Afera wokół Szumowskich. Wyniki kontroli wskazują nieprawidłowości w przyznawaniu funduszy. Brak konsekwencji personalnych nikogo już nie dziwi.

OKO.press dotarło do wyników kontroli przeprowadzonej przez ministerstwo nauki w NCBR. Wynika z niej, że Marcin Szumowski, brat ministra zdrowia, zasiadał w komisjach, które decydowały o przyznaniu prawie 43 mln zł na badania naukowe dla spółki OncoArendi. Jej akcjonariuszami są Marcin Szumowski i – pośrednio – Anna Szumowska, żona ministra

Źródło – czytajcie o szczegółach sledztwa…

 

Okopress obszernie i dość dokładnie opisuje przebieg procedur przyznających niemałe pieniądze podmiotom / wnioskodawcom, tu akurat na cele naukowe i projekty badawcze.  W podobny sposób, zapewne, przebiegają procedury przyznawania wsparcia finansowego również w innych dziedzinach, w których partycypuje nasz budżet.

Czego możemy się z tego tekstu dowiedzieć poza tym, że dobrze mieć w rodzinie polityka w odpowiedniej opcji, znanego raczej z tego, że fascynuje się Matką Teresą z Kalkuty i zaszczyca swoją obecnością spotkania Kawalerów Maltańskich, niż kojarzony jest z biznesem rodzinnym?

Dla mnie – bo mogę mówić tylko we własnym imieniu – czytanie takich artykułów jest traumatycznym przeżyciem. Dowiaduję się nagle, że tworzenie procedur mających na celu transparentność w przyznawaniu funduszy z budżetu na różne ważne inicjatywy i realizację najlepszych projektów, podobnie i wszelkie konkursy oraz przetargi na usługi publiczne, to jedna wielka fikcja. Transparentne są dopiero wtedy, gdy jakiś polityk zalezie komuś za skórę, przegnie w jakimś sensie lub zwyczajnie przestał się podobać. Kontrola społeczna nie istnieje w każdym przypadku rozstrzygania o finansach państwa. Istnieje od przypadku do przypadku, i będzie istniała tylko tak długo, jak na to pozwolą rządzący – no bo umówmy się, że bez wolnych mediów takiej kontroli nie będzie w ogóle.

Nie mówię, że procedury sa złe- co to to nie. Procedury są w porządku. To ludzie nie są ani uczciwi, ani odpowiedzialni. W Polsce od czasu do czasu, nie za często można usłyszeć  opinię, że nasi obywatele lubią łamać lub obchodzić prawo. To niestety chyba prawda, choć znowu nie powinno się generalizować i stygmatyzować wszystkich Polaków. Nie mniej chce tylko zwrócić uwagę, że ryba psuje się zawsze od głowy. I Oko.press, po raz nie wiem już który klarownie nam to opisało. Tylko, że wnioski z tego jednostkowego zdarzenia warte są komentarza na szerszym polu analizy, a tego wciąż brakuje, tak jak w ogóle brakuje społecznej debaty nad takimi i wieloma innymi problemami.

Nie wiem jak czytelnicy, ale mnie jest jakoś dziwnie z świadomością, że Szumowski minister – nadal jest ministrem, że człowiek, który jest skompromitowany i pozbawiony wiarygodności nadal o czymkolwiek decyduje, że być może w ławach sejmowych zasiadają inni „szumowscy” z różnych opcji politycznych i już przebierają niecierpliwie nóżkami, czekając na swoją kolej, by pomóc sobie i innym w robieniu kokosowych interesów, za pomocą naszych budżetowych finansów publicznych.

Napawa mnie to obrzydzeniem i budzi absurdalne pomysły na temat zanegowania sensowności procedur demokratycznych… Tak. Do tego stopnia jestem zniesmaczona rzeczywistością polityczno-gospodarczą wypracowaną po 89 roku. Przychodzi mi nawet na myśl, że cały ten bezkrwawy przewrót i zasada grubej kreski, miała służyć wyłącznie takiej elycie, jaką mamy teraz przy sterach władzy. Wcześniej nie było wcale lepiej tylko mniej bezczelnie, bez takiego tupetu i takiej bezkarności, a to czyni jednak pewną niewielką wprawdzie, ale jednak różnicę.

