próbne działania

Co każdy Polak wiedzieć powinien

RPO

Nasz Rzecznik Praw Obywatelskich – Adam Bodnar – w rozmowie w TVP info, powiedział tylko to co każdy Polak wiedzieć powinien, nawet jeśli należy do grona prawicowych konserwatystów, narodowców, ONR-owców itp. ponieważ nie zaprzeczają temu nawet historycy z IPN-u ( Instytut Pamięci Narodowej ). Mało tego – dziś historycy nie pytają czy? tylko jak? bardzo rozpowszechniona  była  współpraca z niemieckimi faszystami.

 

Nikt uczciwy i przyzwoity, po tym co ujawniono i udowodniono ponad wszelką wątpliwość w ostatnim trzydziestoleciu, nie będzie zaprzeczać, że Polacy bezinteresownie donosili na Żydów do Gestapo, że  wyręczali gorliwie ŻydziNiemców i sami, własnoręcznie likwidowali swoich żydowskich sąsiadów, że przejmowali ich ziemię i domostwa oraz wszystko co w nich znaleźli. Pogromy są faktami takimi samymi jak istnienie sporej grupy Polaków, którzy ukrywali Żydów, a nawet oddawali swoje życie za nich, bo taką karę przewidywał okupant w przypadku nie zastosowania się do rozporządzeń najeźdźcy.

To nie przypadek, że prawicowa konserwa nienawidzi wszystkich, którzy naznaczeni są człowieczeństwem – i tych, którzy ratowali Żydów wtedy i tych, którzy dziś mają odwagę mówić o pogromach. Dlatego ONR złożył donos na RPO do prokuratury – widać bardzo im ciąży i przeszkadza taki Rzecznik Praw Obywatelskich. Woleliby na tym urzędzie bardziej budyniowego osobnika.

Za OKO-press donoszę:

Adam Bodnar powiedział w TVP Info prawdę o tym, że niektórzy Polacy współuczestniczyli w Zagładzie Żydów. Politycy PiS, którzy wzywają go do dymisji, i działacze ONR, którzy złożyli na niego donos do prokuratury, posługują się cytatem wyrwanym z kontekstu.

„To jest wypowiedź skandaliczna. To jest wypowiedź, która dyskwalifikuje p. Bodnara z życia publicznego w Polsce. (…) Haniebne, skandaliczne i nieprawdziwe słowa obrażające naród polski”

Źródło

… a prawica i narodowcy pohukują, licząc na maksymalny wyrok 3 lat pozbawienia wolności z art. 133 KK czyli za  „publiczne znieważenie Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej”

ziobro jarek

Prokurator PIS-owski przyjmie, jak mniemam  pozew i zastosuje działania obstrukcyjne by pozbyć się Bodnara ze sceny politycznej. Ukarać go nie może, bo nie ma podstaw. Nie miałby ich nawet wówczas, gdyby Bodnar powiedział tylko to co zostało wyjęte z kontekstu – bo nawet wówczas nadal mówiłby tylko prawdę.

Oto pełna wypowiedź Adama Bodnara:

Holocaust jako holocaust przeprowadzili Niemcy. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Musimy pamiętać też, że wiele narodów współuczestniczyło w realizowaniu holocaustu, w tym także, o czym mówię z ubolewaniem, także naród polski. Przecież ile było wyroków wydanych przez Armię Krajową na osoby, które ujawniały kryjówki Żydów. Przecież te wyroki śmierci nie wzięły się znikąd. (…) Państwo polskie jako takie nie może być w żaden sposób za to odpowiedzialne. Zawsze było potępienie. I wielkie dzieło choćby Jana Karskiego, który jako wolontariusz udał się do Auschwitz, żeby potem całemu światu zachodniemu ujawnić, co się działo w Auschwitz. To jest coś, co jest naszym wielkim świadectwem historycznym. Natomiast oprócz państwa mamy także przedstawicieli narodu, także Polaków, którzy mogli uczestniczyć w różnego rodzaju zbrodniach.

Źródło

 

Posłuchaj także…

holocaust w przestrzeni publicznej; Kraków 2016

 

Nie tylko PIS i reszta klakierów politycznych rzuciła się przegryzać gardło Rzecznikowi Bodnarowi. Dziennikarki Justyna Pochanke i Katarzyna Kolenda-Zaleska zrobiły to samo tylko nieco w innej formie – co jak dla mnie, brzmiało jeszcze gorzej :

„Użył wyraźnie szkodliwego dla Polski skrótu”

„Te słowa nie powinny były paść“. W dalszej części Kolenda-Zaleska dodaje: „od lat polskie państwo walczy z używaniem za granicą sformułowań w stylu «polskie obozy śmierci»“

Źródło

 

A to czemu, drogie Panie? Bo Polacy nie potrafią spojrzeć prawdzie w oczy? Bo trzeba okłamywać młode pokolenia, bo lepiej żeby nasze dzieci hołubiły żołnierzy wyklętych, chodziły na plebanie niepomne niebezpieczeństw, bo krótko mówiąc, nie ma to jak duży, wygodny dywan pod którym dużo się zmieści?

Żydzi3

…Ale red. Kolenda – Zaleska dodatkowo wykazała się brakiem inteligencji, ponieważ użyła porównania całkowicie nieuprawnionego, w związku z czym odsyłam ją do lektury:  prof. Jan Grabowski : Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942 – 1945. Studium dziejów pewnego powiatu

Z autorem Janem Grabowskim rozmawia Anna Pawlikowska

Krytyka polityczna -polemika dr. Berendta

 

 

Centrum Badań nad Zagładą Żydów zebrało ogromną ilość danych. Na podstawie źródeł historycznych powstało wiele monografii i opracowań kompleksowych tego trudnego tematu.Warto je sobie przyswoić raz na zawsze – przyswoić znaczy pamiętać, pamiętać znaczy przekazać dzieciom i nie dopuścić by kolejne zdziczenie pisało historię tego narodu… I trzeba szczególnie teraz o tym przypominać, gdy czarne chmury nadciągają z wszystkich stron.

 

Engelking-Boni przypomniała, że historycy opierają się na szacunkach z lat 60-tych dotyczących liczby Żydów, którzy podjęli jakieś działania, aby się uratować z Zagłady. Historyk Szymon Datner oceniał, że było ich około 10 proc., czyli około 250 tysięcy Żydów. 40 tys. z nich przeżyło wojnę.

Co się stało z pozostałymi? Zdaniem profesor można ich podzielić na cztery grupy. Pierwszą wymordowali Niemcy, którzy po likwidacji getta przez kilka dni przeczesywali okoliczne tereny i szukali ukrywających się. Druga umarła z głodu i chorób albo poszła do lasu, do partyzantki i zginęła w walce. Trzecią Polacy wydawali Niemcom, a ci ich zabijali. Czwartą mordowali Polacy. –  To było zjawisko, które miało miejsce na wsi polskiej w latach okupacji. Nie można powiedzieć, czy to było nagminne – zastrzegła.

źródło

Żydzi4

Nie odrobiliśmy lekcji we właściwym czasie, doczekaliśmy momentu, gdy pokolenie Kolumbów prawie wymarło i w większości zabrało swoje wspomnienia do grobu, nie dzieląc się wiedzą ze swoimi dziećmi i wnukami, bo mało to chwalebne wspomnienia były. Zabrakło odwagi by prawda znalazła się w podstawie programowej dla szkoły powszechnej, choćby w szczątkowej postaci. Zakłamywanie przeszłości i pisanie nowej historii w celu stworzenia iluzji o Wielkim Narodzie Wybranym – oto przyczyna głębokich dziś podziałów tego społeczeństwa na tych którzy wiedzą i tych którzy wierzą, że wiedzą jak było.

 

 

 

Nie twierdzę że naród żydowski jest bez skazy. Nie uważam też, że powinniśmy bez końca się biczować i pozwalać obrażać nas za postępki naszych antenatów – wcale mi się nie podoba to, że ten tak ciężko doświadczony przez II wojnę światową naród, bez własnego miejsca na Ziemi, buduje swoje fortuny na kościach swoich braci, pomordowanych w okrutny, systemowy sposób w obozach zagłady. Czasem któryś z przywódców jakiejś ichniej organizacji, których tak wiele powstało po wojnie, rzuci jakąś potwarz i wtedy jeszcze bardziej jestem przekonana, że to co robi nasza prawica i skrajna konserwa jest szkodliwe, bo odbiera nam prawo do weta, ergo, dopóki nie przyjmiemy prawdy o naszym udziale w holocauście nie mamy prawa narzekać, kiedy Żydzi współcześni robią to samo co my- przekłamują i szczują.

 

Adam Bodnar przeprosił – i dokładnie wyjaśnił, co ma na myśli.

 

No i to jest kuriozalne zachowanie. Panie Adamie, Szanowny nasz RPO – nie ma powodu, żeby Pan za coś tu przepraszał. Nikogo Pan nie obraził. To, że Jan Dziedziczak i ONR-owcy są niedoukami nie powinno skłaniać Pana do irracjonalnych zachowań. Irracjonalność takiego zachowania polega na tym, że jest przeciwskuteczne, ponieważ w prostackim mniemaniu, kto przeprasza ten jest winien. A powtarzam- Pan nie zrobił niczego niestosownego, wręcz przeciwnie. Głos wydany przez osobę o najwyższym zaufaniu społecznym to dobry sygnał, wysłany w dobrym kierunku. A teraz to wygląda tak jak w anegdocie o Wałęsie – jest pan za? – Tak, jestem za, a nawet przeciw!!

Jest Pan jednym z ostatnich przyczółków prawości w tym kraju

i nie godzi się ustąpić z urzędu z powodu chrumkania pospolitych …

 

między wierszami dostrzec prawdę

Taki sobie, pierwszy lepszy z brzegu, fragment notatki prasowej. Dla przeciętnego czytelnika, zwłaszcza takiego co urodził się po PRL-u i nie musiał się uczyć czytać między wierszami, może być suchą, nudną, mało ekscytującą informacją. Dla starego wyjadacza jak ja, to zgrabnie napisany pozew przeciwko, panoszącej się wszechwładzy, i dość dobrze odmalowany obrazek skutków demolowania wątłej i źle chronionej demokracji.

Oto rzeczona notatka:

 

Ministra edukacji powołała już 15 z 16 kuratorów oświaty. Niemal wszyscy związani z PiS, radni miejscy lub wojewódzcy, ale też niespełnieni kandydaci na posłów, senatorów czy burmistrzów.

Rząd PiS grudniową nowelizacją ustawy o systemie oświaty dał kuratorom oświaty większą władzę, ale scentralizował prawo wyznaczania, kto kuratorem zostanie. Powołuje ich teraz minister edukacji Anna Zalewska. Wcześniej robił to wojewoda. Kurator musi mieć co najmniej siedmioletnie doświadczenie w pracy jako nauczyciel, ale nie musi już mieć doświadczenia w nadzorze pedagogicznym. W marcu PiS wymieniło 15 z 16 kuratorów.

źródło

W wolnym tłumaczeniu informacja jaką otrzymaliśmy brzmi następująco:

Ministra Zalewska rozpoczęła urzędowanie od pośpiesznej wymiany kadr w sektorze oświaty, co z grubsza polegało na przyznaniu nominacji ludziom z długiej listy oczekujących na intratne posady. Lista według klucza partyjnego. Nie wiadomo czy stworzono ją kierując się też kompetencjami i doświadczeniem kandydatów. Autor tego nie ocenia, ale też nie kryje, że są to członkowie PIS, którzy nie załapali się na lepsze stanowiska, co sugeruje niedwuznacznie brak kompetencji i stosownego doświadczenia zawodowego.

zalewsk

 

 

A dalej dowiadujemy się, że PIS zabezpieczył swoją ministrę przed zarzutem łamania zasad, przyznając jej wyłączne prawo wyznaczania kuratorów, odbierając jednocześnie te kompetencje wojewodom. Co gorsza, znowelizowana ustawa o oświacie obniża wymagania w stosunku do kandydatów i jednocześnie znacznie rozszerza zakres ich kompetencji. To bardzo niebezpieczna sytuacja dla oświaty i bardzo wygodny sposób na rozłożenie odpowiedzialności w taki sposób by nie można było nikogo wskazać palcem. I kiedy dojdzie do rozliczenia za popsucie oświaty, pani Zalewska rozłoży bezradnie rączki i powie, że kurator X nawalił, a kurator X, także bezradny, powie – a skąd miałem wiedzieć? Przecież nie mam doświadczenia.

 

Co z tego wynika?

Na przykład taki przebieg wydarzeń jak w tej małej miejscowości o trudnej nazwie Gietrzwałd.

 

gitrz1

 

Punkty programu: wrzesień, październik – „Jesteśmy Polakami”. Listopad, grudzień – „Wiara naszych ojców jest wiarą naszych dzieci”. Styczeń, luty – „Polak Polakowi bratem”. Marzec, kwiecień – „Co dzień Polak Narodowi służy”. Maj, czerwiec – „Polska jest naszą Matką, nie wolno mówić o Matce źle”.

Realizacja programu: Przykład – marzec i kwiecień – „Przygotowanie do obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych – wystawa, inscenizacja; Katyń – Smoleńsk – wieczornica”.

Nauczycielka X: – Msze, historia objawień, dni papieskie. Wyłącznie narodowo-katolicka indoktrynacja. Przecież program wychowawczy w szkole podstawowej nie na tym ma polegać. To powinien być program, który rozwija dobre relacje rówieśnicze, pracę zespołową, uczy dbać o najbliższą okolicę, tłumaczy dzieciom współczesny świat i przygotowuje do życia w nowoczesnym społeczeństwie. Poprzednia pani dyrektor, Teresa Kochanowska, była z nami 15 lat. Była tu osobą powszechnie szanowaną, zarówno wśród nauczycieli, jak i zdecydowanej większości rodziców. Podpadła niewielkiej, ale głośnej i wpływowej grupie rodziców związanych z ruchem narodowym. Domagali się, by sztandar szkoły wędrował do kościoła na różne religijne obchody. Kochanowska dwa razy odmówiła. Oświadczyła, że szkoła jest instytucją świecką. I to był jej gwóźdź do trumny.

