Wpisy

logo-wiara-i-tecza

„Wiara i tęcza”

Katolickie środowiska LGBTQ skupiają się wokoło grupy Wiara i Tęcza, ich celem jest przekonywanie kościołów chrześcijańskich oraz polskiego społeczeństwa do akceptacji osób homoseksualnych. Działacze mają nadzieję, że Kościół Katolicki w końcu zmieni swój stosunek i zaakceptuje obecność w swoich szeregach osób o odmiennej orientacji seksualnej.

Obecnie jednak kapłani katoliccy namawiają działaczy i sympatyków Wiary i Tęczy do „leczenia”, którego celem jest zmiana orientacji seksualnej. Utworzona w tym celu została inicjatywa pod nazwą„Odwaga”. Na stronie internetowej grupy, zamieszczone jest oświadczenie katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy USA, w którym między innymi czytamy, że homoseksualizm jest objawem klinicznym i podlega terapii.

W Gazecie Wyborczej ukazał się tekst o środowisku skupiającym się wokoło grupy Wiara i Tęcza.

Agata chciałaby zostać wolontariuszem podczas przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży. Nie ma jednak pewności, że ten plan się powiedzie. Wątpliwości Agaty nie wiążą się z jej kompetencjami, tylko orientacją seksualną. Z pomocą przychodzi Karolina, koleżanka z grupy Wiara i Tęcza, skupiającej chrześcijan LGBTQ. – Po prostu nie mów, że jesteś lesbą – radzi

Mało kto wie, że biblia w temacie homoseksualizmu wcale taka jednoznaczna nie jest, w zamieszczonym linku dość dokładna analiza biblijna.

PDF –  Homoseksualizm problemem Kościoła?  Iwona Slawik i Jakub Slawik

„Kaprawym okiem ateisty” Leczyć? A z czego?

Wpisy Obserwatorium

kobieta w opresji

Zajrzałam w oczy oprawcy

Dziś poznałam oblicze Złego. Dziś usłyszałam jak gładko mówi o nienawiści do bliźnich, w szczególności do kobiet, mężczyzn i dzieci. Zobaczyłam jak działa przez wybranych ludzi. Takim człowiekiem-tubą Złego jest dla mnie ten pan. Nie mam ochoty na polemikę ze Złym. Nie mam ochoty pochylać się nad tym jak do tego doszło, że posiadł i zmącił umysł inteligentnego człowieka, by wykorzystać go do swoich celów.

Rany!! Co ja plotę!! Przecież nie ma żadnego Złego!!

Kim więc jesteś człowieku? Jaką ścieżką doszedłeś do tego miejsca, z którego chcesz dziś decydować o losie ludzkim. Dlaczego uważasz, że masz takie prawo?! Skąd tyle pychy i pewności, że się nie mylisz w swoich ocenach?! Jaki deficyt potrzeb sprawia, że znajdujesz przyjemność w stosowaniu przemocy wobec kobiet?! Jaką konstrukcją jest twoje sumienie, a może raczej, dlaczego jest zepsute?!

Słuchając tej rozmowy, starałam się wejść, swoim zwyczajem, w buty tego pana. Zwykle, stosując tą metodę, udaje się spenetrować sposób myślenia obiektu badawczego, dociec sedna błędu rozumowania, albo przynajmniej zarysowuje się  oś nieporozumienia, bywa i to nie rzadko, że znajduję swój błąd. W tym wypadku, mój błąd polegał na tym, że w ogóle miałam dobrą wolę wchodzić w interakcję z osobowością zaburzoną, że zamiast potraktować cały wywód, tak jak na to zasługuje, czyli jako część propagandowego show i polityczną rozgrywkę, zafascynowana powierzchownością rozmówcy, jego pozornym zaangażowaniem i aksamitną retoryką, gładko weszłam w tok rozumowania i popłynęłam od początku do końca wywodu bez kamizelki ratunkowej, ergo, urwałam się z choinki racjonalnego rozumowania.

Szczęśliwie pokonałam wartki nurt, obfitujący w wystające kamienie, i unikając większych obrażeń wyszłam na brzeg, by ocieknąć z resztek absurdu. Trwam w stanie kompletnego osłupienia. Przez kilkanaście minut przebywałam w innym świecie, musicie więc zrozumieć, że szok poznawczy jakiego doznałam, oraz skutki uboczne z tego wynikające, mogą jeszcze przez czas jakiś wpływać na moją zdolność do wyciągania wniosków z tego przeżycia.

Czuję się trochę jak po pierwszym obejrzeniu filmu „The Lobster” – bardzo ważny obraz, wyprodukowany przez Yorgosa Lanthimosa w 2015 roku. Opowiada o świecie, gdzie niby wszystko, na pierwszy rzut oka, wygląda jak w naszym – są ludzie, noszą ubrania takie jak my, mieszkają w domach takich jak nasze, jedzą to co my, jeżdżą samochodami, posługują się mową… W świecie który oglądamy jest też przemoc.

Ludzie starają się nie okazywać emocji ani uczuć – rzadko słyszymy śmiech, gwar ożywionych rozmów, krzyk sporów…, tak jakby okazywanie ich było nieprzyzwoite, nieakceptowane przez społeczność. A zatem w świecie „bez emocji” żyją ludzie tacy jak my, ale skrojeni wg. innych zasad, wierzący w to, że jeśli nie znajdą partnera, to w specjalnym zakładzie przypominającym hotel, zostaną poddani przemianie w dowolnie wybrane zwierzę. Umierają uśpieni przez innych kuracjuszy podczas polowania na nich w miejscowych lasach.

Główny bohater trafia tam z powodu rozstania z partnerką. Ona odeszła do innego, on został sam – bycie samotnikiem jest w tym świecie zabronione prawem. Ma 40 dni na znalezienie wśród skazanych z tego samego powodu co on, kobiet, partnerki dla siebie. Co ciekawe, wydaje się, że dobór odbywa się poprzez poszukiwanie jakiejkolwiek wspólnej cechy – ot choćby samoistne , częste krwawienie z nosa, albo zerowy poziom empatii, lub cokolwiek innego – ważne by oboje TO mieli.

Nie będę dalej opowiadać fabuły, może ciekawość zaprowadzi czytelników do obejrzenia filmu. Gorąco polecam. Przytaczam ten film, bo przez godzinę można się rozejrzeć w tamtym świecie i poczuć różne dziwne drgania, zdziwienia, opory, sprzeciw, silną niezgodę.

Ale przede wszystkim jest to przeżycie skłaniające do zadania sobie pytania, wielu pytań. Np. jak wiara wpływać może na kształtowanie świata relacji międzyludzkich, jak czyni z ludzi bierne narzędzie, jak rozkłada akcenty, jak hamuje jedne popędy lub wzmaga inne, jak kształtuje kulturę bycia wśród ludzi. Jak czyni i wykonuje władzę nad ludźmi i do czego prowadzi taki sztuczny ład. Ważna pozycja w kinematografii współczesnej. Koniecznie obejrzyjcie ten obraz.

Wracając do tematu. Otóż skrajne przeżycie po kontakcie z panem Jerzym Kwaśniewskim z ordo iuris, poza tym, że przykre, odpowiedziało mi na dręczące mnie pytania. Np. skąd taka determinacja pro-liferów w upowszechnianiu zmanipulowanych obrazów ich ulubionej galerii aborcyjnej, albo dlaczego pani Godek, działaczka tego ruchu, pozbawiona jest empatii i zwykłego współczucia dla innych kobiet, mężczyzn i dzieci.

Odpowiedź jest dość prosta. Ci ludzie funkcjonują w innym świecie, w świecie gdzie każde pojęcie zostało przedefiniowane. Jeśli mówią o współczuciu, to odnosi się ono wybiórczo i wyłącznie do zygot. Jeśli mówią o prawie do życia – tak samo – mają je tylko zygoty. Absurdalne? Oczywiście, dla nas absurdalne. Dla nich to wartość, dla której poświęcają całą swoją energię. Można by nawet im współczuć tych ścisłych ograniczeń, gdyby poza holokaustem zygot nie było holokaustu żydów, gdyby nie wydarzyła się Rwanda, gdyby dzieci narodzone nie cierpiały wykluczenia z powodu biedy, gdyby na świecie był raj bez przemocy, ksenofobii, rasizmu, gdybyśmy nie przeżywali powrotu do niewolnictwa, gdyby państwo zamiast prawnej opresji stosowało prawo sprawiedliwości społecznej , i wielu innych GDYBY.