Nie ma procedur skutecznie eliminujących złe intencje, nieuczciwe motywy osób decyzyjnych. Wszystko co można w tej sprawie zrobić, to skutecznie i nieodwołalnie karać za nadużycia – ale to są działania ex post- czyli, gdy mleko się już rozlało, gdy państwo już poniosło straty a obywatele zostali potraktowani z buta. Marzy mi się taki system, w którym osoby decyzyjne będą czuły nasz wzrok na swoich rękach i nie będzie im to przeszkadzało, w którym zaufanie do osób publicznych będzie wynikało ze skutecznej kontroli społecznej. Nie potrafię jednak,  bo się na tym nie znam, powiedzieć jak by to miało wyglądać. Nawet nie wiem, czy gdziekolwiek na świecie taka sztuka się udała.

Po takich informacjach jak w wolnych mediach typu Oko.press, zaczynam nie tylko wątpić w demokrację, ale nawet życzliwie spoglądam na tych, którzy twierdzą z wielkim przekonaniem, że decyzje powinien podejmować jeden człowiek i za te decyzje w pełni odpowiadać. Ja bym dodała jeszcze, że wszelkie dzielenie kasy i rozdawanie wspólnego majątku powinno odbywać się jawnie, w obecności suwerena, bo procedury demokratyczne nie sprawdzają się w takich warunkach jakie mamy obecnie. Głupi pomysł – wiem. Ale z drugiej strony wiadomo od dawna, że konsultacje społeczne to totalna porażka i fikcja – wystarczy ogłosić je w sposób nie gwarantujący, że informacja dotrze do zainteresowanych obywateli, a nawet jeśli, to i tak wyznacza się godziny w których ludzie na ogół pracują lub z innych powodów nie mogą uczestniczyć… I jest to działanie z wszech miar zamierzone i skuteczne- niestety.

Inna sprawa, że ponieważ ludowładztwo – bo to wszak oznacza termin demokracja – wszędzie poza demokracją ateńską się był wysypał z prozaicznego powodu – ludzie przestali ją współtworzyć, a nawet, w teraźniejszych czasach już nie mają żadnej motywacji do brania udziału choćby w wyborach czy protestach ulicznych – czyli jednej z wielu form demokracji bezpośredniej. Miejmy więc i tę świadomość oraz odwagę bić się w piersi – bo nie ulega kwestii, że nasza permanentna nieobecność i brak udziału w debacie demokratycznej, psują ją w sposób wydajny i trwały.

Bez odpowiedniego kształtowania świadomości społecznej, już na etapie szkoły podstawowej i potem, nie doczekamy się ani społeczeństwa obywatelskiego – a tylko takie osiąga swoje cele – ani godnych ludzi zdolnych  zastąpić dzisiejszych polityków. Myślę o ludziach odpowiednio świadomych zasad i standardów decydowania o losach społeczeństwa w oparciu o etykę odpowiedzialności w miejsce dzisiaj obowiązującego, złego standardu etyki własnych przekonań.  

 

Po doświadczeniach narzuconych przez kwarantannę, związanych z organizacją komunikacji społecznej za pośrednictwem sieci internetowej –  ciekawe panele dyskusyjne, wykłady, zajęcia dla studentów, licealistów i dzieci z podstawówek, praca zdalna itd – udowodniły ostatecznie, że to bardzo wydajne i skuteczne kanały porozumienia między ludźmi. A zatem mam nadzieje, że i konsultacje społeczne tudzież dialog społeczny będzie wreszcie możliwy i przestanie być pustym hasłem w całkiem wyzutej z treści i niewydolnej już demokracji. Może się okazać, że nagle większość z nas może się wypowiedzieć w jakiejś sprawie, że poczujemy, że jednak mamy na coś wpływ. Czego sobie i Państwu życzę.