Wpisy

black-hole-92358_1280

Koniec świata, który nie ma końca…

National Geographic zrealizował cykl filmów dokumentalnych pod tytułem „W Poszukiwaniu Boga z Morganem Freemanem”. Wczoraj natknąłem się na jeden z odcinków, w którym Freeman poszukuje odpowiedzi, dlaczego ludzie czekają na Armagedon? Od zarania dziejów ludzie czekają na koniec świata, co jakiś czas wyznaczane są daty, terminy mijają, a świat nadal trwa.

Jaką więc funkcję pełnią apokaliptyczne wizje i jakie ludzkie potrzeby są nimi zaspakajane? Coś musi być na rzeczy, skoro ludzie żyją przepowiedniami, gdy jedne się nie sprawdzają, to pojawiają się inne. Przykładem takiej niespełnionej i porzuconej przepowiedni jest koniec świata w ujęciu starożytnej cywilizacji Majów. Przepowiednia, którą żył cały świat była wynikiem błędnego odczytania treści napisanej na kawałku skały. Co więcej, po odczytaniu okazało się, że kalendarz Majów praktycznie nie ma końca.

Może to jest tak, że ludzie z uwagi na swoją śmiertelność chcą podświadomie świat zabrać ze sobą do grobu…

Wpisy Ale o co chodzi?

chess-1483735_1920

Jak ocalić Polskę? Ksiądz wie.

chess-1483735_1920Oto jak nami klechy grają. Na to morze faktów objawionych trudno znaleźć kontrargumenty, bowiem logika, czy jakiekolwiek racjonalne myślenie mają się nijak do teologicznego bełkotu ks. prof. Tadeusza Guza.

W tym sensie Polska jako idea jest w myślach Bożych wieczna jak sam Bóg (…) wszystko, co stanowi o Polsce, pochodzi od tego Boga Ojca, który w swoim Synu pomyślał Polskę i w Nim oraz z Nim i Duchem Świętym ją stworzył (…)

Polska jest zatem Boża – pochodzi od Boskiego Stwórcy, ponieważ tylko i wyłącznie ON podarował Polsce realne istnienie. Naród Polski, Ojczyzna i Państwo Polskie są z ustanowienia Boskiego. To znaczy, że nasze myślenie o Polsce i wszelkie działanie tylko wtedy będzie mieć najgłębszy fundament, gdy Polska na płaszczyźnie natury i łaski, czyli rozumu, pamięci i wolnej woli duchowej oraz na płaszczyźnie łaski przyjmie bez skrótów tę prawdę o Boskim pochodzeniu Polski.

Jasne? Jasne. Bóg stworzył Polskę, która jest wieczna. Nie ma się co spinać, budować, ratować, rozwijać – papa niebiański wszystkim się zajmie. I pomyśleć, że tyle niepotrzebnej krwi zostało przelanej chociażby w powstaniach narodowych, czy podczas II wojny światowej. Wystarczyło w domu tyłki grzać i spokojnie czekać na pierdnięcie Boga, który dziki wiatrom zmiótłby wrogów swojej ukochanej krainy, na której tronie posadził zarówno syna swego, jak i swoją konkubinę.

Zwracam jeszcze uwagę na zrównanie łaski z rozumem. Jakie to typowe! Zygota to człowiek, nasiono to drzewo, jako to kura, ksiądz pedofil to ofiara, niemożliwe do udowodnienia bzdety, to prawda objawiona, do której potrzeba rozumu, aby ją przyjąć za pewnik.

A teraz trochę o obecnej sytuacji politycznej, choć wiadomo, że księża do polityki się nie wtrącają:

W każdym momencie naszej egzystencji w Narodzie, Ojczyźnie, Państwie, tj. w Sejmie, Senacie, Rządzie i na Urzędzie Prezydenckim kultywujmy tę prawdę oraz każdy akt myślenia i działania opierajmy na Chrystusie. Problem jest w tym, że niektórzy Polacy-katolicy odrzucają tę prawdę w przestrzeni swojego życia codziennego, zawodowego, naukowego, politycznego, państwowego czy kulturowego.

Takim przykładem jest anarchistyczna grupa Posłów RP, która okupuje gmach Sejmu RP i hańbi tym skandalicznym aktem tzw. terroryzmu miękkiego nie tylko naturalną, lecz nadprzyrodzoną godność Polski w szerokim tego słowa znaczeniu na arenie międzynarodowej i wewnątrz kraju. Protest bowiem podlega tym samym rygorom prawno-moralnym, co i pozytywne ludzkie działanie, tzn. musi mieć intencję, kształt i cel dobra jako dobra.

Protestowanie zatem na gruncie ideologii neomarksizmu zachodniego, począwszy od lat 30. poprzez 60., aż po obecny neokomunistyczny genderyzm, jest gruntownie błędne i trwanie w nim jest kłamstwem, ponieważ usiłuje detronizować Boga jako ostateczną Rację bytu Polski.

I sugestia dla polityków, aby sobie przypomnieli o tym, że prawo boskie stoi nad ludzkim, co powinno być oczywistą oczywistością:

Ale błądzą zasadniczo także i ci politycy polscy, którzy wprawdzie akceptują Boga w porządku wiary, czyli w swoim życiu osobistym, ale nie uwzględniają Jego realnej Obecności w konkretnych aktach politycznych: stanowienia prawa w Sejmie i Senacie RP czy orzekania w prawie w wielu instancjach sądowych RP, czy w aktach kierowania Państwem Polskim i to jest także istotny problem aktualnej postaci polskiej polityki.

Jeżeli nie jestem w błędzie, to mogę stwierdzić, że istnieje zaledwie mała grupa najwyższych Reprezentantów w Rzeczypospolitej Polskiej, która mądrze i sumiennie, rzetelnie i konsekwentnie wciela w konkretną polityczną służbę Narodowi Polskiemu naukę o Jezusie Chrystusie jako wraz z Ojcem i Duchem Świętym Stworzycielu Polski. Odczytywać, studiować, przekazywać i bronić myśli Boga jako Króla, czyli Władcy Polski, na temat prawa, państwa i polityki najwyższą sztuką rozumu politycznego w Polsce katolickiej.

Kim jest polityk w sensie bycia osobą ochrzczoną? On jest po prostu tłumaczem Ewangelii na język prawa, na język państwa, na język polityki, nauki, gospodarki itd. On nie musi ani razu użyć Imienia Jezusa Chrystusa, ale wszystkie myśli, słowa i czyny, jak każdy chrześcijanin w swoim obszarze życia i działania, powinien ukształtować na tym jednym odwiecznym „Słowie Boga Ojca”, czyli na Jezusie Chrystusie. Tylko bowiem w Chrystusie i przez Chrystusa, w którym „wszystko zostało stworzone, i to, co widzialne, i to, co niewidzialne”, każda myśl, każde słowo i każdy czyn ludzki zyskują swoją najwyższą doskonałość.

Nie dość bronić Polski i Państwa od grożącej im dechrystianizacji. Trzeba w życiu zbiorowym rozbudowywać pierwiastki chrześcijańskie. Reklamie i propagandzie racjonalizmu i laicyzmu przeciwstawić trzeba zdwojony czyn katolicki. Trzeba odważnie doprowadzać ducha ewangelicznego tam, gdzie się snuje życie publiczne, gdzie się układają nowe ustroje. Ci, którzy z woli katolickiego narodu mają zaszczytne mandaty publiczne, powinni w swoim sumieniu chrześcijańskim szukać nakazów i dyrektyw, jak kraj prowadzić drogami Chrystusowej etyki i sprawiedliwości.

I zupełnie niepotrzebne przypomnienie (bo przecież wszyscy o tym wiedzą), że katolicyzm jest jedyną słuszną wiarą, oraz uświadomienie nieświadomym, że opozycja z KOD-em na czele, to ramiona samego szatana:

Żadna inna wiara nie daje takiej łaski, ponieważ jako nie-Chrystusowa jej po prostu nie posiada. A cóż powiedzieć o zdeprawowanych duchach, które jak np. wielu reprezentantów Nowoczesnej, Platformy i KOD-u w Polsce są pełne pustych, zakłamanych i negatywnych, a nawet niszczycielskich frazesów ideologii neokomunizmu, względnie neoliberalizmu światowego i dlatego są w istocie swojej destrukcyjne: antyludzkie, antynarodowe, antypaństwowe, antypolityczne oraz dążące do zniszczenia nauki, prawa, moralności, religii, Kościoła, sztuki i całej kultury, ponieważ wyrastają z rewolucji kulturowej neomarksistowskiej szkoły frankfurckiej.

Polska jest od ponad 1050 lat Chrystusowa, a nie w stylu „totalnej opozycji” Nowoczesnej i Platformy neokomunistycznie, anarchistycznie i nihilistycznie KOD-owa!

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, kim jest prawdziwy Polak, to proszę bardzo, dowie się tego tutaj.

Dlatego polska droga do zwycięstwa wiodła w historii i nadal wiedzie przez Chrystusa i w Chrystusie. Tylko w Nim zawsze zwyciężaliśmy w przeszłości i tylko w Nim możemy zwyciężać dzisiaj i w przyszłości. Kto zatem uznaje Chrystusa za Boskiego Króla i żyje tą Prawdą o Bogu jako Władcy Polski, ten jest prawdziwym Polakiem-katolikiem i zarazem prawdziwym współtwórcą i odnowicielem Polski, pracującym dla jej doczesnej i wiekuistej szczęśliwości.

Kijowskiemu będzie pewnie smutno, kiedy przeczyta te słowa. On takim gorliwym katolikiem przecież jest. Ech! Biedny Mateusz:

Kto zatem, jak wspomniane środowiska Nowoczesnej, Platformy i KOD-u, które pozwalają się swoim neokomunistycznym i neoliberalistycznym – ideologicznym mocodawcom zredukować do bezmyślnych, zniewolonych i bezkrytycznych narzędzi w ich „totalnie” destruktywnych planach – również względem odradzającej się w różnych sferach naszego bytu narodowego i państwowego Polski – ten mówi radykalne „nie” względem Polski chrześcijańskiej i jako takiej dążącej pewnie w Bogu Objawionym do wyzwolenia ze zła wszelkiego grzechu, ze śmierci i niewoli szatana.

I zlecenie dla służb państwowych, żeby się zaopiekowały drugim sortem, współpracownikami szatana, oczywiście dla naszego dobra :

Kto uczestniczy w tym procesie odcinania Polski od Boskich źródeł zbawienia: od Chrystusa i Jego Ewangelii, od Jego Krzyża i Jego Kościoła św., od Jego Prawa, Miłości i innych Łask, koniecznych dla wyzwolenia Polski w pełnym wymiarze, w sposób świadomy i wolny, ten jest deprawatorem i niszczycielem Polski, a zatem współpracownikiem szatana jako deprawatora Polski i świata par excellence i powinien być przedmiotem specjalnej troski naszych służb bezpieczeństwa Państwa, aby nie doszło do dramatu anarchistycznego „marszu przez instytucje” tej samej rewolucji kulturowej lat 60. co u naszych zachodnich sąsiadów, z czym one do dzisiaj nie mogą sobie poradzić i co uwidacznia się w relacji Unii Europejskiej do Rzeczypospolitej Polskiej.

A na koniec pełen troski apel do przeciwników PiS-u, czyli samego Boga, bo to przecież równoznaczne. Niezmiernie wzruszające, radzę przygotować chusteczki:

Polska pragnie zmartwychwstawać w Chrystusie do życia w Królestwie Niebieskim, a nie umierać na wieki w upadłym aniele, „ojcu kłamstwa”, który zrzuca swoich niewolników do przepaści tragicznego piekła. Szanowni Państwo, Panie i Panowie z nadmienionych ugrupowań politycznych, pozwólcie ogarnąć się jak nasz Naród katolicki w Polsce, pochodząc od tego samego Pana Wszechrzeczy, Chrystusowi jako Stwórcy i Zbawicielowi, który też Was z Miłości stworzył i z Miłości zbawił, abyście nie zatracili Polski w śmiercionośnych oparach antyboskich ideologii i tym samym nie zatracili siebie – przepiękne i niepowtarzalne bytowości personalne – na wieki w krainie szatana.

Źródło.

woman-1566154_1920

7 powodów dlaczego wygodniej nie wierzyć :-)

woman-1566154_1920Na tym portalu pojawił się wpis z zaprzyjaźnionej, nowo narodzonej strony www.szurumburum.pl pt.: „7 powodów, dlaczego wygodniej wierzyć”. Tekst TUTAJ. Nie mogłam oczywiście przejść nad nim obojętnie.

Oto 7 powodów, dlaczego wygodniej nie wierzyć:

1. Niedziela przestaje być kłopotliwym dniem. Ateista (zakładając, że ma wolne niedziele) robi co chce, albo cały dzień chodzi w pidżamie, albo robi sobie wypad z rodziną np. do jakiejś galerii handlowej, póki jeszcze są otwarte w niedzielę. Katolik jest zobowiązany do uczestnictwa w niedzielnych mszach. Słowo daję, katolik po prostu musi! A że klepać w kościele zdrowaśki chodzi tylko nieco ponad 27% tych zobowiązanych, to już nie problem ateisty. Co najwyżej powód do żartów.

2. Święta katolickie – podczas gdy katolickie kobiety uwijają się, jak w ukropie już na tydzień przed, żeby wypucować mieszkania, zrobić mega zakupy, przygotować potrawy, które rodzina będzie wpierniczać jeszcze tydzień po świętach, ścigając się z procesem gnilnym; ateiści spokojnie czekają na zaproszenia od wierzących członków rodziny. Bo to świetna okazja na spotkanie, przeżarcie się i wypicie morza wódki ze swoimi bliskimi. Później ateista wraca do domu i kładzie się spać a katolik… sprząta po świętach.

3. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz – ateista dobrze o tym wie. I choć nie brak wśród nas takich, którzy winą za niepowodzenia potrafią obarczać swoich rodziców, rzekomo nieprawdziwe plotki rozsiewane oczywiście przez fałszywych znajomych, polityków, czy po prostu pecha, to przynajmniej żaden z nas nie wierzy w to, że jakiś stary ramol z długą brodą siedzący na chmurce, bawi się z nami w kotka i myszkę. Co więcej, nie tracimy czasu na próby nadprzyrodzonego kontaktu z tą wyimaginowaną postacią rodem z filmów fantasy, tylko bierzemy sprawy w swoje ręce, tudzież w najgorszym wypadku czekamy na to, co przyniesie nam los.

4. Każdy ateista wie, że jeśli jakiś robal gryzie go w sumienie, jest tylko jeden sposób, żeby go ukatrupić. Przeprosić, naprawić swój błąd i nigdy więcej go nie powielać. Sumienie katolika jest za to brudne, jak stara szmata do podłogi. Bo choć katolik ma spowiednika, któremu wystarczy napluć w ucho, żeby uzyskać rozgrzeszenie, to jednak powodów do tego plucia ma milion razy więcej od ateisty. A bo przeklął, a bo skłamał, a bo podniecił się na widok koleżanki w pracy a ma przecież żonę, a bo się onanizował, a bo bzyka się stosując gumkę, a bo to, a bo tamto. Oszaleć można.

5. „Znowu w życiu mi nie wyszło…” – no bywa. Może nie jestem dość dobra, może nie jestem dość mądra. Mogę się albo poddać, albo poszukać innych sposobów, czy dróg do osiągnięcia celu. Katolik ma gotową receptę: BÓG TAK CHCIAŁ! Bo wiadomo, „nawet wszystkie włosy na twojej głowie są policzone”. Po co kurna żyć w takim razie? Proponowałabym katolikom od razu po urodzeniu inwestować w trumnę, a jak już ją kupią, położyć się w niej i czekać.

6. Kościół jest zły, religie są złe. Każda zmusza ludzi do jakiegoś nienaturalnego działania lub powstrzymywania typowo ludzkich instynktów, do niejedzenia określonych potraw lub ubierania się w określony sposób, do walki z innowiercami, że o ateistach nie wspomnę. Do wmawiania ludziom, co jest dobre, a co złe. Do ignorowania nauki. I tak gej jest zły bo… bo tak w świętej księdze napisali. Eutanazja jest zła, bo cierpienie uszlachetnia. To wiedzą szczególnie ci, którzy tego cierpienia nigdy nie zaznali. In vitro jest złe, bo człowiek przejął rolę boga, jakby to nie mężczyzna i kobieta mieli swój udział przy zapłodnieniu, tylko dodatkowo palec boży. Ciekawe gdzie wkładany? Z transplantacjami organów już się pogodzili – pewnie wówczas, gdy pierwszy biskup potrzebował przeszczepu. Bywa, że i transfuzja krwi jest zła. Ilu ludzi z powodu religijnego myślenia zmarło? Żeby widzieć świat takim, jaki on jest, umieć go oceniać, trzeba się nie bać, trzeba mieć wolny umysł i trzeźwe spojrzenie. Tego zniewolony, przemielony indoktrynacją mózg nigdy nie osiągnie. Chyba, że ocalały jeszcze jakieś resztki szarych komórek.

7. Mamy tylko jedno życie, które kończy śmierć. Czyż to nie motywujące? Tylko uświadomienie sobie tego faktu, może nas uwolnić, sprawić, abyśmy przeżyli je tak, jak naprawdę chcemy, żebyśmy wyzwolili się od oczekiwań wobec nas naszych bliskich, przestali spełniać cudze marzenia, przestali się bać być sobą. Trzeba być szalonym, aby żyć według reguł wymyślonych przez ludzi tysiące lat temu tylko po to, aby uzyskać zapewnienie, że po śmierci mamy szansę trafić do nieba, którego przeciwieństwem jest piekło. Trzeba być totalnym ignorantem, żeby nie powiedzieć idiotą, żeby wierzyć w istnienie takich miejsc. Piekło i raj są tu i teraz. To od nas zależy, w którym z tych miejsc będziemy trwali. Bo to my jesteśmy swoimi własnymi bogami. Ludzie, przecież takie to proste! 🙂

bible-276067_640

Wymyślony Bóg cz. 10

„Bóg jest Autorem Pisma Świętego. Spisane ono zostało pod natchnieniem i bez błędu uczy prawdy, które są konieczne dla naszego zbawienia. Duch Święty natchnął ludzkich autorów, którzy spisali to, o czym pragnął nas pouczyć” (cytat ze strony Konferencji Episkopatu Polski.)

libros-de-la-bibliaTak dla przypomnienia, opowiadam Wam historię biblijną od przebudzenia się boga i stworzenia przez niego ziemi i ludzi. Poznaliśmy protoplastę kapusiów – Adama i pierwszą na świecie feministkę Ewę, protoplastę morderców – Kaina, pierwszego moczymordę Noego, pierwszego opętanego, który chciał zabić swojego jedynego syna – Abrahama, pierwszy związek kazirodczy – Lota z córkami i protoplastę wszystkich maminsynków i fajtłap – Jakuba. A w tej części przedstawię pierwszy czyn, który uzasadnia antysemityzm i poznamy pierwszą na świecie tirówkę oraz protoplastę onanistów.

***

W końcu Jakub dotarł do Sychem w Kannanie, kupił kawał pola od synów Chamora i rozbił swe namioty oraz oczywiście postawił ołtarz. Cześć oddawana Bogu nie pomogła córce Jakuba Dinie, która polazła się pogapić nie wiadomo na co i została porwana przez Sychema, syna Chamora Chiwwity, księcia tego kraju, który: „położywszy się z nią zadał jej gwałt”.

***

I nagle się w niej zakochał do tego stopnia, że postanowił się z nią ożenić. Że łot? Bzyknął i się zakochał? Dina miała jakiegoś nadzwyczajnego bobra? Kiedyś słyszałam niewybredny żart, że żydówki mają pipki w poprzek, ale nigdy nie brałam tego na poważnie. Coś mi śmierdzi ten gwałt. Chamor udał się na rozmowę do Jakuba. I jął prosić o rękę Diny dla syna i zaproponował, żeby ludzie Jakuba brali sobie za żony jego kobiety, a jego ludzie żeby żenili się z kobietami Jakuba, żeby żyli razem w miłości i pokoju. Zaproponował bo nie wiedział, że to naród boży od którego lepiej się trzymać z daleka. Sychem za to dodał:

Darzcie mnie życzliwością, a dam, czegokolwiek zażądacie ode mnie. Wyznaczcie mi choćby największą zapłatę i podarunek, a gotów jestem dać tyle, ile mi powiecie, byleście tylko dali mi dziewczynę za żonę.

Jakie to romantyczne! Naprawdę wątpię w ten gwałt. Myślę, że Dina się wylaszczyła i szukała wrażeń, a potajemne schadzki z Sychemem doprowadziły ją do jego łoża. No ale przecież Duch Święty nie mógł podyktować pisarzowi, że córka Jakuba to ździra.

Wtedy głos zabrali synowie Jakuba. Synowie, nie Jakub. Pamiętacie? Najpierw Jakubem rządziła matka, później wuj Laban, potem Bóg go wygulgotał, a teraz jego synowie podejmują najważniejsze decyzje. Tak więc synowie powiedzieli, że przystaną na propozycję Chamora i Sychema, ale tylko wówczas, kiedy wszyscy mężczyźni się obrzezają. Zakochany Sychem, aż zaklaskał uszami, w swoim mieście oznajmił, że wystarczy aby wszyscy panowie ucięli sobie skórę na fallusach, żeby zyskać nowych, wspaniałych i jakby nie było, niebiednych przyjaciół.

dwa_nagie„Ludzie ci są przyjaźnie do nas usposobienie.” – mówił do swoich. Miłość ogłupia niestety. Trzy dni później, kiedy wszyscy byli obolali i bezsilni po chlastaniu fajfusów, wpadli do nich w odwiedziny synowie Jakuba – Symeon i Lewi, bracia Diny. Nie przynieśli jednak wzorem czerwonego Kapturka jabola ani żadnej zagrychy, tylko dwa miecze i we dwóch wyrżnęli w pień wszystkich mężczyzn, w myśl zasady kto pod kim dołki kopie, ten jest na topie. Po nich przyszli następni synowie Jakuba i obrabowali całe miasto a dzieci i kobiety zabrali ze sobą w niewolę. Oni za to wyznawali zasadę oko za oko, ząb za ząb a dupa za pieniądze. Gdzie był wtedy Bóg?

***

W niebie:
Lucyfer wbiega oburzony na niebiańskie salony.
Skrzydlaty Eunuch: Lucyferze! Dokąd to?
L: Zejdź mi z drogi nielocie, chyba że chcesz się przywitać z moją podeszwą.
Bóg: Lucek! Witaj Lucuś. Chcesz spróbować miodku? Dostałem niezły zapas od Kubusia Puchatka.
L: Kubuś Puchatek za nic w świecie nie oddałby swojego miodu dobrowolnie.
Bóg: Oj tam! Oj tam! Jak zjadłem Prosiaczka, to oddał dobrowolnie.
S.E.: Jak to prosiaczka? Świnek jeść nie wolno. Są be!
Bóg: No co ty gadasz? Ta była całkiem smaczna.
L: Jak możesz tak siedzieć i zajadać się miodem, kiedy twoi ludzie wyrzynają w pień niewinne istoty?
Bóg: Mówisz o tych gwałcicielach bezbożnikach?
L: Jeden zawinił a zginęły setki! Całe miasto!
Bóg: A tam! To nie moi ludzie. A o swoich dbam.
L: Dla swoich jesteś tak samo okrutny, jak dla innych.
Bóg: Nieprawda!
L: Wkrótce będziesz mógł się wykazać. Synowie Jakuba będą chcieli pozbyć się najmłodszego brata, Józefa.
Bóg: Dobra, zajmę się nim i pokażę ci, jak dbam o swoich. A teraz uspokój się Lucuś i skosztuj pysznego salami?
S.E: Skąd to salami?
Bóg: W Stumilowym Lesie był taki osioł, strasznie ponury. Lucuś, a masz dla mnie jakiś prezent z szerokiego świata? Bo ja mam dla ciebie i to coś wyjątkowego.
L: Co takiego?
Bóg wyciągnął ze skrzyni… skórę z Tygryska. Lucyfer spojrzał na nią z obrzydzeniem, po czym sięgnął za pazuchę i wyciągnął kilometrowy, zwinięty w rulon papier, który rozwinął przed Bogiem.
Bóg: A co to jest?
L: To lista wszystkich ludzi, tzw. świętych, do których modlić się będą twoi wyznawcy.
Bóg: Jak to? Ludzie będą się modlić do ludzi? Ja jestem Bóg jedyny! Tylko do mnie można się modlić! Co to ma znaczyć?! Skrzydlaty! Słabo mi! Daj mi coś, walerianę albo stoperan a najlepiej pigułkę „po”, bo nie zdzierżę!
L: Pigułka „po” to zło.
Bóg: Ale jak to? Kto tak twierdzi?
L: Ludzie, którzy będą mówić w twoim imieniu co jest dobre a co złe.
Bóg: Ale ja nic takiego nie powiedziałem.
L: No właśnie hahahahhahahahahahahahahahahaaha.

***

Jakub jak zwykle zaczął lamentować, że synowie ściągną na niego nieszczęście bo Kananejczycy i Peryzzyci znienawidzą go i wymordują jego rodzinę. Boga się nie bał tylko zemsty sąsiadów. A synowie mu na to:

„Czyż mieliśmy pozwolić na to, by się obchodzono z naszą siostrą jak z nierządnicą?”

I tu mała dygresja (o ile Dina rzeczywiście została zgwałcona). Wówczas gwałt uważano za zbrodnię. Na zbrodnię odpowiadano zbrodnią, jak widać, jeszcze okrutniejszą. A jak dziś karze się za gwałt w naszym demokratycznym państwie?

Art. 197. § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Wyobrażacie to sobie? To mogą być tylko dwa lata, za to na nasz koszt, trzy posiłki dziennie i siłownia gratis!

jacob wrestlingW końcu Bóg przemówił do Jakuba. Nie żeby go skarcić za zbrodnię jego synów, bo niby dlaczego? Rzeź ta była iście boska. Boguś kazał swojemu protegowanemu zawijać bambosze do Betel. Przy okazji Jakub nakazał domownikom pozbycie się wizerunków obcych bogów. Może i wierzono w to, że Jakub ma zażyłe relacje z jakimś Bogiem (na tyle zażyłe, że mu Bóg podczas jednej ze schadzek zwichnął biodro) ale z pewnością nie uważano go za Boga jedynego czy powszechnego. To był po prostu Bóg Jakuba i jego ojca.

I znowu Bóg się pojawił, bo sobie przypomniał, że przecież Jakub to teraz jest Izrael. Oddał mu również kraj który obiecał Abrahamowi i Izaakowi i znowu go pobłogosławił. Później rodzina wyruszyła w dalszą drogę. Po drodze Rachela wydała na świat Beniamina i zmarła. Przynajmniej w tym wypadku wiadomo, dlaczego Bóg nie interweniował i nie ocalił jej życia. Po nocy spędzonej z Jakubem był po prostu o swego chłoptasia zazdrosny. A potem Ruben, syn Lei „zbliżył się” do Bilhy, drugorzędnej żony ojca. Czyli jak zwykle w Biblii burdel na kółkach.

W końcu Jakub przybył do domu swego ojca, do Hebronu. Izaak miał wtedy 180 lat i wkrótce zmarł. Po przedstawieniu potomków Ezawa – brata Jakuba, praojca Edomitów (nie podaję szczegółów bo kogo to obchodzi?) poznajemy dzieje Józefa, ulubionego syna Jakuba, którego nieszczęście spotkało z rąk najbliższych, jak to z reguły w Biblii bywa.

Józef był synusiem tatusia. Tatuś kochał go tak bardzo, że zafundował mu… długą szatę z rękawami. Zabawne nie? Teraz się dzieciom daje wypasione komórki, tablety, laptopy. Wtedy szczytem marzeń dzieci były szaty z rękawami. Wyobrażacie to sobie? Synowie pozostali chodzili w miniówach bez rękawów. Musieli być po ludzku wkurwieni. I nienawidzili Józefa. Wniosek z tego taki, że jak masz więcej jak jedno dziecko, nie faworyzuj jednego z nich, bo narażasz go na utratę życia. Tak było z Ablem i jak za chwilę się okaże – z Józefem. I teraz drugi wniosek. Jak masz przyjaciółkę a przy okazji trafi ci się sen, że bzykasz się z jej mężem, nie opowiadaj jej tego snu. Narażasz się na to, że przyjaciółka poczęstuje cię duszonym muchomorem czy trutką na szczury albo bardziej bezpośrednio, widelcem w oko – tak na wszelki wypadek. Józef tego nie wiedział i opowiedział braciom swój sen:

„Śniło mi się, że wiązaliśmy snopy w środku pola i wtedy snop mój podniósł się i stanął, a snopy wasze otoczyły go kołem i oddały mu pokłon.”

bible-276067_640

Szczeniak. Nie ma się co dziwić, że bracia znienawidzili go jeszcze bardziej. Jakby tego było mało, gnój miał kolejny sen, którym się oczywiście pochwalił, że słońce, księżyc i jedenaście gwiazd oddają mu pokłon. Nawet ojciec się wkurzył bo nieskromnie siebie wziął za księżyc a żonę swoją za słońce, albo na odwrót. Jak to możliwe, żeby ojciec własnemu synowi się kłaniał?

Kiedy synowie Jakuba paśli gdzieś daleko trzodę, Jakub posłał swojego ulubionego synalka na zwiady. Zobacz, czy chłopaki dobrze sobie radzą i wracaj. No to polazł Józef. Ci, jak go tylko dojrzeli z daleka, postanowili poczęstować go braterską miłością. Jeb w łeb i do studni. Jednak Ruben wstawił się za młodszym bratem. Tzn. do studni jak najbardziej ale nie jeb w łeb. Jak tylko bracia dorwali małego, zdarli z niego szatę i wrzucili go do dziury a potem sprzedali go kupcom podążającym do Egiptu. Szatę Józefa wymazali krwią zwierzęcia i tak przekonali Jakuba, że jego ulubieniec został zeżarty przez dziką bestię. Tymczasem w Egipcie kupcy sprzedali młodego Potifarowi, urzędnikowi faraona.

Zanim dalsza część historii Józefa, przedstawione są dzieje jego brata Judy, który odłączył od reszty braci i hajtnął się. Urodziło mu się trzech synów: Er, Onan i Szela. Er ożenił się z Tamar, po czym Bóg go ukatrupił bo go nie lubił. Wtedy Juda kazał zająć się Tamar swojemu kolejnemu synowi – Onanowi. Powiedział, że jak ją zapłodni to jego zmarły brat będzie miał potomków. Onan pomyślał „takiego wała” i tak bzykał bratową, żeby jej nie zapłodnić. Za onanizm poniósł śmierć z rąk Boga. Ciekawe co by było, gdyby Bóg obchodził się tak ze wszystkimi onanistami. Został by ktoś na świecie? Szela był za młody, żeby zapłodnić Tamar, w związku z tym Juda wysłał ją do jej ojca i obiecał jej, że jak tylko młody dorośnie, zajmie się nią w odpowiedni sposób.

W końcu zmarła żona Judy. Ten ruszył strzyc owce do Timny. Kiedy się o tym dowiedziała jego synowa, okryła się od łba po kostki, po czym usiadła przy bramie miasta Enaim, które było na trasie przemierzanej przez jej teścia. Kiedy Juda ją zobaczył, wziął ją za tirówkę (wtedy to się chyba nazywało karawanówka). Na szczęście dziś tirówki prawie gołe na trasach stoją. Gdyby się odziewały tak jak Tamar, kierowcy do oporu naciskaliby pedał gazu obawiając się, że to desant żołnierek talibskich.

Juda powiedział do niej: daj mi tyłka to ja ci dam koźlątko. A ta mu na to: OK, ale najpierw daj zastaw – sygnet, sznur i laskę. Juda miał takie ciśnienie w jajkach, że się zgodził. Bzyknął Tamar w taki sposób, że nie rozpoznał w niej swojej synowej. Wynika z tego, że nie było buzi buzi tylko samo łupu cupu. I oczywiście Tamar zaskoczyła. W Biblii wszystkie poczęcia były cudowne. Raz wystarczył na zajście w ciążę, jakby tamtejsze kobiety jajeczkowały non stop na okrągło. Potem Juda wysłał kumpla z koźlątkiem po zastaw, ale dziwki nie odnaleziono.

Trzy miesiące później doniesiono mu, że jego synowa jest nierządnicą, bo jest brzemienna a przecież nie ma męża. Juda wyznaczył jej karę sprawiedliwą – śmierć przez spalenie. Czyli jak on sobie bzyka ździry, to dobrze. Jak ktoś z rodziny okaże się ździrą, to bardzo, bardzo źle. Na to Tamar posłała do niego wiadomość, że ojcem jej dziecka jest ten, którego rzeczy przesyła – a tam sznur, laska i sygnet Judy. Ten zrozumiał, że to nie on dymał tylko sam został wydymany, bo nie chciał dotrzymać słowa, czyli oddać Tamar swojego najmłodszego syna. A ta w końcu urodziła bliźniaki. Peresa i Zeracha.

AKG Images march 2010

A co się działo ze sprzedanym Józefem w Egipcie? O tym następnym razem 🙂

flying-spaghetti-monster-25822_1280

Kościół Latającego Potwora Spaghetti cz. 1

flying-spaghetti-monster-25822_1280Lubię spaghetti a Wy?

Ludzka wyobraźnia nie zna granic. Ludzie wierzą w różne rzeczy. Od pierdół typu, że rozsypana sól, czy czarny kot przebiegający drogę,  przynoszą pecha, po wróżki a nawet wróżów, którzy pieprzą trzy po trzy, i jeszcze im za to płacą. To akurat mało groźne, za to bardzo upierdliwe. Przez biednego kicia, którego geny sprawiły, że jest czarny, można kawał drogi czasami nadrobić, a przez rozsypaną sól całkiem się nerwowo rozstroić. Poznałam również ostatnio historię mężczyzny, którego żona podejrzewała o zdrady, bo jej to wróż wywróżył. W końcu zdradził ją i porzucił. Ileż można słuchać awantur z powodu tego, czego się nie zrobiło?

Wiara w szczęście przynoszone przez kominiarza, w pecha przynoszonego przez cyfrę 13, mogą wzbudzać rozbawienie. Gorzej, jak mamy do czynienia z religią. Wówczas przestaje być śmiesznie, bo ludzie podporządkowują swoje życie wymysłom innych ludzi, którzy żyli tysiące lat temu. I tak na przykład jedna religia uważa, że Jezus był synem bożym, inna twierdzi, że to bluźnierstwo, jeszcze inna, że był to tylko prorok. Jedna uważa, zresztą zgodnie z Biblią, że tylko do boga Jahwe można się modlić, inna że do tysiąca świętych, których ludzie uczynili świętymi, a którzy świętymi za życia tak naprawdę nie byli. Jedni twierdzą, że nie można robić żadnych wizerunków boga, inni tworzą sobie święte ikony, czy miliony świętych obrazków, którym należy oddawać cześć. Jedni wierzą w boga jednego, inni w wielu, jeszcze inni z jednego robią trzech.

Kiedy spytałam ciocię Wiki o religie, powiedziała mi że:

„W 2012 roku 59% ludzi uważało się za osoby religijne, 23% nie, a 13% deklarowało ateizm. Według różnych szacunków istnieje od 4200 do 10 000 religii. Samych wyznań chrześcijańskich jest ok. 41.”

Jako młoda dziewczyna sceptycznie podchodząca do wszystkiego (tego nauczył mnie ojciec), interesowałam się religiami. Wychodziłam z założenia, że skoro większość populacji wierzy w coś, być może ta większość ma rację, przynajmniej część tej większości, bo przecież nie można uznać, że skoro religie tak różnią się od siebie, wszystkie są „prawidłowe”. Może to ja się mylę nie wierząc? Może któraś z tych religii jest prawdziwa?

Czym właściwie jest religia? To wiara i kult. Wierzyć można w wiele rzeczy ale kult kojarzy mi się z poddaństwem, z okazywaniem swojej niższości względem kogoś. Moja natura nie uznaje czegoś takiego a każdy bóg, choćby najbardziej kochający czy najstraszniejszy, nie zasługuje na moje kajanie się przed nim. Moim dobrym znajomym katolikom na pytanie, czy nie boję się, że jeśli nie mam racji, spotka mnie kara za niewiarę, mówię, że jeśli bóg istnieje taki, jak jest on w Biblii opisany, to chętnie naplułabym mu w twarz. Oni nie czytali, więc nie wiedzą o co mi chodzi i moje słowa zbywają zgorszonym milczeniem. Jeśli natomiast jest taki, jak go ludzie przedstawiają – miłosierny, mądry, wszechwiedzący, to ten bóg bardzo mnie kocha. Tak! Bóg wasz kocha mnie, bo wie, że żyję w zgodzie z własnym sumieniem i przede wszystkim nie jestem hipokrytką.

Jeśli chodzi o definicje religii, najbardziej podobają mi się dwie: jedna Roberta Pirsiga:

„Jeżeli jedna osoba ma jakieś urojenia, nazywamy to szaleństwem. Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie, nazywamy to religią”

druga Zygmunta Freuda:

„Religia to nerwica natręctw”

 Tak więc na początku swej świadomej drogi do ateizmu, która rozpoczęła się od czytania biblii, zaczęłam rozglądać się za religią, może niezgodną z moim miejscem zamieszkania, kulturą w której się wychowałam, tradycją, za to zgodną z moim rozumem, którą mogłabym uznać za godną zaufania. W momencie gdy zaczynały się opowieści rodem z filmów science fiction, odpuszczałam sobie. Mój racjonalny umysł nie mógł przełknąć żadnego czary mary.

Kiedy jakiś czas temu usłyszałam o Potworze Spaghetti, pękałam ze śmiechu. Po czym doszłam do wniosku, że jakiś tam zlepek makaronu gdzieś tam w przestworzach jest mniej śmieszny od miłosiernego, wszechwiedzącego i wszechmogącego boga, który morduje niemal wszystkich stworzonych przez siebie ludzi na ziemi tylko po to, żeby potem za to przeprosić, jednemu ze swoich wyznawców każe zamordować swojego pierworodnego, żeby przekonać się, czy jest mu wierny, żeby jakiś czas później wydać na rzeź swojego syna, aby ten straszną śmiercią odkupił grzechy ludzkości, które mógł ludziom odpuścić od tak, po prostu. A wyznawcy Jahwe, żydowskiego boga wmawiają, że powinniśmy całe życie na kolanach przeklęczeć za tą boską ofiarę z syna. Pieprzę to. Ja o coś takiego nie prosiłam. Na szczęście jestem człowiekiem, w związku z tym, sama dałabym się sponiewierać, zeszmacić, poćwiartować i spalić za mojego syna. Żadna istota, która dopuściła się takiej zbrodni nie zasługuje na mój szacunek.

Oczywiście moje poszukiwania prawdziwej religii skończyły się dawno temu. Przyszedł czas na dojrzałość, która nie potrzebuje wymyślonych przyjaciół, żeby brać się za bary z życiem i wygrywać. Niedawno jednak usłyszałam o kolejnej próbie zarejestrowania w Polsce Kościoła Potwora Spaghetti. A i na Marszu Ateistów widziałam dziewczynę z durszlakiem na głowie. Postanowiłam poznać tę religię z czystej już ciekawości.

Wyznawcy Jego Makaronowatości twierdzą, że ich religia trwa od setek lat, a głośna stała się za sprawą opublikowania listu do Rady Szkoły w Kansas jednego z wyznawców, który był zaniepokojony tym, że w niektórych stanach USA obok teorii ewolucji ma być wprowadzony do planu nauczania kreacjonizm.  Napisał w nim, że jest wiele teorii Inteligentnego Projektu, m.in. taka, że świat został stworzony przez Latającego Potwora Spaghetti.

„Kościół Latającego Potwora Spaghetti jest prawdziwy i całkowicie prawomocny. Poparty jest licznymi dowodami naukowymi, a każda treść wydająca się śmieszna i humorystyczna, jest taka wyłącznie przez przypadek.”

Skądś to znam. Co kilka wersów Biblii pękałam ze śmiechu. Kiedy doszłam do momentu, w którym święte słowo boże głosiło, że spośród ptaków żydom nie wolno jeść m.in. nietoperzy, odłożyłam Biblię pomiędzy „Mity Greckie” a „Alicję w krainie czarów” na miesiąc. Kiedy doszłam do momentu, kiedy to bóg wstrzymał słońce, żeby rzeź pomiędzy ludźmi mogła odbywać się za dnia, wyrzuciłam ją do kosza na śmieci. Potem wygrzebałam, bo jeszcze głupot było mi mało. Dziś nie żałuję. Kontrargumenty Świadkom Jehowy sypię jak z rękawa i mam z tego dziką satysfakcję. I tak przy okazji. Chcecie zagadkę? Według Biblii ilu ludzi zamordował Bóg a ilu Szatan? Temu, kto pierwszy prawidłowo odpowie, obiecuję spotkanie w realu. Stawiam piwo. Pierwsze.

„Mamy dowody że Latający Potwór Spaghetti stworzył Wszechświat. Nikt z nas, oczywiście, nie był wtedy by to zobaczyć, ale mamy o tym źródła pisane. Posiadamy liczne przydługawe dzieła tłumaczące wszystkie szczegóły Jego mocy.”

Z czymś mi się to kojarzy, a Wam?

„Wszyscy możemy z łatwością wyobrazić sobie przyszłość, w której te trzy teorie będą traktowane na równi w szkołach w całym kraju, a ostatecznie i na całym Świecie. Jedna trzecia uwagi dla Inteligentnego Projektu, jedna trzecia dla Latającego Potworo Spaghettyizmu (Pastafarianizmu) i jedna trzecia dla logicznych założeń opartych na przytłaczających namacalnych dowodach.”

Takie proste a takie genialne!

„Filary wiary” Pastafarian:

– Wierzymy że Piraci, pierwsi Pastafarianie, byli spokojnymi, szlachetnymi odkrywcami, którzy wyłącznie przez konsekwentną chrześcijańską propagande mają teraz opinię bezwzględnych kryminalistów,

– Lubimy piwo,

– Każdy piątek jest świętem,

– Nie traktujemy siebie zbyt poważnie,

– Uwielbiamy sprzeczności.

Osiem wskazówek Jego Makaronowatości:

1. Naprawdę wolałbym, byś nie zachowywał się jak jakiś świętoszkowaty dupek, gdy opisujesz moją Makaronowatą Dobroć. Jeśli ktoś we mnie nie wierzy, to spoko. Naprawdę, nie jestem przecież próżny. Nie zbaczajmy jednak z tematu, bo nie o to chodzi. (Niepróżny bóg? To novum jakieś)

2. Naprawdę wolałbym, byś nie wykorzystywał mojego istnienia do agresji, zniewalania, karania, patroszenia i/lub sam wiesz, bycia niemiłym dla innych. Nie wymagam żadnych ofiar, a czystość jest ważna w przypadku wody pitnej, a nie ludzi. (Z czystością ludzi różnie bywa, można się o tym przekonać w upalne dni w zatłoczonych autobusach. Ale Jego Makaronowatość nie jeździ z pewnością środkami komunikacji miejskiej)

3. Naprawdę wolałbym, byś nie oceniał ludzi ze względu na ich wygląd, sposób ubierania, mówienia czy też… Wiesz co, bądź po prostu miły, OK? I wbij to sobie do głowy: kobieta = człowiek, mężczyzna = człowiek. Jedno i to samo. Jedno nie jest lepsze od drugiego, no chyba że chodzi o wyczucie mody, gdyż, wybacz mi, ale dałem to kobietom i niektórym facetom, którzy wiedzą, jaka jest różnica między kolorem morskim a fuksją. (Mnie zapomniał dać. Czy to oznacza, że nie jestem ani kobietą ani mężczyzną? Muszę jakiegoś Pastafarianina spytać)

4. Naprawdę wolałbym, byś nie odbywał stosunku, który jest niemoralny dla Ciebie lub Twojego chętnego, zgadzającego się partnera, dorosłego tak na ciele, jak i umyśle. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to niech spada, chyba że to też jest dla niego niemoralne, to niech wyłączy wtedy telewizor i pójdzie na spacer dla odmiany. (Nie pojęłam o co kaman? Bo według mnie nie ma niemoralnego stosunku, jeśli dwie strony się na niego zgadzają)

5. Naprawdę wolałbym, byś nie walczył z bigoteryjnymi, mizoginistycznymi, pełnymi nienawiści przekonaniami innych na pusty żołądek. Zjedz coś i dopiero potem zajmij się tymi bredniami. (Pasuje do powiedzenia: głodny człowiek to zły człowiek)

6. Naprawdę wolałbym, byś nie budował kosztujących wiele milionów złotych kościołów/meczetów/kapliczek dla mej Makaronowatej Wspaniałości, gdy te pieniądze można by o wiele lepiej wydać, żeby (wybierz sam): A. zwalczyć ubóstwo, B. znaleźć lekarstwo na choroby, C. żyć w pokoju, namiętnie kochać, no i obniżyć koszty kablówki. Mogę być Nieodgadnioną Węglowodanową Wszechwiedzącą Istotą, jednak nie przeszkadza mi to w czerpaniu przyjemności z prostych rzeczy. Wiem, co mówię – JESTEM przecież Stwórcą. (bez zastrzeżeń. Nadmiar kasy wydaję na sushi)

7. Naprawdę wolałbym, byś nie rozpowiadał ludziom wkoło, że przemawiam do Ciebie. Nie jesteś aż tak interesujący. Zrozum to. Mówiłem Ci przecież, byś kochał swych bliźnich, rozważ to. (Że łot?)

8. Naprawdę wolałbym, byś nie robił innym tego, czego byś nie chciał, by oni robili Tobie… No wiesz, chyba że lubisz rzeczy związane z dużą ilością lateksu / skór / lubrykantów / Las Vegas, to tego też raczej nie rób. Jeśli druga osoba też to lubi (pamiętaj jednak o punkcie czwartym), to działajcie, róbcie zdjęcia, ale na miłość Makaronu, użyjcie PREZERWATYWY!!! Naprawdę, to tylko kawałek gumki, jeżeli nie chciałbym, by TO było przyjemne, dodałbym Wam jakieś kolce albo coś. (Dobrze, że nie dodał)

Pastafarianie mają swoje święta, np. 24 – 26 grudnia zupełnie przypadkowo przypadają w święta chrześcijańskie. Obchodzi się je tak, jak się chce.

„Pastehach” początek wiosny, zupełnie przypadkowo zbiega się z żydowskim świętem Pesach. Należy jeść jak najwięcej makaronu.