Jerzy Kwaśniewski mówi w pewnym momencie, że ochrona życia musi być bezwarunkowa od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Proponuję, żeby odwrócić wektor – niech najpierw starość i śmierć odbywa się bez poniżenia i deptania ludzkiej godności, niech stanie się cud i zniknie patriarchat, przemoc wojna i ludobójstwo, niech macierzyństwo odzyska sens i stanie się radością ludzi a nie ich, wymuszonym przez prawo skażone dogmatyzmem katolickim, nakazem przypominającym kontraktację cieląt, i niech kościół przestanie wreszcie święcić broń, służącą do zabijania ludzi, a przemoc domową nazywać kulturowym podziałem ról kobiety i mężczyzny…

Dopóki jednak jest jak jest, nikt nie ma prawa zmuszać kobiety do tego by dzieliła się swoim zdrowiem i życiem z drugą istotą, nawet najzdrowszą genetycznie, potencjalnie genialną, piękną itd… To tylko i wyłącznie jej decyzja. I nawet gdyby zapanował rzeczony raj na ziemi, nadal zasada byłaby ta sama. Kropka. BTW – czy kogoś jeszcze może dziwić, że kobiety, przynajmniej te świadome czym jest dziś ludzkość i życie na ziemi, nie chcą wydawać potomstwa na jego pastwę? Mnie nie dziwi.

Zgadzam się z Kwaśniewskim – nie ma dziś wyznacznika początku życia nowej istoty, innego niż zygota. Nie polemizuję z tym. Zapytam jednak – i co z tego? Dla mnie nic. Aż do trzeciego miesiąca ciąży nic to dla mnie nie znaczy jak tylko, że rozwija się zarodek. I do trzeciego miesiąca ten zarodek, to potencjalne życie, może być eksterminowane jeśli tak zdecyduje kobieta – jego nosicielka. Kropka.

I mówię o prawidłowej ciąży w wyniku stosunku płciowego z wybranym partnerem seksualnym, za pozwoleniem i za entuzjastyczną zgodą obojga. Warto w tym miejscu powiedzieć, że ciąża, poród i połóg to wyniszczające i zagrażające życiu kobiety stany, i że za każdym razem to kobieta ryzykuje. Jakim trzeba być głupcem, by brać na siebie odpowiedzialność za wymuszanie tych decyzji. No ale kiedy kobieta umiera, albo traci wzrok panowie prawnicy pokroju Kwaśniewskiego nie ponoszą absolutnie żadnych konsekwencji z tytułu prawnego zmuszania kobiet do rodzenia dzieci.

Powiedzą, wychowane przez kościół, młode kobiety- jak się idzie z chłopem do łóżka to trzeba brać pod uwagę, że mogą z tego być dzieci… słyszałam to wielokrotnie. Otóż nie muszą wcale być z tego dzieci, nawet jeśli dojdzie do zapłodnienia. Tym młodym kobietom nikt nie powiedział co to jest popęd seksualny? Nikt im nie powiedział jak ważną sferą życia jest seks? I, że nie służy przede wszystkim poczynaniu dzieci? Że seks to radość i bliskość z drugim człowiekiem? Najwyraźniej nikt im nie powiedział, za to prawdopodobnie dowiedziały się podczas rachunku sumienia przed pierwszą spowiedzią, że TE  miejsca są brudne, nieczyste – chyba, że uświęci je obecność powołanego do świętego życia – dziecko.

Czy napisałam coś niestosownego? Dlaczego jesteście poruszeni? Powiem Wam dlaczego. Bo od 30 lat żyjemy w świecie nasączonym kłamliwymi treściami wokół praw reprodukcyjnych kobiet. Bo wymazano ze słownika debaty społecznej  słowo płód, zarodek, morula, zygota i wszystkie te terminy zastąpiono słowem -DZIECKO. Bo słowo wolność nie dotyczy kobiet. Bo kobieta to jedynie wylęgarnia piskląt ludzkich, wszystko jedno zdrowych, chorych, z szansą na dobre życie, albo i bez szans, z udanego związku lub z gwałtu – dla pana Kwaśniewskiego to bez różnicy.

I nie, nie jest zabieg aborcji antykoncepcją. Jest możliwością z jakiej kobieta powinna mieć pełne prawo skorzystać, gdy tak zdecyduje. Nie mówię, że nie ma kobiet, które będą tak traktować ten zabieg. Są takie kobiety i były dawniej i będą w przyszłości. Ale to jest margines. Nie widzę powodu by odbierać wszystkim ich prawa dlatego, że pewien promil kobiet postępuje głupio.

Przestańmy sprzedawać alkohol bo pewien, i to znaczny odsetek, mężczyzn i kobiet chla na umór. Dlaczego tego nie zabraniamy? Przecież jest to problem społeczny, który bardzo drogo kosztuje społeczeństwo! Jakoś nie widzę chętnych do walki o prohibicję. I słusznie. Nie tak się walczy z plagami dręczącymi życie społeczne. Najważniejsza jest w tej walce EDUKACJA, ale pro-liferzy sprzeciwiają się także edukacji, antykoncepcji, pigułce po, prezerwatywom, za to viagrę można kupić bez recepty i żaden aptekarz nie zasłania się klauzulą sumienia.

Wracając do pana Jerzego Kwaśniewskiego – i tego co on reprezentuje. Nie będzie między nami zgody, bo różni nas światopogląd. Mój nie pozwala mi głosić, że in vitro jest złe, mimo, że sama nigdy bym się nie poddała tej skomplikowanej i ryzykownej zdrowotnie procedurze, mój nakazuje mi milczeć w sprawie moich osobistych wyborów i nie narzucać ich kobiecie, która owładnięta przez potrzebę macierzyństwa, marzy o własnym potomku.

On powie wszystkim kobietom, że nie wolno im urodzić własnego dziecka poczętego tą drogą, bo on święcie wierzy, że jakiś bóg decyduje o poczęciach i, że w związku z tym żaden lekarz nie ma prawa bawić się w boga. I  w tym momencie kończy się wiara a zaczyna przemoc. Nota bene to wcale nie jest zabawa, tylko uznana metoda, z której poczęło się tysiące dzieci, które dopełniły sens życia niejednej kobiety i mężczyzny.

Gdyby ordo iuris i inne organizacje tzw. cywilizacji życia nie gromadziły w swych szeregach wyłącznie hipokrytów, byliby na każdej demonstracji przeciwko wojnie, przeciwko przemocy domowej, w wyniku której rocznie traci życie tysiące ludzi – kobiet, dzieci a także mężczyzn, byliby przeciwko karze śmierci, popieraliby darmową antykoncepcję i przypominaliby na każdym kroku o używaniu prezerwatyw jako prewencji przed zakażeniami droga płciową, czyli propagowaliby postulat powszechnej edukacji seksualnej.

Nie przypominam sobie, żebym ich widziała w szeregach demonstrujących przeciwko mowie nienawiści, czy marszach popierających przyjmowanie uchodźców syryjskich, no chyba, że obok, jak stali z tymi swoimi plakatami i z głośną narracją w sprawie płaczu nienarodzonych.

Zostawmy ich na chwilę i zastanówmy się przez ostatnie kilka minut o co tak naprawdę chodzi, bo przecież nie o przyrost naturalny, ani nie o dobro rodziny, także nie o płaczące tysiącami zarodki złuszczone i wydalane codziennie z krwią menstruacyjną. Pewnie już wiecie co powiem. Tak. Macie rację. Chodzi wyłącznie o władzę, wpływ i pieniądze. I nie mam wielkich nadziei, że uda się dziś komukolwiek powstrzymać nasz rząd przed wprowadzeniem ustawy zakazującej aborcji bez względu na sytuację.

Ciekawe jak długo przyjdzie nam poczekać na naszą polską, swojską, rodzimą Rosę, choć nie, nie jestem tego ciekawa. Nie chcę żeby się to zdarzyło, tylko, że to się zdarzy na pewno. I nikogo to nie wzruszy, nikt za to nie odpowie. Macie tego świadomość – Dziewuchy dziewuchom? Ma pan tego świadomość panie Kwaśniewski Jerzy? A Kaja Godek? Ma pani świadomość co szykujecie kobietom – jakie piekło? Jakie poniżenie? I że niczego, oprócz satysfakcji posiadania władzy, nie osiągniecie. Jakiż to musi być narkotyk, żeby zdołał was do tego stopnia odurzyć, żebyście nic nie czuli…

 

pięść

 

 

sex-education_2433736b

Seks – straszne słowo!

