kult piękna

Kult piękna czyli ocenianie – niech jad strumieniami leje się.

Co się z ludźmi porobiło w tym XXI wieku? Pamiętacie stare filmy o młodzieży jak „Gorączka sobotniej nocy” chociażby? Są tam młodzi różnego wzrostu, wagi i urody. A dziś? tylko piękni, czasem jakaś otyła postać coby się można było z niej pośmiać.

Taki nowy globalny „rasizm” nastąpił, szczególnie na portalach społecznościowych. Jak tylko jakaś ładna inaczej, albo upośledzona osoba odważy się wstawić swoje zdjęcie, zaraz znajdą się dowcipnisie, którzy bez skrupułów wezmą je sobie, i zrobią z niego prześmiewczy mem. Szczególnie niektórych drażni, że taki małopiękny zamiast przepraszać, że żyje, wstawi fotkę jak tańczy albo się uśmiecha, czy w inny sposób pozwala sobie na wyrażenie zadowolenia z siebie i życia.

Do tego stopnia jest to powszechne zjawisko, że bez trudu można zaobserwować jak grupka kolesiów stojących na chodniku, którzy sami będąc mało reprezentacyjni, głośno komentują urodę przypadkowych przechodniów (głównie płci przeciwnej). Czy osoby niespełniające absurdalnych standardów wykreowanych w fotoszopie nie powinny z domu wychodzić, a do zdjęć pozować jedynie w worach jutowych na głowach?

Smuci mnie fakt, że te durne memy krążą po sieci, a osobami które się z nich śmieją i puszczają dalej w obieg są dorośli ludzie. Dorośli czyli tacy, którzy teoretycznie mają rozwinięte obszary mózgu odpowiedzialne za zdolność empatycznego myślenia.

Najgorzej na tym zjawisku wychodzi młodzież. Kto kiedyś był nastolatkiem ten wie, że młodzież przeżywa mocno (to też wynika z działania rozwijającego się mózgu) i nie nabrała jeszcze dystansu do siebie i raczej paskudnego w obejściu gatunku ludzkiego. Pomyślcie o swoich dzieciach, nawet tych już dorosłych zanim bezrefleksyjnie pośmiejecie się z cudzych.

Procent nastolatków (i nie tylko) niezadowolonych ze swojego wyglądu jest zatrważająco duży. Porównują się do nierealnych ideałów i oceniają bardzo surowo. A jak mawiał „wujek” Gok Wan, piękno ma różne kształty i rozmiary.

piękna

obcy

Kura nie z tej ziemi.

Ludzie skłonni są uwierzyć w najgłupsze rzeczy np: że różowa kokardka uchroni dziecko przed złym urokiem (w XXI wieku!) albo że się Matka Boska w piekarniku w domu Romów objawiła hahaha. O wszelkich religijnych nonsensach nawet nie wspomnę. Ale powiedz takiemu, że uważasz istnienie obcych cywilizacji za bardzo prawdopodobne to już Ci kaftanik wiązany na plecach szykują. Czy wierzę, że zielone ludziki porywają ludzi za pomocą lasera na latające spodki, żeby im zaglądać w jelito grube? Nie! Ale: w naszej galaktyce są miliardy gwiazd i planet, a galaktyk we wszechświecie jest prawdopodobnie setki miliardów. Ba! Być może i samych wszechświatów jest więcej. Jest nawet taki wzór zwany równaniem Drake’a do obliczenia prawdopodobieństwa istnienia innych cywilizacji we wszechświecie. Co prawda wartości danych do podstawienia w tym równaniu wahają się w granicach od 0-100%, ale sam autor równania zakładając wariant pesymistyczny oszacował liczbę ciał niebieskich z potencjalnymi warunkami do zaistnienia życia i założył, ze chociaż w 1 na milion z tych miejsc życie rzeczywiście się rozwinęło. Wyszło mu 200 miliardów takich ciał, dalej licząc bardzo skromnie wyszło mu, że 5 mln tych ciał zamieszkują nie tylko żyjątka proste, ale i istoty inteligentne. A to wszystko przy założeniu, ze obce formy życia również bazują na węglu. Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nieorganicznej formy życia, ale też nie możemy takiej możliwości wykluczyć. Czy część z nich może do nas dotrzeć? To zależy od tego czy możliwe jest przekroczenie prędkości światła.