„Ramendan” 9 lipca – 7 sierpnia – przypadkowo oczywiście zbiega się z muzułmańskim Ramadanem. Trzeba wcinać makaron i wspominać czasy studenckie.

Halloween – 31 października – upamiętnienie czasów, kiedy Piraci, czyli Naród Wybrany, byli na całym świecie. Spadek populacji Piratów skutkuje trzęsieniami ziemi, huraganami i innymi katastrofami zwanymi naturalnymi.

„Święto mówienia niczym Pirat” – 19 września.

Każdy piątek – jako dzień święty.

Jest mały problem z Kościołem LPS. Mimo, że od 2012 r. stara się o rejestrację, nijak mu to nie wychodzi. Celem dla Pastafarian jest kult Latającego Potwora Spaghetti zgodnie z wszystkimi uprawnieniami, jakie gwarantuje ustawa o wyznaniach i wolności sumienia oraz propagowanie działań na rzecz rozdzielności Państwa Polskiego od Instytucji Kościelnych na płaszczyźnie finansowej, społecznej, politycznej i prawnej. Wyznawcy Jego Makaronowatości pragną zawieszenia jego wizerunku w Sejmie, wprowadzenia do szkół zajęć z religii pastafariańskiej na takich samych zasadach, na jakich prowadzone są obecnie zajęcia z religii katolickiej, zniesienia przepisu umożliwiającego pozwanie osoby za obrazę uczuć religijnych, likwidacji Funduszu Kościelnego, wspierania organizacji działających na rzecz szerzenia tolerancji wśród społeczeństwa, walki z dyskryminacją ze względu na płeć, wyznanie, preferencje seksualne, pochodzenie, status majątkowy oraz propagowania działań mających na celu wprowadzenie rozdzielności Państwa Polskiego od Instytucji Kościelnych.

I na koniec pierwszej części „Nieokreślona liczba NIE-Przykazań, a Sugestii”:

1. Jam jest Latający Potwór Spaghetti. Nie będziesz miał innych potworów przede Mną. (Potem możesz mieć; tylko użyj zabezpieczenia). Jedynym Potworem, który zasługuje na pisanie wielką literą jestem Ja! Inne potwory to fałszywe potwory, niezasługujące na pisanie wielką literą.
2. Nie winieneś czynić rzeczy, które wiesz już dobrze, że są złe, jak zabijanie, kłamanie, zdradzanie, kradzież itd. Czy naprawdę musisz mieć to wyciosane w kamieniu?
3. Nie osądzaj, bo najpewniej nie jest to twoja praca, ani twój interes.
4. Aha, i staraj się nie kupować zbyt dużo niepotrzebnego badziewia, OK.?
5. Bądźże miłym dla innych czy są mili dla ciebie, czy też nie, gdyż czyni to ciebie lepszą osobą w większości przypadków, a czasami wkurzy to jakiegoś idiotę, co ucieszy Sosowatego Pana Twego.
6. Winieneś nie spożywać „sera” z zielonego tekturowego pudełka, ani też nie winieneś pozwalać na trzymanie takich pudełek w swoich domach.
7. Winieneś dzielić się, tak aby nikt nie poszukiwał, nie znajdując.
8. Nie winieneś czuć się winnym, za to że czujesz się dobrze.
9. Winieneś pamiętać, że wszelkie ludy na Ziemi są w równym stopniu Moimi Istotami. Jeżeli wielbisz striptizerki, będziesz szczodrze nagradzał je pieniężnie. Pamiętaj że karzełki są dla Mnie Święte; nie będziesz ich w niczym pomijał.
10.  Nie będziesz próżną żyłą dla swego Makaronu. Ani inną arterią, jeżeli już o to chodzi.
11. Będziesz starał się po wieki usprawniać swój Makaron, aby coraz bardziej zbliżać się do Boskiej Makaronowatości.
12. Winieneś ostrożnie podchodzić do tych, którzy twierdzą iż osiągnęli Makaronowatą Perfekcję, albowiem są to Fałszywi Kucharze, których słowa o Idealnej Recepturze poprowadzą ciebie złą drogą.

Co do punktu 6, jest to jedna z tajemnic wiary pastafarianizmu… 🙂 🙂

Wiecie co? Zaczynam się nad tą religią naprawdę zastanawiać 🙂

exchange-of-ideas-222789_1280

Ateistka vs ateista.

Ludzie! Ale się narobiło! Temat nr jeden wałkowany przez media, internet, a nawet ludzi na ulicach zaczyna spędzać mi sen z powiek. Już w szkołach moich dzieci małolaci gadają o przyszłych kolegach „Arabusach”. Ludzie na fejsbuku wyrzucają się z grona znajomych, z powodu różnic zdań na temat fali ludzi z krajów muzułmańskich zalewającej Europę. Z argumentów i kontrargumentów przeciwników i zwolenników przyjmowania uchodźców czy imigrantów można by ugotować zupę gęstą jak wojskowa grochówa. Łycha w niej zanurzona stoi już na baczność, a i tak co rusz ktoś dorzuca do gara kolejne składniki. Nie tylko politycy, nie tylko dziennikarze, nie tylko wierzący, ale i ateiści szczególnie aktywni w internecie.

Niektórym tak się w głowach pomieszało, że mają ateistów za ludzi lepszych od pozostałych. Z tego założenia wynika poważne rozczarowanie, kiedy okazuje się, że ateista to niekoniecznie humanista, albo niekoniecznie człowiek wystarczająco empatyczny, wystarczająco święty lub po prostu wystarczająco inteligentny. Wystarczająco dla osoby rozczarowanej. Problem polega na tym, że do samego hasła „ateista” dopisuje się swoje własne, życzeniowe definicje. A ateista to człowiek niewierzący w jakiegokolwiek boga czy bogów. Aż i tylko tyle. Ateistą może być ktoś bez skazy, jak również gość odbywający karę więzienia za morderstwo. To powinno być jasne dla wszystkich.

Wracając do grochówki. Nie wiem, czy zupa się przypaliła, czy też gar się przepełnił, ale ktoś postanowił nagle przyrządzić coś nowego – deserek i wmówić przy okazji wszem i wobec, że między innymi i ja jestem jego współautorką. Jeszcze, gdyby to słodkie danie wyszło dobrze, może nie miałabym nic przeciwko temu. Jak wiadomo, sukces lubi mieć wielu ojców, czy matek. Niestety, wyszedł zakalec, którego ani nie mam zamiaru jeść, ani potwierdzać nieprawdy, czyli że maczałam w nim palce.

Rzecz dotyczy tekstu kolegi „po fachu” pod tytułem „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”

Sam tytuł mnie zaskoczył. Nie wiedziałam, że mam pomysł! Przyznałam nawet w tekście „Przegląd debilizmów dni ostatnich”, że takowego nie posiadam. No cóż, może kolega, bardziej doświadczony w działalności ateistycznej wie lepiej ode mnie, czy mam pomysł, czy nie? Zanurzyłam się w lekturze. Wynurzyć się było znacznie trudniej. Z bagna ciężko się po prostu wykaraskać, tak jak wypisać z ateizmu tylko po to, żeby mnie nikt z tym tekstem nie identyfikował.

Autor tekstu proponuje pytania dla imigrantów (nie dla uchodźców, których gotów jest przyjmować bezwarunkowo) i od udzielonych przez nich odpowiedzi uzależnia przyjmowanie, bądź nieprzyjmowanie ich do kraju. A cóż to miałyby być za pytania? Jak się masz? Co u ciebie słychać? Co cię do nas sprowadza? Nie, nie! Coś znacznie bardziej śmiesznego. A oto propozycje:

„Czy bicie żony przez męża jest twoim zdaniem odpowiednie w zalecanych przez Koran sytuacjach”

I wyjaśnienie:

„Odpowiedź twierdząca mogłaby być powodem nie przyjęcia danej osoby do kraju europejskiego. Koran niestety usprawiedliwia przemoc rodzinną wobec kobiet.”

„Czy należy zabijać osoby, które wyrzekają się islamu?”

„Czy córce wychodzącej za niemuzułmanina należna jest śmierć?”

I wyjaśnienie:

„Te pytania mogą sie wydawać absurdalne i niemal islamofobiczne, ale niestety zbyt wielu europejskich muzułmanów uważa, że karą za porzucenie islamu jest właśnie śmierć, czyli powołuje się literalnie na Koran”.

„Co należy zrobić, gdy ujrzy się na ulicy całujących się panów?”

I znowu wyjaśnienie:

„W wielu państwach muzułmańskich homoseksualizm jest surowo karany (…)”

Akurat to ostatnie pytanie można zadać nie tylko imigrantom. Ja nie lubię patrzeć na całujących się publicznie gejów, lesbijki czy osoby heteroseksualne. Najchętniej podeszłabym do takiej pary (niezależnie od tego, kto z kim by się całował) i powiedziałabym, żeby udała się do sypialni. Czy grozi mi w związku z tym wydalenie z kraju?

Jak sam autor przyznaje, podstawą wiary, prawa i obyczajów muzułmanów jest Koran. Po kiego grzyba mnożyć pytania, jak wszystkie one sprowadzają się do jednego mianownika? Wystarczy podłożyć takiemu imigrantowi świstek papieru z jednym zdaniem: „Wyrzekam się Koranu” – i sprawa załatwiona. Podpisał? Otwieramy drzwi. Nie podpisał? Wypad.

A może prościej? Uświadomić raz i porządnie imigrantów, że w naszym kraju obowiązuje prawo. Jedno prawo, któremu wszyscy podlegają. Bez wyjątku! Mają je zaakceptować, jeśli chcą u nas mieszkać. Albo całkiem polecieć po bandzie i poinformować ich, że szykuje nam się państwo wyznaniowe i zapytać przy okazji, czy aby na pewno chcą w takim państwie przebywać. Bo religią państwową nie będzie u nas islam niestety. Niestety dla nich, bo my od dawna borykamy się z katolickim państwem i jakoś dajemy radę.

Autor brnie w temat dalej a im dalej, tym bardziej upiornie lub śmiesznie. To zależy od wrażliwości czytelnika:

„Po drugie część pytań może być wpleciona w testy psychologiczne, czyli nie postawiona wprost. Można sprawdzić jak gwałtowną reakcję wywołują zdjęcia całujących się mężczyzn, czy na przykład zakochanych par chrześcijanin – muzułmanka. Można też sprawdzić, czy zdjęcie zabitego człowieka z podpisem „ten człowiek rysował karykatury Mahometa” nie wywołuje satysfakcji. Można pokazać tego typu zdjęcia i badać stan emocjonalny testowanego na bazie pozornie niezwiązanych z celem testu pytań.”

Ja piórkuję! Genialne! Proponuję takie badania dla polskich katolibów z jedną zmianą. „Ten człowiek rysował karykatury JP II i Jezusa”. Jak okaże się, że ktoś testu nie przeszedł, wysiedlimy go do Syrii na przykład, bo z tego, co się orientuję, luźno się tam zrobiło. Jak już wspomniałam, sama zaliczyłabym wpadkę na całujących się publicznie mężczyznach. W związku z tym wypadałoby ustalić, jaki wynik dyskwalifikuje badanego. Jedno wahnięcie i wynocha? Toż to nie po bożemu. Ani nie po humanistycznemu czy racjonalnemu:)

Przy okazji jest to banalnie proste rozwiązanie problemu bezrobocia. Armia ludzi zatrudnionych do badania islamistów. Jedni do podpinania ich do czegoś w rodzaju wykrywacza kłamstw, inni do analizowania testów i reakcji badanych, inni do zbierania i archiwizowania dokumentacji a jeszcze inni do wycierania potu z czoła delikwentów. Bo pocić się będą na pewno.

A może jeszcze inaczej. Na samej granicy przywitać ich po słowiańsku, galaretą ze świńskich nóżek i setką wódki. Nie zjedzą i nie wypiją, to niech spadają, jak nie potrafią uszanować zwyczajów gospodarza. Wyjdzie znacznie taniej i mniej ludzi potrzeba do obsługi.

Tekstu tego można by nie traktować poważnie i w ogóle się nim nie zajmować, gdyby nie ten nieszczęsny tytuł. „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”. ATEIŚCI MAJĄ POMYSŁ! Nie wiem, czy prosić trzeba, czy grozić, aby nikt nie przywłaszczał sobie prawa do wypowiadania się za całe środowisko? Jeszcze raz powtórzę — ateista to człowiek niewierzący w boga. Tylko tyle nas łączy, jako ogół. Oczywiście możemy zgadzać się na wielu innych płaszczyznach, ale możemy się również różnić. Jestem ateistką. Mimo to nie tylko nie mam pomysłu, ale również nie wyrażam zgody, aby ktoś za mnie decydował, z czym się identyfikuję, a z czym nie. A już na pewno nie chcę mieć do czynienia z żadnymi testami.

Proponowane pytania ośmieszają przede wszystkim pytającego, a imigranta stawiają w bardzo trudnej sytuacji. Może przed podróżą wakacyjną np. do Egiptu, powinni nam, Europejczykom czy samym Polakom zadawać pytania, zanim pozwolą nam na własne oczy zobaczyć piramidy? A może tylko ateistom? Islam i chrześcijaństwo, choć różne, to jednak są tak zwanymi religiami świętej księgi. Wiele je różni, ale są również punkty wspólne. Ateizm to najgorszy dla islamisty z poglądów. I co teraz? Co wpisałby ateista w miejsce „wyznanie”? Skłamie, aby spełnić marzenie swoje i rodziny na wspaniały urlop, czy napisze prawdę? Może dla niektórych ateistów to bez znaczenia. Wpiszą byle co, żeby tylko dopiąć celu. Jednak dla niektórych ateistów ich pogląd jest na tyle istotny (do takich ja należę), że będą w stanie zrezygnować z wypadu do krajów islamskich, mając poczuciem dyskryminacji i krzywdy rzecz jasna.

Jeszcze raz powtarzam. Nikt, ale to nikt nie ma prawa wypowiadania się w imieniu wszystkich ateistów, a pomysł na testowanie imigrantów uważam za idiotyczny. Autor przewidział to jednak. Złapał mnie za włosy, wyciągnął z szuflady „ateista” i wepchnął do zupełnie innej:

„Oczywiście ludzie nastawieni radykalnie lewicowo i multikulturalnie pomyślą, że sam pomysł na taki test jest oburzający. Wydaje mi się jednak, że mocnym rasizmem jest ich myślenie o muzułmanach jako o „dzikusach”, którym wolno więcej.”

No zaraz krew mnie zaleje! Najpierw mówi mi się, że mam pomysł, upycha się mnie w grono osób, których poczucia humoru najzwyczajniej w świecie nie łapię, a potem mówi mi się, że skoro mi pomysł ateistów nie odpowiada, jestem radykalnie lewicowa lub mam nastawienie multikulturalne. Do tego jestem rasistką, która twierdzi, że dzikusom więcej wolno. Nie! Nie jestem! Nie twierdzę! Nie wolno! I w ogóle łapy precz od mojej fryzury!

Na sam koniec autor zasadza kwiatka, który nijak ma się do grządki w postaci tytułu, dzięki któremu postanowiłam przeczytać ten tekst:

„Oczywiście nie mam badań dotyczących tego, jak wielu ateistów i świeckich humanistów chciałoby lobbować za tego typu testami dla imigrantów”.

No mój drogi! Albo rybki, albo pipki. Ateiści mają pomysł albo moi koledzy mają pomysł. Czy w ogóle taki pomysł można łączyć z ateistami? To, że wpadł na niego ateista, a inny ateista go poparł, nie oznacza, że ateiści jako ogół mają ten sam, niepoważny pomysł.

Nauczmy się wypowiadać przede wszystkim we własnym imieniu. Wówczas mniej konfliktów będzie pomiędzy samymi ateistami, czego wszystkim nam serdecznie życzę.

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

rola kobiet

Gender, czyli po jasnej strona mocy.

Retoryka Kościoła katolickiego wokoło nauki Gender u samych podstaw oparta jest na fałszu, a powodem tego są mity biblijne, które jasno wskazują rolę kobiety.

Walka z Gender, to walka o kościelną tożsamość.

kosciol

Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się.

Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości.

Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa.

I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo.

Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci” 

1 Tm 2, 11-15″

***

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć;

nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje.

A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów!

Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.”

1 Kor 14, 34

Jeśli kobieta nie może urodzić dzieci – „przyjdzie jej umrzeć”. 

Rdz 30, 1

To są wyrywki z księgi, którą biskupi uznają za wyznacznik swoich poglądów i wierzeń.

Wygląda więc, że Komisarz nie wie, czym są Prawa Człowieka i co zostało zapisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, czyli najważniejszym dokumencie międzynarodowym, który powinien być dla niego

Katechizmem.

To nie jest kolejna analiza, tylko nazwanie rzeczy po imieniu. Katechizm jest wyznacznikiem ustalania prawa świeckiego, przecież to jest przestępstwo.

Metoda badawcza Gender, jest zagrożeniem dla Kościoła.

 

Gdyby biskupi przegrali wojnę o Gender, to będą mieli w ambonach dewotki, które głosząc kazania, będą „wygłaszać”… kazania sąsiadce i teściowej.

W portalu katolickim „Niedziela”, zamieszony jest felieton Artura Stelmasiaka pod tytułem: „Komisarz nakłania do łamania Praw Człowieka”, w którym dziennikarz „rozprawia” się z raportem Komisarza Praw Człowieka Rady Europy.

Tekst zaciekawił mnie z uwagi na to, że jest to głos katolickiego publicysty, który kształtuje opinię katolickich środowisk, popierających działania biskupów i uległych im polityków, więc postanowiłem się do niego odnieść.

Na początku autor prześlizguje się po temacie T. K. i ustawie medialnej:

Dlatego też ciekawy jestem, gdzie ci wszyscy komisarze byli, gdy poprzedni rząd wykonał nieudany „skok” na Trybunał Konstytucyjny, a wcześniej

krok po kroku przejmował media publiczne.

Ten tak popularny argument w stylu: „a u was to biją czarnych”, który używany jest przez zwolenników gównianej zmiany, brzmi jak zdarta płyta.

Piosenka pojawia się, gdy ktoś krytykuje pisowską politykę, oraz wskazuje na łamania przez najwyższych pisowskich urzędników państwowych – konstytucji. Tego typu działania są potwierdzeniem, że PiS łamie prawo i dobre obyczaje polityczne. Wyznawcy Kaczyńskiego, nie mając mądrych odpowiedzi używają języka dziecka w przedszkolu.:

„A bo psze pani, Donald robił to samo”.

Zwolennicy gównianej zmiany ośmieszają się, prowadząc tak ubogi w swojej wymowie dialog. W przeciwieństwie do „Peło„, Kaczyński nie przejmował mediów publicznych krok po kroku, tylko zgarnął je za jednym zamachem. Posadził na stołku prezesa mediów państwowych, Jacka Kurskiego, który jest nałogowym łgarzem. Nowy prezes, żeby mu nie psuli pracownicy atmosfery w pracy, wywalił pod byle jakim pozorem współpracowników, mogących krytykować rządzących i ich gównianą zmianę.

Przechwytywanie

Natomiast w ramach gównianej zmiany i w zgodzie z zachodzącymi w niej procesami, zatrudnił… dziennikarzy z telewizji Trwam oraz publicystów z Frondy. Podobnie sprawa ma się z TK. W przeciwieństwie do Peło, PiS-owi skok na Trybunał się udał.

Jednak najbardziej zainteresował mnie ostatni rozdział raportu pt. ” Prawa Kobiet i Równość Płci”.

To co w nim przeczytałem moim zdaniem dyskredytuje cały dokument i Komisarza, który się pod nim podpisał.

Jest bowiem nawoływaniem i zmuszaniem Polski do łamania podstawowych Praw Człowieka. 

Pod przykryciem europejskiej nowomowy w dokumencie można znaleźć mniej lub bardziej zawoalowane wskazówki,

które nas pchają w świat skrajnie lewicowych marzeń.

Twierdzi autor, który najprawdopodobniej nie zrozumiał treści raportu lub uprawia świadomą kościelną propagandę.

„W raporcie przeczytać można, że Polski rząd powinien skuteczniej

walczyć z tradycją, kulturą i religią,

bo przecież „nierówność kobiet w korzystaniu z praw na całym świecie

jest

głęboko zakorzeniona w tradycji, historii i kulturze, w tym w postawach religijnych”.

Pan Artur jest zwolennikiem katolickiego „porządku” i manipuluje treścią raportu. Komisarz nie mówi o wojnie z tradycją i religią, tylko wynikającymi z nich patologicznymi postawami, fundamentalistów religijnych oraz nacjonalizujących środowisk, które są powiązane z Kościołem katolickim.

A to istotna różnica.

Tymczasem, raport mówi tak:

132. Komisarz otrzymuje powtarzające się doniesienia, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, niektóre grupy społeczne postrzegają próby zwalczania stereotypów płciowych jako zagrożenie dla „tradycyjnych wartości”, jak małżeństwo, rodzina i macierzyństwo, które, ich zdaniem, opierają się na jasno określonych różnicach między płciami. Grupy te stają w silnej opozycji wobec tego, co nazywają pejoratywnie „ideologią gender”

Tu cały raport.

woman-752073_1280

Natomiast pan redaktor wyciąga takie wnioski:

Komisarz wytyka nieprzestrzeganie praw kobiet, które są postrzegane jako rodzicielki, matki i opiekunki.

Fakt, że kobiety w Polsce rodzą dzieci, a później się nimi opiekują wynika ze „stereotypów kulturowych

W raporcie nie ma żadnej negatywnej oceny matek jako rodzicielek i opiekunek, ale to nie przeszkadza autorowi wygłaszać kłamliwej biskupiej retoryki.

A im dalej, tym robi się dziwniej.

Czytając tekst raportu można odnieść wrażenie, że Komisarz proponuje Polkom zamiast rodzenia i matkowania

refundowaną antykoncepcję, a jeśli ta metoda nie pomoże, to oczywiście

aborcję.

Jego zdaniem zabijanie niewinnych dzieci należy do jednych z najbardziej podstawowych praw kobiet,

które w europejskiej nowomowie nazwane zostały „prawem reprodukcyjnym” i „prawem seksualnym”.

Autor podobnie jak i całe jego środowisko, stosuje socjotechnikę. W cytacie kłamie, twierdząc, że raport zaleca zamiast rodzenia – aborcję i antykoncepcję.

Tymczasem w zaleceniach komisarza czytamy.

 4.2.1 WNIOSKI I ZALECENIA

140. Komisarz zdecydowanie zaleca, aby polskie władze wzmocniły krajowy mechanizm na rzecz awansu praw kobiet i równości płci przez zapewnienie pełni potrzebnych środków finansowych i kadrowych instytucjom przeciwdziałającym dyskryminacji ze względu na płeć i płeć społeczno-kulturową.

W tym celu Komisarz zwraca uwagę na Zalecenie Komitetu Ministrów Rady Europy nt. standardów i mechanizmów na rzecz równości płci.

94 Komisarz podkreśla znaczenie, jakie ma zwiększenie nacisku na sprawy równości płci przez Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania i Społeczeństwa Obywatelskiego

W środowiskach kościelnych, budzi się sprzeciw i ogólna niezgoda z opinią komisarza w kwestiach: aborcji, klauzuli sumienia lekarzy, oraz wobec ustawy antyprzemocowej

Komisarz z niepokojem dowiaduje się, że presja społeczna jest czasami tak silna, że kobiety boją się prosić o legalne przerwanie ciąży z obawy, że ze strony niektórych grup społecznych spotkają je ataki i prześladowania 

Komisarz jest zaniepokojony wiadomością o projekcie ustawy przygotowanym przez grupę obywateli, wprowadzającym całkowity zakaz przerywania ciąży

Komisarz podkreśla, że ETPCz orzekł, że państwa są zobowiązane do takiego zorganizowania swoich systemów ochrony zdrowia, by korzystanie z wolności sumienia przez fachowych jej pracowników w związku z wykonywaniem zawodu nie uniemożliwiało pacjentom uzyskania dostępu do świadczeń, do których są uprawnieni zgodnie z obowiązującym prawem

Na co katolicki publicysta pisze:

Ostatni podrozdział raportu poświęcony został ubolewaniu nad tym, że Polacy nie chcą zabijać dzieci.

Mówi o tym nawet jego podtytuł

„Zniechęcający efekt penalizacji przerywania ciąży”.

Szczególną troską Komisarza w tym aspekcie jest klauzula sumienia lekarzy, którzy – jego zdaniem – nie powinni swojego sumienia używać.

Takie wnioski mógł wyciągnąć tylko człowiek o religijnym myśleniu, który nie rozumie tekstu czytanego lub w pełni świadomie nim manipuluje. Uważam, że w tym wypadku jest to świadoma manipulacja.

Uporczywe nazywanie, zygoty — dzieckiem, aborcji — zabijaniem, to charakterystyczne zagrania ludzi chodzących po ulicach, z krwawymi plakatami martwych płodów, w takiej fazie rozwoju, że cały ten wątpliwy happening niczemu nie służy, a wręcz przeciwnie jest szkodliwy.

Problem z aborcją można zakończyć w bardzo prosty sposób, który by zadowolił wszystkie strony. Wystarczy tylko złożyć projekt ustawy, zakazujący dokonywania aborcji każdemu katolikowi, a podstawią do wymierzenia kary, niech będzie akt chrztu od proboszcza.

Z tego raportu wynika jeszcze jeden dość kuriozalny wniosek.

Wychodzi na to, że dziś środowiska racjonalistów walczą o to, aby katolicy mogli dokonywać aborcji, przecież to absurd.

Zakaz aborcji tylko dla katolików.

Uzasadnianie czemu to jest szkodliwe? Jest bez sensu. Ktoś, kto nie widzi i nie chce zobaczyć, że robią go w konia, to i tak nie zmieni swoich poglądów, bo może stracić życie wieczne.

W ostatnim rozdziale raportu gołym okiem widać, że Komisarza Rady Europy zastępowały

opinie skrajnie lewicowe, feministyczne organizacje z Polski, które od wielu lat domagają się legalizacji aborcji,

zwalczają tradycyjny model rodziny oraz atakują społeczne nauczanie Kościoła.

Dziennikarz nie potrafi/nie chce/nie umie skonstatować, że nauczanie kościelne jest dla katolików, którym nikt nie każe dokonywać aborcji, oraz nie zabrania im mieć sumienie. Co samo w sobie jest bzdurą.

Ostatnią kwestią poruszoną przez katolickiego publicystę, jest problem przemocy domowej w Polsce

W wielu punktach raport jest tak oderwany od rzeczywistości, że czyta się go jak tekst satyryczny.

Pada opinia i nie wiadomo, czy się z niej śmiać, czy natychmiast o niej zapomnieć. Jedną z technik trolowania tematu, jest próba obśmiania treści i jej autora. Takie sprowadzenie dyskusji do kabaretu, świadczy o niezbyt wielkim rozeznaniu w sprawie i słabej pozycji, do prowadzenia merytorycznych dialogów.

Na koniec tekstu leci podsumowanie.

Przypominam więc:

„Artykuł 3 Deklaracji głosi, że „każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby”.

Dokładnie. Należy się jak psu kość – heteroseksualistom, osobom homoseksualnym, rozwodnikom, ateistom i ludziom o lewicowych poglądach. 

„Kolejny punkt mówi, że „mężczyźni i kobiety bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, narodowości lub wyznania mają prawo po osiągnięciu pełnoletniości do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny (…)”

Każdy ma prawo do dysponowania swoimi uczuciami, tego nie można narzucić. Emocje ludzkie nie podlegają kontroli, spróbuj przestać się rumienić w zawstydzającej sytuacji. 

„Rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i ma prawo do ochrony ze strony społeczeństwa i Państwa”.

Społeczeństwo i państwo ma obowiązek dbania o bezpieczeństwo każdego obywatela i każde dziecko. Łaski państwo nikomu nie robi, bo to społeczeństwo je utrzymuje.

Skandalem jest, żeby w wyniku dokonania legalnego zabiegu aborcji, kobiety napiętnowane były mianem zabójczyń własnego dziecka.

Wystarczy przeczytać opinie po śmierci Marii Czubaszek, żeby zrozumieć, o czym jest mowa.

Obrzydliwe i niesprawiedliwe.

„I na koniec zacytuje

Artykuł 18 Deklaracji, w którym można przeczytać, że

„każdy człowiek ma prawo wolności myśli, sumienia i wyznania”.

Uważam, że gdyby  ludzie chcieli dostrzec, jaka nauka płynie z tego zdania, to połowa sukcesu byłaby

już

dawno za naszym gatunkiem.

Nie rób drugiemu, co Tobie nie miłe.  

Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy peweksami!

– Powiedz mi po co jest ten gender ?

– Właśnie po co?

– Otóż to. Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz, co robi ten gender?

On odpowiada żywotnym potrzebom kapłanów.

To jest gender na skalę naszych możliwości.

Ty wiesz co my robimy tym genderem?

My otwieramy oczy niedowiarkom.

Patrzcie to nasze przez nas wykonane!

I to nie jest nasze ostatnie słowo!

I nikt nie ma prawa się przyczepić. Bo to jest gender oparty o episkopat ten gender tak sobie w świadomości społecznej gnije.

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego finansowe wsparcie.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Zapraszam na stronę poświęconą projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, kwota uzyskanych do tej pory darowizn, oraz artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

buddha-72107_1280

Super Bóg – szef wszystkich szefów.

W jednym z komentarzy Lucjan Pazerski zaproponował, aby poruszyć na portalu temat religii monoteistycznych wywodzących się z judaizmu, w zestawieniu z religiami wschodu.

Nie wiem czy już na tym blogu był poruszany temat religii monoteistycznych, mianowicie religii wywodzących się z judaizmu, że w przeciwieństwie chociażby do religii wschodu, są to religie mordercze i zniewalające (…) polecam wziąć ten temat pod lupę, chociażby na zasadzie analizy porównawczej, religie „zachodu”, a religie „wschodu” (można też filozoficzne teorie absolutu, np arystotelejską)…

Koncepcja super boga.

W historii każdego plemienia, narodu główną rolę opiekuńczą odgrywały bóstwa i związane z nimi moce nadnaturalne. Bogowie ci przejawiali cechy i potrzeby danego plemienia, im bóstwo było potężniejsze, tym naród w nie wierzący czuł się silniejszy i bezpieczniejszy.

Księga Powtórzonego Prawa 20; 3 mówiąc mu: «Słuchaj, Izraelu! Zaczynacie dzisiaj walkę przeciw wrogom waszym, niech trwoga przed nimi was nie ogarnia! Niech serce wam nie drży! Nie bójcie się, nie lękajcie się! 4 Gdyż z wami wyrusza Pan, Bóg wasz, by walczyć przeciw wrogom waszym i dać wam zwycięstwo.

Judaistyczny bóg JHWH („On powoduje, że się staje”) zrodził się na potrzeby izraelskiego plemienia, które było otoczone wrogami z własnymi zestawami bogów. Siłą rzeczy Jahwe musiał stać się bogiem nadrzędnym takim, który stworzył wszystko — nawet tych wrogów. Koncepcja super boga nad wszystkimi innymi bogami musiała zostać stworzona, dzięki temu wszyscy inni bogowie zostali pokonani.

Takie podejście pozwalało Izraelitom zracjonalizować wyrzynanie w pień okoliczne plemiona, które nie chciały uznać Jahwe za boga prawdziwego – jedynego nad całym światem. Starotestamentowe bóstwo musiało siłą rzeczy być gniewne, nieznające litości dla wrogów do tego stopnia, że było w stanie utopić całą ludzkość, z wyjątkiem paru wiernych mu osób.

„Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą: Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów: siedem narodów liczniejszych i potężniejszych od ciebie. Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości.”   Pwt 7, 1

Teologowie od wieków próbują wypierać agresywny przekaz Starego Testamentu, twierdząc, że wyroki boskie nie podlegają ludzkiej ocenie, a brutalność Jahwe podyktowana była charakterystyką tamtych czasów. W miarę rozwoju cywilizacji wizerunek boga wojny Jahwe musiał zostać ocieplony.

W okresie Sokratesa i Platona narodził się nowy super bóg na miarę nowych czasów – empatyczny Jezus. Jego nauki są pomieszaniem myśli filozoficznych z tradycją judaistyczną. Idea powszechnego odkupienia trafiła na podatny grunt i z czasem przerodziła się w potężną religię instytucjonalną, zarządzaną przez kasty kapłanów, którzy twierdzą, że w procederze wybaczania są niezbędni.

System super boga ewoluuje. Dziś rośnie w siłę islam, który naucza, że Allach unieważnił wszystkie dotychczasowe systemy religijne.

Koran, ostatnia Księga, którą Prorok miał przekazać wszystkim ludziom i która unieważnia poprzednie Księgi. Koran został zesłany do wszystkich ludzi w celu wyprowadzenia ich z ciemności ku światłu, by mieli możliwość żyć w szczęściu, spokoju i stabilizacji

Powinniśmy wierzyć, że Allah wybiera na Swoich wysłanników najlepszych ludzi spośród całej ludzkości, aby przekazywali przesłanie wiary w Allaha, uczyli posłuszeństwa wobec Niego i ustanowili Jego religię na ziemi.

Skoro nie ma rywali dla Allaha, to co w związku z tym?

Islam jest swojego rodzaju hybrydą judaizmu i chrześcijaństwa, jest kolejną religią monoteistyczną, która propaguje tę samą koncepcję; super boga nad wszystkimi bogami. I podobnie jak kiedyś Izraelici, tak dziś muzułmanie mają misję nawrócenia całego świata na wyznawanie jedynego boga – Allaha.

Rozmawiając w dobie obecnej o wierze, rozmawia się niestety o systemie religijnym, a to z kolei jest rozmowa o poglądach i aspiracjach różnej maści religijnych przewodników duchowych. Klasa kapłańska działa w interesie swoich instytucji, prowadząc działania polityczną, w których głównym narzędziem są irracjonalne wierzenia i doktryny. W państwach, w których rządzi religijny zabobon, politycy i kapłani wykorzystują wiarę do kontrolowania zachowań obywateli.

Religie monoteistyczne mają to do siebie, że wtłaczają człowieka w schemat winy i potrzeby odkupienia. Uzależniają ludzi od rytuałów, obrzędów i dogmatów, które są im narzucane przez kapłanów. Celem jest wmówienie ludziom, że bez ich systemu religijnego nie są oni w stanie być dobrymi ludźmi, że mają w sobie pierwiastek zła, który przejmuje nad nimi kontrolę, gdy tylko zaczynają korzystać z wolności wyboru. Ludzie wierzący, kontrolowani są lękiem przed karą boską, wyniku której utracą życie po śmierci. Za życia pozbawieni mogą być najważniejszego elementu, jaki zabezpiecza im religia — nadziei.

Systemy religijne oparte o boga Jahwe i Allacha to organizacje totalitarne, agresywne i całkowicie niedemokratyczne.

„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.”   Mt 10, 34

Historia pokazuje, że idee islamu i chrześcijaństwa służą wzniecaniu wojen i tworzeniu podziałów, w obrębie tego samego gatunku, jakim jest homo sapiens.

Nic tak ludzi nie dzieli, jak chory światopogląd.

Bądź dla siebie latarnią, która oświetla twą drogę i nie poszukuj światła poza sobą. 

Buddyzm, Taoizm i Konfucjanizm, zaliczane są w poczet największych religii kultury wschodniej, przy czym określenie ich jako systemów religijnych nie do końca jest ścisłe, ponieważ są to bardziej nurty filozoficzne.

W przypadku czystego buddyzmu można mówić o swojego rodzaju ateizmie, ponieważ nie występuje w nim pojęcie boga. W przeciwieństwie do religii monoteistycznych buddyzm skupia się na doskonaleniu człowieczeństwa, na poszukiwaniu wyzwolenia się z pragnień, słabości tak, aby doznać oświecenia, czyli nirwany, w wyniku której człowiek wyzbywa się wszystkich zjawisk świadomościowych. Nurty filozofii wschodniej skupiają się na człowieku, wskazują, że to od niego zależy, jak będzie wyglądał świat i jakość jego życia.

Z czasem buddyzm uległ licznym przeobrażeniom. Pod wpływem napływających wierzeń z innych kultur pojawiła się spora ilość bóstw, którym składa się ofiary. W ten sposób niektórzy zaspakajają swoją potrzebę religijności. Buddyzm przeniknął do wielu kultur i środowisk świata zachodniego, zdobywając oddanych zwolenników.

Religie judaistyczne w porównaniu do buddyzmu są agresywne, umniejszają wartość człowieka, czynią go niewolnikiem warunkowej miłości Jahwe.

Jest takie powiedzenie: „jaki pan taki kram”, w tym wypadku można powiedzieć: „jaki bóg taka religia”.

Czy istnieje alternatywa?

W naturze człowieka zakorzeniona jest potrzeba wiary, jest częścią ludzkiej tożsamości. Ludzie wierzyli, wierzą i będą wierzyć. Nawet gdy nauka dostarczy sto dowód na nieistnienie bóstw, to i tak nie będzie to miało wpływu na wiarę w byty nadprzyrodzone, które opiekują się ludźmi i dają im nadzieję na życie po śmierci, w którym to spotkają swoich nieżyjących bliskich. I tak na końcu każdej opowieści osoby wierzącej jest siła sprawcza — super BÓG, który nawet te sto dowodów, na swoje nieistnienie stworzył po to, żeby zrobić wierzącym dodatkowy test prawdziwej wiary.

Lucjan wspomniał o koncepcji absolutu i jego filozoficznym aspekcie. Temat niezbyt często dyskutowany, a szkoda, bo może być ofertą dla tych, którzy w końcu przejrzą na oczy i zobaczą, że religie instytucjonalne wykorzystują ich wiarę do własnych, korporacyjnych celów.

Mam wśród swoich znajomych wielu ludzi, którzy wierzą w boga, byli świadkami Jehowy, katolikami. W pewnym momencie stwierdzili, że nie potrzebują takich instytucji jak Kościół, czy ciało kierownicze. Zrozumieli, że są poddawani manipulacji, a oferowana im wiara jest tan naprawdę funt kłaków warta. Nie zrezygnowali z boga, bo uważają, że coś tam musi być.

Wierzą w Absolut, kwintesencję doskonałości, który nie ocenia czy ktoś się masturbuje, czy używa prezerwatyw, nie wymaga religijnych rytuałów, kocha ich tylko dlatego, że są ludźmi. Nie są namolni, nie narzucają swojego punktu widzenia, potrafią dyskutować o ich postrzeganiu Absolutu, bo jest to postać wolna od ludzkich przekonań i dogmatów.

Jest tylko jeden problem — brak wspólnoty. W dyskusjach ten temat często się przewija, ponieważ ludzie potrzebują utożsamiać się z grupą, dzięki temu czują się pewnie, nie są wyobcowani. Jednak tworzenie takich struktur, obciążone jest pewnym niebezpieczeństwem, stworzeniem kolejnego systemu religijnego.

Jakby na problem wiary nie patrzeć, to musi ona prędzej czy później ewoluować. Na razie w naszym kraju Kościół ma mocną pozycję polityczną, jednak ludzie powoli zaczynają odchodzić od ołtarzy i widzą, że coś nie tak jest z tą katolicką ofertą.

Czy znajdą sobie inną ofertę?

Być może koncepcja absolutu zyska na znaczeniu, tym bardziej że tu żadnych pośredników, ofiar i rytuałów nie potrzeba, aby mieć kontakt i poczucie obcowania z nieznanym i nienazywalnym.

Warto też pamiętać, że siłę systemów religijnych nie tworzą kapłani tylko wierni.

***

Wesprzyj projekt wydania książki!

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk.

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”.

11008858_1796993840525962_1001424608_n

PiS – nowe pokolenie inkwizytorów Episkopatu

Te refleksje nie są atakiem na wierzących i ich boga, w którego wierzą. Hierarchowie katoliccy przy każdej próbie obnażania ich dokonań próbują wmówić opinii publicznej i swoim wyznawcom, że krytyka Kościoła katolickiego to bezpośredni atak na boga. Powołują się na biblijne teksty o tym, że prawdziwi chrześcijanie w czasach ostatecznych będą prześladowani, co jeszcze bardziej umacnia ich wiarygodność w oczach wierzących, a to z kolei motywuje wyznawców do obrony swoich kapłanów wbrew ogólnodostępnej wiedzy na temat ich podwójnej moralności, która takich jej strażników powinna z miejsca dyskwalifikować.

Warto przyjąć do świadomości, że te rzeczy się zdarzyły i mają swoje konsekwencje.

Episkopat — Watykański konsulat w Polsce to instytucja, która od lat działa na szkodę państwa i obywateli. W Polsce wykształcił się pogląd, że Watykan i jego urzędnicy to święte krowy, a każda krytyka to atak na wiarę i boga. Ta toksyczna „poprawność” skutkuje poczuciem bezkarności urzędników obcego państwa w Polsce, a katolicy jakby nie zdawali sobie sprawy, że przez działania swoich kapłanów ich wiara podlega krytycznej ocenie.

W ostatnich wydarzeniach pomija się kwestię źródła inspiracji obecnie rządzących polityków, którzy ostentacyjnie manifestują swój światopogląd i wcale nie kryją się z tym, że będą dążyć do zrobienia z katolicyzmu religii państwowej.

WE

„Jak widać nauczyliśmy się tego” rzekł Henryk Hoser … nauczyli się, ale jeszcze skuteczniej manipulować społeczeństwem, czego najlepszym dowodem jest powyższy tekst ze zrzutu. Purpuraci nie reagują na obecnie trwający kryzys polityczny, ponieważ w pełni zgadzają się z totalitarnymi zapędami Kaczyńskiego i reszty frustratów z PiS-u, którzy prawem kaduka niszczą struktury państwa, oczyszczając sobie pole do realizowania swoich chorych pomysłów.

Nadrzędnym celem wytyczonym PiS-owskim inkwizytorom przez Episkopat jest zmiana konstytucji, z której chcą zrobić aneks do biblii. Szamani sugerują, że prawa świeckie mogą być źródłem dyktatur. Łżą w żywe oczy i zaprzeczają rzeczywistości oraz doświadczeniom wynikającym z ich własnej historii.

Purpuraci katoliccy od wieków sterują w Polsce polityką i decyzjami swoich wyznawców, bez pardonu ignorując zasady państwa świeckiego. Za poprzednich rządów co chwilę ukazywały się pełne dramatyzmu odezwy, próby nacisku, szantażu emocjonalnego na sprawujących władzę urzędników państwowych, gdy ci uchwalali ustawy, które nie były zgodne z fundamentalistycznymi naukami wynikającymi z krwawej księgi biblijnej, którą uznają za nadrzędną ponad konstytucją. Dziś siedzą cicho i wygłaszają farmazony, jak to nie mieszają się do polityki.

Zarówno Kaczyński jak i Episkopat są zwolennikami ograniczenia demokracji, bo takie są wymogi ich wiary religijnej. Kaczyński wielokrotnie wyrażał opinię, że do realizacji jego celów niezbędna jest kontrola nad różnymi segmentami życia społecznego, co w praktyce oznacza złapanie narodu za pysk i poddanie społeczeństwa kontroli. Sprawa TK to przemyślana strategia, która pozwala rozpocząć inkwizycję w trybie natychmiastowym, o czym dowodzi rezygnacja z vacatio legis (ustawa wchodzi w życie z momentem jej podpisania). Jest to wykorzystanie do brudnych celów słabych punktów prawa; w ten sposób ustawa sama się wyklucza spod kontroli, czy jest zgodna z konstytucją.

Z zagranicy płyną do Polski sygnały zaniepokojenia innych państw sytuacją w Polsce, czołowa prasa światowa trąbi, że to, co się dzieje w kraju, zmierza wprost do rządów totalitarnych. Rząd struga idiotę i każe się wszystkim wypchać, zasłaniając się wygranymi wyborami. Zapomina PiS, że ma legitymizację do sprawowania władzy TYLKO w granicach prawa — wszystko ponadto jest nadużywaniem woli narodu. Zapomina też, że jest jak dupa od srania, aby tego narodu słuchać, a nie tylko 19% swoich wyborców.

Dziś pojawiła się informacja, że p. Waszczykowski wysłał do zaopiniowania Komisji Weneckiej przyjętą ustawę o TK, jednak zapomniał biedaczek o wysłaniu wszystkich papierków i przy okazji zawieruszył się gdzieś zapis o vacatio legis, czyli kolejna ściema w świetle jupiterów. Poziom bezczelności polityków PiS -u jest osłabiający, poczytalny człowiek nie wie, jak reagować na taką butę i arogancję.

Art. 4.

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

PiS oszukał swoich wyborców i okłamywał przy okazji w czasie wyborów całą Polskę. Udowodnienie tego nie jest żadnym problemem. Manipulacje z chowaniem skompromitowanych polityków przed opinią publiczną, kłamstwa obecnej pani premier, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony, szachrajstwa wyborcze, że kraj jest w ruinie (dowodem tego były fotki wykonywane na terenach do wyburzenia).

Politycy PiS-u za pomocą prawicowych mediów i sieciowych trolli rozpętali kampanię strachu i nienawiści przed uchodźcami. Z monitorów wypadały odcinane głowy i gwałcone przez migrantów kobiety. Dziś już te informacje nie pojawiają się, a do Polski uchodźcy nie chcieli i nie chcą przyjeżdżać, ponieważ im się to zwyczajnie nie opłaca. Propaganda zrobiła jednak swoje – wywołali psychozę strachu w sporej części społeczeństwa.

Do tego całego ambarasu dochodzi prezydent, który w czasie kampanii wyborczej mamił naród, że będzie niezależną głową państwa Polskiego, że będzie dążył do dialogu scalając ludzi o różnych światopoglądach. Dziś okazuje się, że tą niezależną głową kręci szyja w postaci Kaczyńskiego ziejącego nienawiścią do wszystkich tych, którzy nie zgadzają się z jego wizją Polski.

Zapomina się i nie mówi o tym, w jaki sposób wpływa na społeczeństwo hegemonia religii instytucjonalnych, gdy daje się jej pełnię władzy. Państwa, w których wierzenia religijne są prawem stanowionym z niezneutralizowanym prawem świeckim, to kraje totalitarne. Wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się w Afryce i na Bliskim Wschodzie, gdzie szamani przejmują kontrolę nad umysłami i zachowaniami ludzi.

Dzieci ofiarami okrutnych egzorcyzmów. 