Przestudiowałam podręcznik pani Król, nomen omen królujący w szkołach od kilku już lat i straciłam cierpliwość. Zdejmuję więc białe rękawiczki i dzisiaj polecę prosto i łopatologicznie na temat systemowej edukacji dzieci i młodzieży w zakresie… no właśnie już na tym etapie widzę problem.

Zacznę więc od początku czyli od zadania sobie i Wam pytania – z jaką wiedzą powinni wchodzić w życie 15-latkowie? Dlaczego 15-latkowie? Ano dlatego chociażby, że prawo mówi, że 15 letnia dziewczyna może uprawiać seks. Jednocześnie nie może ona decydować na temat swojego światopoglądu, a jeśli zajdzie w ciążę nie ma prawa decydować na temat swojego dziecka. Stawiam te trzy zagadnienia prawne obok siebie, żebyście zobaczyli wyraźnie, oczywistą sprzeczność i brak konsekwencji już na etapie prawa stanowionego. To tylko taka dygresja na marginesie bieżącego tematu.

9806_516562721817071_2184111716205713733_nNie mam ochoty dzielić włosa na czworo i nie będę się zastanawiać jak na powyższe pytanie odpowiedziałaby ortodoksyjna para rodziców katolików, agnostyków, pary mieszane, rodzice bez związku sakramentalnego, czy para lesbijek wychowująca dziecko jednej z nich. Bo tak naprawdę guzik mnie to obchodzi. Identyfikuję się z hasłem : „wszystkie dzieci są nasze” i zgadzam się z zasadą, że to państwo wyznacza standard edukacyjny – mam na myśli oczywiście pewien zdrowy standard, wyznaczany przez zdrowe państwo.

Nasze takie nie jest – to także oczywiste, stąd pojawiają się tu i ówdzie na skrajnej prawicy i wśród liberałów – gawędziarzy pomysły, by to rodzice decydowali gdzie i czego będą się uczyły ich dzieci- ich własność. Ludzie o takich poglądach i takiej świadomości nigdy nie pogodzili się z literą Konwencji Praw Dziecka , w której wyraźnie zostali nazwani opiekunami z całą listą obowiązków, i która odebrała im władzę rodzicielską, a dzieci obdarzyła podmiotowością z prawem do decydowania w wielu kwestiach np. światopoglądowych. Staram się rozumieć ich frustrację, ale nadal ważniejsze jest dla mnie dobro dzieci, i wobec powyższego stoję murem przy dzieciach.

Wracając do tematu – nastolatki – chłopcy i dziewczęta, powinni zostać wyposażeni przez szkołę w kompetencje społeczne m.in. dotyczące zasad budowania prawidłowych relacji międzyludzkich – to raz, a dwa – w kompendium wiedzy na temat budowy, funkcji i patologii narządów płciowych. Nauka dysponuje ogromną wiedzą z tego zakresu, liczne , bardzo dobre wydawnictwa zalegają na półkach księgarskich i nie wiedzieć czemu grzeją ławę, zamiast zamieszkać w każdym domu. No, ale nikogo się nie zmusi do czerpania z tego źródła. Jedyna więc nadzieja w szkole publicznej?

A co się serwuje w tej szkole? Zobaczcie sami – tu. Odsyłam Was do artykułu, który przytacza kilkanaście cytatów z podręcznika do WDŻ i bardzo łagodnie je analizuje… Mnie się cisną na usta niecenzuralne wyrazy – więc pozwolę sobie zmilczeć.

Seks – to jest to straszne słowo. Rodzice obchodzą je szerokim kołem, nastolatki obojga płci pragną poznać, sprawdzić co to takiego, jak smakuje, jak się TO robi. Rodzice milczą jak grób, młodziaki kombinują jak temat ugryźć bez konsekwencji. Tymczasem szkoła zamiast pomóc jednym i drugim, nie tylko podtrzymuje tabu, ale jeszcze dodatkowo, skażona skrzywieniem klerykalnym, buduje wokół tej ważnej sfery życia, zasieki złożone z kupy bzdur, ubranych w zdania o charakterze twierdzeń naukowych,  utrzymanych w retoryce kościółkowej, oraz z pozorów troski, z upchanych, wszędzie gdzie się da, stereotypów, półprawd i sentencji, których ciężar gatunkowy wyznacza drastyczny język proliferski. Co to ma być!? SYSTEMOWA DEZINFORMACJA?! Tak nie przygotuje się młodzieży do podjęcia odpowiedzialnego życia , w tym odpowiedzialnego rodzicielstwa. W taki sposób można jedynie wyprodukować pokolenie ogłupiałych frustratów, z zaburzeniami seksualnymi, z których nerwica natręctw, to najlżejszy z możliwych stuków.

e19caecb602c435e962b589cb0a1af9f_pgi

Zatem zawartość merytoryczna podstawy programowej, to powinna być wiedza – rzetelna wiedza, a nie „pitolenie” rodem  z siedemnastego wieku z podręczników dla panien na wydaniu. Chłopak nie ma się domyślać co się z nim dzieje kiedy dojrzewa, on ma wiedzieć, z wyprzedzeniem, co będzie się z nim działo. I podobnie dziewczyna – ma posiadać wiedzę na temat czekającej ją pierwszej miesiączki, i o faktycznych warunkach swojego dojrzewania – które wraz z pierwszym krwawieniem nie kończy tego procesu, a zaledwie zaczyna.

Niech się nauczycielki i klechy douczą – powiem tylko, że rzetelna edukacja, oparta na wiedzy naukowej, skutecznie motywowałaby, zwłaszcza dziewczyny, do głębszego namysłu przed podjęciem życia seksualnego. I wcale nie z powodu dziewictwa, jako „skarbu” wnoszonego do małżeństwa, i nie ze względu na opinię „łatwej”, co wg KK zmniejsza jej atrakcyjność na rynku matrymonialnym. Młodzież od dawna ma to w nosie. Ale obficie owłosiona dziewczyna, ze skórą trądzikową z pewnością nie czuje się atrakcyjna – prawda? No to teraz macie zagwozdkę – do książek ! Ciemnogrodzie jeden z drugim! Podpowiem – szukajcie w rozdziałach na temat prawidłowego rozwoju i dojrzewania gonad.

Powiem Wam dlaczego tak się wkurzyłam na panią Król, obecnego Ministra Edukacji i byłego – Giertycha, na rodziców i nauczycieli… Eksperymentują na żywym organizmie młodego pokolenia. Manipulują ich emocjami. Popychają ich do przedwczesnej inicjacji seksualnej najczęściej poprzez uprawianie seksu analnego i oralnego, z wszystkimi tego konsekwencjami- pisałam już o tym i nie zamierzam się powtarzać. To co robią dorośli, dla osiągnięcia niezrozumiałego dla mnie celu, to grzech zaniechania – pozwolę sobie użyć słowo z zasobu pojęć kościelnych – więcej – to grzech ciężki, a nawet śmiertelnie groźny w skutkach. Droga Pani Minister – to jest zwyczajnie przestępstwo systemowe, a nie edukacja. Ten podręcznik, z jego zawartością „merytoryczną” to nie podręcznik do WDŻ, tylko „ Obiecanki, cacanki dla naiwnych katolików”

Bo jak dzisiaj pozwolimy nakłaść dzieciakom do głowy bzdur, to jutro nasza cnotliwa córka wyda się dziewicą za równie dziewiczego młodzieńca. Zakładając, że bez problemów podejmą życie seksualne, urodzi mu piątkę dzieci. Następnie będzie miała dużo szczęścia, jeśli ten „siewca” nie zauważy ile pięknych łąk jest do zaorania – nie każdy potrafi być Terlikowskim – większość zauważy, że po trzech pierwszych latach pożycia, spada libido, seks nie bawi, a małżonka już nie jest jego królową, i zaczną się „nocne loty” – najpierw przed zaśnięciem, potem w biurze, albo na zapleczu magazynu… to nie trywializacja! Takie jest życie, kiedy ludzie nie potrafią budować ciekawych relacji i wzbogacać swojego związku o „wartość dodaną”- to wymaga pracy i sporej kreatywności. Potrafią to robić tylko ci, co wiedzą czym jest szacunek do partnera i jakie walory ma stały, dobry, harmonijny związek, bez patologii nadużyć, wykorzystania seksualnego i przemocy w jakiejkolwiek postaci.