To taka ludzka megalomania myśleć, że jesteśmy wyjątkowi na skalę kosmosu. Dzieci rodzą się z takim egocentryzmem. Położenie innych rzeczy rozpatrują względem siebie, a nie ułożenia np: w pomieszczeniu. Nawet kilkulatek nie jest w stanie wyobrazić sobie, że osoba siedząca na przeciwko i patrząca na przedmiot znajdujący się pomiędzy nimi widzi drugą stronę owego przedmiotu. Starożytny człowiek był jak takie dziecko. Wierzył, ze ziemia jest centralnym punktem świata, a słońce okrąża ją wraz z księżycem. Gwiazdy na niebie były dla dekoracji i romantycznego oświetlenia. Obecnie wiemy o wiele więcej, a im więcej wiemy, tym większy okazuje się być kosmos. Czy wobec tego naprawdę naiwnym jest przypuszczenie, że kosmici jednak istnieją?

7bd74c251fdf7bc2ec2a94f49980d8bc

femizmsiła

Czy kura domowa może być feministką?

Stereotyp feministki jest brzydki. Sfrustrowana stara panna, której nikt nie chce puknąć. Nic dziwnego,że niektóre kobiety nie przyznają się do swoich feministycznych poglądów. Choć spytane czy powinny mieć prawo decydować o sobie i do takiego samego wynagrodzenia czy szansy na zatrudnienie jak mężczyźni odpowiedziałyby twierdząco.

Feminizm ma różne oblicza. Proszę bardzo, wułala, oto mężatka z tróją dzieci, tymczasowo zajmująca się dziećmi na pełen etat i feministka. Dla mnie feminizm nie polega na negowaniu różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami, ani walki między-płciowej. Godzę moją rolę z poglądami ponieważ sama się w tej roli obsadziłam. Gdyby nasz piękny kraj był bardziej przyjazny kobietom ustawiłabym się trochę inaczej. Elastyczny czas pracy na niepełny etat, gdzie przestrzega się praw pracownika byłby dla mnie spełnieniem marzeń. Tymczasem zajmuję się dziećmi, jedno wymaga więcej czasu i pracy, ryzykując tym, że na starość będę przymierała głodem. Liczę na to, że serce i czas włożone w wychowanie dzieci zaprocentuje tym, że zapewnią mi miskę zupy jeśli będzie taka potrzeba. „Pińcet plus” biorę, bo czemu miałabym nie brać? Ponoszę wszystkie konsekwencje i podwyżki zafundowane przez obecny rząd. Wraz z dziećmi, a może i wnukami będę spłacać rosnącą dziurę w budżecie państwa, więc biorę i wydaję na chleb powszedni.

Bycie feministką czasem najtrudniejsze jest we własnym gnieździe. Np. Gdy powiedziałam mężowi, że chcę jechać z dziećmi na weekend do ośrodka wczasowego na zlot grupy znajomych z FB on odpowiedział, że mi nie pozwala. Na takie dictum to już nie miałam innego wyjścia jak spakować siebie i dzieci i pozwolić sobie samej na wyjazd. Mężowi wytłumaczyłam, że inaczej nie mogłabym się dłużej mienić feministką, gdybym dała się tak ubezwłasnowolnić.

A wracając do tematu. Zadbanie o równe szanse kobiet na rynku pracy, o dostęp do prawdziwej opieki prenatalnej, w której lekarz kieruje się troską o życie i zdrowie kobiety i dziecka, a nie strachem przed więzieniem, gdzie kobieta ma prawo do podejmowania najtrudniejszych decyzji samodzielnie, to najbardziej paląca kwestie i zadania dla ruchu feministycznego. Same nie damy rady, bo przeciw nam jest jak w całej historii dziejów, potężny, niecierpiący kobiet kler. Oby mężczyźni i kobiety w każdym wieku zrozumieli, że toczy się bój o to, żebyśmy nie zrobili ogromnego kroku cywilizacyjnego wstecz.

feminizm

drzewo jak kobieta

Kury leśne przemyślenia.

Chodzę regularnie z dziećmi na spacer do lasu. Jak tylko otoczy mnie zieleń, szum drzew i ćwierkanie ptaków opada ze mnie stres i przygnębienie. Las działa terapeutycznie. Przyroda zna wiele terapii: dogoterapię, pływanie z delfinami, hipoterapię, agroturystykę, a nawet głaskanie kota.

Zwyczajnie przebywanie na łonie natury czy z braćmi mniejszymi jest zdrowe, jest powrotem do domu, do korzeni, do łona.