W Nigerii Według szacunków w ciągu ostatnich dziesięciu lat w tym afrykańskim kraju o stosowanie czarów oskarżono ok. 15 tysięcy dzieci. Nagła śmierć rodziców, choroba brata, nieurodzaj… – to wszystko może sprowadzić nieszczęście na zupełnie niewinną osobę, na którą padnie podejrzenie, że jest opętana i odpowiada za niepomyślny okres. Zwykłe marzenie senne czy nadpobudliwość dziecka często są równoznaczne z jego kontaktami z szatanem

Jej twarz nic nie wyraża. Nie może opowiedzieć swojej historii, bo nie umie mówić. Ma nieodwracalnie uszkodzony mózg. Kiedy odgarnie się jej włosy, na środku czaszki widać głęboką bliznę. To matka wbiła jej w głowę gwóźdź, żeby w końcu wydusić z dziewczynki, że znajduje się w szatańskiej mocy

Co skłania ludzi do tak niewyobrażalnego okrucieństwa wobec dzieci? Paradoksalnie nie jest to tradycyjna wiara ich przodków, ale… skutek chrystianizacji.

Biblia jest dla nich bezpośrednim źródłem wiedzy o religii, wykładnikiem wiary, każde słowo w niej zawarte odczytują jak wyrok… źródło

23

W Nigerii szaleją zielonoświątkowcy, u nas ich zbory są praktycznie niewidoczne. Modlą się w zaciszu swoich kościołów „językami” i nic by nie wskazywało, do czego mogą się posunąć kapłani mający władzę. W Polsce mieliśmy przedsmak wprowadzania w przestrzeń publiczną otumanionych religią kapłanów zajmujących się czarami – w tym roku na Stadionie Narodowym, na którym to czarownik z Afryki hurtowo uleczał ludzi. W tym samym czasie objawili się i zaktywizowali nasi narodowi uzdrawiacze, których moc powodowała, że dziury w zębach wypełniały się plombami.  (Cuda, cuda i cudeńka.)

Ktoś może sobie pomyśleć, że przesadzam, że to nie u nas w środku Europy takie rzeczy, a wystarczy tylko przejrzeć w sieci, w co wierzą i kogo słuchają będący u władzy politycy.

[jwplayer mediaid=”13559″]

Ten kapłan – egzorcysta – mówi, że nie wie, jak było w Smoleńsku, ale i tak wie, że to jedno wielkie kłamstwo. Wmawia ludziom, że w Polsce promuje się dewiacje i zestawia to z łamaniem wiary katolickiej.

Nie trzeba dużej wyobraźni, aby domyślić się, co będzie, jeżeli tego typu ludzie dostaną władzę nad światopoglądem.

– Parlament depcze prawo Boga (rzymskokatolickiego)!  Polska  demokracja powinna być oparta na katolickim prawie Bożym – Józef Michalik

– Zasady kościelne obowiązują wszystkich – Dziwisz 

– Rząd powinien uspokoić biskupów, że wszystko będzie zabezpieczone kościołowi – Orszulik 

– Prawo Kościoła rzymskokatolickiego jest ważniejsze od prawa Państwa polskiego – Mering 

– Ateiści mają zdegradowane człowieczeństwo -Oko 

– Wolność wypowiedzi na temat biskupów zagraża Kościołowi – Stroba

Państwo islamskie – wzór dla Polski?

Czy to są normalne wypowiedzi osób duchownych? Czy raczej podżegaczy usiłujących wywołać konflikt na tle religijnym?

W Polsce ukrywa się i nie mówi o dramatycznych wydarzeniach w Rwandzie. Watykan nabrał w święte usta wody, a kościoły w Nyamata Memorial Site, Ntarama Memorial Site, Gikongoro Memorial Site, to dziś mauzolea ofiar ludobójstwa, w których czynny udział mieli katoliccy księża z Rwandy. Ktoś powie znowu, że to tylko ludzie – tak to ludzie, którzy działali pod wpływem religijnych przekonań. Księża i biskupi tworzyli podwaliny ekstremistycznych ugrupowań Hutu wchodząc w układy z dyktatorem Habyarimana.

Jakieś dwa lata temu ukazała się bardzo logiczna analiza porównawcza obecnej sytuacji Polski i Rwandy sprzed masakry i ludobójstwa… Dla większości czytelników wnioski brzmiały jak fantasy, które mogło zakiełkować tylko w chorym umyśle autora.

Proponuję przeczytać artykuł i wysłuchać 30 min. wystąpienia arcybiskupa Henryka Hosera… i odpowiedzieć sobie na pytanie- o czym nie mówi ani artykuł ani arcybiskup..

Mowa nienawiści – przewodnią siłą narodu?

Szczuli wyznawców przez całe lata, grzmiąc z ambon, że Tutsi to nie ludzie, że to pomiot węża, karaluchy, które próbują wedrzeć się do Rwandy, by ją opanować i że trzeba się ich pozbyć. Wzbudzali przez wiele lat przed tragedią poczucie fałszywej dumy z bycia Hutu, wskazując na grzechy i szatańskie pochodzenie Tutsi. Prowokatorzy w sutannach zostali osądzeni i siedzą w więzieniach, a ich niedobitki są do dziś poszukiwane przez władze Rwandy.

Dobrze by było przy okazji wyjaśnić rolę purpurata Hosera, który próbuje podważać konstytucję Polski sugerując, że trzeba ją zmienić, bo w świetle wydarzeń z Rwandy jest to przerażająca perspektywa, tym bardziej, że biskup – sądząc po jego wypowiedziach – ma problemy z emocjami i psychiką.

Art. 13.

Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

W Polsce oburzamy się przypadkami pedofilii wśród księży, zakonnicami, które stosują przemoc wobec dzieci i samotnych matek, ale czy ktoś sobie w końcu zada pytanie, czy aby nie za dużo tych przypadków ludzi z określonego kręgu, którzy dopuszczają się tak haniebnych czynów?  (Watykan – tu się dba o spokój duszy pedofila Wesołowskiego)

A na koniec wyjdzie na scenę taki pan Ziobro – troskliwy miś, z kolejnym dyktafonem, który będzie gwoździem do trumny jakiegoś doktora, co to więcej już nikogo nie zabije i oświadczy:

– Byśmy szybko rozwiązali to, co jest zadane, by Polacy w świąteczny czas nie musieli się już martwić o stabilność prawa w związku z Trybunałem Konstytucyjnym, bo za sprawą państwa decyzji, to prawo będzie stabilne…

Gorsze od wygadywania bzdur jest wygłaszanie bzdur uroczystych!

Wesołych Świąt, Rodacy i już sobie wcinając uszka z kapustą i grzybami, nie zaprzątajcie głowy polityką, nie musicie o tym dyskutować, bo…

PiS czuwa. 

Poważnie?

Są jeszcze tacy, co w to wierzą…

Propozycja wsparcia projektu wydania z Waszą pomocą książki:

„Świadek Jehowy z przypadku”

„Świadek Jehowy z przypadku” – kolejny fragment.

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
druga-strona-medalu

Ateista pod choinkę

Zdrowia, szczęścia dzisiaj wszystkim Wam życzymy
Szczęśliwego roku i spokojnych dni
Byśmy w zgodzie i w pokoju żyli w domu tym
Na Święta, na ten nowy rok…

idą święta la la la – Bayer Full

Jak to zwykle bywa przy okazji różnych świąt, pojawiają się złośliwe komentarze, że ateiści na co dzień atakują boga, a jak przychodzą święta, to zasiadają do wigilijnego stołu, ubierają choinkę i wyciągają bezbożne łapki po Mikołajowe prezenty. W czasie świąt dużo mówi się o duchowości, o przeżywaniu mistycyzmu Bożego Narodzenia; jest to chyba najbardziej rozpoznawalne święto przypisywane chrześcijanom.

Jak to więc jest z tą religijną duchowością?

Religie zawłaszczyły sobie pojęcie duchowości uzurpując sobie prawo do jej interpretacji. Życie duchowe w religiach instytucjonalnych to głównie przeżywanie rożnych misteriów, obrządków, zestawów modlitw, różańców, mszy i świąt… czyli czczenie rzeczy nadprzyrodzonych poprzez uczestniczenie w obrządkach religijnych, które zostały wymyślone przez kapłanów, a te obrządki których nie wymyślili, zakosili poganom, po to aby ich przyciągnąć do własnego wyznania, tak by mogli się ze swoją duchową tradycją utożsamić.

Osoby wierzące myślą i często to artykułują, że ateiści są smutni i nie mają celu w życiu żadnej nadziei, a głównym powodem tych wszystkich nieszczęść jest brak życia duchowego. Oczywiście ludzie religijni nie potrafią sobie wyobrazić, że bez boga jakiekolwiek życie duchowe jest możliwe, bo dla nich dawcą tych przeżyć jest Jahwe, Mahomet, Jezus, Zeus, Sziwa, czy każda inna magiczna istota, w którą wierzą.

Ludzie wierzący wybierając wiarę pozbywają się jednocześnie wolności.

Skąd taka pewność? Bo sam tego doświadczyłem, jak i wielu innych ateistów, którzy byli kiedyś osobami wierzącymi. Zapewne zaraz usłyszę o nawróconych ateistach, którzy albo odświeżyli swoją wiarę, albo doznali nagłego olśnienia. Te przypadki nic nie zmieniają w kwestii nieistnienia boga, tak samo jak nawrócenia na łożu śmierci znanych postaci, które całe życie określały się jako ateiści, nie czynią wiary bardziej racjonalną, bo jak czegoś nie ma, to nie ma.

Wiara w magiczną istotę, która stworzyła ludzi doskonałych, po czym stali się niedoskonali w wyniku podpuchy, jakiej dopuściło się bóstwo przez co sprowadziło na ludzi stertę nieszczęść i cierpień, nie ma specjalnego sensu. Ale już potrzeba zracjonalizowania cierpienia i niesprawiedliwości na świecie ma sens. Ludzie wierzący dzięki temu zrzucają na bóstwa swoje cierpienia, niepewność i niepojętość wszechświata, żyją nadzieją i są przekonani, że uzyskali odpowiedź na wszystkie trapiące ich pytania.

Duchowość religijna jest swojego rodzaju złotą klatką, w której przebywanie podlega określonym zasadom i jest zależne od magicznej istoty oraz czynionych przez wyznawcę rytuałów. Im bardziej i żarliwiej osoba wierząca oddaje się religijnym czynnościom, tym bardziej staje się uduchowiona, tym więcej doznaje oświeceń, objawień, proroczych wizji i … dalej jest w klatce.

Dla ateisty, który nigdy nie doświadczył wiary taki scenariusz jawi się jako objaw szaleństwa. Osoba wierząca uważa, że ateista, który nie przeżywa uniesień religijnych, nie wie, czym jest duchowość, nie doświadczył obecności boga, więc nie jest w stanie zrozumieć jej transcendentalnych przeżyć.

Otóż każda forma modlitwy i uniesienia religijnego to tylko i wyłącznie kontakt z samym sobą, ze swoją tożsamością, ze swoim pierwiastkiem życia, z wszechświatem, z przyrodą. W przypadku wyznawcy któregoś z bogów, człowiek wprowadza w tę osobistą relację istoty magiczne – istoty, które oceniają, każą lub nagradzają, dają lub odbierają, akceptują lub nie akceptują. Co więcej – najczęściej są to dwie istoty nadprzyrodzone. Jedna jest pełna miłości, druga jest kwintesencją zła. W ten sposób wszystko jest nazwane. To co wierzący uważa za złe w sobie, jest szatanem, a to co dobre – jest bogiem.

Gdy człowiek wierzący popełni zło, jest to wynikiem jego grzesznej natury – pierwiastkiem węża, którego każdy ma w sobie. Aby sobie z tym poradzić, ta druga ludzka natura – dobro czyli bóg, wybaczy zło, bo jest dobry i chce przebaczyć; w końcu samo sobie wybacza, że na chwilę stało się złem. Ten cały proces jest jednak zamknięty w klatce z napisem „bóg”, bo poza nim nie ma wybaczania win, a jaki będzie werdykt końcowy, tego osoba wierząca nigdy nie jest do końca pewna. Może tylko ufać, wierzyć, być przekonaną w mniejszym lub większym stopniu. W ten sposób życie duchowe wierzących to zestaw sprzecznych sygnałów, których powodem jest postać bóstwa  doskonałego, wszechwiedzącego, sprawiedliwego, a nade wszystko przejawiającego miłość agape czyli doskonałą:

1. Kor. 4 – 7

 4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Wszystko znosi, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie szuka swego i jeszcze raz „nie pamięta złego” W zestawieniu z wiedzą wynikającą z religijnych pism, postać boga jest zaprzeczeniem agape. Człowiek wierzący nie dopuszcza do siebie tych wątpliwości, ponieważ w ten sposób zaburza swoje życie duchowe. Religijne przeżycia duchowe to wewnętrzne rozterki między poczuciem winy, a doznaniem mistycznej miłości i szczęścia, a na końcu zawsze jest nadrzędna nadzieja i ufność, że istota magiczna wszystko wybaczy, bo ma w sobie miłość agape.

Błędny okrzyk zwany religią.

Religijność zapewnia pewnego rodzaju strefę komfortu – doskonały ojciec, uniwersalne wartości zebrane i spisane w księgach, doskonały plan, życie po śmierci te wszystkie granty mają koić „ból i cierpienie” istnienia, czyli bycie człowiekiem rozdartym między złem, a dobrem. Dzięki temu można poczuć się lepiej, a to z kolei nie oznacza, że sprawcą tego jest jakiś bóg, bo mówienie, że coś jest czymś, nie powoduje, że takim się staje. Takie podejście jest czystą afirmacją – wybiegiem umysłu, który broni się przed nieznanym, przed własnym przemijaniem, przed śmiercią.

Kolejnym elementem religijnych przeżyć duchowych jest poczucie wspólnoty bycia częścią planu potężnej istoty. Wspólnota wzmacnia duchowość religijną, nadaje jej większe znaczenie, co tym samym bardziej uprawdopodobnia istnienie bogów, bo przecież ci wszyscy wierzący nie mogą się mylić, coś w tym musi być. Działa tu mechanizm wzajemnej indukcji, samo-zapewniania się o trafności swoich przekonań. Im dłużej to trwa, tym bardziej wydaje się prawdopodobne i z czasem staje się prawdą objawioną. Dzięki takiemu wzmocnieniu ignorowane są fakty, które przeczą tym wyobrażeniom, bo na tym polega wiara będąca tylko wyobrażeniem rzeczy niewidzialnych, które poprzez interpretacje personifikują się w bogów.

Ostatnim argumentem, który wzmacnia przekonanie, że tylko duchowość religijna jest odpowiedzią na szczęśliwe życie homo-sapiens, jest twierdzenie, że tylko z religii wypływa źródło wyższej etyki, uniwersalnej moralności. Tymczasem wszelkie pisma święte są tego zaprzeczeniem. Czytając Stary Testament, Koran, można dostać zawrotu głowy od aktów przemocy, gwałtów, zabójstw. Religijna duchowość doprowadza do kamienowania i palenia na stosach ludzi.

Historia religijnej duchowości to obraz wojen religijnych, krucjat, dżihadu, zamachowców, samobójców to też przypadki matek topiących swoje dzieci, aby te mogły żyć szczęśliwie w niebie, to okaleczanie kobiet, nierówności społeczne i dominacja nad ludźmi nie podzielającymi obowiązującej wersji boga w danym środowisku. Ktoś może powiedzieć, że tych czynów dopuszczali się tylko ludzie. To jest prawdą. Jednak czynili to uniesieni religijną duchowością.

Religijna duchowość to silny afrodyzjak dla duszy. Ludzie wierząc dostają nadzieję, czują że w tym szalonym świecie jest ktoś, kto nad nimi czuwa – ktoś, kto rozwiąże wszystkie ludzkie utrapienia i da największy dar, jakiego może życzyć sobie homo sapiens – szansę na życie wieczne bez bólu wojen i zbrodni. Wyznawcy bogów dzięki swojej wierze żyją czując się szczęśliwymi, nie boją się śmierci, bo przecież wtedy spotkają obiekt swojego kultu.

Są w stanie zaakceptować w imię tej nadziei ograniczenie własnej wolności. Potrafią poświęcić swoje życie doczesne zamykając się klasztorze, poddając ascezie, są w stanie poświęcić życie swoje lub swoich bliskich. Pod wpływem religijnych przeżyć duchowych są gotowi dla dobra innych ludzi narzucić im swoją wiarę. Czynią to w interesie tych, którzy jeszcze nie wierzą w ich wersję duchowości. Wierzą, że wypełniają misję, która jest w pełnej zgodzie z nimi samymi, mimo że tym samym łamią wolną wolę tych, których chcą zmusić do przestrzegania praw wynikających z ich religii.

A co na to ateista?

Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to to, że nie ma żadnych przesłanek na to, aby jakakolwiek religia miała mieć wpływ na kształt państwa.

Uniwersalne wartości duchowe, takie jak: miłość, współczucie, poczucie winy, wstyd czy poczucie słuszności, nie mają nic wspólnego z wiarą w bogów i nie są też wynikiem spełniania obrządków religijnych. Moralnośc jest wpisana w interes własny jednostki, jak i pozostałych homo sapiens. Ludzie w drodze ewolucji społecznej wykształcili imperatyw wspólnego interesu – nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, to nie wymysł bóstwa, tylko wykształcona złota zasada na poziomie życia plemion w jaskiniach i niestety, w dzisiejszych czasach mocno zaburzona.

Ateista jest wolny od bogów, nie musi polegać na ich ocenie, jego życie duchowe to przeżywanie i doznawanie życia bez pośredników. Wie, że ma jedyną ku niemu okazję i że każdy dzień jest kolejnym z reszty jego życia, że przemija, jak wszytko w życiu, które jest procesem zamkniętym między dwoma najważniejszymi wydarzeniami: narodzinami i śmiercią. Między tymi punktami leży dla ateisty najważniejszy element procesu – droga. Ateista ma świadomość, że odpowiedzialność za jakość tej drogi spoczywa na nim; jak coś spartoli, to poniesie tego konsekwencje – nie liczy, że ktoś za niego spowoduje, że sam sobie wybaczy w zależności od tego, jak mocno będzie żałował i jaką okaże skruchę.

Osoby wierzące zwracają się do bogów, aby ci zawiesili prawa rządzące wszechświatem w tym jednym konkretnym – ich przypadku. Ateista wie, że wszytko zależy od niego i że w zależności od kroków jakie podejmie, takie osiągnie wyniki. Ludzie boją się wolności, choć tak o nią walczą, bo wolność wiąże się z odpowiedzialnością za swoje czyny.

Twierdzenie, że ateiści są ubodzy duchowo, bo brak im wiary w kosmiczną istotę, jest naiwne i wynika z niewiedzy oraz ograniczeń, jakie wierzącym narzucają ich kapłani i ich „święte” księgi. W biblii jest napisane, że bóg obdarzył wierzących wolną wolą i postawił przed wyborem: albo uznasz moją władzę, albo zginiesz. Tym samym ludzie stają się zakładnikami istoty magicznej, a ich nadzorcami stają się kapłani, którzy wymyślają coraz to nowe obrzędy, mające zjednać przychylność boga.

Czy to można nazwać wolnością?

Ryzykowne stwierdzenie, a jednak dobrze i skutecznie się sprzedaje.

Na koniec jeszcze słów parę o świętach…

Nooooo !!!!
Co tam u wos głupole-ateisty ???
Jo tu świętujem z innymi chrześcijanami, a wy bierta sie lenie i darmozjady do roboty,
bo to przeca nie jest wasze święto !!!

Do roboty lenie i dwulicowcy !!!!!!!!!!!!

(oryginalna pisownia)

Wierzący powinni miarkować się z osądzaniem ateistów o dwulicowość, bo sami nie obchodzą święta chrześcijańskiego, tylko pogańskie. Nie wiadomo czy czczą Rzymskie Saturnalia, Perski kult Mitry, czy też Sol Invictus. Powinni tez uważać na Mikołaja, bo to przebieraniec jest podwójny – pod czerwoną mycką i białą brodą kryje się pogański bóg Wodan, znany bardziej pod nazwą Odyn.

Święto to nie ma żadnego umiejscowienia w Ewangeliach. Nie jest podana żadna konkretna data narodzin Jezusa. Według biblii Jezus najprawdopodobniej urodził się w czasie trwania „Święta Namiotów,” czyli na koniec żniw.

Doszukiwanie się przez wierzących jakiegoś podwójnego dna, jest czepialstwem i próbą znalezienia haka na zasadzie; o… o patrzcie na niego na co dzień, to się wiary czepia, a jak Mikołaj do niego przychodzi to mu, to nie przeszkadza.

Tak więc w razie czego, to ciszej nad tą trumną.

– Hipokryzja? – mieszkająca w Krakowie Ewelina, mama dwójki przedszkolaków, wzrusza ramionami. – Obchodzę te święta z rodziną po świecku. Kolęd nie włączam. Jemy tradycyjne potrawy, bo są smaczne i odświętne, a raz w roku należy się nam jakiś wyjątkowy czas. Moje dzieci wiedzą, że ludzie, którzy chodzą do kościoła w tym czasie świętują narodziny Jezusa Chrystusa, a my po prostu cieszymy się sobą i radosną atmosferą. Ot, typowe ateistyczne święta Bożego Narodzenia – śmieje się.

Święta są ustawowymi dniami wolnymi od pracy i korzystając z ateistycznej wolności duchowej życzę wszystkim czytelnikom spokojnego i radosnego świętowania tego, co sobie chcą świętować.

Propozycja wsparcia projektu wydania z Waszą pomocą książki:

„Świadek Jehowy z przypadku”

„Świadek Jehowy z przypadku” – kolejny fragment.

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
78713

Maryjko, Maryjko, cóżeś ty za Pani, że z tobą idą chłopcy malowani..?

Biskupi prowadzą kampanię, która ma na celu stworzyć w środku Europy państwo wyznaniowe. Prowadzona akcja propagandowa opiera się głównie na zaprzeczeniu, że to jest nieprawda, a cała konstrukcja opiera się na sprytnie podawanych półprawdach.

Księża używają do realizacji swojego celu kultu Marii, w połączeniu z kultem prawie świętego papieża Jana Pawła II; celem zaś jest udowodnienie, że nasz kraj może obrać tylko jedną drogę. Przywołują wątki historyczne, które z jednej strony mają pokazać, ileż to zawdzięczamy królowej niebios i papieżowi, a z drugiej strony ukazują niezłomną postawę kapłanów w ciężkich dla Polski momentach.

Homilia ks. abp. Wacława Depo wygłoszona 15 sierpnia 2015 roku na Jasnej Górze.

Dlatego jakakolwiek próba rozłączania, oddzielania: ”to należy do Kościoła„, a ”to należy do narodu„, a ”to należy do państwa„ – jest niewłaściwa i sztuczna, chociażby ze względu na jedność psychiki ludzkiej.

Kapłan kategorycznie stwierdza, że nie ma czegoś takiego jak rozdzielenie kościoła od państwa, że wręcz byłby to sztuczny twór. Stwierdzenia: ”to należy do Kościoła„, a ”to należy do narodu„, a”to należy do państwa” przypominają jako żywo system komunistyczny, w którym wszystko było wszystkich, a nad wszystkim nadzór trzymała partia; tu wystarczy zamienić słowo partia na kościół i wychodzi na to samo.  

Nam nie grozi – demagogicznie ujmując – ”państwo wyznaniowe„, ale jak mocno wołał Święty Jan Paweł II: zagraża nam kłamstwo udające prawdę i grzech udający dobro.

Zgodnie z metodą propagandy opierającej się na odwróceniu uwagi od głównego celu, zaraz po ogłoszeniu, że państwo wyznaniowe jest czymś naturalnym, pojawia się półprawda „Nam nie grozi”, bo rzeczywiście „im” nie grozi państwo wyznaniowe, ponieważ to oni tworzą wyznanie.

Powoływanie się na słowa Polaka papieża, podobnie jak na cudowną moc Maryi, to nic innego jak posługiwanie się autorytetem sacrum, z którym się nie dyskutuje. W tym przypadku biskup sankcjonuje swoje manipulacje i chce pokazać, że to wszystko, co mówi, jest prawdą, bo przecież papież jasno wskazuje, że to inni kłamią, co ma być dowodem na to, że biskup ma czyste intencje.

Myślenie, które nas zobowiązuje w Polsce ochrzczonej – nie pozwala nam na rozdzielanie spraw Kościoła i Narodu, jak gdyby życie Narodu nic nas nie obchodziło.

Sprawa jest klarowna, Polska jest ochrzczona, więc należy do Kościoła Katolickiego, a że Polska to Naród, to nie można oddzielić jedno od drugiego. Tak na marginesie, to prawdziwy chrzest polega na całkowitym zanurzeniu delikwenta, a pomysł z ochrzczeniem państwa to abstrakcja z punktu widzenia biblijnego i logicznego.

Plan kampanii jest w swej prostocie genialny, bo podobnie jak religia opiera się na tworzeniu mitów o boskich interwencjach w czasach zamierzchłych. Tu panuje pełna swoboda, można wcisnąć każdy kit, licząc na to, że ciemny lud kupi wszystko, co wypływa z ust szamana.

Wiara każe nam widzieć w wielu zdarzeniach historycznych Narodu interwencję Bożą. Taką interwencję Bożą niewątpliwie widzieliśmy i w roku 1920. Było to zdarzenie, które miało znaczenie nie tylko dla naszego Narodu, ale i dla całej Europy. Tak jak miało to miejsce kiedyś pod Legnicą, pod Beresteczkiem czy pod Wiedniem.

Ciekawostką jest to, że ludzie wierzący nie widzą w tych interwencjach pewnej prawidłowości. Wszystkie przywoływane tu zdarzenia dotyczyły działań zbrojnych, w których zabijano ludzi, czyli matka boska lubi rozpierduchy i występuje często w roli Ateny, bogini mądrości i wojny;  w słusznej sprawie występuje. W sumie porównanie do Ateny nie powinno dziwić, bo matka boska ma wiele imion, na przykład w bitwie pod Legnicą występowała jako matka boska Jackowa.

Przywołany jest również „Cud nad Wisłą”; zresztą cała mowa biskupa była właśnie z tej okazji. Sam termin: „cud nad Wisłą” po raz pierwszy został użyty przez  endeckiego, prof. Stanisława Strońskiego, a do życia politycznego wkroczył dzięki Witosowi, który ogłosił tę nazwę z trybuny sejmowej. Objawienie to nie zostało oficjalnie uznane przez Kościół Katolicki. Prawdziwość tej opowieści jest na jednym poziomie z opowieściami o bitności Ateny, podobnie zresztą jak i cały kult Marii, który został wyssany z  biskupich paluchów i połknięty razem z pierścieniem Tolkiena.

Całość tej bajki opiera się na opowieściach jeńców wojennych oraz na przekazach z drugiej ręki, że w 1920 roku bolszewikom pod Ossowem ukazała się matka boska Łaskawa z wizerunku z kościoła Matki Boskiej Łaskawej Patronki Warszawy. Jeńcy mieli opisywać wizerunek, którego nigdy wcześniej nie mieli możliwości widzieć i to ostatnie ma być dowodem na cud. Jest to bzdura, którą stworzyli sami kapłani na potrzeby zasadności swojego kultu, który, jak widać, trwa do XXIw., a wystarczy sobie zadać trzy pytania:

1. Gdzie można znaleźć spisane relacje jeńców?
2. W jakim stopniu przekazy te są godne zaufania?
3. Jak można zweryfikować to, że nie mieli możliwości wcześniejszego zobaczenia wizerunku?

Z roku na rok opowieść jest powielana i uprawomocniana; podobnie jak inne religijne opowieści – staje się prawdą objawioną, a to z kolei prowadzi do wniosku, że Polska jest pod boską opieką i jako taka należy do Kościoła Katolickiego. Organizowane są huczne imprezy, przewijają się tabuny polityków, kapłani w coraz to  większy wpadają zachwyt nad militarnymi zdolnościami Marii matki boskiej, która istnieje na tej samej zasadzie, na jakiej obecna jest w mitach greckich Atena. Oczywiście nikomu to nie przeszkadza, bo ludzie lubią wierzyć w bzdury.

Wybiórczość i sposób używania zdarzeń z historii jest czasami na poziomie myślenia przedszkolaka. Kapłan przywołuje bitwę po Beresteczkiem.

Król Jan Kazimierz, któremu obraz towarzyszył podczas wypraw wojennych, szczególnie wierzył w jego cudowne właściwości. Monarcha zawdzięczał mu zwycięstwo w bitwie pod Beresteczkiem w 1651 r.

Obecność obrazu pomogła wygrać bitwę, ale nie pomogła jakoś w kwestiach rządzenia krajem, który na skutek wojen z Kozakami, Rosją, Tatarami, Węgrami, Brandenburgią i Szwecją mocno ucierpiał ; tu jakoś obraz  nie popisał się swoją skutecznością. Król natomiast po nieudanych próbach przeprowadzenia reform abdykował i wyjechał do Francji. Kaziu był skory do bitki i do knucia za plecami swoich rodaków, za to kiepski w rządzeniu królestwem. Znowu więc wychodzi na to, że Maria lubuje się w wojenkach, a swoją pomoc traktuje mocno wybiórczo, ale… to nikomu nie przeszkadza, bo ludzie lubią wierzyć w bzdury.

Dogmat i kult Marii jest sprzeczny z biblijnym przekazem i został wymyślony przez katolickich teologów. Narodziny dogmatu nastąpiły w 649 roku, w którym to Kościół Katolicki zatwierdził, że Jezus począł się w łonie Mari bez udziału mężczyzny. W roku 1854 uznano, że Maria urodziła się bez grzechu pierworodnego (o czym większość katolików nie ma w ogóle pojęcia), co jest absurdem i zaprzeczeniem nauk biblijnych. Następnie po objawieniach w Fatimie  w 1917 oraz drugiej wojnie światowej w roku 1950 Pius XII ogłosił dogmat o wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny ale… to nikomu nie przeszkadza, bo ludzie lubią wierzyć w bzdury. [Objawienia maryjne kontra ateizm.]

Popularność obrazów Maryi wywodzi się głównie z Bizancjum. Prawosławie rozwija ikonografię, która z czasem trafia do Polski, mimo że na Zachodzie również powstają dzieła sztuki, jednak te z terenów wschodnich zdominowały K. K. Katolickie kapłany mają zdolność łączenia pogańskich wierzeń i tradycji na zdobywanych terenach. Nie inaczej zrobili na terenach  słowiańskich, na których czczona była Makoszka, której kult wywodził się od Matki Ziemi. Makoszce mogą katolicy podziękować za bogatą oprawę kultu matki Jezusa. Spis matek boskich na obrazach  ale… to nikomu nie przeszkadza, bo ludzie lubią wierzyć w bzdury.

Dziś kult Mari rozkwitł do granicy absurdu. Wystarczy porównać liczbę świąt poświęconych Maryi z liczbą wszystkich świąt. Polska jest co rusz wymieniana w różnych objawieniach, proroctwach i co chwilę słychać groźby, że jeżeli  Polacy nie nawrócą się i nie uznają jej syna Jezusa za króla, to czeka nas zguba. Historia mezaliansu Polski z Maryją pokazuje, że jest wręcz odwrotnie.

Kapłani powołują się na wygrane bitwy, a konsekwentnie pomijają klęski, takie jak na przykład Warna, czy też Konfederacja Barska (1768), w których to wierni do boju ruszali uzbrojeni w ryngrafy, różańce, obrazy, święcie wierząc, że magiczne przedmioty zastąpią porządny topór i miecz. Ale… to nikomu nie przeszkadza, bo ludzie lubią wierzyć w bzdury.

Tak więc Wniebowzięcie Maryi jest przypomnieniem, iż ”wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, i dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.

W tym zdaniu widać, w jaki sposób coś, co jest nieprawdziwe, staje się prawdą niekwestionowaną. Sam akt wiary jest dowodem na prawdziwość błędnej nauki o wniebowstąpieniu Marii i na istnienie wymyślonej rzeczywistości. Z takim podejściem nic się nie da zrobić do momentu, w którym osoba wierząca nie wytrzeźwieje.

Powyższe fakty i tak nie mają dla nawiedzonych katolików żadnego znaczenia, bo myślenie religijne opiera się wszelkiej logice; każde zdarzenie może być przypisane działaniu Maryi i całej świętej świcie. Przykładów myślenia tymi kategoriami jest pod dostatkiem, ale prym  wiedzie niezawodny pan Terlikowski, który postawiony wobec faktów, potrafi wywinąć takiego orła, że dech w piersiach zamiera:

Czeski filozof i ksiądz – Tomasz Halik, pyta pana Tomasza:

„W czym wy jesteście lepsi od nas – Czechów, ateistów? Nie ma u nas więcej przestępstw, nie pijemy więcej”.

Tomasz T odpowiada:

„To wszystko prawda. Ale proszę pomyśleć, co to by było, gdyby Polacy nie byli chrześcijanami. Kogo byście mieli za miedzą! Jeśli nawet przy pomocy łaski bożej jesteśmy tacy słabi, to bez niej bylibyśmy potworami”.

Po czym w relacji z tej rozmowy na łamach Frondy, tak oświadcza:

Być może Czesi łaski bożej nie potrzebują, żeby trzymać pion. A Polacy potrzebują. I chciałbym, żeby wiedzieli, że mają skarb. I pokazywali innym, jaki to skarb.

Jesteśmy krajem, który może się przyczynić do reewangelizacji Europy. I to jest właśnie nasza misja. Smoleńsk jest pewnym znakiem.

Tak więc ten, tego… można się lekko zgubić na tej autostradzie skojarzeń i znaczeń.

Episkopat razem z charyzmatyczną częścią Polski dąży do zrobienia z naszego kraju państwa wyznaniowego, a wysmażona przez prezesa Kaczyńskiego nowa wersja konstytucji skutecznie ten proces przyspieszy. Kapłani mogą sobie zaprzeczać od rana do wieczora, że nie dążą do całkowitej dominacji ich wyznania religijnego nad strukturami państwowymi, a to i tak faktów nie zmieni.

Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha, a kto ma rozum – niechaj myśli.

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
3

Kto dzieli Polaków czyli o religijnych kibolach (część 2)

Systemy religii zorganizowanych stają się niebezpieczne, gdy wchodzą na ścieżkę wojenną z innowiercami i ludźmi o odmiennych poglądach. Z zagrożeniem ze strony islamu nikt, kto myśli racjonalnie, nie dyskutuje; niestety z zagrożeniem ze strony katolickich fundamentalistów już tak jasnej sytuacji nie ma.

Historia religii zorganizowanej to opowieść o przemocy, indoktrynacji, nietolerancji, walki z odmiennym sposobem myśleniem, hamowaniem postępu naukowego.  Są to fakty, które każdy może sprawdzić. Wystarczy teraz tę miarkę przyłożyć do ruchów religijnych, które w Polsce nabierają realnej siły politycznej, a okaże się, jak to wygląda w rzeczywistości.

5

Kościół Katolicki w wydaniu obecnego Episkopatu oraz sekty, takie jak Tadeusza Rydzyka i Tomasza Terlikowskiego, są ściśle powiązane z ruchami charyzmatycznymi. Cały czas trwa wewnętrzny spór wobec postrzegania katolicyzmu w Polsce; z jednej strony tak zwani „świeccy w kościele”, jak Terlikowski, z drugiej księża o liberalnych poglądach, jak Lemański oraz biskupi z Episkopatu, którzy przyjęli postawę wyczekującą, no i spinający to wszystko – Rydzyk.

Jakiś czas temu biskup Dziwisz razem z resztą swoich kolegów był wrogo nastawiony do Rydzyka. Dziś wozi mu krew papieża, a linki do mediów dobrodzieja Tadeusza reklamowane są na stronie Episkopatu.

W cieniu tych rozgrywek od lat wzrastają ruchy charyzmatyczne skupiające się wokoło objawień Maryjnych w Fatimie, Lourdes, czy mocno kontrowersyjnym Medjugorie; a trzeba pamiętać, że ośrodki tych kultów to potężna maszynka do robienia pieniędzy. Ruchy charyzmatyczne skupiają się na wyniesieniu Jezusa na tron i są świecie przekonane, jak i reszta kapłanów w kraju, że to właśnie Polacy przygotują  świat na powtórne przyjście Jezusa, czyli Paruzję.

Jezus Chrystus oświadczył  Świętej Faustynie :

„Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje”

Problem tkwi w niedocenianiu tego środowiska oraz małą znajomość sposobu ich myślenia i motywacji, która nimi kieruje. Swoją działalność cały czas opierają o cuda, egzorcyzmy i prorokowanie, czyli ich wiara jest żywa, mają kontakt z Jezusem i jego matką, która im mówi, co mają robić i wstawia się za nich u syna.

Brzmi to trochę dziecinnie i naiwnie, ale na tym właśnie opiera się moc wiary, z której wypływa motywacja do kształtowania wszystkimi dostępnymi narzędziami kraju, który jest bazą wypadową Jezusa. Wychodzą z założenia, że ludzie, którzy nie uznają ich sposobu postrzegania rzeczywistości, są w rękach złego i nie wiedzą, co czynią. Dlatego nawet wbrew ich woli muszą zacząć dostosowywać się do wymagań przekazywanych wprost z nieba. Nie mówią tego wprost, ale tak czynią.

fatima_cud_slonca

Ruchy charyzmatyczne kierują się tymi samymi emocjami co fanatyczni kibice klubów sportowych – są silnie zrośnięte z ruchami narodowościowymi. Hasła „prawaków” głoszą jednoznaczny przekaz: prawdziwy Polak to zdeklarowany wróg wszystkiego, co niekatolickie, tępi lewactwo, żydostwo, gejostwo, masonerię, modli się w niedzielę w kościele, a wszelkie liberalne gadki są osłabianiem ducha narodu Polskiego.

W Polsce panuje swojego rodzaju niemoc wobec poczynań religijnych ultrasów i myślę, że jest to wynikiem braku świadomości, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Uważam, że w obecnej sytuacji politycznej sprawa staje się jeszcze bardziej aktualna, bo otoczenie prezydenta i PiS-u jest ściśle związane z ruchami charyzmatycznymi; to dzięki temu środowisku PiS ma szansę zdobyć władzę, a dług trzeba będzie spłacić.

Osoba religijna zawsze na pierwszym miejscu stawiać będzie wiarę i nie jest istotne, kim jest z zawodu; wiara jest zawsze na pierwszym miejscu, bo to dzięki niej ma nadzieję na przedłużenie swojego życia. Jest to najsilniejsza ze wszystkich motywacji — potrzeba przedłużenia gatunku i aby ta nadzieja spełniła się, należy podporządkować swoje życie tu i teraz temu, co mówi kapłan lub jakiś prorok.

Takie podporządkowanie jest niezbędne we wszystkich obszarach: prywatnych i zawodowych.  I co najważniejsze – trzeba korzystać ze wszystkich dostępnych narzędzi, aby swoją wiarę i przekonania szerzyć. Mamy tych przykładów w ostatnim czasie na pęczki: kontrowersyjne ustawy, takie jak in vitro czy klauzula sumienia, liczne wypowiedzi o wyższości prawa boskiego nad świeckim. Te problemy nie znikną i będą powracać jak bumerang; nawiedzeni politycy będą dążyć do zmian ustaw, łącznie ze zmianą konstytucji, tak by wszystko było zgodne z ich normami moralnymi, czyli zgodne z „sumieniem religijnym”.

najasnejgorze

W przypadku ludzi ogarniętych religijnym szaleństwem, merytoryczna dyskusja najczęściej jest niemożliwa. Podawane argumenty poparte dowodami odbijają się jak groch od ściany, a przyparci do muru podnoszą larum, że są prześladowani i że to wszystko sprawka złych sił, które chcą naród Polski zniszczyć. Brzmi dziecinnie, ale niestety, takie nie jest. Żeby zrozumieć mechanizm wypierania faktów, trzeba wiedzieć, czym  kierują się te środowiska i jak niebezpieczne mogą być skutki ich działań.

Charyzmatycy stają się powoli awangardą wśród katolików, są odpowiedzią na skostniałe struktury kościelnej mszy  z mamroczącym kazanie proboszczem i zawodzącym kościelne chorały chórem. Stają się jak pierwsi chrześcijanie za czasów Jezusa – wychodzą poza mury kościołów, mają swoich „Jezusów”, którzy tak jak John Baptista Bashobora z Ugandy, dokonują „cudów żywych”.

2

Hierarchowie – mimo różnicy zdań – nie mają problemu z uznawaniem nie do końca autoryzowanych cudów, takich jak np. Medjugorie, czy wspomnianego wcześniej szamana z Ugandy, który prowadzi w Polsce rekolekcje i msze  nawet w licheńskiej bazylice. Kapłani dobrze wiedzą, że Polska jest ostatnim krajem w Europie, który ochoczo poddaje się ich dominacji. Taki teren trzeba kontrolować, a nie dzielić z obcym państwem – Watykanem.

Myślenie religijne ma w każdym wyznaniu ten sam wymiar – nie ma tu różnicy między motywacją wyznawcy islamu, a zwolennikiem krucjat różańcowych; każdy z nich chce, aby reszta ludzi się nawróciła i wykonywała wolę ich bożka. W naszym kraju mamy już swoich dżihadzistów, którzy walczą z siecią supermarketów, wzywają do bojkotu napojów pitnych, czy też na każdym kroku stawiają krzyże i monumentalne pomniki.

Imperium medialne Tadeusza Rydzyka i jego bezkarność wobec prawa, jego zagraniczne koneksje z Polonią, która finansuje i wspiera faszyzujące radykalne ruchy narodowościowe,  a wcześniej finansowała jego samego, prezydent Polski – Andrzej Duda klęczący przed mistyczką z Fatimy, kancelaria prezydenta, której szefową jest znana działaczka na rzecz mediów Tadeusza Rydzyka, która twierdzi, że tylko telewizja Trwam jest w Polsce bezstronna…

To wszystko zebrane w całość  powinno chyba pobudzać do refleksji.

marszw-wa2

 

Tu parę linków do stron o co najmniej dziwnym przesłaniu:

http://www.piens.pl/pobudka-kosciol-szkola-strzelnica/

http://www.rycerzekolumba.com/polska/

http://piensdei.pl/statut/

http://www.charyzmatycy.pl/kim-jest-myrna-nazzour.html

http://www.intronizacja.pl/

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
St-Peter-s-Church-Vatican-23249

Człowiek strzela, a bóg kule nosi

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak to jest z tym postrzeganiem wartości chrześcijańskich przez kapłanów na czele z papieżem, które to z takim zapałem głoszą. Jeszcze większą ciekawość wzbudza we mnie sposób racjonalizacji najważniejszego przepisu – nie morduj, który zawarty jest w chrześcijańskim kodeksie — biblii. Sprawa wydaje się poważna, bo jeżeli jakaś organizacja w przestrzeni publicznej propaguje przestrzeganie zasad wynikających z jej statutu, to trzeba sprawdzić jego zasadność.

Nie morduj. Tak brzmi w oryginale piąte lub szóste przykazanie w zależności jakie wyznanie, jak liczy przykazania w dekalogu. W Nowym Testamencie Jezus w kazaniu na górze potwierdził ważność dekalogu, a nawet rozszerzył o daleko idący szacunek względem drugiego człowieka. Warto też nadmienić, że gdy osoba wierząca nazywa na przykład ateistę „bezbożnikiem”, idzie do piekła 😀

Mat. 5 – 21 Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. 22 A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego.  

1 Jana 3,15 – każdy kto nienawidzi brata swego jest zabójcą

Z tych słów jednoznacznie wynika, że przykazanie: „nie morduj” obowiązuje chrześcijan w całej krasie. Jeżeli nie można gniewać się na drugiego człowieka, to tym bardziej go zabić, niezależnie od okoliczności. Zasada biblijna jest prosta w swoim przekazie – należy słuchać bardziej boga niż ludzi.

2010-09-21_rekolekcje_kapelanow_Czestochowa_20

Kościół Katolicki i jego kapłani, jak i inne wyznania chrześcijańskie, notorycznie te wytyczne łamią; jednym z takich przykładów jest obecność kapelanów w wojsku.

Kościół zawsze jest blisko żołnierzy, wspiera ich moralnie i duchowo, a przez posługę kapelanów udziela sakramentów i błogosławi im w służbie – głosi przesłanie biskupa polowego WP gen. Józefa Guzdka, skierowane do żołnierzy z okazji Święta Wojska Polskiego. Niech w służbie wspiera Was Matka Boża Hetmanka Żołnierza Polskiego,

Wychodzi więc na to, że księża, mimo że żołnierze zabijają, udzielają im sakramentów i na dodatek zagrzewają do bardziej skutecznego zabijania, błogosławiąc im w służbie. Powszechnie rozpowiada się, że chrześcijaństwo jest religią pokoju miłości i życia. To dość przewrotne stwierdzenie działa od wieków, jak to więc jest, że czasem można zabić, a czasem nie? Teologowie katoliccy musieli z tym fantem coś zrobić. Ukuto więc dwa pojęcia „uprawniona obrona” i „wojna sprawiedliwa”.

Uprawniona obrona.

KKK 2264 Miłość samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności. Jest zatem uprawnione domaganie się przestrzegania własnego prawa do życia. Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios.

Na poparcie tego twierdzenia nie podano żadnego wersetu z kodeksu biblijnego, tylko podparto się pismami Tomasza z Akwinu, czyli treściami, które nie wchodzą do kanonu biblijnego.

Nie jest natomiast konieczne do zbawienia, by ktoś celem uniknięcia śmierci napastnika zaniechał czynności potrzebnej do należnej samoobrony, gdyż człowiek powinien bardziej troszczyć się o własne życie niż o życie cudze (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 64, 7).

Im dalej w las, tym robi się ciemniej i dziwniej. Paradoks polega na tym, że biblijne prawa idą w kąt, a uznaje się za autorytet  pisma gościa, który prawdopodobnie w dzieciństwie miał zaburzone relacje z matką, bo twierdził, że:

„Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym  upośledzeniu… są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.” 

Uprawniona obrona rozciąga się też na działania wojenne. Otóż okazuje się, że takie są jak najbardziej dopuszczalne, a odpowiedzialność za decyzje, spada na władzę państwową, którą tworzą też katolicy. Według katechizmu działania wojenne są dopuszczalne tylko w wypadku obrony pokoju i gdy  wojnę uzna  się za „sprawiedliwą”. Problem polega na tym, że nie da się pogodzić chrześcijańskiej postawy z katolickim rozumieniem przykazania: „nie morduj”.

american-21943_1280

Nie ma czegoś takiego jak wojna sprawiedliwa, bo w wojnie po obu stronach są ludzie wierzący w tę czy w inną religię. Ten oksymoron pod tytułem: „wojna sprawiedliwa” służy przez tysiąclecia do sankcjonowania mordów na innych ludziach, którzy też myślą, że „sprawiedliwość z bogiem” na czele jest po ich stronie. Który człowiek może ocenić, sprawiedliwość danej wojny? Przecież wszystkie wojny są wywoływane przez ludzi, a powodem są wspólne roszczenia lub różnice w postrzeganiu światopoglądów.