Nauczycielka Y: – W ubiegłym roku szkolnym, na spotkaniu z rodzicami zorganizowanym przez dyrektor Kochanowską, po prezentacji pani dyrektor ze swoją prezentacją wyszedł Rogalski. Pierwszy slajd, jaki wyświetlił: „żołnierze wyklęci”. Większość rodziców niemal go przegoniła. Jedna matka krzyknęła dosadnie: „Czy pan się leczy psychiatrycznie?”. Widać było ewidentnie, że większość rodziców nie życzy sobie, żeby ich kilkuletnie dzieci karmione były taką nadętą martyrologią. To jak to się dzieje, że teraz wbrew woli większości rodziców i nauczycieli szkołę opanowuje jedynie słuszna ideologia?

Nauczycielka X: – Matka jednego z uczniów, wyznająca religię protestancką, poszła do nowej pani dyrektor zapytać, czy jej dziecko dalej będzie miało religię ze swoim duchownym w szkole. Dyrektorka w odpowiedzi wręczyła jej buteleczkę z wodą święconą. „To pani pomoże” – powiedziała. To ja pytam: czy na tym polega komunikacja dyrektora publicznej szkoły z rodzicami?

Adam Kochanowski, mąż byłej dyrektorki: – Żona ten rok spędzi na urlopie. Postanowiła nie wypowiadać się do mediów. Nie zamierza walczyć o powrót na posadę dyrektora. Nie zamierza walczyć o nic dla siebie, ani w mediach, ani nigdzie. Jest jej źle, bo widzi, jak to, co tworzyła przez lata, jest teraz niszczone. Miała poparcie grona pedagogicznego i zdecydowanej większości rodziców. Murem staje za nią ZNP. My mamy trójkę dzieci już odchowaną, żona w domu żyła szkołą. Zdobywała unijne fundusze, organizowała naukowe warsztaty, dbała o WF na poziomie, o etykę. Chciała, żeby szkoła była dla wszystkich dzieci: i katolickich, i innych wyznań, i bezwyznaniowych. Jak były msze na rozpoczęcie roku szkolnego, to żona chodziła, czemu nie. Aż 11 listopada ubiegłego roku, podczas uczniowskich obchodów Święta Niepodległości w kościele, została publicznie skrytykowana z ambony za brak postawy patriotycznej. Nie przez księdza, przez byłego europosła Rogalskiego, który obchody prowadził i miał mikrofon. Żona była później u proboszcza, pytała, czy to jest w porządku. Nie uzyskała żadnego wsparcia.

 

1 września 2016 roku tytuł „Gazeta Gietrzwałdzka” został zarejestrowany w Sądzie Okręgowym w Olsztynie. Przez niejakiego Pawła Kota. Szwagra Bogusława Rogalskiego, byłego europosła LPR. Paweł Kot nie był wcześniej nijak z gazetą związany. Nic do niej nie napisał. Teraz napisał za to list do Teresy Samulowskiej: „Jako Redaktor Naczelny i Wydawca wzywam Panią, podpisującą się bezpodstawnie jako redaktor Naczelny Gazety Gietrzwałdzkiej, do natychmiastowego zaprzestania bezprawnego posługiwania się tytułem. W przypadku niezastosowania się do mojego wezwania i dalszego naruszania moich praw własności do ww. tytułu wystąpię na drogę sądową w celu dochodzenia moich praw”.

 

Marek Gardzielewski: – Nikomu z nas do głowy przez te lata nie przyszło, żeby zadbać o zastrzeżenie w sądzie tytułu. Przecież to było oczywiste, że jest nasz. Rogalski słał wcześniej listy z pretensjami do domu kultury, dlaczego gazeta nie opisuje uroczystości religijnych, które on w kościele organizuje. Odpisaliśmy, że zapraszamy na łamy. To była gazeta demokratyczna. Każdy z naszej społeczności, kto miał ochotę, mógł napisać artykuł, felieton czy relację. Nie było cenzury. Łamy gazety z zasady były otwarte dla wszystkich chętnych z okolicy. Widocznie ta odpowiedź nie usatysfakcjonowała działaczy „patriotycznych”. Zresztą prawda jest taka, że wiele z tych uroczystości kościelnych opisaliśmy. Pisaliśmy np. o Dniu Dziecka organizowanym w parafii. Ale może nie tak obszernie, jak organizatorzy by chcieli.

źródło

źródło

źródło

 

No i to by było na tyle…

Co Państwo myślicie, co czujecie, jakie pytania i komu chcielibyście zadać…

Czy to jeszcze demokracja czy już tylko jej truchło? Jakie zabezpieczenia powinny funkcjonować, by nie dochodziło do nadużyć władzy wobec społeczności? Czy w ogóle takie istnieją?

Zapraszam do rozmowy.

 

Czas na lans?

Lans nie jedno ma imię, ale w sprawie aborcji jest szczególnie niestosowny, bo kwestia przemocy prawnej wobec kobiet i mężczyzn w zakresie ich praw reprodukcyjnych nie powinna być okazją, tylko jest ważnym powodem byśmy wszyscy stanęli murem za kobietami, zwłaszcza tymi, które głosu są pozbawione, które siedzą w swoich domach, zamknięte ze swoim bólem, gdzieś tam , daleko od szosy, w Polsce B, zostawione same sobie, bez wsparcia partnerów, rodziny, uzależnione ekonomicznie, uwikłane w przekaz kulturowy, który każe im dźwigać swój krzyż bez skargi, ten sam krzyż, w obecności którego 23.09.2016 roku politycy i polityczki wszystkich opcji przyjęli do dalszych prac projekt bezwzględnego zakazu  aborcji Ordo Iuris i jednocześnie odrzucili projekt inicjatywy „Ratujmy kobiety”.

Dobrze zapamiętajmy jak głosowali posłowie i posłanki na sejm VIII kadencji na 26 sesji …

 

głos15głos16głos17

 

Odnoszę wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, wielokrotnie powtórzone, odmienione przez wszystkie przypadki i zanotowane gdzie należy. Pył bitewny nadal unosi się nad polem walki o przywrócenie kobietom ich, podobno niezbywalnych, praw człowieka. Czas na refleksje, wnioski, zadanie ważnych pytań.

12063680_10209251955038805_5176669603155047948_n

Czy wydarzenia ostatnich miesięcy, rozgrywające się na ulicach miast i w przestrzeni internetowej, to antrakt w spektaklu  patriarchat ma się dobrze? Bo ma się dobrze, bez wątpienia. Czy może była to czkawka po niestrawnym posiłku, serwowanym społeczeństwu od 89 roku, bo masa krytyczna została przekroczona i nawet najbardziej naiwni przekonali się, że deklaracja w rodzaju – Mnie kościół nie przeszkadza byleby nie właził mi do domu, zdecydowanie jest passe?  A może było to tylko wzmożenie wysiłków organizacyjnych w różnych środowiskach, które na co dzień nie mają żadnego wpływu, za to przy okazji jaką stworzyło Ordo Iuris, potrafią wykorzystać lęki kobiet by przypomnieć o swoim istnieniu?

 

DSCN5616

 

 

Nie, żebym uważała takie działania za złe, niewłaściwe i niezrozumiałe – wręcz przeciwnie – życie organizacyjne płynie w tych środowiskach od dotacji do dotacji, egzystują na skraju wytrzymałości i w oparciu o energię i zasoby intelektualne działaczek/y, więc jakby nie patrzeć okazja wyśmienita. Ale niepokoi mnie, że w tak ważnej sprawie, która powinna łączyć wszystkich w zwarty front by mówić jednym głosem, dochodziło do przepychanek w kolejce do mikrofonu, a nawet strzelania focha w kierunku tych, których akurat się nie lubi…  Jakaś zaraźliwa choroba roznoszona drogą kropelkową czy ki pies? Mam nadzieję, że to tylko wysypka i alergia minie bez śladów na gładkiej twarzy organizacji. Gdyby jednak okazać się miało, że to nawracająca opryszczka – marnie widzę przyszłość naszej sprawy.

 

DSCN5624

 

Znacznie mniej  dziwi mnie fakt,  że zgromadzenia protestujących były mało liczebne, często też mało poważne, że na podestach, obok autentycznie zaangażowanych bojowniczek o prawa kobiet stawały też te, które nie specjalnie widziały sens akcji „ratujmy kobiety” zwłaszcza gdy łączyło się to z wysiłkiem zbierania podpisów w przestrzeni publicznej – albowiem można się mylić co do oceny sytuacji i dojrzeć z poślizgiem. Pewnie, że to nie świadczy najlepiej, pewnie, że może być cyniczną kalkulacją, ale chcę wierzyć, że nie jest, a wiedzieć będziemy za chwilę, bo to dopiero początek, długiej i wyczerpującej drogi…więc czas, który ostatecznie weryfikuje hipotezy pokaże czy, komu i na czym zależy.

 

Zatem, kiedy pył opadnie, wszyscy gracze pogratulują sobie sukcesu na polu wysiłków PR-owych, przeanalizują słupki w sondażach i odłożą temat ad akta, zostaniemy nadal z otwartym pytaniem – quo vadis Polko?

 

DSCN5557

 

PS. Nie podaję nazwisk, nazw organizacji, dat, ani cytatów z wypowiedzi wiecowych – kto był – widział i słyszał, kto nie był zapraszam do działania. Zegar tyka.

foto: Tomasz Zawada, Elżbieta Kunachowicz.

 

 

 

 

 

 

Pogrom w przestrzeni publicznej.

Suplement do ” Podlasie żąda prawdy”

Gorący dzień czerwcowy. Kraków. Zabytkowe ścisłe centrum. Niedzielne popołudnie. W moim mieszkaniu, nieopodal Pl. Szczepańskiego, przez otwarte okna dociera głos, coś na kształt modlitwy, wypowiadanej jednym chórem, beznamiętnie, bez emocji, jak mantrę. Nie słyszę dokładnie tekstu, ale głosy są na tyle intrygujące, że biorę aparat, wkładam pospiesznie sandały i wychodzę, na rozgrzaną do czerwoności ulicę Reformacką. Idę za głosami, nie wiem skąd pochodzą, ale najwyraźniej nie z pobliskiego kościoła…

Posłuchajcie i obejrzyjcie co zastałam na Pl. Szczepańskim…

 

 

Ludobójstwo – mroczna przeszłość czy wieczny problem z człowieczeństwem?

 

Dzisiaj mija 116 rocznica urodzin, zmarłego w 1959 roku, człowieka wielkiego formatu, który poświęcił większość swojego dorosłego życia służbie ludzkości, i któremu zawdzięczamy wprowadzenie do słownika prawniczego pojęcia ludobójstwo. Wspomnienie dotyczy  Rafała Lemkina, polskiego prawnika urodzonego 24 czerwca 1900 roku w Bezwodnej w guberni grodzieńskiej, absolwenta Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie…

 

Urodził się w rodzinie Józefa Lemkina i Beli z d. Pomeranz. Jego ojciec prowadził wydzierżawione gospodarstwo rolne. Miał dwóch braci. W 1919 ukończył gimnazjum w Białymstoku, w latach 1919-1920 odbywał służbę wojskową.

Był absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, w latach 1925-1926 podróżował po Europie, gdzie uczęszczał na wykłady z zakresu nauk społecznych, m.in. w Heidelbergu, Berlinie i na Sorbonie. W 1927 obronił pracę doktorską napisaną pod kierunkiem Juliusza Makarewicza.

Od 1927 był członkiem-korespondentem Międzynarodowego Biura Unifikacji Prawa Karnego. Uczestniczył w polskich delegacjach na Konferencje dla unifikacji prawa karnego w Paryżu w 1931, Madrycie w 1933 i Kopenhadze w 1935. Od 1930 lub 1931 był podprokuratorem ds. karnych skarbowych najpierw w sądzie okręgowym w Brzeżanach (woj. tarnopolskie), następnie w sądzie okręgowym w Warszawie. Od 1934 prowadził praktykę adwokacką w Warszawie przy ul. Kredytowej 6.

Wiosną 1941 zamieszkał w USA, gdzie pracował jako doradca Bureau of Economic Warfare, Foreign Economic Administration i Departamentu Wojny. W latach 1942-1943 napisał swoją najważniejszą książkę The Axis Rule in Occupied Europe (wyd. 1944), poświęconą pojęciu ludobójstwa. W procesie norymberskim został doradcą Roberta H. Jacksona, głównego oskarżyciela z ramienia USA. Od 1946 był konsultantem Komitetu Prawnego ONZ i razem z Henrim Donnendie de Vabresem napisał wstępny projekt Konwencji w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa podpisanej 9 grudnia 1948

W wydanej w 1944 książce The Axis Rule in Occupied Europe przedstawił swoje poglądy na nowy typ zbrodni przeciwko ludzkości, tworząc termin „genocidium” (ludobójstwo), które rozumiał jako zorganizowane działania mające na celu zniszczenie narodu lub grupy etnicznej poprzez dezintegrację instytucji , kultury, języka, świadomości narodowej i religijnej, gospodarczych podstaw egzystencji, a następnie pozbawienie ludzi bezpieczeństwa, wolności, zdrowia, godności i ostatecznie życia. Proponował też przyjęcie międzynarodowej konwencji dotyczącej zapobiegania ludobójstwu (zob. Konwencja ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa).

W wykładzie Sowieckie ludobójstwo na Ukrainie, wygłoszonym w nowojorskim Manhattan Centre w dwudziestą rocznicę Hołodomoru (1953), uznał sztucznie wywołany przez władze sowieckie głód na Ukrainie lat 1932-33 za klasyczny przykład tej zbrodni[1].

źródło

lemkin2

 

Nawet lakoniczna, jak przystało na Wiki, biograficzna notka zmusza do refleksji na temat oporu z jakim spotyka się każda zacna myśl i idea w świecie zawłaszczonym przez ideologie psychopatycznych i owładniętych szaleństwem ludzi władzy, dla których ludzkość to tylko anonimowy tłum, czasem tylko powodowany głodem wściekły opór i przeszkoda stojąca im na drodze do osiągania celów, na ogół dalekich od naiwnych oczekiwań tłumów. I, choć z podziwem patrzę dziś na karierę Lemkina, z szacunkiem pochylam się nad jego dziełem zawartym w The Axis Rule in Occupied Europe (wyd. 1944), to jednocześnie nie mogę powstrzymać się przed stwierdzeniem, że tendencja do działań antyludzkich a nawet jawnie zbrodniczych, jest niezmiennie na tym samym poziomie na jakim była przed Lemkinem i po nim także, i prawdopodobnie będzie zawsze, przynajmniej dopóki nasza ludzka, zbiorowa świadomość nie osiągnie poziomu, na którym będzie nas stać na zbiorowy wysiłek oporu wobec każdej koncepcji wymierzonej jawnie bądź skrycie przeciwko zwykłemu człowiekowi i całej ludzkości.

