie! Masz ochotę napisać bardzo długi list do serdecznej przyjaciółki w Nowej Zelandii i szybko otrzymać na niego odpowiedź? „Mały pikuś”! A może potrzebujesz porady i rozeznać się zapytując ludzi z całego świata o to, jakie posiadają oni sposoby na najlepsze naleśniki czy połów ryb „na muchę”? Cóż, chwilka pracy i gotowe – voila! A może doskwiera ci brak zagranicznych znajomych? To też da się bardzo prosto i szybko załatwić w Internecie, bez obaw!

Oto drogi Czytelniku, witamy bowiem w Globalnej Wiosce, w miejscu, w którym każdy ma prawo do woli korzystać z ograniczonej anonimowości i szerokiego grona potencjalnych odbiorców, w którym może komunikować się bez żadnych przeszkód i ograniczeń z całym światem, a jakie dawniej stanowiły chociażby np. granice państwowe czy odległości dzielące ludzi od siebie…

Jednakże mimo tego całego, nieskończonego ogromu dobrodziejstw, jakie przyniósł ludzkości ów wynalazek, jakim jest Internet obecnie, niestety również i na jego negatywne efekty nie przyszło nam długo czekać, cóż – c’est la vie!

Atoli dlatego, iż jak powszechnie wiadomo, każdy wynalazek w historii ludzkości został choć raz wykorzystany w złym celu – poczynając od koła aż po technologię rozszczepiania atomów. A to zaś stąd, iż żaden wynalazek sam w sobie nie jest jeszcze ani dobry, ani też zły, a dopiero to, w jaki sposób zostanie on wykorzystany, może być dobre lub złe, a też cele do jakich będzie używany są dopiero dobre lub złe, a nie on sam w sobie….

Lecz niestety i w przypadku Internetu również znalazło się bardzo wielu ludzi, którzy z wielką chęcią wykorzystali i tenże genialny wynalazek w zły sposób, i którym posłużył on do złych celów. A to choćby takich jak uprzykrzanie innym użytkownikom korzystanie z niego, łamanie obowiązujących zasad, agresję czy tzw. „cyberprzemoc”, siejąc zamęt, wzniecając kłótnie, wrogość i dezorganizując normalne funkcjonowanie i niejako „życie” w danych zakątkach Globalnej Wioski.

A w kwestii form takich działań i zachowania, jak mniemam, chyba niemalże każdy jeden z internautów, słyszał bądź miał do czynienia – aczkolwiek zapewne nie zawsze był tego w pełni świadom – z jakimś trollem internetowym

trolling-is-a-art

Strolllowany żart o trollingu ;)

A właśnie owe trolle internetowe są sprawcami zjawiska zwanego trollingiem bądź inaczej trollowaniem, jakie tutaj stanowić będzie meritum poniższych roztrząsań.

III. TROLLE I TROLLOWANIE – WPROWADZENIE DO ZAGADNIENIA.

Z racji szacunku dla obowiązującej normy i utartej tradycji, obowiązującej dla tego rodzaju tekstów, a zwłaszcza stylu naukowego, jaki tutaj usilnie staram się naśladować, należałoby najsampierw „dopełnić formalności”, a więc zająć się kwestiami definicji głównych pojęć strategicznych dla tychże rozważań – czyli stanowiących tu owo meritum.

Kwestie definicyjne, jak wszelkie kwestie formalne, podobnie jak formalności dopełnić się należy, mimo że nudne, żmudne i w ogóle pragmatycznie prozaiczne i „odtwórcze” do tego jedynie tam bla bla bla.. – ale obowiązek wypełnić swój trzeba jednak i basta! A zatem i ja, obowiązku dopełnić swego tu muszę należycie – i poświęcić tu chwilę i trochę miejsca na wyklarowanie i dopełnienie wszelkich należnych „formalności”, jakie stanowią kwestie definicyjne i podjąć próbę wstępnego zdefiniowania głównych pojęć dla niniejszego wywodu i roztrząsań w nim poczynionych.

A zatem definiowanie czas zacząć!

  1. Trolling, trollowanie i trolle – czyli definicje głównych pojęć.

Trolling czy inaczej trollowanie stanowi jedno z aspołecznych zachowań w Internecie, jakie poniekąd zalicza się także do form tzw. cyberprzemocy, czyli form zachowania agresywnego i przemocy stosowanej w sieci.

Pojęcie trollingu, najprościej można by zdefiniować jako pewien rodzaj niestosownego zachowania, spotykanego m.in. na forach internetowych i czatach, a także w przypadku wszelkich innych form internetowych dyskusji i komunikowania. Polega zaś ono na świadomym, celowym i niejako „z premedytacją” prowokowaniu innych użytkowników do reakcji i partycypacji w danej dyskusji, poprzez zamieszczanie agresywnych, kontrowersyjnych (a również często niezwiązanych z tematem forum czy grupy), bądź też obraźliwych (często o charakterze osobistym – np. argumenty ad personam) wypowiedzi, np. komentarzy, postów etc., których cel stanowi rozbudzenie czy wszczęcie nowej dyskusji oraz skupienie uwagi na trollu, jak nazywana jest osoba uprawiająca tenże proceder. A to wszystko po to, by siać zamęt, dezorganizację i oczywiście – sprowokować kłótnie, czy też tzw. flame war lub flaming inaczej mówiąc.

Efekty trollingu zwykle stanowi owa dezorganizacja forum czy grupy oraz ich funkcjonowania, bądź też potęgujące się zirytowanie pozostałych użytkowników, a poniekąd też zaognienie konfliktu, a nawet sięganie po co raz to ostrzejszą „broń” przez jego partycypantów, a więc eskalację form agresji i przemocy przezeń używanych.

A za najprostszą i najskuteczniejszą „broń” w walce z trollem uważane jest zaś jego całkowite zignorowanie – co ostudzi do cna jego zapał po pewnym czasie i oznaczając poniesienie przezeń klęski, zmusi do „odwrotu” i dezercji z tego akurat pola bitwy w poszukiwaniu nowych, bardziej podatnych na jego prowokację ofiar w innych miejscach tego rodzaju…

Trolling+is+a+art+not+mine+i+just+screencapped+all_d35a9f_3097535

Trolling o trollingu – typowe…. ;)

I tyle względem tej „najprostszej” definicji, a więc najbardziej uproszczonej i skrótowej, która jednakże nie wyczerpuje jeszcze tematu, ani też kwestii definicyjnych i pełnej definicji rozważanego tutaj pojęcia.

Względem zdefiniowania wstępnie pojęcia, stanowiącego meritum niniejszych roztrząsań, posłużę się źródłem być może nie godnym miana źródła rzetelnej wiedzy i do jakiego kategorycznie bezwzględnie nie należy nigdy sięgać, czyli tzw. wszystkowiedzącej cioci Wikipedii, aczkolwiek jedynie nieznacznie się o to źródło podpierając tylko, aniżeli czerpiąc z niego wiedzę czy się na nie powołując w pełni.

Tak oto trolling czy też inaczej trollowanie, jak już napomknęłam uprzednio, stanowi swoiste zachowanie antyspołeczne[1], które jest charakterystyczne dla miejsc w Internecie takich jak fora internetowe czy grupy dyskusyjne, oraz innych miejsc w Internecie, gdzie prowadzone są dyskusje, umożliwiających interaktywną partycypację jej członkom.

Osoby, parające się procederem, jakim jest trolling, nazywane zaś są trollami internetowymi.

Trolling polega zaś na zamierzonym, celowym – i niejako dokonywanym „z premedytacją” – wpływaniu za pomocą prowokacji na innych użytkowników, które często ma na celu ich ośmieszenie czy wręcz obrażenie, a czego zaś efekt stanowi zwykle sprowokowanie i zainicjowanie kłótni – bądź też tzw. falme war czy flaming inaczej mówiąc. Zwykle realizuje się to za pomocą primo wysyłania, zamieszczania czy publikowania pewnych mocno kontrowersyjnych, ofensywnych i napastliwych, często też niezgodnych z prawdą, fikcyjnych czy zmyślonych po prostu, przekazów, jak np. wiadomości, komentarze, posty, itp. I secundo za pomocą różnego typu zabiegów erystycznych, używanych w tym celu przez trolle.  Takie działanie zaś bazuje na upublicznianiu tego typu wiadomości w roli niejako przynęty, która byłaby w stanie doprowadzić do zainicjowania zagorzałej dyskusji, a finalnie też zwykle kłótni czy inaczej flame war’u lub flame’u.

Więcej światła w tym względzie wniesie nam kwestia etymologii pojęcia, jaką rozważę nieco później, a następnie późniejsze roztrząsania odnośnie jego genezy. A póki co zostawię tę kwestię na razie i pozwolę sobie kontynuować definiowanie.

efc1e0629e4c070942eb07ebc2abfce6

Typowy przykład trollingu…

Za typowe miejsca bytowania trolli uznaje się np. grupy i listy dyskusyjne, fora internetowe, czaty i inne, gdzie tylko istnieje możliwość partycypacji w interaktywnej dyskusji, jak choćby na portalu Onet.pl, gdzie można dodawać komentarze pod rozmaitymi wiadomościami, newsami czy informacjami tam zamieszczanymi, a co umożliwia także takowe prowadzenie dyskusji tamże.

Uogólniając trolling obecnie uznawany jest za zachowanie nieakceptowalne, które stanowi bowiem poważne naruszenie jednej (bądź nawet i więcej) z podstawowych zasad tzw. netetykiety. Ponadto efekt tego zachowania stanowi m.in. dezorganizacja danego miejsca w Internecie, gdzie prowadzona jest dyskusja i skupienie uwagi na osobie trolla, a którem zresztą o to też się głównie rozchodzi…

I to tyle względem głównej części naszej definicji. Teraz, w ramach definicji, dodam jeszcze krótko tylko kilka słów względem etymologii pojęcia trolling, a też i trolla internetowego poniekąd.

Etymologicznie termin trolling wywodzi się od angielskiego terminu trolling for fish, a które oznacza metodę łowienia ryb na tzw. haczyk, czy błystkę, a to zaś wyjaśnia nam nieco samo nasze pojęcie, uzupełniając jego uprzednio tu stworzoną ogólną definicję. Jako że ów nasz troll, uprawiając trolling, działa podobnie – niejako „zarzuca haczyk” czy „przynętę”, poruszając np. kontrowersyjny temat, zresztą często bez potrzeby, ot by tylko jakoś sprowokować tę kłótnie, wywołać flame war – cel jego działania…

10134710357451d09

W tym miejscu dodam jeszcze odnośnie etymologii pojęcia trolling, iż w skutek niejako wstecznej etymologii, osoby uprawiające trolling, zostały nazwane właśnie trollami – poniekąd też od owych legendarno – baśniowych stworów z mitologii nordyckich, do czego postaram się jeszcze wrócić na moment w dalszych częściach niniejszego wywodu, jako że względem definicji, te informacje są tu absolutnie całkowicie wystarczające i w pełni wyczerpują wszelkie kwestie definicyjne w tymże zakresie.

I tak oto zakończyliśmy już definiowanie pierwszego z terminów stanowiących meritum późniejszych tu roztrząsań, jakim jest trolling lub inaczej trollowanie, sformułowawszy już tu uprzednio jego pełną definicję ogólną.

W kwestii definiowania elementarnych pojęć, warto by było w tym miejscu pokusić się o zdefiniowanie pokrótce jeszcze jednego, pokrewnego co prawda terminu, ograniczając się oczywiście także tylko do ogólnej jego definicji tutaj.

Pojęcie owo zaś stanowi termin pochodzący bezpośrednio od pojęcia trollingu,  jakim jest pojęcie troll internetowy, jego słowotwórczy derywat, który oznacza osobę uprawiającą tenże proceder, czy która uprawia trolling (tzw. nazwa sprawcy/wykonawcy czynności w słowotwórstwie, abstrahując nieco od meritum wspomnę tylko na marginesie…).

A więc wiemy już z powyższych wynurzeń, iż ów definiowany tu troll (internetowy), to osoba uprawiająca trolling, który zdefiniowaliśmy uprzednio co i jego znaczenie jest nam już znane.

Co z niego zaś wynika, troll to osoba, która za pośrednictwem rozmaitych narzędzi oferowanych przez Internet usiłuje wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza emocjonalne) współużytkowników, za pomocą „haczyka – przynęty”, jaką jest prowokacja – najczęściej rozchodzi się tu o sprowokowanie kłótni, a inaczej mówiąc flame war czy flame’u.

Miejsc bytowania czy działalności trolla może być bardzo wiele różnego rodzaju, jako że zasadniczo trolling można uprawiać w każdym miejscu w sieci, które tylko umożliwia pisanie czy zamieszczanie wypowiedzi, komentarzy, postów, bądź też jakimkolwiek serwisie, który tylko daje możliwość interakcji z innymi użytkownikami, takich jak np. fora internetowe, grupy czy listy dyskusyjne, czaty czy portale społecznościowe, a nawet informacyjne, gazety internetowe, blogi, itp.

Przyczynę trudności w dokonaniu identyfikacji trolla w danym miejscu, stanowi kwestia jego odróżnienia od zwykłego idioty – ograniczonego chama czy chuligana, bądź też od osoby posiadającej faktycznie niezwykle oryginalne poglądy, które także mogą czasem wzbudzać wiele kontrowersji lub uchodzić za kontrowersyjne, a nawet bulwersujące czy obrazoburcze. I tu po części niezbędna jest i pewna wiedza, i pewne doświadczenie oraz „obycie”, jak też i pewna intuicja, na którą też czasem konieczne jest się zdać częściowo, próbując zidentyfikować trolla.

W kwestii definiowania omawianego tu pojęcia należy nadmienić jeszcze tylko o jednej rzeczy, a jaka to związana jest z dość częstym myleniem pojęć.

Najprościej można by to wyrazić za pomocą następującego równania:

Trolling ≠ robienie komuś kawałów!!

Albowiem pojęcie trolling absolutnie nie jest tożsame w żadnym wypadku ze znaczeniem „robienie komuś kawałów” i tychże dwóch odrębnych zupełnie pojęcie bezwzględnie nie należy mylić ani też utożsamiać ze sobą! Co prawda etymologia tejże błędnej mody na utożsamianie wykręcania komuś kawałów z pojęciem trolling nie jest bliżej znana – a co istotne jest w świetle faktu, iż pojawiają się ludzie, którzy zaczynają rozszerzać zastosowanie pojęcia trollingu także poza świat wirtualny. I w zasadzie mogłoby się zdawać, iż to nic takiego…

A bynajmniej dopóty dopóki nie wyobrazimy sobie, tak przykładowo, sytuacji, w której jakiś dziesięciolatek nie zastępuje trollowaniem co drugi użyty czasownik – trzeba przyznać, iż to iście sic!

Naturalnie w tym momencie zapewne znajdzie się wielu takich, którzy z wyrzutem zakrzykną tutaj, że przecież „[…] słowa zmieniają z czasem swe znaczenie”, i owszem prawdą jest, iż z czasem pierwotne znaczenie słów ulegać może najrozmaitszym transformacjom, mniej lub bardziej abstrahując od owego ich pierwotnego znaczenia. Z tym, że owe transformacje jednakże nie powodują aż tak donośnych zmian – aż o 180°…

A jakby nie było to owo robienie komuś kawałów, czy mówiąc kolokwialnie „robienie sobie jaj” budzi przecież głównie emocje pozytywne, gdy zaś trolling ma konotacje głównie z emocjami negatywnymi.

I to by było na tyle względem kwestii definicyjnych i definiowania elementarnych pojęć. Czas teraz przejść powoli do meritum i wgryźć się w temat nieco głębiej…

IV. TROLLOWANIE – GENEZA, ZNACZENIE I PORTET TROLLA.

  1. Geneza zjawiska trollingu i trolli

Sam czasownik troll etymologicznie wywodzi się od starofrancuskiego troller, terminu myśliwskiego. Z kolei rzeczownik troll wywodzi się z mitologii i jest określeniem pewnego rodzaju potwora. Trolle są ponad to również bohaterami skandynawskich bajek, a w których to ukazywane są jako stwory niezwykle podstępne i skore do psot.

O ile obecnie trollowanie jest postrzegane głównie jako zjawisko patologiczne i chuligańskie, to ma ono swoje źródła w zjawisku o wiele bardziej pozytywnym, jakie stanowiły działania podejmowane w Usenecie wobec nowych użytkowników (czyli tzw. newbees lub newfags), a którego cel stanowiło ich zdyskredytowanie (jako laików, nowicjuszy etc.) w oczach użytkowników konkretnej grupy dyskusyjnej.

W światku Usenetu ceniono tego typu trollowanie, a jego ofiarom czasem wysyłano akronim YHBT („you have been trolled”, czyli zostałeś strollowany), a co stanowiło formę powiadomienia o tym, iż osoba ta dała się podpuścić. Jednakże z czasem zachowania te straciły swe pierwotne znaczenie, a też i przestały one być akceptowane, zaś osoby nadmiernie te zachowania stosujące, zaczęto piętnować. Piętnowanie to odbywało się zarówno poprzez określanie ich terminem troll, który zakłóca merytoryczny tok dyskusji, jak też poprzez ostrzeżenia kierowane do innych użytkowników, zwłaszcza nowych, przed trollami oraz polecenie im niewdawania się w żadną dyskusję z tymi to trollami.

Z kolei co się zaś tyczy samego pojęcia trollowanie (trolling) ma ono jeszcze nieco inną genezę, aniżeli wspomniana tu uprzednio. Albowiem pojęcie to, jak już wspominałam, stanowi angielski termin wędkarski, który oznacza pewną metodę połowu ryb, jaką jest ciągnięcie przynęty za łodzią.

A w korelacji do terminu internetowego, jakim jest trolling, owa esencjonalna tu „przynęta”, przybiera postać na przykład pewnej mocno kontrowersyjnej, a nawet bulwersującej nieraz, wypowiedzi, jakiej treść zwykle abstrahuje mocno od meritum danej dyskusji.

Tymczasem współczesne rozumienie trollowania czyli trollingu inaczej, ujmuje je jako zachowanie, które czynione jest z premedytacją (a więc umyślnie) i celowo, a które to działanie zmierza do skłócenia pewnej grupy – społeczności czy cyberspołeczności, dezorganizacji tejże grupy oraz dyskusji tamże prowadzonej, a też co się z tym wiąże – wszczęcia kłótni, czy też tzw. fame war’u lub flame’u.

Typowe działanie trolla polega na tym, iż usiłuje on poprzez prowokacje, sprowokować innych użytkowników Internetu do podjęcia z nim dyskusji, a co często przybiera postać niezwykle nachalną i wulgarną wręcz.

Troll ów zarzuca swą przynętę, a więc ową prowokacje, poprzez wysyłanie i upublicznienie wiadomości czy postów, których treść zwykle pozostaje całkowicie niezgodna z faktami i prawdą. A ulubione miejsca bytowania trolla stanowią rozmaite fora, grupy dyskusyjne, czaty bądź też portale społecznościowe oraz wszelkie inne miejsca, w których to odbywają się spotkania i prowadzone są dyskusje.

Niestety działania trolla i jego partycypacja we wszelkich dyskusjach, zwykle nacechowane jest silnie deficytami względem zasad tzw. „Netetykiety”[2], czego konsekwencje stanowi zaś doprowadzanie do niekorzystnego zamętu, rozgardiaszu, bałaganu i dezorganizacji.

  1. Współczesne znaczenie i semantyka terminu trolling – portret współczesnego

Termin został sformułowany w Internecie w późnych latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z tym, że pierwszy znany przykład pochodzi z roku 1992.

Pierwsze udokumentowane, aczkolwiek nie związane z Internetem, zastosowanie trollingu, w kontekście działalności prowokacyjnej, dokonywanej z premedytacją i umyślne działanie, zostało udokumentowane w roku 1972, w Wietnamie, w lotnictwie armii amerykańskiej.

Z kolei praktyczne zastosowanie trollingu po raz pierwszy zostało udokumentowane w roku 1999 w literaturze akademickiej przez Judith Donath[3]. W swej pracy opisuje ona pewną niejako dwuznaczną tożsamość, przybieraną w pozbawionej wymiaru fizycznego, czyli „ciała” wirtualnej społeczności, jak choćby przykładowo w sieci Usenet. W tym kontekście trolling jest traktowany jako swoista gra w oszukiwanie tejże tożsamości, poprzez fałszywe tożsamości przybierane przez trolla, służące tak samo jak sama wypowiedź przez nie publikowana, wyłącznie celom prowokacyjnym i w tym celu są one tworzone.

