Wpisy

drone-407393_1920

Kij ma zawsze dwa końce…

Dziś o północy zostanie wprowadzony w całym kraju stopień alarmowy ALFA w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży.

„Premier Beata Szydło podpisała zarządzenie w sprawie wprowadzenia stopnia alarmowego +ALFA+ od północy 20 lipca do 23.59 1 sierpnia i stopień alarmowy BRAVO, jeśli chodzi o cyberprzestrzeń”powiedział PAP rzecznik rządu.

Ustawa antyterrorystyczna w formie przyjętej przez PiS to rozbój w biały dzień. Pod koniec kwietnia, Fundacja Panoptykon opublikowała projekt ustawy, w którym definicja aktu terrorystycznego brzmi zupełnie inaczej, niż w ustawie przyjętej przez PiS i opublikowanej na oficjalnych stronach rządowych. W pierwszej wersji aktem terroryzmu był czyn zagrożony karą pozbawienia wolności z górną granicą powyżej pięciu lat. Obecny zapis mówi, o przestępstwie zagrożonym karą pozbawienia wolności powyżej trzech lat.

W świetle tego zapisu nawoływanie do publikacji wyroku TK i do zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego – może zostać uznane za akt terrorystyczny. W takim przypadku ABW może wprowadzić czasowy zakaz zgromadzeń, blokować witryny w sieci i podsłuchiwać każdego obywatela bez zgody sądu.

W takiej formie ustawa jest narzędziem politycznym, które PiS może wykorzystać do walki z opozycją – nie tylko polityczną. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zablokować witryny, które promują idee niezgodne z linią polityczna partii… na przykład nasz portal.

Kij ma zawsze dwa końce, o czym zapominają wyborcy wspierający gównianą zmianę. Otóż kolejna władza będzie mogła również z tej ustawy korzystać, tylko tym razem na ich niekorzyść. Ciekawe, jaka byłaby reakcja środowisk prawicowo-katolickich na ogłoszenie, że w trakcie Dni Ateizmu zostanie w całym kraju wprowadzony stan gotowości ALFA?

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

 

 

 

 

Pożegnanie astronauty Rydzyka

Bój o życie… tylko czyje?

Po przeczytaniu tekstu w portalu Niedziela dowiedziałem się, że organizacje lewicowe, podstępem namawiają ludzi do podpisywania się pod projektem, przez który ginąć będzie tysiące dzieci. Podstęp polega na tym, że „lewactwo” straszy karaniem gwałconych kobiet i tych, które poroniły.

Lewicowym organizacjom udaje się poparcie fortelem. Straszą na ulicach karaniem gwałconych kobiet, albo tych które poroniły. Wmawiają ludziom, że matki będą musiały umierać podczas porodów. Choć feministki opowiadały mnóstwo bzdur nt. aborcji, to jednak ludzie dają się na to nabrać. Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, że jego podpis pod ustawą legalizującą aborcje praktycznie na życzenie może oznaczać wyrok śmierci dla tysięcy niewinnych dzieci.

 

Autor tekstu zauważył, że lewactwo, które dąży do zabijania dzieci jest stare, natomiast obrońcy zygot to młodzi ludzie i tych obrońców będzie pięć razy więcej.

Jest jeszcze jedna bardzo istotna różnica… Podpisy zakazujące aborcji w Polsce zbierali i przynieśli do Sejmu bardzo młodzi ludzie, a podpisy za zabijaniem zbierają głownie starsi z pokolenia 60+. Rokowania na przyszłość są więc bardzo optymistyczne, a lewica musi się w końcu pogodzić, że Polacy po prostu nie chcą, aby w ich kraju bezkarnie mordowano dzieci.

 

Na koniec standardowo przywołany został Jan Paweł oraz pouczeni zostali posłowie RP, jak mają głosować.

Obecne władze w Polsce często odwołują się do nauczania św. Jana Pawła II. Mam nadzieję, że nie „przeoczą” Papieża podczas głosowania w sprawie… życia lub śmierci.

Przedstawiciele „cywilizacji życia”, którzy dążą do całkowitego zakazu aborcji, są jak nigdy dotąd blisko osiągnięcia swojego celu. Episkopat wraz z pisowskimi politykami chcą w tym roku zawierzyć Polskę wszystkim świętym, wsadzić na tron Jezusa, odnowić chrzest Mieszka, więc sprawa aborcji musi być załatwiona.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

0000VWJBTW51OCPH-C117

Schodzimy na psy…

Plan jest taki. Jak najszybciej zmienić konstytucję i mieć w łapie cały naród, a jak się całego nie da, to musi być zagarnięte jak najwięcej.

Pisowski minister spraw zagranicznych wywołał burzę, donosząc na własny rząd do Komisji Weneckiej i ten fakt nie ma dla PiS-u żadnego znaczenia. I nic dziwnego w tym nie ma, bo tak mają komuniści, ich nie obchodzi czyjaś opinia, oni słuchają się tylko siebie.

f2ce911510afd603med

A tymczasem wieść, o dziwacznym zachowaniu państwa leżącego w centrum Europy, znanego z obalenia komuny i wprowadzenia demokracji, obiega świat lotem błyskawicy.

Pikanterii całej hecy dodaje fakt, że to właśnie kłopoty z demokracją, są przedmiotem w sprawie.

Duda: Blokada TK? Wszystko się dzieje na zasadach demokratycznych, bo taka była demokratyczna decyzja Polaków

Politycy PiS-u mają przygotowane zestawy gotowych odpowiedzi na każde niewygodne pytanie. Zestawy charakteryzują się tym, że mają wspólny mianownik — to wszystko wina Tuska i PO. PAD powiedział, że większość parlamentarna może robić, co jej się żywnie podoba, bo wygrała wybory.

I z tym panie prezydencie mamy kłopot, ponieważ władza traci mandat wyborczy, gdy łamie prawo. Nie jest transparentna dla społeczeństwa, posługuje się kłamstwami, ma w swoich szeregach byłych działaczy komunistycznych, oraz przegląd cudaków w swoich szeregach.

Jak nie lubię Obamy, tak tu trudno się z nim nie zgodzić.

… [czyli najważniejsze po…] ale jako przyjaciel i sojusznik wzywam wszystkie strony, aby wspierać instytucje demokratyczne w Polsce – podkreślił prezydent Stanów Zjednoczonych.

Praworządność, niezależna władza sądownicza i wolna prasa – to są wartości na których Stanom Zjednoczonym bardzo zależy. To są wartości, które leżą u sedna naszego sojuszu, leżą u sedna Traktatu Północnoatlantyckiego.

assimilation-373783_1280 (2)

PiS się na te wartości wypina, wartości się nie liczą, są tylko środkiem do uzyskania celu. Liczy się władza, która ma pod kontrolą swoich obywateli. Dzięki temu paragraf znajdzie się na każdego. Wystarczy prześledzić decyzje podejmowane przez ministra Ziobro, prezydencki akt ułaskawienia niezgodny z prawem.

Przejęzyczenie posła Kaczyńskiego, że nikt im nie wmówi, że białe to białe,

a

czarne to czarne,

nabiera

nowego wymiaru.

Reprymenda Obamy to w mniemaniu Kaczystów cios poniżej pasa — nie byli na to przygotowani. To, co może urodzić się w głowach najważniejszych urzędników państwowych, jest nie do przewidzenia.

Ci ludzie nie potrafią  komunikować się z obcymi im światopoglądowo ludźmi, którzy na dodatek gadają w niezrozumiałym języku.

najwyrazniej...

Czas jest gorący do końca roku mają huk roboty, muszą oddać całą Polskę pod opiekę wszystkich świętych w niebie. W tym celu trzeba uchwalić całkowity zakaz aborcji, in vitro oraz zakaz noszenia ciasnych gaci przez facetów. Celem głównym jest upadek Polski na kolana, w geście poddańczym przed Watykanem.

Papież Franciszek namawia do ochrony życia poczętego do ostatniej kropli krwi, nawet gdyby przyszło za to umrzeć.

Odnowienie chrztu Mieszka, wsadzenie na tron Marii, nadchodząca intronizacja Jezusa, oraz poświęcenie przyszłego roku Matce Boskiej, to będzie kabaret na całą Europę. Aborcja, tabletka „dzień po”, in vitro, Gender te ohydne rzeczy muszą zniknąć.

Tu jest drodzy państwo potrzebna pokuta, żarliwa modlitwa i ofiara dla kapłana.

Nie dajmy się nabrać na puste gesty katolickich hierarchów, ich gra obliczona jest na ciemny lud, który kupi każdy absurd.

Nie będzie żadnej demokracji.

Tylko rozwiązanie lub renegocjacja konkordatu ma sens…

kto to może zrobić?

Dziś już nikt.

Przechwytywanie

Będzie co świętować cały rok.

Myślę, że już nie za wiele można zrobić. Jak sobie pościeliliśmy, tak też się wyśpimy.

 

blog_sg_4063365_5494334_sz_prl2010

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

gdyby glupi

W odpowiedzi filozofom…

Tytuł zabija… DLACZEGO TO CZŁOWIEK STWORZYŁ BOGA, A NIE ODWROTNIE? 

[na czerwono cytaty z komentarza]

Dlaczego…? Dlaczego ktoś twierdzi, że to człowiek stworzył Boga a nie odwrotnie?

Już sam tytuł przewrotnie zakłada coś, co nie jest faktem.

Bo nim nie jest.

Istnienie bogów nie jest udowodnione, a więc bóg nie istnieje – nie jest faktem, jest tylko wytworem ludzkiej wyobraźni.

I to jest fakt.

… w tym aspekcie stwierdzenie, że zostaliśmy stworzeni na wzór i podobieństwo Boga nie brzmi śmiesznie?

W tym być może.

Jednak kto powiedział, że podobieństwo jest w tym aspekcie?

Podobieństwa nie ma w żadnym aspekcie, za to są próby udowodnienia istnienia czegoś, co nie istnieje. Poza tym wbrew pozorom jest to prawda, ponieważ „wzór i podobieństwo”, jest dokładnym odwzorowaniem lokalnej kultury lęku.

Bóg ma wszystkie cechy ludzkie, a więc został przez człowieka wymyślony i spersonifikowany, jako wzór doskonałego ojca, który nigdy nie wpadł do domu, bo jest cały czas w delegacji, a tak ogólnie to czeka, aż mu się w domu wszyscy sami powyrzynają.

Praktycznie, to powinno temat zamknąć, po jaki licho czekając na prosiaczka zaglądać co chwilę do norki, skoro się wie, że go nie ma w środku?

Od tego zaglądania można się tylko przekonać, że Prosiaczka… tym bardziej w norce nie ma .

„Mówi się, że Bóg pragnie, aby człowiek Go wielbił”

Mówi się… 🙂

Mówi się to, co jest napisane w książce. Parafrazując – będziesz wielbił swego boga ponad rozsądek, a jak nie będziesz, to ON cię zamorduje. Takie jest przesłanie pisemne.

Człowiek poszukuje odpowiedzi na pytanie dlaczego Bóg stworzył człowieka. Mówi się, że „niezbadane są wyroki boskie”, oraz że „nie jesteśmy w stanie pojąć Boga z powodu Jego wielkości”.

Ogólnie to są bzdury, bo odnoszą się do nieistniejącego obiektu, ale… jak już tak sobie tu rozmawiamy. Człowiek poszukuje z reguły odpowiedzi na dwa pytania: czy bóg istnieje i dlaczego pozwala na zło? Czy tak robi miłujący ojciec, który jest doskonały i może wszystko? Koncepcja boga to sprytne zestawienie pojęć, które wyklucza się z poważnej debaty, jako zbyt mętne i niejednoznaczne.

Zatem to mówienie o wielbieniu jest zwykłym poszukiwaniem pocieszenia wynikającym z koncepcji wiary – Bóg zesłał siebie w ludzkiej postaci by przekazać nam trwałe, uniwersalne i bezsporne reguły.

Bóg siebie nie zesłał, ponieważ nie istnieje, ale… jest tu pewna przewrotność. Otóż bóg podpuścił pierwszych ludzi ślicznie wyglądającym owocem, który został skonsumowany w podejrzanych okolicznościach. W wyniku czego ludzie zgrzeszyli. Bóg tak się tym przejął, że samego siebie wysłał, aby zginąć męczeńską śmiercią, biorąc na siebie ludzkie grzechy, dzięki czemu sam sobie wybaczył.

Super! Nie ma to jak samokrytyka.

A co do bezspornych reguł, to są one wynikiem adaptacji ewolucyjnej, żaden wytwór magiczny nie ma z tym nic wspólnego.

Bóg pragnie, byśmy byli dobrzy, tak jak ojciec pragnie by dzieci wyrosły na porządnych obywateli.

Bóg niczego nie pragnie, bo nie istnieje. Pragną za to ludzie. Chcą być bezpieczni i szczęśliwi – mitologia żydowska nie ma tu nic do rzeczy.

„Wyposażyliśmy naszych bogów, a są ich tysiące, w ludzkie cechy”
Następna bzdura.

Skąd ta 1 osoba liczby mnogiej, skoro wiemy że autor nie wierzy w żadnego boga?

To natomiast jest czepialstwo. Kasia jest przedstawicielką homo sapiens, więc opowiada o swoim gatunku, to prawidłowa forma.

Ja natomiast wierzę w jednego i uważam, że nie ma tysięcy.

A skąd ta pewność, że pozostałych 999 sztuk jest fałszywych? Przecież w ich istnienie wierzą miliony ludzi na świecie. Czemu oni się mają mylić, a nie Ty?

Nie antropomorfizuję też istoty tak potężnie przestrzennie intelektualnie sprawnościowo, przestrzennie czasowo różnej od nas.

Jest dokładnie na odwrót. Każda osoba wierząca antropomorfizuje koncepcję własnego boga.

Słownik języka polskiego: antropomorfizować przypisywać przedmiotom, zjawiskom natury, roślinom i zwierzętom oraz pojęciom abstrakcyjnym cechy fizyczne, psychiczne lub zachowania właściwe człowiekowi

Pytanie w tytule, w świetle tego – ma sens.

To, że palec należy do ręki, która jest częścią całego człowieka nie znaczy, że człowiek wygląda i działa jak palec.

Człowiek składa się z różnych organów dzięki którym funkcjonuje w świecie. To zdanie zupełnie nie pasuje do treści.

A jest inaczej jeśli rozważyć człowieka i psa. Człowieka i kota. Człowiek chce żeby pupil go wielbił, kochał, żeby darzył go miłością i szacunkiem.

Rozważanie kota i psa nie ma sensu bo są to ciała fizyczne. Relacja między psem a człowiekiem jest zupełnie inna niż między stwórcą a dziełem, człowiek częstując jedzeniem zwierzaki przekupuje żeby być lubianym to zaspokojenie ego nic więcej, A tak na marginesie co na to wszystko pies? Z jakiegoż to powodu istocie doskonałej ma zależeć na aktach uwielbienia, przecież to typowa ludzka cecha.

Więc jak to jest, kto na czyje podobieństwo jest zrobiony?

1 List do Koryntian 13:

4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.

Czy biblijny bóg doskonały sam te cechy przejawia?

Otóż nie przejawia.

W Starym Testamencie co chwilę traci panowanie nad sobą, wyrzyna ludzi, wybucha gniewem, pamięta do siódmego pokolenia, zabija kapłanów za pomylenie kadzidła w świątyni… end cetera, cetera.

Gadanie, że taki był plan nie ma znaczenia, bo plan jest gówniany.

Podobnie wygląda konkluzja – sprzeczna z tytułem, asekurancka, nic nie wnosząca, odrzucająca coś, co uznaje za prawdopodobne, w oparciu o argumenty, które nic nie znaczą. 

Uzasadnię: Forma tytułu określa że to my wymyślamy Boga. W konkluzji autor jednak sugeruje, że Bóg jest. – tu mamy sprzeczność.

To w takim razie sprawdźmy, co zawiera w sobie konkluzja:

Konkludując to my wymyślamy bogów, którzy zaspakajają nasze psychiczne potrzeby. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że z powodu tych naszych wyobrażeń od wieków prowadzimy okrutne wojny.

Powyższe nie oznacza, że Bóg nie istnieje. Czy Wszechświat istniał od zawsze, czy też posiada Stwórcę tego nikt nie wie.

Jeśli jednak Bóg istnieje, to nie ma on nic wspólnego z naszymi naiwnymi wyobrażeniami.

Prosto i na temat, tego nikt nie wie, ale jedno wiadomo na pewno, ludzie wymyślili tysiące bogów i żaden z nich nie istnieje. Skoro nikt nie wie, to po co zakładać, że istota ta podgląda onanizującego się gościa w domu pod kołdrą? Konkluzja jest zgodna z tytułem, tylko że to autor chciałby, żeby nie była.

Nie wiemy, czy istnieje, Nadbulburator Bulbujący więc nie ma powodu, dla którego miałbym z nim wejść w zażyłą relację.

Asekurancka? Najpierw drwi z założeń wiary, by potem stwierdzić, że nikt nie wie jaki jest Bóg, ale że jest możliwość Jego istnienia.

Nie jest możliwe jego istnienie, o czym Kasia pisze wprost. Jeśli jednak Bóg istnieje, to nie ma on nic wspólnego z naszymi naiwnymi wyobrażeniami. To dość proste, jeżeli nie jesteśmy w stanie sobie czegoś wyobrazić to tego nie ma.

To typowe asekuranctwo – Boga nie ma ale jeśli jest, to na pewno nie taki jak wy sądzicie.

A niby czemu? Bo autor nie zrozumiał cech Boga, celu naszej egzystencji, czy cech naszej relacji z Bogiem? To nie znaczy, że Bóg jest inny, tylko ze autor nie zrozumiał tych spraw 🙂

A temu, że autorka dokładnie zrozumiała cechy biblijnego Jahwe, cel naszej egzystencji i wie, że nie możliwa jest relacja z nieistniejącym obiektem. Nie można zrozumieć czegoś, co nieistnienie, tylko dlatego, że może istnieć — to humbug w czystej postaci.

Nic nie wnosi bo klepie te same puste hasła krytyczne wobec wiary i religii. Bezmyślnie co widać.

Autor nadzwyczajnie w świecie nie zrozumiał tekstu i przesłania. Komentarz relacjonuje irracjonalność wiary i tego co za sobą niesie czyli wojen, mordowania pogan… end cetera. Krytyka wierze się należy, bo to wiara tworzy sekty kościelne, które zabawiają się polityką. Tekst jest spójny w przekazie, więc nie może być bezmyślny.

Odrzuca na początku, by potem sugerować możliwość, że jednak jest. To ta infantylna sprzeczność.

Infantylnością jest dostosowywanie tezy do argumentacji. Koncepcje bogów, znane ludziom, są tylko wytworem ich wyobraźni, więc są tylko w ludzkim mózgu, zamknięci w puszeczce z kości. Natomiast jest możliwość (osobiści uważam że tak jest), istnienia obcych form życia, o których nie mamy bladego pojęcia. Być może te byty – dla nas nienazywalne – mają odmienny sposób istnienia, może ich formą życia jest anty-życie.

A argumenty którymi ją uzasadnia są po prostu … ignorancko-aroganckie.

I znów to samo.

Jest dokładnie na odwrót.

Argumenty, które obalają religijne mity nazywa się ignorancją… toż to sofizm w czystej postaci! Skoro post ten znalazł się na stronie filozofów to przypominam Sokratesa, który krytykował sofistów, że ci „nauczali filozofii za pieniądze i byli skłonni, gdy im zapłacono, udowodnić – także przed sądem – każdą rację.” Dokładnie taką robotę robią katoliccy kapłani, którzy są zdolni w ciągu 4 lat zmienić swoje nauczanie biblijne dla profitów i nikt sobie z tego nic nie robi.

Kościół katolicki jest obciążony grzechem oszustwa.

Dzięki złożonej ofierze okupu – za wszystkich ludzi – w postaci ukrzyżowanego człowieka, wierzący nie potrzebują pośredników, którzy w ich imieniu odprawiają religijne rytuały,  każą się spowiadać, odpuszczają grzechy…

To nie ma żadnego znaczenia.

Zasłona w świątyni, wraz z chwilą śmierci proroka rozerwała się na kawałki, kapłan spełnił swoją rolę, teraz jedynym pośrednikiem jest Jezus.

1 List do Tymoteusza 3:

Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony 2, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz,dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością.Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?

Cytować katolikom biblię, to tak jak machać ze statku flagami sygnalizacyjnymi do księżyca.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

 

portrait-828398_1920

„Siostro katoliczko, Bracie katoliku – zatrzymaj ustawę antyaborcyjną!”

Aborcja – temat mielony od lat powyginany na wszystkie strony, będzie mieć swój finał w najbliższym czasie. Projekt przejdzie, tak jak intronizacja i większość głupstw, które wymyśla załoga dziwolągów, Kaczyńskiego.

W mediumpublicznym.pl ukazał się – moim zdaniem rewelacyjny – list Anny Karoliny Kłys zatytułowany:

„Siostro katoliczko, Bracie katoliku – zatrzymaj ustawę antyaborcyjną!”

Proszę Was najbardziej na świecie – nie pozwólcie by wypowiadała się w waszym imieniu grupka sfrustrowanych mężczyzn, których  zasługą nie są prace badawcze, odkrycia naukowe, talenty i zdolności. 

Moja Siostro katoliczko, Mój Bracie katoliku 

Piszę do Was, bo czuję się bezradna i przerażona, przeczuwam bardzo złe rzeczy, i wiem, że tylko współpraca, rozmowa, poszukiwanie  podobieństw a nie różnic, ma jeszcze sens.

5 lipca 2016 r. do Sejmu wpłynął projekt ustawy antyaborcyjnej przygotowanej przez Instytut Ordo Iuris. Teraz rozpocznie się proces legislacyjny.

Czasami odnoszę takie wrażenie, że społeczeństwu po prostu to wisi i powiewa, ważny jest chrzest i pogrzeb, ale… politycy się przeliczą, bo temat aborcji zamiecie im sondaże.

Siostra 😀 pisze:

Jestem ateistką. To znaczy, że nie wierzę w istnienie boga. Żadnego. 

Nie jestem z tego tytułu gorsza. Ani lepsza. Tak jak Ty nie jesteś ani lepszy, ani gorszy z powodu swojej wiary. Jesteśmy INNI. I to jest jedyne.

Jesteśmy inni, a podstawą naszej różnorodności jest umiejętność przeżycia swojej dawki lat w poszanowaniu godności innych i szacunku dla siebie samego.

Dla mnie religia wyprowadzona ze świątyń, kaplic, synagog, meczetów staje się złem. Narzędziem do niszczenia, do narzucania swojej woli i wyobraźni innym.

WIĘCEJ

Tekst wielce pouczający i wart propagowania.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

vfsec

Klapa, rąsia, buźka, goździk…

27-06-2016 r. prezydent odznaczył, abp. Celestino Migliore Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi RP [Kościelny prezydent] okazało się, że to za mało. Pierwszego lipca minister Waszczykowski „dobił” arcybiskupa odznaczeniem „Bene Merito” za… działalność wzmacniającą pozycję Polski na świecie.

Abp Migliore uhonorowany odznaczeniem „Bene Merito”

„Ksiądz arcybiskup wspaniale zasłużył się i przyczynił do wzmocnienia relacji bilateralnych, jak i podniesienia (pozycji) Polski na arenie międzynarodowej. Stąd mam wielką przyjemność wręczyć księdzu arcybiskupowi to odznaczenie „+Bene Merito+” – powiedziała szef MSZ.

Minister Waszczykowski znany z tego, że rozsławia Polskę pachnącą naftaliną i wypełnia w stu procentach określenie prof. Bartoszewskiego – dyplomatołek, odznacza watykańskiego urzędnika, za zasługi na rzecz działalności wzmacniającej pozycję Polski… na arenie międzynarodowej.

…sześć lat sprawowania przez abp Migliore funkcji Nuncjusza Apostolskiego w naszym kraju to było sześć udanych lat, udanych dla relacji Polski z Watykanem, a także udanych dla promocji Polski w świecie.

Strasznie bredzi pan minister. Te sześć lat były udane, ale dla Watykanu nie dla Polski, a co do promocji to się zgadza, niestety nie jest to promocja pozytywna.

blog5

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

foto

Nadziak – broń zamachowców z głębokiej przeszłości,

Nowy numer miesięcznika „Mówią wieki” poświęcony jest zamachowi na króla Zygmunta III Wazę. Przewidziany jest pokaz obrazu, na którym pokazane, jest narzędzie zbrodni — nadziak. Dzieło jest niezwykle cennym uzupełnieniem nielicznej ikonografii tego wydarzenia. Będzie to pierwsza publiczna prezentacja płótna związanego z tym wydarzeniem.

Kiedy król minął już otwarte drzwi do korytarzyka, zza odchylonego skrzydła drzwi wypadł naraz jakiś szlachcic i wznosząc broń oburącz, zamachnął się na króla stalowym czekanem. W ciasnocie korytarza, czekan zawadził o sufit, zwinął się, odbił i trafił króla w plecy dość nieszkodliwie, bo płazem. źródło

Przechwytywanie

Muzeum w Zamku Królewskim kolekcje. 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

13537773_1755230781361742_6753748123286825040_n

Jak nie masz w głowie…

Jak nie masz w głowie… dalej można sobie dopowiedzieć.

Młodzież Wszechpolska Okręg Podkarpacie pozwoliła sobie na przeróbkę reklamy Vistuli z polską reprezentacją w piłce nożnej. Oto to arcydzieło:

13537773_1755230781361742_6753748123286825040_n

Firma Vistula, której produktów reklama dotyczy, skierowała sprawę na odpowiednie tory:

Vistula Group SA (”Spółka”) informuje i oświadcza, że opublikowanie przeróbek zdjęć i treści przez Młodzież Wszechpolską – okręg podkarpacki nastąpiło bez wiedzy i zgody Spółki. Publikacje te są całkowicie sprzeczne z polityką Spółki. Spółka sprzeciwia się tego typu działaniom i podjęła odpowiednie kroki prawne w przedmiotowej sprawie

Niestety PZPN chyba nie jest zainteresowany tematem, ponieważ ich maile milczą, a jednej z gazet ichni spec od kontaktów z mediami, tzw. rzecznik, odpowiedział, że są we Francji i nie znają sprawy. Pozostawiam bez komentarza, bo leżącego się nie kopie…

Więcej tutaj

wojna

Czy czeka nas wojna?

Gorący spór polityczny w Polsce i problemy Unii spychają na boczny tor niepokojące wieści ze świata. Coraz więcej analityków zaczyna mówić o wojnie, której areną może być Polska. Sytuacja jest niepokojąca, retoryka Antoniego Macierewicza wskazuje, że konflikt z Rosją się zaognia. Putinowi jest to na rękę, ponieważ nic tak skutecznie od biedy nie odwraca uwagę jak porządna wojenka, która może zmienić układ sił.

W wywiadzie dla tygodnika „Die Zeit dowódca wojsk lądowych USA w Europie generał Ben Hodges stwierdził że w razie agresji Rosji na kraje bałtyckie wojska NATO nie będą w stanie stanąć ich obronie. Rosja byłaby w stanie podbić kraje bałtyckie szybciej niż my bylibyśmy w stanie się przemieścić, by je bronić” – powiedział Hodges.

Amerykański generał wspomniał też o „licznych brakach”, jakie stwierdzono podczas zakończonych niedawno ćwiczeń Anakonda z udziałem żołnierzy z 22 państw NATO (…) Ani łączność radiowa, ani poczta elektroniczna nie są bezpieczne (…) niemożność wystarczająco szybkiego przetransportowania ciężkiego sprzętu z Europy Zachodniej do Europy Wschodniej.

Słyszymy więc dwie wersje. Dowódca wojsk lądowych USA twierdzi, że nie jest bezpiecznie, a minister obrony zapewnia że jesteśmy „wreszcie bezpieczni” i uprawia propagandę polityczną

Te ćwiczenia potwierdzają, że jesteśmy wreszcie bezpieczni, że Polska dzięki modernizacji armii, dzięki ciężkiemu wysiłkowi żołnierzy i oficerów, dzięki trafnym decyzjom politycznym.. powiedział Macierewicz

Putin stosuje technikę: „najpierw strzelaj, a potem pytaj się o nazwisko”. Jeśli Putinowi chodzi po głowie wywołanie wojny, to nie będzie czekać, aż  Polska się dozbroi, a żołnierze NATO wylądują mu pod granicami.

NATO nasila agresywną retorykę, Rosja jest zmuszona do podejmowania działań odwetowych – oznajmił prezydent Rosji Władimir Putin.