 

Lemkin1

 

Dziś tylko krótka notatka, chwila uwagi mająca na celu przypomnienie, ale także zachęcenie czytelnika do sięgnięcia po materiały dotyczące historii legislacji po II W.Ś. Postać Rafała Lemkina jest i będzie zawsze ważna w dziejach rozwoju myśli humanistycznej, tym niemniej wydaje się, że wobec dramatycznych wydarzeń jakich jesteśmy świadkami we współczesnym świecie, oceniając politykę mocarstwową i przemiany gospodarcze, powinniśmy z większą uwagą śledzić je pod kątem i w oparciu o akty prawne takie jak Konwencja w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa podpisanej 9 grudnia 1948., czy Karta Międzynarodowego Trybunału Wojskowego z 8 sierpnia 1945 r. , 

…gdzie czytamy min. :

Artykuł 7 Statutu Trybunału stanowi: 1. Dla celów niniejszego statutu „zbrodnia przeciwko ludzkości” oznacza którykolwiek z następujących czynów, popełniony w ramach rozległego lub systematycznego, świadomego ataku skierowanego przeciwko ludności cywilnej:

(a) zabójstwo;

(b) eksterminacja;

(c) niewolnictwo;

(d) deportacja lub przymusowe przemieszczanie ludności;

(e) uwięzienie lub inne dotkliwe pozbawienie wolności fizycznej z naruszeniem podstawowych reguł prawa międzynarodowego;

(f) tortury;

(g) zgwałcenie, niewolnictwo seksualne, przymusowa prostytucja, wymuszona ciąża, przymusowa sterylizacja oraz jakiekolwiek inne formy przemocy seksualnej porównywalnej wagi;

(h) prześladowanie jakiejkowiek możliwej do zidentyfikowania grupy lub zbiorowości z powodów politycznych, rasowych, narodowych, etnicznych, kulturowych, religijnych, płci [….] lub z innych powodów powszechnie uznanych za niedopuszczalne na podstawie prawa międzynarodowego, w związku z jakimkolwiek czynem, do którego odnosi się niniejszy ustęp, lub z jakąkolwiek zbrodnią objętą jurysdykcją Trybunału;

(i) wymuszone zaginięcia osób;

(j) zbrodnia apartheidu;

(k) inne nieludzkie czyny o podobnym charakterze celowo powodujące ogromne cierpienie lub poważne uszkodzenie ciała albo zdrowia psychicznego lub fizycznego.[2]

norymberga3

Czy mi się tylko wydaje, czy większość z tego co ma miejsce w dzisiejszej Polsce to zbrodnia przeciwko ludzkości?

Zostawiam to pytanie czytelnikom, jak również zachęcam do głębszej refleksji nad naszą współczesną historią/ teraźniejszością.

Erdogan vs. Erdala i vice versa.

Erdal Gökoglu walczył w Turcji o bezpłatne studia. Za to trafił do więzienia. Gdy wyszedł, od razu uciekł z ojczyzny. W Belgii uzyskał status uchodźcy i przez dekadę bez problemów podróżował po Europie. Aż w końcu przyjechał do Polski, gdzie… uznano go za terrorystę. W areszcie czeka na ekstradycję.

Cały tekst

Erdal przyjechał do Polski na ślub przyjaciela, Onura Baraka, który obecnie koordynuje pikiety zorganizowane przez przyjaciół i znajomych Erdala z Polski, Niemiec, Belgii i rodaków z Turcji. Jeżdżą na wszystkie rozprawy i nie boją się głośno krzyczeć w jego obronie. Zorganizowali już protest przed  Ministerstwem Sprawiedliwości, przed ambasadą w Brukseli, ambasadą w Berlinie i konsulatach w Kolonii i Hamburgu.

krótki research:

– 1972 rok – narodziny Kurda, obywatelstwa tureckiego, z pochodzenia alavity.

– Student architektury, zaangażowany politycznie w DLMK, komitecie walki o demokratyczne szkoły, odpowiedzialny za redakcję gazety „Youth”(z  ang. młodzież); Walczył o bezpłatne studia niezależnie od pochodzenia.

– 1993 rok – Erdal trafia do więzienia za działalność polityczną, gdzie przebywa przez osiem lat, zwolniony przed terminem z powodu złego stanu zdrowia

– 2001 rok – ucieczka z Turcji do Belgii

– 2002 rok – składa wniosek o azyl

– 2007 rok – po 5 latach starannej weryfikacji, rząd belgijski przyznaje mu status uchodźcy

– 2009 rok – Turcja wydaje nakaz aresztowania; Nota dla Interpolu: „brał udział w zorganizowanej grupie mającej na celu popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym”

Erdal Gökoglu nic jednak o tym nie wie i swobodnie podróżuje po Europie. W 2015 roku zostaje wprawdzie zatrzymany w Niemczech, ale po sprawdzeniu dokumentów oraz informacji podanych przez zatrzymanego, może niezwłocznie opuścić komisariat.

– 24.01.2016 roku po godz. 14.00 , po przekroczeniu granicy polsko – niemieckiej zatrzymuje go patrol straży granicznej w ramach rutynowych czynności. Nic w tym dziwnego, skoro figuruje na liście poszukiwanych przez Interpol podejrzanych o działalność terrorystyczną.

– 26.01.2016 rok – pierwsze przesłuchanie, prowadzi je pani prokurator Mariola Wojciechowska-Grześkowiak z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie, a następnie po kilku godzinach Sąd Okręgowy w Gorzowie wydaje wyrok: 40 dni aresztu.

Mam w tym miejscu pewien problem – tylko domyślam się, że w ciągu dwóch dni odpowiedni organ, nie wiem jaki, zdołał powiadomić władze tureckie o zatrzymaniu Erdala, natomiast nie zdołał potwierdzić zeznań zatrzymanego odnośnie jego statusu uchodźcy w Belgii. Ponieważ prokuratura i sąd dysponowali jedynie listem Interpolu, oraz zapowiedzią wniosku o ekstradycję ze strony tureckiej, wydano wyrok o zatrzymaniu i areszcie 40-dniowym. Do tego momentu w zasadzie nie widzę powodu by się niepokoić. Ale…

– Potwierdzenie z Ambasady Królestwa Belgii w Polsce przyszło jednak, gdy mężczyzna siedział już w areszcie

Okazuje się, że wiadomości z Turcji płyną szybciej w eterze niż w obszarze kontaktów na terenie Polski, albo Belgowie, urzędnicy ambasady Królestwa Belgii w Polsce są tak samo opieszali jak wszyscy urzędnicy na świecie. Do tego kompletnie nie czują powagi sytuacji, gdy sprawa dotyczy uchodźcy pod opieką tegoż królestwa. Nie chcę być złośliwa, ale coś mi mówi, że gdyby kłopoty podobnej natury miał obywatel Królestwa Belgii, do tego nie byle kto, tylko np. znany biznesmen, szybkość przekazu  informacji byłaby odwrotnie proporcjonalna do staranności czynności sprawdzających tożsamość zatrzymanego.

Ale nie płaczmy nad rozlanym mlekiem, albowiem sytuacja aresztanta komplikuje się jeszcze bardziej, a to dlatego, że mimo pozytywnej weryfikacji personalnej, jaka w końcu dotarła do organów sądowniczych w Gorzowie, wcale nie przesądza o jego natychmiastowym zwolnieniu z aresztu. Gorzej. Pani prokurator upiera się przy wszczęciu postępowania o ekstradycji, ono już trwa i ta sama pani prokurator domaga się, by rozpatrzono ja pozytywnie. Powód? Turcy we wniosku ekstradycyjnym podali, że Gökoglu należy do Rewolucyjnej Ludowo-Wyzwoleńczej Partii Front.

A ja się pytam – i co z tego? Nawet jeśli? Co to znaczy w praktyce? Zdaje się jednak, że wystarczającym powodem by bać się Erdala, jest to co mówią tureckie władze – a mianowicie, że to ugrupowanie jest skrajną lewicą, odpowiedzialną za zamachy terrorystyczne w Turcji.  Czy pani prokurator zadała sobie trud zapoznania się za jakie czyny Erdal siedział w więzieniu jako student? Nie! Pani prokurator nie zadała sobie trudu. Zrobił to adwokat aresztowanego, pan Zbigniew Łagoda.

Okazało się, że w sprawie oskarżone zostały 22 osoby, które „prowadziły propagandę w szkołach, a podczas spotkań wyjaśniały uczniom wiadomości prasowe” (treść zarzutu).

– Oni walczyli o bezpłatne studia, o ułatwienie możliwości studiowania niezależnie od pochodzenia. Absolutnie ta działalność nie była związana z żadną przemocą i terroryzmem. Wiemy za to, że organizacja do której należał Erdal została w Turcji zdelegalizowana. Stąd pewnie ta konstatacja o organizacji terrorystycznej – mówi adwokat Zbigniew Łagoda.

A Erdal twierdzi, że :

Gökoglu stanowczo zaprzecza, by do tej organizacji należał: – Nie byłem w żadnej z podobnych organizacji. Ja nic nie zrobiłem. Trzeba się spytać sądu w Turcji za co mnie skazano. Za wolność słowa. 

– Nie chcę, byście wydawali mnie Turcji. Nie macie takiego prawa. Gdy tam trafię, znów czekają mnie tortury, pewna śmierć – przekonywał sąd Gökoglu.

– W więzieniu byłem bity. Torturowali mnie. Wpłynęło to na moją kondycję. To był dramatyczny czas.

Oczywiście, że niezawisły sąd, nie jest gremium czułym na takie wyznania. Sąd musi sprawę zbadać dokładnie i mam nadzieję, że tak zrobi. Że weźmie także pod uwagę sytuację w Turcji, którą zmienia nie do poznania prezydent Erdogan, który chętniej niż prawem posługuje się terrorem policyjnym, dyktatem obyczajowym, a pani prezydentowa chwali sobie życie w haremie.

Nie wiem czy sąd w Gorzowie orientuje się, że prezydent Turcji dokonał zamachu na trybunał konstytucyjny, wspiera ISIS, i wykańcza Kurdów… Zapewne nie ma to nic wspólnego ze sprawą Erdala i nie ma to absolutnie żadnego przełożenia na informacje płynące na jego temat ze strony tureckiej… Sąd nie może ulegać tego typu presji politycznej. Może nawet nie brać pod uwagę opinii Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:

HFPC powołuje się na raport Amnesty International z lat 2014/2015, z którego wynika, że osoby oskarżone w Turcji o przestępstwa na tle terrorystycznym są wciąż zagrożone skazaniem na podstawie niewystarczających dowodów. W dokumencie jest także stwierdzenie, że „nieco zmniejszyła się liczba doniesień” o stosowaniu tortur w więzieniach w Turcji. Z kolei Departament Stanu USA (cytowany przez HFPC) zauważa, że tureckie więzienia nadal nie spełniają standardów międzynarodowych. W Turcji są dziś setki więźniów politycznych, w tym także dziennikarze, partyjni działacze i nauczyciele akademiccy

Gorzów, Sąd Rejonowy:

 

– Sprawa nie jest zakończona. Do tego czasu mężczyzna musi pozostać w areszcie. Trzeba dokładnie sprawdzić wszystkie okoliczności [sąd wysłał kolejne pytania do Turcji i Belgii – red.]. Dopóki nie uzyskamy odpowiedzi, nie możemy stwierdzić przeszkody ekstradycyjnej – mówi sędzia Donata Gewert, przewodnicząca wydziału karnego w Sądzie Okręgowym w Gorzowie.

Zatem czekamy. Tymczasem Erdal jest traktowany jak terrorysta, siedzi w izolatce, ręce i nogi ma cały czas spięte łańcuchami i, jak twierdzi jego przyjaciel Barak, powoli umiera. To przypomina mi inną historię sprzed kilku lat…

więzień

Był rok 2007 , wrzesień…

Sprawa dotyczy 33-letniego obywatela Rumunii Claudiu Crulica, któremu prokuratura zarzuciła, że w lipcu ub. r. ukradł w sklepie portfel z dokumentami, kartami bankomatowymi i kredytowymi, a następnie razem z innymi osobami pobrał z bankomatów na podstawie skradzionych kart 22,5 tys. zł na szkodę okradzionego.

Mężczyzna trafił do aresztu na Montelupich w Krakowie we wrześniu ub.r. W areszcie odmówił przyjmowania jedzenia i w styczniu br. zmarł w szpitalu z powodu wygłodzenia. O sprawie napisał „Tygodnik Powszechny”.

tys. zł z konta bankowego, odmówił w krakowskim areszcie przyjmowania jedzenia i zmarł w styczniu w szpitalu z powodu wygłodzenia. Ciało rumuńskiego więźnia Claudiu Crulica, który zmarł w wyniku głodówki w krakowskim areszcie, było pochowane w Rumunii i władze rumuńskie dokonały jego ekshumacji. gazeta

– Trzeba wyjaśnić co tam się stało, co nie działało pomiędzy władzami rumuńskimi i polskimi, i w końcu trzeba ustalić, kto jest winien śmierci rumuńskiego obywatela – powiedział premier.

Trzy postępowania dyscyplinarne: przeciwko dyrektorowi aresztu śledczego w Krakowie, dyrektorowi szpitala przy tym areszcie i kierownikowi ambulatorium będą wszczęte w związku ze śmiercią obywatela Rumunii Claudiu Crulica – ogłosił Centralny Zarząd Służby Więziennej.

Nie mogę uwierzyć, że po latach zostało z tamtej bulwersującej historii tylko kilka suchych notek służbowych. Kilka głów spadło, kilka karier się załamało… Tak naprawdę Rumun nigdy nie przyznał się do zarzucanych mu czynów a prokurator i śledczy nigdy mu tej winy nie udowodnili. Ale to co było szczególnie dramatyczne, to fakt, że nikt się za nim nie ujął, łącznie z jego własnym krajem pochodzenia, nie miał kto pikietować pod ambasadą i nikt się nie zastanawiał jak się czuje ten człowiek przez te wszystkie długie miesiące kiedy głodował wyrażając w ten sposób swój sprzeciw wobec jawnego łamania jego praw człowieka.

