Wpisy Ale o co chodzi?

ISKK

PILNE! Nowa prawda objawiona!

ISKK

Świecka Polska

ISKK (Instytut Statystyk Kościoła Katolickiego) 4 stycznia bieżącego roku na konferencji ogłosił nową prawdę objawioną, którą Świecka Polska przedstawia w równaniu:

28 = 40 > 50

Zanim połamiecie sobie głowy na zrozumieniu tego matematycznego zapisu przypomnę, że Kościół, czy raczej wiara ma tyle wspólnego z logiką co nietoperz z ptakiem. Niby ma skrzydła, więc łatwo się pomylić.

Księga Kapłańska:

(13) Spośród ptaków będziecie mieli w obrzydzeniu i nie będziecie ich jedli, bo są obrzydliwością, następujące: orzeł, sęp czarny, orzeł morski, (14) wszelkie gatunki kani i sokołów, (15) wszelkie gatunki kruków, (16) struś, sowa, mewa, wszelkie gatunki jastrzębi, (17) puszczyk, kormoran, ibis, (18) łabędź, pelikan, ścierwik, (19) bocian, wszelkie gatunki czapli, dudek i nietoperz. 

Niby ochroniarze słowa bożego pieklą się, że to zły przekład, bo tak naprawdę chodziło o insekty, ale czy ich Pan nie mógł przypilnować, żeby się tłumacz nie rąbnął? A tak ateiści mają kolejny powód do śmiechu.

Wróćmy jednak do współczesności i powyższego równania. Nie trzeba sięgać do mitologii przecież, aby się pośmiać.

Co roku w jedną październikową niedzielę odbywa się liczenie wiernych. Zamiast jednak ogłosić liczby bezwzględne, Kościół wymyślił sobie wskaźniki – dominicantes (obecność na mszy) i communicantes (przyjmujących komunię). Pisałam o tym w zeszłym roku, i powtarzać będę co roku, bo nawet ateiści ulegają kościelnej propagandzie.

 A oto wzór:

D = Uc/Zo * 100

D – dominicantes, Uc – uczestnicy mszy, Zo – zobowiązani do uczestniczenia w mszach, do których Kościół zalicza dzieci powyżej 7 roku życia i nie zalicza osób starszych i chorych. Przyjęto, że 18% katolików może sobie spokojnie olać cotygodniowe bieganie do kościoła. Reszta, czyli 82% to ci biedni zobowiązani. Katolicy mają OBOWIĄZEK chodzenia na msze. Podkreślam, bo nie wiem, czy katolicy to wiedzą.

Ogłoszono na konferencji, że wskaźnik dominicantes na 2015 r. wynosi 39,8% a communicantes 17%. Rok wcześniej było to 39,1% i 16,3%. O raju! Zaliczyli wzrost! A co podają nam media? 40% Polaków chodzi na msze! Nie ZOBOWIĄZANYCH, tylko POLAKÓW. A czym karmią nas władze czy po prostu zwykli katolicy? Większość Polaków to ludzie wierzący! Stąd w równaniu Świeckiej Polski 40 > 50.

Natomiast różnica pomiędzy POLAKAMI a ZOBOWIĄZANYMI KATOLIKAMI jest kolosalna. Do tego stopnia, że zmienia całkowicie obraz społeczeństwa polskiego, i wybija z rąk fundamentalistów katolickich broń, czyli główny argument, którym posługują się na co dzień, próbując sankcjonować swoje szczególne znaczenie, wymagania czy wręcz żądania.

A oto dowód, czyli skąd w równaniu Świeckiej Polski wzięła się liczba 28?

Według ISKK w Polsce mieliśmy w 2015 r. 32 666 664 katolików (wszyscy ochrzczeni). 82% zobowiązanych to 26 786 648. Spośród zobowiązanych na mszę przyszło (jak pokazuje wskaźnik dominicantes) 39,1 %, czyli 10 661 086.

Tymczasem według Rocznika Statystycznego 31.12.2015 r. Polaków mieliśmy 38 437 000. Kiedy wstawimy tę liczbę (wszystkich Polaków) do wzoru na obliczenie wskaźnika dominicantes, czyli:

38 437 000/10 661 086 * 100 = 27,73% (w zaokrągleniu 28%)

wychodzi, że na obowiązkowe msze chodzi niecałe 28% POLAKÓW. Już rozumiecie dlaczego 28 = 40>50? Prościej wyjaśnić tego się nie da. Trochę mała ta większość, która do tego bezczelnie dyktuje nam niemal każdego dnia co i jak mamy robić, co mamy myśleć i jak żyć.

Świecka Polska wystąpiła do mediów z żądaniem sprostowania fałszywych informacji, jakoby 40% Polaków uczęszczało na msze. Kłamstwo to rozpowszechnia również sam ISKK, na którego stronie można przeczytać:

W ostatnich latach obserwuje się względną stabilizację poziomu praktyk niedzielnych Polaków. Od 2009 r. około 40% Polaków uczestniczy regularnie w niedzielnej Eucharystii (…). Źródło

Gorąco polecam tekst Zbigniewa Szeteli na www.swieckapolska.pl

Udostępniajcie ten tekst, czy tekst Zbyszka, bo przecież

PRAWDA NAS WYZWOLI 🙂 

.

pray-1874744_1920

Przegląd debilizmów dni ostatnich

Tym razem tylko religijnie będzie, bo jak myślę o polityce, to dostaję czkawki.

***

pray-1874744_1920Express Bydgoski wyskoczył 2 stycznia z niesamowitym tytułem: „Pedofil nadal księdzem”. No i co z tego? Przecież to ani sensacja, ani jakiś wyjątek. A kim ma być ksiądz pedofil? Cieciem?

Nie rozumiem, dlaczego ludzie od obłudnej, obrzydliwej i przestępczej instytucji domagają się jakiegoś okraszonego namiastką moralności odruchu, żeby pozbywała się ze swoich szeregów zboczeńców. Przecież by jej zabrakło funkcjonariuszy do skubania otumanionych religią wiernych.

Ale ostrzegam, jeśli ktoś mieszka w Puszczykowie pod Poznaniem – tak, to ten ksiądz. Uczynił sobie z 13-letniej dziewczynki niewolnicę i został skazany za co najmniej kilkadziesiąt z nią stosunków. Wyszedł z kicia i przytulony przez swoich braci nadal udziela rozgrzeszenia, namaszcza chorych i naucza o Ewangelii. Katolicy pewnie są dumni.  Źródło

***

Małgorzata Jantos, krakowska radna z Nowoczesnej (kocham kobiety z Nowoczesnej) jest autorką projektu uchwały o dofinansowaniu z kasy miejskiej zabiegów in-vitro. 11 stycznia ma się odbyć głosowanie. I co? W normalnym kraju odpowiedziałoby się „i nic”, ale to wszystko dzieje się w Polsce. Do rady miasta wpłynęło pismo od Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Krakowskiej właśnie w tej sprawie. Słowo daję! Sługusy obcego państwa Watykan wysyłają pismo do (jakby nie było) świeckiego organu miejskiego w sprawie, która ich zupełnie nie dotyczy. Chociaż chyba w „Faktycznie” czytałam o księdzu, który ze swoją damą skorzystał z in-vitro a potem… wyjechał rozrabiać za granicę po chrześcijańsku porzucając i kobietę i dziecko. Ale to taka malutka dygresja. Co tam klechy wystukały do radnych?

Jesteśmy zdziwieni samym pomysłem i sprzeciwiamy się przeznaczaniu środków z budżetu miasta (również z naszych podatków) na finansowanie metody, która nie szanuje godności kobiety i mężczyzny oraz poczętego dziecka. Niszczy ona wiele istnień ludzkich.

To się wysilili. Jak zwykle wiedzą lepiej, dzięki czemu kobieta zachowuje godność, a kiedy ją traci. Trzeba jej to wytłumaczyć, jak debilowi jakiemuś, co jest dla niej dobre, a co nie. Członek, choćby niechciany, choćby gwałcił nawet a przy okazji zapłodnił, choćby nawet do ojca czy wujka należał, daje jej możliwość zachowania większego szacunku do siebie, niż sztuczna aplikacja połączonych komórek męskiej i żeńskiej i to za jej zgodą i za jej pieniądze.

Za to zupełnie nie mam pojęcia, o co chodzi z tą utraconą męską godnością. Że ktoś za niego zapłodni jajo i zaaplikuje je kobiecie? Potwornie uwłaczające. O holokauście w klinikach, gdzie dokonuje się in-vitro pisać szkoda. Wszyscy wiemy, jak to wygląda – słodkie bobaski wyją z zamrażarkach, żeby je ktoś w końcu przytulił.

Aż zajrzałam na stron owego kosmicznego Duszpasterstwa i oto, jaką genialną myśl tam znalazłam:

Ewangelia ukazuje, że bezpłodność fizyczna nie jest absolutnym złem. Małżonkowie, którzy po wyczerpaniu dozwolonych środków medycznych cierpią na bezpłodność, złącza się z krzyżem Pana, źródłem wszelkiej duchowej płodności. Mogą oni dać dowód swej wielkoduszności, adoptując opuszczone dzieci lub pełniąc ważne posługi na rzecz bliźniego.

„Dozwolone środki medyczne” – nie przypominam sobie, aby w Biblii było coś o in-vitro, ale o penicylinie też nie ma tam ani słowa. Za to jest o tym, że Bóg wstrzymał słońce, żeby dzień dłużej trwał i wiele innych głupot, których szkoda powtarzać. Źródło

***

W Afganistanie 30-letnia kobieta, z pewnością ze skłonnościami samobójczymi, wyszła na zakupy bez męża. Desperatka! Jest tyle sposobów, żeby odebrać sobie życie, to ta sobie wybrała – zasztyletowanie i obcięcie głowy. Zaraz się do mnie ktoś przyczepi, że kpię z ludzkiego nieszczęścia, bo to talibańscy wojownicy ją dorwali. To ona nie wiedziała, jaką religię wyznaje? Nie miała pojęcia, że jej status jest bliski psu? U nas też nie można spuszczać psa ze smyczy, bo może dojść do kary. Co prawda wymierzonej na właścicielu a nie czworonogu i z pewnością nie będzie to urżnięcie głowy, ale jednak.

Niby potem okazało się, że mąż podczas mordu znajdował się w Iranie, więc trudno mu było skoczyć z żoną po chleb czy masło. Ale jakie to ma znaczenie? Najważniejsze jest: Allahu akbar! Źródło

***

Słynna wyciskarka do cytrusów, zwana szumnie Świątynią Opatrzności Bożej, póki co skutecznie wyciska państwową kasę. Niby 11 listopada odbyło się uroczyste otwarcie z pierwszymi katolikami w Polsce (i wcale nie mam tu na myśli Terlikowskich, tylko głowę państwa Jarosława i jego pacynki), to jednak na odpowiednie urządzenie wnętrz brakuje ponoć jeszcze 30 mln. Do tej pory w tą paskudną budowlę wepchnięto 160 mln (z kasy państwowej i od szalonych darczyńców).

I pomyśleć, że Jezus według tradycji chrześcijańskiej w stajence się urodził na sianie, a potem całe swoje życie w sandałach zaiwaniał i sypiał tam, gdzie go wpuścili pod strzechę. Albo, że od 10 lat wciąż obowiązuje limit zarobków – 725 zł. na głowę w rodzinie, żeby samotna matka mogła dostać od państwa alimenty na swoje dzieci. Albo, że wielu ludzi (w tym dzieci) chorych na rzadkie choroby, nie mogą doprosić się refundacji leków.

Że już nie wspomnę o tym, że Bóg, któremu postawiono ten moloch, po prostu nie istniej. Źródło

summer-1174997_1280

Moim królem Jezus

summer-1174997_128019. listopada doszło w Polsce do…

dziesięć minut szukam odpowiedniego słowa i nie potrafię go znaleźć. Z pewnością mamy do czynienia ze zmianą ustroju z demokracji na monarchię. Tyle że z audiencją u monarchy mogą być problemy. Możliwa (choć niepewna) jest jedynie po śmierci i to nie dla wszystkich. Otóż na tronie polskim zasiadł sam Jezus Chrystus – syn Żydówki Marii poczęty przez in-vitro. Dawcą spermy był rzekomo żydowski bóg. Na dokładkę to nie są jaja, choć pewnie trudno w to uwierzyć.

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi, by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród. Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy niewygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie”

No żesz kurwa mać! Już rozumiem, jak czuli się Polanie kiedy Mieszko przyjął chrzest. Ja, Polka z dziada pradziada nie staję przed Jezusem Chrystusem, bo jest to dla mnie postać fikcyjna i mam ją gdzieś – jak Kajka i Kokosza, czy Romka i Atomka, że o Tytusie nie wspomnę. Chociaż ich akurat lubię. Zbyt duże mam mniemanie o sobie, jako o człowieku, żeby uznawać czyjekolwiek panowanie nad sobą. A co do prawa, o którym Jezus sporo gaworzył według Biblii, to ci, co o nim gadają, muszą uważać, żeby im się rykoszetem nie odbiło i w dupach tłustych nie utknęło, z tej prostej przyczyny, że nijak się do niego nie stosują.

I nie życzę sobie, żeby mnie ktoś komuś poświęcał, a już na pewno nie sfiksowanemu, niezrównoważonemu psychicznie wichrzycielowi, jakim była w swoich czasach postać Jezusa według chrześcijańskiej mitologii. Nie potrzebuję również królowania kogokolwiek i nikomu nie daję prawa do samej siebie. A już na pewno nie schylę czoła przed kimkolwiek, no chyba, że zbierając kupę psa, lub podnosząc coś, co mi akurat na ziemię upadnie. A jak się to królowi nie podoba, to niech się do mnie osobiście pofatyguje. Czekam z niecierpliwością.

Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i jego wszystkich spraw. Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujmy się podporządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa.

Przepraszam cię Wróżko Zębuszko za to, że w nocy wypadł mi ząb i go połknęłam. Śmieszne? Owszem, za to nie straszne, jak cytat powyżej. Mam nadzieję, że w tych przeprosinach była zawarta prośba o przebaczenie grzechów Kościoła Katolickiego – wyzysk, oszustwa, pedofilia, wykorzystywanie naiwnych, znęcanie się nad ułomnymi, morderstwa i inne takie. Przy KK moje życie jest nieskazitelne. I nikomu się nie poddaję a już na pewno przestałam być pokorna, bo pokorni dostają w dupę. A moje życie to moja sprawa i nikomu nic do tego. Ani bogu, ani jego synowi ani wszystkim świętym razem wziętym.

Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Jebłam! Kościół zbudowany na kłamstwie, fałszerstwach i kupczeniu prosi o to, aby objęło m.in. również jego królestwo prawdy. Zero instynktu samozachowawczego! Sprawiedliwość? Jak u Pawlaków – z granatem w kieszeni. Miłość i pokój? Może chodzi o miłość proboszcza do ministranta i jego pokój zamiast celi.

Jezus Chrystus niczego nam nie zabiera, a wszystko daje. Jego panowanie nikomu nie zagraża, bo wyraża się przez miłość, która została ukrzyżowana – powiedział kard. Dziwisz.

Dziwisz to kumpel naszego zmarłego już papieża, który chociaż chorował na Parkinsona, to największym jego problemem była głuchota i ślepota. Udawał, że nie widzi i nie słyszy tego, co się tak naprawdę dzieje wokół niego do tego stopnia, że wywyższał kumpli, dokonujących zbrodni na dzieciach a poniżał tych zranionych przez funkcjonariuszy KK. Dziwisz to ten, który nie usłuchał woli naszego papieża i handluje jego prywatnymi zapiskami oraz innymi relikwiami. Bydle, nie człowiek, który udaje, że nie wie, że to nie miłość została ukrzyżowana, tylko psychopata tatuś wymyślił taki los swojemu synalkowi, sam skazał go na rzeź i nie kiwnął palcem podczas jego kaźni – tak głosi katolicka mitologia zawarta w piśmie zwanym świętym.

Potrzeba też wyrazistego poszanowania Bożego Prawa, aby stanowione prawo ludzkie nie było ponad nim i nie dochodziło do łamania sumienia człowieka, lekceważenia tego, co etyczne i moralnie dobre – bp. Czaja.

Jedno, jakże niebezpieczne zdanie. Prawo wymyślone tysiące lat temu przypisywane jakiemuś Nadludkowi ponad prawem wypracowanym przez cywilizację. Sumienie zasłonięte poglądami rodem z filmów fantasy ponad realiami, nauką, wiedzą. Czas przywrócić indeks ksiąg zakazanych i rozpalić stosy, żeby bóg poczuł swój ulubiony zapach – swąd palonego mięsa.

***

Jedno jest pewne. Zakładając, że Jezus to postać historyczna, gdyby dowiedział się, co się wydarzy przez tą jego śmierć na krzyżu, o którą tak bardzo się starał, to wcześniej powiesiłby się na pierwszej suchej gałęzi, jaką napotkałby po drodze. Gdyby miał możliwość zabrania głosu, nigdy nie zgodziłby się na bycie Królem Polski. Najzwyczajniej brzydziłby się polskiego kleru i polskiej wiary w księży. Choć był niespełna rozumu i nieprzewidywalny, to z pewnością nie o takich wiernych mu chodziło. A skąd to wiem? A z Biblii rzecz jasna. Wszystko to, co piętnował, wszystko to, co wzbudzało w nim wstręt i obrzydzenie, to co go mierziło, to co uważał za najgorsze wspiera się jego osobą, zasłania się jego imieniem i wyniosło go na tron, o który nigdy nie zabiegł. Szatan ze szczęścia zaciera kopyta.

A swoją drogą ciekawe, jak narodowcy znoszą to, że ich Panem jest Żyd. No tak, skąd oni mogą to wiedzieć?

Źródło 

 

homosexuality-1686922_1280

Boga trafił szlag!

homosexuality-1686922_1280Co powoduje trzęsienia ziemi we Włoszech? Ludzie, którzy mają mózgi lub po prostu ci, którzy posiadają wiedzę i to wcale nieskomplikowaną, wiedzą skąd bierze się to nierzadko tragiczne w skutkach zjawisko. Powiedzenie „twardo stąpać po ziemi” jest trochę na wyrost, za to „stracić grunt pod nogami” ma głęboki sens, bowiem kilkadziesiąt kilometrów poniżej tego, po czym stąpamy pływa coś, co można porównać do kry (płyty tektoniczne). A to po czym pływa wcale nie jest wodą, tylko płynnymi skałami. Zdaje mi się, że uczą o tym już w szkole podstawowej. Ruchy tych płyt powodują między innymi wypiętrzanie się gór, erupcje wulkanów, czy trzęsienia ziemi. Można o tym poczytać TUTAJ. Naprawdę bardzo przystępnie opisane. Sprawdzałam na 10-letnim dziecku – wszystko zrozumiało. To by było na tyle, jeśli chodzi o rozumowe podejście do sprawy.

Wracamy do naszego przesiąkniętego religijnym bełkotem życia. Ksiądz Giovanni Cavalcoli na antenie katolickiego radia włoskiego podzielił się z ludzkością mądrością (z pewnością) objawioną. Trzęsienia ziemi we Włoszech to kara boska. Ba! Ów klecha, wiedziony pewnie przez Ducha Świętego, posiadł wiedzę, za cóż ta kara Włochów spotkała. Okazuje się, że Boga szlag trafił za związki jednopłciowe. Obrażają ponoć owe związki „rodzinę i godność małżeństwa”.

Nie chce mi się nawet zastanawiać nad tym, jak może facet wychodzący za drugiego faceta obrazić „Godność Małżeństwa”. Kim (no bo chyba nie „czym”) ta godność jest, że według sukienkowego poczuła się obrażona? A rodzina? Pewnie chodzi o tą tradycyjną – związek małżeński kobiety i mężczyzny (obowiązkowo katolików, lub chociaż chrześcijan). Wyobrażacie sobie, jak taka dwupłciowa para zaiwania do prokuratury ze skargą, że ich samo istnienie związku małżeńskiego gejów lub lesbijek obraża? Normalnie plują im w twarz nie używając do tego śliny!

Nawet nie będę dociekać, dlaczego słowami swojego funkcjonariusza oburzył się Watykan. Bliski współpracownik obecnego papcia Franciszka, sam arcybiskup, którego nazwiska nie wymienię, bo i tak nikt nie zapamięta (ale wymienię na pewno, jak się okaże za jakiś czas, że np. był zamieszany w jakąś aferę pedofilską) powiedział, że ta wypowiedź była „obraźliwa dla wierzących i skandaliczna dla tych, którzy nie wierzą”. Czuję się doceniona. Wziął chłop pod uwagę, że istnieją tacy ludzie jak ja. Ale czy widzicie różnicę? Księżula ponoć obraził wierzących a nas tylko wkurwił. No tak. Ateisty nie da się obrazić, za to Panią Godność Małżeńską jak najbardziej.

Tak, wiem. Czepiam się tu zupełnie niepotrzebnie słów, ale co powiecie na dalszą wypowiedź kumpla papcia, który dodał, że wizja „kapryśnego i mściwego Boga” jest „pogańska a nie chrześcijańska”? Mnie ręce opadły do samej ziemi. Czyżby w Watykanie nie czytali Starego Testamentu? Proponuję im wersję bardziej przystępną publikowaną na tym blogu, mojego „Wymyślonego Boga”. Arcybiskup nie będzie musiał sobie nawet głowy łamać interpretacją.

Ale to jeszcze nic! Ksiądz homofob po zruganiu go przez przełożonych wcale nie padł na kolana, żeby błagać o przebaczenie. Wręcz przeciwnie! Zwrócił się do urzędników watykańskich, żeby „poczytali katechizm”. I tu zdobył u mnie maciupeńkiego plusa. Może rzeczywiście lepiej będzie, jak Stary Testament zostawią w spokoju. Tam dla gejów jedna nagroda jest przewidziana – śmierć. Katechizmu nie czytałam. Może w nim grozi się im miłosiernie jedynie karą boską i mękami piekielnymi?

Źródło

baner_main3

Tygodnik „Faktycznie” nr 18

baner_main3

W ramach akcji wspierania „naszych” namawiam do zakupu kolejnego numeru tygodnika „Faktycznie”, w którym możecie przeczytać m.in:

  • O Konferencji Episkopatu Polek i przemówieniach pod warszawskimi kościołami Bożeny Przyłuskiej i Niny Sankari.

To co obydwie powiedziały w czasie protestu przed kościołami, jeszcze kilka miesięcy temu media głównego nurtu uznałyby za „antyklerykalne oszołomstwo”, ale teraz coraz więcej osób rozumie, że świeckie państwo to jedna z najpilniejszych spraw, od których będzie zależało wiele. Nawet życie. – Adam Cioch

  • O pazerności wdowy po Przemysławie Gosiewskiej, której roszczenia wobec państwa za śmierć męża nie mają granic – Ariel Szenborn,
  • Podsumowanie pierwszego roku rządu PiS i ranking ministrów.

W rankingu najlepszych ministrów przewodzą ci, którzy są nikomu nieznani i niczym szczególnym się nie zasłużyli. Nic dobrego nie zrobili, ale też nie wsławili się żadną spektakularną kompromitacją – Piotr Szumlewicz

  • O iluzji przeciętnego wynagrodzenia, które według GUS w 2015 r. wynosiło 3899,78 zł.

W osiedlowym samie zmęczone ekspedientki harują „dwunastki”, żeby przynieść do domu 1600 zł pensji. Kilka ulic dalej – stacja benzynowa. Tutaj mówią o sobie, że są niewolnikami. Wymagania jak w korporacji, praca w święta, weekendy i na noce. W zamian – najniższa krajowa – Magdalena Wójcik

  • Rozmowa z przewodniczącym Związku Nauczycielstwa Polskiego na temat reformy edukacji

Dziś jednak gimnazja bronią się same. Wynikami! Według Światowego Forum Ekonomicznego, który ogłosił swój najnowszy raport, nasz kraj idzie w górę m.in. dzięki edukacji. Szkoda byłoby to zepsuć – Przemysław Prekiel

  • O reprywatyzacji

Ludziom, którzy dowiadują się, że znaleźli się w rękach prywatnych właścicieli, wali się całe życie. Narzucone czynsze często przekraczają dochód rodziny. Zwykle przekraczają jego połowę, co sprawia, że ludzie ci stają się z dnia na dzień nędzarzami – Piotr Ikonowicz,

  • O niedoskonałej demokracji – Anna Grodzka,
  • Rozmowa z psychologiem o wróżkach, egzorcyzmach i wierze w zjawiska paranormalne

– Klub Sceptyków Polskich, którego jest pan członkiem dawał milion euro za udowodnienie paranormalnych umiejętności człowieka. Czy ta nagroda w końcu do kogoś trafiła?

– Ta nagroda była dostępna tylko przez rok i oczywiście nikt jej nie zdobył – Ariel Szenborn,

  • O gangu salezjanów

W kategorii przestępstw popełnionych z chęci zysku przez kler w III RP największy łup wynosi 122 mln 765 tys. 812,02 zł. Ten rekord należy do gangu salezjanów z Inspektorii św. Jana Bosko we Wrocławiu – Marcin Kos,

  • Odpowiedź redakcji na listy otwarte i apele w obronie Jonasza,
  • O tym, jak bardzo Amerykanie boją się klauna – Piotr Zawodny,
  • O najlepszym piłkarzu XX w. Maradonie

W 1987 roku w trakcie audiencji u Jana Pawła II Argentyńczyk wdał się w sprzeczkę w z papieżem, w czasie której stwierdził, że skoro ten martwi się o los biednych dzieci, to powinien sprzedać trochę watykańskiego złota i rozwiązać problem – Kuba Puchan,

  • O diable niemal na poważnie

Kiedy myślę o Kościele katolickim i tym całym jego przemyśle diabelskim i antydiabelskim, to mam wrażenie, że diabeł stanowi swoistą część spraw kościelnych. Jakby rewers, bez którego nie mógłby istnieć awers – Marek Krak,

  • O tym, jak łatwo ulegamy presji specjalistów od sumienia – Tomasz Kozłowski,
  • O pradawnych wierzeniach w życie po śmierci – Agnieszka Abemonti Świrniak,
  • O książce Jacka Kozika „Klatki” – Alan Wysocki,
  • O premierze Daszyńskim z okazji 80 rocznicy jego śmierci

„Ksiądz politykujący miesza ciągle rzeczy ziemskie z niebieskimi lub piekielnymi, widzi wszędzie masonów czy diabłów, każe się modlić tam, gdzie działać trzeba, każe być pokornym, gdzie trzeba być opozycyjnym, a zawsze i wszędzie zasłania swoją ziemską, często marną osobę Panem Bogiem, przez co staje się gorszym bluźniercą niż największy niedowiarek” (Daszyński) – Kuba Puchan,

  • O biznesmenie Rydzyku – Bogumiła Pawłowska i Andrzej Rodan,
  • I prawdziwa perełka: „Piekielni egzorcyści”, gdzie możecie przeczytać o tym, jak ksiądz egzorcysta pokonał demona wegetarianizmu salcesonem, jakie sms-y do księdza pisał sam diabeł i jak pewien 39 latek egzorcyzmował własną matkę przez 8 lat – Piotr Czerwiński,

Wszystkie te rewelacje tylko za 4,5 zł. w kioskach i sklepach z gazetami. Spieszcie się kupować, bo już w czwartek nowy numer, na który nie mogę się doczekać 🙂

Izabela Jaszczurowska

 

bible-276067_1280

Wymyślony Bóg cz. 14

bible-276067_1280W poprzedniej części szalony Bóg, upomniany przez Lucyfera, że miał się opiekować swoim ludem wybranym, spektakularnie wyprowadził Żydów z Egiptu.  