Jak to jest, ze ludzie czczą różnych bogów, nieingerujących w nasz los, a zapominają kto naprawdę nas stworzył. Przecież to, że jesteśmy i jacy jesteśmy zawdzięczamy Matce Naturze. Ona ukształtowała nas i wszystkie inne żyjątka nie faworyzując wcale człowieka. To nie bóg się nam objawia, a natura przypomina o sobie trzęsieniami ziemi, powodziami. Nie dziwię jej się, człowiek tak zachłannie czerpie z zasobów ziemi, jak idiota który podcina gałąź na której siedzi. Oddaliliśmy się od przyrody tak bardzo, że niektórzy są nawet na nią uczuleni.

Z tą przyrodą to my jesteśmy całkowicie na opak czasem. Bo czemu kobietę, opiekunkę ogniska domowego przyjęło się tak brzydko nazywać kurą? Kury są głupie, brzydkie i wredne, bo się wzajemnie dziobią (wybaczcie mi miłośnicy kur, to moja subiektywna ocena). Słowo kura uwłacza. A tymczasem miano suka, od suki psa jest uważane za obraźliwe. A czy jest troskliwsza i bardziej cierpliwa opiekunka niż psia suka? Kochająca i wierna jest psina. Zwykle godna naśladowania. Taki pies to się naturze lepiej udał niż człowiek.

benedetto-bufalino-repurposes-a-police-car-as-a-chicken-coop-designboom-05

Kura w bagażniku.

Rodzic robi rzeczy dziwne.

Ja na ten przykład zamknęłam dzieci w bagażniku vectry combi. Harmonijka z góry bagażnika zsunięta, drzwi otwarte, więc jak braciszki, czterolatek i trzylatek bawiąc się w bagażniku poprosili o zamknięcie go, to ja pach, zamknęłam (lokalizując wpierw wszystkie nóżki i rączki). Starszy, 12-letni, syn zaraz pozazdrościł i też wlazł do bagażnika, ale szybko mu się znudziło. I wtedy padło hasło, które paść w końcu musiało: „mama też”.

Tak więc siedzę w bagażniku z dziećmi i myślę sobie, że rodzic, poza tym, że ma ciężko to ma też fajnie. Może się pobawić zupełnie bez krempacji pod przykrywką zabawy z dziećmi. Może się chlapać na brzegu jeziora, budować z klocków lego. Można malować farbkami i kredkami nie posiadając talentu. Sama zwykle idę na całość i rysuję kwiatki i motylki. Inwencja dziecięca jest niewyczerpana, wystarczy pójść w ich ślady.

Ci bez dzieci też niby mogą, ale zaraz zachodzi podejrzenie nietrzeźwości.

kurapomyłka

O tym jak kura trzy razy z rzędu popełniła ten sam błąd.

Pierwszy błąd popełniłam jeszcze na studiach. Mieszkałam wtedy z tatą, jego żoną i braćmi. Sytuacja w domu była na tyle niewesoła, ze chciałam się jak najszybciej się stamtąd wyrwać. Na studiach poznałam jednego leśnika, z którym widywałam się w weekendy, gdyż on studiował zaocznie, a ja dziennie w Poznaniu. Po ślubie temu pozerowi maska opadła i okazał się być cynicznym, zimnym, bezwzględnym chu… człowiekiem. Największym problemem w tym związku było to, że nie byłam dostosowana do jego wizji żony. Jednym z punktów zapalnych było to, że ja ateistka nie chciałam z nim w niedzielę i święta do kościoła chodzić. Docisnął mnie psychicznie do podłogi, ale że nie mam charakteru męczennicy, wstałam, otrzepałam się z kurzu, wzięłam syna za rękę i pojechałam w diabli. Syn ma z nim dobry kontakt, dodam na boku.

Złakniona cieplejszego uczucia poznałam na zlocie fanów Depeche Mode męża/błąd nr 2. Od razu był przekonany, że jestem „kobietą jego życia”, królewną itp. Spodobał mi się na zasadzie przeciwieństwa. Tamten choleryk, dramaturg – ten flegmatyk, siła spokoju. Nigdy nie wiedziałam co mu w głowie siedzi. Bardzo dziwny człowiek, ale to mi nie przeszkadzało. Fajny był jego stosunek do mnie i to, że mogłam się czegoś od niego nauczyć np: tematyczne układanie dokumentów w segregatorach. Niestety wady miał nie do przełknięcia, był hazardzistą i narkomanem. Jako, że wcześniej nie znałam tych problemów, długo nie mogłam rozpoznać symptomów. Z tego małżeństwa wymiksowałam się na tyle szybko, że udało mi się nie załapać się na ogromne długi, które sobie narobił. Dzieci z nim nie mam, kontaktu też, śladu po tym małżeństwie nie ma poza obrazkiem na ścianie, który dla mnie namalował.