Mat. 5 – 43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują;45 tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.46 Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?

Tu nie ma miejsca na interpretacje; nie można być trochę w ciąży. Nie można z jednej strony twierdzić, że w sytuacji zagrożenia własnego życia zabicie drugiego człowieka jest „uprawnione”, a w wypadku gdy trzeba dokonać aborcji z powodu zagrożenia życia matki – moralnie niedopuszczalne.

Nadawanie kapelanom wojskowym szlifów oficerskich i ubieranie ich w mundury czyni ich współwinnymi działań wojennych. Pod pozorem wspierania duchowego żołnierzy sugeruje się, że bóg jest po ich stronie. Taka sytuacja trwa od wieków. Skąd kapłani wiedzą, że bóg jest po ich stronie, a nie po przeciwnej? Tam też są przecież duchowni i tam też są ludzie przekonani, że to bóg  kule nosi. Która ze stron prowadzi „wojnę sprawiedliwą”? Dlaczego przywódcy religijni nie ogłoszą, że ich wyznawcom nie wolno mordować i mają pod groźbą ekskomuniki odłożyć broń? Wygląda to tak, że ludzie się zabijają mając duchowe wsparcie po obu stronach.

peace-529380_1280

 Tak więc – albo stosuje się wyznawane zasady w pełni, albo jest się hipokrytą.

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
sad-505857_1280

Zgwałcić można też słowami.

Pan Terlikowski zamieścił post na swoim profilu na Facebooku, w którym wyraża swój zachwyt wobec władz Paragwaju za to, że nie pozwoliły dokonać aborcji ciąży powstałej w wyniku gwałtu na 10 -letniej dziewczynce, dokonanego przez jej ojczyma.
1Matka dziecka zażądała przerwania ciąży. Wcześniej złożyła zawiadomienie do prokuratury informując, że jej córka padła ofiarą molestowania seksualnego ze strony ojczyma. Prokuratura nie wszczęła śledztwa uznając, że dziecko nie jest zagrożone. Śledztwo zostało wznowione dopiero jak okazało się, że 10 letnie dziecko jest w ciąży. Ojczym uciekł, matkę zamknięto w więzieniu pod zarzutem niezagwarantowania bezpieczeństwa dziewczynce, uznając ją za współwinną, a dziewczynkę umieszczono w domu samotnej matki. Wypisz, wymaluj – totalitaryzm jak się patrzy.

A pan Terlikowski się cieszy.

Tak się zastanawiam: dziesięcioletnia dziewczynka jest molestowana seksualnie przez swojego ojczyma, zostaje zgwałcona i zachodzi w ciążę. Jak taką sytuację można wykorzystać do celów walki światopoglądowej? Jak można zracjonalizować kolejny gwałt na tym dziecku dokonany przez władze Paragwaju? Jak można dokonać kolejnego gwałtu na tym dziecku w Polsce, na profilu redaktora pisma, które jest dotowane przez ministra kultury?

Otóż wszystko można, jak  ma się myślenie religijne, które w sposób aborcyjny odcina empatię i inteligencję emocjonalną. To, że pan redaktor ma zaburzenia w postrzeganiu rzeczywistości, jest powszechnie wiadome. Mnie jednak zastanawiają ludzie, którzy z zapałem reżyserują życie jedenastoletniej dziewczynce mieszkającej w odległym kraju, w którym panuje zupełnie inna kultura i mentalność, nie mając zielonego pojęcia, co to dziecko czuje i co myśli.

Terlikowski twierdzi, że dziewczynka mimo 11 lat, dokonała czynu bohaterskiego, rodząc to dziecko i swoim samozaparciem pokazała wyższość traumy zgwałcenia nad poddaniem się aborcji. Jedna z internautek, w odpowiedzi twierdzi, że „poza tym ta 11 letnia dziewczynka sama chciała urodzić, więc nie wiem, po co te niektóre komentarze” nie podając, skąd posiada taką wiedzę.

Komentarze przeradzają się w koncert życzeń i spekulacji; co dziecko czuje i co by czuło przez całe życie po dokonaniu aborcji: Albo po kilku latach rozwinie syndrom postaborcyjny i skoczy z mostu? »koszt psychiczny« donoszenia ciąży jest niczym wobec ryzyka powikłań, o cierpieniu szlachtowanego dziecka nie wspominając”. Prawda jest taka, że gówno państwo wiecie. Wypowiadacie się w imieniu dziecka, które urodziło dziecko, tylko po to, aby bronić swoje religijne przekonania.

Niech więc pan Terlikowski nie mówi, że ta dziewczynka jest bohaterką i niech nie robi z ofiary gwałtu orędowniczki ruchu przeciw aborcyjnego, bo to jest wstrętne nadużycie.

Komentatorzy w swoim zaślepieniu i tępym religijnym myśleniu pomijają fakt, że ta dziewczynka została przymuszona przez system prawny do urodzenia dziecka pochodzącego z gwałtu, do którego doszło w najgorszym z możliwych scenariuszy – ofiarą jest dziecko, a katem – ojczym.

Nie znając stanu emocjonalnego dziewczynki wymyślają scenariusze, które nie mają żadnego logicznego uzasadnienia. Kierują uwagę na propagandową papkę o traumie poaborcyjnej nie biorąc pod uwagę, z jakimi konsekwencjami to zgwałcone i gwałcone dalej dziecko będzie musiało się zmagać na co dzień, wychowując dziecko swojego ojczyma, które poczęte zostało w wyniku gwałtu.

Inny mistrz religijnego myślenia ogólnie nie widzi problemu, że 11 letnie dziecko w wyniku gwałtu rodzi dziecko i argumentuje, że ludzie robią z igły widły: „Jak muzułmanie żenią się z 5-10 latkami to jest ok? Czy tam dzieci nie rodzą dzieci? Ale jak katolicy 11 latce kazali urodzić to wielkie halo na całym globie… „ Na takie argumenty ręce opadają. Okazuje się jednak, że głupota nie ma ograniczeń:

Nie zapominajcie drodzy durnie, że to PARAGWAJ. Ludy z ameryki płd. dorastają dobre kilka lat szybciej – takie przystosowanie naturalne. Ta matka ma – licząc na skale europejska – biologicznie jakieś 13-14 lat. W rozwoju społecznym pewnie ma z 15 euro-lat

Wielu internautów w komentarzach nie przebiera w słowach i jednoznacznie ocenia sposób, w jaki Terlikowski postrzega tę sytuację, wskazując na brak empatii połączony z religijnym pierdolcem naczelnego moralisty. Takie postawy jednak są nie do przyjęcia przez nawiedzonych katolików, którzy w swym zapalczywym świętym uniesieniu straszą wycięciem w pień lewackich chord.

Jesteś tak samo prymitywny jak reszta tych lewackich oszołomów, którzy za psy, koty czy drzewa walczą a popierają mordowanie nienarodzonych. Przyjdzie czas, że was w końcu wytępimy z tego kraju. Jesteście zarazą toczącą ten naród.

Tego typu komentarze są standardowym argumentem gorliwych katolickich internautów, którzy poruszają się w oparach absurdów, balansując między magicznym myśleniem, a świętym gniewem. Projektują sobie w głowach „warianty” życia dziewczynki, której nie znają i na oczy nie widzieli:

Ja jestem bardziej optymistycznie i przyjaźnie nastawiona do ludzi, więc wybieram wariant optymistyczny, który zakłada, że dziewczynka po urodzeniu nie będzie musiała mieszkać razem z gwałcicielem, że zyska odpowiednią opiekę dla siebie i dla dziecka. I razem będą żyli długo i szczęśliwie

Pojawiają się też argumenty historyczne:

Przypominam, że Beethovena też chciał lekarz abortować.

Wczoraj napisałem w wątku pana redaktora dwa komentarze. W jednym z nich odniosłem się do wybiórczości katolickiego myślenia i specyficznego postrzegania moralności pod kątem „możliwości” łamania jednego z punktów dekalogu, który zabrania zabijania. Okazało się, że czasami zabicie drugiego człowieka jest „moralnie dopuszczalne”. Poruszyłem kwestie obecności kapelanów w wojsku, że ich obecność sankcjonuje zabijanie drugiego człowieka. Problem stawiałem już w niejednej dyskusji, odpowiedzi są w swojej wymowie podobne, że w wyjątkowych sytuacjach, to i owszem, można zabić, a zwłaszcza na wojnie:

Kapelani błogosławią żołnierzy, aby ich Bóg chronił przed śmiercią z rąk tych, z którymi będą walczyli.  To chyba różnica?

Nie jestem w stanie zrozumieć toku takiego myślenia. Wynika z niego, że żołnierz katolicki na wojnie w większości walczy unikami i jak już koniecznie musi, to zastrzeli wroga. Poza tym, skąd wiadomo, że bóg stoi po którejś ze stron walczących? Jeżeli tak, to po której i dlaczego akurat po tej, a nie po drugiej? Skąd katolicy podchodzący tak radykalnie do kwestii aborcji mogą wiedzieć, że w wypadku tego dziecka nie zaszła sytuacja „moralnego dopuszczenia” aborcji?

Takie sytuacje pokazują, czym jest myślenie religijne i obydwoma rękoma podpisuję się pod komentarzem pani Doroty:

 Zły człowiek.

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.
FATIMA-UFO

Objawienia maryjne kontra ateizm.

W Polsce kult maryjny przybiera na sile i jest używany przez kapłanów – takich jak dobrodziej Tadeusz Rydzyk – do manipulowania wiernymi. Religijni politycy są pod wpływem wszędobylskiej doktryny katolickiej i pod jej wpływem próbują zmieniać świeckie państwo w kraj wyznaniowy. Między bajki można włożyć deklaracje p. Andrzeja Dudy o jego bezstronności. Jest to niemożliwe ze względu na charakter wyznania katolickiego i dominującą klasę „duchownych”.

Nie tak dawno przed podpisaniem ustawy niezgodnej z katolicką doktryną, urzędnicy państwowi byli szantażowani publicznie przez hierarchów kościelnych karami piekielnymi. Nie trzeba być geniuszem logiki, aby pojąć, jakiego rodzaju instrukcje wydawane są w zaciszu konfesjonałów. Czy to naprawdę nie ma żadnego znaczenia? Czy jesteśmy aż tak ogłupiali, że przyjmujemy tego typu zachowania jako normę, bo w kraju jest większość ludzi wyznających religię katolicką?

4dd39a66-00b3-11e2-9359-0025b511226e

Rozpoznacie ich po owocach.

Jak powinien postąpić wierzący chrześcijanin, gdy okaże się, że głoszone przez kapłanów katolickich dogmaty wiary, na które powołują się, są kłamstwem? Co wtedy, gdy okaże się, że ludzie są świadomie przez kastę kapłanów oszukiwani i manipulowani? Czyż prawda nie jest dla chrześcijanina kwestią nadrzędną?

Sfałszowanie dziesięciu przykazań to był tylko początek procesu, który przez wieki pogłębiał się i nadal tak się dzieje. Bombardowanie coraz to nowymi objawieniami maryjnymi jest na to dowodem. W zalewie tych „prawd” gubi się źródło ich powstania i sensowność. „Kłamstwo powtarzane tysiąckrotnie nie staje się prawdą, tylko dlatego, że większość w nią wierzy”. Twórcy największych religii, jak mantrę powtarzali, że liczy się tylko czysta prawda.

Kult maryjny.

Nie wszyscy wiedzą, że przekazy, jakie płyną z rzekomych objawień maryjnych, są mocno powiązane z ateizmem i przyczyniają się do takich poglądów, jakie ma ksiądz Oko. Na stronie Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu zamieszczony jest wykład „Objawienia maryjne a znaki czasów” Ks. prof. dr hab. Bogdana Ferdeka.

Maryja interpretuje zasadniczo jeden znak czasów, którym jest ateizm. Alternatywą tak rozumianego ateizmu jest ubóstwiony człowiek, brak obiektywnego kryterium dobra i zła, czyli dyktatura relatywizmu…

Profesor powołuje się na objawienie z Lourdes, a znak został odczytany z gwałtownego powiewu wiatru, który przyrównuje do Piotrowego zawołania w dniu Pięćdziesiątnicy „Nawróćcie się”

Pierwsze objawienie w Lourdes dokonało się w znaku gwałtownego wiatru. W tym znaku można widzieć „uderzenie gwałtownego wiatru” (Dz 2, 2) z dnia Pięćdziesiątnicy, w którym to dniu św. Piotr powtarza Jezusowe wezwanie: „Nawróćcie się” (Dz 2, 38). To wezwanie w mocy Ducha Świętego powtarza prorokini Maryja w czasie swoich objawień. Nawrócenie ma stać się odpowiedzią chrześcijanina na najpoważniejsze zjawisko naszych czasów – ateizm.

Swoje teorie profesor opiera na przekazie objawień z Fatimy, które sankcjonuje ksiądz Ks. Stefano Gobbi zajmujący się wzmacnianiem wiary wśród kapłanów.

pastuszkowie-z-fatimy

Maryja mówi: Tymczasem właśnie wtedy Ja wkroczę – straszna [Pnp 6.10] i zwycięska [Rdz 3,15]. Zapowiedziało [pismo] ono straszną walkę między Mną, «Niewiastą obleczoną w słońce»[Ap 12,1], a czerwonym Smokiem, szatanem, któremu udaje się zwodzić wielu błędem ateizmu marksistowskiego.

Maryja mówi: W tych latach walka [Rdz 3,15] pomiędzy Niewiastą obleczoną w słońce [Ap 12,1] a czerwonym Smokiem [Ap 12,17] osiąga swój punkt. Udało się im doprowadzić całą ludzkość do życia bez Boga. Rozszerzyły błąd ateizmu teoretycznego i praktycznego – 1993 r

Na stronie duchprawdy.com można znaleźć nieudolne próby poparcia wersetami biblijnymi  kultu i objawień maryjnych . Twórcy tego dzieła liczą na ignorancję wiernych i jak widać, nie mylą się. Próbują poprzekręcać treści swojej „świętej księgi”, tak by wpasować dogmat, który nie ma w niej żadnego potwierdzenia.

53e0d291cf492_630

Szatan i jego ateistyczne sługusy

 I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię.» Maryja wyjaśniła 29 czerwca 1983: «Czerwony Smok to marksistowski ateizm…»

«Czerwony Smok usiłuje doprowadzić całą ludzkość do obywania się bez Boga, do odrzucenia Go, dlatego rozszerza błąd ateizmu

Powyższe cytaty to nieudolne próby utożsamienia Marii z proroctwem z Księgi Rodzaju 3: 15, w którym to Jahwe przepowiada, kto zmiażdży głowę Szatana. Żeby bardziej uwiarygodnić pozycję matki Jezusa, kapłani wkładają swoje projekcje w usta samego Mesjasza. Na dodatek tworzą nową symbolikę, która brzmi jak bełkot i jest zlepkiem absurdów.

Jezus mówi: To dlatego właśnie przed Moim Powrotem posyłam przede Mną Arkę Przymierza [Ap 11,19; Ml 3,1], posyłam wam Niewiastę z Apokalipsy [Ap 12,1], drugą Ewę [Rdz 3,20+Jn 19,27+Syr 40,1], która zmiażdży Swą piętą głowę węża [Rdz 3,15], wysyłam przede Mną Moją Matkę [Łk 1,43]

Jezus mówi :Mówię wam o tym, abyście się rozradowali, gdyż Ja także raduję się tym Dniem, w którym głowa szatana zostanie zmiażdżona piętą Mojej Matki [Rdz 3,15].

A prawda was wyzwoli.

Aby obalić dogmat, wystarczy w przypadku przesłania biblijnego wykazać jedno kłamstwo, a reszta automatycznie staje się fałszem. Próby tłumaczenia księgi apokalipsy nie mają sensu, są pełne symboliki, którą każdy może sobie do woli interpretować — szkoda czasu. Natomiast jest jedna zasada, której żaden teolog, ksiądz czy papież podważyć nie może; jest nim pojęcie symboliki — symbole [shmeion] nie są osobami. Arka przymierza nie jest symbolem Marii, a Nowy Testament w żaden nawet luźny sposób nie pozwiązuje matki Jezusa z zabójczynią Szatana.

fatima2

Niepokalane poczęcie – doktryna katolicka.

„Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia, na podstawie szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego”.

Panuje błędne przekonanie, że niepokalane poczęcie odnosi się do Jezusa, ten pogląd jednak odnosi się do jego matki. Twórcy dogmatu twierdzą, że Maria nie była naznaczona grzechem pierworodnym. Problem z tą doktryną jest taki, że biblia niczego takiego nie przekazuje. Maria jest pokazana jako pobożna żydówka – żona i matka, a na dodatek składająca ofiary. Aby Maria mogła urodzić się bez  grzechu pierworodnego,  jej matka, babcia i wszystkie inne prababcie też musiałyby być bezgrzeszne.

Pomysł na taką zmianę zrodził się z wątpliwości katolickich duchownych, których dopadły wątpliwości dotyczące narodzin samego Jezusa. Jak mógł się urodzić człowiek doskonały z niedoskonałego łona?

Dogmat został ogłoszony w roku 1854 przez Piusa IX, w roku 1950 przypieczętowano kult maryjny dogmatem o jej cielesnym wstąpieniu do nieba.

Rodzi się pytanie: jak można zaufać urzędnikowi państwowemu wierzącemu w takie bzdury, które są oparte na objawieniach pochodzących od gromady wiejskich dzieci? Jak to świadczy o umiejętności racjonalnego myślenia, tak niezbędnego w polityce? Widok klękającego urzędnika państwowego przed pośrednikami magicznego majestatu napawa uzasadnionymi obawami, bo świadczy o tym, że wierzy on w cuda. Jaka jest więc gwarancja, że rządząc krajem nie będzie liczył na pomoc i radę ze sfer niebiańskich w rozwiązywaniu poważnych problemów.

Jeżeli polityk chce uchodzić za prawdziwego chrześcijanina, powinien odrzucić fałszywych nauczycieli, mając w pamięci słowa swojego mistrza:

Marka 12; 38-40 

38 I nauczając dalej mówił: «Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, 39 pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. 40 Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok».

elephant-590020_1280

 

This content has 2 lata. Please, read this page keeping its age in your mind.
bilde-tile

Moralność narzuca ocenę

Co jakiś czas jak bumerang powraca kwestia „obrazy uczuć religijnych”. Czy rzeczywiście można obrazić uczucie? Czy można obrazić uczucie głodu, złości ? Czy można obrazić uczucie miłości, radości, zadowolenia?

Pod określeniem obrazy „uczuć religijnych” kryją się ludzkie przekonania, wyznawane wartości, poczucie tożsamości z jakąś ideą lub systemem wierzeń religijnych. Cała konstrukcja systemu wartości opiera się na moralności, trafnie ujął to Adam Mickiewicz:

Świat ten jest czysta bajka! – Zgoda, przyjacielu;
Lecz każda bajka ma sens moralny na celu.

Adam Mickiewicz

kalendarz a3

Uczucia są wynikiem emocji, które uruchamiają systemy reakcji na konkretne zdarzenie. Ten mechanizm wykształcił się w drodze ewolucji i odpowiada za regulowanie ludzkich postaw społecznych. Dzięki temu udoskonalają się nasze zdolności przetrwania w coraz bardziej skomplikowanym systemie plemiennym.

Emocje rządzą światem od samego początku pojawienia się człowieka na ziemi, zawierają w sobie program postępowania w stosunku do innych ludzi. Podstawą tego programu jest umiejętność właściwej oceny postawy drugiego człowieka wobec nas, a to wiąże się bezpośrednio z moralnością.

Czym więc jest moralność ?

Myślę, że pojęcie moralności jest wynikiem instynktu przetrwania i jest związane z rozumem, który wymyślił systemy wierzeń, przekonań, konwencji. Ten schemat ułatwia porządkowanie postaw społecznych i relacji międzyludzkich. Moralność ewoluuje pod wpływem nabywania wiedzy, rozwija się poprzez kontakt z innymi kulturami społecznymi, tworzą się nowe warianty i odnośniki.

Festiwalem Żelaznego Penisa Kanamara Matsuri

Festiwalem Żelaznego Penisa Kanamara Matsuri

Parę dni temu udostępniłem na Fejsie zdjęcia z Festiwalu Płodności, zwanym Festiwalem Żelaznego Penisa Kanamara Matsuri. Parada odbywa się w Japonii co roku i zbiega się z obchodami święta Bożego Ciała w Polsce. Reakcje na post wprowadziły mnie w osłupienie – 109 polubień i 747 udostępnień. Myślę, że ta reakcja wiąże się ze zderzeniem kultur. Z jednej strony maszerujące kobiety z penisami, z drugiej pochód kobiet niosących symbole religijne.

Czy można właściwie ocenić moralność tych dwóch pochodów? Czy taki pochód w Polsce miałby rację bytu? Prawdopodobnie urzędnik, który by wydał zgodę na taką manifestację, straciłby pracę, a policja miałaby pełne ręce roboty. W takich przypadkach rozum nie do końca rządzi moralnością. Czasami „emocje moralne” prowadzą do irracjonalnych reakcji i zachowań.

Kto więc ustala normy moralne ?

Współczesna nauka odpowiada na to pytanie precyzyjnie na podstawie badań nad zachowaniami zwierząt i ludzi. Za „emocje moralne” odpowiedzialny jest hormon zwany oksytocyną. Eksperymentalne zatrzymanie wydzielania się oksytocyny powoduje zupełną zmianę zachowań społecznych zwierząt i ludzi.

U pewnego gryzonia preriowego – karczownika, dobieranie się w pary jest związane z wyzwoleniem się tego hormonu w obszarach mózgu związanych z zachowaniami afektywnymi. To z kolei jest powiązane z monogamicznym dobieraniem się na całe życie mężczyzn i kobiet albo bliskim przywiązaniem matki do swojego potomstwa czy też zaangażowanie mężczyzn w opiekę i wychowywanie dzieci. 

17_000_ARP3255198

Podobieństwo do ludzkich zachowań jest uderzające. Nasze zachowania nie zostały stworzone przez rozum, tylko rozwinęły się w toku ewolucji. Natura jest obojętna moralnie, jej jedynym narzędziem jest proces selekcji, który pozwala trwać życiu, które podlega prawom biologii i fizyki. Prawa natury działają automatycznie, rozum zaś może kształtować ten proces,  wspomagając naturę poprzez świadome refleksje i wyciągania wniosków z błędów przeszłości.

Kreatywność ludzka nie zna granic.

Człowiek dzięki swojej kreatywności, za pomocą rozumu potrafi kształtować „emocje moralne” w zależności od środowiska i położenia geograficznego w jakim żyje. Czasami w poszukiwaniu „zasad moralnych” porządkujących społeczeństwo, trafiają się ludzie nieświadomi działający na poziomie myślenia siłowego. Próbują narzucić swoje „normy moralne” oparte na przekonaniach swoich przodków. Jednak ewolucja tym prawom nie podlega, toczy się obok nas swoim rytmem, nie oceniając czy pochód z penisami jest lepszy od pochodu ludzi niosących bóstwo na platformie.

Człowiek automatycznie tworzy swoim rozumem normy moralne, wzmacniając je przepisami prawa stanowionego. Czasami jednak z powodu braku świadomej refleksji dąży do samozagłady, wydając niewłaściwie osądy moralności swoich współplemieńców.

 

Zarówno psychologowie, jak i filozofowie, zgodni są co do tego, że wskaźnikiem moralnościowego charakteru sądu jest skłonność opatrywania go sankcją (za zło karać, za dobro wynagradzać) oraz do uniwersalizacji oceny, uznania, że czyn oceniony jako moralny- niemoralny jest zawsze i wszędzie dobry lub zły (wówczas gdy czyn oceniany z innych niż moralne względów może być czasami dobry, czasami zły, w zależności od okoliczności) (Wojciszke, 2000)

wolnosc_slowa

„Kto obraża uczucia religijne”

 Art. 196. KK.  Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2

Uważam, że ten przepis prawny jest przykładem słabej współpracy z prawami natury i prowadzi do absurdów w życiu społecznym. Użyte w nim pojęcie „uczucie religijne” jest nie do określenia, a każda sankcja karna będzie niesprawiedliwa. Jak można stopniować winę i karę, jeżeli nie można ustalić szkodliwości czynu w odniesieniu do całej społeczności, w której żyją ludzie o różnych światopoglądach?

Jakiś czas temu znajomy zapytał  mnie, co bym zrobił, gdyby katolik podał mnie do sądu za obrazę uczuć religijnych? Odpowiedziałem, że z radością stanąłbym przed sądem i wezwał setki świadków tego samego wyznania, zadając im pytanie: Czy twierdzenie, które obraziło powoda, obraża też świadka?

Natura nie lubi pustki. Prędzej czy później wyklucza z procesu ewolucji elementy nieprzystosowane do rozwoju życia. Historia życia gatunku homo sapiens na ziemi to tylko mgnienie oka w stosunku do wieku naszej planety. Myślę, że mimo archaicznych początków kształtowania się niektórych zachowań moralnych, rozum ma coś do powiedzenia i może zmienić te elementy, które przynoszą szkodę rozwojowi życia na Ziemi. Tym bardziej, że jesteśmy gatunkiem dominującym, który umie już wpływać na procesy, jakie zachodzą w przyrodzie.

face-293893_1280

 

This content has 2 lata. Please, read this page keeping its age in your mind.

Wpisy Racjonalnie

MosqueinAbuja

Fundamentalizm w islamie jako reakcja na nowoczesną cywilizację Zachodu.

MosqueinAbuja

Anna Gabriella Lilith Gajda.

  1. WSTĘP

Termin fundamentalizm zwłaszcza współcześnie urasta do rangi kwestii zasadniczo elementarnej i newralgicznego problemu nie tylko całego świata zachodniego, ale i poniekąd także cywilizacji wschodniej, osiągając tym samym wymiar globalny. A w świetle drastycznych wydarzeń, jakie wstrząsnęły opiniom publiczną na całym świecie w czasach współczesnych, począwszy od początku tego milenium aż po ostatnią tragedię w Paryżu z końca ubiegłego roku, nabiera zupełnie nowego znaczenia i wagi, wzbudzając niezmiennie tak samo wiele kontrowersji, stał się gorącym tematem numer jeden, który nie schodzi z ust całego świata, jak i całego Internetu, gdzie chyba wzbudza najwięcej wrzawy pośród rzeszy zbulwersowanych internautów.

Najsampierw warto byłoby pokusić się tutaj o wstępne zdefiniowanie tego esencjonalnego dla dalszych rozważań terminu, jakim jest fundamentalizm. Podług Słownika Języka Polskiego red. Szymczaka termin ów oznaczać może bądź to <<tradycjonalistyczny i ortodoksyjny stosunek do wyznawanej religii>>, bądź też <<radykalizm w wyznawaniu jakiejś idei, odmawiający innym racjom prawa istnienia>>. Te dość oschłe definicje słownikowe rozwija nieco definicja encyklopedyczna, zawarta w Encyklopedii PWN:

[…] ruch, formacja, ideologia o charakterze skrajnie konserwatywnym, przeciwstawiające się jakimkolwiek zmianom lub modyfikacjom doktryny religijnej, kultu, rytuału, obyczajowości.

Uwzględniając obraz kreowany przez zachodnie mass media, można by łatwo ulec złudzeniu, iż ta forma religijności zwana fundamentalizmem, a która to funkcjonuje w ciągłym poczuciu zagrożenia, a niekiedy ucieka się do przemocy, stanowi zjawisko stricte islamskie, a co tak faktycznie odbiega zupełnie od prawdy. Fundamentalizm bowiem stanowi zjawisko, które ma swoje przejawy na całym świecie, niemalże w każdej z większy religii, w formie jednej z reakcji na problemy nowoczesności, a już w szczególności w historii chrześcijaństwa, islamu i hinduizmu.

Nie było dziełem przypadku pojawienie się tej odmiany religii na początku XX wieku w świecie chrześcijańskim, a konkretniej w Stanach Zjednoczonych.

Fundamentalizm jako taki, nie stanowi monolitu, jako że każda z jego możliwych form, nawet w obrębie jednej religii, ewoluuje w sposób niezależny, posługuje się własną symboliką i ma własne, odrębne źródła egzaltacji. Tym niemniej wszystkie one jednak pozostają ze sobą w pewien sposób spokrewnione.

Aczkolwiek ruch fundamentalistyczny wcale nie zaistniał natychmiast, jako „odruchowa” reakcja na nadejście zachodniej nowoczesności, lecz przyobleka swą formę dopiero, gdy proces modernizacji osiąga już poziom dość mocno zaawansowany. Początkowo zarzewie dali ludzie wierzący, podejmując próbę przetransformowania swej religii, mającą na celu połączenie tejże religii z nowoczesną kulturą. Jednakże te dość umiarkowane działania okazały się być zbyt mało skuteczne, co zaś spowodowało, iż niektórzy ludzie poczęli odwoływać się do znacznie bardziej skrajnych metod, a co zaowocowało właśnie narodzinami ruchu fundamentalistycznego.

pobrane

Islam jako ostatnia z religii monoteistycznych wykształcił w swoim obrębie orientację fundamentalistyczną. Miało to miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wieku XX, kiedy to nowoczesna kultura zachodnia poczęła zadomawiać się również w świcie islamskim. Do tego czasu fundamentalizm zdążył się już ugruntować wśród kultur chrześcijan i żydów, które znacznie dłużej były wyeksponowane na kontakt z nowoczesnością. W chrześcijaństwie fundamentalizm ma swe źródła w reformacji, a zwłaszcza w Kościołach o tradycjach kalwinistycznych, baptystycznych i pietystycznych, zaś w katolicyzmie jest on tożsamy z tradycjonalizmem, cechujący się negatywnym nastawieniem do tendencji modernistycznych i liberalnych w teologii. W islamie źródła swe ma w XX wieku, z których wypływa jako tak zwany tradycjonalizm muzułmański, przeciwstawiający się tendencjom reformatorskim w islamie. Fundamentalizm islamski nazywa się też czasem islamizmem lub integryzmem muzułmańskim, aczkolwiek wielorakość znaczeń i form, jakie przyjmuje on w islamie nie pozwala na ujednolicenie tego zjawiska, jako jednego, spójnego ruchu czy nurtu.

Tym niemniej, wszystkie ruchy fundamentalistyczne w obrębie wszystkich religii, posiadają pewną wspólną cechę dystynktywną, która je łączy. A mianowicie, cechę tę stanowi głębokie rozczarowanie współczesną cywilizacją zachodnią, która pokładane w niej nadzieje w dużym stopniu pozostawia niespełnione. Ponadto wspólny im jest również ów autentyczny strach, jaki cechuje każdy ruch fundamentalistyczny, a bierze swe źródło w głębokim jego przekonaniu o tym, że świecki establishment jakoby nosi się z zamiarem unicestwienia religii.

Co więcej cechy wspólne, jakimi wyróżniają się wszystkie ruchy fundamentalistyczne, stanowi primo to, iż są one ze swej istoty postępowe, gdyż mogą zaistnieć jedynie w naszych czasach; i secundo ich nowatorskość, a ich interpretacje religii odznaczają się często radykalnością. A stąd zaś konkluzja, iż fundamentalizm stanowi zatem  nieodzowny element współczesnego świata.

A wszędzie, gdzie nowoczesność zostaje zakorzeniona, fundamentalizm może się rodzić jako świadoma na nią reakcja. A z kolei fundamentaliści często jawnie wyrażają swe niezadowolenie z kształtu, jaki ta nowoczesność przybiera, uwypuklając przy tym te elementy swej religii, które są jej sprzecznością.

2. FUNDAMENTALIZM VS. NOWOCZESNOŚĆ.

Z racji faktu, iż emancypacja kobiet zyskała rangę jednego z wyznaczników tejże nowoczesności, powszechne jest dla fundamentalistów dążenie do przywrócenia tradycyjnych ról płci, dystynktywnych dla wspólnot rolniczych, czy też narzucenie kobietom nakazu noszenia zasłon bądź też zamykania się w domu.

Ponad to, uznając fundamentalizm jako niejako „rewers” – czyli drugą stronę nowoczesności, to jego obserwacja może w rezultacie doprowadzić do ukazania nam niektórych z jej wad. A tym samym fakt funkcjonowania fundamentalizmu w symbiotycznej relacji z represyjnym sekularyzmem. Fundamentaliści niemal zawsze odczuwają, iż przypuszczane są na nich ataki, ze strony liberalnego bądź nowoczesnego establishmentu. A w związku z tym zaostrza się skrajność ich poglądów, a od stopień gwałtowności ataku sekularystów jest zwykle wprost proporcjonalny ze stopniem gwałtowności kontr – reakcji fundamentalistów.

Można zatem by rzec, iż fundamentalizm w ten sposób, uwidacznia zatem pewną szczelinę dzielącą społeczeństwo, a na przeciwstawnych krawędziach tej przepaści, znajdują się z jednej strony zwolennicy kultury świeckiej i sekularyzacji, a zaś z drugiej – ci, dla których jest ona źródłem zagrożenia. W miarę upływu czasu przepaść ta się pogłębia i rozrasta, a co oznacza, iż co raz trudniejsze również staje się zarzucenie pomostu, łączącego oba jej brzegi – a co oznacza tyle, że co raz trudniejsze staje się zrozumienie oponenta.

Co do kwestii początków fundamentalizmu, zwykle ma on swoje pierwotne źródło w dyspucie prowadzonej z liberałami, albo sekularystami w obrębie tego samego narodu bądź kultury. Bardzo często początek fundamentalizmu stanowi akt wycofania się z głównego nurtu kultury, które ma na celu utworzenie enklawy czystej wiary. I stamtąd dopiero z kolei dochodzi do rozpoczęcia ofensywy, jaka może przyjąć różne formy, a której cel stanowi natomiast przestawienie błędnego biegu historii na właściwy tor, a w rezultacie umożliwiając ponowną sakralizację świata. Wszystkim fundamentalistom wówczas wspólne jest poczucie, iż walczą oni o przetrwanie. A jako że są oni niejako „przyparci do muru” przez napierającą zewsząd kulturę nowoczesna, to często zdarza im się uwierzyć w to, że jedyny sposób wyjścia z impasu stanowi walka.

Można by również rzec, iż fundamentaliści odnieśli sukces o tyle, o ile cel ich stanowiło ponowne ulokowanie religii w centrum uwagi w taki sposób, iż obecnie ponownie ma ona istotne znaczenie w stosunkach międzynarodowych, a co nie tak dawno jeszcze – w połowie XX wieku, gdy tryumf sekularyzmu sprawiał wrażenie, iż to do niego należy przyszłość, zdawało się być zupełnie niewiarygodne. Zmiana ta stała się wyraźnie widoczna w świecie islamu, począwszy od lat siedemdziesiątych wieku XX.

Tym niemniej fundamentalizm nie stanowi wcale sposobu niejako „wykorzystania” religii do osiągania celów politycznych. Na fundamentalizm bowiem składają się rebelie wymierzone przeciwko sekularystycznemu wyłączeniu pierwiastka boskiego z życia publicznego, a często również podejmowanie rozpaczliwych prób zagwarantowania przewagi wartości duchowych we współczesnym świecie. Z tym tylko, że wraz z fundamentalizmem, zwykle rodzi się też  uczucia rozpaczy i strachu, a te niejednokrotnie prowadzą do znaczącego zniekształcenia tradycji religijnej, a też eksponuje jej bardzo wojownicze aspekty, co dzieje się zaś kosztem elementów, które rodzą postawy tolerancyjne i pojednawcze.

3. FUNDAMENTALIZM W ISLAMIE.

W dość znacznie dużym zakresie fundamentalizm muzułmański zgodny jest z tą ogólną jego charakterystyką, o jakiej mowa była uprzednio. Cechą wspólną, upodabniającą go do innych fundamentalizmów, jest owa podzielana głęboka obawa przed nowoczesną kulturą świecką.

Warto tu nieco przybliżyć kwestię ideologiczne i ich protagonistów.

I tak oto jeden z wczesnych ideologów fundamentalizmu islamskiego to Abu Ala Maududi, który był fundatorem organizacji Jamaat-e-Islami w Pakistanie. Powziął on pogląd, jakoby Zachód mobilizuje siły w celu rozgromienia islamu. Podług jego mniemania, muzułmanie winni wspólnie stawić opór tej inwazji sekularyzmu, co miało stanowić warunek konieczny przetrwania ich kultury. Wówczas to po raz pierwszy zostali oni zmuszeni do przyjęcia postawy obronnej pod naporem zagrożenia z Zachodu. Co więcej Maududi zakwestionował cały świecki etos i miast niego zademonstrował islamską teologię wyzwolenia.

A z kolei fakt, iż w islamie Bóg stanowi jedynego władcę, zwalniał z obowiązku posłuszeństwa wobec poleceń innego człowieka. A co więcej, ta rebelia wzniecona przeciwko mocarstwom kolonialnym, nie była już tylko prawem, ale i obowiązkiem. A sam Maududi nawołuje do powszechnego dżihadu – tzw. świętej wojny, a więc jako koncepcji walki z Zachodem. Ponieważ jego pogląd był tu innowacyjny – uznając dżihad za główną zasadę islamu. A wprowadzenia tejże innowacji podług niego było w pełni uzasadnione, a usprawiedliwienie stanowiły obecne nadzwyczajne warunki. I tak oto w rezultacie strachu przed zagładą kultury i tradycji, dochodzi do powstania bardzo skrajnego i potencjalnie niebezpiecznego wypaczenia religii.

Jednakże za faktycznego fundatora i „ojca” islamskiego fundamentalizmu uznaje się ideologa, którym był Sajid Kutb (1906 – 1966). U zarania swej działalności nie był on początkowo ekstremistą wcale, a co więcej wyrażał nawet postawę raczej entuzjastyczną względem kultury zachodniej i sekularnej polityki. W roku 1953 wstąpił on do Stowarzyszenia Braci Muzułmanów, jako reformator, który wierzy w to, że nadanie islamskiego wymiaru zachodniej demokracji jest możliwe. I dopiero po tym, jak został uwięziony w roku 1956 przez Nasera za przynależność do bractwa, nastąpił przełom w jego przekonaniach, które zamienił na pogląd, że ludzie wierzący i sekularyści nie mogą żyć w jednym społeczeństwie. A jako świadek tortur i egzekucji braci, uznaje je, jak też zadeklarowane dążenia Nasera ku zepchnięciu na margines życia społecznego w Egipcie, za przejawy dżahilijji, którą to definiuje jako: „barbarzyństwo na zawsze i po wszystkie czasy pozostające wrogiem islamu”. Zaś na muzułmanów nakłada tym samym obowiązek wydania jej śmiertelnej walki, podług przykładu jaki dał im prorok Mahomet.

Kutb poszedł jednak w swych poglądach jeszcze dalej aniżeli Maududi, który dżahilijję dostrzegał tylko w społeczeństwach muzułmańskich. Kutb natomiast za pomocą tego terminu określił, jako tożsame mu – współczesne społeczeństwo muzułmańskie. Co do przywódcy, jakim był Naser to pomimo tego, iż niby deklaruje on wiarę w islam, to jednak jego czyny świadczą o czymś zgoła przeciwnym, zdradzając apostatę, a obowiązek każdego muzułmanina stanowi obalenie tego rodzaju władcy (jako „niewiernego”). A propagowany przez Nasera brutalny sekularyzm, zmusił Kutb’a do usankcjonowania formy islamu, jaka stanowiła wypaczenie zarówno przesłania Koranu, jak i życia Proroka. Postuluje on aby muzułmanie kierowali się przykładem Mahometa, nakazującym im izolowanie się od głównego nurtu społecznego i rozpoczęcie dżihadu, który nieuchronnie zmierzał do rozlewu krwii. Zaś zawarty w Koranie nakaz tolerancji tłumaczył po swojemu, twierdząc iż jest on obowiązujący wyłącznie w sytuacji po odniesieniu zwycięstwa politycznego islamu i gdy już zostanie utworzone prawdziwie muzułmańskie państwo.

isis-army

Owo cechujące te nowe poglądy twarde nieprzejednanie, wypływa ze źródła, które stanowi głęboki lęk, a jaki stanowi zaś meritum fundamentalnej religijności.

Sajid Kutb nie miał okazji doczekać starości, jako że za swą działalność i poglądy został stracony na osobisty rozkaz Nasera w roku 1966.

Tym niemniej swoją spuścizną nie tylko wywarł wpływ, ale i stanowił inspirację wszystkich następnych ruchów muzułmanów, w tym również dla ruchu talibów, którzy w roku 1994 sięgnęli po władzę w Afganistanie.

Cel talibów stanowił comeback do tego, co podług ich mniemania stanowiło pierwotny islamski światopogląd. A więc następujące poglądy, podług których, primo alimowie uznani zostają przywódcami rządu, secundo kobietom nakazuje się noszenie zasłony (hidżabu) a także zabronione zostaje podejmowanie jakiejkolwiek pracy zawodowej przez kobiety. Tertio dozwolona jest emisja wyłącznie audycji o charakterze religijnym, i wreszcie quatro – zostają przywrócone tradycyjne islamskie kary kamienowania i okaleczania (wraz z islamskim prawem zwanym shariat). Zresztą dyskryminacja kobiet, jaka była praktykowana przez talibów stanowiła zupełną sprzeczność z zachowaniem Proroka oraz zwyczajami pierwszej ummy. Za to talibowi stanowią przykład typowych fundamentalistów, a to z racji tego, że primo ich rozumienie religii cechuje selektywność, a prócz tego secundo¸ zostaje ona przez nich wypaczona i zwrócona w kierunku przeciwnym zgoła aniżeli ten, nadany jej pierwotnie przez jej pierwszych głosicieli.

I w sposób analogiczny, jak to się dzieje u wszystkich fundamentalistów, także fundamentaliści muzułmańscy walcząc o przetrwanie, dokonują przemiany religii w narzędzie ucisku, a nawet i przemocy.

Co się tyczy wszelkich ruchów fundamentalistycznych, jakie pojawiły się przed końcem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, próby zmieniania świata dokonywane były przez nie za pomocą znacznie mniej drastycznych metod, aczkolwiek wymownych. I dopiero po klęsce wojsk arabskich w wojnie sześciodniowej przeciwko Izraelowi następuje diametralny zwrot ku religii, obejmujący cały Bliski Wschód. Na procesy radykalizacji, niewątpliwy wpływ miała zapewne także i kompromitacja uprzednich sekularystycznych koncepcji politycznych przez przywódców, takich jak np. Naser. A którzy to ponieśli porażkę niejako na skutek tego, że nie pozostali wierni swej religii. Fundamentaliści spostrzegli wówczas to, iż, o ile funkcjonowanie sekularyzm i demokracji pozostaje bez zarzutu na Zachodzie, o tyle w świecie islamskim służyć mają jedynie elicie, a pomijając przy tym kompletnie wszelkie funkcjonowanie w służbie zwykłym ludziom.

Fundamentalizm można określić jako ruch postmodernistyczny czy postnowoczesny, który odrzucał niektóre z założeń nowoczesności, jak też pewne szczególnie z nią związane ideologie, jak np. kolonializm czy sekularyzm. Między innymi także w kwestii stroju, postulując powrót do tradycyjnego islamskiego stroju (np. dla kobiet był nim hidżab).

Jednakże, w przypadku, tak jak to miało miejsce u talibów, gdy dochodzi do sytuacji, narzucenia siłą, przymusu noszenia takowego stroju, wbrew woli ludzi, staje się to działaniem represyjnym stricte i które w konsekwencji może wywołać falę ostrego sprzeciwu. Aczkolwiek, w mniemaniu wielu kobiet muzułmańskich zakrywanie głowy, a czasem także ciała, uchodzi za symbol powrotu do okresu pre – kolonialnego, i istniejącego w nim społeczeństwa, o prawidłowym torze rozwoju, zanim jeszcze zepchnięto go na niewłaściwy tor. Przy czym nie jest to tożsame, z wyrażaniem postawy entuzjastycznej dla anachronicznego uwsteczniania w czasie poglądów, przez te kobiety w żadnym wypadku. Jak wykazują badania bowiem, ogromna część kobiet, które zakrywają głowę i twarz, wyraża postępowe poglądy względem kwestii dotyczących ról płci. Ponadto ową tradycję zakrywania głowy i twarzy, można interpretować również jako formę cichej krytyki niektórych aspektów nowoczesności. A mianowicie ów zwyczaj, jawnie przeciwstawia się nowoczesnemu pojęciu seksualności, i płynącego stąd powszechnie odczuwanego poczucia konieczności ekshibicjonistycznego obnażania wszystkiego, co ma z tą seksualnością związek.

Islam-Lashes-1024x535

Zilustrować to można przykładem, choćby tego, jak nagminne jest wśród ludzi Zachodu eksponowanie publicznie, chełpiąc się nagością swych opalonych, perfekcyjnie zadbanych ciał, w ich mniemaniu stanowiące symbol ich uprzywilejowania. Maniakalnie wręcz usilnie starają się poskramiać i hamować wszelkim oznakom starzenia, ogarnięci obsesją wiecznej młodości spaczonej idealnymi proporcjami kobiecego ciała plastikowej lalki barbie, pragnąc żyć w ten sposób niezmiennie w stanie kwitnącej młodości i doskonałego ideału, możliwie jak najdłużej – i to za wszelką cenę, choćby niezliczonych operacji plastycznych, okupionych ogromem bólu i cierpienia, a też setek tysięcy dolarów, a często też własnego zdrowia, czy jak czasem wręcz życia.

A tymczasem tradycja zakrywania ciała na muzułmańską modłę, stanowi rzecz zgoła odmienną, a mianowicie stanowi niejako deklarację zorientowania nie na fizyczną cielesność, lecz na transcendencję, a poprzez unifikację wyglądu stroju, upodobniającą go między sobą, dokonuje się zniesienia różnic klasowych, uwypuklając przy tym supremację wspólnoty nad zachodnim indywidualizmem.