Jak pisze Daniel Jachyra, w swym artykule pt. Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, do którego abstrahuję w tej części mego wywodu,  Susan Herring w Searching for Safety Online: Managing Trolling in a Feminist Forum zwraca uwagę na trudności, jakie mają miejsce w trakcie monitorowania trollingu, przy jednoczesnym utrzymaniu wolności słowa w obrębie społeczności internetowych. A to stąd, iż ciesząca się powszechną akceptacją wolność słowa i wypowiedzi, może skutkować zaistnieniem zachowania sygnalizujące trolling. To zaś w konsekwencji okazuje się kolidować z interesem osób, których cel stanowi utrzymanie otwartego charakteru dyskusji. A co w szczególności uwidacznia się w obrębie tematów „wrażliwych” czy drażliwych, takich jak kwestie np. płci, rasy, orientacji seksualnej czy seksu[4]. Stąd na wielu stronach czy serwisach, jak np. nasza-klasa.pl czy facebook.pl, pojawia się wymaganie od użytkowników podania ich (prawdziwych) danych osobowych oraz adresów e – mail, a co ma z kolei na celu obarczeniem użytkowników poczuciem odpowiedzialności za swe wypowiedzi tamże publikowane, a w efekcie także zminimalizowanie zachowania nacechowanego brakiem kultury.

I tak oto obecnie, w epoce Globalnej Wioski, trollowanie semantycznie napiętnowane jest jako zachowanie o zdecydowanie negatywnym znaczeniu, czy wręcz nawet chuligańskie, i straciło wszelką akceptację.

  1. Portret współczesnego trolla – czyli charakterystyka trolla i trollowania.

Tu jednak rodzi się pytanie o to, kim więc właściwie jest ów troll internetowy? Postaram się zatem udzielić tu wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie, tak by nie pozostały już żadne wątpliwości odnośnie tego, kim jest ów nasz troll.

Trolla można określić, jako osobę, która to poprzez wykorzystanie narzędzi, jakie oferuje Internet, usilnie dąży do tego, aby wywołać negatywne reakcje (zwłaszcza te silnie emocjonalne) innych współużytkowników – najczęściej rozchodzi się tu o zażartą kłótnię, bądź też tzw. falme war czy flame. Terytorium trolla, na którym to on prowadzi swe działania, w zasadzie może stanowić każde jedno miejsce w Internecie, które tylko daje możliwość interaktywnej partycypacji użytkownikom czy, w którym odbywają się jakiekolwiek dysputy pomiędzy użytkownikami, lub istnieje możliwość publikowania własnych wypowiedzi, komentarzy czy postów, etc. Wszędzie tam, gdzie toczy się jakakolwiek dyskusja, prędzej czy później zjawia się i troll – będąc niejako nieodzownym wręcz elementem każdej internetowej dysputy.

Nakreślenie portretu współczesnego trolla pozwolę sobie rozpocząć od pewnej kategoryzacji ogólnej typologii trolli, bazującej na obserwacjach Internautów, podług której to wyróżnia się trzy podstawowe typy oraz dodatkowy czwarty podtyp trolli internetowych, a które to są następujące:

  • Troll kategorii C:

Ten typ stanowi osoba, podług mniemania której to zupełnie wystarczające jest „zgwałcenie” ojczystej ornamentyki i reguł ortograficznych, do tego, ażeby przykuć uwagę do swej persony. Zazwyczaj jego działania nie wykraczają poza jedynie wulgarne „bluzgi”, obelżywe wyzwiska i zniewagi, o iście żenującym poziomie. Ten najbardziej żałosny z typów trolli, zwykle cechuje się tendencją do nagminnego nadużywania Caps Lock’a (czyli dużych liter, a co oznacza krzyk i jest kategorycznie potępiane przez netetykietę). Na jego nędzne prowokacje najniższych lotów, nabrać dają się niemal wyłącznie jedynie tylko osoby zupełnie nieobeznane z wirtualnym światem Internetu, jak choćby tzw. newbees czy newfags – „świeżaki”, dla których realia wirtualnych światów są jeszcze zupełnie nieznane i obce… Zaś cała pozostała reszta użytkowników reaguje na te żałosne wysiłki zwykle po prostu zgłaszając takowe komentarze czy wypowiedzi do moderacji i ignoruje je całkowicie, przeglądając dalej ową stronę, jak gdyby nigdy nic…

  • Troll kategorii B:

Ten typ cechuje się równą nieuprzejmością, jak ów omawiany tu uprzednio, z tym, że jest już nieco bardziej wprawionym retorem – kolokwialnie mówiąc, jest on nieco bardziej „wyszczekany”. Cechy dystynktywne takiego trolla to wypowiedzi czy komentarze, odznaczające się znacznie większą już obszernością czy długością. Również prowokowanie w celu wywoływania negatywnych reakcji w jego wydaniu jest już znacznie bardziej skuteczne, aniżeli w przypadku omawianym powyżej. Aczkolwiek warto dodać, iż pewność, co do tego, iż napotkany w sieci troll, należy właśnie do tego typu, najprędzej dać może fakt, iż jest on notorycznym chamem!

  • Troll kategorii A:

To niejako „najbardziej wyrafinowany” typ spośród trolli internetowych, a zarazem najskuteczniejszy i nastręczający najwięcej trudności w jego identyfikacji, jako że identyfikacji tejże dokonać udaje się zwykle dopiero po odbyciu z nim dłuższej zdecydowanie dyskusji. W konfrontacji ze standardami obowiązującymi w Internecie, można rzec, iż dba on „jako tako” przynajmniej o formę, jaką nadaje swym wypowiedziom. Cechę dystynktywną tego typu trolla, stanowi primo częste posługiwanie się argumentami, jakie zostały przez niego zasłyszane od innych użytkowników (kalki myślowe), przy czym odznaczające się ewidentnym brakiem jakiejkolwiek samodzielnej refleksji – powiela on jedynie, jak kalka, cudze poglądy czy argumenty, niczym zwykłe „ksero”….

To, iż mamy do czynienia z takim całkiem dość umiejętnym trollem, rozpoznać można na podstawie faktu, iż  owa osoba napotkana w sieci odznacza się silną i ewidentną tendencją do uporczywego powtarzania jak automat, treści brzmiących dość znajomo – jak choćby pewne kalki myślowe, utarte stereotypy czy mity, itp. Przykładem takich treści mogą być często spotykane, sztampowe poglądy, takie jak np.:

„[…] Owsiak  to wspaniały człowiek ale głupie polaczki nie mogą żyć bez opluwania lepszych od siebie”, bądź pogląd, iż – aczkolwiek zgodny z prawdą tak właściwie – „Marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu”.

Te powielane, niejako kserowane, sztampowe „kalki”, gdy się je czyta sprawiają, iż „cholera bierze człowieka i szlag trafia” – tak kolokwialnie mówiąc. Ale o to tu przecież właśnie chodzi!

Prócz powyższych trzech, głównych typów trolli, można wyróżnić jeszcze jeden dodatkowy, czwarty podtyp niejako, jak następuje poniżej.

  • Troll kategorii AA:

O osobach tego typu zwykło się mówić, iż stanowią one prawdopodobnie najbardziej nieszczęśliwych ludzi w Internecie. To tzw. trollołaki, jak też ochrzczona została grupa ludzi odznaczających się brakiem świadomości tego, iż przekroczyli oni barierę między fanatyzmem a zwykłym internetowym trollingiem. W zasadzie ich zachowanie charakteryzuje się cechami podobnymi do zachowania trolla typu A, z tą jednakże różnicą, iż ich celu nie stanowi wcale a wcale rozpętywanie kłótni czy flame war’u, lecz jest to najzwyczajniej po prostu sposób, w jaki zwykli oni normalnie prowadzić dyskusję. I tak oto w celu zapewnienia spokoju innym Internautom, niestety nie pozostaje tu nic innego, jak i ten podtyp traktować jednakowoż, jak każdego innego, pełnoprawnego trolla.

Kolejny element naszego portretu współczesnego trolla, jaki usiłuję tu naszkicować, stanowić z kolei będzie niejako charakterystyka zachowania trolla i cech specyficznych jemu właściwych, jakie postaram się tutaj następnie omówić, przybliżając nieco realia „życia” i osobowości współczesnych trolli.

A zatem, zacznijmy od tego, o czym już tu była mowa, czyli faktu, iż trolling, stanowi jedno z zachowań antyspołecznych w Internecie, a więc osoba trolla, który trolluje, dopuszcza się co za tym idzie zachowania antyspołecznego, czyli również on sam stanowi zatem jednostkę antyspołeczną.

Pierwsza z cech charakteryzujących trolla i jego zachowanie, wynika już niejako z samej tylko definicji pojęcia zachowanie antyspołeczne. A która to definiuje to pojęcie, jako formę nieadekwatnego funkcjonowania w obrębie ról społecznych, które to cechują agresywne formy niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji oraz wrogości działań. Zaś do symptomów zachowań aspołecznych zalicza się silne dążenia do działania na szkodę innych osób, skłonność do bezinteresownego okrucieństwa, brak wrażliwości moralnej oraz częste lub nagminne stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych. I stąd oto wynikają pierwsze z omawianych tu cech specyficznych dla trolla  i jego zachowania.

26376702

A mianowicie, pierwszą z tychże cech stanowi primo, owa ewidentna agresja i wrogość jego działań, a zaś secundo – agresja i stosowanie przemocy w stosunkach interpersonalnych, jakie stają się przedmiotem jego partycypacji. Ponadto, jak z owej definicji wynika również, tertio cechę takową stanowi działanie na szkodę innych osób – troll bowiem z zasady nigdy nie działa w celu innym, aniżeli wyrządzanie szkód i nie sposób jest zarzucić mu, iż przyczynia się jakkolwiek do czegokolwiek prócz tejże szkody, dla innych współużytkowników – jako że jest on typowym przykładem internetowego „szkodnika”, pasożytującego na innych Internautach! ‘

I finalnie quarto – troll zasadniczo przejawia totalny brak wszelkiej wrażliwości moralnej, a poniekąd także jakiejkolwiek moralności – kwestie moralne ma on bowiem głęboko w czterech literach, a liczy się tylko i wyłącznie skuteczność dokonywanej prowokacji i wzbudzonych przez nią negatywnych reakcji – i pal lich moralność, byle tylko udało się wszcząć jak najostrzejszą kłótnię i jatkę!

images

Trolling to też swego rodzaju „Sztuka”…

Troll poza tym moralność wykorzystuje dla własnych celów i korzyści jedynie, manipulując nią absolutnie dowolnie, byle tylko uzyskać swój zamierzony cel i wywołać pożądany efekt, bez najmniejszego poważania dla powszechnie uznanych zasad, reguł czy praw moralnych oraz panującej moralności – niczym w myśl idei, jaką jest machiavellizm – wszystkie chwyty dozwolone i każda droga dobra, choćby po trupach, jeśli tylko prowadzi do upragnionego celu!

I tak też troll, dopuszczający się trollowania zwykle reaguje w sposób wrogi zarówno na próby pacyfikacji i uspokojenia „pieniacza”, jak też na agresywne reakcje innych na jego „zaczepki”. Co też specyficzne dla trolla, wszelka merytoryczna treść – czyli „Zawartość” – dyskusji zwykle ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala ona w innych dyskutantach jakieś negatywne emocje i prowadzi do kontynuacji wszczętego sporu, bądź też jego zaostrzenia czy intensyfikacji. Czasem można przeto odnieść wrażenie, jak gdyby troll sycił się nimi.

Zadowolenie trolla zaś wzrasta wprost proporcjonalnie do wzrostu ilości osób, które wpadną w jego „sidła” – pozwolą mu się podpuścić – oraz do wzrostu ilości odpowiedzi i reakcji na jego prowokację – czyli post…

Jako fakt odniesienia zwycięstwa, interpretuje on sytuację, w której znużenie jej uczestników realizowane jest poprzez zakończenie danej dyskusji bądź wątku etc. , bądź też sytuację, w której osoba trolla zostaje finalnie wrzucona do tzw. killfile’a.

Inną formę, jaką przyjmować może trollowanie stanowi z kolei zamieszczanie w treści publikowanych wypowiedzi czy postów, ukrytych linków do stron z obrzydliwą, obsceniczną bądź odrażającą zawartością, które zostają zamaskowane w taki sposób, iż niczego nieświadomy użytkownik niespodziewanie nagle zostaje brutalnie zderzony z np. widokiem zmasakrowanych zwłok bądź też ludzi w trakcie wypróżniania się, itp. Z kolei inną jeszcze formę trollowania stanowi także podawanie – również zamaskowanych jak uprzednio – linków do tzw. screamerów[5] – bez ostrzeżenia i niespodziewanie.

f552eb213f69b3b22cb519e9e17d44d7

Trolling to jedynie prowokacja i tylko tyle….

Spośród innych takich cech dystynktywnych wykazywanych przez trolle, warto również wspomnieć o tych dotyczących kwestii ich fałszywych tożsamości. I tak oto cechę typową stanowi tu częstsze lub rzadsze zmienianie swoich danych, podanych dla pewnej jednej z przyjmowanych przez trolla tożsamości (jak np. adresy e – mail), a co ma na celu między innymi znalezienie się poza tzw. killfile’ami innych użytkowników.

Innym rodzajem trollowania jest to, które podjęte zostaje przez tzw. lamera – to jest osobę, która usilnie podkreślając swe obeznanie i doświadczenie, a też i posiadaną wiedzę na dany temat – a w praktyce natomiast pozostają one całkiem niewielkie lub wręcz znikome – zob. Efekt Krugera – Dunninga[6]. Taki troll – lamer zwykle usilnie stara się wypowiedzieć np. odnośnie wad czegoś/kogoś, próbując niejako „na siłę” pomóc komuś w danym problemie etc. Aczkolwiek, gdy dochodzi do konfrontacji i polemiki z użytkownikami znacznie bardziej doświadczonymi, bądź też posiadającymi znacznie większą wiedzę czy kwalifikacje w danym względzie, reakcję lamera mogą stanowić nieraz śmieszne czy bezsensowne, wręcz nawet absurdalne argumenty. Finał takiej sytuacji często gęsto stanowi interwencja administratora, czyli „admina”, bądź też moderatorów danego serwisu.

I to w zasadzie wszystko już w tej części przynajmniej odnośnie trolli –  więcej potrollujemy w następnym rozdziale!

V. SYMPTOMY I ZNAKI – CZYLI IDENTYFIKUJEMY TROLLA!

W slangu internetowym pod pojęciem troll funkcjonuje określenie osoby, która dokonuje publikacji w sieci wiadomości, które są podburzające, zwykle nieistotne i abstrahujące od meritum danej grupy, forum lub wątku, czatu czy portalu społecznościowego bądź bloga.

Dla kwestii identyfikacji istotny jest również cel, jaki zwykle przyświeca wypowiedziom trolla, a który stanowi wywołanie wśród innych użytkowników reakcji, przeważnie nacechowanych negatywnie i silnie emocjonalnych, bądź też najzwyklejsze w świecie zakłócenie i spowodowanie zamieszania oraz dezorganizacji w dyskusji, ale też i ogólnym funkcjonowaniu forum, czatu czy portalu etc.

Typowym zachowaniem, po jakim łatwo „wyczuć” trolla, jest również agresywna reakcja na próby uspokojenia dyskusji przez innych użytkowników bądź też na agresywne reakcje innych użytkowników na zaczepki czy prowokacje trolla.

Typowy dla trolla jest również wzrost jego satysfakcji i zadowolenia wprost proporcjonalny do wzrostu rozmiaru, jaki osiąga wszczęty przez niego spór, a także do wzrostu ilości partycypujących w nim osób. Troll bowiem świętuje swą Victorię wówczas, gdy „admin” (tj. administrator) dokonuje zamknięcia danego tematu dyskusji – czyli EOT z ang. „End of Topic” – a on sam zostaje umieszczony w tzw. killfile’u, czyli po prostu na liście zablokowanych („zbanowanych”) użytkowników, tematów bądź też słów etc.

3abdaf667e9b1f5f08dbd66a16102f35dd074ed5

Kolejny z dowcipów o trollingu.. :)

Jak już wspominałam uprzednio, trollem może również być tzw. lamer, czyli użytkownik, który nie zna się zbytnio na temacie, jest laikiem, jednakże dokłada starań, aby zdołać za wszelką cenę dowieść, iż jest zgoła inaczej. Tak osobnik zwykle bardzo często wdaje się w dyskusje i równie wiele dyskutuje, udając i pozując na profesjonalistę i fachowca w danej dziedzinie, przy czym używa zwrotów bardzo oczywistych, co dość charakterystyczne. Konsekwencje tego są takie zwykle, iż w skutek konfrontacji z użytkownikami bardziej doświadczonymi, z większą wiedzą czy bardziej wykwalifikowanymi, dochodzi do zdemaskowania lamera, a w rezultacie również często także jego zablokowania przez moderatora danego serwisu.

Tutaj wspomnę krótko o tym, iż w takim kontekście trollowanie może posiadać również znaczenie nieco bardziej pozytywne, a to w przypadku gdy trollowanie jest stosowane w celu zniechęcania do kontynuacji dyskusji bądź to zdyskredytowania właśnie osoby takiego lamera, a tym samym umożliwienie innym użytkownikom partycypacji w normalnej, merytorycznej dyskusji bez zakłóceń i zatruwania atmosfery przez animozje takiego trolla.

Troll zwykle odróżnia się od otoczenia pewnym zestawem cech dystynktywnych, jakimi opisać można specyfikę jego osobowości oraz zachowania, bądź to podejmowanych przez niego działań. Owe cechy dystynktywne wyróżniające go od otoczenia, stanowią jednocześnie zarazem pewne niejako „symptomy trollowania”, jakie pozwalają na identyfikację trolla czy jego zdemaskowanie, a tym samym ukrócenie jego prowokacji i działalności w danym przypadku.