Manewry Anakonda – 16 były dość specyficzne, ponieważ wzięły w nich udział zaproszone przez ministerstwo obrony nacjonalistyczne oddziały ochotnicze, a właściwie prywatne wojska oligarchów Azow, OUN Aidar i Donbas z Ukrainy.

Z radykalnie nacjonalistycznych organizacji została przejęta symbolika używana przez Azow. Pułk używa m.in. symbolu „wilczy hak”. Takim samym symbolem posługiwała się m.in. dywizja Waffen-SS „Das Reich”. W symbolice batalionu znajduje się też znak „czarnego słońca”, również wykorzystywany przez neonazistów. Pułk Azow nawiązuje też do tradycji ukraińskich nacjonalistów z OUN i UPA. źródło 

Nie napawa optymizmem ogólna kondycja ministra obrony i upolitycznienie rządu, który zamiast zajmować się rządzeniem, tropi układy, dokonuje ekshumacji i więcej czasu przebywa w kościele, niż w sejmie. Historia pokazuje, że przekonanie o tym jakoby Polska była pępkiem świata, dobrze służy interesom obcych państw, które nasz kraj „używają” do własnych celów.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

Kaprawym okiem ateisty
e-mail: hnatiukmariusz@gmail.com

 

 

TTIPvideo

TTIP – tajna umowa przeciw demokracji

Świat wielkiej polityki i finansjery o ważnych umowach i decyzjach nie rozmawia w mediach, tylko za zamkniętymi drzwiami gabinetów i tak jest w wypadku TTIP. Za chwilę okaże się, że wyjście z Unii nie będzie wcale takim głupim pomysłem. Polska od lat ma jakieś chore kompleksy związanie z USA, które powodują brak sceptycznej oceny „sojusznika”, dla którego najważniejszy jest zysk.

ttip

Podpisując z Ameryką umowę Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji, Unia oddaje się w niewolę Stanom Zjednoczonym. Wszystko wskazuje na to, że najbardziej świadomi zagrożeń związanych z tą umową są Brytyjczycy i Niemcy.

TTIP

Polityka USA polega na podpalaniu nocą stodoły, aby potem w świetle dnia bohatersko pożar gasić. Stawiana jest teza, że napięte stosunki z Rosją i to, co dzieje się w Europie jest ściśle powiązane z TTIP. Zniesienie barier na handel bronią, skandaliczny sposób rozwiązywania sporów w sądach arbitrażowych, to dobrowolne oddanie władzy w Europie amerykańskim korporacjom. Polscy rolnicy, małe i średnie przedsiębiorstwa zostaną połknięte na lancz przez amerykańskie firmy.

Gdy TTIP wejdzie w życie, prywatne firmy będą mogły – omijając sądy krajowe – pozywać państwa przed orzekające w tajemnicy sądy arbitrażowe. Życzę powodzenia rządowi w Warszawie, gdy polscy rolnicy wejdą w konflikt z Monsanto, amerykańskim koncernem produkującym genetycznie modyfikowane nasiona, lub firmą Cargill, gigantem dostarczającym towary i usługi dla przemysłu rolno-spożywczego.

Amerykańskie oraz inne międzynarodowe korporacje nie mają skrupułów i żądają kompensacji od państw, nawet jeśli te działają zgodnie z demokratyczną wolą i w interesie obywateli.

To władze powinny zdawać sobie sprawę z tego, że mają do czynienia z dziką bestią, nie z udomowionym zwierzątkiem

źródło 

Powszechnie wiadomo, jak skuteczni są amerykańscy prawnicy w uzyskiwaniu odszkodowań i jakie dzięki temu osiągają zyski. Meksyk należy już do Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA), który jest tym samym co TTIP — skutki społeczne są negatywne.

Meksyk nadal ma jeden z najniższych poziomów wzrostu PKB w Ameryce Łacińskiej (o połowę niższy niż w innych państwach regionu), poniżej granicy ubóstwa żyje więcej osób niż przed przystąpieniem do NAFTA oraz, co ważne z perspektywy Polski, masowo zbankrutowali meksykańscy rolnicy – sektor stracił ok. 1,6 mln miejsc pracy. (szczegółowe dane można znaleźć w opublikowanym w lutym 2014 r. raporcie think-tanku Center for Economic and Policy Research „Did NAFTA help Mexico?”)

źródło 

Polecam tekst w Gazecie Prawnej  TTIP: 10 rzeczy, których nie wiecie o umowie UE-USA, a powinniście.

W Niemczech ludzie protestują na potęgę, 23.04.2016 w Hanowerze na ulicę wyszło ponad 30 tysięcy osób, a nasze media zajmują się linią programową TVP Kurskiego. Sto trzydzieści organizacji konsumenckich wzywa do masowych protestów, a w Polsce trwa festyn urządzony przez PiS i Rydzyka.

Dziesiątki tysięcy ludzi protestowały w Hanowerze przeciwko umowom handlowym TTIP i CETA. Okazją jest wizyta Baracka Obamy na targach przemysłowych. Kolejne demonstracje planowane są na niedzielę i poniedziałek. źródło 

I co na to KOD?

Berlin-se-ha-llenado-de-manife_54437156050_54028874188_960_639

TTIP – niejasność jest wielkością niezmienną.

TTIP coraz bliżej – Rodacy obudźcie się!

TTIP – wraca niewolnictwo

Ćwiczenia z ateizmu

uncle-sam-159463_960_720

„Prawdziwa Ameryka”, „Prawdziwa Polska”. Komentarz na gorąco.

uncle-sam-159463_960_720Przed chwilą wysłuchałem głosu korespondenta TVN24 w Nowym Jorku. Mówił, komentując wynik wyborów (cytuję z pamięci, ale wiernie), że prawdziwa Ameryka to nie Nowy Jork, to małe miasteczka. Rozumiem, że to pewien zwrot retoryczny, ale nie mogę powstrzymać się od uwagi, że należałoby z niego zrezygnować, a nie powielać (nie pierwszy raz ten korespondent to mówi). Zarówno Nowy Jork, Kalifornia i wielkie miasta, w których w większości głosowano na Clinton, jak i małe miasteczka i rejony rolnicze, gdzie głosowano częściej na Trumpa – to Ameryka. Nie można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z prawdziwą i nieprawdziwą Ameryką. Takie etykietowanie to absurd. Amerykanie są podzieleni w bardzo wielu sprawach, nie tylko w preferencjach wyborczych. Dzielenie na prawdziwą i nieprawdziwą Amerykę jest niemądre.

Czy w Polsce Warszawa, Wrocław, Gdańsk i inne duże miasta, to nieprawdziwa Polska? Zaś wsie i miasteczka białostockie, podlaskie, podkarpackie, to prawdziwa Polska? Absurd.

Rozumiem retorykę języka komentatorów i ich dążenie do ubarwienia swoich korespondencji. Ale mogliby się powstrzymać od retoryki absurdu. – Alvert Jann

flag-792067_640 (3)

PiS nie jest mocny

38 proc. badanych ufa prezydentowi Dudzie, a 50 proc. dobrze ocenia jego pracę. To słaby wynik, świadczy, że prezydent po czterech miesiącach sprawowania urzędu nie zyskuje na popularności. W wyborach w I turze uzyskał 34,76 proc. głosów, w drugiej turze 51,55 proc. Porównując obecne notowania prezydenta z wynikami wyborów, trudno mówić o wzroście poparcia. A Ryszard Petru, wyrastający na lidera opozycji, zyskał 32 proc. zaufania. To niewiele mniej niż prezydent (sondaż Millward Brown z 3 grudnia br).

Artykuł redakcyjny na portalu wPolityce.pl: 38 proc. badanych ufa prezydentowi Andrzejowi Dudzie” to próba odwracania kota ogonem, a nie poważna ocena. Zwykle po wyborach zwycięscy politycy poprawiają swoją pozycję, zyskują swoistą premię za sukces. PiS drepce w miejscu, ma w Sejmie większość, może przegłosować ustawy, ale nie jest tak mocny, jak się często obserwatorom wydaje.

Również notowania PiS i rządu są słabe, nie wskazują na wzrost poparcia.

Poparcie dla PiS utrzymuje się na poziomie uzyskanym w wyborach sejmowych – nie można tego nazwać sukcesem. PiS uzyskał w wyborach 37,58 proc. głosów i wyniki sondażowe oscylują wokół tej wielkości; w ostatnich dwóch sondażach z 27-28 listopada i 3 grudnia (IBRiS i Millward Brown) jest to mniej – 35 i 32 proc. Pisowski sojusznik Kukiz’15 (w wyborach 8,81 proc.) nie zyskuje, raczej słabnie. Bardzo duży wzrost poparcia notuje natomiast Nowoczesna, zdecydowanie opozycyjna wobec PiS (w wyborach 7,60 proc., w sondażach obecnie ok. 20 proc.). Łącznie poparcie dla Nowoczesnej i PO jest wyższe niż dla PiS. Scena polityczna nie jest zabetonowana, możliwe są znaczne zmiany, nowi mają szansę.

Rząd i pani premier Szydło rządzą krótko, ale nie zdołali wzbudzić nadziei na lepszą przyszłość. Po miodowym miesiącu pani premier ufa 30 proc. badanych, to bardzo słaby wynik.

 PiS nie jest mocny.

Wprawdzie wyniki sondaży w Polsce z różnych powodów różnią się, to jednak dają dobre rozeznanie w pozycji/rankingu partii politycznych i polityków. Wskazują też trendy, kierunki, w jakich zmienia się poparcie udzielane partiom politycznym i politykom. Nie powinno się ignorować sondaży, trzeba natomiast pamiętać, że wynik jest zawsze tylko przybliżeniem do rzeczywistości. Sondaże, które uwzględniłem, zasługują na uwagę. Dodam, że zostały przeprowadzone na reprezentatywnej próbie osób pełnoletnich, inaczej nie byłoby warto nimi się zajmować w tym miejscu.

Alvert Jann

Blog „Ćwiczenia z ateizmu” – http://polskiateista.pl/aktualnosci/blogi/cwiczenia-z-ateizmu/: „Zapraszam licealistów, studentów i wszystkich zainteresowanych na ćwiczenia z ateizmu. Co miesiąc <pierwszego>, czasami częściej, będę zamieszczał krótki tekst, poważny ale pisany z odrobiną luzu. Nie widzę siebie w roli mentora czy wykładowcy, mam na myśli wspólne zastanawianie się. – Nauka nie wyjaśnia wszystkiego, religia nic nie wyjaśnia”.

O polityce piszę w: „Komentarz do debaty przedwyborczej: Republika wyznaniowa” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/komentarz-do-debaty-przedwyborczej-republika-wyznaniowa/

Ponadto zachęcam do przeczytania:

Dowód na nieistnienie. Kogo? – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/dowod-na-nieistnienie-kogo-2/

Bóg przed trybunałem nauki” – http://polskiateista.pl/cwiceniezateizmu/bog-przed-trybunalem-nauki/

Wpisy Kaprawym okiem ateisty.

watykan

Czy Jan Paweł II powinien mieć katolicki pogrzeb?

Teologowie i kapłani katoliccy powołujący się na nauki Jezusa i biblii od wieków oszukują swoje owieczki. Dogmaty katolickie i wynikające z nich nauki oraz zalecenia to największe odstępstwo od chrześcijaństwa. Nic więc dziwnego, że katolicyzm produkuje religijnych oszołomów i patologiczne postawy.

Praktycznie każdy katolicki dogmat według norm biblijnych jest nauką odstępczą. Natomiast kapłan są odpowiednikami żydowskich faryzeuszy, którzy byli przeciwnikami nauk Jezusa, które uważali za bluźnierstwo.

Katolicka kasta kapłańska stworzyła system religijny, który jest zaprzeczeniem humanizmu.

Katoliccy biskupi zachodniej części Kanady opowiedzieli się za odmawianiem katolickiego pogrzebu osobom, które dokonały „wspomaganego samobójstwa” [eutanazji] Ich zdaniem ceremonia religijna byłaby w tym przypadku gorsząca, gdyż sprawiałaby wrażenie, że pochwala ten grzech śmiertelny. Problem z pomocą w samobójstwie polega na tym, że jest ona dokonana z premedytacjąwyjaśnia bp Simard.

Pomysł kanadyjskiego biskupa, który chce odmawiać katolickiego pogrzebu, jest dowodem na to, jak hierarchowie za pomocą szantażu emocjonalnego kontrolują swoich wyznawców..

List do Rzymian 6: 7 Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu

Watykan głosi, że tylko w Kościele katolickim jest zbawienie, że to dzięki jarmarcznym obrządkom religijnym ludzie mają szansę po śmierci zażyć rozkoszy w rajskim spa. Ten fałszywy dogmat został wymyślony tylko po to, aby mieć kontrolę nad wiernymi, ponieważ według ewangelii jest tylko jeden pośrednik Jezus i purpuraci dobrze o tym wiedzą. Tak samo, jak dobrze wiedzą, że z chwilą śmierci Jezusa stan kapłański został zniesiony.

Watykan stosuje podwójne standardy jeden dla plebsu a drugi dla swoich urzędników. Nie inaczej jest w przypadku eutanazji.

Ta chorobliwa nadwrażliwość jest mocno stronnicza, bo jak nazwać zaprzestanie intensywnej opieki utrzymywania przy życiu pacjenta, którego  stan się nie poprawi i wiadomo, że umrze? Czy Jan Paweł II wypowiadając słowa w poniższym cytacie, dokonał eutanazji, czy może został zamordowany przez lekarzy?
– Pozwólcie mi iść do domu Ojca – powiedział Jan Paweł II na łożu śmierci, nakazując zaprzestanie dalszych prób podtrzymywania przy życiu.

Eutanazja – moje wyjście

To jak to jest, czy papieżowi należał się pochówek katolicki, czy nie należał? Według poglądów kanadyjskiego biskupa i świeckiego papieża Terlikowskiego [Terlikowski mudżahedin, który walczy z eutanazją], Jan Paweł II wpisuje się w holokaust i popełnił samobójstwo, czym dopuścił się śmiertelnego grzechu.

Biskupi dobrze wiedzą, że głoszą katechizm a nie ewangelię, bo gdyby kierowali się naukami Jezusa, to straciliby robotę. W swoich szeregach od wieków tolerują homoseksualizm, uprawiają prostytucję polityczną, łamią nagminnie celibat i chronią pedofilii w sutannach. [Watykan – tu się dba o spokój duszy pedofila Wesołowskiego].

Twierdzą, że to wszystko dlatego, że kościół jest święty, a zarazem grzeszny co jest kuriozalnym tłumaczeniem prowadzącym do ukrywania patologi wśród watykańskich urzędników. Często w dyskusjach z katolikami pada argument, że księża to też ludzie, że wiara jest ponad takimi przypadkami. Jednak zapominają katolicy, że sami karmią i wspierają klasę kapłańską, będąc częścią Kościoła katolickiego.

Wiara w boga nikogo nie uprawnia do oceny zachowań ludzi niewierzących w katolickie dogmaty i nauki, bo każdy jest odpowiedzialny za siebie. Dopóki katolicy tego nie pojmą, zawsze będą spotykali się z krytyką ze strony ateistów, antyklerykałów i ludzi myślących sceptycznie, dla których nauki watykańskie NIC nie znaczą.

Na koniec dla katolików mała podpowiedź, czego powinni wymagać od biskupów, którzy tak chętnie wrzucają innym na plecy ciężary, których nosić sami nie chcą.

1 List do Tymoteusza 3 

1 Nauka ta zasługuje na wiarę. Jeśli ktoś dąży do biskupstwa 1, pożąda dobrego zadania. 2 Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony 2, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, 3 nie przebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz,4 dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością.5 Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?

ateista

Czy żyjemy wśród cymbałów?

Porozmawiajmy więc o miłości. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Ten powszechnie znany werset biblijny jest fundamentem wiary chrześcijańskiej. Chrześcijanie, a za takich uważają się katolicy, nieprzejawiający miłości do bliźnich są jak „cymbał brzmiący”

List do Kor. 3 1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący

Cymbał brzmiący określa stan wewnętrznej pustki, braku uczuć i bycia głuchym na otaczający nas świat. Jest też druga strona miłowania bliźniego jak siebie samego. Czy jest możliwe okazywanie miłości, gdy się siebie nie kocha? Jest to raczej niemożliwe, ponieważ w takim przypadku nie zna się samego uczucia, więc nie można go okazać komuś innemu.

Jednym z ważnych elementów wrażliwości na drugiego człowieka jest zaangażowanie społeczne. Homo sapiens jest gatunkiem, który żyje w stadach, a w każdym stadzie jego członkowie dbają o siebie wzajemnie i jest to interes wspólny.

Każdy kiedyś może potrzebować pomocy.

Ktoś, kto mieni się uczniem Jezusa i na co dzień ma usta pełne modlitw, brzydzi się agresją. Nie ma w nim zgody na wykluczenie społeczne. Chrześcijanin brzydzi się niesprawiedliwością, wyzyskiem i kłamstwem, bo jest to niezgodne z miłowaniem bliźniego jak siebie samego. Gdzieś czytałem, że chrześcijaństwo polega na; przesunięciu się na ławce życia tak, żeby inni mieli też swoje miejsce.

Inaczej jednak pojmują chrześcijaństwo nasi rodzimi katolicy spod znaku Bóg, Honor i Ojczyzna. W ich pojmowaniu rzeczywistości nie ma miejsca dla ludzi o odmiennym postrzeganiu świata. Gej jest potencjalnym pedofilem, ateista ma zaburzone człowieczeństwo, a uchodźca jest terrorystą.

Nie jestem zwolennikiem bezmyślnego przyjmowania migrującej ludności, ponieważ proces migracji wymknął się spod kontroli, a nasz kraj jest po prostu kompletnie nieprzygotowany na taką ewentualność. Trzeba również mieć świadomość, że zmieszanie dwóch skrajnie różnych religii monoteistycznych, to mieszanka wybuchowa.

ale…

Migracja ludności jest wynikiem procesu adaptacji ewolucji społecznej, tego procesu już się nie zatrzyma. Kwestią czasu jest, kiedy zaczną migrować ludzie z krajów, które zostały wydrenowane przez wysokorozwinięte kraje zachodu. Bogate społeczeństwa swój dobrobyt budowały na ich złożach naturalnych. Niebagatelną rolę odgrywają też zmiany klimatyczne, w wielu miejscach na ziemi brakuje wody. Ludzie będą musieli z tych terenów uciekać kierowani instynktem przetrwania. Jeżeli nie uciekną, to umrą.

Jak to jest więc z tą miłością i dbaniem o własny gatunek?

Nie miałem wpływu na to, gdzie się urodziłem tak jak i każdy człowiek na ziemi. Miałem szczęście, że urodziłem się na terenach, na których nie ma wojny, jest prąd, woda i żywność. Równie dobrze mogłem się urodzić w jednym z najbiedniejszych krajów Afryki.

Według raportu Narodów Zjednoczonych, każdego dnia głód staje się przyczyną zgonu aż 25 000 osób. Aż 9 z 10 najbiedniejszych krajów świata to państwa znajdujące się na kontynencie afrykańskim, a w całej pierwszej 20 tego smutnego rankingu znajdują się tylko 3 kraje spoza czarnego lądu. 10 Najbiedniejszych Krajów

Dziś też umrze z powodu głodu dwadzieścia pięć tysięcy przedstawicieli naszego gatunku.

 

polski ateista

„Nacjonalizm – to tylko zbiorowy egoizm”

Obecna władza wspiera ruchy narodowe, które czują się dzięki temu coraz silniejsze. Tymczasem konstytucja mówi tak:

Art. 13.
Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

nacjonalizm

Natomiast w deklaracji ideowej ONR można znaleźć stwierdzenia, które prowadzą wprost do narodzin faszyzmu w wersji zmodyfikowanej do czasów obecnych.

2. Odrzucenie demokracji liberalnej jako reżimu wrogiego Cywilizacji Europejskiej, który za miernik prawdy przyjmuje wolę większości kierującej się najczęściej niskimi pobudkami. Tym samym opowiadamy się przeciwko wszelkim formom totalitaryzmów (komunizm, narodowy socjalizm, faszyzm), jako systemom obcym Polskiej tradycji.

Surrealizm tej deklaracji, podobnie jak i wypowiedzi polityków PiS-u polega na tym, że zaprzeczają rzeczywistości – skoro twierdzą, że czegoś nie robią, to dokładnie właśnie tak robią. ONR chce obalić system demokratyczny i co dalej? Panowie chcą wprowadzić w zamian dyktat mniejszości? To jest propozycja rządów totalitarnych. I dokładnie taki cel ma Kaczyński. Nic więc dziwnego że PiS co jakiś czas puszcza oczko do nacjonalistów. 

3. Oparcie pojęć Sprawiedliwości, Moralności, Sumienia i Honoru na doktrynie Chrześcijaństwa jako religii objawionej, a przez to wykluczenie oświeceniowej ideologii praw człowieka, które stały się świeckim wyznaniem i źródłem mnożących się absurdalnych roszczeń społeczeństw, a w szczególności tzw. dyskryminowanych mniejszości.

ONR podaje w swojej witrynie, że jest ruchem społecznym skierowanym głównie do ludzi młodych i że kontynuuje między innymi „dzieło” Jana Mosdorfa, który powiedział: Nie uznajemy nikogo poza nami… To jest główne motto i esencja myślenia obecnie rządzącej partii, nic więc dziwnego, że PiS i Kościół katolicki milcząco wspierają ONR.

Prawica powołuje się na korzenie chrześcijańskie – lecz prawda jest zgoła inna. Polska nie ma korzeni chrześcijańskich, tylko słowiańskie, a te zostały wycięte przez Kościół, który promuje jarmarczny katolicyzm. Gdyby prawica tak słuchała się nauk Jezusa, musiałby wybić sobie z głowy nacjonalistyczne zapędy. Musieliby zacząć miłować bliźniego, jak siebie samego.

Sposób myślenia tych młodych ludzi budzić może tylko niepokój. Bo jak rozumieć stwierdzenie, że chcą wykluczyć osiągnięcia epoki Oświecenia, epoki rozumu? Kościół wraz z Pisowcami chce rozum Polakom wyłączyć i robi to na każdym kroku. Ideą Oświecenia jest człowiek rozumny, dążący do poznania prawdy o świecie i człowieku, a takie „fanaberie” są dla narodowców nie do przyjęcia.

Pacyfizm jest równie doktrynerski, jak wegetarianizm, ale nierównie od niego szkodliwszy. Gotowość do ekspresji nie jest celem narodu, ale warunkiem jego istnienia. Społeczeństwa niechętne wojnie ginęły zawsze w ciągu dziejów i zawsze ginąć będą. Jan Mosdorf

Minister Waszczykowski powiedział w wywiadzie dla niemieckiego tabloida Bild, że PiS: nie chce świata złożonego z rowerzystów i wegetarian – to dość uderzające podobieństwo poglądów. Pseudo prawica jest w swojej narracji agresywna i przekonana, że tylko oni mają rację, że jedynym wyjściem jest spacyfikowanie społeczeństwa, które bez silnej ręki nie potrafi prawidłowo ocenić zachodzących na świecie procesów.

Niestety trzeba spojrzeć faktom w oczy i przyjąć do wiadomości, że ruchy nacjonalistyczne będą rosły w siłę, bo dla młodych ludzi jest to kusząca ideologia. Narastające zagrożenie wojną, swoista wędrówka ludów, terroryzm, te wszystkie czynniki powodują, że młodzi ludzie boją się o swoją przyszłość. A najczęstszą odpowiedzią na strach jest agresja do wszystkiego, co obce.

Na tym mechanizmie z powodzeniem żeruje obecna władza – szkoda, tylko że nie jest zdolna do refleksji, że z ruchami nacjonalistycznymi nie ma żartów. Członkowie ONR-u zapewniają że: się przeciwko wszelkim formom totalitaryzmów (komunizm, narodowy socjalizm, faszyzm), jako systemom obcym Polskiej tradycji. I są to tylko puste frazesy, ponieważ pragną stworzyć nową odsłonę rządów totalitarnych, w których nie ma miejsca dla ateistów, homoseksualistów, lewaków i liberałów.

 

plotka polski ateista

Plotka internetowa

Plotka – obywatelski wymiar sprawiedliwości. Plotka jest rozmową między dwojgiem ludzi, w bliższej relacji na temat nieobecnych osób trzecich.

Słownik Języka Polskiego definiuje „plotkę” jako każdą nieprawdziwą informację, pogłoskę (ta dotyczy raczej zdarzeń) powodującą utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy. Jest to także rozpowszechnianie każdej niesprawdzonej i niepewnej wiadomości na czyjś temat (z definicją tą nie zgadzają się przedstawiciele nauk społecznych). Plotka i pogłoska różnią się zazwyczaj wiarygodnością. 

W naukach społecznych plotkowanie rozumiane jest jako: aktywność przyjemna sama w sobie, gadanie dla samego gadania, negatywne, złośliwe, płytkie obmawianie nieobecnych osób, wymiana oceniających informacji o nieobecnej osobie, proces wymiany informacji o nieobecnych osobach o zabarwieniu oceniającym, pomiędzy bliskimi sobie osobami.

Plotka tworzona jest po to by w nią wierzono, często jest także wyjaśnieniem obserwowanych zjawisk.

Inicjatorem plotki może być zarówno jednostka jak i cała grupa społeczna, która posiada własny system wartości i zasad. Choć cel nie zawsze jest uświadomiony, to jednak podmiot, lub grupa chce za pomocą plotki przekazać dalej swój świat zasad i reguł.

źródło

Badania wskazują, że 70% populacji regularnie plotkuje. W większości przypadków plotkowanie zaczyna się tuż po uzyskaniu odpowiedzi na pytanie: I co tam słychać? A nic nowego. Stara bida… i jak tu nie ponarzekać? A najlepiej się narzeka na innych. Plotka nie koniecznie musi być prawdziwa, ale też nie musi być kłamstwem. Zaczynając plotkować, zdajemy sobie z tego sprawę, ponieważ plotkowanie jest świadomym procesem.

Plotkowanie wcale nie jest tak złe, jak się powszechnie sądzi, ponieważ plotka scala grupę bliskich sobie osób w poszukiwaniu prawdy, chcą się dowiedzieć, jak sprawy się mają.

Jako że proces plotkowania jest świadomy osoba plotkująca przed rozwinięciem skrzydeł, zabezpiecza się przed tym, aby postrzegano ją jak osobę plotkującą. W tym celu wygłasza banał na przykład o tym, że nie lubi plotkować o kimś, kogo nie ma w trakcie rozmowy, ale…

– Powiem ci kochanieńka, że ta pani Zosia spod piątki, to przesadziła, rozpowiadając, że Marian, no wie pani ten rzeźnik, to, że on te swoje kiełbasy z papieru robi i sprzedaje za duże pieniądze…

G.W.Allport oraz L.Postman piszą o plotce jako o „propozycji wiarygodnej, przekazywanej za pomocą słowa mówionego, jednak bez wystarczających dowodów jej prawdziwości”. W dobie obecnej ta definicja powinna zostać zmieniona z uwagi na świat wirtualny, w którym plotkujemy słowem pisanym. Okazało się, że sieć jest doskonałym środowiskiem, w którym plotka potrafi roznieść się po świecie, zanim skończymy pić poranną kawę.

W sieci najlepiej sprzedaje się plotka, ponieważ niesie za sobą element spiskowy, jest intrygująca i co najważniejsze jest zawsze świeża. Informacja może być wymyślona tylko po to, aby była przekazywana jak największej liczbie odbiorców oraz po to, aby jej wierzono. Plotkowanie może mieć różne podłoże w pozytywnym działaniu, plotka zawiązuje głębsze relacje między plotkującymi, którzy w interesie swojej grupy sprawdzają informację, czy jest prawdziwa. Aby proces był kreatywny, to wszyscy wymieniają się posiadanymi wiadomościami, w których zgodnie z logiką też musi być sporo innych plotek.

W grupie, która kieruje się interesem wspólnym, a nie tanią sensacją plotka, która okazała się fałszywa, ląduje w śmieciach. Natomiast w grupie, w której są silne osobowości o przywódczych zdolnościach, plotka może być podtrzymywana i modyfikowana. Plotka, która została stworzona w celu zmiany rzeczywistości lub dokonania zemsty za doznane urazy ma w swej konstrukcji elementy zmanipulowane, które dostrajane są do aktualnych wiadomości i zamierzonego celu.

Plotka zawsze zawiera w sobie część prawdy, ponieważ nie ma skutku bez przyczyny — plotka musi zaistnieć z jakiejś przyczyny. Praktyka pokazuje, że im grupa jest bardziej zamknięta na siebie, tym większą moc mają plotki.

Czystą formą plotki, są kontrolowane przecieki prasowe, które mają za zadanie kontrolować, ale wyborców. Plotka może być adoptowana do potrzeb twórczych w postaci książek, filmów czy kabaretów i służyć do czystych celów artystycznych.