Trzeciego męża wcale nie szukałam, sam mi wlazł na balkon z okazji ocieplania bloku, w którym akurat mieszkałam. Czemuż, ach czemuż nie zamknęłam drzwi balkonowych tylko zaproponowałam kawę? Bycie miłą dla ludzi pracujących się na mnie zemściło. Chłopa długo nie miałam. Kobietom też się to czasem rzuca niezdrowo na myślenie. Teraz z trzecim mężem/błędem przechodzę apiać od nowa to co z pierwszym. Tylko charakter ma trochę lepszy. Choleryk próbujący wcisnąć mnie w ramki wiejskiej kury domowej. Pierwszy i trzeci są ze wsi. Przypadek? Nie sądzę. Taki antyklerykalny, ale dzieci ochrzcić musiał kurna.

Czwarty raz tego błędu nie popełnię, bo po ślubie to równia pochyła. Osobniki płci męskiej przestają się wysilać po tym jak już raz zdobyli. Interesuje ich tylko co na obiad. Sama też chyba najlepszym materiałem na żonę nie jestem.

Szkoda mi tego krótkiego czasu jaki mam na tym łez padole na zadowalanie kogoś kto na to nie zasługuje. Chciałabym się cieszyć życiem. Prędzej czy później nastanie ta chwila, kiedy zwrócę mu wolność. Do czterdziestki mam już niedaleko, a życie podobna zaczyna się po czterdziestce.

kurazioło

Kura na zielonej trawce.

Sporo kobiet zamkniętych w domu z małymi dziećmi, czy też tych zabieganych między pracą a domem funduje sobie relaks przy lampce wina czy przy piwku. Albo przy kilku lampkach wina czy piwkach. Ciężko jest znieść życie na trzeźwo. Pijące kobiety nie rzucają się w oczy, potrafią się kamuflować. Alkohol w naszej rodzimej kulturze jest równie powszechny jak kawa czy herbata, więc póki nie wymyka się spod kontroli nikt nie zwraca uwagi.

Ja nie piję, bo „pić to trzeba umić”. Wolę relaks na zielonej trawce. Na mnie zieleń działa tak, że zniechęca mnie do picia.

A skoro już jesteśmy przy zieleni to pogadajmy o marihuanie. Zdania w społeczeństwie są podzielone. Jedni mówią, że to narkotyki, które prowadzą do twardych narkotyków, i tu śmiem twierdzić, że są to opinie osób, które bladego pojęcia o marihuanie nie mają i nigdy jej nie próbowały. Inni mówią, że to nie narkotyk a używka, jest zdrowa, a nawet lecznicza. Co prawda zioło raka nie leczy, ale łagodzi skutki uboczne chemioterapii i leczy padaczkę lekooporną. Więcej na temat można znaleźć w necie.

Moje zdanie jest takie, że karanie za posiadanie zioła na własny użytek to szczyt hipokryzji i głupoty. Po „pierwsze primo” szkodliwość społeczna jest żadna, a po „drugie primo” dużo lepiej wyszlibyśmy na legalizacji.  A hipokryzja dlatego, że alkohol jest legalny. Ten alkohol po którym się ludziom włącza ułańska fantazja i wsiadają za kierownicę, topią się usiłując pływać po pijaku, puszczają hamulce i rośnie agresja. Chciałabym zobaczyć statystyki ile wezwań do przemocy domowej nastąpiło w wyniku spożycia alkoholu, a ile po maryśce.

A jakby zalegalizować to szara strefa by zmalała, zamiast dilerów bogaciłoby się państwo.  Zioło można by kupić bezpiecznie w coffee shopie na wzór Holandii. Problem z dopalaczami rozwiązałby się sam. Co więcej młodzież miałaby trudniejszy dostęp do zioła i innych wynalazków. Diler nie pyta o wiek i ma szerszy asortyment niż coffee shop. Zamiast straszyć marihuaną można by pouczyć, że nadużywanie może prowadzić do depresji i psychicznego uzależnienia i że w paleniu ważne jest miejsce i towarzystwo, jak nie jest bezpieczne można dostać napadu lęku. Niektórzy reagują jak po zatruciu pokarmowym, szczególnie jak połączą z alkoholem.

