Apostazja. Miłować kościół, państwo i korporacje czy człowieka? Oto jest pytanie.

 

 

 

Podczas tradycyjnej modlitwy pokutnej w Kalwarii Zebrzydowskiej, nasz dyżurny pogromca ideologii, które sam zresztą wymyśla, niejaki Marek J. wygłosił mowę dotyczącą m.in. zaniepokojenia związanego z wzrostem ilości dokonanych ostatnio w Polsce apostazji. Wzrost jest gwałtowny, to fakt – w samej tylko archidiecezji krakowskiej  wynosił z 50-60 rocznie do 123 w 2019 i aż 445 w zeszłym roku! Hierarchia kościelna ma się czym przejmować, ale naiwnym jest, kto sądzi, że jest ona zdolna do rzetelnej ewaluacji swojego udziału w tym nowym zjawisku. Nic z tych rzeczy. Hierarcha, przynajmniej w oficjalnej, publicznej wypowiedzi, uprawia jak zwykle marketing kościelny. Powiada zatem, że:

Zapatrzeni w najwyższą, jedyną Światłość, chcemy znajdować się i znajdujemy się od chwili chrztu świętego w jej błogosławionym kręgu. Mamy tę światłość przekazywać innym. Takie są dzieje kościoła, nowego Bożego ludu, który jest zjednoczony wokół Chrystusa- mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. odprawionej w Święto Objawienia Pańskiego w Bazylice Matki Boskiej Anielskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej.

 

ale nie byłby ten człowiek sobą gdyby zaraz, poza oślepiającym blaskiem jedynej światłości, nie dostrzegł że:

Dzieje Kościoła to nieustanne zmaganie się synów światłości z tymi, którzy chcieliby, aby zapanował mrok.

 

I dalejże dosiadać ulubionego konika:

Potrzebna modlitwa za tych, mówił abp Jędraszewski, którzy nie rozumieją Kościoła, nie umieją go kochać nawet przez łzy, za tych wszystkich, którzy próbują z Kościołem walczyć i się oddalają

 

Oczywiste zatem, że apostazje nie mają nic wspólnego z hipokryzją kleru, z ukrywaniem i rozgrzeszaniem pedofilii, z rozpasaniem niemoralnych hierarchów, ani z szczuciem przeciwko mniejszościom. Nie. Apostazji dokonują ludzie mali, niezdolni do kochania – wszak nie kocha się za coś tylko po mino wszystko. Ergo – kościół hierarchiczny, kler i wszelkie duchowieństwo może żyć gwałcąc tych najmniejszych, najbardziej podatnych i wyłączonych spod opieki rodzicielskiej, nie ponosić za to żadnej odpowiedzialności…. Może też nadużywać władzy wobec kleryków uczących się w seminariach i używać ich do swoich uciech cielesnych… Może też okradać biednych z ich wdowiego grosza przy okazji obrządków sakramentalnych…. Może używać przemocy słownej wobec niechcianych dzieci kościoła takich jak LGBTQ, ekologów, wegetarian i myślących lewicowo wrażliwców, może na nich szczuć, może nie ukrywać aprobaty dla faszyzujących narodowców i tych specjalnych rycerzy, gotowych służyć kościołowi, uzbrojonym w stalowy różaniec ramieniem …

 

 

 

 

Tak. Wierni kościołowi mają na to patrzeć przez łzy i nadal kochać tę instytucję… Cóż za wredna manipulacja – szantaż emocjonalny dla ubogich w refleksję.

 

No dobra. Otrząśnijmy się z tego absurdu i sprowadźmy na poziom reality.

A w rzeczywistości to jest tak jak mówi współczesny filozof i myśliciel Yuval Noah Harari:

Opowieści służą jako fundamenty i filary ludzkiego społeczeństwa.W miarę biegu historii opowieści o bogach, państwach i korporacjach stały się tak potężne, że zaczęły dominować nad obiektywną rzeczywistością. Wiara w wielkiego boga Sobka, w mandat niebios i w Biblię pozwoliła ludziom zbudować jezioro Fajum*, Wielki Mur Chiński i katedrę w Chartres. Niestety ślepa wiara w te opowieści sprawiała, że ludzkie wysiłki często skupiały się na dbaniu o chwałę fikcyjnych bytów, takich jak bogowie i państwa, zamiast polepszać życie realnych, obdarzonych czuciem istot.