Mojżesz polecił Izraelitom wyruszyć od Morza Czerwonego, i szli w kierunku pustyni Szur. Szli trzy dni przez pustynię, a nie znaleźli wody. (Księga Wyjścia 15.22)

***

W niebie

Lucyfer: Gdzie Bóg?

Skrzydlaty Eunuch: Wrócił do domu trzy dni temu. Dokonał wielkiego dzieła i teraz odpoczywa.

Lucyfer: Ja mu zaraz odpocznę! Z drogi!

Bóg: O! Cześć Lucuś! Mówię ci, jak ja się naharowałem z tymi Żydami! Ale dotrzymałem słowa. Zerwało nam się łącze, więc powiem ci tylko, że wyprowadziłem ich z Egiptu. Są wolni.

Lucyfer: Miałeś się nimi zaopiekować. Tymczasem wysłałeś ich na pustynię gdzie cierpią pragnienie i głód.

Bóg: A gdzie miałem ich wysłać? W kosmos? Wybawiłem ich z niewoli…

Lucyfer: W którą sam ich wpędziłeś. Zapomniałeś, co obiecywałeś Abrahamowi i jego potomkom?

Bóg: Ja nie zapomniałem, ale może oni nie pamiętają? Tyle lat przecież minęło.

Lucyfer: Mojżeszowi też obiecałeś.

Bóg: Oj weź! Mojżesz to przecież idiota. Musi mieć Aarona do pomocy, bo nic nie kuma.

Lucyfer: Za to Aaron kuma i ludzie, którym Aaron przekazuje twoje słowa. Zapewniam cię, że jak lud ten machnie ręką na ciebie, nikomu już nie będziesz potrzebny. Znikniesz w odmętach niepamięci.

Bóg: Ja pierdzielę! To co ja mam teraz robić?

Lucyfer: Masz tu kawał drewna. Izraelici znaleźli studnię, ale woda nie nadaje się do picia. Wrzuć do niej to drewno, a woda stanie się słodka.

Bóg: A co z jedzeniem? Mam im stołówkę na kółkach założyć?

Lucyfer: Wkrótce nad pustynią będą przelatywały migrujące przepiórki bardzo osłabione daleką podróżą. Izraelici bez problemu będą je łapać. Poza tym wkraczają na tereny, gdzie obficie rośnie ochradenus jagodowy i tamarix manifera. Będą mogli jeść ich owoce. Wykorzystaj to na swoją korzyść.

Bóg: Ale jak?

Lucyfer przewracając oczami: Że to ty ich karmisz.

Bóg: Lucuś, co ja bym bez ciebie zrobił?

***

Na ziemi

Bóg uczynił tak, jak mu Lucyfer doradził. Zrugał Izraelitów, że zaczęli szemrać przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi, uzdatnił wodę po czym zapowiedział obfitość pokarmu, o którą rzekomo sam się postarał. Jednak nie trzeba było długo czekać na kolejne narzekania narodu wybranego. Znowu zabrakło wody. Tym razem Bóg kazał Mojżeszowi pieprznąć laską w skałę. Wówczas ze skały wytrysnęła woda.

Wkrótce pojawił się pierwszy wróg – Amalekici.

***

Mojżesz: Jahwe, pomóż!

Bóg: Czego chcesz lebiego?

Mojżesz: Wróg nadchodzi a mój lud trzęsie bardachami. Mamy tyle kobiet i dzieci.

Bóg: A broni nie macie? I chłopów do wymachiwania nią?

Mojżesz: No niby mamy, ale wszyscy myśleli, że jak będziesz czuwać nad nami, nic złego nas nie spotka. A tu trzeba ginąć z dala od cywilizacji, z dala od domów…

Bóg: Ja pierdzielę! Wyślij na Amelekitów kogoś, kto ma jaja. A żeby twoja pozycja w bandzie wzrosła, uzależnię zwycięstwo od twoich rąk.

Mojżesz: Ale jak?

Bóg: Srak! Wejdziesz na górę. Kiedy ręce będziesz trzymał w górze, mój lud będzie zwyciężał, kiedy je opuścisz, będzie przegrywał.

Mojżesz: Panie, ale jak długo można trzymać ręce w górze?

Bóg: Nie wiem, nigdy nie trzymałem. Przekonamy się.

Tak też się stało. Kiedy ręce Mojżesza odmówiły mu posłuszeństwa, mądry Aaron wpadł na pomysł. Posadził brata na kamieniu, uniósł jedną z jego rąk do góry a drugą uniósł towarzyszący im Chur.

Tak Jozue pokonał Amalekitów. Po wszystkim Mojżesz zbudował ołtarz. Pewnie nie własnymi rękami, bo po takiej próbie to pewnie przez tydzień sam podetrzeć się nie mógł.

***

W niebie.

Lucyfer: Stary znowu zbija bąki?

Skrzydlaty Eunuch: Nie bądź taki okrutny Lucyferze. Wiesz, że On ciężko znosi wszelkie prace. Wymagasz od niego zbyt wiele.

Lucyfer: Tu chodzi o jego być albo nie być.

Skrzydlaty Eunuch: Wiesz Lucyferze, jak ja się tak nad tym zastanawiam, to myślę sobie, że jednak lepiej dla niego i dla ludzkości, aby nie był.

Lucyfer: A dla nas? Nie zapominaj, że bez niego nie ma nas, a każdy z nas ma poważną rolę do odegrania. On ma być tym dobrym, ja tym złym a ty jego najważniejszym wysłannikiem.

Skrzydlaty Eunuch: On i dobry? No błagam cię Lucyferze. Powinniście zamienić się rolami.

Lucyfer: Co ty wiesz o przyszłym świecie Skrzydlaty? Zło będą dobrem nazywać, potworów bohaterami, bandytów patriotami a mity prawdą.

Skrzydlaty Eunuch: To może lepiej nie brać w tym udziału?

Lucyfer: Jak nie my, to wymyślą sobie innych. A tak mamy jeszcze na coś wpływ. A teraz idę pogonić mu kota.

Skrzydlaty Eunuch: A co jego kot jest winien?

Lucyfer machnął tylko ręką i wkroczył na niebiańskie salony.

Bóg leżąc na otomanie głaskał kota.

Lucyfer: Ty tu sobie sierściucha miziasz a na ziemi Mojżesz zaraz umrze z wycieńczenia.

Bóg: Manna się skończyła?

Lucyfer: Nie! Od świtu wysłuchuje ludzi, radzi, sądzi, podpowiada, przekazuje twoje prawa. Nie skończy pewnie do późnego wieczora. Tam jest ich ponad milion. Każdy czegoś chce, każdy ma jakiś problem. Mógłbyś mu jakoś pomóc.

Bóg: Sam mi głupka wybrałeś. Jak głupi, to niech się męczy.

Lucyfer: Przede wszystkim jest ci wierny.

Bóg: No przecież mówię, że głupi.

Lucyfer: Biorę w takim razie sprawy w swoje ręce.

Bóg: Czyń Lucuś swoją powinność. A jak wrócisz, przywiózłbyś mi jakiś prezent. Dawno nic mi nie dałeś.

Lucyfer z pogadrą: Jak znajdę coś godnego ciebie, to przywiozę.

Bóg: Coś godnego mnie? Ach! Jak to pięknie brzmi!

***

Na ziemi

Lucyfer wysłał do Mojżesza jego teścia Jetro z żoną Mojżesza, którą ten wcześniej odprawił – Seforą i dwoma jego synami Gerszomem i Eliezerem. Za pośrednictwem Jetro przekazał Mojżeszowi, jak powinien usprawnić swoją pracę, czyli wybrać prawych spośród ludu, którzy będą sędziami, doradcami i kierownikami nad 10 osobami, 50, 100 i nad tysiącem. To oni mieli w prostych sprawach sami podejmować decyzje, odciążając w ten sposób Mojżesza.

Tymczasem Bóg powiadomiony przez Skrzydlatego Eunucha, że Lucyfer jeśli będzie działał, może w przyszłości być uznany tym dobrym dla ludzkości, postanowił jednak wziąć sprawy w swoje ręce. Poinformował Mojżesza, że za trzy dni spotka się z nim na górze Synaj. Lud ma się do góry nie zbliżać, tylko w wypranych ubraniach (widocznie nawet ze szczytu czuć było smród przepoconych szmat), czekać u podnóża na efekt spotkania na szczycie.

***

W niebie

Lucyfer: Co on znowu wymyślił?

Skrzydlaty Eunuch: Postanowił się bardziej zaangażować. Chyba o to ci chodziło Lucyferze.

Lucyfer: Sam wiesz, że trzeba mieć nad nim kontrolę. Zapomniałeś o potopie? O zabiciu brata przez brata? I o dziesiątkach innych tragedii, które spowodował?

Skrzydlaty Eunuch: To ja już nie wiem, o co ci chodzi Lucyferze.

Lucyfer: Pogadam z nim i postaram się mieć wpływ na jego poczynania. Inaczej syf, kiła i mogiła.

Na niebiańskich salonach

Lucyfer zastał Boga przy biurku pełnym papierzysk, skrupulatnie coś notującego. Wokół niego na podłodze mnóstwo pogniecionych kartek.

Lucyfer: Co robisz Panie?

Bóg: Aha! Teraz to Panie? A jak sobie leżę i nic nie robię, to per ty do mnie walisz.

Lucyfer: Przyznaję, jestem zaskoczony.

Bóg: Tworzę prawo dla tych durniów z ziemi, żeby wiedzieli co mają robić i jak.

Lucyfer podniósł jedną z pomiętych kartek i zaczął czytać: „Jak tylko wstaniecie, padniecie na kolana i głową waląc w podłogę będziecie wymawiać imię moje aż do wieczora. Co trzy godziny możecie zrobić piętnastominutową przerwę na siku, kupę i przegryzienie czegoś tam. W przeciwnym razie spalę was tak, jak to zrobiłem z Sodomą i Gomorą” Wziął drugą kartkę: „Od rana do wieczora będziecie mówić, jak mnie kochacie, inaczej zrobię wam z dupy jesień średniowiecza.”

Lucyfer: Co to jest?

Bóg: Nie nie, to do wyrzucenia. Nie pomyślałem, że jeść muszą, rolę uprawiać, zwierzęta hodować i czasem baby obrabiać. Ale z każdą kartką idzie mi coraz lepiej. Zobacz nad czym pracuję.

Lucyfer spojrzał przez boskie ramię.

„Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.” (Księga Wyjścia 20.2,3,4,5)

Bóg: I co ty na to?

Lucyfer: No wiesz Panie, jestem pod wrażeniem, ale sądzę, że przeginasz z tym karaniem. Co syn winny, że jego ojciec zrobił coś złego?

Bóg: Winien, niewinien, odpowiadać powinien. O kurde Lucek! Zaczynam rymem gadać! Może ze mnie będzie poeta? Poczekaj:

„Ten kto mnie nie słucha

będzie zgnieciony, jak mucha.

Jego synowi też się dostanie

naprawdę tęgie lanie.

Wnuk niech też trzęsie gaciami

będzie trzepany batami,

a prawnuk też ma przesrane,

ciało torturom poddane.

Praprawnuk się też nie uchroni,

już widzę, jak próżno łzy roni…”

Lucyfer: Dobra, dobra. Znacznie lepiej jednak idzie ci proza. Chętnie ci pomogę Panie ale będę się upierał, że przesadzasz z tym karaniem. Jeśli chcesz ludzi do siebie przywiązać, musisz sprawić, żeby cię pokochali.

Bóg: Daj spokój! Strach daje taki sam efekt.

Lucyfer: Przypominam, że jak chciałeś zabierać ludziom ich pierworodnych, nie zgodzili się na to. Musiałeś zgodzić się na to, żeby mogli swoich pierwszych synów wykupić ofiarą.

Bóg: No dobra. To dopiszę tak:

„Okazuję zaś łaskę do tysięcznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają Moich przykazań.” (Księga Wyjścia 20.6)

Lucyfer: To brzmi trochę lepiej ale czy potrafisz dotrzymać takiej obietnicy? Łaska do tysięcznego pokolenia!

Bóg: Weź przestań, kto by się takimi pierdołami przejmował? Zresztą kto będzie w stanie sprostać wszystkim moim wymogom?

Lucyfer: Zaczynam przeczuwać, że będzie z tym problem.

Bóg: Już ja o to zadbam.

***

I tak Bóg wraz z Lucyferem zaczęli tworzyć przykazania i prawo dla narodu wybranego. A co wymyślili? O tym w następnej części. 🙂

 

20160925_114319

W tygodniku „FiM” piszą…

20160925_114319

W piątek ukazał się kolejny nr „Faktów i Mitów” a w nim m.in.:

  • Magdalena Finn o polskich sądach – grzechach sądownictwa i fatalnych sędziach.
  • Andrzej Kropek o prywacie plus:

„Dygnitarze PiS na pokaz modlą się pod figurą, a diabła mają za skórą! Właśnie wyszło kolejne szydło z worka (uwaga, nie mam na myśli striptizu bieżącej szefowej rządu). Premier herbu „Broszka”, na polecenie samozwańczego „naczelnika państwa” Kaczyńskiego, szybko zepchnęła z posady ministra skarbu Dawida Jackwiewicza.”

oraz o rodzicach bez serca, czyli tych, którzy unikają płacenia alimentów na własne dzieci:

„Ściągalność alimentów w Polsce wynosi 11-22%, 300 tys rodziców nie płaci alimentów, MILION dzieci nie otrzymuje zasądzonych alimentów, 330 tys dzieci wspiera Fundusz Alimentacyjny.”

  • Jerzy Dolnicki o tym, co PiS wyrabia z sądami:

„Tego rodzaju „równość wobec prawa” przerabialiśmy w Polsce ostatnio w czasach stalinizmu. Te czasy mają powrócić za sprawą wycierających sobie gębę prawem, a także sprawiedliwością. Gdyby tak się stało, to wskazani przez PiS będą w sądach wygrywać, a reszta Polaków dostanie w tyłek.”

  • Katarzyna Angis o bezkarnych alimenciarzach. Szczególnie dla kobiet i to o mocnych nerwach:

„Bartek jest z „zawodu” prokurentem. Jeździ drogimi samochodami, mieszka w luksusowym apartamencie w modnym rejonie Warszawy. Piotr jest z zawodu „cierpiarzem”: żyje z opisywania swoich kolejnych nałogów i krytykuje państwo za brak wsparcia dla takich jak on. Paweł jest popularnym publicystą lewicowym: obrońcą praw mniejszości i zadeklarowanym feministą. Marek utrzymuje się z „krytyki systemu” i ma ambicję stać się najpopularniejszym obrońcą proletariatu. I jeszcze Mateusz – żyje z obrony demokracji. To nie są fikcyjne postacie – choć imiona niektórych zostały zmienione. Łączy ich to, że nie płacą alimentów na własne dzieci!”

  • W dziale „Nauka i technologia” redagowanej przez Jakuba Kacprzaka jedna z najciekawszych dla mnie informacji:

„Kolejne badania (…) potwierdziły tezę, że inteligencję człowiek dziedziczy po matce. (…) Naukowcy podkreślają jednak, że wysokość IQ jest zależna od genów w 50 procentach. Na pozostałą część decydujący wpływ mają: środowisko, w którym dziecko się wychowuje, dieta, styl życia.”

Kiedy weźmiecie pod uwagę, że sama wychowałam mojego syna, zrozumiecie, dlaczego nie w 50 procentach a w 100 się z tym zgadzam 🙂

  • Samuel Grohman o tym, że imigranci nie marzą o naszym kraju. To akurat chyba oczywiste dla każdego myślącego człowieka. Skora nam nie żyje się łatwo, jak miałoby się tu żyć im?
  • Dariusz Kędziora w dziale „Heretykon” pisze o burkinistkach atakujących na plażach a młodzi ateiści w wieku od 15 do 21 lat piszą o tym, co dla nich oznacza antyklerykalizm.
  • Piotr Gadzinowski o tym, że Polska szykuje się do wojny:

„Zachód jak zawsze pomoc obieca, ale spasionego dupska nie ruszy. A oni podpalą nam dom, Suwałki od macierzy oderwą, resztę kraju podzielą i jeszcze prawo szariatu zaprowadzą. A potem ich mężczyźni zgwałcą nasze kobiety. A ich kobiety zaleją nas swoimi dziećmi. I jeszcze warszawską świątynię Opatrzności Bożej na okazały meczet przerobią.”

  • Igor Suchan o tym, skąd się wzięła polskiej bieda.
  • Agnieszka Barbara Bednarz żartobliwie o szkodliwych bajkach dla dzieci:

„Brzydkie Kaczątko. Kaczki, a kaczątka w szczególności, nie mogą być brzydkie! Potwierdzi to każdy entuzjasta PiS. Są piękne i kochane. Oczywiście oprócz kaczora Donalda.”

  • Daniel Tokar o tym, kto ile ugrał na filmie „Smoleńsk”.
  • Artur Cecuła w cyklu „Niewierzący w Polsce” o Stanisławie Lemie.
  • Joanna Senyszyn o świętych:

„Kościół coraz częściej czyni świętymi niegodnych nawet miana człowieka. Jakim wzorem do naśladowania ma być obłąkana sadystka, psychopatyczny masochista, obrońca pedofilów czy całe zastępy zwyczajnych szaleńców?”

Gorąco polecam!

baner_main3

Tygodnik „Faktycznie” nr 12

baner_main3

W czwartek pojawił się dwunasty nr tygodnika „Faktycznie”, a w nim m.in.:

  • Adam Cioch w swoim cyklu „Tydzień po tygodniu”

„PiS (…) okazał się najbardziej bezbożną partią w dziejach III RP. (…). W mojej ocenie nie są bezbożnikami ludzie niewierzący, którzy tylko ignorują Boga, lecz ci, którzy używają go przedmiotowo – jako trampolinę, wytrych, łom, albo nawet ścierkę.”

  • Ariel Szenborn – m.in. o: doniesieniu do prokuratury złożonemu przez Ryszarda Nowaka na Krzysztofa Pieczyńskiego, za nazywanie przez niego rzeczy po imieniu; śmierci słynnego egzorcysty, od którego zaczęła się wręcz szatańska histeria i o pomyśle wazeliniarza Błaszczaka (szefa MSW) o nakręceniu holywoodzkiego hiciora z religijnymi fanatykami holywoodzkimi w rolach głównych.
  • Piotr Szumlewicz uderza „Lewym sierpowym”

„Nie musisz wstydzić się tego, że jesteś agresywnym kołtunem, o ile jesteś polskim agresywnym kołtunem, patriotycznym kołtunem, kołtunem, który nie lubi Żyda, Ruska i Niemca, kołtunem, który wierzy, że istnieje spisek przeciwko Polsce”

  • Kamil Nesterowicz i Piotr Czerwiński o problemach chorych na stwardnienie rozsiane.
  • Marcin Kos o polskim Nikodemie Dyzmie. I wcale nie chodzi o Bartłomieja Misiewicza, choć również o osobę związaną z PiS.
  • Łukasz Lipiński o zatrudnianiu na wysokich stanowiskach państwowych partyjnych kolesiów i ich bliskich a w innym tekście o księżach nacjonalistach, bo Międlar niestety nie jest jedyny.
  • Julia Stachurska o zlocie współczesnych czarownic u Małgorzaty Marenin.
  • Jan Hartman o biseksualizmie.
  • Andrzej Jaczewski proponuje rozliczenie księży ze współpracy z organami bezpieczeństwa, bo:

„(…) odnowiony przez PiS Instytut Pamięci Narodowej ze sprawiającym wrażenie jakoby obłąkanego prezesem Jarosławem Szarakiem na czele będzie znowu gmerał w życiorysach byłych opozycjonistów.”

  • Piotr Ikonowicz, któremu nie podoba się współpraca lewicy z liberałami.
  • Anna Grodzka o zagrożeniu dla Europy ze strony nacjonalizmu.
  • Magdalena Wójcik – wywiad z prof. Marianem Szamatowiczem, który dokonał pierwszego w Polsce udanego zabiegu in vitro:

„O ile w deklaracji praw człowieka jeden z artykułów mówi, że prawo do posiadania potomstwa jest podstawowym prawem człowieka, to w wykładni teologicznej takiego prawa nie ma.”

  • Kuba Podżegacz o watykańskim podręczniku edukacji seksualnej, który samym katolikom się nie podoba.
  • Agnieszka Abemonti-Świrniak w rozmowie z biseksualistką:

„Najgorzej mają ludzie religijni, bo ich orientacja (jak w przypadku każdej innej LGBT) stoi w sprzeczności z tym, co mówi im ich religia i/lub Kościół. Tak przy okazji, czyż Biblia nie mówi, że Jezus miał słabość zarówno do Marii Magdaleny, jak i do Jana?”

  • Bogumiła Pawłowska i Andrzej Rodan o powstaniu Radia Maryja:

„Ale co wcześniej robił Rydzyk? Tułał się. Nie powiodło mu się ani w Italii, ani w Austrii, chciał więc zostać na stałe w RFN, gdzie handlował samochodami, ale kiedy ojciec prowincjał redemptorysta zawiesił go w wykonywaniu czynności kapłańskich, postanowił wstąpić do innego zakonu. Nie przyjęto go.”

  • Kuba Puchan oraz Paweł Petryka w dziale „Historia” o prawdziwym „Wyklętym” – Konstantym Jagiełło i bydgoskiej krwawej niedzieli – pogromie dokonanym przez Polaków na niemieckich mieszkańcach Bydgoszczy na początku września 1939 r.
  • Andrzej Rodan pisze o seksie po bożemu i przedstawia trzecią już część „Historii głupoty w Polsce”:

„Ludzie KASTY (…) znają się na wszystkim, a ich domeną jest: in vitro (zakaz), prezerwatywy (zakaz), seks (zakaz), związki partnerskie (zakaz), stosunki przedmałżeńskie (zakaz), ateizm (zakaz), eutanazja (zakaz), środki wczesnoporonne (zakaz), tolerancja (zakaz), antykoncepcja we wszystkich formach (zakaz), feminizm (zakaz), zamrażanie zarodków (zakaz) itd, itp.”

Gorąco polecam!

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 13

bible-276067_1280W poprzedniej części Lucyfer wysłał boga, żeby ten pomógł Izraelitom opuścić Egipt. Nakazał mu również na przywódcę wybrać mało kumatego Mojżesza, któremu pomagać miał jego bardziej kumaty brat Aaron. Żeby mieć boga na oku, Lucyfer podgląda go i ma z nim stałą łączność.

***

I udał się Mojżesz z bratem Aaronem do faraona i walą ściemę, że niby na trzy dni tylko chcą Izraelici opuścić Egipt, żeby oddać cześć swojemu bogu. Faraon uśmiał się, pogonił im kota, po czym zakazał Izraelitom dostarczać słomę do cegieł, jednocześnie nakazując, aby wyrabiali tę samą ilość cegieł, co poprzednio. Nie dziwi pewnie nikogo, że Izraelici zaczęli jeździć po Mojżeszu, jak po burej kobyle. Ten zaś ze skargą uderzył do boga. A bóg na to:

Bóg: Jam jest Jahwe.

Mojżesz: Co?

Bóg: Głuchy jesteś? Jam jest Jahwe.

Mojżesz: Mówiłeś, że Jestem.

Bóg: Co jestem?

Mojżesz: Mówiłeś, że nazywasz się Jestem.

Bóg: Mówiłem, że Jestem, który jestem.

Mojżesz: No właśnie.

Bóg: A teraz zdradzam ci moje prawdziwe imię, którego nikt wcześniej nie słyszał.

Mojżesz: No wiesz, to nie twoja wina, że tak się nazywasz. Niech mama i tata się wstydzą.

Bóg: Zamilcz! Przekaż Izraelitom, że ich wybawię z niewoli egipskiej.

Mojżesz: Wybacz Jahwe, czy Jestem, czy jak ci tam, ale obawiam się, że oni nie uwierzą.

Bóg: Rusz dupę, zanim mnie szlag trafi! I pokaż ludziom te fiki miki z laską, których cię nauczyłem. To powinno wystarczyć.

Więc poszedł osiemdziesięcioletni Mojżesz ze swoim o trzy lata starszym bratem tłumaczem, do faraona. I walą mu z grubej rury, że bóg ich przysłał, a ten zażądał cudu. No to pach! Aaron rzucił laskę na ziemię, która zamieniła się w węża. Faraon popatrzył na cud po czym przywołał swoich czarowników i ci uczynili to samo. Wąż Aarona połknął pozostałe, ale nie zmienia to faktu, że cud został obalony.

Bóg do słuchawki: Lucyfer, słyszysz mnie?

Lucyfer: Czego?

Bóg: Skubańce faraona znają tą sztuczkę z laską i wężem.

Lucyfer: Mówiłem ci, żebyś nie kombinował. Po kiego grzyba wpłynąłeś na faraona, żeby się opierał? Uwolnij jego serce i rozum a wypuści Izraelitów.