Ciekawym przykładem sekciarskich zachowań jest powolny proces wykluczania osoby z życia grupy z powodu tego, że nie chciał brać udziału w plotkowaniu. Z dnia na dzień jej akcje spadają, staje się osobą niewiarygodną, która ma złe intencje, a to z kolei zagraża grupie. Z czasem wzajemne relacje słabną z uwagi na brak dzielenia się nowymi informacjami.

Najgorszą plotką jest świadomie spreparowana i nieprawdziwa informacja, która ma zaszkodzić komuś personalnie. Osoba plotkująca chce otrzymać zadośćuczynienie emocjonalne, a jednym z nich jest ukaranie sprawcy za czyny dokonane w przeszłości lub za wybory życiowe, które nie są akceptowane przez twórcę plotki. Znane są przykłady osób rozpoznawalnych, które pokazują, że fałszywa informacja potrafi zrujnować życie zupełnie obcemu człowiekowi. Czasami, też zdarza się tak, że plotka pomaga rozwiązać problem, który by w innym przypadku funkcjonował wokoło bliskich sobie ludzi.

Czy można więc zabezpieczyć się przed szkodliwymi plotkami? Uważam, że nie można. Plotkowanie jest naszą częścią wspólną, jest jedną z form komunikacji i jak każda komunikacja może być użyta w sposób właściwy lub niewłaściwy. Najbardziej racjonalnym krokiem jest skonfrontowanie uzyskanej wiedzy od głównego bohatera plotki.

Mariusz Hnatiuk ateista

Mariusz Hnatiuk

Franciszek Papież

A Franciszek powiedział…

Papież Jan Paweł II był wielkim Polakiem… papież Franciszek to spoko koleś, który zrobi porządek w Kościele…

Gdy czytam tego typu opinie, które wypowiadają znani i mniej znani racjonaliści, to się zastanawiam, czy naprawdę są racjonalistami. Papieże są przywódcami Kościoła katolickiego — instytucji, która pasożytuje na ludziach. I żaden papież tego nie zmieni, bo nie ma takiej możliwości.

Obecny papież jest jezuitą i prowadzi wyrachowaną politykę, która polega na mówieniu tego, co ludzie chcą usłyszeć. Dotychczasowa formuła, której Polski episkopat jest emanacją, wyczerpuje się, więc papież Franciszek musi szukać nowych haseł. Co ciekawe, po jakiejś rewolucyjnej wypowiedzi papieża pojawia się sprostowanie jego słów, a sam papież do tych sprostowań się nie odnosi, można więc założyć, że w ten sposób badane są nastroje środowisk katolickich.

Podczas wizyty w Polsce z okazji Światowych Dni Młodzieży, papież Franciszek rozmawiał z polskimi biskupami – relację z tej rozmowy opublikowała portal Oko.press . Warto zapoznać się z treścią i planami na przyszłość Kościoła katolickiego, dzięki temu może niektórym spadną różowe okulary.

Polska to ostatni bastion katolicyzmu w Europie, więc Watykan jest żywo zainteresowany utrzymaniem dotychczasowego status quo w naszym kraju. Dla kleru katolickiego głównym zagrożeniem jest coraz większa świadomość ludzi, że nauki kościelne, jak i sama wiara chrześcijańska, to średniowieczny system kontroli społecznej. Klasa kapłańska każdej religii trąbi na lewo i prawo o pozytywnym wpływie ich wierzeń na społeczeństwo, mimo że fakty historyczne i wydarzenia na świecie przeczą tym twierdzeniom.

 Abp Marek Jędraszewski: Ojcze Święty, jakiego rodzaju działania duszpasterskie powinien podejmować Kościół katolicki w naszym kraju, aby naród polski pozostał wierny swojej ponad tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej? 

Pytanie jest bez sensu, ponieważ każdy kapłan powinien wiedzieć, że głównym jego zadaniem jest głoszenie i życie w zgodzie z naukami Jezusa. W Polsce nie ma czegoś takiego jak tradycja chrześcijańska, jest za to dominacja Watykańska. Biskup pyta się papieża co zrobić, żeby naród dalej tkwił w ciemnocie, tak by można było drenować kasę państwową i indoktrynować młodych ludzi.

Odpowiedź papieża na to pytanie jest dość ciekawa.

Papież Franciszek: To prawda, dechrystianizacja, sekularyzacja współczesnego świata jest silna. Wręcz bardzo silna (…) Myślę, że w tym tak zsekularyzowanym świecie mamy też inne niebezpieczeństwo, uduchowienie gnostyckie: owa sekularyzacja daje możliwość rozwoju nieco gnostyckiego życia duchowego.

Nie ma miejsca na inną duchowość niż katolicka, każda inna jest zagrożeniem dla interesów Kościoła katolickiego. Papież Franciszek jest katolickim fundamentalistą, który prowadzi z opinią publiczną cyniczną grę w „naprawę” patologicznej instytucji. Instytucji, której idee pozwalały na ludobójstwa, palenie ludzi na stosach, ukrywanie i tolerowanie w swoich szeregach pedofilii. Są to fakty, których nie można zakryć żadnymi banałami i katolickimi obrządkami.

Moim zdaniem najpoważniejszym problemem owej sekularyzacji jest dechrystianizacja: usunięcie Chrystusa, usunięcie Syna. Modlę się, odczuwam… i nic więcej. To jest gnostycyzm.

Gnostycy są zagrożeniem dla Kościoła katolickiego, tak jak każde inne środowisko, które jest poza kontrolą Watykanu.

Gnostycyzm, jedna z pierwszych prób mających na celu przetworzenie wiary chrześcijańskiej w wiedzę i pogląd na świat. Gnostycyzm był starszy od chrześcijaństwa, rozwijał się w ramach filozofii arabskiej, greckiej, judaizmu i religii Wschodu. Przyjmował różne odmiany i postacie. Największego rozkwitu doczekał się na przełomie II i III w.

Brzydkim obliczem katolicyzmu jest protekcjonalizm przejawiający się w niebiblijnym dogmacie, jakoby tylko dzięki czarom kapłanów, wierni będą zbawieni po śmierci.

KKK 846 Jak należy rozumieć to stwierdzenie często powtarzane przez Ojców Kościoła? Sformułowane w sposób pozytywny oznacza, że całe zbawienie pochodzi jedynie od Chrystusa-Głowy przez Kościół, który jest Jego Ciałem

Polityka Watykanu nigdy się nie zmieni, jeżeli ktoś uważa inaczej, to jest naiwny…

Istnieje jeszcze inna herezja, która jest również obecnie w modzie (…) Istnieje również pelagianizm, ale zostawmy go na boku, aby porozmawiać o nim w innym czasie.

Kolejnym zagrożeniem dla statusu kapłanów katolickich jest niebezpieczna doktryna, która główny nacisk kładzie na etykę. Pelagianizm głosi, że człowiek jest zdolny czynić dobro sam z siebie, został stworzony jako istota śmiertelna, a jego skłonność do grzechu wynika z siły przyzwyczajenia, przy czym grzech nie jest wpisany w ludzką naturę, a biblijny Adam dał tylko zły przykład ludzkości. Pelagianie uważają, że nie istnieje predestynacja w związku z tym, każdy człowiek może być zbawiony mocą swojej woli.

Tego typu nauki są nie do zaakceptowania przez katolickich kapłanów, są zaprzeczeniem wszystkich nauk i dogmatów, które mają uzależnić wierzących od watykańskiej instytucji. Wolność wyboru, demokracja i tolerancja to zaprzeczenie nauk katolickich. Są to niebezpieczne idee, ponieważ dają człowiekowi możliwość korzystania z aktu wolnej woli.

cdn…

nikomu-nie-mozna-juz-zaufac.

Ateista czyta biblię, a może to nie jest takie głupie…

żeby powstała, „a, biblia” z ateistycznymi przypisami. Pismo Święte jest uważane za najważniejszą księgę świata, której fundamentem jest prawda do bólu.

Niestety mity biblijne zostały „zaczarowane”, a naznaczenie opowieści „świętym przesłaniem” niesie za sobą określone konsekwencje.

Jest wiele dowodów na to, że biblijne opowieści są zestawem dość przypadkowo dobranych ksiąg, których kanoniczność, każda sekta kato-chrześcijańska widzi inaczej.

Z biblią jest pewien problem – nie jest spójna i nie wiadomo, który zestaw rozdziałów można uznać za pełny i święty, czyli taki, który został poskładany pod wpływem siły wyższej.

Chrześcijaństwo co do kwestii prawidłowego zestawienia ksiąg biblijnych, jest podzielone.

Odmiennie skład biblii widzą katolicy, protestanci, czy też Świadkowie Jehowy. Do tego dochodzą jeszcze różne stopnie ich ważności – jedne są mniej, drugie bardziej święte, a wszystko zależy, kto jak zrozumiał, i jak zinterpretował tekst.

Kto ma w takim razie rację?

Nikt… 

Księga kanonów – do wyboru, do koloru

Nieprawdziwym jest argument, padający z ust apologetów kato-chrześcijańskich, jakoby brak dowodu na istnienie iluzji, był dowodem na możliwość jej istnienia.

A to takie proste — albo coś jest, albo czegoś nie ma.

Nieuchronna rzeczywistość, bez mitów i myślenia magicznego — nic, oznacza nic, pustka, zero absolutne…

… tam nawet tego zera nie ma.

Człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie mnóstwa rzeczy.

Czy to oznacza, że mają one szansę stać się kolejnymi bogami?

Oczywiście, że tak.

W kwestiach religijnych preferuje się postawy komunistycznych szatniarzy. Wymyśliliśmy nowy koncept płaszcza, podziwiajcie i zacznijcie się mu kłaniać w podzięce, a na ciche protesty, to my odpowiadamy krótko:

I co nam pan zrobiszsz?

No to krótko…

… o Izaaku i jego dziwnym ojcu, czyli prawie zbrodnia bez sensu.

1 A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: «Abrahamie!» A gdy on odpowiedział: «Oto jestem» – 2 powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria2 i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę».

Izraelita słyszy w swojej głowie polecenie, zrobienie czegoś, czego Jahwe zabrania — ma dokonać mordu rytualnego na człowieku, a ściślej mówiąc na własnym synu. Pomysł jest tak absurdalny, że można stracić rozeznanie, o co w tym chodzi. Jednak Abraham się nie zastanawia, kto mu tak naprawdę szeptał do ucha, te pogańskie pomysły. Jak to bywa w skomplikowanych przypadkach biblijnych, do głosu dochodzą liczne interpretacje oraz opinie czy dany przekaz jest symboliczny, czy realistyczny … a słowa swoje znaczą, ich nie można zaczarować.

3 Nazajutrz rano Abraham osiodłał swego osła, zabrał z sobą dwóch swych ludzi i syna Izaaka, narąbał drzewa do spalenia ofiary i ruszył w drogę do miejscowości, o której mu Bóg powiedział.

Tatuś roku, bez zbędnych pytań planuje podstępem zwabić swojego syna w pułapkę. Dlaczego nie oznajmił radośnie synu, że o to zostanie zaszlachtowany nożem i spalony na chwałę Jahwe!?

Nie leń się, weź więcej chrustu.

Abraham, zabrawszy drwa do spalenia ofiary, włożył je na syna swego Izaaka, wziął do ręki ogień i nóż, po czym obaj się oddalili.

Trzeba mieć jakąś patologię w sobie, żeby obarczać syna chrustem, na którym ma zostać za chwilę usmażony.

7 Izaak odezwał się do swego ojca Abrahama: «Ojcze mój!» A gdy ten rzekł: «Oto jestem, mój synu» – zapytał: «Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?» 8 Abraham odpowiedział: «Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój». I szli obydwaj dalej.

To już taki wyższy poziom patologii. Ojciec łże w żywe oczy… i idzie sobie dalej.

 12 [Anioł] powiedział mu: «Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna».

141188_d0a21fbdf3a5

Po wpakowaniu syna na stos okazało się, że był to próbny alarm, taka sonda:

Czego jesteś w stanie się dopuścić, słuchając głosów w swojej głowie?

I wszyscy żyli długo i burzliwie…

Kolejna z opowieści o okrucieństwie, które miało pokazać prawdziwą wiarę. Rzecz zrodziła się w umyśle jednego człowieka, a jakie tego są konsekwencje, kto chce to zobaczy.

Wesprzyj projekt wydania książki!

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

isolated-1188090_1920

Ateista czyta biblię…

Śnięta księga od lat jest moją pasją, przez jedenaście lat przeczytałem biblię od deski do deski trzykrotnie. Czytając tekst, sprawdzałem wersety, słowa w różnych wydaniach włącznie z Septuagintą. Po każdym przeczytaniu księgi utwierdzałem się w przekonanie o tym, że biblia jest zestawem luźno dobranych mitów żydowskich. Proces charakteryzował się falowością, na początki przeczytałem biblię jako kompletny laik.

To był mój pierwszy raz.

Opowieści były dla mnie czystą formą abstrakcji, a jedynym elementem, który to porządkuje, jest magia. Niebagatelną rolę odegrają lewicowe poglądy, ale o tym będzie szerzej w książce” Świadek Jehowy z przypadku?”, którą usiłuję wydać wraz z przyjaciółmi, którym przy okazji serdecznie dziękuję,

jak… nie wiem co 🙂

Wesprzyj projekt wydania książki!

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

ghost-35852_1280

Mój drugi raz był przepełniony Duchem Świętym — czynną siłą sprawczą — STWÓRCY wszechrzeczy.

Ha! To nie takie hop siup!

Tu chodzi o ratowanie gatunku ludzkiego!!!

Absurd po dodaniu magii staje się faktem… takie nastawienie do niczego dobrego nie może doprowadzić. Dowody na to mamy przed nosem. [Dla ciekawskich polecam wyszukiwarki na naszym portalu lub archiwum, wpiszcie słowo, jakie przyjdzie Wam głowy, a dowody się znajdą.]

Ten drugi raz,

dał mi przy okazji wymierną korzyść. Pamiętam emocje, jakie wywoływała we mnie wiara. Dzięki temu doświadczeniu lepiej rozumiem wierzących. To tak jak z alkoholizmem — abstynent najlepiej zrozumie, zarówno pijanego, jak i takiego co to dopiero od stołu wstał… niestety często nie rozumie samego siebie.

A ten trzeci raz,

to była prawdziwa wojna wydana wyuczonej przez indoktrynację niepewności, na której końcu czaiła się tajemnica i związany z nią lęk. Po ukończeniu trzeciego czytania zrozumiałem, co to oznacza wiedzieć, że czegoś — nie ma.

isolated-1188090_1920

Wczoraj zaś szperając w księgach, trafiłem na Mojżesza i Księgę Hioba. Wrażenia zupełnie inne od tych, jakie miałem prawie 10 lat temu. Wiera w świętość i nieomylność biblii jest absurdalna, zaprzecza rozumowi i prowadzi do kakofonii emocji.

Tak sobie pomyślałem czy nie skomentować paru fragmentów, tak jak to dziś widzę, może zaskoczy, tym bardziej że jako portal myślimy o napisaniu książki, która by pomagała tym którzy chcą wyjść z Matriksu. No to zróbmy próbę.

Personalne widzenia Mojżesza, który… nie istniał.  

Księga Wyjścia 12:

 29. O północy Pan pozabijał wszystko pierworodne Egiptu: od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego tego, który był zamknięty w więzieniu, a także wszelkie pierworodne z bydła. 

Księga Wyjścia 3:

Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu.

Gdy zaś Pan ujrzał, że [Mojżesz] podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał <Bóg do> niego ze środka krzewu: «Mojżeszu, Mojżeszu!» On zaś odpowiedział: «Oto jestem»

Powiedział jeszcze Pan: «Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga.

Cała heca polega na tym, że fundamentem judaizmu i chrześcijaństwa jest dekalog oraz akt wybrania narodu. Smaczku tej historii dodaje Mojżesz, na którego istnienie nie ma dowodów. Bibliści kręcą, jak mogą muszą, inaczej ich wiara okaże się bezsensu. Konsekwencje tego będą poważne.

Wierny i kapłan, jeden nie istnieje bez drugiego, to się zawsze będzie kręcić, choćby nauka udowodniła czarno na białym, że koncepcje bogów są ludzkim tworem wyobraźni, to wierzący użyje swojej religijnej wyobraźni i stwierdzi, że bóg specjalnie tak zrobił. Chodzi o to, że stwórca specjalnie tak to wszystko poplątał, żeby ludzie mogli udowodnić, że ON nie istnieje, jest tworem ludzkiego mózgu — wynikiem przepływu prądu w głowie.

W tych fragmentach jest mowa o skutkach panowania Mojżesza. Nie dość, że koleś nie istniał, to na dodatek miał omamy wzrokowe, wzmocnione przekazem dźwiękowym wprost z jarających się krzaków. Więc ten niewidzialny przewodnik Mojżesz robi tak: przynosi dekalog, który wyleciał z płonących krzaków, doprowadza lud boży do ziemi obiecanej, ale że mu długo zeszło i coś tam narozrabiał, to bóg mu powiedział: takiego wałka, akurat ty nie wejdziesz do ziemi obiecanej, zdechniesz na pustyni.

Każde wydarzenie zawarte w biblii z definicji musi być świętą prawdą, tu nie ma dyskusji — każda literka jest świętą i pochodzi od boga, tym bardziej że tak jest właśnie w nie napisane. Bibliści i jej czytacze w dość specyficzny sposób rozumieją przekaz, raz jest on literalny, raz przenośnią, a zrozumienie zależy od wyznania. Jedni dadzą się pokroić, że „ten” werset jest literalny, a „tamten” to parabola. Natomiast ich adwersarze wierzą, że jest dokładnie na odwrót.

Hiob w pigułce 

Księga Hioba 1:

6 Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży 3 udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan 3 też poszedł z nimi.

4 I rzekł Bóg do szatana: «Skąd przychodzisz?» Szatan odrzekł Panu: «Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej». 8 Mówi Pan do szatana: «A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on».

9 Szatan na to do Pana: «Czyż za darmo Hiob czci Boga? 10 Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. 11 Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył».

12 Rzekł Pan do szatana: «Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki». I odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego.

Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego kości i ciała. Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył». I rzekł Pan do szatana: «Oto jest w twej mocy. Życie mu tylko zachowaj!»

Po niebie boga szwenda się gość, który kiedyś go oszukał, zamieniając się w gadatliwego węża, spieprzył mu dzieło. Żeby było bardziej odlotowo, to bóg oszusta prowokuje do zakładu, w wyniku którego pomordowani zostaną niewinni ludzie i zwierzęta. Wśród zabitych były też dzieci i teraz niech ktoś powie, że zabicie dzieci, których jedyną winą było to, że były dziećmi Hioba, mieści się w pojęciu doskonała sprawiedliwość?

Sytuacja jest idiotyczna. Ktoś, kto wymyśla tak okrutny zakład, powinien się leczyć, a nie bawić w wynalazcę istot czujących.

carafe-1095052_1280

Jeżeli Was temat zaciekawił w takim ujęciu, to mogę zrobić z tego cykl. Przemyślenia są odświeżone przy okazji prac nad książką, niektóre rzeczy od czasów pisania w portalu widzę dziś w zupełnie innym świetle, jedyne co mnie nadal wkurza to fakt, że dałem się namówić i innych namawiałem.

brrr….

naked-453253_1920

„Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony…”

Politycy i kapłani, gdy tylko otworzą usta zaczynają wychwalać dorobek Kościoła i twierdzą, że chrześcijaństwo, czyli katolicyzm jest polską tożsamością, że bez Kościoła Polska nie byłaby Polską. Prawda jednak wygląda zupełnie inaczej. Kościół jest instytucją, która dyskryminuje ludzi, niemieszczących się w pojęciu „Polak — katolik” i jest kompletnie odporny na demokrację. Religia i demokracja to dwa elementy, które nigdy nie będą do siebie pasować, a każda próba łączenia jednego z drugim, skończy się porażką.

Najlepszym probierzem każdej instytucji, jest jej stosunek do kobiet, a z tym Kościół katolicki miał i ma dalej problem.

Kościół, a kobiety

Alina Petrowa-Wasilewicz z KAI podkreślała, że dzięki dorobkowi kobiecej tradycji, Kościół jest instytucją, która zrobiła najwięcej dla godności i promocji kobiet.

Kto zna historię Kościoła katolickiego, ten wie, że to stwierdzenie jest niedorzecznością, obliczoną na religijnego odbiorcę.

Jej zdaniem, problemy te wynikają z dziedzictwa kulturowego, ale tym, co może rzeczywiście pomóc Kościołowi jest powrót do Ewangelii, do tego, żeby każdy dar, zarówno kobiecości jak i męskości rozpatrywać ewangelicznie.

Pani Wasilewicz twierdzi, że trzeba jeszcze bardziej kobiecość, rozpatrywać w zestawieniu z biblijnymi naukami. Nic bardziej mylnego. W biblii kobieta jest naznaczona grzechem, a cechą wspólną judaizmu, islamu i kato/chrześcijaństwa jest chorobliwy wręcz mizoginizm.

W społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że biblia jest niezwykle cenną księgą, której mądrość jest ponadczasowa. Wierzący są przekonani, że to, co jest napisane w księdze, pochodzi od boga a ci, co nie wierzą, uważają, że jest to po prostu zbiór żydowskich mitów. Fakt jest taki, że biblia jest najbardziej rozpoznawalną pozycją literacką na świecie i właśnie dlatego, poglądy i opinie w niej zawarte, położyły się cieniem na historię gatunku homo sapiens.

Przez wieki opowieści zawarte w biblii naznaczyły relację między kobietą i mężczyzną. Czy to się komuś podoba, czy nie taki jest fakt i warto o tym mówić, bo podświadomość nie zna się na żartach, wierzy w to, co słyszy. A słyszy od wieków, że kobieta namówiła mężczyznę do grzechu pierworodnego, czym sprowadziła na świat same nieszczęścia.

Biblijne opowieści mają to do siebie, że są plastyczne i można je interpretować w zależności od własnych przekonań i poglądów. Gdy teologowie napotykają problem z wytłumaczeniem jakiegoś biblijnego zdarzenia, które zaprzecza fizyce i logice, twierdzą, że jest to parabola, która ma czegoś ludzi nauczyć, coś im pokazać.

Opowieść o Adamie, Ewie, raju, gadającym wężu i owocu, który spowodował, że Adam z Ewą dowiedzieli się, że istnieje coś takiego jak zło, to bajka, którą wymyślili izraelici. Nauka już dawno rozprawiła się z tym mitem, jednak religia rządzi się swoimi prawami. Mit funkcjonuje.

W Starym Testamencie kobieta była traktowana jak inwentarz domowy, który należy do mężczyzny. Od urodzenia dziewczynki były naznaczane swoją płcią. Po urodzeniu chłopca kobieta „oczyszczała się” w siedem dni, a przez kolejnych trzydzieści nie mogła wchodzić do świątyni, aby niczego świętego nie dotknąć. W przypadku gdy urodziła córkę, cały cykl oczyszczenia trwał dwukrotnie dłużej, czternaście i sześćdziesiąt dni.

Księga Kapłańska 12

 2 «Powiedz do Izraelitów: Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta, tak samo jak podczas stanu nieczystości spowodowanego przez miesięczne krwawienie. 

 4 Potem ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. 

5 Jeżeli zaś urodzi dziewczynkę, będzie nieczysta przez dwa tygodnie, tak jak podczas miesięcznego krwawienia. Potem pozostanie przez sześćdziesiąt sześć dni dla oczyszczenia krwi.

Kościół przez wieki kształtował zwyczaje i prawa stanowione w Europie, więc pozycja kobiet musiała być zgodna z katolickimi dogmatami. Tacy ojcowie kościoła jak Augustyn i Tomasz z Akwinu przyczynili się do wzrostu pogardy do kobiet. Augustyn nadał grzechowi pierworodnemu charakter seksualny i przeniósł winę na kobiety. Niesamowite jest to, że i dziś wielu ludzi myśli, że z to z powodu uprawiania seksu w raju Adam z Ewą zostali z niego pognani. Ta patologiczna stygmatyzacja seksu, doprowadziła do chorobliwych prób kontrolowania wszystkiego, co związane jest z seksualnością człowieka.

Szajba, jaką mają kapłani katolicy na punkcie kategorii badawczej Gender, wynika z tego, że Kościół jest zbudowany na patriarchacie. Hierarchiczna struktura Watykanu i nauki katechizmu wykluczają zrównanie praw kobiet z mężczyznami, dlatego tak mocno atakowane są badania nad rolami kulturowymi kobiet i mężczyzn. Księża wręcz alergicznie reagują na wszystkie inicjatywy, które mogą wykazać, że król jest nagi i plecie głupoty.

Kościół nie zmieni swoich poglądów na rolę kobiet w świecie.

Trwająca w kraju od lat wojna z aborcją, antykoncepcją pokazuje, że Kościół chce, aby kobiety najlepiej siedziały w domu i rodziły dzieci. Gdy przytacza się cytaty ojców kościoła na temat kobiet, teologowie i księża twierdzą, że to średniowieczne poglądy i przywoływanie ich jest powodowane chęcią dokopania klerowi. Zapomina się przy tym, że biblia jest księgą funkcjonująca i kształtującą świadomość wielu ludzi w czasach obecnych.

Hierarchowie, twierdzą, że kobiety są otoczone szacunkiem, a palenie czarownic i średniowieczny stosunek do kobiecości to był wypadek przy pracy, taka niechlubna karta w historii Kościoła, i że dziś to już nie ma znaczenia. Otóż jest to nieprawdą — stygmatyzacja kobiet się dokonała. W mniejszym lub większym stopniu zakotwiczony jest w społecznej świadomości obraz kobiety, która jest„instrumentum diaboli”, tego żadne kazania ani encykliki nie zmienią.

Prawo moralne Księga Wyjścia 22: 17 Nie pozwolisz żyć czarownicy.

Obsceniczne psudo-dzieło „Młot na czarownice” pokazuje, jaką nienawiścią do kobiet pałali kapłani religii miłości. Jego autorzy twierdzili, że uprawianie czarów leży w kobiecej naturze, ponieważ w ich sercach tkwi niegodziwość. W Niemczech w latach 1450-1550 spalono na stosie około 100 tysięcy kobiet za „uprawianie czarów”. Obrońcy kleru katolickiego zwracają uwagę, że to głównie protestantyzm jest odpowiedzialny za płonące stosy. Otóż to nie ma znaczenia, które wyznanie więcej kobiet zamordowało, liczy się to, że tak paranoiczne zachowania miały miejsce, a podstawą ich były mity żydowskie.

Przez 100 lat, mordowano tysiąc kobiet rocznie!

Często można spotkać się z poglądem, że Nowy Testament zmienił nastawienie do kobiet, nic bardziej mylnego. Jezusowe przesłanie nie przeszkadzało w formowaniu się ohydnych poglądów, prezentowanych przez takich dewiantów jak Tomasz z Akwinu, Augustyn i cała reszta ojców katolicyzmu. Ap. Paweł w jednym ze swoich listów twierdzi, że kobieta w kościele ma nosić nakrycie głowy, ponieważ widok kobiecych włosów wywołuje niepokój… u lubieżnych aniołów. Myślę, że gdyby Paweł chciał prawdę napisać, to napisałby, że ten niepokój rodzi się w głowach lubieżnych kapłanów.

Kobieta to niedoskonały mężczyzna, twór chybiony i poroniony… kobieta jest bramą piekieł, drogą do nieprawości, żądłem skorpiona, tworem nieużytecznym… pośród wszystkich dzikich bestii nie ma szkodliwszej nad kobietę… Gdy patrzysz na kobietę, myśl, że to szatan. Kobieta jest jak przepaść piekielna… kobieta zawiera więcej wody i przez to jest defektem… mężczyzna jest zainteresowany sferą duchowości, kobieta zaś to istota próżna i niewyżyta seksualnie… kobieta pociąga duszę mężczyzny ku nizinom… Kobiety są dziećmi, osób chorych umysłowo..

Powyższe cytaty to poglądy ojców kościoła. Ten mizoginizm przeniósł się do naszych czasów, słychać go w wypowiedziach księży, którzy w swoich naukach kierują się dewizą z Listu do Efezjan: „Żony niechaj będą poddane mężom swym”. Biblia wyraźnie mówi, że kobieta została przeznaczona na „pomoc człowiekowi”.