Ludzie się zakochują w sobie, pobierają lub zawiązują nieformalny związek – wszystko jedno. Dojrzali ludzie wiedzą, że może się związek wypalić, że może się stać coś nieprzewidywalnego, że „panta rei” i nie ma zlituj się – trzeba podejmować dojrzałe, czasem bolesne dla obu stron decyzje. Wmawianie młodzieży, że jak ona będzie przeczysta , on prawiczek, oboje wierzący – obowiązkowo w TEGO boga co trzeba – to życie będzie proste i nieskomplikowane, pełne miłości i szczęścia – to jest odbezpieczanie granatu z opóźnionym zapłonem, za to w 100% eksplozja będzie bolała.

Religia w szkoleWiększość z nas zdaje sobie sprawę z tego, że edukacja w Polsce stała się kartą w grze politycznej. Pytam się Was – rodzice dorastającej młodzieży i tych maluchów, co dopiero zaczynają terminować w przedszkolu – zostawicie swoje dzieci w spoconych łapach niedojrzałych emocjonalnie, starych chłopczyków i zdewociałych, niezamężnych ciotek? Czy sięgniecie po odpowiednią literaturę oraz opracowania naukowe z tego zakresu i podejmiecie temat z waszymi córkami i synami na odpowiednim poziomie? Szkoła jeszcze długo tego za Was nie zrobi. W okupowanej Polsce czas rozpocząć tajne komplety – zresztą nie tylko w kwestii, którą tu omawiamy. Nim to państwo zacznie długotrwały proces zdrowienia, a wierzę, że tak się stanie, musimy ponieść kaganek oświaty samodzielnie. Sorry.Taki mamy klimat…

 

PS.: Pani Król w swoim podręczniku odradza dziewczynom chadzać do ginekologa – w świetle odrzucenia aktu oskarżenia p. Chazana, przypadkiem  częściowo się z nią zgadzam – do takich fachowców lepiej nie zwracać się po poradę .

Elżbieta Kunachowicz

 

 

 

przerwatywy

Matka Natura nie słucha Episkopatu

Jedną z ważniejszych, jeśli nie najważniejszą z potrzeb każdego, zdrowego psychicznie człowieka, jest miłość do drugiej istoty ludzkiej. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że stan zakochania to choroba z objawami, które, jak sądzę, wszyscy doskonale znamy. Matka Natura zręcznie wkręca nas w stan pomieszania z poplątaniem, w wyniku czego tracimy tzw. rozum, a endorfiny zalewają nas po czubek głowy, nie dopuszczając zdrowego rozsądku do głosu. Niechaj mi wybaczą romantycznie zakochani prokreacjaczytelnicy, ale muszę to powiedzieć głośno i wyraźnie – taka kondycja psychiczna to ukoronowanie wszystkich starań, które pozwolę sobie nazwać terminem zoologicznym – tańca godowego, lub jak kto woli tokowania. Wiadomo – jeśli o tańcu godowym mowa – to mowa też o prokreacji w obrębie gatunku.

Prawdopodobnie do czynności związanych z poczęciem potomstwa dochodziłoby znacznie rzadziej, gdybyśmy cały czas trwali w postawie rozumnej, zdolni do trzeźwej oceny sytuacji. Bo choć rozum to, podobno, potęga, to jednak, tu pozwolę sobie znowu być niemiłą, nie przeceniam ludzkiego rozumu i nie podejrzewam by argumenty o dobru populacji homo sapiens, dotarły do wystarczająco dużej liczby osobników, by ta populacja mogła się rozwijać liczebnie i w odpowiednio dużej liczbie kombinacji. Konkludując zatem ten wstęp, zgódźmy się, że może ruchy nie godne filozofa, jednak dostarczają nie tylko dodatkowej porcji hormonu szczęścia, ale niekiedy skutkują cudem poczęcia zdrowego potomka. I wszystko byłoby dobrze gdyby ta sama Natura, ślepa na nasze błagania, nie zadbała o inny mechanizm, zasadniczo przeciwny do wyżej opisanego. Mam na myśli sytuację, gdy dany gatunek, na danym obszarze, nie znajduje odpowiednich warunków do utrzymania przy życiu już istniejących osobników. Wówczas spada przyrost naturalny, a to za sprawą coraz lepiej poznanych neurohormonalnych uwarunkowań hamujących prokreację.

Teraz trochę będę żartować, ale tylko trochę.
Chociaż jesteśmy istotami obdarzonymi zdolnością do abstrakcyjnego myślenia i złudzeniem wolnej woli, to wierzcie mi, ograniczona rozrodczość w Polsce zachodzi poza naszą wolą i dobrymi chęciami, a dzieje się tak dlatego, że nie kojarzymy na ogół dość prostych, ale odległych od siebie faktów. Komu przyszłoby do głowy kojarzyć taki zestaw okoliczności: spadek wartości spółek skarbu państwa, deflację, film „Ameryka Ameryka” albo „SOS dla Ziemi”, strajk szwaczek z Myślenic, kontrolę Sanepidu na przemian z kontrolami US i PIP-u w okresie trzech miesięcy między Bożym Narodzeniem a Świętami Wielkiej Nocy – z niemożnością zajścia w ciążę? Dla mnie to mógłby być wystarczający zestaw, by najbardziej pierwotny instynkt, napędzony strachem o przyszłość, przesterował mój organizm na całkowitą antykoncepcję. Dla mojej sąsiadki wystarczający mógłby być poranek w oparach muzyki „Behemota”, którym uraczyłam ją onegdaj w zemście, za równie nieznośny dla mnie opar Radia Maryja, bo dla niej muzyka, zwłaszcza taka muzyka, to dowód panoszenia się, wszędobylskiego ostatnio, Szatana.

O ile wśród zwierząt stadnych mechanizm ograniczonej rozrodczości działa zwykle przez jeden sezon, góra dzietnośćdwa, o tyle w polskim stadzie ludzkim jest obecny od wielu dekad, niekiedy tylko lekko odpuszcza w chwilach szczególnego wzrostu optymizmu, jak miało to miejsce u schyłku lat osiemdziesiątych. Po roku 1993 spada systematycznie i obecnie jesteśmy w stanie katastrofy demograficznej, utraciliśmy bowiem prostą zastępowalność pokoleń. Jesteśmy zatem nacją wygasającą. Ten sam mechanizm działa w całej Europie zachodniej, my jesteśmy w czołówce.

 

Jak państwo zareagowało na tendencję spadkową dzietności?
Kilka faktów:

1993 – ustawa antyaborcyjna – jedna z pierwszych inicjatyw ustawodawczych Polski post plasterektransformacyjnej
1996 – na krótko złagodzona; możliwość przerwania ciąży z powodu ciężkiej sytuacji życiowej
kobiety.
1997 – Liberalizacja została szybko cofnięta: TK wydał orzeczenie, wskutek którego trudna
sytuacja osobista lub ciężkie warunki życiowe (tzw. „względy
społeczne”) przestały być uzasadnieniem dla legalnego zabiegu
przerwania ciąży
2006 – projekt LPR-u w sprawie zmiany 38 art. Konstytucji RP poprzez wprowadzenie nowego przepisu „ o ochronie życia od momentu poczęcia „ – projekt zmierzał do całkowitego zakazu przerywania ciąży.

DSCN1023

Zatem ukręcono prawny bicz na nieposłuszne kobiety – systemowa przemoc w pełnej krasie.

Pominę i nie będę polemizować z argumentami religijnymi, ponieważ dla funkcyjnych KK życie ludzkie nie ma najmniejszego znaczenia, nie ma także wartości, co podkreślają w aktach święcenia narzędzi zbrodniświęcenie przeciw ludzkości, bo chyba nie da się tu dorobić filozofii humanistycznej, która by usprawiedliwiała takie zachowania. Z resztą moment od którego człowiek staje się człowiekiem, był dla KK różnie postrzegany – zależnie od aktualnie obowiązującej koniunktury- to tak nawiasem…

ofiary
Wracając do faktów;

Nie udało się spacyfikować kobiet ustawą antyaborcyjną, podziemie ginekologiczne kwitnie, turystyka aborcyjna takoż. Jeśli ktoś chciałby dokładnie się przyjrzeć zarządzaniu ciałem kobiet w ostatnim ćwierćwieczu, polecam gorąco zapoznać się z dokumentem, który obszernie i rzetelnie zajmuje stanowisko w tej sprawie tutaj.