Tym niemniej, współczesny fundamentalizm ma wiele różnych znaczeń, a też i twarzy – czyli postaci w jakich występuje, także wyłącznie tych w obrębie islamu jedynie. Ta mnogość znaczeń, w jakich występuje w islamie, rodzi wiele nieporozumień w tej kwestii, a także niesprawiedliwości, jak choćby niesprawiedliwość unifikująca wszystkich wyznawców islamu do jednego, wspólnego jednakowo dla każdego stereotypu opatrzonego metką „terrorysta”, co nasiliło się bardzo mocno na Zachodzie zwłaszcza po 11 września.

4. RADYKALIZACJA FUNDAMENTALIZMU I EKSTREMIZM.

635154757359133835

Pośród tych różnorakich form, jakie fundamentalizm przybiera w obrębie islamu, istnieją również tendencje czy nurty zdecydowanie znacznie bardziej radykalne, a które odrzucają bezwzględnie wszystko, co pochodzi spoza świata muzułmańskiego. Reprezentanci tych radykalnych nurtów odtrącają, przeprowadzając eliminację zachodnich wzorców sprawowania władzy, kształtu państwa, stylu życia, modeli społeczeństwa, kultury etc. a tym samym forsują postulat miast nich wdrożenia tych, których korzenie wyrastają u źródeł islamu. Te radykalne tendencje zwykle są powiązane z polityzacją islamu, ujmowanego jako podstawa organizacji zarówno systemu państwowego, jak i społecznego. To zaś nawiązuje z kolei do pojęcia prawa muzułmańskiego, zwanego shariat, które opiera się głównie na źródłach o charakterze religijnym, jak np. Koran czy tzw. Sunna, i dokonuje unifikacji sfery państwowości, jako świeckiej, ze sferą religijną, jako sakralnej, podległych jednemu prawu shariatu, jako najwyższemu, które nadane zostało przez jedynego Boga.

egypt-cairo-camp-6_2643478c

Rezultatem takich radykalnych tendencji czasemjest agresywne nastawienie wobec Zachodu, który uznawany jest za bezbożny, ponieważ zaprzestał zupełnie jakkolwiek kierować się wartościami chrześcijańskimi, i dlatego, że ludzie Zachodu przez to już całkiem nie zasługują na miano „ludu Księgi”, a z tej racji na mocy prawa można ich nawracać siłą i przemocą.  Jako masowe zaplecze tego typu radykalnych nurtów, głównie służą ogromne rzesze ubogiej ludności państw muzułmańskich, zwłaszcza rejonów wiejskich, którzy jako osoby niewykształcone, poprzez swoje zacofanie i ignorancję, stanowi łatwy cel propagandy, która winę za ich biedę zrzuca na karb wyzysku ekonomicznego ze strony państw zachodu.

Radykalizacja fundamentalizmu i jego nurtów w islamie może w rezultacie prowadzić do wielu różnych konsekwencji, w tym w ogromnej części bardzo negatywnych, złych czy tragicznych. Zanim jednak zajmę się omawianiem kwestii konsekwencji płynących z radykalizacji fundamentalizmu w islamie, pozwolę sobie najpierw poświęcić tu rozdział traktujący o przyczynach tejże radykalizacji, które leżą u źródeł owych konsekwencji, a co między innymi również pozwoli nam na lepsze zrozumienie i ujęcie w szerszej perspektywie tychże konsekwencji potem.

A. Rzecz o tym, co leży u źródeł radykalizacji…

Nie sposób zaprzeczyć, iż obecnie ewidentnie dostrzegalna jest w obrębie islamu silna tendencja do radykalizacji. U źródeł tejże tendencji leży właściwie wiele różnych przyczyn, których kombinacja dopiero składa się na całość źródła, z jakiego wypływa. A zaś u konkretnej jednostki najczęściej determinuje ją splot różnych przyczyn, a nie tylko jedna, konkretna.

Przyczyny te można by sklasyfikować generalnie przyporządkowując je do sześciu, nadrzędnych kategorii zbiorczych, a opatrzonych następującymi etykietami:

  • Doświadczenie historyczne.
  • Czynniki polityczno – ideologiczne
  • Czynniki ekonomiczne
  • Czynniki społeczne
  • Czynniki osobowościowe
  • Negatywny wpływ mediów.

Pozwolę sobie teraz pokrótce omówić elementy zawarte w obrębie każdej z tych wymienionych uprzednio nadrzędnych kategorii, kolejno rozważając ich zawartość.

  • (1) Historia i jej przebieg stanowią pewne uzasadnienie dla procesu radykalizacji. To jak w historii kształtowały się i zmieniały relacje chrześcijańsko – muzułmańskie, a też kolejne formy, jakie one przybierały – począwszy od konfrontacji etniczno – kulturowych napięć (np. wojny, konflikty czy zamieszki), poprzez drobne przestępstwa (jak np. przemoc domowa, rozboje, kradzieże etc.), aż po terroryzm – chyba główną z form spotykanych współcześnie najczęściej. Obecnie relacje te bazują na poglądzie Europejczyków, podług którego w ich oczach muzułmanie są postrzegani jako antagoniści zachodniej kultury, oraz na poglądzie wieków relacja ta niestety często gęsto ulegała oscylacji do formy otwartego, wrogiego konfliktu czy zbrojnej agresji, a po dziś dzień Europa dla muzułman uchodzi za teren wojny (Czyli dar al-harb). Doświadczenie, jakie wyniesione zostało z historii determinuje o charakterze poglądów oraz działań wykształcanych w procesie radykalizacji u danego z nurtów fundamentalnych, a tym samym determinując jego przyszłe konsekwencje i ich skalę.
  • (2). Kolejną kategorię impulsów leżących u źródeł radykalizacji stanowią czynniki polityczno – ideologiczne. Punktem zapalnym, który wzniecił ów wielki pożar prowadzenia dżihadu, czyli świętej wojny wśród muzułmanów, a który przybrał już rozmiary na skalę globalną, a zwłaszcza pośród muzułman mieszkających w Europie, stanowiły zapewne kwestie polityczne, zarówno w obrębie polityki wewnętrznej poszczególnych państw islamskich, jak też zewnętrznej polityki międzynarodowej prowadzonej przez wielkie zachodnie mocarstwa i państwa, a której ingerencja w sprawy czy politykę innych państw, zwłaszcza islamskich spowodowała jakieś znaczniejsze konsekwencje, a w tym drastyczne zmiany w natywnej kulturze czy tradycji tych państw, jej zniszczenia czy narzucanie miast niej kultury bądź tradycji własnej, zachodniej, wypierającej pierwotną kulturę narodową państwa. Czynniki polityczne stanowi tu zapewne seria ataków terrorystycznych, o największym zasięgu, rozmiarze i skali, do jakich doszło na terenie państw Zachodu od pamiętnego 11 września 2001 roku, gdy to terroryści z ramienia Al.-Qaidy dopuścili się samobójczego ataku terrorystycznego na World Trade Center w Nowym Jorku i budynek Pentagonu w Waszyngtonie, uderzając w te cele porwanymi jumbojet’ami, w skutek czego doszło do tragedii, która pochłonęła prawie trzy tysiące ofiar śmiertelnych i tysiące rannych. A z pewnością stanowiło to zarzewie tego wielkiego pożaru, z którego się on wzniecił, osiągając rozmiary na skalę globalną – a jaki po niedawnych, równie tragicznych i doniosłych, atakach terrorystycznych w Paryżu, jakie miały miejsce pod koniec ubiegłego roku, osiągnął niemalże rangę ewidentnej, kolejnej wojny światowej, od której wciąż w konsekwencji dzieli nas ledwie krucha granica, i podług mego skromnego mniemania – naprawdę niezbyt wiele raczej trzeba, aby faktycznie doszło do wybuchu kolejnej wojny światowej, w jakiej partycypacja dotyczyć będzie chyba większość państw tego świata, które będą musiały opowiedzieć się po jednej z dwóch stron tego międzynarodowego, a nawet globalnego poniekąd, konfliktu między światem i kulturą islamu a całą nowoczesną cywilizacją Zachodu. Takim czynnikiem są z pewnością również wszelkie działania podjęte przez zaatakowane państwa i ich sojuszników w następstwie tychże ataków, jako reakcja na akt terroryzmu. A ponadto, w efekcie tego, ów legendarny przywódca talibów i Al.-Qaidy, jakim jest Osama bin Laden, który stał za większością z tych ataków a także całej walki ogólnie przeciwko Zachodowi, został w końcu wyniesiony do rangi wręcz „duchowego kierownika”, a nie tylko zwykłego przywódcy. Muzułmanie prowadząc zbrojnie dżihad, w ten sposób manifestują też swój sprzeciw wobec „politycznej hegemonii i neoimperializmu Zachodu w międzynarodowych stosunkach politycznych i gospodarczych”[1]. Wobec twardej konfrontacji z kompletną dewastacją ruin innych antyzachodnich ideologii, fundamentalizm zyskał status, obok antyglobalizmu, instrumentu sprzeciwu i buntu wszczętego przeciw zachodniej dominacji polityczno – ekonomicznej. A zatem można by uznać dżihad za formę samoobrony cywilizacji islamu przed atakiem niekontrolowanych aspiracji Zachodu, a także za instrument retorsji czy wręcz niejako vendetty nawet za zbrodnie, jakich Zachód dopuścił się na muzułmanach na całym świecie. W tym celu stosowana jest również propaganda Al.-Qaidy, upowszechniająca twierdzenie, o istnieniu jakoby wielkiego amerykańsko – żydowskiego spisku wymierzonego w islam i muzułmanów. Istnieją też pewne opinie, iż islam pretenduje do roli, jaką miałby w niedalekiej przyszłości odegrać na scenie międzynarodowej, a mianowicie roli instrumentu społecznej kontestacji i buntu użytym przez grupy mniejszości percypujące się jako marginalne bądź też skazane na ostracyzm społeczny. Niektórzy również stają w obronie „fundamentalistycznych antyimperialistów” przed zarzutem degradacji religii w hierarchii priorytetów kierujących ich działaniami.

mid_32216 pobrane (1)

 

Do tej kategorii zaliczają się również czynniki dotyczące procesu globalizacji, jaki współcześnie obejmuje postępując w zasadzie cały świat. A więc dotknięty jest nim również i świat cywilizacji islamskiej, a w której to skutek zachodzi tam co raz bardziej daleko idąca denacjonalizacja (czyli odpaństwowienie) zachowania populacji muzułmańskiej. W co raz niższym stopniu zachodzi też ich utożsamianie się z państwem i na rodem, na rzecz umacniania się owej niejako „tożsamości globalnej”. A w rezultacie dostrzegalny jest znaczny wzrost dezaprobaty i repulsji żywionej przez muzułmanów wobec tzw. „podwójnej moralności zachodnich demokracji”.

A dualizm owej moralności bazuje na paradoksie sprzeczności dwóch jednoczesnych postaw moralnych, z których jedna to postulat o konieczności walki w obronie praw człowiek i demokracji, a przy czym druga jednocześnie to represjonowanie i ucisk stosowane wobec muzułman w Palestynie, Iraku, Afganistanie czy Kaszmirze. Inną zaś przyczynę z tej kategorii stanowi w pewnym stopniu również współczesna sytuacja na scenie politycznej państw islamu. Cechy konstytutywne tejże sytuacji to na przykład degradacja lokalnej klasy politycznej, rozpowszechniona korupcja, nieproduktywność czy nierentowność aparatu państwowego czy też uległa postawa wobec Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. A tym samym dżihad zostaje sprowadzony do funkcji sposobu ekspresji oporu i buntu przeciw władzy lokalnej.

  • (3) Kolejna, trzecia kategoria to tzw. czynniki ekonomiczne, a jakie odgrywają tu niemniej wielce doniosłą rolę. Owa seria spektakularnych, co raz bardziej zuchwałych i druzgoczących, ataków terrorystycznych, którą zapoczątkowała słynna nowojorska apokalipsa z roku 2001, przybrał formę środka ekspresji kontestacji i dezaprobaty dla percypowania muzułmanów jako „obywateli drugiej kategorii”, a ras islamskich, jako gorszych aniżeli zachodnie dominujące rasy uprzywilejowane. Co się tyczy sytuacji muzułmanów w Europie z kolei, to faktem jest, iż społeczno – ekonomiczna marginalizacja mniejszości muzułmańskich stanowi przyczynę, która odpowiada za formowanie się co raz szerszej opinii o ich dyskryminacji również na tle klasowym, prócz tej na tle religijnym. Jakkolwiek pojawiają się czasem głosy, stawiające tejże religii zarzut stanowienia podstaw, jakie leżą u źródeł tejże marginalizacji klasowej, zrzucając nieco ciężar winy z barków Zachodu. I tak podług statystki, owa marginalizacja przejawia się np. w taki sposób, że w stosunku do ludności autochtonicznej, średnio dwukrotnie więcej muzułmanów zalicza się do grona bezrobotnych, a też pośród wszystkich imigrantów to właśnie muzułmanie stanowią największą grupę osób dotkniętych bezrobociem[2]. Ponadto dla większości muzułmanów edukacja kończy się zaledwie już na poziomie szkolnictwa średniego jedynie, zaś ponad 2/3 muzułmanów bytuje w domach o najniższym standardzie. Nic więc dziwnego,  iż mają czasem poczucie podlegania procesowi społecznej marginalizacji, a też obskurantyzmu cechującymi ich rozwój względem reszty państw świata zachodniego. Można by rzec, iż stają się oni ofiarą globalizacji, a to z kolei w rezultacie wznieca idee radykalne i radykalizację nurtów fundamentalistycznych w islamie, wzmagając jednocześnie poczucie hermetycznej ekskluzywności kultury islamu. Ad. (4). Kolejną kategorię stanowią zaś czynniki społeczne. A które uzasadnia fakt, iż eskalacja natężenia radykalizacji jest intensyfikowana  między innymi przez czynniki takie, jak kontakt ze społecznościami rdzennie muzułmańskimi, jak choćby w rezultacie podróży do kraju ojczystego i obcowanie z krewnymi czy też rodziną. Specyfika kontaktu z państwem przynależności narodowej może się realizować w formie o zróżnicowanym kolorycie i cechującej ją przymiotach. A mogą to być formy, jak choćby przykładowo wycieczka, odwiedziny, urlop, studia, stypendium bądź też podróż służbowa, a jak to było w przypadku podróży do Pakistanu odbytej przez Hasiba Husseina, który był jednym z zamachowców odpowiedzialnych za atak terrorystyczny na londyńskie metro z dnia 7 lipca 2005 roku. Takie ekspedycje cechuje forma pewnego niejako dysonansu – w skutek ostrej kolizji dwóch odległych, obcych światów, a czego rezultatem może być wystąpienie radykalizacji nawet u całkowicie zasymilowanego muzułmanina. Inne rezultaty takich ekspedycji oraz kolizji w ich skutek, mogą stanowić np. tzw. wielkie „nawrócenie”, drastyczne zmiany w sposobie zachowania, a też wzmożona infiltracja w celu pozyskania nowych kontaktów pośród środowisk radykalnych odłamów nurtów fundamentalnych islamu. I wreszcie finalnie – usilne starania ukierunkowane na próby czynnej partycypacji w szkoleniach. A z kolei nieodzownie związaną parę z takową „renowacją” duchową stanowi natomiast  całkowita separacja od rodziny czy też uprzednich kulturowych relacji z ojczyzną europejską.

egzekucja_isis_625

  • (5) – Następną kategorię stanowią natomiast czynniki tzw. osobowościowe, a więc tym samym także przyczyny mające swe źródło w typie charakterologicznym osobowości człowieka. Najczęściej przyczyny owe wyrażają się poprzez dekoniunkturalny krach tożsamości, bądź to w formie bytowanie balansującego na granicy dwóch kręgów kulturowych. Co więcej, można uznać za fakt, iż muzułmanie, którzy przystępują do kolektywów fundamentalistycznych i partycypacji w radykalnych nurtach fundamentalizmu, odznaczają się pewną cechą dystynktywną, jaką stanowi specyficzny sposób postrzegania świata. A mianowicie, percepcji świata ujętej w czarno – białych kategoriach (jak to np. jest w przypadku faszystów czy nazistów, bądź po prostu fanatyków), jaki stanowi nieustanną walkę dobra ze złem, wyróżniając się całkowitą negacją i eliminacją rozdziału między sferą sacrum i profanum, a prócz tego jednocześnie zarazem charakteryzując się głębokim, przeświadczeniem o konieczności rozciągania skali zakresu oddziaływania i strefy wpływu religii na wszystkie inne aspekty życia. Jeden z bodźców popychających do podjęcia partycypacji w ramach organizacji paramilitarnych może stanowić również infantylność psychiczna. Zaś fantazje płynące np. z fascynacji przemocą bądź też marzeń o czynnym udziale w konfrontacji zbrojnej, stają się możliwe do zrealizowania, między innymi także dzięki górom Afganistanu. Za sukcesem Al.-Qaidy bowiem kryje się fakt, iż udostępnia ona pewne instrumentarium konieczne do umożliwienia walki, a co w rezultacie daje gwarancję możliwości faktycznej walki – a więc tym samym również i postawienia się kantem systemowi w roli antagonistycznego opozycjonisty. Rekrutacji domniemanych kandydatów pretendujących na członków Al-Qaidy zwykle dokonuje się wybierając kandydatów, których odznaczają się cechami takimi, jak zagubienie, poszukiwanie własnego miejsca w społeczeństwie i drogi życiowej, a także spośród grupy młodych ludzi, których relacje z bliskimi cechuje stan silnego konfliktu. Podług opinii O. Roya, znacznie większe predyspozycje i podatność na radykalizację wykazują jednostki, o cechach takich jak cierpliwość i narcystyczność (narcyzm), które propagują pogląd, jakoby za sprawą przeprowadzonej tylko jednej spektakularnej akcji terrorystycznej, stanie się dla nich możliwe odniesienie sukcesu i wykreowanie swego życia od nowa. Ponadto, w niektórych przypadkach konstytutywny czynnik rozstrzygający tu może również stanowić obecność dysonansu bądź antagonizmów w relacjach z ojcem. Badania przeprowadzone przez Bayerischer Verfassungsschutz wskazują, iż uwarunkowanie utraty szacunku swych potomków przez ojców stanowi fakt braku posiadania przez nich poważania wśród członków społeczności lokalnej. Z perspektywy Europejczyków bowiem zwykle stanowią oni „obywateli drugiej kategorii”, a w rezultacie czego, nie posiada on takiego samego prestiżu, jaki posiadają jego rówieśnicy w państwach swej przynależności etnicznej.

A takowi potomkowie, aby uniknąć prowadzenia walki ze swym rodzicielem i antenatem rodu, dokonują translokacji swego rozczarowania na grunt  antagonistycznej agresji wobec Izraelczyków i wszelkim „niewiernym” –  wielką krucjatą podjętą przeciw niewiernym, którą inaczej określa się arabską nazwą dżihad[3].

isis-army

  • (6) – I wreszcie ostatnia już, szósta kategoria, opatrzona etykietą: negatywny wpływ mediów, choć wcale nie ostatnia co o swej istotności i wagi – czyli jak to mawiają Anglicy „last but not least”! Albowiem tej kategorii, co jak co, ale z całą pewnością nie sposób odmówić ani ogromu jej istotności, wagi, ani też doniosłości. Ponieważ to właśnie mass media oraz wywierany przez nie wpływ, tak ogólnie we wszelkich aspektach i sferach, odgrywają naprawdę niebagatelną rolę w krzewieniu tej idee fix islamu, jaką stanowi dżihad, a jej całego ogromu nie sposób tu nawet opisać słowami. Uwaga zaś mediów skupia się przeważnie tylko na wybiórczych, jednostkowych zdarzeniach, preferując te ilustrujące możliwe w pełni obraz fascynacji ekstremizmem muzułmanów mieszkających w Europie – bądź to którego ostrze jest wycelowane w Europę czy Zachód. Mass media zainicjowały pewien proces kreowania rzeczywistości podług własnej wizji, za pośrednictwem mocno akcentowanych, zintensyfikowanych, doniesień o zagrożeniu (czy też zagrożeniach) terrorystycznym ze strony islamu. Niestety częste ukazywanie rzeczywistości przez mass media w sposób niekompetentny i jednostronny, a nawet celowo zmanipulowany, czy wręcz propagandowo wypaczony, i to mimo że są one wolne i demokratyczne niby, przyczynia się znacznie do wzrostu islamofobii w krajach zachodnich czy Europie, a z drugiej strony zarazem jednocześnie także do wzmagania się niezadowolenia pośród muzułmanów o poglądach zdecydowanie nieradykalnych i umiarkowanych, skazanych na życie „w cieniu kamer” – i iluzorycznych wizji pełnego agresji i przemocy ekstremizmu radykalnego fundamentalizmu islamskiego. A w rezultacie nieobiektywnego i stronniczego sposobu demonstrowania wyników sondaży opinii publicznej, które są niezwykle kontrowersyjne, dochodzi zaś do ugruntowania się powszechnie podzielanego w konsekwencji poglądu, podług którego osiągnięcie konsensusu, jaki w efekcie doprowadziłby do pogodzenia islamu z zachodnim stylem życia. I tak oto ilustrację tego stanowi doniesienie z dnia 18 października, wyemitowane przez holenderski dziennik „Der Telegraf”, w które podaje do publicznej wiadomości informację, iż film dokumentalny o terrorystach z 11 września spotkał się z niezwykle entuzjastycznym i przychylnym przyjęciem ze strony młodych Marokańczyków. A co gorsza, owe publikowane sondaże, również wywierają bardzo negatywny wpływ na notowania muzułmanów w Europie, a w rezultacie czego dochodzi od dłuższego czasu do różnych skrajnie antagonistycznych reakcji ze strony Europejczyków, w tym nawet aktów agresji czy przemocy, na różne wydarzenia i kwestie związane z radykalizacją fundamentalizmu islamskiego i w przejawach, jakie przyjmuje toczony przezeń dżihad.

I to już zupełnie wszystko, co się tyczy odnośnie przyczyn radykalizacji, o czym uznałam za istotne wspomnieć w tym miejscu, które poświęcone było roztrząsaniom owego zagadnienia, jakie stanowią przyczyny radykalizacji.

5. Epilog – czyli rzecz o skutkach…

Motto:

O Proroku! Walcz przeciwko niewiernym i przeciwko obłudnikom i bądź dla nich surowy! Ich miejscem schronienia będzie Gehenna. Jakże nieszczęsne to miejsce przybycia!” (IX, 73)

„Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę, Bóg nie miłuje najeźdźców” (II, 190)

[źródło: Koran]


Islamic-Correctness

Oba cytaty zawarte w motcie, jakim opatrzony został ten ustęp, stanowią przytoczone słowo w słowo nauki Koranu względem dżihadu i sposobem postępowanie względem „niewiernych”, jakie są obowiązkiem, którym obarczony jest każdy wyznawca islamu i którego wypełnianie przez całe życie jest dlań bezwzględną koniecznością, bez której nie może on być muzułmaninem, ani też osiągnąć po śmierci upragholy-book-islam-called_e8e735e28094ce3enionego raju, o którego wspaniałościach również traktują szerzej nauki zawarte w Koranie.

Już treść pierwszego z powyższych cytatów, klarownie i ewidentnie wyraża sposób, w jaki muzułmanin powinien postępować z „niewiernymi”. I tak nakazuje się tam, primo walkę z niewiernymi i przeciwko „obłudnikom” – a zatem hipokrytom, w której na piedestale postawiona zostaje dominująca dlań – surowość względem nich. Jako miejsce docelowe, do którego w skutek walki winni trafiać niewierni, wskazuje Gehennę, która podług Nowego Testamentu stanowi po prostu określenie synonimiczne dla piekła, a zaś w znaczeniu, jakie posiada w Starym Testamencie, stanowiła ona dolinę, która wyznaczała granice miasta Jerozolimy, inaczej zwaną Doliną Hinnom. Dolina ta, umiejscowiona za bramą miasta zwaną Hersit w pierwotnym znaczeniu stanowiła wysypisko śmieci, a także miejsce kremacji zwłok przestępców oraz tych, którym z innych przyczyn odmówione zostało prawo do normalnego pogrzebu. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, iż w Dolinie Hinnom podscano nieustannie palące się ognie, zaś na jej środku umiejscowione było wzniesienie o nazwie Tofet¸ na którym to ponoć król judzki Achaz złożyć miał ongiś w ofierze bogu Molochowi, własnego syna. I odtąd to w Bibli oraz judaizmie Dolina Hinnom stała się symbolem bałwochwalstwa, kultu fałszywego boga, a też hańby i niegodziwości. Podług legendy późniejszy dobry władca królestwa Judy, Jozjasz, miał jakoby dokonać zniszczenia ołtarza ofiarnego w Dolinie Hinnom, w celu zaprzestania składania ofiar Molochowi tamże.

W Judaizmie Gehenna było to z kolei miejsce, istniejące obok podziemnego miejsca, w którym przebywali wszyscy zmarli (szeol), miejsce kary dla potępionych, a więc  – uosobienie piekła w chrześcijanizmie bądź katolicyzmie.

Co zatem z tego wynika, nauki Koranu skazują ich na męki w „nieszczęsnym” miejscu kary potępionych – skazani na wieczność w cierpieniach bezdennej czeluści piekła…

img55778a9acda10

Oblicza radykalnego fundamentalizmu…

Drugi z cytatów jest natomiast już odrobinę nieco mniej radykalny i restrykcyjny względem dżihadu i sposobu postępowania względem „niewiernych”. Tym niemniej, zawiera jednak dobitny i ewidentny rozkaz „na drodze Boga” – a zatem obowiązujący każdego wyznawcy islamu, który poprzez wiarę w jedynego Boga – właśnie „kroczy jego ścieżką” – zwalczania tych, którzy „jego zwalczają”, a więc antagonistów religii islamu i jej wyznawców, podejmujących wszelkie wrogie działania wobec nich, a też stosujących wszelkie możliwe formy przemocy i represjonowania względem islamu i jego wyznawców jedynego Boga Allacha. Z jednak, iż ową walkę czyli właśnie dżihad tak faktycznie, łagodzi, o dodane tamże pewne złagodzenie jej cech, nadających jej restrykcyjną formę skrajnie radykalnego ekstremizmu, w którym to wyraża przyzwolenie na walkę z najeźdźcami, lecz zakazuje przy tym muzułmanom samym wcielania się w rolę najeźdźców – a zatem zakazując im dokonywania agresji na inne ludy czy państwa w celu dokonania ich aneksji oraz w ramach dżihadu, jak też krzewienia wiary w jedynego Boga Allacha i islamu. To zaś brzmi choć minimalnie krzepiąco w świetle ekstremistycznie skrajnych postaci, jakie obecnie przybiera w rezultacie radykalizacji islamski fundamentalizm, a w szczególności brutalnego terroryzmu i co raz bardziej zuchwałych ataków terrorystycznych, które w efekcie przybierają rozmowy mordów na skalę masową, w których liczby ofiar śmiertelnych czasem przekraczają nawet wiele tysięcy, a ich arogancka brutalność i bezlitosne, fanatyczne okrucieństwo, nieraz szokują totalnie cały świat, i na wieki odbijają się donośnym echem, odciskając trwałe, krwawe piętno w historii ludzkości, którego bolesne i wstrząsające wspomnienie nigdy nie blaknie i nie traci na sile przez całą wieczność, równie wyraziste, jak w chwili, gdy jego tragedia rozgrywała się na oczach całego świata – bezradnego widza tego iście szatańsko potwornego spektaklu śmierci, okrucieństwa, cierpienia i destrukcji.z16910774IH

I tak oto tym samym te rozważania uprzednie doprowadzają nas do meritum tego ustępu, a jakie to stanowią zaś skutki, rezultaty i konsekwencje, jakie wypływają nie tylko z samej radykalizacji fundamentalizmu, i różnorakich postaci ekstremizmu w tego efekcie powstających w obrębie radykalnych ruchów fundamentalistycznych islamu, ale także jednocześnie tych, które wypływają z np. dżihadu i jego prowadzenia przez islam przeciw cywilizacji Zachodu, ekstremistycznych postaci, jakie przybiera dżihad w skutek radykalizacji fundamentalizmu, a w szczególności postaci skrajnie restrykcyjnie ekstremistycznej, jaką stanowi terroryzm.

A o skutkach, efektach i konsekwencjach, jakie dotychczas świat musiał ponieść w wyniku radykalizacji fundamentalizmu islamu i ekstremizmu z nią związanego, można by mówić bez końca, a ich wyliczanie ciągnęłoby się niemal w nieskończoność.

maxresdefault

11 września 2001 roku godzina 9:03 – World Trade Center staje się obiektem największego i najbardziej brutalnego ataku terrorystycznego w historii – USA otrzymuje potworny, brutalny cios od ekstremistów islamskich….

Zatem pozwolę sobie w celu restrykcyjnego ograniczenia tego nieskończonego zakresu tychże skutków, efektów i konsekwencji, redukując do objętości nie przekraczających dopuszczalnej dla tejże pracy normy, możliwych do ujęcia w jej treści w formie słownego opisu, a to zaś restrykcyjnie zawężając rozważany tu zakres tychże skutków, efektów czy konsekwencji wyłącznie do najistotniejszych i najbardziej doniosłych  w skali globalnej, wydarzeń, sytuacji i zajść, zaistniałych współcześnie począwszy od wieku XX, a zwłaszcza od końca lat sześćdziesiątych i osiemdziesiątych tego wieku, aż po dzień dzisiejszy, jakie zaistniały na całym świecie, z zwłaszcza zachodnim.10_rocznica_zamachow_na_world

Punkt zapalny inicjujący potężną eksplozję tej ekstremistycznej bomby, określanej też mianem dżihad tak ogólnie, a też skrajne zaostrzenie się radykalizacji fundamentalizmu islamskiego, a też w jej wyniku powstałych skrajnie restrykcyjnych ekstremizmów form realizacji walki w ramach tejże „świętej wojny”, jak też instrumentarium środków używanych w tej walce, a zaś co można by wyrazić, innymi słowy, iż  – w roli niejako „rodzajów typu broni o różnej skali rażenia”, a który wzniecił cały ten krwawy pożar nienawiści, zbierający obfite żniwo ofiar śmiertelnych przekraczających nawet bardzo wiele tysięcy, stanowił bez wątpienia największy i najbardziej zuchwały akt terroryzmu, jakim był słynny i wciąż żywo wstrząsający całym światem, samobójczy atak terrorystyczny w dniu 11 września 2001 roku na World Trade Center w Nowym Jorku oraz  budynek Pentagonu w Waszyngtonie, jakiego dopuścili się terroryści z ramienia Al.-Qaidy, pod wodzą ówczesnego jej przywódcy, owianego legendą Osamy ibn Ladena. Wówczas to dziewiętnastu ekstremistów dopuściło się wpierw uprowadzenia czterech odrzutowców pasażerskich (tzw. jambojetów), aby następnie dwoma z nich uderzyć w nie istniejące już wieże World Trade Center w samym sercu Nowego Jorku, jednym – w budynek Pentagonu w Waszyngtonie, w wyniku czego śmierć poniosło znacznie ponad trzy tysiące, niewinnych ludzi, a liczba rannych była jeszcze o wiele tysięcy większa. Czwarty z uprowadzonych samolotów rozbił się w stanie Pensylwania, nie uderzając w żaden strategicznie istotny cel.

911-1024x819 1920a01c070da2288ac4fc5c1f7fe547

Porywacze byli uczniami bin Ladena, wyznającego niezwykle wojowniczą radykalną odmianę islamu, w znacznym stopniu bazującą na poglądach, jakie postulował Sajid Kutba. A brutalność i skala tego zuchwałego i też spektakularnego ataku terrorystycznego ostentacyjnie jawnie dokonanego na Stany Zjednoczone, oznaczała także przejście wojny islamskich fundamentalistów przeciwko nowoczesności Zachodu w nową fazę, dewaluując wszelkie restrykcje limitujące formy i siłę stosowanych form przemocy i antagonistycznych wrogich działań oraz agresji, a też nadając jej charakter globalny, przenosząc jej pole na arenę międzynarodową.Firemen walk amid the smouldering rubble of the World Trade Center following a terrorist attack 11 September 2001 in New York. A hijacked plane crashed into and destroyed the landmark structure. AFP PHOTO/Alex Fuchse6b905b47efe8f1a

Już wówczas rodziły się przypuszczenia, że jeśli w mniemaniu muzułmanów ich religia nadal stanowić będzie obiekt ataku świata Zachodu, w rezultacie akty przemocy (np. terroryzmu), dokonywane w odwecie przez radykalne ruchy fundamentalistów, mogą tym samym również stać się bardziej gwałtowne i zacząć przyjmować co raz to nowe, przerażające formy.

7270617-policja-przed-siedziba-tygodnika-900-581

A już absolutnie niepodważalne potwierdzenie i dowód tych przypuszczeń stanowiły bez wątpienia ostatnie tragiczne wydarzenia w Paryżu, podczas kolejnego, jakże brutalnego i o jak wielkiej skali ataku terrorystycznego dokonanego przez ekstremistów w Paryżu w piątkowy wieczór w dniu 13 listopada ubiegłego roku (Anno Domini 2015), w skutek którego dokonano kolejnego mordu na skalę masową, który pochłonął niemalże blisko kilkaset prawie ofiar śmiertelnych, a setki osób zostało rannych.link_1Ti0E799me4uUNZUyz4WZ4gziFUkSuBd,w300h223

Ów brutalny i zuchwały atak złożony był z całej serii zamachów, przeprowadzonych w tym samym dniu w różnych miejscach miasta, w tym m.in. największe w pobliżu Stade de France i w Sali koncertowej Bataclan. W Sali Bataclan, gdzie na koncercie kalifornijskiej grupy rockowej Eagles of Death Metal, zgromadzonych było około 1500, miały formę wszczęcia bestialskiej strzelaniny, po tym jak kilku napastników wtargnęło do Sali koncertowej, uzbrojonych w broń „typu kałasznikow”, którzy następnie zaczęli na oślep strzelać do tłumu, wznosząc okrzyki „Allah akbar”  (czyli „Bóg jest wielki”). Tam też przetrzymywani byli wcześniej także zakładnicy, przez około trzy godziny, a którym podług relacji świadka, terroryści wpajali, iż winę za zamachy ponosi francuski prezydent Francois Hollande, który podjął decyzję o interwencji sił francuskich w Syrii. Finalnie masakrę zakończył szturm na Bataclan przeprowadzony przez siły bezpieczeństwa, w którego rezultacie zginęło czterech terrorystów, z czego trzech śmierć poniosło detonując pasy z ładunkami wybuchowymi. Podług zdania prokuratury na terenie miasta przeprowadzono symultanicznie co najmniej sześć zamachów.

charliehebdocopkilled

Wiadomo względem innych zamachów, iż w okolicach Stade de France, gdzie doszło do trzech eksplozji, śmierć poniosło co najmniej kilka osób, a w tym trzech terrorystów. Co najmniej jeden z tych ataków został dokonany przez zamachowca samobójcę, po zdetonowaniu ładunków wybuchowych przytwierdzonych do jego pasa. Natomiast do kolejnych czterech z serii zamachów doszło w barach oraz na ulicach X i XI dzielnicy Paryża. W wyniku tamże wznieconych strzelanin zginęło w sumie ponad kilkadziesiąt osób.zamachy-terrorystyczne-we-francji-321221-GALLERY_BIG

Łączna suma ofiar serii zamachów podczas ataku terrorystycznego w Paryżu w końcu ubiegłego roku, sięgnęła niemalże prawie blisko kilkaset osób, a liczba rannych była jeszcze o wiele większa.

Podług szacunków agencji Associated Press, atak ów stanowił najtragiczniejsze bodajże wydarzenie, jakie dotknęło Francję od czasów drugiej wojny światowej, jakiemu nic ponad to nie zdołało dorównać przez cały ten długi okres historii Francji.

W rezultacie tragicznych wydarzeń podjęta została decyzja o ogłoszeniu stanu wyjątkowego na kontynentalnym terytorium kraju oraz na Korsyce, dokonanym przez prezydenta Hollande, który także podjął decyzję o zamknięciu granic państwowych.

Francja zamarła wstrząśnięta i zszokowana, spętana surowymi rstrykacjami stanu wojennego, a wyludnione, opustoszałe z ludności cywilnej ulice, zapełniły tłumy oddziałów wojska i sił bezpieczeństwa, uzbrojonych po zęby nieustannie patrolując dokładnie każdy milimetr miasta, czuwali nad życiem obywateli francuskich.


Zamachy-we-Francji.-Ciała-ofiar-leżą-przed-restauracją-e1447486822855 - Kopia

Ten, kolejny już z wielu, bestialskich mord i ludobójstwo, wstrząsnął całym światem, który rozpaczał nad jego ofiarami, które poniosły śmierć, a też rannych w jego rezultacie, nie tylko ogromem liczby ofiar śmiertelnych i rannych w jego wyniku, lecz także jego bestialską brutalnością i okrucieństwem, a które to klarownie i ewidentnie dostrzegalne jest chociażby np. mord w Sali koncertowej Bataclan. Gdzie terroryści zaczęli po wtargnięciu do sali na oślep strzelać do tłumu niewinnych ludzi, a gdzie potem dokonali następnie rzezi na ponad stu zakładnikach przetrzymywanych uprzednio, gdy to zaczęli strzelać dosłownie prosto do bezbronnych ludzi leżących na podłodze sali, nie odpuszczając żadnemu żywemu z zakładników, jakby pragnąc wybić zupełnie wszystkich tam obecnych do cna….0,,18850178_303,00 - Kopia

Na całą Europę padł strachy i śmiertelna groza – a czego efektem było wszechobecne zaostrzanie wszelkich procedur i kontroli bezpieczeństwa kraju, np. kontroli granicznych wszelkiego ruchu, od samochodowego po lotniczy w szczególności. W wielu państwach zapanowały realia zbliżone całkiem do stanu wyjątkowego wprowadzonego we Francji po tym tragicznym ataku terrorystycznym, i wojsko opanowało ulice większych miast, które nagle się wyludniły, bo przerażona ludność domowa kryła się w swoich domach, szukając bezpiecznego azylu, w którym nie żadne ataki terrorystyczne nie stanowiłby aż tak realnego zagrożenia w każdej chwili, nie wiadomo kiedy i gdzie mogły stać się rzeczywistością kolejne masowe mordy, w skutek brutalnych ataków ze strony islamskich terrorystów. Ale i z drugiej strony tragiczne wydarzenia w Paryżu wywołały dobitny odzew i oscylację antagonistycznych wrogich reakcji, nierzadko przybierających formę nawet brutalnej przemocy i okrutnych represji względem mniejszości imigrantów z państw islamskich, zamieszkujące państwa Europejskie, czy też otwarte głoszenie treści, poglądów czy postaw rasistowskich, faszystowskich, nacjonalistycznych czy xenofobicznych, choćby jak takowy akt, do którego doszło w Polsce, gdy treści rasistowskie i obelżywe dla nacji islamskich wyrażone zostały w akcie wandalizmu – nabazgrane sprayem na mieniu (domach, witrynie sklepu czy samochodach) należących do osób pochodzenia islamskiego. A i gorsze formy te reakcje przybierały, wyrażając się w o wiele bardziej drastycznych czynach – nawet aktach przemocy i agresji.

1421015

Bo oto te tragiczne wydarzenia w Paryżu do jakich doszło w końcu ubiegłego roku, przelały czarę goryczy, a i tak już po znacznym przekroczeniu wszelkich granic przez atak terrorystyczny z 11 września, ten atak zwieńczył dzieło, przekraczając już tak bardzo wszelkie granice, że pękły wszelkie bariery i hamulce, przebrała się miarka a cała Europa i świat zachodni stanęły tak faktycznie w obliczu kolejnej wojny światowej, na arenie międzynarodowej toczonej między radykalnymi nurtami fundamentalistów islamskich z Europą i światem zachodnim oraz jego nowoczesnością. Wojna niezwykle krwawa, bezlitosna, bezpardonowo brutalna i zbierająca ogromne żniwo trupów, jakimi uścielana jest grubo cała historia tego konfliktu i tego otwartego, bezpardonowo wprost toczonego wyjątkowo agresywnego i eksrtemistycznego dżihadu ­­– czyli „świętej wojny” islam przeciwko „niewiernym”….

A której rozpoczęcie właściwie już miało miejsce, i tak faktycznie ta wojna już trwa od momentu nowojorskiej apokalipsy i pamiętnego 11 września 2001 roku, jakie stanowią datę jej faktycznego rozpoczęcia tak w praktyce, Aczkolwiek teoretycznie jeszcze się wcale nie rozpoczęła tak oficjalnie i formalnie nie jest toczona obecnie żadna wojna stricte światowa…. Tak, owszem nie jest… z tym że jedynie oficjalnie i formalnie nie jest tak teoretycznie… Faktyczna sytuacja w praktyce bowiem wygląda diametralnie odmiennie skrajnie zgoła – a ta kolejna wojna światowa faktycznie już się rozpoczęła i już trwa – wojna światowa cywilizacji islamu przeciw cywilizacji zachodniej i nowoczesności Zachodu, „święta wojna”, ekstremistyczny dżihad¸ islamu przeciwko „niewiernym” – kolejny konflikt na tle religijnym i to tym razem także międzynarodowy, światowy na skalę globalną, i przybierający najgorsze formy, jakie nie śniły się nawet ludzkości…

I też, kolejna wojna religijna, po której masowych mordach, pozostanie znowu nieskończenie wiele kolejnych, nowych ofiar religii, jakim powinniśmy oddać należyty hołd i szacunek, pamięć o nich i ich tragicznej śmierci, upamiętniając w naszym Miejscu Pamięci Ofiar Religii, a co wymagać będzie posadzenia bardzo, bardzo wielu nowych drzew – pomników – miejsc pamięci o tych, nowych niezliczonych ofiarach religii, zamordowanych w jej imię i w imię jakiegoś kolejnego okrutnego, podłego, małostkowego, złego i próżnego boga czy raczej może bożka – i jak każdy boga absolutnie urojonego, jakiemu paranoiczne obłąkanie ludzi dotkniętych kompletnym szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy, zrodziło urojoną, chorą i obłąkaną halucynacje paranoicznej konieczności składania masowo krwawych ofiar z ludzi i masowego ludobójstwa, temu urojonemu bożkowi i masowych mordów w jego imię, przelewając krew nieskończenie wielu absolutnieNiewinnych, zadając kłam Dobru i Sprawiedliwości, paradoksalnie dla „dobra” religii i boga – ledwie urojonych zupełnie halucynacji obłąkanego umysłu pogrążonego w szaleństwie jakiejś kolejnej masowej religijnej psychozy….

A my ludzie, jedyne co możemy dla tych wszystkich niewinnych ofiar religii uczynić – to cóż, ledwie tyle jedynie, co posadzić ku ich pamięci to drzewo czy kilka drzew opatrzonych upamiętniającym je memoriałem, choć tak oddając im należny hołd i cześć, sprawiając by pozostały wciąż żywe, póki żywa jest pamięć o nich zaklęta w środku tych drzew – pomników, która trwać będzie póki one będą żyć, rosnąc wraz z nimi, wciąż większa, silniejsza i o coraz głębszych, silniejszych korzeniach mocno wrastających w całą naszą kulturę i cywilizację, nie tylko tę nam bliską zachodnią, ale i inne, jak cywilizacja islamu, z którą obecnie jesteśmy w stanie otwartej, bezpardonowej wojny – wojny światowej, równie globalnej, co nasza Globalna Wioska – eldorado zachodu, miejsce, w którym wszystko staje się możliwe i tracą znaczenie wszelkie odległości, bariery i ograniczenia – lecz i miejsce, w którym także toczy się ta zażarta wojna – na śmierć i życie o byt jednej z dwu cywilizacji, stron tego konfliktu ścierających się w tej kolejnej z wielu wojen religijnych, jakie niezliczenie razy już zbierały krwawe żniwo w całej dotychczasowej historii ludzkości – i jakich brutalności, ogromowi i skali destrukcyjnej zagłady póki co nic się równać nie może…

I miejmy nadzieję, że ofiary tej wojny religijnej, nie osiągną ponownie rangi jednego z największych masowych mordów i ludobójstwa w dziejach ludzkości, jak to bywało już nieraz w przypadku niejednej z wojen religijnych dotychczas, i że uda się ten konflikt zakończyć, bez okupywania jego finalnego zakończenia milionami czy nawet miliardami krwawych ofiar z Niewinnych, składanych na ołtarzu jakiegoś kolejnego pseudo – boga urojonego w imię płodu obłąkanego umysłu, ogarniętego szaleństwem kolejnej masowej religijnej psychozy – i Złem, jakie ów rodzaj obłędu i typ psychozy akurat zawsze nierozerwalnie ze sobą niesie i czyni temu światu oraz ludzkości – zła, jakiemu nic na tym świecie dorównać nie może.

Jednakże opisane tu przypadki ataków terrorystycznych dokonanych przez islamskich ekstremistów współcześnie nie są jedyne i nie wyczerpują długiej listy egzemplifikacji skutków, jakie zrodził radykalny fundamentalizm w czasach współczesnych i długo by można pisać o tych jakże brutalnych aktach terroru ze strony islamskich ekstremistów.

Wszystkie te ataki terrorystyczne wspólnie również z kolei były brzemienne w skutki, jakie stanowiły reakcję świata Zachodniego nań i kontrofensywę wobec nasilającej się fali terroru ze wschodu.

Świat zachodni zareagował bowiem nie tylko zaostrzając przepisy bezpieczeństwa czy restrykcjami w zakresie kontroli granicznej czy wjazdu na terytorium państw zachodnich dla obywateli państw islamskich, lecz reakcja ta objęła znacznie szersze, pełne spektrum aspektów związanych z życiem i polityką państw zachodnich, jak też ich postawy względem państw islamskich, a zwłaszcza terrorystów i organizacji terrorystycznych z tychże państw, i przybierając często gęsto postacie skrajnych bądź drastycznych działań, skierowanych przeciwko tym, którzy kryją się za tymi aktami terroru bądź mogą stanowić potencjalne zagrożenie kolejnymi.

I tak na arenie polityki międzynarodowej zawrzało, a na gospodarkę i ekonomię państw islamskich spadł cios licznych sankcji, jakie nań ponakładał Zachód. Część państwo zachodnich po ubiegłorocznej tragedii w Paryżu wprowadziło stan wyjątkowy, skłaniając większą część Zachodu do zajęcia postawy ofensywnej i podjęcia radykalnych działań militarno – politycznych wobec islamskiego agresora, a co faktycznie doprowadziło do czynnych ataków militarnych sił Zachodu na wrogie siły państw islamskich i niemalże wywołania trzeciej wojny światowej.

