Juliusz Paetz. Mechanizmy przemocy i władzy. Część 3

ABP JULIUSZ PAETZ – część III.

Stolica Apostolska od niepamiętnych czasów była prawdziwym rajem dla licznych gejów w sutannach, a dostanie się tutaj na studia na którykolwiek uniwersytet papieski dla młodego, zdolnego księdza, było równocześnie furtką do wpływowej posady w licznych urzędach administracji Watykanu czy dyplomacji papieskiej i tym samym trampoliną w kościelnej hierarchii.

Tak było w Rzymie w głębokim średniowieczu, tak było także w czasach nowożytnych, w epoce Renesansu, ale również w czasach nowożytnych. Jeżeli komuś się wydaje, że obecnie jest inaczej, to współczuję mu jego naiwności i polecam literaturę fachową, a publikacji naukowych na ten temat jest coraz więcej.

Watykan jako serce Kościoła Rzymskokatolickiego, od zawsze był źródłem zdobywania nieograniczonej władzy, politycznych wpływów na świecie, ogromnych pieniędzy…, ale i rozpasania seksualnego. Seks odgrywał tu zawsze istotną rolę, a ponieważ Państwo Kościelne to państwo mężczyzn, mężczyzn bogatych, wpływowych i nieżonatych, więc nie dziwi chyba nikogo fakt, że seks miał tutaj bardzo często homoseksualny charakter.

Wiedział o tym świetnie młody ks. Juliusz Paetz z Poznania, gdy w 1962 roku przybył do Wiecznego Miasta i zamierzał od początku swojego tu pobytu tę wiedzę skutecznie wykorzystać. Ten młody syn Kościoła przez pięć kolejnych lat studiów na rzymskich uniwersytetach papieskich, zaliczał kolejne egzaminy, ale równocześnie równie skutecznie zaliczał kolejne seksualne epizody, sypialnie wpływowych hierarchów kościelnych, sauny gejowskie odwiedzane przez ludzi Kościoła i robił wszystko, aby po ukończeniu studiów pozostać w Rzymie, nie wracać do rodzimej archidiecezji poznańskiej i „zahaczyć” się w urzędzie któregoś ze swoich wpływowych protektorów.

Zasada ta obowiązuje do dzisiaj i wygląda zupełnie tak samo. Protektor zatrudnia w swoim urzędzie, gwarantuje mieszkanie służbowe i odpowiednie wynagrodzenie i załatwia zgodę ordynariusza swojego pupila, który wysłał go na studia do Rzymu. Bo seksowny pupil niestety nadal formalnie podlega swojemu ordynariuszowi i bez jego zgody nie może pozostać w Rzymie. Ale który ordynariusz w dalekim kraju, odmówi takiej usilnej „prośbie”, gdy prosi kardynał z Rzymu, prefekt którejś z kongregacji Stolicy Apostolskiej. Przecież każdy ordynariusz składa raporty o swojej diecezji, przy każdej wizycie „Ad Limina Apostolorum”, a nikt nie jest idealny i nikt nie chce kłopotów. Więc ordynariusz niedawnego studenta się oczywiście zgadza, kardynał jest zadowolony, pupil zostaje, a miłość w Wiecznym Mieście w ten sposób kwitnie. I wszyscy są szczęśliwi…

I tu chcę wymienić nazwisko, które może niektórych z Państwa wprowadzić w prawdziwe osłupienie. Otóż protektorem tym okazał się francuski kardynał Jean Villot, prefekt Kongregacji Duchowieństwa, który wkrótce został Sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej i Kamerlingiem Świętego Kościoła Rzymskiego, a więc stał się premierem Państwa Watykańskiego, osobą numer dwa w strukturach kościelnej hierarchii.

Mimo to świeżo upieczony doktor teologii z wielkopolskiej archidiecezji (teologii, a nie seksuologii, co podkreślam), nawiązywał nadal pod rzymskim niebem kolejne wpływowe znajomości, które po latach okazały się niezwykle pożyteczne, w szczególności wówczas, gdy nad głową abp Juliusza Paetza zaczęły gromadzić się pierwsze czarne chmury. W 1967 roku dr teologii ks. Juliusz Paetz zostaje pracownikiem Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów w Rzymie, a następnie pracownikiem Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej i Rady do spraw Publicznych Kościoła, a więc pracuje bezpośrednio pod skrzydłami swojego protektora.
Ale najważniejsze miało dopiero nadejść po kilku latach, a stało się to w niepozorny dzień 1976 roku…
Ciąg dalszy nastąpi.

 

Andrzej Gerlach