Wśród takowych cech dystynktywnych trolla, stanowiących zarazem owe „symptomy trollowania”, wyróżnić można przede wszystkim następujące:

  • Typowe dla trolla jest bezgraniczne podporządkowanie się jakiejś idei (np. „ten system operacyjny jest najlepszy!”) oraz jej obrona – do samego końca bez względu na wszystko – także bez względu na prawdziwość danego stwierdzenia;
  • Wyróżnia go też łatwa do zauważenia sztuczna nieznajomość elementarnych podstaw danego tematu czy zagadnienia poruszanego na forum, jak też związane z tym zadawanie notorycznie pytań zupełnie nie związanych nijak z meritum określonej grupy dyskusyjnej – przykładowo na forum prawniczym troll będzie zadawał pytania odnośnie swych fikcyjnych problemów ze sprzętem komputerowym;
  • Typowym symptomem jest również częste i wielokrotne stawianie tych samych pytań w koło, a na które to została już uprzednio udzielona odpowiedź, a które to działanie ma na celu sianie zamętu i sprowokowanie zamieszania na forum;
  • Typowy jest także brak umiejętności trolla do przyznania się do własnego błędu; zwykle troll uparcie będzie się go wypierał, bagatelizował bądź też reagował agresją;
  • Kolejny symptom stanowi ewidentny brak umiejętności prowadzenia dyskusji, jaki wyraża się poprzez zaprzeczanie własnym tezom postawionym uprzednio oraz brak spójności wypowiedzi trolla;
  • Typowe jest również celowe wyrażanie opinii czy poglądów skrajnie odmiennych aniżeli te wyrażane przez daną grupę, a w której to troll owo mniemanie postuluje, nawet jeśli są one tak faktycznie identyczne z jego własnymi. To z kolei prowadzi do zaistnienia dyskusji, z której wyłapuje on i „wyciąga” osoby przejawiające „słabość” w postaci braku zdolności argumentowania własnego zdania – z czego czerpie on zaś satysfakcję, jaką daje mu poczucie wyższości nad innymi;
  • Symptom zdradzający trolla stanowi również typowe stosowanie argumentów ad personam miast ad rem[7] – jak na przykład następujące:
  • „Doprawdy pojąć nie mogę, jak mogą państwo dawać wiarę temu idiocie?”
  • „Jak może pan wypowiadać się na temat stanu wojennego? Przecież miał pan wtedy 5 lat!”
  • „Przewodniczący Komisji Europejskiej nie jest Polakiem, nie może zatem wiedzieć, co jest dobre dla Polski”[8];
  • Nieprawidłowości względem przestrzegania zasad netykiety bądź też innych zasad, norm czy reguł obowiązujących w obrębie danej cyber – społeczności, lub też ewidentne ich łamanie, a które to wyraża się z jednej strony nachalnym upominaniem wszystkich innych użytkowników z powodu jakichś droebnych i zwykle mało istotnych, błahych błędów np. literówek, z drugiej zaś poprzez prowokacyjne łamanie elementarnych zasad.
  • Troll zwykle dość widocznie przejawia swe cechy narcystyczne i megalomanię, a także nagminne poniżanie drugiego człowieka, z którego czerpie on satysfakcję, a co ułatwia często jego identyfikację; jego skrajna megalomania i pogardliwy stosunek do innych to bardzo charakterystyczna cecha, a która prędzej czy później prowadzi do wyalienowania trolla i ostracyzm, jako że nawet osoby, które pierwotnie z nim sympatyzowały lub też miały do niego stosunek neutralny, zrażają się tymi cechami jego zachowania, przejawianymi wobec nich;
  • Typowy troll zwykle na lewo i prawo szasta na potęgę wobec innych użytkowników określeniem troll internetowy, nazywając tak kogo popadnie i przeważnie – całkowicie bezpodstawnie;
  • Typową cechę trolla stanowi też usilne zwracanie uwagi na własną osobę i stawianie jej w centrum uwagi innych, a to zaś poprzez primo ukazywanie siebie w roli ofiary w celu wzbudzenia współczucia, i secundo poprzez kreowanie wizerunku własnej osoby, jako specjalisty, posiadającego duże doświadczenie, a co zaś ma na celu nadanie większego znaczenia publikowanym przez siebie treściom; ponadto pozwala to na wprowadzanie zamieszania wokół własnej osoby;
  • Zwykle troll wybitnie odznacza się stosowaniem wszelkich dostępnych sposobów (jak np. techniczne, które udostępniane są przez dane forum) w celu przeszkadzania innym w prowadzeniu merytorycznej dyskusji i perturbacji w jej toku;
  • Charakterystyczne jest też zaczynanie i finalizacja dyskusji poprzez użycie tego samego zwrotu, który często ma charakter obraźliwy bądź też wulgarny;
  • Nagminne stosowanie filtru killfile, zwykle w sposób pompatyczny, ceremonialny i sztucznie udawany dla kreowania pozorów;
  • Dość typowa jest również dla trolla konfabulacja – np. odnośnie swojego wykształcenia, pracy, pozycji społecznej bądź to posiadanych doświadczeń życiowych – cel tutaj stanowi dla trolla nadanie swym wypowiedziom możliwie jak największego znaczenia, jako opinii ferowanych przez specjalistę i osobę znawcy, któremu jest coś znane z tzw. „autopsji”;
  • Symptomem, który pozwala na łatwą identyfikację trolla, jest nagminne ostentacyjne ogłaszanie przez niego swego odejścia czy opuszczenia definitywnie danego forum, grupy dyskusyjnej czy czatu – naturalnie publicznie, doniośle, głośno i pompatycznie – aczkolwiek ta decyzja niby faktycznie stanowi tylko kolejny wybieg, mający na celu postawienie swej osoby w centrum uwagi i zainteresowania pozostałych użytkowników; przeważnie też nie doczekuje się ona wcale realizacji ani urzeczywistnienia, a troll fakt swego pozostania dalej w grupie czy na forum, mimo uprzednich deklaracji swego definitywnego odejścia, tłumaczy zwykle np. faktem otrzymania dużej ilości rzekomych próśb o jego pozostanie od innych współużytkowników;
  • Nagminne jest też dla trolli częste zmienianie swoich danych osobowych (dla danej fikcyjnej tożsamości konkretnie) bądź to nazwy użytkownika; dokonuje on tego albo w stopniu tylko niewielkim, jak np. zmiana nazwy użytkownika z „User82” na „User82_”; albo też w stopniu większym, jak np. zmiana z „User82” na „editor”; a działanie które to zwykle ma na celu pełnić rolę maskującą przed filtrami (blokowaniem wypowiedzi) przez innych użytkowników i zapobieganiu ignorowania swych i pomijania ich bez czytania;
  • Charakterystyczne jest również klonowanie, czyli występowanie trolla pod różnymi nazwami użytkownika symultanicznie na tym samym forum, grupie czy wątku etc., a co daje trollowi możliwość np. wyrażania poparcia dla postulowanych przez siebie poglądów, a też i skuteczniejsze zwalczanie swych oponentów; przybiera to formę tworzenia tzw. „klonów” bądź „pacynek”, których wypowiedzi zawierają wyrazy gorącego poparcia dla poglądów postulowanych przez trolla pod swym własnym nickiem i danymi, oraz wyrazy dezaprobaty i negację wypowiedzi jego oponentów, czym pragnie on wykazać, iż w swych poglądach nie jest on izolowany i cieszy się dużym poparciem czy też nawet – swoistą popularnością nieraz;

Względem owych cech dystynktywnych, które to stanowią główne symptomy umożliwiające identyfikację i zdemaskowanie trolla, uprzednio tu wymienione zostały wszystkie te najistotniejsze, jakich znajomość jest niezbędna dla każdego Internauty, a zwłaszcza wypowiadającego się na forum grupy i partycypującego we wszelakich formach dyskusji w Internecie, w celu identyfikacji napotykanych tamże trolli, a co zatem idzie – również i skutecznej przed nimi obrony, o której wspomnę jeszcze tutaj nieco później, w dalszej części mego wywodu.

W tym rozdziale wspomnę może jeszcze tylko krótko, iż terminem troll, bywa ponad to określana też czasem jest dodatkowo pojedyncza, prowokacyjna wiadomość, z potwierdzeniem w postaci sformułowania „wysłałeś niezłego trolla”.

Istotny tu jest również fakt, iż jakkolwiek pojęcia troll i trolling związane są stricte z Internetem i cyberspołecznościami, to mimo to, ostatnio ich użycie zostaje rozciągnięte również na inne sfery, na co zaś uwagę zwracają ostatnio media, wskazując na co raz częstsze przypadki intencjonalnego i prowokacyjnego zachowania poza obrębem kontekstu online. I tak oto przykładowo mianem trolla, została nazwana również osoba, która dopuszcza się oczerniania innych i szerzenia oszczerstw czy pomówień na ich temat, poprzez tworzenie im fałszywych, fikcyjnych stron internetowych bądź też profili, a czego konsekwencje mogą stanowić faktyczne, realne problemy, jak choćby ich aresztowanie etc.

VI. TROLLOWANIE I TROLLE W PRAKTYCE – CZYLI ILUSTRACJA PRZYKŁADOWA NA DESER.

Czymże byłyby wszelkie rozważania natury teoretycznej oraz wszelka sucha teoria bez komplementarnego dopełnienia ich ową szczyptą praktyki i praktycznej tychże realizacji, w formie tej niezbędnej „wisienki na torcie”, a jaką stanowi właśnie zwykle również owa ilustracja przykładowa, dodająca koloru i życia suchej, nieco jakby „martwej” teorii.

A zatem i tenże cały powyższy wywód i poczynione w nim tu uprzednio wszelkie roztrząsania natury teoretycznej, nie mogą obejść się bez tej nieodzownej i komplementarnej suplementacji – czyli praktycznej realizacji ujętej w formie zamieszczonej tu poniżej ilustracji przykładowej, wyselekcjonowanej przez autorkę, z zamiarem ukontentowania Czytelnika i zaspokojenia jego ciekawości.

Na poniższą ilustrację przykładową składają się zaś dwie, odrębne części, z których każda zawierać będzie nieco innego rodzaju ilustrację przykładową i przykłady praktycznej realizacji teoretycznych wynurzeń względem trollowania i trolli, jakie tu uprzednio zostały poczynione.

I tak pierwszą z owych dwóch części stanowić będą przykładowe niejako „typy” trolli internetowych, jakie są najczęściej spotykane w Internecie, zaczerpnięte zaś z Wielkiej Ilustrowanej Encyklopedii Internetowej: Trolle Internetowe Mike’a Reeda [trolle.joemonster.org] i ich niezwykle humorystyczne, dowcipne a też i pełne ironii, nieraz też dość ciętej, opisy oraz ilustracje satyryczne do tychże dołączone przez autora.

Druga zaś z tychże dwóch części zawierać będzie przykłady praktyczne konkretnego zastosowania trollingu przez konkretne osoby trolli, zaczerpnięte z historii Internetu i jakie zyskały dotychczas największy rozgłos bądź to sławę czy popularność pośród Internautów.

A zatem – pora na „coś konkretnego”!

  1. Słynne trolle i ich typy podług Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda.

Przytoczę tu oryginalną treść opisów, wybranych przypadkowo przykładowych dziesięciu typów trolli, jakie figurują w owej Encyklopedii Trolli Mike’a Reeda, a której polska wersja jest zamieszczona w ramach serwisu JoeMonster.org. Do oryginalnej treści owych zacytowanych tu opisów różnego rodzaju trolli, dołączam karykaturalne, satyryczne ilustracje, jakie zawarto tamże w oryginale. A więc przejdźmy już może do meritum – Panie i Panowie poznajcie oto te dziesięć spośród najpowszechniejszych w Internecie trolli!

1. CICHOCIEMNY:

„ […] (stealth) – woli ruszać do bitwy przebrany albo bardzo mocno zakamuflowany. Często używa różnych pseudonimów oraz dużej ilości adresów e-mailowych. Działając z ukrycia przeprowadza krwawe ataki bez strachu o kontratak. Jednak z powodu działania w cieniu nie wielu bojowników przejmuje się tymi atakami i z reguły ma to gdzieś… [..]”.

2. JAJOGŁOWY:

„[…] (proppeler head) – on po prostu wie o wszystkim co dotyczy komputera, Internetu i nowinek technicznych. Będzie bardzo zdziwiony, jeśli się okaże, że ty ich nie znasz… pomimo niezgrabnych wypowiedzi i antytalencia do walki na słowa jest on jednym z najgroźniejszych przeciwników. Wystarczy kilka odpowiednich kliknięć i zamieni twój komputer w małą, dymiącą kupkę popiołu… a przynajmniej tak twierdzi […]”.

3. ARYSTOKRATA:

„[…]ARYSTOKRACI – znani przez swą cnotę, przynależność, siłę charakteru, niektórzy bojownicy forumowi są niczym wysoko urodzeni. Tedy tajemnicyją to jest, aczkolwiek przez wszystkich znaną. Na ten czas dużo wielmoży rządzi litościwie i ze wspaniałomyślnością dla poddanych swych. Nie zdzierżą oni tedy niegodnych ich uwag. To ichnim przymiotem jest, by ponad ten zgiełk plebsu wznosić się i tylko na wielką wojnę jakąś ruszać raczą…”.

Royals

4. ULICZNICA:

„[…](strumpet) – nie może się oprzeć rozmowie o seksie i nieustannie żartuje nieśmiesznymi dowcipami o tej tematyce. Zawsze udaje jej się w dyskusji nawiązać do prywatnego życia bojowników i NIGDY nie pozostawi bez komentarza takich słów jak: „dać”, „wkładać”, „dochodzić”, „wchodzić” itp. Woli rozmawiać z mężczyznami często przechwalając się swoim mężem lub chłopakiem, który zaspokaja ją w każdy możliwy sposób. Jednak stali członkowie.. ekhm… uczestnicy forum szybko spostrzegą, że żaden taki partner nie istnieje. Każdy bojownik, który będzie walczył z ULICZNICĽ będzie miał do czynienia z atakami na swoją orientację seksualną i wielkością penisa. UWAGA! ULICZNICA równie dobrze może być facetem! […]„.

5. CHRZĄKACZ:

„[…] zawsze odpowiada na forum używając pojedynczych słów lub fraz oraz NIGDY nie edytuje cytowanego materiału. WIELKI ZNAWCA, FILOZOF, NIEZMORDOWANY ODPOWIADACZ oraz inni dobrze wysławiający się bojownicy uznają CHRZĄKACZA za bardzo irytującego, ponieważ na ich długie wypowiedzi odpowie on: „Yeah!”, „Wrzuć se na luz!”, E tam.” „Zgadzam się”, „Źle!” itp. Bardzo trudno się z nim walczy, gdyż ciężko jest go sprowokować do bezpośredniej walki. Tylko, jeśli przez bardzo długi czas nie widać jego obecności na forum, można uznać go za pokonanego […]”.

Grunter6. KRZYKACZ:

„[…]ma zwyczaj wspomagać swoje ograniczone wywody używaniem dużych liter (Caps Locka’a). Oczywiście, że kilka słów napisanych dużymi literami może nadać wypowiedzi ostrzejszy ton, ale nadużywanie ich to przesada. Ma to także zły wpływ z taktycznego punktu widzenia, ponieważ pozostali bojownicy szybko zorientują się, że taka osoba jest ograniczona werbalnie oraz nadpobudliwa, czego nie omieszkają wykorzystać […]”.

ALLCAPS

7. BEKSALALA:

„[…]rzadko zdarza się by był to facet. Z reguły jest to kobieta sprzymierzona z NIEWINNOŚCIĽ WCIELONĽ. Zdenerwowana lub zaatakowana będzie wrzeszczeć, płakać i tupać. Jeśli to nie pomoże to pobiegnie do NIANI na skargę […]”.

Crybaby

8. PAŁAS – ZAKUTAS:

„[…]jest obojętny na perswazję, zalecenia i doświadczenia innych. Nawet jeśli jest uwikłany w walkę, to też nie drgnie ani na centymetr, pomimo swojej stratnej pozycji. Pomimo, że jego argumenty zostały zbite co do najmniejszego detalu i nikt się z nim nie zgadza, on będzie dalej ponawiał swoje ataki kosmetycznie zmieniając ich formę. Czasem z czystej frustracji, FILOZOF będzie próbował wytłumaczyć mu, że powtarzanie tego samego nie ma sensu lub też TERAPEUTA będzie starał się dociec przyczyn takiego postępowania. Jednak nic i nikt nie jest w stanie przekonać PAŁASA ZAKUTASA, aby zmienił swój punkt widzenia […]”.

Ferrous9. WIELKI ZNAWCA:

„[…] (profondus maximus) – zawsze wie najlepiej niezależnie od tematu. Jednak jego wiedza nie wspomoże forum, bo jej po prostu nie ma. WIELKI ZNAWCA będzie używał wielkich słów, naukowych terminów i czasem nawet… ekhm… łaciny, żeby tylko wydawać się kompetentnym”.

10. TERAPEUTA:

„[…](therapist) – może być bardzo wkurzający i dzięki temu skuteczny w walce. Zamiast przeprowadzać atak frontalny, zacznie się skupiać na problemach i osobowości trolla. Często będzie nawiązywał do poczucia niepewności i innych odczuciach u trolla, ale nigdy nie nazwie tego atakiem. UWAGA! ZŁY KLAUN, SZARLATAN oraz WĘDKARZ często podszywają się pod TERAPEUTĘ [..]”.

I to na tyle względem części pierwszej niniejszej ilustracji przykładowej, tak więc pora oto przejść już dalej – do części drugiej!

  1. Przykłady trollingu, jakie zyskały sławę i zapisały się w historii Internetu… – Czyli troll w praktyce i czynie!

Na niniejszą drugą z dwóch części tejże ilustracji przykładowej składają się przykłady praktycznej realizacji trollingu i działalności trolli, jakie zostały zaczerpnięte z rzeczywistości świata wirtualnego i dotychczasowej historii Internetu. W ramach tejże części postaram się nieco bliżej ukazać owych sześć zawartych tu poniżej przykładów praktycznej realizacji pojęcia trollingu i trolla internetowego, mając nadzieję, iż owe przykłady pozwolą wyczerpująco i satysfakcjonująco dopełnić całokształtu omawianego w tym wywodzie zagadnienia i esencjonalnych pojęć, nie pozostawiając u Czytelnika poczucia niedosytu…

A więc przejdźmy do meritum – pora na konkrety!

  • Afera tak zwanego rzekomo „Złotego Członkostwa”:

Pierwszy z praktycznych przykładów trollingu, jaki tutaj omówię, stanowi sprawa związana z rzekomym tzw. „Złotym Członkostwem” (ang. Golden Membership) z roku dość niedawnego, bo 2007, a której sedno pokrótce bazowało na tym, iż opublikowane zostały w rozmaitych działach serwisu 4chan, posty zawierające fałszywe zdjęcia, które oferowały niejako rzekomo ulepszoną wersję (upgrade’owaną) konta użytkownika, a jaka to podobnie rzekomo miała posiadać większe przywileje.

I taka owo rzekome konto Gold¸ miało dawać szczęśliwym nabywcom m.in. dostęp do pełnej zawartości serwisu. Tym niemniej cała ta heca okazała się być faktycznie, jedynie celowym, intencjonalnym działaniem autorstwa „stałych członków” (oldfags), jakich celem było to, aby w ten sposób zażartować sobie i zakpić z nowych członków, czyli „nowicjuszy” – tzw. newbees.

Co również ciekawe, ten typ trollowania, w pewnych przypadkach zyskał zastosowanie jako tzw. slam, czyli więc forma działania, która polega na tym, iż dochodzi do wprowadzenia w błąd pewnych osób poprzez sugestię posiadania pewnego określonego przywileju, jak choć np. właśnie owego złotego członkostwa w danym serwisie.

Na największą skalę owo działanie występowało nagminnie np. na portalu Facebook, gdzie to mnożyło się na potęgę (a i nadal jest to dość częsty tamże proceder). Tamże przybrało to postać fałszywych profili, które oferowały rzekome konta „Gold”, faktycznie zaś przekierowując nieświadomych użytkowników na różne stronny z odmienną zgoła zawartością, aniżeli to miały zawierać.

  • Przypadek trollingu opisany w artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku:

W tymże artykule z dnia 8 kwietnia 1999 roku, jaki został zamieszczony na łamach „International Review of Law, Computers & Technology, została opublikowana niecodzienna informacja o inwestorach, którzy to stali się ofiarą trollingu w skutek dyskusji online, której meritum dotyczyło kwestii finansów firmy Pair Glain, trudniącej się produkcją sprzętu telefonicznego, a której siedziba zaś mieści się w Kalifornii.

Tak oto na serwerze firmy Yahoo, ma specjalnym czacie finansowym rozgorzała dyskusją, za którą stały w całokształcie właśnie trolle i które tamże  opublikowały pewien całkowicie sfabrykowany artykuł – mistyfikację, którego treść informowała, jakoby rzekomo możliwe miało być nabycie przez izraelską firmę telekomunikacyjną wspominanej firmy PairGain. W rezultacie całej mistyfikacji trolli, doszło do podskoczenia akcji firmy aż o całe 31% i momentalnego ich spadku zaraz, gdy to doszło do identyfikacji owej fałszywej informacji, opublikowanej w skutek działania trolli. Jak zapewne można się domyślać, był to nie lada wstrząs na giełdzie papierów wartościowych, którego reperkusje raczej z pewnością obijały się szerokim echem jeszcze przez dłuższy czas…

  • Przykład z głośnej rozprawy, do jakiej doszło w skutek trollingu w roku 1997:

Wówczas to miała miejsce owa głośna rozprawa – Kenneth M. Zeran przeciw firmie American Online, a do której doszło właśnie w konsekwencji zachowań trollingowych, jakich się wtedy dopuszczono. A mianowicie w tym przypadku, działanie trolli polegało na zamieszczeniu na stronach AOL, ledwie sześć dni po zamachu dokonanego na miasto Oklahoma, fikcyjnych reklam koszulek z nadrukami nawiązującymi do tejże tragedii, jaka to miała miejsce ledwie dopiero co kilka dni wcześniej. Dodatkowo w treści tychże fikcyjnych reklam zawarta została również informacja o rzekomym sprzedawcy tychże koszulek, a którym podług niej miał być niejako ów powód – czyli Kenneth M. Zeran.