Dodam tylko jeszcze, że śledczy poszli za poszlaką jaką dał im do ręki poszkodowany, pewien polski polityk. Po prostu wskazał na Rumuna, który akurat miał pecha przebywać w tym samym czasie w tym samym sklepie. Przy tej sprawie złamano chyba wszystkie procedury tak śledcze jak i medyczne. Tak łatwo zniszczyć człowieka, gdy nikt nie czuje się odpowiedzialny za to jak funkcjonuje instytucja.

Dwie sprawy, różne sprawy, dwóch cudzoziemców, dwa różne kraje i polski wymiar sprawiedliwości. W sprawie Erdala i w sprawie Claudiu pojawiają się PROCEDURY. W jednej z nich  procedury łamano na każdym kroku, w tej drugiej kurczowo się ich trzymają. W obydwu widać, że procedura to stanowczo za małe zabezpieczenie praworządności.

Nienawidzę procedur – zarówno tych administracyjnych, medycznych, sądowych, porządkowych itp. Sprawiają, że człowiek zarówno ten, który ją wypełnia służbowo, jak i ten który jej podlega przestają być ludźmi. Stają się trybikami maszynerii. A wystarczyłoby nie zapominać, że jesteśmy ludźmi, że czujemy, że jesteśmy winni innym empatię i zrozumienie. Wtedy nawet sztywne procedury mogłyby okazać się pomocnym narzędziem do usprawnienia naszych działań. Ale niestety – zbyt często wolimy schować się za procedurą i to na nią cedujemy winę za wyrządzoną człowiekowi krzywdę.

PS.: jedyne procedury, jakie uznaję za bezwzględnie zbawienne to te ratujące życie. Pozdrowienia dla ratowników!

Konstytucja – 2015 – zagrożenia

Listopad 2014:

„Obchodziłam temat jak jeża – miałam poczucie, że ważny jest, ale jednocześnie czułam się niekompetentna i uważałam a priori, że jest nudny po prostu.

Tymczasem już w trakcie analizy, nie wiadomo kiedy, wciągnęła mnie ta praca do tego stopnia, że zmęczenie gdzieś pierzchło, myśli się gotowały jak w kotle z piekielną smołą i nabrałam przekonania, że to nie tylko ciekawe przedsięwzięcie ale wręcz konieczny proces poznawczy, jeśli chcemy mówić o świadomym obywatelstwie.

Bo jakby na to nie spojrzeć – obywatel brzmi dumnie, ale nie można nim być w pełni, jeśli nie znamy swojego miejsca w szeregu, nie wiemy jak nas traktuje konstytucja, było nie było najważniejszy akt prawny państwa –  organizatora życia społecznego. Zachęcam Was moi drodzy do wpadania tu od czasu do czasu by zażyć kolejną pigułkę wiedzy obywatelskiej, oraz do samodzielnej analizy tego tekstu i oceny z własnego punktu widzenia.”

Aktualizacja 1; Krótki wykład Prof. Moniki Płatek w radiu RDC 22.08.2015 roku w obliczu groźby zmiany treści Konstytucji RP. Nowe rozdanie polityczne w wyborach jesiennych do parlamentu, może, jeśli prognozy się potwierdzą, oddać władzę w ręce PIS-u, który jak powszechnie wiadomo, marzy o zmianie konstytucji. Istnieją dwie wersje, obie to propozycje PIS-u i obie zmieniają  de facto ustrój państwa, co jest nie tylko potwierdzeniem stanu faktycznego, ale skutecznym umocowaniem go w prawie.

Polecam ten wykład także do wykorzystania na lekcjach wychowawczych w szkołach. Wychowujmy świadome społeczeństwo obywatelskie, bo tylko takie społeczeństwo poradzi sobie z budowaniem demokracji w świeckim państwie prawa, które, mam wciąż nadzieję, zostanie nam przywrócone, jeśli się o to wszyscy postaramy.

Aktualizacja 2 ( od 6min.!) ; Jest początek 2016 roku, jeszcze daleko przed zasadniczymi dekonstrukcjami instytucji demokratycznych. Prof. Ewa Łętowska opowiada czym jest państwo prawa i o tym dlaczego mimo dobrego zapisu prawa i konstytucji, państwem sprawiedliwości społecznej Polska nie jest i nic nie zapowiada by takim miała się stać w najbliższej przyszłości.

Aktualizacja 3… sierpień 2017 , kilka uwag Prof. Ewy Łętowskiej na temat trzech ustaw porządkujących sądy powszechne. Polska jest już po fali protestów skierowanych przeciwko działaniom rządu większościowego, po aferze z Trybunałem Konstytucyjnym, po zignorowaniu przez władzę kilku ogólnopolskich inicjatyw ustawodawczych, mimo obietnicy, że żadnej nie wyrzuci do kosza bez pochylenia się nad nią całego parlamentu, a także po referendum w sprawie 6-latków i licznych petycjach w sprawie deformy edukacji. Rząd twierdzi, że Polska powstaje z kolan, że reformy przeprowadzone przez niego naprawiają wszystko: sądownictwo, środowisko naturalne, energetykę, rolnictwo, edukację, szkolnictwo wyższe, siły zbrojne, opiekę zdrowotną, ale my tu, poza Warszawką i z poziomu zwykłego obywatele widzimy zupełnie coś innego.

                                                                                  DSCN2152

Preambuła w oryginalnym brzmieniu

Preambuła bez pułapek i ukrytych furtek

Rozdz. 1. Rzeczpospolita

Uwagi do rozdz. 1.

Nieodrobiona lekcja, oblany egzamin

Mam wrażenie, że już wszyscy się wypowiedzieli…, ale…

Nie podzielam lęków i frustracji moich rodaków. Jeśli się czegoś obawiam, to jedynie konsekwencji naszej dzisiejszej postawy wobec fali uchodźców. Oblaliśmy egzamin z humanitaryzmu, praw człowieka, solidaryzmu ogólnoludzkiego. Pokazaliśmy jak bardzo pozbawieni jesteśmy pozytywnych ludzkich odruchów, inteligencji emocjonalnej i człowieczeństwa. Choć bliższe prawdy byłoby stwierdzenie innego rodzaju – nasze zachowania świadczą o tym, że człowieczeństwo to idea, która nie jest nam dana, to coś co trzeba w sobie rozwijać, nie wystarczy deklarować, trzeba praktykować. Teraz mamy doskonałą okazję. Praktykujmy.

Polska, jako organizm państwowy, obnażyła wszystkie swoje słabości – inercję organizacyjną, niemoc logistyczną, brak umiejętności przewidywania skutków, skłonność do ignorancji oraz powszechny dyletantyzm.

Prof. Małgorzata Fuszara

Amnesty International

Krystyna Starczewska

W sobotę, 12.09.2015 roku, w ciągu kilku godzin zobaczyłam czym jesteśmy jako społeczeństwo. Pozytywny ładunek, pozyskany na zgromadzeniu ludzi dobrej woli, ludzi chcących wspierać uchodźców, wytracałam w miarę zbliżania się do konkurencyjnego protestu skierowanego przeciwko  uchodźcom syryjskim. Po drodze, przed siedzibą Prezydenta, miałam okazję z bliska zobaczyć ekstremę katolicką – rycerzy Chrystusa,  – i ci akurat ludzie nie wypowiadali się na temat uchodźców i nawet zaryzykowałabym twierdzenie, że nie wiedzą nic o tym co dzieje się w realnym życiu, ponieważ całą uwagę skupiają na staraniach o koronację Jezusa Chrystusa na Króla Polski… wstawiam to zgromadzenie w nawias… ci ludzie nie interesują się doczesnymi potrzebami wygnańców z Bliskiego Wschodu, tym bardziej tak trywialnymi jak zaspokojenie głodu czy zabezpieczenie dachu nad głową, cóż to znaczy wobec wieczności…

Rycerze Chrystusa w akcji…

Parę kroków dalej,  pod Kolumną Zygmunta, natykam się na narodowców  – zorganizowali prawdziwe święto hejtu polskiego oraz najprawdziwszego faszyzmu. Z wielką pompą i według najlepszych wzorców, czerpanych z tradycji faszyzmu niemieckiego lat trzydziestych ubiegłego stulecia, dawali upust „patriotycznym” fantazjom na temat czystości rasy, podżegali do nienawiści i eksterminacji wszystkiego i wszystkich, którzy nie mieszczą się w ich własnej definicji Polaka-Katolika.

Mam tylko jedno pytanie – czy wojewoda, który udzielił zezwolenia na ewidentne łamanie prawa wynikającego z Konstytucji, poniesie konsekwencje? I nie interesuje mnie w tym momencie jak pan wojewoda swoja decyzję motywował. Wiem co widziałam i co słyszałam. Natomiast nie pytam czy pan wojewoda zdaje sobie sprawę z tego, że takimi decyzjami uwierzytelnia organizacje faszystowskie w Polsce, bo oczywiście pan wojewoda o tym wiedzieć powinien. Jeśli zatem podjął decyzję jaką podjął, to albo jest niezborny intelektualnie, albo dokładnie wie co robi.

Tak na marginesie tego spaceru po starówce warszawskiej – mam refleksję; chcę się podzielić jeszcze jednym spostrzeżeniem natury wizualnej. Czuję silny sprzeciw i niezgodę na to, że im więcej prymitywizmu, przemocy, mowy nienawiści i agresji, tym więcej wokół symboli narodowych – biało – czerwonych flag i orłów w rękach ludzi o tępym, zaciętym wyrazie twarzy, z gębami pełnymi  „patriotycznych” bogoojczyźnianych deklaracji. To klasyczne zawłaszczenie symboli państwa polskiego, które dla młodego pokolenia obserwatorów jest niesłychanie deprawujące i jest to jeszcze jeden powód by pan wojewoda odpowiadał przed trybunałem za swoje, nieodpowiedzialne decyzje.

 

20150912_180826

Dla mnie uchodźca to przerażony człowiek, który podejmuje ogromne ryzyko podróży w nieznane, człowiek głodny, bez perspektywy na rychłe złagodzenie dyskomfortu  życiowego, jest chory ze stresu, za który odpowiedzialni są politycy i społeczeństwa, biernie poddające się dezinformacji systemowej. Dodatkowo, w tej konkretnej sytuacji mamy do czynienia z naznaczeniem, ze stygmatyzacją i dyskryminacją ze względu na wyznawaną religię, co w katolickim, wyznaniowym państwie, odbyło się według znanego nam schematu postępowania z wszelkimi mniejszościami, poprzez wywołanie paniki emocjonalnej i wskazanie danej grupy jako niebezpiecznego wroga. Takim wrogiem są już  feministki, geje, cyganie, lewicowcy, ateiści, żydzi , masoni i ten dziwny, bezosobowy gender.

relacje uchodźców…

Wrogie nastawienia ludzi Europy wobec uchodźców syryjskich, to nie jest kwestia spontanicznej reakcji. To owoc polityki propagandowej ostatnich kilkunastu, może kilkudziesięciu miesięcy. To wtedy, wystarczająco dawno byście zapomnieli, nagle media i internet zostały zalane ogromną ilością obrazów, pokazujących działania islamskich ekstremistów. Obrazy, bez wyjaśnienia tła politycznego, epatujące okrucieństwem, wskazujące religię jako bezpośredniego sprawcę , miały się zalęgnąć w waszej wyobraźni i zalęgły się, miały stopniowo nastawić was przeciwko wszystkiemu co w jakikolwiek sposób łączy się z islamem i nastawiły, miały zamknąć was na rozsądny dyskurs o sytuacji na Bliskim Wschodzie i zamknęły, miały zasłonić prawdziwych winowajców i zasłoniły.

Dziś nikt nie pyta kto jest odpowiedzialny za skandaliczną politykę wobec imigrantów w Europie, nikt też nie mówi jak się zabezpieczyć przed skutkami tak bardzo ułomnej polityki, nikt też nie docieka dlaczego ten nowotwór – państwo islamskie wciąż istnieje… dlaczego trwa tam wojna… Tej fali uchodźstwa spodziewano się od dawna – czy to nie dziwne, że służby pomocnicze, są tak źle przygotowane? że nie zabezpieczono tłumaczy?, że nie istnieje spójny logistycznie plan postępowania z tym wielotysięcznym tłumem sponiewieranych psychicznie i wycieńczonych fizycznie ludzi? Bo to nadal są ludzie! Nie zapominajcie o tym.

Jak słucham wystąpień i gdy czytam komentarze nacechowane tępą nienawiścią, podszyte strachem, to zadaję sobie pytanie: o co im chodzi? Mają pretensję do ISIS, że mało skutecznie wyżyna ludność z tamtych terenów? Dlatego dziś Europejczycy mają problem? To oczywiście sarkazm, ale naprawdę trudno się powstrzymać od takiej , absurdalnej konkluzji, tym bardziej, że hejt wobec ISIS gładko przeszedł w hejt wobec ofiar ISIS – ten sam język, ten sam poziom głupoty i ten sam bezrefleksyjny sposób reakcji.

Mamy jakiś problem z poczuciem odpowiedzialności za tolerowanie przez lata takiej oto sytuacji, że gdzieś obok nas toczą się wojny, giną niewinni cywile, a my sobie tu żyjemy w pokoju, w strefie bezpiecznego komfortu ekonomicznego i nic nas to nie obchodzi. To klasyczny przykład sytuacji, kiedy odrzucając politykę jako taką, kiedy mówiąc, że się nią nie interesujemy, doczekaliśmy się tego, że ona w końcu i tak się nami zainteresowała. Stoi teraz na peronach i patrzy na nas tysiącem oczu, oczu głodnych dzieci, przerażonych kobiet i bezradnych, wściekłych, zdezorientowanych mężczyzn.

Ten widok nas przeraża. Uciekamy od odpowiedzialności za ich położenie i pokrywamy tę niezręczną sytuację krzykiem, brutalną przemocą słowną, jednoczymy się przeciwko nim… Czujemy moc, czujemy się silni w naszej niechęci, niezgodzie na… Można śmiało powiedzieć, że propaganda anty islamska święci tryumf. Tylko, że dziś to są oni , a jutro to będziemy my. Warto sobie to przyswoić i warto też sobie przypomnieć, że Polacy często bywali w przeszłości, a i dziś bywają emigrantami.