Ale to nie wszystko. Cały Zachód bowiem zapałał silną nienawiścią do islamu, podsycaną przez mass media i ich propagandę anty – islamską, i chęcią zemsty, usiłując pomścić pomordowane ofiary terrorystów wszelkimi sposobami, nie bacząc na konsekwencje prawne. Nawet Internet zalała powódź tzw. „hejtu” i ostrej krytyki, wymierzona w islam, a ostatnio zwłaszcza w islamskich uchodźców – zarówno tych, którzy dopiero usiłowali wyemigrować do państw zachodnich, jak i tych, którzy już wcześniej wyemigrowali i żyli na terenie państw zachodnich. Tym pierwszym usiłuje się uniemożliwić i utrudnić emigrację na Zachód wszelkimi środkami, a wobec tych drugich zaś podejmowane są wrogie działania, także bezpośredniej agresji, czynnej napaści i stosowania przemocy oraz siły fizycznej, jak choćby pojawiające się na domach, lokalach czy samochodach islamskich imigrantów obraźliwe rasistowskie napisy i hasła pełne nienawiści do „ciapatych”, jak to ostatnio zwykło się nazywać arabów w Polsce, a wręcz nawet do aktów wandalizmu, brutalnych pobić czy prób samosądu i linczu wymierzanego przez wzburzony tłum.

a6DBeJmN

Fala nienawiści wobec islamu ogarnęła cały Zachód…

Dziś słowo islam, nie tylko wzbudza ogrom kontrowersji, bulwersuje i porusza, ale co więcej wzbudza też często falę nienawiści i aktów przemocy, wzbudza tumult, wrzawę i ferment społeczny, a nawet wznieca rozruchy i walki, czy agresję, jako wyraz buntu oburzonego Zachodu i jego obywateli.

Czy jednak można przez pryzmat tych czynów – choć drastycznych, karygodnych i bestialskich – jednakże dokonanych tylko przez niezbyt wielką część, a może nawet i pewną mniejszość zaledwie radykalnego odłamu islamskich ekstremistów i terrorystów, oceniać cały islam ogółem i wszystkich muzułman? Wydaje mi się to zdecydowanie niewłaściwe, błędne, niesprawiedliwe i krzywdzące, jako że poza owymi skrajnymi formami islamu, jakie stanowią te jego radykalne odłamy fundamentalnych ekstremistów, spora część wyznawców islamu jest zupełnie nijak nie związana z tymi aktami terroru, i nie odpowiada zupełnie za nie, nie jest za nie odpowiedzialna ani też nie ponosi za te bestialskie mordy żadnej winy tak de facto. A ich wiara nie tylko nie popiera ani nijak nie propaguje tego rodzaju terroryzmu, a też tak pojmowanego prowadzenia dżihadu, ale wręcz ewidentnie jest przeciwko temu, potępia a nawet i zabrania ostro, jako złych czy grzesznych takowych działań, zajmując postawę, jakiej daleko do postawy ekstremistów.

dbad3bdfdfee4bec6a35437a2a909dba

Cały Internet zawrzał – internauci domagają się „zbanowania” islamu….

Tym niemniej, nie zmienia to wcale faktu, iż narastający fundamentalizm i nasilające się działania ruchów fundamentalistycznych, stanowią jeden z bodajże najistotniejszych i największych problemów, z jakimi boryka się współczesny świat zachodni, a poniekąd dotyczący też świata wschodniego, a jakiego ważkość i rozmiar wciąż narasta i prowadzi do co raz to bardziej drastycznych form eskalacji tego problemu, a też do podejmowania co raz to bardziej radykalnych działań przez każdą ze stron tego konfliktu właściwego współczesności, jakim jest właśnie fundamentalizm.

I to nie dotyczy jedynie fundamentalizmu islamskiego, ale wszelkich współczesnych fundamentalizmów i jego radykalnych odłamów, fundamentalizm bowiem stanowi problem wspólny dla wszystkich religii monoteistycznych – a zwłaszcza współczesnych największych monoteistycznych gigantów. Zwłaszcza, że niemalże każdy fundamentalizm ma swe źródła przede wszystkim właśnie w religii i stanowi zjawisko o charakterze religijnym.

A co potwierdzić może zresztą przykład, jaki nam, Polakom jest najbliższy, którego jesteśmy naocznymi świadkami współcześnie. A mianowicie przykład tego, jak obecnie w Polsce przedstawia się sytuacja dominacji religii katolickiej i formy, w jakie ona ewoluuje. Czyż nie jest bowiem prawdą, iż przybiera ona co raz ostrzejsze formy fundamentalizmów, a nawet radykalnych nurtów fundamentalistycznych, narastając i przybierając na sile, zwłaszcza od czasu ostatnich zmian władz i rządu oraz objęcie władzy przez pro – katolickie prawicowe frakcje polityczne – n’est-ce pas? A islamski dżihad w zasadzie niczym nie różni się od naszej rodzimej, polskiej „świętej wojny”, jaka toczona jest obecnie w kraju i na arenie politycznej przez Kościół katolicki i pro – katolickie prawicowe, konserwatywne frakcje polityczne czy ugrupowania, przeciw „niewiernym”, a której przejawem jest choćby na przykład zaciekła walka o ochronę „życia poczętego”, ustawę antyaborcyjną czy awantura o „pigułkę po”.

I tylko czekać, jak ten nasz, rodzimy katolicki, rosnący w siłę fundamentalizm i katolickie ruchy ortodoksyjne, w procesie ich postępującej radykalizacji, dorównają ekstremistom islamski i sięgną po środki przemocy, jakie stanowi ów terroryzm właśnie. A zaiste bliżej ku temu nam, aniżeli mogło to by się wydawać.

FIN.

Przypisy:

[1] Anna Rusinek, Zrozumieć terrorystę…. Dlaczego niektórzy muzułmanie w Europie radykalizują się?, [w:] Zachód a świat islamu – Zrozumieć innego, red. I. Kończak i M. Woźniak, Katedra Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki UŁ, Łódź 2012, s. 67.

[2] W Wielkiej Brytanii stopa bezrobocia muzułmanów wynosi ponad 20%, podczas gdy pośród całości wszystkich imigrantów już 13% tylko, a w skali kraju – zaledwie 6%. I analogicznie jest też w Niemczech – bezrobotnych jest 21%  Turków wobec 8% ludności w skali kraju jedynie.

[3] S. Mekhennet, C. Sautter, M. Hanfeld, op. cit., s. 222-224.

Wygnanie-z-raju-Michał-Anioł

Jak raj utracony stał się początkiem świadomego i wolnego Człowieka.

Wygnanie-z-raju-Michał-Anioł

By Anna Gabriella „Lilith” Gajda

Umysł jest dla siebie
Siedzibą, może sam w sobie przemienić
Piekło w niebiosa, a niebiosa w piekło.
Mniejsza, gdzie będę, skoro będę sobą,

John Milton, Raj utracony.

 

Podobnie jak Milton i ja mam swój własny, prywatny raj utracony, o którym pragnę tu choć odrobinę opowiedzieć – słowem malując me utracone ongiś rajskie ogrody…

Zacznę może od faktu, iż pomimo tego, że de facto urodziłam się i wychowałam w niejako „katolickiej” rodzinie, a co więcej, jako wnuczka fanatyczki religijnej z gangu moherowych beretów Ojca Dyrektora rodem, to i tak w zasadzie nigdy od samego początku nie było we mnie ani krztyny jakiejkolwiek wiary czy religijności, które to były mi od zawsze niezwykle dalekie i zgoła zupełnie obce. A owo laickie wyjałowienie z wiary i swoista wręcz niejako antyreligijność, stanowiły u mnie pewną cechę wrodzoną, konstytutywną dla całej mej natury i osobowości – nieodzowną elementarną cząstką mojego całego „JA” od samego zarania jego istnienia…

Nie oznacza to oczywiście, iż od samego początku definiowałam siebie świadomie jako ateista, bo i przecież taka świadomość przychodzi dopiero z czasem, a u dzieci pozostaje do pewnego momentu niedostępna i póki się nie osiągnie należytego wieku pozostaje w obrębie dziecięcej, błogiej nieświadomości. I podobnie ja w pełni świadomie określać siebie mianem ateisty zaczęłam dopiero nieco później, a zaś mój świadomy ateizm poprzedza kręta droga poszukiwań swej własnej „duchowej drogi”, jaką to mam wypisaną gdzieś w swoim wnętrzu, jak każdy człowiek – czyli własnej „wiary”, „religii” czy ogólnie „duchowości” i „światopoglądu”. A drogę tę wypełniało po brzegi mozolne zgłębianie arkanów najrozmaitszych religii, filozofii czy światopoglądów oraz lektura świętych ksiąg każdej z tychże – poczynając od monoteistycznych gigantów, jak religia katolicka, judaizm czy islam, poprzez buddyzm, hinduizm czy taoizm, aż po dżinizm i jogę ośmiostopniową nawet włącznie. Poszukiwania te jak widać prowadziłam dokładnie, kompleksowo i na szeroką skalę.

A rzec by wręcz można, iż w tym celu prowadziłam niejako swoiste studia religioznawcze, próbując odnaleźć ten integralny i kardynalny element siebie i swoją własną drogę duchową pośród tych wszystkich niezliczonych dróg, jakie dotychczas powstały (włącznie z wierzeniami pogańskimi, bo i tym nie przepuściłam, a jak!). Owo moje domorosłe religioznawstwo miało swój początek w mym życiu już bardzo wcześnie, ledwie co po tym chwile, jak nauczyłam się czytać jako tako, przeradzając się z czasem w jedną z mych pasji, a która to towarzyszy mi nadal niezmiennie aż po dzień dzisiejszy, wzbogacając nieopisanie mój teraz już w pełni świadomy ateizm o wiedzę merytoryczną z zakresu religioznawstwa (a poniekąd i kulturoznawstwa oraz teologii), a która, co muszę przyznać, stanowi jego nieodzowne dopełnienie, bez którego nie jest on w stanie się rozwinąć ani też osiągnąć pełni.

I co oczywiste, swego czasu obiektem moich domorosłych studiów religioznawczych było również i katolickie Pismo Święte, a zwłaszcza Starego Testamentu, jako jedna z bardzo wielu potencjalnych dróg, których zgodność ze swoją wewnętrzną duchową drogą sprawdzałam w trakcie całej historii swych uporczywych poszukiwań. Napomknę jeszcze tylko krótko, iż wszelkie swoje więzy i relacje z kościołem katolickim, a też i religią katolicką, w duchu której mnie wpierw bezprawnie ochrzczono, a potem wychowano, zerwałam też raczej dość wcześnie już – mianowicie bowiem natychmiast po swym bierzmowaniu czyli w wieku lat czternastu ledwie. I na tym moja znajomość z Kościołem i religią katolicką została ostatecznie i definitywnie zakończona – i aż po dzień dzisiejszy wciąż nadal niezmiennie nie została wznowiona.

I to tyle względem wstępnych objaśnień.

Wróćmy teraz do meritum, a którym jest tutaj owe moje domorosłe studia religioznawcze, których obiekt stanowiło właśnie to Pismo Święte Starego Testamentu.

Tak oto swego czasu w trakcie swych poszukiwań „duchowej drogi”, spędziłam wiele długich godzin wertując wnikliwie księgi Starego Testamentu, zgłębiając zawarte w nich religijne status quo, pogrążona w lekturze historii owego Boga – despoty, którego później trochę sami zamordowaliśmy na rzecz nowego Boga – lichwiarza, jak to twierdzi Nietzsche.

Jednak co trzeba koniecznie zaznaczyć, mój sposób lektury owych świętych ksiąg, zawsze niezmiennie był zgoła diametralnie odmienny, aniżeli zwykle to miało miejsce w przypadku większości osób wierzących bądź też jakkolwiek religijnych. To co ów mój sposób lektury tak dalece odróżniało, to pewne znamienne cechy dystynktywne zarówno względem samego podejścia, rozumienia czytanego tekstu, jak i jego interpretacji.

I tak przykładowo jedną z najbardziej znamiennych cech dystynktywnych mego podejścia i sposobu rozumienia tekstu, jak też i późniejszej jego interpretacji, był chłodny, naukowy racjonalizm pełen dystansu, krytycznej ciągłej refleksji i powątpiewania, i ogólnie – typowo naukowe stricte podejście, wolne od sentymentalizmu i przyjmowania czegokolwiek „na wiarę”. Ponadto cechą dystynktywną mego sposobu interpretacji Biblii, prócz wspomnianego chłodnego, naukowego racjonalizmy, stanowiło to, iż ma interpretacja była diametralnie daleko odbiegająca od wszelkiej dosłowności, typowej tu dla ludzi „wierzących” przykładowo.

Dla mnie bowiem treść Biblii stanowiła z kolei jedną wielką, metaforyczną alegorię. Alegorię, która podobnie jak w baśniach, w baśniowej, wyimaginowanej historii kryła w sobie ukryty gdzieś bardzo głęboko zakamuflowane to prawdziwe – a więc realne, rzeczywiste, nie fikcyjne – przesłanie, właściwy faktyczny sens i znaczenie tejże alegorycznej baśni, zrodzonej poza tym jedynie z samej fantazji i wyobraźni autora, przez której fasadę trzeba się mozolnie przekopać, aby dotrzeć do tego faktycznego jej przesłania, poza tą irracjonalną baśniową otoczką.

I tym sposobem właśnie udało mi się dopatrzeć, między innymi, w Biblii wielu zdumiewających treści nieoczywistych, jakie na ogół pozostają ukryte przed oczami wierzących Czytelników i jakie też wymagają od interpretatora niezwykłej wnikliwości, przenikliwości myślenia, bystrości czy uwagi, aby zdołać odkryć to, co ukryte gdzieś dobrze między wierszami – jednakże bezcenne niczym najszlachetniejszy diament, bo to, co stanowi samą, nagą Prawdę.

Świetną tego ilustrację przykładową stanowi pewna moja konkretna taka teoria, powstała w procesie lektury i interpretacji Pisma Świętego Starego Testamentu, a konkretnie pewnego fragmentu księgi Genesis. Mianowicie jest to fragment z Pierwszej Księgi Mojżeszowej, 2,3, a na który to składają się dwa ustępy opatrzone następującymi tytułami: Ogród w Edenie (I Ks. Mój.2)  i Upadek pierwszych ludzi (I Ks. Mój. 3).

Co zapewne oczywiste, fragment ów dotyczy owej słynnej, powszechnie znanej historii pierwszych ludzi w raju – Adama i Ewy – oraz ich niechlubnego upadku a w konsekwencji wypędzenia z raju.

blog_ro_4052332_7275312_tr_adamiewaok1550galleriedellacca Titian

Mniej oczywista jest już natomiast właściwa nazwa owego feralnego drzewa, z którego to Ewa zerwała brzemienny w skutkach zakazany owoc, uległszy pokusie „węża” (Czyli Szatana), racząc nim również swego lubego.

Albowiem kolokwialnie owo drzewo uchodzi za „jabłoń”, z racji rodzaju zakazanego owocu – było to mianowicie jabłko. Jednakże ta kolokwialnie kojarzona nazwa czy określenie owego zakazanego drzewa jest kategorycznie mylne i niewłaściwe, a przy tym powodujące całkowite zafałszowanie i zamaskowanie prawdziwego znaczenia i sensu, jakie tu są istotne.

A przecież już w 9 ustępie (I. Ks. Mój. 2; 9) czytamy, że:

[…] 9. I sprawił Pan Bóg, że wyrosło z ziemi wszelkie drzewo przyjemne do oglądania i dobre do jedzenia oraz drzewo życia w środku ogrodu – i tu dochodzimy do meritum – i drzewo poznania dobra i zła. […]

Dla właściwej interpretacji tej biblijnej przypowieści bowiem nie jest kompletnie wcale istotne to, że owo drzewo to była jabłoń, lecz natomiast przede wszystkim to, iż było to właśnie owo drzewo poznania dobra i zła.

Rozpocznijmy w tym miejscu zatem naszą interpretację owego całego fragmentu od interpretacji samej tylko nazwy tego feralnego zakazanego drzewa, jakie to Pan Bóg stworzył jako jedyne takie pośród niezliczenie wielu innych drzew, z którego owoce mogli bez ograniczeń zrywać i jeść pierwsi ludzie w raju.

Tak więc rozważmy znaczenie samej tejże nazwy „drzewo poznania dobra i zła”, jaką opatrzone jest w Piśmie Świętym owo zakazane – zresztą jako jedyne w całym Edenie – drzewo, którego to owoc stał się zarzewiem upadku pierwszych ludzi i ich wyganiania z rajskiego ogrodu.

Nazwa ta bowiem ewidentnie wskazuje na pewną elementarną dla ludzi kwestię, czyli kwestię owego „poznania dobra i zła”, jak to wyrażone zostało w Biblii.

Zaś próbując to biblijne określenie przełożyć na nieco  bardziej zrozumiałe, należy zacząć od zdefiniowania samego pojęcia, jakim jest termin poznanie. Podług definicji słownikowych termin ów oznacza przede wszystkim:

  1. <<zdobywanie wiedzy o czymś; też: wiedza zdobyta>>[1].

Wzbogacając powyższą definicję o detale z definicji encyklopedycznej w skrócie, dowiadujemy się, iż oznacza on tyle co:

  1. <<podstawowa kategoria epistemologiczna (filozofia poznania) oznaczająca zarówno proces poznania, obejmujący różnorakie czynności i akty poznawcze, prowadzące do zdobywania wiedzy o rzeczywistości, jak i rezultaty tego procesu wyrażane w postaci systemu zdań (sądów), twierdzeń jednostkowych i ogólnych, hipotez i teorii>>[2].

Co więcej, patrząc z punktu widzenia słowotwórstwa, termin poznanie stanowi derywat, wywodzący się od podstawy słowotwórczej, jaką stanowi czasownik poznać/poznawać. A którego dwa najistotniejsze tu z kilku znaczeń to:

  1. <<zdobyć wiadomości o czymś, zrozumieć coś w wyniku obserwacji lub bezpośredniego doświadczenia>>

oraz:

  1. <<rozpoznać kogoś, coś po indywidualnych cechach>>[3].

I tutaj muszę wtrącić pytanie koniecznie, o to czyż za esencjonalną i elementarną cechę czy właściwość Człowieka nie uznaje się właśnie owej, poniekąd bezcennej i unikatowej, umiejętności świadomego odróżnienia dobra od zła i między nimi samodzielnego wyboru? A jaka to właściwa jest tylko i wyłącznie Człowiekowi jedynie, konstytuując tym samym jego Człowieczeństwo między innymi.

Zapewne jest to niewątpliwie prawdą, co myślę iż nie podlega żadnej wątpliwości.

Przejdźmy zatem do dalszej interpretacji naszej biblijn1ej przypowieści o Adamie, Ewie i rajskich ogrodach Edenu.

W dalszych z kolei ustępach omawianego tu fragmentu zaś czytamy, jak następuje:

[…] 16. I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść

17. Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego,

na pewno umrzesz […][4].

A zatem nasuwa się tu nieuchronnie parę esencjonalnych pytań. Skoro Pan Bóg zezwolił człowiekowi jeść owoce z absolutnie wszystkich innych drzew w ogrodzie Edenu, to dlaczego zabronił mu jeść owoce tylko i wyłącznie akurat z tego jednego tylko drzewa – drzewa poznania dobra i zła – i to tak wielce surowo i bezwzględnie, pod nieubłagalną karą „śmierci”?

A co za tym idzie, nawiązując do naszej uprzedniej części interpretacji nazwy owego feralnego drzewa tu poczynionej, zapytać możemy dlaczego akurat owo poznanie dobra i zła, owo świadome rozpoznanie i odróżnienie dobra od zła, było dla tego starotestamentowego Boga – despoty, aż tak bezwzględnie zakazane dla Człowieka i czemu akurat właśnie tego mu tak kategorycznie odmawiał? I jaki cel w tym nim powodował?

Jednak aby móc udzielić na te pytania odpowiedzi, konieczne jest rozważenie kilku różnych aspektów tejże kwestii.

Primo, rozważaniom poddać należy fakt, iż poznanie samo w sobie nierozerwalnie związane jest ze świadomością Człowieka. Albowiem obiekt poznania, dopiero w wyniku czynności i aktów poznawczych, dokonanych przez podmiot poznający (tj. człowiek, umysł ludzki, świadomość w różnych jej formach), poprzez ich rezultaty, staje się dla tego podmiotu poznającego świadomym, a to oznacza, że ów podmiot jest  wówczas świadomy tego obiektu, świadomie odnotowuje fakt jego istnienia, świadomie go postrzega itp.

Z kolei to, co poznaniu nie podlega, to, co nie zostało uprzednio poznane, zrozumiane czy rozróżnione w skutek czynności i aktów poznawczych, o czym wiedzy w ten sposób nie posiedliśmy w procesie poznania, pozostaje niejako poza sferą świadomości czyli jest nieświadome, pozostając w obrębie nieświadomości.

7117049

Powyższe twierdzenie poprę przykładem pewnej analogicznej sytuacji związanej z małymi dziećmi i stopniowemu procesu ich „wychodzenia” spod kocyka dziecięcej, błogiej nieświadomości.

Weźmy tu zatem za ów przykład ową powszechnie wałkowaną sytuację pierwszego starcia rozkosznego malucha z gorącym żelazkiem, kolokwialnie tak często gęsto przywoływaną. Takie malutkie dziecko albowiem wpierw nie wie, i nie jest absolutnie świadome, tego, że nie wolno łapać za to gorące żelazko, ani że konsekwencją tegoż czynu jest bardzo bolesne poparzenie, tak długo dopóki samo się o tym nie przekona na własnej skórze. A więc dopóki nie zdobędzie (nie pozna) niezbędnej na ten temat wiedzy, w tym przypadku zawsze poprzez bezpośrednie doświadczenie – czyli dopóki nie złapie za to gorące żelazko i się boleśnie nie poparzy.

A zatem dopóki ów proces poznania nie zajdzie i nie będzie miał miejsca – dziecko pozostaje absolutnie nieświadome zarówno zagrożeń płynących ze złapania za gorące żelazko, bolesnych tego konsekwencji, ani też  nawet faktu, iż nie należy z tych powodów tego absolutnie czynić.

I dopiero w skutek owego procesu poznania (poprzez czynności i akty poznawcze i ich rezultaty), jaki stanowi owa czynność złapania ręką za gorące żelazko i w konsekwencji bolesne poparzenia, dziecko zyskuje tę świadomość, stając się świadomym całości kwestii łapania za gorące żelazko, jej niewłaściwości oraz konsekwencji – wraz ze zdobyciem niezbędnej ku temu wiedzy poprzez owo sakramentalne poznanie.

I analogicznie podobnie sprawa się ma w przypadku każdej nowej sytuacji, faktu czy informacji, na jaką człowiek napotyka w swym życiu, dlatego też ów przykład uważam za zupełnie wystarczający dowód prawdziwości postawionego tu uprzednio twierdzenia o zażyłej relacji między poznaniem a świadomością.

Reasumując powyższą część moich tu wynurzeń, wiemy już, że poznanie nierozerwalnie związane jest ze świadomością człowieka. Albowiem to akt poznania czyni Człowieka świadomym, dając czy prowadząc do świadomości, jako swej konsekwencji.

Ten punkt rozważań aspektów omawianej tu kwestii, można wiec w tym miejscu zakończyć i przejść do roztrząsania kolejnych aspektów.

A więc, secundo, bazując na wiedzy zdobytej w trakcie rozważań uprzedniego aspektu, można stwierdzić, iż kolejny aspekt stanowi zaś fakt, iż Pan Bóg kategorycznie zabraniając i odmawiając Człowiekowi owej wiedzy na temat dobra i zła – ich poznania – umiejętności zrozumienia czy rozróżnienia ich, a o dokonaniu samodzielnego między nimi wyboru nawet nie wspominając, jest równoznaczne z tym, że w istocie kategorycznie zabraniał i odmawiał człowiekowi właściwości czy umiejętności, jaką jest właśnie owa świadomość, jednocześnie wymagając i skazując Człowieka na istnienie w stanie nieświadomości, żądając by Człowiek był nieświadomy. A dopóki owi pierwsi ludzie w raju nie zerwali zakazanego owocu z drzewa poznania dobra i zła, a tym samym póki nie poznali i nie zdobyli niezbędnej wiedzy na temat dobra i zła, póki nie umieli dokonać wśród nich rozróżnienia, a więc tym samym, dopóki pozostawali nieświadomi, póty i Pan Bóg był dla nich łaskawy i im przychylny, pozwalał mieszkać im w ogrodzie Edenu, gdzie uczynił ich Władcami, i cieszyć się wszelką jego obfitością oraz szczęśliwością – w tym również i życiem wiecznym wolnym od śmierci i cierpienia. I mogli się oni tymi przywilejami cieszyć tak długo, jak długo pozostawali nieświadomi, pozbawieni wszelkiej wiedzy, poznania i świadomości dobra i zła – w sumie również i innych kwestii, o których jednak nie wspomniano w alegorycznej, biblijnej metaforycznej przypowieści.

020_2_surreal_4_

I tu muszę zadać pytanie, aczkolwiek raczej retoryczne tylko: A czyż świadomość nie stanowi w istocie kolejnej elementarnej, esencjonalnej cechy dystynktywnej wyróżniającej Człowieka i konstytuującej Człowieczeństwo, a też definitywnie odróżniającej go od wszystkich innych zwierząt i form bytu – n’est-ce pas?

I czyż cecha ta nie jest dla Człowieka i Człowieczeństwa kardynalna również?

Śmiem wątpić bowiem, by ktokolwiek zechciał tu ze mną polemizować, a już zwłaszcza podważać czy negować powyższe stwierdzenia ujęte w formie pytań retorycznych.

Tak oto dochodzimy do kolejnego aspektu, jaki prowadzi nas krok po kroku do finalnej odpowiedzi na nurtujące nas pytania, postawione tu przeze mnie uprzednio.

A zatem tertio – skoro ów Bóg – despota aż tak kategorycznie zabrania i bezwzględnie odmawia ludziom akurat właśnie tych właściwości, a które jako elementarne i kardynalne cechy dystynktywne, konstytuują Człowieka i Człowieczeństwo, to tym samym także i kategorycznie zabrania i bezwzględnie odmawia ludziom tego, co czyni ich Człowiekiem i co sprawia, że posiadają oni owo Człowieczeństwo. Co za tym idzie, odmawia mu prawa do posiadania świadomości, do bycia świadomym człowiekiem. A w zamian narzuca mu bezwzględnie niczym prawdziwy tyran, nieświadomość i pozostawanie nieświadomym, a człowiek jedynie będąc temu całkowicie posłusznym i tkwiąc w tej nieświadomości, ma prawo cieszyć się jego łaską i obiecaną nagrodą życia wiecznego w raju, opływając w dostatki i wszelką szczęśliwość.

Ale to jeszcze nie wszystko i są jeszcze inne, wcale nie lepsze aspekty w tej kwestii ukryte.

A zatem quarto, co gorsza tym samym ów Bóg – despota pozbawia człowieka również jakiegokolwiek prawa do wolnych, samodzielnych i własnych wyborów – tutaj przede wszystkim między dobrem i złem, ale rozchodzi się też o te między tym co moralne, a niemoralne, co słuszne i niesłuszne, oraz ogólnie – wszelkich wyborów i decyzji w obliczu których człowiek staje w swym życiu. Co więcej – stosuje według ludzi tzw. metodę kija i marchewki, tresując ich niczym jakąś trzodę chlewną, tak aby miast wolnych, samodzielnych wyborów kierowali się oni tylko i wyłącznie strachem przed Bogiem – despotom, jego rozkazami i wolą, a też i konsekwencjami płynącymi z nieposłuszeństwa względem ich, jakiegokolwiek sprzeciwu czy złamania ich, i pozostawali absolutnie powolni i posłuszni jemu, jego woli i rozkazom, omamieni wizją może i lukratywnej, aczkolwiek zupełnie irracjonalnej i nierealnej nagrody, jaka czeka ich za to ślepe, bezmyślne posłuszeństwo swemu despotycznemu Panu i Władcy.

A więc zatem quinto, Bóg – despota również kategorycznie odmawia człowiekowi i bezwzględnie zabrania czegoś, co stanowi dla każdego Człowieka poniekąd wartość najwyższą, a też co więcej i pewne jego niejako „święte” prawo – czyli jego Wolność, a też więc i wolną wolę, prawo do wolności samodzielnego myślenia. A przyznacie chyba, iż to jest już karygodną i niewybaczalną zbrodnią – n’est-ce pas? Czymże jest bowiem Człowiek bez tego wszystkiego o czym mowa w powyższych pięciu punktach? Czymże jest wówczas jego Człowieczeństwa a raczej jego brak?

Niczym więcej niż ledwie owym marnym niewolnikiem, absolutnie posłusznym swemu Panu – Bogu – despocie, powolny jego tyranii i totalitarnym rządom siły. I który powolny całkowicie jego woli, machinalnie wykonuje jak automat posłusznie wszelkie jego rozkazy, znosząc surowy rygor totalitarnych rządów, siedzi cicho pod butem swego tyrana, bezwzględnie sterowany wyłącznie przez niego, niczym bezwolna szmaciana marionetka w teatrzyku kukiełkowym, poruszana jedynie przez wprawne dłonie lalkarza – swego Władcy Marionetek…

I w zasadzie to wszystkie te powyższe pięć punktów razem zestawione, tworzy odpowiedź na nurtujące nas główne pytania, sformułowane tu uprzednio, stanowiąc komplementarne części składowe całej poszukiwanej tu przez nas odpowiedzi.

Jednak że reasumując owe wszystkie części, można by nieco krócej tę odpowiedź sformułować w sposób jak następuje.

Dlatego że to właśnie owa umiejętność poznania dobra i zła, ich odróżniania, to właśnie zyskana dzięki temu poznaniu świadomość, wolna wola i dokonywanie wolnych, samodzielnych wyborów podług własnej woli i mniemania, to właśnie to wszystko stanowiło dla owego Boga – despoty nie tylko największe zagrożenie dla jego władzy nad człowiekiem i boskiej pozycji czy wszechmocy, ale też przyczynę jego nieuchronnego upadku i zniszczenia, jaka oznaczała dla niego nieubłagalnie śmierć. Albowiem to właśnie to wszystko stanowiło jedyny i skuteczny sposób na zerwanie jego kajdan, na uwolnienie się i odzyskanie swej Wolności, świadomości etc. przez Człowieka, a tym samym – pozbawienie Boga władzy absolutnej nad nim i koniec jego despotycznej tyranii i totalitarnego ucisku. A poprzez to ludzie przestali by być jego posłusznymi i powolnymi całkowicie niewolnikami, szmacianymi marionetkami sterowanymi totalnie tylko przez niego i wykonującymi ze strachu i chęci zdobycia obiecanej nagrody, machinalnie jak automaty posłusznie jego wszelkie rozkazy. A za to zaczęliby być istotami wolnymi, świadomymi, obdarzonymi wolną wolą, zdolnością poznania i rozróżnienia dobra od zła, zdolnością dokonywania samodzielnych, wolnych wyborów między nimi, miast strachem i chciwością, kierującymi się samodzielnym racjonalnym myśleniem, świadomymi wyborami, logiką, rozsądkiem i wiedzą płynącą z tego poznania – istotą Wolną, samodzielnie i racjonalnie myślącą, dokonującą własnych wyborów i samodzielnie o sobie decydująca, a nie bezwolnym, marnym niewolnikiem ledwie jak dotychczas…..

I dlatego, że to właśnie stanowiło broń, jaka – w sumie niemal jedynie – była w stanie całkowicie uśmiercić i owego Boga – despotę i całą religię razem z nim.

Fakt, iż pierwsi ludzie w raju po zjedzeniu zakazanego owocu z Drzewa Poznania Dobra i Zła zyskali świadomość ewidentnie podkreśla również pewna reakcja Adama i Ewy, gdy to nagle zakrywają swą całkowitą nagość, wstydliwie owym listkiem figowym. Albowiem wówczas to dopiero zyskali oni świadomość tego, że są nadzy – a co skrywała przed nimi uprzednia zasłona błogiej nieświadomości. Wymowa tej symboliki listka figowego i nagłego zawstydzenia własną nagością nie pozostawia żadnych wątpliwości, insynuując ewidentnie, iż ów moment był właśnie momentem zyskania świadomości przez człowieka, a świadomość ta pozostawała bardzo nie na rękę owemu Bogu – despocie, godząc w jego władzę absolutną nad nieświadomymi niewolnikami. Czyż zatem można śmiało rzec, iż to właśnie owo Poznanie i owa Świadomość stanowiły ów symboliczny zakazany owoc, którego tak kategorycznie odmawiał i bezwzględnie zabraniał Człowiekowi Bóg? Myślę, że jak najbardziej…

anna_bodnar2

I nagle, gdy w procesie poznania zdobywamy wiedzę o tym wszystkim, o czym tu dotychczas była mowa, gdy sobie to uświadamiamy, to o dziwo diametralnie zmienia się nam perspektywa i ogólnie cały sposób percepcji tej biblijnej historii upadku pierwszych ludzi w raju po zjedzeniu zakazanego owocu wbrew rozkazowi Boga, ale co więcej także i brzemiennych tego konsekwencji – jawiąc się nam w zgoła diametralnie odmienny sposób, aniżeli dotychczas….

Przede wszystkim ta historia i jej brzemienne ponoć dla ludzkości skutki tracą cały swój negatywny, zły wydźwięk, a miast tego jawią się w samych jasnych barwach, przepełnione miast tego optymizmem. Spytacie jak to?

A mianowicie, tak to, iż cała historia, a zwłaszcza te jej ponoć brzemienne i straszne dla ludzkości konsekwencje, które to miały być źródłem niewypowiedzianych cierpień, krzywdy, bólu i udręki oraz największych nieszczęść dla całej ludzkości po tymże feralnym skonsumowaniu zakazanego owocu przez naszych – domniemanych tylko – praprzodków w raju. Nagle oto okazują się być konsekwencjami mało istotnymi, które w zamian niosą tylko jakieś drobiazgowe, niezbyt doskwierające skutki dla Człowieka, nie wiele mu wyrządzając w zasadzie zła, cierpienia czy krzywdy. A których całe zło i negatywny wydźwięk nagle zupełnie niemal całkiem blakną i nikną, w porównaniu z pozytywną jasnością korzyści, jakie w skutek tego złamania boskiego rozkazu, zyskał Człowiek, a czego wartość jest niewspółmiernie większa o niebo, od wartości poniesionych strat.

No dobrze bowiem, może i w skutek tej niesubordynacji Adama i Ewy ponoć wygnano nas z raju, skazując na życie na ziemi, może i straciliśmy nasze wieczne życie, a Bóg pokarał nas piętnem śmierci, jaka nas nieuchronnie czeka na końcu naszego marnego, krótkiego życia doczesnego na ziemi, może i też pokarał nas on piętnem grzechu pierworodnego… Nie przeczę.

11588

Czymże jednak są te konsekwencje w porównaniu z profitami, jakie my ludzie w zamian otrzymaliśmy, a które to wymieniałam tu wszystkie we wcześniejszych rozważaniach? Czymże są te straty w porównaniu z korzyściami o wartości wręcz bezcennej, takimi jak choćby na przykład Wolność i wolna wola, samodzielne myślenie i dokonywanie samodzielnych, wolnych wyborów, samodzielne decydowanie o sobie, i wreszcie – jak owa świadomość oraz poznanie i umiejętność odróżniania np. tego dobra od zła, i też niejako – jak owo uwolnienie się spod jarzma tyrana i koniec egzystencji bezwolnego niewolnika?

Podług mnie – prawie niczym się owe straty zdają, ledwie detalem małym, nieistotnym, ledwo odczuwalną niedogodnością błahą, zwykłym z tombaku pierścionkiem z odpustu przy bezcennej wartości tych najszlachetniejszych kruszców i kamieni, jakie nam w zamian były dane…

A co więcej, nagle obnaża się, dekonspiruje i odsłania nam w pełni, cała obłuda, fałsz, zakłamanie, hipokryzja i pokrętność machlojek leżąca u podstaw nie tylko tej, katolickiej – ale niemal każdej religii, ogołocona z lukrowanej, iluzorycznej fasady pozorów, jaką mami swe „owieczki” do stada – naga brutalna i bardzo, bardzo  brzydka prawda, o tym co naprawdę stanowi cel, sens i całe owo status quo tej chciwej, perfidnej i żądnej władzy religii.

I tak się też rysuje właśnie owa moja teoria oparta na lekturze i interpretacji dogłębnej, właściwej Pisma Świętego, jaka tu miała stanowić ilustrację przykładową i jaką autorka sama, osobiście w swej głowie wysnuła czytając ze zrozumieniem i dzięki wprawnemu i biegłemu opanowaniu sztuki prawdziwej tekstu interpretacji.

I która doszukiwać się zwykłą wszędzie tej jedynej i absolutnej Prawdy, i takową , Prawdę tu Wam wyłożyć się odważyła, z nadzieją, iż odtąd i Wam uda się z ogrodów Edenu  i tyranii boskiej uwolnić, i miast niewolnikami bezwolnymi, odtąd Wolności skarbem cieszyć – czego Wam drodzy Czytelnicy życzę z całego serca!

94290_765624138dc36b1a3df926246683b111-jpg

THE END.

Przypisy: 

[1] Słownik języka polskiego, red. Szymczak, PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl.

[2] Encyklopedia PWN, wersja online: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/poznanie;3961386.html.

[3]Słownik języka polskiego, red. Szymczak, PWN, wersja online: http://sjp.pwn.pl.

[4] Genesis, Pierwsza Księga Mojżeszowa, 2; 16- 17, [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Nowy przekład oprac. Przez Komisję Przekładu Pisma Świętego, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1990, s. 8.

las 126 pomnik

Idealna wizja doskonałego Pomnika Ofiar Religii uduchowionej perfekcjonistki – część II

CZĘŚĆ II:

3. POMNIK OFIAR RELIGII OCZYMA MOJEJ WYOBRAŹNI.

Na samym początku nadmienię krótko, iż moja własna wizja Pomnika Ofiar Religii, nie jest jeszcze definitywnie ukształtowana do końca całkiem, a raczej podlega nieustannie procesowi ciągłej transformacji – jest cały czas wciąż rozwijana, rozbudowywana, pogłębiana, poszerzana o nowe detale, szczegóły i elementy, wzbogacana i upiększana, dopracowywana i doszlifowywane – aż po sam upragniony, lecz nigdy niedościgniony Ideał, jak przystało na prawdziwą, rasową perfekcjonistkę! Ten nieustanny proces ciągłej metamorfozy ma jednak również wiele zalet i pozytywnych stron. Prymarnym jej walorem jest brak stagnacji – wizja ta jest dynamiczna, podlega procesowi ciągłego rozwoju, nie stoi nigdy w miejscu, a też daje możliwość zmian, ulepszania i plastycznej modyfikacji w każdym momencie – a to stwarza dla tejże wizji naprawdę ogrom możliwości i perspektyw, zapewniając tym samym jej ogromny potencjał, a którego wykorzystanie i rezultaty pozostają w zasadzie niemal nieograniczone. Co istotne, oddala to również od niej możliwość utknięcia w martwym punkcie, a więc definitywnego jej końca – a więc niejako śmierci, gdy już nic nie można zrobić, zmienić ani nie da się już zupełnie nigdzie pójść dalej….

Ale do rzeczy!

Oczywiste jest, iż bazę – niejako punkt wyjściowy – wszelkich roztaczanych tu przeze mnie wizji, stanowić będzie już stworzona i przyjęta, elementarna wizja czy koncepcja Pomnika Ofiar Koncepcji, o jakiej sporo już zostało dotychczas powiedziane – a właściwie napisane, zarówno na stronach internetowych temu dedykowanych, jak i na forum grupy zrzeszającej jej inicjatorów, propagatorów oraz działaczy aktywnie zaangażowanych w realizację tego przedsięwzięcia. Dlatego tutaj ominę ponowne jej wałkowanie po raz n-ty już i ograniczę się jedynie do nawiązywania do tej koncepcji oraz aluzji do jej elementów, jako że jej ponowne tu omawianie nie stanowi absolutnie celu ani sensu tego wywodu.

Zaś co się tyczy mojej prywatnej wizji poniżej przedstawionej, a jakiej imaginację kreuje moja własna, mocno przerośnięta i nazbyt rozbuchana, lecz za to niezwykle bogata i barwna wyobraźnia, oprę z kolei na tylko pewnych symbolach oraz symbolicznych realizacjach form czy elementów naszego właściwie anty – pomnika, wzbogaconych o barwne opisy niektórych detali i materiał przykładowy takowych realizacji. I to tyle względem objaśnień.

Zacznijmy więc od początku – a więc od naszej bazy. Tak oto mamy naszą działkę, kawałek terenu, gdzie stanie nasz pomnik. Elementarny element tworzący ów pomnik, stanowić będą jak już wiemy, drzewa – żywe, rosnące i soczyście zielone, ożywające ponownie każdej wiosny i tętniące życiem, aż do zimy – czasu śmierci skutej lodem w lodowato zimnych okowach. I już sama ta symboliczna Resurekcja podług mej opinii, stanowi niezwykle istotny symbol, nadający bogate znaczenie przekazu, wyrazu, ekspresji i ideologiczną głębię całemu pomnikowi, ale nie będę na razie rozwijać tej kwestii tutaj.

Drzewa, co ustalone, mają być opatrzone tabliczkami – memoriałami, zawierającymi tam pewne informacje o obiekcie, który dane drzewo upamiętnia – a więc danej ofiary, ofiar czy grupy ofiar religii, której będzie poświęcone. I tyle względem ustalonej i przyjętej już naszej „bazy” – punktu wyjścia dla mojej mocy twórczej kreacji!

Albowiem samą te bazę, uważam za konieczne uzupełnić o jeszcze inne elementy, jakie tworzyć będą Pomnik Ofiar Religii, i jakie wydają mi się być niezbędnym elementem komplementarnie dopełniającym całości i bez którego całość ta pozostaje niekompletna i pozbawiona mocy swej wymowy.

I tak primo, uzupełnić uważam za stosowne same tabliczki – memoriały w samej tylko werbalnej formie ekspresji artystycznej. A mianowicie, w kwestii werbalnej formy, zawartość owych memoriałów, prócz samych (suchych) informacji o obiekcie, który upamiętniają (którego są pomnikiem znaczy się), poszerzyć jeszcze o nieco bardziej artystyczny element, a konkretnie – poetycki. To znaczy dodać element poezji czy twórczości poetyckiej – w postaci wiersza czy poematu etc., niejako „okazjonalnego” – a więc dedykowanego danemu obiektowi bądź też wydarzeniu, osobie etc., którego dane drzewo stanowi pomnik, napisany specjalnie o tym i w celu upamiętnienia tego, sławiąc poezją jego dzieje, losy czy zasługi bądź inne, szczytne walory jakieś, lub ich śmierć, męczeństwo, tragiczne dzieje, całokształt danej sytuacji lub wydarzenia historycznego, które stanowiło okoliczności tej śmierci etc. – wiadomo już, jaki jest mój zamysł, myślę! To zaś dałoby korzyści dwojakiego rodzaju. Przede wszystkim, tak uzupełniona werbalna forma ekspresji, stawałaby się pełniejsza i całościowa, łącząc suchą informację z formą artystyczną – poetycką – zyskiwałaby też o niebo większą moc i siłę wyrazu, przekazu oraz trafiania do odbiorców – gości, ze zwykłej, lakonicznej i nudnej tabliczki informacyjnej jedynie, stawałaby się artystycznym, żywym, poetyckim krzykiem i buntem, barwną ekspresją nie tylko faktów, ale i żywych, prawdziwych emocji czy stanów psychicznych. Sama funkcja informacyjna, uzupełniona byłaby o funkcje, jakie pełnić może sztuka, czy dzieło sztuki, o funkcje, jakie pełnić może poezja, a to niewyobrażalnie wzmocniłoby siłę przekazu, oddziaływania, głębię treści, sensu i znaczeń, a też ogólny potencjał i możliwości pomnika generalnie.

Swiatowit3011

Słowiański pogański bałwan

5277969_swiatowid-

Zaś secundo, wzbogacenie o ten element poetycki werbalnej formy ekspresji, prócz urozmaicenia samej formy i zwiększenia atrakcyjności, daje również o wiele więcej warte profity – albowiem co najistotniejsze kładzie emfazę na siłę ekspresji i przekazu, co oznacza, iż z ogromnym zwielokrotnieniem uwypukla, ukazując dobitnie, ewidentnie i jaskrawo wyraźnie te cierpienia, mękę, ból, krzywdy i zło wyrządzone tymże ofiarom religii, dramat ich męczeńskiej śmierci i tragicznego losu, ale też ohydę, podłość i zło tych zbrodni i mordu, jakiego się dopuszczono względem nich – ów element poetyckiej formy, daje efekt, jak spojrzenie przez ogromny teleskop do obserwacji przestrzeni kosmicznej, przez jaki można podziwiać ciała niebieskie zwykle w planetarium – albo jak oglądanie mikroskopijnych bakterii przez potężny mikroskop elektronowy… I chyba nikt nie śmie podważyć ogromu rozmiaru, jakości i wartości tej kardynalnej różnicy, jaką wnoszą do takowej obserwacji wymienione przyrządy w porównaniu do obserwowania tych obiektów jedynie gołym okiem ludzkim – n’est-ce pas?