Rząd za czasów SLD, pragnąc dorwać się do UE, handluje z Episkopatem i znowu kartą przetargową są kobiety – w zamian za poparcie KK dla referendum w sprawie wejścia do Unii Europejskiej, odbiera się kobietom fundusz alimentacyjny. Dlaczego Episkopatowi zależało na pogrążeniu kobiet? Poza tym, że ich nie lubi i nie szanuje? Prawdopodobnie miał nadzieję, że kobiety skonstatują iż rozwody się nie opłacają. Oj , panowie – ręce opadają – wy naprawdę kompletnie nie rozumiecie kobiet. Za cały komentarz musi wystarczyć suchy fakt – liczba rozwodów nie zmalała, ba! poszybowała w górę.

analiza barier dzietności w Polsce

Skoro kobiet nie można było już z niczego obedrzeć, spróbowano odciąć je od profesjonalnej opieki zdrowotnej – Deklaracja Wiary Lekarzy – mówi wszystko. Perfidia tego pomysłu poza wszystkimi oczywistościami, polega też na tym, że z tą idiotyczną inicjatywą wystąpiła…kobieta. I przy tej okazji, zupełnie na marginesie tematu chciałabym zwrócić uwagę, że coraz częściej w propagowaniu kościelnego punktu widzenia wykorzystuje się właśnie kobiety. Nawet nie znajduję słów, które mogłyby oddać smak zażenowania, jaki odczuwam za każdym razem, kiedy słyszę co mówią naczelne tuby kościelne takie jak: Kępa, Wróbel, Terlikowska, Sobecka, i inne… seks9

Wydaje się, że wyczerpano główne metody opresji systemowej – bezskutecznie – dzietność spada, rodzina przeżywa kryzys rozwodowy – kobiety nadal strajkują, nie rodzą i już! Ale myli się ten, kto sądzi, że KK złożył broń. Co to, to nie! Gorzej. Niedocenianie przeciwnika zawsze się mści, zada ci bowiem cios z półobrotu, gdy najmniej się tego spodziewasz.

antygender propaganda katolicka propaganda DSCN1295bilde

antykoncepcja tabelakopacz

seks6

Tajna broń, jaką KK w Polsce uzbrajał systematycznie, jest gotowa do odpalenia. Z pozycji starej matrony będę się przyglądać skutkom naszej społecznej indolencji, bo to ona jest przyczyną i sprzymierzeńcem mimo woli, tych niecnych planów.

Na jedną z jaskółek klęski społecznej i jednocześnie sukcesu propagandowej roboty KK natykam się na jednym z forów kobiecych tutaj.
Innym sukcesem tajnej broni KK jest cały zestaw przyczynowo- skutkowy prowadzący do pewnego podręcznika… Prawdę powiedziawszy to właśnie ów podręcznik stoi za tym tekstem, którym pozwalam giertychsobie Was kochani zamęczać. A początek tej historii miał miejsce wiele lat temu, na uczelniach katolickich, w seminariach, w szkole Rydzyka, w Opus Dei i pewnie w kilku jeszcze instytucjach. Tam wyhodowano pierwszą ligę demagogów katolickiej myśli demograficznej, nadano im tytuły naukowe, uczyniono „ekspertami” od życia poczętego, pedagogiki psychologii społecznej i oddano do dyspozycji Ministra Oświaty – Romka Giertycha. Ten, tyleż rydzykinteligentny co zły człowiek, robiąc z siebie pośmiewisko w oficjalnym nurcie politycznym, po cichutku i skutecznie poutykał gdzie się dało „ swoich ludzi”. Ci zaś psują skutecznie oświatę, a to w ten sposób, że występując w roli ekspertów różnych dziedzin, dyrektorów szkół podstawowych i gimnazjów, dziennikarzy, publicystów mają realny wpływ na kształt polskiej edukacji powszechnej.

Tak dziś wygląda lista ekspertów recenzentów podręcznika do edukacji seksualnej…Za GW:

Obecnie na ministerialnej liście rzeczoznawców podręczników do wychowania do życia w rodzinie znajdziemy kilkanaście nazwisk: Franciszek Adamski (rekomendowany przez Uniwersytet Jagielloński), ks. dr hab. Józef Augustyn (rekomendacja – Komisja Katechetyczna Episkopatu Polski), prof. Bogdan Chazan (Instytut Matki i Dziecka w Warszawie), dr Urszula Dudziak (Katolicki Uniwersytet Lubelski), dr Jacek Jakubowski (Polskie Towarzystwo Psychologiczne), dr Dorota Kornas-Biela (Katolicki Uniwersytet Lubelski), prof. Maciej Kurpisz (Polska Akademia Nauk), dr Bogusława Lachowska (Katolicki Uniwersytet Lubelski); prof. Aleksander Nalaskowski (Uniwersytet Mikołaja Kopernika); prof. Krystyna Ostrowska (Uniwersytet Warszawski); dr Leszek Putyński (Uniwersytet Łódzki), prof. Jerzy Rzepka (Towarzystwo Rozwoju Rodziny), dr hab. Zbigniew Lew-Starowicz (Zakład Seksuologii Medycznej i Psychoterapii Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego), prof. Renata Siemieńska-Żochowska (Uniwersytet Warszawski), dr Wiesława Stefan (Uniwersytet Wrocławski), dr Małgorzata Stępka (Uniwersytet Warszawski), dr Iwona Ulfik-Jaworska (Katolicki Uniwersytet Lubelski), dr Urszula Walijewska (Uniwersytet Gdański), dr Lidia Winogradzka (Wszechnica Polska – Szkoła Wyższa Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie).

A tak brzmi kwintesencja solidnej edukacji wg. ekspertów…

seks12

Zasada qui pro quo jest stara jak świat. Jeśli komuś się śniło, że Polki zagonione pod ścianę płaczu pękną i zaczną dostarczać taniej siły roboczej , zastępów źle wyedukowanych młodych ludzi nie mogąc dać im nadziei na jakąkolwiek przyzwoitą przyszłość, to się mocno w swoich rachubach pomylił. Te 1,3 dziecka to i tak morze rozpaczy – ostatnio dowiadujemy się, że oddziały dermatologiczne przyjmują coraz więcej bardzo młodych dziewcząt ze schorzeniami wenerycznymi, badania świadomości seksualnej wśród młodzieży alarmują o niesłychanie niskim poziomie wiedzy na ten temat, a na prywatkach 11-latków rządzi zabawa w „ kamienną twarz”.

grafika łzaJakby na to nie patrzeć – nie są to przejawy myślenia prokreacyjnego. Szczególnie bulwersujący jest w tym kontekście, brak poczucia odpowiedzialności Ministerstwa Oświaty za stan edukacji seksualnej w szkołach. I nic mnie nie obchodzi, że mizogini w sutannach wysokiego szczebla stoją nad ministrami, posłami, senatorami, burmistrzami, prezydentami miast i zioną im w kark nieświeżym oddechem z wczorajszej zakrapianej suto kolacji – ja ich nie wybierałam na swoich przedstawicieli – pretensje mam do tych, naseks2 których oddałam swój bezcenny głos. Tłumaczenie w rodzaju- no wicie, rozumicie – mogą sobie wsadzić. To co mnie w najwyższym stopniu irytuje to świadomość, że nikt i nigdy za to nie odpowie, że dzisiejsi 11-latkowie nie będą mogli pozwać państwa polskiego przed Trybunał Europejski z żądaniem wyrównania szkód i krzywd jakie przyjdzie im ponieść tylko z tytułu braku należytej staranności w organizowaniu przez państwo systemowej edukacji w szkole.

Tak sobie patrzę na te dowody bezsilności, nieudolności, braku inteligencji i kompetencji wśród elit rządzących, natchnionych tym samym duchem sadystycznego Boga co drugi wielki gracz na scenie politycznej czyli Episkopat i myślę sobie, że równie bezsilne, nieudolne, pozbawione inteligencji i kompetencji społeczeństwo nie poradzą sobie z tym problemem i odejdą powoli, w jedyne miejsce dla takich nieudaczników, czyli w niebyt, i przyznam się, że mnie to jakoś szczególnie nie martwi. Utraciliśmy już dawno tzw. zastępowalność pokoleń – i dobrze! Nie ma absolutnie żadnych ważnych powodów by taki naród trwał dłużej w historii cywilizacji.mgs_dziwisz

DSCN2308Być może odbiorcy moich dzisiejszych złotych myśli nie zgodzą się z takim postawieniem sprawy, być może uznają inne przejawy patologii społecznej za ważniejsze – cóż, mogę tylko powiedzieć, że cokolwiek nie weźmiemy pod lupę i poddamy analizie, na koniec okaże się objawem tej samej choroby. Syndrom polski to zespół objawów dysfunkcyjnych, obejmujących wszystkie zmysły, a w szczególności wzrok, słuch, czucie głębokie – które to zmysły ulegają stopniowej progresywnej atrofii, oraz węch z wybitną nadwrażliwością. Obserwuje się także w syndromie polskim wybitne wzmożenie odruchów bezwarunkowych, nadczynność w zakresie ruchów dowolnych i mimowolnych także. Nic dziwnego zatem, że organizm państwowy dla obserwatora z zewnątrz jawi się jako ten chochoł pijany, co posiał gdzieś złoty róg i kręci się wokół własnej osi, głuchy i ślepy na każdą krytykę.