Bóg: Nie ma bata! Ściągnąłeś mnie z urlopu na ziemię, więc muszę się zabawić.

Bóg do Mojżesza: No dobra. Wąż nie wypalił. Pójdziecie z Aaronem nad Nil i na oczach faraona machniesz laską, a woda zamieni się w krew.

Chłopaki podreptali nad Nil i uczynili tak, jak im Pan przykazał. Woda zamieniła się w krew i pozdychały ryby. Po jakimś czasie cud chyba przestał działać, bo faraon zwołał swoich magików i ci uczynili to samo.

Bóg: Spoko chłopaki. Zobaczymy, czy żaby też wyczarują. Aaronie, machniesz laską i cały kraj pokryje się żabami.

Tak też się stało. Faraon wpadł w panikę i ubłagał braci, aby zlikwidowali płazy. Ci pogadali z bogiem i żaby zdechły. Już faraon miał wypuścić Izraelitów, ale przecież bóg wpłynął na niego, więc nie mógł tego uczynić. Wówczas bóg za sprawą magicznej laski sprowadził na Egipt komary. Nie wiem, czy wszystkie zostały wytłuczone, ale po komarach na Egipt, jak na wielkie gówno, zleciały się muchy. Wówczas faraon obiecał, że jak one znikną, to wypuści Izraelitów. I byłby to zrobił, gdyby nie bóg, który uczynił jego serce „twardym”. A skoro serce było twarde, to bóg zesłał zarazę na całe bydło, które wyginęło. Serce faraona pozostawało wciąż uparte za sprawą boga, który za karę postanowił zesłać pryszcze i wrzody na ludzi i bydło.

Wrrróć! Jak pryszcze i wrzody na bydło, skoro bydło wymarło z powodu zarazy???

„I nazajutrz Pan uczynił to, że wyginęło wszelkie bydło Egipcjan, a z bydła Izraelitów nic nie zginęło”. Księga Wyjścia 9.6

Rzekł Pan do Mojżesza i Aarona: „Weźcie pełnymi garściami sadzy z pieca i Mojżesz niech rzuci ją ku niebu na oczach faraona, a pył (…) sprawi u człowieka i u bydła w całej ziemi egipskiej wrzody i pryszcze”” Księga Wyjścia 9.8

Pan rzekł do Mojżesza: „Wyciągnij rękę do nieba, by spadł grad na całą ziemię egipską, na człowieka, na bydło, na wszelką trawę polną na ziemi egipskiej”. Księga Wyjścia 9.22

O co chodzi z tym bydłem? A tam! Bóg zdolny gość! Wybił bydło, potem zesłał na to bydło pryszcze i wrzody a potem jeszcze wybił to zdechłe bydło gradem. Co za desperacja! Potem była jeszcze szarańcza oraz trzydniowe ciemności, które nie dotyczyły dwukrotnie dobitego bydła.

A na koniec bóg stawia kropkę nad i. Najpierw każe każdemu Izraelicie pożyczyć od sąsiadów egipskich srebrne i złote przedmioty. A potem oznajmia:

„O północy przejdę przez Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego niewolnicy, która jest zajęta przy żarnach, i wszelkie pierworodne bydła„.

Huk z tymi małymi niewinnymi dziećmi, ale skąd ponownie wzięło się bydło??? No chyba, że spektakularny pokaz mocy boskiej trwał całe lata. Wówczas miałoby to wszystko większy sens. W ciągu kilku lat może się pojawić i zaraza, i pryszczyca, i plaga komarów czy much. Tego typu klęski łatwo podciągnąć pod interwencję boską, tak jak Świadkowie Jehowy każdą trąbę powietrzną, czy sztorm uznają za znak zbliżającego się końca świata. Kolejnego zresztą, bo już kilka razy wyznaczyli datę, ale widocznie ich bóg zmienił plany.

Wracając do mordu na dzieciakach, to we wczesnym okresie bóg nie był taki ogarnięty, jak go teraz przedstawiają. Żeby nie rozpędzić się i nie wykosić małych żydziątek, kazał swojemu ludowi oznaczyć drzwi ich domów krwią baranka.  Sam widocznie nie był w stanie przewidzieć, gdzie są jego sługusy a gdzie Egipcjanie. Ciekawe, kiedy stał się wszechwiedzący, no nie?

Jeszcze w nocy podniósł się lament w Egipcie. Zrozpaczony faraon, który nareszcie odzyskał pewnie władanie nad własnym sercem, kazał Aaronowi i Mojżeszowi zabierać dupy w troki i zmiatać czym dalej od Egiptu.

Tak zakończył się pobyt Izraelitów w Egipcie, trwający czterysta trzydzieści lat. W drogę wyruszyło sześćset tysięcy mężczyzn, plus dzieci, kobiety, cudzoziemcy i cały ich wielki dobytek oraz srebro i złoto „pożyczone” od Egipcjan. I stąd się wzięło powiedzenie: „dobry zwyczaj, nie pożyczaj”. Tak wielki tłum ludzi, pewnie ponad milion osób licząc z dziećmi i kobietami wałęsał się później czterdzieści lat po pustyni. W czterdzieści lat, gdyby nie morza i oceany, obeszliby oni pewnie kilkukrotnie ziemię. Za ciężką pracę należy się zapłata a bóg musiał się nieźle spocić, osobiście mordując małe dzieci egipskie, w związku z tym tak rzekł do Mojżesza:

„Poświęcicie mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek, jak i zwierze”. 13.2

Mojżesz przekazał ludowi słowa boga, z deka je modyfikując. Powiedział, że syna będzie można wykupić dając w zamian inną ofiarę.

Bóg do Mojżesza: Wiem, że masz problem z mową, dlatego Aarona przydzieliłem ci na pomocnika. Ale nie wiedziałem, że masz problem ze słuchem.

Mojżesz: Ależ skąd Panie, słyszę bardzo dobrze.

Bóg: Czy ja mówiłem coś kołku o możliwości wykupu syna?

Aaron: Ale zrozum Panie, jak będziesz kazał nam składać w ofierze dzieci nasze, to nie będziemy cię słuchać.

Bóg: Że co???

Aaron: I kto tu ma problemy ze słuchem?

Bóg: Lucjan trzymaj mnie, bo nie wytrzymam. Lucjan! Lucjan! Kurde, zerwało połączenie. A ja myślałem, że Lucek milczy, bo aprobuje moje poczynania. I w ogóle czy ktoś cię o zdanie pytał Aaronie?

Aaron: Sam powiedziałeś, że będę ustami Mojżesza.

Bóg: Ale nie mózgiem! Mózgiem Mojżesza jestem ja!

Aaron: To akurat wiele tłumaczy.

Bóg: Chcę waszych pierworodnych dla siebie!

Aaron: Idź gościu skąd przyszedłeś. Może inny naród będzie na tyle głupi, żeby słuchać takich rozkazów.

Bóg: Dobra, wasze pierworodne szczeniaki zostawię w spokoju. Odpalicie mi za nie jakieś smakowite zwierzątko. A teraz won w stronę Morza Czerwonego!

(Bóg dobrze zapamiętał tę zniewagę i setki lat szukał po cichu nowego narodu. Aż w końcu natrafił na Polaków, ale o tym innym razem.)

I ruszyli Izraelici a Bóg, nie wiedzieć czemu, przywdział postać słupa obłoku za dnia i słupa ognia w nocy. Ma gość fantazję. W końcu kazał im zawrócić, rozbić obóz i oznajmił, że ponownie wpłynie na umysł faraona, aby ten wysłał pościg. A po co? Ano po to, żeby znowu dać upust swojej sadystycznej naturze. Kiedy Izraelici zobaczyli ścigających ich Egipcjan, wcale się nie ucieszyli. Co więcej, cuda pokazane przez boga w Egipcie jakoś nie przekonały ich do jego istnienia, bo nawalili w bardachy i podnieśli lamen.

Bóg uspokoił Mojżesza i zdradził mu, co zamierza zrobić. Następnie…

Anioł Boży, który szedł na przedzie wojsk izraelskich zmienił miejsce i szedł na ich tyłach. Słup obłoku również przeszedł z przodu i zajął ich tyły, stając między wojskiem egipskim a wojskiem izraelskim. Księga Wyjścia 14.19

I tak dowiadujemy się, że bóg nie zapierniczał z Żydami sam tylko z jakimś swoim przydupasem. Mojżesz podniósł laskę, jak mu to jego Pan przykazał a wówczas morze, nad którego brzeg dotarli,  rozstąpiło się. Do tego w ułamku sekundy dno morskie wyschło. Ponad milion ludzi przelazło pomiędzy ścianami wody, natomiast Egipcjanie zostali zatopieni.

Gdy Izraelici widzieli wielkie dzieło, którego dokonał Pan wobec Egipcjan, ulękli się Pana i uwierzyli Jemu oraz jego słudze Mojżeszowi. Księga Wyjścia 14.31

No nareszcie! Tyle cudów widzieli a dopiero teraz uwierzyli. A nam każe się wierzyć na słowo. Z tym, że świadkowie tych cudów wiele razy jeszcze zwątpią. Nam każe się nie wątpić i to bez cudów. Co więcej, tych co na przykład tego bydła się czepiają, że zdechło a potem jeszcze dwa razy na inne sposoby zostało okrutnie doświadczone, uważa się za głupków. Ci co czytają i nie widzą braku logiki, doświadczyli  jakiejś nadzwyczajnej łaski. Ci co twierdzą, że wymordowanie dzieci Egipcjan było zbrodnią, są bluźniercami. Ci, co twierdzą, że bóg jest miłością, są wspaniałymi wyznawcami. A my dziwimy się temu, co teraz wyprawiają i wygadują członkowie PiS. Jaka wiara, tacy wierni.

rosary-1212863_1920

Krucjata różańcowa trwa!

rosary-1212863_1920Wspólnota wiernych przy kościele św. Andrzeja Boboli w Łomży wpadła na genialny pomysł. Za pomocą modlitw różańcowych postanowiła zapewnić bezpieczeństwo naszemu krajowi. A wszystko to w związku z „przygotowaniami Rosji i Niemiec do wojny”. Na stronie krucjaty TUTAJ dowiadujemy się, które modlitwy do tej pory przyniosły skutek, a mianowicie: te wznoszone podczas obrony Jasnej Góry przed Szwedami, podczas Bitwy Warszawskiej i podczas bitwy pod Chocimiem. Musicie przyznać, że trochę mało, biorąc pod uwagę ilość bitew stoczonych przez Polaków na przestrzeni wieków. Za to sporo ludzi podczas tych skutecznych krucjat modlitewnych przeniosło się na tamten świat, i to nie z powodu wyczerpania modlitwą, czy zaplątania różańca wokół szyi.

Mimo to powinniśmy wszystkim modlącym podziękować za to wielkie poświęcenie. Co tam rozszarpane od miny czy granatów ciało, co tam przestrzelona głowa, co tam morze krwi żołnierskiej przelanej, w porównaniu do tej modlitewnej mordęgi. I to wcale nie są drwiny! Na stronie krucjaty czytamy:

Zastanawiając się, czy to nie za wiele wysiłku, przecież piątkowa Msza Święta + Różanec + /…/ to jakieś 61-69 minut (dla Chrystusa i naszej Królowej). Damy radę!

A oto cytowana na stronie siostra Faustyna:

Często się modlę za Polskę, ale widzę wielkie zagniewanie Boże na nią, iż jest niewdzięczna. Całą duszę wytężam, aby ją bronić. (…) Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie.

Modlitwa o Polskę to muszą być jakieś straszne katusze!

***

Oczekujemy likwidacji MON oraz rozwiązania służb mundurowych, sprzedania czołgów w skupach złomu i obowiązkowego zaopatrzenia narodu w klęczniki. W przypadku ataku na nasz kraj zanim pozbędziemy się wojska, proponujemy na front wysłać samych kapelanów.

I pomyśleć, że niedawno śmialiśmy się z pomysłu szalonego Antosia na wciągnięcie szybowców do obrony powietrznej.

Ćwiczenia z ateizmu

married mini-23778_960_720

Czytanie Pisma Świętego

married-23778_960_720Oto co Bóg przekazał ludowi swojemu za pośrednictwem Mojżesza: Jeśli się bić będą mężczyźni, mężczyzna i jego brat, i zbliży się żona jednego z nich i – chcąc wyrwać męża z rąk bijącego – wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości” (Pwt 25,11-12).

Co to za Bóg, który wymyśla tak dziwaczne i okrutne prawa? Czy komuś mądremu i sprawiedliwemu mogło przyjść do głowy tak niemądre i niesprawiedliwe prawo? A może to tylko przenośnia i wcale nie idzie o obcinanie żonie ręki, bo ratując męża przed napastnikiem chwyciła go za części wstydliwe?

Za dużo tych przenośni, teolodzy dowolnie sugerują, co jest a co nie jest przenośnią.

Ponadto z przenośniami trzeba uważać, bo same z siebie mogą być jak walenie obuchem w łeb. Słyszałem, że potop, za pomocą którego Bóg miał wytępić wszystkich ludzi i zwierzęta (z wyjątkiem nielicznych osobników uratowanych w arce) to tylko przenośnia. Czego przenośnia? Bożej miłości, sprawiedliwości, czy okrucieństwa? To jakaś głupota, a nie przenośnia. Jeżeli autorzy Biblii chcieli postraszyć grzeszników i wymyślili taką przenośnię, to dali złe świadectwo o sobie. Jeżeli uznamy, że Bóg ich do tego natchnął, to źle świadczy o Bogu.

Absurdów zawartych w Piśmie Świętym nie da się usprawiedliwić żadnymi pokrętnymi wyjaśnieniami.

Niedorzeczność powyższego prawa kontrastuje z tym, co o Piśmie Świętym mówi Katechizm: „Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Święta Matka Kościół uważa, na podstawie wiary apostolskiej, księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne, dlatego że, spisane pod natchnieniem Ducha Świętego, Boga mają za Autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (KKK 105).

Co wobec tego? Trzeba uczciwie powiedzieć, że Pismo Święte nie zawiera żadnego bożego objawienia. Zostało spisane ok. 2-3 tys. lat temu na użytek starożytnych Izraelitów i ówczesnych wyznawców Jezusa Chrystusa. Zawiera pewne fakty historyczne i geograficzne, ale przede wszystkim mamy tam masę zmyśleń, religijną mitologię i nonsensy. – Alvert Jann

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

O Biblii piszę w: „Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Na blogu znajduje się w tej chwili 39 artykułów, m.in.:

Złe skutki lekcji religii”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/zle-skutki-lekcji-religii/  

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/  

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/  

Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

fish mini-884694_960_720

Jeszcze o karpiu wigilijnym

fish karp-884694_960_720Minęła wigilia, czas na krótką refleksję: Może być wigilia bez karpia. W mojej polskiej, tradycyjnej, katolickiej rodzinie nigdy nie było na wigilię karpia, ani żadnej ryby. Główną potrawą były pierogi z grzybami oraz kluski z makiem i rodzynkami na słodko. Dzieci te kluski uwielbiały.

Matka mówiła, że karp na wigilię to głupia moda, rozpowszechniona przez spikerów i dziennikarzy radiowych i telewizyjnych, którzy przed świętami nic tylko karp, karp, karp … Matka mówiła, że ten karp to niektórym na mózg padł. I chyba miała rację. – Alvert Jann

Więcej o wigilijnym karpiu: „Religijna ofiara z karpia. Felieton satyryczny na wigilię” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/religijna-ofiara-karpia-felieton-satyryczny-wigilie/

fish-1553046_960_720

Religijna ofiara z karpia. Felieton satyryczny na wigilię

fish-1553046_960_720Starożytni Izraelici, Grecy i wszelkiej maści barbarzyńcy składali powszechnie zwierzęta w ofierze bogom. Zarzynano zwierzę na ołtarzu, bóg był usatysfakcjonowany.

Zwyczaj składania krwawych ofiar przetrwał w zakamuflowanej postaci do dziś. Kupuje się żywego karpia i tłucze na wigilię. Barbarzyństwo wyłazi z religii jak tylko ma okazję.

Izraelici składali Bogu ofiarę zarzynając uroczyście zwierzęta hodowlane przed specjalnym ołtarzem i spalając je uroczyście. Obrzęd ten nazywano całopaleniem. Według Biblii nakazał go Izraelitom Bóg za pośrednictwem Mojżesza. Biblia mówi o całopaleniu ponad 40 razy. Ofiary te składano przy różnych okazjach. W świątyni jerozolimskiej robiono to codziennie rano i wieczorem, bo tak przykazał Bóg.

Grecy do spraw religii i całopalenia mieli bardziej trzeźwy stosunek. Mięso zwierzęcia zarżniętego w ofierze zjadali, zaś na ołtarzu spalali kości i skórę. Wierzyli święcie, że bogowie nie jedzą mięsa, za to odżywiają się dymem. W ogóle Grecy byli mało dogmatyczni w sprawach religii, w przeciwieństwie do Izraelitów. Wynikało to chyba stąd, że nie mieli poczucia „oblężonej twierdzy”. Zaś Izraelici mieli, obawiali się, że ich niewielkie plemię może stracić tożsamość, roztopić się w ludzkiej masie. Dlatego napisali w swej świętej księdze: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” Grekom taka nieszczęsna zasada nie przyszła do głowy.

Drodzy czytelnicy, „zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł” (Konstytucja RP), wyśmiewajcie się z katolików tłukących karpia na wigilię. Może śmiech obudzi w nich rozum.

Słyszałem, że Prezes sam nie zabija karpi, chociaż nie ma nic przeciw. W sumie nie wygląda to dobrze.

Miejmy jednak nadzieję, że szanowni księża biskupi, którzy często powołują się na wersety Starego Testamentu, nie ustanowią wzorem Izraelitów liturgii tłuczenia karpia na ołtarzu. Wspominam o tym, bo po niedawnym uroczystym proklamowaniu, że „Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”, wszystkiego po biskupach można się spodziewać.

W USA panuje zwyczaj, by w obchodzone tam ważne Święto Dziękczynienia w każdej rodzinie upiec indyka. Od pewnego czasu prezydenci USA z tej okazji ułaskawiają parkę indyków. Symboliczny akt ma pobudzić Amerykanów do zastanowienia się nad sensem barbarzyńskiego w swej istocie zwyczaju.

U nas w sprawie karpia słychać: to tradycja, to tradycja, „u mnie w domu nie może być wigilii bez karpia”. Może być. Nie wszystkie zwyczaje są warte kultywowania.

A może Prymas Kościoła katolickiego w Polsce w przeddzień wigilii uroczyście wypuszczałby chociaż jednego karpia z powrotem do stawu? Nawet jeżeli i tak później karp zostanie zjedzony, to ten symboliczny akt może przyczyni się do zastanowienia nad sensownością zabijania karpi na wigilię. – Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………………..

fish karp-884694_960_720PS (dodane 3 stycznia br. z działu Na gorąco – „Jeszcze o karpiu wigilijnym”):   

Minęła wigilia, czas na krótką refleksję: Może być wigilia bez karpia. W mojej polskiej, tradycyjnej, katolickiej rodzinie nigdy nie było na wigilię karpia, ani żadnej ryby. Główną potrawą były pierogi z grzybami oraz kluski z makiem i rodzynkami na słodko. Dzieci te kluski uwielbiały.

Matka mówiła, że karp na wigilię to głupia moda, rozpowszechniona przez spikerów i dziennikarzy radiowych i telewizyjnych, którzy przed świętami nic tylko karp, karp, karp … Matka mówiła, że ten karp to niektórym na mózg padł. I chyba miała rację. – Alvert Jann

……………………………………………………………………

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

carp-1800340_960_720prymas episkopat.pl-324x235

Zdjęcie Prymasa pochodzi z portalu episkopat.pl

santa-claus-1819933_960_720

Argumenty przeciw istnieniu Boga. Komentarz do podręczników religii

universe-1044107_960_720Bóg, jak twierdzą teolodzy, jest niedostępny badaniom naukowym, jednak z całą pewnością istnieje. Hm! To ciekawe. Może istnieć rzeczywistość niedostępna jakimkolwiek badaniom empirycznym, nie ma problemu. Ale żeby ot tak, z definicji przyjmować, że niedostępny naukowym badaniom jest Bóg, to wygląda na intelektualne kuglarstwo, chytrą sztuczkę, trik.

Tradycyjnie takie chytre sztuczki nazywa się sofistyką. W starożytnej Grecji byli wędrowni filozofowie, nauczyciele retoryki, sztuki przekonywania, filozofii. Nazywano ich sofistami. Nie stronili od filozoficznego krętactwa i kuglarstwa. Dlatego przyjęło się, że sofistyka to pokrętne, oszukańcze rozumowanie.

Kościelne nauki i teologia toną w sofistyce. Bóg ma istnieć w rzeczywistości, obiektywnie, ale jest z założenia niewykrywalny metodami empirycznymi. To tak jakby powiedzieć, że istnieje żaba, która wszystko może, ale jest z definicji niedostępna naszym zmysłom. Czy musimy tę żabę zjeść? Nie musimy.

Przedstawiam 10 argumentów przeciw istnieniu Boga, o którym naucza Kościół katolicki, oraz przeciw prawdziwości kościelnych nauk. Nie znaczy to, że inne religie głoszą prawdę.

Czy argumenty te wystarczą, by uznać, że Boga nie ma, a nauki kościelne są fałszywe? Tak, zgodnie z zasadą: ziarnko do ziarnką, a zbierze się miarka.

* * *

fractal-1104779_960_7201. Może istnieć rzeczywistość, która nigdy nie będzie dostępna badaniom empirycznym. Ale przypuszczenie, że jest to rzeczywistość nadprzyrodzona lub jakikolwiek bóg (w tym Bóg, o którym naucza Kościół) jest tyle samo warte, co domniemanie, że jest to Krasnal, który wyczarował świat. W obu przypadkach brak jakichkolwiek argumentów wspierających te przypuszczenia. Dodajmy, że istnienie Boga wymaga argumentacji, bowiem w przekonaniu osób religijnych Bóg istnieje obiektywnie, tj. niezależnie od człowieka i jego wyobrażeń. Inaczej jest w przypadku np. wartości, zasad moralnych, idei, postulatów. Są one wytworem ludzkiego umysłu i kultury. Uzasadnić trzeba ich słuszność, zaś ich istnienie jest równoznaczne z ich głoszeniem. Tak nie jest w przypadku Boga. To, że głosi się wiarę w Boga, nie znaczy, że Bóg istnieje.

2. Przytaczając argumenty na rzecz istnienia boga, ma się często na myśli nieznaną wieczną rzeczywistość, nieokreśloną siłę wyższą, bezosobowego boga deistów lub „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę ładu panującego w przyrodzie. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że argumenty te nie odnoszą się do Boga, o którym naucza Kościół. Kościół odrzuca pojęcie boga jako abstrakcyjnej siły wyższej, odrzuca boga deistów, o czym pisze się także w podręcznikach. Według Kościoła Bóg jest osobą, opiekuje się światem i ludźmi, nagradza, karze. Kościół każe wierzyć w istnienie aniołów i szatana, w duszę nieśmiertelną, w zbawienie i potępienie, w Jezusa Chrystusa, który jest synem Boga-Ojca, został poczęty bez stosunku seksualnego (w podręczniku czytamy: „poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny”), po śmierci zmartwychwstał i będzie w przyszłości sądzić ludzi. Wszystko to pozbawione jest wiarygodnej argumentacji. Kościół może powoływać się tylko na Pismo Święte.

Cytuję podręcznik „Drogi świadków Chrystusa w Kościele”, jezuickiego Wydawnictwa WAM (dla liceum i technikum), notes ucznia, s. 69.

3. Potrafimy powiedzieć, kim jest Zeus. To bóg z mitologii greckiej, postać fikcyjna. W jego istnienie dziś chyba nikt nie wierzy. A kim jest Bóg, o którym naucza Kościół? To postać ze starożytnych ksiąg Izraelitów, modyfikowana przez tysiąclecia zgodnie z wyobrażeniami kolejnych epok. Wiara w jego istnienie jest tyle samo warta, co wiara w istnienie Zeusa, bóstw hinduistycznych i innych. Żadne argumenty nie wspierają przekonania, że to byty istniejące w rzeczywistości. Fakt, że Bóg, w którego każe wierzyć Kościół katolicki, to postać ze starożytnych mitologii, można uznać za wystarczający dowód, że nie istnieje on w rzeczywistości. Bogowie z mitów istnieją tylko w mitach.

4. Wierzenia religijne, podawane przez Kościół, opierają się na Piśmie Świętym i jego interpretacjach. Są to księgi pochodzące sprzed 2-3 tys. lat. Przypuszczenie, że zawierają rzeczywiście treści objawione przez Boga, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Księgi Pisma Świętego, jak wiele innych starożytnych tekstów, zawierają pewne historyczne i geograficzne fakty, ale mamy tam mnóstwo zmyśleń i religijnych mitów. Uznanie Pisma Świętego za mitologię religijną jest jak najbardziej uzasadnione.

5. Jezus mógł być postacią rzeczywistą, bo w tamtych czasach – jak i dziś – działało wielu tzw. proroków, guru, założycieli sekt. Ale mitologią religijną są twierdzenia, że był synem bożym, został poczęty bez stosunku seksualnego, wskrzeszał zmarłych, uzdrawiał, po śmierci zmartwychwstał i będzie sądzić ludzi przed końcem świata. Jak ktoś chce, może w to wierzyć, ale jeżeli nie ulegliśmy religijnej indoktrynacji, możemy to uznać wyłącznie za urojenia.