Póki co politycy nasi „wspaniali” nie garną się do legalizacji, poza małymi wyjątkami, chociaż sami pewnie nie pogardzą, bo nie chcą podskoczyć sami wiecie komu. Najbardziej mnie wnerwia brak pozwolenia na uprawę konopi w domu na własny użytek dla celów medycznych. Dla mnie to niczym nieusprawiedliwione, nieludzkie okrucieństwo. Liczę na to, że jak nastąpi wymiana pokoleń skończy się to zaklinanie rzeczywistości.

Kuraskóra

Kura na wzlocie

Kura na „wzlocie” (tak się u nas przyjęło), w sensie spotkania grupy ateistycznej, wyluzowanej w celu uściskania i obejrzenia na żywo gęb grona osób, z którymi na co dzień porozumiewam się pisemnie.

Jednak ten fejsbuk to nie samo zło, chociaż złodziej czasu. Okazuje się, że fejsbukowe znajomości mogą się przerodzić w całkiem realne, tylko na innej zasadzie.

Normalny człowiek wie na ten przykład jaką kawę lubi znajomy/znajoma, gdzie mieszka, ile ma lat, ba! Jak wygląda!

Za to o fejsbukowym znajomym z grupy wie się głównie, co mu w głowie siedzi. Co go bawi, co go kręci, a co drażni. Inny rodzaj wiedzy.

Spragniona rozmowy i towarzystwa jak kania dżdżu (stan często spotykany u kur) znalazłam „bratnie dusze” – jakby to ujęła Ania z Zielonego Wzgórza.

Dobraliśmy się tak, jak to tylko możliwe w sieci, z różnych miejsc i środowisk, za to ze zbliżonym postrzeganiem świata. W końcu mogę się wyżyć towarzysko. Brakowało mi tego przez prawie pięć lat zamknięcia w „złotej klatce”. Poczułam się jak pies spuszczony z łańcucha.

Ło Matko! Znów jestem sobą, nie mamą, nie żoną tylko Małgorzatą. Normalnie euforia! Bycie w gronie ludzi mówiących tym samym językiem co ja jest dla mnie bezcenne.

Jako ateistka z feministycznym zacięciem i wolnomyślicielka mam spory problem z wkomponowaniem się w środowisko bezmyślnie kultywujące tradycje, choćby nie wiem jak bzdurne i oczekujące ode mnie, że będę się zachowywała tak, a nie inaczej. No więc podładowałam baterię będąc wśród swoich. Cieszył się mój umysł, dusza i ciało. Starczyło na dobre kilka dni, cierpliwość do dzieci mocno wzrosła. Fajniej być z nimi jeśli można się czasem urwać. Każda matka Wam to powie.

Tylko bunt w duszy się pogłębił. Zasmakowałam wolności.

14111800_530524437141821_340364635_n

O tym, że będę pisać bloga :)

14111800_530524437141821_340364635_n

Tak się zastanawiałam o czym ja będę pisała?

Charakteryzuje mnie głód wiedzy i ciekawość świata. Interesuję się wszystkim z wyjątkiem sportu i samochodów. Może o ciekawostkach przyrodniczych – temat rzeka? Albo nowinkach technicznych? Fajnie mi się pisało kącik psychiatryczny z pomocą podręcznika do psychiatrii, ale to już było na mojej kochanej grupie. O kosmosie też już było.

Tu chcę rozwiać wątpliwości, ze ja niby mam taką rozległą wiedzę. Otóż nie. Uczę się ciągle i lubię w to wciągać osoby postronne, by wespół w zespół itd. Po namyślę doszłam do tego, że nie będę się ograniczać.

Po co ja właściwie chciałam się ograniczać tematycznie? Tyle rzeczy, ludzi i sytuacji w życiu nas ogranicza, a ja tu się chcę jeszcze sama ograniczać, co za bezsensowna skłonność.

No więc będę pisać o tym co mnie akurat urzeknie i trochę się powywnętrzam ze swoimi przemyśleniami, bo ja bezpośrednia i otwarta jestem.

Aha i zapomniałam się przedstawić: zbuntowana kura domowa jestem i ateistka 🙂