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

heres-how-some-brands-have-subtly-won-over-the-lgbt-community

Leczyć? A z czego?

Od lat toczy się spór, czy za rozwój preferencji seksualnych odpowiadają czynniki biologiczne, psychologiczne, społeczne, czy też wszystkie naraz. Jakiś czas temu szwedzcy neurobiolodzy – Ivanka Savić i Per Lindström przeprowadzili badania polegające na skanowaniu mózgu w czasie wąchania substancji pochodzącej z potu mężczyzny oraz wywaru z kobiecego moczu. Badacze zaczęli się zastanawiać, czy istnieją różnice między mózgami osób tej samej płci, ale o innych preferencjach seksualnych.

Przeprowadzono badania, które sugerowały, że trzecie jądro podwzgórza u gejów jest znacznie mniejsze niż u mężczyzn heteroseksualnych. Różnica dotyczy też spoidła wielkiego, które u mężczyzn heteroseksualnych jest o 18% większe niż u kobiet i o 35% większe niż u mężczyzn homoseksualnych  Focus

Badanie nie jest do końca wiarygodne, bo nie wiadomo czy użyte do doświadczeń związki AND i EST są naprawdę feromonami. Tym bardziej, że AND występuje w pocie kobiet i mężczyzn, z tym że u tych ostatnich w większym stężeniu.

Wyniki badań najbardziej chyba ucieszyły producentów perfum, którzy mogą je używać do celów reklamowych. Różnice w reakcjach układu nerwowego u gejów i hetero nie potwierdzają, że homoseksualizm jest wrodzony albo, że wykształca się na poziomie wąchania bielizny. Wydaje się bardziej prawdopodobne, że powód leży w genetyce, bo badania nad bliźniętami wykazały, że statystycznie więcej jest osób homoseksualnych wśród bliźniąt jednojajowych niż dwujajowych, ale i to nie jest dowiedzione.

Homoseksualizm jest zagadką dla naukowców, a odwieczne stereotypy powodują wrogość wobec odmienności, której ludzie zwyczajnie nie rozumieją i boją się jej. Swojego czasu przeprowadzono badania, w których pytano się respondentów jaki mają stosunek do homoseksualistów. W grupie, która była zdecydowanie negatywnie nastawiona, zadano pytanie: czy znają lub rozmawiali kiedyś z kimś ze środowiska LGBT? Okazało się, że przeważająca część pytanych w życiu nie miała z nikim o preferencjach homoseksualnych kontaktu.

Wrogość wobec środowisk LGBT wynika głównie z ukształtowanego poglądu o niemoralności i grzechu stosunków między osobami tej samej płci. Ludzie o poglądach konserwatywnych, wśród których prym wiodą hierarchowie kościelni, potępiają homoseksualizm; twierdzą, że jest chorobą, objawem opętania, wynaturzeniem. Oceny te wynikają z ich rozumienia moralności, która wynika z błędnych przekonań i wielowiekowych przesądów.

Ludzie ferujący takie oceny nie są świadomi, że to co jest ewolucyjnie adaptacyjne, nie podlega relatywnej ocenie „moralnej słuszności”. Kochanie bliźniego jak siebie samego, nastawianie drugiego policzka, całkowite wybaczanie krzywd czy też traktowanie każdego dziecka jednakowo, rzadko lub w ogóle nie występuje w świecie natury, więc przewrotnie można by było powiedzieć, że to właśnie te postawy są „wynaturzeniami”.

Nie ma znaczenia tak naprawdę, skąd pochodzą odmienne preferencje, bo etyka nie posiada mózgu, to ludzie tworzą relacje i ustalają normy. Życie prywatne i sfera seksualności nie podlega ocenom; to co robią ludzie dorośli ze swoim życiem, jest wyłącznie ich sprawą.

Próba definiowania homoseksualizmu jako choroby jest objawem homofobii i braku wiedzy. Ludzie, którzy posługują się taką retoryką, nie wiedzą, że oceniają czyjąś tożsamość, która poddawana jest ostracyzmowi, nie zdają sobie sprawy, jakie to niesie za sobą konsekwencje. Osoby poddawane takiej opresji, jeżeli nie są odporne psychicznie, popadają w depresje i psychiczne cierpienie.

Psychologia świecka i filozofia humanistyczna, które są ponad religijnym myśleniem pachnącym kadzidłem, dowiodły, że homoseksualizm nie jest chorobą. Postawy humanistyczne szukają źródeł prawdy o człowieku w nim samym, a nie w starych księgach pisanych tysiące lat temu. To właśnie humanizm w połączaniu z filozofią i psychologią zdefiniował wykluczenie społeczne i określił uczucia związane z byciem wyrzutkiem, prześladowanym, przymusowo „leczonym” ze swojej tożsamości.

Traktowanie odmiennej tożsamości jako choroby prowadzi do absurdów, bo w ten sposób można dowieść, że wszyscy jesteśmy chorzy. Szukanie choroby tam gdzie jej być nie może i nie ma, kojarzy mi się z słowami Andrieja Wyszyńskiego: „dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”.  W wydaniu poszukiwaczy choroby, słowa te brzmią:  „dajcie mi człowieka, a znajdzie się choroba”. Ciekawe, jaką chorobę można by było znaleźć szperając w głowach szczęśliwych i religijnych homofobów?

Homoseksualiści żyjący w środowisku, które ich akceptuje w zgodzie z własną tożsamością, są szczęśliwi, tworzą udane związki; nie byłoby to możliwe, gdyby byli „chorzy”, gdyby ich zachowania były „wynaturzone” i trzeba by było – ich „leczyć”. Ten fakt jednak jest nie do przyjęcia przez homofobów, którzy kierują się zafałszowanym obrazem ludzkich zachowań, którzy nie są w stanie zrewidować swoich fałszywych przekonań wpojonych im przez kapłanów rożnej maści, wśród których to duchownych  homoseksualizm nie jest czymś wyjątkowym.

Uznanie homoseksualizmu za tożsamość seksualną wstrząsnęłoby religijnym myśleniem. Trzeba by było przyjąć humanistyczne podejście, w którym to człowiek jest najważniejszą wartością, a jego szczęście jest nadrzędną wykładnią stanowionych norm moralnych. Takie ujęcie jest nie do zaakceptowania przez ludzi, którzy bazują na poczuciu winy i średniowiecznych przesądach.

Żeby zrozumieć drugiego człowieka, trzeba go posłuchać odkładając na bok własne przekonania, trzeba umieć postawić się w jego sytuacji. W zamieszczonym filmiku, prelegent, który żyje w środowisku nie doszukującym się w nim choroby, prezentuje obraz człowieka szczęśliwego i spełnionego. Czy można uznać, że jest chory i wynaturzony? Śmiem wątpić, a osoby które tak myślą, powinny same pogrzebać w swoich głowach.

Polecam osobom wierzącym, które mają otwarty umysł, zapoznanie się z wnikliwą analizą tekstów biblijnych dotyczących homoseksualizmu, dokonaną przez teologów i naukowców. Lektura jest skomplikowana i wymaga poświecenia sporej dawki czasu, bo temat biblijnego postrzegania homoseksualizmu przez wieki podlegał systematycznym manipulacjom.

HOMOSEKSUALIZM_ROCZNIK_10_art_1

This content has 1 rok. Please, read this page keeping its age in your mind.