34 lata temu o nas…

Skierujcie swój gniew w odpowiednim kierunku – zapytajcie polityków co zamierzają zrobić teraz i w przyszłości by taki eksodus się nie powtórzył, dopadnijcie w swych komentarzach media, odpowiedzialne za waszą histerię, zapytajcie ich jak zamierzają skorzystać z błędów tych państw, które z imigrantami mają problem od wielu lat…Bo właściwe pytanie nie brzmi dziś – CZY, tylko JAK pomóc uchodźcom…

,TTIP coraz bliżej – Rodacy obudźcie się!

Flash-mob anty-TTIP w Belgii. W czasie oficjalnego propagandowego spotkania duża grupa „uczestników” wstała i pięknie zaśpiewała rewolucyjną pieśń ludu z „Nędzników”. Filmik i (angielski) opis zdarzenia znajdziecie tutaj:

Krótka relacja filmowa

A w Polsce media milczą na ten, najważniejszy w ostatnim czasie, temat, a jeśli już coś bąkną to raczej w tonie aprobaty, jak przystało na rządowe media, bo nasz rząd także nie widzi problemu. W sprawie ACTA też nie widzieli problemu…

Aktywiści anty TTIP będą próbowali do was dotrzeć z materiałami poświęconymi tej tematyce. Nie oganiajcie się od tej wiedzy – musimy, wszyscy, bo wszystkich nas to dotyczy, dać wyraz naszej niezgody na zamach na najważniejsze zdobycze – min.: demokrację, prawa pracownicze, ochronę środowiska, i kasę budżetu państwa. TTIP to nie jest zwykła umowa między partnerami handlowymi, to układ zawiązany między korporacjami EU i USA, gdzie panowie z korporacji, bez żadnych ograniczeń będą robić jeszcze większą kasę, a my staniemy się nowoczesnymi , a jakże, niewolnikami ich i tylko ich interesów. I nie dajcie sobie wmawiać, że dla obywatela z tej umowy wyniknie cokolwiek dobrego. Już daliśmy sobie wmówić przed laty, że każdy może być Kulczykiem jeśli się postara… i pokocha neoliberalizm gospodarczy i społeczny… wielu pokochało, wielu nadal kocha, a sukces coraz dalej i dalej, znika z horyzontu…

 

I już słyszałam głosy malkontentów, którzy machają obojętnie ręką na tą bulwersującą sprawę, bo niby co nam ma TTIP odebrać? Demokrację?!!! A gdzie ta rzeczona demokracja jest ? – pytają. Fakt. Z demokracją w Polsce nie jest najlepiej, ale wciąż jest szansa by to naprawić. Po wejściu w życie ustaleń TTIP takiej szansy już nie będzie.

 

Może Bernie Sanders was przekona?

A jeśli nie to poczytajcie sobie ten materiał albo zobaczcie co o TTIP mówi ekspert.

 

TTIP2

 

 

 

 

Władza bez kultury, kultura bez władzy…

DSCN2625W piątek 15.05.2015 przetoczyła się przez Kraków fala protestów środowisk związanych z szeroko rozumiana kulturą. Byli obecni  zarządzający  placówkami kulturalnymi, od muzeów po biblioteki publiczne. Protestowali także studenci, zbulwersowani nowym regulaminem studiów, uchwalonym bez konsultacji z środowiskiem, i mimo wyraźnych sygnałów dezaprobaty. Pikiety protestacyjne odbyły się pod Urzędem Marszałkowskim, pod Collegium Novum, Cricoteką i Muzeum Narodowym. Obszerne fragmenty w materiale filmowym. Podajemy Wam ten materiał bez cięć i obróbki montażowej, mam nadzieję, że będzie nam wybaczone. 😉

DSCN2635   DSCN2637

DSCN2647   Też są zmartwieni…  DSCN2649 DSCN2624   DSCN2633

 

Kazik nadchodzi… jakoś mi się tak skojarzyło, sorry…

DSCN2664 DSCN2657    Niektórzy … nawet nie udają, że ich to interesuje … typowe dziś odwracanie się plecami od problemu – zanotowało czułe oko obiektywu przed Collegium Novum…

DSCN2655

 

DSCN2658

DSCN2676  DSCN2681

DSCN2682 DSCN2680 …kultura widziana od …drugiej strony – oczami pracowników, specjalistów, których nie stać dziś na zwykłą nawet egzystencję, na książki… pracują za minimalną krajową, na śmieciówkach, na umowę o dzieło, mimo że obowiązki i charakter ich pracy wypełnia zasady umowy o pracę… Media nie zaszczyciły żadnej z pikiet, ich kamery, czas, cały ich profesjonalizm idzie w inny gwizdek, np. w wywiad , dotyczący zupełnie innej imprezy kulturalnej…

DSCN2692     DSCN2691

…”Noc Muzeów ” uważa się za otwartą!… Dobrze jest się pochwalić, ale o tych, którzy, tę i każdą inną imprezę o charakterze kulturalnym przygotowują, chwalić godziwą zapłatą już się nie musi… Smutne jest miejsce, w którym  polska kultura, w tym także kultura relacji między władzą a społeczeństwem, się znalazła. Ta arogancja władzy, była dzisiaj widoczna na każdym kroku…

Przeżyjcie te gorące chwile:

Elżbieta Kunachowicz – kuna

 

Podziękowanie dla Adama Mantarysa za skuteczną i błyskawiczną pomoc przy klejeniu materiału filmowego. Pozdrawiam. 🙂

Piątkowa szkoła demokracji

Akcja – Piątkowa Szkoła Demokracji

 

Zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w akcji PSD.

Akcja polega na tym, że zamiast marudzić, jęczeć, wznosić oczy do nieba, załamywać ręce mówiąc typowe- „A co ja tam mogę, nie mam wpływu, nikt mnie nie słucha, robią co chcą” …itp., zbieramy się w sobie, ogarniamy temat, który nas irytuje, albo z którym trzeba coś wreszcie zrobić. Jak już mamy w głowie zwerbalizowany problem, przerobione dane wokół danego tematu np. podstawę prawną, otoczkę historyczną, dane socjologiczne, czy jakiekolwiek inne źródło informacji – w pierwszy piątek danego miesiąca – tak uzbrojeni idziemy do odpowiedniej instytucji czy odpowiedniego człowieka obdarzonego społecznym zaufaniem – prezydenta, wójta, dyrektora szkoły, proboszcza, rzecznika praw dziecka i sprawę wyłuszczamy słownie i na piśmie. I nic więcej. Tylko tyle dla jednych i aż tyle dla innych.

 

 

Pomysł zrodził się na pożywce złożonej z niemocy, poczucia bezradności, bierności, doprawionej dużą dozą pospolitego jednak „wnerwu” codziennego. Od czegoś trzeba zacząć tę trudną sztukę uczestniczenia w demokracji bezpośredniej. Bo z nami i z demokracją, to jest trochę tak jak w tym kawale o Mosche – wszyscy go znamy, ale muszę opowiedzieć dla tych, którzy być może nie znają:

Zrozpaczony, biedny Mosche wlazł pewnego dnia na najwyższe wzgórze w okolicy, wzniósł ręce do niebios i zawołał : Bosze! jestem porządnym Żydem, miłuję Cię i słucham Twych nauk pilniej niż niejeden ziom, nie wspominając o gojach, a Ty mi nie dajesz wygrać w totka przez co głodują moje dziatki, a chałupa się wali… i zapłakał rzewnie a rozdzierająco. Naraz niebo przecięła jasna błyskawica i zza chmur wychynął brodziaty Pan Buk i rzecze te słowa : Mosche!!!  daj mi  szansę!  Wypełnij kupon!!!!

 

Napiszcie potem do nas – jak się przygotowaliście, jak przebiegało spotkanie, a jeśli będzie ciąg dalszy to także i tym jesteśmy bardzo zainteresowani. Bo nie ma nic przyjemniejszego jak pogonić naszych posłów, radnych i innych, mających władzę wykonawczą, do roboty. Na prawdę możemy to zrobić, a nawet powinniśmy. Lepiej żałować, że się coś zrobiło niż, że się nawet nie spróbowało.

Można też dołączyć zdjęcia, a nawet pliki dźwiękowe… 🙂

 

11009683_413400582156564_659894342_o

 

Powodzenia.

***

Żeby Was zachęcić opowiem piękną , prawdziwą historię sprzed wielu lat.

Jeszcze za komuny, we Wrocławiu, gdzie mieszkałam na gierkowskim, całkiem ładnym osiedlu – sypialni, zaprojektowano i wykonano 4-ro pasmową asfaltówkę okalającą osiedle od strony koryta Odry. Po tej drodze jeździło się cudownie – finkel -nówka bez dziur to była wtedy rzadkość. Odcinek długi , bez pasów dla pieszych i bez tych niepotrzebnych świateł co kilka metrów… Na tym osiedlu mieszkała rodzina 2+2 i miałam przyjemność bywać u nich dość często, na tyle często by notorycznie zapominano wywalić mnie za drzwi o odpowiedniej porze. Byłam jak domownik. Ale do rzeczy. Ci przyjaciele mieli dwóch synów, a jeden z nich, ten starszy, miał wtedy jakieś 11, może 12 lat, w każdym razie podstawówka, to pamiętam na bank, był świadkiem kolejnego śmiertelnego wypadku, który obserwował z ich szóstego piętra… przyszedł do kuchni, bo wtedy życie i gości przeżuwano w kuchni, poruszony, już nawet nie tym, co się stało, bardziej tym, że nikogo to nie obchodzi, że giną ludzie w bezsensowny sposób. No i muszę się przyznać, że nie od razu załapałam, o co się miota. Uspokoiłyśmy go, nabrał powietrza w miechy i wyłuszczył co następuje:

– chodzi o to, że oni nie giną dlatego, że nie umieją przechodzić bezpiecznie. Problem w tym, że tu JEST niebezpiecznie bo…

I tu zostałyśmy oświecone przez małolata , który wypunktował dokładnie projektantów tej drogi śmierci. Miał rację. Przyznałam mu ją skwapliwie, bo przypomniałam sobie, że ZAWSZE kiedy przechodziłam przez tą ruchliwą jezdnię miałam duszę na ramieniu. Mnie się wciąż udawało, inni mieli mniej szczęścia.

Ale Mały powiedział coś o wiele ważniejszego- miał POMYSŁ co zrobić, żeby było wreszcie bezpiecznie. No i tak się zaczęła wielka akcja firmowana od początku do końca przez tego chłopaka. Skoro był pomysł, to trzeba było tylko podpowiedzieć młodemu człowiekowi, jak się wziąć do jego realizacji. I tak:  najpierw była PETYCJA – podpisały wszystkie dzieciaki z trzech szkół osiedlowych plus ich rodzice plus nauczyciele, potem było spotkanie w urzędzie miasta i w wydziale architektury. Znalazły się pieniądze na wykonanie przejść dla pieszych ze światłami, a nawet postulowane od początku przez naszego bohatera, wysepki w połowie przejścia.

Po latach opisuję całą akcję w kilku zdaniach, choć wtedy to były zmagania z ludzką ociężałością, z niechęcią do akcji społecznych, ze zbytnim nihilizmem i brakiem wiary w powodzenie. Michał ze swoimi kumplami przeszedł wiele pięter wielu 10-cio piętrowców, od drzwi do drzwi, poświęcił wiele godzin ze swojego wolnego czasu. I robił to, wiedząc od początku, że może się nie udać.

 10997169_877883058930975_2083526208_n

Fundamentalizm – toksyczny związek przemocowy

 

Pogróżki i realne groźby Episkopatu pod adresem parlamentarzystów, którzy zechcą poważyć się przepchnąć ustawę o in-vitro, są jednym z dowodów, że kraj nad Wisłą jest państwem wyznaniowym. Stawianie polityków w kącie ośmiesza ich i sprowadza do roli marionetek w sprawnych rękach biskupów. I bardzo dobrze. Nie są oni bowiem ani elitą politycznie sprawną, ani poważnym gremium, które potrafiłoby prawidłowo zbilansować swoje pożycie w sakramentalnym związku z KEP.

Przypomnijmy sobie miłe złego początki – okres narzeczeństwa trwał od 1989 do 1993 roku, kiedy Rząd Hanny Suchockiej podpisał intercyzę przedmałżeńską, a następnie, pięć lat później tj. w 1998 roku odbył się ślub. Z rumieńcem wstydu trzeba przypomnieć, że współżycie przed ślubem było dość intensywne i z tych przedmałżeńskich stosunków urodziło się sporo potomstwa – w tym kilka wymagających „specjalnej troski”. Trzeba przyznać, że z początku strony obdarowywały się nawzajem przeróżnymi prezentami, choć nie da się zaprzeczyć – nie obyło się bez małżeńskiej prostytucji… Cóż bywa i tak.

kula u nogi

 

Obecnie jednak mariaż przypomina związek toksyczny z przewagą przemocy po jednej stronie. Ponieważ wiem, co to są mechanizmy osaczania ofiary, to mimo iż trudno mi empatyzować z Rządem RP, potrafię zrozumieć, w jak trudnym położeniu się znalazł. Ubolewam jednocześnie nad kondycją społeczeństwa, które sprowadzone do roli petenta u drzwi, prawdopodobnie nie zechce wesprzeć Rządu w dążeniu do rozwodu, który wisi w powietrzu i jako ta cuchnąca kuropatwa kruszeje w promieniach bladego słońca oświecenia.

spray

 

Ostatnie sondaże dają powody do umiarkowanego optymizmu, albowiem ponad połowa Polaków jest przeciwna angażowaniu się Kościoła w politykę Rządu, a poparcie dla in vitro deklaruje prawie 70% respondentów. Wprawdzie Rząd RP regularnie „olewa” opinię społeczną, ale być może opamiętanie nastąpi w okresie przedwyborczym i miejmy nadzieję, utrzyma się podczas kadencji. Ze swojej strony pragnę jedynie uświadomić Szanownemu Społeczeństwu, że nie wykorzystujemy nawet dziesiątej części możliwości wpływania na sposób prowadzenia polityki wewnętrznej kraju. I dopóki te proporcje się nie zmienią, Rząd RP nie będzie mógł liczyć na nas, a my nie będziemy mieć poczucia wpływu.

temperówka

PS.: Wprawdzie rozwód najszybciej uzyskuje się bez orzekania o winie, ale w tym przypadku nie widzę innej możliwości jak pełne rozliczenie KK i kolejnych Rządów RP – obie strony mają sporo „za uszami” i mamy pełne prawo domagać się, jako społeczeństwo rekompensaty za stracone nadzieje i stracony bezpowrotnie czas.