Powodem pogardliwego stosunku apologetów dobrej nowiny o Jezusie do kobiet, jest seks i związane z nim odczuwanie żądzy. Tomek z Akwinu ogłosił seksualność: „szczególną dziedziną diabła” twierdził, że częste kontakty seksualne mogą prowadzić do niedorozwoju umysłowego. Tragiczny w skutkach okazał się celibat, który został wprowadzony głównie po to, aby po śmierci księdza, zgromadzony majątek zostawał w Watykanie. To masowe tłamszenie popędów seksualnych, musiało przerodzić się w złość na kobiety i zboczone popędy seksualne duchowieństwa.

Kobieta traktowana jest jak istota słabsza, bardziej skoncentrowana na sferze fizycznej i materialnej, to stąd wynikają próby kontroli nad kobietami. Trwający od lat koncert życzeń księży katolickich w sprawie aborcji pokazuje, jak przedmiotowo traktowane są kobiety przez kler i różnej maści nawiedzonych religiantów.

Najgorsze jest to, że ten obłęd u religiantów jest już nieuleczalny.

Temat aborcji będzie mielony aż do skutku, czyli aż do wprowadzenia całkowitego jej zakazu. Absurdalne hasła o holokauście, mordowaniu własnych dzieci, rozrywaniu płodów kowalskimi narzędziami, nakręciły atmosferę walki o cywilizację. Wspomniany Tomasz z Akwinu w sprawie aborcji pisał tak: „o zabójstwie można mówić dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi płód już uformowany”. Dziś może dojść do tego, że ochroną zostaną objęte plemniki.

Cechą wspólną wszystkich zabobonów jest przedmiotowe traktowanie kobiet. Niestety stan ten jest stały i się nie zmieni, bo na tym oparty jest patriarchat.

Czy nam się to podoba panowie, czy nie to głównie rodzaj męski urządził świat.

Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu.  1 Kor 14, 34

Rola kobiet w biblii

Wesprzyj projekt wydania książki!

Opisuję konkretne sytuacje z przeszłości, które miały wpływ na moje późniejsze decyzje, sposób, w jaki Świadkowie funkcjonują „od środka”, jak przebiega proces wykluczania krnąbrnych wyznawców ze społeczności „braci” i „sióstr”,  co powoduje w nich poczucie ostracyzmu.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy.

Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego wsparcie.

Szczegóły na stronie projektu.

„Świadek Jehowy z przypadku” 

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

Blog

„Kaprawym okiem ateisty”

sytuacja-polityczna-w-Polsce2

Proste prawdy o reformie edukacji w wersji PiS -u.

W tekście po tytułem: Kabaret „Dobra zmiana” kontynuuje trasę po Polsce. napisaliśmy:

Obecnie rządzący kabaret „Dobra zmiana” wraz z klerem katolickim, chce wychować pokolenie kato-narodowców.

Prawdę o „gównianej zmianie” w edukacji naszej młodzieży, powiedział w wywiadzie opublikowanym w  INNPoland.pl, Prezes ZNP Sławomir Broniarz. Zadał pytania, które równają z ziemią reformę edukacji w wersji PiS-u. Szef ZNP twierdzi, że ministerstwo nie potrafi spójnie i merytorycznie odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: z jakiegoż to powodu dokonują takiej rewolucji?

Zdaniem szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza jest to jednak „rewolucja bez powodu”, a jej konsekwencje odczują tylko ci najbardziej zainteresowani: uczniowie i nauczyciele.

Kaczystów interesuje tylko indoktrynowanie młodych umysłów im mniej sensowne ruchy, tym łatwiej twierdzić, że wynikają one z jakiegoś chytrego planu naprawy Polski. Problem w tym, że taki nie istnieje. Co więcej, główny winnym zepsucia kraju jest Kościół katolicki, popierany przez niebezpiecznych oszołomów religijnych, którym świat fantazji miesza się z rzeczywistością.

przeciw_polityczne_274117

Na pytanie: Co resort chce dzięki reformie osiągnąć? Szef ZNP odpowiada pytaniem:

To pytanie do autorów tej rewolucji. Ja natomiast wolałbym zapytać: z czego ta rewolucja wynika

Na to jest tylko jedna odpowiedź. Rewolucja wynika z planu zafałszowywania historii i chęci ustanowienia państwa wyznaniowego. Dzięki takiej moderacji będą wychowywać następne pokolenia wyznawców Kościoła i zwolenników „gównianej zmiany”

.. mamy pierwszy rocznik, który całkowicie przeszedł zaprojektowany wówczas system. Do dzisiaj nikt nie ocenił tamtej reformy. Nie zastanowił się na jej skutkami, nad jej mocnymi i słabymi stronami. Czym zatem resort uzasadnia tak gwałtowną, radykalną potrzebę zmian?

Marzena Drab, wiceminister MON powiedziała, że będzie więcej lekcji historii, patriotyzmu i wartości, przy czym nie uściśliła o jakie wartości chodzi. Resort realizuje wytyczne episkopatu, które zostały ustalone z biskupami na spotkani w kwietniu tego roku.

Rząd Polski, za pośrednictwem swoich przedstawicieli zdał raport watykańskim lobbystom, jak idzie wprowadzanie gównianej zmiany. I najważniejsze: edukacja. Tu aż ciarki po plecach przechodzą..”Omówiono propozycje strony rządowej związane ze szkolnictwem i systemem edukacji w Polsce.”Wychodzi na to, że rząd Polski przedkłada do akceptacji urzędnikom obcego państwa propozycję kształcenia dzieci

Prezes ZNP Sławomir Broniarz, komentując jakość debaty „Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana” stwierdza, że z debaty tej nic nie wynika. Jest wręcz przeciwnie, będzie jeden wielki chaos, po którym zostanie totalny bałagan.

Doszukiwanie się czegokolwiek pogłębionego w tej debacie niepotrzebnie ją nobilituje. To zresztą nie była debata lecz półtoragodzinny popis pani minister – bo tam nie padły żadne konkrety. Padały deklaracje, a jeżeli już pojawił się konkret – to w postaci modyfikacji ustroju szkolnego, która nie wiem z czego wynika!

PiS tak działa od początku, ma plan zdobycia całkowitej kontroli na państwem, a że musi to zrobić szybko, to robi byle jak, bez pomyślunku i kalkulacji kosztów. Kaczyński musi się spieszyć na wszelki wypadek, bo być może zostanie w najbliższym czasie, zmieciony ze sceny politycznej za swoje matactwa. Kształcenie dzieci, podsłuchiwanie ludzi, opanowanie resortów siłowych w połączeniu z nośnym populistycznymi hasłami i decyzjami, zapewni mu wzrost zdyscyplinowanych wyborców. Przejmie tych jeszcze niezdecydowanych i utwierdzi tych, co głosują na PiS po cichu.

absurdy-w-polityce

Tylko tyle trzeba Kaczystom i Episkopatowi.

.znika ponad siedem tysięcy zakładów pracy, a nikt nie traci pracy.

Na takie zestawienie faktów, nie ma innej odpowiedzi jak stwierdzenie, że: obietnice Pisu są nic nie warte, ponieważ łamią prawa matematyki klasycznej i logiki.

Nie przesadza pan? Może to jednak jakoś zadziała?

Nie. Reasumując: to, co wczoraj usłyszeliśmy, to chaos 

(…) Optymizm minister Zalewskiej, że to będzie bezkosztowe i niezauważalne, jest na wyrost. Jest obliczony na to, że wszelkie błędy popełnione przy realizacji tego przedsięwzięcia będą błędami, za które zapłacą wszyscy – tylko nie minister edukacji narodowej.

Bo w tym kraju rzadko zdarza się, żeby ktoś wyciągnął wobec siebie konsekwencje polityczne.

Dokładnie jest tak jak pan Broniarz, zauważył, w naszym kraju politycy odpowiedzialni za błędne decyzje pozostają bezkarni i mają na dodatek za to płacone.

Ostatnio w sieci mieszane są z błotem występy w TVP, dwóch pseudo kabareciarzy o prostackim poczuciu humoru, którzy co program to większe idiotyzmy wymyślają. Problem w tym, że to, co prezentują media publiczne, jest kierowane do elektoratu PiS — u. Program kabaretowy oraz wystąpienia polityków formacji rządzącej, definiują poziom intelektualny swoich wyborców.

2011_wos_pr_zad_8

Jeśli nie zostaną zatrzymane gówniane zmiany, to propagandowa papka podawana przez Kaczyńskiego i Episkopat, stanie się oficjalnym głosem „Narodu”i w tej tonacji kształtowani będą młodzi ludzie.

Mariusz Hnatiuk

Mariusz Hnatiuk

 

 

 

 

 

Propozycja wsparcia darowizną projektu wydania książki

Wydanie książki gdy nie ma się własnych środków finansowych, okupione jest ciężkimi warunkami umowy. Postanowiłem więc zrealizować projekt zwracając się do Was z prośbą o jego finansowe wsparcie.

Cała historia pokazana jest z dwóch perspektyw – oczami alkoholika mierzącego się z własnym uzależnieniem i destrukcją oraz abstynenta, który przez 4 lata terapii pozbywa się lęków nabytych w sekcie, zmieniając całkowicie swój punkt widzenia na temat wiary w boga i sensu życia.

Zapraszam na stronę poświęconą projektowi, na której zamieszczone są fragmenty książki, kwota uzyskanych do tej pory darowizn, oraz artykuły dotyczące Towarzystwa Strażnica:

 „Świadek Jehowy z przypadku?”

49

Kabaret „Dobra zmiana” kontynuuje trasę po Polsce.

Obecnie rządzący kabaret „Dobra zmiana” wraz z klerem katolickim, chce wychować pokolenie kato-narodowców. W Toruniu, który obecnie jest najbardziej opiniotwórczym regionem Polski, Anna Zalewska podsumuje Ogólnopolską Debatę o Edukacji „Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana”. Pomysły ministerstwa edukacji na reformę edukacji, zmieniają się jak w kalejdoskopie. Obecnie szefowa MEN zapowiedziała, że zostanie przywrócone osiem lat szkoły podstawowej, edukacja wczesnoszkolna w klasach I-IV i powrót do czteroletniej nauki w liceum ogólnokształcącym.

Jak mówiła Zalewska, w klasach I-IV szkoły podstawowej będzie „poziom podstawowy”, zaś w kasach V-VIII – „poziom gimnazjalny”. Następnie uczniowie będą mieli do wybory czteroletnie liceum ogólnokształcące, pięcioletnie technikum lub dwustopniową szkołę branżową (która zastąpić ma dzisiejsze szkoły zawodowe).

Zmiana ma być przeprowadzona jeszcze w tym roku, tak aby zaczęła obowiązywać od przyszłego roku szkolnego.

humor0

Marzena Drab, wiceminister MON powiedziała, że główny nacisk będzie kładziony na naukę patriotyzmu i wartości, przy czym nie uściśliła o jakie wartości chodzi. Pani wiceminister powiedziała też, że będzie więcej lekcji historii.

To, co było bardzo czytelne i bardzo mocno wybrzmiało w debatach, to przede wszystkim szkoła nowoczesna, bezpieczna, ucząca patriotyzmu i wartości.

Jest oczekiwanie, aby było więcej lekcji historii.

Nauka historii w wersji toruńsko-pisowskiej to prosta droga do uwsteczniania społeczeństwa i dalsze wpychanie naszego kraju w odmęty absurdu. To, co wyprawiają politycy za każdym razem, gdy wygrają wybory, nie ma nic wspólnego z interesem społecznym. Pisowski rząd nie oglądając się na nic, rozwala system na czynniki pierwsze tylko z jednego powodu — partyjnego interesu. Polaryzacja społeczeństwa doprowadziła do braku poczucia wspólnoty, liczy się tylko udowodnienie, że poprzednicy to są złodzieje i kretyni, którzy nie potrafią sami zawiązać sznurowadeł.

Trafnie ujął ten chory mechanizm jeden z internautów w komentarzu w portalu natemat.pl

Przechwytywanie

Nic dodać, nic ująć – prosto w punkt.

 

Wpisy Ale o co chodzi?

nazism-144975_1280

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz…

nazism-144975_1280Zaopiekuj się mną, nawet gdy nie będę chciał!

Angole biją naszych. Jednego nawet zabili, chociaż to my właśnie broniliśmy ich nieba podczas drugiej wojny światowej! Z odsieczą pognali minister spraw wewnętrznych i zagranicznych Polski. Minister sprawiedliwości też chciał, ale nie zdążył na samolot, czy cuś. Angole pewnie narobili w gacie na myśl o tym, że mógł jeszcze przylecieć polski minister obrony narodowej, który niczym MacGyver z parówki potrafi zrobić bombę. Winni nie unikną kary, a jak unikną, to i tak zostaną wytropieni przez polską spec komisję z Macierewiczem na czele. Już chodzą słuchy, że w zabójstwo Polaka zamieszana była królowa brytyjska i jej prawnuk – syn księcia Williama i Kate, trzyletni George – stary znajomy Tuska.

***

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni pasażerów nam germanił!

Polski profesor dostał od polskiego patrioty klapsa czołem w czoło, za rozmawianie w tramwaju po niemiecku z kolegą Niemcem. W Polsce po niemiecku? To już se ne vrati! W Polsce mówi się po polsku. Szkop nie umie? To niech się nauczy lub gada na migi. Z tym, że jeden „mig” (i nie chodzi tu o samoloty) – czyli wyprostowana ręka skierowana ku górze do złudzenia przypominający powitanie nazistowskie, jest zarezerwowany – dla polskich patriotów rzecz jasna.

Oczekujemy wizyty niemieckiej kanclerz, niemieckiego ministra spraw zagranicznych i niemieckiego ministra spraw wewnętrznych. Jak już się polskiego nauczą.

***

Ale jak tu takiej Chince spojrzeć prosto w oczy?

Polski patriota spokojnie wytłumaczył dwóm Azjatkom w metrze, że mają wypierdalać z naszego kraju, bo Polska jest dla Polaków, jakby trzeba to było tłumaczyć. Jakiś Polaczek drugiego sortu stanął w obronie skośnookich. Zrobiła się niezła zadyma. Polskiego patriotę siłą wyprowadzono z pociągu.

Oczekujemy interwencji polskiego ministra spraw wewnętrznych. Przecież tak się nie godzi traktować w Polsce prawdziwego Polaka. Oczekujemy również dymisji Służby Ochrony Metra, najlepiej całej, i zastąpienia jej członkami ONR. Możemy się również spodziewać wizyty… i tu nie bardzo wiadomo kogo, bo Azja jest spora i kilka krajów liczy. To może być cały desant. Jednak nie ma powodu do obaw. Wyciągarki wzbijające szybowce w powietrze już się grzeją.

not-1088697_1920

„Wojna przeciwko prawom kobiet to wojna przeciwko demokracji” – Nina Sankari

Z największą przyjemnością w przeddzień  Marszu Godności – Protest Kobiet, przedstawiam na moim blogu tekst Niny Sankari, wiceprezeski Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego, opublikowany na stronie Fundacji www.lyszczynski.com.pl

***

Ponad ćwierć wieku od początku tzw. transformacji demokratycznej w Polsce, która wprowadziła restrykcyjną ustawę antyaborcyjną, 60 lat po uzyskaniu prawa do aborcji z przyczyn społecznych w czasach PRL, 84 lata po uzyskaniu prawa do aborcji ze wskazań medycznych i prawnych w Polsce międzywojennej, polski obóz rządzący cofa Polki do czasów sprzed odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., do prawa obowiązującego w Polsce pod zaborami. Projekt całkowitego zakazu aborcji bez jakichkolwiek wyjątków i traktowanej jako przestępstwo jest takim właśnie prawem, jakie obowiązywało pod zaborami. Dziś polski rząd postępuje wobec Polek, jak zaborca ponad sto lat temu. Tak samo wobec swoich obywatelek postępowali Hitler, Mussolini, Franco, rząd Vichy, Stalin i Ceausescu.

Paragraf zabija

„Paragraf zabija” – mówił Tadeusz Boy-Żeleński, lekarz, pisarz, tłumacz, wielki humanista, a przede wszystkim bojownik o prawa kobiet. Nader chętnie dziś zapominany autor „Piekła kobiet” już w latach dwudziestych XX wieku walczył przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji i karaniu kobiety, domagając się legalizacji aborcji z przyczyn społecznych. W 1932 r. polski Sejm przyjął ustawę dopuszczającą aborcję z przyczyn medycznych oraz w przypadku ciąży będącej wynikiem czynu przestępczego. W tamtym okresie było to najbardziej liberalne (po Związku Radzieckim) ustawodawstwo w Europie. Udało się je wprowadzić wbrew sprzeciwowi Kościoła katolickiego, głównie dzięki postawie prawników i lekarzy oraz postępowych ugrupowań w Sejmie.

Aborcja z przyczyn społecznych w PRL

Legalizacja aborcji z przyczyn społecznych została w Polsce wprowadzona w 1956 r. Maria Jaszczuk, posłanka-sprawozdawczyni projektu tej ustawy przekonała posłów przy pomocy liczb: 300 tys. nielegalnych aborcji odbywających się pokątnie u „babek”, 80 tys. kobiet przyjmowanych rocznie do szpitali z poronieniem wywołanym przez znachorki, w tym 2 proc. zgonów. To tej ustawie polskie kobiety zawdzięczały 36 lat prawa do wyboru i samostanowienia. W 2007 r., na krótko przed śmiercią, 91-letnia Maria Jaszczuk z goryczą mówiła o zmarnowaniu tego wielkiego wysiłku po zmianach ustrojowych.

Powrót piekła kobiet

Słynnej transformacji demokratycznej w Polsce w 1989 r. towarzyszyło systematyczne zawłaszczanie władzy przez Kościół katolicki dzięki jego sojuszowi z konserwatywną prawicą . Kościół wystawił wysoki rachunek za swój wkład w dzieło obalenia tzw. reżimu komunistycznego. Weto polskiego Episkopatu wykluczyło możliwość wpisania do nowej konstytucji zasady rozdziału kościołów od państwa i jego świeckości czy choćby neutralności światopoglądowej.

Polki zapłaciły zdrowiem i życiem za ten rachunek. Wkrótce okazało się, że wspomniana transformacja demokratyczna ma się odbyć kosztem kobiet, ich praw i aspiracji. Prawa reprodukcyjne i seksualne kobiet stały się łupem Kościoła i ich politycznych sojuszników – prawicy. Dla lewicy i liberałów zdrada interesów kobiet także nie była zbyt wysoką ceną do zapłaty w zamian za poparcie Kościoła w innych dziedzinach, na przykład, w sprawie wyrażenia zgody na przystąpienie do UE. Ustawa antyaborcyjna z 1993 roku została uchwalona wbrew stanowisku opinii publicznej oraz z naruszeniem podstawowych zasad demokracji. Inicjatywa obywatelska domagająca się referendum w tej sprawie, pod którą zebrano ponad milion podpisów, została po prostu zlekceważona. Bardzo restrykcyjna ustawa antyaborcyjna (dopuszczająca aborcję tylko w przypadku poważnego zagrożenia dla zdrowia i życia kobiety, ciężkich wad płodu lub ciąży będącej wynikiem zabronionego czynu seksualnego), brak dostępności nowoczesnej antykoncepcji i edukacji seksualnej, nie przyczynił się do wzrostu wskaźników urodzeń w Polsce. Natomiast praktyka pokazuje, że gdy aborcja jest zabroniona, nawet w przypadkach dopuszczonych prawem zabieg ten nie jest wykonywany, powodując ogromne cierpienia kobiet i dzieci urodzonych z poważnymi, nieusuwalnymi wadami rozwoju.

Kościół przeciwko fundamentom demokracji

Można by pomyśleć, że Kościół dostał w Polsce wszystko, co chciał. Jednak jeszcze pod rządami liberalnej Platformy Obywatelskiej rozpoczęła się otwarta wojna przeciwko kobietom, przeciwko wolności, a zwłaszcza wolności sumienia, słowa i wyrazu, przeciwko systemowi władzy gwarantującemu prawa obywateli, po prostu przeciwko demokracji. Hierarchowie katoliccy posunęli się do otwartego nawoływania do nieprzestrzegania prawa powszechnego, a także do popierania agresywnych grup katolickich grożących przemocą fizyczną lub ją stosujących wobec „wrogów”. W połowie 2013 r., Kościół znalazł nowego wroga – „gender”, który stał się przyczyną wszelkiego zła w Polsce. „Gender niszczy jednostkę, gender niszczy rodzinę, gender niszczy Polskę, gender STOP”- rozbrzmiewało w Polsce.

Polska” ukrzyżowana„ od Sejmu po żłobki i przedszkola, od komisariatów policji po uczelnie wyższe; kobiety wyzute z podstawowego prawa do decydowania o swoim ciele, zdrowiu i życiu, zmuszone do rodzenia dzieci niezdolnych do przeżycia po to tylko, by bezsilnie patrzeć na ich agonię lub skazanych na cierpienia z powodu ciężkich i nieusuwalnych wad; polska szkoła publiczna przekształcona w katolicką medresę, gdzie jest więcej lekcji religii, niż fizyki, chemii i biologii; polska nauka pod presją ograniczającą swobodę badań naukowych; ocenzurowana sztuka; medycyna uznająca prymat prawa Bożego nad prawami pacjenta, system prawny przedkładający prawo kanoniczne nad prawo stanowione, Sejm, w którym posłowie modlą się o deszcz.”- taka była sytuacja w Polsce jeszcze przed przejęciem władzy przez PiS.

Frontalny atak populistycznej prawicy na demokrację

Od zwycięstwa wyborczego PiS, które dokonało się przy zdecydowanym poparciu Kościoła katolickiego najpierw w wyborach prezydenckich wiosną 2015 roku, a następnie w wyborach parlamentarnych w 2015 roku, te ataki na demokrację we wszystkich obszarach życia przybrały postać pełzającego zamachu stanu. Przed sparaliżowaniem Trybunału Konstytucyjnego, ostatniego szańca instytucji demokratycznych, zwycięzcy zaserwowali Polakom serial z gatunku thrillera politycznego, głosując noc po nocy ustawy zmierzające do demontażu demokracji, już wcześniej kulejącej w Polsce. Dwa dni po inauguracji rządów Premier Beaty Szydło doszło do dymisji czterech generałów, czystki w wojsku, służbach specjalnych i policji, do zmian na stanowiskach urzędniczych w administracji centralnej i lokalnej. Następnie założono kaganiec mediom i światu kultury, nie wspominając o wrogich deklaracjach wobec świeckości państwa. Szczególnie groźna jest tzw. ustawa antyterrorystyczna, pozwalająca na inwigilację każdego obywatela bez jakiejkolwiek kontroli oraz dająca władzy możliwość zakazu demokratycznych zgromadzeń. Jest oczywiste, że są to działania mające na celu wyeliminowanie równowagi między władzą wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą i stworzenie warunków do ustanowienia autorytarnych form władzy. Demonstracja KoD 12-12-2015Taka postawa powoduje masowe protesty organizowane przez Komitet Obrony Demokracji, a wspierane przez liczne organizacje prodemokratyczne w stolicy i innych polskich miastach.

Trzeba jednak powtórzyć, że grunt pod obecną sytuację przygotowały poprzednie partie rządzące poprzez systematyczne niszczenie świeckości i związane z tym nieprzestrzeganie wolności obywatelskich (sumienia, słowa, wyrazu)oraz antyspołeczną neoliberalną politykę, reprezentującą tylko interesy ludzi bogatych. Regresywna lewica porzuciła prostych ludzi i swoje postępowe ideały, co zakończyło się jej wykluczeniem z polskiego parlamentu, a jej elektorat został przejęty przez populistyczną i nacjonalistyczną partię PIS , która oferuje „drobnemu ludowi” nie tylko obietnice społeczne , ale również wizję godności i dumy, a nawet wyższości moralnej opartej na amalgamacie autorytarnego nacjonalizmu i katolickiego fundamentalizmu. Wizję niebezpieczną.

Prawa kobiet osią walki o demokrację

Teraz Kościół rzymskokatolicki w Polsce ma warunki do realizacji swojej koncepcji władzy absolutnej. Tu nie chodzi o rząd dusz. Gdyby nauczanie polskich biskupów było w Polsce skuteczne, nie musieliby oni narzucać swoich praw środkami politycznymi. Episkopat polski wystawił kolejną fakturę do zapłacenia polskiemu rządowi i jest to kolejna faktura, w której walutą są prawa kobiet. Fundamentaliści katoliccy, wyhodowani w atmosferze przyzwolenia ze strony mediów i intelektualistów w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, złożyli projekt całkowitego, bezwzględnego zakazu aborcji i penalizacji kobiety, lekarza oraz osób pomagających w zabiegu.

Ten projekt, który uzyskał poparcie rządu polskiego, stanowi najpoważniejszy atak na prawa kobiet od okresu międzywojennego. Polscy duchowni, zdyskredytowani przez skandale obyczajowe, łącznie z pedofilią ukrywaną w Kościele i niezwykłą zachłannością finansową, chcą narzucić swoje nakazy i zakazy nie argumentem siły wiary swoich wiernych, ale argumentem siły politycznej. Być może sumienie polskich biskupów może znieść wszystko: od pedofilii księży ukrywanej w Kościele aż po proponowanie prawa, którego wynikiem będzie kobietobójstwo. Ale to nie biskupi zasiadają w ławach poselskich. To na posłusznych i służalczych w stosunku do Kościoła politykach będzie spoczywać odpowiedzialność za tragedie kobiet. Za sojusz tronu i ołtarza kobiety już płacą swoim życiem i zdrowiem, ale ta barbarzyńska ustawa dramatycznie powiększy rachunek strat. Całkowity zakaz aborcji nie ma nic wspólnego z ochroną życia, wręcz przeciwnie, skazuje on na śmierć kobietę, dla której ciąża stanowi zagrożenie życia. Będzie ona musiała także donosić ciążę z ciężko uszkodzonym płodem czy urodzić dziecko pochodzące z gwałtu. W takich przypadkach obecnie obowiązujące prawo obłudnie nazwane „kompromisem”, choć bardzo restrykcyjne, dopuszcza w teorii legalną aborcję. Ale jak pokazuje praktyka, gdy kobieta traci prawo do wyboru, nawet prawo do legalnej aborcji przestaje być stosowane, stając się fikcją prawną.

Sprzeciw wobec tego barbarzyńskiego projektu ma szansę na mobilizację nie tylko feministek i środowisk świeckich , ale także wszystkich zwolenników demokracji, w tym chrześcijan przeciwnych wzrostowi katolickiego fundamentalizmu i autorytaryzmu w kręgach obozu rządzącego. Trzy byłe Pierwsze Damy w liście otwartym wyraziły swoje potępienie dla tego projektu. Djemila BenhabibPodczas panelu „Religie a kobiety” Djemila Benhabib opowiedziała o traumatycznym doświadczeniu aborcji wykonywanej w urągających warunkach sanitarnych na stole kuchennym przykrytym gazetą, czego o mało nie przypłaciła życiem. Panel z udziałem wybitnych feministek z Polski i zza granicy odbył się 3 kwietnia w ramach Dni Ateizmu. Tego samego dnia z inicjatywy partii „Razem” miała miejsce pierwsza wielotysięczna demonstracja pod hasłem „Nie dla torturowania kobiet!”. Tydzień później odbył się kolejny masowy protest pod hasłem „Odzyskać wybór” poparty licznymi manifestacjami solidarności za granicą.demonstracja Odzyskać wybór Zawiązał się komitet obywatelskiej inicjatywy „Ratujmy kobiety”, który złożył w Sejmie RP obywatelski projekt „Ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie” postulujący liberalizację ustawy antyaborcyjnej, w tym dopuszczalność przerywania ciąży z inicjatywy kobiety, refundowaną antykoncepcję i rzetelną edukację seksualną w szkole. Zawiązana spontanicznie na Facebooku grupa „Dziewuch” zaplanowała na 18 czerwca wielki Marsz Godności w proteście przeciwko próbie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, pozbawiającej polską kobietę wszelkiej podmiotowości i zamieniającej ją w inkubator.

Kilka lat temu, Manifa 8 marca szła w Warszawie pod hasłem „Demokracja bez kobiet to pół demokracji.” Ale demokracja bez kobiet to nie jest żadna demokracja! Kwestia aborcji , tj. kwestia samostanowienia kobiet, nie jest problemem tylko kobiet . To nie jest także problem tylko ich bliskich. Jest to problem całego społeczeństwa .

Aborcja była zakazana przez Hitlera, Mussoliniego, Franco, rząd Vichy, Stalina, Ceauşescu. Zniewolenie kobiet przez autorytarne rządy jest początkiem zniewolenia całego społeczeństwa.

***

Moi drodzy! Jutro o 11.55 (za pięć dwunasta) spotykamy się na Placu Zbawiciela, żeby pokazać, że kobiety mają swoją godność, której nie pozwolą nikomu naruszyć. NIKOMU!