Wpisy Ale o co chodzi?

erotic-429760_1280

Demon ma na imię Seks.

brain-312428_1280Poprosiłam kolegę Mariusza o podrzucenie mi jakiegoś tematu. „Tylko nie Sronda!” – zastrzegłam. Dopiero co pisałam o ich bojkocie Biedronki. Zawsze po zetknięciu z poziomem intelektualnym tamtejszych pisaczy, potrzebuję kilku dni na umysłową regenerację. Głupota bowiem to porażający oręż, który potrafi zrobić w głowie spustoszenie. No to mi kolega podrzucił temat prosto z portalu www4.rp.pl. Tekst Mariusza Dzierżawskiego, polityka i działacza ruchu pro life, pt.: „Epidemia rozwiązłości”. Niech ja go dorwę! Nie Dzierżawskiego, tylko Hnatiuka.

Intuicja, dla której tytuł brzmiał podejrzanie, podpowiadała mi: „nie właź! Nie zaglądaj! Nie klikaj! Nie otwieraj!”, lecz ciekawość zwyciężyła. Znowu!

W Europie Zachodniej i Ameryce Północnej co roku dokonuje się około 3 milionów aborcji chirurgicznych. Poronień wywołanych przez środki chemiczne jest prawdopodobnie kilkakrotnie więcej. Gwałtownie zwiększa się liczba zachorowań na choroby weneryczne (najwięcej mówi się o AIDS, ale wzrost zachorowań dotyczy również wielu innych chorób), co spowodowane jest epidemią rozwiązłości.

Zadumałam się przez chwilę. Nie wiem bowiem, czy ta złowrogo brzmiąca „epidemia seksu” wynika z tego, że Kościoła tam jeszcze nie było, aby ludziom powiedzieć, że skakanie z kwiatka na kwiatek służy tylko pszczółkom? A może jednak Kościół tam był i wciskał ludziom ciemnotę, jak to ma w swoim zwyczaju, że prezerwatywa i wszelkiej maści środki antykoncepcyjne to diabelskie wynalazki, czyli zło, a zła trzeba się wystrzegać? No nie! Przecież chodzi o Amerykę Północną. Tam są ludzie, którzy twierdzą, że świat ma niespełna 6 tysięcy lat, a dinozaury żyły w tym samym czasie co ludzie. Czyli, że „Flinstonowie” to film historyczny. Kto im wodę z mózgów zrobił jak nie Kościół?

Czytam dalej:

Zjawiska te dotykają społeczeństw do niedawna chrześcijańskich. Na wiele z nich Kościół katolicki przez wieki wywierał istotny wpływ, a wymienione wcześniej problemy dotyczą również wiernych Kościoła.

A jednak był Kościółek! I choć wpływ na ludzi miał kilkuwiekowy, wytępił wiarę rdzennych mieszkańców, wymordował tych bardziej opornych, to jednak nie zdołał z reszty wyplenić naturalnej, wrodzonej skłonności, jaką jest popęd seksualny.

erotic-429760_1280Według cioci Wiki, seksualność jest:

wrodzoną, naturalną funkcją organizmu ludzkiego i jednym z zasadniczych czynników motywujących do podejmowania więzi i kontaktów interpersonalnych, mającym wymiar biologiczny, psychiczny, społeczno-kulturowy i hedonistyczny.

Wiem, że Wikipedia to nie Biblia, czyli nie wyrocznia.  Jednak tu przynajmniej można sprawdzić autorów, poszukać innych definicji i bez obawy przed grzechem, weryfikować ich treść. Ja dokładnie tak samo pojmuję seksualność. Jak sobie zrobić dobrze, wiedzą nawet dzieci w pieluchach. Niektóre przyjemność w ocieraniu się o różne meble, czy po prostu w dotykaniu swoich miejsc intymnych, odkrywają „dopiero” w wieku przedszkolnym, tylko po to, żeby w wieku dorastania zabawiać się ze sobą już na całego. I nie oznacza to, że opętał je demon. Kto się nigdy nie onanizował, niechaj pierwszy rzuci kamień!:).

Problem zaczyna się wówczas, kiedy przerażony rodzic odkrywa, że jego dziecko robi „te wstrętne rzeczy”. A fuj! Reprymendy słowne, zakazy, zawstydzanie, doprowadzają do tragicznych skutków. Dziecko mota się pomiędzy naturalną chucią a wyrzutami sumienia. Z reguły chuć wygrywa, ale z tyłu głowy pozostaje piętno – jestem zły, chory, zboczony.

Autor pisze dalej:

Przez wieki małżeństwo było projektem na całe życie, projektem wspólnym, dotykającym wszystkich wymiarów egzystencji, od spraw materialnych poczynając, na duchowych kończąc. (…). Znaczenie małżeństwa podnosił jego sakramentalny charakter. Wzorem dla małżonków miał być związek Chrystusa z Kościołem.

Nie sposób się nie zgodzić. Tak właśnie było. Jak już raz kobieta wpadła w sidła, nie było sposobu, żeby się uwolnić. Bo nie zawsze zawierała związek dobrowolnie. Często to rodzina decydowała z kim związać ją na dobre i złe. I nie ważne, że mąż bił, był gburem, może był naście lat starszy i zadowalał się na niej, kiedy tylko chciał. Ona zobowiązana była do rodzenia dzieci, podporządkowania się mężowi i znoszenia wszystkiego w pokorze, bo dwa tysiące lat temu ktoś o poziomie intelektualnym dzisiejszego kilkulatka napisał, że sam bóg powiedział: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”.

A co do związku Chrystusa z Kościołem, to Kościół ma tyle wspólnego z Chrystusem, co ja z zakonem Karmelitanek Bosych.

Atak na małżeństwo, a w konsekwencji na rodzinę, zaczął się od zakwestionowania jego religijnego charakteru.

I opadła kurtyna! Mamy ulubione przez katolików słowo „atak”. Jeśli śmiesz myśleć inaczej, niż Kościół, masz odmienne zdanie, lub nie daj panie boże, postępujesz inaczej, niż Kościół naucza, jesteś AGRESOREM!

men-161005_1280

Dalej autor bardziej się rozkręca:

Koniec XX i początek XXI wieku to nowa odsłona walki przeciw małżeństwu i rodzinie. Na tym etapie państwa i instytucje międzynarodowe aktywnie działają, aby małżeństwo i rodzinę zniszczyć ostatecznie. (…)
Zmiany w edukacji, która w coraz większym stopniu staje się domeną państwa, służą niszczeniu rodziny, a także uzależnieniu dzieci od seksu. Seks stał się bożkiem państw postchrześcijańskich.

APOKALIPSA! Przy okazji drodzy Czytacze dowiadujemy się, że mamy nowego boga. Jakby jednego było nam mało! Co prawda, nie jesteśmy państwem postchrześcijańskim tylko chrześcijańskim, ale chyba zgodzicie się ze mną, że bożek seksu i u nas się rozpanoszył. Nie oszczędza nikogo. Ani nastolatków, ani dorosłych, ani księży. Czyli nie jest to naturalny popęd, tylko paranormalne zjawisko! I na nic nie zdało się kilkunastoletnie religijne indoktrynowanie młodzieży po dwie godziny tygodniowo! Bożek seksu (nie oszukujmy się, to demon przecież) kosi swoje żniwo!

Od samego początku Kościół stawał w obronie małżeństwa i rodziny. Narażał się przez to często panującym, a Jego pasterze i wierni oddawali za nauczanie Kościoła życie. Uczniowie Chrystusa nie starali się jednak dostosować w tych kwestiach do otoczenia. Dzięki bezkompromisowości w sprawach moralnych i religijnych to oni zmienili świat, choć trwało to kilka wieków, a wielu chrześcijan za wierność zapłaciło życiem.

A było się po prostu nie wtrącać! Jak mi ktoś przyjdzie i powie, że to, co wyczyniam w sypialni z partnerem, jest niemoralne, dostanie po pysku! Kiedy z natury ludzkiej robi się zło, to cóż się dziwić, że trup ściele się gęsto? Dobre, konkretne bzykanko albo klęcznik w kościele, porządny seks albo różaniec, kosmiczne bara bara albo zadowolenie jakiegoś Papcia na wysokościach, którego nikt od wieków nie widział i nie słyszał. Doprawdy trudny wybór.

Europejczycy i Amerykanie zaakceptowali antykoncepcję, a w konsekwencji niewierność małżeńską. Dzieci rodzi się coraz mniej, za to coraz więcej jest przypadków bezpłodności. Mnożą się konkubinaty, a liczba zawieranych małżeństw spada.Obrzydliwa pornografia stała się wszechobecnym elementem życia społecznego. Edukacja seksualna, która faktycznie jest promocją rozwiązłości i dewiacji, jest obowiązkowa w Niemczech.

chalkboard-304221_1280Antykoncepcja = niewierność + mniejsza ilość dzieci + bezpłodność.