 

źródło

Obiektywnie rzecz biorąc…

Przeczytałam, już jakiś czas temu, dziwny tekst. Potem kilka razy wracałam do niego. Mój niepokój rósł. Dzisiaj znowu go czytałam. Chcę podzielić się z Wami tym niepokojem.

Jest to, obiektywnie rzecz biorąc, opis dramatu jaki podobno, tak twierdzi autorka tekstu, zdarza się raz na pięć tysięcy poczęć. Chodzi o zawiązanie się ciąży bez szans na życie po narodzinach. Kolejne akapity prowadzą czytelnika przez całą ciążę do rozwiązania i kawałek dalej, przez coś w rodzaju żałoby.

Nie mam pojęcia czym kierowała się autorka tego, nie wiem jak to nazwać, reportażu? Zawsze wydawało mi się, że pisanie o czymkolwiek musi mieć jakiś sens, zamysł, cel. Próbowałam więc podejść od tej strony… Tekst na pewno nie uczy, nie zbliża nas do problemu, nie wzrusza, nie budzi też współczucia. Szukam w pamięci podobne produkcje, żeby gdzieś to przyporządkować, jakoś zaszufladkować.Tu jedyne porównanie jakie przychodzi mi na myśl – książka kulinarna, albo instrukcja postępowania w nagłych przypadkach – poważnie!

W latach 90-tych zeszłego stulecia, w zacnym czasopiśmie pod nazwą „Zwierciadło”, opublikowano cykl artykułów sygnowanych przez jakichś psychologów, traktujących zabieg aborcji, jako przyczynę ciężkiego zespołu objawów psychodepresyjnych, z depresją jako najlżejszym z objawów. Pamiętam absmak jaki czułam po lekturze tych tekstów. Miało się wrażenie, że kobieta, która takich objawów pozabiegowych nie miała, musiała co najmniej znacznie odstawać od normy. W tamtym czasie odebrałam te publikacje, jak coś w rodzaju przemocy psychicznej wobec kobiet, coś jak wciskanie kolanem w brzuch wymysłów jakiejś, jedynie słusznej, opcji poglądowej, która opiera się o pojedyncze przypadki z praktyki psychologicznej i rozciąga je w postaci teorii na wszystkie kobiety. Nie muszę dodawać, że wkrótce sprezentowano kobietom w Polsce ustawę antyaborcyjną…

O co tu, do jasnej cholery, chodzi! – irytuję się w końcu. Co tym razem nas czeka – bo takie teksty nie pojawiają się bez powodu. To klasyka! Przygotowanie gruntu pod coś. Ale pod co? Bezwzględny zakaz aborcji?

Tekst jest pozbawiony dramaturgii, zastosowane środki wyrazu ubogie, w zasadzie sucha relacja, bezbarwny opis, no może jak na tę sytuacje zbyt pastelowy… Problem ? Właściwie nie ma problemu. Bohaterowie, on i ona są jednomyślni, zgodni co do decyzji, ta decyzja nie zostaje podjęta po dramatycznych zmaganiach ze słabością ludzką. Ona jest OCZYWISTA od początku. Nigdzie nie jest napisane ani słowem o światopoglądzie czy przynależności do czegokolwiek, ale z napomknięć o chrzcie, pogrzebie i pewności, że się spotkają kiedyś na tamtym świecie, wnioskujesz jednoznacznie i nie masz wątpliwości.

Po przeczytaniu odnosisz wrażenie, że właśnie dostałeś przepis jak NALEŻY zachować się wobec takiej sytuacji. Masz świadomość, że nad tymi ludźmi unosi się pro-life, kościół i jego najnowsza doktryna o świętości życia poczętego. Autorka opisuje ten dramat bez oceny ich postępowania, tak jakby nie było o czym rozprawiać, jakby nie istniały wątpliwości. One są napomknięte, ale ich nie czujesz, gdy to czytasz. Po rozwiązaniu sytuacji nie ma rozpaczy, wyrzutów sumienia, depresji – niczego tam nie ma. Pobrzmiewa nieśmiało Bóg tak chciał, a może tylko mi się wydaje. Nawet jako odległe echo nie słychać żadnego pytania, żadnej wątpliwości nie uświadczysz.

 

rozpaczMyślę sobie , że to dobrze. Bo nie można ocenić czegoś, co jest wyssane z palca. W prawdziwym życiu, żywych, czujących istot ludzkich, kipi dramat; głowę rozsadzają galopujące myśli, nie można znaleźć sobie miejsca, świat szarzeje, wszystko traci na moment sens…  Ale to wiem ja, pięćdziesięciolatka, nie wie tego dwudziestoletnia dziewczyna czy chłopak. Ten tekst jest dla nich? Dostają przepis na najtrudniejszą decyzję w życiu? – nie myśleć, nie mieć wątpliwości, pozwolić toczyć się wypadkom, poddać się biernie sytuacji? Trzymać się kurczowo wiary w irracjonalne byty? Być może istnieją aż tak wyalienowani ludzie, aż tak zdystansowani do kwestii życia i śmierci, aż tak oddani prawom natury, że aż niemożliwi w praktyce. Musieliby chyba być autystyczni, a nie są. Musieliby rozumieć interes populacyjny w tak doskonały sposób, że także praktycznie niemożliwy.

– A może, – przychodzi mi nagle do głowy, – jest to zakamuflowana krytyka postaw wynikających zrozpacz1 poddania się doktrynie? Może autorka chce powiedzieć nam – patrzcie, jak doktryna zabija człowieczeństwo, wrażliwość, humanitaryzm!

Nie wiem co miała na myśli. Przeczytajcie. Może coś przeoczyłam, źle zrozumiałam. Pomóżcie. Podzielcie się wrażeniami.

55 minut życia.

 

Jeśli ktoś nie posiada wykupionego abonamentu PIANO tu jest pdf całego tekstu

 

 

Votum separatum.

Votum separatum – w sprawie tytułu „Ateista Roku”

Zdaję sobie sprawę, ze zróżnicowania naszej grupy nieformalnej ateistów, tym niemniej, stoję po stronie tych ruchów, które mają ambicje tworzenia płaszczyzn, jednoczących ludzi niewierzących pod hasłami, ideami, filozofią znacznie wykraczającą poza oczywisty fakt, że jesteśmy ludźmi niewierzącymi w bogów. Brak wiary w nonsensy, to zdecydowanie za mało, by nasza grupa zyskała tożsamość. Uważam, że poziom świadomości oraz akceptacja wartości humanistycznych powinny pozytywnie nas określać.

Wyróżnienie pana Jerzego Urbana tytułem Ateista Roku, jest sygnałem, że bycie ateistą z definicji czyni człowieka wartościowym. Tak nie jest i akurat w tym przypadku trudno dopatrywać się wzorca, z którego można by tworzyć ikonę ruchu ateistycznego. Działacze Koalicji muszą zdawać sobie sprawę z tego, że czy to się im podoba czy nie, mając w nazwie ateizm, reprezentują ogromną rzeszę ludzi i w związku z tym ich działalność rzutuje na całą grupę społeczną. To wielka odpowiedzialność, której nie zdejmuje z nich nawet fakt, że jest to w istocie niewielka grupa ludzi, zjednoczonych wspólną ideą w działaniu na rzecz naszego środowiska.

Jeśli takie widzenie tego ruchu jest błędne – a wszystko zdaje się na to wskazywać – to niniejszym czuję się w obowiązku dać wyraźny sygnał, że nie identyfikuję się ani z tegorocznym wyborem Ateisty Roku, ani trybem przyznawania tego zaszczytnego tytułu. Nie jest też właściwe, z mojego punktu widzenia, aby ugrupowania wywodzące się w prostej linii z ruchów ateistycznych, nadal podejmowały izolowane działania bez szeroko rozumianego porozumienia z całym środowiskiem, tym bardziej gdy coraz częściej są słyszalne w mediach, a to, jak wiadomo, czytane jest w odbiorze społecznym jako reprezentacja całego środowiska.

Elżbieta Kunachowicz

Post scriptum do nieposłuszeństwa obywatelskiego

635195116772572607 (1)

Otworzyłam dziś fejsa i pierwsze co zobaczyłam, to była relacja z sali sejmowej gdzie odbywało się wysłuchanie zgłoszenia obywatelskiego. Na mównicy stała młoda kobieta i punktowała Rząd, Ministrę Edukacji i poszczególnych posłów RP. W temacie nie siedzę, dzieci mam już dorosłe. Słuchałam z wielką przyjemnością. Dawno nie widziałam nikogo na tej mównicy, kto by z równym zaangażowaniem, równie klarownie wypowiadał słuszne zarzuty i do tego kierował je we właściwą stronę.

Zamieściłam film na portalu (Refleksje pod aktem nieposłuszeństwa obywatelskiego) i już za chwilę zostałam pouczona przez komentująca internautkę, że to występ „kłótliwej baby, która nie dba o dzieci tylko o swój interes.” (???)

Zapoznałam się z historią działalności Państwa Elbanowskich, bo o nich i ich Stowarzyszeniu Praw Rodziców była mowa w materiałach prasowych i…

…usiadłam do napisania tego artykułu.

Bardzo dobrze się stało, że w chwili pisania komentarza do materiału filmowego nie miałam tak naprawdę pojęcia, kim jest kobieta na mównicy. Pewnie komentarz pozbawiony byłby kilku przymiotników i ogólnie nie brzmiałby tak entuzjastycznie – czyt. naiwnie.

Przypomniałam sobie, że faktycznie zetknęłam się z ich działalnością i że bardzo mnie wówczas zbulwersował forsowany przez SPR, absurdalny z mojego punktu widzenia, pomysł by dać rodzicom prawo do kształcenia dzieci w domu. W tym miejscu nie będę rozwijać tego wątku, bo nie o tym chcę pisać.

To moje niedoinformowanie czy amnezja raczej, spowodowało chcąc nie chcąc, że mogłam się ustosunkować do tego spektaklu w sejmie bez wcześniejszych uprzedzeń. Dzięki temu teraz mogę równie uczciwie przyjrzeć się własnym reakcjom oraz przeanalizować materiał prasowy na ten konkretny temat.

Po analizie, mam Wam coś do powiedzenia, i to już nie będzie na temat Państwa Elbanowskich.

Najpierw zadajmy sobie kilka pytań – dlaczego w Polsce demokracja nie działa? Dlaczego Polacy nie angażują się w życie społeczne, w inicjatywy oddolne, protesty, nie popierają słusznych żądań różnych grup ludzkich, jeśli nie mają w tym własnego interesu osobistego, a nawet jak go mają, to im się nie chce i wolą, żeby inni załatwili to za nich? I dlaczego co najmniej tak bardzo jak im się nie chce nic zrobić, tak bardzo chce im się krytykować, oceniać, hejtować na forach, krzyczeć, siedząc w ciepłych pantoflach przed televizornią?

I kilka faktów, pierwsze z brzegu; W Polsce odbyło się kilka, uznanych przez Sąd Najwyższy za ważne, referendów :

1946 rok …..3 X  TAK……..frekwencja  90,1%

1987 rok……w sprawie zmian ustrojowych……frekwencja  67,3%

1996 rok……w sprawie powszechnego uwłaszczenia…frekwencja  32,4%

1997 rok……konstytucyjne….frekwencja  42,86%

2003 rok…..w sprawie przystąpienia Polski do U.E……frekwencja  58,85%

 Wszystkie referenda jakie się odbyły w powojennej Polsce inicjowane były przez Rząd. Informacje na ich temat znalazłam w 5 sekund – dosłownie.

Na temat petycji referendalnych, spełniających wymogi ustawy  ( co najmniej 1 milion podpisów), które skończyły swój żywot w niszczarce urzędu państwowego, informacje już nie są tak łatwo dostępne. Zatem przypomnę jedynie te, które pamiętam.

 w sprawie ACTA

w sprawie odwołania Rządu Donalda Tuska

w sprawie Rospudy

w sprawie ustawy antyaborcyjnej

w sprawie funduszu alimentacyjnego

w sprawie sześciolatków

Podaję z pamięci i niechronologicznie… ale pewnie zaraz mnie poprawicie , może coś dołożycie nawet…

Odbyły się jedynie referenda lokalne dotyczące spraw społeczności lokalnych, i to tylko te popierane przez opcje polityczne, mające wpływ na decyzje w danej sprawie i na danym terenie.

To, że rozpisanie referendum jest przedsięwzięciem zarezerwowanym dla spraw szczególnej wagi, gdzie poparcie społeczne jest czynnikiem ważnym ze względu na charakter planowanych zmian, nie wymaga tłumaczenia. Natomiast inaczej ma się rzecz  z  protestem społecznym wobec planów Rządu. Do wyrażenia sprzeciwu mamy narzędzie w postaci PETYCJI zwykłej oraz PETYCJI w sprawie rozpisania referendum ogólnonarodowego.

Jak zatem mamy rozumieć fakt zignorowania kilku petycji o fundamentalnym znaczeniu ? I nie chodzi tylko o to, że skończyły w koszu – chodzi przede wszystkim o to, że nikt nie wziął ich pod uwagę. Ustawy wydano, mimo wyraźnego sprzeciwu społecznego i do dziś to nie kto inny tylko właśnie my ponosimy skutki tych ustaw. Szczególnie boli mnie ta w sprawie ustawy antyaborcyjnej, ponieważ arbitralnie zadysponowano moim nietykalnym osobistym dobrem, do tego w sposób bezpardonowy. To było ewidentne nadużycie wobec ponad 50% społeczeństwa, a jeśli doliczyć świadomych ojców to znacznie więcej… Ale nie o tym miało być. Przepraszam – zawsze się bulwersuję tą systemową przemocą wobec ludzi.

Idźmy dalej. Prócz relacji z sejmu, trafiłam dziś na coś jeszcze, co z jednej strony mnie ucieszyło, bo ustawa antyprzemocowa przeszła przez duszną salę Senatu, ale zaraz znowu natrafiłam na wyraźny znak, że demokracja w Polsce to fikcja. W notatce o konwencji dziennikarz wspomniał, i to chyba z pewną satysfakcją, jeśli dobrze odczytałam intencje, o senatorskich skrzynkach pocztowych zasypanych protestami przeciwko konwencji. I znowu to samo – moi przeciwnicy także zostali zignorowani. I jakoś mnie to martwi zamiast cieszyć. Martwi – bo oni też są obywatelami i mają prawo oczekiwać, że ich sprzeciw zostanie potraktowany tak, jak powinien być potraktowany każdy sprzeciw.