W treści tejże informacji zawarto adres oraz telefon domowy rzekomego sprzedawcy, a co było przyczyną uporczywego nękania pana Kennetha Zerana[9] w konsekwencji owych poczynań trolli.

  • Przykład antyscjentologicznych protestów:

Kolejny, dość frapujący przykład stanowią z kolei głośne protesty antyscjentologiczne, jakim nadano miano Projektu Chanologia (ang. Project Chanology lub Operation Chanology)[10]. Były one zaś głoszone przez członków społeczności dwóch portali – 4chan i Encyklopedia Dramatica. Wymierzone natomiast były przeciwko praktykom Kościoła Scjentologicznego, stanowiącego największą organizację zajmującą się promowaniem scjentologii na świecie, a któremu zarzuca się, iż dopuszcza się działań, które mają ewidentnie charakter trollingu, zaś jego wyznawców utożsamia się z trollami.  

  • Przykłady zaistnienia trollingu w Polsce:

Również i Polski nie ominęła fala szerzącego się w Internecie co raz bardziej trollingu i ataki rosnących w liczebność zastępów trolli. I w Polsce również doszło do przypadków zaistnienia trollingu, a które to odbiły się szerokim echem w Internecie, zyskując rozgłos.

Tutaj z kolei pojawia się nam kolejne, nowe pojęcie, a mianowicie pojęcie dzieci Neostrady, jakie to bardzo długo funkcjonowało – a poniekąd wciąż w pewnym sensie funkcjonuje nadal – w wirtualnym świecie Internetu. Było ono zaś (i jest) przypisane do pewnego rodzaju osób, które to odznaczają się zachowaniem, jakie jest charakterystyczne także i dla trolli i trollowania, bądź też inne nieakceptowane zachowania, jak choćby np. spamowanie, bądź to żądanie od innych uczestników danego forum czy grupy etc., aby ci na przykład rozwiązywali w zamian za tę osobą zadania domowe itp., wynikające z braku wiedzy tejże osoby, takiej jak np. nieznajomość zasad netykiety, nieumiejętność poprawnego skonfigurowania oprogramowania czy też nieznajomość elementarnych zasad ortografii i tym podobnym, bardzo lamerskim zachowaniem. A też przy jednoczesnym braku woli, aby takową wiedzę zdobyć…

Ponadto zachowania te zwykle charakteryzuje jednoczesne reakcje silnie agresywne na wszelkie próby upominania, a nawet tylko odmowy bądź nie spełnienia postulowanych żądań.

I to właśnie owa agresywność jest m.in. przyczyną tego, iż Dzieci Neostrady  często gęsto finalnie tracą dostęp do danego forum czy nawet i łącza, a to zaś z tej racji, iż z powodu nieznajomości obowiązujących tamże regulaminów dopuszczają się zachowań, które stanowią ewidentne naruszenie bądź pogwałcenie tychże regulaminów.

Co się tyczy natomiast samego pojęcia Dzieci Neostrady, to ma ono swoje źródło w czasach, gdy pojawiło się ono tuż po wprowadzeniu szerokopasmowego dostępu do Internetu w Polsce (Neostrada oferowana pierwotnie przez TP S.A.)¸a zarazem jego „boom’u” i masowego kupowania tejże usługi – często niestety jako prezentu na pierwszą komunię, rozpoczęcie szkoły podstawowej, czy uzyskania w tejże promocji do następnej klasy – a tym samym również nagły, gwałtowny przyrost liczby nowych i niedoświadczonych użytkowników, nieobytych wcale i „nieopierzonych”, jacy dali podstawy do ugruntowania się negatywnego znaczenia tegoż terminu w Internecie.

Po pewnym czasie termin ów uległ skróceniu do formy dziecka Neo, często stosowanej później miast pełnej formy.

Oczywiście opisywane tu zachowania mogą dotyczyć użytkowników w różnym wieku, a nie tylko owych małoletnich, smarkatych „protoplastów” terminu czy też posiadających różnego rodzaju łącza internetowe, prócz owej słynnej Neostrady ponad to również.

Co istotne, nadanie owego statusu dziecka Neostrady, nie skreśla użytkownika jeszcze permanentnie definitywnie, albowiem status ów, stanowi status niejako przejściowy, a to z tej racji, iż osoby te z czasem albo nabywają określoną wiedzę i zmniejszają swą uciążliwość wobec innych użytkowników, bądź to nabierają umiejętności respektowania niektórych wymogów netykiety i regulaminów, bądź też z powodu swego nieakceptowanego, aspołecznego zachowania tracą dostęp do danego forum, czy nawet łącza.

  • „Fripolboks”:

Nazwa Fripolboks wywodzi się od nazwy firmy Polbox, która to jako pierwsza uruchomiła ongiś usługę darmowych kont poczty e – mail (e – mail login@free.polbox.pl). Zaś związek tejże usługi z trollingiem polega na tym, iż jej popularność oraz chęć korzystania z oferowanych darmowych kont, spowodowała napływ bardzo wielu nowych użytkowników, nieobeznanych zupełnie z zasadami netykiety, a więc przejawiających często zachowania nieakceptowalne, w tym także noszące znamiona trollingu.

I to już koniec tejże drugiej części ilustracji przykładowej w niniejszym wywodzie, a powyższa egzemplifikacja liczę, iż wyczerpuje wszelkie kwestie praktycznej realizacji uprzednio tutaj roztrząsanych kwestii teoretycznych, a też zdoła zaspokoić ciekawość i głód wiedzy szanownych Czytelników. A więc tym samym tenże rozdział został zakończony definitywnie w tym miejscu, a tym samym umożliwiło to nam przejście do następnego, kolejnego rozdziału, niemal już finałowego – po którym tylko jeszcze nastąpi krótki niejako „epilog” – miejsce na reasumpcję uprzednio poczynionych tu roztrząsań i małe podsumowania całokształtu mych tu wynurzeń.

A zatem – do dzieła!

VII. REWIRY TROLLI I SPOSOBY PRZED NIMI OCHRONY – CZYLI RZECZ O TYM, JAK TROLLA WYSTRYCHNĄĆ NA DUDKA….

Wpierw omówię tutaj nieco kolejną istotną kwestię, o której warto wspomnieć, a którą to stanowią rewiry trolli – czyli miejsca ich bytowania oraz działalności.

Większość trolli swe działania prowadzi w pewnych wybranych przez siebie obszarach i rewirach, podług własnego mniemania czy np. określonych potrzeb własnych trolla.

W najbardziej ogólnym ujęciu, rewir trolla, jak zresztą już uprzednio wspominałam, stanowić może w zasadzie każde miejsce w Internecie, które tylko umożliwia interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom, i każde w których takowe dyskusje są tylko prowadzone – od forum internetowego ,wszelakie grupy dyskusyjne, czaty aż po wszelkiego rodzaju portale społecznościowe, blogi czy portale bądź serwisy informacyjne, umożliwiające komentowanie zamieszczanych tamże „newsów”.

I tak oto trolle mogą się niejako zagnieździć i „przyczepić” do miejsc takich jak:

  • Obszar całej danej strony internetowej – wówczas to zakres ich działalności, obejmuje wstawianie prowokacyjnych treści absolutnie WSZĘDZIE w obrębie całej tejże strony. A więc pewność, iż mamy do czynienia z trollem, można mieć wówczas, gdy oto napotkamy pod postem traktującym o przetworach owocowych z domowej spiżarni – np. zamieszczony na łamach jednej ze stron bądź portali kulinarnych czy z przepisami – zjadliwy, ziejący nienawiścią czy wręcz agresywny komentarz oskarżający o całe zło świata np. księży, wszystkich dotychczasowych premierów Polski bądź to graczy konsolowych, co też powinno stanowić już teraz dla nas, po przyswojeniu sobie całej wiedzy i informacji odnośnie trollingu i trolli zawartych w niniejszym artykule, ewidentnie oczywisty przypadek trollingu i bez wątpienia dla nas jest fakt, iż mamy tu do czynienia z trollem bądź to trollołakiem.
  • Obszarów w obrębie konkretnego tematu (bądź też zagadnienia). Tak zagnieżdżający się troll, uderza z całą mocą, jeśli tylko dostrzeże gdzieś możliwość wszczęcia dyskusji dotyczącej jego „specjalizacji”. Wtedy to usilnie dąży on do wszczęcia dyskusji odznaczającej się brutalnością, agresją, a także absorbującej i angażującej do podjęcia partycypacji w niej możliwie dużą liczbę osób.

I tak oto przykładem takiej sytuacji, w której z całą pewnością mamy do czynienia z tego rodzaju trollem, działającym w takim rewirze, może być sytuacja, w której napotykamy np. pod postami  dotyczącymi pewnego określonego konkretnie tematu całe mnóstwo „komentów”, autorstwa jednego tego samego Internauty, którego cechuje umiarkowana raczej uprzejmość, a za to niemożebnie przeogromna odporność na wszelką argumentację i kontrargumenty – to niezawodnie wskazuje nam, iż mamy do czynienia z trollami  zaliczanymi do omówionych tu uprzednio kategorii.

  • I wreszcie – obszar o najmniejszym zasięgu, ograniczający rewir działania trolla jedynie do pewnej konkretnej osoby. Takiego trolla stanowi troll – prześladowca, a który to stanowi wyjątkowo nieprzyjemną sprawę, jaka niebezpiecznie oscyluje na granicy zjawiska ewidentnego cyberstalkingu, a więc formy cyber – przestępstwa. Tutaj jako przykład należy wyobrazić sobie trolla, który uporczywie i niezmordowanie niezwykle złośliwie i jadowicie, czy wręcz agresywnie, komentuje każdy jeden przejaw aktywności w Internecie danego jednego tylko ,konkretnego użytkownika i niczym maniak żadnego z choćby najmniejszych śladów jego cyber – aktywności bądź istnienia w wirtualnej rzeczywistości nie pozostawia bez reakcji czy odzewu, obsesyjnie prześladując takiego nieszczęśnika i fanatycznie tocząc z nim ciągłą, nieustającą polemikę – taki cyberstalker niestety nie wiele różni się od tego realnego stalkera i jest równie przykrym i uciążliwym prześladowcą, a jego działalność może mieć dla ofiary równie przykre, nieprzyjemne, a nawet bardzo groźne rezultaty, tak więc lepiej unikać takich trolli jak ognia i możliwie jak najszybciej, definitywnie ucinać z nimi wszelką polemikę!

No tak, a co jeśli już w trakcie naszych wirtualnych aktywności w Internecie natkniemy się na któregoś z tych rodzajów trolli i padniemy ofiarą opisywanych tu praktyk, czyli po prostu trollowania?

Warto więc jeszcze tutaj na sam koniec wspomnieć też choć krótko o sposobach walki i ochrony przed trollami i trollingiem, jako że te akurat umiejętności bez wątpienia nieraz okażą się przydatne bądź to wręcz nieodzowne dla każdego jednego Internauty, który podejmuje jakąkolwiek tylko w ogóle partycypację w dyskusjach toczonych w sieci bądź formę interaktywnej komunikacji z innymi użytkownikami – i zaiste okazują się one nie jednokrotnie iście bezcenne, uwierzcie mi!

Tak najogólniej i po krótce, owe sposoby walki i ochrony przed trollami, można by ująć w formie pewnego niejako „algorytmu”, określającego sposób postępowania w przypadku zetknięcia się z tym zjawiskiem bądź to, gdy padnie się ofiarą trollingu. A ów algorytm ma następującą postać:

  • Najsampierw należy upewnić się całkowicie, iż ma się do czynienia z trollem i
  • Następnie należy owo swoje odkrycie i zidentyfikowanie trolla ogłosić wszem i wobec publicznie możliwie wszystkim – a co ma na celu zaś uprzedzenie ogółu internautów przed wykrytym trollem oraz do partycypacji i wspieraniu naszej osoby w realizacji następnego, trzeciego punktu, kończącego nasz mini – algorytm anty – trollowi.
  • I wreszcie finalnie – zastosuj najlepszą broń walki z trollami czyli zignoruj zupełnie trolla i totalnie wszelką jego działalność, formy prowokacji bądź to wypowiedzi publikowane przez tę „mendę społeczną” – ignorując go albowiem skazujemy go niechybnie na fiasko i kompletną porażkę w swym procederze trollowania – jak to głosi jeden ze słynnych w Internecie sloganów i będący bohaterem niezliczonych już memów – „Nie karm trolla!!”, a troll karmi si twój uwag i wszelką reakcją na jego prowokacje, więc jedynie ignorując całkowicie jego osobę i działania możesz z nim skutecznie walczyć.
troll1x1

Słynne już internetowe hasło „Nie karm trolla!!”

A to z racji, iż taki troll, oddając się uprawianiu swego niecnego procederu, przede wszystkim i najbardziej łaknie właśnie uwagi innych oraz ich możliwie najbardziej gwałtownych i emocjonalnych reakcji, wzbudzonych w skutek jego działalności czy prowokacji. I też dlatego, jak pisałam już, właśnie ignorowanie okazuje się tu być najbardziej skuteczną „bronią”, zniechęcając trolle do dalszego „wkurzania” ludzi i zmuszając do zaniechania swego podłego procederu, aż finalnie opuszczają dany rewir i udają się w inne rejony Internetu w poszukiwaniu bardziej podatnych ofiar na swe działania, czy nawiedzać inne serwisy z nadzieją na lepsze efekty swego trollowania.

Ponad to w kwestii ochrony przed trollami¸ istotna jest też znajomość cech specyficznych czy szczególnych danego trolla, z którym mamy akurat do czynienia w danym przypadku – ich znajomość bowiem umożliwia wówczas wczesne wykrycie i identyfikację trolla i podjęcie skutecznej przed nim obrony.

Trolls

„Nie karm trolla!!”

Tym niemniej również i tu, niezmiennie najskuteczniejszą z takowych form obrony pozostaje wciąż owo całkowite ignorowanie trolla i wszelkich działań przez niego podejmowanych oraz brak jakiejkolwiek reakcji na jego prowokacje bądź „zaczepki” – wystarczy trolla totalnie olać, by szybko i skutecznie się pozbyć problemu – ot i cały sekret ha!

Aczkolwiek na tym nie koniec względem walki i ochrony przed trollami. Albowiem najważniejsze w tym względzie zadanie i jego cały ciężar, spada natomiast na barki administratora (czyli „admina”) bądź to moderatora danego serwisu, forum etc., do którego obowiązków w takim przypadku należy zaś podjęcie następujących kroków i działań: primo winien on w sposób umiejętny skutecznie filtrować wszelkie publikowane wypowiedzi, posty czy tzw. „komenty”, w tym poprzez blokowanie („banowanie”) treści trollowanych, jak też wykorzystując możliwości odpowiadania czy ingerencji w już istniejące, uprzednio opublikowane wiadomości bądź treści tego typu.

Niestety taka ingerencja, jak choćby usunięcie już opublikowanej uprzednio przez trolla wiadomości i wykasowanie jej treści z danego forum, grupy czy wątku, etc., w konsekwencji może powodować wręczeniu mu do ręki, dodatkowego argumentu w toczonym sporze bądź kłótni, przykładowo dotyczącego cenzurowania oraz wolności słowa i wypowiedzi.

Prócz adminów i moderatorów swój wkład w utrzymanie porządku powinni mieć również i zwykli jego użytkownicy partycypujący czynnie w jego życiu, funkcjonowaniu i toczonych w jego ramach dyskusjach. A to chociażby pomagając w tymże poprzez skrupulatne i natychmiastowe informowanie administratorów bądź moderatorów o każdym jednym podejrzanym zachowaniu czy aktywności na forum, w grupie bądź wątku, czy na portalu etc.

Rolą administratora jest z kolei nie tylko skrupulatna weryfikacja otrzymywanych od użytkownika tego rodzaju wiadomości, ale także i osoby, od której takowa wiadomość została przysłana (tj, jej nadawcy).

Tym niemniej ignorowanie trolla króluje, jako niepodzielnie najlepsza i najskuteczniejsza metoda walki, jak i obrony czy ochrony przed trollami – ignorowanie oznacza bowiem druzgocące fiasko i porażkę trolla oraz jego prowokacji!

I tak oto w społeczności internetowej powstał ów słynny zwrot, o którym napomknęłam już uprzedni, czyli „Nie karm trolla!”, a który ma na celu ostrzegać użytkowników Internetu przed podejmowaniem jakiejkolwiek interakcji z osobą trollującą. A to po to, aby swoją reakcją nie „karmić” trolli, bo ich pokarm stanowi właśnie reakcja i uwaga innych użytkowników, o jakie zabiegają swymi prowokacyjnymi działaniami.

05724457fb8a902ae6dbda86d5c4766c

Niestety ze względu na bardzo dużą liczbę użytkowników, zrealizowanie w praktyce takiego całkowitego zignorowania i brak jakiejkolwiek reakcji na trolla i jego działania jest dość trudne i karkołomne.

Istotny jest tu również fakt, iż to troll zwykle znajduje swą ofiarę – starannie wyszukując ją spośród nieskończenie wielu innych użytkowników, upatrując ją sobie obiera za cel…

Poza tym, niektóre trolle doskonale i umiejętnie potrafią skutecznie zwiększyć grono sił swych aliantów – czyli liczbę „sprzymierzeńców” i sojuszników, którzy mu sprzyjają i wspierają w boju..

Aczkolwiek i tak, jego skrajnie egoistyczne zachowanie, nieuchronnie zmierza do rozbicia i rozpadu danej grupy czy cyberspołeczności oraz jej wewnętrznego skonfliktowania i skłócenia, a co zaś stanowi pożywkę dla trolla.

A tymczasem z kolei ignorowany zupełnie troll, pozbawiony karmiącej go uwagi i reakcji innych użytkowników, w końcu zniechęca się całkiem takim pisaniem tylko do siebie samego i najprawdopodobniej wówczas szybko czmychnie z danego miejsca, przenosząc się  na inne, w poszukiwaniu nowego audytorium i ofiar bardziej podatnych na jego prowokacje i inne matactwa.

I to tyle w tym względzie – myślę, iż kwestię omawianą tu uprzednio mamy już wszyscy „w małym paluszku”!

VIII. EPILOG – CZAS REASUMPCJI I FINALNEGO PODSUMOWANIA….

W tym współczesnym świecie i realiach obecnego XXI wieku, w erze Globalnej Wioski i absolutnego panowania wszechobecnego, wszechmocnego i nieskończenie wielkiego Internetu, wszystko zyskuje zupełnie nowy, dodatkowy i zgoła odmienny od tych, znanych nam uprzednio – kolejny wymiar i formę swego istnienia, a my ludzie żyjący w tymże współczesnym świecie – kolejną nową, całkiem inną i zgoła odmienną, dodatkową rzeczywistość, w której istniejemy zarówno my jak i owo „Wszystko” i realia w jakich jest ona osadzona – rzeczywistość wirtualną i realia cyberświata Internetu pozbawione fizycznej formy bytu, całkowicie bezcielesne, które są zarazem jednocześnie nigdzie, jak i wszędzie…

I tak też dzieje się właśnie dokładnie również i w przypadku kwestii, jaką stanowią zachowania aspołeczne, o jakich była tu mowa już uprzednio. Oto można wyraźnie zaobserwować obecnie przejawy i przypadki występowania rozmaitych form zachowań antyspołecznych, już nie tylko w tych codziennych sytuacjach i rzeczywistych, istniejących faktycznie i realnie miejscach czy okolicznościach, jak np. praca, ulica, dom, szkoła, grupa rówieśników bądź inna wspólnota etc. – a więc tych istniejących w tzw. „realu”, czyli inaczej in real life, lecz oto teraz także i w tym nowym wirtualnym świecie i realiach internetowych spotkań, dyskusji i interpersonalnych relacji oraz form komunikowania się.

I samo owo komunikowanie się oraz formy tychże relacji interpersonalnych, również zyskują zupełnie nowy, zgoła odmienny wymiar czy formę….