Edukacja seksualna = promocja rozwiązłości + dewiacje.

O ludzie! Co za genialny matematyk!

Konkubinat jest gorszy od małżeństwa, bo… bo jest.

Pornografia jest obrzydliwa, bo… bo jest.

Cóż za błyskotliwa argumentacja!

Aktualnym celem wrogów rodziny jest deprawacja młodzieży. Człowiek uzależniony od seksu nie jest w stanie wytrwać w wierności. To, co obserwujemy w Europie, zwłaszcza w Niemczech, to państwowa zbrodnia na młodzieży. Również w Polsce Ministerstwo Edukacji pracuje nad wprowadzeniem europejskich standardów edukacji seksualnej, które, oparte na wzorach niemieckich, przewidują seksualizację dzieci od przedszkola i zachęcają do zachowań dewiacyjnych.

I znowu w pierś (jak ktoś chce, to i w obie) muszę się uderzyć. Mój syn jest zdeprawowany maksymalnie. Dopuściłam się na nim zbrodni i pozwoliłam państwu, aby go dobiło. O seksie wie wszystko i do tego prawdę. Tę z Wikipedii, a nie kościelną. Do tego za moją zgodą uczęszcza na zajęcia WDŻ (Wychowanie Do Życia w rodzinie), gdzie penisa nazywają penisem a srom sromem. I spotkanie z seksuologiem w szkole też miał, na którym dowiedział się, że masturbacja to norma. I że ludzie mogą mieć różne preferencje seksualne, co też jest czymś normalnym. CO ZA BANDYTYZM!

Na szczęście jest szansa na ocalenie mojej córki. Nie zdąży się dzieciak załapać na podobne zajęcia, co wnioskuję po prezydencie episkopatu i sondażach, które wróżą nam rządy PiS. Przyszłość nie czeka ją świetlana. Albo wczesna i do tego niechciana ciąża, albo seks dopiero po ślubie. Sama nie wiem, co jest gorsze, ale ja…

Wiecie, ja jestem opętana.:)

 

 

Wpisy Debilaida

chains-19176__180

Bóg, Szatan – Kobieta i Koza

Bóg , Szatan – Kobieta i Koza

Przeglądałem sobie bezmyślnie strony internetowe i grupy na Facebook’u i uderzyła mnie znów ta sama myśl. Dlaczego, u licha, kobiety są wierzące!? Mam tu zwłaszcza na myśli judeo-chrześcijaństwo (btw – jakie uzasadnienie ma pisanie tych słów dużymi literami?). Pomijam fakt, że nikt nie czyta Biblii, a już na pewno ludzie wierzący, ale czasem zaglądają do kościoła i na pewno znają chociaż 10 przykazań, albo chociaż te 7?

Nikogo nie zdziwiło, że gwałt nigdzie nie jest nawet grzechem, nie mówiąc już o zbrodni? W którym przykazaniu zgwałcenie kobiety, czy zgwałcenie dziecka jest grzechem?? Otóż w żadnym! Bóg nie zapisał na kamiennych tablicach Mojżeszowi tego „wykroczenia”, za to bardzo dokładnie i wielokrotnie opisuje w starym testamencie, jak i kiedy kobiety powinny być gwałcone – taka tradycja, taka fantazja, religia sadystycznych, pustynnych wieśniaków sprzed kilku tysięcy lat.

Jednak nie mogę powiedzieć, że gwałt w judeo-chrześcijaństwie nie jest karany! Jest! Zgwałcona kobieta w wielu krajach skazywana jest na śmierć, na banicję, a choćby u nas – na społeczny ostracyzm. To ona jest przecież grzesznicą! Jeśli jest mężatką to zdradziła męża, jeśli jest panną to jest ladacznicą! Zgwałcenie nie jest grzechem – bycie zgwałconym – tak. Och, zapomniałem! Gwałt jest czasem grzechem i to nawet niekiedy śmiertelnym,  ale tylko, gdy dopuścisz się homoseksualizmu i zgwałcisz mężczyznę, chłopca! W przypadku chrześcijaństwa nasi duchowni pod tym względem są niezwykle tolerancyjni, podobnie jak w wypadku innych zbrodni seksualnych.

Tak, bo gwałt był, jest i zawsze będzie sadystyczną zbrodnią, która pozostawia ofiarę kaleką do końca życia, jeśli nie fizycznie, to na pewno psychicznie. O tym jednak, nie bez przyczyny, jak sądzę, zapominają nawet nasze sądy, robiąc sobie żarty z dramatów ludzkich. Czy jest to głupota, czy brak elementarnej edukacji – to bez znaczenia – żyjemy w zdziczałym, zabobonnym kraju. (Tu mała dygresja; jeśli czyta mnie jakiś gwałciciel – dlaczego nie wybierać na ofiary sędziów albo księży? Zawszeć to jakieś nowe doświadczenie – dla jednych i dla drugich).

 

10979489_816303195086235_1321630197_n
Oczywiście obwinicie mnie, że czepiam się słów, przeinaczam słowa, źle interpretuję Boże Słowa. Powiecie, wiele rzeczy, macie swoje zdanie, ale wypada by było ono oparte na Słowie Bożym. Przeczytajcie swoją Świętą Książeczkę.

***
Spójrzcie, już nawet nie na Muzułmanki (tu wszelki komentarz jest chyba zbędny?), spójrzcie na Żydówki. Po ślubie pobożna Żydówka musi się ogolić na łyso, służyć mężczyźnie i spełniać małżeńskie obowiązki bez gadania. Mąż ma prawo mieć kochanki. Ups!

***
U nas to wygląda nieco inaczej i nazywa się ładniej nieco – kultura patriarchalna, sprowadza się do
tego samego, choć na polskich wsiach, i nie tylko wsiach (mamy tego dowody codziennie) mężczyzna ma prawo obić kobietę. Ja tę tradycję nazwę nieładnie: „Zamknij mordę i rób co karzę, kobieto!”. Czy chcecie wierzyć w Boga, który Wami pomiata i uważa Was za coś gorszego od zwierząt domowych? Same zdecydujcie, Drogie Czytelniczki.

***
Co do samych kóz to inna myśl mi przychodzi do głowy. Ktoś kiedyś pięknie powiedział, że o człowieku świadczy podejście do zwierząt. To ciekawa myśl, bo znam wielu ateistów kochających zwierzęta, znałem nawet kilku satanistów (nie, nie smarkaczy – „prawdziwych wyznawców Szatana” – zaraz sprawę wyjaśnię) i ci także kochali zwierzęta, natomiast większej nienawiści do naszych mniejszych braci, niż na Akademii Teologii Katolickiej, czy też wśród znanych mi bardzo wierzących osób – nie znałem.

***

Przypominacie sobie protesty przeciwko prawom zwierząt? Swoją drogą, pamiętacie kto protestował przeciwko Prawom Dziecka i dlaczego? Tak jak teraz przeciwko Karcie Praw Podstawowych, kiedyś także Prawom Człowieka – protestują ci sami wyznawcy ciemnoty i zabobonu. „Nie czytać, nie myśleć, wypełniać rozkazy”.

***
Wracając do Satanizmu; Satanizm jest synonimem „zła”, okrucieństwa, sadyzmu i zdziczenia seksualnego, w tym pedofilii (i kto to mówi!?), a czymże jest satanizm? Satanizm jest odłamem judeo-chrześcijaństwa. Tak, jest częścią „kultury” i „religii” judeo-chrześcijańskiej, bo opiera się.., no właśnie.., opiera się na Starym Testamencie. Satanizm zakłada, że piekło na Ziemi jest dziełem złego Boga – Jahwe, który dawno temu pokonał Boga Dobra – Szatana. Bardzo wszystko to podobne do podstaw Buddyzmu, prawda? Po śmierci mamy zatem trafiać do Nieba lub Piekła. Czy nie wydaje Wam się, że chrześcijańsko-muzułmańskie Niebo rzeczywiście wygląda jak kraina wiecznego cierpienia?

***

Nawiasem mówiąc, o ile pamiętam w Starym Testamencie Szatan popełnił trzy „zbrodnie”, ile popełnił ich Jehowa? Gdybym nie był ateistą, to z pewnością bardziej przemawiałaby do mnie ta wersja „historii”. Ponadto, to przecież Szatan stworzył miłość, piękno i… podobno kobietę.

Bartosz Radziszewski