I również w ten sposób zwiększa się wielokrotnie siła niejako „głosu”, z jaką można o nich i tym wszystkim mówić tam wreszcie na głos, głośno i wyraźnie – nie tylko edukując i uświadamając ludzi względem tej nieznanej większości, a tak niezwykle ważne, istotnej części historii ludzkości, przerywając wreszcie zmowę milczenia i matactwa religijnej czy kościelnej propagandy oraz manipulacji. A tymi sposobami – równie dobitnego potępienia, sprzeciwu, pogardy czy głośnego krzyknięcia „NIE!!” – aktywnego, żywego buntu i walki ze złem, jakie wyraża danym pomnik – drzewo. A to jest chyba rzecz esencjonalna i prymarna, o najwyższej wartości, nie tylko dla Człowieka jako jednostki, ale co więcej – dla całej ludzkości, by nie pozostawać biernym wobec Zła tylko czynnie, aktywnie z nim walczyć czy stawiać sprzeciw – albowiem ten, kto pozostaje bierny wobec zła, jest tego zła dokładnie tak samo winny, jak ten, który je bezpośrednio wyrządził – w myśl niezwykle mądrej idei, a którą zresztą ja osobiście przyswoiłam sobie jako jedną z najwyższych zasad i wartości mego „kodeksu” życia, moralnego czy też postępowania po prostu.  A to z kolei umożliwia wreszcie stawienie ostrego sprzeciwu i powiedzenia NIE, tym którzy takiego zła się dopuszczają, czy chcą lub planują dopuścić – skarcenia ich i ukrócenia ich podłych, nikczemnych złych postępków. I wreszcie – wreszcie być może wymierzenia choć odrobiny sprawiedliwości sprawcom tego zła i zbrodni, powetowania choć ciut krzywd doznanych przez ich niewinne ofiary i przywrócenia pięknego ładu na świecie, w którym to Dobro tryumfuje, a Zło zostaje pokonane i ponosi zasłużoną karę – póki co panuje on jednak zdecydowanie najczęściej tylko w twórczości literackiej czy tzw. wysokiej literaturze, i innych wielkich dziełach literackich, natomiast w realnym życiu niestety tego ładu, jak na lekarstwo zaledwie tyle, że trzeba go ze świecą szukać!

Analogicznie takiemu samemu uwypukleniu poddana by była cała perfidna, ohydna, nikczemna, obłudna i podła natura tychże zbrodni dokonywanych przez religię. Jaskrawo, wyraźnie i dobitnie pozwalając być może w końcu uświadomić o wiele, wiele większej niż dotychczas części społeczeństwa (czy społeczeństw), tę brzydką, brutalną i chorą prawdę, jaka się skrywa pod świętoszkowatym uśmieszkiem religii i pozorami wiary. Jak choćby absolutny brak winy tychże ofiar, ich niewinność, to, że tak naprawdę nie uczynili nic takiego, czym mogli by zasłużyć na tak potworną karę, jaką ponieśli nie tylko za rzeczy zupełnie nie stanowiące żadnej winy czy zbrodni, ale nawet i stanowiące wartości pozytywne, rzeczy dobre, ważne. Tylko i wyłącznie za to, że mieli odwagę myśleć samodzielnie, że nie mieścili się w ciasne, sztywne ramy schematu, że byli odmienni, posiadali swe indywidualne, niepowtarzalne piękno jednostki, które odstawało od szarej, jednolitej masy, że posiadali nieco odmienne niż odgórnie narzucone poglądy, czy to religijne czy w kwestiach nauki etc., że dociekali, badali, analizowali poszukując prawdy o świecie, że burzyli fałszywe stereotypy, mity i poglądy – i w zasadzie absolutnie nic więcej poza tą jakże drobną i niewinną różnicą zdań, poglądów czy choćby sposobu percepcji, a też typu umysłowości oraz intelektu, a które zresztą są czymś tak do bólu całkowicie naturalnym u każdego jednego Człowieka, nie uczynili, aby zasłużyć na aż tak okrutną karę i los, jakim ich ukarała religia. I wyznam szczerze, że aż łzy mi same lecą z oczu rzęsiście, gdy dzięki sile mej zdolności empatii, dociera to do mnie w całym swym  okrucieństwie i pełni znaczenia…

I to by było na tyle względem tej części.

Secundo, zaś tę całą, opisaną powyżej formę werbalnej ekspresji – memoriału z informacją oraz formą poetycką (Wiersza, poematu, hymnu, pieśni czy choćby epigramatu etc.) – należało by ponadto uzupełnić jeszcze o pewną niejako oprawę plastyczną, czyli formę sztuk plastycznych, na którą składałby się czy to obrazy, czy rzeźby, czy też ikony etc. – symbole, które za zadanie miałyby w formie graficznej wizualizacji ukazywać – podobnie jak werbalna forma ekspresji – dane ofiary czy grupy ofiar, ich tragiczny los i śmierć, dane wydarzenia, fakty lub postacie historyczne i tak dalej. A tym samym, takim symbolicznym przekazem, uzupełniając owo uprzednie werbalne ich przedstawienie o elementy plastycznej, graficznej wizualizacji – poniekąd uaktywniając i umożliwiając percepcję i doświadczanie sensoryczne za pomocą większej ilości zmysłów jednocześnie.

Pozwolę sobie tu dla pełniejszego i lepszego oddania mej wizji, dodać nieco ilustracji przykładowej uprzednio tu opisanej koncepcji autorki.

I tak oto przywołajmy, jako pierwszy przykład ofiary religii nam chyba najbliższe z różnych względów, a które stanowią ofiary masowego bestialskiego mordu i ludobójstwa, jakiego dokonano na plemionach pogan słowiańskich, podczas tzw. chrystianizacji rzekomej ziem m.in. polskich oraz innych, na których autochtonami były te właśnie plemiona, a nie chrześcijańscy najeźdźcy, którzy tych rdzennych mieszkańców dosłownie wycieli w pień, a ocalała jedynie niewielka część z nich – ci którzy pokornie i służalczo wyrzekli się wszystkiego – swej godności, szacunku, kultury, religii i wierzeń, całego swego dotychczasowego życia, świata i światopoglądu – i uklękli tchórzliwie przed swym nowym Panem i Władcą, który brutalną siłą, przemocą i przymusem, narzucił im odtąd swe despotyczne rządy władcy absolutnego, by nimi władać całkowicie i trzymać twardo pod butem swych totalitarnych rządów i sprawowania absolutnej kontroli, niczym nad niewolnikami czy bezwolnymi marionetkami, pozbawionymi nie tylko wolnej woli, prawa głosu czy sprzeciwu, ale wręcz wszelkich już praw i przywilejów Człowieka, nawet tych najbardziej elementarnych i niejako „świętych”, nierzadko np. tych, jakie gwarantują mu tak znamienite i kardynalne dokumenty jak np. Karta Praw Człowieka, Dziecka, czy paragrafy zawarte w konwencji genewskiej oraz esencjonalne i prymarne elementy humanitaryzmu – i o dziwo co niewiarygodne i niepojęte zupełnie – absolutnie zgodnie z prawem, jawnie, oficjalnie i ciesząc się nie tylko powszechną zgodą oraz aprobatą, ale nawet już wręcz entuzjastycznym uwielbieniem, czcią czy bezgranicznym oddaniem całkowitym… A to już tak irracjonalna, czysto paradoksalna abstrakcja, skrajnie absurdalna oraz nonsensowna, chora i poroniona paranoja jakaś, że po prostu wykracza poza wszelkie możliwości pojmowania ludzkiego rozumu – i osobiście nie potrafię jakkolwiek, choćby jednym, najprostszym słowem dwuliterowym nawet tylko jakkolwiek uzasadnić, bądź podać jakikolwiek argument przemawiający choć minimalnie na rzecz jej racjonalnego i realnego wyjaśnienia lub uzasadnienia, ale też całej jej bytności i istnienia jakkolwiek w ogóle…

Poland_mount_Sleza_-_ancient_cult_figure

Pogański pomnik „niedźwiedzia” na Górze Ślęży

10613102_10152334407409366_5505146630794056728_n

Słowiański pogański bałwan

 

 

 

 

 

 

 

Wróćmy jednak do pogan słowiańskich i dokonanego na nich ohydnego, bestialskiego ludobójstwa. Tutaj przykładowo widziałabym następującą realizację oprawy plastycznej. Element takiej oprawy stanowić by mogły po pierwsze, graficzne i wizualne symbole dawnych wierzeń Słowian – takich jak chociażby coś zbliżonego do menhirów, opatrzonych wizerunkami symboli religijnych Słowian (np. Kołowrot i Swastyka, „Ręce Boga”, Triskelion i in.). Ponadto także różne głazy sakralne, inaczej określane też jako święte głazy, jakie często służyły za ołtarze ofiarne w miejscach kultu religijnego, do składania ofiar bóstwom. Bądź też np. drewniane figurki przedstawiające wizerunki słowiańskich bóstw – np. Peruna, Świętowita, Trzygłowa i jego siedmioro dzieci: Wołosa, Swaroga, Chorsa, Strzyboga, Łady, Mokosza i wspomnianego już Peruna oraz innych, zaczerpniętych z mitologii słowiańskiej. Inny z kolei element takiej oprawy plastycznej mogłyby stanowić, usytuowane między drzewami – pomnikami, kamienne kręgi także typowe dla miejsc kultu, jak choćby ten znajdujący się na szczycie Ślęży. Ponadto kolejny element stanowić by miały kamienne rzeźby, jakie również znajdowały się w miejscach kultu. Tu przykładem mogą być zachowane rzeźby, takie jak figurka niedźwiedzia, lub druga, podobnie uważana też za niedziwiedzia lub dzika (zależnie od interpretacji badacza), a która to znajduje się na północnym stoku góry Ślęży. Figurka ta posiada na grzbiecie wyryty znak ukośnego krzyża. Albo też, jak znajdująca się między miejscowościami Garncarskiem, Mianowem Wielkim, Florianowicami i Wojnarowicami, rzeźba określana jako Mnich, niekiedy Kręgiel. Czasem określa się ją jako znak falliczny. Zaś na jej głowicy i podstawie znajdowały się wyryte znaki X. Ponadto pozostając w obrębie miejsc kultu, kolejny tu element stanowić mogłyby, umiejscowione obok tych wszystkich rzeźb kopczyki kamieni, którymi posąg obrzucano. Kolejny przykład takiej rzeźby stanowi postać ludzka przyodziania w długą szatę. W ręku dzierży ona ogromną rybę z ukośnym znakiem X, a znajduje się także na południowym stoku góry Ślęży. Ale też i inne bloki kamienne i głazy, zdobione znakami oraz symbolami słowiańskimi. Jak np. granitowy graniastosłup zdobiony znakiem X, podobnie znaleziony na południowym stoku góry Ślęży. Wracając jeszcze na chwilę do symboliki owej rzeźby z rybą, to owa symbolika stanowi element niezwykle istotny i winna być odpowiedni wyeksponowana. A symbolikę tę interpretuje w następujące sposoby:

  1. Zarys szat może sugerować bóstwo kobiece, jednak nie jest to wiadome,
  2. Natomiast co do trzymanej w dłoni ryby, najprawdopodobniej łączy się ona z symbolem płodności.

Ciekawy wzorzec tutaj może stanowić obiekt usytuowany na Mazowszu, a konkretnie na Wzgórzu Tumskim, gdzie to zachowały się wyraziste ślady dawnego ośrodka kultu. Tu święty krąg stanowiły jamy wykopane w ziemi, w których płonęły znicze wyznaczające miejsca święte, jakie to były zakazane przeciętnemu śmiertelnikowi. W tym miejscu wewnątrz kręgu, przy jednej z jam, znajdują się fragmenty rozbitego ołtarza ofiarnego. A obok, licznie występowały ślady rozbitych naczyń (przypuszczalnie po składanych darach).

Z kolei obecność żużlu żelaznego, mogłaby wskazywać, iż czczono tu boskiego Swaroga, a jego kapłani przypuszczalnie dokonywali symbolicznego chyba wytopu lub przerobu żelaza. Przypadkowo zachował się symbol falliczny wykonany z rogu, służący do zabiegów związanych z płodnością.

Ponadto, w jednej z jam znaleziono tam Czaszkę Konia. Zapewne zabrano je jako swoisty łup, aczkolwiek stanowi ona symbol.

Przykładem następnego takiego elementu, mogą być także dziwne kamienie, szeroko rozłożone po ziemiach polskich. Są to na ogół głazy narzutowe, wyróżniające się wielkością, z dziwnymi nacięciami lub też wykutymi rysunkami, a z którymi dzisiaj połączone są też różne legendy. Niewątpliwie stanowią one wyraźne lokalne miejsca kultu słowiańskiego. I to na nich zapewne składane były ofiary. To tu również dokonywano wróżb.

kołowrót

Jeden z symboli pogan Słowiańskich – „kołowrót”

Na koniec ilustracji przykładowej oprawy plastycznej, dodam tylko jeszcze odnośnie rzeźb i figurek omawianych tu uprzednio, iż co oczywiste pośród nich obowiązkowo muszą znaleźć się te słynne tzw. bałwany, czyli posągi przedstawiające pogańskie bóstwa, czyli inaczej jakiegoś idola. Spośród słowiańskich bałwanów najbardziej znany jest idol, który został  wyłowiony w roku 1848 ze Zbrucza. Nadano mu umownie nazwę Światowid ze Zbrucza. Podług opinii Borisa Rybakowa stanowi on przedstawienie o charakterze kosmogenicznym, a które to obrazuje trzy sfery rzeczywistości – boską, ludzką i podziemną. Na górze owego idola umiejscowione są twarze czterech bóstw, niżej zaś postacie ludzi, natomiast na samym dole znajduje się domniemana sylwetka tzw. bóstwa chtonicznego (np. Weles/Wołos). Bałwany podług mego mniemania stanowią konieczny i nieodzowny absolutnie element słowiańskich miejsc kultu, jak i  wszelkich religijnych symboli, i cieszą się one chyba największą sławą i są najbardziej znanym symbolem słowiańskim, rozpoznawalnym dość powszechnie.

I w końcu tertio, finalny element tej niejako „świętej trójcy”, która podobnie jak w religii chrześcijańskiej – stanowi zarazem jednocześnie też spójną, nierozerwalną i wzajemnie komplementarną jedność wszystkich trzech elementów, a jaka stała się niejako bazą i motywem przewodnim wykreowanej w mej wyobraźni wizji idealnego Pomnika Ofiar Religii, jednocześnie spajając tym samym wszystkie trzy elementy składowe wyrażane w różnych rodzajach ekspresji oraz sztuki, w jednolitą całość – dopełniając kompletnego, harmonijnego i pełnego obrazu, który jawi się mi dla naszego pomnika. Nie będę się tu wypierać, iż ta trójdzielna kompozycja, której każda z części stanowi komplementarne dopełnienie spójnej, nierozerwalnej całości, stanowi aluzję i nawiązuje mocno do właśnie tejże chrześcijańskiej czy katolickiej idei Św. Trójcy i jednego Boga w trzech osobach, z której to czerpałam i opierałam się częściowo, w trakcie tworzenia mej własnej wizji i jej budowy czy kompozycji. Ale dość o tym!

Ów ostatni, finalny trzeci element mej wizji stanowią mianowicie swoiste eventy, które celebrować miałyby w tym przypadku – różne dawne słowiańskie obrzędy i święta, których stanowiłby niejako swoistą inscenizację, jaka to odbywała by się naturalnie w dni, na które niegdyś u pogan słowiańskich przypadały dane obrzędy czy święta, zachowując ich oryginalne dawne daty  tak samo dokładnie jak ongiś to u Słowian.

Odnośnie formy realizacji, jaką przyjmować miałyby podług mych koncepcji takie eventy – inscenizacje, to po pierwsze, powinny one przybrać formę ogromnie dalece interaktywnych, przedstawień – performance’u,  które ich uczestnikom umożliwią czynną, aktywną i pełną w nich partycypację, udział oraz oddziaływanie czy ingerowania w nie, ich przebieg i kształt kolejnych „Scen” tychże przedstawień – czyli kolejnych elementów i tradycji celebrowania danego obrzędu czy święta, jakie to określone były w wierzeniach dawnych Słowian, prócz standardowej, tradycyjnej biernej roli widza jedynie, jaka powszechnie przyjęta jest zwykle dla przedstawień teatralnych, a też dość często nawet także i dla występów typu performance. Tu bowiem oto ów całkowicie bierny widz, który jedynie z daleka obserwuje przedstawienie czy występ, pozbawiony wszelkiej możliwości wpływania oraz ingerencji jakkolwiek na takowe spektakle, ich kolejne „Sceny” i cały jego przebieg ogólnie. Natomiast tutaj oto ów bierny – widz, bezsilny obserwator spektaklu z daleka, siedząc przez cały czas trwania spektaklu, bezczynnie w bezruchu przyklejony do swego miejsca na widowni, przechodzi na zupełnie nowy, nieopisanie wyższy i tak diametralnie z goła odmienny od tego uprzedniego. Wskakuje na level, na którym dzięki owej dalece rozwiniętej interaktywności tego rodzaju spektakli, przeistacza się w widza aktywnego partycypanta, biorącego czynny udział w całym spektaklu, oraz zyskujący nowe możliwości – wpływania i ingerencji w kształt, kolejne niejako „sceny” oraz ów cały jego przebieg ogólnie w całości. I tak narodził nam się tu właśnie ów zupełnie nowy, z goła całkowicie odmienny gatunek widza – Aktywny Widz Kreator, który to odtąd przestaje być całkowicie bierny  oraz zupełnie bezsilny!

pochodnie-i-zrodlo-400x300

Wspólczesne obchody jednego z obrzędów pogan słowiańskich

 

soulacroix-c._spring

 

 

Względem kwestii formy, muszę jeszcze tu poruszyć jedną sprawę z nią związaną, jaka podług mego mniemania, wymaga tu wyjaśnienia i omówienia przed przejściem do ilustracji przykładowej trzeciej części tego niejako kreowanego tu przeze mnie „tryptyku”, a która to część składa się na te nierozerwalną jedność w trzech niejako „osobach”, używając takowej metafory nawiązującej znów do religii chrześcijańskiej (lub też katolickiej). A mianowicie forma, jaką przybrać mają takowe eventy, powinna w pełni uwzględniać zarówno wszelkie aspekty historyczne, kulturowe i religijne danego obrzędu, czy święta, jak też szczegóły danego obrządku, tak by w pełni oddać ich bogactwo w całej krasie, a też zachować wierność historyczną detali.

Tyczy się to tak samo, przykładowo detali takich, jak dzień czy data odbywania się danego eventu, która to powinna być całkowicie zgodna z datą, na którą oryginalnie przypadał dzień celebrowania danego obrzędu czy święta w danej kulturze czy religii ongiś. Celem prymarnym winno być tu albowiem uwypuklenie i ukazanie całego bogactwa i piękna danego obrzędu, kultury – a co za tym idzie – również i owych ludzi, owych ofiar religii oraz ich kultury, czy też religii i wierzeń – przybliżając i zapoznając z nimi widzów – partycypantów, a tym samym edukując i uświadamiając społeczeństwo w tychże kwestiach, które zwykle są nieznane zupełnie większości zwykłych ludzi, a które kategorycznie wymagają nagłośnienia, upowszechnienia i podania do publicznej wiadomości. Albowiem tak właśnie też rozumiem jeden z celów całej inicjatywy Pomnika Ofiar Religii – jako nadanie głosu niemym ofiarom religii, jako krzyk ich cierpienia i śmierci, jako wojnę ze zmową milczenia, ignorancją i „zamiataniem brudów pod dywan” wymierzoną w religię i jej władze, i finalnie – jako napomnienie i ostrzeżenie na przyszłość, płynące z mądrości historii owych ofiar religii. I tym celom między innymi ma służyć i moja wizja.

jare-gody12

Palenie ognisk było jednym z głównych obrządków podczas słowiańskiego Święta Kupały

Warto byłoby jeszcze tutaj napomknąć o roli, funkcjach, celach oraz innych różnych wiernych korzyściach, jakie to związane są z samą ową trzecią częścią, czyli ideą inscenizacji owych eventów, co jednak na razie ograniczę jedynie do pewnego niezbędnego minimum, aby móc wprowadzić Czytelnika w wyimaginowaną przez siebie wizję. Do tego zagadnienia jednakże powrócę jeszcze po zakończeniu całej ilustracji przykładowej tego elementu, z racji tego, iż wiele najważniejszych takowych kwestii, ujawniać się będzie właśnie w owej ilustracji przykładowej, ukazując się również i Czytelnikowi, rodząc u niego własną refleksję, którą to wówczas będę mieć za zadanie jedynie utwierdzić, bądź też zreasumować i słowami nadać jej realną postać zwerbalizowanych myśli.

W tym miejscu względem tego zagadnienia, wspomnę tylko o tym, iż główną rolą czy funkcją, jaką pełnić by miały takie eventy czy inscenizacje, z pewnością stanowi funkcja edukacyjna i uświadamiająca społeczeństwo. Eventy te poprzez inscenizowanie takowych obrzędów i świąt, poprzez ich przybliżanie i pokazywanie, a też poprzez żywą w nich partycypację społeczeństwa, edukowałyby i uświadamiałyby to społeczeństwo w zakresie zarówno samych ofiar religii i ich historii, jak też kulturze, zwyczajach, religii, wierzeń i ogólnie – całym dawnym życiu i losach tychże ofiar religii, ucząc nie tylko ich historii, ale też ucząc o nich, jako o ludziach, żywych istotach, które tak samo, jak i my obecnie posiadały uczucia, emocje, marzenia, psychikę, życie wewnętrzne czy duchowe, bądź też lęki, obawy, radości czy smutki i zgryzoty, i tak samo jak my odczuwali ból, cierpieli ale i kochali etc. – i właśnie przybliżenie tego ich człowieczeństwa stanowić winno tu jedną z głównych ról, celów i zadań, jakie należy wypełniać, aby cała ta koncepcja miała w ogóle jakiś sens i przynosiła wymierne efekty.

Ponadto wspomnę jeszcze tu ogólnie o innych celach tychże eventów, podług mego mniemania najistotniejszych, kardynalnych i niemalże newralgicznych zarówno dla tego elementu całej koncepcji, jak też i dla samej koncepcji ogólnie. Chodzi mi mianowicie o cele takie, jak samo owo upamiętnianie, któremu służyć ma między innymi ta idea, jak pamięć o tych ofiarach i sprawienie, by żyły one nadal w naszej pamięci, a wreszcie – jak samo ożywienie ich i podtrzymanie ich życia niejako, poprzez danie świadectwa, poprzez urzeczywistnienie ich istnienia, zarówno ogólnie w całym tym pomniku, jak też w jego opisanych tu uprzednio wszystkich elementach, a więc także i w tych eventach – inscenizacjach ich kultury, życia, obrzędów etc. – które to sprawić mają właśnie, iż te ofiary oraz ich kultura, życie i całokształt aspektów z tym związanych, ponownie ożyje i będzie tętnić życiem, kolorami; poprzez te inscenizacje, poprzez spektakle oraz aktywną, żywą w nich partycypację, zostaną te ofiary oraz wszystkie aspekty ich dawnego życia czy historii ogólnie, ponownie wskrzeszone, ponownie przywrócone zostanie im życie, a tym samym i pamięć o nich, upamiętniając w ten sposób te ofiary jeszcze o wiele, wiele bardziej, głębiej i donioślej, aniżeli poprzez same tylko pomniki – drzewa, czy memoriały w postaci tabliczek na nich zamieszczone – oto bowiem w trakcie trwania i partycypacji każdego z takich eventów, nagle ożywają dawne, zapomniane obrzędy, dawne wierzenia i kultury, a też i dawni ludzie, dawne ofiary religii, tętniąc znów życiem i kolorami, mogą znowu, raz jeszcze powrócić z mroków historii i zapomnienia, i zalśnić znów blaskiem jasnym i silnym jakim ongiś lśniły. Z tym celem czy funkcją, wiąże się również wiele innych kwestii pełnionych funkcji i celów, jednakże na ten moment nie będę tu tychże kwestii poruszać, ani roztrząsać, aczkolwiek wrócę zapewne jeszcze do nich i całego tego zagadnienia na koniec, po omówieniu całej ilustracji przykładowej trzeciego z elementów mojej wizji, czyli owych eventów – inscenizacji, z racji chociażby takiej, iż w toku tejże ilustracji, zostaną owe kwestie, jak i same funkcje czy cele, uwypuklone i naświetlone w sposób pośredni – czyli za pomocą przytaczanych przykładów obrzędów słowiańskich, które to liczę, iż również będą stanowić źródło refleksji na temat tychże kwestii właśnie, prócz samej tylko plastycznej i praktycznej wizualizacji, przedstawionych tu przeze mnie koncepcji, idei i pomysłów – czyli mojej własnej wizji Pomnika Ofiar Religii.

Pora zatem przejść tutaj do ilustracji przykładowej trzeciego elementu mojej wizji, a więc eventów – inscenizacji obrzędów, świąt czy rytuałów danych ofiar czy ofiary religii w formie interaktywnego spektaklu – performance’u. Oczywiście podobnie jak w poprzednich ilustracjach przykładowych, tę również pozwolę sobie oprzeć na pogańskich plemionach słowiańskich, ich kulturze i historii, aby zachować jednolitość, spójność i klarowność prezentowanych w tej pracy przykładów, a też i pewną niejako konsekwentną ciągłość.

Na wstępie warto wspomnieć, iż obrzędy oraz święta obchodzone przez Słowian, odbywały się zwykle o stałych porach każdego roku. Związane to było poniekąd także z gospodarką rolną i pasterską tych plemion. Słowianie byli albowiem całkowicie podporządkowani cyklowi pór roku. Człowiek wówczas był uzależniony od przyrody, więc starał się w jej przełomowych momentach urządzać obrzędy, aby zapewnić sobie pomyślność sił przyrody.  Z tego względu właśnie też, główne cztery święta Słowian były związane z równonocami oraz przesileniem letnim i zimowym. Omawiając więc kolejne przykłady postaram się zachować oryginalną ich chronologię, rozpoczynając od początku – a więc od momentu początku Nowego Roku, aby oddać owo podporządkowanie cyklowi natury.

Jak wspominałam, eventy takie mają być wierną, szczegółową inscenizacją dawnych obrzędów, świąt czy rytuałów, w pełni interaktywnym spektaklem – performace, prócz samej roli biernego widza – obserwatora, stwarzające też dla widza rolę aktywnego, czynnego widza – partycypanta. I tak też poniższe przykłady słowiańskich obrzędów, postaram się tutaj ubrać właśnie w taką formę, jako własne propozycje praktycznej realizacji Pomnika Ofiar Religii.

Zachowując chronologię, pierwszym z obrzędów, czy świąt obchodzonym przez początkiem wiosny, a dla Słowian początek wiosny był prawdopodobnie początkiem Nowego Roku. A zaś na pewno stanowił on początek nowego cyklu – oto przyroda kolejny raz budziła się z zimowego letargu do „nowego” życia. Przypuszcza się, iż Jare Gody obchodzono 21 marca lub w pierwszą niedzielę po równonocnej pełni księżyca, aczkolwiek konkretny termin jest tu znacznie mniej istotny. Istotny tu natomiast jest fakt, iż obrzęd ten obchodzono w terminie pokrywającym się z dzisiejszą Wielkanocą. Zresztą współczesna Wielkanoc ma o wiele, wiele więcej wspólnego z Jarymi Godami, aniżeli tylko termin celebracji, o czym się niedługo przekonamy.

Tak więc event poświęcony Jarym Godom, oczywiście powinien być organizowany w terminie zgodnym z oryginalnym terminem tego obrzędu, dla formalności.

2bf09abd1961a27b535554ba30d4714b - Kopia

Paleniu „Śmiercichy” towarzyszyły też palone ogniska – wspólczesne obchody starosłowiańskich obrządków

U Słowian owo witanie wiosny i przepędzanie zimy trwało nawet trzy – cztery tygodnie, co wymagałoby odpowiedniej organizacji wielodniowego eventu, rozkładając poszczególne elementy – obrzędy i rytuały – celebrowane w trakcie Jarych Godów, tak by przypadały mniej więcej w tym czasie, w jakim były celebrowane oryginalnie u Słowian, a całość eventu musiałaby składać się na podobny dłuższy okres czasu, co przyznaję może nastręczać sporo trudności organizacyjnych, aczkolwiek jest to całkowicie realne do zrealizowania w praktyce.

Co istotne, to bodajże najważniejsze słowiańskie święto było nierozerwalnie związane z przyrodą, z Naturą. Słowianie bowiem składając ofiary bogom, w bogach czcili właśnie siły przyrody. A bogowie Słowian nie byli wcale a wcale abstrakcyjni, oderwani od przyrody. Wręcz przeciwnie – reprezentowali ją i stanowili po prostu jej uosobienie. Jare Gody poświęcone były przykładowo głównie bogini Mokoszy, która tosymbolizowała lub wręcz była Matką Ziemią. Były również związane z kultem boga Jaryły, skąd też ich nazwa, a który utożsamiany był niekiedy z Jarowitem. Jarowit zaś stanowił uosobienie sił młodości, był bogiem wiosny, płodności oraz miłości. I tak też wyglądają główne ramy, okalające ten event: apoteoza wiosny, rodzącego się na nowo życia, hołd sił młodości, cześć płodności i młodości, pogańska wiosenna orgia radości i narodzin „nowego” życia – a wszystko mocno i ewidentnie podkreślające ów nierozerwalny związek z Matką Naturą i cześć jej oddawaną wówczas, ów szacunek i cześć dla sił przyrody i bogów będących ich uosobieniem – jaskrawo odcinające się od sztucznego i fałszywego oddawania czci złoconym figurkom jakichś abstrakcyjnych bogów, których wszechmocna potęga oderwana  jest zupełnie od wszechmocnej potęgi Natury i jej Absolutu. Od sztucznych karykatur, usiłujących naśladować wszechmocną potęgę Natury!

Albowiem to etniczne święto Słowian, będące jednocześnie pierwszym dniem wiosny (a prawdopodobnie także i Nowego Roku), dla rodzimowierców słowiańskich byłoszczególnie dedykowane właśnie Matce Ziemi – i to należy mocno uwypuklić i podkreślić w jego inscenizacji.

Na to święto składało się wiele różnych zwyczajów. Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnieść do domostw energię i radość życia oraz zapewnić dobry urodzaj i powodzenie na cały rozpoczynający się rok.

Realizacja tego eventu mogłaby ograniczyć się do inscenizacji jedynie głównych, najważniejszych czy też najbardziej powszechnych zwyczajów czy obrzędów, jakie składały sięna całe Jare Gody.

I tak chyba najbardziej znanym i powszechnym zwyczajem było topienie lub palenie kukły, symbolizujące przepędzenie zimy. Obchodzony był w dzień przesilenia wiosennego i prawdopodobnie posiada wschodnie źródła. Topieniu lub paleniu kukły zwykle towarzyszyło szczególne wszczynanie hałasu: trzaskanie z batów, terkot i klekot grzechotek, śpiew i gra na wszelkiego rodzaju instrumentach. Kukła zaś zrobiona była ze słomy i udekorowana kwiatami i girlandami, miała symbolizować m.in. śmierć przodków, którzy umierają po to, aby mogli narodzić się ich potomkowie i aby został zachowany rytm przyrody.jare-gody1

Genezy tego zwyczaju można by upatrywać się również w wierzeniach w to, że istoty nadprzyrodzone w pewnych zwyczajowo ustalonych okresach roku, działały ku naszemu pożytkowi, a do czego zobowiązywane je, poprzez składanie im w odpowiednim czasie właściwych ofiar. Jednak kiedy skończył się czas „pożytecznego” pobytu tych istot na ziemi, wówczas należało je właśnie odesłać tam, skąd przyszły, aby nie zaczęły szkodzić. I podobny pogląd wyraża np. Strzelczyk, pisząc, iż:

[…] Być może taka jest właśnie geneza niszczenia Marzanny, zwanej również Moreną, Marzaniokiem (na Śląsku), Śmiercichą, Śmiertką, Śmierteczką, Śmiercią (w Wielkopolsce i na Podhalu). Wszystkie nazwy, w mniej lub bardziej dosłowny sposób, odwoływały się do zmory, moru, śmierci, ponieważ Marzanna była uważana właśnie za uosobienie śmierci, zimy i chorób. Powszechne było przekonanie, że jej unicestwienie spowoduje szybkie nadejście wiosny. [1]

Również i w tym przypadku nie obyło się ze strony chrześcijaństwa z próbami zakazania tego starosłowiańskiego zwyczaju, o czym pierwsze wyraźne wzmianki odnajdujemy w roku 1420 na Synodzie Poznańskim. Można też napotkać interpretowanie tego obrzędu, jako upamiętnienia topienia dawnych bóstw pogańskich podczas chrystianizacji Słowian, a Kościół bez powodzenia próbował zaadaptować go do swoich potrzeb, jako tzw. topienie Judasza (w Wielki Piątek). Próbowano zastąpić go na przełomie XVII i XVIII wieku tradycją zrzucania z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem, jako że na szczęście rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza.

I tak po rytualnym, symbolicznym przepędzeniu zimy, przychodziła kolej na powitanie i przyjęcie wiosny. Na wzgórzach mężczyźni rozpalali ogniska, których zadaniem było dodatkowo przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i dni pełnych słońca. Młodzi zaś wyruszali na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek, pokrytych pąkami bazi, a z których to następnie „budowali” wiechy. Aby przygotować się do nadejścia wiosny, sprzątano i wietrzono całe domostwa oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie, pieczono placki, a szczególnie wiosenne kołacze.

Jednak spośród zwyczajów obchodzonych w Jare Gody, najważniejszy był zwyczaj malowania jajek, który dał pogańskie korzenie współczesnemu zwyczajowi malowania pisanek wielkanocnych. Jajka zaś stanowiły prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły witalnej. Jako ciekawostkę, dodam, iż najstarsza znaleziona pisanka ma 5000 lat, zaś najstarsza polska pochodzi z X wieku z Opola. Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów, które mogły zapewnić zdrowie i dorodność, nie tylko domownikom, ale i zwierzętom gospodarczym: w tym celu zwykło się nimi pocierać chore miejsca, lub toczyć po grzbietach zwierząt.

Podług mego mniemania jedną z form realizacji opisanego tu zwyczaju, mogłoby być np. wspólne malowanie takich pogańskich pisanek, jako wspólna zabawa, ale i zarazem nauka historii i korzeni naszej narodowej tradycji – tych prawdziwych, rdzennych, słowiańskich, a nie narzuconych nam po chrystianizacji. Zresztą bardzo miła, kreatywna i twórcza wspólna zabawa, która wzbudzałaby wiele pozytywnych emocji u gości w niej uczestniczących, a też jej organizacja nie wymagałaby ani dużych nakładów finansowych, ani też nie nastręczała zbyt wielu innych problemów czy ciężarów, co warto przemyśleć przy realizacji Pomnika Ofiar Religii.

Co do słowiańskiego zwyczaju malowania jajek, dodam jeszcze, iż tradycja łącząca go z nadejściem wiosny, cieszyła się taką sławą, że w XII wieku Kościół zmuszony był zezwolić na spożywanie poświęconych pisanek w okresie Wielkanocy. Poza tym symbol jajek związany jest ze zmartwychwstaniem, przez co jajka wykonane np. z ociosanego kamienia, wkładano zmarłym do grobu.

Kolejny zwyczaj odprawiano dla przepędzenia złych mocy po zakończeniu wszelkich (mogących trwać nawet kilka dni) przygotowań do właściwego święta. Wtedy to w wieczór przedświąteczny obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek. To zrealizować można by, jako obchodzenie całego terenu Pomnika Ofiar Religii i okadzanie go ziołami.

Z kolei nazajutrz obchodzono inny zwyczaj, jakim był Śmigus – rytuał, który początkowo polegał na uderzaniu się nawzajem rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż pozwala to wygonić tzw. złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę.

Kulminację Jarego, stanowiły zaś zazwyczaj, kolejne zwyczaje – jak następuje. Wpierw urządzano na świętych wzgórzach uroczyste uczty, podczas których obdarowywano się kraszankami oraz igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem. W pewnych regionach resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach, w celu zwiększenia płodności ziemi. Następny dzień z kolei, rozpoczynano od obmywania się w świętej wodzie. Z czasem rytuał ów przekształcił się w przedpołudniowy zwyczaj oblewania się zimną wodą zwany Dyngusem. Miało to moc dodawania ludziom siły życiowej – analogicznie tak, jak deszcz daje tę siłę roślinom. W jeszcze późniejszym okresie Śmigus i Dyngus połączone zostały w jeden zwyczaj, zwany dziś powszechnie Śmigusem – Dyngusem, dając słowiański rodowód chrześcijańskiemu „lanemu poniedziałkowi”.

Wieczorem natomiast udawano się na mogiły przodków – tu mogą być to drzewa – pomniki, kurhany itp. – gdzie to wspominano zmarłych i pozostawiano dla nich jadło.

Ostatni już rytuał stanowił zwyczaj sadzenia młodych drzewek, w korzeniach których zakopywano kawałki świątecznego kołacza. A który też świetnie można by połączyć z sadzeniem wówczas nowych drzew – pomników przez gości, piekąc w ten sposób niejako „dwie pieczenie na jednym ogniu”.

Ponadto wspomnę jeszcze tylko, iż w pewnych regionach dodatkowo urządzano też barwne pochody zwierząt i ludzi przebranych za zwierzęta. Szły też w nich dziewczęta w brzozowych wiankach i młodzieńcy niosący palmy (!). Korowód taki zamykali muzykanci, którzy głośno hałasowali, w celu wywołania burzy, deszczu i piorunów. Jako że pierwsza wiosenna burza była bowiem postrzegana, jako akt miłosny Peruna z Ziemią, gdyż dopiero po pierwszym grzmocie można było rozpoczynać wszelkie prace związane z uprawą roli. Wydaje mi się, iż taki barwny korowód z gości, muzykujący i wznoszący radosne śpiewy ku czci i pamięci ofiar religii, stanowiłby nie lada atrakcję, przyciągającą więcej zainteresowanych akcją i odwiedzających, a jego organizacja wcale nie byłaby ani bardzo trudna, ani obciążająca jakkolwiek.

Na koniec tego przykładu, dodam jeszcze tylko, iż obecnie większość rodzimowierczych tradycji Jarego Święta weszło w obrzędowość chrześcijańskiej Wielkanocy, co zresztą już zapewne Czytelnik zdążył sam zauważyć podczas omawiania powyższych zwyczajów Jarych Godów.

Kolejny przykład, który posłuży mi za ilustrację przykładową tego elementu, to chyba najbardziej znany rytuał czy obrzęd słowiański. A stanowiło go Święto Kupały, zwane także sobótką – oraz później także Nocą Świętojańską, po wprowadzeniu chrześcijaństwa, bądź też Nocą Św. Jana. Święto to obchodzono zwykle w noc z  21 na 22 czerwca, lub z 23 na 24 czerwca. To prastare pogańskie solarne święto Słowian i wielu innych pogańskich ludów, ku czci dwóch potężnych żywiołów: ognia i wody. Początkowo zwyczaj ten polegał na rozpalaniu ognisk nad brzegiem wody. Zabawa w ten dzień była nazywana pierwotnie stadem, gdyż ludzie dzielili się na stada i bawili się ze sobą, gdy to ponoć dochodziło czasem też do aktów rozpusty, a co niekoniecznie musi zawierać się w realizacji inscenizacji tego obrzędu oczywiście!

pochodnie-i-zrodlo-400x300

Kardynalny element pogańskiego święta Słowian zwanym Świętem lub Nocą Kupały były ogniska które palono wówczas nad brzegiem wód

Dawna nazwa stado ustąpiła miejsca sobótce od dnia, w którym najczęściej urządzano zabawy i palono ogniska, czyli soboty.

Inna nazwa sobótki, czyli noc kupały wywodzi się zaś  od ruskiego słowa, które oznacza oczyszczające kąpanie się na początku lata. I tak właśnie obrzędowo zaczynało się lato. Najważniejsze obrzędy związane były z rozpalaniem ognia i zanurzaniem się w wodzie.

Co więcej, nazwa Święto Kupały związana jest z nazwą, jakiej poganie używali dla święta poświęconego Kupale, czyli bogini miłości i leczniczych roślin, a także patronce mądrych kobiet, które znają zioła i dobre czary. I stąd też inna nazwa – kupalnocka.

Odnośnie nazwy sobótka, warto uzupełnić jeszcze, iż wywodzi się ona z chrześcijańskich dążeń do włączenia kupalnocki do swego kalendarza, jednakże obchodzili ją najpierw właśnie w sobotę poprzedzającą Zielone Świątki, i stąd nazwa sobótka.

Wszelkie obrzędy Święta Kupały musiały zaczynać się obowiązkowo przy ognisku. Jedno większe lub kilka małych ognisk musiało zostać rozpalonych ze świeżego drewna nad brzegiem rzeki lub jeziora – tu forma realizacji naturalnie jest zależna od położenia terenu i warunków geograficznych, a ogniska rozpalano by nad brzegiem wody lub nie opcjonalnie, zależnie od tychże warunków i położenia. Wokół ognia tańczono, śpiewano i odprawiano magiczne obrzędy przez całą noc. Tradycyjnie też skakano przez ogień w wieńcu lub opasce z ziół, co miało chronić przed duchami, demonami, czarownicami i chorobami.

I tak oto w Święto Kupały mieszkańcy okolicznych wiosek zbierali się nad najbliższą rzeką itp., palili ogromne ognisko, nad którym trwała bardzo huczna zabawa. Najpierw dokonywano rytualnej kąpieli, która miała oczyścić wszystkich uczestników (też opcjonalnie, zależnie od war.geogr.). Następnie odbywały się tańce przy ognisku (także skakano przez nie – jedynie w wykonaniu odp. Wykwalifikowanych profesjonalistów, np. kaskaderów, akrobatów itp.), picie miodu i wina, jedzenie przyrządzonego jadła oraz sporządzanie tradycyjnych wróżb.

noc-kupaly

Puszczanie wianków na woda – jedna z pogańskich wróżb odprawianych w Święto Kupały przez Słowian

Spośród tychże tradycyjnych wróżb wspomnę krótko tylko o trzech najbardziej znanych, bądź powszechnych.

Najbardziej znaną wróżbę stanowiła ta, w której panny ustawiały się na jednym brzegu rzeki, a kawalerowie na drugim. Dziewczęta następnie puszczały do wody wianki, a los jaki spotkał dany wianek, świadczyć miało o stanie cywilnym młodej panny. I tak:

  • Jeżeli wianek został wyłowiony przez kawalera: dziewczyna miała szybko wyjść za mąż, nawet za tegoż samego, który owy wianek wyłowił.
  • Jeżeli zaś wianek popłynął z nurtem rzeki: oznaczało to, że dziewczyna długo jeszcze będzie musiała poczekać na zamążpójście.
  • Jeżeli zaś wianek zatonął, spłonął, bądź zawieruszył się w sitowiu: dziewczyna, do której należał na zawsze miała pozostać starą panną.

Oczywiście taka forma zabawy skierowana by była jedynie do panien i kawalerów, a więc osób stanu wolnego.

Kolejna wróżba sporządzana była natomiast, w celu poznania wyglądu przyszłego partnera. Podług niej to należy w noc Kupały wybrać się w trzy osoby na łąkę (mogą być to także grupy mieszane – dziewczęta i chłopcy). Tam to każda z osób powinna wyciągnąć z ziemi jakąś roślinę wraz z korzeniem – koniecznie! Potem z wyglądu tychże korzonków, określa się wygląd przyszłego partnera. I tak:

  • Długi korzeń – osoba wysoka i szczupła,
  • Krótki i szeroki – osoba krępa, pulchna i niewysoka;
  • Korzeń przekrzywiony – wróży zaś partnera o skrytym i nieszczerym charakterze;
  • A korzeń prosty – osobę uczciwą i prostolinijną;
  • Korzeń bardzo twardy – oznaczać ma partnera upartego,
  • A korzeń miękki – ugodowego i niezdecydowanego.

Ponadto, im bardziej korzeń będzie oblepiony ziemią, tym zamożniejszy będzie przyszły mąż lub żona.

I ostatnia, trzecia z przykładowych wróżba, której celem było utrzymanie i wzmocnienie istniejącej już miłości. W tej wróżbie z kolei należy wziąć dojrzały, czerwony owoc (może to być np. jabłko, nektarynka, truskawki itp.) i spalić świętojański wianek, okadzając ów owoc w jego dymie. Potem należy poczęstować tymże owocem ukochaną osobę. Jeśli przyjmie ona i zje w całości owoc, wróżba powinna zadziałać.

Co widać po powyższych wróżbach – w Noc Kupały najlepiej udają się wróżby miłosne!

Święto Kupały słynęło również z innych zwyczajów. Spośród nich warto wymienić następujące zwyczaje.

Niezwykle ważnym rytuałem Nocy Kupały była wspominana już, nocna kąpiel w rzece lub jeziorze, która miała zapewniać moc, ochronę i pomyślność. Ponadto zapewniać miała zdrowie, dodawać sił i energii seksualnej, a także – o dziwo! – poprawiać urodę. Ciekawostką jest tu fakt, iż kiedy w średniowieczu dzień ten został poświęcony św. Janowi, przyjął się zwyczaj, że dopiero po św. Janie (czyli po 24.06) kąpiel w rzece czy jeziorze jest całkowicie bezpieczna. Wcześniej, jako że woda jest „nieochrzczona” jeszcze, można się było utopić za sprawą złego ducha, strzygi lub rusałki. Chrześcijanie święcili wodę podczas przesilenia letniego, co odbierało wodom ich złą moc.

Inny zwyczaj, z którego słynęła noc Kupały, stanowiła inicjacja seksualna młodych dziewcząt i chłopców – oczywiście ten zwyczaj nie będzie realizowany tak całkowicie „dosłownie”, a raczej jako humorystyczna opowiastka, spektakl, fraszka itp. Często wtedy zakochane w sobie pary udawały się do lasu i tam też przeżywały „swój pierwszy raz”. W tamtych czasach fakt, że dziewczyna wychodząc za mąż nie była już dziewicą, nie był niczym jakkolwiek gorszącym. A nawet wręcz przeciwnie, jako że podług pewnej wzmianki, młody mąż mógł co więcej, odesłać nowo poślubioną żonę, jeśli ta nie spełniała jego oczekiwań (zapewne testu dokonywano już podczas nocy poślubnej, aż do podjęcia decyzji, co dość zabawne, bo kojarzy się ze współczesnym testowaniem np. pracownika czy sprzętu elektronicznego w tzw. okresie próbnym, a czego wydaje mi się, iż bardzo brak obecnie w tej katolicko – surowej, pruderyjnej fałszywej moralności. Co również niezwykle zabawne, istnieją również wzmianki, podług których w noc Kupały miałoby niejako dochodzić do rytualnych orgii – jak widać rozpasane i rozpustne orgie nie były wcale wynalazkiem starożytnych Rzymian czy Greków, lecz o wiele wcześniejszym! Jednakże, jak już pisałam te zwyczaje akurat oczywiście realizowane byłyby jedynie w formie biernej – np. wystawiania spektakli, humorystycznych opowiastek i legend, etc. Zaś czynny udział gości musiałby tu, co oczywiste, pozostać całkowicie pominięty, pomijając element interaktywności z racji zrozumiałych pobudek i przyczyn.

jare-gody12

Palenie ognisk w Noc Kupały

Ostatnim, zapewne dobrze znanym większości Czytelników, obyczajem tego święta było owo legendarne poszukiwanie kwiatu paproci, który miał niejako kwitnąć tylko w tę jedną właśnie noc jedynie. A nie było to zadanie łatwe, bowiem kwiat ów kwitł w głębokim lesie, zaś dostępu do niego bronić miały najróżniejsze poczwary. Jednakże ten śmiałek, który pokonał wszystkie te przeszkody i odnalazł kwiat, ponoć miał mieć zagwarantowane szczęście aż po sam kres swych dni. Niektóre podania wspominają, iż ów kwiat po znalezieniu należało rzucić do góry i szukać ukrytego skarbu tam, gdzie upadnie. Legendę o kwiecie paproci zaczęto wiązać z tym świętem z upływem czasu dopiero.