Zaraz się z tego wytłumaczę. Tak, macie rację – to ambiwalencja, ale nie brak zrozumienia, na czym polega gra polityczna i strategia pokonywania impasu. Ambiwalencja moja polega na tym, że z jednej strony mam poglądy, których jestem gotowa bronić wszelkimi dostępnymi środkami, ale też jednym okiem wciąż kontroluję poprzeczkę wyznaczającą granice praworządności. I widzę wyraźnie, że granice te,  mój Rząd i Parlament ciągle przekracza. Robi to w stosunku do mnie i w stosunku do moich oponentów. Robi to w stosunku do nas wszystkich – w stosunku do społeczeństwa jako takiego.

Przypomnę pierwsze pytanie: dlaczego demokracja w Polsce nie działa?

Może kiedy odpowiemy sobie na pozostałe pytania coś się wyłoni z Waszych odpowiedzi.

Zapraszam do dyskusji …petition1

 

Epigenetyka- śmiech Lamarcka zza grobu

Za GW z grudniowego numeru

 

Gdy naukowcy stworzyli mapę naszego genomu, odtrąbili zwycięstwo. Wiemy już, że mamy 3 miliardy par nukleotydów, które składają się na 25 tysięcy genów. Mamy przepis na człowieka.

– Co to za mapa? – drwią dzisiaj epigenetycy. – Jak się z jej pomocą poruszać, skoro nie wiemy, które z dróg są otwarte, a które zamknięte? I robią kolejne eksperymenty. Jak choćby ten z wąchaniem wiśni.

Warto wiedzieć, co to takiego ta epigenetyka, choć na co dzień lepiej zapomnieć jak to działa… Tym bardziej, że raczej mamy nikły wpływ na ekspresję genów. Zostawić to nauce byłoby najprościej, gdyby nie rosnące obawy, jak ich odkrycia będą w przyszłości wykorzystane – w służbie dobra czy może właśnie zła… Odwieczny problem. Katastrofistów i piewców nauki zapraszam na forum…

Samospełniająca się przepowiednia

Kolejny ekspert ?

Udostępnienie kobietom antykoncepcji jest działaniem antypaństwowym

 

Tym razem niczego nie będę analizować. Szkoda czasu i atłasu. Natomiast chcę zwrócić Waszą uwagę na mechanizm zaszczepiania fałszywych przesłanek, przekonań i poglądów, wyhodowanych w umysłach osób duchownych i świeckich, na podatną tkankę młodego pokolenia Polek i Polaków. Żywię nadzieję, nie wiem czy słuszną, że młodzież wychowywana w normalnych domach przez światłych rodziców nie ulegnie czarowi kłamstwa i absurdu, ale biorąc pod uwagę, że wielu spośród niewierzących posyła swoje dzieci na lekcje katechezy, mam i tu podobne obawy.

Nikogo nie trzeba przekonywać, że nagłaśniane w ostatnich latach wypowiedzi duchownych na temat seksualności to nie tylko stek bzdur, ale także jedna wielka obelga pod adresem przede wszystkim kobiet. Odbiera się im prawo do wolnego wyboru, odmawia się im prawa głosu w sprawie ich funkcji prokreacyjnej, ustawicznie przywołuje się je do porządku pokazując, gdzie jest ich miejsce.

Wielu ateistów nawet cieszy się, że kościół przegina i kompromituje się tymi wypowiedziami, bo, jak twierdzą, własnymi rękami się unicestwia. Tylko, że jednocześnie trwa proces indukcji tych szkodliwych treści w umysły młodego pokolenia. I o to młode pokolenie ktoś wreszcie powinien się upomnieć. Powinni to zrobić specjaliści, psychologowie – seksuolodzy, pedagodzy, ministerstwo oświaty, Rzecznik Praw Dziecka, świeckie organizacje mające w statucie ochronę dzieci i młodzieży przed deprywacją no i wreszcie, przede wszystkim Rodzice. Jakoś nie zauważyłam przejawów troski tych osób fizycznych i podmiotów uprawnionych do reprezentowania interesu społecznego. Nie wątpię, że widzą to samo co ja, nie wątpię, że są równie zaniepokojeni, ale ich głos nie jest słyszalny. I niestety nie będzie go słychać, ponieważ media mają inną misję niż się nam powszechnie wydaje – media oddają głos jedynie słusznej opcji. Czy zdają sobie sprawę ze swojego walnego udziału w procesie ogłupiania społeczeństwa? Są kryci – taką misję mają wpisaną w preambule ustawy. Pozostaje jedynie pozazdrościć dobrego samopoczucia…

dzisiejsza edukacja

Kropla drąży skałę; wystarczająco długo powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Wystarczająco często powtarzane kościelne prawdy objawione na temat seksu, kobiet, rodziny, sumienia, życia poczętego, mordowania i krzyku zarodków zadomowiły się już na dobre w języku i w myśleniu Polaków. Jeśli dziewczyna słyszy, że się będzie puszczać, chłopak, że będzie sobie pozwalał, kobieta, że nie ma prawa do czegokolwiek – to tak będzie. Działa tu bowiem nieuświadomiony mechanizm psychologicznego warunkowania na spełnianie oczekiwań. Działa to mniej więcej tak: jeśli będziemy komuś np. dziecku mówić, że samodzielne przechodzenie przez ruchliwą jezdnię spowoduje iż wpadnie pod samochód – to wielokrotnie wzrasta prawdopodobieństwo, że tak właśnie skończy się pewnego dnia jego życie, skoro tylko uda mu się wyrwać spod kurateli i parasola ochronnego nadopiekuńczych rodziców czy dziadków. Jeśli dziewczynka od maleńkości słyszy, że seks jest czymś nagannym, brudnym, złym uczynkiem, wyuzdaniem, puszczaniem się, wpadaniem w kłopoty, to najprawdopodobniej tak będzie. Jeśli ta dziewczynka, jako dojrzewająca i dojrzała kobieta będzie z całych sił bronić się przed naturalną potrzebą zbliżenia seksualnego z powodu zaindukowanego lęku przed skutkami, to ma zapewnione głębokie zaburzenia w sferze seksualnej. Samospełniająca się przepowiednia – tak się nazywa ten mechanizm.

Zastanawiam się, o co chodzi klerowi w Polsce? Jeśli pan Knabit mówi o ludziach jak o parzących się nieustannie zwierzętach, bezmyślnych istotach goniących za głosem popędów, to, zgodnie z wiedzą o indukcji przekonań i mechanizmach samospełniającej się przepowiedni, chodzi mu zapewne o to, byśmy  zaczęli nieodpowiedzialnie kopulować przy każdej okazji i we wszystkich możliwych konfiguracjach. A co jeśli się tej wizji nie poddamy? Co jeśli kler rozwinie myśl Knabita, że: udostępnienie kobietom antykoncepcji to działanie antypaństwowe? Jak myślicie, ile minie czasu nim usłyszymy coś w stylu, że: gwałt z poczęciem nowego błogosławionego życia, to akt patriotyczny i obowiązek obywatelski każdego porządnego katolika i Polaka? Bo ja myślę sobie, że społeczeństwo, które pomieściło deklarację wiary lekarzy, modlitwę o deszcz w parlamencie RP, poświęcenie windy i rur kanalizacyjnych, łyknie już wszystko… zatem nie będziemy długo trwać w oczekiwaniu.właz

A może rzutem na taśmę zaczniemy wreszcie reagować? Może należałoby zgłosić do Google tego typu filmiki jak zalinkowane wyżej , na równi z treściami faszystowskimi, szczującymi do nienawiści, pornograficznymi i wszelkimi innymi , obscenicznymi  produkcjami. To na prawdę już dawno przestało być śmieszne. I bez obrazy, ale wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji przyswajania  tego typu przekazów. Wprawdzie piszę o tym, tu i teraz, ale akurat ateiści są odporni, a czy ktokolwiek inny tu zagląda, czy moja sąsiadka to przeczyta – nie sądzę. A tymczasem epidemia nagłych, cudownych nawróceń wśród celebrytów zatacza coraz większe kręgi…

I może oprócz tego zaczniemy więcej uwagi poświęcać naszym dzieciom, zadbamy o dobre i otwarte z nimi relacje, zaczniemy autentycznie chronić je przed dezyderatą rodzinakościelną i religią w szkole, zadbamy o poważne traktowanie etyki w nauczaniu powszechnym. Bo kochani – to nie jest tak, że nie mamy na nic wpływu. Nasze dzieci mieszkają z nami pod jednym dachem. Rady rodziców to nie powinno być towarzystwo adoracji dyrektora szkoły tylko odpowiedzialne ciało decyzyjne. Telewizornie można wywalić na śmietnik – i tak nic tam ciekawego ani wartościowego nie znajdziecie. Kupmy dzieciom dobre książki, oglądajmy z nimi dobre filmy on line, słuchajmy dużo dobrej muzyki – wciąż mamy do tego dostęp.

Żeby przerwać indukcję złych treści wystarczy wyjąć wtyczkę.    wtyczka

Żeby nauczyć się demokracji trzeba ją ćwiczyć – można zacząć od tego, że w każdy pierwszy piątek miesiąca wyrazimy głośno i wyraźnie w swoim środowisku – w pracy, w szkole, w sklepie, do sąsiada, do nauczyciela, do księdza albo radnego jedną , dobrze umotywowaną myśl, sprzeciw lub poparcie… spróbujcie- to na prawdę nie boli, a czasem nawet sprawia satysfakcję. 😉

Dlaczego ni z gruchy ni z pietruchy mówię o demokracji? To proste – jeśli się jej nie nauczymy sami, to nikt tego nie zrobi, bo nikt nie jest tym zainteresowany. A po co nam ona?  Bo nie istnieje żadna inna opcja, która by mogła przeciwstawić się tej spektakularnej klerykalizacji czyli polskiej hucpie episkopalno-rządowej. Muszą zacząć działać i to sprawnie mechanizmy demokratycznej kontroli oddolnej i to jest nasze być albo nie być. Mnie też się to nie podoba – też wolałabym zajmować się swoimi pasjami albo beztrosko zbijać bąki – ale sorry – taki mamy klimat.

Oto wyrywkowo kilka przykładów indukowania fałszywych przekazów

Masturbacja – grzech śmiertelny

Kobiecość i męskość  – szczególnie polecam – długie kazanie, ale absolutnie mistrzowska klasa w sztuce indukcji – 95%  obserwacji plus 5% fałszywych wniosków i mylnych interpretacji – mogę się z każdym założyć, że nie wyłapiecie tych elementów, za to po wysłuchaniu, nawet jako ateiści, uznacie model tradycyjnych ról przypisanych do płci za jedynie właściwy i słuszny… i dla każdego, bez względu na jego osobisty wewnętrzny imperatyw. Właściwie jest to pean pochwalny dla wiedzy o gender i wciskanie słuchaczom przekonania, że tylko i wyłącznie tą drogą można osiągnąć szczęście. Bardzo ładnie opakowany kit do zalepiania dziur i pęknięć w emocjonalnych deficytach przeciętnego zjadacza chleba. Ale niestety życie nie chce być aż tak proste, człowiek to jednak kompilacja zbyt wielu zmiennych, a uproszczenia i chadzanie na skróty to droga donikąd, chyba, że zgodzimy się przyjąć schemat i pozbędziemy się ambicji rozwojowych. Wtedy kościół stanie się jedynym beneficjentem i dysponentem naszego życia – i o to w tym wszystkim chodzi. Piotr Pawlukiewicz nie uleczy naszych relacji z partnerem, za to skutecznie odwiedzie nas od prób szukania właściwego rozwiązania problemu. Zapamiętamy i przyjmiemy za pewnik optykę kościoła, że rozwód jest niepotrzebny, dzieci są ukoronowaniem kobiecego szczęścia, rady fałszywych przyjaciółek – bo one zawsze są fałszywe – to głos szatana, rola ojca sprowadza się do zranienia syna, by ten stał się prawdziwym mężczyzną itp. uogólnienia i mądrości życiowe serwowane z ust przedstawiciela instytucji, która z definicji nic o naszym życiu wiedzieć nie może, bo nie ma wglądu w tą część życia społecznego. Rozmowy przy konfesjonale to jednak trochę za mało…by stać się ekspertem, natomiast wystarczająco dużo, by pozować na takiego specjalistę. I Piotr Pawlukiewicz na takiego specjalistę z  powodzeniem pozuje – publiczność przyjmuje go z wielkim aplauzem – co wcale mnie nie dziwi – ludzie lubią populistyczne gadanie, identyfikują się chętnie z obrazkami, jakie im prelegent maluje, a że nie słuchają z właściwym sceptycyzmem i nie stać ich na krytyczny ogląd? Przecież nikt tego w szkole nie uczy. I to  jeden z ważnych  powodów dla których kościół nie widzi miejsca dla etyki w szkole.

 

Bridge – a tu inny rodzaj marketingu…  bardzo silne oddziaływanie na emocjach

 

Czy grzech i poranienia seksualne mogą być furtkami dla szatana – ks. Piotr Glas, egzorcysta

Fenomenalny patent na odwracanie uwagi od prawdziwych przyczyn problemów, sianie lęków, a jednocześnie sprzedaż modnych usług czyli marketing. Takie spotkania i publikacje tworzą rynek zbytu na usługi egzorcystów, dokładnie tak samo jak stworzono rynek zbytu na usługi zmierzające do podtrzymania mitu wiecznej młodości – czyli na operacje plastyczne, wybielanie zębów, czy cały przemysł kosmetyczny, fitness itd. No ale nie czepiajmy się, mamy wolny rynek tak? No mamy! Chciałabym tylko, żeby ludzie ustawiający się w kolejce do egzorcysty mieli świadomość tej manipulacji. I życzyłabym sobie, aby może jednak ktoś zbadał obiektywnie jakie są skutki tych metod leczenia, bo coś mi mówi, że nie są one obojętne dla psychiki. Pewnie szepcze mi te wątpliwości jakiś demon, ups!

edukacja  Nasze dzieci mają prawo do rzetelnej edukacji, podanej systemowo w szkołach publicznych, do podręczników napisanych przez specjalistów w tej dziedzinie, oraz ochrony przed szkodliwymi skutkami oddziaływania indoktrynacji na wczesnych etapach rozwoju w okresie przedszkolnym i wczesnoszkolnym – efekt indukcji lęków przełoży się na jakość ich zdrowia i życia w przyszłości.

