Co nie mieści się w mojej głowie, a przyśnić się może… na jawie.

Ostatnio nie sypiam zbyt dobrze. Upały. Brak ruchu. Zmęczenie odczuwam, mimo że w zasadzie niewiele mam okazji, by się naprawdę mocno zadyszeć. A teraz jeszcze TO.

TO – sen jak na jawie, ten sam przez trzy ostatnie noce, nawiedza mnie i każe czuć coś, czego nigdy wcześniej nie miałam okazji…

Jestem w obcym kraju, chyba na zaproszenie znajomych. W pośpiechu, szeptem, i tylko wtedy gdy porządkowi są daleko, a machiny podsłuchowe skierowane w inną stronę, zostaję wprowadzona w sytuację i poinformowana jak mam się zachowywać, by uniknąć kłopotów. Siedzimy w holu lotniska międzynarodowego, panuje niezwykła w takich miejscach cisza, słychać zaledwie lekki szmer tła  i wyraźne miarowe kroki, podbitych blachą buciorów służby mundurowej. Na razie jestem tylko zdziwiona i zdezorientowana. Chcę wiedzieć więcej, ale zachowanie ludzi skłania do podporządkowania się, wbrew wszystkiemu co jest mi znane, każe robić to co inni, czyli milczeć, stać i spuścić wzrok. Wszyscy chcą być niewidzialni, nie wyróżniać się, nie prowokować złego.

Przyleciałam tu z innego świata. Z świata w którym złudzenie wolności jest tak mocne, że poza nielicznymi wyjątkami wszyscy czują się panami swego losu i nie sztywnieją na myśl o spotkaniu oko w oko z funkcjonariuszem policji. To świat w którym cywil nie ma wątpliwości, że służby mundurowe – wojsko, policja, straż – spełniają społecznie ważne role – pilnują porządku i praworządności – nawet wierzy, że to właśnie dzięki tym służbom zwykły obywatel może oddać się innym, ciekawszym zajęciom niż obserwowanie co też się dzieje na ulicach, w urzędach, w więzieniach, sądach i innych miejscach wypełniania umowy społecznej.

TU jest inaczej. Tu wszyscy zostali spacyfikowani, posegregowani, są winni i muszą liczyć się z surową karą. Nagle słychać jakiś tumult za oknami. Odruchowo kieruję tam wzrok ale widzę tylko ludzi w mundurach, którzy strzelają krótkimi seriami w kierunku budynku w którym się znajdujemy. Kiedy zwracam pytający wzrok w stronę znajomej, kręci nieznacznie głową zamyka oczy, a spod jej powieki płynie pojedyncza łza. Domyślam się, że giną ludzie.  Nie rozumiem dlaczego, ale wiem CO się dzieje i jak to we śnie – błyskawicznie przechodzę w tryb przetrwania.

Paraliżujący strach jaki czuję, gdy zamykają się za nami drzwi wielkiego kontenera, jest tak realistyczny, że przestaję być widzem mojego fabularnego snu, a staję się częścią zdumiewająco prawdziwej rzeczywistości. A kiedy rozładowują nasz transport –  już nie czuję się człowiekiem – czuję się elementem, cząstką statystyczną, liczbą porządkową. Wysiadamy w ciszy i milczącym skupieniu. Jesteśmy na jakimś większym placu, coś jak rynek krakowski, otoczonym kolorowymi kamienicami z XVIII i XIX wieku, świeci słońce, a wiaterek delikatnie muska twarz – idealne warunki do zwiedzania i podziwiania zabytków kultury materialnej miasta.

Zwiedzania nie będzie. Plamy krwi, rozrzucone to tu to tam po całym placu nie pozostawiają złudzeń – ludzie z których pochodzą nie żyją. Ciała zniknęły.

 

***

 

No i tak śni mi się od trzech dni.

Totalitaryzm, dyktatura i autorytaryzm kroczy przed holocaustem. Zawsze.  Żadne prawo, żadna demokracja, także konstytucja – wytwory ludzkiego idealizmu,- nie powstrzymają realizacji złych zamiarów, gdy człowiek ma wystarczająco silną motywację. Taki napęd bez hamulców mają tylko psychopaci – dokładni, metodyczni, uwarunkowani klęskami, wstydem i poniżeniem w przeszłości. Uczucia i emocje nie skłaniają ich do szukania odpowiedzi na pytanie – dlaczego? Cały wysiłek jest skierowany na szukanie rozwiązania problemu – jak nie czuć tych bolesnych emocji.

Bo nieprawdą jest, że psychopaci nie są zdolni do empatii. Są zdolni, ale tylko i wyłącznie w stosunku do samego siebie. Ludzie częściej miewają niską samoocenę – niskie poczucie własnej wartości – psychopaci odwrotnie – postrzegają swoją wartość w najwyższych rejestrach i bardzo kochają swoje wewnętrzne dziecko, nigdy nie tracąc z nim kontaktu. To ludzie pozbawieni  zdolności tworzenia związków z innymi ludźmi, ale nie czują się osamotnieni. Znajdują oparcie w sobie i w zupełności sobie wystarczają. Dlatego ludobójcy nie mają poczucia straty. To samolubni egoiści na 1000%.

Mój sen pokazał mi moje lęki. konfrontuje mnie z atmosferą, której nigdy nie doświadczyłam w realnym życiu. Należę do pokolenia, które miało niesamowicie dużo szczęścia – doświadczenie wojny, śmierci, zbiorowego strachu, wykluczenia jest nam obce. Trzydzieści lat w PRL-u dało posmakować równości, wolności osobistej, ale także solidarności społecznej wobec biedy i jedności wspólnoty przeciwko wszystkiemu co partyjniackie i ruskie. Niestety, kolejne trzydzieści lat przypada na wiek dojrzały, kiedy mamy już zdolność krytycznej oceny rzeczywistości, a w ramach tej oceny poczuliśmy jak pełzający klerykalizm buduje prawdziwy totalitaryzm religijny,  teokracja niszczy nadzieję na rozwinięcie demokracji i społeczeństwa obywatelskiego i w końcu Kaczyński przecina aortę, dożynając ostatecznie umowę społeczną.

Jeśli śni mi się namolnie to, co wyżej próbowałam tak nieudolnie opisać, to znaczy, że mój mózg widzi więcej i sprawniej analizuje niż ja. Chciałabym, żeby się mylił, chcę być w błędzie – nie podoba mi się taka perspektywa i nie życzę sobie takiej przyszłości. Problem jednak w tym, że być może tylko taki finał zadowoli psychopatów. Jeśli usuną nas z UE, zamiast zdjąć białe rękawiczki i przyłożyć PIS-owi 25 na goły tyłek, to będzie znaczyło, że kultura europejska woli się brzydzić precedensem niż pomóc 40 milionom ludzi w Polsce. To będzie dla mnie wielkie rozczarowanie, choć rozumiem jakie niebezpieczeństwo tkwi w precedensach. Polska od dawna jest postrzegana jako infant terrible – więc może jednak PE powinien się ogarnąć i przygotować jakąś specustawę tylko z tego jednego powodu. Wszak prawo powinno nadążać za rzeczywistością, a skoro w tej rzeczywistości Polska tak niemiłosiernie skrzeczy, to… Do dzieła Unio!

 

 

Kuna2020Kraków