Co do innych szczegółów i detali zwyczajów Nocy Kupały to warto by wspomnieć jeszcze o kilku.

Odnośnie ognia, to istotne jest jeszcze, iż palono go w miejscach eksponowanych; miał on moc oczyszczającą i łączył się z nim zwyczaj przeskakiwania, o którym już wspominałam uprzednio. Możliwe też, iż ogień wiązał się z krwawymi ofiarami i miał służyć swoistej neutralizacji, skracającego się odtąd dnia.

Poza tym istotnym faktem jest to, iż w uroczystościach kupalnych dominowała młodzież i tej nocy panowała wyjątkowa swoboda seksualna – okazja do wyzbycia się pewnych sztywnych, narzuconych nam, stereotypów moralnych, fałszywej pruderyjności czy wstydu, oczywiście w sferze idei a nie czynów.

Istotne jest również to, że Kościół zwalczał obchodzenie tego święta, jako naruszającego normy moralne i połączył je z kultem św. Jana Chrzciciela, stąd też pochodzi nazwa: Noc Świętojańska. Wspominany zaś zwyczaj zabraniający wchodzenia do wody przed dniem św. Jana, zachował się aż do XX wieku.

I ostatnia już kwestia, którą zamierzam tu nieco uzupełnić o istotne detale, jakie przydatne być mogą przy ewentualnej realizacji takiego eventu. A jest nią mianowicie zwyczaj plecenia i rzucania do wody wianków. Jak już wiemy przejawiał się on w różnych rytuałach związanych ze Świętem Kupały. A panny wrzucały do wody magiczne kwiaty i zioła, mające zapewnić im odwzajemnienie uczuć. W kwestii wianków istotne jest po pierwsze to, iż kobiety paliły zwykle swoje, osobne ogniska. Nad brzegiem rzeki odprawiały one obrzędy chroniące je przed złymi mocami. Wówczas to tańczyły i rzucały w ogień siedem magicznych ziół, z których to plotły również wianki świętojańskie – a były to zioła: rosiczka, płomyk, bylica biała, dziewanna, ruta, szałwia i dziurawiec. O północy zaś puszczały na wodę jeden wianek i uważnie śledziły jego bieg na rzece. Jeśli zniknął on w ciemności nie tonąc i nie zaczepiając o nic po drodze, to wróżyło to szczęśliwy rok dla całej wsi, wolny od kłopotów i nieszczęść.

I to już wszystko względem ilustracji przykładowej formy realizacji eventów – inscenizacji obrzędów, świąt, rytuałów czy zwyczajów danych ofiar lub ofiary religii. Wydaje mi się, iż powyższe opisy praktycznych aspektów celebrowania omówionych obrzędów, świąt i rytuałów pogan słowiańskich, w sposób wystarczający i klarowny dopełniają całości mej roztoczonej tu wizji Pomnika Ofiar Religii, nie pozostawiając wątpliwości co do mego zamysłu, koncepcji oraz całokształtu mej wizji ogólnie. Liczę też, iż w całości zamieszczonej tu przeze mnie ilustracji przykładowej, przytoczone przykłady obrzędów czy rytuałów etc., udało mi się przedstawić wystarczająco dokładnie, szczegółowo, wyraziście i w pełni, by całkowicie usatysfakcjonować i zadowolić ciekawość Czytelników, a też – by stworzyć tu ich wystarczająco pełny i precyzyjny obraz oraz wizualizację mych wizji.

pomnik_1

Przykładowy pomnik w formie kopca z kamieni jaka jest planowana także m.in. przez realizatorów Pomnika Ofiar Religii

Na tym zakończę więc część drugą mego tryptyku, zaś w części ostatniej już – trzeciej parę słów aby zreasumować uprzednio tu poczyniony wywód, które to zamieszczę tamże w prologu zamykającym ów tryptyk!!

pamiec_zaduszki

Pro Memoria

Przypisy:

[1] A. Strzelczyk: Pogańska religia Słowian [online]. [Dostęp: 01.06.2009]. Dokument dostępny w Internecie: http://www.slawistyka.ath.bielsko.pl/historia/slowianie01.html.

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Idealna wizja doskonałego Pomnika Ofiar Religii uduchowionej perfekcjonistki – część I

 

Szymborska o pamięci o tych którzy odeszli....

Póki pamięci żyje póty człowiek żywy

CZĘŚĆ I:

  1. WSTĘP.

Jako owa tytułowa perfekcjonistka również w kwestii organizacji pisanego tekstu, jak też zachowania wszelkich norm, prawideł i zasad przyjętych dla danego rodzaju i typu tekstu oraz danego stylu pisania, dążę jak zawsze do owego niedoścignionego ideału i pragnę aby tworzony tekst był jak najbardziej się da doskonały, także i tym razem nie mogłam się oprzeć temu swojemu pędowi ku perfekcji i musiałam zacząć oczywiście od owego najbardziej należytego i doskonałego początku każdej porządnej rozprawy, jakim jest właśnie Wstęp.

Albowiem rozważania i kreowaniu tu mej idealnej wizji doskonałego Pomnika Ofiar Religii, jaki się wyłania z mej nieco przerośniętej i zbyt rozbuchanej wyobraźni artysty, należy koniecznie zacząć od paru słów wstępu, wprowadzając nieco społeczno – politycznej demagogii do późniejszych i wizji nieskrępowanej mej wyobraźni, okraszonych odrobiną wiedzy i merytorycznych treści z kilku dziedzin wiedzy i zagadnień, jakie tu będą mi niezbędne do wykreowania w pełni mej idealnej wizji.

Tak więc oto słowem wstępu, a propos naszego tu meritum, czyli Pomnika Ofiar Religii, warto rzec nieco też i o innych pomnikach i pewnym obecnym, typowym dla owego naszego tzw. „katolandu” zjawisku z pomnikami związanym.

A więc do rzeczy!!

Zacznę od stwierdzenia, iż zwykle inicjatorem wielkich, donośnych ruchów, inicjatyw czy rewolucji lub przewrotów społecznych, bądź to politycznych, staje się ledwie jedna, mała iskierka – małe, liche zarzewie, które jednak wznieca ogromne pożary i potężne eksplozje, często rozpętujące się nawet na skalę globalną.

Tak właśnie było w bardzo wielu przypadkach w całej historii ludzkości, a czego przykładem może być choćby ruch emancypantek ongiś, który obecnie stał się ruchem feministycznym, ruch abolicyjny, a też Greenpeace praz inne duże ruchy ekologiczne, czy też, tak słynny i na topie obecnie, ruch internetowy i virtualny, kryjący się pod kryptonimem Anonymous.

images (4)

I liczę, że taki sam los czy prawidłowość powtórzy się z powodzeniem, również i w przypadku tej dopiero rodzącej się idei, koncepcji i inicjatywy czy akcji społecznej, jaką ma być ów Pomnik Ofiar Religii, inicjowany przez stowarzyszenie Poza Stadem. I że, tak samo podobnie i tu, ta pierwsza, mała ledwie iskierka, wykrzesana przez inicjatorów akcji i jej propagatorów, również zdoła wzniecić taki gigantyczny pożar, który ogarnie cały kraj, a może nawet i świat, a jego niebotyczną, jasną łunę będzie można zobaczyć nawet z przestrzeni kosmicznej, o czym skrycie marze w związku z tą inicjatywą, przyznam szczerze!

Lecz wróćmy tymczasem do owych pomników i wspomnianego zjawiska z nimi związanego.

Tak oto wraz ze śmiercią dawnej komuny i socrealizmu w Polsce, runęły wraz ze starym ustrojem także i pomniki dawnych, także komunistycznych bohaterów i czynów. Na ich miejsce wraz ze wzrostem demokracji, wyrastały jak grzyby po deszczu nowe pomniki niechlubnej i wzgardzonej przeszłości oraz zabronionego koloru czerwonego…

Ale kapitalizm i jego neo-konformistczne rozpasanie, także i w kwestii pomników wkrótce siegnął ekstremum; i to nie tylko względem ilości ich stawiania, ale co gorsza również względem obiektów czy rzeczy, jakim miały one oddawać cześć i hołd upamiętniając je swymi monumentalnymi cielskami, a też i w kwestii ich fizycznych rozmiarów podobnie zresztą.

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Tu kapitalistyczna kato-pomniko-mania sięgnęła swego extremum!!

Swiebodzin i jejgo gigantyczny Jezus

The crowned head of a statue of Jesus being built stands in Swiebodzin, 110 km (68 miles) west of Poznan, western Poland, November 4, 2010. The statue, whose body is 33 metres (108 ft) tall, is expected to be completed in November. REUTERS/Kacper Pempel (POLAND - Tags: RELIGION SOCIETY)

Jak widać, nawet i sam Jezus czasem „traci głowę” hehe ;)

Polska oto została demokratycznie naszpikowana czcigodnymi i w ogromnej większość – świątobliwymi olbrzymami z betonu, stali, spiżu, granitu bądź ołowiu; najeżona calutka gorzej niż jeż ostrymi szpikulcami niezliczonych krzyży i krucyfiksów wszelkiej maści; upstrzona pstrokato cała kaplicami, kapliczkami i monumentalnym bądź kameralnie małymi obiektami oraz miejscami kultu religijnego, kiczowato napchanych bez umiaru wszelkimi dewocjonaliami, świętymi malowidłami, rzeźbami, ikonami i tandetnie pozłacanych z jarmarcznym przepychem i barokową, iście groteskową przesadą.

Także i mojego miasta rodzimego, nie ominęła ta megalomańska pomnikowa „gigamania”. Przykładów na to nie trzeba szukać wcale daleko, bowiem już nieopodal mojego osiedla, na sąsiednim, prawie że osiedlu oddalonym kawałek zaledwie tylko, zwanym nieco ciut egzotycznie – Pekinem – starszy i sieje grozę, monumentalny pomnik o imponująco wielkich gabarytach „naszego” legendarnego, byłego papieża – Polaka, który to został namolnie i bezwzględnie ustawiony w centralnym miejscu dużego placu wewnątrz wielkiego blokowiska, gdzie to uprzednio odbywała się ongiś wizyta papieska Jana Pawła II, i który swymi szeroko rozpostartymi ramionami zdaje się niejako ojcowsko i czule obejmować całą tę betonową szpetotę wielkiej pustyni tego blokowiska, typowego dla śląska i zagłębia osiedla – sypialni, jeszcze rodem z PRL-u, jakie budowano dla napływowej siły roboczej z całego kraju, zwabionej tu przez bezlik kopalni, hut, fabryk i zakładów przemysłowych, oferujących miliony nowych miejsc zatrudnienia i definitywnie likwidujących straszną wizję bezrobocia, wiszącą nad wieloma obywatelami z innych, mniej zindustrializowanych regionów kraju, gdzie niemal nie istniał jeszcze żaden przemysł wówczas, a już w ogóle ciężki, i brak było drastycznie jakichkolwiek miejsc pracy dla klasy robotniczej.

PlacPapieski Sosnowiecki "Pekin"

„Mój rodzimy” Papież – Polak z Sosnowieckiego „Pekinu” na Placu Papieskim

2.04.2007 SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI LUDZIE MODLA SIE UCZNIOWIE ZE SP 38 Z KLASY 6B FOT. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AGENCJA GAZETA 11 ROCZNICA SMIERCI PAPIEZA

SOSNOWIEC ZAGORZE PLAC PAPIESKI

12.04.201012.04.2010 SOSNOWIEC , TRWA ZALOBA PO KATASTROFIE SAMOLOTU RZADOWEGO W SMOLENSKU W KTOREJ ZGINAL PREZYDENT LECH KACZYNSKI Z MALZONKA MARIA I PRZEDSTAWICIELE WLADZ PANSTWOWYCH . FOT.DAWID CHALIMONIUK / AGENCJA GAZETA

„Mój” Sosnowiecki „Papież – Polak” w dzielnicy Zagórze – obejmuje ojcowsko w rozłożonych ramionach szarego betonowego molocha wielkiej pustyni blokowiska… ;)

Nad moim z kolei osiedlem górowały zaś dominując apodyktycznie i pysznie, strzeliste i niebotycznie wysokie wierze zabytkowego, gotyckiego kościoła – ostre niczym szpikulce bagnetu i groźne w swej majestatycznej, śmiertelnie zimnej, kamiennej powadze. A cień jaki rzucały zdawał się padać niemal na całe osiedle, spowijając je swym surowo lodowatym zimnem, aż nieprzyjemny dreszcz przeszywał całe ciało, jakby coś obślizgłego przepełzło po kręgosłupie….

Te wyrastające, jak grzyby po deszczu co raz to nowe pomniki i inne postumenty, w nowej, kapitalistycznej i już „zachodniej” Polsce, o dziwo co raz to rzadziej z każdą chwilą, stawiane były ku czci tych naprawdę wybitnych, zasłużonych, wielkich ludzi, wydarzeń, czynów, bitew, czy też ogólnie, ku czci i pamięci doniosłych historycznych prawdziwych „pereł” wszelkich. A za to co raz to częściej i częściej zaczęły one oddawać hołd i cześć pamięci wszelkim wartościom, postaciom, wydarzeniom, świętościom i bóstwom głównie w większości religijnym – a przede wszystkim najczęściej – katolickim i chrześcijańskim, oraz politycznym ściśle powiązanych, a w sumie wręcz podległym tejże religii bądź jej władzom, np. Kościołowi; będąc nie tyle pomnikiem oddającym hołd czemuś/komuś czy upamiętniającym coś/kogoś, co raczej bardziej miejscem lub obiektem kultu religijnego i manifestacją religijnego absolutyzmu graniczącego niemal z totalitarną dyktaturą wymuszającą bezwzględne posłuszeństwo, pod twardym butem „boskich” nakazów, rozkazów i zakazów, niepodlegających absolutnie żadnej dyskusji ani negocjacji, i czyniąc też w ten sposób z tego kraju jakby jeden wielki ołtarz naszpikowany gęsto cały odpustowym kiczem świątobliwych dewocjonaliów; i tym samym zmuszając siłą każdego obywatela, bez względu na jego wolę, by uklęknął, padł na kolana, mijając każdy jeden z tych pomników – obiektów kultu religijnego, pokornie pochylając głowę i czoło, przed choćby i nie swoim, obcym ale jedynym i wszechwładnym Bogiem – lichwiarzem, a który, co  zabawne, mimo chrześcijańskiej jego, morderczej co prawda, metamorfozie, i tak wciąż zachowuje nadal w sporym stopniu, to starotestamentowe oblicze tyrana – despoty zarazem jednocześnie, zwłaszcza tu obecnie, w tzw. kolokwialnie „katolandzie”.

Zaś ostatnimi czasy, a już szczególnie po niedawnej rotacji władz państwowych i rządowych, to ekstremum sięgnęło jeszcze wyższego i już skrajnie ekstremalnego pułapu, urastając już wręcz do miana fenomenalnego curiosum, a też wybryku natury niejako – i to wcale a wcale w żadnym pozytywnym jakkolwiek, tego określenia znaczeniu.

pomnik_malego_powstanca_fot.w.hansen-267x212

Teraz to powiem prócz nie tak dawnego w sumie pochowania Ś.P. świątobliwych szczątków stricte katolickiego prezydenta Lecha K. na Wawelu, pośród najznamienitszych i największych królów – a jak! – Polski, i otoczeniem go nabożną czcią niemalże całkiem niczym świętego – albo i nawet samego Faraona egipskiego, syna boga i jego namiestnika na ziemi – ten cały chory, szalony obłęd przybrał jeszcze o wiele ostrzejszą formę i stadium. Teraz to bowiem, planowany jest przez radykalnie katolickie władze państwa, jakie sięgnęły po ostatnich wyborach po najwyższą władzę i stanowiska, również monumentalny pomnik – gigant upamiętniający „świętą” katastrofę smoleńską i jej równie „święte” ofiary, a których beatyfikacji zaczęto niemal głośno też się już domagać, nieszczęsnego Tupolewa, a co gorsza o zgrozo! – nawet także i owej słynnej, „diabelskiej” smoleńskiej brzozy do tego, jako nikczemnego narzędzia szatana, które niecnie a pozbawiło życia „ich świątobliwe eminencje” w tej do obrzydzenia już nieustannie wałkowanej, wywlekanej na forum publicznym jako symbolu męczeństwa, dowodu niby „świętości” jej ofiar i otaczanej iście nabożną czcią przez – głównie – pissowskich kato – oszołomów, i pod wodzą prezesa Kaczyńskiego oraz mości prezydenta – elekta Dudy – marionetki na tronie, jaka wodzom PIS-U włożyła w ręce berło władzy absolutnej, umożliwiając im rozpoczęcie wdrażania swej fanatycznie religijnej dyktatury i kato – terroru bezlitosnego dla wszelkich heretyków, bluźnierców i innych wrogów Jedynej Religii i Boga – a tak naprawdę Jedynego Kościoła oraz kleru i ich interesom w większości mająca służyć – ot i taka brzydka prawda!

Co więcej rzec tu trzeba, przykładowo pomniki Jana Pawła II posiada już każde jedno miasto w Polsce (w liczbie co najmniej sztuk jeden lub więcej), każde miasteczko i prowincjonalna mieścina, a nawet i sporo wsi oraz wiosek, i to nierzadko w liczbie sztuk większej aniżeli tylko jeden. A o innych obiektach kultu religijnego, jak wszelkie krzyże, kapliczki, pomniki Jezusów, świętych itp. nawet nie wspominając, jako że tymi caluteńki kraj jest najeżony bardziej nawet niż jeż igłami, a człowiek chcąc nie chcąc nieustannie się o nie potyka na każdym kroku, gdziekolwiek by się nie ruszył – i czy chce, czy nie, bez względu na jego wolę, musi i tak nieustannie obcować z brutalnie napierającą zewsząd religią oraz jej pomnikową, namolną i wszechobecną manifestacją.

Kolejną typową tendencją w tym pomnikowym szale, stanowi tendencja do wypierania dawnych obiektów hołdu – wydarzeń historycznych, czynów, ludzi, ruchów rewolucyjnych, wielkich przywódców, twórców, odkrywców i naukowców, a też wartości czy idei – przez nowe obiekty hołdu, cechujące się agresywną i zatrważająco wielką ekspansywnością, a wśród których zdecydowany prym wiedzie oczywiście religia i religijne obiekty hołdu, upamiętniane przez post-komunistyczne pomniki. A już wybitnie tępione są wszelkie stare pomniki, upamiętniające cokolwiek związanego jakoś z uprzednim ustrojem oraz komunizmem, jak choćby np. czynu ludowego, ruchów rewolucyjnych i powstań czy np. wielkich przywódców rewolucji – „a bo to komuchy przecież! Won!” – nie mówiąc już nawet nic, o tych jeszcze bardziej „czerwonych”, bądź to „sowieckich”, jakich samo ledwie wspomnienie godzi sromotnie i śmiertelnie w godność, a raczej dumę, naszej kapitalistycznej demokracji.

I tak oto znikły wszystkie całkiem „[…] głowy Lenina znad pianina […]”, znikły wszystkie portrety towarzysza Stalina, a co gorsza znikły także i te upamiętniające choćby np. powstanie listopadowe. Przykładowo, jak ów słynny, nieistniejący już obecnie monument ongiś w Warszawie stojący, tzw. „Pomnik oficerów – lojalistów poległych w Noc Listopadową” a także „Pomnik Polaków poległych za wierność swojemu monarsze”, który został zniszczony jeszcze na długo przed erą kapitalizmu, bo w roku 1917 już. Tak oto z Placu Saskiego w Warszawie zniknął ów „Pomnik siedmiu Generałów”, jak też był on nazywany. I to mimo tego nawet, iż upamiętniał on sobą, oddawał cześć i hołd tak doniosłemu wydarzeniu oraz postaciom historycznym, a także mimo tak dalece wielkiego znaczenia i wartości dla naszego kraju oraz narodu – zarówno nas samych Polaków, jak i naszej tożsamości narodowej, a też i dla budowania zdrowej, patriotycznej postawy i wspólnoty celów.

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Inkwizycja zebrała imponujące krwawe żniwo

Pierwsze z ofiar religii o których czytamy w Biblii

Już w samej Biblii niemal od początku czytamy o ofiarach religii

I tak właśnie, w podobny sposób, zniknęły i dalej znikają w zatrważającym tempie, wszelkie echa narodowej historii, manifesty patriotycznych idei i wartości, postaci wielkich, wybitnych wodzów i ludzi, oraz ogromu wielkości ich dokonań, czynów, bądź też ich geniuszu. Podobny los spotyka również postumenty oraz inne formy, oddające hołd wielu, bardzo pięknym, wzniosłym i wysokim wartościom czy ideom, jak choćby np. tak modna dziś Tolerancja. Hołd tejże ma również oddawać owa nieszczęsna, aczkolwiek słynna, warszawska tęcza na Placu Zbawiciela, a o którą to rozchodził się cały ów niedawny wielki raban, gdy to moherowe zastępy „św.” ojca Tadeusza wraz z innymi fanatykami i kato – oszołomami, wespół z radykalnymi zastępami nacjonalistów i neo – nazistów, zarzucały jej rzekomą obrazę św. Krzyża, ustawionego tuż obok i generalnie świętokradztwo oraz jak zawsze, standardowo – obrazę uczuć religijnych. Co prawda do definitywnego usunięcia nieszczęsnej tęczy póki co – gdyż teraz staje się to co raz bardziej prawdopodobne – nie doszło jeszcze, lecz jak dotąd została ona spalona przez jej wrogów (patrz powyżej) już co najmniej kilkukrotnie jak dotąd. Jakkolwiek by nie nazywali się autorzy tych aktów nienawiści i nietolerancji, to wciąż łączy ich zawsze wspólny mianownik, jaki stanowi fanatyczna nienawiść do wszystkiego co inne, co nie pasuje do ciasnych ram sztywnego schematu, do wszystkiego co się wyłamuje i próbuje iść swoją własną drogą, a nie trzymać się sztywno tylko tej wyznaczonej przez religię czy ideologię, jak większość – a więc tym samym także i dla każdej mniejszości, której już samo tylko istnienie godzi w ów twardo ustalony religijny czy ideologiczny paradygmat i podważa jego dyktaturę czy władzę absolutną, co budzi ferment w stadzie absolutnie posłusznych, ślepych i bezwolnych „owieczek” – choć ciśnie mi się tu na usta raczej epitet „baranów”.

Lecz o to dzieje się rzecz wręcz nie pojęta – gdyż w całym tym pomnikowym szale i przepychu, pozostały jakoś całkowicie zapomniane, pominięte i zignorowane pomniki, które powinny przede wszystkim być postawione i upamiętniać to, co esencjonalne, to, co stanowi prawdziwy obiekt hołdu, zasługujący na oddawanie nabożnej wręcz czci, i czemu tak naprawdę powinno się najsampierw oddawać ów hołd. A mowa mianowicie tu właśnie o tych całych miliardach niezliczonych niewinnych ofiar religii, których krwią jakże obficie spływa niemalże cała historia, nie tylko katolicyzmu, chrześcijaństwa, judaizmu czy innych religii – ale także i całej ludzkości niemal od samego jej zarania. Przykładów takich ofiar religii w historii znaleźć można by nieskończenie wiele. Poczynając od naszej kultury i chrystianizacji pogan słowiańskich, przez wyprawy krzyżowe, świętą inkwizycję, kontrreformację, aż po wszelkie wojny religijne, dżihad itp., jak też i ofiary anormalnego celibatu, w tym pedofilii w Kościele katolickim oraz wszelkie inne ofiary, jakie poniosły śmierć z ręki jakiejkolwiek reigii. A wszystkie te przykłady stanowią historię mniejszej lub większej rzezi oraz ludobójstwa, masowych bestialskich mordów, kryjących się obłudnie pod płaszczykiem religii. A jednakże o dziwo – wśród tej powodzi nieskończenie wielu pomników, wciąż rosnącej w siłę, nie sposób odnaleźć pomników właśnie tych wszystkich ofiar, upamiętniających ich męczeństwo, mękę, cierpienie i mord na nich popełniony – każdego jednego niewinnego skrzywdzonego dziecka i dorosłego – dlatego pytam tu oburzona i zdumiona: gdzie są dla nich pomniki, gdzie pamięć, cześć i hołd im należne? Gdzie?

Słowiańszczyzna-po-walce

Wojna Trzydziestoletnia i obfite krwawe żniwo jakie podczas niej zebrała religia…

spot052_margrate_cemetery_4

Cmentarz amerykański poległych żołnierzy w Holandii

Tym wielce wymownym i dobitnym pytaniem pozwolę sobie zakończyć tu cały ów powyższy Wstęp. Pora teraz bowiem już przejść do meritum tych dywagacji! A zatem to tyle w ramach wstępu.

2.  PRO MEMORIA – NIEMY KRZYK CIERPIENIA.

Zacznę może od wyklarowania pokrótce znaczenia i sensu, jaki kryje się za tytułem, którym opatrzyłam tenże rozdział.

Znaczenia utartego, łacińskiego zwrotu pro memoria, raczej nikomu nie trzeba tłumaczyć, z racji sławy oraz częstotliwości jego stosowania na całym świecie, stosowany nie tylko w stylu naukowym czy artystycznym, ale również i w stylu potocznym, gdzie nagminnie przewija się w kolokwialnej mowie i języku stosowanym na co dzień. Zatem translację tejże łacińskiej frazy, jakiej tu dokonam traktuję tylko i wyłącznie, jako czysto oficjalną formalność, gwoli doprecyzowania, napomknąwszy jedynie, iż oznacza ów zwrot, tyle, co: „Dla pamięci”.

427pamiec_o_zmarlych_stronka-agusi

Wspomnienie – iskra życia w tych co odeszli…

eabbdd8e8f3d6655180071808f4b1349

Ci którzy umarli – odeszli dawno w cień i została po nich – ot kupka kości jedynie nic więcej prócz pamięci co ich przy życiu jedynie utrzymać może….

Dla czyjej zaś pamięci wyjaśnia nam z kolei ów drugi, polskojęzyczny człon owego tytułu. Wywodzi się on natomiast stąd, iż temat owych ofiar religii, ich cierpienia, zbrodni i mordu, jakich się na nich dopuszczono etc. – od niemal samego zarania, spowijany jest w gruby niejako kir niemej ciszy, poprzez swego rodzaju „zmowę milczenia”, która nakazuje milczeć na ten temat, a nawet ignorować, udając jak gdyby ich nigdy wcale nie było… A wszelkie ślady tychże zbrodni i mordów, wszelkie ślady tychże ofiar i ich cierpienia są pieczołowicie tuszowane i jak się to mówi kolokwialnie – zamiatane pod dywan, tak by nie wyciekły w żadnym wypadku nigdy do mediów czy ogólnie do wiadomości opinii publicznej, pozostając ledwie skrzętnie skrywanymi, wstydliwymi sekretami danej religii, a w zasadzie bardziej jej władz i propagatorów, jakich celom zwykle ta religia służy tak naprawdę.

Tak więc nasze niewinne ofiary religii milczą, a ich krzyki pozostają nieme, stłamszone obłudnym kneblem religii. I giną gdzieś, znikając w nieprzebytych mrokach zapomnienia… Pozostają w ukryciu, nikt nie daje świadectwa i męki, cierpienia i śmierci – i dlatego jest konieczne wreszcie zrobić coś Dla Pamięci – o nich, o tych których niewinną krew przelała religia, przelano w imię religii…. Ofiary religii zasługują w końcu na głos! Zasługują na pamięć, na dobitnie napiętnowane i potępione, ujawnione całemu światu i podane do publicznej wiadomości; upamiętnione z oddaniem im należnej czci oraz hołdu – i rozpamiętywania ciągle i ciągle od nowa, tak aby pamięć o nich i to rozpamiętywanie, było nam przestrogą, ostrzeżeniem na przyszłość, które pozwoli nam uniknąć popełnienie znowu tych samych błędów, i które uzmysławiało i uświadamiałoby nam, jak wiele zła religia wyrządziła w historii ludzkości, jak wiele zła kryje się i niesie ze sobą religia, i jak wiele zła może być skutkiem religii – przypominając nam o tym nieustannie, poprzez cierpienie i śmierć jej ofiar.

A to stanowi właśnie ogółem – meritum całej inicjatywy „Pomnik Ofiar Religii – Poza Stadem”. I oto w tym przedsięwzięciu chodzi właśnie – by upamiętnić to wszystko, oddać należną cześć i hołd, napiętnować i potępić, nadać rozgłos i upublicznić, a tym samym poprzez tę pamięć – uczynić wiecznie żywymi, póki ta pamięć trwa…

Ale dość już o tym, bo nie o sam ów tytuł się tutaj rzecz rozchodzi.

Albowiem meritum tych dywagacji stanowią w zasadzie dwie zasadnicze rzeczy. Primo, cała ta inicjatywa i przedsięwzięcie wspomniane tu uprzednio, a secundo, same ofiary religii, ich cierpienie i śmierć, ich upamiętnienie, cześć i hołd im należny, a także wszelkie inne kwestie czy aspekty z tymże zagadnieniem związane.

Zacznijmy może od końca – czyli od owych ofiar i punktu drugiego.

Wielu osobom, zwłaszcza bardziej religijnym oraz mniej zaznajomionym z tą tematyką, ciśnie się tutaj uporczywie na usta pytanie: „No dobrze, ale właściwie te ofiary i ta cała pamięć oraz reszta, są aż takie niby ważne czy istotne?”, albo kolejne: „A jakie to ma w ogóle znaczenie?” – i choć te pytania można by uznać za przejaw ignorancji, niedouczeniu, czy nawet zaślepieniu osoby, która je stawia, to i tak jednak mimo to, konieczne jest tutaj podjęcie próby udzielenia na nie pokrótce wyczerpującej odpowiedzi. Takiej, która będzie satysfakcjonująca zarówno dla zwykłego laika, czy też ignoranta nie znającego tematu, jak i dla obytego, wytrawnego znawcy i badacza tego zagadnienia, bądź innej persony wielce uczonej etc. Odpowiedzi, która stanowi uzasadnienie i rację bytu całej inicjatywy, i która symultanicznie stanowi źródło, z którego wypływa cały jej sens, cel i znaczenie, oraz wszystko to, co determinuje o całokształcie jej zasadności, istotności, wagi, doniosłości i znaczeniu. Co nadaje tej koncepcji wszelką racje bytu…

20081201-QZE04074_RCP05049-14-106b_107Heart-cut

Ofiary religii składali już Inkowie czy Aztekowie

s_jarmark_198

Wojna trzydziestoletnia – krwawe i obfite żniwo ofiar zebranych przez Religię

1345291241588

Święta Inkwizycja też przysporzyła religii nie mało ofiar…. tortury palenie na stosach i inne formy zadawania okrutnej śmierci były standardem na porządku dziennym i widok płonących na stosie czy masowych szubienic nikogo zupełnie nie dziwił…

Zdaję sobie sprawę, iż taka odpowiedź winna tu niejako, przybrać formę nieskończenie długiej wyliczanki, wyliczającej nieskończenie wiele powodów, argumentów, epitetów etc., jakie się na tę odpowiedź składają. I z tego, że nie sposób nijak tej mnogości zawrzeć w tej pracy, ani też w żadnej skończonej postaci, dlatego też ograniczę się tutaj w tym względzie jedynie do tego tzw. niezbędnie koniecznego minimum, jakie znaleźć się tutaj absolutnie musi i nic ponad to – nie rozwlekając nadmiernie tego i tak już rozwlekłego wywodu

36bde1d2f686f19d9137413f59fce440,2,0.

Odpowiedzi zaś tej nadam formę listy numerowanej, dla uzyskania bardziej przejrzystej organizacji tekstu. Tak więc oto, dlatego, że:

  • Ofiary te były to w zasadzie ofiary, które niczym nie zawiniły nikomu, nie dopuściły się żadnej znaczniejszej chociażby zbrodni ani zła; była to generalnie niewinnie przelana krew niewinnych ludzi, niesprawiedliwie, w imię jakiegoś tam boga, jakiejś tam religii, jakichś tam przykazań i nakazów, zasad czy praw tejże religii. A w istocie, jak najczęściej – tak naprawdę w imię jej kapłanów, władz, jak choćby np. Kościoła katolickiego i kleru, i celów, które skrywając się tylko pod płaszczykiem tejże religii i pozornej „boskości”, w istocie wcale nie Bogu ani religii służyły czy służą, lecz celom ludzi, i to wyjątkowo perfidnie niskim, płytkim, maluczkim, niecnym i plugawym… Np. zwykłej chciwości, żądzy władzy i wpływów, a nawet zaspokojenia prymitywnych chuci i popędów jedynie, jak dzieje się to w przypadku pedofilii przykładowo, gdzie do tego owe chucie i popędy nie są nawet naturalne, lecz chore, zwyrodniałe i stanowią patologiczną dewiacje niezgodną z Naturą. Celom, jakie obierał sobie nie żaden bóg, lecz zwykli ludzie – mali, podli, małostkowi i nikczemni, jak choćby np. kler obecnie, albo też władze kościelne, Kościół, inni przywódcy religijni oraz powiązani z nimi politycy i władze państwowe czy świeckie, a co widać ewidentnie zwłaszcza obecnie na polskiej scenie politycznej.
  • Ponadto, kolejny kardynalny powód stanowi tu sposób w jaki ta cała pomniko – mania traktuje ofiary religii i pamięć o nich, ale i sama religia również. A mianowicie to, jak całkowicie je ignoruje i pomija, zbywa milczeniem, a nawet wręcz hańbi, depta, oczernia i obrzuca oszczerstwami i fałszywymi oskarżeniami, tak by ukazać je w jak najgorszym świetle, a tym samym – manipulując rzeczywistość i fakty, tak aby służyły ich celom i świadczyły na ich korzyść, wybielając ich złe postępki i haniebne czyny w oczach ludzkości. W ten sposób czynią z tychże ofiar religii, bezbożnych wrogów Boga i religii, czy też „prawdziwego Polaka – katolika”, jak to się propagandowo obecnie określa pewien typ Polaczków; czyni z nich heretyków bluźniących przeciwko jedynemu Bogu, pogański czarci pomiot, warto co najwyżej oplucia czy rozdeptania ich „świątobliwymi” buciorami – bezlitośnie i z obrzydzeniem, niczym robaka.
  • A tymczasem ich cierpienie, ich krzywda i ból, zło i niesprawiedliwość im wyrządzona przez religię, ginie w nieprzebytych mrokach zmowy milczenia i religijnej propagandy, a która steruje zwykle niestety niemal całą ogromną większością społeczeństw, mass – mediów, jak i opinii publicznej; i dzierży największą władzę nad światem oraz wpływy, budując największe potęgi. A też i ogólnie nad masami, sterując całymi ogromnymi większościami licznych społeczeństw i narodów. A co widoczne jest zwłaszcza w przypadku wielkich religii monoteistycznych.
  • Pamięć o ofiarach religii, służy nie tylko upamiętnieniu ich, aby żyli nadal w pamięci ludzkiej, nie tylko oddaniu im należytej czci i hołdu, ale o wiele bardziej istotnemu celowi czy celom, na znacznie większą skalę, nawet globalną, który służy całemu społeczeństwu czy społeczeństwom, i to nie tylko współcześnie istniejącym, ale nawet i w całej przyszłej historii ludzkości. Cel ów można zatem śmiało nazwać celem społecznym; ponadto jest to też cel edukacyjny i uświadamiający. A mianowicie poprzez tę pamięć o ofiarach religii i ich tragicznym losie, społeczeństwo jest zarazem edukowane w zakresie historii ludzkości, a ucząc się na błędach jakie ongiś popełnili nasi pra – przodkowie, może wyciągać wnioski z nich i unikać ponownego popełniania ich w przyszłości – aczkolwiek co prawda mawiają, iż historia kołem się toczy, lecz i tak mimo to liczę, iż taka edukacja społeczna będzie jednak sukcesywna, przynosząc będzie realnie wymierne efekty. Pamięć ta przyczynia się również do znacznego wzrostu świadomości, zarówno społecznej, jak i tej indywidualnej, co również ma liczne korzystne konsekwencje oraz przynosi wiele wymiernych korzyści.
  • I przyczyna czy powód finalny już tutaj – a jaki związany jest stricte z obecnymi realiami świata współczesnego i jaki szczególnie czyni koniecznie niezbędną takową pamięć, jak i naszą inicjatywę, zwiększając drastycznie jej istotność oraz potrzebę jej propagowania. A to z racji, iż to właśnie obecnie, we współczesnym świecie XXI wieku, właśnie te obecne, współczesne tego świata wszelkie realia, czynią tę potrzebę i istotność, aż tak wielką i palącą, zmuszając nas niemal wręcz do zwrócenia się w tym kierunku, a też do czerpania stąd wiedzy i mądrości, by móc rozwiązywać drastyczne problemy i zło współczesnego świata, ocalić go niejako, zapewniając dalszą bytność i ciągłość ludzkości i ludzkiemu światu, i tak właśnie ocalić, gdyż obecnie świat znajduje się tylko o włos od wielu różnorakich katastrof i kataklizmów – ekologicznych, braku elementarnych surowców, jak woda pitna, niezbędnych do życia, czy też militarnych, a nawet nuklearnej – zwłaszcza teraz, gdy nad światem zawisła złowieszcza groźba globalnego konfliktu militarnego i być może nawet III Wojny Światowej, w której karty rozdawać będą potęgi i mocarstwa, dysponujące nie tylko największą siłą militarną, ale co najgorsze – również największą siłą broni jądrowej i nuklearnej, z których ledwie najmniejszego kalibru parę pocisków, jest w stanie zdmuchnąć całą planetę z powierzchni ziemi, urzeczywistniając apokaliptyczne wizje Armagedonu z filmów katastroficznych czy literatury science – fiction…. Sytuacja zwłaszcza obecnie sięgnęła zenitu, stając się naprawdę alarmująco drastyczna i tragiczna. Tak oto bowiem patrząc na najbliższą nam historię współczesną, natrafiamy na całą masę różnorakich konfliktów, wydarzeń i problemów, u których podłoża niezmiennie leży jedna przyczyna i źródło – a jest nim nie inaczej jak właśnie owa religia. I też w konsekwencji których, przybywały całe rzesze coraz to nowych ofiar religii, oraz morze przelanej za religię niewinnej krwi… Największy wkład w to mają oczywiście te największe obecnie religie wiodące prym na świecie. Tu przede wszystkim przodują trzy największe religie monoteistyczne, czyli chrześcijanizm, judaizm oraz islam. Z tych trzech, najbardziej zajadłą, agresywną i patogenną stanowi bez wątpienia islam, ze swym dżihadem, a więc świętą wojną wymierzoną w innowierców i postulującą ich anihilację oraz zabijanie na wszelkie sposoby, a co uwypuklone jest najsilniej pośród fundamentalistów oraz innych radykalnych i fanatycznych wyznawców tejże wiary (co zresztą analogicznie tyczy się każdej z religii). Jednakże moc, potęga, zakres władzy i wpływów, a także bogactwo pozostałych dwu również bez wątpienia jest wielce istotny i odgrywa równie istotną rolę na arenie świata współczesnego i sytuacji na nim. Na drastyczne pogorszenie i zaostrzenie się tejże sytuacji obecnej miały wpływ liczne, bardzo tragiczne oraz drastyczne wydarzenia na świecie. Wiele z nich stanowiły akty terroru i przemocy, takie jak choćby atak terrorystyczny na World Trade Center, ostatni atak terrorystyczny w Paryżu i inne podobne, których konsekwencje stanowiły najbardziej bezpośrednio masowe mordy na mniejszą bądź większą skalę, jakich dopuszczano się na tak wielkiej liczbie nowych, niewinnych ofiarach religii, przelewając ponownie kolejne morza niewinnej krwi. Do mniej bezpośrednich konsekwencji tego rodzaju aktów przemocy i ataków terrorystycznych, zaliczyć należy przede wszystkim np. zaostrzenie i pogorszenie się stosunków międzynarodowych na świecie, liczne restrykcje i embarga państw ościennych bądź współpracujących, negatywne skutki ekonomiczno – gospodarcze, pogorszenie się sytuacji politycznej zarówno wewnętrznej, jak i na scenie polityki międzynarodowej, zarzewia nowych konfliktów, nie tylko państwowych czy narodowych, ale także międzynarodowych, drastyczne nasilenie się emigracji z zakątków świata najbardziej dotkniętych kryzysem politycznym, militarnym czy ekonomiczno – gospodarczym, a też napływ ogromnych fal imigrantów z tych państwo zwłaszcza do krajów zachodnich wysokorozwiniętych, o największej prosperity. Ponadto w skutek uprzednich tragicznych wydarzeń takowa sytuacja na świecie pogarszała się nieustannie z czasem, a jakże ogromnie tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim okresie czasu, zwłaszcza zaś tak donośny i ogromny atak terrorystyczny i mord, jakiego dokonano w Paryżu, doprowadziły do skrajnej oscylacji i zaostrzeniu tej sytuacji, która sięgnęła obecnie niejako pewnego ekstremum – jakiego przejawy to m.in. choćby owa wspomniana groźba międzynarodowego konfliktu zbrojnego (a może i III Wojny Światowej), czy też np. pakty militarno – polityczne jakie zostały zawarte, lub jakich stworzenie jest postulowane, bądź żądane przez państwa członkowskie w obrębie UE czy NATO, a jakich celem ma być nawet i zbrojna, militarna interwencja w odpowiedzi na owe ataki terrorystyczne, lub użycie siły wobec wrogich ugrupowań, organizacji terrorystycznych, a nawet całych nacji, państw czy generalnie – danej religii i jej wyznawców. Co istotne, drastycznie narasta, zwłaszcza w Europie i na Zachodzie, niechęć, wrogość a nawet wręcz nienawiść do islamu, jako religii, jego wyznawców, czy też uchodźców (imigrantów) pochodzących z krajów muzułmańskich, arabskich, tureckich czy też ogólnie. krajów Bliskiego Wschodu przykładowo. To zaś rodzi kolejne akty nienawiści i przemocy, tym razem wymierzone z kolei przeciw ludności etnicznie tak samo przynależnej, jak sprawcy bądź domniemani sprawcy uprzednio omawianych aktów terrorystycznych, czy stron konfliktów na tle religijnym, a których dokonują tym razem odwrotnie – nie napływowa ludność Europy i krajów zachodnich, stanowiąca autochtoniczną grupę etniczną tychże terenów – a więc My niejako, prawowici i rodowici Europejczycy czy np. amerykanie, z dziada pradziada zamieszkujący Zachód i stanowiący rdzennych członków zachodniej cywilizacji, w odróżnieniu do imigrantów, powodujących etniczne i kulturowe rozbicie i urozmaicenie zamieszkałej tam uprzednio pewnej niejako jednorodnej i jednolitej jedności kulturowej, etnicznej, i w pewnym stopniu – także rasowej. A to z kolei prowadzi nieuchronnie do powstawania społeczeństw multikulturowych, niejednolitych i w których granice państwowe i narodowe, ulegają zatarciu oraz stają się płynne i ruchome, co sprzyja np. procesowi globalizacji, unifikacji narodowościowej i kulturowej, kosmopolityzmowi, a też zjawiskom znacznie bardziej ewidentnie negatywnym, jak np. utrata tożsamości narodowej, kulturowej czy etnicznej, niszczenie i zanikanie folkloru, sztuki i kultury etnicznej, grup etnicznych i ich odrębności kulturowo – obyczajowej, a też przyczynia się do ekspansji i wzrostu potęgi wielkich, międzynarodowych multi-korporacji, jak i związanych z ich funkcjonowaniem oraz prowadzoną polityką ekonomiczną i strategiami marketingowymi, negatywnych zjawisk (np. wyzysk i ucisk państw i społeczeństw najbiedniejszych, żerowanie i czerpanie korzyści ze społeczeństw o niskim stopniu edukacji czy świadomości -np. prymitywnych czy z krajów trzeciego świata – zmuszanie do pracy niewolniczej, w tym także dzieci, i wiele, wiele innych…). Ale dość już o tym!

Nieco odbiegłam od naszego meritum w poczynionych tu uprzednio dygresjach, ale pora już wrócić do sedna sprawy, a które stanowi właśnie sam Pomnik Ofiar Religii – zarówno jako inicjatywa oraz przedsięwzięcie, jak i wizja ich realizacji w praktyce, koncepcja realnej formy, jaką ta inicjatywa czy przedsięwzięcie przybiorą w rzeczywistości finalnie, a i też ogólnie – wszelkich innych detali czy aspektów formy istnienia tego pomnika oraz jej funkcjonowania, czy bytności, oraz realizacji całej koncepcji w praktyce. A w szczególności tyczy się to wizji prywatnej niejako, autorskiej, jaką siłą swej imaginacji i kreatywnej mocy twórczej wykreowała sobie szanowna autorka tego wywodu, i którą to tu następnie ma zamiar podzielić się z szacownym Czytelnikiem – pozostawiając w jego gestii zarówno interpretację, ujrzenie oczyma wyobraźni jej wizualizacji, jak i ocenę, licząc iż znajdzie u swych Czytelników zrozumienie i nieco wyrozumiałości dla wykreowanej przez siebie wizji i koncepcji Pomnika Ofiar Religii…

Ale o tym więcej w kolejnej części tego tryptyku!

images (4)

Zapalenie znicza, świeczki, pomnik czy położenie pod nim kwiatów a nawet zwykły kamień – symbolika jest różna jednak jedna idea – pamięci o tych którzy odeszli, umarli o tych którzy zginęli, zostali pomordowani lub inaczej zabrała ich Śmierć…. oni pozostaną jednak żywi póki żyć będzie pamięć o nich!

 

Przypisy:

[1] A. Strzelczyk: Pogańska religia Słowian [online]. [Dostęp: 01.06.2009]. Dokument dostępny w Internecie: http://www.slawistyka.ath.bielsko.pl/historia/slowianie01.html.