Zasygnalizowałam w niniejszym artykule kilka różnych problemów, które po kolei wyskakują przy każdej okazji , gdy propaganda i marketing KK włazi nachalnie w moje życie. Już nie mam ochoty się z tego śmiać, ani żartować. Ten proceder jest bowiem na prawdę groźny, a skutki trudne do oszacowania. Dzielę się przemyśleniami, sieję niepokój, bo nie widzę światełka w tunelu, bo moi młodzi przyjaciele, rodzice maluchów nadal bagatelizują problem. Wierzą, że robią dobrze posyłając dzieci na religię, pielgrzymkę czy oazę…mówią że chronią dzieci przed ostracyzmem. Myślę, że nawet gdyby istniało takie niebezpieczeństwo, a nie wierzę, że tak jest, to i tak jest to nic w porównaniu z tym, na co naraża się dzieci oddając je w ręce sprawnego katechety…

ignored

 

 

Postawy wobec…

 

Od czasu do czasu, każdy z nas w taki czy inny sposób jest nagabywany i wciągany w sprawy, na które być może, w ogóle nie zwrócilibyśmy uwagi. Czasem nas to wkurza, nawet dość mocno potrafi zirytować. Reagujemy zależnie od temperamentu i poziomu zainteresowania daną sprawą. Możemy od razu podpisać się pod wnioskiem, bez wchodzenia w szczegóły i żeby mieć święty spokój, albo wręcz przeciwnie – trzaskamy drzwiami przed nosem aktywisty.

Chciałabym przez chwilę zatrzymać Twoją uwagę przy tych rozważaniach. Wiesz, że tworzenie tzw. lokalnych inicjatyw społecznych, to jedna z wielu możliwości wpływania na nasze najbliższe otoczenie oraz proces kształtowania postawy obywatelskiej wobec danego problemu. Mamy do tego prawo w demokratycznym państwie. I tyle pięknej teorii. Bo, czy  za każdym razem jest to inicjatywa czysta w swej intencji? Mam wątpliwości. Aby je rozwiać, aby zyskać pewność, musielibyśmy każdą taką sprawę prześwietlić niczym rentgenem, przyjrzeć się ludziom stojącym za nią, rozpoznać rodzaj pobudek, jakimi się kierują, wreszcie zastanowić się nad argumentami zawartymi w pismach wiodących …

Nikt z nas tego nie robi, nie mamy na to zdrowia ani czasu, nie mamy też na ogół wglądu w skomplikowane, niekiedy bardzo dobrze ukryte zależności personalne, powiązania różnych interesów, różnych ludzi i instytucji. Co więc możemy, i powinniśmy zrobić w takiej sytuacji? Na pewno nie należy niczego podpisywać, jeśli mamy wątpliwości. Jeśli je mamy, to komitet powinien dysponować odpowiednimi, dobrze udokumentowanymi argumentami.

Spory ostatecznie rozstrzyga na ogół jakiś urząd miasta czy gminy, w oparciu o literę prawa i możliwości jakimi dysponuje samorząd lokalny. Nie mam wątpliwości, że  w tego typu inicjatywach, zwykle ktoś ma swój interes prywatny, a tzw. interes społeczny to tylko lepiej lub gorzej spreparowana zasłona dymna. Osobiście bardzo nie lubię być wykorzystywana w taki sposób przez moich ziomali.  A Ty?

DSCN1280

 

Do napisania tych kilku zdań skłoniła mnie pewna inicjatywa lokalna , której jestem przeciwna już nawet nie dlatego, że ktoś chce coś ugrać dla siebie wyłącznie (a niechby sobie ugrał !)  , ale dlatego, że robi to w obrzydliwy sposób – posługując się wyssanymi z palca fałszywymi faktami, w celu wywołania określonych emocji mieszkańców, a także dlatego, że  jest ona krzywdząca najsłabszych i najbardziej skopanych przez życie – ludzi wyrzuconych poza nawias – bezrobotnych i bezdomnych. Mieszkam nieopodal miejsca, o które chodzi inicjatorom wniosku i nie odnajduję się w tych pismach, w argumentacji i przede wszystkim nie potwierdzam faktów na jakie komitet się powołuje…

Poniżej oddaję do wglądu treść  pisma, jakie spłynęło na biurka urzędników miejskich oraz jedno, które jest głosem rozsądku mieszkańca – krótko i zwięźle przekreśla grubą krechą sens tej inicjatywy. Zwróć uwagę na sposób, w jaki inicjatorzy pomysłu argumentują swoje żądanie – całe pismo ocieka wprost od troski obywatelskiej o wizerunek miasta, o zabytki, o spokój mieszkańców, gdy najprawdopodobniej chodzi o zwykłe przejęcie lokalu… Zamieszczam  jedno z najkrótszych pism, jakie komitet wystosował do różnych urzędów miejskich- pozostałe liczyły po kilka stron formatu A4 , co świadczy o wyjątkowo kreatywnym ściemnianiu

Modelowy przykład jak robić dym bez ognia:

Pismo komitetu obywatelskiego do ZBK

 

A to z kolei krótka notatka autorstwa jednego z mieszkańców – o tyle ciekawa, że wyraża autentyczną postawę prospołeczną, krótko i na temat wskazuje na bezzasadność inicjatywy – niestety rzadka postawa i niepopularna w naszym, mało wyrobionym  społeczeństwie, przynajmniej w zakresie relacji międzyludzkich.

Klienci darmowej kuchni święci nie są na pewno, ale 90% przewinień o które są
oskarżani jako sprawcy jest wyssane z palca. Puste butelki, które są
pozostałością po libacjach w większości są po drogich alkoholach i na pewno
nie wypili ich bezdomni i tzw. „lumpy”. Dotyczy to również napisów na bramach
i murach. Ktoś chce naszymi rękoma załatwić swój partykularny interes. To WWL
wpisuje się w tendencję, ostatnimi czasy, nasilającą się w Krakowie, bronienia
swojego otoczenia kosztem społeczeństwa całego miasta. Takimi przykładami są
spalarnia odpadów oraz spopielarnia zwłok w Podgórkach. Wywalenie takich
punktów (Reformacka) na peryferia mija się z celem. Nie przyniesie żadnych
efektów. Bezdomni i potrzebujący pomocy zawsze będą się gromadzić tam gdzie
jest najwięcej ludzi i można liczyć na wsparcie i jałmużnę. Trzeba pamiętać ,
że Kraków to milionowe miasto z dobrą infrastruktura i zawsze będzie
przyciągać nie tylko młodych ludzi chętnych do pracy i mających potencjał,
ale również osoby nie umiejące (lub nie chcące) znaleźć się w tej
rzeczywistości.
Uważam kierunek działań wyznaczony w tych pismach wręcz za szkodliwy, a
nie tylko nieprawidłowy. 

***

Uczestnictwo w życiu społecznym jest ważnym elementem nauki demokracji – ale zawsze trzeba pamiętać, że niekiedy za wielkimi hasłami kryją się małe interesy i niskie standardy społecznego współistnienia i to niezależnie  w jakiej skali – osiedle, gmina, miasto czy państwo. Bądźmy więc uważni, roztropni i sceptyczni. Hura-optymizm nie jest wskazany, gdy mamy niedosyt informacji, częściej bowiem zostaniemy wykorzystani, niż osiągniemy satysfakcję z uczestnictwa.

DSCN13681

 

W głębi kontinuum – lektura obowiązkowa ateisty

Pochylając się nad mizerią życia społecznego w Polsce, zastanawiam się od dość dawna, gdzie jest najczulszy punkt uchwytu, od którego należałoby zacząć kształtować pozytywne zmiany na tym polu. A jest to ugór, gdzie nic nie rośnie oprócz chwastu, a każdy głos rozsądku niknie w szumie wiatru i nikt go nie słyszy, nikt na niego nie odpowiada.

I tak sobie myślę, że tym czułym punktem są młodzi rodzice, a właściwie ich dzieci, te najmniejsze, nawet jeszcze nie narodzone, zaledwie w planach…

Zanim temat w pełni rozwinę w następnych publikacjach, już dziś chcę zarekomendować pozycję wydawniczą, niemłodą już, ale wciąż aktualną, uznaną, i słusznie, za jedną z trzech najbardziej wpływowych koncepcji wychowawczych XX wieku. Chodzi o wydaną w kilkunastu językach pozycję zatytułowaną ” W głębi kontinuum” autorstwa Jean Liedloff. Autorka towarzysząc przez kilka miesięcy plemieniu koczującemu Indian Yequana , z resztą z zupełnie innego powodu, poczyniła szereg cennych obserwacji. Wnioski ujęła w ramach wspomnianej pozycji wydawniczej, a ta stała się podstawą nowego nurtu w podejściu do wychowania dzieci, opartego na bliskości. Ten nowy sposób widzenia kwestii rodzicielstwa i budowania relacji z dzieckiem nosi rożne nazwy, min rodzicielstwo towarzyszące. Na fali nowej idei powróciły do łask stare wynalazki takie jak chusty i nosidła dla niemowląt, i szereg innych dawno wypartych przez nieco chore koncepcje „hodowlane” zachowań  w relacjach z dziećmi.

Nie odważyłabym się niczego państwu proponować w tej delikatnej materii, wszak nie jestem specjalistą, ani żadnym ekspertem w tej dziedzinie, gdyby nie to, że 20 lat temu, po przeczytaniu tej fascynującej lektury stwierdziłam, że ta nowa idea wcale nie jest mi obca, że cały czas ją w sobie miałam, że na koniec dodam – urosły mi skrzydła, bo gdzieś w głębi czekałam na zielone światło by móc zdobyć się na ekspresję mojego prawdziwego, czystego instynktu.

Wkrótce ukaże się pierwszy wpis na moim blogu- OBSERWATORIUM- gdzie bez żadnych ograniczeń będę mogła podzielić się z państwem moimi doświadczeniami z tamtego okresu. Mój syn ma dziś 21 lat i właściwie cały czas obserwuję, czasem z niepokojem, czasem z satysfakcją, efekty i poziom ryzyka jakie podjęłam w tamtym czasie. Zachęcam Państwa do lektury i życzę odwagi. Nasz ugór społeczny aż prosi się o zasianie nowych odmian, odpornych, różnorodnych i cennych,  i pamiętajmy, że bogactwo ziemi to różnorodność tego co na niej żyje, a jednolitość prowadzi do wyjałowienia gleby i sukcesji ekosystemu. Tak nas uczy Matka Natura i tego prawa się nie przeskoczy.

Światopogląd, a świadomość społeczna.

 

 

Pytanie na śniadanie (wstałem niedawno ;)):
Obnoszenie się ze swoją religią, próby przekonywania, że ona czyni kimś lepszym, jest przez wielu uznawane za przejaw zbędnego ekshibicjonizmu i demonstracja prywatnych poglądów na życie, czy przypadkiem obnoszenie ze swoim „ateizmem” nie jest tym samym????

Przedstawiam Wam post z Fb autorstwa Jarka Żelińskiego – na takie głosy czekałam od dawna. Przeczuwałam jedynie, że ludzie o takim stosunku do rzeczywistości muszą istnieć i oto widzę czarno na białym , że nie tylko są, ale podzielają nasze frustracje wynikające z całokształtu ostatniego ćwierćwiecza w Polsce. Pytanie zawarte w poście rozwinęło dyskusję, która wkrótce zdryfowała na o wiele ciekawsze kwestie.

Oczywiście, jak to bywa w tego typu rozmowach, wielogłos jest dość przypadkowy i chaotyczny, tym niemniej wyłania się z niego coś wyjątkowego, jak na nasze polskie warunki, coś, co pozwala mieć nadzieję, że więcej nas wszystkich łączy niż, jak chcieliby politycy, dzieli. Zaryzykowałabym nawet 49879_okragly-stol-debatatwierdzenie, że ludzie o dobrej orientacji w rzeczywistości , o pogłębionej świadomości społecznej, to ludzie, którzy prawdopodobnie nie zakwestionują twierdzenia, że liczne podziały jakie uczyniono na naszym społecznym organizmie w minionych dekadach – to podziały sztuczne, oraz, że jedyny podział jaki istnieje faktycznie, mimo, że nie jest do końca uświadomiony, to podział na ONI – rządzący i MY – społeczeństwo.

Zachęcona inicjatywą Jarka Żelińskiego sformułowałam kilka pytań, na które każdy świadomy obywatel powinien sobie dzisiaj odpowiedzieć. Jednocześnie zachęcam do publikacji swoich poglądów w poruszanych kwestiach. Przegląd Waszych wypowiedzi pozwoli nam wszystkim zorientować się kim jesteśmy, wszyscy razem i każdy z osobna. Taka wiedza jest nam dzisiaj szczególnie potrzebna, albowiem oficjalnie nadal jesteśmy społeczeństwem demokratycznym, ale to się może wkrótce zmienić, a tego byśmy chyba nie chcieli…Najwyższy czas by się określić na przyszłość, dać znak, że też mamy swoje zdanie i przestać udawać, że polityka nas nie dotyczy…

 1. Czy obecność jakiejkolwiek ideologii we wszystkich sektorach życia społecznego jest korzystne z punktu widzenia rozwoju państwa i społeczeństwa? Pytanie abstrahuje od klerykalizacji.

2. Czy przeszkadza mi odmienny światopogląd „sąsiada”  czy raczej uważam, że ta sfera jest prywatnym zasobem świadomości i częścią osobistej wolności?

3. Czy czuję się podmiotem we własnym kraju, ergo jak państwo mnie traktuje?

4. Jak ja traktuję swoje prawa i obowiązki wobec państwa?

5. Czy podoba mi się styl rządzenia moim krajem?

6. Czy wiem co to znaczy, że : „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.”

Zaproponujcie swoje pytania, na które odpowiedź, waszym zdaniem, jest ważna z punktu widzenia obywatela.

Przypominam, że gdy mówimy o obywatelu mamy na myśli członka społeczeństwa w jego relacji z państwem, czyli organizatorem życia społecznego.