6. Kościół podaje mitologiczne wyjaśnienia dotyczące przyrody, świata i człowieka. Opierają się one na opowieściach biblijnych i nie mają żadnego uzasadnienia w racjonalnej, sprawdzonej wiedzy. garden-of-eden-1803805_960_720Karykaturalnym przykładem jest – powtarzane także w podręcznikach – wyjaśnianie chorób i śmierci grzechem pierworodnym, tj. nieposłuszeństwem, jakiego mieli się dopuścić wobec Boga pierwsi ludzie. Kościół bożym aktem stworzenia wyjaśnia powstanie i koniec świata. Wprawdzie biblijny opis stworzenia świata został uznany za przenośnię, to samo stworzenie świata przez Boga jest podawane jako wiedza prawdziwa. Nie mówi się jednak, w jaki to sposób Bóg świat stworzył. Ot, wziął i stworzył. Upodabnia to całkowicie stworzenie świata do bajkowych opowieści o czarownikach, którzy potrafią wszystko, a Boga – do czarownika z bajki. Trochę więcej dowiadujemy się o końcu świata. Chrystus ma ponownie zstąpić na ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Bajkowy, mitologiczny charakter tych wydarzeń jest uderzający, ale Kościół nie podaje tego jako przenośni. Inny przykład. Kościół uznał fakt ewolucji, ale naucza, że Bóg w toku ewolucji tchnął duszę nieśmiertelną w ciało człowieka, dzięki czemu człowiek zyskał właściwe ludziom zdolności myślenia i świadomość. Znów Bóg występuje jak czarownik z bajki, który w magiczny sposób zapewnił ludziom umiejętności myślenia i nieśmiertelność w Królestwie Bożym. Są to wszystko wyjaśnienia mitologiczne, nie oparte na jakichkolwiek racjonalnych przesłankach. Bajkowa fikcja i fantazja.

7. W swoim nauczaniu Kościół pomija lub przeinacza kompromitujące treści zawarte w Piśmie Świętym. Np. według Biblii Bóg nakazywał masowe rzezie. Oto co kazał Izraelitom zrobić z ludami zamieszkującymi ziemię obiecaną: „Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz (…), nie okażesz im litości” (Pwt 7,1-2). Biblijny Bóg w potopie zgładził wszystkich ludzi, z wyjątkiem Noego, jego najbliższych i zwierząt uratowanych w arce. Zginęły wszystkie niemowlaki i dzieci nienarodzone. I na dodatek wszystkie zwierzęta. W Biblii czytamy: „Wszystkie istoty poruszające się na ziemi (…) wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi” (Rdz 7,21). Podobnych przykładów można podać więcej. Kościół naucza, że „Bóg jest Miłością”, ale nawet jeśli powyższe opisy potraktujemy jako przenośnie, nie przystają do obrazu miłosiernego i mądrego Boga. Jaki z tego wniosek? Kościół manipuluje zawartością Pisma Świętego, teolodzy żonglują cytatami, znajdują w Piśmie Świętym to, co chcą znaleźć.

ghost-35852_960_7208. Kościół naucza, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, którą zawdzięcza Bogu, oraz że będzie żyć wiecznie w Królestwie Bożym. Obietnica wiecznego życia odpowiada na ludzkie pragnienia, brak jednak argumentów, które wskazywałyby, że to coś więcej niż mity. Kościelne nauki o duszy i życiu wiecznym są tyle samo warte, co greckie opowieści o Hadesie, hinduskie o reinkarnacji i ludowe o duchach zmarłych odwiedzających ziemię.

9. Kościół naucza, że wierzenia katolickie są racjonalne. Wielką wagę nadawali tej tezie Jan Paweł II i Benedykt XVI. Zwróćmy jednak uwagę, że źródłem katolickich wierzeń jest – jak głosi Kościół – objawienie boże i poznanie religijne, które Kościół ma zawdzięczać łasce bożej. Wierzeń, podawanych przez Kościół, nie można racjonalnie uzasadnić, pozostają one w sprzeczności z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Przykładem jest chociażby wiara w to, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, a Jezus zmartwychwstał i przed końcem świata będzie ludzi sądzić. W encyklice Jana Pawła II można przeczytać: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. Nieprawda. Można uznać dające się racjonalnie uzasadnić normy etyczne, podawane przez Kościół (nie znaczy to, że wszystkie, które Kościół nakazuje). Ale wiara w podawane przez Kościół „prawdy” jest nie do pogodzenia z godnością istoty rozumnej jaką jest człowiek. Dlaczego? Bo wiara w duszę nieśmiertelną, zmartwychwstanie Jezusa, cuda, sąd ostateczny itp., jest pozbawiona racjonalnej argumentacji i sprzeczna z racjonalną wiedzą o świecie i człowieku. Aby te „prawdy wiary” uznać, człowiek musi zaprzeczyć własnemu rozumowi i upokorzyć się. 

10. Obowiązek udowodnienia, że istnieje Bóg osobowy, dusza nieśmiertelna, a Pismo Święte zawiera boże objawienie, spoczywa na Kościele. Wiarygodnych argumentów brak. Nie ma też argumentów uzasadniających, że Jezus mógł być poczęty bez aktu seksualnego, mógł wskrzeszać zmarłych, mógł zmartwychwstać. Zdarzenia te pozostają w sprzeczności z racjonalną wiedzą o człowieku i przyrodzie. Za to dobrze wpisują się w nurt wyobrażeń mitologicznych. Wszystko to, czego naucza Kościół katolicki, ma taki sam status jak opowieści o bogach starogreckich, krasnoludkach i reptilianach.

* * *

W cytowanym już podręczniku religii czytamy: „To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma!” (s.36) – I co z tego, że nie oznacza? Nic. Żeby uznać, że Bóg istnieje, a ludzie mają duszę nieśmiertelną i przed końcem świata będą sądzeni przez Chrystusa, trzeba podać argumenty wskazujące, że nie są to jedynie starożytne mity. Nie wystarczy powiedzieć, że chociaż nie możemy tego wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, to jednak być może jest to prawda. W ten sposób można by tłumaczyć uczniom, że być może istnieją krasnoludki, reptilianie i duchy grasujące po lasach.

Każde twierdzenie wymaga argumentacji, uzasadnienia. A jaką argumentacją posługuje się Kościoł? Nie ma co do tego wątpliwości. W podstawowych sprawach Kościół powołuje się na boże objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na poznanie religijne, które zawdzięczać ma łasce bożej. Tak twierdzi sam Kościół i podręczniki religii.

enforce-46910_640Nie jest to argumentacja racjonalna, nie opiera się na ludzkich zdolnościach rozumowania i myślenia, ani na badaniach empirycznych. Kościół odwołuje się do nadprzyrodzonych źródeł wiedzy. Dlatego trzeba powiedzieć wyraźnie, że wiedza religijna, podawana przez Kościół, należy do tej samej kategorii, co wiedza różnego rodzaju magów, guru, proroków. Czym innym zresztą mogłyby być kościelne nauki o duszy nieśmiertelnej, zmartwychwstaniu Jezusa, wniebowzięciu Maryi Panny, sądzie ostatecznym, który ma się odbyć przed końcem świata itp.

Katecheci wbijają uczniom do głów irracjonalne wierzenia, starożytne mity zapisane w Starym i Nowym Testamencie. Nie jest to żadna racjonalna wiedza. Mity te trzeba traktować tak samo jak mity greckie. Kościół nie może tego zrobić. W programach nauczania religii wprost stwierdza, że celem jest katecheza, nauczanie wiary katolickiej. Dlatego nie powinno być religii w szkole.

Zamiast humoru

– Czy ksiądz może zajść w ciążę?

– Ależ oczywiście. To, że czegoś nie potrafimy wyjaśnić za pomocą ludzkiego rozumu, nie oznacza, że tego nie ma lub nie może się zdarzyć!

– A z jakiego powodu Bóg jest niedostępny badaniom naukowym?

– Z tego samego, co krasnoludki.    Alvert Jann

PS. Warto przeczytać artykuł Cezarego Magury sprzed kilku dni: „Czy naukowcy zajmują się dowodzeniem nieistnienia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/naukowcy-zajmuja-sie-dowodzeniem-nieistnienia-cezary-magura/

……………………………………………………………………………..

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

O religii i nauce” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/o-religii-nauce-komentarz-podrecznikow-religii/

Co wyjaśnia teologia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 31 artykułów, m.in.:

Jeszcze o intronizacji Chrystusa. Kim była mistyczka Rozalia Celakówna?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jeszcze-o-intronizacji-chrystusa-byla-mistyczka-rozalia-celakowna/

Dowód na nieistnienie. Kogo?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ i inne.

 

space-telescope-561368_960_720

Czy naukowcy zajmują się dowodzeniem nieistnienia? – Cezary Magura

space-telescope-561368_960_720Spotkać się można z poglądem, że w nauce obowiązuje wręcz aksjomat, że nie można dowodzić nieistnienia czegoś. Taka metodologiczna zasada jednak nie obowiązuje. Zwykle gdy tylko owo kwestionowane „coś” zostaje troszeczkę zdefiniowane, natychmiast implikuje ono pewne efekty czy procesy, których istnienie możemy zweryfikować, i przy ich braku, zanegować owo „coś”. Spory kawał historii nauki przebiegł w ten sposób, tzn. zastosowano zasadę: „twój obiekt, ośrodek, czy proces nie istnieje, bo nie widzimy efektów, które implikuje”.

1. Garść przykładów

Kiedy możemy uznać, że nieistnienie zostało udowodnione? Otóż wtedy, gdy brak jest jakichkolwiek powodów istnienia, a jednocześnie stan wiedzy wyklucza możliwość pojawienia się takich powodów w przyszłości. Czyli niestety trzeba spełnić warunek nie tylko konieczny, ale i wystarczający.

Pomimo że taka definicja nieistnienia jest dość surowa/sroga, większość nauki polega i polegała na dowodzeniu nieistnienia obiektów i procesów postulowanych w modelach, które okazały się błędne.

Normalnie wygląda to tak, że zauważamy zjawisko X, które różne grupy badawcze próbują wyjaśnić przy pomocy różnych modeli/wyobrażeń. Z każdym takim modelem wiąże się zestaw postulowanych obiektów i procesów, które – gdy już jest „po wszystkim” – okazują się niebyłe, czy nieistniejące.

Przy czym adwokaci jakiegoś modelu zwykle nie poprzestają na udowadnianiu prawdziwości własnego modelu, ale często próbują zanegować modele konkurencji, nierzadko poprzez wykazanie, że nie istnieją efekty czy procesy implikowane przez te konkurencyjne modele (a zatem i postulowane obiekty, które miałyby wywoływać te procesy, lub brać w nich udział).

Historia nauki zna wiele przykładów, a narzucają się następujące:

 

mars-67522_960_7201. Kanały na Marsie, wypatrzone przez Schiaparellego (obsesja Percivala Lowella i niektórych astronomów). Nawet Alfred Russel Wallace (współodkrywca ewolucji organizmów) wdał się w słuszne i logiczne dowodzenie, że takowe rowy irygacyjne, oraz marsjańscy inżynierowie, którzy je zbudowali, w rzeczywistości nie istnieją. Ostateczny dowód przyniosły znacznie późniejsze bezzałogowe sondy międzyplanetarne.

Takież samo nieistnienie dowiedziono dla wyższych form życia marsjańskiego (typu bujna roślinność etc.)

2. Eter – gdyby światło miało być falą propagującą się w takowym ośrodku, ruch Ziemi względem eteru powinien zmieniać mierzoną prędkość światła (powinniśmy czuć „wiatr eteru”). W pomysłowym eksperymencie interferometrycznym Albert A. Michelson (Amerykanin urodzony w Strzelnie) oraz E. Morley wykazali, że efekt taki nie występuje. Ostatecznie koncepcję eteru zniszczyła szczególna teoria względności (A. Einstein, 1905). Światło okazało się polem energii podróżującej w próżni ze stałą prędkością, a przestrzeń i czas – względna („rozciągliwa”). Elektromagnetyzm i STW okazały się prostsze i spójniejsze (bardziej minimalistyczne w sensie ockhamowskim) od dodatkowego bytu – eteru.

Co prawda eksperyment Michelsona-Morleya miał na celu WYKRYCIE eteru, ale koniec końców okazał się eksperymentem negatywnym, mocno wskazującym na NIEISTNIENIE eteru.

3. Fale grawitacyjne – zanim Andrzej Trautman (którego Marek Abramowicz proponował jako polskiego kandydata do nagrody Nobla) matematycznie wykazał realność fal grawitacyjnych, wielu ludzi w nie wątpiło (włącznie z Einsteinem i promotorem Trautmana – Leopoldem Infeldem), argumentując, że może to być wyłącznie artefakt pewnych procedur matematycznych (cechowania). W tym przypadku takowe „dowodzenie nieistnienia” się nie powiodło. Hulse i Taylor w 1974 roku odkryli układ podwójny pulsara z gwiazdą neutronową (PSR B1913+16), którego orbita zacieśnia się wskutek emisji fal grawitacyjnych dokładnie wg przewidywań ogólnej teorii względności. W lutym 2016-go roku LIGO potwierdziło istnienie fal poprzez bezpośrednią detekcję (sygnał GW150914).

Był więc w historii poznawania fal grawitacyjnych etap „istnieją czy nie istnieją”, z wyznawcami obydwu poglądów.

W kosmologii nawet teraz, gdy piszę te słowa, sporo naukowców próbuje wykazać nieistnienie tej czy innej formy materii czy energii:

4. Ciemna materia – zamiast niej niektórzy fizycy preferują nieznaczne, wykrywalne tylko na dużych (galaktycznych) skalach, modyfikacje prawa ciążenia Newtona (teoria MOND Milgroma). Osoby takie utrzymują, że ciemna materia nie istnieje (ale chyba są w błędzie, bo MOND ma problem na ekstragalaktycznych skalach; tym niemniej ciągle ma zwolenników).

5. Ciemna energia – niektórzy naukowcy pracują nad alternatywnymi interpretacjami stałej kosmologicznej, które nie postulują istnienia ciemnej energii. Polskie Narodowe Centrum Nauki finansuje obecnie co najmniej jeden projekt, który próbuje zanegować istnienie ciemnej energii. W tym ujęciu stała kosmologiczna traktowana jest jako skutek zignorowania efektów relatywistycznych w procesach formowania niejednorodnej struktury Wszechświata.

Oczywiście „dowodzenie nieistnienia” przebiega w tym wypadku (jak i w wielu innych) w postaci interpretacji zjawiska (pomiaru niezerowej stałej kosmologicznej) przy pomocy innej prostszej teorii, która nie potrzebuje dodatkowego bytu (ciemnej energii).

6. Geocentryczny Wszechświat – wykazano, że nie istnieje (Arystarch, Kopernik, NASA).

7. Vis vitalis, tj. siła życiowa – nie istnieje również (biochemia).

8. Stworzyciel mrówki, małpy, tygrysa i człowieka – nie istnieje (Darwin).

10. Tachiony – hipotetyczne cząstki szybsze od światła. Dowiedziono na gruncie STW, że ich istnienie implikuje liczne (i absurdalne) sprzeczności i paradoksy.

11. Probabilistyczny indeterminizm – Einstein wielokrotnie próbował udowodnić Nielsowi Bohrowi, że nie istnieje probabilistyczny indeterminizm przyrody w skali mikro (tzn. że nie jesteśmy skazani na probabilizm mechaniki kwantowej). Polegało to na tym, że przedstawiał Bohrowi bardzo zmyślnie zaprojektowane eksperymenty myślowe, które z pozoru niwelowały czy obchodziły kwantową „nieokreśloność” (nieoznaczoność). Niesamowity Bohr zawsze udowadniał, że Einstein się myli.

time-machine-1783891_960_72012. Perpetuum mobile. Fizycy dowiedli, że maszyny takie nie istnieją i stały się one domeną pseudonauki (są sprzeczne z pierwszą lub drugą zasadą termodynamiki). Jeśli np. położyłbyś czytelniku na biurku fizyka swój projekt takiej maszyny, twierdząc, że zbudowałeś działający egzemplarz, który stoi w twoim warsztacie, to taki fizyk bez trudu wskazałby słaby punkt twojego projektu. Usłyszałbyś: „pan kłamie – pańska maszyna nie istnieje, ponieważ nie może ona działać z takiego a takiego powodu”. Wielu pomysłowych wynalazców proponowało różne modele perpetuum mobile (włącznie z Leonardo da Vinci) i wszystkie one zostały skrupulatnie zdemaskowane przez fizyków, inżynierów i innych krytycznie myślących wynalazców.

W dzisiejszych gimnazjach, liceach, na kółkach, konkursach fizycznych, itp, uczniowie czasami otrzymują zadanie: „Wykaż, że przedstawione na rysunku perpetuum mobile nie może działać” (tzn. działające urządzenie tego typu nie istnieje).

13. Przypadek, który dostarcza zwykle przykładów na fiasko „dowodów” nieistnienia. Chodzi o niezwykle ważny dla nauki problem istnienia (lub nieistnienia) METODY poznania czy zrozumienia danego obiektu czy zjawiska (czy istnieje jakikolwiek sposób sprawdzenia czy …). Co prawda niby pytamy tu o istnienie, ale lękamy się negatywnej odpowiedzi, czyli nieistnienia metody badawczej.

Klasyczny przykład to filozof Auguste Comte, który w 1844 roku próbował ustalić jakiej wiedzy nigdy nie zdobędziemy (a więc wskazywał obiekty i zjawiska, dla których poznania nie ma i nie będzie metody). Za dobry przykład uznał skład odległych gwiazd i planet. Utrzymywał, że nie poznamy go nigdy, bo nigdy nie dostąpimy szansy bezpośredniego badania tych obiektów. Jednak już trzy lata po jego śmierci odkryto, że skład chemiczny gwiazd można poznać przy pomocy spektroskopu. Po następnych trzech latach (1863) W. Huggins wykazał, że gwiazdy zbudowane są ze zwyczajnych ziemskich pierwiastków. Okazało się więc, że metoda istnieje.

14. Czarne dziury. Obecnie dowiedziono już istnienia różnych rodzajów czarnych dziur (o bardzo różnych masach), ale sir Eddington argumentował za ich nieistnieniem (grając niezbyt czysto w sporze z Chandasekharem).

15. Cieplik i flogiston – udowodniono, że nie istnieją (cieplik – niezniszczalny i nieważki fluid/substancja ciepła; flogiston – substancja występująca w ciałach palnych, odpowiedzialna za spalanie). Teoria cieplika nie dawała sobie rady z niektórymi empirycznymi ilościowymi prawami zjawisk cieplnych. Nie tłumaczy też ruchów Browna. Teorię cieplika zastąpiła kinetyczna teoria gazów oraz zasada zachowania energii, czy ogólniej – współczesna termodynamika. Zaś współczesna chemia pozbawiła racji bytu teorię flogistonu.

Podsumujmy ten rozdział: Podane przykłady wpadają pod różne kategorie „dowodu nieistnienia”. Większość polega po prostu na odkryciu lepszej interpretacji, która NIE WYMAGA istnienia kwestionowanego obiektu. Owa „lepszość” to niesprzeczność z obserwacjami i większa prostota w sensie ockhamowskim (William Ockham w XIV w. sformułował zasadę, że należy wyjaśniać zjawiska w możliwie jak najprostszy sposób, bez zbędnych komplikacji). Czasami teoria, która obywa się bez „kwestionowanego obiektu” jest raczej skomplikowana (np.: elektromagnetyzm plus STW versus eter) ale wyjaśnia takie multum procesów, że wypiera model prostszy a mało użyteczny/skuteczny.

W przypadku kanałów marsjańskich dowód nieistnienia przebiegł bezpośrednią metodą „polećmy i zobaczmy z bliska”. Ale jest oczywiście różnica pomiędzy lokalnymi i dobrze zdefiniowanymi rowami irygacyjnymi, a np. taką ciemną energią, rzekomo wszechobecną i słabo zdefiniowaną.

Metoda „dowiodę, że postulowany przez ciebie obiekt czy proces nie istnieje / nie zachodzi” jest chętnie stosowana w nauce, o ile tylko jest możliwość użycia takiej metody. Rzadko jednak dowód udaje się przeprowadzić równie celnym ciosem jak w przypadku marsjańskich inżynierów od nawadniania. Częściej dowodzenie nieistnienia polega na wysuwaniu lepszych interpretacji, wskazywaniu błędów w teoretycznych rachunkach, oraz przeprowadzaniu eksperymentów, w których nie widać objawów istnienia postulowanego bytu.

2. Absolutne nieistnienie na wieki wieków amen?

Ciekawe jest pytanie o to, KIEDY możemy być w 100 procentach pewni, że dany byt został na wieki, w sposób absolutny unicestwiony.

Historia nauki uczy nas, że całkowite unicestwienie domniemanego bytu jest możliwe, ale należy być tu bardzo ostrożnym. Klasycznym kontrprzykładem jest historia stałej kosmologicznej (Lambda), którą Einstein, pewnie sugerując się spokojnym widokiem nocnego nieba, wprowadził aby uzyskać statyczność Wszechświata. Bez owej stałej jego równania implikowały Wszechświat dynamiczny (mowa o równaniach OTW użytych do opisu dynamiki jednorodnego Wszechświata jako całości). Krótko po tym Edwin Hubble odkrył ucieczkę galaktyk, ku rozczarowaniu Einsteina, który gdyby nie wprowadził „Lambdy” przewidziałby ekspansję matematycznie (określił to „największą gafą swojego życia”). Ale nie był to koniec historii, bo późniejsze obserwacje supernowych (w latach 90-tych) dowiodły, że pomimo ekspansji, stała kosmologiczna (interpretowana najczęściej jako rezultat istnienia „ciemnej energii”) jest jednak niezerowa. Ciągle nie jest to koniec historii, ponieważ część naukowców próbuje udowodnić, że „ciemna energia” to zupełnie chybiona interpretacja niezerowej Lambdy. Idea niezerowej stałej kosmologicznej (a obecnie jej interpretacji w postaci ciemnej energii) zmartwychwstaje więc i umiera w skali czasowej rzędu kilkudziesięciu lat.

Istniały jednak byty/idee, których istnienie wykluczono ze stuprocentową pewnością. Takie rzeczy jak planetarne epicykle i deferenty, cieplik czy marsjańskie rowy nawadniające, zostały wykluczone z bezczelnie całkowitą, absolutną pewnością i nigdy nie zmartwychwstaną.

Cieplik jest tutaj ciekawym przykładem, z uwagi na jego „boskie” przymioty, miałby to bowiem być tajemniczy, nieważki i najwidoczniej bezpośrednio niewykrywalny fluid, którego przepływ odpowiedzialny jest za  zmiany temperatury. Przy wyjaśnianiu zjawisk cieplnych ten cieplik początkowo działał, ale w ograniczonym zakresie zastosowań. Szybko zaczęły się dlań schody i problemy. Wprowadzono więc wspomniany rój mrowiących się atomów/cząsteczek, rozwinięto kinetyczną teorię gazów, odkryto parę fizycznych praw i okazało się, że bez cieplika wszystko zaczyna składać się w sensowną całość, tzn. schody/problemy znikają, a teoria pędzących cząsteczek pięknie tłumaczy obserwacje. Cieplik został uznany za fatalny, nietrafiony pomysł; za nierealny, tzn. nieistniejący obiekt. Już na tym etapie zmartwychwstanie cieplika było całkowicie niemożliwe i nikt nie miał co do tego wątpliwości. Ale gdyby ktoś jeszcze wówczas wątpił, to „na dokładkę”, w słynnym „roku cudów” (1905) Einstein pokazał metodami statystyki matematycznej, że uderzenia cząsteczek wody pięknie tłumaczą dziwaczne podskakiwanie kwiatowych pyłków w wodnej zawiesinie (ruchy Browna).

Dzięki trudom pionierów termodynamiki okazało się więc, że de facto nie mamy do czynienia z ciągłym i nieważkim „fluidem ciepła”, tylko z dyskretną (policzalną) kolekcją ważkich cząsteczek w ustawicznym, chaotycznym ruchu, a zmiany temperatury to zmiany wigoru tychże ruchów (ich prędkości).

Cieplik odszedł więc w absolutny i nieodwracalny niebyt, pomimo że nikomu nie udało się udowodnić, że nie ukrywa się np. w jakimś jabłku, w jakiejś kuli bilardowej, w meteorycie, czy w mysiej dziurze. Pomimo braku takowej „negacji bezpośredniej” wiemy z całkowitą pewnością, że cieplik nie istnieje. A jako że pośmiertny los naszych tyłków nie zależy od istnienia cieplika, nikt, żaden naukowiec nie promuje jego istnienia; cieplik nie ma fanklubów, wyznawców, na żadnych procesjach nikt nie obnosi ukwieconego portretu cieplika w złotych ramach.

creator-602533_960_720Nasuwa się tu analogia z dowodzeniem nieistnienia Boga – stwórcy gatunków (boga jako sprawcy ewolucji i specjacji). Tak samo jak cieplik, również i Bóg natrafił na sprzeczności z obserwacjami empirycznymi: zbędne lub kiepsko zaprojektowane narządy, drastyczne deformacje chorych płodów i ogólna drapieżność czy perfidia życia. Tutaj również nikt nie potrzebował zabierać się za udowadnianie, że lewitujący w niebiosach starzec, który ręcznie rozdziela gatunki, nie istnieje. Zamiast tego wymyślono prosty w swej istocie proces doboru naturalnego. Właśnie jak nazwa wskazuje – „naturalnego”, czyli zachodzącego samoistnie w warunkach ziemskiego środowiska. Bóg – stwórca rzekomo „doskonałych” żywych stworzeń, odszedł w ten sposób w niebyt.

W przypadku Boga jednak, pośmiertny los naszych tyłeczków miałby rzekomo zależeć od jego istnienia. Dlatego dowód nieistnienia boga – kreatora gatunków, jakże podobny w swej formie do dowodu nieistnienia cieplika, jest ignorowany przez wielu ludzi. Bóg ciągle ma wielu wyznawców zrzeszonych w wielu fanklubach. Mawiają oni: „Że niby Darwin? Przecież nikt nie dowiódł nieistnienia! Bóg może chować się w gęstwinie Big Bangu, bo potrafi wszystko. Że niby surwiwalowy dobór PRZYPADKOWYCH mutacji? Phi, Bóg robi to wszystko tak, że wygląda na przypadkowe i naturalne.”

Widać więc tutaj dramatyczne nierównouprawnienie dwóch podobnych w swej formie dowodów nieistnienia: czyż bowiem ktoś argumentuje, że cieplik jednak istnieje, tylko działa w tak przemyślny sposób, że objawia się nam jako zwodnicza kolekcja ruchliwych cząsteczek? Ano nie – taki argument uznajemy za nieprzyzwoity i nieakceptowalny.