 

 

… i tak jest do dziś. Nic się nie zmieniło, a my ludzie nadal tkwimy w błędzie poznawczym i zamiast się ogarnąć, zająć własnym życiem i czerpać z doświadczania rzeczywistości takiej jaką ona jest w istocie, snujemy marzenia o Kopciuszku i królewiczu z bajki. Tymczasem zniewalające umysł opowieści odwracają naszą uwagę od prawdziwego bólu i cierpienia realnych ludzi, ludzi – ofiar naszych przekonań i wiary. Żołnierz który dostaje odłamkiem żelaza w brzuch na wojnie, której nawet nie rozumie, ale na którą poszedł, bo jest patriotą i odpowiedział na wezwanie swojej ojczyzny, cierpi. To jego cierpienie jest realnym faktem, a jego śmierć definitywnie kończy jego jedyne życie.

Piętnastolatek w liceum, mający problem ze swoją tożsamością płciową, albo preferencjami seksualnymi  – cierpi w społeczeństwie homofobicznym i agresywnym wobec mniejszości seksualnych. Jego cierpienie bywa tak wielkie, że woli zakończyć swoje jedyne życie niż przeżywać skrajny lęk z powodu szczucia w przestrzeni publicznej, przez takie tuby jak kościoły i politycy z najwyższych stanowisk w państwie.

 

Kobiety zniewolone eugeniczną ustawą antyaborcyjną i skazane na przemoc domową, bez nadziei na poprawę swojej sytuacji, wychodzą regularnie na ulicę by wykrzyczeć swój ból i kategoryczny sprzeciw wobec łamania ich praw naturalnych do decydowania o własnej prokreacji i stylu życia. Są też kobiety – jest ich znacznie więcej, które nadal wierzą w opowieści o rodzinie i religii, bez której ich życie pozbawione byłoby sensu.

 

 

 

Siła opowieści, o jakich mówi Harari, jest tak niekiedy wielka, że ludzie nawet w zderzeniu z betonem rzeczywistości nie przeżywają najmniejszej refleksji. Nic więc dziwnego w porównaniu religii do opium dla tłumów. Nie tylko zresztą religie tworzą swoje opowieści. Równie mocne są te o komunizmie i neoliberalizmie… to ten sam poziom oddziaływania na masową percepcję, które sprawia, że ludzie wierzący w te opowieści  nie dostrzegają rzeczywistości w jakiej żyją.

A nauka? Cóż, jak do tej pory jest niemal wyłącznie wykorzystywana do snucia jeszcze bardziej „wiarygodnych opowieści”… Posługują się nią zarówno religie jak i państwa i korporacje. To smutne, ale musimy się z tym zmierzyć wreszcie, jeśli nie chcemy, żeby spełniły się przepowiednie Harariego, które spisał w swojej książce zatytułowanej „21 lekcji na XXI wiek” – serdecznie polecam wszystkim realistom gotowym przyjąć prawdę o ludzkości. Pozostali, niestety, będą słuchać kolejnych opowieści, snutych od teraz przez duety religijno-naukowe takie jak ten chociażby:

 

 

 

I nic w tym zaskakującego, że inteligencja w coraz większym gronie para się legitymizacją religijnych zabobonów… Nie ma bowiem żadnego przełożenia posiadanej wiedzy na sposób jej wykorzystania, ergo, każdy zarządza swoimi atutami jak nakazuje mu … jego wiara w opowieści o religii, państwie i korporacji. Zatem oczekiwanie, czy też spodziewanie się czegoś więcej po kimś, kto posiada wiedzę i para się nauką, jest nadużyciem i presją do której nie mamy prawa. Czy wobec tego Jarosław Gowin i pan minister oświaty i szkolnictwa wyższego Czarnek mają prawo infekować, zatruwać i osmotycznie wciskać na uczelnie świeckie ideologię katolicką, zabobony religijne, wszelkie foliarstwo i szurię? Oczywiście, że maja prawo. Czy uczelnie takie wychowają kolejne pokolenie inteligencji naukowej, wzbogacając polski kapitał ludzki? Nie sądzę, ale to nie jest tak ważne jak wiara w opowieści o religii, państwie i korporacji… Kółko się zamyka, tak jak nasze państwo się zamyka przed światem… Pytanie  – czy tego właśnie chcemy? Czy pozwolimy na to? Niech każdy przyjrzy się tym znakom czasów we własnym zakresie i we własnych granicach możliwości odpowie na nie.

 

Kuna2021kraków

 

ŹRÓDŁO