 

lady-1112832_1280

Koronkowa rewolucja kobiet

lady-1112832_1280Czytając komentarze pod moim tekstem pt.: „Moje ciało, moja broszka” na grupie Dziewuchy Dziewuchom natknęłam się na link www.protestkobiet.pl udostępniony tam kilka razy. Wizyta na tej stronie skłoniła mnie do napisania niniejszego tekstu.

Nikt nie ma takiego talentu jak nasza obecna władza, do aktywizowania społeczeństwa. Do niedawna sądziłam, że my Polacy to zwierzęta kanapowe. Co prawda coraz częściej widuje się na polskich ulicach biegaczy, którzy przestali wzbudzać zdumienie, rolkarzy czy rowerzystów w każdym wieku. Mimo to wydawało mi się, że zajęci jesteśmy tylko i wyłącznie swoimi sprawami. Na dużą frekwencję w wyborach nie ma co liczyć. A po co? Wszyscy to dranie, złodzieje, debile, nie ma na kogo głosować. Może i prawda, ale jak nie idzie się głosować, też dokonuje się wyboru prawda? Wybieramy, że inni zdecydują za nas. A potem będziemy mogli biadolić przez kolejne 4 lata.

W zeszłorocznych wyborach było tak samo. W niedzielę połowa uprawnionych do głosowania wolała sobie poleżeć przed telewizorem. A w poniedziałek obudziliśmy się w innym świecie. Rzekoma większość społeczeństwa dokonała skoku cywilizacyjnego. Szkoda, że w tył — z ery nowożytnej do średniowiecza. Najpierw podnóżek przy tronie zdobył Duda, potem na tronie zasiadł Kaczyński, tyle że w czapce niewidce.

Jak to mówią „mądry Polak po szkodzie”. Podniósł się więc Polak z kanapy i wyszedł na ulicę razem z KOD. I tak wałęsamy się po tych ulicach co jakiś czas. Idziemy, żeby zaprotestować, żeby się pokazać, żeby pośmiać się i pokrzyczeć. Niektórym się znudziło, bo nie wiedzą efektu. Dokąd to dreptanie ulicami miast ma nas doprowadzić? Inni wpadli w trans. Tydzień bez manifestacji to tydzień stracony. Policja z warszawskim ratuszem wciąż uczą się liczyć. Teraz 50 tysięcy = 5 tysięcy. Jedna stacja telewizyjna cały dzień pokazuje manifestacje, inna udaje, że ich tak naprawdę nie ma. Ot, jakiś tam paru zadymiarzy sparaliżowało miasta. Król absolutny Jaro ze swoimi kukiełkami wciąż odgrywają jeden dramatyczny teatrzyk. Osaczenie przez zdrajców narodowych, roślinożernych rowerzystów w futrach z norek oderwanych od koryta.

KOD zaczął się dzielić. Nie wszystkim podoba się jego twarz — uśmiechnięta, spokojna, wręcz spolegliwa. Na jednym z marszów nie byłam celowo. To ten wspierający Wałęsę. Prawdę mówiąc, niewiele mnie obchodzi, czy był Bolkiem, czy Lolkiem, czy dla większej konspiracji Tolą. W tamtych czasach zrobił swoje, ale prezydentem był w mojej ocenie fatalnym. Na wczorajszym marszu nie byłam, bo nie mogłam. Pracowałam cały dzień. Poza tymi dwoma przypadkami jestem z KOD od początku, czyli z ludźmi, którzy nie wyrażają zgody na „dobrą zmianę”, która zmianą jest jak z koszmaru. Powoli jednak tracę sens, nie rozumiem, do czego to wszystko ma zmierzać? Co ma nam wszystkim to dać? Czy jest jakiś kres tej drogi?

I nagle projekt środowisk pro-life na zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. A potem powstanie grupy Dziewuchy Dziewuchom i pierwsza zorganizowana przez nie manifestacja. Wiatr tak dmuchnął w moje żagle, że prawie się przewróciłam. Co dalej? Zbieramy podpisy pod naszym (wolnych kobiet) projektem. Oni całkowity zakaz aborcji? My aborcja na życzenie. Dlaczego nie?

Są głosy przemawiające za tym, aby utrzymać obecne status quo. Lepszy wróbel w garści niż słowik na dachu. Obrońcy obecnie obowiązującej ustawy głoszą, że społeczeństwo nie jest gotowe na przyznanie kobietom praw, które powinny mieć od dawna, że domaganie się aborcji na życzenie, to strzał w kolano. Ci ludzie zapominają o klauzuli sumienia i „dziecku Chazana”. To ten „kompromis”, czyli prezent ówczesnych władz dla KK, doprowadza do takich sytuacji, że lekarze odmawiają zabiegów, do których zobowiązuje ich NFZ, pozawalają rodzić się dzieciom potworkom, które nie mają żadnych szans na przeżycie, i każą rodzicom patrzeć na ich agonię. W imię boga miłosiernego, który ponoć tego oczekuje od ludzi.

Na początku lat 90. uczęszczałam do LO. Zbierałam podpisy przeciwko ustawie antyaborcyjnej. Z listami byłam wszędzie, nawet we własnej szkole. Rzadko spotykałam się z szykanami. Uzbierałam ich tyle, że wyrosłam na lokalną bohaterkę lewicową, choć mało interesowała mnie wówczas polityka. Milion podpisów, w tym moje listy poszły na śmietnik. Bo „kompromisu” władza nie zwierała z narodem, tylko z KK. Kiedy dowiedziałam się o obecnym projekcie ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie, który proponuje aborcję na życzenie, edukację seksualną, darmową antykoncepcję dla najuboższych i rozprawia się z klauzulą sumienia, poczułam, jakby cofnął się czas. Nie żałuję tamtego, pozornie straconego czasu na zbieranie podpisów. Mam przynajmniej świadomość, że COŚ robiłam, nie byłam bierna, działałam.

Co dalej pytam? Czy manifestacje oprócz poczucia wspólnoty, solidarności, radości bycia razem z ludźmi podobnie myślącymi przyniosą jakieś efekty? Są ważne, to pewne. Ale ważniejsze jest według mnie wytyczenie celu do osiągnięcia, planu działania. To właśnie proponuje Protest Kobiet. Koronkowa rewolucja trwa.

Krwawa rewolucja to domena mężczyzn, my swoje cele możemy osiągnąć solidarnością, wspólnotą, koronkowym — starannie i konsekwentnie przeprowadzonym protestem.

Aby stworzyć koronkowe dzieło, potrzeba czasu. Koronkowa rewolucja stawia przed sobą dalekosiężne cele: wywołanie poważnej debaty publicznej nad poszanowaniem praw obywatelskich kobiet w Polsce; zmiana polityki państwa wobec kobiet, respektowanie ich wszystkich praw obywatelskich: prawa do życia, do opieki zdrowotnej, do edukacji, do samostanowienia, do sprawiedliwego sądu, do prywatności, do wolności słowa i przekonań, do godności i szacunku; wdrożenie systemu edukacji, zapewniającego dostęp do wiedzy prawnej, biologicznej i medycznej w zakresie praw i obowiązków kobiet jako obywateli; przyczynienie się do poczucia bezpieczeństwa i nietykalności kobiet; przywrócenia pełni praw reprodukcyjnych; skutecznego egzekwowania alimentów; surowych kar dla gwałcicieli; surowych kar dla sprawców przemocy; edukacji seksualnej dla kobiet i dzieci.

18 czerwca odbędzie się w Warszawie MARSZ GODNOŚCI. Początek „za pięć dwunasta” na Placu Zbawiciela. Gorąco namawiam wszystkich, dla których los kobiet nie jest obojętny.

„Dziergajmy” więc i „wykłuwajmy” wspólne sploty pięknej sieci, która w końcu stworzy nasz kraj przyjaznym dla ludzi, zamota wszelkie zapędy do zniewalania i władzy absolutnej nad ciałem i umysłem człowieka. Uświadomi uzurpatorom, że uruchomili niepowstrzymaną siłę, siłę kobiet. Chcą nas zmusić do heroizmu? Prosimy bardzo. Patrzcie. I nie dziwcie się. Kobiety są zdolne do wszystkiego dla dobra swoich rodzin. (www.protestkobiet.pl)

 Panowie, wspierajcie nas! 🙂

ulotka

Dyktat mniejszej większości wg Świeckiej Polski :-)

DSC06804Obchody Dni Ateizmu rozpoczęłam z Koalicją Ateistyczną. Po konferencji prasowej, na której nie pojawił się żaden przedstawiciel mediów, za co dowcipnie podziękował rzecznik prasowy KA Jarosław Kowal, odbyła się niezwykle interesującej prezentacja Świeckiej Polski, dotycząca statystyk Kościoła na temat liczby wiernych i ich wpływu na sytuację w naszym kraju.

Pierwszy zabrał głos Rafał Maszkowski, który poinformował, że Świecka Polska zaprosiła do udziału w tej prezentacji przedstawiciela Instytutu Statystyk Kościoła Katolickiego, który mógłby ewentualnie podjąć polemikę, jednak ISKK nie zgodził się na oddelegowanie do tej roli żadnego ze swoich pracowników. Ciekawe dlaczego?

Ciekawostką jest również to, że ISKK nie podaje konkretnych liczb, za to posługuje się współczynnikami – dominicantes i communicantes. Pierwszy służy do obliczenia osób chodzących na msze, drugi do obliczenia osób przyjmujących komunię świętą. Liczenie to odbywa się podczas jednej mszy w październiku. To wygodny miesiąc dla Kościoła – miesiąc maryjny, dni papieskie, dostarczanie przez wiernych nazwisk na tzw. wypominki przed 1 listopada. Według ISKK 82% wiernych jest zobowiązanych do chodzenia na msze. 18% zwolnionych z tego obowiązku to dzieci poniżej 7 roku życia, ludzie starzy i chorzy. Oczywiście do ustalenia liczby osób zobowiązanych wlicza się wszystkie osoby ochrzczone.

I tak na przykład w 2014 r. wskaźnik dominicantes według ISKK wyniósł 39,1%. Ogłoszono więc, co również podchwyciły media, że 40% wiernych chodzi na msze, co jest wierutnym kłamstwem. Oto wzór:

D = Uc/Zo * 100

gdzie D – dominikantes, Uc – uczestnicy mszy, Zo – zobowiązani do uczestniczenia w mszy

D = 39,1% – w 2014 r.

Według ISKK ochrzczonych w Polsce było 32,9 mln osób, co stanowi 85,5% ogółu 38,5 mln Polaków. Wskaźnik 39,1% obliczono od 82% ochrzczonych (w tym wypadku 27 mln osób), bo według Instytutu tylko oni są zobowiązani do uczestniczenia w mszach.

Reasumując: 39,1% od 27 mln „zobowiązanych” daje 10,55 mln uczestniczących w mszach w dniu przeprowadzania spisu, co stanowi 27,4% ogółu polskiego społeczeństwa. W stosunku zaś do ochrzczonych wynosi jedynie 32,1%. (Świecka Polska)

Dlaczego wynik wskaźnika podaje się jako procent wiernych? Być może pracownik ISKK wyjaśniłby nam to, gdyby instytut odważył się kogoś wysłać na prezentację.

Ze strony www.swieckapolska.pl

Ze strony www.swieckapolska.pl

GUS za to wiernie kopiuje wyniki badań ISKK. I tak nawet ateiści poddają się manipulacji i powtarzają, że 40% Polaków chodzi na msze, co szczególnie denerwuje Zbigniewa Szetelę, który po prezentacji przemawiał na temat wpływu tych fałszywych danych na sytuację w Polsce. Zaczął przemowę od przewrotnego apelu, abyśmy krzewili prawdę, bo tylko ona nas wyzwoli 🙂

95% wiernych w 2013 r., 94,4 % w 2014 r. – takie dane publikuje Rocznik Statystyczny. Jak już wspomniałam, do statystyk wliczane są wszystkie osoby ochrzczone oraz apostaci, ponieważ prawo kanoniczne twierdzi, że chrzest jest nieusuwalnym sakramentem. Zbigniew kładzie szczególny nacisk na poprawność językową. Uczula, abyśmy nie używali sformułowań typu: 94 % ludności Polski to osoby wierzące. Nie jest to prawdą. Utożsamianie chrztu z wiarą jest błędne. Udowodnił to w sposób zabawny i zaskakujący. Poprosił obecnych nieochrzczonych o podniesienie ręki. Na sali wśród ok. 50 osób było 5 osób nieochrzczonych, czyli 10%. Tak więc wśród obecnych ateistów na prezentacji Świeckiej Polski było 90% członków Kościoła, zaliczanych do kościelnych statystyk i według biskupów, wspierających ich głos 🙂

DSC06808

Zbigniew Szetela zwraca uwagę, że utożsamianie pojęcia ochrzczony z pojęciem katolik, członek Kościoła, popierający głos biskupów, jest błędne i nieprawdziwe.

W przekazie medialnym znaczenia (słów) się zacierają. Chciałbym państwa uczulić, że właśnie poprzez tego typu zacieranie znaczeń poszczególnych słów uzyskuje się pewien efekt w świadomości społecznej. Ten efekt nie jest bez znaczenia dla episkopatu, bo przede wszystkim episkopat jest tym zainteresowany. Kolejne pojęcie – Kościół. Rozmawiając z wierzącymi usłyszycie państwo „Kościół to my wierni, a nie księża”. Natomiast w przestrzeni publicznej nie słychać głosu pojedynczych wiernych, którzy bywają różni, tylko oficjalnym głosem Kościoła jest głos biskupów. Ci biskupi wypowiadają się i utwierdzają w tym polityków i nas, całe społeczeństwo, w imieniu 95% Polaków podobno. Jeżeli jest 95% katolików w Polsce, członków Kościoła i poparcia dla biskupów, to dlaczego ci członkowie Kościoła nie wykonują swojego podstawowego, organizacyjnego i wiarą określonego obowiązku bywania na niedzielnej mszy świętej?

Zbigniew zwraca uwagę również na to, że fałszywe statystyki służą nie tylko do wywierania nacisku na państwo, polityków i na społeczeństwo w zakresie nie tylko prawodawstwa, ale i dotacji. Reprezentują w końcu według nich i badań, na które się powołują,  przytłaczającą większość Polaków, co daje im prawo, do wtrącania się niemal w każdą dziedzinę życia. 27 % ludzi, którzy tę wiarę traktują na tyle poważnie, żeby pojawić się na niedzielnej mszy, to tak naprawdę 1/4 społeczeństwa. Szacunki mówią o ok. 15 mld rocznie, które zyskuje Kościół dzięki prezentowaniu i wmawianiu nam swojej siły. Chodzi o finansowanie przez państwo religii w szkołach, kapelanów w wojsku, policji, usługi kościelne w urzędach, szpitalach, wykorzystywanie budżetów samorządowych, fundusz kościelny.

Zbigniew Szetela zdaje sobie sprawę, że przeciętny Polak nie interesuje się tymi statystykami. Tymczasem powinno to obchodzić wszystkich, bowiem nieprawdziwe statystyki ISKK powielane przez GUS stanowią oręż dla Kościoła, dzięki której utrzymuje on wciąż bardzo silną pozycję w naszym państwie.

Po prezentacji odbyła się dyskusja. Głos zabrała m.in. Małgorzata Prokop-Paczkowska z Twojego Ruchu. Zwróciła uwagę, że nie tyle ważna jest ilość osób wierzących, czy chodzących na msze, ile ilość osób głosujących na partie prawicowe. Zbigniew Szetela zauważył, że partie lewicowe znacznie więcej zrobiły dla Kościoła niż partie prawicowe. To wyrwało Panią prof. Joannę Senyszyn do odpowiedzi. Przypomniała, że religia do szkół została wprowadzona przez rząd Hanny Suchockiej, konkordat podpisany również przez jej rząd, a SLD blokował ratyfikację konkordatu przez 4 lata (1993 – 97), zliberalizował ustawę antyaborcyjną, ale klerykalny Trybunał Konstytucyjny odrzucił ustawę jako niekonstytucyjną. Szetela odpowiedział, że prezydent Aleksander Kwaśniewski wywodził się z SLD, a to przecież on podpisał ratyfikację konkordatu. „Ale wystąpił” – rzuciła prof. Senyszyn wzbudzając rozbawienie wśród zgromadzonych na sali.

Zbigniew Szczęsny z KA zauważył, że członkowie Świeckiej Polski nie mają tytułów naukowych, w związku z tym pewnie dlatego ciężko im dotrzeć do mediów. Zadał pytanie, czy jakieś środowiska naukowe robią podobne badania i jakie są ich wyniki.

Zbigniew Szetela:

Chyba nikt nie jest tym specjalnie zainteresowany, bo jeśli się te dane odbiera jako liczba wiernych, i chodzi tylko o to, w co sobie ktoś tam wierzy, no to jakie to ma znaczenie? Nasz przekaz do państwa jest taki, że to ma znaczenie, dlatego że te dane są narzędziem politycznym. (…) My nie jesteśmy żadnymi fachowcami od statystyk. Nie trzeba być żadnym fachowcem od statystyk. To o czym opowiedzieliśmy tutaj, to może przeczytać każdy z państwa i każdy te wnioski wysnuć. (…) Do tego nie trzeba doktoratu, do tego wystarczy szkoła podstawowa. (…). Chcieliśmy obnażyć propagandowe wykorzystanie i manipulacje do budowania siły biskupiego głosu w przestrzeni publicznej.

Całą prezentację można wysłuchać i obejrzeć na stronie www.swieckapolska.pl.

connect-20333_1920

Kim jest polski ateista?

darwin-778446_1920Ponad rok temu kilka osób, uważających się za ateistów, spotkało się, wirtualnie rzecz jasna, na fejsbukowej grupie „Ateiści”, założonej przez Zenona Kalafaticza. Wyhaczyły się owe osoby, spośród setek innych tam obecnych i założyły ten oto portal ku uciesze swojej i gawiedzi 🙂 Ale jak wiadomo, społeczeństwo nie tylko z gawiedzi się składa. Zanim poprowadzę Was dalej drodzy Czytacze pokrętnym tokiem mojego rozumowania, dwie malutkie, prościutkie definicje, bez których ani rusz:

Ateizm – odrzucenie teizmu lub pogląd bądź doktryna głosząca, że bogowie nie istnieją. W szerszym znaczeniu brak wiary w istnienie boga, bóstw i sił nadprzyrodzonych, jako sprzecznych z rozumem i nienaukowych, oraz negujących potrzebę religii.

Gawiedź – gromada, tłum.

Założywszy portal, założywszy również, że komuś zachce się do niego zaglądać, taki oto opis dały owe osoby na ów portal:

Polskiateista.pl – prezentuje wizerunek ludzi niewierzących, w każdym możliwym aspekcie: światopogląd, stosunek do państwa, do kościoła, macierzyństwa, równości, polityki jako nieodłącznej części życia społecznego, edukacji, sztuki, rozrywki, świata, kosmosu, nauki, filozofii … itd. Strona jest przygotowana na tworzenie płaszczyzny porozumienia ponad światopoglądem i w tym sensie nie zamyka się na inne środowiska zarówno świeckie, jak i religijne, chcące podać sobie rękę w sprawie kształtowania przyszłości tego kraju, który jest naszym wspólnym dobrem.

Animatorzy portalu polskiateista.pl zachęcają obywateli do większej aktywności społecznej, rozumieją bowiem, że jest to nieodzowny warunek budowania społeczeństwa obywatelskiego. Zapraszamy do współpracy każdego, komu bliskie są idee tej strony.

Nic tylko działać, prawda? Najzabawniejsze jest to, że owe osoby, czyli te, które założyły ów portal i stworzyły ów opis portalu, to ludzi rozrzuceni po kraju, niemające nic wspólnego z dziennikarstwem, pisarstwem, polityką, nauką czy jakąkolwiek dziedziną, która uprawomocniłaby, czy w jakikolwiek sposób usankcjonowałaby ich prawo do wypowiadania się w czyimkolwiek imieniu, tudzież traktowania ich, jako specjalistów, osób nieomylnych czy opiniotwórczych. A dlaczego to jest najzabawniejsze? Bo osoby owe za takie zaczęły być uważane. Wbrew swojej chęci i woli.

Postanowiły więc owe osoby, zmienić cały portal w blogosferę – miejsce dla każdego ateisty, który zechce dzielić się z innymi tym, czym chce się podzielić: hodowlą kwiatów, czy świnek morskich, grą w szachy czy w chińczyka, poglądami politycznymi czy przewidywaniem pogody, wiedzą o Biblii, Koranie, czy o baśniach braci Grimm. Efekt ten sam. Niestety. I zarzuty te same:

„Zbyt infantylne teksty jak na ateistów”

„Szkodzicie środowisku ateistycznemu bo jesteście nieprofesjonalni”

„Brak odpowiedzialności za środowisko ateistyczne”

„Ta osoba pisze bzdury, wyrzućcie ją, bo szkodzi środowisku ateistycznemu”

„Znani ateiści u was nie piszą, nie jesteście wartościowi dla środowiska ateistów”

„U was ktoś napisał nieprawdę. To szkodzi środowisku ateistycznemu”

„Brakuje u was naukowców, ludzi uznanych, poważnych ateistów”

„Nikt was nie bierze na poważnie, zmieńcie coś, bo szkodzicie środowisku ateistów”

A kto to pisze? Oczywiście nie katoliccy hejterzy czy świętojebliwe trolle, tylko ateiści. Nie muszę chyba Szanownym Czytaczom pisać, że skupiam się w tym tekście tylko na negatywnych opiniach oraz Czytelnikom, którzy udają, że nie czytają, iż pozytywnych opinii mamy cały wór i jeszcze trochę. Ale muszę napisać, że te negatywne opinie ateistów najbardziej nas absorbują. Wynika z nich bowiem, że definicja, którą dałam powyżej nijak się ma do rzeczywistości.

Otóż według opinii naszych przyjaciół „po fachu” ateista to koniecznie osoba z minimum magistrem, choć lepiej, gdyby miała tytuł o stopień wyższy, pracująca na „odpowiednim stanowisku” (cokolwiek to oznacza) i używająca takich słów, że po wypowiedzeniu przez nią jednego zdania gawiedź trzy razy będzie musiała zajrzeć do słownika wyrazów obcych. Jak nie osiąga tych standardów, szkodzi środowisku. Jest zbyt niemądra, zbyt niefachowa, zbyt infantylna i zbyt…. chciałam napisać „gówniana”, ale takie słowo nie przystoi wykształciuchom.

Z udawaną przykrością wszystkim tym ateistom krzyknę prosto w twarz: „NIE”! Żaden z was nie ma monopolu na ateizm. Jak nie wierzysz, spójrz na definicję powyżej. Nikt z was mi nie powie, że szkolna woźna, pokojówka hotelowa, pracownik baru, budowlaniec, sprzątaczka czy cieć nie ma prawa być ateistą. Bo to nie wy prawo do ateizmu przydzielacie. I to nie wy dajecie prawo głosu. Przynajmniej nie na naszym portalu.

I tym króciutkim wstępem wprowadziłam Was do nowego opisu naszego portalu autorstwa Mariusza Hnatiuka z delikatnymi moimi modyfikacjami 🙂

Portal PolskiAteista.pl jest strefą blogów dla osób, które chcą się dzielić z innymi swoimi przemyśleniami poglądami i spostrzeżeniami na otaczający nas świat z perspektywy racjonalnego i sceptycznego myślenia.

Prezentujemy wizerunek ludzi niewierzących, w każdym możliwym aspekcie: światopogląd, stosunek do państwa, do kościoła, macierzyństwa, równości, polityki jako nieodłącznej części życia społecznego, edukacji, sztuki, rozrywki, świata, kosmosu, nauki, filozofii. Nie cenzurujemy wpisów, nie prowadzimy polityki publikacji, każdy, kto założy u nas bloga, publikuje samodzielnie i bierze też odpowiedzialność za treści, które publikuje.

Naszym celem jest umożliwianie prezentacji poglądów ludzi, którzy nie są profesjonalnymi dziennikarzami czy pisarzami, (co nie oznacza, że nie chcielibyśmy widzieć takich osób w naszym gronie), ponieważ uważamy, że naturystyczne spojrzenie pokazuje czasami wydarzenia pod zupełnie innym kątem.

Chcemy pokazywać różne punkty widzenia ludzi, którzy świat odbierają zarówno logiką, jak i emocjami. Nie aspirujemy do reprezentowania społeczności ateistów, a tym bardziej do jej kształtowania. Na portalu popieramy każdą pożyteczną inicjatywę, która ma na celu oddzielenie Kościoła od państwa, przestrzeganie i promowanie praw dzieci i kobiet, piętnowanie wpływu jakichkolwiek przekonań religijnych na prawodawstwo państwa, czy też poprawienie jakości debaty ponad światopoglądem.

connect-20333_1920

Ale o co chodzi? Zacznijmy się wszyscy traktować poważnie, a jednocześnie z przymrużeniem oka. Wszyscy bowiem jesteśmy ateistami, ci infantylni i poważni, wykształceni i bez tytułów, uznani i mniej znani, mądrzejsi i głupsi, zabawniejsi i przesadnie rubaszni, działający aktywnie i klikacze. Ateizm to coś, czego nam nikt nie może odebrać. Nawet drugi ateista 🙂

Izabela Jaszczurowska

DSC06344

za KOD owana!

DSC06344Marzyło mi się dożyć takich czasów, kiedy Polacy zrozumieją w końcu, że mają realny wpływ na to, co dzieje się w naszym kraju. Wybory nie pozostawiły mi złudzeń. Jeszcze daleka droga przed nami. Prawie połowie upoważnionych do głosowania nie chce się z domów wyściubić nosa raz na cztery lata, bo to nie ma sensu, bo to nic nie zmieni, bo ci wszyscy politycy są siebie warci – banda złodziejów i pasożytów. Nieraz zastanawiałam się, jak długo jeszcze trzeba czekać, żeby wykluło się z nas prawdziwe społeczeństwo obywatelskie – aktywne, zdolne do samoorganizacji, gotowe wyznaczać sobie cele i podejmować działania dla dobra ogółu.

DSC06332Niedawno kolega zagadnął mnie na priv pisząc coś o KODzie. Miałam za sobą trzy dni długiej i ciężkiej pracy, dostęp do netu ograniczony. Spytałam wówczas, co to jest KOD? Miał ze mnie niezły ubaw. Co? Komitet Ochrony Demorkacji. Kto? Ludzie tacy jak ty czy ja. Nie mogłam w to uwierzyć.

Prawdę mówiąc dawno zwątpiłam w moje pokolenie i z nadzieją zerkałam na swoje dzieci. Może to właśnie one i ich rówieśnicy zapoczątkują nową jakość polskiego narodu, bez kompleksów, bez lęku, bez tolerancji dla bzdur i kłamstw. Mój 14-letni syn pisząc list do pani dyrektor swojej szkoły korzystał z Konstytucji i opierał swoje argumenty na konkretnych artykułach. Nadzieja nie jest więc bezpodstawna. Tymczasem to już? Teraz? Taki skok w świadomości obywatelskiej?

DSC06336Spontanicznie poszłam z synem na marsz 12. grudnia. Relację z niego zdałam w tekście Marsz Polki najgorszego sortu”. Było tyle emocji i wrażeń, których nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Kiedy dowiedziałam się, że 19 grudnia jest manifestacja pod Sejmem, nie wahałam się ani chwili, mimo że o 12.00 miałam być w pracy. Nieśmiało spytałam koleżankę, która miała akurat wolną sobotę, czy przyszłaby za mnie na 3 godziny. Co się stało? Muszę iść na demonstrację. Nie, że zachorowało mi dziecko, nie że mam jakąś tam dawno umówioną wizytę u lekarza. Nie ma sprawy. Tylko uważaj, u nas też na Majdanie to był spontaniczny ruch. Aż serce ściskało. A potem weszła w to polityka i zrobił się z tego jeden biznes. Nie sprzedajcie się tak, jak nasi. Kochana Masza.

Poszłam sama, tym razem bez syna. Nie mogłabym z nim wracać a nigdy nie wiadomo, jak skończy się taka manifestacja. W drodze zastanawiałam się, jak dużo ludzi przyjdzie. O 11.30, czyli na pół godziny przed początkiem, pod Sejmem była garstka osób. Tak mówili w tv. Co będzie, jeśli nikt więcej nie przyjdzie? Wysiadam na Placu Konstytucji. Kiedy wchodzę na Piękną uspokajam się. Ludzie, dużymi grupkami kierują się w stronę Sejmu. Spóźnialscy, jak ja. Mijam jakiegoś samotnego starszego pana z flagą UE. Uśmiechamy się do siebie. Jest dobrze. Zatrzymuję się przed panem sprzedającym flagi Polski. Uzbrojona w narodowe barwy docieram na miejsce. TŁUM!DSC06317Radość mnie ogarnia, ale jestem już spokojniejsza, niż podczas marszu. Ręce nie drżą, dzięki czemu robię lepszej jakości zdjęcia. Przeciskam się i pstrykam, co tylko się da. Zaskoczona orientuję się, że choć przyszłam sama, wcale nie czuję się wyobcowana czy samotna. Jestem wśród swoich. Nawet kiedy śpiewają kolędę tłumaczę sobie, że przecież święta się zbliżają. Również w milczeniu wysłuchuję pieśni „Modlitwa o wschodzie słońca”.