W tej naszej codzienności w wirtualnym świecie i realiach współczesnej ery Globalnej Wioski, rzeczą zwyczajną, codzienną i powszednią stała się ciągła, nieustanna różnoraka partycypacja i interaktywne relacje oraz komunikacja interpersonalne na wszelkiego rodzaju forach internetowych, grupach dyskusyjnych, czatach, bądź też najrozmaitszych portalach społecznościowych i innego rodzaju czy blogach, oraz wszelkich innych miejscach w sieci, umożliwiających jakąkolwiek w ogóle interaktywną partycypację i prowadzenie dyskusji użytkownikom.

I w tych wszystkich, najrozmaitszych, nieskończenie wielu miejscach naszej partycypacji w wirtualnym życiu i rzeczywistości, naszych wszelkich tamże aktywności, działań i przejawów istnienia, zwykle znajduje się zawsze jakiś osobnik, określany mianem trolla, który z lubością oddaje się procederowi przeszkadzania i dezorganizacji w prowadzeniu merytorycznej dyskusji, siejąc w niej zamęt i zamieszanie, bądź to w efekcie wznieca tzw. flame war (lub in. Flame) – siejąc niejako Chaos, destrukcyjnie niszczący ład i porządek oraz powodujący całkowitą dezorganizację funkcjonowania i całokształtu istnienia danej cyberspołeczności….

I któż z nas współczesnych, XXI-wiecznych Internautów, nigdy nie spotkał ani razu na swej drodze żadnego, choćby jednego tylko trolla czy sam nigdy ani raz nie padł ofiarą trollingu, nawet choćby nieświadomie?

Chyba ciężko by było takowego znaleźć, lub wręcz nawet graniczyć by to mogło z niemożliwością, podług mego skromnego mniemania….

Tym niemniej, pomimo faktu, iż współczesne, nowoczesne możliwości techniczne, umożliwiają stosowanie restrykcji i ograniczeń zarówno dostępu, jak i publikowanych wypowiedzi oraz treści, i tak okazuje się jednakże, iż tę najskuteczniejszą metodę na trolla internetowego, stanowi wciąż niezmiennie owe jego całkowite ignorowanie – równoznaczne dla trolla z kompletnym i doszczętnym fiaskiem oraz sromotną porażką, odniesioną w tej bitwie i próbie prowokacji!

Tym niemniej trolling internetowy, nabiera jednak jeszcze znacznie większego znaczenia i doniosłości, wówczas gdy ingeruje on także w życie codzienne człowieka realnie i skutkuje ponoszeniem w nim faktycznych strat moralnych bądź materialnych, wykraczając tym samym już bardzo daleko poza tylko tę wirtualną rzeczywistość Internetu i realiów cyberświata, wkraczając brutalnie w świat rzeczywisty i jego realia istniejące faktycznie także i w „realu”…

A wówczas, w takiej sytuacji absolutnie karygodne i niedopuszczalne jest milczenie dobitna i właściwa reakcja, stanowiąca elementarny obowiązek i powinność każdego współczesnego człowieka!

A wszelkie trolle, od których roi się wszędzie w calutkim Internecie, i których na pęczki wciąż pojawia się w każdej jednej cyberspołeczności i miejscach w sieci, gdzie toczone są jakiekolwiek w ogóle dyskusje, i jakie mnożą się wciąż na potęgę, zwiększając liczebność swych zastępów – nie powinny jednakże nas wcale jakkolwiek ani przerażać, ani deprymować czy też zbytnio martwić, ponieważ to my tylko tak w istocie decydujemy o ich istnieniu – i tym, czy je karmić czy też nie karmić i najskuteczniejszą bronią kompletnej ignorancji ukrócić definitywnie ich poczynią, przeganiając z naszej cyberspołeczności w cholerę, przywróciwszy jej ład, spokój i wolną od trolli, pełną harmonii sielankową idyllę…

Troll to tylko troll  jedyne, co można z nim zrobić sensownego, to go totalnie „olać”, tak kolokwialnie mówiąc – albowiem tym sposobem możemy go właśnie najskuteczniej i definitywnie zgnieść, jak robaka, którym w zasadzie jest ten pasożytniczy robak, żerujący na innych internautach i siejący szkody szkodnik internetowych miejsc merytorycznej dyskusji i dysput, oraz wirtualnych spotkań Internautów…. A szkodniki wiadomo – należy bez względnie i bez litości tępić, jak choćby np. taką stonkę ziemniaczaną czy tasiemca – ot i tyle…. 😉

I jak rzadko kiedy, pasuje tu jak ulał, jako że trolle  to w zasadzie tacy internetowi idioci. ta mądra zasada w myśl, której to zaś należy …

13179049_1162071243823600_8454548547130077203_n

 

I takie również postępowanie sugeruje, a nawet zalecam w przypadku natknięcia się gdzieś w Internecie na jakiegokolwiek trolla czy usiłowanie dokonania aktu trollingu ot co!!

 

THE END.

 

[By Anna Gabriella „Lilith” Gajda®]

Przypisy:

[1]. Czyli nieadekwatne funkcjonowanie w rolach społecznych charakteryzujące się agresywnymi formami niedostosowania z przewagą aktywności, pobudzenia, wyraźnej agresji i wrogości. Do symptomów takiego zachowania zalicza się: silne dążenia do szkodzenia innym osobom; bezinteresowne okrucieństwo; brak wrażliwości moralnej; stosowanie różnych form przemocy w stosunkach interpersonalnych. [Źródło: Wikipedia.org].

[2] RFC 1855: Netiquette Guidelines, http://tools.ietf.org/html/rfc1855.

[3] J.S. Donath, Identity and Deception in the Virtual Community, [w:] Communities in Cyberspace, M.A. Smith, P. Kollock, 1999, s. 29 – 59.

[4] S. Herring, K. Job-Sluder, R. Scheckler, S.Barab, Searching for Safety Online: Managing Trolling” in a Feminist Forum, Center for Social Informatics – Indiana University.

[5] Screamer (także: jump scare): rodzaj animacji, filmu bądź aplikacji stworzonej specjalnie po to, aby przestraszyć widza. Pierwsze scream’ery pojawiły się około roku 2002.

[6] Efekt Krugera – Dunninga: jest to w psychologii zjawisko, które polega na tym, iż osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencje do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swych umiejętności. Zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Kornella.

[7] (argumentum) ad personam: <<argument odnoszący się do osoby, zarzut natury osobistej, nie związany z przedmiotem sporu>> [przeciwieństwo:] (argumentum) ad rem: <<argument do rzeczy, rzeczowy, dotyczący meritum sprawy>> [w:] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, wydanie XVI rozszerzone, Państwowe Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 1989.

[8] D. Jachyra, Trollowanie – antyspołeczne zachowania w Internecie, sposoby wykrywania i obrony, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego Nr 656, „Studia Informatica” Nr 28, 2011, s. 256.

 

[9] The Opinion of the Fourth Circuit, http:// pacer.ca4.uscourts.gov/opinion.pdf/971523.P.pdf.

[10] C. Landers, The Internets Are Going to War, Baltimore City Paper 2008.

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Idealna wizja doskonałego Pomnika Ofiar Religii uduchowionej perfekcjonistki – część I

 

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Póki pamięci żyje póty człowiek żywy

CZĘŚĆ I:

  1. WSTĘP.

Jako owa tytułowa perfekcjonistka również w kwestii organizacji pisanego tekstu, jak też zachowania wszelkich norm, prawideł i zasad przyjętych dla danego rodzaju i typu tekstu oraz danego stylu pisania, dążę jak zawsze do owego niedoścignionego ideału i pragnę aby tworzony tekst był jak najbardziej się da doskonały, także i tym razem nie mogłam się oprzeć temu swojemu pędowi ku perfekcji i musiałam zacząć oczywiście od owego najbardziej należytego i doskonałego początku każdej porządnej rozprawy, jakim jest właśnie Wstęp.

Albowiem rozważania i kreowaniu tu mej idealnej wizji doskonałego Pomnika Ofiar Religii, jaki się wyłania z mej nieco przerośniętej i zbyt rozbuchanej wyobraźni artysty, należy koniecznie zacząć od paru słów wstępu, wprowadzając nieco społeczno – politycznej demagogii do późniejszych i wizji nieskrępowanej mej wyobraźni, okraszonych odrobiną wiedzy i merytorycznych treści z kilku dziedzin wiedzy i zagadnień, jakie tu będą mi niezbędne do wykreowania w pełni mej idealnej wizji.

Tak więc oto słowem wstępu, a propos naszego tu meritum, czyli Pomnika Ofiar Religii, warto rzec nieco też i o innych pomnikach i pewnym obecnym, typowym dla owego naszego tzw. „katolandu” zjawisku z pomnikami związanym.

A więc do rzeczy!!

Zacznę od stwierdzenia, iż zwykle inicjatorem wielkich, donośnych ruchów, inicjatyw czy rewolucji lub przewrotów społecznych, bądź to politycznych, staje się ledwie jedna, mała iskierka – małe, liche zarzewie, które jednak wznieca ogromne pożary i potężne eksplozje, często rozpętujące się nawet na skalę globalną.

Tak właśnie było w bardzo wielu przypadkach w całej historii ludzkości, a czego przykładem może być choćby ruch emancypantek ongiś, który obecnie stał się ruchem feministycznym, ruch abolicyjny, a też Greenpeace praz inne duże ruchy ekologiczne, czy też, tak słynny i na topie obecnie, ruch internetowy i virtualny, kryjący się pod kryptonimem Anonymous.

images (4)

I liczę, że taki sam los czy prawidłowość powtórzy się z powodzeniem, również i w przypadku tej dopiero rodzącej się idei, koncepcji i inicjatywy czy akcji społecznej, jaką ma być ów Pomnik Ofiar Religii, inicjowany przez stowarzyszenie Poza Stadem. I że, tak samo podobnie i tu, ta pierwsza, mała ledwie iskierka, wykrzesana przez inicjatorów akcji i jej propagatorów, również zdoła wzniecić taki gigantyczny pożar, który ogarnie cały kraj, a może nawet i świat, a jego niebotyczną, jasną łunę będzie można zobaczyć nawet z przestrzeni kosmicznej, o czym skrycie marze w związku z tą inicjatywą, przyznam szczerze!

Lecz wróćmy tymczasem do owych pomników i wspomnianego zjawiska z nimi związanego.

Tak oto wraz ze śmiercią dawnej komuny i socrealizmu w Polsce, runęły wraz ze starym ustrojem także i pomniki dawnych, także komunistycznych bohaterów i czynów. Na ich miejsce wraz ze wzrostem demokracji, wyrastały jak grzyby po deszczu nowe pomniki niechlubnej i wzgardzonej przeszłości oraz zabronionego koloru czerwonego…

Ale kapitalizm i jego neo-konformistczne rozpasanie, także i w kwestii pomników wkrótce siegnął ekstremum; i to nie tylko względem ilości ich stawiania, ale co gorsza również względem obiektów czy rzeczy, jakim miały one oddawać cześć i hołd upamiętniając je swymi monumentalnymi cielskami, a też i w kwestii ich fizycznych rozmiarów podobnie zresztą.

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Swiebodzin i jejgo gigantyczny Jezus

The crowned head of a statue of Jesus being built stands in Swiebodzin, 110 km (68 miles) west of Poznan, western Poland, November 4, 2010. The statue, whose body is 33 metres (108 ft) tall, is expected to be completed in November. REUTERS/Kacper Pempel (POLAND - Tags: RELIGION SOCIETY)

Jak widać, nawet i sam Jezus czasem „traci głowę” hehe ;)

Polska oto została demokratycznie naszpikowana czcigodnymi i w ogromnej większość – świątobliwymi olbrzymami z betonu, stali, spiżu, granitu bądź ołowiu; najeżona calutka gorzej niż jeż ostrymi szpikulcami niezliczonych krzyży i krucyfiksów wszelkiej maści; upstrzona pstrokato cała kaplicami, kapliczkami i monumentalnym bądź kameralnie małymi obiektami oraz miejscami kultu religijnego, kiczowato napchanych bez umiaru wszelkimi dewocjonaliami, świętymi malowidłami, rzeźbami, ikonami i tandetnie pozłacanych z jarmarcznym przepychem i barokową, iście groteskową przesadą.

Także i mojego miasta rodzimego, nie ominęła ta megalomańska pomnikowa „gigamania”. Przykładów na to nie trzeba szukać wcale daleko, bowiem już nieopodal mojego osiedla, na sąsiednim, prawie że osiedlu oddalonym kawałek zaledwie tylko, zwanym nieco ciut egzotycznie – Pekinem – starszy i sieje grozę, monumentalny pomnik o imponująco wielkich gabarytach „naszego” legendarnego, byłego papieża – Polaka, który to został namolnie i bezwzględnie ustawiony w centralnym miejscu dużego placu wewnątrz wielkiego blokowiska, gdzie to uprzednio odbywała się ongiś wizyta papieska Jana Pawła II, i który swymi szeroko rozpostartymi ramionami zdaje się niejako ojcowsko i czule obejmować całą tę betonową szpetotę wielkiej pustyni tego blokowiska, typowego dla śląska i zagłębia osiedla – sypialni, jeszcze rodem z PRL-u, jakie budowano dla napływowej siły roboczej z całego kraju, zwabionej tu przez bezlik kopalni, hut, fabryk i zakładów przemysłowych, oferujących miliony nowych miejsc zatrudnienia i definitywnie likwidujących straszną wizję bezrobocia, wiszącą nad wieloma obywatelami z innych, mniej zindustrializowanych regionów kraju, gdzie niemal nie istniał jeszcze żaden przemysł wówczas, a już w ogóle ciężki, i brak było drastycznie jakichkolwiek miejsc pracy dla klasy robotniczej.

PlacPapieski Sosnowiecki "Pekin"

„Mój rodzimy” Papież – Polak z Sosnowieckiego „Pekinu” na Placu Papieskim

2.04.2007 SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI LUDZIE MODLA SIE UCZNIOWIE ZE SP 38 Z KLASY 6B FOT. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AGENCJA GAZETA 11 ROCZNICA SMIERCI PAPIEZA

SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI

12.04.201012.04.2010 SOSNOWIEC , TRWA ZALOBA PO KATASTROFIE SAMOLOTU RZADOWEGO W SMOLENSKU W KTOREJ ZGINAL PREZYDENT LECH KACZYNSKI Z MALZONKA MARIA I PRZEDSTAWICIELE WLADZ PANSTWOWYCH . FOT.DAWID CHALIMONIUK / AGENCJA GAZETA

„Mój” Sosnowiecki „Papież – Polak” w dzielnicy Zagórze – obejmuje ojcowsko w rozłożonych ramionach szarego betonowego molocha wielkiej pustyni blokowiska… ;)

Nad moim z kolei osiedlem górowały zaś dominując apodyktycznie i pysznie, strzeliste i niebotycznie wysokie wierze zabytkowego, gotyckiego kościoła – ostre niczym szpikulce bagnetu i groźne w swej majestatycznej, śmiertelnie zimnej, kamiennej powadze. A cień jaki rzucały zdawał się padać niemal na całe osiedle, spowijając je swym surowo lodowatym zimnem, aż nieprzyjemny dreszcz przeszywał całe ciało, jakby coś obślizgłego przepełzło po kręgosłupie….

Te wyrastające, jak grzyby po deszczu co raz to nowe pomniki i inne postumenty, w nowej, kapitalistycznej i już „zachodniej” Polsce, o dziwo co raz to rzadziej z każdą chwilą, stawiane były ku czci tych naprawdę wybitnych, zasłużonych, wielkich ludzi, wydarzeń, czynów, bitew, czy też ogólnie, ku czci i pamięci doniosłych historycznych prawdziwych „pereł” wszelkich. A za to co raz to częściej i częściej zaczęły one oddawać hołd i cześć pamięci wszelkim wartościom, postaciom, wydarzeniom, świętościom i bóstwom głównie w większości religijnym – a przede wszystkim najczęściej – katolickim i chrześcijańskim, oraz politycznym ściśle powiązanych, a w sumie wręcz podległym tejże religii bądź jej władzom, np. Kościołowi; będąc nie tyle pomnikiem oddającym hołd czemuś/komuś czy upamiętniającym coś/kogoś, co raczej bardziej miejscem lub obiektem kultu religijnego i manifestacją religijnego absolutyzmu graniczącego niemal z totalitarną dyktaturą wymuszającą bezwzględne posłuszeństwo, pod twardym butem „boskich” nakazów, rozkazów i zakazów, niepodlegających absolutnie żadnej dyskusji ani negocjacji, i czyniąc też w ten sposób z tego kraju jakby jeden wielki ołtarz naszpikowany gęsto cały odpustowym kiczem świątobliwych dewocjonaliów; i tym samym zmuszając siłą każdego obywatela, bez względu na jego wolę, by uklęknął, padł na kolana, mijając każdy jeden z tych pomników – obiektów kultu religijnego, pokornie pochylając głowę i czoło, przed choćby i nie swoim, obcym ale jedynym i wszechwładnym Bogiem – lichwiarzem, a który, co  zabawne, mimo chrześcijańskiej jego, morderczej co prawda, metamorfozie, i tak wciąż zachowuje nadal w sporym stopniu, to starotestamentowe oblicze tyrana – despoty zarazem jednocześnie, zwłaszcza tu obecnie, w tzw. kolokwialnie „katolandzie”.

Zaś ostatnimi czasy, a już szczególnie po niedawnej rotacji władz państwowych i rządowych, to ekstremum sięgnęło jeszcze wyższego i już skrajnie ekstremalnego pułapu, urastając już wręcz do miana fenomenalnego curiosum, a też wybryku natury niejako – i to wcale a wcale w żadnym pozytywnym jakkolwiek, tego określenia znaczeniu.

pomnik_malego_powstanca_fot.w.hansen-267x212

Teraz to powiem prócz nie tak dawnego w sumie pochowania Ś.P. świątobliwych szczątków stricte katolickiego prezydenta Lecha K. na Wawelu, pośród najznamienitszych i największych królów – a jak! – Polski, i otoczeniem go nabożną czcią niemalże całkiem niczym świętego – albo i nawet samego Faraona egipskiego, syna boga i jego namiestnika na ziemi – ten cały chory, szalony obłęd przybrał jeszcze o wiele ostrzejszą formę i stadium. Teraz to bowiem, planowany jest przez radykalnie katolickie władze państwa, jakie sięgnęły po ostatnich wyborach po najwyższą władzę i stanowiska, również monumentalny pomnik – gigant upamiętniający „świętą” katastrofę smoleńską i jej równie „święte” ofiary, a których beatyfikacji zaczęto niemal głośno też się już domagać, nieszczęsnego Tupolewa, a co gorsza o zgrozo! – nawet także i owej słynnej, „diabelskiej” smoleńskiej brzozy do tego, jako nikczemnego narzędzia szatana, które niecnie a pozbawiło życia „ich świątobliwe eminencje” w tej do obrzydzenia już nieustannie wałkowanej, wywlekanej na forum publicznym jako symbolu męczeństwa, dowodu niby „świętości” jej ofiar i otaczanej iście nabożną czcią przez – głównie – pissowskich kato – oszołomów, i pod wodzą prezesa Kaczyńskiego oraz mości prezydenta – elekta Dudy – marionetki na tronie, jaka wodzom PIS-U włożyła w ręce berło władzy absolutnej, umożliwiając im rozpoczęcie wdrażania swej fanatycznie religijnej dyktatury i kato – terroru bezlitosnego dla wszelkich heretyków, bluźnierców i innych wrogów Jedynej Religii i Boga – a tak naprawdę Jedynego Kościoła oraz kleru i ich interesom w większości mająca służyć – ot i taka brzydka prawda!

Co więcej rzec tu trzeba, przykładowo pomniki Jana Pawła II posiada już każde jedno miasto w Polsce (w liczbie co najmniej sztuk jeden lub więcej), każde miasteczko i prowincjonalna mieścina, a nawet i sporo wsi oraz wiosek, i to nierzadko w liczbie sztuk większej aniżeli tylko jeden. A o innych obiektach kultu religijnego, jak wszelkie krzyże, kapliczki, pomniki Jezusów, świętych itp. nawet nie wspominając, jako że tymi caluteńki kraj jest najeżony bardziej nawet niż jeż igłami, a człowiek chcąc nie chcąc nieustannie się o nie potyka na każdym kroku, gdziekolwiek by się nie ruszył – i czy chce, czy nie, bez względu na jego wolę, musi i tak nieustannie obcować z brutalnie napierającą zewsząd religią oraz jej pomnikową, namolną i wszechobecną manifestacją.