Dla Boga jednak obniża się standardy logiki, utrzymując, że nic się nie stało, że ciągle nikt niczego istotnego nie udowodnił w sprawie jego nieistnienia. Dla Boga rezygnuje się z uczciwości myślenia. Porzuca się dla niego regułę, że „za danym rozumowaniem musimy iść, dokądkolwiek nas zaprowadzi”. Z chęci pośmiertnego zysku dajemy biedakowi fory, których nie dajemy cieplikowi. A nie dajemy ich cieplikowi, bo są granice kompromitacji w „naginaniu kolanem” modelu do rzeczywistości. Nawet swojego ulubionego modelu. Dla Boga jednak – pal licho przyzwoitość, uczciwość czy kompromitację. W obliczu znacznych spodziewanych zysków, nie po raz pierwszy Homo sapiens odkłada uczciwość na bok.

Jak dowodzi historia cieplika, definitywne unicestwienie postulowanego bytu jest możliwe, ale tylko wtedy gdy empiryczne świadectwa nieistnienia nie są intencjonalnie lekceważone. Niezmordowane naginanie modelu do dowolnych faktów nie świadczy o niekompletności dowodu – świadczy raczej o nieuczciwości adwokatów istnienia. Myśleć uczciwie jest niebezpiecznie, jeśli żyć chcesz wiecznie.

3. Kryterium nieistnienia

Napisałem powyżej, że nieistnienie można uznać za dowiedzione wtedy, gdy brak jest jakichkolwiek powodów istnienia, a jednocześnie stan wiedzy wyklucza możliwość pojawienia się takich powodów w przyszłości.

Filozof jednak może tu zauważyć, że „brak potrzeby istnienia” nie jest „dowodem nieistnienia”.

Co więcej, gdy dotknę ręką gorącego przedmiotu, czuję jak ciepło „przelewa się” na moją rękę. Pomimo pojawienia się współczesnej termodynamiki, ciągle posiadam więc swój staroświecki powód, żeby postulować istnienie cieplika. Owszem, kinetyczna teoria płynów jest lepszym modelem, ale moja stara, oryginalna przyczyna istnienia cieplika wcale nie zniknęła.

Widać więc, że „brak powodów istnienia” to nie cała historia. To, co naprawdę unicestwiło cieplika, to inny postulowany byt – kolekcja ruchliwych cząsteczek. Zarówno dla cieplika, jak i cząsteczek potrafię podać „potrzebę istnienia”, a jednak wiem, że cieplik to bzdura. Ruchliwe cząsteczki wyjaśniają znacznie szerszą klasę zjawisk. Potrafią wyjaśnić wszystko to co cieplik, i o wiele więcej. Są więc ockhamowsko znacznie skuteczniejsze. I w przeciwieństwie do cieplika nie są sprzeczne z niektórymi obserwacjami.

Istotny jest więc aspekt ZASTĄPIENIA zanegowanego bytu innym, lepszym bytem.

Ot – po prostu cząsteczki opisują świat lepiej, ale czyż nie jest to zbyt słaba przewaga nad cieplikiem?

Wiemy, że jest to przewaga wystarczająca, ponieważ nasz stopień zrozumienia zjawisk cieplnych wyklucza niecząsteczkową interpretację cieplikową. Niczym współczesne zrozumienie kształtu Ziemi, które wyklucza jej płaskość.

Tym co unicestwia domniemane byty, jest więc dostatecznie głęboki poziom zrozumienia zjawisk natury. Gdzie przebiega ten poziom? Na jakiej głębokości pojmowania?

Nie wiem, czy na to pytanie istnieje „odpowiedź ogólnego zastosowania”, ale przypadek cieplika, perpetuum mobile i inne pokazują, że stan taki ludzkość potrafiła niejednokrotnie osiągnąć.

A jak to jest z „naszym Panem, stworzycielem nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”? Słyszy się powracające desperackie głosy, że darwinizm przecie nie dowodzi nieistnienia Boga, a zaledwie odsuwa jego sprawczą działalność w czasie, gdzieś w okolice Big Bangu. Nie jest to oczywiście prawdą, bowiem darwinizm, wsparty astrofizyką i kosmologią, diametralnie zmienia przedmiot stworzenia: nie jest nim już „na podobieństwo” stworzony człowiek, a ekspandująca, supergęsta i gorąca zupa kwarkowo-gluonowej plazmy. bison-1801981_960_720Swoim chaotycznym nieuporządkowaniem taka zupa bliższa zdaje się być mgle wznoszącej się wieczorem nad stawem, niż naszemu oku, nerce, czy naszej świadomości. A przecież nikt już dzisiaj nie przywołuje bóstw by wyjaśnić jeziorną mgłę. Początkowa osobliwość jest środowiskiem zaiste nieludzkim, i to właśnie z tego nieludzkiego początku wyłaniają się galaktyki, planety, życie i my sami. Błąd! Zakończyłem ostatnie zdanie na Homo sapiens, jakby to miała być jakaś „korona stworzenia”, a przecież ten serial wyświetla się dalej i niewykluczone, że dalsze odcinki będą równie nieludzkie jak początki. Uznając ten kwarkowo-gluonowy wrzątek za naszą „pramatkę”, dochodzimy do wniosku, że jesteśmy zdecydowanie „na niepodobieństwo” stworzeni.

W całej tej gigantycznej historii, nigdzie nie widać poszlak do wprowadzenia Boga na scenę – wprost przeciwnie: świetnie działają naturalne wyjaśnienia. Co więcej, wprowadzając Boga dla poprawy samopoczucia, spada na nas lawina problemów takich, jak np. „dlaczego ten facet tak spieprzył robotę?”, „dlaczego się tak nad nami znęca?” Ale zaraz – jaki „facet” w czasach Big Bang? Przecież człowieczeństwo jest WYNIKIEM długiej ewolucji, a nie jej przyczyną. Widzimy tu „zgodność” chronologiczno-faktologiczną, która dorównuje „zgodności” cieplika z ruchami Browna.

Rozstrzygając istnienie Boga, postąpmy równie uczciwie, jak z cieplikiem.

Cezary Magura

…………………………………………………………………..

Autor jest doktorem astrofizyki.

Artykuł, autorstwa Cezarego Magury, został zamieszczony przez Alverta Janna. Zgodnie z praktyką przyjętą na portalu polskiateista.pl, artykuły autorów nie posiadających uprawnień do samodzielnego zamieszczania tekstów, może zamieścić osoba posiadająca takie uprawnienia. 

…………………………………………………………………………………………………..

bishops-1343063_960_720

Jeszcze o intronizacji Chrystusa. Kim była mistyczka Rozalia Celakówna?

bishops-1343063_960_720Episkopat polski wydał w czerwcu br. „Komentarz do Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”, w którym wyjaśnia sens całego przedsięwzięcia. Czytamy tam, że potrzeba intronizacji Chrystusa wynika z objawień, jakich doświadczyła około 1937 r. Rozalia Celakówna, krakowska pielęgniarka i mistyczka. W objawieniach tych, jak piszą biskupi, „Jezus domaga się m.in. aktu intronizacyjnego od narodu polskiego. Świadczy o tym choćby ten zapis (cytuje się fragment objawienia): >Jest ratunek dla Polski: jeżeli mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga<”.

Dokument, który zacytowałem, został włączony do materiałów upowszechnianych przez episkopat z okazji uroczystości intronizacyjnych 19 listopada br. Ma więc wysoką rangę.

Warto bliżej przyjrzeć się Rozalii Celakównie i jej objawieniom (zamieszczam poniżej fragment artykułu „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – link na końcu).

Kim była Rozalia Celakówna?

Sama Rozalia Celakówna jest najmniej winna całej tej aferze z intronizacją, chociaż to jej wizje stały się podstawą pomysłów intronizacyjnych.

Rozalia ZdjęcieByła pielęgniarką, zwykłą i uczciwą kobietą, ale nadmiernie przejmującą się religią i cierpiącą na poważne zaburzenia psychiczne. Miała wielokrotnie widzenia i słyszała głosy (częsty symptom zaburzeń psychicznych i schizofrenii), które pojmowała jako objawienia pochodzące od Jezusa. Zaburzenia te wpływały niekorzystnie na jej życie i powinno się jej z tego powodu współczuć.

Pretensję trzeba mieć do kościelnego otoczenia, które w dobrej lub złej wierze zaczęło żerować na jej przypadłości. Duchowni zachęcali ją do spisywania wizji, pobudzali zamiast uspokajać, umacniali wiarę w prawdziwość jej kontaktów z Jezusem. Atmosfera niepokoju przed 1939 r. stymulowała lęk przed wojenną katastrofą i apokaliptyczne nastroje. W 1937 i 1938 r. Rozalia doznawała objawień, dokładnie i obszernie przez nią spisanych, które stały się podstawą późniejszego ruchu intronizacyjnego.

Znalazł się lekarz, który na zlecenia władz kościelnych w 1938 r. wydał pozytywne orzeczenie o jej stanie psychicznym.

Sprawa objawień i intronizacji zaczęła żyć własnym życiem, machina kościelna produkująca cuda, objawienia i świętych, mełła powoli ale skutecznie. Rozalia zmarła w 1944 r., a po jej śmierci znajdowali się wpływowi ludzie zdolni nadawać jej objawieniu coraz większe znaczenie i rozgłos. Odpowiednie instancje kościelne, zamiast powiedzieć zdecydowane „nie”, uwiarygodniały prawdziwość jej rozmów z Chrystusem. W 1996 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny, zakończony pozytywnie na szczeblu diecezjalnym w 2007. Dokumenty zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że jeszcze przed wojną Rozalia spotykała czasami trzeźwych kapłanów. W jej notatkach czytamy: „Jedni spowiednicy mówili, że mam pomieszanie zmysłów, inni, że im Bóg nie dał zrozumienia mej duszy, a inni jeszcze mnie besztali, że opowiadam takie rzeczy, które się nie dzieją na świecie, a jeszcze inni wprost mówili, że to wszystko jest nienormalne”.

Objawienia

Jeśli starczy wam cierpliwości, przeczytajcie poniższe cytaty z obszernych notatek Rozalii. Warto przeczytać, bo inaczej trudno zrozumieć, jak wielkich nadużyć intelektualnych i moralnych dokonują pospołu episkopat, Kościół i ruchy intronizacyjne.

Pewnego razu Rozalia upadła zemdlona i tak opisuje swój stan:

„Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc”.

Inne widzenie:

„Zbliżył się do mnie Pan Jezus, ujął mnie za ramię i wyszedł z tej sali na korytarz ze mną. Był ubrany w suknię białą i płaszcz bordo. Nie mogę określić z czego względnie jaki był materiał. W boku Jezusowym była Rana. O z jakąż miłością i słodyczą przemówił do mnie, do tak ogromnie nędznej duszy (…): >Moje drogie dziecko popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste<„.

Około 1937 r. pojawiają się widzenia coraz częściej mające za temat Polskę, świat, wojnę i intronizację. Oto Rozalia widzi postać i słyszy głos:

„Nastaną straszne czasy dla Polski. Burza z piorunami oznacza karę Bożą, która dotknie naród Polski za to, że ten naród odwrócił się od Pana Boga przez grzeszne życie. Naród Polski popełnia straszne grzechy i zbrodnie, a najstraszniejsze z nich są grzechy nieczyste i morderstwa, i wiele innych grzechów”.

,,Moje dziecko, za grzechy i zbrodnie (wymieniając zabójstwa i rozpustę) popełniane przez ludzkość na całym świecie ześle Pan Bóg straszne kary. Sprawiedliwość Boża nie może znieść dłużej tych występków. Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną”.

,,Trzeba wszystko uczynić, by Intronizacja była przeprowadzona. Jest to ostatni wysiłek Miłości Jezusowej na te ostatnie czasy! Pytam z bojaźnią tej osoby, czy Polska się ostoi? Odpowiada mi, że Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeżeli się podporządkuje pod prawo Boże, pod prawo Jego miłości; inaczej, moje dziecko, nie ostoi się. (…) W tej chwili powstał straszliwy huk – owa kula (glob ziemski) pękła. Z jej wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy. Z przerażeniem uciekałam wprost do tej osoby – pytam – czy to koniec świata, a ten ogień i lawa czy to jest piekło – otrzymuję odpowiedź: to nie jest koniec świata ani piekło, tylko straszna wojna, która ma dopełnić dzieła zniszczenia. Granice Polski były nienaruszone – Polska ocalała. Ta osoba nieznana mówi jeszcze do mnie: >Państwa oddane pod panowanie Chrystusa i Jego Boskiemu Sercu dojdą do szczytu potęgi i będzie już jedna owczarnia i jeden pasterz<. Po tych słowach wszystko znikło”.

I na koniec fragment, z którego pochodzi cytat eksponowany przez episkopat w „Komentarzu do Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla” (tekst pogrubiony):

„Zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ten ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je doszczętnie tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtem usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie, czego nie potrafię opisać: >Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie. Niemcy upadną i już nigdy nie powstaną za karę, bo Mnie nie uznają jako Boga Króla i Pana swego. Wielkie i straszne są grzechy i zbrodnie Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten naród za grzechy, a zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności przez Intronizację nie tylko poszczególnych części kraju, ale całego Państwa z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga„. (…)

Szerzej z objawieniami Rozalii Celakówny można zapoznać się w obszernej publikacji, przygotowanej w środowisku wspólnot intronizacyjnych: Ewa Wieczorek, Służebnica Boża Rozalia Celakówna. Życie i misja, Ustroń 2006. Stamtąd pochodzą przytoczone wyżej cytaty.

Ksiądz, duszpasterz wspólnot intronizacyjnych, w wymienionej przed chwilą publikacji z 2006 r., tak podsumowuje sens objawień: „Przesłanie Rozalii do Narodu Polskiego jest wyjątkowo alarmujące: na świat może nadejść kara, a jego losy w dużej mierze zależne są od nas, od tego, czy wypełnimy zleconą nam przez Boga misję Intronizacji.” (…)

schizophrenia-388869_960_720Psychiatria

„>Na schizofrenię cierpi 1 proc. społeczeństwa. Ponad trzy czwarte z tych osób doświadcza w pewnym okresie choroby halucynacji słuchowych czy wzrokowych< – mówi w rozmowie z PAP psycholog dr Łukasz Gawęda z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu SWPS. (…)

Badacz podkreśla, że chorzy pochodzenie głosów mogą różnie wyjaśniać. >Niektórzy sądzą, że mówi do nich mafia z Moskwy. Innym wydaje się, że mówi do nich sąsiad przez ścianę. Niektórzy uważają, że ktoś przesyła im myśli przez nadajnik radiowy. A czasem ludzie są pewni, że słyszą głos Boga lub szatana. Mechanizm słyszenia halucynacji jest podobny, ale różne są przekonania co do pochodzenia tych głosów. Najprawdopodobniej znaczenie ma tutaj historia życia pacjentów, ich doświadczenia, związki z innymi i przekonania na temat ludzi i siebie w ogóle< (…).

Neuropsycholodzy omamy słuchowe wyjaśniać mogą pobudzeniem kory słuchowej. >Wiemy, że jak kora słuchowa jest pobudzona, zaczyna produkować doświadczenia słuchowe. Czasem – na razie nie wiemy dlaczego – ta część mózgu pobudza się spontanicznie. Oznacza to, że bez odpowiednich dźwięków, słów z otoczenia możemy słyszeć głosy< – mówi rozmówca PAP i zapewnia, że zdrowa osoba zaczęłaby słyszeć głosy lub dźwięki, gdyby wszczepiło się jej odpowiednią elektrodę do kory słuchowej. Pobudzenie pierwszorzędowej kory słuchowej sprawiłoby, że osoba ta słyszałaby trzaski i szumy, a przy pobudzeniu drugorzędowej kory słuchowej – bardziej złożone wrażenia słuchowe, np. głosy”.

Fragmenty artykułu: Osoby ze schizofrenią swój głos w głowie uznają za obcy. „Nauka w Polsce”, Servis PAP, 22.07.2015.

Od siebie dodam, że dopiero w klinice psychiatrycznej możemy zobaczyć, co potrafi ludzki mózg, co mogą widzieć i słyszeć ludzie. Objawienia Rozalii Celakówny to halucynacje typowe dla schizofrenii.

Memento

To, że episkopat i ruchy przykościelne robią sobie polityczny i religijny spektakl, wykorzystując przeżycia kobiety doznającej halucynacji i słyszącej „głosy”, źle świadczy przede wszystkim o episkopacie. Wykorzystywanie zaburzeń psychicznych, doświadczanych przez wiernych i kapłanów, ma miejsce w Kościele od wieków. Nie znaczy to, że tak musi być nadal. Dziś przynosi to wstyd. (…) – Alvert Jann

…………………………………………………………..

Linki do artykułów o intronizacji Chrystusa na króla Polski:

Intronizacja Chrystusa już 19 listopada!!” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacja-chrystusa-juz-19-listopada/

Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/ . W artykule tym szerzej komentuję treść „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” oraz zamieszczam pełny jego tekst.

Akt-Jubileuszowy-2016_full.

Zdjęcie Rozalii Celakówny pochodzi z Oficjalnej Strony Biura Postulacji Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny. Powyższe ogłoszenie – z oficjalnej strony Konferencji Episkopatu Polski. 

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

Intronizacja Chrystusa już 19 listopada!!

Przemarsz-Rycerzy-Jezusa-w-intencji-intronizacji-J (1)

19 listopada br., podczas kościelnych uroczystości w sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach, Polska – jak głosi episkopat – ma uznać królowanie Jezusa Chrystusa. Kulminacyjny punkt, to odmówienie „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Następnego dnia podobne obchody mają się odbywać we wszystkich kościołach. Później „Jubileuszowy Akt” będzie propagowany w parafiach oraz w ruchach i grupach przykościelnych. Dokument ten kończy się słowami: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Uroczystości te Kościół połączył z jubileuszem chrztu Mieszka I. Chrzest władcy Kościół nazywa – wbrew prawdzie historycznej – „Chrztem Polski”. Podobnie bezpodstawnie twierdzi, że to Polska uzna królowanie Jezusa Chrystusa.

Trzeba powiedzieć wyraźnie, ani chrzest Mieszka nie był chrztem Polski, ani obecne uroczystości nie są uznaniem przez Polskę królowania Chrystusa. 

„Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana” i obchody z nim związane, tylko w niewielkim stopniu mają charakter religijny. „Jubileuszowy Akt” zawiera ideologię polityczną wyznawaną przez biskupów, wyrażoną językiem religijnym, oraz określa kierunek ich politycznej działalności. Jaka to ideologia? Jaki kierunek? Niedwuznacznie celem jest klerykalizacja państwa i społeczeństwa polskiego, tj. jak najdalej idące podporządkowanie władzom Kościoła państwa, prawa, życia publicznego i prywatnego.

Europa w ciągu dwóch ostatnich stuleci wyzwoliła się z praw wprowadzanych pod dyktando kościołów, przeciwstawiając im prawa człowieka. Prawa te Kościół katolicki zdecydowanie zwalczał aż do drugiego soboru watykańskiego (1962-1965), kiedy to uznał je w ograniczonej postaci. Klerykalizacja nie przestała jednak straszyć. Chociaż dziś budowa państw wyznaniowych w Europie jest na szczęście utopią, w krajach takich jak Polska Kościół może osiągać częściowe sukcesy, na szkodę ogółu.

Poza drenowaniem społeczeństwa, by utrzymać rozdęty kościelny aparat, księży, katechetów, kapelanów, parafie, kurie biskupie, instytucje, kościoły i budynki kościelne, których ciągle przybywa, coś innego może zacząć dolegać zwykłym obywatelom. To opresyjność w sferze obyczajowej i religijnej. Wystarczy wsłuchać się w głos ludzi Kościoła, by zrozumieć, jakie skrywane pomysły mogą ujrzeć światło dzienne.

Na horyzoncie majaczy całkowity zakaz aborcji i karanie więzieniem kobiet za aborcję, całkowity zakaz używania środków antykoncepcyjnych, represjonowanie homoseksualizmu, zakaz in vitro, zakaz prowadzenia badań prenatalnych (także USG), klerykalizacja szkolnictwa, w nieco dalszej perspektywie zakaz rozwodów, karalność seksu przed i pozamałżeńskiego (tak jest w państwach islamistycznych, a najostrzejsze kary dotyczą kobiet), odrzucenie zasady równości kobiet i mężczyzn, ograniczenie wolności religijnej i wprowadzenie w znacznym zakresie cenzury kościelno-państwowej. Co jeszcze?

Władze kościelne mogą dziś sprawiać wrażenie, jakby nie chciały stosować represji. Ale gdyby mogły, to by chciały.

Biskupi polscy nie pogodzili się z rozdziałem państwa i Kościoła. Uznają doktrynę wyższości „prawa bożego” nad prawem stanowionym w demokratycznym państwie, zgodnym z prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Mówią otwarcie, że chcą daleko idących zmian prawa obowiązującego w Polsce. I to oni mieliby decydować, jakie to prawo ma być, interpretując zgodnie ze swoim interesem Pismo Święte. Zasady zawarte w Piśmie Świętym, także w Dekalogu, są zwięzłe, nieprecyzyjne i niedostosowane do współczesnych warunków. Władze kościelne interpretują je jak chcą, tak zresztą jest od wieków.

W Polsce, jak na razie, biskupie „prawo boże” (nazywane też „prawem naturalnym”, co jest mylące) nie stoi ponad prawem stanowionym, które ma respektować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych. Biskupom to nie w smak. Są przekonani, że w obecnej sytuacji politycznej – pisowska większość w Sejmie – mogą dokonać daleko idącej klerykalizacji Polski.

Co można powiedzieć katolikom? Nie powtarzajcie bez zastanowienia słów „Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla”. Tam nie idzie o pogłębienie wiary religijnej, ani o przywrócenie zdrowych zasad moralnych. Idzie o klerykalizację Polski. Kościelna opresyjność dotknie także katolików.

Tylko społeczny sprzeciw może powstrzymać biskupów i pisowskich polityków przed daleko idącą klerykalizacją Polski. Jeżeli sprzeciw będzie słaby, będziemy żyć w coraz bardzie opresyjnym państwie i społeczeństwie. Odczują to wszyscy.

Uroczystości „przyjęcia Chrystusa za króla” same z siebie nie stwarzają bezpośredniego zagrożenia. Ale są sposobem oddziaływania władz kościelnych na polskie społeczeństwo, promowania klerykalizmu. Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia polityczne ambicje, ideologię i dążenia biskupów polskich. Nie łudźmy się, biskupi nie wyzbyli się snu o katolickim państwie wyznaniowym. – Alvert Jann

* * *

Chciałbym przypomnieć artykuły z portalu polskiateista.pl , dotyczące intronizacji Chrystusa. Zamieszczam poniżej:

Mariusz „Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!” (fragment pt. Chrzest Polski), oraz „Oczekiwania zwolenników niebiańskiej monarchii w Polsce”.

Alvert Jann „Gra królem Chrystusem”.

Ponadto polecam:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

Na końcu zamieszczam pełny tekst „Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”.

Alvert Jann

* * *

Intronizacja? Ratuj się, Matko Polsko!

Chrzest Polski

 

knight-1514302_960_720Kler katolicki i politycy dostali szajby na punkcie chrztu Mieszka I i wygadują coraz to większe brednie, przeinaczając historię, jak tylko mogą. Szajba jest ściśle powiązana z przyjazdem papieża Franciszka do Polski na Dni Młodzieży w Krakowie i dążeniem do wprowadzenia w Polsce katolickiego szariatu.

Prezydent Andrzej Duda: „Chrzest Mieszka I jest najważniejszym wydarzeniem w dziejach Polski – powiedział w orędziu. 

(…)  my, Polacy, potrafimy dokonać wielkich, ważnych rzeczy, jeśli tylko będziemy działać razem i zgodnie z łączącymi nas wartościami; wartościami, których źródłem jest nasz chrześcijański rodowód – zaznaczył…

(…) Dlatego niszczenie podstaw naszej cywilizacji oraz próby zastępowania ich innymi, niespójnymi, luźno naszkicowanymi koncepcjami – zawsze było i zawsze będzie okupione ogromem cierpień i zniszczeń…”

(…) Przyjmując chrzest „powiedzieliśmy tak wolności i samostanowieniu…”

To niebezpieczny moment dla naszego kraju, który może stać się państwem fundamentalistów religijnych. Prezydent wygłasza dętą mowę o akcie politycznym, w wyniku którego Kościół katolicki mordował Słowian i narzucił Polakom obcą kulturowo religię, i twierdzi, że jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach naszego kraju; i mówiłby prawdę, gdyby dodał: „najtragiczniejsze w skutkach” wydarzenie. Politycy PiS-u przy każdej możliwej okazji przyjmują poddańczą postawę wobec kleru.

Biskupi natomiast łżą na całego, pisząc zupełnie nową historię aktu poddańczego, jakiego musiał dokonać Mieszko I z powodów czysto politycznych i robią to dziś w tym samym celu. Abp. Gądecki w trakcie uroczystej przemowy nakreślił cele, jakie Episkopat ma zamiar osiągnąć:

Gaude Mater Polonia! Raduj się Matko Polsko!

Będzie to moment historyczny, który nie może ograniczyć się do retoryki wspomnień, ale winien stać się okazją do odnowy duchowej, do podjęcia wyzwań naszych czasów i zwrócenia ich ku przyszłości. Będzie okazją do potwierdzenia tego, że przyszłością dla Polski i Europy jest wierność Ewangelii, ład moralny oparty na szacunku dla życia i rodziny a także wychowanie przekazujące kulturę chrześcijańską”.

Nastąpi radykalny zwrot do czasów, w których kler za pomocą zabobonów rządził krajem, sterując politykami. Biskup bredzi o ładzie moralnym i indoktrynacji dzieci, powołuje się na historię, która jest przez purpuratów zakłamana i zmanipulowana. W okresie, w którym Mieszko przyjmował ten nieszczęsny akt poddańczy wobec Kościoła katolickiego, moralność Stolicy Apostolskiej osiągnęła poziom szamba ulicznego.

Na dworze papieskim był to okres pornokracji, panowała powszechna rozpusta i bezpardonowa walka o inwestyturę – spór kompetencyjny: która władza jest ważniejsza duchowa czy świecka? Skompromitowany seksualnymi skandalami przedstawiciel Jezusa na ziemi, papież Jan XII, pod wpływem szantażu dokonał koronacji na cesarza Ottona I, który wymusił na papieżu przysięgę poddaństwa. Po jakimś czasie namiestnik Jezusa wycofał się z przysięgi, został obalony i zamordowany.