Przyznaję, że przez moment pomyślałam sobie, że zapomina się o nas, ateistach. I przemknęła mi przez myśl wizja krzyży na kolejnych marszach i demonstracjach oraz odśpiewywanych pieśniach kościelnych, czy głośno odmawianych modlitwach. Nie mogłabym wówczas tam stać, z tą moja flagą z jednoczesnym zachowaniem wierności samej sobie. Znowu byłabym wykluczona. A przecież mi tak samo jak im zależy na demokracji. Przecież tak samo jak oni jestem Polką, patriotką.

DSC06301

Jeśli mój kolega wówczas się śmiał, z powodu mojego pytania „co to jest KOD?” dziś już się pewnie nie śmieje. To najmodniejsze ostatnio pytanie ponownie nas dzielące. Tym razem nie na władzę i jej przeciwników, nie na wierzących i niewierzących, tylko na zwolenników i przeciwników KOD.

KOD – inspirowany przez Żydów!

KOD – to sami banksterzy!

KOD – to Petru, brrrrrrr straszny PETRU!

KOD – to stary układ oderwany od koryta!

KOD – zmanipulowani idioci!

Gdzie był KOD, gdy PO mieliło miliony podpisów pod referendum?

Gdzie był KOD, gdy wywalano z Sejmu matki niepełnosprawnych dzieci?

Gdzie był KOD, gdy zamiatano kolejne afery?

Gdzie był KOD, gdy zabierano ludziom OFE?

DSC06330Obcych ludzi można olać, choć jestem zwolenniczką tego, aby z każdym rozmawiać, tłumaczyć swój (niekoniecznie słuszny) punkt widzenia. Bywa, że aby się przekonać kto ma rację, trzeba czasu. Bywa, że jesteśmy po prostu zaskoczeni, kiedy bliskie nam osoby wyrażają odmienny punkt widzenia nie mając na niego żadnych dowodów, oprócz swoich przypuszczeń.

Pozwolę sobie zacytować moją koleżankę, kobietę, którą znam, którą uwielbiam, działaczkę, wyczekującą, jak ja do niedawna przebudzenia społeczeństwa. Nie pytałam jej o zgodę, jednak ten tekst umieściła na grupie otwartej. Każdy może przeczytać, każdy może skomentować.

Można było odnieść wrażenie, że nikt nie zauważył iż był to także piknik wyborczy pana Ryszarda Petru. Nikt też nie zadał sobie pytania skąd pochodzą środki na logistykę , obsługę i gadżety czyli całą organizację imprezy. Powie ktoś – nie po to poszliśmy protestować żeby sobie głowę zawracać takimi bzdurami… Niby tak, ale wiecie doskonale , że w życiu nie ma nic za darmo – qui pro quo . I rozumiem postawę Pana Petru – wziął co mu się należało, ale nie mogę nad tym przejść bez komentarza . Nie powiedziałabym złego słowa , gdyby Petru zaprosił ludzi na swoją imprezę , ale ludzie poszli na imprezę firmowaną przez KOD. Ufni i solidarni w liczbie co najmniej 50 tysięcy głów. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że już to kiedyś przerabialiśmy i, że z tamtej lekcji także nie wyciągnęliśmy wniosków. Mam takie deja vu -1989 rok i lata poprzedzające – karnawał solidarności – pamięta jeszcze ktoś? Ja pamiętam, wszystko pamiętam. Pamiętam to samo wzruszenie i ten sam poziom bezkrytyczności, braku uważności… Pamiętam także wszystko to co nam zrobili ponad naszymi głowami, nie pytając nas o zdanie, ignorując, nawet jeśli je wyraziliśmy…

DSC06326

I odpowiedź Andrzeja Wendrychowicza, założyciela portalu www.etykawszkole.pl człowieka znanego i szanowanego, szczególnie w środowisku ateistów.

KOD zorganizował publiczną zbiórkę pieniędzy na sobotnią manifestację. Napisali, że potrzebują 20.000, a w ciągu kilkunastu godzin zebrali wielokrotność tej sumy. Lista darczyńców jest dostępna i nie ma na niej pana Petru. Pytanie, kto za tym stoi jest ukochanym pytaniem wyznawców teorii spiskowych. Wyjaśniam, że ja (także) za tym stoję 🙂

I odpowiedź mojej koleżanki:

20 tys. powiadasz? Listę darczyńców podstawiasz mi pod nos? I to ma być argument? No proszę Cię Emotikon wink – wiesz ile kosztuje zorganizowanie bezpiecznego marszu 50 tys. wkurzonych ludzi ? 20 tys.? Naprawdę? nawet wielokrotność? tzn. ile? Sorry, ale nie kupuję tego.

Szkoda, że moja koleżanka nie bierze pod uwagę tego, że ilość uczestników marszu przerosła oczekiwania wszystkich, od samych uczestników, po organizatorów. I JAKICH WKURZONYCH LUDZI? Jeśli komuś puszczały nerwy, natychmiast uczestnicy marszu go uspokajali, obcy ludzie! Były dzieci, staruszkowie, byłam ja. Uśmiechy, radość, sympatia. Tylko wówczas, kiedy dotarliśmy pod Pałac Prezydencki (nie jednocześnie oczywiście, bo zbyt dużo nas było), i kiedy zaczęliśmy skandować „Precz z pałacu” poczułam, że iskra mogłaby wywołać walkę i szybko w głowie przerabiałam drogę ewakuacji, bo był ze mną syn. Z drugiej strony z kim mieliśmy się bić. Na nasze okrzyki policja reagowała nieudolnie ukrywanym uśmiechem. Nie były to drwiące uśmieszki. Kiedy spotykaliśmy po drodze „przeciwników” krzyczeliśmy „chodźcie z nami”! A może według mojej koleżanki wszystkich nas kupili? MNIE NIE DA SIĘ KUPIĆ!

DSC06329

 

DSC06309

Miałam chęć wstawić jeszcze wypowiedzi mojego fejsbukowego kolegi, ale szkoda Waszego czasu drodzy Czytelnicy. Powiem Wam tylko, że od kolejnych ruchów organizatorów KOD zależy, czy poparcie dla nich będzie wzrastać, czy też zaprzepaszczą tak ogromny ludzki potencjał. I powiem Wam, czym dla mnie jest KOD dzisiaj.

KOD to spontaniczny ruch społeczny, to pierwsze w wolnej Polsce pospolite ruszenie ponad jakimikolwiek podziałami. To społeczeństwo obywatelskie, które wcale nie musiało się narodzić, musiało się jedynie przebudzić. Ufam KOD i jego organizatorom. Wolę zaufać i ewentualnie później przyznać się do błędu, niż obrzucić KOD błotem i czekać na każde potknięcie. Mam zamiar być jednym z fundatorów KOD. W końcu na dzień dzisiejszy KOD to ja. Zostałam zaKODowana 🙂

PS. Mój syn do tej pory nie może mi wybaczyć, że go ze sobą nie zabrałam 🙂

Wszystkie zdjęcia moje z demonstracji z 19. grudnia. Nagrane przez mnie filmiki zbyt duże, ale wykorzystam je w najbliższym czasie.

DSC06349

DSC06338

DSC06334

DSC06324

DSC06320

DSC06312

DSC06310

 

DSC06306

DSC06297

 

 

DSC06259

Marsz Polki najgorszego sortu.

– Dawaj młody, idziemy na marsz. Czas demokrację ratować! – powiedziałam żartobliwie do syna. – Skoczymy pod Trybunał Konstytucyjny, może damy radę pójść pod sejm, ale potem wracamy do domu. Czasu dziś nie mam, bo będę miała gości.

Wyszliśmy z domu o 12.00.

– Jesteśmy spóźnieni. O 12.00 powinniśmy być pod Trybunałem – wtrącił, naciągając kaptur na głowę. Deszcz zaczął siąpić – 12 grudnia deszcz!

– Co ty, dziecko? Zanim się ludzie zbiorą, trochę to potrwa. Tam trzeba być. Każda głowa się przyda. Oby było chociaż ze dwa, trzy tysiące.

Autobus, którym często jeżdżę o tej porze dnia, wlókł się bezlitośnie. Co jest grane? Skąd te korki w sobotę?

– Akcja pisurarów pewnie mamo. Drogi blokują, czy coś?

– E tam! Coś musiało się stać. Autobus przepełniony. Dokąd ci ludzie akurat dziś jadą? Zawsze pusto jest o tej porze.

Kiedy wysiedliśmy na placu Unii Lubelskiej a wraz z nami niemal wszyscy z autobusu, w końcu do mnie dotarło.

– W którą stronę mamo?

– Za ludźmi synku i za hałasem.

To, co zobaczyłam, albo raczej to, czego nie mogłam dostrzec, wprawiło mnie w osłupienie. Najpierw jednak dotarł do nas dźwięk gwizdków, trąbek, krzyki wydobywające się z tysięcy gardeł. A potem ten oszałamiający tłum. Gdzie jest początek? Gdzie zaczyna się ta rzeka ludzi? Zostaliśmy nią pochłonięci. Ja cała drżę z emocji. Po minie syna widzę, że jest ogromnie przejęty. Próbuję robić zdjęcia, wyciągając aparat ponad głowy i pstrykając, gdzie popadnie. Trzęsą mi się ręce.

Po jakimś czasie, kiedy pierwsze wrażenie zostało oswojone, zaczęłam czuć niezwykłą wręcz więź z zupełnie obcymi mi ludźmi. „Oni” stali się „Nami”. Dostrzegliśmy napis na jednej z tabliczek mówiący o tym, że Kaczyński przynosi wstyd Polsce, Polakom i katolikom. Mój syn uzmysłowił sobie nagle, że my, ateiści idziemy ramię w ramię z katolikami, bo mamy jeden wspólny cel. Nawet wówczas, gdy garstka przeciwników marszu zaczęła skandować „Bóg, honor i ojczyzna” zostali zagłuszeni i wygwizdani.

– Mamo, możemy zostać do końca? – spytał syn, kiedy jeszcze nie ruszyliśmy spod Trybunału. Wysłałam sms-y przekładając godzinę spotkania u mnie. Są w końcu sprawy ważne i ważniejsze. A moje dziecko uczy się właśnie postawy obywatelskiej.

Ruszyliśmy. Na początku lekko onieśmieleni, żeby w końcu z całych sił skandować hasła:

ANDRZEJ DUDA SIĘ NIE UDAŁ!

MARIONETKA!

KACZKĘ NA TACZKĘ!

INTERNOWAĆ KACZYŃSKIEGO, ZASPOKOIĆ JEGO EGO!

MASZ JUŻ KSIĘŻYC, ZOSTAW POLSKĘ!

PRECZ Z KACZOREM DYKTATOREM!

I dziesiątki innych. Pod sejmem chwilowy przystanek, a potem morze ludzi popłynęło w stronę Pałacu Prezydenckiego. Kiedy czoło Marszu znalazło się przed siedzibą głowy państwa, zatrzymaliśmy się i odśpiewaliśmy hymn. Hymn, który śpiewałam tysiące razy, nigdy nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Znowu pojawiły się silne emocje. Ogromne wzruszenie, poczucie jedności i siły. Ja, ty, on, ona – ci wszyscy wokół mnie, młodzi i starzy, wierzący, niewierzący, z różnymi politycznymi sympatiami, statusem społecznym, doświadczeniami My wszyscy RAZEM wiemy, że „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy!”

RAZEM, jakże wspaniała nazwa dla partii. Marcelina Zawisza, członkini zarządu partii RAZEM stwierdziła:

„Ludzi nie obchodzi Trybunał Konstytucyjny, bo państwo już dawno ich zawiodło. Państwa nie było, gdy pracodawca nie wypłacał im pensji, zatrudniał na czarno albo na śmieciówce. Nie będą bronić państwa, które ich nie broniło.

O tak! Mamy państwo wielce niedoskonałe. Sama mam wiele uzasadnionego żalu a Konstytucja jest łamana od wielu lat. Chociażby rozdział Kościoła od państwa, który jest jedną z zasad demokratycznego państwa prawa. Mój syn powiedział mi kiedyś, że to my, dorośli jesteśmy wszystkiemu winni, że to my pozwoliliśmy na to, aby sukcesywnie Kościół zagarnął każdą dziedzinę życia, godziliśmy się na wszelkie niesprawiedliwości i nie zrobiliśmy według niego NIC. Teraz on, kiedy dorośnie, musi to wszystko naprawić :).

Państwo to MY. Może i nie daje nam tego, co powinno, ale to nasze państwo. W państwie tym znalazło się „trochę” osób, które będą bronić Trybunału i demokracji. Ciekawe gdzie 12 grudnia była Marcelina? Być może RAZEM ze swoimi. Oglądali może wspólnie telewizję i zagryzali wargi.

Zmęczeni, ale szczęśliwi i przekonani, że zrobiliśmy coś ważnego dla siebie i innych, wróciliśmy do domu. Czasem jestem ogromnie dumna, że jestem Polką. Od soboty dumna jestem z tego, że jestem Polką najgorszego sortu.

PS. Wybaczcie jakość zdjęć. Jak pisałam – trzęsące się ręce 🙂

 

 

 

exchange-of-ideas-222789_1280

Ateistka vs ateista.

Ludzie! Ale się narobiło! Temat nr jeden wałkowany przez media, internet, a nawet ludzi na ulicach zaczyna spędzać mi sen z powiek. Już w szkołach moich dzieci małolaci gadają o przyszłych kolegach „Arabusach”. Ludzie na fejsbuku wyrzucają się z grona znajomych, z powodu różnic zdań na temat fali ludzi z krajów muzułmańskich zalewającej Europę. Z argumentów i kontrargumentów przeciwników i zwolenników przyjmowania uchodźców czy imigrantów można by ugotować zupę gęstą jak wojskowa grochówa. Łycha w niej zanurzona stoi już na baczność, a i tak co rusz ktoś dorzuca do gara kolejne składniki. Nie tylko politycy, nie tylko dziennikarze, nie tylko wierzący, ale i ateiści szczególnie aktywni w internecie.

Niektórym tak się w głowach pomieszało, że mają ateistów za ludzi lepszych od pozostałych. Z tego założenia wynika poważne rozczarowanie, kiedy okazuje się, że ateista to niekoniecznie humanista, albo niekoniecznie człowiek wystarczająco empatyczny, wystarczająco święty lub po prostu wystarczająco inteligentny. Wystarczająco dla osoby rozczarowanej. Problem polega na tym, że do samego hasła „ateista” dopisuje się swoje własne, życzeniowe definicje. A ateista to człowiek niewierzący w jakiegokolwiek boga czy bogów. Aż i tylko tyle. Ateistą może być ktoś bez skazy, jak również gość odbywający karę więzienia za morderstwo. To powinno być jasne dla wszystkich.

Wracając do grochówki. Nie wiem, czy zupa się przypaliła, czy też gar się przepełnił, ale ktoś postanowił nagle przyrządzić coś nowego – deserek i wmówić przy okazji wszem i wobec, że między innymi i ja jestem jego współautorką. Jeszcze, gdyby to słodkie danie wyszło dobrze, może nie miałabym nic przeciwko temu. Jak wiadomo, sukces lubi mieć wielu ojców, czy matek. Niestety, wyszedł zakalec, którego ani nie mam zamiaru jeść, ani potwierdzać nieprawdy, czyli że maczałam w nim palce.

Rzecz dotyczy tekstu kolegi „po fachu” pod tytułem „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”

Sam tytuł mnie zaskoczył. Nie wiedziałam, że mam pomysł! Przyznałam nawet w tekście „Przegląd debilizmów dni ostatnich”, że takowego nie posiadam. No cóż, może kolega, bardziej doświadczony w działalności ateistycznej wie lepiej ode mnie, czy mam pomysł, czy nie? Zanurzyłam się w lekturze. Wynurzyć się było znacznie trudniej. Z bagna ciężko się po prostu wykaraskać, tak jak wypisać z ateizmu tylko po to, żeby mnie nikt z tym tekstem nie identyfikował.

Autor tekstu proponuje pytania dla imigrantów (nie dla uchodźców, których gotów jest przyjmować bezwarunkowo) i od udzielonych przez nich odpowiedzi uzależnia przyjmowanie, bądź nieprzyjmowanie ich do kraju. A cóż to miałyby być za pytania? Jak się masz? Co u ciebie słychać? Co cię do nas sprowadza? Nie, nie! Coś znacznie bardziej śmiesznego. A oto propozycje:

„Czy bicie żony przez męża jest twoim zdaniem odpowiednie w zalecanych przez Koran sytuacjach”

I wyjaśnienie:

„Odpowiedź twierdząca mogłaby być powodem nie przyjęcia danej osoby do kraju europejskiego. Koran niestety usprawiedliwia przemoc rodzinną wobec kobiet.”

„Czy należy zabijać osoby, które wyrzekają się islamu?”

„Czy córce wychodzącej za niemuzułmanina należna jest śmierć?”

I wyjaśnienie:

„Te pytania mogą sie wydawać absurdalne i niemal islamofobiczne, ale niestety zbyt wielu europejskich muzułmanów uważa, że karą za porzucenie islamu jest właśnie śmierć, czyli powołuje się literalnie na Koran”.

„Co należy zrobić, gdy ujrzy się na ulicy całujących się panów?”

I znowu wyjaśnienie:

„W wielu państwach muzułmańskich homoseksualizm jest surowo karany (…)”

Akurat to ostatnie pytanie można zadać nie tylko imigrantom. Ja nie lubię patrzeć na całujących się publicznie gejów, lesbijki czy osoby heteroseksualne. Najchętniej podeszłabym do takiej pary (niezależnie od tego, kto z kim by się całował) i powiedziałabym, żeby udała się do sypialni. Czy grozi mi w związku z tym wydalenie z kraju?

Jak sam autor przyznaje, podstawą wiary, prawa i obyczajów muzułmanów jest Koran. Po kiego grzyba mnożyć pytania, jak wszystkie one sprowadzają się do jednego mianownika? Wystarczy podłożyć takiemu imigrantowi świstek papieru z jednym zdaniem: „Wyrzekam się Koranu” – i sprawa załatwiona. Podpisał? Otwieramy drzwi. Nie podpisał? Wypad.

A może prościej? Uświadomić raz i porządnie imigrantów, że w naszym kraju obowiązuje prawo. Jedno prawo, któremu wszyscy podlegają. Bez wyjątku! Mają je zaakceptować, jeśli chcą u nas mieszkać. Albo całkiem polecieć po bandzie i poinformować ich, że szykuje nam się państwo wyznaniowe i zapytać przy okazji, czy aby na pewno chcą w takim państwie przebywać. Bo religią państwową nie będzie u nas islam niestety. Niestety dla nich, bo my od dawna borykamy się z katolickim państwem i jakoś dajemy radę.

Autor brnie w temat dalej a im dalej, tym bardziej upiornie lub śmiesznie. To zależy od wrażliwości czytelnika:

„Po drugie część pytań może być wpleciona w testy psychologiczne, czyli nie postawiona wprost. Można sprawdzić jak gwałtowną reakcję wywołują zdjęcia całujących się mężczyzn, czy na przykład zakochanych par chrześcijanin – muzułmanka. Można też sprawdzić, czy zdjęcie zabitego człowieka z podpisem „ten człowiek rysował karykatury Mahometa” nie wywołuje satysfakcji. Można pokazać tego typu zdjęcia i badać stan emocjonalny testowanego na bazie pozornie niezwiązanych z celem testu pytań.”

Ja piórkuję! Genialne! Proponuję takie badania dla polskich katolibów z jedną zmianą. „Ten człowiek rysował karykatury JP II i Jezusa”. Jak okaże się, że ktoś testu nie przeszedł, wysiedlimy go do Syrii na przykład, bo z tego, co się orientuję, luźno się tam zrobiło. Jak już wspomniałam, sama zaliczyłabym wpadkę na całujących się publicznie mężczyznach. W związku z tym wypadałoby ustalić, jaki wynik dyskwalifikuje badanego. Jedno wahnięcie i wynocha? Toż to nie po bożemu. Ani nie po humanistycznemu czy racjonalnemu:)

Przy okazji jest to banalnie proste rozwiązanie problemu bezrobocia. Armia ludzi zatrudnionych do badania islamistów. Jedni do podpinania ich do czegoś w rodzaju wykrywacza kłamstw, inni do analizowania testów i reakcji badanych, inni do zbierania i archiwizowania dokumentacji a jeszcze inni do wycierania potu z czoła delikwentów. Bo pocić się będą na pewno.

A może jeszcze inaczej. Na samej granicy przywitać ich po słowiańsku, galaretą ze świńskich nóżek i setką wódki. Nie zjedzą i nie wypiją, to niech spadają, jak nie potrafią uszanować zwyczajów gospodarza. Wyjdzie znacznie taniej i mniej ludzi potrzeba do obsługi.

Tekstu tego można by nie traktować poważnie i w ogóle się nim nie zajmować, gdyby nie ten nieszczęsny tytuł. „Ateiści mają pomysł na testy dla muzułmańskich imigrantów”. ATEIŚCI MAJĄ POMYSŁ! Nie wiem, czy prosić trzeba, czy grozić, aby nikt nie przywłaszczał sobie prawa do wypowiadania się za całe środowisko? Jeszcze raz powtórzę — ateista to człowiek niewierzący w boga. Tylko tyle nas łączy, jako ogół. Oczywiście możemy zgadzać się na wielu innych płaszczyznach, ale możemy się również różnić. Jestem ateistką. Mimo to nie tylko nie mam pomysłu, ale również nie wyrażam zgody, aby ktoś za mnie decydował, z czym się identyfikuję, a z czym nie. A już na pewno nie chcę mieć do czynienia z żadnymi testami.

Proponowane pytania ośmieszają przede wszystkim pytającego, a imigranta stawiają w bardzo trudnej sytuacji. Może przed podróżą wakacyjną np. do Egiptu, powinni nam, Europejczykom czy samym Polakom zadawać pytania, zanim pozwolą nam na własne oczy zobaczyć piramidy? A może tylko ateistom? Islam i chrześcijaństwo, choć różne, to jednak są tak zwanymi religiami świętej księgi. Wiele je różni, ale są również punkty wspólne. Ateizm to najgorszy dla islamisty z poglądów. I co teraz? Co wpisałby ateista w miejsce „wyznanie”? Skłamie, aby spełnić marzenie swoje i rodziny na wspaniały urlop, czy napisze prawdę? Może dla niektórych ateistów to bez znaczenia. Wpiszą byle co, żeby tylko dopiąć celu. Jednak dla niektórych ateistów ich pogląd jest na tyle istotny (do takich ja należę), że będą w stanie zrezygnować z wypadu do krajów islamskich, mając poczuciem dyskryminacji i krzywdy rzecz jasna.

Jeszcze raz powtarzam. Nikt, ale to nikt nie ma prawa wypowiadania się w imieniu wszystkich ateistów, a pomysł na testowanie imigrantów uważam za idiotyczny. Autor przewidział to jednak. Złapał mnie za włosy, wyciągnął z szuflady „ateista” i wepchnął do zupełnie innej:

„Oczywiście ludzie nastawieni radykalnie lewicowo i multikulturalnie pomyślą, że sam pomysł na taki test jest oburzający. Wydaje mi się jednak, że mocnym rasizmem jest ich myślenie o muzułmanach jako o „dzikusach”, którym wolno więcej.”

No zaraz krew mnie zaleje! Najpierw mówi mi się, że mam pomysł, upycha się mnie w grono osób, których poczucia humoru najzwyczajniej w świecie nie łapię, a potem mówi mi się, że skoro mi pomysł ateistów nie odpowiada, jestem radykalnie lewicowa lub mam nastawienie multikulturalne. Do tego jestem rasistką, która twierdzi, że dzikusom więcej wolno. Nie! Nie jestem! Nie twierdzę! Nie wolno! I w ogóle łapy precz od mojej fryzury!

Na sam koniec autor zasadza kwiatka, który nijak ma się do grządki w postaci tytułu, dzięki któremu postanowiłam przeczytać ten tekst:

„Oczywiście nie mam badań dotyczących tego, jak wielu ateistów i świeckich humanistów chciałoby lobbować za tego typu testami dla imigrantów”.

No mój drogi! Albo rybki, albo pipki. Ateiści mają pomysł albo moi koledzy mają pomysł. Czy w ogóle taki pomysł można łączyć z ateistami? To, że wpadł na niego ateista, a inny ateista go poparł, nie oznacza, że ateiści jako ogół mają ten sam, niepoważny pomysł.

Nauczmy się wypowiadać przede wszystkim we własnym imieniu. Wówczas mniej konfliktów będzie pomiędzy samymi ateistami, czego wszystkim nam serdecznie życzę.

żółw

Przegląd debilizmów dni ostatnich.

Dawno się nie odzywałam, w związku z tym postanowiłam hurtem kilka tematów po swojemu przelecieć.

Krzyże w każdej szkole i klasie.

To, że hierarchowie kościelni wiele mądrego do powiedzenia nie mają, a gadają dużo, wiemy od dawna. Tym razem popisał się bp Mendyk, który biadolił na łamach rydzykowego radia, że w Polsce krzyży jest wciąż mało. Że łot? To ja nawet wyrzuciłam z domu wszystkie ubrania w kratę, tak mi się te krzyże przejadły, a on chce więcej? Niech sobie na cmentarz pójdzie! A dlaczego chce? Ano dlatego, że według jego wiedzy, czyli życzeniowej, 90 proc. dzieci czy młodzieży bierze udział w lekcjach religii. Może o szkołach katolickich pisze? Bo w gimnazjum mojego syna na przykład, łączą klasy, żeby zebrać odpowiednią ilość uczniów na te pożal się boże lekcje. Z jego klasy tylko pięć osób chodzi na religię. Sorry księżulku, ale kto tu jest teraz mniejszością? Dla jasności dodam, że klasa syna liczy więcej, jak sześć osób.

A zresztą jak chcą, niech sobie w salach katechetycznych krzyż wieszają. Ale dlaczego na przykład w sali matematycznej? Co oprócz plusa matematyka ma wspólnego z religią? Aż mnie kusi, żeby poradzić, aby wszyscy mający tak poronione pomysły, po prostu sobie raz a porządnie na ten krzyż usiedli. Wtedy ich święty symbol będzie zawsze z nimi i doskonale będą czuli jego obecność.

Cud w Cieszynie.

W jednym z kanałów burzowych pojawiła się intensywnie czerwona woda. Czyżby powtórka z plag egipskich? Już ludzie zasłonili się parasolami przed możliwym gradem, czy spadającymi z nieba żabami, wykupili ze sklepów wszystkie offy i muchozole oraz świeczki i latarki, wykupili wszystkie małe trumienki dla pierworodnych, a ci najbardziej przerażeni ustawili płot z krzyży wokół ścieku, ku uciesze bp Mendyka zapewne. Już watykańscy badacze ładowali się do samolotów, aby ów cieszyński cud zbadać a tu okazało się, że drukarnia pozbyła się w ten jakże mało dyskretny sposób, czerwonego barwnika. I po cudzie. Jaka szkoda, że Jezus nie żyje w naszych czasach. Szybko okazałoby się, że nie zamienił on wody w wino, tylko dzbany pomylił, nie rozmnożył chleba, tylko obrobił piekarnię, co z pewnością nagrałaby jakaś kamera, których na szczęście więcej jest w miastach, niż krzyży.

Papież o rozgrzeszaniu aborcji.

Papcio Franio jakiś czas temu obudził się, wstał ze swego łoża z baldachimem, przeciągnął się, po czym stwierdził, że uprawni wszystkich księży do rozgrzeszania z aborcji w czasie Roku Miłosierdzia, który zacznie się 8 grudnia.  No nareszcie mamy szansę dożyć czasów, gdzie Kościół z Miłosierdziem pójdą w jednej parze. Sensacyjna informacja z Watykanu obiegła pewnie cały świat, choć do tej pory niektórzy uprzywilejowani księżule już odpuszczali ten ciężki grzech, ale tylko w określonym czasie — podczas odpustów, rekolekcji i w ramach przygotowania do komunii wielkanocnej. To czasowe ograniczenie jest zdumiewające i nie wiem, jak mam je rozumieć? Czy oznacza to, że w owym czasie bóg jest bardziej litościwy? Przed Wielkanocą grzech odpuści a dzień po już nie? No tak, nie samą aborcją w końcu biedny bóg żyje. Katolicy przecież grzeszą masowo, musi sobie chłop jakoś robotę zorganizować, inaczej wszystko mu się po prostu popieprzy.