Kolejną typową tendencją w tym pomnikowym szale, stanowi tendencja do wypierania dawnych obiektów hołdu – wydarzeń historycznych, czynów, ludzi, ruchów rewolucyjnych, wielkich przywódców, twórców, odkrywców i naukowców, a też wartości czy idei – przez nowe obiekty hołdu, cechujące się agresywną i zatrważająco wielką ekspansywnością, a wśród których zdecydowany prym wiedzie oczywiście religia i religijne obiekty hołdu, upamiętniane przez post-komunistyczne pomniki. A już wybitnie tępione są wszelkie stare pomniki, upamiętniające cokolwiek związanego jakoś z uprzednim ustrojem oraz komunizmem, jak choćby np. czynu ludowego, ruchów rewolucyjnych i powstań czy np. wielkich przywódców rewolucji – „a bo to komuchy przecież! Won!” – nie mówiąc już nawet nic, o tych jeszcze bardziej „czerwonych”, bądź to „sowieckich”, jakich samo ledwie wspomnienie godzi sromotnie i śmiertelnie w godność, a raczej dumę, naszej kapitalistycznej demokracji.

I tak oto znikły wszystkie całkiem „[…] głowy Lenina znad pianina […]”, znikły wszystkie portrety towarzysza Stalina, a co gorsza znikły także i te upamiętniające choćby np. powstanie listopadowe. Przykładowo, jak ów słynny, nieistniejący już obecnie monument ongiś w Warszawie stojący, tzw. „Pomnik oficerów – lojalistów poległych w Noc Listopadową” a także „Pomnik Polaków poległych za wierność swojemu monarsze”, który został zniszczony jeszcze na długo przed erą kapitalizmu, bo w roku 1917 już. Tak oto z Placu Saskiego w Warszawie zniknął ów „Pomnik siedmiu Generałów”, jak też był on nazywany. I to mimo tego nawet, iż upamiętniał on sobą, oddawał cześć i hołd tak doniosłemu wydarzeniu oraz postaciom historycznym, a także mimo tak dalece wielkiego znaczenia i wartości dla naszego kraju oraz narodu – zarówno nas samych Polaków, jak i naszej tożsamości narodowej, a też i dla budowania zdrowej, patriotycznej postawy i wspólnoty celów.

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Pierwsze z ofiar religii o których czytamy w Biblii

Już w samej Biblii niemal od początku czytamy o ofiarach religii

I tak właśnie, w podobny sposób, zniknęły i dalej znikają w zatrważającym tempie, wszelkie echa narodowej historii, manifesty patriotycznych idei i wartości, postaci wielkich, wybitnych wodzów i ludzi, oraz ogromu wielkości ich dokonań, czynów, bądź też ich geniuszu. Podobny los spotyka również postumenty oraz inne formy, oddające hołd wielu, bardzo pięknym, wzniosłym i wysokim wartościom czy ideom, jak choćby np. tak modna dziś Tolerancja. Hołd tejże ma również oddawać owa nieszczęsna, aczkolwiek słynna, warszawska tęcza na Placu Zbawiciela, a o którą to rozchodził się cały ów niedawny wielki raban, gdy to moherowe zastępy „św.” ojca Tadeusza wraz z innymi fanatykami i kato – oszołomami, wespół z radykalnymi zastępami nacjonalistów i neo – nazistów, zarzucały jej rzekomą obrazę św. Krzyża, ustawionego tuż obok i generalnie świętokradztwo oraz jak zawsze, standardowo – obrazę uczuć religijnych. Co prawda do definitywnego usunięcia nieszczęsnej tęczy póki co – gdyż teraz staje się to co raz bardziej prawdopodobne – nie doszło jeszcze, lecz jak dotąd została ona spalona przez jej wrogów (patrz powyżej) już co najmniej kilkukrotnie jak dotąd. Jakkolwiek by nie nazywali się autorzy tych aktów nienawiści i nietolerancji, to wciąż łączy ich zawsze wspólny mianownik, jaki stanowi fanatyczna nienawiść do wszystkiego co inne, co nie pasuje do ciasnych ram sztywnego schematu, do wszystkiego co się wyłamuje i próbuje iść swoją własną drogą, a nie trzymać się sztywno tylko tej wyznaczonej przez religię czy ideologię, jak większość – a więc tym samym także i dla każdej mniejszości, której już samo tylko istnienie godzi w ów twardo ustalony religijny czy ideologiczny paradygmat i podważa jego dyktaturę czy władzę absolutną, co budzi ferment w stadzie absolutnie posłusznych, ślepych i bezwolnych „owieczek” – choć ciśnie mi się tu na usta raczej epitet „baranów”.

Lecz o to dzieje się rzecz wręcz nie pojęta – gdyż w całym tym pomnikowym szale i przepychu, pozostały jakoś całkowicie zapomniane, pominięte i zignorowane pomniki, które powinny przede wszystkim być postawione i upamiętniać to, co esencjonalne, to, co stanowi prawdziwy obiekt hołdu, zasługujący na oddawanie nabożnej wręcz czci, i czemu tak naprawdę powinno się najsampierw oddawać ów hołd. A mowa mianowicie tu właśnie o tych całych miliardach niezliczonych niewinnych ofiar religii, których krwią jakże obficie spływa niemalże cała historia, nie tylko katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu czy innych religii – ale także i całej ludzkości niemal od samego jej zarania. Przykładów takich ofiar religii w historii znaleźć można by nieskończenie wiele. Poczynając od naszej kultury i chrystianizacji pogan słowiańskich, przez wyprawy krzyżowe, świętą inkwizycję, kontrreformację, aż po wszelkie wojny religijne, dżihad itp., jak też i ofiary anormalnego celibatu, w tym pedofilii w Kościele katolickim oraz wszelkie inne ofiary, jakie poniosły śmierć z ręki jakiejkolwiek reigii. A wszystkie te przykłady stanowią historię mniejszej lub większej rzezi oraz ludobójstwa, masowych bestialskich mordów, kryjących się obłudnie pod płaszczykiem religii. A jednakże o dziwo – wśród tej powodzi nieskończenie wielu pomników, wciąż rosnącej w siłę, nie sposób odnaleźć pomników właśnie tych wszystkich ofiar, upamiętniających ich męczeństwo, mękę, cierpienie i mord na nich popełniony – każdego jednego niewinnego skrzywdzonego dziecka i dorosłego – dlatego pytam tu oburzona i zdumiona: gdzie są dla nich pomniki, gdzie pamięć, cześć i hołd im należne? Gdzie?

Słowiańszczyzna-po-walce

Wojna Trzydziestoletnia i obfite krwawe żniwo jakie podczas niej zebrała religia…

spot052_margrate_cemetery_4

Cmentarz amerykański poległych żołnierzy w Holandii

Tym wielce wymownym i dobitnym pytaniem pozwolę sobie zakończyć tu cały ów powyższy Wstęp. Pora teraz bowiem już przejść do meritum tych dywagacji! A zatem to tyle w ramach wstępu.

2.  PRO MEMORIA – NIEMY KRZYK CIERPIENIA.

Zacznę może od wyklarowania pokrótce znaczenia i sensu, jaki kryje się za tytułem, którym opatrzyłam tenże rozdział.

Znaczenia utartego, łacińskiego zwrotu pro memoria, raczej nikomu nie trzeba tłumaczyć, z racji sławy oraz częstotliwości jego stosowania na całym świecie, stosowany nie tylko w stylu naukowym czy artystycznym, ale również i w stylu potocznym, gdzie nagminnie przewija się w kolokwialnej mowie i języku stosowanym na co dzień. Zatem translację tejże łacińskiej frazy, jakiej tu dokonam traktuję tylko i wyłącznie, jako czysto oficjalną formalność, gwoli doprecyzowania, napomknąwszy jedynie, iż oznacza ów zwrot, tyle, co: „Dla pamięci”.

427pamiec_o_zmarlych_stronka-agusi

Wspomnienie – iskra życia w tych co odeszli…

eabbdd8e8f3d6655180071808f4b1349

Ci którzy umarli – odeszli dawno w cień i została po nich – ot kupka kości jedynie nic więcej prócz pamięci co ich przy życiu jedynie utrzymać może….

Dla czyjej zaś pamięci wyjaśnia nam z kolei ów drugi, polskojęzyczny człon owego tytułu. Wywodzi się on natomiast stąd, iż temat owych ofiar religii, ich cierpienia, zbrodni i mordu, jakich się na nich dopuszczono etc. – od niemal samego zarania, spowijany jest w gruby niejako kir niemej ciszy, poprzez swego rodzaju „zmowę milczenia”, która nakazuje milczeć na ten temat, a nawet ignorować, udając jak gdyby ich nigdy wcale nie było… A wszelkie ślady tychże zbrodni i mordów, wszelkie ślady tychże ofiar i ich cierpienia są pieczołowicie tuszowane i jak się to mówi kolokwialnie – zamiatane pod dywan, tak by nie wyciekły w żadnym wypadku nigdy do mediów czy ogólnie do wiadomości opinii publicznej, pozostając ledwie skrzętnie skrywanymi, wstydliwymi sekretami danej religii, a w zasadzie bardziej jej władz i propagatorów, jakich celom zwykle ta religia służy tak naprawdę.

Tak więc nasze niewinne ofiary religii milczą, a ich krzyki pozostają nieme, stłamszone obłudnym kneblem religii. I giną gdzieś, znikając w nieprzebytych mrokach zapomnienia… Pozostają w ukryciu, nikt nie daje świadectwa i męki, cierpienia i śmierci – i dlatego jest konieczne wreszcie zrobić coś Dla Pamięci – o nich, o tych których niewinną krew przelała religia, przelano w imię religii…. Ofiary religii zasługują w końcu na głos! Zasługują na pamięć, na dobitnie napiętnowane i potępione, ujawnione całemu światu i podane do publicznej wiadomości; upamiętnione z oddaniem im należnej czci oraz hołdu – i rozpamiętywania ciągle i ciągle od nowa, tak aby pamięć o nich i to rozpamiętywanie, było nam przestrogą, ostrzeżeniem na przyszłość, które pozwoli nam uniknąć popełnienie znowu tych samych błędów, i które uzmysławiało i uświadamiałoby nam, jak wiele zła religia wyrządziła w historii ludzkości, jak wiele zła kryje się i niesie ze sobą religia, i jak wiele zła może być skutkiem religii – przypominając nam o tym nieustannie, poprzez cierpienie i śmierć jej ofiar.

A to stanowi właśnie ogółem – meritum całej inicjatywy „Pomnik Ofiar Religii – Poza Stadem”. I oto w tym przedsięwzięciu chodzi właśnie – by upamiętnić to wszystko, oddać należną cześć i hołd, napiętnować i potępić, nadać rozgłos i upublicznić, a tym samym poprzez tę pamięć – uczynić wiecznie żywymi, póki ta pamięć trwa…

Ale dość już o tym, bo nie o sam ów tytuł się tutaj rzecz rozchodzi.

Albowiem meritum tych dywagacji stanowią w zasadzie dwie zasadnicze rzeczy. Primo, cała ta inicjatywa i przedsięwzięcie wspomniane tu uprzednio, a secundo, same ofiary religii, ich cierpienie i śmierć, ich upamiętnienie, cześć i hołd im należny, a także wszelkie inne kwestie czy aspekty z tymże zagadnieniem związane.

Zacznijmy może od końca – czyli od owych ofiar i punktu drugiego.

Wielu osobom, zwłaszcza bardziej religijnym oraz mniej zaznajomionym z tą tematyką, ciśnie się tutaj uporczywie na usta pytanie: „No dobrze, ale właściwie te ofiary i ta cała pamięć oraz reszta, są aż takie niby ważne czy istotne?”, albo kolejne: „A jakie to ma w ogóle znaczenie?” – i choć te pytania można by uznać za przejaw ignorancji, niedouczeniu, czy nawet zaślepieniu osoby, która je stawia, to i tak jednak mimo to, konieczne jest tutaj podjęcie próby udzielenia na nie pokrótce wyczerpującej odpowiedzi. Takiej, która będzie satysfakcjonująca zarówno dla zwykłego laika, czy też ignoranta nie znającego tematu, jak i dla obytego, wytrawnego znawcy i badacza tego zagadnienia, bądź innej persony wielce uczonej etc. Odpowiedzi, która stanowi uzasadnienie i rację bytu całej inicjatywy, i która symultanicznie stanowi źródło, z którego wypływa cały jej sens, cel i znaczenie, oraz wszystko to, co determinuje o całokształcie jej zasadności, istotności, wagi, doniosłości i znaczeniu. Co nadaje tej koncepcji wszelką racje bytu…

20081201-QZE04074_RCP05049-14-106b_107Heart-cut

Ofiary religii składali już Inkowie czy Aztekowie

s_jarmark_198

Wojna trzydziestoletnia – krwawe i obfite żniwo ofiar zebranych przez Religię

1345291241588

Święta Inkwizycja też przysporzyła religii nie mało ofiar…. tortury palenie na stosach i inne formy zadawania okrutnej śmierci były standardem na porządku dziennym i widok płonących na stosie czy masowych szubienic nikogo zupełnie nie dziwił…

Zdaję sobie sprawę, iż taka odpowiedź winna tu niejako, przybrać formę nieskończenie długiej wyliczanki, wyliczającej nieskończenie wiele powodów, argumentów, epitetów etc., jakie się na tę odpowiedź składają. I z tego, że nie sposób nijak tej mnogości zawrzeć w tej pracy, ani też w żadnej skończonej postaci, dlatego też ograniczę się tutaj w tym względzie jedynie do tego tzw. niezbędnie koniecznego minimum, jakie znaleźć się tutaj absolutnie musi i nic ponad to – nie rozwlekając nadmiernie tego i tak już rozwlekłego wywodu

36bde1d2f686f19d9137413f59fce440,2,0.

Odpowiedzi zaś tej nadam formę listy numerowanej, dla uzyskania bardziej przejrzystej organizacji tekstu. Tak więc oto, dlatego, że:

  • Ofiary te były to w zasadzie ofiary, które niczym nie zawiniły nikomu, nie dopuściły się żadnej znaczniejszej chociażby zbrodni ani zła; była to generalnie niewinnie przelana krew niewinnych ludzi, niesprawiedliwie, w imię jakiegoś tam boga, jakiejś tam religii, jakichś tam przykazań i nakazów, zasad czy praw tejże religii. A w istocie, jak najczęściej – tak naprawdę w imię jej kapłanów, władz, jak choćby np. Kościoła katolickiego i kleru, i celów, które skrywając się tylko pod płaszczykiem tejże religii i pozornej „boskości”, w istocie wcale nie Bogu ani religii służyły czy służą, lecz celom ludzi, i to wyjątkowo perfidnie niskim, płytkim, maluczkim, niecnym i plugawym… Np. zwykłej chciwości, żądzy władzy i wpływów, a nawet zaspokojenia prymitywnych chuci i popędów jedynie, jak dzieje się to w przypadku pedofilii przykładowo, gdzie do tego owe chucie i popędy nie są nawet naturalne, lecz chore, zwyrodniałe i stanowią patologiczną dewiacje niezgodną z Naturą. Celom, jakie obierał sobie nie żaden bóg, lecz zwykli ludzie – mali, podli, małostkowi i nikczemni, jak choćby np. kler obecnie, albo też władze kościelne, Kościół, inni przywódcy religijni oraz powiązani z nimi politycy i władze państwowe czy świeckie, a co widać ewidentnie zwłaszcza obecnie na polskiej scenie politycznej.
  • Ponadto, kolejny kardynalny powód stanowi tu sposób w jaki ta cała pomniko – mania traktuje ofiary religii i pamięć o nich, ale i sama religia również. A mianowicie to, jak całkowicie je ignoruje i pomija, zbywa milczeniem, a nawet wręcz hańbi, depta, oczernia i obrzuca oszczerstwami i fałszywymi oskarżeniami, tak by ukazać je w jak najgorszym świetle, a tym samym – manipulując rzeczywistość i fakty, tak aby służyły ich celom i świadczyły na ich korzyść, wybielając ich złe postępki i haniebne czyny w oczach ludzkości. W ten sposób czynią z tychże ofiar religii, bezbożnych wrogów Boga i religii, czy też „prawdziwego Polaka – katolika”, jak to się propagandowo obecnie określa pewien typ Polaczków; czyni z nich heretyków bluźniących przeciwko jedynemu Bogu, pogański czarci pomiot, warto co najwyżej oplucia czy rozdeptania ich „świątobliwymi” buciorami – bezlitośnie i z obrzydzeniem, niczym robaka.
  • A tymczasem ich cierpienie, ich krzywda i ból, zło i niesprawiedliwość im wyrządzona przez religię, ginie w nieprzebytych mrokach zmowy milczenia i religijnej propagandy, a która steruje zwykle niestety niemal całą ogromną większością społeczeństw, mass – mediów, jak i opinii publicznej; i dzierży największą władzę nad światem oraz wpływy, budując największe potęgi. A też i ogólnie nad masami, sterując całymi ogromnymi większościami licznych społeczeństw i narodów. A co widoczne jest zwłaszcza w przypadku wielkich religii monoteistycznych.
  • Pamięć o ofiarach religii, służy nie tylko upamiętnieniu ich, aby żyli nadal w pamięci ludzkiej, nie tylko oddaniu im należytej czci i hołdu, ale o wiele bardziej istotnemu celowi czy celom, na znacznie większą skalę, nawet globalną, który służy całemu społeczeństwu czy społeczeństwom, i to nie tylko współcześnie istniejącym, ale nawet i w całej przyszłej historii ludzkości. Cel ów można zatem śmiało nazwać celem społecznym; ponadto jest to też cel edukacyjny i uświadamiający. A mianowicie poprzez tę pamięć o ofiarach religii i ich tragicznym losie, społeczeństwo jest zarazem edukowane w zakresie historii ludzkości, a ucząc się na błędach jakie ongiś popełnili nasi pra – przodkowie, może wyciągać wnioski z nich i unikać ponownego popełniania ich w przyszłości – aczkolwiek co prawda mawiają, iż historia kołem się toczy, lecz i tak mimo to liczę, iż taka edukacja społeczna będzie jednak sukcesywna, przynosząc będzie realnie wymierne efekty. Pamięć ta przyczynia się również do znacznego wzrostu świadomości, zarówno społecznej, jak i tej indywidualnej, co również ma liczne korzystne konsekwencje oraz przynosi wiele wymiernych korzyści.
  • I przyczyna czy powód finalny już tutaj – a jaki związany jest stricte z obecnymi realiami świata współczesnego i jaki szczególnie czyni koniecznie niezbędną takową pamięć, jak i naszą inicjatywę, zwiększając drastycznie jej istotność oraz potrzebę jej propagowania. A to z racji, iż to właśnie obecnie, we współczesnym świecie XXI wieku, właśnie te obecne, współczesne tego świata wszelkie realia, czynią tę potrzebę i istotność, aż tak wielką i palącą, zmuszając nas niemal wręcz do zwrócenia się w tym kierunku, a też do czerpania stąd wiedzy i mądrości, by móc rozwiązywać drastyczne problemy i zło współczesnego świata, ocalić go niejako, zapewniając dalszą bytność i ciągłość ludzkości i ludzkiemu światu, i tak właśnie ocalić, gdyż obecnie świat znajduje się tylko o włos od wielu różnorakich katastrof i kataklizmów – ekologicznych, braku elementarnych surowców, jak woda pitna, niezbędnych do życia, czy też militarnych, a nawet nuklearnej – zwłaszcza teraz, gdy nad światem zawisła złowieszcza groźba globalnego konfliktu militarnego i być może nawet III Wojny Światowej, w której karty rozdawać będą potęgi i mocarstwa, dysponujące nie tylko największą siłą militarną, ale co najgorsze – również największą siłą broni jądrowej i nuklearnej, z których ledwie najmniejszego kalibru parę pocisków, jest w stanie zdmuchnąć całą planetę z powierzchni ziemi, urzeczywistniając apokaliptyczne wizje Armagedonu z filmów katastroficznych czy literatury science – fiction…. Sytuacja zwłaszcza obecnie sięgnęła zenitu, stając się naprawdę alarmująco drastyczna i tragiczna. Tak oto bowiem patrząc na najbliższą nam historię współczesną, natrafiamy na całą masę różnorakich konfliktów, wydarzeń i problemów, u których podłoża niezmiennie leży jedna przyczyna i źródło – a jest nim nie inaczej jak właśnie owa religia. I też w konsekwencji których, przybywały całe rzesze coraz to nowych ofiar religii, oraz morze przelanej za religię niewinnej krwi… Największy wkład w to mają oczywiście te największe obecnie religie wiodące prym na świecie. Tu przede wszystkim przodują trzy największe religie monoteistyczne, czyli chrześcijanizm, judaizm oraz islam. Z tych trzech, najbardziej zajadłą, agresywną i patogenną stanowi bez wątpienia islam, ze swym dżihadem, a więc świętą wojną wymierzoną w innowierców i postulującą ich anihilację oraz zabijanie na wszelkie sposoby, a co uwypuklone jest najsilniej pośród fundamentalistów oraz innych radykalnych i fanatycznych wyznawców tejże wiary (co zresztą analogicznie tyczy się każdej z religii). Jednakże moc, potęga, zakres władzy i wpływów, a także bogactwo pozostałych dwu również bez wątpienia jest wielce istotny i odgrywa równie istotną rolę na arenie świata współczesnego i sytuacji na nim. Na drastyczne pogorszenie i zaostrzenie się tejże sytuacji obecnej miały wpływ liczne, bardzo tragiczne oraz drastyczne wydarzenia na świecie. Wiele z nich stanowiły akty terroru i przemocy, takie jak choćby atak terrorystyczny na World Trade Center, ostatni atak terrorystyczny w Paryżu i inne podobne, których konsekwencje stanowiły najbardziej bezpośrednio masowe mordy na mniejszą bądź większą skalę, jakich dopuszczano się na tak wielkiej liczbie nowych, niewinnych ofiarach religii, przelewając ponownie kolejne morza niewinnej krwi. Do mniej bezpośrednich konsekwencji tego rodzaju aktów przemocy i ataków terrorystycznych, zaliczyć należy przede wszystkim np. zaostrzenie i pogorszenie się stosunków międzynarodowych na świecie, liczne restrykcje i embarga państw ościennych bądź współpracujących, negatywne skutki ekonomiczno – gospodarcze, pogorszenie się sytuacji politycznej zarówno wewnętrznej, jak i na scenie polityki międzynarodowej, zarzewia nowych konfliktów, nie tylko państwowych czy narodowych, ale także międzynarodowych, drastyczne nasilenie się emigracji z zakątków świata najbardziej dotkniętych kryzysem politycznym, militarnym czy ekonomiczno – gospodarczym, a też napływ ogromnych fal imigrantów z tych państwo zwłaszcza do krajów zachodnich wysokorozwiniętych, o największej prosperity. Ponadto w skutek uprzednich tragicznych wydarzeń takowa sytuacja na świecie pogarszała się nieustannie z czasem, a jakże ogromnie tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim okresie czasu, zwłaszcza zaś tak donośny i ogromny atak terrorystyczny i mord, jakiego dokonano w Paryżu, doprowadziły do skrajnej oscylacji i zaostrzeniu tej sytuacji, która sięgnęła obecnie niejako pewnego ekstremum – jakiego przejawy to m.in. choćby owa wspomniana groźba międzynarodowego konfliktu zbrojnego (a może i III Wojny Światowej), czy też np. pakty militarno – polityczne jakie zostały zawarte, lub jakich stworzenie jest postulowane, bądź żądane przez państwa członkowskie w obrębie UE czy NATO, a jakich celem ma być nawet i zbrojna, militarna interwencja w odpowiedzi na owe ataki terrorystyczne, lub użycie siły wobec wrogich ugrupowań, organizacji terrorystycznych, a nawet całych nacji, państw czy generalnie – danej religii i jej wyznawców. Co istotne, drastycznie narasta, zwłaszcza w Europie i na Zachodzie, niechęć, wrogość a nawet wręcz nienawiść do islamu, jako religii, jego wyznawców, czy też uchodźców (imigrantów) pochodzących z krajów muzułmańskich, arabskich, tureckich czy też ogólnie. krajów Bliskiego Wschodu przykładowo. To zaś rodzi kolejne akty nienawiści i przemocy, tym razem wymierzone z kolei przeciw ludności etnicznie tak samo przynależnej, jak sprawcy bądź domniemani sprawcy uprzednio omawianych aktów terrorystycznych, czy stron konfliktów na tle religijnym, a których dokonują tym razem odwrotnie – nie napływowa ludność Europy i krajów zachodnich, stanowiąca autochtoniczną grupę etniczną tychże terenów – a więc My niejako, prawowici i rodowici Europejczycy czy np. amerykanie, z dziada pradziada zamieszkujący Zachód i stanowiący rdzennych członków zachodniej cywilizacji, w odróżnieniu do imigrantów, powodujących etniczne i kulturowe rozbicie i urozmaicenie zamieszkałej tam uprzednio pewnej niejako jednorodnej i jednolitej jedności kulturowej, etnicznej, i w pewnym stopniu – także rasowej. A to z kolei prowadzi nieuchronnie do powstawania społeczeństw multikulturowych, niejednolitych i w których granice państwowe i narodowe, ulegają zatarciu oraz stają się płynne i ruchome, co sprzyja np. procesowi globalizacji, unifikacji narodowościowej i kulturowej, kosmopolityzmowi, a też zjawiskom znacznie bardziej ewidentnie negatywnym, jak np. utrata tożsamości narodowej, kulturowej czy etnicznej, niszczenie i zanikanie folkloru, sztuki i kultury etnicznej, grup etnicznych i ich odrębności kulturowo – obyczajowej, a też przyczynia się do ekspansji i wzrostu potęgi wielkich, międzynarodowych multi-korporacji, jak i związanych z ich funkcjonowaniem oraz prowadzoną polityką ekonomiczną i strategiami marketingowymi, negatywnych zjawisk (np. wyzysk i ucisk państw i społeczeństw najbiedniejszych, żerowanie i czerpanie korzyści ze społeczeństw o niskim stopniu edukacji czy świadomości -np. prymitywnych czy z krajów trzeciego świata – zmuszanie do pracy niewolniczej, w tym także dzieci, i wiele, wiele innych…). Ale dość już o tym!

Nieco odbiegłam od naszego meritum w poczynionych tu uprzednio dygresjach, ale pora już wrócić do sedna sprawy, a które stanowi właśnie sam Pomnik Ofiar Religii – zarówno jako inicjatywa oraz przedsięwzięcie, jak i wizja ich realizacji w praktyce, koncepcja realnej formy, jaką ta inicjatywa czy przedsięwzięcie przybiorą w rzeczywistości finalnie, a i też ogólnie – wszelkich innych detali czy aspektów formy istnienia tego pomnika oraz jej funkcjonowania, czy bytności, oraz realizacji całej koncepcji w praktyce. A w szczególności tyczy się to wizji prywatnej niejako, autorskiej, jaką siłą swej imaginacji i kreatywnej mocy twórczej wykreowała sobie szanowna autorka tego wywodu, i którą to tu następnie ma zamiar podzielić się z szacownym Czytelnikiem – pozostawiając w jego gestii zarówno interpretację, ujrzenie oczyma wyobraźni jej wizualizacji, jak i ocenę, licząc iż znajdzie u swych Czytelników zrozumienie i nieco wyrozumiałości dla wykreowanej przez siebie wizji i koncepcji Pomnika Ofiar Religii…

Ale o tym więcej w kolejnej części tego tryptyku!

images (4)

Zapalenie znicza, świeczki, pomnik czy położenie pod nim kwiatów a nawet zwykły kamień – symbolika jest różna jednak jedna idea – pamięci o tych którzy odeszli, umarli o tych którzy zginęli, zostali pomordowani lub inaczej zabrała ich Śmierć…. oni pozostaną jednak żywi póki żyć będzie pamięć o nich!

 

Przypisy:

[1] A. Strzelczyk: Pogańska religia Słowian [online]. [Dostęp: 01.06.2009]. Dokument dostępny w Internecie: http://www.slawistyka.ath.bielsko.pl/historia/slowianie01.html.

Wpisy Ale o co chodzi?

halloween-1011138_1920

Ręce precz od naszych macic!

Już widzę, jak na słowo „macica” kościelne dewoty robią znak krzyża na swoich piersiach. Najlepiej byłoby, gdyby krzyżem zabiły swoje macice, a naszym dały święty spokój. Już dość! Każda myśląca kobieta, mentalnie czująca się więcej, niż przedmiotem czy ułomnym człowiekiem, za którego inni muszą podejmować decyzje, powinna tupnąć nogą, otrząsnąć się z religijnego terroru i pokazać fundamentalistom katolickim środkowy palec.

Urodziłam się w latach siedemdziesiątych. Pokolenie mojej mamy dokonywało aborcji na potęgę. W tych czasach niejedna z tych kobiet była pacjentką doktora Chazana. Tak, tego świętego doktorka, dla którego patrzenie na agonię maleńkiego człowieczka, który nie powinien był się narodzić, to wspaniała, miłosierna wola boska, której nie wolno się przeciwstawiać.

Powinniśmy pokazać zdjęcie naszego dziecka. Wodogłowie, brak części kości czaszki, w miejscu nosa dziura, rozszczepy kości policzkowej, wypłynięte oczy, brak powiek. Widok drastyczny. Ale może wtedy ludzie, którzy uważają, że prof. Bogdan Chazan uratował życie, zrozumieją, że tego życia nie można było ratować, że to dziecko nie było niepełnosprawne, takie, które można pielęgnować, leczyć, wozić na wózku. Po urodzeniu lekarze bali mi się je pokazać. Sami byli wstrząśnięci. A prof. Chazan przedłużył tylko jego agonię. Tak, powinniśmy pokazać to zdjęcie, ale bylibyśmy oskarżeni o obrażanie czyichś uczuć. Za to prof. Chazan może bezkarnie obrażać nasze uczucia, mówiąc, że chcieliśmy zabić własne dziecko. Wmawia opinii publicznej, że przerwanie ciąży ze wskazań medycznych to rozszarpywanie dziecka na kawałki. A „obrońcy życia” robią pikiety, wywieszają wystawy ze zdjęciami rozszarpanych płodów. Tak, takich zdrowych płodów, zdrowych dzieci, które jeszcze niedawno rozszarpywał prof. Chazan, który teraz swoje winy chce odkupić naszym kosztem. Naszym i naszego dziecka. Takich zdrowych płodów rozszarpywanych w podziemiu aborcyjnym, z którym ani prof. Chazan, ani nasze państwo nie walczy. A my wiemy, że przerwanie ciąży w przypadku ciężkiej wady płodu to jest normalny, tylko przedwczesny poród. Okupiony bólem i cierpieniem, ale jednak normalny. I mając tę wiedzę, zdecydowaliśmy się na taki krok. My też jesteśmy katolikami i też jesteśmy przeciwni zabijaniu zdrowych płodów.

Nie próbuję nawet wczuć się w rolę rodziców tego dziecka, któremu dr. Chazan miłosiernie ocalił życie. Mimo potwornej krzywdy, jaka ich spotkała, nie umknęło mojej uwadze to, jak bardzo ulegli katolickim oszustom. Chodzi o „rozszarpywane płody”.

Nie można mówić na przykład, że antykoncepcja zabija albo że tabletka „dzień po” to aborcja. Byłem nie tak dawno w telewizji. Obok mnie siedział działacz ruchu pro life i mówił z pełnym przekonaniem, patrząc w kamerę, że w ulotce w wersji angielskiej jest informacja, że tabletka może mieć działanie aborcyjne. Byłem przekonany, że takiej informacji nie ma, ale szybko, jeszcze w trakcie programu wszedłem do internetu i sprawdziłem. Nie ma. Facet kłamał, trzymając rękę na książeczce do nabożeństwa. Zgodnie ze swoją ideologią prawdomównego katolika kłamał tak, jak kłamią zdjęcia porozrywanych dzieci na manifestacjach ruchów pro life. Ciąży nie terminuje się, rozrywając płód. (prof. Romuald Dębski, ginekolog położnik).

A oto moje „dziecko”.

DSC06798

Jakby ktoś miał problemy z rozpoznaniem, to jest to ta „dziurka” na zdjęciu. I opis mojego „dziecka”:

DSC06801

Nawet gdyby ktoś chciał, ciężko by mu było go (płód), czy je (dziecko) rozerwać na strzępy. Ba! Myślałam wówczas o aborcji. Dlaczego? Gówno Was to obchodzi! Dlaczego tego nie zrobiłam? Też nie Wasza sprawa! To była moja decyzja, mimo obowiązującego dziś prawa, tylko i wyłącznie moja decyzja. Czy jej żałuję? NIE! Czy żałowałabym, gdybym podjęła inną? A SKĄD MAM WIEDZIEĆ? Wiem jedno. Chcę mieć decyzję. I nie życzę sobie, aby ją za mnie podejmowała stara hipokrytka, która być może skrobała się w czasach, kiedy można było to robić, czy lekarz, który wyskrobał dziesiątki płodów, a dziś pretenduje do roli świętego.

Sprawa prof. Chazana teraz jest już sprawą czysto polityczną, która miała duże znaczenie dla relacji Państwo – Kościół i mocno podzieliła społeczeństwo. Przykre tylko, że ani matką, ani dzieckiem, które urodziło się u mnie na oddziale i umierało przez kilka dni, nie zainteresował się nikt z polityków prawej strony sceny, nikt z działaczy ruchów pro life ani żaden lekarz, który podpisał Deklarację Wiary. (prof. Romuald Dębski, ginekolog, położnik).

Umierało kilka dni. KILKA DNI. A niedawno Polska żyła dzieckiem, które podczas aborcji urodziło się żywe i żyło UWAGA! UWAGA! 22 minuty! O tak, o 22 minuty za długo uważam, ale przy kilku dniach to i tak brzmi słabo, prawda?

I dopuszczę do głosu katolicką histeryczkę Terlikowską, która tak oto odpowiada Zandbergowi, na jego wpis na Twitterze głoszący: „Zmuszanie kobiet do rodzenia ciężko upośledzonych płodów to barbarzyństwo. Włos się jeży na głowie, że ministrem zdrowia jest rozważający to talib”.

Dlatego, że sama jestem matką i nie mogę zrozumieć, jak o chorym dziecku ktoś może się tak pogardliwie wypowiadać. Nie ma Pan żadnego moralnego prawa, by w ten sposób określać chore dzieci i, niczym kapo na rampie, decydować o tym, czy ma ono prawo do życia czy nie. Pisze Pan, że: „Zmuszanie kobiet do donoszenia ciężko upośledzonych płodów to barbarzyństwo”. Zadam Panu inne pytanie, czy to, co stało się w szpitalu Świętej Rodziny, nie jest barbarzyństwem? Czy Pana zdaniem ktoś, kto jest chory i nawet jeśli z dużym prawdopodobieństwem można określić, że jego życie trwało będzie kilka minut, może godzinę, musi cierpieć i umierać w bólu/ Czy nie zasługuje na to, żeby otoczyć je opieką paliatywną? Czy umiałby Pan patrzeć na cierpienie własnego dziecka? Domyślam się, że nie. To dlaczego pozwala Pan, by w tak okrutny sposób cierpiały inne dzieci. I ich matki.

Nie wiem, co stało się Zandbergowi, że takich akurat słów użył. Wypił za dużo, czy po prostu zrozumiał, że aby coś zdziałać w polityce, trzeba być wyrazistym? W każdym razie ja tę krótką jego wypowiedź przeczytałam trzy razy, zanim zrozumiałam, o co w niej chodzi. Matka Polka, święta Lady T. załapała od razu. Barbarzyństwem dla niej jest ten wypadek w szpitalu. Zresztą też tego szpitala nie lubię. Dwa razy tam rodziłam i mam złe wspomnienia. Ba! Nawet żałuję, że ich nie pozwałam, a zapewniam Was, że miałam ku temu prawo i dowody. Ale wiadomo, jak w tym kraju wygląda dochodzenie swoich praw od lekarzy.

Wracając do tej pani, o której jak myślę, to tylko łacina podwórkowa ciśnie mi się na usta, przynajmniej w tej jednej sprawie. A pozwolenie żyć dziecku, które „ocalił” dr. Chazan, to nie barbarzyństwo? Tej matki jej nie szkoda? Oczywiście, że nie. Bo ona uważa, że gdzieś tam na górze siedzi dziadzio z długą brodą, którego wolę obwieszcza wszem i wobec katolicki Kościół. Tylko że ten stary pryk nie tylko nie wie nic o in vitro, nie wie nic o skrobankach, nie wie nic o płodach, nic o prezerwatywach, o pigułce „po” , to jeszcze nie wie, że ziemia jest okrągłą planetą krążącą wokół słońca, i że nietoperz nie jest ptakiem. Jego prymitywny umysł nie sięga poziomu przedszkolaka! Skąd to wiem? Z jego wiekopomnego dzieła – z Biblii!

Wiecie już, że nam katoliccy fundamentaliści przyszykowali obywatelski projekt ustawy antyaborcyjnej? Mało im jeszcze obostrzeń na tym punkcie, mało im jeszcze klauzul sumienia? Tak przy okazji, znowu cytat rozsądnego człowieka, prof. Dębskiego odpowiadającego na pytanie brzmiące: „co z pana sumieniem?”

To w ogóle nie powinna być kwestia do dyskusji. Jestem lekarzem. Moje sumienie podpowiada mi, że mam leczyć pacjentów zgodnie z wiedzą medyczną a nie ideologią. W Wielkiej Brytanii jak ktoś chce być położnikiem-ginekologiem, to musi zadeklarować, że będzie wykonywał wszystkie procedury, które znajdują się w wykazie świadczeń. Jeśli mu na to sumienie nie pozwala, to nie decyduje się na wykonywanie tej specjalizacji. Jeśli pani byłaby świadkiem Jehowy, to nie powinna się pani decydować na bycie transplantologiem albo hematologiem, prawda? Tak samo muzułmanin, któremu religia nie pozwala dotykać obcych kobiet, nie zostaje ginekologiem. Przykłady można by mnożyć.

Postuluję, żeby na drzwiach gabinetów lekarzy, którzy w podejmowaniu decyzji medycznych kierują się względami innymi niż wiedza medyczna, na przykład swoim sumieniem, widniały stosowne informacje. Pacjent, udając się do lekarza, musi mieć świadomość, z kim ma do czynienia, pacjent ma prawo do informacji i wyboru lekarza.

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, że któraś z córek fundamentalistów Terlikowskich zostaje zgwałcona i w wyniku tego ohydnego przestępstwa zostało poczęte dziecko. Z góry można założyć, że babcia i dziadzio Terlikowscy zmuszą zmaltretowaną córkę do jego urodzenia. Ale czy aby na pewno?

Przykre jest jednak to, że ten sam lekarz zmienia zupełnie stanowisko, kiedy sprawa dotyczy jego rodziny, jego bliskich. Podobnie się dzieje z prawicowymi politykami, którzy żądają całkowitego zakazu aborcji, sympatykami ruchów pro life. Ileż ja razy słyszałem: panie profesorze, to jest wyjątkowa sytuacja, no, musi pan zrozumieć, my normalnie byśmy nigdy nie usunęli, wie pan jesteśmy wierzący, no ale ono takie chore, z wodogłowiem, no trzeba, musimy… To jest wyjątkowa sytuacja, profesorze, wyjątkowa.

Ciąża to jest zawsze wyjątkowa sytuacja. Zawsze. Często osoby deklarujące się jako osoby wierzące, przeciwnicy aborcji zgodnej z prawem, zmieniają swoje poglądy, kiedy to dotyczy ich lub ich rodzin. (prof. Dębski)

Fundamentaliści katoliccy niczym nie różnią się od fundamentalistów islamskich. NICZYM! Wolałabym zginąć ukamienowana, niż patrzeć na moje kalekie dziecko, które umiera kilka dni w męczarniach, bo według psycholi wyimaginowane bóstwo tak chciało. Na zakończenie znowu oddam głos profesorowi Dębskiemu. Wczytajcie się w niego, zastanówcie się, pomyślcie, jak bardzo jesteśmy zmanipulowani, jak bardzo od lat ulegamy kościelnej indoktrynacji, jak bardzo dajemy się niewolić, oszukiwać, jak długo jeszcze można się na to godzić.