A dziś przedstawiciel tej instytucji znanej ze skandali pedofilskich, molestowania kleryków, odpowiedzialnej za rzeź w Rwandzie, śmie mówić o moralności i bezwstydnie łże, że chrzciny Mieszka I miały dla niego wymiar duchowy, a Polsce przydały chwały i wszelkich błogosławieństw:

Zdajemy sobie sprawę z tego, iż chrzest święty przyjęty przez Mieszka miał dla niego przede wszystkim znaczenie duchowe. W tym momencie nasz książę dokonał radykalnego duchowego zwrotu, przeszedł od kultu stworzeń, elementów tego świata, do kultu Stworzyciela.

Otrzymał Ewangelię, którą miał wyznawać oraz konkretną formę życia, która domagała się zaangażowania całej jego osoby i skierowała go w stronę dobra.(…) Otwarła się przed nim droga zbawienia”.

Plecie kler tę swoją wersję historii, a prawda jest taka, że chrystianizacja Słowian zaczęła się już około 860 roku. Proces nawracania rozpoczęli dwaj bracia: Cyryl i Metody, którzy wynaleźli dwa alfabety – cyrylicę i głagolicę, przetłumaczyli mszę i ewangelię, i porozumiewali się z nawracanymi w ich języku. Ich misja, w przeciwieństwie do niemieckich misjonarzy, odnosiła sukcesy, czym wzbudzili zazdrość Rzymu, który walczył o swoją dominację z prawosławnym Konstantynopolem. Zgodnie ze swoim zwyczajem, Rzym rzucał fałszywe oskarżenia, że bracia szerzą herezję i potajemnie sprzyjają pogaństwu.

Gdy dzisiaj dostrzegamy u niektórych rodaków utratę pamięci o własnych korzeniach chrześcijańskich…”

Dostrzegają, bo sami tę niepamięć spowodowali. Kościół katolicki zawsze podstawiał do podkucia żabią łapę, kradnąc czyjeś osiągnięcia i robi to cały czas. Cyryl i Metody byli nazywani apostołami Słowian. To oni rozpoczęli chrystianizację opartą na współpracy ze Słowianami, a nie paleniem ich na stosach. Sto lat wcześniej ochrzcili księcia Wiślan, który władał częścią Polski, ale o tym mało kto wie, ponieważ drapieżcy katoliccy skutecznie wypierają prawdy historyczne, żeby przechadzać się w świetle jupiterów i wysuwać swoje łapska do całowania.

Dlatego zapraszam każdego z moich rodaków do duchowej łączności z prawdą, jaką niesie ze sobą zbliżający się jubileusz”.

Biskup nie ma żadnej łączności z prawdą. Chrzest Mieszaka I był wynikiem kalkulacji politycznej i konsekwencją agresywnej polityki niemieckiej, która pod płaszczykiem nawracania za przyzwoleniem Rzymu podbiła Słowian.

animal-1296950_960_720W 939 roku, w którym Otton I Wielki został królem, rozpoczął się podbój Słowian Połabskich, których mordowano i siłą narzucano katolicyzm. Od tamtego czasu proces aneksji Słowian ruszył pełną parą.

Niemcy tworzyli na terenach słowiańskich liczne placówki polityczno–wojskowe zwane marchiami, których margrabiowie znani byli ze swojej brutalności i fałszu. Mordowali całe starszyzny plemion słowiańskich. Margrabia Gero, który wsławił się swoim barbarzyństwem, w 939 roku wymordował 30 wodzów słowiańskich, których wcześniej zaprosił do siebie, dając im gwarancję bezpieczeństwa. Kazał też ściąć siedmiuset jeńców, aby zmusić starszyznę słowiańską do większego posłuszeństwa.

Kler katolicki skutecznie wymazał pamięć tamtych czasów i stworzył fałszywy obraz historii Polski. Wmówił Polakom, że ich historia zaczyna się z chwilą aktu chrztu Mieszka I. To kłamstwo zostało zakotwiczone w świadomości społecznej wielowiekową propagandą katolickiego kleru. Wielcy kronikarze, którzy spisywali dzieje Polski, wypaczali przekaz i przemilczali niewygodne zdarzenia; pisali zgodnie z panującą wówczas polityką kościelną, a ci którzy się wyłamywali, byli więzieni i mordowani.

Skutecznie została zamazana historia słowiańskiego chrześcijaństwa, które było obecne na naszych terenach przed wprowadzeniem katolicyzmu. Biskupi katoliccy uznali, że głoszenie tej historii jest herezją, o której nie warto mówić. Tak samo jak i nie warto mówić o okresowych buntach społecznych, które były wynikiem narzuconych przez Kościół danin w postaci świętopietrza i dziesięciny, którą trzeba było płacić indywidualnie na rozpasanych plebanów. Ówczesny kler wprowadził jeden dzień pańszczyzny na ziemiach do niego należących, która to inicjatywa została z radością przyjęta przez szlachtę, co przyczyniło się do zniewolenia chłopów.

Dziś kler mówi, że chrzest dotyczy wszystkich odłamów chrześcijaństwa: prawosławia, protestantów i twierdzi, że było to duchowe przeżycie. Smutne w tym jest to, że ludzie w Polsce nie mają świadomości, jak było naprawdę i niestety, nie są zdolni do refleksji, a ci co sprzeciwiają się kapłańskim  manipulacjom, nazywani są zdrajcami narodu.

Prawda o Kościele katolickim jest zawsze taka sama – to zakłamana instytucja, która żeruje na strukturach państwa, oszukuje swoich wyznawców i zwalcza środowiska o odmiennym światopoglądzie. Działania Watykańczyków podszyte są obłudą i zakłamaniem. Pod płaszczykiem ewangelii, tak jak za czasów Mieszka I, realizują swoje cele, które zawsze stały i stoją w kolizji z demokratycznym państwem.

Komisja wspólna Episkopatu Polski i partii rządzącej:

Kościół Katolicki jest depozytariuszem polskich wartości narodowych. Nie będzie dobrej zmiany, poprawy sytuacji życiowej Polaków, bez odbudowy ładu moralnego opartego na religii katolickiej”.

To wspólne oświadczenie jest jasną deklaracją, w którą stronę Polska zmierza. Należy bezzwłocznie dążyć do zerwania niekonstytucyjnej umowy konkordatowej z Kościołem katolickim. Problem w tym, że w kraju nie ma żadnej siły politycznej, którą byłoby stać na pokazanie biskupom, że ich miejsce jest w kościele na ambonie, a nie na politycznych salonach.  – Mariusz

* * *

Oczekiwania zwolenników niebańskiej monarchii w Polsce

 

vatican-594612_640Polska od lat zmierzała w stronę państwa wyznaniowego. Do tej pory biskupi próbowali zachowywać pozory, teraz z uwagi na korzystną koniunkturę polityczną zaczynają kończyć dzieło. Intronizacja Jezusa stanie się kolejnym „argumentem” na to, aby Polacy — bez względu na światopogląd — przyjęli do wiadomości, że żyją w kraju teokratycznym.

„Teokracja (z greckiego theos – bóg i kratos – władza), ustrój państwowy, w którym najwyższą władzę sprawują kapłani. Podstawą tej władzy jest doktryna religijna, według której suwerenna władza należy do bóstwa, a kapłani, jako najbliżsi bóstwu, są jej wykonawcami”.

Król elekt Jezus oficjalnie nie wyraził zgody na to, aby rządzić krajem, a nawet gdyby mógł, to pogoniłby pomysłodawców tego przedstawienia, jak nie przymierzając kupców ze świątyni. Biskupi dobrze wiedzą, że obwołanie Jezusa królem Polski to wymysł, który jest zaprzeczeniem sensu ewangelii. W 2012 roku pisali w liście pasterskim, który zaginął w akcji, że inicjatywa jest niebiblijna i wręcz szkodliwa. Dzisiaj nauki biblijne nie robią na kapłanach większego wrażenia, bo nie może być tak, że grupy dążące do intronizacji skonsumują same tak przedni pomysł.

„Działanie Episkopatu jest obliczone na korzyści doraźne. Rząd, który jest zakładnikiem biskupów, będzie legitymizował jako władza świecka, ustanowienie w Polsce niebiańskiej monarchii. Skoro Jezus zostanie królem, to w jego królestwie nie ma miejsca na: aborcję, in vitro, antykoncepcję, rozwody, związki partnerskie, seks przedmałżeński itp…” (Intronizacja, czyli jak manipuluje „plebsem” Episkopat)

Hierarchowie stosują retorykę wypowiadania się za cały naród, który ma pokutować, modlić się, a ci, co nie wierzą lub są krnąbrni, mają się w akcie pokuty nawrócić i słuchać głosu Kościoła, który przemawia w imieniu samego Boga. „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana”:

„W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród”.

Im bliżej aktu intronizacji, tym większymi odlotami będziemy częstowani przez religijnych dewotów.

IntroJezusa„Ponieważ Pan Jezus był wyśmiany, znieważony, opluty, umęczony, ubiczowany, ukrzyżowany i męczeńską śmiercią umarł na krzyżu PUBLICZNIE, to my teraz PUBLICZNIE musimy to naprawić.

 … dlatego w tej Uroczystości MUSI BYĆ przedstawiciel Rządu czyli Prezydent i Premier i Ministrowie, przedstawiciele Kościoła czyli Prymas, Kardynałowie, Biskupi, Kapłani i najlepiej cały lud wierny.

Pan Jezus nas Kocha i czeka na nasze PUBLICZNE PRZEPROSINY” – ( INTRONIZACJA czysto i klarownie, bez domysłów i dogmatów ).

Głos tego człowieka nie jest wyjątkiem, w ten sposób myślą inicjatorzy tego dziwacznego pomysłu, który zrodził się w głowie Rozalii Celakówny. Kobieta ta pod wpływem wizji stwierdziła, że tylko obwołanie Jezusa królem Polski może nasz kraj uchronić przed nadchodzącą zagładą. Twierdziła również, że gdyby Polska uznała Jezusa za króla wcześniej, to pożoga II wojny światowej ominęłaby nasz kraj szerokim łukiem.

„Polska nie zginie, o ile przyjmie Chrystusa za Króla w całym tego słowa znaczeniu, jeśli się podporządkuje pod Prawo Boże, pod prawo Jego miłości.

Inaczej, moje dziecko, nie ostoi się.

I jeszcze na ostatek mówi do mnie przekonująco:  Oświadczam ci to, moje dziecko, jeszcze raz, że tylko te państwa nie zginą, które będą oddane Jezusowemu Sercu przez intronizację, które Go uznają swym Królem i Panem” – (Jedyny ratunek dla Polski – CHRYSTUS KRÓL POLSKI ) .

Na samym początku ruchy charyzmatyczne były niszowymi wspólnotami wewnątrz Kościoła. Episkopat krytykował poczynania tych wspólnot, dając niejednokrotnie do zrozumienia, że przejawiają cechy sekciarskie. Sytuacja z biegiem lat zmieniła się diametralnie, ponieważ ruchy mają lepszą ofertę — bardziej widoczną i spektakularną. [Kolejne tysiąc lat przed nami.]

Przykładem jest znany w Polsce afrykański ksiądz i szaman w jednej osobie Bashobora.

„Kiedy zabrakło JP II, budzącego masowe emocje, Kościół stawia na spektakle z cudotwórcami w roli głównejKościół wybrał i animuje charyzmatyczny kierunek rozwoju. Dzięki celowemu pobudzaniu przez Kościół tej formy religijności – pentekostalizacja będzie trwałym rysem kościelnej działalności” [http://polskiateista.pl/ks-bashobora-i-katoliccy-intelektualisci/ ].

Najważniejsze kulty, takie jak Medjugorie, Lourdes czy Fatima to dzieła ruchów charyzmatycznych i Tadeusza Rydzyka, inicjatywy te nie mają żadnego oparcia w nauczaniu chrześcijańskim. Często na portalu piszemy o tym, jak destrukcyjnym elementem życia politycznego i społecznego w Polsce jest Kościół katolicki, który od samego początku swojego istnienia łączy tron z ołtarzem. Biskupi kłamią, twierdząc, że prezentują nauki Jezusa, są ich zaprzeczeniem. Watykan to państwo, które pod płaszczykiem religii na terenach obcych państw, prowadzi świetnie prosperujący kiermasz z dewocjonaliami, obrazami, pomnikami, pogańskimi obrządkami, za który płacą władze świeckie.

Dziwi mnie jak katolicy, którzy na co dzień mają usta pełne frazesów, tak lekkomyślnie podchodzą do swoich wierzeń. Pomysł zrobienia Jezusa królem jakiegokolwiek państwa świeckiego jest zaprzeczeniem nauk biblijnych. Księża od lat próbują wmówić swoim wyznawcom, że Polska zajmuje wyjątkowe miejsce w planie biblijnym. Pojawiają się pomysły, że to od naszego kraju rozpocznie się Paruzja, czyli powtórne przyjście na ziemię Jezusa, a intronizacja ma być tego początkiem. Poglądy tego typu są absurdalne i kompletnie nieosadzone w przekazie biblijnym.

To, co się dzieje w naszym kraju obecnie, jest wynikiem skandalicznej postawy polityków i biskupów, którzy wzorem imamów islamskich wypowiadają się za całe społeczeństwo. Prezentują postawę „wyższej moralności”, sami jej nie przejawiając. Narzucają w ich mniemaniu jedynie słuszną wiarę, która jest oparta tylko i wyłącznie na przekonaniach i fałszywych doktrynach. Historia i czasy obecne pokazują, że gdy zaczyna pojawiać się w dyskursie publicznym bełkot religijny, tworzą się podziały i próby ograniczania wolności wyboru.

Nauki katolickie są zaprzeczeniem wartości demokratycznych, są w sprzeczności z pojęciem swobód obywatelskich, dlatego uważam, że:

Konkordat musi być rozwiązany.  – Mariusz

* * *

Gra królem Chrystusem

 

 hearts-884196_960_720Podczas uroczystości kościelnych w listopadzie 2016 r. ma być odmówiony „Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Dokument ten, przygotowany przez episkopat, warto przeczytać uważnie. Jest on efektem ciągnącej się od lat sprawy intronizacji Chrystusa na „Króla Polski”. Warto zobaczyć, jak królem Chrystusem grają dziś biskupi.

O kwestii intronizacji pisałem przed miesiącem. Dziś o samym „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” (będę używał tej skróconej nazwy).

My, Polacy”?

W pierwszym zdaniu czytamy: „my, Polacy, stajemy przed Tobą (Jezusem Chrystusem)… by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu”. (…) „uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. W zakończeniu stwierdza się: „Oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Dlaczego „my, Polacy”, a nie „my, polscy katolicy”? Dlaczego mówi się, że Polska uznała królowanie Jezusa? Uznali ci, którzy „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” uważają za swój.

Ani episkopat katolicki w Polsce (tj. ogół biskupów), ani katoliccy aktywiści nie są uprawnieni do wypowiadania się w imieniu Polaków, ani do składania symbolicznych deklaracji oddających Polskę i naród pod panowanie Jezusa. Episkopat nie został wybrany przez naród, a chociaż katolicy stanowią w Polsce większość, mit utożsamiający Polaków z katolikami zawsze był fałszywy.

Uznanie panowania Jezusa nad Polską i polskim narodem ma wręcz humorystyczny charakter. „Uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem”. A może polski episkopat uznałby panowanie Jezusa Chrystusa nad Niderlandami? Kiedyś pan Zagłoba podarował Szwedom Niderlandy, dlaczego dziś nie podarować Niderlandów Jezusowi?

spider-1195429_960_720Totalizm

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” to całkowity odlot (pełny tekst zamieszczam na końcu). Chrystus ma królować wszędzie, we wszystkich dziedzinach życia prywatnego, publicznego i politycznego. Sfera życia świeckiego wolna od jego panowania nie istnieje. Inaczej mówiąc, ma to być panowanie totalne.

Zważywszy, że to władze Kościoła występują w imieniu niewidocznego Chrystusa – jest to akt głoszący panowanie władz kościelnych, a nie panowanie Jezusa. Jak zobaczymy, nie idzie tu o panowanie symboliczne. Władze Kościoła roszczą sobie prawo do ustawowego regulowania życia prywatnego, publicznego i polityki. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” nie jest tekstem religijnym. To wykład ideologii politycznej wyznawanej przez biskupów polskich, podanej w religijnym sosie.

Przyjrzyjmy się tekstowi Aktu.

Wzywa się, by Chrystus królował „W naszych sercach” i „W naszych rodzinach”, czyli w życiu prywatnym (o ile wiem, dalece nie wszyscy katolicy mają ochotę poddać swoje życie prywatnie pod dyktando władz kościelnych). „W naszych parafiach” – OK.

Dalej mamy rzeczy horrendalne: „W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!”. Z kontekstu wynika, że nie idzie tylko o szkoły i uczelnie katolickie, ale wszystkie, „nasze” znaczy polskie. Wygląda na to, że wszystkie miałyby być poddane kurateli Chrystusa, czyli w praktyce biskupom, bo przecież Chrystus nie może tej kurateli sprawować.

Podobnie w następnym punkcie: „W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!”. Tu nawet nie jest powiedziane „w naszych”. Bez wątpienia idzie nie tylko o katolickie środki komunikacji, ale o wszystkie.

Następnie: „W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku” – Króluj nam Chryste!”. Niedwuznacznie idzie tu o „nasze” w znaczeniu wszelkie. A dalej: „W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!”, czyli wszędzie.

No i dochodzimy do poziomu najwyższego: „W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!” Czyli cały naród i państwo polskie miałyby być poddane panowaniu Chrystusa, co może oznaczać tylko jedno – panowanie episkopatu, biskupów.

Ma obowiązywać prawo boże – i basta!

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” mówi się, na czym królowanie Chrystusa w państwie polskim miałoby polegać. Wzywa się Chrystusa: „Spraw, aby wszystkie podmioty władzy (…) stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi”. O tym, jakie są te prawa, decydować miałyby władze Kościoła. Inaczej być nie może, przecież Chrystus się nie wypowie.

Ostatnio biskupi wielokrotnie ogłaszali doktrynę polityczną, według której „prawo boże” stoi wyżej niż prawo stanowione przez demokratyczne organy państwowe, szanujące prawa człowieka zapisane w dokumentach międzynarodowych. Prawo stanowione – głosi doktryna – ma być zgodne z „prawem bożym”.

Doktryna ta daje władzom kościelnym nieograniczone prawo decydowania o tym, jakie ustawy mają obowiązywać, a jakie nie. Bo trzeba powiedzieć wyraźnie: to, jakie „prawo boże” jest, ustalają władze Kościoła zgodnie ze swoim interesem. Mówią, że robią to na podstawie Pisma Świętego. Ale jest to źródło niejasne, metaforyczne, skrótowe, archaiczne. Władze kościelne i teolodzy znajdują w „Piśmie Świętym” to, co chcą znaleźć. Interpretują jak chcą. Tak jest od wieków. Dowolnym interpretacjom i manipulacjom podlega także Dekalog, czemu sprzyja jego skrótowość i niejasność. Każdy punkt Dekalogu interpretowano i przekręcano w ciągu wieków na wszelkie możliwe sposoby.

Na szczęście w Polsce nie obowiązuje doktryna wyższości prawa bożego nad prawem stanowionym. Obowiązuje w Iranie, gdzie prawo boże (szariat) wywodzone jest z Koranu. Przynosi to opłakane skutki, degraduje Iran, na dłuższą metę nie przetrwa.

W krajach demokratycznych, szanujących prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, prawo stanowione stoi ponad tzw. prawem bożym, a kościoły muszą podporządkować się prawu stanowionemu, a nie prawo stanowione rzekomemu prawu bożemu.

Żeby nie było wątpliwości, powtórzmy: „prawo boże” (lub koncepcje podobne, jak np. „prawo naturalne” w rozumieniu teologii katolickiej) jest ustalane przez kościoły. Nie ma powodu, by przyznawać kościołom tak wielki przywilej, jak decydowanie o treści ustaw.

broom-1294880_960_720Porządkowanie wszystkiego

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” mobilizuje wiernych do agresywnej polityki: „Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa”. No, jeżeli katoliccy aktywiści i biskupi wezmą się za „porządkowanie” życia narodowego, a także osobistego i rodzinnego, to możemy oczekiwać zaskakujących propozycji. Owo porządkowanie to jakby zapowiedź ostrej walki, mającej wprowadzić w Polsce prawo boże ustalone przez władze Kościoła.

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” nie ma nawet wzmianki o tym, że porządkując życie osobiste, rodzinne i narodowe władze Kościoła będą szanować prawa człowieka ustalone w dokumentach międzynarodowych, uznawanych również przez Polskę.

Przydałoby się wpisanie do omawianego dokumentu następującego przyrzeczenia: >Przyrzekamy, że będziemy przestrzegać praw człowieka, ustalonych w dokumentach międzynarodowych, w tym praw osób wyznających inne religie, niereligijnych oraz osób o różnych orientacjach seksualnych<. Zamiast tego czytamy: „Przyrzekamy budować Twoje (tj. Chrystusa) królestwo i bronić go w naszym narodzie”, „Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw”.

Biskupom wyraźnie zabrakło chęci, by zatroszczyć się o prawa innych, pamiętali tylko o prawach swoich. Jakby chcieli powiedzieć: To my będziemy panować w imieniu Chrystusa, a wy macie słuchać – i basta. Uderza brak wrażliwości na prawa wszystkich innych poza duchownymi i władzami Kościoła.

bishops-1343063_960_720Superwładza

Królowanie Chrystusa to niedwuznacznie metafora politycznego panowanie episkopatu. Episkopat miałby być czymś na kształt partyjnego komitetu centralnego w państwie komunistycznym – nie rządzi wprost, ale decyduje o wszystkich ważnych sprawach. Albo jak w Iranie, w republice islamskiej, gdzie najwyższą władzę dzierży organ islamskiego duchowieństwa, decyduje jakie ustawy mogą wejść w życie, komu wolno startować w wyborach itp.

Biskupi najwidoczniej uznali, że rządy PiS to doskonała okazja, by zaszaleć, spróbować sklerykalizować wszystko, co się da. By stać się superwładzą stojącą ponad państwem, demokracją i prawami człowieka ustalonymi w dokumentach międzynarodowych. Pod pozorem królowania Chrystusa episkopat uzurpuje sobie rolę najwyższego organu władzy. „Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ujawnia te niezdrowe dążenia.

psychics-1036496_960_720Panowanie nad światem

W „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” Jezus Chrystus nazywany jest jedynym Władcą państw i narodów. Są tam też następujące słowa: „zawierzamy Tobie (Jezusowi) wszystkie narody świata (…). Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. „Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królowanie (…)”.

Warto zastanowić się nad tymi słowami.

Przekonanie, że Jezus Chrystus, bóg chrześcijan, jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów, brzmi niedorzecznie. Jezus nie jest prawowitym panem i królem wszystkich narodów świata. To chorobliwa mitomania religijna rodem ze średniowiecza, a zarazem demonstracja religijnej buty. Niedwuznacznie przywołane zostały aspiracje chrześcijaństwa do panowania nad całym światem. A właściwie nie chrześcijaństwa, tylko władz Kościoła katolickiego. Bo przeciętnemu chrześcijaninowi czy katolikowi idea panowania jego religii nad światem jest obca. To władze kościelne takimi wypowiedziami jak powyższa sączą – można powiedzieć bez przesady – jad zatruwający umysły wiernych. Nie powinno być na to zgody wśród samych chrześcijan i katolików. Ci, którzy podobne mamidła głoszą na gruncie jakiejkolwiek religii, źle kończą.

explosion-139433_960_720Straszenie

Mało tego, episkopat nie tylko wzywa wszystkie narody świata do nawrócenia się, ale straszy końcem świata i tym, że nie zostaną zbawione. Oto przyzywa się Jezusa: „Spraw, by (wszystkie narody światarozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu”. No właśnie, bo skończy się czas dany przez Ojca, nastąpi koniec świata i jak do tego czasu nie nawrócą się na katolicyzm, nie zostaną zbawieni. Jezus ma bowiem królować „w każdym narodzie (…) dla zbawienia ludzi”. Sugeruje się dość jasno: te narody świata, które nie nawrócą się, nie dostąpią zbawienia.

Śmiać się? Płakać? Episkopat z całą powagą głosi, że będzie armagedon, koniec świata, wszyscy niewierni zginą marnie. Teolożka Celestyna, moja znajoma, twierdzi na podstawie Pisma Świętego, że Bóg rozliczy najpierw biskupów i księży. „Niektóre metafory w księdze Apokalipsy – mówi Celestyna – wyraźnie odnoszą się do duchowieństwa katolickiego i wskazują, że źle ono skończy, nie przetrwa zawieruchy armagedonu, którą dziś straszą wszystkie narody świata”.

Retoryka? Modlitwa? Metafora?

A może to tylko uroczysta retoryka, styl modlitewny mający wyłącznie znaczenie religijne? Może to wszystko na niby, dla dodania sobie animuszu? A może idzie tylko o pogłębienie wiary religijnej? Nieprawda. Za religijnymi frazami kryją się partykularne interesy władz kościelnych, dążenie do klerykalizacji państwa i społeczeństwa, do zmiany prawa, kontrolowania ustawodawstwa i najważniejszych dziedzin życia społecznego, do umacniania i poszerzania własnych wpływów.

Królowanie Jezusa Chrystusa to z pewnością metafora. Czego? Już wspomniałem. To metafora politycznego panowania episkopatu. O to idzie. Bo przecież Chrystus nie będzie królował, prawo do występowania w jego imieniu rezerwują sobie władze Kościoła. Królowanie Chrystusa ma proste przełożenie na królowanie biskupów. Zgodnie z kościelną ideologią polityczną, wyrażoną językiem religii, to oni mieliby nadzorować wszystkie dziedziny życia osobistego, publicznego i politycznego. Mieliby królować – jak wymieniono w „Akcie Przyjęcia Jezusa za Króla” – w szkołach, uczelniach, mediach, urzędach, miejscach pracy i służby, w miastach i wioskach, w narodzie i państwie polskim, w rodzinach i w umysłach ludzi poddawanych kościelnej indoktrynacji.