Cóż nowego w takim razie ten papcio Franio wymyślił? Ano to, że jak dzień po rekolekcjach sobie przypomnisz, że dokonałaś aborcji, ale zapomniałaś za to przeprosić, to nic straconego. Masz na kajanie się przed księdzem cały rok! Wspaniały jest ten Rok Miłosierdzia! A przy okazji, ciekawe, jak się papcio z bogiem na ten temat dogadał? Czyżby jednak bóg istniał?

Całkowity zakaz aborcji.

Takie typowe polskie kuriozum. Papież chce cały rok rozgrzeszać za aborcję, a Polacy chcą całkowicie jej zakazać. Przykazanie „Nie zabijaj” doprowadzili do absurdu i nijak nie da się ich przekonać, że dotyczyło ono tylko Żydów. Żyd Żyda miał nie zabijać, bo inne nacje kosił, jak grzyby po deszczu ku uciesze i przy czynnym wsparciu boga. Przecież nie o zarodek chodziło. Bóg nie wiedział, że nietoperz jest ssakiem, nie wiedział, że ziemia krąży wokół słońca, a nawet nie wiedział, gdzie mu się Adaś w raju któregoś razu schował, to skąd miał wiedzieć, że jest coś takiego, jak zarodek? Zresztą dziećmi narodzonymi też specjalnie się nie przejmował. Jak prowadził plemię swoich wybrańców na inne plemię, to przy życiu nakazywał zostawiać czasami tylko dziewice, żeby sobie na nich Izraelici używali do woli. Tak więc mordy były dokonywane nawet na kobietach w ciąży. Obrońcy życia poczętego chcą być bardziej święci od boga, co akurat nie jest takie trudne. Często jednak argumentują swoją postawę tym, że są osobami wierzącymi. Czyli wierzą w żydowskiego boga zbrodniarza i dlatego chronią życie poczęte. Rozumie ktoś coś z tego?

Niech oni sobie zabraniają, co chcą — katolik katolikowi, ale bez jakiś tam odpustów. Bo obecnie moralność katolicka wygląda tak: wie, że aborcja to ciężki grzech, mimo to dopuszcza się jej, idzie się wyspowiadać i po sprawie. Przecież tak można w nieskończoność i to z każdym grzechem! A przy okazji, po co ich Jezus dał się tak sponiewierać na krzyżu? Podobno za nasze grzechy, moje i twoje. Tak, nawet moje, choć go o to nie prosiłam. Po co w takim razie spowiedź, wprowadzona zresztą dopiero na początku XIII w.?

Uchodźcy, czy też imigranci. Albo jedno i drugie.

Co do nich zmieniam zdanie kilka razy dziennie. Chcę, nie chcę. Pomogę, nie pomogę. Lubię, nie lubię. A moje stanowisko zależy od tego, co usłyszę czy zobaczę w tv. Gdzieś tam we mnie drzemie przekonanie, że człowiek jest wartością najwyższą, a los jednostki powinien być tak samo ważny, jak los ogółu. W tej sytuacji jednak moje przekonanie chwieje się w posadach.

Widzę kobietę w ciąży przytulającą swoje pierwsze, kilkuletnie dziecko, koczującą chyba na węgierskiej granicy, która mówi, że zrobi wszystko, aby zapewnić swoim dzieciom normalne życie. No weźcie ludzie coś zróbcie!

Czytam o uchodźcach w Niemczech, młodych mężczyznach w markowych ciuchach, z dobrymi telefonami, zaczepiających kobiety, zalegających okoliczne skwerki, a nawet prywatne ogródki. Uśmiechnięci, wypoczęci, bezrobotni. A wzięli ich Niemcy, to teraz mają. 

Dowiaduję się o ciałach dzieci wyrzuconych na brzeg przez morze.  Straszne!

Czytam o zbiorowym gwałcie na dyrektorce placówki dla uchodźców we Włoszech. Straszne!

Skoro uchodźcy dotarli do Europy, trzeba się nimi jakoś zająć. No przecież nie damy im chyba umrzeć na ulicach?

Dlaczego uchodźcy ruszyli do Europy, a nie do bogatych krajów arabskich? No właśnie!

Bogata Arabia Saudyjska chętnie pomoże — wybuduje w Niemczech 200 meczetów. To już wolałbym krzyże i duże Jezuski à la świebodziński.

Ci ludzie uciekają przed śmiercią. Chodźcie do nas!

Po wkroczeniu do UE śmierć im już nie grozi, więc po co idą dalej? To może lepiej do nas nie idźcie.

To inwazja islamu na Europę. O matko boska!

Islamiści w krajach europejskich stanowią kilka procent populacji poszczególnych krajów. Nie stanowią dużego zagrożenia. Uff!

Nie asymilują się. Nie?

Asymilują się. Tak?

Jak już tu przyjdą to muszą się zasymilować, bo jeszcze każą naszym kobietom chodzić w burkach. Już ja im dam burki!

Nikt nikomu niczego kazać nie może. No, nie każą mi.

W Szwecji istnieje 54 stref, gdzie obowiązuje szariat i nie ma kontroli państwa. O ja pierdzielę!

W Szwecji obowiązuje jedno prawo — szwedzkie. Aha!

Weźmy tylko chrześcijan. No czy ja wiem? A ateistów wśród nich nie ma żadnych?

A islamista to, niby że co? Że gorszy człowiek? No niby nie, chociaż…

Przyjmiemy 2 tys. uchodźców. To dużo?

Przyjmiemy 12 tys. To dużo?

Dostaną za nic kasę, pracę i mieszkania a Polakom jest tak ciężko. No to ładnie!

Dostaną niezbędne minimum, a o resztę będą musieli zadbać sami. A no to w porządku.

Wysadzą nas terroryści. Nikogo nie przyjmujmy!

To oni uciekają przed terrorystami. To może jednak przyjmijmy?

Viktor Orban otaczający Węgry murem to szaleniec. To normalne na pewno nie jest.

Viktor Orban to prawdziwy Europejczyk. A może jednak to normalne?

I te biedne, niczemu niewinne dzieci…

Poseł Giżyński pokazuje w tv zdjęcie 10 letniego dżihadysty podcinającego gardło dorosłemu mężczyźnie i grzmi: „Takie dzieci chcecie nam sprowadzić!” Nie no, takich to ja tu nie chcę.

I wciąż nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. A może by tak powiedzieć im: „Niech wam Allah pomoże”? No dobra, wiem że to byłoby po świńsku, bo Allaha nie ma. I przepraszam, że w jednym zdaniu postawiłam wieprzowinę z ich bogiem. A może po prostu pomóc polskim strażakom? Oni zawieźli do Niemiec 800 łóżek polowych. Zrzućmy się jeszcze na jakieś koce i może jakoś uspokoimy sumienia? A może spytamy tych uchodźców czy imigrantów, czy jednych i drugich, czy chcą do Polski? Nie? Nie chcą??? Niezła laurka dla naszego kraju. Nawet ludzie uciekający przed wojną, którzy nie mają nic, nie chcą do naszego kraju.

Prawdę mówiąc, ten ich stosunek do Polski trochę mnie obraża. Ze złości jestem skłonna przyjąć ich nawet w liczbie kilkudziesięciu tysięcy. Mało mamy plebanii? Miejsca dla wszystkich wystarczy. Zresztą całą enklawę można im stworzyć w Świątyni Opatrzności Bożej.

A poza tym uchodźcy z Syrii lub z innych krajów arabskich (lezą bez dokumentów, to i tak nie wiadomo, kto jest skąd, wiadomo natomiast, że gdyby wszyscy byli z Syrii, to w Syrii już dawno by ludzi zabrakło) nie wiedzą pewnie, że ponad 80% Polaków jest zadowolonych z życia. Tak, tak. Też mnie zaskoczył ten wynik. Przez moment myślałam, że zalegalizowano u nas marihuanę. Ludzie jak się ujarają to gadają głupoty. Kupiłam sobie trochę, zajarałam na skwerku i też było mi dobrze. Teraz siedzę na komisariacie i składam zeznania. Policjanci nie chcą mi uwierzyć, że nabyłam zielsko dla celów zdrowotnych. Przecież na trzeźwo nie da się ogarnąć otaczającej nas rzeczywistości, a na picie jest jeszcze za wcześnie.

 

erotic-429760_1280

Demon ma na imię Seks.

brain-312428_1280Poprosiłam kolegę Mariusza o podrzucenie mi jakiegoś tematu. „Tylko nie Sronda!” – zastrzegłam. Dopiero co pisałam o ich bojkocie Biedronki. Zawsze po zetknięciu z poziomem intelektualnym tamtejszych pisaczy, potrzebuję kilku dni na umysłową regenerację. Głupota bowiem to porażający oręż, który potrafi zrobić w głowie spustoszenie. No to mi kolega podrzucił temat prosto z portalu www4.rp.pl. Tekst Mariusza Dzierżawskiego, polityka i działacza ruchu pro life, pt.: „Epidemia rozwiązłości”. Niech ja go dorwę! Nie Dzierżawskiego, tylko Hnatiuka.

Intuicja, dla której tytuł brzmiał podejrzanie, podpowiadała mi: „nie właź! Nie zaglądaj! Nie klikaj! Nie otwieraj!”, lecz ciekawość zwyciężyła. Znowu!

W Europie Zachodniej i Ameryce Północnej co roku dokonuje się około 3 milionów aborcji chirurgicznych. Poronień wywołanych przez środki chemiczne jest prawdopodobnie kilkakrotnie więcej. Gwałtownie zwiększa się liczba zachorowań na choroby weneryczne (najwięcej mówi się o AIDS, ale wzrost zachorowań dotyczy również wielu innych chorób), co spowodowane jest epidemią rozwiązłości.

Zadumałam się przez chwilę. Nie wiem bowiem, czy ta złowrogo brzmiąca „epidemia seksu” wynika z tego, że Kościoła tam jeszcze nie było, aby ludziom powiedzieć, że skakanie z kwiatka na kwiatek służy tylko pszczółkom? A może jednak Kościół tam był i wciskał ludziom ciemnotę, jak to ma w swoim zwyczaju, że prezerwatywa i wszelkiej maści środki antykoncepcyjne to diabelskie wynalazki, czyli zło, a zła trzeba się wystrzegać? No nie! Przecież chodzi o Amerykę Północną. Tam są ludzie, którzy twierdzą, że świat ma niespełna 6 tysięcy lat, a dinozaury żyły w tym samym czasie co ludzie. Czyli, że „Flinstonowie” to film historyczny. Kto im wodę z mózgów zrobił jak nie Kościół?

Czytam dalej:

Zjawiska te dotykają społeczeństw do niedawna chrześcijańskich. Na wiele z nich Kościół katolicki przez wieki wywierał istotny wpływ, a wymienione wcześniej problemy dotyczą również wiernych Kościoła.

A jednak był Kościółek! I choć wpływ na ludzi miał kilkuwiekowy, wytępił wiarę rdzennych mieszkańców, wymordował tych bardziej opornych, to jednak nie zdołał z reszty wyplenić naturalnej, wrodzonej skłonności, jaką jest popęd seksualny.

erotic-429760_1280Według cioci Wiki, seksualność jest:

wrodzoną, naturalną funkcją organizmu ludzkiego i jednym z zasadniczych czynników motywujących do podejmowania więzi i kontaktów interpersonalnych, mającym wymiar biologiczny, psychiczny, społeczno-kulturowy i hedonistyczny.

Wiem, że Wikipedia to nie Biblia, czyli nie wyrocznia.  Jednak tu przynajmniej można sprawdzić autorów, poszukać innych definicji i bez obawy przed grzechem, weryfikować ich treść. Ja dokładnie tak samo pojmuję seksualność. Jak sobie zrobić dobrze, wiedzą nawet dzieci w pieluchach. Niektóre przyjemność w ocieraniu się o różne meble, czy po prostu w dotykaniu swoich miejsc intymnych, odkrywają „dopiero” w wieku przedszkolnym, tylko po to, żeby w wieku dorastania zabawiać się ze sobą już na całego. I nie oznacza to, że opętał je demon. Kto się nigdy nie onanizował, niechaj pierwszy rzuci kamień!:).

Problem zaczyna się wówczas, kiedy przerażony rodzic odkrywa, że jego dziecko robi „te wstrętne rzeczy”. A fuj! Reprymendy słowne, zakazy, zawstydzanie, doprowadzają do tragicznych skutków. Dziecko mota się pomiędzy naturalną chucią a wyrzutami sumienia. Z reguły chuć wygrywa, ale z tyłu głowy pozostaje piętno – jestem zły, chory, zboczony.

Autor pisze dalej:

Przez wieki małżeństwo było projektem na całe życie, projektem wspólnym, dotykającym wszystkich wymiarów egzystencji, od spraw materialnych poczynając, na duchowych kończąc. (…). Znaczenie małżeństwa podnosił jego sakramentalny charakter. Wzorem dla małżonków miał być związek Chrystusa z Kościołem.

Nie sposób się nie zgodzić. Tak właśnie było. Jak już raz kobieta wpadła w sidła, nie było sposobu, żeby się uwolnić. Bo nie zawsze zawierała związek dobrowolnie. Często to rodzina decydowała z kim związać ją na dobre i złe. I nie ważne, że mąż bił, był gburem, może był naście lat starszy i zadowalał się na niej, kiedy tylko chciał. Ona zobowiązana była do rodzenia dzieci, podporządkowania się mężowi i znoszenia wszystkiego w pokorze, bo dwa tysiące lat temu ktoś o poziomie intelektualnym dzisiejszego kilkulatka napisał, że sam bóg powiedział: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą”.

A co do związku Chrystusa z Kościołem, to Kościół ma tyle wspólnego z Chrystusem, co ja z zakonem Karmelitanek Bosych.

Atak na małżeństwo, a w konsekwencji na rodzinę, zaczął się od zakwestionowania jego religijnego charakteru.

I opadła kurtyna! Mamy ulubione przez katolików słowo „atak”. Jeśli śmiesz myśleć inaczej, niż Kościół, masz odmienne zdanie, lub nie daj panie boże, postępujesz inaczej, niż Kościół naucza, jesteś AGRESOREM!

men-161005_1280

Dalej autor bardziej się rozkręca:

Koniec XX i początek XXI wieku to nowa odsłona walki przeciw małżeństwu i rodzinie. Na tym etapie państwa i instytucje międzynarodowe aktywnie działają, aby małżeństwo i rodzinę zniszczyć ostatecznie. (…)
Zmiany w edukacji, która w coraz większym stopniu staje się domeną państwa, służą niszczeniu rodziny, a także uzależnieniu dzieci od seksu. Seks stał się bożkiem państw postchrześcijańskich.

APOKALIPSA! Przy okazji drodzy Czytacze dowiadujemy się, że mamy nowego boga. Jakby jednego było nam mało! Co prawda, nie jesteśmy państwem postchrześcijańskim tylko chrześcijańskim, ale chyba zgodzicie się ze mną, że bożek seksu i u nas się rozpanoszył. Nie oszczędza nikogo. Ani nastolatków, ani dorosłych, ani księży. Czyli nie jest to naturalny popęd, tylko paranormalne zjawisko! I na nic nie zdało się kilkunastoletnie religijne indoktrynowanie młodzieży po dwie godziny tygodniowo! Bożek seksu (nie oszukujmy się, to demon przecież) kosi swoje żniwo!

Od samego początku Kościół stawał w obronie małżeństwa i rodziny. Narażał się przez to często panującym, a Jego pasterze i wierni oddawali za nauczanie Kościoła życie. Uczniowie Chrystusa nie starali się jednak dostosować w tych kwestiach do otoczenia. Dzięki bezkompromisowości w sprawach moralnych i religijnych to oni zmienili świat, choć trwało to kilka wieków, a wielu chrześcijan za wierność zapłaciło życiem.

A było się po prostu nie wtrącać! Jak mi ktoś przyjdzie i powie, że to, co wyczyniam w sypialni z partnerem, jest niemoralne, dostanie po pysku! Kiedy z natury ludzkiej robi się zło, to cóż się dziwić, że trup ściele się gęsto? Dobre, konkretne bzykanko albo klęcznik w kościele, porządny seks albo różaniec, kosmiczne bara bara albo zadowolenie jakiegoś Papcia na wysokościach, którego nikt od wieków nie widział i nie słyszał. Doprawdy trudny wybór.

Europejczycy i Amerykanie zaakceptowali antykoncepcję, a w konsekwencji niewierność małżeńską. Dzieci rodzi się coraz mniej, za to coraz więcej jest przypadków bezpłodności. Mnożą się konkubinaty, a liczba zawieranych małżeństw spada.Obrzydliwa pornografia stała się wszechobecnym elementem życia społecznego. Edukacja seksualna, która faktycznie jest promocją rozwiązłości i dewiacji, jest obowiązkowa w Niemczech.

chalkboard-304221_1280Antykoncepcja = niewierność + mniejsza ilość dzieci + bezpłodność.

Edukacja seksualna = promocja rozwiązłości + dewiacje.

O ludzie! Co za genialny matematyk!

Konkubinat jest gorszy od małżeństwa, bo… bo jest.

Pornografia jest obrzydliwa, bo… bo jest.

Cóż za błyskotliwa argumentacja!

Aktualnym celem wrogów rodziny jest deprawacja młodzieży. Człowiek uzależniony od seksu nie jest w stanie wytrwać w wierności. To, co obserwujemy w Europie, zwłaszcza w Niemczech, to państwowa zbrodnia na młodzieży. Również w Polsce Ministerstwo Edukacji pracuje nad wprowadzeniem europejskich standardów edukacji seksualnej, które, oparte na wzorach niemieckich, przewidują seksualizację dzieci od przedszkola i zachęcają do zachowań dewiacyjnych.

I znowu w pierś (jak ktoś chce, to i w obie) muszę się uderzyć. Mój syn jest zdeprawowany maksymalnie. Dopuściłam się na nim zbrodni i pozwoliłam państwu, aby go dobiło. O seksie wie wszystko i do tego prawdę. Tę z Wikipedii, a nie kościelną. Do tego za moją zgodą uczęszcza na zajęcia WDŻ (Wychowanie Do Życia w rodzinie), gdzie penisa nazywają penisem a srom sromem. I spotkanie z seksuologiem w szkole też miał, na którym dowiedział się, że masturbacja to norma. I że ludzie mogą mieć różne preferencje seksualne, co też jest czymś normalnym. CO ZA BANDYTYZM!

Na szczęście jest szansa na ocalenie mojej córki. Nie zdąży się dzieciak załapać na podobne zajęcia, co wnioskuję po prezydencie episkopatu i sondażach, które wróżą nam rządy PiS. Przyszłość nie czeka ją świetlana. Albo wczesna i do tego niechciana ciąża, albo seks dopiero po ślubie. Sama nie wiem, co jest gorsze, ale ja…

Wiecie, ja jestem opętana.:)

 

 

Wpisy oczami ateisty

13312917_607501626092273_7433434751192152235_n

Jacek Kozik, powieść „Klatki”

„Życie jest bardziej skomplikowane niż dziesięć przykazań” Jacek Kozik, powieść „Klatki” s.127 Nie ma lepszego sposobu na spędzanie wolnego czasu, niż zagłębienie się w ciekawej i wciągającej lekturze. Książka, o której chcę opowiedzieć to powieść „Klatki” Jacka Kozika. Jej główny bohater, Maciej Kroniewicz jest zdeklarowanym ateistą. Poznajemy go w momencie, kiedy wraz z całą rodziną przyjeżdża do pracy w ambasadzie, w Dublinie. Dorota, jego żona, obejmuje stanowisko konsula, a on zostaje zatrudniony w dziale administracyjno-finansowym.

W Polsce był wykładowcą etyki i filozofii, więc nowe zajęcie jest całkowicie sprzeczne z jego humanistycznymi zainteresowaniami. Na dodatek ma on wyjątkowo trudny charakter, co powoduje, że łatwo zraża do siebie ludzi. O ile to zupełnie mu nie przeszkadza, gdyż jest typem samotnika, o tyle konsekwencje jego zachowań odbijają się na jego życiu i zdrowiu. Te maćkowe „umiejętności” trafnie scharakteryzowała pewnego dnia Dorota zwracając się do niego słowami: „Jesteśmy tu trzeci tydzień, a ty już zdążyłeś narazić się tym, którzy stąd wyjechali, tym, którzy tu pracują i tym, którzy jeszcze nie przyjechali!” Z tego powodu polubienie Maćka nie wydaje się łatwe. Jednak w miarę zagłębiania się w lekturę zauważamy, że jego postępowanie wynika z ostrości widzenia świata takim, jakim według niego jest.

Sam autor na założonej, na Facebooku stronie: Powieść „Klatki”, pisze tak: „Może błąd, że nie uprzedziłem, ale to nie jest lektura, która ma pomóc ludziom uciec w bezpieczną krainę myśli, żeby mogli zapomnieć na chwilę o świecie i zanurzyć się w fikcji literackiej, gdzie główny bohater jest rycerzem z bajki radzącym sobie z różnymi trudnościami! To jest książka, której główny bohater ma różne wady, jest nerwowy i wielokrotnie niemiły!” Mimo tego, że polubienie Maćka wymaga od czytelnika pewnego wysiłku, warto doszukiwać się w nim pozytywnych cech charakteru, których moim zdaniem mu nie brakuje. A to, że jest bezkompromisowy i, jak sam mówi, ma „alergię na hipokryzję” moim zdaniem, czyni go wartościowym człowiekiem.

Zapewne też według Doroty pozytywne cechy jego charakteru przewyższają wady, gdyż związek, jaki od ponad dwudziestu lat tworzą wydaje się być bardzo udany. Pewnego dnia w dziale Maćka pojawia się praktykantka Martyna. Jest ona osobą wycofaną, nieśmiałą, wierząca w Boga i często szukającą u niego pomocy w różnych życiowych sprawach. Jednym słowem, dziewczyną z kompleksami i rozterkami miłosnymi. Maciek zdobywszy jej zaufanie postanawia wprowadzić w życie pewien przemyślny plan. Na czym on polega dowie się każdy, kto sięgnie po książkę, do czego bardzo zachęcam. Nie zdradzając szczegółów maćkowych rozmów z Martyną, powiem tylko, że w ich wyniku relacje między nimi zaczynają się zacieśniać.

Autor nie chciał tworzyć typowej powieści, w stylu tolkienowskim, a raczej opisać historię mocno osadzoną w naszej codzienności. Przedstawił w niej stosunki międzyludzkie, które zapewne, jak sugeruje notka na okładce, zaczerpnął z własnych doświadczeń. Przez dziewięć lat był pracownikiem polskich placówek dyplomatycznych. Pragnę podkreślić, że Jacek Kozik w swojej książce przede wszystkim pragnie obalić stereotyp, iż ateizm bierze się z mody, czy okresu buntu. Wręcz przeciwnie, główny bohater powieści jest dojrzałym człowiekiem, który swoją niewiarę opiera na wiedzy, głębokich przemyśleniach oraz niezgodzie na świat takim, jakim jest, co, jego zdaniem wyraźnie kłóci się z wizją miłosiernego, dbającego o ludzi Boga. Moim zdaniem książka jest napisana dla osób, które stoją rozdarte między wiarą i niewiarą. Jest też pomocą dla szukających argumentów na rzecz swojego ateizmu i chcących się w nim utwierdzić.

Na wspomnianej już przeze mnie, założonej na Facebooku stronie autor pisze: „Powieść „Klatki” jest skierowana do ludzi o otwartych, niezależnych umysłach, dla których wiara w boga jest przeszkodą w krytycznym widzeniu świata.” Zachęcam do lektury, bo tak dobrych powieści, jak ta, jest niewiele i „grzechem” byłoby tej książki nie przeczytać. Jako młody ateista, z ręką na sercu, mogę polecić tę książkę wszystkim poszukującym swojego miejsca w świecie. Myślę, że się nie pomylę, gdy powiem, że jest to pierwsza w naszej literaturze powieść z bohaterem tak jawnie deklarującym swoją ateistyczną postawę.

Chętnych do kupienia „Klatek” i jednocześnie mieszkających w Warszawie zachęcam do odwiedzenia kawiarni „CRUX” na Hożej 51 (dawna fabryka serów w podwórzu) lub w księgarni naukowej im. B Prusa na Krakowskim Przedmieściu.

W Cruxie dodatkowo, każdy egzemplarz jest zaopatrzony w autograf autora. Dla ewentualnych czytelników spoza Warszawy polecam wersję elektroniczną w formie e-booka

Kto jednak preferuje wersję papierową może napisać w tej sprawie do głównego bohatera powieści na maila: maciej.kroniewicz@wp.pl albo zostawić informacje w „wiadomość” na stronie FB autora.

12980402_248668528814026_357530292_n

Trzy dni ateizmu młodego ateisty

Od 1 do 3 kwietnia odbywały się dni ateizmu. Mimo podziału, do jakiego doszło między Koalicją Ateistyczną, a Fundacją Łyszczyńskiego, dni te uważam za udane.

1 kwietnia KA prowadziła panele, na których opowiadano o sposobie prowadzenia statystyk w kościele, gdzie można było dowiedzieć się, że do kościoła chodzi tylko 27.4% społeczeństwa.  Statystyki i sposób ich prowadzenia tłumaczyła organizacja Świecka Polska. Następnie  przeszliśmy do tematu: „lewica a Kościół”, podczas których przedstawiciele lewicy (Razem, Zieloni, SLD, Twój Ruch) oraz przedstawiciel związków zawodowych, Piotr Szumlewicz, opowiadali o sytuacji lewicy i Kościoła.

Z całej dyskusji skupiliśmy się bardziej nie na tym, co robi Kościół, tylko na tym, dlaczego Kościół jest tu, gdzie jest. Otóż wniosek nasunął się dość szybko – lewica mimo jednego celu dzieli się różne partie, ze względu na dziecinne konflikty, które toczą się do dziś. Prawica  problemu ze zjednoczeniem się nie miała. Jednak w momencie zadania pytania: „Czy jest szansa na koalicję z całą lewicą ze względu na wspólne cele?”, odpowiedzi ograniczały się do: „nikt nie wyraża takiej chęci”. Idąc tą logiką, lepiej jest usiąść i oglądać, jak PiS z Kościołem na czele demoluje nasz kraj. Ile jeszcze ma się w tym kraju wydarzyć, żeby lewica zrozumiała, że jest coś ważniejszego od ich interesów?

Na panelu nie podobała mi się wypowiedź przedstawicielki partii Razem, która powiedziała, że Europa ma korzenie chrześcijańskie. Było to dla mnie dosyć oburzające, bo wszyscy wiemy, że najpierw Europa była pogańska, a później siłą wprowadzili do niej chrześcijaństwo. Dowiedziałem się również, że w SLD antyklerykalizm praktycznie nie istnieje. Jak to powiedziała Pani Senyszyn: „Faktycznie w mojej walce jestem osamotniona”. Jest to dosyć deprymujące, że partia, która podaje się za lewicową, jest tak bardzo skatoliczała.

Kiedy skończyliśmy dyskusje, przeszliśmy do oglądania filmu Pana Konrada Szałajskiego pt. „Walka z Szatanem”. Sam film był bardzo poważny, choć nie zabrakło momentów wywołujących śmiech na sali. Po obejrzeniu twórczości Pana Szałajskiego mieliśmy okazję do zadania reżyserowi pytań dotyczących filmu.  W dyskusji udział brała pani psycholog, Monika Szymańska, która pozwalała spojrzeć na sprawę tak, jak Kościół nigdy nie potrafił, czyli racjonalnie i profesjonalnie. Objaśniono, że opętanie wiąże się z chorobami psychicznymi, między innymi – schizofrenią. Dyskusją na ten temat zakończyłem pierwszy dzień ateizmu.