Podam pani przykład ciąży pozamacicznej. W szpitalu, w którym kiedyś pracowałem, był ksiądz, który chodził po oddziale ginekologii i namawiał pacjentki z ciążą pozamaciczną, żeby się wypisywały ze szpitala i nie poddawały laparoskopii i usunięciu tej nieprawidłowo zlokalizowanej ciąży. Ciąży, w której najczęściej nie było żadnego zarodka, czyli życia, rozwijał się tylko trofoblast, który produkował HCG i dawał pozytywny wynik testu ciążowego. Groził im sądem ostatecznym i piekłem.

Bały się?

Niektóre nawet bardzo. A ja się bałem, że któraś się rzeczywiście wypisze i jej w domu pęknie jajowód, wykrwawi się i umrze. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, żeby proponował takie postępowanie lekarz, ale niestety, słyszałem o takich przypadkach. Taki lekarz „z sumieniem” czekał na to krwawienie do brzucha i przystępował do działania dopiero, kiedy było zagrożone życie matki. Takiego sposobu postępowania nie opisano w żadnych rekomendacjach na świecie. Co ciekawe, to „sumienie” w ogóle nie brało pod uwagę cierpienia matki. Nie ma dla niego znaczenia, że kobieta w wyniku jego braku działania może umrzeć. (…)

Kiedyś nawet występowałem w pewnym programie z panią doktor, która otwarcie przyznawała, że sumienie jej nie pozwala naruszyć ciąży w jajowodzie. Zapytałem ją o inny przypadek – rozpoznanie czerniaka we wczesnej ciąży – jest to klasyczne wskazanie do przerwania ciąży ze względu na konieczność ratowania życia matki. Czerniak w ciąży bardzo źle rokuje, ponieważ ona dramatycznie przyspiesza jego rozwój.

I co ona powiedziała?

Że podpisała deklarację wiary, że nie przerwie tej ciąży, co więcej, że pacjentce nie udzieli informacji o tym, że ciąża zmniejsza, a praktycznie niweluje jej szanse na przeżycie. I oczywiście, w związku z tym, nigdzie pacjentki nie odeśle. Będzie jej „towarzyszyła w jej drodze”.

Czyli zginą oboje, i matka i dziecko.

Tak, dla tej pani wybór był prosty. Nie wiem tylko, co na to matka tej pacjentki, jej mąż, dzieci? Myślę, że nie podzielaliby poglądów tej lekarki. Jeżeli ona, ta lekarka, chce zostać męczennicą za wiarę, niech sama nią zostaje, a nie deleguje do tego celu inne osoby.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że katolicki przymus dla wielu stał się normą i dziś kobiety boją się walczyć o pełne prawo do aborcji. Samo utrzymanie  obecnego status quo traktują, jako walkę o swoje prawa. Sam ten fakt fundamentalizm katolicki może uważać za swój sukces. Za dwadzieścia lat okaże się, że rodzenie dzieci z gwałtów również będzie normą. Za kolejne dwadzieścia lat może okazać się, że śmierć matki podczas porodu będzie normą. Osierocone dziecko trafi do sióstr zakonnych i wszyscy będą mieli je w dupie. Liczyć się będzie tylko samozadowolenie katolickich fundamentalistów i ich domniemane, zabukowane kwatery w raju, który nie istnieje.

 

Wpisy Obserwatorium

DSCN4774

Nie w moim imieniu

Witajcie ponownie. Ostatnio rzadko bywam na portalu, jeszcze rzadziej coś publikuję, z różnych z resztą powodów, a głównym jest brak czasu. Dziś też wpadłam tylko na chwilkę, żeby się z Wami podzielić wrażeniami z krakowskiego marszu ” Nie w moim imieniu”.

MANIFEST: Nie w moim imieniu. Dialog zamiast agresji.

W ostatnich miesiącach obserwujemy niepokojące przemiany zachodzące w debacie publicznej. Liczne demonstracje, nierzadko organizowane przez radykalne środowiska, przemieniają się w pokazy otwartej nienawiści. Internet i ulice przesycone są jawną agresją (czego najbardziej jaskrawymi przykładami są spalenie kukły Żyda na wrocławskim Rynku, napis “Pray for Islamic Holocaust” w Poznaniu czy pobicie muzyka Chillu pod okrzykiem “wypierd… do Syrii”). Wraz z tymi zjawiskami obserwujemy coraz większą społeczną akceptację dla zachowań, na które w demokratycznym społeczeństwie nie może być miejsca.

Kryzys imigracyjny i tragiczne wydarzenia w Paryżu są trudnym testem dla społecznej solidarności. Wszyscy mamy prawo do strachu i licznych wątpliwości. Możemy zajmować różne stanowiska i spierać się w kwestiach, które mogą na zawsze zmienić rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Nie możemy jednak zgodzić się na przemoc i nawoływanie do nienawiści. Nie możemy pozwolić na oddanie przestrzeni publicznej radykałom i środowiskom żerującym na ludzkim strachu i niepewności.

Niech ten sprzeciw połączy nas bez względu na to, jakie stanowiska zajmujemy w sprawie aktualnych wydarzeń politycznych i społecznych. Stwórzmy koalicję przeciwko nienawiści – wyjdźmy solidarnie na ulice Krakowa i pokażmy, że debatę publiczną można i należy prowadzić bez agresji.

DSCN4779

Lista organizacji oraz autorytetów

DSCN47871. Organizacje, stowarzyszenia, fundacje, media

Miesięcznik Znak
Krytyka Polityczna
Korporacja HaArt
Stowarzyszenie Rodzin Wielokulturowych
Centrum Muzułmańskie w Krakowie
Jewish Community Centre
Stowarzyszenie Wszechnicy Oświeceniowo-Racjonalistycznej
Fundacja Manowce Kultury
Małopolskie Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Obcokrajowców
DSCN4798Kraków Przeciwko Igrzyskom
Spółdzielnia “Ogniwo”
ROCKagainstHate
Kraków Expat Community (nieformalna społeczność obcokrajowców w Krakowie)
Chlebem i Solą
Fundacja Otwarty Plan
Fundacja Autonomia
Stowarzyszenie Strefa Wenus z Milo
Fundacja Machina Fotografika
Stowarzyszenie Młodych dziennikarzy „Polis” (koordynator Kampanii Rady Europy „Bez nienawiści” w Polsce)
DSCN4869Fundacja Biuro Inicjatyw Społecznych Kraków
Fundacja Dobra Wola
Fundacja Animatornia
Fundacja Kultura dla Tolerancji
Popmoderna (portal kulturalny i stowarzyszenie)
Autoportret (czasopismo)
PROwincja (czasopismo kulturalne)
Fundacja Biuro Inicjatyw Społecznych
Centrum Międzykulturowe
Witajcie w Krakowie
Fundacja Pozytywnych Zmian
Barbarzyńca. Pismo antropologiczne
Fundacja Przestrzeń Kobiet
Pracownia Obywatelska

DSCN49142. Osoby ze świata kultury, religii, mediów i nauki.

Bartosz Szydłowski (dyrektor Teatru Łaźnia Nowa)
prof. dr hab. Halina Grzymała-Moszczyńska (Instytut Religioznawstwa UJ)
prof. dr hab. Irena Borowik (Instytut Socjologii UJ)
ojciec Maciej Zięba (działacz opozycyjny z czasów PRL, Instytut Tertio Millenio)
Ziemowit Szczerek (pisarz, publicysta)
Ks. Adam Boniecki (redaktor senior – Tygodnik Powszechny)
DSCN4927dr hab. Beata Kowalska (Instytut Socjologii UJ)
Anna Lipowska-Teutsch (psycholożka, działaczka antyprzemocowa)
prof. dr hab. Włodzimierz Sady (rektor Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie)
prof. dr hab. Tadeusz Słomka (rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie)
prof. dr hab. Ewa Kutryś (rektorka PWST w Krakowie)
Prof. dr hab. med. Wojciech Nowak (rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego)
Prof. dr hab. Maria Flis (Instytut Socjologii UJ)

Marsz zgromadził zaledwie około 500 osób – nic nie szkodzi, nikogo z nas to nie zdziwiło specjalnie. Smutne to, ale oddaje dobrze DSCN4794stan świadomości obywateli. Dodajmy – świadomości formowanej pracowicie przez taki a nie inny przekaz medialny. Marsz był bardzo energetyczny, a turyści zaniosą do swoich krajów wiadomość o tym, że nie wszyscy Polacy zgadzają się z tym co mówią nasi przedstawiciele w parlamencie europejskim i nasz obecny rząd oraz prezydent. Uczestnicy i uczestniczki marszu to zwyczajni obywatele i obywatelki. Przyszli, bo poczuli  potrzebę by zaprotestować przeciwko agresji i mowie nienawiści, która ostatnimi czasy wylała się na ulice miast jak gęste pomyje. Brak reakcji na obecność grup faszyzujących, nawołujących jawnie do agresji, gorzej nawet – przyzwolenie na tę obecność w przestrzeni publicznej, wiele mówi o władzach miast i parlamencie RP. Był to marsz sprzeciwu obywatelskiego, marsz niezgody na kierunek w jakim zmierza Polska.

DSCN4852DSCN4844DSCN4897

DSCN4952DSCN4953DSCN4932

 

 

 

DSCN26421

Władza bez kultury, kultura bez władzy…

DSCN2625W piątek 15.05.2015 przetoczyła się przez Kraków fala protestów środowisk związanych z szeroko rozumiana kulturą. Byli obecni  zarządzający  placówkami kulturalnymi, od muzeów po biblioteki publiczne. Protestowali także studenci, zbulwersowani nowym regulaminem studiów, uchwalonym bez konsultacji z środowiskiem, i mimo wyraźnych sygnałów dezaprobaty. Pikiety protestacyjne odbyły się pod Urzędem Marszałkowskim, pod Collegium Novum, Cricoteką i Muzeum Narodowym. Obszerne fragmenty w materiale filmowym. Podajemy Wam ten materiał bez cięć i obróbki montażowej, mam nadzieję, że będzie nam wybaczone. 😉

DSCN2635   DSCN2637

DSCN2647   Też są zmartwieni…  DSCN2649 DSCN2624   DSCN2633

 

Kazik nadchodzi… jakoś mi się tak skojarzyło, sorry…

DSCN2664 DSCN2657    Niektórzy … nawet nie udają, że ich to interesuje … typowe dziś odwracanie się plecami od problemu – zanotowało czułe oko obiektywu przed Collegium Novum…

DSCN2655

 

DSCN2658

DSCN2676  DSCN2681

DSCN2682 DSCN2680 …kultura widziana od …drugiej strony – oczami pracowników, specjalistów, których nie stać dziś na zwykłą nawet egzystencję, na książki… pracują za minimalną krajową, na śmieciówkach, na umowę o dzieło, mimo że obowiązki i charakter ich pracy wypełnia zasady umowy o pracę… Media nie zaszczyciły żadnej z pikiet, ich kamery, czas, cały ich profesjonalizm idzie w inny gwizdek, np. w wywiad , dotyczący zupełnie innej imprezy kulturalnej…

DSCN2692     DSCN2691

…”Noc Muzeów ” uważa się za otwartą!… Dobrze jest się pochwalić, ale o tych, którzy, tę i każdą inną imprezę o charakterze kulturalnym przygotowują, chwalić godziwą zapłatą już się nie musi… Smutne jest miejsce, w którym  polska kultura, w tym także kultura relacji między władzą a społeczeństwem, się znalazła. Ta arogancja władzy, była dzisiaj widoczna na każdym kroku…

Przeżyjcie te gorące chwile:

Elżbieta Kunachowicz – kuna

 

Podziękowanie dla Adama Mantarysa za skuteczną i błyskawiczną pomoc przy klejeniu materiału filmowego. Pozdrawiam. 🙂

DSCN1074

Piątkowa szkoła demokracji

Akcja – Piątkowa Szkoła Demokracji

 

Zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w akcji PSD.

Akcja polega na tym, że zamiast marudzić, jęczeć, wznosić oczy do nieba, załamywać ręce mówiąc typowe- „A co ja tam mogę, nie mam wpływu, nikt mnie nie słucha, robią co chcą” …itp., zbieramy się w sobie, ogarniamy temat, który nas irytuje, albo z którym trzeba coś wreszcie zrobić. Jak już mamy w głowie zwerbalizowany problem, przerobione dane wokół danego tematu np. podstawę prawną, otoczkę historyczną, dane socjologiczne, czy jakiekolwiek inne źródło informacji – w pierwszy piątek danego miesiąca – tak uzbrojeni idziemy do odpowiedniej instytucji czy odpowiedniego człowieka obdarzonego społecznym zaufaniem – prezydenta, wójta, dyrektora szkoły, proboszcza, rzecznika praw dziecka i sprawę wyłuszczamy słownie i na piśmie. I nic więcej. Tylko tyle dla jednych i aż tyle dla innych.

 

 

Pomysł zrodził się na pożywce złożonej z niemocy, poczucia bezradności, bierności, doprawionej dużą dozą pospolitego jednak „wnerwu” codziennego. Od czegoś trzeba zacząć tę trudną sztukę uczestniczenia w demokracji bezpośredniej. Bo z nami i z demokracją, to jest trochę tak jak w tym kawale o Mosche – wszyscy go znamy, ale muszę opowiedzieć dla tych, którzy być może nie znają:

Zrozpaczony, biedny Mosche wlazł pewnego dnia na najwyższe wzgórze w okolicy, wzniósł ręce do niebios i zawołał : Bosze! jestem porządnym Żydem, miłuję Cię i słucham Twych nauk pilniej niż niejeden ziom, nie wspominając o gojach, a Ty mi nie dajesz wygrać w totka przez co głodują moje dziatki, a chałupa się wali… i zapłakał rzewnie a rozdzierająco. Naraz niebo przecięła jasna błyskawica i zza chmur wychynął brodziaty Pan Buk i rzecze te słowa : Mosche!!!  daj mi  szansę!  Wypełnij kupon!!!!

 

Napiszcie potem do nas – jak się przygotowaliście, jak przebiegało spotkanie, a jeśli będzie ciąg dalszy to także i tym jesteśmy bardzo zainteresowani. Bo nie ma nic przyjemniejszego jak pogonić naszych posłów, radnych i innych, mających władzę wykonawczą, do roboty. Na prawdę możemy to zrobić, a nawet powinniśmy. Lepiej żałować, że się coś zrobiło niż, że się nawet nie spróbowało.

Można też dołączyć zdjęcia, a nawet pliki dźwiękowe… 🙂

 

11009683_413400582156564_659894342_o

 

Powodzenia.

***

Żeby Was zachęcić opowiem piękną , prawdziwą historię sprzed wielu lat.

Jeszcze za komuny, we Wrocławiu, gdzie mieszkałam na gierkowskim, całkiem ładnym osiedlu – sypialni, zaprojektowano i wykonano 4-ro pasmową asfaltówkę okalającą osiedle od strony koryta Odry. Po tej drodze jeździło się cudownie – finkel -nówka bez dziur to była wtedy rzadkość. Odcinek długi , bez pasów dla pieszych i bez tych niepotrzebnych świateł co kilka metrów… Na tym osiedlu mieszkała rodzina 2+2 i miałam przyjemność bywać u nich dość często, na tyle często by notorycznie zapominano wywalić mnie za drzwi o odpowiedniej porze. Byłam jak domownik. Ale do rzeczy. Ci przyjaciele mieli dwóch synów, a jeden z nich, ten starszy, miał wtedy jakieś 11, może 12 lat, w każdym razie podstawówka, to pamiętam na bank, był świadkiem kolejnego śmiertelnego wypadku, który obserwował z ich szóstego piętra… przyszedł do kuchni, bo wtedy życie i gości przeżuwano w kuchni, poruszony, już nawet nie tym, co się stało, bardziej tym, że nikogo to nie obchodzi, że giną ludzie w bezsensowny sposób. No i muszę się przyznać, że nie od razu załapałam, o co się miota. Uspokoiłyśmy go, nabrał powietrza w miechy i wyłuszczył co następuje:

– chodzi o to, że oni nie giną dlatego, że nie umieją przechodzić bezpiecznie. Problem w tym, że tu JEST niebezpiecznie bo…

I tu zostałyśmy oświecone przez małolata , który wypunktował dokładnie projektantów tej drogi śmierci. Miał rację. Przyznałam mu ją skwapliwie, bo przypomniałam sobie, że ZAWSZE kiedy przechodziłam przez tą ruchliwą jezdnię miałam duszę na ramieniu. Mnie się wciąż udawało, inni mieli mniej szczęścia.

Ale Mały powiedział coś o wiele ważniejszego- miał POMYSŁ co zrobić, żeby było wreszcie bezpiecznie. No i tak się zaczęła wielka akcja firmowana od początku do końca przez tego chłopaka. Skoro był pomysł, to trzeba było tylko podpowiedzieć młodemu człowiekowi, jak się wziąć do jego realizacji. I tak:  najpierw była PETYCJA – podpisały wszystkie dzieciaki z trzech szkół osiedlowych plus ich rodzice plus nauczyciele, potem było spotkanie w urzędzie miasta i w wydziale architektury. Znalazły się pieniądze na wykonanie przejść dla pieszych ze światłami, a nawet postulowane od początku przez naszego bohatera, wysepki w połowie przejścia.

Po latach opisuję całą akcję w kilku zdaniach, choć wtedy to były zmagania z ludzką ociężałością, z niechęcią do akcji społecznych, ze zbytnim nihilizmem i brakiem wiary w powodzenie. Michał ze swoimi kumplami przeszedł wiele pięter wielu 10-cio piętrowców, od drzwi do drzwi, poświęcił wiele godzin ze swojego wolnego czasu. I robił to, wiedząc od początku, że może się nie udać.

 10997169_877883058930975_2083526208_n

10965018_1783557111869635_1984060463_o

Votum separatum.

Votum separatum – w sprawie tytułu „Ateista Roku”

Zdaję sobie sprawę, ze zróżnicowania naszej grupy nieformalnej ateistów, tym niemniej, stoję po stronie tych ruchów, które mają ambicje tworzenia płaszczyzn, jednoczących ludzi niewierzących pod hasłami, ideami, filozofią znacznie wykraczającą poza oczywisty fakt, że jesteśmy ludźmi niewierzącymi w bogów. Brak wiary w nonsensy, to zdecydowanie za mało, by nasza grupa zyskała tożsamość. Uważam, że poziom świadomości oraz akceptacja wartości humanistycznych powinny pozytywnie nas określać.

Wyróżnienie pana Jerzego Urbana tytułem Ateista Roku, jest sygnałem, że bycie ateistą z definicji czyni człowieka wartościowym. Tak nie jest i akurat w tym przypadku trudno dopatrywać się wzorca, z którego można by tworzyć ikonę ruchu ateistycznego. Działacze Koalicji muszą zdawać sobie sprawę z tego, że czy to się im podoba czy nie, mając w nazwie ateizm, reprezentują ogromną rzeszę ludzi i w związku z tym ich działalność rzutuje na całą grupę społeczną. To wielka odpowiedzialność, której nie zdejmuje z nich nawet fakt, że jest to w istocie niewielka grupa ludzi, zjednoczonych wspólną ideą w działaniu na rzecz naszego środowiska.

Jeśli takie widzenie tego ruchu jest błędne – a wszystko zdaje się na to wskazywać – to niniejszym czuję się w obowiązku dać wyraźny sygnał, że nie identyfikuję się ani z tegorocznym wyborem Ateisty Roku, ani trybem przyznawania tego zaszczytnego tytułu. Nie jest też właściwe, z mojego punktu widzenia, aby ugrupowania wywodzące się w prostej linii z ruchów ateistycznych, nadal podejmowały izolowane działania bez szeroko rozumianego porozumienia z całym środowiskiem, tym bardziej gdy coraz częściej są słyszalne w mediach, a to, jak wiadomo, czytane jest w odbiorze społecznym jako reprezentacja całego środowiska.

Elżbieta Kunachowicz