Summa summarum:

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana” brzmi jak napisany w amoku przez katolickiego ekstremistę. Warto zdać sobie sprawę, że w dokumencie tym episkopat głosi ideologię polityczną. Jaką? Panowanie katolickiego episkopatu i przebudowa Polski w państwo i społeczeństwo poddane władzom kościelnym. To katolicki odpowiednik islamizmu. Nie stroni się nawet od średniowiecznej idei panowania chrześcijaństwa na całym świecie.

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla” ma być wykorzystywany – jak komentują biskupi – w pracy parafialnej, w diecezjach, w ruchach i wspólnotach katolickich w całej Polsce. Treść tego dokumentu tylko w niewielkim stopniu może służyć autentycznym potrzebom religijnym osób wierzących. Służy przede wszystkim propagowaniu ideologii, której celem jest podporządkowanie życia prywatnego, publicznego i politycznego władzom Kościoła katolickiego.

Nie wiadomo, jak daleko klerykalizacja w Polsce zajdzie. Za radykalizmem biskupów kryje się kalkulacja, że w czasach rządów PiS można grać o wysoką stawkę i dużo wygrać. Episkopat gra królem Chrystusem. „Miłe złego początki, lecz koniec żałosny?” – Alvert Jann

*   *   *

theater-399964_1280

Konferencja Episkopatu Polski

Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.

Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.

Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.

(Źródło: Konferencja Episkopatu Polski – http://episkopat.pl/jubileuszowy-akt-przyjecia-jezusa-chrystusa-za-krola-i-pana-2/ )

…………………………………………………………………… 

O intronizacji Chrystusa na portalu polskiateista.pl:

Mariusz „Intronizacja, czyli jak manipuluje >plebsem< Episkopat” – http://polskiateista.pl/kaprawymokiem/intronizacja-czyli-manipuluje-plebsem-episkopat/ 

Alvert Jann „Intronizacji Chrystusa nie będzie …” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/ 

mural-336420_960_720

O religii i nauce. Komentarz do podręczników religii

angel-910805_960_720Autorzy podręczników do religii starają się przekonać uczniów, że religia katolicka i nauka pozostają ze sobą w zgodzie. Jest to oficjalne stanowisko władz Kościoła katolickiego, a jego gorącym orędownikiem był Jan Paweł II. Pisałem już na ten temat, dziś skupiam uwagę na podręcznikach.

Sprzeczności

W podręcznikach pomija się liczne sprzeczności między nauką a religią. Podam kilka przykładów i spróbuję powiedzieć, na czym polega sprzeczność zasadnicza.

W jednym z podręczników czytamy, że „poczęcie Jezusa nastąpiło poza normalnym, fizjologicznym aktem seksualnym kobiety i mężczyzny”. Na jakiej podstawie nauka miałaby to uznać za prawdę? Nauka i racjonalna wiedza nie pozostają tu w zgodzie z religią.

W encyklice Jana Pawła II „Wiara i rozum” czytamy: „ludzki rozum nie musi zaprzeczyć samemu sobie ani się upokorzyć, aby przyjąć treści wiary”. To nieprawda. Aby uznać, że Jezus został poczęty bez aktu seksualnego, trzeba zaprzeczyć rozumowi, upokorzyć rozum i siebie.

Podręczniki, które cytuję w tym artykule, to: „Drogi świadków Chrystusa w Kościele” i „Drogi Świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM (dla liceum i technikum, płyta DVD i notes ucznia). Inne podręczniki zawierają podobne treści. Smakowity cytat dotyczący poczęcia Jezusa pochodzi z pierwszego z podręczników, notes, s.69.

Inne przykłady sprzeczności:

Władze kościelne uznały w końcu XX w., że ewolucja w przyrodzie rzeczywiście ma miejsce. Obstają jednak przy twierdzeniu, że Bóg ingeruje w proces ewolucji. Bóg miał (czytamy o tym w podręczniku) tchnąć duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji, dzięki czemu zyskała ona właściwe ludziom umiejętności. Na gruncie nauk biologicznych jest to nie do przyjęcia.

Przypomnijmy też, że według Kościoła ludzkie cierpienia, choroby i śmierć to skutek grzechu pierworodnego, nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie (inaczej zapewne ludzie żyliby w zdrowiu i byli nieśmiertelni). Kościół nie traktuje grzechu pierworodnego jako metafory, podaje jako rzeczywiste wyjaśnienie. Jest to wyjaśnienie mitologiczne, nie do przyjęcia na gruncie nauki.

Władze kościelne kultywują wiarę w cuda, we wskrzeszanie zmarłych, w możliwość opętania człowieka przez szatana (szatan ma realnie wstępować w ludzkie ciało, mówią o tym oficjalne dokumenty kościelne), w duszę nieśmiertelną, objawienia, zmartwychwstanie ludzi przed sądem ostatecznym itp. Są to treści pochodzące z Pisma Świętego, czyli sprzed tysięcy lat. Nie da się ich pogodzić ze współczesną nauką. Dobrze daje temu wyraz następująca wypowiedź Alberta Einsteina: „Słowo >Bóg< jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Neurologia i psychiatria dobrze wyjaśniają tzw. opętania, objawienia, widzenia, mistyczne kontakty z bogiem, postrzeganie „światła w tunelu” itp. Najkrócej mówiąc, są to doznania powodowane procesami zachodzącymi w ludzkim mózgu, można je wywołać także środkami farmakologicznymi. Kościół z uporem próbuje wyjaśniać je działaniem sił nadprzyrodzonych. Także Jan Paweł II mówił, że szatan może realnie owładnąć ludzkim ciałem. W podręcznikach religii nigdzie nie prostuje się absurdów, od których roi się w katolickim piśmiennictwie. Dlaczego? Z pewnością dlatego, że te same lub podobne absurdy mamy w papieskich encyklikach i oficjalnych kościelnych dokumentach.

Kościół nie odpuszcza, nie chce zrezygnować ze starożytnych mitów. Tam, gdzie głosi niedorzeczności, mówi, że to tajemnica wiary, albo że Bóg jest wszechmocny i może wszystko. Niestety, to wykręt, unik, a nie wyjaśnienie czegokolwiek. Kościół brnie w absurdy do kwadratu.

A może sprzeczności nie ma, bo religia zajmuje się czymś zupełnie innym niż nauka? Religia – światem nadprzyrodzonym, zaś nauka – przyrodą. Pogląd ten nazwano akomodacjonizmem (łac. accommodatiodostosowanie), chociaż lepiej byłoby nazwać go separacjonizmem. Nie jest on trafny. Katolicyzm i inne religie zajmują się przyrodą, światem, człowiekiem – i wchodzą w konflikt z nauką. Podałem przykłady, można je mnożyć. Fundamentalne dla wielu religii twierdzenie, że bóg stworzył świat, dotyczy przyrody. Nauka nie może uznać go za prawdziwe, kościoły twierdzą, że jest prawdziwe. Mamy sprzeczność.

Podsumujmy: W podręcznikach i kościelnych publikacjach mówi się ogólnikowo, że „nauka i religia mogą iść ze sobą w parze”. To nieprawda. Dlaczego?

jesus-christ-1149720_960_720Religie, także katolicyzm, opierają się na mitologii, na fantastycznych opowieściach o bogach i świecie nadprzyrodzonym, na „prawdach objawionych”. Nauka opiera się na badaniach empirycznych (łac. empiricus – oparty na doświadczeniu). Powoduje to, że religia mówi coś innego niż nauka – nie da się jednego z drugim pogodzić.

Naukowiec może wierzyć w Boga i godzić tę wiarę z prowadzeniem badań naukowych, bo większość badań nie dotyczy wprost zagadnień związanych z religią. Można badać DNA – i nie ma znaczenia, czy się wierzy lub nie wierzy w boga. Ale nie oznacza to – podkreślmy – że nauka i religia pozostają w zgodzie. Sprzeczność jest faktem.

Po pierwsze, w sprzeczności z nauką pozostają same wierzenia i dogmaty religijne (podałem kilka przykładów).

Po drugie, głęboka sprzeczność występuje w metodach uzyskiwania wiedzy. Religie nie opierają się na źródłach empirycznych, nauka – tak. Np. teologia katolicka za źródło wiedzy przyjmuje święte księgi i tzw. poznanie religijne, które wierzący mają zawdzięczać łasce bożej. Nauka tych metod nie akceptuje, bo są niewiarygodne.

Warto dodać, że poglądy naukowców deklarujących wiarę w boga bardzo często mają charakter deistyczny. Nie oznacza to wiary w religijne „prawdy” (to przypadek Alberta Einsteina, nie wyznawał żadnej z istniejących religii, a „bóg”, o którym mówił, nie był w jego rozumieniu bogiem osobowym, tylko jakąś nieznaną bezosobową rzeczywistością, nie zajmującą się ludźmi). Poglądy te są nie do pogodzenia z jakąkolwiek ze znanych religii. Ale ponieważ naukowcy ci mówią o „bogu”, są cytowani i witani z otwartymi ramionami przez kościoły i osoby religijne. Na bezrybiu i rak ryba.

Na temat religijności naukowców pojawiają się często informacje z badań nie spełniających elementarnych wymogów rzetelności. Trzeba uważać. Wyniki dwóch dobrze wykonanych badań przedstawiam w artykule „Ilu naukowców wierzy w Boga?” (link na końcu).

„Prawdy objawione”

Chrześcijaństwo i katolicyzm opierają się na Piśmie Świętym, które ma zawierać prawdy objawione przez Boga. Jak twierdzi Kościół, nie podlegają one możliwościom empirycznego sprawdzenia. Również w podręczniku czytamy: „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”.

Nauka nie może uznać za prawdziwe twierdzeń, które nie zostały sprawdzone, potwierdzone, zweryfikowane w drodze badań empirycznych. „Prawdy objawione” nie mogą być uznane na gruncie nauki. Mamy tu głęboką sprzeczność, której nie da się zaprzeczyć gołosłownymi zapewnianiami o zgodności między nauką a religią.

pope-309611_640Sprzeczność między nauką a religią dobrze pokazuje wypowiedź Jana Pawła II, zacytowana w podręczniku. Papież mówi: „nie ma sprzeczności między ewolucją a nauką wiary o człowieku i jego powołaniu pod warunkiem, że nie zgubi się pewnych niezmiennych prawd”. Jakie to prawdy? Papież powołuje się na objawienie boże i poucza, że człowiek „został stworzony na obraz i podobieństwo Boże”, czyli posiada nieśmiertelną duszę daną mu przez Boga itd. Nauki przyrodnicze musiałyby tę „prawdę objawioną” uznać.

Żadne badania naukowe nie potwierdzają, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną. Ale co z tego, teolodzy mówią przecież, że religia nie podlega możliwościom empirycznego sprawdzenia, w prawdy objawione trzeba wierzyć bez sprawdzania. Takie postawienie sprawy to próba uniknięcia moralnej odpowiedzialności za to, co się głosi. Kościół bez wstydu głosi mity sprzed tysięcy lat. A może wypadałoby się wstydzić?

Słyszy się czasem, że Pismo Święte to nie mitologia – zawiera fakty historyczne i relacje naocznych świadków.

Stary i Nowy Testament rzeczywiście zawiera, tak jak Iliada i Odyseja Homera, pewne fakty historyczne, geograficzne i etnograficzne. Ale główny przekaz Pisma Świętego to opowieści o Bogu i cudownych zdarzeniach. To fantazje, nie fakty. A relacje świadków? Są tak samo wiarygodne jak w mitach greckich, także w Iliadzie i Odysei, relacje ze spotkań z greckimi bogami.

Można uznać, że Jezus był postacią historyczną, chociaż brak na to wystarczających dowodów w historycznych źródłach. Proroków w tamtych czasach było wielu (tak jak i dziś), Jezus mógł być jednym z nich. Ale tego, że Jezus był rzeczywiście synem bożym, w żaden sposób nie da się uznać za fakt. A czy zmartwychwstanie Jezusa to fakt? O zmartwychwstaniu Jezusa piszą tylko autorzy ewangelii. Robią to nadzwyczaj wstrzemięźliwie. Widzieli go nieliczni i tylko swoi, grób był pusty … To fantazje autorów ewangelii, a nie fakt. Nie istnieją żadne wiarygodne źródła historyczne  potwierdzające zmartwychwstanie Jezusa.

Traktowanie Biblii jako mitologii religijnej jest jak najbardziej uprawnione.

Podsumujmy: Kościół uznaje prawdy objawione przez Boga. Nauka prawd objawionych uznać nie może. Dlaczego? Bo właściwe współczesnej nauce empiryczne metody sprawdzania wiedzy nie potwierdzają tych „prawd”. Ich uznanie byłoby sprzeczne z podstawową zasadą nauki. Jaką? Nauka może uznać za prawdziwe tylko te twierdzenia, które zostały w wymagany sposób zweryfikowane, sprawdzone, uzasadnione. Tak nie jest w przypadku prawd objawionych.

Mamy tu głęboką sprzeczność między współczesną nauką a religią katolicką i każdą inną. Sprzeczność dotyczy podstaw całej wiedzy o przyrodzie, świecie i człowieku. Ot co!

Czy to prawdy??

Kościół i podręczniki głoszą, że to, czego nauczają, to „prawdy objawione” lub – inaczej mówiąc – „prawdy wiary”. Nie ma jednak żadnej możliwości sprawdzenia, że mamy rzeczywiście do czynienia z prawdą, a nie z mitologią i fantastycznymi opowieściami. Kapłani wszystkich religii podają swoje wierzenia jako prawdę.

Jaki wniosek?

Nie powinno się mówić, że kościelne nauki to prawda. To wierzenia, których prawdziwość w żaden sposób nie została potwierdzona. Władze kościelne, teolodzy, katecheci dokonują intelektualnego nadużycia, nazywając to, czego nauczają, prawdą.

Na jakiej podstawie twierdzą, że uczą prawdy?

Kościół przyjmuje, że są dwa rodzaje poznania: Jedno naturalne, oparte na ludzkich zmysłach i rozumie (tu mieści się nauka). Drugie to poznanie nadprzyrodzone, nazywane też religijnym lub teologicznym, którego źródłem ma być boże objawienie. To na nie powołują się władze kościelne i zalecają wiernym. W podręczniku czytamy, że tam, gdzie nauka nie znajduje odpowiedzi, udziela jej „najwyższy Autorytet – Bóg. Odpowiedź taką nazywamy prawdą wiary, bo jej pewność wynika z przyjęcia i wyznawania wiary w Boga”.

Wierzenia religijne można sobie nazwać „prawdami wiary”, ale jest do nadużycie słowa prawda. Z wiary w Boga w żaden sposób nie wynika, że to, w co się wierzy, jest prawdą. Co najwyżej może się tak wierzącym wydawać.

Nietrudno zauważyć, że tzw. poznanie nadprzyrodzone nie jest w ogóle poznawaniem czegokolwiek. To wyobrażenia religijne, grzeszą one subiektywnością. Każdy może twierdzić, że jego wierzenia są prawdziwe. Kościelni teolodzy mówią, że dysponują poznaniem obiektywnym, bo pochodzącym od Boga. Czy tak? Nie ma żadnej możliwości wiarygodnego potwierdzenia, że rzeczywiście pochodzi od Boga. Setki proroków, guru, założycieli sekt powoływały się na objawienie nadprzyrodzone. Nie ma żadnego powodu, by właśnie katolickie nauki uznawać za prawdziwe.

Nazywanie wierzeń religijnych „prawdami wiary” to – powtórzmy – intelektualne nadużycie, manipulacja. Nazywa się prawdą coś, co w żaden sposób nie zostało sprawdzone, potwierdzone. Stawia się słowo „prawda” obok słowa „wiara”, by sugerować, że wierzenia religijne, które się głosi, są prawdziwe. To manipulowanie słowami, tworzenie fałszywych skojarzeń, oszukańcza technika perswazji, przekonywania, wmawiania. Słowo „prawda” nie powinno być w tym kontekście użyte. Mamy do czynienia z wierzeniami religijnymi bezpodstawnie nazwanymi prawdami. Na myśl przychodzi świat Orwellowski, tam prawdą nazywano nieprawdę – i odwrotnie.

Również autorzy Ewangelii nazywali nauki Jezusa „prawdą”. Sam Jezus miał je tak określać. Nie ma w tym nic szczególnego. Na ogół każdy prorok, guru, wróżbita, astrolog, magik, także wielu cierpiących na zdiagnozowaną paranoję, mówi, że głosi prawdę. Nie ma podstaw, by właśnie nauki ewangelistów i Jezusa uznawać za prawdziwe.

Podkreślmy ponadto, że teologia katolicka wypowiada się na temat przyrody, świata, człowieka – podałem przykłady na początku. Także twierdzenie, że Bóg stworzył świat, dotyczy przyrody. Nauka tych twierdzeń nie może uznać za prawdziwe – Kościół naucza, że są prawdziwe. To ewidentna sprzeczność.

costume-15789_960_720Objawienie Celestyny

Na zakończenie zamieszczam często coś humorystycznego. Dziś będzie superpoważnie. Posłuchajcie.

Teolożka Celestyna, moja dobra znajoma, miała objawienie. To źródło wiedzy całkowicie pewne, a przynajmniej tak samo pewne jak objawienia zawarte w Piśmie Świętym. Czego dotyczyło? Oto fragmenty:

„Katolicy boją się śmierci bardziej niż ateiści – mówi Celestyna – bo nigdy nie mogą być pewni, czy nie zostaną skazani na wieczne męki. I nie powinni być pewni. Nie wiadomo na przykład, czy jeśli grzechy odpuścił im niegodziwy kapłan (a tacy są), to jest to ważne. Władze kościelne mówią, że ważne, bo mają w tym interes. Mogą się mylić. Obecnie Kościół unika tematu, ale dawniej, w złotych czasach chrześcijaństwa wielu teologów głosiło, że odpuszczenie grzechów przez niegodziwego kapłana jest nieważne. Niech więc katolicy nie cieszą się na wyrost, że sprawę grzechów mają z głowy”.

„Wielu świętych i teologów, dawniej chyba większość, głosiło, że tylko nieliczni ludzie dostąpią zbawienia. Żaden katolik nie może być pewny zbawienia. Żaden nie wierzy w Boga dostatecznie szczerze i mocno, by mieć pewność, że Chrystus to uzna. Wielu wierzy z wyrachowania. Na przykład zwolennicy tzw. zakładu Pascala, zalecanego dziś przez biskupów i podręczniki. To udawana wiara. Według Pisma Świętego wiara powinna być szczera, a nie z wyrachowania i strachu”.

„Jest też pytanie, czy katolicy w ogóle mogą być zbawieni. Nie wystarczy wierzyć, trzeba wierzyć w prawdziwą religię i prawdziwego Boga. Wcale nie ma pewności, czy ta, której naucza Kościół, jest prawdziwa”.

„Wierzącym Bóg porządnie przetrzepie skórę – mówi Celestyna – większość skarze na wieczne męki, tak jak mówili dawni święci i teolodzy. Dziś władze kościelne nie chcą tego powiedzieć, mówią że Bóg jest miłosierny. Czy na pewno? W potopie Bóg zgładził wszystkich z wyjątkiem Noego i jego najbliższych, zginęły nawet niemowlaki i dzieci nienarodzone, wszystkie. Bóg potrafi, polecam – mówi Celestyna – artykuł Alverta Janna >Pismo Święte jakiego nie znacie<: http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/ .”

„Wszystko to straszne” – dodaje Celestyna na zakończenie. – Alvert Jann

………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Co wyjaśnia teologia?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-wyjasnia-teologia/

Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Na blogu znajduje się w tej chwili 29 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/ i inne.

……………………………………………………………………………………………

magic-790704_960_720

Podręczniki do religii. Co wyjaśnia teologia?

magic-790704_960_720

W podręczniku czytamy, że duża część filozofii ostatnich trzystu lat to ataki na religię i „zastępowanie jej światopoglądem naturalistycznym, który całkowicie eliminuje wyjaśnienia teologiczne”. Tak jest rzeczywiście. Naturalizm to dziś bardzo ekspansywny światopogląd, a eliminowanie wyjaśnień teologicznych odbywa się nie bez powodu. Przyjrzyjmy się.

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia.

Co to jest naturalizm?

Naturalizm to stanowisko filozoficzne uznające, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości – ta, w której żyjemy i której jesteśmy częścią. Nie istnieje jakaś inna rzeczywistość, nadprzyrodzona czy boska.

universe-1044107_960_720Jak nazwać tę jedyną istniejącą rzeczywistość? Najlepiej przyrodą, czyli naturą. Obejmuje ona makro i mikrokosmos, wszechświat i cząstki elementarne, giganty i kwanty; przyrodę nieożywioną i organizmy żywe, a także doznania psychiczne i świadomość, będące pochodnymi funkcjonowania organizmów biologicznych (nie istnieją niezależnie do organizmów żywych). Mówiąc najkrócej, naturalizm uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne, psychika i świadomość.

Z punktu widzenia filozofii naturalizm jest monizmem ontologicznym (mono– jedno; onto– byt, istnienie). Ontologia to najogólniejsza teoria bytu, rzeczywistości, istnienia. Monizm ontologiczny przyjmuje, że istnieje tylko jeden rodzaj rzeczywistości. Według monizmu naturalistycznego istnieje tylko przyroda/natura. Według monizmu idealistycznego naprawdę istnieją tylko idee, bóg, duch, świadomość.

Odmiennym stanowiskiem jest dualizm/pluralizm ontologiczny. Przyjmuje istnienie wielu rodzajów rzeczywistości. Na stanowisku dualizmu ontologicznego stoi teologia chrześcijańska – przyjmuje, że istnieją dwa rodzaje rzeczywistość: nadnaturalna (nadprzyrodzona) i naturalna (przyrodzona/przyrodnicza).

Wyjaśnianie

Na czym polega wyjaśnianie? Wyjaśnić to uczynić coś zrozumiałym, podać powód, przyczynę, powiedzieć, dlaczego coś zaszło lub ma miejsce. Np. pytamy, skąd się biorą trzęsienia ziemi. Wszelkie klęski żywiołowe frapowały ludzi od zarania dziejów. Wyjaśnienia mogą być różne. W mitologii greckiej, tworzonej przez poetów, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, grzmoty i błyskawice przypisywano działalności i walkom bogów.

abracadabra-484969_960_720

Wyjaśnienia teologiczne

Na czym polega wyjaśnianie teologiczne? Twierdzi się, że to lub owo sprawił Bóg. Wskazuje się na boże sprawstwo.

Warto zapytać, czy wyjaśnienia teologiczne cokolwiek wyjaśniają. Bo jeżeli nic nie wyjaśniają lub – inaczej mówiąc – dają wyjaśnienia pozorne, to nie ma się czemu dziwić, że są eliminowane i zastępowane przez światopogląd naturalistyczny.

W katechizmie i w podręcznikach mamy wiele przypadków wyjaśnień teologicznych. Ich źródłem jest przede wszystkim Stary i Nowy Testament, bardzo często cytowane. Warto pamiętać, że jeszcze w czasach Newtona (XVII/XVIII w.) Biblię traktowano jako wiarygodne źródło wiedzy o świecie. Np. Newton na podstawie Biblii obliczył wiek świata na kilka tysięcy lat i fundamentaliści biblijni do dziś powołują się na te ustalenia. We współczesnej nauce jest to nie do przyjęcia nawet jako hipoteza, bo hipoteza naukowa wymaga poważnego uzasadnienia, a tego brak.

Czego współcześnie dotyczą najczęściej wyjaśnienia teologiczne?

Bożym aktem stworzenia wyjaśnia się powstanie świata. Chociaż niektóre biblijne opisy traktowane są jako przenośnie, to samo stworzenie świata przez Boga podawane jest jako wiedza prawdziwa.

Czy wyjaśnienie to da się obronić? Nie, na jego poparcie brak wiarygodnej argumentacji. Równie dobrze można uznać (wierzono tak w starożytnej Grecji), że świat istniał wiecznie i nie został przez nikogo stworzony.

Opowieści o stworzeniu świata mamy w różnych religiach tysiące. Nie sposób uzasadnić, dlaczego właśnie wyjaśnienia podawane przez chrześcijańskich teologów miałoby być prawdziwe. Wyjaśnienia religijne nie opierają się na wartościowej wiedzy. Lepiej uczciwie powiedzieć, że nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci istniał wiecznie, niż przyjmować religijne interpretacje.

A teologiczne wyjaśnienia dotyczące końca świata, podawane w katechizmie i podręcznikach, to – chciałoby się powiedzieć – całkowity odlot, fantastyka. Chrystus ma ponownie zstąpić na Ziemię, osądzić ludzi, po czym z bożej woli świat na zawsze przestanie istnieć. Jak czytamy w podręczniku, będzie to „absolutnym zakończeniem ciągu wydarzeń historii i czasu”. Teolodzy i podręczniki nie traktują biblijnego opisu końca świata jako metafory. Wszystko ma nastąpić realnie. Starożytną mitologię religijną podaje się jako rzekomo prawdziwą wiedzę o świecie.

paradise-146120_960_720A oto inny przykład teologicznych wyjaśnień. To, że ludzie doświadczają cierpień, chorób i są śmiertelni, wyjaśnia się grzechem pierworodnym. Przypadłości te mają być skutkiem nieposłuszeństwa Bogu, jakiego dopuścili się pierwsi ludzie. „Grzech pierworodny spowodował – czytamy w podręczniku – że człowiek podlega fizycznemu cierpieniu, a jego życie kończy się śmiercią. Ograniczone zostały jego możliwości poznawcze”, nabrał „skłonności do grzechu”. Opowieści o grzechu pierworodnym nie są przedstawiane jako przenośnie, lecz jako rzeczywistość.

Nietrudno zauważyć, że teologiczne wyjaśnienia mają charakter mitologiczny, odwołują się do fantastycznych opowieści, w przypadku teologii chrześcijańskiej do opowieści biblijnych. Nie są oparte na jakiejkolwiek sprawdzonej wiedzy.

W wielu przypadkach teolodzy uciekają się do sofistycznych (tzn. naciąganych) reinterpretacji. Dobrego przykładu dostarcza stosunek teologów do ewolucji biologicznej. Władze Kościoła katolickiego pogodziły się z tym, że ewolucja jest faktem, a nie hipotezą. Ale nie rezygnują z wyjaśnień teologicznych w tej dziedzinie. Przyjmują, że Bóg w proces ewolucji ingeruje. W ważnym dokumencie kościelnym, cytowanym także w podręczniku, czytamy: „ewolucja wiedzie ku pojawieniu się człowieka jako istoty wolnej, odpowiedzialnej i świadomej. Ale sama z siebie tego progu nie pokonuje. W celu powołania do życia człowieka Bóg mógł posłużyć się jakąś istotą przygotowaną na planie cielesnym przez miliony lat ewolucji i tchnąć w nią duszę – na swój obraz i podobieństwo”.