Drugiego kwietnia miał odbyć się marsz ateistów, po czym Fundacja i Koalicja organizowały równoległe panele. Ponieważ wczoraj byłem na panelach organizowanych przez KA, dzisiaj postanowiłem odwiedzić panią Ninę Sankari. Ale wróćmy do marszu! O 11.30 zaczęliśmy się zbierać pod pomnikiem Kopernika w celu przebrania się w piękne stroje szyte przez Małgorzatę Glatz-Pawłowską i Iwonę Oleksy. Ja występowałem w stroju Turka, chociaż byli z nami ludzie w przebraniach zakonnic, szczurołapów, piekarzy, był też kat, biskupowie i sam Łyszczyński, którego odgrywała osoba symbolizująca naszą kulturę. Marsz przebiegał bez większych zakłóceń. Skandowaliśmy hasła: „Wolna szkoła! Religia do Kościoła”, czy „Kraju Polan, powstań z kolan”. Ucieszyła mnie obecność pani Senyszyn oraz p ani Paczkowskiej, która na wczorajszych panelach była przedstawicielką Twojego Ruchu. Inscenizacja ścinania naszej kultury była wykonana w sposób rewelacyjny i bardzo zabawny. Marsz zakończony został przemówieniem Zbigniewa Szczęsnego.

Po oddaniu stroju udałem się na wcześniej wspomniany panel Fundacji Kazimierza Łyszczyńskiego o sławnych apostatach i bluźniercach. Brało w nim udział wielu zagranicznych gości, choć nie zabrakło też zastępcy redaktora naczelnego Faktów i Mitów oraz pani Grażyny Juszczyk, która odgrywała Kazimierza Łyszczyńskiego w 2015, ze względu na zdjęcie krzyża w pokoju nauczycielskim, za co spotkał ją ostracyzm ze strony społeczeństwa. Otóż nasi bluźniercy wypowiadali się na temat sytuacji w ich krajach, opowiadali swoje historie, które dawały jasno do zrozumienia, że religii na świecie być nie powinno. Jednak przemówienie pani Grażyny, na której głowę nikt nie poluje oraz nie podlegała torturom, tak jak w przypadkach niektórych gości zagranicznych, było najbardziej poruszające i uczuciowe, wzbudzało ono wiele emocji.

Nie mogłem się powstrzymać od owacji na stojąco.

Kiedy mogliśmy zdawać pytania, pani Nina Sankari poprosiła, abym odpowiedział, czemu biłem brawa na stojąco. Miałem wtedy okazję wypowiedzieć się o ogromie autorytetu, jakim jest dla mnie pani Juszczyk; o tym, że dzięki niej otworzyłem Konstytucję i postanowiłem walczyć z krzyżami w mojej szkole. Panel zakończył się kilkoma następnymi pytaniami, po czym niestety, ale musiałem wrócić do domu, co oznaczało zakończenie się dla mnie drugiego dnia ateizmu.

Trzeciego i ostatniego dnia ateizmu Fundacja Niny Sankari i pana Marka Łukasiewicza organizowała panele feministyczne, na których rozmawialiśmy o szowinistycznym podejściu Kościoła do kobiet, o aborcji i o podejściu różnych religii do kobiet.  Mieliśmy przyjemność wysłuchać pań z wielu krajów świata, ale polskimi przedstawicielkami była pani Małgorzata Diana Marenin i pani Wanda Nowicka. Wszystkie opowiadały o swojej walce o prawa kobiet. Padały stwierdzenia takie jak: „Nigdy burki nie założyłam i choćby nie wiem co, burki na siebie nie włożę”.  Przemówienia wzbudzały wiele emocji, ale najbardziej poruszyło mnie przemówienie Djemili Benhabib, która mówiła o konsekwencjach, jakie wynikają z bezwzględnego zakazu aborcji. Kiedy zakończono panele feministyczne, postanowiliśmy udać się na manifestację organizowaną przez partię Razem, na której walczyliśmy w obronie praw kobiet do tematu wcześniej poruszanego, czyli do aborcji.

Tak oto spędziłem moje dni ateizmu. Dlaczego piszę o nich tak późno? Ponieważ ogrom emocji, jakie wywoływały, zeszły ze mnie dopiero dzisiaj.  🙂

Spotkania przy trzepaku

zzzzzz

Mężczyzna?

Autorka: Anonimowa

Kobieta od zawsze była ponoć ubóstwiana i wielbiona przez mężczyzn. Ponoć ideałem była, muzą i natchnieniem. Ponoć. Kobieta jako stróż domowego ogniska, jako Matka karmicielka rodziny. Mężczyzna szedł polować, szedł na wojny i gówno go obchodziło, co tam w domu słychać. Ważne, że nikt nie bzyka jego żony, ani nie morduje potomstwa – bo linia musi przetrwać.

Mężczyzna jako Pan i Władca. Ale bez kobiety nie potrafi się obejść – ktoś musi ogarnąć dom i dzieci. Bo dla mężczyzny to hańba. On do wyższych celów stworzony.

Jak jest dziś?

Kobieto, siedź w domu! Kurwa, masz znajomych, gadasz z nimi, bawisz się lepie, niż ja? To radź sobie sama, skoro ja nie jestem w centrum uwagi. Wyprowadzam się. Zostawiam ci wszystko na głowie. Baw się dobrze, ale beze mnie. To ja powinienem być w centrum twojego wszechświata. Nawet, jak nie mam ci czego zaproponować. Oprócz krzyków, awantur i kłótni. Wal się. Mam to wszystko w dupie. Kredyty, rachunki… dzieci odwiedzę w weekend.

Samiec typowy.

Musi dominować, musi być lepszy. Żona powinna być głupsza, być podległa, zawsze świeże gacie przynosić. A gdzie marzenia, pragnienia kobiety? Podporządkowane mężczyźnie. On chce się rozwijać – może. Kobieta ma zapewniać stabilizację. Jej nie wolno realizować marzeń, jej nie wolno być sobą. Ma się zajmować ogniskiem domowym.

Ma dbać o wszystko. Ma być Matką, Żoną, Kochanką, dostępną na każde życzenie. Na szczęście kobiety zaczynają wychodzić z marazmu. Zaczyna im takie życie przeszkadzać. Stają się samodzielne, co jest bardzo ciężkie po latach uzależnienia. Ale damy radę. Mamy silną wolę, silniejszą, niż wy, mężczyźni.

Potrafimy przetrwać. A może i zyskamy radość życia, kiedy nas zostawicie?
Aby nie było tak smutno: a kto wam będzie gacie prał, mężczyźni?

spherical-ball-joint-746194_1280

Psychologia religii – Pinker. Polemika

Autor: Zbigniew Woźniak

Polemika do tekstu: Ewolucyjna psychologia religii Stevena Pinkera

A skoro mowa była o ewolucji, to rodzi się pytanie – w jaki sposób tworzy się silna skłonność u człowieka do tego, żeby ewoluowały w nim irracjonalne wierzenia? Mencken powiedział, że najbardziej powszechną kwestią u ludzi i najbardziej reprezentatywną dla naszego gatunku jest obsesyjna wiara w kompletne bzdury. Wyjaśnienie, dlaczego tak miałoby się dziać, stanowi nadal zagadkę dla psychologów.

Ludzie tego wcale nie chcą. Popatrzmy na dzieci. Czy rodzą się z taką potrzebą? Nie. Dzieci wychowywane są tak jak tego chcą dorośli.

Od urodzenia posiadamy lęk przed wężami, ponieważ na świecie występują węże i są jadowite.

(…) Tak jak w przypadku strachu przed wężami. We wszystkich cywilizacjach ludzie posiadają wyostrzoną uwagę na węże.

To nie jest prawda. Taki lęk wynika z dwóch przyczyn: pierwsza – jest to lęk przed nieznanym (węże nie przypominają stworzeń z nogami i „twarzą”, na której można by rozpoznawać emocje a więc domyślić się zamiarów węża wobec człowieka, przewidzieć drogę, jaką się będzie poruszał a także mają inne nietypowe cechy swego wyglądu i zachowania np. rozdwojony język, zachowują się cicho co kojarzone jest z podstępem lub wydają syk, który nie ma odpowiednika wśród znanych nam, przyjaznych odgłosów itp.) i druga – ten lęk jest utrwalany przekazem kulturowym. Jest spora grupa ludzi, którzy nie mają żadnych problemów w kontaktach z wężami, hodują je, wręcz kochają

Konkludując – nie dajemy się tak łatwo wprowadzać w pole. Nasuwa się więc pytanie – dlaczego miałoby być inaczej w kwestii religii?

Przeciwnie – dajemy się łatwo wyprowadzać w pole, czego właśnie dowodzi powszechny przykład religii. Ale są ludzie, których trudniej wyprowadzić w pole. Są to ci, którzy takiego zagrożenia są świadomi, którzy posiadają wiedzę, umieją się do niej odwołać a przede wszystkim nie mają zbyt dużego zaufania do przekazywanych im informacji.

Dzieci nie czytają spontanicznie, dopóki ktoś ich tego nie nauczy. W przeciwieństwie do posługiwania się językiem, ponieważ ten przyswajany jest samoistnie, spontanicznie u wszystkich normalnych dzieci, we wszystkich społeczeństwach. Nie wymaga on świadomego wysiłku.

To jest ważne zdanie. Dzieci nie wiedzą niczego, czego się nie nauczą. I to od ich otoczenia zależy jaką wiedzę i w jaki sposób mogłyby sobie przyswoić. Ale najistotniejsze jest spostrzeżenie, że dzieci przyswajają wiedzę bezkrytycznie, poprzez wiarę, ponieważ na tym etapie rozwoju osobniczego nie dysponują one wcale lub dysponują w ograniczonym zakresie możliwościami krytycznej oceny podawanych im informacji.

Dzieci można łatwo oszukać a one nie zorientują się, że coś takiego się wydarzyło. Nie mają wiedzy, z którą dawałyby radę porównać nowe informacje. Nie mają utrwalonych zasad logiki, które dokonywałyby bezwzględnej kwalifikacji tych informacji jako prawdy lub fałszu. I tu zaczyna się nieszczęście z wiarą i religią, bo gdy taki stan umysłu zostanie utrwalony, to dorosły potem człowiek na zawsze pozostanie w pewnym stopniu dzieckiem.

Samodzielna istota (ludzka), doroślejąc, gromadzi wiedzę o świecie (świat to wszystko, co nas realnie otacza) i uczy się, w jaki sposób odnosić się do tej wiedzy. Wiadomo, że jakaś jej część nie musi być prawdziwa i dlatego trzeba (najpierw) czuć potrzebę selekcji tej wiedzy a potem umieć tej selekcji dokonywać. Trzeba się myślowo usamodzielnić i być sceptycznym czyli umieć w stosunku do każdej, nawet bardzo miłej nam hipotezy odnieść się krytycznie. należy umieć z niej zrezygnować, jeśli okazałaby się fałszywa lub szkodliwa.

Człowiekiem, takim jak dziecko, chociaż dorosłym, można manipulować. Człowiek sceptyczny nie dopuści do tego.

Drugim istotnym kryterium jest ustalenie, czy dana cecha pozwoliła naszym przodkom przeżyć i rozmnożyć się w ich środowisku, które dla nas może być zupełnie obce współcześnie. 

(…)

Żeby oddzielić ziarno od plew, należy uzasadnić w sposób niezależny użyteczność danej cechy.

Oczywiście, że ta cecha nie tylko pozwoliła naszym przodkom przeżyć ale umożliwiła im coś, czego żaden inny gatunek w całej historii życia ziemskiego nie miał. Oto ludzkie gromady mogły w niezwykle plastyczny sposób, dysponując zastępami swoich przedstawicieli poddających się manipulacji, tworzyć takie społeczności, jakie w danych warunkach najefektywniej się sprawdzały. Społeczności z pełnym wykorzystaniem efektu współpracy i specjalizacji. Poddane indoktrynacji ludzkie grupy nie buntowały się przeciwko swemu, często podłemu losowi ale wykonywały rozkazy. I nic lepiej niż religia nie spełniało w tej sytuacji swojego zadania.

Dla kontrastu – niejasne jest nadal, jaką funkcję adaptacyjną posiada humor lub muzyka. Sądzę, że wyjaśnienia religijności mają ten sam problem. Nie posiadają bowiem niezależnego, racjonalnego podejścia, wyjaśniającego, dlaczego ta cecha miałaby być użyteczna.

Co do muzyki, to nie trzeba długo szukać. Muzyką posługują się zwierzęta – sięgnijmy po przykład śpiewu ptaków. Dlaczego tak często się zdarza, że nie pozostaje on na etapie prymitywnego sygnału do przekazu prostej informacji ale zamienia wykonawcę w prawdziwego wirtuoza, który potrafi nie tylko improwizować ale i kopiować utwory innych? Cechą przystosowawczą jest demonstrowanie „nadmiaru zdolności intelektualnych” (bo odnosi się do ptasiego mózgu i umysłu), który może być doceniony przez partnera. Osobnik o takiej cesze będzie miał większe szanse w konkurencji o zasoby i przetrwanie.

Humor to zdolność do kojarzenia ze sobą informacji na pozór bez związku, odkrywania „rozśmieszającej” nas ich sprzeczności. Humor to niestandardowy, ponadprzeciętny sposób myślenia. Jego pozytywna ocena przez ludzi dotyczy nie tylko partnera (analogia do powyższego przykładu ze zwierzętami) ale i możliwości wybicia się kogoś obdarzonego poczuciem humoru (ocenianego pozytywnie) w hierarchii, co też w oczywisty sposób daje grupie zarządzanej przez takiego przywódcę większe szanse w rywalizacji z innymi grupami ludzkimi.

W obu tych przypadkach ewolucja promuje „mądrość”, zdolności intelektualne.

Jednym z wniosków płynących z teorii ewolucji jest ten, że konflikty interesów pomiędzy gatunkami i w obrębie danego gatunku prowadzą do ekwiwalencji wyścigu zbrojeń. Jeden organizm rozwija bardziej zmyślne lub śmiercionośne cechy, inny organizm kompensuje to bronią biologiczną i spirala się nakręca.

Nie tylko wyścigu zbrojeń, gdyż ten wynika z mutacji, z przypadku. Najpowszechniejszą sytuacją codziennej teraźniejszości jest tworzenie zrównoważonych środowisk, które potrafią zgromadzić w swoich zasobach wiele mechanizmów przywracających stan równowagi dynamicznej, gdy pojawi się nowe zakłócenie. Najprostszy przykład to równowaga liczebna populacji ofiar i drapieżników. Jeśli nawet jakiś kataklizm ją chwilowo zakłóci, to ma ona tendencję do ilościowego odtwarzania się.

A zatem powinniśmy przeformułować pytanie z: „Dlaczego religijne wierzenia są wszechobecne?” na: „Kto odnosi korzyści z wierzeń religijnych?”.

Korzyści z istnienia religii odnosiła cała ludzkość. Człowiek ma dużą przewagę nad innymi gatunkami dzięki swemu mózgowi ale do istnienia dobrze zorganizowanych grup ludzkich zbędne jest wykorzystanie pełnego potencjału myślowego wszystkich członków tych grup. Poza tym do pełnego sukcesu brakuje jeszcze drugiego czynnika – fizycznej „mocy przerobowej”. Religia pozwala utrzymać duże ludzkie masy w stanie dziecięcej fazy bezmyślności, niewolnictwa umysłowego – „pszczół lub mrówek robotnic”. Dzięki dużej rozrodczości naszego gatunku, można zagospodarować znaczną część ludzkości, zaprząc ją do czarnej roboty.

Nie uczyć, nie dawać prawdziwej wiedzy – nie będzie się buntowała, bo nie rozpozna swojego kiepskiego położenia.

Pozbawić ją zdolności do rozpoznawania, co jest prawdą i skłaniać do przyjmowania dogmatów – zdobędzie się wiernych, posłusznych wykonawców poleceń a także armię, która będzie skuteczna w starciu z innymi grupami ludzkimi.

Do pewnego etapu indoktrynacji, ogłupiania ale i ambicji przywódców, takie działania na pewno są bardzo skuteczne w rywalizacji międzygrupowej. I będą ewolucyjnie faworyzowane. Gdy poziom indoktrynacji i ambicje wodzów przekroczą trudną do zdefiniowania granicę, taka grupa zaczyna dążyć do samozagłady, ponieważ zaczynają przeważać zgubne dla niej decyzje. Ale odpadną, przegrają tylko te grupy, które posuną się za daleko. Pozostałe zyskują.

Problemem dla władzy nad takimi grupami są idee humanistyczne, wolnościowe, równościowe, których efektem istnienia jest wyzwalanie się ludzi spod indoktrynacji. I dlatego religie tak konsekwentnie zawsze zwalczają te prądy, i niszczą autorytet nauki, wiedzy, humanizmu i logicznego myślenia.

Co jednak z drugą stroną tych transakcji, mianowicie z konsumentami? Dlaczego oni to kupują? Jednym z powodów jest to, że ufamy ekspertom. Gdy boli mnie ząb, otwieram swoje usta i pozwalam innemu człowiekowi na rozwiercenie w nim dziury. Gdy odczuwam ból z powodu ataku wyrostka, pozwalam się rozciąć. To także dotyczy wiary.

Błędne jest nierozróżnianie dwóch definicji wiary.

Pierwsza – to wiara absolutna, bezwzględna, stuprocentowa, zerojedynkowa, nieodnosząca się do żadnego dowodu, ignorująca dowody w ogóle i jakiekolwiek sprzeczności. Wyznawca takiej wiary „wie”, że jakieś zdanie jest prawdziwe i nie zamierza na ten temat dyskutować. Rozpowszechnianiem takiej wiary zainteresowana jest religia, którą musimy w tym kontekście traktować wyłącznie jako narzędzie do osiągania władzy absolutnej jednych ludzi nad drugimi.

I druga – to ufność, za którą kryje się zgoda na weryfikację prawdziwości oraz, najczęściej podświadoma, szacunkowa ocena prawdopodobieństwa prawdziwości. Nie jest to ocena rozumiana jako prawda lub fałsz ale logika rozmyta odnosząca się do statystyki.

Nie wolno tych dwóch definicji funkcjonujących w języku potocznym nie rozróżniać, co się powyżej autorowi przydarzyło.

Konsument kupuje, bo podlega manipulacji, bo został wychowany tak, by jej podlegać. Ktoś mądry, kto nie pozwala sobą manipulować, nie kupi tego. A nasz stosunek do medycyny opiera się na statystyce. Oceniamy szansę powodzenia i wybieramy korzystne dla nas rozwiązanie. Lekarzom i medycynie „ufamy” a nie „wierzymy” w nich.

Podsumowując, uniwersalne istnienie wierzeń religijnych stanowi dla naukowców nie lada zagadkę. Jednak wiele wyjaśnień adaptacyjnych, które dotyczą tego fenomenu, jak te, które ukazały się w czasopiśmie Time, nie spełnia według mnie swojej roli. Istnieje znacznie bardziej prawdopodobne wyjaśnienie, które mówi o tym, iż religia stanowi produkt adaptacji biologicznej w całej różnorodności i złożoności funkcjonowania umysłu, który ewoluował z zupełnie innych pobudek. W tej różnorodności uwzględnić trzeba producenta i konsumenta wierzeń religijnych, którzy to odnoszą zupełnie inne korzyści.

Nie ma zagadki. Jest proste tłumaczenie. Nadmiar ludzkości, bez zauważalnej dla niej doraźnej utraty potencjału umysłowego, udaje się „zagospodarować” w roli głupiego, posłusznego niewolnika. Czy ta indoktrynacja będzie dokładnie religijna, czy oprze się na innej ideologii, to sprawa drugorzędna. Ważne, by tych ludzi okiełznać i użyć jak zaprogramowanych automatów. Za pomocą kłamstwa. Kluczowe jest to, że religii posługiwanie się tym kłamstwem wychodzi najlepiej i bezkarnie, bo boga nie da się za błędy pociągnąć do odpowiedzialności. Można go „zreformować” albo zastąpić nowym, gdy autorytet starego się nieco zużyje.

A ludziom władza absolutna, namaszczona przez boga, podoba się bardzo i dlatego religia tradycyjnie chętnie wchodzi w sojusze z władzą autokratyczną lub dąży do wyłączności jej sprawowania.

Ideologie religijne, jako główne ludzkie narzędzia sprawowania władzy, od zawsze zawłaszczały wszystkie dziedziny życia społecznego. Bo władza absolutna chce zarządzać wszystkim. Udało się wyzwolić od religii nauce czyli wiedzy o świecie. W trosce o jakość życia naszych dzieci i wnuków powinniśmy uwolnić się od kłamstwa (nie tylko religijnego) do końca. Ludzki świat zbudowany na fałszu, który udaje prawdę, którą to sytuację powszechnie akceptujemy, może doprowadzić do tego, że kiedyś ludzkość w ogóle zniknie jako gatunek. Kłamstwo nie zna granic i nie ma hamulców, i nie ma szacunku dla prawdy a więc i dla ludzi.

discuss

Polemika do tekstu „Cisza przed burzą”

Publikujemy tekst za zgodą autora, który jest komentarzem do wpisu na blogu Kaprawym okiem ateisty „Cisza przed burzą” – Mariusz Hnatiuk.

Autor: Zbigniew Woźniak:

Jest jednak jeden niepewny element tej układanki – Kaczyński, który prowadzi z kapłanami grę o poparcie, balansując między Rydzykiem, Episkopatem, kultem Smoleńskim i zemstą, która jest siłą nadrzędną – motorem napędzającym prezesa.

Ta układanka wbrew pozorom mocno trzeszczy.

Tak, ta układanka trzeszczy ale jej ABSOLUTNIE NIC wewnątrz tego układu nie zagraża. Te strony – KK i partia polityczna – spotkały się ze sobą i zawarły (może niepisany) sojusz na zawsze oparty na idei oraz dążeniu do władzy absolutnej.

Idea to tzw. wartości. Mogłyby być jakiekolwiek – za czasów Hitlera to był faszyzm (w jakiejś tam wersji lokalnej podpartej antysemityzmem), za czasów Stalina komunizm (niewiele mający wspólnego z prawdziwymi założeniami idealnego komunizmu) i analogicznie w przypadku innych, niedopuszczających do koegzystencji idei. Właśnie – taka idea nie może mieć konkurencji. Wartości są tylko jej i nikt inny, ani nic innego, nie może ich reprezentować. Czy nie przypomina to naszej sytuacji? A czas przed jej zaistnieniem z propagandą i dezawuowaniem konkurencji? Zauważ, że zarówno KK jak i ta nacjonalistyczna partia reprezentują ten sam zestaw ideowy. Jest im ze sobą ZAWSZE po drodze.

Władza absolutna. Wielu chciałoby jej ale niewielu potrafi do niej skutecznie dążyć. Jeśli „towarzystwo” jest mocno zideologizowane – a w naszym przypadku tak jest, bo to potężna grupa fundamentalistów religijno-politycznych – to znacznie ważniejsze (psychologicznie) jest dla nich to, że mogą osiągać realną władzę nad nami, nie wyznającymi ich ideologii, niż osiągać istotne stanowiska w hierarchii w swojej grupie. Gdyby zdarzyło się, że kiedyś uciszą wszystkich buntowników, to „dobry” władca absolutny znajdzie im jakiegoś innego wroga, jakieś niebezpieczeństwo, co znów skonsoliduje grupę na celu istnienia i oczywistym wtedy dla każdego członka uznawaniu prawa wodza do piastowania jego stanowiska. Przecież tak było do tej pory. KK wyznaczał wrogów i straszne idee a wierni czuli się zobowiązani do obrony jakoby zagrożonych interesów wspólnoty. A PiS? Dokładnie ta sama retoryka – wszyscy inni mieli być źli, a oni niesłusznie marginalizowani i prześladowani.

Te dwa elementy idealnie współgrają. I w wielu państwach w historii ludzkości powtarzał się ten schemat. Religia służyła jako idealne narzędzie władzy, bo czyniła ludzi wierzącymi. Człowiek wierzący wie, że jego dogmat jest jedyny i doskonały, a człowiek bardzo wierzący (bardzo ogłupiony, oskalpowany z logiki i samodzielności myślenia) będzie go bronił za cenę swego życia. Zrezygnuje z luksusów (ma je obiecane po śmierci) a teraz pracuje na dobro dogmatu i wspólnoty. A czego potrzeba władcy absolutnemu? Właśnie takich poddanych. No, czasem religię zastępowało się kultem jednostki, z całkowitym wykluczeniem jej jako konkurencji dla tego kultu. Znamy takie, nieliczne przykłady z niektórych dyktatur ale to układ mocno niestabilny, gdyż kult jednostki jest możliwy do negatywnej weryfikacji w skończonym czasie i w świecie realnym a kult religijny zawsze odnosi się do nieosiągalnego boga w zaświatach, o którym nic pewnego nie wiadomo czyli, że nie da się mu przypisać niczego złego (a jeśli to nie wyjdzie, to zmienia się boga).

Tak więc naszej, polskiej układance nie zagraża żadne wewnętrzne niebezpieczeństwo. A te zewnętrzne, to my. Nadchodzi próba sił. Jeśli przekroczymy pewną subtelna granicę w poddawaniu się nadchodzącym przekształceniom, to z realnie widocznym uwolnieniem się od tych pajaców możemy się pożegnać na bardzo długo lub „na zawsze”. To ostatnie odnoszę do destabilizującego się całego świata. Globalne procesy, o których wydaje się, że nic ich już nie zahamuje, poruszyły przeludnione, ludzkie wspólnoty. Może nie dotknie to każdego zakątka naszego globu ale na pewno zmiażdży te społeczności, które, jak nasza, nie mają silnej gospodarki, dobrych tradycji wspólnotowych, nie są dobrze (skutecznie) wyedukowane itd. A nikt nam z bezinteresowną pomocą raczej nie przyjdzie. W ciągu najbliższego roku taki egzamin zda w stosunku do nas UE. Albo nie zda i zostaniemy sami ze swoim dyktatorskim problemem.

PiS i KK to bratanki ideowe a sprawując wspólnie władzę tylko zyskują. I obie strony świetnie sobie z tego zdają sprawę. Głosy pojedynczych biskupów – w te lub we wte – nie mają tu żadnego znaczenia. W dyktaturze trzeba rządzić ogłupionym tłumem a tłum, który wie, że dostanie zapłatę po śmierci i godzi się na to, to idealni poddani w takim państwie.

Kult Smoleński to krucha konstrukcja – w którymś momencie sprawa musi się wyjaśnić, bo ileż można karmić ludzi parówkami, bombami i coraz to nowszymi wątkami.

Przecież wyjaśnienie dla nas, myślących ludzi już istnieje. A dla ludzi wierzących wyjaśnienie nie musi mieć sensu. Wiara nie kieruje się logiką. Wystarczy, że powiedzą, że był wybuch, zamach… cokolwiek i potwierdzą, że to prawda. Wierny lub uwierzy. Stworzy się odpowiednie dokumenty. Napisze uczone prace. Dorobi brakujące fakty. I amen. Czy Ty musisz znać dowód prawdziwości twierdzenia Pitagorasa? Nie musisz. Stosujesz je w realu, działa. W życiu nie potwierdzamy wciąż na nowo prawd. Ufamy nauce, która te dowody zna. Tak więc katastrofa smoleńska dostanie taką „pieczątkę naukową”, której wierzący w ten sam sposób zaufają.

„… bo ileż można karmić ludzi…”

Trzeba ich karmić, bo to mit męczeński niezbędny do uzasadnienia, dlaczego „tych złych” nie wolno znów dopuścić do władzy. I dlaczego oni są tacy źli. I dlaczego wciąż trzeba się mieć na baczności, bo czają się tuż za ich progiem, gotowi znów kogoś uśmiercić. I tak dalej. Klasyka.

„Mimo poprawnych na pozór stosunków Episkopatu z Rydzykiem, te dwie organizacje kościelne są w konflikcie interesów.”

To drobne przepychanki, które nie mają większego znaczenia – wobec groźby utraty władzy (niemal absolutnej) i przywilejów wszyscy stoją murem: ogłupiają, indoktrynują, szczują, szkalują wciąż tą samą ideologią.

„Jest też i pozytywna strona całej tej hucpy, bo społeczeństwo coraz skuteczniej pokazuje PiS-owi środkowy palec.”

Pozytywna? Takie zjednoczenie jest tymczasowe a straty z doświadczenia będą ogromnie duże. Dewastacja państwa to proces, którego nie da się równie szybko odwrócić. Oczywiście pod warunkiem, że się to uda. Na Węgrzech nie udało się i Węgrzy mają już przechlapane. A Kaczyński jest sporo sprytniejszy od Orbana i ma za sobą dużo silniejszy polski KK niż jego odpowiednik węgierski. U nas to właśnie KK ostatecznie i najskuteczniej wypromował PiS, przez wiele lat indoktrynowania ideą „bóg, honor, ojczyzna”. Nie umiem przewidzieć, czy nam się uda pokonać ten układ ale istnieje bardzo duże ryzyko, że dyktatura Kaczyńskiego stanie się faktem. Dyktatura czyli stan, w którym on będzie mógł zrobić (teoretycznie) wszystko a my przeciwko niemu nic.

Ja nie widzę tu NICZEGO pozytywnego. Prosta sprawa – z bilansu zysków i strat.