Teolodzy nie są w stanie podać żadnych zadowalających argumentów świadczących, że Bóg tchnął duszę w istotę ukształtowaną w toku ewolucji. I że tylko dzięki bożej ingerencji człowiek stał się istotą o wyjątkowych zdolnościach umysłowych i wyjątkowo rozwiniętej świadomości.

Nie ma potrzeby przyjmowania „na wiarę” teologicznych wyjaśnień. Wiedza dotycząca ewolucji biologicznej pozwala zrozumieć, jak stopniowo kształtowały się układ nerwowy, mózg, psychika – od form najprostszych po charakterystyczne dla człowieka. Teologia oferuje mitologiczne wyjaśnienia, które nic nie wyjaśniają.

brick-83696_640

Bóg luk”

Jeżeli nauka czegoś nie wyjaśnia, teolodzy i osoby religijne uznają, że mamy tam do czynienia z bożą ingerencją. Luki w wiedzy traktowane są jako dowody mające świadczyć o bożym sprawstwie. Można powiedzieć, że w lukę w wiedzy wstawia się boga. W tej roli nazwano go Bogiem luk (ang. God of the gaps). Jest to wnioskowanie błędne. Z tego, że nauka czegoś nie wyjaśnia, nie wynika, że mamy do czynienia z bożym sprawstwem. W grę mogą wchodzić przyczyny jak najbardziej naturalne, tyle że jeszcze niezbadane.

Współcześnie metodą „Boga luk” religijni autorzy próbują wyjaśniać na przykład powstanie życia, pierwszych organizmów żywych. Krótko o tej kwestii.

Nauce wytyka się, że nie wyjaśnia jak powstało życie. Wymaga się dokładnego opisania tego procesu (i słusznie), co na dziś nie jest możliwe. Wypada jednakowoż zapytać, czy powiedzenie, że życie stworzył Bóg, cokolwiek wyjaśnia? Teolodzy nie opisują procesu stwarzania, nie podają, jakie to reakcje chemiczne i procesy uruchomił Bóg. Ot, raz, dwa, trzy – i stworzył. Jak czarownik z bajki. Mamy tu do czynienia z Bogiem-Czarownikiem.

Powiedzmy wyraźnie, teologiczne wyjaśnienia nie wyjaśniają jak powstało życie. W podobnie nieprecyzyjny sposób może dziś wyjaśnić powstanie życia także nauka. Jak? Naukowiec może powiedzieć, że życie powstało w drodze procesów zachodzących w przyrodzie, nie podając szczegółów. Inaczej mówiąc: zostało stworzone przez przyrodę w drodze ewolucji.

Różnica między nauką a teologią jest jednak w tym punkcie wyraźna. Badania naukowe czynią olbrzymie postępy i zagadka powstania życia zostanie przypuszczalnie wyjaśniona. Natomiast teolodzy powtarzają mitologiczne wyjaśnienia, które niczego nie wyjaśniają i nie wyjaśnią. Nie zmieniają tego podejmowane przez religijnych autorów próby podawania wyjaśnień w filozoficznym i naukowy sosie, unowocześniania. Encykliki papieskie, kościelne dokumenty, a także publikacje religijnych naukowców, nie wnoszą nic nowego. Powtarza się tam stare religijne koncepcje, pochodzące najczęściej z czasów scholastyki, z czasów św. Tomasza z Akwinu (XIII w.).

Teolodzy i religijni autorzy mówią/powtarzają, że Bóg to i owo stworzył, wykorzystują luki w wiedzy naukowej, cytują dzieła teologiczne i Pismo Święte na przemian z publikacjami naukowymi. Powstaje przedziwny galimatias mający sprawiać wrażenie naukowości. Przedstawianie tego jako wyjaśnień jest intelektualnym nadużyciem. Nasuwa się przypuszczenie, że teolodzy i religijni filozofowie popełniają to nadużycie świadomie i każą wiernym żyć w kłamstwie.

sigonella-81772_960_720

Wyjaśnienia naturalistyczne

Zgodnie ze stanowiskiem naturalistycznym wszelkie zjawiska należy wyjaśniać przyczynami naturalnymi, a nie nadnaturalnymi (nadprzyrodzonymi). Jest to praktyka uznawana w nauce współczesnej powszechnie. Naukowcy w badaniach nie przyjmują wyjaśnień teologicznych. Dlaczego? Bo działania czynników nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Nie idzie tu więc o „założenie” przyjmowane przez naukowców, ale o fakt, że przyczyn nadprzyrodzonych nie stwierdzono. Gdyby ktoś je odkrył w sposób spełniający wymogi obowiązujące w nauce, naturalizm w badaniach naukowych przestałby obowiązywać.

Rozróżnia się często naturalizm ontologiczny i naturalizm metodologiczny. Ten pierwszy uznaje, że istnieje tylko przyroda i jej pochodne. Ten drugi mówi, że w badaniach naukowych nie bierze się pod uwagę przyczyn i wyjaśnień nadnaturalnych.

Badacz może oczywiście wierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych. Wielu dawniejszych i współczesnych naukowców wierzyło w Boga (ciekawe badania na ten temat przedstawiam w innym artykule – link poniżej). Ale faktem jest, że nic z tej wiary dla badań nie wynika. Prowadząc badania religijny naukowiec zachowuje się jakby był naturalistą ontologicznym – w praktyce badawczej nie bierze pod uwagę przyczyn nadnaturalnych. Może domniemywać, że np. reakcje chemiczne zachodzą dzięki mocom bożym. Ale nic to do badań nie wnosi i nic tych domniemywań nie potwierdza. Sytuacja jest więc poniekąd – chciałoby się powiedzieć – schizofreniczna. To jakby rozdwojenie jaźni, świadomości. Religijny badacz wierzy, że przyczyny nadnaturalne działają, ale nie bierze ich pod uwagę i nie stwierdza ich istnienia. Postępuje, jakby przyczyn nadnaturalnych nie było.

Badacz stojący konsekwentnie na gruncie naturalizmu tego rozdwojenia nie doświadcza.

To, że badania naukowe nie potwierdzają obecności przyczyn nadprzyrodzonych, podważa wiarę w ich istnienie. Cokolwiek naukowcy odkryją, okazuje się zjawiskiem naturalnym. Nie tak dawno boską cząstką nazywano bozon Higgsa – ale była to tylko metafora. Nie odkryto prawdziwie boskiej cząstki. Również mechanika kwantowa dotyczy wyłącznie przyrody, nie stwierdza istnienia bytów nadprzyrodzonych. Tzw. obserwator, o którym mówi się w fizyce kwantowej, nie jest bogiem czy istotą nadnaturalną.

Naturalizm metodologiczny trzyma się mocno. Można powiedzieć, że dostarcza poważnych argumentów na rzecz naturalizmu ontologicznego. Bo skoro nauka nie stwierdza istnienia przyczyn naturalnych i nie wymaga, by brać je pod uwagę, to najpewniej nie istnieją. Naturalizm metodologiczny prowadzi w konsekwencji do naturalizmu ontologicznego. Więcej, jest w istocie z naturalizmem ontologicznym tożsamy, chociaż na pierwszy rzut oka trudno to uznać.

Wygląda na to, że wyjaśnienia teologiczne są i będą eliminowane z naszej wartościowej wiedzy o świecie i człowieku. Rozwój nauki sprawia, że tracą i będą tracić na znaczeniu. Nie ma czego żałować. Wyjaśnienia teologiczne nie oferują wartościowej poznawczo wiedzy.

Podsumowując:

Wyjaśnienia teologiczne – także te zawarte w podręcznikach – niczego nie wyjaśniają. Są to wyjaśnienia pozorne, oparte na mitologii biblijnej. Nie ratują ich próby podawania w filozoficznym i naukowym sosie. Nie można poważnie traktować wyjaśnienia chorób i śmierci grzechem pierworodnym. Podobnie jest z innymi wyjaśnieniami teologicznymi.

Co więcej, samo pojęcie Boga ma mitologiczne pochodzenie. W starożytnych mitologiach bogowie byli głównymi postaciami. W mitologii Izraelitów bóg Jahwe stworzył świat, wygnał ludzi z raju za nieposłuszeństwo, jest wszechmocny jak czarownik z bajki. Filozofowie starogreccy, a następnie chrześcijańscy, mitologiczne pojęcie boga zaczęli ubierać w filozoficzne szaty. Jest to jednak ta sama starożytna mitologia religijna, tylko podana w innej formie.

Wprawdzie nauka nie wyjaśnia wszystkiego, ale teologia nic nie wyjaśnia. Bardzo dobrze, że wyjaśnienia teologiczne są zastępowane przez wyjaśnienia naukowe.

australia-695178_960_720

Zamiast humoru

Może już zapomnieliście? Warto przypomnieć.

„Przed rozpoczęciem najbliższych obrad Sejmu, w sejmowej kaplicy zostanie odprawiona msza święta w intencji deszczu, zamówiona przez klub parlamentarny PiS. Komunikat odczytał sekretarz obrad. Sala zareagowała gromkim śmiechem. Marszałek Sejmu Marek Jurek podkreślił, że >kpina z liturgii razi bardzo wielu posłów na tej sali<. Zaapelował o >odrobinę kultury<„ (Źródło: wiadomosci.wp.pl 19-07-2006). – Alvert Jann

……………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Na blogu znajduje się w tej chwili 28 artykułów, m.in.:

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-bog/

Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Grzech pierworodny” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-grzech-pierworodny/

Podręczniki do religii. Koniec świata według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-koniec-swiata-wedlug-kosciola/

Podręczniki do religii. Czy są wiarygodne? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-do-religii-czy-sa-wiarygodne/

Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ilu naukowców wierzy w Boga?”- http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/ilu-naukowcow-wierzy-w-boga/

Z okazji rozpoczęcia roku akademickiego mogę polecić:

„Lekcje religii w szkołach wyższych” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/lekcje-religii-w-szkolach-wyzszych/

enforce-46910_640.

 

flowing-abstract-art

Podręczniki do religii. Kim jest Bóg?

W jednym z podręczników pada pytanie: Kim jest Bóg? Spróbujmy odpowiedzieć, nie sugerując się katechezą.

flowing-abstract-artAbstrakcyjny bóg deistów

Mówiąc „Bóg”, często ma się na myśli nieznaną siłę, która spowodowała powstanie świata i także dziś podtrzymuje jego istnienie. Na forach można przeczytać, że musi istnieć „coś”, co stanowi prapoczątek świata i podstawę jego istnienia. Ten Bóg-Coś przypomina boga deistów.

Deistami nazwano filozofów i ludzi wykształconych, którzy w czasach Oświecenia twierdzili, że bóg stworzył świat, ale nie ingeruje w ziemskie sprawy. Kwestionowali też inne podstawowe nauki kościołów chrześcijańskich: wiarę w cuda, sąd ostateczny, zbawienie, potępienie, w to, że Pismo Święte zawiera boże objawianie itd. W epoce Oświecenia wśród sławnych ludzi deistami byli Denis Diderot, Jan Jakub Rousseau, Voltaire, Maksymilian Robespierre, Napoleon Bonaparte, Benjamin Franklin, Jerzy Waszyngton, Thomas Jefferson. Do XX w. deiści, podobnie jak ateiści, ukrywali swoje poglądy. W państwach islamistycznych ma to miejsce do dziś.

Bóg deistów nie jest osobą. Jest niezwykłą siłą, nadzwyczajną rzeczywistością. Współcześnie utożsamia się go często z „mózgiem” sterującym światem za pomocą praw przyrody, z ładem rzekomo panującym w przyrodzie, z transcendencją (rzeczywistością całkowicie innego rodzaju niż rzeczywistość fizyczna czy przyroda), z absolutem rozumianym jako rzeczywistość wieczna, niezmienna, stanowiąca podstawę wszystkiego, co istnieje. Deizm często trudno odróżnić od panteizmu, od utożsamiania z bogiem całego wszechświata rządzącego się prawami przyrody.

Bóg według Kościoła katolickiego

Kościół uznaje Boga osobowego, który opiekuje się ludźmi i sądzi ich po śmierci. Naucza ponadto – a jest to sprawa kluczowa – że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, daną mu przez Boga. Dzięki temu będzie mógł istnieć wiecznie. Obietnica „wiecznego życia” jest wręcz głównym tematem kościelnego nauczania.

moses-1564373_960_720Z pojęciem Boga w katolicyzmie wiąże się wiele innych wyobrażeń i dogmatów, np. wiara w cuda, w istnienie aniołów i szatana, w grzech pierworodny, w niepokalane poczęcie, w objawienie zawarte w Piśmie Świętym, w Trójcę Przenajświętszą, w Jezusa Chrystusa, który został zasłany przez Boga ojca, by odkupić świat, następnie zmartwychwstał i w przyszłości będzie sądził ludzi itd. Jest to, jak widać, obszerna mitologia religijna.

Pod wpływem starożytnej filozofii greckiej teolodzy chrześcijańscy zaczęli w Średniowieczu przedstawiać Boga za pomocą pojęć filozoficznych. Za Biblią pisze się, że jest niewidzialnym, wszechpotężnym duchem, z którym rozmawiał Mojżesz, prorocy, Jezus. A za starożytną filozofią pisze się (także w podręcznikach), że jest absolutem, transcendencją, immanencją. W ten sposób Bóg z wszechpotężnego ducha bytującego gdzieś w niebiesiech, stał się nadnaturalną rzeczywistością, bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią, a zarazem przenikającym wszechświat jakby był rodzajem promieniowania.

Czy to prawda?

W podręczniku czytamy, że „Bóg nie może być przedmiotem bezpośredniego i jednoznacznego poznania”, oraz że „Religia nie podlega żadnym możliwościom empirycznego sprawdzenia”. Wiedza o Bogu ma pochodzić z bożego objawienia zawartego w Piśmie Świętym, oraz z poznania religijnego (teologicznego) odbywającego się za pomocą nadzwyczajnego „zmysłu wiary”, danego przez Boga.

Kościelni autorzy nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy: istnienie Boga może być przyjęte tylko „na wiarę”, nie „na rozum”. Nie ma na to rady. Poznanie religijne jest całkowicie subiektywne, chociaż w podręczniku pisze się, że jest obiektywne. Dlaczego obiektywne? „Obiektywny charakter wiary potwierdza Nauczycielski Urząd Kościoła”, a biblijna prawda o stworzeniu świata i człowieka przez Boga „jest zagwarantowana nieomylnym Bożym natchnieniem”. No tak, nic dodać, nic ująć. Jak władze kościelne i Biblia coś mówią, to jest to na pewno obiektywna prawda. Hej!

Cytuję podręcznik religii dla liceum i technikum „Drogi świadków Chrystusa w świecie”, jezuickiego Wydawnictwa WAM, płyta DVD i notes ucznia (w innych podręcznikach jest podobnie). Jeden z podrozdziałów nosi tytuł: „Człowiek pyta, kim jest Bóg”.

W jakiego boga wierzyć?

Jeżeli już musimy wierzyć w boga, to tylko w abstrakcyjnego boga deistów. I najlepiej nie nazywać go bogiem. Idzie bowiem o nieznaną pierwotną, fundamentalną siłę jak najbardziej naturalną, należącą do świata przyrody. Nazwa „Bóg” sugeruje, że jest to siła nadnaturalna. I że jest to Bóg osobowy. Dlatego lepiej nie nazywać tej siły bogiem (szczególnie przez duże B). Może nazwa supersiła byłaby odpowiednia?

W żadnym przypadku nie warto wierzyć w boga utkanego z zabobonów, należącego do którejkolwiek ze znanych religii – katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, hinduizmu lub innych. Wiara w istnienie nieznanej supersiły ma w sobie łut racjonalności. Coś takiego może istnieć. Natomiast wiara w biblijnego Boga osobowego, nawet przekształconego za pomocą pojęć filozoficznych, to jakby wiara w krasnoludki lub we wszechpotężnego czarownika z bajki (o tym, dlaczego nie wierzymy w krasnoludki, próbowałem napisać w innym miejscu, w artykule „Dowód na nieistnienie. Kogo?” – link poniżej). Nie warto wierzyć w starożytne mity religijne, nawet jeżeli zostały „unowocześnione” przez filozofów i teologów.

Warto przyjrzeć się bogowi Arystotelesa i Einsteina.

albert-einstein-1145030_960_720Einstein nie identyfikował się z żadną z istniejących religii. Nie wierzył w Boga, o którym nauczały kościoły chrześcijańskie, judaizm czy jakakolwiek inna znana religia. Ale … po pierwsze, często używał słowa „bóg” jako przenośni, alegorii, jak w sławnym powiedzeniu „Bóg nie gra w kości”. Wyrażał w tej sposób przekonanie, że w przyrodzie panuje powszechnie determinizm. Przeciwstawiał się indeterminizmowi zyskującemu wówczas na znaczeniu wśród fizyków i filozofów.

Po drugie, Einstein nazywał „bogiem” swoisty ład, który przyroda zawdzięcza zadziwiającym zasadom/prawom. Chciał wiedzieć, skąd ten ład pochodzi. Są to poglądy o charakterze deistycznym lub panteistycznym. Sugerowanie, że Einstein wierzył w Boga, o którym mówi Biblia, jest intelektualnym nadużyciem i wprowadzaniem w błąd. Einstein nie był „wierzący”.

„Słowo >Bóg< jest dla mnie – napisał – niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, ponadto dość dziecinnych. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić”.

Jednak Einstein nie unikał słowa „bóg”. Można powiedzieć, że był niekonsekwentny, co wynikało chyba stąd, że nie próbował przedstawić swoich poglądów na temat boga w pełniejszy i systematyczny sposób. Za to w telegraficznym skrócie napisał: „Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który interesuje się losem i uczynkami ludzi”. Spinoza (XVII w.) to czołowy przedstawiciel panteizmu. Podręcznik wymienia go jako jednego z głównych krytyków teizmu w czasach nowożytnych.

W jednym z wywiadów Einstein powiedział: „Jesteśmy w sytuacji dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. (…) Dziecko niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie, co to jest”. Bóg Einsteina to coś, co ujawnia się w „tajemniczym porządku” zauważalnym w przyrodzie, czy też jest tym porządkiem.

Einstein nie chciał nazwać się ateistą, bo ateizm kojarzył z niedostrzeganiem tajemniczości świata i życia. Niesłusznie, tak jak bywają prymitywni teiści, w tym prymitywni katolicy i biskupi katoliccy, tak też bywają prymitywni ateiści. Ale ateizm nie wyklucza zadziwienia światem, a nawet swoistego mistycyzmu, rozumianego nie jako wrażenie kontaktu z Bogiem, ale jako poczucie, że jesteśmy częścią świata, którego nie potrafimy do końca zrozumieć (to mistycyzm naturalistyczny, jak można by go nazwać).

Ateizm nie wyklucza zafrapowania „tajemniczym porządkiem” panującym w przyrodzie i jego źródłem. Ateista zauważy co najwyżej, że w przyrodzie ładowi towarzyszy bezład. I nie wiadomo, co leży u podstaw. Może ład jest po wierzchu, zaś bezład u podstaw? Na pewno ateista nie przyjmie wyjaśnienia, że porządek został stworzony przez boga, bo na istnienie boga brak dowodów.

Einsteinowi przypisuje się deizm, panteizm (utożsamienie boga ze światem) lub agnostycyzm. Żadne z tych określeń nie jest zadowalające. Przekonania Einsteina to pogranicze deizmu i panteizmu, w żadnym wypadku teizm. Fundamentem teizmu, w tym judaizmu i chrześcijaństwa, jest pojęcie boga osobowego, ingerującego w sprawy świata i ludzi.

Przeskakując do starożytności zauważmy, że dla Arystotelesa bóg to bezosobowy byt najdoskonalszy, wieczna, niezmienna rzeczywistość. To nieruchomy „pierwszy poruszyciel”, który utrzymuje cały świat w ciągłym ruchu. Nie jest to bóg osobowy, nie sądzi ludzi, nie karze, nie zbawia, nie czyni cudów, nie wskrzesza zmarłych, nie objawia się w pismach świętych. Arystotelesowi nie idzie o bogów znanych z mitologii greckiej. Ma na uwadze coś zupełnie innego niż jakiegokolwiek boga z mitów greckich lub z Biblii.

Bóg deistów, Arystotelesa, Einsteina, nie reaguje na ludzkie zachowania i nie wymaga, by go czcić. Nie ma sensu modlić się do niego. Modlitwa do tego boga przypominałaby modlitwę do energii elektrycznej.

Z powodu domniemanego istnienia deistycznego boga (supersiły, nieznanego „coś”) nie ma sensu należeć do Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego.

Teologiczne pomyłki

Dla Arystotelesa bóg (theos) to byt bezosobowy. A co zrobił św. Tomasz z Akwinu (XIII w.)? Utożsamił Arystotelesowskiego bezosobowego boga – z Bogiem chrześcijańskim. Czy to celowa sofistyczna (oszukańcza) zmyłka? Po części ten kamuflaż trwa do dziś. Np. św. Tomasz zapożyczył od Arystotelesa argumentację na rzecz istnienia boga, chociaż w grę wchodzą całkowicie odmienne pojęcia boga. Argumentacja ta przekazywana jest w nauczaniu kościelnym także dziś, także w podręczniku. Jest błędna formalnie i merytorycznie, na co wskazuje się powszechnie. Mimo to nadal jest w obiegu.

Św. Tomasz przyjmuje za Arystotelesem, że każda rzecz ma swoją przyczynę, musi więc istnieć pierwsza przyczyna sprawcza. Przyjmuje też, że ruch zawsze wymaga siły poruszającej – musi więc istnieć „pierwszy poruszyciel”, który wprawił świat w ruch. Mają to być argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Bo tą pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem musi być – twierdzi św. Tomasz – Bóg.

Otóż nie. Pierwszą przyczyną i pierwszym poruszycielem może być równie dobrze nieznana nam samoistna pierwotna rzeczywistość, jak najbardziej naturalna. Św. Tomasz i teolodzy katoliccy tendencyjnie przyjmują/sugerują, że musi to być Bóg – i to Bóg, o którym mówi Pismo Święte i Kościół katolicki.

Na coś jeszcze warto zwrócić uwagę. Nawet jeżeli przyjmiemy za św. Tomaszem, że Bóg istnieje i jest pierwszym poruszycielem i pierwszą przyczyną, to w żaden sposób nie wynika z tego, że człowiek ma duszę nieśmiertelną; że Jezus był synem bożym; że przed końcem świata odbędzie się sąd ostateczny itd. Te wszystkie „prawdy”, podawane do wierzenia przez Kościół, wymagałyby odrębnej argumentacji – a tej brak. Kościół powołuje się na objawienie zawarte w Piśmie Świętym i na „zmysł wiary”, który zawdzięcza się łasce bożej (czytamy o tym także w podręczniku).

Jest to argumentacja bezwartościowa. Dlaczego? Bo przekonanie, że Pismo Święte rzeczywiście zawiera boże objawienie, jest pozbawione jakiegokolwiek sensownego uzasadnienia. A świadectwa „zmysłu wiary” to bez reszty subiektywne doznania.

Na koniec sięgnijmy do katechizmu. Mówi się tam, że istnieje rzeczywistość, która „nie ma ani początku, ani końca”, jest „pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego”. I stwierdza się, że tę właśnie rzeczywistość „wszyscy nazywają Bogiem” (KKK 34).

No właśnie – nazywają. Co z tego, że wszyscy nazywają to Bogiem? Być może istnieje wieczna rzeczywistość, która nie ma początku ani końca i jest przyczyną wszystkiego, ale nazywanie jej Bogiem i sugerowanie, że to Bóg, o którym naucza Kościół, jest pozbawione jakichkolwiek podstaw. Hipotetyczną wieczną rzeczywistością może być przyroda, nieznana nam dziś jej postać. Nie musi to być jakikolwiek bóg.

Najlepiej …

Najlepiej nie wierzyć w żadnego boga, nie wyznawać żadnej religii, żadnych religijnych filozofii, nie wierzyć w żadne zabobony i przesądy, wróżby, magię, astrologię, ezoterykę, w żadne duchy. Niczym to nie grozi. Nie słyszałem, żeby ktoś cierpiał z powodu utraty wiary w boga, w „prawdy” religijne, zabobony, moce tajemne. A ludzi niereligijnych jest sporo.

Nie wiemy, jak świat powstał, czy może w jakiejś postaci był wieczny. To jednak nie powód, by ulegać kościelnej indoktrynacji i wierzyć w religijne mity.

PapieżBiskupiNa deser porcja humoru

Dopiero dziś wiemy, jak przebiegało spotkanie papieża Franciszka z polskimi biskupami na Wawelu 27 lipca br. podczas Światowych Dni Młodzieży (jak donosiła prasa, spotkanie odbyło się na życzenie papieża za zamkniętymi drzwiami).

Biskupi zapytali papieża:

– Co mamy zrobić, by naród polski pozostał wierny Bogu?

– Nic nie da się zrobić. Boga nie ma! – odpowiedział papież.

Alvert Jann

…………………………………………………………………………………………………….

Alvert Jann: Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/

Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia.

Inne artykuły z cyklu „Podręczniki do religii”:

Pierwszy to „Pismo Święte jakiego nie znacie” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/pismo-swiete-jakiego-nie-znacie/

Ostatni to „Podręczniki do religii. Ewolucja według Kościoła” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/podreczniki-religii-ewolucja-wedlug-kosciola/

O sprawie intronizacji Chrystusa na króla Polski piszę w artykułach:

Intronizacji Chrystusa nie będzie …”http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/intronizacji-chrystusa-bedzie/

Gra królem Chrystusem” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/gra-krolem-chrystusem/

Na blogu znajduje się w tej chwili 27 artykułów, m.in.:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Jan Paweł II bez taryfy ulgowej” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/jan-pawel-ii-bez-taryfy-ulgowej/

Wypędzanie szatana” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/wypedzanie-szatana/ i inne.

enforce-46910_640.

………………………………………………………………………………………………………………